[00:05] - Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali w rewelacyjną sobotę. Każda sobota jest rewelacyjna, każdy dzień jest rewelacyjny. Witam wszystkich serdecznie. Witam słuchaczy Radia Na Fali, witam słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje hiperprzestrzeń. Pozdrawiam wszystkich możliwych słuchaczy, którzy słuchają online, słuchaczy, którzy słuchają offline. Przede wszystkim pozdrawiam sponsorów. Dzięki wam to w ogóle się kręci. Także peace and love and respect. Zapraszam dzisiaj do słuchania. Zabrakło mi dżingla Teorii Chaosu.
Jest jeszcze Teoria Chaosu w piątki o godzinie 24.00. Zapraszam serdecznie do Michała. Ja tu będę poprawiał jeszcze przez sekundę mikrofon, już sobie dokręcam, żeby nie opadał. A dzisiaj w hiperprzestrzeni, moi drodzy, powrót do starego tematu, który się pojawił w hiperprzestrzeni chyba na samym początku Radia Na Fali. Dawno temu. Strasznie kiepsko się to nagrało. To były pionierskie czasy Radia Na Fali, wszystko było bardzo pionierskie. A temat jest świetny, bardzo intrygujący i jest to aktywny temat. Nie jest to coś, co zostało wymyślone, zrobione i pogrzebane, tylko jest to coś, co się ciągle rozwija, bo to jest część bardzo istotna współczesnej nauki, moi drodzy. Rzecz nazywa się pole morfogenetyczne i dokładnie o tym jest dzisiejsza audycja.
O polu morfogenetycznym, proszę państwa. Troszkę przypomnę to wszystko, bo stara audycja jest takiej jakości, że nawet nie ma sensu w ogóle jej grzebać, a myślę, że dobrze by było odświeżyć temat, bo jest masa nowych rzeczy, nowych refleksji dookoła. Tema zdaje się, nawet nie zdaje się, tylko wygląda na to, że to jest właściwy kierunek dla nauki dookoła, a nie atomistyka tudzież tego typu inne odłaski. O tym wszystkim dzisiaj w hiperprzestrzeni będzie. O kryształach będzie, o roślinach będzie, o wielu rzeczach będzie. O ptakach będzie, o Einsteinie będzie. Będzie wiele rzeczy. Ja jak zwykle mam trochę notatek. Mam świetną muzę dzisiaj dobraną, także nie będzie zamoty specjalnie, powinno być wszystko okej. Słuchajcie, budźcie wszystkich ciotki, wujków, przyjaciół na Skype, żeby zobaczyli, że jest tłok.
I przypominam, żebyście wspierali tą niesamowitą audycję. Chciałem bardzo serdecznie podziękować wszystkim jeszcze raz sponsorom finansowym, że nas wspierają. I chciałem jeszcze dodatkowo podziękować wszystkim wam, którzy zostawiacie komentarze przy audycji. To jest bardzo miłe, bardzo sympatycznie się czyta. Rewelacja generalnie. Także ja dziękuję serdecznie. Jest po prostu z kim pogadać. A jak jest z kim pogadać, to wiadomo, że jest lepiej niż kiedy nie ma z kim pogadać. Oczywiście, jasna sprawa. A wy słuchacie hiperprzestrzeni, moi drodzy, w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Słuchacie jeszcze pewnie gdzieś jako podcast w słuchawkach, w domach, samochodach, autobusach i tramwajach. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że macie świetną pogodę za oknem i fajny klimat. A ja tutaj osaczony notatkami. Sięgnąłem po stary notes, w którym mam notatki z tej pierwszej audycji. Także będzie troszkę o tym. Będzie trochę o naszej kulturze i sprawach związanych z pewnym się elegancko po angielsku mówi paradygmatem. Się po polsku też, bo paradygmat jest od łaciny w obydwu językach chyba. To co? To może zaczynamy, proszę państwa.
Zanim zaczniemy, to jak zwykle jakaś muzyczka, żeby się troszkę odprężyć, zrelaksować i myślę, że zaczniemy od jakiejś naprawdę relaksującej muzyczki. Ja jestem przygotowany oczywiście jak zwykle. Będzie oczywiście sekundę trwało. Jak zwykle sobie przełączam, już włączam. Skoro zaczynamy, to zaczynamy, proszę państwa. Hiperprzestrzeń, a ma na imię oczywiście Tomek, a wy słuchacie Radia Na Fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium. Zapraszam i pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali oraz Radia Paranormalium, głównie Radia Na Fali. Po prostu tam jestem, także wiem, co się tam dzieje. Także pozdrawiam wszystkich z obydwu czatów. Niech każdy poczuje się pozdrowiony.
Ja oczywiście tam będę zaglądał co jakiś czas, ale tak jak to zwykle. Oprócz tego wszystkiego mamy Skype'a radiowego www.radionafali.com. Tam jest nasz adres skype'owy, zakładka „Wspieraj”, „Sponsoruj”, zakładka o czacie, wszystkie możliwe informacje. Także zasuwajcie na stronę Radia Na Fali, tam znajdziecie wszelkie możliwe informacje. Ja polecam wszystkim się zalogować dodatkowo na czata radiowego. Jakieś linki się dzisiaj pojawią, także wkrótce na pewno będą jakieś ciekawe opowieści. Zapraszam się tam zalogować. Nasz Skype radiowy to jest radionafani.com. Pod takim Skypem oczywiście urzędujemy. Wszystko jest oczywiście jak najbardziej live i na żywo.
To co? Zaczynamy tą hiperprzestrzeń, proszę państwa, zaczynamy o polu morfogenetycznym. Wyjaśnię, o co chodzi z tym polem morfogenetycznym, bo temat jest mi oczywiście bardzo doskonale znany od paru lat, bo nie jest to nic nowego. Natrafiłem przez Terrence'a McKenna lata temu. Czytając Terrence'a McKenna się okazało, że Terrence McKenna ma znajomego, który się nazywa Rupert Sheldrake. Rupert Sheldrake jest profesorem na Cambridge University i zajmuje się biologią i ma bardzo ciekawą teorię. Miał bardzo ciekawą teorię, bo to była teoria lata temu, początek lat 90. jakoś tak. Z czasem minęło troszkę lat, 20 jakoś koło tego. Ludzie się postarzeli, siwe brody urosły.
I się okazało, że z czegoś, co było traktowane przez wielu jako niezbyt dostojna teoria, niezbyt pasująca do współczesnego obrazu świata, się okazało, że Rupert ma rację w wielu sytuacjach i wygląda na to, że nie tylko on. Jest to w ogóle generalnie taka Niekoniecznie młoda historia. Wrócimy troszkę do poprzedniego stulecia i tak dalej. Ale o tym wszystkim w Hiperprzestrzeni. Koniec zapowiedzi. Czas na jakąś relaksującą muzyczkę. Zaczniemy od chillu na początek, żeby było, że po prostu relaksik, prawda? Bez ciśnienia. No oczywiście Fun loving criminals, 100% Colombian and the shit is timeless. Nie, numer nazywa się inaczej.
Nazywa się „Up on the Hill”, czyli „Za wzgórzem”, czyli generalnie już po stresie. Tak można tłumaczyć. Jakiś skrót myślowy. Już po stresie, po ciśnieniu. The shit is timeless. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. „Hiperprzestrzeń” jest transmitowana w Radiu Paranormalium, także pozdrawiam wszystkich słuchaczy z Paranormalium. Ahoj, przygodo i pozdrawiam wszystkich tych, którzy słuchają jako podcastu. Zacząłem naszą opowieść od bardzo ciekawej rzeczy, która jakiś czas temu była teorią i wszystko wygląda na to, że teorią absolutnie nie jest.
Jest to jeden z wytrychów do zrozumienia rzeczywistości, która nas otacza. I może nawet nie tyle wytrychów do zrozumienia, ile zapomniana część wiedzy, którą posiadamy od kiedy istniejemy na tej planecie. To co? To zaczynamy. Cofnijmy się może tak jak zwykle 200 lat tyłu. Nie będziemy się cofać specjalnie dalej dzisiaj. Cofnijmy się do niejakiego Maxwella. Maxwell. I bynajmniej nie chodzi o takiego koleżkę, który robi muzykę soul. Absolutnie.
Chodzi o matematyka, który mieszkając sobie w Londynie siedział i śledził kwestię prądu elektrycznego. Może zacznijmy od wytłumaczenia kwestii pola, bo śledzenie pola prądu. Maxwell. To może zacznijmy od języka angielskiego, bo to wszystko się nazywa morphogenetic field. Field po angielsku, czyli pole. Ma bardzo określone znaczenie. Oznacza generalnie obszar aktywności i słowo pole nie określa, jaki to jest obszar aktywności. Po prostu oznacza zakres, obszar aktywności, czyli tam, gdzie się cokolwiek dzieje. Czy to jest pole elektryczne, czy to jest pole grawitacyjne, czy cokolwiek to jest, to jest po prostu pole aktywności. Czy jest pole do piłki nożnej, czy jest pole do tenisa.
To jest po prostu field, czyli pole. I na tym polu się coś dzieje. To jest obszar aktywności. Dobra, chyba nie będę więcej powtarzał. Masło maślane. Co Maxwell stwierdził? Maxwell stwierdził 200 lat temu, kiedy cały Londyn i właśnie nie tylko Londyn, bo i Nowy Jork, i wszystkie cywilizowane miasta na świecie, gdzie mieszkali dżentelmeni, którzy nie mieli nic innego do roboty, niż wydawanie swoich pieniędzy zarobionych w koloniach. W rodzinnych majątkach siedzieli i zastanawiali się, co zrobić ze swoim czasem. Część z nich była pasjonatami nauki, bo człowiek generalnie jest istotą ciekawską z natury i jak już jest istotą ciekawską, to lubi sobie pokręcić, pogrzebać. Chłopaki sobie grzebali, a że to był czas, kiedy pojawił się prąd elektryczny, bo odkryto, że coś takiego jak prąd elektryczny istnieje.
To była zabawa dżentelmenów, bardzo zamożnych dżentelmenów, którzy kupowali sobie podstawowy sprzęt laboratoryjny. Robili sobie, budowali sobie ten sprzęt sami, nakręcali cewki. Właściwie nikt nie wiedział, jak to działa, o co w ogóle chodzi. Zabawa polegała na tym, żeby naelektryzować na przykład szklaną kulę i do niej się przylepiały rzeczy, gasiło się światło, świece w tamtym czasie i się przykładało palec i iskry leciały. Wow! Albo można było akumulator naładować takim bardzo prostym kondensatorem prądem elektrycznym, dotknąć i prąd raził człowieka. W kilku miastach w Ameryce, zdaje się, zaraz sobie przypomnę. W jakimś mieście w Ameryce. Nie w jednym, ale w paru można było na przykład sobie jako atrakcję po prostu pójść i zostać kopniętym przez prąd. Tak jak na przykład dzisiaj się idzie do kina, tak sobie można było kupić bilet i na przykład spotkać się z prądem elektrycznym osobiście.
To była niesamowita atrakcja. Ludzie dostawali po prostu świra. Była to świetna zabawa. Taka bardzo popularna zabawa. Powiem szczerze, bardzo popularna naukowa zabawa. Do tej pory ślad tej zabawy gdzieś przetrwał w Meksyku, gdzie się łapie za dwie końcówki akumulatora, a tam ktoś akumulator rozkręca. I zabawa polega na tym, że się trzyma te końcówki, dopóki się ich po prostu nie wyrzuci. Nie wiem, o co chodzi. Takie, żeby sobie zrobić coś udowodnić. Słuchajcie, ile robicie pompek?
Ile? Bo ja robię wszystkie. Dokładnie. Także takie zabawy z prądem elektrycznym były bardzo popularne. Nikt nie wiedział, jak to działa. Pierwsze poważne zderzenie to oczywiście Maxwell, który stwierdził, badając to w swoim laboratorium, że światło jest niczym innym jak zjawiskiem elektromagnetycznym. To było największe odkrycie Maxwella. Dlatego w ogóle o tym kolesiu Maxwella i Faradayu i tak dalej, o tych wszystkich kolesiach mówimy, ponieważ oni dokonali po raz pierwszy w tej cywilizacji wiekopomnego stwierdzenia, że światło nie jest po prostu światłem samo w sobie, że to jest efekt oddziaływania elektromagnetycznego, zjawiska elektromagnetycznego. I że mamy spektrum częstotliwości, że to w ogóle wynika z tego, że to jest częstotliwość. Czyli coś, co nie wiemy do tej pory, co jest.
Później się pojawił Faraday, który stwierdził, że pole jest fundamentem dla całej natury, niewidoczną strukturą w kosmosie, po której się wszystko porusza. I tuż po Faradayu, jeszcze za jego życia i za życia Maxwella pojawiła się oczywiście słynna teoria eteru, czyli generalnie nazwa dla owego pola, które jest fundamentem dla całej natury. Ale to na moment odskakuje troszeczkę w bok. Bo zaczyna się 1905 rok. Pojawia się nie kto inny jak... Jak go nazwać? Bo ma swoje imię i nazwisko. Ja tylko tak chcę wyjaśnić, żebyście złapali, jaka to była postać. Jak on się nazywa? Taki bimbo fizyki, czyli Albert Einstein.
Człowiek kompletnie pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale posiadający jeden doskonały talent. Świetna autopromocja oraz umiejętne przypisywanie cudzych prac, szczególnie prac nieżyjących już fizyków, żeby nikt nie mógł mu zarzucić, że coś kopiuje i tak dalej. Sam niewiele rozumiał, ale wiedział, jak przypisać i gdzie się ustawić i którą rękę podać i komu uścisnąć. Miał takiego promotora, że już właściwie więcej nie potrzebował, bo to promotor, który był odpowiedzialny, niejaki Solvay, którego fabryka później produkowała Cyklon B. To był Solvay, czyli jeden z fundatorów Nagrody Nobla. Nobel był fundatorem swojej nagrody, ale tam jeszcze było kilku innych ludzi dookoła. Także Solvay był jednym z tych ludzi. To był ten człowiek, który wymyślił, że wszyscy powinni żyć w długu. Wszyscy powinni mieć dług. Nikt nie może mieć żadnych pieniędzy i jeżeli człowiek ma ciągłe długi, to będzie bardziej karny, to system będzie lepiej działał.
To on wymyślił ten system bankowy. O tym opowiadałem, zostawię ten temat. Zapraszam do hiperprzestrzeni, w której jest archiwum. Tam jest historia na temat Solvaya i jego niecnych poczynań. Ale wróćmy do Paris Hilton fizyki, czyli Alberta Einsteina. Taka Paris Hilton była, ale był troszkę cwańszy. Nasza Paris Hilton fizyki, czyli Albert Einstein stwierdziła, że materia jest efektem i nie współpracuje w ogóle z żadnym polem. Jest pole, bo wszyscy twierdzili, że jest pole w tamtych czasach. To nie było dyskusji. Wszyscy wiedzieli, że jest jakaś niewidoczna struktura.
Albert Einstein stwierdził, że struktura jest i to nie jest istotne. Po czym stwierdził, że materia jest efektem tej struktury i w ogóle z nią nie współpracuje przede wszystkim. Pojawia się wtedy fizyka kwantowa oczywiście. Jak zwykle Albert Einstein stwierdził, jak przystało na sprawnego intelektualnie inaczej. Może nie do końca. Zaraz wam wyjaśnię, o co chodziło z tą Paris Hilton fizyki, która stała się legendą. Nie podobało mu się to wszystko z pewnych dosyć oczywistych powodów. Ale wracając do jego teorii, on stwierdził, że teoria, że wszystko jest połączone, jest głupia, że to nie działa i mu się to nie podoba. Jest parę ciekawych doświadczeń, ale Albert Einstein stwierdził, że to nie działa, że są anomalie i że nie można się na to połowywać, że naukę trzeba redukować i że trzeba redukować cząsteczki, że szukając coraz mniejszej, że tam jest sens, że sens jest zakuty w cząsteczce i to wszystko. Że ta cząsteczka emanuje tą energią na cały świat i ten świat się zmienia, a nie, że energia emanuje i tworzy cząsteczkę.
Czyli zupełnie się nieelegancko i mało dyplomatycznie mówi od dupy strony. Einstein miał dosyć jasny powód ku temu, ponieważ był to, chcąc nie chcąc, fundamentalista religijny, który twierdził, że Bóg jest jeden. W tej sytuacji cały koncept kwantowy mu się nie mieścił w głowie. Bo jak może być tak, że nie ma rozkazu od Boga, że nie ma lidera, że rzeczywistość się dzieje w dwóch miejscach tak samo, że te wszystkie eksperymenty potwierdzają istnienie kwantowej rzeczywistości, bo te eksperymenty już były na początku poprzedniego stulecia. Einstein o tym doskonale wiedział. Rozmawiał o tym ze swoimi kolegami i wymieniał listy. Jednym z tych kolegów był Borg i wielu innych. Nie będę przytaczał całej historii matematyki i fizyki XIX-wiecznej. Albert Einstein stwierdził, że to nie jest możliwe, że świat wygląda jak piramida Maslowa przysłowiowa, czyli na górze jest lider i on wysyła energię w dół. Tak samo jak jest najmniejsza cząsteczka.
Ona tworzy coraz większe. Materia się tworzy od materii. Materia jest fundamentalnym zjawiskiem, fundamentalnym budulcem wszechświata. A to drganie czy to pole to po prostu jest i to materia zmienia to pole, a nie odwrotnie. Tak sobie myślał Albert Einstein. Nie mieściło mu się w pale, jak to może być, że nie ma Boga jedynego. Musi być. I cała ta fizyka, którą wymyślił, była oparta właśnie na tej cząsteczce, na tym, że musi być gdzieś Bóg i poszukiwania Boga. Inna sprawa, że miał tak fantastycznych sponsorów, którzy byli dokładnie tego samego pokroju fundamentalistami religijnymi, którym się bardzo nie podobało to, że jest coś, co jest abstraktem, czego nie można złapać, nie można skalkulować, czego nie rozumieją. I stwierdzono, że nie, to w ogóle nie może być tak.
Wyrzucamy ten kawałek fizyki, bo on nam się nie podoba. Przypuśćmy, że nie widzimy tego, co się dzieje. Albert Einstein jest fajnym kolesiem, umie się uśmiechać, umie każdemu podać rękę. Paris Hilton po prostu. Wygląda mądrze i można na nim budować cały koncept tego współczesnego świata. Tak się historia oficjalna potoczyła, a tu z boku zostały jeszcze inne rzeczy. Bo historię oficjalną trzeba przypomnieć, żeby nie było tak, że ludzie sobie myślą, że Albert Einstein to był taki wzorowy, etyczny koleś. Był to kawał granitu naprawdę bez skrupułów. Kiedy jego kumpel i mentor, może mentor to za dużo powiedziane, ale facet, na którego pracy miał świra, bo chodzi o Wilhelma Reicha, czyli człowieka, który zajmował się orgonem i całą koncepcją orgonu, orgonitu, sił orgonu, między innymi pośrednio teorią pola, bo właśnie na tym polega kwestia orgonu i eteru. Bo to właściwie to samo oznacza, tylko że inne słowa.
Czy powiemy orgon, czy eter, to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Chodzi dokładnie o to samo zjawisko. Jak się okazało, kiedy doszło do procesu sądowego w latach 50., który został wytoczony przez rząd amerykański, przez różne agencje rządowe, które chciały uwalić wynalazki Wilhelma Reicha, ponieważ były zbyt niebezpieczne dla panującego wszędzie monopolu. Bo już wtedy były monopole w Ameryce i takie bardzo potężne. Była oczywiście rozprawa w sądzie i na tej rozprawie sądowej Albert Einstein miał rolę eksperta z dziedziny fizyki. Jego rola polegała na tym, że miał wysłuchać przemówienia Wilhelma Reicha na temat jego nauki i stwierdzić, czy to jest nauka, czy to są po prostu kłamstwa i należy go aresztować, bo jest szarlatanem. Okazało się, że Albert Einstein stwierdził, że Wilhelm Reich, który jeszcze rok wcześniej spędził razem z nim równe 24 godziny na dobę, bo Einstein chciał zrozumieć jego całą teorię i był po prostu zafascynowany. Nie do końca zrozumiał, bo tak jak mówiłem, jest to taka Paris Hilton fizyki, także nie był to aż tak genialny umysł. Wręcz odwrotnie, był to po prostu jołop, który naprawdę nawet nie rozumiał tego, co pisze. Okazało się, że nie zrozumiał tego do końca, ale w takim przypływie zawiści chyba i zazdrości albo nie wiadomo czego, albo po prostu własnego skurwysyństwa stwierdził w sądzie, że teorie Wilhelma Reicha nie trzymają kupy, że to nie ma nic wspólnego z nauką.
Wilhelm Reich automatycznie wylądował w więzieniu, w którym został prawdopodobnie zabity po dosłownie niecałych trzech miesiącach. Na zawał serca zmarł, a był zdrowy jak koń. Tak Albert Einstein robił swoją karierę. Życie jest brutalne i nie zawsze, jak się okazuje, ci, których nam się przedstawia jako bohaterów, tak naprawdę mają cokolwiek wspólnego z bohaterstwem. Z reguły są to bardzo cyniczni dranie, których się po prostu wybiela. I to wszystko. Ale wróćmy naszej sprawy. Zostawmy Paris Hilton współczesnej fizyki, czyli Alberta Einsteina z boku. Naszym kierunkiem na dzisiaj jest pole morfogenetyczne. I co z tym polem morfogenetycznym?
Pamiętacie teorię eteru, teorię orgonu, teorię tych dziwnych pól? Opowiem wam o kilku eksperymentach. Jest ich bardzo dużo. Ja tylko przytoczę dosłownie parę eksperymentów. Jest świetna książka na ten temat. Nie wiem, czy jest przetłumaczona na język polski, napisana przez samego autora tej teorii pola morfogenetycznego, czyli Ruperta Sheldrake'a. Nazywa się, tłumacząc na polski, „Siedem eksperymentów, które zmieniły świat”. Coś w tym stylu. „Seven Experiments That Changed the World”. Coś takiego.
Nie wiem, czy jest przetłumaczone, także proszę sobie sprawdzić. Ja tego nie sprawdzałem. Jest w angielskim wydaniu, także jeżeli ktoś ma dużo zaparcia to polecam. Tam jest opis tych eksperymentów. Ja tylko przytoczę parę z nich, bo są takie bardzo znane, bardzo popularne eksperymenty, które właściwie każdy może sobie powtórzyć w domu i one przeczą oficjalnej wersji nauki, łącznie z tym, co ludzie myślą o DNA, o wszystkich tych rzeczach, o tym, co mówią wszyscy ci hawkingowie o tych czarnych dziurach i wszystkie te bzdury. Przecież to taki bullshit jest. Łącznie z budowaniem Wielkiego Akceleratora Zderzeń gdzieś tam. Szaleństwo kompletne. Wytłumaczę wam, co zgubiła nauka po drodze. To się właśnie mniej więcej na ten temat.
Zanim zacznę wyjaśniać, co nauka zgubiła po drodze, to oczywiście, żebyśmy się nie zanudzili i nie zagadali, ja tu mam przygotowaną listę piosenek, proszę państwa, i posłuchamy sobie troszeczkę muzyczki, a troszeczkę odsapnę. Przypominam, żebyście sobie zrobili jakąś herbatę, jakąś kawkę, rozsiedli się wygodnie w fotelu, nabili coś do fajki. Także mam nadzieję, że będzie się po prostu milej słuchało. A tymczasem borem, lasem troszeczkę muzyczki, proszę państwa. A muzyczka na dziś idealnie na dziś. To muzyczka. Chłopak potrafi skopać tyłek. Doskonały sound. Wcale nie nowy, ale po prostu jakże doskonały, aby słuchać oczywiście w hiperprzestrzeni. Hiperprzestrzeni, proszę państwa.
I dzisiaj o polu morfogenetycznym teorii, którą postawił lata temu Rupert Sheldrake. Jakieś dobre 20 parę lat temu. Ona troszkę dorastała. To co? To zacznijmy od pierwszego eksperymentu, który mówi o tym, że istnieje jakieś pole, którego współczesna nauka kompletnie nie zauważa, ignoruje, nie chce w ogóle tego zauważyć. Kompletnie. Nikola Tesla o tym mówił. Wszyscy praktycznie tak zwani szaleni wynalazcy o tym mówili. Wszyscy kolesie, którzy potrafili zbudować urządzenie, które produkuje prąd w cudzysłowie z niczego, generalnie mówili i powoływali się na eter, orgon. Zwał, jak zwał.
Eter właściwie jest popularniejszą nazwą. Tylko ci, którzy są od atomu, tym się nigdy nie udało, ani Einsteinowi, ani jego kumplom zbudować czegokolwiek, co działało. Prawda jest taka, że chyba nie wiedzieli, jaka jest zasada. Ale wracajmy do eksperymentu. Słuchajcie, pierwszym takim eksperymentem w ogóle z polem morfogenetycznym... Może tak: co oznacza w ogóle słowo morfogenetyczne? Bo tak troszkę mówimy, żebyśmy wiedzieli, o czym mówimy. „Morph” oznacza forma. „Morph” właściwie z greki chyba. „Genetic” oznacza coś, co się staje, czyli generalnie stawanie się formą.
Tak można przetłumaczyć na język polski morfogenezę. Pole morfogenetyczne to znaczy, że to jest pole, w którym coś staje się po prostu formą. Jednym z takich pierwszych eksperymentów, który po prostu jest miażdżący dla nauki i właściwie do tej pory cała nauka nie jest w stanie nic z tą anomalią zrobić, jest na przykład eksperyment z embrionem. Chodzi o na przykład embriony chociażby ważek. Ważki. Takie coś, co lata z dużymi skrzydłami. Fajny, niesamowicie ekstrawagancko wyglądający owad. Bardzo ładny. Jeżeli się weźmie embrion takiego owada i się ten embrion, kiedy on się rozwija, przekroi na pół, to embrion nie ulega zniszczeniu Tylko w rozdzieleniu. Trochę jak z dżdżownicą, że jest rozdzielane i z obydwu części wyrastają owady.
Ciężko to zgodzić z jakąkolwiek teorią, która jest normalnie forsowana przez mainstreamową fizykę, bo według mainstreamowej fizyki embrion powinien natychmiast umrzeć. Ponieważ cała informacja, którą promuje konserwatywna fizyka, czyli to, co się zaczęło od głupot Einsteina, to jest to, tłumacząc w skrócie, że świat się sam buduje z najmniejszej komórki. Ona coś wymyśla, dokleja kolejną, dokleja kolejną i to wszystko robi się samo z siebie, mechanicznie. Najlepszy przykład to jest tak, jakby wziąć 20 szwajcarskich zegarków, z których każdy składa się z 5000 elementów, wziąć dodatkowo jeszcze z pół tysiąca budzików, wziąć to wszystko, rozkręcić na elementy pierwsze, wsypać do dużej betoniarki i zacząć to kręcić. Następnie po 24 godzinach to wysypać z tej betoniarki i oczekiwać, że betoniarka wysypie nam już poskręcane w całość gotowe zegarki. Jest to tego typu życzeniowe myślenie, że mała cząsteczka tworzy większą, że ma zakodowaną informację. To jest paradygmat einsteinowskiej nauki, że na przykład umysł mieszka w głowie. To tak, jakby twierdzić, że spiker radiowy mieszka w radiu. To tak, jakbyście myśleli, że ja mieszkam w waszym laptopie. Nie, tak nie jest.
Mieszkam w zupełnie innym miejscu. Mieszkam w mieście Londyn. Pozdrawiam wszystkich mieszkańców miasta Londyn. Piękne miasto, uwielbiam je. Z tym embrionem to był pierwszy eksperyment. Były próby izolowania tych embrionów, robienia wszystkich możliwych barier pomiędzy nimi, żeby na przykład odizolować jedno od drugiego, żeby nie było podejrzenia, że jedno zahacza na drugie, że ta informacja gdzieś przeskakuje, a my jej nie widzimy i nam się wydaje, że to jest taki magic. It's just happen. Nie, nie jest tak do końca. Co się okazuje? Taki embrion na przykład, jeżeli weźmiecie dżdżownicę, to ma w okolicach tysiąca sekwencji DNA.
Nikt nie jest w stanie z tego zbudować czegokolwiek. Wystarczy, że zostawi się to na jakiś czas i nagle się okazuje, że ten robak ma pięć razy tyle komórek w sobie i sekwencji DNA. Nagle jest trzy, cztery tysiące. Problem polega na tym, że właściwie nie ma żadnego mechanizmu, który by budował te komórki. Podobny problem występuje też w kryształach. Kiedy kryształ się tworzy, nikt nie jest w stanie wytłumaczyć tego, jak się kryształ tworzy. Powstaje pierwszy naturalny polimer, czyli kawałek kryształu. Bardzo lubię alegorię Ruperta Sheldrake'a, który twierdzi, że jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że naukowcy w swoich brodach z laboratorium do laboratorium przenoszą zarodki kryształów i w ten sposób one powstają. Nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Jedna teoria mówi to, że musi być jakiś rezonans w polu dookoła nas, czyli w polu, na planecie, na której mieszkamy, w świecie, który nas otacza, który powoduje, że materia sublimuje się, mówiąc językiem alchemików, zamienia się w kryształ.
I nie jest to informacja zawarta w krysztale. Dokładnie tak jak w embrionie. W embrionie nie ma żadnej informacji na temat jego budowania. Jeżeli go się rozcina, to on się dalej duplikuje. Się powiela i dalej buduje. Nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć. To jest pierwszy eksperyment, czyli kompletne zaprzeczenie klasycznej tezie, że informacja jest zakodowana w DNA. Za tym stoi owa teza, że wszystko jest w DNA, że to jest książka, w której jest wszystko. Jak się okazuje, nie. To jest tylko kombinacja.
To są tylko klucze do skonstruowania czegoś. To jest zestaw narzędzi. Natomiast informacja o tym, jak użyć tych narzędzi jest gdzieś z zewnątrz. Nie wiemy jak, nie wiemy co, nie wiemy, o co chodzi. Po prostu tak jest. Jest jeden z takich fantastycznych eksperymentów zrobiony prawie ponad 200 lat temu z metronomami. Metronom to jest takie urządzenie, które często stoi na fortepianie u ludzi, którzy ćwiczą granie na fortepianie. Odlicza to czas. Brzmi to mniej więcej dokładnie tak. I to jest metronom.
Można przyspieszać, można zwalniać, można zmieniać podziały, można szybsze nutki robić. Dokładnie. To jest takie urządzenie, które pomaga grać w rytmie. Eksperyment polegał na tym, że postawiono ileś metronomów, w okolicach trzydziestu paru, w jednym pomieszczeniu na początek. Rozbujano je wszystkie. Każdy był rozbujany w kompletnie innym odstępie czasu. Wyobraź sobie, że masz na słuchawce i z drugiej strony masz na podłodze 30 metronomów rozstawionych. Chodzisz od jednego do drugiego i go trzeba rozkołysać. Paluchem pchnąć tą strzałkę, żeby ona się zaczęła wahać, ten kiwaczek. Trzeba wzruszyć te wszystkie 30 metronomów.
I co się dzieje? Jak zaczniesz to obserwować, po paru sekundach zauważycie, że te metronomy nagle zaczynają chodzić w tym samym czasie. Od tego się w ogóle zaczęła teoria pola i teoria eteru. Pierwsze eksperymenty mówiły: „Nie, to chyba powietrze popycha”, bo my nie widzimy tego pędu powietrza, ale to być może jest taki mikropęd powietrza, który popycha pozostałe metronomy i one się synchronizują z czasem, bo to jest fenomen, że one się idealnie synchronizują. Wybudowano szafki, powstawiano do tych szafek te urządzenia i próbowano dalej. I dalej się synchronizują. Wygląda na to, że rzeczywistość jest kwantowa. Cokolwiek byśmy nie mówili, sama się synchronizuje. Wszystko się dzieje poza nami. Fenomen.
Nie ma żadnej cząsteczki, nie ma informacji w cząsteczce, czyli rozbijanie cząsteczki nie ma żadnego sensu, bo jedyne, co znajdziemy, to znajdziemy jakieś kawałki po rozbitej cząsteczce. Podobnie jak ze Świętym Graalem takiej klasycznej fizyki, którą jest proton i neutron. Proton i neutron to jest bullshit. To jest dokładnie ta sama substancja i każdy, kto zajmuje się studiowaniem fizyki, doskonale o tym wie, że jest to bajka dla ubogich i niewyedukowanych. Że się mówi, że to jest proton, a to jest neutron. Nie, to jest dokładnie ta sama forma energii, tylko ta, którą obserwujemy na zewnątrz, jest bardziej, jak to się mówi po angielsku, density, czyli bardziej ruchoma. Ta w środku bardziej się koncentruje. To wszystko, ale jest dokładnie tym samym. Tak jak mówił Faraday, Maxwell: nie ma plusa, nie ma minusa, jest tylko jedna forma energii, która jest falą w jakiś sposób wędrującą po polu. I kiedy jej nie widzimy, ona dalej tam jest.
To jest zjawisko interferencji, czyli nachodzenia na siebie fal. Konkretnie o prądzie elektrycznym, testach i wszystkich tych rzeczach będzie specjalny odcinek Hiperprzestrzeni na ten temat poświęcony. To się już przygotuje. Już jest reportaż zrobiony przez słuchacza z koralowego zamku ze zdjęciami z Ed Skilna i tak dalej, ale to niedługo, moi drodzy. A my jesteśmy przy polu morfogenetycznym. I co z tym niewidocznym polem, proszę państwa? I z tym, że informacja jest w polu? Przeczy to konkretnej tezie nauki. Jeszcze raz tylko powtórzę, żeby nie było, że nie powtarzam, że jesteśmy maszynami, bo taka klasyczna fizyka twierdzi, że jesteśmy maszynami, które się same organizują. Ale wygląda na to, że sami się nie organizujemy, nie potrafimy się zorganizować.
Kolejny eksperyment jest też bardzo ekscentryczny, też z ważkami, moi drodzy, z ilością skrzydeł. Był taki naukowiec, który stwierdził, że musi sprawdzić. Bo oczywiście jest teoria Darwina, która mówi: „Przecież wszystkie te zmiany w organizmach to jest kwestia doboru naturalnego i to się wszystko dzieje, bo Darwin tak powiedział”. Darwin mógł sobie mówić wiele rzeczy i dobrze, że wielu nie powiedział, bo byłoby jeszcze śmieszniej, niż jest. Wystarczy, że zrobił karierę na takiej głupocie. To już wystarczy. I co z tym przenoszeniem genów, z tymi wszystkimi rzeczami? Oczywiście była taka teoria, która się później połączyła z teorią Darwina, dlatego ona stała się bardzo popularna. To jest najpopularniejsza aktualnie dziedzina biologii, czyli biologia molekularna, schodzenie do samego dołu, najmniejszych cząsteczek, walka z molekułami, sklejanie molekuł. Informacja musi być w molekule.
Nie. Dalej chłopaki nie wiedzą jak. Ten wielki kolej zderzacz cząsteczek jest z reguły, prawdę mówiąc, nikt tak oficjalnie nie mówi, on jest w większości czasu nieczynny. Teraz też jest nieczynny, bo jest wygaszony. Się okazuje, że chyba nie za bardzo ten pomysł zadziałał. To troszeczkę jak próba mieszania herbaty i żeby od mieszania nagle herbata zrobiła się słodka. Od samego mieszania. To takie życzeniowe bardzo myślenie. I co z tym eksperymentem, z ważkami? Był taki pomysł, żeby to sprawdzić, czy przypadkiem teoria Darwina działa, czy teoria przenoszenia informacji w DNA działa.
I co? Wzięto, wysegregowano troszeczkę ważek, puszczono je w inne pole elektrograwitacyjne, zmieniono warunki, w których mieszkają. I kiedy zmieniono warunki, w których te ważki były, się okazało, że ważki na przykład dostają dodatkowych skrzydełek. Zamiast dwóch podstawowych dużych skrzydeł mają cztery. Czyli dzieje się mutacja. Tam próbowano jeszcze przecinać embriony tych ważek. Właściwie to było przecinanie tych embrionów i coś tam jeszcze robili z tymi embrionami, tak żeby popchnąć tą informację. I okazało się, że właśnie z tych embrionów wyrastały owe ważki z dodatkowymi skrzydłami. A więc sprawdzanie pierwsze DNA. Czy to jest jakaś mutacja DNA?
Bo to jest kluczowa historia. To troszeczkę tak, jakby nam wyrosły dodatkowe ręce. I co? Czy to jest mutacja DNA, która potwierdza na przykład spekulacje Darwina albo spekulacje takich wczesnych badaczy DNA, że to wszystko jest transmitowane? Granie takiej klasycznej fizyki. I się okazuje, że nie, bo DNA tych owadów jest dokładnie takie samo. Jest to kwestia adaptacyjna. Coś się uwalnia, w jakiś sposób się dzieje i DNA zostaje dokładnie tak samo. Nie ma żadnych zmian, żadnych mutacji w DNA. To jest dokładnie ten sam owad, tylko że ten sam owad ma o jedną parę skrzydełek więcej.
I oczywiście robiono badania, dzielono na grupy, brano nowe owady, później sprawdzano, co się dzieje z pokoleniami tych owadów. Okazuje się, że do pewnego pokolenia te skrzydła podwójne zostają i później owad, kiedy z powrotem ten embrion ma możliwość reprodukowania się w normalnych warunkach w taki bardzo komfortowy sposób, nikt go nie przecina, nikt go nie naświetla, nikt nie walczy z tymi embrionami ważek. Okazuje się, że bez problemu wracają do opcji dwóch skrzydełek. Przypomina się troszeczkę takie dywagacje, właściwie spostrzeżenie współczesnych naukowców na temat dinozaurów i kur, bo gdzieś tam się okazuje, że to nie jest tak z dinozaurami, że nie wiemy nic na ich temat. Przynajmniej z takimi ostatnimi, które jeszcze żyły w epoce wiecznej zmarzliny. Odkopuje się je gdzieś tam na Syberii, w kilku miejscach i czasami da się wyciągnąć z tego kawałek DNA i sprawdzić tą istotę. I co się okazuje? Że na przykład dinozaury takie, które dawniej myślano, że to są bardziej gady albo węże, albo coś w tym stylu, się okazuje, że właściwie są najbliżej naszej kury domowej, a pterodaktyl jest właściwie takim przerośniętym kurczakiem. Jeżeli chodzi na przykład o taką podstawową sekwencję DNA. Czyli kolejny mit współczesnej nauki pod tytułem ewolucja, że coś ewoluuje, że geny mutują i tak dalej.
To trochę jak w tym eksperymencie z zegarkami. Jeżeli weźmiecie, rozbierzecie zegarki, wrzucicie do betoniarki, to jeżeli ewolucja działa, jeżeli maszyny posiadają jakąś inteligencję, jeżeli ta inteligencja mieszka w kółku zębatym, to te kółko zębate powinno przytulić te pozostałe kółka zębate i zebrać piękny zegarek do kupy. Niestety to się jeszcze nikomu nie udało na świecie. Poza oczywiście piękną teorią Darwina, która jest bardzo promowana, bo jest łatwa i nie wymaga żadnego wysiłku intelektualnego. Myślę, jest na zasadzie: bierz człowieku i nie myśl. To trochę jak z teorią Einsteina, który twierdzi, że masa, a nie zdaje sobie kompletnie sprawy, nie ma pojęcia, czym jest masa i światło traktuje jako święty Graal, jako miernik prędkości. A światło jest tylko zjawiskiem elektromagnetycznym. Jeżeli zmieni się pole elektromagnetyczne, to światła już nie ma. Tak samo jak z koncepcjami czarnych dziur, która jest kompletną głupotą, bufonadą nieprzeciętną. Jest masa takich rzeczy w nauce.
Masę. I co z tym polem? One rzutują troszkę na taki obraz rzeczywistości, który mamy. Jak się pojawiły te eksperymenty, to się okazuje, że nic nie potwierdza takiego konceptu jednorodnego świata i świata, w którym nic nie jest ze sobą powiązanego, że materia nie jest związana z duchem i tak dalej. Okazuje się, że wszystko jest zjawiskiem kwantowym. Kolejna historia z embrionami à propos kwantowości świata. Okazuje się, że komórka, która się zachowuje w konkretny sposób, kiedy jest przedzielona i rozdzielona, to te dwie części komórki, które są daleko od siebie, każda jest za szklaną szybą, zachowują się tak samo. Wow! To jest tak, jakby jedna sczytywała informacje z drugiej. Słynny eksperyment z koloniami bakterii, które się hoduje wpierw razem, wyrastają razem, następnie się je oddziela i jedne się wstawia do jednego laboratorium, drugie do drugiego i nad jedną kolonią bakterii naukowcy się pastwią, próbując ją zniszczyć.
I co się dzieje? Ta druga kolonia, która znajduje się w innym laboratorium, dostaje informację, nie wiadomo skąd, że coś się niedobrego dzieje, że bracia umierają i zaczyna się mnożyć. Te bakterie zaczynają się mnożyć o wiele szybciej niż normalnie. Troszeczkę jakby próbowały nadrobić to, że ich braci ktoś zabija. Taka ciekawa historia. Jest to absolutnie do sprawdzenia. Każdy może sobie zrobić ten eksperyment. Ja pod sam w ogóle tę książkę, bo są to takie bardzo proste eksperymenty do zrobienia. Zaraz wam powiem o jeszcze prostszych eksperymentach, które możecie sobie sami zrobić na ten temat. Ale zanim wam o tym powiem, to żeby nie zagadywać, moi drodzy, nie zagadywać.
Jakaś muzyczka, jakaś fajna muzyczka. Okej, jestem przygotowany. Wow! To trochę szokujące, bo tak sobie poukładałem wszystko i dzisiaj się mało gubię w muzyce, a to jest coś, w czym się zawsze gubię. To posłuchajmy czegoś. Posłuchajmy. Oczywiście Chemical Brothers. A my wracamy do naszych opowieści o polu morfogenetycznym, moi drodzy. Także przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali i w Radiu Paranormalium. A dzisiaj jest o polu morfogenetycznym.
Dobra, to wracam. Słuchajcie, przypomniałem sobie, o co chodziło z tymi muszkami, bo zapomniałem w ogóle. Bo tych eksperymentów z ważkami i muszkami jest w cholerę. Nie jest tak, że jest jeden eksperyment. Z muszkami owocowymi robi się eksperymenty też na to, czy na przykład DNA się mutuje, czy się nie mutuje. Też historia ze skrzydełkami. Tam z kolei te muszki traktowano eterem, czyli takim gazem. Nie tym eterem o mocach eteru, tylko eter w sensie gazu. I sprawdzano, czy na przykład pod wpływem eteru z kolejnej generacji na kolejną będzie mutowało DNA, bo według teorii doboru naturalnego słabsze gatunki powinny odpadać, powinny zostać najmocniejsze i tak dalej. Jeżeli wyselekcjonujemy same słabsze, to one powinny zdechnąć, a te najmocniejsze powinny przetrwać.
Taki jest mit wymyślony przez kilku naprawdę bardzo słabych w głowie kolesi, w który my wierzymy, bo tak nas wychowano. Tak po prostu się stało. Przypadek losu. Zostawmy to. I się okazuje, że jest zupełnie odwrotnie. Po odcięciu tego eteru do muszek się okazuje, że one wracają do takiego normalnego stanu. Historia ze skrzydełkami też. Rosnie im więcej skrzydełek niż powinno, to się okazuje. I co? I nie ma żadnych zmian w DNA.
Absolutnie żadnych. Kolejna rzecz, dzielenie tych kolonii i na przykład naświetlanie jednych i drugich. Co się dzieje? Czy mają wpływ na siebie? Się okazuje, że mają na siebie wpływ. Trochę jak te bakterie w różnych laboratoriach. I wszystkie te historie dookoła. Nikt nie jest w stanie tego absolutnie wyjaśnić. Jest masa takich eksperymentów. Słuchajcie, jest naprawdę kilka książek na ten temat.
Nie chcę was zanudzać opisem laboratoryjnych eksperymentów, które potwierdzają to, że praktycznie DNA sczytuje informacje z zewnątrz. Przynajmniej na to wygląda i nie ma żadnego innego dowodu, żeby informacja była w środku DNA. DNA jest martwe jako takie, jest kawałkiem chemii, jest narzędziem. Informacja, jak to narzędzie ma się skojarzyć z pozostałą częścią świata, jest gdzieś w polu. To jest jedna historia. Rzucę parę eksperymentów. Ciekawy eksperyment jest z okiem salamandry, ponieważ oko salamandry jest zbudowane z kilku różnych komórek, ale naprawdę różnych komórek. Wnętrze oka salamandry jest kompletnie czymś innym. Żeby komórka mogła się reprodukować, musi mieć w sobie zapisaną informację o tym, co się dzieje dalej. Czyli jeżeli mamy na przykład trzy grupy komórek, każda z nich reprezentuje osobny rodzaj informacji, który musi być pełny, żeby mógł się duplikować dalej, przynajmniej według teorii Darwina na przykład albo Einsteinowskiego widzenia świata, tudzież takiej mainstreamowej nauki, która twierdzi, że coś wie na temat życia.
Tak to wygląda, że to wszystko musi się reprodukować samo z siebie. Ale co się stanie, kiedy się na przykład usunie jedną z tych komórek, czyli na przykład wytnie się salamandrze środek oka? Co się dzieje? Dzieje się fenomenalna rzecz, ponieważ oko zaczyna odrastać. Niewielu ludzi wie o tym, ale salamandrze odrastają oczy. Taka jest prawda. I te komórki się zaczynają reprodukować znikąd. Jest taka teoria bardzo stara. To jest w ogóle historia z bionami, się nazywa bion. Nie Victor Schauberger, tylko...
Nie będę tutaj kombinował. Kto wymyślił biona? A to nie jest... Nieważne. Mniejsza o to. Poproszę o pomoc na czacie z bionem, jeżeli ktoś pamięta. Ave na pewno pamięta. Ave wie takie rzeczy. Zostawmy biona. Generalnie jest taki pomysł, że całe życie dzieje się w takiej bardzo wąskiej przestrzeni.
Nie wiem, to jest kawałek rezonansu. Bion to jest ten moment. Wilhelm Reich, dokładnie. Wilhelm Reich, o którym była mowa, którego granie zaorał Albert Einstein. Dokładnie on był twórcą tej teorii biona. Bion to jest coś, co się właśnie dzieje. Tłumacząc najprościej na ludzki język, żeby w ogóle zrozumieć, co to jest bion. To jest dokładnie troszeczkę starsza nazwa pola morfogenetycznego, czyli coś, co staje się formą. I on to pierwszy zauważył. Fenomen z tą jaszczureczką polega na tym, że kiedy pozbawimy ją tego typu komórek, nagle ta komórka zaczyna się reprodukować, powstawać od zera, chociaż nie ma żadnego prekursora.
A w tej normalnej teorii darwinowskiej, której wszyscy są uczeni, nie wiem skąd w ogóle ten pomysł. Równie dobrze można uczyć ludzi budowania domów, zaczynając od dachu. I w tej teorii oko w ogóle nie powinno się odrodzić, ponieważ nie ma komórek macierzystych, z których mogłoby powstać cokolwiek. To wszystko zostało wyorane, wycięte, tam nic nie ma. Pustka. To skąd się bierze komórka, prawda? Ciekawe pytanie. Oczywiście przyrzucam, bo nie chcę was zanudzać wszystkimi przekładami i wszystkimi laboratoryjnymi rzeczami. Jest masa książek, które będę podawał w linkach do audycji później. Także tam znajdziecie wszelkie możliwe informacje.
Jeszcze troszkę eksperymentów, ale tak już poza jaszczurkami, poza wszystkimi takimi rzeczami. Koleś, który się nazywał C.D. Waddington badał to, jak się zachowuje to pole w sensie przyciągania i podczas procesu tworzenia. On generalnie odkrył, że pole morfogenetyczne nie jest statyczne. Później się pojawił taki koleżka, który się nazywa Penneton z Francji bodajże, chyba z Uniwersytetu w Paryżu, który stwierdził, że właściwie trzeba tu spojrzeć na to poprzez teorię przyciągania pól, bo pole się przyciąga, czyli jest dynamiczne, czyli coś musi się dziać cały czas, bo DNA ściąga komponenty z zewnątrz i przetrawia je w sobie i z tego powstaje człowiek. I tak dalej. Chłopaki doszli do tego etapu, że właściwie zaczęli się zastanawiać nad kryształami. I tu się okazuje, że właściwie, tak jak wspomniałem na początku, kryształ jest dokładnie taką niesamowitą historią, bo nikt nie jest w stanie wytłumaczyć, skąd kryształ się nadbudowuje. Nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Oczywiście jest taka teoria, że jeżeli się to wszystko ściśnie, sprasuje w odpowiednio ekstremalnych warunkach, to się robi kryształ.
Tak się produkuje sztuczny kwarc. Ale sztuczny kwarc ciągle nie ma tych samych właściwości, jakie ma normalny kwarc. Dlatego się mówi, że są syntetyczne kamienie i kamienie naturalne, bo jest bardzo duża różnica pomiędzy tymi kamieniami. Może nie jest to różnica, która jest widoczna na oko, ale jest to różnica, którą od razu widać, kiedy się te kamienie wkłada pod mikroskop. Okazuje się, że jest rodzaj pola, dynamicznego pola w naturze, które popycha te substancje do tego, żeby się reprodukowały. Nikt nie jest w stanie absolutnie tego wyjaśnić. Nikt nie wie, skąd to się bierze. Przeczy to absolutnie jakiemukolwiek konserwatywnemu myśleniu o tym, że na przykład się reprodukujemy, bo mamy informację zapisaną w DNA, że jest jakakolwiek ewolucja, że pozbywamy się części DNA, które wydaje się już nieużyteczne albo coś takiego na rzecz tego DNA, które jest silniejsze. Tu wrócę troszkę do eksperymentu, który zrobiono z tymi silniejszymi i słabszymi osobnikami, bo to jest fascynujące. To jest jeden z takich mitów cywilizacyjnych, w których się nas wszystkich wychowuje.
I wszyscy jesteśmy troszkę głupi, i czasami robimy ten błąd, bo próbujemy odbudować ten eksperyment w rzeczywistości. I tak to się dzieje, że sprawy idą w złym kierunku. To jest ten mit o tym, że silniejszy zawsze wygrywa i że generalnie silniejszy ma większe tendencje do przetrwania, że im większy, ładniejszy, bystrzejszy i tak dalej, to generalnie będzie lepiej. Jak się okazuje, jest zupełnie odwrotnie. Bo ta teoria, która mówi o tym, że jest dobór naturalny, czyli darwinowska teoria, zakłada to, że wszystkie kiepskie osobniki muszą wymrzeć z powodu swojej głupoty i niedostosowanie się do systemu, natomiast tylko te, które się dostosowały, czyli te mądre, przetrwają i stworzą jeszcze bardziej zaawansowane, bardziej rozwinięte. Co się okazuje? Teoria pola dotyczy jeszcze, właściwie nie tyle jeszcze, ile głównie dotyczy przesyłu informacji. Bo czym jest to coś, co dociera do DNA? Czym jest to coś, co dociera do przeciętego embriona? Czym jest to coś, co dociera do DNA muszek, kiedy się traktuje eterem albo jakąś dziwną substancją, że im rośnie dodatkowa ilość skrzydeł?
Jest to informacja, najzwyczajniej w świecie informacja. Ta informacja nie wiemy, jak szeroka, jak potężna jest ta informacja. Nie znamy w ogóle spektrum tej informacji. Nie za bardzo wiemy, jak to nawet badać. Wiemy tylko, że jest, bo widzimy, że ona rezonuje z naszą rzeczywistością i to bardzo mocno, na każdym możliwym poziomie. I co z tym zarządzaniem, z tymi kryształami? Nie z kryształami, przepraszam bardzo. Z tym silniejszym i słabszym. Z tymi muszkami jeszcze tu ostatni raz wrócę do tych muszek dzisiaj. Wysegregowano muszki te, które były kiepskie, te, które miały słabe wyniki w osobnym słoiku, a te, które miały świetne wyniki w osobnym słoiku.
I co się okazuje? Okazuje się, że te, które mają kiepskie wyniki, wcale nie umierają, tylko z czasem mądrzeją. I ten eksperyment przerzucono na szczury, bo szczury mają inteligencję, łatwo zbadać, bo biegają, ruszają się. Może nie gadają z nami, ale łatwiej skumać, o co w tym wszystkim chodzi. Eksperyment polegał na tym, że był labirynt, który się zatapiał, tak że szczury pływając właściwie w wodzie pod presją czasu musiały znaleźć wyjście z labiryntu. Wpuszczano pierwsze szczury i te, które przeszły najlepiej, te są najsilniejszymi osobnikami. I wyselekcjonowano grupę najsprytniejszych, najbardziej dziarskich i radzących sobie szczurów. A te, które sobie nie radziły w tym labiryncie, zostały potraktowane jako oddzielona, jako osobna grupa. Oczywiście wszystkie te szczury wpuszczano do labiryntu dokładnie w tym samym momencie czasu. Tak że tutaj nie było czegoś takiego, że jedne po drugim.
To jest bardzo ważne, o czym wam powiem później. Jeżeli ktoś z was jest na studiach, to będziecie mieli dobry tip. Być może po dzisiejszej audycji dowiecie się pewien trik. Może uda wam się zdać więcej egzaminów niż mniej. I co z tymi szczurami? Oczywiście okazało się, że te szczury, które były głupsze, zaczynają mądrzeć przez doświadczenia tamtych szczurów, które są mądrzejsze. Przynajmniej na to wygląda. Nie ma innego wytłumaczenia. Oczywiście wielu ludzi chciałoby powiedzieć, że to jakiś przypadek losu i tak dalej, ale w rzeczywistości te głupie szczury wcale nie zginęły później, bo kiedy powtórzono próbę i wrzucono te wszystkie głupie szczury jeszcze raz do tego eksperymentu, żeby się wydostały z tego zatapiającego się labiryntu, okazało się, że miały rewelacyjny wynik i z czasem ten wynik jest coraz lepszy. I żeby było zabawniej, to jest słynny eksperyment, który się w ostatnim roku pojawił.
Też powtarzany, bo eksperyment wcale nie jest nowy. Robiono go prawie 10 lat temu, ale powtórzono eksperyment ze szczurami, które na przykład w Londynie pokonywały labirynt i szczurami w Nowym Jorku, które pokonywały dokładnie ten sam labirynt. Co się okazało? Kiedy wpuszcza się szczury naraz w Nowym Jorku i Londynie do tego samego labiryntu, pokonują go mniej więcej w tym samym czasie. Kiedy natomiast wpuszcza się szczury w Londynie wcześniej do tego labiryntu, one pokonują ten labirynt. Następnie, kiedy skończą swoją robotę, wpuszcza się kolejne szczury w Nowym Jorku. Okazuje się, że szczury w Nowym Jorku z niewiadomych przyczyn dokładnie wiedzą, jak sobie radzić w tym labiryncie, chociaż są tam po raz pierwszy. Wygląda na to, że informacja dotarła od tamtych szczurów pierwszych. Po prostu nie ma innej opcji. To jest jedyne możliwe tłumaczenie.
Tutaj się kłania taki klasyczny zwrot w nauce: brzytwa Ockhama. Fenomen. Jest masa takich eksperymentów. Nie tylko szczury. Jeżeli ktoś z was lubi oglądać duże zgrupowania ptaków, to jest dokładnie ta sama historia. To jest coś, co przeczy bardzo konserwatywnemu podejściu do życia i do patrzenia na rzeczywistość, że myślimy, że są liderzy, że musimy się kogoś słuchać i tak dalej. Nam się na przykład opowiada, że tak jest w naturze. Nie, w naturze w ogóle nie ma liderów i każdy, kto aktualnie zajmuje się badaniem natury, doskonale o tym wie. Nie ma takiego pojęcia jak lider. Nie ma pojęcia kogoś, kto za nas wie lepiej i za nas wie, jak się lepiej wysrać albo wysikać i lepiej najeść.
Nie ma kogoś takiego, kto lepiej za nas pomyśli. Oczywiście wszystkie teorie na temat, że jest jakiś przywódca i tak dalej. Są silniejsze jednostki, które są bardziej widoczne, w cudzysłowie my to nazywamy przywódcami stad i tak dalej. Tak naprawdę nie znamy do końca roli, które zwierzaki odgrywają w swoich społeczeństwach. Nie mamy bladego pojęcia na ten temat. Jest to czysta spekulacja, ale jedno wiemy na pewno. Nie jest to kwestia tak zwanego leadershipu, czyli tego, że ktoś jest na górze, ktoś na dole i piramidy Maslowa, że idzie rozkaz z góry. Sprawdzano to na dużych zgrupowaniach ptaków, gdzie one się nagle podrywają i parę tysięcy ptaków, takie chmury gigantyczne krążą na niebie i nagle zmieniają kierunek i tak dalej. Bo jeżeli jest lider, to musiałby być jeden ptak, który leci na początku tej całej brygady, który nadaje kierunek i to on kierunkuje to wszystko i zmienia i ustawia lot w konkretną stronę. I próbowano złapać w każdej z tych gigantycznych mgławic ptaków owego lidera.
Okazuje się, że lidera nie ma. Absolutnie żadnego. Sprawdzano to na wiele sposobów. Na przykład sprawdzano reakcję czysto elektrochemiczną w ludzkim organizmie. Bo pierwsza teza była taka, że my nie widzimy tego lidera, bo lider wysyła niewidoczne sygnały. Widoczne tylko dla ptaków na poziomie systemu nerwowego tylko i wyłącznie ptaków. Końcówkami skrzydeł do następnego ptaka. My tego nie widzimy, ale ten sygnał jest przekazywany w okamgnieniu i dzięki temu taka duża mgławica na niebie idealnie zmienia kierunek w ciągu ułamka sekundy. Spoliczono tak zwany delay, czyli opóźnienie tej informacji. Kto z was złapał kiedyś zbyt gorącą rzecz do ręki, na przykład gorącą patelnię, gorącą szklankę, taką wrzącą?
I jest ten moment, kiedy łapiecie coś gorącego do ręki i zanim jeszcze przyjdzie refleksja, to jest taki ułamek sekundy, prawda? Ten ułamek sekundy w naszym systemie nerwowym, w systemie nerwowym każdej istoty żywej na tym świecie jest dokładnie taki sam. Ta informacja z naszej ręki, z końcówek nerwowych musi powędrować do naszego, to się nazywa po angielsku visual cortex. To jest centralna część mózgu. Później musi się przedostać przefiltrowany do płata czołowego, następnie z płata czołowego musi dostać z powrotem do tego centrum mózgu, następnie trafić do układu nerwowego, czyli pójść w kręgosłup i wrócić z powrotem do nerwu. Dzięki temu robimy: „Aaa!” i puszczamy to gorące coś na podłogę z hukiem. Dokładnie tak to wygląda. Dzięki temu mamy oparzoną rękę. Prosty mechanizm, prawda? Sprawdzano dokładnie to, jaki jest delay u ptaków.
Delay u ptaków jest zero przecinek ileś tam sekundy, 0,5 czy 3. Jakoś tak. Zależy oczywiście od gatunku ptaków i tak dalej. Zależy od kondycji ptaków psychofizycznej, czy długo leciały, czy krótko, ale generalnie jest delay. I ten delay zawsze wynosi w okolicach pół sekundy. Jakoś tak. Tak należy liczyć. To jest czas na reakcję w mięśniach. Przynajmniej jeżeli się komunikujemy w ten sposób. Innej opcji nie ma.
Jeżeli ta teoria oczywiście miałaby rację bytu. I sprawdzono. I okazuje się, kiedy się przemnoży taki delay zachowawczy u każdego ptaka i się doda, czyli na przykład mgławica składa się z 5000 ptaków i się teraz doda każdy ten ułamek sekundy razy 5000 do siebie na kupę, to wychodzi na to, że właściwie w połowie gdzieś ta ławica powinna się gdzieś załamać. Powinniśmy widzieć taki klasyczny efekt na niebie, jak na przykład defilada wojskowa. Wszyscy powinni się zatrzymać tylko po to, żeby ci na rogu mogli skręcić, bo jeżeli tamci polecą do przodu, to wszyscy wpadną na siebie. Nie ma czegoś takiego. Okazuje się, że nie ma, że ten impuls w ogóle nie jest wysyłany. Wszystkie ptaki reagują dokładnie w tym samym momencie, dokładnie w tej samej sekundzie. Fenomen. Oczywiście, że fenomen i to kompletnie nie do wyjaśnienia.
Fenomen jak fenomen. Jest do wyjaśnienia, bo można jedynie stwierdzić, że jest to informacja, która gdzieś tam sobie pomyka w tak zwanym polu morfogenetycznym owych ptaków. I one mają zbudowane bardzo mocne pole morfogenetyczne razem, dzięki czemu tworzą coś w rodzaju jednego wielkiego, dużego organizmu, w którym prawdopodobnie odczuwają wszystkie te rzeczy natychmiast. Takie jak zmiany wiatru, zmiany grawitacji, zmiany pola elektrograwitacyjnego i tak dalej. Nie ma to nic wspólnego z żadnym liderem, z żadnym przekazywaniem informacji. To jest coś, co odbieramy z pola automatycznie, tak jak nasze DNA, kiedy się zaczyna konstruować. Człowiek nie konstruuje się. My jesteśmy najlepszym przykładem, bo nie składamy się tak jak maszyna do kupy, tylko jak się rodzimy, to już z dwoma rękami, dwoma nogami, dwoma oczami. To nie jest tak, że wpierw wyrasta jedna ręka, później druga, tak jak zegarek się składa do kupy. Tak, jak chcieliby to widzieć biolodzy molekularni, którzy uparcie twierdzą, że tak to wygląda.
Przy czym dalej nie udało im się nic zrobić z tym wszystkim, bo dalej się okazuje, że nawet nie potrafią ludzkiego DNA rozkodować, bo im zniknęło 80% ludzkiego DNA, zostało tylko 20. I nie wiedzą co z tym zrobić. Mamy 23 000 sekwencji genów, a powinni mieć 180 parę. To są paradoksy współczesnej nauki, która twierdzi, że cokolwiek zrozumiała, że jest w stanie nam wyjaśnić rzeczywistość, a tak naprawdę nic nie wiedzą. Nic, absolutnie. À propos tych egzaminów. Chciałem wam powiedzieć, jak zdawać egzaminy. Słuchajcie, wykorzystajcie tą sztuczkę. Ta sztuczka jest wykorzystywana w Anglii przez jeden uniwersytet. Oni doskonale wiedzą o tej teorii i zaczynają egzamin troszeczkę później niż inne uczelnie.
Dzięki temu mają wyższe wyniki, bo wiadomo, że ta informacja, to trochę jak z tymi szczurami, że jeżeli jest informacja i ona zostanie załadowana w pole morfogenetyczne, to ta informacja już tam jest. Czyli jeżeli ktoś ma dobrze ustawioną antenę, dobrze wyregulowany mózg, jest z tego samego gatunku i tak dalej, powinien bardzo szybko, podświadomie, bez żadnych logicznych perturbacji odebrać tą informację. Klasyczny numer z egzaminami. Zbadano, robiono eksperymenty. To nie jest wymyślone. Robiono eksperymenty jak wyglądają egzaminy na uczelniach. Kiedy zbadano dwie uczelnie, to okazuje się, że ta uczelnia, w której egzaminy są pierwsze, czyli o godzinę wcześniej się zaczynają, ilość tak zwanych trafień jest o wiele mniejsza niż w tej uczelni, w której egzaminy zaczynają się o godzinę później od tamtej. Wygląda na to, że rozwiązane wyniki z pierwszego egzaminu wspierają, docierają po tym polu morfogenetycznym, ponieważ ono jest, jak twierdzą co poniektórzy, dynamiczne. Ja też tak myślę, że jest dynamiczne i generalnie w ten sposób uniwersytet ma zawsze lepsze wyniki. Robi się takie rzeczy i oni wiedzą o tym.
Nikt nie jest w stanie, nikt nie chce o tym głośno mówić, bo to troszeczkę tak we współczesnej nauce, jak bez molekuły, bez atomu, bez teorii Einsteina, bez tych bzdur. Jak to może być nauką, skoro my wierzymy w Einsteina jak w religię, prawda? Bo to jest współczesna religia. Okazuje się, że jednak tak. Robiono masę eksperymentów. Eksperymenty gdzieś przez całą Anglię, i w Szkocji, i w Anglii z tymi grupami, które się uczą. Zasada jest prosta. Jeżeli chcecie zdać egzamin i wiecie, że to jest egzamin, który wszyscy zdają, że to jest taka sama pula pytań, to poczekajcie troszeczkę, niech inni zdadzą przed wami. Nie musicie znać odpowiedzi, a ta informacja już będzie załadowana do pola morfogenetycznego i wasza skuteczność w rozwiązywaniu tego zadania będzie o wiele większa niż ludzi, którzy nie mieli dostępu do tej informacji. Bo jak się okazuje ta informacja gdzieś ląduje, gdzieś zamieszkuje i po prostu jest.
Takie eksperymenty były robione w Amsterdamie, na uniwersytecie w Amsterdamie, były robione na Cambridge, dalej są robione na Cambridge i kilku innych uniwersytetach. Już nie będę was zanudzał. Ciekawe, prawda? Ciekawe. Pamiętajcie o tym, że nie bądźcie pierwsi z odpowiedziami na pytania. Po prostu poczekajcie. Nie musicie znać odpowiedzi, ale nie bądźcie pierwsi. Przypuśćcie tych, którzy się śpieszą przodem, a wy pójdźcie na egzamin drugiego dnia. To wszystko. Tak czy siak, macie większe szanse i naprawdę w numerach szanse rosną od 20, 30% do góry.
20, 30% w nauce to jest tak potężny wynik, że to nie jest do zanegowania przez nikogo. Błąd naukowy taki, że można mówić, że coś tam nie albo tak, że przypadek to jest w okolicach 3%, a tu mówimy o czymś, co jest 30, 40%. Także nie jest to żaden błąd, nie jest to żadna anomalia. Jest to coś, co jest fundamentalną zasadą. To, co mówił Faraday, że pole jest fundamentem dla całej natury, niewidoczną strukturą w kosmosie. Dokładnie to mówił Faraday jakieś 200 lat temu. I właściwie wróciliśmy do tego momentu, bo Faradaya zanegowano, kiedy Einstein wysunął swoją teorię, że każda materia jest efektem i nie współpracuje z niczym. Materia tylko jest materią. Okazuje się, że absolutnie nie ma z tym nic wspólnego. Podobne egzaminy robiono z testem IQ.
Nie wiem, czy mądrzejemy, ale im więcej ludzi robi test IQ, tym wszyscy są mądrzejsi, jak się okazuje. Taka jest zasada. Jeszcze robiono te eksperymenty ze szczurami pomiędzy Edinburghiem i Sydney, żeby tą odległość ze szczurami zrobić jeszcze większą. I tam też była ta sama historia. Okazuje się, że szczury głupie stają się coraz mądrzejsze i kiedy sprawdzono ich DNA, to się okazało, że nie ma żadnych anomalii zmian w DNA, że one wcale nie ewoluowały. To nie jest tak, jak Darwin sobie myślał, że to się ewoluuje, że część naszego DNA nagle stwierdzi, że jest kompletnie niepotrzebna i wyrzuci się do śmieci, a zostanie tylko taka, która się reprodukuje z mięśniami, że tak powiem. Nie ma czegoś takiego. To jest absolutnie głupota. To jest fenomen. To są jakieś współczesne bajki, z których zrobiono naukę akademicką.
Fenomen. Jest masa eksperymentów, które obalają tą szarlatanerię, której się uczy teraz na uniwersytetach. Podam wszystkie te eksperymenty. To co? Zanim dalej będę opowiadał i dokończą historię z tym polem morfogenetycznym i co się z tym wiąże, to jakąś muzyczkę, moi drodzy. Jak zwykle muszę rzucić okiem na listę. Słuchajcie, tak to jest. Człowiek pracuje z papierem. Człowiek nie jest przyzwyczajony do szybkich zmian. Nie mam człowieka za szybą, któremu mógłbym powiedzieć, zrobić taki gest, jak z reguły w radiach się robi, z przymrużeniem oka i palcem wskazującym.
Wchodzimy i bez słowa nagle włącza się muzyczka. Nie. Tak jeszcze nie ma. Może pewnego dnia będzie. A ja przypominam, że wyście wspierali audycję „Hiperprzestrzeń” i Radio Na Fali i słuchacie w ogóle Radia Na Fali oraz Radia Paranormalium, w którym jest retransmitowana „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek i czas najwyższy, żebyśmy posłuchali jakiejś fajnej muzyki. Dokładnie, Beastie Boys, proszę państwa. A my? A my jesteśmy w lesie i słuchamy. Nie słuchamy.
To jest „Hiperprzestrzeń”. Słuchajcie, to jest „Hiperprzestrzeń”, prawdziwe pole morfogenetyczne. This is the real one. A ja mam na imię Tomek, a wy słuchacie Radia Na Fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium, a dzisiaj „Hiperprzestrzeń”. Powrót do starego tematu pola morfogenetycznego. Jak to w ogóle działa? Właściwie nie jest to już teoria. Jest to po prostu nauka w dzisiejszych czasach. Oczywiście wielu nie chce tego zaakceptować. Uniwersytety nie chcą o tym mówić, bo to się kłóci z tym, co ta szarlataneria uznaje za naukę tak zwyczajnie.
I tysiące ludzi napisało gigantyczne prace doktorskie na tematy, o których nie mają bladego pojęcia, łącznie na przykład z teorią Einsteina, łącznie z teorią czarnych dziur, łącznie z całą sprawą związaną ze współczesną nauką. Co tu dużo mówić. Molekularną, jak to się mówi, która się okazała kompletnym wypałem, kompletnym bankructwem. Taka jest prawda. A o tym jest w „Hiperprzestrzeni”, która jest poświęcona, zdaje się, badaniu DNA. Tam jest o Craigu, o tym, jak to DNA wyparowało, jak się okazało, jak się nie udało. Wracając do eksperymentu, bo to moje ulubione opowieści, które możecie sobie zrobić w domu. À propos jeszcze dzikich zwierzaków. Wilki są świetnym przykładem na to. Wilki mają gigantycznie potężne pole morfogenetyczne.
To jest fenomen. To są zwierzaki, które uważamy za odludków. Generalnie wilki nie żyją za bardzo w stadach. Wilki mają swoje bardzo duże rejony, gdzie same sobie pojedynczo kursują. To są samotniki. Samotnie polują. Zresztą dlatego Niemcy nazwali U-Booty stadami wilków. Że takie rozproszone, że tam jest 20 wilków na gigantycznym obszarze, którego nie jesteśmy w stanie skumać. Ale to jest stado. My nawet o tym nie wiemy, ale to jest stado.
I kiedy nadchodzi czas polowania, to jest fenomen. Te wilki niezależnie od tego, ile kilometrów są od siebie, nagle wyczuwają, że jest czas polowań i się schodzą razem w grupę i robią duże polowanie. To jest jeden z takich fenomenów, których nikt nie jest w stanie absolutnie wyjaśnić. Oczywiście są jakieś teorie na ten temat, że zwierzę ma to w genach zapisane. Jak w genach zapisane, człowieku? Gdzie ty w genach masz to zapisane? Pokaż mi to. Dokładnie. Nie ma czegoś takiego. À propos tych wszystkich eksperymentów, to najlepszy numer jest, jak zacząłem robić badania w Londynie, to za przedmiot eksperymentu posłużyły wyniki zgłoszeń telefonicznych do weterynarzy, szczególnie właścicieli kotów.
Bo właściciele kotów czasami muszą pójść do weterynarza z tym zwierzakiem, a koty mają to do siebie, że są leniwe, wredne i sympatyczne, ale nie lubią weterynarzy. Z reguły nie lubią. W ogóle nie lubią wychodzić z domu i tak dalej. Koty po prostu mają swój świat i nie lubią, jak ktoś się do niego wbija. Co się dzieje? W momencie, kiedy jest bookowana wizyta u lekarza i właściciel na przykład tego kota wraca z pracy, żeby go zabrać do lekarza, żeby coś tam sprawdził, czy kotek jest okej, czy nie jest okej. Kotek się chowa w domu i ciężko kotka znaleźć. Generalnie wszyscy, którzy pracują w klinikach dla zwierzaków, doskonale wiedzą, że jeżeli jest tak zwany appointment. Jak to się po polsku nazywa? Jak ktoś ma wizytę umówioną z kotem, to z reguły jest 70, 60% na to, że zadzwoni w ostatniej sekundzie i powie, że przekłada wizytę na jutro, bo kot się właśnie schował i nie jest w stanie znaleźć kota.
I to jest normalna, klasyczna rzecz. Koty po prostu wiedzą od razu, że czeka je załadowanie do klatki i wizyta na drugim końcu miasta albo coś w tym stylu i bardzo tego nie lubią i automatycznie się chowają. Nikt nie ma szans, żeby takiego kota złapać. I to jest fenomen takiej sytuacji. Kolejna rzecz to oczywiście eksperyment z psem. Słynny eksperyment, który zrobiono w Anglii. Właśnie jest film na ten temat dokumentalny. To właściwie jest eksperyment Ruperta Sheldrake'a, gdzie pokazał, jak to pole morfogenetyczne działa w niesamowity sposób pomiędzy psem a właścicielem psa. Właścicielka psa pojechała sobie na drugi koniec miasta. Pies zostaje w domu.
Oczywiście wszystko jest kręcone kamerami, cały czas wszystko jest nagrywane. I co się okazuje? Kiedy właścicielka psa podejmuje decyzję o powrocie do domu, gdzieś tam na drugim końcu miasta się okazuje, że pies dokładnie w tym samym momencie podbiega do drzwi. Chociaż ta właścicielka dopiero będzie w domu za godzinę, bo musi stąd doczeć. Ale moment podjęcia decyzji jest sczytywany przez psa idealnie. Nasze pupile, które mieszkają z nami, doskonale wiedzą, doskonale to sczytują. Rozmowa odbywa się bez słów. To jest ten słynny termin, że rozmowa bez słów. Słuchajcie, jeżeli ludzie się znają, pary, związki od paru lat, to jest dokładnie ten sam syndrom. Ludzie się spojrzą na siebie i nagle się okazuje, że mają tą samą myśl w głowie.
Nie muszą tego tłumaczyć, nie muszą tego sprawdzać. Po prostu wiedzą, że tak jest. Telepatia normalna. Telepatia. My to nazywamy telepatią. W rzeczywistości okazuje się, że jest to normalna forma komunikacji. My to nazywamy fenomenem, ale właściwie cały świat naturalny się komunikuje w ten sposób. Jedno z ostatnich badań, o czym nie mówiłem wtedy w „Hiperprzestrzeni”, to jest bardzo intrygujące. Eksperyment, który zrobiono, nie pamiętam, kto go zrobił. Gdzieś w Stanach.
Chodzi o zachowanie się drzew, dużych ekosystemów. Sprawdzano poziom szumu i się okazuje, że las, który jest niszczony, wydziela inny dźwięk. Powiem wam mechanizm. Brzmi to niesamowicie. To jest coś, czego Darwin się nie spodziewał i wielu innych. Wielu w ogóle nie chce nawet tego słyszeć. Okazuje się, że kiedy ścinamy drzewa, coś się zmienia w polu elektrograwitacyjnym i ta informacja przechodzi do następnego drzewa. Normalnie drzewo szumi, bo szumi po prostu. Jak weźmiecie listek z takiego drzewa pod mikroskop, to zobaczycie, że na nim są kropelki wody i kropelki żywicy. I każdy dźwięk, każdy wiatr, każde załamanie, wszystkie patyczki, które o siebie uderzają, to jest rezonans.
I ten rezonans jest filtrowany. Las jest naturalnym filtrem konkretnej częstotliwości. Jeżeli jest taki, a nie inny poziom substancji oleistych w drzewie, a dokładnie w liściach tego drzewa i taki, a nie inny poziom wilgotności, to dźwięk będzie taki, a nie inny. Najprościej tłumacząc, weźcie sobie kawałek drewna, zamoczcie w wodzie na parę godzin, wyciągnijcie i popukajcie w niego kijem i usłyszycie, że on będzie inaczej brzmiał niż taki sam kawałek drewna, który jest kompletnie suchy. To jest ta różnica w brzmieniu. Ta różnica w rezonansie. Każdy może to usłyszeć. Nie są to żadne czary-mary. Nauka naprawdę jest bardzo prosta. To, że ludzie współcześni, naukowcy mówią, że nauka jest skomplikowana, to jest bzdura.
Naprawdę, to jest wszystko bardzo banalnie, wręcz trywialnie proste. Nie trzeba wielkich dyplomów do tego, żeby to zrozumieć. Okazuje się, że las generuje specyficzną częstotliwość przez te wszystkie uderzenia, przez ten rezonans liści, jeszcze ten wiatr i tak dalej. Nikt nie jest w stanie tego opisać, bo ten model jest zbyt złożony, żebyśmy mogli to złapać. Generalnie jest to pole morfogenetyczne lasu i ono generuje konkretną częstotliwość dźwiękową, którą można sobie nagrać i sprawdzić. I co się okazuje? Kiedy się ścina las, kiedy się traktuje las bardzo źle, kiedy się truje glebę w lesie, las zaczyna inaczej brzmieć. Zmienia się częstotliwość lasu. Kto pamięta stare bajki o tym, że to jest zły las? Stare słowiańskie legendarne bajki o tym, że zawsze w lesie jest jakiś kawałek miejsca, w którym po szumie się rozpoznaje, że coś jest nie tak, że ktoś szedł przez las i nagle słyszy, że ten las brzmi dziwnie, podejrzanie.
Słynne legendy o tym, prawda? Na pewno kojarzycie to z dzieciństwa. Okazuje się, że to nie jest absolutnie bajka. Tak jest. Okazuje się, że chory las wydziela z siebie coś w rodzaju wołania o pomoc. I że las, który jest wycinany, robi dokładnie to samo. To jest coś, czego w ogóle się nie spodziewaliśmy. I to jest ta informacja, którą drzewa przekazują w formie fali, eteru. Przez ten eter. To jest po prostu pole morfogenetyczne drzew.
Dokładnie. Jest gigantyczne pole morfogenetyczne grzybów, które też potrafią robić tego typu rzeczy. Jest gigantyczna grzybnia w którymś ze Stanów, która ciągnie się przez pasm ogółu. Jest to prawdopodobnie, przynajmniej z odkrytych rzeczy aktualnie największa grzybnia na świecie jako jeden żyjący nieustannie cały czas potężny organizm. I ta grzybnia w dziwny sposób się komunikuje. Grzyby dokładnie zaczynają rosnąć w tym samym momencie na końcu tego lasu i na początku tego lasa. A mówimy o obszarze tysięcy hektarów. To nie jest tak, że one wysyłają informację. Ta informacja to jest list, który do skrzynki wrzucamy. Później listonosz wsiada na rower, zawozi na drugi koniec lasu, wręcza grzybowi, mówi: „Stary, możesz teraz rosnąć”.
Nie, nie ma czegoś takiego. One automatycznie dostają dokładnie w tej samej sekundzie informację. Dokładnie tak samo są informowane. Fenomen, proszę państwa, fenomen. Nikt nie jest w stanie tego absolutnie wyjaśnić. W sensie jeżeli chodzi o klasyczną, konserwatywną naukę. A jeżeli wrócimy do tych wszystkich prac Tesli, do tych wszystkich Maxwelli, do tych wszystkich Faradayi, to się okazuje, że wszystkie te historie tak naprawdę, przynajmniej w ich opisie rzeczywistości, dokładnie na tym się opierają. Na tym, że funkcjonujemy w czymś, co jest gigantycznym polem morfogenetycznym, że tam są zapisywane informacje i właściwie wszystko, cokolwiek robimy, zapisuje się dokładnie w tym polu. Nie ma w ogóle żadnej dyskusji na ten temat. Jednego z takich odkryć na ten temat dokonał Carl Gustav Jung, który opisał coś takiego jak zbiorowa świadomość.
To był początek tego wszystkiego, bo właściwie nikt nie wiedział wtedy, jak za bardzo to ugryźć. Można powiedzieć, że Jung był jednym z pionierów tego wszystkiego. Odkrył początek tego wszystkiego. Jest jeszcze kwestia tego, że taka fala się dokładnie rozchodzi w kosmosie. To udowodnił z kolei rosyjski naukowiec, który się nazywa Morozov. To są słynne eksperymenty z kosmonautami, którzy siedząc na stacji orbitalnej ze specjalnymi kartami, które miały specjalne znaczki, wysyłali sygnały myślą, informacje myślą do ludzi na Ziemi, a zadaniem tych ludzi na Ziemi było odgadnąć, jakie karty mają przed sobą ludzie na stacji orbitalnej. Okazuje się, że skuteczność trafień jest w okolicach ponad 50%, jakieś 70%. Czyli generalnie nie jest to przypadek. Co to jest? Bo mówię 50%, 70%, 30%.
Ludzie nie do końca kumają, na czym polega nauka. Na przykład jest taki mit. Tu na czacie się przez chwilę pojawiła taka informacja, że musi być na przykład 50 na 50, wtedy informacja jest sprawdzalna. Nie, to jest bzdura. Generalnie chodzi o prawdopodobieństwo zdarzenia. Czyli generalnie musi zaistnieć prawdopodobieństwo tego, że pewna sytuacja zaistnieje. Czyli jeżeli biorę zegarek, który się składa ze 100 elementów, rozkręcam go na te 100 elementów, wrzucam do dużej betoniarki, mielę to wszystko przez parę godzin, następnie wysypuję to wszystko do jednego worka To jeżeli na przykład 30% oznacza to, że 30% tego zegarka powinno się automatycznie złożyć samo z siebie. Tak po prostu. Po wysypaniu do worka powinienem wyciągnąć 30% tego zegarka. Część zębatych zostanie na zewnątrz, ale te 30% będzie złożone.
Fenomen, prawda? Klasyczna fizyka uważa, że nie wie, co ci ludzie robią. Czasami się zastanawiam, co robią ci klasyczni fizycy, ci, którzy studiują te czarne dziury i tak dalej. Co oni robią poza pobieraniem grantów? Właściwie to jest tylko i wyłącznie pobieranie grantów i szerzenie kompletnie szarlatanerii. To jest tak, jak na przykład twierdzenie, że Słońce jest gwiazdą atomową i że tam jest nieustająca reakcja jądrowa. Przecież to jest bullshit. Przecież doskonale o tym wiedzą, że tak nie jest, bo ten model po prostu jest zupełnie inny. Ale zostawmy te rzeczy ze Słońcem. Będzie hiperprzestrzeń poświęcona prądowi, bo to jest fenomen.
Bo pole elektrograwitacyjne ma prawdopodobnie bardzo dużo wspólnego z polem morfogenetycznym. Przynajmniej wielu ludzi mówi, że są to bardzo tożsame sprawy. Jeżeli się cofniemy do Tesli, do tych wszystkich wynalazców, to ciągle słyszymy tą samą historię o tym, że musi być jakaś fala, że musi być jakaś struktura, że żyjemy w jakiejś strukturze, bo następuje tak zwana propagacja, czyli rozchodzenie się informacji. Przy czym jest jeszcze zabawniej. Właściwie nie tyle, że informacja się rozchodzi, czyli informacja istnieje cały czas. Jeżeli zaistnieje jedna informacja, to automatycznie w drugim miejscu pojawi się druga. I tu przechodzimy z pola morfogenetycznego do teorii kwantowej. Czyli jeżeli coś się pojawi raz, to automatycznie pojawia się po raz drugi dokładnie w tej samej sekundzie. Czyli w rzeczywistości gdzieś pomiędzy nami, tym światem a naszym wyobrażeniem o tym świecie przede wszystkim jest coś za szybą. To coś za szybą to jest dokładnie zduplikowana rzeczywistość.
Robiono eksperymenty, proszę państwa, właśnie z DNA. Rozdzielano DNA na takim poziomie, że ono już powinno się zepsuć i przestać działać. Okazuje się, że rozdzielone DNA dalej sobie wysyła informacje, dalej potrafi się duplikować, dalej potrafi się powielać. Oczywiście w konkretnych warunkach. Jeżeli się zapewni dostęp do tej informacji dla DNA. Działa. Fenomen. Nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić. Wszyscy mówią, że silniejszy wygrywa, słabszy przegrywa i takie wszystkie tego typu historie. Tu się nagle okazuje, że w ogóle biologia i taka naprawdę prawdziwa nauka, a nie szarlataneria z uniwersytetów, twierdzą coś zupełnie odwrotnego.
Że właśnie nasza cywilizacja postawiła na kompletną szarlatanerię. Żyjemy w wiekach kompletnie ciemnych. Jak się okazało, ostatnie 100 lat to było szaleństwo z atomem i szukanie jak rozbić atom. A tu jest zupełnie co innego. Tu jest jakaś struktura, w której wszyscy żyjemy i ta struktura jest czymś w rodzaju gigantycznej biblioteki, do której wrzucamy informacje. Telepatia jest czymś normalnym dla nas. Nie możemy z niej korzystać do końca, bo żyjemy w troszkę toksycznym świecie i mamy zakłócony odbiór tych informacji telepatycznych. Zwierzęta tego nie mają. Rośliny w ogóle tego nie mają. Tylko my mamy jakiś taki filtr, który nam troszkę przeszkadza.
Ale to też kwestia jedzenia, które zjadam, kwestia sposobu życia, tego, jak traktujemy własną głowę, kwestia dogmatów, w które wierzymy. Kwestia wielu rzeczy. Rośliny i zwierzaki tego problemu nie mają, bo one właściwie nie zastanawiają się nad tym, jak skonstruowany jest świat i nie przydzielają sobie orderów w nagrodę za to, że ktoś wymyślił fajniejszy pomysł na to, jak skonstruowany jest świat w postaci dyplomu na przykład albo granta finansowego i tak dalej. Lepszego stylu życia, tudzież cokolwiek za tym idzie. W roślinach tego nie ma. Zwierzęta też nie mają tego problemu. One po prostu funkcjonują w tym świecie, który jest. My natomiast staramy się na siłę wyskoczyć z tego świata, jakby zabić całą telepatię w nas, doprowadzić do sytuacji, że już tylko będzie wyłącznie materia. I też jest bardzo ciekawy eksperyment, który jest bardzo dużo mówiący dla wszystkich miłośników teorii Einsteina. Bardzo głupawej zresztą.
Bo właśnie on twierdził, że materia jest bardziej fundamentalna od pola. Czyli jeżeli mamy reaktor jądrowy i w środku reaktora mamy promieniotwórczą substancję, i według Einsteina, za jego równaniem twierdząc, że materia, która jest w środku reaktora, jest fundamentem niezależnym od pola, wszystko byłoby okej. Tylko że problem polega na tym, że kiedy bada się ludzi dookoła reaktora, którzy tam mieszkają, żyją — nie dookoła tylko jednego, dookoła wielu — i bada się też licznikiem Geigera poziom radiacji w powietrzu, się okazuje, że poziom radiacji dookoła takiego normalnego reaktora, nie mówię o jakichś patologiach, nie istnieje, bo reaktor jest tak izolowany, że nie ma prawa nic promieniować na zewnątrz. Czyli promieniowania nie widzi żadna maszyna i nie ma promieniowania. Ale ludzie zapadają na choroby popromienne. Ludzie mieszkający dookoła reaktorów. Dokładnie. Badania robiono przez 50 lat. Robiła je amerykańska specjalna placówka rządowa, która jest do spraw atomistyki, tak to się nazywa. Byli badani, bo od 50 lat wszyscy ludzie, którzy mieszkają dookoła reaktorów jądrowych, są monitorowani, ich stan zdrowia jest monitorowany.
No i co się okazuje? Że świat ma naturę kwantową. Einstein był naprawdę idiotą. A przepisywał prace, w których nawet Maxwell pisze mu, że wszystko jest kwantowe. Nawet Faraday to pisze. Opis klatki Faradaya. O czym mówi? O tym, że następuje tak zwany discharge, czyli rozładowanie energii i stąd się biorą pioruny i tak dalej. Jeżeli następuje wyładowanie, to jest zjawisko kwantowe. O tym więcej powiem później przy hiperprzestrzeni.
Nie będę was tu zanudzał taką ... że tak powiem tesląską elektryką. Ale okazuje się, że fundamenty świata stoją zupełnie gdzie indziej. Na pewno nie jest to Einstein. Einstein nie miał o tym bladego pojęcia, bo ci ludzie dookoła reaktorów mają wszystkie choroby popromienne. I jak to wytłumaczyć tą teorią Einsteina? Przecież nie powinno tak być, bo skoro materia jest fundamentalna, to w jaki sposób ci ludzie mają się zarazić czymś? Przecież to jest niemożliwe fizycznie. W ogóle nie powinno się zdarzyć. Tak samo jak ptaki nie powinny skręcić w powietrzu, tak samo jak wilki nie powinny się nigdy znaleźć na wspólnym polowaniu w lesie.
Tak samo jak kot nie powinien wiedzieć, kiedy ma się schować, kiedy zaplanowaliśmy wizytę u weterynarza z tym kotem. Tak samo jak pies, który nie powinien podejść do drzwi, kiedy my podejmujemy decyzję na drugim końcu miasta, że właśnie wracamy do domu. Podobnie jak z embrionem, który jest przecięty na pół. On powinien umrzeć. Słuchajcie, kto z was przesadza rośliny na zasadzie szczepień? To jest dokładnie ta sama historia jak z embrionem. Jeżeli teoria Einsteina, czyli że materia jest bardziej fundamentalna od pola, ma rację bytu, to nie możecie robić przeszczepów, bo w tym momencie pozbawiacie ten kawałek rośliny potencjału energetycznego, który jest taki, a nie inny. Który jest po prostu duży, bo roślina jest większa. Jeżeli roślina ma metr wysokości, to tam jest ileś prądu, przypuśćmy, jest jeden wolt. Jeżeli oderwiecie gałązkę, to ona już właściwie nie uczestniczy w tym obiegu fotosyntezy i wody, i tak dalej.
Powinno zdechnąć. I się okazuje, że właśnie tak się przesadza rośliny. Problem z Einsteinem i współczesną fizyką i matematyką podejrzewam, że polega na tym, że jest zrobiona przez manipulatorów, krętaczy, kłamców i ludzi, którzy przypisywali cudze prace, podpisując się pod nimi, próbując zarobić na tym jak najwięcej hajsu i próbując bardziej też usprawiedliwić swoje parszywe zachowania i usprawiedliwić wojny. Bo po co właściwie używamy nauki? De facto, jeżeli się zastanowimy troszkę w szerszym wymiarze, nauki używamy do tego, żeby oszacować sensowność naszych zachowań, żeby oszacować to, czy naprawdę robimy dobrze, czy robimy źle, czy powinniśmy wybrać drogę w lewo, czy w drogę w prawo, czy pójść prosto, czy się cofnąć do tyłu. To wszystko zrzucamy na karb nauki, twierdząc, że nauka jest logiczna i przez to, że jest logiczna, jest zabezpieczona przed różnymi wariatami. Przez taki ciąg logiczny, że ktoś usiadł i pomyślał, i że to naprawdę musi mieć sens. Jak się okazuje, nie ma ani grama sensu. Nikt nie jest w stanie udowodnić ani teorii Einsteina. Ona już w ogóle się wysypała od samego początku, także sam Einstein w nią nie wierzył.
To już jest inna historia. Nikt nie zrobił eksperymentu, żeby wziąć worek, wsypać tam parę zegarków, potrząsnąć tym workiem i wyrzucić, żeby przynajmniej chociaż jeden był skręcony. Niech chociaż ta teoria zadziała chociaż w 10%, bo skoro materia jest bardziej fundamentalna, to materia powinna doskonale pamiętać, jakie kółko zębate powinno być przy jakim. Prosta sprawa. A tu się okazuje, że materia nie jest tak fundamentalna. Tak samo jak nie rodzimy się tylko głową i reszta ciała nam wyrasta w czasie i przestrzeni. I na przykład jest takie, że w wieku 10 lat człowiekowi wyrasta dopiero druga ręka, a kiedy skończy 12 lat wyrastają mu palce dopiero z rąk. Nie, to się nie konstruuje w ten sposób. To nie jest jak maszyna. To jest od razu wszystko gotowe.
I to jest ten fenomen. Wygląda na to, że wszystkie informacje są po prostu sprasowane. Wszystko jest gotowe. Wszystko tylko naprawdę czeka na to, żebyśmy przestali błądzić gdzieś po jakichś szuwarach, po jakichś manowcach nieprzeciętnych i czepiali się jak pijany płotu, za przeproszeniem, najbardziej głupich teorii i pomysłów tylko po to, żeby usprawiedliwić swoje własne gówniane zachowania jako cywilizacja. To, że silniejszy po prostu musi zatłuc mniejszego, bo ten młodszy i słabszy i tak umrze. Bo przecież nauka mówi, że to naturalny dobór i selekcja i trzeba całą energię na silniejszego. To jest ten cały mit kulturowy, w którym żyjemy, że na przykład musimy pompować swoich liderów, bo oni na przykład potrafią się wysrać za nas lepiej i najeść za nas lepiej. Wszystkie te historie, że oni mają lepsze predyspozycje do tego, żeby coś tam robić. Nie, oni nie mają żadnych predyspozycji. Predyspozycje każdy z nas dokładnie ma identyczne na świecie.
Wszyscy operujemy dokładnie w tym samym polu morfogenetycznym. Jeżeli zostaniemy wegetarianami, to zaczniemy troszkę lepiej to odczuwać, bo wygląda na to, że ta informacja jest związana bardzo mocno z bardzo niskim potencjałem elektrycznym, który dokładnie znajduje się w roślinach. Czyli jedząc coś, co ma niski potencjał elektryczny, generalnie stajemy się bardziej otwarci na informację z tego pola morfogenetycznego. Ale to jest w ogóle kwestia konstrukcji świata. I to jest pytanie, na czym jest oparty świat? Ale to może w innej hiperprzestrzeni. Na razie tu zostawię wam taką dygresję. Po prostu pomyślcie o tym, moi drodzy, pomyślcie. Wygląda na to, że nie jesteśmy piramidą Maslowa. Nie mamy nic wspólnego z piramidą Maslowa, że to wszystko jest mit.
Wygląda na to, że właściwie całe ostatnie 100 lat nauki zostało spędzone tylko po to, żeby nam udowodnić coś, żebyśmy byli łatwiejsi w zarządzaniu i łatwiejsi w menadżerowaniu. Właściwie do tego się to wszystko sprowadzało. I teraz, z czasem, kiedy właściwie ta nauka już przeskoczyła ten moment, ciężko już to zanieść wszystko pod dywan. Tym bardziej że na przykład kryształów kwarcu używamy dosłownie wszędzie. Dzięki kryształowi kwarcu w moim laptopie i komputerze obok i sprzęcie dookoła, jest tu parę procesorów, możemy rozmawiać dzięki temu, że kwarc, że ta struktura powstała. A jak powstała? Nikt nie wie. Po prostu kryształ się nadbudował. To jest też taki fenomen, bo nikt w szkole wam nie powie o tym, bo to też jest taka zagadka. Nikt o tym nie lubi mówić.
Oczywiście. Bo to podważa kompletnie oficjalny świat nauki. Ale teraz pytanie skąd? W kawałku kryształu ma być informacja. Weź przejrzysty kawałek kwarcu. Jest przejrzysty. I dlaczego ten kwarc się dobudował? Jak się wykopuje kwarc, to widać, że kawałek jest pierwszy i do niego jest dołączony drugi i tak dalej. On nie jest zawsze regularny. On jest regularny w środku, ma regularną strukturę polimerów i tak dalej.
Wszystko jest okej, ale z zewnątrz widać, jak się formuje. Teraz jest pytanie, w jaki sposób następuje krystalizacja. Badano ten proces krystalizacji, bo to nie jest tylko tak, że kwarc, każdy organizm żywy, każdy kamień. Właściwie proces na Ziemi jest krystalizacją. Zaczyna się od powstania miękkiej komórki, która z czasem twardnieje. My z czasem umrzemy i te molekuły, z których jesteśmy zbudowani, zaczną się krystalizować z czasem. Na tym polega ten fenomen życia. Tylko że nikt nie wie, w jaki sposób te kryształy się budują tak naprawdę. Były próby badania tego wszystkiego, bo oczywiście robimy syntetyczne kwarce. Jest taka duża tuba, się zmienia pole.
To jest coś w rodzaju galwanizacji. Nie będę opowiadał całego procesu, ale proszę sobie sprawdzić, jak się robi sztuczny kwarc, który mamy bardzo często w komputerach. Ale dalej nikt nie wie, jak to zrobić, bo te właściwości sztucznego kwarcu dalej są nie do końca takie same. Właściwie nikt nie wie, dlaczego kwarc się reprodukuje. Spędzono ileś lat, żeby opracować technikę reprodukcji kwarcu, żeby ta tafla, którą się hoduje tego sztucznego kwarcu, była w miarę równa i wygodna do pracy. Bo się okazuje, że to też nie jest tak, że można sobie wyhodować taki czyściutki kwarc bez problemów, że koledzy spędzili ileś lat, próbując dobrać parametry. I dalej nikt nie wie, dlaczego ten kwarc wychodzi taki, a nie inny. Wiadomo tylko, co mamy zrobić, żeby był jak najczystszy, jak się da. To nie jest kontrolowalny proces. Absolutnie.
To jest kontrolowalne w iluś procentach i to też tak na wyrost powiedziane, że kontrolowalne, bo ileś tych talerzy kwarcowych, tych płytek, które są robione sztucznie, idzie do zmielenia. One się źle duplikują. To nie jest tak, że one wszystkie idealnie się robią. My nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego procesu całego. To jest bardziej spekulacja i to, że nam się udało odkryć jakąś zasadę, która coś produkuje, niż zrozumieć tą zasadę. Tak to trochę wygląda. Na szczęście dla nas fizyka kwantowa wraca i już żyjemy w końcówce tego mitu Alberta Einsteina, czyli wklejania sobie cytatów z głupka wszędzie. To się nazywa po angielsku cult of personality, czyli kult jednostki w stosunku do Alberta Einsteina, największego głupka w historii ostatniego stulecia. Po prostu fenomen. Jest takie popularne w moim mieście, w którym mieszkam, grafitti.
Często spotykane na murach mieście, które brzmi: „Przestań robić z głupków sławnych ludzi”. Po angielsku to fajniej brzmi: „Just stop make idiots famous” czy coś takiego. „Stupid people famous”. Myślę, że dotarliśmy już do tego momentu w cywilizacji, żeby śmiało odłożyć te wszystkie bzdury do lamusa i zająć się rzeczywistym badaniem, rzeczywistą nauką i troszeczkę poszukać tej informacji w polu morfogenetycznym, bo wygląda na to, że ten dostęp do pola jest otwarty dla nas. Jest bardzo mocno otwarty. Jest otwarty chociażby przez naszą szyszynkę w głowie, bo tam mamy kryształ, proszę państwa, czyli sami jesteśmy, jeżeli spojrzymy na siebie, takim pełnym modelem kosmosu. Zaczynamy się od substancji płynnych, czyli wody. Wodę można nazwać plazmą. To jest taka płynna substancja, o której też nic nie wiemy. Zaczynamy się od plazmy, a kończymy się na kawałkach magnetytu w naszej szyszynce, kawałkach kryształu, które się odpychają i przyciągają nieustannie i dzięki temu powodują iskierki elektryczne, które docierają do mózgu przez receptory, które są dokładnie takie same, jak w naszych oczach.
Fenomen z naszą szyszynką. Cała ta historia. I to wygląda na to taki odbiornik radiowy tej informacji z pola morfogenetycznego. Czyli musimy dosyć mocno uważać na wodę, którą pijemy, na to, co jemy, żeby sobie tej szyszynki nie zwapnić, bo szyszynka to są miękkie komórki, proszę państwa. To są miękkie komórki, które są dokładnie takie same, jak w naszym oku. Dokładnie te same komórki, które są na dole w oku, które sczytują kąt padania fotonów do naszego oka, dzięki czemu widzimy świat, kolory i tak dalej. Dokładnie takie same komórki. To jest fenomen. Mamy w szyszynce. Dlatego się często mówi, że szyszynka jest trzecim okiem, ponieważ fizycznie, biologicznie szyszynka jest trzecim okiem.
Tylko że fenomen polega na tym, że nie ma żadnego wyjścia na zewnątrz. To jest takie oko, które nie ma dostępu do światła dziennego. To jest oko, które sczytuje informacje tylko i wyłącznie z tych kryształów. Czyli informacja musi być dostarczona do głowy w formie fali elektrograwitacyjnej, fali orgonu, eteru i dopiero wtedy jest przetwarzana na informacji i dociera do nas. Czyli im więcej chlorowanej wody, tym gorzej z nami, tak mówiąc brutalnie. Im więcej jakiejś chemii, która powoduje, że te miękkie komórki, pomiędzy którymi są te małe kryształki magnetytu w naszej głowie, jak będą twardnieć. Jeżeli będziemy przyjmowali kiepską chemię, czyli gówniane jedzenie, ta szyszynka twardnieje i te komórki tracą swoją giętkość i elastyczność, przez co przestaje zachodzić taka ilość wyładowań elektromagnetycznych pomiędzy tym magnetytem w środku, bo on już przestaje się ruszać. A cały fenomen polega na tym, że on musi cały czas być w ruchu i dzięki temu to wszystko działa. Taki fenomen, proszę państwa. To jest ten fenomen pola morfogenetycznego, o którym na szczęście coraz więcej słychać, coraz częściej się teraz sensowniej mówi.
Wygląda na to, że to jest ten wytrych do zrozumienia tego, jak jest zbudowany świat dookoła nas. Być może to są właśnie te właściwe drzwi, w które musimy uderzyć, jeżeli chcemy cokolwiek zrobić dalej. Następny krok: zrozumieć kwestie energii, tak zwanej free energy, zrozumieć kwestie telepatii i zrozumieć wiele innych rzeczy. Słuchajcie, to nie jest dowcip, bo to może brzmi, bo ja tak mówię, i to w języku polskim nie brzmi poważnie. Nie zawsze, ale bardzo poważne instytucje, takie chociażby jak Google, NASA, IBM inwestują gigantyczną ilość pieniędzy, ponieważ okazuje się, że informacja w polu morfogenetycznym, jak już jest zapisana, to jest zapisana. W praktyce oznacza to, że na przykład każdą decyzję, którą wykonujemy, nasz organizm zna o wiele wcześniej, zna o sześć sekund wcześniej. Czyli informacja w polu genetycznym musiała zaistnieć o wiele wcześniej. Musiała zostać sczytana wcześniej, przerobiona i dopiero trafiła do nas. O co chodzi? To jest taki Święty Graal wszystkich wyszukiwarek i całego oprogramowania.
Pierwszy, kto złamie kod, pierwszy, kto napisze ten algorytm, zrobi wyszukiwarkę, która wyrzuci wam idealne wyniki, których poszukujecie i wyrzuci wam szybciej, niż się ich spodziewacie. To jest właśnie to zachowanie. Bardzo poważni ludzie siedzą nad tym, żeby to przeliczyć na jakąś regułę matematyczną, jakiś wzorzec, który można zastosować w praktyce, żeby móc wyciągnąć tę informację z pola morfogenetycznego o te parę sekund szybciej, zanim zadacie pytanie, bo to pytanie już jest i wszyscy o tym wiemy. Sprawdzano reakcje mięśni serca i się okazuje, że do sześciu sekund przed i sześciu po. Nam się wydaje, że żyjemy w jednej sekundzie, ale w rzeczywistości jest taki obszar czasu sześć sekund w tył i sześć sekund w przód. I to jest taki balon, w którym żyjemy. Balon czasu i przestrzeni. I tam jest zapisana ta najbliższa informacja. Czyli na przykład jeżeli ma nastąpić jakiś duży stres w naszym życiu, nasze serce często sześć sekund wcześniej dostaje już tą informację i się przygotowuje i jest przygotowane na przyjęcie tego stresu, na odprowadzenie odpowiedniej ilości krwi i tak dalej. Na zrobienie tych wszystkich rzeczy.
Lekarze, którzy pracują na intensywnej terapii, doskonale o tym wiedzą. Teraz jest pytanie, czy tym dużym, tłustym kotom, IBM i tak dalej się uda kiedykolwiek zrobić to równanie? Bo oni próbują właśnie wyciągnąć tą esencję, czyli znaleźć tego Świętego Graala wyszukiwarki, czyli Graal. Wiedzieć, co się dzieje w tym polu morfogenetycznym, zanim my jeszcze fizycznie wiemy, zanim sformułujemy pytanie. Taki fenomen. Jest tu miejsce w Londynie. Google robi takie badania, jest fenomenalne i na przykład śledzą trendy w mieście Londyn z wyszukiwarek. Algorytm, który budują, testują na tych trendach. W praktyce wygląda to tak, że dużo ludzi zaczyna pisać o grypie i oni starają się przewidzieć ten moment, kiedy dużo ludzi zaczyna pisać o grypie, bo wiedzą, że jak dużo ludzi zaczyna pisać o grypie, to znaczy, że taka fala grypy się przetacza przez miasto. Próbują to złapać troszeczkę wcześniej, żeby móc przewidzieć te wszystkie sytuacje.
Właśnie po to, żebyś idąc ulicą, nagle przechodząc obok sklepu zobaczył reklamę, która: „A właśnie o tym myślałem. Skąd oni wiedzieli? Właśnie o tym myślałem”. To troszeczkę w ten sposób. To jest taka walka w obie strony. Nam się w szkołach opowiada bzdury o teorii Einsteina, historie pieprzonych tłuków. Sorry, moi drodzy, rozumiem teorię Einsteina i naprawdę I gonna take this credit. Einstein był naprawdę nieprzeciętnym tłukiem, takim jołopem, że jak czytam jego rzeczy, to leję ze śmiechu. Doesn't matter. Tu już dywagacje.
Chętnie porozmawiam z kimś, kto siedzi w teorii Einsteina. A nas się uczy tych wszystkich głupot. Darwin głupot, które wymyślił Einstein, głupot wymyślonych przez kolejnych wariatów. I uczy się o tym atomie, o molekułach, o molekularnej strukturze świata, że molekuła się klei do molekuły. Ale nikt nie mówi, dlaczego molekuła się klei do molekuły. Bo to też jest taka ciekawostka, prawda? Dlaczego molekuła się klei do molekuły? Bo informacja w polu. Co zawiera informacja w polu? Bo pole jest elektrograwitacyjne i informacja korzysta z elektryki, czyli z polaryzacji dodatniej i ujemnej.
Jeżeli DNA się łączy, to znaczy, że dana sekwencja DNA ma polaryzację ujemną, czyli falka schodzi w dół, a druga sekwencja ma polaryzację dodatnią. Tak się łączy ze sobą DNA. Tak to funkcjonuje. Jest to zjawisko elektrograwitacyjne, którego nikt nie jest w stanie wyjaśnić. Dlaczego w ogóle to wyjaśniać? Bo fenomen polega na tym, że te urządzenia doskonale do siebie pasują. Dobierały się, jakby każde z nich miało swoją własną inteligencję. To trochę tak, jakbyśmy wsypali te wszystkie rozkręcone na kawałki zegarki, potrząsnęli tym workiem przez pięć minut, wysypali to z worka i odkryli, że wszystkie zegarki są z powrotem skręcone, nakręcone i wszystkie wskazują dokładnie tą samą godzinę. To trochę tak, jak powieje wiatr i z części powinien się na moim podwórku w ogródku złożyć helikopter. Z części tak wysypanych.
Wiatr powinien powiać, powinno się zrobić lekkie tornado i się powinno samo poskładać. Tak twierdzi klasyczny model fizyki. Ale klasyczny model fizyki jest tak jak wiele klasycznych modeli. Prawda jest taka, że jest propagandą, która służy tylko po to, żeby ludzie żyli w ciemności. Taka jest moja opinia. Tutaj się zgadzam absolutnie z Terrence'm McKenna. Nie wiem, czy to Terrence McKenna, czy McLuhan powiedział, że telewizja służy do rozprzestrzeniania ciemności z prędkością światła. I dokładnie temu samemu służy, moim zdaniem, aktualnie akademicka, uniwersytecka wiedza, z bardzo niewielkimi wyjątkami. Tym jednym z niewielkich wyjątków jest między innymi Rupert Sheldrake, czyli człowiek, który wrzucił teorię pól morfogenetycznych jeszcze raz z powrotem do nauki. Wykonał masę roboty, zrobił gigantyczną ilość eksperymentów naukowych na ten temat, opisał to wszystko, skolekcjonował.
Eksperymenty prowadził razem z firmą Nokia, która pomagała prowadzić eksperymenty z telepatią, czyli jak dokładnie szutujemy informacje o tym, kto ma do nas zadzwonić i za ile sekund. To są normalnie opisane eksperymenty. To nie są żadne czary-mary. O tym nam się nie mówi. Nas się ciągle traktuje jako dzikie zwierzęta, które gdyby nie lider, to byśmy się rozbiegli i walnęli głową w ścianę, po czym zrobili dokładnie to samo, dopóki byśmy sobie nie roztrzaskali głowy, bo takie głupki z nas. Tak nam się mówi, że jesteśmy taką konstrukcją, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. W rzeczywistości każdy z nas jest geniuszem. Każdy z nas jest takim Teslą, każdy z nas jest Faradayem, każdy z nas jest Maxwellem. Każdy z nas ma dostęp do tej informacji w polu morfogenetycznym, bo dokładnie na tym to polega. Nie ma liderów.
Nie ma takich spraw. Trzeba się tylko trochę skupić, trochę wysilić i się okazuje, że to wszystko jest dookoła nas. A o prądzie elektrycznym i o grawitacji, właściwie o elektrograwitacji, bo to nie jest ani osobno jedno, ani osobno drugie, tylko to wszystko jest razem, moi drodzy. Wszystko jest jedna moc. Niektórzy mówią o to plazma. Teraz się pojawia w fizyce pojęcie plazma. Ona się zbliża troszkę do Tesli. To będzie w następnym odcinku „Hiperprzestrzeni". Ja dziękuję wszystkim serdecznie za uwagę. Serdecznie, proszę państwa, zapraszam na wieczorową porę.
Pozdrawiam słuchaczy Radia Nafali oraz Radia Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich na czacie. Przypominam, żebyście wspierali tę audycję. Słuchajcie, wspierajcie moje herezje. Niech te herezje płyną w świat. A ja bardzo dziękuję wszystkim sponsorom, proszę państwa. Bardzo dziękuję i zapraszam do wspierania finansowego, emocjonalnego. Pomyślcie też dobrze o radyjku, bo to jest właśnie pole morfogenetyczne. To właśnie na tym polega. Też emocje się przenoszą, bo to jest informacja, która jest przenoszona za pomocą emocji, jak się okazuje.
Ale o tym kiedy indziej, proszę państwa. Egipcjanie już o tym wiedzieli. Nie tylko Egipcjanie. Wielu starożytnych o tym wiedziało. Ale o tym wszystkim kiedy indziej, proszę państwa. Ja dziękuję bardzo serdecznie za naprawdę szalenie miło spędzony czas. Życzę miłej części wieczora. Ci, którzy zostają, proponuję zostać z nami w Radiu Nafali i zapraszam na wieczorową porę. I to była „Hiperprzestrzeń".