[00:48] - Serwus słuchacze! Witam wszystkich serdecznie. Witam jak najbardziej serdecznie w audycji „Hiperprzestrzeń”. Witam wszystkich serdecznie tego pięknego sobotniego wieczora po tym dziwnym powitaniu jak zwykle. Musi być dziwne, zawsze musi być dziwne. A co? Nie można się zanudzić. Mam nadzieję, że macie przy sobie jakieś płyny do picia, bo spędzicie w tym radiu prawdopodobnie najbliższe parę godzin waszego życia. Przynajmniej tak mi się wydaje. Może nie wszyscy, ale przynajmniej część z was.
Także witam wszystkich w „Hiperprzestrzeni”. Na imię mam Tomek. Słuchacie oczywiście radia Nafali. Audycja jest jak najbardziej retransmitowana w Radiu Paranormalium, także pozdrawiam wszystkich słuchaczy z radia. Szanowni państwo, jak zwykle muszę poprawiać wszystko. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy też z Radia Paranormalium, które retransmituje oczywiście „Hiperprzestrzeń”. Oczywiście wszystkich jak najbardziej zapraszam na czata Radia Nafali. Oczywiście jestem tam na tym czacie. Radianafali.com, zakładka czat. Przypominam, chciałem pozdrowić przede wszystkim wszystkich sponsorów Radia Nafali.
Peace and love moi drodzy. Koszulki są w drodze, wszystko zostało wysłane. Troszkę z opóźnieniem, bo byłem przeziębiony. Nie chciało mi się iść przeziębionemu na pocztę. Wolałem się wykurować. Także trochę to poczekało, ale już zostało wysłane. Mam nadzieję, że nie zginie nigdzie na poczcie w Polsce ani w żadnym dziwnym miejscu po drodze. Słuchajcie, miałem przypadek, że zniknęła jedna przesyłka gdzieś w Polsce. Listonosz chyba postanowił nosić koszulkę Radia Nafali. Także jak spotkacie kiedyś listonosza z koszulką Radia Nafali, spytajcie się czy przypadkiem.
Kolejna już poszła na zamianę. Nie na zamianę, tylko żeby w ogóle dotarła na właściwe miejsce. Także mam nadzieję, że kolejna dotrze. Nie zniknie gdzieś w polskiej poczcie. Trzymajmy kciuki, żeby wszystko docierało tam, gdzie ma dotrzeć. Słuchajcie, niedługo będzie świetny prezent dla wszystkich sponsorów, którzy z kolei wspierają radio mniejszą sumą. Będzie coś, co można zapakować w mniejszą kopertę. Wysłanie tego nie będzie kosztowało tylu pieniędzy i każdemu, kto będzie wspierał radio mniejszą sumą pieniędzy będzie można wysłać taki prezent. Tak czy siak zapraszam was wszystkich bardzo serdecznie do wspierania Radia Nafali finansowo, ponieważ jest to jedyna metoda, jedyny sposób, w jaki radio działa. Działa tylko i wyłącznie z prywatnych, indywidualnych dotacji robionych przez słuchaczy.
Nikt nikogo nie naciska, nikt od nikogo nic nie chce, nikt nie sprzedaje żadnych proszków do prania, żadnych reklam, żadnych dziwnych historii. Dokładnie. Szanowni państwo, słyszę, że mam za cicho mikrofon. Mam nadzieję, że wszystko jest okej. Jak zwykle zamieszanie w tym wszystkim. Jeszcze poprawię mikrofony, wszystkie te rzeczy. Mam nadzieję, że teraz już jest wszystko absolutnie okej i wszystko idealnie słychać. Tak to zawsze jest. A dzisiaj co w „Hiperprzestrzeni”? Skończyłem pozdrowienia ze sponsorami.
Także wspierajcie. A co dzisiaj w „Hiperprzestrzeni” moi drodzy? Dzisiaj powrót do tematu, od którego „Hiperprzestrzeń” się poniekąd zaczęła, czyli do tematu, co właściwie ma parę nazw. Niektórzy mówią, że to jest golden rectangle, czyli złoty prostokąt. Golden ratio, czyli złoty podział albo divine proportion. Generalnie coś, co popularnie w bardzo potocznym języku nazywa się sacred geometry, czyli święta geometria. Coś takiego. Jest z tym wiele opowieści, wiele historii, wszystkie katedry. Co to jest w ogóle ta geometria i dlaczego ona jest niby święta albo złota? Bo ona ma właściwie dwie nazwy.
I o tym wszystkim dzisiaj w „Hiperprzestrzeni” będę chciał zarysować troszeczkę ten temat, bo temat jest tak potężny i sięga tak pradawnych dziejów historii cywilizacji, że sami nie wiemy, jak pradawne były to dzieje i co się z tymi dziejami wszystkimi działo. Dokładnie. Szanowni państwo, jak zwykle się jeszcze poprawiam troszeczkę w tych wszystkich mikrofonach. Słuchajcie, to jest chyba standard w „Hiperprzestrzeni”. To jest standard nadawania z domowego studia radiowego. Na tym polega urok radia. To może zaczniemy. Ja to sobie poustawiam, poprzykręcam, podokręcam, poprzesuwam, pomacam troszeczkę, a my posłuchamy muzyczki w tym czasie. Dokładnie. Już chyba wszystko poustawiałem, wszystko zorganizowałem, wszystko już idealnie działa.
Szanowni państwo, dzisiaj nie będzie żadnego zamieszania związanego z mikrofonami, kablami i całą resztą tego przedsięwzięcia. To może zacznę tą całą opowieść. Dzisiaj chcę wrócić do tematu, który co jakiś czas pojawia się z powrotem tu i teraz, a szczególnie w hiperprzestrzeni jak najbardziej, bo jest to dosyć istotna sprawa. Jest to kwestia związana z tak zwaną świętą geometrią. Dzisiaj będzie troszeczkę matematyczno-technicznie. Może nie do końca. Wyjaśnię kilka rzeczy, o których właściwie rzadko kiedy ktokolwiek mówi, bo my tak często mówimy o tej geometrii, a z rozpędu i czasami kilka detali umyka. To ja może wrócę do takiego podstawowego skąd się to wzięło i co takiego jest fascynującego w tej geometrii. Dlaczego w ogóle geometria? Generalnie trzeba by się cofnąć troszkę dawno, do starożytnych czasów, do Euklidesa właściwie.
Okazuje się, że 300 lat przed tak zwanym narodzeniem Chrystusa byli greccy filozofowie. Ci greccy filozofowie zapisywali sobie różne ciekawe rzeczy. My generalnie mamy różne dziwne podejście do tego tematu. Jest dużo teologii na ten temat. My myślimy na przykład często, przynajmniej taki jest obraz współczesnej cywilizacji, że są to dokonania i odkrycia greckich filozofów. Nikt nawet nie próbuje wspomnieć o tym, że to nie są tak naprawdę ich odkrycia, tylko to są na przykład teksty, które oni przepisywali tudzież przekazywali tę informację po kimś. To jak zwykle dyskusyjna sprawa. Są oczywiście papirusy, bo zostało troszeczkę. Może nie aż tych najstarszych, bo z tymi najstarszymi jak zawsze jest problem. Cała ta wiedza wyparowała.
Zresztą był rozkaz. Jak tylko chrześcijaństwo opanowało Cesarstwo Rzymskie, to automatycznie zostały wydane rozkazy, które brzmiały tak, że należy palić wszelkie możliwe heretyckie, gnostyckie teksty, które nie potwierdzają oficjalnej wersji historii, która została zatwierdzona w Rzymie. Dokładnie na tym to polegało. Także niewiele z tych tekstów przetrwało. Właściwie bardzo niewiele. Dzisiaj wspomnę o jednym z tych tekstów, ale to może w drugiej części całej tej opowieści. To co? To może zaczniemy od tego złotego podziału i skąd to się wzięło, bo to jest intrygująca sprawa. Generalnie jeżeli mówimy właśnie o świętej geometrii, to z reguły na myśli mamy dwie rzeczy. Pierwsza rzecz to złoty podział, czyli coś, co opisujemy numerem 1,61803398875 i tak dalej.
To się ciągnie, jest nieskończone. Aktualnie jest taki komputer na świecie na jakimś uniwersytecie. Jest taka praca naukowa prowadzona, że ten komputer jest bardzo szybki, bardzo wydajny i on oblicza cały czas ten algorytm, żeby znaleźć tę ostatnią liczbę po przecinku w tym tak zwanym phi, czyli w złotym podziale. To jest ta liczba złotego podziału. Jak to wygląda w praktyce? Oznacza to, że jeżeli weźmiemy sobie sznurek o długości jednego metra albo linijkę o długości jednego metra i podzielimy ją, to 62% tej linijki to jest jedna część i zostaje nam 38%. I to jest właśnie ten złoty podział 62 na 38. Taka proporcja. Ona jest wyrażana w liczbie. Oczywiście nie jest takie 62 czyste procent, tylko tam powinien być przecinek, coś tam po tym przecinku i tak dalej.
Ale generalnie gdzieś w tym rozmiarze bym powiedział. Normalnie się to opisuje po prostu liczbą 1,618, czyli generalnie 1 minus 618 i tak dalej. To jest właśnie ten specyficzny podział. I o co chodzi z tym podziałem? Bo to jest jedna rzecz, złoty podział. A druga rzecz to są liczby Fibonacciego. Ciąg Fibonacciego to jest taka klasyczna rzecz, która jest kolejnym składnikiem tego tajemniczego tematu, którym jest święta, złota geometria i tak dalej. Wszystkie te historie. O co tu chodzi? Liczby Fibonacciego to jest coś zupełnie innego.
Ja wspominałem o tym, zdaje się jakiś czas temu, troszeczkę w jednej hiperprzestrzeni. Skąd to się wzięło? Wspomniałem, ale nie powiedziałem, o co chodzi. Fibonacci to w ogóle bardzo ciekawy koleżka. Właśnie przypominam wam, że oczywiście jestem na czacie Radia Nafali, jak najbardziej. Także zapraszam na czata Radia Nafali. Ja tam oczywiście wklejam wszelkie możliwe linki, które dotyczą mojego dzisiejszego gdybania na ten temat. Także zapraszam bardzo serdecznie. Radionafali.com, zakładka Czat. Ja tam już wkleiłem pierwszego linka od Euklidesa, który jako pierwszy zrobił taką pracę 300 lat przed Chrystusem i tą pracę nazwał...
On w ogóle się nazywa ojcem geometrii w matematyce. Mieszkał w Aleksandrii, dokładnie tam, gdzie była Biblioteka Aleksandryjska. Generalnie czasy, właśnie, Ptolemeusze i tak dalej. Napisał tę genialną książkę, która się nazywa „Elements”, znaczy elementy. I to nie jest właściwie oryginalny tytuł, bo oryginalny tytuł brzmi „Elementy geometryczne” właściwie, czy jakoś tak w grece. I to jest właśnie to, czym zasłynął. Jako pierwszy właściwie co opisał? Jako pierwszy opisał taką konstrukcję, która jest — jak ktoś słucha hiperprzestrzeni, doskonale wie o tych wszystkich ezoterycznych historiach, tajemnicach, symbolach, organizacjach, nie wiadomo czym. Trzeba sprawdzić, czy ktoś nie buchnął pudełka spod schodów. Tajemnicza bryła, która się nazywa dodekahydron, prawda?
Tajemnicze mistyczne bryły przez mistyków, którzy mówią o duszy, o wędrówce duszy, o wszystkich tych dziwnych rzeczach i próbują to wszystko opisywać i rysować, i tak dalej. I się tam pojawiają takie dziwne geometryczne bryły. Jedna zamyka się w drugiej. Platońskie bryły, które tworzą właśnie coś takiego jak dodekahydron. I ten człowiek wymyślił, a właściwie pierwszy opisał. Może nie tyle pierwszy opisał, ile jest to pierwszy fizyczny opis, jaki w ogóle nasza kultura posiada. Taki, który ostał się na papirusie z Biblioteki Aleksandryjskiej Euklidesa, który opisuje o tym, jak z ... kwadrata, zwykłej kostki kwadratowej. Jak za pomocą liczenia, mierzenia, linijki, kątów sobie elegancko przeliczyć i zbudować przestrzenną bryłę, która się nazywa dodekahedronem. Jak połączyć czterościan z pięciościanem i tak dalej.
Wszystkie takie historie. Kombinacja matematyki. Jak to wszystko łączyć, żeby to pasowało idealnie, nachodziło na siebie i żeby jedno wynikało z drugiego. Wszystko oczywiście brało się z obserwacji przyrody. Nie wiemy właściwie, skąd się brało. Wiemy tylko jedno. Było to w Aleksandrii i ktoś miał dostęp do Biblioteki Aleksandryjskiej, która spłonęła raptem 100 lat później. To, co ocalało z tego, to naprawdę bardzo niewielki kawałek historii, bo Biblioteka Aleksandryjska i całe zbiory biblioteczne, które tam były, były systematycznie niszczone przez pierwszych chrześcijan, którzy z furią, fanatyzmem pali to wszystko razem z tymi, których znaleźli z tymi pismami. Także to w ogóle się chowano z tym i tak dalej. Zakopywano to w ziemi.
Niewiele z tego ocalało. Ale o tym, co z tego ocalało później, bo coś z tego ocalało. I to jest bardzo rewolucyjna rzecz. To była taka podstawa matematyki, wiedzy gnostycznej, która była praktykowana. Oczywiście ta wiedza jest o wiele starsza, sięga czasów Egiptu. Mam troszkę książek na ten temat, jak zwykle. Sięga świątyń w Egipcie i w ogóle całej takiej geometrii. Ciężko to powiedzieć, bo to jest taka część zabytków, która się znajduje przy piramidzie w Gizie, przy Sfinksie. I to jest taka część konstrukcji, która się znajduje pod ziemią. To się właśnie świątynia Abidos nazywa.
Zaraz to znajdę. Gdzieś mam to wszystko. Nie mam tego na komputerze. Mam to wszystko w papierze. Jak zwykle dużo tych książek. Sekundkę. Już mam. Ta świątynia to jest świątynia Ozyrysa dokładnie. Jest bardzo charakterystyczna. Pewnie widzieliście ją w naprawdę dużej ilości filmów dokumentalnych, wszelkiej ilości dziwnych rzeczy na YouTube na temat złotej świętej geometrii.
Tam jest ten dziwny znak wypalony. Właściwie wypalony. Nie wiadomo, jak on jest naniesiony na granit. Jest kwiat życia, tak to się nazywa. Taki wzór geometryczny, który ma potoczną nazwę kwiat życia. Tam jest świątynia Ozyrysa i to jest bardzo dziwne miejsce, które właściwie jest zalane częściowo wodą. Jest zabytkiem neolitycznym. Przy czym konstrukcja tej — właściwie nie wiemy — plan tej konstrukcji. Nie znamy zastosowania. Absolutnie nie wiemy, że jest to świątynia.
Nazywamy to świątynią Ozyrysa. To jest współczesna nazwa, ale naprawdę nie mam pojęcia, co to jest. Jest na bazie bardzo ciekawym, ponieważ jest czymś w rodzaju właściwie nawet nie złotej geometrii. Jest generalnie oparta na złotej geometrii. Jeżeli spojrzycie na taką konstrukcję z góry, to wyrysowuje się kółeczko, drugie kółeczko, to kółeczko się nasuwa na siebie, w kółeczko się wpasowuje coś, co się nazywa gwiazdką, która ma pięć ramion. I się rysuje, kreseczki łączy się pomiędzy ramionami i powstaje forma geometryczna. Później przykłada się drugą, odrysowuje od tego kółko, robi się drugie kółko, które wynika z proporcji tego. I nagle się okazuje, że cały ten plan tej dziwnej budowli neolitycznej, której zastosowania nie wiemy, co to jest. Być może Stonehenge tak wyglądało w oryginale, zanim zostało kompletnie zniszczone. Nagle się okazuje, że jest to oparte na pięknym, czystym geometrycznym planie, który zawiera bardzo specyficzną rzecz.
Składa się z dwóch podziałów. Podział na dwa i podział na pięć. Taka specyficzna rzecz. Do czego wrócę chwilę później, bo to jest dosyć istotne w tym wszystkim. Dobra, śladów tego wszystkiego, tych dziwnych pomiarów, tej dziwnej geometrii jest po prostu masa. Wystarczy przyjrzeć się najstarszym rzeczom, które zostały po starożytnym Egipcie. Jest to po prostu wręcz fenomenalne. Ale wróćmy do Fibonacciego. Zostawmy na moment te starożytne czasy z tymi wszystkimi Euklidesami i tak dalej. Wróćmy do Fibonacciego, który miał taką ksywkę, był Leonardo z Pisa.
Leonardo Pisano, czy jakoś tak się popularnie nazywał. Miał w ogóle parę nazwisk. Leonardo Pisano Bigollo Fibonacci. Jakoś tak. Albo Leonardo Fibonacci. Już wam wklejam, bo w tamtych czasach ludzie mieli nazwiska. Jak ktoś miał podpis wyrobiony, to jak się podpisywał, to trwało tak z trzy minutki, prawda? Proszę mi dostrzec podpis. Poczekajcie. Parę minutek poszło.
Kaligrafowany. Ładnie. I ten Fibonacci. Co z tym Fibonaccim? Fibonacci robił te swoje annały, o których wspominałem. Takie księgi, gdzie są opisane, jak dbać o gospodarstwo, jak sobie liczyć te wszystkie rzeczy. Coś w rodzaju rozszerzonego notatnika open source, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, czyli jednoosobowa grupa dyskusyjna zapisująca wszelkie możliwe informacje, co robić, żeby życie było łatwe, wygodne i jak prowadzić interesy. Fibonacci miał ten swój annał i ten annał zaczynał się od rozwiązania problemu, ile klatek trzeba sobie przygotować na hodowlę królików. Dokładnie. Nasz główny bohater, Leonardo Fibonacci, zaczął przyglądać się królikom i zauważył, że jeżeli ma się parę królików, to z tej pary wpierw jest jeden, później jest dwa, później jest trzy.
Później to się rozdziela na pięć rodów te króliki, później po kolejnym miesiącu tych królików już jest osiem rodów, później tych rodów jest po kolejnym miesiącu 13, później 21, później 24, później 55, 89, 144, 233. I tak to policzył, ile trzeba klatek wybudować, żeby tych królików pomieścić. On w ogóle nie miał bladego pojęcia, o czym my mówimy teraz. Czyli jeżeli chodzi na przykład o tą tak zwaną świętą geometrię, w ogóle katedry, tego typu sprawy. Ten facet w ogóle nie miał o tym bladego pojęcia. On nawet- Podejrzewam, że się w grobie przewraca, czy jakoś tak, jak to słyszy, bo w XIII wieku koleżka sobie żył. Zanotował sobie takie spostrzeżenie na temat jak się mnożą króliki. Okazało się, że odkrył mimowolnie pewien tajemniczy pattern. Ale tu muszę oczywiście wrócić do historii. Bardzo ciekawej historii związanej troszeczkę z kodem DNA, który posiada każdy, kto jest Słowianinem, czyli najstarszym kawałkiem kodu DNA prawdopodobnie tą grupą R1 czy R3, coś takiego.
To jest ta sama grupa, którą mają ludzie, którzy posługują się sanskrytem w Indiach, czyli najstarsi genetycznie i etnicznie mieszkańcy Indii. Jesteśmy jak Indianie na tym świecie. Jesteśmy jedną z najstarszych ras, jak to się można tak elegancko, nierasowo wyrazić. Właśnie Słowianie. I tam jest taka ciekawa rzecz w tym sanskrycie. Dlaczego do tego sanskrytu? Bo w sanskrycie też są te liczby. To jest taki fenomen. Sanskryt jest bardzo stary. Właściwie nikt nie wie, jak stary jest sanskryt.
Zaraz powklejam linki, będzie można sobie posprawdzać, co to jest ten sanskryt. Sanskryt to jest najstarsze pismo na świecie. W ogóle jakiekolwiek istniało, przynajmniej zapisane, które jesteśmy w stanie odczytać i które jest używane do dzisiaj, już było zabawnie, w Indiach. Także dokładnie w tym najstarszym sanskrycie, w najstarszych tekstach jest zapisana historia na temat tego podziału. Tego samego podziału, który zauważył Fibonacci doglądając swoje króliki w klatkach. Dokładnie ta sama historia. I żeby było zabawniej, w sanskrycie nie jest to opisane tylko i wyłącznie jako numery, jako część matematyki, tylko w sanskrycie są poematy, które są tak pisane, żeby spełniały wymagania owego złotego podziału, czyli na przykład, że wyrazów w poemacie jest dokładnie tyle, a nie inaczej, że wszystko musi się odbywać według tej proporcji następujących liczb, czyli 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55. Dokładnie tak samo. I tu się zaczyna cała historia. Mamy złoty podział i mamy liczby Fibonacciego, prawda?
I co z tego wszystkiego wynika tak bardzo matematycznie? O tym też niewielu mówi. Ale zanim to powiem, to oczywiście posłuchajmy sobie troszkę muzyczki, proszę państwa. Bo ja mam troszkę muzyczki na dzisiaj, a co! Przypominam, że oczywiście słuchacie jak najbardziej „Hiperprzestrzeni”. Ja na imię Tomek. Audycja jest oczywiście w Radiu Na Fali i w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. Oczywiście i Radia Na Fali też. Ja oczywiście jestem na czacie Radia Na Fali, także jeżeli ktoś z was chce wpaść, zgarnąć linki, przytulić mnie, przywitać albo coś takiego, to jestem na czacie Radia Na Fali.
Oczywiście pozdrawiam tych wszystkich, którzy słuchają tego jako podcastu. Peace and love moi drodzy, bo to co innego na żywo, a co innego jak się pędzi gdzieś przez świat w słuchawkach albo i nie. Albo się jest na kanapie i się pędzi gdzieś w swojej głowie na kanapie pomiędzy słuchawkami. Także pozdrawiam serdecznie. I jakąś muzyczkę, proszę państwa. Zaraz wam mówię, o co w tym wszystkim chodzi. Las, odwieczna natura człowieka. Las. Oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” jak najbardziej, a ja jestem oczywiście w lesie. Słuchajcie, dzisiaj jest o tajemniczej...
Właśnie nie wiadomo, czy takiej tajemniczej, bo przekonamy się. Dowiemy się o geometrii, moi drodzy, o geometrii dzisiaj, ale wszyscy chyba wiedzą, także nie muszę nawet zdawać specjalnie o czym dzisiaj. Oczywiście się rozłożyłem ze swoimi notatkami. No dobra, o co chodzi z tym wszystkim? O co chodzi? Tym razem nie chodzi o pieniądze, bo jest takie powiedzonko, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tu chodzi dokładnie o numery. Słuchajcie, chodzi o numery. Mamy z jednej strony złoty podział, czyli tą tajemniczą proporcję, o której legendy krążą. Ta proporcja znajduje się na świecie, jak na ironię, nie tam, gdzie wszyscy się jej spodziewamy i gdzie oczywiście z reguły większość stron internetowych podaje.
Jeżeli sobie wpiszecie złoty podział, to wyrzuci wam masę zdjęć, na przykład w Google. Słynne zdjęcie z dziewczyną, która wstaje z wody i robi taki zamach włosami. Nie, to jest Photoshop, moi drodzy. Absolutnie Photoshop. Nie ma to nic wspólnego ze złotym podziałem. Jest to podpucha. Jest masa takich rzeczy, które w ogóle nie mają nic wspólnego ze złotym podziałem, a myślimy, że to jest właśnie złoty podział. Także nie do końca, ale o tym może troszkę później. Złoty podział jest bardzo dziwną rzeczą, bo to jest bardzo dziwny numer. To jest ten właśnie 1,6180.
I tam później następuje 3, 3, 9, 8, 8, 7, 5 i tak dalej. O co chodzi z tym numerem? Jest to tak zwany numer nieracjonalny. Tak to się w matematyce nazywa, czyli numer, który nie ma żadnego patternu, nie ma żadnego powtarzającego się modułu. Do tej pory ta maszyna siedzi i wylicza ten złoty podział. Te najszybsze komputery na świecie i próbują to w ogóle wyliczyć. Próbują dojść do samego końca, kiedy wreszcie którakolwiek sekwencja z tych liczb, która następuje po tym przecinku 1,6180 i tak dalej, się wreszcie powtórzy i skończy się to liczenie. Nie udało się nikomu. To jest właśnie złoty podział. Nazywa się to numery nieracjonalne.
Unrational numbers czy jakoś tak z angielskiego. A co z sekwencją Fibonacciego w takim razie? Bo sekwencja Fibonacciego jest w sumie też wzorowana na naturze, ale to jest coś innego. W sekwencji Fibonacciego występuje zjawisko patternu, czyli jeżeli weźmiemy proporcję 2 do 1, to wyjdzie nam 2. Jeżeli weźmiemy proporcję 3 do 2, to wyjdzie nam półtorej, prawda? 1,5. Jeżeli weźmiemy proporcję 5 do 3, wyjdzie 1,66. Jeżeli weźmiemy proporcję 8 do 5, to będzie 1,6. Kolejna proporcja 13 do 8 to jest następująca liczba, czyli 1,625. I kolejna proporcja sekwencji Fibonacciego, czyli 21 do 13 to jest 1,615.
34 do 21 to jest 1,619 i 55 do 34. I tu jest fenomen. Otrzymujemy numer 1,618. Ciekawostka. Tu jest jedyny moment, gdzie tak naprawdę te liczby na siebie wpadają. Taka tajemnicza historia. Nikt nie jest w stanie do końca tego wyjaśnić. To my jesteśmy ośrodkiem hipotez. Także jeżeli ktoś z was ma hipotezę na ten temat i wie, jak to wyjaśnić, zapraszam serdecznie. radionafali.com to jest adres internetowy na Skypie, także możecie śmiało dzwonić Skypem i oczywiście mówić.
Ja zapraszam każdego chętnego, który ma odrobinę informacji na temat tej tajemnicy geometrii, żeby dzwonił i się dzielił tą informacją. Jaka jest różnica? Różnica polega na tym, że mamy z jednej strony złoty podział, który reprezentuje numery nieracjonalne oraz z drugiej strony mamy tak zwaną matematykę pitagorejską, czyli matematykę racjonalną. Numery racjonalne wyliczane z każdego poprzedniego numeru, bo to jest sekwencja Fibonacciego. Na tym to właśnie polega, że to się jedno wylicza z drugiego. I wychodzi nam taki cykl, że jeżeli 1 dodamy do 2, to nam wyjdzie 3. Jeżeli dodamy 2 do 3, to nam wyjdzie 5. Jeżeli dodamy 3 do 5, wyjdzie 8. Jeżeli dodamy 5 do 8, to wyjdzie 13. Jeżeli dodamy 8 do 13, wyjdzie 21.
Jeżeli dodamy 13 do 21, wyjdzie 34. Jeżeli dodamy 34 do 55 i tak dalej, to wszystko sobie elegancko rośnie. Ale nas obchodzi najbardziej ten interwał 34, 55, bo dokładnie pomiędzy tym interwałem się mieści coś takiego jak złoty podział, bo te dwie rzeczy wpadają na siebie. To w ogóle jest fenomen z tą wiedzą, bo właściwie nikt nie wie, jak stara jest ta informacja. Mamy ślady tej informacji zapisane w postaci neolitycznych struktur. Ja jestem zwolennikiem teorii, że budowle w Egipcie, tak samo jak Stonehenge, mają 36 000 do 37 000 lat i są sprzed dwóch cykli, a nie sprzed jednego. W taką teorię sobie tutaj po cichutku wierzę. Także te wszystkie stare budynki, niechaj mają nawet 12 000 lat, takie Gobekli Tepe, które wykopano z ziemi na południu Turcji, przy granicy z Iranem. Proszę sobie sprawdzić Gobekli Tepe. Ja oczywiście wszystkie linki do tych rzeczy wrzucę pod audycją na stronie radionafali.com zakładka audycje, Hiperprzestrzeń i tam jak zwykle.
Zresztą wszyscy wiedzą. Łatwo znaleźć. Naprawdę nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby to znaleźć, prawda? No i co z tym złotym podziałem? Ta informacja krążyła od bardzo dawnego czasu, bo są zapisy. Nie chcę za bardzo was męczyć tymi wszystkimi opisami, bo jeszcze zanim się pojawili masoni, którzy właściwie chyba zasady tak zwanej złotej geometrii najbardziej rozprzestrzenili. Ale do tego za chwilę wrócę. Proszę się nie denerwować. Jeżeli ktoś nie lubi masonerii, proszę się nie denerwować. Wszystko zaraz wyjaśnię.
Więc ten podział nie jest używany w Egipcie. Bardzo podobne sekwencje są używane w matematyce, która właściwie służyła prawdopodobnie budowniczym piramid w Meksyku. Dokładnie te same proporcje. Tylko tu jest bardzo dziwne zjawisko, bo proporcje właściwie, które występują w piramidzie, wbrew temu, co popularnie możemy spotkać i dowiedzieć się w internecie za pomocą wujka Google, nie mają nic wspólnego ani ze złotym podziałem, ani z sekwencją Fibonacciego. To jest bzdura. Te wszystkie rysuneczki to jest takie wymyślone troszeczkę, takie szaleństwo internetu, można powiedzieć. Nie ma to nic wspólnego. Jak się okazuje, złoty podział jest schowany w środku piramidy. Nie jest to żadna z liczb, które zostały użyte do wyznaczania proporcji czegokolwiek w środku tego kompleksu, ponieważ kompleks piramid w Gizie jest oparty na proporcji 7 do 11 tudzież 11 do 7. To jest proporcja Księżyca do Ziemi dokładnie.
Jest to proporcja astronomiczna, więc to absolutnie nie ma nic wspólnego z czymś, co nazywamy złotym podziałem. Przy czym fenomen polega na tym, że ten złoty podział występuje i jest czymś bardzo dziwnym pomiędzy tymi wszystkimi rzeczami. Jeżeli nałożymy na siebie zasadę, według której zostały wybudowane piramidy w Gizie, to się nazywa pi, czyli ciastko. Jeżeli wybudujemy sobie jakiś przestrzenny obiekt na podstawie na przykład kwadratu i jest to piramida, i jeżeli wyobrazimy sobie, że wszystko wyciosaliśmy z takiej kostki kwadratowej, to zostaje nam troszeczkę tego materiału po tej piramidzie, prawda? O co chodzi w tej zasadzie ciastka? Mówi o tym, że ta część, która wyciosana idealnie pasuje do tego. To troszkę jakby było tak idealnie dopasowane, że jak otwieracie kostkę, ona ma piękny kształt wyrzeźbiony w środku. Jak ją składacie do kupy, to z zewnątrz jest po prostu zwykłą kwadratową kostką. A jak otwieracie, to w jednym ręku macie piramidę, a w drugiej macie coś, co ma wgłębienie, które wygląda jak piramida do wewnątrz. To jest właśnie zasada pi.
I to właściwie to jest główna zasada, na której są oparte piramidy. Przy czym bardzo piękna zasada, bardzo niesamowita. Też taka dziwna historia w ogóle w matematyce. Część tradycji właściwie przekazywana chyba z pokolenia na pokolenie. Generalnie jest taka teoria, że właściwie Euklides niczego nie wymyślał, tylko przepisywał po prostu część Biblioteki Aleksandryjskiej. Inna sprawa, że strasznie dużo tych dokumentów zniknęło, bo właściwie matematyka się rozbiła w obydwie strony. Ten złoty podział został troszeczkę zapomniany. Bo o co w ogóle chodzi w tym wszystkim? To jest tak zwana matematyka racjonalna, można powiedzieć. To musimy dojść do Newtona, to już za sekundę.
Dobra, wracamy do tego złotego podziału, bo złoty podział jest bardzo intrygujący w tym wszystkim. Nie dość, że jest schowany w piramidach, nie można go wyliczyć bezpośrednio. Trzeba by je rozebrać, przejść wszystkie te kąty w środku i nagle się okazuje, że gdzieś tam w środku są, występuje, jest i działa. Ale to jest takie troszeczkę wymuszone. Zaraz wam powiem, gdzie ten złoty podział tak naprawdę istnieje. Może zacznijmy od tego, jak w ogóle to się nazywało, bo to też jest dosyć intrygująca sprawa. Jest to związane w ogóle z tym, jak na to patrzymy, bo to też z tym słowem święta i tak dalej. To troszkę takie szaleństwo, powiedziałem na wyrost. Wszystko zaczęło się tak naprawdę od nazwy „złoty prostokąt” i właściwie w całej starożytnej geometrii był używany dokładnie pod tą nazwą i znany dokładnie pod tą nazwą. To był właśnie nawet nie tyle złoty, ile — jakby to przetłumaczyć — że tak powiem, bezpaternu.
Do naszych czasów zostało, że to jest po prostu ekstremalny. Greccy matematycy to zapisywali, że to jest ekstremalny prostokąt czy jakoś tak, że to jest taka ekstremalna liczba, ekstremum, coś w tym stylu, bo to jest po prostu ciągle niepodzielne. Jak się zrobi ten jeden przecinek i zacznie się wypisywać te liczby, to tego w ogóle skończyć się nie da po prostu. Więc nazwali to ekstremum. W pewnym momencie to zmieniło nazwę i stało się złotym. Złoto ma tą cechę, że się nie utlenia, przynajmniej czyste złoto, czyli jest czymś stałym, tak jak te numery po przecinku, jaka ironia. Także nie wiem, skąd to się wzięło. Być może właśnie z tego. Więc złoty prostokąt to była oryginalna nazwa i pod tą nazwą właściwie funkcjonowało do średniowiecza. Właściwie może troszkę wcześniej przestało.
Później pojawiło się coś takiego jak złota proporcja. I to jest bardzo istotna rzecz, bo właściwie od tego zaczyna się coś, co my znamy jako święta geometria i tak dalej. Od tego właściwie zaczyna się takie ponowne zastosowanie tego w praktyce. Już chodzi o renesans dokładnie. W czasach renesansu, złota proporcja. Nikt nie lubi mówić, że to jest złoty prostokąt, bo właściwie zaczęto wykorzystywać tą zasadę przy rzeźbach, w malarstwie, każdej możliwej formie, w architekturze, gdziekolwiek się dało. No i się okazało, że złoty prostokąt jest zbyt kwadratową i kanciastą nazwą. Także ktoś wpadł na pomysł, żeby to nazwać złotym podziałem. I nie kto inny wpadł na ten pomysł, jak zdaje się Luca Pacioli. To jest włoskie nazwisko.
Koleś znany z tego, że był przyjacielem Leonarda da Vinciego. Właśnie, ów Leonardo da Vinci. Luca Pacioli napisał na ten temat pracę, bo on też pisał swoje prace. I generalnie był jednym z tych ludzi, którzy opisali ten złoty podział w swoich notatkach. Generalnie był matematykiem tamtejszych czasów, w ogóle profesorem w jakimś uniwersytecie chyba. Już nawet nie pamiętam. Gdzieś był nawet profesorem matematyki. Nawet wykładał tą matematykę, gdzieś tam uczył. No i w swoich pracach zapisał tą całą historię jako pierwszy. Przynajmniej my znamy tą nazwę złoty podział właśnie od niego.
Jak na ironię, bo dużo ludzi powołuje się, skoro już jesteśmy przy okazji przy Leonardzie da Vincim, na to, że Leonardo da Vinci używał złotego podziału w swoich dziełach. Jest dużo takich ilustracji na Google, w internecie i tak dalej, w wielu książkach, które mówią o tym i tam próbują pokazać ten złoty podział. W rzeczywistości, moi drodzy, jeżeli umiecie rysować złoty podział — ja tu nie będę wam oczywiście w radiu mówił, jak rysować złoty podział, bo to nie o to chodzi, każdy doskonale sobie wie, jak znaleźć — jeżeli zaczniecie to sprawdzać w praktyce, to zauważycie, że właściwie ten najbardziej legendarny, najbardziej posądzany o złoty podział rysunek Leonarda da Vinciego, czyli tak zwany „Złoty człowiek”, nie nazywa się przede wszystkim „Złoty człowiek”, to „Człowiek boloński” zdaje się, właściwie nie jest wyrysowany ze złotego podziału. Jest tam sekwencja złotego podziału, ale jest dodana, wymuszona. Ten rysunek nie był rysowany ze złotego podziału. To jest ściema. To jest zupełnie inna proporcja. Najbardziej ulubioną proporcją Leonarda da Vinciego była proporcja 5:2, 5:3. Dokładnie. Luca Pacioli.
Dziękuję bardzo za podpowiedź. Nazywał się Luca Pacioli ten koleżka Leonarda da Vinciego. To jest taka zabawna historia, bo właściwie Luca Pacioli jako dobry przyjaciel Leonarda da Vinciego powinien mu sprzedać ten patent. Myślę, że oni dobrze znali tą liczbę, wiedzieli co to jest złoty podział, znali wszystkie te historie. Także nie mieli z tym problemu. Natomiast nie było to wcale aż tak wykorzystywane przez Leonarda da Vinciego w jego pracach, jak by się wszyscy tego spodziewali, jak wszyscy tego oczekują. Połowa z tych rysunków, mam tu jeden przed sobą, nie będę wam skanował właśnie tego słynnego człowieka w okręgu Leonarda da Vinciego. Słuchajcie, to nie ma nic wspólnego ze złotym podziałem. Można dorysować złoty podział, ale to jest podział jeden do pięciu. W ogóle jeden do pięciu to był ulubiony podział Leonarda da Vinciego, mówiąc szczerze.
To jest najczęściej występujący w jego dziełach. Zresztą nie on jeden, bo niejaki Albrecht Dürer słynny ze swoich dzieł, miał na tym punkcie dosyć zaawansowaną, że tak powiem, jazdę. I on też miał swoją ulubioną proporcję. Jego proporcją była proporcja na przykład trzy do dwóch. Dokładnie, czyli pięć, bo trzy i dwa to jest pięć. Czyli liczby Fibonacciego, a nie złoty podział. Coś zupełnie innego. W ogóle panuje taki mit, że na przykład ludzkie ciało jest oparte na złotym podziale. Na tej spirali. Słuchajcie, oszustwo.
To jest oszustwo. Ludzkie ciało jest w proporcji jeden do ośmiu, jak się okazuje, a nie w proporcji jeden przecinek sześć i tak dalej. To jest jeden przecinek osiem. To jest proporcja ludzkiego ciała, czyli zupełnie coś innego. I ta informacja sobie funkcjonowała. Ona dotarła do matematyki. I nadeszły czasy Newtona. To były czasy, kiedy geometria się troszeczkę oddzieliła od mainstreamowej matematyki. To jest moment, któremu zawdzięczamy to, że mówimy na przykład „święta geometria”. W ogóle nazwę, że to jest święta geometria wymyślił nie kto inny jak brat, też matematyk, Martin Ohm.
Tak miał na imię. To był brat dokładnie tego samego Ohma, który wymyślił prawo Ohma. My teraz nazywamy prawo Ohma. To był jego brat Martin Ohm. To on wymyślił jako matematyk, po prostu pierwszy wprowadził w użycie pojęcie „święta proporcja”. Właśnie. Divine proportion. I tu się w ogóle zaczęła taka ciekawa historia, jakby matematyka się rozeszła z geometrią. I tu muszę wyjaśnić bardzo szybko jedną taką elementarną rzecz. Na czym polega różnica między czymś, co nazywamy matematyką, a czymś, co nazywamy geometrią?
Geometria to jest coś, co się manifestuje. Tu musimy wrócić do oryginalnych troszkę numerologii. W numerologii wszystkie liczby mają swoje znaczenia. I tu troszeczkę musimy-- no właśnie, zaczyna się robić mistycznie i tajemniczo. Powiewa mgłą. Dobra, żartowałem z tą mgłą. Wcale nie ma mgły. Słuchajcie, jest naprawdę nice. Ponieważ każda z cyfr, każdy numer reprezentuje energię, coś. Bo każdy numer teoretycznie, przynajmniej według tej starożytnej wiedzy i praktycznie reprezentuje pewien konkretny kształt.
Na przykład jeden reprezentuje okrąg. Kropka, kółko. Jeżeli mamy dwa, to mamy dwa kółka, prawda? Jedno kółko reprezentuje jedność, czyli manifestującą się formę energii i życia. Cokolwiek jest, po prostu manifestującą się materię, to zawsze oznacza jeden. Dwa natomiast oznacza zduplikowanie się zmaterializowanej energii, a trzy oznacza dopełnienie tego wszystkiego. Trzy jest czymś, co my nazywamy polem najczęściej. To jest pole, czyli coś, co daje dodatkowy wymiar. Bo jeżeli mamy jeden i dwa, to mamy dwa punkty, a za pomocą trzeciej informacji nagle wszystko staje się przestrzenne i obiekt z kartki staje się-- no właśnie, jakby ktoś zjadł kwas oczywiście i ilustracje mu wyszły z książki w tym momencie. To czasami się zdarza.
To jest ta tajemnica tych numerów. Ja nie będę leciał z tymi wszystkimi numerami, bo oczywiście każdy z numerów ma swoją mitologię, swoje znaczenie i tak dalej. Ale są takie podstawowe znaczenia. I to wszystko stoi troszeczkę u zarania naszej opowieści. Ponieważ pomysł na geometrię jest taki, że geometrii się używa, żeby zmierzyć proporcje świata. Właściwie nie chodzi o numery, po prostu bierze się miarkę skądś i się stwierdza: „Okej, to jest nasze przysłowiowe jeden. To jeden to jest długość mojego palca. I teraz jeżeli to podzielę na ileś tam elementów, to mam już połowę z tego. Albo jeżeli to zduplikuję ileś tam razy, to mam więcej, prawda?” Mi chodziło bardziej o używanie tego jako proporcji. Czyli właściwie geometria była czymś w rodzaju takiej nauki, która mówi o tym, jak zbudowany jest świat.
I kiedy się pojawiło tłumaczenie matematyczne na tą geometrię, to się okazało, że matematyka poszła w bok racjonalnie, ponieważ matematyka nie mogła znieść tych wszystkich złotych podziałów, które mają jeden przecinek sześć i tam już sobie leci w nieskończoność. Matematyka potrzebowała coś racjonalnego. Okazuje się, że to po prostu nie jest na tyle racjonalne, na ile trzeba. I poszło w tą stronę, że stwierdzono, że matematyka musi być racjonalna, musi być pitagorejska. I odrzuciła te wszystkie rzeczy i odrzuciła siłą rzeczy geometrię. Także matematyka stała się działaniem czysto na liczbach, multiplikacją, dzieleniem. Operuje tylko i wyłącznie w dzisiejszych czasach liczbami. W dawnych czasach, takich bardzo dawnych, gdzie te wszystkie liczby, że tak powiem, bryły, święta geometria i tak dalej, to wszystko miało w ogóle jakiekolwiek znaczenie w praktyce. Czy złota geometria. To się wyliczało wszystko z brył, a nie z proporcji matematycznych.
Nikt tam nie dzielił sobie na przykład piątki na coś tam, tylko po prostu budowało się bryły i sprawdzało się bryły albo liczyło się w ten sposób. Bryły były modelem świata. I tu muszę wspomnieć o kolesiu, który się nazywał Kepler, bo to jest w ogóle świetne myślę- Świetne wytłumaczenie całej tej historii. Nie tyle wytłumaczenie, ile myślę ilustracja, bo Kepler zakochał się troszeczkę w liczbach i w sekwencji Fibonacciego i w tym, że kosmos według tego pomysłu powinien być czymś bardzo łatwym do zmierzenia. Że kosmos powinien reprezentować tą samą geometrię. Stwierdził, że skoro są planety dookoła Ziemi, to wszystkie planety muszą latać po tych geometrycznych bryłach, bo skoro wszystko na Ziemi jest takie geometryczne, kryształy, które się wykopuje z ziemi, matka natura musi być tak zaprogramowana od początku do końca, że to jest podstawowa bryła, że jest kwadrat. Mamy te 90 stopni. Te 90 stopni możemy podzielić na taki, a nie inny odcinek. Tą proporcję z tego dzielimy jeszcze raz i nagle powstaje nam właściwie każda możliwa bryła. Jesteśmy w stanie zakodować każdą informację.
Takie perpetuum mobile, że z jednej rzeczy nagle nam się robi coś wow. Robi się trójwymiarowa bryła z dwóch liczb, które zaczynamy multiplikować. On stwierdził, że to musi być tak, że każda z tych planet musi mieć swoją własną geometrię, bo wszystko było wyliczane z geometrii wtedy, nie z liczb. On tak siedział, obserwował to wszystko i sobie rysował te wszystkie geometryczne wzorki na papierze. Efekt był taki, że stworzył coś, co się nazywa Mysterium cosmographicum, czyli taki model kosmosu, gdzie każda z planet miała przypasowaną jakąś bryłę geometryczną i generalnie narożniki, tudzież wystające kąty tej bryły i jej kształtu wyznaczały momenty, w których ekliptyki planet się spotykają. To była praca czysto teoretyczna, bo w tamtych czasach nie było takich teleskopów, które można było zatrudnić do roboty i sprawdzić, czy to wszystko naprawdę tak działa. Właściwie wszystko było bardzo mocno wymyślane w głowie i takie bardzo pionierskie, teoretyczne prace. Kepler stwierdził, że wydaje mu się, że cały system słoneczny, cała ta historia dokładnie działa w ten sposób, jak kryształy, jak bardzo wczesna matematyka, jak geometria. Bardzo geometrycznie wszystko jest zbudowane, cały świat. A my jesteśmy w takim wielkim krysztale, takim octahydronie i później nad tym jest icosahedron, a później nad tym jest tetrahedron, a w środku jest kostka tego wszystkiego.
To wszystko jest zamknięte w sferach i każda z planet ma swoją sferę niebieską i każda z tych sfer jest tym osobnym kształtem. Tak to sobie wymyślił, zapisał to, zostawił i sobie zmarł. Minęły lata i okazało się, że Kepler miał rację. Okazało się, że jak się pojawiły takie teleskopy, którymi można było zajrzeć troszeczkę głębiej w kosmos z Ziemi, to się okazało, że faktycznie te planety latają dokładnie po orbitach wyznaczonych przez Keplera, po tych swoich bryłach i że to ma jakiś sens. Taka ciekawostka w tym wszystkim. Niesamowita historia. Nie wiem, skąd Kepler to wiedział. Ja mam takie podejrzenie, że część tej wiedzy o tej tajemniczej geometrii przetrwało i to przetrwało całkiem nieźle, tylko oczywiście w podziemiu, bo jest to sprawa związana z gnostykami przede wszystkim, którzy zostali wyorani przez Watykan dosyć ekstremalnie, a właściwie to byli ludzie, którzy posiadali tą wiedzę. Dlatego pentagram jest zakazany. Dlatego pentagram jest normalnie w naszej teologii używany jako coś, co ma nas straszyć, a w rzeczywistości pentagram ma w ogóle swoją nazwę.
Oryginalna nazwa pentagramu właściwie bierze się od nazwy złotego trójkąta, bo pentagram jest wytyczany dokładnie ze złotego podziału. To jest prawdziwy złoty podział. Pentagram, niezależnie w którą stronę i z której strony zaczniecie, to jest esencja złotego podziału. Ale o tym to może za sekundę. Na razie posłuchajmy jakiejś muzyczki troszeczkę, proszę państwa, ja sobie popiję herbaty. Przypominam, że słuchacie oczywiście jak najbardziej „Hiperprzestrzeni”, a dzisiaj geometrycznie i o złotych proporcjach, o tych wszystkich fibonaccich, sekcjach i o co w tym wszystkim chodzi. Co może za tym stać? Jak tego używać? Co? Jak?
Nie wiem. Jakby ktoś z was coś wiedział, miał jakąś tajemniczą wiedzę, proszę mi tu szybko dzwonić i się dzielić tą wiedzą. Bardzo zapraszam. Radionafali.com na Skypie. No właśnie. „Hiperprzestrzeń” oczywiście w Radio Na Fali retransmitowana w Radio Paranormalium. Dzisiaj troszeczkę powrót do tych wszystkich złotych podziałów, moi drodzy, żeby było złoto. I mamy telefon. Złoty telefon. Witam serdecznie.
Halo, halo? Proszę sprawdzić mikrofon, czy jest podpięty, czy wszystko jest okej, bo nic nie słychać, proszę pana. Proszę sprawdzić szybko w ustawieniach. Ja mam tu telefon, ale słyszę ciszę. To ja zrzucam. Proszę sprawdzić, czy wszystko działa z tym mikrofonem, czy jest podpięty, wszystkie ustawienia. Zanim zadzwonicie do radia, sprawdźcie, czy działa, żeby nie było ustawiania kiedy dzwonicie. Okej, to ja opowiadam wam dalej tą całą historię. To jest ciekawe, bo jest tak sporo o Keplerze, bo to się wiąże z Fibonaccim generalnie. Bo oprócz tego, że Kepler się patrzył oczywiście w gwiazdy.
Wielu się patrzyło w gwiazdy. Ja też lubię patrzeć się w gwiazdy. Wielu lubi. Gwiazdy to wdzięczny temat do oglądania. Halo, halo? Dalej nic nie słychać. Proszę sprawdzić mikrofon. Proszę sprawdzić podłączenia, ustawić tools options w Skypie i dopiero wtedy dzwonić, jak będzie działało. Ja tymczasem zrzucam. Słuchajcie, naprawdę sprawdzajcie Skype'a, czy wszystko wam działa, jak dzwonicie do radia, żeby mi tu nie było technicznego ustawiania tego, żebym ja nie musiał mówić takich bzdur na antenie.
No! Dobrze. Dobra, żartowałem. No i ostatni raz. Słuchajcie, co z tym Keplerem? Kepler generalnie wpadł na ten sam pomysł, bo zauważył ten sam pattern, o którym mówił Fibonacci, czyli po prostu 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21 i tak dalej. No właśnie, tu się zaczyna historia. To wszystko się zaczyna robić bardzo matematycznie z jednej strony. Mamy tutaj kolejny telefon, odbieram już. Halo, halo.
Witam serdecznie.
[49:03] - Halo. Dobry.
[49:04] - Dobry wieczór. Coś zerwało. Halo, halo?
[49:11] - Halo, można na chwilkę? Dobry wieczór.
[49:13] - Śmiało. Witam serdecznie.
[49:14] - Bardzo ciekawa audycja. Fajnie opowiadasz. Wspaniała muzyka. Chciałem tylko odnośnie ciała ludzkiego się odnieść, jeśli można i odnośnie mojej daty urodzenia. Otóż w dziwny sposób te liczby, które podałeś w tym złotym podziale, to są liczby z mojego roku urodzenia, miesiąca, dnia urodzenia, czyli 44 lata przed tym przełomowym rokiem 2012. Taki dziwny zbieg okoliczności. A co do ciała ludzkiego, to chciałem tyle powiedzieć, że nie zgadzam się z tym, co powiedziałeś, że to jest wzór na proporcje ciała ludzkiego. Według mnie różne osoby mają różne proporcje. Na przykład Pigmeje mają inne proporcje ciała niż na przykład Masajowie, którzy są bardzo smukli i tak dalej.
[50:05] - Ale proporcje wyliczasz-
[50:06] - Ludzie z północnych, zimnych rejonów mają krótsze kończyny i tak dalej. Także zdaje mi się, że-
[50:11] - Ale proporcja jest dalej ta sama, bo proporcja nie jest stałym wymiarem. To jest tylko proporcja. Czyli jeżeli na przykład przyjmiesz, że długość od miednicy do kolana, czyli ta, jak się nazywa ta kość? Nie pamiętam nazwy.
[50:26] - Udowa.
[50:26] - Udowa. Kość udowa ma swój rozmiar. Liczysz jakby kość udową, dzielisz na pół. Teraz dzielisz kość udową kolejny raz na pół i teraz masz cztery odcinki. Jeżeli sobie podzielisz jeszcze na jeden, to masz generalnie 1 do 8, taką proporcję. Jeżeli zaczniesz tą proporcję na przykład ze swojej kości udowej liczyć, to się okaże, że cały pasujesz do tej proporcji, niezależnie od tego, czy jesteś stąd albo stamtąd. Jasne, że ta proporcja będzie albo mniejsza, albo większa, ale chodzi o tą proporcję, bo złoty podział z zapisem proporcji to nie jest 1,618, tylko to jest 1 do 618. Rozumiesz? To jest w proporcji 62 do 38. Coś w ten sposób należy to traktować, a nie na zasadzie sztywnego wymiaru.
To proporcja się może zmienić. Możesz mieć inną proporcję na przykład.
[51:23] - Ja dalej się nie zgadzam z tobą, ale może się zgodzę w tym względzie. Powiem to inaczej: ludzie, którzy mają tą proporcję, o której ty mówisz, niektórzy ludzie są uznawani czy postrzegani jako piękni.
[51:42] - Właśnie to jest mit. Właśnie to zamierzam dzisiaj obalić. To jest nieprzeciętny mit.
[51:46] - Ale pozwól mi jeszcze jedną rzecz powiedzieć.
[51:47] - Dokładnie.
[51:49] - Otóż oglądałem taki film dokumentalny, w którym pokazywano, że znaleziono gdzieś kości dziecka, nastolatka i tak dalej. Miało bardzo dziwne proporcje piszczeli, kości podudzia. Za krótkie. Jakieś dziwne, których my, współcześni ludzie, nie mamy. My mamy właśnie dłuższe proporcje. I na tej podstawie na przykład paleontolodzy wysunęli hipotezę — a było to dziecko wśród innych szkieletów ludzi — że dochodziło do krzyżowania się między przodkami człowieka współczesnego a Neandertalczykami.
[52:34] - To nawet taka nie tyle hipoteza, ile genetycznie jak sprawdzisz, może być tak, że akurat ty posiadasz odrobinę Neandertalczyka w sobie, bo to już nie jest hipoteza.
[52:43] - Ale oni rozpoznali po proporcjach kości. Czyli widzisz, te proporcje faktycznie mają znaczenie.
[52:49] - Tak, ale to są proporcje, czyli to nie jest kwestia rozmiaru, tylko kwestia proporcji, że właśnie po tym poznajemy wszelkie inne tak zwane humanoidy, że humanoid ma po prostu inną proporcję czy człowiek z jawy. To jest troszeczkę inna proporcja. Na przykład już nie jest 1 do 8, tylko na przykład 1 do 5. Na przykład małpy mają zupełnie inną proporcję. To jest tak, jak mówisz, po tym się rozpoznaje, jak antropolodzy czy inni archeolodzy wykopują kości, to jest najprostsza metoda, żeby sprawdzić, czy mamy do czynienia w ogóle z ludzkimi kośćmi. Po prostu sprawdzić proporcje tych kości, bo jest to coś bardzo unikatowego. Tylko człowiek ma takie proporcje. Także nie jesteśmy sekwencją, nie jesteśmy na złotym podziale. Jesteśmy na 1 do 8.
[53:43] - Jeszcze jedno powiem, nie wiem, czy to dokładnie na ten temat, ale ludzie odruchowo postrzegają to, co my widzimy, to są pewne złudzenia i na przykład my widzimy, że ktoś jest okej. A tu się okazuje, że poddać jakiejś komputerowej analizie albo mierzyć linijką — właściwie nie linijką, bo się nie da, tylko specjalnymi przyrządami — proporcje na przykład twarzy, to się okazuje, że lewa część twarzy ma inne proporcje i inne wymiary niż prawa część twarzy. I często na przykład komputerowo pokazanie tylko lustrzanego odbicia lewej części twarzy i prawej daje nam inny obraz tej twarzy. My sobie nie uświadamiamy tych spraw. Mózg po prostu postrzega to jako wszystko jedno.
[54:32] - Jest coś takiego, ale to troszkę inna historia. Nie będę się w to już wypowiadał.
[54:36] - Ale też do proporcji Się tam jakoś odnosi. Nie do tej być może.
[54:40] - Dokładnie, bo z tymi proporcjami jest bardzo ciekawie. Jest strasznie dużo mitów i legend na temat złotego podziału, na temat Fibonacciego. Właściwie tak naprawdę żyjemy w świecie pełnym mitów i legend. W większości wierzymy w nie, szczególnie na temat owego złotego podziału. To jest chyba najczęściej powtarzany mit. Słuchaj, dzisiaj zapraszam, że tak powiem, do zostania na nasłuchu i odsłuchu za chwilę.
[55:07] - Ja tyle na razie. Jakby coś było ciekawego, to może jeszcze się włączę.
[55:11] - Proszę bardzo.
[55:12] - Udanej audycji. Cześć.
[55:13] - Dziękuję bardzo za telefonik. To był Konrad. Co z tym podziałem? Wracam do tego wszystkiego, do tego paternu. Muszę na chwilę wrócić. Ciężko się zawsze mówi o matematyce i takich bardzo technicznych sprawach, ale dobrze było to wreszcie finalnie wyjaśnić, żeby nie było motania w żadną stronę. Geometria została odrzucona. Ostatnim kolesiem, który jeszcze używał geometrii, właściwie był Newton. Tacy kolesie typu Tesla i tak dalej. Tamta część ludzi używała tego wszystkiego, bo to było wszystko do mierzenia pola, do sprawdzenia tego, że jak jest magnes, to musi mieć pole dookoła, prawda?
Czyli jest część widoczna, czyli kawałek materii, który widzimy. Ale ten magnes działa dookoła i nie widzimy tego pola magnesu dookoła, ale odpycha albo przyciąga. Tak to wygląda. Był taki ostatni moment, gdzie właściwie rysowano i ostatni ludzie, którzy rysowali jeszcze i posługiwali się geometrią. W ogóle powstała nawet niesamowita matematyka i to były właśnie czasy Tesli, tych wszystkich genialnych wynalazków. Niejakiego Steinmetza, który to zapisywał, miał swoją matematykę. Miał swoją wersję matematyki i zapisywał wszystko dokładnie tak, jak się zapisuje w geometrii. Czyli nie używał żadnych stałych normalnych matematycznych, tylko po prostu brał to wszystko z geometrii. Brał sobie swojego przysłowiowego piszczela i używał go jako swojej-- czyli jak mu iskierka w maszynie skoczyła, to on nie oglądał się za bardzo, jak dostosować tą iskierkę do aktualnie panującej mody tudzież metody mierzenia czegoś, tylko po prostu stwierdził: „Okej, to ta iskierka jest jeden, to teraz jak tą iskierkę zrobię z czymś, to będzie już dwa, jak później…” i tak dalej. Używał matematyki w ten sposób, po prostu bardziej na zasadzie słownika, że każdy numer tudzież cyfra właściwie oznaczała konkretne działanie w praktyce, ale tak naprawdę wszystko się opierało na operowaniu światem przestrzennym.
Właściwie geometria jest niczym innym jak operowaniem na takim przestrzennym świecie, który operuje dziwnymi mocami, można nazwać mocami eteru, cokolwiek. Ale wróćmy do złotego podziału, bo to jest taki fenomen. Naprawdę niezły fenomen. Często mówimy, panuje taki mit, że piękno jest wyznaczane złotym podziałem. Otóż się okazuje, że nie za bardzo, moi drodzy. Jest to jeden z takich genialnych mitów, które towarzyszą dookoła. Połowa tych rysunków, jak nie 90% na YouTube to jest po prostu fotoshopping. Czyli że tak powiem, są mocno podkręcone. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. To może zacznijmy od tej najpopularniejszej muszli.
Jest taka muszla takiego ślimaka, który się nazywa nautilus. To jest taki fenomen, prawda? Taka bardzo piękna muszla. Ja zaraz postaram się wkleić linka na czata. Jeżeli ktoś z was widział, zrobił książki o świętej geometrii, złotym podziale i w ogóle na ten temat, z reguły połowa tych książek na okładce ma dokładnie tą specyficzną muszlę przeciętą na pół. Bardzo charakterystyczny kształt. Nazywa się to nautilus. Ten ślimak, który żyje sobie w środku, jest taka jedna bardzo duża komora i spirala taka elegancka się zwija z takich coraz mniejszych w środek. Taka dosyć duża muszla. Jak się ją weźmie do ręki, to naprawdę w dwóch rękach się czasami nosi jakiś dorosły okaz.
Się wyciągnie z wody i jeszcze żyje taka muszla. Znaczy to, co w muszli. Fenomen tego polega na tym, że my wszyscy traktujemy to jako esencję złotego podziału. A to nie ma nic wspólnego ze złotym podziałem. Absolutnie nic. To jest największe jajko. To nie jest złoty podział. To piękno, które nam się wydaje, w ogóle nie jest tam, gdzie nam się wydaje. Taka jest rzeczywistość. Robiono eksperyment.
Jest kilku naukowców, kilku profesorów matematyki w Berkeley zdaje się i nie tylko, którzy wykładają takie rzeczy związane właśnie z geometrią. Tam zrobiono taki eksperyment. Eksperyment polegał na tym, że była plansza, na której było bardzo dużo różnych prostokątów, każdy w troszkę innej proporcji, niektóre bardziej panoramiczne, niektóre trochę mniej. I tam pośród tych wszystkich około 12, 14 prostokątów był ukryty jeden, który spełniał zasady złotego podziału. Był właśnie tym oryginalnym złotym prostokątem. Wydrukowano to na iluś tam kartkach i podczas wykładów na temat geometrii to był taki przechodzący, że tak powiem, stały eksperyment tej serii wykładów. Każdy z uczestników dostał kartkę. Miał zakreślić ten prostokąt, który najbardziej mu się podoba. Ten, który uważa za najbardziej idealny dla swoich własnych oczu, najbardziej pożądany, ten najfajniejszy. Wszyscy wybierali.
Ja widziałem na przykład wideo z jednej takiej grupy. Tylko trzy osoby na praktycznie prawie 100 osób wybrały dokładnie złoty podział, przy czym dwie zrobiły to świadomie, bo po prostu rozpoznały ten złoty podział na tym. Bo jak człowiek pracuje z tym, to rozpoznaje. Okazuje się, że złoty podział wcale nie jest taki ładny, jak by się wszystkim wydawało. Powiem wam jako grafik, ponieważ taki mam zawód i taki zawód wykonuję, że złoty podział faktycznie nie jest absolutnie niczym ładnym, nie jest niczym wygodnym. Jest koszmarem w projektowaniu tak naprawdę, ponieważ ta zawijająca się liczba, czyli 1,618033, jeżeli się nakłada na siebie i tak dalej, to zawsze wychodzi moment niedopasowania. Zawsze gdzieś coś nie pasuje i to jest coś, co jest bardzo trudne w pracy, bo zawsze gdzieś jest moment, zawsze gdzieś jakaś dziura. Zawsze gdzieś coś wystaje, gdzieś coś po prostu nie patrzy się. Amen. Po prostu zawsze jest zamieszanie.
A najgorzej jest, jak się używa złotego podziału i chce się go multiplikować do góry albo schodzić w dół. Czyli generalnie używamy tej samej proporcji, którą zmniejszamy i wtedy ten błąd wyskakuje coraz więcej. Coraz więcej się robi problemów, zaczyna to schodzić na sielesie. Po prostu mess, zamieszanie. Ciężkie, toporne i wcale nie takie ładne. Ta proporcja wcale nie działa w taki cudowny sposób, jak się ludziom wydaje. To jest fenomen. Żaden z malarzy tak naprawdę, poza czasem renesansu, gdzie złoty podział był modą, wszyscy w tamtejszych czasach twierdzili, że trzeba malować zgodnie ze złotym podziałem, bo tak trzeba. Nie przez przypadek. Zaraz wam powiem dlaczego, skąd się to w ogóle wzięło, że malują ze złotym podziałem.
Ale wróćmy jeszcze do tej genialnej muszli, którą wszyscy zawsze podejrzewają o złoty podział. Ona nie ma nic wspólnego ze złotym podziałem. Ta muszla jest oparta na czymś, co się nazywa zupełnie inaczej. To jest tak zwana spirala logarytmiczna. To jest ta różnica pomiędzy podziałem Fibonacciego a złotym podziałem. To jest ta różnica pomiędzy tak zwaną racjonalną matematyką, czyli pitagorejską, gdzie wszystko można sobie policzyć: 1 + 2 to jest 3, 3 + 2 to jest 5 i tak dalej, a matematyką, która jest kompletnie nieracjonalna i nie ma żadnych zasad, bo właściwie nie ma żadnego powtarzającego się patternu, czyli złotego podziału. I spirala logarytmiczna jest-- muszę was zmartwić, wszystkich miłośników złotej geometrii, nie ma nic z tym wspólnego absolutnie. Jest po prostu zwykłą, normalną, racjonalną matematyką. I takich spiral jest parę. One są wyliczane czasami za pomocą niektórych proporcji, które występują w sensie proporcji Phi, bo złoty podział określa się Phi.
Ale nie jest to wcale tak, jak się wszystkim wydaje, łącznie z owym człowiekiem bolońskim. Bo ten człowiek boloński, jak sobie policzycie, mówię o tym rysunku Leonarda da Vinciego słynnego, to właściwie jest 1,5 proporcja. Sprawdźcie sobie, tylko musicie mieć oryginalny. Gdzieś w internecie jest oryginalny skan tego. Możecie sobie zrobić sami eksperyment i poszukać tam złotego podziału. Da się tam wytrynić złoty podział. Da się zrobić z tego kwadratu złoty podział, dorysować brakujący kawałek i wykreślić kółko i tak dalej. Ale to nie jest zasada pracy ze złotym podziałem. To jest mocna nadinterpretacja. To jest moja opinia jako grafika.
Po prostu to jest nadinterpretacja. Nie ma to nic wspólnego. Tak samo jak Albrecht Dürer, który też nigdy nie używał złotej proporcji w ten sposób, w jaki my go posądzamy. Albrecht Dürer używał podziału 1/5 albo czasami 1/8. 1/8 to jest to, co my stosujemy. Bo to dla nas jest może niewielka różnica, ale jak coś się rysuje i coś się duplikuje, bo idea pracy z takim podziałem polega na tym, że jeżeli sobie zaprojektujemy cegłę, która będzie reprezentowała dokładnie te, a nie inne wymiary i będziemy ją duplikowali, to ta cegła zawsze będzie pasowała w każde miejsce naszego budynku, zawsze będziemy mogli go rozbudować w dowolny sposób i wszystko zawsze będzie idealnie do siebie pasowało. Taki moduł, który jest częścią całości. Tu się okazuje, że jak się przesunie troszeczkę i zrobi coś innego, to już się tego nie da zrobić. To już nie pasuje. Okazuje się, że po paru cegłach zaczynają się robić luki, zaczyna trzeba sztukować, brakuje miejsca, coś trzeba dołożyć.
I to jest właśnie złoty podział. Na złotym podziale się po prostu nie da nic zrobić. Jest legenda, że jedyny budynek, który jest na złotym podziale na 100% wybudowany, to jest budynek Pentagonu w Waszyngtonie. Bo złoty podział, przynajmniej w takim normalny geometryczny sposób, to jest zwykła gwiazda pięcioramienna. To jest właśnie ów magiczny pentagram. I to jest dokładnie złoty podział. Jeżeli wykorzystujemy to w ten sposób, działa idealnie. Natomiast przy duplikacji, przechodzeniu przez inne kształty jest tylko częścią tego całego wymiaru. Ja mam taką swoją teorię, że złoty podział jest właściwie bardziej kątem na to wszystko, bo tych spiralek, tych wszystkich rzeczy jest trochę. Ja tu szukam troszeczkę, bo chcę-- okej, już mam.
Kolejny mit złotego podziału jest związany na przykład z greckimi zabytkami. Jest taka słynna grecka budowla na pewnej górze, którą wszyscy odwiedzają. Partenon się nazywa. I też jest taki mit. Jak wejdziecie na Google'a, to też zacznie wam wyświetlać, że to jest złoty podział. Absolutnie nie. Partenon też nie jest złotym podziałem. Partenon jest wybudowany w proporcji 1 do 25. Nie ma nic wspólnego ze złotym podziałem. Oczywiście, jeżeli się weźmie wyekstraktuje każdy możliwy podział i zacznie się go mnożyć i dzielić w dół, to automatycznie tak czy siak, w którymś miejscu jest ta sekwencja, o której wam wspominałem.
To jest tak jak w tym Fibonaccim pomiędzy 55 a 34. Tam gdzieś mieszka złoty podział, gdzieś pomiędzy tym wszystkim. Ale to jest tylko to jedyne miejsce. Przy czym u Fibonacciego jest to stały numer, bo to jest 55 na 34 i to jest stały numer. Absolutnie. Natomiast złoty podział jest numerem tak zwanym dynamicznym. Wszystko tam dalej nie ma tego patternu, który by się powtórzył. Tak że Akropol nie ma nic wspólnego ze złotym podziałem, tu już uprzedzam. Absolutnie. Jest zbudowany właśnie na 1 do 25.
Proszę sobie sprawdzić. Naprawdę bierzcie sobie rysunki, ściągajcie te rysunki, jeżeli ktoś ma jakieś oprogramowanie graficzne albo sobie wydrukujcie. Weźcie linijkę, cyrkiel i sprawdźcie sobie. Absolutnie. Bardzo często to jest taki charakterystyczny błąd, że bardzo dużo ludzi myli na przykład złoty podział, czyli tą spiralę złotego podziału ze spiralą logarytmiczną. Tak to się nazywa. Tych spiral logarytmicznych jest parę, bo oczywiście te spirale też się wykreśla w specyficzny sposób. Można używać Tam się bardziej wykorzystuje liczby Fibonacciego, które się mnoży na przykład do podziału. Czyli jeżeli chcecie, żeby to była taka spirala, która wygląda jak rozkręcająca się spirala w kosmosie, to macie podstawowy wymiar, według którego wykreślacie pierwszą linię tej spirali i później to mnożycie przez potęga trzecią i jest taki dookoła i dzięki temu macie coś takiego, co się rozszerza. Macie spiralę, która się po prostu rozszerza w narysowanych liniach.
Oczywiście możecie to wykreślić w polach. Taka klasyczna to jest proporcja 7 do 3. Żeby było na ironię, to jest proporcja Ziemi do Księżyca, naszego najprostszego układu binarnego, który sobie krąży dookoła w kosmosie. Kolejna sekwencja jest podziału 5 na 12. Złoty podział jest bardzo specyficzną rzeczą, bo właściwie jest bardzo unikatowy. Rzadko kiedy występuje w budownictwie, w architekturze, w sztuce. Jest naprawdę bardzo niewiele rzeczy związanych ze złotym podziałem. Głównie renesansowe portrety i to wszystko. Może nie tylko portrety. Jak się przyjrzycie uważnie bardzo wielu obrazom, to właściwie złoty podział nigdy nie jest wykorzystywany w całości, jest tylko częścią, jest tylko elementem.
Na przykład obraz jest dzielony na równe trzy elementy, a złoty podział jest wykorzystywany tylko i wyłącznie w środkowym elemencie tego obrazu, co wcale nie oznacza, że całość jest złotym podziałem, bo złoty podział jest złotym podziałem dlatego, że spełnia pewne określone zasady, a nie inaczej. Nie można tego po prostu rozciągnąć jak gumę z gaci i przyłożyć wszędzie. Niestety nie da się. Takie proste proporcje, którymi się wszyscy posługują, generalnie opisuje się z reguły od setek tysięcy lat. Robili to Egipcjanie prawdopodobnie. Czasami wydaje się, że znajdujemy coś, co może wyglądać jako system miar i jakości starożytnych czasów. À propos jeszcze spirali logarytmicznej. Jeżeli ktoś z was lubi odwiedzać Daleki Wschód, to dużo świątyń hinduskich jest opartych dokładnie na owej spirali. Ona jest jeszcze nazwana czasami heksagonalną spiralą i tak dalej. Jest tego troszeczkę, bo to zależy sposób, w jaki się wylicza tą spiralę.
Jak duża, jak się ma otwierać i tak dalej. Tylko pamiętajmy, że mówimy cały czas o czymś, co jest absolutnie na płasko, bo spirala jest czymś, co rysujemy na płasko. Jeżeli teraz weźmiemy tą spiralę i zrobimy z niej trójwymiarowy obiekt, to właściwie okazuje się, że ten złoty podział idealnie pasuje wszędzie. Rozmawiałem z Edwardem w którejś „Hiperprzestrzeni” właśnie rozmawialiśmy na ten temat. Jeżeli sobie narysujecie złoty podział, czyli tą spiralę złotego podziału na szybie, normalnie na szybie, markerem i teraz tą szybę podniesiecie i będziecie sobie pod różnym kątem ustawiali tak, żeby ją dopasować do każdej z możliwych spiral. Dopasujecie ją wszędzie. To prawda. Ale to jest złoty podział już z kątem. To nie jest taki czysty złoty podział. Na papierze, na płasko się tego po prostu nie da zrobić.
Takie klasyczne podziały to jest oczywiście jeden, czyli można powiedzieć kostki. Jedna kostka, jedna na dwie, dwie na trzy, trzy do pięciu, osiem do pięciu, jedna do trzech i kolejna proporcja, bo to jest część tej proporcji. Kolejna proporcja to jest właśnie złoty podział, przepraszam. Kolejna to jest jeden do trzech, trzy do czterech, siedem do czterech i 11 do siedmiu. To jest proporcja księżycowa poniekąd. Jest tego trochę. Można by tutaj sporo wymieniać, bo jako cywilizacja narobiliśmy tego tyle, że masa jest tego. Ale wróćmy do naszego złotego podziału i mitów na temat tego, jak bardzo piękny jest. Okazuje się, że człowiek nie jest zbudowany, tak jak wspomniałem wcześniej, ze złotego podziału. Był jeden architekt, który się uparł na ten złoty podział i to jest architekt, który żył w poprzednim stuleciu.
Nazywał się Le Corbusier, bardzo znany architekt. On wymyślił taką ideę. On stwierdził, że złoty podział musi pasować wszędzie. Nie pomierzył chłopak, miał ideę i stwierdził, że każdy go wpasuje. Wymyślił coś takiego jak modular man, czyli człowiek modułowy, który był wyrysowany z tych proporcji, ze złotych proporcji. Właściwie wszystko, cokolwiek Corbusier projektował, projektował dokładnie ze złotych proporcji. Fenomen jego domów polega na tym, że tam się po prostu nie da mieszkać. Wszystkie domy, które pozostały po Corbusierze, on zaprojektował dosyć sporo prywatnych willi na południu Francji, generalnie niszczeją. One kosztują fortunę, bo są oczywiście zabytkami architektury, bo to są na przykład pierwsze domy, w których ktoś koncepcyjnie stwierdził, że na przykład nie będzie żadnych ścian wewnętrznych albo drzwi i schodów, że wszystko będzie gładkie, że będzie się przemieszczało z miejsca do miejsca. Takie troszeczkę eksperymentalne budynki.
Corbusier był miłośnikiem budowania takich eksperymentalnych budynków i wszystkie te swoje eksperymenty opierał właśnie na złotym podziale. Kilku impresjonistów się bawiło troszkę tym złotym podziałem, ale nigdy tak naprawdę do końca. To jest też taki mit, że się mówi, że jest masa rzeczy opartych na złotym podziale, ale to jest mit. To jest taki klasyczny numer, że jak się człowiek pyta architekta o złoty podział, to mówi: „Tak”. A jak się spyta o portfolio, żeby pokazał wam ten złoty podział w praktyce, to się okazuje, że on tak naprawdę nigdy nic nie projektował złotym podziałem, ale jego kumpel projektował. A jak się idzie do jego kumpla, to się okazuje, że on też tylko słyszał, ale też nie projektował. To też taki mit jest, taka troszkę urban legend. Kolejna rzecz jest związana z muzyką, że na przykład Mozart wykorzystywał złoty podział. Nie do końca. Właściwie Mozart nie znał do końca złotego podziału.
Mógł o tym wiedzieć, ale raczej rzadkie. Ani w jego listach, ani w jego korespondencji nikt nie zauważył, żeby znał złoty podział ani tą koncepcję Fibonacciego. Wcale tego tam nie ma żadnych zapisków. Jest takie podejrzenie, że w muzyce Debussy'ego jest sporo takich rzeczy, ale to takie 50 na 50. Zapisków nie ma żadnych, nikt tak naprawdę nie jest przekonany, ale słychać. Taki pattern jest tam wyczuwalny, można go wymierzyć, ale nie wiadomo, czy pojawił się przez przypadek, czy po prostu świadomie został tam włożony. Absolutnie. Budynek ONZ-u, który się znajduje w Nowym Jorku, jest taki trzyczęściowy. Tak, to jest złoty podział. Oni używali częściowo złotego podziału, bo kilka rzeczy się rozjechało od tego podziału, ale przynajmniej pierwsza próba była robiona ze złotego podziału.
Taki fenomen po prostu. Taki fenomen, proszę państwa. Oczywiście z takimi podziałami to jeżeli ktoś z was jest, oczywiście wszyscy jesteśmy użytkownikami komputerów, to na przykład różnica jest taka jak pomiędzy komputerami PC a Macami. Wszystkie Macintosh, cała platforma Apple'a jest projektowana w oparciu o złoty podział. Na przykład chodzi o proporcje ekranu. Dlatego niektórzy lubią bardziej. Ona jest bardzo fajna. Windows ma troszkę inną proporcję. Windows ma 16 do 9. Dobra, to się nagadałem troszkę o tych proporcjach.
Teraz myślę, że chyba czas najwyższy tutaj troszkę zawęzić sprawę i powiedzieć w ogóle, o co chodzi z tym pentagramem i wrócić do natury. Jeżeli jest pentagram, jeżeli jest szansa wykorzystywania złotego podziału, to gdzie właściwie ten złoty podział występuje i jak go wykorzystywać i co to właściwie oznacza? Bo to jest bardzo intrygujące. Zanim tam zmierzymy, to myślę, że posłuchamy sobie jakiejś muzyczki. Oczywiście wracamy dalej do tych rozważań geometrycznych o złotej geometrii, złotych podziałach i liczbach Fibonacciego. Słuchacie Hiperprzestrzeni w radiu na fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy jednego radia i drugiego. A ja mam na imię oczywiście Tomek, a dzisiaj troszeczkę o kształtach, bryłach i takich tam. Kolejna część opowieści, moi drodzy. Na chwilę zgarnę do średniowiecza, może troszkę wcześniej, do czasów katedr.
Jak się okazuje, bo to kolejny taki mit złotego podziału i wszystkich tych opowieści dookoła sekwencji Fibonacciego. Nie do końca. Słuchajcie, katedra Notre Dame też nie jest zbudowana i wcale oparta na złotej proporcji. Jest dużo rysunków, które pokazują, że na przykład proporcja pomiędzy częścią designu jednej i drugiej wieżyczki, pomiędzy jednymi wieżyczkami wyznacza i tak dalej. Nie, to jest ściema, moi drodzy. Nie ma tej proporcji. To są gzymsy. Według nich się nie wylicza proporcji. Proporcje wylicza się z podstawy budynku, a szczególnie przy katedrach i tego typu budynkach. I tam musi być schowana proporcja.
I tam nie ma żadnego złotego podziału. Absolutnie, to jest wszystko ściema. Proszę wziąć cyrkiel i sobie wziąć i policzyć. Ale za to jest tam coś zupełnie innego schowanego. Coś, co tam jest schowanego, pochodzi z bardzo starej tradycji, o której dzisiaj nie wiem, czy zdążę już powiedzieć. To w ogóle potężna historia. Jest to związane z czymś, co my nazywamy gnozą. Tam właściwie uchowała się część tej informacji o historii ludzkości, skąd pochodzimy, o wszystkich tych katastrofach i tak dalej. Wszystko to, co gdzieś tam jeszcze w czasach Egiptu starożytnego, to, co my nazywamy starożytnym Egiptem. Tam w gnozie są resztki tej informacji.
I o co chodzi? Nazywa się to człowiek na krzyżu generalnie. Pragmatic man, tłumacząc z angielskiego na łacinę poniekąd. To nie do końca, bo to właściwie oznacza uniwersalnego człowieka dokładnie. To jest zasada uniwersalnego człowieka. I na tej zasadzie geometrycznej oparty był krzyż. Krzyż, na podstawie którego budowano wszelkie możliwe katedry w Europie. To ma jeszcze swoją dodatkową nazwę teologiczną. To się nazywa kosmiczny człowiek, uniwersalny kosmiczny człowiek. O co chodzi?
Jest to dosyć specyficzny plan. Wygląda jak krzyż, tak jakbyście sobie narysowali człowieka i wpisali go w krzyż. Przy czym centrum krzyża znajduje się dokładnie trochę nad mostkiem, tam gdzie jest splot słoneczny. I to wszystko. Do wysokości głowy. Jeżeli to obrócicie, proporcje z głowy pomiędzy splotem słonecznym a końcem waszej głowy tworzą ramiona tego krzyża z lewej i prawej strony. I na tej zasadzie wyliczano całą podstawę katedry. I właściwie katedra jest oparta na dokładnie tym samym patternie, na którym są oparte piramidy w Egipcie. I to nie jest wcale dowcip, moi drodzy. Generalnie takim podstawowym systemem miar piramida w Gizie jest oparta na 1,8.
Dlaczego? Bo ma bardzo specyficzną rzecz. Ma załamanie na każdej ze ścian. To nie jest piramida, która składa się z czterech ścian. Piramida w Gizie składa się dokładnie z ośmiu ścian. Pośrodku każdej ściany jest takie załamanie. Widać to tylko raz w roku, kiedy jest specjalny dzień, kiedy słońce oświetla ścianę tej piramidy w taki sposób, że idealnie cień się załamuje i widać, że jest lekko wklęsła pośrodku. Wszyscy myślę to wiedzą, tak że nie będę i Wam trudził, że tak powiem, na ten temat. Odsyłam do YouTube'a. Tam jest masa filmików wideo na ten temat.
Ale wróćmy do tej zasady Cuba. Bo co jest takiego fascynującego w tej zasadzie Cuba? Jeżeli weźmiecie sobie kartkę papieru, cyrkiel, linijkę, narysujecie kwadrat i narysujecie kółko, które będzie zawierało ten kwadrat oraz drugie kółko, które będzie zawarte w środku tego kwadratu. A teraz weźmiecie to duże kółko i odejmiecie od niego to małe. To co wam zostaje? Proszę sobie wpisać. No właśnie Ja tak robię przerwę, bo może ktoś właśnie teraz robi to z centymetrem. Czy ktoś to robi? Okej. Myślę, że chyba czas już minął.
Wszyscy już zrobili. Dobra, to mówię, o co chodzi. To jest prędkość światła, moi drodzy. Przynajmniej to, dookoła czego się trzyma prędkość światła, bo prędkość światła też nie jest stała, ale to jest ten numer, dookoła którego oscyluje prędkość fotonów, które mkną dookoła Ziemi, czyli 299. I tam już można się spierać, bo to już jest inna sprawa czy ta prędkość jest stała, czy nie. Ja twierdzę, że nie jest stała. Zresztą jest wyliczana ze zmiennej. Tak czy siak. Jak się okazuje i piramidy, i część katedr, przynajmniej budowanych jeszcze przez heretyków, bo prawda jest taka, że katedry budowali gnostycy i heretycy, bo katolicy nie mieli pojęcia o takiej wiedzy, są oparte na zasadzie, która pokazuje nam bardzo ciekawą proporcję. Wskazuje jasno i wyraźnie na światło, na foton, na manifestowanie się energii w postaci widocznej.
Plazma. Dzisiaj nazywamy to plazma. Dawniej nazywaliśmy to foton. Teraz to już jest plazma, prawda? Tutaj dobrze było wrócić właśnie do tych heretyków, bo jest to strasznie intrygująca rzecz. Chyba nawet początek tej całej przygody zaczyna się tak naprawdę z tą samą złotą, świętą geometrią w tym momencie. Bo tu jest różnica pomiędzy pentagonem a pentagramem. No właśnie, czyli ilością kątów. Okazuje się, że jeżeli zrobimy troszkę więcej kątów, to bryła staje się bardzo stabilna w sensie konstrukcji, używania i tak dalej. Jeżeli zrobimy tych kątów mniej, troszkę w inny sposób, to bryła nabiera bardzo ciekawych cech, czyli zaczyna się duplikować w niesamowity sposób.
I tu muszę wrócić do tego, od czego właściwie zacząłem, czyli do liczb Fibonacciego. Bo co jest fenomenem w liczbach Fibonacciego? Fenomenem jest to, że jeżeli spojrzymy na wszelką możliwą roślinność na tej planecie, na to, jak rosną kwiaty, rośliny, pomidory, cokolwiek rośnie, łącznie z mnożeniem się królików, wszystko generalnie reprezentuje te ciągi Fibonacciego. I okazuje się, że jeżeli chcemy na przykład zbudować pattern, który będzie się rozchodził idealnie i nic na siebie nie wejdzie i się nie będzie zasłaniało, nie będzie ze sobą kolidowało, musimy użyć tej sekwencji Fibonacciego, czyli oprzeć wszystko na geometrii, na czymś, co jest właściwie trójkątem, czyli na dwóch wartościach, z których wynika trzecia. I tak się duplikuje, duplikuje, duplikuje. Dzisiaj się to nazywa matematyka fraktalna. I ten złoty podział, przynajmniej tak mawiali starożytni, jest dokładnie czymś pomiędzy. Jeżeli zrobimy taką stałą bryłę, która jest idealnie obliczona sekwencją Fibonacciego, to ona się będzie duplikowała w nieskończoność. To jest esencja życia, moi drodzy. To są nieustające narodziny.
A jeżeli zrobimy bryłę, która z kolei wykorzystuje dokładnie te same kąty, ale w drugą stronę, to mamy pattern, który umiera. Pattern, który sam na siebie nachodzi. Pattern, który sam się eliminuje. Pattern, który istnieje tylko i wyłącznie jako jedna bryła. Nie można do tego nic już więcej za bardzo dołączyć. Taka skończona forma. I złoty podział jest dokładnie czymś pomiędzy jednym a drugim. Była masa eksperymentów robionych w matematyce, kiedy próbowali zrobić coś, co troszeczkę będzie uciekało od liczb Fibonacciego i zrobić jakąś bryłę geometryczną w przestrzeni 3D albo w przestrzeni 2D i zaprojektować tą bryłę, używając czegoś, co trochę ucieka. Nie jest tym jeden, dwa, trzy, pięć i tak dalej. Tylko jest troszeczkę mniej albo trochę więcej.
I zawsze się okazuje, że nie działa, że jeżeli postawimy cokolwiek innego, to przestaje działać i nagle znika coś, co jest tym niewidocznym klejem, który powoduje, że roślina, kiedy rośnie, buduje sobie idealne rozgałęzienia. Jeżeli na przykład spojrzymy na drzewo i te liście się nigdy tak specjalnie nie zasłaniają, zawsze sobie dają przestrzeń do życia, to nigdy na siebie nie wchodzi i roślina się nie przerasta sama ze sobą. I wszystko jest okej. Nawet jeżeli weźmiemy kartkę papieru i zaczniemy sobie rysować ten cały przebieg, takie drzewo, czyli pierw zrobimy jedną kreskę, później ją rozbijemy na dwie kreski, później każdą z tych dwóch kresek rozbijamy na trzy kreski, każdą z tych trzech kresek rozbijamy na pięć i sobie tak rysujemy drzewo dookoła, to się nigdy nie kończy. To jest fenomen. Jeżeli nie zrobimy błędu, to nic nie jest w stanie tego zatrzymać. Ten złoty podział zawsze wypada pomiędzy czymś, co umiera, a czymś, co nieustannie żyje. To jest taki fenomen. I tu musimy troszeczkę chyba wrócić do tych legendarnych rzeczy. Ja najchętniej to wracam sobie do Egiptu starożytnego i do legend związanych z krainą śmierci, która się nazywała w Egipcie krainą Duat.
To była ta kraina, gdzie było tych 45 czy 43 sędziów, z których każdy zadawał to pytanie, czy żyliśmy dobrze, czy nie. To jest ten pierwowzór dziesięciu przykazań używanych przez wszystkie religie monoteistyczne w dzisiejszych czasach. Czy zabijałeś, czy kłamałeś i tak dalej. To jest droga do krainy Duat. Spotykamy wszystkich bogów po drodze i oni nam zadają te wszystkie pytania. Podobna historia jest w „Tybetańskiej księdze zmarłych”. Jest taki fenomen. Bo o czym mowa? O dualizmie. O byciu dobrym albo złym.
Taka zasada zachowania tej starożytnej wiedzy. Ona właściwie nigdy nie operowała żadnymi konkretami. Tam nigdy nie ma opisu urządzenia, które można by było wziąć, poskręcać ze śrubek, sklepać z blachy do kupy i zadziała. Pomruczy, pomruczy, wybuchnie i zacznie produkować prąd. Nie ma czegoś takiego. Natomiast jest Ciągle bardzo metaforyczny opis numerów. Ciągle spotykamy na numery, które jeżeli przyjrzymy się tym wszystkim starożytnym budynkom, to nie są czyste numery. To nie jest czysta matematyka, którą my dzisiaj wyznajemy. Taką czystą matematykę oderwaną od geometrii, to, o czym wspominałem wcześniej. To, że właściwie używamy liczb jako liczb, po prostu w ogóle nie obchodzi nas to, co te liczby reprezentują w świecie rzeczywistym.
Czy da się z tego wyobrazić bryłę, czy w ogóle to ma jakikolwiek sens. To już w ogóle nas nie obchodzi. Matematyka ma swój własny abstrakt gdzieś tam kompletnie z boku. Ci starożytni mówili o czymś takim prawdopodobnie. Wszystko odnosi się do geometrii, do form przestrzennych, do form trójwymiarowych. Być może jest więcej wymiarów, nie mam bladego pojęcia. Wygląda to szalenie intrygująco. Wygląda to właśnie na sam początek takiego odkrywania. Jeżeli przyjrzymy się tym wszystkim legendom, to może właśnie to jest ta tajemnica tej starożytnej nauki. Ten podział na światy, świat materialny i duchowy.
Na to, że esencja człowieka jest gdzieś pośrodku. I to jest legenda, która się bierze właśnie z gnozy. Właśnie nie tyle się z gnozy bierze, ile gnostycy i heretycy tę legendę, że tak powiem, ocalili od zniszczenia. Właściwie ocaliła się przez zupełny przypadek. Podczas przypadkowego przekopywania i robienia nowych miejsc na cmentarzu w północnym Egipcie, niedaleko Kairu w 1945 roku, gdzie wykopując trumnę jednego ze starych mnichów, zdaje się jednego z pierwszych wyznawców gnozy z Aleksandrii. Skrybę. Dokładnie skrybę. Trafiono na taki zestaw. Nazwano to Biblioteka z Nag Hammadi. Tak to się nazywa.
To jest cała kolekcja zwojów pisanych starożytnej grece, gdzie są w ogóle opisane niesamowite historie. I to są wszystkie oryginalne gnostyckie teksty i heretyckie teksty, które ocalały do dzisiejszych czasów. To są wszystkie te oryginały, z których została później sfałszowana każda monoteistyczna religia, którą dzisiaj świat nam oferuje. Właśnie dokładnie stąd się wzięło. I co jest w tych tekstach? Bo one zostały wszystkie przetłumaczone ze starożytnej greki. Tam jest bardzo niesamowity świat. Tam jest świat, który mówi, że sens naszego życia jest przygotowaniem do pewnej podróży, która ma nastąpić dopiero w momencie, kiedy opuścimy tę rzeczywistość. I że to, że tu jesteśmy, jest tylko częścią tej podróży. I tu jest nasza część edukacyjna.
Przygotowujemy się do podróży w gwiazd. Przygotowujemy się dokładnie do narodzin jako gwiazda. Tak mówią starognostyckie teksty. Brzmią być może szalenie dla niektórych. Ciekawe. Esencja człowieka według gnozy jest duchowa, a nie materialna. I cały dowcip z ocaleniem naszej duszy polega na odrzuceniu wiary w materializm. Jest bardzo ciekawa historia z tym związana. Jak to w ogóle wygląda, jeżeli przedstawimy to rysunkowo. To troszeczkę jakbyśmy narysowali sobie jedną kulkę i drugą kulkę.
Właśnie dwie piłki, jedna na drugą. Jedna piłka, która jest na samej górze, to trochę jak rysunek wszechświata, reprezentuje istotę Boga. A ta piłka, która jest na dole, reprezentuje odbicie istoty Boga, którą nazywamy światem fizycznym. A my mieszkamy gdzieś pomiędzy tymi światami. I te światy nigdy się nie spotykają jako takie. One się tylko spotykają w nas. Według tej najstarszej wiedzy, która ocalała. Według tej najstarszej wiedzy gnostycy twierdzili, że wszyscy wyznawcy Jezusa tak zwanego, wszyscy wyznawcy w ogóle monoteistycznego Boga są ludźmi szatana, ponieważ ten świat, który istnieje na dole, ten świat fizyczny, to jest świat iluzji, który został stworzony poprzez zaprzeczenie tej żywej istoty, czystej istoty, która mieszka w tym wyższym świecie. To jest, jakbyśmy mieszkali w lustrze i tam w lustrze mieszka Bóg, którego gnostycy nazywali demiurgiem i że jest on zazdrosnym demonem, który każe nam uprawiać ludobójstwo, każe składać sobie ofiary z materii i on doprowadza wszystko do zagłady. To jest ten dramat w historii świata i on się znajduje na samym dole.
To jest właśnie fizyczne odbicie tego duchowego świata. Starożytni twierdzili, że my żyjemy pośrodku, przy czym nasza podróż polega na tym, że żyjemy pośrodku i idziemy do góry, czyli do tego świata kompletnie duchowego. Jesteśmy świetlistą istotą, która zamieszkała pomiędzy światami. I tu się właśnie uczymy, jak wyglądają różne światy, jak działają te wszystkie dziwne moce. Bo w świecie, gdzie później wylądujemy, właściwie moc już jest tylko jednolita czy jakoś tak. Nie wiem, co jest później. Nikt tego nie wie. Dowiemy się po śmierci w tym świecie, kiedy nas wywieje w ten kosmos. Być może część tej informacji dostaniemy w postaci tripów po substancjach psychoaktywnych. Być może.
Jeżeli sobie rozrysujemy tę całą teologię gnostyków i sobie narysujemy te wszystkie rzeczy i spojrzymy na to, jak na przykład wyglądają urządzenia, które generują zjawisko plazmy, takie normalne, budowane w laboratoriach w dzisiejszych czasach. Jak wyglądają dzisiejsze katody i anody, jak wyglądają wszystkie te zjawiska, to wygląda na to, że ci kolesie mówili o czymś więcej niż tylko i wyłącznie o świecie duchowym. Wygląda na to, że za tym wszystkim jest ukryta taka dosyć konkretna technologiczna wiedza. Tylko że ta wiedza jest prawdopodobnie schowana za proporcjami. A nie za matematyką pitagorejską, którą wyznajemy dzisiaj. I być może to jest ta tajemnica, która siedzi za tą właśnie złotą geometrią. Ale słuchajcie, wróćmy do tego pentagramu, bo ja troszeczkę odbiłem dla tych gnostyków. Myślę, dobrze to wyjęliście. Dobra audycja pod tym względem, żeby wrzucić taką wiedzę troszeczkę. Wróćmy do złotego podziału.
Złoty podział występuje wszędzie w przyrodzie. To jest fenomen. Każdy kwiat, każde drzewo, każda szyszka, wszystkie rzeczy, które rosną, reprezentują złoty podział. Jest taki fenomen, że jeżeli spojrzycie na szyszki, to one prezentują nie tylko jeden podział. One właściwie prezentują parę podziałów, bo złoty podział też się dzieli. Tak jak wspominałem wcześniej, wystarczy trochę przesunąć, dodać zmienną i nagle się okazuje, że ta spirala się trochę przesuwa, trochę bardziej w lewo, trochę bardziej w prawo się rozwija, zawsze gdzieś w którąś stronę. Okazuje się, że tak czy siak wszystkie rośliny — zróbcie wycieczkę na łąkę na wiosnę i zobaczcie, jak to wygląda — wszystkie te rośliny podczas wzrostu są dokładnie odzwierciedleniem złotego podziału. Jest to taki pattern życia, można powiedzieć. Absolutnie. Jeden jest pattern życia, a drugi to coś, co można nazwać prędkością światła, prędkością materializowania się energii.
My to nazywamy prędkością światła, bo to jest kwestia fotonu, współczesnej teologii, nazewnictwa i całej historii dookoła tego. Ale de facto to jest najmniejsza świecąca cząsteczka, którą widzimy, którą jesteśmy w stanie opisać. To jest graniczny punkt naszej percepcji, można powiedzieć, w którym się nagle wszystko zaczyna, tudzież wszystko kończy. A z drugiej strony mamy nieustający wzrost. Z jednej strony mamy coś, co jest stałe, a z drugiej strony mamy coś, co zawsze się rozwija. A na samym końcu mamy coś, co zabija, to wszystko mieli i wyrzuca z powrotem tak, że coś może się z powrotem na tej ziemi urodzić. Ponoć to mielenie odbywa się właśnie w tym drugim świecie. Tak słyszałem, proszę państwa, z tych legend. Jest to bardzo intrygująca sprawa. Jeszcze planuję sobie przejrzeć te wszystkie rzeczy.
Tak czy siak, jeżeli macie czas, to poprzeglądajcie sobie czasami takie stare gnostyckie teksty. Tam jest masa dziwnych tekstów, szczególnie związanych na przykład z numerami. Jeden z najbardziej fascynujących gnostyckich tekstów to miedziane skrole odnalezione też nad Morzem Martwym, tablice miedziane, które są zapisane numerami. To są ciągi numerów, których nikt nie jest w stanie rozszyfrować za bardzo. Nikt za bardzo nie wie w ogóle, o co chodzi z tymi numerami, skąd się tam wzięły, co oznaczają. Słów praktycznie prawie w ogóle nie ma. Wiele takich dziwnych odłamów monoteistycznych religii, które właściwie są najstarsze, czyli takie najbardziej ortodoksyjne sekcje tych wszystkich religii, które trzymają najstarszą informację, prawdopodobnie najbliżej źródła, są bardzo sensitive, jak się po angielsku mówi, bardzo wrażliwi na numerologię. Spójrzcie na wyznawców judaizmu. Oni mają po prostu wręcz świra, jeżeli chodzi o numerologię. I to niezwykłą numerologię, bo tam nie ma matematyki jako takiej, czyli tej pitagorejskiej, tylko tam wszystko jest odzwierciedleniem form geometrycznych, brył, przestrzeni.
Wszystko jest 3D, a nawet więcej, bym powiedział. Tam nikt nie traktuje tego jako kawałka kreski na papierze, który ma swoją długość od jeden do jeden. Inna sprawa, że coś takiego jak stały wymiar nigdy na świecie nie istniało. To jest rzeczywistość, w której my żyjemy od niecałych 200 lat. Wcześniej na świecie pojęcie jak na przykład centymetr albo metr było bardzo względne. Dotyczyło tylko i wyłącznie najczęściej jednego królestwa i jednego systemu podatkowego, bo tak naprawdę metr i wszystkie te pomiary służyły do mierzenia towarów i stąd się to ujednolicenie wzięło. Natomiast proporcje to jest zupełnie inny język, zupełnie inny pomysł na życie, zupełnie inny pomysł na mierzenie czegokolwiek. Zobaczymy. Na razie, przyglądając się współczesnej nauce, wygląda na to, że powoli wraca do systemu proporcji, bo to jest różnica pomiędzy dwoma światami. Jeden świat jest czysto teoretyczny, numerowy, taki technokratyczny, a drugi nie ma nic z technokratyczności.
Jest abstraktem geometrycznym, który może się rozwijać w nieskończoność. I o tym świecie mówili starożytni. Dokładnie o tym świecie. Ja to jeszcze sobie przeglądam te wszystkie informacje i czasami sobie przykładam do tego, o czym mówił Tesla i o czym mówili ludzie w tamtych czasach, zajmując się z kolei czymś, co nazywamy tak zwaną free energy. I się okazuje, że większość tych urządzeń, o których właśnie mówimy, free energy, wykorzystuje tę samą logikę, wykorzystuje bardzo podobne kąty. Tesla obsesyjnie w swoich urządzeniach planował wszelkie te proporcje. Jest tam dużo złotych proporcji u Tesli. Polecam sobie sprawdzić. Niewielu ludzi o tym mówi. W dzisiejszych czasach urządzenia techniczne projektuje się pod kątem zastosowania materiałów i wydajności materiałów, żeby użyć na przykład mniej materiału i żeby urządzenie kosztowało taniej.
Natomiast w tamtych czasach robiono coś zupełnie innego. I też były bardzo ciekawe odkrycia, o których nie wiem, czy dzisiaj się dalej mówi. Na pewno się nie za bardzo uczy ludzi o tym, ale kiedy się pojawił prąd elektryczny, to dlatego używano tego złotego podziału, dlatego że ludzie, którzy robili te eksperymenty, zaobserwowali, że prąd elektryczny najlepiej się rozładowuje i propaguje i w ogóle funkcjonuje w urządzeniach, które są zbudowane według konkretnych proporcji. Jeżeli użyje się innych proporcji, to na przykład urządzenie traci połowę wydajności, przestaje robić połowę mocy i wystarczyło tylko coś przesunąć o trzy milimetry dalej albo nawet o jeden milimetr dalej i zmienić proporcje jednego i drugiego i nagle się okazuje, że rezonans jest zupełnie inny. I tu się okazuje, że bardzo drobnymi mocami, takimi przesunięciami rzędu milimetr, pół milimetra, jak to przetłumaczymy na język twardej nauki, czyli na częstotliwości, które możemy wydobyć z głośników albo z urządzeń elektrycznych emanujących prądem, to, co nazywamy prądem, zamieniamy wszystko na herce, megaherce. I co się okazuje? Że być może tam jest zawarta jakaś informacja o lewitacji, informacji i proporcji, jak sobie radzić z fizycznymi siłami świata i że one nie są takie determinujące, że nie musimy się wcale opierać na twardej materii za każdym razem, bo ta twarda materia tak naprawdę wcale nie jest taka twarda, tylko my nie mamy technologii prawdopodobnie, żeby spojrzeć na nią w zupełnie inny sposób, zacząć o niej myśleć w zupełnie inny sposób, zacząć ją traktować inaczej i troszeczkę inne wnioski z tego wszystkiego wyciągać. I być może, wydaje mi się, powrót do myślenia matematyką bardziej przestrzennie, myślenia geometrią, taki powrót do holistycznego podejścia starożytnych jest chyba rozwiązaniem na uzdrowienie tej sytuacji. Tak mi się coś wydaje. Do tematu jeszcze będę wracał nie raz.
I to tyle, moi drodzy. Jeżeli ktoś z was jest miłośnikiem geometrii tajemniczej, to polecam szukać, robić sobie bryły. Być może ktoś z was jest tym geniuszem, który pewnego dnia zbuduje taką maszynę i się okazuje, że ta maszyna wygląda jak mix prac Keplera, mix innych prac, troszkę z tego, z tego i się okaże, że to taka złota geometria i działa jak złoto. Panie, jak złoto! Tego prądu tyle daje i za darmo i jak złoto pani działa. Może właśnie o to chodzi, że mamy sobie zrobić urządzenia, które działają jak złoto. Dokładnie. To by było dobre. Może tam jest odpowiedź na zagadkę, która dręczy współczesnych mieszkańców tego świata. Jak sobie z tym wszystkim poradzić?
Jak nie robić śmieci? Jak nie produkować? Gdzie jest ten najbardziej naturalny interfejs z naturą? Gdzie jest ten most? Którędy do lasu, żeby go nie zniszczyć? Żeby razem w symbiozie. I tyle. I o tym była ta dzisiejsza, proszę państwa, „Hiperprzestrzeń”. Tak że dziękuję bardzo za słuchanie dzisiejszej geometrycznej, kanciastej „Hiperprzestrzeni” z linijką i cyrklem. Masońsko się zrobiło.
Wrócę jeszcze do tych, bo tam jest temat masonów i tak dalej, a to w ogóle taki jak zwykle głęboki temat. Tak że zapraszam do słuchania kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za słuchanie. Mam nadzieję, że nikt się nie pokaleczył cyrklem i nie wybił oka. Dokładnie. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy słuchają tego jako podcastu gdzieś na świecie, nie wiadomo gdzie. Pozdrawiam wszystkich sponsorów. Przypominam, że wszystko zostało wysłane. Koszulki są w drodze. Uff.
Mam nawet rachunek tym razem wziąłem z poczty, nie wiem, co to pomoże, bo rachunek z poczty brytyjskiej, a wysłałem do Polski. Tak że nie wiem, czy to ma coś, ale wziąłem. Jakby co, mam rachunek. Tak że jest okej. Spodziewajcie się koszulek. Ja dziękuję bardzo serdecznie wszystkim słuchającym aktualnie. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i Radia Nafani. Tych ostatnich, czyli Radia Nafani zapraszam na wieczorową porę. Jak zwykle w sobotę zostaję z wami. I jeszcze raz, moi mili, dziękuję za słuchanie tej „Hiperprzestrzeni”.
Niech geometria będzie z wami.