[00:01] - To think for yourself and question authority. Witajcie ziemianie. Witajcie na planecie Hiperprzestrzeń. Dobra, żartowałem. Witam wszystkich w audycji „Hiperprzestrzeń” w Radiu Nafali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Witam wszystkich serdecznie, wylewnie. W rewelacyjnym nastroju oczywiście, bo wyzdrowiałem po przeziębieniach z zeszłego tygodnia. Dzisiaj poważny temat. Dzisiaj postanowiłem zrobić przedsionek.
Postanowiłem rozciągnąć temat jak gumę z gaci, do oporu oczywiście. Słyszycie szelest moich notatek. Ekstatyczna rzecz. Dobry wieczór wszystkim tym, którzy mają już wieczór za oknem i którym słonko zaszło. Dobry wieczór państwu. Pozdrawiam wszystkich sponsorów. Przypominam, że wszystkim tym, którzy dadzą solidny datek przysługuje koszulka i wszyscy ci dostają w prezencie koszulkę Radia Nafali. Także przypominam serdecznie i niedługo to wszystko się pojawi na stronie. Jak zwykle zapomniałem. Nie zdążyłem zrobić tych wszystkich rzeczy, ale to wszystko jest.
Niektórzy już dostali koszulki. Także ja tu nie poganiam, palcem nie wskazuję, ale do roboty. Zakładka na stronie www.radionafali.com oczywiście wspierać i sponsorować. Każda wpłata powyżej 20 funtów automatycznie naraża was na sytuację, że dostajecie prezent od Radia Nafali. Dostajecie koszulkę z rogiem Radia Nafali oczywiście. Jest ekstra. Jakby ktoś nie wiedział, jak wyglądają te koszulki, to zapraszam na naszego Facebooka. Tam są zdjęcia jak wyglądają te koszulki. Niedługo będą na naszej stronie internetowej. Ja oczywiście pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Poza sponsorami, poza wszystkimi współpracownikami, poza wszystkimi dopingującymi i tak dalej. Pozdrawiam serdecznie wszystkich na czacie i wszystkich słuchaczy offline, którzy sobie gdzieś teraz słuchają tej audycji i są nie wiadomo gdzie. Gdzieś. Mam nadzieję, że fajnie wam się słucha. Dziękuję bardzo serdecznie za komentarze pod audycjami. Zapraszam do komentowania, tam będę odpisywał w ramach swoich możliwości. Zawsze odpisuję. Czasami trochę to trwa, czasami nie, ale zawsze odpisuję. Także zapraszam do komentowania, czytania, pojawiania się. Dokładnie to samo róbcie na Facebooku.
Szerzcie tą herezję, szerzcie, dodajcie do ulubionych, dzielcie się, wklejajcie do swojego profilu. Niech ta dobra wieść niesie przez świat i wyrywa chwasty z korzeniami. Jeszcze sekcję zrobię. Pewnego dnia, jak się będę nudził, to zrobię. Czemu nie? Tymczasem wszyscy jesteśmy w Radiu Nafali, a dzisiaj wprowadzenie do szalonego tematu szalonych naukowców, szalonych wynalazców, którzy czasami się pojawiają w hiperprzestrzeni. I prądu elektrycznego, energii, pola jakiegoś dziwnego, które występuje, technologii i duchowości. Bo dzisiaj czas najwyższy wkroczyć kompletnie w temat troszkę prądu, energii, świata dookoła. Tego, czym tak naprawdę ten świat dookoła jest. Bo tak dyskutujemy dookoła czasami i się pojawiają takie tematy.
Tu Indianie, a tu coś . Trzeba też czasami włączyć pralkę albo lodówkę, jak się nie chce prać własnoręcznie. Także proszę państwa, trochę prądu elektrycznego, trochę energii, trochę technologii. Miałem taką refleksję z tym wszystkim dookoła związaną, taką bardzo solidną refleksję. I wydaje mi się, że tak zwane oświecenie duchowe, o którym jest tak głośno w dzisiejszych czasach wszędzie, wszem i wobec, dla mnie jest to jednoznaczne z możliwością i umiejętnością korzystania z technologii, która się za tym wiąże. A jaka może się wiązać za tym wszystkim technologia? Za tym oświeceniem duchowym, za tym wszystkim duchowym. Bo to dużo ludzi medytuje, dużo ludzi opowiada te wszystkie rzeczy. Jest masa niesamowitych słów, które czasami jak wszyscy słyszymy, to się zastanawiamy, o co chodzi. Nie to, że z braku szacunku dla człowieka, który używa tych nazw, tylko po prostu brzmią dla nas wychowanych w tej cywilizacji czasami co najmniej dziwnie.
A sprawy wydają mi się czasami, a nawet nie czasami, tylko w większości przypadków są prostsze niż wszyscy dookoła mówią. I troszeczkę temu chciałbym poświęcić ten odcinek „Hiperprzestrzeni”. Będzie pierwszy początek prądu elektrycznego i nie tylko. Chcę się po prostu zastanowić razem z wami. Jeżeli będziecie dołączali do tego zastanawiania się, będziecie dzwonili do radia, będziecie mówili, co wam tam w głowie trzeszczy, to byłoby bardzo fajnie. Pytanie, co to jest dookoła nas? Co to w ogóle jest wszystko dookoła? Skąd to się wzięło? Skąd to się w ogóle bierze? Czym to w ogóle jest przede wszystkim?
Czym jest cały ten, jak to nazwać, prąd, energią, polem dookoła nas? Jest milion nas dookoła. Wiemy, że coś jest dookoła. Jesteśmy niczym ryby w wodzie. Wiemy, że woda jest. Nie mamy pojęcia, czym ta woda jest. Nie mamy pojęcia, o co w niej chodzi. Wiemy, że jesteś ponad wodą, tak jak ryby wiedzą, że jesteś ponad wodą, ale właśnie nic poza tym nie wiemy. Jesteśmy jak ryby w wodzie. I teraz musimy sobie zadać pytanie, czym ta woda, moi drodzy, jest?
Bo jest to, podejrzewam, fundamentalne pytanie tego, jeżeli nie tysiąclecia, to tego dziesiątków tysiącleci, ale jest fundamentalne pytanie każdej ludzkiej istoty, każdego ludzkiego życia. I tu się pojawia stara Alchemiczny, naprawdę. Sobie gdzieś wyszperałem, włączyłem, jeszcze sobie włączam. Jeszcze sobie włączam. Mam oczywiście notatki dzisiaj. Muszę miejsce zrobić troszeczkę na tym biureczku dookoła się. Już robię miejsce. My wchodzimy oczywiście jak najbardziej do lasu, bo czas najwyższy. Bo jak zwykle leśni ludzie dobrze czują się zawsze w lesie. I co z tym naszym tematem, moi drodzy?
Jest takie stare alchemiczne, nie wiem, jak to nazwać. To może tak. Słyszeliście na pewno o teorii unifikacji wszystkiego, o teorii wszystkiego po prostu. To, żeby wziąć wszystko, zamknąć w dwa zdania, dwa słowa i że dokładnie tak jest. Wszyscy polują na ten moment, żeby to wszystko tak ładnie opisać, wszystko tak ładnie zbudować i powiedzieć, że tak właśnie jest, a nie inaczej. Jest taka stara alchemiczna historyjka, moi drodzy. Ja szybko sobie przeczytam. Tak inteligentnie zabrzmiało. Nazywa się to Tablica szmaragdowa. To, co jest prawdą, całą prawdą na pewno i bez kłamstwa.
To, co jest na dole, jest takie jak to, co jest na górze. To, co jest na górze, jest takie jak to, co jest na dole. Poprzez to dokonują się wszelkie cuda. I tak jak wszystkie rzeczy istnieją w jednym i pochodzą od jednego, które jest najwyższą przyczyną, poprzez mediację jednego, tak wszystkie rzeczy są zrodzone z jednej rzeczy przez adaptację. Słońce jego ojcem, księżyc jego matką. Wiatr nosił go w swoim łonie. Ziemia jest jego żywicielką i strażnikiem. Jest ojcem wszystkich rzeczy. Zawarta w nim jest wieczna wola. Jego siła, jego moc pozostają całe, kiedy przemienia się w ziemię.
Ziemia musi zostać oddzielona od ognia, subtelne od gęstego. Delikatnie, z nieustającą uwagą pozostaje z ziemi i wyłoni się ku niebu i z powrotem schodzi na ziemię. Gromadzi w sobie siłę wielkich rzeczy, wyższych i niższych. Poprzez poznanie tej rzeczy cała wspaniałość świata stanie się twoja, a wszelka niejasność odejdzie od ciebie. Jest to moc ponad moce. Siłą posiadającą siłę wszelkiej mocy, gdyż przezwycięży każdą subtelną rzecz i przeniknie każdą litą rzecz. W ten sposób został stworzony świat. Z niej są zrodzone różnorodne cuda, do których osiągnięcia podano tu wskazania. I z tego właśnie powodu nazywają mnie Hermes Trismegistos, gdyż posiadłem trzy części filozofii wszechświata. To, co nazwałem słonecznym dziełem, jest teraz zakończone.
Tak to się nazywa w alchemii. Jest to tak zwana tablica szmaragdowa. Tłumaczenie jakiegoś Sir Isaaca Newtona. Isaac Newton. Newton, dokładnie ten sam od jabłka, które mu spadło ponoć na głowę i stwierdził, że siły grawitacji działają. Ale on nie do końca zrozumiał, o co dokładnie w tym wszystkim chodzi. A tu się rozładowuje troszkę energia elektryczna, jak zwykle. Ja dzisiaj troszkę o zrozumieniu tego wszystkiego, bo jest taka ogólna koncepcja i logika zakłada, moi drodzy, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, co wy na to. Że jeżeli ktoś jest taki łebski i taki cwany, że rozumie wszelkie te niuanse związane z tym, jak działa dusza, z tym, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy.
Jest taki poukładany, zorganizowany, wszechwiedzący. FIFA Rafa Fan. Jak to mawiam czasami w audycji Dokładka w środę, żeby było, że nie na krypciochy. Ale co? To generalnie taki ktoś, kto sobie świetnie radzi intelektualnie ze sobą samym, powinien rozumieć, na czym jest oparty świat dookoła niego, na czym to wszystko działa. Przynajmniej chociażby zasadę. Może nie rozumieć wszystkiego, bo żeby zrozumieć wszystko, trzeba by było mieć łeb jak sklep, a nie każdy ma łeb jak sklep. Generalnie wszyscy mamy raczej normalne głowy. Nie każdemu chce się mieć po prostu tak zwyczajnie. Może nawet wielu mogłoby mieć łeb jak sklep, ale nie każdemu się chciałoby taki łeb chcieć mieć na przykład.
Ja na przykład wolę mieć taki bardziej kompaktowy, mniejszy i nie musi chcieć mi się rozumieć wszystkiego. Absolutnie. Natomiast chodzi o rozumienie istoty zasady. Starożytni mieli pod tym względem kompletnego świra. Może nie kompletnego świra. Myślę, że może mieli rację. Ci ludzie wiedzieli, panie, wiedzieli wszystko. Wiecie, jak starożytni nazywali piramidy? Przynajmniej to, co zostało do naszych czasów. Nie wiem, czy nie jest to żaden urban legend, pokręcone tłumaczenie albo jakieś wyssane z palca.
Ale wieść gminna niesie, że piramidy oryginalnie nazywały się Dom zasady. Taka była oryginalna nazwa. Dom zasady. I właściwie piramidy oraz wszelkie starożytne budowle, przynajmniej w Egipcie, bo o tych w tym momencie mówię, były podyktowane starożytną religią, która nazywała się wiara w człowieka. Tłumacząc tak na dzisiejszy język zwykłego człowieka. Po prostu religia człowieka. Ludzie wierzyli w siebie i w to, że mogą transmutować wewnątrz siebie, zmieniać siebie, przekształcać i czynić świat lepszym. Że to jest ta wartość dodana, że mogą po prostu wzmacniać te piękne rzeczy na świecie i w ogóle po prostu wzmacniać energię na świecie samym sobą i tak dalej. Takie bardzo holistyczne myślenie, takie jak myślę, powinni wszyscy mieć, że jesteśmy emanacją energii. I co ci starożytni mówili?
Ci starożytni generalnie nie zajmowali się za bardzo budowaniem jakichś specjalnych laboratoriów podejrzewam. Przynajmniej niewiele zostało z tego do naszych czasów. Właściwie nic nie zostało do naszych czasów. My nic na ten temat nie wiemy. My budujemy jakieś skomplikowane laboratoria pod ziemią, gdzieś na granicy szwajcarsko-francuskiej. Tunele dookoła i zderzamy atomy. Atomy! Atomy powzderzamy. A co? A dawniej nie zderzano atomów, ale szukano zasady.
Tak jak właśnie głosi owa prawda magiczna, heretyczna prawda tres milistusa, czyli tej transformacji tego, jak jest skonstruowany świat, żeby znaleźć zasadę, że jeżeli ktoś zrozumie zasadę, jak to działa, właściwie zrozumie trzy podstawowe zasady, to się składa. Właściwie jedna, bo do tego się to wszystko na końcu sprowadza, to właściwie nie potrzebujesz nic innego, bo jest już człowiekiem wyzwolonym, który wie, jak w każdym momencie, z każdej sytuacji wyciągnąć potencjał energetyczny, który zasili jego własne życie. Jest to prawda bardzo magiczna, bardzo alchemiczna, bo dotyczy to i kwestii emocjonalnych, że ktoś taki potrafi zasilić swoje życie miłosne, emocjonalne, jakiekolwiek. I że w ogóle taki człowiek normalnie przyciąga właściwą energię do siebie. Są sekretne religie na tym świecie, które mają bardzo ciekawe rytuały i obyczaje, takie jak na przykład ortodoksyjny judaizm, gdzie rano przed wschodem słońca ludzie wykonują jakąś dziwną czynność i ta czynność nastraja ich na cały dzień. Indianie z całej Ameryki Północnej i nie tylko, właściwie wszelkie ludy, które tam ocalały, mają taki rytuał, który-- czemu to tak trzeszczy w tym mikrofonie. Mają taki rytuał, że o zachodzie słońca, kiedy słońce jest od 10 do 12 stopni, zależy na jakiej wysokości kątowej, w którym miejscu na Ziemi. Chodzi o ten moment tuż przed zachodem słońca. Odprawiają tańce do słońca, medytacje i generalnie takie, jak by to powiedzieć, jak by to nazwać. My w dzisiejszym języku nie mamy żadnej nazwy na to, co ludzie robią razem ze słońcem.
Mamy to, co człowiek robi z silnikiem, ze śrubokrętem, z młotkiem. Mamy nazwę na to, co człowiek robi albo z widelcem, ale nie mamy nazwy, co człowiek robi ze słońcem tuż przed jego zachodem albo tuż po jego wschodzie. Jest taki moment, w którym to wszystko wschodzi i zachodzi, te przysłowiowe 10 stopni nad horyzontem. I owe 10 stopni, moi drodzy, to jest taka tajemnicza szerokość geograficzna właściwie. Tłumaczę strasznie pokrętnie. Chodzi o to, że słońce jest tak nachylone pod takim kątem do Ziemi, że ziemska atmosfera absolutnie kasuje wszelkie negatywne promienie słoneczne, wszelkie negatywne radiacje ze słońca, jak to się dawniej mawiało, czyli promieniowania, które my często nie widzimy, ale które docierają do nas cały czas, na przykład promieniowanie podczerwone i tego typu hece, ponieważ wydłuża się taki filtr zrobiony z atmosfery. Słońce jest troszeczkę niżej i musi przejść przez większą ilość atmosfery. I atmosfera idealnie filtruje słońce i ono jest wtedy nieprzeciętnie zdrowe. Bardzo duża energia dociera do nas. Dzieją się niesamowite rzeczy.
Niesamowite. Jest masa takich historii na temat energii, tego, jak nasza duchowość jest związana z energią, bo oczywiście jest to moment, w którym dużo ludzi medytuje. Jest to moment duchowej transformacji. W ogóle moment zachodu słońca jest momentem, kiedy wkraczamy w inny świat. Nie tylko duchowo, w sensie emocjonalnie, tylko jest to po prostu, jak to się po angielsku mówi, hard science. Twarda nauka. Zmienia się ilość fotonów w powietrzu, zmienia się pole grawitacyjne, zmienia się wiele rzeczy dookoła. W ogóle świat się zmienia. I się okazuje, że duchowość duchowością to jest jedna sprawa, ale wszystko to nierozerwalnie jest związane absolutnie z czymś takim, co nazywamy normalną, czystą fizycznością. I na ten temat dzisiaj troszeczkę chciałem trochę was pomęczyć.
Chciałem was pomęczyć od strony prądu elektrycznego. Nie to, żebym was podpinał pod kable i męczył prądami. Nie jestem taki. Ale skoro się rzekło. Yeah, he's alive! Dokładnie. Kto pamięta historię Frankensteina? Kto pamięta historię? Słynna legenda, historia transmutacji. W alchemii, legendach jest wiele takich historii, które mówią o tym, że wszystko to jest mocno ze sobą związane, że to nie jest tylko tak, że my siedzimy i myślimy i na tym polega całe nasze życie, że tylko nasze siły mentalne się przenoszą.
Tylko że jest w tym wszystkim interfejs, że jesteśmy tak cwani i tak mądrze zbudowani, że potrafimy przysłowiowo psztryknąć palcami i obrócić góry do góry nogami. Tak, potrafimy. Wszystko się zaczęło troszkę poniekąd od bursztynu. Może nie do końca od bursztynu, ale może tak: najstarszy jest bursztyn, to przynajmniej o tym wiemy. Starożytni odkryli, że kawałki papieru, kawałki różnych organicznych substancji się lepią do bursztynu. Jak się go potrze, naelektryzuje, to się lepią. Że powstaje ładunek, który się klei do siebie. I stąd się wzięło słowo elektryczność. Elektro coś tam. Grecy wymyślili już-- ja to w ogóle nie pamiętam, jak to się nazywa.
Absolutnie. No jak nic, elektryczność dookoła, proszę państwa, aż trzeszczy w mikrofonie. I o co chodzi z tą alchemią, transmutacją? Pierwsza rzecz to oczywiście transmutacja. To oczywiście zamiana właściwości metali, czyli klasyczna zamiana miedzi, która nie miała żadnej wartości na złoto, które miało wartość genialną. Tam zamykano alchemików, ważono ich, a oni musieli dokonać cudu transmutacji. Czemu? Skąd ten pomysł, że ołów na złoto? Chociażby z tego prostego powodu, że wyporność złota i ołowiu jest praktycznie taka sama. Mają dokładnie praktycznie taką samą wagę atomową, jak w dzisiejszych czasach się to elegancko mówi.
Także najłatwiej było przemienić właśnie na złoto. Tym bardziej że są dokładnie bardzo podobnej miękkości i twardości metale. Tylko że jeden się topi w troszkę niższej temperaturze, a drugi w wyższej. Jeden się nie utlenia, a drugi się utlenia. I te wszystkie legendy, że można zmienić jedną rzecz, jeden intelektualny kwasik, coś dodać, pomyśleć, zakombinować i że można taki efekt na świecie wywrzeć, że coś, co od zarania dziejów było na przykład złotem, nagle po ingerencji alchemika w ciągu rach-ciach-ciach staje się miedzią. Odwrotnie: coś, co było miedzią przez całe życie, nagle staje się złotem. Takie panowanie nad światem fenomenalne. Do tego jeszcze oczywiście słynna legenda z golemem, który zamiast oka ma kamień filozoficzny i przez ten kamień filozoficzny widzi cały świat. I ten, kto mu włoży ten kamień filozoficzny, ma połączenie z golemem i wydaje mu rozkazy. Trochę jak z dżinem, że należy konkretnie potrzeć tą buteleczkę z dżinem, otworzyć koreczek i on sobie wyskakuje.
To trochę jak z prądem elektrycznym. Troszkę potrzeć coś, co jest kondensatorem naturalnym. Tam się ładunki elektryczne zatrzymają i proszę bardzo, nagle wyskakuje coś. Tak to się zaczęło. To ja może włączę muzyczkę, bo mi trzeszczy strasznie. To chyba na morzu, dlatego tak trzeszczy. Jakąś muzyczkę od tego gadania. I dalej istnieją te opowieści o połączeniu. Aż nie wiem, co mam powiedzieć w tym momencie. To może ja po prostu włączę jakąś muzyczkę, naprawdę nie wiem, co mam powiedzieć.
Nie wiem. A bo oczywiście słuchacie Radia Nafali „Jak gdyby nigdy nic". Ja mam na imię Tomek. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń" i oczywiście jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Nafali oraz Radia Paranormalium bardzo serdecznie. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy są na czacie Radia Nafali, gdzie oczywiście jak zwykle jako kapitan tego radia przebywam. Także pozdrawiam, moi zdrowi kochani słuchacze. Przepraszam bardzo, ja tu się troszkę ogarniam jak zwykle dookoła siebie, bo tak, ktoś musi ogarnąć i kiedyś to trzeba zrobić, a każdy moment jest dobry, jak zwykle. A dzisiaj troszkę o ciekawym zagadnieniu. Dzisiaj wprowadzam do tematu prądu elektrycznego i zastanawiania się, na czym i jak jest ten świat skonstruowany, jak to wszystko wygląda i gdzie była mina, co się wydarzyło.
Bo oczywiście nie to, że bym się tylko zastanawiał, bo też mam odpowiedź na kilka pytań, które oczywiście się pojawią w ciągu całego tego ciągu przemyśleń dookoła tej całej historii. Także przypominamy, że jeżeli macie jakieś swoje przemyślenia na temat energii, pozyskiwania energii na przykład, cywilizacji, rozumienia świata dookoła, śmiało dzwońcie. Dzisiaj jest specjalnie temu poświęcona „Hiperprzestrzeń". Może to wszystko brzmi enigmatycznie z zewnątrz, te wszystkie tematy. Ja nawet jak wrzucam do worka jak to zwykle wszystkie rzeczy, żeby później wyciągać po kolei i łączyć to wszystko w jeden ciąg. To co? To lecimy dalej z tym wrzucaniem wszystkiego do worka razem po kolei, tych wszystkich faktów, które zamierzam połączyć. Bo o co chodzi i co myślę jest główną klamrą tej całej sytuacji? Główną klamrą jest coś, co można nazwać test ostateczny, proszę państwa, bo jeśli ktoś twierdzi, że rozumie transformację samego siebie, transformację osobowości, jeżeli ja na przykład tak twierdzę, to naturalną rzeczą powinienem rozumieć świat. Przynajmniej taka jest logiczna rzecz, ponieważ według większości normalnych, zdrowych teologii jest logika w każdej takiej teologii logicznej, takim systemie filozoficznym, który mówi prosto i zwyczajnie: jeżeli, człowieku, rozumiesz generalnie, jak działasz w swojej własnej głowie, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że rozumiesz, jak działa świat na zewnątrz twojej własnej głowy na przykład.
Albo jakoś tak, że jest takie parallel sytuacji, że jeżeli człowiek umie zawiązać samemu buta, to może zawiązać jeszcze komuś innemu buta. Czasami nawet można uczyć jeszcze innych ludzi wiązać buty. Takie rozwiązanie. I to jest trochę jak test ostateczny wszystkich tych, że tak powiem w cudzysłowie, newage'owych, dziwnych rozważań, dziwnych teorii. Ja w ogóle nie wiem, co to jest new age. W Polsce często wiem, że ten termin występuje za bardzo. Wiem, że on gdzieś tam się na świecie pojawił dawno temu, ale za bardzo taki enigmatyczny. Niektórzy się tak powołują na samą sferę duchową, że tylko sama sfera duchowa i tak dalej. A dla mnie to jest test ostateczny, bo jeżeli człowiek wszystko rozumie i wie, jak zawiązać swoje buty, to dlaczego nie potrafi zawiązać butów komuś innemu? Skoro wszystko jest tak unifikowane, skoro jak mawiają starożytni, jedna i ta sama zasada rządzi całym światem, to jak to jest, że niby taki kurde oświecony, tu medytuje godzinami, tu coś tam, tu taki pokój, spokój i ten teges, a kurde nie wie, jak świat działa dookoła ani jak prąd działa, ani skąd się iskierka bierze.
Nie wie, czym jest ta iskierka przede wszystkim. Po prostu nie zna wytłumaczenia istoty zasady. Jak z takim człowiekiem czasami rozmawiać? Bo my wszyscy jesteśmy taką troszkę iskierką większą. Jesteśmy stadem iskierek. Powiem jeszcze raz, jak ktoś nie zrozumiał. Jesteśmy stadem kolorowych iskierek. Na to wygląda. Jesteśmy po prostu energią, formą, w której manifestuje się energia. Co się z nią dzieje, to już w ogóle inna sprawa.
To już w ogóle osobny temat. Ale generalnie sprowadzając do najprostszego: jesteśmy iskierką, proszę państwa. Jeżeli ktoś ignoruje ten fakt, to co robić dalej? Ciężko brać jakąkolwiek mądrość z tej krainy, przykładać do normalnego życia i mówić: „O, ten człowiek to wie, o co chodzi. To jest istota sprawy. To jak usiądę, to zrozumiem". Nie do końca. Się okazuje, że chyba nie do końca. Starożytni mieli na tym punkcie troszkę takiego świra. Szczególnie ci, którzy zostawili po sobie wszystko, co zostało w Egipcie wykopane z ziemi.
Oni mieli jakąś niezłą obsesję harmonii świata materialnego ze światem duchowym. Pokazywali nieustannie, na każdym kroku, że wszelkie proporcje w naturze muszą być dokładnie takie same jak proporcje w głowie, że nie ma tak, że przypadkowo się coś zrobi. Moi drodzy, musimy trafić do naszego stulecia, które jest genialnym, może troszkę wcześniej, jakieś 200, 300 lat wcześniej. Po tych wszystkich alchemikach, transmutacjach i tych wszystkich golemach, ożywianiu golema. Powiedziałem o tym golemie, to wrócę do tej historii z golemem i jego trzecim magicznym okiem w środku głowy. Historia z Pragi czeskiej, jakby ktoś szukał, skąd pochodzi ta rewelacyjna legenda o golemie. Kiedyś ją na pewno opowiem, ale to na Wieczorowej Porze w całości. Tu nie będę opowiadał, bo tu jest w ogóle o czym innym. Ale fajna jest. Jakby ktoś chciał sobie przeczytać, to polecam.
To jest bajka o golemie z Pragi wymyślonym przez alchemika. No nieważne. Słuchajcie, cała ta historia mówi o jednej bardzo intrygującej zasadzie, że przedmioty, które posiadają energię, synergię lub jak to zwał, są ze sobą związane. Jest to zależność na zasadzie Ziemia-Księżyc, Ziemia-Słońce, Słońce-coś innego, wszystkie planety w kosmosie. Generalnie język zależności, że nic nie działa osobno, lecz wszystko ze sobą współpracuje i nasza umiejętność powinna polegać na wyciągnięciu tego na zewnątrz i doprowadzeniu do tego, żeby ten cały majestatyczny wszechświat współpracował tak, jak chcemy, żeby współpracował z nami. To była właśnie legenda całego golema. Cała idea, która za tym stała, że świat nie jest tak, jak mawiał Newton, że to nie jest tak, jak mówili ludzie religijni, że nic od siebie nie zależy, bo to wola Boga z góry steruje rzeczami. Nie, tu nie ma woli Boga. Tu nie ma takiego pomysłu. Tu jest pomysł taki, że wszystkie rzeczy są ze sobą bardzo mocno i bardzo ściśle związane.
My tych zależności nie widzimy i nie jesteśmy w stanie opisać. Tylko na tym to polega. Natomiast wolę Boga polecam odłożyć na bok. Na tym to polegało. Pierwszym kolesiem, który rzucił się, targnął na te wszystkie rzeczy. Ja to heretyk jestem, to uprzedzam, proszę państwa, jakby ktoś miał z tym problem, to do Kościoła, niech was nauczy, że Ziemia jest płaska. Oni przez tysiąc lat mówili, że Ziemia jest płaska. Potem się przyznali, że chyba nie. I zawsze mają z tym problemy. Pierwszym kolesiem był Galvani.
To był fenomenalny koleś. Kim był Galvani? Galvani był lekarzem. Teraz się mówi, że był fizjologiem. Tercjarz franciszkański. To mówi Wikipedia, ale generalnie był lekarzem, biologiem. Był takim dżentelmenem, którego było stać na studiowanie biologii, na krojenie zwierzątek i sprawdzanie, co się dzieje. Były to czasy, kiedy odkryto ponownie, że jest coś takiego jak prąd elektryczny i że to się pojawia. Jednym z niesamowitych eksperymentów Galvaniego był jego eksperyment na żabich udkach, właściwie na żabie. Galvani podłączał żabę martwą do druta.
Później podłączał ten drut do kondensatora, czyli cewki, która wzmacniała to wszystko, żeby troszkę było tego prądu więcej, żeby się nam zebrało. Jeszcze to wszystko podłączał na zewnątrz domu. Budował sobie chłopak dużą antenę, co tu dużo mówić. Przepraszam bardzo. Kiedy miał tę antenę już wybudowaną, czekał, kiedy nadejdzie burza. Kiedy nadchodziła burza i strzelały pioruny dookoła, to ta antena z tego piorunochronu wyłapywała coś dziwnego. Coś, co szło po kablu, wracało do żaby i żabie udka zaczynały skakać po stole podczas burzy. Fenomen. Galvani odkrył coś, co nazywał atmosferą, specyficzną atmosferą, która występuje dookoła metalu i że każdy metal ma osobną atmosferę, która dookoła niego występuje. Taki miał pomysł Galvani.
On oczywiście na początku sprawdził z miedzianym, później z innym. Troszkę kombinował i to była jego refleksja. To było pierwsze poważne odkrycie prądu elektrycznego, że jest prąd we wsi i że jak się podłączy antenę i walnie piorun podczas burzy, to się coś dzieje. To powstaje atmosfera i ta atmosfera porusza tkankami. To jest ten sen o Frankensteinie, o którym wam mówiłem. Ta historia o tym, jak to ożywić marłego, ożywić prądem elektrycznym. Stąd się wziął ten pomysł. Każdy na pewno widział tysiąc filmów na ten temat, gdzie szalony naukowiec stojący pośród dużych transformatorów cewki Tesli, z piorunami dookoła. To wszystko strzela. I ten sobie stoi, proszę państwa, i krzyczy, że coś jest żywego.
Taki klasyczny objaw choroby psychicznej. Też tak powinien jego zacząć robić. It's alive! It's alive! Dobra. Słuchajcie, to był pierwszy kawałek z prądem. Tak odkryto prąd. Nie wiadomo jeszcze było, co to w ogóle jest. Generalnie mi się podoba to pierwsze stwierdzenie. Pierwsze stwierdzenie było takie, że to jest atmosfera.
Powstaje atmosfera i ta atmosfera jest zupełnie inna dla każdego metalu. Oczywiście to troszkę jakby każdy metal miał swój kolor, jakby każdy metal miał swoją osobowość i tak dalej. To odkrył Galvani, ale Galvani to nie był jedyny koleś na początku tej całej drogi. To był koleś tylko na początku. Później był koleś, który się nazywał Voltą. Alessandro Volt. Volta właściwie. Więc Alessandro Volta urodził się we Włoszech, oczywiście przy granicy szwajcarskiej. Przepraszam bardzo, tu jak zwykle Ja tu w ogóle muszę sobie włączyć. Już mam, żeby nie było.
To jest ciekawe, że rodzice na początku bali się, że jest upośledzony, gdyż do piątego roku życia nie potrafił zupełnie mówić. Gdy jednak zaczął uczęszczać do prowadzonej przez jezuitów miejscowej szkoły, okazało się, że młody Volta znacznie przewyższa intelektualnie większość rówieśników. To jest oczywiście z Wikipedii, jakby ktoś chciał sprawdzić. Z Voltą jest zupełnie inna historia. Volta odkrył jedną intrygującą rzecz, która jest dla nas bardzo istotna, bo ci wszyscy kolesie próbowali zrozumieć sens istnienia świata, naturę wszechświata, naturę istnienia. Dlaczego mięśnie się ruszają? Dlaczego ta żaba kopie tą nogą? Że jakby nas potraktować prądem, to my już nigdy nie umrzemy, wstaniemy z grobu. Generalnie jak tu okiełznać wszystkie aspekty życia na świecie. Jak móc zbudować takiego Frankensteina.
Volta był kolejnym. Ci wszyscy kolesie w ogóle byli filozofami w połowie, to jest inna sprawa i pisali traktaty filozoficzne na ten temat w większości. Co powiedział ten intrygujący Volt? Że coś, co jest płynem i takim kwaśnym, czyli generalnie koroduje z metalem, powoduje jakieś reakcje z metalem, że metal się utlenia, też przewodzi atmosferę i też zawiera tą atmosferę. Ona już się nazywa prąd, atmosfera. I że jak się zrobi takie ogniwo i się połączy taki płyn, który żre coś, czyli kawałek kwasu z metalową płytką, to się otrzyma coś takiego jak komórkę. Tak to Volt nazwał. Komórkę, cell. I to będzie komórka Volta i będzie produkowała tą energię, to coś, tą atmosferę. Oczywiście każdy metal ma swoją inną atmosferę, więc jeżeli zastosuje się dwa metale, to otrzymamy najważniejsze wartości tej atmosfery.
Oczywiście Volta zbudował bateryjkę, moi drodzy. Dlatego właśnie teraz się nazywa jeden volt, dwa wolty, trzy wolty i tak dalej. Bo on sobie zbudował taką bateryjkę, zbudował sobie jedno ogniwo. Kiedy połączył to wszystko, bo oni wszyscy byli troszkę tacy wojskowi w tamtych czasach, troszkę mundury nosili czasami, kończyli wszystkie szkoły królewskie i tak dalej. Używali takiego wojskowego języka. To się nazywało bateria. Albo w dzisiejszych czasach naukowcy używali takiego języka, takie nazewnictwa. Na przykład nazywali coś pluton albo oddział. W tamtych czasach nazywano bateria. Właściwie to Faraday wymyślił słowo bateria, bo zaraz po Volcie pojawił się Faraday, który wziął parę jego komórek, połączył do kupy i wtedy odkrył.
To Volta jako pierwszy, że jak połączy do kupy te komórki i otrzyma tą całą baterię, to otrzyma stały przepływ prądu. I stąd się wziął pierwszy pomysł na coś, co się nazywa prądem stałym, że po prostu jest prąd. Proszę pani i proszę pana, mamy prund we wsi. Można włączyć radyjko. No właśnie. I tak się pojawił prąd we wsi. Połączono to w baterię. I była bateria i był prąd. Nie wiadomo było nic więcej na temat tego prądu. Prąd był taki, nie wiadomo, co to jest.
Dalej nie wiadomo, co to jest. Dawniej to atmosfera i tego typu rzeczy, a później, że prąd i że kopie. Bo generalnie wiadomo, że kopie i że porusza mięśniami, że być może można ożywić zwłoki zmarłych. Później pojawiło się kolejne odkrycie, które wiedzie nas do niejakiego Faradaya. Michael Faraday, bardzo znany. Jeżeli ktoś się kiedykolwiek uczył w szkole fizyki bardziej konkretniejszej, to się uczył o Faradayu. Słynna klatka Faradaya. Za chwilę powiem. Wszyscy miłośnicy telefonów komórkowych dowiedzą się dzisiaj, dlaczego czasami ich telefon gubi zasięg. No właśnie.
À propos Faradaya i tych całych baterii Volta. Faraday był zadowolony, bo stwierdził, że nareszcie ma źródło stałej energii, bo nie wiadomo było, jak to badać, bo to sobie skacze, bo to się po prostu pojawiało spontanicznie coś i po prostu było. Atmosfera, elektryczna atmosfera w okolicy tak to się na początku nazywało, bo to jest coś, co wszyscy czuli dookoła, bo to włosy się jeżą na skórze. To trochę jak wszystkie te zjawiska dookoła prądu elektrycznego. Nie chcę mówić, że to jest trochę tak, jak włożyć dwa palce w gniazdko, bo odradzam. Nie róbcie takich rzeczy, ale to troszkę coś w tym stylu. Włosy mogą dęba stanąć. Tego typu historie. Co Faraday w ogóle zrobił? Na czym polegał geniusz Faradaya?
Faraday się bawił jak większość dżentelmenów w ówczesnych czasach. Mieli te urządzenia do produkcji prądu, mieli te ogniwa Volta, baterie Volta, właściwie komórki. I ta iskierka skakała. Mieli tą iskierkę, która sobie przeskakuje albo podłączali nóżki żaby i nóżki żaby skakały, albo coś takiego. Po prostu był prąd i nikt nie wiedział, co to jest, czemu to ma służyć. Faraday położył magnes pomiędzy jednym i drugim. Taki zwykły magnes, kompas. I się nagle okazało, że kompas się ustawia w stosunku do prądu, do biegunów drutu ustawionego. Czyli że drut przenosi jakiś prąd albo jakąś energię i że tak się magnesik elegancko ustawia w stosunku do tej energii. Potem Faraday zrobił jeszcze bardzo ciekawszą rzecz i to było coś, co do dzisiaj zmieniło świat.
Do dzisiaj tak naprawdę nikt za bardzo nie chce na ten temat mówić. To jest największa tajemnica aktualnie największych korporacji i nie tylko, kilku organizacji, rządów i tak dalej. Co zrobił dalej? Faraday był cwany. Stwierdził: „Okej, dobra, zrobimy to inaczej. Wezmę magnes, przesunę na drugi koniec stołu, a na tamtym dam jeszcze więcej prądu i zostawię same kable”. I co się okazuje? Jak następowało Rozładowanie elektryczne i się pojawiała iskra, to magnesik świrował na drugiej stronie stołu. Faraday stwierdził: „Chłopaki, to mamy to, o co chodzi. Coś, co się dzieje dookoła nas, to generalnie wszystko jest połączone.
Dwa obiekty są ze sobą połączone. Normalnie to wszystko funkcjonuje w takim stanie, że my nie widzimy tych relacji, bo to wszystko jest zbalansowane. A kiedy tylko weźmiemy balans tej sytuacji, czyli rozładujemy tą całą energię, ładując te szalone akumulatory, właściwie baterie Volta”. Baterie dlatego, że ta jedna komórka to była taka duża skrzynka. Żeby otrzymać w ogóle kawałek prądu w tamtejszych czasach trzeba było tych baterii tyle co jeden pokój ustawiać. To się faktycznie mogło nazwać bateria. To prawie jak set żołnierzy. Dużo w każdym razie. Bardzo dużo trzeba było tego poustawiać. I się okazuje, że jest coś, co łączy ze sobą dwie interakcje, że to nie jest tak na świecie, że jedno się dzieje bez drugiego.
I to było najważniejsze, właściwie genialne odkrycie Faradaya. On jeszcze dokonał jednego takiego genialnego odkrycia, że jak się weźmie drut metalowy, położy się na przykład kompas w środku i się owinie drut dookoła kompasu, to się nazywa cewka. Zrobi się pierwszy taki obrót, takie kółko się wygnie dookoła tego kompasu. To co się okazuje? Wartość w kablu elektrycznym, w tym drucie miedzianym, z którego się to robi, bo on robił to miedzianym drutem, wzrasta o 100%. Jak się robi kolejne kółko, wzrasta o kolejny i każde kółko, każda pętelka w górę powoduje, że wartość, która tam funkcjonuje, wzrasta o 100%. Czyli mamy naturalny wzmacniacz, żeby zbudować urządzenie, które powoduje, że nagle czegoś się robi więcej, wystarczy po prostu zawinąć drut dookoła siebie piętrowo i to wystarczy. I odkrył taki fenomen w tym wszystkim, że wsadził jeszcze dookoła w środek pomiędzy ten drut kawałek żelaza, bo chciał sprawdzić, co się będzie działo. Takie eksperymentalne czasy. Naprawdę ludzie nie wiedzieli, co robić.
Wsadził kawałek żelaza, podłączył prąd do tego zwoju miedzianego druta dookoła żelaza. I co się okazało? Okazało się, że dostał takie wzmocnienie, że odkrył kompletnie nową siłę, nową wartość prądu elektrycznego. Okazało się, że żelazo zaczęło skakać. Może nie skakać, ale zaczęło zachowywać się jak magnes. Bo w tym momencie chłopak zbudował elektromagnes i żelazo przyciąga jakieś rzeczy i że nagle ten kompas zaczyna reagować. Taki fenomen. Tak oto odkryto wartości towarzyszące czemuś, co nazywamy prądem elektrycznym. Przynajmniej tak to wyglądało na samym początku. To naprawdę takie szalone eksperymenty.
Jak liczono te wartości po ilościach zwojów, dlaczego na przykład jeden zwój dodaje 100%? Badano na zasadzie używania kompasu. Czyli jeżeli kompas się obrócił raptownie i wykonał ten obrót na przykład dwa razy szybciej niż poprzednio, to znaczy, że jest tam więcej energii, która przyciąga ten magnes i że ona porządkuje ten magnes dwa razy szybciej. A jak dodano kolejny zwój tego kabla na samą górę i magnes jeszcze szybciej przyśpieszył, zaczęto liczyć przyśpieszania kompasu. I wtedy wyszło to, co wyszło. Co to w ogóle trzeszczy? Właśnie te wszystkie trzaski, moi drodzy, to prąd elektryczny. Prąd, który się tu pamięta dookoła. Mogę może coś zrobić z tym prądem, żeby nie trzeszczało. Zobaczmy.
Zostawmy te trzaski. Niech sobie trzeszczy anyway. Skoro już mamy prąd, to niech trzeszczy. I dokładnie w tym samym czasie, kiedy Michael Faraday odkrywa zachowanie magnesu prądu elektrycznego, odkrywa te dziwne moce wokół siebie hulańce pomiędzy kawałkiem miedzianego druta, kawałkiem żelaza i czymś, co się nazywa komórką Volta, po prostu kawałkiem prądu elektrycznego. Dziwne moce, skaczące pioruny, błyskawice i tak dalej. Postanawia w ogóle to wszystko nazwać. Bo to wszystko oczywiście to są różne dziwne moce i nie wiadomo w ogóle, ile tego wszystkiego jest, ile tak naprawdę widzimy, a ile jeszcze zostało do odkrycia. I stwierdził, że to wszystko to się nazywa eter. Generalnie Faraday wymyślił nazwę eter, ale taki eter eteryczny, proszę państwa, taki ezoteryczny, którego później używali filozofowie w XVIII wieku i XIX wieku, że tam właśnie eter. To właśnie ten eter obalił Albert Einstein.
Przynajmniej tak mu się wydawało, że obalił. Nie udało mu się nigdy, ale starał się bardzo mocno. Ten eter, proszę państwa, to w ogóle nazwano, że to jest coś, co jest tak zwanym z angielskiego to się nazywa prehydrogen, czyli przed tlenem, przed pojawieniem się tlenu. Zanim jakakolwiek cząsteczka elementarna się zbuduje, jakakolwiek molekuła powstanie, to istnieje energia, która powoduje, że ta molekuła się buduje. I to wszystko się buduje dzięki tej energii. To był taki pomysł. Oczywiście ten sam pomysł miał Wilhelm Reich. Nazywał to bionem. To są zdjęcia, bo aktualnie w dzisiejszych czasach już poza tą oczywiście alchemiczną historią, poza tymi wszystkimi science fiction rzeczami wiemy doskonale, że coś takiego naprawdę istnieje, że to się dzieje na świecie, że to nie jest żadne science fiction, że to nie jest jakieś alchemiczne nie wiadomo co, że to nie są czary-mary. Tylko że to jest.
Dobra, to ja może po prostu potrzeszczę sobie tu sam i posłucham sobie muzyki. I wy też posłuchajcie jakiejś muzyki, troszeczkę dla odprężenia od tego gadania. Ja przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Dzisiaj elektrycznie. Dzisiaj o próbie ogarnięcia tych wszystkich mocy dookoła nas, bo tyle się mówi o świadomości, o uświadomieniu, o rozumieniu świata dookoła siebie samego. Ale jak to jest z tym rozumieniem świata dookoła, skoro my nie rozumiemy czasami elementarnych rzeczy, które się dzieją, takich jak czym jest przysłowiowa iskierka w zapalniczce, którą sobie np. podpalamy świeczki albo kadzidełka, żeby medytować, prawda? Nie wiemy prostych rzeczy, proszę państwa, nie wiemy prostych rzeczy. I czasami myślę, że szkoda, że nie wiemy tych prostych rzeczy, bo czasami wydaje mi się, że właśnie przez brak tej elementarnej informacji wyważamy przysłowiowe drzwi do lasu zupełnie niepotrzebnie, bo te wszystkie rzeczy są i teraz trzeba to wszystko połączyć. Tak mi się wydaje.
Ale co połączyć do kupy? O tym wszystkim dzisiaj. To co? To może jakaś muzyczka, proszę państwa, jakaś muzyczka. Może trochę mniej będzie trzeszczało tego wszystkiego. Jak zwykle się jeszcze miotam. Okej, już chyba skończyłem całe miotanie. Przypominam, że słuchacie oczywiście audycji „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radio Paranormalium. A dzisiaj o rozumieniu globalnym, holistycznym sensu świata. Bo w dzisiejszych czasach tyle się mówi o tym uświadomieniu, o tej świadomości i tak dalej.
Dużo się o tym mówi, ale małe przełożenie jest tego, moi drodzy, na aspekty techniczne. A jeżeli ta świadomość jest taka, jak mawiali starożytni, to generalnie nasze oświecenie intelektualno-duchowe powinno się automatycznie przełożyć na przykład na to, że przestaniemy spalać ropę, przestaniemy używać wadliwej technologii, że zaczniemy rozumieć, na czym polega właściwa technologia, jak ją zastosować, jak jej użyć przede wszystkim i jak to wszystko funkcjonuje dookoła. Może zanim zaczniemy przede wszystkim budować wszystkie mądre maszyny, to może po prostu zaczniemy od tego, że zaczniemy rozumieć taką naczelną istotę, która stoi za prawami natury. Zamiast twierdzić, że jesteśmy niby uświadomieni duchowo, oświeceni i tak dalej, a nie rozumiemy elementarnej zasady, jak to się wszystko dookoła kręci. Bo troszkę ironicznie brzmi, że w takich czasach, kiedy wszyscy tak uświadomieni, prawda? Dobra, ale wracajmy do naszej kwestii prądu elektrycznego, bo właściwie prąd jest naszym doskonałym przyjacielem myślę i przykładem na to, co się właściwie dzieje dookoła, i na to, żeby zrozumieć, gdzie zapomnieliśmy chyba czego, tudzież co zapomnieliśmy, co zgubiliśmy po drodze jako cywilizacja. I być może to jest moment, według mnie to jest na 100% moment, do którego powinniśmy wrócić i zacząć przepisywać wszystko od nowa. Bo tak długo, jak nie zaczniemy rozumieć spraw tak, jak rozumieli je czasami 200 lat temu, tak długo będziemy mieli wielką awarię i będziemy wyznawali współczesną religię zwaną fizyką atomową, fizyką newtonowską, fizyką Einsteina albo jakoś tak. Wszystkie te pomyłki historii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. A co mówi o drzewie?
Bo skończyłem na Faradayu i całym jego odkryciu z magnetyzmem i tym, że prąd elektryczny, taki ten prąd elektryczny z pioruna ma coś wspólnego z magnesami Ziemi. To jest pierwsza rzecz. W ogóle z jakimikolwiek magnesami. Kolejna rzecz to to, że jeżeli ten prąd się puści w czymś, co przewodzi jego atmosferę, to można na przykład zwiększyć jego wartość stukrotnie. Wystarczy go tylko puścić po kółku dookoła, zakręcić jedno kółeczko i już to kółeczko zachowuje się jak antena i ściąga tego prądu jeszcze więcej. Wystarczy zrobić kolejny, jeszcze więcej. A jak się na przykład odsunie magnes, tudzież ten kompas na drugą stronę stołu i zrobi się wyładowanie elektryczne, to nagle się okazuje, że te wszystkie siły są ze sobą połączone nierozerwalnie, że nie ma świata, który jest ze sobą porozdzielany. Wszystko jest połączone i to naprawdę bardzo aż zaskakujące, jak mocno. Może w ten sposób. Więc po nim pojawił się koleś, który nazywał się John Henry, który skopiował eksperyment Faradaya.
Jeszcze powiem później o jednym eksperymencie Faradaya, też takim ciekawym, mianowicie wysyłanie sygnału. I to był taki bardzo ciekawy eksperyment, bo ten koleś wbił dwie cewki, zamknął to kablem i zaczął wysyłać sygnał z cewki do cewki. I tak oto powstał właściwie pierwszy telegraf, bo tak zaczęto wysyłać pierwsze informacje wszystkimi tymi telegrafami i takimi historiami. Stąd to się wszystko zaczęło. Tak to wyglądało, moi drodzy. Co dużo mówić, to jest takie techniczne udowodnienie tego, że w rzeczywistości na świecie wszystko jest ze sobą połączone. A co zrobił jeszcze Faraday? Faraday wybudował coś takiego klatki. To jest taki fenomen. Czyli generalnie metalową płytę na górze i metalową płytę na dole.
Następnie podłączył to wszystko do źródła prądu elektrycznego. I nagle się okazało, że przestrzeń pomiędzy tymi dwoma płytami zaczęły wypełniać wyładowania elektryczne, czyli po prostu przysłowiowe małe pioruny, takie błyskawice. I co się okazuje? Okazuje się, że... właśnie, jaki jest wniosek, moi drodzy? To jest zapomniany wniosek poprzedniego stulecia. To to, że tak naprawdę prądu elektrycznego dookoła energii jest masa. Właściwie wszystko jest tylko i wyłącznie energią w jakiejś formie skupienia. Prąd elektryczny to jest tylko część tego wszystkiego, taka chyba najbardziej spektakularna, tudzież nie wiadomo jak, czy może najbardziej, czy najmniej. Mało na ten temat wiemy w rzeczywistości, pomimo nawet, że mamy 2013 rok.
Ale generalnie Faraday odkrył, że jak się zrobi takie urządzenie, to te dwie metalowe płytki niejako odciągają ten cały prąd elektryczny z tej sytuacji, kiedy w ogóle energii nie ma. To coś, co żyje, co jest ściśnięte tą energią, próbuje się automatycznie rozładować i wyrównać swój potencjał. Z całym otoczeniem dookoła. Tłumacząc w skrócie, w środku każdego pioruna jest po prostu nic. Jest jedno wielkie nic, proszę państwa. I to odkrył właśnie Faraday, budując swoją klatkę i robiąc serię eksperymentów na ten temat. Okazało się, że jest to rozładowanie elektryczne. Tam nie ma żadnego prądu, że to nie jest tak, jak my mówimy, że błyskawica, piorun jest ładunkiem elektrycznym, że coś jest doładowywane prądem i tak dalej. To jest autentycznie kompletnie w drugą stronę. To jest zwyczajne rozładowanie elektryczne.
Tam już nie ma niczego. Jeżeli jest piorun, jeżeli coś strzela z prądu elektrycznego, oznacza, że tam niczego już nie ma. I na tym to polega. To był zapomniany pomysł na to, jak jest zbudowana rzeczywistość, bo dokładnie w tym samym momencie niejaki Samuel Morse wykonał bardzo ciekawy eksperyment. Samuel Morse, ten facet od alfabetu Morse'a, który go wymyślił, był malarzem. To był malarz, który generalnie zajmował się malowaniem, był miłośnikiem impresjonistów i tak dalej, żył sobie w Ameryce. Ale był też zafascynowany prądem elektrycznym nieprzeciętnie, jak zresztą każdy dżentelmen w tamtych czasach. To było popularne hobby, prąd elektryczny. To troszkę tak, jak dzisiaj każdy miał jakąś maszynę do modelowania molekuł w domu i każdy hobbystycznie modelował molekuły lub coś w tym stylu. Dżentelmeni zajmowali się głównie nauką w tamtych czasach.
Takie czasy. Samuel Morse miał to szczęście, że miał zamożnego sponsora. Miał wszystko, czego potrzebował, żeby to robić i zajął się wynalazczością telegrafu. Właściwie to on wynalazł telegraf. Ale co takiego najważniejszego poza wynalezieniem telegrafu? Bo telegraf też był konsekwencją tych wszystkich pomysłów. On na przykład stwierdził, że prąd jest sytuacją, która jest spontanicznie wszędzie na świecie i to jest coś, co jest constans. Więc w małej miejscowości gdzieś we Francji, zdaje się, już nie pamiętam dokładnie, zebrał całe miasteczko. Wziął duży, chyba ponad kilometrowej długości drut miedziany czy jakoś tak. Wziął tych ludzi z całego tego miasteczka, ustawił, rozstawił, żeby każdy z nich trzymał ten drut w rękach na całej długości tego kabla.
Ten kabel miał, tak jak mówiłem, ponad kilometr długości. Używając kondensatorów Franklina, tak to się nazywało, czyli jeden z pierwszych kondensatorów, do których zbierano, ładowano ten prąd elektryczny z trudem przez parę dni zapewne, o bardzo niskim natężeniu. Zbierano. Na czym polegał ten eksperyment? Ten eksperyment polegał na sprawdzeniu, czy prąd elektryczny jest na zasadzie fali, że przepływa z jednego końca do drugiego, czy jest wszędzie, manifestuje się spontanicznie. Kiedy podłączono ten kabel do prądu elektrycznego, okazało się, że prąd elektryczny manifestuje się praktycznie wszędzie spontanicznie w tym samym momencie. Samuel Morse stwierdził, że to jest doskonała rzecz, żeby zacząć używać prądu elektrycznego do przekazywania informacji tak, żeby nie było żadnych opóźnień. Inna sprawa, że Samuel Morse miał prywatną motywację do zbudowania nowego systemu komunikacji, który będzie bazował na nowym, genialnym wynalazku, nowej, nieznanej nikomu jeszcze mocy. Mocy eteru, mocy prądu elektrycznego, nieznanych w ogóle kosmicznych mocy. Tak to właściwie wtedy mówiono.
Bo zmarła jego żona i zmarła dokładnie wtedy, kiedy on zajmował się malowaniem portretu i właściwie coś mu kazało gnać z powrotem do domu. Chyba jakaś poczta przyszła o cztery dni opóźniona. Kiedy wrócił do swojego domu, żona już zmarła, a czekała na niego, konając w łóżku, żeby jeszcze go zobaczyć przed swoją śmiercią. On gnany tymi wyrzutami, że ta technologia jest tak dziadowska, że listy nie docierają na czas od umarłego i że on przez to nie mógł pożegnać swojej umierającej żony przy łożu i tak dalej. To doprowadziło do tego, że największą motywacją w jego życiu jest wymyślenie takiej metody komunikacji, żeby ludzie się już nigdy nie spóźniali. I wymyślił telegraf. Taki był William Morse. Taki był, proszę państwa. Oprócz tego był miłośnikiem na przykład niewolnictwa, bo na przykład twierdził, że niewolnictwo jest bardzo dobre i tak dalej. Bardzo ciekawa postać, ale wtedy każdy z tych ludzi był charakterem, absolutnie charakterem.
Tam jeszcze się pojawił dodatkowy fenomen w tym telegrafie. To jest właśnie ten fenomen, do którego dążę, moi drodzy, ten fenomen, który to wszystko wiąże, żeby to wszystko zacząć sklejać do kupy. Więc kiedy siłą eksperymentów robionych i w Ameryce, i w Europie okazało się, że świat jest powiązany ze sobą, i to dosyć mocno, że te wszystkie przedmioty ze sobą oddziaływują i że ta nowa siła oddziaływania to ów prąd i grawitacja połączone w jedno. Anglicy się tego wyparli. Królewska Akademia Naukowa stwierdziła, że właściwie wybiera model newtonowski, czyli model, w którym akcja właściwie nie ma nic wspólnego z dystansem, chyba że jest związana tylko i wyłącznie z grawitacją. Jest to jedyna rzeczywistość, z którą akcja jest w jakikolwiek związana. Nie ma nic innego, absolutnie. Nie ma żadnej historii, żeby na przykład tam było coś takiego jak jakaś fala, jakiś eter po drodze. Nic pomiędzy. Newton autentycznie stwierdził w swoich pracach, że coś takiego nie występuje.
Jako że Newton miał tytuł sir, taki dosyć poważny tytuł sir, królewski naukowy tytuł sir, to się okazało, że w Anglii stwierdzono, że przecież nie będzie się popierać prac jakichś obcokrajowców, którzy w ogóle nie mają żadnego formalnego wykształcenia, nie mają tytułów naukowych, nie mają w ogóle tytułów szlacheckich bardzo często, z jakimiś dziwnymi pionierami. Którzy tylko i wyłącznie się dorobili fortuny w tej Ameryce, albo coś takiego, uciekając z pięknej, szlachetnej Anglii. Także to była kwestia dosyć mocno polityczna. Po prostu Anglicy w żaden sposób nie chcieli się przyznać do elektryczności. Próbowali zawłaszczyć tą część nauki dla samych siebie tak, żeby ona została dalej przy Królestwie Brytyjskim i żeby pilnować tego monopolu. Bo wydawało mi się, że mając na przykład monopol na publikacje i na twierdzenie, co tak naprawdę nauką jest i co w ogóle powinno być traktowane przez nas jako naukę, wydawało mi się, że w ten sposób odetną całą resztę od wpływu na rzeczywistość. Rzeczywistość jak zwykle okazała się zupełnie odwrotna. Dzięki temu w dzisiejszych czasach na każdym porządnym uniwersytecie używa się prądu elektrycznego chociażby do tego, żeby na przykład oświetlić bibliotekę. Nawet w Anglii. Także czasy się zmieniły, moi drodzy.
To w ogóle były takie dosyć ekscentryczne historie w tamtych czasach, bo jeszcze był do tego niejaki koleś o nazwisku Stanhill w Niemczech, który w ogóle stwierdził, że najlepszy jest pomysł, żeby nie kłaść kabli do telegrafu, tak jak wszyscy kładli kable do telegrafu, kładli je gdzieś pod ziemią, żeby zakopać. Tylko on stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie właściwie nie tyle kłaść je-- przepraszam bardzo, odwrotnie! Wszyscy inni stawiali na słupach jak linie telefoniczne. Przepraszam bardzo, odwrotnie. Wszyscy kładli ten drut na górze, a on stwierdził, że fajnie by było na przykład zakopać telegraf pod ziemią. I tu się pojawiły kolejne historie wynikające z tego, że jak zakopano drut pod ziemię, to drut zaczął zachowywać się jak duża antena. I to taka dosyć potężna antena. Bo na czym polega telegraf? Telegraf polega na tym, że jest urządzenie odbierające i nadające z jednej i z drugiej strony. Jedno urządzenie rozładowuje tą całą linię, ten cały kabel, bo tam jest masa prądu i jedno urządzenie służy tylko temu, żeby rozładować to wszystko i kiedy rozładowuje, następuje tak zwany po angielsku spark, czyli następuje spadek natężenia i elektromagnes, który jest po drugiej stronie, wywołuje taką akcję, że się włącza i wyłącza i w tym momencie młoteczek uderza w coś tam.
I wtedy mamy swoją kropkę i przecinek, kropka, przecinek i tak dalej. Mamy te dwa znaki. Z tych zbudowany alfabet Morse'a. Na zasadzie kropkami. Pracujemy pauzami pomiędzy kropkami. I tak to działało. I wszystko wydawało się w miarę jasne, logiczne i czytelne. I nawet Samuel Morse i nie tylko, ludzie dookoła zaczęli tworzyć jakieś algorytmy matematyczne, które próbowały opisywać prąd elektryczny, że niby już właściwie powoli zaczynamy wszystko rozumieć. A kiedy zakopali ten kabel do tego telegrafu w ziemi, okazało się, że jest dodatkowe jajko. Jajko polega na tym, że właściwie okazuje się, że niektóre stacje telegraficzne nie potrzebują dodatkowego zasilania, bo one wszystkie chodziły na bateriach.
Miały zasilanie, miały kondensatory i tak dalej. Nagle się okazało, że prądu w kablu jest tyle, że właściwie po odczepieniu jakiegokolwiek zewnętrznego zasilania to dalej świetnie działa i dalej produkuje jeszcze więcej energii, a czasami produkuje jeszcze za dużo energii i telegrafy czasami wzbudzały się spontanicznie i nagle zaczynały po prostu ćwierkotać spontanicznie, nie wiadomo z jakich przyczyn. Później się okazało, że te kable kładzione pod ziemią są świetną anteną dla wszelkich na przykład rozładowań na słońcu, dla wszelkich rozładowań elektrograwitacyjnych na planecie Ziemia i wszelkich tego typu. Przepraszam bardzo, jak zwykle próbuję walczyć z szumem na mikrofonie. Próbuję jak zwykle te szumy okiełznać, żeby tych szumów było jak najmniej. Mam nadzieję, że teraz mi się częściowo to wszystko uda. No dobra, to ja może zrobię przerwę od tego gadania, bo tak gadam o tych szumach, antenach, opowiadam o tych wszystkich szaleńcach i prądzie elektrycznym, który płynie dookoła nas. To może trochę muzyczki? To wszystko to prąd elektryczny, te dookoła te szumy. Ulala, jak jakąś naprawdę słoneczną burzę słychać na mikrofonie.
Próbuję wszelkimi środkami, sztuczkami ten mikrofon w ogóle odszumić, coś tu zrobić, a on zachowuje się naprawdę jak ta antena wybudowana przez Stanhilla w Niemczech, która po prostu zaczęła ściągać tyle prądu elektrycznego, że wszystkie urządzenia zaczęły świrować dookoła. No dobra, przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni” dzisiaj, a dzisiaj jest o tym, co wspólnego ma właściwie oświecenie duchowe z oświeceniem takim ogólnym, moim zdaniem. Może nie tylko i wyłącznie moim, ale tak mi się wydaje, że tak powinno być na logikę, że jeżeli jest oświecenie duchowe, to powinno być jakieś oświecenie czysto technologiczne w takim aspekcie pod tytułem jak ogarnąć świat dookoła siebie. I dzisiaj na ten temat, na temat takiego podejścia do rzeczywistości, czyli tego, żeby traktować ją w zupełnie inny sposób. Bo oczywiście wszyscy mówimy bardzo często o tym, że czasy oświecenia, troszkę jakby nowego spojrzenia na rzeczywistość i tak dalej, ale tak naprawdę ilu z nas i w ilu sytuacjach patrzy na rzeczywistość w nowy, odkrywczy, jakiś świeży po prostu sposób? Także dzisiaj wrzucam te wszystkie historie. Także pozdrawiam słuchaczy Radia Nafali oraz Radia Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”. Zapraszam w ogóle wszystkich na czata Radia Nafali. Ja tam powoli będę wklejał jakieś linki. Na razie to sobie tak spokojnie opowiadam tą całą historię.
Także na razie jeszcze oszczędzam was od linków, ale za chwilę się pojawią. Także wracając do tego całego zjawiska, które zaobserwowano, kiedy się pojawiły pierwsze Telegrafy to to, że Ziemia zaczyna grać swoją własną muzykę. Fenomenem było chyba najważniejsze odkrycie do tej pory. Nauka zatrzymała się na tym odkryciu, nie poszła za bardzo dalej do przodu i dalej stoimy właściwie w tym samym miejscu. Mianowicie to było odkrycie związane z tym, że część z tych częstotliwości, które trafiają do kabla transmitującego sygnał pomiędzy na przykład dwoma telegrafami, absolutnie nie bierze się ani z trzęsienia ziemi, ani z aktywności słonecznej. Jest bezpośrednio czymś zupełnie innym. Jest innym rodzajem fali. I to odbicie fali to jest po prostu interferencja. Ta interferencja świadczy o tym, że jest rodzaj częstotliwości, rodzaj czegoś, o czym my i nasze urządzenia nie mamy bladego pojęcia, o czymś, co istnieje dookoła nas cały czas, nieustannie emanując i drgając non stop. Tu się nic absolutnie nie zmienia.
Wszystko non stop rezonuje. Ten stały rezonans, który się nigdy nie zmienia, jest tym, od czego się odbijają wszelkie inne rzeczy w naszym świecie. To odkrycie generalnie, jak to się po angielsku mówi, zrobiło coś jak mind-blowing dla wszystkich kolesi pod tytułem James Clerk Maxwell, dla wszystkich kolesi typu Franklin, dla wszystkich kolesi typu Samuel Morse, dla wszystkich Tesli, Wilhelmów Reichów, dla wszystkich Walterów. Dla wszystkich tych genialnych umysłów to było po prostu genialne odkrycie. Nagle się okazuje, że mamy więcej niż mniej, czyli taki model, w którym zakładaliśmy, że musimy produkować energię, że musimy wyprodukować energię, jest modelem błędnym. Świadczy tylko i wyłącznie o niezrozumieniu całej istoty sprawy, bo energii się nie produkuje. Ona jest dookoła wszędzie. Trzeba ją tylko rozładować. Trzeba zbudować coś na kształt klatki Faradaya, następnie znanym wszędzie z natury wektorem. Tak elegancko brzmi: „znany z natury wektor”.
Co to znaczy? To oznacza sekwencja Fibonacciego, czyli złotego podziału. Rozładować ten wektor, ponieważ wszelkie rozładowania elektryczne, czyli wszelkie pioruny, wszelkie historie tego typu, cokolwiek się dzieje spektakularnego dookoła nas, z istoty swojej rzeczy, przynajmniej tej, o której mawiali owi naukowcy, się po prostu rozładowuje. Tak zwyczajnie. Jeżeli na przykład rzeka spływa z gór i się rozdziela na strumyki albo następuje proces sublimacji, czyli wszystko schodzi w jedno koryto i zlewa się w jedną dużą rzekę, to jest to rzeczywisty obraz tego, jak funkcjonują moce natury. Nie ma inaczej. Energia, która jest zawarta w wodzie, próbuje się wyrównać i ustabilizować. To nie ma nic wspólnego z grawitacją według tego, co mówił Samuel Morse, według tych wszystkich historii Maxwella, według tych wszystkich historii Faradaya. To nie ma nic wspólnego z ilością tlenu w wodzie ani z tych rzeczy. Absolutnie zapomnijcie.
Chodzi dokładnie o to, że ta energia materializując się, zjawisko eteru, czyli coś, co zanim jeszcze nastąpi w rzeczywistości, dąży do balansu. Naturalnie. To jest ten vortex, który się nigdy nie zmienia. Dlatego woda zawsze będzie starała się zbudować jak największy obszar razem. Dlatego my ludzie też budujemy aglomeracje. Dlatego zwierzaki budują stada. Dlatego las rośnie jako las, a nie jako drzewo. Dlatego mech rośnie razem obok siebie. I tak dalej. Wszystkie te historie to jest po prostu rozładowywanie dużego potencjału energetycznego.
Jeżeli jest bardzo duży potencjał energetyczny, to on potrzebuje bardzo dużej ilości materializacji, żeby to się rozładowało. Takim świetnym przykładem jest właśnie słynny piorun. Piorun tak rozładowuje wszystko, że właściwie nie ma w ogóle ani grama energii tam, gdzie walnie. To są te słynne wypalone drzewa. Nagle zrobiło dziurę w ziemi. Nie wiadomo, co się stało. Wszystko zniknęło, huknęło, ale nie nastąpił żaden wybuch. Jedyne, co wybucha podczas uderzenia piorunów, to transformatory właściwie, ale ani drzewo, ani wszystkie te rzeczy, nic nie wybucha. Tam nie ma żadnego ognia, żadnej implozji, po prostu jest rozładowanie ładunku elektrycznego. I co się okazuje?
Okazuje się, że na przykład kiedy pierwsi miłośnicy radia szukali, do tej pory się robi tak samo, jeżeli się szuka właściwego miejsca pod antenę, to się szuka miejsca, patrząc na rośliny. Po prostu obserwując to, jak wyglądają rośliny. Jeżeli rośliny są dobrze ukorzenione, bardzo głęboko ukorzenione, to znaczy, że taka antena, która będzie wykorzystywała ziemię, świetnie działa w tym miejscu. Wszystkie tego typu historie. Cały dowcip polega na tym, że pewnego dnia wiadomo z jakich przyczyn, było wiele takich przyczyn, ale stało się tak, że to genialne odkrycie, że ten system właściwie jest nieskończony, że ta wartość w tym systemie, ten vortex, ilość energii jest po prostu nieskończona, a wystarczy tylko wykonać jakąś zmianę w czasie, żeby otrzymać elektryczność. Wystarczy tylko zmienić potencjał, wprowadzić nowy kształt, coś, co będzie wibrowało z tą rzeczywistością i w tym momencie mamy coś, co my nazywamy elektrycznością, czyli tym, że możemy zasilić swojego laptopa i w ogóle mieć cokolwiek chcemy. To jest taki fenomen. I o co tu chodzi? Jeżeli ktoś jeszcze dalej się zastanawia. W dzisiejszych czasach uczą, że wszystko jest odwrotnie.
Nawet grawitacja, że grawitacja nas przyciąga do ziemi, a grawitacja nas odpycha od ziemi. Siła grawitacji jest siłą odpychającą. Ziemia ma potencjał odpychający, a nie przyciągający na przykład. Natomiast grawitacja z kosmosu Która funkcjonuje w kosmosie, jest siłą przyciskającą, odpychającą tak samo jak Ziemia i nas dociska do Ziemi. Dlatego nigdzie z tej Ziemi nie odlecimy i jest problem z tym wszystkim. O tym mówili ludzie jeszcze 200 lat temu, jeszcze 150 lat temu. Było to częścią nauki, było to częścią rozwiązywania wszelkich sytuacji dookoła. Jak na ironię, co tu dużo kryć, jedyni ludzie, którzy zbudowali działające prototypy, działające urządzenia, jedyni ludzie, którzy byli w stanie wytłumaczyć swoje tezy eksperymentalnie, budując eksperymenty, które można powtórzyć do dzisiejszych czasów, to są ludzie, którzy byli zgromadzeni dookoła tego, a nie innego konceptu i pomysłu na rzeczywistość. Tego, że prąd i gigantyczna plazma jest dookoła nas. To my jesteśmy właściwie plazmą, to my jesteśmy tym gigantycznym zjawiskiem.
To, co my nazywamy energią, to jest moment rozładowania, to jest kiedy powstaje próżnia i ta energia nie może wtedy przechodzić przez tą próżnię. W tym momencie zaczyna się całe gotowanie na zewnątrz tej próżni. Stąd też pomysł, że na przykład słońce jest tak naprawdę puste w środku, bo przecież tam nic nie ma dookoła. To jest tylko taka skrótka elektrograwitacyjna dookoła czegoś, jakiejś magnetycznej struktury. Nie wiadomo czego. Właśnie nikt nie wie, czym jest słońce. Wiemy tylko, czym słońce na pewno nie jest. To jest na bank. Nie chcę brać na siebie kredytu mówienia o tym, czym słońce jest, bo to jest naprawdę niesamowita historia. Ale wracając do wszystkich naszych kabli, elektromagnetycznych historii i tak dalej.
Co się okazuje? Okazuje się, że 150 lat temu wymyślono metodę, jak rozładowywać ten prąd i że najlepsza metoda i najwygodniejsza do rozładowywania prądu elektrycznego wygląda tak, żeby zakopać w ziemi kawał długiego, miedzianego, żelaznego kabla. Im większy, tym lepszy. Zrobić duże zwoje, zakopać to wszystko w ziemi, podłączyć i w ten sposób oto mamy dowolną ilość prądu elektrycznego, którą potrzebujemy. Oczywiście mamy o bardzo niskim natężeniu. Musimy to wszystko przełożyć, przerobić, ale mamy te wszystkie wynalazki wymyślone przez Faradaya, wymyślone przez Teslę i tak dalej. Nagle się okazuje, że największą tajemnicą aktualnie naukowego świata jest trzymanie nas bardzo daleko od informacji elementarnej, że prąd jest wszędzie i że prądu dookoła jest tak potężna ilość, że my nie wiemy, co z tym zrobić. Planeta nie wie, co z tym zrobić. Każda burza się bierze stąd, że prądu elektrycznego jest tak potężna ilość, że ta planeta nie jest w stanie tego wszystkiego przerobić i musi rozładować to gdzieś pomiędzy niebem a ziemią. I stąd się biorą pioruny i błyskawice.
Absolutnie. To wszystko musi być wyrównane w naturze, musi być idealny balans. Idealny jak idealny, bo to zależy, z której perspektywy będziemy na sprawę patrzyli. Dla nas być może nie będzie do końca idealny. Dla natury będzie idealny. Ale na przykład zasada tego, że wszystkie podobne materie się lubią łączyć i tego typu historie. To, że woda się razem lubi łączyć w kupę. Wszystkie tego typu opowieści kojarzycie na pewno teraz. To jest to, o czym w ogóle się nie mówi tak ogólnie, czego się w ogóle chyba aktualnie nie uczy ani w szkołach, ani się nie mówi nigdzie w telewizji, w ogóle unika się takiego podejścia. Dzisiaj się sprzedaje opcję, że świat jest teoria relatywizmu, tak to się nazywa, czy coś w tym stylu.
Takie posteinsteinowe myślenie, że tak bym powiedział, że rzeczy nie są zależne od siebie, że można na przykład wysadzić bombę atomową w jednym końcu świata i to nie ma wpływu na drugi koniec świata. To jest tak zwana nauka ślepców. Nauka ludzi, którzy nie potwierdzili niczego nigdy żadnym eksperymentem naukowym, bo tak naprawdę cała ta fizyka teoretyczna, która opanowała naukę od 150 lat, wykopując i Teslę, i całą tą resztę z Faradayem, Maxwellem gdzieś na dalekie antypody tego wszystkiego. Ta fizyka nigdy nie potrafiła udowodnić eksperymentalnie ani jednej swojej tezy. Taka jest prawda. Przecież ten wielki zderzacz cząsteczek, który został wybudowany na granicy Szwajcarii i Francji, został wybudowany właśnie po to, żeby wreszcie na samym końcu udowodnić cały sens istnienia tej cząsteczkowej fizyki, że w cząsteczce jest przyczyna jakakolwiek czegokolwiek. A tu się okazuje, że jedyne, co udaje im się zarejestrować, to są wektory zgodne z sekwencją Fibonacciego, jak się energia rozładowuje w tym wszystkim. Słabo z oryginalnością z tym wszystkim. To już panowie zauważyli jakieś 150 lat temu, że ta energia zawsze rozładowuje się dokładnie według tego samego schematu i że ten schemat to właśnie złoty podział. Czyli jeżeli na przykład budujecie katedrę, budujecie cokolwiek, to używanie złotego podziału powoduje, że w takim miejscu, niezależnie od tego, jak duże by było, jak różna energia ludzi przychodzących z zewnątrz, ta energia będzie miała bardzo dobre rozładowanie, dzięki czemu wszyscy się doskonale poczują.
I jeszcze kilka innych dodatkowych rzeczy związanych oczywiście z budową katedr i wszystkich tego typu historii. Jak porównamy na przykład sposób myślenia o rzeczywistości wtedy i sposób myślenia o rzeczywistości teraz, to jest jak niebo i nie wiem co do porównania. Wtedy było niebo, dzisiaj to nie wiem co. Zauważyliście, że wszelkie te rysunki z czasów Tesli, wszystkie te rysunki z czasów Faradaya, Volta, Galvaniego, Samuela Morse'a są pozaokrąglane. Są tak elegancko wykonane, że wszystkie te elementy, które są rysowane w tych wnioskach patentowych, jeżeli ktoś z was śledzi te zabytkowe rysunki, one fajnie wyglądają, jeżeli ktoś lubi sobie zbierać takie ... reprodukcję, żeby mieć dom wyglądający w stylu szalonego naukowca z poprzedniego stulecia. One są wszystkie pozaokrąglane. O co chodzi? Okazuje się, że prąd, którego używano wtedy, do tej pory, my używamy trochę innego prądu w dzisiejszych czasach, ale taki czysty prąd, który nazywano wtedy właśnie eterem albo atmosferą, uwielbia pozaokrąglane kształty. On wtedy najlepiej funkcjonuje, wtedy są najmniejsze straty w systemach.
Taka ciekawostka, którą panowie odkryli w tamtych czasach. Czyli nie da się czasami zrobić niektórych rzeczy masowo, na kanta, na szybko, tylko trzeba po prostu dopracować. To całe rozładowanie musi być dopracowane, nie da się tego zrobić na łapu-capu. Jakby to porównać do architektury współczesnej, która jest projektowana właściwie przez maszyny po to, żeby było tanio, a nie po to, żeby człowiek tam mieszkał albo pracował, to jest bardzo podobna sytuacja. Wyobraźcie sobie duże budynki, które są z betonu, szkła i stali. To takie duże klatki Faradaya, w których następuje gigantyczne rozładowanie. Nie wiemy, tej energii nie znamy, nazywajmy ją eterem. Następuje rozładowanie eteru. I wszyscy ludzie, którzy pracują w biurach, w wieżowcach, budynkach tego typu, czują się zawsze koszmarnie. Ci wszyscy ludzie z reguły zawsze po pracy zdychają, umierają.
Żadnego z nich pożytku w życiu prywatnym nie ma. To wszystko są już takie chodzące zombie i zwłoki po jakimś czasie pracy w takich budynkach. Co się okazuje? Takie budynki są toksyczne z samej swojej natury. Kwestia obserwacji rzeczywistości. Jeżeli energia się ciągle w tym miejscu rozładowuje, to jak człowiek by nie był naładowany energetycznie, jak by nie chciał dobrze o sobie myśleć, czegokolwiek nie chciałby zrobić, to się okazuje, że właściwie mieszka w strukturze, która go non stop rozładowuje, że to nie jest coś, czemu jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób przeciwdziałać. Chyba że zburzymy ten budynek. Możemy próbować go zmodyfikować w środku i doładować trochę, ale to już są dodatkowe działania. Chodzi o samą percepcję myślenia o rzeczywistości, o tym, że odeszliśmy daleko od elementarnych praw. Nauka poszła w kompletnie szaloną wycieczkę, która nie ma nic wspólnego z poprawianiem jakości życia ludziom.
Nauka stała się religią w dzisiejszych czasach. Przestała honorować elementarne odkrycia, na podstawie których w ogóle powstała 200 lat temu. Bo gdyby nie było odkryć Galvaniego, gdyby nie było odkryć Faradaya, gdyby nie było wszystkich tych ludzi po drodze, łącznie z Teslą, to przecież ta nauka dzisiaj w ogóle by nie istniała, bo nie byłoby komputera, który by zasilał szeregi nauki, żeby przeliczyć dane. Nie byłoby żarówki, żeby to wszystko oświecić i móc sobie poczytać na przykład kiedy słońce zgaśnie i tak dalej. To jest ta słynna historia z Teslą. Jeżeli ktoś z was interesuje się Teslą, to być może słyszał historię o tym, jak wymyślał silnik dla Edisona. Pracując dla Edisona, zniknął na jakiś czas. Powiedział, że idzie wymyślać rozwiązanie dla silnika, który się ciągle palił, bo Edison wymyślił silnik do produkcji prądu stałego. Problem tego silnika polegał na tym, że silnik się bardzo łatwo zapalał. Taka ilość prądu się gromadziła, że nie była w stanie się rozładować z tego wszystkiego absolutnie.
I zaczęły skakać iskry, transformatory się paliły. Trzeba było budować stacje przekaźnikowe praktycznie co róg ulicy, żeby to wszystko szlag nie trafił, żeby to nie wyleciało w powietrze. To wszystko zachowuje się jak gigantyczna antena. Każdy kawałek metalu ściąga do siebie coś, co się nazywa energią elektryczną, po to, żeby to rozładować. I ona się rozładowuje poprzez ten materiał, tak zwyczajnie ujmując. Okazuje się, że duża ilość kabli, magnesów i tak dalej powoduje, że tej energii się rozładowuje gigantyczna ilość i zaczyna to się grzać, strzelać. Konie się bały tych transformatorów. One potrafiły na przykład spontanicznie podpalić dom i tak dalej. Były z tym historie. O tym jeszcze opowiem.
Będzie specjalny odcinek o początkach elektryfikacji na świecie, do którego ten właściwie jest takim delikatnym wstępem. Tesla stwierdził, że wie, jak opanować ten problem. Wybrał się na spacer i w jego pamiętniku jest, bo to jest jedna z tych nielicznych rzeczy, która ostała się w pamiętnikach po Tesli, pomimo że tam kilka razy wszystko spłonęło. To była ta historia, że patrząc się na słońce stwierdził, że to jest najlepsza inspiracja tego, jak rozwiązać problem energii, która nie może się wydostać na zewnątrz tego wszystkiego i właściwie powoduje, że cały ten silnik wylatuje w powietrze po bardzo krótkim czasie działania. Tesla patrzył się na zachodzące słońce. Energia wynikająca z tego, że słońce jest 10 stopni nad horyzontem poprzez zachód to jedna rzecz, a druga rzecz to proces, który tam zachodzi. Więc jaki proces zachodzi? Ziemia i słońce kręcą się dookoła siebie i przez to wszystko działa, a dookoła Ziemi jeszcze kręci się księżyc. Jeżeli spojrzymy na sprawy od strony takiego organizmu elektromagnetyczno-grawitacyjnego, to przecież księżyc ciągle jest wystawiony do Ziemi tą samą stroną. Czyli wystarczy ten silnik, który ma ten element w środku z magnesami, wstawić na ośkę i te magnesy, które są dookoła tego rdzenia.
Rdzeń jest Ziemią, magnesy są jak księżyc. Zrobić na stałe, żeby zawsze ten sam kierunek, ten sam wektor był do środka. Czyli jeżeli mają wschodni do środka, a zachodni na zewnątrz tak na stałe na tym trzpieniu i zacząć to obracać. W ten sposób otrzyma się coś w rodzaju dokładnego odtworzenia modelu, który funkcjonuje Właściwie wszędzie w kosmosie, związany z każdą planetą Układu Słonecznego. I w ten sposób nagle się okazuje, że problem z iskrzeniem, skakaniem, paleniem się tych silników kompletnie zniknął i że silniki stały się dwa razy bardziej wydajne. I nagle wszystko zaczęło działać. To ta słynna historia z tym silnikiem, za który Edison zaoferował Tesli 50 000 dolarów. Kiedy Tesla rozwiązał problem, przyszedł Edison, roześmiał mu się w twarz mówiąc, że Tesla nie zna się na amerykańskim poczuciu humoru. Inna sprawa, że zaproponował mu dwukrotną podwyżkę pensji, bo wtedy Tesla był na pensji u Edisona, był jednym z jego pracowników. Dostał dwukrotną podwyżkę, ale stwierdził, że nie.
To nie to. Umawialiśmy się na 50 000. Po czym stwierdził, że chyba nie ma sensu ani nie ma powodu z takim człowiekiem robić czegokolwiek w życiu. I tak właściwie przez całe życie odstawił Edisona na bok. Co oczywiście kosztowało go też trochę energii i trochę zachodu. Ale to już opowieść na inną sytuację i na inną historię i na inną hiperprzestrzeń, do której niebawem zmierzamy. Wracając do naszych alchemicznych, mechanicznych, duchowych opowieści. Wygląda na to, że jedyna rzecz, która się zmieniła w ciągu ostatnich 200 lat, to jest ogólny koncept świata. Nam się mówi, że wszystko jest rozdzielone, a jeszcze 100, 200 lat temu ludzie wiedzieli, że wszystko jest połączone razem. Mieli masę eksperymentów, które to potwierdzały i to zmieniało troszkę myślenie o świecie.
To powodowało, że trochę inaczej się myślało, inaczej patrzyło na to wszystko dookoła. Postęp technologiczny wyglądał o wiele mocniej i solidniej niż w dzisiejszych czasach. Jeżeli ktoś się przygląda aktualnie panującemu postępowi technologicznemu na Ziemi, to zauważył, że właściwie od ponad 100 lat spalamy ropę w najgłupszy z możliwych sposobów i postępu technologicznego nie ma żadnego, jeżeli o to chodzi. Drobinki się wprowadza, nowalijki. To, że ktoś wprowadził mikrofale, to akurat wiosny nie czyni, bo to nie jest żadna rewelacja, że jest mikrofala, bo mikrofale są znane od czasów Tesli. To nie jest nic nowego, że coś się takiego dzieje. Co tu dużo mówić. Może czas zacząć odwrócić myślenie i wrócić do tego pomysłu, że energia jest wszędzie. Zauważyliście, że większość teologii, większość organizacji, które próbują kontrolować ludzkość, z reguły wmawia, że człowiek nie ma żadnej energii, że to jest taki mit, że to jest albo tylko być może w sferze duchowej. Generalnie starają się bardzo mocno zdyskwalifikować ten pomysł na każdym możliwym etapie.
W sensie bezpośredniego myślenia, że tak, jest energia, jest konkretna energia, można coś z nią zrobić, można zbudować pewien system, który tę energię zacznie kumulować albo przetwarzać, albo cokolwiek z nią robić. Absolutnie. W ogóle w dzisiejszych czasach nie ma energii. W dzisiejszych czasach się twierdzi, że w kosmosie jest próżnia i że tam nic nie ma. A w kosmosie nie ma próżni, tak jak dookoła nas. Absolutnie nie ma próżni. Wszystko jest rozładowującą się energią, łącznie z nami. Też jesteśmy rozładowującą się energią. To jest to, co mówią neurobiolodzy, że człowiek od momentu, kiedy się rodzi, właściwie umiera. Ilość szarych komórek w mózgu zmienia się tylko w jednym kierunku w ciągu całego ludzkiego życia.
Zmniejsza się. Nic innego, moi drodzy. Jest to stały proces. Jest to naturalny proces i jedyne, co możemy zrobić, to używając czasami psylocybiny, zwalniać ten proces na parę sekund, żeby sobie przebudować troszeczkę autostrady w głowie. I to wszystko. Natomiast naturalnym procesem, i nie ma sensu go zatrzymywać, bo cel tego procesu jest rozpad. To, że zamieniamy się w zupełnie inną strukturę, zmierzamy gdzieś w zupełnie innym kierunku, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co, nie wiadomo na co, nie wiadomo jak. Nikt tego nie wie. Jeszcze 100 lat temu funkcjonowała nazwa, nazywało się to eter i mówiono, że to wszystkie te moce przed tym, zanim cokolwiek się pojawi na świecie. Później pojawił się Einstein i stwierdził, że to w ogóle nie ma nic do gadania i że wszystko jest inaczej.
Ale mijają lata, moi drodzy, a tu się okazuje, że właściwie, co by tu nie mówić, wygląda na to, że musimy się mocno wrócić do przeszłości i bardzo konkretnie wrócić do przeszłości, bo tam jest ukryta odpowiedź na wszystkie zagadki, ukryte rozwiązania na wszelkie problemy, które nam się napiętrzyły w ciągu ostatniego stulecia z naszą cywilizacją, łącznie z zanieczyszczeniem środowiska, ze sposobem, w jaki pozyskujemy energię. À propos sposobu, w jaki pozyskujemy energię, to może ja puszczę muzyczkę, a po muzyczce wam opowiem bardzo ciekawą sprawę z tym związaną. Jak to działa na nasze zdrowie bezpośrednio. A wy słuchacie oczywiście dokładki w Radiu Nafali. Co ja mówię, jakie dokładki? Dokładki posłuchacie w środę o godzinie 22.00, moi drodzy. Także zapraszam wszystkich serdecznie na środę, godzinę 22.00 w Radiu Nafali. A teraz słuchacie hiperprzestrzeni w Radiu Nafali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy bardzo serdecznie i jednego, i drugiego radia bardzo ciepło i serdecznie. Ja tu już wracam do lasu, do wszystkich historii.
Miałem coś powiedzieć i wyleciało mi z głowy całkowicie. Zapraszam, proszę mi przypomnieć, co miałem powiedzieć na czacie. Dzisiaj troszkę elektrycznie. Próbuję zrobić sobie elegancki wstęp, żeby wrzucić was w następnej audycji na troszkę głębszy temat, żeby już pewnych rzeczy nie wyjaśniać, żeby móc wysnuć gładką opowieść o tym, jak się zaczęły czasy elektryzmu, elektryfikacji świata. Do pewnego momentu wszyscy wiedzieli, że energia to jest taka pozyskiwana typu ropa, że trzeba spalić, wybuch. Miałem ten eksperyment, o tym powiedzieć w ogóle. O wybuchu miałem powiedzieć, już mówię. Tak wszyscy funkcjonowali, ustawiali cały świat. I pojawiło się coś nowego. Coś, co zmieniło kompletnie paradygmat myślenia o świecie dookoła.
I to tak bardzo dramatycznie w czasach kolonialnych, gdzie praktycznie wszystkie odkrycia i zwycięstwa odbywały się za pomocą wysadzenia i strzelania, mordowania, korumpowania, dominacji i grania argumentów siłowych, czyli im większy, tym może więcej. Im silniejszy, tym większy łomot spuści. I tak konstruowano całe zjawiska pozyskiwania energii, że na przykład myślano, że im większy wybuch, spowoduje większą ilość energii. Wszystkie te historie, które towarzyszą nam do dzisiaj. Dlatego mamy reaktory jądrowe gdzieniegdzie i wszystkie te historie. Elektryczność to jest coś zupełnie innego, bo to jest sytuacja, w której jeżeli wiemy, jak to zrobić, to wiemy, jak rozładować energię po tym właściwym, kompletnie optymalnym, czy tak elegancko mówię słowie, wektorze, czyli po tej trajektorii lotu, po której ten ładunek elektryczny sobie przeleci i nikomu nie powybija zębów po drodze ani nie powybija szyb i nie narobi żadnych strat i nikogo nie kopnie. I nagle się okazuje, że można to robić cicho. Pierwsze samochody na świecie, które były produkowane, były samochodami na prąd elektryczny. Większość rzeczy, których dzisiaj używamy, tak naprawdę powstały z myślą o tym, że będą wykorzystywane w epoce prądu elektrycznego. Wtedy też futuryści ówczesnych czasów zakładali, że następna era będzie erą prądu elektrycznego.
Tak dumnie wieszczy, że nie będzie węgla, nie będzie spalania stali, nie będzie spalania śmierdzących rzeczy, tylko będzie prąd elektryczny, który będzie zasilał to wszystko. Słynne rysunki Tesli o tym, jak ten prąd będzie pozyskiwany z jonosfery bezpośrednio albo z Ziemi. Wszystkie te historie. Nagle okazało się, że przestano z tego korzystać i to też zmieniło naszą mentalność, nasze myślenie. Większość z nas porusza się na przykład w samochodach. Co to jest samochód? Samochód to jest urządzenie, które generuje wybuch. W środku silnika jest mała komora, w której non stop następuje eksplozja. De facto rzecz nazywana z po imieniu. Każdy kierowca to jest człowiek, który siedzi na wybuchającym nieustannie ładunku, jakimś granacie ręcznym, który po prostu eksploduje.
I stąd jest energia do tego, żeby samochód się toczył. Ta energia swojej eksplozji infekuje człowieka, który używa tego systemu. To jest też odkrycie, o którym cały czas mówili wszyscy ci ludzie typu Galvani, Volta, Faraday, że jesteśmy częścią tej energii, że jesteśmy zbudowani z tej energii. To nie jest tak, że jesteśmy obok, że tu coś wysadzimy z boku, a nas to nie będzie dotyczyło, a my dalej będziemy cali i zdrowi. Tu się okazuje, że być może częścią odpowiedzi za to, że na przykład zwariowaliśmy troszeczkę w dzisiejszych czasach, jest sposób pozyskiwania tej energii na co dzień. To, że każdy z nas siedzi na tym silniku spalinowym co jakiś czas i to wszystko sobie tam wybucha i my przechodzimy tą dziwną energią tej eksplozji, implozji, tego szarpnięcia. Jesteśmy co chwilę wyrywani z tego bitu. Szaleństwo, pełne szaleństwo, zupełnie niepotrzebna sprawa. Zupełnie nikomu niepotrzebna tak naprawdę. Też troszeczkę poza naturalnymi prawami natury.
Bo to, o czym mówili wszyscy ci naturaliści, oprócz tego, że byli filozofami, lekarzami, też byli często naturalistami. Mówili, że natura po prostu nie jest raptowna. Żywioły są czasami raptowne, ale natura i sposób, w jaki sobie radzi z żywiołami jest absolutnie optymalny. Nie można tego zrobić lepiej. Nie można spłynąć z góry lepiej niż robi to woda. Woda sobie znajduje najbardziej optymalne rozwiązanie z najbardziej stromych, najbardziej nieostemnych miejsc, jak sobie elegancko spłynąć i się gdzieś tam nie pogubić. I doskonale to organizuje. Oni mieli też takie podejście do rzeczywistości, żeby ta energia, którą będziemy wykorzystywać, bo wtedy to były same początki, wtedy nikt nie miał w ogóle pomysłu, co z tym prądem będzie robił. Wiadomo było, że świeci, więc dużo ludzi myślało o tym, żeby zaprząc ten prąd elektryczny do używania go jako oświetlenia. To było wręcz oczywiste od samego początku, bo chodziło o ten w angielskim spark, czyli tą iskierkę, która skacze z jednej kulki na drugą, jak się naładuje.
I to był taki pierwszy, najważniejszy, najbardziej motywujący chyba wszystkich czynnik. Drugi to oczywiście komunikacja, bo ten impuls, który szedł po tym kablu, który się udało zrobić, powodował, że można przesłać jakąś komunikację alfabetem, który się opiera na kropkach, pauzach i tak dalej. Ten volt budował te swoje akumulatory. Był taki jeden akumulator, był liczony chyba na jeden metr i jakieś 10 volt dochodziło do dwóch metrów. Jakieś takie przeliczniki. Pewnego nie wam o tym powiem, bo to w ogóle muszę osobno do notatek spojrzeć na te wszystkie rzeczy. Nikt na świecie nie miał wtedy problemu z rozumieniem pewnej elementarnej, zasadniczej rzeczy, że cała ta energia jest tak elementarnie związana z nami, tak elementarnie związana ze środowiskiem dookoła nas, tym biologicznym, tym organicznym, że nie możemy jej traktować jako coś oddzielnego, rozłącznego, że nie powinniśmy nią grać w jakiś taki nieprzewidziany sposób, bo możemy sobie zrobić krzywdę. Współczesna fizyka odgrodziła nas od konkretnego, logicznego myślenia. Dlatego jak debile spalamy ciągle, nieustannie ropę i nic z tego właściwie nie ma, poza tym, że jesteśmy coraz bardziej niezdrowi, coraz mniej zadowoleni z tego wszystkiego i właściwie coraz bardziej na przegranej pozycji względem natury. Właściwie na przegranej pozycji względem chyba samych siebie tak naprawdę, bo ciężko mówić, żeby ta cywilizacja cokolwiek osiągnęła w ciągu ostatnich 100 lat poza masowymi rzeźmi i przestępstwami.
Także ja nie mam jakichś specjalnych atencji. Nie doceniam, powiem szczerze. Jestem pełny braku doceniania. Zabrzmiało kosmicznie. Kiedyś było troszkę inaczej i wszyscy kładli nadzieję, że za 200 lat świat będzie trochę bardziej poukładany, że nie będziemy pracowali w miejscach, które są toksyczne, że nie będziemy przebywali w ogóle, nie będziemy budowali sobie takich miejsc, że wykorzystamy tę wiedzę po to, żeby sobie ułatwić życie, a nie w drugą stronę. Nagle się okazało, że poszło w drugą stronę i wszyscy zaczęli sobie utrudniać życie. Bo kiedy okazało się, że cała ta wiedza stała się bardzo praktyczna, stało się to w sam początek poprzedniego stulecia. Czasy Tesli, czasy Edisona, czasy młodości Alberta Einsteina, kiedy wszyscy ci ludzie, poza oczywiście Albertem Einsteinem, robili eksperymenty, w których potwierdzali istnienie tej energii i pokazywali, jak potężny jest ten potencjał. Nagle się okazało, że świat zrobił się tak bardzo religijny, tak bardzo dogmatyczny, jakby zapanowały z powrotem ciemne wieki. I to takie konkretne ciemne wieki.
Cała ta wiedza została wymazana z książek, wykopana, zakopana, zapomniana. I uczy się ludzi, że energia jest czymś, co się manifestuje, a manifestuje się brak energii. Czyli kompletnie w drugą stronę. To tak, jakby ktoś nam przez całe życie mówił, że te drzwi się otworzą, jak je popchniemy. A prawda jest taka, że musimy je za klamkę i do siebie. I tylko w ten sposób wyjdziemy z tego pomieszczenia. Innej opcji nie ma. Drzwi tylko do siebie, proszę państwa. I na tym polegała cała ta zagadka, w którą nas wpakowano na te 100 lat. To było 100 lat, które straciliśmy dosłownie nie wiem na co.
Na zabawę w wojenkę. Może nadszedł już czas. Ja myślę, że już nadszedł czas tej zabawy w wojenkę. Czas wrócić do normalnej nauki, czyli po prostu pociągnąć te drzwi z pełną konsekwencją do siebie i zobaczyć, co się za tymi drzwiami znajduje. Słuchajcie, Maxwell nie miał z tym problemu. Faraday też nie miał problemu. Volt też nie miał problemu. Morse też nie miał problemu. Stanhill, Steinmetz, Tesla, Reich. Żaden z tych ludzi nie miał absolutnie żadnego problemu.
I to z jednej prostej przyczyny. Oni po prostu nie wiedzieli, że coś jest niemożliwe. W ich czasach nie było pojęcia, że to się nie zgadza na przykład z prawem termodynamiki. Jaki rozsądny człowiek po prostu ogląda jakieś prawo wymyślone przez teoretyka, który nigdy nie zrobił żadnego eksperymentu, który by potwierdzał to prawo? Albo wyjaśniał anomalie, które kompletnie znoszą to prawo. Absolutnie. Tam się nikt nie przejmował tym, że ktoś mówi, że nie można. Jedynymi ludźmi, którzy na świecie się przejmowali tym, że nie można, było Królewskie Towarzystwo Naukowe Wielkiej Brytanii. Ci nałogowo publikowali książki, w których udowadniali, że świat jest jak nie płaski, to kwadratowy i że nie da się latać, że w ogóle nic nie może się unosić nad ziemią poza ptakiem, że prąd nie istnieje, że grawitacja działa tylko z góry. To wszystko tylko takie teologiczne rzeczy, bo jak się okazuje, byli to ludzie głęboko wierzący w swoich bogów czy w swojego właściwie boga.
I ta cała teologia doprowadziła do tego, że praktycznie nie do zaakceptowania było, w ogóle niemożliwe było zaakceptowanie czegoś takiego jak stwierdzeń Tesli, jak stwierdzeń wszystkich tych kolesi z tamtych czasów dla takiej mainstreamowej nauki wtedy, uniwersyteccy zgromadzeni dookoła na przykład rodziny królewskiej czy jeszcze tego typu historii. To było po prostu nie do zaakceptowania. To było jak 360 stopni w drugą stronę. Jak na ironię ta mentalność została troszkę do dzisiaj. Dlatego nauka dalej zajmuje się w dużej mierze wyważaniem drzwi do lasu. Może nie w Holandii, może nie do holenderskiego lasu, ale w ogóle do lasu. Także zobaczymy, co się będzie działo dalej, moi drodzy. Myślę, że tak czy siak ten paradygmat musi po prostu upaść. Musi upaść, bo nie da się inaczej. Opcja jest tylko jedna.
Jeżeli ktoś chce uchodzić za światłego człowieka, to musi zdać sobie sprawę, że cała oficjalna nauka, wszystkie te rzeczy dookoła nas, to dlatego te drzwi nie dają się otworzyć. Bo my je ciągle pchamy w niewłaściwą stronę. Dobrze pchamy, bo to jest nasza natura, że chcemy zrozumieć sprawę, ale po prostu do siebie. I będzie łatwiej. Delikatnie klamka w dół, do siebie, na bok i jesteśmy w domu. Tyle. A ja zapraszam na kolejny odcinek, gdzie będę w oparach szalonych naukowców prądu elektrycznego i wszystkich tych szalonych historii się tu manifestował za tydzień do „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie tej jakże elektrycznej „Hiperprzestrzeni”, pełnej prądów elektrycznych, kopiących żabich łódek i tego typu historii. Zapraszam wszystkich na wieczorową porę. Pozdrawiam wszystkich sponsorów „Hiperprzestrzeni” i „Radia Na Fali”.
Peace and love, moi kochani. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy z „Radia Paranormalium” i wszystkich na czacie „Radia Na Fali” i „Radia Paranormalium”. I zapraszam na wieczorową porę, moi drodzy, w której oczywiście jak zwykle będzie troszkę hiperprzestrzenie i dzisiaj też będzie troszkę elektrycznie z tematem. Będę się dalej zastanawiał nad tymi elektrycznymi sprawami. A co? Niech się rozładuje trochę energii, niech się rozładuje. Dziękuję za słuchanie „Hiperprzestrzeni” i zapraszam na kolejny odcinek. A tymczasem wieczorowa pora.