[00:40] - Dobry wieczór wszystkim. Dobry wieczór oczywiście. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Witam wszystkich w hiperprzestrzeni w ten piękny, sympatyczny sobotni wieczór. Witam wszystkich, którzy zbłąkali się w tą część internetu do Radia Na Fali oczywiście jak najbardziej. I oczywiście do radia, które retransmituje hiperprzestrzeń, czyli do Radia Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy zarówno Radia Na Fali, jak i Radia Paranormalium. Jak zwykle jestem troszkę spóźniony.
Ach. Wiecie jak to jest. Sprawy mnie zatrzymały. Sprawy niecierpiące żadnej zwłoki. Żartowałem. Dobra, już się chyba podłączam z tym wszystkim. Przepraszam bardzo, jeszcze tu trochę szuram jak zwykle, ale zawsze tak robię, także chyba się już wszyscy do tego przyzwyczaili. Bardzo dobrze się przyzwyczaili. Ja chciałem właśnie podziękować wielce sponsorom. Słuchajcie, koniec miesiąca.
Za chwilę opublikuję po raz kolejny jak zwykle podziękowania dla sponsorów na stronie internetowej w Liście Mecenasów Sztuki Falowej. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Przypominam, że jak wspieracie, to jesteście umieszczani na Liście Mecenasów Sztuki Falowej. Także są takie poważne podziękowania. Jak trochę więcej, to są nawet jakieś prezenty rozsyłane. Także dokładnie. Także ja dziękuję wielce wszystkim tym, którzy wspierają radio, bo dzięki wam taka niezależna inicjatywa może sobie spokojnie działać. Zapraszam wszystkich pozostałych do wspierania, jeżeli mają tam troszkę drobnych. Słuchajcie, każda suma się przydaje. Każda suma się przydaje, szczególnie w czasach nadchodzących kryzysów.
Dobra, żartowałem z tym. A propos tych wszystkich nadchodzących kryzysów przypominam, że „Hiperprzestrzeń” nie jest jedyną audycją Radia Na Fali. Naprawdę. Jest jeszcze „Teoria Chaosu”, jest Didżej Welon, jest Skóra i tak dalej. Także przypominam, żebyście odwiedzali jeszcze inne audycje. Przy okazji odwiedzali też dokładkę na stronie www.radionafali.com. „Teorię Chaosu” oczywiście i całą resztę, która tam się pojawia. Żebyście ściągali, słuchali. Bo czasami jest tak, że człowiek jest w podróży i nie ma internetu przy sobie, a nie może być tak, że człowiek sobie gdzieś jedzie samopas i nie słucha Radia Na Fali, nie słucha podcastów. Jak to możliwe?
Dokładnie. Także proszę o tym pamiętać. Tu już się wszystko podkłada, włączam sobie wszystkie możliwe urządzenia. Właśnie, o czym dzisiaj w „Hiperprzestrzeni”? Miał być dzisiaj gość, ale przełożyliśmy sprawę na przyszły tydzień. Także gość za tydzień będzie. To kontynuacja oczywiście rozmów o substancjach psychoaktywnych, a właściwie o konsekwencjach spotkań naszych z substancjami psychoaktywnymi. Będzie Kuba Babicki i mamy pomysł, żeby troszkę pogadać właśnie o mrocznej stronie substancji, tak zwanej mrocznej stronie. W ogóle nad tym się zastanowić. I w ogóle generalnie jak zwykle wykopać temat troszeczkę dalej niż aktualnie jest, dorzucić jak zwykle trochę do pieca.
Niech się wieści niosą, niosą, niech się herezje panoszą. Dokładnie. A dzisiaj oczywiście po „Hiperprzestrzeni” zapraszam was wszystkich na jak najbardziej wieczorową porę, którą oczywiście poprowadzę ja. Przepraszam bardzo, tak jak zwykle teraz muszę krzesło przestawić. Co za szaleństwo! Dobra, już chyba jestem poustawiany ekstremalnie. Już wszystko, słuchajcie, już wszystko. Łącznie ze swoją genialną zieloną herbatą z cytryną. Bardzo polecam, jak macie ciepło dookoła, bo zielona herbatka wychładza troszkę organizm. Także jak wam jest zimno, to raczej coś cieplejszego.
Ale jak... To ja polecam. Zdrowie wszystkich słuchaczy, moi drodzy. I przede wszystkim chciałem pozdrowić tych, którzy słuchają tego jako podcastu. Człowieku, gdziekolwiek jesteś. Peace and love, man. Kobieto też. Wszyscy. Ja tak zapominam czasami, taki chłopacki, samych chłopaków pozdrawiam. Dobra, dzisiaj żeby nie było, że tylko samych chłopaków, takie chłopackie.
Słuchajcie, dzisiaj o kosmosie, bo czas najwyższy, żebyśmy pociągnęli troszkę dalej temat tak zwanej tajemniczej świętej geometrii i przeszli z tej geometrii troszeczkę na kosmos, na kilka innych dodatkowych spraw, bo tego jest naprawdę sporo. Aktualnie tak się idealnie złożyło, że mamy kometę, która sobie pomyka po niebie i ta kometa leci do nas. Jest wiele spekulacji na ten temat, które oczywiście za parę chwil okażą się zupełnie nieaktualne, bo wszystko się okaże. Oczywiście za parę dni. Może nie za parę dni, ale za dwadzieścia parę dni i wszyscy już będą wiedzieli. Ale tak czy siak, pomimo tego, że temat szybko traci na aktualności, będę chciał troszeczkę go poeksplorować z wami, moi drodzy, bo jest kilka bardzo intrygujących rzeczy w zachowaniu komety. Gdziekolwiek sobie ona nie poleci, cokolwiek się z nią nie stanie, jest już kilka intrygujących rzeczy, które odnoszą się do... Do czego to się wszystko odnosi? Ja tu ciągle wracam gdzieś tam do czasów tajemniczych przodków, którzy konstruowali piramidy. I nie tylko piramidy.
Wszystkie te neolityczne rzeczy, do tych wszystkich systemów solarnych, systemów księżycowych, tych wszystkich kosmicznych systemów właściwie. My teraz tacy mądrzy mówimy, jakaś nauka i tak dalej. Chemia, biologia i tak dalej, ale wszędzie tysiące lat temu prawdopodobnie, bo nie możemy się cofnąć w czasie tak za bardzo. Ja nie mogę przyprowadzić ze sobą świadka. Nie mogłem nikogo zabrać ze sobą. Starałem się, słuchajcie, ale wszyscy pomarli. To trochę trwało, tysiąc lat. Dawniej mówiono na to wszystko, że to są moce kosmiczne. To wszystko było w ogóle związane z kosmosem, z czymś bardzo kompleksowym, jednolitym. Nie mylić z monoteistyczną religią.
Monoteistyczne religie skorzystały z tego modelu świata, bo one właściwie ukradły to, co się tylko dało, powykręcały wszystko do góry nogami i każdy się przypudrował troszeczkę. Każdy tutaj. Czas najwyższy myślę dziabnąć trochę tej starożytnej wiedzy, oczyścić się o nią, zobaczyć co tam siedzi takiego, gdzie są te wszystkie korelacje, bo to wszystko jest ze sobą połączone. Co tu nie mówić, możemy się z tym kłócić lub nie, ale numery mówią same za siebie. Dzisiaj troszkę o numerach też będzie. Nie za dużo, bo ja z tymi numerami też czekam. Przygotowuję się, żeby zrobić taką potężną serię. Może nie tyle serię, co potężny odcinek tylko i wyłącznie poświęcony numerom. Zanim do tego wszystkiego przejdziemy, to powoli ugryźmy ten kosmos. Bo numery numerami, ale gdzieś te numery trzeba wsadzić.
Do kieszeni może sobie wsadzić? Do kieszeni nie za bardzo. Generalnie gdzieś muszą pasować. Także może zacznijmy od tego, jak to wygląda na zewnątrz, a później przyłożymy do tego jakąś linijkę. Tak sobie myślę. Oczywiście mamy bardzo sympatyczną muzyczkę na dzisiaj, proszę państwa, także proszę, jeżeli ktoś z was zamierza promować tą heretycką, najlepszą, jedyną i wspaniałą audycję na obszarze polskojęzycznego internetu, radia powiedziałbym szczerze. To niech szybko rozwija, wici wśród przyjaciół i znajomych. Niech wszyscy wchodzą na www.radionafali.com, niech klikają „słuchaj”, niech wspierają i sponsorują, niech wchodzą na czata. Ja za chwilę będę na czacie Radia Nafali, także zapraszam was wszystkich bardzo serdecznie na czata radiowego. Się pojawię.
Dajcie mi chwilę. Za chwilę tam będę jak zwykle jako kapitan tego okrętu. Co by nie było, kapitan jest tylko jeden. No właśnie, proszę państwa, tutaj już wchodzę na czata. Przypominam, że jeszcze oprócz tego audycja jest absolutnie live. Także jeżeli macie jakieś swoje refleksje związane czy to z kometą ISON, czy też z tym kosmosem dookoła nas, tym światem i całą tą historią, jeżeli w ogóle czujecie się kosmicznie na ten temat i chcecie pogadać właśnie o gwiazdach i powiedzieć, co wiecie na temat gwiazd i podróży po tych gwiazdach, kosmosie, dzwońcie śmiało. Radionafali.com taki jest adres na Skypie. Także zapraszam bardzo serdecznie. Wszystko jest oczywiście jak najbardziej na żywca, moi drodzy, na żywca, na żywego. Nie ma tu żadnego trupa, a przynajmniej na tyle, na ile powiedziałbym szczerze.
Bo kto wie, czy nie jesteśmy już dawno martwi? No właśnie, kto to wie? Kto by to osądził, proszę państwa, kto by to osądził? Dobra, pewnego dnia to osądzimy, ale może nie w dzisiejszym odcinku, może w innym odcinku. Także słuchajcie, zapraszam na kolejny odcinek w hiperprzestrzeni po tych wszystkich zapowiedziach. Ale się przyciągnęły. Ale zawsze jest tak. Człowiek musi troszkę pogadać, nie? Jak to jest tak bez gadki? Tak po prostu od razu w mordę?
Co wy? Trochę kultury. Kultury trochę tutaj, nie? I żeby tej słomy nie wystawało z butów. Dokładnie. To ja tu mam książeczkę, wszystkie notatki swoje i słuchajcie, podrapcie się po głowie, pomyślcie. Może macie jakiś pomysł na kosmos? Dzisiaj opowiem o kilku zagadkach. A właśnie i najważniejsza rzecz. Słuchajcie dzisiaj w hiperprzestrzeni, także dzwońcie po znajomych, bo dzisiaj w hiperprzestrzeni damy, że tak powiem, jak to się ładnie po angielsku mówi recipe, czyli przepis na wygranie Nagrody Nobla.
Bo jest taki problem w fizyce, z którym klasyczna fizyka ma ciągle, nieustannie problem od ponad 50 lat i oni nie wiedzą, co z tym zrobić. Jako że problem został już rozwiązany parę razy, to dzisiaj wam opowiem o rozwiązaniu tego problemu. Jest to rozwiązanie zagadki eksperymentu szczelinowego. Jest to bardzo mocno związane z kosmosem, z tymi wszystkimi historiami. Także za rozwiązanie tej zagadki, moi drodzy, jest Nagroda Nobla. Także po dzisiejszym odcinku mam nadzieję, że kilku co ambitniejszych. Śmiało, słuchajcie, możecie wypełnić petycję. Naprawdę stwierdzono, że za rozwiązanie tego przysługuje Nagroda Nobla. Za rozwiązanie paradoksu eksperymentu szczelinowego z fizyki. Przepraszam, taka naukowa nazwa.
Paradoks eksperymentu szczelinowego jak brzmi. Ja to wszystko wyjaśnię jak normalnie dla ludzi, bo to przecież brzmi jak stukanie tyłka. Ta współczesna nauka po prostu. Jak się nie wie, to się przynajmniej próbuje wyglądać poważnie, prawda? Te wszystkie mądre słowa to właśnie po to, żeby wszyscy się drapali po głowie i się zastanawiali: ale o czym jest to? Na pewno ma jakiś sens, prawda? No właśnie, to ja dzisiaj powiem, jaki ma sens. Także słuchajcie, kolejeczka myślę będzie dzisiaj do Nobla pod wieczór. Może jutro się zrobi kolejka, zrobi się tłoczno. Nagroda jest tylko jedna.
Ponoć jest jakieś milion dolarów do wygrania. Słuchacze, dzwońcie po znajomych, nie bójcie się konkurencji. Najwyżej się podzielicie nagrodą. Zawsze coś, zawsze trochę grosza w kieszeni, jeżeli komuś wpadnie nagroda. I trochę prestiżu przede wszystkim w pracy naukowej, prawda? Dobra, to tyle z tych wszystkich wyjaśnień. Ja w ogóle zacznę od tego eksperymentu szczelinowego, bo to jest dosyć istotna sprawa w tym wszystkim. No właśnie, ale zanim zacznę od tego eksperymentu szczelinowego, to może po prostu zaczniemy od jakiejś muzyczki, od jakiejś naprawdę miłej muzyczki. Bo dzisiaj mam naprawdę miły muzyczny set, proszę państwa. Także zaczynamy po prostu naszą wyprawę.
Wyprawę po złote runo w kosmos do gwiazd. Oczywiście, słuchajcie, hiperprzestrzeni jakby nie było. Jakby nie było. Cały czas szukacie. Nie wiem, czy szukacie, ale na pewno słuchacie o hiperprzestrzeni. Może trochę lasu się przeniosę z tego kosmicznego dźwięku, bo mam dzisiaj tak w kosmosie. Ale kosmos jest wszędzie. Niech nam tu świszczą ptaszki i inne żywe organizmy, proszę państwa. Ja o tym eksperymencie szczelinowym, bo dzisiaj będzie troszkę też o gęstości. Takie popularne słowo, prawda?
Dzisiaj wyjaśnię kilka rzeczy na ten temat, bo to jest bardzo naukowa sprawa. Tylko że jest troszeczkę tak, jak z wieloma rzeczami w dzisiejszym świecie, że używa się bardzo wielu terminów w bardzo dziwny sposób, bo propaganda, która jest uprawiana dookoła, wykręciła kompletnie znaczenie tego wszystkiego. W ogóle postawiła sprawę na głowie i ludzie sami nawet nie wiedzą, o czym w ogóle mówią. Czasami tak to wygląda. Także też i o tym wspomnę. Słuchajcie, od samego początku tego eksperymentu szczelinowego. Jest kilka zagadek w fizyce. To się nazywa nawet „10 eksperymentów niewyjaśnionych" czy tam „Najpiękniejszych eksperymentów z fizyki". Jest coś takiego. The Prism on Pendulum czy jakoś tak.
The Most Beautiful Experiment in Science. Bo to ma swoją łacińską nazwę, angielską nazwę. Jest nawet książka na ten temat napisana przez niejakiego Roberta Crazy, zdaje się prawie 10 lat temu. Dokładnie. I tam jest ten eksperyment opisany. Jest opisany. O co chodzi w tym eksperymencie? Ten eksperyment został zrobiony w 1927 roku przez niejakiego Davissona i Germera. O co w ogóle chodziło? Chodziło w ogóle o pomysł, z czego w ogóle składa się świat.
Taki zwyczajny. Po prostu zebrali się kolesie i stwierdzili: „No dobra, to ustanowimy, z czego składa się świat”. Oczywiście jak zwykle poszło o to, że Tesla i wszyscy inni ci kolesie, którzy nie należeli do żadnej akademii, mówili jasno i wyraźnie, że świat jest taką zamkniętą strukturą. To jest właśnie to pole eteru dookoła, po którym sobie przenika energia zwana orgonem, która też jest taką energią plazmową. Do tego jest jeszcze energia grawitacyjna, która też jest energią plazmową. Do tego jeszcze jest energia elektryczna, która też jest właściwie plazmą, tylko że w innym poziomie skupienia, prawda? Tu muszę szybko wyjaśnić, o co chodzi ze słowem gęstość, ponieważ często jest tak, że ludzie, szczególnie naiwne jołopy, takie głupki po prostu, które to nigdy nie chciały zajrzeć do podręcznika, się zawsze śmieją troszeczkę. Mówią: „A tam gęstości, gęstości, o gęstościach mówi”. A gęstość to jest, moi drodzy... Ja tu się posłużę nawet wzorem.
Zaczynam jak zwykle. Wzorów nigdy nie pamiętam. Nigdy nie pamiętam żadnych wzorów po prostu. Pewnego dnia może to się zmieni, może coś zacznę z tym robić, ale na razie w ogóle nie mam zamiaru. Słuchajcie, gęstość. Co znaczy gęstość? Gęstość to jest oznaczenie masy. To jest zawartość twardej materii w przestrzeni. Czyli jeżeli na przykład weźmiemy zestaw przypuśćmy atomów. Przypuśćmy, że świat jest atomistyczny, ale generalnie mamy te małe substancje, które się pojawiają, funkcjonują i egzystują przez nie wiadomo ile.
Nazywamy je atomami. I mamy to coś. I to jest właśnie gęstość, to, że to się trzyma kupy, że na przykład żelazo jest bardziej gęste od wody. Dlatego na przykład jak zrobimy taki cios jak Bruce Lee w sztabkę żelaza, to możemy sobie zgruchotać troszeczkę, jak ktoś jest niewprawny. Może chyba że ktoś operuje specjalnymi mocami, to może tak na wylot, ale ja nie operuję, także ja mógłbym sobie zgruchotać rękę. Natomiast jakbym tak wbił w wodę, to oczywiście absolutnie się okazuje, że elegancko by miękko weszła w tą wodę moja ręka. Oczywiście tu dochodzi kolejny paradoks, że do tego dochodzi prędkość i że gęstość zależy od prędkości przesuwu w ogóle, ile szybkości tego wszystkiego, co się dzieje dookoła. Otóż gdzież kątu tego wektoru energii, można tak naukowo powiedzieć. Bo jak przywalimy w wodę, na przykład jak skoczymy z 20 pięter na taflę wody, to ta tafla wody będzie dokładnie jak tafla betonu i nas rozmaże po tej wodzie na kotleta mielonego. Dokładnie.
Najlepiej sobie uświadomić gęstość, jeżeli na przykład weźmiemy sobie herbatę. To jest taki klasyczny eksperyment. Szklanka, herbata. Czego potrzebujemy? Potrzebujemy herbaty, ale takiej w torebce dobrze, żeby było. Potrzebujemy szklankę, gorącą wodę i cukier potrzebujemy. Wtedy co musimy zrobić? Zagotować wodę oczywiście. Zalać do szklanki. Następnie bardzo szybciutko, elegancko wsypać cukier na samo dno, żeby sobie tam osiadł.
Nie mieszamy nic i wrzucamy herbatę w torebce. Przykrywamy sobie spodeczkiem, odstawiamy, żeby tam nie było żadnych ruchów wirowych, nic. One i tak są tak czy siak, ale generalnie ta szklaneczka będzie sobie stała i będziemy sobie obserwowali, co się dzieje i zobaczymy, że powstaje coś w rodzaju takich warstw, że na dole cukier rozpuszczając się, izoluje, tworzy inną gęstość wody. Właśnie. I woda nie nabiera pigmentu, który idzie od herbaty. A na górze, gdzie ta gęstość wody jest o wiele mniejsza. Bo im wyższa temperatura w wodzie, tym jej gęstość jest po prostu mniejsza. Dokładnie. A im, że tak powiem, niższa temperatura, im chłodniej, tym większa. Dlatego jak zamrozimy wodę, to mamy lód, kostkę lodu.
Dokładnie. Ta gęstość jest bardzo konkretna. Tu jest w ogóle cała opowieść o tych gęstościach. Z tymi gęstościami jest troszeczkę tak, że to się składa z cząsteczek. Do tego doszła nauka. Wrócę później do gęstości, bo to też jest związane. To nie tylko płyny. Wszystko, co widzimy dookoła, jest gęstością. To, że widzimy ścianę, że mamy kawałek drewna, jest tylko gęstością. Jeżeli zmienimy częstotliwość tego pola za pomocą dosłownie dwóch albo trzech potężnych głośników, takich, które mają zakres częstotliwości od praktycznie zero herca, czyli takie potężne membrany.
Wyobraźmy sobie taką membranę w głośniku, może metr wielkości. Naprawdę musiałyby być uhuhu. Można robić to innymi, jeszcze małymi głośniczkami, które też emitują takie częstotliwości, ale to przy niskich częstotliwościach chodzi o skalę, o wielkość. To się nie da inaczej. Taka jedna długa fala, jakbyśmy z bata strzelili. Ten bat by się rozprostowywał przez 17 metrów z jednego herca. Jest to odległość, jest to większa skala, także trzeba by było dużą membranę. Wtedy jakbyśmy mieli takie membrany, to moglibyśmy puścić dźwięk, postawić coś pośrodku i zaatakować to dźwiękiem. Okazałoby się, że to coś, co stoi w środku, jeżeli byłaby to na przykład szklanka, ze szkła mogłaby się rozpęknąć. Widzieliście nie raz ten słynny eksperyment, słyszeliście opowieść o tym, że śpiewaczka śpiewała i szklanka strzelała.
Dokładnie o to chodzi. Dokładnie o gęstość i częstotliwość. Zmienia się gęstość świata dookoła i te substancje, które normalnie tworzą szklankę, nie mają się już jak siebie trzymać nawzajem. To wszystko przechodzi dosłownie, i to nie jest żadne czary-mary ani Harry Potter, do innej gęstości. Tak to się nazywa. Wzór na gęstość jest oczywiście, nazywa się P równa się M przez V do jednego. Z angielskiego, z małej literki P się pisze, bo to jest takie greckie pi ro, czy jakoś tak. Zaraz sprawdzę, jak się go po polsku pisze, bo oczywiście jak zwykle muszę zamotać. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie, żebyście wpadali na czata Radia Nafali: radionafali.com/czat. Ja tam będę te wszystkie linki wrzucał, także już wrzucam linka na czata.
Już tu mam nawet po polsku. W przypadku substancji jednorodnych porcja ta może być wybrana dowolnie. Jeżeli jej objętość wynosi V, a masa równa się M, to gęstość substancji wynosi P równa się M przez V. To jest taka czysto matematyczna historia i generalnie się okazuje, że coś z tą masą dookoła, bo my jesteśmy wychowani w świecie atomistycznym, że kilogram waży kilo jabłek, idź do sklepu po ziemniaki. Wszystko ma swoją wagę. Nawet kasa ma swoją wagę. Ciąży w kielni, prawda? Troszkę gryfiwa. A może świat jest troszkę inny? Ja tak postuluję czasami o to, żebyśmy się przyglądali na troszkę inną perspektywę świata.
Model kosmiczny trochę inaczej wygląda. Przynajmniej ten model kosmiczny, o którym mówili starożytni. Skoro już wiemy, czym jest gęstość, to przejdźmy do eksperymentu strzelinowego. Czas najwyższy, żebyście wszyscy dostali swoją zasłużoną Nagrodę Nobla. Ale zanim przejdziemy, to ja może puszczę jakąś muzyczkę, żeby nie było tak, że o suchym pysku siedzimy. Oczywiście słuchacie jak najbardziej Radia Nafali. Hiperprzestrzeń retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja jestem Tomek, a dzisiaj jest troszkę o modelu kosmicznym. Wszyscy gotowi na to, jak dostać Nagrodę Nobla? Wszyscy już wiecie, czym jest gęstość, bo to jest dosyć istotne, żeby mieć pojęcie tego, że jest coś takiego jak gęstość i że gęstość może mieć bardzo wiele wymiarów.
Bo ta gęstość, którą my znamy, operuje w trzech wymiarach. Ale jeżeli mamy rodzaj rezonansu, który ucieka naszym wymiarom, czyli na przykład przysłowiowo umarliśmy i odrodziliśmy się jako pies, taki zwykły osiedlowy kundelek, i okazuje się, że nasza skala węchu oraz przede wszystkim skala dźwięku, który słyszymy, jest dwukrotnie większa niż skala tego, co słyszy człowiek swoimi uszami. Jeżeli weźmiecie bardzo czuły mikrofon, to usłyszycie te wszystkie dźwięki dookoła. Normalnie ich nigdy nie słyszymy, bo to jest coś, co znika z naszej percepcji. To nie jest gęstość naszego świata. Dosłownie, absolutnie wymyka się, jest generalnie poza. Wiemy, że istnieje, bo jeżeli skierujemy tę nawet niesłyszalną częstotliwość na kartkę papieru, jak na przykład się to dzieje, jeżeli macie coś do emitowania niskich dźwięków. Ja tu mam, specjalnie przyniosłem takie urządzonko. Już włączę wam jakiś niski dźwięk i usłyszycie, jak to wygląda. Dowiemy się, jak dużo słyszycie.
Inna sprawa, że ten mikrofon jest naprawdę świetny, także będzie wam bardzo ułatwiał zadanie, ale zobaczymy, do którego momentu zejdziecie z tymi częstotliwościami. To jest intrygujące. Poczekajcie, muszę to zaraz znaleźć. Gdzie są moje urządzenia do częstotliwości? Przepraszam bardzo, jak zwykle. Znalazłem. Przepraszam. Musiałem pokrzyczeć na maszynę. Słuchajcie, to jest 10 herców. Już robię głośno.
Nikt nic nie słyszy. To jest 10 herców. Pies normalnie wstałby i biegał po mieszkaniu. Jeżeli macie zwierzaka, to myślę, że powinien coś słyszeć. Teraz podnoszę. To buczenie w tle, które słyszycie, to jest 95,9 herców. To jest 147,5, 158.7, 180. I to są częstotliwości, które słyszymy. I teraz schodzę. Kosmos.
Ja jeszcze słyszę, bo tutaj akurat głośnik potrafi wyciągnąć, ale już przy 20 ludzkie ucho traci w ogóle. To już nie nasza gęstość, nie nasz świat w ogóle. Wszystko, cokolwiek pomyka w tych częstotliwościach, jest kompletnie poza naszą percepcją. Nawet gdyby obok was stał wielki różowy słoń, który jest ze stali, byście przechodzili przez niego jak przez niewidoczne drzwi i w ogóle byście nawet nie widzieli, że coś takiego jest. To trochę przypomina wszystkie sceny z takich starodawnych bajek. Pamiętacie opowieści o czarnoksiężnikach, którzy posypują się magicznym pyłem? Robi się coś takiego. I koleś przechodzi przez drzwi, prawda? Dobre, nie? Naprawdę.
To jest kwestia gęstości materii dookoła. My funkcjonujemy tylko w trzech. Zwierzęta? Nie mam pojęcia. Zwierzęta widzą ten zakres o wiele więcej, takie zwykłe psy i koty od nas. Inne zwierzaki z kolei mają wzrokowo o wiele większy zasięg, czyli na przykład widzą więcej kolorów. Poważnie, bo jest więcej kolorów. Na przykład ultrafiolet jest takim kolorem, którego my musimy mieć specjalną lampę ultrafioletową, która powoduje, że to pasmo jest dla nas widoczne. I to, że jest widoczne jest tylko dlatego, że puszczamy przez kawałek szkła, mamy próżnię w środku, specjalny gaz w środku i przez ten gaz puszczamy kawałek prądu elektrycznego i tylko wtedy jest to widoczne, bo gdybyśmy tam włożyli zwykłe powietrze, to już jest z tym dosyć poważny problem, bo w zwykłym powietrzu to już nie jest nasza gęstość. A ile jest gęstości?
Nie mam pojęcia. Może być ich w cholerę. Wszystko, co jest poza naszymi wymiarami normalnie naukowo powinniśmy określać gęstościami. Tak było określone sto lat temu. Dokładnie. Później to przestało pasować współczesnej nauce. Teraz z tego robi się szaralatanerię, bo jołopy nie doczytały w szkole. To są dzisiejsze czasy. Nikt nie czyta już Maxwella, Farady'ego, nikt nie robi eksperymentów, prawda? Dobra, ale są tacy, którzy robią.
Nie jest tak źle. Są tacy, którzy robią. I zrobiono taki eksperyment całkiem niedawno. Oprócz tego, że zrobiono taki eksperyment w latach 20. i nazywał się eksperyment szczelinowy. Zrobiono taki eksperyment całkiem niedawno na Michigan Institute of Technology. Zrobili to studenci zaintrygowani tym eksperymentem. Powtarzano go, paru ludzi go robiło. Eksperyment szczelinowy. Także czas wygrać Nagrodę Nobla.
Czy macie długopisy? Kartkę papieru? Zeszycik? Wszystko jest gotowe? Linijeczkę, ołóweczek, gumka, wszystko gotowe? To zaczynamy tłumaczenie. Jak wygrać Nagrodę Nobla i rozwiązać zagadkę eksperymentu szczelinowego? Rozdział pierwszy. Eksperyment szczelinowy polega na tym, że ludzie się kłócą, czy wszystko dookoła jest falą, czy jest cząsteczką. Dokładnie, z czego to się składa?
Czy to faluje, czy jest cząsteczką? Głupi dylemat swoją drogą, ale anyway. Ja nie od tego, żeby oceniać. Ja tutaj mam swoją własną opinię, odkrywam tak czy siak często mówię. No i co? Bierze się urządzenie, które emituje fotony. Foton to jest taki atom mały, który świeci. Tak rozpoznajemy świat. To jest gęstość, to jest ten mały świecący coś. Jakbyśmy rozebrali powietrze na elementy pierwsze, to byśmy zobaczyli, że wszystko dookoła jest stworzone z fotonów i one padają na atomy.
Dokładnie. Fotony, tak to nazywamy. Są oczywiście mniejsze cząsteczki. Nauka twierdzi, że to wszystko jeszcze mniej. Jest taki duży, to się nazywa Hydron Collider. Tam próbują rozwalić wszystkie cząsteczki i znaleźć najmniejszą na granicy Szwajcarii i Austrii, Francji zdaje się. Czy tylko Francji i Szwajcarii? Nie pamiętam już. Nieważne. W Alpach w każdym razie.
Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Duży zderzacz cząsteczek. No i o co z tymi cząsteczkami chodzi? Zrobiono taki eksperyment, że zrobiono szczelinę, postawiono działo, które strzela tymi fotonami. No i patrzano, co się wydarzy na drugiej stronie, na kartce, gdzie ten foton zostanie wystrzelony. No i się okazuje, że przez tą szczelinę jak się ustawi, strzela tym fotonem, to jest jeden taki pasek się robi, bo to się strzela parą, takim wiązkę się puszcza fotonów. No i się okazuje, że jest jedna szczelina i jeden pasek. Trochę jakbyście wzięli latarkę, wycięli jeden taki wąski pasek w kartce papieru, odsunęli latarkę troszeczkę i tak poświecili sobie przez tą kartkę, przez ten wąski pasek. Pamiętacie film o wojnie? Samochody miały takie paski na reflektorach.
Dokładnie ta sama idea, żeby po prostu świecić taki pasek. No i się okazuje, że oczywiście fala jest jedna. Znaczy nie ma fali, jest taka wiązka fotonów, że jest kawałek czegoś. Tak jakbyście wzięli piłkę tenisową. Wyobraźcie sobie, że nie ma fotonów, tylko są piłki tenisowe albo golfowe i działo, które wystrzeliwuje te piłki i one prosto lecą i odwzorowują kształt tej szpary, przez którą przeleciały po drodze. To była pierwsza część eksperymentu i tu wszyscy stwierdzili, że to się idealnie zgadza z tym pomysłem, który tutaj się pojawił, że wszystko jest takie atomistyczne, cząsteczkowe i że wszystko jest materią i że nie ma żadnego ducha. No ale po chwili zrobiono kolejny. Co się stanie, kiedy zrobimy dwie szpary? Dokładnie takie same jak ta pierwsza, tylko dwie obok siebie i przepuścimy z dwóch dział. Logicznie rzecz biorąc, powinniśmy mieć dokładnie dwie takie smugi na kartce naprzeciwko, prawda?
Tu się okazuje, że nagle powstaje fala tych smug, robi się masa, tak zwana interferencja. I to jest zagadka. Jak to wyjaśnić, że kiedy się świeci przez jedną, to uderza jako cząsteczka, a jak się świeci przez dwie szczeliny, to się okazuje, że ta piłka jakby się rozpadała na parę piłek jeszcze mniejszych. I się dziwnie bardzo zachowuje. Zachowuje się po prostu jak fala, jakbyście wzbudzali fale na jeziorze. Jak jeszcze się za jedną szczeliną, która strzela prosto, postawi drugą, która ma tylko dwie szczeliny, to znowu jest fala. Znowu są takie historie. Jak to wszystko działa? Zagadka wielka fizyki. Zagadka nie jest aż tak wielką zagadką.
Tu musimy wrócić do modelu kosmicznego. Słuchajcie, o czym mówi ten model kosmiczny. Ten model kosmiczny mówi o bardzo intrygujących sprawach. Generalnie wszystko jest elektrograwitacyjne. Jeżeli weźmiemy sobie magnes do ręki, to wygląda na to, że wszystko jest po prostu elektrograwitacyjne. Jeżeli spojrzymy od tej strony, to faktycznie wszystko ma swój potencjał elektryczny, wszystko ma swoje napięcie, natężenie, tak jak owa gęstość. Przecież ten foton to nie jest coś, co się bierze po prostu z kosmosu. Przyleciało się, pojawiło i nazywamy to fotonem. I ktoś oparł się w mądrej pozie na krześle, podparł sobie głowę na ręku i powiedział: „Mam. Niech to się nazywa foton od dzisiaj”.
Nie. To jest coś, co możemy zmierzyć tylko i wyłącznie. Chodzi o to, że mamy urządzenia pomiarowe i tylko to widzimy. Wiemy, że coś takiego jest. Widzimy, świeci się mały foton. That's how it works. Dokładnie. Teraz o co chodzi? Wyobraźcie sobie, że to jest tak, że my nie widzimy pewnych gęstości. Teraz weźcie do ręki magnes.
Jeżeli macie jakiś magnes przy sobie, nie bierzcie dużych kadmowych. Kadmowe są akurat słabe, nanokadmowe te magnesy, nie wiem, czy jakoś tak się nazywają. One są bardzo mocne. Uważajcie, żebyście sobie nie skasowali twardego dysku na komputerze. Jak macie jakieś bitcoiny. Właśnie. Uważajcie, to są bardzo mocne magnesy, bardzo kruche generalnie, ale są mocne. Są fajne i można sobie z nimi zrobić eksperyment. Wystarczy wziąć dwa magnesy i spróbować je przysunąć do siebie, kiedy mają dokładnie te same pola w swoim kierunku. Nie da się, cały czas się odpychają.
I fenomen polega na tym, jak weźmiecie linijkę i pomierzycie sobie odległości, to taki malutki magnesik, który ma na przykład centymetr wielkości. Kulka, centymetrowa kulka albo krążek centymetrowy i weźmiecie drugi taki krążek centymetrowy, to przestrzeń między nimi jest gigantyczna, tego odpychania. To jest proporcjonalne w stosunku do materii, którą tworzą. Taka prosta rzecz. Zobaczcie teraz jedną rzecz. My widzimy tylko ten magnes, nic więcej. Tylko magnes jest widoczny w spektrum naszej gęstości. Absolutnie nic więcej. Kawałek czegoś czarnego, ewentualnie pochromowanego, błyszczący i to wszystko. Cała historia.
Teraz sobie wyobraźcie. Okej, to my widzimy foton i dookoła tego fotonu też jest troszeczkę sprawy dookoła. Pamiętacie wszystkie te opowieści o tym, że dookoła człowieka jest aura i tak dalej? Słuchajcie, to nie są czary-mary. Jest aparat fotograficzny, który robi zdjęcia w tej technologii. Doskonale wiemy, o co chodzi. Nazywa się fotografia Kirlianowska. Zaraz tam powklejamy linki. Wszyscy wiemy, o co chodzi. Co to jest fotografia Kirlianowska?
To jest bardzo niski potencjał prądu elektrycznego, który normalnie jest niezmierzalny i nierejestrowalny przez urządzenia. Natomiast jeżeli się położy kliszę fotograficzną, to w jakiś dziwny sposób, bo klisza fotograficzna składa się z tlenku srebra, moi drodzy, czyli z kawałku metalu, a wszystko, co jest generalnie metaliczne, ma swój plus i minus, ma swoje właściwości magnetyczne. To, co mówili alchemicy, że wszystko na świecie jest tym samym, wszystko jest tą samą materią. Właśnie, brzmi to troszkę alchemicznie. I się okazuje, że jak się strzeli niskim prądem w kliszę fotograficzną, to ona zapisuje i się okazuje, że dookoła ludzi jest aura, dookoła roślin jest aura, dookoła wszystkiego jest aura i my to fotografujemy różnymi kolorami. Każdy typ aury, nazywamy to aurą, ma inny kolor. Kolor to jest częstotliwość. To jest dalej ta sama historia. To jest tak zwane spektrum widzialnego światła. Tak to się w nauce nazywa.
Nie ma absolutnie nic wspólnego z Harrym Potterem. Absolutnie, moi drodzy. Jest to, jak się elegancko po angielsku mówi, is a hard science. Naprawdę bardzo twarda nauka. Twarda jak wszelkie możliwe podręczniki tego świata. Jakby człowiek chciał sobie nimi w głowę coś... Dokładnie. Na tym to polega. Teraz sobie wyobraźmy, że mamy tego fotona, który przelatuje sobie przez tą szparę. Ty, człowieku, widzisz fotona, który leci środkiem szpary, a nie zdajesz sobie sprawy z tego, że foton jest manifestacją ładunku elektrograwitacyjnego, elektromagnetycznego, bo grawitacja już jest efektem elektromagnetyzmu.
Magnetyzm to jest jedna rzecz i tak się to nazywa w nauce. Od 200, 300 lat tak się to nazywa. To się do tej pory nie zmieniło. Naukowcy nie lubią o tym mówić, bo to oznaczałoby, że wszyscy są tumanami i tłukami, bo nikomu się nie chciało przeczytać pracy sprzed 200 lat i wszyscy polecieli po granty. Właśnie. I nikt książki nie doczytał do końca. Na tym się skończyło. Sobie tytuły wszyscy poprzyznawali i teraz głupio jest dookoła, bo właściwie wiadomo, że te tytuły to tak za nic chyba za bardzo troszeczkę. Właśnie. Z tymi kolorami dokładnie jest ta sama historia.
To jest po prostu spektrum widzialne. Wracając do naszego fotona. Foton to jest ten kawałek, który my widzimy w spektrum widzialnym, jak te kolory, które widzimy. To jest tylko kawałek świata. To wszystko dookoła to jest tak, jak dookoła magnesu. W ogóle tego nie widać. Nawet tego nie czujemy. Jak człowiek macha nad magnesem ręką, to nic nie czuje. Człowiek musiałby z blachy być, prawda? Żelazny człowiek to by czuł magnes.
Dokładnie. Ale my bardziej z kości, wody i tak dalej. Woda w nas czuje magnes świetnie, to prawda. Ale to też muszą być bardzo wysokie pola magnetyczne. To w ogóle inna historia. Zdrowe w ogóle to jest, jak się okazuje. Nie wszędzie, nie zawsze i nie w każdy sposób. Ale o tym może później. Jak mamy fotona, to mamy pole dookoła fotona. Tak jak aurę dookoła nas, tak jak aurę dookoła roślin, którą da się sfotografować na fotografii.
Jak się fotografuje tą fotografią, bo to jest intrygująca rzecz. Kładzie się liść na takim specjalnym urządzeniu. To wygląda jak skaner, dosłownie jak skaner, jak się dokumenty skanuje, cokolwiek. Każdy z was prawie ma w domu. W Polsce wszyscy robią papiery do urzędu skarbowego, także w Polsce wszyscy to chyba mają. Dobra, żartowałem, nikomu źle nie życzę. A żeby zginął ten urząd skarbowy, żeby spaliło ten ZUS, żeby pioruny tam wyorały, żeby dziura w ziemi została! Niech zaraza ich spali, ten ZUS. Dobra, więcej nie mówię na temat ZUS-u. Ja też mam za sobą.
Nie mieszkam już tam. Ale współczuję wszystkim. Współczuję i podzielam ból i troski. Wyobraźmy sobie teraz, że jest ta kulka i ten fotonek sobie leci. I ten fotonek zahacza swoim polem dookoła siebie, które jest kompletnie niewidoczne, o szpary, przez które przelatuje. I co się dzieje, jak zahacza o szpary? Zmienia się kąt lotu. To jest tak, jakbyście wypuścili dużą plażową piłkę przez drzwi i ona jak dotknie framugi, to zawsze generalnie zmienia kąt. Każdy grał w bilard, wszyscy wiedzą, o co chodzi. Jak się walnie pod odpowiednim kątem, to piłka w bilardzie się odbija pod odpowiednim kątem.
Dokładnie jak w bilardzie. Nic się nigdzie nie zmienia, wszędzie na świecie jest tak, jak mówili starożytni: „To, co na górze, to, co na dole”. To jest naprawdę bardzo proste. To jest świat, w którym żyjemy. Nie jest to zasada, to jest świat reguły. Starożytni fajnie mówili na ten temat. Nazywali to regułą. Nie zasadą, tylko regułą, że żyjemy w świecie, który od strony fizycznej podlega regule elektromagnetycznej, jak to można elegancko powiedzieć. Jak się strzela te fotony, to się zakrzywiają na krawędzi te fotony. Jak ten foton przelatuje obok krawędzi, to go lekko odchyla.
To jest tak jak z kulą na stole bilardowym, którą puknęliśmy i ona miała dolecieć, ale tylko musknęła i się odbiła w bok, a miała polecieć prosto. I dokładnie o ten moment chodzi. To jest odwrotność tego, bo na stole bilardowym generalnie strzelamy do krawędzi, to jest normalne. I chodzi o to odbicie. Natomiast w fotonach chodzi o to, żeby go wystrzelić w taki sposób, żeby on nie zahaczył o żadne ścianki dookoła. Po latach zastanawiania się, dlaczego jedne fotony robią falę, a kiedy są dwie szczeliny, to fali nie robią. Łatwiej jest zobaczyć tę falę, jak są dwie szczeliny, bo wtedy fotony automatycznie wpadają na siebie. Jest bardzo widoczna ta interferencja. Natomiast na czym polegał dowcip? Oryginalnie eksperyment został zrobiony z błędem, ponieważ okazało się, że szczelina, przez którą strzelano, była za duża.
I w ogóle nikt nie próbował zmieniać rozmiaru tej pojedynczej szczeliny, przez którą strzelano te fotony. Wszyscy uznali, że tak jest, że jak leci przez jedną szczelinę, to zachowuje się jak cząsteczka. Jak leci przez dwie, to jest automatycznie fala. Wszyscy stwierdzili, że tak jest. „Od dzisiaj wszyscy chodzimy w gaciach na głowie i mówimy po szwedzku”, jak w pewnym filmie Woody'ego Allena. Tak stwierdzili naukowcy. Biedni, mądrzy ludzie. Skoro tak jest. Religia, dogmat. Nikt się nie zastanowił, nikt nie pomyślał.
Minęło trochę lat i powtórzono ten eksperyment. Chłopaki zaczęli zmieniać szerokość tej szczeliny i się okazało, że jak szerokość szczeliny się zmniejszy do bardzo małego rozmiaru, to co się zaczyna dziać? Na kartce, na której się normalnie wyświetlało odbicie tej szczeliny, te fotony tak leciały przez nią, nagle się pojawiała fala, nagle się pojawiało zjawisko interferencji, a była tylko jedna szczelina. Wystarczyło tylko ją zwęzić. Okazuje się, że my widzimy z fotona bardzo niewielki kawałek. Nie wiemy jak duży kawałek. Można to zmierzyć, ale tylko częściowo zmierzyć, tylko w widzialnym paśmie. Widzimy, jak ta widzialna gęstość jest duża, że ona jest zawarta. Jak by to opisać? Najprościej byłoby powiedzieć, że każdy z tych fotonów to jest metalowa kulka, która mieszka wewnątrz dużej przeźroczystej piłki, która ma średnicę 50 metrów, a ta kulka ma centymetr średnicy.
Taka mała metalowa kuleczka, którą macie w ręku, znajduje się dokładnie w środku gigantycznej, 50-metrowej, niewidocznej szklanej kuli. Wszystko, co się dzieje z fotonem, tak naprawdę dzieje się dlatego, że te siły niewidoczne, które są dookoła nas, oddziałują na ten świat. Dlatego te fotony zmieniają trajektorię lotu, bo zaczepiają o tą szczelinę. I to jest wytłumaczenie eksperymentu szczelinowego. Jeżeli ktoś z was chce sobie powtórzyć eksperyment, to pierwsza zasada: sprawdźcie sobie, jak wygląda tor lotu fotonów i interferencja tych fotonów po tym, jak zaczniecie zwiększać i zmniejszać szerokość szczeliny do interferencji. I okaże się, że bez problemu zrobicie dokładnie to samo, co dzieje się przy dwóch szczelinach. Czyli co? Ani fala, ani cząsteczka. Tu w ogóle chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o coś, czego nauka w ogóle nie chce podnieść do góry z podłogi, bo się okaże, że te wszystkie tytuły są gówno warte.
Taka jest prawda. Bo co się okazuje? Że tak naprawdę nie chodzi ani o kwestię widocznego pasma. Jest pasmo, które jest widoczne dla nas. Wiemy i nic tego nie zmieni. Tutaj nikt sobie nie wstawi specjalnych, nowych, ultra zdizajnowanych oczu, które nagle zaczną widzieć więcej kolorów niż widziały wcześniej, albo nowych uszu, które zaczną słyszeć więcej częstotliwości, niż słyszą aktualnie. Że będziemy tym drugim psem. Albo jakoś tak. A wzrok będziemy mieli sokoli. Nie, nic z tych rzeczy.
Się nic nie zmieni. Nas doczekają konkretne standardy tego świata. A ten eksperyment pokazuje jasno i wyraźnie, że jest rodzaj materii, po której to wszystko się porusza i to jest niezidentyfikowana materia. Nie ma to nic wspólnego z modelem Einsteina, z modelem grawitacyjnym. Nie ma to nic wspólnego z niczym. Wszystko dookoła ma coś. Wszystko jest takimi kulkami. Może brzmi jak wariactwo, ale proszę sobie zrobić ten eksperyment. Niby jak wariactwo, ale jak sobie zrobicie eksperyment, opiszecie go, to macie Nagrodę Nobla w kieszeni. Od 50 lat się martwią, zastanawiają się, jak rozwiązać ten fenomen, że przez dwie szczeliny jest fala, a przez jedną nie ma.
To ja mówię: zmień szczelinę ocami jedną piątą i zobaczysz też falę. Zastanów się, człowieku, skąd się bierze pole dookoła fotonu? Tak samo jak skąd się bierze pole dookoła magnesu? Pomyśl, człowieku, o tym, co się dzieje dookoła. Jak na przykład jest jezioro, to woda dookoła jeziora jest bardziej wilgotna, prawda? Wszystkie tego typu rzeczy. Mama natura. Kompleksowy system, moi drodzy. Proszę mnie umieścić w tytule pracy naukowej, żeby nie było tak, że coś tracę. Ja chciałbym też mieć jakiś udział z tego wszystkiego, z tego Nobla.
Proszę się zgłaszać do komisji noblowskiej. Co mogę, pożyczyć adresik, bo to nie ma żadnego problemu. Jest milion. Ja myślę, że ja chcę z tego jakieś 50%. Myślę, że pół na pół jest dobry deal dla każdego. À propos takich dealów to zapraszam do dokładki, pewnego dnia też opowiem o Nagrodzie Nobla i wielu innych nagrodach. O co tu chodzi? To dokładka, audycja poświęcona sprawom globalnej finansjery, moi drodzy. Dzieje się dokładnie w środę o godzinie 22 polskiego czasu. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie.
Możecie sobie ściągać. Jest oczywiście dostępna online na radionafali.com. Zapraszam bardzo serdecznie. Dział audycji i tak dalej. Tam, gdzie jest Bill Hicks tłumaczony przez Klona, tam, gdzie są wszystkie te rzeczy. Ściągać tę audycję, słuchać i promować Radio Na Fali, jak i zarówno wszystkie radia, które wspierały Radio Na Fali, czyli na przykład Radio Paranormalium, które transmituje hiperprzestrzeń aktualnie. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie. Radio Na Fali oczywiście jak najbardziej jako kapitan. Zapraszam też na czata. Za chwilę będę wrzucał te linki.
Dobra, przerwę to gadanie. Spiszcie te wnioski, podsumujcie. Nobel już w ręku, prawda? Mówiłem. Widzicie? Można coś mieć z tej audycji. Można mieć nagrodę. I to jaką, prawda? Dokładnie. To się nazywa coś, nie?
Dobra, koniec tej gadki. Czas na jakąś miłą muzyczkę. To posłuchajmy jakiejś miłej, sympatycznej muzyczki. Skądś trzeba wyjść. Jak wspomnę, że ten eksperyment szczelinowy właściwie nie jest aż taki młody, to właściwie nie jest eksperyment z tego ostatniego wieku, z lat 20. XX wieku, bo on troszkę wcześniej się zaczął, bo to w ogóle dywagacje na temat, czy natura świata jest falowa, czy nie. W 1800 chyba którymś ten eksperyment po raz pierwszy zrobiono. Z tego, co się orientuję, gdzieś w 1802 czy na samym początku stulecia w ogóle, żeby udowodnić, że świat jest falą, że jest drganiem albo coś tam. Ale to było takie troszkę dziwne myślenie, bo co to ma do rzeczy? Bo prawda jest taka, że żeby była jakakolwiek fala, żeby cokolwiek mogło przejść, żebyśmy mogli przejść z jednej strony na drugą stronę rzeki, musi być most i coś tym mostem musi być.
I to jest coś, o czym nie chce myśleć współczesna nauka w ogóle. Dla niej to jest sprawa, która nie istnieje, ponieważ to przeczy całej logice, która panuje, całej tej religii, która jest oparta na tych dziwnych dogmatach po polsku nie wiadomo jakich. À propos tych wszystkich dogmatów to ja chciałbym na chwilę wrócić do Keplera, o którym wspomniałem, rozmawiając o tej tajemniczej geometrii tydzień temu. Dobrze, że nikt nie zauważył. To teraz poprawię. Przecież święta geometria, w ogóle nazwa „święta geometria” nie pochodzi od Martina Ohma, tylko od Keplera. To Kepler jako pierwszy użył słowa „święta geometria”, ponieważ te wszystkie planety, te bryły, które on skonstruował, jedną wyliczył z drugiej. Wszystko wyliczył z jednej na samej dole. Oblicz opakowania jak te radzieckie babuszki, jedna wkładana w drugą i jak to się obkręci, wszystko się spotyka w tych samych miejscach. Wow!
Niesamowite. Stwierdził, że skoro wszystkie planety tak działają w kosmosie, skoro wszystko się tak kręci, wszystko jest takie idealne, to musi być wolą Boga. Żeby nie zostać posądzonym o bluźnierstwa i z tych rzeczy dla bezpieczeństwa użył nazwy „święta geometria”. W miarę bezpieczne, mało heretyckie, prawda? Tym bardziej jeżeli się używało tych wszystkich heretycznych nazw Merkury, Uran, Neptun, Wenus. Właśnie. Zapomniałem o Wenus jeszcze. Ale zostawmy może. Do planet za chwilę, bo też tu jest w ogóle ciekawa historia. Moment, jak do komety, bo to w ogóle wszystko się dzieje tu i teraz.
Nie każdy to wie, ale czas najwyższy to złapać, że to jest tu i teraz. Jak Kepler to skumał, zaczęło się wyliczanie tego wszystkiego. Oczywiście później się pojawił Martin Ohm. Martin Ohm stwierdził, że to się będzie nazywało złotą proporcją, bo proporcja brzmiała tak lepiej Martinowi Ohmowi. To mu zawdzięczamy słowo „złota proporcja”, bo on zaczął wyliczać i mierzyć i on skumał, że to jest proporcja, którą można odliczyć i tak dalej w kwiatkach i wszystkie te historie. Znaczy jakby powtórzył po przodkach, ale to też jest takie Może powiedzmy tak: odkrył to dla nas na nowo. Myślę, że to chyba najbardziej uczciwie postawiona sprawa będzie. O co chodzi w tej świętej geometrii, o czym mówiłem? Wszyscy pewnie ci, którzy słuchają, sobie notowali, zeszyciki wyciągnęli. Dobra, żartowałem.
Pamiętacie tą historię z kątami, że właściwie geometria dzieli się na coś, co stanowi reprezentację niekończącego się wzrostu natury. To, że drzewo, roślina, cokolwiek jest, zawsze będzie rosło. I to jest ten pattern, który się cudownie tworzy cały czas. I to jest oparte na pentagramie. Co by tu dalej nie mówić, kolejna rzecz, to mamy kolejne kształty, czyli coś, co jest podzielne, symetryczne. Czyli coś, co doskonale utrzymuje, stabilizuje tą energię, tudzież tworzy siatkę, po której ta energia może sobie przechodzić. Tudzież może czasami zachowywać się trochę jak naturalny, naukowo-techniczny kondensator. A dla tych, którzy nie wiedzą, co to kondensator, bym powiedział takie wiadro do zbierania wody. Jak cieknie. Można trochę wody tam potrzymać.
Dokładnie takie kształty, które przytrzymują troszeczkę energii ze sobą. Można jak magnes naładować energię i ona tam zostaje cały czas, tak się kręci. Każdy z tych kształtów opiera się na dwóch zasadach, że jedno to jest matematyka podzielna, a drugie jest matematyka niepodzielna. Jedno są liczby racjonalne, a drugie to jest to pitagorejskie racjonalne, podzielne. Występuje tam ten tajemniczy kąt 60 stopni w tej racjonalnej matematyce. Dokładnie ten sam, według którego są zbudowane piramidy, te gigantyczne piramidy, które stoją w Egipcie. Jeżeli spojrzycie na pozostałe budynki neolityczne, to ten kąt zauważycie w bardzo wielu miejscach. Ja na razie nie będę się rozwodził na pozostałe. Zostałem tylko przy piramidach, żeby nie rozmywać tematu. O co chodzi z tymi 60 stopniami?
Bo oprócz tego, że 60 stopni daje nam możliwość zbudowania idealnej piramidy o podstawie na przykład kwadratu, w którym możemy zawrzeć proporcje układu gwiezdnego, tak jak mówiłem, bo piramida wykorzystuje proporcje Ziemi do Księżyca, tudzież Księżyca do Ziemi, w zależności kto co woli oczywiście. Czyli proporcja 11 do 7 albo 7 do 11. O co chodzi w tym wszystkim? Jest coś takiego jak wędrówka Słońca po niebie. Odwieczna historyczna zagadka tych wszystkich kręgów neolitycznych, tych konstrukcji kalendarzy neolitycznych, cokolwiek to jest. Może to kalendarze, a może nie, kto to wie. Może urządzenia, kto to wie. Może jedno i drugie. Tam jest bardzo często ustawione elegancko wszystko na Słońce i na to Słońce, które jest w tak zwanym zenicie. Te kalendarze, przynajmniej te elementy tych budowli, które my uznajemy za kalendarze, określają te bardzo specyficzne momenty w ciągu roku.
I tym momentem najbardziej oddalonym, tym, gdzie Słońce jest najwyżej jest-- kto kuma kąt? Słońce najwyżej stoi od Ziemi pod kątem 60 stopni podczas przesilenia zimowego na przykład. Czy letniego, przepraszam, bo to jest w połowie lata. Dokładnie 60 stopni. I to się oczywiście liczy od południków, na których stoi. Czyli jeżeli staniemy na 180 stopniach południowych w środku lata, będziemy czekali na letnie przesilenie, to jak spojrzymy na Słońce, ustawimy sekstans i zaczniemy mierzyć wartość kątową Słońca nad horyzontem, to co wyjdzie? 60 stopni. I nie ma tak, żeby było inaczej. Absolutnie. Podział w dół jest dokładnie taki, że wiosenny ma 40 stopni nachylenia, Słońce jest 40 stopni nad horyzontem, a zimowy jest 20 stopni nad horyzontem.
Dokładnie tak to wygląda. Teraz, moi drodzy, przyjrzyjmy się jednej bardzo ciekawej sprawie, że kometa Ison, która przelatuje teraz między Słońcem, w naszym Układzie Słonecznym. Przynajmniej minie Ziemię. Co z tą kometą, moi drodzy? Polecam sobie sprawdzić, jak sobie zobaczycie kąt, pod którym ona wlatuje do naszego Układu Słonecznego. Inna sprawa, że nasz Układ Słoneczny nie jest taki jak równy stół. To też jest inna historia. Ale na razie skupię się na komecie. Ta kometa, cała ta ekliptyka komety, jak sobie coś leci po okręgu, to przypuśćmy, że narysujemy sobie ten okrąg na papierze i to jest nasza ekliptyka na płasko. Jak chcemy ją sprawdzić, to możemy ją kątem w lewo, trochę w prawo, kartkę papieru perspektywicznie obracać w ręku.
Chyba wiecie, o co chodzi. I kąt tej ekliptyki, którą wytacza ta kometa Ison ma dokładnie 60 stopni. Jest opozycją tej sytuacji, w której aktualnie znajduje się Ziemia. Jest taki idealny system magnetyczny prawie. Jak przyłożycie magnes, to magnes odpycha drugi magnes, kolejny magnes odpycha kolejny magnes i zawsze ta proporcja tych sił grawitacyjnych jest taka sama. Właściwie nie tyle grawitacyjnych, ile magnetycznych. Bo to też jest z grawitacją taka historia. Niewłaściwe słowo. Magnetyczne jest zdecydowanie lepsze, bo docelowo opisuje to, czym to tak naprawdę jest. Grawitacje i modele grawitacyjne to już takie wynalazki XX wieku troszeczkę, które niekoniecznie mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, bardziej fantazją naukową często niż jakimkolwiek działającym modelem w kosmosie.
Słońce oprócz tego, że ma swoją wysokość kątową w górę i w dół, czyli jak się patrzymy na niebo i zadrzemy głowę do góry, to mamy pierwszy kąt w górę i w dół, a jeszcze mamy dwa kąty na boki. Tu jest też taka historyjka, że tu też są bardzo ciekawe rzeczy, bo tutaj jest 50 stopni, 90 stopni i 130 stopni. Takie proporcje w jedną i w drugą stronę. W drugą, bo oczywiście to się wszystko kręci dookoła będzie 250 stopni, później jest 270 i 310. Pośrodku jest 180. Mogłem coś tu pokręcić. Wkleję linki, bo ciężko mi zawsze pamiętać te wszystkie numery, stopnie kątowe i tak dalej. Ale generalnie dowcip polega na tym, że ekliptyka tego kawałka czegoś, co wleciało, minęło Słońce i się zgadza z ekliptyką całego układu planetarnego. Jak na ironię jest to odzwierciedlone w budynkach wybudowanych przez najstarsze kultury na świecie. I tu jest ten fenomen rzeźb, które pozostały po czasach starożytnego Egiptu i cywilizacji tajemniczej.
Te wszystkie granitowe rzeźby. Współcześni historycy mówią, że są to rzeźby kapłanów, faraonów, wielkich możnych, władców tamtych czasów. Ale nie do końca, bo jest jeden fenomenalny myk. Jeżeli wejdziecie i zaczniecie mierzyć te rzeźby i zaczniecie przykładać linijki, zauważycie, że proporcje dobrze, że one siedzą, że te postacie siedzą albo są po prostu bardzo duże, bo jak pomierzycie proporcje, to nie są ludzie. To jest coś zupełnie innego. Te postacie są zaprojektowane w niesamowity sposób, praktycznie coś potwornie ciężkiego do odwzorowania w jakikolwiek fizyczny sposób, aktualnie używając technologii, którą znamy. O co chodzi? Normalnie człowiek jest asymetryczny, lewa i prawa część jest kompletnie inna. I to jest natura. Mówiłem o tym, już wspominałem.
A te rzeźby są po prostu idealne. Prawa i lewa strona jest dokładnie taka sama. Inna sprawa, że z tego, co legendy, które dotrwały do dzisiejszych czasów, przekazały nam, piramidy i cały ten obszar w Egipcie był nazywany Domem Reguły. To nie były ani świątynie, ani królestwo. To był Dom Reguły. I te postacie, przynajmniej tak mi się wydaje, taka jest moja hipoteza, reprezentują pewną regułę. Tą regułą jest połączenie owej tajemniczej proporcji i tych podziałów geometrycznych, bo to właściwie wszystko się idealnie zawiera w tych podstawowych kątach typu 60, 30 stopni i tak dalej. Jeżeli spojrzymy na niebo, to wychodzi nam generalnie ta sama historia. Lepszy numer. Jeżeli spojrzymy na trajektorię komety ISON, to zobaczymy, że jeżeli byśmy usiedli na Sfinksie, to kometa ISON przelatuje naprzeciwko Sfinksa.
Tak jak mówią legendy, że słońce wstało naprzeciwko Sfinksa, tylko że nie słońce, które my określamy mianem słońca. Owa kometa ISON dokładnie zrobiła tą robotę, że idealnie wychodzi prosto przed Sfinksem. Prosto, jakbyśmy stanęli na głowie Sfinksa, to będziemy mieli kometę przed sobą. Idealnie, elegancko przeleci pod kątem 60 stopni, jak ściany piramid pokazują. Dokładnie tak sobie przejdzie przez niebo z konstelacji Lwa. Ta legendarna konstelacja, o której mówili starożytni. Ponoć jedyne, co pozostało po starożytnych, to część oryginalnych nazw w horoskopie. To, że dalej nazywamy gwiazdy tak, jak nazywamy i że dalej opieramy część naszej informacji na pra-starej wiedzy, że to od zawsze był na przykład gwiazdozbiór Lwa i my ustawiliśmy w stosunku do niego część naszej historii i opowieści. Wszystkie te historie z nazwami nieba, które nad nami elegancko wisi i podróżuje. Generalnie wygląda na to, że się mocno zgadza.
Ta trajektoria komety ISON zgadza z tym, co w tych starożytnych wierzeniach jest przepowiedziane, zapowiedziane. Nie wiem, jak to nazwać. Wrócę troszkę do naszego układu modelu słonecznego, bo to też jest taki fenomen. Właściwie nie do końca wiemy, jak ten model słoneczny de facto wygląda. Jest to bardzo trudne do stwierdzenia, bo teoretycznie możemy sobie pomierzyć to wszystko, jak to wygląda z Ziemi czy z satelitami, czy za pomocą obserwatoriów astronomicznych, trajektorie lotu wszystkich planet dookoła Słońca, korzystając jeszcze z koncepcji Keplera, czyli to, że w konkretnych miejscach konkretne bryły ma to swoją konkretną formę energii. Tu się okazuje, że my jako układ grawitacyjny, układ magnetyczny, elektryczno-magnetyczny, plazmowy lecimy też. Ponoć nie stoimy w miejscu, też się przesuwamy z tym wszystkim lekko, też jakieś siły na nas wpływają. Jak się przyjrzymy na nasz Układ Słoneczny z zewnątrz, jakbyśmy sobie rakietą polecieli i zobaczyli dalsze planety i spojrzeli na to wszystko z daleka, to wszystko wygląda troszkę jak taki lejek. I to też taki zabawny lejek, bo wyobraźcie sobie, że to jest wszystko taki walec. Jest dół i góra walcu.
Słońce jest pośrodku tego walcu. Słońce nie jest ani na górze, ani na dole. Przypuśćmy, że jest pośrodku. Nie jest do końca pośrodku, ale to za chwilę. Na samej górze tego walca, ta orbita to jest Pluton. W dół jest planeta Saturn, niżej jest planeta Jowisz, niżej jest planeta Mars. Od planety Mars już właściwie w bardzo podobnych ekliptykach, czyli orbitach, są pozostałe planety bardzo blisko siebie, czyli Mars, Merkury, Ziemia, Wenus i później jest znowu troszkę większa przerwa, Uran i Neptun. Słońce jest dokładnie właściwie na tym samym poziomie, możemy powiedzieć, co Mars, Merkury, Ziemia i Wenus. Nie do końca, ale mniej więcej. Oczywiście to trochę abstrakcyjnie brzmi, ale chodzi o to, że nasze planety nie są czymś takim jak wysypane kulki na stole na tej samej powierzchni.
Każda jest troszeczkę na innej wysokości, trochę jakby nasz stół był jednym wielkim magnesem, a każda planeta była troszeczkę słabszym albo mocniejszym magnesem i każda sobie zawisała w różnej odległości od stołu. Dokładnie na tym to polega. Właściwie nikt nie wie do końca, skąd się biorą siły. Nie widzimy świata, który by stwarzał te siły dookoła, tych magnesów, którymi są wszystkie planety dookoła i tego systemu elektrycznego, który się manifestuje. W ogóle tego nie widać. Jest podejrzenie, że jest to gdzieś bardzo daleko i że są to bardzo potężne siły magnetyczne, takie, że nikt nie dmuchał. Tu trzeba wrócić do tych wszystkich neolitycznych legend. Do tego, skąd się wziął model krzyża. Bo model krzyża, o czym często mówię, jest oparty na czymś takim, co przetrwało w tej starożytnej wiedzy, w starożytnej informacji do dzisiejszych czasów. I to jest symbolizowane przez numer cztery.
Jeżeli spojrzycie na to wszystko, jak to wygląda, jak jedno się nakłada na drugie i co z tego wszystkiego wyjdzie, jak się wyrysuje kreski od tych 60 kątów w jedną, w drugą, zrobicie jedną piramidę, postawi się ją na kwadracie i zacznie się rysować pozostałe kreski, cyrkiel się weźmie i tak dalej. Nagle się okazuje, że w środku piramidy, nie trzeba z wielkiej hecy robić, piramida jest na bazie kwadratu, najprościej mówiąc. Jeżeli połączymy rogi ze sobą, wychodzi nam idealny krzyżyk. Każdy róg tego krzyżyku wskazuje konkretne miejsce na niebie o konkretnej porze. Aktualnie tak się złożyło, że od roku 2012, 24 grudzień, piramidy wskazują dokładnie idealny moment. Właśnie nie wiemy, czy przypadkiem nie zostały z tego powodu zbudowane. Nie sądzę, żeby był to przypadek. Nikt nie buduje przez przypadek takich budynków i nikt przez przypadek nie umieszcza wszystkich wycięć w tym budynku, idealnie dopasowując je do ustawień gwiazd, które się odbędzie za X tysięcy lat do przodu. Tego się nie robi przez przypadek i to się nie dzieje przez przypadek. Taka jest moja opinia.
Jak się okazuje, minęliśmy ten moment, gdzie wszystko się wyrównało z piramidami i wlecieliśmy w coś, co jeżeli starożytne budowle mają rację, wlecieliśmy w coś, co można nazwać śmiało, w cudzysłowie, nowym czasem dla planety Ziemia. Słońce stanęło naprzeciwko Lwa. To zdarzyło się rok temu, teraz dalej stoi, bo tak stoimy. Teraz będzie tak, że prosto z tego Lwa w Egipcie, czy Sfinksa właściwie. Nazywa się to Sfinks, ale chyba oryginalnie był to lew. Tak mi się coś wydaje, bo ta konstelacja wygląda jak duży siedzący zwierzak z dużą głową. I to być może była taka rzeźba. To wszystko są spekulacje, bo do naszych czasów naprawdę ocalał Sfinks. Tylko tyle. Co z tymi starożytnymi?
Ten kierunek, który wytycza głowa Sfinksa, jest związany z kierunkiem, który wytyczają nam rogi piramid. Dokładnie. To są te konstelacje, z których ponoć miało coś przylecieć, wrócić bogowie z kosmosu. I mamy kometę. Nie wiem, co to jest. Kawałek czegoś, co leci przez kosmos. Nazwaliśmy to Ison, zależy czy z angielskiego, czy z łaciny, jak kto woli. Ponoć nazwa pochodzi z angielskiego, czyli powinniśmy po prostu jej nie znać z angielskiego, ale come on, bez detali, moi drodzy. Trzeba troszkę wrócić. Model krzyża, nie będę się za bardzo rozpisywał, bo to jest dosyć łatwe złapać, że to jest taki moment, że te planety, to wszystko idealnie się tak ustawia.
Wtedy jest ten magiczny moment, kiedy konstelacje na jednym rogu kreski pasują do konstelacji na drugim. Jak zrobimy z tego krzyż, czyli nałożymy drugą kreskę po przekątnej, to mamy kolejne konstelacje, które idealnie do tego pasują. Do tego mamy jeszcze kąt 60 stopni, czyli mamy połączone dwa systemy pomiarowe. Wszystko to idealnie wskazuje na kosmos. Wszystko to idealnie się klei, tych wszystkich numerów, wielkich liczb, dziwnych proporcji, wręcz w niesamowity sposób pasuje do siebie. Bardzo intrygujące. Te wszystkie ekliptyki. Zanim włączę muzyczkę, to jeszcze wspomnę. Kto kojarzy te wszystkie legendy o Anunaki z gwiazd, o tym, że przyjdą, że nasze Słońce. Legenda Sumerów, że Słońce, nasze Słońce ma swojego brata.
I ta legenda jeszcze funkcjonowała w czasach starożytnego Babilonu. I żeby było zabawniej, ta legenda funkcjonowała jeszcze w Bizancjum, w czasach pierwszego Cesarstwa Bizantyjskiego. Dokładnie. Gdzie właściwie nie była to wiara taka czysto monoteistyczna. Wierzono w dwa przedstawienia Boga. Twierdzono, że Bóg ma brata, że nie ma jednego Boga. Stwierdzono, że są dwie siły, które się uzupełniają. Nie było pojęcia monoteistycznej religii. Było zawsze pojęcie dwóch sił, które tworzą jedność. Tą jednością zawsze ma być Ziemia, zawsze my reprezentujemy tą jedność.
To jest taki fenomen. To liczba cztery między innymi reprezentuje we wszystkich tych starożytnych kosmologiach. To jest taki koncept reprezentujący Boga, konsystencję wszystkiego. To, że wszystko składa się z czterech elementarnych elementów, z których zbudowany jest kosmos i sił, i to tworzy materię. I ta materia stwarza później dopiero tą całą niewidoczną Tudzież nie tyle stwarza, ile można sobie wyliczyć, że jest ten cały świat dookoła, to niewidoczne pole dookoła magnesu i tak dalej. Ale o tych Anunaki, Sumerach i innych bajerach to może po przerwie muzycznej, bym się jak zwykle rozgadałem. Słuchajcie, jeżeli macie jakieś swoje refleksje na ten temat, śmiało zapraszam, żebyście dzwonili. RadioNaFali.com jak najbardziej, proszę państwa, wszystko jest jak najbardziej na żywo. Także jeżeli macie jakiś pomysł i wiecie, co się przytrafi tej ziemi albo chcecie pospekulować tu razem ze mną przez parę chwil, zapraszam bardzo serdecznie. I przypominam, że audycja „Hiperprzestrzeń” jest w Radiu Na Fali oraz retransmitowana w Radiu Paranormalium dla słuchaczy jednego i drugiego radia.
I tych, co na czacie. Zaraz linki jakieś podrzucam. Dobra, to może jakaś muzyczka? Trochę relaksu od tego gadania o tych orbitach i kosmitach. Słuchacie dzisiaj „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Właśnie się tak troszkę kosmicznie, gęstościowo. Świat kosmosu. Dokładnie. I co dalej z tą całą historią? Z tymi wszystkimi niesamowitymi historiami związanymi z owym modelem kosmicznym i tego, że tak jak potwierdza każdy właściwie eksperyment, który nauka traktuje jako dziwny, tajemniczy i niewyjaśniony, nikt nie wie, o co chodzi.
Ale zawsze się okazuje, że mamy do czynienia prawdopodobnie z mocami, których po prostu nie widzimy, że dokładnie jak z magnesami, dokładnie się nic nie zmienia. Widzimy tylko magnes, a odpycha, a jak się przyłoży drugi magnes od drugiej strony, to jeszcze bardziej odpycha i nikt tego nie widzi. Można przejść pomiędzy, można kartkę papieru przełożyć pomiędzy, ale jak tylko się włoży coś żelaznego, to też się zaczyna świrować, prawda? Bo ma tą samą gęstość materii, czyli gęstość fali, w której rezonuje. Właśnie nie wiadomo, jak to nazwać. To jest chyba wyzwanie dla współczesnej fizyki. Myślę, powoli zacząć okiełznać tą rzeczywistą naturę świata, a nie te fantasmagorie, po prostu bezeceństwa i oczywiście herezje atomistyczno-newtonowskie i einsteinowskie właściwie głównie. To szaleństwo już kompletne. Ale gdzie ten model się jeszcze potwierdza z tą emanacją fali? Najprostszy model do sprawdzenia oprócz tego to jesteśmy my sami.
To jest chociażby kwestia z naszymi emocjami. Czysto fizycznie nikt na przykład mówiąc coś do nas, nawet mówiąc jakieś kiepskie rzeczy, nie jest w stanie nas za bardzo, jeżeli nie chcemy, zniszczyć fizycznie właściwie. Żadna mowa, żaden dźwięk, żadne słowo nie jest w stanie nas rozszarpać niczym dzikie zwierzę na strzępy. Ktoś powie, że kogoś jesteś po prostu głupi i tyle. Okej, powiedział. Możemy się co najwyżej poczuć kiepsko. Wtedy zaczynamy się czuć kiepsko. Nie ma żadnego impaktu fizycznego, jest natomiast impakt po zupełnie innym rezonansie. Starożytni mawiali, że człowiek to jest tylko to, co my widzimy, a dookoła nas jest właśnie taka duża, gigantyczna po prostu kulka. I tak naprawdę jak się spotykamy w parę osób, to spotykamy się tymi swoimi podstawowymi, chyba słowo pole jest najlepsze, bo pole morfogenetyczne to jest takie duże, gigantyczne pole każdego, do którego wszyscy się podłączamy.
Tu się okazuje, że jest w tym modelu świata miejsce na coś niesamowitego. Jest to indywidualne pole każdego z nas, z którym każdy z nas żyje. Że tak naprawdę na przykład nasze reakcje, które mamy na świat dookoła, nie biorą się z tego, że nas ktoś fizycznie musi dotknąć, walnąć młotkiem w kolano, kopnąć, popchnąć, klepnąć w plecy, cokolwiek albo dmuchnąć, żebyśmy poczuli powiew wiatru na sobie. Nie. Wystarczy, że ktoś wejdzie w tą strefę naszego pola energetycznego, można powiedzieć naszą strefę gęstości. W sumie chyba najcelniej było powiedzieć. Nie wiem, ile tych gęstości jest. To chyba zależy bardziej od odczuwania tego, w jaki sposób funkcjonujemy w tym wszystkim. Nie mam bladego pojęcia. Myślę, że to jest coś, nad czym powinniśmy popracować w najbliższych latach nad rozwojem naukowym albo czymś takim.
Pójść w ogóle w tym kierunku. To jest w ogóle cała ta historia, która jest też związana z roślinami. Bo rośliny mają dookoła to same pole. To są wszystkie te sprawy związane z homeopatią, z tą dziwną medycyną, z rzeczami, których my nie jesteśmy w stanie, używając tak zwanego racjonalnego modelu, wyjaśnić w jakikolwiek sposób. Jedną z takich genialnych rzeczy jest owa kometa lub cokolwiek co jest. Wszyscy mówią Ison. To jest skrót od instytucji, w której ta kometa została zaobserwowana. Oryginalna nazwa to właściwie nie jest Ison, tylko oryginalna nazwa to jest C/2012 S1, bo to jest takie normalne oznaczenie, kawałek galaktyki, gdzie zostało zaobserwowane to wszystko i data obserwacji. Bo to było zaobserwowane rok temu dokładnie. A S1 to jest, zdaje się część galaktyki.
Tam są jakieś numeracje do tego. Oczywiście nazwa pochodzi od Ison, od International Scientific Optical Network, czyli międzynarodowy naukowy system optyczny, system obserwacyjny. Przepraszam, bo to jest optyczny. Właściwie można powiedzieć, że system obserwacyjny w sumie. Pojawił się znikąd właściwie. Kompletnie znikąd. Właściwie nikt nie wie. Nie było w ogóle takiego pomysłu. Gdyby ktoś powiedział dwa lata temu, że jest jakaś kometa albo coś, co leci w naszym kierunku, wszyscy by się puknęli w głowę. Właśnie.
A tu się okazuje nagle, że gdzieś z konstelacji Lwa, tego tajemniczego Lwa, tej postaci, która jest wszędzie na tych dziwnych, najbardziej starych kamieniach, nagle wylatuje coś z kosmosu. Coś, co leci w naszym kierunku. Miało się roztrzaskać o słońce. Mówiłem, że się nie roztrzaska i nie roztrzaskało się wcale o słońce. Bo też tak mi się wydaje, że to nie ma nic wspólnego z tym modelem, o którym my cały czas tak Przynajmniej kulturowo. Powierzamy swoje życie temu modelowi, atomistycznemu, atomowemu. A tu się okazuje, że to może być grawitacyjno-elektryczny system i że jakieś potężne moce kierują to. To tak jakbyśmy położyli kawałek metalowej kuleczki pomiędzy trzema lub czterema magnesami. Cztery magnesy są lepszym rozwiązaniem. Polecam wziąć cztery magnesy, które się odpychają od siebie.
Teraz połóż je nawet na blacie tak, żeby wszystkie się odpychały. One zawsze będą miały mniej więcej tą samą proporcję odległości od siebie i pośrodku połóżcie metalową kulkę, która będzie odpychana przez te magnesy i zobaczycie niesamowite zjawisko, że nie dotykając kulki, przemieszczając tylko magnesy, a właściwie nawet nie magnesy, bo to tylko kwestia, że my tam trzymamy tą całą plazmę, to całe pole. Po prostu przemieszczając pole elektro-grawitacyjne, przemieszczamy materię. To nie jest kwestia polegająca na tym, że musimy rozebrać tą materię na atomy, zrobić jakiś mechanizm, zębatki, z których jedna druga będzie tarła o siebie. Coś się przesunie w prawo, w lewo. Nie. Okazuje się, że energia, która jest potrzebna po to, żeby przesunąć przedmiot, jest kompletnie niewidzialna. I żeby było zabawniej, nie oddziałowuje w żaden sposób na materię, która nie zawiera tego metalowego pierwiastka. Jednego z tych, jak mówili starożytni, głównych elementów, który tworzy cały świat. Słuchajcie, mam tu telefon.
Halo, halo, witam serdecznie. Halo, halo?
[01:14:57] - Halo, halo, dobry wieczór.
[01:14:58] - Dobry wieczór.
[01:14:59] - Pozdrawiam cię kapitanie. Czy chciałbyś, żebym przedstawił tobie i słuchaczom moją interpretację mistycznych znaczeń komety ISON?
[01:15:11] - Śmiało, proszę bardzo.
[01:15:14] - Podsyłałem na czat kilka linków, które przygotowałem odnośnie tego naukowego skrótu, bo samo słowo ISON w ogóle ja traktuję-
[01:15:27] - To jest po prostu skrót. Wiem skąd to się wzięło, bo prawda jest taka, że nikt nie podejrzewał, że to w ogóle może wrócić do Ziemi. Bo nazwa jest C2012. To jest oficjalna nazwa. To wszystko.
[01:15:41] - Ja to też rozszyfrowałem. C pochodzi od Konrad 44. 2012 to jest rok zakończenia kalendarza Majów, czyli zakończenia poprzedniej minionej ery Jezusa, Boga chrześcijańskiego, a początek mojej ery, ery Konrada 44 i nowej rachuby czasu. Dlatego jest 12, bo to jest przełomowy rok. Rok zero w moim Aldatalu, czyli kalendarzu 44. S1. Ja się przedstawiam jako Zbawiciel po polsku, ale po angielsku Zbawiciel znaczy Savior the One. S1 The One Savior. A ISON po angielsku znaczy ja syn. Ja tego używam pisząc moje tweety na Twitterze.
[01:16:35] - To powinno być I am the Sun, a nie ISON, bo ISON to nie jest-
[01:16:41] - Ja syn, tak jak na przykład był taki film „Ja, Klaudiusz”, „I, Claudius”. To jest używane do oznajmienia czegoś. Ja na Twitterze piszę po angielsku, mogę nawet puścić na czat linki do mojego Twittera. I, Son of Man declare that ISON is the comet of my name, my sign i ten znak-
[01:17:07] - Ale wiesz, że samo is z angielskiego to w przetłumaczeniu na is on znaczy „to jest” po angielsku. Po angielsku to znaczy „to jest”. Is on, is on, the thing is on.
[01:17:23] - Jest włączony czy on działa, że ktoś jest podłączony do systemu, a nie poza nim.
[01:17:31] - Że jest w. Mnie podłączone, że jest w. Że jest w sprawie, że jest w klimacie, bo to jest slangowe określenie, że łapie sprawę, jestem z tobą.
[01:17:42] - Skąd się bierze to nakręcenie sprawy, że ja syn i tak dalej? Ponieważ w Biblii u Mateusza sam Jezus-
[01:17:53] - Tylko że wiesz, że tej Biblii Mateusza jest chyba z osiem wersji, z czego ta, o której ty mówisz, to jest tłumaczenie zrobione z zmiksowanych kawałków z trzech głównych wersji, bo każda wersja ma inny koniec, każda opowiada inną historię, w kilku nawet w ogóle nie ma Jezusa i tak dalej. Także to, że jakiś koleś, który chodził w sukience tysiąc lat temu sobie zapisał coś, nazwał to, że to jest Ewangelia według niego, to życzę mu smacznej kolacji, smacznego obiadu, ale głupot nie kupuję. Myślę, że szkoda naszej inteligencji na sadzenie już takich głupot i zastanawianie się nad takimi kretynizmami. Zostawmy tych debili z ich własnym wirtualnym światem, który nazywają Biblią. Niech sobie wierzą w to, co chcą wierzyć. Życzę im good luck. Jestem heretykiem. Nie kupuję tego kitu.
[01:18:47] - To sam Kościół katolicki-
[01:18:48] - Ale to jest robienie promocji gównojadom. Taka jest prawda. Dlaczego mamy przez całe życie być niewolnikami Kościoła katolickiego? Pierdolę Kościół katolicki. Nie obchodzi mnie on wcale. Dlaczego każda rzecz w moim życiu, każda sprawa ma być determinowana przez to, co powiedział koleś w czarnej sukience? Fuck off, man. Mam swoje własne życie i uważam, że ta teologia, którą ci kolesie mówią, jest tak posrana, że ja nie chcę być z nimi nawet na zdjęciu. Nie widzę logicznych powodów, dla którego ktokolwiek, jakakolwiek żyjąca, myśląca i czująca żywa istota na świecie miała się kiedykolwiek przejmować tym, że wyszedł jakiś jołop i położył jakąś książkę i powiedział: „Bo ona jest święta”. To weź ją zjedz i tyle.
Dla ciebie jest święta. Musisz szanować. Nie ma praktycznie. Słuchaj, po prostu dajmy model. Niech to będzie oparte na czymś, co jest dookoła nas. Jeżeli mamy wodę w szklance, to jest ona mokra i nie wycieka ze szklanki. To jest działający model. Mówmy o działających modelach, a nie powołujmy się na kretynizmy i bzdury wymyślane przez jołopów po to, żeby kontrolować dużą ilość populacji i kasować ją z kasy tak długo, jak się tylko da. Bazując na wzbudzaniu poczucia winy od małego dziecka, wmawiając ludziom, że są gówno warci, dlatego muszą przez cały czas zapieprzać, modlić się do jakiegoś demona, bo i tak życia nie będą mieli żadnego. Wszyscy sczezną, dopiero po śmierci będą mieli niebo.
What the fuck?
[01:20:24] - Czy chciałbyś zmienić tą sytuację?
[01:20:26] - Nie chcę tego zmieniać. Ja nawet nie chcę tego gówna dotykać. To jest gówno, które śmierdzi od tysiąca lat i nie chcę nawet go w ogóle dotykać. Nie chcę w ogóle mieć nic wspólnego z tą tanią propagandą dla jołopów, bo to jest tania, tandetna propaganda. Nie chcę mieć nic z tym wspólnego. Proszę mi dać konkretny model działającego świata, a nie opierać się na propagandowych agitkach.
[01:20:49] - Ja tylko tyle powiem jeszcze, że Ison jak leciał, nalatywał na Słońce, miał kolor zielony. Zdjęcia są dostępne w internecie, bardzo ładne. A zielony to także mój kolor ulubiony i go używam też w mojej symbolice. Nawet widać na moim blogu dużo zielonego, także to też jest jakaś symbolika w kolorze.
[01:21:09] - To jest częstotliwość. To jest spektrum światła widzialnego. To jest bardzo intrygująca sprawa, bo to właściwie jest potwierdzeniem tego modelu, który jest elektromagnetyczny. Czyli jeżeli masz formę energii, która przelatuje przez inaczej mniej lub więcej zjonizowaną warstwę czegoś w kosmosie, to musi zmienić kolor. To jest troszeczkę inny gaz. To jest jak jarzeniówka. Wiesz, o co chodzi?
[01:21:34] - Od temperatury zależy, od pierwiastków.
[01:21:37] - Nie od temperatury. To jest jak jarzeniówka. Masz katodę i anodę, masz normalnie prąd elektryczny. Zawsze masz tą samą wartość prądu elektrycznego w środku tej niesamowitej, dziwnej substancji i masz gaz. Na przykład są gazy i metale, które w środku lampy powodują, że lampy świecą pasmami, które są niewidoczne praktycznie dla nas. Były takie lampy używane jeszcze w metrze londyńskim na podstacjach, gdzie prasowano napięcie do niskich wartości, żeby było światełko w metrze pod ziemią i żeby nie było szumu, żeby nie było żadnych problemów. Tam jest, zdaje się, zapomniałem, merkury w środku w tych lampach. To są lampy z merkury i sam merkury powoduje to, że w środku powstaje plazma o ultrafioletowym kolorze. Jak włożysz inny gaz do tej rurki, to świeci na inny kolor. Teraz jeżeli kometa czy cokolwiek to jest ładunek energii, który leci przez kosmos, zaczyna zmieniać kolory.
Jeżeli spojrzysz na ekliptykę, która była na górze, to można powiedzieć, że widocznie potencjał grawitacyjny pola w miejscu, przez które przelatywała wcześniej, jest inny niż potencjał pola, w którym jest teraz. Stąd się bierze różnica koloru. To jest inny kąt padania fotonów na twoją siatkówkę, w ogóle na wszystko dookoła. To jest inny kąt fotonu. Na przykład kiedy foton pada równo na twoje oko, na twoją siatkówkę, to jest 90 stopni. To jest dokładnie kolor zielony. Rozumiesz? Kiedy zmienisz ten kąt, stąd się bierze cała barwa kolorów. Zwiększanie spektrum kolorów polega na tym, jakbyś otwierał kąt, jakbyś miał zamknięte dłonie i tak otwierał. I nagle się robi bardziej kolorowo, rozszerzasz skalę trochę jak pryzmat.
Tak to działa.
[01:23:24] - Załamanie światła.
[01:23:25] - Dokładnie o to chodzi. Tak jak załamanie pola magnetycznego. Jak weźmiesz trzy magnesy, przyciągasz, to jest taki moment, że one nagle wskakują na siebie wszystkie i się łączą. To jest dokładnie ten sam moment.
[01:23:40] - Jeszcze chciałem nawiązać do tego, co powiedziałeś przed jakimś czasem o jakimś mistycznym znaczeniu krzyża. Cztery, że cztery to jest taki krzyż, który symbolizuje przemiany czy przeciwieństwa w świecie.
[01:23:54] - Naturę energii świata, naturę energii i jej przepływu.
[01:23:58] - W tym moim imieniu, 44, te dwie czwórki także odnoszą się do krzyża, który symbolizuje mistycznie przemiany i przeciwieństwa w świecie. Dziwne, że ty to powiedziałeś, kompletnie nie uzgadniając ze mną, więc ciekawe jakie twoje źródła.
[01:24:15] - Nikt nie uzgadniał tego z Indianami Colby ani z nikim innym. Krzyż jest jednym z najstarszych symboli graficznych znajdowanych na tej planecie. Krzyż i takie bardzo specyficzne-
[01:24:27] - Równoramienny, a nie ten krzyż z wydłużonym jednym.
[01:24:30] - Równoramienny, dosłownie normalny krzyż i coś, co można nazwać okręgami rysowanymi, jakbyś rysował troszkę pole grawitacyjne, jedno kółko w środku, drugie na zewnątrz, kolejne tak dookoła, takie rozchodzące się fale. To są najstarsze przedstawienia graficzne, które my podejrzewamy o to, że są najstarsze, postawione przez najstarszych przodków.
[01:24:49] - Zgadzam się z tym.
[01:24:50] - I wygląda troszkę, jakby wszyscy rozmawiali dokładnie o magnesach i o kawałku prądu elektrycznego w kosmosie. Słuchaj, czy masz swoją hipotezę na temat, co się stanie, kiedy kometa przeleci najbliżej Ziemi? Bo myślę, że to jest najbardziej intrygujące i najbardziej pasjonujące w tym wszystkim.
[01:25:05] - Ja się doszukuję symboliki związanej z moją osobą i z tego, co zauważyłem, to przeleciały resztki tej komety na drugą stronę Słońca i lecą w kierunku Ziemi rozpędzone. I ktoś powiedział, że mają, nie pamiętam, ponad Ziemią u góry przelecieć w odległości około 40 chyba milionów kilometrów czy 44 milionów kilometrów nie pamiętam, ale znowu się pojawia ta liczba 40. Także ja będę uparcie twierdził, że jest to symbol, tak jak nazwa mówi, symbol nadejścia-
[01:25:43] - Ty musisz uważać, bo wiesz, że pewne liczby, pewne ciągi liczbowe strasznie łatwo, to chyba wszyscy wiedzą, że strasznie łatwo się naciąga do pewnych zbieżności. Bardzo łatwo jest mówić, a to są takie liczby, tak jak-
[01:25:55] - To służy symbolice. To nie musi być czysta prawda, tylko to musi być symbol. Ponoć gołębie na przykład potrafią się zadziobać na śmierć, ale mimo to są symbolem pokoju, symbolizują czystość i pokój. Więc to chodzi o symbolikę pewnych spraw, a nie to, co faktycznie ta kometa. Ale szczerze ci powiem, że zacząłem się niepokoić, bo są takie przewidywania, że ta kometa przelatując blisko Ziemi Może te resztki jakoś zahaczyć o-
[01:26:32] - Jeżeli zmienia kolory, to ja bym się nie bał
[01:26:34] - ... magnetosferę czy jakieś tego typu-
[01:26:36] - Ale to się odpycha, ona się-
[01:26:38] - Ziemi. I działać na Ziemię. Zakłócić na przykład działania systemów energetycznych czy komputerowych na Ziemi. I niektórzy twierdzą, że władze niektórych państw już przewidują komplikacje, robią jakieś tam ćwiczenia na wypadek jakiegoś kataklizmu związanego z przelotem. Został nam jeszcze może miesiąc, aby się o tym przekonać. Tak samo na przykład kolejna symbolika. Widziałem takie symulacje, które mówiły, że najbliżej Ziemi kometa będzie jak Gwiazda Betlejemska w okolicach 26 grudnia. A ja sprawdziłem, że nie, że kilka dni później w okolicach moich urodzin, kiedy ja-
[01:27:20] - Wiesz co, trzeba sprawdzić ustawienie grawitacyjne Ziemi, bo ja tak nie do końca wierzę w te podawane oficjalnie dane. To jest dokładnie tak jak-
[01:27:31] - To są symulacje
[01:27:32] - Trzeba po prostu spojrzeć w niebo. I właściwie, jeżeli chcesz zbudować sobie działający model. Ja miałem dokładnie w tamtym roku taką historię właśnie z tym 2012, bo wszyscy mówili: „22, 22”. Ale nie, właśnie 25, 24. Przełom dokładnie. Wszystkie planety stały w jednym szeregu. To było dwa dni później, po tym, jak wszyscy. Bo to chodzi o to, żeby spojrzeć po prostu w niebo dokładnie, a nie w gazetę. Po prostu dokładnie. W niebo, a nie po prostu w gazetę.
Dobrze mówię.
[01:28:01] - Ja opracowywałem ten mój Aldatal, kalendarz 44, Aldatal 44 i myślałem, że tak jak to mówią ci astrolodzy, wszystko działa na zasadzie mechanizmu, że wszystko się da przewidzieć, obliczyć. A potem im bardziej się zagłębiałem w te sprawy kalendarza i obliczania czasu, to tym bardziej zauważałem, że tam się nic nie da przewidzieć. Jest tyle parametrów, że naprawdę komputery mogą to przewidzieć, ale nigdy do końca. Zawsze się nagle pojawi jakiś obiekt kosmiczny, który wpływa na grawitację, który pociąga w prawo, w lewo i już wszystkie kalkulacje do tej pory się rozlatują.
[01:28:39] - Jest coś takiego, o czym ciągle mówię, ponieważ model, który jest używany do kalkulacji tych wszystkich rzeczy jest po prostu od dupy strony. Natomiast Tesla nie miał tego problemu. Człowiek Edleski nie miał tego problemu. Wielu innych, jak Kepler też nie miało, chociaż Kepler nigdy się nie przyznał skąd on to wie. Wielu innych też nie miało tego problemu, a było bardzo wielu ludzi, którzy mówili bardzo, że tak powiem, trafnie. Ich model grawitacyjny się absolutnie sprawdza. Nie został oficjalnie przez naukę potwierdzony do dzisiaj. Taka jest prawda. Do dzisiaj nauka twierdzi, że właśnie jesteśmy takim grawitacyjnym modelem, a nie elektromagnetycznym. A to jest duża różnica.
Ja jestem zwolennikiem właśnie elektrograwitacyjnego. Elektromagnetyczny. Ja ciągle zostało w głowie. I to jest zupełnie inny model. I w tym modelu wszystko działa tak, jak powinno być. Tak dokładnie jest. Powinno zmienić kolory, bo zmienia pole, powinno wyskoczyć spoza słońca, bo powinno flip magnetyczny wyrzucić i wyrzuciło, wyskoczyło, zmieniło kolor. Dlatego ta łuna dookoła jest zupełnie inna, bo jak widzisz tą łunę dookoła ISON, to właściwie widzisz pole magnetyczne słońca, tudzież pole, które się znajduje dookoła słońca. Bo to nie jest dokładnie pole słońca, tylko to jest pole, które jest dookoła czegoś, co my nazywamy słońcem. Tak bym to powiedział.
[01:29:58] - Jest imponujące, muszę przyznać.
[01:30:00] - To nie znaczy wcale, że coś ma się przyciągnąć i w ogóle zniszczyć. To jest jakiś taki bardzo dziwny sposób myślenia. To w ogóle jak przyleciało do tej pory, nie przyciągnęła żadnej planety i nie porozbijała, to nie zbije nic więcej. Także intrygujące jest to, jak to zadziała na nas, bo to jest kwestia zmiany kolorów. Po prostu świadczy o tym, że jest to jakiś pulsar grawitacyjny, troszeczkę taki sam w sobie.
[01:30:25] - Ja nie wiem, jak bardzo widoczna będzie ta kometa za dnia.
[01:30:31] - Drugie słońce ponoć, tak mówią legendy. Legendy mówią o drugim słońcu, że przyjdzie czas drugiego słońca.
[01:30:35] - Niemniej jednak wiem, bo śledzę sytuację w USA. Tam jest wiele tych kościołów, jak to się mówi preachers, kaznodziei internetowych.
[01:30:44] - Ale to są wariaci.
[01:30:45] - Właśnie. Bardzo się podniecają. I oni mówią tak: „Oh, son of God, son of man is coming”. A tam na czatach mu mówią: „Amen, amen, pastorze, amen”.
[01:30:58] - Ale to wiesz, to jest bilans Babilonu.
[01:31:01] - Ludzie nakręcają na to. Zobaczymy, jak będzie.
[01:31:05] - Ale to nakręcanie takie wiesz, to jest klasyczne, tak jak z tymi numerami. Bardzo łatwo jest mówić, że coś pasuje do numerów, ale prawda jest taka, że te numery, o których mówimy, są bardzo specyficzne i tam nie ma marginesu tak zwanego błędu w tych numerach. Szczególnie jeżeli chodzi o złoty podział. Zawsze jest dokładnie precyzyjny i to jest coś. I ja cię tu uprzedzam i każdego polecam sprawdzać zawsze, zanim powiecie sprawdźcie czasami, bo jest tak dużo po prostu urban legend na temat tych wszystkich proporcji i tak dalej. Sprawdźcie dokładnie numery, bo to wcale nie do końca jest tak, jak się wydaje. Także jak nie masz równych 44, tylko masz jakieś coś cztery coś tam, to nie rób z tego 44. To są wszystkie tego typu historie. A inna sprawa, że takie elementarne podziały są po prostu elementarne, że jest taki moment, w którym każdy z nas zaczyna być troszeczkę bardziej wrażliwy na te podziały. I jeżeli robisz się troszkę bardziej wrażliwy, to zobaczysz życie każdego z nas.
Nie tylko twoje. Wszystkie urodziny, wszystkie punkty przejścia u każdego z nas są podzielne przez dosyć specyficzne liczby. Jest coś takiego. Słuchaj, jest to w kabale. Ta informacja z Egiptu została. Ona jest przekazywana i tam próbują wykorzystywać na swoje różne metody. Tam wiesz, w tarocie ta informacja została po heretykach w Europie. Ona została w buddyzmie, została w wielu miejscach w Ameryce Południowej.
[01:32:28] - Ja muszę ci powiedzieć, że kiedyś jeszcze koło kiedy- Do tych moich teorii nie doszedłem, ale było parę takich zdarzeń, które mnie pchnęły ku moim religijnym, filozoficznym teoriom. Jedną z nich było takie. To był początek internetu, komputerów. Pojawiły się aplikacje komputerowe. Jedną z nich z ciekawości sprawdziłem. To był tarot. I muszę ci powiedzieć, jak zacząłem go używać na komputerze, to aż mnie zaskoczyło, jak sprawdzają się te stawiania, komputerowe odczyty z postawienia kart tarota na komputerze. Także coś w tym intrygującego jest. Gdyby w tym nie było żadnych odniesień do rzeczywistości, to ludzie by to dawno porzucili. A to trwa już wiele wieków.
[01:33:19] - To jest po prostu system matematyczny. Nam się troszkę opowiada, że jest to kabała, tarot, magia i magicy, i szarlatanie. To jest bullshit, bo to jest propaganda robiona przez Watykan przez 800 lat. Jest to twarda matematyka arabska, w której są zanotowane ciągi precesyjne planety Ziemia. I dokładnie o to chodzi, bo ciąg precesyjny jest takim klasycznym. Właściwie można porównać to do wzorca metra spod Paryża. Dokładnie. Do naszej planety. To jest pierwsza elementarna rzecz, według której mierzymy wartość kątową obrotu Ziemi dookoła własnej osi i wszystkie sprawy dookoła. Jeżeli chcesz zbudować piramidę taką samą jak kolesie w Gizie i obliczyć wszystkie te proporcje, musisz znać kąt precesyjny Ziemi, czyli generalnie 72.
To jest troszkę tak, jakbyś miał takiego matematyka sprzed paru tysięcy lat i on się ma tak: ludzie zgłupieją, zaczną wierzyć w Harry’ego Pottera, w cuda wianki, zaczną wymyślać gęstości na nowo i wierzyć w Biblię i wszystkie tego typu bzdury. Może być tak, że prawdziwa nauka może skończyć na stosach. Trzeba ją zakodować w czymś, co pozwoli jej przetrwać ciężkie czasy. I ta nauka została zakodowana i przetrwała do dzisiejszych czasów. Resztki tego wszystkiego, co się udało osadzić, te ciągi matematyczne, sekwencje, od których można wyliczać trajektorię lotu planet i koniunkcje na niebie i tak dalej, wszystkie te rzeczy. To wszystko jest dokładnie tam. Jest to bardzo stara wiedza, która w ogóle nie pochodzi z tego tysiąclecia ani sprzed dwóch tysięcy, często pochodzi sprzed paruset, podejrzewam, tysięcy lat może. Może nie paruset tysięcy, a na pewno sprzed więcej niż pięciu tysięcy lat.
[01:35:05] - Zabawne jest to, że w twoich ustach ty wypowiedziałeś takie zdanie: „Jeżeli chcesz zbudować piramidę”. Pamiętasz? Ja właśnie chcę zbudować piramidę. Może nie ja, ale chcę, żeby nasi ludzie, wyznawcy mojej religii zbudowali wielką piramidę Konrada.
[01:35:23] - Jestem Bogiem. Czytam w myślach. Wiesz, jak to jest.
[01:35:25] - Jako symbol nowej religii, że te stare religie odchodzą w przeszłość. Mamy własną piramidę, jak to mawiano, na miarę naszych możliwości.
[01:35:36] - To jest technologia. Nie wiem, jakie jest twoje podejście, ale moje podejście jest takie, że to jest po prostu urządzenie technologiczne. Jeżeli przyjrzysz się, jak są zbudowane proporcje i zobaczysz, jak wyglądają proporcje w maszynach Tesli, chodzi o proporcje rozładowywania się potencjału elektrycznego, zwykłego. Na przykład jak masz dużą cewkę i przeskakuje ten promyk i tam sobie mierzysz proporcje tego wszystkiego. Jak to wszystko pomierzysz, nagle historia, dlaczego komora jest tak skonstruowana, a inaczej. Dlaczego są te komory przełożone granitowymi płytami w środku piramidy i tam tak dziwnie jest to wszystko jedno na drugim, jak kanapka złożone. Nagle się okazuje, że to jest bardzo poważna technologia. To jakbym budował akumulator i nawet jakbym chciał używać magnetycznego rezonansu, to powiem ci szczerze, że polecam każdemu. Jeżeli się interesujesz tematem free energy, to rzućcie okiem na strukturę piramidy i porównajcie ją z pomysłami Kelly’ego, z pomysłami Keshe i Tesli. Naprawdę są bardzo podobne sprawy.
Wygląda na to, że to było urządzenie coś w rodzaju reaktora, można powiedzieć. Taka teoria bardzo dziwna, bo to jest coś, co jest związane generalnie ze sposobem naszego myślenia. Nie chcę się rozpływać, bo to już właściwie koniec hiperprzestrzeni powoli. Także ja to zostawię na innym odcinku.
[01:37:00] - Wiem tylko, że oprócz piękna kształtu piramidy samego w sobie domyślają się niektórzy jego korzystnych działań energetycznych, promieniowania kształtu i tak dalej. Na tym się dokładnie nie znam. Wiem tylko, że na przykład pod Poznaniem sobie ktoś wybudował w swoim ogrodzie piramidę i tam udaje się na odpoczynek, a ktoś wybudował chyba nawet restaurację w kształcie piramidy w drodze z Poznania na Berlin. Też takie zdjęcie widziałem. Także w Polsce ta idea piramidy nie jest zupełnie obca ludziom.
[01:37:36] - Nie jest. Tylko że nie korzystamy. Nie wiem, na ile wiemy, co piramida do końca robi, dlaczego ten kształt i tak dalej. Normalnie piramidy w Gizie nie są piramidami. Przede wszystkim piramida w Gizie nie jest de facto stricte piramidą. Jest ośmiokątną bryłą. Nie jest czterokątną. Jest ośmiokątną bryłą, o czym chyba większość ludzi wie. I reprezentuje coś, co starożytni nazwali regułą. Jest to zasada reguły, dom reguły.
Nie wiem, potencjału kosmosu całego. Nie wiem. Dużo spekulacji na ten temat. Tu już w ogóle się robi bardzo technologicznie. Także nie chcę rozkręcać tego tematu, bo jest jak rzeka.
[01:38:19] - Było bardzo ciekawie.
[01:38:20] - Dziękuję bardzo.
[01:38:21] - I pozdrawiam.
[01:38:22] - Przepraszam za skrzyczenie z tą propagandą, ale proszę mnie oszczędzać.
[01:38:26] - To jest moja metoda na zmianę na lepsze. Ty widzisz to inaczej.
[01:38:30] - Absolutnie inaczej. Także przepraszam za moje krzyki na ten temat. Jestem tu radykalnym heretykiem, gnostykiem pod tym względem.
[01:38:38] - Ja jestem heretykiem pozytywistą. Zamienić jedno, co jest gorsze na coś, co jest według mnie lepsze.
[01:38:47] - Dobra, zobaczymy, co z tego SIOP-u wychodzi.
[01:38:50] - Bądź zdrów. Czekamy na ISON-a, żeby przyleciał.
[01:38:53] - Otóż to, proszę pana. Dziękuję bardzo za telefon. To był Konrad. I tak oto hiperprzestrzeń w tej miłej rozmowie pełnej emocji. Bardzo dobrze, niech będą, to żywe radio jest prawdziwe. Taki mamy pomysł na świat. Tak wyglądają wszystkie te eksperymenty dookoła. Tyle mniej więcej się dowiedzieliśmy z eksperymentów, które miały teoretycznie nas pozostawić w takim rozkroku, że nie wiadomo, w którą stronę, co i jak. Okazuje się, że są eksperymenty, coś dosyć konkretnego, że jest konkretna matematyka, konkretny model za tym wszystkim, że to nie jest do końca tak, że to wszystko jest bardzo abstrakcyjne, kosmiczne, eteryczne. Jasne, to jest eteryczne.
Nie da się tego dotknąć, nie da się tego zmierzyć, ale cały czas obserwujemy, jak te eteryczne siły odciskają się na rzeczywistości w każdym najdrobniejszym detalu, szczególe naszego życia. Cokolwiek robimy, na każdym eksperymencie naukowym, w każdym równaniu matematycznym. Praktycznie cały świat dookoła nas jest prawdopodobnie odbiciem tej niewidocznej fali, o której informacje próbowali nam przekazać starożytni. Nie wiem, czy to fala. Co to jest? Pole plazmy. Ja bym to nazwał pole plazmy. To jesteśmy my. Mam tutaj swoją teorię, ale ją zostawię na inną „Hiperprzestrzeń”. Nie będę się rozpędzał z tym wszystkim, bo to będzie dobra historia, żeby pogadać o tym z, mam nadzieję, że zadzwoni gość Kuba Babicki i to będzie doskonała postać, żeby z nim o tym pogadać troszeczkę.
O tych polach morfogenetycznych, o polu dookoła nas. Być może to jest odpowiedź na tę zagadkę, że nie jest to nic bardzo kosmicznego, że ludzie opowiadają niesamowite bajki, hocki, klocki. To jest wszystko takie, że tak powiem, z angielskiego ground to earth, czyli blisko ziemi, bardzo takie jak bigos prawie, jak łyżka zupy. Taka sprawa. Na co dzień, bym powiedział. Dobra, kończę „Hiperprzestrzeń”. Dziękuję wam wszystkim serdecznie za słuchanie tej jakże ekstatycznej „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam na kolejny odcinek „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanym w Radiu Paranormalium. Peace and love. Odwiedzajcie nas na naszym profilu facebookowym Radio Na Fali.
Tak się nazywamy na Facebooku. radionafali.com taki jest nasz adres na Skypie. Radionafali.com taki jest adres naszej strony internetowej. Tak że wpadajcie, ściągajcie, słuchajcie i szerzcie tę herezję, gdzie tylko się da. Niech zaraza się roznosi. I to była właśnie „Hiperprzestrzeń”.