[00:00] - To think for yourself and question authority. Tak znienacka w Radiu Na Fali oczywiście. Witam cię serdecznie. Czyli ja, na imię mam Tomek. Audycja retransmitowana w Radiu Paranormalium, a w Radiu Czas Snu, ale w Radiu Na Fali na streamie leci cały czas muzyka. Rozumiesz? To jest taki surrealistyczny dowcip. Musimy robić czasami surrealistyczne dowcipy, żeby świat nabrał rumieńców. A ja cię witam w hiperprzestrzeni. Witam ciebie, mecenasko, mecenasie Radia Na Fali.
Witam ciebie, użytkowniku czata Radia Na Fali. Witam serdecznie. Witam wszystkich będących online. Ciebie w kapciach, w słuchawkach, na fotelu z fajką, w zadumie przy kominku. I ciebie słuchaczu offline mknący gdzieś przez świat. A ja tu tymczasem moczę nogi w wirtualnym jeziorze. Noc, las, jezioro, brak krokodyli. Brak aligatorów. Nic nie odgryza nam nóg, moczymy sobie nogi. Ja dzisiaj się troszkę wyleniuchuję w audycji po tych ostatnich opowieściach o Riise.
Przypominam, że ostatnio się pojawiam w czwartek. Może nie każdy. Ostatnio się nie pojawiłem. Akurat tak wypadło, ale z reguły teraz ostatnio się pojawiam w czwartek i w Radiu Na Fali oczywiście. Dalej ta sama retransmisja, dalej w streamie jest tylko muzyka w Radiu Na Fali. Przepraszam bardzo, ale to się zmieni pewnego dnia. Nawet nie wiesz kiedy. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Że oprócz mnie pojawia się książę Edward. Książę Edward tym razem pojawił się prosto stąd, ale nie żywcem, tylko taśmą.
I tak samo się pojawił też Bart. A ja się pojawiam dzisiaj, ale jestem dzisiaj na żywca. Jestem żywy, cały zdrowy. Jestem też na Skypie: radionafali.com. Także możesz śmiało zadzwonić. Ja się tutaj leniuchuję po tych wszystkich bunkrach, opowieściach. Taki czas na wakacje. Przede wszystkim uprzedzę może, bo niedługo będę miał gości u siebie, także zniknę może na dwa epizody czy dwa tygodnie zza mikrofonu. Może tak być, bo będę miał przez weekendy gości. Rozumiesz pan, wakacje.
Jak mieszkasz w Londynie, to masz gości. Ale takich gości, jakich będę miał, to rewelacja. Także ja tu człowieku nie będę więcej opowiadał. Zostawię swoje własne życie prywatne dla siebie. Ty też masz swoje własne. Myślę, że też jacyś goście może zawitają do ciebie i też będzie bardzo ciekawa historia. A ja tymczasem się dzisiaj troszkę powygrzewam w tym jeziorku i powiem o tym, co ostatnio sobie przeglądam, bo jest kilka bardzo ciekawych tematów. Cokolwiek by nie mówić związanymi z różnymi pomysłami, które tu penetruję w hiperprzestrzeni, chociażby tymi ostatnio: Riise, tajemnicze moce, które gdzieś tam się przemykają przez historię ostatnich paruset lat, nawet dłużej niż paręset lat, bo ciągle gdzieś tam w tle jest jakaś boska moc, jest jakieś tajne stowarzyszenie z kilka innych ciekawych rzeczy. Coś tam się dzieje. Nie jest to tak, że tam wszystko leżało odłogiem.
Jakiś kawałek wiedzy o tym, jak istnieje kosmos, gdzieś tam się przecierał. Jest kilka ciekawych informacji na ten temat. Do nas, do naszych czasów właściwie dotarło głównie na zasadzie, można powiedzieć, mesjaszy. Dosłownie mesjasz, czyli ten właściwie, który przynosi informacje. To właściwie nic więcej nie oznacza. Można tam się kłócić na różne teologiczne znaczenia i tak dalej, i snuć różne dysputy. W rzeczywistości sprowadza się do tego, że jest to koleś, który wpada i mówi: „Ej ziom — przysłowiowo, kolokwialnie — ej ziom, mam dla ciebie newsa. News jest taki, siaki i owaki”. To wszystko. I to jest ten news.
Albo się ustawisz do tej sprawy tak, jak się ustawisz, ale to już nie moja sprawa. Ja mam newsa dla ciebie, ja się zawijam. To mniej więcej jest natura wszystkich mesjaszy, wszystkich przesłań i wszystkich takich opowieści. Tego się pojawia zawsze trochę na świecie. Nie jest tego mało. To są wszystkie wróże na przykład, chociażby. Co tam jeszcze z tego asortymentu? Wszyscy widzący jasno albo ciemno. Pytanie na czacie à propos co będzie z emisją „Chaty i Mistyka” i tak dalej. Wszystko będzie normalnie w Radiu Na Fali.
Tylko ja znikam. Będę miał tu gości. Przepraszam bardzo, już wracam do tematu z tymi mesjaszami. Będę mesjaszem i moi goście będą moimi mesjaszami. Będą przynosili mi wieści, a ja będę przynosił wieści im. Zamieniam się w mesjasza dosłownie na te dwa tygodnie. Czy jakoś tak. Ale według tej definicji przynoszenia wieści, żebyś mi tu, człowieku, nie ześwirował, bo są różne ciekawe, moim zdaniem, takie analogie, które gdzieś tam zostały w historii czasów i dziejów, i tak dalej, po tej starej wiedzy, która moim zdaniem była w czasach starożytnego Egiptu między innymi. Jakieś 6000 lat temu ostatni raz widać ślady tego, że ludzie mieli potężną technologię i potrafili nawet sobie naprawiać niektóre kamienne konstrukcje, które wybudowano wcześniej. Jest taki sprytny ślad w kamienicy, chciałbym powiedzieć.
Taka kamienica stoi w Egipcie. Taka piramidalna kamienica. Kamienica Cheopsa się nazywa. Wielka piramida w Gizie, na przedmieściach Kairu. I sobie stoi ta kamienica. Jest kilka innych takich kamienic, ale w tej jest nawet taki ślad, że tam coś pękło w środku. Ja tu jestem na wakacjach, sobie coś skręcam, człowieku, żeby nie było, że się będę obijał, bo ja nie wiem, czy ja dostanę się à propos na wieczorową porę. Przepraszam, że takie wątki tutaj wprowadzam, ale chleb chcę dosypiać. Mam tu wakacyjny troszkę moment w życiu, także staram się wykorzystać. Także dzisiaj chyba tylko po prostu opowiem ci o tych swoich ostatnich refleksjach, nie przeciągając jakoś strasznie nocki.
Także spokojnie, człowieku. Nie będziesz tutaj ze mną siedział aż tak długo dzisiaj. Ale wracam do opowieści, bo mówię, że nie będziesz długo siedział, a już mam długą opowieść w głowie. Właśnie. Taką w miarę w sam raz myślę na sobotni wieczór. Wracając do tej kamienicy w Gizie, do piramidy tak zwanego Cheopsa. W rzeczywistości jest to tak zwana Wielka Piramida i tam jest takie pęknięcie w ścianie i wygląda jakby było załatane z powrotem, jakby coś tam trzasnęło w tej wielkiej komorze, a później ktoś to załatał. Takich trzaśnięć w historii grzebania pomiędzy kamykami na tej planecie, pomiędzy wielkimi głazami w tych centrach neolitycznych i w wielu innych miejscach jest kilka. To nie jest tylko tak, że w jednym miejscu coś strzeliło i ktoś coś naprawił. Oczywiście wszyscy znawcy tematu doskonale wiedzą, że zrobienie sobie takiego płaskiego kamyka, który waży tam naście ton, który ma x metrów na x metrów wcale nie jest takie łatwe.
Do dzisiejszych czasów jest to wielką zagadką. Tym bardziej że ślady na tych kamykach są, jak wskazuje zresztą badanie doktora Franza Zallewskiego, śladami po obróbce mechanicznej, a obróbka mechaniczna, jak wiadomo, oficjalnie i nieoficjalnie na świecie obecna jest od niecałych 100 lat. Kamienia na taką skalę. Wcześniej nikt nie miał pojęcia, jak to obrabiać. Tłuczono młotkami, dłutami i próbowano coś z tego zrobić. Słynna historia z polskimi kamieniołomami, które znajdują się w Krakowie i okazuje się, że kamyki, które tam wydobywano, używając technologii, która jest wręcz kosmiczna dla nas z tego punktu widzenia, w którym jesteśmy jako cywilizacja. Nie będę ci tłumaczył dokładnie, o co chodzi. W którymś czasie zapraszam, żebyś sobie zwiedził prace Franza Zallewskiego. Bardzo serdecznie zapraszam. On tam wyjaśnia kilka tych zagadek, opowiada.
Właściwie stawia to pytanie w takim konkretnym miejscu. Jeżeli znasz odpowiedź na to pytanie i jest to inna odpowiedź niż ta, którą ja tutaj przytaczam, że jest to stara zabytkowa cywilizacja, która miała potężną wiedzę, to jeszcze dobrze by było, żebyś to udowodnił. A jak to udowodnisz, to znaczy, że już jesteśmy w tej nowej cywilizacji. Wracając do tych mesjaszy, do tych wszystkich opowieści. Wiadomo, że była starożytna wiedza i mesjasze, czy chcemy, czy nie, są sklejeni. Ja nie mówię tylko i wyłącznie o jednej kulturze gdzieś tam w środku Europy, w kraju rządzonym przez jezuitów. Nie. Ale globalnie właściwie cała ta wiedza, można powiedzieć spuścizna cywilizacyjna, z reguły spada na ramiona mesjaszy, czy chcemy, czy nie. Jakoś tak po prostu wychodzi zawsze. Można nazwać Nicolę Teslę mesjaszem.
Gdyby Nikola Tesla się urodził przypuśćmy jakieś 2000 lat temu i wynalazł ten prąd troszkę wcześniej i na przykład używał języka perskiego albo jakoś tak i zapisywał to jakimiś poetyckimi metaforami, dzisiaj byśmy mówili: mesjasz Tesla. Nie wiem, co by się działo na świecie, jak by świat wyglądał, gdyby Tesla się urodził 2000 lat temu na przykład. Kto wie, może byłyby kościoły świętego Tesli. Powiem ci, że jest kościół Tesli w Stanach Zjednoczonych. Pomagam. Są takie wynalazki. Anyway, ale zostawiamy wszelkie dewiacje religijne. Chodzi o zjawisko tak zwanego, to ma pejoratywne znaczenie, czyli negatywne, mesjanizmu. Że ktoś, kto ma takie skłonności mesjanistyczne, to jest ktoś, który próbuje naprawiać świat na siłę. A to jest troszkę inna historia, bo mesjasz oznacza tego, który przynosi informację o tym, że następuje zwrot w historii.
Dosłownie. To jest ktoś, kto przychodzi i mówi: „Stary, jutro wstanie znowu słońce. Może niewiele zauważysz, ale od jutra świat jest cały inny”. I być może tego nie zauważysz ani ty, ani ja i nikt tego nie zauważy. Pożyjemy, pomieszkamy 10, 20 lat i nagle jest to mgnienie oka. To był ten moment, bo obejrzymy się do tyłu i się okaże, że świat właśnie wtedy zaczął się zmieniać, ale my na przykład nie widzieliśmy tej sytuacji tak na bieżąco. I to jest właśnie tak zwana definicja kogoś mesjasza, czyli takiego kogoś, który przychodzi i wszystko widzi. Wielu dżentelmenów i wiele lady w dzisiejszych czasach próbuje być mesjaszami nowej ery, tak to można nazwać. Nikt nie używa tego słowa mesjasz, ponieważ ma właśnie dzisiaj przez to religijne zgięcie, takie dosyć mocno pejoratywne zgięcie, przynajmniej w tej części świata. Tak mi się wydaje.
Na innych kontynentach, w innych miejscach czasami to inaczej brzmi. Ja sobie dzisiaj zostaję przy słowie mesjasz. A co! Pokorzystajmy troszkę z tych naszych korzeni. W końcu używamy języka arabskiego. Używamy też, żeby było zabawniej, alfabetu arabskiego, którym się posługujemy. Używamy też cyferek arabskich. Nie używamy łacińskich. Jest troszkę tej spuścizny, która została po tych pradawnych czasach, kiedy prawdopodobnie wiele narodów w Europie, tak zwanej Europie, właściwie bardziej w tym kawałku świata, który wymyka się jeszcze poza Europę dosyć mocno, bo mowa jest między innymi o Syrii, o tak zwanej Arabii dawniej. Właśnie w tych miejscach mieszkało dużo, w ogóle przez te miejsca przewijało się dużo ludzi.
Widzimy to w resztkach naszego zapisu kodu DNA, tej słynnej haplogrupie R1 zdaje się, czy jakoś tak. Proszę sobie sprawdzić, wygooglać. Jak będę miał przerwę na muzyczkę, to sobie być może sprawdzę, ale mniejsza o to. Można sobie sprawdzić. Ja nigdy nie mam głowy do takich detali. Mniejsza o to dosłownie. Anyway. Ta informacja gdzieś musiała być. Także ja sobie pozwolę, że tak powiem, wrócić do takiego języka, który gdzieś tam został jeszcze w owych krajach arabskich, można powiedzieć nie tylko w tamtej części kultury na świecie, że właściwie do dzisiaj ludzi niosących nową informację nazywa się mesjaszami. W naszych czasach dalej się robi, wykonuje takie zajęcie.
My oczywiście nie nazywamy tego dosłownie w ten sposób, że mesjasz albo mesjaszka. U nas to jest bardziej wróż, wróżka. Wpadliśmy w troszkę inny obieg kulturowy, wyskoczyliśmy spod, że tak powiem, opiekuńczych ramion naszych przodków. Wpadliśmy w ramiona popkultury z Hollywood i Watykanu. I to jest wróżenie czarnoksiężnicy i tak dalej. Ja powiem ci szczerze, też jestem akurat miłośnikiem tego, ale z akurat innej strony, bardziej od strony takich bajek o alchemikach, czarownikach i tak dalej. To w sumie jest to takie katolickie troszkę zdewocjonie. No ale wiesz, takie czasy, tak się dorastało, takie bajki się czytało i tak mi już zostało. Być może tobie też. Ale takim samym mesjaszem można nazwać każdego kolesia, który wychodzi, włącza sobie kamerę na YouTubie i mówi do tej kamery opowieść.
Że na przykład ma wizję, ma sen albo ma seans hipnozy regresyjnej, albo cokolwiek. Ma jakichś lightworkerów. Po prostu siada i mówi, że widział kawałek przyszłości. Widzi, że to, to, to i to. I takich ludzi jest masa. Dawniej mówiono mesjasz. W ogóle z tym mesjaszem była zabawna historia, bo mesjasz w ogóle miał swoje znaczenie, że jak przychodził jakiś koleś, który mówił o sobie, że jest mesjaszem i on jest znakiem nowej ery, to ten koleś musiał wiedzieć, co się wydarzy w tej nowej erze, ale tak dosłownie. Nie jest to kwestia tego, że koleś sobie przychodził i mówił: „Wiesz, wydarzy się to i to”. I taki na przykład szach jakiegoś Iranu mówił: „No dobra, mój bracie, skoro tak mówisz, wierzę ci na słowo i ozłocę cię”. Raczej nie było takiej opcji.
Trzeba było w jakiś sposób zaświadczyć o tym, że to, co się mówi, jest wiarygodne w jakikolwiek sposób. Każdy koleś, który był mesjaszem, a było kilku kolesi, którzy próbowali w ogóle nazwać się mesjaszami w historii Dalekiego Wschodu, jeszcze ostatnich 200 lat, 100 lat i tak dalej. Nie tylko, właściwie nawet troszkę dłużej to sięga, bo to w ogóle jest związane z judaizmem, żeby było zabawniej. Takim hermetycznym judaizmem, który ma tę obsesję kabalizmu, obsesję jakiegoś narodu wybranego. Całe ześwirowanie. To też jest, niejako można powiedzieć, z tej samej bajki, ale ja nie będę motał, bo to długa historia i musiałbym cofnąć się do Hiszpanii 1000 lat do tyłu i nie tylko prawdopodobnie, i opowiedzieć kilka historii, które kompletnie nie mają dzisiaj sensu. Przepraszam bardzo, jak zwykle sobie ustawiłem mikrofony. Przepraszam cię bardzo. Muszą być jeziorany. A tu jestem w domu, w swoich własnych domowych warunkach, człowieku.
Siedzę, tu mam szklaneczkę z herbatą, z mlekiem i opowiadam ci tę historię. Ale wracając do mojej opowieści o tych wróżach i tak dalej, o mesjaszach. Jeszcze 100 lat temu w Arabii i tych krajach Maghrebu, można powiedzieć, panowały pewne zasady. Zasada była prosta: jeżeli mówisz, że jesteś mesjaszem, to musisz wykonać kilka sztuczek, o których mówisz, że jesteś niejako spuścizną tej wiedzy przodków i że jak jesteś spuścizną, to musisz coś z tego potrafić zrobić. Jeżeli masz jakieś pisma, deklarujesz jakąś historię, że „ja, mesjasz, mówię, że kamień zamieni się w wodę”. To jako mesjasz później, stojąc przed takim szachem, kiedy szach otworzy tę książkę, mówi: „Słyszałem, że jesteś mesjaszem i postulujesz zamianę kamienia w wodę. Chciałem, żebyś mi pokazał zamianę kamienia w wodę”. Jeżeli ty na przykład powiesz: „Nie, jestem zbyt zajęty, zmęczony jestem. Może kiedy indziej”. W tym momencie szach może powiedzieć: „Pozwolisz, że zetnę cię o głowę, mój drogi przyjacielu, ponieważ jeżeli podejmujesz się takiego wyzwania, a nie jesteś w stanie przeciwstawić się tej weryfikacji, nie przeciwstawiasz się jakiejkolwiek weryfikacji tego, kim jesteś, nie chcesz zaświadczyć swojej prawdy swoimi umiejętnościami, więc muszę cię ściąć o głowę, ponieważ wprowadzasz zamęt w moim królestwie”.
I tak z reguły kończyli wszyscy fałszywi prorocy. Z reguły byli ścinani albo łapano ich za to, że mówili, że coś zrobią. Efekt był taki, że tego nie robili albo nie potrafili tego zrobić i ścino ich o głowę. Ale było kilku kolesi, których o głowę nie ścięto. Jest historia takiego jednego dżentelmena. Ostatnio sobie poczytuję o nim, ale może za chwilę sobie do niego wrócę, bo i tak dzisiaj nie będę wyłuszczał jakiejś jego wielkiej historii. Chociaż jest bardzo intrygująca. Ale do sedna sprawy. Przynajmniej tu jeziorany są. Ja tu jestem dzisiaj na wakacjach, człowieku.
O mesjaszach mówię. Ty jesteś mesjaszem. Ja jestem mesjaszem. Dzisiaj sobie pogadamy jak mesjasz z mesjaszem. Dosłownie. Mam nawet fajną muzyczkę i moczę sobie nogi w tym jeziorze. Przynajmniej tak się czuję. Ale wracając do tego naszego mesjanistycznego podejścia, bynajmniej nie oznacza to tego, że musisz coś zrobić. Jedyne co trzeba zrobić, to zaświadczyć pewną prawdę, którą się głosi. Czyli jeżeli mówisz, że stwierdzasz, że sprawy są tak i tak, to realnie swoje sprawy robisz tak i tak.
Właściwie z tego punktu widzenia każdy z nas, absolutnie każdy z nas jest w 100% mesjaszem i to takim naprawdę spełniającym się idealnie. Cokolwiek nie robisz, jeżeli mówisz, że lubisz jeść orzeszki, jeżeli żresz tego orzeszka, to znaczy, że jesteś mesjaszem. Akurat w tym przypadku mesjaszem pożeraczy orzeszków. Rozumiesz? To nie gra roli. Akurat w przypadku takiego pełnego mesjasza, jeżeli chodzi o takie serio traktowanie tego słowa, to jest to człowiek, który jest znakiem nowej ery, przynosi kawałek nowej wiedzy, można powiedzieć informacji, która musi się sprawdzić. Takich mesjaszy na świecie było paru. Nie jest tak, że tylko w religii watykańskiej jest zapis, chrześcijańskiej czy jak to zwał, jest zapis o takim kolesiu, który na przykład miał na imię Jezus i mówi się, że to był na przykład Mesjasz, że był jakiś tam inny, i tak dalej. Że był jakiś koleś, który wyprowadził naród wybrany gdzieś tam. I tak dalej.
W każdym kraju, w każdej kulturze, dosłownie, absolutnie w każdej kulturze pojawia się zjawisko dżentelmena albo paru dżentelmenów, którzy pojawiają się w pewnym momencie historii z niacka, tak jak sobie pstrykam palcami, tak oni się pojawiają. I nagle coś się zaczyna zmieniać dookoła w tym całym świecie. I to zmienia się tak radykalnie, że nigdy już nie wraca na swój punkt oryginalny, z którego wyszło. Do tego punktu wyjścia. Rozumiesz? Pojawiają się kamienne budynki i tak dalej. Fama o tym zostaje na pozostałe pokolenia. W Europie, w tej spuściźnie kultury, w której my żyjemy, właściwie mesjanizm jako taki został troszkę uwalony, chociaż on istniał. Będę dzisiaj się odbijał od tej historii troszeczkę, bo był taki koleś 100 lat temu, który, co by nie mówić, ogłosił się mesjaszem I nikt go nie ściął o łeb, chociaż wiele razy próbowano, łącznie z otruciem. Ale koleś przeżył to wszystko.
Historia z nim niesamowita, ale ja będę do niego nawiązywał po drodze, po kawałku. W każdym razie jest zapis o starożytnych czasach Egiptu i tam właściwie pojawia się chyba po raz pierwszy, być może, to słowo Mesjasz. Właściwie gdyby rozebrać to słowo, to ono gdzieś tam ma swoje korzenie w Egipcie, dosyć mocne, jak wiele innych słów, które teoretycznie przypisuje się judaizmowi. I świadczy to o tym, że była grupa ludzi, którzy posiadali pewne umiejętności, które powodowały, że jeżeli ty nie wiedziałeś, jak coś zrobić, to oni robili to troszeczkę lepiej i organizowali cały twój świat dookoła. Być może takimi mesjaszami byli kolesie, którzy budowali piramidy. To byli ludzie, którzy przyszli i stworzyli nowy kawałek cywilizacji. Część tej cywilizacji zostało przez jakiś czas, część zdziadziało i gdzieś tam zniknęło. Jeżeli byłeś gdziekolwiek, kiedykolwiek, w jakimkolwiek muzeum na wystawie starożytnego Egiptu i oglądałeś to wiekami, tak po kolei od najstarszego do najmłodszego, to widziałeś, jak ta kultura dziadziała dosłownie w okamgnieniu, rozsypywała się na kawałki. Ale w pewnym momencie pojawia się ktoś nowy, który mówi, że jest Mesjaszem i że ma kawałek nowej wiedzy i potrafi robić różne dziwne sztuczki. I czy chcemy, czy nie, od niego zmienia się historia świata.
Czy to jest jakaś oficjalna teologia, która powstaje w postaci monoteistycznej religii, tak jak zaratustrianizm, tak jak niektóre wierzenia w Ameryce Południowej, tak jak wierzenia w Azji, tak jak w wielu innych miejscach. Bo to nie jest tylko i wyłącznie historia, która się ogranicza gdzieś tam do obszaru Morza Śródziemnego. To absolutnie sięga właściwie każdego kontynentu. Bóg bojown, Lokti Kul i tak dalej. Wszystkie te przecież krwawe historie z Ameryki Południowej. Przecież tam ta mitologia jest potężna i ta mitologia cały czas ewoluowała. To nigdy nie stało sobie w miejscu. W Europie troszkę stanęło w miejscu z powodu pewnych przepychanki za pomocą karabinów, noży i różnych takich tam. I mesjaszy się tępiło, także zostało niewiele informacji po tych oryginalnych mesjaszach. Jeżeli nawet jakikolwiek się pojawił, to podejrzewam, że przez ostatnie dwa tysiące lat miał przesrane i nikt nie był w stanie go wysłuchać.
Wiesz, teoretycznie pojawiło się paru i w praktyce też niby. Ja na przykład sobie ostatnio studiuję informacje historyczne o takim dżentelmenie, który się pojawił jakieś sto parę lat temu. Nazywał się... Kurde, jak to wymówić? Ja sobie to przypomnę. Bahallah. Jakoś tak. Bahallah Ha. To jest chyba pełne imię. To jest tak pokręcona historia.
Znaczy nie pokręcona, jest to w ogóle intrygująca historia. Takie świadectwo takiego kolesia, który się pojawił właściwie tuż przed czasami Nikoli Tesli i przewidział kilka mocnych historii. Wszystko, co powiedział, się wydarzyło i żeby było zabawniej powiedział o kilku rzeczach, które mają się wydarzyć teraz, w naszych czasach. I żeby było zabawniej, śmiać się śmiać, ale to właściwie się dzieje. Bo widzisz, z tymi wszystkimi pracownikami świateł różnorakich, wróżami i wszystkimi tymi zgadywaczami jutra jest taki drobny problem, że dzieją się niesamowite rzeczy na świecie, na wielu różnych płaszczyznach. Tak można to określić, czy to w dziedzinie nauki i tak dalej. Natomiast taki paradygmat kulturowy jest tak skonstruowany, że właściwie opowiada nam się taką bajkę nieustannie o tym, że jeżeli cokolwiek jest ważnego na świecie i co się dzieje dookoła nas, to jest to news, który pojawia się w gazecie. Po czym mija około 30 lat, cofasz się z powrotem do historii swojego życia i historii świata w tym momencie i się okazuje, że najważniejsze rzeczy działy się w miejscu, o którym nikt wtedy nie wiedział. Wtedy podpisano umowy, wtedy ruszyły pieniądze, wtedy ruszyły wojny, cokolwiek. Wydarzyły się różne dziwne rzeczy.
Natomiast wróże o tym nie wiedzą. Wróże z reguły zawsze starają się, tacy pracujący światłami, wszyscy ci z reguły operują taką rzeczywistością gazetową, można powiedzieć, czyli próbują wydedukować, co napisze gazeta w przyszłości, jaki dramat się wydarzy i tak dalej. I ciężko tutaj szukać takich opisywalnych zjawisk. Jest wielu, można powiedzieć, zacnych wróży, zgadywaczy jutra na świecie, chociażby takich jak... To jest mój nieustanny problem przez całe życie z nazwiskami i imionami. Edgar Cayce chociażby. Słynny. Książki o nim biły rekordy popularności. Co w którymś kraju, jak zaczynają go tłumaczyć, to przytacza się fala fanów Edgara Cayce'go przez pierwsze parę lat, zanim ta fala opadnie. Tu ta fala już dawno opadła.
Zdaje się, przetacza się teraz chyba przez Słowację czy Polskę czytelnictwo Edgara Cayce'go. Ale mniejsza o to. Słuchaj, ciekawa historia. Jeżeli masz chwilę czasu, myślę, że warto przeczytać. Każda książka jest warta, żeby rzucić na nią okiem. Jeżeli się spodoba, warto dotrwać do końca. Anyway, Edgar Cayce nie przewidział na przykład internetu. Edgar Cayce nie przewidział kilku innych rzeczy, które na przykład z mojego punktu widzenia historii są takimi bardzo kluczowymi. Oczywiście zawsze jest na przykład taki paradygmat wydarzeń, które wydarzają się raz albo po raz pierwszy taki raz, jak to się mówi, jebnięciem i wiadomo, że ich chrzęśnie tak, że wcześniej nigdy tak nie chrupnęło. Wybuch bomby atomowej w Hiroszimie i Nagasaki.
Ale widzisz, to jest taka technologiczna sprawa widziana przez nas od tej strony takiej gazetowej, bo to już jest po decyzji. Natomiast pytanie, gdzie zapada decyzja, gdzie tak naprawdę świat jest tworzony? Wiadomo, że nie jest tworzony wydarzeniami w gazetach. Wiadomo, że to już jest jakby taka druga czy trzecia, czwarta woda po kisielu. Coś w tym stylu. Wiadomo, że decyzje zapadają troszeczkę wcześniej, bo ktoś musi się przygotować, żeby je zrealizować. I właśnie to jest taki nieustanny problem, przynajmniej mój indywidualny ze wszystkimi wróżami, ze wszystkimi przepowiadaczami przyszłości i tego, co się ma wydarzyć. Żaden z nich tak naprawdę nie uwzględnia najważniejszych rzeczy w historii rozwoju społeczności jako takiej. W moim przypadku na przykład ja bym stawiał na internet. Stawiałbym na pewne sprawy związane z rozwojem technologii i rozwojem naszej świadomości od tej drugiej strony, kim my jesteśmy.
Chociaż to akurat się zdarza, bo to jest taki najłatwiejszy numer powiedzieć, że właśnie teraz na przykład ludzie zobaczą światło w swojej głowie. Jest taki mistyczny, poetycki język i to, żeby było zabawniej, to jest przekleństwo troszeczkę właśnie tej całej historii związanej z mesjanizmem, bo ten oryginalny mesjanin zawsze jest taki bardzo specyficzny, jest pisany bardzo metaforycznym językiem, czy chcemy, czy nie. I z reguły jest tak, że ten mesjanizm, przynajmniej ten, który do nas dotarł, właśnie zostaje z reguły zapisany w formie takiej poezji. I ostatnio się rzuciłem właśnie na taką historię z takim mesjaszem, który się pojawił 150 lat temu. Bahá'u'lláh tak się nazywał dżentelmen. Urodził się gdzieś tam 1800 czy jakoś tak, trzydziesty któryś. Odszedł z tego świata w 1892, jakoś tak. Sprawdź sobie, jak znajdę linka to tam wkleję. Zostawiamy postać. Znaczy postać jest zacna i myślę, że warto sobie sprawdzić, ale ja tutaj nie o tym, bo chodzi mi o troszkę bardziej zaawansowaną historię.
Dżentelmen miał parszywe życie, bo pewnego dnia wpadł na pomysł, że właściwie rozumie, o co chodzi w całej istocie istnienia ludzkiej istoty, ludzkiego stworzenia, każdego stworzenia. Zrozumiał sens istnienia kosmosu i ogłosił się oficjalnie mesjaszem. Mesjaszem, który zwiastuje nadejście nowej ery, żeby było zabawniej, koleś miał w sobie coś takiego, że zamiast odstraszać ludzi tym, że zwariował, bo nazwał się mesjaszem, wręcz odwrotnie. Miał kilka takich ciekawych zdolności jak leczenie ludzi. Powodował, że wszyscy doskonale się czuli w jego okolicy i tak dalej. Koleś był dosłownie lepem właściwie na takie sytuacje. Stawał się bardzo popularny, bardzo adorowany przez ludzi. Miał w sobie to coś. I żeby było zabawniej, były to czasy, pamiętaj, bez telefonu komórkowego, bez agenta, bez telewizji, bez kanału na YouTubie, bez Facebooka. I ludzie widzieli, jak żyjesz.
I koleś żył w bardzo transparentny sposób. Mieszkał w taki otwarty sposób. Zawsze mogłeś go odwiedzić i z nim pogadać. Nigdy nie było problemu. Był taki dla ludzi dosłownie i nikt go nigdy nie złapał na żadnym szwindlu. Nic z tych rzeczy. Wręcz odwrotnie. Koleś był tak prawy, że się w głowie nie mieści. I tak sobie chodził z miejsca na miejsce i stwierdził, że właściwie, już odkrył, na czym polega istota ludzka, to postanowił to zapisywać. Zaczął to zapisywać.
W ogóle ciekawa historia, bo facet przewidział to, co teraz dopiero odkrywa taki cały mainstream naukowy jeszcze jest tak na samym początku tego wszystkiego. Chodzi o to, jak funkcjonuje cały kosmos. Chodzi o fuzję neutrinum, o to, że jak się rozpada neutron, to powoduje powstawanie elektronu i powstawanie takiej poduszki, którą nazywamy protonem. I numer polega na tym, że to jest ta historia, której się nikt nie spodziewał, że po prostu tak funkcjonuje cały kosmos. To jest ta tajemnica związana z tym, że nie da się utrzymać stabilnie na przykład reaktora nuklearnego. Dlatego są zakazane na całym świecie, bo ta fala piku, która się pojawia, pojawia się wszędzie dookoła. I to jest, jak się okazuje, ten rozpadający się elektron tworzący się kolejne pole radioaktywne dookoła reaktora. I koleś przewidział wszystkie tego typu historie. Opisał to takim metaforycznym językiem, że nauka dojdzie do tego poziomu, że zrozumie, że są i tam opisał moc taką i taką, pole grawitacyjno-magnetyczne, co jest w reaktorach termonuklearnych i nie tylko. W każdym reaktorze, który działa na promieniowanie, łącznie z naszym sercem.
I koleś to wszystko przewidział. Przewidział w ogóle historię związaną z ONZ-etem, przewidział śmierć Napoleona III, przewidział to, co się wydarzy z rodziną Romanowów, chociaż zmarł tam chyba 30 lat wcześniej. Przewidział praktycznie losy całej Europy, łącznie z tymi wojnami światowymi, ale w bardzo ciekawy sposób to przewidywał, bo miał swój koncept, bo ogłosił się, tak jak ci mówiłem, mesjaszem i stwierdził, że jest człowiekiem, który przychodzi jako znak nowej ery, że on właściwie się nie liczy. On tu będzie jadł sobie biały ser, popijał sobie jakimś kawałkiem wody i jego zadaniem jest tylko przekazać ci informację o tym, jak skonstruowany jest ten kosmos, ten uniwers, że wszystko podlega temu samemu prawu. My to nazywamy teraz rozpadem neutrona. Dokładnie. I na tym się to wszystko kończy. Znaczy tu się właściwie wszystko zaczyna albo dla niektórych wszystko kończy. W każdym razie to jest właśnie ta wyrwa w nauce, o której dzisiaj wiemy. Koleś wiedział to jakieś 150 lat temu i wiedział to od tej strony takiej, jak funkcjonuje ludzki organizm, można powiedzieć, bo leczył rękami, czyli wiedział, w jaki sposób ustawić ludzki organizm w takiej sytuacji, że zachowuje się jak taki reaktor.
Co tu dużo mówić, widzimy to czasami na różnych materiałach na YouTubie, gdzie mistrzowie chi, jeżeli nie wierzysz, to sobie sprawdź. Jest taka historia w Azji, która się nazywa chi. Nie jest to żadna religia, nie jest to żadna teologia. Ludzie w Azji twierdzą, że jest energia, energia życia. Energia życia nazywa się chi i my tak naprawdę uczymy się operować tą energią życia. I mistrzowie chi operują tą energią w dowolny sposób i robią niesamowite historie. Robią czasami niesamowite pokazy. Masz to na internecie. Ludzie po prostu rękami krzesają dosłownie ogień. Dosłownie człowieku.
Także nie jest to żadna bajka Działa to bez żadnego problemu i jest to przedmiotem badań wielu uniwersytetów w Europie, które się do tej pory zastanawiają, jak to możliwe, że człowiek ma takie możliwości i zdolności. I ten koleś, o którym mówię, Bahalala, miał dokładnie takie zdolności i gromadził dookoła siebie tłumy. Dosłownie tłumy. Ludzie przychodzili i proponowali mu mieszkanie u siebie w domu. Posiadanie takiego faceta w domu, który siedzi z tobą, rozmawia, pomoże ci w twoich sprawach i tak dalej, nic od ciebie nie chce, po prostu jest razem z tobą i pomaga ci dobrze się czuć, jeżeli jesteś chory albo cokolwiek. Robi fajne sprawy dookoła. Jest miło, że taki człowiek w domu to jest jak skarb. I facet nigdy nie miał problemu z tym, żeby gdziekolwiek mieszkać. I wyznaczył sobie taką misję, żeby przekazać informację o tym, że właściwie cała istota stworzenia, istota życia, jakiejkolwiek żywej esencji na planecie Ziemia polega tylko i wyłącznie na bezwarunkowej miłości, na pokoju na świecie. Dżentelmen był nieprzeciętnie wykształcony.
Nie był to byle kto. Znał nie wiem ile języków, ale biegle pisał praktycznie we wszystkich europejskich językach i postanowił, że od tego momentu jego życie na tej planecie służy niczemu innemu jak budowaniu pokoju. Ponieważ był przerażony tym, co obserwował na Bliskim Wschodzie wtedy. Mówimy o 1830, 1850 roku, bo my tak naprawdę niewiele wiemy o Bliskim Wschodzie, poza tym, że używamy alfabetu arabskiego, używamy liczb arabskich i twierdzimy, że wszystko, co pochodzi z Arabii, to terroryści. Abstrakt zupełny. Ale mniejsza o to. Jeszcze 100, 200 lat temu były to kraje mlekiem i miodem płynące. Taka jest prawda, bo nie było tam zbytniego wyzysku, który był związany z kolonializmem. Jeszcze się nie pojawiły kopalnie ropy naftowej. One dopiero później przyszły, chociaż już czasy kolonialne swoje piętno odcisnęły i przede wszystkim wprowadzono granice.
Dlaczego wprowadzono granice? Granica jest dosyć prostym rozwiązaniem ekonomicznym, ponieważ Watykan sobie wymyślił, że następuje podział. Podział po prostu łupów. Jest ta część z Rosją, czyli ten Kościół prawosławny, też Jezus, jeden Mesjasz. Bo to ciągle o Mesjaszu się rozbija. Jest jeden Mesjasz, tylko jak go podzielić na dwie religie? Słuchaj, każdy chce mieć do niego prawo, bo prawa autorskie do Mesjasza oznacza granicę kraju, w którym wyznacza się religię, a granica kraju oznacza cło za przekroczenie tej granicy kraju w najzwyczajniej świecie. Także trzeba było podzielić świat i najlepiej jeszcze podzielić całą Arabię na osobne kraje, dać im może jakąś religię, wymyślić albo jakieś kulty po drodze, tak żeby każdy kraj był troszeczkę inny, bo wiadomo, że i tak ten, kto kontroluje całość, w tym momencie na każdej drodze kasuje swoje cło, a ta droga idzie przez wszystkie kraje arabskie, także można sobie zebrać dziesięciokrotny podatek od jednego produktu i dzięki temu można sobie doskonale żyć. I tak oto zaczęto dzielić te kraje arabskie. Nigdy nie miało to nic wspólnego z rzeczywistym jakimkolwiek uwarunkowaniem geograficznym, językowym.
To w ogóle abstrakt taki. Jest kilka języków, którymi się tam ludzie posługują i to wszystko. Natomiast jako takiego podzielenia, że to jest Irak, Iran, Syria i tak dalej, właściwie 100, 150 lat temu nigdy nie było. Byli tylko wyznawcy konkretnych wiar, można powiedzieć wyznawcy na przykład judaizmu, wyznawcy Koranu, wyznawcy właściwie wszelkich możliwych odmian różnych teologii, łącznie z hinduizmem. Poważnie. To wcale nie było takie mono, jak nam się mówi, że to było takie mono i każda kobieta była ścinana natychmiast, kiedy tylko odsłoniła kawałek włosów spod chusty. Rozumiesz? To tak nie do końca. Powiem ci, że tam była potężna cywilizacja. Tam przetrwała matematyka.
Gdyby nie tamte kraje, to nie byłoby żadnej matematyki w Europie. I w tamtym czasie postanowiono dokonać takiego konkretnego rozdziału i podziału pomiędzy Anglię, Niemcy, Francję, Rosję, tych wszystkich dób. A Watykan był taką łapą, która właściwie kontrolowała to wszystko bankierską, bo wtedy jeszcze istniał Watykan. Watykan się kończy w 1830 którymś roku się pojawia wielkie Imperium Brytyjskie i nie tylko. I zamykają tą imprezkę we Włoszech. Tam jest też rewolucja i tak dalej, ale zostawiamy historię Watykanu. Tak czy siak sprawdź, w którym roku Watykan został zamknięty tak konkretnie, bo ja mogę się strzelić z datami, ale kiedyś może wrócę do tego Watykanu, to spisuję sobie daty i opowiem ci troszkę więcej na ten temat. Przynajmniej to, co ja się dowiedziałem na ten temat. Ale wracając do tej historii Arabii. Krwawe miejsce, bo nagle wszystkie te kolonialne kraje: Anglia, Francja, Rosja, Niemcy wysyłały tam swoich żołdaków.
Anglicy wysyłali do Arabii najbardziej brutalny pułk strzelców i takich rzeźników. To byli ludzie dosłownie wyjęci spod prawa. I oni tam wysyłali właśnie taki pułk szwoleżerów, żeby tam budować linie kolejowe na przykład do odbioru ropy między innymi. Wyobraź sobie takie historie. W ogóle wszystkie cła zbierane po drodze. Jak podzielisz na parę krajów, no to wiadomo, że ten, do kogo należy kraj zbiera cło, a towar i tak musi przejechać, bo wtedy nie było jeszcze Kanału Sueskiego. To kanał jedną stroną, a jeszcze druga historia, że lądem można przecież przetransportować. Ten, kto kontroluje transport, zasoby. Cała ta stara śpiewka o tym, że trzeba wszystko kontrolować. I tak oto podzielono całą Arabię na różne dziwne, egzotyczne kraje.
Byli lokalni bonzowie, szejkowie. Z części z nich zrobiono lokalnych takich kacyków albo ich pozmieniano jakoś tak. Efekt był taki, że właściwie pożoga, rozpacz i wojny. Tak jak teraz. Dosłownie nic się nie zmieniło odkąd weszli tam Anglicy, a właściwie weszli tam prawie 200 lat temu razem z całą resztą świata i nie chcą wyjść. Nam się opowiada, że to były takie wolne kraje kiedyś, że to terroryści tam powstali i tak dalej. Bullshit. Najlepszy numer jest na przykład z Iranem. Iran jak na ironię Jedynym momentem, kiedy Irak, bo mowa jest o Iraku i Iran też. Iran do tej pory jest wolnym krajem, jak na ironię.
Irak, tam, gdzie teraz są Amerykanie. Irak miał w swojej historii, jako w ogóle kraju, takiej społeczności istnienia, w ciągu ostatnich 300 lat tylko bardzo krótki epizod, kiedy był wolnym krajem. I to był czas, kiedy Saddam Hussein był szefem tego kraju. To był jedyny moment, kiedy był nieokupowany przez Brytyjczyków albo całą resztę ludzi. Także tam to wygląda troszeczkę inaczej. Nam się po prostu o tym nie mówi. Takie zabory, tak jak w Polsce, wszystko pod zaborami nieustannie, podzielone pomiędzy trzy wielkie mocarstwa i kłóć się z nimi. A jak oni sobie robią wojnę między sobą, to ty musisz walczyć w tej wojnie i tak dalej. Przejeżdżały się po tobie wszystkie te drastyczne historie. I podczas podziałów tego kraju trzeba było spacyfikować, spolaryzować wszystkich tych ludzi, którzy tam mieszkali, więc wymyślono te wszystkie kulty.
Przecież Szili byli dozbrajani przez armię brytyjską i tak dalej. Cały Izrael powstał na pieniądzach rodziny Rothschildów i to z uzbrojenia, dosłownie z handlu bronią. Także ciężkie historie, naprawdę mrożące krew w żyłach. Właśnie ustanawianie porządków na Bliskim Wschodzie, bo pojawiły się dobre biznesy z ropy. I w tym momencie na świecie, na Bliskim Wschodzie pojawia się mesjasz Bahá'u'lláh, który mówi: „O nie, złociutki. Koniec z tą zabawą. To nie o to chodzi w życiu. Słuchaj, podaję ci prostą zasadę, na jakiej wszystko funkcjonuje. Sprawdź sobie w przyrodzie, sprawdź sobie w nauce. Nauka jeszcze nie dorosła do tego, żeby zaakceptować fakt, że te dwie moce, które powstają, które tworzą każde pole, które odpowiada za funkcjonowanie każdej żywej istoty w tym kosmosie, jest skonstruowane z interakcji dwóch pól”.
I tam opisuje, jeżeli tylko teraz wymienisz sobie kilka słów, gdzie on zresztą bardzo precyzyjnie opisał te, których używamy współcześnie, czyli jeżeli neutron opuszcza swój ośrodek grawitacyjny, a zawsze opuszcza, ponieważ grawitacja tworzy promieniowanie, spin w środku, tak jak w reaktorach termonuklearnych. Każdy, kto zajmował się fizyką na tym poziomie, doskonale o tym wie. Nie ma inaczej. Dlatego reaktor się grzeje. Właśnie to jest ta uciekająca moc, która powstaje w samym środku, która musi się wydostać na zewnątrz i z powrotem wraca do reaktora. Nie ma innej opcji. Jeżeli ktoś myśli, że jest inaczej, jest niestety idiotą albo po prostu nie chce się niczego nauczyć, bo wydaje mu się, że Ziemia jest płaska. I ten dżentelmen dokładnie to wszystko opisywał. Pisał perskim językiem, takim poetyckim. Pisał o tym, że właśnie ta moc z rozpadu neutrona zamienia się w elektron, w wolną informację i zamienia się w pole do informacji, które się stabilizuje tworząc dwie substancje i tak dalej.
I dzisiaj panowie z CERN-u powoli, po iluś tam latach męczenia się z Albertem Einsteinem, powoli będą chyba to odkrywali. Ale właśnie Bahá'u'lláh o tym wszystkim napisał 150 lat temu w swoich listach, bo postanowił pisać takie listy pokojowe i postanowił, że to wszystko opisze tak, jak będzie wyglądał świat. Powiedział, że i tak teraz nikt tego nie zrozumie. Nauka dojrze do tego może za jakieś 100 lat albo coś w tym stylu, że pojawią się ludzie, którzy będą to rozumieli. Reszta będzie dalej próbowała walczyć wbrew sobie i robić wojnę i będzie budowała mocne środki oddziaływań grawitacyjnych. Tak to można nazwać od strony naukowej. Ulala, dżentelmen, jak się okazuje, miał nieźle racji w tej materii, bo właściwie zacznijmy może od takich prostych historii. Dżentelmen sobie podróżował od miejsca do miejsca, bo ja ciągle ucinam tę historię, gdzieś kończę na manowcach i w każdym miejscu miał masę followersów, ludzi, którzy uwielbiali go i rozumieli to, co mówił, kiedy zaczęli stosować jego zasady w swoim życiu. Dżentelmen miał prostą zasadę: bądź dobrym człowiekiem. Ten spin, ten rozpad elektronów bierze się stąd.
On zawsze jest. To jest natura istnienia kosmosu. Temu nie jesteś w stanie zaprzeczyć. To, że nauka tego nie jest w stanie udokumentować w dzisiejszych czasach, to nie jest mój problem. I tak pewnego dnia dojrze do tego. I tak jest prawda. Nauka dojrzała, natomiast to prawo działa cały czas. Czyli tłumacząc na ludzki, prawo opiera się na istnieniu całego kosmosu. Na pewno je znasz. Myślę, że akurat jeżeli słuchasz tego radia, nie jest to dla ciebie żadną zagadką, że właściwie to, co dostajemy od świata, to co bierzemy od świata, musimy oddać z powrotem.
Nie możemy zostawić sobie. To jest ta zasada bycia transparentnym samym ze sobą, nienadużywania wszystkich tych, można powiedzieć, pól emocjonalnych, robienia kwaśnych emocji, odgrywania różnych przedstawień teatralnych, żeby wymusić reakcję na kimś, kto stoi w naszej okolicy. Z prostego powodu, jeżeli wymuszasz na kimś reakcję, taką interakcję bardzo mocną, na przykład będąc bardzo niemiłym, niesympatycznym, prowokując specjalnie na siłę, dociskając kogoś do ściany, przypominając albo łącząc to z jakąś bardzo słabo komfortową, traumatyczną sytuacją dla każdego w sumie. Stopień, jak bardzo traumatyczna, jest nieistotny. Po prostu niefajna sytuacja, słabo fajna sytuacja, w której nie chciałbyś się budzić codziennie rano. Bo to jest cała definicja. Jeżeli chcesz się budzić tak codziennie rano, to okej, to jest to fajne. Natomiast jeżeli nie chcesz mieć takiej sytuacji codziennie rano, to znaczy chyba nie jest fajna. I jeżeli tworzysz taką sytuację świadomie, to automatycznie budujesz sobie piekło, do którego wpadniesz dopiero, jak opuścisz ten wymiar. O tym mówił Bahá'u'lláh.
Bardzo ciekawa rzecz. I mówił też, że jeżeli zaprzestaniesz tego, to zaprzestajesz automatycznie wewnętrznego konfliktu ze sobą samym. I kiedy zaczynasz wspierać ludzi, ale wspierać ich na zasadzie nieoczekiwania niczego. I on był takim kolesiem, niczego nie oczekiwał. On nie chciał ani pieniędzy, w ogóle nie miał ani grama kasy. Koleś po prostu wędrował sobie. Ludzie chcieli go utrzymywać, dosłownie. Nie mieli tutaj żadnego problemu, bo koleś był tak transparentny, tak niesamowity i tak pomagał wszystkim dookoła. że największym honorem w tamtych czasach w całej Arabii było goszczenie takiego zioma w domu. Gdybyś miał takiego gościa, to twoja rodzina przez kolejne trzy pokolenia za każdym razem przed nazwiskiem dopisywałaby...
Numer polega na tym, żeby prowokować sytuacje, gdzie możesz coś oddać z siebie, ale dać z siebie. Nie zapłacić za kogoś, tylko dać z siebie. To są dwie różne rzeczy. W dzisiejszych czasach wielu ludzi myśli, że jak opłaciło czyjś rachunek, to uratowało mu życie, a w rzeczywistości to tak jak z kierowcami ciężarówek z dramatycznych opowieści. Jak zabierają dziewczyny na stopa, to: „Nie ma problemu, podrzucę cię za darmo, ale jeszcze po drodze zabawimy się”. Przepraszam bardzo, to jest taki stereotyp. Oczywiście to nie oznacza, że kierowcy ciężarówek tak mają. Absolutnie. Zapomnij, człowieku. Mam kilku dobrych przyjaciół, którzy mają ten zawód, ale w takie straszące hollywoodzkie filmy.
Chodzi o taki deal, że jeżeli nie masz w sobie tego podwójnego dealu, czyli tej opcji na to, że gdy chcesz coś sobie załatwić, twoja interakcja jest naprawdę szczera i nie ma nic schowanego za tym wszystkim. Jest to naprawdę takie męskie: „Bierz, co chcesz, człowieku. To są rzeczy, których ja nie potrzebuję. Jeżeli zabierzesz mi to wszystko sprzed nosa, wszystko jest okej”. Jeżeli w ten sposób funkcjonujesz, to otwierasz to inne pole i to inne pole tworzy inny świat. I to jest ten świat, który nadejdzie, bo o tym mówił ten Mesjasz. On głosił nadejście pokojowego świata. Nie żadnej trzeciej wojny światowej, jak to jezuici nieustannie głoszą. Jezuici są zawodowo związani z produkcją broni, bo Watykan jest właścicielem firm zbrojeniowych i kontraktów zbrojeniowych od co najmniej 300, 400, jak nie dłużej lat. Ktoś zdobywał ten nowy świat 500 lat temu.
Ktoś tą rzeźnię robił. Przecież trzeba było jakieś szable do tego wyprodukować i tak dalej. Kościół katolicki i Watykan ekspertem od handlu bronią w tej dziedzinie, tak że tam tego nie usłyszysz. Oni mają swojego Mesjasza i powtarzają troszkę inne rzeczy, a tu się pojawia koleś, który mówi: „Ej, hola, hola. To chodzi o pokój na świecie. Musisz oddać coś z siebie komuś, coś, czego nie potrzebujesz”. Masz masę rzeczy dookoła siebie, których na pewno nie potrzebujesz i to oddaj komuś. Nie musisz siebie niszczyć. Nie musisz oddawać połowy swojej ręki na transplantację, jeżeli jest cała i zdrowa. Nie rób tego.
Oddaj to, co wyprodukowała ta ręka. Jeżeli produkuje garnki, masz 300 garnków, a i tak sprzedajesz 100, a drugie 100 leży i się kurzy, to oddaj je komuś w prezencie. To jest lepszy numer niż siedzenie i bycie chciwym dupkiem. Właściwie do tego się to sprowadzało, żeby wygonić z naszej głowy tego chciwego dupka, który myśli, że cała esencja i egzystencja na tej planecie polega na tym, żeby zgarnąć wszystko pod siebie w jakikolwiek sposób, po to, żeby się poczuć z tym komfortowo. I to był ten koleżka Bahá'u'lláh. Numer polegał na tym, że gentleman, kiedy zaczął to głosić, jeszcze więcej ludzi zaczęło się kręcić dookoła i facet był nagminnie aresztowany. Dochodziło do sytuacji, że lokalna rada rabinów albo kogoś takiego wypędzała go dosłownie z miasta. Co gdzieś przyszedł, robiło się zamieszanie i ludzie w pewnym momencie mówili: „Ej, to jest sposób, w jaki chcę żyć. To mi odpowiada”. I w ogóle było zabawnie.
Jak się pojawiał, to powstawała spontanicznie społeczność i to istnieje do dzisiaj, bo to się nazywa Bahá'í Faith, czyli wiara Bahá'u'lláha, wiara w pokój. Dosłownie. To nie jest religia, to jest w ogóle fenomen, bo to nie jest religia. Nawet w nazwie ciężko to zdefiniować. Słownikowo się to nazywa wiara. Strasznie przeintelektualizowane troszkę dzisiaj. Ciężko się słucha wykładów ludzi, którzy kontynuują tą spuściznę. Ale mniejsza o to. Historia oryginała gentlemana jest intrygująca. Gentlemana, który głosił się Mesjaszem, bo on wchodził do miasta, witał się z radą, która rządziła miastem i mówił: „Słuchajcie, uważam siebie za Mesjasza nowej ery.
Jestem facetem, który przyszedł powiedzieć, jak działa świat i jak wykorzystać tą zasadę do budowania pokoju na świecie. Nikt z nas nie musi się zabijać. Mamy tyle zasobów i wszystkiego na świecie, że naprawdę jest okej. Słuchajcie, zróbmy to”. I to wywoływało taki napad paniki, że z reguły od razu był zamykany w areszcie albo domowym areszcie, albo próbowano separować wszystkich wyznawców Bahá'í Faith, jego wiary od niego, albo wypędzano go z miasta. I tak sobie przedretał przez tą Arabię w jedną, w drugą stronę. Na piechotę koleś chodził. Zabierał się na długie spacery, trochę jak obrygeni takim dream time. Wychodził i zanim wrócił, minęło parę godzin i już wracał w innym mieście. I zaczynał całą tą historię, bo co zaczął tą historię, to go wyganiano.
A to był w Konstantynopolu, gdzie budował pokój na świecie. Poważnie, bo zapomniałem dodać, że jako gentleman był wykształcony, o czym wspomniałem, i znał parę języków. Zaczął pisać listy z tymi manifestami do wszystkich możnych koronowanych głów świata. Poważnie. Do Franciszków Józefów, właściwie potomków, do Napoleona III, do cara Rosji, do królowej angielskiej i tak dalej. I żeby było zabawniej, jego listy nie były ignorowane i nie były wyrzucane do śmieci. Facet był traktowany tak serio, że się w głowie nie mieści. Finalnie, kiedy dotarł do miasta Akka... Tak skaczę, ale szybko opowiem całą tą historię. Możesz sobie przetłumaczyć, jest na Wikipedii cała rzecz.
Tylko mam pewne konkluzje z tym związane. Nie będę tutaj opowiadał ci o życiu Bahá'u'lláha. I kiedy dotarł do Akki, tak się nazywało to miasto, tam lokalny sułtan całej tej Arabii stwierdził, że facet już tak ryzykowny, że gdziekolwiek był, powstała grupa ludzi, która twierdzi, że chce już spokoju i pokoju na świecie. Nie chcą robić żadnych wojen, nie chcą, żeby sułtan prowadził żadne wojny z braćmi po drugiej stronie granicy, nie chcą żadnych wojen z innymi królestwami, nie chcą utrzymywać żadnych żołnierzy i tak dalej. Chcą żyć w pokoju. I nagle się okazało, że ta idea naprawdę tak chwyta I to chwyta w trymiga. Świat nigdy nie chciał być wojenny. Świat zawsze chciał być pokojowy, a już szczególnie w Arabii tradycje spokojnego, lokalnego, domowego, sąsiedzkiego życia są bardzo mocne do dzisiaj. I okazuje się, że grozi to obaleniem władzy. Przynajmniej tak sobie pomyślał sułtan i zamknął człowieka w więzieniu.
Ale to nie pomogło, bo do tego miejsca nagle zaczęli ściągać wyznawcy jego wiary. I się okazało, że trzeba jeszcze ogrodzić to więzienie, zamknąć go w jakiejś cytadeli nad brzegiem morza, w miejscu kompletnie odizolowanym, żeby jego wierni nie oblegali tego miejsca. I tak nie pomogło, bo dookoła miasta powstało masę osad i zgrupowań ludzi, którzy właśnie wierzyli w pokój. I dżentelmen pewnego dnia usiadł w tej celi i powiedział, że od tego momentu medytuje w kierunku pokoju, żeby zostać uwolnionym. Jak też powiedział, tak też zrobił. Minęło chwilę czasu i został uwolniony. Po drodze jeszcze napisał kilka listów do możnych świata z intencją pokoju na świecie, takich mocnych listów. Konkretnie, jak na ówczesny język, gromił i mówił: „Co ty sobie człowieku prawie że wyobrażasz? Ty robisz wojny, zabijasz ludzi, produkujesz niewolników. A kim ty myślisz, że jesteś na tej planecie, jak nie żywą istotą?
A czym ty się różnisz? Kolorem skóry? A skąd ty wiesz, skąd pochodzi twój kolor skóry? Właśnie, skąd ty wiesz?”. Prawie że takie listy pisał. Ale konkretne listy, bo tam pisał: „Słuchaj, jeżeli mój ty królewiczu drogi zrobisz taki numer, że pójdziesz na wojnę, to w tym momencie w twoim pokoleniu pojawi się zawiść i tak dalej, która wykona taki numer, że za parę lat wydarzy się to i to, a ty właściwie dwa lata po tym wydarzeniu zejdziesz z tego świata”. I, że o zabawniej, napisał kilku ludziom w taki sposób i tak właśnie zaczęło działać. Cokolwiek Bahá'u'lláh napisał o tym, jakie będą następstwa kolejnej wojny, kolejnego konfliktu, dokładnie się to wszystko działo. I zaczął mieć jeszcze większy posłuch u możnych tego świata. Nawet królowa Wiktoria czytała jego listy i próbowała jakoś się ustawiać.
Kajzer, który przejeżdżał przez Arabię, o mało się z nim nie spotkał, ale nie chciał się spotkać, bo nie chciał się z sułtanem poróżnić, ale jakaś korespondencja między nimi nawet zaistniała. Takie historie się działy i był taki dżentelmen. Oczywiście powiedział, że ten sułtan wpierw umrze, a później po jego śmierci i tak zostanie uwolniony. Sułtan nie dożyje, że i tak on jako Mesjasz jest skazany na to, przeżyje tego niegodnego sułtana, który się sprzeniewierza samemu sobie. I tak też się wydarzyło. Zmarł w starości gdzieś w okolicy tej miejscowości, w fajnych ogrodach, otoczony dookoła masą ilością ludzi, przyjaciół i wysyłając te manifesty pokojowe. I żeby było zabawniej, dżentelmen doprowadził do kilku takich momentów w historii Bliskiego Wschodu, że powstał pokój, że nie było wojen. Czyli numer się udał. I gość cały czas głosił, że jest Mesjaszem Nowej Ery. I oprócz tego w pewnym momencie siadł i stwierdził, jak już dostał to wszystko pod koniec swojego życia, postanowił napisać szereg listów o tym, czego jest właściwie Mesjaszem.
Opisać tą przyszłość. Czyli wreszcie ruszył do roboty. A po drodze miał jeszcze taki epizod, że oczywiście człowiek, który go uwięził w więzieniu, zażądał od niego dowodu na to, że jest Mesjaszem i wybrał z jego prac jakąś taką sztuczkę, żeby on tą sztuczkę zamanifestował. Na co dżentelmen mu odpisał, że nie ma problemu, ale zrobi to tylko raz, ponieważ jego przyjście na ten świat nie jest po to, żeby zajmować się rozrywką dla tego dżentelmena. Dżentelmen się prawie że obraził, ale wybrał sztuczkę. Sztuczka została z tego, co fama niesie, zrobiona, zrealizowana i byli na to świadkowie, którzy potwierdzili, że to, co zażądali, się wydarzyło. Następnie przyrzeczenie, czyli obietnica, że zostanie uwolniony z więzienia, została złamana. Ciężkie życie miał dżentelmen. Co rusz, jak tylko zaczynał mówić o pokoju, nie chciał brać za to żadnej kasy, dostawał kopniaka od lokalnych władców albo od kolekcjonerów pieniążków. Tak to wygląda.
Koniec końców i tak wyszedł na swoje i stworzył coś, co się nazywa Bahá'í Faith. I to był taki ostatni, można powiedzieć oficjalnie manifestujący się Mesjasz. Było kilku różnych. Był jeden taki rabin, który też stwierdził, że będzie wielkim Mesjaszem i tak dalej, bo on jest wielkim alchemikiem i odkrył tajemnice kabały i tak dalej. Ale kiedy doszło do spotkania z szachem i szach się zapytał o drzewo życia, ten powiedział, że wie wszystko o alchemii, o transmutacji. Szach się go spytał, czy przypadkiem, skoro wie wszystko, to on mu zetnie głowę i niech się sam poskłada z powrotem albo obetnie mu rękę albo nogę i niech on sobie tą nogę, skoro wie jak robić transmutację, przyczepi. Czy jest w stanie się podjąć tego zajęcia? Jeżeli się podejmie tego zajęcia, oczywiście wykona je z powodzeniem, to w tym momencie dostanie królewski sułtański tytuł alchemika i nigdzie nie będzie mógł ruszyć w całej Europie. Facet szybciutko się wycofał z tego. Powiedział, że nie, on tylko studiuje ten temat.
On nie jest Mesjaszem. Także za ogłoszenie się Mesjaszem można było zejść. Bahá'u'lláh też miał ten problem, bo tam zagrożono, że cała rodzina zostanie wykończona, bo on po drodze sobie tam dorobił rodziny. Miał w ogóle epizod z synem, który chciał go odwiedzić koniecznie w więzieniu. Młody syn, chyba 14 lat, nastolatek i się wspiął po murach tej cytadeli, żeby wejść tam do środka i spadł, nieszczęśliwie się zabijając. Taki wypadek, który jak się okazało, na oczach swojego ojca się zabił. Chciał go odwiedzić w więzieniu. Nie mógł wytrzymać tej rozłąki z ojcem. Taka bardzo dramatyczna historia rodzinna. I to nawet dżentelmena nie złożyło w sensie pozytywnym.
Przeżył to nieprzeciętnie. Postanowił dedykować swoje życie właśnie temu pokojowi na świecie, bo koniec już dzieci umierających za swoich rodziców i tak dalej. Wszystko jest opisane w jego poezji. Jest to przetłumaczone na język angielski, ale ci powiem szczerze, że czyta się to tak egzotycznie, bo jest to właściwie taka perska poezja. Pisane takim bardzo zabytkowym językiem w dzisiejszych czasach. Tacy bardzo konkretni: śrubka, śrubokręt i tak dalej. Konkretne słowa, konkretne opisy, instrukcje wręcz do obsługi maszyn. Chyba nie jesteśmy przyzwyczajeni do czytania na co dzień strof prawie że sunnickiej, syryjskiej czy jakiejś takiej poezji. Ale bardzo ciekawe rzeczy. Ciekawy jest opis tego, że nastąpi teraz pokój na świecie.
Miała być wojna, ale wojna się nie uda. Takie są przepowiednie tego dżentelmena i nastąpi pokój na świecie. I teraz właściwie nadejdą mesjasze. Wygląda na to, że część z nas z tej przepowiedni, jest tymi mesjaszami. Śmiać, się nie śmiać. Ty i ja. Wygląda na to, jeżeli życzymy komuś dobrze, to jesteśmy mesjaszami. To ja tu może włączę muzyczkę, bo tak się rozgadałem. I przez przypadek opowiedziałem tę historię w takim wielkim skrócie. Bahá'u'lláh.
Niesamowicie się to wymienia. Brzmi to tak bardzo śpiewnie, że aż Bahá'u'lláh i la, la, la. Na jego cześć jego syn wybudował ludziom dookoła, którzy chcieli to wesprzeć, a on nie przyjmował żadnej kasy. On mówił, żeby budowali centra dla innych ludzi, w których inni ludzie mogą zamieszkać, poczuć się bezpiecznie, żeby tworzyć lokalną społeczność, która dba o siebie. Facet nie kasował żadnej kasy za nic. Nie miał żadnej chaty, żadnego pierścionka, żadnego mieszkania. Nic nie miał. Miał coś do pisania. Miał swój dywan ulubiony, dywanik. Lubił sobie usiąść na dywaniku, ale to trochę jak mój ulubiony kocyk.
Ja też mam swój ulubiony kocyk, człowieku, który lubię wywalić sobie do ogrodu, jak jest ładny dzień. Dawno tego nie robiłem swoją drogą. Chyba powinienem, bo wygląda na to, że między nami mesjaszami ja też mam jakiś dywanik. Może ty też masz jakiś kocyk? Myślę, że oczywiście, że tak. Jak jeszcze zrozumiemy zasady obsługiwania tych tajemniczych, niewidzialnych mocy, których tak szukali naziści i każdy reżim na świecie i każdy naukowiec, który odkrył coś więcej, to może troszkę będziemy tacy magiczni jak Bahá'u'lláh. Kto wie? Bo on co robił? On siedział sobie i spisywał sobie na starość te wszystkie przepowiednie, co się wydarzy w przyszłości. I tam jest mowa o tym, że wszystkie organizacje takie jak ONZ będą.
Ale nie dywanik do modłów, to proszę odsadzić sobie, bo dywanik do modłów to jest europejskie wyobrażenie. Po prostu ludzie tam mają dywanik, żeby sobie usiąść. Jak jedziesz przez pustynię, to masz dywanik czy kocyk. W Polsce się bierze kocyk i karimatę na wyprawę. Tam życie takie w styluznomada jest normalne. Siedzi się na podłodze i normalne jest to, że masz kawałek dywanu. Trudno, żebyś tego nie miał, bo w Polsce ma się krzesło, w Anglii też. Także proszę nie przesadzać z tym dywanikiem do modlitwy, bo to tak jak powiedzieć krzesło do modlitwy w Europie, bo wszyscy siedzą w ławkach przecież w kościele. Jak jest kawałek ławki i ławy w domu, to chyba kościół, nie? Przed knajpą to też kościół według tej definicji.
Także proszę uważać z tym religijnym zgięciem, z tymi dewocjonaliami w głowie. W każdym razie dokończę historię z ONZ. Dżentelmen wspominał swego czasu w tych swoich listach, że pokój zacznie się od zaakceptowania tego przez ONZ, czy jakoś tak, przez taką oficjalną Radę Narodów. Nie z tego powodu, że te narody są takie prawe i szczytne, i wspaniałe, tylko że przyjdzie koniec, że system już nie będzie mógł wyrobić konkretnie finansowo. I że pojawi się jedna rzecz, pojawi się technologia. Bo dżentelmen zapowiedział technologię. Pojawiła się technologia Keshe. Dżentelmen też wcześniej mówił o takich ludziach jak Nikola Tesla. Pojawili się. Mówił o konfliktach takich jak I i II wojna światowa, które będą konsekwencją wybrania tej złej drogi, tego szaleństwa.
I oczywiście powiedział, że ci wszyscy ludzie w konkretnym momencie, po wykonaniu konkretnej decyzji takiej, że wysyłają naród na wojenkę, umrą w taki, a nie inny sposób. Że niektóre rody skażą siebie na zagładę, jeżeli pójdą tą drogą. No i niektóre rody, Habsburgowie zdaje się, tacy skrzyżowani z Romanowami, to wszyscy wyginęli. Zostali tylko ci tu w Anglii, którzy się nazywają teraz Windsor. Ale to jest taka piąta woda po kisielu. Natomiast ci wszyscy oryginalni dostali jak nie kulkę w głowę, to zamach albo zmarli na suchoty i inne takie rzeczy. Nic się nie ocalało. I to tak, jak dżentelmen napisał w tych swoich listach. I on pisał do nich i przestrzegał ich. Historia z Napoleonem III, który też miał zrobić pokojową historię, a nie zrobił.
Ale było kilku dżentelmenów, dosłownie paru, którzy postanowili się posłuchać Bahá'u'lláha i zrobili sobie pokój. Postanowili podjąć kilka innych decyzji i jak się okazało, te kraje były miodem i mlekiem płynące. Do jednych z tych krajów swego czasu należał Afganistan, który jeszcze w latach 60. był krajem, tam 70., o którym alpiniści, himalaiści, ludzie, którzy jeździli po całym świecie, mówili, że piękniejszego kraju na świecie nie ma. Z piękniejszymi ludźmi, cudowniejszymi ludźmi i po prostu takiego miejsca na świecie, że to jest raj na ziemi. Taki był Afganistan. Ja słyszałem tą opowieść od dżentelmena, takie wspominki himalaistów z lat 70., którzy tam spędzali kawał życia. Dopiero w pewnym momencie ktoś zrobił tam im wojnę, spuścił bomby i nagle się okazało, że tak straumatyzował tych ludzi, że zamienili się w te wszystkie mikrokosmosy swoich własnych wojen i wszystkich konfliktów. Tak im narobiono na głowie. Podobnie zresztą w całej Arabii.
A Bahá'u'lláh przestrzegał przed tym i mówił, że właśnie będzie taki moment, że nieprawość zwycięży, że wszyscy ci wariaci zaczną zbierać pod siebie, nie zdając sobie sprawy z tego, że łamią takie odwieczne prawo natury, że właśnie w tym momencie budują sobie nagrobek. I powiedział, że ten nagrobek właśnie w tym momencie, żyjemy w tym czasie, się zamanifestuje. I co by tu dużo nie mówić, powoli sprawy się manifestują dookoła. Pozdrawiam wszystkich obecnych na czacie. Radia na fali jak najbardziej. Padły spostrzeżenie i zdjęcie z Afganistanu. Jak wyglądał zanim biali wariaci postanowili zrobić tam swoją krainę Coca-Coli, hodowli opium i sprzedaży broni na niemiłosierną skalę i przewalania kasy. Chłopcy z Watykanu razem z CIA. Anyway, to zostawiamy. Zostawiamy historię Afganistanu.
To w ogóle zabawna historia. Znaczy zabawna, brutalna historia związana z dużym biznesem. Może kiedyś opowiem, czemu nie? Ale to może zostawię na inne historie, jakieś zimowe wieczory. Tymczasem wracając do tych wszystkich przepowiedni, które jak mówi jeden z ostatnich proroków, w sumie taki ostatni prorok twierdzi, że jest ostatnim nie prorokiem, tylko Mesjaszem, że zaraz po nim nastąpi kataklizm globalny, kompletne stoczenie się na dno, co będzie konsekwencją pewnych wydarzeń, które się wydarzą za parę chwil. Oczywiście one nie muszą się wydarzyć. Wystarczy, że zostaną podjęte takie, inne decyzje i wszystko będzie okej. Natomiast prawda jest taka, że nie wygląda na to. On tego w listach wysyłanych nie pisał. On raczej namawiał do tych poglądowych rzeczy, ale u siebie w korespondencji zostawił, że konsekwencje będą takie i takie.
Na wypadek tego będzie to, na wypadek tego będzie to. I tam akurat poszło niewłaściwą stroną. Ale tak czy siak, koniec końców jesteśmy w tym momencie, w którym jak ten dżentelmen przewidział, pojawiły się technologie kosmiczne i przede wszystkim to, co postulował, to jest taki największy i najważniejszy punkt milowy jego koncepcji, to jest to, że tym momentem transformacji będzie pojawienie się technologii, która jest związana z naszą duszą. Czyli to już nie będzie technologia kółek zębatych i kabla elektrycznego i tak dalej, tylko to będzie technologia, która jest związana z tym, że szczerze siłą umysłu kierujesz, tworzysz własną rzeczywistość. To jest to, co istnieje w takiej nie wiem, czy szczątkowej mniej lub bardziej, może nie takiej pełnej, ale mocnej wersji na Wschodzie w postaci energii chi i wiary w ludzi i w ogóle wykorzystania wiedzy na temat energii chi. Chociażby ta historia. Także nie jest to nic nowego aż tak, ale on nie mówił o tym, że to będzie tak jak było zawsze, że będzie paru ludzi, którzy to wiedzą i tak dalej. Tylko że nagle ta wiedza się uwolni. O to chodziło, że nagle wszyscy złapiemy albo większość z nas, w każdym razie ta wystarczająca większość, że świat jest skonstruowany na innych zasadach i wszystkie te pomysły, na których jest oparta ta cywilizacja, nie mają tu żadnego znaczenia, bo ta oryginalna technologia daje potężną władzę transmutacji, transformacji. Właściwie gdyby spojrzeć na tego dżentelmena i na jego pracę, ciężko mi się tłumaczy z jego poetyckich strof na ludzki język, bo jestem takim troszkę dżentelmenem, chłopakiem z innej części świata, który bardzo kanciaście traktuje takie rzeczy.
Nie mam takiej, co powiedzieć? Nie wiem, arabskiej poezji w sobie. Właściwie ten dżentelmen moją miarką to taki alchemik, który się pojawił swego czasu. Unikał stosowania jak tylko mógł jakichkolwiek rozwiązań związanych z budowaniem urządzeń, robieniem transmutacji i tak dalej. W ogóle wystrzegał się tego jak tylko mógł. Nigdy nie twierdził, że to może robić, ale ludzie, którzy mieszkali razem z nim, a było tych ludzi naprawdę sporo, wystawiali świadectwa, że dookoła dżentelmena działy się dosłownie cuda. Ja nie będę teraz opisywał tych cudów, po prostu ludzie pisali, że cuda, to można sobie to posprawdzać. To już były czasy pierwszej fotografii, także ten dżentelmen jest już na pierwszych fotografiach. Nie jest to opowieść hipotetyczna, wymyślona z palca, tylko jest to autentycznie istniejąca postać. Wszystkie rekordy jego pobytu w więzieniach są do tej pory w kronikach zapisane.
Wszystkie jego listy zostały. Wszystkie te rzeczy są do dzisiaj dostępne. To nie jest taka tajemnica, że koleś wyparował i nic po nim nie zostało i w ogóle ktoś sobie wymyślił tego kolesia. Nie, to wszystko wydarzyło się jak najbardziej naprawdę. Zresztą miejsca, w których ten dżentelmen spędzał swój czas, można do dzisiaj zwiedzać. Była historia, że próbowano go otruć później i próbowano rozwalić tą całą Bahá'í Faith, czyli tą całą wiarę, robiąc konkurencję, czyli przekupując jednego z tych kolesi, żeby założył takie drugie stronnictwo, które używa tej samej nazwy. To jest Bahá'í Faith, ale już nie jest Bahá'u'lláh, tylko to jest zupełnie inny koleś, który jest szefem tego wszystkiego. Tak żeby rozbić to na frakcje. Nie do końca się udało. To dalej przetrwało w swoim takim oryginalnym rdzeniu, jako wiara w to, że przyczyną wszystkiego jest pokój na świecie.
Jeżeli chcemy normalnie żyć, musimy osiągnąć pokój samym w sobie, bo taka jest natura istnienia kosmosu. Nigdzie nie ma wojny w kosmosie. Żadni zieloni nie atakują szarych. Nic takiego się nie dzieje. Kosmos ma swoje nieustanne prawa, takie pryncypia, z którymi się nie dyskutuje. Po prostu takie są pryncypia kosmosu i wszystko, co widzimy dookoła, jest przejawieniem tych pryncypiów. I właśnie ten rozpad jest częścią powstawania nowego życia. Jeżeli wiecie, jak do tego podejść. I tam jest schowana cała ta technologia, cała ta wiedza. I teraz, jeżeli spojrzysz na to od tej strony technologicznej już w takich współczesnych czasach, teraz przenosimy się do współczesnej alchemii w reaktorach na przykład niskiej fuzji, to dokładnie masz tą samą sytuację, gdzie bardzo lekkie pola radioaktywne, zdziwiłbyś się jak lekkie, naprawdę wręcz niewyczuwalne dla nas.
Można powiedzieć, że taki zwykły magnes na lodówkę ma mocniejsze pola i to o wiele mocniejsze. I to bez żartów niż taka radioaktywna substancja. Właśnie taka substancja powoduje reakcję, którą jesteś w stanie zasilić w prąd energię kilka potężnych dużych metropolii. Chociażby historia z zimną fuzją. I to był dżentelmen, który przewidział właśnie działanie takich rzeczy i stwierdził, że ta wiedza stanie się tak ogólnie dostępna i właśnie to zmieni świat, że świata nie zmienią deklaracje pokojowe i tak dalej, że będzie moment, kiedy tak zwana władza. Nie lubię tego podziału, bo to brzmi troszeczkę jak polaryzacja, bo jest niezdrowa. Ja i władza. Nie ma czegoś takiego jak ja i władza. Są po prostu szaleni ludzie oraz ja. Oraz kilku szalonych ludzi na świecie oraz tysiące, miliardy, gazyliardy fantastycznych ludzi na świecie.
Anyway, zostańmy przy tych fantastycznych, czyli przy tobie i mnie. Otóż to. Ale jest jeszcze kilku freaków i przepowiednia mówiła o tym, że nawet freaki zauważą kres swojej własnej drogi. Zresztą jak się przyjrzeć ekonomii i co się dzieje na świecie, koniec klasycznej ekonomii. Już Rockefeller i tam Rothschild i tak dalej. Jak się mówi w języku polskim? Przepraszam, czasami zapominam sformułowań. To jest właśnie zaleta mieszkania od x lat poza krajem przodków. Czasami, jak donoszą plotki, panowie w 2000 roku już się wymsknęło komuś i to zostało nagrane, opublikowane jednemu z tych grubych kotów, że ten cały system ekonomiczny, który nam się sprzedaje, tobie i mi, jako banki, sklepy, ekonomia, państwa, miasta i ta zabawa, to to samo, w co się bawiliśmy, kiedy byliśmy mali z siostrami, braćmi, kuzynostwem i tak dalej. Na przykład w sklepy, bo dziewczyny lubiły się bawić w sklep i sobie wymyślaliśmy, że będziemy płacili kamykami.
Szliśmy nad rzekę, każdy zbierał ładne kamyki. Wiadomo, że najfajniejsze kamyki mają większą cenę i można było większą babkę z piasku kupić u swojej kuzynki, która z kolei bawiła się w panią za ladą. Dziewczyna za ladą, rozumiesz? Bawimy się tymi kamykami do dzisiaj. Jako cywilizacja nie dorośliśmy specjalnie ponad to, że niszczymy to wszystko dookoła i bawimy się dalej tymi kamykami. Tak że dżentelmen przewidział, że ta zabawa się skończy i że nawet te tłuste koty staną pod ścianą. Już właściwie nie ma gdzie się cofnąć. Możemy ćwiczyć transhumanizm, ale każdy, kto się orientuje troszeczkę w tych naukowych aspektach ludzkiego życia, doskonale wie, że transhumanizm od początku do końca jest zamkniętą drogą, bo to, co jest związane z naszą egzystencją na tej planecie, jest czymś zupełnie innym niż kwestia mechanicznego ujęcia i próby mechanicznego zbudowania substytutu ludzkiego organizmu. To jest po prostu niemożliwe. Nikomu się to nie udało.
Jest masa oczywiście legend, straszenia nas, że od mind control poprzez nie wiadomo co, jakieś self-sufficient, nie wiadomo, what the fucking bullshit. Jakoś tak. Nie wiadomo co. Wszystko pokręcone, jakieś dzikie pomysły, że w ogóle nie wiadomo jak i nie wiadomo co. Ale widzisz, to wszystko to są bajki, których nikt nie jest w stanie potwierdzić, nie jest w stanie zbudować, bo nikt nie jest w stanie sobie przedłużyć życia z tych najdłużej żyjących, najbogatszych ludzi niby, tych, którzy mają dostęp do wszystkiego w nieskończoność. Nie ma takiej fizycznie opcji. Żaden z tych kolesi, pomimo że ma najlepsze laboratoria, ma cały naukowy świat aktualnie pracujący dla niego, wszystkich noblistów, ma najlepsze kliniki prywatne, ma najlepsze pieniądze, którymi może płacić w najlepszych klinikach. Sam je drukuje, sam pozwala tym klinikom działać, wydając im licencje na działanie. Te kliniki płacą podatki. Ci ludzie mają wszystko.
Są właścicielami tej materii na świecie, tej fizycznej materii zbudowanej pod postacią systemu ekonomicznego. I wyobraź siebie, że ci ludzie padają jak muchy. Tutaj sobie tak czasami podczas rozmów wspominam historię, bo to w ogóle wychodzi nawet w gazetach, że pracownicy sektora finansowego mają się słabo i tak dalej. Pomór, pomór, człowieku, pomór w mieście o nazwie City of London. Dosłownie nowotwory, stres i tak dalej. Każda duża firma pomaga. Taka korporacja, która ma tam całe piętro kolesi siedzących w boksach i pieprzących niesamowite bzdury do tego telefonu i do komputera. Nie wiadomo, co to miałoby zmienić na świecie. Przewalających kasę z jednej kieszeni do drugiej, żeby nie zapłacić podatków przypadkiem i żeby było co robić, żeby się przypadkiem nie nudzić w życiu. Taka zabawa kamykami jak dawniej z kuzynostwem i rodziną na plaży.
Że ci zapłacę dwa kamyki za babkę z piasku. Za chwilę i tak nie jest ważne, bo mama robi nam kanapki albo babcia. I tak nikt nie umrze z głodu. To jest tylko zabawa w kamyki. Można się pobawić po te kamyki, rozbić babkę z piasku, tylko to. I ci panowie doskonale wiedzą, że ten system finansowy to jest dokładnie taka zabawa w kamyki. To nie ma żadnej wartości specjalnej i tak wszystkiego jest w bród. Cały numer polega na hamowaniu ludzkiej kreatywności i przedsiębiorczości. Na tym polega cała zabawa, żeby ją zdławić i stworzyć takie wąskie gardła, przez które się przepuszcza bardzo limitowaną, licencjonowaną ilość cwaniaków, którzy wiadomo, że tak przycisną, że reszta dostanie pierdolca. Zbudują obóz koncentracyjny, bo jakby dopuścić wszystkich do spokojnego działania, okazałoby się, że świat zrobiłby się pokojowy.
I to był nieustanny problem i dalej jest nieustanny problem na świecie. Ten sam problem był za czasów Bahalala. Ten facet, gdziekolwiek się pojawiał, automatycznie był, można powiedzieć, takim spiritus movens lokalnej społeczności, która nagle zaczęła się formować z ludzi, którzy przyszli do tego miasteczka, ludzi, którzy tam mieszkali. Nagle się okazywało, że wszyscy mają wystarczająco dużo możliwości, umiejętności, wiedzy, żeby sobie samemu ogarnąć wszystko dookoła i stać się, jak się mówi, self-sufficient, self-independent, czyli niezależnymi od czegokolwiek, dumnymi mieszkańcami swojej własnej małej społeczności, szczęśliwymi ludźmi, którzy nie propagują agresją, doskonale współpracują ze sobą i są takim wzorcem dla sąsiadów. Nagle się okazuje, że nie można sprzedać im broni, że nie można ich ogrodzić drutem kolczastym i powiedzieć, że będą teraz na bramce płacili ekstra bakszysz, żeby przejechać do kraju, który się nazywa sąsiad obok. Ale teraz trzeba mieć paszport, żeby do sąsiada obok pojechać. I ten numer tam nie przechodził. I się okazało, że większość ludzi jest na świecie jednak normalna i ten numer słabo przechodzi, ale jak się zrobi wąskie gardło, to jest szansa, że się dociśnie całą cywilizację, bo wtedy jest szansa. I to jest to, co widzimy na co dzień, że korumpujemy się wewnętrznie, idziemy na pewien układ z systemem, sprzedajemy sami siebie, szmacimy się nieprzeciętnie, wstając codziennie rano na konkretną godzinę do pracy i licząc na to, że jeszcze uda nam się przeżyć przez 30 lat i szlag nas nie trafi, że dożyjemy do świateł i emerytury. Wiemy, że wszystko jest bullshit, nic z tego nie będzie, ale brniemy dalej, twardo.
Bierzemy kredyty. Wszyscy bawimy się tymi kamykami, które sobie znaleźliśmy w piasku na plaży. Co ładniejszy kamyk, to większa babka z piasku. I tak tego nie ugryziesz, i tak tego nie zjesz. Żarcie w supermarkecie to jest w 10% rzecz, której bym własnemu psu nie dał. Człowieku, zapomnij o tym. Przecież to by go zabiło. A co dopiero jak ja miał to zjeść? I tak dalej. Człowiek się jak dowiaduje, w czym są prane ubrania, które inni kupują w sklepie, to jest przerażony.
Taki człowiek jak kupuje taki ciuch w sklepie, to dobrze by go w domu w czymś jeszcze wyprał, bo przecież taką chemię na siebie założy, go to może też nieźle potarmosić. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak to zadziała. To wszystko jeszcze się opiera na farmaceutycznych korporacjach. Można tak w nieskończoność. Wiemy, o czym mowa i to się sprzedaje jako obraz wizerunku szczęśliwego świata, że ta zabawa ma cały sens. Wiadomo, że śmiertelność tej cywilizacji jest potężna. Właściwie doszło do takiego paradoksu, że cywilizacja, która miała być rozkwitem cywilizacji, ale się cywilizacji nie zrobiło, doprowadziła do eksterminacji 50% swojej własnej populacji. To jest tak, jakby nazwać sukcesem moment, kiedy człowiek odrąbał sobie rękę, nogę oraz drugą nogę. Na szczęście zostawił sobie jeszcze jedną rękę i w nadziei, że jeszcze ma asa w rękawie, pewnego dnia na zawołanie odrąbie sobie głowę od tego kadłubka. I to jest nazwane sukcesem.
I dżentelmen mówił o tym, że to jest właśnie tak zrobione, skonstruowane i że to szaleństwo się skończy, kiedy wiedza trafi do ludzkich rąk. Bo cały numer polega na tym, że właściwie nic innego, jak tylko akceptujemy taki dosyć dodgy, jak się po angielsku mówi, że taki podejrzany, trefny pomysł na rzeczywistość. Wybieramy najsłabsze scenariusze. Jeżeli widzimy słaby punkt u kogoś, cywilizacyjnie to robimy i robimy też to indywidualnie, bo to się stąd bierze, to jest w nas samych. Szczęśliwie mam nadzieję, że tego robisz coraz mniej w swoim własnym życiu. Jeżeli widzisz słaby punkt, to lubisz w to uderzyć. Czasami się okazuje już w pewnym momencie, że to jest tylko i wyłącznie twoja własna iluzja tego, gdzie tobie się wydaje, że jest jakikolwiek słaby punkt. To jest już jakiś taki kosmos, który sobie zbudowałeś w głowie albo ja sobie zbudowałem w głowie i że to przypomina takie uderzanie głupka głową o ścianę, któremu się wydaje, że właśnie roztrzaskuje cały świat i za chwilę nie wiadomo co się stanie. Przylecą kosmici i w ogóle powstanie nie wiadomo co, dostanie nie wiem co w nagrodę od świata. Konto z miliardem dolarów.
To nigdy się nie wydarzy. Każdy z nas może sobie rozbić głowę z takim łomotaniem o ścianę bez problemu w ciągu pięciu sekund. I właściwie tak sobie rozbijamy takim strzelaniem, bo ktoś nam powiedział: „Słuchaj, musisz przyłożyć się do sprawy” i wiesza nam plakat na przykład z luksusowym samochodem albo domem z basenem, albo jakąś dziewczyną, która szybko ściągnie majtki, albo coś w tym stylu. I mówi: „Słuchaj, to może jest tylko zdjęcie, ale jak solidnie grzmotniesz łbem w tą ścianę, to to się spełni”. I to jest taki troszkę afront dla naszej własnej inteligencji, którą sami sobie popełniamy codziennie rano, budując ten system. Ale szczęśliwie Bahá'u'lláh przewidział, że pewnego dnia przestaniemy uderzać tą głową o ścianę i wszystko będzie okej. Przynajmniej taki pomysł miał na rzeczywistość i powiedział, że to się wydarzy właśnie od tej strony połączenia ducha z nauką. I że pewnego dnia nauka nawet nie tyle dorośnie do tego, ile będzie zmuszona to zaakceptować przez moment, przez sytuację, w której się ustawi cała planeta Ziemia względem kosmicznych sytuacji, czyli tych wszystkich planet dookoła. I ja ci powiem coś ciekawego. Teraz jest takie ustawienie planet, że jeżeli ktoś i tutaj z obecnych...
Człowieku, czy bawiłeś się kiedyś magnesami, silnikiem elektrycznym? To ustaw magnesy, weź sobie magnesy do ręki, ale muszą być okrągłe. Pomaga. I ustaw sobie magnesiki w takiej sekwencji, że masz jeden duży magnes dookoła. Dwa magnesy na przykład ustawione pod kątem 60 stopni. Pomiędzy nimi jest magnes 33 stopnie, a pomiędzy nimi jest jeszcze magnes, który jest 16 stopni. Czyli takie dwa magnesy, które są ustawione pod tym samym kątem, a pomiędzy są ustawione takie jakby po przekątnej. Ciekawe ustawienie bardzo. Ziemia jest w tym całym zamieszaniu gdzieś tam pomiędzy. Taka kosmiczna ustawka wielkich magnesów, którymi są magnesami.
No bo co to jest, jak nie wielkie magnesy w Układzie Słonecznym? Chyba jasna sprawa. I to jest ten moment, i ten pan o tym mówił, że właśnie wszystkie te procesy są ze sobą sklejone. I to był taki ostatni mesjasz, można powiedzieć, przedostatni. Mówił, że teraz właściwie nadejdzie czas mesjaszy. Czyli człowieku, słuchaj, jesteśmy mesjaszami. Bądź pozdrowiony pokoju! Otóż to. Nie, to nie jest żadna strofa z Bahá'u'lláha. I akurat jak na ironię nie przetłumaczyłem dzisiaj żadnej strofy.
Jest angielskie tłumaczenie oczywiście prac Bahá'u'lláha i to właściwie chyba wszystkiego, bo stworzył się z tego taki właściwie globalny ruch. W Londynie mamy trzy centra Trzy takie centra Bahá'í Faith, tak to się nazywa, bo Bahá'u'lláh to jest nazwisko dżentelmena, natomiast Bahá'í Faith to jest opis jego koncepcji. Jest to ciekawa historia, jeszcze wrócę do tych wszystkich jego przewidywań, tego, co się zdarzy w przyszłości. Przewidział upadek kościołów, przewidział im przyszłość. Ja tak mówię, że to jest przewidywanie przyszłości. To są takie ciekawe rady dżentelmena zza grobu, można powiedzieć. To trochę jak Saint-Germain, taka historia. Ale dżentelmen nie robił żadnych sztuczek. Saint-Germain robił sztuczki. To jest ta różnica między nimi.
Saint-Germain pojawił się i znikł, też właściwie starając się robić jakiś pokój na świecie. Nie produkował broni, robić ubrania i tak dalej. Raczej, żeby mieszkańcy byli syci i żyli dostatnio niż wojenka rozkwitała. A tutaj Bahá'u'lláh robił dokładnie tą samą rzecz na Wschodzie, w krajach Arabii. Doprowadziło to do takiego zamieszania, że stało się to bardzo polityczną sprawą. W momencie, kiedy zaczęli rządzić Anglicy i wszystkie te dziwne wpływy kolonistów, które tam się pojawiły, sprawa zaczęła być naprawdę na ostrzu noża postawiona, bo jest ruch, w który zaangażowane są tysiące, dosłownie setki tysięcy ludzi w całej Arabii. Ci ludzie wypowiadają posłuszeństwo władzy i właściwie, żeby było zabawniej, ci ludzie nie chcą pracować jako niewolnicy dla tej władzy i nagle ta władza traci jakikolwiek sens, a oni sobie świetnie radzą i wszystko jest sprowadzone do pięknego, cudownego życia i władza jest zmuszona realizować pokojowe postulaty ludzi, jeżeli chce dalej funkcjonować jako władza. Nie ma innej opcji. Były tam sytuacje, gdzie zresztą doprowadził do pokoju. Dosłownie usiadł, zaczął medytować, wysyłać listy, by prowokować różne sytuacje.
Dżentelmen miał tajemniczą moc. Dosłownie jak szamani w Amazonii, którzy potrafią rzucić trzema kamykami, spowodować burzę z piorunami. On potrafił usiąść i dosłownie stworzyć taki manifest emocjonalny w swojej głowie, że nagle sprawy się zaczęły układać. Pokoje się zaczęły zawiązywać pomiędzy jakimiś krajami arabskimi. Nie było wojen. Anglicy czasami zgrzytali zębami albo Niemcy, bo nie sprzedali broni, lub Francuzi, ale pokój się robił i wszyscy żyli dostatnio. I nagle w pewnym momencie pojawiają się dziwni ludzie i Bahá'u'lláh mówi: „Stary, jeżeli pójdziesz w tą stronę, to cię zmiecie. Daję ci maksymalnie 15 lat i jest po tobie”. I koledzy poszli i myśleli, że przeżyją 15 lat. Po nich.
Zawał serca albo nie wiadomo co. Nie to, że Bahá'u'lláh z tej celi ich truł albo coś w tym stylu. Po prostu dosięgały ich konsekwencje własnych posunięć. Tak można to łatwo i skutecznie nazwać. Co do zaś religii, bo to jest ciekawa historia, jest to bardzo nasycone miejsce, cała ta Arabia, kultami, ale obsesyjnymi kultami. Ortodoksyjni katole, którzy wierzą wręcz w manifestację Jezusa, która chodzi po ziemi. Świry, które mieszkają w Jerozolimie. Świry, które wierzą w Torę. Świry, które wierzą w Koran. Tych to już naprawdę nie brakuje.
Po prostu pełne szaleństwo. I nagle pojawia się koleś, który pochodzi z rodziny o mieszanych korzeniach zarówno żydowskich, semickich, jak i arabskich. I ten gość mówi, że żadna z tych wiary nie ma racji bytu w ogóle, łącznie z Watykanem i tak dalej. Że to jest wszystko jakaś horrendalna pomyłka, że to zrobione zostało przez ludzi. Jeżeli Bóg istnieje, to jest jeden. Jest tylko jeden stwórca i właściwie nie ma żadnego kościoła, który by go reprezentował. Te wszystkie kościoły to jest podpucha wymyślona po to, żeby Cesarstwo Rzymskie dalej mogło na jakiejkolwiek formie sprawować swoją władzę i pobierać podatki od ludzi poprzez przewożenie rzeczy przez granicę oraz zarabiać na polaryzacji opinii, robić wojny w swoich prowincjach pomiędzy prowincjami i żyć i czerpać z tego korzyści jako wąska grupa ludzi gdzieś tam w Rzymie. I w ogóle twierdzi, że to jest pełne szaleństwo. Jeżeli to szaleństwo się nie skończy i nie przejdzie na stronę pokojową, to w tym momencie ten czas wtedy a wtedy się wypełni i mury Watykanu runą. I tak dalej, i tak dalej.
Trzęsienie ziemi. Takie ciekawe historie. Przewidział upadek radykalnego islamu, radykalnego chrześcijaństwa i radykalnego żydostwa. Dosłownie, że to wszystko szlag trafi, bo to wszystko jest gówno warte. I miał z nimi największy problem. Żydzi bali się go ruszyć, bo był jednym z nich i bo nie mogą zabić Araba, a on był z Arabii. W ogóle historie nieprzeciętne z tym wszystkim. Bali się go strasznie. Facet był pokojowo nastawiony, w życiu muchy nie skrzywdził, można powiedzieć. Może zjadł pająka, kiedy spał.
Każdemu się ponoć zdarza, jak mówią naukowcy amerykańscy. Ale facet dawał sobie doskonale radę w życiu. Były takie momenty, że podawano mu jedynie brudną, stęchłą wodę, a on nawet jej nie ruszył. Siedział w tej celi niczym mnich tybetański. Ani wody, ani jedzenia. I spokojnie funkcjonował. Po czym po miesiącu, kiedy wszyscy już tam protestowali, chcieli wręcz robić rewolucję w kraju, bo to był jedyny taki więzień w całych krajach arabskich, dosłownie legendarna postać, o której w ogóle w Europie nikt nie wie. Ale tam to jest może nie jak święty, może nie jak guru, ale sprawa jest poważna, bo jedyny koleś, który muchy w życiu, do jasnej cholery nigdy nie skrzywdził, był zamykany do najcięższych więzień i tysiące ludzi protestowało przeciwko temu. Efekt był taki, że jak go na końcu zamknęli, to w takiej cytadeli, żeby nie było nawet żadnego dostępu, że tylko właściwie z morza i po wąskim cyplu można było, żeby armią odgrodzić go od jakichkolwiek ludzi, bo się okazywało, że nawet ci, którzy przynosili mu rzeczy, ulegali jego wpływowi i w pewnym momencie sprawy zaczynają dziać się inaczej. Bo koleś siedząc w miejscu Potrafił stworzyć taką atmosferę sobą, że dookoła niego dział się pokój.
Ludzie patrzyli sobie w oczy i przestawali robić sobie krzywdę, nieustannie powtarzając taką głupią mantrę, że na tym polega cała nasza ludzka egzystencja, że w pył się obrócisz i w pył powstanie. To jest najlepszy numer, że ten dżentelmen zaprzeczył tej teologii. Stwierdził, że jesteśmy czymś więcej niż pył. Jesteśmy manifestacją się ducha na tej planecie i nie mamy nic wspólnego z pyłem. Pył to jest tylko postać, którą przyjmujemy i gdziekolwiek się będziemy manifestowali, czy na Marsie, czy na Wenus, czy gdziekolwiek, możemy przybrać dowolną postać. I to konkretnie też pisał w swoich listach. Wczoraj podczas rozmowy mówiłem jednej, tylko taka ostatnia konkluzja, która chodzi mi po głowie, jak sobie konkluduję pewne prace naukowe ostatnich miesięcy i pewne prace mesjańskie sprzed 150 lat. To wygląda na to, że tak się właśnie dzieje, że to jest ten moment, że to jest ten czas, o którym ten dżentelmen pisał, że te dwie rzeczy zaczynają się kleić razem. Zaczynamy rozumieć, że jesteśmy tą istotą, która klei to wszystko. Nasze intencje to wszystko kleją, te badania chociażby neurochirurgów, neurobiologów amerykańskich.
Tak, tych od przeszczepów mózgu, najlepszych specjalistów na świecie, jakich możesz sobie wyobrazić, bo co jak co, ale mają największą kasę i biją wszystkich na głowę. Mają najlepszy sprzęt, najdroższy od tej technicznej strony i wpadają w takie ciekawe zakamarki tej całej historii pod tytułem: przecina się połączenie neuronowe w ludzkiej tkance, w ludzkim mózgu. Przecina nam połączenie, ono wędruje pod mikroskop i to taki, pod którym jeszcze jesteś w stanie zauważyć żywe tkanki. I nagle się okazuje, że w środku jest pustka. I najlepszy numer jest taki, że impuls elektryczny, jedna zmierzalna część aktywności naszej kory mózgowej, chociaż nikt nie wie, co to oznacza tak naprawdę. To jest po prostu impuls elektromagnetyczny o konkretnej częstotliwości, ale nikt nie wie, co to znaczy. Poważnie, nie ma takiej opcji. To jest tylko spekulacja jakiegoś dzikiego szaleńca, ale wiadomo, że impuls się pojawia i numer z tym impulsem polega na tym, że jeżeli masz jedno połączenie neuronowe, takie długie, coś jak rzeka, która płynie ze źródełka do morza, to impuls pojawia się w każdym miejscu tej rzeki spontanicznie, w tym samym momencie. I nagle się okazuje, że cała teoria o przepływie elektronów w naszym mózgu idzie się walić na drzewo, bo w ogóle nie ma przepływu od kierunku tak zwanego centralnego. Okazuje się, że cała ta teoria związana z tym, że na przykład jesteśmy zbudowani na interakcji centralnego ośrodka nerwowego w naszym mózgu, to jest bullshit i to taki centralny bullshit.
Tam w ogóle nie ma nic. Tam jest tylko, można powiedzieć, taki fizyczny sterownik, który się aktywuje, ale aktywacja tego pola następuje w środku naszych połączeń neuronowych. Koledzy to przecięli i nazwali to nanotubing. Okazuje się, że w środku jest tak zwana nanotuba, pusta w środku i tam się manifestujemy jako istota fizycznie. Pojawiamy się w swoim własnym mózgu. I ten koleś też o tym pisał. Tylko że wszystko to są takie bardzo metaforyczne zwroty. Jeżeli kumasz, o co chodzi, to złapiesz od razu, bo jest to dosłownie napisane, że jeżeli człowiek zrozumie to i to, że nie jest istotą, która jest stworzona z tego i z tego, zrozumie, że manifestuje się w pustce i tak dalej. Koleś dosłownie konkretnie miał taki opis cały tego, co teraz wychodzi, czy to w neurobiologii, w neurochirurgii, czy w fizyce plazmowej. Wszystkie te rzeczy są dokładnie tak, jak dżentelmen napisał 150 lat temu, jeszcze przed wielkimi odkryciami Nikoli Tesli.
Wyobrażasz to sobie? I napisał właśnie, że religia jest największym paskudztwem, że to psuje. To jest biznes, nic innego. To jest po prostu biznes. Ci kolesie mieli zawsze do niego największe pretensje. Właśnie Rada Rabinów, która do tej pory nieustannie zawsze pracuje z Watykanem. Zawsze taki biznes powiązany, że Watykan wszystkich chrzci i spisuje, żeby było wiadomo, od kogo płacić podatki, a księgowym jest zawsze koleś w jarmułce z pejsami. Oni tak koniec końców robią sobie takie wspólne spotkania. Czasami wyciekają zdjęcia. Stanie jest ich mało.
Takie tam historie. I on o tym jasno i wyraźnie mówił. Mówił, że ludzie, którzy reprezentują islam, dokładnie te same krzywe numery robią, że tak naprawdę za plecami swoich wyznawców dogadują się na handel bronią właśnie z Watykanem, z całym tym biznesem i tak dalej, po to, żeby to cały czas prowokować, żeby cały czas mieć to wąskie gardło interakcji, że jest milion ludzi z pięknymi pomysłami, którzy jakby ruszyli do roboty, zaczęli robić te piękne rzeczy, to świat w ciągu ułamka sekundy stałby się rajem nieprzeciętnym. Ale jest wąskie gardło licencji, wąskie gardło zastraszania ludzi i tak dalej, i przede wszystkim wmawianie każdemu z nas, że to nie jest możliwe indywidualnie w nas samych, że my jesteśmy jakąś straconą, zagubioną w kosmosie, dramatyczną historią, która musi skończyć się nieustannym rozpadem i dramatem. A się okazuje, że jest zupełnie inaczej. I właśnie o tym między innymi pisał ten dżentelmen. Tak że taka historia. Ja tutaj śledzę w ogóle jego wątki, bo sobie wpadłem troszeczkę w tą historię, bo to taka nieznana sprawa w Europie. Tu się okazuje, że całkiem nie tak dawno temu był tu taki poważny Mesjasz, który zapowiedział przyjście kolejnego Mesjasza i właściwie kolejnych Mesjaszy. I tymi kolejnymi Mesjaszami będą ci, którzy będą łączyli technologię, czyli ten stan kółek zębatych, materii, drutów, cokolwiek sobie wyobrazisz, będą łączyli to właśnie z duszą.
I śmiej się, śmiej. Tu się kłania technologia Keshe. Naprawdę. Dżentelmen pisał o miedzianych drutach między innymi, ale to dosłownie pisał. I w ogóle opisywał kilka innych rzeczy, które właśnie w tej technologii występują. Ale jeżeli znasz na przykład proces zimnej fuzji, to jest dokładnie to samo, bo właściwie mówimy cały czas o zjawiskach plazmowych. To jest technologia plazmowa dokładnie, nic innego, tylko że już w takim rozszerzonym, pełnym zakresie, który był schowany przed nami, bo wąskie gardło i się okazuje, że i energii, i zasobów, i wszystkiego mamy w bród. I naukowcy, może nie wszyscy, ale ci, którzy tam siedzieli w odpowiednich miejscach, doskonale o tym wiedzą od co najmniej 30 lat. I pan przewidział, że będzie ten moment, że pierw paru się o tym dowie, a później stanie się coś takiego, że ta wiedza wyjdzie z tej drugiej strony, od naszego umysłu, od pokoju, od tego, że zrozumiemy samych siebie. Jak zrozumiemy samych siebie jako żywe istoty, to zrozumiemy, jak działa ta technologia i wtedy stanie się tak popularne jak dzisiaj telefony komórkowe.
Jest taki ciekawy moment w historii architektury na świecie. Nazywa się wszystkie te kraje Abu Dhabi, Dubaj i tak dalej. Wszystkie te arabskie miejsca, wszystkie te oazy luksusu wybudowane na środku pustyni, zupełnie bez sensu, z najwyższymi wieżowcami na świecie. Żeby było zabawniej, część tej opowieści jest właśnie w owych strofach owego Bahalla. A głoszą one coś takiego, że kiedy człowiek wybuduje odpowiednią ilość wieżowców i spojrzy w dół i zobaczy swoją skalę, że potrzeba jest iluś wieżowców, które przekroczą coś tam. Nie czytałem akurat tego dokładnego fragmentu, ale tam jest takie metaforyczne opisanie, że musi być ileś tam wieżowców, które przekroczą konkretną wysokość, tak aby człowiek mógł spojrzeć na siebie i na swoich braci z góry, zobaczyć siebie na dole. Jest taki fajny metaforyczny obraz tego, jak człowiek łapie dystans do samego siebie, mówiąc w bardzo wielkim skrócie. I ten dystans polega na zobaczeniu w sobie tego samego, czym jest każda żywa istota dookoła na świecie. Jakim my drobnym pyłem jesteśmy w stosunku do skali tej planety. I zaakceptowanie tej swojej roli, tego wszystkiego, co tu robimy, ale tej pozytywnej, pokojowej.
I żeby było zabawniej, to było właśnie ciśnienie, które miało kilku szejków w krajach Arabii owej w dzisiejszych czasach, żeby wywalić tak bezsensowne, potężne, najwyższe na świecie wieżowce, jak tylko się da. Co nie ma zupełnie żadnego sensu, ale numer polegał na tym, że musi powstać tych wież chyba siedem czy jakoś tak, coś w tym stylu i dopiero wtedy wydarzy się ten czas, nadejdzie ten znak i coś tam kolejnego. Kolejną historią jest objawienie się naszych tak zwanych kosmicznych braci. To też tam się pojawia. Tak że wypatruj znaków na niebie, człowieku. Nie jest to wcale dowcip. Ja tu mam akurat tą historię, że zabawnie mi się czyta. Jestem właśnie po przesłuchaniu sobie angielskiego audiobooka właściwie, bo nie byłem w stanie czytać. To są takie bardzo metaforyczne zwroty. Ciężko idzie, więc leniwie wybrałem audiobooka i przewaliłem sobie krótkie myśli.
To ma swoją nazwę. Gdzie ja to mam? Mam gdzieś tego nazwę. Tak to jest z nazwami i mną. Nie trzymają się mnie nazwy. Nie trzymają, ale może znajdę. Może uda mi się gdzieś tam to znaleźć. No nie, to już zostawiamy. Sam musisz sobie poszukać. Dorobek tego dżentelmena jest naprawdę potężny.
To się w głowie nie mieści. W każdym razie mowa jest też o tym, że nadejdzie kontakt. Po prostu nadejdzie kontakt z braćmi. O tych UFO mówimy, tak że wypatruj znaków na niebie. I w ogóle jest mowa o tych znakach na niebie. Zmierzamy w kierunku pokoju i takiego konkretnego, permanentnego pokoju, który jest związany właśnie z tym połączeniem się z technologią. I ja powiem ci szczerze, że śmiać się śmiać, bo ja sobie to śledzę z troszeczkę innej perspektywy. Nie jest to takie aż bardzo teoretyczne dla mnie to, o czym pisał ten dżentelmen, bo nie wnikając już w detale, nie będę opowiadał technicznych rzeczy. Ja robię sobie eksperymenty z technologią plazmową. I robiąc sobie te eksperymenty z tą technologią plazmową, obserwuję różne zjawiska.
Szczęśliwie nie jestem tu sam. Jeden, pojawia się tu parę osób, czasami do pięciu osób nawet. Czasami przy eksperymentach uczestniczy trzy, cztery osoby i coś się tam dzieje. Tak że nigdy to nie jest tak. Nie to, że nigdy, tylko jeżeli jest taka sytuacja, która naprawdę działa, to nie ma problemu z tym, żeby cztery osoby mogły to zaobserwować. Zawsze są świadkowie, można się zastanowić, co to jest. I żeby było zabawniej, wyobraź sobie, że historie związane z opisem tego, jak propaguje pole grawitacyjno-magnetyczne, jak się wiąże substancja, w ogóle samo zachowanie się tak zwanych wolnych elektronów w polu, konkretnym polu zbudowanym przez jakiś działający reaktor konkretny plazmowy. Możesz kupić takie maszyny bez problemu na rynku. Może tak, bez zrozumienia do końca, o jakie zjawisko chodzi, ale zjawisko jest doskonale znane i wykorzystywane w ogóle od co najmniej stu lat. To jest restrukturyzowanie wody za pomocą ładunków elektrostatycznych.
Można kupić sobie masę takich maszyn na świecie, łącznie z eBayem i tak dalej. Teraz wyobraź sobie, że robisz pole elektrostatyczne i właśnie tym polem elektrostatycznym naprawiasz klastry wody. I tu jest w ogóle taki numer, że robisz pole elektrostatyczne reaktorem, które się tworzy spontanicznie i to pole restrukturyzuje wszystko, co jest w jego okolicy na przykład. Zmienia, bo takie jest. Bierzesz mierniki, wkładasz mierniki. W powietrzu wisi miernik i miernik ci świeci w powietrzu dosłownie. A nie ma tam ani kabla, ani druta, ani żadnych z tych rzeczy. Tak że przy takich eksperymentach, jak tutaj spędziłem troszeczkę czasu ze znajomymi, to jak teraz siadłem sobie, poczytałem te strofy Bahallaha, to się okazuje, że w sumie ty łebski facet, bo bardzo potężne zjawiska. Zjawiska, o których my się dopiero teraz uczymy, odkrywamy na nowo. Ja sobie myślę, że po 6 tysiącach lat, jak tak patrzę na te piramidalne historie, to myślę, że ta technologia już wcześniej była, tylko my ją odkrywamy jeszcze raz.
Po prostu tam wchodzimy tylnymi drzwiami, można powiedzieć. Zwariowaliśmy, wymyśliliśmy sobie wojny, bomby, kółka zębate. I cały ten dramat życiowy nieudanego życia swojego własnego i manifestacji tego życia na milion sposobów. Jeżeli pójdzie się drugą stroną, to jest zupełnie inna technologia i ślady tej technologii widać gdzieś tam w historii. Przynajmniej ja to widzę. Wcale nie muszę mieć racji. Śmiało możesz mnie wyprowadzić z błędu, ale niekoniecznie musisz mi dawać na to znak. Niemniej każdy ma własne zdanie na ten temat. Moje zdanie jest takie, że to już było i to jest ten moment, do którego wracamy. Kiedy spojrzę na te strofy i kiedy spojrzę na te eksperymenty, to mam wrażenie, że w wielu miejscach mówimy dokładnie o tym samym.
To jest opis zjawiska, które ja ze swoimi znajomymi obserwuję w tak zwanym domowym laboratorium. Dokładnie to samo zjawisko, które normalna fizyka nie jest w stanie ci wytłumaczyć. Normalna fizyka w tym momencie już dawno wysiadła. Normalna fizyka już dawno powiedziała do widzenia. Wszystkie prawa się skończyły, załamały. Wszystkie mierniki już nie powinny dawno działać, a dzieją się cuda. I takich rzeczy jest naprawdę masa. I nagle się okazuje, że cały świat jest anomalią, można powiedzieć, od strony naukowej, bo nauka nazywa to wszystko anomaliami. I ten dżentelmen przewidział tą rzecz, napisał to w tych swoich poetyckich strofach, że ta zmiana przyjdzie od strony anomalii, tego, czego świat, który ludzie stworzą kierowani strachem, lękiem, wojną i przemocą i tak dalej, nie będzie chciał zaakceptować i wybuduje sobie jakiś dziki obraz świata. Ten obraz świata ich pewnego dnia zacznie zawodzić i to już będzie oznaczało, że jest koniec, bo ten obraz świata nie jest w stanie się utrzymać zbyt długo w działaniu.
Tak jak współczesna ekonomia. Przecież to jest bajka dla dzieci, a nie jakakolwiek ekonomia, jakikolwiek system, który służy wspieraniu jakiejkolwiek lokalnej społeczności. Chyba że lokalną społecznością planety Ziemia nazwiemy 0,00001% mieszkańców tej planety, którym odjechało na czaszkę i żyją z prowadzenia wojen. Także historia bardzo ciekawa, historia schowana przed nami, bo oczywiście Europa oddzielona murem żelaznym, intelektualnym, inny język, Arabia to już terroryści. Robienie z nas głupków nieustannie tylko po to, żebyśmy się nie dowiedzieli, co tam za rzeką słychać. I się okazuje, że za rzeką, co nie tak dawno temu był koleś, który przewidział łącznie ze śmiercią Napoleona III, łącznie z tym, jak skończy Europa podczas pierwszej wojny światowej, łącznie z tym, jak wszyscy zwariują i łącznie z tym, co się teraz dzieje, mniej więcej tak dosyć precyzyjnie i wcale nie było to dawno temu. Mówił, że jest Mesjaszem. Przyjdą nowi Mesjasze po nim, którzy będą znakiem tej nadchodzącej unifikacji wiedzy i tego, kim jesteśmy. Że nie jesteśmy tym pyłem, z którego się manifestujemy. To, o czym już wiedzą wszyscy neurobiolodzy na świecie.
Też są takie badania ciekawe, że bada się odruchy ludzkie. I tu się okazuje, że odruch nasz nerwowy, to, że masz tyknięcie ręką i tak dalej, nie zależy od nerwów fizycznie, od naszego unerwienia, tych żyłek pod skórą. Bullshit kolejny. Się okazuje, że impuls nerwowy pojawia się szybciej w naszych palcach, gdy wykonujemy machnięcie tymi palcami, niż zamanifestuje się interakcja w naszym mózgu, która dopiero wyśle impuls do tych palców. Okazuje się, że komunikacja dzieje się na zewnątrz, w naszym polu. Jeżeli ktoś tropił to, co się działo ostatnio w nauce przez ostatnie 30 lat, od lat 80. Chociażby prace Ruperta Sheldrake'a tutaj na Cambridge University, to teraz może połączyć te wszystkie rzeczy powoli razem. To nie jest żadna tajemnica. Zresztą wiadomo, że to też była tylko tajemnica akademicka. Natomiast jak się człowiek przyjrzy na swoje życie, to właściwie całe składa się z cudów, czarów i sytuacji niewyjaśnionych, magicznych, nieprzeciętnych.
I z tego bierze się całe nasze życie. Reszta jest ciężką harówą dla Babilonu. I to jest ten kawałek życia, gdzie tracimy cały sens tego życia. Także wszystko nagle staje się powoli jasne. Wygląda na to, że ostatni tak zwani wróże, ostatni Mesjasze zapowiedzieli, że właśnie teraz jest ten moment, ten ciekawy moment zwrotu w naszej historii cywilizacji. Także kto wie? Ja tu sobie śledzę sprawy i powiem ci szczerze wszystko się zgadza. NASA odwołuje loty na Marsa po cichutku. Tajemnica poliszynela jest, o czym wiedzą wszyscy specjaliści z branży, że chodzi o napędy. NASA po prostu stwierdziło, że jest centralnie w dupsku z napędami i nowa technologia, która się właśnie pojawiła open source to, co stosują Rosjanie.
Te fajne reaktory, którymi wyłączają całe statki amerykańskie. Z strytem i wodorem. Takie małe traktorki z polami wodoru. Fajnie to działa. Przylatuje sobie taki samolocik Su i nagle wyłącza całą komunikację na całym statku. Amerykanie jak widzą tylko ten samolocik Su, to są lekko przerażeni, bo boją się, że nagle wyłączy się wszystko. A jeżeli jest to samolocik, jeżeli jest to eskadra amerykańskich samolocików, to raczej starają się bardzo szybko zawrócić do swojej bazy. Takie rzeczy się dzieją na świecie. Wiadomo, że ta technologia już się pojawiła. Wiadomo, że jest wykorzystywana w celach obronnych, nie jest wykorzystywana do celów atakowania kogokolwiek.
Kraje, które mają tę technologię, korzystają z niej na zasadzie open source. Ona jest dostępna. To jest ta technologia plazmowa. Fundacja Keshe między innymi rozprzestrzenia tą technologię człowieku. Jest kilka krajów, które się tym zajmują. Chińczycy się tym zajmują. Też był taki pokaz dla japońskich władz i amerykańskich władz, co potrafią Chińczycy, żeby sobie za dużo nie myśleli, że mogą tak wpływać na Morze Chińskie tymi lotniskowcami ci Amerykanie nieustannie. W pewnym momencie i tam pokazano moc tych reaktorów i okazało się, że łódka też może się wyłączyć zdalnie. Ktoś wyłącza statki. Nad Iranem dron amerykański został przejęty przez irański rząd, później wystawiony na eBayu.
Sam widziałem to. To było bardzo głośne wydarzenie. Gazety o tym pisały normalnie. Nie wiem, czy jest to znany fakt w języku polskim, ale na świecie jest to bardzo znany fakt. Rząd irański dla żartu, kiedy już zeskanował całe urządzenie łącznie z oprogramowaniem, zrobił sobie kopię tego wszystkiego, wystawił to na eBayu i zaoferował niższą cenę amerykańskiej ambasadzie. Jakby chcieli odebrać, to mogą im delivery zrobić. Okazuje się, że mają już taką technologię, że ściągają każdego drona. Także żadne izraelskie drony nie są w stanie przelecieć nad terytorium Iranu. Taka historia. Tak samo z Turcją.
Turcja też wypowiedziała posłuszeństwo Watykanowi i Stanom Zjednoczonym. Znana historia z tym puczem. Też przeszła na tą samą technologię open source. Ciekawa historia z tymi przepowiedniami. Ciekawa przepowiednia, ciekawe czasy. Jak się okazuje, może niekoniecznie jakiś Nostradamus, może niekoniecznie tego typu rzeczy. Może to wszystko jest bliżej. Może Edgar Cayce o tym zapomniał. Może trzeba było poczekać parę chwil i niekoniecznie ograniczać się do świata protestanckiego, katolickiego i tego typu przepowiedni, tylko spojrzeć troszkę szerzej na świat. Może się okazało, że po drodze mieliśmy Mesjasza.
Kolesia, który przyszedł, powiedział, co się wydarzy i powiedział, że wszystko jest okej i za chwilę pojawi się dokładnie to, to i to. I to jest właśnie ten moment, kiedy się to pojawia. I nie ma co panikować, bo idziemy w genialnym kierunku, w którym zapanuje na świecie pokój i miłość. Także teraz jesteśmy świadkami przesuwania się całego kosmosu, ustawiania naszej planety, tego wszystkiego, zmieniania się naszej głowy i odkrywania tego, kim my w rzeczywistości jesteśmy, jak potężnymi istotami. I że nie jesteśmy stworzeni z pyłu i nie obracamy się w pył. My manifestujemy się, ustawiając sobie te pyłowe sprawy, które zamieniają się później w nasze mięśnie, skórę i tak dalej. I ponoć, jak się okazuje, bo tak jesteśmy skonstruowani, potrafimy tym zarządzać tak, jak chcemy. Dżentelmen potrafił sobie siedzieć, nie jeść, nie pić, leczyć ludzi i tak dalej. Odszedł ponoć na własne życzenie. Po prostu powiedział, że odchodzi z tego świata.
Ponoć tak było. Nie wiem, nie było mnie przy tym, także ciężko mi to potwierdzić, ale tak słyszałem. Słuchaj, nie wiem, jak było, ale tak czy siak, bo to już nie ma co sprawdzać wiarygodności faceta, bo to już było świadectwem własnego szaleństwa umysłowego. Dla mnie facet był. Zostawił te wszystkie zapiski i wszystkie rzeczy się wydarzyły. Wszystkie rzeczy się dzieją aktualnie. Może coś w tym jest. Może było więcej Mesjaszy, może gdzieś w Azji, nie wiadomo gdzie. Może któryś z Aborygenów zostawił jakąś taką wiadomość zapisaną dla nas. Może gdzieś w Ameryce Południowej, a my jeszcze o tym nie wiemy.
Kto wie? Właśnie teraz, według tej przepowiedni, każdy z nas jest Mesjaszem tej nowej ery. Każdy z nas wskakujący w świat, który się nazywa pokój, miłość w swojej głowie. Świat, w którym nie ma już tego wewnętrznego konfliktu i próby zgarnięcia pod swoje własne dupsko jak najwięcej, jak się da i podrapania się w kroczu, żeby zawsze drapało i swędziało, bo reklama z panienką, reklama z chłopcem. Tutaj nowy samochodzik, nowy basen. Dużo pieniążków na koncie. Nie mówi się pieniędzy, tylko pieniążków, żeby to nie brzmiało tak brutalnie. Pieniążki, rozumiesz? I żeby dużo było. A może się okazuje, że chodzi o coś zupełnie innego?
Że chodzi o podróże pomiędzy planetami. Może chodzi o takie open society, w którym każdy jest wolnym człowiekiem i nikt nie ma choroby psychicznej. Wszyscy są doskonale zrównoważeni emocjonalnie, bo nikt nie ma powodu wariować z powodu jakiegoś policjanta. Jak się okazuje, tak świat może funkcjonować i to jest największym zagrożeniem dla tego świata. Bo dżentelmen, który się pojawił, właśnie ten dżentelmen, o którym tutaj cały czas dzisiaj wspominam. Miałem nic nie mówić, a się okazało, że właściwie dużo na ten temat. Właściwie chyba tylko. Bahá'u'lláh, ten dżentelmen, jak tylko przekazywał informacje o tym, jak sobie skorzystać z tego, jak sobie na przykład usiąść i się dobrze poczuć, jak się wyleczyć, jak sobie prowokować sytuacje w życiu w taki sposób, żeby było naprawdę miło, żeby dobrze się darzyło. Jak się okazuje, ludzie chcą żyć w ten sposób. Zawsze chcieli.
To się nigdy nie zmieniło. I że jedynym problemem świata cywilizacyjnego jest trzymanie takich kolesi w więzieniu i trzymanie nas z dala od tej informacji. Oni bardziej wolą nam pokazać reklamę z jakąś panienką, z chłopcem, szybkim samochodem i domem z basenem i jeszcze większym kontem z pieniędzmi oraz pięknymi wakacjami w egzotycznym raju kraju. Rozumiesz? A tu się okazuje, że gdzieś po drodze mieliśmy taką historię. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Zobaczymy. To już jest ten moment. Planety się tak ustawiły. Za parę dni kończy się to magiczne ustawienie.
Ja w ogóle chętnie, jak będę miał okazję, muszę spotkać kogoś, kto się zna zawodowo na astrologii takiej prawdziwej i porozmawiać o tym momencie w historii tej planety właśnie od tej astrologicznej strony, bo to jest niesamowita rzecz. Tam jest też masa informacji zapisanych, bo widzisz, ta informacja gdzieś tam przetrwała. Ta zabytkowa informacja. I właśnie ten dżentelmen przypomniał o części zabytkowej informacji. On zresztą mówił o tym, że to nie jest wcale jego pomysł. To jest po prostu natura kosmosu i że uważny obserwator, uważna, zdrowa istota widzi to od razu i nie ma z tym problemu. Także my właśnie wracamy do swojego zdrowia psychicznego, żeby zobaczyć i nauczyć się, że technologia, z której jesteśmy skonstruowani, technologia, na której oparty jest cały kosmos, może być obsługiwana i jest obsługiwana z zupełnie drugiej strony. Nie od tej strony kółek zębatych, huty metali ciężkich, tylko zupełnie innej. Także kto to wie. Zobaczymy.
Się okaże z czasem. To tyle mojego gadania tutaj przed mikrofonem. To się przeciągnęła troszkę hiperprzestrzeń. Ale myślę ciekawa historia. Jestem może nie zafascynowany, ale zaintrygowany historią. Gwarantuję ci, że być może jeszcze coś na ten temat powiem, bo postanowiłem, jak będę miał chwilę czasu, poprzerzucać sobie troszeczkę książek na ten temat, bo jest wcale nie tak mało w języku angielskim. Także jak będę miał tylko chwilę, to się czegoś tam jeszcze dokopię i na pewno coś ci na ten temat powiem. Ale będę też szukał jakichś pozostałych wątków, bo być może gdzieś jakiś Indianin tysiące lat temu powiedział: „Pewnego dnia, kiedy w internecie pojawi się to i to.” Nikt jeszcze nie wiedział, co to będzie internet. Rozumiesz? Może są i takie rzeczy na świecie.
Bo to by potwierdzało, że żyjemy w ciekawszym miejscu, niż nam się wydaje tak oficjalnie. Ale to już w ogóle opowieść na zupełnie inną historię. Oczywiście. A ja tymczasem znikam, człowieku, sprzed tego mikrofonu. Zostawiam się tutaj samopas. Dzięki za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Mówił do ciebie Tomek. Zapraszam na pozostałe audycje w Radiu Na Fali, które też są teraz retransmitowane przez radio Paranormalium oraz radio Czas Snu. Na streamie Radia Na Fali leci głównie muzyczka i tylko muzyczka. Aktualnie tam jeszcze nie ma porządków zrobionych na streamie, także nawet go nie wymieniam.
Zostawiamy to wszystko. Także przez radio Paranormalium i radio Czas Snu. Zaprzyjaźnione radia. Porządni ludzie. Jakby co, wesprzyj ich finansowo albo wrzuć jakąś donation. Zawsze się przydaje na serwery dla dżentelmenów. Nie zapomnij o tym, bo kawał dobrej roboty i niczego ode mnie w zamian za to nie oczekują. Wyobrażasz to sobie? To jest właśnie ta natura świata. Można powiedzieć, że czy chcemy, czy nie, poniekąd w kilku ludzi dookoła, nawet przy tym projekcie, czy chcemy, czy nie, zachowujemy się niczym wyznawcy Bahá'u'lláha Faith.
Dokładnie. Zabawne. Bo to się nazywa i się zamotałem. Bo ja to pisałem jako Bahá'u'lláha Faith. Ale jeżeli cofniesz się o 6000 lat do tyłu, to ja ci pokażę kilka bardzo ciekawych egipskich rysunków, które budzą bardzo mocno moje skojarzenia, szczególnie jeżeli chodzi o rzeczy, które tutaj widzę podczas robienia eksperymentów w nowym laboratorium. I to dawniej się nazywało, to przetrwało jako informacja, ale dzięki właśnie językowi arabskiemu: świątynia człowieka. Dom człowieka jest domem Boga. Nie ma różnicy pomiędzy egipskim oryginalnym staroegipskim zapisem, pomiędzy słowem dom Boga a dom człowieka. Wyobrażasz to sobie? Powiem ci, że świat jest jeszcze bardziej ciekawie skonstruowany, niż wielu z nas się wydaje.
Tak mi się coś podejrzewa. I będzie bardzo dużo zaskoczeń niedługo. Bardzo dużo. Także zobaczymy. Bardzo chętnie opowiem ci, czym ja się zaskoczę. Także tutaj religia człowieka. Bo to też taki drugi zapis z egipskiego. Religia człowieka, już faworyzowany przez Greków. Ale to już zostawiamy te wszystkie rzeczy. Zostawiamy.
Także dzięki ci za wysłuchanie mojej opowieści w tych jakże intrygujących czasach. Czasach zagłady starego porządku i narodzin nowego ładu. Mówię do ciebie, ja, Mesjasz Nowej Ery. Do ciebie, Mesjaszu, mówię, do ciebie. Ty też jesteś Mesjaszem. Także pozdrawiam wszystkich Mesjaszy. Dzisiaj mesjański dzień. Dziękuję jeszcze raz za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam serdecznie radio Paranormalium oraz radio Czas Snu oraz ciebie, słuchaczu i słuchaczko Radia Na Fali. Pozdrawiam cię, słuchaczu offline.
Mam nadzieję, że miło się spędziło ten czas podróżując z tymi słuchawkami gdzieś tam przez świat, a ja tu się zawijam sprzed mikrofonu. Jak się okazuje, myślę, że jeszcze zostanę na parę chwil na wieczorową porę. Także jeżeli, człowieku, nie śpisz, to myślę, że jeszcze parę chwil zapalę jakiegoś jointa z tobą na wieczorowej porze, żeby nie było, że taki burak jestem nieokrzesany i wychodzę po angielsku. Mógłbym, bo mieszkam w Londynie, ale widzisz. No właśnie. Nawet zastępcza, ale etykieta. Pozdrawiam serdecznie księcia Edwarda. Aha, i oczywiście przypominam, że prawdziwa etykieta zastępcza jest w środę o godzinie 23 polskiego czasu. W czwartek jest Chata Mistyka. Ja się tam czasami pojawiam po chacie Mistyka, także zapraszam cię serdecznie, droga słuchaczko i słuchaczu.
Oczywiście retransmitowane przez radio Paranormalium. O! I tyle z tych wszystkich ogłoszeń. I ja dziękuję tobie, Mecenasce i Mecenasie za kawkę i takie tam drobiazgi na Radio Na Fali, nawet na tą niedziałającą stronę. Powiem jedną rzecz. Nie będę ściemniał, bo tu też nie ma jakiejś napinki specjalnej. Strona Radia Na Fali idzie. Powiem szczerze, podoba mi się jak wygląda. Bardzo mi się podoba. Niedługo zobaczysz ją i ty.
Jest naprawdę nice. Tam jeszcze chcę porobić kilka rzeczy, to jeszcze parę chwil, ale to, co już jest naprawdę you're gonna love it. I love it, you're gonna love it too. Czyli mówiąc po polsku, a nie anglosasku: ja ją kocham i ty będziesz kochał. Starosłowiańskim akcentem. Tymczasem znikam, człowieku. Dzięki za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Trzymaj się w zdrowiu i do usłyszenia następnym razem. A jak jesteś tu żywcem, duchem i ciałem, zostań na wieczorową porę. Peace and love, człowieku.
Słuchałeś Radia Na Fali. Com.