[00:02] - Czat Infry. Zapraszamy do wysłuchania zapisu czatu głosowego z Januszem Zagórskim. Mieszkający i działający od wielu lat we Wrocławiu Janusz Zagórski jest dziennikarzem, badaczem, popularyzatorem nauki i wielbicielem niekonwencjonalnej techniki. Organizuje między innymi Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków, Konstrukcji i Pomysłów, UFO Forum oraz zlot Harmonia Kosmosu. Janusz Zagórski przyjął nasze zaproszenie na czata, który odbył się 14 października 2012 roku w pokoju portalu Infra w serwisie spikeria.pl.
[00:40] - Dziękuję za zaproszenie. Wiem, że Infra działa już od dłuższego czasu. Mam świadomość, że to jest jeden z bardziej ambitnych portali. Nastawiony na bardziej naukową optykę. W związku z tym ja tak na początek przedstawiając się tylko powiem, że poruszam się po różnych przestrzeniach alternatywnej tematyki. Ludzie, którzy nie do końca znają moją 20-letnią pracę często nie wiedzą, że poruszam się równolegle w przestrzeni bardzo racjonalnej, czasami wręcz naukowej, a czasami w takiej osadzonej w optyce SF-u czy tematyki dość mistycznej, która nie wszystkim się musi podobać. Ale żeby w jakiś sposób zadośćuczynić tej opcji, która bardzo dużą uwagę zwraca kwestii naukowości, racjonalizmu, muszę tutaj się obronić na dzień dobry przypominając ze swojego życiorysu dwa istotne fakty. Mianowicie pierwszy, że przez siedem lat pracowałem w pracowni naukowo-dydaktycznej na uczelni wyższej. Wtedy to była Państwowa Szkoła Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, Studium Nauk Społecznych. Prowadziłem zajęcia przez siedem lat w szkołach artystycznych typu teatralna, muzyczna, plastyczne kierunki wyższe.
W związku z tym miałem doświadczenie dosyć długie, jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, o naukę akademicką, nawet około połowy doktoratu swego czasu tam popełniłem, ale ponieważ na początku lat 90., w '91 roku praktycznie podjąłem decyzję o przejściu na własną działalność, założyłem firmę rok wcześniej i zakończyłem moją przygodę bezpośrednią z akademicką nauką w sensie zależności etatowej właśnie wtedy, w '91 roku. Natomiast miałem i mam ciągle bardzo intensywny kontakt ze środowiskiem naukowym poprzez obecność od mniej więcej '10, to było już chyba ósmego roku, stałem się bywalcem słynnego salonu dyskusyjnego profesora Dudka, który jest salonem skupiającym, jeśli chodzi o Wrocław, ludzi z obszaru profesorów, doktorów, różnego typu naukowców, środowisko kultury, sztuki, życia społecznego, obywatelskiego. I w związku z tym mam cały czas kontakt z obszarem pod tytułem naukowcy, nauka i mnóstwo różnych spotkań. Niektóre zresztą prowadziłem w słynnym salonie Dudka. Tak że tutaj dla tych, którzy mają bardzo duże wymagania dotyczące racjonalności. Jeśli przedstawiciele obcych cywilizacji istnieją, to po nas przetrwają i tak dalej. Poczekajmy jeszcze do trzech. Szczerze, ile silników ma UFO, tego to wam nie powiem tak wprost, bo to też żartami są oczywiście pewne pytania. Widzę, że te pytania kierują się wokół zagadnienia pozaziemskich cywilizacji i kwestii UFO. Oczywiście na pytanie ile UFO ma silników, na jakiej planecie mieszka UFO nie da się w ten sposób debatować o tej sprawie tak wprost.
Nasza wiedza na temat UFO, jak wiecie, pochodzi z różnych źródeł. Pierwsze źródło, myślę najistotniejsze dla każdego badacza, to jest rozmawianie z osobami, które przeżyły spotkania z UFO. Jeżeli się to robiło przez wiele lat, to myślę, jest to niezwykle cenne źródło informacji. Ja robiłem to praktycznie przez 20 lat i zetknąłem się z setkami, dosłownie setkami świadków różnego typu, o różnym stopniu wiarygodności, ale niewątpliwie to dało mi najwięcej, jeśli chodzi o moją akceptację faktu ich obecności tutaj. Największe znaczenie dla mnie, jeśli chodzi o rozmowy ze świadkami, czy też ludźmi, którzy... Zacznijmy od świadków. Na pewno największe znaczenie miały dla mnie wypowiedzi świadków z obszaru wojskowości głównie. I tutaj nie ukrywam, o czym zresztą część z was wie, mając kontakty osobiste, już przed wielu laty nawiązane z pułkownikiem Ryszardem Gudmanem, niedługo potem z generałem Czernowem Apoloniuszem, który był świadkiem obserwacji UFO bezpośrednio, bo pułkownik Gudman nie, wreszcie z majorem śp. Jerzym Makiełą, który nam dostarczył chyba najwięcej różnych niesamowitych szczegółów na ten temat. To ci świadkowie, zgłoszę jeszcze innych ludzi z wojska, których spotkałem, których nazwisk tutaj nie podaję, albo czasami nie jestem upoważniony, żeby ich podawać.
I to dla mnie były absolutnie poważne wypowiedzi, nie mające najmniejszego punktu wątpliwości, że ci ludzie mówią prawdę. I opisy tego, co widział i z czym zetknął się generał Czernow w powietrzu w latach tamtego '58–'60. To są tak typowe i tak twarde po tylu latach opowiadane, że no cóż miałem robić. Jeśli chodzi o inne wypowiedzi, to oczywiście nie będę tego przytaczał, bo jesteśmy chyba na zaawansowanym poziomie, żeby przekonywać do tego, że sprawa obecności ich na Ziemi jest naprawdę mocno umotywowana. Miałem też zagranicznych gości, których do Polski zapraszałem. Ostatnio, jeśli chodzi o naukowców, to fizyka jądrowego Satona Freemana był na forum UFO. Zapraszałem Timothy Gooda, też myślę, świetnie zorientowanego w tych kwestiach. Byłem też w Zurychu i rozmawiałem o tym we Wrocławiu, zapraszając wprawdzie może nie ufologa, ale człowieka zorientowanego głęboko w sprawie UFO, projektu Camelot, Billy'ego Ryan, Kerry Cassidy, swego czasu też Hesemana, więc trochę tych ludzi z zagranicy ściągałem, którzy wydaje się ciągle zachowują olbrzymią wiarygodność i były to informacje naprawdę porażające. Na przykład Timothy Good już po spotkaniu takimprywatnym na kolacji mówił wprost, że rozmawiał z lekarzami, którzy uczestniczyli w autopsji zwłok obcych. Oczywiście nie mógł podawać tego publicznie oficjalnie wedle nazwiska, ale trudno, żeby takich różnych rzeczy wymyślał.
Czy ja rozmawiałem z polskimi wojskowymi, których jedno z nazwisk będzie spółką niczym pilotem swego czasu. To było lat temu może 2005, może 2006. Minęło to już te siedem, sześć lat, który mi mówił o swoich rozmowach z rosyjskimi kosmonautami, którzy dosłownie wprost opowiadali mu o obserwacji jakichś dziwnych obiektów, które dosłownie manewrowały wokół Saluta. Tych różnych źródeł tego typu było na tyle dużo i poważnych, że nie mam absolutnie możliwości, żeby kwestionować ten fakt, że oni są tutaj i to jest jasne. To jest pierwsze pytanie. Drugie pytanie dotyczy zaginięć osób związanych z tych tatów, z wzięciami. Za chwileczkę się też zatrzymam na tym. Dobrze, ja bym chciał zatrzymać się na chwileczkę wokół kwestii wzięć, ponieważ też badałem tę sprawę, stosując jedyne możliwe kryteria, jakie miałem w swoim ręku w postaci oceny psychologicznej świadka, wielokrotnych spotkań z nimi. W przypadku czy pani Elżbiety, czy Nowaka Grzegorza z góra Świętej Anny, wreszcie wynajmowania profesjonalnych takich, powiedzmy, hipnoterapeutów, którzy robili regresję hipnotyczną. O tych wzięciach powiedziałem parę zdań.
Skończył cele wzięć. Po tych wszystkich doświadczeniach, jakie ja osobiście zebrałem w rozmowach z ludźmi, po literaturze, po filmach, po rozmowach z różnymi specjalistami od nas, którzy się też tym zajmują. Myślę, że pierwszy oczywisty cel wzięć to jest prowadzenie ściśle biologicznych badań, których celem jest uzyskanie pełnej informacji o tym, czym jest struktura biologiczna, psychofizyczna człowieka. Te badania w mojej ocenie są prowadzone przez różne grupy pozaziemskie, które mają do ludzi bardzo różne nastawienie. I niestety większość, sądzę, tych porwań o traumatycznym, że tak powiem, później charakterze wspomnień, widać wyraźnie, że może pochodzić od grup, które nie są do nas przychylnie nastawione. W związku z tym generalnie manipulacja i sterowanie ludźmi jest jednym z głównych celów, oprócz tego, że chcą zbadać. Jeżeli chcesz zbadać i posłużyć się takim narzędziem jak człowiek i jego umysł, to musisz najpierw wiedzieć, jak on działa. Więc każde badanie do tego prowadzi. Oczywiście są też badania prowadzone z powodów, myślę, dla ludzi dość życzliwych. Są grupy pozaziemskie, które oceniam, że jeżeli prowadzą badania i nie są to robione w takim aspekcie robienia ludziom krzywdy, to mogą one służyć ochronie człowieka przed działaniami opartymi o sterowanie, o techniki psychotroniczne, o wpływanie na mózg ludzki różnego typu falami poprzez implanty, czipy i tak dalej.
To wszystko można w sposób dzisiaj, nawet technologie ziemskie już zrobić na takim poziomie, że mózg się lasuje dosłownie i w przenośni. W związku z tym cele dwa podstawowe. Po pierwsze, poznać strukturę biologiczną, psychofizyczną człowieka, jak każde badanie naukowe. Po drugie, posłużyć się tą wiedzą dla celów. Po pierwsze sterowania umysłami, sterowania w ogóle kierunkiem rozwoju ludzkiego lub też wspierania ludzi w obronie przed tego typu sterowaniem. To jest oczywiście drugi zasadniczy cel. Jest też cel trzeci dla tych jakby dobrych, w cudzysłowie, i złych cywilizacji. Te złe w konsekwencji chcą ludzkość zniewolić do takich granic, które by były dla nich dużo łatwiej do realizacji. Natomiast ci drudzy starają się nam nie pozwolić, aby do tego zniewolenia doszło. Dziecko wyrzucenie pana to jest tak.
Jak się zdeklarowałem czy UFO posiada tam uważa jaki poziom zrównoważonej funkcjonuje świadomości istnienia? Jest to dobre pytanie, dlatego że UFO jako tako to wiadomo, że jest to pojęcie dotyczące flying object. Dotyczy obiektu parametrów zewnętrznych, jeśli chodzi o sprawy pozaziemskie. Myślę, że część z nich jest w pełni świadoma. Jest to inteligencja, która jest świadoma samej siebie. Natomiast część tego, co moglibyśmy znaleźć na poziomie na przykład szaraków, swoistych takich bio robotów, androidów. Tutaj to jest rzeczywiście problem, że nie muszą one mieć w pełni wykształconego takiego właśnie duchowego obszaru, jakim jest świadomość, samoświadomość samego siebie. Nie ukrywam, że w tych wszystkich przeciekach, informacjach o tym, że szarzy w jakimś sensie są takim efektem eksperymentów biologicznych, genetycznych na większą skalę w galaktyce i dzisiaj służą, powiedzmy, cywilizacjom, takim raczej do nas jeszcze typu Nordycy, do jakichś tam negatywnych działań wobec ludzi. Jest to wszystko możliwe, ale też słyszeliśmy o takich grupach szarych, które do ludzi mają stosunek życzliwy. Ja uważam, że wszystko we wszechświecie jest podzielone jako w niebie, tak i na ziemi, jako na ziemi, tak i w niebie.
W związku z tym ja bym był daleki od różnych uproszczeń. Według twierdzenia pana Rosyjskiego są telemetryczne emocje. Co pan za temat? Znaczy sąd telemetryczny to jest takie fajne pojęcie. Kiedyś to wprowadził, zdaje się te sądy telemetryczne tutaj Foser Bluder, ta para właśnie działająca w Niemczech, uznana, często publikująca w Nieznanym Świecie. Nie ukrywam, że monitorowanie ludzi poprzez różnego typu małe obiekty, które ja osobiście widziałem, może nie małe osobiście tak zwane plasmoidy w Ratowie słynnie, więc to nie jest kwestia nagonki, zrobiłem takich plasmoidów. Tam jakieś takie ważne pytanie, czy tak Sławomir Barski, mówiąc o tych sądach telemetrycznych, miał w jakimś sensie rację, ale to tak nie można tego tak do końca. To nadzorictwo jest już troszkę ograniczające. Myślę, że monitoring ludzi może się odbywać na dużą odległość poprzez wszypywanie fal mózgowych i nie trzeba do tego od razu takich latających wokół nas różnych obiektów widocznych, niewidocznych. To wszystko wymaga takiego szerszego spojrzenia.
Sam zapytał się nawet przy Pająka. Słuchajcie, z Jankiem Pająkiem z doktorem Pająkiem poznałem się osobiście w 1995 roku. Nawet organizowałem mu seminarium tutaj we Wrocławiu. Tak na około kilkadziesiąt osób. Jest to bardzo ciekawy człowiek. Ja staram się wszystkich ludzi traktować naprawdę z wielką takąJak to się mówi, życzliwością, bez względu na to, czy te teorie są dla mnie bezakceptowalne czy nie. Jego teorie dotyczące Lovecrafta, teorii ewolucji, kwestii napędów są bardzo odważne, ciekawe. Myślę, że kiedyś przyszłość pokaże, że miał sporo racji w tych teoriach. Nie są całkiem błędne, wręcz przeciwnie. W momencie, kiedy zabrał się za swoją filozofię panetotalizmu, kiedy postawił wszystkie doświadczenia UFO jako opresję, jako totalny atak na ludzkość, przyznam szczerze, że mam troszkę inne zdanie na ten temat niż on.
Sytuacja jest bardziej złożona z obcymi. Jeśli chodzi o kwestię dotyczącą przeszłości, też takie pytanie było. Nie ukrywam, że teraz szczególnie, kiedy miałem przyjemność koordynować projekt przyjazdu Erica von Dänikena do Wrocławia na wielki festiwal Polcon i spędzić z nim praktycznie dwa dni, bo oprócz oficjalnych spotkań mieliśmy też spotkania prywatne, wieczorne, nocne, właściwie kolacyjne, w takim już troszkę wąskim gronie. Däniken nie jest ściśle naukowcem. Wiemy, że jest popularyzatorem, ale naprawdę ma dużą wiedzę. Objechał cały świat. Teorii, które są zgodne z tym, co on głosi, jest troszkę więcej. Wielu naukowców się w to angażuje, nie tylko pisarze. Natomiast nie mam wątpliwości co do tego, że ich obecność w poprzednich, jak to się mówi, fazach rozwoju ludzkości była i na to jest wystarczająco dużo poszlak, momentami artefaktów, dowodów nawet bym powiedział. Trzeba by było z tych książek zacytować dziesiątki.
Däniken w tych spotkaniach z nami pokazał się od strony człowieka niezwykle racjonalnego, niezwykle powściągliwego w tym wszystkim. Nawet tam trochę nowości było, chociaż wszystko jest w książkach. On jest dla nas wzrocznem, żeby nie brać mnie za słowa. Po prostu tak jakoś się złożyło, że wróciliśmy do problemu teorii palasnautycznych ze względu na to, że on tutaj był. Wiemy sam z u nas bardzo zaawansowanych ufologów, szanowany Grzegorz Brańko kiedyś też pisał książki z Jasiński na temat „Atomowego wojny bogów” i dla niego to też jest zupełnie oczywiste. Czy cywilizacje Majów, Egipcjan. Myślę, że kwestia „zapoczątkowały” jest troszkę mocno zawężająca, że obce cywilizacje w jakimś stopniu wpłynęły na rozwój techniczny kultur Majów, Egipcjan. Nie sądzę, że kosmici budowali Wielką Piramidę w Gizie. Natomiast myślę, że wiedza, którą pozyskali Egipcjanie czy też może koloniści z Atlantydy, bo sądzę, że to też było bardzo mocno związane, została w jakimś stopniu wykorzystana do budowy tej potężnej machiny, jaką jest w ogóle płaskowyż Giza. Więc absolutnie tak, wpływ był, natomiast nie było to wyręczanie.
W ostatnim czasie dużo się na tym skupiałem, używając własnych przemyśleń na ten temat. Witam panie Januszu ze strony Infra. Bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia na nasz czat i już więcej nie będę przerywać. Ewentualnie tylko będę podawać pytania. Mnie ciekawi, dlaczego kiedyś obcy cywilizacje okazywały się ludziom, gdzie ciężko zobaczyć tak dowody, a teraz jest inaczej, prawda? Tak, to jest też dobre pytanie. Sądzę, że to, co pisze Zecharia Sitchin, bez względu na to, jak w branży się krytykuje jego poglądy czy błędy, jakie popełnił, czy też był bardziej związany z iluminatami, bo nie można wlewać wszystkiego do kosza cudzych poglądów. Otóż sądzę, że jego interpretacje sumeryjskich tablic i całego kontekstu starożytnego Sumeru w tej kwestii są dosyć przekonujące, że w którymś momencie po potopie, niewątpliwie tak mogło być, oni zdecydowali, jak to się mówi, „rada bogów", że jest taki moment. Po pierwsze ziemia była już na tyle zniszczona i ten ich dorobek technologiczny, cywilizacyjny, który sami tworzyli na planecie z ludźmi, czy też równolegle do ludzi, gdzie ludzie nie mieli dostępu, że nie ma sensu w tej chwili jeszcze raz samemu coś odbudowywać. Została ta grupa ludzi na różnych kontynentach, która przetrwała i można było zostawić im tworzenie, odnowę zębów cywilizacji.
Oczywiście pod pewną kontrolą, pod pewnymi warunkami. Stąd te rody, nazwijmy to, uczynione arystokratyczne. Faraonowie byli najpierw bogowie, półbogowie, a potem byli już ludzie. Ludziom zostawiono władzę nad rozwijającymi się ponownie kulturami. Oczywiście z ramienia tych „bogów", nazwijmy to też ufo-kosmitów. To jest według mnie bardzo przekonujący obraz i w ten sposób to się rozwija i ewoluuje, ponieważ rywalizacje między nimi cały czas trwają. To tosi na ziemi i te kultury nie tylko, że są poddawane różnym kryzysom, ale też ze sobą walczą i tak dalej. W związku z tym jestem bardzo do tego przekonany, że oni nas zostawili pod kontrolą swoich namiestników. Ktoś powie tak, ale teraz rody królewskie już nie zdążą. Przynajmniej w świecie zachodnim rewolucja francuska skończyła panowanie rodów arystokratycznych.
Z drugiej strony mamy jeszcze Chiny, tamte części świata, gdzie Cesarstwo Środka to też rewolucja '45, rody arystokratyczne, perturbacje, powstanie komunistycznych Chin. To Cesarstwo Chińskie to też był namiestnik tych bogów przez tyle lat. Z drugiej strony oni dalej zachowują te wpływy, używając nowych narzędzi. Rodziny finansowe, które na świecie, jak wiemy, rządzą w dużym stopniu. Mają w dużym stopniu, nie wszystko, tylko koneksje arystokratyczne. Poza tym są nowe narzędzia sterowania. Poza tym nie wiemy, jak tam pozaziemskich układach się to wszystko poukładało, że dzisiaj pozwolono ludziom, żeby rządzili w ten sposób, a nie były to czyste monarchie. Ale też trzeba pamiętać, że ich strategia wobec ludzi musiała ewoluować wraz ze zmianą świadomości ludzi. Myślę, że istnieją takie-Siły nie tylko biologiczne, ale też natury, ja bym to nazwał, wyższej świadomości, które cały czas wspierają ludzi w tym procesie dorastania do dojrzałej cywilizacji, która ma tożsamość planetarną i która ma świadomość, że istnieją inne cywilizacje poza Ziemią. Tutaj nie da się już tak prymitywnie sterować, jak dziecko w młodym wieku jeszcze poddaje się rygorom.
Uczeń, dyrektor, nauczyciel, rodzice, władza rodzicielska. Po roku 18. koniec, kończy się, choćby nie wiadomo co chciał dziecku zrobić i jak. To są oczywiście już pewne prawa, które mówią: on ma prawo działać sami. Ludzie też teraz dochodzą do tego miejsca, gdzie będzie można powiedzieć: tak, musimy im dać pewne pole wolności, bo oni mają te swoje cyfli 18. „Czy sądzi pan, iż na Ziemię mogą reinkarnować się dusze potężnych kosmitów?” To zawsze powiem tak, ponieważ dla mnie zjawisko inkarnacji jest, może niektórych tutaj urażę, bo nie wszyscy uznają fakt istnienia inkarnacji. Uznaję za zupełnie naturalną rzecz, oczywistą, wystarczająco też solidnie udowodnioną na różne sposoby. Nie jest to kwestia wiary, ale raczej wiedzy i nie widzę takich przeszkód, jakichś mechanizmów biologicznych czy fizycznych, żeby istoty spoza naszego świata mogły się tutaj inkarnować. Sądzę, że tak było i jest w tych dzisiejszych czasach sporo takich ludzi. Wyzwalnia się z tej opresji, że to musi być ktoś silny.
„Co pan myśli o całej akcji Projektu Cheops w zeszłym roku? Zebrane pieniądze, ziarno, złoto, cele ratowania.” Słuchajcie, jeżeli pozwolicie, bo to jest taki drażliwy temat. Ja go dosyć dobrze znam, ponieważ znam osobiście praktycznie głównych aktorów tego projektu i zresztą nieraz się wypowiadałem na ten temat też w taki sposób, nie na zasadzie coś jest czarne albo białe, bo to nie o to chodzi. Ja bym powiedział tak: w pierwszej kolejności ten projekt w jakiś sposób skonsumował i to w takim sensie jednak nie najlepszym, to wszystko, co było marzeniem, co było przekonaniem tysięcy ludzi w Polsce, a nawet szerzej w Europie, że tam w Gizie czekają na odkrycia wielkie tematy, wielkie sprawy, wielkie tajemnice. Że labirynt, o czym pisał kronikarz Herodot i co zresztą w mojej ocenie absolutnie dzisiaj już jest w dużym stopniu potwierdzone, bo nawet źródła naukowe już mówią o tym, że gdzieś tam musi przecież być ten fufu pochowany, że tam inne tajemnice są niesamowite. To słuszne oczekiwanie zbudowane przez prawdziwych pionierów, przez ludzi typu Mostowicz, Znicz, setki innych pisarzy, badaczy, Deniken i jeszcze paru innych. Ktoś podszedł i zaczął to konsumować. Słuchajcie, a my wiemy, gdzie leży, chłop znajdzie, my znajdziemy to, zbierzemy kasę i tak dalej. Jeszcze uratujemy ziemię, bo taka była opcja Projektu Cheops. Z jednej strony zebrali dużo pieniędzy i widać było wyraźnie, że oni tam tropią realne tematy, realne problemy i tam zostało kilka naprawdę mocnych rzeczy zauważone przy tych ich badaniach.
Zawsze mówiłem: w porządku, słuchajcie, to jest duża sprawa. Nie mówmy, że to jest w ogóle wszystko złe. Natomiast przekazy Lucyny i cała otoczka tego całego ratowania Ziemi z tym całym procesem zbierania olbrzymią tu pieniędzy, niewątpliwie to był najsłabszy element tego projektu i sam widziałem na niektórych takich sesjach publicznych. Nie wytrzymałem tej presji. Uważałem, że Lucyna ma przekazy, że tak powiem, z własnej podświadomości czy z jakichś raczej niższych poziomów astralu. I to wcale nie pochodzi od tego, jak ona to nazywa Enki, czy tam jeszcze nie wiadomo jakich znaczących postaci z historii ludzkości, czy współczesnych kosmicznych postaci. To wyczuwałem. Dawałem znać zresztą często im osobiście i środowisku, że tutaj to uważam za bardzo mało wiarygodne i tyle. Zdaje się, że ten projekt już dzisiaj wyczerpał swoje możliwości rozwojowe. Nie sądzę, żeby mogli odnieść szerszy sukces i nie chcę ani wieszać na nich psów, ani chwalić, bo ci, którzy krytykują przekazy Lucyny, czy tam już później następczyni i to, co stało się później, mają wiele słusznych racji.
Ale pamiętajcie, że nic nie jest takie do końca to, czym wygląda. Ludzie próbują, ludzie czasami sami siebie oszukują, że nie zawsze jest to świadome oszustwo. Starajmy się to głębiej zrozumieć. Tyle mogę na szybko powiedzieć. To sekta czy pseudonauka? Pan Zagórski. Dobrze. Słuchajcie. Oczywiście, że można używać takiego. To nie jest tak do końca.
Jak się zna psychikę ludzi i osób, które w tym uczestniczyły, to doszły między innymi, tak jak Krysi, Maciu, która przez pewien czas uczestniczyła w tym projekcie. Chciała przekierować go w takie lepsze strony. To wszystko wygląda trochę tak bardziej w złożony sposób, ale zarzuty niektóre są twarde i nikt nie chce mówić: nie, tam wszystko było w porządku, ale nie znam aż na tyle, żeby w tej chwili wywnętrzniać się i opluwać innych ludzi. Co do sekty jeszcze za chwileczkę zacząłem. Nie sądzę. Uważam, że powinniśmy też być dosyć precyzyjni w używaniu słów. Cokolwiek byśmy złego o Projekcie Cheops nie chcieli mówić, to uważam, że to nie kwalifikowało się jednak pod sektę. Znamy przykłady sekt takich dosłownych i tam to w mojej ocenie te parametry sekty były w niewielkim stopniu absolutnie w tym projekcie objawiane. Dlatego chcę tu być uczciwy przede wszystkim wobec siebie. Jeśli chodzi o pieniądze, każdy zbiera pieniądze na jakieś swoje projekty, więc każdy w tym sensie jest wyłudzaczem.
Jeżeli tylko chce zebrać pieniądze na jakiś swój projekt i przekonać ludzi do tego, że po prostu tak. Co pan myśli o tym, Maciu? Dlaczego to robią i czy nie jesteśmy, że tak powiem, sprzedani przez rząd ludzkości? Właśnie.
[23:00] - Panie Januszu, znowu się wbiję panu w słowa. Przepraszam, ale też pozwólmy, że tak powiem, uczestnikom tego czatu zadawać pytania głosowe, nie tylko tekstowe. Ja się cieszę, że pan w taki, a nie inny sposób się wypowiada o Projekcie Cheops. Mam bardzo podobne zdanie na ten temat, ale chciałem się pana zapytać bardziej ogólnie, jak pan ocenia polską ufologię na dzień dzisiejszy? Jak to wygląda z pana perspektywy? Czy według pana są osoby, które rzeczywiście mogą kompetentnie tym się zajmować tak jak to było, powiedzmy jeszcze na początku lat 90.?
[23:44] - Dobrze, chciałem się przywitać. Dobry wieczór. I pierwsze co, to ja mam takie pytanie à propos ogólnie Kerry Cassidy i Projektu Camelot. Czy została ona zaproszona, czy zgodziła się na zaproszenie do Niezależnej Telewizji? Czy będzie po prostu z nią rozmowa?
[24:00] - Na jaki temat by to było? Czy to w ogóle będzie miało miejsce? I następną kwestią jest to, czemu? Słuchałem, ja ogólnie lubię oglądać alterniusy, praktycznie tylko niezależną telewizję. Oglądam alterniusy, bo reszta mnie słabo interesuje. Mam takie pytanie à propos alterniusów jeszcze: czy będzie robione coś takiego, bo już ileś razy zaznaczałem to w ogóle w komentarzach i tak dalej do alterniusów, żeby były umieszczane linki do rzeczy, o których mówicie. Bo często jest tak w alterniusie, że jest rozmowa, pokazana strona na tej i na tej stronie coś tam, i trzeba robić samemu sobie stopklatki, żeby wejść w dany link, i o czym wy mówicie. I dlatego mam pytanie: czy będą umieszczane jednak w opisach linki do pozycji, które są omawiane i tak dalej do artykułów? Też zadałem pytanie o Kelica CD i projekt Camelot, czy będzie to spotkanie miało miejsce, czy ona będzie w niezależnej telewizji, jakiś wywiad, czy nie będzie? Tak, słuchajcie, bardzo dziękuję za pytania zadane w ten sposób, bo będziemy mogli opowiadać.
Ufologia zmieniła się bardzo dużo i myślę, że nie powinniśmy przykładać tych samych kryteriów do oceny tego, co było jeszcze przed rokiem, powiedzmy '90 w ufologii polskiej po tym, co działo się później, bo czasy się zmieniły. W tamtych czasach, proszę pamiętać, wspaniała, znakomita działalność Roberta Leśniakiewicza czy kolegi z Krakowa Rzepeckiego Bronka i Piechoty, i jeszcze innych, żeby nie urazić innych badaczy, działaczy z tamtych czasów. Przede wszystkim koncentrowano się na katalogowaniu spotkań z UFO, a więc to, czy to był pierwszy, drugi, trzeci stopień, opisy przypadków, rejonizacja, grupy ufologiczne jakoś tam się dzieliły. Wrocław, powiedzmy północ, środek Polski i tak dalej. I zbieranie, i tworzenie takiej mapy wydarzeń i tak dalej. Z czasem to wszystko się skończyło. Nie tylko dlatego, że główni aktorzy tamtych czasów poczuli się już zmęczeni i przestali się tą pracą tak aktywnie zajmować. Po prostu ta ilość przypadków spotkań z UFO, obserwacji UFO, nazwijmy to, była tak duża, że nikt nie był w stanie już poprzez logistyczny wymóg zaradzić uczynić się takiemu planowi, żeby chociaż mieć rejestrację najważniejszych wydarzeń ufologicznych, tych obserwacji UFO i taki katalog, jak kiedyś Bronek prowadził z całym zespołem ludzi, bo to nie tylko on koordynował. Więc to po prostu się już wymykało spod możliwości jednej grupy albo stowarzyszenia, bo to kompletnie było już niemożliwe. Ludzie nie mieli pieniędzy, nikt tego nie dotował i tak dalej.
Ale to jest tylko powód techniczny, że nie można było nadążyć nad rejestrowaniem tych wszystkich wydarzeń. Ale jest drugi powód, że tamta ufologia wygląda troszeczkę inaczej niż to, co dzieje się dzisiaj. Ten drugi polega na tym, że po prostu zmieniła się też percepcja tego zjawiska dla bardzo wielu ludzi, których ja też poznawałem z czasem. Sam fakt, że ktoś widział UFO, czy to był drugi, pierwszy, czy trzeci stopień, czy tam to było zarejestrowane, to przestało mieć jakieś głębsze znaczenie. Spora część zainteresowań badaczy, ale też nowych ludzi, którzy wchodzili na tą scenę również i na przykład mnie, bo ja się pojawiłem tej scenie dopiero około '90. Koncentrowała się już nie tyle na takim formalizowaniu, że tak powiem, tym wszystkim katalogowaniu, że tam ktoś pierwszy, czwarty stopień, czy miał okulary, czy nie miał okularów, tylko na pierwszy plan wysuwały się porwania. Zaraz, oni są, są jeszcze porwania. Wtedy dopiero tak naprawdę w drugiej połowie lat 80. i 90. się rozwinęła ta w literaturze, takie pozwolenie zagranicznej wiedzy ufologicznej, żeby w ogóle zajmować się wzięciami, które wcześniej były tak naprawdę tematem tabu.
I w Polsce też naszymi wzięciami się specjalnie głębiej nie zajmował, bo to był temat tabu. To było nierozpoznane, to było takie nieufologiczne, to było nieracjonalne, bo to nie było weryfikowalne, bo siada mógł kłamać. Więc pojawiło się olbrzymie zapotrzebowanie społeczne. Pojawiły się też nowe filmy, nowa literatura i gry komputerowe, gdzie zaczęto po prostu o kulturach pozaziemskich, o kosmitach mówić tak wprost. Nie tak, że obiekt nieznany, parametry świecił, nie świecił, typologie ufonautów, wizjonerie, wizerunki. To wszystko całkowicie odsunęło na bok tą klasyczną, taką detektywistyczną pracę zbierania danych. Że widział, że leciało, że miało parametry, a koncentrowanie się na tym, że były porwania. Kto to porywał? Po co porywa? Jak te porwania wyglądają?
Wreszcie te kultury pozaziemskie. Przydałoby się wreszcie ich wszystkich jakoś zacząć wymieniać. Czy to są typ Nordca, szaraka, cała gama jeszcze innych opisów i tak dalej. Ja pamiętam to po sobie, że takie parcie miałem krótsze, żeby porozmawiać z człowiekiem, który opowiada, że widział ich z bliska. Oczywiście, bo zawsze pytanie, czy on kłamie, czy on jest chory psychicznie, czy może ktoś z jakichś powodów jest inny, czy to jakaś psychoza? I ileś takich osób spotkałem. Słynne przypadki badałem te polskie i byłem przekonany, że to jest to, przepraszam za słowo, takie fatale, takie mięcho w sensie badawczym, że to jest w tym najbardziej taki istotny element. I stąd też te dzisiejsze, pojawił się też ten internet, mnóstwo stron, zdjęcia, fotografie UFO, które już w ogóle analizowanie na większą skalę okazało się też, że pierwsze analizy zdjęć to było poważne w ufologii i teraz poszło to w zupełnie innym kierunku. Cała ta nauka ufologiczna się zupełnie zróżnicowała. Więcej, pojawił się taki obszar doświadczeń, który przez większość ufologów jest po dziś dzień nieakceptowany, tak zwane channelingi.
Czyli takie sytuacje, kiedy ktoś mówi: „Mam kontakt mentalny z istotami, które się przedstawiają, że są z Plejad, bo te przypadki znam i tak dalej". Pojawiły się książki channelingowe, które wielu z nas, ja też studiowałem, bo uważałem, że to jest też tak samo, jak warto czytać książki SF, są inspirujące. Cała fantastyka naukowa jest absolutnie inspirująca dla ufologii, uważam i też ileś rzeczy się tam zbliżyło do tego. A z drugiej strony dlaczego nie studiować channelingu, który dla większości tych scjentystycznie myślących naukowców, ufologów absolutnie jest nie do przyjęcia? Dobra, pojawił się rozdział. Musimy kogoś zmuszać? Ja uważam, że to jest w porządku, że ta ufologia się troszeczkę rozdrobniła na te różne nurty, bo nie da się teraz stworzyć jakiegoś jednolitego paradygmatu wiedzy. Jest teraz sporo sporów i tak dalej. Pojawiły się rozporczni
[30:00] - To są istoty nam przychylne czy też nieprzychylne i udowodnienie tego w tą czy w tamtą stronę. Jest to zupełnie coś innego. Ja osobiście staram się wszystkie źródła informacji uznać za warte pochylenia się. Żeby zrozumieć zjawisko, sięgam do wszystkiego, co się z tym wiąże, chociaż oczywiście nie traktuję tych źródeł informacji bezkrytycznie. Nigdy tego nie robiłem, ale też nigdy nie staram się być uprzedzony do czegokolwiek. Historia nauki nam mówi, że nie wolno się do niczego uprzedzać, bo najczęściej w różnych zakątkach historii rozwoju wiedzy to byli ci, którzy byli nawet ośmieszani, powiedzmy, gdzieś tam wkopywani w ziemię i tak dalej. Wiemy, jaki rozwój technologii często się wiąże z takimi wydarzeniami. Więc zrozumcie mój stosunek do tej współczesnej ufologii, która jest zróżnicowana. Nie zawsze jest to ścisła nauka, ale też nie musi za każdym razem być. Jest w tym też dużo już humanistyki, gdzie te kryteria naukowości w ogóle się rozmywają i pozwólmy wszystkim robić to, co uważają za stosowne.
Żyjemy w wolnym świecie póki co, a życie i przyszłość pokaże, które z tych teorii i hipotez tak naprawdę okazały się być prawdziwe. Troszkę na to musimy poczekać. Żeby nie przedłużać, drugie pytanie. Kończąc temat ufologii, wiem, że na skutek jeżeli później będzie pytanie, to mogę dopowiedzieć. Jeśli chodzi o Kerry Cassidy, ponieważ mieliśmy bardzo intensywny kontakt z Kerry i z Billem, jak wiecie, to było trzy lata temu. Nawet dwójka ich była tutaj ściągnięta przeze mnie do Wrocławia na seminarium z fizyki i matematyki. Robiłem takie seminarium i potem u nich nastąpił rozdźwięk. Bill się wycofał. W tej chwili siedzi na miejscu zmarłego Briana Leary, który zmarł. Z tego, co dowiedziałem się od Danusi, w tej chwili w Ekwadorze miał swoją – bo jak byłem w Zurichu, to też go spotkałem i wiedziałem o tym, że w Ekwadorze ma swoją farmę ekologiczną i tam ponoć gdzieś w koronie również oddalił się Billy Rayon, bardzo przeze mnie ceniony, niezwykły człowiek.
A Kerry Cassidy ze swoim nowym partnerem jakby przechwyciła projekt Camelot i go dalej w jakimś sensie prowadzi. Bardzo fajnie. Nie ukrywam, rozmawiałem z Danusią Sharma, bardzo nam pomogła w ogóle w tym kontakcie i dzięki niej mój kontakt z Billem i Kerry się ukształtował. Mówi, że Kerry jest w dosyć częstym kontakcie i absolutnie tak. To znaczy przy najbliższej nadarzającej się okazji na pewno poprosimy Kerry o jakiś szerszy wywiad, wywód i jak tylko Danusia będzie w pełnej dyspozycji, to się to rozegra w ciągu miesiąca. Myślę, że na pewno przyłączymy się do kongresu Wolnych Ludzi tym bardziej. Na koniec zostało trochę tych linków. To są słuszne uwagi. Jest mnóstwo rzeczy, które moglibyśmy w ramach niezależna.redakcja@npv1.pl – teraz taki mail adres łatwiejszy mamy – zrobić potrzebne, które byłyby dogodnością dla widzów. To się bierze ze szczupłości kadrowych.
Wprost. Możemy się sprężyć, żeby zrobić tyle, ile dajemy. To wszystko przecież ludzie mają za darmo. Ile tylko nam środków finansowych przybędzie czy z darowizn, czy z jakieś usługi, czy z imprezy, to się w to pakuje i to funkcjonuje w takim trochę skromnym zakresie. Bardzo byłoby fajnie, gdyby do audycji były jeszcze dodatkowo podpisywane linki. Porozmawiam jeszcze z kolegami, którzy pomagają w prowadzeniu tej strony, że może by się udało ich zmobilizować, żeby przynajmniej część tych najważniejszych linków była tam wklepana, a nie tylko, że trzeba było rzeczywiście skadrować, zrobić klatkę, zobaczyć, jaka strona dokładnie w tej chwili jest pokazywana. Panie Januszu, ja tutaj dostaję pytania na prywatnym czacie od użytkowników, więc zgodnie z zasadą je przekazuję. Co mogą oznaczać sny, w których szarzy, jak rozumiem szaraki, pokazują magazyny ludzkich zwłok? Co to może oznaczać? Jeszcze mam drugie pytanie.
Moment. Aha. Co pan myśli o temacie uprowadzeń? Dlaczego to robią i czy nie jesteśmy, że tak powiem, sprzedani przez rządy ludzkości dla tych kosmitów w zamian za technologię? Tak, to są ważne pytania. Częściowo już troszeczkę o tych wzięciach, ale jeśli chodzi o sny, zacznę. To znaczy mamy dwa źródła wiedzy o snach i o ich wartości i znaczeniu snów. Oprócz tego, co tradycyjna psychologia na ten temat dorobiła się, jeśli chodzi o badanie i interpretacje, one w niewielkim stopniu nas posuwają według mnie naprzód. Mamy doświadczenia, jeśli chodzi o osobiste sny. Nie wszyscy, ale wielu z nas i na ten temat myślę, najłatwiej nam jest coś powiedzieć, ponieważ możemy zadać sobie podstawowe pytanie: czy w niektórych snach, tak zwanych proroczych, my nie odczytujemy czasami poprzez symboliczne sceny i sytuacje pewnych zdarzeń, które mają miejsce w danym czasie lub też mogą mieć miejsce w tak zwanej przyszłości?
Otóż ja osobiście dosyć często miewam takie sny na pograniczu symboli pewnych sytuacji dosłownych i niedosłownych. I oświadczam wam, że korelacja między pewnymi zdarzeniami a pewnymi snami, które są wcześniej, najczęściej dzień, dwa wcześniej, jest bardzo duża, zaskakująca. I to moje osobiste doświadczenie pozwala mi przyznać, że sny jest to przeniesienie stanu naszego umysłu w takie rejony, w takie wymiary, gdzie pewne sytuacje rozgrywają się w bardziej bezczasowej albo w innoczasowej, jak to się mówi, scenerii. W związku z tym ta kwestia, że nie można wiedzieć, co się stanie w przyszłości, jest tutaj zupełnie bezpodstawna, żeby się bronić przed uznaniem, że sen może coś odczytywać, przewidywać. Pamiętajmy, że obraz, myśl ludzka również w trakcie snu to są zawsze i wyłącznie przede wszystkim różnego typu fluktuacje elektromagnetyczne. Nieźle nam znane układy pól magnetycznych czy elektromagnetycznych, które są tak naprawdę nośnikiem, swoistym dyskiem twardym dla informacji, która się na tym nasadza i sczytywanie na pewnych poziomach częstotliwości, nazwijmy to umownie wyższych pewnych faktów, które zdarzyły sięW innym miejscu na planecie, w Układzie Słonecznym, może w innym rejonie kosmosu. Wydaje mi się, że w świetle współczesnej fizyki, tych dokonań czy osiągnięć fizyki kwantowej, gdzie się już mówi o teleportacjach, gdzie jest taka masa zdarzeń, które zdrowy rozsądek zupełnie nie jest w stanie zaakceptować, że to wszystko upoważnia nas do tego, by uznać, że choć nie każdy sen i tutaj nic nie może być wyrocznią, ale jednak zbyt dużo rzeczy w osobistych naszych snach było przeczuciem zdarzeń, które nastąpiły później, żeby lekceważyć to, co pan tu powiedział, że przykładowo wyobrażenia, że tu mamy jakieś trumny, że są jacyś szaraki, że jest jakaś taka opresja, żeby tak całkiem to uznać za jakąś totalną konfabulację umysłu w czasie snu. Nie, wręcz przeciwnie, uważam, że to, co sobie ludzie inni myślą czy sobie planują, czy wyobrażają, to jest konkretna informacja, która dosłownie jak fala radiowa biegnie przez cały wszechświat i jeżeli jesteś ustawiony na pewne częstotliwości, a w czasie snu tak właśnie często jest, to wtedy możesz to sczytać. Oczywiście ktoś powie: „No tak, ale też są takie implementowane informacje w czasie snu podawane ludziom, które mają ich przestraszyć, mają ich w jakiś sposób może do czegoś ustawić. Czy to jest forma manipulacji?” Oczywiście, że tak.
Takie przykłady się zdarzają i zapewne mają miejsce. Teraz odróżnić, czy ty jesteś w danym momencie w czasie snu nafaszerowany jakąś wizją, która jest eksperymentem zewnętrznym wobec ciebie i chcą sprawdzić, jak na to reagujesz. Oczywiście tak się może zdarzyć, ale z drugiej strony się może zdarzyć, że ty poprzez sczytanie czyichś zamiarów, czyichś myśli, czyichś działań, to też zawsze są jakieś myśli, to w tym momencie jesteś też tym radiem, które to odbierze i to jest twoje i to jest jakaś informacja. Więc tylko tak mogę odpowiedzieć, że to jest możliwe, ale nie mogę dać ręki, że za każdą wizją, którą ktoś mi zacytuje, że miał, kryje się rzeczywistość. Oczywiście z punktu widzenia tego, co może zdarzyć się na planecie, że te zmiany dziś odczuwamy, że następują, bo upadanie starego systemu, rodzenie się postacywilizacji, wszystko, co wyczuwamy, zmierza do tego, żeby to po prostu jest według mnie na rzeczy i poważnie do tego podchodzę. Jeśli chodzi o kwestie z wzięciami, ja już częściowo na ten temat opowiadałem. To wszystko, co jest w literaturze i co ja sam słyszałem od ludzi, to wiem tylko jedno, że nie wolno lekceważyć wypowiedzi ludzi, którzy od wielu lat opowiadają tą swoją historię wielokrotnie. Ja wspomniałem nazwisko Grzegorza Nowaka, który w mojej ocenie podlegał wzięciom i był badany na regresji hipnotycznej. Ona się tylko częściowo udała. Blokady pamięci, kiedy chcieliśmy wejść głębiej.
Pani Elżbiety już nazwiska nie będę wymieniał, bo ostatnio wielka prośba z jej strony, żeby była na wczasach UFO teraz drugich, żeby nie wymieniać jej nazwiska. Gdzie też ta ilość informacji, które przekazuje po raz kolejny, po już tylu latach, kiedy ją znamy, jest normalnym człowiekiem. Więc parę jeszcze takich przykładów jest. Ja jestem taki trochę bezradny, bo co mam powiedzieć? Mimo że im więcej, jak to się mówi, trafiłem, im więcej dowiedziałem się na temat wzięć, tym mniej mogłem jakoś tak autorytatywnie wykrzykiwać. Jedno jest pewne, to wszystko, co ma syndrom wzięcia, jest generalnie niedobre. Jest generalnie niedobre, bo po prostu oznacza wtargnięcie w przestrzeń człowieka w taki sposób, że w zasadzie rujnuje mu całą jego stabilność psychofizyczną, jego stabilność osobowościową. Z drugiej strony spotkałem się też, szczególnie w ostatnich latach miałem takie przypadki, z którymi się stykałem, gdzie w sposób wyraźny było widać, może to wszystkich troszkę nawet nie zadowoli, co powiem, ale paradoksalnie w pewnym momencie tych wzięć jest może mniej na poziomie czystej biologii i fizyki, takiej fizjologii, a częściej odbywa się to w postaci odrywania od struktury biologicznej człowieka tej jego tak zwanej astralnej części i przenoszenia go w różne miejsca, łącznie z jakimś nawet, nazwijmy to, obiektem natury materialnej. I spotykałem się z takimi opowiadaniami, spisami, w literaturze też o tym jest. Musiałbym długo naprawdę o tym mówić.
Taka sprawa z Koniecpola, gdzieś dla TVN24, przepraszam, dla Wiary był taki odcinek kręcony z paniami, takimi siostrami gdzieś tam w Koniecpolu, które twierdziła ta pani, jedna z nich, że ona przez Jezusa i Matkę Boską i te wszystkie święte ubrana jest do nieba. Ja tam pojechałem z ekipą, dojechałem tam do nich, bo prosili mnie, żebym tam mógł to zbadać na miejscu. Wysłuchałem tych wszystkich opowiadań. To było bardzo niesamowite. Bardzo rozsądne, normalne panie. Głęboko wierząca pani, starsza pani opowiadała o tym wszystkim. Opisując bardzo szczegółowo ubranie tych aniołów. Oczywiście, bo ona mówi o aniołach. Ona nie znała pojęcia UFO i kosmitów. Ona się posługuje językiem ściśle religijnym.
I to było symptomatyczne. W którymś momencie powiedziała: „Ale ja tak zostaję w łóżku właściwie, jak tak mnie biorą. Ja zostaję w łóżku, ale mnie biorą”. Więc to był taki syndrom, tak samo jak z panem Szuleckim, jak ktoś dobrze zna historię Jerzego Szuleckiego, pilotem, gospodarzem bazy i wszedł z nim gdzieś tam głęboko w jego świat, a naprawdę jest bardzo niesamowity ten świat, to Jerzy, kiedy mówi o tych swoich podróżach, bo miał takie podróże, to było mówione. To on też wie, że to jest zabranie jego w przestrzeń mentalną bez, jak to się mówi, operowania, wzięciem jego ciała. Więc są różne poziomy wzięć. To są bezpieczniejsze, to są, że tak powiem, mniej takie ostre. Ja oczywiście jestem przeciwnikiem tych porwań, bo to po prostu, jak powiedziałem, jest pozbawienie wolności człowieka, trauma totalna. Czasami może są to usprawiedliwione jakieś, jeżeli to są jakieś izacyje pozaziemskie, które są życzliwe przy szkodach, jakie wyrządzone ludziom, przy innych wzięciach może się zdarzyć, że inne grupy pozaziemskie chcą pomóc człowiekowi, muszą się posunąć do jakichś ingerencji w ciała ludzkie, żeby wyciągnąć implanta, zneutralizować coś. Wiadomo, że ta helka jest bardzo ostra między ciemną a jasną stroną, więc wiadomo, jak to się toczy.
Tak że tyle bym mógł jakoś tak się wytłumaczyć z tego wszystkiego. Ostatnio, jeśli chodzi o sprawę wzięć, to nie wiem, czy pan myśli o temacie programie takiego, który robią, czy nie jesteśmy, ten rząd. Generalnie tak, zgadzam się z tą strategicznąW ocenach, że zostaliśmy w tym sensie sprzedani. Zbyt dużo na to wskazuje, żeby bać się mówić o tym tak dosyć jednoznacznie. Zostaliśmy w mojej ocenie sprzedani i to widać wyraźnie po całym postępowaniu władz. Nie mówię o tych władzach tak zwanego zewnętrznego otoczenia, czyli prezydentów, premierów jakichś tam parlamentów, Kongresu, bo oni w sprawach UFO są generalnie infantylni. Większość z nich nie ma na ten temat żadnej sensownej wiedzy. Ukryty rząd, ukryta władza ma tą wiedzę bardzo mocno. Dan Burisch, którego też nie możemy traktować jako człowieka może w pełni wiarygodnego. Tam też wiele jego poglądów jest niezbyt z przyjęciem.
On się przyznaje do tego, że on tam niby pracował dla Area 51. Myśmy go spotkali właśnie w Zurychu podczas tej konferencji tam lota i on o tym nieco opowiadał o tych swoich rozmowach z obcymi. On tam właśnie też starał się tłumaczyć, że to wszystko, co oni robią, to jest takie, że muszą tak robić, że tam jest jakaś gra o to, żeby ci kosmici nie byli wobec nas źli, że my się tu staramy, my tu rząd ukryty, tutaj Area 51, żeby robić dobrze. No ale owoce są takie, że ukryliście, mówię tak do nich, ukryliście gigantyczną, straszną prawdę, za którą się kryje miliony porwań z całej Ziemi. Według mnie miliony. Pełen krzywd niewyobrażalnych, o których my nawet nie mamy świadomości, na jaką skalę są to krzywdy wyrządzane ludziom i w jaki sposób ukryliście tą prawdę. Ile my byśmy mieli więcej szans, żeby się obronić przed tą negatywną opresją tych ukrytych negatywnych wobec nas pozaziemskich grup, które stacjonują gdzieś w Układzie Słonecznym czy gdzieś tam w innym wymiarze? Gdybyśmy wiedzieli w ogóle, co się dzieje. Przecież oficjalnie większość tych ludzi, którzy są porwani, oni przecież nie mają tej wiedzy. Ja w swoich badaniach widziałem, że ci ludzie szukali gdzieś tam po lekarzach, profesorach, naukowcach, gdzieś u księży pomocy.
Tam byli wyśmiewani, byli odsyłani do domu wariatów. Więc ta krzywda jest jeszcze podwójna, że te istoty pozaziemskie negatywnie wobec nas zorientowane w porozumieniu z rządem pozwoliły na to, żeby ludzie cierpieli. No to teraz jeszcze jak ludzie szukają pomocy, to jej nigdzie nie mają, bo wszyscy się z nich śmieją. Więc to jest w ogóle w jakimś sensie zbrodnia na ludzkości, która się stava. Nikt tego tak może wprost jeszcze nie nazywa. Zrobiły to pewne kręgi władzy. One się będą teraz tłumaczyć. Tam większość z nich to jest kolejne pokolenie. Pamiętajcie, to się zaczęło tak naprawdę po katastrofie Roswell. Już te pierwsze przymiarki.
Jest zupełnie problem po stronie establishmentu, władzy tego ukrytego. I to ja to rozumiem, że tam oni też mogli zostać oszukani, ale to jest ta chęć posiadania większej technologii przewagi militarnej nad Rosją, Chinami nad tym całym ziemskim bałaganem i wtedy oni za to są gotowi sprzedać wszystko. Więc za technologię de facto sprzedali naszą wolność, naszą wiedzę. Jesteśmy pod opresją. Na szczęście uważam, że jest wystarczająco dużo ludzi świadomych, również tych, którzy z tak zwanego inside'u puszczają te wszystkie przecieki. Przede wszystkim wydaje mi się, że jest duże wsparcie ze strony sił duchowych. To na pewno. Ci, którzy mają takie zdrowe religijne podejście, uważam, że są bardzo na miejscu i ja tutaj nie chcę właśnie w zakresie o religii, bo to od razu były straszne emocje. Widzę, że czasami są jakieś wpisy ludzi kompletnie nawet chorobliwie już zaprogramowanych, ale czytam to bardzo pozytywnie. A z drugiej strony w mojej ocenie jest część pozaziemskich istot, które ewidentnie sprzyjają ludziom, tylko one były takie na drugim planie, na drugiej linii, że tą okupację Ziemi na razie sprawują w mojej ocenie te istoty bardziej negatywne.
Ale okupacja to nie znaczy, że można robić wszystko. Jeżeli myśmy byli, ja to wszystko prymitywną analogią daję, jak mówię o Układzie Warszawskim z Rosją sowieckim i powiedzmy o Polakach i był Zachód i była ta opresja, prawda? Ale ludzie żyli, jako tako żyli normalnie, prawda? Można było rzeczy rozwiązywać. Nie można było wszystkich rozstrzelać i zabić opozycję na oczach wszystkich, więc nie można robić wszystkiego. Nawet te złe siły nie mogą robić wszystkiego. To zło też jest zawsze troszkę takie jakby nie do końca uświadomione przez tych ludzi, że oni reprezentują zło. W związku z tym potem jak przyszło wyzwolenie, to dzięki temu, że ten Zachód tak zwany był wtedy lepszy, dawał nam informacje, dawał nam różnego typu książki, zióła życia i myśmy obalili ten system w sumie wszyscy razem poprzez wzrost świadomości. Teraz te pozytywne istoty we Wszechświecie też taki plan mają.
[46:05] - Panie Januszu, wiem, że przez długi czas zajmował się pan sprawą Wylatowa oraz zajmuje. Chciałbym zapytać, jak po tych latach od tego całego zdarzenia patrzy pan teraz na tą sytuację? Czy coś się zmieniło być może w pana ocenie?
[46:20] - Tak, to dla mnie pytanie bardzo na miejscu, bo spędziłem tam naprawdę wakacje przez wiele lat. Pierwszy raz byłem w 2002 roku, wtedy jeszcze trzy razy po dzień dobry trzy, potem już od 2003 roku praktycznie biti miesiąc, aż do 2007 roku włącznie siedziałem tam przez miesiąc, głównie lipiec. Pierwsza sprawa, jeśli chodzi o to: prawie wszystko się skończyło i to jak ręką odjął od roku 2007. Nie tylko kwestia zlotów zbożu, które wywołują osobną dyskusję i zaraz o tym powiem, ale też i wszelkich zjawisk towarzyszących, takich jak choćby manifestacje plazmoidów, które widziałem sam osobiście dwa razy na własne oczy, zresztą ze świadkami i zarejestrowałem je wielokrotnie i mnóstwo ludzi widziało te zjawiska i tego nam nikt nie odbierze. Jak nikt nie odbierze nam wypowiedzi i obserwacji innych zjawisk, łącznie nawet UFO, jak na przykład doktora Szymańskiego w 2004 roku, jak po raz pierwszy tam przyjechał z synem i widział przez kilka sekund obiekt prawdziwy, materialny, typowy latający spodek, cudzysłowie, jaki wtedy zobaczył. Tego nam nikt nie odbierze. I bez względu na to, w jaki sposób oceniamy dzisiaj kwestię piktogramów wylotowskich, czy one zostały zrobione przez ludzi, czy też przez jakąś nieznaną nam bliżej, cały czas o tym mówię, nie mówię o kosmitów, jakąś siłę spoza naszej Ziemi, to bym powiedział tak: ostatnio dyskutowaliśmy sporo między innymi z dumna czasopisma UFO po raz kolejny tutaj teraz przebywający w Anglii Leszek Chaja, który poświęcił sprawie piktogramów w Anglii mnóstwo czasu. Nawet odwiedził tam ich nie wiem, czy setkę, czy dwie setki w ciągu tych ostatnich lat. Dochodzą też do niego różne źródła zachodnie, że większość piktogramów, nawet mówi, że chyba wszystkie piktogramy, jakie on przynajmniej uważa, zostały zrobione przez ludzi. I tutaj debatowaliśmy na temat UFO, byliśmy w Gozdowie pod Wylatowem przez tydzień.
Czy też w sprawie wylotowskich piktogramów możemy powiedzieć, że wszystkie piktogramy zostały zrobione przez ludzi, czy też to jest niemożliwe? Ja, ponieważ tam siedziałem dużo niż Leszek w tym wszystkim tyle lat, wskazywałem na to, że dzisiaj bardzo łatwo jest powiedzieć, że oto ludzie zrobili piktogramy, bo to łatwe, bo to podatny grunt. Ja znam nawet nazwiska tych ludzi, którzy mieliby je wtedy w Wylatowie robić. Nie była z nimi przeprowadzona jeszcze jakaś rozmowa tego typu, bo to wynika choćby z pewnej dyskrecjonalności tej informacji, które posiadam w sprawie akurat Wylatowa, ale analizowaliśmy ostatnio właśnie w Gozdowie tak uczciwie, bo ja zawsze jestem otwarty naprawdę, czy przykładowo piktogram w 2004 roku mógł być zrobiony przez ludzi, biorąc pod uwagę wszystkie parametry tego, co stwierdziliśmy w sposób zupełnie bezdyskusyjny. Czy piktogram w 2002 roku, na który trzeba było oni krypać tam między 4:00 a 4:45 rano i pole było widziane przez pana Filipczaka o 4:00 rano. To mój odniesienie do roku, żeby nie pomylić się to ten 2, 3 lipca piktogram i on poszedł z miejsca, gdzie piktogram był dwa metry ponad ziemią, potem pokazał, nie było nic. Potem zawołali go, że już jest. Ja powiem tak: wydaje mi się cały czas, więcej argumentów mam za to, że kilka tych najważniejszych piktogramów w strefie zero nie było jednak robionych przez ludzi, tylko przez jakąś nieznaną nam siłę. I póki co byłoby bardziej tej hipotezy, że tego nie zrobili ludzie. Nie mówię o piktogramach, które powstają poza strefą zero, bo tu nie ma o tym dyskusji w ogóle.
Ale nawet gdyby się zdarzyło, bo to mówię wszystko, ludzie dużo potrafią, że oni jakąś tą bardzo twardą strefę patrolowania, monitorowania poprzez nasz system live i jeszcze innych rzeczy i tych wszystkich czujników UFO, to nawet gdyby tak było, to jedno nie podlega dyskusji, że tam byliśmy świadkami niezwykłej ilości manifestacji jakiegoś czynnika spoza naszego świata, czy z innego wymiaru, czy pozaziemskiego. Nie wspierajmy się, bo przecież to wiecie, jaka to jest elastyczna różnica i niedefiniowana do końca taka oczywista. Mówię o tych swoich obserwacjach. Dziesiątki osób w tej miejscowości i wokół tych miejscowości przeżyło na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat niezwykłe historie. Co zawiera choćby w naszym filmie Wylatowo jest niezwykłe, co było już w wielu programach, choćby też i w „Nie dowiem”, rozmaitem plusie naszego programu i wiedzy setek ludzi, którzy odwiedziło Wylatowo. I to było miejsce fenomenalne. Dlaczego się skończyło? To jest osobna sprawa. Jest takie czerwone pytanie, jak tam myśli: czy jesteśmy hodowlą stworzoną, by wydobywać dobra Ziemi, które są potrzebne dla innej cywilizacji i potrzebujemy tego, by przestać otrzymywać swoje frety? Tak, to jest pytanie, które idzie dla mnie w bardzo dobrym kierunku.
Pytanie, czego właściwie oni od nas chcą? Przyjmując tą hipotezę, że mamy bardziej przyjazne lub nieprzyjazne grupy i takie trochę neutralne. Wydaje się wyraźnie, że dzisiaj problem nie polega na tym, że oni chcą naszych złóż, jak to było, jak to się czyta sitcina, ale też i innych. Są przekazy, legendy, mity. Jest trochę tych pozostałości po księgach świętych, że tam to jest wydobywanie złota, że może Nibiru, że tam było potrzebne, to głównie sitcin to nakręcił. Powiedzmy, że jest w tym trochę jakiejś prawdy, bo to się plącze w tych wszystkich legendach, mitach i tak dalej. Ale sądzę, że dzisiaj nie idzie o to, by opanować zasoby ludzkie i zasoby geologiczne Ziemi, bo one w gruncie rzeczy są opanowane i technologia pozwala, żeby oni z wnętrza Ziemi brali to, co jest im potrzebne i my tego wcale nie musimy zauważać i w konsekwencji tego nie zauważamy i nie ma problemu, żeby się nawet tym przejmować. Mogliby to robić spokojnie, gdyby chodziło tylko i wyłącznie o dobra materialne, takie powiedzmy jak rzadkie pierwiastki czy ważne energetycznie, czy inne. Tutaj chodzi o coś oczywiście zupełnie bardziej fundamentalnego. Tu chodzi, myślę, o ludzkie...
Nawet nie chodzi o niewolniczą pracę ludzi, bo przy ich technologii to oni sobie mogą większość czynności oprzeć o technologię, którą jednak mają wyższą na poziomie klasycznie rozumianej tej technologiczności. Tutaj chodzi, myślę, o to, o czym w literaturze jest sporo, mianowicie o ludzkie emocje i że to jest autentyczny pokarm dla przynajmniej części z tych emocji, uczucia, części z tych pozaziemskich istot różnych, również innowymiarowych, żebyśmy się rozumieli.I że nie chcę ograniczać rzeczywistości kosmicznej tylko do świata naszej galaktyki, tej czasoprzestrzeni, którą fizycy i astrofizycy na co dzień badają. Że istnieją równoległe światy za sprawą wielu fizyków, którzy też tak mówią. Michio Kaku i Stephen Hawking też do tego zmierzają. Otóż te emocje, te uczucia są, wydaje mi się, najważniejszym produktem tego wszystkim. Jak ktoś się interesuje zagadnieniami ponad, jak to się mówi, ufologicznymi, przesłuchiwał sobie Roberta Moona, ten słynny tryptyk „To duże poza ciałem”, to pamięta koncepcję lóż. Tam było wyłożone, że to jest taka hodowla, że tam ten lóż się zbiera. Lóż, czyli emocje. Jak się czyta Barbarę Marciniak, wiem, że to channelingu, więc nie wszyscy wiadomo czy należy o nim rozmawiać. Ale powiedzmy, że to jest tak i to pozwala to dla czego z channelingu nie przyjąć tej hipotezy?
Ona wyraźnie, nie tylko jej źródło mówi o tym, że zbieranie tych emocji, myśli, karmienie się strachem ludzkim, to już na przykład będziemy mieli u tego w Afryce, straszne rzeczy, to, co pisze ten niesamowity szaman, można powiedzieć, afrykański. Te wywiady z Lutrą właśnie, że są grupy, są to może istoty z astralu, istoty z innych wymiarów, nie ludzkie, które żywią się dosłownie strachem ludzkim, emocjami, uczuciami, które pojawiają się w człowieku, kiedy cierpi, kiedy przeżywa straszną rzecz, kiedy go zabijają, kiedy go torturują. I to jest oczywiście straszne, nieprzyjemne, ale sądzę, że musimy się pogodzić z tą prawdą, że tak właśnie jest, że tak może być przynajmniej, że zbyt dużo widzimy nakręcania zbrodni, nakręcania wojen, przemocy. Na przykład Rwanda, te kwestie wojny między Hutu i Tutsi to są rzezie na poziomie miliona ludzi w ciągu kilku lat. Są rzeczy niewyobrażalne. Już nie mówię, że wojna światowa pierwsza, druga i też dzisiejsze sprawy, to nie widać. To wszystko jest niestety, prawdopodobnie mówię specjalnie, chociaż przyznam, że jestem w tej kwestii raczej dość mocno przekonany, że mamy do czynienia ze świadomą-
[54:31] - Dobrze. Ja tylko chciałem powiedzieć, że według mnie to jest dziwne, że jest tak powiedziane przez pana w tej chwili, że wszystko to jest wina UFO. Wszystko to jest wina UFO, to UFO tak sterują i tak dalej. Mnie się wydaje, że takie zagłębianie się bardziej w tą tematykę i kierowanie wszystko na UFO jest taką formą dezinformacji ludzi. Ponieważ ważniejsze sprawy jest to ogólnie New World Order. Czemu nie jest brane pod uwagę to, że jeżeli są oczywiście, bo też byłem świadkiem pewnej takiej rzeczy, że oni mogą prowadzić tylko i wyłącznie formę obserwacji i tyle. Ponieważ według mnie takie mówienie, że oni to sterują, że to UFO steruje, że te grupy i w ogóle prowadzi do tego, że powoduje coś takiego u ludzi, że oni są tacy potężni, że nie ma co z nimi walczyć. Jeszcze ta pana wypowiedź w stylu: „Według mnie to nie ma problemu, jeśli oni chcą tylko zasobów Ziemi”. Super, a co zostanie dla ludzi wtedy? To jest tak, jak powiedzieć: „Dobrze, że mnie okrada, ale mi nie robi krzywdy, to niech mnie okradnie”.
Dla mnie to jest coś nie tak z tym i mi się wydaje, że takie, bo ja oglądam ogólnie tylko Alter News i oglądałem też niektóre pana wystąpienia na przykład na Stop NWO. Oczywiście moje komentarze zostały usunięte, wiadomo. Ale podpiera się pan często osobami takimi, które po weryfikacji okazuje się, że oni są sługami systemu. Człowiek, którym się pan w jednej takiej konferencji, która była ostatnio, jak to powiedzieć, podpiera, że mówi pan, nie pamiętam nazwiska tego człowieka, że on mówi, że widział, że się spotkał z takimi istotami i one były z przyszłości i że jedne były bardziej technologiczne, a inne bardziej uduchowione. A później się okazuje, że ten gość mówi, że szczepionki są ogólnie bardzo zdrowe i należy brać szczepionki na H1N1. Więc to się chyba zaprzecza sobie, mówi pan, się podpiera taką osobą. I właśnie takie moje pytanie, w jaki sposób pan przeprowadza weryfikację osób, którymi się pan podpiera? Bo ja rozumiem zagłębienie się w tematy UFO i ogólnie też się tym interesuję, ale według mnie branie wszystkiego pod uwagę takiego właśnie, że tak, to jest UFO, to prowadzi do tego, że i tak nie ma sensu walczyć z tym i tak dalej. To dla mnie jest dziwne. W jaki sposób pan weryfikuje osoby, którymi się pan podpiera podczas swoich wypowiedzi?
[57:12] - Witam. Oczywiście. Technologicznie są bardzo mocno rozwinięci, muszę wam powiedzieć, ale nie dajmy się zwariować, bo na nich też polują. Także możecie być pewni, że da się. Poruszają się w przestrzeni i czasie, potrafią zalnywać czas i spieprzają nam. Taka jest prawda. Ale myślimy naszym ścieżką.
[57:32] - Dziękuję. Bardzo dużo pytań. W takiej wypowiedzi, w takiej narracji na szybko łatwo jest wyciągnąć z moich wywodów nie do końca trafne interpretacje tego, jaka jest moja intencja i jaki jest mój pogląd. Kiedy mówiłem o tych negatywnych emocjach, które są pokarmem dla części pozaziemskich istot czy innych istot, to również uważam, że dla pozytywnych istot, jeżeli mają z czegoś korzystać, to pokarmem jest – przepraszam za metaforyczne słowo – są dobre uczucia. Jest to to, że wszyscy ludzie czują miłość i mnóstwo pozytywnych uczuć, i wzajemnie się wymieniają. Dokładnie, na Ziemi też się karmimy przyjaźniami, sytuacjami sympatycznymi z ludźmi, którzy potrafią wymieniać między sobą pozytywne uczucia, emocje, myśli. Karmimy się często, jesteśmy negatywnie nastawieni z kimś, kto negatywnie o nas mówi, myśli, wchodzimy z nim w konflikt i od razu się nakręcamy i wzajemnie karmimy się tym wszystkim. Więc analogie są ewidentne, chociaż nie wszystkie mogą pasować. Jeśli chodzi o sprawę weryfikowania źródeł i tak dalej z tym MWO. Mówiąc o tej całej agendzie zewnętrznych sił bynajmniej nie zwalniam ani siebie, ani nikogo, kto działa w przestrzeni publicznej, z obowiązku walczenia o nasze interesy, o interesy Ziemi, de facto w konsekwencji swój własny, swoich Polaków i tak dalej, bo tu żyjemy.
Przez te ostatnie lata, które działam, ale cały czas jeszcze przed tym, co oni mnie ufoszą w tym 1990, mnóstwo czasu poświęcam na działalność w zasadzie społeczną. Nie tylko, że firma zrobi seminarium czy coś, bo wiadomo, że się nie da i są koszty, bilety. Więc ja cały czas namawiam apeluję do swobodnych ludzi. Też będziemy działać już całkowicie poza systemem formalnym przy firmie i tak dalej, jak to się tam już urodzi z tego jakaś nieformalna struktura. Więc nie ma żadnego związku między pokazywaniem, jaka jest opresja z strony pozaziemskich sił, żeby odsunąć się od własnej odpowiedzialności za to, co my jako ludzie robimy, o czym dyskutujemy, co potrafimy zrobić, a czego nie zrobić. Wręcz przeciwnie. Im większa jest ta opresja, tym więcej możemy sami z siebie dać i narzucić własny interes, własny punkt obronny swojego punktu widzenia. Tym bardziej, że mamy duże wsparcie od różnych istot, których często nie mamy jak rozpoznać, zdefiniować, ale wiem, zazwyczaj czuwać, że jest poparcie, bo gdyby nie było tego wsparcia z innych wymiarów, od innych istot, to byśmy już byli skasowani do bardzo niewolniczej sytuacji. By się nad nami nie cackano, jak teraz mimo wszystko się cackają. Też nie jestem za tym, żeby cackano naszą planetę ekologicznie.
Oczywiście, że jestem przeciwko, tylko że uwrażliwiłem na ten problem okradania nas z emocji, produkowania tych negatywnych emocji jako planu pewnej części istot. Jeśli chodzi teraz o moje poruszanie się w przestrzeni publicznej. Jak nawet Burisz, który oczywiście w sprawie szczepionek wiadomo, że ma skandaliczny pogląd i sam też w newsach czy w naszych „Wiadomościach niezależnych” doskonale wiecie, że my bardzo mocno ogłaszamy ten problem jak wiele innych. Tylko jak nauczony ze świata akademickiego, tam wszystko możemy o środowisku akademickim złego powiedzieć, jeśli chodzi o treści, które tam są, formalizmy, pewne blokady, paradygmaty, które nie pozwalają widzieć rzeczywiście głębiej, ale pewien sposób dyskursu i debaty, gdzie się cytuje bardzo różnych ludzi, z którymi się człowiek nie zgadza albo zgadza się w części. Wskazywanie na to, że ktoś powiedział tak, to nawet jest w przeciwnym obozie. To jest rzecz zupełnie naturalna. Staram się, żebyśmy nie stali się tacy zamknięci, tacy ideologiczni, tacy po prostu na zasadzie: Burisz jest przeciwko, jest za szczepionkami, to jest dureń i tak dalej. Burisz nie tylko przez to, że jest za szczepionkami, nie jest cool. On nawet nie wiadomo, czy on pracował na N12, wiele lat z nimi pracował i był z nimi znajomością. Jeżeli to prawda.
Przecież też tego ogólnie nie wiem. Ja zakładam. To też jest w tym sensie winny. Ale dostaliśmy jakąś informację. On nagle jest wyznaczony do mówienia o jakichś sprawach. Chcemy udawać, że on nie mówi, że nie słyszymy? Trzeba się temu przyjrzeć, przyglądnąć. On mi to powiedział, ja wiem, że on to powiedział. On twierdzi, że miał rację. To jest taka analogia, która też może być dla nas bliska, że ludzie się mogli rozpiąć w tej historii wszechświata, przyszłości na dobry element wzoru.
[01:01:42] - Panie Januszu, nawiążę do odpowiedzi na pytanie, na które pan przed chwilą udzielał odpowiedzi. Wspomniał pan o programie „Nie do wiary”. „Nie do wiary” powróciło na antenę po pięciu, o ile dobrze pamiętam, latach przerwy w nadawaniu i wiem, że wielokrotnie pan występował w tym programie. Jakie są pana wspomnienia, że tak powiem?
[01:02:08] - Tego programu. Powiedział pan też, że ten program miał plusy i minusy. Chciałbym usłyszeć pana opinię na ten temat.
[01:02:16] - Dobrze. To ja szybko powiem jeszcze jedno zdanie. Nie zauważa pan tego, że skoro ta osoba, ten Burisz, który mi wypadł te słowo, z jednej strony mówi takie rzeczy o tych przybyszach z przyszłości i mówi o tych szczepionkach, to przecież jedno drugiego się wyklucza. Ogólnie jest to totalna osoba, która prowadzi dezinformację, tak jak cały projekt „Nautilus”. „Nautilus” przecież prowadzi totalną dezinformację ogólnie, tak samo jak program „Nie do wiary”. Z jednej strony pokazują coś, co ma symptomy tego, że może być jednak prawdą, a później pokazują zupełny bullshit. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Więc mi się wydaje, że trzeba robić pewną weryfikację osób. Nie popiera się, tak to może powiedzieć wszystko każdy. Tak jak jest w waszym projekcie „Kamelot”, że są zaproszeni ludzie, którzy są schizofrenikami zdiagnozowanymi albo ludźmi, co na podstawie jednej książki opowiadają jakieś różne rzeczy i to jeszcze książka nie przez nich napisana.
To jest po prostu daremne i trzeba przeprowadzać taką weryfikację, bo co z tego, że osoba powie jedno coś tam, jak później mówi drugie coś tam, to może to jest dezinformator. Ale dobrze. Zacznę może od filmu „Piękny umysł”, który wprawdzie jest filmem fabularnym, przecież pięknym filmem, który otrzymał wiele nagród. Historia wybitnego matematyka, który cierpiał na tę chorobę, o której mówimy. W sumie wiemy, że to jest w jakimś stopniu oparte na pewnych faktach, na pewnych zjawiskach. Ja stykałem się na pograniczu ludzi genialnych. Wszystko w człowieku jest według mnie bardzo złożone i ten przykład filmu i historii zawartej poprzez film „Piękny umysł” pokazuje, że jeżeli nawet ktoś jest schizofrenikiem, to nie znaczy, że każda część jego osobowości produkuje tylko i wyłącznie fałszywe informacje. Właśnie ten film pokazuje, że będąc schizofrenikiem część osobowości wytwarza, produkuje informacje o niezwykłej wartości. To były te jego możliwości matematyczne, jego zdolności do poszukiwania różnych istotnych rozwiązań matematycznych problemów. W ten sposób chcę odpowiedzieć, jak reaguję na ludzi typu Burisz i dziesiątki innych, których spotkałem w historii, tak jak przy badaniach UFO z panią Elżbietą Łaniką ze Świebodzic, której dokumentacja medyczna, że posiada w głowie implant podobno niegrący, wielkości centymetr, centymetr i centymetr dwie dziesiąte centymetra, czyli taki sześcian, potwierdzona i opinią lekarską, i zdjęciami, które też widziałem w oryginale, świadczy o tym, że z tą kobietą zdarzyło się coś absolutnie nadzwyczajnego, bo według lekarzy coś takiego nie ma prawa w ogóle w mózgu funkcjonować i ta kobieta nie powinna normalnie żyć.
A ona żyła normalnie. Zostawiono panią pewien okres swojej historii, spotkania z UFO, takich informacji, które całkowicie już może niektórzy z nas panią Zofię w jakimś sensie unieważniali jako osobę wiarygodną. Absolutnie przestaliśmy się nią zajmować, ponieważ konfabulacja, jaka wynikła w jej wydaniu na temat nawiedzonych kosmiczną energią cuda na ketyku. Absolutnie o historii już sam zapytałem na kilku takich rzeczach i w jedną na sobie, kiedy jeszcze byłem blisko i starałem się dociec, o co chodzi w tym przypadku. I też bym mógł powiedzieć: „No to co? To w ogóle o pani Zofii teraz pominąć, ponieważ wiadomo, że konfabulacja i tak dalej, niewiarygodna”. Ale ja widziałem te zdjęcia, ja widziałem te opinie lekarskie. Więc znowu sytuacja, która jest dwoista, więc w każdym przypadku można doszukiwać się elementów nieprawdy i prawdy, a nie że wszystko jest czarne i białe. I ja tę filozofię od lat oczywiście stosuję i ona mi pomaga lepiej zrozumieć świat. I tyle mogę na ten temat się wytłumaczyć, bo rozumiem, że dla wielu ludzi to jest tabu.
Jak ona mówi głupoty, to w ogóle się nią nie zajmujemy. A dla mnie to jest ciekawe, dlatego że ona była dla mnie przykładem osoby, która coś przeżyła, że implant jest ewidentnie trudno w ogóle powtarzać o takiej wielkości i ktoś z jakichś powodów czy ona sama uciekała myslą, czy ktoś specjalnie spowodował, że ona się w naszych oczach całkowicie skompromitowała, żeby ją zostawić w spokoju, żeby się nie zajmować panią Zofią, żeby nikt nie dociekał, czy była promowana, czy nie ma, czy ma z nią kontakt, czy nie ma i tak dalej. I sprawa jest zamknięta. Ale przecież to jest jakaś istotna część rzeczywistości, w której żyjemy. Ta dezinformacja, to, że człowiek jest uczciwy, a nagle robi rzeczy, które już nie są uczciwe. Albo mówi prawdę w jednym miejscu, a w innym zaczyna coś konfabulować. Panie redaktorze, do kolegi, który w tej sprawie zadał pytanie, że najczęściej mamy sytuację taką, że ta prawdomówność jest częścią rzeczywistości opowiadającego, a są jakieś elementy, gdzie coś konfabuluje świadomie, nieświadomie, małe kłamstwa, średnie kłamstwa, więc jest ciężko ziarno od plewy oddzielić. Ja się zgadzam i całkowicie mam świadomość, że tak jest, ale szukam tej prawdy, tego ziarna. Leży czasami w różnych miejscach. Może leżeć też u Burkisza.
Nie mówię, że nie. Nie mogę go tutaj nie studiować, czasami nawet zacytować, bo przynajmniej go widziałem z bliska. Było więcej czasu, żeby rozmawiać na temat jego sposobu tam bycia, zachowania się. Atakowali też nasi tutaj krzyczą, co tam. Za mało na to czasu, więc tylko się tutaj w ten sposób wytłumaczyłem, szczególnie ten fragment odnośnie do „Pięknego umysłu”. Bardzo ważne pytanie dotyczące też UFO. Otóż to jest podobna sytuacja. Podobna sytuacja jak z tym wszystkim, co wcześniej teraz mówiłem, o co mnie pytacie. To było lat temu już de facto nawet naście. Ileś tam trzeba policzyć, kiedy po raz pierwszy oni...
Jaki był mój status? Status to był status osoby, którą po pierwsze proszono o wystąpienie w studiu, aby skomentować jakiś temat. Po drugie zdarzało się, że ja mogłem przygotować czy zaproponować jakiś ciekawy temat. I zdarzyło się w sumie kilkanaście razy, że taki temat zaproponowali i oni go wzięli. Oni go robili całkowicie na własną rękę. Ja nie miałem tutaj już za wypowiedzią swoją, która najczęściej była krótka i po zaopiniowaniu oni ten cały pomysł wykorzystali temat to była ich robota. Ja już dalej nie miałem wpływu, ale uważam, że plusy i minusy
[01:08:08] - Minusy tego, co oni robili, były do rozgraniczenia i to był jedyny program, który wprowadził w polską mainstreamową, publiczną przestrzeń, do której takie zjawiska były czary-mary, magia, nie ma się co zajmować, jako temat, z którego nie musimy się śmiać. Oni o 22:00, potem o 23:00 wchodzili, później dawali. Oni mieli nawet dwa, trzy miliony publiczności, której przedstawiono temat para, zjawisk. Nie na zasadzie, że są idioti, durnie, tylko że jest temat, który wywołuje kontrowersje. Można mówić na tak, można mówić na nie. Wiadomo, że to była taka konstrukcja. Byłem świadkiem, jeśli ktoś będzie zarzucał, bo w Ratowie mieliśmy przykłady twardych, mocnych zdarzeń niepodważalnych, że jest na tak, dziwnych zjawisk. Oni to musieli spointować dokładnie odwrotnie. Jak w sprawie wojskowej zawsze dostarczałem taki temat, dałem kontakt na pułkownika Grubmana, potem odebrał Czerwo. Był taki odcinek zatytułowany „Hetman”, który też troszkę się śmiałem, bo cała ta akcja Hetman, kto ten odcinek pamięta, prowadzona przez wiele miesięcy przez cały zespół, fajne napięcie budowane.
To jest film, to jest dokument. Oni pracują nad swoją oglądalnością. To polegało na tym, że ja rzeczywiście chłopakom dałem telefon do pułkownika Grubmana i ten telefon później otworzył już wszystko. Umówili się, spotkali się. Nie trzeba żadnych miesięcy śledztwa prowadzenia, tylko spotkać się nawet setki, potem jeszcze dorzucić parę innych tematów z wojska i w sumie był fajny odcinek. W tym sensie spotykasz się z pewnym założonym mechanizmem i musisz ocenić. Ja oceniłem, że obudzona dzięki temu programowi, mimo jego absolutnie wielu słabości, tego założenia, że nigdy do końca nie mogą powiedzieć, że jakieś zjawisko, umówmy się, para czy UFO, mogło zdarzyć się naprawdę. Bo gdyby się zdarzyło, to oni by to zauważyli. To nie było mi powiedziane wprost. Z czasem zauważyłem, że oni tak to robią.
Nawet się miła z tego później na każdym spotkaniu czy tam śmiałem, czy tłumaczyłem, że ludzie w społeczeństwie tak to robią, takie mają pozwolenie. Do tego miejsca mogą mówić w ten sposób o tej sprawie, inaczej by im w ogóle nie pozwolono tego realizować. Inaczej nie byłoby programu, gdzie trzy miliony ludzi, różnie, bo czasami dwa, trzy miliony ludzi mogło w ciągu tygodnia obejrzeć program, który nie śmiał się ze zjawisk par. I to uważam, że wypełniło pozytywnie swoją rolę. Negatywne? Oczywiście, że tak, ale powiedziałem, prawdopodobnie by nikt im tego nie puścił. Zauważcie, potem program spadł z różnych względów, teraz się odnowił, ale powiem wam szczerze, ja nie mam tej samej stacji teraz i nie oglądam ani jednego odcinka. Nawet nie wiem, co tam było, wiem tylko, że jest i według mnie to wszystko się jakoś układało, skończyło i tak dalej. Tutaj jeszcze były takie pytania w międzyczasie. Pani Emma Popik występowała, była na czasach UFO i na pewno chcielibyśmy wrócić.
Tylko z panią Emmą robiąc wywiad w czasach UFO, który poszedł w NTV, w gruncie rzeczy pani Emma odtworzyła bardzo wiernie tamtą wiedzę, tamte zdarzenia, w których brała udział bezpośrednio. Choćby badania sprawy sztumu i tak dalej, to UFO i parę jeszcze innych rzeczy. I w zasadzie ona na dzień dzisiejszy w tym wszystkim już nie uczestniczy. Nie uczestniczy w żadnych badaniach, wydarzeniach w bieżącym życiu ufologicznym. Ma jakieś tam kontakty, widzę, mailowe. Na pewno jeszcze jakieś spotkanie telefoniczne z nią, daj Boże zdrowie, bardzo całe to byłoby studio, bardzo cenne by było, ale widzę, że już aż tak wiele rzeczy nowych nie wnosi. Mam nadzieję, że będzie chciała się zaangażować w jakiś projekt. Natomiast Anthony, jej były mąż, to on ma ten temat z tym artefaktem takim dziwnym, śmiesznym, który tam pokazywaliśmy. On wytwarza niesamowitą ilość tych swoich historii jednocześnie bardzo mocne promieniowanie licznikiem Geigera. On głosi tam kilkudziesięciu centymetrów, wali bardzo mocno, metry dalej już praktycznie bez znaczenia.
Tajemnica niesamowita. Wiem, żeśmy sobie obiecali, że dużo więcej się zacznie. Trochę nam się to przedłuża, nawał pracy i czasu. Witam serdecznie wszystkich. Panie Januszu, mam takie pytanie do pana. Czy ma pan jakieś czy miał pan mieć? Może pan tak jakoś o tym myśli. Czy ma pan jakieś osobiste przeżycia z UFO, z ufologią? Coś w tym sensie chciałem usłyszeć o tym, jak pan się na ten temat wypowiada. Czy miał pan jakieś i co pan myśli o tych uprowadzeniach?
Jak działa na psychikę człowieka to, że zostaje uprowadzony? Czy większość ludzi uważa, że ludzie są psychiczni na ten temat, tak jak widzą demony, czy tak jak jest z religią nawet, że jak widzi Jezusa, to jest uważany za człowieka psychicznego? Mam tylko jedno krótkie pytanie dla pana. Jeżeli pan brał taki udział w takowym programie, czy zdawał pan sobie sprawę, czy panu nie zasugerowano, można powiedzieć wprost, ograniczenie informacji tych wiarygodnych? Mniej więcej. Jeżeli można, bo brał pan udział w tym programie, mógłby pan mniej więcej wskazać, który to był z reporterów czy ewentualnie twórców takowego programu, który to jasno i wyraźnie określał ograniczenie tej rzetelnej, prawdziwej
[01:13:00] - Powiedzmy informacji. To wszystko.
[01:13:03] - Wodnik, ale jeżeli miało to miejsce, to co się spytałeś i na pewno nie uzyskasz odpowiedzi na to pytanie, zgodnie z prawdą. Ja mam tylko taką prośbę do pana Janusza, tylko taką sugestię i prośbę. Skupienie się po prostu na odpowiedzi na pytanie i mówienie tak szybko, bo nikt panu nie przerywa, prawda? Może sobie pan po prostu przedłużać czas w nieskończoność i tyle. Więc nie ma potrzeby takiego szybkiego gadania i takiego chaosu, bo to wprowadza chaos. Nie, słuchajcie, powiem wam, z mediami też miałem do czynienia i muszę powiedzieć, że naprawdę obcinają. Więcej, odwracają całe historie. Tak, dokładnie tak się dzieje i ja się nie dziwię, że Goś Infra tak mówi, jak mówi. Ale taka jest prawda i taka jest rzeczywistość, że media przekłamują wiele rzeczy. Co?
Nic mi nie obiecywali. Parę artykułów na mój temat było i stwierdzam jasno, że to nie jest to, co powiedziałem i nie jest to, co usłyszałem. W ogóle nową rzeczywistość spotkałem na łamach gazet co niektórych. Dlatego mówię, oni są zakłamani do bólu. O czym mowa? Nie powiedzą naprawdę prawdy, ewentualnie będą minimalizować pewne rzeczywistości. Taka jest prawda. Ja rzeczywiście, jeśli chodzi o tą szybkość, to wynika z tego licznika dużej ilości pytań, które zadajecie, na które w ogóle, jak czytam co jakiś czas na czacie, w ogóle nawet nie mam czasu się odnieść. Parę rzeczy żeśmy tylko zasygnalizowali, ponieważ mam też zdolność do szybkiego wyrażania myśli, więc czasami to przyspieszam. Niektórzy mogą po prostu nie nadążać.
Szkoda, że tutaj kolega, który zadaje często pytania mówi, że i tak nie uzyska się prawdziwej odpowiedzi ode mnie na ten temat, czy mnie ograniczano, czy sugerowano mi coś. Ja nigdy nie spotkałem się z sytuacją i to jest kwestia taka, jeżeli będziemy się tak traktować, że ja świadomie będę kłamał, to właśnie na tym polega cała ta sytuacja w naszej przestrzeni, że się wzajemnie po prostu już z góry traktujemy w taki sposób, że zakładamy, że ktoś ma kłamać. Ja nie widzę potrzeby, żeby kłamać, bo na kłamstwie nigdy niczego dobrego nie można zbudować. Czasami człowiek może niedokładnie coś powie, a drugi to jeszcze inaczej zrozumie. Ja nie spotkałem się z sytuacją, żeby ktoś mówił: Janusz, powiedz to czy tamto, albo zmniejszymy wymowę tego czy tamtego. Ja tylko stwierdziłem wyraźnie, jeśli chodzi o programy NTV, że ja wywnioskowałem efekt taki po oglądaniu później różnych odcinków. Zresztą tych odcinków było ze 200, a mój udział był chyba raptem w kilkunastu. Nie liczyłem tego nigdy, więc to i tak jest w sumie kropla w morzu w tym, co tam stworzono, prawda? Ja się niespecjalnie wstydzę tych tematów, które im tam proponowałem i żadnej swojej wypowiedzi, chociaż rzeczywiście z wywodów dłuższych zawsze zostają krótsze i w telewizji każdej tak jest, że nikogo nie puszczą w całości, bo najczęściej nie ma na to czasu. Oczywiście, że są jakieś plany z ich strony, żeby przedstawić to tak od początku, jak chcieli.
I mówiłem tylko, że wyczułem, że tak jak sami to wyczuliście, że program zawsze się musi kończyć tak, że są argumenty za i argumenty przeciw danej sprawie, i że mniej więcej jest po równo. Niemalże czasami nie było po równo i widać było po efekcie tego, jak jest sygnalizowany przez Maćka Krajowskiego dany odcinek, to się wydawało, że jak jest dużo argumentów na tak, to się zgraszali jakąś taką myśl wypowiedzieć, która miała to osłabić. Oczywiście, że zawsze miałem co do tego uwagi. Ja często jak mam do czegoś przekonanie, to mówię, uważam tak i tak. Nawet gdybym się miał pomylić, to to ryzyko biorę na siebie, kiedy jestem czegoś pewny. Więc tutaj nigdy, w żadnym wypadku nie byłem namawiany ani też w żadnym wypadku nie dosuwałem się. Był taki moment kiedyś takiego nagrania, kiedy byłem zaproszony na jakieś tam nagranie w sprawie śmierci osoby, która umierając w szpitalu miała z kolei tego córka, czy już nie pamiętam, ktoś z rodziny, czy żona tego pana, co umarł, odebrać taki telefon i ten telefon tam miał nagrać. Tyle, że coś było nagrane. I wysłuchiwaliśmy go najpierw w studio i oni pytają mnie, co ja mogę o tym powiedzieć. Ja mówię: mogę tylko powiedzieć, że ten zapis audio, który tam został dostarczony, on nie pozwala w ogóle odszyfrować, czyj to jest głos, co tam dokładnie jest powiedziane.
Ja mogę tylko powiedzieć, że słyszałem o takich przypadkach, że ludzie wychodząc poza ciało nagle czy w wyniku śmierci potrafią pojawić się, zamanifestować się w naszym wymiarze w różny sposób i z rodzinnych opowieści, z przyjaciół opowieści, i z książek, i z filmów znam, słyszałem setki takich przypadków. I to ogólnie można powiedzieć tak: takie przypadki mają prawo mieć miejsce, natomiast w tym przypadku to nagranie nie daje powodu, żeby stwierdzić, że ten właśnie zmarły człowiek zaraz po szpitalu się działo, był w stanie telefonem, że tak powiem, skomunikować się z żoną i tak dalej, i tak powiedzieć. Więc to wtedy mówiłem, jak to odbierałem i na razie oni tego nie wykorzystali albo wykorzystali w mniejszym zakresie i tak dalej. Więc tutaj nie można niczego, ja nie mam nic do zarzucenia. Słuchajcie, to będzie tak samo z wami, z tym nowym pokoleniem, które nie przeszło przez jakiekolwiek doświadczenie, że przyjdą po was następni młodzi, tak jak wy teraz przychodzicie ileś tam lat po tych historycznych czasach i będziecie szukać dziury w całym. Czy ja dobrze tam występowałem, czy źle tam występowałem i tak samo was będą tu dotykać różne rzeczy.
[01:18:23] - Widzisz kolego, ja jeszcze za przeproszeniem nim wyjechałem z Polski miałem możliwość podobnego. Miał być to tak zwany premierowy program odnośnie zjawisk paranormalnych i to też na podstawie opisów pana Leszka Szumana. Pamiętasz, była taka książka „Życie po życie"? Oczywiście sterczenia. I część, tak jak to powiedział kolega tutaj opisał, proszono mnie o ocenę. Jeżeli chodzi o taką ocenę, to napisałem takie odręczne nie zobowiązanie, ale zalecenie, że to, co powiem, nie zostanie nic wycięte z mojej wypowiedzi. Jeżeli cokolwiek będzie zostałoTo mają być wyciągnięte z wyżej wspomnianej mojej wypowiedzi. Po prostu zwrócę się do sądu o zniesławienie. Wiesz, jaki kolego był efekt tego całego mojego spotkania? Po prostu nie wystąpiłem w programie ze względu na to, że to już się kwalifikowało, obecnie się mówi o autoryzacji mówienia tych rzeczy, które nie podlegają żadnym przypuszczeniom, ale są faktami.
Tym bardziej, że ja się opierałem na faktach tych opisanych przez osobę autoryzowaną, która przeprowadzała operację i miała możliwość styczności z takimi zjawiskami.
[01:19:33] - Dobrze, ja tylko chciałem sprostować swoją wcześniejszą wypowiedź. Chodziło mi o to, że osoba, która na przykład zrobiłaby reportaż na taki temat i byłyby wywierane na nią naciski, nigdy by się nie przyznała do tego, że były wywierane na nią naciski. Więc zadawanie pytania w stylu czy były wywierane naciski do osoby, do której były albo nie były wywierane naciski, to i tak odpowiedź nigdy nie będzie prawdziwa. Może być nieprawdziwa. Więc ja tu niczego nie sugerowałem. To pytanie nie ma sensu ogólnie. O to mi chodziło przecież. Ani niczego nie sugerowałem, że pan Janusz kłamie. Ja chciałbym polecić film „Oni widzą”. To jest bardzo dobry film z 1988 roku, bardzo mało znany.
Do obejrzenia. Dobrze, ale jeżeli na osobę były naciski wywierane i ta osoba uległa tym naciskom, to ta osoba nie przyzna się do tego przecież. Już znam. „Oni widzą”. Ja polecam ten film.
[01:20:38] - Noja, witam bardzo serdecznie, panie Januszu. Bardzo pana lubię. Jest pan bardzo sympatycznym człowiekiem i ja mam do pana takie pytanie: czy to jest możliwe, żeby UFO było w kształcie kieliszka?
[01:20:53] - To nie do mnie pytanie. Ja w każdym razie mogę tylko powiedzieć panu temu z Infry. Ja tu kiedyś wspominałem, co prawda nie udokumentowałem tego, bo nie miałem możliwości, to jest raz. Druga sprawa, jako młody człowiek też nie udokumentowałem, bo nawet wtedy jeszcze u komunii nie byłem i nie otrzymałem tak zwanego druka aparatu fotograficznego. A szkoda, kurka wodna, bo to akurat było na Dni Morza w roku 1961 chyba. Tak, 1961. Tylko pozostaje to w sferze tylko mojej informacji. Ja tutaj się kiedyś dawniej wysławiałem na ten temat, ale nie zaznaczając tego, tu już mówię to oficjalnie, żeby nie było żadnych nieporozumień. Był to wymysł mój własny, bujna wyobraźnia poprzez oglądanie różnych filmów, filmików, komiksów i wytworzenia się tych neuronów czy tam fotonów w tym mózgu, który to taki obraz mogłem spostrzec. I tak się nad tym zastanawiałem.
W jednym momencie to mógłbym powiedzieć, że tak, a w drugim momencie ciekawa sprawa, bo na tych Dni Morza w tamtym czasie było bardzo dużo ludzi i to by było, nazwaliby inni zbiorową halucynacją.
[01:22:11] - Ja tylko jeszcze zamykając ten temat tych wszystkich nagrań w tych telewizjach, ponieważ ja nie tylko kwestia nie tylko mnie, ale też mnóstwa różnych sytuacji, kiedy otwierają forum UFO, jakieś konferencje o wynalazkach niekonwencjonalnych, jakaś inna konferencja, przyjeżdżały telewizory, stawiały kamery i najnormalniej w życiu filmowały, a następnie puszczały ten czy inny fragment mojej czy kogokolwiek innej wypowiedzi. To jest tak powszechna praktyka, że nawet my, robiąc filmy dokumentalne nasze i każdy dokumentalista najbardziej uczciwy, tak naprawdę często nagrywa setki, bardzo długie. Bratowie na przykład przyjeżdżali, żeby nagrać odcinek, to ja czy Janek Szymański siedzieliśmy przez godzinę, czasami nawet dwie, bo w różnych miejscach się razem zebrało i opowiadaliśmy różne rzeczy, których byliśmy świadkami czy wiedzę, którą posiedliśmy w czasie tego sezonu lipcowego. A potem oni sobie z tego układali. Czy Janek jest też ofiarą takiej sytuacji? Ja mogę powiedzieć jedno jeśli chodzi o przynajmniej pola magnetyczne, nie wiem. Nie spotkałem żadnego takiego fragmentu, takiej frazy moich wystąpień w tym programie, która by trudniałoby powiedzieć: „Słuchajcie, to zostało zmanipulowane. Ja chciałem coś innego powiedzieć, niż powiedziałem”. Proszę bardzo, poszukajcie, poszperajcie tam na YouTubie jest chyba większość tych odcinków. W każdym razie nie było takiej sytuacji, żebym musiał zainterweniować, jeśli chodzi o moją wypowiedź.
Natomiast odpowiedzialność za wydźwięk całego odcinka biorą autorzy, właśnie reportażyści, ci, którzy to współbudują i to już odpowiedzialność na nich spada. Zresztą setki różnych ludzi się wypowiadały w tych programach i też były nagrywane długie frazy, potem ktoś wybierał i tak dalej. Niech każdy się wypowie, czy czuje się zmanipulowany, czy też nie, jeśli chodzi o jego wypowiedź. Ja jakieś takiej sytuacji nie pamiętam. Było takie pytanie wcześniej, a mi przepraszam bardzo pana, który pytał mnie o te uprowadzenia UFO, o ten efekt psychologiczny i wcześniej jeszcze jakiś jeden element ważny zapytał i przyznam szczerze, że mi to uciekło. Wiem, że to było coś dość ważnego. Ja o tych uprowadzeniach mówiłem dużo i o tym efekcie psychologicznym. Tylko powiem, że trudno uciekać od tego, co nazywamy traumą i spustoszeniem, jakie musi powstać w człowieku. Było pytanie, aha, już wiem. Przepraszam, dobrze, że przypominam.
W tym kontekście było pytanie, czy ja coś przeżyłem. Ja powiem tak: był taki czas w ufologii. Myślę, że on nadal się troszeczkę utrzymuje. Kiedyś Stasiu Bardowski często o tym gdzieś tam w wypowiedziach publicznych często cytował. Ja czasami też. A mianowicie nie przystoi, aby ufolog, choć ufologiem czasami się bywa. Ja nim bywałem jakoś tam czasami na krótko, kiedy rzeczywiście bawiłem się w ściśle naukowe operacje czy obsługę ściśle naukowych procedur, na przykład jak badania doktora Szymańskiego i pomoc czy monitoring przemysłowy, choćby w laboratorium, a w innych sytuacjach nie byłem już ufologiem. Ale że nie przystoi ufologii, ufologowi, sobie dajmy dla tego szerokie pojęcie, żeby widział UFO, bo go to w jakiś sposób deprecjonuje, bo powoduje, że ma do tego zbyt może osobisty, zły stosunek. To jest absurdalne i głupie, bo to jest tak, jakby na przykład ornitolog z kolei miał badać ptaki i nigdy miał ich nie oglądać. Nie miał prawa ich zobaczyć.
Wiadomo, o co chodzi, ale też wiadomo, że ci, którzy chcą być oceniani tacy bardzo akademicko, potrawnie, to im większy dystans do tematu, tym lepiej jest oceniany. To jest oczywiście taki wydźwięk tej starej, jeszcze takiej postkomunistycznej polskiej nauki, która bardzo mocno oderwana zawsze była od praktyki. Te wszystkie standardy akademickośc, głównie cytowalność, formalizm tych wszystkich prac naukowych, a w związku z tym jak najmniejsza emocjonalność tego wszystkiego. Nauka nie ma nic sobie z emocji i tym samym ukształtował się taki stereotyp, że badacz nie może być pasjonatem. Na Zachodzie na szczęście to młode pokolenie teraz wkraczające do nauki młodych doktorów, czasami młodych profesorów, w nich widać już tą pasję. Ja nie mówię o ufologii, mówię o wszelkich tam fizyka, chemia czy jakikolwiek inny obszar akademickiej nauki obserwuje wielu młodych, fantastycznych ludzi, którzy mają profesjonalne, formalne przygotowanie do tego, co robią, a jednocześnie mają tą pasję, tą chęć szukania prawdy, przynajmniej tą emocję w tym wszystkim. Wcale nie ma w tym absolutnie nic złego, więc ja się tłumaczę za te dwie sekundy. Ja tu się wyspowiadam à propos moich obserwacji z dwóch rzeczy, których jestem pewny, co do których nie boję się-
[01:26:19] - Ja mam takie pytanie jaki pan stosunek ma do Adama Bielaka? To jest po pierwsze do Adama Bielaka. I teraz muszę się spytać pana, że jak się nazywał ten cały Majer? Do Majera i do tego Majera, który ma tą swoją sektę UFO w Szwajcarii. A jaki pan ma stosunek do Adama Bielaka, tego, co Adam Bielak mówi i właśnie do tego Majera ze Szwajcarii? Ogólnie do ich wypowiedzi na temat właśnie tego wszystkiego, bo jestem nieco ciekaw właśnie pana zdania na ten temat, szczególnie na temat Adama Bielaka i doktora Pająka.
[01:26:56] - Bo to jest dosyć istotne. Muszę znać tą opinię.
[01:27:00] - Nie wiem, to chyba nie do mnie te pytanie, ale do gościa Prawda.infy. Ja się nie będę wypowiadał na ten temat, choć mam własną opinię. Jedynie co mogę powiedzieć, że nie wszystkie legendy i mity są tylko mitami i legendami. Jak w głuchym telefonie: wędzu piarną, a ktoś powiedział milion lat temu, że zrobiłeś kupkę, bo to od ciebie pozostało. Ale przekaz jednak był, niestety, ale i jest relacją tych ludzi prymitywnych i środowisku, w jakim żyli, odzwierciedla je nie tylko na naskalnych informacjach, ale i też w tak zwanych mitach i legendach. I nie wszystko trzeba walić do odpowiedniego wora. Tu jest pytanie dla gościa z Infy: czy takowe rzeczy jako autorytatywne, archeologiczne artefakty, które się znajduje, znajdują, nie przyczyniają się do utwierdzenia wszystkich i obecnego społeczeństwa, iż nie jesteśmy sami obecni w kosmosie? To wszystko.
[01:28:00] - Ale właśnie to pytanie o to, czy proces disclosure, tak to nazwę, który następuje chyba od lat 50., ogólnie filmy science fiction i te sprawy, one mają za zadanie ogólnie przybliżyć ludzi do tego wszystkiego i przygotować ich na poznanie prawdy o w cudzysłowie UFO. Czy może to jest na odwrót, żeby wszystko ubrać w bajkę? Bo to jest dosyć istotne. Czemu na przykład ten rover, który z tego Curiosity wyjechał i znalazł kawałek plastiku? Czemu powiedzieli, że ten kawałek plastiku oderwał się od rovera, chociaż on nie miał takiego plastiku w ogóle? To jest niemożliwe ogólnie, żeby się od niego coś takiego oderwało. On też zrobił badanie pewnego kamienia, który się okazało, że ten kamień jest pochodzenia ziemskiego. Właśnie. I czemu to jest takie zaprzeczenie? Z jednej strony jest mowa o kamieniu pochodzenia ziemskiego, a z drugiej strony zaprzeczają temu plastikowi.
No i właśnie à propos Bielaka dalej ponawiam pytanie też.
[01:29:10] - Tak, ja tylko zacznę od tego, co dotyczy wypowiedzi na temat moich obserwacji UFO. Nie chciałem, żeby kolega, który zapytał dawno temu, nie miał. W wielkim skrócie dwie historie, które przydarzyły mi się w Wylatowie. Przypomnę jedna 12 lipca 2002 roku, kiedy około 23:00 wieczorem, kiedy powstały już te piktogramy, dwa kręgi zbożowe i tak zwane kwiaty na słynnym polu pana Filipczaka, zebrało nas się wieczorem na taką wizualizację kilkanaście osób, 10, może 11, 12. Tam była taka intencja, wejdźmy sobie do kręgu. Jest to emocje, jest to przeżycie, bo jednak te kręgi wtedy wszyscyśmy te pierwsze lata przeżywali i domyślaliśmy, że to jakieś istoty spoza świata naszego, żeby dały nam koniecznie znak. Skoro zrobią znaki, to niech nam dadzą znak. Taka była intencja tych kilkunastu ludzi. Tam był między innymi właśnie Robert Chystal, Krzysztof Sabalski, pewnie był Robert Bernatowicz i jeszcze pozostali ludzie. Nie wszystkich już pamiętam.
I po tej całej tak zwanej wizualizacji, gdzie tam każdy na własną rękę jakoś tam sobie wyobrażał, że może powinni nam dać jakiś znak namacalny, że oni tu dziś są. Nic się tam w tym kręgu zbożowym nie zdarzyło. Wyszliśmy w związku z tym na tą słynną miedzę. Miedza nie jest szeroka, więc tam żeśmy się de facto w taki trochę jeden szereg mniej więcej ustawili. Zacząyliśmy rozmawiać i wtedy właśnie ktoś krzyknął: „Patrzcie tam!” Ja też w tym momencie podniosłem wzrok. To ponoć już była jakaś długa sekwencja. Wcześniej coś tam się działo w tej odległości typu półtora, dwa kilometry od nas był horyzont, drzewa i widziałem ja i wiem, że to wszystko potem pozostali też widzieli, bo gadali. Wśród tych drzew pojawia się taka, my to ocenialiśmy, nie wiem, ja ciągle mówię o kilkunastu metrach. To było subiektywne. Na pewno to nie było małe.
Wyłoniła się taka biała, naprawdę świetlista kula znad tych konarów drzew i tak się rozeszła na kilka części. Takie to biało-niebieskawe elementy. Potem się to zeszło w pewną całość. Trwało to kilka sekund. Nie wiem, czy osiem, czy cztery, czy pięć, bo ja nie miałem zegarka, ale przecież ja nie mierzyłem czasu zegarkiem. To było tak subiektywne i po prostu to było przeżycie. Ktoś powiedział, że to może ktoś puszcza zabawę czy coś. I to był taki moment, żeśmy się wyłączyli z głębszego myślenia o tym, co się stało. Potem żeśmy oczywiście tam jeszcze jeździli na drugi dzień, sprawdzaliśmy to miejsce, ktoś ze wsi też widział tą kulę, tylko z innego miejsca. I potem żeśmy doszli do wniosku, że przecież myśmy widzieli coś absolutnie nadzwyczajnego.
To był plasmoid, to była kula światła, nic więcej. To nie było UFO w tym sensie jakiś obiekt materialny, ale w sensie niezidentyfikowany tak. I potem w 2004 roku pamiętam 17 lipca z moją kulą, kiedy przechodziłem z tą słynną szosą wylatowską, też nagle zobaczyłem. To trwało może sekundę, może półtorej. Nie policzę, bo nie mam przecież zegarka pod głową. I wyskoczyła mi kula średnicy dwa, półtora metra z taką bardzo mocną kupą kitą, dosłownie taka jasna, niesamowicie jasna. Ona jakby z obrzeży Wylatowa dosłownie wpadła z wielką prędkością do środka. Po prostu tak leciała nad budynkami, nad drzewami. Pach! Wpada tam w średnicę Wylatowa i po prostu to był szok.
Krzyknąłem do boku: „Bolek, Bolek, widziałeś?” Bolek mówi: „No nic nie widziałem”. I potem parę metrów dalej żeśmy uszli i Bolek mówi: „Patrz, leci”. Ja nic nie widziałem. Bolek mówi: „Z tego miejsca”, którego ja mu pokazałem, że ta duża kula wpadła, wyskoczyła niewielka kula wielkości, on to mówił, nie wiem, czy to była jak z siatkowoj, czy może jak piłki do tenisa. Mała kula dosłownie przeleciała w ułamku sekundy stamtąd nad naszymi głowami gdzieś tam i tak dalej. Sfilmowałem też wiele takich zjawisk i tak dalej i to było w mojej ocenie niewytłumaczalne. Jeszcze nagrania wideo z Wylatowa, które wiem na 100%, że były, są, a są prawdziwe i świadkowie są też tego, co działo się na polu. To 2000, ile? Pamiętam chyba 2006 rok, 15 lipca takie słynne nagranie, więc mam pewne zdarzenia osobiste, których po prostu mi nikt nie odbierze. I możecie sobie mówić mi, co chcecie, ale ja wiem, co widziałem i to jeszcze, jak wiecie, ze świadkami, przynajmniej jeśli chodzi o 2002 rok.
I to taka pierwsza na szybko, jeśli chodzi o te pytania. Najmniej powiem jednak o Adamie Bielaku, bo tutaj za mało to wszystko przesądza. Natomiast sporo mogę powiedzieć o samym kazusie tego Smeyera. No i o samym Janie Pająku też, ponieważ zetknąłem się, mówiłem na początku audycji z Janem Pająkiem. Przeczytałem oczywiście sporo rzeczy i w tamtych czasach, i teraz też od czasu do czasu gdzieś tam się zerknę, co on tam pisze. I też miałem z nim wywiad telefoniczny, wydaje mi się, że dwa lata temu. Tak z tym Majerem
[01:33:17] - Wiadomo, co się stało. Jak się pojawiły w Polsce, to tak naprawdę ta literatura pojawiła się w latach 90., jak Nowa Polska zaistniała. Temat jest oczywiście wcześniejszy, bo sprawa Mayera w Europie została zauważona i rozgłoszona w latach 1976-1977 i wiadomo, że nawet mainstreamowe media, tam wycieczki były do niego i całe nagrania. Ja na początku, kiedy pierwsza książka się ukazała, UFO z Plejad, a potem Mossburgera. Tak, to Mossburgera UFO z Plejad to była chyba ta książka druga. Pierwsza była innego autora na jego temat, chyba Lata świetlne, o ile pamiętam, obie książki czytałem. Na początku jeszcze nie załapałem tego problemu związanego z fotografiami. Po prostu to był też początek moich zainteresowań tematyką UFO. Więc zdjęcia i to jeszcze takie stare zdjęcia, analogowo robione, wydawało się, że to może najbardziej sensacyjne, najbardziej doprawdy zdjęcia UFO, jakie kiedykolwiek świat oglądał. Więc wszyscy: „A, o, u...” i tak dalej.
I cały ten przekaz, który był szczególnie przekazany przez Mossburgera w tej książce. Do czego zmierzam? Na pewno w Polsce śp. Zbyszek Bolan-Blania był pierwszym, który zorientował się, że zdjęcia Mayera są po prostu fałszerstwem i o tym mówił. Wypowiadał się. Pamiętam takie spotkanie ufologiczne w Łodzi. Wtedy właśnie sygnalizował mi: „Słuchaj, ty Mayera nie bierz na poważnie, bo te zdjęcia to jest naprawdę humbug”. On już miał duże doświadczenie. Przecież działał w ufologii dużo lat wcześniej ode mnie i to mnie trochę tknęło, przyznam. Zacząłem wtedy się temu przyglądać i dopiero potem trafiłem sam w którymś momencie na nagrania, które do końca zobaczyłem, że są sfałszowane.
To były nagrania wideo, bo sam odkryłem to fałszerstwo często na jakichś konferencjach ufologicznych czy spotkaniach, jak tylko trochę czasu jest, bo zawsze jest czasu mało. Tak jak dzisiaj też mnie tutaj krytykujecie, że szybko mówię. Po prostu to fałszerstwo wyłapałem na własne oko. Zresztą robię po dziś dzień zagadki. Większość tych ludzi, po dziś dzień nawet ufologów nie widzi, dlaczego na przykład sfilmowane zdjęcie tego małego modelu UFO, ten model miał może 30, 40 centymetrów, może pół metra. Pozostałe zdjęcia też oczywiście zostało to później przez różnych analityków wywalone. Bolan-Blania też to cytował często i tu miał rację. Więc tak, zdjęcia są sfałszowane. I teraz problem polega na tym, czy w związku z tym cała ta historia jest zmyślona od początku do końca? Jak udało się facetowi bez ręki, bez wyższego wykształcenia, o niewątpliwej charyzmie, o tych podróżach, w których był po świecie, po Indiach, w różnych miejscach bywał, różnych się zawodów imał.
Jak mu się udało zbudować taką w sumie już wieloletnią, mówi się sekta. Bardzo możliwe, że pewne elementy, pamiętam jeszcze, jak mi tutaj opowiadał nasz kolega Rafał Nowicki, który tam pojechał, przecież to było kilka lat temu, do właśnie Findhorn, tam jest siedziba tego całego stowarzyszenia, że rzeczywiście pewne elementy zachowań można by było podciągnąć pod sektę. Ale pamiętajcie, jestem zawsze ostrożny, łatwo się rzuca epitetami, ale jest sporo tego. To jest negatywne zjawisko oczywiście, jeżeli sfałszował te zdjęcia, wiemy, że sfałszował, okłamał cały praktycznie świat, nazwijmy to ufologiczny. I tutaj druga, tak jak mówiłem o pani Zofii, tej, która ma tego potężnego implanta, jednak w jakimś sensie skonfrontowała. Mogło dojść zapewne do takich sytuacji, gdzie zbyt dużo tych różnych ludzi tam wokół przeżywało pewne dziwne elementy obserwacji. Nie sądzę, że wszystko od początku do końca udało się zbudować w oparciu o taką psychomanipulację, o takie właśnie pompowanie. Zbyt dużo też takich normalnych ludzi uczestniczyło w dziwnych zjawiskach, więc prawdopodobnie on mógł mieć jakiś rodzaj kontaktu. Mogło być sporo osób z tego grona, które tam do niego się zbliżyły, świadkami jakichś tam dziwnych manifestacji ewidentnie. Często się tak zdarza, że ludzie, którzy chcą udowodnić, że mieli kontakt w jakiejś formie, ja nie wiem, w jak głębokiej formie.
Te jego przekazy o tym, jak żyją pojazdy są oczywiście też dość infantylne, więc też wyglądają na w jakiś sposób sfabulowane. Ale słuchajcie, też nie będę krzyczał, że na 100% wszystko, że to jest łatwo po prostu powiedzieć, że kłamca i dureń, bo to jest najprościej tak wszystko sklasyfikować.
[01:37:24] - Okej, zgodzę się z panem w 100%, ale mam też niemałe wątpliwości. Staramy się i pan stara się, jak i wszyscy staracie się wszystko elegancko dowieść namacalnie, czyli w tym tak zwanym trójwymiarze, w którym żyjemy. I tutaj czyni się wszystko, jak widzimy wszelkiego rodzaju jakiekolwiek obiekty dyskoidalne i te światełka etc. Żadne z tych tak zwanych autoryzowanych zdjęć nie pokazuje rzeczywistego faktu, jak ten obiekt wygląda. Jedynie zawsze albo wieczorową porą, albo jakiś tam punkcik etc. Ja mam tu do pana jedno pytanie: czy są przekazy, które to jasno i wyraźnie określały i zostały zrobione bezpośrednie fotografie tych dyskoidalnych obiektów, czy obojętnie podobnych im, bo ta forma jest rzekomo różna, czy takowymi zdjęciami pan dysponuje, Infra? Czy wszelkiego rodzaju Infra opiera się na autentycznych zdjęciach, które zostały sfotografowane czy ewentualnie z wideo w bardzo bliskiej pozycji, tak żeby mogły wyglądać w rzeczywistej, tej trójwymiarowej rzeczywistości jako te obiekty dyskoidalne i podobne im, a nie jako małe punkciki świetlne, a to śmo, a to owo, a to tamto. Bo ja jeszcze takowego zdjęcia oryginalnego nie widziałem, a jedynie mogę przypuszczać, że to są, za przeproszeniem, photoshopy. Ja tylko powiem tak: ja żałuję bardzo, że w tamtym czasie nie posiadałem tego aparatu fotograficznego w jednym miejscu i w drugim miejscu, w którym się znalazłem i to na dwóch różnych kontynentach. Dlatego tylko zostaje mi ta wyobraźnia, bo jeżeli ktoś mi powie, że nie da rady sfotografować takich obiektów i temu podobnie, to ja po prostu powiem mu, że on kłamie.
Po prostu kłamie i wszelkiego rodzaju zdjęcia tych obiektów dyskoidalnych, jakiekolwiek by one nie były, po prostu jest to dla mnie według mnie
[01:39:26] - Dzień dobry, panie Januszu, może dobry wieczór. Mam takie pytanie. Jestem od dłuższego czasu pana słuchaczem i chciałbym zadać pytanie: jak wygląda obecnie współpraca z panem Dariuszem kwietniem i czy będzie kontynuacja po ostatnim jego wystąpieniu na Polcon 2012 we Wrocławiu i jego bardzo dziwnych, niezgodnych z rzeczywistością opowieściach? Będę wdzięczny za odpowiedź. Dziękuję. Pozdrawiam. Moje pytanie wiąże się oczywiście z pytaniem wodnika czyli Falesza. Jaki pan stosunek ma do teorii kosmicznego życia biologicznego? A tyczy się to dokładnie Sky Serpents. Zjawisko Sky Serpents, często obserwowane w Meksyku, ale nie tylko, głównie w Ameryce Południowej.
Jaki ma pan stosunek ogólnie do Sky Serpents? Wiadomo, że jeden Sky Serpent, który był filmowany często, to był fake. Dokładnie takie węże latające jak w Chinach, ludowe. Inkowie też to mieli. Nie, właśnie to nie są tylko światełka, bo to się tak wije, a na zbliżeniach to ma takie kolory. Dokładnie. Wiadomo, że jedno z nich to jest fake. To były takie balony, ale inne to chyba raczej nie był fake, chociaż też nie wiem. Są też Sky Serpents, które są sfotografowane ogólnie przez satelitę i na Google Earth też można sobie znaleźć Sky Serpents. Ja wiem, ten jeden to jest na 100% fake, ale jest jeszcze więcej takich filmików.
Jeśli chodzi o fotografie, bo to było pierwsze. Mamy z tym zawsze duży problem i każdy, myślę, że NiCFA ma dokładnie to samo, co każda organizacja, która chciałaby mieć dobre fotografie. Im bardziej dokładna fotografia obiektu nazywanego UFO, tym mniejsza jego wiarygodność, ponieważ natychmiast włączają się nasze różnego typu ograniczenia, receptory. I słusznie uważam, bo generalnie rzecz biorąc wydaje się, że oni w pewien sposób są zaprojektowani. Zaprojektowali tę sytuację tak, by ludziom się generalnie nie udawało robić dobrych fotografii z bliska. Jeżeli to się komuś uda, często te fotografie giną, zamazują się, coś się dziwnego dzieje. Jest dużo takich różnych opowieści. W związku z tym rzeczywiście w tak zwanym świecie cywilnym jest bardzo mało dobrych fotografii. A też w świecie internetu, gdzie wymieniacie programy do montażu czy programy graficzne, na których można cuda wymajestrować. Na YouTubie jest tyle niesamowitych filmików wyglądających tak bardzo wiarygodnie, które są fałszerstwami, więc tutaj jesteśmy troszkę, jak to się mówi, nie bez wonni, tylko w zasadzie tacy bezradni, uważam.
Jeżeli są jeszcze fotografie analogowe, a to są stare czasy, to jeszcze jest o czym porozmawiać, pod warunkiem, że masz kliszę. Jeżeli jej nie masz, to wszystko, co zrobisz w analizie danego zdjęcia, to ktoś ci to podważy. Będzie mówił, że to w ogóle się nie kwalifikuje, żeby oddać to, rękę sobie przyciąć. Ja osobiście, jak zetknąłem się z jakimiś fotografiami, które w Eracie były robione, gdzie pojawiały się właśnie jakieś takie obiekty w dzień, bo nie mówię o obiektach robionych w nocy z fleszem, bo to od razu jest dyskwalifikacja, ale były robione zdjęcia też w dzień. Gdzie się pojawiają jakieś takie i filmowe i wiadomo, że fotograficzne, gdzie pojawiają się jasne kule czy takie struktury dziwne. Więc to akurat wiem, na czym stoimy. Zdjęcia te pokazał nam świętej pamięci major Jerzy Macieła, które... Wierzę w autentyczność tego, co pokazał. Wierzę w jego uczciwość. Niestety nie żyje.
Pokazał nam te słynne zdjęcia z Mierzęcin. Incydent Mierzęcin 1979 rok, ostatni dzień sierpnia, T-7 Maszyn. Sprawa znana również z raportów pułkownika Grummana. Ci, którzy znają historię ufologii, szczególnie wojskowych aspektów nad Polską, wiedzą, co to za incydent. I major Macieła wniósł tam bardzo mocne rzeczy, bardzo dużo szczegółów i w tym te słynne zdjęcia lotnicze. Tylko to były zdjęcia jeszcze nocne, prawda? Wtedy nie można było powiedzieć: „Patrzcie, tam jakiś latający talerz czy dysk”. I to zdjęcia zrobione z kilku tysięcy metrów i pod tym samolotem MiG-iem robione zdjęcia nocą. Oczywiście technologią takich nocnych zdjęć. Są potężne plamy światła, jest podziałka i ci, którzy znają ten materiał, myśmy to puszczali.
Mowa jest szokująca. Jurek Macieła cytował znajomego fachowca od zdjęć lotniczych, mówiąc mu, że te plamy światła, trzy takie potężne, tam były trzy zdjęcia w ogóle, to jedno takie najbardziej mocne, że to są obiekty wielkości kilkunastu kilometrów. I to się też szło: „Nie, no to nie można rozmawiać o takich rzeczach. Nie może mieć kilkanaście kilometrów, może być tylko latający dysk czy tam cygaro małe czy takie”. Zostawiam. Dzisiaj w ogóle żadnych wielkich bitew o zdjęcia nie mam zamiaru prowadzić. Przypominam, jestem zawodowym fotografem i szefem działu montażu. Za każdym razem, jak takie zdjęcia, jeszcze bardziej sztabowcom najwyższej klasy oddawać taki materiał, mieć oryginał. I takich sztabowców trzeba mieć, bo za darmo mało kto to robi, więc nawet nie bardzo jest jak puszyć kopie. I ten pan, który mówił, że nie bardzo wierzy w cokolwiek, to co dużo będę mówił.
Nie dziwię się mu i sam jestem często bezradny. Wolę kilku wiarygodnych świadków. Czasem jeden świadek więcej znaczy przy opisie obserwacji UFO niż jakieś zdjęcie. I sami widzicie, że do zdjęć nie ma zaufania i tyle. Nie będę rozwijał, bo tu już widzę 40 sekund, tylko jeden wątek. Figiel, Darek Kwiecień, bo tam o Figlu też była mowa, kiedy Darek Figiel wróci. Ja znam wiele takich sytuacji. Darek Figiel będzie, niedługo się w studio zapewne pojawi. Pewne rzeczy powiedział więcej, pewnych rzeczy już nie powie. Ma jakieś obawy też o własne bezpieczeństwo.
To jest dużo, by mówić. Nie wszystko też mi wypada. To są sprawy jakieś tam osobistych, subiektywnych odczuć. Widziałem go niedawno w Solcu Kłodzka. Pozdrawiamy się, umawiamy się, że coś na pewno jeszcze zrobimy. Myślę, że w ciągu, powiedzmy, żeby nie przekłamać, bo człowiek nie bierze się za słowo, nie wiem, dwa, trzy tygodnie. Ja zrobię wszystko, żeby on się w studio znalazł, chociaż żeby wam się pokazał. Jestem, żyję, ciągle funkcjonuję. I muszę mieć dalej czas.
[01:44:58] - Pora zakończyć oficjalną część czatu. Ja bardzo dziękuję naszemu gościowi, panu Januszowi Zagórskiemu za udział w tym czacie. Wiele osób wzięło w nim udział.
[01:45:11] - Czat Infry. Był to zapis czatu głosowego z Januszem Zagórskim. Mieszkający i działający od wielu lat we Wrocławiu Janusz Zagórski jest dziennikarzem, badaczem, popularyzatorem nauki i wielbicielem niekonwencjonalnej techniki. Organizuje między innymi Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków, Konstrukcji i Pomysłów, UFO Forum oraz Zlot Harmonia Kosmosu. Czat odbył się 14 października 2012 roku w pokoju portalu Infra w serwisie spikeria.pl