[00:11] - Chyba się udało, miejmy nadzieję. Przepraszam bardzo wszystkich serdecznie. Jeszcze dam sygnał do Radia Paranormalium, wszystko już działa, bo mieliśmy troszeczkę napad paniki chwilowej, że coś się stało, że coś będzie, że coś nam umknie, moi drodzy. Nic już nie umknie. Wszystko już jest okej. Ja tu już czekam, czy wszystko jest okej. Rewelacja. Mam nadzieję, że słuchacze w Radiu Na Fali słyszą bez problemów. Słuchacze w Radiu Paranormalium też słyszą zupełnie bez problemów. Urodzinowa dzisiaj audycja troszeczkę.
Nawet trochę bardziej niż urodzinowa, bym powiedział. I to chyba ten nastrój imprezy się kablom udzielił, że się tak popsuły, nagle coś się pozmieniało. Bywa, moi drodzy. Także dzisiaj z lekką obsuwą „Hiperprzestrzeń”. A co? Należy się. Przekroczyłem licznik 100 odcinków, także mogę poszaleć. Szalejmy zatem! Żartowałem. Już jesteśmy, moi drodzy.
To co? Czas najwyższy zacząć dzisiejszą „Hiperprzestrzeń”. Czas najwyższy. A, bo to specjalny dźwięk? To może zacznijmy od samego początku. Tak, te dziwne dźwięki musiały nas dzisiaj przywitać. Koniecznie. Aż nawet krzyknąłem w mikrofon. To dlatego, że myślałem, że nie działa. Że działa.
Żartowałem. Także witam już normalnie, bez żadnych problemów, pomimo tego opóźnienia. Witam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali, Radia Paranormalium w dzisiejszym odcinku „Hiperprzestrzeni”, świątecznym odcinku. Wszystkiego najlepszego z okazji Easter, jak to się mówi, czyli święcenia jaj i kto tam święci. Wiosenne przesilenie. Rodzi się życie. Pradawne święto, proszę państwa. Dzisiaj 71. rocznica pewnej słynnej przejażdżki na rowerze, którą odbył Albert Hofmann, o którym troszeczkę dzisiaj. Niektórzy z was się już na pewno świetnie domyślają, jaka jest rocznica.
Kto ma urodziny dzisiaj? Urodziny dzisiaj ma substancja, którą nazywamy LSD. Dokładnie ta substancja ma dzisiaj urodziny. Absolutnie. Co to jest LSD? Myślę, że chyba wielu z was wie. Potocznie mówi się kwas. Naukowa nazwa to jest kwas lizergowy. Ma bardziej skomplikowaną nazwę po polsku. Właściwie sami sobie znajdźcie to bez problemu.
Myślę, że wszyscy sobie odkopią bez problemu w przysłowiowym wujku Google. Ja dzisiaj będę bardzo mało naukowy. Tym bardziej że w Radiu Na Fali są dwa odcinki poświęcone LSD. Jeden jest na takie konkretne urodziny LSD, a drugi jest w ogóle o LSD. Także śmiało można sobie posłuchać. Tam jest masa takich konkretnych informacji na ten temat. Ja dzisiaj troszeczkę przypomnę z takich podstawowych informacji, ale nie będę was też specjalnie zanudzał. Bardziej chciałbym, żebyśmy się zastanowili nad kilkoma aspektami dookoła właśnie tej substancji, która się nazywa LSD. Opowiem troszkę o historii tej substancji, ale tak niewiele, bo wiadomo, że większość z nas chyba doskonale wie, o co chodzi. Także nie będę zanudzał.
Postaram się tak szybciutko tylko dla tych, którzy być może słyszą po raz pierwszy albo po prostu najzwyczajniej w świecie nie znają tej historyjki. Po więcej detali będę was oczywiście odsyłał do odcinków, które się już odbyły jakiś czas temu i można je bez problemu znaleźć w archiwum „Hiperprzestrzeni” Radia Na Fali: radionafali.com. To tyle. To ja może, jak zacząłem od tych życzeń świątecznych, to was wszystkich pozdrawiam świątecznie, jak najbardziej świątecznie. Pozdrawiam i bardzo dziękuję sponsorom audycji „Hiperprzestrzeń” Radia Na Fali. Peace and love, moi drodzy. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy i tych online, i tych offline, którzy też słuchają, i to wcale niemało. Bardzo serdecznie dziękuję za wsparcie, za słuchanie i za miłe maile. Peace and love, kochani. Pozdrawiam oczywiście słuchaczy Paranormalium jak najbardziej.
Zapraszam wszystkich na czata Radia Na Fali: radionafali.com. Ja tam oczywiście jestem, ale jak zwykle tak jednym okiem troszeczkę. Jak będę miał jakieś linki, to oczywiście pewnie będę wklejał. Pewnie łatwo się domyślić, będą to linki dotyczące LSD. Dokładnie. Zapraszam was oczywiście na profil Radia Na Fali na Facebooku i na Twittera, i tak dalej. Dzisiaj opowiem troszeczkę o tym, o czym miałem opowiadać. Wspomniałem tydzień temu o tych czarnych oczach. Trochę dzisiaj opowiem. Aż się wybrałem w poniedziałek do British Museum.
Porobiłem nawet trochę zdjęć na tą okazję właśnie owych tajemniczych rzeźb, które mają czarne oczy. Ciekawa sprawa. Dzisiaj będę się troszeczkę nad tym rozwoził i rozwoził w tą i w tamtą. Także przybywajcie. „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali transmitowana w Radiu Paranormalium. Ja jeszcze raz włączę jakąś normalną muzyczkę, siądę z tym wszystkim i zacznę wam opowiadać. Oczywiście zacznę opowiadać od tego, skąd się ten nasz 70-letni dzisiejszy dziadek całkiem z werwą, bym powiedział, wziął. Tak pokrótce, tak żeby was nie zanudzić, bo historia jest naprawdę fascynująca i chciałbym troszkę też spojrzeć na nią trochę od innego punktu widzenia, o którym być może zdarzyło mi się na pewno wspomnieć. Jest to punkt widzenia, powiedziałbym, aż tak głupio zabrzmi, mckenowski, terrence'owo-mckenowy bym wręcz powiedział, związany z jego teorią czasu falowego. I nie tylko.
O tym wszystkim, jeżeli macie jakieś doświadczenia, wspomnienia z LSD, dzwońcie śmiało i dzielcie się nimi. Od tego jest to radio, także śmiało, bez cenzury moi drodzy, zapraszam bardzo serdecznie. Ja oczywiście wspomnę troszeczkę o swoich doświadczeniach z LSD, jakżeby inaczej, bo sam jestem użytkownikiem i wcale tego nie ukrywam. Uważam, że jest to naprawdę jedno z najbardziej genialnych lekarstw w historii cywilizacji na nasze choroby psychiczne. Nie drink, nie fajeczka, nie wódeczka, żadne z tych rzeczy. Po prostu substancje psychoaktywne. I dlaczego wydaje mi się, że są takim doskonałym lekarstwem? O tym właśnie będę dzisiaj między innymi też się roztrząsał. Właśnie na tym się będę roztrząsał. To dobra, zacznijmy od jakiejś muzyczki, a tu się szybciutko ogarnę po tym szaleństwie związanym z opóźnieniem dzisiejszej hiperprzestrzeni z powodu troszeczkę nerwowego kabla.
Ja nie wiem, czy ten kabel, kurczę, nie brał kwasa, czy co, że tak się zdenerwował i tak się popsuł dzisiaj. No wiecie jak to jest. Bywa różnie. To zaczynamy może od muzyczki, która jest mocno inspirowana LSD, jeżeli nie dedykowana wręcz takiemu, jak to się mówi, tripowi LSD. Właściwie jeżeli ktoś z was zna angielski, to bardzo polecam tekst tego utworu, bo mówi dokładnie o tym, co się dzieje podczas tripu. Opisuje doświadczenia naszego głównego bohatera, co mu się wydarzyło, kiedy tak tripował, co się wydarzyło. A ja za chwilę do was wracam. Wysyłacie dziś Radio Na Fali, ja mam na imię Tomek, a audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”. Jest także retransmitowana w Radiu Paranormalium, których słuchaczy też serdecznie pozdrawiam. No i słuchajcie, zaczynamy tą dzisiejszą historię, bo dzisiaj urodziny dziadka, można powiedzieć.
71. urodziny odkrycia LSD, substancji, o której Albert Hofmann swego czasu powiedział bardzo ciekawą rzecz, mianowicie, że jest prawdopodobnie jedną z tych substancji, która się okazuje być niezbędna po to, żebyśmy mogli jako cywilizacja zdecydowanie pójść dalej i że to nie był do końca taki przypadek, że to się wydarzyło. Ja mam też swoją taką koncepcję na to, że pojawienie się LSD nie było do końca takim przypadkiem. Ja to w ogóle chyba w życiu nie wierzę w przypadki. I tu się posłużę rzeczą, którą uważam za bardzo cenną, tak bardzo poważnie i dramatycznie brzmi, troszeczkę cenną. Chodzi o teorię czasu falowego, którą kiedyś opublikował Terence McKenna. Jest wiele teorii, które są bardzo podobne. Właśnie Terence to chyba najlepiej opakował i najlepiej opowiedział, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Także najczęściej się posługuję tą metaforą na opisanie tej sytuacji. Jest zresztą cały odcinek.
Ja dzisiaj będę troszeczkę odsyłał co po niektórych do poprzednich odcinków „Hiperprzestrzeni”, bo też nie chcę mówić po raz kolejny tego samego, a myślę, że tam są te wszystkie rzeczy fajnie opowiedziane. Także żeby was dzisiaj nie zanudzać, postaram się mówić w miarę sensownie, nie odwoływać się ciągle do tych skrótów. Niemniej do kilku rzeczy będę wracał i zapraszam was, żebyście czasami może wrócili do archiwum Radia Na Fali jeżeli czujecie się dosyć niepewnie z tym, co mówię albo nie do końca łapiecie, o czym jest ta historia. Tam jest wyjaśnienie tych wszystkich historii, ale postaram się po prostu jak najprościej ogarnąć temat, żeby też nie było samych powtórek, że będę tylko odsyłał, link. Nie, absolutnie. Słuchajcie, ten nasz dziadek, który ma 70 lat, okazuje się, że wcale nie powiedział ostatniego słowa. Jak na razie po gigantycznym okresie czasu, czyli właściwie prawie 40 latach bycia substancją na indeksie substancji zakazanych, za które można pójść do więzienia, za które można mieć bardzo poważne problemy z prawem, za którą można mieć dużo kłopotów, jeżeli policja nas z tym złapie i w ogóle się okaże, że to właśnie jest LSD, to gorzej nawet niż jakbyśmy zabili człowieka w prawie. No i dlaczego ta substancja jest taka niebezpieczna? I właśnie dla kogo i czy w ogóle jest niebezpieczna? Bo absolutnie nie ma z tym nic wspólnego.
Czekajcie, ja mam tu telefon. Halo, halo, witam serdecznie.
[10:27] - No cześć Mateusz. Ja miałem przyjemność dwukrotnie z tym, o czym mówisz. I chciałem ci powiedzieć, że nie lubię o tym rozmawiać, w ogóle nie lubię o tym słuchać, jak ktoś o tym mówi, bo to jest dla mnie coś bardzo osobistego i intymnego. I jak słucham, to mam wrażenie, jakby mi się ktoś wpieprzał w moje takie własne. I zawsze mam takie coś, że chciałbym od razu ludzi tak jakoś poprawiać odnośnie tych wyrażeń.
[10:55] - Tak, schować w piwnicy, zakazać innym używania. Ja używałem, wiem co to jest, a wy nie używajcie, bo nie dorośliście do tego. Trochę tak to śmierdzi, wiesz?
[11:03] - Trochę tak.
[11:05] - Jakiś taki ego trip. Ja myślę, może jakiś update z tego LSD zrobić, żeby ten ego trip, że to tylko tobie jest dane i że to takie prywatne. To jest prywatne, ale informacja z tego wynika i myślę, że zgodzisz się ze mną, jest informacją, do której wszyscy powinniśmy mieć dostęp.
[11:22] - Gdyby to tak było tu i ówdzie, to naprawdę świat by wyglądał inaczej i chyba lepiej. Która to już właściwie audycja o tym twoja? Chyba trzecia, tak?
[11:32] - Dokładnie. Dzisiaj są urodziny LSD, 71., także nie byłoby możliwości, żeby aktualnie w radiu właśnie nie było dzisiaj audycji urodzinowej poświęconej.
[11:44] - W kwietniu jest masa bardzo fajnych rocznic.
[11:47] - Jutro jest 4.20. Przypominam wszystkim palaczom cannabis.
[11:52] - To ja uciekam. Cześć i miłej audycji.
[11:55] - Zapraszam, żebyś później się pojawił i opowiedział troszeczkę z tego swojego tripu i się może przełamał. Skoro go opisałeś, to chyba nie ma problemu, żeby go opowiedzieć.
[12:04] - No ja wiem? Dobra, powiem jeszcze. Kończę.
[12:06] - To nawet lepiej powiedzieć niż opisywać. Tak mi się wydaje. To był Antyszwed. Słuchajcie, ja zaczynam tą historię Może zanim się wbiję i opowiem, to zacznę od tego, czym to LSD jest, bo nie każdy wie i nie każdemu chce się czytać te wszystkie mądre słowa, mądre naukowe nazwy, że to jest kwas liserydowy i tak dalej. Słuchajcie, bardzo króciutko, w telegraficznym wręcz skrócie. Albert Hofmann, młody chemik w Szwajcarii, w Bazylei, pracujący dla zakładów Sandoz, postanowił znaleźć lek na różne przypadłości związane z migreną i nie tylko. Generalnie chodziło o astmę. Chodziło o to, żeby rozładować te skurcze mięśni, które towarzyszą astmie. Koniec końców wpadł na trop pewnej substancji. Były opowieści o tym, że być może jest to podyktowane psychologicznym aspektem.
Dużo legend. Wiadomo, to były jeszcze lata 20., lata 30. dokładnie. Także te substancje, które dzisiaj są traktowane przez znakomitą większość społeczeństwa jako coś po prostu nie z tej ziemi, jako jakieś piekielne zło, które musi być natychmiast zakazane, które wykoślawi ich dzieci, były absolutnie legalne i nikt z tego powodu nie miał problemu żadnego. Można było jeszcze w tamtych czasach większość tych rzeczy kupić bez problemu w aptece. Czasami potrzeba było recepty w niektórych miejscach, ale w większości wszystko było kompletnie legalne. Badania tych substancji były czymś takim zwykłym. To nie był żaden sport ekstremalny, którym to jest aktualnie w dzisiejszych czasach. Robiąc to swoje badanie nad astmą, odkrył taką substancję, która się wzięła z grzyba, który się nazywa sporysz. Rośnie sobie na zbożu.
Wyekstraktował tę substancję i odłożył to gdzieś na półce. Był dokładnie 1938 rok. Dlaczego powiedziałem o Terrence'ie McKenna, który miał tą teorię czasu falowego? Teoria pokrótce mówi o tym, że pewne rzeczy na przestrzeni historii tworzą takie skoki, po których ta historia jakby przyspiesza, dzieją się kolejne rzeczy, że to jest taka teoria, że jeżeli mamy tydzień czasu i coś ważnego wydarzyło się na przykład w połowie tygodnia i przełożymy to na skalę miesiąca, to znaczy, że w połowie miesiąca też się wydarzy coś ważnego. Jeżeli przełożymy na skalę roku, to w połowie roku wydarzy się coś ważnego. Jeżeli zapiszemy to w postaci grafu, takich znaczków jak wykres EKG, to będziemy widzieli takie momenty piku, gdzie wszystkie rzeczy, czyli wynalazczość, ludzka pomysłowość, odkrywanie nowych rzeczy osiąga taki stan maksymalny i moment, kiedy ten stan dramatycznie opada w dół i są takie skoki na tej linii czasu. Jeżeli się przyrówna ten pattern do wszystkich wydarzeń historycznych, taki właśnie opis, to wtedy powstaje nam pattern oczywiście, który możemy zduplikować i przyłożyć go do innych kawałków historii w cudzysłowie. Okazuje się, że przykładając te kawałki historii do siebie, mamy takie dziwne skoki na tej linii czasu, można tak to powiedzieć. Okazuje się, że dokładnie LSD zostało wyekstraktowane w tym samym roku, w którym zaczęło się bardzo intensywnie szaleństwo II wojny światowej. 1938 rok, rok aneksji Czech, rok wejścia do Austrii przez Hitlera.
Zaczęły dziać się bardzo dziwne rzeczy na świecie. Ludzie zaczęli wierzyć w to, przynajmniej część ludzi zaczęła wierzyć w to, że ten nowy porządek, który idzie z tą niesamowitą, brutalną dyktaturą i ludobójstwem, jest rozwiązaniem wszelkich problemów. Ludzie uwierzyli w eugenikę, wiele innych rzeczy. Świat naprawdę kompletnie oszalał. Kolejny punkt na tej skali to jest 1943 rok. Rok, który dokładnie świętujemy w sumie, bo dokładnie wtedy, 19 kwietnia, został odkryty de facto, jeżeli chodzi o działanie, ów nasz tajemniczy specyfik zwany LSD. Dokładnie w tym samym roku, tego samego dnia, jak na ironię, zaczyna się powstanie w warszawskim getcie. Jest troszeczkę tak, że te najbardziej skaczące, takie bardziej przerażające punkty w historii ludzkości, cywilizacji, wygląda na to, są bardzo mocno powiązane z czymś, co można nazwać momentami odkrywania antidotum na nasze szaleństwo, na nasz strach, na nasze lęki, na to, co się po prostu złego dzieje w naszych głowach. Że to jest coś w rodzaju lekarstwa i że te rzeczy chodzą ze sobą w parze, że jest coś takiego w naturze, że stara się regulować ten cały ekosystem za naszymi plecami, nie pytając się nas o zdanie. I być może właśnie dlatego te dwie rzeczy są ze sobą powiązane.
Ja bym jeszcze tutaj dorzucił Wietnam, bo to jest moment, kiedy LSD tak naprawdę wyszło na ulice. Ale dobra, zanim do tego dotrę, to może po prostu szybciutko, o co w ogóle chodzi z tą substancją LSD. Jest to zrafinowany sporysz, taki grzyb, który sobie rośnie na zbożu, przy czym rzadko kiedy w dzisiejszych czasach możemy już zobaczyć coś takiego. To jest taka czarna substancja, która obrasta kiełki zboża na samej górze, jak zboże ma ten swój ładny topik, w którym są nasionka, czyli nasze zboże do zmielenia. To jest właśnie sporysz, takie czarne coś, co sobie rośnie, chwast ogólnie pasożytujący właśnie na jęczmieniu, życie. W dzisiejszych czasach niespotykany dlatego, że większość pól jest opylanych pestycydami, o czym nam się nie mówi. Pestycydy skutecznie zabijają jakiekolwiek bakterie sporyszu, żeby może się tam rozmnażać. Także nie ma w dzisiejszych czasach za bardzo możliwości znalezienia sporyszu na takim normalnym komercyjnym polu, gdzie rośnie komercyjnie pszenica albo żyto, albo coś w tym stylu. Musielibyście sobie po prostu posadzić gdzieś w lesie prawie że dziko rosnące pole zboża i czekać, aż wreszcie ten grzyb zainfekuje waszą roślinę i wtedy będziecie mogli go zebrać. Częsta historia w ogóle ze średniowiecza, która jest związana z tym, że całe wioski dostawały widzeń maryjnych albo działy się bardzo dziwne rzeczy w sensie Prawie dochodziło do palenia ludzi na stosach.
Działo się to w średniowieczu. Była bardzo duża infekcja sporyszu, jeżeli chodzi o wszystkie pola zboża w całej Europie, szczególnie po bardzo intensywnych opadach deszczu. To się mnożyło jak nieszczęście i było zbierane razem z normalnym, zdrowym zbożem. Było mielone, trafiało do kół młyńskich. Później cała mąka trafiała do piekarza. Piekarz wypiekał chleb dla całej wioski. Ta wioska jadła sobie elegancko ten chleb, nie spodziewając się tego, że chleb zawiera substancję psychoaktywną, która znajduje się w sporyszu, który został zmielony razem z nasionkami, z których jest ten chleb. W ten sposób cała wioska dostawała widzeń. Są bardzo ciekawe kroniki niemieckie średniowieczne, które opisują masę takich przypadków. Później oczywiście szalona inkwizycja biegała po wszelkich wioskach, szukając czarownic i złego, które czyniło szatańskie znaki, które przerażały całą wioskę.
Kończyło się bardzo często paleniem niewinnych kobiet na stosach, a szczególnie tych, które były z zawodu zielarkami i leczyły ludzi. Te już w ogóle szans nie miały. Były takie rzeczy. Sporysz miał taką famę. Zniknął później z kart historii. Pojawiał się co jakiś czas. Gdyby prześledzić zielniki i zapisy niektórych alchemików, to pojawia się na tych rysunkach, ale nie za bardzo, niezbyt intensywnie, a jeżeli już, to zapewne ukryty w tajemnicy przed wścibskim okiem jakiejkolwiek konserwatywnej nauki, która nie pochodziła od alchemii. Tu wracamy do poprzedniego stulecia, w którym w 1938 roku Albertowi Hofmannowi udaje się pierwszy raz wyekstraktować substancję, ale nic z nią nie robi, odkłada ją na półkę. Ona musi poczekać dokładnie pięć lat i po pięciu latach, w 1943 przez zupełny przypadek-- w książce Alberta Hofmanna jest opisane, że miał przeczucie. Coś powodowało, żeby sięgnąć jeszcze raz po tą lampkę, po wyniki tych badań, po tą substancję, którą zrobił wcześniej.
Przez przypadek trochę tej substancji dostało się do jego organizmu. Różne legendy mówią o różnej ilości tej substancji. Nie będę się spierał za bardzo. Można sobie to wszystko znaleźć u wujka Google. Właściwie nawet nie trzeba wujka Google. Wystarczy na Wikipedię wejść. Tam są wszelkie informacje na ten temat. Myślę, że nawet polska wersja językowa jest świetnie opisana, także znajdziecie całe informacje. Od tego momentu zaczyna się cała historia z LSD, bo dokładnie 71 lat temu, tego pięknego kwietniowego dnia, zaraz po tym, jak Albert Hofmann przez zupełny przypadek przyjmuje tą dawkę LSD, okazuje się, że wsiada na rower i postanowił wrócić do domu na rowerze. Kiedy sobie wracał na rowerze, LSD zaczęło działać.
To był prawdopodobnie pierwszy trip na LSD. Dlaczego wspomniałem o ilości tej substancji? Są oczywiście legendy na ten temat. Jedna mówi, że to niemożliwe, żeby Albert Hofmann mógł wchłonąć tą substancję i mówi o tym, że to pole morfogenetyczne, które wytwarza ta substancja dookoła siebie, doprowadziło do tego, że Albert Hofmann prawdopodobnie wchłonął bardzo niewielką działkę LSD i miał potężne wizje. Druga mówi o tym, że w rzeczywistości chłonął taką porcję, tylko był kompletnie nieświadomy tego, że to jest właśnie LSD. Także te efekty były powalające z nóg, ale nie aż tak, bo gdyby być może wiedział, co wchłonął, ile tego było, że ma się położyć i przestraszyć albo coś zrobić ze sobą, to może ten trip był o wiele mocniejszy. Nie mam bladego pojęcia. Są dwie teorie na ten temat. Albert Hofmann mówi, że przyjął tą swoją dawkę, którą przyjął i że wcale nie była taka mała. Ja bym się bardziej skłaniał ku temu, co pisze Albert Hofmann w swojej książce.
Myślę, że po prostu nie był świadomy tego, że cokolwiek na niego działa. I kiedy człowiek nie jest świadomy tego, to inaczej to odbiera. Nie przejmuje się tak za bardzo, nie podlega temu w aż tak intensywny sposób jak człowiek, który oczekuje na siłę jakiegoś efektu i czeka, wyczekuje go niczym żeglarz okrętu w porcie czy coś w tym stylu. Tak wyglądała cała historia z odkryciem LSD. Kompletnie przypadkowa sprawa. Fiolka z jakąś substancją sprzed pięciu lat, którą jakiś pan w laboratorium wyciągnął przez przypadek. Ta substancja się dostała do organizmu, bo on potarł nos czy polizał po palcu, który bez rękawiczek miał w tej substancji. I się okazało, że zadziałało. Zadziałało niesamowicie. Ja przypominam czasami sobie historię aspiryny, bo to bardzo podobna historia z odkryciem tego, co robi aspiryna z ludzkim organizmem, bo oryginalnie aspiryna została wymyślona, wprowadzona na rynek po to, żeby złagodzić kaca.
I tak była stosowana na bóle głowy, na migreny, szczególnie po przepiciach. I tak była sprzedawana. Ktoś zauważył, że podczas golenia się na kacu, jak się człowiek zatnie, a zeżre sobie aspirynę, to strasznie krew z niego leci. Ktoś po nitce do kłębka doszedł, że aspiryna powoduje wzmocnienie krążenia krwi przez parę chwil. Dlatego się bardzo dobrze nadaje do sytuacji, jeżeli ktoś ma atak serca, bo wtedy pomaga pompować krew do serca. Po prostu udrażnia troszeczkę cały organizm. Tak na przykład odkryto tajemnicze właściwości aspiryny. Kompletnie przy goleniu, tak przez przypadek. Podobnie z wieloma rzeczami. LSD nie jest tutaj wcale jedyną taką substancją.
Lećmy dalej. Oczywiście historię tego, jak to trafiło na końcu do opakowania, wam po prostu oszczędzę. Konsekwencje były dosyć proste. Albert Hofmann po tym, jak dostrzegł ten niesamowity potencjał, który wynika z tego, jak on się czuje po tej substancji, opisał, że ma bardzo ciekawe właściwości psychologiczne. Wchodzi w interakcję z naszą głową, o czym już w odcinkach poświęconych LSD opowiadałem. Takim opisem substancja trafiła do dalszych badań. Inna sprawa, że były to czasy, gdzie substancje posiadające jakikolwiek potencjał psychoaktywny były bardzo pożądane z wielu powodów, głównie z powodu na prowadzenie wojen i krzywdzenie się nawzajem. Każdy z możliwych wywiadów na świecie chciał mieć coś, co będzie takim serum prawdy. Coś, co jeżeli się poda jakiemukolwiek agentowi złapanemu na gorącym uczynku, spowoduje, że agent puści parę i opowie o wszystkim i wyda swoich wszystkich współpracowników. Także te badania nad tymi substancjami były bardzo mocno wspierane przez wszelkie możliwe agendy rządowe.
Tam nigdy nie było problemu wtedy, żeby się znalazły na to fundusze, żeby się znalazły na to laboratoria, żeby jeszcze znalazła się grupa ludzi, która w ogóle nie jest związana z wojskiem, ale będzie mogła to po prostu badać. Każdy był zainteresowany tym, co przyniesie ten nowy, tajemniczy środek. Przez zupełny przypadek odkryty środek, który ma bardzo dziwny potencjał psychologiczny, bo tak to właściwie opisano. Środek zapakowano w pudełka i rozesłano po laboratoriach. Właściwie może nie tyle laboratoriach, ile ośrodkach badawczych psychologii i w ogóle znanych psychologach po całym świecie, między innymi Uniwersytetu Berkeley. Wysłano do Kanady, wysłano do Czech, wysłano do wielu miejsc i wielu psychologów dostało owe próbki z adnotacją, że jest to ciekawa substancja i być może warto by ją zbadać na pacjentach. Skutków ubocznych właściwie żadnych nie odnotowano za bardzo. Także prosto do badania. Zaczęto to badać. Efekty tego badania są świetnie opisane.
Są całe tony dokumentacji z lat 50., które do dzisiaj praktycznie zalegają w magazynach i z lat 60. też, bo wtedy to wszystko było kompletnie legalne. Ja tylko przypomnę o jednym badaniu, które jest dla mnie takim bardzo esencjonalnym, jeżeli chodzi o nasze, jak to się po angielsku mówi psyche, czyli naszą psyche, naszą głowę, to jak funkcjonujemy, co ta substancja nam daje. To jest takie badanie z grupami kontrolnymi. Stworzono grupy kontrolne w latach 50. stworzone z tak zwanych profesjonalistów. Byli to architekci, matematycy, fizycy, ludzie generalnie bardzo mocno związani z uniwersytecką nauką i takim bardzo komercyjnym rynkiem technologicznym, można powiedzieć. Młode, zdolne talenty i nie tylko w dziedzinie właśnie technologii. Te grupy testowe miały za zadanie sprawdzić, czy ta substancja, która powoduje, że tak niesamowicie dobrze się czujemy, że mamy taką klarowność myśli, że naprawdę zaczynamy rozumieć, o co chodzi w nas samych, czy pomoże nam rozwiązywać jakiekolwiek problemy ze świata technicznego, ze świata nauki. Po to właśnie stworzono te grupy.
Zasada polegała na tym, że było specjalne pomieszczenie, które było przygotowane do tego, żeby każdy czuł się komfortowo. Było wystarczająco dużo kanap, dywanów, wody, herbaty, kawy do picia, spokojna muzyka, która nie przeszkadza. W ogóle takie bardzo przyjemne otoczenie po prostu, żeby człowiek mógł usiąść i się generalnie elegancko zrelaksować. W takiej oto scenerii wrzucało się LSD. Zadanie polegało na tym, żeby rozwiązywać problemy swoje zawodowe, znaczy problemy związane z konstruowaniem jakichś maszyn, problemy związane z szukaniem jakiegoś wzoru, generalnie czysto naukowe sprawy, technologiczne sprawy i żeby znajdować na nie rozwiązanie, szczególnie jeżeli gdzieś utkwiliśmy z jakimś problemem i nie wiemy, jak pójść dalej, żeby ta maszyna działała albo coś tam z nią zrobić, to właśnie grupy testowe były po to, żeby sprawdzić, co się wtedy stanie, kiedy weźmiemy LSD i skonfrontujemy nasz problem, który mamy nad jakąś maszyną z tą substancją. Bardzo szybko okazało się, że na przykład coś, co dzisiaj nazywamy burzą mózgów, w ogóle nie działa, że jest to po prostu kompletna bzdura, że ludzie nie potrafią w ten sposób funkcjonować, a już tym bardziej podczas wpływu LSD absolutnie nie działa na ludzi. Każdy ma zupełnie inny pomysł, wszyscy sobie przeszkadzają nawzajem i generalnie to chyba nawet do dzisiaj widać, że wszelkie te pomysły typu „zróbmy burzę mózgów, wymyślmy coś wspólnie razem” kończą się takimi koszmarkami, za które nikt nie chce brać odpowiedzialności, bo wychodzi z tego jeden wielki dramat. Okazuje się, że po prostu jeden człowiek potrafi sam okiełznać konkretną ideę niż pięciu ludzi próbujących znaleźć coś wspólnego w czymś, czego sami nie są w stanie zrozumieć. Właśnie to udowodniło LSD. Na końcu zostawiano ludzi pojedynczo.
Każdy architekt ze swoim architektonicznym problemem, matematyk ze swoim matematycznym problemem. Kolejny inżynier, który projektował jakieś elektroniczne układy ze swoim własnym problemem, który dotyczył tych elektronicznych układów i tak dalej. Okazało się, że jest to niesamowita substancja, bo jej potencjał jest nie tylko czysto taki— wtedy jeszcze nie podejrzewano takiego mocnego działania terapeutycznego. To były początki badań kwasu, ale okazało się, że doskonale współpracuje właśnie z taką sytuacją, gdzie mamy jakiś problem do rozwiązania i musimy znaleźć naprawdę coś fajnego, coś, co spowoduje, że pójdziemy dalej z tym naszym pomysłem. Okazuje się, że działa idealnie. Zaczęto oprócz tego sprawdzać tą substancję tak po prostu w życiu. Co się będzie działo, kiedy przełożymy ją do normalnego życia, do naszych takich codziennych problemów typu na przykład pijemy za dużo, bo każdy dzień kończymy po prostu dwoma piwami albo w ogóle kończymy po prostu piwem i nie wydaje nam się, że mogło być inaczej, że generalnie popadamy tak delikatnie po kolei w jakieś nałogi i nie możemy się z nich w ogóle wydostać już po pewnym momencie albo wpadamy w nie jeszcze gorzej, albo w ogóle jesteśmy kompletnie wyrzuceni poza margines życia i tak dalej, przez te dziwne rzeczy, które nam chodzą po głowie. I że to może być substancja, która nas z powrotem wrzuca w ten właściwy trop, na właściwą drogę. Za te eksperymenty wzięto się w Berkeley i nie tylko jeszcze w Kanadzie, ale w Berkeley przeprowadzono bardzo ciekawy eksperyment, który zrobił niejaki Timothy Leary ze swoją grupą testową. Mianowicie zaczął podawać tą substancję ludziom, którzy byli w więzieniu i to nie takim zwykłym więźniom, którzy byli skazani za takie przeciętne przestępstwa.
Tylko dano mu do dyspozycji grupę takich najbardziej groźnych przestępców, z którymi już właściwie nikt nie chciał sobie dawać rady, na których już wszyscy położyli przysłowiowo laskę. Jakichś psychopatów, ludzi, którzy ze sobą w ogóle kompletnie nie radzą sobie absolutnie. I tak im oddano, bo to i tak tacy więźniowie skazani na niebyt. Przerażenie się zaczęło u władz więzienia, kiedy okazało się, że ci ludzie zaczynają wracać do zdrowia, że kończą się bójki więzienne, kończy się agresja w więzieniu, że zaczynają czytać, że ci ludzie zaczęli zachowywać się w ogóle jak ludzie, że zaczyna się tak zwana przysłowiowa resocjalizacja. I ta resocjalizacja nie wynika ani z przepisów, ani z przychodzenia pastora do więzienia, ani z żadnych takich innych rzeczy, tylko z używania substancji o nazwie LSD. Automatycznie oczywiście, kiedy okazało się, że sukces tego jest potężny, zamknięto całe badania, bo to groziłoby stwierdzeniu temu, że więzienia de facto nie są nikomu potrzebne. Bo jeżeli mamy substancję, która potrafi nas leczyć psychicznie, że przestajemy dostawać świra i przestajemy chcieć czegoś, co do nas nie należy i przestajemy robić krzywdę drugiemu człowiekowi przede wszystkim, to po co więzienie? Taka czysta logika. I się okazało, że rzeczywiście logika zadziałała bardzo skutecznie. Skończono bardzo szybko badania.
Oczywiście do tego doszło jeszcze kilka innych elementów. LSD stało się bardzo popularne, bo co tu dużo mówić, wręcz cudowne działanie i przez te całe lata badań okazało się, że właściwie nie ma żadnego skutku ubocznego. Absolutnie. Jedyne skutki, jakie są, to takie, że ludzie przestają pić alkohol, przestają bić swoje własne żony, przestają szaleć z jakimiś głupimi pomysłami, zaczynają się przejmować innymi ludźmi, zaczynają po prostu mieć współczucie dla świata, dla siebie i generalnie zmienia to ich na bardzo dobrych ludzi. Oczywiście fama poszła mocno w świat. Zaczęły się lata 60. Do tego jeszcze zaczęła się wojna w Wietnamie, i podczas wojny w Wietnamie to już w ogóle LSD kompletnie wybuchło, bo na tak zwanym czarnym rynku, bo to się jeszcze wiązało z tym, że zostało kompletnie zakazane, zdelegalizowane, ponieważ taki cudowny lek na prawie wszelkie schorzenia psychologiczne, psychiczne. A wyglądało na to, że może nie tylko na większość, ale na prawie wszystkie schorzenia to po prostu LSD sobie radzi, czy ze wszystkimi sobie po prostu radzi. To jak korporacje farmaceutyczne mogły to przemknąć? Absolutnie.
Nie dość, że tylko korporacje farmaceutyczne miały z tym problem, to jeszcze cała grupa takich konserwatywnych lekarzy psychiatrów, którzy sobie nie wyobrażali, żeby pacjent po pięciu sesjach u nich sobie po prostu wyszedł i już więcej nie wrócił. Z czego oni by żyli, gdyby ten pacjent nie wracał do nich co tydzień przez najbliższe lata? A tak mają stałe źródło dochodu. I okazało się, że właściwie jest coś, co zagraża bardzo poważnie dochodom współczesnej medycyny. Natychmiast to po prostu zakazano, skazano na niebyt, wystawiono bardzo srogą karę za posiadanie i używanie LSD. Policja w Stanach Zjednoczonych i nie tylko zamknęła to wszystko. Było memorandum do ONZ. ONZ uchwaliło w postaci międzynarodowej organizacji do spraw zdrowia, że LSD jest trucizną, która zabija ludzi i że ludzie ponoć skaczą z okien po zjedzeniu LSD, co oczywiście jest kompletną bzdurą i nieprawdą. Ale zakazano wszędzie LSD. Jak tylko zakazano, to automatycznie czarny rynek przystąpił do swojej roli i wybuchła eksplozja LSD w Stanach Zjednoczonych, dokładnie w czasie wojny w Wietnamie.
Dokładnie w tym samym momencie. I ta rewolucja de facto odpowiada za bardzo wiele odkryć, które nam towarzyszą do dzisiaj. Wielu z was być może nie kojarzy, ale jeżeli rozkręcicie komputer i zaczniecie sprawdzać te chipsety, to one do tej pory czasami noszą nazwy właśnie związane z kulturą psychodeliczną. Wzięło się dokładnie stąd. LSD było tą pierwszą substancją, która masowo trafiła na rynek. Nie psylocybina, nie meskalina, nie ayahuasca, nic z tych rzeczy. LSD było tą pierwszą substancją, która zmieniła praktycznie wszystko. Dokładnie wtedy, kiedy dokonywała się okrutna, brutalna rzeź w Wietnamie, wtedy LSD rozprawiało się z amerykańskim społeczeństwem i nie tylko, bo właściwie dotarło chyba w każdy zakątek na świecie. Także do dzisiaj mamy tego ślady. Do dzisiaj mamy.
Jednym z takich śladów jest na przykład odkrycie ludzkiego kodu DNA i tego, jak to w ogóle funkcjonuje, jak to działa. Odkrycie zostało dokonane przez niejakiego Craiga dokładnie pod wpływem LSD. To była jego wizja, którą jako uczestnik jeszcze w czasach, kiedy LSD w Anglii było legalne, jako uczestnik jednej z takich grup testowych, gdzie naukowcy się zbierali po to, żeby rozwiązać swoje problemy, które mają ze swoją pracą badawczą, właśnie był Craig, był jednym z uczestników. I to było działanie LSD, to odkrycie DNA. Taka ciekawa historia. To jest też związane z odkryciem pierwszego mikroprocesora, który został skonstruowany przez człowieka, który należał do grupy testowej prowadzonej przez Timothy'ego Leary'ego na Uniwersytecie w Berkeley. Taka historia. Zresztą on dostał nawet to pierwsze urządzonko i dumnie je pokazywał, zdaje się bardzo wielu gościom w latach 90., kiedy nastał ten boom na komputery. Dokładnie taka historia. Także słuchajcie, tak to się zaczęło.
Zaczęło się zupełnie przez przypadek, jazdą na rowerze. Zupełnie, można powiedzieć, bez powodów. Zupełnie tak niepozornie. A skończyło się właściwie Kompletną rewolucją i to taką rewolucją w sferze obyczajowej, sferze kulturowej. Ciężko wymienić tutaj po kolei. Po prostu gigantyczna rewolucja, która zmieniła nasz cały świat i doprowadziła do tego momentu, że jesteśmy tu teraz z komputerami, że mamy internet i że ja do was mówię. Dokładnie to wszystko zaczęło się od LSD, o czym nikt teraz oficjalnie nie chce mówić, bo wiadomo, jest to substancja, która działa niesamowicie i na swoje nieszczęście mogłaby rozłożyć interesy całej grupie psychologów społecznych, całej w ogóle dziedzinie psychologii. A już w dzisiejszych czasach ta dziedzina jest bardzo szczelnie i bardzo wąsko, ręka w rękę związana z korporacjami farmakologicznymi, które produkują miliony tabletek na ból głowy, na złe samopoczucie, na lepsze wstawanie, na lepsze jedzenie, na lepsze spanie. A tu się okazuje, że jest substancja, której robi się parę sesji i te wszystkie problemy znikają i zaczynamy sobie świetnie ze sobą radzić i nie ma z tym problemu. God damn, to właśnie LSD.
Zakazano i tak do dzisiaj, od lat 60. się ciągnie cała ta historia, że to wszystko jest kompletnie nielegalne i nie można tego absolutnie badać w laboratoriach. DEA, czyli takie amerykańskie biuro do spraw narkotyków i wszystkich możliwych substancji, które są wprowadzane na rynek, które się zajmuje taką ogólną cenzurą, bo z pewnych dosyć oczywistych przyczyn ta substancja ma posłuch we wszystkich możliwych krajach. Jeżeli oni coś zakazują, to wszystkie inne kraje raczej starają się respektować te zakazy, bo może skończyć się skończeniem przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi, a koniec przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi oznacza w dzisiejszych czasach, nie tylko w dzisiejszych czasach, bardzo duże problemy, ponieważ można na przykład wyjść następnego dnia rano i zobaczyć amerykańskie drony latające nad nami, strzelające do nas, co się wydarza w bardzo wielu krajach na świecie. Nikt nie chciał za bardzo wtedy ryzykować. Wtedy jeszcze akurat nie było dronów, także wtedy można było co najwyżej ugościć amerykańską armię razem z jakimiś szalonymi rewolucjonistami opłacanymi przez CIA. Także nikomu się za bardzo chyba nie chciało. Wszyscy przyjęli zdecydowanie tą opcję, że okej, skoro jest zakazane, to jest zakazane, my też zakażemy. No i wszelkie badania, tak jak wspomniałem, zostały kompletnie uwalone. Nic się w temacie nie działo.
DEA nie dawało żadnych zezwoleń na badanie tych substancji i w ogóle zostały wprowadzone na taki indeks jakichś strasznie toksycznych, trujących nie wiadomo czego. Generalnie idea była taka, żeby propaganda przekonała nas wszystkich o tym, że LSD jest największą trucizną i że po niej wyskoczymy na pewno z okna albo zwariujemy i już nie wrócimy do siebie. Oczywiście wszystko to jest kompletnym kłamstwem wyssanym z palca jakiegoś propagandowego dziennikarza. Ale może zostawmy te propagandowe dziennikarstwo. Ja może włączę jakąś muzyczkę, proszę państwa, a dzisiaj w „Hiperprzestrzeni” urodziny LSD. Także ja dzisiaj mówię i opowiadam troszkę o LSD, pomimo że są już dwa, mam nadzieję, że bardzo fajne odcinki. Jeżeli chcecie zajrzeć do archiwum Radia Nafali o LSD i tam jest dużo konkretów związanych i z historią, i odkryciem, i całymi sprawami dookoła. Ja dzisiaj tak trochę bardziej urodzinowo w ogóle chcę obejść tą rocznicę, bo to w końcu 71. urodziny. Taki dziadek niby wiekowy, ale kurczę, z taką werwą.
I nie dość, że z werwą, to jeszcze właściwie można powiedzieć przed naszym w cudzysłowie dziadkiem wygląda, że otwiera się dopiero świetlista przyszłość. Ale o tej przyszłości trochę później. A wy słuchacie Radia Nafali, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali oraz retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj obchodzę urodziny razem chyba z paroma milionami ludzi aktualnie. Urodziny pierwszej słynnej rowerowej przejażdżki po LSD, którą wykonał Albert Hofmann w 1943 roku, dokładnie 71 lat temu. 19 kwietnia wsiadł chłopak na rower. Chyba liznął tego palca sobie i tak dalej. Tam jest w jego książce. Bardzo serdecznie każdemu polecam. Książka nazywa się „LSD.
Moje trudne dzieciństwo”. Inaczej, przepraszam, „My Problematic Child”, czyli „Moje problematyczne dziecko LSD”, tak to się nazywa. Nie wiem, czy jest przetłumaczone na język polski. Nie sprawdzałem, ale może już być. Książka mówi właśnie o wszelkich refleksjach tego szanowanego przez cały psychodeliczny świat odkrywcy i chemika, czyli Alberta Hofmanna, co myśli na temat swojego niesamowitego wynalazku, który zmienił właściwie świat i doprowadził do tej sytuacji, że możemy sobie tutaj siedzieć spokojnie i rozmawiać za pomocą internetu. Możecie zadzwonić do Radia Nafali, radionafali.com taki jest adres na Skypie. I to wszystko dzięki właśnie ludziom używającym tej substancji do rozwiązania problemów technicznych i nie tylko, bo też substancja, okazuje się, wywarła gigantyczny wpływ, jeżeli chodzi o źródło inspiracji. Tudzież może nie tyle źródło inspiracji, ale coś, co pomaga nam się odblokować i po prostu realizować nasze pomysły w naszej głowie na sam początek, tak żeby się nie przestraszyć przypadkiem tego, że nikt jeszcze przed nami czegoś nie zrobił albo nie wpadł na jakąś metaforę i że jesteśmy na przykład pierwsi w tym pokoleniu. Dlaczego nie? Jeżeli jesteśmy pierwsi, to nieważne.
Ważne, co mamy w głowie. Słuchajcie, jak LSD jest zażywane, bo to czasami są niesamowite legendy na ten temat. Jest to substancja, która jest, tak jak mówiłem na początku, jest generalnie ekstraktem, takim chemicznym ekstraktem z grzyba, który sobie rośnie na zbożu, tudzież na pszenicy. Normalnie z reguły te grzyby są w jakiś tam sposób toksyczne, tak samo jak na przykład muchomory, amanita muscaria, które jeżeli zje się na surowo prosto z łąki, to można się nimi zatruć. Natomiast jeżeli się wysuszy Przez minimum miesiąc czasu się je wysuszy w ciemnym, ciepłym miejscu, to nagle cała toksyczność organicznej sfery dookoła rośliny kompletnie znika. Podobnie jest ze sporyszem, z którego robi się właściwie LSD. Otrzymuje się podstawowe substancje. Generalnie rafinuje się po to, żeby ten związek organiczny, który może przysporzyć problemów naszemu zdrowiu usunąć, a następnie zostawić tylko samą esencję, samą molekułę LSD, można tak powiedzieć, która wchodzi bezpośrednio w interakcję z naszym mózgiem. Jak się ładnie mówi, przeskakuje przez barierę krew-mózg. I zaczynamy mieć wizje.
Zaczynamy mieć różne emocje. Może zanim do tego dojdę, to szybciutko powiem, w jakiej formie jest ta substancja, która na początku jest takim czarnym chwastem, który rośnie sobie właśnie na tych zbożach. Rafinuje się do postaci płynu. To jest najczęściej elementarna postawa, że to jest po prostu płyn w buteleczce. Można oczywiście skrystalizować, jest też w formie kryształów. Generalnie to są takie dwie podstawowe formy. Więcej właściwie za bardzo nie ma, bo nic z LSD więcej nie da się za bardzo zrobić. Można co najwyżej wziąć ten płyn i na przykład nakropić sobie na kartonik. Wtedy na kartoniku jest to LSD i właściwie z reguły używane tak normalnie na rynku LSD pochodzi od tak zwanego liquid, czyli od płynu. Jest to kropelka zakropiona na kostkę cukru, zresztą bardzo popularne w latach 60.
I nie tylko, w ogóle jest to generalnie popularna metoda do dzisiaj, tudzież kartonik, który jest nasączony LSD, ewentualnie jakiś krystalik. Krystaliki rzadko kiedy się spotyka w dzisiejszych czasach. Wiadomo, że produkcja tej substancji jest wysoce nielegalna i bardzo niebezpieczna. Policja naprawdę poluje na takich ludzi. Nie jest to bezpieczne zajęcie, jeżeli chodzi o sposób zarabiania. Wdzięczne bardzo zapewne, bo czyni tysiące ludzi szczęśliwych i leczy przede wszystkim z różnych psychoz maniakalnych, leczy z alkoholizmu, leczy z bardzo wielu poważnych schorzeń, takich, które się biorą z naszej głowy. Ale niestety nie jest to bezpieczna praca. Słuchajcie, nie warto ryzykować wszystkiego. Chyba że ktoś z was ma jakieś podziemne laboratorium i chce sobie popróbować. Słuchajcie, próbujcie.
Chętnie zostanę człowiekiem-testerem, który będzie testował, jak dobre jest wasze LSD. Absolutnie. Tak jak wspomniałem, zażywany jest generalnie głównie w dwóch formach. I co jest dosyć istotne, taka oryginalna receptura, to, w jaki sposób to robić, bo to jest dosyć istotne i to właściwie powoduje chyba najwięcej problemów i najwięcej niezrozumienia dookoła tej substancji, czyli sposób tego, gdzie i w jaki sposób to przyjmujemy, czyli generalnie tak zwane set and settings, czyli nasze miejsce, w którym się, że tak powiem, ogarniemy z tym wszystkim. Dobrze by było robić to w miejscu, w którym czujemy się absolutnie bezpiecznie, robić to w miejscu, w którym czujemy się bardzo komfortowo, robić to z ludźmi, z którymi się czujemy bardzo dobrze albo którym ufamy. To są w ogóle takie bardzo elementarne sprawy. Niestety, kiedy LSD wyskoczyło poza margines legalnych substancji, to normalne stało się, że właściwie bardzo ciężko jest sobie zorganizować takie sytuacje. Jak trafiło na ulice, to dużo ludzi zaczęło eksperymentować, bo też nie było pana psychologa obok, który na przykład opowiedział, jak się przygotować do tego tripu, żeby sobie po prostu nie narobić bałaganu, żeby po prostu czuć się komfortowo od początku do końca i żeby to naprawdę miało właściwości terapeutyczne, a nie tylko takie-- znaczy terapeutyczne ma zawsze, ale może być bardzo szokujące dla kogoś, kto nie ma pojęcia, z czym ma do czynienia. Tak że kiedy się pojawiło na ulicy, to już się pojawiło bez żadnej pomocy, bo normalnie do tego czasu, kiedy jeszcze było legalne, można było bez problemu się zapisać oficjalnie do psychologa, poprosić o radę, spytać się, jak to zrobić i po prostu byli ludzie, którzy pomagali. To jest dokładnie tak jak do dzisiaj w bardzo wielu plemionach, które używają substancji psychoaktywnych.
Po prostu jest tak zwany set and settings, czyli cała ta sytuacja, w której przyjmujemy substancję, jest do pewnego stopnia kontrolowana. Znaczy kontrolowana pod tym względem, że mamy kogoś, kto jest z nami blisko emocjonalnie. Mamy kogoś, kto nam opowie, co się będzie z nami działo dzięki temu. Nie mamy powodu do paniki, bo jesteśmy bezpośrednio z ludźmi, którzy już to zrobili przed nami. Wiemy, że ci ludzie żyją, że to działało razem z nimi, że czują się doskonale. To jest taki bardzo dobry backend, taka pomoc po prostu psychologiczna. Wiemy, że nie jesteśmy pionierami i to już powoduje, że czujemy się o wiele lepiej. I przede wszystkim miejsce, gdzie to przyjmujemy, czyli miejsce, które powinno być bezpieczne i wszyscy ludzie, którzy są dookoła nas, powinni nas wspierać w tym, ewentualnie przede wszystkim nie przeszkadzać. Co oczywiście, kiedy to stało się kompletnie nielegalne, zaczęło być trudne, bo jak trafiło na ulicę i wszyscy zaczęli brać na wielkich imprezach, bo to oczywiście jest niesamowita substancja, która powoduje, że niesamowicie fantastycznie człowiek się czuje. Doznania i emocje, sfera wizyjna, sfera dźwięków, w ogóle cała nasza percepcja ulega potężnemu rozszerzeniu.
Tak że oczywiście na imprezie jest to niesamowita rzecz, ale niektórzy mogą się poczuć z tym źle, ponieważ ilość impulsów dookoła może być po prostu za duża. I takie pierwsze oryginalne sesje z LSD były robione właściwie w ciszy i to tak bardzo konserwatywnie przy muzyce klasycznej, która sobie leciała z adapteru, którą tam pan psycholog włączał, żebyśmy czuli się komfortowo, spokojnie, żebyśmy mieli ten czas dla siebie na to, żeby przemyśleć te wszelkie wizje, te wszelkie koncepty, które się pojawiają w naszej głowie, bo tylko o to tak naprawdę chodzi. To są takie drzwi do percepcji. Zresztą dokładnie tak się nazywa książka, która akurat nie pod wpływem LSD, ale pod wpływem meskaliny została napisana i opublikowana w latach 50., która zrobiła gigantyczną rewolucję. Aldous Huxley ją napisał, nazywa się „Drzwi percepcji”. Od tej książki nazywa się zespół The Doors, który zresztą nagrał swoje płyty po LSD. Panowie wchodzili do studia, wrzucali kwasy i nagrywali po kwasach. Tak powstał zespół The Doors. Stąd ta nazwa się wzięła, żeby wyjść poza drzwi percepcji, żeby robić muzykę, która jest poza drzwiami percepcji. O to właśnie chodziło.
W książce jest opisana bardzo ciekawa koncepcja, że nasz umysł ze swojej natury zawęża naszą percepcję, żebyśmy na co dzień, w cudzysłowie, nie zwariowali, bo jest więcej niż nam się wydaje. My to czujemy zawsze podskórnie. To są te wszystkie rzeczy, o których ja bardzo często tu opowiadam, czyli intuicja, pole morfogenetyczne, wszystkie te rzeczy, których nauka oficjalnie nie jest w stanie wyjaśnić, bo właściwie nie ma żadnej metody badawczej. A my doskonale wiemy, że to jest, bo właściwie wszystko, co jest dookoła nas, potwierdza niezbicie faktami istnienie tych wszystkich rzeczy. Tylko że nie wiemy, co to jest. Wiemy, że jest, ale nie wiemy skąd się bierze i tak dalej. Teoria mówi o tym, że to nasz umysł z racji swojej konstrukcji blokuje te informacje i że gdybyśmy mieli cały czas dostęp, to byśmy być może zwariowali. I że to są właśnie te drzwi do innej percepcji, do szerszej percepcji. I że LSD jest jedną z tych substancji, że otwiera nam te drzwi. Jak jest z tym LSD?
Czy można zwariować? Nie za bardzo można, ponieważ tolerancja ludzkiego organizmu na kwasa bardzo szybko spada. Czyli de facto, jeżeli weźmiecie na przykład dzisiaj LSD, to lepiej, żebyście przeżyli ten trip, odczekali dwa dni co najmniej albo trzy najlepiej. Dobrze jest pięć dni odczekać sobie spokojnie i wtedy zrobić kolejną sesję, bo jest bardzo duże prawdopodobieństwo, nie zawsze, ale to się bardzo często zdarza, przynajmniej ja o tym słyszałem, że ta tolerancja organizmu jest tak potężna, że nawet jeżeli następnego dnia wypijecie przysłowiową szklankę LSD, a nie jedną kropelkę, to ono po prostu może nie zadziałać zupełnie. To przeleci przez wasz organizm bez żadnej reakcji, ponieważ wytwarza się taka naturalna ochrona przed tym, że ta substancja nas de facto nie zniszczy. Jest tylko jeden, zdaje się, przypadek śmiertelnego zejścia po LSD. Jest to facet, który zwariował i wstrzyknął sobie całą strzykawkę LSD i prawdopodobnie zmarł od tego, że wstrzyknął sobie 300 miligramów jakiegoś dziwnego płynu do żyły prosto w krew. Także to dokładnie tak samo, jakby wziąć sobie wodę wstrzyknąć do żyły. To też od tego można umrzeć. Także to jest jedyny przypadek śmiertelny, który ma medyczne potwierdzenie, jakąkolwiek korelację z LSD.
A tak normalnie to po prostu nie ma, bo substancja ma w sobie rodzaj pewnego zabezpieczenia, które istnieje w niej naturalnie, czy właściwie w naszym organizmie to zabezpieczenie jest takie, mamy korek, zawór bezpieczeństwa. Nie da się zrobić więcej LSD niż normalnie, bo po prostu automatycznie przestaje z nami działać i nie ma żadnych sensacji, nie ma żadnych wrażeń. Tak to wygląda. Ale te normalne robienie powoduje, że otwierają się nam drzwi percepcji. I ta teoria w latach 60. zrobiła rewolucję i wszyscy chcieli otworzyć drzwi percepcji. Efekt był taki, tak jak wspomniałem, że to wszystko zostało zakazane, bo też koncepcje z tego wynikające są takie z dala, powiedziałbym, od mainstreamu, z dala od tego, co się nam opowiada o życiu i z dala od tego, czego się od nas wymaga. Niewiele w dzisiejszych czasach jest miejsca na naszą własną percepcję. Z reguły operujemy światem, który ktoś nam zbudował, ktoś nam dostarczył opakowany, zapakowany, oblepiony nalepkami, z przybitym logo i gotowymi znaczeniami na każdą możliwą sytuację. To troszeczkę jak z kartkami pocztowymi, kiedy idziemy do sklepiku, przynajmniej tu w Anglii, kiedy się idzie kupić kartkę pocztową, idzie się do takiego sklepu z pamiątkami, papierami i takimi wszelkimi urodzinowymi rzeczami, łącznie z kolorowymi wstążkami.
I tam są kartki na każdą okazję i właściwie niewiele jest miejsca na naszą własną kreatywność, bo to wszystko jest już gotowe. Naszą jedyną kreatywnością będzie wybranie czegoś już z gotowej oferty, którą nam zaproponowano i najwyżej wpisanie tam swojego własnego podpisu i dodatkowo kilku słów od siebie. Na tym się to wszystko kończy. Nie robimy niczego od początku do końca. I trochę tak wygląda z naszą cywilizacją, która się okazała być trochę chyba nieprzygotowana na tą substancję, bo tu za pasem wojna w Wietnamie, tu za pasem walka o to, kto będzie właścicielem pól naftowych, a tu substancja, która powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, czy w ogóle powinniśmy używać pól naftowych do czegokolwiek i czy w ogóle powinniśmy brać karabin do ręki. Zresztą bardzo niepokojące dla wojska raporty związane właśnie z używaniem LSD do przesłuchań. Okazuje się, że to w ogóle nie działa jak serum prawdy i że ludzie, którzy są poddani terapii LSD, po prostu się zmieniają i tracą kompletnie sentyment do choroby psychicznej zwanej byciem żołnierzem, czyli do krzywdzenia ludzi w imię zasad albo zarabiania pieniędzy, albo w ogóle do funkcjonowania w jakiejkolwiek strukturze rządowej, takiej oligarchicznej, która po prostu jest taką maszyną do zabijania. Bo co tu się czarować, na tym polega istota każdego właściwie rządu na świecie do spółki razem z korporacjami. To są po prostu tacy ludobójcy. Mają swój plan na całe społeczeństwo i jeżeli komuś się nie podoba z tym planem, to musi skończyć gdzieś z boku, bo oni z planu przecież nie zrezygnują, żeby mieć większy dochód.
Dokładnie na tym polega ta cała historia. I niewiele tu się okazało być miejsca na naszą własną percepcję w tym wszystkim. Chociażby właśnie po tym słynnym badaniu z oddziałem specjalnym SAS, o którym wspominałem kiedyś swego czasu, że w Wielkiej Brytanii badano Komandosów z najbardziej doborowych oddziałów SAS. Co się z nimi stanie, kiedy dostaną LSD? Zaaplikowano panom LSD, wysłano na poligon i kazano im wykonać proste zadanie. Jest z tego bardzo popularny film na YouTubie, który się nazywa „British Troops on LSD” i jest to oryginalny fragment dokumentacji filmowej właśnie z tego wydarzenia. Nie będę opisywał, bo każdy z nas może sobie zobaczyć. Oczywiście linki umieszczę pod audycją, także nie ma problemu, nie przegapicie tego filmiku. Ale co się stało z tymi wszystkimi żołnierzami po tym tripie? Kiedy już się wszystko skończyło, wrócili do służby, okazało się, że zaczęli po kolei rezygnować ze służby wojskowej.
Okazało się, że bycie komandosem, bycie wojownikiem i robienie jakichś dziwnych rzeczy, bieganie po krzaczorach z karabinem po to, żeby komuś spuścić łomot i żeby ktoś mógł wydobyć więcej ropy albo z jakichś innych powodów, okazało się słabym pomysłem na życie i każdy to załapał. Załapał na tyle intensywnie, że właściwie cały ten najbardziej doborowy oddział SAS zrezygnował z pracy. Jest oficjalny raport brytyjskiego rządu wojskowych, który mówi o tym, że jest to bardzo niebezpieczna substancja, bo podając tą substancję żołnierzom, możemy po prostu stracić naszych najlepszych żołnierzy. Absolutnie. Jak to może być, proszę państwa? Jest coś takiego w tej substancji, znaczy nie jest coś takiego, tylko na 100% to w niej jest, że zaczynamy dostrzegać coś zupełnie innego, zupełnie inną percepcję rzeczywistości, świata i tego, co chcemy ze sobą robić, jakie chcemy mieć relacje z ludźmi dookoła. Nie jest to przez przypadek, bo pomimo tego, że substancja była przez xx lat, właściwie dalej jest mocno nielegalna i oczywiście wielu ludzi mówi, że kontrowersyjna, chociaż kontrowersyjny to jest człowiek, który mówi o tym, że LSD jest kontrowersyjne. Ale to w obliczu propagandy wielu ludzi po prostu nie ma bladego pojęcia, o czym tak naprawdę mówi, tylko powtarza pewne propagandowe slogany za szalonymi, bzdurnymi tekstami w nie wiadomo jakich brukowych gazetach i innych mainstreamowych brukowych mediach. O co chodzi z tą własną percepcją? Bo nie jest to coś bardzo kosmicznego, coś, czego w ogóle nie można ugryźć i takiego bardzo abstrakcyjnego.
Jest to związane z produkcją serotoniny, dopaminy w naszym organizmie. Teraz już wiemy, bo od raptem chyba 10 lat z powrotem jest możliwość prowadzenia badań nad substancjami psychoaktywnymi. DEA się troszeczkę poluzowało, trochę zmiękło. Też czasy się zmieniają, nie da się trzymać tych wszystkich rzeczy w piwnicy przez tyle lat, bo tak czy siak to wypłynie na wierzch. Jak mówi stare powiedzonko: „Oliwa sprawiedliwa na wierzch zawsze wypływa”. I dokładnie tak samo było z LSD i substancjami psychoaktywnymi w ostatnich latach, dzięki między innymi fundacji Maps, która zajmuje się tym, że to wszystko trafia powoli do laboratorium, że są robione badania, że dowiadujemy się trochę więcej, co się tak naprawdę dzieje z naszym organizmem podczas przyjmowania takich substancji. Właściwie moment, kiedy zakazano te wszystkie rzeczy, to był taki moment, gdzie ledwo co zaczęliśmy robić badania. Jeszcze nie było nawet takich maszyn do badania tych wszystkich rzeczy. Na szczęście teraz, kiedy się odkorkowuje, okazuje się, że mamy możliwości, mamy maszyny, także możemy się dowiedzieć troszeczkę więcej. To już nie jest takie enigmatyczne.
Okazuje się, że to dobre samopoczucie to jest dokładnie jak z naszym snem, że nasze dobre samopoczucie, tak jak dobry sen, powoduje produkcję bardzo dużej ilości serotoniny i dopaminy. I balans tych wszystkich substancji, ich większa ilość powoduje, że nasz organizm dostaje zdrowego balansu. Człowiek, który jest szczęśliwy, człowiek, który ma empatię i odczuwa taką gigantyczną falę szczęścia, automatycznie zaczyna sobie radzić sam o wiele lepiej ze swoim organizmem. Ta cała chemia, która w nas kursuje, zaczyna się elegancko stabilizować. Jest masa przykładów mówiących o ludziach, którzy mieli raka i po zażyciu LSD nagle okazało się, że powoli wracają do zdrowia, bo podłoże ich choroby było gdzieś w głowie. Bardzo często się okazuje, to zresztą coraz częściej właściwie wychodzi na wierzch nawet przy bardzo wielu badaniach naukowych, że źródła bardzo wielu chorób to jest sposób naszego życia, że żyjemy w bardzo toksycznym świecie, bo nie ma się co czarować, że jest zupełnie inaczej. Wszystko jest z plastiku, kontakt z naturą jest bardzo mocno ograniczony. W takiej sytuacji bardzo łatwo o kiepskie samopoczucie, a kiepskie samopoczucie to znaczy, że zaczynamy powoli chorować. Taki strzał z LSD powoduje, że to kiepskie samopoczucie znika, zaczynamy czuć się dobrze i co najważniejsze zaczynamy zmieniać swoje życie. Zresztą tego dotyczyły jedne z pierwszych badań klinicznych LSD jeszcze w latach 60., czyli grupy takich bardzo poważnych alkoholików, którzy tłukli swoje żony.
Wszystkich panów wysłano na terapię LSD i każdy z panów przestał być alkoholikiem. Nie było zaszywania sobie żadnych tabletek, nie było żadnych terapii, które trwały latami, klubów anonimowego alkoholika, na których mogli zarobić terapeuci przez lata. Nic takiego się nie wydarzyło. Po prostu było parę sesji na każdą osobę, do pięciu sesji LSD i po tych pięciu sesjach coś się działo z tymi ludźmi. Zaczynali dostrzegać inną część swojej osobowości, a właściwie zaczynali dostrzegać empatię dla innych ludzi i empatię dla siebie. Dlatego przestawali się zabijać, przestali robić bardzo dziwne rzeczy i wracali do normalnego życia, tworząc na powrót szczęśliwe, radosne rodziny. Taki fenomen. Oczywiście nikt za bardzo o tym nie chciał mówić, bo to takie przerażające w dzisiejszym świecie, gdzie reklamy nas straszą tym, że jeżeli czegoś nie zrobimy, nie kupimy jakiegoś produktu, to szlag nas trafi, umrzemy, połamie nas i w ogóle nie przeżyjemy do przyszłego poniedziałku. Tu się okazuje, że jest substancja, która zdejmuje z nas to jarzmo poczucia winy, którym nieustannie jesteśmy wrzucani jako społeczeństwo, że nigdy nie będzie raju na ziemi, że jesteśmy źli z natury i tak dalej. Nagle się okazuje, że wcale tak nie jest, że wszystko jest okej z nami.
Tylko po prostu o tym nie wiemy. Ale jest substancja, która powoduje, że bardzo łatwo i szybko się o tym dowiadujemy. I wcale nie potrzeba paru lat analizy u psychoanalityka, wydawania milionów funtów, tysięcy na lekarstwa, gigantycznej fabryki farmaceutycznej, która cały czas produkuje dopalacze, które różnią się od innych dopalaczy tylko tym, że są legalne. Natomiast ich szkodliwość jest często o wiele większa. Zresztą wszelkie możliwe badania, które dotyczą aktualnie dzieciaków, które robią coś bardzo dziwnego, czyli łapią za broń swoich rodziców, wbiegają do szkoły i starają się rozstrzelać wszystkich w swojej szkole, do której chodzą. Okazuje się, że te dzieciaki są z reguły na terapiach legalnymi antydepresantami, o których nikt nie mówi, że mają potężne skutki uboczne, że właściwie zamiast leczyć depresję, powodują, że ludzie wpadają w jeszcze większą depresję. Ale to wszystko jest kwestia pieniędzy, bo wiadomo, że jak wpadnie w większą depresję, pojawi się mocniejsza substancja, też legalna, taki dopalacz, który się sprzeda i w ten sposób będzie można żyć z tego biednego człowieka przez ileś tam lat, dojąc go systematycznie, regularnie z kasy co tydzień na paczce tabletek, jeżeli nie na dwóch paczkach tabletek za parę lat, bo do tego to wszystko się sprowadza. A tu jest substancja, która nagle się okazuje, robi niesamowite cuda w naszej głowie i po paru sesjach, co jest największym fenomenem LSD, nie wymaga powrotu do niej. Generalnie te parę sesji i już nie musicie nigdy więcej robić LSD w swoim własnym życiu. Jeżeli chcecie, jasne, nie ma z tym problemu.
Natomiast te kilka sesji we właściwym otoczeniu, w tak zwanym właściwym set and settings, czyli żeby miejsce było bezpieczne, żeby był ktoś z wami, kto ogarnia ten temat, załatwiał sprawy od początku do końca. Kilka sesji i po wszelkich kłopotach. Rodzimy się ze sobą na nowo, zaczynamy życie na nowo. Przestajemy być przede wszystkim toksyczni dla siebie i automatycznie przestajemy być toksyczni dla innych. Pierwszą elementarną rzeczą jest kwestia używania alkoholu, bo LSD jest przeciwnikiem alkoholu. O tym wielu ludzi absolutnie nie ma pojęcia i czasami się zdarza, że mają bardzo fatalne wspomnienia po LSD. Szczególnie młodzież, która na imprezie spotkała dealera, który sprzedawał LSD, wypiła za dużo piwa i wrzuciła jeszcze do tego tą substancję. I tu się zaczyna ambaras, bo w rzeczywistości LSD jest substancją, która nas uwalnia od nieszczęśliwego nałogu, który polega na tym, że w ramach budowania relacji społecznych wiecznie musimy być na bani i to takiej agresywnej bani, bo alkohol ma taką chemię w sobie, że pobudza nas w bardzo agresywny sposób, wyłączając przednie płaty czołowe, jak przy bardzo ciężkim stresie. A z kolei LSD wykonuje zupełnie inną robotę w naszej głowie. Tu teorii jest kilka jeszcze, bo badania nad LSD ciągle jeszcze nie są tak legalne.
Wisi nad tym stygma poważna. Trzeba zebrać bardzo dużo kasy, żeby te badania mogły się odbywać. Można o tym opowiadać godzinami co trzeba spełnić, jakie warunki, żeby móc wreszcie gdzieś stanąć na progu tej sytuacji, że być może ktoś nam da zezwolenie na badanie LSD. Aktualnie takim miejscem, gdzie właściwie spokojnie, powoli można badać takie rzeczy, jest na przykład Portugalia, która ma troszkę inne prawo i tam pewne rzeczy można. W przeciwieństwie do na przykład Stanów Zjednoczonych i wielu innych miejsc. Co prawda fundacja MAPS robi niesamowite cuda i udaje im się powoli odblokowywać. Ponoć jest już papier. Czytałem jedno z pierwszych zezwoleń na badanie kliniczne skutków oddziaływania LSD na ludzi. Także być może już niedługo się badania zaczną. Nic na ten temat jeszcze dokładnie nie wiem, ale wszystko jest to prowadzone przez Fundację MAPS.
Trzymajmy kciuki, żeby to się bardzo szybko zacznie, bo dzięki temu będziemy się mogli dowiedzieć, skąd się bierze ten pozytywny efekt i być może go wzmocnić. A może nawet nie tyle wzmocnić, ile mieć bardzo solidny argument w ręku, żeby skończyć to szaleństwo, które mówi o tym, że LSD jest nielegalne, a picie wódki jest legalne. Nikomu się nie zdarzył wypadek samochodowy po LSD, natomiast wypadki po wódce samochodowe są czymś normalnym, na porządku dziennym. Ale to jest też kwestia pewnych rytuałów, które zniknęły z naszej kultury. Do dzisiaj kontynuujemy pewne rytuały, chociażby wielkanocne święta katolickie to jest też kontynuowanie pewnych rytuałów, ale nie do końca właściwie kontynuujemy je, tak mi się wydaje, we właściwy sposób, bo my odcięliśmy się od tej substancji. Te rytuały właściwie czemu służyły? Temu, żebyśmy się troszeczkę oczyścili z tego całego zamieszania. Temu, żebyśmy zobaczyli drugiego człowieka, żebyśmy sami się zobaczyli w lustrze, jak w tym drugim człowieku i znormalnieli. Jeżeli mamy jakieś krzywe myślenie w głowie, to żeby to krzywe myślenie z tej głowy jak najszybciej wyrzucić. Temu służyły te wszystkie rytuały i dlatego one zawsze były związane bardzo mocno z substancjami psychoaktywnymi, właściwie w każdej kulturze.
Chrześcijaństwo wyrosło z kultury opartej na grzybach Amanita muscaria oraz psylocybinie, o czym nikt do tej pory nie chce mówić, bo to zaprzecza całej tej konstrukcji, która powstała później. Ale to już w ogóle opowieść na inną stronę. Generalnie tak czy siak ta nasza kultura, którą można właściwie nazwać freak control, została opanowana przez tą obsesję, przez to freak control, że będzie się wszystko kontrolowało, że nie damy sobie żadnego miejsca na własną refleksję i własną percepcję świata, żeby nie było tak, że jest nieprzewidywalne. W taki sposób zrezygnowaliśmy trochę z tych substancji. Teraz płacimy gigantyczną cenę w sensie zdrowia psychicznego, deprawacji, chociażby snu. Bo zwykła sprawa, że współczesny system jest oparty na tym, że Pracujemy przez osiem czy dziewięć godzin dziennie. Normalne jest to, że ludzki mózg nie funkcjonuje na zasadzie, bo ktoś powiedział, że fabryka otwiera o godzinie 8 rano, a ty musisz być tam człowieku przez osiem godzin albo sklep otwiera i ty musisz być tam przez ileś godzin. To w ogóle nie działa w ten sposób. Naszego mózgu nie obchodzi, czy ktoś otworzył sklep. Naszego mózgu nie otworzy to, że ktoś musi mieć ileś godzin za ladą, bo nasz mózg po prostu jest strukturą organiczną, biologiczną, ma swoje własne godziny snu, swoje własne godziny relaksu, swoje własne godziny, w których się odpręża i odpoczywa.
Dlatego ludzie, którzy żyją sobie w odległych plemionach gdzieś na zadupiu świata, mają o wiele zdrowsze życie niż my w tak zwanej cywilizacji, która teoretycznie została wymyślona po to, żebyśmy mieli fantastyczne życie i żebyśmy czuli się dobrze. Jak się okazuje, jesteśmy my, cywilizowani ludzie, tymi, którzy biegają po pomoc właściwie najczęściej, bo w ogóle sobie nie radzimy ze sobą. Przykładem tego jest chociażby prowadzenie wojen na świecie. To jest chyba najbardziej oczywisty i typowy objaw choroby psychicznej. Nie prowadzimy wojen takich z cyklu wojen, tylko to są wojny zaplanowane. To są zaplanowane strategie związane z zarabianiem pieniędzy. Generalnie żyjemy w świecie, w którym przedmiot jest ważniejszy od drugiego człowieka. To jest kompletną psychozą maniakalną i nadaje się do leczenia. I to jest właśnie coś, co leczy doskonale psylocybina. Ona zmienia ten stereotyp myślenia o materii i pokazuje nam za pomocą wizji wielu innych rzeczy, tego wszystkiego, co się dzieje podczas tripu, przede wszystkim naszych własnych refleksji, trochę inną część naszej osobowości.
Myślę, że tą bardziej wartościową i tą, która tak naprawdę determinuje życie i tą, która naprawdę robi to fajne życie dookoła, a nie pustotę i dziką pogoń za materią, która tak naprawdę nie ma zbyt wielkiego znaczenia, bo ulega tak samo transformacji jak my. Także nie ma co udawać, że to w ogóle będzie do końca świata tak samo. To jest taka synchronizacja troszkę z kosmosem, którego częścią jest ta planeta i to się też nie da ukryć, patrząc na nocne niebo, moi drodzy. Ten kosmos też oddziałuje na Ziemię. Zwykła kwestia przypływów i odpływów to jest coś, czego my nie kontrolujemy. Możemy się z tym zsynchronizować co najwyżej. Możemy się z tym nie zsynchronizować, ale być może przypłacimy to brakiem zdrowia psychicznego. Tak to wygląda. Taka ciekawa substancja. Mówiłem o tym parę razy, nazywana cudownym lekarstwem cywilizacji przez całe lata 60.
I jest taka fama, że dlatego ją zakazano, że właśnie jest tym prawdziwym, cudownym lekarstwem na nasze troski i naszą koncepcję rzeczywistości. Bo kwas w ogóle wywołuje bardzo dziwne, w cudzysłowie dziwne, chciałem powiedzieć, bardzo ciekawe doświadczenia w naszych głowach, o czym może powiem za chwilę, bo to też myślę, warto powiedzieć. Jeżeli macie jakieś doświadczenia z LSD, zapraszam was bardzo serdecznie, żebyście się odezwali, moi drodzy i śmiało dzwonili. RadioNaFali.com taki jest adres na Skype. Odbieram wszelkie telefony, także jeżeli ktoś z was jest zainteresowany, śmiało, proszę państwa, bo dzisiaj 71. urodziny substancji o nazwie LSD, substancji, która zmieniła świat. Myślę, że na razie to jest dopiero początek. To niedługo, jak tego będzie troszeczkę więcej, nawet na tym nielegalnym rynku, szczególnie w czasach internetu i tej trochę bardziej zaawansowanej technologii, to to może namieszać jeszcze bardziej niż nam się wydaje, w sensie bardzo pozytywnym, czego i sobie, i każdemu życzę. I o tym właśnie dzisiaj mówię. Także RadioNaFali.com jeżeli ktoś z was chce dołączyć, zapraszam serdecznie.
A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” moi drodzy, „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali oczywiście, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj 71. urodziny właściwie pierwszego acid testu, pierwszego poważnego tripu po LSD. Na dodatek na rowerze. Ja nigdy nie byłem tak odważny, żeby po LSD wsiadać na rower. Tutaj podziwiam Alberta Hoffmana, nie odważyłbym się. Przewróciłbym się z tym rowerem. Absolutnie. Po prostu nie wiedziałbym, jak kierować rowerem zupełnie. Na dodatek nie wiem, czy przez przypadek bym nie próbował się przytulić do kierownicy, widząc w niej jakieś fascynujące części mojej osobowości, które rezonują z czymś innym i przypominają mi o czymś, co mam do załatwienia w swoim życiu, co mogę pięknie zrobić zanim.
I tak by się skończyła jazda na rowerze. W ogóle by jej nie było. Tak by to wyglądało. Byłaby wielka radość z tego roweru. Ja podziwiam Alberta. Nie wiem, jak to było możliwe wsiąść na rower po takiej dawce kwasu. Może tylko dlatego, że to był pierwszy raz. W ogóle dzisiejszy dzień w takiej kulturze psychodelicznej się nazywa The Biking Day, czyli dzień rowerowy. Dzień na rowerze. Dzień kwasa.
Słynne LSD swego czasu właśnie z nadrukowanym jadącym Albertem Hoffmanem na rowerze. LSD z drukowanym takim patternem, że naga kobieta na rowerze. Nazywało się to „baba na rowerze”. Och, masę. O co chodzi z tymi kartonikami? Dobra, to szybko powiem, bo wspomniałem wam o tym, że LSD jest w postaci płynu. Z reguły robi się tak, że drukuje się różne wzory na kartoniku, po prostu normalnie na drukarce, tak jak znaczki pocztowe to troszeczkę wygląda, taki bardzo mały rozmiar, może pięć milimetrów na pięć milimetrów. Wszystko tak perforowane, pocięte jak znaczki pocztowe w arkuszu. Następnie się nasącza każdy cały arkusz i polega to na tym, że się pińcetą odrywa po takim małym kwadraciku. I ten mały jeden kwadracik to jest generalnie taka jedna dawka LSD.
Przynajmniej tak to powinno być. Taka solidna. Dokładnie. I stąd z tych wzorków na tych kartonikach, które są nasączane LSD się biorą nazwy różnych kwasów, jak się popularnie zwykło mówić, że to jest na przykład Bart Simpson, to są jakieś kryształy. Kryształy to są po prostu kryształy, to faktycznie to nie jest na papierze. Ale są buddy. W zależności od tego, co tam jest nadrukowane dokładnie tak to się nazywa. I to jest taka fajna, ciekawa rzecz z tym związana, na przykład jak są koty, to się nazywa na kwas, że to są koty. Ta ciekawa rzecz polega na tym, że czasami ta nazwa tego kwasu, czyli przeniesienie z nazwy, z ilustracji, która była na tym kartoniku nadrukowana się coś przenosi do naszego tripu i czasami jest to widoczne na tripie. Ja miałem coś takiego, że z kolegą po babie na rowerze widzieliśmy faktycznie baby na rowerze, ale ich tam nie było.
To była część naszej wizji. Po kotach widziałem kota, który się układał z chmur na niebie. Także coś w tym jest. Teraz będę testował bez żadnego nadruku na kartoniku, także zobaczymy co będzie się działo bez żadnej dodatkowej inskrypcji. Także to będzie ciekawe. Ale miałem właśnie powiedzieć o tych doświadczeniach po LSD, bo oczywiście są takie stereotypy na temat doświadczeń, te powtarzane przez owe mainstreamowe media, że tam się oknem skacze i tak dalej, co jest kompletną bzdurą oczywiście, bo podejrzewam, że nikt by po potężnym strzale z LSD, nawet takim niewielkim, nie doszedł do okna najzwyczajniej w świecie. Po prostu usiadłby na podłodze, oparł się o ścianę i zaczął się cieszyć, bo na tym ta cała historia polega. Doznajemy poczucia bardzo dużej empatii do świata, takiej naprawdę prawdziwej empatii, czyli na tym, na czym polega esencja naszego życia. Człowiek wyprany z empatii traci swoje całe człowieczeństwo. Nie ma się co kryć z tym, że jest inaczej.
Człowiek, który definiuje siebie jako że jest kimś bez empatii, powinien się natychmiast udać na leczenie psychiczne i to takie bardzo poważne. Jak boi się lekarzy, to niech jedzie do szamana. Naprawdę, to szaman go nawet wyleczy z tego, bo jesteśmy ludźmi i operujemy w świecie złożonym z takich samych istot jak my. Czyli jeżeli nie mamy empatii, nie mamy współczucia dla takiej samej istoty jak my dookoła nas, to jak my będziemy w tym świecie funkcjonować? W jaki sposób? Z przedmiotami? Ale przedmioty nie mówią, nie przytulają się. Przedmiot nikomu z nas nie powie, że kocha, nie powie nic miłego, nie ma żadnych emocji, to tylko przedmiot. To jest właśnie coś, z czego te substancje bardzo mocno leczą. Ale wracając do tych doświadczeń po LSD, takim klasycznym, bardzo często opisywanym w cudzysłowie stereotypem jest, porównując do innych substancji psychoaktywnych, jest poczucie pewnej krystaliczności świata, że wszystko jest bardzo krystaliczne, wręcz nieludzko bym powiedział i bardzo kosmiczne w tym wszystkim.
Może nie będę opisywał tych wszystkich wrażeń wizyjnych, bo właściwie wizje zależą od tego, kto używał tego środka. Jeżeli ktoś ma bardzo mocno zdeterminowaną przeszłość, nie wiem, mieszkanie na środku pustyni, to być może w swoich wizjach będzie się odnosił do tego, co jest na pustyni. Jeżeli ktoś się wychował w bardzo dużym, wielkim lesie, być może w swoich wizjach będzie się odnosił do tego lasu. Jeżeli ktoś dorastał w mieście przez całe życie, to odniesienia będą do jego życia w mieście. Także nie da się tego wszystkiego zamknąć do jednego worka, rzucić na stół i powiedzieć okej, to jest to. To są nasze wizje, na tym to polega. Nie, nie wiadomo, na czym to polega. To jest nasza indywidualna rozmowa z nami samymi, z naszą całą przeszłością, z tym, co robimy, ze swoim życiem, z tym, kim jesteśmy dla innych ludzi, dla siebie przede wszystkim. I to, jak to wszystko rezonuje dookoła. Nic więcej, nic mniej.
Jedyną rzeczą, która jest właściwie wspólna i to jest ten jedyny taki wspólny core tych sytuacji dla każdego z nas używającego LSD, tu nie ma żadnego wyjątku, jest proces doświadczania integracji osobowości z materią, która jest dookoła nas. To jest troszkę tak, jak zaczyna się od, jak się ładnie mówi, dysocjacji, czyli rozłączenia naszej osobowości od ciała. Zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy duchem, jesteśmy istotą, która po prostu jest. Mieszka teraz w ciele, wszystko jest okej, ale jesteśmy istotą jakby też poza ciałem. Po prostu jesteśmy świadomością. Tak to ładnie brzmi w dzisiejszych czasach, bardzo często powtarzane przez różnych dziwnych ludzi, których nie podejrzewam o branie kwasu. Ale to dobrze, może ten kwas działa też wpływem morfogenetycznym i ta informacja dociera do każdego. Ale jest ten moment dysocjacji, czyli kompletnego odłączenia od tej całej materii, od naszych fobii na przykład związanych z tym, że uprawiamy politykę i że zastanawiamy się nad materią i że wszystko determinujemy od owej materii dokładnie. Generalnie chodzi o kasę po prostu, najzwyczajniej w świecie i przedmioty, że one przestają być naszym Bogiem, przynajmniej na te parę godzin, nawet dla najbardziej zatwardziałego miłośnika przedmiotów, który jest w stanie sprzedać swoją matkę, rodzinę oraz swoją własną nerkę na pieniądze, bo musi mieć więcej. Nawet ten, każdy z nas doświadcza tej pełnej, kompletnej dysocjacji, takiego rozłączenia na pierwiastki pierwsze i zauważenia tego, że każdy element jest czymś innym, a my jesteśmy ponad tymi elementami i że de facto właściwie nasze życie nie polega na zajmowaniu się duperelami i sklejaniu z tym wszystkim dookoła i wymyślaniu sobie nowej teologii, nowego Boga, czy on się nazywa polityka, czy to jest religia, czy to jest pieniądz, czy to jest jakiekolwiek inne bzdurne wyobrażenie o świecie, którym próbujemy zorganizować to życie dookoła nas.
Nagle się okazuje, że to wszystko znika. Wszystkie stereotypy, z którymi dorastaliśmy, wszystkie takie wyuczone schematy w naszej głowie nagle wyparowują i I lądujemy w nowym świecie zupełnie bez schematów. Zaczynamy proces integracji swojej własnej osobowości i widzimy, że na przykład nasza relacja z kimś była kompletnie do dupy, bo tak naprawdę nie patrzyliśmy na tego człowieka jak na istotę żywą, jako na kogoś, kto może podać nam rękę i powiedzieć: „Stary, jesteś fantastycznym człowiekiem. Bardzo cię lubię, szanuję. Kocham cię jak brata, wszystko jest okej”. Tylko zaczynamy patrzeć na siebie pod względem kapitalizacji pewnych emocji, czyli na przykład ile z tego będę miał i tak dalej. I nagle właśnie w tym momencie, kiedy to wszystko dochodzi do integracji, widzimy, że próbowaliśmy sprzedać, kupić kogoś, że tak naprawdę wcale nas tam nie było, że to była jakaś idea o przysłowiowym wolnym rynku czy jak chce się nazywać jakimkolwiek innym, że to była idea o rynku, że po prostu musimy handlować, że jesteśmy przedmiotami dla siebie. Nagle się okazało, że jesteśmy niewolnikiem jakiejś chorej, popapranej teologii, która zastąpiła dawniej ortodoksyjną religię. Teraz jest ortodoksyjny kapitalizm, powiedziałbym, w sensie kapitalizacji wszelkiego w życiu, tak jak wcześniej był ortodoksyjny socjalizm, który powodował, że wszystkim odbijało równie dobrze. Generalnie kolejna chora teologia.
I tu się okazuje, że na to już nie ma miejsca, bo zaczynamy dostrzegać w tym drugim człowieku dokładnie tą samą istotę, którą my jesteśmy i czujemy, jak to wszystko rezonuje. I to naprawdę bardzo mocno zmienia ta dysocjacja osobowości na początku, to oddzielenie od ciała i ten proces integracji, który później następuje, kiedy trip się kończy i wracamy na nasze stare miejsce i zaczynamy dostrzegać, co tak naprawdę było nie tak, dlaczego nasze relacje z tymi ludźmi były do dupy i jak możemy je naprawić i jak spowodować, że ten świat dookoła nas zacznie być normalnie mniej toksyczny, ale taki toksyczny mniej na co dzień, a nie tylko po kwasie, dzięki czemu wszyscy dookoła będziemy się częściej uśmiechać, będziemy mili dla siebie, będzie się produkowało w naszej głowie, w naszym organizmie więcej serotoniny, więcej dopaminy, przez co będziemy zdrowsi czysto fizycznie, będzie mniej infekcji wirusowych w naszym organizmie, będzie mniej chorób. Będziemy bardzo mocno zdrowsi od sytuacji, gdzie wiecznie chodzimy zestresowani, wiecznie zastanawiamy się, komu by tu utknąć więcej, a kto może więcej, a kto mniej i w ogóle zajmować się takimi duperelami. Nagle się może okazać, że świat polega na zupełnie czymś innym. Myślę, że to jest jedna z wielu przyczyn, dla których LSD jest kompletnie zbanowane w mainstreamie i tam ludzie raczej nie używają takich rzeczy. Częściej sięgają po alkohol, który sprzyja takiej kapitalizacji życia, widzeniu swojego sąsiada jako maszyny do zmielenia i do zarabiania na nim pieniędzy, a nie do widzenia w nim normalnego człowieka. Dobrze, że zwierzęta na świecie nie robią tego, co my, bo już by chyba żadnego zwierzęcia na świecie nie było, jakby zaczęły się charge'ować za życie na tej planecie, jakby wiewiórki musiały płacić za obecność mieszkania na planecie Ziemia podatek jak ludzie. To chyba by już tych wiewiórek dawno nie było. Jest coś w tym i to jest moja koncepcja, nie jestem w tym oryginalny, bo właściwie bardzo wielu ludzi ma bardzo podobną refleksję. Myślę, że dla większości użytkowników substancji psychoaktywnych jest to właściwie taka bardzo codzienna refleksja, że świat, który sobie wymyśliliśmy, tą całą cywilizację, ten cały ekonomi, to, że modlimy się do nowego bożka, który się nazywa Mamona i definiujemy wszystko, zabijamy ludzi dla tego boga.
Patrzymy bez żadnej litości na ludzi na ulicy, którzy nie mają praktycznie niczego tylko dlatego, że my wyznajemy tego boga Mamony i on nam każe tych ludzi traktować jako podludzi. To jest dokładnie taka sama historia, taka choroba psychiczna, że jesteśmy sami jedyni i tylko tyle, ile uda nam się wyrwać z tego systemu, jest nasze, a reszta się nie liczy. I to właśnie leczy LSD, że tak powiem zaburzenia w głowie właśnie z tym związane. Przez to, że nasza osobowość podlega później integracji i że zaczynamy dostrzegać, że faktycznie jesteśmy wszyscy ludźmi i że ten koleś na ulicy i ja to takie same osoby. To nie ma żadnej różnicy. Jeżeli sami nie zrobimy czegoś fajnego, to po prostu tego fajnego nie będzie. I tak dalej. Nie chcę zanudzać takimi opowieściami. Ale wracając do tego systemu społecznego, jest bardzo ciekawa refleksja wynikająca chociażby z obserwacji starożytnych rzeźb, dokonań starożytnych kultur, które nawet jeszcze funkcjonowały 2000 czy 1000 lat temu, a nawet jeszcze dawniej. Te rzeźby można spotkać w wielu muzeach na świecie, a szczęśliwie mieszkając w Londynie mam pod nosem naprawdę całkiem nieźle wyposażone muzea.
A wiadomo, że brytyjskie królestwo się okradło wszędzie na świecie i co można było ukraść i przywieźć do Londynu, zostało przywiezione i nigdy nie zostało oddane prawowitym właścicielom. Ale dzięki temu mogę sobie pobrykać po muzeach i poprzyglądać się starym rzeźbom. Jedna bardzo ciekawa rzecz związana z używaniem substancji psychoaktywnych, z LSD między innymi, jest taka, że powiększają się źrenice oczu, robią się kompletnie czarne. Nawet jeżeli ktoś miał piękne błękitne oczęta, to te oczęta po kwasie robią się po prostu całe czarne. Taka nietypowa rzecz. Zmienia się nasza percepcja. Jest wiele teorii na ten temat. To w ogóle wymaga prawdopodobnie jakiegoś konkretnego sprawdzenia przez porządnych naukowców, kiedy to już będzie możliwe, kiedy będzie można legalnie robić te badania. Na razie po prostu wiemy, że coś takiego się zmienia. To nie tylko po LSD, bo to generalnie po każdej substancji psychoaktywnej, czyli po meskalinie, po ayahuasca, po DMT, po psylocybinie, tej z grzybów, po wielu substancjach, ale musi być psychoaktywna.
Dokładnie ten sam numer ze źrenicą oka, robi się czarna. Jeżeli obserwujemy sobie rzeźby, które parkują w tych muzeach, te stare rzeźby, to bardzo często zwróćcie uwagę na starożytny Egipt. Tam jest bardzo dużo patternów roślinnych, to jest niebieska lilia wodna, która jest dokładnie takim samym, może nie dokładnie takim samym, ale jest też substancją psychoaktywną, troszeczkę takim naturalnym MDMA i taką naturalną ekstazą. Wszyscy mają duże źrenice na tych rysunkach. Wszyscy ci prawdopodobni użytkownicy tych roślin. Bo nie dość, że na tych rzeźbach wszyscy otuleni są wręcz tymi roślinami dookoła albo im spod nóg wychodzą te rośliny. A tu się okazuje, że to w ogóle może być coś zupełnie innego, niż nam się wydawało, że to nie jest kwestia składania komuś pokłonów i wykładania ulicy liśćmi palmowymi, tylko że na tym rysunku ten człowiek stoi na tych liściach, bo to liście konkretnej rośliny, która zawiera konkretny skład chemiczny. A ten skład chemiczny to jest substancja psychoaktywna, która bardzo skutecznie przebija granicę, jak się mówi krew-mózg, dociera do naszej głowy, powoduje, że nasze źrenice robią się potężne i robią się czarne i zaczynamy odczuwać empatię do drugiego człowieka. Jeżeli się przyjrzymy na te stare rzeźby, dziwnym trafem te dziwne cywilizacje, które stworzyły właściwie podwaliny naszej kultury. My się zawsze odwołujemy do tych starożytnych Greków, którzy byli troszeczkę chyba bardziej humanitarni niż my.
Nie mówię o Spartanach i o takich rzeczach, ale mówię o trochę wcześniejszej Grecji. Tam nie było takiego zaplanowanego ludobójstwa jak w dzisiejszych czasach. Nikt nie zakładał firm typu Monsanto, zdając sobie świadomie rację z tego, że jego jedzenie po prostu zabija ludzi. Nikt nie truł wody świadomie wiedząc, że ta woda później zatruje parę tysięcy ludzi frakowaniem oleju. Nikt specjalnie nie zatrzymywał żadnych patentów tylko po to, żeby zmusić ludzi do poddaństwa i do niewoli. Chyba trochę inaczej wyglądał świat, bo jak się obserwuje te rzeźby, to takim archetypem człowieka była osoba, która ma duże, czarne źrenice i bynajmniej nie dlatego, że wszyscy mamy duże czarne źrenice jak obcy, bo wcale to tak nie wygląda. Może dlatego, że wszyscy korzystali w miarę z solidnych substancji psychoaktywnych, które przywracały ich do jakiegoś poziomu i ładu umysłowego, tak żeby się nie zaorać i nie stworzyć jakiejś dziwnej kultury, która wyprodukuje takie samobójstwo na raty, tak jak my sobie wyprodukowaliśmy aktualnie za pomocą korporacji farmaceutycznych i bajkowych opowieści o systemach typu socjalizm, o systemie typu kapitalizm i próbie de facto odcięcia sobie palców u nogi po to, żeby pasowała do buta, który został wyprodukowany, bo przecież wszystko polega na produkcji butów w rozmiarze X, a nie produkcji czegoś, co pasuje na naszą nogę i wszystkie sprawy z tego wynikające. Jest tu kilka bardzo ciekawych teorii na ten temat. Co się dzieje w ogóle w naszym mózgu, kiedy nasze źrenice robią się kompletnie czarne, kiedy przebijamy tą granicę tego kosmosu? teorie są dosyć...
Na razie są to po prostu teorie, bo tak jak wspominałem, badania naukowe jeszcze się nie zaczęły, to dopiero sam początek, jeszcze nie wiemy, ile to potrwa i tak dalej. Te koncepcje pochodzą od szamanów troszeczkę, bo to są ludzie, którzy... My mamy takie naukowe podejście, że musimy coś przebadać w laboratorium, żeby w to uwierzyć, że działa. Bo oczywiście jak spojrzymy na ludzi, którzy żyją od 12 000 lat w lesie, którym nic złego się nie stało i tak naprawdę, jeżeli cokolwiek walnie z tą cywilizacją, to oni przeżyją na tej planecie, a my od razu padniemy, bo jak nam ktoś wyłączy lodówkę i pralkę czy coś takiego jeszcze i zabraknie prądu, to nie przetrwamy za bardzo. Ponad połowa cywilizacji walnie, jak się mówi, kopytami w kalendarz. A ci ludzie, którzy mają to w nosie, może mają czasami już telefony komórkowe, mają czasami jakiś kawałek agregata, który działa na korbę i na kawałek ropy, ale ci ludzie bez problemu sobie przetrwają na tym świecie. I wygląda na to, że ta wiedza, którą oni mają, jest chyba bardziej cenna niż cała ta spuścizna naukowa. Nie chcę niszczyć całej spuścizny naukowej, bo doskonale sobie zdaję sprawę, że w nauce są tacy ludzie jak na przykład Albert Hoffman i wielu innych, którzy robią niesamowicie dobrą robotę. Ale to jest ciągle takie odbijanie się troszeczkę od szklanej szyby. To jest ciągle próba udowodnienia kilku wariatom, że naprawdę nie chcemy razem z nimi zwariować i że chcemy żyć normalnie i funkcjonować normalnie.
Tylko oczywiście nie można tego zrobić w taki zwyczajny sposób. Trzeba zdobyć tytuły naukowe, trzeba udowodnić, że jest się kimś w tym modelu społecznym, kimś z zaufaniem systemu, że system nam ufa, bo mamy wystarczająco dużo pieczątek na papierze i wtedy taki człowiek jest już profesorem. I wtedy, jak ten profesor powie, to może coś to znaczy. Bo jak szaman powie, który praktykuje te rzeczy od paru tysięcy lat i nikt mu nigdy nie umarł i nikt nikogo nigdy nie zabił i te plemię sobie doskonale funkcjonuje, to tego człowieka nie szanujemy. To też jest znak naszych czasów. Myślę, że chyba LSD pomogłoby zrozumieć, że właśnie powinniśmy zacząć od szacunku tych ludzi, bo nasza percepcja świata jest troszeczkę, powiedziałbym jeszcze, wykręcona w niewłaściwą stronę. Co mówią w ogóle te teorie związane z pracą naszego mózgu? Jest taka główna teoria, która mówi, że substancje psychoaktywne po prostu zmieniają rezonans pracy naszego mózgu i to akurat da się w miarę sprawdzić. Wiemy, że zmienia się częstotliwość pracy całego organizmu. Troszeczkę jest inna.
Nie będę tu podawał żadnych numerów, żadnych rozmiarów, bo to wymaga przebijania się przez dokumentację, a nie chcę was zanudzać takimi rzeczami dzisiaj. Po prostu się zmienia. To troszeczkę jakbyśmy obserwowali wszystko w innej prędkości. Kiedy zawsze oglądamy film 25 klatek na sekundę, nagle się okazuje, że ten sam film widzimy, ale w prędkości 2500 klatek na sekundę. I nagle widzimy rzeczy pomiędzy tymi klatkami, które normalnie nam umykają. Jak się okazuje jeszcze oprócz tego, że widzimy te rzeczy pomiędzy tymi klatkami, to mamy bardzo klarowny sposób myślenia i nic nam nie umyka. I każda z tych klatek pomiędzy tymi, które świetnie znamy, powoduje naszą refleksję. To jest dokładnie jak powiedziałem wcześniej sen. Właściwie ciężko było naukowo zdefiniować sen, poza tym, że oczywiście organizm śpi, że się zmieniają częstotliwości pracy mózgu, że są coraz wolniejsze i tak dalej. Wszystkie rzeczy, które doskonale wiemy, które można doskonale przeczytać w większości prac naukowych na ten temat.
Ale dzieje się jedna niesamowita rzecz. To są nasze emocje i tak naprawdę to nasze emocje odpowiadają za to, że ten sen na nas oddziaływuje w taki, a nie inny sposób. To nie jest kwestia chemii do końca, która funkcjonuje w naszej głowie. To jest tylko, jak to się po angielsku mówi, trigger, tak zwany spust. Ta chemia de facto tylko startuje pewną reakcję, a reszta się dzieje, proszę państwa, zupełnie niezależnie od tego wszystkiego. A jak się okazuje, taka podstawa naszej kultury, którą później zamieniliśmy na popkulturę po to, żeby to móc sprzedać i na tym zarobić, pochodzi też stąd, czyli z tego doświadczenia, które strasznie ciężko opisać. Właściwie nie ma żadnego opisu, bo jest dokładnie jak sen. To jest nasza indywidualna emocja, nasze indywidualne doświadczenie, kiedy mamy dużo czasu dla siebie, kiedy możemy wreszcie pomiędzy tymi normalnymi 25 klatkami na sekundę spojrzeć na świat gdzieś pomiędzy i zobaczyć rzeczy, które normalnie nam czasami być może uciekają, bo tak naprawdę nie jesteśmy wychowani w taki sposób, żebyśmy mogli, co dużo kryć, na normalnych ludzi w tym świecie. Taka jest prawda. Zawsze jest coś takiego, że nas się goni do czegoś, prawda?
To jest natura tego świata. O tym nawet nie chce mi się za bardzo mówić, bo szkoda naszego czasu, moi drodzy, byśmy się zastanawiali i z powrotem budowali tu kolejny Babilon. Wystarczająco tego Babilonu jest na zewnątrz. Ja dzisiaj chciałem właśnie o tej substancji. Słuchajcie, bo urodziny 71., a to dopiero teraz się tak naprawdę zaczynają badania nad LSD. Właściwie dopiero teraz, powoli, od chyba pięciu lat raptem substancja powoli wraca do nas gdzieś z głębokiego podziemia, z nie wiadomo skąd, gdzieś tam pochowana po latach propagandy, która opowiadała niesamowite rzeczy tylko po to, żebyśmy przypadkiem nie wpadli na pomysł, że można żyć w zupełnie inny sposób, zamiast modlić się do Bilonu z Babilonu. I się okazuje, że coś się tutaj dzieje, słuchajcie, coś się dzieje, powstaje jakiś punkt zwrotny w historii. To w ogóle granie z LSD, z całą historią LSD jest nieodłącznie związany punkt zwrotny w historii ludzkości. Może przed nami coś kolejnego. Jest teraz bardzo popularna ayahuasca, o czym czasami wspominam.
Też jestem użytkownikiem. Jest to niesamowita substancja, słuchajcie, tylko że jest to rzecz związana z troszeczkę czymś innym. Jest to typowy szamanizm. Jest to z dala od naszych, że tak powiem, ciepłych kozetek u psychologów, z dala od laboratoriów, z dala od takich rzeczy. Coś, co jest bardzo naturalne, coś, co jest bardzo mocno związane z naturą i nie ma nic wspólnego z tym właśnie laboratoryjnym tripem. A LSD myślę, ma tą niesamowitą zaletę, to jest moja refleksja oczywiście, tu niech każdy, słuchajcie, buduje swoją własną refleksję, ale moja jest taka, że jest to ta substancja, która stanowi ten niesamowity pomost pomiędzy dżunglą a mikroprocesorem. To jest coś pomiędzy. To jest coś, co powoduje, że zaczynamy dostrzegać istoty natury taką, jaką ona jest, a jednocześnie nie ubywa nam wcale, jeżeli chodzi o rozwój technologii, a wręcz odwrotnie. Tak naprawdę dopiero wtedy pojawiają się takie konkretne technologiczne pomysły, jak zrobić tak, żebyśmy wszyscy mieli przysłowiowo ciepło, dużo prądu, wszystkiego i żebyśmy nie musieli się z tego powodu zabijać. Żeby nie było tak, że jak dwie osoby wyprodukują sobie prąd, to koniecznie kosztem trzeciej, którą trzeba pozbawić życia w imię współczesnej ekonomii, bo tak to wygląda na stan dzisiejszy.
Także tu może być bardzo poważny przełom. Zresztą to, słuchajcie, największy przełom w historii biologii, w ogóle myślenia o nas samych jako o istotach, czyli obalenie tego paradygmatu, który stoi u podstawy tak zwanego kapitalizmu, czyli eugeniki, czyli że jak ktoś ma mniej, to jest gorszy, bo to jest taki fetysz tej kultury. Ten cały fetysz tak naprawdę naukowo został obalony przez odkrycie DNA. Się okazało, że DNA jest po prostu dla wszystkich wspólne i że ani bieda, ani chciwość, ani wszystkie inne rzeczy nie są zapisane w DNA, że to są cechy, które sami możemy przytulić do siebie, że po prostu sami możemy być chciwi i sami możemy sobie zaprojektować świat taki, jaki sobie projektujemy i że to nie jest wcale kwestia tego, że jesteśmy na to skazani. O nie, nic z tych rzeczy. Się okazuje, że tak naprawdę ciągle jest to nasz własny, indywidualny wybór. Myślę, że największą właśnie i najbardziej doniosłą rzeczą przy LSD jest to, że pomaga nam robić właściwe wybory oparte o współczucie dla drugich ludzi, oparte o współpracę z drugimi ludźmi, a nie o jakąś fetyszyzację naszego życia i próbę. Po prostu strach, bo właściwie fetyszyzacja de facto jest niczym więcej jak po prostu strachem przed samym sobą, moi drodzy, bo jeżeli się boimy samych siebie, to automatycznie zaczynamy bać się ludzi dookoła. Dlatego wymyślamy te wszelkie prawa, te wszelkie dziwne rzeczy, regulacje dookoła, tworzymy zasady i używamy pieniędzy głównie. Bo zamiast zaufania, czego można użyć, można użyć pieniądza.
To jest taki substytut zaufania. Jak nie ufasz człowiekowi albo nie chcesz mieć z nim żadnego kontaktu interpersonalnego, to po prostu płacisz mu pieniądze i mówisz spierdalaj. Tak to wygląda i na tym polega cała ta cywilizacja. Natomiast jakby tego nie było, to nagle by się okazało, że trzeba usiąść ze sobą i zamienić parę słów. I ta transakcja już nie wyglądałaby na takiej zasadzie, że ja ci daję, a ty to robisz i nie chcę cię znać. To już transakcja wyglądałaby w taki sposób, że jedna strona musiałaby się zgodzić na to, żeby w ogóle poznać drugą i na przykład kwestie kombinowania, robienia sobie krzywdy, cwaniaczenia, na przykład sama kwestia w ogóle istnienia prawników na świecie odpadłaby, bo praktycznie nie byłoby powodu do Do tworzenia czegoś, co jest oparte na kłamstwie z założenia. Nie byłoby wałowania się na kontraktach, bo cała ta logika dookoła kompletnie znikłaby. Cała logika oparta na strachu, na tym, że ktoś nas ciągle chce wydymać, że musi mieć na wszystko klauzury w kontraktach, że wszędzie wszystko musi być zapisane i że jak nie zadziała, to wyślemy tam faceta z pistoletem, który kogoś koniecznie zabije za ten kontrakt, bo inaczej przecież być nie może. Bo jak on nie zabije, to drugi nie będzie się słuchał, bo ten kontrakt wtedy nie będzie ważny. A jak będzie ważny tyle co ludzkie życie, to wtedy coś z tym się zrobi.
W takim świecie troszkę mieszkamy teraz. Liczę na to, że otworzenie się tych laboratoriów na badania jest dobrym krokiem we właściwą stronę. Co prawda są to naprawdę tylko laboratoria i jest to jeszcze daleko od normalnego funkcjonowania. Jest to ciągle margines tego wszystkiego, ale ta redukcja lęków musi postępować. I właśnie LSD. To jest ta niesamowita rzecz, którą odkryto, o której mówią wszelkie możliwe prace naukowe na temat LSD robione i w latach 50. w klinikach medycznych i w latach 60., i robione teraz, potwierdzają jedną rzecz, że LSD usuwa z naszego organizmu lęki. Te takie psychopatyczne lęki, że boimy się ludzi, boimy się samych siebie. I właśnie stąd się biorą te dobre uczucia po tak zwanym kwasie. Przestajemy się bać i przestajemy epatować tym lękiem innych ludzi dookoła.
Czyli jeżeli my się przestajemy bać, to cały świat dookoła nas też przestaje się bać, bo nie ma już tej podstawy, nie ma tego pierwszego atawizmu, nie ma nas, którzy próbują wejść w rzeczywistość tak agresywnie, z zabezpieczeniem, żeby wszystko było na pewniaka. Po prostu ten problem znika, bo właściwie nie ma już tego strachu przed tym, że coś przypadkiem się wymsknie, jakieś teologii, z którą dorastaliśmy albo coś takiego. Teraz są powoli robione badania, żeby było zabawniej, na Uniwersytecie w Północnej Karolinie. To się nazywa Chapel Hill. David Nutts, profesor chemii i biologii, który jest szefem tego projektu. Oczywiście Fundacja MAP ma tam bardzo mocny wkład w to wszystko. I kolejne badania, które potwierdzają, że ten najbardziej niebezpieczny czynnik naszego życia, na którym jest oparta cała nasza dotychczasowa cywilizacja, czyli ten lęk przed sobą samym i przed tym, że przypadkiem dowiemy się, jaka jest nasza prawdziwa istota i się okaże, że całe te pieniądze, całe te biznesy, całe te zabawy są, za przeproszeniem, gówno warte i że możemy je wziąć wszystkie i wyrzucić do kubła na śmieci, bo tak naprawdę nie robią naszego życia. Nasze życie, nawet to organiczne, biologiczne, jest zdefiniowane tym, jaką mamy relację wszyscy między sobą. I żadne pieniądze, żadne przedmioty nigdy tego nie zastąpią. Cokolwiek byśmy chcieli i jak głęboko byśmy przed tym nie uciekali i jak szybko byśmy przed tym nie uciekali.
Jedyne, gdzie dojdziemy, to do stanu samobójstwa, które aktualnie mamy na świecie. Wszyscy doskonale wiedzą, co się dzieje z kwestią elektrowni jądrowych, że wszyscy powoli zaczynamy oddychać radioaktywnym pyłem z Fukushimy, bo on powoli się rozkręca gdzieś w bardzo wysokich warstwach chmur i okręca się dookoła całej Ziemi. Razem z deszczem powoli zaczyna spadać wszędzie. I to jest ta ucieczka, która nas doprowadziła, ten strach, który nas doprowadził. Bo ktoś wymyślił, że ktoś musi zarobić pieniądze, że ktoś musi mieć coś. Nie było zaufania, ani grama zaufania do ludzi, do tych właściwych ludzi, do technologii, do właściwej technologii. Wszystko było podyktowane lękiem i konfrontacją z cudzym lękiem. Bo ktoś będzie miał bombę jądrową, to my wyprodukujemy własny materiał do bomby jądrowej i tak dalej. Nagle cała ta cywilizacja doszła do samego końca. Stanęła przy szklanej ścianie, której nie jest w stanie przekroczyć.
Dalej jest już tylko zbiorowe samobójstwo, które może polegać na tym, że wszyscy sami się wywalimy w powietrze i to wszystko, bo taka jest naturalna konsekwencja nieustannego uciekania w strachu przed wszystkim dookoła. Jest tylko jedno lekarstwo, moi drodzy. Pozbawić się tego lęku i zacząć ufać samemu sobie, a w konsekwencji zacząć ufać wszystkim ludziom dookoła. Jak się okazuje, mamy nawet genialną substancję, która świetnie się do tego przydaje i prawdopodobnie może być jednym z kluczowych lekarstw dla nas, ludzi, po to, żebyśmy odrzucili tą toksyczną cywilizację i stworzyli sobie jakieś normalne środowisko, w którym komunikacja między nami będzie wyglądała normalnie, nasze relacje między nami będą wyglądały normalnie i de facto życie zacznie wyglądać normalnie. I po to, żeby ktoś się najadł do syta, nie będzie trzeba nikogo mordować. I o to chodzi. I tego sobie i wszystkim wam życzę w najbliższym roku. Spotkamy się prawdopodobnie, mam nadzieję, na następne urodziny kwasa i zobaczymy, co się działo z tym LSD przez ostatni rok. Także dziękuję wszystkim serdecznie za słuchanie. I tyle.
To była „Hiperprzestrzeń”, specjalne wydanie z okazji 71. rocznicy powstania LSD w laboratorium Sandoza, zrobionej przez Alberta Hoffmana, który dokładnie tego dnia jako pierwszy człowiek na świecie wsiadł na rower i dokonał przejażdżki po kwasie. Podziwiam go za to. Ja naprawdę nie wiem, jak bym ogarnął rower po kwasie. Nie mam bladego pojęcia. Albert Hoffman był wielkim człowiekiem. Także dziękuję wielce serdecznie i pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali i Radia Paranormalium. Zanim skończę, jeszcze szybciutko przypominam wam, że to nie jest jedyna audycja w Radiu Na Fali. Żebyście śmiało wpadali sobie na zakładkę audycje i podcasty i sobie słuchali tego, co tam jest, żebyście wpadali do ramówki. Zapraszam do „Syntezy”, kolejnej produkcji, która mówi o wolnej energii.
Zapraszam do „Etykiety Zastępczej” księcia Edwarda, do „Pichontarium”, no i do „Teorii Chaosu”. I tyle. Także słuchajcie Radia Na Fali, słuchajcie „Hiperprzestrzeni”. Jeżeli czujecie się na tyle odważni, że chcecie sobie poradzić z własnym strachem za pomocą jakiejś substancji i szukacie tej właściwej substancji, to jedyne, co mogę wam powiedzieć LSD jest tą właściwą substancją. Peace and love.