[00:02] - W Radiu Paranormalium prezentujemy wybrane fragmenty konferencji pod tytułem „Rok 2013. Projektowanie nowego świata”, która odbyła się w Warszawie 25 października 2009 roku. Była to konferencja poświęcona wizjom rozwoju naszej cywilizacji w Nowej Erze, której początek umownie przyjmuje się jako rok 2012. Umowność ta dotyczy zarówno daty 2012, jak i 2013. Mamy świadomość, że przełom cały czas się dokonuje i z pewnością nie zakończy się szybko, lecz jest to proces wieloletni. Niemniej odwołanie się do roku 2013 miało na celu definitywne odcięcie się od tabloidowych i apokaliptycznych skojarzeń, które ciągnęły się za datą 2012. Interesuje nas ciąg dalszy. Patronat medialny nad konferencją objął miesięcznik „Nieznany Świat”, zaś jednym z patronów wirtualnych był portal Paranormalium. Konferencja składała się z dwóch części. Pierwsza była opisem stanu świadomości znaczenia daty 2012.
Przegląd najbardziej znanego źródła informacji o przełomie, czyli kalendarzy majańskich. Przegląd naszej wiedzy o obecności innych pozaziemskich cywilizacji na naszej planecie współcześnie oraz co wynika z informacji, które docierają do nas od nich za pośrednictwem channelingów w kwestii dokonującego się przełomu. Informacja o astronomicznych świadectwach wyjątkowości czasu, w którym żyjemy, w tym aktywności naszego Słońca oraz o znamionach przełomu widocznych w stanie naszej planety. Druga część konferencji stanowiła szkic tego, co będzie dalej. Alternatywne źródła energii, nowe technologie, nowe kierunki rozwoju nauki. Świadoma ekologia, nowa ekonomia, czyli jak można uwolnić się od ekonomicznej konstrukcji starej cywilizacji i jak owa konstrukcja konstytuuje naszą świadomość oraz relacje międzyludzkie na całej planecie. Cywilizacja mądrych ludzi, czyli jak by było, gdyby było normalnie. Nowa świadomość, nowa energia, nowe rozumienie i praktykowanie duchowości. Czas nam współczesny to czas przemieszania starej energii i nowej energii. W doborze prelegentów organizatorzy odwołali się do osób skoncentrowanych na możliwościach Nowej Ery i otwartych na rozumienie duchowości nie tylko jako jednej z możliwych, choć tylko dla wytrwałych, ścieżek rozwoju osobistego.
Nasze rozumienie duchowości polega na akceptacji jej wszechobecności i wszechogarnialności. Dla nas kwestia rozwoju duchowego nie jest kwestią wyboru dla wybranych, lecz falą, która dotyczy wszystkich ludzi i wszystkich sfer naszego życia. Jesteśmy skłonni ją rozumieć jako brakujący piąty element, bez którego nie mamy szans pójść do przodu w rozwoju ewolucyjnym. Wszyscy, a nie tylko wybrani. Już za chwilę wysłuchają państwo jednego z fragmentów zapisu konferencji „Rok 2013. Projektowanie nowego świata” udostępnionych przez organizatora, serwis Schodami do Nieba. Witryna niestety zakończyła już działalność. Nagrania jednak pozostały, choć obecnie dostęp do nich jest bardzo utrudniony. Tym bardziej cieszy nas możliwość zaprezentowania ich na antenie Radia Paranormalium. W czwartej, ostatniej części zaprezentujemy zapis wykładu Krzysztofa Wirkszy pod tytułem „Nowa świadomość”.
[03:36] - Mam na imię Krzysiek Wirkrza. Trochę się będę z państwem oswajał przez pierwszych 10 minut, także proszę o wybaczenie za moją tremę i ogólny tembr głosu drżący. Mam mówić o nowej świadomości. Czyli jestem podsumowującym ogniwem tego spotkania. Mam mówić o ogólnej idei, która podsumowuje całą ideę przemiany duchowej, przemiany świata. Mam mówić o czymś, co jest bardzo proste i leży poza wszystkimi tymi ideami, które dzisiaj były wypowiedziane, które mają dążyć do zmiany tej rzeczywistości na lepszą. Większość z tych idei, część również zahaczała o to, o czym będę mówił, ale wiele dotyczyło zmiany fizycznej rzeczywistości. Ja będę mówił przede wszystkim o zmianie rzeczywistości wewnętrznej. To znaczy będę tutaj prezentował taki paradygmat Konrada Wallenroda. Jako niepoprawny romantyk przedstawię państwu podejście zwane wallenrodyzmem, które polega na, jak państwo zapewne wiedzą, rozsadzaniu twierdzy od środka za pomocą sprzymierzonego kornika, który drąży skałę powoli i uparcie.
To, co powiem, absolutnie nie jest w sprzeczności z wszystkimi światłymi ideami zmiany, które tutaj zostały zaproponowane. Ja sam jestem też wielkim, jako romantyk oczywiście, zwolennikiem zmian i rewolucji i w ogóle uważam, że jest źle i chciałbym też, żeby było lepiej i mam nadzieję, że za mojego życia to zobaczę. W ogóle wierzę we wszystko, od razu chcę na wstępie powiedzieć.Jestem tego typu człowiekiem. Nie przedstawiłem się szczegółowo. Może przedstawię się w trakcie tej prezentacji, bardziej państwu przybliżę, kim jestem. Natomiast rzeczywiście wierzę we wszystko. W co można wierzyć, to ja wierzę. Od razu ten punkt mamy z głowy. Chciałem przejść mniej do kwestii wiary, bo wiadomo, że są różne, bardziej do kwestii, jak my się możemy zmienić sami, żeby nam było lepiej. W tym, jak to kolega dzisiaj ładnie określił, taki z dredami, zapomniałem, jak masz na imię.
Tak! W Babilonie. To określenie rastamańskie czy bardziej młodzieżowe. Używając tego słowa, mam na myśli współczesną cywilizację, która owszem, ma też dobre strony, ale tu wyrażaliśmy pewne kłopoty i wątpliwości, jakie mamy z tym, co się dzieje w tej chwili w ludzkim umyśle. I teraz, co robi w tej sytuacji Konrad Wallenrod, którym jestem? On się buntuje od środka. On tworzy zmianę we wnętrzu, w środku. To oczywiście łatwo powiedzieć. Nie za bardzo jest, o czym mówić, bo każdy doskonale wie, o co chodzi. Ale skoro już wszyscy doskonale wiemy, o co chodzi, to ja przedstawię moją wizję gwoli inspiracji.
Jak to się robi, że się pracuje nad sobą i jak to się robi, że w tej twierdzy, w tym Babilonie, w tym ekonomicznym kolosie, który do rozmiarów groteski w tej chwili gdzieś się sam nakręca i rozpędza, i atomizacja, i wszystko jest generalnie jedną wielką parodią. I teraz my się musimy jakoś w tym odnaleźć. Fajnie byłoby, jakbyśmy już żyli w epoce wieku złotego, ale mamy wiek żelazny. Wiek żelazny jest wiekiem, który nie zapewnia łatwych rozrywek. Dobrze by było według mojej intuicyjnej diagnozy, nie wiem, czy państwo się zgodzicie, zrobić porządek na własnym podwórku. Ja bym powiedział więcej: do tego stopnia, że będziemy szczęśliwi w każdych okolicznościach. Wydaje mi się to krokiem podstawowym, żebyśmy potrafili być szczęśliwi w naszym życiu takim, jakie ono jest w tej chwili, niezależnie od tego, co się wydarza z zewnątrz. Po to, aby móc dokonać zmiany. I o tym właśnie chcę mówić. Chcę mówić o czymś takim, co jest w sumie niezależne od guru, od wiar, od ludzi głęboko przebudzonych czy o jakimś stopniu poznania duchowego, tudzież od rozmaitych filozofii.
Raczej o takiej bardzo osobistej sprawie, na którą każdy musi sam odpowiedzieć, żeby znaleźć sens w życiu takim, jakie ono jest. A oczywiście zmiany do tego jak najbardziej. Natomiast ten sens jest ważny. Zupełnie inaczej się przeprowadza zmiany z miejsca, w którym człowiek czuje, że jest przymuszony, przyciśnięty drzwiami i po prostu nie ma wyjścia. Jest w jakiś sposób zmuszony przez okoliczności, żeby te zmiany w świecie wprowadzać. A zupełnie inaczej się działa z miejsca, kiedy człowiek jest zakochany w życiu i w związku z tym wprowadza zmiany. I chciałem dzisiaj mówić o tej podstawowej różnicy. Ja osobiście, tak się złożyło, zajmowałem się trochę technikami wprowadzania zmiany w sobie przez ostatnie kilka lat. Bardzo ciekawy to jest temat. Mam takie doświadczenia, że rzeczywiście można tą zmianę wprowadzić i państwo też macie swoje doświadczenia, za pomocą swoich różnych sposobów ją wprowadzacie.
Zmiana jest związana ze słowem miłość, które tutaj jest. Jako romantycy nowej ery bardzo lubimy to słowo i to słowo jest też takim trochę kluczem do naszego nowego myślenia. Często pada. Ja osobiście miałem bardzo duże uczulenie na to słowo, dlatego że ono mi brzmi tak bardzo medialnie i troszeczkę manipulacyjnie. Bywa nadużywane, przynajmniej ja się zawsze boję, że ktoś go nadużywa. Natomiast faktem jest, że ta miłość w pewnym momencie się okazała kluczem do tej przemiany Konrada Wallenroda XXI wieku. Bo owszem, są jeszcze te cnoty wiary i nadziei, które wszyscy tu reprezentujemy. Chcielibyśmy stworzyć nowy świat i mamy nadzieję, że tak się stanie. Chcemy wierzyć, ale bez takiego naprawdę poczucia się szczęśliwym, zakochanym w życiu tu i teraz jest trudno wygenerować w sobie wiarę.Z mojego doświadczenia jest trudno wierzyć, trudno afirmować coś, jeżeli człowiek nie jest szczęśliwy nawet w towarzystwie gderającej teściowej, nawet w towarzystwie swoich własnych kompleksów, nawet w towarzystwie biedy na przykład czy mrówek faraona w kuchni. Oczywiście różni ludzie mają problemy i te problemy są na rozmaitych płaszczyznach, rozmaitych czakrach.
Każdy coś tam ma. Ja może przedstawię taki krótki, logiczny wywód, który mnie osobiście bardzo inspiruje. Nie będzie to jakaś zawikłana filozofia. Chcę po prostu pokazać proste, logiczne równanie, które jest związane z sensem życia, o którym mówię. Państwa ocenie pozostawiam, na ile można użyć tego porównania we własnym życiu i na ile ono się daje zastosować do jakiejś praktyki duchowej. Otóż moje logiczne równanie wyjdzie od czegoś takiego jak wszystko. Czy państwo się zastanawiali kiedyś, co to jest wszystko? My często mówimy wszystko, co jest w duchowości. Wszystko już jest, jesteśmy ze wszystkim połączeni, mamy możliwość osiągnięcia wszystkiego i tak dalej. Ja się zastanawiałem i przyszło mi, że wszystko to są wszystkie te rzeczy, których bym chciał, a których nie mam.
To nie jest tylko to, co mam w tej chwili, ale to jest również wszystko, co mógłbym mieć, ale tego w tej chwili wydaje się, że nie mam. My nigdy na to w ten sposób nie patrzymy. Nam się wydaje, że wszystko to jest nasza ziemia, nasze palmy, pustynie, ludzie. Ale to są również idee, które nie zaistniały, a mogłyby zaistnieć. Nie wiadomo, czy one nie zaistniały. To my mówimy, że tego nie ma. A gdyby tak sobie pomyśleć, że takie prawdziwe wszystko to jest naprawdę wszystko. To znaczy gdybyśmy tak założyli, że wszystko już jest, w związku z tym wszystko mamy. Teraz pytanie, czy takie wszystko istnieje? Bo przecież rzeczywistość pokazuje, że pewnych rzeczy nie mamy.
Ktoś by chciał na przykład mieć lepszą pracę, ktoś by chciał mieć lepszego partnera czy partnerkę, ktoś by chciał poprawić swoje kompleksy wewnętrzne, ktoś by chciał więcej zarabiać, ktoś by chciał być bardziej duchowy, ktoś by chciał być mniej duchowy. Kogoś boli kolano, bo tańczył za dużo, tak jak ja na imprezie dwa tygodnie temu. Przez trzy tygodnie kuleję. No i teraz tak: mamy rozmaite dolegliwości. Bolą nas różne części ciała i psyche. To jest normalne. To jest nasz normalny stan. Wiem, że to brzmi banalnie wszystko, ale proszę jeszcze chwileczkę cierpliwości. Jeżeli jest takie wszystko, o jakim mówiłem, to tych wszystkich braków nie ma, bo wszystko już jest. Jeżeli wszystko jest, to nie ma tych braków.
Nie ma żadnych potrzeb, bo wszystko już jest. Oczywiście my mówimy o czasie i o przestrzeni, że na pewne rzeczy trzeba poczekać w czasie. Ale jeżeli jest wszystko, to to już się stało. Na nic nie trzeba czekać. Jeżeli jest wszystko, mówimy również o przestrzeni, która nas oddziela. Musimy dokądś pójść i coś załatwić. Musimy coś zrealizować. Jeżeli jest wszystko, to nie musimy donikąd iść, bo to już jest. Dystans jest jakąś formą oddzielenia. Czyli to jest dokładnie to, o czym mówimy w duchowości.
Jest oddzielenie i jest jedność. Teraz co rozumiemy przez jedność? Bo ja przez lata się borykałem z tym słowem, nie wiedziałem, co ono znaczy. Dlaczego ja robię ten wywód cały? Robię dlatego, że mam taką nadzieję, że jestem w stanie w jakiś sposób zainspirować, pomóc, bo wiem, jakim dla mnie osobiście było i jest cały czas problemem rozumienie pewnych terminów, na przykład rozumienie takich słów jak jedność czy miłość. To nie o to chodzi, że jakieś wielkie filozoficzne rozumienie, tylko doświadczenie takie fizyczne. Bo mówi się, że w duchowości chodzi o miłość, w duchowości chodzi o jedność. Co to znaczy? Czy to znaczy, że ja każdego muszę kochać, że muszę się zmuszać, żeby kochać ludzi? To są tego typu dylematy.
Czy ja powinienem sobie afirmować, że jestem coraz bardziej kochający codziennie? Czy ja powinienem sobie medytować, że jestem jednym ze wszystkim, a jak nie jestem na przykład, bo jest tyle rzeczy niezałatwionych, które muszę pójść i załatwić. Ja miałem tego typu dylematy, może ktoś miał podobne. W każdym razie, tak czy owak, w pewnym momencie ostatnio mam większy poślizg, większą łatwość z łapaniem tej wszystkości i miłości, że to już wszystko jest. Koniec, kropka. Mnie się oczywiście wydaje, że tego nie ma. Mnie się wydaje, że państwo tam siedzą. Mnie się wydaje, że gdzieś tam są rzeczy, które jeszcze muszę zrobić. Mnie się wydaje, że mnie coś boli. Mnie się wydaje, że jestem chory.
Mnie się wydaje, żeMam długi w tej chwili, muszę je zapłacić i tak dalej. Każdy ma coś innego. Państwo już pewnie macie w tej chwili w głowie listę wszystkiego, co się państwu wydaje na temat braków, które można by naprawić, gdyby tylko była złota rybka. Oczywiście, jeśli wszystko jest, to te braki są iluzją. Czyli w związku z tym nikt z nas nie ma długów, nikt z nas nie jest chory, nikt z nas nie ma psychicznych swoich zagwozdek. Wszyscy jesteśmy wiecznie promienni, radośni, tańczymy jak te ludki za rączki. Natomiast tak się nie obserwuje, prawda? I teraz moja logiczna zagwozdka polega na tym: jeżeli to wszystko już jest, tylko my tego nie widzimy, to nie o to chodzi, że oczyma nie widzimy. To bardzo ważne. To nie o to chodzi, że my oczyma czegoś nie widzimy, czy uszyma nie słyszymy, czy nosem, czy dotykiem.
To nie o to chodzi, że my musimy cokolwiek wysilać. My mamy takie doświadczenie fizyczne, że muszę iść załatwić. To nie jest kwestia widzenia w sensie fizycznym, tym niemniej jest to pewnego rodzaju doświadczenie. Doświadczenie braku. I teraz jesteśmy w tym doświadczeniu braku. Ale jeżeli wszystko jest prawdą, to doświadczenie jest nieprawdą. Jeżeli wszystko jest, to braku nie ma. Proste, prawda? Brak jest zerem. Zera nie ma.
Jeżeli wszystko jest, to znaczy, że braku nie ma, ale widać inaczej. Dobra i teraz już mówię, co z tym robimy. Widać inaczej. Kurczę, ale jeżeli wszystko jest, to powinno to w jakiś sposób się objawić. Jeżeli tylko odważymy się dopuścić myśl, że ewentualnie może w jakiś sposób mogłoby się to objawić nam. Może jest tak, że ciągle zwracając uwagę na brak, którego nie ma, nie widzimy, że wszystko jest. Jeżeli tak jest, to przez zwykłe uznanie, że wszystko jest, możemy, być może doświadczyć, że rzeczywiście nie mamy problemów. Nie tylko na płaszczyźnie psychicznej. To jest bardzo ważne. Nie tylko na płaszczyźnie psychicznej, to znaczy częściowo intuicyjnie, częściowo z własnych doświadczeń.
W tej mierze mógłbym powiedzieć, że to się również wydarza w świecie. Z tym że nie zawsze od razu i nie zawsze logiczne jest wyjaśnienie, co po czym i dlaczego. Czym to się różni od afirmacji, o czym ja mówię? Bo przecież afirmujemy: wszystko już mam, prawda? I niektórzy z nas wierzą, że rzeczywiście nam się to staje. Proszę państwa, to jest z jednej strony coś bardzo podobnego do afirmacji, o czym ja mówię. Jest to pewnego rodzaju wiara w moc twórczą umysłu. Z drugiej strony jest to rzecz diametralnie różna. W afirmacjach mamy pewnego rodzaju oczekiwanie, że coś się nam wydarzy. Czujemy, że na to zasługujemy i oczekujemy konkretnego rezultatu.
Z reguły. Nie mówię, że zawsze, ale bardzo często tak jest. Tutaj ja mówię o całkowitym zaakceptowaniu tego, co jest. I stwierdzeniu, że to jest doskonałe, że niczego więcej nie potrzebujemy, nie oczekujemy, bo wszystko już mamy. A że oczy pokazują nam coś innego, znaczy oczy się mylą. Troszeczkę obrazoburcze, troszeczkę solptyczne. Solptyczne, to znaczy takie matrixowe. W sensie, że zamykamy oczy na rzeczywistość, udajemy, że jej nie ma. Nie, to dokładnie nie o to chodzi. Mam na myśli pewnego rodzaju eksperyment z mocą umysłu.
To znaczy, jeżeli ta moc umysłu może istnieć przez wiarę i przez nadzieję, przez tworzenie afirmacji wiary w pewnego rodzaju rzeczy, to czy miłość nie byłaby też dobrym środkiem do osiągania naszych celów? Zaraz, ale miłość działa nietypowo, bo żeby kochać, musimy się zgodzić bezwarunkowo na wszystko, co jest. To jest nietypowo, bo my przywykliśmy myśleć, że my mamy mieć nadzieję na coś, co już wiemy, co to będzie. Albo mamy wierzyć w coś, co już wiemy, co to będzie. Mamy wierzyć we własne wyzdrowienie. A co jak nie wyzdrowiejemy? Guzik. Nie działa. Za słabo żeśmy wierzyli. I wina.
Więc chcę zwrócić uwagę na to, że są pułapki duchowości, pułapki pozytywnego myślenia, pułapki wiary. Jak miłość rozwiązuje te sprawy? Otóż miłość w pewien sposób ma pewne i wady i zalety. Jeżeli całkowicie zaakceptujemy to, co jest, jesteśmy jak dziecko. Jesteśmy bezbronni i niewinni. I można by powiedzieć, że się wystawiamy na ciosy, prawda? Że wszystko, co jest na tym świecie, jeżeli my powiemy: dobra, to ja wszystko kocham tak, jak jest. Niech to będzie tak, jak jest. Ja to uwielbiam w tej chwili. Tak, ja to kocham.
Tak! Tak to właśnie ma być. To jest to. To w tym momencie, o rany, ale te wszystkie demony, diabły zaraz nam wlezą na głowę. Za chwilę nie będziemy mieli kasy, za chwilę nie będziemy mieli znajomych.Bo coś, nie wiem, parskniemy, bluzniemy coś, co akurat należałoby przemyśleć i powstrzymać się. A my żeśmy się kochali akurat w tym momencie i żeśmy powiedzieli, co nam przyszło do głowy. No i co? Znajomi sobie poszli. Czyli robią się pewnego rodzaju strachy na lachy. Proszę państwa, mi się wydaje, że te modliszki, o których my dzisiaj żeśmy tak fajnie sobie rozmawiali przed pierwszą przerwą i wszelkiego rodzaju to, czego ostrzegają nas wielkie kosmiczne inteligencje przed najazdem różnych potworów, które są w nas, bo to są nasze aspekty, to jest dokładnie to, o czym ja mówię w tej chwili.
To znaczy podejście miłości bezwarunkowej, akceptacji tego, co jest teraz, jednocześnie aktywizuje nasz lęk przed tym, że może, kurczę, może my się mylimy. Kto nam zagwarantuje, że to jest godne miłości? A jeżeli ktoś nas robi w bambuko? A jeżeli to jest tylko ściema? Jeżeli trzeba było wcześniej afirmacje, a jeżeli trzeba było wcześniej przestudiować, zrozumieć, zastanowić się, co kochać, czego nie kochać, a my tak wszystko kochamy. A jak modliszka wejdzie? Zastanawiam się, czy ci kosmici nie mówią o tym, bo tak modliszek w moim życiu na lekarstwo, na razie, takich żywych. Natomiast im bardziej kocham, w sensie kocham takim właśnie, o którym mówię, czyli takim bardzo technicznym, to znaczy im bardziej akceptuję sytuację taką, jaka jest, bo mam na myśli ten rodzaj miłości. Dokładnie. Nie mówię o jakichś wzniosłych miłościach, w ogóle nie o romantycznych miłościach, o jakichś przypływach.
Może niektórzy ludzie też tak to wyrażają w ten sposób. Ja osobiście akurat niespecjalnie mnie ciągnie w stronę takich egzaltowanych rodzajów miłości. Nie mówię, że one są złe, natomiast bardziej mnie interesuje zasada, która wszystkie rodzaje miłości spaja. Właśnie ta zasada bezwarunkowej akceptacji tego, co jest. Czy to jest nasz partner, czy to jest nasza praca, czy sytuacja po prostu. I teraz akceptacja taka prowadzi do czegoś takiego, że zaczynamy się bać. Czasami wydaje nam się. Jest takie powiedzenie w Kursie Cudów, które może znane jest. Kurs Cudów to przypomnę, jest taka channelingowa jedna rzecz, która się pojawiła. Też ją ktoś podyktował komuś.
Oczywiście wyjaśniam tym, którzy nie wiedzą, bo zakładam, że wiele osób wie, ale w każdym razie w Kursie Cudów jest taka wzmianka na początku: przeciwieństwem miłości jest lęk, lecz to, co wszechogarniające, nie może mieć przeciwieństwa. Proszę państwa, przeciwieństwem miłości jest lęk. To jest dokładnie to, o czym mówię. W momencie, kiedy zaczynamy próbować kochać, akceptować naszą sytuację taką, jaka jest, wychodząc z założenia, że po prostu wszystko już musi być, więc czegóż brakuje? Nagle się okazuje, że nie do końca wszystko już musi być, że jest cała masa braków, że może to się stanie, że może tamto, że może partner odejdzie, jak ja mu coś powiem. Jeżeli w pracy się zachowam w odpowiedni sposób, postawię jakieś tam żądanie, dajmy na to odnośnie podwyżki, to w tym momencie również mogę stracić tą pracę, prawda? Czyli takie bezwarunkowe bycie sobą jest czymś trudnym. Nie wiemy, gdzie tu jest jeszcze miłość, a gdzie się zaczyna zwykła głupota i szaleństwo. I oczywiście nikt nam nie odpowie, bo to każdy musi sam. Ale ja nie mówię, że to dla mnie jest łatwe to rozróżnienie.
Są miejsca, które są po prostu najeżdżone modliszkami, które zdają się bardzo obfitować w rozmaite potwory umysłu, które się boją, że nam zagrażają. Proszę państwa, ja nie tyle zachęcam do robienia jakichś rzeczy bez skonsultowania z fizyczną rzeczywistością, bo jestem bardzo daleki od tego. Natomiast wydaje mi się, że warto pracować ze swoim lękiem. Nie chodzi o to, co robimy w świecie. Nie chodzi o to, czy my idziemy do tego szefa i mówimy tą podwyżkę i tracimy pracę potem i potem sobie mówimy: a ta duchowość to funta kłaków nie warta. Nie o to chodzi. Chodzi o taką sytuację, że my rozpoznajemy, że chcemy kochać i jednocześnie rozpoznajemy, że coś nam przeszkadza, że gdzieś tam wierzymy w brak. Ta sytuacja jest sprzeczna, bo z jednej strony czujemy, że jesteśmy wszystkim i że chcemy cieszyć się tylko i, jak to mówią osoby wierzące, chwalić Boga, czyli po prostu śpiewać, że wszechświat jest pięknym miejscem. Natomiast z drugiej strony się boimy. I ten lęk mówi nam: nie, wszechświat nie jest pięknym miejscem.
Wszechświat jest miejscem pełen rozmaitych stworów, które nam zagrażają i są na zewnątrz nas. My nie jesteśmy wcale wszystkim. My jesteśmy może i wszystkim, ale oprócz tego wszystkiego są jeszcze modliszki. Ale oprócz tego wszystkiego są jeszcze rozmaite demony. Ale oprócz tego wszystkiego są jeszcze rozmaite nasze problemy i te problemy finansowe czy inne to trzeba załatwić najpierw. I teraz tak: załatwiajmy. Nie optuję tu za tym, żeby te problemy lekceważyć na płaszczyźnie fizycznej. Natomiast osobiście bardziej jestem ekspertem od załatwiania problemów z lękiem.Wydaje mi się, że załatwienie problemu z lękiem jest kluczowe, niezależnie od tego, czy w następnej chwili, czy w tej samej chwili ruszamy na podbój świata i naszych problemów, czy zaczynamy coś zmieniać, czy zaczynamy zmieniać sytuację finansową na świecie, o czym tu mówiliśmy, czy naszą sytuację prywatną. Jest kwestia lęku. Jest kwestia tego, czy robimy to z miejsca miłości, czy z miejsca lęku.
Jak się pracuje z lękiem? Jak ja pracuję z lękiem? Co mnie inspiruje w pracy z lękiem? Bo wiem, że wszyscy wiedzą, co to jest lęk. Oczywiście słowem lęk podsumowuję wszelkiego rodzaju poczucie braku, które może nam towarzyszyć. Czy to będzie nasza sytuacja życiowa, czy to będzie nasza psychiczna sytuacja, obojętnie. Nie robię rozróżnienia, czy chodzi o sytuację życiową, czy psychiczną. Jestem w stanie iść o zakład, że każdy lub prawie każdy z tu obecnych postrzega pewnego rodzaju braki w swojej albo sytuacji, albo psychice. Jeżeli są osoby, które nie postrzegają, to również bardzo mi miło. Natomiast z reguły większość ludzi postrzega.
Problem polega na tym, co robić, jak są te braki. One się kojarzą z lękiem. Psychicznie to wiadomo. Lęk jako negatywność, my na to mówimy negatywność. I używam tego słowa w bardzo szerokim znaczeniu. Natomiast fizycznie to lęk, że coś się stanie, że coś się wydarzy i trzeba zadziałać. Stąd moja logiczna przerzutnia. Jeżeli wszystko już jest, to może wystarczy po prostu sobie o tym przypomnieć. To może wystarczy po prostu zauważyć wewnętrznie do siebie: „Okej, wszystko już jest. Jestem w doskonałym miejscu.
A że widzę coś innego? Okej, nie ma problemu. Mogę sobie widzieć, ale wiem, że wszystko już jest. Jestem w doskonałym miejscu”. Ja spróbuję jeszcze raz wolniej. Myślę, że jest to pewnego rodzaju myśl, która leży u podłoża wszystkich praktyk, tak na dobrą sprawę, w takiej czy innej formie. Jest to pewnego rodzaju abstrakcja, którą można by odnieść do wielu różnych ścieżek. Chciałem przedstawić, bo być może państwo odnajdziecie się w tym w jakiś sposób ze swoich praktyk, swoimi praktykami. Jeszcze raz. Pojawia się sytuacja braku.
Teraz proszę pomyśleć o jakiejkolwiek sytuacji braku ze swojego życia. Każdy już pomyślał. Wystarczy. Myślę, że ta myśl już jest właśnie tą, o którą nam chodzi. Teraz proszę sobie eksperymentalnie, oczywiście nie zachęcam nikogo do wiary i jeśli ktoś nie chce ćwiczyć, to też nie skłaniam, ale proszę spróbować powiedzieć do siebie: „Wszystko już jest”. Po cichutku. Teraz zrobię małą transpozycję techniki emocjonalnej wolności. Jest tam bardzo inspirujące zdanie, które jest osią tej techniki. Nawet jeśli widzę brak, to głęboko, kompletnie kocham i akceptuję siebie i tę sytuację i wybaczam sobie i tej sytuacji. Dla mnie to jest najprostszy sposób, w jaki można praktykować wszystko.
Pochodzi on częściowo z moich rozmyślań, częściowo z lektury „Kursu cudów”, częściowo z wielu różnych źródeł, w tym channelingowych przekazów, technik, które obecnie są stosowane. To się pojawia w bardzo wielu miejscach. Fakt, że wszystko już jest, nazywany bywa Bogiem. Nie chcę nikogo zachęcać do religijności czy niereligijności, natomiast dla niektórych ludzi to słowo jest pomocne. Jeżeli sobie wyobrazimy, że wszystko już jest, to całe pęta czasu i przestrzeni w tym momencie odpadają, czyli odpada wszelkie oddzielenie od naszego celu. Jesteśmy już doskonali. To jest idea Boga. Jeżeli wszystko już jest, to nie ma kogoś, kto jest oddzielony i sobie swoje życie robi na własną rękę.Jeżeli wszystko już jest, to ten ktoś, komu się wydaje, że robi swoje życie na własną rękę, jest częścią wszystkiego i jest doskonale przez to wszystko, przez cały czas zaopatrywany i podłączony do wszystkiego, ponieważ nie ma żadnego braku, nie ma żadnego oddzielenia, nie ma żadnej potrzeby. Wszystko jest genialnym kosmicznym inkubatorem w celu inkubacji wszystkiego. Dlatego dawniej bywało nazywane Bogiem.
Teraz często się wraca do tego słowa. Obojętnie jaką przyjmiemy terminologię, chcę państwu pokazać, że nie jest to kwestia wiary, kwestia tego, że idea sama jest pomocna w praktyce duchowej. Ona wychodzi nawet poza ideę afirmacji, w której oczekujemy czegoś. Ona powoduje, że całkowicie poddajemy się temu, co jest. To jest cel jogi. Poddanie się. Nie chcę w tej chwili mówić wszystkich znanych mi systemów, bo nie jestem tak mądry, żeby je wszystkie znać, ale akurat wiem, że najwyższym celem jogi jest to, co oni nazywają poddaniem się. To jest to, do czego dążą ci na najwyższych szczeblach jogini. Niekoniecznie ci od hatha jogi, ale ci tacy, co medytują i się oświecają. To jest z pism Patańdżalego.
Celem jogi jest poddanie się, ale celem chrześcijaństwa też jest poddanie się. Powiedzmy sobie Faustyna Kowalska czy jakieś inne osoby uznane za święte. Co one robiły? One się poddawały. Tak, one się poddawały. Żeby to podsumować, bo mam jeszcze chyba dwie minuty. Jeżeli wszystko już jest, to ten eksperyment, którego dokonujemy, musi przynieść rezultaty. Jakie i kiedy, to niestety jest nie nasza sprawa. To jest clou programu. Jakie i kiedy to jest nie nasza sprawa.
Możemy mieć intencje. To nie o to chodzi, że nie możemy czegoś chcieć dla siebie, ale cała rzecz jest w zaakceptowaniu najpierw wszystkiego takim, jakie jest. W poczuciu tego, że wszystko już jest i dopiero obserwacji, co z tego wyniknie. Zapewniam wszystkich, w tym siebie, ale mówię to z doświadczenia w pewnym stopniu zdobytego już, że rzeczywiście całkowite poddanie nawet w jednej chwili może spowodować nawet zmianę reakcji osoby siedzącej obok albo zmianę reakcji rozmówcy, może spowodować nieoczekiwany telefon, może wręcz spowodować zmiany w rzeczywistości obiektywnej. Oczywiście to nie jest istota. Najważniejsze jest to, że zmienia naszą relację na psychologicznym poziomie, że nasze relacje ze światem są zdrowsze. Na zakończenie jeszcze raz. Jeżeli macie państwo jakiekolwiek poczucie braku, szczerze zachęcam do powiedzenia sobie: wszystko już jest, mimo że widzę ten brak. Pomimo że w tej chwili postrzegam tą niedoskonałość, to głęboko, kompletnie kocham i akceptuję siebie i tą sytuację taką, jaka ona jest. Wybaczam wszystko sobie i tej sytuacji takim, jakie one są.
Dziękuję.
[40:30] - To ja na zakończenie mam dla państwa taką historyjkę swojej młodości. Otóż przyjaciel mojej młodości, Zdzich Niadek znany był z tego, że tworzył różne niesamowite scenariusze kompletnie zwariowanych happeningów i performansu. I pewnego dnia Zdzichu przyszedł do mnie i powiedział: „Wiesz co? Wymyśliłem taką akcję. Nazwałem ją Krok na Zachód”. Patrzyłem na Zdzicha, mówię: „No wal, nie?” Zdzichu mówi: „Słuchaj, wiesz co? Gdybyśmy wszyscy naraz, wszyscy ludzie na ziemi jednego dnia w tym samym momencie wykonali krok na zachód, to popatrz, co by się działo. Ziemia by się zaczęła minimalnie szybciej obracać” — mówi Zdzichu. Ja mówię: „No dobrze”. „Jakby się zaczęła tak minimalnie szybciej obracać, to popatrz, jakie byśmy mieli z tego profity” — mówi Zdzich.
— „Bo subiektywnie dzień by się skrócił i jak gdyby przeżywalibyśmy większą ilość dni w ciągu swojego życia. Żyjemy niby tyle samo czasu, ale ponieważ Ziemia się obraca szybciej, to wydawałoby nam się, że żyjemy na przykład nie 80 lat, a 120”. Popatrzyłem na Zdzicha, mówię: „No fajnie, ale Zdzichu, czy ty przypadkiem nie boisz się, że jak tak wykonamy ten krok na zachód i przyspieszymy ten ruch obrotowy Ziemi, to Ziemia wypadnie z orbity?” Zdzichu powiedział: „Nie. Konsultowałem to z pewnym znanym i doświadczonym astrologiem.” I już poszedł. Nie będę wymieniać jego nazwiska. Historia jest sprzed 30 lat. „I on powiedział, że do dwóch kroków to spokojnie możemy taki numer wykonać i nic się nie stanie”. Ja mówię: „Świetnie Zdzichu, ale wiesz co? Przecież wiesz doskonale, że nie mamy szansy tego zrobić, bo nawet gdybyś dotarł do wszystkich ludzi na Ziemi z tym swoim przesłaniem, że zróbmy wszyscy razem krok na zachód, to masz jak w banku, że połowa ludzi to usiądzie na ziemi natychmiast, żeby zamanifestować odmienne swoich poglądów.A druga połowa się podzieli na tych, co na wschód, na zachód, na północ, na południe. Nie wyjdzie, nie?
Patrzę na Zdzicha, Zdzich patrzy na mnie, nic nie mówi. Taka cisza zapadła. To ciągnę temat dalej. Mówię: "Słuchaj Zdzichu, gdyby się udało coś takiego zrobić, gdyby kiedykolwiek ludzie na tej planecie wykonali rzeczywiście w jednym momencie to samo działanie zgodnie, to ta planeta by się oświeciła". Zdzichu tak popatrzył na mnie i powiedział: "No właśnie". I z tym przesłaniem chciałem państwa zostawić na koniec naszej dzisiejszej konferencji, zostawiając państwa w dźwiękach Moniki i Kuby na zakończenie. Bardzo dziękuję, żeście przybyli. Bardzo dziękuję, żeście wytrwali. Odwołując się do ostatniego wykładu Krzysia: kocham was wszystkich.
[43:31] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy wybrane fragmenty konferencji pod tytułem „Rok 2013. Projektowanie nowego świata”, która odbyła się w Warszawie 25 października 2009 roku. Była to konferencja poświęcona wizjom rozwoju naszej cywilizacji w Nowej Erze, której początek umownie przyjmuje się jako rok 2012. Patronat medialny nad konferencją objął miesięcznik „Nieznany Świat”. Patroni wirtualni: System Miłości Narodów www.smfki.pl, Polska Szambra www.szambra.pl, Schodami do Nieba www.schodamidonieba.pl, Cudowny Portal www.cudownyportal.pl, Agnieszka Jurko www.agnieszkajurko.pl, Merkaba www.merkaba.pl oraz portal Paranormalium www.paranormalium.pl. Konferencję wsparły również serwisy: davidicke.pl, rozwojduchowy.net, taraka.pl, kodczasu.ronus.pl, drogowskaz.pl, forum serwisu przebudzenie.net, forum paranormalne.pl, Fundacja Świadomość Ziemi świadomosć-ziemi.org oraz Psyche Centrum Książki Psychologicznej psyche.pnet.pl.