[00:01] - To think for yourself and question authority. Musiało dmuchnąć w ucho konkretnie. Stanik, który zawsze wita słuchacza w hiperprzestrzeni. Ja też cię witam. Ja tu mówię do mikrofonu w hiperprzestrzeni. Na imię mam Tomek. Słuchasz Radia Na Fali retransmitowanego przez Radio Paranormalium oraz Dream Time. Jest sobotni wieczór i ja tu siedzę sobie w mieście zwanym Londyn. Nie Lądek Zdrój, ale Londyn. Chociaż takiego miasta, jak mówi bohaterka pewnego filmu, Barei nie ma.
A jednak. Bo ja po wakacyjnej przerwie i w ogóle mam taki nastrój wakacyjny. Mam tu sztaicę ze swoją herbatą. Nie wiem, czy mi wystarczy. Będę sobie rbu jeziorany popijając herbatę i jestem na czacie Radia Na Fali: chatango.rnf. Idź na stronę radionafali.com. Dokładnie, tam w rogu jest ikonka. Przekieruje cię na adres Chatango, na czat Radia Na Fali, gdzie ja też jednym okiem jestem. Pozdrawiam wszystkich obecnych. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Coś jeszcze chciałem ogłosić. Nic nie chciałem ogłaszać właściwie specjalnie. Z tym że oczywiście pozdrawiam Ivelliosa bardzo serdecznie i pozdrawiam tutaj Grzegorza Jubego, który tam parkuje na czacie. Przy okazji przypominam, że w Radiu Na Fali leci doskonały podcast, który ja tu się zasłuchuję. Pozdrawiam Barta, mam nadzieję, że teraz słucha. Może się udało. Bart próbuje mnie złapać od jakiegoś czasu. Tu zarobiony jestem, człowieku, po same łokcie i ciężko się złapać czasami. Anyway, pozdrawiam Barta, a ty, człowieku, wpadnij w czwartek do Radia Na Fali. Znaczy też Radio Paranormalium i Radio Czas Snu.
Jeszcze chwila moment, zanim Radio Na Fali zostanie odpalone. Już na własnych streamach, ale to też będzie w tamtych pozostałych dwóch radiach, bo to tak ławą, czyli grupą ludzi. Cyfrowy eter nadajemy. Anyway, Chata Mystyka, bo o tym mówię, czyli podcast Barta. Także człowieku, zbierz się, do podcastu Barta, do Chaty Mystyka. Tam możesz sobie spokojnie posłuchać, o czym jest mowa. Ja polecam serdecznie. Jest oczywiście w archiwach na YouTubie, w Radiu Paranormalium, jest na stronie Radia Paranormalium, jest na stronie Radia Czas Snu. Także człowieku, możesz to znaleźć i odsłuchać zaległe odcinki, jeżeli nigdy nie słuchałeś. Oczywiście jest książę w tygodniu.
Ja w ogóle jestem po gościach, także mało w ogóle słuchałem, mało bywałem. Gości miałem i zajmowałem się swoimi sprawami, które po gościach trzeba było nadrobić. Jeszcze jest troszkę nadrabiania, nadganiania. Nie to, żebym marudził na gości, nic tego, ale tak jakoś się złożyło, że troszeczkę trzeba było zrobić coś tam, coś tam, coś tam. Przerwy, przerwym wymuszona przerwa. I teraz było nadrabianie i dalej jest troszkę nadrabianie. Także ja w tygodniu uwalony po łokcie w robocie i różnych rzeczach, ale o tym to ja w ogóle nie mówię, bo przy okazji przy robocie. Szczęśliwie nie jest tak tragicznie. Wszystko to, co kocham i to co lubię. Także nie mam z tym żadnego problemu.
Słuchaj, wszystko działa. Anyway, ja nie o robocie. Słuchaj, jest sobota, daj spokój, człowieku. Przy sobocie o robocie? Zwariowałeś. I ty, dziewczyno, też zapomnij. Ja dzisiaj w ogóle o czymś zupełnie innym, bo wakacyjny klimat oczywiście. Wakacyjna atmosfera, wakacyjne wyjazdy i wojaże. I przypomniało mi się z czasów dzieciństwa, bo czemu by nie, prawda? Ostatnio mam jakąś taką jazdę, że rzeczy mi się przypomniały z dzieciństwa.
Takie sympatyczne, bardzo miłe, emocjonalne i tak dalej. Słuchaj, klasyczna rzecz. Ja nie wiem, czy to dalej tak się dzieje w Polsce, bo ja nie mieszkam tam od lat. Nie wiem ilu, dawna. Znaczy wiem ilu, ale zostawmy to. To już tak dawno, że nieważne. Anyway, był taki serial puszczany zawsze w wakacje w Polsce. Zawsze był taki teleranek wakacyjny dla dzieci. Jak byłem mały i młody, nawet jak byłem u dziadków, na wsi i tak dalej, to obudzić się, obejrzeć sobie jakiś film dla dzieciaków nad ranem. Rozumisz pan.
Tego typu historia. I pani. I zawsze w każde wakacje. Szczęśliwie nie tylko wakacje, bo na początku września zawsze leciał „Hans Kloss", jak startowała szkoła. To kojarzę. To takie czasy jeszcze, kiedy były tylko dwa kanały w telewizorze. Sorry, tak powiej kombatantstwem jakimś z czasów PRL-u, ale tak było. Powaga. Jeżeli ci to minęło, to nie masz czego żałować. Spokojnie, wszystko było okej.
Chociaż kto wie. Anyway, ja to jeszcze pamiętam. Także to ukształtowało moje wspomnienie, o którym ci tutaj mówię, ale do rzeczy. Był taki film puszczany w wakacje w Telewizji Polskiej, w tym porannym bloku dla dzieciaków, gdzie były bajki, filmy dla dzieci i tak dalej, seriale. Film oczywiście czarno-biały, na podstawie książki. „Pan Samochodzik" oczywiście, „Pan Samochodzik i templariusze". I tak jakoś się złożyło, że ten film się ostatnio tu przypomniał. Tak jakoś padło. Dużo śmiechu oczywiście. I oczywiście panna Karen.
Co by nie było, ja jako miłośnik „Hydrozagadki" doceniam oczywiście rolę panny Karen w tym filmie. Ale to oczywiście wszystkie chłopaki, które oglądały „Hydrozagadkę" doskonale wiedzą, o co chodzi. Dziewczyny myślę też. Anyway, tu zapraszam wszystkich zainteresowanych i odsyłam w ogóle do oryginalnego filmu. Film jest czarno-biały. Genialny film. Nawet krew jest na ekranie, słuchaj, ale nikogo nie boli specjalnie. Niesamowita historia. I tak sobie właśnie tutaj razem z gośćmi i nie tylko z gośćmi i przy robocie odświeżyłem tutaj po sąsiedzku z sąsiadem wszystkie chyba siedem odcinków czy sześć odcinków już zapomniałem. Były wakacje, można było sobie to zrobić.
Także zaserwowałem sobie brakujący wakacyjny serial, jakby mi na przykład zabrakło tej rutyny wakacyjnej z czasów PRL-u, także mogłem sobie odbić. Także polecam serdecznie. No i kamień filozoficzny. Taki temat mi się dzisiaj pojawił w głowie, bo tak krążę dookoła tego tematu i jeszcze Pan Samochodzik i templariusze dookoła. Jak poleciałem tego Pana Samochodzika, to mi się przypomniało, że byłem miłośnikiem tej serii książek dla dzieciaków. Też mam na imię Tomek! Taki bohater z dzieciństwa, jak Tomek Sawyer między innymi. Postanowiłem, że dzisiaj opowiem ci pewną historię. To jest poniekąd, można powiedzieć, brakującą historią od Pana Samochodzika, brakującym odcinkiem. Wtedy żartowaliśmy, że jedyny brakujący epizod, przynajmniej dla mnie — tak ze mnie moi goście żartowali, mają rację chyba — to powinien być odcinek „Pan Samochodzik i tajemnice Rize”.
Coś w tym stylu. No dobra, to ja dzisiaj połączę troszeczkę te wszystkie rzeczy. Może bez przesady, ale też się chyba Rize pojawi. Także kamień filozoficzny na horyzoncie. Pozostałości po mojej manii prześladowczej w dzieciństwie, czyli serialu „Pan Samochodzik i templariusze” i nie tylko. I w ogóle czytaniu tych książek za młodu, bo do tego się to sprowadza. Wspomnienie z tych książek. Ja sobie nawet tu stuknąłem audiobooka właśnie z tą swoją ulubioną praską historią. To się nazywa „Tajemnica tajemnic”. Na starość człowiek dzieci nieje, tak słyszałem.
Także dzisiaj troszkę powrót do dzieciństwa, ale nie do końca. Spokojnie. Ja tu w ogóle zacznę od takiej ciekawej historii, takiej ciekawej koncepcji związanej z bardzo ciekawą rzeczą, która się nazywa właśnie kamień filozoficzny. Było dużo o... Nie wiem, czy było dużo, ale może gdzieś tam wspominałem. Na pewno gdzieś wspominałem. W końcu chyba z pięć lat ciągnie się taki „Hiperprzestrzeń” w Braniu na Fali, także było chyba wystarczająco dużo czasu i okoliczności. Na pewno wspomniałem o pojęciu Święty Graal. Elektryzujące, prawda? Ja przyznam szczerze się tutaj, słuchaczko i słuchaczu, że wybieram się w pewne miejsce na takie szybkie wakacje.
Ale spokojnie, nie w weekend. Wrócę na „Hiperprzestrzeń”. Nie wiem jeszcze, czy w tym tygodniu, czy w przyszłym. Jakoś tak. Zobaczymy, jak się uda. Jak najszybciej jak się da. Na wakacje właśnie związane troszeczkę z tą legendą tajemniczego kielicha, tajemniczych zakonników i tak dalej. Tu w Anglii jest masa ciekawych miejsc, także ja tu mam przygotowaną sobie przygodę taką, żeby z dala od turystów gdzieś się wymknąć na chwilę poza Londyn. Ale to zostawiam na razie, bo dzisiaj o czymś, co jest taką ciekawą historią. Bo jest Święty Graal, jest Arka Przymierza, no i jest kamień filozoficzny.
Kamień filozoficzny jest najciekawszą historią w tym wszystkim. W sumie jak na ironię jest dokładnie tak samo związany ze wszystkimi zakonami, jakie się szlajały po katolskiej Europie, jak je to nazywam. Sorry katoliku, ale masz przechlapane. To jest audycja tylko dla heretyków. Tylko i wyłącznie. Jeżeli ktoś jest katolikiem albo jakieś inne dewiacje watykańskie... Człowieku, wszedłeś na ziemie heretyków. Na temat tego kamienia filozoficznego kilka słów w takim bardzo wielkim skrócie, bo opowieści na ten temat jest masa. Możesz sobie wejść nawet na Wikipedię i przeczytać definicję kamienia filozoficznego. Ja tego nawet nie robiłem, ale powiem ci to, co ja wiem na ten temat w wielkim, żołnierskim skrócie, żeby nie było.
Jest to kamień, który posiada taką moc, że dokonuje transmutacji, zmienia twoją moc i właściwie ty dokonujesz transmutacji. Do tego się to sprowadza. Jest to legendarne narzędzie wszystkich alchemików. Z alchemią jest taka ciekawa historia, bo alchemia to jest nazwa nauki, ale tu się z tą alchemią nieustannie ciągnie wątek, bo to jest europejska tradycja. Twoja, moja. Wyprostuj się, jak do ciebie mówię. Nie garb się. Nasza europejska tradycja, koleżanko i kolego. Jak najbardziej. Nie ta katolicka, tylko właśnie to jest heretycka.
Wstyd się przyznać, że alchemiczna, ale alchemia właściwie jako taka oznacza po prostu wiedzę ze starożytnego Egiptu w dosłownym tego słowa tłumaczeniu. Ale to może zostawię, bo to o tym było już nie raz, nie dwa. W każdym razie jakie jest sedno tej wiedzy? Sedno tej wiedzy jest takie, że poznaje się prawidła rządzące całym kosmosem, całym uniwersum i jednocześnie jako efekt przy pracy poznaje się możliwość dokonywania transmutacji wszystkiego we wszystko, wszystko we wszystkiego. W górę, w dół, z góry na dół, z boku lewego na prawy. Dosłownie wszystko możesz zrobić. Ta legenda o przemianie złota w coś innego albo czegoś w złoto nie jest do końca tylko i wyłącznie legendą. Znaczy jest legendą. Teraz już nie. Od lat już nie jest.
Ale ja wrócę do takich czasów, gdzie właściwie nie wiemy, co się działo, bo dowodów na to nie ma. Wrócę troszeczkę do tego, bo tak się ciągle gdzieś po bokach. Kamień filozoficzny, człowieku, szybko ci tłumaczę dalej, co to jest. Wyobraź sobie kamyk, ale który ma magiczną moc. I tu są dziwne legendy na ten temat, bo albo jest to istniejący kamyk, jakiś dziwny minerał, jedyny, unikatowy na świecie, albo jest to coś, co zostało stworzone przez jakiegoś alchemika. Właściwie ty tworzysz kamień filozoficzny, możesz go stworzyć. Jesteś częścią tego kamienia i tak dalej. To jest ten kamień, który dokonuje tej transmutacji. Właściwie najprecyzyjniej językiem nowoczesnego, współczesnego inżyniera byłoby powiedzieć, że jest to kupa nanocząsteczek, dosłownie, jakiejś tam materii w konkretnym stanie. Tak już naukowo mówię, jakbym trafił w biały kitel i na salę wykładowo-laboratoryjną, który jest sklejony ze sobą.
Generalnie jest to coś w rodzaju betonu, cementu, coś w tym stylu. Taka masa, która jest sklejona. To jest taki kamień filozoficzny. Nikt właściwie nie wie, jak to zrobić do końca. Ja nigdy nie spotkałem kamienia filozoficznego, nigdy nie miałem czegoś takiego w ręku. Znam tylko legendy na ten temat. W życiu nawet nie stałem blisko tego kamienia albo nic na ten temat mi nie wiadomo. W każdym razie legenda mówi, że coś takiego istniało i te legendy są bardzo intrygujące, bo właśnie te legendy cofają nas do czasów wojny trzydziestoletniej w Europie. Ciekawa historia. Historia w ogóle nie z tej ziemi.
W Polsce się mówi tam jeden król został wymurowany i tak dalej, że to w ogóle Sobieski też jest tam chwalony jako nie wiadomo kto i nie wiadomo co. I w ogóle ta historia Polski pod panowaniem jezuitów, bo właściwie co tu dużo mówić, wszystkie rody królewskie w Polsce niestety zostały wymurowane, ale wpędził wszystkich w niewolę do jezuitów. Taka jest prawda. Sprzedano cały kraj Watykanowi i kiedy pojawił się bunt związany z przełamaniem dyktatu łaciny, przetłumaczeniem tekstów wyłącznie biblijnych i nie tylko, bo i też oryginalnie Tory i skonfrontowania tego z tym, co jest napisane w oryginalnym, tak zwanym watykańskim Starym Testamencie, doprowadziło do rozbicia Kościoła, bo nagle wielu ludzi się wkurzyło, że byli tak rolowani, robieni w takich frajerów, takich głupków przez cwaniaków z Watykanu i wciskano im taki kit, że się zbuntowali. No i postanowili zrobić to wszystko po swojemu, bo stwierdzili, że skoro nie ma żadnych zasad, to też możemy wymyślić własne. Skoro oni zrobili po swojemu, to my czemu nie? W każdym razie zbuntowały się księstwa w Europie, część księstw od Francji poprzez granicę Polski z Niemcami można powiedzieć. I nie tylko, bo też objęły Czechy i kilka innych, Austro-Węgry i tak dalej. Nie było jeszcze wtedy Austro-Węgier. W każdym razie wojna trzydziestoletnia zapoczątkowana przez króla Szwecji, który się zbuntował przeciwko dyktatowi i też w ogóle powołał-- to zostawię może wojnie trzydziestoletniej.
Jest na ten temat dużo w książkach historycznych. W każdym razie wojna siała spustoszenie poniekąd pomiędzy księstwami europejskimi a Watykanem, który próbował wszystko opanować. Skończyła się podpisaniem traktatu, właściwie cichą porażką, ale taką nie do końca też porażką księstw, bo wiadomo, że tam Watykan nie mógł wejść do końca, ale za to generalnie jakoś tam się dogadali. Powstał protestancki Kościół i tak dalej. Wszystkie te historie. Ale nie udało im się wygrać rebelii, bo celem rebelii było zniesienie Watykanu w ogóle, dotarcie do samego Rzymu i woranie tego gówna do gołej ziemi, do spalonej ziemi dosłownie. Taki był plan, ale nie udało się. Skończyło się rozejmem. To nawet dobra taka misja pokojowa, bo właściwie można powiedzieć, że właściwie jest to pełny sukces. Nie było rozlewu krwi, skończyło się jako tako.
Znaczy było, ale może to zostawmy. W każdym razie ten kamień filozoficzny, jako że dosyć duża część księstw w Europie uwolniła się spod dyktatu wiedzy Watykanu i tego, co można i nie można. Bo cała ta historia z kamieniem filozoficznym to są wszystko właśnie hermetyczne, heretyckie rzeczy, które były zakazane przez Kościół chrześcijański, katolicki, czy jakby to nazywać. Chodzi o tą watykańską historię i to dosyć mocno. Właściwie we wszystkich kodeksach religijnych jakiekolwiek czary-mary, jakakolwiek magia była traktowana jako permanentna herezja. Także człowieku, jeden moment z magią i albo wisiałeś, albo nie wiadomo co się z tobą działo. W każdym razie coś ten strumyk mi tutaj... No właśnie, słychać różne dziwne hałasy. Zobaczymy, bo tu czasami coś świruje, ale to po długiej przerwie. Także strumyk może sobie świrować i niech sobie świruje.
No właśnie. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jest hałas troszkę, bo mi tutaj komputer trzeszczy i marudzi, ale mam nadzieję, że nie będzie i tobie i mi przeszkadzał specjalnie. Pozdrowienia dla komputera. W każdym razie wracając do tego kamienia filozoficznego, była to jedna z tych kompletnie zakazanych rzeczy. Ale właśnie, o ile Arka Przymierza właściwie też należy do tych zabytkowych rzeczy, które są jeszcze zakorzenione gdzieś tam w legendach z Egiptu. Przynajmniej jeżeli się uprzesz, możesz tak to zakorzenić. Podobnie z kamieniem filozoficznym. Święty Graal już nie do końca. Święty Graal jest taką, można powiedzieć, watykańską historią, bardziej związaną już z nową religią, nowym śladem, nowym czymś.
No właśnie i tym drugim obszarem zainteresowań, bo wiadomo, że Arka Przymierza to wszystkie te zakony różokrzyżowe, Jerozolima i tak dalej, ale jeszcze jest kamień filozoficzny. Cała ta historia, która się wydarzyła podczas wojny trzydziestoletniej, gdzie właściwie oficjalnie wszystkie te księstwa przeszły na heretycką religię. Tam powstawały wręcz heretyckie getta, można powiedzieć. Części miasta, gdzie praktykowano normalnie tak zwaną herezję, czyli magię i alchemię. I to było normalne. Były właściwie takie dwa ośrodki w całej Europie ówczesnej. Nie chcę mówić, że na całym świecie, bo świat jest duży, a Europa naprawdę jest małą częścią tego całego świata. Nawet wtedy była. W każdym razie od Anglii, która była właśnie taką protestancką wyspą z dala od Watykanu, poprzez Szwecję, gdzieś tam Danię, tak troszeczkę zakrętem, poprzez Niemcy, kawałek Francji, no i prosto do Czech. No i w Czechach było takie królestwo, które nazywało się Królestwo Bohemii.
Nawet dżentelmen się obwołał cesarzem. Tam co drugi się obwoływał cesarzem. Nie tylko cesarz w Rzymie, tylko cesarz w ogóle. Ja też jestem cesarzem. Ty też może jesteś cesarzem. A może ty jesteś cesarzową? Kto wie? Cesarzy myślę, że pod dostatkiem. Wtedy naprawdę można było robić takie numery. Nagle Europa się uwolniła od jarzma ...
krucjat, chociaż wcale te krucjaty się nie skończyły. Kościół wynajmował zbrojnych, żeby robić krucjaty i drugie królestwa, te, które się buntowały przeciwko jego zwierzchnictwu. Zakony chyba skumały, o co chodzi. Wiadomo po rozwiązaniu zakonu różokrzyżowców, który wydarzył się nagle, znienacka. Wszyscy inni chyba też niezbyt chcieli ryzykować i opcja na kasę to była jedna opcja, a druga opcja to było może coś więcej. Tak mi się wydaje, że ci różokrzyżowcy, ci wszyscy Krzyżacy, wszystkie te możliwe zakony, parafrazując troszkę za Panem Samochodzikiem i templariuszami, łącznie z nimi biorąc, widzieli coś więcej. Bo jeżeli spojrzysz na to, co ci kolesie robili, to oni poza oczywiście przewózkiem złota szukali na pewno miejsca, skąd pochodziło to złoto. Masz zakony, które cały czas się bujają na takich dalekich rubieżach Europy i przywożą złoto i zajmują się lokatą tego złota. To taki pierwszy bank był. Chyba wszyscy wiemy.
Naprawdę nie muszę tego powtarzać. I musieli zauważyć, że bywają w miejscach, w których ludzie mają w cholerę złota albo gdzieś tam w skarbcach jest masa złota, a kopalni żadnych nie ma. I gdzie są kopalnie? I skąd to złoto? I gdzie, co i jak? I kto to zrobił? A czary-mary są zakazane przez Watykan i podejrzewam, że część tych archeologicznych wykopalisk, które zostały wykonane przez chociażby różokrzyżowców w Jerozolimie i nie tylko, i w ogóle wszystkie te działania zakonów, przynajmniej na samym początku, nie były związane tylko i wyłącznie z kaską, ale były związane też z poszukiwaniem wiedzy. Bo chłopaki widzieli, że Watykan ma tam monopol, bo są jezuici i tak dalej, i tak dalej. Watykan zbiera swoje książki, ale oni jako tacy rycerze na rubieżach podporządkowani panu, ale może niekoniecznie podporządkowani panu tak do końca, może mieli swoje własne biblioteki. Wojna trzydziestoletnia pokazała, że król Szwecji i nie tylko, bo i w Pradze powstała taka biblioteka, że generalnie są ludzie, którzy potrafią zebrać nie wiem, czy lepszy księgozbiór od Watykanu, ale mocno konkurencyjny, na tyle konkurencyjny, że potrafią zrobić rewolucję w świecie nauki, bym powiedział, ówczesnej nauki.
Cała ta historia związana z wojną trzydziestoletnią opierała się na kilku prostych problemach. Dzisiaj dla nas prostych, chociaż nie dla każdego, bo jak na ironię w dzisiejszych czasach, gdzie informacja, powtarzając za Marshallem McLuhan. Przypalę tu Palo Santo i sobie tak śmierdzę, bo to fajnie pachnie. Coś jak kadzidełko. Mówiłem, że będą jeziorany. Zawsze są jeziorany w hiperprzestrzeni. Ja tu mówię do tego mikrofonu, ale też sobie żyję normalnie. Kupiłem herbatę, jakieś Palo Santo, żeby mi pośmierdziało pod nosem sobie popalę. Parafrazując Marshalla McLuhana: w dzisiejszych czasach rozprzestrzenia się ciemność z prędkością światła wręcz. Dlatego też nie brakuje ludzi twierdzących, że Ziemia jest płaska.
A kiedyś była to taka tajemnica, że Ziemia jest okrągła oczywiście w drugą stronę, że za tą wiedzę od razu puszczano z dymem. Ale jak się okazuje, wielu kolesi wiedziało, że Ziemia jest okrągła i nie mieli z tym żadnego problemu. Historia z mapami. Chyba wszyscy doskonale znamy co najmniej z trzy mapy Pirius i tak dalej. Te wszystkie tajemnicze mapy, na których są kontynenty, których jeszcze podczas rysowania tych map nikt nie odkrył. Nie ma żadnych zapisków o istnieniu tych kontynentów. Wszyscy myśleli, że istnieje tylko Europa, ewentualnie kawałek Afryki i kawałek Azji. Koniec. Na tym się kończyło. Jeszcze może kawałek Indii gdzieś tam śmiało na niektórych mapach, ale jako tako nie było czegoś takiego.
Wiadomo było, że jest jedwabny szlak, wiadomo było, że jest coś tam, ale też w takim ogólnym wyobrażeniu o świecie było tak, że idziesz sobie tym jedwabnym szlakiem i dochodzisz do Europy z drugiej strony. Może gdzieś do Irlandii dopłyniesz albo kto wie? Nie wiadomo. Ale wiedza nie była tak łatwo dostępna. Wiadomo było, że Ziemia jest okrągła. Wiadomo było, że niektórzy tam podróżują. Zresztą wykopaliska archeologiczne na wybrzeżu Atlantyku od strony Ameryki jasno i wyraźnie pokazują w wykopaliskach osady celtyckie między innymi, osady Normanów nawet zdaje się. Nagle się okazuje, że kawał luda. Może nie kawał luda, bo nie mówimy o jakichś tam migracjach rzędu milionów ludzi, czy tam tysiącach ludzi, ale setki ludzi potrafiły zabrać się elegancko na drugi brzeg Atlantyku, przepłynąć przez ów Ocean Atlantycki i tam w ogóle wybudować kamienną osadę, normalnie z zwierzami, ze wszystkim. Ściątki są do dzisiaj.
Można to zwiedzać. Są tam normalne sajty archeologiczne, chyba nawet z biletami. Są zdjęcia, ulotki wydrukowane. Wiadomo, co to jest. Wiadomo, jaką biżuterię wykopano. Wiadomo, jak zdatowano wszystkie te rzeczy, które tam znaleziono. Wiadomo, kiedy co się działo. Nie jest to żadną tajemnicą, pisze się o tym w książkach, ale tylko wtedy, kiedy trzeba, bo z tym Kolumbem to wystarczy, że ma pomnik i wystarczy, że na pomniku nie ma wspomnianego, że odkrył Amerykę, tylko że jako pierwszy Portugalczyk, który przybył do Ameryki. Coś takiego. Jest taka sentencja właśnie tak, żeby było poprawnie politycznie.
Nie, że odkrył Amerykę, zresztą tam nie wiadomo, czy Amerykę, czy tak naprawdę Kubę. Wszystko, do czego dotarliśmy w dzisiejszych czasach, jasno i wyraźnie wskazuje, że Kolumb dopłynął przede wszystkim na Kubę jako pierwszą wyspę. Nawet nie Haiti, tylko Kubę. Anyway, zostawiamy tam wszystkie te historie. Wiemy, że zakony dotrwały do czasów odkrycia Ameryki i wiedziały wcześniej o istnieniu Ameryki, niż można było to przypuszczać. Zresztą jest taka Roslyn Chapel. To jest takie miejsce znajdujące się w Szkocji, na samej północy Szkocji prawie że. Mały kościółek wybudowany przez różokrzyżowca. Słynna historia z tych wszystkich opowieści o Świętym Graalu i tak dalej. I chyba wszyscy doskonale wiedzą, co jest tam wyrzeźbione na tych wszystkich gzymsach.
A kościółek został wyrzeźbiony grubo przed odkryciem w ogóle Ameryki. W ogóle o tym przez Kolumba jeszcze nie mówię, o tym, że ktoś dowiedział się, że tam jest kukurydza albo coś takiego. Na kościółku są wyrzeźbione rośliny, które rosną tylko i wyłącznie w Ameryce Południowej. Zresztą badania dokonane na Sorbonie mumii faraona egipskiego znalezionego w Egipcie podczas analizy wykazały w jego krwi, w zawartości tego, co zostało, w krwi też, w tej mumii zawartość kokainy prosto z Ameryki Południowej. Także wiadomo było, że są ludzie, którzy wiedzą więcej. Zakony w tamtych czasach należały właśnie do tych ludzi, którzy wiedzą więcej. Wiadomo było, że jeżeli ktoś wiedział więcej, mógł ryzykować, że zostanie może ścięty albo coś. Różokrzyżowcom się nie udało, ale pozostałe zakony zostały i tam służyły wiernie Watykanowi. Miały tam swój deal, ale raczej na rubieżach. Tam się nie wciskały w pracę Watykanu w samym sercu Europy.
Gdzieś tam może Polska była tym miejscem. Czechy były z kolei innym miejscem. Czechy były takim miejscem, gdzie alchemia kwitła w czasach wojny trzydziestoletniej. Polska nie za bardzo, chociaż w Polsce został uwięziony jeden z takich dosyć ważnych alchemików w Europie. Nie pomnę teraz jego nazwiska. Jestem kompletna noga, jeżeli chodzi o wszystkie imiona i nazwiska. Muszę sobie robić zawsze notatki. Dzisiaj byłem leniwy, bo jestem na wakacjach i nie chcę robić sobie notatek. I tak mam taką lekką notatkę, co ci dzisiaj tutaj opowiadam, ale nie mam żadnych nazwisk. W każdym razie jeden z takich słynnych alchemików, który w ogóle mieszkał w Pradze, jak tylko pojawił się w Polsce, został uwięziony przez jednego z księciuniów, bo koleś coś potrafił robić.
Nie wiem co. Nikt nie wie co. To do dzisiaj zostało wielką tajemnicą, ale księciuniów go tam uwięził i nie pozwolił mu do końca życia wyjść z tego lochu. Chyba miał dokonać transmutacji, bo wiadomo było, że coś takiego jest możliwe. Zresztą jeżeli ludzie, którzy szabrowali przez wszystko, co tylko mogli i mieli na to zezwolenie Watykanu. My tak mówimy: „zezwolenie Watykanu”. Co oznacza zezwolenie Watykanu? Zezwolenie Watykanu oznacza to, że jeżeli jesteś złodziejem, to nie musisz się martwić o pasera, bo cokolwiek przywieziesz do Rzymu, to zostanie kupione od ciebie i jeszcze dostaniesz medal z ziemniaka i buraka za odwagę i braterstwo i jeszcze może wyświęcą ciebie na kapelana i dostaniesz wysoką pozycję w społeczeństwie. Państwo, którego obywatelem jesteś, jest twoim paserem i zawsze chętnie przyjmuje cokolwiek przywieziesz z takiej wyprawy. Także rozumiesz pan.
Ci kolesie sobie mieszkali zresztą bardzo często właśnie w tych regułach zakonnych gdzieś na obrzeżach Europy. Zresztą ta reguła zakonna to dosyć hitna sprawa, bo tam trzeba było mieszkać jak w koszarach wojskowych, bo to dokładnie taki pierwowzór koszar wojskowych. Dwudziestu paru chłopa w jednej sali i tak dalej. Kiedyś się udałem na wystawę, jak pierwsi Normanowie szturmowali Anglię i jak mieszkali. To, że pojawiły się zakony, bo to też taka ciekawostka, to nie jest pomysł oryginalny, nie jest pomysł, który wziął się z Watykanu. W ogóle tacy kolesie, jakoś tak się wydarzyło, chyba funkcjonowali w Europie troszeczkę wcześniej. Takie najemne grupy wojów, które mogłeś wynająć do podbojów lokalnych wiosek albo cholera wie co. W każdym razie ta infrastruktura do tego już była. Po prostu ktoś nagle przyszedł z większą kasą i powiedział: „Okej, to teraz robimy z was rycerzy, dajemy wam kawałek ziemi, dajemy ci godność szlachecką. Nie musisz nic robić.
Możesz mieć niewolników. Tylko cała kasa, którą przywieziesz ze swojego złodziejskiego wypadu, musi trafić do nas albo połowa tej kasy. Druga połowa zostaje przy tobie, także nikt ci nie wchodzi w paradę. Jesteś świętym kolesiem i w ogóle jest super”. I ten deal chyba się doskonale udał, bo takie zaprawy w takich wyprawach to ja sobie oglądałem właśnie na wystawie w muzeum, jak to wyglądało. Taka potężna hala została zrekonstruowana, taki namiot właśnie takich Normanów, potężny kocioł, z którego wszyscy żarli. Prycza jedna obok drugiej. Takie koszary amerykańskiej armii z filmu „Full Metal Jacket”. Tak to można porównać. Dziadowskie życie, bardzo dziadowskie.
Jedynym problemem chyba utrzymania tych oddziałów, tam gdzieś w kronikach takie opisy były, było zatrzymanie w ogóle stanu oddziału, ponieważ bardzo często się okazywało, że ci, którzy się zaciągnęli do tych oddziałów, w pewnym momencie stwierdzali, że przechodzą na stronę miejscowych, ponieważ lokalne życie jest fajniejsze niż bycie niewolnikiem jakiegoś frajera i zabijanie, i niszczenie, i tak dalej. Bywały takie rzeczy. Dlatego kary w ogóle za na przykład niepojawienie się na noc w zakonie i tak dalej, wyjście bez zezwolenia poza regułę zakonną były okrutne, bo wiadomo było, że jak koleś wychodzi, to już raczej nie wróci, a jak już wróci, to go ścinano głowę czy jakoś tak. Także takie podejście do sprawy. Musieli czegoś pilnować. Nikt nie wprowadza takich mocnych rygorów, takich mocnych zakazów tylko dlatego, żeby upiec kawałek chleba, upiec kawałek pieczeni i pomodlić się nad ołtarzykiem albo nie wiem co. Po prostu zebrać kawałek zboża z pola, prawda? Nikt nie pilnuje swojego dupska w ten sposób. Z reguły jak wchodzisz do jakiegoś pomieszczenia, gdzie po drodze mijasz 30 drzwi na specjalne zamki i karty dostępu, to znaczy, że wchodzisz do miejsca, do którego nikt nie ma dostępu, bo jest tam coś, co jest bardzo, jak to się po angielsku mówi, valuable, czyli coś bardzo wartościowego. Niekoniecznie złoto, bo złoto jeszcze mogłeś mieć, ale może jaka wiedza, może jakie księgi, może jakie manuskrypty.
Zresztą słuchaj, jak dupnęli różokrzyżowców, to szukali nie tylko złota, ale szukali manuskryptów i znaleźli tam kilka ciekawych rzeczy. W ogóle częścią podstawy oskarżeń było to, że posiadają heretyckie pisma, manuskrypty między innymi. To, że tam ich łapali na tym, że oni jakieś dziwne rytuały, to jest inna historia, ale taka rzecz się wydarzyła. Są o tym zapiski. Wiadomo, że lwia część biblioteki po wojnie trzydziestoletniej, kiedy został podpisany traktat, królowa Szwecji, która po prostu ześwirowała. Ciekawa historia. Królowa i król Szwecji. Chemoafrodyta. Dokładnie. Krystyna.
Tak miała na imię ta dżentelmenka, dżentelmen. Chemoafrodyta uważała się za kobietę, za królową. W każdym bądź razie Kiedy ojciec zmarł, doprowadziła do rozejmu. Co było zabawne, swojego doradcę uczyniła jakimś szalonego jezuitę. Ten jezuitę jej tak namawiał w głowie. Nie tylko, bo właściwie o tym opowiem kiedy indziej historię, bo to w ogóle gruba historia z tą wojną trzydziestoletnią i kilkoma rzeczami dookoła. To może innym razem. W każdym razie dziewczyna została mniszką, taką ortodoksyjną katolską mniszką i dostała swoją celę w Watykanie przy papieżu i tak dalej. Nie to, żeby tam skromnie specjalnie żyła, bo mowa jest o królowej Szwecji, która zostaje mniszką. Niby prosta zakonnica, ale niczego jej nie zbywa.
Do końca życia siedziała w Bibliotece Watykańskiej, studiowała pisma i zajmowała się studiowaniem właśnie jakichś pism czy jakoś tak i oddawaniem wiary Bogu. I co ona zrobiła? Bo to, że została mniszką, to akurat nas wszystkich troszeczkę zgrzewa. W sumie każdy może sobie robić cokolwiek chce, ale ta panna, słuchaj, wzięła całą bibliotekę ojca, wzięła wszystkie książki starego i dała im za frajer. Oh shit! Dokładnie taki numer wykonała. I cała biblioteka, która była zgromadzona przez króla Francji, całe te heretyckie dzieła, opracowania, manuskrypty, głównie alchemiczne. Chwała Bogu, ile tam tego było. Wiadomo, że druga część biblioteki została w Pradze między innymi. Została też gdzieś w Niemczech, w księstwach Nadrenii, gdzieś tam rozproszona troszeczkę.
Zresztą ślady wiodą do manuskryptu Wojnicza. To jest ciekawostka, bo przepisane, właściwie znalezione w zakonie jezuitów, zdaje się w zakonie katolickim po prostu. Wiadomo, tych kolesi, którzy raczej sobie chowają te manuskrypty, niż je publikują publicznie. I co znaleziono? Znaleziono manuskrypt, który nie zawiera ani jednego błędu. Ja czasami mówię o manuskrypcie Wojnicza. Przypomnę jeszcze raz. Nie zawiera ani jednego błędu, ani jednego wymazania na papierze, bo jak się człowiek walnie, to później wymazuje, a to oryginalne roślinne pigmenty, tak że od razu widzisz ślady błędów. Wszystkie rysunki są zrobione idealnie. Pismo jest napisane-- właśnie pisma nikt nie rozumie.
Wygląda jak głagolica i to taka jeszcze oryginalna bułgarska wersja. Niby są ludzie, którzy mówią, że odczytują głagolicę, ale jest ta słynna stella odnaleziona w Bułgarii, na południu Bułgarii, której żaden z tych specjalistów do tej pory nie potrafi odczytać i przetłumaczyć na jakikolwiek język. Tak że właściwie nie wiadomo, o jakiej głagolicy mówią współcześni specjaliści, którzy mówią, że odczytują to pismo. Wiadomo, że jest taki rodzaj głagolicy i ten jest znajdowany na stanowiskach archeologicznych, który praktycznie jest nieodczytywalny. Przynajmniej nikt nie potrafi sklecić zdania. Może ktoś tam potrafi odczytać, że ktoś tu pochowany albo coś tam, ale to też jest niewiadome. To jest takie radosne spekulowanie, mówiąc szczerze. Przynajmniej z naszym aktualnym stanem wiedzy. Chyba że jest jakiś specjalista, który sobie lepiej z tym radzi i wie więcej niż ja na ten temat wiem. Chociaż ja nie jestem specjalistą od głagolicy i nie mam pojęcia na ten temat, ale jak sobie tak posprawdzałem troszeczkę, to wygląda na to, że jest tylko kilka wersji i taka jedna z najstarszych wersji.
Właściwie ciekawa rzecz, podobna do pisma fenickiego, które też jest tajemniczym pismem, niby rozszyfrowane, ale też nie do końca. Bo też jest takie bardzo zagadkowe, bo pismo fenickie oryginalnie się miksuje z innymi pismami. Właściwie niektórzy twierdzą, że nawet te runy właściwie pochodzą też z tego samego alfabetu. Generalnie mowa jest o tym, że była dawno, dawno temu jakaś kultura, która używała bardzo specyficznego alfabetu do zapisywania informacji czegokolwiek. Znaczenia po sobie na świecie wszystkich kamieni i nie tylko. Tu w Europie i nie tylko zresztą w Europie, ale skupmy się na Europie. Ślady tego zostały nawet w Polsce. Właściwie są wszędzie. Część tego ewoluowała gdzieś tam, być może do kultury Otlusków. Właściwie nikt do końca nie wie, kto to, kto i co to był.
Wiadomo, że został zapis, że taka głagolica istniała. Wiadomo, że coś takiego było. Wiadomo, i to jest ciekawa rzecz, że jest tak zwany styl romański i to jest w ogóle ciekawa podpucha z tym stylem romańskim, bo widzisz, nie wszystko, co my nazywamy stylem romańskim, jest stylem romańskim. Wyobraź sobie, może jest to bajka, a może nie, że część z tych rzeczy, które nam są pokazywane jako budynki romańskie, są tylko w części romańskie i że to nie jest styl romański, tylko to jest styl, który odziedziczyła Republika Rzymska wtedy po kimś. Bo jak to, co? Kolesie w ciągu jednego stulecia wybudowali wszystkie te kamienne posągi, wybudowali wszystkie te kolumny. Nawet jeżeli robili to z marmuru, robili to ręcznie. Wiesz, ile ludzi musiałoby klepać marmur w całym rejonie basenu Morza Śródziemnego? Ty sobie to wyobrażasz? Weź sobie kamyk, człowieku i zacznij sobie pukać marmur.
Ja mam tu takiego znajomego, który po pracy zaczął sobie chodzić na kurs rzeźbiarski i postanowił zrobić sobie taką małą rzeźbę w stylu takiego bardzo popularnego tutaj i w świecie sztuki współczesnej rzeźbiarza Monroe. Taki zrobić sobie znajomyszko. Fajne takie obłe, piękne kształty. Fajne takie rzeźby małe. Anyway. Jest w Tate Modern Gallery. Jeżeli ktoś szuka jakiejś galerii, gdzie może to za darmo obejrzeć, także może sobie tam znaleźć. Zdaje się jest też w National Gallery w Londynie, tak że można wpaść na wizytę. I postanowił sobie zrobić taką rzeźbę i nagle zrozumiał, ile pracy wymaga skucie niewielkiego kawałka marmuru w dzisiejszych czasach, przy dzisiejszych narzędziach i takiego naprawdę plastycznego marmuru, bo to takie zajęcie dla amatorów po pracy, że człowiek sobie przychodzi dwa razy w tygodniu, trzy razy w tygodniu i sobie robi swoją własną rzeźbę. Takie warsztaty rzeźbiarskie.
I tam ma fartuch, młotek, wszystkie te rzeczy. Wyobrażasz sobie wybudowanie tego całego Rzymu nawet przez 200 lat, jak tam historia mówi, że już się wszystko pojawiło? Ile ten Rzym trwał tak w rzeczywistości? Kto by te kamyki zrobił? Owszem, część była robiona ręcznie, ale gigantyczna ilość w Rzymie, dookoła Rzymu, we Włoszech, gigantyczna ilość czegoś, co jest nazywane romańskimi budowlami, a nic wspólnego z budowlami romańskimi. To jest tak jak z tymi kamieniołomami w Krakowie, o których zresztą opowiada doktor Franz Zalewski. Proszę sobie sprawdzić Takie to współczesne kamieniołomy. Jeżeli spojrzysz na to ze strony kosmosu, to całkiem współczesne, może jakieś 12 000 lat. I podobna historia jest z tym romańskim stylem bardzo często. To nawet w Anglii są takie zabytki, które oficjalnie są zrobionymi przez Rzymian kolumnami i tak dalej, ale są ślady obróbki mechanicznej kamienia.
Wiadomo, że Rzymianie nie posiadali mechanicznych pił do obróbki kamienia, nawet piaskowca, nawet marmuru, w jakikolwiek skali, a mówimy o naprawdę bardzo dużej skali. Jest ten ślad głagolicy, ciekawego alfabetu, który się pojawia w bardzo niewielu miejscach. W Turcji się pojawia. Turcja jest takim ciekawym miejscem archeologicznie, przez który bujało się troszkę zakonów. To jest ciekawa rzecz, bo w Turcji jest masa, podobnie jak w Polsce, takich byłych komandorii różnych zakonów, które zostały się przy Watykanie po skasowaniu różokrzyżowców, czyli kolesi, którzy weszli za kasą i wiedzą, za wszystkim, co dawało im pozycję, która pozwalała przetrwać na pozycji władcy całego świata, bo do tego się to sprowadza. W Turcji jest masa tego swoją drogą. Tam jest masa właśnie czegoś, co się nazywa romańskie. Tylko że wiadomo, że nie zbudowali tego Rzymianie, bo nigdy ich tam nie było i nie mieli swoich kamieniołomów. Zresztą podobnie jak z tym złotem. Złota w cholerę, ale nigdzie kopalni złota nie ma.
I weź tu bądź mądry, człowieku. To poszukiwanie, które się działo w Europie, bo jedni szukali czerwonego Graala, kielicha, czegokolwiek. Świętego Graala. Krew Świętego Graala. A inni szukali kamienia filozoficznego i próbowali zrobić kamień filozoficzny, bo kamień filozoficzny to jest tradycja, która wynika jeszcze z Egiptu między innymi. Tak samo jak Arka Przymierza tak zwana, czyli reaktory. Ja to tak nazywam na swoje własne potrzeby. Cała ta historia z kamieniem filozoficznym ciągnie nas do takiej receptury, która była jedną z najbardziej tajemnych publikacji przez okolice chyba 400–500 lat w Europie. Za jej posiadanie lepiej, żeby nikt nie wiedział nawet z tobą, że to posiadasz, bo to zbyt bezpieczne nawet wiedzieć, że ma się takie pismo. Prace hermetyczne.
Kiedyś też o nich opowiem, a dzisiaj dostałem takie opracowanie naukowe, jak na ówczesne czasy. Żeby było zabawnie, jak to przeczytasz, jest to opis bardzo ciekawych procesów chemicznych, które stosuje się już w dzisiejszych czasach. Jest to najnowsza technologia. Plazmowa. Wcale nie żartuję. Jest to opis, jak przygotowywać nanosubstancje. Robić wszystko, segregować na nanoparticles, które mają dosyć specyficzne właściwości, jeżeli wiesz, jak to zastosować. Doskonale sprawdzają się jako substancje medyczne dla nas. Zresztą dobra baba znachorka, taka wiejska baba, która zna się na ziołach i robi różne takie rzeczy, to właściwie tak naprawdę zajmuje się dokładnie tą technologią od tej strony. Jest takie pismo, które się nazywa „Manuskrypt Wojnicza", bez ani jednego błędu, gdzie jest opis roślin, ale rośliny nie są opisane normalnie.
Rośliny są opisane w tak ciekawy sposób. To jest taki instruktaż troszeczkę. Tam jest wiele znaków zapytania, jak złamać kod manuskryptu Wojnicza, ale ci powiem, jak ja to sobie złamałem, bo cały ten manuskrypt Wojnicza jest takim świadectwem poszukiwania czegoś, co da nam możliwość przejścia na tę drugą stronę, na stronę bycia stwórcą całego świata. Może puentę, bo tak już chcę lecieć dalej, ale puenta z tych opowieści o różokrzyżowcach, o tym, czego oni szukali w Europie, o tym, że ślady po starej cywilizacji, która widziała coś więcej, są i tak dalej. Puenta nas prowadzi do prostej konkluzji, że ci dżentelmeni dlatego byli tacy niebezpieczni dla Watykanu, dlatego ich tak trzymano krótko za mordę, ponieważ wiedzieli, że Bóg to jest taka wymyślona troszkę koncepcja. Być może. Też wskazują na to ich tajemnicze rytuały, które kompletnie negują w ogóle wiarę w Boga. Oni wierzą w swoje własne rzeczy, że oni stwarzają cały świat i tak dalej. Przecież to słynne symbole masońskie i tak dalej, to wszystko zostało. Oni zawsze nazywają siebie stwórcami, bo to jest ta część wiedzy, która została wykopana przez Watykan, ale na obrzeżach te wszystkie zakony wiedziały o tym, bo dokumentacja techniczna, opracowania trafiały z powrotem do Watykanu i cała kasa, ale trochę wiedzy zostawało i chłopaki nie pozostawali w tyle.
Później, z czasem, kiedy pozycja Watykanu się osłabiła, to się przerodziło częściowo w różne tajemnicze bractwa, które strzegą różnych dziwnych tajemnic kosmosu i tak dalej. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wiesz, o czym mówię. Masoni z tego powstali i ta wiedza cały czas w tych zakonach była. Oni wiedzieli, że można dokonać transmutacji, bo na pewno byli świadkami różnych tajemniczych rzeczy, tej tajemniczej wiedzy jeszcze w tym oryginalnym stanie, kiedy podróżowali, węszyli po całym Bliskim Wschodzie, gdzie funkcjonowała potężnie rozwinięta matematyka, potężnie rozwinięta medycyna. To się w głowie nie mieści nawet dzisiejszym lekarzom, co wtedy leczono ponoć. Tak mówią ci, którzy czytali starożytne pisma, ale wiadomo, mogą to być bajki. W każdym razie wracamy do Czech. Czasy wojny trzydziestoletniej. Powstaje królestwo alchemików, gdzie ambicją władców tego małego kraju staje się stworzenie grupy ludzi, która potrafi dokonać transmutacji.
Właściwie jest w stanie robić złoto na zamówienie. Wiadomo, że jest to możliwe. Wiadomo, że się udaje. Wiadomo było, że nie udaje się każdemu, że trzeba stworzyć odpowiednie warunki. Więc postawiono na maksa. Całe miasto, całe królestwo zostaje królestwem alchemików. Polska się wymsknęła spod tego. Polski król postanowił sprzedać za nie wiem co, za chyba obietnicę zostania cesarzem czy jakoś tak. Kto to wie? Może kiedyś te papiery z Biblioteki Watykańskiej wypłyną i się dowiemy, jak wyglądała rzeczywista historia.
Ale postanowił sprzedać sąsiadów i wbił im kosę w plecy, ruszając z krucjatami Na odsiecz Watykanowi podczas wojny trzydziestoletniej, co spowodowało kolejne wojny i tak dalej. To też się rozciągnęło. Koniec końców prawie że zdławiono to powstanie. Skończyło się właśnie tym rozejmem. Królowa, tudzież król Szwecji wykonał taką dziwną woltę zaraz po śmierci tatuśka. Ale bieda została i zostały legendy. Legenda mówi o tym, że Żydzi pisząc swoje własne zapiski i starając się dobrać do tej wiedzy, stworzyli takie pismo, taki dokument, który się nazywa Kabała. To jest jakiś tam 1100 rok, gdzieś koło tego. Oczywiście legenda mówi, że jest to starożytny tekst, ale wszyscy ci, którzy rzeczywiście się tym zajmują, wiedzą, że jest to bullshit, że powstało to na bazie pewnych starożytnych tekstów. Jest to kompilacja, zapis bardzo metaforyczny.
Wielu ludzi wydaje grube miliony dolarów po to, żeby studiować numerologię w Kabale, ponieważ ponoć w tym tekście, tym kabalistycznym tekście jest zapisana cała ta wiedza o transmutacji. Cały ten Kabalion to jest tworzenie kamienia filozoficznego. Ślad o tym jest w Torze. To są legendy o Arce Przymierza, czyli legendy jeszcze troszkę dawniej sięgające jeszcze za Torę, jeszcze do starożytnego Egiptu. Że ludzie, którzy obsługiwali te reaktory, które gdzieś tam ponoć w Egipcie stały, przypuśćmy, że ktoś to nazwał kiedyś Arką Przymierza, wymagały czegoś specjalnego od swojego inżyniera obsługi, tak można to nazwać. Wymagały specjalnego podejścia, specjalnego nastawienia. To musiał być specjalny ktoś, specjalne warunki. I don't know. To nie była normalna sytuacja i są zapiski o tym, że zakładało się coś w rodzaju specjalnej kamizelki wysadzanej specjalną kombinacją szlachetnych kamieni i że te kamienie koncentrowały na sobie wiązkę promieni, która wychodziła z Arki. Dzięki temu mogłeś przeżyć spotkanie z istotą Boga w sobie i nie rozpadać się na kawałki.
Troszeczkę taki Indiana Jones, ale wcale się nie dziw, bo koleś, który zrobił ten film Indiana Jones dokładnie posłużył się oryginalnymi legendami na ten temat, bo to też nie jest tajemnica. Te legendy są dalej obecne w Etiopii, w takim miasteczku Aksum. Zawsze zapominam, jak się nazywa to miasteczko. Graham Hancock zrobił doskonały research na temat właśnie tej Arki Przymierza znajdującej się dokładnie w tym miejscu. Robił wywiady z tymi mnichami, którzy pilnują ponoć tej Arki i tak dalej. Jeszcze z tym wszystkim jest związana jedna sprawa. Ta Arka znajduje się w podziemiach. To też taka ciekawostka, że jest wiele miejsc na świecie, na planecie, w Turcji też, Kapadocja między innymi, gdzie znajdują się potężne podziemia. Takie komory grobowe. Zresztą jak sobie obejrzysz, do czego się dokopał doktor Franz Zalewski, to resztki takich potężnych, wybudowanych podziemi kompleksu korytarzy podziemnych znajdują się też w okolicach Krakowa zdaje się, czy w Krakowie, w samym centrum nawet.
Sprzed paru tysięcy lat. Dawniej to były potężne podziemia. To też taka konkluzja troszeczkę. Po co robić podziemia? Może by też reaktory włożyć? I don't know. Może to był sens. Wiadomo, że wszyscy ci rycerze zakonni włóczyli się po Jerozolimie głównie pod ziemią niż nad ziemią. To też jest taka ciekawostka dookoła tego wszystkiego. Także proszę bardzo, zmierzając do konkluzji tak szybko, bo ciągle ten kamień filozoficzny, ciągle ta prawda gdzieś mi umyka, że wiadomo, że była wiedza, wiadomo, że były miejsca, gdzie ta wiedza co jakiś czas wypływała, gdzie były sprzyjające warunki.
I nagle pojawia się legenda, że jest w Pradze ktoś, kto zrobił taki numer. Jeden z rabinów, posługując się właśnie tym tekstem kabalistycznym, żyjąc w bardzo poczciwy sposób wykonał taki numer, że stworzył kamień filozoficzny i stworzył golema. Czyli wziął trochę gliny, zlepił z gliny postać na podobieństwo siebie, następnie włożył w czoło tej istoty ów kamień filozoficzny. Kamień miał specjalną inskrypcję. Ten kamień to w ogóle ciekawa historia, bo jest dużo legend. Jedna legenda mówi, że jest to tylko i wyłącznie kamień filozoficzny. Druga legenda mówi, że jest to kamień ze specjalnym zaklęciem wyrytym i tak dalej. Tych opcji na to, że kamień z czymś jest tu parę. Także może trafiłeś na jedną z nich, człowieku. Kto wie?
I numer polega na tym, że tylko jedna osoba może obsługiwać to urządzenie. Nie ma dwóch użytkowników. I legenda z Golemem, tą istotą sklejoną z błota, której w czoło włożono ten kamień, która nagle ożyła i zaczęła reagować na rozkazy właściciela tego kamienia, tego, który go stworzył, została w Pradze na stałe i zostały legendy o transmutacji złota. Złota uliczka, same pracownie alchemiczne. Wiadomo, że robiono doskonałe barwniki, które świetnie się sprawdzały jako pigmenty. Były wykorzystywane do pisania manuskryptów. To prawda, do dzisiaj te pigmenty nie są w stanie wyparować. Część z tego oczywiście była normalnie używana w biznesie przemysłowym. Wspominałem o tym, że florenckie witraże, te szklane witraże 1200 rok, 1100 rok, jedne z pierwszych witraży. Laboratorium NASA głowiło sobie i łamało głowę, sprawdzając na wszelkich sprzętach, zastanawiając się, jak zostały zrobione kolory w tym szkle, że nigdy nie wyblakły, że ten szkarłatny czerwony w tym szkle cały czas jest taki szkarłatny czerwony.
Bo te współczesne wszystkie barwniki chemiczne, które są robione, niestety tracą swoją barwę. Jak się okazało, cała sztuczka polega na pewnej tajemnicy. Nie wiem, czy akurat to odkryto w laboratorium NASA. Ja to odkryłem tutaj w swoim własnym domowym laboratorium, że jest taka bardzo znana alchemiczna metoda, opisana metaforycznie w kilku miejscach, która służy do robienia na przykład czerwonego barwnika, który Właściwie nigdy nie straci swojego koloru. Jest tak drobnym barwnikiem, jeżeli weźmiesz go pod mikroskop i prześwietlisz taką strukturę nawet pod taki normalny optyczny mikroskop, zobaczysz jak drobne są te nanocząsteczki. Są już na poziomie naprawdę gazowym. Dosłownie. Dlatego doskonale się klei do każdego włókna i tak dalej. Jak go użyjesz do szkła, to się okazuje, że ten barwnik nigdy nie płowieje i robisz witraże z tego szkła i one zawsze mają taki sam piękny, oryginalny, naturalny kolor jak pierwszego dnia, kiedy powstały. Podobna historia jest z manuskryptem Wojnicza.
Tam też zostały wykorzystane roślinne barwniki, też pozyskiwane w bardzo ciekawy sposób. I ten manuskrypt opowiada bardzo ciekawą historię. Skończyłem te wątki templariuszy pana Samochodzika i tych wszystkich zakonów i tajemniczej wiedzy w Europie. Prowadzą nas przez głagolicę do dziwnego zapisu zwanego manuskryptem Wojnicza, który jak na to wszystko wskazuje, jest zapisany głagolicą. Ale dowcip polega na tym, że nie jest to oryginalny tekst. Jest to tekst przepisywany. Wiadomo, że nie jest to najstarszy tekst na świecie. Wiadomo, że pochodzi z XV wieku, że nie jest to dzieło żadnego słynnego alchemika. Zostało to datowane węglami C14, C13 i tak dalej. Także wiemy, że jest to młody tekst.
Wiadomo, że żaden ze znanych alchemików nie miał szans, przebywających wtedy w Pradze, czy to angielskich czy John Dee, czy cała reszta tych dżentelmenów. Nie mieli nawet szans dotknąć tego manuskryptu. Jest pięknie namalowany w pięknych kolorach, pięknie napisany językiem, którego nikt nie jest w stanie zrozumieć. Wiadomo, że jest to logiczna treść i nie ma ani jednego błędu. Wiesz jak to wygląda? Wygląda jak manuskrypt, który był przepisywany z oryginału. Dlatego nie ma ani jednego błędu, bo jest to jedyna opcja, kiedy się nie mylisz. Kiedy piszesz wszystko od zera, to robisz pomyłki. I co jest w manuskrypcie? W manuskrypcie są rysunki roślin, ale bardzo nietypowe, bo korzonki pochodzą z jednej rośliny, kwiatki pochodzą z trzeciej, a listki pochodzą z czwartej rośliny i na dodatek jeszcze mają zupełnie inne kolory niż te oryginalne i nikt nie wie do końca, o czym jest ten tekst.
A te rośliny wyglądają bardzo znajomo, ale zupełnie nieznajomo, bo wyglądają jak kosmici w ogóle. Jeżeli chodzi o porównanie do oryginalnie istniejących. Bo widzisz, cała tajemnica tego manuskryptu jest stosunkowo prosta. To są opisy miksów z rośliny jakie robisz. Bierzesz korzenie z tej rośliny, bierzesz liście z tej rośliny, a kwiatostan z tamtej rośliny. To są połączenia pomiędzy różnymi roślinami i to jest taki, można powiedzieć, almanach. Przynajmniej wszystko na to wskazuje. Udało się częściowo odszyfrować, przynajmniej jak głosi fama, część tej głagolicy w Rosji. Ja też o tym nie wspominałem, ale jakiś dżentelmen w Rosji odszyfrował przynajmniej kawałki tego. I wszystko wskazuje na to, że jest to tekst, taki almanach botaniczny, który opisuje przygotowywanie różnych dziwnych substancji z roślin.
Nie wiemy, co te substancje robiły. Wiadomo, że w sposób bardzo mocno związany z naszym zdrowiem, bo rysunki bardzo mocno na to wskazują. Na przykład z porodem. Być może są to jakieś substancje, które podawano kobietom, jakieś zioła, które sprzyjały łatwiejszym porodom, być może jakieś kwestie medyczne. Nikt tego do końca nie wie. Nikt nie jest w stanie tego do końca rozszyfrować. To jest moja spekulacja, to jest moja koncepcja, taki mój wątek, który ja sobie formułuję i wśród swoich znajomych. I teraz pomiędzy nami, pomiędzy tobą, koleżanko i tobą, kolego i mną. Tutaj wrzucam w świat. To jest taka moja spekulacja na ten temat i moja teoria, że nie dość, że zostało to napisane, przepisane przez kobietę, bo jest to absolutnie charakter ręki kobiety i jest to praworęczna kobieta, na co wskazuje zresztą sposób, w jaki jest używane pióro, którym jest pisany cały manuskrypt i też manuskrypt był pisany na osobnych arkuszach.
One nie były szczepione ze sobą jako takie. On był przepisywany po kolei z różnych tekstów. Prawdopodobnie. Albo jakoś tak. Jeżeli przejrzysz manuskrypt Wojnicza, wygląda na kompilację trzech albo czterech różnych rozdziałów. W pierwszym rozdziale masz opisane różne rodzaje kombosów czy miksów roślin. Później masz sposoby prawdopodobnie separacji wszystkich substancji. Co potrzebujesz z tego kawałka wziąć i w jaki sposób. Masz podane cykle planetarne, czyli wtedy, kiedy powinienś zbierać te rośliny, bo to też jest bardzo ważna sprawa. Jak się okazuje, dopiero teraz świat dorasta do tego, co się nazywa biodynamiką.
Rudolf Steiner zrobił z tego oficjalną naukę, robiąc badania naukowe na ten temat prawie 100 lat temu. Rudolf Hauschka tak się nazywał dżentelmen, który wprowadził termin biodynamika. Teraz się uczy na uniwersytetach, na świecie wszędzie. Jeżeli zajmujesz się rolnictwem i tak dalej, masz wydziały biodynamiki. Wiadomo, że wszystko jest ze sobą połączone w kosmosie. I kolejna część manuskryptu Wojnicza mówi właśnie o tych kosmicznych połączeniach pomiędzy roślinami. I to jest zabawna rzecz, bo ciągnie się dalej. Są połączenia pomiędzy naszą krwią a tymi kosmicznymi procesami. Rysunki żył, jak przepływa przez ludzi krew, rysunki kobiet, kąpiących się siedem kobiet, nawiązania do siedmiu gwiazd i tak dalej. Jakieś takie różne historie.
Dosyć specyficzne. Wiadomo, że chodzi o nawiązanie pomiędzy tym, co masz tu na Ziemi, a cyklami kosmicznymi. Przez rośliny, poprzez cykle kosmiczne, naszym organizmem następuje coś, co? Nie wiemy. Są tam opisane jakieś kosmiczne historie, rozrysowane wręcz dosłownie mapy podróżowania po gwiazdach. Nikt tego nie wie. Oryginalne teksty, jeżeli jakiekolwiek były, zostały prawdopodobnie kompletnie zniszczone, a może gdzieś schowane. Nikt tego nie wie. Widzisz, jakie ciekawostki zostały po średniowiecznej alchemicznej Europie w naszej historii istniejące do dzisiaj? Europejska tradycja.
Możesz ten dokument znaleźć w Stanach Zjednoczonych. Znajduje się w amerykańskim uniwersytecie. To jest chyba Princeton University teraz, czy Stanford? Nie wiem, nie kojarzę w tym momencie. Gdzieś tam jest w Ameryce. Ale zobacz jaka ciekawa historia. I to nie jest tak, przynajmniej ja sobie tak myślę, że było tak, że wszyscy byli i wszyscy są zawsze takie tłuki, tylko zawsze jest grupa naukowców. Z angielskiego się mówi researcher, czyli taki poszukiwacz. Po polsku tak nieszczęśliwie troszeczkę brzmi to słowo. Taki człowiek, poszukiwacz, zwariował i tylko poszukiwa sobie w życiu.
Poszukiwacz. Po angielsku troszkę dostojniej researcher, czyli człowiek, który prowadzi poszukiwania. Zobacz jaka ciekawa historia. Zobacz jak to się ciągnie. Ja gwarantuję ci, przynajmniej tak mi się wydaje. Gwarantuję ci. Nie gwarantuję, gwarantuję to sobie co najwyżej, że ci kolesie, ci wszyscy krzyżowcy musieli coś wiedzieć. Ja sobie myślę, że na pewno coś jest jeszcze w tych górkach, oczywiście w tych górach Riese. Fama niesie, że część tych tuneli było już dawno tam gotowych, że to nie było tak, że one zostały wybudowane przez Niemców do końca, że Niemcy też na coś trafili. Zresztą tam są ślady ciosania kamieni w sposób mechaniczny.
Zresztą niedaleko Wrocławia i we Wrocławiu też znajdziesz takie ślady. We wszystkich podmurówkach katedr znajdziesz różne takie ciekawe historie. Zresztą co tu dużo mówić, Zamek Krzyżacki w Malborku. Fundamenty pochodzą z Krakowa, z tych kamieniołomów. Problem polega na tym, że kamieniołomy mają 12 000 lat. Problem tylko dla tego, kto wyznaje współczesną wersję, taką oficjalną historii. Ten ma zawsze problem. Wracając do tych wszystkich opowieści do Pragi. Mogło się coś w Pradze wydarzyć z tymi kamykami. Ta legenda ciągnęła za bractwem z Jerozolimy, który tam studiował Torę, licząc na to, że w tej Torze znajdą odpowiedź na to, jak rządzić światem i rządzić całą materią stworzenia.
Bo w końcu skoro jesteśmy Bogiem, emanacją Boga, to w końcu możemy tworzyć, prawda? To taka najbardziej schowana tajemnica tych wszystkich religii. Dlatego muszą mieć tonę wyznawców. Ale słuchaj, tak czy siak jest historia z kamykami? No jest. Jest historia z kamykami i arką? Jest taka historia. Musisz założyć ten kaftanik, żeby obsługiwać. Nawet w Torze jest to opisane. Te opowieści, że tam kolesie wychodzili do arki z tym przymierza w odpowiednim stanie, bo jak nie, to ich zwiało tak, że zamieniali się na popiół.
Zaczynali się świecić i rozpadać. Kolejna rzecz, kamyki są związane legendarnie z bogactwem. Nie tylko w jerozolimskich historiach, ale spójrz na świat globalnie. Zobacz na Indie, zobacz na Amerykę Południową. To nie jest tylko dewiacja na punkcie jednego bóstwa, jakiegoś demonicznego, które każe ci składać ofiary i chodzić do kościoła, tylko to wszędzie te kamyki mają coś takiego w sobie. Coś z tym zostało jeszcze. Oczywiście kamyki i magia, ale to oczywiste. Do dzisiaj zostało. Ta magia kamyków właśnie, bo Wilhelm Reich à propos jego badań. Budowanie urządzeń, tak zwanych akumulatorów orgonalnych i w ogóle odkrycie właściwości kwarcu, który zresztą ty i ja mamy w swoich komputerach jako że jest takim półprzewodnikiem.
Emituje częstotliwości i prąd. Zależy w którą stronę, co i jak. Potrafi grzać lub nie. Kilka zastosowań. Ciekawe rzeczy można z nim robić. Technologia robi z nim masę różnych rzeczy. Jest w każdym telefonie komórkowym, w każdym laptopie, w każdym komputerze, w każdym układzie scalonym opartym o procesory. Troszkę kwarcu. Niby kamyki i magia, ale ta magia to tak świeci do mnie teraz z monitora prosto, właśnie za pomocą kwarcu. No właśnie i kamyki szczęścia.
Co inne kamyka szczęścia zrobią fortunę. I to dżentelmeni, którzy sprzedają diamenty, mówi ludziom, że noszenie diamentów przynosi szczęście. I wiesz co? Legenda legendą, to jest jedna sprawa, ale z drugiej strony diamenty mają ciekawe legendy. W ogóle te wszystkie szlachetne kamienie. Za nimi się ciągnie legenda, że ktokolwiek dotknie tych kamieni, niektóre jeżeli jest nieszczery ze sobą samym, jeżeli wyrządził komuś zło na świecie, to dotyka go nieszczęście. I to jest taki kamień, który się osądza. Niektórzy nazywają wręcz niektóre z tych wielkich diamentów świata jak Koh-i-Noor kamieniami nieszczęścia, dlatego nie nosi się go ciągle na sobie, tylko czasami się zakłada. Forma węgla. Ciekawa forma węgla.
Jeszcze do końca nie wiem, na czym polegają interakcje diamentów, w ogóle minerałów jako takich z żywymi istotami. Studiuję sobie ten temat troszeczkę, ale trochę na ten temat niby wiem, ale dalej wydaje mi się, że nie wiem nic. Także nie będę ci tu nic wymyślał i robił nowej teorii na ten temat. Co robią kryształy w naszym życiu, jak oddziałują? Bo mógłbym na ten temat opowiadać około chyba 20 godzin bez przerwy, ale nawet pomimo badań naukowych, które bym ci tu rzucał, dalej jest to dla mnie wielka tajemnica. Nie potrafię tego wyjaśnić wprost i dalej nie do końca jestem w stanie to zrozumieć, jakby złapać. Częściowo wydaje mi się, że wiem, o co chodzi, ale widzisz, też jeszcze jest to obszar moich poszukiwań. W każdym razie wiadomo, że jest oddziaływanie pomiędzy nami. Nie znamy tego zakresu oddziaływania do końca. Podejrzenie jest takie, że zachowują się jak wzmacniacze, potężne wzmacniacze naszych myśli i to takie wręcz ultrawzmacniacze, szczególnie takie czyste, duże diamenty, czyli najczystsza forma węgla.
Coś, co jest naturalnym właściwie CO2, bo taki diament to jest nic innego jak najczystsza forma węgla. A węgiel to jest nic innego jak wiązanie właśnie węgla. Do tego tlen, oxygen. Dlatego się mówi CO i dwa, czyli dwie cząsteczki tlenu i jedna cząsteczka węgla. I nagle z tego gdzieś w powietrzu podczas oddziaływania różnych dziwnych pól pojawia się diament. I ta substancja ma bardzo dziwne właściwości. Wiedzą o tym wszyscy na przykład zajmujący się technologią związaną z odlewami w skale. Diament jest doskonały do robienia głowic. Niesamowite właściwości jako materiał. I tak dalej.
To nie jest tylko tak, że to są mistyczne właściwości diamentu, tylko go się stosuje w technologii, bo on ma te swoje dziwne właściwości. Jest najtwardszy na tak zwanej skali twardości wszystkich minerałów, która się nazywa skalą Mohsa, od nazwiska dżentelmena, który tą skalę wprowadził. Pierwszym na skali Mohsa jest talg, czyli taki prosty pył, który się elegancko rozsmarowuje po palcach. Myślę, że wiesz doskonale, o co chodzi. A ostatni jest właśnie diament i to jest najwyższa forma węgla. On jest najbardziej skrystalizowany, czyli wiązania pomiędzy cząsteczkami atomowymi mają idealne odległości, są wręcz perfekcyjnie ustawione, doskonale sformowana część rzeczywistości. To jest tak, jakbyśmy zamrozili nagle powietrze dookoła nas. Po prostu zamrażamy powietrze ze wszystkimi jego właściwościami, które tutaj dookoła są. To jest tak, jak twardy dysk całego kosmosu zrobiony za pomocą pstryknięcia palców. Oficjalna nauka do tej pory nie wie, skąd się biorą kryształy.
Nawet jeżeli studiujesz na uniwersytecie, na politechnice, to zrób ten eksperyment. Przejdź się do wydziału, gdzie robi się coś, jakieś badania związane z krystalografią. Nie ma tych wydziałów na świecie zbyt dużo, bo jest to tajemnicza wiedza do tej pory. Troszeczkę tak jak na przykład wiedza o wszystkich tych wirach, o zjawiskach kinetycznych tego typu. Też jeden podręcznik napisany w latach 50. chyba do dzisiaj obsługuje wszystkie wydziały na całym świecie i nikt nie posunął się dalej. Kapitacja tak się nazywa. Wracając do kryształów, jest podobna historia. Właściwie więcej tajemnic niż odpowiedzi, nawet od strony nauki. Jeżeli masz gdzieś pod ręką wydział minerologii, to się przejdź i się popytaj, czym właściwie jest ten diament, jak to powstaje.
To jest ciekawe pytanie. Zadaj panu profesorowi pytanie, jak powstaje w ogóle kryształ, jakikolwiek, jak powstaje kwarc, z czego rośnie? To jest fenomen. Nikt do końca nie jest w stanie tego wytłumaczyć oficjalnie. Wiadomo, że jest transmutacja. Wiadomo, że pojawiają się różne rzeczy. To jest ta dziwna, tajemnicza wiedza, która jest ciągle z nami na obrzeżach jakiejkolwiek sekty, która próbuje zdominować nasze życie w Europie, gdziekolwiek byśmy nie mieszkali. Zawsze to się kręci gdzieś dookoła nas. Tajemniczy kawałek wiedzy, który mówi o tym, że jesteśmy panami i stwórcami tego świata, że nie do końca mieszkamy w naszym ciele. Formujemy je, niczym ten legendarny alchemik z Pragi uformował swojego golema.
To też jest ciekawostka, taka metafora bardzo poważna, że my formujemy wszystko na podstawie swoich własnych pomysłów emocjonalnych w głowie. Ciekawa jest taka kabalistyczna historia związana właśnie z kamieniem filozoficznym, bo tam jest opis tworzenia tego kamienia filozoficznego przez 7 do 14 lat, że alchemik przyjmuje taką specjalną pozycję w swoim życiu, specjalny sposób życia i tak dalej. Można powiedzieć reguły zakonne. I poprzez te reguły zakonne oczyszcza się emocjonalnie i nie tylko. Trwa to 7 do 14 lat i stwarza coś jak kamień filozoficzny. Jest nawet polskie tłumaczenie stwarzania takiego kamienia i w ogóle czy to jest Świętego Graala. Bo to jest właściwie ta sama historia. Jest to oparte właśnie w dużej mierze na „Kabalionie”, czyli na tym enigmatycznym tekście owego hebrajskiego alchemika z Hiszpanii, który to spisał w 1100. Legenda tego dokumentu głosi, że kilku ludziom udało się właśnie za pomocą tego opisu zrobić transmutację. I ślad tych kilku transmutacji gdzieś tam w Europie jest.
To jest ślad tych wszystkich tajemniczych mistyków, którzy się kręcili, bo co jakiś czas się pojawiał jakiś mistyk. To też ciekawa historia. Jeżeli kojarzysz moją gadkę o mesjaszach, o tym, że każdy z nas może być potencjalnym mesjaszem, to w tamtych czasach każdy z tych alchemików, w zależności gdzie był, był różnie nazywany. Jeżeli byłeś w tym momencie w Pradze i byłeś na przykład heretykiem i robiłeś te wszystkie eksperymenty u siebie w laboratorium, to byłeś alchemikiem. Jeżeli natomiast mieszkałeś w dzielnicy żydowskiej, właściwie byłeś ortodoksyjnym Żydem, który studiował jakąś rabinistyczną kabałę, kompletnie odjechany jakiś kosmos dziwny, religijny, ale tam znajdowałeś odpowiedzi na swoje technologiczne pytania, jak dokonać transmutacji ze sobą i materią, to byłeś wtedy poniekąd mesjaszem. Bo w tej religii jest ten status mesjasza, który nadchodzi nieustannie. To jest człowiek, który wie więcej od pozostałych. Ma ten kawałek wiedzy i jak go odkryje, to zaczyna ogłosić. Także tam jest taka opowieść właśnie o takim świętym mężu, bo to też nie zawsze jest nazywany mesjasz. Często, żeby nie ulegać żadnym pokusom, że komuś się ujmie z chwały, szczególnie nieżyjącym już mesjaszom, nazywano tych istniejących świętymi mężami albo bardzo dobrymi mężami, albo mężami wierzy, jakieś takie religijne, dewocjonalne nazwy.
Ale zawsze oznaczało to samo, że facet był nieprzeciętnie prawy. Miał tą swoją jazdę religijną mniejszą lub większą, albo był heretykiem i nie miał żadnej, ale jego prawość nie była w ogóle dyskutowana w jakikolwiek sposób. I że oprócz tego, że jest laborantem i dyrektorem swojego laboratorium zarazem, to jeszcze jest nieprzeciętnie prawym człowiekiem, który wyrzekł się świata materialnego. Ma tylko tyle, ile potrzebuje. Jak się okazuje, potrafi leczyć, potrafi zrobić inne rzeczy i potrafi uczyć ludzi, jak sobie radzić z tymi wszystkimi rzeczami. Bo też ta alchemia w Pradze miała troszeczkę inny wymiar. Tam powstało coś w rodzaju takiej społeczności alchemików, mimo że każdy oczywiście walczył Walczył o swoje względy na dworze lokalnego cesarza, króla czy księcia i tak dalej w całej Europie, bo wiadomo, że indywidualność nie zaginęła. Wiemy to po zapiskach kilku alchemików w Europie, którzy mieli wręcz obsesję na punkcie zrobienia kariery. Akurat tym się nie udało, ale tak czy siak, mimo wszystko było dosyć spore community. Community na przykład nie istniało w Polsce, bo niestety Polska została podporządkowana jezuitom i była nawet propozycja, żeby Polska przyłączyła do wojny trzydziestoletniej, ale niestety Polska odmówiła, przechodząc na garnuszek Watykanu.
I tak się jakoś okazało, że jeden z tych najlepszych alchemików, kiedy przyjechał do Polski na zaproszenie jednego z księciów, jakiegoś księcia Bolka czy jakoś tak, został przez niego porwany, zamknięty w celi i do końca życia tam trzymany. Zresztą zdaje się właśnie szczes w tej celi. Ponoć straszy do dzisiaj na zamku. Ja tam nie wiem. To kolejny chyba trzeba by było sprawdzić odcinek pana Samochodzika. Straszy. No właśnie. Hiperprzestrzeń w radiu. Na fali oczywiście. Przy szumie wentylatorów i komputerze.
No właśnie. Tymczasem pytanie. Są tacy, którzy chcieliby wrócić na czat Rady Na Fali, bo kiedyś zachowali się nieelegancko. Przypominam, że bany są dożywotnie, ale jest na to metoda. Zawsze. Narodzić się jak feniks z popiołów, przybrać prawdziwą tożsamość, nie udawać, nie mieszać maili, założyć jeszcze raz i bawić się jeszcze raz. I wtedy narodzić się jak feniks z popiołów. W tym alchemicznym radio to też trzeba, niczym faraon z legendarnej opowieści, narodzić się z popiołów. Wracając do naszej opowieści z powrotem do Pragi i tych wszystkich alchemicznych... A przede wszystkim wracając do Golema, bo to jest najciekawsza historia.
To jest taka chyba najciekawsza metafora moim zdaniem i legenda, która się wiąże z tym, co znajduje się w Pradze. Jeżeli ktoś czytał pana Samochodzika, doskonale kojarzy dwie połówki złamanego talizmanu. Właśnie tam, gdzie można znaleźć kamień filozoficzny. I na tych tabliczkach jest opisane, gdzie można to znaleźć. Właściwie to jest taka prawdziwa legenda. Troszeczkę w książce podkręcona, ale jest coś takiego, że ślady, wskazówki do tego, jak to zrobić, zostały gdzieś ukryte. Na czacie ktoś zauważył, że też tak podejrzewał, że te zakony to tylko te sukienki dla przebrania, żeby dalej prowadzić poszukiwania naukowe, ażeby wiernych w oczy nie bolało, że są okłamywani, że za ich pieniądze robi się coś innego. Takie oszustwo troszeczkę. W każdym razie zostawiamy oszustwa, wracamy do Pragi i Golema, przede wszystkim kamienia filozoficznego i opowieści o tym, że było jakieś złoto. Złoto na pewno musiało być.
Nie wiem, kto je posiadał. Są legendy oczywiście o wielkim skarbie templariuszy. Pan Samochodzik i templariusze. Co by nie było. Panna Karen też poszukiwała skarbu templariuszy. Kto oglądał film, ten wie i kto czytał książkę też wie. Ale wracając do templariuszy. Wielkie skarby zakonu różokrzyżowców nigdy nieznalezione, ale z wielkimi skarbami wiadomo tylko tyle, że oczywiście powstało państwo pod tytułem Szwajcaria, które nagle z pasterzy owiec w ciągu 10 lat stało się potężnym królestwem, które prowadziło największe transakcje bankowe w swojej okolicy oraz najważniejsze miało takie rycerstwo, jakiego nie miało żadne inne królestwo w Europie. Także próba wejścia tam przez króla Francji skończyła się tym, że nagle zamiast pastuchów po drugiej stronie pola stanęła najcięższa zbrojna jazda w Europie i zmiotła francuskiego króla w trymiga. Także ten już nigdy więcej nie próbował wracać do Szwajcarii.
I tak oto powstała niezależna Szwajcaria, która oddelegowała mieszkańców jednej wioski na posługę do Watykanu. Tam jest jakaś legenda z tym, że ktoś uratował życie papieżowi. I don't know. Anyway, mają swoje drzwi, swoje plecy, swój bank też tam ustawiony. Wszyscy są doskonale dogadani. No ale widzisz, jak na ironię Szwajcaria nie jest jakimś tam katolickim krajem. Poza może paroma tam wioskami katolskimi w jakimś tam innym włoskim kantonie. To nie jest za bardzo tak, że to poszło w tą stronę. Nic z tych rzeczy, ale wiedza jest, bo przecież wszystkie te bractwa różokrzyżowe, a później masoneria, bankierzy i tak dalej. To też ciągnie się ciągle, nieustannie.
Ale wracając do Golema. W Golemie jest ciekawa rzecz, która jest związana też z legendami dookoła alchemii, dookoła tego, kim jest właściwie alchemik. Poniekąd w tym całym procesie powstawania kamienia filozoficznego, tego, że jesteśmy stwórcami całej materii na świecie, bo tego się tyczy cała historia i w kosmosie też. To my jesteśmy bogi i boginie. Pozdrawiam cię, boginio. Ciebie, bogu, też cię pozdrawiam. Namaste. Widzisz, w niektórych językach funkcjonuje normalnie do dzisiaj i nie jest to żadną tajemnicą, ekstrawagancją słowną. Mówi się namaste. Mój Bóg w ciebie pozdrawia twojego.
A u nas? U nas nie. U nas jest inny Bóg, a my już nie. Ale widzisz, alchemiczna tradycja, heretycka tradycja mówi zawsze to samo. To my jesteśmy Bogiem Stwórcą. To jest właśnie ten problem z tym, że cała ta rzeczywista wiedza, której poszukiwano w tych zakonach, cała ta archeologia, której dokonywano, wszystkie te manuskrypty, które chowano przed nami, wszystkie one mówią zawsze o jednym i tym samym. Mówią o troszeczkę innej, nawet nie trochę, o innej koncepcji na świat. O koncepcie, który mówi, że to my jesteśmy bóstwem, które stwarza warunki swojej egzystencji na tej planecie, a nie w drugą stronę. I to jest dosyć mocna kara dla Watykanu i wszystkich takich niemiłosiernie tępych i wierzących w jakieś bóstwo stwarzające nie wiadomo co. Który jeszcze musi dostać spalonego barana, najlepiej na otwartym ogniu, bo wtedy lepiej smakuje.
I niezbyt słonego. Niekoniecznie w sosie barbecue. Taki zwyczajnie. Po prostu nad ogniem możesz spalić tego barana. I to ponoć cieszy Boga. Cieszy Boga ta ofiara i krew jeszcze trzeba polać po kamieniach, jakby to coś zmieniało w twoim życiu, poza tym, że zostajesz kompletnym świrem. Ale to już inna historia. W każdym razie wiedza o tym, że nie trzeba być świrem, była cały czas i te zakony tego pilnowały. Jest coś takiego w tej całej tajemnicy tych tajemniczych manuskryptów pilnowanych w różnych miejscach, łącznie z manuskryptem Wojnicza. To jest taka próba przechowania tej informacji, tej oryginalnej wiedzy, tak żeby wykopać tych, którzy ją znali w oryginalnym źródłach gdzieś daleko, usunąć je z horyzontu tak, żebyś nigdy nie mógł znaleźć oryginalnych źródeł i nie miał nawet najmniejszego cienia szansy, a zostawić sobie jak najbardziej wierną, idealną, oryginalną kopię tych wszystkich pism.
Bo być może były to pisma, które były rozrzucone na przestrzeni iluś tam dokumentów. A może historia wyglądała tak, że byli to ludzie, którzy posiadali konkretną wiedzę i po prostu siedzieli razem z kimś, pisali oryginał, a później ten oryginał dosłownie na żywca był przepisywany, łącznie ze wszystkimi ewentualnie poprawkami wprowadzonymi jeszcze w tym pierwszym oryginale. Chociaż wątpię. Myślę, że to bardziej były przepisywania ze starych, oryginalnych tekstów. Zresztą te wszystkie słynne resztki po adnotacjach wymazanych gdzieś tam na starych mapach. Tam zawsze są ślady wymazanych adnotacji gdzieś na marginesach. Zresztą słynny, najsłynniejszy chyba zapis generała Piri Reisa, tego tureckiego generała z tą mapą całej południowej Ameryki. Piękną mapą tego, jak Amazonka wpływa sobie do Ameryki. Tak jest to prawie 200 lat przed w ogóle odkryciem Ameryki. Mapa aktualna do dziś.
Żeby było zabawniej. Dzisiaj można by było spokojnie, myślę, że dałoby się wyżeglować dookoła bez problemów, używając dalej tej samej mapy. I na marginesach tej mapy jest zapisane jasno i wyraźnie, że jest to mapa, że jest to fragment z większej ilości, też skopiowany z kilku map. Też nie z oryginału, tylko z którejś tam kopii, która była robiona przez kogoś tam. Także ta wiedza cały czas była. Ja nie sądzę, żeby ta informacja nie dotarła. Zresztą ludzie, którzy się osadzali gdzieś już w Ameryce Północnej, na pewno sobie jakieś drobne mapy tej przygody porobili i na pewno te mapy trafiały do Watykanu, bo przecież wszystkie te zakony, wszystkie te zbrojne organizacje dostawały za to kupę siana i za to dostawali swoje przywileje. Dostawali masy ziemi. Jeżeli udało im się spacyfikować ziemie, dostarczyć odpowiednią maszynerię, odpowiednią ilość dokumentacji do Watykanu i zadowolić władców, żeby władcy dalej mogli panować nad tym światem i dalej utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że ziemia jest płaska. To nic innego, jak podzielić się częścią zysku z takim zakonem, dać kawałek ziemi albo dać jakieś rubieże i tak na zadupiu świata i tak tam nigdy nie będziesz nic robić, bo i tak mieszkasz w radosnej, słonecznej Italii.
Także co cię martwi, że na bagnach mieszkają Krzyżacy? Wiadomo, są tam starożytne budowle. Wiadomo, te starożytne budowle wyglądają jak styl romański. To zrobimy tak, że się zdewastuje troszkę ten styl romański albo się poprzestawia i podpisze się, że to jest wszystko gotyckie, preromańskie albo jakieś takie, że to pierwsi misjonarze przyszli i ktoś ich ściął głowę i oni nieśli Biblię i święci byli. Zawsze jakąś bajkę się wymyśli. Wiadomo, że większość tych miast, tak samo jak zamki krzyżackie, nigdy nie powstawały na fundamentach wybudowanych przez Krzyżaków. Jeżeli ktoś się zna troszkę na geologii albo na przykład troszeczkę ogląda właśnie doktora Franza Odesskiego, doskonale o tym wie. Zresztą co tu dużo mówić, ciężko byłoby znaleźć w Anglii takie zamki. Znaczy są robione na współczesnych fundamentach, bo i takie się zdarzają, ale jeżeli przejdziesz się po tych starych katedrach, to widzisz kamienie, które nie należą do tej cywilizacji. I wiadomo przecież z tych legend.
Teraz jak spojrzysz nawet na Google Mapy albo na Google Earth i przełączysz sobie na zdjęcie satelitarne ziemi, to widzisz jak na dłoni potężne kręgi dookoła, a w środku stoi katedra. Katedra oczywiście zbudowana przez kogoś tam, ale wiadomo, że te kamienie na katedrę przecież się nie zebrały z tego pola dookoła, bo tam żadnych kamieni nie ma, szczególnie takich i tak ładnie obciętych dookoła na kwadrat, a czasami trójkątne głowice do wiercenia, które nie zostawiają żadnego śladu. Są takie w Dublinie. Znajdują się na takim cyplu. To taki cypel spacerowy na porcie w Dublinie. Na południu Dublina jest taki port, nazywa się Dun Laoghaire. Mieszkałem tam i widziałem te wycięcia. Dokładnie takie same jak w Krakowie. Dokładnie te same wiertła, ta sama technologia wiercenia w skale. W Dublinie w Dun Laoghaire się znajduje, jakby ktoś szukał jeszcze drugich takich śladów na świecie.
Poza Krakowem oczywiście. I prawdopodobnie kamieniami, bo te ślady na kamieniach, fundamentach Malborka zostały i nie tylko zdaje się. Także wiedza o tej starożytnej cywilizacji musiała być chyba większa niż wiedza o złocie. Bo jeżeli budujesz swoją chatę na fundamentach potężnej cywilizacji, wiesz, że nie jesteś w stanie nawet pierdnąć, że tak powiem, w ten kamyk, żeby zmusić go do wyprostowania jednej krawędzi w ten sposób. A tu ktoś przed tobą wybudował, to wiadomo, że jesteś na tropie wielkiej tajemnicy. Jeżeli tą tajemnicę odkryjesz, to będziesz mieć władzę permanentną nad wszystkimi tymi dookoła, wszystkimi tak zwanymi tłukami wierzącymi w Boga i tak dalej. Ale wiadomo, że ty nie możesz wierzyć w Boga, bo ta wiara cię, że tak powiem, dyskwalifikuje na starcie. To tak, jak ruszyć na poszukiwania tajemnicy skarbu templariuszy, nie wierząc w to, że jakikolwiek skarb istnieje i z tego powodu, że nie wierzysz w to, że skarb istnieje, zostać na kanapie w domu i oglądać mecz w telewizji. Rozumiesz? To jest dokładnie na tej zasadzie.
Musisz naprawdę w to wierzyć, żeby zacząć tego szukać. A wiadomo, że cała fundamentalna religia dookoła jasno i wyraźnie mówi: „To są czary-mary. To nie istnieje”. Powstaje nauka, która mówi: „To nie istnieje”. Ale dziwnym trafem naukowcy, światli ludzie, politycy i biznesmeni, wszyscy, którzy żyją z rozwoju technologii, zakładają fabryki, produkują przedmioty, będąc właścicielami patentów i tak dalej, uczestniczą w dziwnych tajnych lożach, dziwnych tajnych organizacjach, które chociaż współpracują doskonale z Watykanem, co zawsze jest takim troszkę prztyczkiem w nos dla wielu teoretyków spisków czy tego typu dżentelmenów, przynajmniej tak mówiących o sobie. Oni zawsze mają z tym problem: jak to możliwe, że oni ze sobą współpracują, skoro są wrogami? Doktrynalnie są wrogami tylko jako doktryny, ponieważ nie mogą reprezentować tej samej doktryny, którą reprezentuje Kościół katolicki. Gdyby jakikolwiek alchemik przyjął doktrynę istnienia jakiegokolwiek Boga Stwórcy poza sobą jako integralną częścią uniwersum, to w tym momencie w życiu nie przeprowadziłby żadnej transmutacji alchemicznej nawet na podstawowym poziomie rozbijania czegoś do nanocząsteczek, bo w tym momencie zaprzeczyłby faktowi istnienia tego bóstwa jako monopolu na stwarzanie życia albo coś w tym stylu. Także musisz zanegować takie rozwiązanie logiczne, żeby twoja głowa była w innym miejscu, żebyś zaczął widzieć troszeczkę inne rzeczy, żebyś zaczął widzieć, dlaczego motylek sobie lata i że nie jest to do końca tylko i wyłącznie aerodynamika, że jest troszkę więcej zjawisk dookoła w tym całym zamieszaniu. Dlaczego drzewo rośnie do góry, a jabłka na przykład spadają w pewnym momencie na dół?
Jak to jest, że jabłko, które waży parę gram, spada sobie na dół, a drzewo, które rośnie tony i zawiera tony wody w środku, rośnie ciągle do góry i nie chce spadać w dół? Rozumiesz? To trzeba odrzucić instytucję bóstwa wszechwiedzącego, którego ty nie rozumiesz, bo w tym momencie twój job, twoja robota polega na tym, że musisz dokonać tej transmutacji, a transmutacja to jest zrozumienie wszystkich procesów. O tym mówi właśnie „Kabalion”, że w pewnym momencie, jak już tak odjedziesz, jak już połączysz wszystkie rzeczy ze sobą samym, narodzisz sobie dzieci z jakąś dobrą kobietą, wychowasz je, one będą szczęśliwe w życiu. Nie zhańbisz się zrobieniem krzywdy drugiemu człowiekowi. Będziesz wiernie oddawał wszystko swojej społeczności i był częścią boskiego planu. Nie wyznawcą Boga, ale częścią boskiego planu. To jest troszeczkę coś innego. Niby taki drobiazg, ale widzisz, ten drobiazg zmienia wiele, bo ten drobiazg oznacza, że to ty jesteś częścią Boga i w tym momencie zostajesz tak zwanym świętym mężem. Dedykujesz się czytaniu i dealowaniu tylko i wyłącznie z pismami świętymi po to, żeby twoja społeczność cię mogła zaakceptować i nie powiesiła na pierwszej suchej gałęzi.
Musisz stać się ortodoksa religijnym według ich wierzeń. I to samo rozwiązanie, które wprowadziła pierwsza ortodoksja w judaizmie i wielu innych schizmach, dewocjach, tak żeby schować wiedzę, żeby wiedza była zakopana pod rytuałami religijnymi. Widzisz, jak szklanki latają w powietrzu i widzisz kolesia, który mówi ci: „Robię to siłą swojej woli”, ale nie powiedział, że ma specjalne urządzenie i że też możesz to robić i zajmie ci to pół godziny i zrobisz jeszcze lepszy numer niż on. Tego ci nie powie, ale widzisz, sprzedaje ci istnienie Boga. I na tym polega cały numer, że zachowano dla siebie w hermetycznych szkołach część tej matematyki i tak dalej. To przetrwało właśnie w tych arabskich tekstach, które gdzieś tam tłumaczyły te manuskrypty greckie i to później wróciło do Europy. Zresztą to było właśnie przyczynkiem wojny trzydziestoletniej, co by dużo nie mówić, i to było przyczynkiem w ogóle powstania jakichkolwiek zakonów, które powstały jeszcze grubo przed wojną trzydziestoletnią w Europie i sklejania się zakonów właśnie z Watykanem, ponieważ pojawiła się mocna konkurencja. Watykan miał część historii tutaj i jak ukradłeś troszeczkę złotych dukatów gdzieś tam w Arabii i przyjeżdżałeś do Watykanu, to nagle Watykan albo ktoś tam był szefem i stwierdził: „Słyszałem, że słabo się prowadziłeś, kiedy byłeś w Arabii. Słyszałem, chłopie, że sypiałeś z tymi rozchełstanymi arabskimi chłopkami. Słyszałem, że plułeś na krzyż Pana, chłopie, no i słyszałem, że bluźnisz, wzywając imię Bahometa.
Tak słyszałem. Aresztować go! Muszę cię spalić. Przepraszam cię bardzo, ale muszę cię spalić. Jak się okazuje, zgrzeszyłeś przeciwko wierze. Nie zapłacę ci za twoje pucharki, te złote, które przywiozłeś. Wezmę to jako zapłatę dla Pana. Równowartość. Nie spłacisz tych swoich grzechów, ale może tortury będą lekkie dzięki temu, troszeczkę lżejsze”. I tak to wyglądało.
Także kolesie nie mieli innej opcji. To była taka rzezińska opcja pod tytułem: jadę po to, żeby po prostu orać do gołej krwi i przywieźć jak najwięcej złota, jak mi się uda. Cenę Rzym, Portugalia i Hiszpania zapłaciły za to straszną, bo właściwie te trzy kraje, które najwięcej i najmocniej partycypowały w podbijaniu Nowego Świata, doprowadziły bardzo szybciutko do potężnej inflacji, ponieważ nagle się okazało, że ilość przywiezionego złota z Ameryki Południowej jest tak potężna, że wrzucona natychmiast na rynek przez chciwych królów i królowe, które od razu chciały kupować sobie armie i od razu wbijać do innych krajów, spowodowało, że po prostu tak spadła cena tego złota w Europie, że właściwie nie za bardzo się liczyło. Srebro się bardziej liczyło niż złoto. Wiele królestw, właściwie te wszystkie najpotężniejsze królestwa, które miały skarbce wypchane złotami, łącznie z królestwem Francji, nagle okazało się wielkimi bankrutami w ciągu dosłownie paru miesięcy, jak kilka kliprów z potężną ilością złota przypłynęło. I bankrutami stało się właściwie nie tyle z powodu tego, że całe złoto już wywieziono z Ameryki Południowej, bo to nie było powodem, tylko sama świadomość tego, że z Ameryki dopiero wywieziono być może 1% tego złota A tam jeszcze jest drugie 99 albo 999% tego złota więcej. Także stosując szacunek tak zwanych poniesionych strat, zysków oraz kosztów, okazało się, że złoto nie ma już żadnej wartości i nastąpiła potężna inflacja w Europie. Wiele królestw, łącznie z Watykanem, od razu zbankrutowało w tym momencie. Takie historie się działy. O tym się nie mówi oczywiście, bo historia jest taka, że się niby nie działo.
Bo to też nie jest taka historia, że jest się specjalnie czym chwalić właściwie. Historia współczesnej ekonomii i bankowości to właściwie historia nieustannych porażek i zgliszczy. Nigdy nie było inaczej. Poważnie. To był właśnie ten moment, kiedy nagle te królestwa, te niemieckie księstwa w ogóle niezrzeszone, zawsze pod butem Watykanu, nagle dostały więcej pary. Nagle się okazało, że mogą podskoczyć, bo silne kraje, silne w katolicką wiarę i rycerstwo nagle zniknęły. Trzeba było wysłać rycerstwo na drugi kontynent, żeby robiło tam masowe rzezie. W Europie zostało już niewielu. Złoto straciło wartość, także nie ma nawet za co wynająć kolesi. A ci książęta szukający tej wiedzy i widzącą tej wiedzy, bo oni zawsze na obrzeżach Watykanu, a na obrzeżach Watykanu troszeczkę inaczej na życie patrzono.
Tam już były wielkie kamienie, które nie zostały jeszcze przewrócone przez Rzymian i zamienione w świątynię Zeusa. I te kamienie, tak jak tu w Anglii sobie stały w polu i wszyscy doskonale widzieli, że świat się nie zaczął ani tydzień temu, ani 100 lat temu, ani 1000 lat temu, ani nawet 10 000 lat temu. Świat zaczął się bardzo dawno temu, nikt nie wie jak temu i jesteśmy tu od nie wiadomo kiedy i potrafimy dużo rzeczy. Bo to jest ta brakująca wyrwa w naszej wiedzy pomiędzy tymi dżentelmenami, którzy stawiali te wszystkie kamienie w oryginale i cijęli je na te oryginalne kształty. Te kamienie, które są tam właśnie w fundamentach, na przykład w Zamku w Malborku, a nami. I to jest taka ciekawostka. A sobie myślę, że pewnego dnia ktoś się powinien pokusić, może nawet będę ja, o kolejny odcinek i napisać nawet książkę. Taką oryginalną książkę dla może troszkę już starszej młodzieży. Może już bez Milicji Obywatelskiej, bez harcerzy. Ale tak połączyć te dwa wątki.
Kamień filozoficzny z Pragi. Właśnie te poszukiwania, ten Kabalion, który ponoć pozwolił stworzyć tą tajemniczą strukturę, która dawała możliwość robienia złota, robienia życia i wokół tej legendy powstało ponoć to całe community, ta cała społeczność żydowska alchemików tam właśnie w Pradze. Niby nic wielkiego, a kilka rzeczy potrafili robić. Ponoć. Ale to legenda, także nie wiemy do końca. Tego złota nikt nie odnalazł. Ponoć ślady legendy wielą dalej gdzieś do skarbu, który tam się znajduje. Skarbu, jak dokonać transmutacji. Bo nie chodzi o złoto, które zostało gdzieś zakopane. To bardziej może jakieś rycerstwo sobie gdzieś zakopało jakieś dukaty.
To chodzi o ten tajemniczy skarb. Jak to zrobić, jak ten kamień filozoficzny wyprodukować albo jak go znaleźć, jeżeli on już gdzieś jest. Bo ten kamień ma jedną też ciekawą cechę. Ten, kto go weźmie do ręki, automatycznie staje się jego właścicielem, bo on zmienia swojego właściciela. I dlatego też podejrzewam, ta legenda jest taka żywa, ponieważ jest to urządzenie, które w przeciwieństwie do Arki Przymierza nie wymaga zakładania na siebie specjalnego kubraczka i przygotowywania się w niesamowity sposób po to, żeby później ryzykować, że w ciągu trzech sekund wyparujemy gdzieś w kosmos, próbując obsłużyć dziwne urządzenie. Kamień filozoficzny, przynajmniej legenda, która jest dookoła niego, mówi o tym, że każdy, kto go znajdzie, automatycznie staje się jego właścicielem. Bo kamień filozoficzny ma swój odpowiednik na Bliskim Wschodzie i to się nazywa lampa Alladyna. Tylko że widzisz, z lampą Alladyna jest o tyle fajnie, że tam już Alladyn wyskakuje i jest gotowy. Z reguły ma trzy życzenia, ale zawsze trzecie życzenie może być: „I chcę, żebyś do końca mojej obecności na tej planecie, w tym fizycznym ciele i w ogóle do końca naszej znajomości przede wszystkim w całym kosmosie spełniał zawsze moje życzenia”. I teraz, jeżeli wypowiesz takie życzenie, że do końca naszej znajomości musisz spełniać moje życzenia i nie mogę stracić pamięci i zawsze jesteśmy przyjaciółmi.
Albo moje pierwsze życzenie: od dzisiaj zawsze jesteśmy przyjaciółmi. To dżin nie może cię opuścić na przykład. To słynne pytania do dżina, że zawsze trzeba było zadać bardzo precyzyjne pytanie, bo nieprecyzyjne pytanie, nieskładne logicznie powodowało, że dżin urywał ci głowę i sikał do twojej szyi z ironicznym uśmiechem na twarzy. Był brutalny w każdym razie w takich sytuacjach. Także z kamieniem filozoficznym jest podobna historia, ale z tą różnicą, że kamień filozoficzny działa cały czas i właścicielem jest każdy, kto go znajdzie, dopóki nie znajdzie go kolejna osoba. Także przechodnia pochodnia. I chyba to stoi za tym wielkim sukcesem tego zjawiska, że tylu ludzi się chyba w tej części Europy goniało za tym kamieniem filozoficznym. Ja myślę, że sobie można podzielić świat właśnie na takie miejsca. Gdzieś we Francji albo na Nowym Świecie, gdzieś być może właśnie na Wyspie Dębów, kto wie. Gdzieś być może tu, gdzieś w Anglii, na tak zwanym Zachodzie, gdzieś ktoś może schował Arkę Przymierza albo Święty Graal.
Albo jeżeli nie tam, to może gdzieś we Francji jeszcze jest, może gdzieś jakaś Jerozolima. A gdzie może być ów legendarny kamień filozoficzny, jak nie w Pradze? Jak gdzieś na rubieżach Europy, gdzieś schowany za zaginioną cywilizacją, zagubionym językiem. Bo przecież jeżeli głagolica i w ogóle była jakakolwiek kultura, która obsługiwała głagolicę, to kto jako pierwszy trafił na tą kulturę, jak nie pierwsze zakony rycerskie, które zostały wysłane przez Watykan? Kto pierwszy zapisał to na swoich manuskryptach? Kto pierwszy to utrwalił na raportach wysyłanych do Watykanu? Prawdopodobnie właśnie ci rycerze. Być może. Tak mi się wydaje. Kto wie, może kolejna książka „Przygody Pana Samochodzika” powinna zostać napisana w takim mixie, że Pan Samochodzik i templariusze z tajemnicą tajemnic szukający mechanicznej obróbki kamienia gdzieś w kopalniach Riese.
Rozumiesz? Może właśnie o to chodzi, bo co tu dużo ukrywać, spod dywanu ciągle zaczyna wystawać ta sama historia. Ta cała bajka o tym jednym Bogu z Biblii i tak dalej, to wszystko to taka ściema, taki bullshit sprzedawany centralnie. Ci, którzy wierzą w Torę, mają swój bullshit, który im się sprzedaje od dziecka. Ci, którzy wierzą w zapisy koraniczne, mają swój bullshit, który im się sprzedaje od dziecka. A to wszystko po to, żeby gdzieś zachować pod tym dywanem dla siebie i może nawet zdobyć tą wiedzę i zmitrężyć ją na jeszcze większe bogactwa i jeszcze większą władzę nad światem. Bo wiadomo, że każdy z nas jest, na to wygląda, bohaterem swojego całego kosmosu, bohaterem stworzenia w ogóle w całym swoim kosmosie, uniwersum. I każdy z nas jest tym bogiem, bóstwem jednocześnie połączonym z całym uniwersum, z całym kosmosem, z centrum kosmosu i ze wszystkim. To my jesteśmy tą istotą stwarzającą. Zresztą stąd te przesłanki do używania tych symboli.
Między innymi słynne trzecie oko. Ale to też takie przekłamane troszeczkę, bo tam się mówi trzecie oko. W Golemie jest taka historia, że włożono mu kamień tam, gdzie była głowa, w to miejsce pomiędzy brwi. Włożono mu ten tajemniczy kamień filozoficzny i golem ożył i zaczął wykonywać rozkazy swojego właściciela, twórcy kamienia filozoficznego, wielkiego maga i rabina. Anyway, golem zniknął, rozsypał się. Historia o nim niech zostanie już z tobą. Sobie sam sprawdź tą legendę. Jest na internecie masa opowieści. Jest piękna, taka czarno-biała bajka czeska nakręcona w latach chyba 60. czechosłowackiej produkcji jeszcze na ten temat.
Piękna legenda. Nie chcę ci psuć zabawy, dlatego nie opowiadam ci tych wszystkich legend do końca, tylko zostawiam cię w pół kroku i w pół słowa. Ale widzisz, ta historia z szyszynką, z trzecim okiem i tak dalej, teraz eksploatowana w taki naprawdę ekstremalnie głupi sposób troszeczkę, bo wszyscy szukają tego trzeciego oka. „Trzecie oko! Ja muszę tym trzecim okiem widzieć świat. Będę teraz trenował. Warsztaty trzeciego oka zrobię za pół tysiąca funtów. Weekendowe zakłady trzeciego oka, że odkrywasz swoje trzecie oko i wychodzisz przez te trzecie oko”. Nie, żartuję sobie cynicznie ze wszystkich cwaniaków. Trzecie oko to nie do końca, bo to jest taki współczesny mit, który się pojawił.
W rzeczywistości jest inna historia z tym związana. Mamy taki nerw, który się ciągnie ze środka naszego mózgu prosto do tego miejsca, gdzie zaczyna się nasada nosa. Nie jest to bynajmniej trzecie oko. Jest to po prostu unerwienie całej naszej twarzy, którą mówimy, rozmawiamy i tak dalej. Gestykulujemy całe to emocjonalne połączenie. A częścią tego emocjonalnego połączenia, tego, jak się wyrażamy emocjonalnie, jest związana z tą drogą alchemika, z tym opisem, jak się tworzy kamień filozoficzny. Twoje emocjonalne sprawy, to, jak się czujesz sam ze sobą, musi być bardzo mocno poukładane. Ty musisz być bardzo rozsądnym dżentelmenem, którego rozsądek jest w ogóle niedyskutowalny w twojej społeczności i na dodatek musisz być ekstremalnie transparentny. Dosłownie każdy, kto mieszka w twojej wiosce, musi wierzyć na tyle w ciebie, żeby za ciebie ręczyć na przykład swoim majątkiem. Ty jesteś w ogóle postacią krystaliczną.
I to jest taka ciekawostka z tym związana. Może dlatego stąd się wziął pomysł na trzecie oko. W legendzie o Golemie jest wkładanie tej istocie z gliny kamienia dokładnie w to miejsce. Tam się znajduje to coś, co ożywia. Ten moment pomiędzy dwoma oczami, które są naszym reaktorem, jednym i drugim, który patrzy na świat i przyjmuje te dane. I pomiędzy tym reaktorem się dzieje ta reakcja niesamowita. Przynajmniej tak mówi ta alchemiczna legenda troszeczkę. I to jest w ogóle taka ciekawa historia. Bynajmniej nie jest to związane z trzecim okiem tak zwanym, bo trzecie oko w naszym mózgu fizycznie ten kawałek, który jest tak właśnie sformułowany fizycznie jak nasze oko, jest tą samą tkanką. Dlatego jest często nazywany trzecim okiem.
Znajduje się z tyłu naszej głowy i gdybym chciał spojrzeć na świat swoim trzecim okiem, to widziałbym wszystko jak w lusterku wstecznym. Rozumiesz? Na tym polega numer. Tu nie chodzi o to trzecie oko. Ja myślę, że to jest dalej pokłosie tej alchemicznej legendy, że patrzysz tym niewidocznym ciałem, bo cała mowa we wszystkich tych opowieściach hermetycznych i heretyckich jest cały czas o tym samym, że my tylko stwarzamy tutaj samych siebie. Taki wielki alchemik się pojawia i znika. I takim wielkim alchemikiem ponoć właśnie był Saint-Germain i ponoć dalej jest. Ja oczywiście nigdy nie spotkałem Saint-Germain i jeszcze o tym nic nie wiem. Jeżeli spotkam kiedykolwiek Saint-Germain, monsieur, if you wanna meet someday in somehow, I will invite you for some chat. Tak mogę powiedzieć.
Zapraszam cię serdecznie, jeżeli jesteś gdzieś tutaj Saint-Germain w okolicy, na jakąś rozmowę ze mną. Chętnie cię poznam, monsieur. Jeżeli masz chwilę czasu, zapraszam na doskonałą kawę do siebie w jakikolwiek sposób. Ponoć pojawiasz się i znikasz. Ci alchemicy pojawiają się i znikają. Jest taka ciekawa historia. Ja nie wiem, na ile jest to historia, którą sobie gdzieś tam po drodze wymyśliłem w głowie, czytając dużo różnych opowieści, bo czasami jest tak, że tu usłyszysz jedno, tam drugie i czasami sklejasz w głowie coś, co nigdy nie istniało, ale gdzieś mi się obiło o uszy albo już sobie wymyśliłem. Ale chyba obiło mi się o uszy. Sprawdź to, sprawdź, jak będziesz miał okazję. Legendę o kilku alchemikach.
To ciekawa rzecz, bo nienazywani alchemikami, bo żyli na marginesie właśnie społeczności Hebrajskojęzycznej, czyli tej wierzącej w kadisz, w hermetyczne teksty, wyznający bardzo ortodoksyjną Torę, ale wręcz taką, że to już jest magia, czary-mary jakieś niesamowicie hermetyczne, ale zmuszające cię do nieprzeciętnej transparentności w lokalnej społeczności. Wszyscy muszą być bardzo transparentni. Musisz wiedzieć wszystko o wszystkich i każdy musi wiedzieć wszystko o tobie. Na tej zasadzie było to oparte. I tylko tam pojawiali się dżentelmeni, którzy dokonywali różnych transmutacji. Legendy o nich chodziły. Na przykład o tym, że nagle potrafili robić barwniki, które barwiły materiały na takie sposoby, że nigdy nie płowiały. Że robili różne dziwne materiały. Na dzisiejsze czasy, jakbym chciał to przetłumaczyć na normalny ludzki język, to nagle pojawia się na twojej dzielnicy koleś, który jest dosłownie znikąd. Nie ma żadnego dyplomu, nie ma żadnego papiera, nikt go nie zna i potrafi zrobić wszystko.
Dosłownie. Jest mega inżynierem, który nagle buduje ci telefon komórkowy z procesorem, ze wszystkim. Taki pan technolog na dzielnicy. I dokładnie tacy kolesie się pojawiali. Oni zawsze mieli to zakorzenienie w duchowości, w społeczności, że byli ekstremalnie transparentni. Kilku się takich pojawiło. Sława niesie o trzech, czterech. Oni są uznawani za legendarnych alchemików, specjalistów od kabały i tak dalej. Mają swoje nazwiska. Słynni mistrzowie kabały.
I tam ponoć przekazywali ten kawałek wiedzy, czyli wiadomo, że oficjalna informacja o tym była. Także mogło się skleić tak, że w Pradze coś takiego powstało. Nie wiemy do jakiego stopnia, nie wiemy na ile. Wiadomo, że później część tej informacji zaowocowała może w 1770, może 1780 roku, kiedy to, zdaje się, Rothschild przyjął nowe nazwisko jako alchemik, który dokonał transmutacji. Nie wiemy, jak się nazywał wcześniej, nie wiemy skąd pochodzi, nie wiemy, kim był. My znamy już tylko nazwisko Rothschild albo Rothschild, założyciel rodu. On był tym alchemikiem, który zrobił złoto. Z tego, co wiemy. I to wszystko. Ale została legenda.
Może być tak, że którymś z tych zakonników udało się coś zrobić. Jest manuskrypt Wojnicza. Jest informacja o tym, jak ustawić swój organizm w jakiś ciekawy sposób. Nie wiem, jak to się robi. Nie wiem, do czego to służy i czy to jest tylko medycyna, czy to jest coś grubszego, jakaś grubsza sprawa związana z podróżą po kosmosie. Tego nie wiem. To jest ponoć w manuskrypcie Wojnicza. Manuskrypcie, który został przepisany z oryginału, pisany przez praworęczną osobę. Pisany prawdopodobnie w jakimś klasztorze, ponieważ sposób, w jaki jest pisany — chodzi o nachylenie pióra, jego kąt i tak dalej. Analizowałem to od tej strony technologicznej — wskazuje na to, że był pisany na takim specyficznym stole.
Musisz mieć specyficznie ustawioną rękę. Chodzi o kąt ścięcia pióra, bo to się pisze gęsim piórem, które jest odpowiednio ścinane i tak dalej. I generalnie widzisz, że to jest taka specjalna ława, w której jest wmontowany kałamarz w rogu tej ławy. Także zawsze sięgasz do kałamarza. Teksty były pisane na pojedynczych kartach, czyli za każdym razem karta była na przykład obkręcana dookoła. To nie było rysowane cały czas w tej samej linii, w tej samej pozycji. Jeżeli są rysunki, gdzie jest tekst, który jest zakręcony w spiralę, to cała kartka była systematycznie obracana cały czas podczas pisania w spiralę, tak żeby tekst idealnie nadążył za tym pomysłem. Tak został napisany kobiecą ręką przepisany manuskrypt Wojnicza. Co zawiera? Nie wiemy.
Tajemnic jest masa. Czy to ma coś wspólnego z templariuszami? I don't know. Fajnie by było, jakby miało. Możemy książkę napisać. Pan Samochodzik, templariusze z manuskryptem Wojnicza w Pradze i jeszcze tajemnica Lise. Czarno-biały film bym jeszcze do tego zrobił. A co? Sprawdźmy, co z tą symboliką, o której tak ciągle wspominam i nie mogę dojechać do końca tego tematu. Symboliką, która powstała, bo dla mnie jest to sprawa związana z moją wręcz obsesyjną obsesją na punkcie obsesji z Egiptem i tymi starszymi rzeczami, na podstawie których my nazywamy coś Egiptem, bo tam jest troszkę więcej starszych rzeczy, bo Egipcjanie to tam jeszcze więcej rzeczy się działo wcześniej.
Anyway, wracając do tych symboli, bo jest jeden symbol, który jest wszędzie na świecie. Naprawdę wszędzie. To nie jest tak, że znajdziesz gdzieś miejsce, gdzie tego symbolu nie ma. On jest w Europie Wschodniej, gdzieś nawet znajdowany na Ukrainie, zdaje się, w kilku innych miejscach na kamykach. W Skandynawii jest znajdowany. Jest znajdowany na Wschodzie bliskim, dalekim. Jest znajdowany nawet w Australii, jest znajdowany w Ameryce Południowej, Północnej. W Australii też. W wielu miejscach jest znajdowany i przede wszystkim taką najczystszą formę geometryczną przyjął w Egipcie. Jest to oko.
Jest to nieustanny rysunek oka, często w piramidzie. Oko Ra, oko stwórcy. To jest ta koncepcja, o której nikt nam nigdy nie chciał powiedzieć. Nikt nigdy nie chciał tego forsować. Dalej niechętnie to forsuję, bo dla miłośników tematów starożytnych cywilizacji ulubionym czasami wątkiem jest to, że przylecieli kosmici i nas genetycznie zrobili. Jest jakaś wojna w kosmosie, nie wiadomo co. Dla kolejnych są to reptilianie, dla kolejnych jest to jeszcze większy odlot. Rozumiesz? Każdy ma swoje odloty i nikt nie chce zaakceptować prostego faktu, że to my jesteśmy stwórcami tej rzeczywistości i że ten punkt to trzecie oko, tak zwane w cudzysłowie trzecie oko, bo to jest tylko i wyłącznie emocjonalne trzecie oko, punkt, który się montuje w polu, o czym alchemicy mówią i tak dalej. Kamień filozoficzny to ta interakcja, która powstaje wtedy.
Tak to można chyba nazwać. Z tym, że dokonuje się transmutacji. Operujemy mocami, którymi normalnie się nie operuje. Przynajmniej tak na co dzień. Czyli tymi mocami, przed którymi chronił się człowiek, zakładając na przykład kubraczek, próbując obsłużyć Arkę Przymierza, jak w tych starych judaistycznych tekstach gdzieś tam zapisano, że bez tego to nie za bardzo. Tutaj jest trochę inna sprawa. Z kamieniem filozoficznym alchemik, ten prawy men. Co ja mówię prawy men. Taka mieszanka językowa. Prawy men.
Good man. Tak, właśnie. Prawy człowiek był częścią tego kamienia filozoficznego i on potrafił go używać. Choć jeżeli ktoś go stworzył, to właściwie ponoć każdy mógł go użyć. Chociaż legendy mówią, że w ręku szaleńca mógł tego szaleńca doprowadzić do zagłady. Kto wie. Legendy zawsze mówią takie rzeczy, bo to właściwie nic nowego. Szaleniec zawsze sam w pewnym momencie doprowadza się do zagłady. Nieustająca, nieodłączna kolej rzeczy. W każdym razie wracając do tego kamienia filozoficznego, był on dokładnie w tym miejscu i też w wielu kulturach, w wielu miejscach ten kawałek naszej czaszki jest oznaczany w jakikolwiek sposób.
Czy kropka, czy cokolwiek. Opowieści na ten temat jest masa. Trzecie oko i tak dalej. Ale w rzeczywistości czym jest to trzecie oko? To jest tylko punkt percepcji rzeczywistości. Normalny punkt percepcji nazywa się jeden lewe oko, drugi punkt nazywa się prawe oko. Pozostałe nazywają się ręce, nogi i tak dalej. To kwestia odbierania rzeczywistości, odbierania percepcji tego, co tworzymy dookoła. Jeżeli coś narysujesz na kartce, widzisz to własnym okiem. Jeżeli tworzysz związek, relacje z ludźmi, widzisz tych ludzi własnym okiem.
Przez to oko odczuwasz emocjonalnie też między innymi. Dosyć mocno odczuwasz. Słynne polskie powiedzonko: „Czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal”. Rozumiesz pan. Czy jakoś tak. Tego sercu nie żal. Właśnie. I to oko to jest właśnie ten symbol. Nie mógł tego przyjąć Zakon Watykański, bo tam wiecznie krzyż. Też jeden z takich symboli.
Bo tak się rozchodzi energia w kosmosie. Zawsze jest propagacja. Masz cztery stany każdego dnia, cztery pory roku czasami albo dwie. Naturalny podział. Połówka dzieli się na kolejną połówkę. Naturalna progresja kosmosu. Nie można inaczej tego nazwać. To z tego sobie zrobili znak swojego Boga. Ciężko było przyjąć później, nawet prowadząc najbardziej zaawansowany research, czyli poszukiwania naukowe, w pewnym momencie stwierdzić, że wymazujemy wszelkie krzyżyki z naszych książek i teraz będziemy przyklejali pieczątkę z piramidą i okiem w środku. Przecież tego nie zrobią, bo są nową religią.
Muszą mieć nowy symbol. Ale w rzeczywistości dalej gdzieś tam pod spodem jest próba używania tego starego symbolu, bo oni ciągle, przynajmniej część z tych ludzi, która dalej została w tych tajemniczych zakonach, tajnych organizacjach spiskowych mniej lub bardziej, dalej używa tej symboliki, nie do końca zdając sobie sprawę w rzeczywistości, czego używają. Albo może zdając sobie sprawę. W każdym razie nie są ani autorami, ani nie mają praw autorskich do rysowania oka w środku piramidy. Absolutnie. Jest to starożytny symbol określający ciekawą rzecz. Właśnie ta piramida to jest promieniowanie. To jest ciekawa rzecz. U Indian tak ciekawie opowiedziane. W Europie to nie przetrwało pożogi watykańskiej.
Ale jeżeli spojrzysz na to w ten sposób i zobaczysz, że jest to robione z kamyków, czyli układasz coś z elementów, układasz konstrukcję z elementów, jest to taka prosta symbolika i metafora. I tak w rzeczywistości jest to skonstruowane, cokolwiek by nie mówić. I to jest to trzecie oko, które emocjonalnie nadaje kształt całej strukturze naszego życia towarzyskiej, emocjonalnej, rodzinnej. Temu, co w ogóle robimy w życiu, kim jesteśmy, jak tu w ogóle funkcjonujemy. Tego, że ja tu sobie siedzę, na imię mam Tomek, mieszkam na południu Londynu i opowiadam ci tą historię. Mam tu swoje własne życie i tego, że ty robisz swoje własne życie. Każdy z nas ma swój własny kawałek kosmosu, swój własny uniwers indywidualny. I to jest ta symbolika, do której każdy ma prawo. Jak się okazuje, właściwie każdy ma prawo do używania tego symbolu. Jak się okazuje, właśnie te starożytne zakony, templariusze, te wszystkie tajemnicze symbole różokrzyżowców, których szukali harcerze z panem Samochodzikiem.
No właśnie. Może ktoś powinien ruszyć wreszcie jeszcze raz na poszukiwania skarbu templariuszy gdzieś na Mazury. Ja sobie obiecuję sobie, że kiedyś, jak będzie okazja pięknego lata, zabiorę się, wezmę ze sobą oryginalny egzemplarz, jeszcze takie stare wydanie ze swojej młodości, trzecie wydanie „Pana Samochodzika i skarbu templariuszy” i chyba zrobię sobie taki rajd przez Mazury, czytając tą książkę w oryginale o harcerzach Milicji Obywatelskiej. I tak dalej. Spróbuję poszukać tych skarbów templariuszy. Może znajdę kamień filozoficzny. Kto to wie? No właśnie. I to było tyle mojej radosnej, wakacyjnej opowieści na dzisiaj. Tylko nie zgub się w jakiejś krypcie.
Widziałeś na filmie. Pamiętaj, że stalowe drzwi się zatrzaskują i nie można już się wydostać, a przejście jest pod kaplicą. Musisz tylko ją przesunąć. No właśnie. To tyle na dzisiaj z hiperprzestrzeni. Mam nadzieję, że miło spędziłeś czas, człowieku. Miło się siorbało tą herbatę czy tam kawę. To, co miałeś tam do siorbania. Taka wakacyjna opowieść. Może jutro skoro świt wstaniesz z łomem i pobiegniesz szukać skarbów templariuszy.
A może coś podobnego? A może zamienisz się w alchemika i zaczniesz szukać transmutacji tego tajemniczego kamienia filozoficznego, który daje każdemu z nas możliwość transmutowania, czyli magicznej transmutacji wszystkiego we wszystko. Ołowiu w złoto, złota w ołów i tak dalej. Ptaka w kamień, kamienia w ptaka. Kto wie? Dobra, zostałem z tą alchemiczną tradycją europejską, nieco zapomnianą, naszą prawdziwą. Jak już szukasz jakiejś wiary, człowieku, bo jesteś człowiekiem wiary, a nie wiedzy, to naucz się. W Europie mamy inną tradycję. Mamy tradycję wiedzy, a nie wiary. Tradycja wiery przyszła z motłochem z Watykanu.
My, prawdziwi mieszkańcy urodzeni na kontynencie, jesteśmy ludźmi wiedzy. Jesteśmy ludźmi alchemii. Tak żeby to był ostatni raz. Dziękuję serdecznie za wysłuchanie tej „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję ci serdecznie, człowieku. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, człowieku. Zapraszam na profile facebookowe. Tam rzadko kiedy się udzielam, szczególnie teraz, bo mam strasznie mało czasu. Nie mam czasu, człowieku, żeby siedzieć w internecie i mitrężyć swój czas na portalach społecznościowych.
Ale postaram się. I tak muszę tam zaglądnąć, sprawdzić pocztę i tak dalej. Może coś mi napisałeś, a ci jeszcze nie odpisałem. Także przepraszam za nieodpisywanie na maile. Po prostu nie mam czasu. Dosłownie. Ale dziękuję bardzo za te maile. Tak czy siak, z góry, nawet jeżeli jeszcze nie przeczytałem. Pozdrawiam wszystkich obecnych na czacie. Zapraszam na krótką wieczorową porę i przy okazji przypominam, że w Radiu Na Fali w środę jest „Książę” i „Etykieta zastępcza”.
Ja tam o tych pszczołach sobie posłucham. Może te pszczoły coś mi wyjaśnią, może to one mają coś, jak budować kamień filozoficzny. Może one coś wiedzą. Ci alchemicy używali wosku pszczelego. Poważnie. Jest taka receptura z woskiem pszczelim przy tych wszystkich alchemicznych. Ale to zostawię. Może kiedy indziej. Zostawię to wszystko. Może „Książę” mi opowie.
Może on zostanie tym alchemikiem od wosku już niedługo. Ja tymczasem zapraszam cię na 20:00 polskiego czasu do „Etykiety zastępczej”, do „Księcia” na solidną muzę i przede wszystkim na relaks w środku tygodnia, bo właściwie o to chodzi u „Księcia”. To jest po prostu relaks w środku tygodnia. Ja tymczasem się pojawię w czwartek, ale pojawię się dopiero po „Barcie”, bo w czwartek oczywiście jak zwykle „Chata mistyka”, człowieku, o godzinie 22:00 polskiego czasu w Radiu Na Fali. Wszystko to retransmitowane w Radiu Paranormalium oraz Radiu Czasnu. Pozdrawiam tu Ivelliosa i Grzegorza. Macham serdecznie tutaj do monitora. Wyobrażam sobie, że jesteście w monitorze, chłopaki. Dobrze. My w monitorze?
Tak, zwariowałem. Lepiej jakbym sobie wyobraził, że jesteśmy obok, prawda? Otóż to. Człowiek czasami się łapie na takich pomysłach. Widzisz? Trzeba uważać z tymi emocjami, bo człowiek jeszcze ożywi monitor. Będzie miał kamień filozoficzny w ręku i monitor zacznie do mnie mówić. No właśnie, a ja się pojawię prawdopodobnie w czwartek po „Chacie mistyka” i powiem coś do ciebie niczym ten monitor, ale to już felieton czwartkowy. Zapraszam. I oczywiście w sobotę jak zwykle w „Hiperprzestrzeni”.
A teraz, człowieku, jak chcesz zostać tu parę minut ze mną, to zapraszam cię na krótką i myślę sympatyczną „Wieczorową porę” w Radiu Na Fali. Także zapraszam serdecznie. I to był koniec „Hiperprzestrzeni” na dzisiaj. Oczywiście.