Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery os. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. 23 sierpnia 2020 roku w Radiu Paranormalium, rozpoczynamy dwudziesty trzeci odcinek podcastu Mówią Świadkowie, w którym prezentujemy najciekawsze relacje naszych słuchaczy o spotkaniach z nieznanym. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór Państwu. Liczba dwadzieścia trzy zaznaczy jeszcze dziś bardzo mocno swoją obecność. Dzisiejszy odcinek w całości wypełnią relacje o kontaktach z zaświatami. Będzie więc co nieco o przeżyciach z pogranicza śmierci oraz szeroko rozumianych kontaktach ze zmarłymi. Zanim jednak przejdziemy do przygotowanych na dziś relacji tradycyjnie, pozwólcie Państwo, że przypomnę kontakty dla tych, którzy chcieliby podzielić się swoją paranormalną historią. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493, skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych, prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W tym miejscu prośba do słuchaczy dzwoniących z zagranicy, abyście również i Wy w wiadomościach głosowych podawali numer, na który mamy oddzwonić. Zdarza się bowiem, że zamiast numeru na przykład niemieckiego, wyświetla się numer polski.
Prawdopodobnie w jakiś sposób podyktowany przez polskiego operatora, co znacząco utrudnia oddzwonienie. No dobrze, przejdźmy zatem do przygotowanych na dziś relacji. Zaprezentuję dziś historie zarejestrowane zarówno drogą telefoniczną, jak i tekstową. Wśród tych drugich wyjątkowo oprócz korespondencji nadesłanej na adres e-mail Radia Paranormalium, znajdą się również wybrane komentarze czytelników niedziałającego już serwisu Life after Life Paranormalium.pl, którzy podzielili się swoimi historiami o kontaktach z zaświatami. A na pierwszy ogień pójdzie dziś relacja nagrana drogą telefoniczną kilka lat temu. Ponieważ słuchacz mówi dość szybko i jakość dźwięku momentami nie jest najlepsza, zalecam słuchanie na słuchawkach.
Historia o zasadzie śmierci, którą przeżyłem po tej śmierci, jak studiowałem w Koninie była filia UG, Wyższa Szkoła Technika, więc pierwsza filia w Koninie. Na wyjeździe mi kupił samochód, tak wspaniały samochód, że już Wartburg trzy słów z biegami w kierownicy, czyli w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, który wydawał dźwięk Pamparampam i była chupa śmiechu z tego samochodu. Ja sobie kupiłem samochód po jakimś tam swoim znajomym koło garażu, który tam już idealnie przestał chodzić w znacznym przedzie. Mój Boże, Tata, jak mnie skrzywdziłeś! No ale dobra, białe, białe, bardano na kółkach. OK, ja ten samochód wyremontowałem po roku. No i jechałem do swojego kolegi Konrad i pięć kilometrów, dziesięć od Konina. Chciałem się pochwalić, że zrobiłem tam sprzęt, poukładałem, wystomowałem felgi i pomalowałem go na szaro czarny dal.
Zrobiłem wie pan, jak można z gówna baby kręcić. Nie, ja jechałem się pochwalić. I teraz uwaga, ja wodę wyciągałem od malowania. Malowałem go u wujka pod takim namiotem wojskowym. Miał taki duży. Wyciągnąłem go. No i mój kolega mówi Ale fajnie wygląda. No to wsiadaj, nie? No i tam w trójkę oczywiście, przejechaliśmy się. Dyrektor graficzny, muzyka, miałem piękne nagłośnienie w tym aucie sądy i połowy. Wtedy wchodziły i tam wiara się wyłaniała. Wie pan, bo przecież tam jedziemy do generacki pokazać wujkowi, jak to auto wygląda. W tym momencie przejechałem dwieście kilometrów koło bloku, w którym mieszkałem. Kolega, który siedział z tyłu, powiedział wtedy do domu: Dawaj, chodź Jarek! Kolega, który wiecznie ze mną tam imprezował, również tak miał taki piękne miejsce pod Koninem, gdzie kolega miał dom i my tam co weekend jeśli chodziło się dwadzieścia, trzydzieści osób. Tańce tak, rozmowy fajna, fajna, bardzo fajny chłopak. Chodzi Jarek mówię no co ty?
On mówi się niesiesz. Oni nie chcą jechać. On wysiada, no to, no to wysiadł. On siadł z przodu, przepraszam, obdarzony kolega, który siedział z tyłu, przeszedł się na miejscu pasażera obok mnie. No i pojechałem dwa kilometry. Wyjechałem na drogę już do tej miejscowości i zrobił się to. Nigdy tam kork nigdy nie było w życiu. W przeciwnym kierunku remontowałem most. Taki gówny jakby coś na zasadzie obwodnicy, tylko nie wiem. W drugą stronę korek był. Tym bardziej, że ludzie z kopalni wracali i wtedy jest 15:30, 15:00 kończy pracę dużo zakładek pracy miało i wszyscy podróżowali z powrotem. Z naszą strony korków nie miało prawa być. No ale korek powstał. Ja na to wszystko stanąłem przed ostatnim korku. Nie miałem świadomości tego, że jestem przed ostatni. Myślałem, że jestem ostatni. Przyciszyłem muzykę jak stanęliśmy, a że Wartburg ma popielniczkę na desce rozdzielczej u góry koło szyby tamci, że tam pakowali. Zresztą tam jest napisane. Szarpnąłem papierosa. W tym momencie było ogromne uderzenie. Wyrwało mi fotel tam w samochodzie. Położyłem się na ziemi.
W tym momencie poczułem się jak się zgniatam, ale dosłownie. Nie wiem, dlaczego odwzorował mi mózg rybę, puszkę i że się zgniatam i że już nie ma wyjścia. Powiem panu, że w sekundzie byłem świadomy tego, że to jest koniec.
To był łaki. No bo ktoś... Ktoś się do was dobił? Czy, czy to była jakaś eksplozja, czy coś się stało? Na samym końcu się okazało, wjechał autosan, który kompletnie nie widział, że my stoimy w miejscu. To był taki autosan, autokar przewożący ludzi też do tych zakładów pracy, bo jedni kończyli zmianę i mieli następną taki dowodniczy autosan biało niebieski. I facet się zagapił, bo machał drugiemu, który stał w korku po drugiej stronie ulicy i nie zwracał już uwagi na to, co się przed nim dzieje. A mieli. Staliśmy w korku, zresztą niedaleko mojego ojca firmy. Znaczy nie firmę ojca, bo tam pracował, się rozbiliśmy. No i uderzył w nas, nie hamując kompletnie. To później wyszło na sprawę. Sądzi 70 km na godzinę. Uderzył tym autosanem we mnie z tyłu z tego głównego Wartburga. Okazało się tam jeszcze półmaraton między nami, więc to już w ogóle był cud.
No i w tym momencie, podczas tego uderzenia zrobiło się spoko, tak? Bo już jest po uderzeniu. Miał pan kiedyś wypadek? Nie życzę nikomu. Stuczka chociażby. Jest moment uderzenia i po chwili wszystko wraca do normy. No i pan w tym samochodzie zaczyna próbować się ogarnąć. Tak? No to ja też się próbowałem ogarnąć. Pan jest pan jest fotela. Próbuję wstać z pozycji leżącej. Wiem, że mi przeszkadza siedzisko, bo on się wyrwał tak jak fotel w samochodzie. Tak jakby pan wyrwał i położył na plecach. On się nie złamał, on się wyrwał ze stołu. No i złapałem kierownicę. Wartburg był nadal dość wysoko i się podniosłem. Dziwna pozycja. Patrzę przez te szyby, ta głowa mi wystaje za te drzwi. Patrzę przez te szyby, mówię no dobra, jest ok, żyjemy, jest fajnie. Ale w tym momencie uświadomiłem sobie, że jest fajnie, tylko że się nic nie rusza, kompletnie się nic nie rusza. Tak? Wpierw zauważyłem to-- trudno na początku się zorientować, jak jest korek z drugiej strony, że się nic nie rusza. Ale po chwili już uświadomiłem sobie, że ten korek, jaki by nie był, on w ogóle nawet nie rusza. Tak? Że wszystkie postacie w tych samochodach też się nie ruszają, że drzewa się nie ruszają, że ptaki się nie ruszają. Bo już zacząłem panicznie oglądać wszystko dookoła i wszystko stało w miejscu. No to oczywiście efekt wiadomo jaki. To w mojej głowie zestresowałem się znowuż niebotycznie. Nieprzewidywalne.
Krzysia umarłbyś tak? Tak, tak, chyba to wygląda. No bo jak się nic nie rusza, no to ja się ruszam. Ja, ja ręka rusza się wszystko. Działam, czynię rzeczy w samochodzie. No i po chwili drugi raz się zestresowałem. No i czuję taką falę uderzeniową od nóg do góry, do głowy.
Mówię, to zaraz wylewu dostanę. I po chwili mówię, jakiego wylewu? Ja krzyczę, nie żyjesz! No i znowu się zestresowałem. No i po chwili, w tym już amoku tego wszystkiego słyszę spokojnie głos, o dziwo męski, starszy, mówi spokojnie. Ja mówię co się stało i spokojnie, coś ci muszę pokazać. Mówię, no nie wierzę. I w tym momencie jakby wszystko, jakby zgasło światło. Tak jakby pan poszedł spać w tym momencie, jakby pan poszedł spać. Taki nastał. Nie umiem to określić. Robię ćwiartkę na pewnym etapie i znowu widzę z góry jakieś pomieszczenie. Tak jakby pan przekroił sobie, nie wiem, mieszkanie swoje. Dach odciął i w jednym narożniku ktoś panu głowę położył. Sobie oglądaj to tam się dzieje, co się dzieje. Patrzę, przecież to jestem ja, to byłem ja. Z kimś sobie tam rozmawiałem. To wszystko leciało. Nie wiem, jak to jest bardzo dzikie, bo ja nie chciałbym naprawdę używać określeń ludzi, którzy-- zacząłem później też o tym czytać. Ludzi, którzy przeżyli podobne rzeczy. Coś takiego jak film całego życia. Tylko jest tu jedna, jedna rzecz. To wszystko, jak się dzieje, to jest wszystko panu pokazane. Nie wiem, czy od początku swojego życia, bo ja nie kojarzę, żebym widział siebie tam małego wózeczku. Tak? Ale od początku jest- Wszystko pokazane jednocześnie Jest jednocześnie. To jest, wie pan co?
Idzie wizja. Idzie odbiór wewnętrzny, ale nie kompletny. To nie jest tak, że ja wiem, o czym ja rozmawiałem w tym momencie, bo nie wiem, jak to odczuwa pan emocje. Nie kojarzy pan rozmowy, tylko odczuwa pan emocje danego momentu. Wie, co się działo i pan to w stu procentach jakby jest w stanie zrozumieć tą sytuację, w tym momencie. I tych sytuacji przelatuje jedna po drugiej. Ale to jest tak fajnie skonstruowane, że powiem panu tak. To może dziko zabrzmi, ale to jest tak samo skonstruowane, jakby pan to przeżywał w czasie naturalnym i w długości linii czasu naturalnego. A ma pan świadomość tego, że to wszystko leci szybciej, czyli jakby nasze życie w tym momencie ktoś panu na fast preview przerzucał szybciej, szybciej, szybciej, szybciej, szybciej. To jest na takiej zasadzie to nie jest, że ja to później analizowałem, bo ludzie próbują powiedzieć, że ułamków sekundy przeminęło im całe życie przed oczami. To nie jest tak. To jest tak, jakby ktoś pana szybko cofnął. Nie wiem, tam dajmy na to dwadzieścia lat do tyłu, nie tylko dwadzieścia lat do tyłu. Nie wiem, czy jak wtedy mózg zaczyna funkcjonować i człowiek zaczyna wspominać swoje części i zaczyna mieć relacje międzyludzkie. Nie umiem tego wyskoczyć. Od kiedy momentu ja to widziałem? Dane mi to było pokazane, pokazane. I jakby to pan turbo przyspieszenie nuuuuuu. Ale tak, że Pan jako pan odczuwa to naturalnie, nieprzyspieszone, tylko tak normalnie, jakby się to działo, czyli tak jak teraz rozmawiamy. Jakbyśmy teraz skończyli rozmawiać, to panu ta cała moja rozmowa w sekundę się przypomni, ale nie w sekundę jako wniosek, tylko w sekundę, jako wszystko, co pan powiedział. Jakby nasz mózg miał sto procent nie wiem, funkcji, nie te dziesięć, tylko w stu procentach był nabigowany i on to wszystko odbiera po prostu kompletnie inaczej. W każdym bądź razie siedzę i mówię no dobra, to było świetne. Po chwili znowu jest w samochodzie. Jest pytanie, co o tym sądzisz? Kompletnie zrealizowane. Ja się muszę powiedzieć, że wtedy byłem już uspokojony. Nie było żadnego stresu. W momencie-- inaczej, w momencie jak ten głos pierwszy raz usłyszałem, on na mnie zadziałał jak jakiś antybiotyk. Tak? On mnie zrelaksował kompletnie. Zero strachu, wszystko normalnie. Cześć, jak tam? Tak, tu popatrzyłem sobie na to wszystko.
Wrzuciłem, wrzucono mnie do auta z powrotem. Znowu się ocknąłem.Ojciec i znowu ten głos. Wszystko. Stoi tak, jak stał dalej i mówi "To, co ty chcesz?" No mówię wiesz co? Ani źle, ani dobrze. Taka normalna rozmowa, jak z kumplem jest, że tam przed chwilą się spowiadał, że takiego czegoś nie było.
Więc ani źle, ani dobrze. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Żadnych osiągnięć, nie mam żadnej dziedzinie, tak? Takiej emocjonalnej. Prawdopodobnie o to chodzi. W żadnym wypadku nie chodzi o jakieś osiągnięcia, nie wiem, cokolwiek tam. Chodzi o takie relacje międzyludzkie, jakieś osiągnięcia albo jakichś upadki.
Nikogo nie skrzywdziłem, ale nie zmienił nikogo w jakiegoś ultra szczęśliwym w życiu. No to co? Zostajesz czy wracasz? Ja mówię, że to słuchaj, matka, ojciec, no co ja, jak oni będą się czuć, jak ja umrę teraz, na tym wypadku?
Czyli chodziło wtedy jakby o ocenę, o to, jak by pan ocenił całe swoje życie jako taki całokształt, tak? Tak, tak. Ale zaznaczam, nie chodzi tu o sferę materialną, zaznaczam w procentach. Chodzi o to, jakim jesteś, tak? To było pytanie związane.
To jest ciekawe. Nikt nikogo nie ocenia. To ty się oceniasz. To jest w ogóle dla mnie niesamowite. Nikt mi nie powiedział: "No zobacz, co żeś narobił, baranie", tak? "Jak się zachowywałeś tu czy tu, czy tam?" To jest do ciebie pytanie. Masz sobie popatrzeć, a teraz powiedz mi, co o tym sądzisz? Ja mówię, że ani tak, ani tak. Taki jestem nijaki.
Takie pięćdziesiąt procent chodząc po tym świecie. No to co? Zostajesz czy idziesz? Ja mówię, wiesz co? No jak mogę zostać tu? A matka, ojciec? Co ja im? Co, ty głupi? Co ja im powiem? Jak oni poczują, jak ja zginę tu w tym wypadku? A po drugie i to była chyba moja taka szybka analiza. Ja jeszcze nikogo nie kochałem w tym życiu. I w tym momencie, jak ja to wypowiedziałem, zrobiło się pyk i ten mój samochód, który stał, wybiło go z rzędu między dwa korki, więc ten korek, w którym ja stałem, a ten korek, który był po drugiej stronie drogi. Przejechałem między nimi, prawdopodobnie siłą uderzenia, wyprzedziłem tam cztery samochody. Były przy tym, z tym takim turlaniem się tam dziesięć, piętnaście centymetrów. Te samochody też wybiło mnie. Przejechałem przez te obok tych 4 samochodów. Na końcu dotknąłem lampy tak jak do rowu mnie skierowało i dostałem lampę i tam się zatrzymałem. Mój kolega w panice kopał drzwi w swoim samochodzie. Ja mówię Weź sobie otwórz, ja mam trochę obsrany, weź sobie otwórz i nie kopij w łuki drzwi. Otóż nie kopij. No to kolega otworzył drzwi przez pole, które było za tym rowem. Uciekł do domu, ale miał tam dobre pięćset metrów, bo niedaleko od jego mieszkania się trafił.
Naprawdę rozbiłem na drodze głównej już do Konina, ale niedaleko mieszkania, dlatego, że mieszka na skraju miasta. Mój kolega uciekł, ja wyszedłem z samochodu, popatrzyłem na to, co się stało. Porozmawiałem chwilę z ludźmi, patrzyłem, bo sobie uzmysłowiłem, że uderzył we mnie autostop. Dobiegłem do tego samochodu i wtedy znowu inaczej. W tym momencie wyszedłem z tego auta. Kochałbym wszystko było tak cudowne, że wie pan, ja przepraszam za takie sformułowanie, ale chodzi mi o zobrazowanie tego w tej sytuacji, jakby mi pan najbrzydszą kobietę pokazał na tym świecie, z wszystkimi wadami, jakie, jakie ma w sobie, to bym się w niej zakochał. W tym momencie tak byłem nabuzowany czymś energetycznym, tak?
Byłem po prostu nadrenalinowany czymś takim ciekawym, że wszystko się kocha bezwarunkowo i kompletnie dzień do nocy. Do tego, co mamy teraz. Znaczy, jak my żyjemy, to jest w ogóle. To nawet nie jest pięć procent, tak? To jest w ogóle jakieś dno. To, co tu się dzieje, tak? À propos abstrahując, nie wchodząc na tematy.
Natomiast wewnętrzne emocje wtedy są po prostu jakieś. Ja nie wiem, czy to tak miało wyglądać na tym początku, czy to tak wyglądało na samym początku, mamy to przeszliśmy przez lata praktyki na tym świecie. W każdym razie po chwili tam mi to minęło, po jakichś tam parę minutach zobaczyłem ten Autostar, to mi już było klapą wszystko wewnątrz. No i bida. Do tego przyleciałem przez 4 samochody. Tam to się jeszcze rozmawialiśmy. Później wróciliśmy do mojego samochodu, otworzyłem drzwi. Ten chłop siedział bidny, zatrzymał się tej kierownik tam w szoku.
Ja mówię, bo ci zaraz przypierdolę. Nie muszę ci mówić, że go nagrała dzisiaj i mnie wyrwano. Bo ci zaraz przypierdoli. W tym momencie ktoś mnie złapał z tyłu za tarkę, bo straż miejska się rośnie i jest panisteria. Ja mówię no dobra, mówię i poniosło. No i tyle. I po chwili przyjechała karetka jedna jedyna i ta karetka mnie zabrała do szpitala. Nikogo innego nie chciała, bo jak widziała tam auto, to do szpitala. No i jadę do szpitala. Dzwoni telefon komórkowy, mam 16 11, robię w ogóle. Ojciec dzwonił. Co się stało? Ja mówię w karetce jestem. Ale ja.
Jak coś się stało? Gdzie on wie, że się zacznie? Wiadomo tam poszło. Do którego? Nie wiem. Do którym szpitala? Prawdopodobnie do Głowna. No dobra, teraz tam gdzie jadę do domu, to tam do ciebie dojadę. No dobra, nic mi nie jest. Ja się na nich stresuję. Kompletnie nic nie mam.
No kompletnie nic. No dobra. A moja matka akurat jechała z drugiej strony, bo była dyrektorem szkoły, z przeciwnej ulicy. Tam dalej zdobył oddalone i jechała w autostanie z przeciwnej strony. Ten korek się akurat zaczęła tam dopiero dojeżdżać, jak zobaczyła mój samochód rozbitą. No i jak mnie pakują do karetki, wpadła trauma, ale płakała biedna. I dopiero jak dojechali do szpitala i się okazało, że wszystko jest dobrze. No to wtedy już był uśmiech na twarzy, a w szpitalu taka akurat mała dygresja, jak żeśmy włożyli tam taką salę. Pierwsza ludzie tam sobie tam padają przygiwała mi burzynka, no biało ubrana pani tam nie doktor, ale pielęgniarka. No myślałem też, że mi jeszcze do końca nie cofło wszystkiego, bo nie spodziewałem się w takiej małej dziurze osobę z innego kraju, która będzie pracowała. No i to znaczy tak pokrótce. To była jakby z innej puli. No były takie przeżycia, które mogłem. Wracając do prawd różnych, o których panowie mówicie, że to jakby ma jedno nie wyklucza drugiego, albo inaczej, że jedno powoduje, że takie osoby mogą dodatkowo coś zobaczyć. No to możliwe, że też, też tym jest tak? Bo nie wiem, czy ja jestem tego najlepszym dowodem. Nie chodzi o mój najlepszy dowód, tylko chodzi o to, że jestem może i kolejnym dowodem na tego typu powiązania, koniunktę. Zamiast jak jest naprawdę, niech świat nam pokaże i czas pokaże.
Naszemu słuchaczowi zdarzyło się również zaobserwować coś, co wyglądało na zjawę jego zmarłego ojca. Posłuchajmy. Miałem raz też nad ranem taki przypadek, że ojciec umarł. Ja jeszcze byłem wtedy w Poznaniu.
No, to było już na jawie. To było bardzo dziwne. Ja się zastanawiałem, czy nie jest jakiś objaw z krzywdy. Poniekąd, siedziałem z tym swoim kolegą przy stole. To było południe, tam szesnasta. I w tym momencie usiedliśmy. Była sobota. Ja chodziłem na nocki do Rawena. Wracałem rano o ósmej. Budziłem się o czternastej.
No i siedzimy sobie przy stole. Taki stolik mały na trzy fotele. Zawsze były pełne, to wszyscy tam siadał. Ale siedzimy sobie, zrobimy jakiś tam obiad po częściowych. No i siedzimy, rozmawiamy. Odpaliliśmy w domu telewizję, rozglądamy, telewizor z nami. I w tym momencie miastem się skład kompletny od razu. Nie, że tam byłem się źle czy tak od razu. Po prostu tak jak pan próbuje usiąść w łóżku, siedzę tam do łóżka, czasami mniejCzasami jest tak, że pan po prostu przyłoży głowę do poduszki i pan śpi. Jest pan tak zmęczony, że pan śpi. Dokładnie w tym momencie ja byłem wypoczęty. Siedzimy razem, rozmawiamy i w momencie, gdy zaczęło się składać, od razu grzmot i usnąłem. No i otwieram oczy z powrotem. Nie wiem o tym, że to się dzieje we śnie. Czy tam w tej gabie, czy w czym, to się tam miało być nie działo.
Pomyślałem sobie, What's new? Myślałem. Ale patrzę przed siebie. Ten 3 fotel, który akurat ten on jest przed nią, między telewizorem, a mną. Nie przy stoliku, tylko między telewizorem, a mną. Odwrócony do tyłu i ktoś siedzi na tym foteliku. Co tu się dzieje? No więc już zacząłem panikować znowu, bo mówię znowu coś się zaczyna dziać. Znowu mnie złapać. No to paraliż. Nie mogę nic powiedzieć. Patrzę na tą postać, a ta postać się obraca.
Patrzę, to jest mój ojciec. Który ma urocza twarz, ale ja się obróciłem. Twarz jak mój ojciec. Postura. Postać mojego ojca siedząca plecami do mnie na fotelu, obracając tylko głowę. Natomiast jak ta osoba, postać mój ojciec był z zewnątrz, obliczyła tu głowę, to przed jego twarzą powstał taki efekt, jak jest. Jakby pan czasami ogląda Formułę Jeden. Czasami są takie ujęcia gdzieś tam z kamer, jak one jeszcze nie wyskoczyły na asfalt, gdzieś tam pod drogi. Nie no, tak w górę idzie. Taki jest jakby rozmyty obraz tego, co się tam dalej dzieje. I dokładnie taki efekt był przed twarzą mojego ojca czy też tej postaci. Natomiast jedno, co mnie bardzo mocno przeraziło, jak mój ojciec od niej obracał głowę w moim kierunku, bo jedno oko miał normalne, ale to drugie oko miał wielkości biliard. Dziś jest to dla mnie śmieszne, dlatego, że może używam śmiesznych porównań. Natomiast wtedy to nie było dla mnie kompletnie śmieszne. Byłem strasznie na niego złośny, na tyle, że zacząłem sobie bełkotać, na tyle, że ten paraliż, który mi uniemożliwił mowę, który mnie sparaliżował, nie wyrażam. Zacząłem.
A później, no i zacząłem mówić Piotrek. No i kolega. To jest relacja mojego kolegi, który siedział przy tym stole, również od rodzica. Nie mamy redakcji. Raz jeden jego kolega mówi tak. Po chwili wykończony patrzy na ciebie. Bo oglądaliśmy telewizję po łóżku, patrzę, a ty śpisz. Po chwili, w momencie, jak zacząłem bełkotać, zorientował, że ja śpię, a ja nie umiem oglądać telewizor. I co się dzieje? Mówi: Piotrek, ratuj! Piotrek, ratuj! No i odbił od tego stołu i zaczął mnie po twarzy po prostu bić. Nie, że tam mnie szarpać, wiesić czy cokolwiek robić, tylko nie strzelał mi aż po twarzy, żeby mnie wydusić. Jak to się stało? Mówi Co się, kurwa, dzieje? Ja mówię kurwa, nic mi nie mów, mówi ryba.
No to on dokładnie to samo. Mówi Chłopie, ja to jestem mokry psychicznie. A co państwo sądzicie o historiach przekazanych przez naszego słuchacza? Dajcie znać w komentarzach. Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji relacji nadesłanych drogą tekstową. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 624 193, 530 624 193, skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie, gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
Zgodnie z zapowiedzią, w drugiej części dzisiejszej audycji zaprezentuję Państwu odczytane moim skromnym głosem relacje nadesłane drogą tekstową. Był 5 lipca 2004 roku. To było parę dni po śmierci dziadka. Moja mama płakała. Ja miałem wtedy trzy latka.
Obudziłem się w nocy i zobaczyłem dziadka, który powiedział mi, żeby moja mama się nie martwiła. Potem poszłam do mamy i wszystko jej powiedziałam. Nic nie pamiętam, ale mama mi to opowiedziała. Mama twierdziła, że mówiłam to z takim przekonaniem, że w to uwierzyła.
Był 19 lipca 2009 roku. Byłem z grupą wycieczkową w Czuchowie, w lesie o porze południowej obok Twierdzy. W połowie drogi do hotelu zobaczyłem kostuchę odwróconą plecami. Po roku moja babka zmarła, a rok później mój dziadek.
Fragment korespondencji e-mailowej z panią Katarzyną. Co do snów może opowiem kilka. Raczej nie miały konkretnego przesłania. Były to tylko krótkie, konkretne sytuacje, natomiast jak zawsze nasycone emocjami.
Być może to te emocje są swego rodzaju wskazówką. Ja to tak odbierałam, jakbym odczuwała stan danej zmarłej osoby, jakby jej samopoczucie. Przytoczę kilka. Sen pierwszy. Dodam, że dotyczy osoby, którą widziałam raz w życiu. Była to nowo poznana koleżanka szwagierki, która zginęła w wypadku dzień po naszym poznaniu.Śniła mi się dwa dni po śmierci w dwojaki sposób. Pierwszy obraz to była jakby połowa tej dziewczyny. To znaczy, jakby przepołowić ją wzdłuż. Chwilę potem ujrzałam ją w długiej, białej sukience w stylu boho czy hipisowskim. Miała na głowie wianek z kwiatów i liści. Miała bose stopy i lekko stąpała po łące, jakby tańcząc i kołysząc się. Obudziłam się wówczas bardzo spokojna, jakbym poczuła, że ona sama ma w sobie ten spokój i mi go przekazała. Mimo tego pierwszego makabrycznego obrazu, sen był bardzo pozytywny. Czułam spokój, jakiego nigdy nie czułam. Powiązane z jakimś rodzajem ufności. Pomyślałam, że ta kobieta jest szczęśliwa tam, gdzie się w tej chwili znajduje. Taki to był sen. Kilka tygodni później dowiedziałam się, że była bardzo zmasakrowana. Po wypadku autobus wjechał bezpośrednio w bok samochodu i uderzył w miejsce, gdzie ona siedziała. Znajoma użyła sformułowania zostało jej pół głowy.
Zginęła na miejscu. Więc ten pierwszy obraz ze snu W jakiś sposób to odzwierciedlał. Rozpołowiona kobieta. Sen drugi. W wieku około osiemdziesięciu lat zmarła moja ciocia, siostra ojca, której nie widziałam wiele lat, ale byłam na jej pogrzebie. We śnie siedziałem w pokoju w domu, gdzie mieszkam obecnie. Nagle w oknie zobaczyłam białą postać. Była to ciocia ubrana w białą puchową kurtkę.
Reszty stroju nie pamiętam. W ręku trzymałam strzelbę. Trochę się zaniepokoiłam, gdy wpadła do mojego mieszkania i zaczęła nerwowo się rozglądać. Szukała swojej starszej siostry, która zmarła kilka lat przed nią i wymachując bronią pytała, gdzie ona jest. Chciała, by tamta oddała jej pożyczone wcześniej rower. Po chwili opuściła moje mieszkanie. W zasadzie to koniec. Skąd rower? Nie mam pojęcia. Obie ciocie mieszkały w różnych częściach Polski, nawet nie utrzymywały z osobą kontaktu. Ten sen był trochę straszny, trochę śmieszny. Obudziłam się z uśmiechem na twarzy i pomyślałam, że ciocia, gdziekolwiek jest, nie straciła swojego temperamentu. Sen trzeci. W noc sylwestrową 2018 2019 po długiej chorobie zmarła moja teściowa.
We śnie byłam w domu u teścia razem z mężem i jego siostrą. Wyglądało to jak odwiedziny u teścia. Niespodziewanie w pokoju pojawiła się teściowa. Była ubrana na kolorowo, na luzie i stylowo. Wyglądała na jakieś pięćdziesiąt lat. Pełna energii uśmiechała się do nas i krzątała się po pokoju. Była zdrowa. Pomyślałam, jak to możliwe, że ona wytrzymała w grobie pod ziemią aż trzy dni i tak dobrze wygląda?
Przecież to takie nierealne. Te trzy dni w grobie utkwiły mi w pamięci. Być może ma to związek z tym, że była bardzo wierząca. A te trzy dni to zupełnie jak zmartwychwstanie Jezusa. Nie wiem. Wiedziałam, że już nie cierpi, nie tylko fizycznie przez chorobę, ale że jej dusza jest piękna, zdrowa i wolna. Ale to tylko moje odczucia. Jakie przesłanie mógł nieść taki sen? Sen czwarty. Po długiej chorobie zmarł mój ojciec w wieku siedemdziesięciu dziewięciu lat. We śnie zobaczyłam scenę, która mnie zmroziła. Mój ojciec dusił mojego młodszego syna.
Założył mu od tyłu na szyję pętlę i zaciskał z całej siły, przyciągając jego ciało do siebie. Miał przy tym przerażający wyraz twarzy. Rzuciłam się w ich stronę, żeby wyswobodzić syna. Udało mi się. Chwilę z nim walczyłam. Czułam się tak, jakbym sama miała pętlę na szyi.
Obudziłam się przerażona i zlana potem. Tej nocy już nie zasnęłam. Miałam wrażenie, jakbym dotknęła w tym śnie zła w czystej postaci. Czułam też jakiś duchowy brud ze strony mojego ojca, poślizgły charakter. Miałam też wrażenie, jakby to zło dotknęło moje dziecko i muszę na niego uważać. Był to jedyny jak do tej pory sen ze zmarłą osobą, który wywołał we mnie tak skrajne uczucia. Być może dlatego, że ojciec znęcał się nad moją mamą, siostrą i nade mną. Może to miało być oczyszczenie, wyswobodzenie się spod jego destrukcyjnego wpływu.
Fragment korespondencji mailowej od pani Ewy. Czy zmarli mogą dawać znaki związane z sytuacjami, z którymi mieli związek? Styczność z pracą? Na przykład znajomy pan mechanik zmarł i nie wiedziałem o jego śmierci. W pewnej porze w pokoju przy mnie poczułem mocny zapach benzyny, spalin.
Zdziwiłem się, bo w moim pokoju były zamknięte drzwi. Nie miałem takich przedmiotów z benzyną i innymi rzeczami, które byłyby sprawcami tych zapachów, a okno było zamknięte. Jego warsztat zaś znajdował się daleko od mojego domu. Dla mnie było to mocne przeżycie. Później się dowiedziałem, że nie żyje.
Korespondencja od pani Genowefy. W moim życiu wielokrotnie zdarzało mi się ujrzeć osobę zmarłą, która tak po prostu szła ulicą jak żywa. Bywało, że nawet odkłanialiśmy się wzajemnie. Po kilku dniach dowiadywałam się przypadkiem, że widziana osoba nie żyje już od jakiegoś czasu. Między innymi przydarzyła mi się taka historia z mężem mojej koleżanki.
Otóż pewnego dnia, wyglądając oknem, zobaczyłam męża mojej koleżanki wracającego do domu. Normalna sprawa. Jednak trzy dni później spotkałam samą koleżankę. Była w żałobie. Koleżanka poinformowała mnie, że dwa tygodnie wcześniej zmarł jej mąż. "Jak to?"
Zapytałam. Przecież trzy dni wcześniej widziałem go około piętnastej wracającego do domu.Koleżanka odpowiedziała, że wierzy mi, że widziałam jej męża, ponieważ przychodzi do domu, daje jej różne znaki, że jest w domu.
Korespondencja od czytelnika serwisu Live After Life Paranormalium.pl, podpisującego się nickiem Suchanek. Wierzyć, nie wierzyć — coś w tym jest. Nigdy się nie kontaktowałem z tymi, którzy odeszli. Pewnego pechowego razu zginął mi przyjaciel w wypadku. Nie wierzyłem, że nigdy go nie zobaczę. Przygnębienie było okropne. Był mi jak brat. W myśli prosiłem Go, żeby dał znak, cokolwiek.
Wieczorem, wpatrując się w beczułkę po piwie, którą razem piliśmy, nagle poczułem ciepło, a jednocześnie gęsią skórkę. Był ze mną brat. W pokoju coś gadał, ale jego słowa przestały powoli dochodzić do mnie.
Czułem ciepło i pewność siebie. Smutek odszedł. Wiedziałem, że przyszedł. Kontakt jakby telepatyczny. Wiedział, co myślę, a jednocześnie mi na to odpowiadał. Wiem, że było mu dobrze, że jest i wie, jacy jesteśmy smutni. Kontakt trwał około minuty. Uczucie ciężkie do opisania. Nie wiem, co mam pisać, ale jednego jestem pewien nie kończy się życia w piasku.
Korespondencja od anonimowej czytelniczki Life After Life Paranormalium PL. Pomóc duszom w tym, żeby przeszły na drugą stronę i żeby Bóg im wybaczył, możemy tylko modlitwą. Sama miałam takie doświadczenie, kiedy czternaście lat temu zmarł mój ojciec. Często wieczorami słyszałam szemranie na półce z książkami.
Domyślałam się, że to może być ojciec, ale nie dotarło do mnie na tyle, żeby zareagować. Pewnego wieczoru szemranie to się nasiliło, aż zrobiło mi się nieprzyjemnie. Zasiadłam więc do pianina i zaczęłam grać ze słuchawkami na uszach, bo była to godzina trzydzieści minut po północy. Zamknęłam przy tym oczy, żeby lepiej wczuć się w swoją muzykę.
Pomyślałam wtedy: pogram trochę, potem pomodlę się za jego duszę. Nagle ujrzałam twarz ojca całą zalaną łzami. Natychmiast przerwałam granie, uklękłam i odmówiłam za niego modlitwę. Od tej pory codziennie zaczęłam modlić się za niego duszę i więcej już nic nie widziałam, ani nie słyszałam. Chcę jeszcze dodać, dlaczego ojciec dawał się we znaki szemraniem książek, a nie inaczej. Za życia ciągle czytał książki. Może i to ma też jakiś związek.
Korespondencja od pani Stefanii. Fajnie, że ktoś pisze o tej tematyce. Bardzo mnie to interesuje. Sama nie przeżyłam spotkania ze zmarłą osobą, ale mam dziwne historie wynikające z przekonania, że istnieje życie po śmierci. Dusze dają nam znaki. Na przykład zmarła moja mama. Po śmierci moja siostra słyszała kroki dochodzące z pokoju mamy. A dlaczego wiem, że to nasza mama? Tylko ona chodziła w taki sposób. Po chorobie była bardzo osłabiona, więc chodząc szurała pantoflami. To była na pewno nasza mama.
Przyszła zobaczyć, czy na pewno tak jak obiecałyśmy z siostrą, nie będziemy się smucić. Mawiała, że śmierć jest częścią życia i musimy przyjmować ją należycie. Smutkiem i tak człowiek nic nie zmieni, a życia zmarłej osobie nie wrócimy. Minęło siedem lat od śmierci mamy i co roku odwiedza mnie w snach. Pyta się o moje życie codzienne.
Zawsze wiem, to dziwne, ale czuję, że ona duchowo została z nami, ażeby nam pomagać. Zapoznamy się teraz z paroma relacjami tekstowymi dotyczącymi przeżyć z pogranicza śmierci. Korespondencja od pana Filipa. Dwa razy byłem w śmierci klinicznej. Za pierwszym razem wróciłem, bo pomyślałem o moim synu, którego bardzo kochałem. A w dwa tysiące siódmym roku, kiedy miałem zawał, widziałem osoby, które kazały mi wracać. Mówiły, że to jeszcze nie ten czas. A człowiekiem, który mnie reanimował, był właśnie mój syn. Ten sam, o którym pomyślałem za pierwszym razem, jak byłem w tunelu poza ciałem. Od tamtej pory nie boję się śmierci i wiem, że życie nie ma końca.
Relacja od pani Donaty. Prawie dwadzieścia lat temu doświadczyłam tego stanu NDE na sobie. Przez jakiś czas nie wiedziałam, co to było. Opowiem po kolei. W niedzielę rano nie zdążyłam zjeść śniadania i tak poszłam do kościoła. Usiadłam zadowolona, że jest jeszcze miejsce. Kiedy pod ścianą stanęła moja koleżanka, ustąpiłam jej miejsca, gdyż wiedziałam, że jest w ciąży, a ja stanęłam na jej miejscu. Zrobiło mi się słabo i zemdlałam na posadzkę kościelną. Dwóch panów wynosiło mnie na dwór. Ja się na chwilę ocknęłam, gdy byliśmy z tyłu kościoła, ale po trzech sekundach znowu zemdlałam i to na dobrą chwilę, bo zejść trzeba było z wysokich schodów i nieśli mnie tak w kierunku zakrystii. Minęła najwyżej minuta, a ja uniosłam się nad swoim ciałem. Widziałam się z góry. To było na wysokości bocznych drzwi. Wpłynęłam do kościoła i słyszałam myśli tych ludzi. Niektórzy mieli złe myśli i pomyślałam, że diabeł wcale nie boi się wchodzić do kościoła. I wtedy wpadłam do tunelu, na końcu którego było piękne, jasne światło. Zobaczyłam jakby film z mojego życia, ale tylko to, co zrobiłam złego, nawet to, czego ja w ogóle nie wiedziałam, że komuś zrobiłam moim zachowaniem ogromną przykrość. Potem zobaczyłam, że stoję nad niebieską rzeczką, a na drugiej stronie, na zielonej łące stoi Pan Jezus i woła mnie, że mogę przyjść do Niego.Stał w długiej, białej szacie z otwartymi rękoma, tak jak malują na obrazkach kościelnych. Ja mu odpowiedziałam, że nie mogę, bo muszę wrócić do mojego narzeczonego, żeby on sobie nic nie zrobił, żeby się nie zabił.
Tydzień wcześniej chciałam z nim zerwać i się strasznie pokłóciliśmy. Był wtedy w wojsku. Pan Jezus jeszcze raz powiedział, że ja już mogę tu zostać. Pytał, czemu nie chcę i czy mi tu źle. A ja się czułam naprawdę dobrze. Taka bez trosk, tak jakbym miała orgazm. Tak bym ten stan najlepiej porównała. Ja ciągle myślałam, że muszę wrócić i naprawić to zło, które wyrządziłam. Ciągle mówiłam, że chcę wracać. I wtedy wróciłam nagle do swojego ciała i się ocknęłam. A panowie, którzy mnie nieśli, ciągle byli w tym samym miejscu obok bocznych drzwi kościelnych.
Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale tam, w tamtym świecie chyba inaczej płynie czas, bo tam się tyle wydarzyło, a tu tylko minął ułamek sekundy. Bo weszłam w tym samym miejscu, w którym wyszłam, a oni szli. Kiedy mnie donieśli koło zakrystii i położyli na ziemi, to byli bardziej wystraszeni ode mnie. Powiedzieli mi, że nagle koło bocznych drzwi zrobiłam się niezwykle lekka i przelewałam im się przez ręce. Teraz wiem, że miałam po prostu zapaść. Normalnie wstałam i wróciłam sama do domu. Nikomu nie mówiłam o tym. Tylko po roku, kiedy przypadkiem przeczytałam książkę Życie po życiu Raymonda Moody, dotarło do mnie, gdzie byłam. Narzeczony wyznał mi, że jak był na warcie, to go kusiło. Powiedziałam mu o tym dopiero po wielu latach, po kłótni małżeńskiej. Po prostu żałowałam, że tam wtedy nie zostałam. Uwierzył mi, bo ja po prostu nie kłamię. Od tego czasu inaczej patrzę na ludzi, a śmierci to się praktycznie nie boję i czasami tęsknię. Następnym razem jak tam będę, to na pewno nie wrócę. A jak ktoś umiera, to myślę zupełnie coś innego niż inni i nie potrafię wtedy płakać. Życie po śmierci istnieje i już.
Lepiej się poczułam, jak to komuś jeszcze opowiedziałam, bo po co opowiadać na prawo i lewo niedowiarkom? I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje przekazane drogą tekstową. Za chwilę przejdziemy do trzeciej, ostatniej części dzisiejszej audycji, w której jedna z naszych słuchaczek podzieli się z nami między innymi ciekawą historią pożegnania z pewną znajomą starszą panią.
[muzyka w tle] Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim Internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum Audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji usłyszymy ponownie słuchaczkę, która gościła już w przeszłości na naszej antenie. Usłyszymy między innymi historię o tym, jak to między naszą słuchaczką a pewną mieszkanką domu starców wytworzyła się silna więź. Na tyle silna, że starsza pani w dniu swojej śmierci poinformowała naszą słuchaczkę o swoim odejściu w wizji sennej. W dalszej części rozmowy poznamy również historię pożegnania naszej słuchaczki ze zmarłą mamą. A zatem posłuchajmy.
Tak naprawdę to nikt nie wie, co to jest sen. Uczelnie coś tam dowodzą, ale ja nigdy się tym nie interesowałam. To, co teraz powiem, to tylko moje skojarzenie. Sen jest chyba odzwierciedleniem naszego życia tu i teraz, ale nie tylko. Bo śni nam się coś, co już przeżyliśmy w innych życiach. Tak podejrzewam, bo to tylko moje. Sen jest częścią naszego istnienia, dech wszechświecie, tego totalnego istnienia. To taki, tak wymyśliłam. Ja tam żadnym filozofem nigdy nie byłam. Nawet nie podejrzewam, że mogłabym być. Tylko że ja tak sobie myślę, że to jest chyba nasze totalne... Bo mam takie sny nieraz, że to jest niemożliwe, że takie coś się człowiekowi śni. I teraz tak sen może być też inną formą przekazu i też nie zawsze dokładnego. Mówiłam panu, że sny, które mi się śnią, coś mówią, coś zwiastują, ale tak dokładnie nie wiem, o czym one mówią. Dowiem się po jakimś czasie, o co w nich chodziło. Być może nigdy się nie dowiem. Albo za jakiś czas przyjdzie odpowiedź na ten sen, a nieraz następnego dnia czy nawet w tym samym dniu.
I zrozumiemy, dlaczego ten sen nam się przyśnił. I zacznę od tego, gdzie dzisiaj mieszkam tu w Niderlandach. Mieszkam w malutkiej miejscowości.Może piętnastotysięcznej, na bardzo pięknej ulicy. Naprzeciwko mojego domu jest bardzo duży dom starców. Ulica nasza jest bardzo szeroka i pod domem starców jest bardzo duży parking na kilkadziesiąt aut.
Mieszkam tu już piąty rok. Naprzeciwko mnie. Może pan się domyśleć. Mieszkają starsi ludzie, pensjonariusze tego domu. Dokładnie po drugiej stronie ulicy są okna na wysokości moich okien. Któregoś dnia po pracy spojrzałam w stronę tych okien i zauważyłam starszą panią, która w pewnym momencie zaczęła mi się kłaniać. Jak przyjechałam z pracy, ona zawsze siedziała w oknie i tak jakby czekała kiedy ja przyjadę. I tak codziennie obserwowała mnie. Po paru tygodniach tej znajomości okiennej, w któryś piękny słoneczny wieczór postanowiłam przejść na drugą stronę i porozmawiać z nią i po prostu zapoznać się. Podeszłam do jej okna. Było uchylone, ona się przybliżyła i zaczęliśmy rozmawiać. Ja jej się przedstawiłam.
Mówiłam, że jestem Polką, że mieszkam i pracuję w Niderlandach bardzo długo, bo prawie wtedy to było ze dwa lata temu. Dwadzieścia osiem lat. Dowiedziałam się, że ma osiemdziesiąt trzy lata, że ma dwie córki, pięciu wnuków i tak dalej. Rozmawiałyśmy kilka razy. Ja jak pozmywałam po obiedzie, widziałam ją w oknie, jak ona patrzy na nas, jak nas obserwuje, bo nasze okna były vis-à-vis.
Łączyła nas tylko ta ulica. To ja chwileczkę czasu miałam. Przechodziłam na drugą stronę, żeby z nią porozmawiać. I przypominała mi ona troszeczkę moją mamę, która niedawno zmarła. Miała identyczne siwe włosy jak moja mama, ładnie, krótko ułożone. I tak od dnia, kiedy się z nią zapoznałam, codziennie mówiłyśmy sobie dzień dobry. I kiedyś mam sen. Już mówię dokładnie kiedy.
Czternastego maja dwa tysiące dziewiętnastego roku. Czternastego maja śni mi się sen. To był wtorek. Śnił mi się dom starców. Jestem w nim w środku. Widzę hol, salę restauracyjną, widzę jakąś akcję. Ludzie latają, ganiają tak, jakby pracownicy tego domu. Ale co to za akcja, to ja nie wiem. Nie mam pojęcia, o co chodzi. Nie dopuszczono mnie, żeby widzieć to, co tam się dzieje. Przebudziłam się rano, szybko zapisałam ten sen. No bo tak jak mówiłam wam, jak nie zapiszesz, to później nie będę pamiętała, o co chodzi.
Nieraz zostaje, a nieraz po prostu znika za parę sekund. I co? Przyjeżdżam z pracy tego samego dnia, czyli po południu, około godziny siedemnastej trzydzieści. I co widzę? Mojej znajomej w oknie nie ma. Nie wita mnie jak zawsze są zasłonięte sztory. A ja sobie myślę co się stało? Ale nic, może się położyła spać.
Była to starsza pani. Następnego dnia i kolejnego były cały czas zasłonięte sztory, a za kilka dni jak przyjechałam z pracy, w oknie siedział już starszy pan, ale siedział bardzo krótko, bo chyba trzy tygodnie. I znowu mam sąsiadkę naprzeciwko mnie. Jest to młoda kobieta, może siedemdziesięcioletnia, ale jest na wózku.
Jeszcze się z nią nie zapoznałam. Wrócę do mojej znajomej, starszej pani. Umarła. Ta akcja w domu starców, która mi się przyśniła, coś oznaczała. Zrozumiałam śmierć mojej okiennej sąsiadki. Co dziwniejsze, sen śnił mi się w dniu jej śmierci. I znowu sobie zadałam pytanie. Ja tam byłam. Czułam to. Tam moja dusza była, tylko oni mnie nie dopuścili, żeby to widzieć. Ja nie wiem, jak to się dokładnie dzieje. Moja dusza tam była. Nie dopuszczono mnie bliżej zrozumieć, o co chodzi. Po prostu nie dopuszczono. Ja tam wlazłam, stałam ta moja dusza. A po południu tego samego dnia chyba zrozumiałam, ale jeszcze nie do końca, bo to okna były zamknięte. Ja sobie myślałam, że ona po prostu się położyła spać, a ona umarła. Ale w dniu jej śmierci ja byłam na drugiej stronie w domu starców.
No można powiedzieć klasyczny przykład snu zapowiadającego czyjąś śmierć. Nie wiem. No śmierć. Ale dlaczego akuratnie ja? Może to dlatego, że między wami się jakaś taka więź po prostu wytworzyła i coś tak coś spowodowało, że dostała pani informację właśnie o tym, co się miało stać?
No może możliwe. Może pomyślała w momencie śmierci o mnie. No też tak mogło być, ale ja byłam w tym domu starców. W nocy moja dusza tam była, ja tam byłam. I tak oni tak latali, coś tam było. Ja to widziałam na własne oczy. I tak mówię Boże, co ja jakieś dziwne mam sny o tym jeszcze w domu starców ja nie byłam we śnie. A na drugi dzień, znaczy tej samej nocy rano jak przyjechałam popołudniu, to były zasłonięte okna. Pani moja umarła, moja znajoma okienna.
Taki fragmencik sobie zanotowałam i zatytułowałam go sobie tak: "Oni przychodzą we śnie". I bardzo bym chciała tutaj nawiązać do opowieści mojej babci Emilki. To mama mojego taty była, bardzo inteligentna kobieta, ale to za momencik.
Zacznę od audycji jedenastej "Mówią świadkowie". Bohaterka tej audycji spochowała męża, ale po jego śmierci dzień w dzień płakała. Nie mogła się pogodzić z tym, że odszedł i tak ją szybko pozostawił i zostawił ją samą na tej ziemi. Tak rozpaczała dniami i nocami. Aż pewnej nocy we śnie przyszła jej mama, też nieżyjąca już od jakiegoś czasu i poprosiła ją we śnie, by przestała już płakać, bo tu nam jest bardzo ciężko. Jak ty, jak ona wylewa łzy takiej mama mówi: "Jak ty wylewasz łzy za nami, to jest nam tu ciężko".Takiej coś powiedziała i po śnie przetłumaczyła sobie i przestała płakać. To była pani jedyna w tej audycji, a pan sobie tutaj zanotowałam. W tej audycji nawiązał do tego, że umarła Pana znajoma osiemnastoletnia dziewczyna i że po paru dniach kiedyś Pan nie wytrzymał, coś w panu pękło i zaczął Pan bardzo płakać. A ta pana znajoma, osiemnastoletnia dziewczyna, przyszła do Pana w nocy i powiedziała Panu w tym śnie, by wszyscy przestali płakać, że żałoba najbliższych i przeżywanie ich śmierci po tej drugiej stronie przynosi jej niepokój.
No to ja tak uściślając to jeszcze, to jeszcze wtedy nie spałem. To było tak na granicy snu. Tak między jawą a snem. Mhm. A widzi pan. To jest najlepiej. No to widzi pan, ja też mam takie rzeczy, co mi się między jawą a snem przytrafiają, ale to może też kiedy indziej, bo tu mam coś innego przygotowane. I że te dusze przeżywają taki jakiś dyskomfort, to pana słowa. I tak jak wcześniej zaznaczyłam, nawiążę do babci Emilki.
Zacznę od tego, że moja babcia Emilka była taką bardzo esencjonalną kobietą i nieważne, cóż to słowo znaczy. Jak nie było u nas w domu telewizora, tuliłyśmy się do niej codziennie wieczorem, obsiadywały się nią dookoła.
Było nas trzy, trzy małe dziewczynki i bardzo prosiłyśmy, żeby ona nam opowiadała bajki, baśnie. Ale babcia była bardzo inteligentna. W swoim życiu przeczytała masę książek, grubych woluminów i z osiemnastego i dziewiętnastego wieku, bo ona się urodziła w dziewiętnastym wieku, tam tysiąc osiemset, jak dobrze pamiętam.
Chyba. A nie ważne. Pod koniec tysiąc osiemset, tam w którymś, na przykład osiemdziesiątym roku. I te inne, te księgi, te woluminy były u nas w domu. Ona je przewiozła z terenów przesiedlonych, co było dziwne, a zarazem fascynujące. Ona przywiozła te księgi, były jej skarbem, jej majątkiem.
I opowiem, co pamiętam najbardziej z opowiadań babci. Była młodą dziewczynką, chyba trzynasto lub czternastoletnią. Wydano ją za mąż, bo tak kiedyś było, za mojego dziadka Piotra. Był cudownym mężem dla mojej babci. On miał chyba wtedy ze czterdzieści pięć lat. To nie było takie śmieszne. To było dziecko, a on taki stary dziad. No ale tak było. Kochał ją. Ona wtedy była jeszcze dzieckiem. W naszym dzisiejszym pojęciu to była dawna Polska, końcówka chyba dziewiętnastego wieku. Ale przejdę dalej.
Mając piętnaście lat urodziła pierwszą córeczkę, a szesnaście drugą. Bardzo je kochała, ale kiedyś nie było tak wysoko rozwiniętej medycyny. Nie było lekarzy, aptek, a mieszkali na malutkiej wsi na Wileńszczyźnie. Te córeczki zachorowały w wieku dwóch i trzech latek. Bardzo chorowały, miały wysokie gorączki, kaszlały, dusiły się.
Babcia walczyła z chorobą, z bakterią. Robiła cuda, żeby je wyleczyć, ale bakteria była silniejsza niż te młodziutkie organizmy. Modliła się bardzo, ale nic nie pomogło. Umierały na jej oczach. Siedziała przy nich, płakała, ale one pomalutku zapadały w krótką agonię.
Ciężko oddychały. I nagle oddech ucichł. U jednej, a później za sekundę u drugiej. Właściwie to babcia mówiła, że dwie naraz odchodziły i babcia przez swoje zapłakane oczy widziała, jak z ich malutkich ciałek wychodziły tak, jakby malutkie obłoczki. Babcia widziała te obłoczki. Unosiły się bardzo pomalutku, widziała je przy suficie jakiś czas i zniknęły, jakby się ulotniły, rozproszyły czy coś takiego. Rozpacz, jaką babcia miała w sobie ciężko było opisać.
Płakała, bardzo. Sama miała niewiele, bo wtedy może osiemnaście lat. Rozpaczała za nimi. Siedziała nad ich gróbkami godzinami. Nie chciało jej się żyć, ale trzeciej czy czwartej nocy, po ich pogrzebaniu, przyszły do babci Emilki we śnie. Obie trzymały się za rączki i prosiły babcię, czyli ich mamę, żeby przestała rozpaczać i płakać, bo one mają tu bardzo dobrze.
Wszyscy się nimi opiekują, ale bardzo ich dusze cierpią. Bo Ty, mamusiu, płaczesz za nami i jest nam dlatego z tego powodu ciężko. I przez Twój płacz nam jest ciężko. Niedobrze, bo my cierpimy. Prosimy cię, mamusiu, przestań płakać. To i nam tu będzie lżej. To przekaz babci z końca osiemnastego wieku. To jej się przytrafiło. A ja się uwidziałam w pięćdziesiątym siódmym roku. Już nie mała nam babcia to opowiedziała. Ona też widziała we śnie swoje córeczki. Były takie malutkie, czyli wnioskować można, że tam też gdzieś w tej przestrzeni, której my nie rozumiemy i nie potrafimy naszym ludzkim umysłem zrozumieć, jest może żłobek, przedszkole dla tych młodych duszyczek? A wie pan co, pamięta pan, ja byłam gdzieś tam na tej planecie. Ja widziałam te domy, ale widziałam jeszcze coś innego, bo to każdy, coś innego. Tych planet może jest tak jak galaktyk nieskończenie wiele, tak tych planet, gdzie każdy gdzieś tam trafia do swojej, prawda? Tak mi się wydaje. Co pan na to?
Bo ja już- Może, może nie tyle planet? A to, jak to ujął kiedyś w swoich pracach Robert Monroe, istnieją wokół Ziemi takie kręgi i w zależności od tam jakichś tam czynników, nie pamiętam dokładnie jakich. Na przykład w zależności od przekonań, jakie tutaj nabyliśmy sobie, wykształciliśmy po śmierci, to trafimy do jakiegoś tam takiego, a nie innego kręgu.
Aha, ojej. Inni z kolei, z kolei mistycy, między innymi Sylwia Broni. Taka dosyć kontrowersyjna mistyczka amerykańska. Niektórzy mistycy mówią, że te nasze światy się przenikają, że oni żyją tutaj obok nas niejako. No tylko że na jakimś tam innym wymiarze i dlatego oni widzą nas, a my nie widzimy ich.
A właśnie, a one wie pan, że one mnie dotykają, bo też wspomniałam. A teraz może troszeczkę. Wie pan co, zacznę od takiego czegoś. Ja. Moja mama umarła 15 maja. To było w niedzielę, a ja przyleciałam chyba w piątek z Holandii i moja siostra miała mamę chyba zawieźć do w poniedziałek miałam wracać. To jakoś taki dłuższy weekend miałam szpitala w sobotę, bo tak się umówiła tam z jakimś lekarzem na jakieś badania. Ja szybciutko, bo ja mieszkam zupełnie w innej wsi, no nie? A moja siostra tam dwadzieścia pięć kilometrów ode mnie. Ja dzwonię do mojej siostry, mówię słuchaj, ja już jadę do ciebie. Wsiadłam do auta i jadę, jadę, jadę, jadę szybko, żeby tą jeszcze mamę przed tym szpitalem zobaczyć, no nie? Mama siedziała w aucie, siostra jeszcze tam się krzątała po domu, ale już mamę zdążyła do tego auta wsadzić. Mama siedziała. Ja podeszłam. Mama miała uchylone okno. Był maj, tak cieplutko było. I ja patrzyłam w oczy mamy. I wie pan, co widziałam w tych oczach? Ona miała tak piękne czarne oczy. A ja w tych oczach widziałam odejście. Ona jeszcze wtedy żyła. Ona rozmawiała ze mną. Tak, tak, tak tak, tak, starała się coś mi przekazać i mówi do mnie po imieniu i mówiła, że od poniedziałku ją coś serduszko pobolewa, pobolewa. Dzisiaj jest sobota, bo moja siostra nie miała czasu z nią do tego szpitala jechać wcześniej, no nie? I tego. Ale ja tak patrzyłam, tak ją pocieszałam, mówię: musi, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie okej. Mama miała bajpasy kiedyś robione. Mówię: mamo, wszystko, serduszko masz naprawione, będzie wszystko dobrze. Lekarze tam ci coś zaradzą. I wie pan co? Ale ja te oczy mamy widziałam.
Ja widziałam odejście. Nie wiem, czy ktoś kiedyś spotkał się z takim czymś. Mama odchodziła. Te oczy były już gdzieś tam. Ona jeszcze była tu. Umarła dopiero w niedzielę o wpół do jedenastej, następnego dnia, wpół do jedenastej rano. A ja w tych oczach widziałam podejście. I wie pan co? Ja zaczęłam taka, ja jestem taka no, teraz dziwnie nawiedzona. Wzięłam kartkę i zaczęłam te oczy mamy opisywać, bo chciałam właściwie to tą kartkę przeczytać panu, ale tej kartki za Chiny nie mogę znaleźć. Tak ładnie opisałam te oczy mamy. Ja opisałam oczy mamy chyba na trzy kartki i wie pan co? I rano, rano godzina 3:00 w nocy tak leciuteńko, leciuteńko poszturchała mnie za brzuch. Ja się przebudziłam i tylko usłyszałam: Halinka, tak cichutko. Ja wiedziałam, że to mama. Ona gdzieś też zawieszona chyba jest.
Nie wiem, kto mnie tak nawiedza tyle, co mnie nawiedza tych, tych duchów, zjaw. Bóg wie, kto mnie tam nawiedza. Mam takie coś z 26 listopada. Przeczytam panu coś. Położyłam się spać około dwudziestej trzeciej w torek. Nie zawsze mi się to śni, albo jestem w stanie niepamięci. I wiecie co? Obudziło mnie w nocy szturchanie. O pierwszej pięćdziesiąt zerwałam się na równe, na równe nogi. Usiadłam na łóżku, poprosiłam, by dał mi spokój. Ta istota, duch. Potem poszłam do łazienki. Dwudziestego ósmego listopada, czwartek, za dwa dni złapało i obudziło mnie o godzinie drugiej siedemnaście. Złapało mnie za lewą łydkę.
Ja sobie tu jednak piszę. Wszystko mam ponotowane. Mówię panu. Tak mnie nawiedzają, dają znać, szturchają. Dwudziestego dziewiątego listopada, piątek znów nie pamiętam. O trzeciej dziewięć złapało mnie to coś i tu znak zapytania, bo ja nie wiem, co mnie łapie. Tak mocno się zerwałam z łóżka i krzyczałam na głos.
Złapał mnie za palce prawej nogi. Trzydziestego listopada, w sobotę, następnego dnia. To jedno z najdziwniejszych przebudzeń przez istotę ducha. O, w piątek 29 właśnie listopada staram się opisać oczy mojej mamy, które widziałam przed jej śmiercią jeden dzień. O godzinie 6 rano, 6:30 złapało mnie coś za palce prawej nogi, a widzi pan nie za brzuch. I powiedziało cichutko: Halinka. Zerwałam się na równe nogi. Słyszałam ten głos. Ja to sobie zapisałam. Ja panu opowiadałam, a tu mam zapisane. Ale posłuchajcie dalej.
Mieliśmy popołudnie wolne. Ja sprzątałam, odkurzałam, zmieniałam pościel i w małym pokoiku na górze, tam, gdzie śpię, mówię do podczas sprzątania do tego czegoś, bo myślę, że to gdzieś tu jest, utkwiło w tym pokoju czy gdzieś tam i mówię do tego jeżeli umarłeś, to tu musisz, to musisz odejść, bo ja nie jestem twoją żoną. Ja jestem nową mieszkanką i mam na imię Halina. Otworzyłam okno, tapczan, wypraszam tę istotę na dwór.
Ojejku, ale nie pomogło, bo nazajutrz obudziło mnie złapanie za nogi i powiedziało Halinka. Ja podskoczyłam z tego łóżka z wrażenia i jak sobie ten sen analizować?Czy to był głos mojej mamy? Moja mama mnie tak wołała. Halinka.
Tak mi się nasunęło, że to wołanie po imieniu, to mówienie po imieniu można na masę różnych sposobów właściwie wytłumaczyć. Więc takie bardziej paranormalne, takie bardziej paranormalne wytłumaczenie, że to może rzeczywiście mama przychodzi i po prostu panią jakoś, jakieś tam to jest jakaś taka, jakaś taka forma znaków z zaświatów. A można też przyjąć takie tłumaczenie bardziej przyziemne, że to po prostu efekty działania podświadomości i działania mózgu w czasie snu.
Dobra, ale jak się pan budzi i pan słyszy? To jeszcze nie jest takie jak zaraz się, jak się, jak się budzimy, to jeszcze nie jesteśmy tacy rozbudzeni. To dopiero po chwili jesteśmy tacy bardziej rozbudzeni, jakby mózg wraca do normalnego działania.
No to fajnie pan to tłumaczy, ja też. Też mi się tak skojarzyło. Też mi się tak skojarzyło z innym przypadkiem omawianym w audycji mówią świadkowie w którymś tam ze starszych odcinków. Jeden ze słuchaczy opisywał, jak po śmierci mamy słyszał jakieś takie stukanie w ścianę. Takie bardzo charakterystyczne.
Ja mam ponotowane, o czym każdy odcinek mówi Pan, bo ja Jestem taka pilna. Ja mam swoje takie zapiski i każdy odcinek, jak tylko akuratnie tu nie mam przed sobą, to ja wiem, że w pierwszym odcinku było to, a w drugim to, a w trzecim to. Najgorszy odcinek taki. To tak mnie trochę przeraził. To był ten odcinek dziesiąty.
Ta biedna dziewczyna, kobieta. To jest zdecydowanie jeden, chyba najbardziej, chyba najcięższy odcinek z całej serii. Tak, tak, ale on taki, ta dziewczyna, ona, ja to mnie tak mi się tak wszystko przytrafia na wesoło nawet, że ten Nightingale podał mi rękę. Odnaleźliśmy tego ojca. Mi się tak wszystko przytrafia w dobrym yyy. Tak mi się wszystko tak dobrze.
No spełnia te moje życzenia, mi się spełniają i. A to, że mnie ktoś nawiedza? No to oni dają mi znać o sobie. Oni mi krzywdy nie robią, broń Boże, bo gdyby mi krzywdę robili, to bym już się wyniosła z tej chałupy.
Ale on mnie w Polsce też złapał w moim nowym domu. U tamtej u tamtej słuchaczki pewnie też dużo, dużo niestety pewną rolę odgrywa, odgrywają w tych wydarzeniach to, co przytrafiało się w dzieciństwie za młodu.
Także myślę, że to też ma jakiś wpływ na takie, a nie inne akurat odbieranie tych, tych odwiedzin. No możliwe. Wie pan co, bo to te odwiedziny to one są i ja na przykład wczoraj, przedwczoraj tego nie miałam. Ja to tak pilnuję, zapisuję, przychodzę rano sobie do pracy i pierwsze co i zapiska albo w domu jeszcze, jak tylko mam chwileczkę czasu, bo to się maluje, nie maluje, to zawsze se zapiszę, wszystko se zapiszę. I wie pan co? To jeszcze taka moja konkluzja. Jak ja do nich się zwracam do ściany się zwracam, żeby pani nie słyszała, bo pomyśli, że wariatka! I ja mówię tak proszę, dajcie mi spokój, żebym ja była w pracy wypoczęta, bo ja muszę pracować ciężko. Wcale nie ciężko, normalnie no i żebyście mi dali spać. To mi kiedyś dali na trzy miesiące spać.
Miałam naprawdę spokój. Nic mi nie dokuczało, nic mnie nie łapało, nic mnie nie szturchało. Ale wie pan co? Zabrali mi wszystkie sny. Nie miałam snów. Kompletnie budziłam się przez trzy miesiące, nic nie pamiętałam. A ja jak zaczynałam od 28 stycznia zapisywać sny, to ja miałam tak bujne te sny, takie wszystkie takie aż, aż, aż za naturalne. Ja wszystko to widziałam tak naturalnie w tych snach tak, tak jak w filmach. Aż dziwne.
I jak tylko poprosiłam dajcie mi spokój, odczepcie się to zabrali mi sny. I tak sobie myślę, czy oni regulują nasze umysły? Jak pan myśli? Ja teraz nie zapisuję snów, bo nie mam, ale zapisuję szturchania, bo nie mam snów, a miałam tyle snów.
To też można, też można na wiele sposobów tłumaczyć, że albo oni, albo oni reagują jakoś tam na nasze prośby, albo reaguje nasza podświadomość. No właśnie. No nie wiem. Ale nie mam snów. Są takie bardziej paranormalne tłumaczenia i takie bardziej przyziemne. Wszystkie opcje trzeba. Wszystkie opcje trzeba brać pod uwagę. I to by było na tyle. No prawie, bo wypadałoby wyjaśnić w końcu, dlaczego wspomniana na początku liczba dwadzieścia trzy tak mocno zaznacza swoją obecność w dzisiejszym odcinku. Nawiążę jeszcze do rozmowy, której przed momentem wysłuchaliśmy. Otóż słuchaczka wspomniała o mojej przedwcześnie odeszłej z tego świata przyjaciółce, która prosiła, aby nie płakać z powodu jej odejścia.
Przyjaciółka nomen omen nazywała się tak samo jak babcia naszej słuchaczki Emilia. Mamy dziś, 23 sierpnia 2020 roku. Słuchacie Państwo dwudziestego trzeciego odcinka podcastu Mówią Świadkowie i właśnie dziś, 23 sierpnia mija rocznica przedwczesnego odejścia Emilki. A gdyby nie to, miałaby dziś uwaga 23 lata. I to właśnie Emilii pragnę zadedykować całą dzisiejszą audycję. I jeszcze coś. Przed momentem na radiowym zegarze wybiła godzina dwudziesta trzecia.
I tak oto na pozór zwykła liczba dwadzieścia trzy nabrała przyznacie państwo niezwykłego znaczenia. I jeszcze kilka słów ode mnie. Zdarza mi się czasami odprowadzać zmarłych. Zwykle robię to w trakcie medytacji, wizualizując sobie, że spotykam zmarłego. Następuje między nami rozmowa, po czym odprowadzam taką osobę do światła i wprowadzam ją do pięknego, rozświetlonego słonecznymi promieniami parku. Ów park dość często pojawia się zresztą w książkach podróżników astralnych. Miejsce to pełni rolę swego rodzaju izby przyjęć.Do której przybywa zmarły i w której zaczyna się, nazwijmy to zaświatowy etap jego egzystencji.
Czasami, szczególnie dowiadując się o śmierci osoby w młodym wieku, dostaję jakiegoś takiego silnego imperatywu. Czuję silną potrzebę, żeby się temu zmarłemu przyjrzeć podczas wieczornej medytacji i jeśli to konieczne, pomóc tej osobie przejść na koniec słynnego tunelu ze światełkiem. Zdarza się bowiem, że zmarły z jakiegoś powodu nie dociera do celu.
Znany eksplorator światów niefizycznych, nieżyjący już fizycznie Bruce Moen. Jako jedną z możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy podaje nagłą śmierć spowodowaną jakimś wypadkiem czy na przykład zawałem serca. Z Emilią wiąże się pewna ciekawa historia, której elementem jest prawdziwa lawina różnych wizji i znaków zza światów, w tym również wizji tłumaczących okoliczności śmierci, jaka trwała przez następne miesiące po odprowadzeniu. Nie będę tu przytaczał całej historii odprowadzenia Emilii. Zachęcam jednak co bardziej ciekawych do zajrzenia do działu z blogami na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl a tam do odszukania mojego bloga. Znajdziecie na nim notkę zatytułowaną Dwa lata w niebie, którą postanowiłem napisać w drugą rocznicę odprowadzenia Emilki. Wspomniana prośba o niepłakanie z powodu jej odejścia pojawiła się jakoś w tydzień po odprowadzeniu, kiedy to postanowiłem zadedykować pamięci Emilii jeden z muzycznych, ambientowych wieczorów. Po skończeniu audycji i wyłączeniu komputera nie wytrzymałem.
Padłem na łóżko i się popłakałem. Wkrótce jednak usłyszałem w głowie piękny, młody, kobiecy, bardzo donośny głos mówiący: Marek, przestań płakać, przestańcie wszyscy płakać, wasze łzy mnie bolą. Momentalnie się uspokoiłem.
Zresztą jeśli przejrzeć na przykład facebookowe grupy poświęcone kontaktom z zaświatami czy fora internetowe, to można znaleźć wiele podobnych historii. Zapadł mi w pamięć chociażby wpis, w którym pewna kobieta opisywała sen, w którym pojawił się jej zmarły syn. Kobieta bardzo po jego przedwczesnej śmierci rozpaczała i mocno przeżywała jego odejście. Syn wyglądał na wyraźnie zmartwionego i po długim milczeniu zapytał, czy może już zabrać swój garnitur. Udzielający się w komentarzach dysputanci dopatrzyli się w tym szczególe właśnie prośby o to, by matka przestała przeżywać tak mocno żałobę i by pozwoliła synowi spokojnie odejść.
Wracając do Emilii. Z takich wartych opowiedzenia rzeczy był również motyw powtarzających się po kilka razy dziennie w mojej głowie takich głośnych myśli o jednej i tej samej treści: czy byłbyś tak uprzejmy i sprawdził, czy ktoś się pode mnie nie podszywa? Głośne myśli, na dodatek wypowiadane przez ten sam młody kobiecy głos. Trwało to kilka dni. Jakby tego było mało, pewnego razu, wracając do domu z załatwiania różnych spraw w Katowicach, dostałem swego rodzaju wymazania wszystkich myśli, jakie wówczas krążyły mi po głowie. Zastąpiła je uporczywie powtarzająca się, głośna myśl o białym kocie. Biały kot, biały kot, biały kot. Tego samego wieczoru, po kolejnej dawce próśb o sprawdzenie, czy ktoś nie pożyczył sobie tożsamości Emilki, w końcu nie wytrzymałem. Uległem i spełniłem tę prośbę. Zaprowadziło mnie to na profil Emilki w jednym z serwisów społecznościowych, w którym to serwisie dominującym elementem są zdjęcia. Wchodzę więc, przeglądam i nie wierzę własnym oczom, bowiem na kilku zdjęciach ujrzałem nikogo innego, jak właśnie białego kota.
Od tego momentu prośby o sprawdzenie, czy ktoś się pod Emilkę nie podszywa, ustały zupełnie. Coś mi jednak nie dawało spokoju z tym białym kotem i wiedziony jakąś dziwną siłą postanowiłem sprawdzić znaczenie białego kota w sennikach. I co się okazało? Otóż senniki pod hasłem biały kot wspominały o szczęściu i błogości.
Zresztą zarówno przedtem, jak i później Emilia pokazywała mi się w snach radosna, uśmiechnięta, pełna energii, spokojna, tańcząca, śmiejąca się i śpiewająca w blasku promieni słonecznych, pośród pięknych okoliczności przyrody. Skoro już wspomniałem o przyrodzie, to wspomnę też o jednym ze snów. Otóż spotkaliśmy się w nim z Emilią nad jeziorem, pośrodku lasu.
Moją uwagę zwróciła wyjątkowo czysta, spokojna i przejrzysta woda. Tak przejrzysta, że bez żadnego problemu można było dostrzec dno jeziora. A oto, co senniki mówią o czystej wodzie. Błogość, harmonia, spokój. Po zweryfikowaniu kota pojawiła się kolejna głośna myśl. Ha, to teraz sprawdź psa.I rzeczywiście, kilka miesięcy później, niby przypadkiem trafiłem w innym zakątku internetu na bardzo stary wpis, w którym Emilka opłakiwała odejście swojego szczekającego pupilka. Jak wspominałem, ta cała lawina różnego rodzaju przekazów od Emilii trwała przez długie miesiące.
Zresztą na samych przekazach się nie kończyło, gdyż sporadycznie Emilia prosiła mnie o pomoc w nawiązaniu kontaktu z bliskimi oraz energetycznym oczyszczaniu ich. Kiedyś może coś więcej o tym opowiem. Teraz jednak wspomnę w paru słowach o odprowadzeniu innej osoby. Również młodej dziewczyny. Dziewczyna imieniem Anastazja, tragicznie zmarła niezależna dziennikarka, żona pewnego prawicowego aktywisty, który z kilkoma kolegami z pewnej prawicowej partii zakłócił niegdyś wiec wyborczy Bronisława Komorowskiego, przynosząc krzesło i wykrzykując: "Gdzie jest szogun?" Męża, nomen omen mojego imiennika, spotkały potem takie represje, że chyba nawet żyjące wciąż oprawcy księdza Popiełuszki by się tego nie powstydzili. Zresztą różnych nieprzyjemności doświadczał przez całe następne lata. I to nie tylko on, ale również cała jego rodzina. Sama Anastazja wysłała mi pewnego dnia zaproszenie do znajomych na Facebooku. Nasza facebookowa znajomość trwała jednak zaledwie parę dni i nie zdążyliśmy nawet wymienić zbyt wielu wiadomości czy komentarzy, gdyż jej konto wkrótce zniknęło. Zdążyłem jeszcze tylko zerknąć na wieczorną transmisję, podczas której siedziała z Markiem przed komputerem i oboje komentowali niepierwszą już wizytę dziwnych ludzi pod drzwiami ich mieszkania. Później dowiedziałem się, że Anastazja najprawdopodobniej została zamordowana. Takie przynajmniej krążyły wówczas pogłoski. I znów pojawiła się u mnie ta silna potrzeba przyjrzenia się jej podczas medytacji i udzielenia pomocy.
Parę miesięcy po odprowadzeniu, ku mojemu zdziwieniu, miałem sen, w którym pojawiła się właśnie Anastazja. Nie pamiętam, czy coś mówiła. Pamiętam za to, że bez przerwy się uśmiechała. Była spokojna, pełna pozytywnej energii. Zdecydowane przeciwieństwo tego, co w trakcie naszej krótkiej facebookowej znajomości zdołałem zauważyć w jej social mediach. Pełen spokój i nieznikający z twarzy piękny uśmiech. I tym pozytywnym akcentem pozwolicie państwo, że skończymy dzisiejszy, dwudziesty trzeci odcinek podcastu Mówią świadkowie. Mówił do państwa Marek Sęk Ivellios. Mam nadzieję, że wszyscy państwo zdrowymi jesteście i że w pełni zdrowia i spokoju usłyszymy się już niebawem w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.
Dobranoc i do usłyszenia! A jeżeli macie Państwo swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcecie się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu z Radiem Paranormalium. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl.
Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: 3608 80 02. 3608 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/ukośnikRadioParanormalium. Czekamy także na Państwa maile pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.