Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!

SŁUCHAJ
ZALOGUJ SIĘ
ZAMKNIJ
Radio Paranormalium - zjawiska paranormalne - strona glowna
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
Czat Infry

Czat Infry

Odcinek: Wojciech Bobilewicz
Czat z podróżnikiem i badaczem Wojciechem Bobilewiczem, przeprowadzony 31 marca 2012 r.

Streszczenie odcinka

Rozmowa z Wojciechem Bobilewiczem koncentruje się na dalszych badaniach tak zwanej czaszki Gwiezdnego Dziecka oraz na jego wyprawie na Wyspy Salomona. Bobilewicz, tłumacz książki Lloyda Pye „Najbardziej zagadkowa czaszka”, podkreśla, że badania okazu nie zakończyły się wraz z okresem opisanym w książce. Wciąż prowadzi je, anonimowo, współpracujący z Pye genetyk, który analizuje kolejne fragmenty materiału genetycznego. Największe znaczenie ma według rozmówcy analiza genu FOXP2, odpowiadającego między innymi za rozwój mózgu i mowy oraz regulującego działanie wielu innych genów. Z badanego materiału udało się wyodrębnić jedynie około ośmiu procent tego genu, jednak w tym fragmencie miało występować 56 różnic w porównaniu z ludzkim odpowiednikiem. Zdaniem Bobilewicza tak znaczna liczba mutacji wyklucza możliwość, by czaszka należała do człowieka, ponieważ organizm z takim genem nie powinien prawidłowo się rozwinąć ani przeżyć kilku lat. Rozmówca zaznacza jednak, że nie jest to stuprocentowy dowód na pozaziemskie pochodzenie czaszki. Ostateczne rozstrzygnięcie wymagałoby zsekwencjonowania całego genomu, co w 2012 roku szacowano na około milion dolarów. Do tej pory zbadano zaledwie niewielką część całego materiału genetycznego, szacowaną na około jedną tysięczną genomu. Bobilewicz przedstawia uzyskane wyniki jako wskazujące na wyjątkowo nietypowy skład genetyczny, niepasujący do znanego człowieka, nawet silnie zdeformowanego. Jednocześnie dopuszcza możliwość, że czaszka należała do nieznanego nauce gatunku ziemskiego, choć jej niezwykłe cechy morfologiczne skłaniają go raczej ku hipotezie pozaziemskiej. Podkreśla, że nie znaleziono dotąd drugiego podobnego okazu, co może wskazywać zarówno na wyjątkowy przypadek, jak i na pojedynczą istotę, która znalazła się na Ziemi i zmarła tutaj. Według Bobilewicza czaszka ma ponad 25 nietypowych cech anatomicznych, występujących razem i w sposób symetryczny, dlatego nie można ich jego zdaniem łatwo wyjaśnić wodogłowiem ani inną pojedynczą deformacją. Wśród wymienianych właściwości pojawiają się między innymi nietypowa budowa kości, jej niewielka grubość przy dużej wytrzymałości oraz obecność włókien przypominających kolagen. Rozmówca przyznaje jednak, że obecny stan badań nie pozwala przesądzić, czy mamy do czynienia z hybrydą człowieka i obcej istoty, nieznanym gatunkiem ziemskim czy organizmem pozaziemskim. Lloyd Pye planował sfinansowanie pełnego sekwencjonowania genomu oraz produkcję dwóch filmów dokumentalnych: jednego rejestrującego sam proces badań, a drugiego przedstawiającego historię czaszki i kolejne etapy analiz. Całość miała kosztować około siedmiu milionów dolarów. Pye poszukiwał sponsorów, mimo że temat był przez wielu uznawany za pseudonaukowy lub paranaukowy. Bobilewicz wspomina także o przygotowywanym wznowieniu anglojęzycznej książki oraz o e-booku opisującym badania prowadzone w latach 2010–2012, który zamierzał przetłumaczyć na język polski. Rozmówcy omawiają brak zainteresowania sprawą ze strony oficjalnych instytucji naukowych. Bobilewicz twierdzi, że dotychczasowe analizy były zlecane komercyjnie, a część naukowców podejmowała współpracę wyłącznie prywatnie lub anonimowo, obawiając się utraty reputacji i ostracyzmu. Jego zdaniem środowisko akademickie niechętnie zajmuje się hipotezami, które mogłyby podważyć obowiązujący obraz biologii, historii życia i możliwości istnienia inteligentnych cywilizacji pozaziemskich. Dopiero pełne, niezależnie przeprowadzone sekwencjonowanie genomu mogłoby, jak przyznaje, skłonić główny nurt nauki do oficjalnego zbadania czaszki. Wspomina przy tym o pojedynczych naukowcach gotowych pomóc, między innymi o doktorze Tedzie Robinsonie z Vancouver, który przeprowadził badania morfologiczne. Druga część rozmowy dotyczy wyprawy Bobilewicza na Wyspy Salomona, poświęconej relacjom o niezwykłych światłach, olbrzymach, małych istotach nazywanych kakamora oraz tajemniczych ruinach. Podróżnik podkreśla, że cztery miesiące spędzone w trzech różnych częściach archipelagu były zbyt krótkie, by rozstrzygnąć tak złożone zagadnienia. Wyprawa nie przyniosła bezpośredniego dowodu w postaci sfotografowanej istoty, kości czy czaszki, ale pozwoliła nawiązać kontakty z mieszkańcami i zebrać dalsze relacje. Powrót na wyspy uważa za konieczny, najlepiej z dłuższym pobytem w jednej prowincji i wykorzystaniem stworzonej już sieci lokalnych informatorów. Jedną z głównych przeszkód okazały się lokalne zasady własności ziemi oraz obyczaje. Dostęp do określonych terenów wymaga zgody właścicieli gruntów, wodzów, starszyzny i osób odpowiedzialnych za miejsca uznawane za tabu. Za możliwość dotarcia do rafy koralowej na wyspie Malaita, gdzie miały pojawiać się świetliste kule, zażądano około 1600 dolarów. Bobilewicz nie mógł sobie pozwolić na taki wydatek, ponieważ ograniczyłoby to dalsze działania. Część uzyskanych informacji uznał za wiarygodne, lecz nie ujawnił ich publicznie na prośbę informatorów, między innymi ze względu na ich powiązania z amerykańską armią i wywiadem. Podróżnik wyróżnia cztery zagadnienia związane z Wyspami Salomona. Pierwszym są światła obserwowane nad Guadalcanalem, Malaitą, Makirą i być może innymi wyspami. Drugim są opowieści o olbrzymach mierzących od około 1,9 metra do nawet kilku metrów wysokości. Trzecim są kakamora, niewielkie istoty mające osiągać najwyżej metr wzrostu i żyć przede wszystkim na Makirze. Czwarte zagadnienie stanowią tajemnicze ruiny przypisywane niekiedy cywilizacji Ramo. W przypadku ruin wskazanego przez Mariusa Boirayon miejsca wyprawa przyniosła wynik negatywny: mieszkańcy trzech pobliskich wiosek nic o nich nie wiedzieli, a gęsta roślinność uniemożliwiała dokładne zbadanie terenu. Bobilewicz uznał, że ruiny prawdopodobnie nie znajdują się we wskazanym miejscu albo że podane współrzędne są błędne. Zauważył również, że „Ramo” może oznaczać wojowników dokonujących podbojów, a nie konkretną starożytną cywilizację. Relacje o olbrzymach pochodzą od wielu niezależnych mieszkańców trzech wysp. Informatorzy wskazywali miejsca, w których miały znajdować się stare groby i przechowywane kości. W dwóch przypadkach Bobilewicz dotarł w pobliże takich lokalizacji, lecz teren był tak zarośnięty, że nie zdołał niczego odkopać. W innych miejscach nie uzyskał wymaganej zgody lokalnych opiekunów grobów. Według opowieści jedna kość piszczelowa olbrzyma miała mieć długość porównywalną z całą nogą przeciętnego człowieka, jednak rozmówca wyraźnie przyznaje, że nie dysponuje bezpośrednim dowodem istnienia takich istot. Jako pośrednie przesłanki przywołuje między innymi odkrycia szczątków denisowian oraz doniesienia o znajdowanych w różnych krajach rzekomych kościach gigantów. Nie uznaje ich za rozstrzygające, ale uważa, że uzasadniają dalsze poszukiwania w słabo zbadanym interiorze wysp. Lokalne przekazy mówią, że olbrzymy były pierwotnymi mieszkańcami wysp i przemieszczały się z zachodu na wschód, od Guadalcanalu przez Malaitę w kierunku Makiry. Mieszkańcy mają zarazem twierdzić, że niektóre grupy olbrzymów były ich przodkami, co Bobilewicz interpretuje jako możliwy ślad dawnych kontaktów lub krzyżowania się populacji, choć nie przedstawia na to dowodów. Za najważniejszy cel kolejnej wyprawy uznaje znalezienie, sfotografowanie i sfilmowanie kości albo czaszki przypisywanej olbrzymowi. Chce przede wszystkim potwierdzić, że opisywane światła lub istoty rzeczywiście istnieją, bez przesądzania na tym etapie o ich naturze. W rozmowie pojawia się także temat możliwości pozaziemskiego pochodzenia świateł oraz rzekomych struktur na Marsie. Bobilewicz dopuszcza istnienie wysoko rozwiniętych cywilizacji, które mogłyby pokonywać ogromne odległości dzięki technologii zaginania czasoprzestrzeni, zaznacza jednak, że same internetowe zdjęcia przypominające ruiny miasta nie stanowią wiarygodnego dowodu. W odniesieniu do obserwacji niezwykłych świateł przypomina o konieczności stosowania brzytwy Ockhama i wykluczenia najpierw znanych wyjaśnień, takich jak balony, świece, zjawiska atmosferyczne czy złudzenia obserwatorów. Jednocześnie twierdzi, że światła na Wyspach Salomona poruszają się zbyt regularnie, pojawiają się w tych samych miejscach i czasem rozbłyskują po zetknięciu z ziemią lub wodą, by łatwo uznać je za zwykłe balony. Pod koniec rozmowy Bobilewicz odnosi się do zgłoszenia słuchacza dotyczącego powtarzających się świateł i nietypowych warunków przyrodniczych w okolicach Rębieszowa nad Widawką w województwie łódzkim. Zaleca przekazanie sprawy organizacjom zajmującym się badaniem zjawisk niezwykłych, podkreślając, że pojedyncza relacja wymaga weryfikacji na miejscu i sprawdzenia naturalnych przyczyn. Wspomina również o planowanej w przyszłości wyprawie do wschodniego Kazachstanu, której celem miałyby być bardziej namacalne obiekty, a nie UFO czy olbrzymy.
(rozwiń streszczenie)

Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!

Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
▼ Wyświetl transkrypcję ▼
Powiadomienia Web Push o nowościach w Radiu Paranormalium
Nie przegap żadnych nowości! Już dziś zapisz się na nasz newsletter emailowy lub włącz powiadomienia w przeglądarce, aby być na bieżąco z najnowszymi artykułami i audycjami.


Dodaj komentarz
Twój nick:
E-mail:


Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz. Do wysyłania powiadomień potrzebny jest poprawny adres e-mail (nie będzie publicznie wyświetlany).