[00:19] - CzatInfi, CzatInfi, CzatInfi.
[00:27] - Chrisa McKinnena, naszego przyjaciela nie od dzisiaj, tylko od jakiegoś czasu współpracujemy. Nie będę przesadzał, ale chyba od ponad roku albo nawet prawie dwóch lat w jakiś specyficzny sposób, ale jednak współpracujemy. Ja się bardzo cieszę, że Chris się zgodził na dzisiejszą rozmowę z naszymi użytkownikami i czytelnikami naszego serwisu, czy też userami forum.
[01:05] - Witam wszystkich, tu Chris McKinnon. Mieszkam w New Jersey, nie w Nowym Jorku. Różnica polega na tym, to tak jakby powiedzieć, że ktoś w Krakowie jest kibicem Legii Warszawa, mniej więcej. Dziękuję bardzo za zaproszenie. Nie wiem, jak się z tego zaproszenia wywiążę. Nie mam zbyt wiele wprawy w publicznych wystąpieniach, nie udzielam prelekcji, nie zaproszono mnie do „Tańca z gwiazdami”, ale zaproszono mnie na CzatInfi, z czego jestem bardzo dumny. Postaram się powiedzieć coś ciekawego na temat kryształowych czaszek, bo po to się właściwie spotkaliśmy. Temat jest bardzo szeroki, interesujący i właściwie nikt naprawdę do końca nie wie, o co chodzi z tymi czaszkami, czym one są, skąd się wzięły, jakie jest ich znaczenie. Czy posiadają moc magiczną, czy były używane w starożytności przez kapłanów Majów, czy były używane w innych kulturach. Pojawiły się, można powiedzieć, znikąd i natychmiast utknęły mocno w ludzkiej wyobraźni.
Sama kwestia czaszki, kształtu czaszki, wyglądu czaszki, wizerunku czaszki jest czymś niezwykle trwałym i ciągle używanym w ludzkiej kulturze. Nawet Hamlet chodził, spacerował sobie po scenie z czaszką. Widzimy czaszki na wielu różnych-
[02:35] - Chris, proszę, kontynuuj.
[02:39] - Ja już od razu po amatorsku zapomniałem, że czas ucieka, że 90 sekund to jest mgnienie oka. Mówiłem do ściany trochę, produkowałem się, ale może to i dobrze, bo akurat bardzo mocno się jąkałem i nie miałem nic ciekawego do powiedzenia. Ale już wracam. Zacząłem mówić do ściany o krysztale. Kryształ jest niezwykle twardy, jest tylko nieco bardziej miękki niż diament, więc właściwie można używać jedynie diamentu, żeby móc taką czaszkę wyrzeźbić, żeby wydobyć ją z wielkiej, niekształtnej bryły kryształu. Sam ten proces jest absolutnie fascynujący. Kryształowe czaszki pojawiły się mniej więcej w XIX wieku i oczywiście szybko stały się symbolem mrocznej tajemnicy, która miała sięgać gdzieś w głąb historii. Oczywiście natychmiast skojarzono je z Majami i z krwawymi majerskimi obrzędami. Podobno miały przyjść i pojawić się w Ameryce Środkowej. Miały być znajdowane w różnych legendarnych miastach Majów, co nie jest takie do końca pewne.
Sam ten jeden fakt wzbudzał wielką fascynację i zainteresowanie takim przedmiotem, jakim jest kryształowa czaszka. Ale to nie jest jedyny powód, dla którego te czaszki stały się tak sławne. Niektórzy uważają, że kryształowe czaszki posiadają absolutnie nadprzyrodzoną moc. Oczywiście nie ma na to najmniejszych dowodów, by móc z całą pewnością to powiedzieć. Mogę powiedzieć jedynie na własnym przykładzie. Przez właściwie przypadek udało mi się mieć kontakt nie tylko z czaszkami, ale z ludźmi, którzy opiekują się nimi. Zaczęło się to nie tak dawno, bo w 2010 roku, kiedy wielki zjazd kryształowych czaszek miał miejsce w Nowym Jorku, nie w New Jersey. Więc z New Jersey wybrałem się do Nowego Jorku i tam znalazłem się nagle w otoczeniu całej masy czaszek. Były tam setki czaszek najrozmaitszych, z różnych materiałów, nie tylko z kryształu, ale na przykład z ametystu, z innych półszlachetnych kamieni. Czaszek były ogromne ilości i właściwie byłem tym faktem ogromnie zaskoczony, bo prawdopodobnie jak większość z was myślałem o tym, że są to rzeczy niezwykle rzadkie, unikalne, że trudno je spotkać, że mają jakąś tam może moc albo coś w tym rodzaju.
A tu nagle okazało się, że są ich tony, stosy wręcz. Zacząłem przechadzać się po dość dużej sali, jaką wynajęto na to spotkanie i nieoczekiwanie zdałem sobie sprawę, że jednak coś w tym jest, że czaszki oddziałują na człowieka, bo ja sam nagle poczułem wielkie zamieszanie w głowie, wielką niepewność, wielki chaos. Natychmiast musiałem wyjść. Okazało się-
[05:35] - Halo? Nie słychać pana. Za bardzo pan chyba się wczuł. Zapomniał o tym, że nie ma pana na mikrofonie.
[05:45] - Tak, już się wczuwam z powrotem. Będę bardziej obserwował mikrofon. Będę się mniej wczuwał troszeczkę. Może ten chaos, w jaki wprowadziły mnie te czaszki, lekko mną wstrząsnął, bo próbuję przypomnieć sobie tę chwilę i oddać ją jak najbardziej wiernie.Wracając do tego chaosu, bo z tego chaosu jak zwykle coś się wyłania. W moim przypadku to był powrót do sali z czaszkami. Zacząłem je uważnie obserwować. Zacząłem obserwować ludzi, którzy poruszają się obok nich. Wszystko wskazywało na to, że chyba byłem jedyną osobą, która widziała takie czaszki po raz pierwszy w życiu na oczy. Masa ludzi poruszała się wokół nich o wiele bardziej swobodnie niż ja. Okazało się, że można je wziąć w ręce.
Można je dotknąć, można porozmawiać z opiekunem takiej czaszki. Więc zacząłem próbować dotykać te czaszki i to była następna rzecz, która mnie zaskoczyła. Okazało się, że czaszki w jakiś sposób reagują na dotyk, na pocieranie, na zbliżenie się, że w pewnym momencie można poczuć, że jakaś delikatna, ciepła energia przechodzi z tego przecież zimnego kamienia wprost do ręki. I zacząłem zastanawiać się nad tym, jak to się dzieje, jaka może być tego przyczyna. Teraz nie wczuwam się, obserwuję mikrofon, bo zaraz mnie wyłączy, więc ja się za chwilę wyłączę z powrotem. Momencik, muszę sobie jakoś te czasy ustawić. Zacząłem się więc zastanawiać nad tym, jak taka czaszka oddziałuje, co w niej jest, w jaki sposób działa ta energia. Zmieniałem miejsca, punkty, w których te czaszki się znajdowały i w pewnym momencie podszedłem do czaszki, która strasznie groźnie wyglądała, ale miała bardzo sympatycznie na imię. Miała na imię Pancho i jej właścicielem był Mario Bohórkeze. Więc zbliżyłem się do Pancha.
I Pancho grzepnął mnie ostro w rękę, dosłownie, tak że czułem ten ból później przez chyba dwa albo trzy miesiące i zupełnie nie wiedziałem, jak to skojarzyć. W każdym razie już nie zbliżałem się więcej do tego Pancha. Zapoznawałem się z innymi, bardziej sympatycznymi czaszkami i okazało się, że można bez cienia wątpliwości powiedzieć, że jakaś energia istnieje. Trudno ją opisać, trudno ją nazwać. Prawdopodobnie niemożliwe jest, aby ją zmierzyć, bo to jest tak, jakby chcieć zmierzyć miłość czy nienawiść. Uczuć się nie da zmierzyć. Żaden naukowiec nie wymyślił tak czułego przyrządu, aby zmierzyć takie uczucie. Myślę, że czaszki działają na podobnym poziomie, że jeszcze wymykają się urządzeniom, które są w stanie coś takiego wyłapać, wskazać, pokazać, ile tego było, wyliczyć, dokładnie zapisać. Ktoś mi tu podpowiada, że to energia z sugestii. Myślę, że to nie była jednak mimo wszystko sugestia, bo później, i tu zaraz mnie znów wyłączy, więc za chwilę wrócę.
Później znów miałem wiele spotkań z rozmaitymi czaszkami, kiedy już mogłem do tego podejść zupełnie spokojnie, zupełnie impierzycznie, zacząć nawet troszkę eksperymentować w ich zachowaniu, z ich obecnością. I okazało się, że ta energia cały czas w jakiś sposób oddziałuje. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem jakimś medium czy czymś takim, bo lepiej oddziałuję na te czaszki niż inni, ale wydaje mi się, że udało mi się nawiązać bardzo żywy, bardzo intensywny i bardzo sympatyczny kontakt. Skończyło się to tym, że sam jestem właścicielem dwóch takich czaszek. Nie są to zbyt wielkie kryształy, ale tak jak są uaktywnione, myślę, że dużo zmieniły w moim życiu na troszeczkę lepsze. Tak mi się wydaje i bardzo je lubię. Mam też dwie kryształowe kule, które były używane do tego, aby je wstawiać w oczodoły czaszek. Niektóre czaszki wyrzeźbione są w ten sposób, że można dodatkowe kryształy albo kamienie wstawiać w oczodoły i wówczas efekt, kiedy się je podświetli, jest absolutnie niesamowity. Jest przepiękny przede wszystkim, a przy okazji chodzi głównie o to, żeby móc w jakiś sposób uruchomić nasz kontakt z czaszką. Światło uruchamia taki kontakt, dźwięk uruchamia, więc te oczy też wspomagają to wszystko.
[10:19] - To zaraz ja. Witam serdecznie. To może ja zacznę jako pierwsza osoba. Zadam pytanie panu. Jakie jest pana zdanie na temat tych czaszek, jeśli chodzi o ich ilość? Bo jak wiadomo Majowie posiadali 13 czaszek. Czy to jest jakaś specjalna liczba czy jakaś określona, czy to jest takie tylko przypadkowe?
[10:55] - Wiem również, że się trochę spóźniłem. Kolega Manfredo mnie wyprzedził. Właśnie, bo nie jestem w stanie sprecyzować, o jakiej ilości czaszek pan mówi. Mi się obiło o uszy też dużo rzeczy na temat, że jest 13 czaszek, które tworzą de facto całość. One są rozsiane po całym świecie. Dwie są w muzeach, część jest w rękach prywatnych i tak dalej. To jest jedna rzecz, że jest ich 13. Druga sprawa, że ponoć są wielką skarbnicą wiedzy, jeśli chodzi o cały wszechświat i można tę wiedzę ewentualnie z tego wydobyć, pod warunkiem, że czaszki znajdą się w jednym miejscu i coś ciekawego się stanie. Kolejna sprawa, dwie takie osoby magiczne, jeśli chodzi o czaszki, Ambrose Brace i F.A. Mitchell-Hedges.
Ten drugi znalazł kryształową czaszkę Majów, aczkolwiek to są zagadkowe trochę postacie, bo oni chyba znaleźli sposób, jak ich używać. Czy wie pan coś na ten temat? I to tyle na razie może, jeśli chodzi o pytania z mojej strony.
[12:06] - To znaczy wpadłem do was, chciałem powiedzieć dobry wieczór. Spojrzałem, że pokój jest mówiony, nie jakiś grany, więc zaciekawiło mnie to natychmiast. Chciałem wręcz zapytać, o czym mówicie, ale już się zacząłem domyślać, bo przy waszej jednej czy dwóch wypowiedzi złapałem zaraz to wszystko w lot.
[12:29] - Dobrze, dziękujemy. Ja mam tylko prośbę, że jeśli zadajemy pytanie, to oczekujemy odpowiedzi. Po odpowiedzi zadajemy następne pytanie. Chris, tutaj padło pytanie od dwóch naszych kolegów o ilość czaszek i, jak rozumiem, o ich znaczenie. Także proszę o odpowiedź, a później kolejne pytania.
[12:59] - Myślę, że nie w ilości jest rzecz. 13 oczywiście jest numerem znanym w numerologii i znaczeniu tej liczby możemy poświęcić osobny czat na Impre. Myślę, że nie w ilości jest tu rzecz, które czaszki są prawdziwe, które właściwe, które mądre, które mniej mądre. Myślę, że rzecz jest w jakości, rzeczy jest w miejscu i rzecz jest w wzbudzeniu określonej energii. Dlatego mówi się o 13 czaszkach, ale nie nazywa się ich z imienia. Nie mówi się konkretnie, które to są czaszki. Więc kiedy spotka się tych 13 czaszek, będą to czaszki właściwe. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji, że te 13 czaszek spotka się w jednym miejscu. Takie próby oczywiście są każdego roku w te okrągłe daty, jak na przykład 10.10.2010, parę tygodni temu 11.11.2011. Są wielkie spotkania czaszek, gdzie zjeżdżają się czaszki z całych Stanów i z Europy też.
Za każdym razem głównym tematem jest zjazd 13 czaszek, ponieważ istnieje taka wiara, że być może tego dnia spotkało się 13 właściwych czaszek i o tym będzie wiadomo wtedy, bo ustawione w okrąg wszystkie zapłoną pięknym, wspaniałym światłem i oświecą, dadzą oświecenie wszystkim obecnym, a także uratują świat od zguby. Oczywiście to w takiej bazie new age jest.
[14:29] - Tak, tylko że jest taka teoria, jeśli chodzi o te 13 czaszek, że 12 symbolizuje inne planety, które są wspólnotą, a 13. jest skarbnicą wiedzy, jeśli chodzi o nasz gatunek, naszą planetę. Stąd to pytanie, dlaczego krąży taka teoria, że te 13 czaszek jest najważniejszych, a reszta są pomijane. To jest jedno. Jeszcze raz bym prosił o odpowiedź na pytania à propos tych dwóch panów Ambrose Brace i Mitchell-Hedges. Co się de facto z nimi stało? Bo z tego, co wiem, to w ostatnim liście, który napisał jeden z panów, przeniósł się do międzywymiarowej przestrzeni, a w ostatnim liście napisał słowa, które trochę mnie zmroziły, bo jeśli to jest prawda, to jest coś bardzo interesującego. Napisał na samym końcu listu: „Jeśli chodzi o mnie, to jutro przenoszę się do nieznanej lokalizacji”. Jak by się pan do tego ustosunkował? Dziękuję.
[15:30] - Nie wiem, czy dobrze usłyszałem. Czy chodzi o Mitchella-Hedgesa? Tego, który odkrył słynną czaszkę Apokalipsy, Skull of Doom? Nie wiem. Proszę mi napisać. Mitchell-Hedges to absolutnie osobna historia. Właściwie od niego, można powiedzieć, zaczyna się cała legenda kryształowych czaszek. Czaszka, którą odnalazł on w Lubantun w Belize, jest do dziś najsłynniejszą i można powiedzieć najpiękniejszą kryształową czaszką, jaką znamy. Co do jego przeniesienia się w inny wymiar. Mitchell-Hedges był postacią niezwykle barwną.
Był poszukiwaczem przygód. Jest właściwie archetypem Indiany Jonesa. Jest znienawidzony przez archeologów, ponieważ prowadził swoje badania po swojemu. Na przykład w Lubantun, kiedy odkrył starożytne ruiny, żeby rozpocząć prace wykopaliskowe w tym miejscu, zamiast cierpliwie wycinać drzewa, opisywać kolejne miejsca, w których chciał dokonać tych wykopalisk, po prostu wszystko spalił. I dopiero wtedy zaczął kopać tam, gdzie mu się to podobało. Dlatego jest postacią bardzo kontrowersyjną, do czego dołącza się jego córka. To ona miała odnaleźć słynną czaszkę Apokalipsy. Przynajmniej właśnie Anna Mitchell-Hedges odnalazła czaszkę Apokalipsy. Tak przynajmniej utrzymywała przez wiele lat. Później okazało się, że być może wcale nie jest to prawda.
Czaszka Apokalipsy stworzyła wokół siebie absolutnie niezwykłą atmosferę, absolutnie olbrzymie, gigantyczne zamieszanie, które trwa do dziś. I nawet gdy podlegała badaniom, jest czymś, co tworzy kolejne legendy, bo naukowcy, którzy ją badają, mam tu na myśli Jane Welsh ze Smithsonian Institution. Jane Welsh, która uważa się za jednego z najwybitniejszych ekspertów w dziedzinie czaszek, uznała, że czaszka ta została wyrzeźbiona w XIX wieku gdzieś w Niemczech i właściwie na to nie ma żadnych dowodów. Nie podparła tego niczym. Jest to po prostu kolejna legenda, tym razem stworzona przez naukowców. Sama czaszka Mitchell-Hedges została zbadana właściwie przez niezliczoną ilość naukowców, instytutów naukowych.Przeprowadzono na niej wiele eksperymentów i czaszka jest przede wszystkim przepięknym klejnotem. Poza tym fascynuje absolutnie swoją legendą. Ma jakieś 13 centymetrów wysokości, jest szeroka na 18 centymetrów i ma 13 centymetrów szerokości, przez co swoimi gabarytami przypomina czaszkę ludzką i wskazuje, że ktoś, kto ją rzeźbił, ktoś, kto ją wykonywał, doskonale znał ludzką anatomię. Czaszka została stworzona z dość dużą precyzją i wielką dbałością o szczegóły. Jeśli chodzi o miejsce, gdzie rzekomo ją znaleziono, Lubaantun, jest to miejsce, którego nazwa w tłumaczeniu oznacza miejsce spadających skał.
Jest to starożytne miasto Majów, które jest w dzisiejszym Belize i mniej więcej życie kwitło tam jakieś 1800 lat temu, po czym z nieznanych nam dziś dokładnie przyczyn Majowie nagle wyprowadzili się z tego miasta i zniknęli. To znaczy nie to, że wyparowali czy odlecieli na wielkim statku kosmicznym na ten lepszy świat, ale po prostu przeprowadzili się do dżungli, zostawiając miasto nietknięte i dżungla powoli je zarosła. I właśnie na początku XX wieku Frederick Mitchell-Hedges, to był Anglik, poszukiwacz przygód, odnalazł to miasto i rozpoczął jedne z pierwszych prac wykopaliskowych w tym miejscu. Znaleziono tam całą masę artefaktów, ponad chyba dwa tysiące sztuk najrozmaitszych. Nie wiem, gdzie mnie ucięło. Więc Mitchell-Hedges najcenniejszą rzecz, jaką znalazł w Lubaantun według niego, była oczywiście kryształowa czaszka, ale nigdy nie podał szczegółów, w jaki sposób została ona odnaleziona. W swojej autobiografii, napisał autobiografię w 1954 roku pod tytułem „Danger Is My Ally”, co znaczy „Niebezpieczeństwo jest moim przyjacielem”. Wspomina o tej czaszce, ale napisał tam również, że nigdy nie wyjawi okoliczności, w jakich ją znalazł. W autobiografii uznał też, że czaszka ma co najmniej 3600 lat i była używana przez majańskich kapłanów do rozmaitych krwawych obrzędów. Taka historia oczywiście natychmiast stała się niezwykle popularna.
Na ten mniej więcej czas przypada odkrycie całej kultury Majów, piramidy Chichen Itza i kolejnych budowli. Oczywiście kryształowa czaszka była taką perłą w koronie, która wzbudzała gigantyczną wyobraźnię. Według Mitchella-Hedgesa wykonanie tej czaszki zajęło co najmniej 150 lat. Teoretycznie była polerowana piaskiem i kilka pokoleń rzeźbiarzy musiało pracować nad nią, aby ją wykonać. W latach 60. rozpoczęła się nawet właściwie dyskusja nad tą czaszką, w jaki sposób ona została tak naprawdę odnaleziona. Mniej więcej na te lata przypada czas, kiedy córka Fredericka Mitchella-Hedgesa, Anne Mitchell-Hedges została jego spadkobierczynią. Przejęła czaszkę. Zresztą opowiadała później, że sama ją odnalazła, że własnoręcznie wydobyła ją z jakiegoś zrujnowanego miejsca w Lubaantun. Doprowadziło to do tego, że w latach 70.
zaczęły interesować się nią rozmaite instytuty naukowe i zaczęto przeprowadzać najrozmaitsze badania. Między innymi laboratorium Hewlett-Packard wykonało szereg najrozmaitszych pomiarów tej czaszki. I wówczas po raz pierwszy instytut naukowy wydał oświadczenie, w którym można było przeczytać, że czaszka nie mogła zostać wykonana żadnym urządzeniem, nie mogła zostać wykonana maszyną. Została wykonana ręcznie. Powodem było to, że użycie maszyny mogłoby spowodować pęknięcie kryształów i zniszczenie czaszki. To, czego naukowcy nie byli w stanie określić, oczywiście nie byli w stanie określić wieku czaszki, bo jest to kamień, jest to skała, nie ma żadnego materiału organicznego, więc wiadomo, skała mogła powstać setki milionów lat temu. I kiedy eksperci uznali, że tej czaszki nie uda się skopiować, wówczas podjęto szereg prób, aby jednak obalić to twierdzenie i spróbować, czy może się to w jakiś sposób uda. Popularność czaszek w tym czasie sprawiła, że rzeźbiarze, szczególnie początkowo z Brazylii, zaczęli robić kopie kryształowych czaszek, a później cały ten biznes przejęli Chińczycy, którzy dziś praktycznie rzecz biorąc produkują je masowo. W Chinach w tej chwili w jednym tylko zakładzie w Pekinie produkuje się jakieś 7-8 tysięcy kryształowych czaszek rocznie, co mniej więcej daje liczbę 20-30 czaszek dziennie, więc jest to w tej chwili produkcja masowa. National Geographic między innymi chcąc sprawdzić, czy da się wykonać kopię czaszki Mitchell-Hedges, zamówił ją właśnie w Chinach.Chińczycy podjęli się wykonania zadania i dokonali wszelkich potrzebnych pomiarów.
Wykonanie kopii czaszki Mitchell-Hedges oczywiście wymaga wykonywania. Chińczycy są mistrzami wykonywania wszelkich kopii. Podjęli się wykonania takiej kopii czaszki i zbudowanie, stworzenie tej kopii zajęło im zaledwie osiem dni. Następne trzy dni poświęcili na polerowanie czaszki i praktycznie wykonali kopię, której na pierwszy rzut oka absolutnie nie można odróżnić od czaszki Mitchell-Hedges. Tym samym okazało się, że zbudowanie repliki czaszki Apokalipsy jest jak najbardziej możliwe i wcale nie wymyka się prawom fizyki. Taki zdolny Chińczyk jest w stanie takie rzeczy wykonać. Dlatego wykonano tę czaszkę i to jest przedstawione jako jeden z głównych dowodów przeciwko jakiejkolwiek wartości czaszek. W sensie oczywiście ezoterycznym. Następne badania, jakie przeprowadzono na tych czaszkach, to były badania antropologiczne. Na przykład uznano, że kryształowa czaszka Mitchell-Hedges nie może być czaszką Majów.
Nie może być z tego powodu, że antropologicznie w żaden sposób nie odpowiada budowie Majów, temu, jak Majowie wyglądali, że nie przedstawia kogoś z cywilizacji z Mezoameryki. Na przykład Majowie, zwłaszcza w kaście królewskiej, mieli spłaszczone czoła.
[25:57] - Ja przepraszam, że się wcinam, tylko z tego, co wiem, to niektóre czaszki miały ślady obróbki, jeśli chodzi o narzędzia w obrębie żuchwy i oczodołów. To jest raz. Dwa, że ten sławny Mitchell-Hedges odwiedził starożytne miasto, które się nazywa Pacime w północnym Meksyku, które notabene znajduje się kilka kilometrów od chyba największego złoża kryształów na świecie, sławnej jaskini w północnym Meksyku, ale też w obszarze dziwnego zjawiska zwanego jako Kine, czyli międzywymiarowy portal. Jak by się pan do tego odniósł? Być może on tam właśnie znalazł tą czaszkę. Być może odkrył coś, czego de facto jeszcze nie wiemy. Być może odkrył, że w czaszce są zakodowane informacje, które zostaną wydobęte i dowiemy się czegoś z tego wszystkiego. A nie, że jest masa oszustw, masa jakichś dziwnych czaszek, które zostały zrobione przez ludzi. Tak jak pan mówi, Chińczycy podrabiają i tak dalej. Chińczycy akurat nie podrobili jednej rzeczy, samych siebie, bo boją się, że się rozmnożą, więc może tak.
Ale Mitchell był kimś wyjątkowym i faktycznie ślad po nim zaginął. Ewidentnie. Jak by się pan do tego odniósł? A teraz ja mam troszeczkę inne pytanie. Mówimy o starożytnych Majach i mówimy o czaszce. Majowie pochodzili z południowo-wschodniej części Meksyku, półwysep Jukatan. Zamieszkiwali Gwatemalę, dzisiejszą oczywiście Belize i chyba Honduras. Nie jestem pewien. I teraz taka moja dygresja co do tych czaszek. Było powiedziane, że czaszki są wykonane z kwarcu.
Z tego, co udało mi się znaleźć w internecie, tak na szybko szukając, duże zasoby kwarcu są w Madagaskarze i w Brazylii. Czy to nie świadczy o tym, że to może być lekka fikcja? Pochodzenie czaszek z lat starożytnych?
[28:38] - To może najpierw to pierwsze pytanie. Mitchell-Hedges. Może przestańmy mówić pan, proszę mi mówić po imieniu. Rozumiem, że jesteś zainteresowany i zafascynowany osobą Mitchella-Hedgesa, ale to nie Mitchell-Hedges jest największym uznawanym ekspertem w dziedzinie kryształowych czaszek. Największym ekspertem w tej dziedzinie jest Nick Nocerino. Już nie żyje ten człowiek, niestety. I on stworzył całe podwaliny nauki. Mówię to w cudzysłowie, bo naukowcy mówią, że nie jest to żadna nauka. Stworzył sposoby systematyzowania czaszek, sposoby rozpoznawania czaszek, rozpoznawania ich wieku, rozpoznawania ich właściwości, materiału i inne szczegóły dotyczące czaszek. Nick Nocerino stworzył całe podstawy nauki.
Mitchell-Hedges wydaje mi się, że szukał swojej własnej przygody i szukał czegoś jak Koziołek Matołek swojego Pacanowa. Szukał czegoś absolutnie niezwykłego, co nadawałoby sens jego życiu. Natomiast z pewnością nie stworzył podstaw jakiejś usystematyzowanej wiedzy na temat czaszek. Tę wiedzę stworzył Nick Nocerino i do dziś jest ona kontynuowana. I z tym zgadzają się wszyscy ci, którzy przyjeżdżają na te spotkania co roku związane z czaszkami. Teraz drugie pytanie. Już mi się czas. Drugie pytanie, które dotyczyło tych złóż kwarcu na innych kontynentach, na przykład w Afryce. To bardzo dobre pytanie jest dlatego, żeTo z kolei może w jakiś sposób potwierdzać teorię, która mówi o tym, że w czasach bardzo mocno starożytnych i oczywiście w czasach, o których historycy mówią, że nigdy takowe nie istniały, istniał kontakt pomiędzy cywilizacjami w Ameryce Środkowej, pomiędzy Zapotekami, Majami, Toltekami a Afryką. Na przykład słynne gigantyczne głowy Olmeków o rysach murzyńskich wskazują na to, że być może takie kontakty istniały.
Sam kształt piramid, które są zbudowane na podobnej zasadzie jak piramidy w Gizie, są o podobnych proporcjach, wskazują, że ta wiedza była w jakiś sposób wymieniana. Więc to, że czaszki pochodziły z kwarcu, który jest gdzieś na Madagaskarze, być może nie jest argumentem przeciwko istnieniu tych czaszek. Tak bym może to określił. Natomiast wracając do tego antropologicznego momentu, to właśnie dzięki Mitchellowi Hedgesowi wszyscy natychmiast kojarzą kryształowe czaszki z Majami. Co jest niekoniecznie prawdą, dlatego, że odbywa się obecnie cała masa wykopalisk archeologicznych w najrozmaitszych punktach całej cywilizacji majańskiej, jaka istniała w przeszłości. I ci uniwersyteccy archeolodzy nigdy nie natrafili na nic podobnego, ani nawet na coś zbliżonego do kryształowej czaszki. Kryształowa czaszka jest przedmiotem niezwykle pracochłonnym. Można powiedzieć, że jest to generalnie klejnot, ponieważ jest to robota jubilerska. I mimo że znaleziono kilka artefaktów, które zostały wykonane z kryształu wśród tych majańskich ruin, nigdy nie znaleziono nic, co by swoją dokładnością, precyzją, efektownością dorównało temu, w jaki sposób wyrzeźbiono te kryształowe czaszki. Także kwestia twarzy, jaką przedstawiała czaszka, na przykład Mitchella Hedgesa.
Ta czaszka nie jest czaszką Majów. Tak jak wspomniałem wcześniej, Majowie, zwłaszcza kasta królewska, mieli płaskie czoła, mieli troszkę inne rysy twarzy, mieli troszkę inne ustawienie kości i z pewnością ktoś, kto rzeźbił tę czaszkę i był znawcą anatomii, nie opierał się na czaszce, która była czaszką kogoś z Mezoameryki. Była to czaszka kogoś innego.
[33:10] - Cześć, ja mam takie dwa pytania. Czy próbowano zrekonstruować twarze na podstawie tych czaszek? A drugie pytanie: do czego w ogóle służyły te czaszki?
[33:25] - Doskonale pytanie. Oczywiście, że próbowano odtworzyć taką twarz i znów można to zdać na przykładzie czaszki Mitchella Hedgesa, czyli czaszki Apokalipsy. Twarz, którą ta czaszka przedstawia, odtworzono w San Francisco w wydziale forensycznym policji w San Francisco, gdzie kobieta, ona się nazywa Cynthia Wilczak, która przeprowadziła badania antropologiczne i na tej podstawie określiła mniej więcej, jak by wyglądała osoba, do której ta czaszka należała. I wówczas artysta, prawdopodobnie z Hollywood, dokonał różnych zabiegów, żeby zbudować twarz, jaką przedstawiała ta czaszka. Okazało się, że jest to twarz kobiety. Na pierwszy rzut oka od razu było wiadomo, że jest to czaszka europejska, że kobieta jest Europejką. I dlatego później w Smithsonian powstała ta szalona teoria, że na pewno niemieccy rzemieślnicy byli twórcami tych czaszek i budowali je w tajemnicy w Bawarii po to, żeby nimi handlować. Także czaszka przedstawia kobietę o bardzo europejskich, niemieckich rysach twarzy. I znów naukowcy uznają to jako dowód, że w związku z tym nie może to mieć nic wspólnego z kulturą Mezoameryki. Choć z drugiej strony mamy już przecież historię z faraonem Tutanchamonem, którego kod genetyczny wykazał, że prawdopodobnie miał w żyłach krew kogoś z Europy, kogoś z Anglii.
Był rudowłosym, białym człowiekiem. I tych rudowłosych, białych ludzi spotykamy w różnych miejscach świata, w rozmaitych kulturach. Oczywiście nauka tego nie uznaje. Dlatego właśnie ta europejska twarz jest przez naukowców uważana jako dowód na to, że ta czaszka nie może mieć nic wspólnego z południową Ameryką. Tak by to mniej więcej wyglądało. Są może jeszcze jakieś pytania na ten temat? To może w takim razie będę kontynuował, bo inne badania z kolei przeprowadzono w Anglii. To było w Uniwersytecie De Montfort w Leicester i dotyczyło to tego, ponieważ panuje przekonanie, że czaszka jest transmiterem, jest w stanie przekazywać wiedzę, uczucia, być może hologra-
[36:24] - Właśnie chciałem zapytać jeszcze ponownie, do czego można używać tę czaszkę? Bo ktoś to tworzy, zarobić na tym. Różnie. Jaką to ma wartość użytkową, artystyczną czy jeszcze nie wiadomo co? Słyszę, że ewentualnie jakąś informatyczną chyba.
[36:53] - Wartość ma z pewnością taką, że możesz jej używać jako przycisk do papieru. Ewentualnie możesz nią rzucać w ptaki, bo z tego, co pokazały badania pani Maclaren, czaszka, o której mówimy, o której wy tutaj mówicie w zasadzie, była falsyfikatem. Jest falsyfikatem opartym o czaszkę, która została sprzedana pośrednio przez Bobana do brytyjskiego muzeum. Dziwi mnie troszeczkę dyskusja na temat tak zwanych cudownych zdolności czaszek, bo oczywiście ta dyskusja powstała tak samo wcześnie jak cała historia o czaszkach. Słyszeliśmy o krzyczących czaszkach, słyszeliśmy o uzdrawiających kryształowych czaszkach. Oczywiście istnieje też ten powtarzany mit o 12 czaszkach Majów, które mają otworzyć drogę do innego wymiaru po to, żeby uratować ludzi przed końcem świata w 2012 roku. Taka organizacja brytyjska Wyspa Avalu powołuje się z kolei na mit, że kryształowe czaszki mają przywrócić króla Artura, który uratuje Wielką Brytanię i przywróci jej chwałę. Zastanawia mnie sens dyskusji o tak zwanych właściwościach mitycznych.
[38:24] - Skoro nie ma sensu, to szkoda tu tracić czas. Rzeczywiście, w takim razie jak chcesz rzucać w ptaki, to może to rzeczywiście do tego służyć. Ale to jest na tej samej zasadzie, że ci sami naukowcy, w których tak bardzo mocno wierzysz, też nie są w stanie powiedzieć na przykład, ile twoja radość jest dzisiaj warta. Czy są w stanie zmierzyć i powiedzieć, ile ta twoja radość, ten twój śmiech, jakie zadowolenie w skali, na podstawie czego. Też nie potrafią tego określić, nie potrafią tego zmierzyć, nie potrafią tego ustawić w jakichkolwiek naukowych ramach. W związku z tym jest to nic niewarty rodzaj wiedzy. I oni też powiedzą, że coś takiego jak radość i zadowolenie nie istnieją. Tak samo nie istnieje magiczna żadna rola czaszek ani do niczego one praktycznie nie służą. Można sobie nimi przyciskać papier. Zanim rozpoczął się ten czat, mieliśmy małą dyskusję na ten temat pisaną tutaj.
Kryształ jest częścią procesora w komputerze. Jest to ziarenko maleńkie kryształu, ale jednak ono powoduje, że ten komputer działa, ma swoją sztuczną inteligencję i potrafimy ją w jakiś sposób wykorzystać. Jest on w stanie segregować dane. Jest on w stanie obliczać najrozmaitsze historie. Jest w stanie pomagać nam w naszej pracy. I myślę, że w jakiś sposób podobny działała taka czaszka. Wszystko zaczyna się w czasach bardzo mocno prehistorycznych. Przepraszam, że się wciąłem, ale ja będę wracać do tego, bo tutaj kolega poruszył ciekawy temat, że to jest oszustwo i tak dalej, że to są kryształowe czaszki, że to nie ma żadnego znaczenia, że można sobie książkę podłożyć i papier i cokolwiek innego. Wracam do Mitchella-Hedgesa, który de facto odkrył tę kryształową czaszkę. To jest raz.
Dwa, że on wierzył, szczerze wierzył w to, że dzięki niej może się skomunikować z istotą pozaziemską, która nie znajduje się w naszym wymiarze, tylko w innym. Stąd też jeden z dwóch panów napisał ten pożegnalny list i nie odnaleźli do tej pory. Sytuacja jest niewyjaśniona. Być może się przenieśli gdzieś, o czym nie mamy zielonego pojęcia. I tyle. Ale tak generalizować od razu, że czaszki są takie, owakie, że one nie mają żadnego znaczenia. Nie, ja ci powiem, przyjacielu tak, bo ja nawet nie chcę czaszek w tym temacie bronić, tylko że jeśli rozmawiasz o jakimkolwiek temacie, to staraj się dotrzeć do źródła, czyli do danych czaszek. Dotknąć, pomacać. Pomacać, wiesz, jak jest. Odczuć coś.
Być może coś odczujesz. Być może zmienisz nastawienie do niektórych rzeczy, bo to są niesamowite rzeczy i naprawdę warto to sprawdzić, chociażby wykupując wycieczkę, żeby się odnieść do tego. A ty mówisz, że te dwie czaszki, które są w muzeach narodowych, są oszustwem. Nie wydaje mi się. Nie wydaje mi się, że one są oszustwem. Chciałbym zobaczyć jakiekolwiek dowody, ewentualnie dokumenty, które stwierdzają, że to jest faktycznie fałszerstwo.
[41:51] - Witam kolegę Orsona bardzo serdecznie i miło, że jesteś z nami ponownie. Tylko mam taką prośbę. Ja rozumiem, że masz wiele konkretnych wątpliwości i pytań. Tylko proszę o to, aby, że tak powiem, nie dominować dyskusji, tylko pozwolić też odpowiadać na zadane przez ciebie pytania naszemu gościowi, czyli Krisowi. To tylko tyle. Pozdrawiam.
[42:33] - Witam cię, Berysiu. Dobrze, postaram się nie dominować i postaram się odzywać z tła raz na jakiś czas. Odnosząc się do tego, co powiedział szanowny gość, chciałbym się zapytać, bo nie do końca wiem, jakie szanowny gość ma podejście do owej czaszek. Podejrzewam, że pewnie jest ono dosyć ezoteryczne. Natomiast jeżeli chodzi o moje podejście do nich, tak, jedną z nich widziałem. Ba, nawet znam jedną z osób, które zajmują się sekcją odpowiedzialnych za tę czaszkę. Poznałem tę osobę zupełnie przypadkiem i dlatego też tutaj się pojawiłem, jak przeczytałem, że dyskusja będzie na ten temat. W każdym razie większość osób zapomina, że boom na czaszki powstał w drugiej połowie XX wieku. Sami to, co tutaj mówicie, znaczy wykupić wycieczkę, kupić bilet na spotkanie, kupić czaszkę. To wszystko oczywiście kręci się wokół pewnego biznesu, jak to zazwyczaj ma to miejsce w ezoteryce.
Wystarczy spojrzeć na badania pani MacLaren, na badania pana Ostrofińskiego. W Polsce pan Wierciński zajmował się też tą tematyką. Nie wiem, komuś urwałem czas, bo ja się tu cały czas zgłaszam. Może przy tej okazji, ponieważ mam tutaj kolegę naukowca, który mówi, że jestem ezoterykiem. Nie jestem ezoterykiem. Jestem przede wszystkim otwarty na różne pomysły i różne idee. Mój początek był bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o kwestię czaszek i myślałem tak jak większość, że jest to raczej kawałek kamienia i zbyt wrażliwi ludzie przypisują mu zbyt duże znaczenie. A ponieważ uważam się za człowieka rozsądnego, nie dawałem temu wiary. Kiedy miałem okazję to sprawdzić samemu, na własnej skórze przekonać się o tym, jak jest, natychmiast skorzystałem z tej okazji. I dlatego mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie jest tak do końca, że jest to przycisk do papieru, że coś w tym wszystkim jest i myślę, że w większości przypadków zależy to od nas samych, od sposobu, w jaki wchodzimy w interakcję z czaszką.
Przecież sama czaszka, sam kryształ ma pole elektromagnetyczne, jest pryzmatem, który rozszczepia światło, więc w jakiś sposób siłą rzeczy wchodzi w interakcję ze sposobem naszego myślenia, ze sposobem naszego patrzenia na świat. Poza tym w historii mamy do czynienia, w całej tej historii przez wiele tysięcy lat, mamy do czynienia z sytuacją, kiedy na przykład istnieją te kryształowe kule, w których wypatrywano przyszłości. Może bardziej wymianie byśmy o tym porozmawiali. Mnie intryguje jedna rzecz. Ja usłyszałem wcześniej, że po odtworzeniu tej twarzy okazało się, że to była twarz kobiety Europejki, nawet chyba określoną rasę jako niemiecką. A tytuł tej audycji brzmi „Kryształowe czaszki Majów”. To w końcu Majów czy Niemców te czaszki dotyczą? Widzę, że już na tym etapie są jakieś nieścisłości. Co będziemy mówić? Można się kontaktować z jakąś cywilizacją, przestrzenią, nie wiadomo z kim.
Skoro tutaj jakaś sprzeczność jest. Panie Januszu, ja nie wiem, z kim pan się kontaktował, kiedy 15 minut temu mówiłem właśnie o tym. Opowiadałem o tym, że była to czaszka przypominająca kobietę niemiecką i że pani Welsh z Smithsonian Institution natychmiast powiedziała, że to muszą być jacyś rzemieślnicy niemieccy, którzy gdzieś tam sobie je dłubali w Bawarii z chciwości dla pieniędzy, ale ukrywali to tak dokładnie, że do dziś nie ma żadnego śladu. Pani Welsh obiecała, że poda jakieś ślady na temat tych Niemców i że się coś więcej na ten temat dowiemy, ale zapomniała o tym najwyraźniej. Natomiast ja zwróciłem uwagę na ten fakt, że bardzo często w historii, tej zwłaszcza starożytnej, mamy do czynienia ze znajdowaniem jakichś starożytnych szkieletów, które później okazywały się być szkieletami ludzi, którzy nie należeli do rasy. Na przykład w Ameryce do rasy, do której należeli Majowie. Mamy wiele takich sytuacji, jak na przykład ostatnia historia z wydłużonymi czaszkami Inków, które nie należały do Inków. Okazuje się, że jest to zupełnie ktoś inny, ktoś zupełnie nieznany nauce. Zostały na tych czaszkach włosy. Są to rude włosy.
Mamy tą samą historię z paraonem Tutanchamonem, który okazał się mieć krew brytyjską w sobie i też rude włosy i prawdopodobnie białą skórę. Więc tych nieścisłości jest masa. Kiedy mówimy, że to są czaszki Majów, mówimy o tym w sensie umownym, dlatego że Mitchell-Hedges, który był romantykiem i odnalazł tę czaszkę w Belize. Od tego zaczęła się cała moda na czaszki. Wówczas wybuchła moda na Majów i uznano, że kryształowe czaszki to Majowie. Natomiast archeologia nie do końca to potwierdza, ponieważ żadna wyprawa archeologiczna, a przekopano tych piramid trochę, nigdy nie odnalazła coś nawet zbliżonego do kryształowej czaszki, więc być może niekoniecznie czaszki należały do Majów. Niekoniecznie oni je wykonywali. Być może w jakimś sensie byli ich posiadaczami. Być może istniała jakaś wymiana pomiędzy nimi a Atletyką. Jest cała masa pytań.
Nie mamy zupełnie odpowiedzi. Natomiast to, że zadajemy pytania i to, że poruszamy ten problem, to oznacza, że nie będzie on zamieciony pod dywan i że jest ciągle ważny i istotny i że zjawisko jest interesujące, ciekawe, jest niewytłumaczalne. Na samym początku powiedziałem, że niczego tu nie wyjaśnię. Nie podam żadnej odpowiedzi na żadne właściwie pytanie, ponieważ takich konkretów nie ma. Takie odpowiedzi nie istnieją. Istnieje za to masa punktów widzenia. Od takiego punktu widzenia, że może to być przycisk do papieru, aż po to, że może być to sposób, żeby się skomunikować z inną cywilizacją w innej galaktyce.
[49:04] - Wszystkie są tak samo dobre, ponieważ ani nauka, ani metafizyka nie są w stanie wyjaśnić fenomenu czaszek. A że jest to fenomen, jest to absolutna, niezaprzeczalna prawda. Tu się akurat zgodzę, bo niestety nauka wszystkiego nie jest w stanie wytłumaczyć. Jest wiele domysłów, wiele spekulacji. Ja piłem do tego, przyjacielu, że warto było odwiedzić miejsce, dotknąć przedmiotu, o którym się rozmawia z tego względu, że czasami przedmioty tudzież miejsca magiczne mają konkretne oddziaływanie na człowieka. Chociażby głupie Stonehenge, gdzie jest kilka kamyków ułożonych w krąg i tak dalej. Także ja piłem do tego, żeby przejechać się, zobaczyć, dotknąć i dopiero wtedy zabierać zdanie, bo to jest tak samo jak z dzieckiem, które nie wie, że piec jest gorący i nigdy nie będzie słuchać, dopóki się nie oparzy. Może tak, ten deseń. Żałuję trochę, że nie ma Menkara, bo Menkar jest naszym narodowym sceptykiem i on by ci pokazał, jak naprawdę należy nie wierzyć w ogóle. Z tym dotykaniem to jest tak, że to jest główna przyczyna, dla której koledzy z Infry zaprosili mnie dzisiaj, że właśnie miałem okazję dotknąć te czaszki i wiele razy miałem okazję wśród nich przebywać.
Znam wiele osób, które są opiekunami tych czaszek. Znam ich historie, znam ich legendy. Przebywałem w miejscach, w których te czaszki były przechowywane. Przebywałem z nimi, kiedy odprawiano tam najrozmaitsze ezoteryczne misteria, gdzie bardziej ateistycznie ustawieni koledzy pewnie by się przewracali ze śmiechu. Dlatego na tej podstawie buduję mniej więcej swoje wnioski i z całą pewnością mogę stwierdzić, że kryształowa czaszka nie jest tylko martwym kamyczkiem i nic niewartym przedmiotem, przyciskiem papieru. Istnieje coś, istnieje sposób, w jaki ona przekazuje jakąś energię, której ja nie potrafię ocenić, nie potrafię opisać w wystarczający sposób, żeby móc kogoś przekonać do tego lub nie. Zresztą na tym nie polega moja rola. Ale korzystając z okazji, opowiem taką historię. Zacząłem od tego, że na pierwszym spotkaniu ta bardzo starożytna czaszka, którą nazwano pospolicie Panszoł, która została znaleziona w Meksyku wiele lat temu przez hiszpańską rodzinę, która tam mieszkała i została zostawiona w spadku człowiekowi, który się nazywa Mario Bojorqueze, który pomyślał sobie, że zrobi na dobre interesy. Przepraszam, może przeszkodziłem w wypowiedzi.
Tam mi się skojarzyło coś innego. Przepraszam, że wchodzę w zdania, ale gdybym miał coś takiego wykonać, to z SiO2 chyba z tego, co wiem. To jest krzemionka, tylko że w postaci krystalicznej. Są różne odmiany ortotropowe chyba SiO2 z tego, co wiem ze szkoły. Najprościej to można by było po prostu zrobić formę jakąś i włożyć czaszkę do tego zamiast gliny i gdyby to wylał, że tak powiem. Temperatury jeszcze wchodzą w rachubę, dobranie odpowiednich materiałów na to, ale tak można by było wykonać dosyć szybką metodą. Wypaliłoby się te kości, to miejsce by wypełnił ewentualnie takie rozgrzane, ten kwarc. To akurat nie jest głupia metoda, bo istnieje też teoria, że wykonywano te czaszki w ten sposób. I teraz tu przy okazji jako przykład mogę dać tą chińską czaszkę, chińską kopię, którą zbadano snuceniem. Wówczas pobrano próbki powierzchni, nalepiono silikon.
Silikon, na którym odbijały się wszelkie uchybienia, delikatne uskoki, rysy. Oklejono nią tą prawdziwą czaszkę Mitchell-Hedges i oklejono nią też kopię. I te powierzchnie później zbadano pod mikroskopem elektronowym. Zbadano bardzo dokładnie ich powierzchnię pod olbrzymim powiększeniem. I okazało się na przykład, że powierzchnia oryginalnej czaszki Mitchell-Hedges jest o wiele bardziej gładka, jest idealną gładzią nawet pod gigantycznym powiększeniem. A czaszka chińska, jej powierzchnia wygląda jak krajobraz księżycowy. Dosłownie tak wygląda. I po prostu nie mogli wierzyć. Nawet sama pani Jane Welsh nie mogła uwierzyć, jak to się stało, że oni używając tych szybkoobrotowych maszyn, diamentowych szlifierek nie potrafili uzyskać takiej gładzi wspaniałej jak miał ten oryginał. Ona to przypisała umiejętnościom rzemieślniczym tych Niemców, których nigdy nie pokazała ani nie udowodniła.
Tak mówię, tak sobie skojarzyłem, że taką technologię byłoby najsensowniej stosować w tym przypadku. Problemem jest co? Żeby uzyskać kompletny efekt, chodzi o tę strukturę krystaliczną, bo o tym mało mówisz. Przypomnę, że szkło odlane ma strukturę bezpostaciową. Nie ma tej sieci krystalicznej, ale metoda na krystalizację, żeby się udało opracować. Tak mi się wydaje, że tak można to rozwiązać. Tylko po co to robić? Nie wiem. Są jacyś ludzie, którzy by to kupili? Kto kupiłby to ode mnie?
To uruchomimy produkcję jakąś. Ja bym kupił. Zrób fajną czaszkę. Chętnie od ciebie kupię taką czaszkę. Dwie już kupiłem, więc już dałem zarobić, więc może tobie też dam zarobić. Tylko zbuduj mi taką czaszkę. Natomiast co do użycia. Urwało mnie wcześniej i później ktoś inny chyba zaczął zadawać pytania
[55:15] - Ale kiedy spojrzymy wstecz w historię i w najrozmaitsze legendy, podania i tak dalej, jest mowa o kryształowych kulach, w których widać przyszłość. Były używane przez druidów, w różnych innych magicznych historiach i miejscach. I teraz jest kwestia, czy uważamy, że ta magia to były tylko takie banialuki i to było tylko takie hihi, haha. Przez kilka tysięcy lat ludzie się zajmowali tymi śmiesznymi, bezsensownymi rzeczami, aż przyszli mądrzy naukowcy, którzy od 300 lat mówią nam, jak świat wygląda i wszystko wiedzą najlepiej, łącznie z globalnym ociepleniem. Czy to rzeczywiście mogło mieć znaczenie? Możemy powiedzieć, ja przynajmniej uważam, że to miało znaczenie, że to było istotne, że to miało sens i być może kryształowa czaszka spełniała to samo zadanie, co kryształowa kula z tych podań i legend z przeszłości, z czasów przed językiem pisanym. Może zakończę tą myśl, że większość naszej historii jest historią niezapisaną. Zanim pojawił się język, przez tysiące lat ludzie funkcjonowali bez języka i przekazywali sobie tradycję, że tak powiem, oralnie. Oralnie sobie przekazywali to i tamto i wszystko to gdzieś się musiało zapamiętywać. Zapamiętywało się oczywiście w głowach jednych do drugich i tak dalej.
Przekazywano to sobie z pokolenia na pokolenie. I teraz na przykład, jeżeli dołożymy do tego posiadanie takich przedmiotów jak kryształowa czaszka albo kryształowa kula, rzeczywiście mogły one służyć jako zbiornice tych informacji, jako takie hard drive'y, jako miejsca, w których je przechowywano i dzięki temu można było przekazać je dalej. Kwestia jest tylko taka, że nie znamy hasła, jak do tego dotrzeć. Nie wiemy dokładnie, jak zrobić, żeby móc wydobyć te informacje. Technika, którą my w tej chwili posiadamy, nie tyle jest gorsza czy słabsza niż była kiedyś, ale jest inna i nie pozwala nam komunikować się z takim przedmiotem jak czaszka. Zresztą czaszka czaszce jest nierówna. Kawałek kryształu, aby mógł być medium w jakiś sposób, mógł przechować cokolwiek, musi zostać w jakiś sposób uaktywniony. Ta wiedza nie przyjdzie skądś tam, nie pojawi się znikąd, musi zostać przekazana do tego kryształu. Dopiero wówczas jest on w stanie. Tylko wcisnę się na chwilę, bo te 13 czaszek ponoć są tak zwanymi twardymi dyskami, które posiadają szeroką wiedzę, jak nie całą wiedzę, jeśli chodzi o otaczający nas wszechświat.
Fakt, nie ma metody na to, żeby ją wydobyć, ale tam najprawdopodobniej jest zapisane wszystko i to jest kwestia tylko tego, czy my skumulujemy te 13 czaszek w jednym miejscu i dowiemy się, o co w tym wszystkim chodzi, czy nie. Dlatego na początku to powiedziałem. Dlatego co roku ponawiamy próby, ponieważ nie wiadomo, które to są czaszki, więc próbuje się za każdym razem zebrać ich jak najwięcej, bo być może akurat będą zebrane te właściwe. Na ile jest to naiwna wiara, na ile nienaiwna wiara? Trudno osądzić. Natomiast takie próby są. Bardzo dobrze, że istnieją takie spotkania. Miałem kontakt z wieloma tymi ludźmi. Niestety z przyczyn osobistych nie udało mi się dotrzeć w tym roku do Los Angeles na tegoroczny zjazd czaszek. Ale oczywiście w 2012 absolutnie na to spotkanie przybędę.
Zresztą te czaszki wędrują po całej okolicy, przynajmniej mojej okolicy i co jakiś czas pojawia się jakaś czaszka, pojawia się ktoś i wówczas można sprawdzić nie tyle moc tej czaszki, co medialne możliwości właściciela, a raczej opiekuna. Bo to nie są właściciele, to są opiekunowie tych czaszek. Historia z tymi opiekunami polega na tym, że to nie opiekun wybiera sobie czaszkę. Czaszka wybiera sobie opiekuna. Dlatego większość tych historii, skąd pochodzą te czaszki, jest tak bardzo tajemnicza i tak bardzo nietypowa. Bo one pojawiały się znikąd. Za każdym razem pojawiają się jakby z niewypytu. Ktoś je przenosi i gdzieś się pojawiają. Mitchell-Hedges być może znalazł, być może kupił na aukcji. Carolyn Ford, z którą jestem zaprzyjaźniony, kupiła ją w sklepie, do którego przyniósł ją jakiś starszy pan w siatce.
Przyniósł tę czaszkę w siatce opakowanej w gazetę. Carolyn Ford jest jedną z bardzo interesujących postaci tego ruchu, ponieważ, tak to nazwę, ma olbrzymie wykształcenie szamańskie. Wychowała się w bardzo bogatej rodzinie, miała ekscentrycznego ojca, który pozwalał jej na wszystko, więc ona zamiast prowadzić hulaszczy tryb życia i jeździć dookoła świata po to, żeby się bawić, nagle doszła do wniosku, że będzie uczyć się od najrozmaitszych prymitywnych szamanów zrozumienia tych starożytnych kultur, zrozumienia tej filozofii, wiedzy, religii. Między innymi pobierała nauki u kapłanów hawajskich, u kapłanów Inków. Przebywała w Machu Picchu, przebywała w wielu interesujących miejscach i jest jedną z czołowych postaci tego ruchu. Czaszka, którą przyniósł ten starszy człowiek do sklepu w siatce, została nazwana Einstein i nie została nazwana od Alberta Einsteina, a od tego, że ojciec Carolyn Ford był Niemcem i jak zobaczył taki duży kamień, to po prostu nazwał go po niemiecku kamień, czyli Stein. I tak ta nazwa została, że to jest Einstein. Einstein jest gigantyczną czaszką, wielką, ciężką i dzięki temu, żeDzięki temu, że Carolyn Ford ma tak niezwykłą wiedzę szamańską, ta czaszka rzeczywiście oddziałuje na ludzi. Ja odbyłem kilka spotkań razem z Carolyn Ford i zawsze jestem chętny, jeżeli tylko jest w okolicy, żeby odwiedzić ją i tę czaszkę, bo dzieją się wówczas rzeczy absolutnie niezwykłe. Na przykład podczas jednego z tych obrzędów dowiedziałem się, a raczej zrozumiałem, że nagle jakby spadł ze mnie kamień, który ważył ze 150 kilo.
Nawet nie wiedziałem, że miałem taki kamień ciężki. Po prostu po tej całej historii w taki sposób się poczułem. Tak jak mówię, jestem raczej sceptykiem. Jestem rozsądnie myślącym człowiekiem. Nie mam jakichś napadów ezoterycznych. Nie założyłem beretu. Staram się podchodzić do świata racjonalnie. Staram się najpierw go zrozumieć. Jeżeli nie potrafię go zrozumieć, staram się zadać jakieś pytania i tyle. I to mi wystarczy.
Jeżeli nie znajdę na nie odpowiedzi, widocznie nikt takiej odpowiedzi nie posiada. Być może nigdy nie spotkałem nikogo, kto by taką wiedzę na taki temat posiadał. Dlatego jest to absolutnie fascynująca rzecz. Inna historia przydarzyła mi się, wspomniałem o tym wcześniej z tą czaszką Pancho, że moje pierwsze 15, 20 minut z czaszkami, kiedy dosłownie uderzyła mnie w rękę i ten ból czułem potem przez kilka miesięcy. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się stało. Ale któregoś dnia okazało się, rok później, Pancho pojawił się w okolicy razem ze swoim właścicielem we wspaniałym New Jersey. To się nazywał Warwick. I to jest miasteczko czarownic. Fantastyczne miasteczko, fantastyczni ludzie, zupełnie nietypowi. Jeśli ktoś będzie w New Jersey, powinien koniecznie to miejsce odwiedzić.
I właśnie tam pojawił się Mario. Przywiózł czaszkę Pancho. Oczywiście ja przyjechałem, bo chciałem się bardzo dowiedzieć, dlaczego Pancho mnie uderzył. Co się stało? Co się wydarzyło? I tak jak mówię, nie wynika to z powodów ezoterycznych, a wyłącznie z ciekawości eksploratorskiej, że tak powiem. I też gdzieś w głębi ducha podejrzewałem, że samo pytanie, że samo postawienie tego problemu nie jest zbyt mądre, bo przecież nie uzyskam takiej odpowiedzi. I nieoczekiwanie dla samego siebie tą odpowiedź usłyszałem w środku mojej głowy, mojej własnej czaszki, nie kryształowej czaszki, mojej własnej, kościstej czaszki. Usłyszałem odpowiedź, kiedy zadałem w duchu to pytanie temu Pancho, tej czaszce Pancho: „Dlaczego mnie wtedy uderzyłeś?” Odpowiedziała: „Bo chciałem ci powiedzieć obudź się, facet”. I on odpowiedział mi to moim językiem.
Dlatego uważam, że czaszka jest czymś w rodzaju medium, że nie ma własnej osobowości, nie ma własnej duszy, natomiast korzysta z energii, umiejętności i wiedzy swojego opiekuna, a także innych ludzi dookoła niego. I tyle, ile ci ludzie mają w sobie, tyle ona przenosi. Jeżeli ci ludzie są słabi i nie mają za dużo energii w sobie, tej energii nie da również z siebie czaszka. I tak to wydaje mi się wygląda. Ja miałbym takie pytanie. Ciągle będę wracać do tej charyzmatycznej postaci Mitchella-Hedgesa. Co on miał wspólnego de facto ze starożytnym miastem, które nosi nazwę Pachina, które się znajduje blisko kryształowej jaskini, w której znajdują się największe złoża kryształów na świecie. Być może tam on właśnie znalazł tą czaszkę, skoro tak bardzo wierzył, że po odkryciu jej może się skomunikować z istotami pozaziemskimi. Co do Mitchella-Hedgesa już kilka razy mówiłem, bardzo się cieszę, że przykładasz do jego postaci tak duże znaczenie. Ale to nie on stworzył wiedzę na temat czaszek.
On sprawił, że czaszki stały się popularne. Na dodatek wszedł w posiadanie do dziś najpiękniejszej czaszki, jaka istnieje. Najpiękniejszej kryształowej czaszki, jaka istnieje. I gdzie ją znalazł? Tego nie wiemy. Zresztą sam w swoim pamiętniku pisał, że nigdy tego nie wyjawi. Gdzie odnalazł swoją czaszkę i jakie były okoliczności odnalezienia tej czaszki. Powiedział, że to było w Lubaantun. Wszystko wskazuje na to, że w Lubaantun tego nie znalazł. W Lubaantun przeprowadzono szereg innych badań archeologicznych później.
To, co znaleziono, znaleziono tam tylko drobne, potłuczone skorupy ceramiczne. Nie znaleziono nic interesującego, nic szczególnie ciekawego ani nic szczególnie efektownego, jak kryształowa czaszka Mitchella-Hedgesa. Czaszka Apokalipsy. Odnaleziono kilka figurek, które przedstawiały życie codzienne Majów. I to było właściwie wszystko. Natomiast sam fakt odnalezienia takiej czaszki w tamtych czasach, nawet w 1926 roku, prawdopodobnie ta czaszka byłaby na pierwszych stronach gazet, gdyby ją rzeczywiście wykopano w tym miejscu i rzeczywiście ją pokazano. No bo Mitchell-Hedges pokazał ją dopiero po jakimś czasie, po bardzo długim czasie. Stąd ta teoria, że Mitchell-Hedges raczej znalazł ją na aukcji w Nowym Jorku. Do dziś istnieje pamflet tej aukcji z 1936 roku, na której jest na liście kryształowa czaszka pięknej rzemieślniczej roboty, o wymiarach przypominających ludzkie. I być może tym szczęśliwym nabywcą tej czaszki był Mitchell-Hedges.
Poczekał jeszcze jakiś czas i ogłosił, że jest to czaszka Majów. Natomiast nie ogłosił tego tuż po odkryciu. Nigdy nie wyjawił, skąd ją ma. Anna Mitchell-Hedges opowiedziała o tym, jak sama ją znalazła, ale wszystko wskazuje na to, że mijała się z prawdą. Może nie kłamała, bo ja myślę, że ona uwierzyła w pewnym momencie w to, co mówiła na temat historii tej czaszki. Była bardzo szczęśliwa z tą czaszką. Zmarła niedawno, w 2007 roku bodajże, w wieku prawie 100 lat.Także miała bardzo szczęśliwe życie z tą czaszką, która w jakiś sposób opiekowała się nią. Dlatego zachęcam, jeżeli chciałbyś poznać całą systematykę i wiedzę na temat czaszek, ich znaczenia. Poprzednim ekspertem, największym ekspertem w dziedzinie czaszek był Nick Nocerino. Do dziś Michelle Nocerino, jego córka, jest opiekunką czaszki Shanaara, przepięknej czaszki, która została znaleziona w Meksyku, którą odnalazł Nick Nocerino.
Odnalazł ją w taki sposób, że czaszka Shanaara została odnaleziona przez Nicka Nocerino, który miał wizję, gdzie ta czaszka leży. I okazało się, że w tym miejscu, w którym on zobaczył tę czaszkę w Meksyku, prowadzone są jakieś prace wykopaliskowe. I on wskazał archeologom miejsce, gdzie znajduje się według niego bardzo cenna rzecz. Archeolodzy zaczęli tam kopać i wykopali czaszkę, którą nazwał Shanaara. Tak mu ta czaszka się przedstawiła. Jest to jedyna czaszka, która ma proweniencję, czyli historię, w jaki sposób pojawiła się ona w obiegu, w jaki sposób ona funkcjonuje. Nie tyle w muzeum, skąd się ona wzięła. To jest tak jakby certyfikat urodzenia. I to jest bardzo ważny certyfikat, ponieważ jest to jedna jedyna czaszka, która pokazuje, że została wydobyta w starożytnym mieście Majów. Wszystkie inne zostały wydobyte w niejasnych okolicznościach, dlatego bardzo łatwo jest powiedzieć, że zostały kupione na aukcji albo znalezione w jakichś innych okolicznościach.
Ale ja myślę, że nie jest to centralny punkt, skąd się wzięły te czaszki. Myślę, że centralnym punktem i znaczeniem tych czaszek jest to, w jaki sposób działają i w jaki sposób my możemy na tym skorzystać. Wydaje mi się, że my możemy jako ludzie na tym skorzystać, ale to też zależy od nas i od czaszek.
[01:09:25] - Okej, tylko że pan Mitchell znalazł tę czaszkę blisko starożytnego miasta Pakime. Ja ciągle będę powtarzać: obok tego jest kryształowa jaskinia, która jest największym złożem, jeśli chodzi o kryształy na całym naszym świecie. Notabene, żeby było śmieszniej, w tym północnym Meksyku znajduje się dziwne miejsce, do którego dochodzi dziwne zjawisko zwane Kimey, czyli jest uważane za międzywymiarowy portal. Czy te dwie sprawy przypadkiem aby nie łączy?
[01:10:08] - Z pewnością łączy, chociażby z tego powodu, że tam właśnie się rozwijały te wszystkie cywilizacje, począwszy od Zapoteków, skończywszy na Aztekach. Miejsca, w których rozwijały się wszystkie starożytne cywilizacje, czy to egipska, czy to mezoamerykańska, czy inkaska, czy Mezopotamia. One nie są przypadkowe, nie zostały zbudowane, bo się komuś tam spodobało, tylko było tam coś unikalnego i coś niezwykle cennego, z czego do końca my sobie dzisiaj możemy nie zdawać sprawy, co spowodowało, że właśnie tam się one tworzyły i z tego właśnie powodu ta cała cywilizacja zbudowała się właśnie wokół tego. Być może Stargate, być może nie. Nie wiem dokładnie, co to jest. Nie wiem, jakie to ma znaczenie. Być może ma znaczenie. Być może ma olbrzymie znaczenie, ale nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy. Nie wiemy, nie mamy żadnych konkretów, więc możemy jedynie przypuszczać i możemy jedynie gdybać. I tak to z mojego punktu widzenia wygląda.
Nie jest to jedyne miejsce, ale nie jest to też przypadkowe miejsce. Właśnie dlatego cywilizacja od Zapoteków aż po Azteków rozwijała się właśnie tam, a nie gdzie indziej. To była jedna z głównych przyczyn, że miejsce było w jakiś sposób unikalne.
[01:11:23] - Tak, to strasznie ciekawe. Ja tylko w sprawie technicznej powiem, że w tej chwili, ponieważ Krysiu zgodziłeś się na nagrywanie naszego czata, a to już trwa ponad półtorej godziny, także w tej chwili musimy niestety zakończyć nagrywanie.