[00:35] - Zaczął się las i zaczyna się wieczór w Radiu Na Fali, moi drodzy. Także dzwońcie szybko po wszystkich znajomych dookoła, że wieczór w Radiu Na Fali się zaczął, że za chwilę „Hiperprzestrzeń”, a później „Wieczorowa Pora” i będzie kilka rzeczy, jak zwykle intrygujących. Miła muza i nie tylko. Dziwne opowieści też. To co? To chyba zaczynamy dzisiaj. Dzisiaj tak równo, bez opóźnienia. Wow! To zaczynamy, proszę państwa, tą „Hiperprzestrzeń”.
[01:17] - To think for yourself and question authority.
[01:25] - Po tym oficjalnym początku „Hiperprzestrzeni” witam wszystkich w Radiu Na Fali. Nazywam Tomek, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy i jednego, i drugiego radia. Oczywiście przy okazji chciałem pozdrowić wszystkich mecenasów Radia Na Fali, bo to już właściwie dobiega, miesiąc nam dobiega. No nie, jeszcze nie, ale już niedługo dobiegnie końca. Także pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich tych z was, którzy wsparli taką działalność, taki projekt jak Radio Na Fali. Także dziękuję kochani serdecznie z całego serca za wsparcie. Dziękuję ci Katarzyno, Aldono, dziękuję ci Grzegorzu, Mateuszu, Edwardzie, Rafale, Macieju i Rafale. Dzięki wam to funga działa, śmiga jak przycinak. Tak jakoś bym powiedział.
I chciałem oczywiście pozdrowić wszystkich tych, którzy słuchają offline, bo dostaję sporo maili od ludzi, którzy słuchają tego offline, bo nie mogą siedzieć w tym momencie, nie możecie teraz słuchać na żywca. Także pozdrawiam was. Macham do was ręką zza mikrofonu i pozdrawiam oczywiście słuchaczy, którzy są absolutnie live, bo audycja dzieje się absolutnie live, absolutnie na żywo. Ja sobie siedzę w Londynie i mówię do was z Londynu, w Anglii, po polsku. Takie radio. Chciałem coś jeszcze powiedzieć. A właśnie, chciałem powiedzieć taką ciekawą rzecz. Oprócz tego, że oczywiście Twittery, Facebook i tak dalej, wszystkie te informacje. Generalnie po prostu wpadajcie na Twittera radiowego, na Facebooka radiowego. Tam generalnie wszystkie newsy są podawane na bieżąco, zrzucane audycje, tak samo jak na stronie internetowej.
Jeżeli coś jest spóźnione, opóźnione albo coś takiego, to tam są wszelkie informacje. Na stronie radia też. Także są zduplikowane w paru miejscach. Myślę, że się nie pogubicie, nie będzie information overload, tylko wszyscy załapiecie, o co chodzi, jakby coś się działo. Ale to jakby coś się działo. Na razie nic się nie dzieje. Na razie jesteśmy w lesie. Jaki miły las! Mmm. Mama Natura.
Właśnie chciałem zapowiedzieć, że niedługo pojawią się nowe materiały. Materiały sprzed roku i materiały z tego roku z Konwentu Wiedzy Alternatywnej. Wiecie co to jest? Na pewno wiecie co to jest. To impreza sezonu, która się odbywa latem. Jest jeszcze taka opcja na marzec, że impreza będzie w marcu, ale o tym wszystkim kiedy indziej. Na razie jeszcze o marcu nie mówimy. Do nowego roku jeszcze mamy dużo czasu. Świat może wybuchnąć, możemy nie przeżyć, nie wiadomo, co się stanie. Także na razie zostawiam te historie marcowe, koty marcowe na przyszłość.
A wam mogę powiedzieć, że te materiały, które już zostały nagrane, niedługo pojawią się w Radiu Na Fali. Także będziemy mogli się dowiedzieć, co było na konwencie, kto i o czym mówił, jakie koncepcje się pojawiły, kto jakie hipotezy zgłosił. Wszystkie tego typu historie. Także moi drodzy, nadstawiajcie czujnie ucha lewego i prawego. To się niedługo pojawi. Będę o tym na bieżąco informował. Ponoć już wszystko idzie, czyli już chyba jest zgrane na płytę DVD i wszystko jest w drodze do Londynu. No i te wszystkie rzeczy się pojawią, takie bardzo tematycznie podejrzewam, związane też z „Hiperprzestrzenią”. No i nie tylko, bo generalnie tematycznie związane chyba z tym wszystkim, o czym tutaj po prostu mówię do tego mikrofonu. Do ciebie, droga słuchaczko i do ciebie, drogi słuchaczu.
I zapraszam dzisiaj na „Wieczorową Porę”, bo sekcja ta nocna, sekcja ze snami się troszkę rozrosła dzięki jednemu ze słuchaczy. Także zapraszam was bardzo serdecznie. Na razie nic nie mogę zdradzić, nie chcę nic mówić. Usłyszycie sami, dowiecie się, o co chodzi, co i jak na wieczorowej porze. Polecam. Polecam. Zrobić sobie jakąś kawkę, herbatę. Ja tu mam herbatę zieloną, chyba lipową czy jakoś tak. Taki miks sobie zrobiłem. Mam nadzieję, że dotrwam na tej herbacie.
Na pewno dotrwam. A co, ja mam nie dotrwać? No i tyle z tych ogłoszeń, proszę państwa. Także jesteście już centralnie w „Hiperprzestrzeni”. Telefon do radia to dzisiaj radionafali.com. Taki jest adres na Skype, jakbyście chcieli dzwonić. Mam nadzieję, że dzisiaj się będziecie odzywali. O czym chcę wam dzisiaj opowiedzieć i namówić do tego, żebyście zadzwonili i się podzielili jakimiś refleksjami, jeżeli macie refleksje na ten temat. A temat jest troszeczkę gorący. Jak ogarnę parę tematów, będę starał się zamknąć w jednym takim wątku, żeby nakreślić, jak to się mówi, piękny obraz całości, spojrzeć na to wszystko kompleksowo.
A nie pojedynczo rozdrobnione po kawałku. Pojawią się reptilianie, pojawi się kilka innych rzeczy, rezonansy się pojawią. Pojawi się być może kawałek z ekonomii. Może nie tyle ekonomii naszej cywilizacji, bo od tego będę chciał wszystko zacząć. A dzisiejszy pomysł na moje rozważania brzmi mniej więcej tak. W ogóle wziąłem sobie kartkę, bo jak zwykle robię sobie notatki do audycji. I tak zastanawiając się troszkę nad pewnymi refleksjami, które mi tam parkują w głowie, się zastanowiłem: zaraz, co może nas zabić? Po chwili pomyślałem: no dobra, to co może nas uratować? Co może nas uwolnić? To jest pytanie.
Indeed, mój drogi Watsonie. To co? Zaczynamy, bo aż po prostu straciłem dech w płucach, jak to powiedziałem. Aż tak się przeraziłem tego wszystkiego. To sobie kładę notatki na boku, żeby wszystko widzieć. No nie, nie mogę tu położyć, bo zaraz mikser mnie zakrywa i nie będę mógł kręcić gałkami podczas mówienia. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek i jak zwykle zaczynamy od jakiejś muzyczki, a mam dzisiaj masę fajnej muzyczki. I zaczniemy od takiej rewolucyjnej muzyczki, bo dzisiaj w ogóle taki temat troszkę rewolucyjny. Ja będę chciał dzisiaj w ogóle wrócić, bo tak powiedziałem bardzo nieprecyzyjnie, ale będę chciał dzisiaj wrócić do rozważań pod tytułem: słuchajcie, przed nami jest rewolucja.
Jesteśmy w trakcie tej gigantycznej rewolucji, która aktualnie się dzieje wszędzie na świecie i naprawdę trzeba być ślepcem, żeby jej nie zobaczyć, czy jakoś tak. Ona się dzieje praktycznie wszędzie, ta polaryzacja, o czym gadamy tu w radiu prawie non stop. Non stop, 24 godziny na dobę. No nie, tyle to nie. Ale moglibyśmy. Ale nie robimy, ale moglibyśmy. Także dzisiaj troszkę rewolucyjny nastrój. Może nie jakiś taki, żebyśmy rzucali cegłami, koktajlami Mołotowa, nic z tych rzeczy, bo takie rewolucyjne historie to nie tutaj, ale muzyczka będzie dzisiaj taka troszkę kosmiczno-rewolucyjna, bo dzisiaj taki właściwie kosmiczno-rewolucyjny temat. Co może nas uwolnić? Nawet nie tyle uratować, tylko co może nas uwolnić?
I o tych wszystkich koncepcjach związanych z naszym światopoglądem, z tym, gdzie idziemy, dokąd zmierzamy, czy najciemniej jest zawsze pod latarnią. Co do tego mają reptilianie? Co do tego mają nasi przodkowie? Co w ogóle mają te wszystkie symbole sprzed tysięcy lat? Czy my w ogóle wiemy, o czym mówimy? Czy my w ogóle wiemy, kim jesteśmy? No i dokładnie o tym wszystko będzie dzisiaj. A ten las sobie szumi, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” prosto z Radia Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A ja mam na imię Tomek. No i dzisiaj taki temat o tym, co może nas uwolnić.
Specjalnie użyłem słowa uwolnić, a nie uratować, bo tak sobie myślę, że doszedłem do momentu, w którym z powrotem wróciła do mnie moja wizja z pewnego tripu po LSD, o której kiedyś opowiadałem. Była to wizja, że wszyscy siedzimy na urządzeniach, które są właściwie urządzeniami free energy. Mamy coś w rodzaju skuterów. Siedzimy na tym wszystkim, korzystamy z tego. To jest samo zasilający się mechanizm. Wszystkie te historie. I używamy tego do zasilania telewizora, który jest przed nami. A ten telewizor jest podłączony z nami bezpośrednio przez to siedzenie, przez to urządzenie i w tym telewizorze widzimy to, o czym myślimy. Taka projekcja bezpośrednia wszystkich naszych obrazów, wszystkich naszych marzeń. I w tej wizji było tak, że wszyscy utknęliśmy w tym momencie i to tak mocno, bo nagle zakochaliśmy się w tych obrazkach i to wręcz do nieprzytomności, tworząc taki loop, że właściwie wymyślamy dokładnie jedną historię, oglądamy ją, śmiejemy się: „Ha, ha, ha, ale byłem zabawny!” Następnie napędzeni tą historią ona wraca do nas z powrotem.
Okej, to opowiemy jeszcze raz to samo i z powrotem tak samo. I jest takim loopiem po prostu nieustanna pętla, która się nigdy nie kończy. I tak ostatnio właśnie robiąc wszystkie te syntezy i tak dalej. Bo jeszcze oczywiście zapraszam was do innych audycji w Radiu Na Fali, między innymi na przykład „Syntezy”, którą prowadzę, która jest troszkę bardziej techniczna i mówi o troszkę innych rzeczach, ale bardzo podobnych, bo wszystko to razem się ze sobą bardzo często składa i właściwie żyjemy na tej samej planecie i wszystkie te sprawy dotyczą nas w mniejszym lub większym stopniu. Ale anyway, ja tu nie o syntezie, nie o tych syntetycznych, syntezowatych sprawach, bo jestem w hiperprzestrzeni teraz. Wy też. No i tak się zastanawiałem, co może nas uwolnić, co może spowodować, że odzyskamy swoją władzę, zejdziemy z tego urządzenia i zaczniemy je używać we właściwy sposób. Nie po to, żeby właściwie stać w miejscu, żeby robić taką nieustanną pętlę w historii, tylko pójdziemy o krok do przodu. Pomysłów na ten krok do przodu jak zwykle są miliony i tak dalej. Ja w ogóle się skupię na czymś troszeczkę z innej strony, chociaż dla mnie to jest właściwie ta chyba właściwa strona.
Tu się posłużę troszeczkę pewną refleksją pana doktora Bruce'a Liptona, którego bardzo polecam. Bardzo znana postać zajmująca się netyką. To jest taka ciekawa sprawa. Za chwilę o tym powiem dwa słowa. Zresztą kiedyś już mówiłem o tym w „Hiperprzestrzeni”, także nie będę was zamęczał na ten temat, tylko tak wspomnę troszeczkę. Inna sprawa, że prelekcje Bruce'a Liptona są świetnie przetłumaczone na język polski i możecie je znaleźć bez absolutnie żadnych problemów na YouTubie, z napisami, bez i tak dalej. Także lepiej, żebyście posłuchali tej historii ze źródła, zamiast słuchali z drugiej czy trzeciej, czy piątej ręki. I to też jest dzisiejszy taki koncept, żeby zastanowić się nad tym właśnie, skąd bierzemy informacje. Czy bierzemy je z pierwszej ręki, czy po prostu jak te przysłowiowe papugi z książek powtarzamy, powtarzamy bez ładu i składu jakieś nieprzeciętne dyrdymały i właściwie jesteśmy zapętleni w tych dyrdymałach, aż wręcz bez umiaru, bym powiedział. Jest bardzo ciekawa refleksja Bruce'a Liptona, który scharakteryzował trzy takie palące problemy naszej cywilizacji, tak można by to nazwać.
Żyjemy ogarnięci kilkoma iluzjami, kilkoma fałszywymi pojęciami na temat rzeczywistości. Nazywam to iluzją numer jeden, że materia jest wszystkim, co mamy i wszystkim, co istnieje. To jest nasza iluzja numer jeden. Iluzja numer dwa, że geny kształtują nasze życie, a my jesteśmy ofiarami owych genów. Jesteśmy ofiarami przyrody, ofiarami natury, a później geny nas zabijają. To jest właśnie iluzja numer dwa. Kolejna iluzja numer trzy, że darwinowski koncept rozwoju jest konceptem, który nie jest tylko teorią, tylko sprawdza się w praktyce i że rywalizacja, gonitwa, kto ma więcej przedmiotów, więcej wszystkiego, że to jest esencja naszego życia. Że natura cały czas ze sobą walczy. To jest nasza trzecia iluzja. Jest naprawdę?
To może zacznijmy od tej iluzji numer jeden, czyli że materia jest wszystkim, co mamy i że wszystko, co istnieje dookoła nas, jest tylko i wyłącznie materią, niczym więcej i nie ma się nad czym zastanawiać. Intrygująca sprawa. Mamy masę tych szalonych eksperymentów naukowych i nie tylko. Mamy masę takich przykrych koncepcji fizyczno-matematycznych, ale nie chcę was tu zanudzać o tych wszystkich historiach. Sporo rozmawiałem o tym z Tomkiem Grubba kilka odcinków do tyłu. Wspomnę tylko o jednej rzeczy, chociażby technicznej, bo często się zawieszamy i mówimy: „Dobra, ale jaki jest dowód, że coś istnieje? Oczywiście dowodów jest masa, ale jaki jest taki dowód, który by mnie przekonał?”. Człowieku, prosta rzecz. Bierzesz sobie kawałek drutu miedzianego, nawijasz to w kółko na jakąś butelkę, stawiasz drugą butelkę obok, na którą nawijasz dokładnie ten sam drut. Puszczasz prąd z jednego, robisz tam tym prądem jakieś skoki napięcia.
I co się dzieje? Ten drugi prąd, który się pojawia w tej drugiej butelce, która jest owinięta tym miedzianym drutem, wykazuje dokładnie takie samo zjawisko. Też ma skoki napięcia. A jak człowiek pomierzy, to między tymi butelkami właściwie nie dzieje się nic. Jest dziwna historia, tak zwany wireless, bezprzewodowe. Wszystko się dzieje na odległość. Naukowcy to zmierzyli, poważyli i sprawdzili już co najmniej prawie 100 lat temu. Okazało się, że ładunki elektryczne, tak to nazwijmy. Przepraszam za taki techniczny język. Wiem, że jest sobota wieczór i że techniczne sprawy to nie jest najlepszy pomysł, ale to szybciutko wyjaśnię.
Te ładunki elektryczne, które pojawiają się dookoła tego kawałka pierwszego miedzianego drutu nawiniętego dookoła butelki, są czymś innym niż te, które się pojawiają na tym drugim miedzianym zwoju. Mówimy o dwóch zupełnie innych sytuacjach. Dla nas jest to dokładnie to samo, bo przekazuje ten sam kawałek prądu. Kopnie nas tak samo jak z pierwszej butelki, tak samo z drugiej. To nie ma żadnej różnicy. Dla nas, jeżeli chodzi o nasz punkt percepcji obserwacji rzeczywistości, nieważne, i tak kopie. Ale w rzeczywistości wygląda tak, że energia, która się manifestuje właśnie na tej pierwszej szpulce miedzi, jest czymś zupełnie innym. W jakiś sposób rozładowuje przestrzeń dookoła w taki sposób, że na tej drugiej szpulce automatycznie pojawiają się zupełnie inne ładunki elektryczne, które mają często, w zależności od tego, ile tego drutu jest i tak dalej, inny potencjał elektryczny. Dzięki tym różnicom tego, że na jednym kawałku miedzi siedzi, przypuśćmy, prąd, który nazywa się Gacek, a na drugim siedzi prąd, który nazywa się Jacek. Poza tym, że się znają, nie mają ze sobą nic wspólnego.
Może to dziwnie brzmi. Anyway. Ale każdy z nich ma zupełnie inne właściwości. Każdy ma inne linie papilarne, każdy jest inną postacią i o coś zupełnie innego tam chodzi. A dla nas z zewnątrz to jest dokładnie to samo. Teraz jest pytanie: skoro jest Gacek i jest Jacek, to skąd się jeden i drugi wziął, skoro przesyłamy coś zupełnie innego kablem? Tu się nagle okazuje, że materia, która się manifestuje, bierze się z kosmosu. Po prostu tak nagle znikąd. To są te słynne eksperymenty w CERN-ie, które nieustannie kończą się jedną wielką katastrofą. To urządzenie jest ciągle włączane i wyłączane, bo właściwie jest źle zaprojektowane.
To jest inna sprawa, ale już nawet się nie chcę w to wbijać. Dlatego to urządzenie częściej stoi i się wychładza albo się właśnie ogrzewa, żeby technicy mogli tam wejść i poprawić to wszystko i naprawić. Ale to już może zostawmy to CERN. Fajnie wygląda, spektakularnie. Widziałem zdjęcia stamtąd. Gdzieś tam jeden z moich znajomych spędził tam troszeczkę czasu, pracując i robiąc różne dziwne eksperymenty, które też do niczego nie doprowadziły. Ale fajnie wygląda, jest fajny show, wszyscy mają granty, wszyscy się dobrze czują i można bawić się w tą iluzję, że kontrolujemy rzeczywistość na taką dużą skalę, bo mamy dużo magnesu, mamy dużo kabla, wszystko jest pod ziemią, wszystko jest tak serio i za taką kasę, że po prostu głowa boli. Od tego bólu głowy to świadczy, że to jest naprawdę i że to jest materialne, że to jest coś, czym powinniśmy się generalnie pokazać światu jako wystawka. Nawet tam zauważono takie zjawisko, że na końcu kabla ładunki znikały, jakby uciekały, po prostu znikają w przestrzeni. Ten cały prąd, te ładunki grawitacyjne, to wszystko.
Dokładnie jest to samo z magnesem. Po prostu te ładunki znikają. Nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Po prostu są. Pyk! Nie ma. Po chwili się pojawiają w innym miejscu. Ping! I mają troszkę inne właściwości. Właściwie jest to niby to samo, ale to nie jest to samo.
To jest coś jak teleportacja i to nawet nie wiadomo, z którego wymiaru, bo chodzi o coś zupełnie dalekiego od naszej percepcji teleportacji, że my wchodzimy do kabiny, zamykamy za sobą drzwi, przyciskamy te guziki w tej windzie i nagle otwierają się drzwi. Jesteśmy gdzieś na Hawajach. Nic z tych rzeczy. To jest trochę tak, że- Obserwując te skrzynki, w jednej pojawia się coś i w drugiej pojawia się coś, ale to są dwie różne rzeczy i my nie wiemy, o co chodzi. Nie wiemy skąd one przybywają, nie wiemy gdzie znikają, nie wiemy, co się z tym dzieje. Po prostu tak już jest. Te tajemnicze moce kosmosu dookoła nas. Dlaczego o tym mówię? Bo jest to generalnie najprostsza metoda wyjaśnienia tego, że nawet w nauce, w dzisiejszych czasach ciężko jest ignorować pojęcie nieistniejącej, niewidocznej przestrzeni, w której dzieją się cudowne, dziwne rzeczy, o których nikt nie ma bladego pojęcia i nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić. Może poza kilkoma ludźmi pokroju Tesli tudzież jemu podobnych, chociaż oni też nie zajmowali się wyjaśnianiem takich rzeczy.
Także nie wiemy za bardzo, co to jest. Po prostu tak już jest. Energia pojawia się, manifestuje się nagle, manifestuje się masowo, a później masowo znika. I to się dzieje tak nieustannie, cały czas w cyklu. Tu jest taka historia, chociażby naszej percepcji rzeczywistości związanej ze statystyką, że my na przykład wyliczamy coś jako cywilizacja, robimy statystykę, liczymy coś, sprawdzamy i mówimy: „Okej, tak będzie, tak się stanie. Na tym polega cała ta historia”. A my z powrotem w lesie. Teraz możemy przewidzieć przyszłość i właściwie nikt nie wie do końca, skąd to się wzięło, że opowiadam takie herezje. Teoretycznie część rzeczy jest przewidywalna. Wiemy, że jutro prawdopodobnie wstanie słońce, będzie kilka chmurek na niebie, zajdzie słońce, pojawi się księżyc i tak dalej.
Takie rzeczy jesteśmy w stanie przewidzieć. Natomiast krzywa statystyczna i wszystkie historie z tym związane to jest abstrakcyjny sytuacyjny, bo my wyciągamy jedną sytuację. To jakbyśmy wzięli kawałek chleba, przekroili go w połowie, wycięli kromeczkę, zamrozili ją gdzieś i badali tą kromkę. Oczywiście nie mamy pojęcia, co się dalej będzie działo, bo ten chleb to jest na przykład zwykły organiczny chlebuś, który zgnije albo coś innego się z nim stanie. A my mierzymy jedną kromkę i z tej jednej kromki próbujemy wyciągnąć wnioski, co się stanie z tą całą niewidoczną resztą, której nie ma. Inna sprawa, że wszystko, co nas otacza, tak jak mówią te eksperymenty w nauce o elementach, które się pojawiają i znikają. Słynna sprawa z atomem, że atom się pojawia i znika. Tak samo protony pojawiają się i znikają, tak zwane kwanty. Stąd się właśnie wzięła ta historia, że są takie małe cząsteczki, które się pojawiają i znikają i nie wiadomo, o co z nimi chodzi. Po prostu świadczy to dokładnie i dobitnie przede wszystkim o tym, że jest przed nami, a właściwie dookoła nas wymiar, którego nie widzimy.
Bo wszystkie te substancje, wszystkie te energie podróżują właśnie z tego niewidocznego wymiaru prosto do nas. Manifestują się, zamieniając w materię. I tak oto mamy materię. Czyli jeżeli ktoś ma pomysł, że materia jest wszystkim, co mamy i że wszystko, co istnieje, to jest właśnie owe twarde coś, to jest mocno w błędzie, bo zapomina o jednej elementarnej rzeczy, że właściwie jesteśmy uczestnikami pewnego gigantycznego procesu. Właściwie nie wiemy, jak długi, jak krótki. Wiemy tylko, że jest to proces i wszelkie nasze trudy badawcze, zabiegi, żeby wykroić z tego jakiś kawałek jak kromka, jak plasterek i to zbadać nie mają żadnej logiki, mówiąc oględnie. Bo co my zbadamy? Zbadamy jakąś sytuację, która stała się w przeszłości. Nie znamy tak naprawdę wszystkich uwarunkowań i wszystkich historii z tym związanych. To jest na przykład historia moich nieudanych eksperymentów.
Znaczy udanych-nieudanych. Ciągle nad tym pracuję. Tu czas najwyższy, żebym ja uchylił rąbka tajemnicy. Badam sobie orgonity i wszystkie sprawy związane z pracami Wilhelma Reicha. Wiecie co to, kryształy. Dużo ludzi opowiada niesamowite historie o kryształach. Ja jeszcze nie zacząłem opowiadać tych niesamowitych historii o kryształach. Na razie zbieram informacje. Pewnego dnia siądę i opowiem taką historię, że wszystkim buty spadną z nóg. Żartowałem.
Robię sobie te eksperymenty. Jednym z takich eksperymentów jest sprawdzanie, jak się zachowuje orgonit, jak się zachowuje kwarc, jak się zachowują różne rodzaje cewek łączone z tymi kawałkami kwarcu, z tymi materiałami, które tworzą to tajemnicze pole. Pole orgonowe, jak mawia Wilhelm Reich. Po prostu bierze się wszystko. Bierze się trochę wody, bierze się pojemnik z wodą. Nawet nie trochę, tylko taki trochę większy pojemnik z wodą. Następnie wstawia się to urządzonko do środka, cokolwiek to jest, czy to jest taki mały orgonit, czy to jest kawałek kwarcu, czy to jest kwarc z jakąś cewką. Trzeba to wszystko przygotować wcześniej tak, żeby szlag tego nie trafił w wodzie. Następnie wrzuca się to do wody i zamraża. Pierwsza seria eksperymentów, które wykonałem, była po prostu porażką, bo zapomniałem o tym, że przecież substancja jako materia propaguje temperaturę.
Czyli jeżeli coś mi opadnie na dno butelki, która stoi w zamrażarce, to automatycznie to coś, co jest stałe, takim stabilnym, twardym ciałem, co nie jest wodą, zamarznie szybciej i będzie przekazywało to zamarzanie do wody. Także tak czy siak, cokolwiek się będzie działo dookoła tego urządzenia, nie do końca dzieje się tylko i wyłącznie z powodu jego właściwości, ale bardzo często może być podyktowane po prostu różnicą temperatur, którą robi ten obiekt. To jest taki klasyczny eksperyment, właśnie ten czy fala, czy cząsteczka, że eksperymentator ma wpływ na przebieg eksperymentu. I to jest takie dosłowne, bo teraz trzeba się zastanowić. Mnie to właśnie spotkało. Zrobiłem serię eksperymentów, która była oczywiście nieudana. To trochę trwało, bo trzeba było tę wodę zamrozić, później rozmrozić, obfotografować, sprawdzić co i jak, i zrobić takie... Pomiary to może za dużo powiedziane, zbyt ambitnie, ale coś w tym stylu. Koniec końców po analizie tego wszystkiego okazało się, że mam dodatkowe zjawisko wynikające z tego, że ścianki butelki się schładzają nierównomiernie, bo tam, gdzie jest przedmiot, który parkuje w tym pojemniku czy butelce, on zmienia propagację. Teraz sobie wyobraźmy, jak to jest z tą statystyką.
To są dokładnie te same historie, tylko że jest jeszcze gorzej, bo my badamy jakieś gigantyczne grupy ludzi najczęściej, bo statystyka z reguły dotyczy obsesji społecznych, obsesji tego, jak komuś włożyć łapę w gacie i go kontrolować albo coś w tym stylu. To, co mamy, to jest tylko taki kawałek tej sytuacji. To jest tak jak ja z tym eksperymentem. Jest milion powodów, które mogą na to wpłynąć, milion powodów, które mogą sprawiać, że taka sytuacja się dzieje. I to wcale nie znaczy, że jest to przewidywalne, że coś można z tym zrobić i że można to w jakikolwiek sposób opisać. Są takie eksperymenty robione. Wiemy, że Google je robi, wiele firm je robi po to, żeby sprawdzić, żeby mieć coś takiego jak profil użytkownika, profil klienta, żeby móc przewidzieć w przyszłości, czy ten telefon komórkowy, w który władowano miliony baksów, się sprzeda, czy dzieciaki będą chciały, czy to będzie cool, czy nie będzie cool. Na dodatek jeszcze nie sprawdza się telefonu, czy będzie cool, bo telefon jak telefon zawsze taki sam, byleby dzwonił i się dawał fajnie obsłużyć. Ale chodzi o to, żeby ta kampania reklamująca ten telefon była bardziej cool. Do tego się używa takich pomysłów z tych statystyk.
Dlatego na przykład filmy hollywoodzkie aktualnie wyglądają, jak wyglądają, ponieważ scenariusze są de facto pisane przez dane statystyczne, że to jest popularne, tamto jest popularne w tym sezonie, to zaczyna się popularność na to, zaczyna się sezon na to i wchodzimy. Dlatego nie ma tam żadnych historii. Dlatego jest taki po prostu bullshit, którego się nie da oglądać. Ja nie potrafię tego oglądać. Mnie to po prostu mierzi. Wyłączam, wychodzę. Do widzenia i nie ma mnie tam. Ale to ja. To jest właśnie ta iluzja materii, że próbujemy badać materię, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że jest dodatkowy wymiar i że tak naprawdę prawdopodobnie, ja wierzę, że tak, jesteśmy podróżnikami z zupełnie innego wymiaru, którzy tu się pojawili. Jak my chcemy zbadać warunki, w których my żyjemy?
To jest tylko manifestacja tych warunków. My widzimy tylko efekt końcowy. Natomiast procesy, które się dzieją, dzieją się za naszymi plecami, dzieją się w nas, dzieją się zupełnie w innym miejscu. Nie chcę was tu zanudzać tymi wszystkimi opowieściami o eksperymentach w laboratoriach, bo jest tego masa. Gdybym chciał teraz wymieniać wszystkie te eksperymenty, które potwierdzają w sposób laboratoryjny, w sposób eksperymentalny to, o czym mówię, to chyba nie skończyłbym do przyszłego miesiąca, a liczba tych eksperymentów rośnie i rośnie. To jest taki problem. Skoro wiemy, że tak jest, to dlaczego zatrzymujemy się i zawieszamy jak takie ostatnie dupki nad materią? Nagle okazuje się, że materia definiuje nas bardziej niż cokolwiek innego. Właściwie jest takim głównym ciśnieniem, które sobie wymyślamy. Skąd to się bierze?
Jest to jedno z tych zagrożeń, które może nas zabić. Bo jeżeli skupimy się tylko i wyłącznie na materii, to automatycznie odłączymy się od tego procesu, który stwarza tą całą rzeczywistość. Odłączymy się od tworzenia przyjaznych warunków do tego, żeby manifestowała się siła życia, żeby ta energia wchodziła, pojawiało się to w nas, żebyśmy mogli rosnąć i żeby wszystko działało. Ponieważ to wszystko się bierze, jak mówiłem, gdzieś zza naszych pleców, gdzieś z kosmosu, gdzieś z takich dziwnych miejsc, których my po prostu nie widzimy. Tu wrócę na sekundkę do doktora Bruce'a Liptona, który zajął się takim zjawiskiem epigenetyki. Ja w skrócie wam powiem, o co chodzi. On zrobił masę eksperymentów, które to potwierdzają, pokazują, jak zachowują się komórki. Te same komórki są dzielone na grupy i są rozdzielane po różnych pokojach. W jednym pokoju jest cały sprzęt ustawiony tak, że dookoła są jakieś tkanki kostne, w drugim tkanki mięśniowe, w trzecim jakieś tam inne tkanki. I ta sama komórka, która niczym się nie różni od swoich kumpli, jest teraz rozdzielana.
I każda z tych komórek, która jest dokładnie bratem bliźniakiem samych siebie, jest wrzucana do każdego z tych osobnych pokoi i okazuje się, że w tych pokojach one przybierają już inne formy. Że jest jakiś rodzaj energii, która jest emitowana przez świat, który to stwarza, że taka komórka jak ląduje gdzieś obok kości, zamienia się w tkankę kostną, jak ląduje obok tkanki mięśniowej, zamienia się w tkankę mięśniową i tak dalej. Jest to niesamowita historia, bo to podważa jakiekolwiek schematy, paradygmaty myślenia współczesnej biologii. Chociaż eksperymenty są znane od lat 60., to nie jest coś, co wykwitło wczoraj, a jestem jakimś ekstrawaganckim dżentelmenem, który to opowiada, bo sobie wymyślił. Nie, kochani, jest góra dowodów, naprawdę góra, tona eksperymentów na ten temat przeprowadzonych. A nauka dalej, jak w tej mojej wizji. Siedzą na tych bakteriach, na tych fiolkach, na tych szkiełkach w laboratorium, na tych krzesełkach i dalej jak głupki, dalej nie kumają elementarnej zasady. To jest chyba związane też z takim dogmatem myślenia. Bo jeżeli jest tak, jak jest, to znaczy, że nasza zmiana percepcji myślenia o rzeczywistości, tego, jak podejmujemy wszystkie tematy, powoduje zmiany w naszym organizmie. I to takie rzeczywiste zmiany.
Jak się wkurzymy, to coś tam się będzie działo. Wiadomo, prąd elektryczny inaczej płynie, inne warunki dookoła. Prąd elektryczny to jest właśnie to coś, co przychodzi z tego dodatkowego, niewidocznego czwartego wymiaru i nas tworzy i znika w tym wymiarze po jakimś czasie. Dlatego stąd odchodzimy. Generalnie, jeżeli pomyślimy sobie coś miłego Zdrowiejemy. To są wszystkie fenomeny związane z tym, że ludzie, którzy się dobrze czują ze sobą albo bardzo mocno w coś uwierzyli, po prostu siła wiary przenosi góry. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Klasyczne przykłady matki, której dziecko wpadło pod samochód, a ona w amoku podchodzi do trzytonowego samochodu, jedną ręką podnosi i wyciąga swoje własne dziecko. Rzecz nie do zrobienia, ale to jest ten moment, te kilka sekund, że dzieje się coś takiego, że organizm potrafi się zmobilizować. To jest wbrew jakiemukolwiek prawu fizyki, jakiemukolwiek prawu biologii.
Można wymieniać w nieskończoność. I takich anomalii, jak ja to nazywam, dzieje się masa. Właściwie wygląda na to, że taka standardowa średnia to jest tylko coś, co próbujemy okiełznać i nam się wydaje, że się rozumiemy pomiędzy takimi gigantycznymi anomaliami, a tak naprawdę wszystko jest tworzone właśnie przez te dziwne zjawiska. Więc zmiana naszego organizmu, która się odbywa w rzeczywistości, właściwie dzieje się za pomocą zmiany naszej percepcji na temat życia, jak myślimy o sobie. Wiadomo, że jak człowiek jest zdołowany, jest smutny, to tracimy wszelkie własności regeneracyjne. Po prostu organizm umiera. Jak jesteśmy radośni, jesteśmy zdrowi. Produkcja dopaminy, serotoniny, wszystkich tych rzeczy. Nagle organizm zaczyna przygarnąć tą energię nie wiadomo skąd i aż mu się chce po prostu rosnąć i być zdrowym. I po tej zmianie organizmu następuje kolejny proces, który do nas wraca.
I nagle się okazuje, że fajnie, że fajnie pomyśleliśmy, bo wtedy się fajnie poczuliśmy. Wraca do nas tą odbitą falą i to zmienia sposób myślenia, zmienia wiele rzeczy. Możemy o tym powiedzieć komuś obok, możemy powiedzieć: „Wow, u mnie zadziałało”. Jakie proste, prawda? Jakie naprawdę banalnie proste, że człowiek nieszczęśliwy jest z reguły chory, a człowiek szczęśliwy jest z reguły zdrowy. Prawda znana od tysięcy lat, przekazywana sobie z ust do ust w milionach ludowych porzekadeł. A my dalej jak te głupki. Wiemy to, ale co z tego, że wiemy, skoro nie czujemy? Skoro większość z nas, oglądając się na ten świat, ma taki bardzo poważny problem, żeby zaakceptować, że bycie smutnym nie jest zdrowe. Absolutnie nie jest zdrowe i jest na to kolejna góra ewidencji medycznej.
I to jest ta właśnie iluzja numer jeden, że materia jest wszystkim, co mamy i wszystkim, co istnieje. I tu trzeba przeskoczyć do iluzji numer dwa, że geny kształtują nasze życie, że jesteśmy ofiarami owych genów. To jest taki troszeczkę klasyczny syndrom ofiary kata, że zrobiliśmy z siebie cywilizacyjnie, bo to nasza cywilizacja. My też propagujemy ten obraz dalej, jeżeli opowiadamy za każdym razem o tym, jak to choroba genetyczna, jak to geny, jak Darwin i tak dalej. Wszystkie te historie, jak opowiadam o tym: „Wiesz co? Bo on jest taki jak jego rodzina, jak jego ojciec” albo coś w tym stylu. Zawsze trafiamy dokładnie w tą samą pułapkę. Stajemy się ofiarami własnej głupoty, dosadnie mówiąc. Bo wydaje nam się wtedy, że geny kształtują nasze życie, a my jesteśmy biedne żuczki, którym coś nie wyszło w tych genach, coś nie zadziałało, coś się nie obróciło. Jesteśmy skazani na śmierć.
To jest takie dziwne myślenie, jakbyśmy się stawiali troszkę ponad to wszystko, a właściwie nawet nie tyle ponad, ile pod tym wszystkim. Takie ofiary losu, z góry skazane na zagładę. Nie można się cieszyć, bo przed nami jest zagłada, jest śmierć, a wszystko, co istnieje, jest tylko materią. Jak umrzemy, to już nas nie będzie. I to jest taki dziwny pomysł. On towarzyszy nam od nie wiadomo kiedy. Chyba od pięciu, sześciu tysięcy lat. Nie wiadomo, kiedy ta psychoza maniakalna się zaczęła, a zaczęło się z nastaniem religii, które mówiło o tym, że jesteśmy ofiarami bogów, że to dramat jest, że jesteśmy skazani na zagładę, że musimy lawirować nieszczęśliwie pomiędzy jednym nieszczęściem a drugim nieszczęściem. I taki jest nasz los i nic go nie odmieni. Jest taki koncept, zabawny koncept.
Myślę, że świetnie pozwala trzymać ludzi samych w sobie, bez organizacji, która to kontroluje i tak dalej. Na poziomie takiego self-destruction, czyli własnego samozniszczenia nieustannie, że nieustannie kopiemy się sami we własny tyłek. Wstajemy rano, strzelamy sobie w kolano i twierdzimy: „Okej, teraz ten dzień nie może być już dobry”. Teoretycznie może być dobry, ale jeżeli człowiek nie zacząłby się od zastawiania na siebie pułapek i od strzelania sobie w kolano zanim wstanie z łóżka, wszystko byłoby okej. Także pomysł jest chyba zupełnie gdzie indziej, bo znowu ta cała historia z tymi genami ucieka kompletnie wszelkim dokonaniom naukowym, które się pojawiły w ciągu ostatnich 50, 100 lat. Bo jak geny siebie, skoro epigenetyka mówi jasno i wyraźnie, że sposób, w jaki myślimy, sposób, w jaki emitujemy energię, zresztą właściwie rodzaj tej energii, to on kształtuje to, jak to DNA działa. Z DNA jest w ogóle taka historia związana z Craigiem, który odkrył to DNA i później innymi ludźmi. O której zresztą swego czasu opowiadałem w „Hiperprzestrzeni” tą historię z tym, jak to próbowano opatentować ludzkie DNA. Cofnijcie się gdzieś tam do archiwum. Generalnie o co mi chodzi?
Tak zwane, nazywane wcześniej śmieciowe DNA, bo okazało się, że naukowcy nie są w stanie odczytać i zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Mamy coś takiego jak śmieciowe DNA, czyli 80% tej substancji czy nawet 90%, z której jesteśmy sklejeni, w której jest zawarta informacja, jest nie do rozkodowania dla naukowców. Także wpadli na genialny pomysł, że skoro nie wiedzą, co to jest, to wyrzucą to do kubła na śmieci i nazwą to śmieciami. Także nie będą już musieli się zajmować badaniem konsekwencji powiązań i wszystkich spraw z tego wynikających. Bo jeszcze przez przypadek okazało się, że jesteśmy ofiarami samych siebie, bo geny to przecież my. I cały ten koncept mówi jasno i wyraźnie, człowieku, że jesteś ofiarą losu od początku do urodzenia. To jest mit stworzenia, że straciliśmy raj, zepchnięto nas do piekła i to się elegancko wszystko wpisuje. Dlatego naukowcy to podjęli, bo ci naukowcy też kiedyś byli normalnymi, zdrowo psychicznie ludźmi, którzy dorastali w patologicznych rodzinach i rodzice wysyłali ich do kościoła, bo kazali czytać święte księgi. Koniec końców poczuli się ofiarami samych siebie i stworzyli naukę, która jest reprezentacją tylko i wyłącznie ich kompletnej iluzji na temat rzeczywistości, która nie ma nic wspólnego ani z laboratorium, ani z eksperymentami, ani z niczym, ani z tym, co jest dookoła. Taka iluzja.
Iluzja o tym, że geny są czymś, co działa przeciwko nam. To w ogóle jest nieustanny problem tej cywilizacji, że: „Drzewo, ono mnie zabije!” Mówi to człowiek popijający coca-colę. Bywa, proszę państwa, doszliśmy do końca historii. Teraz wszystko się już skończyło. Jeżeli już, to albo szlag to wszystko trafi od razu, albo powstanie coś zupełnie innego, nowego. Bo co może nas uwolnić? Co może wiedza nas uwolnić? Ale też nie wiedza przeczytana, tylko wiedza praktykowana w rzeczywistości. Wiadomo, że jeżeli materia nie jest wszystkim, co mamy i wszystko, co istnieje, to może nie powinniśmy skupiać całej uwagi na materii, bo doprowadzi to tylko i wyłącznie do manikalnego rozstroju nerwowego. Zaczniemy szukać gór złota, ścigać się z innymi ludźmi, kto ma więcej i lepiej.
Jeżeli się obejrzymy dookoła, to jest to, co mamy. To jest to, co nie czyni nas szczęśliwymi. To jest to, co kontestujemy, to co nam się nie podoba w rzeczywistości. Dlatego chcemy zmiany. Chcemy lepszego świata. Masa ludzi myślała, że 2012. Ja myślę, że coś się wydarzyło w 2012, ale troszkę inna, astronomiczna historia. O tym kiedy indziej. Wracając do naszej iluzji, tej iluzji numer dwa, po materii. To właściwie się wszystko klei do kupy.
Jeżeli materia dla nas jest wszystkim, to jest sytuacja, gdzie oddajemy całą władzę nad nami samymi nie wiadomo komu, czemu i dlaczego. Nagle tracimy kontrolę. Przede wszystkim może nie tyle oddajemy władzę, ile tracimy kontrolę nad swoim własnym życiem. Zaczyna nas kształtować syndrom ofiary. Jest taki starożytny symbol, na temat którego wielu się spierało przez setki lat. Bardzo znany, wykorzystywany przez różne organizacje okultystyczne i nie tylko, bo też przez medycynę. Jest taki bardzo stary symbol, który się powtarza we wszystkich najstarszych cywilizacjach. Jest to postać trzymająca dwa wijące się węże w rękach. Teraz pomyślcie sobie, o czym jest mowa, jeżeli chodzi o epigenetykę. O tym, że zmiana naszej percepcji powoduje wpływanie na to, jak nam się goją rany, jak nasz organizm się zachowuje, w jaki sposób zaczynamy funkcjonować, że jesteśmy zdrowsi.
To jest dokładnie ta historia. Też można oczywiście tu się kłócić i zastanawiać: może to chodziło o masonów, może to chodziło o jakichś tam bożków? Nie sądzę. Ja w ogóle mam taką koncepcję, że te wszystkie najstarsze pra-pra rysunki pokazują nam esencję. Dlatego ktoś sobie zadał tyle trudu, w cholerę tego trudu, żeby ukłuć te wszystkie kamienne bloki, które ważą tony. Są tak spektakularne, że szczęka opada do ziemi i się od niej odbija, żeby nam przekazać pewną informację. Bo ci ludzie wiedzieli, że kluczem do wszystkiego jest rozumienie i wiedzenie, o co w tym wszystkim chodzi, że bardzo łatwo możemy zamienić się w ofiary swojej własnej głupoty i braku jakiegokolwiek ogarnięcia rzeczywistości. To jest clou całej sprawy, że człowieku, nic nie naprawisz na tym świecie, dopóki nie zrozumiesz, że sam możesz naprawiać siebie i że działa to dokładnie w ten sposób, że sam kontrolujesz własnymi rękami, własnymi uczynkami swoje własne życie, swoje własne samopoczucie. Oczywiście, jeżeli ktoś jest w tym momencie zamknięty w odosobnieniu albo dookoła masa dziwnych, złych ludzi, to czasami jest tak, że ktoś jeszcze próbuje nas kontrolować. Ale ja nie o sytuacjach patologicznych mówię, o takim normalnym życiu.
Żeby na przykład nie myśleć w głowie źle o kimś, żeby nie mieć w sobie tego shitu przysłowiowo, kolokwialnie mówiąc. Excuse me my French. To ja może się zamknę na moment i włączę jakąś muzyczkę, a później lecę dalej z tą opowieścią, bo chcę wam opowiedzieć, co myślę o tych wszystkich reptilianach, bo to jest taki temat teraz, hot stuff. A ja też mam wizje i też widzę różne rzeczy, i też mam swoją własną historię na ten temat. A wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafalia. Na imię Tomek. Audycja jest oczywiście retransmitowana live w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy z Radia Nafali i z Radia Paranormalium. Zapraszam, żebyście wpadali na radiowego czata. Ja tam jak zwykle jednym okiem.
Nie to, że miał tylko jedno. Mam dwie, a nawet mam podwójne oczy, ale tylko jednym tam zaglądam. Dzisiaj się zastanawiamy nad tym, co może nas uwolnić od tej przeklętej cywilizacji, którą niektórzy nazywają sukcesem, a która opiera się na trzech fundamentalnych prawach. Oprócz oczywiście strachu, który jest tym wszystkim, co to klei. Ale nie o strachu dzisiaj. Nie będę się straszył ani was, ani siebie. Czyli na takim podejściu, że materia jest wszystkim, co mamy i wszystkim, co istnieje. Dlatego największą uwagę, jakąkolwiek mamy na świecie, jakąkolwiek energię musimy zwracać tylko i wyłącznie na materię. Stąd jest gonitwa za kasą. Stąd się w ogóle wziął taki pomysł na kasę, na przedmioty i tak dalej.
Innego powodu nie było. Iluzja numer dwa, która buduje tą cywilizację, że jesteśmy ofiarami. Jesteśmy ofiarami zemsty przyrody, zemsty natury i wszystko, co nas spotyka, to jest zemsta natury, bo jesteśmy ofiarami z urodzenia. I kolejna, ostatnia rzecz, która buduje podwaliny tej jakże wspaniałej cywilizacji, to darwinowska koncepcja rozwoju przez rywalizację, że natura po prostu się żre, walczy, wyrywa sobie kawałek kości nieustannie. Czasami mam takie wrażenie, bardzo lubię tego, nigdy nie pamiętam nazwiska tego matematyka. Jest taki włoski matematyk, który w latach 60. powiedział coś takiego, że gdyby człowiek odczuwał ból po uderzeniu się młotkiem w palec dopiero miesiąc później, wszyscy ludzie wbijający gwoździe w ścianę mieliby sklepane tym młotkiem doszczętnie palce. Tylko dlatego, że ta reakcja dzieje się tu i teraz i mama natura mówi: „Hej, człowieku, przegiąłeś pałę. Dlatego nie walimy jeszcze raz młotkiem w ten palec, tylko staramy się uderzyć w gwóźdź, żeby go wbić." Marshall McLuhan miał lata temu taką refleksję, że ta nasza cywilizacja jest jak jazda samochodem, patrząc we wsteczne lusterko, jeszcze na dodatek próbując przyśpieszać w tym wszystkim. Ja myślę, że jest jeszcze gorzej.
Od czasów Marshalla McLuhana się bardzo wiele zmieniło. Właściwie się zmieniło chyba tylko na gorsze pod wieloma względami. Ja bym powiedział, że my już nawet nie patrzymy w to wsteczne lusterko, bo jeszcze nie daj losie, ktoś by zauważył w tym wstecznym lusterku, że cała ta nauka jest o kant tyłka rozbić, że to wszystko to jest kompletna hipokryzja robiona tylko po to, żeby kilku kolesi przytuliło się do swojego własnego portfela i do kasy i na tym to się wszystko opiera, bo są niepoukładani ze sobą. Widocznie kochają przedmioty bardziej niż ludzi. To się nazywa choroba psychiczna i z tego się powinno leczyć. Brak empatii. Empatia jest podstawowym warunkiem koegzystencji człowieka na tej planecie. Ja myślę, że w dzisiejszych czasach jest już gorzej. Nikt nie używa tego wstecznego lusterka, tylko wszyscy patrzą się nieustannie w podłogę, próbując pędzić z maksymalną prędkością i patrzą sobie pod nogi. Efekt jest taki, jaki jest.
Nie dojechaliśmy nigdzie. Dlatego właśnie zacytowałem Alana Watta, ponieważ Alan Watt miał bardzo ciekawą koncepcję i o ile jeszcze były to w latach 50., 60. i nie tylko koncepcje, to później pojawiła się masa naukowych dowodów. Ja wspomnę jeszcze szybko o tej kretyńskiej koncepcji Darwina. To jest fenomen. Od co najmniej 50 lat, od kiedy istnieje DNA, wiadomo, że to jest taki bullshit, że równie dobrze można na przykład dzieci uczyć albo studentów na uczelni o różowych smokach, które codziennie rano podrywają się do lotu i tak spędzają pół dnia na niebie, następnie lądują. I zmuszać wszystkich studentów do badania różowych smoków, których nikt nie widzi. Dokładnie taka sama historia. Ten sam bullshit. Prosta rzecz.
Po odkryciu DNA okazało się, że nie ma żadnego śladu ewolucji. Nie ma coś takiego jak ewolucja w darwinowskim tego pojęcia znaczeniu. Absolutnie. Okazuje się, że ileś tam żyjemy na tym świecie. Różne szacunki mówią różnie. Archeologia mówi jasno i wyraźnie. Najstarsze ludzkie kości, które odkopano na świecie i to są takie w miarę kompletne szkielety, które odkopywano jakieś 150 lat temu w Kalifornii podczas gorączki złota. Odkopywano w zasobach ziemi, które miały w okolicach 10 milionów lat. Czyli generalnie warstwa skalna ma 10 milionów lat. Kości zamieniły się już w skały i się skrystalizowały, bo taka jest natura rzeczy.
Te kości leżą oczywiście nigdzie indziej jak Smithsonian Institute od co najmniej 100 lat. Pilnowane swego czasu i zwiezione tam przez Williama Houcha, zdaje się, jakoś tak się nazywał ten profesor i schowane, żeby nikt tego już później nie widział, bo on był oczywiście miłośnikiem teorii Darwina. I nie może być tak, że 10 milionów lat temu, okazuje się, jeszcze zanim dinozaury się pojawiły na Ziemi, ludzkie szkielety takie same jak nasze. Okej, nie możemy zbadać DNA tego szkieletu, bo ten szkielet jest już twardą skałą, ale wiadomo, że był i że wygląda tak samo jak my. Także nie jesteśmy tutaj od wczoraj, nie jesteśmy tu od dzisiaj. Nikt z nas nie był żabą, nikt z nas nie był małpą i nie skakał po drzewie. Nikt z nas nie wypłynął z wody, przemieniając się z ryby w pełzającego gada, żeby później ewoluować do dwunożnej, dwuręcznej, człekokształtnej postaci. Jest to bullshit jak nieszczęście. Na dodatek jeszcze ta teoria ma jeden główny element, który kompletnie wyklucza z jakiegokolwiek rozsądnego myślenia, traktowania w jakikolwiek sposób serio. Jest to bardzo prosta historia.
Jeżeli człowiek ewoluował w ciągu ostatnich przypuśćmy miliona lat, są szkielety starsze. Jest ten szkielet 10 milionowy. W Afryce są szkielety, które mają po 3,7 miliona lat. Pani profesor, która je odkopała, bardzo szybko straciła swoją profesurę, bo okazało się, że szkielety nie pasują do ogólnie wyznawanej religijnie teorii. Także musiała się pożegnać z karierą naukową. Tak bywa w życiu, tak bywa, jak się człowiek przeciwstawia religii, która się nazywa nauką. Problem jest w tym, że jeżeli żyjemy te pół miliona lat i ewoluowaliśmy od ryby przez małpę, czy jakoś tak. To teraz pytanie, gdzie się podziały te wszystkie ogniwa ewolucji? To jest jedna rzecz, a druga rzecz, zaraz, skoro my ewoluowaliśmy, a mamy skamieliny, wiemy, że te same rośliny rosły na świecie zanim, jak to mówią darwinowcy, nas tu jeszcze nie było. Problem polega na takiej bardzo banalnej rzeczy, że wszystkie te rośliny, organizmy nie ewoluowały, a my jesteśmy jedynym organizmem, który ewoluował.
I to jest teoria Darwina, że cały świat podlegał ewolucji. Wszystko od jednej bakterii zamieniło się w maksymalnie złożony, skomplikowany system za pomocą przypadku. Po prostu wiatr przewiał, zadmuchał, a w moim ogrodzie z kilku patyków poskładał się odrzutowiec. Tak w ciągu pół minuty, zupełnie bez problemów. Ale dalej w to wierzymy. Dalej próbujemy prowadzić wyścigowy samochód na autostradzie, wygrać wyścig, patrząc się pod nogi i nawet na kierownicę się nie patrzymy. Patrzymy się na te pedały tak, żeby je docisnąć jeszcze bardziej, żeby jeszcze szybciej jechać. Szaleństwo, kompletne szaleństwo. I tu pojawia się historia taka banalna, bym powiedział. Pamiętacie na pewno z dzieciństwa zabawy z patrzeniem się w chmury.
Te chmury mają różne kształty, przybierają kształt czegoś tam. Jeżeli jest nas trzy osoby, to każdy z nas może zobaczyć coś innego w tej chmurze albo wszyscy możemy zobaczyć to samo. Mam tu telefon, także już odbieram. Sekundę. Halo, halo, witam teflonie.
[49:26] - O tych chmurach fajnie gadasz, także może polecimy dalej.
[49:31] - To mów z czym zadzwoniłeś. Mów z czym dzwonisz.
[49:35] - Ja tu dzwonię jak wyciskiwam, także nic ciekawego.
[49:44] - Dobra Men, to słuchaj.
[49:46] - Nie, bo tutaj słyszę dwa razy.
[49:49] - Musisz wyłączyć radio.
[49:51] - Może być skończ. Tak.
[49:52] - Ja jeszcze mam do końca audycji troszeczkę.
[49:56] - Skończyłeś ten temat. Może coś się też dołączę, ale mam coś na myśli zdecydowanie ciekawego.
[50:00] - Właśnie dopiero zmierzam do głównego tematu, także jeszcze muszę trochę zajmie, zanim go skończę. Jeszcze kilka rzeczy chcę wrzucić do tego wszystkiego, żeby to wszystko zamknąć taką sensowną klamerką na koniec, żeby mieć pełny obraz tego zjawiska.
[50:13] - Czyli może jeszcze za wcześnie, tak?
[50:15] - Dokładnie. Ale jak coś masz, to mów śmiało Men, jeżeli nic nie stoi na przeszkodzie oczywiście.
[50:22] - Ja do tego Darwina chciałem dołączyć, bo kiedyś czytałem, już to było dość dawno temu, może ze dwa, trzy lata temu, tą główną księgę Darwina. On tam napisał-
[50:38] - Coś tam species. Historię gatunków czy jakoś tak.
[50:41] - Dokładnie tak. Historię gatunku. Prawdopodobnie tak się to nazywało. I on tam do końca to wcale nie mówi dokładnie tak, jak to jest oficjalnie powtarzane, że on to właśnie tak do końca mówi, że to wszystko jest na zasadzie takiej ewolucji. To jest jakaś część tego całego działania i uważam, że też tak faktycznie jest, że ewolucja jednak działa. Wydaje mi się, że jednak jest coś takiego jak ewolucja. Z tym że ona działa bardzo powoli i ona działa może na zasadach takich energii podświadomych. Że to nie jest kwestia, tak jak to się mówi aktualnie, że to wszystko jest na zasadzie eliminacji, że co słabe to zdechnie, a co silne to-
[51:43] - Na tym polegała teoria Darwina. Tylko zdradzę ci jedną tajemnicę, bo niewielu o tym wie. Dobrze, że to zauważyłeś. Dzięki Men za spostrzeżenie. Bo jest pierwsze wydanie tej historii powstania gatunków i tak dalej, tego dzieła Darwina i drugie wydanie, które zostało zredagowane chwilę przed jego śmiercią. I kiedy był tuż przed śmiercią, to chłopak chyba się kopnął w tyłek, podrapał po głowie i zaczął myśleć trochę. I tam ta końcówka jest zmieniona. Natomiast oryginalne założenia, dlatego został taki margines, że być może ta ewolucja jest długim procesem i tak dalej, ale nawet jeżeli jest długim, to musi być ją widać. Jak przekopujesz kawał skały, która ma 10 milionów lat, to nie może być tak, że znajdujesz coś, co wygląda dzisiaj tak samo, jak i 10 milionów lat temu. Bo to znaczy, że ewolucja nie działa.
Jeżeli ewolucja polega na tym, że jest to proces, który obejmuje odcinki w czasie i przestrzeni, które my określamy mianem 100 milionów lat, to dla nas ta ewolucja nie istnieje. Nie ma czegoś takiego.
[52:39] - Ale zauważ właśnie inną sprawę. Czy nie można by tego podpiąć pod taką naukę tej globalnej świadomości?
[52:49] - Ja mam troszeczkę inną koncepcję i właśnie do niej zmierzam. O niej już kiedyś wspominałem, ale dzisiaj trochę bardziej będę wspominał.
[52:56] - Czy ta ewolucja czasem się nie rozprzestrzenia na zasadzie takich jak pszczoły na przykład, że wiedzą, gdzie lecieć, gdzie nie lecieć, co każda ma robić. Czy ta teoria banana, gdzieś tam te małpy jedzą, to coś tam się nauczy skubać banana. Takie jakieś głupoty. Że ta ewolucja może działać na zasadzie właśnie takiej świadomości, że ta świadomość jest nośnikiem tej ewolucji. Że to nie jest tak, że do końca-
[53:27] - A jeśli świadomość jest nośnikiem życia, a nie ewolucji, to co wtedy? Jeżeli mówimy o życiu, a nie o ewolucji. Bo ta ewolucja to jest taka próba. Moim zdaniem to jest jeden z tych takich nieszczęśliwych wypadków, które nazywamy cywilizacją. To jest taka, że materia jest po prostu wszystkim, co istnieje, że musi być ewolucja. Bo przecież nie może być tak, że znikąd z kosmosu przyszło i się zrobiło. Rozumiesz? Po prostu Darwin nie mógł skumać, że jest na przykład czwarty wymiar, z którego ładunki elektryczne się manifestują, że to wszystko skądś przylatuje. My nie widzimy tego wymiaru. Dla niego nie, to nie może się tak odbywać, to musi się przewrócić, musi zgnić.
Jak będzie tak gniło i się przewracało przez tysiąc milionów lat, to mu nogi wyrosną.
[54:10] - Mi to czytało ten jego manifest. Zapomniałem, jak się to nazywało dokładnie. Ale on wcale nie był taki-
[54:18] - Origin of Species. Tak to się w oryginale chyba nazywa. Origin of Species.
[54:24] - Mi to czytało po polsku. Ale nieważne.
[54:31] - Nie ma dowodów. Byłoby fajnie, gdyby było za co się złapać z tą teorią, że chociaż był jeden dowód, który potwierdza, że może Darwin gdzieś tam miał rację. Ale to jest fenomen, bo mamy dowody.
[54:41] - On nie jest taki pewny.
[54:43] - Ale widzisz, właśnie to jest coś, nad czym się dzisiaj zastanawiam. Bo wiemy to od 60, 50 lat i wiemy to na 100%, że nic takiego nie miało miejsca w historii cywilizacji. Wiemy. Wiemy od archeologii poprzez badania DNA, że ewolucja, jakkolwiek byśmy na to nie patrzyli, czyli że słabszy organizm wymiera, zastępuje go mocniejszy. Coś takiego nie istnieje w naturze. Nigdy nie istniało i nie miało prawa bytu. Rozumiesz? A my ciągle się zastanawiamy nad tym. Czy to nie jest tak, że troszkę najciemniej pod latarnią?
[55:15] - Pewnie tak jest. Ja tu idę po kebaba jeszcze do sklepiku, a ty śmiało tutaj kończ, będę na słuchawce.
[55:22] - Smacznego życzę.
[55:25] - Dobra. Na razie.
[55:26] - Na razie. Ten to ma fajnie, po kebaba wyskoczy. Ja nie jem mięsa, czasami zjadam, ale nie tak za bardzo. Zresztą z tą ewolucją Darwina jestem chyba nie najlepszym przykładem. Wspomniałem o uderzaniu się młotkiem w palec, o lusterku wstecznym, o tych wszystkich sprawach. Ale chciałem o to chodzi z tą informacją. Są bardzo ciekawe badania naukowe. Już od co najmniej x lat były teorie bardzo zaawansowane, poparte badaniami na komórkach, chociażby epigenetyka, że informacja jest zawarta w polu. To, o czym oczywiście naukowcy, fizycy nie chcą mówić, bo pola nie widać. Jak może być coś, czego nie widać?
Nie ma tego. Pieniądze widać, granty widać, dyplomy widać na ścianie, zdjęcia, gdzie się macają wszyscy pod pomnikiem widać, natomiast dyplomu nie widać. Tej mocy nie widać. I co zrobić? To nie mierzymy, bo nie widać. Jest kilku ludzi, którzy się zapali za to i poszli dalej. Nie tylko dr Bruce Lipton. Ostatnio nawet dziękuję bardzo serdecznie Antyszwedowi, Bartkowi, który podesłał linka do jednej rzeczy, która mi też się przypomniała po latach. Bo jest taki dżentelmen, który się zajmuje badaniem mózgu. Nazywa się Stuart Hameroff.
To jest amerykański neurolog. Jeden z naprawdę potężnych autorytetów w swojej dziedzinie. Człowiek robi operacje na otwartych mózgach, jest jednym z najlepszych na świecie i ma swoją własną koncepcję na ten temat. A jego koncepcja nie jest niczym oryginalnym, jak dokładnie tym samym, co robili wynalazcy tacy jak Steinmetz, tacy jak Alexanderson z antenami, kiedy próbowali tych dziwnych mocy, o których czasami opowiadam à propos technicznych spraw. Opowiadałem w syntezie ostatniej. Co zrobili chłopaki? Nie stawiali anteny na dachu, nie budowali żadnego masztu, gdzie trzeba było się wspinać na drabinie, tylko wykopali dziurę w ziemi, wzięli ceramiczny izolator, taką rurę ceramiczną, w środku włożyli miedziany drut, zakopali w ziemi i okazało się, że antena jest najlepsza, bo bez zakłóceń. Taka idealna i super. I co się okazuje? Poza tym, że te anteny takie są super i rewelacyjnie zgarniają ten dziwny sygnał jak rezonanse Schumanna i dzieją się bardzo dziwne anomalie.
Mamy wejście do jakiegoś innego świata. Tam się manifestuje ten prąd elektryczny. Ładunki się pojawiają znikąd i znikają donikąd i nikt nie wie, są tylko przy kablu, ale znikają i się pojawiają. Taki nieustanny wir w tą i w tamtą stronę. No i nasz neurolog Stuart Hameroff odkrył coś takiego. Nazwał to nanotubes. Zajmował się strukturą mózgu i sprawdzał, jak wyglądają włókna neuronowe w naszym mózgu, które tam funkcjonują. Bo ogólna teoria była taka, że to tylko sobie podróżuje po tym. Że informacja tam mieszka, że prąd podróżuje po tym i tak dalej. Takie bardzo, jak się z angielskiego mówi, rough, czyli bardzo proste podejście do tego, takie bardzo proste refleksje.
Po badaniach okazało się, że jest coś takiego jak nanotubes, czyli takie nanotuby, że w środku jest płyn. Tudzież jest jakiś specjalny gatunek komóreczki, która się tam zasuwa, a dookoła jest izolator i że to dokładnie jest jak ta antena. I ta antena, ta izolacja dookoła odbiera rezonanse i on nawet pobadał. To jest w okolicach 10 MHz. Taki rezonans mamy w głowie czasami, czyli to jest jakieś 10 do siedmiu uderzeń na sekundę jeżeli wyczuwalnych, bo to jest taka potężna prędkość, że tam to troszkę szybciej, ale te anomalie, takie wybicia się pojawiają, tak zwane dziewięć turbulencji. Tak to nazwano. Podejrzewam, że może ich być troszkę więcej albo mniej, ale mamy kawałek rurki, w której jest kawałek anteny i to sobie spontanicznie drga, odbierając sygnał z kosmosu. Tak można to powiedzieć. I to ma częstotliwość w okolicach 10 MHz, czyli właśnie te 10 do siedmiu uderzeń na sekundę. I jak to wyjaśnić?
Czy koniecznie musimy wracać do Darwina? Czy koniecznie musimy robić z siebie idiotów i walić się tym młotkiem w palec zawsze przy wbijaniu gwoździa? Czy to już nie wystarczy tych kretyńskich zabaw o ewolucji i tak dalej? Bo jeżeli się okazuje, że cała struktura naszego mózgu jest jedną wielką izotopową anteną, bo tak to się nazywa, która nie wytwarza żadnych zakłóceń, a która jeszcze na dodatek emituje wszystkie te sygnały, to chyba dosyć jasne, że ta antena odbiera sygnał, który jest z tego czwartego, nazwijmy to, wymiaru dookoła nas, skąd przychodzi prąd i wszystkie inne rzeczy. Może tych wymiarów jest więcej, to już zupełnie inna sprawa. Tak jak powiedziałem, są już na to dowody. Jest taka konkretna teza naukowa postawiona przez tego dżentelmena. Jest całe wideo, gdzie on chyba przez prawie godzinę o tym opowiada. Także zapraszam serdecznie, jakbyście chcieli wpaść. Tu się przydaje właśnie Facebook i tego typu rzeczy.
Pod jedną z syntez Bartek, czyli nick ma Antyszwed. Nie wiem, o co mu chodzi z tą Szwecją. Wrzucił to wideo, także polecam każdemu. Jest po angielsku, ale powinniście sobie poradzić. Amerykanie mówią bardzo przejrzystym angielskim, zrozumiałym, także powinno być okej. Dlaczego o tym wspomniałem? Bo to jest kolejny bardzo poważny dowód, że jest zupełnie inaczej niż nam się wydawało. Po prostu rezonujemy. Mamy taką fajną antenkę i odbieramy sobie te wszystkie sygnały i nic więcej. A to jest bardzo ważne dla dalszych moich dzisiejszych wniosków.
Bo czy koniecznie musimy zmieniać świat jadąc do dżungli? Gdzie jest ten kosmos, który powinniśmy penetrować? Ja tu troszkę nawiązuję, bo wczoraj polemizowałem troszkę z Michałem i to się idealnie złożyło do tego tematu à propos tych wszystkich rzeczy. Ale dobra, o co chodzi z tą anteną? Ktoś ten świat buduje. Jeżeli wiemy z epigenetyki, że to jest nasza percepcja, która buduje nasze ciało i to my tworzymy ten sygnał, który wysyłamy, który operuje tym wszystkim. Przynajmniej część sygnału. Kształtujemy, nadajemy mu formę. Może w ten sposób. To nie my tworzymy ten sygnał, bo on tu jest.
My mamy tą naturę, że lepimy z niego coś. To też jest taki starożytny mit o powstaniu człowieka, że człowiek został ulepiony, że człowiek lepi coś, że człowiek coś robi, stwarza do kupy. Ciap, ciap i gotowe. To też nie przypadek, bo jeżeli się przyjrzymy na wszystkie te naukowe teorie i wrócimy do tego prostego konceptu, czyli do refleksji wynikających z tych naukowych badań, które są niepodważalne. Po prostu tak jest i nie chce być inaczej. Ktokolwiek by mówił, że jest inaczej i tak nie ma racji i tak jest skazany na głoszenie swoich herezji religijnych. To wszystko. Ale wniosek z tego jest banalny. Wszyscy jesteśmy podłączeni dokładnie do tej samej rzeczywistości, tego niewidocznego wymiaru. Nie ma inaczej.
Ten prąd w każdym przypadku się manifestuje dokładnie w ten sam sposób. Nasz układ neuronowy jest zbudowany w ten sam sposób. Nasze ciała działają w ten sam sposób. To nie jest tak, że ktoś ma komórki, a ktoś inny jest zbudowany na przykład z kamieni i piasku. Wszystko jest organiczne na tyle, na ile ma być organiczne i wszystko działa. Także wszyscy jesteśmy antenami. Nie tylko ja. Nie tylko ty, droga słuchaczko i ty, drogi słuchaczu, tylko wszyscy. I o co chodzi? Oprócz tego, że jesteśmy antenami, tu wrócę na sekundę do tych historii z antenami budowanymi przez owych dzielnych wynalazców.
Oni stawiali coś jak cewki, bo generalnie każda antena zbiera sygnał i emituje sygnał. I jest coś takiego, że przekazuje się ten sygnał dalej. To jest dokładnie ta sama historia z nami, że odbieramy sygnał i przekazujemy go dalej. Bardzo często powtarzam ten zwykły eksperyment, że jak człowiek usiądzie na ławce pomiędzy dwojgiem szczęśliwych ludzi, to od razu czuje się szczęśliwy. A jak usiądzie na ławce pomiędzy dwojgiem nieszczęśliwych ludzi, to od razu robi mu się smutno. Czyli jeżeli ktoś twierdzi, że jest taką zatomizowaną jednostką i że jak on sobie zrobi dobrze, rżnąc i wydymając wszystkich ludzi dookoła, to będzie okej, to się myli. To nawet nie jest kwestia karmy ani takich rzeczy, bo to zupełnie inna historia. Znaczy ta sama historia, ale to już nie trzeba czekać na kolejne wcielenie, na nic. Krzywdząc kogokolwiek, zmieniamy jego samopoczucie z fajnego na gorsze. Nie pomagając komuś, kiedy możemy, robimy dokładnie to samo.
Każda ta sytuacja prowokuje konkretną wibrację w tym polu. A że my tą wibrację generujemy, to automatycznie zaczynamy ją emitować dookoła. Także nawet jeżeli ktoś jest właścicielem gigantycznej fortuny, czegokolwiek, co przerasta nasze wyobrażenie o bogactwie, a jest draniem, to i tak ta fortuna go przed niczym nie uratuje, bo dookoła wszystko będzie potwornie nieszczęśliwe i tak go choroba i szlag jasny trafi. Bogaci ludzie też umierają na raka i to częściej niż ludzie biedni. Taka jest prawda. A to dokładnie stąd, że ta energia gdzieś ubywa, że brakuje tej życiowej energii, która się marnuje na te dziadowskie myślenie o rzeczywistości, na strach, na chciwość, na kolekcjonerstwo, na egocentryzm, na egoizm, na wszystkie te dziwne, pokręcone rzeczy, które nas atomizują, czyli odłączają od wspólnoty. Nie mówię, że na siłę każdy ma żyć w wspólnocie. Sam jestem przykładem człowieka, który lubi być taki samodzielny. Także nie o tym mówię, ale jest to taka banalna sprawa. Wszyscy budujemy tą siatkę, w której funkcjonujemy.
Wszyscy jesteśmy połączeni. Nie wiemy dlaczego. Nie wiemy do końca jak, ale jesteśmy. Jeśli ktoś zachoruje i to tak konkretnie i nawet nie znamy tego człowieka, bo może zachorować na drugim końcu świata. W nauce się to nazywa efekt skrzydeł motyla. Tak tą anomalię nazwano lata temu. Ta choroba może trafić do nas zwyczajnie i to wcale nie jako taka sama choroba, tylko jako inna. Wystarczy, że zniszczymy połowę świata i połowa ludzi tam dostanie dziwnych chorób cywilizacyjnych, które zostały przyniesione z handlem ropą, z tym całym syfem, który się pojawia, z tymi dużymi korporacjami w tych wszystkich krajach trzeciego świata, zatrutą wodą, chemią w tej wodzie, wysypiskami śmieci i całym tym zamieszaniem. Normalne jest to, że te choroby wrócą do tej drugiej części, bo wszyscy jesteśmy dokładnie tym samym organizmem. Jesteśmy połączeni.
Także jeżeli ktoś z nas rezonuje słabo albo co najmniej kiepsko rezonuje, to wiadomo, że ten rezonans wyczuwamy i ten rezonans w jakiś sposób wpływa na zachowanie naszego organizmu. Do pewnego stopnia sami właściwie się kształtujemy. Tak jak powiedziałem, to jest nasza zmiana percepcji rzeczywistości i to, że dobrze o niej myślimy. Ale wiadomo, że wszyscy jesteśmy tacy sami, także każdy z nas emituje tak samo silną falę. I tu nie chodzi o żadne pieniądze, nie chodzi o wpływy, nie chodzi o zasługi, medale i ordery, tylko chodzi dokładnie o to, co się dzieje w naszej głowie. O to, w jaki sposób myślimy. I to jest o wiele ważniejsze niż jakakolwiek inna sprawa dookoła nas. Czyli jeżeli kupujecie jakiś shit, który doprowadza ludzi na drugim końcu świata do śmiertelnych chorób, jakichś zaraźliwych paskudztw To znaczy, że niedługo te choróbska, te zaraźliwe paskudztwa przyjdą do was, ponieważ jesteście złączeni tak samo, jak ja bym robił takie rzeczy. Jesteśmy wszyscy złączeni ze sobą. A jeszcze dodatkowo te przedmioty przenoszą odrobinę energii z tego dziwnego czwartego wymiaru, o którym nic nie wiemy i przenoszą ją dalej do użytkownika.
To jest klasyczny przykład, jak to działa w praktyce. Wystarczy się rozejrzeć dookoła. Plaga raka, plaga dziwnych chorób cywilizacyjnych. A niby wszyscy są zdrowi, wszyscy są szczęśliwi, jest tak elegancko. A skąd się to bierze? XXI wiek. Mieliśmy już zabić wszystkie możliwe choroby na śmierć, a jak się okazuje, tych chorób, które nas chcą zabić na śmierć, jest coraz więcej niż nas. Często sami je tworzymy. Jest słynne arabskie przysłowie na tą okazję, że wszystko do nas wraca, to co robimy. To samo jest w każdych najstarszych systemach teologicznych, czy to jest buddyzm, czy cokolwiek.
W takich najstarszych pre-systemach zawsze jest ta sama historia. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ale nie dlatego, żebyś się lepiej poczuł, tylko dlatego, że wszyscy razem ponosimy odpowiedzialność za tą sferę biologiczną, którą sobie wysyłamy, za ten sygnał pomiędzy tymi antenami. Czyli jeżeli ktoś spaskudzi komuś życie, to automatycznie staje się częścią tego paskudnego życia i nie ma przebacz, i nie ma, że od tego ucieknie. Także jeżeli pół świata aktualnie pracuje jako obóz koncentracyjny przymusowej pracy, to wiadomo, że konsekwencje tego będą wracały do nas, bo ci ludzie czują się nieszczęśliwi i to nieszczęście rezonuje. To jest jak sygnał z anteny, który nam zakłóca nasz spokój. Dlatego być może ten świat Zachodu jest taki ześwirowany i spędza czas oglądając tańce na lodzie w telewizji i czytając gazety o politykach i zastanawiając się, czy jak zagłosuje na lewo albo na prawo, to coś zmienia. Nie, nic nie zmienia. Ten sam syf jak zawsze, ta sama zabawa. Chodzi dokładnie o utrwalanie tej zabawy człowieku.
Także jeżeli chcesz to zmienić, to rób coś, co emanuje empatią do świata. Jest mandalą, rozdajesz to za darmo, cokolwiek to jest, nie może być spaczone złym charakterem. Bo jeżeli pójdzie tam odrobina tej kiepskiej energii w ten cały system, to automatycznie sami stajemy się odbiornikiem tej kiepskiej energii. Hinduizm ta sama historia. Podejrzewam, że wszystkie te opowieści o karmie, pranie, wszystkich tych sprawach, one brzmią często tak technicznie. Ludzie opowiadają o technikach, o tym, co należy robić, jak się przesunąć w prawo trzy centymetry, w lewo. Świetnie, super, jeżeli komuś to pomaga, ale w rzeczywistości idźmy do źródła. Chodzi o to, że ludzie od tysięcy lat, od milionów lat, od kiedy tu jesteśmy, nasi przodkowie doskonale widzieli, że jesteśmy jednym wspólnym klastrem energii. Jeżeli coś się spieprzy, to spieprzy się u nas wszystkich i nie ma innej wersji. To nie jest tak, że ktoś sobie wybuduje osiedle domków zamkniętych i tam będzie się bujał po tym osiedlu, mając w dupsku głodnego faceta, który siedzi na ulicy obok.
To nie pomoże. Efekt może być taki, że zaraz go szybko trafi jakaś choroba, cholera i szlag, bo jest taka dysharmonia, gdzieś ta energia się nie rozładowuje. Ten człowiek jeden jest smutny, drugi jest zniszczony, a tylko jeden ma z tego profit. Także dwóch zniszczonych ludzi emanuje tą kiepską energią i ten, który ich zniszczył tak czy siak, chce czy nie, jest odbiornikiem tej energii. Można sobie stawiać zapory, druty kolczaste, można sobie kupić luksusowe jachty, samochody, wszystkie te rzeczy. Można sobie po 30 domów kupić z 50 sypialniami. To i tak nie pomoże. Ta fala wraca. Fala jest niewidoczna, przechodzi przez ściany. Działa tak jak prąd, jak fala magnetyczna, jak te małe magnesiki, o których mówił Ed Leedskalnin.
Nic nie pomoże, nic tego nie zatrzyma. Także nie warto robić kiepskich rzeczy. I to nie tylko w wymiarze czysto osobistym, egocentrycznym, tylko należy spojrzeć na to jako na taki klaster energii, w którym wszyscy funkcjonujemy, że jeżeli chcemy być zdrowi, to musimy zadbać o to, żeby ludzie dookoła nas byli zdrowi i szczęśliwi. Inaczej się nie da. I to też nie jest kwestia, jak na przykład twierdzą niektórzy, tylko rodziny. Moja rodzina i przyjaciele są najważniejsi. Reszta mnie wali. Złociutki, jak reszta cię wali, to może tak być, że reszta cię przywali jak taki duży kamień, bo ta cała reszta poczuje się kiepsko i wtedy zaczniesz i ty chorować i te wirusy dojdą do ciebie i tak się to skończy. Ale chyba nastraszyłem wszystkich. To może puszczę jakąś muzyczkę, bo tak gadam, gadam i gadam.
A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafani. Adres na Skype, jakbyście chcieli zadzwonić, ale to po muzyczce, to oczywiście radionafani.com. A ja tu jeszcze pogadam, bo przede mną w ogóle temat nie lada. Mam nadzieję, że zdążę. Temat reptilian, bo strasznie ciekawa historia tych wszystkich smoczych głów, tych wszystkich rzeczy, bo to jest bardzo mocno związane z tymi nanotubami, z tym, że jesteśmy uczestnikami wspólnego rezonansu, który sami tworzymy, czy chcemy, czy nie, bo robimy ten kołchoz. Tak jesteśmy skonstruowani. Na szczęście ta energia zapewnia nam pełną indywidualność, także nikt nie musi używać cudzej szczoteczki do zębów. Wszystko jest okej. Ale razem to robimy. Także jeżeli myślimy coś, to razem wrzucamy te myśli do jednego worka.
Później ten worek się rozwiązuje i to wszystko wysypuje się na nas. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafani oczywiście transmitowanej też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Nafani i Radia Paranormalium. Teraz chyba wszyscy wiemy doskonale, dlaczego trzeba być miłym dla siebie. Nawet nie tyle można, ile trzeba być miłym dla siebie, bo jak się jest niemiłym, to szlag trafia wszystko. I nie tylko nas, ale cały świat dookoła nas. Także nie będzie żadnego lotu w kosmos, nie będzie żadnych rzeczy. Zapomnijcie o tym. Po prostu nie przeżyjemy. Halo, halo!
Witam serdecznie, Mateuszu.
[01:13:20] - Hej Tomaszu, słyszysz mnie?
[01:13:21] - Słyszę cię idealnie.
[01:13:23] - Słuchaj, na początku chciałem bardzo mocno podziękować Edziowi, Przemu tutaj. Czymczas specjalnie. Rozmawialiśmy najpierw dosyć długo, potem starał mi się poustawiać przez takie oprogramowanie, które umożliwia rozmowę telefoniczną w ogóle. Co prawda nie udało nam się. Ja potem doszedłem do tego, jak to ustawić, żeby to nagrać.
[01:13:49] - Ale wiesz co? Słuchaj, to może zostawmy kwestię nagrania, bo naprawdę nie jestem w tym momencie. Mam gałki do kręcenia i tak dalej, ale zupełnie nie kumam kwestii konfiguracji czegokolwiek poza konfiguracją własnego życia przed mikrofonem teraz. Rozumiesz? Także zostawmy techniczne sprawy. Wrzucaj, co masz wrzucić, bo ja jeszcze mam kilka rzeczy, które chcę opowiedzieć.
[01:14:12] - Będę to robił. Po prostu chciałem podziękować i tobie też, bo nie wiem, jak to się dzieje, bo ty jesteś w Anglii i trochę daleko jesteś, a mimo wszystko to w końcu ja jestem mistrzem reiki, to ja cię powinienem ładować, a nie ty mnie.
[01:14:26] - Ja nie wiem, co znaczy mistrz reiki. Ja mam zawsze taki problem z tymi mistrzowskimi tytułami. Nie wierzę w hierarchię społeczną, w żadną nie wierzę.
[01:14:37] - Natomiast po prostu chciałem ci podziękować, bo ładujesz mnie pozytywnie. Z takimi sprawami luźniejszymi na pewno zadzwonię później, bo ja nie będę w hiperprzestrzeni ci zabierał miejsca, bo nagrywasz tutaj offline cię słucham.
[01:14:50] - W wieczorowe pory też nagrywam, one kiedyś ujrzą światło dzienne, kiedy już będę stary, siwiejący i pomarszczony. Ale to będzie kiedyś, jak żyję.
[01:15:00] - Już będziemy trochę starsi, bo fajnie będzie się cofnąć do tych czasów.
[01:15:06] - Wiesz co? To mnie właśnie przeraża. Ja jestem człowiekiem, który nie stawia sobie zdjęć. Nie chcę żyć w przeszłości. Przeszłość już nie istnieje. Przeszłość jest przeszłością. Można sobie fajnie powspominać. Żyję tu i teraz. Boję się tego, bo to łatwo wdepnąć jak ta cała cywilizacja, w której żyję, to wszyscy żyją w przeszłości.
[01:15:22] - Właśnie się uśmiałem, jak mówiłeś o tych technikach, że coś tam trochę w prawo przesunąć, trochę w lewo.
[01:15:28] - Dokładnie.
[01:15:29] - Taką terapeutkę spotkałem, która doszła do tego. Też najpierw używała różnych technik, coś tam, jeszcze, a potem ona sama jakoś doszła do tego, że jak już jesteś na odpowiednim poziomie, to ci myśl wystarczy właściwie.
[01:15:43] - No właśnie. Owa tajemnicza historia, która się manifestuje z czwartego wymiaru. Nie ma miejsca, gdzie by mieszkała. Niektórzy myśleli, że mózg, ale to tak, jak niektórzy myśleli, że spiker mieszka w radiu. I wielkie rozczarowanie, kiedy rozkręcili pudełko, a tam tylko druty i kawałki metalu. Uuu, awaria!
[01:16:02] - Że jest taki neurolog. Bo taka typowo współczesna neurologia, taka naukowa to raczej by w tą stronę nie poszła zupełnie.
[01:16:11] - Wiesz co? Nic dziwnego. Nigdzie nie idą. Oni stoją w miejscu, patrzą się w podłogę i zastanawiają się, jak tu obronić własną dupę przed sytuacją, gdzie będą musieli naprawdę zacząć coś robić i będą musieli naprawdę zrozumieć, na czym polega ten świat i chociażby zacząć być miłymi dla siebie. I nagle się okaże, że konsekwencje tych wszystkich rzeczy są o wiele głębsze, niż mi się wydawało, że to nie jest tak, że przychodzisz do pracy, tam odwalasz manianę, potem wychodzisz. Jest fajnie, jest okej. Nie, nie do końca stary. To wszędzie musi działać, a nie tylko od 8:00 do 15:00.
[01:16:48] - Słuchaj, co ja chciałem powiedzieć. Właśnie chciałem powiedzieć o tym, że nasza nauka jest o tyle ograniczona, że nie ma jeszcze aparatury, żeby to wszystko pomierzyć. I dlatego myślę, że za 200 lat oni dojdą do tego. Powiedzmy 100, 200 lat.
[01:17:03] - Wiesz co, może nawet szybciej. Aparatura w sumie już jest do mierzenia, bo wiemy, że należy mierzyć anomalie i mamy aparaturę do mierzenia anomalii, bo to jest ten moment, kiedy wszystko wybija w górę i wiemy to już od 50 lat. To też jest taki dowcip historii po prostu, że ciągle staramy się nauczyć kolejne pokolenie, że Ziemia jest płaska, a pioruny są gniewem Boga.
[01:17:27] - Ja ci powiem tak. Sorry. Generalnie to jest taki problem, że nauka działa dla biznesu. Lepiej jest skonstruować badania na temat leku niż na temat czegoś, co uwolni ciebie od płacenia.
[01:17:44] - No tak, materia dla tych ludzi jest wszystkim, w co wierzą i jedynym, w co wierzą. Rozumiesz? Wierzą w złoty, okrągły pieniążek i szeleszczący banknocik. To zmienia, to kształtuje ich życie.
[01:17:58] - Słuchaj, ja ci nie będę przeszkadzał. Ja sobie najwyżej na wieczorowej porze jak będzie wolne to ten.
[01:18:02] - Zapraszam serdecznie.
[01:18:04] - Dzięki za telefon.
[01:18:05] - Dzięki za telefon. Miło, że zadzwoniłeś. Okej, to był Mateusz. A my co? Lecimy dalej. Tak mówię o tych reptilianach, tych wszystkich rzeczach. Właśnie, bo jest coś w tym ciekawego. Słuchajcie, taka prosta rzecz, bo jeżeli każdy z nas jest odbiornikiem, każdy z nas emituje, to część tego sygnału, który przesyłamy, jest jakby poza nami. Po prostu jesteśmy tylko, można powiedzieć, biegniemy w sztafecie tak zwyczajnie. Po prostu przekazujemy pałeczkę następnemu.
Mniej lub bardziej skutecznie ona się od nas czasami odbija i nie rezonuje z nami, a czasami leci sobie dalej rezonując z nami, a czasami nie. I są takie różne niesamowite historie. Ja to w ogóle zawsze mówię, że najciemniej pod latarnią. Historie związane z wizjami, z różnymi istotami, które się pojawiają, a dokładnie chodzi o te wszystkie tajemnicze sprawy związane z postaciami, które mają wężowe głowy i wężowe atrybuty. I to też jest taki fenomen, że oglądamy te wszystkie rysunki pradawnych ludzi, znamy tą całą naukę, wiemy o tych wszystkich rzeczach, a gadamy czasami takie bzdury, że w mojej opinii może akurat ja gadam ekstremalne bzdury i może się tak okaże za parę lat. Who knows? Sam się przekonam. Zabawnie będzie. Anyway. Jeżeli transmitujemy coś takiego, jeżeli wszystko dookoła nas jest anteną, bo nie tylko my jesteśmy anteną, każda roślina jest anteną i nadajnikiem, każde zwierzę, to zobaczmy, jak wygląda taka historia, kiedy mamy najmniejsze opory prądu, najbardziej skonstruowaną antenę, jaką można skonstruować.
Pierwsza antena to jest roślina, czyli drzewo. A jaka jest najlepsza skonstruowana antena w świecie organicznym, żywym? Taka antena to jest wąż, moi drodzy. To jest tak genialne zwierzę. To są wszystkie gady i płazy i tego typu istoty. Dlaczego? Do końca nie wiemy. Są doskonałym rezonatorem dla wszelkiej możliwej fali, która zasuwa po tym świecie. Można nazwać to częstotliwościami Schumanna, można nazwać to eterem, orgonem. Eter i orgon to prawie to samo.
Ciągle mowa jest o czwartym tajemniczym wymiarze, który cały czas pulsuje i dzięki tej pulsacji energii ona stwarza. My tu możemy być, pomieszkać, rozejrzeć się swoimi oczami, coś dotknąć. Istoty takie jak różne gady i płazy mają fenomenalną percepcję tych częstotliwości. I to nie jest lipa, moi drodzy. Głównym eksperymentem, który potwierdza percepcję tych częstotliwości, jest historia odrastania ogonów, odrastania oczu, odrastania elementów ciał, organów wewnętrznych u jaszczurek, u węży i u kilku innych takich postaci, które się pałętają po tej planecie. Okazuje się, że te istoty mają tak idealnie zbudowany cały układ nerwowy, że są doskonałym rezonatorem. Cokolwiek jest w czwartym wymiarze albo nawet większej ilości wymiarów, to wszystko przechodzi przez te istoty i one są rodzajem takiej anteny, za pomocą której można się komunikować z innymi wymiarami. Szamani w Amazonii doskonale to wiedzą. To jest chociażby kwestia, że wskakujemy do jaguara i widzimy świat oczami jaguara albo innego zwierzęcia i z powrotem wyskakujemy do siebie. To jest zmiana rezonansu.
Możemy spojrzeć na świat innymi oczami. Właściwie dalej fizycznie jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, ale potrafimy się wyekspediować z tego ciała i zamieszkać na chwilę w innym miejscu. I to absolutnie działa z nami. Mówię o łowiszamani. My mamy konkretne zwierzęta, konkretne sytuacje, gdzie możemy się udać i niektóre zwierzęta i niektóre sytuacje są dla nas niebezpieczne, żebyśmy mogli ze swoim umysłem tam wyruszać i próbować być częścią tego zjawiska, ponieważ może nas pochłonąć. To jest po prostu zbyt intensywne. Są potężne rezonanse. Rezonanse, które my emitujemy, są zbyt słabe, żeby nie zostały zmiażdżone przez tamte inne. Jeżeli się przyjrzymy naszej planecie, to najlepszymi rezonatorami, najlepszymi antenami są duże węże, gady i płazy. Znacie tę historię z opowiadanym chyba w jednej z hiperprzestrzeni z komórkami macierzystymi.
Płazy i gady mają nieustannie odradzające się komórki macierzyste. My mamy tylko w momencie, kiedy przychodzimy na świat. Później musimy potężnie medytować, posługiwać się magicznymi roślinami, do których jeszcze wrócę dzisiaj na parę chwil, żeby wrócić sobie te zdolności regeneracji organizmu, takie samoistne, które są spontaniczne, wynikają same z siebie. Wynikają z tego rezonansu, który stwarza całe życie. Bo jeżeli ten rezonans jest dookoła nas i on stwarza to życie, to cokolwiek by się nie stało, będąc pod wpływem tego rezonansu, nam zawsze powinno odrastać. Z nami jest coś takiego, że nie odrasta nam, że zakłócamy w jakiś sposób naszą pracą mózgu wszystkie te rzeczy. Słyszymy o ludziach, którzy w dziwny sposób wychodzą z niesamowitych chorób, gdzie medycyna nie daje absolutnie żadnych szans na przetrwanie. Okazuje się, że ci ludzie po odpowiednim treningu związanym z ogarnianiem tego, co mają w głowie, czyli inne myślenie o sobie, inna percepcja rzeczywistości przede wszystkim, nagle wracają do zdrowia, wychodzą z potężnych śmiertelnych chorób, że właściwie powinni byli już być martwi sto razy w ciągu jednego dnia. A wszystko to się działo x lat temu. Oni dalej żyją i są niesamowicie zdrowi.
Dokładnie ta sama historia jest w jaszczurkach, które kiedy tracą oko, to oko odrasta, chociaż to są komórki macierzyste i praktycznie my nie wiemy, co zrobić, żeby taka sytuacja się wydarzyła u człowieka. Musimy chyba poczekać na wyższe rezonanse fali Schumanna, żeby się troszkę bardziej podniosła. Wtedy nasze komórki z powrotem odzyskają zdolności regeneracyjne prawdopodobnie. Taka jest hipoteza. Nawet troszkę eksperymentów robiono, starając się zasymulować te wyższe rezonanse. I faktycznie dzieją się cuda z ludzkim organizmem, kiedy się to wszystko podnosi do góry, a szczególnie całe spektrum tej fali za pomocą zjawisk plazmowych. Nagle kości odrastają. Dzieją się naprawdę takie cuda, że człowiek zamienia się prawie w jaszczurkę, której odrasta ogon. Skąd się wzięła obsesja na punkcie reptilian? Obsesja wzięła się stąd, że David Icke napisał książkę, która brzmiała jak z kosmosu i wszystko było tam reptilianami.
Ja oczywiście nie wierzę w to, żeby wszystko było reptilianami. W ogóle nie wierzę w coś takiego. Rozumiem tą koncepcję i uważam, że każdy może sobie w nią uwierzyć. Natomiast moja koncepcja jest zupełnie inna. Moja koncepcja brzmi dokładnie tak, że jeżeli mamy doskonałe rezonatory na tej planecie, takie idealne żywe anteny, to są węże, gady, płazy, jaszczureczki i wszystkie te pełzające rzeczy. Jeżeli jakakolwiek fala przychodzi z zewnątrz, jakaś informacja z innego wymiaru, to będzie przechodziła przez te doskonałe anteny, które są najlepiej dostrojone do tego wszystkiego. Czyli jeżeli jest jakieś życie po drugiej stronie, jeżeli jest tam życie, jeżeli jest tam jakiś świat i światło, to zawsze przyjdzie do nas dokładnie pod postacią Często jakąś gadzią. Bardzo często. To są te wszystkie historie związane z rysunkami naskalnymi. To są wszystkie sprawy związane z teologicznymi rzeczami w niektórych religiach, które zawsze pokazują ludzi z atrybutami węży.
Ta spirala DNA ma też kształt czasami węża. To jest manifestacja się w fali pewnego zjawiska. Z nami jest troszkę tak, jak wspomniałem o tych chmurach na niebie. Pamiętacie tą zabawę, że jako dzieci siedzieliśmy sobie, oglądaliśmy te chmury na niebie i tak sobie pełzały, a my zgadywaliśmy kształty. Normalne jest to, że każdy z nas ma zakodowany w sobie jakiś system odbioru rzeczywistości. Ma jakieś archetypy, można powiedzieć. Jak ktoś się wychował w Polsce bardzo intensywnie i bardzo mocno tym żył, to wiadomo, że co drugie słowo będzie mówił: „Jezu, na Boga, Maryja” czy jakoś tak, bo to w jego głowie jest ten pattern zakodowany i cokolwiek by nie było, on często będzie starał się wrócić i coś porównać zawsze do Kościoła, porównać zawsze coś do swojego świata i to będzie jego opakowanie, jego sfera archetypów. Tak bym powiedział. Czyli jeżeli będzie coś porównywał, to zawsze będzie porównywał do sytuacji ze swojej religii. Jeżeli będzie miał widzenie, to zawsze będzie widzenie naznaczone religijnym sznytem.
Natomiast jak ktoś w ogóle nie dorastał w tym albo wyrzucił to z siebie, albo to z niego uciekło, to ma już zupełnie inne wizje. Teraz sobie wyobraźmy, że powstają te książki i one są bardzo popularne. Słuchajcie, ilu ludzi czytało te książki? Miliony. Ilu ludzi powtarza o reptilianach i tak dalej? Miliony ludzi powtarzają. To stało się takim rezonansem, który rezonuje z milionem ludzi. To jest taka fala, którą generujemy. Tak jak w tej mojej wizji, od której zacząłem całą tą historię, że wszyscy oglądamy ten sam telewizor i wszyscy myślimy to samo. I ta fala się manifestuje.
Najlepszy numer jest taki, że powstają klany ludzi, którzy czytają te książki, śledzą to, robią badania nad reptilianami. Dla mnie jest to kompletne niezrozumienie tematu. Może nie tyle kompletne niezrozumienie tematu, ile brak próby jakiegokolwiek podejścia do tego tematu. Bo teraz pytanie elementarne. Chcemy ocenić jakieś zjawisko, czytając cudzą książkę o tym. Ilu ludzi czytających te wszystkie rzeczy opowiadających o reptilianach w rzeczywistości widziało w swoich wizjach reptilian? Bardzo niewielu. Na chyba tysiąc osób piszących słowo reptilianie może jedna osoba miała jakiś sen, w którym się pojawiła istota, która gdzieś miała wężowe atrybuty. Ja jestem szczęśliwie w tej grupie, która spotkała te wężowe istoty na kilku swoich psychodelicznych podróżach. Rozmawiałem sobie z tymi istotami.
Słuchajcie, nie przez przypadek w Chinach za zwierzę, które jest najbardziej mądre, ale zwierzę legendalne, jest uznawany smok. To jest ta nieprzeciętna mądrość. To jest taki najlepszy skondensowany umysł, jaki można sobie wyobrazić. Zarówno dobry i zły. Jak się zeźli na kogoś, to już po nim, a jak się w kimś rozlubuje, to przyniesie mu wszelkie skarby świata. Na tym to polega. Przyjrzyjcie się na wszystkie legendy związane z wężami, wszystkie legendy związane ze smokami na całym świecie. To, że smoki trzymały w swoich objęciach ziemię, wszystkie te teologiczne historie. Jeżeli to się sprowadzi do kwestii rezonansów, do kwestii odbioru sygnału, to mamy jasno jak w jasny, słoneczny dzień na środku pustyni widoczną sytuację, że chodzi o rezonans, który przechodzi przez te zwierzęta. Jak rezonans przejdzie przez to zwierzę, to nabiera charakteru też tego zwierzęcia, bo wszystko tu na świecie ma swój charakter.
Także jeżeli to przyjdzie do nas od tej strony, to normalne, że będzie mogło wyglądać jak wąż, że będzie miało atrybuty tego typu energii. Kto przychodzi z tamtej drugiej strony? Czy są to zawsze źli, czy zawsze dobrzy ludzie? Tego nie wiadomo. Natomiast wiadomo, że jest to kwestia anteny i że jest to kwestia naszego poznawczego odbioru świata. Tak sobie zakodowaliśmy i tak się teraz programujemy. I teraz ludzie opowiadają jakieś niesamowite historie o tym wszystkim. Ale tak się zastanawiam, kiedy wreszcie i ci, którzy twierdzą, że nauka jest herezją mainstreamową i tak dalej, kiedy i oni w tych swoich zapędach opowieści o reptilianach i tych wszystkich historiach, kiedy oni zrozumieją, że właściwie robią dokładnie to samo, co współczesna mainstreamowa nauka, nie różniąc się niczym od tych szarlatanów, tworzą kolejną szarlatanerię. Ja zawsze mówię, że najciemniej jest pod latarnią. Absolutnie.
Nagle się okazuje, że inteligentni ludzie zaczynają składać swoje życie po raz kolejny w ofierze jednej z tych genialnych iluzji, która tworzy tą cywilizację, czyli że jesteśmy ofiarami. Że jesteśmy ofiarami jakiegoś systemu, że Ziemia jest planetą skazańców. Już nieraz słyszałem w tylu książkach i to coraz więcej ludzi zaczyna czasami, tak mi się wydaje. Nie wiem, czy to się zrobiło popularne, czy nie. Coraz więcej ludzi zaczyna to powtarzać. I to jest takie codzienne kopanie się w dupę, samodzielnie, bez niczyjej pomocy. To jest takie wstawanie rano, strzelanie sobie w stopę i marudzenie, że noga boli. Dziwne, żeby nie bolała, skoro człowieku sam sobie strzelasz w tą stopę codziennie rano. Może warto się zastanowić, skąd się bierze ta komunikacja. Co oznacza ta komunikacja?
Może nie jest to komunikacja z jakimiś fajnymi istotami albo z istotami niefajnymi. Tego nie wiemy, bo tak naprawdę większość ludzi żyje legendą. Żyje tym strachem, żyje byciem ofiarą tego, że są reptilianie, którzy kontrolują planetę i tak dalej. Nie wiem, czy ktokolwiek kontroluje tą planetę. Jest tu tyle zwierząt, tyle istot. I jeszcze jest ten cały czwarty niewidzialny wymiar, w którym nie wiadomo co mieszka, że mówienie, że po prostu- Ktoś, kto się manifestuje jako osoba podobna do węża, rządzi światem, jest naprawdę bardzo mocnym przegięciem. I powiem gorzej, jeżeli będziemy tak mówić, to dosłownie tak się stanie. Mówiliśmy, że Bóg rządzi światem i tak się stało. Watykan zaczął rządzić kawałkiem świata. Później stwierdziliśmy, że mamy nowego Boga.
Pieniądz rządzi światem. I tak jak wykrakaliśmy, tak dokładnie jest. To jest taka samospełniająca się przepowiednia. Dotyk Midasa. Do czego się nie dotkniemy, infekujemy tą zarazą, a potem się zastanawiamy, jak z tego wszystkiego wybrnąć. I później czasami wymyślamy takie teorie, że to nie my, to reptilianie i nas trzymają na tej planecie i tak dalej. Jasne, słuchajcie, też widuję wężowe istoty. Zdarza się na niektórych tripach spotykać takie istoty, ale jest to kwestia rezonansu. Przynajmniej taka jest moja opinia. To stąd się bierze, że to nie jest przypadek, że te zwierzęta mają doskonałe właściwości regeneracyjne.
I nie jest przypadek, że to właśnie te zwierzęta spotykamy podczas czasami dziwnych podróży do troszeczkę innego wymiaru, kiedy nasza świadomość się odkleja troszkę od tego materialnego świata, kiedy możemy już być w innym miejscu i niekoniecznie fizycznie. Mówią o tym szamani. Dlatego jest taka historia, tak jak wam wspomniałem, że nie każde zwierzę jest dobre, żeby w nie wchodzić, bo niektóre zwierzęta mają inny rezonans i odbierają coś innego. Tam jest jakaś inna moc, która w ogóle zamiata sprawy w zupełnie inną stronę. To jest ten symbol spirali, który od starożytnych czasów jest ciągle przed naszymi oczami, że to są dwa splecione węże trzymane przez człowieka, czyli taki rezonans w naturze. Wszystko rezonuje. Nie wyobrażam sobie lepszej ilustracji do naturalnej, analogowej anteny opisującej nasze bycie na tej planecie. Oczywiście zawsze możemy sprowadzić się do domu człowieka, który siedzi i opowiada o kosmicznych galaktykach i 300 rodzajach reptilian. Jasne. Tylko że pytanie, jaki to ma sens?
Jaki ma sens kopalnie się nieustanne w tyłek, skoro wiemy, że zasada jest zupełnie gdzie indziej. Prawdopodobnie. Oczywiście możemy się mylić, ale według tych wszystkich dowodów, które aktualnie mamy, według tych wszystkich rzeczy, które nauka nieustannie ignoruje, ciągle brniemy w jakiś ślepy zaułek. Taki fenomen. Tak samo jak współczesna mainstreamowa nauka, która jest kompletną szarlatanerią, bandytyzmem i złodziejstwem i służy tylko do okradania ludzi z pieniędzy i generowania większego gówna na tej planecie. Tak samo z drugiej strony ludzie, którzy często chcą walczyć z tym nowym porządkiem świata i tak dalej, sami generują dokładnie sytuację taką samą, tylko że z drugiej strony. Jak zwykle najciemniej pod latarnią, nikt się nie chce schylić, zastanowić się, skąd się biorą te obrazki. Przecież ten rezonans skądś przychodzi, ta wizja się skądś bierze. Przecież to nie jest coś, co jest od tak. I nie jest to historia, która wydarzyła się wczoraj, i nie jest to historia, która wydarzyła się tydzień temu, ani nawet rok temu.
Tylko te historie dzieją się od tysięcy lat. Na tych rysunkach przecież to widzimy wszystko. To jest ta sama historia, którą nasi przodkowie nam nieustannie opowiadają, że to jest coś, co się dzieje. Oczywiście to jest moje podejrzenie, że właśnie z tych powodów w wężach, tudzież tego typu istotach potrafią się zamanifestować jakieś byty z innych wymiarów, które mają swój zupełnie inny świat i energia jak energia jest czasami pożywieniem dla wielu, a sami jesteśmy takim zjawiskiem energetycznym. Także jasne, że może być tak, że istoty, które stamtąd przychodzą i manifestują się w taki sposób, przychodzą przez tą antenę. Nie zawsze są sympatyczne i przyjemne i czasami chcą nam coś podebrać, bo chcą się tu zamanifestować. Chcą wejść do naszego świata, bo my tylko jako jedyne istoty właściwie możemy się świadomie manifestować tutaj. W sensie coś skleić, jakiś garnek zrobić, ognisko rozpalić. Węże, jaszczurki tego nie potrafią zrobić, a my potrafimy robić takie rzeczy. I to jest taki clou, taki fenomen tego zjawiska.
Indianie mówią, że różnimy się tylko jedną rzeczą od wszystkich możliwych istot na tej planecie, że jesteśmy kształcicielami, że mamy ten dar kształtowania rzeczy. To jest nasza lekcja, którą mamy tu odbyć. Nic więcej, nic mniej. I na pewno są byty, które nam tego zazdroszczą i chętnie by wpadły, wskoczyły w nasze ciało. Chętnie by sobie porządziły nami, żeby sobie naszymi rękami coś polepić. Jasne. Myślę, że na 100% coś takiego jest. Dobra, może nie na 100%, ale na 99,999%. Że zawsze jest ktoś, kto chce wpaść i sobie tutaj porządzić, bo Ziemia jest spektakularna, jest tak pięknym, cudownym miejscem. Abstrahując od tego, co my z nią robimy, to już jest inna historia, że nie dziwię się, że tutaj jest tyle chętnych na odwiedziny, na wizytę, na to, żeby sobie pochodzić, żeby sobie pooglądać zachody słońca, żeby podilować tą energię, która nagle się wyświetla w kolorach i to takim w sumie limitowanym spektrum.
Ale to jest tak piękne, tak niesamowite. No właśnie, to jest ta sprawa z symbolami, proszę państwa, do której chciałem dzisiaj w tej całej opowieści dojść. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek, a audycja jest jeszcze retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline. Mam nadzieję, że się fajnie tego słucha, jak gdzieś jesteście w słuchawkach. Nie wiem, gdzie jesteście. Wyślijcie czasami jakiegoś maila albo coś. Nie wysyłajcie kartki, a wyślijcie maila czasami. Gdzie jesteście?
Gdzie słuchacie? Fajnie by było usłyszeć. To się dowiem dziwnych rzeczy może. Żartowałem, ale pozdrawiam was kochani bardzo serdecznie. Pozdrawiam też wszystkich tych, którzy słuchacie live. Bo chcę dojść do tego fenomenu, że jesteśmy wielkim rezonatorem, że jesteśmy takim sensorem, odbiornikiem tego całego świata dookoła nas. I tu mówiłem, że zahaczę na chwilę o rośliny. Moim zdaniem fenomen roślin psychoaktywnych dokładnie polega na tym, że pozwala nam zerwać się z dziwnym sygnałem, który jest dookoła nas. Jeżeli na przykład wszyscy myślą kiepsko, to pozwala nam się wyłączyć i podłączyć bezpośrednio do elementarnego klastra informacji, do bezpośredniego rezonansu, który już nie jest zakłócany przez żadną inną myśl z zewnątrz. Co najwyżej myśl kogoś, kto tak samo jak my jest na mocnym tripie.
Ale to też nie do końca. Dlatego właśnie jest set and setting. Dlatego przy substancjach psychoaktywnych się wybiera miejsca z daleka od dużej ilości ludzi, gdzie jest spokój, cisza, łono natury, właśnie po to, żeby nie złapać rezonansu od ludzi. Dziwnego, krzywego rezonansu, gdy ktoś chodzi i myśli wiecznie: „Jak zrobić milion dolarów? Karabin kupię” i wszystkie tego typu rzeczy. To nie jest zdrowe dla głowy, to nie jest zdrowe dla nas, to nie jest zdrowe dla nikogo. Wszystko to niszczy tylko i wyłącznie ten świat. Niszczy na skali makro i w skali mikro. Malutko i maksymalnie. Także dobrze, żeby się z tego wyłączyć przy solidnych tripach.
Dlatego lepiej się czujemy w lasach, wtedy przychodzą lepsze wizje, wtedy jest konkretniej. I dokładnie tak samo z historią, że widzimy siebie jako ofiary. To jest moja własna refleksja. Czasami się zastanawiam, bo przeglądam sobie masę rzeczy tak zwanych z offu, tak to się nazywa, czyli niemainstreamowych spraw, różnych dziwnych teorii, dziwnych koncepcji, począwszy od YouTube'a, a skończywszy na różnych blogach, głównie angielskojęzycznych, bo polskie blogi poza paroma, które są naprawdę miłe i sympatyczne, to polecam wejść na stronę Radia Nafali. Tam jest zestaw linków do rzeczy, które polecamy i zapraszam, bo naprawdę są tam ciekawe koncepcje i ciekawe sprawy się pojawiają. Pozdrawiam wszystkich przy tej okazji. W tych wszystkich źródłach, które głównie angielskojęzycznych obserwuję, jest taka, nie wiem, jak to nazwać, bo nieelegancko będzie, ale tak czuję wewnątrz, głupota irracjonalna, próba taniej pogoni za sensacją, próba znalezienia sensacji, która zachwyci gawiedź i da entertainment na kolejne pięć minut. „Hej, zrobimy jakieś wideo, gdzie ktoś będzie wyglądał jak reptilianie” albo coś takiego. I nagle cała ta robota, którą wykonaliśmy od 50, 100 lat, żeby skumać właściwie, o co chodzi z tym rezonansem. O to, że rezonans działa w naszej głowie, że są te microtubes, te nanotubes w naszej głowie, że one rezonują na 10 megahercach, że świat rezonuje w konkretny sposób, że zwierzęta rezonują w konkretny sposób.
To wszystko nagle się sprowadza do sytuacji, że jesteśmy na planecie niewolników. Jeżeli się czujesz niewolnikiem, to faktycznie tylko planetę niewolników z tego zrobisz. Mam telefon jeszcze na koniec audycji. Witam teflonie. Halo, halo?
[01:40:32] - Koniec jak koniec. Kebab bardzo smaczny. Ogólnie dziękuję za życzenia. Smacznego kebaba. Spełniły się.
[01:40:39] - Proszę.
[01:40:40] - Czy ten.
[01:40:41] - Już zawijam do końca, tak że poproszę ciebie, żebyś się trochę-
[01:40:49] - Wiem. Oczywiście to jest takie tam na dzień dobry, że dzień dobry, w porządku i tak dalej. Chodzi o to. Zauważyłeś sam, że w internecie dzisiaj jest masa sieczki. Wydaje mi się, że parę lat temu było dużo mniej. Były strony tematyczne. Ogólnie ludzie w internecie pisali na bardzo konkretne tematy. Przede wszystkim raczej elita miała internet. Ci, których było stać, bo kiedyś internet był drogi i mało kto z dzieci ogólnie umiał obsługiwać ten internet. Raczej ludzie starsi bardziej.
[01:41:27] - Ja na to nie patrzę, to nie jest moim.
[01:41:30] - Skomputeryzowani.
[01:41:32] - Nie wydaje mi się, bo właściwie-
[01:41:33] - Ja rozumiem
[01:41:34] - ... masę teorii, które są naprawdę świadectwem wtórnego debilizmu czasami, tak mi się wydaje, znam od jeszcze zanim się pojawił internet. To były książki. I masa ludzi się na to nabrała, masa ludzi w ogóle bez żadnej refleksji. Po prostu copy and paste. A później się dziwią, że mieszkamy w nie najlepszym świecie, gdzie dalej rządzi bankier, gdzie dalej spala się ropę, żeby wyprodukować energię i się dziwią, dlaczego tak jest. Ale sami budują ten model.
[01:42:05] - Jest taka odpowiedź na to, bo zauważ, że na przykład ja czy ty, czy w ogóle wszyscy nasi znajomi praktycznie do głowy by im nie przeszło. Może się będziemy kłócić z sąsiadem, może będziemy różne rzeczy robić, ale żeby doszło do tego, żeby pójść i zabić tego sąsiada. Chodzi o te wojny na świecie i tak dalej. Skąd te pomysły przychodzą? To nie wychodzi z człowieka. Są oczywiście jakieś odchylenia, że ktoś zarżnie żonę czy coś takiego, ale to są rzadkie przypadki. Ogólnie w ludziach jest tak, że jednak mają jakieś hamulce, że jednak chcą jeden drugiemu lepiej. Chociaż może się wydaje, że tak do końca nie jest, ale jednak są te hamulce i jakoś to wszystko działa.
[01:42:50] - Ja nie wiem, czy jest hamulec. To jest brak hamulców. To jest taka normalna istota. Empatia jest czymś normalnym. Hamulec, jak ktoś hamuje swoją empatię, to zamienia się bardzo szybko w takiego miłośnika materii, miłośnika strzelania do wszystkiego i miłośnika nie wiadomo czego. Patologii.
[01:43:08] - To jest natura nasza. Nasza natura jest jednak taka, żeby z każdym się ugadać, bo będzie nam lepiej.
[01:43:13] - Dokładnie. Ja myślę, że to jest dar.
[01:43:16] - Z jednym i z drugim to ci będzie lepiej.
[01:43:18] - Dokładnie. Ja myślę, że to jest dar, że spotykamy różne istoty podczas wizji, kiedy tu mieszkamy na planecie Ziemia. Coś się zrywa. Czy możesz gdzieś stanąć albo powtórzyć, albo coś takiego? Bo w ogóle zerwało cię. Zerwało cię?
[01:43:35] - Wiem, że mnie zrywa, ale już chyba jestem, tak?
[01:43:38] - Okej, już jesteś. Jakbyś mógł powtórzyć.
[01:43:42] - W sumie to nie wiem, co mam powtórzyć, bo nie wiem kiedy mnie zerwało. To było prawdopodobnie opóźnione.
[01:43:47] - Ostatnie zdanie.
[01:43:51] - Chodziło mi o to, że po prostu to jest w nas chęć. Nie ma chęci ogólnie walki, tylko przeważa ta chęć dogadywania się ze sobą, bo to jest przydatne obopólnie dla jednej i drugiej strony. I teraz idąc dalej, bo mówiłeś o tych śmiesznych, wężowych, śmiesznie wyglądających istotach. Dla mnie logiczne to jest. Chodzi o to, że jeżeli się powtarza coś tysiąc razy, nawet jak na tym Porozmawiajmy TV są sesje, może nie słuchasz, ale chodzi o to, że są ludzie znikąd wzięci, chcą się wyleczyć z jakiejś choroby. I oni opowiadają w trakcie hipnozy, że tłumu siedzi jakaś maszyna, sztuczne urządzenie w kręgosłupie czy w nodze. I potem idzie jedno pytanie, kto jest właścicielem tej maszyny, skąd się to wzięło? I wychodzi, że znowu jakiś reptyl maszynę wstawił. Skąd się to bierze? To nie urywa, tak?
[01:45:09] - Urywa cię strasznie.
[01:45:11] - Trudno. Dobra, ja się rozgrywam. Chodzi o to, że bardzo dużo jest takich przesłań, które opowiadają jedne o tym samym, a ludzie nie mają w ogóle pojęcia skąd.
[01:45:24] - Wiesz co, nie zastanawiamy się po prostu nad tym, skąd to się wzięło.
[01:45:26] - O tych gadzich istotach. A jednak o tym wspominają. I to może jest też wytłumaczenie, dlaczego tyle wojen jest na Ziemi. Bo te istoty żywią się energią strachu, lęku, walki i tym sterują. Są dusze, które nie są ziemskie w normalnie ludzkich ciałach, które zwyczajnie tym światem sterują. Jeżeli takie opowieści się pojawiają bardzo często, to ja uważam to za dość prawdopodobne. I to jest może wytłumaczenie, dlaczego świat tak wygląda.
[01:45:59] - Dobra, dzięki za telefon.
[01:46:01] - Dziękuję. Na razie.
[01:46:03] - Okej, strasznie zrywało. Przepraszam was za jakość, ale chyba skumaliśmy, o co chodzi. Ja się absolutnie zgadzam z Teflonem. Sam jestem jednym z tych kolesi, który widuje czasami te wężowe istoty. Bardziej widywał. Pewnego dnia przestałem, aż tak bardzo zacząłem widywać inne rzeczy. Ale też miałem spotkania z tymi dżentelmenami i wygląda to po prostu niesamowicie, bardzo spektakularnie. Rozumiem doskonale, że można je widzieć, że to się wszystko pojawia i że to wszystko istnieje. Tylko mnie przeraża inna rzecz, bo bardzo sobie cenię ludzi, którzy mają własne wizje, opowiadają o własnych wizjach. Trzeba naprawdę w dzisiejszym świecie dużo odwagi, żeby to robić.
Ja to bardzo szanuję i naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Respect. Sam to robię, także nie mogę złego słowa powiedzieć o takich ludziach. Także w ogóle pozdrawiam Porozmawiajmy TV bardzo serdecznie, Aleksa. Naprawdę fajne materiały. Bardzo niesamowite rozmowy, bardzo dziwne czasami. Może o to chodzi, że ten rezonans, przynajmniej taka jest moja koncepcja, że to nas przywołuje. To jest ta informacja, która idzie z daleka. To jest trochę jakbyśmy stanęli przy reaktorze jądrowym bez zabezpieczenia. Przecież ta energia z tego reaktora spowodowałaby, żebyśmy się rozsypali od razu.
I może dokładnie tak samo jest z tymi rezonansami, które przechodzą przez jaszczurki, przez inne rzeczy. Są na przykład rośliny, które mają taką stygmę, że są złe i że złe duchy w nich mieszkają. To nie są może złe duchy, tylko to jest jakiś rodzaj rezonansu. Ach, co za zielona herbata. Tylko że ten rodzaj rezonansu jest zbyt silny na nas, przynajmniej w tym momencie i on ma swoją zupełnie inną rolę. I to nie jest kwestia, że coś jest złe, coś jest dobre, tylko że to jest po prostu nie nasze, że jest pewien rezonans, który należy do nas, w którym my funkcjonujemy. Widzimy pewne zjawiska. Okej, możemy nawet łatwo zidentyfikować, dlaczego one przybierają taką formę, a nie inną. I to nie dlatego, że te istoty mają wygląd gadów albo węży, albo czegoś takiego, tylko dlatego, że anteny, przez które przechodzą, mają taki wygląd i stąd się to bierze. Ta antena po prostu zawsze zakłóca ten sygnał w jakiś sposób, przynajmniej taki swój charakterystyczny, nadaje ten swój pattern.
To jest tak jak lodówka w domu. Niektórzy z was może wiedzą, że każda elektrownia, która dostarcza prąd ma taką możliwość, że bardzo łatwo może zlokalizować, ile macie i jakie urządzenia podłączone w domu do sieci. W prosty sposób sprawdza się rezonans tego prądu elektrycznego. I wiadomo: „O, proszę bardzo, tu jest zakłócenie takie, tu jest zakłócenie takie. To zakłócenie to jest kuchenka mikrofalowa, to jest zakłócenie typu lodówki. Tamto to jest telewizor, tamto to jest komputer, tamto to jest zamrażarka”. Bardzo łatwo to zrobić. To naprawdę nie jest żaden problem. Wiemy o tym, że jest to możliwe. Tylko przeraża mnie troszeczkę ta grupa ludzi, która próbuje jakoś naprawić świat w jakiś taki dziwny sposób.
To naprawianie świata właściwie wygląda dokładnie jak próba odtworzenia tego samego shitu, który aktualnie jest. Czyli generalnie dalej są niewolnikami, tylko że teraz już nie są materii, ale są właściwie niewolnikami materii, bo żaden z nich nie miał żadnej wizji, żaden z nich się z tym nie skonfrontował, tylko po prostu mówią, co kto inny pomyślał na zasadzie copy and paste. I powstaje taka rzeczywistość, w której wszyscy są w materii, bo to jest książka, materia i tam trzeba do tej książki. Ona jest wszystkim, co istnieje, więcej nie ma. Oczywiście, że jesteśmy ofiarami tych reptilian, że to oni nas męczą i tak dalej. Ja nie wiem do końca, czy oni nas męczą. Jasne, że pewne rezonanse mogą wchodzić w naszą wibrację i powodować, że czujemy się dyskomfortowo, ale jesteśmy takimi istotami, że mamy ten potężny dar, potężną moc generowania tak potężnej energii, że generalnie wszystkie te smoki, wszystkie te węże po prostu zwiewa, wywiewa na inne planety. Tacy jesteśmy potężni. Mamy potężną siłę jako istoty żywe dookoła. Oczywiście cała ta historia z konceptem rozwoju przez rywalizację, to co Darwin wprowadził, to co dawniej sekta z Watykanu wprowadziła.
Przecież jak się czyta i słucha tych ludzi, którzy próbują zmienić świat, to się okazuje, że właściwie ciągle mówią o tym samym, tylko że to jest inaczej opakowane. Moja refleksja jest taka, żeby nie zwracać się na to opakowanie, bo to naprawdę nie jest nic, co może nas uwolnić. To jest wchodzenie dokładnie do tej samej rzeki, tylko że inne klapki założyliśmy. I znowu ktoś nam opowiada, że to rozwiąże jakieś sprawy. To nic nie rozwiązuje, bo de facto dalej kręcimy się w tym tajemniczym kręgu trzech podstawowych iluzji dotyczących świata. Nikomu nie chce się ruszyć tyłka, żeby to wytłumaczyć, nikomu nie chce się ruszyć tyłka, żeby sprawdzić. A jeżeli ktoś to zacznie sprawdzać i podnosić, to automatycznie jest negowany zarówno przez tych, którzy wierzą już we wszystko, jak i negowany przez tych, którzy wierzą tylko w to, co nauka powiedziała. I zawsze człowiek w tym momencie ląduje sam pośrodku, bo już nie jest taki radykalny. Jest z jednej strony za mało radykalny, a z drugiej za dużo radykalny. I się okazuje, że jedynym problemem z tym światem, z tą naszą cywilizacją jesteśmy my sami, bo tak naprawdę my sami tworzymy tą cywilizację i tak długo, jak będziemy ciągle nabierali się na iluzje, niezależnie od tego, jak są opakowane i jak są nam sprzedawane, tak długo będzie dokładnie ten sam problem.
Będziemy właściwie jak w tej mojej wizji, będziemy takim samonakręcającym się idiotą, który po prostu siedzi i ogląda to, co z siebie wypluł. I będzie się cieszył: „To ja, to ja". I tak nieustannie, w takim loopie, siedząc na wszystkim, co jest potrzebne, żeby zmienić ten świat nie do poznania, bo ta rewolucja jest już w drodze. Niektórzy się być może przerażą, bo być może znikną pieniądze, zniknie wiele innych rzeczy na tym świecie i dla wielu ludzi będzie to koniec ich świata, ponieważ nie znają nic więcej. Trudno. Będą musieli się nauczyć o najważniejszej, elementarnej rzeczy, która tworzy tą rzeczywistość. To jest miłość, współczucie i po prostu bycie dobrym dla siebie nawzajem. Nic więcej. To jest ta nasza potężna moc, która kształtuje, generuje i tworzy tutaj życie. Inaczej nie ma.
To jest ten fenomen. I my nie jesteśmy panami Ziemi, tylko jesteśmy tu gośćmi. Także skorzystajmy ze swoich mocy, że jesteśmy samodzielni, samowystarczalni, że możemy zadbać o siebie, o innych dookoła, że nie musimy niczego niszczyć. Po prostu skorzystajmy, zamiast chrzanić te głupoty, że jesteśmy wieczni niewolnikami, robić z siebie wiecznie łajzy, ciapy i niewolników jakiegoś idioty, który wziął copy and paste i zaczął opowiadać takie rzeczy, tworzyć nową mitologię. Czy nam jest potrzebna nowa mitologia? Nie. Nam jest potrzebna miłość do siebie, współczucie, zaufanie. I to wszystko. Nic więcej. Otóż to.
Koniec z mitami. Dokładnie. Jeżeli coś nas może uratować i coś nas uwolni, to właśnie naszą wolnością będzie, kiedy skończymy z mitologizowaniem życia, a zajmiemy się sprawdzaniem tego, co naprawdę doskonale wiemy, jak działa. Działa w modelach technicznych, działa w człowieku, działa wszędzie. Reprezentacje tych sił, tych zależności widzimy dookoła. Tylko ciągle udajemy, że oczywiście nie ma. Bo egzotycznie brzmi, jak się napisze to albo tamto. To taka egzotyka jest. Ciągle chcemy sprzedawać więcej książek i być bardziej kontrowersyjni w myśl takiej koncepcji, że kontrowersje przyciągają pieniądze i popularność. To teraz się zastanówmy, w jakim świecie się chcemy jutro obudzić.
Czy chcemy dalej się obudzić w tym samym świecie, czy w takim normalnym? Ja wybieram ten normalny. Jeżeli chcemy zbudować normalną rzeczywistość i nie chcemy powielać tych samych błędów w nieskończoność, tak jak robimy to do dzisiaj, to jest metoda bardzo prosta. Po prostu nie powielać tych błędów. Wziąć, podrapać się po głowie, popatrzeć na te wszystkie badania naukowe, zacząć kleić te fakty do siebie. To naprawdę nie jest tak skomplikowane. To nie jest tak trudne. Jasne, możemy się mylić. Może nikt z nas nie ma racji. Ale tak czy siak, to są jedyne eksperymenty, które daje się zrobić, które się sprawdzają, jedyne sytuacje, które można zduplikować w świecie fizycznym.
I wiemy, że te same anomalie występują w naszych organizmach. Także owszem, możemy się mylić, ale podejrzewam, że bardzo niewiele w tej materii. Bardzo niewiele i bardzo odrobinę. Także następnym razem, zamiast duplikować tego systemu, zróbmy coś, co jest od początku do końca normalnym działaniem i się opiera na czymś zupełnie innym. Nie na tych trzech elementarnych prawach cywilizacji, na których wszystko zostało zbudowane, że tylko materia i że jesteśmy ofiarami nieustannie i że nasza natura to jest rywalizacja. Wszystko to jest bullshit po prostu i tyle. I czas najwyższy to zrozumieć. Po tylu latach chyba już najwyższy czas. A ja dziękuję jeszcze raz wszystkim za słuchanie „Hiperprzestrzeni", gdyż właśnie kolejny odcinek dobiegł do końca. Pozdrawiam wszystkich mecenasów.
Peace and love kochani za wsparcie. I co? I tyle na dzisiaj. Zapraszam na kolejną „Hiperprzestrzeń". To była „Hiperprzestrzeń".