[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała.
[00:16] - Witam państwa. Witam słuchaczy Wolne Media. Witam słuchaczy Radia-
[00:22] - Paranormalium
[00:23] - ... Radia Paranormalium. Dzisiaj gościmy uczestnika forum Infra, Almosa. Almos.
[00:28] - Almosa, Almos.
[00:29] - Przedstawiam cię Almos. Jesteś dzisiejszym gościem. Zainteresowałeś mnie swoją historią na forum. Jestem bardzo ciekawy co ci się takiego przytrafiło. Może nam się podzielisz, opowiesz coś?
[00:37] - Cała seria niezwykle intensywnych przeżyć miała miejsce w pomiędzy czternastym tak naprawdę a dziewiętnastym, dwudziestym rokiem mojego życia. Później te doświadczenia przygasły.
[00:48] - Opisałeś, że robiłeś jakieś OOBE. Opuszczałeś ciało.
[00:52] - Tutaj pojawia się, że tak powiem, problem z terminologią. To znaczy, jak mówi się o OOBE, kolokwialne wyobrażenie jest takie, że ktoś na przykład, nie wiem, kładzie się w łóżku albo kładzie się spać, koncentruje się i nagle staje obok swojego ciała, albo rzeczywiście gdzieś wyratuje ze swojego ciała. W moim przypadku te, te doświadczenia by-były tak dziwne, że ja na początku nie skojarzyłem ich w ogóle z doświadczeniem zwanym OOBE. Obiłem się o uszy, że coś takiego istnieje, ale nie byłem tego w stanie przez długi czas skojarzyć z tymi doświadczeniami. To skojarzenie przyszło dopiero później.
[01:18] - Co ci się robiło w ogóle?
[01:20] - Zaczęło się to mniej więcej gdzieś tak trzynasty, czternasty rok życia. Wyglądało to w ten sposób. Kładłem się spać, budziłem się nad ranem. W dalszym ciągu mam skłonność do budzenia się nad ranem. Z tym że wtedy, jak byłem przez dłuższy czas obudzony, a specjalnie starałem się nie zasnąć, specjalnie starałem się nie zasnąć po obudzeniu się, ponieważ wiedziałem, że jak tylko zacznę zapadać w półsen, zaczną się dziać dziwne rzeczy. Tak powiem najbardziej dramatyczne objawy, najbardziej dramatyczną formę, jaką przybierały te doświadczenia. Przykład: budzę się nad ranem, staram się rozpaczliwie nie zasnąć. Jestem zupełnie przytomny. Zaczynam zasypiać. Zaczynam zasypiać i nagle słyszę głos, który kojarzył mi się, on mi się zazwyczaj kojarzył z jak były stare komputery i odczytywało się program z taśmy.
I to był bardzo podobny dźwięk. On mi się zawsze kojarzył z dźwiękiem programu odczytywanego z taśmy. Bardzo nieprzyjemne wrażenie elektryczności. Po prostu jakby, jakby ktoś puszczał przeze mnie prąd elektryczny pod wysokim napięciem i do tego jeszcze paraliż ciała. No pamiętam, że, że wiązało się z tym doświadczenie potwornego strachu, bezsilności, bezradności. Nie byłem się w stanie poruszyć, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Kiedy te stany mijały, było jeszcze gorzej, ponieważ znajdowałem się czy stwierdzałem, że znajduję się w zupełnie obcych sobie miejscach. W jednej chwili leżałem na łóżku, leżałem w mojej sypialni, w następnej chwili byłem zupełnie gdzie indziej. To nie był sen, to nie było wyobrażenie. Po prostu znajdowałem się w zupełnie obcym miejscu.
W jednym wypadku stałem na ulicy w środku nocy. Pusta ulica w środku nocy. W jednej chwili byłem w moim łóżku, w następnej stałem na ulicy w świetle latarni. Oczywiście w tym momencie wpadałem w panikę. Ulica się rozwiewała. Byłem znowu w swojej sypialni. Innym razem, co pamiętam bardzo wyraźnie, znalazłem się w jakimś pomieszczeniu. Nie wiem w jakim, ponieważ bałem się otworzyć oczy. Po prostu nagle łóżko, no w miarę, że tak powiem, ciepłe i miękkie zamieniło się w lodowatą posadzkę w jakimś pomieszczeniu. Bałem się otworzyć oczy.
Nie wiedziałem, gdzie jestem, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Pamiętam, że zaczynałem wtedy krzyczeć i te stany się kończyły. Wracałem jakby do, do normalnego świata. Najbardziej łagodny przypadek. Leżałem w łóżku znowu w stanie półsnu i obserwowałem, no wiadomo, w półśnie pojawiają się czasem różnego rodzaju obrazy. Zobaczyłem w sekwencji. Zobaczyłem obraz pentagramu. Ponieważ nie wiedziałem wtedy rzeczywistej symboliki pentagramu, no wiedziałem tylko tyle, co, co można się dowiedzieć z tanich horrorów i pentagram kojarzył mi się z tym złym. W związku z czym trochę się przestraszyłem. Później pojawił się przed moimi oczami taki na wpół wyobrażony obraz ludzi stojących w kolejce w jakimś sklepie.
I co się stało w następnej chwili? Stałem w tej kolejce. Kolejka stała się dla mnie tak samo rzeczywista, jak pokój, w którym w tej chwili siedzę i w którym w tej chwili nagrywam moją wypowiedź. Jedna z osób z tej kolejki, młoda kobieta, dziewczyna porwała mnie za rękę i wyciągnęła, cały czas patrząc w moją stronę. Wyciągnęła mnie za rękę na ulicę i pociągnęła za sobą. Pamiętam świst w uszach, jakby świst wiatru. Byłem oczywiście przerażony. Nie wiedziałem, gdzie jestem, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Walczyłem z tym i się z tego stanu ocknąłem. Pamiętam, że zacząłem się w tym momencie odrobinkę izolować od reszty otoczenia, ponieważ bałem się.
Moja pierwsza myśl była taka, że zaczynam wariować, że coś jest ze mną nie tak. I tak to wyglądało na samym początku.
[04:12] - Znaczyłoby, że akcja się jeszcze...
[04:14] - To był dopiero początek. Mianowicie pamiętam, to była wiosna, tylko już nie pamiętam. Wiosna bodajże dziewięćdziesiątego dziewiątego roku. Nie ukrywam, że, że miałem lekkie odpały w kierunku różnych dziwnych, na wpół mistycznych teorii. W liceach byłem zafascynowany Karlem Gustawem Jungiem. Miałem swojego czasu bardzo niezwykle realistyczne sny. Niesenny dzień. Byłem umówiony na obiad u babci. Byliśmy akurat wtedy na jakiejś wycieczce w kinie szkolnej. Przyszedłem do babci, która prenumerowała Reader's Digest.
To nie były czasopisma, tylko to były takie jakby kompendia, almanachy. I trafiłem akurat tego popołudnia na takie kompendium albo na taki almanach na temat psychologii i przeczytałem o snach świadomych. Zainteresowałem się tematem snów świadomych przez Internet. Zacząłem szukać informacji i trafiłem na forum, które się nazywało Lucydy tylko. To było forum prowadzone przez guru snów świadomych Stevena LaBerge. Czytając wpisy innych użytkowników odkryłem, że mieli podobne doświadczenia praktykując wprowadzanie się w odmienne stany świadomości. I moją pierwszą reakcją była oczywiście ogromna ulga. Czyli po prostu nie zwariowałem. Drugą reakcją to oczywiście zainteresowałem się tym i zacząłem te stany świadomości zgłębiać. No wtedy już jak się wyzbyłem tego początkowego strachu, traktowałem to trochę jako przygodę.
Miałem już wtedy chyba, nie wiem, gdzieś piętnaście, szesnaście lat i trochę patrzyłem na to, na to inaczej niż, niż teraz. Zacząłem szukaćInformacji o rzeczy, którą wtedy przeczytałem i które mnie zafascynowała, to była oczywiście możliwość wywoływania poprzez właśnie kontrolę snów i podobne praktyki aranżowania doświadczeń, które chcemy przeżyć, które chcemy, żeby się stały naszym udziałem. Oczywiście w stanie snu. I trafiłem wtedy na artykuł Claude'a de Contrecoeur, już w tej chwili nieżyjącego neurobiologa. Przez cały czas starałem się do tego podchodzić racjonalnie. To znaczy, nawet kiedy doświadczałem tych bardzo silnych, wizjonerskich stanów, byłem przekonany, że, że da się je wytłumaczyć racjonalnie jako jakąś dziwną funkcję ludzkiego mózgu. Jak się zagłębiłem trochę w neurobiologię, przeczytałem, że nawet to, co widzimy za dnia, jeżeli jesteśmy na jawie, jest wytworem tak naprawdę naszego mózgu. Jest reprezentacją i w związku z tym nie różni się niczym od tego, czego doświadczamy w stanach onirycznych, w stanach wizjonerskich. Ta koncepcja zafascynowała mnie również z punktu widzenia czysto filozoficznego i to były jakby dwie rzeczy, które mnie zaczęły gdzieś tak mniej więcej w wieku piętnastu, szesnastu lat napędzać. Z jednej strony pragnienie zaaranżowania pożądanych doświadczeń w czymś, co mi się wtedy jeszcze wydawało rzeczywistością wirtualną.
Uważałem wtedy, że rzeczywistość wizjonerska jest czymś w rodzaju rzeczywistości wirtualnej tworzonej przez nasz własny mózg. A drugą no była motywacja poniekąd filozoficzna. To znaczy chciałem. Cieszyłem się, że mogę zgłębić jakby doświadczalnie problem, filozoficzny problem realności naszego doświadczenia. To były dwie rzeczy, które mnie wtedy napędzały i szukając informacji na temat stanów onirycznych trafiłem na stronę Claude'a de Contrecoeur. Biologa urodzonego w Egipcie, wykształconego w Szwajcarii, buntownika przeciwko ortodoksyjnej nauce, który chyba jeszcze jako młody człowiek opuścił Europę, pojechał na Daleki Wschód i tam, zdaje się, odkrył stan, który nazwał conscious dream, czyli świadomym snem oraz praktykę, która miała tego świadomego snu prowadzić. Oprzę krótko praktykę, którą pisał Claude de Contrecoeur. Mianowicie osoba, która chce doświadczyć stanu snu świadomego przed zaśnięciem, musi koncentrować się na obrazie przedmiotu, wybranego przedmiotu dowolnego. Można powiedzieć używać wizualizacji, jakkolwiek Claude de Contrecoeur oderwał to od jakiegokolwiek kontekstu mistycznego czy okultystycznego. I potem, nad ranem, czyli dokładnie wtedy, kiedy ja doświadczałem swoich stanów, ta osoba miała wejść w jak to określił ładnie Claude de Contrecoeur rzeczywistość wirtualną, tworzoną w całości przez swój centralny układ nerwowy.
W tej chwili mam spore wątpliwości co do nierzeczywistości świata, który doświadczamy w tamtych stanach. Przez długi czas starałem się, starałem się te doświadczenia racjonalizować i dopiero to, co przydarzyło mi się, kiedy miałem lat siedemnaście i osiemnaście. To się działo gdzieś tak mniej więcej na przestrzeni trzech lat, ale jak największa intensywność tych nieprzyjemnych doświadczeń przypadła na, na pierwsze miesiące pierwszego roku studiów. Wtedy zaczęło się robić naprawdę już nieprzyjemnie i to na tyle nieprzyjemnie, że musiałem zweryfikować wszystko, co do tej pory ten cały jakby racjonalistyczny, scientystyczny obraz świata, w który przez długi czas wierzyłem. I teraz wracając. Pierwsze takie intensywne doświadczenie z tą metodą miało miejsce latem. To było lato chyba dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, kiedy jednego rana udało mi się wprowadzić. Rzeczywiście, dzięki intensywnym ćwiczeniom tak naprawdę można by to opisać tak: pod moimi powiekami pojawił się obraz drogi otoczonej, szosy otoczonej z obydwu stron drzewami. Próbowałem wprowadzić w tym obrazie jakieś zmiany. Nie udało mi się.
Pierwszy znak, że to nie jest do końca tak, jak myślę. Wzbiłem się siłą woli ponad ten krajobraz. Nade mną było zupełnie czyste niebo. Dookoła był trochę brunatny, ginący w niezwykłej dali horyzont. Natomiast, co było charakterystyczne, że ja co jakiś czas otwierałem oczy i z tego, co pamiętam, jak otwierałem oczy, znajdowałem się z powrotem w świecie, że tak powiem, realnym. Jak je zamykałem, byłem całkowicie zanurzony w tamtej rzeczywistości. To był jakby szczyt, jeżeli chodzi o te stany wizjonerskie. Kiedy stosowałem ćwiczenia zalecone przez Claude'a de Contrecoeur, również moje sny stały się o wiele bardziej wyraziste niż przedtem. Autor ćwiczenia zresztą pisał, że może coś takiego może się zdarzyć. To jest nawet znak, że osoba ćwicząca dokonuje postępu w ćwiczeniach.
Jeżeli sny stają się bardziej wyraziste, stały się również niezwykle piękne. Poczułem się przez moment, jakbym chwycił Pana Boga tak naprawdę za nogi. To znaczy miałem wrażenie, że stoję na krawędzi bezkresnego kontynentu, bezkresnego i niezbadanego. Trudno to opisać, ale uczucie było takie, jakby właśnie poprzez te zintensyfikowane sztucznie trochę te ćwiczenia, sny i stany wizjonerskie, jakbym zaczął dostrzegać zarys o wiele większego świata, o którego istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Nie miałem też niestety pojęcia o zagrożeniach, które w bezmiarze tego świata i wśród jego momentami niezwykle urzekającej urody czekają. Pierwszym, tak naprawdę już mocnym sygnałem ostrzegawczym było to, co przydarzyło mi się zimą. Również z tego, co pamiętam, to była zima dziewięćdziesiątego dziewiątego. Moja sytuacja w życiu, że tak powiem, zwyczajnym była taka, że przeprowadziliśmy się do Wrocławia z mniejszej miejscowości, w której wcześniej mieszkaliśmy. Wiązał się z tym dosyć duży stres. To znaczy musiałem między innymi zaliczyć część przedmiotów, których musiałem się uczyć w szkole, którą opuściłem.
I w związku z tym zacząłem mieć problemy ze snem. Składałem to na karb stresu, napięcia, no i generalnie sytuacji, w której się wtedy znalazłem. I zimą pamiętam po jednej z wizyt u nauczyciela, u którego zdawałem jeden z przedmiotów, konkretnie biologię. Wróciłem do domu później. Położyłem się spać i nocą obudziłem się i nie byłem sam w pokoju. Nie byłem sam w pokoju. To znaczy w mojej sypialni, mniej więcej na pobliżu drzwi wyjściowych unosiło się coś, co w pierwszej chwili przypominało jakby żółtą albo złotawą gwiazdę, wydzielającą taki bardzo silny, a taki trupi, nieprzyjemny poblask. W pierwszej chwili byłem zaskoczony, ponieważ nie spodziewałem się czegoś takiego zobaczyć. W tej samej chwili usłyszałem słowa, słowa wypowiadane w obcym języku, którego nie rozumiałem, które brzmiały raczej jak magiczna. Brzmi to trochę dziwnie, ale zwłaszcza dla kogoś, kto przez, kto przynajmniej chciał się uważać za racjonalistę swojego czasu.
Słowa, które brzmiały raczej jak inkantacja, jak jakieś zaklęcie albo jakaś inkantacja. W pierwszym odruchu naciągnąłem kołdrę na głowę, żeby osłonić się przed tym, co znajdowało się przede mną. Udało mi się to, ale ku mojemu przerażeniu stwierdziłem nagle, już kiedy naciągnąłem kołdrę, że znowu leżę w tej samej pozycji co przed chwilą. Tak jakby to coś, co było przede mną, cofnęło czas do tyłu. Żeby było śmieszniej, widziałem kiedyś coś podobnego w filmie rzekomo opartym na faktach o nawiedzonym domu, w którym ksiądz katolicki próbuje pobłogosławić pokój, w którym straszy i stwierdza nagle, że, że jest tak, jakby czas się cofnął. Jakby znowu znalazł się w tej samej pozycji, w której był przed chwilą. Wracając do tamtej nocy.Chwila po cofnięciu się czasu, jakkolwiek dziwnie to brzmi, istota wydała z siebie odgłos przypominający ryk, tak jakby mnie karciła, po czym dokończyła inkantację i zgasła. Uświadomiłem sobie, kiedy odeszła, że znajdowałem się że przez cały czas jakby ze światem też wokół mnie coś było nie tak, jakby, jakby nagle coś się przesunęło. Nie w sensie dosłownym, ale metaforycznym w bok. Uświadomiłem sobie też, że przez ten cały czas byłem w odmiennym stanie świadomości.
No i moja pierwsza myśl: czy to możliwe, że to była halucynacja? Czy halucynacja może być aż tak realna jak to, co przed chwilą zobaczyłem? Drugą myślą było, no żeby już jak naj-jak najszybciej wstał dzień. Po prostu nie wyobrażałem sobie przetrwania aż do rana. Tym bardziej, że miałem ze sobą, no że to, co przed chwilą widziałem, miało niesamowity posmak. Trudno to opisać. Zła, grozy. Miał w sobie coś pierwotnie złego albo pierwotnie demonicznego, jakkolwiek mnie sama istota, sam jej wygląd nie był przerażający. To była iskra, iskra złotego światła, ale aura czy atmosfera, która towarzyszyła pojawieniu się istoty, była przerażająca. Udało mi się zapaść w sen i po pełnej koszmarów nocy zbudziłem się następnego dnia rano.
Bagatelizowałem całe wydarzenie. No rano rzeczy wyglądają w świetle dnia, jak pisał bodajże Joseph Sheridan Le Fanu. W świetle dnia rzeczy są czym innym niż w nocy. Bagatelizowałem to aż do czasu. Chyba rok później zobaczyłem tą istotę ponownie. Znowu obudziłem się. Obudziłem się nad ranem. Byłem tym razem sparaliżowany. Nie byłem się w stanie ruszać. Byłem w stanie tylko i wyłącznie poruszać oczami.
Istota unosiła się, unosiła się nade mną, tym razem bardzo blisko. Przypominała jakby złotą, złotą elipsę, elipsę złotego światła i wydawała z siebie odgłosy, tak jakby ryk, warczenie. Zniknęła, jak tylko szarpnąłem się, żeby się obudzić. Istota zniknęła praktycznie na moich oczach i co mnie przeraziło za drugim razem? Tym razem czułem, że bardzo wyraźnie, że obudziło mnie coś, co było ze mną w pokoju. Że to nie była halucynacja, że to nie był majak przesenny, tylko że obudziło mnie coś, co było ze mną w pokoju. Ale z drugiej strony nie byłem się w stanie ruszać. No to znowu zracjonalizowałem całe zajście. Miałem typowy paraliż przesenny. Wiadomo, w stanie paraliżu przesennego po przebudzeniu się ze snu ludzie widzą różne dziwne rzeczy.
Ucieszyłem się, że to na pewno nie jest nic nie z tego świata, tylko, tylko zwyczajna halucynacja przesenna. I w ten sam sposób bagatelizowałem zarówno to, że zdolności, o których mówiłem wcześniej, czyli zdolność wchodzenia w te stany wizjonerskie, ulegały coraz wyraźniejszemu przytępieniu. Były te stany wizjonerskie były coraz słabsze, coraz płytsze, a po drugie zaczęły mnie opuszczać siły i to w sensie jak najbardziej dosłownym, w sensie jak najbardziej fizycznym. To znaczy najpierw była to depresja, było to, było to oczywiście problem ze snem, bezsenność, potem była to depresja, potem było to zamieranie wrażliwości na świat, w końcu utrata sił fizycznych, potworne zmęczenie. Tak naprawdę już jakby pełna intensyfikacja tych dolegliwości nastąpiła w dwutysięcznym pierwszym roku, jesienią dwutysięcznego pierwszego roku, kiedy na przykład zdarzała się sytuacja. Byłem już na studiach, byłem akurat miałem zajęcia z łaciny i nagle zauważam, że wszyscy dookoła się śmieją. Nie wiem z czego i uświadomiłem sobie, że przez moment straciłem świadomość. Straciłem kontakt z tym, co się dookoła mnie dzieje. Przez cały czas natomiast odczuwałem bardzo inne, bardzo nieprzyjemne doznania, czyli tak jak mówiłem depresję, zmęczenie. Również pojawiały się dolegliwości fizyczne czy dolegliwości z żołądkiem, jednocześnie problemy z oczami.
To znaczy na moich oczach pojawiło się coś, co lekarz zdiagnozował jako męty. Były to po prostu szkliste kształty, które nawet teraz pozostały mi i pływają trochę jako pamiątka niechciana po tamtych nieprzyjemnych przeżyciach na powierzchni mojego oka. No, w tej chwili one osłab-- już kiedy tamte przeżycie się skończyły, one osłabły. W tej chwili rzadko je zauważam. Wtedy były niestety bardzo wyraźne. Po prostu cały czas widziałem kształty, szkliste kształty pływające po powierzchni mojego oka. Jest właściwie rzadkie tworzenie oka, które, które okulista nazwał mętami. I były też inne dolegliwości, które jakby nie były ani psychologiczne, ani, ani fizjologiczne, a do których należało między innymi wybuchy ciepła w podbrzuszu i klatce piersiowej. Przejawiało się to w ten sposób w dalszym ciągu je mam, jakkolwiek rzadko. Również pamiątka po tamtych przejściach.
Najpierw jakby uczucie ciężaru albo napięcia piersi albo w podbrzuszu, a później wybuch takiego nieprzyjemnego, bardzo charakterystycznego ciepła właśnie w środku, najczęściej w środku klatki piersiowej. W międzyczasie zacząłem eksperymentować, ponieważ niestety wchodzenie w stany wizjonerskie coraz bardziej mnie wciągało. Stawało się moją obsesją. Zacząłem eksperymentować z technikami, o których którym wcześniej jako racjonalista gardziłem. Wpisując w wyszukiwarce internetowej jak zwiększyć po angielsku, jak zwiększyć swoją zdolność zapamiętywania snów. Trafiłem na stronę, której autor rozpowszechniał praktyki okultystyczne, które jak później dowiedziałem się, miały swoje korzenie w praktykach Złotego Świtu. Przeczytałem tam o następującym ćwiczeniu. Było to ćwiczenie wizualizacyjne, które polegało na tym, że w pierwszej fazie wizualizuje się strumień białego światła, białego światła, białej energii przychodzący z czubka głowy do podeszw stóp, a później wizualizuje się to samo światło wędrujące najpierw od stóp do głowy, a później okalające ciało po obydwu stronach, łączące się i łączące się znowu w stopach. Autor stron twierdził, że pozwala to zwiększyć stopień zapamiętywania snów. Oczywiście dziwiłem się, w jaki sposób by to mogło zadziałać.
No w dalszym ciągu nie wierzyłem ani w żadne niewidzialne energie, w okultyzm ani ezoterykę, ale postanowiłem spróbować i stwierdziłem, że rzeczywiście wykonywanie tego ćwiczenia poprawia bardzo wyraźnie jakość moich stanów wizjonerskich. To jeszcze było przed jesienią dwutysięcznego pierwszego roku, czyli zanim to coś uderzyło już we mnie z całej siły. I dlatego, kiedy tamta paskudna jesień nadeszła, zorientowałem się, że moje dolegliwości mogą mieć. Na przykład przez jakiś czas podejrzewałem u siebie stwardnienie rozsiane, ponieważ miałem cały czas zawroty głowy, byłem cały czas osłabiony, miałem cały czas zawroty głowy. Doświadczenia trochę otworzyły mnie na, na perspektywę czegoś, co noWymyka się prawemu, scjentystycznemu rozumieniu świata. A dwa: artykuł przeczytany bodajże w dodatku do Super Expressu czy jakiejś innej gazety. Znalazłem artykuł „Oni wyssają energię". Pamiętam, że na ilustracji znajdował się uśmie-- demonicjie uśmiechnięty mężczyzna, który wysysał strumienie, świetlistą energię ze znajdującej się poniżej w nękach ofiary. Bardzo to jest taki tandetny obrazek. Tandetne pismo.
Tandetny artykuł, ale tandetny artykuł uratował mi życie, ponieważ zrozumiałem, jakby do-dotarło do mnie, że może dziać się tutaj coś, co, co mnie wykracza poza moje dotychczasowe rozumienie świata. I co zrobiłem? Wszedłem na stronę, na której znalazłem ćwiczenie, ćwiczenia z różnym białym światłem. Poszukałem sekcji o obronie, obronie przed tego rodzaju atakami. Tam ćwiczenia wizualizacyjne. Czułem cały czas, że coś na mnie naciska. To było również dość nieprzyjemne uczucie. To nie tylko wyssanie sił do, do tego stopnia, że jak najcięższe, bo ledwo stałem, ale też uczucie bardzo silne opresji, ucisku. Na przykład miałem koszmar, w którym przyśnił mi się mężczyzna, który mówił, że gdziekolwiek nie pójdę, nie uwolnię się od niego. Jak obudziłem się z tego koszmaru, groza tego snu trwała nadal.
Groza tego snu trwała nadal i przypuszczam, że dzisiaj, że to właśnie tamta istota próbowała mi dać do zrozumienia, że no, że mam przerąbane. Im bardziej czułem, że ktoś na mnie naciska, tym bardziej czułem, tym większą czułem determinację, żeby się temu nie poddać. Czułem, że muszę dać temu odpór, że po prostu nie mogę pozwolić, żeby cokolwiek to było, żeby mnie zgniotło. Zacząłem korzystać z technik samoobrony. Najpierw eksperymentalnie i później stwierdziłem, że część tych objawów, która mi wcześniej dokuczała, wyjątkowo paskudnych objawów, złagodniała. I to był tak naprawdę początek walki. Mianowicie stosowałem dwa rodzaje technik. Pierwsza z nich polegała na wyobrażeniu sobie czarnego trójkąta na wysokości czoła. Trójkąta z tą czarną kropką w środku i wyobrażenia sobie, że ten trójkąt ucieka. Że ten trójkąt ucieka ode mnie jak najdalej, że ucieka, znika.
Autor strony twierdził, że ma to odbijać paranormalny atak w stronę osoby, która mnie atakuje. Niezależnie od tego, czy faktycznie tak było, po każdym wykonaniu tego ćwiczenia czułem niesamowitą ulgę, jakby spadł ze mnie ciężar, jakby spadł ze mnie ciężar. Wracały mi siły. Zazwyczaj po okresach faktycznie agonii i fizycznej i emocjonalna. To było z jednej strony wyczerpanie fizyczne, z drugiej strony wyjałowienie emocjonalne. Bardzo trudno byłoby to opisać komuś, kto tego nie oświadczył. Po wykonaniu tego ćwiczenia czułem, że siły mi wracają, że znowu wracam do równowagi, że mogę dalej walczyć. To było pierwsze ćwiczenie. Nazwałem je w moim własnym żargonie, który stworzyłem na własny użytek, odbijanie. Drugie ćwiczenie nazwałem osłanianiem i polegało ono na wyobrażeniu sobie dwóch stożków przenikających się.
Jeden z czubkiem skierowanym do góry, drugi z czubkiem skierowanym w dół, obracających się w przeciwstawnych kierunkach, tak żeby moje ciało znajdywało się jakby w środku tych trójkątów. Pamiętam, że to była niedziela i to było tak naprawdę już dno. To było dno. To był dzień, kiedy przeciwnik zepchnął mnie do bardzo ostrej defensywy. I był to, pamiętam też, dzień mojej ostatniej wizyty w kościele. Miałem pewne, powiedzmy, nawyki religijne z lat wcześniejszych. Jednym z nich było chodzenie do kościoła co niedziela. Tamtej niedzieli obudziłem się po bardzo płytkim śnie z poczuciem, tego się nie da opisać. To było po prostu tak, jakby świat stracił swoje kolory. Nie w sensie dosłownym, ale jakby świat wokół mnie zamienił się w pustynię.
Byłem z jednej strony potwornie słaby, rozdrażniony. Miałem, tak jak wcześniej mówiłem, zawroty głowy. Padałem z sił. Wcześniej wykonałem osłanianie z tym, że byłem zbyt otępiały, żeby zorientować się, jak je wykonać właściwie. Nie wiedziałem, czy trójkąty mają otaczać moje ciało, czy one mają się na przykład, nie wiem, znaleźć w wersji miniaturowej gdzieś wewnątrz mojego ciała. Wysłałem zapytanie autorowi strony, jak to ćwiczenie wykonywać. W międzyczasie powlokłem się potwornie zmęczony do kościoła. W kościele modliłem się, wiadomo, z tym, że cały czas padałem z nóg. Wróciłem do domu, położyłem się w pozycji, w postawie trupa jogicznej. Przeczytałem gdzieś, że dzięki temu można odnowić siły życiowe, a chwytałem się, już wtedy były racjonalistyczne chwytałem się wszelkiej techniki czy wszelkich metodyk, która by mi pozwoliła odzyskać stracone siły.
Nie pomogło i mniej więcej pod wieczór, niczym wybawienie przyszła, wieczór, późne popołudnie, niczym wybawienie przyszła odpowiedź autora strony. Trójkąty mają być wokół mojego ciała. Wykonałem to ćwiczenie i poczułem nagle, jakby wcześniej coś naciskało. To było cały czas uczucie nacisku. Naciskało z całej siły na powierzchnię mojej skóry, na moje ciało, na jakby też na, na mnie. Po wykonaniu tego ćwiczenia wszystkie te objawy ustąpiły. Poczułem, że znowu wracają mi siły, że znowu mogę swobodnie oddychać, że wracam do równowagi. Tamta niedziela, pamiętam, to było tak naprawdę dno i od tego momentu szala zaczęła się powolutku, powolutku przechylać na moją stronę. Lato dwutysięcznego drugiego roku zaczęło już coraz wyraźniej ustępować. W dalszym ciągu byłem wytrącony z równowagi.
Przez długi czas byłem wytrącony z równowagi. Już po tym, kiedy ustąpiły te najbardziej intensywne objawy opresji ze strony tego czegoś. Przez długi czas na przykład byłem, nie panowałem nad swoimi emocjami, na przykład byłem w stanie z byle powodu wpaść w płacz. Przez długi czas byłem wytrącony z równowagi, ale byłem już pozbawiony sił i to było najważniejsze. I pamiętam, że jesienią dwutysięcznego drugiego roku wyszedłem z domu. Było popołudnie, było piękne jesienne popołudnie. Wyjrzałem. Nagle pomyślałem sobie, jakie piękne jesienne popołudnie i uświadomiłem sobie w tym momencie, że wróciła mi zdolność. Po prostu wróciła mi wrażliwość na urok świata, czyli coś, czego nie było w momencie, w którym to coś, tamta istota karmiła się moimi siłami. Wtedy sobie zdałem sprawę z tego, że koszmar się skończył.
Z tym że cała świadomość tego, że zostawiłem, że uciekłem z piekła, metaforycznie oczywiście, dochodziła do mnie stopniowo. Na przykład długi czas bałem się, że tamte przeżycia, przede wszystkim w ich aspekcie negatywnym, powrócą, że znowu coś zacznie się karmić moimi siłami, że znowu, że znowu przejdę przez to faktycznie śmierć za życia. I przyznałem się. To właśnie jeden z powodów, dla których wolę, żeby ten wywiad pozostał anonimowy. Rozważałem możliwość samobójstwa. Rozważałem możliwość odebrania sobie życia, jeżeli tamto powróci, ponieważ jeden raz byłem w stanie przez to przejść, drugi raz jeszcze mając świeżo w pamięci tamten koszmar, czułem po prostu, że nie dam rady. Spędziłem ten czas jakby bezpośrednio po uwolnieniu się od tego czegoś. To był tak naprawdę czas, kiedy nie byłem pewien, czy i jak długo będę żył. Nie robiłem nawet żadnych planów na przyszłość, ponieważ nie wiedziałem jak, na jak długo. Nie wiedziałem, czy koszmar ustąpił, trwa, lecz ustąpił tylko na jakiś czas.
Jeżeli ustąpił na jakiś czas, no to jak mówiłem, rozważałem różne alternatywy, ponieważ to, co mnie spotkało, było potworne i nie chciałem przez to, i nie chciałem przez to przechodzić po raz kolejny, nawet za cenę życia. A później, kiedy już uświadomiłem sobie, że, że tamto minęło na dobre, wpadłem w euforię. Cieszyły mnie najbardziej błahe i banalne rzeczy piękna pogoda za oknem czy chociażby po prostu to, że budzę się każdego rana i że nie budzę się w stanie, i że po prostu nie budzę się i nie śpię.W stanie agonii, ponieważ wtedy nie tylko się budziłem, ale i spałem w stanie agonii. Z drugiej strony, jakby gorszej, zaczęły mnie opuszczać zdolności, o których wcześniej mówiłem. Straciłem. Zacząłem powoli, ale nieubłaganie tracić łączność z tamtym światem. Ze światem, którego w dalszym ciągu czuję, że nie byłem w stanie, że nie udało mi się do końca zgłębić. Także tak naprawdę tamte doświadczenia miały charakter ambiwalentny. Z jednej strony była to groza tej, jakby powiedział polski egzorcysta demonicznej opresji, z drugiej strony była to fascynacja niezwykłością, ale też urodą świata, do którego miałem dostęp za pośrednictwem tych doświadczeń wizjonerskich. Tak przedstawia się sprawa.
Jeżeli masz jakieś pytania zadaj. Bardzo chętnie na nie odpowiem. Mniej więcej dwanaście lat po, po fakcie ma charakter odrobinkę katartyczny. Jeżeli masz jakieś pytania pytaj, ja postaram się odpowiedzieć.
[26:21] - Wiesz, tak słuchałem z rozdziawioną gębą, bo ilość nieszczęść, jaką przeszedłeś rzeczywiście to onieśmiela. Ja z kolei miałem podobne doświadczenia, tylko troszeczkę miałem jak gdyby inne podejście do tego, bo ty mnie powstrzymywało ruch. Czy zdarzały się na przykład dla mnie takie podobne zjawiska jak te twoje, gdzie traciłem energię, jednocześnie rejestrowałem jak gdyby przyczynę tych zjawisk. Uczestniczyłem w tym świecie niefizycznym. Obserwowałem, że ja sam składam się z części, które jak gdyby nie podlegają pełni mojej kontroli. Przeżywałem podobne zjawiska do tych, które ty opowiadałeś i okazało się, że to coś nie było koniecznie następstwem agresji jakichś tam bytów z zewnątrz, tylko to było następstwem otwierania się jak gdyby na te dymensjonalne plany. I lata minęły. Oczywiście też byłem pełen paniki, bo to w kość dawało. Zauważyłem, że zjawiska te można wyłagodzić. Można z kolei powrócić znów do tego świata fizycznego.
Zjawiska te jak gdyby nie mają już miejsca. Staję się znowu stabilny, ale mam jak gdyby wgląd w te zakulisowe procesy, które towarzyszyły tym emocjonalnym przeżyciom, niesamowitym, dziwnym zjawiskom. Pracowałeś ze swoimi częściami niefizycznymi i to zjawisko jest bardzo bolesne. To może przede wszystkim boleć. Szkoda, że, że właśnie tak jakoś brutalnie to przebiegło w twoim wypadku. Nie wiem nawet o co pytać, bo rzeczywiście historia jest niezwykła.
[27:37] - Po tym, co przeżyłem, jestem przekonany, że to, co mnie spotkało było agresją. To była ewidentnie agresja. Poza tym, kiedy rozmawiałem z osobami albo dowiadywałem się o przeżyciach osób, które również zetknęły się z siłami tak zwanymi demonicznymi, odkrywałem, że moje przeżycia mają punkty wspólne. No, chociażby to, że chęć złamania w człowieku ducha. Sny, w których, w których mężczyzna nigdy się od niego nie uwolni, że gdziekolwiek pójdę, to mnie dorwie, że już zawsze będę do tego-
[28:05] - No to kłamał.
[28:05] - Do czegoś przyfastrygowany. Właśnie o to chodzi. To znaczy mam wrażenie, że czymkolwiek są tamte istoty, ich siła opiera się w dużym stopniu wprowadzaniu nas w przekonanie, że są o wiele silniejsze niż są. Chodzi tutaj o wykształcenie przekonania, że my jesteśmy wyższą formą. My, czyli oni jesteśmy wyższą formą życia. Możemy robić, co chcemy i przypuszczam... Natomiast wy jesteście wy, czyli ludzie. Jesteście bydłem, jesteście bydłem i co najgorsze jesteście kompletnie bezbronni, kompletnie bezbronni. Chyba że odwołać się do siły wyższej. Trudno, że tak powiem w tej chwili nie otworzyć któregokolwiek polskiego serwisu informacyjnego, żeby nie natknąć się na informację pod tytułem: ksiądz jakiś tam szanowany egzorcysta przestrzega na przykład przed tym, przed tamtym.
I że generalnie jeżeli otworzy się Harry'ego Pottera, to od razu z tego Harry'ego Pottera wyjdzie diabeł. I w tym momencie jedyną opcją będzie udanie się do egzorcysty, który autorytetem jakby z góry tego diabła przepędzi.
[29:02] - A twoim zdaniem ten diabeł wyjdzie z Harry'ego Pottera czy nie? Żartujesz teraz?
[29:06] - Teraz żartuję, ale polscy egzorcyści oczywiście traktują, traktują swoje wypowiedzi absolutnie serio. Ponieważ rzeczywiście już po tych doświadczeniach zacząłem studiować okultyzm.
[29:14] - Czas antenowy niestety się kończy. Musimy przerwać tę rozmowę. Dużo rzeczy ciekawych się dowiedziałem. Na tym drodzy słuchacze, żegnamy się z wami. Dziękuję ci, Almorz.
[29:23] - Ja również dziękuję.
[29:23] - I drugą część usłyszycie za tydzień. Do usłyszenia.
[29:31] - Produkcja i realizacja: Portal INFRA www.infra org.pl. Archiwalne odcinki audycji Rozmowy poza ciałem znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium na stronie www.radio paranormalium.pl, a także na forum portalu INFRA pod adresem www.paranormalne.eu.