[00:28] - No tak, to się porobiła cisza. Witam wszystkich serdecznie w hiperprzestrzeni w Radiu Nafali w audycji odświeżane, transmitowanej w Radiu Paranormalium. Także witam wszystkich słuchaczy i Radia Nafali i Radia Paranormalium. Już jesteśmy na antenie, wszystko jest okej. Przepraszam bardzo, coś się znowu jakaś cisza wdarła na antenę. No niestety bywa, zdarza się w najlepszej rodzinie ponoć. Słuchajcie, ja dziękuję w ogóle wszystkim bardzo serdecznie za komentarze do audycji. Peace and love. Dziękuję wszystkim sponsorom: double, triple, poczwórne, siódemkowe peace and love. Teraz chyba mnie wszystko słychać.
Także ja dziękować wszystkim, że mnie dobra słychać, proszę państwa. Także nadaję z buszu. Mieszkam w betonowej dżungli, Londynie, na południu, tak troszeczkę dżunglowo, że tak powiem. No właśnie, tutaj Radio Paranormalium już mi pisał, że to rząd światowy grzebie w moich gaciach. Nie, bez przesady. Poobcinałbym tasakiem. A co? No dobra, żartowałem. Ze wszystkim żartowałem. To nieprawda.
Słuchajcie, mam nadzieję, że macie dzbanek herbaty, dzbanek kawy, dzbanek wszystkiego, czego potrzebujecie. Oczywiście po hiperprzestrzeni będzie wieczorowa pora. A co dzisiaj oczywiście w hiperprzestrzeni? Poza tym, że zaraz będę na czacie Radia Nafali. Czy wy pamiętacie adres Radia Nafali? www.radionafali.com. I tam są właśnie te fascynujące komentarze. Także zapraszam serdecznie, żebyście w ogóle dołączali, żebyście wskoczyli na naszego konia facebookowego. Kurde, nie, na nasze konto facebookowe, a nie konia facebookowego. Konia trojańskiego facebookowego.
A ja tymczasem borem, lasem, bo dzisiaj postanowiłem nie lać dupska i mam już wszystkie zapowiedzi radiowe: i z Lorem Ipsum, i z Teorii Chaosu i nawet z Hiperprzestrzeni mam zapowiedź. Także generalnie mam po prostu dżingle do puszczenia. A co? Także ja myślę, że ja po prostu puszczę dżingle. Wreszcie mogę. To zrobię, no nie? A później? Właśnie, o czym dzisiaj hiperprzestrzeń? Właśnie tak mówię. Słuchajcie, dzisiejsza hiperprzestrzeń nosi znamienny tytuł: Czarne Słońce.
Nie chodzi o film „Czarne Słońce". Oczywiście był taki, ale nie chodzi oczywiście o ten film. Chodzi o czarne słońce. Czy kojarzycie stare legendy? Będzie oczywiście bajka, będzie trochę o prądzie elektrycznym, co to kopie. Będzie o pasie fotonowym. Słuchajcie, będzie dużo dzisiaj. Będzie o Szyszynce, dzisiaj będzie o substancjach psychoaktywnych. Oczywiście w hiperprzestrzeni jesteśmy, także wiecie, czego słuchacie. I ja przypominam, że audycja jest jak najbardziej dla ludzi dorosłych i takich, co skończyli 333 lata swojego życia.
Nie mają 333 synów i innych. Innych to po prostu nie powinno być. Jeżeli tu jesteś stary, a nie masz 330 lat, get out of here. Czyli jakoś tak. Oki doki. To co? To ja może puszczę dżingle i zaczynamy tę jakże ekscytującą hiperprzestrzeń, słuchajcie, o czarnym słońcu. Pamiętacie legendy roku 2012? Legendy, takie opowieści przepowiednie. Co się stanie?
No jest jedna bardzo ciekawa teza i to właśnie troszeczkę na ten temat. A my nie dość, że w lesie, to jeszcze posłuchamy dżingli. To posłuchajmy. Tadam!
[04:23] - I gdy wskazówki na zegarze złączą się w parze i obie będą ku górze, małe i duże, gdy piątek z sobotą się w uścisku splotą, to wiedz, że coś się dzieje. Teorie chaosu. Wiedz, że coś się dzieje. Nowe, magiczne i epickie. Przygody Krawcza tylko w nowym sezonie Lorem Ipsum. Słuchajcie, słuchajcie, głupcze!
[05:10] - Zapraszam bardzo serdecznie na audycję Hiperprzestrzeń w każdą sobotę o godzinie 23:00. Zróbcie sobie dzbanek kawy i przygotujcie się, że zostaniecie z nami do rana. Właściwie ze mną, z Milan Tomek.
[05:23] - To think for yourself. To question authority.
[05:27] - Radio Nafali. Hiperprzestrzeń. Do usłyszenia w każdą sobotę o godzinie 23:00.
[05:35] - Turn on. Tune in. Drop out. Pozdrawiam was, Krawiec. A wy słuchacie Radia Nafali.
[05:50] - E, panie, a co pan jesteś jakiś Krzysztof Krawczyk, że pan z siebie takiego gwiazdora robisz?
[05:57] - Od wujka. To się pan odpierdol. Radio Nafali was zwali.
[06:06] - Dokładnie. To już wszyscy wiedzą, co mają zrobić na temat wujka i co ja myślę na temat wujka. Pozdrawiam, wujku. Pozdrawiam bardzo serdecznie. To ja, Tomek oczywiście. Posłuchajcie „Hiperprzestrzeni”. „Hiperprzestrzeń” w Radiu Nafali, retransmitowana w Radiu Paranormalium i nie tylko. Właśnie, czy ja powiedziałem, że ja dziękuję wszystkim sponsorom Radia Nafali? Że zakładka wspiera i sponsoruje, proszę państwa. Niech fortuna toczy się wielkim kołem.
Niech będzie jak wodospad. Niech fortuna nigdy nie opuszcza tego statku i Radia Nafali. Ja oczywiście w ręku mam herbatę zieloną. Żeby nie było, że coś tam. Bardzo polecam oczywiście każdemu. Bardzo polecam. No to co? To dzisiaj, słuchajcie, o czarnym słońcu. No właśnie, o czarnym słońcu. Na pewno pamiętacie wszystkie te opowieści z roku 2012, że będzie wielka zmiana i tak dalej.
Już nie będę powtarzał tych wszystkich rzeczy. Jest parę audycji „Hiperprzestrzeni” na ten temat, gdzie właściwie nawet całkiem sporo na ten temat. Jest masa różnych hipotez. Jest taka główna hipoteza, o której już wcześniej wspominałem nie raz, nie dwa. Lubiana przeze mnie. Jest to hipoteza związana właśnie z pasem fotonów, z galaktyką, która pędzi i wpada w kolejną część kosmosu, która jest ogarnięta inną energią. To jest tak, jakby wlecieć z jednej chmury w drugą chmurę. Dokładnie. Po prostu żyjemy w chmurach, słuchajcie, marzyciele. Ludzie w chmurach.
Jest wiele teorii na ten temat, ale może zacznijmy od legend, od starożytności. Jest taka postać, która się nazywa Robert Schoch, PhD. To jest taki bardzo słynny geolog. Człowiek, który jest słynny dlatego, że napisał książkę na temat Sfinksa, a jest takim bardzo ortodoksyjnym panem geologiem uniwersyteckim z Ameryki. Podrzucę oczywiście linki, proszę państwa. Powrzucam wszystkie linki. Zaraz będę na czacie. Dobra, koniec o czacie, koniec o linkach. Wszystko będzie. Proszę się nie denerwować.
Proszę łyknąć herbaty albo kawy, albo zapalić sobie jakiegoś dobrego zioła. Nie pić Coca-Coli i nie jarać fajek. Alkohol też nie jest najlepszym pomysłem. Ale ziółko, proszę państwa? No właśnie. No i co ten Robert Schoch znany z filmów? Słuchajcie, jeżeli kojarzycie filmy o Egipcie i o Sfinksie, szczególnie te, które dotyczą teorii, jak stary jest Sfinks i że Sfinks ma na przykład 36 000 lat, to jest właśnie ten geolog, który napisał na ten temat książkę. Bo to on jako pierwszy wysunął tę tezę. Właściwie sprawdził historię na ten temat. Generalnie sprawdził po prostu kamień i okazuje się, że ten kamień jest tak zerodowany, że musiał padać deszcz.
I ten deszcz musiał padać przez cholernie długo, bo jak mówią w powiedzonku: „Kropla drąży kamień”. Właściwie drąży skałę. Także tych kropel musiały być tysiące. Musiało trwać to tysiące lat. Od czasów, kiedy my znamy Saharę, była pusta jak moja kieszeń, bym powiedział. Dlatego wpłacajcie na Radio Nafali, przypominam. Dokładnie. I z tej okazji stwierdził, że trzeba w ogóle zupełnie inaczej sobie zdawać sprawę, że to nie jest kwestia, że ktoś coś zapisał i ktoś tam powiedział: „To ja wybudowałem. To moje.” Ale się okazuje, że wcale nie twoje, kolego. Wcale nie twoje, tylko się okazuje, że należało do pradziadka.
Dlatego te nogawki za krótkie w tych spodniach i w tej marynarce. Dokładnie o to chodziło. No i o czym mówię? O tych wszystkich starożytnych rzeczach. Jak zwykle mówimy o tym, że są spozycjonowane na niebo, na konkretne gwiazdozbiory, na konkretne sytuacje, które się wydarzają. I to nawet nie tyle na gwiazdozbiory i na konkretne momenty, czyli że my musimy stanąć w punkcie XYZ, obrócić się w lewo tak, że można was spłonąć za ramię na wschodniej stronie wzgórza. Trzeba być po prostu bardzo precyzyjnie ustawionym w konkretnym momencie w czasie i przestrzeni, żeby zauważyć, że na przykład pomiędzy kamykami albo gdzieś tam przelatuje słonko i akurat w tym momencie słonko oświetla na przykład cały obiekt albo jakąś specjalną instalację w tym obiekcie i tak dalej. Wszystkie te historie ze Stonehenge. Stonehenge jest tyle razy przebudowane, słuchajcie, że tam nie wiadomo już, co oryginalnego. Już chyba nic oryginalnego nie ma poza nazwą.
Znaczy poza kamieniami, ale one są wbetonowane. Nie wiem, czy wiecie, od nowa jeszcze raz. Chyba w latach 30. to zrobili czy jeszcze wcześniej. Zniszczyli to już jakieś ponad 100 lat temu, także nie przejmujcie się Stonehenge, ale jest kilka miejsc, które nie zostały zniszczone, gdzie do tej pory słonko o jakiejś tam konkretnej porze się świeci. Znaczy nie świeci. Słonko jest widoczne na przykład w najdalszym kawałku tego tunelu, w którym się na przykład jest. Czy jakoś tak. Wszystkie te historie z tunelami w piramidach, które wychodzą na konkretne konstelacje i na konkretne gwiazdy. I żeby ta gwiazda spotkała ten tunel i żeby wybudowało się to połączenie wizualne oparte na fotonach, bo to właściwie fotony, czyli światło, które widzimy, to generalnie gwiazda musi być o konkretnej porze, w konkretnym momencie i w konkretnym miejscu.
Po prostu nie ma inaczej. Nie ma inaczej, że to się po prostu wydarzy. Nie ma takiej opcji. Także ktoś musiał coś zaplanować. No i wszystkie te obiekty są zaplanowane równo i wyraźnie na okres 2012. Na ten właściwie okres. Na okres, kiedy przekroczyliśmy — starożytni nazywają to równik galaktyczny. Współczesna nauka, taka oficjalna oczywiście, w równik galaktyczny nie wierzy. Nie do końca, bo tam NASA nie chce o tym mówić, ale oni w to wierzą. Nie wierzycie?
Dzisiaj się dowiecie. No i jest taka teoria o plaźmie w kosmosie, o której była „Hiperprzestrzeń”. Tu was nie będę aż tak strasznie zanudzał. Tak czy siak opowiem wam trochę o tym. Najistotniejszy jest koncept tego wszystkiego. Chodzi o to, że jest chmura naładowana, w której jest troszkę mniej prądu. Może nie tyle, że jest naładowana, w której jest troszkę mniej prądu. I jest chmura, w której jest troszkę więcej prądu, tudzież energii elektrograwitacyjnej, bo właściwie prawdopodobnie wygląda na to, że Tajemnica świata jest związana z czymś, co nazywamy elektrograwitacją i że to coś porusza więcej, niż nam się wydaje. I że właściwie być może wszystko wygląda zupełnie odwrotnie, zupełnie inaczej. Wszyscy pamiętają te starożytne legendy o czarnym słońcu.
Legenda o tym, że pewnego dnia słońce zniknie na parę dni, nastąpi ciemność na Ziemi i tak dalej. Jest masa takich legend. I ludy pierwotne mówią, i inni mówią, i dziwne rysunki na temat słońca. Pamiętacie wszystkie? Oczywiście, że pamiętacie, bo byliście tam na pewno z milion razy we wszystkich tych jaskiniach na świecie. Tak samo jak ja. Milion razy tam byłem. Słuchajcie, właśnie wracam stamtąd. Chodzi oczywiście o te wszystkie rysunki robione przez starożytnych, te wszystkie ze słońca, które dziwnie wyglądają i z reguły przypomina to bardzo konstrukcję plazmy. Jeżeli oglądacie zdjęcia ze słońca w dzisiejszych czasach, to słońce jest zasłonięte czarnym krążkiem, tak żeby nie było widać tego białego, tylko żeby było widać, co wylatuje spoza słońca.
Tak zwaną koronę. Tak to się nazywa. Te wszystkie ekscytujące wybuchy. No i starożytni rysowali bardzo dużo takich rzeczy, które wyglądają jak korona słońca. I jest taka teoria, że słońce właściwie w wielu takich legendach jest portalem do innych światów, gdzie przechodzimy do innego wymiaru. To jest jedna rzecz, właściwie najważniejsza. A druga rzecz to jest ta, która właściwie jest związana troszeczkę z odkryciami Tesli i Maxwella, i Faradaya, i Waltera Russella. To jest historia i nie tylko. Ale to powiem trochę więcej o tym. To jest historia o tym, że słońce prawdopodobnie wbrew temu, co mówi oficjalna teoria, czyli że jest to termonuklearna fuzja, która nieustannie trwa, słońce jest po prostu puste w środku.
To się nazywa hollow. Jest puste. Tak jak znacie teorię o pustej Ziemi, jest teoria o pustym słońcu, proszę państwa. Dzisiaj o tym, jak to jest związane z naszym organizmem i czy w ogóle ta teoria ma jakiekolwiek pokrycie z czymkolwiek. Czarne słońce. Są takie niesamowite wykopaliska archeologiczne, które pokazuje Klaus Dona na zdjęciach. Są takie bardzo stare. Nie wiadomo, jak stare. Czy ma to 36 000 lat, czy ma to milion lat. Cholera wie, ile ma to lat.
Na przykład kamienne piramidy z okiem. Bardzo ciekawa rzecz. I przedstawienia słońca, jakby słońce było czarne na przykład. Bardzo dziwne historie na ten temat. W ogóle jest to bardzo ekscytujące. Co w tym ekscytującego? Wszystko to dzisiaj opowiem. Ale zanim opowiem, to może posłuchajmy troszkę muzyczki, żebym ja tu nie stracił swojego animuszu przy gadaniu. Właśnie. A ja przypominam, że wy w tym czasie powinniście rzucić się do portfeli i wpłacać na radio.
A co? Czemu nie? Bo tu nie ma reklam. Ja jestem jedynym człowiekiem, który mówi o reklamach. Trzeba się nasłuchać w tym radiu, reklam strasznie trzeba się nasłuchać. To muzyczka, a wy słuchacie oczywiście Hiperprzestrzeni.
[15:29] - I gdy wskazówki na zegarze złączą się-
[15:32] - Jingle. Bez przesady, to nie jest audycja dopuszczająca same jingle. Ja tu do was będę mówił. Nie cały czas, ale z przerwami, moi drodzy. A przypominam, że słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, które jest transmitowane w Radiu Paranormalium. Oczywiście pozdrawiam wszystkich na czacie, wszystkich słuchowników. Pozdrawiam. Excuse me. To co? Zaczynamy.
Znaczy zaczynamy, już zaczęliśmy tę opowieść. Słyszycie temat, który mówił nasz temat. Słynną przepowiednię, która mówi o trzech dniach ciemności, o tym, że pojawią się trzy dni ciemności i że coś się wtedy stanie, że będzie jakaś zmiana dla ludzkości, że te trzy dni wyorają nas tak mentalnie, że się po prostu w ogóle nie pozbieramy. Może nie wszyscy. Niektórzy z nas się doskonale pozbierają, także nie będzie problemów. Co to ma wspólnego z tym, że dawne starożytne cywilizacje wybudowały gigantyczne korytarze podziemne? Oficjalna teza, którą między innymi głosi Robert Schoch, ten właśnie człowiek od teorii na temat Sfinksa. Zresztą nie tyle teorii, bo człowiek udowodnił, że Sfinks jest po prostu starszy niż ktokolwiek twierdził. Ma o tym książkę, gdzie wszystkie te dowody są przedstawione w niesamowity sposób. Także bardzo polecam.
Ja później jak zwykle podam linki do tego, ale zostawmy na razie Sfinksa. Jest taka teoria bardzo katastrofistyczna, która mówi, że te punkty przesilenia, te momenty w historii czasu i przestrzeni, na które są ukierunkowane wszystkie te starożytne budowle, czyli to, z czym mieliśmy do czynienia 24 grudnia zeszłego roku, moment, kiedy wszystkie gwiazdy na niebie stanęły dokładnie w tej samej ekliptyce. Niesamowicie to wyglądało z Ziemi. Słuchajcie, naprawdę po prostu kosmos. Mogę tak długo. Dokładnie kosmos. I co z tym? Nie było trzech dni ciemności, nic takiego się nie stało, a legendy mówią o tym. Słuchajcie, jest kilka pomysłów na ten temat i powiem wam, że być może te trzy dni ciemności mogły się wydarzyć. Jest to całkiem prawdopodobne.
Nie jest to być może coś, co wydarzy się teraz, tu i za chwilę, ale być może ten moment nadchodzi, a być może nie. Jest to taka ekstrawagancka teza, ale zaraz wam powiem, na czym w ogóle bazuje ta teza, bo być może brzmi ekstrawagancko, ale jak na ironię ekstrawagancka nie jest, a ma wiele wspólnego z taką normalną, twardą fizyką. Pierwszy eksperyment z tej fizyki, właściwie urządzenie, na które dobrze by było rzucić okiem, nazywa się tuba Glasera. Geisslera, przepraszam, tuba Geisslera. Co to jest? To jest rodzaj lampy. Koleś generalnie wymyślił lampę w 1857 roku. To dawno temu było, jakieś 150 lat temu wymyślił lampę i ta lampa po prostu świeci. Lampa jest niesamowita. Świeci, chociaż w środku nie ma niczego.
Po prostu jest to puste coś. Niesamowite. Ja oczywiście już wklejam linki do tych wszystkich lamp. Co to ma wspólnego z naszym pustym Słońcem, prawda? Już wam mówię, bo te wszystkie lampy pokazują taką niesamowitą rzecz. Pokazują światło, świecą, chociaż są puste w środku. Teoretycznie według tej zasady, o której mówi współczesna fizyka i współczesna mainstreamowa nauka, w środku tych lamp powinna nastąpić eksplozja termonuklearna i każdy z nas na tej lampie zostanie zmieciony z powierzchni ziemi w ciągu ułamka sekundy, a wszyscy dookoła napromieniowani niczym atol Mururoa. Niestety tak się nie dzieje. Albo stety. W tych lampach jest zimno, wszystko jest elegancko i one świecą.
Najlepsza jest lampa faceta, który się nazywa Crookes. To jest lampa Crookesa. To jest lampa, która w ogóle została zainspirowana rysunkiem na ścianie w starożytnej egipskiej, my to nazywamy, świątyni. Egipcjanie ponoć mówili, że to jest dom zasady. Nie nazywali tych budynków świątyniami, tylko mówili, że to jest dom zasady. Dom, który reprezentuje pryncypia zasady. Tak słyszałem. Nie wiem, ale coś mnie swędzi tutaj, myślę, że tak. O tym wszystkim, o Egipcjanach może kiedy indziej wrócimy do tego tematu. O co chodzi?
Pomysł jest taki, że mamy do czynienia z czymś, co świeci w powietrzu, czyli z takim kosmicznym zjawiskiem. Po prostu jest coś w powietrzu i jak się zastosuje odpowiednią różnicę potencjałów elektrycznych, elektrograwitacyjnych właściwie, to nagle się okazuje, że powietrze samo z siebie świeci. Nie świeci samo z siebie, tylko jeżeli spojrzycie na przykład na płomień świecy, wygląda to niesamowicie, bo dookoła świecy jest po prostu kulka. Tam się nic nie pali. Pali się osłonka dopiero i ta osłonka generuje całe światło. To jest fenomen. Tam nic nie ma, to jest puste. Teraz jak spojrzymy na nasze Słońce, być może to jest to. Słyszeliście kiedyś o zjawisku interferencji fal? Jest taka bardzo śmiała teoria.
À propos, poczekajcie, może z tą interferencją fal jeszcze wrócę do takiej prostej rzeczy, która się nazywa fali fotonów, bo to jest dosyć istotne, żebyśmy teraz zrozumieli, że właśnie teraz ponoć, przynajmniej tak mi się wydaje, że starożytni mówili, jest taka szansa o tym, że wchodzimy, to jest proces, który ileś tam trwa czasu, w bardziej naładowaną część kosmosu plazmą. Ta plazma jest bardziej naładowana. Co znaczy bardziej naładowana? Bo to też jest troszeczkę abstrakcyjne i to język zbyt dużej abstrakcji. Jest zjawisko, głupie słowo, ale bardzo naukowe, propagacji, czyli przenoszenia się. To jest jak efekt domina. Jeżeli postawicie domino jedno obok drugiego, to odległość między dominami musi być taka, żeby jedno popchnęło drugie, prawda? To się nazywa propagacja. Jeżeli macie na przykład taką siatkę zbudowaną z domina, to popychając jedno, automatycznie przesuwacie wszystkie te informacje o tym, że coś się zmieniło, ten stan nachylenia pola i tak dalej, jest przekazywana dalej. Efekt domina, też można powiedzieć.
To jest dokładnie propagacja, czyli to, jak się rozsiewa. To są słynne teorie o teorii orgonu, że to jest właśnie pole orgonowe, w którym następuje owa propagacja, czyli przenoszenie tej informacji. W pasie fotonów tej energii jest po prostu więcej. W ogóle w powietrzu, którym człowiek oddycha, w ogóle w świecie dookoła nas. Po prostu więcej prądu. My tego oczywiście nie zauważamy, bo to się dzieje z taką prędkością, że my jesteśmy poza tą prędkością. À la abstrak, prawda? Mniejsza o to. Tej energii jest na tyle więcej, że ta propagacja następuje o wiele szybciej, jest o wiele intensywniejsza tak zwyczajnie. Przez co na przykład procesy się szybciej odbywają.
Przez to wiele dzieje się w ogóle innych rzeczy i przez to na przykład większe zjawisko występuje, bo dookoła nas występuje jeszcze dodatkowe zjawisko oprócz propagacji, czyli przenoszenia się cząsteczek, zjawisko tak zwanej interferencji, czyli odbijania się czegoś od ściany do ściany. Przysłowiowa kwestia piłki pingpongowej. Jeżeli mamy taką bardziej zwartą strukturę, która sama w sobie ma swój rezonans, bo trzeba pamiętać, że według tej teorii kosmos ma swoje własne drganie, czyli kosmos ma swoją własną częstotliwość, coś, co się samo stabilizuje. To trochę jakbyśmy na przykład z wody takiego basenu, w którym jest woda, przeszli do basenu, w którym jest żel. Gdzie ta struktura jest o wiele bardziej stabilna, bardziej sklejona ze sobą, mniej rozpadająca się. Mniej tam grawitacji bym powiedział. Mniej tam grawitacji i mniej tam prądu elektrycznego. Właśnie może w ten sposób albo w drugą stronę. Drganie ma swój własny osobny balans. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo ciekawe zjawisko, które się nazywa rezonansem elektromagnetycznym, moi drodzy.
Każdy lekarz o tym doskonale wie. Występuje w ludzkim sercu, a oprócz tego, że występuje w ludzkim sercu, występuje w ludzkiej głowie. I to jest kolejna rzecz, która jest dosyć intrygująca, jeżeli spojrzymy tak ogólnie na tą teorię czarnego Słońca, że pewnego dnia, tak jak mówią te wszystkie starożytne kultury, być może Słońce zniknie. Czy Słońce zniknie? Bo co jeżeli Słońce jest puste w środku, tak jak mówią te wszystkie szalone pomysły matematyków, Maxwella właściwie, inżynierów elektryków Faradaya, Waltera Russella, Tesli na temat słońca. Co to ma wspólnego z falami, interferencjami i w ogóle naładowaną energią? Co to ma wspólnego? Słuchajcie, bardzo proste. Wyobraźcie sobie, że żyjemy w przestrzeni trójwymiarowej, przynajmniej tak fizycznie. Przypuśćmy sobie dla uproszczenia, że są trzy rodzaje fal.
Przypuśćmy, że jest to jezioro i każdy z nas ma po jednym kamieniu. Jest nas trójka. Każdy może rzucić tym kamieniem w jezioro, zrobić falę na tym jeziorze. Jasne? Jasne. Jeżeli wrzucimy wszyscy w tym samym momencie, może być troszkę później, trochę wcześniej, ale generalnie dobrze by było blisko. Jeżeli ten interwał będzie dokładnie ten sam, czyli w tym samym czasie, mamy na przykład więcej niż jeden kamień, bo mamy na przykład cztery i każdy z nas będzie wrzucał dokładnie kamień w tym samym momencie, będziemy wszyscy razem wspólnie wytwarzali falę. Jeżeli utworzymy koło albo staniemy coś w rodzaju na kształt trójkąta, proszę państwa, to tam, gdzie te fale się spotkają na środku, zanikną. Fale po prostu kompletnie znikną. I tam się pojawia taki charakterystyczny, miliony razy fotografowany, bardzo popularne zdjęcie na wygaszaczach ekranu, taki plunk wody, gdzie woda skacze kropelka do góry, jakby chciała się oderwać od ziemi i uciec grawitacji.
Powstaje ten zaskakujący moment. Są takie maszyny w XVIII wieku i XVII, właściwie bardziej XVIII. Wszyscy ci szaleni dżentelmeni, którzy robili te eksperymenty naukowe na temat prądu, na temat dźwięku, na temat fal, na temat ozonu, właściwie nie ozonu, ja mówię orgonu, tylko pola eteru dokładnie. Budowali takie dziwne maszyny, którymi w ogóle badali te wszystkie interwały. Mam książki na ten temat. To się nazywały harmoniczne. Generalnie budowali maszyny, które te harmoniczne fale rysowały. Bardzo ekstrawaganckie. Słuchajcie, czasami takie maszyny można kupić na wyprzedaży tu w Londynie. Mi się jeszcze nie udało na taką trafić.
Gdzieś ostatnio czytałem w internecie, że ktoś polował i udało mu się kupić w idealnym stanie. To się nazywa harmonograf. Wygląda jak stół i do tego stołu są przyczepione takie dodatkowe pręty, które się kiwają i tam są ołówki zaznaczone i one sobie rysują i tam się podczepia wszystkie rzeczy, one sobie rezonują i tak dalej. Nie będę wam tłumaczył, jak działa to urządzenie. Wkleję wam linka do harmonografu i tyle tego będzie. Wracając do naszej historii, była obsesja na punkcie badania tych fal. I się okazuje, że te fale są, że te fale ze sobą reagują. I wygląda to tak, jak wygląda. Nikt nie jest w stanie wytłumaczyć dlaczego. Może nie do końca.
Niektórzy są i doskonale wiedzą, o co chodzi, bo nie jest to aż tak trudne. Wyobraźcie sobie, że dalej z tymi, nad tym jeziorem. Zmarzliście? Zimno troszeczkę, w nóżki chłodno. Chłodne jeziorko, prawda? Dobra, to dalej z tymi kamykami. Teraz sobie wyobraźcie, że każdy bierze troszkę inny kamień i wrzuca w ogóle w innej odległości, w innym interwale. Każdy po prostu robi kompletny chaos. I wtedy jest tak, że zanim te fale polecą gdziekolwiek, generalnie one spotykają się w zupełnie innym miejscu i nie ma tego plunk na środku. Nie ma tego plunk.
Nie ma tego momentu, gdzie fale wytracają kompletnie energię do zera. Nie ma. Co to jest ten moment wytracania do zera? To jest moment właściwie balansu, słuchajcie, bo z jakiegokolwiek punktu spojrzycie na to, to jest moment, kiedy wszystko jest okej. Kiedy jest wspólna fala i kiedy ta fala jest powtarzana, to co mamy? To mamy cykl. Mamy częstotliwość. Mamy coś, co nazywamy popularnie manifestowaniem się energii w jakimś tam konkretnym interwale, czyli bang, bang. Jakbyśmy zamienili to na prąd elektryczny, to by było światełko, które co chwilę mruga. Dokładnie tak.
Natomiast jeżeli każdy z nas wrzuci ten kamień w innym interwale, znaczy każdy jeden o trzy sekundy później, kolejny o siedem sekund później i tak dalej, tego prądu po prostu nie będzie, bo te fale się nie spotkają razem, one siebie miną gdzieś tam, może się wzmocnią, odbiją, polecą dalej i tego efektu już nie będzie. To jest ta teoria, proszę państwa, na temat tego, jak to wyjaśnić generalnie w takich najprostszych trzech wymiarach z trzema kamykami. Teoria na temat w ogóle zaginania się przestrzeni mówi o tym, że w momencie, kiedy fale się spotykają, kiedy ta kropelka wskakuje w górę, to jest moment załamania się czasoprzestrzeni. Współczesna nauka nazywa to plazmą. Dokładnie tak to się nazywa. Ten moment to jest plazma i tak się o tym mówi, proszę państwa. Ja tu mam troszkę rysunków. Co tu się...? No właśnie. Niepokorne kable.
Słuchajcie, w alchemii jest bardzo podobny termin na to. Nazywa się to wesele, tak zwane alchemiczne wesele, czyli suma trzech elementów, które się nakładają na siebie i tworzą pattern. I ten pattern jest na tyle mocny, że on się już sam siebie duplikuje. To troszkę jak informacja w polu morfogenetycznym przy budowie się kryształu. Po prostu niesamowita historia. Nikt nie wie, jak to wyjaśnić. Nie do końca może nikt nie wie. Ja się będę próbował wam wyjaśnić troszkę na ten temat. O co chodzi z tym czarnym słońcem? To jest najzwyczajniej ujmując, jeżeli fale na siebie się nakładają, to my nie widzimy nic.
Dla nas jest to po prostu niewidoczne. Dla nas jest to po prostu dziura. Jeżeli fale na siebie się nałożą, to może zniknąć coś, co nazywamy falą fotonów. Bo jeżeli wystrzelimy drugą dokładnie taką samą falę w tym samym kierunku i te fale się spotkają pośrodku, to się wytłumią najzwyczajniej w świecie. Jak się wytłumią, to co? Sygnał przestanie być dla nas widoczny. Po prostu sygnał przechodzi w inną szerokość spektrum, jak to się mówi, czy jakoś tak. Nie wiem, czy ja za bardzo nie zamieszałem. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście tak naukowi, że wszyscy mają tam zeszyciki, kajeciki i sobie notują te wszystkie rzeczy, co ja tutaj mówię. Notują Generalnie chodzi o to, że wyobraźmy sobie, że na środku jeziora jest nasze słoneczko i jak wrzucamy te kamyki regularnie wszyscy razem, to może być tak, że kiedy jest to plumk na środku, to wtedy nie widzimy równej tafli.
Widzimy tylko coś, co wyskakuje ponad taflę albo widzimy dołek. Coś tam znika. Generalnie nie jest to stały obraz, bo normalnie woda jest płaska, bez żadnej fali. Taki fenomen. Jest taki pomysł, że ta fala fotonów, że ten pas fotonów jest tak zagęszczony energią, powoduje, że ta cała energia się troszkę bardziej stabilizuje i dzięki temu ten cykl, jak coś wpada w równy cykl, to dostaje tego potencjału, że może robić ten pink. I jak robi to pink, to coś, co jest tym pink, może nam zniknąć na moment z oczu, bo przenosi się do innego wymiaru. Jak? Nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć. A może jest? A może są?
Słuchajcie, byli ludzie i dalej są ludzie, którzy wiedzą, jak to robić, bo to się, tak jak mówiłem, nazywa plazma. Słyszeliście na pewno o Fundacji Keshe. To jest człowiek, który się tym zajmuje. Wielu wynalazców, wiele silników, o których się mówi, że to tak zwane silniki free energy, wykorzystuje dokładnie ten moment. Nie jest to żaden magiczny moment. Ja tak mówię, że magiczny i nikt nie wie. Nie, bzdura. Słuchajcie, wiadomo na ten temat doskonale od 200 lat, co się dokładnie w tym momencie dzieje. To jest w ogóle fenomen. Od 200 lat jest to naprawdę oficjalna informacja.
Jest to zapisane nawet w bibliotece Uniwersytetu Cambridge, gdzie są oryginalne prace Maxwella na ten temat oraz prace Faradaya. Od 200 lat leży w książkach opisane. Ciekawa teoria. Dostanie nagroda, jak się okazuje. Czarne słońce. To ja może przestanę gadać na parę chwil i włączę muzyczkę jakąś, żeby nie było, że to czarne słońce. To znaczy jest puste w środku, dokładnie właściwie o to chodzi. A teraz to ja już w ogóle... Co ja w ogóle robię, słuchajcie? Okej, jestem we właściwym kierunku i muzyczka do nas.
Tak, oczywiście słuchacie radia Na Fali. Radia Na Fali jak najbardziej. Na audycji oczywiście „Hiperprzestrzeń”, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Proszę państwa, wracamy do tej historii o tych czarnych słońcach, o tym, czy coś zniknie z nieba, o naszej percepcji, o wielu rzeczach, bo jak się okazuje, jest to bardzo holistyczna historia. Przynajmniej na taką wygląda. Słuchajcie, tłumacząc już tak do końca ostatni raz, o co chodzi z tą falą fotonów, jaki to ma wpływ na naszą głowę i co się może z tym dziać. Myślę, że najlepszym przykładem jest eksperyment, który wykonano, żeby zabawniej było, w Ameryce na Uniwersytecie Yale. Nie pamiętam w tym momencie nazwiska. Jest to eksperyment na temat pól morfogenetycznych. Dokładnie tych samych pól morfogenetycznych, o których mówiłem w poprzednim odcinku „Hiperprzestrzeni”.
Eksperyment polegał na sprawdzaniu tego, czy ludzie się na przykład uczą języka, korzystając z informacji zawartej w polu morfogenetycznym dookoła. Chodziło o naukę języka starohebrajskiego, który jest właściwie bardziej obrazkami dla wszystkich niż jakimkolwiek językiem. Bo tego to nikt nie wie, co to w ogóle jest tak normalnie. Bo kto zna taki język? Słuchajcie, kto to w ogóle zna? Nikt. Prawie nikt. Fenomen polegał na tym, że ludzie bardziej zgadywali. Dawano próbki tekstu ludziom, którzy nigdy w życiu tego na oczy nie widzieli i okazywało się, że procent prawidłowych odpowiedzi był po prostu niesamowity. Właśnie po tym, jak ktoś przed nimi nauczył się tego języka i wprowadził tę informację do głowy, jak ktoś jeszcze przed nimi przeczytał, rozwiązał, to każdy kolejny też właściwie automatycznie jakby znał ten język od dzieciństwa, proszę państwa.
Takie historie. Także można się nauczyć języka w ten sposób, jeżeli dużo ludzi mówi tym językiem dookoła was, na przykład używa czegoś w konkretny sposób, jakiejś konkretnej metafory, nazwy i tak dalej, to się okazuje, że ta informacja w polu morfogenetycznym się rozchodzi i każdy się szybko uczy. Tak więc co może się zdarzyć w takiej fali fotonów, gdzie tak zwana propagacja owego eteru jest o wiele większa teoretycznie i równiejsza, i stabilniejsza, kiedy te fale się nachodzą wszystkie na siebie? Generalnie ta informacja przede wszystkim wędruje o wiele szybciej i występuje zjawisko kwantowe. Bo jeżeli ta informacja się pojawia dokładnie w tym samym rezonansie, bo czym jest informacja? Jest konkretnym rezonansem o konkretnym natężeniu elektrograwitacyjnym, które jest na konkretnym urządzeniu, zwanym naszym mózgiem, odczytywane tak, a nie inaczej, czy też naszej świadomości albo cokolwiek by to nazwać. Także niesamowita sprawa, moi drodzy, słuchajcie. I to wszystko oznacza, że mniej więcej w takiej fali eteru, znaczy w takiej plazmie naładowanej pozytywnie, mocniej naładowanej, powinniśmy się uczyć o wiele szybciej, czyli te informacje o wiele szybciej i celniej dochodzi do głowy. Ona się pojawia automatycznie w naszej głowie, czyli generalnie jesteśmy mądrzejsi. Jest ciekawa historia z NASA, która wyrzuciła ten swój nieszczęsny, szczęsny zabłąkany satelitę, żeby ona sobie poleciała daleko w kosmos.
To jest ta, na której są rysunki ludzi podnoszących ręce, mówiących: „Hello, hi”. Płyta nagrana na złocie. Tam jest cała historia świata wysłana w latach 70. I co z tego? Wyrzucili to w kosmos, proszę ja was. To miało dolecieć za granicę naszego kosmosu, żeby wysłać nam informację, jak wygląda nasz układ planetarny spoza naszego układu planetarnego, czyli jak to jest, kiedy jesteśmy po drugiej stronie drzwi. I co się dzieje? NASA po iluś tam latach oficjalnie się przyznało, że owa satelita, która mknęła naprawdę z jakąś szaloną prędkością przez kosmos, została tak konkretnie rozpędzona, zwalnia. Zaczęła zwalniać. Nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć.
Przecież jak to? Jak może zwalniać, kiedy leci Leci poza planetami, nie wchodzi w orbity z planetami. Normalny model grawitacyjny nie działa. Jak to wytłumaczyć? Niby powinno zostać ściągnięte albo coś powinno przelecieć, przemknąć, pomknąć i już być daleko, wysłać nam zdjęcia z kosmosu, a tu nic. Okazało się, że doleciało do krawędzi naszego układu galaktycznego, naszej drobnej galaktyki. Właściwie nie galaktyki, tylko naszego Układu Słonecznego. Troszeczkę jest poza nasz Układ Słoneczny. Dokładniej nie zna naszą galaktykę. Gdzież by tak daleko poleciało?
To już lekka przesada. I zaczęło zwalniać. Zwolniło do 200 iluś tysięcy kilometrów na minutę, a powinno lecieć mniej więcej tyle na sekundę. I zaczęło zwalniać w ogóle. NASA oficjalnie zwołało konferencję, na której ktoś wyszedł i powiedział, że urządzenia pomiarowe wykazują, że satelita trafiła na wysoko energetycznie naładowaną chmurę plazmy. Nic więcej nie powiedzieli. No właśnie, proszę państwa. I nagle zwalnia. Czyli materia zwalnia, chociaż nie ma żadnej grawitacji. Czyli co?
Prąd robi grawitację? Na to wygląda troszeczkę. Na to, że to z prądem. Że to wszystko z prądem, proszę państwa. I tu się wali oficjalna koncepcja fizyki, która mówi, że heliosfera Ziemi jest oddzielnie, że pola grawitacyjne w kosmosie wszystko trzymają. Okazuje się po prostu, że prąd jest wszędzie w galaktyce. Jeżeli o to chodzi, to po prostu działa wszędzie. Jeżeli jest ten rezonans i te wszystkie planety, ta sama nasza galaktyka wlatuje do tej chmury plazmy, przecież to wszystko się trzęsie. Planety się trzęsą, Ziemia się trzęsie. Słońce odbiera tą częstotliwość i wyrzuca z siebie.
Słońce jest puste w środku. Jak mówią starożytni, prawdopodobnie jest bramą do innych wymiarów. Jest okrągłą kulką i na zewnętrzu tej kulki siedzi ładowanie elektryczne. Jest taka teoria, że w przeciwieństwie do tego klasycznego oficjalnego modelu, który mówi, że Słońce jest centrum energii, że tam ciągle jest jakaś termonuklearna fuzja i że jak doładuje jakąś energię z kosmosu, nawet jeżeli już oficjalna nauka zaakceptuje kiedykolwiek teorię plazmy, to teoretycznie Słońce ma tak pieprznąć, że powinno nas wszystkich zwiać. Jest klasyczny rysunek, że ten wiatr słoneczny będzie tak pędził, że się zgrillujemy. Wszyscy się zgrillujemy w ułamku sekundy. Ale jak na razie się okazuje, że nie da się. To są wszystkie przykłady takich gigantycznych kamieni, które czasami przelatują dookoła Ziemi. Jedną z takich fantastycznych historii jest historia takiego gigantycznego kamienia, którego numeru już nie mam. Oczywiście każdy kamień ma swój numer.
Astronomowie go nazywają SSC-300408 leci przez sektor X. Tak to się z reguły mówi. Oczywiście był popłoch. To był 1999 rok, przełom do 2000. To było w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Przelatywała gigantyczna skała pomiędzy nami a Księżycem. Jeżeli model grawitacyjny działa, to nas tu już, kochani, powinno od 13 lat nie być. Od 13 lat powinien hulać wiatr niczym po Księżycu, moi drodzy. Spokojnie, bo skała nie była mała i składała się, jak twierdzą, z dużej ilości żelaza na przykład. Co się dzieje, kiedy kawałek metalu zapina w bardzo zimnej atmosferze z dużą prędkością, prawda?
Coś się dzieje. Ładuje się niczym magnes, prądem się klei. Co mówili Faradaya? Co mówili dziady Faradaye? Co mówili dziady Maxwelle o prądzie elektrycznym? No właśnie. Okazuje się, że ten oficjalny koncept fizyki i matematyki, i Wszechświata w ogóle zupełnie nie wytrzymuje takich codziennych zderzeń z rzeczywistością, bo się okazuje, że wszystko jest ze sobą mocno połączone. I ten rezonans. Co z tym rezonansem? To ja może wam opowiem, o co z tym chodzi.
O co chodzi z tym okrągłym słońcem? Jak to tłumaczył Tesla, jak to tłumaczyła cała reszta? Bo to też nie jest żadną specjalną tajemnicą. O tym się po prostu nie mówi. To jest w ogóle zabawna historia. To była praca Faradaya chyba. Opublikował pracę, nie pamiętam którą z nich. Tak czy siak będzie specjalny odcinek „Hiperprzestrzeni”, gdzie opowiem wam historię Tesli i tych wszystkich kolesi. To naprawdę wizjonerzy. Naprawdę genialni ludzie.
Żadni tacy szachraje jak Albert Einstein, który nawet nie wiedział, co przepisuje za bardzo i nawet przy przepisywaniu potrafił spieprzyć. Ci kości naprawdę wiedzieli, o co chodzi. To w ogóle w innym odcinku, także to zostawię na dziś. Powiem wam tylko główną zasadę. Co chłopaki odkryli? Wytłumaczę to wam na zasadzie kota. Wyobraźcie sobie, że prąd elektryczny jest kotem. Prąd elektryczny to jest po prostu kot. I wyobraźcie sobie, że kot musi przeskoczyć z pontonu na przykład albo z łódki na pomost, żeby z jakiejś naładowanej cząsteczki, która jest dookoła w polu, dużego skupienia energii po prostu, żeby ta energia się rozładowała. Bo taka energia szuka wyjścia, tak jak kot, który szuka miejsca, gdzie by wyskoczyć.
Jak łódka podpływa do brzegu, to kot przeskakuje na ten pomost. Moment, kiedy kot przeskakuje, kiedy jest pomiędzy łódką a pomostem, to jest właśnie iskra prądu, którą macie w swojej zapalniczce. Jeżeli ktoś z was jara marihuanę, czyli cannabis dokładnie i używa zapalniczki z iskrownikiem, który produkuje 3000 wolt prądu stałego, taka iskierka leci. Każdy milimetr tej iskierki oznacza dokładnie 1000 wolt stałego prądu. Jak iskierka ma trzy milimetry, to jest 3000 wolt. Jak ma cztery, to jest 4000 i tak dalej. O co chodzi? Ten kot po prostu skacze. To jest ten moment, kiedy kot skacze. Nasza iskierka jest kotem.
A teraz sobie pomyślcie, że my nie widzimy tej pozostałej energii. Nie widzimy kota ani na łódce, ani po moście, bo jesteśmy rybą i obserwujemy wszystko z poziomu ryby i widzimy tylko cień, który przelatuje nad nami. Ten cień to jest właśnie kot skaczący z jednego obiektu na drugi. W ogóle nie widzimy, co się dzieje. To jest coś, co się dzieje pod powierzchnią. Na szczęście widzimy, bo nazywa się to iskrą. Tak działa prąd. Tak działa klatka Faradaya na przykład. Pioruny na niebie podczas burzy to są rozładowania, bo jak jest dużo energii i wibracji w powietrzu, to woda nie wytrzymuje i ta wibracja energię, bo co to jest woda? Woda to jest kawałek energii, który klei wszystko to do kupy i po sklejeniu razem jest kroplą wody.
Jeżeli ta energia nie będzie miała gdzie sobie uciec, to co się dzieje? To jest jak ten kot. Próbuje skoczyć jak najbliżej, zamienia się w piorun. A że miejsca na niebie nie ma zbyt wiele, to piorun jest cieniutki, długi. Tak tłumaczył to Faraday i Maxwell. Na tym się oparł Tesla i wielu innych. Viktor Schauberger się na tym oparł w swoich vortexach energetycznych w wodzie. Dokładnie ta sama historia. Ta energia musi znaleźć rozładowanie i gdzieś musi pójść. To jest wszystko związane z grawitacją.
Tak to wygląda. Tak tłumaczyli to drzewiej i my o tym zapomnieliśmy na jakieś 200 lat. Zapomnieliśmy o tym, że światło, które widzimy, to jest moment rozładowania. To jest moment, kiedy energia, ten kot szuka następnego miejsca, żeby przeskoczyć. Teraz pomyślcie sobie, czym jest słońce? Czym są wybuchy na słońcu? Skąd się pojawiają takie duże czarne plamy na słońcu? Energia nie wie, co ma robić dookoła, ucieka od nich. To jest woda, której nie może przeskoczyć ten kot. Tylko tyle.
Tak to wygląda. A tam w środku jest czarno. Tam w środku nie wiadomo, co jest. Tam w środku legendy mówią, że tam w środku jest brama do innego wymiaru i takie rysunki w Egipcie pokazują tych wszystkich starożytnych bogów w specjalnych pozach, z rękami złożonymi w kierunku słońca. Ora, bogu nieba, który przychodzi do nas. Słynne historie, które mówią o tym, że UFO wylatuje ze słońca. Co to ma wspólnego z naszą głową? Co by tu nie mówić, nasze połączenia neuronowe dokładnie pracują w ten sam sposób i polega na tym, że do końcówki połączenia neuronowego w naszej głowie dostaje się substancja, która jest potencjałem elektrycznym, która wpierw dostaje się przez krew i tak dalej, i w dziwny sposób zamienia się w coś, co nazywamy molekułą. Wilhelm Reich, genialny wynalazca, którego wydymał Albert Einstein. Z tego powinien być sławny.
On to nazwał bionem. To jest ten moment, kiedy się wszystko tworzyło. Kiedy się tworzy, to jest to potencjał elektryczny, potencjał energii, który się łączy dalej. Jak on się połączy dalej, to on się klei, doładowuje. To jest ten kot. On trzyma ładunek elektryczny. Forma jest czymś, co trzyma ładunek elektryczny i musi gdzieś przeskoczyć. Końcówki, które mamy w mózgu, czyli połączenia neuronowe, są tymi pomostami, które te koty muszą zaskoczyć. Mam nadzieję, że dobrze przetłumaczyłem. Bardzo dobrze, że wszyscy zrozumieli, o co chodzi z tym kotem i że prąd elektryczny jest kotem.
Nikt do końca nie wie, o co chodzi z tym prądem elektrycznym, bo on jest związany z grawitacją bardzo mocno. To jest niesamowita historia. Każdy z was może zostać laureatem Nagrody Nobla. Od 200 lat nikt tego nie wyjaśnił. Absolutnie. Normalnie obowiązuje tak zwany klasyczny model atomowy, gdzie za wszystko odpowiada teoria termonuklearna. Przy czym jest to przerażająca rzecz, bo jeżeli ci ludzie są na tyle głupi, że nie biorą pod uwagi kwantowości, to nie zdają sobie sprawy, że generując w tym samym polu morfogenetycznym dwie reakcje jądrowe, wystarczą tylko dwa reaktory produkujące prąd, automatycznie w którymś miejscu otrzymają kolejne pole, które będzie reprezentacją tego, co wydarza się w tych dwóch polach, bo ta propagacja się będzie rozchodziła. Przerażające. Nie uczyli się Maxwella, nie uczyli się Faradaya, nie uczyli się Tesli. Za tymi panami, może nie do końca za nimi, ale razem z nimi szedł człowiek, który się nazywa Walter Russell.
Niesamowita legenda w Stanach. W Polsce, na kontynencie prawie w ogóle nieznany. To historia na osobną opowieść. Człowiek, który opowiedział, narysował to wszystko i dzięki temu dzisiaj rozmawiamy. To samo twierdził Tesla, mówiąc, że żeby cokolwiek oświecić, to on wcale nie musi robić tak jak Edison, czyli kłaść kawałka zwęglonego bambusa na węgiel i traktować go prądem z dużą ilością woltów z lewej i dużą ilością woltów z prawej strony. Tylko że można zrobić światło dokładnie tak jak słońce, czyli podgrzewając nic, czyli plazmę. Dokładnie plazmę. Chodzi dokładnie o plazmę. Plazma świeci, plazma mówi, plazma radzi, plazma nigdy cię nie zdradzi. Jak to działa?
Tłumacząc najprościej, nie wytłumaczę wam pełnej zasady działania plazmy dzisiaj. Mógłbym, ale nie chce mi się. Ja też muszę zostawić coś na kolejne odcinki. Dobrym przykładem jest ryba. Każdy z was na pewno zna powiedzonko i to świetnie. Powiedzonko, które jest o kant dupy rozbić, bo tylko świadczy o braku umiejętności obserwacji i o tym, jak zgłupiał człowiek jako gatunek. Powiedzonko mówi o tym, że tylko zdechła ryba płynie z prądem. Tylko zdechła ryba płynie z prądem rzeki. Zaskoczenie, moi drodzy, ryba dokładnie wykorzystuje też zjawisko plazmy. Na czym polega to zjawisko plazmy?
Na takich vortexach w wodzie, które się robi, czyli na małych wirach. Jeżeli weźmiecie pod mikroskop budowę łuski ryby, zauważycie jedną rzecz: że łuska właściwie pozostawia za sobą wir w wodzie i to taki dosyć solidny. Jeżeli macie ileś tamtych łusek i one są dokładnie zbudowane według tej samej sekwencji Fibonacciego, to właściwie macie coś w rodzaju wzmacniacza. To jest tak, jakbyście postawili rząd wiatraków i jeszcze troszeczkę ogrodzili taką osłoną, delikatną, co parę metrów, żeby stał taki ekran, żeby troszkę tunelowało tą częstotliwość. Generalnie wszystkie te wiatraki mieliłyby dokładnie w tej samej częstotliwości. Stałyby jeden za drugim prosto do siebie. To jest dokładnie ten sam efekt. Otrzymujecie wtedy potężne wzmocnienie tego sygnału, czyli na przykład powinien być ten sam rezonans. Coś się powinno dziać. Te ekrany bardzo szybko powinny odpaść.
Wiatraki się bardzo szybko synchronizują. To jest też kolejna historia. Ale to już mówiłem w poprzednim odcinku o tej synchronizacji. To jest bardzo intrygująca rzecz. Jeżeli ustawicie te wiatraki, będziecie je zmniejszali najzwyczajniej w świecie. Jeżeli na przykład każdy kolejny będzie o tak zwany złoty podział troszeczkę mniejszy, będziecie w odpowiednich proporcjach rozkładali, to możecie sterować tą energią, kompresować albo dekompresować tak zwyczajnie, tak jak się to dzieje w każdej muszli. Jeżeli weźmiecie muszlę z Atlantyku, która jest taka zwinięta spiralna, to co to jest? To jest kompresja albo dekompresja energii w jedną albo w drugą stronę. Tak jak piramida w jedną stronę albo na przykład klepsydra do przesyłania piasku. Jeżeli ktoś z was używa klepsydry do gotowania jaj na twardo albo na miękko.
Mówi się, że to martwa ryba. Słuchajcie, ryby zawsze pływają z prądem. Na tym polega fenomen. Bo ryby właściwie sobie same generują prąd wody. Poprzez ustawienie się w poprzek nurtu automatycznie zbudują wszystkie te vortexy dookoła siebie i te vortexy zachowują się jak silniki odrzutowe. To takie silniki odrzutowe, które się wzmacniają i wzmacniają ten drobny efekt i dookoła ryby tworzy się coś w rodzaju warstwy aerodynamicznej, pełnej wirów wody, które są w zupełnie przeciwną stronę w stosunku do tego, co my obserwujemy na powierzchni wody. Dookoła ryby tworzy się coś w rodzaju tunelu. Dlatego rybie wygodniej płynąć pod prąd i właściwie ona nie musi nic robić, żeby płynąć pod prąd. Ona się tylko ustawia pod odpowiednim kątem i właściwie jest utrzymywana automatycznie przez te vortexy. To tak jak latawiec na niebie.
Wystarczy tylko ustawić go pod odpowiednim kątem i ten latawiec się nieustannie wznosi. Właściwie my musimy go trzymać, żeby nam nie uciekł. I to wszystko. Dokładnie taka sama sytuacja występuje w wodzie. Ryba tylko się ustawia odpowiednio pod kątem i właściwie woda sama wypycha wodę. NASA używa tych silników przy swoich rakietach, eksperymentach. To nie są silniki plazmowe. To się jeszcze w ogóle nie nazywa plazma. Jak zwykle problem jest z nazewnictwem w dzisiejszych czasach. Jest to generalnie rodzaj takiego specjalnego odrzutu, że się kompresuje, że powietrze, które wpada do silnika, się zagęszcza w takiej małej komorze na końcu.
Kiedy jest już bardzo gęste, z bardzo dużą prędkością, nagle się okazuje, że tam powstaje rodzaj wiru, który sam z siebie generuje gigantyczną ilość energii. To jest tak, jakbyście nagle w szklance wody stworzyli burzę z piorunami. Dokładnie o to chodzi. Dokładnie o burzę w szklance wody. Zimna fuzja tak to się nazywa. Dzieje się to po prostu wszędzie. Viktor Schauberger o tym mówił. To jest kwestia tego, że na przykład woda jest żywa, że woda jest żywym organizmem i że zimna woda ma większą wyporność niż na przykład ciepła, bo ciepła woda ma mniejszą wyporność. Jest to kwestia ładunków elektrycznych, które już mnie nie trzymają. I tak dalej.
Szykujcie się na hiperprzestrzeń, gdzie będzie dużo o prądzie elektrycznym. Postaram się wam powiedzieć, o co chodzi z tym prądem. Tu wracajmy. Zostawmy takie hard science, twardą naukę o tych prądach elektrycznych. Posłuchajmy troszkę muzyczki, a potem wrócę do naszego mózgu, bo my oczywiście w mózgu jesteśmy. Powiedziałem o muszli, powiedziałem o Viktorze, powiedziałem o rybie. Powiedziałem, że jak błyskawica, to znaczy, że ten kot próbuje gdzieś wyskoczyć. Pamiętajcie o tym kocie, bo to nam się jeszcze dzisiaj przyda. Zanim jeszcze zniknę do tej muzyczki, to pomyślcie. Bo co, jeśli grawitacja to nie jest siła przyciągania, a siła dociskania?
Co by było, gdyby ta grawitacja nas bardziej dociskała do ziemi, a nie przyciągała? Co wy na to? Co wy na taki pomysł? Zdaje się troszkę i Viktor Schauberger, i Maxwell, i Walter Russell, i kilku innych mówiło tak troszeczkę w drugą stronę, proszę państwa. I co wy na to? Jeszcze raz przypomnę. Bo jeśli grawitacja to nie jest siła przyciągania, tylko siła dociskania do ziemi Właśnie. Nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo. Ja jak zwykle się pogubiłem w muzie.
Pogubiłem jak nic. Ale nie jest tak źle, żeby mi było tak... Okej, gotowe. Słuchajcie, jak zwykle jest tyle tej muzy, że człowiek się gubi. A my posłuchajmy muzyczki. Posłuchajmy. Tararita. Słuchajcie, był przed chwilą telefon. Proszę dzwonić jeszcze raz. Jak jest muzyka, to nie odbieram.
Muzyki słuchamy, a nie zagadujemy. To nie jest komercyjne radio, proszę państwa. Jak jest świetny sound, to jest świetny sound. Dokładnie. O to chodzi, żeby posłuchać tej muzyki, a nie sprzedawać buty w tym momencie albo pastę do zębów. Także proszę dzwonić jeszcze raz. Proszę śmiało, serdecznie. Ja lecę dalej z historią. Wrócę na momencik do naszego mózgu, do tej historii z interferencją, z falami, z naszymi trzema kamieniami wrzuconymi do jeziora. Jest taka nawet nie tyle teoria, ile wygląda na to po badaniach, które aktualnie przeprowadzają neurobiolodzy, że jest takie miejsce w naszej głowie, w którym się te wszystkie fale, które się dzieją z zewnątrz, z naszego serca, naszego ciała i świata dookoła, spotykają.
I tym miejscem jest zwyczajnie ludzka szyszynka. To jest szczelina świadomości, punkt przejścia do innych wymiarów. Niesamowite historie na temat szyszynki. Czasami mówię o tym, także myślę, że część z was doskonale wie, o co chodzi. Ale co jest takim fenomenem? Fenomenem jest to, że szyszynka jest zorganizowana, wygląda to jak mięśnie. Dokładnie tak jak oko, bo właściwie nie tyle wygląda na to, tylko dokładnie tak jest, bo to jest dokładnie taka sama organiczna część jak oko, czyli też posiada mięśnie, też posiada dokładnie te same tkanki, które posiada nasze oko. I tak jak pracujemy okiem, patrząc się daleko, dzięki czemu na przykład naprężają się inne partie mięśni, a kiedy patrzymy się bardzo blisko, naprężają się inne partie mięśni. To się nazywa akomodacja mięśni oka, czyli praca mięśni oka. Każdy lekarz okulista doskonale wie, o co chodzi.
Jest takie ćwiczenie. Jeżeli długo patrzycie w monitor, to polecam wam takie ćwiczenie, żeby sobie wyjść na spacer i pooglądać coś, co jest bardzo daleko. Popatrzeć na niebo. Chodzi o to, żeby mięśnie oka pracowały w pełnym zakresie, żeby nie tylko stały w jednym miejscu i tylko w jednej pozycji, takiej przygarbionej, tylko żeby je rozszerzyć, rozprostować, trochę się rozgimnastykować. Dokładnie w ten sposób. Ta sama zasada dotyczy szyszynki, która jest właściwie takim trzecim okiem w naszej głowie. Tym okiem, które właśnie widzi prąd elektryczny. To wygląda dokładnie, bo tego prądu właściwie nie widać nigdzie poza. On generuje te fotony, ale wygląda na to, że on jest widoczny bardziej gdzieś tam w środku naszej głowy, bo to jest to, co śmiga po naszych połączeniach neuronowych i tak dalej. Wracając do naszego konkretnego punktu, jeżeli szukamy takiego miejsca w sobie, którym jest na przykład teoretycznie w tej teorii słońce, czyli takie miejsce, gdzie się kumuluje ta cała energia, od niej się odbija na zewnątrz, to takim miejscem jest szyszynka w naszej głowie.
Czyli jeżeli wejdziemy w jakieś zsynchronizowane pole energii albo rezonansu, wystarczy, że to jest rytmiczne uderzenie w bęben albo w parę bębnów. Ja jestem przygotowany na tą okoliczność. Zaraz poczujemy, jak to jest, kiedy takie rzeczy się dzieją w głowie. Ale jest to niesamowite i to jest ta sama częstotliwość. Nasz mózg będzie się powoli dostrajał. Dokładnie. Pieśni peyotli to najlepszy przykład. Dokładnie. Otóż to. Także nasz mózg aktualnie będzie się teraz, czy chcemy, czy nie, po prostu automatycznie się zaczyna dostrajać do najdłuższej częstotliwości i najkrótszej i będzie starał się generalnie wkleić w klimat, który narzucają bębny.
I jak te wszystkie częstotliwości w naszym mózgu się zsynchronizują, moi drodzy, czyli wszystko będzie chodziło już dokładnie w tym samym rytmie. Czyli sygnał wysyłany z lewej strony będzie dum, dum, dum, sygnał z prawej, sygnał z tyłu, z przodu i tak dalej. Nasz mózg zacznie wtedy powoli chodzić dokładnie w tej samej częstotliwości, czyli zacznie rezonować tak samo. Przestaną się dziać tak zwane konflikty, które polegają na interferencji fal, czyli na tym, że coś się dziwnie od siebie odbija, coś się wykasowuje, informacja nie dochodzi. Dokładnie. Tutaj fale generalnie penetrują cały mózg od początku do końca i dokładnie w tej samej częstotliwości, w tym samym momencie. Dotyczy to właściwie wszystkich dźwięków ludowych granych na bębnach, dźwięków transowych i tak dalej. Chodzi o wytworzenie pewnej częstotliwości i narzucenie jej naszemu mózgowi tak, żeby się odprężył, żeby skoczył na tą właściwą częstotliwość, znalazł na siebie. Dobrze jest wtedy samemu grać na bębnie, bo wtedy oczywiście samemu się wzmacnia dokładnie ten rezonans. I to miejsce, w którym następuje, nie wiem, jak to nazwać, szczelina świadomości, nasza szyszynka.
Ta energia, najzwyczajniej rzecz biorąc prąd elektryczny, który jest na zewnątrz takiej bardzo niskiej częstotliwości, kumuluje się dokładnie w naszej szyszynce, w której znajdują się owe kryształy magnetytu, moi drodzy, które się zachowują jak małe kondensatory, czyli się jak małe bateryjki ładują prądem. I kiedy tego prądu już jest za dużo, to ten kot gdzieś musi wyskoczyć. A gdzie wyskoczy kot? Kot musi wyskoczyć na najbliższy pomost. Najbliższym pomostem jest kolejny kawałek magnetytu. I ten kot tak skacze i musi wyskoczyć spoza szyszynki. Kiedy wyskoczy, to wędruje sobie już po całym mózgu. Tak to wygląda. Fascynująca historia. A co z tym przyciąganiem?
Bo właśnie to jest istotna historia. Bo jeżeli grawitacja Właśnie. Może koniec tego bitu, bo to bardziej takie rytuały na imprezkę konkretną, a my tu troszeczkę bardziej opowieści. To my bardziej do lasu, bo nie wiem jak wy, ale ja częściowo jestem z dżungli, moi drodzy, z betonowej dżungli, konkretnej. Proszę państwa, jeśli grawitacja to nie jest siła przyciągania, tylko siła dociskania, gdzie jest różnica? Dam wam dwie minuty. Jeżeli ktoś skumał, gdzie jest różnica, proszę śmiało dzwonić. Będzie nagroda. Słuchajcie, będzie nagroda, jeżeli ktoś odkryje, gdzie jest różnica. Jest 20:00, u mnie na zegarku 20.
O 22:00 jak ktoś zadzwoni... Dobra, żartuję. Żadnych wyścigów szczurów, żadnych konkursów, żadnych takich bzdur. O co chodzi? Chodzi o kwestie oddziaływania. Co oznacza, jeśli grawitacja jest przyciąganiem? To znaczy automatycznie, że logika myślenia o oddziaływaniach w świecie, w tym, co się dzieje dookoła nas, jest z zewnątrz. A jeżeli myślimy, że grawitacja jest siłą, która nas dociska, to znaczy, że energia przychodzi z zewnątrz, a nie od wewnątrz. Czyli jeżeli nas dociska, to nie termonuklearna fuzja, która wybucha w środku. Tylko co?
Tylko energia, którą ściągamy z zewnątrz i kumulujemy w czymś, przechowujemy. Bo ta energia jest jak kot, który lubi gdzieś przeskoczyć. On zawsze gdzieś skacze, zawsze gdzieś jest jakiś kot. Zawsze gdzieś jest kawałek prądu, czy to w niebie, czy gdziekolwiek. Są takie piękne zdjęcia zrobione, nie pamiętam, z którego lotu. Chyba jednego z amerykańskich lotów kosmicznych, gdzie sfotografowano piękny przelot nocą nad Ziemią i te piękne burze z piorunami, które się co chwilę dzieją gdzieś na świecie. Tak niesamowicie wygląda. Tego prądu jest masa. Cała jonosfera generalnie jest takim płaszczem prądu elektrycznego nieustannie naładowanego. Tu musimy wrócić do naszego podziału na trzy fale, bo to dosyć istotna rzecz.
Teoretycznie możemy uznać trzy rodzaje oddziaływania, że musimy coś połączyć. Mamy akcję. Coś się dzieje, prawda? Oddziaływanie z zewnątrz. Świadomość pojęcia to jest druga rzecz i ukierunkowanie intencji. Brzmi jak kompletne szaleństwo. Zaraz będę mówić o tybetańskich paciorkach połykanych co wieczór o wschodnim słońcu. Nie, nic z tych rzeczy. Słuchajcie, o co chodzi? Okazuje się, że to oddziaływanie, które się dzieje w naszym mózgu, ten feedback, który jest związany z falą fotonu.
Jeszcze na chwilę wrócę do fali fotonu. Może teraz wyjaśnię wam szybko, o co chodzi z tą stabilizacją. To jest święty Graal, moi drodzy, współczesnej psychologii. Bo co się okazuje? W psychologii jest podobny problem. Chodzi o to, skąd w ogóle idzie energia, skąd się ta energia bierze. Wiemy już teraz, że po dużym szoku elektrycznym w głowie, który się dzieje akurat po psylocybinie, dzieje się po LSD, po DMT, po substancjach psychoaktywnych, które bezpośrednio wpływają w dziwny sposób na nasz mózg. O tym za chwilę. Może nie taki dziwny. Zaraz się dowiemy, jak niesamowity.
Następuje coś w rodzaju rozładowywania. Nasz mózg jest czymś w rodzaju dokładnie tego samego modułu elektrycznego, którego według tej teorii, o której mówię, jest cały kosmos dookoła nas, cały świat. To jak działa Ziemia ze swoją jonosferą, która jest naładowana i się rozładowuje. To, że słońce jest puste w środku i tak dalej. Cała ta historia z tym kotem, który gdzieś zawsze biega i gdzieś musi skoczyć. Tu się okazuje, że właściwie akcja w naszej głowie to jest coś w rodzaju kota, który musi przeskoczyć. Tam się zaczyna ten pierwszy, jak się elegancko po angielsku mówi, spark, czyli pierwsza elektryczna iskra. Musi skoczyć pomiędzy kawałkiem RNA, który przeprowadza przyklejony do siebie kawałek DNA, na którym zbudowała się konkretna molekuła i ta molekuła jest idealnym kluczem, niczym klucze Gerda. Pamiętacie zamki Gerda? Dokładnie taki kluczyk.
Ponoć potrafią to złamać. Nie znam się. Jest takim idealnie dopasowanym kluczykiem. Idealnie dopasowuje energetycznie do połączenia neuronowego, do końcówki neuronowej w naszym mózgu. Przeskakuje i sobie podróżuje dalej. Czyli pierwsza akcja, pierwszy skok kota, tego czarnego kota, który skacze, jest w naszej głowie pomiędzy dziwną substancją, która przyszła z zewnątrz a anteną w naszej głowie, czyli naszym mózgiem. Kolejna rzecz, ta informacja zaczyna podróżować po naszej antenie w naszym mózgu. A co jest w naszej głowie? W naszej głowie jest woda. Woda i coś w rodzaju galarety generalnie, po której sobie troszeczkę skacze.
I ten kawałek iskry sobie dociera. Produkuje fale właściwie, bo jeżeli dotrze do wszystkich tych samych miejsc, do których chce dotrzeć w tym samym momencie, to one w jakiś sposób reagują. Czyli jest fala i ta fala jest wspólna. Jeżeli jest to głośne uderzenie, to troszeczkę tak, jak walenie młotkiem w dużą metalową blachę w środku głowy. Jeżeli przywali się mocno, ten idzie na zewnątrz. Co się dzieje? Aktywują się obszary mózgu, które często nie były aktywowane bo stres, bo wiele rzeczy z tym związanych. Głównie stres półkulowy, moi drodzy. To blokuje przednie płaty czołowe, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Alkohol, gówniane jedzenie, deprawacja snu, wszystkie te historie, o których często mówię w „Hiperprzestrzeni”.
Co się dzieje? Ten ładunek elektryczny jakby odblokowuje te części mózgu, przez co stajemy się troszeczkę zdrowsi. Nagle następuje rozładowanie. Ten kot wie już, gdzie przeskoczyć. Kiedy wie, gdzie przeskoczyć Następuje ukierunkowanie intencji. Dlatego ludzie po intensywnych doświadczeniach emocjonalnych, które powodują gigantyczną ilość energii w głowie, nagle kierunkują swoje intencje, swoją wiarę w coś, że coś mogą zrobić w siebie na przykład. Słuchajcie, używa tego Kościół katolicki podczas budowy katedr. Tak są skonstruowane katedry, żeby wytworzyć coś w rodzaju pola w naszej głowie, kiedy wchodzimy. Bo konstrukcja jest geometryczna, rezonuje w konkretny sposób i można pewną częstotliwość osiągnąć. To nie jest kwestia pilnowania rozmiarów na centymetr.
To jest kwestia pilnowania proporcji. Wystarczy pamiętać o tym, ile ma być załamań w danej proporcji, czy to jest trochę większe, czy to jest mniejsze. To naprawdę nie jest istotne. Chodzi o podążanie tą proporcją. Nie rozmiar stopy się liczy, nie to do centymetra, nie milimetry, tylko to, w jaki sposób użyjecie tego pierwszego interwału i ile razy będziecie go duplikować. Bo to, co z nim zrobicie, to nie jest istotne jak cegła jest duża, tylko ile cegieł macie i jaki wzorek z nich zrobicie. Tylko tyle. Absolutnie. A właściwie bardziej jaki wzorek z nim zrobicie, bo to jest to rozładowanie. Wygląda na to, że kiedy ta energia się rozładowuje, czyli ten feedback w naszym mózgu ze środka naszego mózgu idzie na zewnątrz, wykona ten pacnięcie, ten rezonans.
To wraca równą, harmoniczną falą, która jest dokładnie w tej samej częstotliwości jak ta fala, która wychodzi, czyli się nie kasuje za bardzo. Nie ma tam nic do kasowania. Wraca do naszej szyszynki i w tym momencie trafia na kawałki magnetytu i z powrotem zamienia się w energię i wtedy w naszej głowie robi się coś w rodzaju czarnego słońca. Pojawiają się takie dziwne vortexy energetyczne, których nikt nie jest w stanie wytłumaczyć. Nikt nie wie, co się dzieje. Wiemy tylko, co się dzieje w oczach zwierzaków, które nazywamy owadami. Niedawno odkryto po latach badania roślin i owadów. Słuchajcie, bo owady z reguły badano tak, że łapano owada. Jakiś dżentelmen jechał z łapką do dżungli albo gdzieś tam łapał owada, przyglądał się: „Fantastyczny owad. Wezmę szpilkę, przybiję go do tektury”.
I przybity do tektury lądował za szklaną szybą. Następnie dżentelmen przyprowadzał pozostałych dżentelmenów: „O, to jest owad, który zdobyłem podczas swoich podróży. Nazwałem go imieniem swojego dziadka”. I tak to z reguły wyglądało. Pewnego dnia naukowcy spojrzeli w głąb oka owada. Co się okazało? Owad w swoim oku na samym dole, na przykład pszczoła. Nie wiem, czy wiecie, co ma. Ma kawałki magnetytu, coś w rodzaju naturalnego żyroskopu. To, w jaki sposób widzi świat, jest generowane energią pola elektrograwitacyjnego, które występuje pomiędzy tymi kamykami.
To troszeczkę tak, jakbyście lecieli w róże. Pszczoła nie widzi tylko okiem, nie normalnymi kolorami, kształtami i tak dalej, tylko widzi coś w rodzaju fal elektrograwitacyjnych, czyli widzi tunel dla siebie. Odczuwa natężenie tej fali. Bo tak brzmi, że pszczoła widzi rzeczy, których my nie widzimy, że to w ogóle nieistniejące moce, że to jakieś czary-mary. Harry Potter zaraz tu wyskoczy z kapelusza. Nie. Jeżeli ktoś z was gra na gitarze elektrycznej, to gitara elektryczna używa czegoś, co się nazywa przystawka. Jest taka cewka elektryczna. Wystarczy tą cewkę sobie przyłożyć do telefonu i wtedy usłyszycie, jaka jest głośna częstotliwość waszego telefonu. My tego nie słyszymy, bo jest to częstotliwość poniżej słyszalności fizycznej naszego mózgu.
My ją dalej odczuwamy jako istoty żywe, bo my odczuwamy każdą częstotliwość, tak samo jak owady, ale jej nie widzimy. Natomiast pszczoły widzą tą częstotliwość i dla nich jest coś takiego, że teoretycznie można powiedzieć, że obszar dookoła nadajnika telefonii komórkowej dla pszczoły to jest taka szara, czarna dziura, w którą ona nie wleci, bo ona po prostu nie wie, co tam się dzieje. Ona tam po prostu ślepnie. Coś w ten sposób. Także się okazuje, że ten sygnał elektromagnetyczny jest wykorzystywany już nie tylko przez nas i nie tylko w naszej głowie, nie tylko w szyszynce, ale jest wykorzystywany przez owady do nawigacji i do latania. Jest takie podejrzenie, że to, co się dzieje z pszczołami, czyli obumieranie pszczół, nie jest do końca związane tylko i wyłącznie z pestycydami, tylko ma tak naprawdę więcej wspólnego z stawianiem dużej ilości anten do telefonów komórkowych, które zakłócają strasznie rezonans elektromagnetyczny i pszczoła po prostu ślepnie. Pszczoła nie widzi, gdzie jest ta właściwa trasa. Ona sobie zapamiętuje częstotliwości, robi sobie mapę częstotliwości swojego terenu i lata od niskiej do wyższej. W ten sposób. Przynajmniej tak to wygląda.
Nikt nie położył tutaj takich finalnych wniosków na stół, takich finalnych badań, żeby powiedzieć, że tak jest na 100%. Także nie wiemy. Też jest to spekulacja do pewnego stopnia. Do pewnego, bo kryształki wokół pszczoły są. Także to proszę pamiętać. Wygląda na to, że nasze trzecie oko, które mamy w środku, jest dokładnie odpowiednikiem takim jak u zwierzaka. Zresztą nie jesteśmy jedynym zwierzakiem, który ma trzecie oko. O tym mówiłem w jednym z odcinków archiwalnych „Hiperprzestrzeni” troszkę o trzecim oku, także nie będę tutaj się rozwijał. Ale mniejsza o to. Chodzi o tą energię.
A co z tym fanem fotonów, proszę państwa? Co to ma z w ogóle wspólnego? Jeżeli wlecimy tą falę fotonów, czyli tej energii i nastąpi ta stabilizacja energii dookoła względem balansu, tak zwany bezwzględny balans, tak zwana równowaga. Też nie na długo, bo nic w świecie nie jest wiecznie i nie trwa wiecznie w tym samym stanie. Wszystko jest w jakimś rodzaju ruchu, jakimś rodzaju dynamiki, ale takiej stojącej, takiej energetycznej. Ciężko to wyjaśnić. Będę starał się to wyjaśnić mówiąc o prądzie elektrycznym. To ja zrobię przerwę po prostu. Pomyślmy przez chwilę o tych pszczółkach, o tym widzeniu. No właśnie.
O tym, że być może też widzimy jakiś inny świat, że to wcale nie jest taki świat, który musimy widzieć kolorami, tylko to taki świat, który odczuwamy polem elektrograwitacyjnym. Bo trzecie oko do czegoś człowiek ma, prawda? Nie ma przez przypadek. Nie przez przypadek, proszę państwa, absolutnie. A my dalej puszczamy muzyczki. A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni". Ja mam na imię Tomek w Radiu Nafali oraz retransmitowanej w Radiu Paranormalium. To muzyczka, proszę państwa. Tak. A my oczywiście w lesie.
Oczywiście wy słuchacie radia Nafali. Ja mam na imię Tomek. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń". Tak, dokładnie. „Hiperprzestrzeń". Nie pomyliliście się, absolutnie, moi drodzy. Przypominam, że zakładka wspieraj i sponsoruj. Słuchajcie, rozwój nauki. Nie można całe życie płacić na piłkarzy. Trzeba płacić na myślicieli, na inteligencję, wizjonerów, na przyszłość.
Ja jestem waszą przyszłością. To radio jest waszą przyszłością. My jesteśmy waszą przyszłością. Także proszę jakieś wpłaty. Im więcej, tym lepiej. Słuchajcie, przyjmujemy też, tak jak zawsze przypominam, złote zęby po babci, dziadku. Przyjmujemy złote obrączki. Przyjmujemy też srebrne zastawy. Nie brzydzimy się. Absolutnie.
Przyjmujemy też właściwie wszystko, co macie. Także spoko. Wysłacie, możecie wysłać. Nigdy za mało. Take more is better take less. Arthur Jafa, „Finaski ses”. To ja wracam do tego wszystkiego. Bo o co z tym wszystkim chodzi z tą szyszynką? Bo czas powoli zacząć łączyć nasze czarne słońce i legendę o tym, że być może słońce może zgasnąć na parę dni. Może mniej widzieć słońca.
Czy jakoś tak. I o co chodzi, proszę państwa? Wracając do tej historii z naszą szyszynką i z czarnym słońcem i w ogóle z tymi wszystkimi legendami, psychodelikami i tak dalej. Wrócę do naszej szyszynki oczywiście, do tej fali, która się odbija po naszej głowie i krąży z kosmosu. Fala z kosmosu w naszej głowie. Dokładnie tak, drogi słuchaczu. Fala z kosmosu właściwie w mojej głowie. W twojej też zapewne, bo czemu by nie? Wracając do tej historii. Jeżeli jest dużo prądu elektrycznego, dzieją się takie rzeczy z naszą szyszynką, to zaczyna się produkować owa magiczna substancja.
Nazywamy ją DMT, dimetylotryptamina i nie tylko. Generalnie w ogóle mózg zachowuje się troszkę inaczej. Otwierają się, jak to nazwaliśmy, szczeliny świadomości. Bo o co chodzi? Nasz mózg, kiedy coś takiego się dzieje, staje się po prostu głośny. Nasza szyszynka zaczyna wydawać z siebie głośniejszy sygnał niż ten, który odbiera na zewnątrz. Czyli generalnie my zaczynamy rezonować. I jeżeli wysyłamy jeszcze jakiś dodatkowo chemiczny, inny kwantowy sygnał do reszty naszego organizmu, wiemy, że jesteśmy kwantową organizacją przestrzeni. Taka jest prawda. Wszystkie naukowe badania o tym mówią.
To jest właśnie ten fenomen, że nasze serce na sześć sekund przed wielkim wstrząsem emocjonalnym doskonale o tym wie. Jest na to przygotowane. Także nie ma tutaj żadnych tajemnic. O tym nie będę teraz się rozwlekał, tym bardziej że już niewiele czasu nam zostało, a muszę wam skończyć tą całą historię. I co się okazuje? Nasz mózg jest na tyle głośny, że nasze serce dołącza do tej samej orkiestry. Nasze serce i mózg zaczynają być tą samą orkiestrą i zaczynają grać ten sam marsz w tym samym rytmie. I jak tłuką w tym samym rytmie, to zaczynają się dziać niesamowite rzeczy. Generalnie iskry w naszej szyszynce zaczynają skakać jak szalone. Zaczyna się robić bardzo dużo prądu.
Jak się zaczyna robić bardzo dużo prądu, to przestrzeń, po której skacze ten kot, zaczyna się robić potężna. Wszystko tam zaczyna świrować i powstaje coś w rodzaju bardzo dziwnego zjawiska. To, które nauka nazywa po prostu plazmą i tyle. Okazuje się, że taki vortex prawdopodobnie, bo nikt tego oczywiście nie zbadał, nikt nie zrobił zdjęć tego, co się dzieje w ludzkiej głowie. Ale wygląda na to, że dokładnie taki vortex odbywa się w naszej głowie. I pomysł jest taki, że naszą reakcją na taką falę, na przykład elektrograwitacyjną, która może przyjść z kosmosu, może być taki, że jeżeli nasza szyszynka będzie na przykład zaspana albo będzie troszkę zwapniona, albo sobie nie do końca poradzi z przełożeniem tej fali. To troszkę jakbyśmy połowę jeziora zakryli szklaną taflą, po której fala nie przeskoczy. Co się dzieje? To jest klasyczny efekt tsunami, bo to jest dokładnie ten sam efekt. Jeżeli jest duża fala i nigdzie się nie odbija od dna, ona sobie wędruje, nikt tej dużej fali nie widzi, ale gdzie tylko dno się zaczyna podnosić, automatycznie formuje się gigantyczna fala.
Także zrobienie fali na jednym końcu jeziora może spowodować, jeżeli druga jest przykryta szkłem, że to szkło wyleci w powietrze, bo ta siła będzie tak potężna, ten impakt z drugiej strony. Taka klasyczna rzecz. Każdy kojarzy. Fala tsunami działa absolutnie dokładnie na tej samej zasadzie. Więc jeżeli będzie troszkę zaspana ta nasza szyszynka, to może nastąpić efekt kwantowy dokładnie z energią, z naszym widzeniem. Bo co my widzimy? My widzimy tylko odbicie fali. Jeżeli te fale się na siebie nałożą, bo na przykład szyszynka nie będzie w stanie przyjąć tej ilości prądu elektrycznego na głowę, no to co wtedy? To wtedy słonko, ponieważ dalej będzie tam, gdzie było, może nam zniknąć z oczu, może się zrobić po prostu ciemno. Możemy oślepnąć na parę chwil.
Dokładnie, bo częstotliwość, którą odbiera nasz mózg, może się pokryć z częstotliwością, którą wyśle na przykład kosmos i się okaże, że nasza szyszynka nie jest w stanie tego przerobić. Prawdopodobnie nasza szyszynka przerabia swoją własną częstotliwość. Nie tyle prawdopodobnie, ile my mamy swoją własną częstotliwość planety i mamy tą zdolność używania tego, jak mówią starożytne religie. Cała sztuczka polega na tym, żeby mieć ją na tyle w ruchu, żeby mogła przerobić te wszelkie informacje i żeby nie zgasła w tym momencie, bo to może być taki moment, że jak się dwie fale nałożą na siebie, to my widzimy w tym momencie puste miejsce. To nie jest tak, że tam nie ma energii, nie ma czegoś, tylko po prostu my to widzimy jako coś pustego, jako coś nieistniejącego. Trochę jak ze słońcem. To może być takie nawet nie tyle załamanie, ile tam po prostu jest coś zupełnie innego, coś absolutnie innego, coś, co powstaje w naszej głowie. Bo właściwie cała ta informacja, od której człowiek mądrzeje, od której człowiek czasami rzuca nałogi, od której człowiek w ogóle staje się lepszym człowiekiem. Ta informacja, która właściwie odpowiada za wszelkie możliwe wynalazki, bo praktycznie wszelkie możliwe wynalazki na świecie pochodzą ze stanów wizyjnych, ze snów, z historii, z marzeń, proszę państwa. Czy marzenie jest zmaterializowane?
Nie ma czegoś takiego. Przypomina to trochę taką klasyczną bajkę o biednym, głupim Jasiu, który miał dobre serce. Jasiu każdemu pomagał, nawet jeżeli ludzie go nie szanowali, śmiali się z niego i wytykali palcami. On zawsze pomagał ludziom, nigdy się niczym nie przejmował. I zbierał te malutkie kamyki i zbierał, i zbierał. Na końcu tej bajki okazuje się, że Jasiu pomagał tak wszystkim dookoła, że zbudował takie pomocnicze pole morfogenetyczne dookoła siebie. Tak zakręcił tymi wszystkimi vortexami jak ryba w wartkim strumieniu, że wyskoczył nad wodospad, przeskakując kolejny próg wody. Niczym robią to pstrągi. Dokładnie jak pstrągi, proszę państwa. To jest dokładnie jak w tej bajce.
Na końcu się zostaje królem. Dokładnie w ten sposób. To jest ta siła tej szczeliny świadomości. O co chodzi z tą falą z tego czarnego słońca? Być może to się troszkę w drugą stronę. Być może wszystkich nas skasuje i nie jest to kwestia zwapnienia szyszynki. Być może po prostu musi się tak zdarzyć i to każdemu z nas. Być może właśnie o to chodzi z tą całą tajemnicą tego czasu transformacji, że przyjdzie taka fala z kosmosu i wszystkich nas przytka troszeczkę na ten okres czasu. Można stwierdzić, że pewnym rodzajem przygotowania, nie wiem, czy przygotowania, ale jest taki zabawny ślad z tymi ciemnościami. To są wszystkie te jaskinie, które pozostawili po sobie starożytni ludzie.
Tam do tej pory te tradycje funkcjonują. Czyli wchodzi się do jaskini i się medytuje w jaskini. Chodzi o to, żeby się odciąć od tej energii, która jest związana ze światłem słonecznym, bo dopiero odcięcie od tej energii powoduje, że zaczynamy myśleć i zaczynamy dostrzegać inne światy. Bo o co chodzi właściwie z tą całą teorią, jeżeli nas tam walnie? To nawet chyba nie jest kwestia zwapnionej szyszynki czy niezwapnionej, bo wygląda na to, że jeżeli fale się nałożą z kosmosu, to właściwie szyszynka i tak powinna mieć tą samą częstotliwość wszędzie. Także jeżeli mam oślepnąć, moi drodzy, to wszyscy prawdopodobnie oślepiemy na ten kawałek czasu. I o co chodzi? Być może te wszystkie częstotliwości z zewnątrz, czyli częstotliwości z kosmosu, to, o czym być może mówią w taki bardzo symboliczny sposób wszystkie te starożytne budowle swoją niesamowitą symetrią. Czyli jeżeli wszystkie wartości zewnętrzne pomiędzy planetami, Układem Słonecznym, Drogą Mleczną i tak dalej będą harmonijne, to właściwie wszystkie wyślą dokładnie ten sam impuls na Ziemię. Nie będzie już iluś tam impulsów, tylko przez moment będzie wysyłany dokładnie ten sam impuls, taka sama częstotliwość, tylko przez krótką chwilę, bo to jest kwestia interwału.
Akurat w tym momencie się wszystkie na siebie nałożą i ten interwał może być dokładnie tej samej częstotliwości, w której na przykład funkcjonuje nasza szyszynka, przez co fale się nałożą na siebie i nasza percepcja widzenia tej rzeczywistości, czy to będzie generalnie drzewo, czy to słońce, czy cokolwiek innego, po prostu zniknie i wszyscy dostaną potężnych wizji. To jest troszeczkę tak, jakby nam ktoś wyłączył tą rzeczywistość i przełączył na kompletnie inną. Porównując do takich praktycznych rzeczy, nie jest to jakąś straszną rewolucją intelektualną, bo jeżeli cofniemy się do początku prądu elektrycznego, pierwszy prąd puszczano rurami. Edison puszczał prąd. Wiecie jak puszczał prąd? W dwóch rurach. Jeszcze w Nowym Jorku były takie rury, w San Francisco były takie rury. W Paryżu zdaje się też, bo tam była też siedziba firmy Edisona. Były to metalowe rury dwie, jedna w drugiej schowanej. Była cienka miedziana rura w środku, kompletnie pusta w środku i stalowa żelazna rura dookoła tej miedzianej.
Oczywiście w niektórych momentach były specjalnie owinięte takim specjalnym magnetycznym żelazem, namagnesowanym żelazem. Zostawmy namagnesowane żelazo. O tym to w odcinku o prądzie elektrycznym, bo to jest w ogóle ciekawa historia. Generalnie chodzi o pomysł taki, że prąd tak naprawdę nie idzie w kablu, tylko on wykorzystuje przestrzeń dookoła właściwie tych atomów, z których się buduje kabel. Dlaczego Edison używał rur pustych w środku? Bo jak puszczał ten swój pierwszy prąd przez te rury, to kable się paliły. I się okazało, że jak robi puste rury w środku, ten prąd lepiej się przenosi przez te rury i nie pali kabli aż tak mocno. Inna sprawa, że w dzisiejszych czasach jak się wybierzecie w takie centrum telekomunikacyjne, które jest podłączone pod satelity i na przykład jest to centrum takie wojskowe albo policyjne, albo bankowe, to są tam maszyny, które wysyłają częstotliwość bardzo wysoką do tych anten, bo te anteny emitują po prostu bardzo intensywny sygnał. Ta wysoka częstotliwość jest zbyt wysoka, żeby przesłać ją jakimikolwiek kablami. I są takie specjalne szafki, do których idą normalne kable, a już z tamtych szafek wychodzą takie- Kwadratowe rury, które są kompletnie puste w środku, mają specjalne profile.
One są zgięte w specjalny sposób i tymi kablami jest transferowane ileś tam tysięcy herców. Czyli to, co normalnie byśmy puścili po takim kablu, to taki kabel mógłby nie przyjąć tego, po prostu spaliłby się od razu. Natomiast odpowiednia komora, odpowiednia rura akustyczna, coś w tym stylu powoduje, że można tą częstotliwość przesłać na dalszą odległość. To troszeczkę tak, jak w naszej głowie, dokładnie taka sama historia. Pomysł jest taki, że jest to tunelowana częstotliwość. Taki pomysł. Nie jest to bardzo oryginalny pomysł, bo Edison miał z tym historię już jakieś 100 lat temu. Zresztą ten sam pomysł wykorzystywał Tesla. Zasada jest ciągle ta sama, że jeżeli wrzucimy dokładnie dwa te same kamyki, dokładnie w tym samym momencie i fala z tych kamyków się na siebie nałoży, to się wykasuje i przez ten moment w tym miejscu rzeczywistość, którą doskonale znamy na co dzień, przestanie funkcjonować, przestanie istnieć i pojawi się coś zupełnie innego. Wielcy teoretycy i praktycy.
Takie książki jak „Drzwi percepcji” i wielu ludzi pracujących z substancjami psychoaktywnymi mówi dokładnie o tym, jak pracują nasze głowy podczas zderzenia z takimi substancjami psychoaktywnymi. Co się dzieje? Generalnie, kiedy ładujemy taką substancję w głowę, nasz mózg zaczyna się robić głośny, zaczyna produkować troszkę więcej prądu elektrycznego. Dokładnie to samo zjawisko jak przy takiej fali z zewnątrz. Tylko że to się dzieje od wewnątrz w niewyjaśniony sposób. Nie tyle niewyjaśniony, ile po prostu chemiczny. Chemiczna reakcja nam pomaga wskoczyć w tą całą resztę. Ale tu się nie będę rozpisywał, bo to w ogóle trzeba jakiegoś specjalistę posadzić na stołku i przepytać na ten temat, żeby wam w ogóle nie mieszać w głowach. Ale co się dzieje? Z takich najprostszych rzeczy, na przykład w przypadku psylocybiny albo LSD, albo meskaliny i tak dalej.
Neurotransmiterów, substancji, które nazywamy neurotransmiterami. Zaczyna się produkować dwa razy więcej tak zwanego szarego płynu w naszej głowie, tej szarej substancji, która odpowiada za przenoszenie się cząsteczek. Bo co to jest ta szara substancja? To są kawałki białka, które sobie pływają w naszej głowie, po których skacze ładunek elektryczny. Ten kot musi po czymś skoczyć i tak długo, jak ma gdzie skakać, tak długo sobie spokojnie skacze. Problem z naszą głową polega na tym, że szare komórki non stop, nieustannie obumierają. Jest to proces od urodzenia. Generalnie od kiedy się rodzimy, jesteśmy martwi. Tylko nam się wydaje, że jesteśmy żywi, a prawda jest taka, że jesteśmy od urodzenia kompletnie martwi i proces życia to jest proces rozpadania się, a nic innego. Żadnego wzrostu tu nie ma, jest tylko rozpadanie się.
Rozpadanie się pewnego patternu. I przynajmniej według tej teorii, proszę państwa, przynajmniej według tej teorii. Proszę się nie rozpadać w sobie. Wszystko jest okej. Słuchajcie, wszystko jest okej. Trzymajcie się biurka. Trzymajcie się biurka i oddychajcie głęboko. Wszystko jest okej. I ten proces, moi drodzy, ten cały proces jest dokładnie tym samym, co się dzieje podczas wystrzalania piorunów na przykład dookoła naszej całej planety. I co dalej?
Generalnie następnego dnia po tym, kiedy przyjmujemy taki neurotransmiter, w naszej głowie produkuje się dwa razy więcej tych specjalnych szarych komórek. Może nie tyle produkuje się ich więcej, ile proces obumierania tych komórek spada dokładnie o połowę w dół. Czyli nasz kot, który sobie skacze, który jest prądem elektrycznym, nasz mały czarny kot ma dłużej i ma więcej wysp, po których może skakać. Ba, te wyspy zostają tam dłużej, zanim zatoną, bo normalnie te wyspy zatoną po 12 godzinach, znikają. I nasz kot nie może sobie wybudować żadnych nowych ścieżek, albo musi być bardzo szybki, żeby sobie wybudować taką ścieżkę i zapamiętać wszystkie połączenia. A tak, kiedy się okazuje, że te wszystkie wyspy zostają dwa razy dłużej, nasz kot ma dwa razy więcej czasu na bieganie po tych wyspach, przez co może sobie wybudować jakąś bardziej trwałą strukturę. I się okazuje, że właśnie to zjawisko kwantowe. Się okazuje, że jedna już wybudowana struktura, druga wybudowana struktura i trzecia pojawia się spontanicznie, proszę państwa. To jest właśnie tajemnica zjawiska kwantowego i generalnie wygląda to troszeczkę jak z piorunami podczas burzy. Pierwszy piorun.
Nagle pojawia się drugi piorun. Trzeci. Właśnie. Energia. Energia, proszę państwa. Ciekawe zjawisko, bardzo ciekawe. I z tej okazji się okazuje, że ten kot nie dość, że ma więcej wysp do biegania, to jeszcze może pobiec dalej w naszej głowie. To też jest taki fenomen. Tak że wygląda na to, że poniekąd rozładowujemy swoją własną głowę, jak tego prądu dookoła jest mniej. Czyli tłumacząc na luzie, jak tam wszyscy się spodziewają, że ten 2013 i od 2012 aktywność Słońca powinna drastycznie rosnąć i generalnie Słońce powinno tak pieprznąć, że powinno nas zdmuchnąć z tej planety razem z naszymi wszystkimi zabawkami.
Może być kompletnie odwrotnie, absolutnie odwrotnie. Może być tak, że zamiast nas wyrzucić z tej planety, nas po prostu kompletnie przytuli do tej planety. Słonko nam zniknie, być może na parę chwil. Nie wiem, czy na trzy dni. Byłoby fajnie. Nagle dostaniemy wizji. Bo kiedy nie mieszkamy w tej rzeczywistości, otwiera się coś w rodzaju szczeliny świadomości w naszej głowie. To są te wszystkie opowieści z wizji, ze snów, wszystkie te historie, których w tej rzeczywistości nie do końca rozumiemy. Przynajmniej nasza kultura sobie nie do końca z nimi radzi. Ja sobie radzę ze swoimi.
Nie wiem, jak wy. Też sobie radzicie na pewno. Tak że może wyglądać na to, że po prostu wszyscy przymusowo siądą i będą musieli pomedytować troszeczkę. I taka medytacja, że już nie będzie niczego na zewnątrz, nie będzie- Nie będzie żadnej sprawy do załatwienia. Może właśnie o to chodziło z tymi jaskiniami. Może ludzie się swego czasu przygotowywali do tego momentu, schodząc, medytując i czekając na ten moment. Nie wiem. Nie mam bladego pojęcia. Może cała ta idea o tym, że to jest coś niebezpiecznego, że katastrofa, że groźba i tak dalej. Może to jest błędny sposób myślenia.
Tak samo jak myślenie o tych wszystkich podziemnych strukturach. Ludzie się tam chowali, bo coś spadało z nieba, latały krokodyle na niebie i chciały zjadać ludzi. Może nie o to chodzi. Może żadne krokodyle, żadne takie rzeczy. Może ludzie schodzili do podziemi po to, żeby pomedytować, pomieszkać troszkę w taki sposób, przygotować się na taką sytuację. Może to o to chodziło? Kto wie? Kto wie, proszę państwa, kto wie? Wygląda na to, że wszystkie wynalazki świata i generalnie połowa naszego życia, czyli ta senna, może nie połowa, ale jedna trzecia, to efekt różnicy potencjałów pomiędzy plazmą. Bo właściwie prąd to plazma.
Nie wiemy, czym jest prąd. Możemy najszybciej powiedzieć, niektórzy nazywają plazmą i tyle w dzisiejszych czasach. Bo tak głupio powiedzieć, że po 200 latach nie wiemy, czym jest prąd. Wzięto się za badanie plazmy teraz, żeby nie było, że się bada prąd po 200 latach z powrotem. Już nie badamy prądu, znamy prąd. Teraz badamy plazmę. Plazmy nie znaliśmy. Czy jakoś tak. Wygląda na to, że być może ten skok potencjału w kosmosie, który ma nastąpić, kiedy wyjdziemy, kiedy jakaś fala gruchnie z kosmosu, o której starożytni mówią, może to właśnie jest to. Może to różnica potencjałów.
Może będzie odwrotnie. Może zamiast wybuchnąć na słońcu, słoneczko sobie się wygaśnie. Na przykład zobaczymy statki kosmiczne, które sobie gdzieś tam parkują na słońcu albo cholera wie co, albo coś w tym stylu. Możemy sobie spekulować wszystkimi możliwymi fantastycznymi opcjami, jakiekolwiek mamy. Jak na razie wszelkie metody i próby zrobienia takiej kontrolowanej reakcji termonuklearnej fuzji, żeby zbudować coś w rodzaju mikrosłońca, się jeszcze nie udały na świecie. Natomiast właściwie każda lampa katodowa, każda lampa Geisslera, każda lampa Crookesa, każda zwykła normalna lampa neonowa pokazuje, że świat jest zbudowany w zupełnie inny sposób, że nie ma tam żadnej termonuklearnej fuzji, że jest coś, co jest zupełnie nie do pojęcia, przynajmniej z tej perspektywy, że to być może chodzi o to, żeby sobie przestawić w głowie myślenie, że to nie jest tak, że grawitacja nas przyciąga do ziemi, tylko grawitacja nas dociska. Czyli nie szukać pod nogami, tylko spojrzeć do góry troszeczkę, do góry i poszukać w ten sposób. Do słońca też dociska tą energię, że to nie słońce wybucha od siebie, tylko jest dociskane. Jeżeli ta energia zostanie, bo ta energia jest na wykresie jak fala, tak jak wszystko jest falą. Jeżeli trafi dokładnie taki sam potencjał energetyczny, to przez chwilę zobaczymy taki dołek.
Jak mamy sinusoidę, jak się to wszystko na siebie nałoży, będzie dołek i w tym momencie słonko może zgasnąć. Taka heca! A nasza głowa? Nasza głowa może skoczyć do zupełnie innego wymiaru, tak jak się dzieje pod wpływem substancji psychoaktywnych, kiedy w zabawny sposób często jest wyłączany nasz rdzeń nerwowy właśnie po to, żeby nie odbierał tego rezonansu ze świata zewnętrznego albo żeby go zbalansował w taki sposób, że on się właściwie sam wytłumia, tak jak na przykład po salvia divinorum, po psylocybinie, że on się sam wytłumia. Impulsy z zewnątrz są bardzo zharmonizowane i w tym momencie nagle się okazuje, że otwierają się drzwi do zupełnie innych wymiarów, zupełnie innych spraw w naszej głowie. Taka ciekawa rzecz. Ja to siedzę i się zastanawiam, jak zawsze widzę te starożytne rysunki z Egiptu ludzi kierujących swoje ręce w kierunku boga Ra i to znaczenie słońca, te wszystkie rysunki słońca, to, że starożytni rysowali słońce w różnych stanach skupienia, jakby to miało w ogóle jakieś znaczenie. Bo się okazuje, że być może ma. Pamiętacie? Ostatnio była na słońcu taka duża, gigantyczna czarna plama, której wyjaśnić nikt nie mógł.
Plama obracała się wolniej niż strumień energii dookoła słońca. Fenomen. Fenomen. Także koniec końców może na początku brzmi fantastycznie, ale może zamiast katastrofy takiej, jak przywykliśmy myśleć o świecie, że jak coś się stanie, to od razu nas wywieje, zniszczy, skasuje i zaora. Może właśnie zupełnie odwrotnie. Może to jest ta percepcja? Pomyślmy z drugiej strony. Może to, że dociska, a nie przyciąga, proszę państwa, nie ma nic do przyciągania. Nic. Nic, tylko dociskanie jest.
A skąd to dociskanie? A to dociskanie to już w ogóle temat na osobną rozmowę, proszę państwa. Dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam do komentowania wszystkich audycji. Niedługo wszystko będzie do ściągnięcia, bo chyba jest jakiś zator aktualnie. Także proszę odwiedzać radionafali.com naszą stronę internetową. Zapraszam wszystkich serdecznie na nasz profil internetowy na Facebooku. Radio Na Fali po prostu na Facebooku i nas znajdziecie. Także jeszcze raz dziękuję wszystkim sponsorom Radia Na Fali, wszystkim sponsorom „Hiperprzestrzeni” za słuchanie. Dziękuję wszystkim słuchaczom Radia Paranormalium, które transmituje „Hiperprzestrzeń” za słuchanie.
Pozdrawiam was wszystkich serdecznie i do następnej „Hiperprzestrzeni”, moi drodzy w hiperkosmosie.