[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne. Omawia Zbyszek Mrugała. Witam Państwa w kolejnej audycji Infra. Dziś, dzisiejszego wieczoru opowiem Wam parę przygód ze światłem. Tematem ostatniej audycji był, była jaźń i cienie bagienne. Chciałbym ten wątek dzisiaj rozwinąć i opowiedzieć Wam parę przygód, które przeżyłem poza ciałem, w których spotkałem światło. Obudziłem się w pobliżu wysokich murów. Na ławce siedziało jakieś dziecko, a obok mnie stała nauczycielka od rysunku. Gdy ją zobaczyłem, przypomniałem sobie, ile razy wściekałem się na jej widok, bo nie byłem zadowolony z zajęć.
Tak więc dziwiąc się, co ona tu robi, myślałem, że będzie coś negatywnego w tym śnie. Przynajmniej jakiś, jakiś aspekt nie będę przerabiał. I co się okazało? Zapytałem się tego dziecka, czemu to robi. Zaskoczyło mnie to, że jedną z tych postaci była moja nauczycielka od rysunku, która szczególnie w czasie zajęć szkolnych znalazła mi za skórę. A więc już byłem taki trochę napięty. Myślę sobie zobaczymy, co się będzie dziać. No i nauczycielka przygląda mi się tak jakoś trochę dziwnie, bo była w miarę serdeczna i w związku z tym ja zadaję pytanie temu dziecku, co się dzieje w tym śnie, o co tu chodzi, nie? Co oni tu robią i czego ode mnie chcą? Przypomniał mi się fragment filmu o małym Buddzie, który szyował w powietrzu i w związku z tym to wstawiłem sobie w jakimś tam stopniu tego dzieciaka z jakimś obliczem mądrości i pytam się go, czy mógłby mi coś odpowiedzieć, bo mam takich parę pytań dotyczących emocji negatywnych, dotyczących Boga, dotyczących miłości.
I skierowałem wzrok w jego stronę. Nic się nie działo i w którymś momencie zostałem porażony nieprawdopodobnym uczuciem miłości. Zaskoczyło mnie to coś, bo z taką intensywnością tej emocji się jeszcze nie zetknąłem. Było to coś niezwykłego, bardzo wspaniałego, zostającego na dłuższy, przez długi okres czasu. Nauczycielka odstąpiła, odeszła, schowała się gdzieś za murkiem i ja zostałem sam. Wiem, że później, przypominając sobie ten sen, zaskoczony byłem cały czas jego akcją. Właściwie dziać się nic nie działo w nim, ale to porażenie emocjonalne dało mi dużo do myślenia, bo zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie spotkałem kogoś, kto przedstawił mi się jako dziecko. No ja przynajmniej w tym momencie zrozumiałem to jako nauczkę, jako, jako temat do przemyśleń dotyczący tych zadr w sercu, które pielęgnujemy i które nosimy przez wiele lat. Tym bardziej że wtedy zastanawiałem się cały czas, jak rozbudzić jaźń, która jest uśpiona. Pamiętacie państwo?
W ostatniej audycji mówiłem o jaźni, którą szamani starożytni starali się rozbudzić, doszukując się gdzieś energii z zewnątrz. Jakiejś siły, która by przywróciła im te, te zagubione właściwości duchowe, które utracili z powodu cieni bagiennych. Przez wiele lat zastanawiałem się, co jest przyczyną, że tak długo utrzymuję się w tym światku i nie mogę tego pokonać. Jak zwróciliście państwo uwagę, mówiłem o tej jaźni uśpionej. Jaźni, która nie jest w stanie skorzystać z boskiego źródła energii. Czytając tekst Osho, zdałem sobie sprawę, że gdzieś jest jakiś aspekt mnie, którego nie rozwinąłem, który mnie powstrzymuje, który uniemożliwi mi przekroczenie tego zamarzniętego światka. Wtedy zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie tym miejscem będzie brak zaufania, jaki, jakim darzę świat. Widząc przemoc na zewnątrz i jej konsekwencje, nabrałem po prostu sceptycyzmu do, co do planowania, co do całej celowości tej naszej otaczającej nas natury. I to było wspaniałe trafienie, bo okazało się, że w momencie jak zacząłem ufać, że to wszystko ma sens, że to wszystko kierowane jest rzeczywiście z góry jakąś wielką, potężną istotą boską. W tym momencie właśnie coś mi pękło.
Innym razem obudziłem się w nocy, a raczej odzyskałem świadomość w nocy. Stałem przy łóżku, rozejrzałem się dokoła. O! Jestem w domu, jestem poza ciałem. Co teraz robić? Spojrzałem na żonę, która spała w poprzek łóżka. Nie wiadomo dlaczego. Nie zastanawiałem się dłużej nad tym. Postanowiłem przyjąć jakiś cel i mówię: "Chciałbym rozwinąć światka." Zaczęło się coś dziać. Spłynęło na mnie światło.
Na pewno wielokrotnie słyszeliście o spływającym świetle rozgrzewającym ducha, o energii boskiej, która wpływa w nas, która zmienia nasze oblicze, zmienia nasze postępowanie i charakter. Tym razem miałem szczęście, bo sam osobiście przeżyłem coś takiego, mogąc obserwować i eksperymentować w tym stanie. A więc opiszę tak pokrótce, jak ja to odebrałem. To jest bardzo intensywne doznanie rozjaśnienia się w głowie. To jest coś takiego, jakby cała rzeczywistość nabrała świetlistości. Ona stała się jasna. I oprócz tego jeszcze wpłynęła we mnie nieprawdopodobna błogość. Wiele lat temu spotkałem kogoś poza ciałem, kto mi pokazywał, jak odczuwa się miłość smaczującą, miłość cierpiącą i miłość radosną. Spośród tych trzech jak gdyby aspektów miłości, ten jeden miłość, miłość radosna najbardziej przypadła mi do serca i tym razem miałem właśnie możliwość przeżycia jej z całym swoim wachlarzem. Jak to się czuło?
A więc ogarnęła mnie nieprawdopodobna radość. Byłem bardzo z siebie zadowolony. Byłem wręcz szczęśliwy.Nie żałując czegokolwiek, nie przeżywając rozstajów wewnętrznych. Odczuwając to przez dłuższy okres czasu, pewien byłem, że mi nie ucieknie ten, to doznanie, więc postanowiłem je przetestować. To znaczy się pomyślałem sobie okej, to ja zrobię teraz jakiś zły czyn, jakiś zły gest i zobaczymy, jak się będzie to zachowywało, czy to będzie trzymało mnie dłużej, czy odejdzie, spłynie ode mnie, zniknie mi światło, zrobi się znowuż tak ciemno, jak do tej pory. No i myślę sobie tak okej, to muszę kogoś teraz stłuc. Zobaczymy, co się będzie dziać. Eksperyment ten przeprowadziłem. Znaczy eksperyment ten chciałem przeprowadzić, ale niestety nie było to możliwe, ponieważ pragnąc wzbudzić w sobie odrobinę agresji czy napięcia, nie byłem w stanie tego stanu osiągnąć. Po prostu to obezwładniające poczucie szczęścia było tak wielkie, że coś we mnie się uśmiechało na samą myśl, że mam komuś chcieć szkodzić.
Było to nieprawdopodobne dla mnie, bo zdałem sobie sprawę, że osoby, które taki stan przeżywają, nie, nie są w stanie w ogóle przeprowadzić jakichkolwiek negatywnych czy agresywnych działań wobec swoich bliźnich, swoich przyjaciół, swoich znajomych. Po prostu to się wyklucza. Jest to niemożliwe. Drugim ćwiczeniem, które mi się udało jeszcze przeprowadzić, zanim to niezwykłe światło zaniknęło i utraciłem to odczucie tej błogości nieprawdopodobnej to było to, że obserwowałem swoje ciała, zastanawiając się nad ich kondycją, bo przekonany jestem, że podstawą, by to światło zawitało w nas na stałe, jest rozładowanie napięć w tych ciałach i wyeliminowanie konfliktów wewnętrznych. I w ten sposób osiągamy jakąś harmonię. Uniezależniamy się od energii, która jest w nich zawarta, kierując uwagę w stronę boskiej energii. W przypadku tego rozświetlenia się we mnie okazało się, że to ciało było absolutnie zdeaktywowane. Ono nie miało wręcz żadnego wpływu na mnie. Pomyślałem sobie, a więc to już coś jest. Odcięcie się od intuicji, odcięcie się od tych dolnych planów, zdeaktywowanie całkowicie jego funkcji oznaczałoby, że zdobywam jakieś przynajmniej jakąś informację, o której się mogłem trzymać i co dla mnie było niezwykłe.
Powracając do ciała, utrzymywałem jeszcze to światło w sobie, ale ono niestety było przytłumione, przytępione i porównać mógłbym do uczucia wielkiej satysfakcji i radości w życiu, jaką osiągam w ciele fizycznym, a więc z pracy, z niezwykłego zdarzenia, z czegoś, co po prostu oszołomiło we mnie. Różnica między tymi doznaniami w ciele fizycznym a na zewnątrz jest ogromna, bo tam jest to tak potężne, tak oszałamiające, że każdy oddałby się czarowi tej emocji. Zastanawiam się wspólnie ze znajomymi, co zrobić, by ten luksus duchowy na dłuższy okres czasu, by ten płomień palił się cały czas. Byłoby to chyba największym moim sukcesem w życiu, bo nie znam niczego, co mógłbym do tego stanu emocjonalnego porównać. Mówiąc stan, mam oczywiście na myśli jakieś zjawisko, jakieś zdarzenie w planie duchowym, którego jeszcze nie potrafię zaobserwować, nie potrafię ocenić, a na pewno nie potrafię samemu spowodować. Będę szukał. Jeżeli znajdę, opiszę Państwu dokładnie, co należy zrobić, żeby ten płomień w sobie wzniecić. Po spotkaniu z tym niezwykłym światłem nabrałem pewności, iż światło jest rozpoznawalne po pogodnych twarzach ludzi, po jakimś promyku ciepła wyczuwalnym w kontakcie z tymi ludźmi, po rozświetlonej twarzy, oczach i takim wewnętrznym uśmiechu. Jakie może mieć dla nas znaczenie to rozświetlenie się jaźni będzie tematem kolejnych audycji. Do usłyszenia Państwu.
Produkcja i realizacja: Portal INFRA www.infra Org.pl