[00:18] - Czat.Infra, czat.Infra, czat.Infra. W takim razie witam wszystkich serdecznie na pokoju czatowym serwisu infra.org.pl. Dzisiaj naszym gościem po raz drugi jest pan Wojciech Bobinowicz, bo mniej więcej prawie rok temu mieliśmy tutaj spotkanie z panem Wojtkiem. Wtedy mówiliśmy o perspektywach wyprawy na Wyspy Salomona. Dzisiaj też myślę, że poruszymy ten temat, ale bardziej się skupimy na czymś innym. Otóż na czaszce Gwiezdnego Dziecka. Ponieważ pan Wojciech jest tłumaczem książki pana Lloyda Pye właśnie o tej niezwykłej czaszce. Dlatego bardzo byśmy chcieli się dowiedzieć o nowych wieściach, które z początkiem marca bodajże, czy też z końcem lutego dotarły o przełomowych wynikach badań na temat tej czaszki. Witam panie Wojciechu i proszę powiedzieć parę słów właśnie na ten temat.
[01:31] - Okej, cześć. W takim razie pozwolę sobie powtórzyć to, co powiedziałem wcześniej. Mam nadzieję, że teraz mnie będzie słychać. Przede wszystkim dziękuję wszystkim za uczestnictwo w czacie. A co do tych nowych kwestii dotyczących czaszki Gwiezdnego Dziecka, chodzi tutaj o badania genetyczne. Przypuszczam, że większość uczestników czatu wie, że czaszka Gwiezdnego Dziecka cały czas poddawana jest badaniom. To nie jest tak, że badania zakończyły się w roku 2006 lub 2007, na którym to roku kończy się książka „Najbardziej zagadkowa czaszka”. Tylko te badania prowadzone są nadal i z Lloydem Pye współpracuje pewien genetyk, którego nazwiska na razie niestety nie możemy ujawnić i który cały czas pracuje nad genem czaszki Gwiezdnego Dziecka. I ostatnio, to znaczy pod koniec lutego 2012 roku, udało mu się odkryć pewną rzecz, która sprawia, że należy porzucić myśl nie tylko o tym, że Gwiezdne Dziecko mogło być człowiekiem, ale nawet, że mogło być hybrydą człowieka i obcej istoty. Ponieważ to odkrycie świadczy o tym, że mamy do czynienia na pewno z jakąś istotą, która nie jest do tej pory znana nauce.
Wszystko jedno, czy jest to istota mieszkająca na Ziemi, czy też nie.
[02:58] - Panie Wojtku, prosta sprawa. Co z tego wynika? Czy rzeczywiście mamy w końcu dowód na to, że ta czaszka nie należy do człowieka i czy można na 100% powiedzieć, że jest to istota obca?
[03:17] - Nie, takiej stuprocentowej gwarancji nie mamy i nie mamy też stuprocentowego dowodu, ponieważ takim stuprocentowym dowodem mogłoby być wyłącznie sekwencjonowanie całego genomu czaszki Gwiezdnego Dziecka, co z technicznego punktu widzenia jest możliwe. Jest zresztą możliwe już od kilku lat, ale jest badaniem niezwykle kosztownym. Szacuje się, że koszt takiego badania to około milion dolarów. Natomiast to, co udało się odkryć temu genetykowi współpracującemu z Lloydem Pye, to pewien nie gen cały, tylko fragment genu. 8% konkretnie całego genu. Genu, który nazywa się FOXP2 i jest genem, który kontroluje kaskadowo inne geny. On kontroluje 300 różnych genów u człowieka. Genów odpowiedzialnych za tak istotne funkcje jak mowa, rozwój mózgu, rozwój płuc, praca jelit i tak dalej. Czyli są to witalne, najważniejsze zasadnicze funkcje organizmu i tych 300 genów odpowiedzialnych za te funkcje organizmu kontrolowanych jest właśnie przez ten gen FOXP2. Ten gen nie może w związku z tym mieć żadnych mutacji.
Musi być zawsze ten sam u każdego człowieka. Kończy mi się czas. Zaraz będę mówił dalej. Musi być ten sam u każdego człowieka. Nawet jeżeli człowiek rodzi się zdeformowany, to zasadniczo ten gen FOXP2 nie może wykazywać się mutacjami, ponieważ nawet niewielka ilość mutacji może spowodować, że albo po prostu taki człowiek będzie istniał z dużymi dysfunkcjami, na przykład nie będzie w stanie mówić w ogóle, albo też, co znacznie bardziej prawdopodobne, w ogóle umrze. Być może nawet zanim się urodzi. Natomiast ten maleńki fragment genu FOXP2, który udało się wyodrębnić genetykowi, stanowiący, jak przypominam, 8% całego genu, charakteryzuje się 56 różnymi mutacjami w porównaniu z genem ludzkim, co absolutnie świadczy o tym, że ta istota nie mogła być człowiekiem. Z tego prostego względu, że gdyby to był gen ludzki i charakteryzował się 56 mutacjami w zaledwie ośmioprocentowym fragmencie genu, taka istota po prostu nie miałaby prawa się narodzić, a już na pewno nie miałaby prawa funkcjonować i żyć nawet tylko przez tych 5 czy 6 lat, o których była mowa na początku, kiedy Lloyd po raz pierwszy zajął się czaszką Gwiezdnego Dziecka.A zatem to odkrycie świadczy o tym, że Gwiezdne Dziecko nie mogło być żadną znaną nauce istotą żyjącą na Ziemi lub poza nią.
[06:19] - Pan ma na pewno bezpośredni kontakt z Lloydem Pye. Jakie są dalsze jego kroki planowane? Czy on coś zamierza dalej z tym robić?
[06:31] - Tak, oczywiście. Lloyd, tak jak powiedziałem przed chwilą, cały czas zajmuje się badaniem tej czaszki i to jest proces niekończący się. On się zakończy dopiero w tym momencie, kiedy zostanie zbadany, zsekwencjonowany cały genom Gwiezdnego Dziecka. Tak jak powiedziałem, na razie takie badanie nie jest możliwe. Lloyd w tej chwili próbuje zebrać fundusze na przeprowadzenie takich badań, na przeprowadzenie sekwencjonowania całego genomu Gwiezdnego Dziecka, a także na stworzenie z tego całego procesu filmu dokumentalnego, a właściwie dwóch filmów dokumentalnych. Jednego takiego stricte dokumentalnego, dokumentującego poszczególne kroki w tym procesie sekwencjonowania dla celów czysto zapisowych. Natomiast oprócz tego chce stworzyć film dokumentalny o całej czaszce, o całym tym procesie, o całej historii Gwiezdnego Dziecka, łącznie z sekwencjonowaniem genomu. Na te wszystkie rzeczy, na te dwa filmy plus samo badanie, potrzebuje niestety bardzo dużej kwoty. To jest około 7 milionów dolarów, z czego tak jak powiedziałem, milion mniej więcej kosztuje samo sekwencjonowanie. Poszukuje w tej chwili sponsorów, ofiarodawców, jakichś źródeł finansowania tego procesu.
Oczywiście nie jest to proces łatwy, szczególnie wziąwszy pod uwagę fakt, że mamy kryzys i niewielu potencjalnych ofiarodawców czy sponsorów skłonnych jest w tej chwili wydawać pieniądze na coś, co na razie jeszcze wciąż uznawane jest za taką pseudonaukę czy paranaukę przez wiele osób. Natomiast cały czas, dopóki nie zostaną znalezione fundusze na sekwencjonowanie całego genomu Gwiezdnego Dziecka, ów genetyk współpracujący z Lloydem, którego nazwiska nie możemy podać na razie dlatego, że genetyk obawia się presji ze strony środowiska. A jak wiadomo, praca nad czymś tak dziwacznym jak Gwiezdne Dziecko mogłaby się wiązać z naukowym ostracyzmem. Stąd nazwiska tego badacza nie możemy ujawnić. Otóż człowiek ten cały czas pracuje nad wyodrębnianiem niewielkich, maleńkich fragmentów genomu Gwiezdnego Dziecka. Oczywiście, ponieważ robi to niejako ręcznie, w związku z tym proces ten zajmuje wiele długich miesięcy, a nawet lat. Do tej pory udało mu się wyodrębnić mniej więcej jedną tysięczną całego genomu, czyli jedną tysięczną z trzech miliardów par zasad. Niemniej jednak te łańcuchy czy te fragmenty genomu, które już udało mu się wyodrębnić, świadczą też dobitnie o tym, że Gwiezdne Dziecko charakteryzuje się, mówiąc terminem najbardziej popularnym, najbardziej potocznym, dosyć dziwacznym genomem. Skład genetyczny Gwiezdnego Dziecka jest co najmniej dziwny i wskazywałby na to, że nie mogła być to istota ludzka, choćby nie wiem jak zdeformowana.
[10:07] - Ja chciałbym zapytać jeszcze, uprzedzając może pytania innych osób. Pan był tłumaczem tej książki. Zresztą świetne tłumaczenie, gratuluję. Naprawdę bardzo przyjemnie się czyta tę książkę. Co pan myślał o tym, kiedy pan tłumaczył? Wiem, jaka to jest żmudna praca, ale jednak w jakiś sposób się analizuje, wchłania to wszystko, co się czyta. Co pan w tym czasie myślał? Czy rzeczywiście pomyślał pan o tym, że to jest właśnie być może dowód na to, że w jakiś sposób, ten czy inny, byliśmy nawiedzani przez obce istoty z innych światów?
[11:04] - Na pewno od razu się zainteresowałem książką z tego właśnie powodu, zanim w ogóle podjąłem decyzję o jej tłumaczeniu, że dostrzegłem w niej pewien potencjał naukowy albo, jak niektórzy wolą, paranaukowy. W każdym razie była to książka, która w sposób przystępny opowiadała o istocie, która wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mogła być, wtedy jeszcze tak Lloyd uważał, hybrydą między człowiekiem i obcą istotą. I tak, oczywiście na samym początku, tłumacząc książkę, fragmenty dotyczące budowy morfologicznej tej czaszki, zdałem sobie sprawę, że nawet na taki, mówiąc znowu potocznie, taki włoski zdrowy, prosty rozum. Kiedy się weźmie pod uwagę te wszystkie dziwaczne cechy czaszki, a jest ich 25 czy nawet więcej, to dojść należy do wniosku, że występowanie wszystkich tych cech razem w jednej czaszce nie może wskazywać na to, że mamy do czynienia z jakąś tam deformacją, z jakimś wodogłowiemInnymi rzeczami, ponieważ tych cech jest po prostu za dużo zgromadzonych w jednej czaszce i występują one zbyt symetrycznie, żeby mogło być mowa o zwykłej deformacji i o zwykłym, zdeformowanym-
[12:36] - Na mnie też ta książka wywarła dosyć duże wrażenie. Może proszę uczestniczy naszego czatu o zadawanie pytań dla pana Wojtka.
[12:54] - To ja może czekając na ewentualne pytania pozwolę sobie dołączyć w czacie link do filmiku, który stworzyłem, który jest już na YouTubie, który wyjaśnia wiele rzeczy dotyczących czaszki. Oczywiście te rzeczy są wyjaśnione pokrótce, bo gdybym miał wyjaśniać je w sposób szczegółowy, to nagranie musiałoby trwać ze dwie godziny. Jest to 28-minutowy filmik, który pokazuje te najważniejsze cechy, jakie różnią czaszkę Gwiezdnego Dziecka od zwykłej czaszki oraz historię badań genetycznych, łącznie z tym najnowszym odkryciem. Wysłałem właśnie w tej chwili na czat linka do tej strony.
[13:47] - Panie Wojciechu, ja mam pytanie, ponieważ z tego, co wiem, książka została napisana w 2007 roku, czyli już właściwie pięć lat temu. I chciałem się dowiedzieć, czy jest planowana kontynuacja, czyli właściwie druga część tej książki podsumowująca najnowsze wyniki badań i to, co się działo przez ten czas aż do teraz.
[14:11] - Oczywiście są takie plany. Właściwie należałoby powiedzieć, że te plany zostały już zrealizowane. Już tłumaczę, o co chodzi. Po pierwsze, ma być wydane wznowienie książki, anglojęzyczne oczywiście, wznowienie książki Lloyda, w którym to wznowieniu Lloyd opisuje też dalszą historię Gwiezdnego Dziecka poza rok 2006, 2007. Natomiast w tak zwanym międzyczasie Lloyd również napisał e-booka, książkę elektroniczną, którą w tej chwili zacząłem tłumaczyć na język polski, więc jest szansa, że za jakiś czas ten e-book również ukaże się na polskim rynku. Natomiast w tym e-booku Lloyd w sposób dość szczegółowy po pierwsze opisuje historię dalszych badań genetycznych tej czaszki, czyli przede wszystkim to, co wydarzyło się w roku 2010, 2011 i teraz w lutym 2012 roku, a po drugie opisuje również w szczegółach, o co właściwie chodzi w tych badaniach i w tych odkryciach i jakie one de facto mają znaczenie dla udowodnienia, że czaszka Gwiezdnego Dziecka nie może być czaszką zwykłego człowieka.
[15:36] - A czy ewentualnie wie pan o tym, czy jakieś poważne instytucje naukowe są zainteresowane badaniem tego? Bo z tego, co pan mówił i z książki oczywiście wynika, że wszystko to się opiera na komercyjnych badaniach. Komuś się zleca coś i ktoś wykonuje to, natomiast nie ma zainteresowania ze strony instytucji państwowych.
[16:13] - Tak, rzeczywiście jest tak, jak pan mówi i to jest dosyć przykre, ale rzeczywiście stan rzeczy wygląda w ten sposób, że jeżeli Lloyd chce przeprowadzić jakiekolwiek badania, czy to morfologiczne, czy genetyczne, czy jakiejkolwiek innej natury badania tej czaszki, niestety, ale musi wyłożyć na to pieniądze. Czasami są to pieniądze nieco większe, czasami nieco mniejsze, ale generalnie wszystko to rzeczywiście polega na komercji, na zamówieniu pewnego badania, złożeniu zamówienia i zapłaceniu za nie. Z drugiej strony mamy też do czynienia z naukowcami, którzy wprawdzie współpracują z mniej lub bardziej poważnymi i szanowanymi placówkami naukowymi, ale oczywiście nie chcą narażać swojego dobrego imienia czy swojej reputacji. W związku z tym albo współpracują z Lloydem w ogóle anonimowo, tak jak na przykład ów genetyk, który teraz pracuje nad genem Gwiezdnego Dziecka, albo też dokonują pewnych badań jako osoby prywatne. Nie na zasadzie współpracy z instytucją czy placówką naukową, tylko na zasadzie prywatnego zainteresowania sprawą. Myślę, że niestety naukowcy głównego nurtu nauki nie zainteresują się czaszką Gwiezdnego Dziecka, dopóki nie zostanie udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że ta czaszka należy do osobnika, który nie mógł być w pełni człowiekiem, czyli jest albo przedstawicielem nieznanego nauce gatunku ziemskiego, albo wręcz przedstawicielem gatunku pozaziemskiego. Ale taką pewność mogą z kolei dać tylko badania polegające na sekwencjonowaniu całego genomu DNA. Czyli mamy tutaj swojego rodzaju błędne koło, ponieważ żadna instytucja naukowa nie wyłoży pieniędzy na takie badanieKtóre to badanie mogłoby ostatecznie przekonać z kolei również naukowców o tym, że Lloyd ma rację. Ewentualnie oczywiście, że nie ma racji. Tak czy owak, tylko sekwencjonowanie genomu czaszki gwiezdnego dziecka może przynieść ostateczną odpowiedź.
Dopóki to się nie stanie, świat naukowy nie będzie oficjalnie zainteresowany badaniem tej czaszki.
[18:46] - No właśnie, a to jest poniekąd dziwne, dlatego że jeśli mamy do czynienia z czymś aż tak przełomowym i tak niezwykłym, to przecież dla naukowca, który by się tym zajął dogłębnie, to mogłaby być naprawdę start do wielkiej kariery. Dlatego to podejście naukowe wydaje się dosyć dziwaczne. Być może czekają, być może ukażą się te bardziej szczegółowe badania. Ale nie zastanawia pana to, że naukowcy z taką rezerwą podchodzą do tego?
[19:41] - Wie pan, to jest tak, że świat naukowy jest dosyć światem hermetycznym i w zasadzie tak naprawdę, jak się popatrzy na wszelkie badania naukowe, to jest to badanie tego, co właściwie już znamy. Jest to po prostu zgłębianie się dalsze w jakieś zagadnienia, które już wcześniej zostały przez kogoś odkryte. I teraz jest tylko praca nad pogłębianiem wiedzy o tych rzeczach. Natomiast jeśli mamy do czynienia z czymś tak potencjalnie przełomowym jak czaszka gwiezdnego dziecka i to w dodatku czymś, co mogłoby potencjalnie udowodnić, że dotychczasowa nauka, czy to biologia, czy astronomia i różne inne nauki są w błędzie, ponieważ mogłoby się okazać, że albo na Ziemi istniał lub istnieje jakiś nieznany dotąd nauce gatunek, albo też, że Ziemię odwiedzały, a przynajmniej raz odwiedziły istoty spoza tej planety. To tego typu konkluzja jest dla głównego nurtu nauki po prostu niedopuszczalna. Z tego prostego względu, że wówczas runęłyby wszystkie mury, runęły wszystkie te bardzo misternie skonstruowane konstrukcje czy mury wzniesione przez naukę, bo doprowadziłoby to do całkowitej zmiany paradygmatu myślenia. Dlatego właśnie naukowcom zależy na tym, żeby zachować status quo. Zresztą nie tylko w sprawie tej czaszki, ale w ogóle we wszystkich sprawach, które nazywane są niezwykłymi, dziwnymi, paranormalnymi i tak dalej. Ponieważ obawiają się, że dotychczasowa wiedza naukowa mogłaby legnąć w gruzach. Więc poniekąd wcale się naukowcom nie dziwię, że wcale nie są zbytnio zainteresowani pracą nad czymś takim.
Dopiero kiedy zaistnieją podstawy naukowe, czyli jeszcze raz mówię sekwencjonowanie całego genomu. Dopiero wówczas być może zainteresowanie ze strony naukowców będzie większe, ponieważ będą mieli niepodważalny dowód naukowy, badanie przeprowadzone bez wątpienia w sposób naukowy naukowymi metodami za pomocą przyrządów i aparatury zatwierdzonej przez naukę. I wtedy być może dopiero zainteresują się tą czaszką.
[22:28] - A jeszcze wracając do tego establishmentu naukowego, to chciałem zapytać, co Lloyd Pye myśli o tym? Ja wiem, że on się wielokrotnie, że tak powiem, spotykał z totalnym murem. Znaczy odbił się od muru naukowego, bo tam nawet w książce jest taki fragment, że pewien naukowiec powiedział, że owszem, to jest bardzo interesujące, ciekawe i tak dalej. Natomiast później odmówił wszelkich komentarzy i nawet chyba zastrzegł, aby nie podawać jego nazwiska. Tak się zdarza często właśnie też z innymi sprawami. Panie Wojtku, pan przecież też się zajmuje, że tak powiem, tak jak my, badaniem różnych nieznanych spraw. I to jest zastanawiające, dlaczego w ten sposób naukowcy reagują.
[23:35] - Tak, oczywiście. W pewnym sensie jest to zastanawiające, ponieważ potencjalnie gdyby zechcieli uczestniczyć w badaniach tego typu zjawisk i rzeczy, to po pierwsze przyspieszyłoby to wszelkie te badania, chociażby dzięki temu, że prawdopodobnie istniałyby wówczas jakieś fundusze na prowadzenie tych badań. No ale jest tak, jak jest. Tak jak mówiłem, naukowcy to taka bardzo hermetyczna grupa, bardzo trudno jest im przyswoić cokolwiek nowego, a już w szczególności gdy rzecz dotyczy czegoś rewolucyjnego i czegoś, co oficjalna nauka odrzuca. Czyli na przykład właśnie istnienie inteligentnych obcych cywilizacji gdzieś tam we wszechświecie. Nauka mówi wyraźnie, że jeżeli w ogóle istnieje jakieś życiepoza Ziemią, to ma ono formę bakterii. Nie przyjmują do wiadomości tego, że może istnieć inteligentne życie we Wszechświecie i tego się trzymają. Stąd właśnie taki opór i taka niechęć środowiska naukowego, a jednocześnie strach przed ostracyzmem ze strony kolegów po fachu powodują, że naukowcy są tak niechętni do tego, by współpracować przy badaniu Gwiezdnego Dziecka czy czegokolwiek innego. Jeden z naukowców nawet w rozmowie z Lloydem przyznał po prostu, oczywiście anonimowo, zastrzegając sobie anonimowość, że oni też mają rachunki do spłacenia, kredyty zaciągnięte i tak dalej. W związku z tym, gdyby spotkał ich oficjalny ostracyzm ze strony grupy współpracowników czy kolegów po fachu, mogłoby się to skończyć załamaniem kariery, a co za tym idzie brakiem funduszów, brakiem pieniędzy, które zarabiają.
Te wszystkie piękne domy, na które mają zaciągnięte kredyty, mówiąc potocznie, szlag by trafił. W związku z tym oni też troszeczkę się tego boją. Natomiast Lloyd przyznaje też, że wśród tych wielu naukowców, którzy odmawiali współpracy, którzy wyśmiewali się z czaszki i całych tych badań, które Lloyd prowadzi, znalazło się również kilku życzliwych, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli przeprowadzili takie badania, na jakie mogli sobie pozwolić, na jakie było ich stać. Jak chociażby doktor Ted Robinson z Vancouver w Kanadzie, który sam z siebie powiedział Lloydowi, że jest w stanie przeprowadzić badanie morfologiczne tej czaszki. Także są również tacy naukowcy, ale niestety są oni w mniejszości.
[26:38] - Takie pytanie mam odnośnie tego, czy jest zamiar sprowadzenia pana Loyda Panna do Polski w celu zwołania konferencji oraz promocji jego książki oraz ogólnie dyskusji na temat Gwiezdnej Czaszki.
[26:55] - Na pewno jest to bardzo interesujący pomysł i godny pochwały, natomiast nie ukrywajmy, związane są z tym koszty zarówno z przylotem Lloyda ze Stanów, jak i z jego zakwaterowaniem przynajmniej na dobę czy dwie, z jego wyżywieniem i tak dalej. Pewnie nie są to koszty jakieś szalenie wielkie, ale jednak idące w tysiące złotych. I od razu pojawia się pytanie, kto miałby za to zapłacić i z czego? Przypominam, że Lloyd już kiedyś był w Polsce, ale wówczas akurat tak się fortunnie dobrze złożyło, że przebywał w Wielkiej Brytanii. A jak wiadomo lot z Wielkiej Brytanii do Polski kosztuje o wiele mniej niż lot ze Stanów do Polski. Natomiast myślę, że może dobrym pomysłem byłoby przeprowadzenie jakiejś takiej może nawet nie telekonferencji, czy może bardziej audiokonferencji, czy to przez Skype'a, czy przez Speakerię, czy w jakikolwiek inny sposób, ale po prostu żeby czytelnicy, słuchacze mogli zadawać Lloydowi bezpośrednio pytania i żeby on mógł bezpośrednio odpowiadać. Nie ma to jak osoba będąca bezpośrednio u źródła, prawda?
[28:11] - Witam, chyba teraz mnie słychać, bo poprawiłem w systemowych ustawieniach, bo tu było w porządku. Ciekawe nawet to jest. Ja nie słyszałem o czaszce Gwiezdnego Dziecka, ale ja szybciej bym chyba nawet był skłonny uwierzyć, że to jest po prostu inny gatunek, jeszcze nieodkryty przez człowieka, który po prostu inaczej ewolucję przeszedł niż znany nam człowiek. Chociaż wierzę na przykład w to, że odwiedzała nas inna cywilizacja pozaziemska, bo to nawet jest logiczne matematycznie, że na tyle miliardów gwiazd i niech jakaś tam setna będzie miała układ planetarny, a co tysięczne będzie jakieś życie na nim, to na pewno jakaś cywilizacja bardziej inteligentna niż my istnieje i nas odwiedzali pewnie. Chciałem się właśnie zapytać, czy to jest możliwe, że to jest inny gatunek, który odkryliśmy, a jeszcze nieznany był przez nas?
[29:34] - Oczywiście istnieje taka możliwość i Lloyd jej nie wyklucza. Zresztą w tym e-booku, w tej książce elektronicznej, którą właśnie zacząłem tłumaczyć, on też mówi o tym, że te badania, które do tej pory udało się przeprowadzić i to odkrycie dokonane przez genetyka ostatnio właśnie w lutym tego roku, nie wskazuje w sposób jednoznaczny na to, że Gwiezdne Dziecko było obcą istotą czy choćby nawet hybrydą obcej istoty i człowieka. On tylko stwierdza, że na pewno nie mogła być to istota ludzka. W związku z tym oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że Gwiezdne Dziecko było przedstawicielem jakiegoś nieznanego dotąd nauce gatunku, który może jeszcze gdzieś istnieje i żyje, a może już wymarł. Natomiast przeciwko tej tezie przemawiają owe dziwaczne cechy morfologiczne czaszki. Bo jak się weźmie pod lupę, że tak powiemMikroskop. Jakikolwiek znany już nauce gatunek, który posiada czaszkę, który posiada kości, żadne takie zwierzę, żadna taka istota nie ma takich cech morfologicznych, jakie posiada ta czaszka. Na przykład wrośniętych w strukturę kości włókien czaszki, która jest dwukrotnie cieńsza, ale jednocześnie dwukrotnie wytrzymalsza, której skład przypomina bardziej kolagen i tak dalej. Stąd bardziej bym się skłaniał ku hipotezie pozaziemskiej.
[31:06] - No właśnie, a przecież Lloyd Pye wcześniej zajmował się hominidami, jeśli dobrze pamiętam. Ale w kwestii czaszki Gwiezdnego Dziecka nie odniósł się do tego z punktu widzenia swojego doświadczenia. Musiał to uznać za coś całkowicie innego.
[31:37] - Tak, rzeczywiście, Lloyd zajmował się wcześniej hominidami, albo raczej tym, co nazywa hominoidami, do której to grupy zalicza zarówno naszych uznanych przez naukę przodków, jak i istoty nieuznawane przez naukę, takie jak yeti i tak dalej. Natomiast to był właśnie główny powód, dla którego w ogóle zajął się czaszką Gwiezdnego Dziecka. Bo przecież dla tych z państwa, którzy znają książkę, przypominam, a dla innych tłumaczę, że właśnie dlatego zarekomendowano Lloyda jako osobę, która mogłaby się zająć czaszką Gwiezdnego Dziecka, że posiadał on już wcześniej doświadczenie z zakresu hominoidów, z zakresu badania owych dziwnych i nieuznanych przez naukę istot czy stworzeń, takich jak yeti, wielka stopa, Almas i tak dalej.
[32:35] - No właśnie, a to jest dobry moment, żeby powrócić do tego, o czym żeśmy mówili jakiś czas temu, czyli do pana wyprawy na Wyspy Salomona. Nie mieliśmy jeszcze okazji bezpośrednio tutaj z użytkownikami czatu rozmawiać o tym, a wyprawa pana była gorącym tematem na naszym forum. Jakie są pana, powiedziane w krótkich słowach, wnioski na ten temat?
[33:15] - Tak. Nie czytałem wszystkich komentarzy, ale przynajmniej część przejrzałem. Zresztą też sam na swoim blogu dostawałem różne komentarze. Zresztą większość z nich, nawiasem mówiąc, delikatnie mówiąc niezbyt przychylnych, ale to już inna kwestia. Natomiast przypuszczam, że osoby, które nie wyrażały się czy nie wyrażają zbyt pochlebnie o tej wyprawie, są zdania, że powinienem stamtąd przynajmniej przywieźć żywego lub martwego jakiegoś olbrzyma albo małą istotę, albo uchwycić na kamerze czy na aparacie fotograficznym światła widywane ponoć nad wyspami i nad morzem. Obawiam się, że po prostu to w ten sposób nie funkcjonuje, dlatego że jest bardzo wiele przeszkód, które uniemożliwiają tak po prostu sobie gdzieś tam pójście do jakiejś dżungli, wspięcie się na jakąś górkę czy popłynięcie gdzieś na jakąś wyspę czy wysepkę i dokonanie jakiejś obserwacji. Już nie mówię nawet o schwytaniu jakiejś istoty, bo przede wszystkim należałoby uznać, że one żyją. Potem powiedzieć, gdzie one żyją, dotrzeć w to miejsce i spróbować w jakiś sposób tę istotę schwytać, co jest zadaniem, które prawdopodobnie udałoby się wyłącznie Indianie Jonesowi i podobnym fikcyjnym postaciom. Natomiast wnioski z tej wyprawy są takie. Po pierwsze stwierdziłem, że okres czterech miesięcy na to, żeby próbować przynajmniej dojść do sedna sprawy, spróbować zbadać te zagadki w trzech różnych prowincjach czy w trzech różnych miejscach Wysp Salomona, to wbrew pozorom okres za krótki.
W związku z tym następnym razem, a taki raz na pewno będzie, tylko pytanie oczywiście, kiedy będzie, bo wiadomo, że wyprawa w te rejony jest dość kosztowna. Ale czy to będzie za rok, za dwa, za pięć, czy za osiem, na pewno tam powrócę. I wówczas postanowiłem spędzić tylko w jednej prowincji, ale za to więcej czasu, czyli może dwa i pół miesiąca. Mam już wyrobioną sieć kontaktów. To po pierwsze. Osób, do których wystarczy napisać lub zadzwonić, żeby one z kolei mogły uruchomić swoje kontakty. Ponieważ, tak jak wspominałem przed chwilą, dostanie się w jakieś miejsce na Wyspach Salomona wymaga zgody właścicieli ziemskich bądź właścicieli gruntów, wodzów wiosek, starszyzny plemiennej i tak dalej. W związku z tym jest cały łańcuch ludzi, którzy decydują o tym, czy w ogóle można w dane miejsce się dostać. Związane są z tym również koszta. Niestety czasami są to koszta niemałe.
Dla przykładu: chciałem się dostać na terytorium jednego z plemion na wyspie Malaita, ludu, który się nazywa Kwio, ponieważ wedługInformacji dostarczonych przez Mariusa Boirayona. Właśnie na terytorium tegoż ludu mieści się pewna rafa koralowa, z której podobno czasami wylatują owe dziwaczne kule światła. Oczywiście samo dostanie się tam, pod warunkiem, że zna się odpowiednie osoby, jest możliwe, ale dyktowano mi taką cenę, w przeliczeniu było to około 1600 dolarów amerykańskich, że po prostu stwierdziłem, że jak na mój budżet jest to kwota, która uniemożliwiłaby mi później nawet przedostanie się w jakieś inne rejony Wysp Salomona, nie mówiąc już o różnych innych rzeczach. W związku z tym niestety, ale byłem zmuszony zrezygnować z wyprawy w tamte rejony ze względu na koszta. I takie są właśnie przeszkody. Gdybym oczywiście miał ze sobą dwie, trzy czy cztery osoby, które również by wniosły jakiś wkład finansowy w tę wyprawę, być może rzeczy miałyby się zupełnie inaczej. Niestety tak się nie stało i tutaj raczej nie do mnie należałoby skierować pytanie, dlaczego tak się stało. Tylko osoby, które ewentualnie mogłyby pojechać ze mną, a tego nie zrobiły, wiedzą, dlaczego nie pojechały, dlaczego nie zgłosiły akcesu i tak dalej. Natomiast wyprawa nie była nieudana i nigdy tak nie twierdziłem i nie będę tego twierdził, choćby z tego względu, że udało mi się uzyskać kilka informacji, jedną na wyspie Malaita i jedną na wyspie Makira. Niemniej jednak niestety są to informacje, przynajmniej część z tych informacji, o charakterze nie wiem, czy poufnym, ale takim, że ich publiczne ujawnienie nie jest może rzeczą wskazaną.
Zostałem poproszony przez mojego informatora, żeby publicznie tych informacji nie ujawniać ze względu na to, że mogłoby się to dla niego potencjalnie przynajmniej źle skończyć i ze względu na jego powiązania z amerykańską armią i z amerykańskim wywiadem. Natomiast jeden króciutki przykład takiej opowieści mogą państwo znaleźć na przykład na mojej stronie na Facebooku, gdzie zamieściłem wywiad z jednym człowiekiem, który opowiada o światłach, które widział. Drugi wywiad z człowiekiem z Malaita jest na przykład na YouTubie pod moim nickiem Świergotek123. Można to obejrzeć. Są to opowieści tej samej natury, jak te opowieści, powiedzmy tajne czy poufne, ale oczywiście takiej natury, które można opublikować. Natomiast tak jak mówię, są też pewne opowieści, z których można by zrobić niezły film science fiction, z tą tylko różnicą, że są to opowieści prawdziwe. A skąd wierzę, że są to opowieści prawdziwe? Ponieważ zweryfikowałem swojego informatora i źródła jego informacji. Zresztą on sam był też bardzo chętny do współpracy. Także sytuacja wygląda w ten sposób, że badanie tych rzeczy wymaga powrotu na Salomony i to prawdopodobnie nie jeden raz.
Niektórzy ludzie, którzy badają dane zjawisko, poświęcili mu 10, 15, 20 lat swojego życia. Myślę, że może nie poprzez 20 lat. Mam nadzieję, w terminie krótszym, o wiele krótszym niż 20 lat, ale jednak nie tak krótkim jak cztery miesiące, można te tajemnice i zagadki w jakiś sposób zweryfikować. Zresztą de facto zależy mi w tej chwili tylko na tym, żeby potwierdzić, że owe światła czy owe istoty tam istnieją i nie dociekać ich natury, bo przypuszczam, że jest to zadanie ponad nasze możliwości.
[41:00] - To znaczy pana celem w tej chwili jest tylko to, aby udowodnić, że to ma miejsce, tak? Jeśli dobrze rozumiem. A co później będzie się działo, to już zobaczymy.
[41:13] - Tak. Przypomnę może, że mamy do czynienia z trzema, właściwie z czterema zagadkami. Ale powiedzmy ta czwarta, czyli zagadkowe, tajemnicze ruiny. Tutaj udało nam się o tyle zweryfikować, negatywnie niestety te informacje, że w miejscu, o którym wspominał Marius Boirayon, żadnych takich ruin nie widzieliśmy. O żadnych takich ruinach nie słyszeli też miejscowi. Tutaj należałoby się dowiedzieć, czy w związku z tym tylko te współrzędne geograficzne, które podawał Boirayon są inne, czy też po prostu akurat ta historia czy ta informacja o jakichś tajemniczych, prastarych ruinach nie do końca jest zweryfikowana, nie do końca jest prawdziwa. Natomiast poza ruinami, przypomnę, są jeszcze trzy różne inne rzeczy, a mianowicie dziwaczne światła widywane nad na pewno trzema głównymi wyspami Salomon, czyli Guadalcanal, Malaitą i Makirą, ale być może również nad innymi wyspami oraz tak zwane olbrzymy czy olbrzymi, czyli dziwaczne istoty mierzące sobie od 1,90 m wzwyż aż do 4, 5, 6 metrów. Podobno istnieje ich wiele odmian i gatunków. I wreszcie rzecz najbardziej trudna do zweryfikowania, tak zwane kakamora, czyli małe istotki mierzące sobie nie więcej niż metr wzrostu, żyjące głównie na Makirze.Teraz sytuacja wygląda w ten sposób, że co się tyczy owych olbrzymów, to słyszałem od kilku czy nawet kilkunastu niezależnych od siebie osób, które żyją na trzech różnych wyspach i nie są ze sobą w żaden sposób spokrewnione, o miejscach, w których takie kości są przechowywane. Po prostu w jakichś starych grobach owych olbrzymów czy gigantów, gdzie podobno jedna kość piszczelowa takiej istoty ma taką długość jak cała noga przeciętnego człowieka.
Od razu oczywiście pojawia się pytanie: skoro wiem o takich miejscach, to czy próbowałem się w takie miejsca dostać? I oczywiście odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Tak, próbowałem się w takie miejsca dostać. Nawet w dwóch przypadkach dostałem się w takie miejsca, ale kiedy już się w nich znalazłem, to okazało się, że teren, na którym ponoć się te kości znajdowały, jest tak zarośnięty krzewami i drzewami, że praktycznie nie sposób odkopać niczego. Co w związku z tym sprawia, że nawet nie jestem w stanie zweryfikować tego, czy owi mieszkańcy mówią prawdę czy też nie. Natomiast w kilku innych przypadkach w grę po prostu wchodziło to, że aby się dostać do takiego miejsca, a miejsce to jest w kulturze Wysp Salomona po prostu miejscem zakazanym, tabu. Aby się dostać do tych miejsc, należało uzyskać zgodę całego szeregu osób. Kiedyś udało mi się dostać do wioski, w której mieszkał mój informator. Jego niestety akurat wówczas w wiosce nie było, a jego rodzina nie była w stanie skontaktować się z innym mieszkańcem wioski położonej o kilka kilometrów dalej, w której to wiosce mieszkała rodzina osoby pełniącej funkcję strażnika owej kości. W związku z tym niczego po prostu nie byłem w stanie wskórać.
Gdyż, tak jak mówię, na Salomonach nie jest tak jak w Polsce, Europie czy nawet w większości Stanów Zjednoczonych, gdzie można sobie po prostu pojechać w jakieś miejsce czy pójść i robić swoje, dokonywać jakichś obserwacji. Tutaj właściwie każda pięść ziemi, każdy metr kwadratowy ziemi do kogoś należy. A owe domniemane czy prawdziwe groby olbrzymów stanowią tabu i również stanowią własność ludu, wioski czy lokalnych mieszkańców. Więc nie jest wcale tak łatwo, ale informatorów już mam. W związku z tym następnym razem jest kwestia odpowiednio wczesnego kontaktu z nimi, pojechania w tamto miejsce i udania się już w to konkretne miejsce wtedy, kiedy wszyscy ludzie będą o tym poinformowani, a samo miejsce oczyszczone.
[45:52] - Wspomniał pan, że otrzymał pan informację o tych olbrzymach od kilku czy nawet kilkunastu różnych osób. Wiadomo, że krążą takie legendy, które ludzie sobie przekazują z ust do ust. Czy to nie jest właśnie taka swoista legenda przekazywana już od pokoleń? Czy według pana ta cała historia olbrzymach jest w jakiś sposób wiarygodna?
[46:26] - Ja czytałem na ten temat o tych gatunkach. Nie wiem, czy to nazwać „ludzi” czy nie, ale dużo było gatunków tak zwanych ludzi. Tylko po prostu ten gatunek, co jest w tej chwili, przetrwał. My przetrwaliśmy. Tak samo jak są różne gatunki małp, tak samo dużo gatunków kiedyś było ludzi. I widziałem właśnie gdzieś tam w internecie te kości. Mali faktycznie po metr, niektórzy sześć metrów w różnych rejonach świata. A druga sprawa to ta gwiezdna czaszka. Jeżeli ona ma 900 lat i prawdopodobnie to nie był inny gatunek, bo byłyby inne dowody z wykopalisk, to na pewno możliwe, że to czaszka kosmity.
[47:30] - Dziękuję bardzo. To już odpowiadam na te pytania. Jeśli chodzi o opowieści o olbrzymach, oczywiście nie ma żadnej konkretnej przesłanki, która by pozwalała na stwierdzenie, że owe olbrzymy czy giganty rzeczywiście istniały czy istnieją na Wyspach Salomona albo gdziekolwiek indziej. Bo te opowieści krążą nie tylko na Wyspach Salomona, ale po wielu innych wyspach Pacyfiku. Bezpośrednich przesłanek nie ma. Natomiast po pierwsze przypominam historię o odkryciu dokonanym w Rosji, w jaskiniach miejscowości Denisowa, gdzie odkryto szkielety. Może nie były to szkielety olbrzymów, bo one mierzyły sobie mniej więcej około dwóch metrów wzrostu. Czyli jak na naszą miarę to nie były jakieś giganty czy olbrzymy. Niemniej jednak były to istoty dość słusznego, wysokiego wzrostu. I gdy przebadano DNA tych istot, okazało się, że co najmniej kilkanaście procent DNA...
tych istot zawartych jest w DNA melanezyjczyków, co poniekąd potwierdzałoby tezę, że przodkami melanezyjczyków były jakieś istoty, jeśli nie gigantyczne, to przynajmniej bardzo. Po drugie, mamy też doniesienia z różnych innych stron świata o tym, że gdzieś tam odnaleziono czy odkopano grób takiego olbrzyma. Jest taka strona prowadzona przez Norwega mieszkającego na stałe na Tuvalu. To jest taki niewielki kraj również na Pacyfiku. Ten Norweg nazywa się Terje Dahl i prowadzi właśnie taką swoją stronę o olbrzymach i tam przytacza, pokazuje wycinki prasowe z różnych gazet z różnych stron świata, chociaż myślę, że głównie ze Stanów Zjednoczonych i z Europy. Doniesienia o tym, że gdzieś tam odkryto czy odkopano i to zupełnym przypadkiem, prowadząc jakieś prace wykopaliskowe czy prace geodezyjne, czy prace konstrukcyjne, odkopano kości olbrzyma czy giganta. W związku z tym oczywiście są to wszystko dowody pośrednie, niemniej jednak wydaje mi się, że całkiem zasadne wydaje się założenie, że również w niedostępnym interiorze wysp Salomona, interiorze, który nigdy nie został tak na dobrą sprawę tak do końca zbadany, wyeksplorowany, mogą istnieć jeszcze jakieś gatunki, w tym również na przykład gatunki takich olbrzymich. Gatunki, które nie zostały jeszcze odkryte. I być może właśnie są to albo żyjące wciąż olbrzymy, jak chcą ludzie, zwłaszcza na wyspie Guadalcanal, albo tak jak na przykład mówią ludzie na wyspie Malaita, szczątki takich olbrzymów, które już żywe nie istnieją na wyspie, ale istnieją ich pozostałości. Myślę, że ostatecznym celem wyprawy na Wyspy Salomona, czy to będzie za trzecim razem, za piątym, czy za ósmym, ale wierzę głęboko, że w końcu się to uda.
Ostatecznym celem takiej wyprawy będzie właśnie naoczne przekonanie się o prawdziwości takich opowieści poprzez odnalezienie, sfotografowanie i sfilmowanie czy to kości, czy czaszki takiego właśnie olbrzyma czy giganta. I dopiero wtedy uznam, że osiągnąłem sukces i dopiero wtedy uznam, że wyprawa została zwieńczona ostatecznym powodzeniem. Także jest to jak najbardziej kwestia, którą należy kontynuować. Absolutnie się nie poddaję i absolutnie nie porzucam myśli o powrocie na Wyspy Salomona. Pytanie oczywiście tylko kiedy, bo wiadomo, że wiąże się to i z bardzo długim czasem i z bardzo wysokimi kosztami, więc tutaj należy się nad tym zastanowić. Jeszcze jedna kwestia, mianowicie odpowiedź na pytanie pana, czy wypowiedź pana dotyczącą czaszki gwiezdnego dziecka, za chwilę wrócimy do tego tematu. Właśnie tak jak pan mówi, nie znaleziono, jak dotąd przynajmniej nigdzie indziej podobnych czaszek czy szkieletów, co mogłoby raczej wskazywać na to, że był to jakiś pojedynczy przypadek. Czy to hybryda, czy nie hybryda. Pojedynczy przypadek istoty, która z jakiegoś powodu znalazła się tutaj na Ziemi i z jakiegokolwiek powodu nie była w stanie, mówiąc potocznie, powrócić do swoich i zmarła tutaj również na Ziemi. Jest to jak dotąd jedyny w swoim rodzaju przypadek, jedyna w swoim rodzaju czaszka.
Nieznany jest mi żaden inny taki przypadek, ani też Lloydowi, co jest również dodatkową przesłanką przemawiającą za tym, że to jednak jest obca istota, a nie jakiś nieznany nauce gatunek ziemski.
[53:20] - Właśnie wszystko jest możliwe. Ja wierzę w takie rzeczy, nawet trochę na astronomii się znam i widzę, co się dzieje. Tylko najgorsza ta odległość między układami, planetami. Dla nas to, my na przykład za krótko żyjemy, żeby wybrać się do najbliższego układu słonecznego. Nie wiem, ile jest, ale o ile się nie mylę, to jest chyba cztery lata świetlne. Czyli musimy z prędkością światła się poruszać statkiem kosmicznym i zajęłoby nam to chyba cztery lata czy 20. Nie jestem pewny teraz.
[54:05] - To znaczy zajęłoby to nam pewnie więcej, bo to są cztery lata świetlne, czyli światło przebywa tę drogę w ciągu czterech lat. A jak wiemy światło jest najszybszą materią albo energią, która najszybciej się porusza ze wszystkich znanych nam rodzajów materii i energii. Zajęłoby to znacznie więcej niż cztery lata czy nawet 20. Natomiast proszę też nie zapominać o tym, że tak jak na pewno istnieją we wszechświecie organizmy o niższym poziomie inteligencji albo wręcz zerowym, takie jak na przykład bakterie gdzieś tam we wszechświecie, tak samo mogą istnieć istoty o znacznie wyższym poziomie inteligencji i rozwoju duchowego, ale także technologicznego, któreNiewątpliwie opanowały sztukę podróżowania we wszechświecie poprzez zaginanie czasoprzestrzeni i dla takich istot podróż z jednego krańca Układu Słonecznego albo galaktyki, albo wręcz wszechświata w drugi kraniec może być kwestią bardzo krótkiej chwili. Może nie sekundy, ale w każdym razie jest to dla nich możliwe w ciągu jednego życia. Tak że nie zapominajmy o tym, że mogą istnieć olbrzymie różnice w rozwoju technologicznym i że oni mogli opanować poruszanie się we wszechświecie takie, jakiego nie znamy.
[55:36] - A ja czytałem rok temu, jakiegoś linka znalazłem, nie chce mi się teraz szukać i widziałem te zdjęcia. Nie wiem, czy to jest prawda, czy nie. Zdjęcia ruin miasta na Marsie. To z teleskopu było normalnie porobione zdjęcia. Nie wiem, czy to Hubbla teleskop akurat robił te zdjęcia w przestrzeni kosmicznej, słonecznej i zdjęcia nawet były dosyć wyraźne. Tam nawet można było zobaczyć okna. Normalne ruiny miasta i te ruiny na Marsie. Nie mówię o twarzy marsjańskiej, bo to może być jakiś tam przypadek, tylko o symetrii, o linii w ogóle tego. Nie wiem, czy widzieliście, czy to jest prawda, czy nie.
[56:32] - Nie słyszałem niestety całej wypowiedzi, więc trudno mi się do niej odnieść. Słyszałem tylko ten fragment dotyczący ruin na Marsie. Oczywiście ten temat jest mi znany. To, czy na Marsie istniało kiedyś życie, czy nie, to pewnie tego nigdy nie rozstrzygniemy i jest to tematem gorącej dyskusji pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami tej teorii. Natomiast nie jest to wykluczone, że gdzieś, jeśli nie na Marsie, to przynajmniej w okolicach Marsa istnieje pewna forma inteligentnego życia. Przynajmniej tak wynikałoby z rozmowy z jednym z moich informatorów. Tak jak powiedziałem, nie mogę ujawnić szczegółów. Nie mogę powiedzieć dokładnie, o co chodzi, bo o to prosił mnie mój informator. Natomiast z rozmowy z nim wynikałoby, że jakiś rodzaj inteligentnych istot, które są w stanie w najgorszym razie poruszać się między Ziemią a okolicami Marsa, a być może nawet na znacznie większych przestrzeniach, że jakieś tego typu istoty mogą istnieć.
[57:47] - Swojego nie znacie, cudze chwalicie. No dobrze, że tam akurat jeździsz, szukasz po świecie i zaintrygowały cię tam gdzieś światła jakieś. A tu u nas w Polsce, w województwie łódzkim kilkadziesiąt lat jeżdżę w jedno miejsce. Takie światła schodzą z góry zawsze, dochodzą do krzaków, dziwnych krzaków, bo zawsze pogiętych. Nikną. Zawsze trzy. Takie jakby balony meteorologiczne. I one, gdy dotykają tych konarów, giną. I wydawało mi się pierwszy raz, gdy zobaczyłem, myślałem, że jakieś balony. Bałem się wtedy tam dojść w nocy.
Gdy rano poszedłem, tam nic nie było. I takie rzeczy widzę co roku. Na przełomie czerwca i lipca najczęściej tam bywam. Jest to miejsce, które było penetrowane we wojnę. Tam było ogrodzone. Niemcy tam coś kombinowali. Teraz po wojnie był tam taki poligon przenośny. Też durnia kleili, coś tam szukali.
[59:15] - Ja mówiłem o ruinach miasta na Marsie, które widziałem gdzieś w internecie. Robione z teleskopu Hubble'a. Ktoś to tam udostępnił. Nie chce mi się szukać. Naprawdę nie lubię tak googlować, ale widziałem te zdjęcia. Widać było miasto gdzieś na terenie może nizinnym, dlatego może nie zostało zniszczone przez te wiatry panujące na Marsie, przez warunki atmosferyczne. I widać linie, w ogóle symetrię tego miasta. Widać nawet piramidy jakieś pięcioramienne. Budowy w ogóle. Typowo takie miasto.
I nie wiem, czy to jest prawda, czy nie.
[01:00:11] - Tak. Chciałbym ustosunkować się do wypowiedzi pana o pseudonimie Jakość. To bardzo ciekawe, co pan mówi i oczywiście nie należy wykluczać takiej ewentualności, że są to jakieś właśnie dziwne i niezbadane zjawiska, czy może nawet statki powietrzne obcych, załóżmy. Natomiast zawsze w tego typu obserwacjach należy zastosować tak zwaną brzytwę Ockhama, prawda? Tę samą brzytwę Ockhama, o której w sposób niepochlebny wyraża się sam Lloyd Pye w swojej książce o Gwiezdnym Dziecku zresztą. Ale tak w gruncie rzeczy właśnie jest, że jeśli dokonujemy obserwacji jakiegoś podobnego zjawiska do tego, co pan opisywał, to najpierwNależałoby się zastanowić, czy na pewno wyeliminowaliśmy wszystkie znane nam przyczyny takiego zjawiska. Potem, jeżeli okaże się, że nie jest to na pewno nic, co łatwo jest wyjaśnić, wtedy rzeczywiście możemy się nad tym głębiej zastanowić. Z drugiej jednak strony przyznaję, że sam słyszałem opowieści o innym miejscu w Polsce. Zresztą takich miejsc jest wiele, również w okolicach kompleksu Riese znanego.
[01:01:34] - Jeśli chodzi o to miejsce, bo ja chciałem zainteresować ludzi, ale nikt się tym nie interesuje. Tam podobno od wojny jest jakiś obserwator. Ktoś, kto pilnuje tego miejsca od Niemców. Ja jestem chory na cukrzycę i gdy zajeżdżam tam przez sześć tygodni nie biorę insuliny. Do tego dochodzi, że wieczorem, gdy się kładę spać, zjadam krówkę. To znaczy cukierka, bo się boję, że mi cukier jeszcze bardziej spadnie. Tam mam spadki cukru do 40, 50. A gdy nurt wody się zmienił i przeszedłem gdzieś w linii prostej 100 metrów na drugą stronę, od drugiego dnia musiałem już brać insulinę. Tam myszki, te ryjówki w ogóle się mnie nie boją. One dochodzą, wchodzą do wiaderka, jedzą pszenicę i nie uciekają.
Tylko tam. Jest to nasyp. Piasek. Gałęzie nie rosną nigdy prosto. Nie ma tam dużych drzew, tylko taki bluszcz od wyjścia z ziemi rosną zawsze krzywo. I tak jak mówiłem.
[01:03:05] - Bardzo bym prosił o przesłanie zgłoszenia do serwisu Infra i wtedy prawdopodobnie zajmiemy się tą sprawą. Niemniej jednak mamy tutaj możliwość porozmawiania z panem Bobilewiczem na temat jego wyprawy na Wyspy Salomona i to by było, nie wiem. Być może nie było mnie jakiś czas i nie wiem, czy ta sprawa była poruszana na temat ruin miast olbrzymów na tych wyspach. Czy po prostu pan tam dotarł? Na ile to jest prawdopodobne, że te ruiny faktycznie tam się znajdują? Temat inny to jest właśnie pozostałości, znaczy kości tych olbrzymów, grobowce, które tam powinny się znajdować. Czytałem blog, wiem, że nic konkretnego nie udało się panu znaleźć. To znaczy odkopać, pokazać. O, tutaj mam czaszkę. Ale na ile to jest pewne, że tam coś faktycznie jest zakopane?
Że faktycznie tam olbrzymi istnieli, faktycznie te miasta zbudowali jakieś tam. I czy jest taka możliwość dotarcia? Bo czytając bloga to jest taki opór mieszkańców w sumie przed odkrywaniem tych ich tajemnic. Gdyby pan mógł coś na ten temat powiedzieć.
[01:04:30] - Jest takich dużo miejsc na ziemi w ogóle tajemniczych, ale jest bardzo łatwo człowieka oszukać z tymi światłami. Nawet taka świeczka i balon. I to leci już. Świeci, leci, dopóki się świeczka nie wypali. To my obserwujemy dziwne światło poruszające się. Bardzo łatwo jest człowieka oszukać jeszcze przy takiej technologii, jaką my posiadamy. Sam oszukałem na przykład swoją sąsiadkę starą. U mojej babci na wsi położyłem po prostu koło krzyża. Tam ogrodzony ten krzyż był płotem. Położyłem odbiornik radiowy.
Szła ta babcia. Ja przez takie zwykłe walkie-talkie przestrojone na częstotliwość radia zacząłem coś mówić. Po prostu taki kawałek zrobiłem. Mówię: Bóg, ja Bóg. I do niej po nazwisku. To widziałem ona aż upadła koło tego krzyża. Upadła. Myślałem, że będą pielgrzymki robione, ale się później wznałem, bo szkoda mi jednak było. Upadła i się zaczęła modlić.
[01:05:52] - Tak, dziękuję za te wszystkie wypowiedzi, więc króciutko. Najpierw do pana o pseudonimie Jakość. Ciekawe tutaj, co pan mówił o cukrzycy, ale zastanawia mnie, jak pan mierzył ten poziom cukru i skąd pan wie, że ten poziom cukru panu się obniżał. Ja rzeczywiście sugeruję, żeby tę pana obserwację czy ten przypadek zgłosić do jednej z wielu organizacji badawczych zajmujących się zjawiskami niezwykłymi czy paranormalnymi. Jestem przekonany, że oni będą w stanie dalej sprawę pociągnąć i być może nawet na miejsce pojechać, żeby dokonać obserwacji. Teraz, jeśli chodzi o kolejną sprawę, czyli o te ruiny miast na Wyspach Salomona i o kości, grobowce. Otóż tutaj chodziło o konkretnie jedną ruinę. Marius Boirayon w swojej książce „Solomon Islands Mysteries”, czyli tajemnice albo zagadki Wysp Salomona, opisuje dość konkretne miejsce z podaniem współrzędnych geograficznych tego miejsca.I to on twierdzi, że te ruiny, które tam się znajdują, stanowią pozostałość po tak zwanej cywilizacji Ramo. Taka lokalna nazwa Ramo. I tutaj od razu już pierwsza wątpliwość się pojawia, ponieważ zaraz skończy mi się czas, więc dokończę za chwilę.
Widzę, że są jeszcze słuch-
[01:07:24] - Ja tylko jeszcze wrócę do tego, podam namiary konkretne, bo ja chciałbym zainteresować ludzi, bo takimi rzeczami tylko tutaj na Spiekerei interesowali się Niemcy. Dawałem namiary, dawali mi tutaj różne takie linki. Jest to wioska Rębieszów nad rzeką Widawką. Jest to między Sieradzem a Widawą miejscowość Rębieszów. Jeśli będą potrzebne jeszcze raz namiary do zapisania to podam. Skorzystałem po prostu z okazji, że pan się takimi rzeczami interesuje i to mówię, może akurat ktoś się tym zainteresuje, bo ja to chciałem już o tym powiedzieć. W każdym razie jeszcze o tym miejscu powiem tyle, że jest to dziwne miejsce, bo to miejsce nie pozwala nie przyjeżdżać. Jeśli tam ktoś raz pojedzie i się pokręci, to już przyjeżdża. Ja tam jeżdżę ponad trzydzieści lat. Jeśli chodzi na zakończenie o ten nick Jakoś jest to marna jakość.
[01:08:43] - Nie wiem, czy marna. Mam nadzieję, że nie. Natomiast bardzo dziękuję za to zgłoszenie i za tę opowieść. Tak jak mówię, proszę się zgłosić do jednej z instytucji czy organizacji badawczych. Jestem przekonany, że dalej panu pomogą. A wracając do tematu ruin owych miast, otóż tak jak mówię, to jest jedno specyficzne miejsce, którego współrzędne podaje Marius Boyrayon i myśmy zakupili bardzo szczegółowe mapy Wysp Salomona tam już na miejscu. Udało nam się na mapie nanieść to położenie, to miejsce, o którym mówi Marius Boyrayon. Okazało się, że w niedalekiej okolicy znajdują się wioski. W związku z tym rzecz jasna postanowiliśmy do tych wiosek się udać, zasięgnąć języka, zobaczyć, co ci ludzie mają do powiedzenia i czy cokolwiek wiedzą na temat ruin, które ponoć miały się znajdować na zboczu lub na szczycie okolicznej góry. Góry, której nazwy nawet Boyrayon nie podaje, ani nawet mapa też nie podaje.
Myśmy się dopiero od miejscowych dowiedzieli, jak ta góra się nazywa. W każdym razie miejscowi z trzech okolicznych wiosek nic nie wiedzą na temat żadnych takich ruin. Ramo, tak jak wspominałem, to jest nazwa ogólna wojowników z Wysp Salomona. Ludzi, którzy parali się właściwie podbojami innych plemion, innych wiosek. Także niekoniecznie nawet chodzi o de facto jakieś ruiny zbudowane przez olbrzymów czy gigantów. Natomiast tak jak mówię, po pierwsze miejscowym nic nie było wiadomo na temat takich ruin. Po drugie, myśmy z Warrenem, moim przyjacielem z Australii, który wówczas był również ze mną na Wyspach Salomona cały ten teren wokół, u podstawy tej góry żeśmy przeszli i cały ten teren żeśmy sfotografowali i doszliśmy do wniosku, że przez bardzo gęste poszycie drzew i krzewów nie sposób dojrzeć w ogóle czegokolwiek z poziomu ziemi. Przypuszczam zatem, że tak samo trudno byłoby dostrzec cokolwiek z poziomu helikoptera wiszącego nad tą górą. Nie mówiąc już o satelicie, bo Boyrayon powoływał się na zdjęcie satelitarne z Google Maps. W związku z tym przypuszczam, że albo Boyrayon tutaj, mówiąc delikatnie, rozmijał się z prawdą, albo też celowo lub przypadkiem podał niewłaściwe współrzędne geograficzne położenia tego miejsca.
Konkluzja jest taka, że na tym konkretnym miejscu nie znaleźliśmy niczego. Prawdopodobnie tam nic takiego nie ma, ponieważ miejscowi nic na ten temat nie wiedzą. No, chyba że wszyscy zgodnie nas w jakimś celu oszukiwali. Natomiast niewykluczone, że to miejsce znajduje się po prostu gdzie indziej. Także to tyle na temat ruin tych miast. Natomiast jeszcze tutaj odnośnie tych światełek i balonów jeszcze mam tylko taką uwagę, że oczywiście istnieje milion różnych sposobów, żeby oszukać ludzi czy zrobić sobie z nich popularnie nomen omen balona. Natomiast są takie przesłanki, które wskazywałyby na to, że niekoniecznie mamy do czynienia na Wyspach Salomona z czymś takim jak balony. Po pierwsze, pomijam już fakt, że większość mieszkańców jest zbyt biedna, żeby jeszcze kupować sobie balony i robić ludzi w balona. Natomiast te światła po prostu poruszają się w sposób zbyt jednostajny. Zbyt często pojawiają się w dokładnie tym samym miejscu.
Zbyt często poruszają się dokładnie tą samą trasą czy trajektorią, nie zbaczając nawet o metr czy dwa w jedną czy w drugą stronę. Zbyt często lądując na ziemi albo zanurzając się w wodzie, rozbłyskują silnym blaskiem, żeby można było mówić o jakichś balonach, o jakichś świeczkach czy podobnych innych metodach oszukania ludzi, czy też zrobienia sobie z nich żartu.
[01:12:56] - Jeszcze chciałbym wrócić do olbrzymów, bo ten mit na Wyspach Salomona i tych wszystkich innych dookoła, które tam sąZ tego, co było napisane na blogu, jest dosyć rozpowszechniony. Chodzi mi o to, czy było jakieś centrum, skąd oni się wywodzili? Gdzieś w legendach jest, że na przykład wszyscy olbrzymi pochodzą z jednej wyspy, rozpierzchli się po wszystkich innych. Czy jest w mitologii coś takiego na tych wyspach, które by pozwoliło ustalić czy dać większe prawdopodobieństwo występowania większej grupy tego typu osób? Oni się musieli rzucać w oczy. Czy olbrzymi przypłynęli tam, czy przylecieli, czy może być tak, że ludność miejscowa napłynęła na wyspy, które już były zasiedlone przez olbrzymów? Ten mit przez cały czas powraca. Kręci się wokół mitologii tych wysp. Jeżeli są grobowce i tak dalej, są pokazywane, że tutaj jest ich miejsce, to coś musiało być. Jak to jest odbierane przez pana?
[01:14:27] - Jeszcze wrócę do tematu z tymi światłami, bo my, ludzie, jesteśmy tacy, nie wszyscy, że czegoś nie rozumiemy, to jedna część ludzi zaraz sobie to wytłumaczy siłą boską. To są tak zwani fanatycy religijni. Bardziej tacy, co nauką się zajmują, tłumaczą to w sposób taki, że to na pewno efekt kosmitów. A jeszcze jest trzecia grupa ludzi, że powie sobie, że 200 czy 300, czy 500 lat temu nie umieliśmy wyjaśnić wyładowania atmosferycznego typu piorun. A teraz umiemy. A mi się wydaje, że musimy poczekać, żeby cokolwiek wytłumaczyć jeszcze. My tak naprawdę 100 lat się dopiero rozwijamy, a przez parę tysięcy lat nic się nie zmieniło z naszą technologią od czasu wynalezienia prądu. To jest bardzo krótki czas rozwoju naszej cywilizacji, takiej bardziej trochę zaawansowanej. Także musimy poczekać. Są pioruny kuliste, są różne dziwne zjawiska, które tworzy natura, którego jeszcze nie wytłumaczyliśmy do końca.
[01:15:59] - Oczywiście ma pan całkowitą rację. Chciałbym ustosunkować się najpierw do wypowiedzi poprzedniego pana odnośnie mitów i legend dotyczących olbrzymów. Oczywiście takie mity i legendy są. Być może nawet nie są to mity i legendy, tylko opowieści tyczące się wydarzeń prawdziwych. Nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. Wedle tych opowieści olbrzymi przemieścili się z wysp, przemieszczali się w kierunku generalnie z zachodu na wschód, czyli z wysp typu Guadalcanal dalej na wschód i trochę bardziej na północ, czyli na Malaitę. Podobno Malaita miała być miejscem docelowym tych olbrzymów, ale generalnie opowieści o olbrzymach są rozpowszechnione na tych wszystkich trzech wyspach, czyli Guadalcanal, Malaita i Makira. Mieszkańcy miejscowi mówią o tym, że olbrzymy byli pierwotnymi mieszkańcami tych ziem, ale jednocześnie twierdzą, co ciekawe i szczerze powiem, nie wiem, jak to ze sobą połączyć, że są oni, a przynajmniej niektóre z typów czy rodzajów olbrzymów, są ich przodkami. Być może dochodziło w przeszłości do jakiegoś krzyżowania się. Nie wiem, czy byli pierwsi ludzie i zaczęli krzyżować się z tymi olbrzymami.
W końcu był czas-
[01:17:30] - Przepraszam, panie Wojtku, że się wbiłem, ale myślę, że już możemy zakończyć oficjalnie nasz czat, nasze spotkanie, za co bardzo dziękuję. Jestem bardzo wdzięczny za to, że pan poświęcił swój czas na to, aby tutaj porozmawiać z nami zarówno w sprawie Gwiezdnego Dziecka, jak i też o pana wyprawie na Wyspy Salomona. Niezwykle intrygujące i ciekawe muszę powiedzieć. Także dziękuję, panie Wojtku.
[01:18:13] - Ja również dziękuję. Niestety nie mamy czasu, żeby omówić wszystko. Tak jak państwo pewnie niektórzy zauważyli, mam bloga. On jest w tej chwili właściwie nieaktywny, ale tam gdzieś na tym blogu powinien być również podany mój adres mailowy albo też na mojej stronie dotyczącej Salomonów, czyli www.wyspy.webd.pl. Tam też jest podany mój adres mailowy. Także jeśli ktoś z państwa ma jakieś pytania, czy to odnośnie czaszki, czy Salomonów, to bardzo proszę. Natomiast ja też mam taką nadzieję, że będziemy się jeszcze spotykać. Tym bardziej że w tej chwili, taki mały fragment prywatny, powtórząć, w tej chwili moja sytuacja finansowa może nie jest specjalnie ciekawa, ale mam nadzieję, że to się zmieni. A jeśli i kiedy to się zmieni, mam już plan i temat na kolejną wyprawę, tym razem do wschodniego Kazachstanu. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów, żeby nie zapeszyć, ale chciałbym tam też zobaczyć pewne rzeczy.
I tym razem nie chodzi o UFO czy o gigantów. O żadne takie rzeczy ulotne, tylko o bardzo namacalne rzeczy, o ile oczywiście one tam istnieją. Także mam nadzieję, że i przed ewentualną taką wyprawą, i po niej jeszcze będziemy mogli też porozmawiać. Dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za pytania i za uwagę. Mam nadzieję do usłyszenia.
[01:19:42] - Produkcja i realizacja: Portal INFRA, www.infra.org.pl.