Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Na antenie Radia Paranormalium rozpoczynamy kolejny, dwudziesty czwarty już odcinek podcastu "Mówią świadkowie", w którym prezentujemy wybrane, najciekawsze historie o spotkaniach z nieznanym, jakie dotarły na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. W dzisiejszym odcinku będziemy mieli pewnego rodzaju paranormalny miszmasz, z którego coś ciekawego wyłowią zarówno fascynaci tematyki ufologicznej, jak też osoby interesujące się żywym folklorem. Będzie bowiem coś o odwiedzinach tak zwanych sypialnianych gości, czyli bedroom visitors, zdarzeniach, którym towarzyszyło spontaniczne wyjście z ciała. Będzie także opis pojawienia się dziwnego obiektu z jednonogą istotą w środku w okolicach Łomży w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Że tak to ujmę, dwa razy dziś zajrzymy do radiowej skrzynki e-mailowej i dwa razy włączymy radiowy magnetofon, by wysłuchać zapisów rozmów ze słuchaczami. Ponieważ owi słuchacze poprosili o zmianę barwy głosu, zalecam słuchanie dzisiejszego podcastu na słuchawkach. Ci, którzy zapomnieli wyjąć słuchawki, będą mieli teraz aż tylko ponad jedynie minutę z kawałkiem, aby je odnaleźć. Bowiem przed prezentacją przygotowanych na dziś relacji tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się z radiem swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Wspomnę jeszcze tylko, że po zarejestrowaniu przez Radio Paranormalium relacje trafiają również do współpracujących z radiem badaczy, w tym Arkadiusza Miazgi, Damiana Treli, Arkadiusza Kocika oraz Piotra Cielebiasia, których zapewne pamiętacie Państwo choćby z emitowanych niegdyś na naszej antenie debat ufologicznych. Każda sprawa jest następnie badana na tyle dogłębnie, na ile jest to możliwe. W pierwszej części naszej audycji zaprezentuję korespondencję tekstową, oczywiście nagraną moim głosem. Będą zaprezentowane dwa dość obszerne maile. Oto pierwszy z nich. Relacja nadesłana do serwisu www.paranormalium.pl przez jednego z czytelników w listopadzie 2011 roku. Mamy tutaj liczne historie przywodzące na myśl wyjścia z ciała oraz kontakty z tajemniczą duchową siłą. Na kształt niektórych z opisanych przez świadka doświadczeń wpływ mogła mieć jego silna wiara religijna.
Niektóre ze zdarzeń przywodzą na myśl spotkania z bedroom visitors, podczas których to spotkań dochodziło do interakcji między świadkiem a tajemniczymi gośćmi. Zapoznajmy się zatem z lekturą jego korespondencji.
"Z grubej rury. Coś się ze mną dzieje, a nie mam pojęcia, co to takiego. To wykracza poza naukową definicję paraliżu sennego. Proszę, zapoznajcie się z poniższym. Ręczę, że to Was zaciekawi. Nie jestem racjonalistą, sceptykiem, ateistą, pomimo iż wiem bardzo wiele o dogmatach nauk i tym podobnych bzdurach.
Nie jestem przeciętnego intelektu człowiekiem, jednak nie mogę sobie poradzić z jednym problemem, który dotyczy bezpośrednio mnie. Jestem zbyt obiektywny i nie mogę obrać jednoznacznego stanowiska....Postarajcie się wysunąć jakieś wnioski, proszę. Oto moja historia, jaka zaprowadziła mnie do nie fizycznych przyjaciół. W dzieciństwie byłem chory na epilepsję. Mówiąc potocznie, schodziłem dwa razy. Byłem młodziutki. Miałem bodajże dziewięć lat, gdy doświadczyłem NDE. Z upływem czasu doszedłem do momentu, w którym nie mam pojęcia, czy te miasto zbudowane ze światła widziałem faktycznie, czy jest to tylko moja wyobraźnia.
Fantazja postępująca z czasem. Bardzo często w dzieciństwie śniło mi się niebo. Nie o tym chcę jednak pisać. Pragnę Wam jedynie przedstawić grunt pod lepszą ocenę głównej problematyki. W dzieciństwie dość często doświadczałem paraliżów sennych o podręcznikowej definicji. Nigdy się nie mogłem do nich przyzwyczaić, nawet mimo ich ilości, bo każdy był straszny w innym stopniu. Z czasem zacząłem to traktować jako coś normalnego. Dziwiłem się, że nie każdy człowiek przeżywa coś takiego.
Wielokrotnie przed dziewiątym rokiem życia doświadczałem także dość ciekawego zjawiska, w którym nic mi się nie śniło. Po prostu zamykałem oczy. Odnosiłem wrażenie, że nie minęła nawet sekunda, a już jest ranek. Nic mi się nie śniło.
Czułem się niewyspany i zakłopotany. Kiedy miałem dwanaście lat, wbiegłem nieuważnie do pokoju i stanąłem na mojej śwince morskiej. Jej kark pękł natychmiastowo. Widziałem, jak się dusi, jak puchnie jej język. Czułem, trzymając ją na rękach, jej drgawki i moment, w którym się zakończyły. To wydarzenie mocno mną małym wstrząsnęło. Matce powiedziałem, że Kubuś po prostu tak leżał w akwarium. Bałem się powiedzieć prawdę. Na pewno zostałbym ukarany za swoją nierozwagę. Sami pewnie pamiętacie, jak się myślało za dziecka. Z powodu tego oszustwa i odebrania życia zwierzakowi bardzo przepraszałem Jezusa za to, co się stało. Przepraszałem nieustannie i szczerze. Leżałem wtedy na łóżku w ciemnym pokoju i wiem jedno. Wiem, że nie spałem. Wiem, że nie śniło mi się, że nie spałem. Wtedy stało się coś, co ukształtowało mój umysł dosłownie. Ręczę swoją duszą, że poniższe informacje są najszczerszą prawdą. Kiedy tak przepraszałem i płakałem, leżąc na boku, nagle przestałem oddychać. Byłem zbyt przerażony, by oddychać. Zrozumcie, dosłownie ktoś włożył swoją dłoń w tył mojej głowy. Dosłownie. Jednak duchowo ta dłoń złapała za coś w mojej głowie i nagle to z niej wyciągnęła. Jezu Chryste, jaki ja byłem wtedy lekki! Dosłownie czułem, jak mój duch napęczniał, rozszerzył się poza ciało. To było piękne.
Ktoś mnie odwiedził. Autosugestie? Naukowcy udowodnili, że te tak śmiesznie nazywane przez nich światełko w tunelu jest rezultatem otóżenia mózgu endorfinami, niedotlenieniem, znieczuleniem w momencie śmierci. To dość odważna sugestia, jeśli spojrzymy prawdzie w oczy i przypomnimy sobie, że mózg to bezsprzecznie najbardziej skomplikowana struktura we wszechświecie, jaką zna człowiek.
Twierdzenie neurologów, że wiedzą o nim wszystko, jest po prostu zuchwałe, a nawet jeśli mieliby rację, to nie podważyli istnienia życia po życiu, a po prostu odkryli sposób, w jaki przenosi się dusza.
Skoro wszystko pochodzi od Boga, wszystko więc jest Bogiem. Tu by się okazało, skąd ten ma wiedzę o najmniejszym włosie spadającym z Twojej głowy. Nauka wybrała dłuższą drogę, a jej dogmaty są rezultatem obecnego stanu wiedzy naukowej. Następne, dość niesamowite doświadczenie przeżyłem w czasie odbywania służby wojskowej. Byłem bardzo zmęczony i po dyżurze poszedłem spać. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem jakby wyjścia z ciała. Śniło mi się, że stanowi jedynie sam wzrok, który podróżuje, uwierzcie, z niewyobrażalną prędkością w jakimś tunelu. Nie był to tunel, a po prostu przestrzeń. Mijałem jasne punkty światła. W momencie wymijania moje uszy doświadczały tak głośnych pisków, świstów, efektów mijania, że wielokrotnie się budziłem. Jasna cholera!
Jakie to budziło dreszcze emocji. Później wielokrotnie doświadczałem tego stanu. Nie śniły mi się już podróże między światłami, a same piski i świsty. Te piski wypełniały cały mój umysł. Byłem wtedy w stanie świadomego snu. Kolejna sytuacja jest dość niezwykła. W wieku dwudziestu trzech lat, zasypiając, poczułem, jak ktoś, mimo że nie było nikogo w pokoju, delikatnie szarpnął za moją rękę.
Pomyślałem, że prawie zasnąłem i bezładna ręka spadła mi z piersi. Jednak zanim skończyłem tę myśl, ręką znowu ktoś nieznacznie poruszył. Otworzyłem oczy i w ciemnościach pokoju zauważyłem jakby twarz przelewającą się przed moimi oczyma.
Nie znoszę marnowania energii. Nigdy na noc nie pozostawiam sprzętu RTV w stanie gotowości z włączonymi światełkami....W pokoju nie było absolutnie żadnego źródła światła. Okna przysłaniają mi rolety, a wychodzą one na nieoświetlone podwórko.
Powracając, ten widok twarzy mnie nie przestraszył. Być może dlatego, bo nie byłem jeszcze w pełni rozbudzony i nie wiedziałem do końca, co się dzieje. Z zaszokowaniem stwierdziłem, kiedy uważniej przyjrzałem się pokojowi, że przelewa się przez niego światło. Było ono bardzo słabe, ale widoczne w ciemności. Światło zachowywało się jak, szukam odpowiedniego słowa, jak plastyczne smugi. Dosłownie jak dym bijący znad papierosa. Usiadłem na łóżku. Byłem totalnie zaciekawiony.
Rozbudziłem się w pełni, a mimo to dalej obserwowałem tą feerię świateł. Zauważyłem kolejne, bardzo krótko trwające złudzenie twarzy, jakie to powstało, kiedy smugi światła połączyły się w jedno. Serce zaczęło mi wtedy walić jak młot o kowadło.
Poprosiłem wtedy słownie, by pokazała mi się jeszcze raz, ale niezbyt mocno, bym się nie wystraszył. Tak się stało. Po kilku takich cyklach powiedziałem w końcu: "pokaż mi wszystko, co chcesz". Momentalnie smugi światła utworzyły na krótką chwilę ludzką, poruszającą się zgodnie z zasadami ruchowymi sylwetkę.
Wtedy zjawisko ustało na sile. Później chciałem dotknąć te światła. Ze zdziwieniem zrozumiałem, że poddaje się ono zwykłym prawom natury. Światło dawało się zniekształcić dotykowi. Krążyło wokół palca. To trwało całą noc. Byłem bardzo niewyspany. Wziąłem urlop na telefon. Kolejne przeżycie. Grubo po wojsku, kiedy już zasypiałem we własnym łóżku, stało się coś bardzo zagadkowego.
Obudziłem się nagle. Znacie ten burczący dźwięk wzmocnionego wzmacniaczem pola magnetycznego? Nie tyle, co ten dźwięk mnie wyrwał ze snu, a poczucie, że ktoś narusza w głębokim sensie znaczenia tego słowa moją prywatność. Czułem, że w moim pokoju są dwie albo trzy osoby, których jednak nie można ograniczać w stwierdzeniu cielesne, trójwymiarowe. Jeden z nich jakby czymś, trudno mi to określić, przesunął nad moją głową jakimś aparatem, który zeskanował mój umysł. Wiem, jak to brzmi, ale taka analogia jest w moim odczuciu najbliższa prawdzie. Poznali mnie całego, dowiedzieli się o mnie wszystkiego. Szlag mnie trafił. Byłem zły. Czułem gniew. Bezpośrednio po przebudzeniu zaprotestowałem. Byłem sparaliżowany, jednak znalazłem w sobie siły, by się wyrwać z bezwładności i rzec, by więcej bez mojej zgody tego nie robili. Jestem zbyt mądry, by odrzucać istnienie Boga, dlatego wiem, jakiego dokonałem zaprzysiężenia o duszy. Mimo to dalej podtrzymuję słowa, w których ręczę za swoją wiarygodność. Wielokrotnie przeżywałem paraliże senne. Czytałem wiele naukowych prac na ten temat. Ostatni, który przeżyłem, nie mieści się jednak w podręcznikach. Świsty i piski zamieniły się w dźwięki instrumentów smyczkowych, jakie mnie uspokoiły, a następnie ponownie w niewyobrażalnie głośne piski wysokiej częstotliwości. Obudziłem się. No jasne, znowu paraliż senny. I wtedy zdałem sobie sprawę, że dzieje się coś odbiegającego od normy. Jezu Chryste, kto to był? Byłem sparaliżowany i nie mogłem stawiać żadnego oporu. Jednak moje ciało waży dziewięćdziesiąt kilo, a mimo to ta jakby niewidzialna, bo niewidzialna przeze mnie persona zaczęła wyginać moje ciało jak na azjatyckiej rehabilitacji. Poczułem prąd przechodzący przez moje ciało. Przeszedł przez korpus i skupił się na udach, a potem na bokach tułowia. Ta osoba raz mnie przycisnęła tak mocno do łóżka, że zapadłem się w niej prawie jak w wodzie, a następnie próbowała mnie przewrócić na drugi bok. Wiedziałem, że nie ma sensu stawiać oporu, więc chciałem jej pomóc.
Chciałem sam się obrócić, jednak nie mogłem. Potem wygięła mnie raz w prawą, raz w lewą stronę. Skręty tułowia. Przez moje ciało przechodził prąd i jak to interpretowałem, czułem, że był złotej barwy. Wtedy się zaniepokoiłem. To były naprawdę wielkie odczucia. Chciałem zawołać brata, który spał w tym samym pokoju, jednak nie mogłem wziąć nawet oddechu. Wtedy, w rezultacie wręcz rozpaczy, nabrałem sobie siły, by uwolnić samą rękę z bezruchu. Machnąłem nią silnie za siebie i trafiłem na materialny dotyk.
Trafiłem coś w powietrzu. Otworzyłem materialne oczy i widziałem przez chwilę jakby przeźroczyste postacie zbudowane z drobnych pikseli, promieniowania mikrofalowego. Analogia szumu w telewizorze. Często bez żadnych przyczyn zasypiając, czuję jakby intensywne napływy lęku, jaki dosłownie wprawia moje duchowe ciało w drgania. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Kiedy odzyskałem władzę nad ciałem, poczułem się jakby ozdrowiony.
Moje całe ciało współgrało doskonale. Podziękowałem Jezusowi za to, co mnie spotkało. Następnego jednak dnia napomniałem się o ostrożność. Powiedziałem w duchu: "nie wiem, co to jest, Chryste, lecz jeśli to pochodzi od Ciebie, bardzo Ci dziękuję, że mogłem tego doświadczyć.
Jeśli jednak nie pochodzi to od Ciebie, nie pozwól, by działo się to nigdy więcej". Te zjawiska jednak następnie przybrały na sile i intensywności do niemalże granic mojej wytrzymałości. Pragnę nadmienić, że w bezpośrednim znaczeniu słowa nic złego, krzywdzącego mi się wtedy nie działo. Później prosiłem Boga, by mi jasno i klarownie, w zwykłym człowieczym języku, w czymś, co zrozumiem, wytłumaczył, co się ze mną dzieje. Nie oczekiwałem na żadną odpowiedź. To w końcu Bóg. Nie ośmielam się mieć wobec niego jakichkolwiek oczekiwań. Uzyskałem jednak odpowiedź. Kiedy zasypiałem kilka dni później, kiedy trwałem w tym stanie świadomości między snem a jawą, usłyszałem głos. Był on niewyobrażalnie wspaniały, aż mi się teraz łzy kręcą w oku, jak go sobie przypominam. Był to głos wyjątkowo potężny, posiadający wewnątrz siebie wspaniałą, jednocześnie delikatność....Przesycony był mądrością i pewnością, prawdą. Wykraczał on poza granice fonetyki. Wprawiał swoimi wibracjami całą moją duszę w przyjemne drgania. Powiedział mi: "Niedługo nic, co ukryte, nie pozostanie już w tajemnicy".
Czy jestem schizofrenikiem? Pytam siebie. Te halucynacje dźwiękowe nie dają mi spokoju. Chcę wiedzieć, czego rezultatem one są. Czy mój umysł został wypaczony w rezultacie epilepsji? Zapytałem o to jednego mojego kolegę studiującego medycynę. Powiedział mi, kiedy opisałem mu swoją dziecięcą chorobę, że ta odmiana epilepsji spowodowana jest wysoką gorączką i inicjowaną inną chorobą. W moim przypadku anginą ropną. Kiedy wycięli mi migdałki, angina znikła bezpowrotnie.
Epilepsja minęła jednak wiele lat wcześniej. "Co rozumiesz poprzez wypaczenie?"- zapytał. Kolega ten powiedział mi, że epileptycy są najczęściej daltonistami, że są bardziej wyczuleni, że słyszą o tą przysłowiową nutę więcej w utworze. Wypaczony?
Co rozumiesz przez wypaczony? "Nie ma idealnego umysłu" - tak podsumował. To zagadnienie wyjątkowo płynne, względne. Z czasem poszukałem literatury na ten temat. Książka Darka Sugiera idealnie odzwierciedlała moje przeżycia, a przynajmniej termin "niefizyczni przyjaciele". Usłyszałem pisk. Był on wyjątkowo głośny. Zdawał się osiągnąć granicę głośności, jednak zaczął rosnąć do skal wykraczających poza częstotliwości.
Czułem, że obok mnie, śpiącego, jest osoba, jaka bardzo niemile widzi moje jakiekolwiek opory. Poddałem się. Ten świst, pisk, jakim sterowała, całkowicie zdominował mój umysł. Po przebudzeniu, kiedy było już po wszystkim, poczułem ulgę. Jednak czy nie było to uzdrowienie?
To zjawisko postępuje, staje się coraz bardziej rozbudowane i złożone. Teraz opowiem wam o ostatnim przeżyciu. Kiedy było już po wszystkim, obudziłem się. Musiałem usiąść na brzegu łóżka i zapalić papierosa pod piwo, pół godziny po północy. Gdyby działo się to w tygodniu, z pewnością nie poszedłbym do pracy.
To, co przeżyłem, było wyjątkowo cholernie realne. Niebotycznie mocniej realne niż wszystkie uczucia tego świata. Z fazy głębokiego, nieświadomego snu wyrwały mnie lekkie popiskiwania. Wszedłem w rejon snu świadomego. Wiedziałem, że śpię. No to co? No to fantazje erotyczne. Zatopiłem się w świecie seksu. Byłem bardzo niezadowolony, kiedy ten pisk wpadał do mojej głowy, uniemożliwiając mi fantazje.
Zacząłem więc fantazjować o czymś innym, jednak pisk znowu mnie wybił z toku. Pomyślałem: "No dobra, więc o czym mogę fantazjować?" I wtedy się zaczęło. Chryste, jakie to było drastyczne, a jednocześnie piękne! Pisk zaczął przelewać się przez moją głowę. Jak zwykle chciałem stawić opór, bo trudno jest polubić coś, co szarpie każdą twoją komórkę. Ten ktoś miał jednak więcej siły ode mnie. Dał mi jasno do zrozumienia, że musi coś zrobić i że jest to nieuniknione, więc lepiej, bym nie tracił sił na opór, a na wytrzymanie tego, co mnie za chwilę spotka. Poddałem się. To, co się potem stało, było bardzo nieprzyjemne, jednak piękne w swojej tajemnicy. Pisk ponownie narósł do niepoznawalnych granic częstotliwości.
Wtedy poczułem delikatną dłoń na moim karku. To był gest opieki, ponadsłowny język opieki. To jednak w żadnym stopniu nie osładzało mi przeżycia. Zebrałem całe swoje siły, by poinformować tę istotę słowami: "Czy nie rozumiesz, że mnie to boli?" Dosłownie tak zapytałem.
Z rozpaczą, smutkiem, bezsilnością i wyrzutami. Byłem bliski rozpaczy, płaczu. Nic jednak nie zostało mi dopowiedziane. Proces trwał nieubłaganie. Narastał, dominował moje ciało. Wyrwałem rękę z bezruchu i złapałem za dłoń tej istoty.
Była bardzo drobna. Jej palce były cienkie jak kobiety czy też dziecka. Odwzajemniła uścisk, a wtedy poczułem coś, co mnie przeraziło. Dosłownie wiercenie w mojej głowie, borowanie. To było bardzo nieprzyjemne, ale nie bolesne. Czułem to całym swoim ciałem, ale nie doznawałem bólu. Boimy się tylko tego, czego nie znamy. Istota zaczęła wtedy dotykać moich pleców. Wiedziałem, że była to kobieta, jednak kiedy wyrwałem ręce z bezruchu i po jej rękach skierowałem się ku jej głowie, by ją brutalnie odepchnąć, natknąłem się na krótkie włosy. Ona miała krótkie włosy, tak jak mężczyzna. Nie mam pojęcia, kim była, jednak wydaje mi się, że w jakimś sensie mną, ponieważ jej włosy były bardzo podobne w dotyku jak moje. Kiedy było po wszystkim, otworzyłem oczy i zobaczyłem dziwną głowę. Była to głowa, jakby pół człowieka, pół jaszczurki. To trwało dość długo. Mogłem się jej przyjrzeć bez żadnych problemów. Pokazała mi swój front, a potem profil. Dosadnie. Na tym, jak dotąd, skończyły się moje przeżycia. Wiem, że będzie ich więcej i będą coraz bardziej złożone. Z dreszczem emocji zastanawiam się, co jeszcze takiego mnie zaskoczy?... Parę sekund na wzięcie oddechu i za moment przejdziemy do drugiego przygotowanego na dziś e-maila, w którym jeden z czytelników serwisu paranormalium.pl podzielił się swoimi spotkaniami z duchami. Korespondencja nadesłana przez czytelnika serwisu www.paranormalium.pl w listopadzie 2011 roku.
"Mam dziewiętnaście lat i jestem z Lublińca. Od dziecka miałem przygody ze zjawiskami paranormalnymi. Początkowo rodzice myśleli, że to moje wymysły, dziecięca fantazja, ale ja naprawdę widziałem straszne rzeczy. Miałem badania: EEG, Holter EEG, tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny. Stwierdzili tylko asymetrię i jakieś zmiany w lewej skroni.
Istnieje podejrzenie, że mam padaczkę skroniową, ale każdy lekarz mówi co innego, więc nie wiadomo właściwie, skąd to wszystko się bierze. Byłem nawet w Pawonkowie u egzorcysty i w szpitalu psychiatrycznym w Katowicach, ale to dalej mało pomogło. A piszę teraz właśnie dlatego, bo przed chwilą znowu miałem widzenie. Tym razem widziałem oczy w oknie. Dokładnie widziałem. Patrzyło się prosto na mnie martwym wzrokiem. Duże, żółte oczy. Wiele razy widywałem też cienie jakichś osób, a w pokoju nie było nikogo oprócz mnie. Szkoda tylko, że nie mogę zapomnieć tego, co widzę, bo to czasem bywa przerażające. Miałem nawet przez to kilka prób samobójczych.
Dokładnie wszystko zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. Pamiętam jeszcze, jak leżałem w łóżku i czekałem, aż mama przyjdzie spać. Zamiast mamy przyszła do mnie jednak inna pani. Pamiętam tylko, że była strasznie biała i nie miała chyba włosów. Chwyciła mnie za rękę, a ja poczułem, jakbym cały zamarzał.
Rozpłakałem się. Byłem bardzo wystraszony. Kobieta wyszła z sypialni, ale wróciła do mnie jeszcze kilka lat potem, ale to już inna historia. Od tego się wszystko zaczęło. Po tym co noc śnił mi się ten sam sen. Pamiętam go bardzo dobrze, choć chwała Bogu, już nie śni mi się on od dawna. W tym śnie byłem w ciemnym pomieszczeniu. Można powiedzieć, że w jakimś gotyckim kościele. Tylko że zamiast ołtarza było krzesło. Co noc musiałem przeżywać ten sam sen. Gdy siadałem na to krzesło, czułem, jak odpływa ze mnie życie. Uczucie zbliżone jest do bardzo szybkiej jazdy na karuzeli, z tym że robi się naprawdę bardzo niedobrze i traci się siły. Przestaje się oddychać. Drugie przyjście duszy miało miejsce, kiedy bawiłem się, będąc dzieckiem, klockami w sypialni rodziców. Widziałem wtedy dokładnie, że obserwuje mnie jakiś czerwony mężczyzna zza drzwi. Mężczyzna ten pojawiał się co jakiś czas i zerkał na mnie, gdziekolwiek byłem i cokolwiek robiłem. Poza tym długo nie było nic takiego jak to przyjście białej pani.
Jednak nie trwało to długo. Gdy podrosłem już trochę i miałem swój własny pokój, czerwony mężczyzna przestał mnie nawiedzać. Za to znów odwiedziła mnie ta kobieta. Cokolwiek ode mnie chcieli, wiem, że nie chcieli nic złego. Nie wyglądali na złych, tylko wyglądali strasznie.
Bałem się coraz bardziej. Zacząłem się dużo więcej modlić. Tamtej nocy ta kobieta była cała mokra. Miała na sobie białą suknię ślubną i tańczyła, wirując po moim pokoju. Po tym widzeniu bardzo długo nic nie widziałem, aż do chwili, gdy w szkole zacząłem widzieć rzeczy, których normalnie widzieć nie powinienem. Nauczycielka matematyki nagle zarastała trawą, stawała się zielona. Na ulicy przy moim domu widziałem często jakąś dziewczynkę, która po dziś dzień stoi cały czas pod drzewem w białym ubraniu. Niestety widzę ją tylko ja i tylko przez okno na korytarzu, ale to czasami. Teraz wolę tam nie patrzeć.
Widziałem dokładnie dziewczynę przepołowioną na pół, czołgającą się po ziemi. Był to jeden z najstraszniejszych widoków w moim życiu. W szpitalu dali mi Depakine 300 i 500. Dostaję też leki na uspokojenie, ale to niewiele daje.
Dzisiaj znów widziałem oczy w oknie, a to przecież nic normalnego. To by było na tyle. Módlcie się za mnie, bo nie wiem, jak dalej będzie." I to na razie tyle, jeśli chodzi o zawartość naszej radiowej skrzynki mailowej. A co Państwo sądzicie o tych historiach? Dajcie znać w komentarzach, a jeśli przeżyliście coś podobnego, gorąco zachęcam do podzielenia się swoimi historiami z Radiem Paranormalium. Po krótkiej przerwie przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś nagrań rozmów ze słuchaczami.
Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni. "Dokąd pędzisz?" - zapytał wódz. "Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień." W drodze powrotnej z Damaszku zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: "Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc." "Nie - rzekła zaraza.
- Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę." Nie daj się zastraszyć. Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe. Niewiarygodne.Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W pierwszej z przygotowanych na dziś rozmów jeden z naszych słuchaczy opowie o dziwnym zdarzeniu z lipca dwa tysiące szóstego roku. Przypominam, że na prośbę wypowiadających się dziś słuchaczy zmieniłem im barwę głosu. Stąd zalecam słuchanie na słuchawkach.
... Proszę pana, chyba chcę, bo mam swoją, swoją dziwną, dziwne właśnie, że tak powiem, yy, historię, jaką przeżyłem. Jeszcze zanim to opowiem, to jeszcze krótko o sobie. Więc, że ja jestem człowiekiem, yy, dosyć mocno stąpającym po ziemi.
Wykształcenie techniczne, magister i oprócz tego jeszcze drugi zawód. Ja pracowałem jeszcze pod koniec, znaczy, to było naście lat temu, jeszcze jako pilot wycieczek. Znaczy, jak już byłem na emeryturze, to jeszcze, jeszcze dalej ciągnąłem to jako swoje dodatkowe, jako zresztą pasja mojego życia było turystyka też. Także ja i właśnie o tym właśnie to się zdarzyło, w tym właśnie, w tej części, kiedy ja właśnie jako pilot wycieczek wróciłem z wycieczki turystycznej. Powróciłem do domu. Zresztą po ciężkiej, po ciężkiej imprezie, zmęczony nie mogłem zasnąć.
Mieszkałem w Katowicach, wtedy, teraz już nie. Teraz gdzie indziej mieszkam poza Katowicami od dziesięciu lat. No i wtedy właśnie to, w tym dniu, w tym dniu, w którym wróciłem z tej rzeczy trudnej imprezy, to była taka religijna. Dużo zwiedzania, dużo, dużo tych kościołów, mieli ci świętych miejsc. Oczywiście zmęczony powróciłem do, do domu i do swojego mieszkania, bo miałem, zajmowałem małe mieszkanie dwadzieścia metrów kwadratowych w Katowicach, na Koszutce, trzecie piętro.
Oczywiście bardzo dobry z trzema zamkami. Byłem szczelnie zamknięty, bo położyłem się w swoim pokoju. To był tylko jeden pokój. Położyłem się, bo miałem taką... Znaczy, jak się to położyłem? No, miałem w kształcie litery L, taką, taki zestaw jakby, no, wersalka typu L. To znaczy dwa ramiona i z gó, także jak się położyłem na, na poduszce, założyłem, bo trzeba było rozciągnąć oczywiście, żeby się położyć.
Więc położyłem się i miałem trudności z zaśnięciem. Okno miałem przed sobą, ścianę, ściana naprzeciwko mnie w pozycji leżącej, jedno okno. Światła, światła z ulicy wpadające do pokoju. Nic poza tym. Spokojne miasto, znaczy spokojne.
W ogóle pogoda była idealna, bo to był pierwszy lipiec tysiąc dziewięć, dwa tysiące szóstego, dwa tysiące, zaraz, dwa tysiące szósty rok, pierwszy lipiec. To można sprawdzić. Idealna pogoda była w tym czasie. Zamknięty byłem sam w pokoju.
Zaczynałem z trudnością, ale zasnąłem. I wtedy właśnie zaczęło się tańczora. Tu się zaczyna historia. Po zaśnięciu to, to było po północy. Jeszcze właściwie to może nie było czy pełne napięcie, czy pełne zaśnięcie, ale to było jak, to było już zaśnięcie. I w pewnym momencie nastąpiło to zjawisko, które polegało, że jakaś siła zewnętrzna nagle, bo ja byłem w pozycji poziomej, poderwała mnie w po, do pozycji siedzącej. Czułem, że nade mną, nad głową, jakby się coś zerwało z góry.
Coś dużego leciało w kierunku ściany naprzeciwko, gdzie było okno. To znaczy to był taki odgłos czy coś w tym rodzaju. Ja, ja usiadłem i czekałem, bo miałem, chwila była ciszy, nic się nie działo. I zdziwiony, dlaczego siedzę. No i tak jak siedziałem, patrzyłem w kierunku okna.
Trochę na lewo było naprzeciwko. Miałem właściwie tą ścianę i tu na prawo był regał. I nagle tu, właśnie na, w górze, pod sufitem odezwał mi się grzmot. To znaczy taki jeden, trwający, yy, no, trwający pół sekundy.
Pół sekundy. Krótki, bardzo krótki, pół sekundy, bo sekunda trwa, jak się mówi, sto dwadzieścia dwa. Ona jest dosyć długa, więc to trwało pół sekundy około. Pierwszy grzmot usłyszałem, jakby spod sufitu, yy, bo patrzyłem na to okno, na jakieś światła z ulicy. Trzecie piętro i za jakieś może... Siedziałem zdumiony, co się dzieje i słucham dalej. I słyszę drugi grzmot z prawej strony. Znaczy z inaczej z prawej strony, jakby to powiedzieć? Raz jeden, raz drugi, ale wrażenie jakby z lewej i z prawej strony.
Ten sam, ten sam. I po tym była cisza. Siedziałem cały czas zmrożony. Nie wiedziałem, co mam robić, bo sam jestem zamknięty. Nikogo tu nie ma. Yy, tu spokój. W ogóle mieszkanie, cisza, cisza, bo to wszyscy spali w tym czasie.
No i także to tam wie pan. I aha, zaraz! Ja to skojarzyłem z moim ojcem, bo ojca miałem w podeszłym wieku, no, więc wystraszyłem się, czy to nie jest jakiś znak?... Może on, może zmarł albo coś w tym rodzaju.
To była sobota, ale byłem już zmęczony. Zasnąłem na drugi dzień. Mimo tego wszystkiego, co się zdarzyło, jednak byłem tak zmęczony, że zasnąłem. Rano była już niedziela. No i postanowiłem w poniedziałek pojechać do Siemianowic, bo to Katowice, Siemianowice to jest parę kilometrów. Sprawdzić, czy żyje mój ojciec. No, no, on...
Okazało się, że jak zajechałem, że on żył. To znaczy, on był zamknięty w mieszkaniu. Nie mógł wyjść, bo już by nie był w stanie chodzić, ale okno było uchylone na parterze. Zawołałem i odezwał się, czyli żył w tym czasie. Jeszcze mnie poprosił o papierosy. Ja mu wrzuciłem i mówię: paczki mu nie dam, bo przecież on też mówi tylko o jednym papierosie. Wrzuciłem mu kilka i to było wszystko. Znaczy wyszedłem i tak się z nim pożegnałem. Co się potem okazało? Że za trzy dni dostałem wiadomość, że on zmarł. No i to się, i się w tym momencie cała moja, moja kończy, co mam do opowiedzenia. Pewnie nie będę w stanie nic na pewno nic powiedzieć na ten temat, prawda? Bo to jest, wie pan, szukam kogoś albo szukam jakiejś właśnie nie mogę. Nie, nie, ja trafiłem na Was dla Was przypadkowo, bo dużo w internecie rozglądam się, coś dużo jestem w sieci i trafiłem na Was po prostu, bo tak nie wiedziałem, do kogo się zwrócić. No, przyznam się, że raz tylko byłem w kościele na Koszyce.
To był tego. Tak o z tym moją sprawą. To nie był proboszcz, albo ksiądz, ale jakiś nie powiem nazwiska, bo też nie pamiętam dokładnie. Ale on spłycił sprawę tym, że mi powiedział, że u nich też się takie rzeczy zdarzają. Po naszych mieści tam gdzieś przechodzili z jednego do drugiego, to szli do kaplicy i tam ich ciągle coś straszy. Tak mi powiedział. Nic więcej mi nie powiedział, czyli jakbyś do mojej sprawy ją trochę tak, jakby. No, no, spłycił ją, że nic takiego, bo u nas też. Także więcej nie miałem żadnych, nikogo, do kogo... Znaczy nie znalazłem nikogo, do kogo mógłbym się zwrócić z takim właśnie, no, z moją historią.
No, o wyjaśnienie właśnie tego zjawiska, prawda? Tylko tyle, no co mogę. Ciężko mi tutaj coś powiedzieć tak konkretnie, tak na szybko. Natomiast mam takie pytanie, czy sąsiedzi może wspominali coś o tych grzmotach, czy, czy może coś podobnego się kiedyś?
Nie, nikt mi nie wspominał z sąsiadów. Ja, ja, widzi pan, za ścianą miałem sąsiadów w starszym wieku, bardzo miłych sąsiadów. Znaczy obydwoje po studiach i on był lekarzem, a ta pani była panią doktor i ona, z tego, wiem, że ona zmarła. Ona też zmarła w tym czasie. Nie wiem dokładnie, ile miesięcy przed, ale co słyszałem, co się dowiedziałem, że on trzymał jej prochy u siebie w mieszkaniu, tam w tym. Znaczy nie pogrzebał ją od razu. Ja sobie też zacząłem coś kojarzyć. Czy to nie z tej strony mi przyszło? No i tak, ale wie pan, on się zamykał. Nie był, nie był, nie był do mnie dostępny, nie miałem, nie miałem kontaktu z nim. A drugi sąsiad z kolei taki był cichy, że się nigdy nie narzucał. Nigdzie nie widziałem go praktycznie. Gdzieś siedział, wychodził krótko, przychodził, także nie było nikogo.
To było trzecie piętro, tylko dwóch z lewej i z prawej strony. Nikt nic nie zgłaszał. Pogoda zaznaczam, do sprawdzenia była idealna. To był pierwszy lipiec. No i także powiedziałem, to były czyste grzmoty i to nie takie grzmoty, jak się teraz słyszy z pogłosem, który jest, że jest prawda, grzmot i po tym jeszcze coś huczy długo.
Tego nie było, tego, tego nie, tylko pierwszy moment był, prawda? Pan miał wrażenie, że te źródło grzmotów było fizyczne czy nie fizyczne? Czy to było, czy ono było zlokalizowane jakby wewnątrz mieszkania, czy na zewnątrz?
Ono było typowo wewnątrz mieszkania, nie na zewnątrz, bo jak na zewnątrz, to ja wiem. No, wie pan, ja jestem, ja, ja jestem trochę. Ja jestem ze świata techniki. Zajmowałem się nawet w swoim czasie dużo, bo ja pracowałem w zakresie dźwięku, nagrywania dźwięków też maszyn.
Wibracji pałaców i podobnych historii. Ja się takim czymś zajmowałem. Także ja się trochę znam na, na dźwiękach i znam na pewno. To mogę powiedzieć z zawodu i z tego z moich doświadczeń technicznych. Wiem, co to są dźwięki. Wiem, co to są wibracje, także tu mi nikt nie powie. Tak jak powiedziałem, jestem, jestem człowiekiem bardzo twardo stąpającym na ziemi. Właśnie mnie to tak zaskoczyło, że po prostu no nie, nie znalazłem już do tej pory sobie tego wyjaśnienia, tej, tej, tej mojej- Rozumiem, że wszelkie, wszelkie jakieś trzaski pochodzące od mebli na przykład czy od podłogi pan wykluczył całkowicie?
On kompletnie odpada, bo to był czysty grzmot. To nie jest związany z trzaskiem podłogi. On był zlokalizowany przy suficie, przy suficie, w rogu, w rogu sufitu był zlokalizowany i z jednej strony i jakby z drugiej strony. On padł i był bardzo czysty, głośny, wyraźny grzmot, bo wie pan, co innego jest. Wiadomo, że ja nie miałem sąsiadów na górze albo, albo coś w tym rodzaju, że tam jakieś uderzenie czy, czy, czy coś. Nie, to ja potrafię odróżnić jakieś uderzenie z góry. Na przykład jak się ma sąsiadów i przeszło gdzieś to, to chyba coś innego, prawda? To są inne dźwięki. Ja ten dźwięk wyraźnie, ja to lokalizuję. Zlokalizowałem wyraźnie jako grzmot o bardzo czystym, czystym brzmieniu, grzmot, ale bez pogłosu. I tu jest ta historia...... Yy, poderwanie mnie, bo ja leżałem na wnak z głową na poduszce, tak jak usnąłem. Nagle zo- zostałem nagle podniesiony, podniesiony do pozycji siedzącej i się dziwię, dla, dla i co się dzieje ze mną? Dlaczego ja siedzę?
To się jakoś tak odbyło wbrew pana woli, tak, jeżeli dobrze rozumiem? No tak, bo coś mnie podniosło. Nie wiem co. I ja, ja tylko słyszałem podmuch, jak to znaczy, miałem wrażenie, że nad gło, z głowy, z tyłu, nad głową miałem oparcie od tej wersalki, że z tego oparcia, jakby się zerwało coś dużego, z ogromnym podmuchem nade mną zerwało się i leciało w kierunku na ścianę przeciwną. Takie miałem wrażenie. I ja usiadłem. Usiadłem. To znaczy mnie, to mnie to spo, spo, ten podmuch spowodował, że ja usiadłem. Żadnego błysku nie było, bo jeszcze myślałem o tym błysku.
Błysku nie było. Ja miałem oczy zamknięte, spałem. Oczy mi się otworzyły, jak już siedziałem. W tym momencie, jak usiadłem i zacząłem, oczy otwarłem, wtedy byłem. Patrzyłem, co się dzieje i czekałem, co, co będzie i dlaczego. Zastanawiałem się, co mnie podniosło i w tym momencie, jak się zastanawiałem, co mnie podniosło, co to się zdarzyło, że tak przeleciało nade mną, to w tym momencie ten grzmot raz i potem, za chwilę, za te trzy, parę, parę, trzy sekundy, około drugi raz, pół sekundy. A zauważył pan może coś wzrokowo, co przykuło pana uwagę?
Wzrokowo nic nie było, tam kompletnie nic. Znaczy, tak jak powiedziałem, przed sobą miałem tylko okno. Tam było jedno okno. Yy, światła z ulicy, yy, bo ulica spokojna, nie tam, że ruch, bo to już było po północy. Nic więcej. Normalny spokój. Nic poza tym nie było. Nic.
Tak, ja mam trochę mieszane uczucia, bo można, można to jakoś skojarzyć z, powiedzmy, zapowiedzią śmierci na przykład pana ojca. Ale tutaj są też pewne elementy występujące w relacjach o UFO. Mimo że bra, mimo, mimo że nie zaobserwował pan żadnego obiektu, to jednak tutaj to takie nagłe poderwanie wbrew pana woli z łóżka przywodzi na myśl pewne, pewne takie nocne, nocne wizyty, jakby jakiejś dziwnych sił, jakichś dziwnych istot, tego typu rzeczy. Być może, że tam siedziała jakaś dziwna istota, która siedziała na, na, nade mną, na tym właśnie oparciu, yy, wersalki, gdzie ja spałem. Wie pan, być może ja tak myślę, że tam ktoś musiał siedzieć, jakąś wizję tym trzeba mieć. Ja przyjechałem.
Tak, to się zerwało po prostu i mnie, i mnie poderwało. Być może to jest bardzo możliwe, no ale czy kto ma pewność? Żadnej komunikacji, jakiejś mentalnej, z czymś lub kimś nie było. Tylko pewne- Nie było żadnej komunikacji z mojej strony ani ze strony zjawiska. Jak powiedziałem, to były tylko dwa grzmoty i, ale przed grzmotami poderwanie mnie do pozycji siedzącej. Nagle, bo ja spałem.
Znaczy ja już albo już miałem zasnąć, to raczej to był już stan takiego pół na pół, albo już spałem, to trudno. Także nie, ja byłem w pozycji poziomej, na poziomej. Zostałem podniesiony nagle, ale to nie było, że ja usiadłem, tylko coś mnie, to mnie podniosło. Się, bo się, że zerwało z góry nade mną i poleciało na, na tą ścianę. I ciekawe, jak poleciało na tą ścianę, to nie było uderze... I skoro by coś zleciało fizycznego, to powinno być, yy, słychać uder, jakieś uderzenie, zderzenie ze ścianą. Tego nie było, zderzenia, bo skoro coś dużego leci nade mną, tak wczoraj myślałem, bo to przecież, a to nie było nic. Cicho, tylko przeleciało. Potem siedzę i czekam.
Słucham, co jest dalej? I tu słyszę ten grzmot pierwszy. Za chwilę drugi to wszystko. Nie, ja, ja mieszkanie to potem już ja je sprzedałem. Po tym, to znaczy parę miesięcy później. No, mam, nie powiadomiłem, yy, jego, mojego przyszłego znaczy właściciela o tym, bo nie było okazji zresztą, żeby go powiadamiać, że, że o takim zjawisku, jakie tam zaszło.
Czy poza tym księdzem, poza tym duchownym, rozmawiał pan może z kimś na temat tych, tego zdarzenia? Z nikim, tylko- Z nikim? Moim sąsiadem to. No ale to się wszyscy śmieją z tego. Sąsiad, który mieszkam. No, to wiadomo.
Tylko tyle. No bo rodzina to, znaczy żona wie. No, tak, poza tym, ale oni nie mają, nie mają żadnego na to, nie mają odpowiedzi żadnej. Ja mam tylko pytanie, czy był pan takie historie, bo czy pan już taką podobną historię słyszał?
Coś o takim wymiarze, czy... Bo to zwykle ludzie opowiadają bajki różne, prawda? Jak to się przedstawia moja historia w stosunku do innych? Ogólnie, jak ona się przedstawia z pana, pana opinią, jest to sprawa gruba czy coś taka sobie, no, średnia albo- No, jeżeli to było takie jednorazowe tylko wydarzenie, to taka, taka trochę średnia sprawa, no ale człowiek nigdy nie wie, kiedy to, czy, czy i kiedy coś takiego mu się przytrafi.
No, tutaj niektórzy potrafią sypać całymi garściami tego typu historiami i podobnymi. No, a tak się czasami zdarza, że jedno, człowiek tylko jedną taką historię w życiu zapamiętuje. Także no, myślę, ciekawa sprawa, ale, ale nie jakiegoś grubego kalibru.
Nie uważa pan, że to za gruby kaliber? Bo ja to uważam za gruby kaliber z powodu grzmotu i ta obecność tego grzmotu, że że pogoda idealna, że to jest pierwszy lip- No właśnie, ten grzmot, ta fizyczność tego tak powiem, fizycznie w mieszkaniu, tutaj najbardziej zwraca uwagę.
... I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenie w Katowicach z 2006 roku. Komentując tę relację, ufolog Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej stwierdził, że nasz słuchacz doznał po prostu spontanicznego wyjścia z ciała.
Przejściu w stan OB często towarzyszą osobliwe doznania dźwiękowe w postaci na przykład głośnego pisku w uszach lub właśnie trzasków. Jeśli tak rzeczywiście było, to musiało się to naszemu słuchaczowi zdarzyć przy pełnej świadomości po raz pierwszy. Stąd wywarło to na nim tak duże wrażenie. A co Państwo o tym sądzicie? Zapraszam do komentowania.
Po krótkiej przerwie przejdziemy do prezentacji ostatniej przygotowanej na dziś relacji. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy historii o bliskim spotkaniu z dziwną, humanoidalną istotą w Łomży w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku.
Szczególną uwagę zwraca zachowanie tej istoty oraz to, że dysponowała tylko jedną nogą. Posłuchajmy zapisu rozmowy z naszym słuchaczem. Tak mówię, dzwonię teraz jeszcze. To mówię, trochę tam zacząłem wpisywać w trakcie na żywo tutaj czatu tego, taką historię mojej babci po prostu. Też mówię tam trochę o tym pomyśl...
Pomyślałem, że to też by się mogło nadawać po prostu tutaj, tylko mówię, nie jest, nie byłem tego świadkiem, to po prostu z opowieści znam, no ale wiem, że tam w audycjach opowiadacie, że to tego typu sprawy też was interesują, tak?
Oczywiście, jak najbardziej. To babcia opowiadała po prostu, to było kilka lat po wojnie, pięćdziesiąty bodajże piąty, siódmy rok gdzieś. No, moja mama miała pięć lat. Mówi: jak przez mgłę pamięta, coś wielkie poruszenie wtedy w kamienicy, a babcia opowiadała z kolei, jak od początku już zaczynając, że usłyszała hałas. Było okno otwarte, to Łomża, ulica . Taka kamienica już nie istnieje, ta. Z kolei opowiadała, że był, był wielki upał, okna były otwarte, dlatego wszystko było dobrze słychać. Taki wielki hałas, który nastąpił od strony sąsiednich domów, naprzeciwko kamienicy. Ja tą kamienicę trochę pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jak stała taka żółta, wielka i tam faktycznie po drugiej stronie, tam, gdzie babcia opowiadała, były jakieś takie przedsionki, takie mm, mm niby zagrody, nie zagrody, ogródki. I z tamtej strony taki wielki huk doszedł. I babcia opowiadała, że w pewnym momencie właśnie ogródka, taka niby, taka niby z sąsiedniego takiego jakby zagajnika, wielka kula wypłynęła. Tu w i w tej kuli zauważyła taką postać siedzącą, która sięgała jedną ręką do swojego wnętrza, tak jakby wyciągała swoje wnętrzności i rzucała je tam na dno tej sfery. Jeden raz za drugim. I według słów babci z kolei to było tak, że ta postać miała tylko jedną nogę. No i nie wiem, jak to sklasyfikować. W każdym razie babcia opowiadała potem, że zawo- próbowała kogoś zawołać tu, żeby, żeby mieć świadków potem. I w tym momencie ta kula jakby się zwróciła w stronę okna, tak jakby reflektor miała u góry i prosto w te okno zaświeciło to i po prostu powstał wielki popłoch wtedy.
No i babcia opowiadała, że pochowali się wszyscy po kątach, że tak powiem. No i w zasadzie no, wielokrotnie mówię, byłem małym dzieckiem, no, mi to opowiadano. Znaczy małym dzieckiem, no miałem już dziewięć, dziesięć lat. I to, dopóki jeszcze żyła babcia, to właśnie wielokrotnie mi to powtarzała tą historię, także mi się bardzo dobrze to wryło w pamięć też.
... że praktycznie no to towarzyszy mi od wielu lat ta historia i mówię tak, i później po tym całym zdarzeniu to wszystko minęło, bo bodajże kilka dni później babcia poszła do, do kościoła, do księdza.
Powiedziała o tym, a ksiądz powiedział, że tam żyła pewnego razu jeszcze w trakcie wojny kobieta, która yy miała dosyć złe nastawienie do świata, że piła alkohol, nienawidziła wszystkich i miała jedną nogę właśnie, że w jakimś wypadku straciła czy, czy coś w tym stylu. No, tak, na tyle, na ile to zapamiętałem, to teraz to opowiadam. I co by pan powiedział na to teraz? To wygląda, bo rozumiem, że, że nie, nie potraktowaliście tego jako, jako obserwacja jakiegoś obiektu UFO z istotą w środku. To było jakieś- Nie, nie! Babcia nigdy tak nie porównała tego właśnie, tylko jako historię, która po prostu jakby dusza potępiona to była czyśćcowa, to nazywała. Według słów księdza, do którego babcia poszła, to ksiądz powiedział, że to byłaby dusza czyśćcowa.
Czy państwo jakoś rozmawialiście później o tym, o tym zdarzeniu, o tej obserwacji? Jakieś wnioski może? Czy z babcią? Tak ogólnie między sobą. Znaczy mało komu to opowiadałem tak naprawdę, to tam od czasu do czasu komuś tam bardziej zaufanemu, tak. No, babcia to określała jako duszę czyśćcową, według słów księdza, który jej przekazał tą informację.
A czy babcia dzieliła się może jakimiś swoimi odczuciami na temat tej, tej istoty? Coś pozytywnego, negatywnego? Co może- Raczej negatywne to były, tak jak opowiadała, takie odczucia. Po prostu to wyglądało ohydnie, jak stwierdziła.
Ta ręka tak sięgała do środka i tak jakby wyjmowała wnętrzności i rzucała je na dno tej kuli, takiej świecącej. I ta kula miała taką, tak jakby to było jajo położoneee w poziomie, nie jak jajko Kolumba stojące, tylko wręcz przeciwnie, leżące jajko. Mhm.
No i że u góry tego jeszcze pamiętam, że babcia zrobiła rysunek wtedy, którymś razem tak i na górze umieściła taki jakby reflektor, który właśnie oświecił to po prostu wtedy jej okno, kiedy babcia tam zakrzyczała do kogoś tam, żeby przyszedł zobaczyć to i tamto. I w tym momencie ten, to światło padło z tego reflektora, tak. Mhm.
No mówię, nigdy babcia tego nie, nie opisywała jako UFO. Właśnie, bo to wypłynęło właśnie z jakiegoś tam ogródka. Jakaś zagroda była. Ale babcia to jakoś opisywała jako postać taką ludzką czy postać tylko- Tak, tak, ludzką postać.
Ludzka postać, mhm. Ludzka postać, tak. Sięgająca ręką do wnętrza. Tak patrzę- Może ja trochę tak chaotycznie to opowiadam, ale mówię to też jak coś opowiadam, tak emocjonalnie dosyć podchodzę czasem. A ile, ile czasu mniej więcej trwała ta obserwacja, to, to- No to babcia, według babci tak z pięć do dziesięciu minut, bo to zasadniczo jak opowiadała, to, że to powoli się rozwijało, że najpierw szumy było słychać, później nagle ten hałas taki i to stopniowo się zaczęło pokazywać, no, że cała sytuacja tak z zamieszaniem no do dziesięciu minut. Nie było to Bóg wie ile, ale że po prostu tak, jak mnie to wtedy opowiadała pierwszy raz, ja miałem może wtedy dziesięć lat, to byłem przestraszony pamiętam jako dziecko. Po prostu potem tak u mnie wyobraźnia w ten sposób działa. No to mówię, to zasadniczo normalne jest to też.
A czy babcia była, babcia była jedynym... Przepraszam, jeżeli nie zarejestrowałem uszami. Czy babcia może była jedynym świadkiem o-o-ukazania się tej istoty, czy, czy widzieli ją również inni? Znaczy to podobno według słów babci, że tak jak babcia opowiadała, że to ona to widziała, ale że zrobił się taki rumor, że ktoś mógł jeszcze to widzieć, że cała kamienica się praktycznie obudziła wtedy prawie. I co, co jeszcze ważne, bo ja niedawno jeszcze mojej mamy pytałem.
Moja mama miała wtedy pięć, może góra siedem lat mniej więcej, że ona pamięta ten wieczór, że było, było wielkie poruszenie wtedy, że coś się wydarzyło, ale szczegółów już nie pamięta, ale pamięta, że było coś takiego. A czy pamięta może, czy sąsiedzi coś o tym wspominali?
Że według słów właśnie babci, jako po-poszła do księdza, ten ksiądz opowiedział o tej kobiecie, która tam podobno mieszkała w tym obejściu naprzeciwko i że sąsiedzi potwierdzili, że faktycznie ktoś taki był. To tyle, co wiem na ten temat.
To tak brzmi, jakby się ta kobieta, jakby ta kobieta i to, co sobie zrobiła, jakoś to się nagrało w tym miejscu i się odtworzyło babci przed oczami. No, niewykluczone, bo moja babcia tam miała sporo przeżyć w czasie wojny jako młoda dziewczyna i tak po prostu się zastanawiam, o co tutaj mogłoby chodzić w tym zdarzeniu?
Jak to zaklasyfikować, bo mówię to już od mojego dzieciństwa mi tam towarzyszy obraz tego, tam. I czy to ma coś wspólnego właśnie z faktycznym stanem yy tego typu zjawisk, że tam dusza czyśćcowa, czy duch, czy upiór, czyyy no, powiedzmy, już tutaj tak trochę na siłę przypasowując, że to UFO jakieś w kształcie, ale jakby pan to zaklasyfikował?
Właśnie tak już od siebie. Mhm. ... Szczerze mówiąc, nie mam za, za bardzo pomysłu, jak to zaklasyfikować, yy, bo ta istota wyglądała tak, jakby siedziała wewnątrz jakiegoś obiektu. To by sugerowało, yy, pojawienie się UFO.
Natomiast jeżeli ksiądz wspominał, że rzeczywiście ktoś taki był, no to bardziej by tutaj pasowało jakieś wyjaśnienie o, o właśnie, yy, zaświatowej jakby proweniencji tej, tej istoty, tego zjawiska. Mhm, mhm. No tego właśnie, bo to takie... Oczywiście mówię, nie mogę tego potwierdzić, że to faktycznie miało miejsce, no ale babcia taka była raczej konkretną osobą. Mhm.
Stojącą twardo na ziemi, że bez powodu tam nie opowiadała takich rzeczy. A czy babcia była jakąś taką bardziej osobą za, jeżeli wolno zapytać, uduchowioną, interesującą się tego typu tematami? W młodości nie za bardzo, z tego, co wiem.
No, była wierzącą osobą. Później właśnie pod ko, znaczy pod koniec życia, tak wiem, że lubiła czytać dużo i też często ode mnie tam jeszcze pożyczała książki na te tematy, bo ja dosyć wcześnie zacząłem czytać po prostu pewne rzeczy, takie tego typu też i... Wiem, że lubiła rozmawiać ze mną. Jak mówię, jeszcze młodym chłopcem wtedy byłem. Niewiele rozumiałem z tego zasadniczo, to bardziej tak można powiedzieć, że miałem rozpalony umysł wtedy. Tam chłonąłem tego typu książki, że nie miałem jeszcze wtedy takiego krytycyzmu, że tak powiem, takiego zdroworozsądkowego przyjmowania tego typu wiadomości. Tak jak teraz na przykład, też tam czasem, znaczy czasem, teraz to zasadniczo jak coś czytam, to potrafię potem to analizować miesiącami, że czy mam w to wierzyć, czy nie.
W jedne rzeczy wierzę, w drugie nie. No, no praktycznie mówię, przeczytałem mnóstwo rzeczy tego typu i... Wiemy, że te, to wyciąganie tych wnętrzności przez istotę i brak jednej nogi uderzyły babcię, jeżeli chodzi o wygląd. A czy, czy wspominała coś jeszcze takiego uderzającego na, na temat na przykład wyglądu czy, czy zachowania się tej postaci?
Może jakaś komunikacja za- zaszła między babcią a tą postacią? Nie, nie, nic takiego nie opowiadała już babcia. Tylko po prostu, no, tak jak już opisywałem, że to było wielki hałas. Potem po prostu to światło się pojawiło, pulsujące i zobaczyła tą sylwetkę.
Mhm. Próbowała kogoś zawołać właśnie i wtedy też to światło padło na okno. Poza tym po prostu już, już tak dokładnie nie pamiętam, jak opisywała zniknięcie tego po prostu. Prawdopodobnie to było tak, bo oni się wszyscy pochowali. Ci, którzy, którzy byli tego świadkami ewentualnymi, z moją babcią na czele. I prawdopodobnie to tak jak, tak jak teraz sobie próbuję odtworzyć, to tak z logicznego punktu widzenia, to, yy, że po prostu, jak odważyli się wyjrzeć już przez okno, to już tego po prostu nie było, no. Tak, tak bym to ujrął raczej.
Czyli ta istota jakby wykorzystała moment, żeby się zmyć. Krótko mówiąc. No, coś w tym stylu. No, mówię, no, nie byłem tego świadkiem, nie było mnie na świecie wtedy, tylko się po prostu nad zastanawiam. Mówię, postanowiłem też zadzwonić, zapytać pana, czy jakieś podobne przypadki właśnie były czegoś takiego, bo to tak dosyć paradoksalne jest. Uważam też, że tak jakby trochę pomieszanie pa- paru, paru kwestii, bo zasadniczo też może się kojarzyć z żywym folklorem. Mhm. Bo jeżeli dobrze rozumiem, to się wszystko jakoś działo wewnątrz tej kamienicy. To nie było tak, że ta istota była widoczna jakoś na zewnątrz, tylko jakoś tak w środku się to działo, tak?
To, to było tak, tak wewnątrz takiego podwórka. Kamienica i po drugiej stronie jakieś inne tam zabudowania, takie nie za duże. No i to pulsowało w jakimś ogródku po prostu, z którego tak jak tak, na, na terenie jakiegoś ogródka się to poruszało. To było na zewnątrz i ta sylwetka wewnątrz tego jaja siedziała, o! Mhm.
To była noc, bardzo gorąca noc pamiętam, że babcia opowiadała, bo okna były pootwierane. A jaka to była miejscowość? To, co mi się teraz przypomniało, że- Mhm. -ten hałas to brzmiał tak, jakby ktoś, mm, tak jak ciężarówka zajeżdża i zrzuca węgiel, yy, z naczepy. Tak jakby ktoś wywalił tonę węgla. Tak to określała. Tego typu hałas był.
Jaka to, jaka to była miejscowość? Jaki to mógł być- Łomża. Rok mniej więcej? Łomża, to Łomża było, ulica . Mhm. I lata, kilka lat po wojnie, czyli tak czterdziesty piąty, pięćdziesiąty rok. Jakoś w tych okolicach?
To moja mama urodziła się w pięćdziesiątym pierwszym, miała pięć lat, to siedem lat to był, mógł być pięćdziesiąty siódmy- Pięćdziesiąty... -bądź pięćdziesiąty ósmy rok. Gdzieś tak. W każdym razie jeszcze pięćdziesiąte lata, przed sześćdziesiątym rokiem.
I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Mam nadzieję, że wszyscy Państwo zdrowymi jesteście. Pandemiczne szaleństwo nie daje się wam we znaki i że cali, zdrowi i w komplecie spotkamy się już wkrótce przy głośnikach, by wysłuchać kolejnych audycji w Radiu Paranormalium. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Zdradzę jeszcze tylko, że w przygotowaniu do publikacji są ciekawe relacje, stricte ufologiczne. A tymczasem dzięki wszystkim za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia. A, no i nie dajcie się koronawirusowi i politykom. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.