Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu "Debaty niekontrolowane". Witamy wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie w ten chłodny, deszczowy, niedzielny wieczór. Rozpoczynamy w Radiu Paranormalium pierwszą po długiej przerwie audycję niedzielną na żywo, mianowicie debatę niekontrolowaną. Dzisiaj tematem przewodnim audycji będzie, będą tajemnice Dolnego Śląska, UFO i różne inne niewyjaśnione zjawiska. Głównie będziemy się skupiać właśnie na UFO, ale pojawi się też dosyć mocno wątek tak zwanego żywego folkloru. A naszym gościem jest dzisiaj autor książki, która niedawno się ukazała i którą niedawno promowaliśmy w, w ramach audycji Bibliotekarium "Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska". Jest z nami mianowicie ufolog z Legnicy, Damian Trela. Witaj Damianie. Witam serdecznie.
Zanim przejdziemy do dyskusji, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem, trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset dwa, trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa, trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można także wysyłać pytania poprzez czaty Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz poprzez czaty na naszych transmisjach na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Damianie, jak wiadomo, UFO nad Dolnym Śląskiem obserwuje się nie od dziś. Właściwie co najmniej od dziesięcioleci. Co więcej, podobne zjawiska obserwowano jeszcze w czasach, gdy tereny te przynależały do Niemiec.
No właśnie, co można powiedzieć o tych najwcześniejszych, najstarszych zapisanych obserwacjach? No tak, jeśli chodzi o temat, temat UFO na Dolnym Śląsku, w takim najwcześniejszym okresie, to niestety powiem tak: mało mamy skompletowanych informacji na temat tego, co się działo na tych ziemiach, na tych ziemiach jeszcze przed wojną, przed drugą wojną światową.
Jak wiadomo, tereny dolnośląskie były, były częścią Niemiec, więc, no, tutaj dostęp do tych informacji nam się bardzo ogranicza. Moje najwcześniejsze udokumentowane sprawy dotyczą tak naprawdę już okresu, kiedy te ziemie zostały zamieszkane przez Polaków, więc dotyczą końca lat czterdziestych dwudziestego wieku, lat pięćdziesiątych.
Niemniej jednak, wertując pewne zapiski historyczne, można się natknąć na niektóre ciekawe jakieś świadectwa, które ewentualnie mogą wskazywać na to, że mamy tutaj do czynienia z czymś takim właśnie jak UFO. Taką najwcześniejszą, najstarszą relacją historyczną jest, jest pewien cytat, który pochodzi z kronik Jana Długosza, a dotyczy on oblężenia Tatarów w tysiąc dwieście czterdziestym pierwszym roku Wrocławia. I tam, zgodnie ze źródłami historycznymi, na skutek właśnie tego mongolskiego najazdu, Henryk II Pobożny, który wtedy władał tamtejszymi ziemiami, zdecydował się na, napierając na miasto, opuszczenie i spalenie całego miasta. Ale Tatarzy, napierając, spotkali się z bardzo niezwykłym zjawiskiem. Znaczy to w ogóle według opisu Jana Długosza wynika, że tak naprawdę wtedy, jakby na skutek cudu, modlitw, modlitwy dominikana wrocławskiego Czesława Odrowąża, doszło do wystąpienia jakiegoś jasnego błysku światła, takiego słupa, słupa świetlnego, który nadleciał, który spadł z góry jakby na całe miasto i tak na tyle przeraził Tatarów, że oni odstąpili od oblężenia miasta. I to jest w zasadzie taki najwcześniejszy zapisek historyczny, który, który jest ogólnie powszechnie znany i w zasadzie on był cytowany w różnych źródłach historycznych wiele razy, ale tak naprawdę nikt go nie wiązał jakby z aspektem ufologicznym. Oczywiście niekoniecznie może być to, o czym mówimy, ale jednak pewne aluzje, biorąc pod uwagę inne jakieś znane zapiski historyczne do wątku ufologicznego, no, tutaj są czytelne, więc możemy założyć, że jest to najstarszy znany zapis historyczny z terenu Dolnego Śląska.
Późniejsze jakby jakieś informacje, do których mi się udało dotrzeć, w zasadzie już, no, dotyczą okresu jakby dwudziestego wieku. W książce opisuję między nimi takie dwa ciekawe zdjęcia, do których udało mi się dotrzeć. Takie przedwojenne zdjęcia. Możemy powiedzieć, że to jest UFO, no, tak w cudzysłowiu. Jedno zdjęcie dotyczy... W ogóle obydwa w zasadzie zostały wykonane w pobliżu lotniska Gądów Mały we Wrocławiu. To było lotnisko, które wojną we Wrocławiu. Obecnie już nie ma po nim praktycznie żadnego śladu.... Yy, ale na przykład jest pewne zdjęcie z kronik historycznych, które, mm, na którym widać podczas pewnego pikniku, który widać, był zorganizowany, yy, na terenie lotniska Gądów Mały, prawdopodobnie w roku 1905 bądź 1916. No, tutaj nie ma wyszczególnionej daty na zdjęciu, ale widać taki obiekt, yy, z tyłu, za pozującymi do zdjęcia, yy, pilotami. Możemy oczywiście powiedzieć, że był to balon, ale, no, jest to zastanawiające zdjęcie. Ja je wyłuskałem jako taką ciekawostkę. Jest jeszcze jedno bardzo interesujące zdjęcie, pochodzące troszeczkę późniejszego okresu, też właśnie z terenu, mm, Wrocławia, z terenu lotniska Gądów Mały. Dotyczy ono zdjęcia wykonanego, zdjęcia lotniczego, wykonanego w 1932 roku, na którym widać właśnie taką kulę. Jakiś ciemny obiekt kulisty, oświetlony jakby taką aurą wokół, który przemieszczał się właśnie nad, nad lotniskiem. No, też oczywiście możemy się zastanawiać, czy nie jest to skaza zdjęciowa. No, nie mamy tutaj, yy, nie mamy tutaj nic innego oprócz, oprócz zdjęcia, które jest zeskanowane, które, yy, funkcjonowało w obiegu internetowym przez jakiś czas.
Więc, no, nie mamy innych trwałych dowodów zdjęciowych, żeby zanalizować to zdjęcie bardziej dokładnie, ale ja je wyszczególniam jako takie znak zapytania. Czy to mogło być to czy nie? Nie wiadomo. Ee, już po napisaniu książki, to jest w ogóle ciekawostka taka, yy, udało mi się też dotrzeć do pewnej osoby, yy, który, która zdała mi relację, yy, swojej babci. Yy, co ciekawe, Niemki, która mieszkała właśnie na terenie Dolnego Śląska, yy, jeszcze przed wojną.
Obecnie ma, ta kobieta ma, no, ponad dziewięćdziesiąt lat. Jeszcze żyje, ale opowiadała historię swojego sąsiada, który w okolicach Kamiennej Góry w latach trzydziestych, to prawdopodobnie był trzydziesty drugi rok, podczas powrotu z pracy z pola, yy, no, świadczył prawdopodobnie bardzo bliskiego spotkania z czymś, no, nieziemskim, bo zawisnął nad nim obiekt przypominający taki trochę latający dysk.
Tak z tego opisu wynika. Ja jeszcze tej sprawy do końca nie udokumentowałem, także przedstawiam ją jako ciekawostkę. Ee, więcej szczegółów jakby takich nie posiadam. Tak więc mam nadzieję, że uda mi się uzyskać więcej informacji na temat tego ciekawego zdarzenia. Ale jest to pewien sygnał, wskazówka, że tych relacji w tamtym okresie, szczególnie właśnie z rejonu górskiego Sudetów, Dolnego Śląska, było sporo. A wszystkie kolejne relacje, które ja prezentuję w książce, w zasadzie dotyczą już lat czterdziestych, lat pięćdziesiątych i są świadectwami, yy, jakimiś obserwacji, yy, Polaków, którzy już na tych terenach spotykali się z takimi nieziemskimi zjawiskami. No, myślę, że tutaj też, yy, sporo, sporo, sporym takim czynnikiem utrudniającym dotarcie do tych relacji jest, jakby nie patrzeć, bariera językowa. Jeżeli coś jest nawet zapisane, to, to ciężko będzie do tego.
Zdecydowanie tak. Yy, no, ja nie param się płynnie językiem niemieckim. Tutaj na pewno, gdyby podjąć się tematu takiego bardzo gruntownego przeanalizowania jakichś w ogóle archiwalnych zapisków prasowych jeszcze z, yy, lat trzydziestych, może i dwudziestych, dwudziestego wieku, niemieckich, to na pewno byśmy dotarli do ciekawych jakichś relacji. Zresztą ten świadek, który mi prezentował tą historię z okolic Kamiennej Góry, mówił, że na temat podobnych zjawisk pisano właśnie w lokalnej prasie, w lokalnej prasie niemieckiej, jeszcze w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Także jest to pewna informacja, która wskazuje na to, że gdyby podjąć się jakichś takich poszukiwań kronikarskich, myślę, że na pewno by się wyłuskało niejedną ciekawą historię z tamtych lat, yy, z tych ziem.
Sądząc po, yy, wiadomościach na czacie, szczególnie na YouTube, yy, dzisiaj o wszystkich naszych słuchaczy pada. Niestety zrobiło się dosyć chłodno. Dosyć taka nieprzyjemna, yy, aura za oknem. No i słuchają nas także bywalcy, yy, niestety, oddziałów covidowych. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i żadnych komplikacji po wyjściu ze szpitala.
No i żebyśmy się następnym razem usłyszeli, oczywiście wszyscy zdrowi jak najbardziej. Yy, pomówmy teraz, Damianie, przez chwilę o tak zwanym żywym folklorze. W publikacjach ufologicznych często można natknąć się na opisy takich różnych osobliwych spotkań, które dosyć mocno różnią się od opisów, yy, jakby klasycznych załogantów niezidentyfikowanych obiektów latających.
Zastanawia mnie, Damianie, co łączy te istoty i zdarzenia z ich, yy, udziałem z ufologią? Czy między zdarzeniami zaliczanymi do żywego folkloru a obserwacjami obiektów UFO i załogantów można dostrzec pewne wspólne elementy?
Myślę, że na pewno. Yy, zresztą to jest temat, którego ja się podejmuję już od, od wielu lat i doszukuję się tutaj bardzo wielu, yy, analogii, yy, w przypadku właśnie zjawiska UFO. Nie tak dawno, ee, opublikowałem taki ciekawy, myślę, że artykuł, yy, właśnie poświęcony żywemu folklorowi na łamach pisma „Czwarty Wymiar". Tak więc zainteresowanych odsyłam jeszcze do archiwalnego numeru. To było chyba miesiąc temu. Ee, natomiast w swojej książce oczywiście też poruszam i nawiązuję do pewnych historii, do których mi się udało dotrzeć, yy, i nie bez przyczyny łączę je jakby, yy, z, z tematem przewodnim książki, bo tak jak mówię, aluzji jest bardzo wiele.
Nie jestem oczywiście, yy, osobą, która posiada najwięcej informacji w tym temacie. Tutaj na pewno przoduje, yy, Arek Miazga, który napisał bardzo ciekawą książkę niedawno, „Magiczna rzeczywistość", na temat zebranych, udokumentowanych relacji dotyczących właśnie tak zwanego żywego folkloru. No, czym jest żywy folklor?
Generalnie mówimy tutaj o spotkaniach, yy, w przeważającej większości bliskich spotkaniach-... z istotami, które kojarzą nam się z jakimiś wątkami ludowymi, w ogóle z opowieściami ludowymi, prawda? Ee, kiedy jeszcze w dwudziestym wieku, powiedzmy, zbierali w Polsce etnografowie różne relacje, ee, dotyczące właśnie różnych, yy, wątków ludowych, to napotykali nawet na wątki świadczące o tym, że takie spotkanie jakby z istotami, ee, z baśni, z ludowych opowieści, ee, one jakby istnieją dalej, gdzieś w ogóle w obiegu, yy, obiegu ludzkim. Ee, i ufologia, która rozwijała się w Polsce w latach, pod koniec lat siedemdziesiątych, jeszcze w latach osiemdziesiątych już prężnie, yy, szła do przodu, yy, można było się natknąć w tych niektórych kronikach właśnie na tego typu relacje. Tylko co się zwykle działo z takimi historiami? One po prostu nie pasowały do ogólnie przyjętego kontekstu tego, czym faktycznie UFO jest i z czym w ogóle się to UFO je. Jak wiadomo, królował i dominował wątek pozaziemski, ee, w interpretowaniu tych zjawisk. Dlatego po prostu kontekst jakichś spotkań z skrzatami, z jakimiś demonami, postaciami demonicznymi, po prostu kompletnie nie pasował do z góry założonego, mm, z góry założonej tezy.
I zwykle takie relacje gdzieś lądowały po prostu, yy, pod przysłowiowy dywan. Ee, i dopiero po latach w zasadzie się udało do niektórych dotrzeć, jakby spojrzeć na niektóre historie, ee, szerzej, bardziej od- Mamy chyba jakieś problemy z połączeniem. Halo?
Yy, szerzej, bardziej otwarcie. I Damianie? Yy, o, już straciłem wątek i nie wiem, co mówiłem przed chwilką. Szerzej i bardziej otwarcie. I w tym momencie cię urwało. Aha, aha. Szerzej, bardziej, otwarciej.
No, miałem na myśli to, że, yy... Oj, to to chyba dawno mówiłem o tym. To mnie urwało w takim razie już tak na dłuższą metę. Yy, mówiłem o, yy, polskiej ufologii jeszcze w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, kiedy tego typu relacje, yy, były zbierane przez ufologów, ale były jakby, yy, no, zakopywane pod dywan, bo nie pasowały do ogólnie przyjętego wcześniej kontekstu założenia, czym tak naprawdę UFO jest. Wtedy, jak wiadomo, dominował wątek, yy, pozaziemski i tak starano się interpretować, yy, wszelkiej maści spotkania z UFO w Polsce, yy, w PRL-u. Yy, więc teraz, po latach, można powiedzieć, te historie wychodzą na wierzch i możemy na nie spojrzeć właśnie w sposób bardziej otwarty, yy, bardziej, yy, taki obiektywny. I tutaj palma pierwszeństwa, tak jak już mówiłem, należy się Arkowi, który, yy, zebrał te relacje. Yy, sporo się świadków do niego zgłosiło. Do mnie także docierały pewne sygnały, różne relacje. Mi się udało zebrać też parę ciekawych historii. Niektóre właśnie dotyczyły też Dolnego Śląska, więc, yy, nie omieszkałem o nich wspomnieć i zawrzeć je w książce, bo one jakby budowały pełny, pełny wizerunek tego, z czym można się spotkać właśnie w tej części Polski, na terenie Dolnego Śląska.
Yy, wspominam na przykład o bardzo ciekawej relacji z bardzo wczesnej, z Barcinka. To jest, yy, właśnie miejscowość na Dolnym Śląsku i tam doszło do takiego niecieka- niesłychanego zdarzenia. Yy, to był rok, jak dobrze kojarzę, czterdziesty ósmy albo czterdziesty dziewiąty. Pewien pan, który właśnie, yy, od niedawna mieszkał tam wtedy na tych ziemiach, spacerował sobie po lesie i zbierał grzyby. To była pora jesienna. I, yy, przeczesując w zasadzie teren dobrze mu znany już, yy, spotkał nagle przy dębie jakieś dziwne postacie, które z początku wziął za harcerzy. Ponieważ, yy, te postacie były niewielkiego wzrostu, miały około metra dwudziestu, metra trzydziestu. Ubrane były właśnie w taki uniform koloru zielonego, trochę zlewający się jakby z otoczeniem.
Ee, miały na głowach kaptury, ale po dłuższym, po pełniejszym przybliżeniu się, przyjrzeniu się tym, tym postaciom, jednak uznał, że coś jest nie tak w ogóle w tym wszystkim, bo nawet chciał do nich podejść i zagadać, zapytać się, co robią w lesie. Ee, ale kiedy stanął w odległości dosłownie kilkunastu metrów, to po prostu zdrewniał, bo nagle okazało się, że te postacie zaczęły sobie spacerować po drzewie tak, jakby nigdy nic. Yy, i dosłownie tak, jakby grawitacja w ogóle nie działała w ich przypadku. Jakby miały jakieś przyssawki do butów. I one sobie tak szły po drzewie, jedne po drugim. Wchodziły po dużej gałęzi i zaraz z powrotem schodziły w dół. On stał, przypatrywał się temu z niedowierzaniem. W pewnym momencie już po prostu spanikował i uciekł z tego miejsca.
I pech chciał, że, ee, powiedział o tym, o tej, o tym swoim spotkaniu swojemu sąsiadowi z kamienicy, w której mieszkał. A tamten z kolei przekazał informację, uprzejmie donoszę, że tak powiem, ee, lokalnej ubecji. I tak oto, yy, mój świadek trafił do, yy, na komisariat milicji i musiał się grubo tłumaczyć z tego, co faktycznie spotkał w lesie, bo istniało podejrzenie, że miał do czynienia z jakimiś szpiegami amerykańskimi. No, to były lata, przypomnę, to był koniec lat czterdziestych, więc, yy, no, takie podejrzenia, tak, takie wszelkie relacje traktowano bardzo poważnie. Ale kiedy zaczął mówić o tym, że te postacie mu przypominały bardziej jakieś skrzaty niż ludzi, no to uznali po prostu, że ma- mają do czynienia chyba z jakimś wariatem, który za dużo wypił, więc wypuścili go. No, to jest niezwykła historia, też pod tym względem, że niezależnie do niej trafiłem do niemalże identycznej historii, która rozgrywała się też na Dolnym Śląsku, ale w latach siedemdziesiątych w okolicach Mójciszowa. Mójciszów to jest taki bardzo ciekawy rejon, do którego ja na przestrzeni wielu lat docierałem, yy, wielokrotnie i zebrałem tam masę różnych ciekawych relacji i obserwacji. O niektórych z nich piszę w swojej książce. Ee, nieco rozbudowaną formę zaprezentowałem też niedawno czytelnikom pisma „Czwarty Wymiar", mówiąc, pisząc właśnie o, o tym, co się dzieje wokół góry Pałąg, która jest jakby takim punktem, yy- ... Która sobie cenioną strefę anomalną, tak?
Troszeczkę tak, jakby trochę taka strefa anomalna. I tam właśnie w lesie, w pobliżu Góry Miłej, która akurat jest obok Góry Połom. W zasadzie te dwie góry jakby graniczą z, z miejscowością Wojcieszów. Rozegrało się właśnie niemalże identyczne zdarzenie, co w Barcinku. Różnica polegała tylko na tym. Okoliczności zdarzenia też były bardzo podobne, bo też to był grzybiarz, który sobie wyruszył właśnie na zbieranie grzybów do lasu i w pobliżu drzewa spotkał właśnie postacie, które też chodziły tak po drzewach, jakby miały jakieś przyssawki do butów, tylko że miały kolor bardziej czerwony tych, tych kostiumów. No i też podobna sytuacja.
Po prostu spanikował. No, nie wiedział, z czym ma do czynienia i uciekł z tego miejsca. Ale niezwykłe jest to, że dwóch niezależnych świadków opowiada mi niemalże identyczną historię. W zasadzie niewielu się różniącą, tylko, tylko czasowo rozgrywające się te zdarzenia miały miejsce jakby, no, tutaj lata czterdzieste, a tam lata siedemdziesiąte.
Tak więc ten wątek żywego folkloru, on się tam przewija na Dolnym Śląsku. I oczywiście ja piszę jeszcze o innych ciekawych relacjach. Na przykład takim jednym zdarzeniem też jest przypadek, który miał miejsce w Górach Sowich, w pobliżu miejscowości Bielawa.
To są z kolei lata pięćdziesiąte, gdzie wówczas dwudziestoparoletni pewien mieszkaniec Warszawy, odwiedzając turystycznie Góry Sowie, napotkał właśnie na swojej drodze na szlaku turystycznym takie postacie, które też przypominały mu trochę takich przedszkolaków. One nagle się wyłoniły gdzieś tam zza krzaków.
Były zakapturzone. Były ubrane też jakby w takie ściśle przylegające trochę stroje. I one się trochę dziwnie między sobą komunikowały, jakby takim świergocącym, świergocącym jakimś odgłosem. To trochę przypominało też tak nawiasem mówiąc, to, o czym opowiadał Jan Wolski podczas swojego bliskiego spotkania z załogantami UFO w Emilcinie. Trochę te dźwięki były właśnie takie świergocące, bardzo zbliżone i te postacie po prostu jakby przeszły tam z jednej strony, z jednej strony drogi na drugą. Znaczy z jednej strony na drugą część szlaku turystycznego i, no i po prostu znikły nagle mu z pola widzenia. Ale on był święcie przekonany, że to nie byli ludzie. No, też trudno nazwać to kosmitami, prawda? No bo przecież nie było żadnego w pobliżu obiektu. W ogóle ufolodzy wiadomo, że tego typu zdarzenia starają się interpretować jako tak zwane bliskie spotkania typu zero, czyli spotkanie, gdzie nie ma do czynienia świadek, gdzie świadek spotyka postacie jakichś załogantów, którzy troszeczkę dziwacznie wyglądających, ale w pobliżu nie ma żadnego obiektu UFO. No, jeśli w ogóle sięgniemy tak do literatury ufologicznej, to przypomnimy sobie, że zdarzenia, gdzie właśnie był udział jakby jakiegoś latającego obiektu, a mieliśmy do czynienia z postaciami demonicznymi, jakby troszeczkę jakby wziętymi właśnie z ludowego folkloru, to takie zdarzenia miały miejsce na przykład podczas słynnej fali UFO w latach pięćdziesiątych we Francji. Tam notorycznie dochodziło do spotkań z postaciami przypominającymi trochę karły, takie brodate, które wyskakiwały czasami właśnie z takich trochę śmiesznie wyglądających obiektów latających. I trochę miały naturę taką psotniczą w stosunku do świadków, którzy byli, którzy te postacie spotykali gdzieś przeważnie w jakichś takich zupełnie opuszczonych, odludnych miejscach. Także- No to też były podobne. Podobne przypadki chyba były we Włoszech. Tak, słynne zdarzenie w Ceninie, we Włoszech. To też lata pięćdziesiąte.
Tam te postacie też były trochę takie karłowate. One też miały taką naturę, trochę psotniczą, bo kobiecie, którą, która spotkała je na swojej drodze, chyba nawet wracając z kościoła, po prostu wyrwały wianek kwiatów, który miała w ręku, prawda? No, także takie zdarzenia mają miejsce. Ja mam też jeden taki ciekawy przypadek, udokumentowany w miejscowości Miastko w województwie wielkopolskim, gdzie pewien człowiek, przechodząc późną porą przez las, dobrze mu znany, zresztą. Był na pewno trzeźwy, chociaż miał, był na spotkaniu towarzyskim, ale twierdził, że nic nie wypił. Spotkał właśnie takie wyłaniające się zza krzaków postacie karłowate, które zaczęły po nim skakać. On stracił przytomność i jak się okazało później, kiedy się ocknął, zaczął, zaczął uciekać z tego miejsca. Okazało się, że nie ma butów w ogóle, tak jakby ktoś te buty po prostu porwał. Jak trafił do domu, to zaraz następnego dnia poszedł do kościoła się pomodlić, bo myślał, że miał do czynienia z jakimś demonem, jakimś, jakimś szatanem.
I jednej nocy był tak przerażony tym wszystkim, że jednej nocy po prostu mówi, że osiwiał. A był młodym człowiekiem. Miał chyba trzydzieści parę lat, kiedy miało miejsce to zdarzenie. Tak więc, no, te zdarzenia są niezwykłe pod tym względem, że one mają w sobie tyle tych elementów magicznych. Ale kiedy spojrzymy na nie w sposób taki bardziej rzeczowy, to dostrzeżemy wiele wspólnych elementów właśnie z bliskimi spotkaniami z UFO. Bo te postacie, które, które się gdzieś tam przejawiają w różnych relacjach, zachowują się w sposób troszeczkę taki groteskowy, absurdalny, co też można przypisać wielu załogantom, powiedzmy, obiektów UFO, które się pojawiają gdzieś w bliskich spotkaniach UFO. No, ich zachowanie też czasami bywa bardzo absurdalne.
Te postacie są często bardzo takie zmiennokształtne, potrafią przenikać przez pomieszczenia, potrafią się dematerializować, materializować. A więc te elementy występują, jak najbardziej współistnieją. I jaka jest tego interpretacja? Wydaje mi się, że po prostu wszystko jest uwarunkowane od tego, do czego ludzka świadomość, stykając się z takim zjawiskiem, z taką nie......
Nazwijmy to umownie energią z takim żywiołem, ee, będzie się odnosić w swoich, nie wiem, jakby interpretacjach. Może jest to taka forma też samoobrony, gdzie, po prostu stykając się z energią, yy, ludzka świadomość przefiltrowuje to zdarzenie i próbuje je troszeczkę racjonalizować i nawiązuje do jakby swoich jakichś takich znanych archetypów.
Dlatego możemy się spotkać współcześnie z takimi wątkami dotyczącymi żywego folkloru, aczkolwiek one oczywiście nie da się ukryć, są rzadkie. Yy, ale mimo wszystko, no sporo się ich zebrało na przestrzeni wielu lat. Udało się sporo takich relacji udokumentować.
Pozostając jeszcze przez chwilę przy żywym folklorze, która z tych historii, oczywiście z tych dolnośląskich, jest dla Ciebie najbardziej uderzająca? I czy tego typu spotkania mieszczą się w ogóle jeszcze w kategoriach ufologicznych, czy może Twoim zdaniem należałoby stworzyć dla nich jakąś osobną kategorię?
Yy, tak jak mówię, myślę, że się mieszczą, ponieważ jeśli spojrzymy szerzej na problem UFO, to możemy do niego z nim łączyć wiele, wiele elementów, nawet dotyczących zjawisk paranormalnych, zjawisk wszelkiej maści anomalnych.
Gdy zaczniemy, zaczniemy na to spoglądać szerzej, to dostrzeżemy po prostu, yy, wątek jakby innej rzeczywistości, parafizycznej rzeczywistości, która przenika naszą, nazwijmy to umownie, taką materialną rzeczywistość.
I, i te wątki, które są dla nas absurdalne, niezrozumiałe, być może są efektem tego, jak ludzka świadomość w zetknięciu z tym fenomenem odreagowuje i próbuje w jakiś sposób to racjonalizować. Ale z takich najciekawszych spotkań, to myślę, że ten Barcinek jest takim szczególnym zdarzeniem. Ja jeszcze tam opisuję w książce inne zdarzenia, bardziej współczesne. To na przykład, yy, ciekawe takie spotkanie miało miejsce w Godzieńcinie, w miejscowości, w której, yy, w której udało mi się zarejestrować w ogóle wiele ciekawych obserwacji UFO z udziałem jednego pana, który tam jest mieszkańcem, niejakiego Irka Krakowskiego.
Ale oprócz tego, oprócz niego oczywiście jeszcze zebrałem sporo innych ciekawych relacji z okolic. I właśnie w tej miejscowości, ee, pewna kobieta spotkała dziwną postać w swoim ogródku. Wieczorą porą, wychodząc na papierosa, zobaczyła nagle w ogródku postać, która przypominała dosłownie jakby dziurkę od klucza. Miała, miała wyszczególnioną głowę, tułów, ale przypominało to jednak postać. Ale kojarzyło się to właśnie z jakby taką dziurką od klucza. To była ciemnego, mniej więcej ciemnego bądź brązowego koloru postać, która dosłownie w odległości dwóch, trzech metrów od niej stała bądź też wisiała nisko nad ziemią. Kobieta, widząc to, po prostu spanikowała, uciekła do domu, obudziła wszystkich domowników i co ciekawe, akurat udało się to zarejestrować na nagraniu. Kiedy jej syn wyszedł z psem, a to był taki duży doberman, widać było reakcję tego psa, który jeszcze świeżo po tym spotkaniu węszył w pobliżu tego miejsca i zaraz automatycznie się ewakuował z tego miejsca. Wrócił szybko do domu, nie chciał w ogóle wychodzić i to zostało w ogóle nagrane. Także naprawdę rzecz niezwykła.
Ewidentnie doszło do materializacji czegoś, tylko tak naprawdę nie wiemy co. Ona to skojarzyła zgodnie ze swoją obyczajowością, że to był znak jako, jako taki zwiastun śmierci, bo później okazało się, że zmarł jej w rodzinie ktoś bliski. Zresztą miała bardzo podobne spotkanie jeszcze wcześniej, kiedy zmarła jej bodajże matka.
To niemalże identyczna postać zmaterializowała jej się w sypialni i ona była wtedy kompletnie sparaliżowana. W ogóle jej wszystkie włosy stanęły dęba, więc tak jakby dosłownie powietrze było naelektryzowane w tym czasie, w trakcie tego spotkania. No, takich spotkań jest dużo. Także to są takie jedne z, jedne z kilku, do których mi się udało dotrzeć i które opisuję. Oczywiście jest zdarzenie w Hucie na przykład. W zasadzie ono też można podpiąć pod wątek demonologiczny, wątek ludowy. Tam z kolei to były lata osiemdziesiąte, koniec lat osiemdziesiątych. Grupka ludzi wracająca, miejscowość Huta koło Polanicy-Zdrój, ee, wracająca przez las do... Chyba się zdaje się udawała do jakiegoś innego znajomego. Napotkała w lesie właśnie taką dziwną postać, zakapturzoną, która miała świecące oczy i która lewitowała nisko nad ziemią. Mówiąc krótko, ona po prostu ich nawiedzała. Po prostu oni uciekali od niej, ale za każdym razem ta postać gdzieś tam się pojawiała z boku i tak napastowała ich, mówiąc brzydko. I kiedy doszli już do, do domu, do którego się udawali, nagle zmaterializowała się ta postać centralnie przed nimi.
Wyłoniła się jakby ze mgły. I kiedy oni akurat łapali się za ręce, to ciekawe, ta postać emanowała mocniej światłem z oczu. Więc tak, jakby była w jakiś sposób zsynchronizowana w ogóle z ich reakcjami, ich emocjami. Ee, i druga grupa ludzi, która znajomych, byli świadkami tej postaci. Kiedy dotarła na miejsce zdarzenia, oni wracali. Oni jechali akurat samochodem czy motorem, jak dobrze pamiętam, a ta, a ci szli pieszo. To później się okazało, że tam trochę czasu. Więc, no też taki wątek missing time się przewinął w tym zdarzeniu. To myślę, że są takie szczególne zdarzenia, szczególne przypadki, które mi się udawało, udało na przestrzeni wielu lat zebrać i które możemy łączyć z wątkiem żywego folkloru.
Pozwolę sobie teraz przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą audycję, drugiego maja dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku, realizujemy w całości na żywo. Dawno nie było w niedzielę audycji na żywo swoją drogą i dawno nie było na żywo czegoś, gdzie dominowałoby UFO. Także jest dzisiaj okazja. Świetna okazja, żeby zadzwonić i zadać Damianowi pytanie, podyskutować na antenie.... Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium, no i oczywiście na fanpage'u prowadzonym przez Damiana Trele „Czas Tajemnic”. No i na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
Damianie, zdarzenia z udziałem UFO, które osobiście uważasz za najciekawsze, to? Oj, tych spraw, które zamieściłem w swojej najnowszej książce, jest naprawdę sporo. Tych spraw jest tak dużo, że trudno, trudno jest jakby wybrać ten najciekawszy, który z mojego punktu widzenia jest najciekawszy, bo chyba wszystkie są ciekawe tak naprawdę i warte, warte w ogóle zapoznania się z nimi, przeczytania w ogóle całej książki.
Ale jest takie jedno szczególne zdarzenie, które dla mnie jest jakby wskazówką tego, że UFO przejawia się w swojej całej okazałości nawet w miejscach, które mi są dobrze znane. Chodzi mi o pewien przypadek z Dunina, który opisałem w książce i który poznałem w zasadzie już przed zamykaniem w ogóle książki. Dotarł do mnie syn świadka tego zdarzenia. Obecnie jest to siedemdziesięcioparoletnia kobieta, która w miejscowości Dunino, to jest podlegnicka wieś, zresztą bardzo malownicza. Ja w niej bywałem wielokrotnie, bo ona słynie z walorów turystycznych i nawet przez myśl, przez myśl mi nie przeszło, że w tym, w tym miejscu, które jest mi w zasadzie dobrze znane, będę miał przyjemność dokumentować. Chyba według mnie jeden z najciekawszych przypadków ufologicznych bliskich spotkań.
No i mamy właśnie teraz słuchacza telefonicznego. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy? Halo? Witam panie Marku. Oczywiście słyszymy się. Dziwię się do Was pierwszy raz. Tak, słucham tej audycji od samego początku, jak pan ją stworzył. Pozdrowić chciałem pana serdecznie. Przede wszystkim za pana ogromną pracę- Witam, witam.
Gigantyczną, cały w ogóle, całą budowę radia i w ogóle tego wszystkiego, co do tej pory pan, pan zrobił. Dla pana Damiana. Naprawdę za książkę, którą wydał ostatnio. Za ten wkład też w ufologię, który dokonujecie każdego dnia. Gigantyczny, gigantyczny wkład. Naprawdę. To przede wszystkim to chciałem przekazać, bo pytań jest mnóstwo. Miliony. Ale jeśli chodzi o gigantyczną pracę, jaką wykonaliście, to jest niesamowite, co robicie. Naprawdę.
Dziękujemy bardzo za słowa uznania. To jest to najważniejsze. Naprawdę jestem całkowicie pochłonięty tym wszystkim. A pytanie, jakie mam? Aha, generalnie, jeśli mógłbym zadać, bardzo prosiłbym o taką rzecz. Powiedzcie panowie jedną rzecz. Czy macie to czasami też takie, takie hipotezy? Może w ten sposób stawiacie, że te wszystkie zjawiska to jest jako UFO, to jest jeden potężny worek zjawisk nie tylko fizycznych, a parapsychologicznych. Możliwe, że jakichś zjawisk, które my sami kreujemy.
Plus, plus, może jakichś zjawisk, jakiejś cywilizacji, jakichś bytów różnego rodzaju, które zamieszkują nasz padół ziemski tutaj. I to wszystko generalnie generuje tak wiele różnych rzeczy, zjawisk, które my ludzie pojmujemy na swój sposób każdy. I stąd wynika może różnorodność tego całego zagadnienia. A my jesteśmy jako te na... podrzędne istoty, które generalnie sami siebie gloryfikujemy, wyciągamy gdzieś tam za kołnierz całej siły do góry, na piedestał, a nie zdajemy sobie sprawy z tego, że różnica między nami a szympansami czy innymi zwierzakami jest tylko delikatnie subtelna po prostu. My coś kreujemy już rączkami, mózgami, a te zwierzątka po prostu do nas dopiero dorastają. I w gruncie rzeczy możliwe, że za ileś milionów lat, jak damy szansę im, nie zniszczymy świata kataklizmem nuklearnym czy pandemią, to możliwe, że one by mogły nam po prostu pomagać w kreowaniu tego świata. A te inne byty boją się po prostu o ten cały świat, że go zaprzepaścimy i pokazują się nam po prostu, że są, że też chcą żyć, mają prawo i obawiają się o to, że możemy to wszystko zniszczyć.
No, powiem szczerze, bardzo, bardzo trafnie pan to tutaj ujmuje, bo na problem UFO, tak jak ja zawsze to podkreślam, należy spoglądać szeroko, a nie wąskotorowo. Wąskotorowe myślenie, myślenie jest tutaj no niewskazane, choć nie ukrywam, że ja na początku jakby swojego, swojej działalności, kiedy wstępowałem w ruch ufologiczny, to byłem zwolennikiem jednej koncepcji.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że jest to na pewno kompendium szerokiej maści różnych zjawisk, które się na siebie nakładają i co oczywiście samo w sobie nie wyklucza tego wątku pozaziemskiego, który bardzo mocno się zakorzenił w świadomości w ogóle badaczy UFO, nie tylko w Polsce, ale w ogóle za granicą, na Zachodzie i który kształtuje w ogóle wizerunek, wizerunek UFO.
Ale myślę, że ten wątek bardziej parafizyczny-... Jest bardziej decydujący w ogóle w kwestii poznawczej tego zjawiska. Szczególnie gdy przy- przyjrzymy się bliskim spotkaniom z UFO, bo z nich można najwięcej wyciągnąć różnych informacji. Możemy jedynie ubolewać nad tym faktem, że jest ich zdecydowanie mniej albo bądź wręcz można powiedzieć wcale, bo większość tego typu relacji dotyczy, dotyczy już odległych lat. Jakby nie patrzeć, gdy ja w ogóle zaczynałem swoją działalność aktywną jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych, no to tych spraw było sporo. One stopniowo wygasały. Już teraz możemy mówić naprawdę o generalnie tylko jakichś dalekich obserwacjach. I tutaj, tak jak pan mówi, możemy pod te niektóre relacje podciągać naprawdę wszystko.
Przeważnie mówi się o jakichś obserwacjach latających trójkątów. W obecnych, obecnych czasach i tutaj pole interpretacji jest naprawdę bardzo szerokie. Czym mogą być te zjawiska, prawda? Jeśli mówimy o jakichś dalekich obserwacjach, szczególnie nocą, no to naprawdę można, można nawet ulec poważnemu złudzeniu, że ma się do czynienia z czymś nieziemskim. A tak naprawdę może być to zjawisko, które w pełni się mieści w kategoriach ziemskich zjawisk, nie?
Natomiast jeśli mówimy o tych bliskich spotkaniach, to w nich jest tak duży ładunek paranormalny, zakorzeniony, że, że bardziej skłania nas to ku interpretowaniu tych zjawisk, fenomenów w stronę właśnie jakby takiej sfery, sfery może nie pozaziemskiej, ale bardziej sfery niefizycznej. Sfery takiej pochodzącej gdzieś prawdopodobnie z równoległego domenu rzeczywistości. Takie, takie założenie myślę, że jest bardziej trafne. Natomiast jeśli mówimy o jakichś światłach gdzieś daleko widzianych, no to wtedy możemy mówić o wszystkim, prawda?
Nawet nie wykluczając fenomen pozaziemski oczywiście. Panie Damianie, ja chciałbym przeprosić w ogóle Państwa, wszystkich słuchaczy, że nie przedstawiłem się. Darek z Olsztyna. To nie brak kultury, tylko troszeczkę stresu. Dlatego- Nie ma za co, panie Darku.
Próbowałem się połączyć, ale tak czasami bywa, że człowiek się zestresuje. Darek z Olsztyna. Bardzo was przepraszam. Chciałem w ogóle jeszcze pozdrowić tych, których nie ma na linii. Tych, których już w ogóle nie ma, bo myślę, że nas słyszą z innego świata. Ludzi wielkich, którzy...
Dużo ludzi podchodziło. Widziałem ten piękny wywiad pana z panem Zagórskim. Bardzo, bardzo niesamowite rzeczy i w ogóle generalnie nie chciałem przeszkadzać. Może już nie będę zawracał głowy. W każdym razie wszystkich słuchaczy przede wszystkim, którzy są wierni.
Widzę, z powrotem wracają. Cieszę się bardzo, że ludzie zaczęli otwierać wreszcie głowy. Co prawda dużo to tytaniczną pracę zajmuje, żeby ludzie wrócili z powrotem do swojej Matki Ziemi, żeby zrozumieli pewne rzeczy, że świat nie jest tylko jeść i załatwiać się, ale coś więcej. Bardzo skomplikowanym jest materią. Ja też w życiu miałem bardzo wiele takich od dziecka, takich sytuacji, w których wiecie, panowie, byłem czasami od dziecka komponowany na inną istotę, niż jestem, ale miałem wrażenie czasami, że jestem. Mam problemy z percepcją, mam problemy z psychiką.
Czasami to dekodowało nawet na jakąś chorobę psychiczną, a okazuje się, że po latach doszedłem do wniosku. Zacząłem robić zdjęcia i różne rzeczy i wychodziło, że to, co widzę w dzieciństwie, widziałem, okazuje się prawdą. Zacząłem od tych orbsów, jak wy tam to nazywacie orbsami. Mam tysiące tych zdjęć. Już na Roberta Bernatowicza im tam wysyłałem, ale to są rzeczy już tak teraz oczywiste, że nawet o tym nie rozmawia się często, ale no dużo rzeczy widzę, które fotografuję i które wychodzą po prostu. No, niesamowite rzeczy spotykam w życiu, o których można by było przy innej okazji, gdyby był czas może na inną, na inną audycję, to się dodzwonię. Wtedy będę już bardziej mniej ze-- mniej zestresowany, bo to już będzie następny raz. Może mi się uda tak troszeczkę łatwiej mi będzie. A na razie chciałem pozdrowić Panów wszystkich i słuchaczy, przede wszystkim też. I nie będę już przeszkadzał. Schodzę z linii. Kłaniam się mocno. Dziękuję państwu Serdecznie. Dziękujemy bardzo.
Absolutnie pan nie przeszkadza. Dziękujemy za ten telefon. Pozdrawiamy serdecznie. Ja tak jeszcze tylko dodam na koniec. Damianie. Tak jeszcze tylko dodam na koniec, że to, co pan mówi, jest takie szczególne, bo w ogóle chyba profil psychologiczny ludzi, którzy interesują się tego typu zjawiskami. Moim zdaniem z doświadczenia wskazuje, że to są często ludzie sensytywni, którzy potrafią przyciągać różne zjawiska do siebie i to też ich w jakiś sposób nastraja w ogóle na taką literaturę i bardziej otwiera chyba na tego typu tematykę. I to też się tyczy samych świadków obserwacji UFO.
Ja myślę, że ich też natura jest bardzo wyeksponowana. Mhm. Tak, tak? Często bywa tak, jak ja wśród swoich znajomych, nielicznych, którzy się tym tematem interesują, zauważyłem, że oni nie chcieli się nigdy interesować w życiu tymi tematami, bo byli ludźmi są stąpającymi twardo po ziemi. Ale te rzeczy, one same na siłę przychodzą. Tak.
I to nie jest tak, że wie pan, na przykład ja chciałem się interesować. Ja nigdy w życiu nawet bym nie pomyślał gdzieś tam. Po prostu to się zaczęło od tego generalnie już od dzieciaka, że widziałem rzeczy, które przelatują koło mnie bardzo blisko, migają przed oczami.
No i rodzice jak to rodzice, no, mieli wrażenie, że no coś jest z dzieckiem nie tak, tak? Znaczy widzisz coś, co ci śmiga, bo czasem zamykasz oczy, to przesuwa się z jednego oka. Chcesz zasnąć, to się przesuwa jak flesz z jednego oka do drugiego oka w nocy, w ciemnym pokoju i robić naświetlenie, jak jakimiś reflektorami. To człowiek po prostu mały, taki ośmio, dziesięcioletni, no, uważany jest za kogoś, kto po prostu ma problem.
No wiadomo jaki tak, ale gdy dorasta, okazuje się, że to, co widzi, da się sfotografować. I nie dość, że to, co widzi, to jeszcze jest interesujące.... trafi to posadzić sobie na nosie taki krążek, na przykład pięcio, ośmiocentymetrowy i, i pokazuje te zdjęcie, że patrzcie, ja tu patrzę, dotykam tego palcem, ja to widzę, a wy myślicie, że ja jestem, no, po prostu coś ze mną jest nie tak. To taki jeden z przykładów. No i, i generalnie z wiekiem do ciebie dociera, że po prostu to faktycznie jest tak? I to, czy chcesz się interesować, czy nie, to już nie jest już twój wybór, tylko to coś w pewnym sensie narzuca ci, że masz rozbudowywać świadomość, że istniejemy, jesteśmy pod różną postacią, jakieś różne zjawiska, że my tu jesteśmy. Nie żyjesz sam, że nie tylko praca, rodzina, tylko jest coś więcej, tak? Co dokładnie? Ciężko powiedzieć, bo to nie chce nam powiedzieć prosto w oczy tak, ale daje nam do zrozumienia, że tyle mogę wam pokazać.
Jestem, tak. Wiedzcie o tym, że jestem. No na pewno, na pewno ma pan rację w tym i myślę, że takie spotkania z czymś takim nieziemskim otwiera ludzi na pewno i pobudza ich, jakby otwiera ich od... i odciąga od tej sfery mechanistycznej, tej materialnej. I wtedy tacy ludzie zaczynają przechodzić jakby nawet jakieś takie przewartościowanie osobowości po zetknięciu z czymś takim. Ogromne. Tak, tak.
Dlatego, że ja generalnie planowałem w młodości jeszcze chciałem być księdzem, ale oczywiście ten ksiądz, no, to rozwiało wszystko to, że tam są sytuacje. No, wiadomo, no, nie pasowały mi pewne rzeczy, które tam są. Ja chciałem mieć też rodzinę normalną i być księdzem. W ten sposób tak, tego się nie da zrobić, bo są celibat i inne rzeczy, ale pomijajmy to.
Jestem w wieku teraz pięćdziesięciu lat, już mam pięćdziesiąt lat na karku i powiem wam szczerze, że te doświadczenia ukrywałem ciągle. Moja rodzina wie o tym, co ja widzę i co, bo robię zdjęcia, chwalę się z nimi. Widzą to na żywo.
Też kręcę filmy, tak, śmiejem się z tego po prostu. Tam no, nawołujemy to coś, co lata i tam bawimy się tym po prostu. I fajnie jest. Wszyscy w rodzinie nie mają z tym żadnego problemu psychicznego czy innego, jakby to zostało. A generalnie po wielu latach dopiero człowiek się odważa o pewnych rzeczach mówić, jak widzi, że coraz więcej odważnych ludzi jest, którzy się otwierają, tak? Dzięki temu właśnie, że są tacy ludzie jak wy, którzy no, wkładają ogromną pracę w to, że my możemy się otwierać, bo wtedy żyjemy normalnie.
Gdyby nie było tego, co wy robicie, to generalnie rzecz biorąc, wielu ludzi byłoby w ogromnej depresji, w niepewności, w takim znaku zapytania by żyło, myśląc, że coś jest z nimi nie tak. A tak my wiemy, że to jest z resztą coś nie tak, a z nami jest wszystko tak, jak trzeba, tak. I to jest ten właśnie plus. Szkoda, że jesteśmy w mniejszości ciągle jeszcze, ale myślę, że dzięki tej tytanicznej waszej pracy to w którymś momencie takie, tacy ludzie jak Jan Wolski między innymi, jak zacząłem śledzić tam wszystkie te relacje, nie tylko jego zresztą, które naprawdę były namacalne, na które są dowody tak ogromne, że to nie da się porównać pewnych rzeczy, to po prostu, no, my jesteśmy górą. Będziemy kiedyś górą w sensie takim, że reszta wreszcie uświadomi nie ci, którzy się kształcą i którzy mają jakieś tam papiery, dyplomy zawieszone w gabinetach, tylko ci, którzy faktycznie w praktyce żyją tak.
Tak myślę. Taką mam nadzieję przynajmniej. Dziękujemy bardzo. Kłaniam się mocno. Dziękujemy. Dziękujemy. Pozdrawiamy. Dziękujemy bardzo za telefon i wróćmy, Damianie, do tych najciekawszych według Ciebie zdarzeń z udziałem UFO. Może, może spróbujmy od początku to pytanie ruszyć, bo tutaj dosyć wcześnie- No właśnie przypomniałem sobie, co mówiłem, bo mówiłem o zdarzeniu w Duninie.
To tak powiem, bardzo ciekawie to koresponduje z tym, co przed chwilą usłyszeliśmy od słuchacza, bo była mowa o tym, że ludzie, którzy stykają się z czymś takim, są bardziej jakby sensytywni, bardziej nadwrażliwi na pewną, pewną sferę zjawisk, powiedzmy, parafizycznych, które, z którymi się stykają. I myślę, że to, to świetnie nawiązuje właśnie do zdarzenia w Duninie, które miałem przyjemność w sumie udokumentować jeszcze, jeszcze przed zamykaniem w ogóle książki.
Także ten rozdział został dopisany już kiedy książka była w trakcie redakcji. Rzecz miała miejsce, jak mówiłem, pod koniec lat czterdziestych. Tak więc jest to jeden z najwcześniejszych, najstarszych w ogóle relacji, w ogóle bliskich spotkań trzeciego stopnia, które udokumentowałem na terenie Dolnego Śląska, bo dotyczy to czerwca czterdziestego dziewiątego roku. Miejscowość pod Legnickim Dunino. Obecnie ta pani ma siedemdziesiąt parę lat. Wtedy była jeszcze chyba siedmioletnim, siedmioletnią dziewczynką i ona doświadczyła wraz z dwiema innymi osobami. To był jej, był brat jej ojca oraz sąsiad właśnie bliskiego spotkania z takimi, z takim przedziwnym obiektem i równie przedziwnymi załogantami tego obiektu.
Obiekt wylądował niemalże na wprost jej domu, na polu. Rzecz miała miejsce z samego rana i wtedy do jej domu właśnie przybył sąsiad wraz z bratem jej ojca, mówiąc, że coś wylądowało na polu. I ona bardzo ciekawa wyszła. Zresztą cała rodzina wyszła na zewnątrz, ale nie każdy miał tyle odwagi, aby podejść tam bliżej.
Ona z ciekawości pobiegła, będąc jeszcze w piżamie, na boso, w to miejsce i nagle patrzy tam stoi obiekt w kształcie takiego stożka z oknami wyszczególnionymi z lewej i z prawej strony, takimi prostokątnymi oknami.
A wokół obiektu krzątają się dwie postacie, w zasadzie przypominające ludzi, mniej więcej wzrostu mężczyzny, dorosłego mężczyzny, ubrane w takie wciąż przylegające kostiumy, zakrywające praktycznie całe ciało, za wyjątkiem twarzy.... ee i kiedy oni całą trójką podeszli w stronę tych postaci, to natomiast tamte widać, były czymś zajęte i nagle podeszły do nich i zaczęła się jakby taka wymiana zdań, ale w dwóch jakby językach: języku obcym i języku polskim. Bo wiadomo, jedna strona mówiła w języku polskim, a druga próbowała się z nimi jakby komunikować w zupełnie im nieznanym języku. Nie był to na pewno język rosyjski, bo przecież wtedy już koniec lat czterdziestych, ee, tą część Polski, ta część Polski została zalana przez wojska radzieckie. W Legnicy przecież stacjonował chyba największy, największy oddział wojsk radzieckich. W ogóle Legnica po dziś dzień jest uznawana za taką małą Moskwę.
Tak więc na pewno nie był to język rosyjski, ale jakiś taki kompletnie nieznany, pomieszanie jakby kilku języków. I te postacie jakby próbowały ze sobą coś, próbowały przekazać im coś. Natomiast było to kompletnie niezrozumiałe. Ee, sąsiad nawet tego świadka, tej pani, zaproponował nawet gościnnie, zaprosił ich do siebie.
Chciał, żeby weszli do domu, do nich, ale widać było, że nie było tego zainteresowania takiego. Natomiast w pewnym momencie te postacie jakby ukłoniły się grzecznie i w pewnym momencie otworzył się właz w pojeździe i one do tego przez ten właz weszły do środka pojazdu. Jeszcze wchodząc, kazali się cofnąć, aby nie zetknąć się z startującym obiektem, który nagle wystrzelił do góry i poleciał w stronę Legnicy. I co ciekawe, ta pani tak naprawdę wydaje mi się, że to zdarzenie z bardzo wczesnego okresu dzieciństwa otworzyło ją. Mam takie wrażenie nieodparte na, na tą sferę właśnie paranormalną, bo później doświadczyła wielokrotnie różnych, różnych tego typu zdarzeń. W sumie jeszcze jedno bardzo podobne zdarzenie miała w latach sześćdziesiątych. Też rozegrało się ono w tej samej miejscowości, niemalże w takich samych okolicznościach, bardzo podobnych. Tam również byli inni świadkowie, niestety już nieżyjący, którzy no, mogliby ewentualnie poświadczyć autentyczność tej historii. Ee, ale oprócz tego ta pani miała wiele innych różnych obserwacji, wiele różnych zdarzeń właśnie o charakterze paranormalnym, co świadczy o tym, że była i jest postacią, jest osobą sensytywną. Jest osobą, która, która prawdopodobnie, której świadomość bardziej koresponduje właśnie z takimi zjawiskami.
I ja mam takie nieodparte wrażenie po wielu latach badania, dokumentowania zjawisk UFO, że te osoby, które szczególnie doświadczają właśnie takich skrajnie bliskich spotkań z UFO, są bardziej otwarci na te zjawiska. I w jakiś sposób ten fenomen bardziej kontaktuje się z nimi. Może inaczej.
Może ma bardziej otwartą furtkę na kontakt właśnie z takimi ludźmi, którzy później stają się na przykład jakimiś kontaktowcami, a jeszcze w dawnych, zamierzchłych czasach stawali się jakimiś prorokami i tworzyli różne swoje systemy wierzeniowe. Bo nie da się ukryć, że prawdopodobnie temu zjawisku zawdzięczamy utworzenie się różnych bieżeń religijnych. A nawet współcześnie. Przecież na pewno w wielu przypadkach przyczyniły się one do stworzenia różnych sekt. Tak więc to zdarzenie jest dla mnie takie bardzo szczególne. Jest jeszcze jedno bardzo ciekawe zdarzenie, które dokumentowałem. I to było jedno z pierwszych zdarzeń w ogóle, które dokumentowałem jeszcze na swoim początku swojej działalności, takiej aktywnej działalności, kiedy wstąpiłem w ruch ufologiczny, kiedy przynależałem jeszcze do legnickiego Klubu Badawczego UFO. A rzecz miała miejsce na Rozdrożu Izerskim, niedaleko Szklarskiej Poręby. Myślę, że o nim jeszcze podyskutujemy dzisiaj, jak nam starczy czasu.
Chciałem powiedzieć Rozdroże Izerskie na pograniczu, Rozdroże Izerskie w Szklarskiej Porębie, tak? Tak, tak, tak, tak, tak. Chodzi o zdarzenie z lat, z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Ja o tym piszę właśnie w swojej książce. To jest jedna ze spraw, którą opisuję i którą dokumentowałem jeszcze w swojej wczesnej działalności.
To w ogóle jest sprawa bardzo dobrze udokumentowana, bo spotkaliśmy się tam z jednym ze świadków. Kilkakrotnie jeździliśmy w to miejsce zdarzenia, a rzecz miała, rozegrała się właśnie w pobliżu Szklarskiej Poręby, mniej więcej na wysokości Zakrętu Śmierci, który tam jest przed, przed wjazdem do Szklarskiej Poręby.
Lata osiemdziesiąte. Dwójka osób wraca sobie samochodem ze Świeradowa-Zdroju. Przyjeżdża późną porą przez drogę, która właśnie wiedzie w stronę Szklarskiej Poręby. I nagle na jednej stronie wzgórza zaczynają pojawiać się dziwne światła.
I tak się zaczyna właśnie ta niezwykła historia, bo z początku ci świadkowie pomyśleli, że mają do czynienia z jakimś, jakimś patrolem Straży Granicznej, który przeszukuje teren i nie wiem, poszukuje kogoś. Ale oczywiście się zatrzymali samochodem, aby przyjrzeć się temu bliżej. Te światła znajdowały się od nich gdzieś w odległości dwustu metrów. Może. Przypominały trochę takie światła latarki przemieszczające się właśnie wzdłuż, w dół zbocza. Teren tamtego miejsca jest dosyć nierówny, więc co ciekawe, te światła nie poruszały się w sposób chaotyczny, ale bardzo płynny, tak jakby się dosłownie unosiły nad ziemią, nisko nad ziemią. I nagle zrobiło się ich bardzo dużo. Z początku było to kilka, kilkanaście, później już nawet kilkadziesiąt, a może i nawet kilkaset. I kiedy te światła już zaczęły się bardzo przybliżać w stronę świadków, to oni spanikowali i odjechali z tego miejsca. I tutaj dzieje się rzecz kolejna, niezwykła, bo przejechali dalej i nagle patrzą.
Przed nimi wyłania się jakby z jednej strony lasu gigantyczny taki obiekt przypominający właśnie taki, no, można powiedzieć, rasowy...... Klasyczny latający spodek, taka miska odwrócona z rzędem świateł widocznym. Od tego obiektu odchodzą jeszcze takie smugi i ten obiekt przelatuje z lewej na prawą stronę jezdni. Oni po prostu patrzą na to i z niedowierzaniem. I zatrzymują się oczywiście i patrzą, co się dzieje dalej.
Obiekt chowa się jakby po drugiej stronie lasu i po chwili znowu się pojawia, jakby od tej strony, od tej samej strony, z której wyleciał na początku. Czyli tak, jakby zataczał kręgi nad, nad tym miejscem. Oni tak stali i przyglądali się temu.
Takich pętli ten obiekt zrobił kilka. W pewnym momencie już kobieta, która była jednym ze świadków tego zdarzenia, spanikowała i po prostu powiedziała: "Uciekajmy z tego miejsca". Przejechali oni przez Zakręt Śmierci. Jeszcze stwierdzili, że może z pewnego punktu w Szklarskiej Porębie będą obserwować to, co tam się dzieje, bo mieli tam akurat dobry widok na całą tą arenę Grzbietu Kamieńczyka. I co ciekawe, ten obiekt dalej w tamtym miejscu się przemieszczał.
Właśnie tak krążył, krążył, jakby robił takie pętle i w pewnym momencie gdzieś schował się za pobliskim wzgórzem i przestał być widoczny. Takich spotkań oczywiście ja na przestrzeni wielu lat udokumentowałem sporo, ale to akurat było dla mnie takie bardzo uderzające, bo ja się po raz pierwszy tak naprawdę styknąłem z taką, wtedy jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy dokumentowałem to wspólnie z członkami Klubu Legnickiego, te zdarzenie. Spotkałem się z czymś, co mnie osobiście bardzo uderzyło, bo osobiście sam doświadczyłem podobnego zdarzenia. Zresztą, o czym piszę w swojej książce w sposób trochę taki sfabularyzowany, o swoim takim spotkaniu, które otworzyło mnie troszeczkę na tego typu zjawiska i ukierunkowało moje zainteresowania, a później już taką działalność bardziej aktywną, badawczą. I kiedy ja stykałem się, stykałem się wtedy z człowiekiem, który opowiadał mi historię swojego przeżycia. Opowiadał ją po latach oczywiście, ale z takim przejęciem i zainteresowaniem. Zrozumiałem, że tak naprawdę te zdarzenia są po prostu kapitalnie ciekawe i to jeszcze bardziej mnie wciągało. I dalej poszukiwałem takich niezwykłych relacji, a ich na przestrzeni dwudziestu lat mojej pracy zebrałem naprawdę sporo na terenie Dolnego Śląska.
Ale zdarzenie na rozdrożu Izerskim jest myślę, że takim jednym ze szczególnych zdarzeń. Słuchacie Państwo debaty niekontrolowanej w Radiu Paranormalium. Mamy dzisiaj dwudziesty pierwszy. Przepraszam bardzo.
Mamy dzisiaj już drugi kwietnia 2021 roku. Tematem przewodnim dzisiejszej audycji są tajemnicze zjawiska na Dolnym Śląsku, z głównym naciskiem na UFO i żywy folklor. Ale nie tylko, bo tutaj również pojawiają się na czacie pytania o inne zjawiska, także takie bardziej fenomeny, jakby kryptozoologiczne, że to tak ujmę. Pozwolę sobie przypomnieć teraz kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa.
Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Czekamy także na Państwa pytania i komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium, no i oczywiście na profilu bloga Czas Tajemnic prowadzonym przez Damiana Trele. Jesteśmy także na grupach Radio Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
Przejdźmy teraz Damianie do kwestii tak zwanych stref anomalnych. Czy na mapie Dolnego Śląska występują miejsca, w których zagęszczenie zjawisk paranormalnych jest ponadprzeciętne? Miejsca zarówno większej, jak i mniejszej powierzchni, na przykład uroczyska. Innymi słowy, czy można na mapie Dolnego Śląska wyznaczyć obszary tak zwanych stref anomalnych? Myślę, że zdecydowanie tak. Zresztą ja tak opisując różne przypadki w swojej książce, starałem się geograficznie troszeczkę usystematyzować w ogóle te zebrane relacje ze względu na dany region, bo w tych różnych regionach Dolnego Śląska udało mi się, niektórych udało mi się zebrać ponadprzeciętną ilość tych różnych relacji, obserwacji, które wskazywałyby na to, że w danych miejscach istniała bądź też istnieje dalej pewna, pewna strefa wzmożonej aktywności UFO.
Jeśli mówimy o takich małych strefach, że tak powiem, w cudzysłowiu strefach anomalnych, to myślę, że to uroczysko to tak świetnie oddaje niektóre, niektóre miejsca na Dolnym Śląsku, gdzie UFO pojawiało się ponadprzeciętnie w niektórych obszarach. Natomiast mówiąc już bardziej o takich bardziej szerszych terytorialnie obszarach, to na pewno mogę wyszczególnić kilka.
Myślę, że na przestrzeni wielu lat w okolicach Legnicy sporo działo się w temacie UFO. Wrocław jest też takim bardzo szczególnym miejscem, o czym zresztą piszę obecnie w najnowszym numerze Nieznanego Świata, opisując różne przypadki właśnie obserwacji UFO z terenu Wrocławia, które w zasadzie nie udało mi się też podpiąć pod książkę, bo nie da się ukryć, że książka jest monumentalna. Liczy sobie prawie pięćset stron i ciężko było zebrać jakby do kupy wszystkie te przypadki. Dlatego wyszedłem troszeczkę poza, jakby poza obszar książki i w tym artykule-...
opisuje sprawy, które nie zostały ujęte w książce, a są myślę, że bardzo ciekawe. I Wrocław pod wieloma względami jest bardzo ciekawy. Ma różne, można powiedzieć, wytypowane strefy, których rejony, w których często, często się obserwowało UFO.
Dzielnice, może tak nazwijmy bardziej takie jak na przykład Nowy Dwór, jak okolice lotniska w ogóle Wrocławia, Muchobór Wielki czy też Popowice, rejony Starego Miasta. No, w tych miejscach udało mi się naprawdę sporo różnych relacji zebrać. Niektóre są naprawdę ciekawe.
Te, o których piszę w artykule Nieznanego Świata, dotyczą już akurat nie moich spraw, które osobiście dokumentowałem, ale które uznałem, że są bardzo ciekawe, bo tam one zahaczają właśnie o bliskie spotkania trzeciego stopnia. To są sprawy, które dokumentowane były wiele lat temu przez, przez inne grupy badawcze UFO z Dolnego Śląska. Tak więc Wrocław, okolice Legnicy.
Na pewno obszar górski, w ogóle obszar Sudetów, Sudety Zachodnie, Kotlina Jeleniogórska, Przedgórze Sudeckie. W ogóle cały, cały obszar Sudetów, w tym wyszczególniając oczywiście szczególnie obszar Karkonoszy. To jest, to jest miejsce naprawdę bardzo aktywnej działalności czegoś, co możemy nazwać jako UFO.
Są jeszcze inne obszary, na przykład okolice Wrocławia. Tak już mówiąc o takich uroczyskach, to takim właśnie ciekawym miejscem jest miejscowość Naborów. To jest miejscowość położona koło Brzegu Dolnego. Ja w te rejony bardzo często docierałem. Przez wiele lat, dokumentując różne przypadki od niezależnych ludzi, ludzi nieznających się w ogóle ze sobą. Natomiast w miejscowości Naborów udało mi się udokumentować trzy przypadki od ludzi, którzy się też właśnie ze sobą nie znali, a one miały miejsce w bardzo krótkim przedziale czasowym. Dokładnie w dziewięćdziesiątym siódmym roku. Ja te sprawy dokumentowałem po latach wprawdzie, ale ciekawa jest rzecz. One się rozegrały na przestrzeni dosłownie chyba miesiąca czy dwóch miesięcy, jeśli dobrze pamiętam.
Jedno z tych zdarzeń jest naprawdę ciekawe, bo w ogóle dwa w zasadzie dotyczą jakiegoś takiego przeskoku w czasie. Jedno miało miejsce z udziałem pewnego pana, który mieszkał w pobliskiej miejscowości Stopno i wracał późnym wieczorem rowerem przez pewien odcinek drogi między Brzegiem Dolnym właśnie a Naborowem. To jest taka otwarta przestrzeń.
Tam w zasadzie nie ma nic szczególnego, oprócz tego, że są tam pola, a po drugiej stronie jezdni stoi krzyż. W zasadzie jak ja tam byłem na wizji lokalnej, to próbowałem ustalić w ogóle, z czym ten krzyż się wiąże, prawda? I od jednego z mieszkańców dowiedziałem się, że prawdopodobnie tam w okresie wojny doszło do, doszło do masowego mordu Żydów, ale tej informacji nie udało mi się nigdzie udokumentować, jakby sprawdzić niezależnie w jakichś źródłach historycznych. Także traktowałem to jako historię. Ale do czego nawiązuję?
Właśnie do tych uroczysk. Że w tych miejscach, których, które wiąże się z jakimiś takimi dramatycznymi wydarzeniami albo z jakimiś wątkami legendarnymi, często dochodzi właśnie do tego typu zdarzeń. I myślę, że Naborów jest tego takim ciekawym przypadkiem. Tak jeszcze wracając do tego pana, który tamtego wieczoru, w dziewięćdziesiątym siódmym roku przejeżdżał tą drogą. Nagle znalazł się w dziwnej mgle. On twierdził, że ta mgła była taka dla niego bardzo nietypowa. Nie była naturalna. Stanowiła jakby taką zbitą masę, gęstą. I on wjechał w tą mgłę i w momencie gdzieś tam jadąc, mignęła mu jakaś postać, taka stojąca w tej mgle. I w tym momencie on stracił przytomność. Odzyskał ją po chwili, stojąc jakby obok tego miejsca i tak, jakby mu się film dosłownie urwał. On stał jakby przy tym rowerze, nie wiedział, co się dzieje dalej. Wrócił, a później się okazało, że brakowało mu chyba półtorej godziny. Brakowało mu czasu i nawet czy może mniej. Może było tam około dzwonił nad ranem jeszcze do swojej dziewczyny, od której wracał do domu i pytał się, która jest godzina na zegarku, bo on nie wierzył, że akurat jest ta godzina u niego, a była bodajże druga nad ranem, a wiedział, że wyjechał gdzieś o pierwszej. Cała podróż z Brzegu Dolnego do tego Naborowa zajmuje rowerem gdzieś około może piętnastu minut, a wszystko zamknęło się w przedziale praktycznie godzinnym.
Także to jest jedno z takich zdarzeń. Zaraz później miało miejsce bardzo podobne zdarzenie z udziałem innego człowieka, który też wracał z Brzegu Dolnego do akurat innej miejscowości. Chyba nie pamiętam już nazwy tej miejscowości, ale co ciekawe, on też doświadczył czegoś niezwykłego. Mianowicie to, że nagle spadł na niego jakby taki jasny snop światła i on stracił przytomność. Obudził się, ocknął się kilkadziesiąt metrów dalej, leżąc twarzą w błocie na polu i kiedy się podniósł, uświadomił sobie, że brakuje mu części garderoby.
Był totalnie zdezorientowany, nie wiedział, co się z nim dzieje. Zobaczył, że gdzieś tam przejeżdżają samochody obok jezdni, więc udał się do tej jezdni. Uświadomił sobie, że wrócił z powrotem na to miejsce, gdzie przed chwilką szedł drogą. Wrócił do domu i zaczęły się dziwne rzeczy z nim dziać, bo rodzina później stwierdziła, że troszeczkę jakby zwariował, lekko mówiąc, bo wszedł do domu, zaczął chować się do szafy, później coś tam malował dziwnego, jakieś dziwne rysunki tworzył, wytwarzał jakieś takie dziwne jęki. Oni byli na tyle przerażeni tym jego zachowaniem, a był osobą raczej poważaną, bo był nauczycielem WF-u.
Pracował w jakiejś pobliskiej szkole. Wezwali karetkę pogotowia. No i tamci przyjeżdżając, stwierdzili, że jednak coś się z nim dzieje nie tak i w ten sposób trafił na oddział psychiatrii w pobliskiej miejscowości.
Bodajże to jest chyba Lubliniec, jak dobrze pamiętam ta miejscowość, gdzie znajduje się zakład psychiatryczny.... I on tam siedział dwa tygodnie i wyszedł w stanie dobrym, ale przez bardzo długi czas nie chciał w ogóle o tym mówić. Ja bardzo długo dochodziłem do niego, próbowałem jakoś go przekonać do tej rozmowy.
On później wrócił do normalności jakby oczywiście, ale to zdarzenie widzę, że było dla niego na tyle traumatyczne, przejmujące, że wywołało w nim jakąś olbrzymią wyrwę. W sumie to nie do końca się dowiedzieliśmy tak naprawdę, co jeszcze się wydarzyło tamtego wieczoru.
Natomiast, yy, mówimy tu o dwóch zdarzeniach, ale jeszcze co ciekawe, w tym samym czasie praktycznie miało miejsce trzecie zdarzenie, równie ciekawe, z udziałem tym razem jakiegoś latającego obiektu w kształcie takiej kuli. Trochę takiego pioruna kulistego, gdzie pewien rolnik, który akurat orał pole, na którym tamten mężczyzna wylądował z buzią w błocie, yy, w ciągu dnia nagle dostrzegł, yy, przemieszczający się taki obiekt kulisty, niewielkiego rozmiaru, gdzieś może około metra. Taki ognisty troszeczkę. Przypominał to taką kulę ognia, która się zaczęła tak wolno, wolno przemieszczać w jego stronę. On jechał ciągnikiem i kiedy już to coś się przybliżyło, na tyle blisko do niego, on po prostu spanikował i wyskoczył z ciągnika i uciekł z tego miejsca. Ciągnik pojechał dalej i wpadł do rowu. I później pobiegł do domu, do swojego gospodarstwa.
Wezwał tam chyba kogoś z rodziny, żeby mu pomógł ten ciągnik i oni później musieli ciągnik wyciągać z rowu. I to nie było łatwe, bo ugrzązł. Także trochę taki humorystyczny wątek, ale co ciekawe, właśnie trzy zdarzenia rozegrały się w jednym miejscu, w przeciągu zaledwie niemalże dwóch miesięcy. I pytanie zasadnicze jest, na ile możemy wiązać, yy, te zdarzenia z, z tym krzyżem, który nawiązywał do jakiejś dramatycznej historii, która wydarzyła się dawno, dawno temu? Takich miejsc jest sporo tak naprawdę, no. Kiedy niektóre miejsca można też wiązać jakby z jakimiś kultami pogańskimi. Jest takie znane miejsce w okolicach miejscowości Kopaniec, o której piszę w swojej książce.
Nazywa się Hetman Plac. To jest miejsce, gdzie właśnie znajduje się kompleks, yy, prawdopodobnie neolity-neolitycznych, yy, kamieni, pozostawionych jeszcze, które są pozostałością jakiejś świątyni pogańskiej. I w tamtym miejscu, w latach, yy, to był chyba rok dziewięćdziesiąty czwarty, rozegrało się też bardzo ciekawe zdarzenie na, na tle góry Kopaniec, yy, gdzie praktycznie, no, spora grupa ludzi obserwowała manifestacje różnych świateł, yy, nad, nad tą górą nocą.
Jeden ze świadków tego zdarzenia postanowił wziąć samochód i podjechać pod to miejsce. I kiedy dojechał już praktycznie w las, jadąc w las pod górę, dotarł do tego miejsca, gdzie ta kula się tam... Okazało się, że to była kula, chociaż on tak to widział jako kula.
Natomiast ci, co obserwowali to zjawisko z pewnej odległości, widzieli, że to ten obiekt zmieniał kształty, przyjmował różne formy. Ale kiedy ta kula podjechała, podleciała wtedy pod samochód, który, który zatrzymał świadek przed obiektem, nagle wszystko się wyłączyło w samochodzie i dopiero po dłuższej chwili, kiedy obiekt zniknął, udało się uruchomić silnik. I pytanie, na ile tego typu zdarzenia mają związek z miejscem, w których te zjawiska się manifestują? Oczywiście możemy spekulować i dywagować, ale jest jeszcze wiele innych takich miejsc, bardzo ciekawych. Wspominaliśmy tutaj o Wojcieszowie. Wojcieszów jest dla mnie też bardzo szczególną miejscowością, bo ja tam naprawdę udokumentowałem masę różnych relacji. Przez wiele lat dojeżdżałem tam w tą miejscowość i rozmawiałem z różnymi ludźmi. Ee, w zasadzie, yy, ze względu na obszerny materiał, jaki mi się udało tam zebrać, tylko wyszczególniłem bodajże dwa przypadki w swojej książce. Te najciekawsze, ale też jest wiele innych. I o innych piszę właśnie też w artykule, który się ukazał w numerze kwietniowym Czwartego Wymiaru na temat góry Połom.
To jest góra właśnie znajdująca się w pobliżu, yy, Wojcieszowa. Tam znajdują się do dzisiaj czynne kamieniołomy. W miejscowości Wojcieszów doszło do bardzo ciekawego zdarzenia właśnie w latach pięćdziesiątych. To jest w ogóle początek mojej historii, kiedy przez pewnego człowieka, który doświadczał tego zdarzenia, ja docieram do wielu innych, różnych zdarzeń, bo on, tak można powiedzieć, otwiera mi furtkę i dzięki niemu dotarłem do wielu innych ciekawych relacji. Ale to zdarzenie chyba było takie najbardziej ciekawe. Ono jest opisane w książce. Rozegrało się w osiemdziesiątym siódmym roku bodajże. Ee, dwójka braci wracała późną porą wieczorną do Wojcieszowa i napotkali na swojej drodze, jadąc samochodem, dziwną czerwoną kulę przemieszczającą się właśnie na wysokości góry Połom. To ich na tyle zaintrygowało to zjawisko, że postanowili, yy, skręcić troszeczkę z trasy swojej wyznaczonej i udali się samochodem w pobliże, yy, góry Połom.
Wjechali maksymalnie tak, jak się dało wjechać samochodem. I co się okazało? Obiekt, który jeszcze wcześniej, kilkanaście minut temu widzieli jako kulę koloru czerwonego, nagle okazało się, że przypomina jakąś formę takiego dziwnego ekranu, który zawisł nad łąką w pobliżu, yy, pobliżu lasu. Yy, i, i jeden ze świadków, nazwijmy go umownie pan Wojciech, wyszedł z samochodu i postanowił się temu przyjrzeć bliżej. W tle było słychać pracujące kamieniołomy.
Wszystko w tamtych czasach jeszcze pełną parą pracowało, bo już teraz, w tym momencie tylko część tych zakładów przemysłowych jest tam aktywna. Yy, i zaczął się zbliżać w stronę tego zjawiska. Przeszedł kilkanaście kroków i nagle znalazł się jakby w takiej totalnej ciemnicy, jak on to opisał mi.
Nagle, po prostu w pewnym momencie, jak było ciemno, tak zrobiło się tak ciemno, że on nic nie widział. Nie widział w ogóle, gdzie stawia kroki. I zrobiło się kompletnie cicho. Ta cisza zastanawiająca.
Ona oczywiście bardzo często przewija się w tych różnych relacjach, yy, spotkań z UFO, ale myślę, że ten człowiek akurat chyba mi najciekawiej, w sposób taki najbardziej pełny, opisał-... z czym, yy, z czym może mieć do czynienia, jeśli chodzi właśnie o tak zwane zjawisko czynnika OSS, o którym się mówi właśnie często przy bliskich spotkaniach z UFO. On twierdził, że jeszcze jak przed chwilką słyszał pracujące kamieniołomy, pracujące maszyny na kamieniołomach, tak nagle wszystko po prostu momentalnie, jak za dotknięciem jakiejś magicznej różdżki, wyciszyło się, że on nie słyszał nawet własnego oddechu. I ten obiekt, który, do którego się przybliżał, nagle zaczął zmieniać troszeczkę kształt. Przybrał formę takiej jakby kropli, kropli wody.
I już mu się to wydało na tyle dziwne, przerażające, że po prostu cofnął się i zaczął może nie biec, ale już bardziej takim żwawym krokiem przemieszczać się w stronę samochodu, w którym siedział jeszcze jego brat. Co ciekawe, w sposób taki zachowywał się też dziwnie, bo nie chciał wyjść z samochodu. Był otumaniony kompletnie.
Ee, i kiedy znowu wykonał kilka kroków do tyłu, jakby przekroczył znowu tą cienką, jakby niewidzialną linię i znów mógł usłyszeć z powrotem wszystkie odgłosy pracujące w kamieniołomie. Mógł usłyszeć swój, swoje odgłosy. Czyli tak jakby dosłownie znalazł się jakby w takiej niewidzialnej bańce, w której, yy, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Oczywiście wrócił do samochodu, uruchomili, uruchomili auto i odjechali z tego miejsca zdarzenia. Później okazało się, że w tamtym miejscu, yy, znajdowało się takie, taki pierścień trawy, który utrzymywał się w tamtym miejscu przez kilka kolejnych lat i przypominał formę takiego pierścienia, bardziej soczystej trawy. I w tym miejscu były wypasane owce. I co ciekawe, żadna z tych owiec, yy, nie chciała tej trawy jeść, mimo tego, że ona była bardzo taka soczysta. No, niestety nie zachowały się żadne zdjęcia, nad czym bardzo ubolewam, że ten świadek nie wykonał mi żadnych zdjęć, bo później to zjawisko zaniknęło.
Mniej więcej już, yy, tak, yy, na początku lat dziewięćdziesiątych. Ale tych zdarzeń właśnie w Wojcieszowie jest naprawdę sporo. Jest jedna jeszcze taka ciekawa historia, która akurat nie została ujęta w mojej książce, a została opisana w artykule. Dotyczy takiego zdarzenia właśnie jednego z pracowników tego kamieniołomu, który podczas swojej nocnej zmiany, ee, obserwował paradę takich, można powiedzieć, gigantycznych kul centralnie nad miastem, ee, nad znajdującym się w centralnej części miasta komisariatem policji, które po prostu jakby tańczyły na niebie, zmieniały kolory, ee, miały wokół siebie pierścienie, które jakby się obracały. I to zjawisko ewidentnie zachowywało się w sposób inteligentny i cała parada trwała przez dobrych kilkanaście minut. I co ciekawe, nikt tego nie widział. Jest jeszcze takie jedno zdarzenie, które z kolei opisuję w książce swojej z Wojcieszowa.
To rozegrało się we wcześniejszych latach, w latach siedemdziesiątych, gdzie dwójka chłopaków widziała przelatujący właśnie między dwoma górami, górą Połom i górą Miłek, obiekt, który przypominał po prostu taką świecącą choinkę. Jakby obiekt składający się z trzech trójkątów, taki gigantyczny wręcz, który według nich miał ponad sto metrów średnicy, sto metrów długości. I ten obiekt, przelatując, yy, gdzieś nad nimi, w pewnym momencie schował się, schował się za górą Miłek, a na szczycie góry Miłek znajduje się stacja, antena telewizyjna, antena radiowa. I co ciekawe, ten obiekt jakby ominął tą antenę. Jakby lekko skręcił, żeby w nią nie uderzyć.
I oni to widzieli na własne oczy. I kiedy ten obiekt przelatywał nad nimi, to mieli wrażenie, że po prostu wszystko drży wokół nich, jakby ziemia drżała, jakby dudniło, ee, wszędzie wokół. I to wszystko zanikło, kiedy obiekt się oddalił od nich.
No, takich relacji jest naprawdę sporo i gdybyśmy mówili o takich różnych strefach, to oczywiście w większości są już nieaktywne, ale tych mini, takich stref, właśnie uroczyskowych stref, bym powiedział, jest sporo na terenie Dolnego Śląska i można o nich bardzo długo dyskutować.
Tutaj, właśnie pod zapowiedzią dzisiejszej audycji na stronie Radia Paranormalium, jeden taki komentarz się pojawił, em, właśnie dotyczący takiego chyba małego uroczyska. Tutaj nie wiem, czy to jest jakoś związane ze zjawiskami ufologicznymi, ale pani Aleksandra pyta: „Moje pytanie dotyczy okolic Wałbrzycha.
Mianowicie, czy słyszeliście może historię na temat niewyjaśnionych, przypadkowych śmierci młodych osób, zazwyczaj utopionych w jeziorku Daisy znajdującym się w lesie w okolicach Mokrzeszowa? Jeziorko Daisy to naprawdę tajemnicze miejsce. Niektórzy, niektórzy powiadają, że jest tam podwójne dno".
Przyznam szczerze, że nie znam tej historii. Nie słyszałem o tym. Zaciekawiła mnie osobiście i z chęcią zasięgnę coś niecoś informacji w tym temacie. Natomiast jeśli w ogóle mówimy o Wałbrzychu, to też jest jakby taki, taki hotspot ufologiczny troszeczkę, bo na terenie Wałbrzycha i okolic Wałbrzycha rozegrało się naprawdę sporo, wiele niezwykłych historii. O wielu z nich piszę w swojej książce. Między innymi o bardzo kapitalnie ciekawej relacji przeżycia niejakiego pewnego wałbrzyszanina Ryszarda Fincztera, który w 2006 roku miał bliskie spotkanie, można powiedzieć trzeciego stopnia, ale w takim... nietypowej odsłonie, bo nie było to spotkanie z obiektem klasycznym, obiektem UFO i klasycznymi załogami UFO, ale tak naprawdę jakby z obiektem, który przypominał troszeczkę jakby taki pojazd, ee, coś pomiędzy jakby samochód a łódź, a motorówka. Coś, co unosiło się nad łąką. On to widział z bliskiej odległości.
Spacerował wtedy popołudniową porą ze swoim pieskiem po okolicach w pobliżu góry Chełmiec. To jest też takie szczególne, newralgiczne miejsce, jeśli chodzi o tą górę Chełmiec. I w pewnym momencie z tego obiektu wyszły trzy dziwnie wyglądające osobnicy, a w zasadzie normalnie wyglądający, bo według niego to byli jakby jacyś oficerzy. Wyglądali jak żołnierze, bo jeden z nich miał koszulkę moro. Oni wyszli sobie z tego pojazdu, jak gdyby nic. Poszli w stronę pobliskiego lasu i on za jednym z nich zaczął się, zaczął go gonić, ale nie mógł go dogonić i on się schował gdzieś tam w krzakach....
albo zniknął po prostu mu z pola widzenia. No i to otwiera jakby furtkę do różnych nieziemskich, niezwykłych zdarzeń dla tego pana, bo później, na przestrzeni kolejnych miesięcy, on obserwuje wiele różnych, ma, ma wiele różnych obserwacji UFO właśnie w pobliżu góry Chełmiec i to w ogóle otwiera jakby furtkę do nieznanego dla innych mieszkańców Wałbrzycha, którzy także w tym samym czasie licznie obserwowali różne zjawiska w pobliżu góry Chełmiec. Tych zdarzeń było tak dużo, że pewien dziennikarz Gazety Wrocławskiej, Artur Szałkowski, dzięki któremu udało mi się dotrzeć po latach do Ryszarda Pincztera, który opisywał jako pierwszy te ciekawe zdarzenia i przeżycia Ryszarda Pincztera, zdecydował się na zorganizowanie takiego mini UFO forum, na który zaprosił właśnie Janusza Zagórskiego, który wtedy dokumentował tamte zdarzenia. I później ci ludzie zaczęli się otwierać, mówić, że nad górą Chełmiec działo się naprawdę sporo i to wszystko jakby zanikło. Działo się dosłownie na przestrzeni roku, czasem gdzieś mniej więcej to był 2006, 2007 rok.
I to była tak, jakby taka mini fala UFO, która się rozegrała w Wałbrzychu. To tyle jeśli mogę powiedzieć na temat Wałbrzycha. Oczywiście ja jeszcze piszę o innych tam ciekawych zdarzeniach, które się rozegrały w okolicach Wałbrzycha.
No, pozostańmy jeszcze w temacie stref anomalnych. Spośród tego typu miejsc o podwyższonej aktywności obiektów UFO szczególnie wyróżnia się obszar Karkonoszy. Czy nie byłoby przesadą, gdybyśmy nazwali ten obszar takim polskim Hessdalen? Jak w ogóle prezentują się na tle innych zdarzeń obserwacje UFO na obszarach górskich?
Wątek UFO i gór jest mi bardzo bliski, bo towarzyszył mi w zasadzie od początku, kiedy włączyłem się w aktywną działalność ufologiczną w Polsce. I Sudety jako takie są tego chyba żywym dowodem, że porównując w ogóle statystycznie obserwacje UFO na terenach wyżynnych, to jest ich zdecydowanie więcej właśnie w rejonach górskich niż na terenach nizinnych. Jest to rzecz, można powiedzieć, bardzo charakterystyczna, bo gdy przyjrzymy się innym rejonom na świecie, to okazuje się, że podobnych stref, że tak powiem, anomalnych, jeśli chodzi o góry, o wątku gór i UFO, jest no bardzo sporo. Już nawet nie mówiąc tylko o Polsce, ale w ogóle Hessdalen jest oczywiście tego najlepszym przykładem, ale nie jedynym. Oczywiście, bo jest takich miejsc znacznie więcej na świecie. W Stanach, w Stanach Zjednoczonych też mamy niektóre rejony górskie, gdzie aktywność ufologii, aktywność UFO jest zdecydowanie większa niż na terenach nizinnych. W Hessdalen oczywiście mieliśmy do czynienia z falą UFO, szczególnie w latach osiemdziesiątych. Ona, ona zapoczątkowała w ogóle chyba jedną z najsłynniejszych operacji monitoring, monitoringowych, która w zasadzie trwa po dziś dzień, bo po dziś dzień się, są tam uruchomione stacje monitoringowe i te zjawiska, które jednak tam obserwowano, w większości dotyczyło właśnie takich klasycznych obiektów typu UAP, czyli takich jakby takich nieznanych obiektów latających, ale takich małych obiektów latających, które bardziej przypominały formę jakichś takich plazmoidealnych tworów obserwowanych z dużej odległości.
Ale zachowanie tych obiektów też oczywiście było szczególne, bo te zjawiska niejednokrotnie zachowywały się w sposób inteligentny i przemieszczały się w sposób inteligentny po niebie. Potrafiły się dematerializować, materializować. To czasami się udawało uchwycić na różnej aparaturze badawczej w Hessdalen.
Oczywiście takiego zaplecza badawczego tutaj w Polsce nie mieliśmy, aby mogli, abyśmy mogli sobie pozwolić na stałe monitorowanie i badanie takich newralgicznych miejsc tutaj, w naszych polskich górach, ale ze względu na ogrom tych różnych relacji, obserwacji, które nasiliły się właśnie na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy w ogóle tworzyło się coraz więcej różnych ruchów ufologicznych w Polsce, to zapoczątkowało utworzenie różnych projektów badawczych.
Takie projekty, które polegały na tym, polegały na zbieraniu tych relacji i na skupianiu się, zwracaniu większej uwagi na rejony górskie. Jeśli chodzi o rejon Dolnego Śląska, to właśnie tak się narodził projekt Sudety, zapoczątkowany przez Legnicką Grupę Badawczą UFO.
Tych projektów było jeszcze kilka. Były na przykład: był projekt Tatry, robiony, realizowany przez Roberta Leśniakiewicza. On też zebrał sporo różnych meldunków UFO z tamtych, z tamtego rejonu górskiego. Mieliśmy też Góry Świętokrzyskie, projekt Gór Świętokrzyskich. To wszystko działo się w latach dziewięćdziesiątych i to niestety gdzieś pod koniec lat dziewięćdziesiątych, jakby umarło. Głównie też wynikające, wynikało to z tego, że ten ruch ufologiczny zaczął zamierać, więc nie było za bardzo nikogo, kto podejmowałby się takiej pracy w terenie. Ja może nie prowadziłem żadnego projektu badawczego, natomiast po prostu zbierałem te relacje. One w zasadzie nawet same do mnie częściej docierały właśnie z rejonów górskich niż nizinnych. I ten ogrom pracy zebranej widać właśnie w mojej książce, bo wątki dotyczące różnych obserwacji UFO z gór stanowią znaczną część tej książki. I to jest chyba taki niezbity dowód na to, że coś przyciąga UFO w góry. No, pytanie oczywiście, co? Na przestrzeni wielu lat powstało wiele różnych hipotez, teorii, głównie koncentrujących się oczywiście wokół wątku pozaziemskiego UFO, który niezmiennie od lat towarzyszy interpretacji tego zjawiska.
Na przykład jednym z takich najczęstszych hipotez, jakie pojawiły się po-... przez wiele, yy, pojawił się na przestrzeni wielu lat w literaturze ufologicznej. Dotyczył, ee, tego, co jest w górach, yy, a mianowicie, jeśli chodzi o skały, minerały, które zdaniem niektórych badaczy UFO, przyciągały ze względu na swoje właściwości piezoelektryczne. Jak wiadomo, w Sudetach jest bardzo sporo różnych kryształów, minerałów i kryształów górskich, i nie tylko, które same w sobie oczywiście mają, yy, potencjał tak zwanej piezoelektryczności, czyli potrafią kumulować w sobie energię i ją oddawać do środowiska zewnętrznego.
Kiedy na przykład potrzemy dwa krzemienie, kiedy potrzemy krzemień, to wylatuje z tego iskra, prawda? To jest właśnie jeden z takich najlepszych dowodów na to, na zjawisko piezoelektryki. Ee, na przestrzeni też wielu lat powstało wiele różnych hipotez. Jedną z nich, jedna z nich dotyczy tak zwanych earthlights, czyli takich ziemskich świateł. To była teoria ukuta przez bodajże Dave'a Brooksa, pewnego badacza, który w zasadzie nie był badaczem UFO, ale bardzo interesował się tą, yy, sprawą dotyczącą częstych manifestacji UFO, właśnie takich świateł anomalnych nad górami. Jego zdaniem było to efektem, yy, różnych ruchów tektonicznych, które, które w takich miejscach mają, yy, bardziej wyeksponowaną formę i przyczyniają się do powstawania właśnie takich zjawisk piezoelektrycznych.
To była jedna z kilku hipotez. Hipoteza ufologiczna bardziej zakrawała o to, że UFO stosuje metodę ładowania się. Czyli jeśli mówimy tutaj o fizycznym, materialnym obiekcie, domniemanie bazującym na napędzie antygrawitacyjnym, to taki obiekt, yy, może teoretycznie, ee, wykorzystywać potencjał, yy, naturalnych źródeł energii i może się w ten sposób ładować. Dlatego UFO obserwuje się częściej w górach. To była taka hipoteza, która została w zasadzie utworzona też i w Polsce, yy, i która, no, jakoś cieszyła się dużym zainteresowaniem w ogóle, ee, w środowisku ufologicznym, polskim środowisku ufologicznym. Ale ja oczywiście wychodzę z innych założeń.
Yy, to, że UFO obserwuje się częściej w pobliżu właśnie rejonów górskich, może świadczyć oczywiście ze względu na szczególne właściwości geofizyczne, yy, takich obszarów. Ale ja bardziej się skłaniam ku temu, że te miejsca są często miejscami mocy. Jeśli na przykład wspomnimy Kopaniec, o którym mówiłem, yy, i tam znajduje się kompleks, yy, do dzisiaj nie do końca zbadany przez archeologów, kompleks, yy, jakichś pozostałości pogańskich świątyń. Kiedy wspomnimy w ogóle o górze Połon, ee, i Wojcieszowie, to tam też kiedyś, yy, o czym świadczą pewne badania archeologiczne, znajdował się pewien kompleks jakiejś świątyni pogańskiej. Ee, jeśli mówimy o takich miejscach, jak góra Chełmiec, yy, a nawet i Ślęża. No, Ślęża akurat może tutaj nie jest dobrym przykładem, no ale jest to, jest, jest to też siłą rzeczy góra. W każdym razie, do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że, yy, te różne kompleksy, ee, świątyń pogańskich powstawały właśnie w miejscach, gdzie była bardziej wzmożona, yy, wibracja naturalnych, naturalna, wibracja naturalnej energii, czyli takiej energii geomancyjnej, o której mówi Leszek Matela, słynny polski radiesteta. Ee, w takich miejscach często się obserwuje UFO.
Zresztą, gdy popatrzymy w ogóle na inne rejony na świecie, yy, niekoniecznie górzyste, ale gdzie na przykład znajdują się różne świątynie pogańskie, kompleksy pogańskie, neolityczne, to w tych miejscach też często się obserwuje UFO. Więc moje założenie jest takie, że, yy, w tych miejscach tworzy się ze względu na szczególne właściwości pewne okno, jakby taką na inną sferę rzeczywistości.
I człowiek, yy, który stykając się w szczególnych okolicznościach, ze względu na swoje, być może nawet nieznane mu, ukryte zdolności sensytywne, jest w stanie jakby uruchomić takie okno i czego efektem może być, yy, jakieś bliskie spotkanie z UFO. Czasami to może być bliskie spotkanie z UFO, a czasami może być to spotkanie z żywym folklorem.
Zależy od tego, jak jego świadomość, yy, przefiltruje to, to spotkanie z taką osobliwą energią, która się tam może w takim danym miejscu ze względu na szczególne właściwości wyeksponować. Więc taka jest generalnie moje, moja hipoteza i, i to staram się w swojej książce w jakiś sposób wyeksponować i, yy, i oczywiście zaprezentować czytelnikowi jako możliwe wytłumaczenie tego, dlaczego UFO częściej obserwuje się, yy, na terenie gór niż, yy, na terenie innych.
Z tego, co przynajmniej mnie się, yy, z tego, co ja się przynajmniej orientuję, dosyć sporo w górach obserwuje się obiektów świetlnych. Dzisiaj też już było sporo o tego typu obserwacjach, a jeden ze słuchaczy tutaj na czacie podzielił się krótko taką swoją obserwacją. Rufi Master napisał: „Gdzieś około 2010 roku, tuż właśnie nad górą Chełmiec w Boguszowie Gorcach, zauważyłem dwa rozbłyski światła.
To było w okresie letnim. Zjawisko to obserwowało ze mną kilka osób. Tak tylko chciałem dodać, bo widzę, że mowa dzisiaj o Dolnym Śląsku, a Boguszów jest niedaleko Wałbrzycha. Pozdrawiam pana Damiana”. I z, yy- Pozdrawiam, oczywiście.
Również obserwacji świetlnych obiektów, yy, dotyczy pytanie zadane przez jednego z naszych słuchaczy. Yy: „Panie Damianie, z czym pana zdaniem - pyta pan Marcin - z czym pana zdaniem może się łączyć specyfika obserwacji tak zwanych solid lights? Intryguje mnie też to, że zjawiska świetlne związane z UFO mają to do siebie, że światła z tych obiektów nie oślepiają”. Yy, słuchacz odnosi wrażenie, że stało się to podczas obserwacji pewnego rodzaju normą.
Solid lights to jest taki ciekawy wątek. Ja do niego też nawiązuję w swojej książce, co ciekawe, opisując pewien przypadek, który miał miejsce w okolicach Legnicy. ... W swojej, yy, swojej działalności, wieloletniej działalności spotkałem się z różnymi, yy, relacjami, które mówią właśnie o, no, czym jest ten solid lights?
Yy, to jest taki termin ukuty, yy, w zachodnioeuropejskiej literaturze ufologicznej, dotyczący właśnie takich, yy, świateł, promieni świetlnych, które, mm, którymi emanują obiekty UFO, które zachowują się w sposób nietypowy, a więc nie jak typowe światło, które powiedzmy, ma swój początek i koniec, yy, ale światło, które na przykład potrafi, yy, zmieniać swój kąt położenia, może na przykład się rozczłonkowywać albo, yy, przenikać przez, przez materię i odbijać się po drugiej stronie. No, takie relacje, takie zdarzenia, takie obserwacje UFO.
Yy, i takich obserwacji UFO jest dużo w różnych kronikach ufologicznych na świecie. Yy, i jedno takie zdarzenie właśnie miałem przyjemność dokumentować w pobliżu Legnicy, w miejscowości Sichówek, o ile dobrze pamiętam. To jest taka niewielka wioska koło Legnicy. Tam właśnie pod koniec lat osiemdziesiątych, yy, pewien pan, yy, był świadkiem, jeszcze jako młody człowiek, yy, obserwacji takiego, takiej aureoli, która się utworzyła, yy, za chmurą.
Przypominało to według niego coś w form..., coś w formie dyskoidalnego. Taki ciemny kształt, który nocą był widoczny na, nad, poza chmurą i z którego emanowały różne snopy światła. I te snopy światła były takie dosyć dziwne i zastanawiające. One jakby według niego, yy, nie odchodziły... Znaczy inaczej: odchodziło od tego obiektu, ale tak, jakby się urywały w połowie i odbijały się później na ziemi, tak, jakby były gdzieś w połowie urwane. On to nie był w stanie nawet tego dokładnie opisać, bo brakowało mu słów w ogóle i wiedzy, żeby, żeby opisać to, co on wtedy widział. Ale te światła mu odbijały się na ręce. Były takiego trochę chyba, jak dobrze kojarzę, koloru fioletowego, ee, i było, było formą takiej zniekształconej emanacji świetlnej. I właśnie to jest pewna taka, taki szczególny element, yy, który się nakłada oczywiście na całość w ogóle zjawiska UFO.
Jeśli mówimy w ogóle o jego naturze parafizycznej, prawda? No bo, yy, to jakby całkowicie wyklucza, yy, fizyczność tych, tych obiektów, a bardziej wskazuje ich na, na jakąś parafizyczność, bo to jest, to łamie wszelkie zasady prawa fizyki.
Przecież tak naprawdę, jeśli mówimy o, o takim zjawisku świetlnym, prawda? Więc, yy, solid light jest takim właśnie szczególnym elementem, yy, ale takich przypadków nie jest zbyt dużo. One są dosyć rzadkie, ale jak już faktycznie się je dokumentuje, to one są taką ciekawą wizytówką, yy, tego, co ma w sobie, co nosi w sobie w ogóle samo zjawisko UFO. Słuchajcie Państwo specjalnej audycji „Debaty Niekontrolowanej" z udziałem Damiana Treli. Dzisiaj głównym tematem są tajemnice Dolnego Śląska, UFO, żywy folklor i nie tylko. Przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można cały czas do nas dzwonić i pisać. Nasze numery telefonów tak jak zawsze: stacjonarny Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Czekamy także na Państwa pytania i komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga prowadzonego przez Damiana „Czas Tajemnic". Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium, na, yy, na grupach Paranormali, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
Yy, pan Marcin zadał nam tutaj pytanie zahaczające o żywy folklor. Wydaje mi się, że z tymi bigfootami coś jest na rzeczy w powiązaniu z UFO, bo tutaj, na czatach, na czacie na YouTube ktoś wcześniej wspomniał coś, wspomniał coś o bigfootcie. Ee, u nas żywy folklor mówi o dziwożonach bądź dziwożenach, bądź leśnych paniach, które są bardzo podobne do, do właśnie do bigfoota.
I z kolei żywy folklor łączy się również z UFO. Czy, czy jest jakiś związek pomiędzy tymi istotami szeroko rozumianymi kryptozoologicznymi, między kryptydami a UFO? No, na pewno, oczywiście, bo, yy, ja nawet też prezentuję taką, taką ciekawą relację, yy, do której też w zasadzie nie wiedziałem, jak się ustosunkować, yy, która miała miejsce właśnie we Wrocławiu, gdzie pewien, yy, mieszkaniec Wrocławia doniósł mi o, o tym, że widział, yy, jakieś takie dziwne latające stwory, które przypominały mu troszeczkę jakby takie prehistoryczne, jakby, yy, pterodaktyle.
Yy, latające, dziwne stwory, które na pewno nie były ptakami, a były, miały na tyle dużą rozpiętość skrzydeł, że nie było to nic, co był w stanie przypisać do, yy, do jakichś, yy, ziemskich gatunków zwierząt. I to coś przeleciało. To były dwie, yy, dwi, dwa różne, dwa takie stwory, identycznie wyglądające, które przeleciały gdzieś dosłownie nad jego głową. Yy, on się wtedy znajdował, yy, koło takiego cmentarza we Wrocławiu.
Yy, i wiadomo, do takiej historii nie wiadomo, jak się zasadniczo ustosunkować. Oczywiście możemy założyć, że ten pan uległ jakiejś, yy, halucynacji, miał jakieś zwidy-... Yy, albo po, zwyczajnie świecie pomylił, nie wiem, lecące żurawie czy, czy jakieś czaple nocą, yy, z- z czymś, co mu się tak skojarzyło.
No, to musiały być naprawdę ptaki giganty, polskie Thunderbirdy. No, to były, no, dosłownie. Tylko że, że to, to było dla niego na tyle przedziwne, że on na pewno był w stanie jeszcze, jeszcze mi to dokładnie opisywał, jak wyglądała głowa tej, tych stworów, że właśnie przypominała, że miała z tyłu taki kolec wystający. Yy, tak więc to też wskazywało na to, że, że to raczej nie jest nic, yy, co można przypisać do jakiegoś znanego gatunku. Yy, jeśli mówimy o Bigfootach, to, yy, to tak tutaj nawiązując do tego, yy, wątku kryptozoologicznego, to mogę powiedzieć, że, yy, mimo tego, że jest wiadomo cała masa różnych relacji, yy, udokumentowanych, gdzie nawet były jakieś świadectwa empiryczne, czyli jakieś ślady pozostawione, czy też nie wiem, kawałki sierści, ale to też jest pewną wskazówką tego, że te zjawiska są quasi fizyczne, quasi materialne, yy, a więc też potrafią oddziaływać na naszą materię, ale tak naprawdę są jakby takimi, no, jakby to nazwać, takimi ulotnymi materiami, które gdzieś przenikają w naszą rzeczywistość i później odlatują. Yy, yy, a zdarzały się też przypadki, gdzie były widoczne, yy, właśnie takie włochate stwory w pobliżu, yy, obserwowanych w tym samym czasie obiektów UFO. Tak więc, no, te wątki też możemy ze sobą łączyć oczywiście, nie? Także nie da się wykluczyć, że żywy folklor ma bardzo wiele wspólnego z tematem UFO, yy, a w naszej odsłonie, jakby polskiej, przyjmuje inną postać, yy, ściśle korelując, yy, z lokalnymi wierzeniami ludowymi.
Yy, przejdźmy teraz do pytania dotyczącego hipotez próbujących wyjaśnić pochodzenie UFO. Która z tych hipotez, próbujących właśnie, ee, wyjaśnić, skąd te obiekty się biorą, jest według ciebie najbliższa prawdy? O ile oczywiście można jedną taką kandydatkę wskazać. Bo co prawda, tak jak mówiłeś, tak jak chyba zresztą wspominałeś wcześniej, wśród badaczy i publicystów zajmujących się tematyką ufologiczną często, yy, jeszcze pokutuje, yy, często, często skupiają się bardziej na tej hipotezie pozaziemskiej. Natomiast coraz bardziej do zbiorowej świadomości w ostatnich czasach przebijają się teorie i hipotezy mówiące o wirtualnej rzeczywistości. No właśnie, to jest, to jest też bardzo ciekawy wątek, yy.
Oczywiście, gdy spojrzymy na całokształt, yy, zjawiska UFO, yy, gdy zbierzemy wszystkie te relacje razem do kupy, to stworzy się z tego olbrzymi chaos, yy, informacyjny. Ciężko z tego wyłuskać jakby trwałą jakąś hipotezę, bo tak naprawdę nie ma takiego samego spotkania z UFO.
Yy, zawsze te relacje, zawsze te spotkania, szczególnie bliskie spotkania UFO, one się czymś różnią. Nie ma takiego samego obiektu UFO, yy, w tych relacjach, jak i również, yy, ci załoganci UFO wyglądają zupełnie inaczej. Często zachowują się w sposób absurdalny, groteskowy.
Yy, te wszystkie wątki, yy, pozaziemskie, one oczywiście były najprostszą taką formą interpretacji tego wszystkiego. No bo, yy, kiedy się rodziła, yy, hipoteza pozaziemska, yy, sprzyjał jej, yy, panujący w tamtym czasie klimat, prawda? Ekspansja kosmiczna człowieka, yy, ukierunkowywała takie myślenie. I wydaje mi się, że to zjawisko ze względu na swoją plastyczność, tak, yy, współgra i koryguje z ludzką świadomością, że dostosowuje się do takiego wizerunku, który człowiek jest w stanie zaakceptować. Co oczywiście samo w sobie nie wyklucza, że wątek, yy, pozaziemski, yy, też nie istnieje, bo widzieliśmy wcześniej, że zjawisko UFO jest jakby jakimś konglomeratem.
Niestety, w tym momencie Damianowi urwało się całkowicie połączenie internetowe, w związku z czym przeszliśmy na telefon. Mówiłem tutaj o tym, yy, jak, yy, jak podchodzę w ogóle do tematu UFO, yy, jak je interpretuję, ee, i na przestrzeni jakby wielu lat swoich badań, dokumentacji takich zjawisk, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę hipoteza pozaziemska jest, yy, nie do końca właściwa. I analizując jakby od strony jakby krytycznej całkowicie problem UFO, analizując poszczególne przypadki, do takich wniosków można dojść, yy, bo, yy, te zjawiska, te zdarzenia mają w sobie bardzo wiele różnych elementów paranormalnych, które całkowicie kłócą się jakby z, z czymś fizycznym, namacalnym, co faktycznie nas odwiedza. Co oczywiście samo sobie nie wyklucza, yy, nie wyklucza, yy, jakby pozaziemskości w ogóle w UFO, prawda? No bo jeśli, tak jak wcześniej powiedzieliśmy, uznamy, że zjawisko UFO jest konglomeratem, a więc nakładającym się workiem różnych zjawisk, yy, to oczywiście ten wątek, yy, pozaziemski może gdzieś współistnieć w tym wszystkim.
Ale analizując bliskie spotkania UFO, które myślę, że wnoszą jak najwięcej, yy, w całej sferze poznawczej UFO, one dają nam najwięcej, przekazują nam najwięcej informacji i pozwalają nam spojrzeć w sposób kompleksowy na to, czym UFO jest, yy. I wielokrotnie poruszane w wypadkach ufologicznych postacie, takie jak John Gill czy Jacques Vallee. Myślę, że ci ludzie, yy, w sposób bardzo trafny ujęli, ee, problem UFO, doszukując się w nim, yy, tej sfery parafizycznej, o której ja, yy, bardzo często, yy, mówię, yy, dyskutując na tematy UFO. Yy, Jacques Vallee mówi o czymś takim jak system kontroli. On wychodzi z założenia, że to, co ludzie obserwują, szczególnie w bliskich spotkaniach- ... Nie ma formy takiej całkowicie fizycznej, ale bardziej takiej, yy, quasi fizycznej, quasi materialnej.
Yy, i nie jest to jakaś inteligencja, w sensie inteligencja, która przylatuje tutaj i nas odwiedza, ale bardziej jest to forma jakiegoś takiego żywiołu, energii, która pochodzi nie wiadomo skąd, ale w jakiś sposób próbuje nawiązać kontakt z ludźmi.
Te hipotezy, yy, nie tak dawno temu były bardzo trafnie też rozbudowane przez pewnego hiszpańskiego ufologa, José Carabaca, do którego, yy, wniosków tutaj nawiązuję w swojej książce. On z kolei zaprezentował w swojej hipotezie, jak może przebiegać w ogóle takie bliskie spotkanie z UFO. On uznał, że tak naprawdę rozgrywa się to na styku dwóch, yy, rzeczywistości: naszej rzeczywistości, która wchodzi w interakcję a więc tej naszej trójwymiarowej, materialnej rzeczywistości i, yy, i tej domeny pochodzącej gdzieś z równoległej z naszą i tworzy się jakby taki, taka mała bańka, yy, jakiegoś takiego mini świata, w którym styka się ludzka świadomość człowieka, który jest obserwatorem takiego zjawiska, właśnie z energią, która próbuje nawiązać z nim kontakt. I poprzez filtr swojej świadomości, poprzez, yy, swoje zasoby, jakby, yy, kolektywnej nieświadomości i swojej nieświadomości indywidualnej, yy, to zdarzenie jest przefiltrowane poprzez różne archetypy, poprzez różne sposoby racjonalizacji. Yy, w tych zdarzeniach pojawiają się po prostu takie absurdalne wątki, takie jak na przykład to, o czym mówiliśmy dzisiaj, że w takim zdarzeniu we Włoszech w latach pięćdziesiątych karłowate postaci nagle zabierają pewnej pani, która widzi je przy stojącym obiekcie, kwiatki. Yy, te, te właśnie różne wątki po prostu, które są dla nas całkowicie absurdalne, które dla wielu badaczy UFO jeszcze w latach siedemdziesiątych, może nawet dziewięćdziesiątych, wydawały się na tyle absurdalne, że po prostu takie zdarzenia, które nie pasowały do przyjętej konwencji, były zakopywane pod dywan.
Ale dzisiaj możemy na nie patrzeć inaczej. Właśnie przez ten pryzmat, yy, większego zrozumienia, że to daje nam pełniejszy obraz tego, czym jest UFO. I wydaje mi się, że jest pewną formą właśnie żywiołu, który próbuje z nami nawiązać kontakt i wykorzystuje pewne, nawet może i czasami ukryte zdolności, senzytywne zdolności ludzi, którzy otwierają się na ten fenomen, a później przechodzą totalną formę przewartościowania. Jeśli mówimy o czymś takim jak holograficzność, no to jeśli założymy tego, wyjdziemy z założenia, czym jest w ogóle świadomość? Yy, bo jeśli założymy, że jest to, że nasza świadomość nie mieści się w naszym mózgu, ale może znajdować się gdzieś poza naszym ciałem i być częścią jakby, yy, całego wieloświata, być częścią jakiejś takiej globalnej świadomości, to na wszystko możemy patrzeć jako iluzja, prawda? Nawet to, co dzieje się wokół nas, może jest tak naprawdę wielką iluzją.
Yy, więc, być może jest tak, że żyjemy w jakimś holograficznym świecie, yy, który, który próbujemy okiełznać swoją myślą, nazywając Matrixem, ale w którym właśnie stykamy się z różnymi domenami rzeczywistości, które mogą być zamieszkane przez różne formy bytu, energii. I właśnie na styku różnych okien, takich powiedzmy, wielowymiarowych, dochodzi do kontaktu z czymś nieziemskim, z czymś paranormalnym.
No właśnie, łączy się z tym chyba tutaj też pewien komentarz, który pojawił się, yy, pod zapowiedzią audycji dzisiejszej na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Komentarz podpisany bardzo wiele mówiącym nickiem „Covid Srovid": „Zjawisko objawia się w formie różnej maści humanoidów i ich pojazdów.
Maska zmienia się z biegiem wieków, dostosowując się do aktualnych trendów technologicznych. Chyba, że nie chodzi o aspekt technologiczny, bo gdzieś w raportach współcześnie pojawiło się, pojawiłoby się na przykład odniesienie do telefonów komórkowych, dronów czy elektrycznych hulajnóg. Oczywiście przetworzone przez krzywe zwierciadło omawianego zjawiska". Yy, słuchacz Mario Pan z kolei na czacie napisał: „Też jestem zdania, że jest to w głównej mierze zjawisko lokalne, połączone z naszą świadomością, ale to już dawno tu panowie mówili". Podejrzewam, że słuchacz ma na myśli debaty ufologiczne. Damianie, wiele lat temu mieliśmy w Polsce dużo organizacji zajmujących się badaniem zjawiska UFO, jak na przykład Klub Kontaktów Kosmicznych, Centrum Badań UFO i Zjawisk Anormalnych, Poznańska Grupa Ufologiczna, yy, mniejsze organizacje typu UFO Video oraz wspomniany często w Twoich książkach Legnicki Klub Badań Zjawisk Niewyjaśnionych „Kontakt". Dziś można natomiast odnieść wrażenie, że większość ufologów w Polsce działa jakby solo.
Co takiego się stało, że te grupy się rozpadły? A może działają nadal, tylko nie są zbyt aktywne w internecie? Próbowałem niedawno wyszukać jakieś ślady aktywności NKBZN Kontakt w sieci właśnie i jedyne, co udało mi się znaleźć, to nieaktywne już od dawna konto na, yy, Naszej Klasie, które ze, przez zmianę regulaminu NK.pl pewnie niedługo zniknie.
Yy, co więcej, wśród fascynatów tematyki ufologicznej słychać czasami głosy, że ufologia umiera albo już umarła. Niektórzy dodają, że fascynację tym tematem zabił właśnie internet. Czy tak jest w istocie?
Czy, czy jest coś takiego, co mogłoby dać ufologii jakieś takie nowe życie? No właśnie. Mówiąc o NKBZN Kontakt, yy, już od dawna nie mam kontaktu, jak sama nazwa organizacji wskazuje, yy, z członkami tej grupy, yy, albo raczej z liderem tej grupy. Yy...... choć, z tego, co mi wiadomo, to jest jeszcze aktywny, ale jakby ze względu na swoje trochę takie staroświeckie podejście do tematu, znajduje się jakby poza Internetem i może jest aktywny, natomiast chyba nie chce być, yy, że tak powiem, nie wiem, yy, skomercjalizowany, więc znajduje się jakby poza zasięgiem medialnym. Yy, nie wiem, czy to dobrze świadczy też, no bo jednak, yy, ja oczywiście zawsze wychodzę z założenia, że komercjalizacja jakiejkolwiek w ogóle sfery działalności, yy, nie jest wskazana.
Yy, jest oczywiście pomocna w niektórych sytuacjach, ale, yy, ale na, na pewno, yy, nie można całkowicie się przekładać na komercjalizację. I myślę, że z takiego założenia wychodzi ten pan, który... no, z którym współpracowałem, ale gdzieś tam nasze drogi się rozeszły.
Ale jeśli w ogóle spojrzymy na, na problem, yy, organizacji ufologicznych, tak na przestrzeni, przez pryzmat lat, można powiedzieć, to oczywiście on się zmieniał, on się kształtował i chyba się kształtuje właśnie wprost proporcjonalnie do tego, jakie obecnie panują trendy, jak w ogóle jest inter-- jak w ogóle społeczeństwo odnosi się do problemu UFO, na tyl, na ile ono jest medialne, a jak wiadomo, w chwili obecnej, yy, jest medialnie praktycznie wcale. No, może słyszymy gdzieś tam jakieś wątki, yy, zagraniczne, przenikające do mainstreamowych mediów, mówiące o tym, co tam Pentagon zamierza nowego ujawnić i jak szokujące to będzie dla nas. Yy, później okazuje się, że to jest tak naprawdę, no, wielki szum niczego. Yy, jeśli faktycznie mówimy o takiej prawdziwej ufologii, to, no, ciężko powiedzieć, czy ona zaginęła. Yy, na pewno, na pewno, no, prze... zmieniła formę, bo samo zjawisko już nie manifestuje się w takiej postaci jak kiedyś. I myślę, że to jest chyba główny wyznacznik tego, jak, jaka jest obecnie sytuacja z polską ufologią. Yy, tak naprawdę, no, obserwacje UFO mamy na bakier. Jest ich niewiele. Yy, to, o czym ja piszę w swojej książce, to jest tak naprawdę, mm, pokłosie różnych spraw, yy, zgromadzonych na przestrzeni wielu lat. Ale patrząc współcześnie, no, niewiele się dzieje w tym temacie. I oczywiście jest to zastanawiające, dlaczego zjawisko UFO zanika bądź zanikło, chociaż nie wydaje mi się, że całkowicie zanikło, ale na pewno ograniczyło swoją formę manifestacji. Yy, i to chyba gra główne skrzypce w tym, jak kształtuje, kształtują się, kształtuje się ruch ufologiczny w Polsce, ale i w ogóle na świecie, prawda?
Yy, no bo może taka grupa UFO może się chwalić tym, że zbiera bardzo wiele relacji rocznie UFO, ale jeśli przefiltrujemy to przez zdrowy rozsądek, to później się okaże, że tak naprawdę zdecydowana większość tych, yy, udokumentowanych, zaraportowanych relacji, no, da się w sposób racjonalny wyjaśnić, prawda? Yy, natomiast kiedy, yy, w Polsce mieliśmy do czynienia z licznymi falami UFO, to był przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wtedy właśnie rodził się ruch ufologiczny, bo wtedy było na, na to zapotrzebowanie. Tych relacji, tych meldunków było tak wiele, że po prostu, no, siłą rzeczy musiało się stworzyć, musiały się stworzyć ugrupowania ludzi. A wtedy oczywiście nie było Internetu, więc wymiana informacji była inną, inną formą, formą korespondencji. Ludzie po prostu jeździli od miasta do miasta, yy, rozmawiali ze sobą, przekazywali sobie informacje. I tak kształtowała się właśnie ufologia, yy, w latach, yy, najpierw w końca lat siedemdziesiątych, a później w latach osiemdziesiątych. Jeszcze, jak wiadomo, w trudnych czasach, w czasach PRL-u, gdzie ustrój nie sprzyjał takiej formie działalności. Ja oczywiście nie pamiętam tych czasów, bo do ruchu ufologicznego włączyłem się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, więc, yy, ten, ten, ten wątek jest dla mnie zupełnie obcy. Ale jak patrzę na, na ufologię tamtych czasów, to wydaje mi się, że ona miała w sobie najwięcej takiej, yy, wartości poznawczej.
Bo i raz, że i te raporty, które były tworzone przez takich ufologów jak Bronisław Rzepecki czy Krzysztof Piechota, one są po prostu już, yy, dla mnie osobiście, po prostu legendarnymi, yy, formami tego, jak, yy, jak należało podchodzić do, yy, do UFO i w ogóle jak je badać, prawda? Yy, ja z tej szkoły zaczerpnąłem bardzo wiele.
Yy, ja się tym, yy, ja się nimi, można powiedzieć, zachłysnąłem, yy, jeszcze jako nastolatek, kiedy włączałem się w ruch ufologiczny w Polsce. Yy, i tak kształtowałem swoje pierwsze szlify ufologiczne, działając jeszcze pod szyldem, yy, pewnej grupy badawczej, a już później całkowicie niezależnie. Bo może to też wynikało z tego, że moje spojrzenie na problem UFO było już coraz bardziej takie głębsze i kompleksowe. Yy, i uciekałem od hipotez pozaziemskich, które królowały generalnie w świadomości, yy, tych ufologów starszej daty. Oczywiście nie odbierając im rangi, yy, tego, co wnieśli, yy, w całokształt, yy, badania UFO w Polsce. Yy, ale to był chyba taki najlepszy klimat wtedy dla, dla w ogóle, dla ruchu ufologicznego, czyli te, te lata osiemdziesiąte i jeszcze lata dziewięćdziesiąte. Wtedy działały, działało już naprawdę sporo różnych ugrupowań. Yy, druga połowa lat dziewięćdziesiątych i już koniec lat dziewięćdziesiątych, to już pomału narodziny Internetu, więc, yy, wymiana informacji była wtedy łatwiejsza.
Yy, była bardzo fajnie rozwijająca się grupa Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych, która miała praktycznie w każdym regionie Polski swoje jakieś oddziały. Yy, i to był... to byli ludzie, którzy robili to z pasji, z przekonania do tego, że robią coś ważnego, ciekawego i ta wymiana informacji, yy, współpraca w ogóle między różnymi badaczami UFO, była naprawdę kapitalnej wagi. Yy, ja najmilej wspominam tamten okres. Później to już stopniowo wygasało. Ja też miałem swój okres przerwy, trochę, yy, w badaniach ufologicznych, yy, między-...między rokiem dwa tysiące sześć a dwa tysiące dziesięć.
Yy, ale kiedy wróciłem do tego, to tak naprawdę to już faktycznie przybrało formę bardziej działalności solo. Tak jak to, yy, ująłeś, yy, trafnie Marku. Natomiast, yy, z czego to wynika? No, wydaje mi się, że po prostu zmieniły się trendy, też i sposób zapatrywania ludzi. W tamtych czasach ludzie byli bardziej ciekawscy świata, yy, bardziej otwarcie też mówili o tym, co widzą i myślę, że nie przytłaczał ich tak ten mechanistyczny sposób myślenia, który jest teraz główną domeną w ogóle świadomości ludzkiej. I ona też się przyczynia chyba do tego, jak w ogóle to zjawisko się manifestuje. Bo jeśli kreatywność myślenia ludzi jest niższego kalibru niż wtedy, paradoksalnie, gdzie człowiek nie miał takiego zaplecza technologicznego, jak teraz, yy, to myślę, że to też się przekłada na te obserwacje UFO. I dlatego, yy, tych organizacji jest tyle, co nic. I dlatego to są pojedynczy ludzie, tacy jak ja, czy na przykład Arkadiusz, yy, Niazga, którzy po prostu niezależnie zbierają, dokumentują te relacje. Ee, i to jest tak naprawdę, no, taka kropla w oceanie, ale kropla drąży skałę, prawda?
Damian, dzisiaj w głównej części audycja była poświęcona UFO i żywemu folklorowi, ale tutaj mamy ciekawe pytanie od chyba Piotra Gadaja z Orbity N. Mianowicie, jakie ciekawe zgłoszenia, Damianie, docierają do ciebie oprócz UFO i zagadnień z tym związanych? Z czym są związane te różne inne zdarzenia?
Oczywiście do mnie docierają różnej maści, yy, różne zdarzenia, różne przypadki, nie zawsze dotyczące obserwacji UFO, yy, jakichś zdarzeń w ogóle ufologicznych. To są wszelkiej maści, yy, różne zdarzenia, yy, głównie paranormalne, prawda? Yy, zahaczające o takie aspekty jak, yy, jak nocni goście, jak, i też, yy, jakieś takie spotkania ze zjawami, z duchami. Te, te przypadki oczywiście też mnie w jakimś stopniu interesują, ponieważ ja wychodzę szerzej, yy, patrząc w ogóle na problem UFO i dostrzegam, yy, w tym, że kontekst paranormalny też siłą rzeczy się łączy z tematem UFO. Dlatego takie sprawy mnie też, yy, fascynują i też z chęcią je dokumentuję, na tyle, na ile mi pozwala czas wolny.
Oczywiście, yy, w tym wszystkim. Mmm, oczywiście też wątek, yy, ludowy. Wątki właśnie żywego folkloru są mi bardzo bliskie. Yy, tak więc to są te... Ostatnio nawet mam taką ciekawą sprawę, która, yy, zahacza nie tylko o aspekt ufologiczny, ale i o aspekt, yy, nawiedzeń, aspekt demonologiczny. Yy, tak więc jest szczególnie ciekawy i powiem szczerze, bardzo, bardzo taki ściągający, fascynujący, ale na razie jeszcze nie chcę nic mówić zbyt wiele, bo jeszcze sprawa jest jakby tak w toku dokumentacji.
Z kwestią, yy, tego, czy Internet, yy, czy i jak bardzo Internet zabił, jakby, organizacji ufologicznej w Polsce, łączy się pytanie nadesłane teraz przez, przez pana Kazimierza. Yy, mianowicie, jaki wpływ na organizowanie się, yy, miał zanik forów dyskusyjnych, yy, i dominacja mediów społecznościowych? No, ja też odnoszę takie wrażenie, że kiedyś Internet w ogóle był ciekawszy. Nie było to wszystko takie scentralizowane wokół jednej społecznościówki czy tam wokół kilku serwisów. Mhm, mhm.
Jakoś tak, jakoś tak bardziej, bardziej ten Internet żył, a dzisiaj wszystko, wszystkooo praktycznie na Facebooku jest. Można paroma kliknięciami założyć sobie grupę, yy, fanpage'a i tak dalej i wszystko jakby skupia się właśnie na, na tej jednej społecznościówce. Jaki wpływ mia- miało to na zorganizowanie się w Polsce grup ufologicznych?
No cóż, yy, jeśli z takiego założenia wyjdziemy, no to możemy uznać, że, yy, takie portale jak Facebook czy też YouTube przyczyniły się w takim razie do, yy, zabicia tego, co, yy, co dotyczyło właśnie, yy, w ogóle tematu UFO w Internecie. Ale to chyba też się przekłada na to, jak, yy, jak, yy, człowiek dzisiaj, yy, postępuje, prawda? Chyba wtedy, kiedy jeszcze Internet nie był na tyle rozbudowany, kiedy tak jak mówisz, tworzyło się różne fora internetowe, grupy tematyczne i czasami wywiązywały się bardzo ciekawe dyskusje, bardzo rzeczowe, bardzo poznawcze. Yy, to myślę, że wtedy, w tamtych, w ludziach funkcjonowała bardziej taka większa ciekawość. Yy, raz, że chęć poznawania, sięgania po wiedzę, o którą jeszcze może nie było tak łatwo, jak teraz, bo teraz wystarczy dwa, zrobić dwa kliknięcia i już mamy wszystkie informacje zebrane. Yy, więc chyba ta, yy, to lenistwo, yy, trochę takie światopoglądowe, bym powiedział, ludzi w poznawaniu, w ogóle, budowaniu jakiejś wiedzy, yy, sprawiło, że chyba, yy, ten Internet niestety, ale troszeczkę, yy, przyczynił się negatywnie do, yy, w ogóle rozwijania czegoś takiego jak jakieś ugrupowań ufologicznych w Polsce. Myślę, że to też ma swoje przełożenie, yy, w innych krajach na świecie. Jak już zahaczyliśmy o kwestię lenistwa, to, to chyba, wydaje mi się, że chyba ludziom kiedyś, yy, bardziej chciało się szukać samodzielnie, bo dzisiaj praktycznie wszystko jest podsunięte jakby pod nos. Dokładnie tak. Tak jest.
Wystarczy wejść na Fejsa takiego czy jakiś inny duży serwis- Tak ...społecznościowy, pozapisywać się do paru grup i praktycznie wszystko wyskakuje tuż przed nosem. Chyba jest inna percepcja ludzi po prostu w tym momencie. Łatwiej jest przerolkować Facebook niż, nie wiem, sięgnąć po jakąś książkę, prawda?... i poczytać coś ciekawego. Chyba tak niestety jest w tym momencie. A zresztą z drugiej strony też, yy, pewni ludzie, którzy powiedzmy, w tej konkretnej, yy, dziedzinie tematycznej, yy, po prostu mówiąc brzydko, odpłynęli, ee, i tworzą już takie fantasmagoryczne opowieści w internecie, yy, co samo w sobie zniechęca niektórych ludzi, odpycha ich od takich tematów. Yy, i budowanie tej mitomanii, yy, w temacie UFO to jest też myślę, że znamienne i tutaj też się do tego na pewno przyczyniają niektóre mainstreamowe media.
Mam tu jeszcze zapisane parę takich pytań. Yy, czas nas troszeczkę goni, ale, mm, może uda się, może uda się zadać te pytania i, i znaleźć na nie odpowiedź. Eee, jak bardzo twoim-- to jest pytanie od słuchacza Swamp Man, który zadał swoje pytanie w komentarzu pod zapowiedzią audycji na YouTube. Jak bardzo, twoim zdaniem, wpływa na ocenę zgłaszanych obserwacji ob-obiektów świetlnych, tak zwanych nocnych świateł, na ich wartość badawczą, pojawienie się w ostatnich latach na niebie czegoś takiego jak drony? Czy jest to, czy stosujesz może jakieś nowe techniki po-pozwalające wyłowić te nienaturalne zdarzenia, odrzucić te, które mogą być na przykład zwyczajnymi dronami?
Czy może jednak metoda badania nie uległa zmianie i jest podobna do tej, która ma za zadanie wykluczyć samoloty, balony, chińskie lampiony i tym, tym podobne obiekty? Ja myślę, że się nie zmieniła, że właściwa kategoryzacja tego, co ktoś widział, według, yy, przypasowania tego do, powiedzmy, znanych ziemskich zjawisk, yy, jest taka decydująca.
Jeśli coś nie pasuje do przyjętego, yy, kontekstu, no to wtedy możemy już mieć, yy, dalsze pole do dyskusji i dalszą pulę pytań, które w jakiś sposób wyłuskują i pozwalają nam odpowiedzieć na pytanie: co ktoś widział? Jeśli chodzi o drony, yy, no to, no nie da się ukryć, że te komercyjne, yy, pojazdy bezzałogowe, że tak powiem, różnej maści, ee, które się pojawiają na naszym niebie, no to zwykle, yy, te, te drony poruszają się w sposób taki, wiadomo, określony, prawda? Mają też swoją, ee, swoje określone oświetlenie, więc, yy, czasami takie, no, w większości takie zjawiska da się łatwo, ym, że tak powiem, wyjaśnić od razu. Jeśli ktoś coś widział i, i okazuje się, że to być dronem, i, i okazuje się, że jest to dronem, to wydaje mi się, że w trakcie rozmowy łatwo to, yy, jednak wyłapać w większości przypadków, bo sposób zachowania się tych komercyjnych dronów jest, jest taki jakiś określony, prawda?
Chyba że już mówimy o, tutaj o, o jakichś, yy, pojazdach bezzałogowych, yy, wojskowych pojazdach bezzałogowych, o których nie mamy bladego pojęcia i które niby się manifestują na naszym niebie. Ale to już jest jakby sprawa drugorzędna, prawda?
Więc jeśli mówimy o takich przyziemnych, komercyjnych urządzeniach, które można sobie nabyć gdzieś w internecie czy w jakimś sklepie, ee, to, no to tutaj raczej nie ulega wątpliwości. Łatwo takie coś zweryfikować.
Kończymy już powolutku dzisiejszą audycję. Jeszcze tak na koniec chciałbym, yy, abyś krótko podsumował dzisiejsze nasze spotkanie i ujawnił, czy też, ee, udzielił odpowiedzi na inne pytanie zadane tutaj przez Piotra Gadaja.
Eee, mianowicie, czy, yy, czy będzie druga część książki? Ja pozwolę sobie to pytanie troszeczkę przeformatować i zapytać: czy możemy się spodziewać kolejnej książki twojego autorstwa? Yy, no, powiem tak, dzisiaj omówiliśmy, mm, sporą część mojej książki.
Poruszyliśmy wiele ciekawych przypadków. Eee, ci czy-czytelnicy, którzy, yy, mieli już przyjemność, yy, przeczytać albo sięgnęli już po tą książkę, na pewno uświadomili sobie, że jest, yy, no, sporych rozmiarów, ee, bo to jest naprawdę spory kawał czasu mojej pracy.
Dwadzieścia lat zbierania różnych, dokumentowania różnych spraw i tych przypadków, które, yy, opisałem w tej książce, jest naprawdę sporo. Eee, ale na tym moje archiwum, że tak powiem, się nie kończy i, yy, jest jeszcze wiele innych ciekawych, myślę, równie ciekawych przypadków, które nie byłem w stanie ująć, bo chyba, yy, chyba bym znudził czytelnika, jakbym, jakbym wydrukował książkę, która ma, nie wiem, osiemset stron, a ta i tak jest duża, bo ma prawie pięćset stron. Więc, yy, pojawiła się taka idea, yy, dotycząca, zresztą o tym już chyba napomknąłem podczas ostatniej audycji „Bibliotekarnią", właśnie, yy, drugiego wydania. Jestem, że tak powiem, w trakcie rozmowy z pewnym wydawnictwem, yy, które być może podjęłoby się, yy, druku, yy, książki właśnie w formie drugiego wydania, które byłoby jakby wydaniem uzupełniającym tego pierwszego, który już pomału się wytraca, że tak powiem, z moich zbiorach.
Yy, i myślę, że wtedy ta książka by, no, w dużej części dotyczyłaby spraw, które jeszcze nie były nigdzie publikowane, a które mi się udało też jeszcze zebrać, yy, w ostatnich latach. I myślę, że one też są warte publikacji, więc nie mówię, że tak. Jest taki plan.
Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale jeśli już mówimy o jakichś terminach, to na pewno byłby to raczej przyszły rok. No i myślę, że tym, tym akcentem książkowym, yy, z zachęceniem do sięgnięcia po lekturę, yy, do podniesienia troszkę statystyk czytelnictwa w Polsce, ee, możemy zakończyć dzisiejszą audycję, dzisiejszą debatę niekontrolowaną. Ee, dziś naszym gościem był Damian Trela, autor wydanej niedawno książki „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska". Oczywiście jak najbardziej zachęcam także do sięgnięcia po wcześniejszą książkę Damiana „Gniazda UFO". Dzięki jeszcze raz, Damianie!
...Dziękuję ślicznie za rozmowę. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Troszeczkę nam chyba rząd światowy próbował tą audycję przerwać, ale daliśmy radę. Przełączyliśmy się na telefon. No, zawsze jest to, ee, rozwiązanie jakieś takie awaryjne. Linia całonocna. Tak.
Ja jeszcze może dodam na koniec, że, yy, dzięki oczywiście też Twojemu udziału Marku, yy, przede wszystkim Twojemu udziału, udało się stworzyć też audiobooka, o czym warto też na koniec wspomnieć. On się już w zasadzie pojawił. Jest już dostępny w bodajże dwóch punktach: ebookpoint i ebookowo.pl. Słuchowisko liczące sobie blisko, o ile dobrze kojarzę, chyba piętnastu albo siedemnastu godzin. No, coś koło tego. W każdym razie kilkanaście godzin.
Tak, yy, słuchowisko, któremu Ty udzieliłeś lektora, więc, yy, myślę, że to też dla tych, którzy wolą, yy, bardziej innowacyjne formy, ee, czytania, to audiobook w takiej postaci może zainteresować, do czego oczywiście zachęcam serdecznie.
Książka w postaci audiobooka będzie dostępna też jeszcze w wielu innych, yy, księgarniach internetowych. Pojawi się też prawdopodobnie w Storytel, yy, tak jak i pierwsza moja książka, której też zresztą, Marku, udzielałeś lektoru, więc, yy, to jest również taka warta na koniec informacja do ujęcia. Ja tylko jeszcze tutaj, yy, zakomunikuję, że są osoby, które za moim głosem szczególnie jakoś nie przepadają. Ale jest dobra wiadomość. Książka Damiana jest też dostępna w postaci audiobooka, w po-- w postaci e-booka, przepraszam, w formatach PDF oraz w formacie MOBI.
Tutaj też pojawiło się pytanie o audiobooka na czacie. No, możecie Państwo już spokojnie szukać tej, tej magicznej empetrójki. Jeżeli podoba się Wam praca Damiana i jeżeli chcecie jakoś go wesprzeć, jakoś wynagrodzić ten, ten trud, też związany z, z, właśnie z dociekaniem tych tajemnic Dolnego Śląska, tych tajemnic ufologicznych i nie tylko, mm, to zachęcam do sięgnięcia, do poszukania i kupienia bądź to audiobooka, bądź to e-booka, bądź to nielicznych już, ale wciąż jeszcze dostępnych egzemplarzy papierowych.
Mm, bo tutaj pojawiło się też pytanie: czy można liczyć na egzemplarz papierowy z autografem bądź z dedykacją? Tutaj oczywiście przekierowujemy słuchaczy na Twojego bloga, prawda? Jak najbardziej tak. Tam uzyskają najwięcej informacji.
Jak najbardziej jest jeszcze taka możliwość. Jeszcze mój nakład autorski się nie wyczerpał, także zachęcam do kontaktu poprzez mojego bloga. A blog Damiana Treli mieści się pod adresem czastajemnic.blogspot.com. Na zachętę jeszcze powiem, że w książce Tajemnice Dolnego Śląska całkiem sporo jest relacji pochodzących od, od, od Was, drodzy słuchacze, od słuchaczy Radia Paranormalium z Dolnego Śląska i okolic.
Także niech to będzie taka dodatkowa zachęta, żeby po tę lekturę sięgnąć i spędzić z nią nie jeden, nie dwa, mm, bardzo ciekawe wieczory. No i cóż, kończymy powolutku dzisiejszą debatę niekontrolowaną. Naszym gościem był Damian Trela, badacz ufologii, badacz ufologii i zjawisk różnych innych niewyjaśnionych z Legnicy. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych audycjach emitowanych na naszej antenie. Śledźcie oczywiście ramówkę Radia Paranormalium i zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube, bo tam o każdej audycji dowiecie się zawsze jako pierwsi. A dziś już powolutku kończymy. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Numer telefonu: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero osiem. E-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl.
Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium, www.paranormalium.pl.
Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż nim prawdę, o której boją się nawet pomyśleć.
Archiwum audycji Radia Paranormalium, www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.