[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OBLT i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała. Witam serdecznie słuchaczy. Pozdrawiam was jak zwykle. Dzisiejsza audycja jest audycją szczególną. Jest audycją, w której po-postaram się podsumować nasze wysiłki. Te sześćdziesiąt dziewięć audycji, które już puściliśmy w radiu. Prezentując państwu tyle osób, miałem jeden cel. Chciałem przedstawić wam różnorodność opinii, wniosków, spostrzeżeń, na jakie możecie trafić w internecie, bo mamy do czynienia z różnymi wersjami, jak gdyby opisami tej rzeczywistości fizycznej. Pojawiają się głosy, iż za każdą rogiem grożą nam demony.
Jest niebezpiecznie, a świat duchowy jest przestrzenią, w którą w ogóle nie powinniśmy ręki wkładać. Czy aby tak jest na pewno? Właśnie w tym momencie podejmę jak gdyby ten wątek, starając się rozwiać te obawy i wyjaśnić, gdzie skrywa się w zasadzie niebezpieczeństwo i gdzie wkrada się błąd w tego rodzaju wnioskach. Zwróciliście uwagę, że wiele osób biorących udział w audycjach przepełniona była jak gdyby takim namaszczeniem, przekonaniem, iż ich spostrzeżenia są rzeczywiste, są wartościowe. Chcieli się nimi podzielić, będąc wręcz pewnym, że niosą jak gdyby coś nowego. Niosą jak gdyby wyjaśnienie tych duchowych zjawisk, nad którymi się wszyscy zastanawiamy już od tysięcy lat. Mam na myśli całą ludzkość, bo nie wiem, czy ktoś z nas przez ostatnie tysiące lat kiedyś żył, istniał. Prawdopodobnie tak, ale nie mamy na to dowodu i w związku z tym pozostawiamy tą kwestię otwartą. Jedną z pierwszych audycji była audycja poświęcona cieniom szamańskim. Był to program, w którym starałem się coś opowiedzieć.
Niestety wtedy miałem jeszcze pietra. Jonkałem się, pełen obaw, czy serdecznie przyjmiecie moje wypociny, moje wypowiedzi. Zresztą tak jak większość autorów tych audycji po prostu byłem spanikowany. Miałem tremę i ciężko było mi cokolwiek powiedzieć, gdyż zastanawiając się nad kolejną wypowiedzią traciłem wątek, zapominałem treść swoich myśli. No jednym słowem ciężko było. Tak jak, jak ta trema, gdy ktoś staje naprzeciwko publiczności i opowiada o dziwnych rzeczach, nie będąc pewnym przyjęcia. Żeby nie rozbić tego wątku na fragmenty, nad którymi stracę kontrolę, wrócę do jednej z ciekawszych przygód, która mi się zdarzyła na początku, gdy poznałem Bruce'a Moena. A więc zaczynam coś sprzed iluś laty, gdy wybrałem się pełen nadziei na kurs Bruce'a. Spotkałem się z tym panem we Wrocławiu i zaczęło się otwieranie moich oczu. OBL zdarza mi się od wielu lat spontanicznie.
Pełny byłem obaw, bo w zasadzie działo się to wbrew mojej woli. Nie miałem nad tym kontroli, a przejęty paniką porostowywałem co rusz i wpadałem w strachy, jakieś obawy, bo rozrywało mnie na kawałki. Postrzegałem sytuacje, które nie miały miejsca, nie mogąc jak gdyby wyjaśnić ich. Interpretowałem to dosyć nieszczęśliwie. Widząc na przykład te ciała niefizyczne w kimś, zastanawiałem się, czym to może być, czy jest to już ten diabeł, o którym wszyscy opowiadają, oglądając horrory. Byłem czasami przekonany, no miałem takie fazy też. Muszę się przyznać, że też mi nieźle klepki odbiły, bo rejestrując ekspansję ciał niefizycznych w momencie, gdy ktoś się zastanawia czy przysypia, zauważyłem, że ucieka coś z ludzi i ci ludzie wpadają w jakiś rodzaj szczególnego zapienia się, tak jakby im energia ta psychiczna uciekała, tak jakby ten cień wybiegający z nich, który ma nazywać się znowuż ciało astralne, zabierało im coś. No wiadomo, że w takiej sytuacji najprostszym spostrzeżeniem jest, że mam do czynienia z jakimś kosmicznym agresorem, który po prostu szwęda się gdzieś po świecie i obrabia nas, zabiera nam to, co jest nasze. No i to było ciekawe, bo długo to trwało, zanim się połapałem, że nie są to demony. Nie są to ufa ani monstra kosmiczne, które tylko czyhają, żeby się karmić naszą energią, ale że to właśnie jesteśmy my.
I to, drodzy państwo, nie żartuję. Mówię poważnie. Źródłem przede wszystkim wszelkich fobii jesteśmy my, a zwłaszcza nasze części, które się rozdzielają. Następuje coś takiego jak neuroprzesunięcie Darka Schugiera albo Wypieranka ciałek, których ja jestem autorem. Jak się kończy takie coś? Otóż od tysięcy lat obserwujemy, iż nasze ludzkość obserwuje, żyjąc sobie, robiąc sobie coś, iż nie zawsze jest taka, jaką by siebie chciała mieć. To znaczy się od dawien dawna ludzie, nie wiedząc właściwie, po co na świat przyszli, dlaczego to w ogóle życie się dzieje, że wstają co dzień, idą spać i tak przez ileś lat, aż umrą. Nadal sobie nie zdają sprawy, czemu to ma służyć. Obserwując swoją rzeczywistość zauważyli, że dziwne rzeczy się dzieją. Pojawiają się jakieś opętania, ludzie mówią nie swoimi głosami.
Dochodzi do jakichś dziwnych dysferencji. Jakieś rzeczywistości się zlewają z tą naszą. Rejestrują obrazy, które nie mają miejsca. Rejestrują postaci, osoby, które w ogóle już nie żyją, których nie powinno się postrzegać. Na podstawie tych wszystkich dziwnych obserwacji wywnioskowano, że gdzieś jest daleko jakiś świat, w którym te wszystkie osoby po śmierci muszą się zbierać. Część spostrzeżeń oczywiście była udramatyzowana, ponieważZauważono, iż te byty nie są zawsze przyjazne albo powodują po prostu więcej kłopotów niż pożytku. W związku z tym przyznano im, przypisano im całkiem negatywne jakieś znaczenie, używając do tego przedziwnych nazw, budując przeróżne systemy. Ludzie pragną od dawna zrozumieć, co się dzieje. Dlaczego te kontakty są takie utrudnione? Dlaczego nie można zrozumieć tego wszystkiego?
To wszystko jest to, co jakoś otoczone taką dziwną, tajemniczą mgiełką. Nie można po prostu się przedrzeć w to. Nie wiadomo, czy te duchy są złe, są dobre, są demony, są diabły. Czy po śmierci zmartwychwstaniemy dzięki ofiarze Jezusa? Czy będziemy gdzieś tkwić, czy ewentualnie zaśniemy i nie będziemy w ogóle istnieć? Czy w ogóle znikniemy z powierzchni ziemi i nie pozostanie po nas żaden ślad? Tego rodzaju rozważania chyba towarzyszą każdemu z nas. Każdy kładąc się do łóżka, zastanawia się, czy będzie istnieć, czy nie. A żeby trochę rozświetlić tę niepewność, opowiem wam moje przygody. Jak to się działo, że w ogóle te duchy zacząłem słyszeć i czym jest to słyszenie duchów?
Wspominałem o tych naszych częściach, które w dziwnych okolicznościach latują z nas, zostając na zewnątrz nas, ingerują w różne sytuacje, różne zdarzenia naszych bliskich lub znajomych, powodując albo zaburzenia, albo niosą pomoc. Złe albo dobre. W czasie warsztatów Bruce'a w Rzeszowie usiadłem pośród grupy osób pełen napięcia, co się będzie dziać. Bruce oczywiście opowiadał nam o tym, jak to działa. Przedstawił nam całkiem rozsądnie i rzeczowo swoją interpretację tych zjawisk, wspierając się wnioskami i doświadczeniami całego Instytutu Roberta Monroe. Rzecz wydawała mi się bardzo ciekawa, ponieważ zaproponowano nową strukturę tych światów niefizycznych, określając ją focusami, co oznaczało jak gdyby przestrzenie stanów świadomości, a jednocześnie strukturalizowało te niefizyczne światy, jak gdyby sugerując pewne podziały. Rzecz była oczywiście ciekawa już przy pierwszych tych eksploracjach mentalnych, które polegają na tym, że się siada gdzieś i wyobraża sobie albo leci jak gdyby tymi częściami siebie w różne przestrzenie, we wspomnienia, w różne zdarzenia, które obciążają nas. Zaskoczony byłem tym, że z taką łatwością cała grupa osiąga te eksploracje mentalne. Okazało się to bardzo łatwe i przy odpowiednim zaangażowaniu, zwróceniu uwagi w ogóle na ten wewnętrzny świat można eksplorować własną pamięć, widząc wręcz wspomnienie jako rzeczywiste. I tu oczywiście ciekawa rzecz, ponieważ gdy dopuścimy w umyśle do tego, iż te wyobrażane przestrzenie, wyobrażone miejsca, wspomnienia mają rzeczywiste miejsce w tych światach duchowych, zaczyna się cała zabawa.
Ponieważ zaczynamy zwracać uwagę na niuanse i na delikatności, które się rozgrywają w czasie tych mentalnych eksploracji. Siedząc w grupie zamknąłem oczy, no i poprosiłem się: „Hej tam, jest tam kto? Może mnie też, też bym chciał zobaczyć, czy to prawda. Czy są te duchy i czy przy śnięciu w ogóle jest możliwe cokolwiek, żeby penetrować te niefizyczne światy, spotykać duchy i w ogóle pomagać im w odzyskiwaniu”. No i historia się zaczęła. Siedzę, siedzę. Zaczyna mnie trochę łamać w głowie, taki ciężar nieogarnienia. Wydaję intencję: „Chcę zobaczyć”. A więc to wyrażenie jest bardzo ważne. Trzeba powiedzieć „ja chcę”, bo jak się nie chce, to, no to się nie chce.
A więc żadnych słowami nie wypowiadałem, ale wyraziłem takie pragnienie, intensywne pragnienie pomożenia komuś. No i nagle, ot dziwo, znajduję się w takim stojaku rzeźbiarskim z dzieciństwa, a z liceum plastycznego i robię rzeźbę. Przypominało to coś dziwnego. Coś było o kształcie szczytu katedry gotyckiej, ale przypominało to fragment jak gdyby jednocześnie organów w jakimś kościele. No i tu, wykazując niesamowitą odwagę, zorganizowałem się lepiej, znaczy się odczułem swoje ciało. Ustosunkowałem się do tej rzeźby na tym stojaku, określając odległość między nami gdzieś tak o długości pięćdziesięciu centymetrów. Dałem muła. Skoczyłem po prostu. Dziwne było to, że wyraziłem taką intencję, ponieważ to wszystko działo się w takiej jak gdyby mgwie i ta moja odwaga po jakimś czasie wydała mi się wręcz zadziwiająca. Jak gdyby dając nura w te fragmenty organów czy ten szczyt tej katedry, wylądowałem w wielkim pomieszczeniu.
Już nie wiem, czy opowiadałem to, ale zwrócę uwagę jeszcze na drobiazgi. W ściennym pomieszczeniu chyba jest, że jakaś część mnie czująca była na tyle rozbudzona, że towarzyszyła mi wola, więc mogłem w lewo w prawo kręcić tym swoim ciałem takim delikatnym. I znalazłem pewną dziewczynę. Ciekawe było, że akcja, która się rozegrała później, zasugerowała mi całą jej historię. Otóż moja dziewczyna popełniła samobójstwo i obciążając tam swojego chłopaka, wyskoczyła na mnie z wani. Dobrze się skończyło. Po powrocie rozmawiałem z rodzicami. Okazało się, że rzeczywiście to miało zdarzenie, to miało miejsce, co uczyniło mnie czujnym na tego rodzaju wyprawy i zdałem sobie sprawę, że to nie są żarty. Jest gdzieś jakiś obszar w umyśle, który dostarcza nam informacji, w którym możemy jak gdyby świadomie uczestniczyć. Możemy się przemieszczać w tych wspomnieniach i nawet jak gdyby rozmawiać z osobami, które, które jak gdyby ugrzęzły w tych miejscach tej przeszłości.
No i to właśnie jest już rozmowa z duchem.To nie są żadne majaki, a raczej to są majaki, tyle że majaki z duchami, w których właśnie oni nam towarzyszą. To jeszcze nie było tak źle. Oczywiście byłem zafascynowany zjawiskiem. Jak to jest w ogóle możliwe, że to się tak da? No i zaczęło się. Przy kolejnych jak gdyby eksploracjach z różnymi grupami zauważyłem, że wychodzi coś takiego jak interpretacja rejestrowanych zjawisk. Miałem jedno tak przedziwne odzyskiwanie jakoś, że zszokowany byłem tą fantazją, którą ja włożyłem w tą akcję. Otóż było naładowane tyle tych symboli w tym momencie, iż czytelność zatraciłem całej przygody i trwało to pół roku, zanim zorientowałem się w ogóle, o co chodziło. Szukając po prostu w pamięci fragmentów jakichś, które pojawiły się w tej akcji sennej. No i wtedy trafiłem na interpretatora zjawisk.
A więc miałem do czynienia z bezpośrednim odczytem, z błyskawicznym i czytelnym. Ewentualnie rozbudzałem w zdarzeniach fantazję i tak potrafiłem zagmatwać całą tą historię, że w ogóle trwać mogło to latami, zanim bym znalazł właściwe rozwiązanie tej dziwnej zagadki czy tajemnicy własnych symboli, które użyłem w tej akcji. Oczywiście ta przygoda z Brusem trwała bardzo długo, ponieważ brałem udział w trzech kursach. Zdarzyło mi się tak chyba na ostatnim, że nawet byłem w stanie towarzyszyć większości uczestników w ich wyprawach mentalnych. Po prostu pojawiałem się gdzieś obok nich i rejestrowałem, postrzegałem, co się dzieje. I rzeczywiście rejestrowałem tę całą dekorację i mogłem obserwować poczynania tych osób. Było to niezwykłe wrażenie, ponieważ te osoby opowiadały rzeczywiście o tej dekoracji, w której brały udział, nie postrzegając mnie. Ale że znałem fragmenty, więc mogłem parę rzeczy, uwag wypowiedzieć, co pokrywało się z ich relacjami. Było to niesamowite doświadczenie, ponieważ wtedy nabrałem pewności, że te majaki, one są jakąś przebitką w ten niefizyczny świat. Właśnie w te plany duchowe, o których sobie ciągle marzymy, by je spenetrować, rozeznać i dowiedzieć się, co nas oczekuje i co nas spotka po śmierci.
Sprawa wydaje się stosunkowo prosta. Otóż ta przestrzeń psychiczna, którą my mamy, jest właśnie tym planem, którego się wyrzekamy i którego nie chcemy dostrzec. Okazuje się, że to właśnie ta nasza wyobraźnia, świat myśli to są te przestrzenie duchowe, nad którymi od tysięcy lat zastanawiają się filozofowie. To jest właśnie już to. Przeczać się oczywiście można, bo wiadomo, atawy, halucynacje i mamy to na okrągło, a doszukiwałem się cały czas czegoś innego, szukając gdzieś w przestrzeni, w materii wielu wymiarów, dziwnych przestrzeni, czarnych dziur, dzięki którym byśmy wnikali w te niezwykłe, dziwne, tajemnicze inne dimensje. A one są już właśnie w nas i uczestniczymy w nich jednocześnie dzięki nim zawężamy naszą zdolność do pojmowania rzeczy, do rozumowania, myślenia i odczuwania. Ta banalność spostrzeżeń prawdopodobnie okazać się może bardzo naiwna. No bo jakże tak, kłócąc się tak długo, mamy stwierdzić, że właśnie te całe nasze wnętrze to już ten plan duchowy, nie ten plan humanistyczny, plan wymyślony, zmyślony, tylko ten właśnie rzeczywiście istniejący. W tamtym tygodniu, pracując na budowie wieczorem, wyciągnąłem skrzypki i ćwiczyłem. Ale zaznaczam, że właśnie potrafię, a więc polega to na tym to moje ćwiczenie, że cisnę palcami, starając się trafić smyczkiem na odpowiednią strunę i wtedy wydaje dźwięk.
Szło mi dobrze, ale nie było łatwo rozpoznawalne. Nawet wibrowanie mi wychodziło, więc wpadłem w wielką euforię, ciesząc się, że już taki sukces zrobiłem, takie osiągnięcia mam i tą radością widocznie promieniowałem na zewnątrz i ściągnąłem moje poblisze, moją mamę. Co było ciekawe, nie udało mi się jej spotkać przez tyle lat. Miałem jakieś takie przecieki mentalne. Opiszę wam tą sytuację, bo wydaje mi się ona bardzo interesująca. Nasi bliscy zbliżają się do nas i starają się z nami połączyć. Więc wyobraźcie sobie godzina jakaś druga w nocy, po trzech, czterech godzinach zympolenia na skrzypcach unieruchomiłem swoją sylwetkę tak, że jedynie ręce mi się ruszały, co spowodowało, że lekkie takie jak gdyby wewnętrzne wibracje rozgrzewały moje ciało. Nie czułem już bólu mięśni i w związku z tym swobodnie utrzymywałem tą niewygodną pozycję skrzypiec. No i w tym momencie zniknął mi dźwięk skrzypiec. Trę rękoma smyczkiem po strunach nic nie dźwięczy.
No więc już zaskoczony tym, jak gdyby skoncentrowałem się jeszcze bardziej, co spowodowało, że jak gdyby przefazowało mnie tą drugą dimensję w kolejne ciało, prawdopodobnie chyba albo eteryczne albo astralne. No i zobaczyłem z zaskoczeniem, że łapa nie po prostu macha na zewnątrz jak pętany, rusza nimi jak gdyby chcąc kogoś złapać. Dostrajając się do tego ciała, zdobyłem jak gdyby nad nim kontrolę, ale rozczarowany tym, że skrzypiec nie ma, bo mi wszystko wzięło z rąk, starałem się wrócić jak gdyby z powrotem do ciała fizycznego, by kontynuować grę. No i w tym momencie otworzyła mi się jak gdyby taka wewnętrzna kopuła, wzrok ten wielowymiarowy, przestrzenny i zobaczyłem stojącą naprzeciwko mnie mamę ze swoją siostrą. Obie już martwe, zmarłe widulki. No i przymiliłem się takie uśmiechnięte od ucha do ucha, co sprawiło mi szampański nastrój. Żałowałem później, że zamiast porozmawiać z nimi jak tam, co ciekawego, jakie nowości, to zacząłem grać. Oczywiście będąc poza ciałem. No, chciałem się po prostu pochwalić mamie, że chłopak z tych Glinianek Pilczyckich opanował z tym wielkim bólem i troskami tę instrument. Grałem jakiś tam czas, aż mnie odsyłało z powrotem.
Był taki moment, że prowadziliśmy jeszcze rozmowę telepatyczną. Jakieś takie proste spostrzeżenia z naszego życia, więc jak w rodzinie się dzieje co, ja relacjonowałem po prostu zdarzenia, które się rozgrywały przez tyle ileś lat.Było ciekawie. Cofnęła mnie z powrotem do ciała i spotkanie się skończyło. Jednym słowem dostroiłem się natychmiast do instrumentu, słysząc już ten dźwięk fizyczny. Zastanawiające jest w tej całej historii, iż po dwóch tygodniach przyjechał do mnie kuzyn z informacją, że ostatnia siostra mojej mamy, jeszcze żyjąca, znalazła właśnie się w szpitalu z podwójnym zawałem. Zastanawiałem się w związku z tym, czy to było jakieś przesłanie, jakieś, jakieś przywitanie. Co było jeszcze dziwne, zdarzyło się troszeczkę więcej, ale zatrzymam to dla siebie, ponieważ pojawiła się jeszcze osoba, która poprosiła mnie, bym coś przekazał temu kuzynowi. Ale oczywiście to już tajemnica. I drodzy słuchacze, zwróćcie uwagę, że właśnie bardzo często tak jest, że coś się musi zdarzyć albo osoba ta pojawia się w naszym pobliżu i tą swoją obecnością jak gdyby dostraja nas automatycznie do tej przestrzeni fizycznej, że jesteśmy w stanie ją zarejestrować. Albo my po prostu gdzieś tam leżąc na łóżku, zasypiamy lekuśko i dostrajamy się do tych wyobrażeniowych planów i jesteśmy w stanie rejestrować, co się dzieje wewnątrz nas.
Nie ma się czego bać. Wiemy, że byśmy trafili na jakiegoś kurczabyka, który akurat tam się namierza na nas i chce nam przyłożyć, ale nawet w takiej sytuacji prawdopodobnie poradzimy sobie i nie będzie tak źle. Do czego zmierzam właściwie w tej audycji? Chcąc podsumować te wszystkie audycje, chciałbym dodać wam odwagi i zainteresować was tym wewnętrznym światem, by nie dać się uspokoić ewolucyjnymi opowieściami o materii, tylko zawsze być czujnym, obserwować swój wewnętrzny świat i szukać jak gdyby dowodów na tą nadprzestrzeń, na inną wymiarowość, w której znajdujemy się później po śmierci. Wiadomo, że reagować można różnie na te moje opowieści, ale trzeba sobie zadać trud, żeby zobaczyć, żeby zacząć powątpiewać w tą rzeczywistość fizyczną, bo to nie jest łatwe. Przyzwyczajeni jesteśmy od rana do wieczora, ciągle się dzieje. Gdzieś jest jakiś plan duchowy, którego po prostu nie dopatrujemy się. Za mało poświęcamy mu uwagi, by rejestrować dziwności. Te zjawiska paranormalne, o których się na forum infra wiele razy opowiada. Ostatnio odwiedzili mnie Świadkowie Jehowy, niosąc cudowne nowiny.
Opowiadając o śmierci, zadawałem im pytania, przytaczali mi wspaniałe fragmenty z Biblii, odpowiadając na wszystkie moje wątpliwości. Gdy próbowałem prowadzić trochę głośniejszą rozmowę, było nawet delikatne spięcie, ale udało się. To znaczy się poznałem ich stanowisko dotyczące naszego życia w przyszłości. Otóż oni byli przekonani, że człowiek po śmierci zasypia, nie istnieje, umiera, kończy się i dopiero w momencie tak zwanego zmartwychwstania czy wskrzeszenia rodzimy się jak gdyby w nowym królestwie. Stajemy się członkiem tego duchowego światła. Duchow-- no nie światła, nie, bo to zaraz Lucyfer. Tego... Żyjemy w Królestwie Bożym. Naciskając bardziej na te opisy, co się dzieje po śmierci, trafiłem na dziwne przerażenie, na pewną rację, która mnie bardzo zaskoczyła. Otóż sugerując im, iż składamy się z ducha i duszy, starając się jak gdyby delikatnie zaproponować im jak gdyby odmienne spojrzenie, zetknąłem się z niesamowitym murem, z silną racją przepojoną obawami, lękiem, iż właśnie w tym momencie do rozmowy wprowadzam Lucyfera.
Okazało się, że jest coś. My wszyscy w jakimś tam wieku naszego życia wchłaniamy pewne, przyswajamy sobie informacje, które utrzymujemy, które pielęgnujemy, które zapisują się na pamięci, które nieświadomie później eksplodują w momentach, gdy staramy się te dziwne światy penetrować. I tutaj, drodzy słuchacze, trzeba uważać, ponieważ stworzono już mnóstwo teorii, mnóstwo poglądów, które właśnie opierają się na tych wewnętrznych obawach, tych strachach i na tych dziwnych, niewyjaśnionych, paranormalnych zjawiskach. Nie powinno się ukrywać, że wielokrotnie te kontakty z tym wewnętrznym ja czy z tym paranormalnym może być bolesne, może dokuczać i może kosztować nas wiele lat cierpienia. Liczyć się z tym można, że któremuś z nas się to trafi. Co nie znaczy, że te światy są bolesne, są przeklęte, pełne, napełnione demonami i czyhającymi zjawami czy magami pragnącymi nam po prostu dokuczyć, zniszczyć i zrobić nam rozwałkę. Zatem stan rzeczy tych niegodziwców, naszych wroga, to zaciemnianie tej wspaniałomyślności tego wszechświata, wieloświata. Odpowiedzialny jest nasz interpretator. Otóż jest bardzo zagmatwane to. To jest bardzo złożone i skomplikowane.
Nasze części wewnętrzne. One są ruchome. One reagują. One reagują na nasze fobie, reagują na nasze obawy, nasze troski. Bardzo łatwo jest po prostu wywołać histerię, wywołać czy im żyć tragedię naszymi przekonaniami. One nie są tylko jak gdyby treścią naszych wypowiedzi, treścią zapisanego tekstu. One są jak gdyby pewną energią, która w postaci chmurek potrafi w nas wnikać i potrafi zostawić jak gdyby swój ślad. Potrafi nam zepsuć samopoczucie, potrafi nas napawać strachem. Potrafi zmienić nasze przeznaczenie, naszą przyszłość. I tutaj trzeba po prostu sobie powiedzieć albo nie wierzę w to, nie chcę tego, nie stresuję się, nie będę się bał.
Jestem otwarty na rzeczywistości niefizyczne, będę tylko pozytywnie na nie patrzył. Utrzymywać to stanowisko to jest bardzo ważne, bo przy minimalnej obawie zaczyna się wszystko deformować. Tutaj opowiadam taką historię, którą mi Bruce opowiadał, którą bardzo chętnie opowiada. Otóż spotkał jakąś panią po śmierci. Pomimo jego serdecznych intencjiTej, tej życzliwości, jaką w sobie ciągle nosi. Pani zaczęła krzyczeć i wyzywać go od diabła. Po prostu uciekła, wrzeszcząc na niego, że jest szatanem, który ją zjeść, pognać i zniszczyć. Co było dziwne, on starał się złapać, dogonić. Nie udało się niestety. Po prostu osoba była tak przepełniona panią, strachem, oczekiwaniami swoimi od tego, od tych osób, które ją spotykają po śmierci, że, że diabła w nim zobaczyła.
Nie było, w ogóle nie dopuściła w wymyśle czegokolwiek innego, że może pojawić się istota nawet rysująca o przyjaznych intencjach. A więc zwróćcie uwagę, że nasze intencje, nasze wyobrażenia o tym, co nas spotyka po śmierci, całkowicie może zdeterminować nasze przygody. Możemy nie rejestrować czegokolwiek. Możemy, innym słowem, żyć w naszych snach, w naszych wyobrażeniach, deformując wszystko to, co nas spotyka. Z tego powodu jest bardzo dużo bałaganu. Wiele osób trudzących się odzyskiwaniem duchu zmaga się z tym, starając się po prostu dotrzeć jak gdyby do tej jaźni uciekającej przerażonej, opanowanej tymi troskami, by otworzyć im oczy, zatrzymać je na chwilę. Stój, popatrz, co się dzieje. Zarejestruj obiektywnie. Przestań się bać. On się w tym celu używa się dlatego jak gdyby wiązki miłości, takiej lokacji emocji bardzo pozytywnej, która jak gdyby zatrzymuje tą osobę przerażoną.
Ona ją jak gdyby rozjaśnia, rozświetla. Ona oczywiście się dostraja do tej emocji. Jak gdyby ten cały strach i ta panika jej pęka i zaczyna obiektywnie jak gdyby reagować, postrzegać. Co jest ciekawe, w tych światach niefizycznych mamy możliwość pojawiać się w różnych miejscach, w różnej dimension. Możemy spotykać różne istoty i możemy z nimi rozmawiać mentalnie. Możemy jak gdyby nawiązać rozmowę telepatyczną. Jest to coś takiego, jak gdyby się myślało, jak gdyby się czytało książki w zafascynowaniu. Jeśli nie rejestrujemy już tych kartki z literkami, ale przeżywamy w pełni jak gdyby całą akcję tej książki. I to coś właśnie bardzo dobrze jak gdyby przypominało tą rozmowę telepatyczną. Tylko że mamy naprzeciwko siebie partnera i jesteśmy w stanie rozpoznać, kiedy my to robimy, kiedy my jak gdyby myślimy głośno i kiedy otrzymujemy odpowiedź od tej osoby, która z nami rozmawia.
Z duchami oczywiście jest interesująco. Ja nie mówię, że teraz wszyscy gdzieś tam, wszyscy latają. Jest bardzo dużo osób, którym się wspaniale powodzi. Są to osoby o szlachetnym charakterze za życia. Takie osoby, które jak gdyby rozświetliły swoją jaźń tym wewnętrznym płomieniem, po prostu rozświetlają przestrzeń duchową. Spotkanie z takimi osobami jest bardzo przyjemne, serdeczne, więc mogę życzyć każdemu coś takiego, by przeżył, by jak gdyby stracił ten strach przed własną niestęcią i tracił tą swoją niepewność i przestał się bać tej kary, która niby go powinna oczekiwać, bo się naczytał, że za grzechy trzeba pokutować i będzie cierpiał i będzie mu źle. Będą go w kotłach palić, będzie przeklęty i cała masa różnych historii. Wracając jeszcze raz do naszych audycji, rzeczywiście zauważyłem, że wiele osób różnie się wypowiadało. Są osoby bardzo pewne siebie, które chętnie gdyby narzucają tą swoją wizję świata. Są osoby, które były bardzo delikatne i bardzo subtelnie wyrażały swoje zdania, zastanawiając się nad tym, czy mówią.
Różnie reagujemy tak, jak różni są ludzie, różnie opowiadamy. Ważne jest to, żeby osoby słuchające tych audycji zastanowiły się nad tym, jaka część w tym jest prawdą. Bo zwróćmy uwagę, że dużo jest też w tym fantazji. Nie wszystkie opowieści odpowiadają tej rzeczywistości niefizycznej. Dużo osób jest po prostu bardzo napalona na ten rozwój duchowy, ma jakiś taki wewnętrzny płomień. Ona gdzieś wtedy lubi po prostu buszować po tych obszarach niepewności, przypisując sobie niezwykłe moce, niezwykłe, niezwykłą trafność postrzeżeń. W planie miałem jeszcze więcej. Inne osoby, bardziej szalone, bardziej kontrowersyjne. Odłożymy to w takim razie na przyszły rok. Wydaje się jeszcze ciekawe, by powstrzymać się od tej ironii, gdy słyszycie wypowiedzi autorów audycji, ponieważ ludzie najczęściej opowiadają z głębokiego przekonania.
Co jest jeszcze ciekawe, warto byłoby zwrócić uwagę na tak zwanych czarnych magów i niezwykłe moce, które sobie ludzie przypisują. Otóż z tymi mocami jest przedziwnie. Ludzie przypisują sobie dziwne rzeczy, ponieważ w tych planach duchowych bardzo łatwo jest osiągnąć pewien poziom, w którym myśli, ten wewnętrzny świat nabiera szczególnego znaczenia. To są właśnie plany, w których rzeczywiście można myślą przesuwać przedmioty. Można, wykorzystując własne ciała, dokonywać zmiany, czyli manipulacji w świecie fizycznym. I teraz, jeżeli ktoś się po prostu nauczy dostrajać tych poziomów, ma jak gdyby wpływ na tą fizyczną rzeczywistość, odnosi wrażenie, że jest jak gdyby królem, jest mistrzem, potrafi wpłynąć na coś, czego inni nie potrafią. No właśnie, cała zabawa w tym, że to właśnie wszyscy potrafią. Tylko mało kto znajduje ten moment, to miejsce między tymi rzeczywistościami. A więc ci wszyscy, którym się poplątało i już potrafią całymi galaktykami zarządzać, tych wszystkich namawiam do rozsądku, żeby sobie odjęli trochę tych swoich mocy, ponieważ moce te towarzyszą każdemu z nas. Jest to niczym niezwykłym, innym słowem napompowanie i przecenienie własnych możliwości.
Powoduje to oczywiście u pozostałych ironię, śmiech, bo w rzeczywistości to nic się takiego nie dzieje. Osoby, które mają ustrojenie do niefizycznych światów, a jednocześnie istnieją w świecie fizycznym, są tak napompowani, niosą w sobie takie dziwne, niezwykłe treści, które, które spotykają się jak gdyby z niezrozumieniem, a nawet ganieniem. Zachowajmy zdrowy rozsądek. Wszyscy wystraszmy się w takim razie i to wystarczy, żeby się ochronić przed tymi dziwnymi konsekwencjami tych planów niefizycznych. Sam osobiście byłem bardzo zainteresowany tą złą stroną człowieka iObserwując ciała niefizyczne, spotykając wielu pokracznych ludzi, obserwowałem, jak oni się zachowują, jak oni wykorzystują właśnie swój umysł, jak ekspandują tymi niefizycznymi częściami w świecie fizycznym. No i można przyznać, że tak zwane osoby o niezrównanym charakterze, bardzo dynamiczni, mający niesamowity sukces, bardzo często po prostu wdzierają się jak gdyby w te dolne plany wieloświata i potrafią wykorzystywać swoje myślakształty. Potrafią wysyłać emocje, swoje myśli, wpływając w ten sposób na otoczenie. Nie ma w tym nic diabelskiego. Jest to normalne zjawisko, bo przecież wiemy, że są osoby, którym się nie można sprzeciwić, które mają po prostu gębę otwartą i wrzeszczoną. Jak to zaakceptowaliśmy tak i w świecie duchowym również przychód nie miał łatwo, gdyż takie coś ma miejsce.
A więc wszystko, te wszystkie osoby, które eksplorują niefizyczne światy, powinny mieć oczy otwarte i pilnować się tych istot, tych osób, które wykorzystują dla własnych egoistycznych celów te niefizyczne wymiarcie. Zawsze można uciec, można wycofać się z rozmowy. Nie trzeba brać w tym udziału i po prostu odmówić współpracy. W świecie fizycznym jest to ciężko, ponieważ część z nas jest podporządkowana tym osobom. Jesteśmy zatrudniani przez nich, ponieważ oni właśnie mają sukces. Ale w świecie duchowym da się po prostu zjać i można powiedzieć sobie: „Nie, nie mam ochoty, nie interesuję się tobą i te twoje głupie zdolności po prostu nie sprawiają mi zachwytu ani nie podziwiam cię za to”. Same relacje tych ciał niefizycznych, ich oddziaływań i wywoływanie wpływu zajęło mi wiele lat. Obserwowałem, jak to się dzieje, że ludzie tracą własną wolę, stają się ulegli i coś ich tam szarpie, trzęsie, ale nie wydaje mi się, by to konieczne było do zbadania teraz w tej audycji. Może w przyszłym roku poruszę te tematy tej czarnej magii, jako że sam brałem w niej udział. A biorąc udział oczywiście mam na myśli, że nie że jako nikczemnik gdzieś tam latałem i szarpałem się, tylko wojowałem z przedziwnymi duchami, które może żyły jak i zmarłymi, testując te dziwne, niefizyczne zjawiska.
No i w sumie można powiedzieć, że dużo się dzieje. Dużo jest takich momentów i chwil, w których ludzie, nasi bliscy potrafią nam zaszkodzić, dokuczyć. Dzieje się to czasami automatycznie, a nawet w większości wypadków automatycznie. Wiedząc, co oni nawet, czego oni nawet nie przypuszczają, iż tyle dziwnych wewnętrznych zjawisk skrywa się za tym najprostszym ich wyrażaniem myśli czy oczekiwaniem i realizowaniem własnych egoistycznych zachcianek. Żeby trochę wyjaśnić, jak w ogóle to przebiega to wpływanie albo żeby odebrać tego czaru diabelskiego, tego, tym niefizycznym oddziaływaniem, opowiem wam pewną historię, oczywiście potterowską. Wyobraźcie sobie zamek. No zameczek bardzo mały, stary, powypadły. Slot odywaniaków. Stoję na korytarzu, na schodach, oparty o balustradę. Dół, przepaść trzech pięter.
No i spoglądam zadowolony na to, jak ludzie się cieszą, opowiadają żywiołowo o swoich przygodach, wymianą informacji. Jednym słowem prawie że balanga. I co się dzieje? Z lewej i prawej strony stała sobie czarnoksiężnik Misza z czarnoksiężnikiem wspaniałomyślnym Erenem. No i nie zwracając zbytnio na nich uwagi, odczułem, że zaczynam dygotać w środku. Odczuwam jakieś takie dziwne osłabienie, coś takie, które przypisuje się działaniu negatywnym siłą i czarnoksiężskim oddziaływaniom. Odszedłem od grupy, zastanawiając, co się dzieje. Zwróciłem uwagę wtedy na Mischę i Erema, czarnoksiężnika Mischę i Erema, którzy z szelmowskim uśmiechem spoglądali na mnie, zaczynając się rechotać, mówiąc: „W tym momencie ze schodów chcieliśmy właśnie wyrzucić”. Ale robili to mentalnie. To znaczy się fizycznie do tego ciała, strony, symulując jak gdyby ten ruch.
Na co zwróćcie uwagę, było niezwykłe. Ja nie odczułem samego lotu do dołu ani nie miałem żadnego skojarzenia z tym ruchem, tylko po prostu zacząłem się pietrać. Ten lęk wzrastał jak gdyby mnie od środka, aż do takiej warstwy przestrzeni tej świadomości. Uświadomiłem sobie, że po prostu się boję czegoś. Dygoczę i odczynam coś jak utratę energii. Można by pomyśleć, że sytuacja nieadekwatna, emocje nieadekwatne do sytuacji, brakuje jakiegoś czynu, ruch, a tu właśnie odczułem strach, jak gdyby już reakcję, następstwo na to ich kreowanie tej rzeczywistości niefizycznej. Z czym się należy liczyć? Jeżeli na przykład mamy takie sytuacje na zewnątrz czy w czasie naszej codzienności możemy dygotać, możemy czuć jakieś dziwne wewnętrzne opory, jakieś ściany, jakieś uciski, które mogą być już jak gdyby formą reakcji na niefizyczne kontakty. Nikt nie musi nas dusić, nikt nie musi wywoływać w nas strach czy bić nas, żeby nam nogi dygotały. One mogą się same trząść tylko dlatego, że właśnie w tym nieświadomym planie reagujemy strachem na pewne poczynania naszych towarzyszy w życiu.
To jest dziwne zjawisko. Warto się temu przyglądać i zachować ostrożność, być zawsze czujnym i dopatrywać się bardziej w tym naszego udziału niż tych czynników z zewnątrz. Na tym drodzy słuchacze dziękuję wam wszystkim, bo towarzyszyliście nam już chyba półtora roku. Muszę podziękować Kryśkowi, który wpadł na tą inicjatywę, by w ogóle takie audycje radiowe prowadzić. I Berbeciowi, który regularnie te audycje porządkował, nadawał jak gdyby jeszcze ścieżki dźwiękowe. Kupa roboty to było. Dziękuję mu za tą wspaniałą pomoc. No i oczywiście naszej szefowej stowarzyszenia Obe, która co jakiś czas pomagała mi przy składaniu. A więc życzę dobrej myśli. Optymistycznie kończę to audycję.
No i spotykamy się w przyszłym roku. W międzyczasie trochę się podszkolę w filozofii, psychologii i socjologii. Miejmy nadzieję, że zagadnienia, które przyniosę, będą bardziej takie uniwersalne i będą przystępne dla większości z was. Drodzy słuchacze Radia Paranormalnego, Radia Wolne Media, dziękuję wam za towarzystwo. Jesteście dzielni. Przybywaliście w dużej ilości na nasze audycje. Cieszę się, miło mi. Szykujemy coś w przyszłym roku. Także niespodzianka przed nami. Zbieramy siły i zapraszamy na gościnę.
W międzyczasie, zanim wznowimy audycje, kto chciałby się dowiedzieć, co się u nas dzieje, zapraszam wszystkich na mojego bloga artystycznego. To ciałka kropka net albo na portal Infra. Trzymajcie się, rodziska. Produkcja i realizacja portal Infra www.infra.org.pl Archiwalne odcinki audycji „Rozmowy poza ciałem” znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium na stronie www.radioparanormalium.pl, a także na forum portalu Infra pod adresem www.paranormalne.eu.