[00:01] - Teoria chaosu.
[00:04] - Welcome to the real world. Deny everything. To no one.
[00:43] - The truth is out there.
[01:11] - Witam cię gorąco i serdecznie. To jest audycja Teoria Chaosu. Jak co tydzień w piątek po północy. Audycja o spiskach i rzeczach niewyjaśnionych. W dwóch radiach: w Radiu Paranormalium oraz Radio Nafalin. Dzisiaj mamy 2 sierpnia. Ciepło w Polsce, trzydzieści stopni prawie. Trzydzieści stopni prawie, także można się zmęczyć. Może przesadziłem trochę. Kilka dni temu było tyle stopni, ale i tak jest ciepło.
Także dzisiaj będzie dosyć gorący temat, ale zanim do niego przejdę, chciałbym powiedzieć, że możecie wejść na czata zarówno Radia Nafali — to jest strona radionafali.com. Tam jest link do czata lub instrukcja, jak się zalogować z zwykłą IRC oraz radio.paranormalium.pl i tam też możecie zalogować się na czata. Możecie dzwonić: radionafali.com jest to Skype i telefonu jeszcze nie ma, ale będzie w przyszłości. Także zapowiadam. Na razie mam kłopoty ze studiem, także jak słyszycie trochę są lekkie problemy, ale mam nadzieję, że dobrze mnie słychać. Zapomniałbym, że jeszcze polecam wam wejść na stronę. Może niekoniecznie teraz, ale po audycji na stronę Teorii Chaosu teoriachaosu.com lub teoriachaosu.com.pl. Jest tam całe archiwum oraz informacje, wszystkie szczegółowe rzeczy, co i jak się dzieje z audycją. Jeszcze nie zebrałem na nowy mikser, także mam rezerwowy tutaj w Polsce, bo jestem w Polsce. Może nie wszyscy wiecie, ale przyjechałem sobie na wakacje do Polski ze względu na pogodę.
W Irlandii wiadomo pada, jest nieciekawa dosyć, a w Polsce jest naprawdę w wakacje bardzo ładna. Ale przechodząc już do audycji pierwszego newsa, właściwie sprostowania, trochę zasmucę może niektórych poszukiwaczy spisków, że niestety ten news, który przetoczył się przez internetowe media, że Edward Snowden mówił o chemtrails bardzo dużo, prawdopodobnie okazał się jednak może nie tyle kaczką dziennikarską, co pewnym żartem na stronie chronicle.su. Jest to serwis rozrywkowo-satyryczny, także niestety najprawdopodobniej jest to fake, czyli oszustwo. Tam dużo jest takich artykułów właśnie w temacie prześmiewczym, aczkolwiek ten artykuł był dosyć dobrze zrobiony. Można było się naprawdę nabrać, co wiele mediów, niestety internetowych się nabrało. Jest być może jakiś cień szansy, że naprawdę to Edward Snowden powiedział, ale niestety z tego, co zweryfikowałem w internecie i ogólnie z różnych mediów wynika, że raczej tego Snowden nie powiedział. Niestety. Ale cóż, tak bywa czasem. Czasem trzeba weryfikować. Rzeczywistość nie jest taka piękna, jak myślimy.
Z drugiej strony cały czas się zastanawiałem, jak dotarł do mnie ten news, że Edward Snowden powiedział coś o chemtrails, o tym programie. Dotarło do mnie, że przecież on pracował zupełnie w innej działce. Pracował w NSA, zajmował się inwigilacją. Także skąd mógłby wiedzieć o programach depopulacyjnych czy związanych z walką z globalnym ociepleniem czy czymkolwiek, ale globalnymi opryskami? Także było to dla mnie bardzo dziwne, więc się nie potwierdziło. Chyba że napiszecie mi, że jednak ja się mylę. Mam nadzieję, że teraz lepiej z podkładem. Pozdrawiam wszystkich na czacie. Oczywiście jest was tak wielu, że nie dam rady was pozdrowić na czacie oczywiście Radia Nafali i Radia Paranormalium, dwóch najodważniejszych radiów w Polsce, które poruszają tematy bardzo niewygodne dla establishmentu oraz z pogranicza nauki, paranauki, często ezoteryki, a czasem tematów okultystycznych, które to tematy tak naprawdę nie są jakieś związane z satanizmem, tylko z wiedzą nieznaną. Bo okultyzm znaczy ukryty, jeszcze nieznany.
Przejdę może dzisiaj do tematu, aktualnego tematu i jest nim lewitacja. Troszeczkę dzisiaj odwrotnie, bo jest tak ciepło, że ciężko jest zebrać myśli. A teraz jak zwykle cytat: „Największą osobliwością, od której los całej wyspy zależy, jest niezmiernej wielkości magnesowy kamień w kształcie czółenka tkackiego zrobiony. Długości ma prętów trzy, a grubości, gdzie jest największa, ma półtora pręta. Ten magnes osadzony jest na osi diamentowej przechodzącej przez jego środek w tak ścisłej równowadze, że najsłabsza ręka może go bardzo łatwo obracać. Otacza go cylinder diamentowy na cztery stopy głęboki i na tyleż gruby. We środku wydrążony, mający średnicy prętów sześć, położony horyzontalnie na ośmiu słupach diamentowych, każdy o trzech prętach wysokości”. Te słowa napisał Jonathan Swift w swojej bestsellerowej powieści „Podróże Guliwera”, gdzie właśnie w taki sposób opisuje latającą wyspę Laputę. Pewnie wielu z was rozpoznało to dzieło Jonathana Swifta. Dzisiaj mówimy o lewitacji, czyli magii XXI wieku.
Bo czyż gdybyście zobaczyli latającego spodka albo latającego człowieka unoszącego się w sposób lewitacyjny, dzisiaj powiemy, co to oznacza. Czy byście nie uważali, że to jest magia, kosmita lub ktokolwiek? A tak naprawdę latający człowiek na lataczu czy czymkolwiek to nazwiemy, unoszący się w powietrzu to nie jest nic bardziej dziwnego od tego, że ktoś może w metalowym samolocie się unosić. Tylko my jeszcze tej technologii po prostu nie znamy. Nie znamy, uważam, oficjalnie. Nieoficjalnie podejrzewam, że ta wiedza jest znana i dla nas będzie to magią. Będzie to magią na pewno spotkanie się z taką techniką, pomimo że ona jest od nas oddalona być może o minus 50 lat, może plus 20 lat, ale może właśnie minus 50 lat, bo być może już w przeszłości takie urządzenia były budowane. Ale tak naprawdę te urządzenia są już budowane, już naukowo udowodnione. Ale o tym dzisiaj sobie dokładnie powiemy. Jak mówiłem, wybaczcie trochę z tym podkładem.
Mam bardzo słaby odsłuch. Dzisiaj jest naprawdę studio polowe, bym powiedział. Mam nadzieję, że już teraz lepiej. Możecie dzwonić: radionafali.com Skype i skomunikować się tutaj, zadać pytanie. Najlepiej właśnie w temacie lewitacji, także powiązanych z nią rzeczach. Na początek wziąłbym może definicję lewitacji ogólnie. Czym jest lewitacja? Generalnie w encyklopediach definicja lewitacji przyjmuje się, że jest to zjawisko polegające na unoszeniu się w powietrzu rzeczy i ludzi wbrew prawom ciążenia. Interpretowana przez okultystów jako dowód na istnienie w naturze tajemnych mocy, których poznaniem się zajmują. To oczywiście jest okultystyczna definicja, czyli wzięta z okultyzmu.
Nie wiem, dlaczego akurat lewitacja kojarzy się z okultyzmem, ale tak historycznie jest to interpretowane. Są oczywiście jeszcze inne definicje. Na przykład jest to zjawisko polegające na unoszeniu się istoty żywej lub przedmiotu w powietrzu bez pomocy żadnych środków fizycznych. Także można inaczej jeszcze określić bardziej naukowo lewitację. Jest to stan, w którym ciało pozostaje w spoczynku, jednocześnie nie mając kontaktu fizycznego z żadnym innym ciałem. Jest to możliwe dzięki zrównoważeniu siły ciężkości przez jakąś inną siłę. Jest jeszcze fajna definicja. O dziwo, lewitacją zajmują się też naukowcy. Bardzo rzadko. Nie spotkałem ani jednej naukowej książki poświęconej lewitacji.
Jest to, można powiedzieć nie tyle książka, co taki referat „Lewitacja bez tajemnic” Łukasza Rudnickiego z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Bardzo ciekawe opracowanie, aczkolwiek zatrzymujące się na najciekawszych rzeczach, o których dzisiaj z pewnością sobie powiemy, bo raczej koncentrujące się na oszustwach i rzeczach, które fizyka potrafi wyjaśnić, ale dalej po prostu nie idzie. Ale dobre i to. On przytacza inną jeszcze definicję lewitacji, że jest to ciało fizyczne, które unosi się w powietrzu stabilnie, czyli w spoczynku. To w pierwszym punkcie. W drugim punkcie unosząc się powoduje wrażenie, iż nie działa grawitacja i w trzecim punkcie nie ma, nie widać fizycznej przyczyny jego unoszenia się. To jest definicja Łukasza Rudnickiego z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Także dzwońcie, ja zrobię króciutką przerwę i za chwilkę wracamy do omawiania lewitacji. Dosłownie za jakieś pięć minut jesteśmy z powrotem.
[15:24] - Nowe, magiczne i epickie przygody Crafta. Tylko w nowym seriale „Loem Ipsom”. Słuchajcie, głupcze!
[15:49] - W radiu na fali Noam Chomsky.
[15:55] - Jeżeli gdzieś istnieje stacja radiowa finansowana przez słuchaczy, oznacza to, że ludzie codziennie mogą za jej pośrednictwem inaczej spoglądać na świat. Widzieć nie tylko to, co raczą pokazywać nam medialne molochy, ale również coś nowego. Mogą nie tylko słuchać, ale także brać udział w dyskusji. Jest możliwość podzielenia się własnymi spostrzeżeniami, nauczenia się czegoś. Właśnie w ten sposób w ludziach budzi się człowieczeństwo i stają się rozumnymi uczestnikami życia społecznego i politycznego.
[16:31] - Chciałabym cofnąć czas i wziąć tę książkę i wszystko by nie przepadło.
[16:39] - Jeszcze nie wszystko stracone. Radio Paranormalium promuje czytelnictwo. W każdą niedzielę wieczorem na naszej antenie Lektury Paranormalium.
[16:59] - Jesteśmy z powrotem. To jest audycja „Teoria chaosu”, a tematem dzisiejszym jest lewitacja. Lewitacja zarówno od strony naukowej, jak i od strony nienaukowej, antynaukowej albo pseudonaukowej, jak lubią naukowcy to określać. Od razu na wstępie podzieliłem lewitację na naukową i nienaukową. I tak dzisiaj sobie ją omówimy. Zaczniemy od naukowej. Ta nienaukowa tak naprawdę jest znacznie bardziej ciekawa i myślę, że bardzo ważna dla XXI wieku. Naukowa po prostu jest, ale nie daje dużych możliwości rozwoju. Jeszcze jest jedna lewitacja, można powiedzieć iluzjonistyczna, czyli pewnego rodzaju oszustwa. Na pewno spotkaliście się wiele razy z joginami, którzy trzymają jakiś pręcik Czy jakąś laskę.
I na tej lasce tak jakby lewitują, trzymając tylko i wyłącznie tą laskę. Oczywiście to jest trik znany od setek lat, propagowany. Wcześniej jeszcze drewniane konstrukcje, w tej chwili metalowe, stalowe, bardzo wytrzymałe, piramidalne. W tej chwili się te konstrukcje robi, także piramidowo można lewitować. Jest to oczywiście bardzo znane oszustwo pochodzące z Indii. Mnóstwo teraz iluzjonistów używa lewitacji, jak Criss Angel czy taki bardzo znany, teraz wypadło mi, David Copperfield też używał. Zresztą mnóstwo iluzjonistów używa efektu różnych ukrytych sznurków czy żyłek i po prostu ludzie lewitują podczas tych przedstawień, ale tym się kompletnie dzisiaj nie będziemy zajmowali. To jest po prostu oszustwo. To jest tylko i wyłącznie rozrywka. Natomiast dzisiaj się zajmiemy naukową i nienaukową lewitacją, która nie ma nic wspólnego z oszustwem.
Powiedzmy, że nie ma nic wspólnego, bo zawsze może być jakiś haczyk, ale myślę, że to, o czym dzisiaj powiem, jest bardzo ważne. Zaczniemy od lewitacji naukowej. Lewitację naukową możemy podzielić na kilka rodzajów. Czyli to jest taka lewitacja, która jest udowodniona naukowo i można ją, może nie tyle reprodukować, co wytwarzać w laboratorium bez problemu. Pierwsza, o której chciałbym powiedzieć, to jest lewitacja ciśnieniowa. Może źle to brzmi, ale jest to termin naukowy jak najbardziej i związany jest z wszelkimi ciśnieniami. Polega to na tym, że przedmiot unosi się na strumieniu powietrza, także i człowiek, bo oczywiście też człowieka można w taki sposób potraktować. I im silniejszy strumień powietrza, tym większy przedmiot można unieść, czyli de facto ciśnienie. Jeżeli zwiększymy ciśnienie, można większy przedmiot unieść. Możecie przetestować na przykład kiedyś były takie odkurzacze dwukierunkowe, które mogły wdmuchiwać i wydmuchiwać powietrze.
Jeśli podłączycie rurę, aby ten odkurzacz wydmuchiwał powietrze, wtedy możecie na przykład położyć piłeczkę pingpongową i ta piłeczka pingpongowa będzie lewitowała w strumieniu powietrza, który wydobywa się z rury. Bardzo znane doświadczenie. Dzisiaj nie ma już takich odkurzaczy, także młodsi słuchacze być może nie znają tego doświadczenia, ale ja pamiętam, udało mi się jeszcze takiego odkurzacza używać i takie doświadczenie wykonać. Więc naprawdę fajna sprawa z takimi prostymi doświadczeniami, czyli ciśnieniową lewitacją. Przykłady ciśnieniowej lewitacji to na przykład jest poduszkowiec, który unosi się na tafli wody czy też nad ziemią. Jeszcze jest to na przykład helikopter, samoloty pionowego wzlotu, a także, ale to nie do końca chyba jest to, ale też bazuje na ciśnieniu, czyli można chyba zaliczyć do lewitacji ciśnieniowej liftery i noloty, o których mówiliśmy dwa tygodnie temu. Bardzo fajne rzeczy, które można sobie wykonać. Tak samo można poduszkowce także wykonać. Może samoloty pionowego wzlotu też, czy też helikoptery, przynajmniej modele. Jeszcze może przy ciśnieniowej się chwilkę zatrzymamy, bo na przykład samolotów zwykłych myślę, że nie można zaliczyć do lewitacji, gdyż nie mogą przebywać w jednym miejscu.
Samolot zawsze musi być w ruchu, więc jednak nie kwalifikuje się do tej definicji, o której mówiliśmy wcześniej. Więc to muszą być takie obiekty, które potrafią w jednej pozycji być. Kolejną naukowo udowodnioną lewitacją to jest nadprzewodnictwo. Tutaj już ktoś, Etam, na czacie napisał, nadprzewodnik, że jest. Tutaj wielu ludzi już pisało. Ja niestety miałem to w kolejności napisane, więc to jest chyba pole morfogenetyczne, że opiszecie nadprzewodnik. Tak, nadprzewodnictwo jest udowodnioną sprawą czy udowodnionym zjawiskiem. I mamy już urządzenia, które poruszają się dzięki nadprzewodnictwu. Jest na przykład maglev, czyli pociąg, który unosi się kilka centymetrów nad szynami. I lewituje.
Oczywiście ta lewitacja jest mizerna, bo kilkucentymetrowa, ale jednak jest, więc można zaliczyć jak najbardziej do lewitacji i dzięki temu nie ma tarcia. Nie ma tarcia pomiędzy szynami a pociągiem. Jest oczywiście tylko tarcie z powietrzem, ale jest to duży postęp w przemyśle kolejowym. Jest on nieużywany ze względów na cenę. Ten pociąg bardzo rzadko jest używany w niewielu miejscach, ale jest praktyczne zastosowanie tego nadprzewodnictwa. Być może jest więcej rzeczy, których nie znam, może jakieś łożyska specjalne czy coś, różne rzeczy ktoś stosuje, ale wiem, że ten maglev jest najbardziej spektakularną sprawą i jest używany praktycznie. Też bardzo często są robione doświadczenia, gdzie się kładzie nadprzewodnik nad magnesem i w tym układzie mamy lewitację. Żeby ten materiał był nadprzewodnikiem, on musi uzyskać bardzo niskie temperatury rzędu około minus 190 stopni. Są oczywiście jakieś wysokotemperaturowe nadprzewodniki, czy minus 100 stopni, ale one są bardzo drogie i ciężko osiągalne. Natomiast są te łatwiej osiągalne.
To jest temperatura skraplania się azotu. I to na pewno na wielu pokazach naukowych musieliście widzieć tego typu przedstawienie lewitacji naukowej, najbardziej spektakularnej, którą jest nadprzewodnictwo, bo wyraźnie widać, że tam nie ma tak naprawdę żadnego urządzenia. Bo w ciśnieniowej jednak musimy mieć jakieś urządzenie, które będzie wydmuchiwało powietrze. Natomiast tutaj w nadprzewodnictwie mamy bez żadnego urządzenia. Oczywiście jedynym problemem jest temperatura, że trzeba mieć niskie temperatury. Za chwilę przejdziemy do następnych, ale z nami jest stały słuchacz. Witaj stały słuchaczu.
[26:37] - Już się wyciszam. Dzień dobry.
[26:41] - Witaj.
[26:41] - Jeszcze jest jedna rodzaj magnetycznej lewitacji: łożyska magnetyczne.
[26:48] - Właśnie mam to napisane jako trzeci punkt.
[26:51] - Łożyska są zbudowane w taki sposób, że mamy dwa magnesy trwałe, na przykład z neodymów. I one są tak ułożone, że tworzą między sobą przerwę i dzięki temu łożysko jest bez tarcia. Zamiast normalnego łożyska kulkowego, które trzeba smarować i się zużywa, jest łożysko magnetyczne, które jest wieczne.
[27:16] - Ale to jest stosowane szeroko?
[27:18] - W wiatrakach, prototypach. W dwóch programach to widziałem. W ten sposób było skonstruowane łożysko.
[27:25] - Ale to w nowoczesnych wiatrakach, czy wszystkich?
[27:30] - Tak. Zamiast łożyska zwykłego kulkowego z magnesów trwałych jest zrobione łożysko.
[27:38] - Tak, bardzo słusznie, bo nie ma tarcia.
[27:42] - Tarcia nie ma, smarowania nie trzeba, praktycznie konserwacji nie ma. Jest to praktycznie niezużywalne. A jeszcze jedna rzecz: dlaczego maglev ma tak mały prześwit? Po to, żeby pociąg nie wypadł z torów. Większa wysokość lewitacji magnetycznej, to pociąg mógłby wypaść na zakręcie z szyny. To specjalnie komputery kontrolują, utrzymując właściwą wysokość unoszenia, dlatego musi być taka przerwa. Nie ma tak zwanej poduszki powietrznej przy ogromnych prędkościach, jakie ten pociąg osiąga. Musi być niewielka szczelina, żeby pociąg nie odleciał jak samolot.
[28:22] - Tak, bo to nie byłoby korzystne.
[28:26] - Też są plany, rysunki i schematy pociągu magnetycznego poruszającego się w próżniowej czy o bardzo zmniejszonym ciśnieniu powietrza w specjalnych tunelach. Mógłby osiągać prędkość nawet pięciu Machów.
[28:43] - O tym już mówiłem, że być może one są już wybudowane, że już być może takimi pociągami jeżdżą przedstawiciele rządu światowego.
[28:52] - Nie, że one są już wybudowane, to nie wierzę, bo to byłby niebotyczny koszt budowy na wielką skalę. To by musiały setki ludzi pracować, żeby wybudować coś takiego. Dopiero są plany i ten, kto finansował Teslę, firmę z samochodami elektrycznymi, chce wybudować taki pociąg między dwoma końcami Stanów Zjednoczonych. Pasażersko-towarowy.
[29:19] - Podziemny, tak?
[29:21] - Będzie częściowo podziemny, a częściowo naziemny tunel.
[29:24] - Niesamowite.
[29:25] - Tam, gdzie jest w linii prostej, to lepiej zrobić tunel sprawa agregatu, bo jest taniej niż kopać w ziemi, a tylko będzie przewiert przez jakieś wzniesienia czy tego typu rzeczy. Po prostu koszty. Czy jest łatwiej postawić rurę, zespawać jak rurociąg gazowy, czy kopać dziurę i tam dopiero go wsadzać? Tam, gdzie nie będzie to kolidowało z infrastrukturą, to będzie szło po wierzchu. Po prostu zmniejszymy koszta.
[29:56] - Tak, na pewno.
[29:57] - Dlatego te teorie spiskowe wsadzam między bajki, że coś takiego jest wybudowane teraz i nikt o tym nie wie. To jest gigantyczne przedsięwzięcie, żeby wybudować na przykład trzy, cztery tysiące kilometrów. Jakby taką kolej chcieć teraz wybudować, to tysiące ludzi by budowało i setki firm musiałoby być zatrudnione przy budowie czegoś takiego.
[30:21] - Są świadkowie tego, że budowali te tunele. Na przykład Phil Schneider, który był inżynierem geologii, który budował tego typu tunele. Pojawiają się od czasu do czasu ludzie, którzy przebiewali takie budowanie.
[30:40] - Ale to jakieś plotki. To musiałyby tysiące ludzi pracować i setki firm.
[30:44] - Niekoniecznie. Jeżeli mamy maszyny, nie potrzeba tysięcy ludzi. Myślę, że setki ludzi wystarczą.
[30:48] - Oglądałem, jak budowali tunele przez Alpy. Przewiercali prawie 50 kilometrów. Przy budowie tych tuneli pracowało około dwóch tysięcy ludzi, a używali najnowocześniejszych TBM-ów do przewiercania się przez skały. I też mieli problemy, bo jak były bardzo duże skoki geologiczne, to taka maszyna potrafiła utknąć i nawet dwa miesiące się biedzili, żeby tą maszynę wyciągnąć i wycofać. To nie jest takie proste. Budowanie tunelu to nie jest prosta i łatwa sprawa i naprawdę przy tym musi być zatrudnione dużo ludzi i jest to bardzo skomplikowane.
[31:36] - Niemcy wykorzystywali dziesiątki tysięcy ludzi i mieli kiepskie maszyny, a wydawali radę. Setki kilometrów budowali.
[31:45] - Metro budują w Warszawie. W Warszawie jest tak trudny teren geologiczny, że są problemy. Zalało tunel, prawie się kamienica zawaliła. Takie niespodzianki wychodzą podczas wiercenia tego typu. A wiercenie według tych teorii spiskowych, bo to tak nazywajmy tunel o długości tysiąca kilometrów i nikt o tym nie wie, nikt o tym nie mówi, że to tak szybko wybudowali, że to już działa. A tego typu nowoczesne maszyny TBM może od 10 lat są już dostępne.
[32:22] - To znaczy to są jeszcze nowocześniejsze maszyny, które są nieujawnione, czyli które roztapiają skałę. One nie wiercą skały, tylko roztapiają skałę.
[32:29] - Stosujemy tego typu maszyny. O tych maszynach, o topieniu skał było mówione. Pamięta pan program „Sonda”?
[32:50] - Tak, oczywiście.
[32:51] - Był pokazany prototyp takiej małej maszynki do robienia dziury. Tam było coś z wolframu rozgrzanego do trzech tysięcy stopni. I prototyp był pokazywany, jak robił taki mały odwiert. Tam była pokazana taka maszyna, ale wybudowanie maszyny takiej, co by zrobiła tunel dla pociągu, to musiałby być zasilany prawdopodobnie potężnym reaktorem jądrowym, czyli głowica.
[33:19] - Tak podobno jest to robione.
[33:23] - I to wybudowanie czegoś takiego i że nikt o tym nie wie, to ja wątpię.
[33:32] - No właśnie nie wiem, to nie jest tak, że nikt nie wie.
[33:33] - Gdyby to już działało, to byłoby to stosowane normalnie, ogólnie byłoby to stosowane i nikt by tego nie ukrywał. Tylko z mojej perspektywy patrzę, tę technologię mamy, to czemu jej nie stosujemy na masową skalę? Dlaczego mielibyśmy nie używać tego powszechnie na przykład do budowy tuneli? Połączmy dwie rzeczy: termiczne i mechaniczne kruszenie skał. Bo czasami, jeżeli jest woda, to nie możemy tego użyć, bo musi być sucho. Jakbyśmy trafili na wodę, to by nam wszystko wystrzeliło. To by się para zagotowała i żegnamy maszynę i mamy teren skażony.
[34:14] - Jakoś myślę, że sobie radzą z tym. Ale oczywiście to są hipotezy.
[34:20] - Nie wszędzie dałoby się nawet używać tej metody termicznej, bo jakbyśmy trafili na ciek wodny, to by było bum. Bo by się po prostu woda zagotowała natychmiast. Albo by wszystko stanęło, bo by woda schładzała. Albo by doszło do eksplozji, albo by się nie dało wiercić. Trzeba by to kruszyć tradycyjnie, czyli mechanicznie albo wysadzić dynamitem.
[34:41] - To jest oczywiście hipoteza, że takie tunele są. Nie ma na to stuprocentowych dowodów. Są zupełne poszlaki.
[34:47] - Ja tylko mówię, że jeżeliby było to budowane i gdybyśmy byli w stanie technicznie to robić, wiedzielibyśmy, bo tego nie zrobi 10 osób, tylko do tego trzeba by armii ludzi i potężnych korporacji, które by to budowały i tego by się nie dało ukryć. Tysiące ludzi musiałoby pracować przy tej budowie. Samych ludzi zatrudnionych przy budowie tunelu może być około 200, 400 do 1000, ale zaplecze całe techniczne, które dostarcza wszystkie materiały, wspomaga tych pracowników to jest nawet tysiąc ludzi czy więcej i urządzeń konserwacji. I jedno panu powiem. TBN, te mówię mechaniczne, one się szybko zużywają. Są tak ciężkie warunki pod ziemią, ten sam przewiert się robi, czyli te warunki są tak niszczące dla sprzętu, że trzeba ciągle wymieniać części. Cała maszyna się zużywa od wibracji, więc dostarczenie, zaopatrzenie to wszystko by było. To jest zbyt duża inwestycja, żeby to tak ukryć, że nikt o tym nie wie, że jakieś zdjęcia były, że to tak wychodzi. A ta technologia nie jest wojskowa. Szybkie budowanie tuneli to by wyszło na jaw, bo to jest przydatne.
[36:07] - Myślę, że niekoniecznie wyszłoby na jaw, bo najszybsze teraz te samoloty Aurora dalej są tajemnicą.
[36:16] - Samoloty wojskowe co innego, a robienie tuneli na przykład zamiast czterech, pięciu lat wybudowania tuneli pod Alpami to by zrobili w rok, jakby mieli te maszyny termiczne, nie licząc problemów z wodą i innego typu rzeczami. To musiałoby być wszystko mieszane, mechaniczne.
[36:32] - Nie wiem, czy to jest stosowana termicznie.
[36:34] - Bo jeżeli zbliżamy się do wody, to musimy wyłączyć grzanie i przejść na kruszenie mechaniczne.
[36:38] - Czy to nie jest używanie maserów lub laserów bardzo potężnych, czy plazmy wręcz, że to plazmą jest topiona skała. Troszeczkę innymi metodami niż nam się wydaje, niż to, co było pokazywane.
[36:49] - Ale trzeba do tego ogromnych ilości energii.
[36:52] - Tak jest podpięte pod elektrownię atomową specjalnie do tego wbudowaną.
[36:55] - Z sieci energetycznej i to na pewno by było odczuwalne. Taki pobór mocy.
[37:02] - Nie, ma swoje zasilanie. Swoje zasilanie mają, swoje elektrownie.
[37:04] - Ale jak swoje zasilanie? Co, mają postawioną elektrownię mocy 1000 megawatów?
[37:09] - Nie, nie potrzeba aż gigawatów. Myślę, że megawaty wystarczą.
[37:12] - TBN, jak było podane, małe miasto tyle zużywają prądu.
[37:18] - No to czyli megawaty.
[37:19] - Kruszenie termiczne zużywa dwa razy więcej energii niż mechaniczne.
[37:26] - Trudno powiedzieć.
[37:26] - Po prostu ja sądzę, że żeby roztopić skałę, trzeba bardzo dużo energii cieplnej dostarczyć. A skąd ją weźmiemy pod ziemią? Tylko przesyłanie z zewnątrz energia musiałaby być dostarczana tylko prądem. Musiała energia dochodzić w postaci prądu w bardzo wysokim napięciu, zamieniona na ciepło, czy tam laserem, czy jakoś. A sprawność laserów, czyli konwersji energii na energię światła jest chyba 60%. Zamieniane jest prąd elektryczny na światło. Są też lasery chemiczne, ale to jest bardzo duże zużycie związków chemicznych. W samolotach testowali Amerykanie do zestrzeliwania rakiet. Cały laser w samolocie Boeinga zajmuje cały laser i około 50 ton jest tych związków chemicznych i na około 100 strzałów wystarcza.
[38:16] - Ciekawe. Dobrze, wracamy do audycji, także dziękuję ci, stały słuchaczu.
[38:20] - Chciałem tylko o tej lewitacji, że łożyska magnetyczne się też wykorzystuje.
[38:24] - To jest bardzo ciekawe, bo właśnie miałem trzeci punkt, że magnetyczne, ale nie miałem przykładu, nie dotarłem do przykładu.
[38:32] - Był wbudowany wiatrak i jest o 10, 20% sprawniejszy od tradycyjnego.
[38:39] - O, proszę.
[38:39] - I praktycznie się nie zużywa. Mógłby praktycznie prawie działać wiecznie, dopóki jakby go piorun nie trafił albo jakaś super burza go nie zniszczyła. To się rozłączam i słucham dalej.
[38:48] - Dzięki.
[38:49] - Jeszcze jedną rzecz. Jeżeli jakikolwiek urządzenie, które nam unosi, lewitację robi, musi dokładnie zużyć tyle samo energii, żeby przeciwstawić się grawitacji ziemskiej, czyli musi skądś pobrać tą energię, którą się zasila.
[39:04] - Tak. To było właśnie w definicji tej naukowej.
[39:07] - Tak. Jakakolwiek lewitacja musi pokonać siłę grawitacji, więc musi skądś wziąć energię, którą przeciwstawi.
[39:15] - Tak.
[39:16] - Czyli jakikolwiek typ musi skądś wziąć energię z zewnątrz, żeby się unieść. To się rozłączam.
[39:24] - Dziękuję. To był stały słuchacz, który dał przykład właśnie do magnetycznej lewitacji, o której miałem w tym momencie powiedzieć. Czyli za pomocą magnesów stałych, za pomocą magnetycznych różnych nie urządzeń, a magnesów stałych. I wiem, że można zrobić doświadczenie, w internecie będzie podany link do tej strony, za pomocą stabilizacji diamagnetycznej można zrobić lewitację za pomocą dwóch magnesów i diamagnetyka. Bardzo spektakularnie to wygląda i polecam, także zapoznajcie się ze stabilizacją diamagnetyczną. Mam nadzieję, że to nie był żart. Na stronie to znalazłem internetowej. Na tyle się nie znam, nie zrobiłem tego doświadczenia samemu, więc nie jestem pewny, ale myślę, że to nie jest żart i jest to jak najbardziej naukowe. Ale każdy z was może zrobić doświadczenie za pomocą Levitronu, takiej zabawki, która ma podstawkę magnetyczną i sama ma magnes w środku. To jest bączek, zwykły bączek mały, który możemy odpowiednio rozkręcić i będzie nam lewitował nad podstawką.
I to nie jest żaden żart. Po prostu to jest taka zabawka ciekawa. I tutaj przykład, który powiedział stały słuchacz właśnie o tych łożyskach, które są już praktycznym rozwiązaniem pewnych spraw, które obniżają koszty działania tych wiatraków, które wytwarzają później prąd. Są robione łożyska magnetyczne działające na zasadzie lewitacji. Kolejną lewitacją naukową jest elektromagnetyczna lewitacja. Także stosowana jest ona w maglevie, tym pociągu unoszącym się. Działa podobnie do nadprzewodnika, ale jest tańsza. Ten maglev jest tańszy, jest bardziej popularny. Wiem, że w Chinach masowo jest stosowany ten maglev elektromagnetyczny, jest to tak zwany niemiecki. Nadprzewodnikowy maglev to jest japoński.
Tak można by to określić, bo Japończycy zbudowali nadprzewodnikowy, a elektromagnetyczny Niemcy. Chyba więcej wypadków było jednak z elektromagnetycznym, ale to może zostawmy. Jest to technologia jeszcze niedopracowana. Elektromagnetyczne zapewne także są różne czy silniki lewitujące. Nie wiem. Nie chcę też tutaj grać jakiegoś naukowca, bo nim nie jestem i mogę się pomylić. Także na pewno są stosowane Być może także elektromagnetyczne rozwiązania lewitacyjne, czyli łożyska czy inne rzeczy, żeby nie było tarcia. Na pewno jest to stosowane w pociągu Maglev. Jeszcze z ciekawych naukowych lewitacji jest lewitacja akustyczna. Jest to lewitacja wykorzystująca falę dźwiękową, która jest falą podłużną i w miejscach maksimum unosi się dany obiekt.
Uzyskać musimy falę stojącą i tam, gdzie będziemy mieli różnicę ciśnień, minimalną i maksymalną, będą się wznosiły. Nie, przepraszam. Różnica ciśnień sprawia, że obiekt lewituje w wierzchołku fali. Czyli tak jakby pośrodku fali. Ciekawa sprawa. Nigdy nie robiłem tego doświadczenia, ale widziałem w internecie. Na pewno możecie zobaczyć lewitację akustyczną. Tutaj mam przykładowe zdjęcia, że lewitują jakieś piłeczki, rybki. Pewnie sztuczne, bo trochę głupio robić żywe ryby, ale być może nawet gdzieś takie eksperymenty z falą akustyczną w wodzie też się robi. Jest jeszcze lewitacja optyczna, która wykorzystuje światło.
Także światło jest falą, jak wiecie, i można wykorzystać światło do tego samego, co dźwięk, czyli też aby tak odpowiednio dobrać parametr, aby uzyskać falę stojącą i wtedy też może dany obiekt utrzymywać się na wierzchołkach fal. Myślę, że to można zrobić za pomocą lasera. Dosyć mocnego, niesłabego, z dużą mocą. Jest tutaj nawet obliczona niewielka kulka szklana, którą można za pomocą lasera o mocy 30 miliwatów. 30 miliwatów laser i można wykonać lewitację takiej malutkiej piłeczki. Bardzo niewielka jest. Ma chyba jeden milimetr. Nie, nawet jeszcze mniej. Jedna setna milimetra. Nie, przepraszam.
Źle mówiłem. 10 mikrometrów. Tak, to chyba dobrze mówię. Czyli jedna setna milimetra. Aha, przepraszam was, bo to z obliczeń wynika, że 30 miliwatów, a z doświadczenia wynika, że 250 miliwatów trzeba mieć moc lasera, czyli 10 razy większą moc, aby uzyskać lewitację. Wracając do lewitacji elektromagnetycznej czy magnetycznej. Dwa magnesy nie są stabilne. To znaczy, jeśli nawet się odpychają, to po chwili on po prostu się przyciągnie. Obróci się i przyciągnie. Tak z reguły wygląda to.
Zresztą robiliście zapewne eksperymenty z magnesami. Także nie jest łatwo uzyskać lewitację. Trzeba by było odpowiednie triki robić tak jak z tym levitronem, czyli rozpędzić go, aby wpadł w ruch precesyjny. Taki chyboczący się. I wtedy jest to możliwe. Ten levitron. Co ciekawe, to jeszcze mam taką ciekawostkę, że został wynaleziony przez Roya Harrigana już jakiś czas temu, jeszcze w XX wieku. Można go kupić. Chyba w tej chwili wszędzie w Polsce jest dostępny. Jak taki jest układ dynamiczny, to można uzyskać lewitację magnetyczną.
Natomiast jeśli nie, to te magnesy się przyciągną. Odepchną się i nie przyciągną się, jeżeli się mocno odepchną i gdzieś, powiedzmy na stole. A może się zdarzyć, że po prostu się przyciągną. Z naukowych spraw to chyba tyle. Nie potrafię się bardziej wypowiedzieć w temacie lewitacji akustycznej, optycznej, do czego się to wykorzystuje. Pamiętam jeszcze, przepraszam was, wrócę do lewitacji magnetycznej, że zastosowano bardzo silne pola elektromagnetyczne i tam zrobiono, że żaba lewitowała. To było jakiś czas temu. Zresztą ten człowiek, który robił te doświadczenia, dostał za nie właśnie anty-Nobla, a później za inne doświadczenia Nobla. To była pierwsza osoba, która dostała dwa Noble: jednego anty-Nobla i jednego Nobla. Chyba nawet w zeszłym roku to było.
W linkach podam wam szczegóły, bo niestety nie przygotowałem tego. Teraz sobie przypomniałem o tym, że było coś takiego. Dosyć absurdalne doświadczenie. Prawdopodobnie można by to samo z człowiekiem zrobić, tylko nie wiadomo, czy nie uszkodziłoby się mózgu czy jakichś problemów zdrowotnych. Dlatego robiono to doświadczenie na żabach czy innych stworzeniach. Przechodzimy teraz do lewitacji nienaukowej, która myślę, że jest dużo bardziej ciekawa i bardzo mistyczna. Od niepamiętnych czasów, kiedy człowiek rozbudził w sobie duchowość, zaczął pewnie myśleć o ptakach, o tym, że można by było też tak jak one się unosić w powietrzu, być może lewitować. I od tamtego czasu wielu mistyków czy nawet świętych katolickich podobno lewituje. Nigdy żadnego nie widziałem, więc nie wiem. Czyli określiłbym to na pierwszą lewitację nienaukową, o której sobie powiemy, czyli medytacyjna i religijna lewitacja, która jest powiązana, bo medytacyjna, religijna to w tym samym znaczeniu lewitacja.
Jest to lewitacja bez żadnego urządzenia, za pomocą myśli, modlitwy, energii umysłu. Jak to inaczej określić? Często powiązana być może właśnie z lewitacją akustyczną, bo często wykonuje się różne śpiewy, różne mantry. Ten dźwięk „om” jest stosowany i być może właśnie on pomaga trochę dokonać tej lewitacji. Jest wiele filmów na YouTube, które możecie sobie zobaczyć. Widziałem mnóstwo, ale jeden naprawdę mnie zafrapował. Był to film szamana z jakiegoś kraju afrykańskiego, który odprawiał modły, tańczył, grał na bębnach i uniósł się na kilkanaście, może kilkadziesiąt centymetrów i na dosyć krótki czas. Potem kompletnie wyczerpany po prostu upadł. Nie wiem, co o tym myśleć. Byli przy tym podobno dziennikarze i widzieli to, że nie było tam żadnych linek.
Nikt go nie podnosił. Nie jest to jednoznaczne. Bardzo ciekawa sprawa. Wielu mistyków, wielu świętych, wielu różnych szamanów wykorzystywało taką lewitację, żeby pokazać swoją siłę. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Może wy widzieliście, także napiszcie, jeśli widzieliście taką lewitację. Tutaj Buzdygan na czacie pisze, że wszyscy mnisi lewitują, że mają z tego zajęcia lewitacyjne. Słyszałem o tym, że to jest wtajemniczenie każdego mnicha, te lewitacje, ale z tego, co widziałem, to z reguły są jakieś laseczki, takie dziwne dodatki. Taka lewitacja myślę, że się nie liczy. Czy też jakieś iluzje w stylu Chrisa Angela czy innych iluzjonistów, gdzie stosuje się pewne triki.
Nie wiem. Te filmy wydają się dosyć niewiarygodne, ale może ktoś z was spotkał takiego mnicha, który lewitował. Jest z nami Jarek. Witaj, Jarku.
[52:35] - Witam. À propos tej lewitacji.
[52:41] - Spotkałeś się z czymś takim na żywo?
[52:45] - Widziałem bardzo ciekawy film. Taka strona jest Rose of Sharon. Tam mnóstwo filmów ciekawych można zobaczyć i rosyjski taki film o hipnozie. To się nazywa film „Lewitacja i kontakty trzeciego stopnia”. Dosyć długi ten film. Tam hipnotyzer, psychiatra hipnotyzował pewną kobietę, która miała jakieś koszmary i utratę pamięci i w pewnym momencie dotarł do takiej blokady, gdy nie mógł odblokować tej pamięci. W końcu ta blokada puściła i doznał szoku, bo kobieta się zaczęła unosić w lewitacji i zaczęła opowiadać o kontaktach trzeciego stopnia z UFO, gdy jakieś badania lekarskie jej przeprowadzano. Bardzo ciekawy film.
[53:54] - Ale to był jednak film. Zawsze to jest mniej wiarygodne, prawda? Jak się widzi coś na żywo.
[54:02] - Tak.
[54:06] - Ale ciekawa sprawa bardzo.
[54:10] - Jeszcze też można powiązać chyba tą Lewitację może trochę z antygrawitacją albo z jakimiś maszynami, które tę antygrawitację powodują.
[54:27] - Oczywiście ja to sobie na sam koniec zostawiłem. Mam sporo na ten temat do powiedzenia.
[54:34] - Coś słyszałem, ale niedokładnie. Gdzieś chyba w „Nieznanym Świecie” czytałem artykuł o takim Rosjaninie Wiktorze Grebennikowie.
[54:43] - Też to mam przygotowane. Oczywiście. To jest fizyka kształtu czy energia kształtu. Też o tym zaraz opowiem. Czy coś więcej wiesz na temat Wiktora Grebennikowa?
[54:58] - Nie, to dosyć dawno już czytałem.
[55:01] - Tylko to. Tak, będę o tym mówił, bo jest to tak niewiarygodna sprawa, ale tak z drugiej strony fascynująca, że koniecznie o tym wspomnę, bo po prostu jest to zapomniane. Jest to tak jakby wyrzucone poza nawias i tego już nie ma. Był artykuł w „Nieznanym Świecie” czy ktoś, kto się interesuje tymi rzeczami nieświadomymi, paranaukowymi, to może wiedzieć, ale generalnie tego w mediach kompletnie nie ma, nawet w internetowych bardzo rzadko pojawia się ta sprawa. A jest bardzo blisko, bo to jest z Rosji, czyli dosyć blisko Polski. Dosyć. Halo, Jarku jesteś?
[55:45] - Tak, jestem. Jeśli chodzi o tę lewitację, to tylko ten filmik miałem jako taki ciekawy, nieodnoszący się do takich lewitacji pod wpływem modłów czy jakiejś koncentracji, tylko taka spontaniczna, nieświadoma lewitacja.
[56:12] - O czymś takim. To jest ciekawe.
[56:15] - Pod wpływem jakichś traumatycznych przeżyć. I tam widać było na tym filmie, bo ta lewitacja trochę zakłócała kamery, że trochę ten obraz zaczął migać w momencie, gdy ta kobieta się zaczęła unosić. Ta levitacja obejmowała tylko w zasadzie ciało, bo ręce jakby szły jej na dół i włosy też.
[56:43] - Bardzo dziwne. Może UFO po prostu tam gdzieś było i to UFO powodowało, że jakimś promieniem ją wyciągali czy coś. Choroba wie.
[56:53] - I to się wypowiadali tam ci Rosjanie. Psychiatra i jacyś inni ludzie z nauki rosyjskiej komentowali ten fakt.
[57:08] - Którzy widzieli to po prostu i powiedzieli, że to miało miejsce.
[57:11] - Analizowali te filmy i mówili, że to raczej nie jest podróba żadna.
[57:17] - Ciekawa sprawa bardzo. Nie do wyjaśnienia, myślę. Czy UFO? Czy faktycznie miała jakieś zdolności takie do lewitacji?
[57:30] - To chyba dwa razy to się działo. Dwa razy ją hipnotyzowali i tak samo się podnosiła. I to zawsze w momencie, jak opisywała swoje doznanie, w momencie pochwycenia przez tych obcych i przeprowadzania przez nich badań na niej.
[57:51] - Ciekawa sprawa. Dobrze, dziękuję ci, Jarku, za te informacje.
[58:01] - Ja też pozdrawiam wszystkich słuchaczy.
[58:07] - Dzięki też. Miłego weekendu życzę. Trzymaj się. To był Jarek, który poinformował nas o ciekawej rzeczy, o której nie miałem informacji, czyli o spontanicznym lewitowaniu, być może powiązanym z kosmitami, ale tego nie wiemy. Tutaj mam jeszcze informację od kapitana Radia Paranormalium Ivelliosa, że miał spontaniczną lewitację pod wpływem traumatycznych przeżyć w dzieciństwie. Dwie sekundy udało się pokonać grawitację. Aha, ale to chyba był żart. Od Persefony dostałem zdjęcie, że potrafi lewitować. Na zdjęciu faktycznie lewituje, ale prawdopodobnie jest to trik iluzjonistyczny, czyli można powiedzieć, że jest początkującą iluzjonistką. A może faktycznie, jak to się mówi, jest opętana przez demony szatana i też lewituje.
Bo też tak się mówi, że ci ludzie, którzy są opętani, odwrotnie niż ci mistycy, święci, też potrafią lewitować. Czyli ludzie opętani. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Znaczy zdawało mi się, że widziałem ludzi opętanych, ale nie byli tak spektakularni jak na tych filmach „Egzorcysta”, gdzie lewitują ci opętani ludzie. Niesamowite rzeczy. Może coś takiego widzieliście, bo przecież tych opętanych podobno dużo jest w Polsce, więc może któryś z nich lewitował. Tak jest. Persefona pisze, że opętany albo unosi się w powietrzu, albo skacze bardzo wysoko i powoli opada. Jak typowy film z Hollywoodu. Niesamowicie musiało coś takiego wyglądać, ale nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Oprócz filmu hollywoodzkiego „Egzorcysta”. Pierwsza część pamiętam, zrobiła na mnie duże wrażenie. Zrobił na mnie duże wrażenie ten film, a ta lewitacja zrobiła na mnie spore wrażenie. To jest ciekawa sprawa. Ale przejdźmy teraz do drugiej lewitacji spirytystycznej. Być może te demony, te opętania wszystkie można by zaliczyć do lewitacji spirytystycznej. Najbardziej znanym przypadkiem lewitowania medium spirytysty był Daniel Douglas Home. Setki było świadków na to, że on lewitował. To jeszcze było w XIX wieku, więc dużo trudniej było przeprowadzać te oszustwa niż dzisiaj. Ciekawy przypadek.
Wielu ludzi widziało, jak on przechodził z jednego pomieszczenia do drugiego, niemalże latał. To była taka lewitacja nie zwykła w pokoju gdzieś, tylko po prostu on wyleciał przez okno i potem drugim oknem wleciał. Także dużo bardziej skomplikowana, niełatwa do zrobienia. Ale on podobno też parał się iluzjonistyką. Był iluzjonistą, ale na 100% nie jestem pewny. Tak mi się wydaje, że był. Może się nie przyznawał, ale gdzieś tam zahaczał o to. W każdym razie był na pewno medium i przyznawał się do tego, że jest medium, że ma te moce mediumiczne, przywoływania duchów, spirytystyczne. Spirytystą był. Także takie ciekawostki.
Mnóstwo ze spirytystycznych seansów, że się stolik unosi, że jakieś inne rzeczy się unoszą. Niesamowite rzeczy, zazwyczaj na filmach widziane, ale może ktoś z was, jak się bawił w wywoływanie duchów, to takie rzeczy widział. Osobiście może z raz czy dwa razy wywoływałem duchy, ale nic niestety się nie działo. Kompletnie nic. Kolejną lewitacją, nad którą chciałbym się dłużej tutaj rozwiać, jest energia kształtu. Przykładem tego jest latadło Wiktora Garbiennikowa, o którym już wspomniałem w rozmowie z Jarkiem. To jest myślę, że najbardziej niesamowita sprawa, jaką ja generalnie spotkałem. To już dawno, bo to jest bardzo znana historia. Znana w kręgach paranaukowych, rzeczy niewyjaśnionych, paranormalnych. Wiktor Garbiennikow.
Kim on był? Urodził się w 1927 roku, zmarł w 2001, czyli niedawno, 12 lat temu. Rosyjski etymolog i wynalazca. Zajmował się owadami, ale i odkrył różne dziwne rzeczy. Skonstruował platformę lewitacyjną, którą nazwał latadłem. Jej działanie opierało się, to jest najśmieszniejsze, na fragmentach pszczelich gniazd i wytwarzanym przez nie efekcie struktury jamy. Tak się ten efekt nazywa, tak nazwał. Jak to się zaczęło? Przypadkiem odkrył gatunek chrząszcza, który się nazywa baty plec tes anurus, którego larwy żerują na ryjkowcu. Larwy są składane przez dorosłe osobniki na ryjkowcu i potem one zjadają go od środka.
Ryjkowiec niszczy lucernę, czyli te larwy tak naprawdę są sprzymierzeńcami człowieka w jakiś tam sposób. Ale w każdym razie jest to chrząszcz, który żyje w innym owadzie. I to był efekt, gdzie po prostu same ze słoika wyskakiwały larwy. Prawie ze słoika, ale potrafiły wyskoczyć nawet do pięciu centymetrów te larwy, na wysokość pięciu centymetrów, gdzie to było nierealne. To zaprzeczało w jakiś sposób biologii i grawitacji. Gdzieś doszukał się w książce, że to jest standardowy efekt, że tak się one zachowują, ale nie dawało mu to spokoju i dalej badał to, co się dzieje. Na jakiś czas odłożył. To było w latach 80. wszystko. Na jakiś czas odłożył te badania i później podobny efekt odkrył, gdy był na Syberii, niedaleko takiego jeziora.
To jezioro się nazywało, jeśli dobrze pamiętam Jezioro się nazywało... Teraz sobie już nie przypomnę. Niestety nie zapisałem sobie tego. W każdym razie nad jednym jeziorem zobaczył, że występują tam bardzo dziwne zjawiska. Osunięta ziemia była i tam bardzo źle się czuł, coś wirowało. Bardzo dziwne rzeczy widział w tamtym miejscu i bardzo go to zastanowiło, co się dzieje. Później odkrył, że w tym miejscu były kolejne owady. Owad nazywa się smuklik, czyli pszczoła ziemna. Ta pszczoła wytwarza dziwne jamki, które powodują bardzo dziwne efekty, można powiedzieć antygrawitacyjne, wręcz lewitacyjne. Badał kokony tych pszczół i o dziwo...
Przepraszam, badał kokony tych robaków, Batyplectus anurus i okazywało się, że one niczym się nie wyróżniały od innych robaków czy owadów, te kokony, ale przy zgaszonym świetle, jak zapaliło się światło, on wyskakiwał do góry, tak jakby przejmował energię światła, wykorzystując je do efektu antygrawitacyjnego w jakiś sposób. Później, tak jak mówiłem, zaczął badać pszczoły, gdzie ten efekt był jeszcze bardziej wyraźny, bo one były dużo większe, więc ten efekt był dużo bardziej widoczny i co ważniejsze, te jamki były robione masowo. Jak wiecie, jak pszczoły tworzą ul, tworzą plastry miodu za pomocą budulca, czyli kitu pszczelego czy wosku pszczelego, one budują sobie te jamki i ten efekt jest dużo bardziej wyraźny. On nazwał to zjawisko dziwnej lewitacji efektem struktury jamy. Z języka rosyjskiego można określić efekt struktur porowatych. On to określił effekt połostnych struktur, w skrócie EPS. Bardzo ciekawy efekt, który umożliwia latanie. I tak właśnie doszedł, jak zrobić maszynę lewitacyjną, czyli to swoje latadło. Są zdjęcia tego latadła, są zdjęcia, jak on jest w locie, na niskich odległościach, ale bardzo ciekawe. Linki podam na stronie.
Jest też na stronie Paranormalium artykuł bardzo dokładnie opisujący te zjawiska, tego EPS, czyli efektu struktur porowatych. Wystarczy te plastry pszczele zamontować do maszynki, zmontowanej deseczki, na której możemy stanąć i dzięki temu możemy uruchomić maszynę, która będzie latała. Teraz zaczynają się najśmieszniejsze rzeczy, bo to, że się coś unosi jeszcze okej, jeszcze do przełknięcia, ale on sam opisywał w swoich książkach czy sam mówił o tym, że potrafił wiele godzin latać, czy też latać z prędkościami na poziomie 2000 kilometrów na godzinę, 2500 chyba. Nie wiem, czy miał prędkościomierz. Chyba nie. Nie wiem, jak to określił, że 2500, ale prawdopodobnie z jednego miejsca na drugie dotarł i sprawdził to drugie miejsce i wtedy pewnie określił czas, jaki mu to zajęło. Jeden był problem z tym, że tam jeszcze z czasem zaczynał się kłopot po uruchomieniu tego urządzenia czy też w tym efekcie jamy czy struktur porowatych. Były problemy z czasem, co komplikowało sprawę, że zegarek się najpierw zwalniał, potem przyspieszał. Bardzo dziwne efekty, a finalnie zazwyczaj godzina była ta sama pod koniec tych lotów. Czyli prawdopodobnie najpierw przy przyspieszaniu czas zwalniał, a później przyspieszał przy hamowaniu.
Bardzo dziwne to było, ale dokładnie nie omówił tego, czy za każdym razem tak się działo, że ten czas Później się zgadzał. To było dosyć dziwne. Zazwyczaj nie powinien się zgadzać, ale okej. Absolutnie te wszystkie twierdzenia zostały odrzucone przez naukę akademicką. Nie ma to nic wspólnego. Jeżeli jesteście etymologami, znacie się na przyrodzie i możecie zrobić te eksperymenty, byłoby niezwykle cenne to, czego byście dokonali, bo naprawdę stawką tego jest lewitacja, jest magia XXI wieku, gdzie byście mieli napęd nie z tej ziemi. Oczywiście z tej ziemi, ale wyprzedzilibyście całą naukę świata. Jeszcze raz przypomnę. Batyplektes anurus. Będą linki podane do tych robaków, tak bym określił, więc nie martwcie się, nie będę przeliterował w tej chwili.
Drugi owad to jest właśnie smuklik, pszczoła ziemna. Z tego, co wiem, on napisał książkę po rosyjsku. Jedną albo dwie nawet chyba, ale jedną na pewno, która jest dostępna. Tutaj Ivellios mi pisze, że dostępne fragmenty są książki. „Тайны мира насекомых”. „Tajemnice świata owadów”. Tylko chyba niestety ona jest po rosyjsku. Czyli jednak trzeba ten rosyjski język znać. Ale jeżeli znacie język rosyjski, to możecie dużo wyczytać z tego, co zostawił nam Wiktor Garbiennikow. Może jest coś w tej opowieści, może jest prawdą.
Podobno zniknęły jego latadła, jak to określał. Jego syn też nie ma pojęcia, co się z nimi działo i niestety kompletnie nie wiadomo. Kompletna czarna dziura. Nic nie wiadomo. Jest podobno muzeum Wiktora Garbiennikowa, ale nie ma tych rzeczy, o których dzisiaj sobie mówimy. Najcenniejszych. Są zdjęcia, które wyglądają, że faktycznie można było oczywiście je zrobić w jakiś sposób oszukańczy, ale naprawdę ciekawie wyglądają. Jest to bardzo pomysłowe. Trudno powiedzieć. Widać trochę tak, jakby mógł oszukać to zdjęcie.
Oczywiście to nie jest, że lata gdzieś na dużych wysokościach. Podobno też można zniknąć, jeżeli się bardzo szybko porusza człowiek w takim urządzeniu. A on, jak tłumaczył, dlaczego 2500 na godzinę mógł sobie swobodnie latać z takimi niby sporymi nawet przeciążeniami, że tam występują siły antygrawitacyjne, czyli grawitacja przestaje działać i w tym czasie właśnie, jak przestaje grawitacja działać, to nie oddziałuje na nasze siły, nie ma przeciążeń takich, jakie są poprzez siłę grawitacji. Tutaj jest pytanie. Octavium pyta, czy jonolot może lewitować na Marsie. Oczywiście, że tak, tylko odpowiednio zrobiony. Zwykły, ten, który pokazywałem wam, który budował Jean Naudin, to niekoniecznie. Aczkolwiek budował Jean Naudin takie, które w próżni latają, więc na pewno są jonoloty, które mogą lewitować na Marsie bez problemu. Na Marsie oczywiście jest atmosfera, ale bardzo nieduża. Myślę, że wystarczająca do tego, żeby nawet zwykłe jonoloty latały, ale te ulepszone wersje na pewno będą latały, bo i w próżni mogą.
Więc na pewno to jest jak najbardziej możliwe i podejrzewam, że dużo większy ciąg mają na Marsie, bo mniejsza moc jest potrzebna. Ziemia ma dużo większą siłę grawitacji, więc pokonanie jej wymaga większych mocy. Jeszcze tutaj o Garbiennikowie ostatnie słowo. Jak oceniać tą postać? Był naukowcem. To na pewno wiemy, że był, że oddawał się zawodowi swojemu badacza z całym sercem. Badał. Nie siedział na uczelni, tylko jeździł, zbierał okazy, badał je i w końcu doszedł właśnie do tego, że taki efekt występuje. Ten efekt struktury jamy. Ja bym to uprościł, że jest to energia kształtu.
Tak bym określił to. To jest energia kształtu po prostu. Więc nie wiem. Można spróbować badać te plastry miodu wytworzone przez pszczoły czy też te robaki, które żyją w innym organizmie. Bardzo ciekawe rzeczy, można badać, można sprawdzić i może coś w tym jest. Podobno jak on latał, zinterpretowano to, że to jest UFO, że UFO latało gdzieś tam nad Nowosybirskiem czy w tamtych rejonach i on to skorelował z tym, że to on latał i jego wzięto za UFO. Jest trochę nawet filmów, jak jakiś człowiek lata takim latadłem. Jest sporo filmów, że ludzie albo nie ludzie, nie wiadomo, ktoś lata czymś takim. Bardzo ciekawa sprawa. Zostawmy może tę energię kształtu.
Zapamiętajcie nazwisko Viktora Garbinikowa. To jest wybitna sprawa, bardzo ciekawa, wybitna postać i warto się przyjrzeć temu, bo niekoniecznie to jest śmieszne wcale. Wiem, że ludzie się z tego śmieją, ale myślę, że coś jest na rzeczy. Kolejna lewitacja, którą chciałbym omówić, to jest lewitacja dźwiękowa, którą być może też wykorzystują mnisi czy szamani do tego, aby się samemu unieść w powietrze. Być może jest coś na rzeczy, ale przykładem takiej dźwiękowej lewitacji jest lewitacja Edwarda Leedskalnina. Tak się wymawia Edward Leedskalnin. Był to emigrant z Łotwy, który resztę życia spędził w Stanach Zjednoczonych, głównie na Florydzie i tam zbudował Coral Castle. Właściwie to on nazywał się zupełnie inaczej. Nie Coral Castle, tylko... Wypadło mi, niestety.
W każdym razie inna była nazwa. Ja może nie będę tutaj omawiał dokładnie, czym jest ten Coral Castle. Jest to po prostu zbudowane nowoczesne megalityczne miasto, a przynajmniej nie tyle miasteczko, co budowla megalityczna zbudowana w XX wieku. Odsyłam was do bardzo dobrej audycji kapitana Radia na Fali Tomka, audycji „Hiperprzestrzeń”, gdzie to było dokładnie omówione. Ta sprawa Eda Leedskalnina i jego zamku koralowego Coral Castle. Najciekawsze w tym, że prawdopodobnie używał lewitacji dźwiękowej, czyli akustycznej, ale w sposób, którego dzisiaj nie rozumiemy kompletnie. On napisał książkę o tym. Nie książkę wprost, dokładnie jak i co robić, ale taką nakierunkowującą nas, gdzie szukać i jak to robić. On używał różnych wzmacniaczy elektromagnetycznych, ale też dźwięku. Wiem, że świadkowie, dzieci na przykład, które widziały to, jak on podnosi te kamienie.
On wzrostu miał metr pięćdziesiąt, ważył 50 kilogramów, także był bardzo wątłej postury. Kamienie najcięższe, te które ważyły 35 ton, średnio 7–10 ton, dziesięciotonowe nierzadko głazy, które przenosił sam. Nikt mu w tym nie pomagał. Być może pomagał gdzieś w utajeniu, nie wiemy, ale do przewożenia i przenoszenia takich głazów wymagane są potężne maszyny, dźwigi. To nie są żarty. Egipcjanie też sobie jakoś poradzili. Też mieli i 100-tonowe chyba, i 40-tonowe obiekty i nawet jeszcze cięższe, które też wnosili na górę i umieszczali na górze gdzieś. Ale tutaj mówimy o jednym człowieku. Tam były setki, tysiące osób. Natomiast tutaj jest pojedynczy człowiek i on właśnie podobno śpiewał, podobno dźwiękowo podnosił te głazy, wykorzystując też swoje maszyny, jakieś różne elektromagnetyczne, które też mu pomagały w tym.
To dzieci zaobserwowały to i doniosły, że coś takiego ma miejsce. Bardzo ciekawa historia. Jest to na Florydzie. Ten zamek do dzisiaj stoi, jest atrakcją turystyczną Florydy, więc polecam wam tę sprawę, żeby zainteresować się tą lewitacją dźwiękową. Edward Leedskalnin twierdził, że te piramidy i inne różne megality bardzo często były budowane właśnie w taki sposób, jak on budował, czyli wykorzystując właśnie tę dźwiękową lewitację. Czy też może elektromagnetyczną lewitację powiązaną z nią, ale jednak opartą w jakimś stopniu na dźwięku. Mamy jeszcze elektromagnetyczną lewitację kompletnie nieakceptowaną przez naukę, tak zwany efekt Hutchinsona. W latach 80. nijaki John Hutchinson, Kanadyjczyk, wynalazca bez formalnej edukacji, ale można powiedzieć inżynier, bo bardzo dobrze opanował elektrykę, elektronikę i różne urządzenia łączył ze sobą, uzyskując finalnie Hutchinson effect, czyli efekt Hutchinsona. Kiedyś, jak oglądaliście Discovery czy jakieś kanały, które puszczały jeszcze paranaukowe sprawy, to mogliście zobaczyć, jak ten efekt Hutchinsona wygląda.
W internecie można zobaczyć, bo są te filmy udostępnione. Wygląda to fenomenalnie. Kula, topią się różne rzeczy, metale. Bardzo dziwne efekty zachodzą, niespotykane zupełnie. Świadkami tego byli także naukowcy z tajnych laboratoriów czy laboratoriów służb specjalnych czy wojskowych. Oczywiście naukowcy to wyśmiali i mówili, że nic z tym nie ma, że to jest kompletna bzdura. Nie da się powtórzyć tego. On to swoje laboratorium odsprzedał ludziom, więc nie zajął się tym do końca. Nie mógł stwierdzić, skąd to się bierze, że to jest bardzo zaawansowana sprawa, ale odkrył, że puszczając prądy, jakie miał Tesla kiedyś w swoich laboratoriach, on też używał bardzo dużych mocy, Hutchinson, można uzyskać bardzo dziwne efekty innych wymiarów. To są w ogóle nieznane rzeczy jeszcze XX-wiecznej nauce na pewno, a XXI-wiecznej mam nadzieję, że niedługo będą to rzeczy standardowe, ale jednak póki co te rzeczy są kompletnie nieznane.
Jest to zupełnie, bym powiedział, nawet nie tyle przemilczane, co uznane za wariactwo, że Hutchinson jest wariatem dla naukowców i nie ma w tym nic niezwykłego. Jeśli te filmy są prawdziwe, to nie jest wariatem, tylko faktycznie coś osiągnął. Kwestia tego, czy filmy, które pokazał, są wiarygodne. Trudno ocenić, ale wydaje się, że tak, że faktycznie na coś wpadł. Za pomocą tych urządzeń elektromagnetycznych, czyli takich jak Tesla miał różnych lampowych, tranzystorowych, wysokonapięciowych, wysokoczęstotliwościowych, ze zmianą częstotliwości następowały tego typu efekty, gdzie w pokoju lewitowały kula armatnia czy kula do bilarda. Niesamowite rzeczy. Także polecam wam zapoznać się z Johnem Hutchinsonem, z tą postacią. Było dużo programów na jego temat, na przykład w Discovery Channel, jeszcze w latach 90. filmowane, puszczali te rzeczy, kiedy jeszcze zajmowali się tymi sprawami. The Learning Channel i Nippon Television.
To prawdopodobnie japońska telewizja. Teraz bym przeszedł już do ostatniej lewitacji nienaukowej, czyli takiej paranormalnej lewitacji, ale w przyszłości myślę, że będzie jak najbardziej normalną. Jest to antygrawitacja, czyli lewitacja antygrawitacyjna. Zastosowanie już zupełnie antygrawitacji. Nauka troszeczkę wspomina o antygrawitacji, że niby może być, ale raczej nie, że Newton zakazuje tego, Einstein formalnie też, że energia całkowita również jest dodatnia, że nie ma oddziaływania odpychającego w grawitacji, jest tylko działanie przyciągające. Naukowcy doszli do tego, że jeśli będziemy mieli jakąś materię o ujemnym ciśnieniu, dotychczas nie jest odkryta, ale hipotetycznie można sobie wyobrazić taką materię o ujemnym ciśnieniu, wtedy na pewno nastąpi zjawisko antygrawitacji. Siły niegrawitacyjne przeciwdziałające ciążeniu. Ta antygrawitacja inna niż oparta o siłę odrzutu i spalania paliwa wodorowego i jądrowego. Być może właśnie te elektromagnetyczne zjawiska, które spowodują ten efekt antygrawitacyjny. To są bardzo ciekawe rzeczy związane z antygrawitacją.
Tu mam parę kwestii do opowiedzenia. Bo myślicie, że UFO musi mieć coś związanego z antygrawitacją, ale za chwilkę dojdziemy do standardowego UFO, kosmitów, latającego spodka tak zwanego. Wróćmy jeszcze chwilę do XX wieku. Były niesamowite rzeczy. W latach 40. Niemcy według niektórych badaczy, na przykład Igora Witkowskiego, dokonali przełomu w napędach, nie odrzutowych, ale właśnie w napędach, w dziedzinie napędów i odkryli die Glocke, czyli dzwon. Taki napęd, który był napędem antygrawitacyjnym. Na nim były oparte tak zwane Foo Fightery, czyli świecące kule, które straszyły aliantów. One tak naprawdę nic nie robiły, jedynie zakłócały aparaturę na pokładzie statków aliantów oraz straszyły mocno aliantów, bo ich wygląd był niesamowity. To nie były żadne samoloty, a po prostu świecące kule.
Wydaje się: jak? Świecące kule Niemcy robili. Czy ty jesteś, Klodzie, normalny? Tak pewnie ktoś może sobie pomyśleć. Tak, można to bardzo prosto wyjaśnić. Po pierwsze świecenie spowodowane najprawdopodobniej było plazmą, że dookoła tej kuli wytwarzała się plazma w zjawisku takim, jakiego jeszcze nie rozumiemy. A napęd z kolei też wiemy, jaki był ze względu na to, iż Niemcy korzystali z wiedzy starożytnych. Nie wiadomo jakich starożytnych, ale ze starożytnych Wed, z opisów buddyjskich. Być może te wyprawy do Tybetu po to służyły, aby uzyskać więcej informacji na temat tych napędów i być może uzyskali też napęd. Ale jak on działał?
To bardzo prosto da się wyjaśnić. Była tam bardzo szybko krążąca w przewodach rtęć. Rtęć jest metalem przewodzącym prąd i jeśli bardzo szybko rozpędzimy tą rtęć w torusie, to uzyskamy, o dziwo, niesamowite właściwości. Antygrawitację. Tak, właśnie uzyskamy antygrawitację. Wytworzy się pole elektromagnetyczne dookoła tego statku czy ogólnie jakieś dziwne rzeczy zaczną się dziać i będzie ta plazma. Pojawi się plazma na czubku czy gdzieś dookoła tego urządzenia, które mamy, tego Foo Fightera. Będzie po prostu świeciło dla nas. A tak naprawdę to świecenie wynika z efektu ubocznego, bo wydaje mi się, że raczej Niemcy nie chcieli, żeby te obiekty świeciły, tylko żeby latały, żeby były niewidoczne i bardziej mogły się gdzieś ukryć. Natomiast one świeciły.
I takie jest wyjaśnienie. Wyobraźcie sobie, że w Wedach są właśnie te opisy, że krążąca rtęć bardzo szybko, obracająca się rtęć, tam jeszcze była mika, chyba też jakieś inne różne substancje. I to Niemcom się udało zrealizować, że był ten silnik antygrawitacyjny. Efekt. Z czego on wynika? Nikt nie wie i nie wiadomo, czy to jest prawdą, ale nikt nie bada. Wyobraźcie sobie, nikt, absolutnie nikt z naukowców nie weźmie rtęci i nie rozpędzi jej do kilkunastu tysięcy obrotów w toroidalnym urządzeniu wielkości na przykład metra, żeby było dosyć spore, bo to chodzi o to, że im większy ten efekt, tym podobno jest lepiej widoczny. Czyli jak będziemy pomniejszali, ten efekt będzie dużo mniejszy. Więc bardzo ciekawa rzecz. Kolejna zbliżona rzecz do tych Foo Fighterów to są działające modele, a właściwie statki powietrzne Johna Searla.
Może ktoś z was pamięta Johna Searla. Jeszcze żyje do dzisiaj. Ostatnio sprawdzałem, że wszystko jeszcze okej jest z nim, ale już jest niestety wiekowy. On w latach 60. budował obiekty latające w kształcie spodków, które po prostu latały jak spodki. Może nie do końca latały jak spodki, bo te przeciążenia były i tak dalej, ale unosiły się, po prostu lewitowały jak spodki. I nie wykorzystywały jakiegoś odrzutu, jakichś innych znanych, czy także nie stosowały odrzutu jonów. Czyli to nie były jonoloty, tylko były to normalne latające spodki. One miały napęd za pomocą magnesów. Okazało się, że przy odpowiednim rozpędzeniu magnesów, które odpowiednio też zaprojektujemy, system sam napędza się.
To znaczy wytwarza się energia nie wiadomo skąd i cały czas te elektromagnesy cały czas szybciej się rozpędzały. Szybciej, jeszcze szybciej i tak dalej. I dzięki temu dodatkowo ten obiekt się unosił przez to. Następował efekt antygrawitacyjny, także wykorzystujący efekt elektromagnetyczny, który przekształcał się w antygrawitację. Trudno powiedzieć, ile jest w tym prawdy. Jest trochę zdjęć, były opisy w gazetach. To nie jest tak, że on sobie to wymyślił i tego nigdzie nie było. To opisywało czy BBC, chyba tak, chyba nawet telewizja zrobiła o tym reportaż. A w gazetach było to szeroko opisywane w latach 60. Tak że to nie to, że ten facet jest znikąd, John Searle, że jest to jakiś wymysł.
Po prostu to miało na serio miejsce. Jest to związane z antygrawitacją. Te dwie rzeczy najbardziej. Jeszcze na sam koniec chciałbym mówić UFO. Tutaj jeszcze tylko przytoczę, Octavium pisze, że statki Niemców mogły wykorzystywać elektryczne właściwości jonosfery. Być może tak. Oczywiście nie mam tutaj zdania. Nie mam zdania i nie mam wiedzy, czy tak mogło być, czy nie. To już do fachowców odsyłam. Ale o UFO, tych statkach kosmitów, czyli latających spodkach, umówmy się, to są latające spodki i wiemy, że posługują się lewitacją na 100%, bo wiemy, że one lewitują, mogą się unosić, w jednym miejscu mogą stać bezgłośnie przez godzinę.
Nie ma problemu. Mogą sobie latać jak chcą i jest tutaj lewitacja jak najbardziej. Pytanie tylko jaka? Uważam, że wszystkie przytoczone naukowe metody można wykreślić. Czyli ciśnieniową, nadprzewodnictwo magnetyczną, elektromagnetyczną, akustyczno-optyczną, które znamy. Wykreślamy. To nie jest to. To jest zupełnie coś innego, ale mamy nienaukowe, które możemy wykorzystać. I tak, mamy medytacyjną, religijną. Ona jest dosyć wątpliwa też i raczej nie wydaje mi się, że to jest ta.
Spirytystyczna. Też bym ją odrzucił. Energia kształtu. Wydaje się, może, ale raczej też nie sądzę, bo wyglądają dosyć nowocześnie te statki i nie ma tam żadnych jamek, które UFO miałyby gdzieś jakieś dziurki, żeby tą energię kształtu wykorzystywały. Dźwiękową. Z reguły są bezgłośne albo mają specyficzny dźwięk, ale raczej to też nie jest dźwięk. Elektromagnetyczną, czyli efekt Hutchinsona. Być może. Trudno powiedzieć, ale na 99,9% uważam, że to jest po prostu antygrawitacyjna lewitacja, czyli wykorzystująca zjawiska, które doprowadzają do odwrócenia siły grawitacji i najprawdopodobniej są właśnie tego typu efekty, które były w Foo Fighterach, być może w tych modelach Johna Searla, może jeszcze coś innego, ale z tym związane rzeczy. Na pewno działa to tak, że włączamy, wyłączamy grawitację, przełączamy tak jak w maglevie, żeby unosił się w tym maglevie elektromagnetycznym.
Właśnie jest tak zastosowane, że jest przełączanie biegunów. Pach, pach, pach, pach, pach, pach, czyli przyciąganie, odpychanie, przyciąganie, odpychanie. I tak samo jest tutaj, w tej antygrawitacji w spodkach kosmitów i tego jestem pewny na... Na 100% nie mogę, bo to jest hipotezy zupełne, ale jest takie przełączanie bardzo szybkie grawitacji, antygrawitacji, czyli muszą być tam zastosowane jakieś rzeczy, oni muszą rozumieć to. To nie jest zrobienie na zasadzie Foo Fightera i zakładając, że Niemcom się to udało, że po prostu przypadkiem i latają, ale za bardzo boją się tym latać. Rozbija się to w ogóle, nie wiedzą dokładnie, o co tu chodzi. Po prostu skopiowali te opisy z wed czy opisy starożytnych. Natomiast kosmici wiedzą, o co chodzi w tym wszystkim. Znają to, reprodukują to i stosują. I dlatego tak bardzo niezawodne są ich statki.
Można powiedzieć, że bardzo niezawodne. I uważam, że to jest właśnie ten ostatni antygrawitacyjny stosowany przez kosmitów. I dlatego jest to tak ważne, bo skoro oni latają, to my też w przyszłości będziemy. To jest nasza przyszłość. Naszą przyszłością nie są lewitacje naukowe, tylko właśnie lewitacje nienaukowe, które dopiero nauka odkryje w przyszłości. A skąd wiemy, że one są? Bo nawet zakładając, że Foo Fighterów nie było, John Searle też nic nie zrobił. Efektu Hutchinsona nie ma. Led Skalnin też nie robił żadną dźwiękową. Wiktor Garbiennikow też nie zrobił żadnego latadła.
I spirytystyczne i medytacyjne, religijne też nikt nigdy w życiu się nie uniósł nawet na milimetr. Okej, ale kosmici tu przylatują, dolatują i latają na naszym niebie codziennie. I widzimy, że ich statki lewitują bezgłośnie bardzo często. Aczkolwiek tu Dorota mi zarzuca na czacie, że dźwięk UFO może być niesłyszalny, więc co wtedy? Może być niesłyszalny, ale jest to mało prawdopodobne, bo duże obiekty wytwarzają bardziej słyszalny dźwięk, więc jakiś dźwięk powinien się przedostawać. Czasami zdarza się, że jest słyszalny ten dźwięk, ale mówię, to są hipotezy. Może tak, może nie. Tutaj Octavium jeszcze pisze, że Tesla miał rację, że można wykorzystać elektrostatykę jonosfery do lewitacji. Być może oczywiście. Nie wiem, jak to zrobić.
Jeśli ktoś wie, to bardzo bym prosił omówić to, napisać co i jak. Dlatego uważam, że lewitacja nienaukowa jest w 100% możliwa, bo to obserwujemy po prostu w spotkaniach kosmitów. Więc tutaj nie ma, że nie ma tego. Po prostu jest, tylko my tego jeszcze nie znamy. Jest z nami Armor Cage. Witaj.
[01:43:48] - Witam serdecznie. Na pewno nie dorzucę może czegoś nowego do tego, co mówisz, bo tak troszeczkę chciałem się tylko też wypowiedzieć. Jak mówiłeś o pierwszych próbach tworzenia Die Glocke i tego typu rzeczach, to z tego, co wszyscy wiemy, oczywiście te Paperclip i tak dalej, że Amerykanie wzięli tych Niemców. Kiedyś oglądałem taki film, też już stary, z takich typu „Niedowiary” programów, gdzie to puszczano i gdzie jakiś człowiek się bawił troszeczkę wysokimi napięciami i można być, że podłączył pod coś w rodzaju parasola czy czegoś tego typu, co by miało konstrukcję à la balon, tylko że z drutów pokrytych na przykład jakąś folią. Przy podłączeniu odpowiednio wysokich napięć zaczynało to latać. To już chyba o tym wspominałem kiedyś, czy rozmawialiśmy w ogóle o tym w którejś z audycji i to było takie rozważanie, jakie to są energie, co wchodzi w to, czy jakaś antygrawitacja na czymś polega. Jak to jest w ogóle z tą grawitacją? Bo ciężko jest do końca określić, co na nią wpływa, no nie? Później, jak oglądałem jakieś filmy o UFO, jakieś tego typu rzeczy, chodzi o dokumenty konkretne, też była mowa często o takich metodach napędu antygrawitacyjnych, magnetycznych i o tym, że nieraz się tworzyło coś w rodzaju takiej może nie cewki, ale czegoś tego typu, gdzie przy odpowiednim napięciu to rzeczywiście się rozgrzewało bardzo mocno, ale to zaczynało się unosić po prostu. Było wiele takich informacji o tym i zdjęć pokazanych, gdzie te UFO, gdzieś sfotografowane, kiepskie bo kiepskie, ale jakieś opisy świadków świadczyły o tym, że spód tego UFO się tak jakby świecił.
Był taki rozżarzony. Więc kto wie, mogły to być jakieś testy nasze ziemskie, te pierwsze pierwotne takie próby utworzenia tych statków. Jak to jest tak do końca ciężko powiedzieć, bo ich technologia, tych obcych, jeżeli oni przylatują tu i tak dalej, bo ja uważam, że przylatują, to jest na pewno na znacznie wyższym poziomie niż nasza i bardzo często my nie obserwujemy ich, tylko nasze próby raczej, nie? Bo oni na pewno na tym swoim poziomie też i potrafią się ukryć przed nami w sensie niewidzialności, nie?
[01:46:34] - Wiesz, owszem, myślę, że tak, ale myślę, że po prostu pokaz tego, że oni są, to jest po prostu pobudzanie naszej inteligencji. To tak jak w filmie „Odyseja kosmiczna 2001”, gdzie jest ten czarny monolit, który pobudza inteligencję małp czy takich małpoludzi. I od tego momentu zaczyna się po prostu jakaś inteligencja, że od tego momentu one rozumieją, że po prostu wszechświat jest inny. To nie jest tylko życie, które mają, ale jeszcze coś innego jest. I myślę, że to właśnie jest w ten sposób, że mogą się oczywiście ukryć, ale nie robią. Czasem robią, owszem, ale często nie. Po prostu często pokazują swoją obecność, żebyśmy my wiedzieli, że nie jesteśmy pępkiem świata, że tu cywilizacja to nie jest wszystko, że jesteśmy tak naprawdę dziećmi dopiero, które wchodzą do wielkiej grupy cywilizacji, które już funkcjonują od dawna, od milionów, nawet być może miliardów lat. I tak naprawdę jesteśmy takimi dopiero niedorozwojami, które potrzebują pomocy w jakiś sposób.
[01:47:45] - Oni by nas mogli uznać za jaskiniowców troszeczkę.
[01:47:49] - Raczej tak.
[01:47:51] - Ale à propos jeszcze może tego początku twojej audycji, bo to też stały słuchacz, który często wiem, że dzwonił do innych audycji tego typu jak do „Nautilusa”. On wspominał o tym, że to też takie dziwne by było, gdyby istniała taka maszyna do kopania tuneli. Pamiętasz te na energię atomową? A przecież też fajną robiłeś audycję odnośnie podziemnych tuneli i prób ich stworzenia. Przecież są na to patenty. Rzeczywiście ja to też podchwyciłem, jak robiłem swoją audycję i też to użyłem. Są nawet te fotki, no nie? Jakichś niby ludzi, którzy rzeczywiście stoją przy takiej maszynie i wiele wskazuje na to, że ona istnieje. Jeżeli patenty są na nią, to ktoś mógł się pokusić o jej skonstruowanie. A to, że o tym nie trąbi się, powiedzmy w TVN-ie, to nie znaczy, że to nie istnieje.
I tu tak samo w drugą stronę z tym UFO, o którym ja mówiłem i tak dalej, to też przytaczali ludzie, ci interesujący się tym, powiedzmy, bazą Area 51 i tego typu rzeczami, że ile lat wcześniej bawili się oni z tymi technologiami, które mamy obecnie, czyli na przykład ten bombowiec B2. Takie rzeczy niewykrywalne dla radarów i tak dalej.
[01:49:09] - No to pewnie lata 50., 60.
[01:49:12] - Jeszcze nawet wcześniej oni się tym bawili, a to dopiero teraz wyszło. Dopiero teraz to mamy. Oni od ilu tam lat? Teraz to już ciężko jest określić. To jest 60? 70 lat, można powiedzieć, mają zabawę z technologiami typu UFO, więc ciężko jest teraz uważać, że do niczego nie doszli.
[01:49:35] - Tak. To są duże zagadki, czy faktycznie na przykład te trójkąty czarne są ziemskie, czy są kosmitów.
[01:49:44] - Ja się z tobą zgadzam, że część z nich to oni się pokazują nam, żebyśmy myśleli o tym, że nie jesteśmy sami.
[01:49:53] - To jest trudno powiedzieć, jak jest, bo trudno orzec, jakie mają intencje, jakie mają kosmici wobec nas zamiary. Czy chcą nas pobudzić, czy chcą nastraszyć trochę, czy po prostu testują, czy w ogóle będziemy dalej małpami przez dalej sto lat? Czy się obudzimy?
[01:50:25] - Temat jest straszny. Kto wie, czy u nich NWO nie zwyciężyło i się nie zgadali z naszymi. Tylko że my musimy się na to zgodzić, na takiej zasadzie, że przyjąć musimy to jarzmo, a nie musi być nam narzucone. Kto wie, może są jakieś prawa dodatkowe, kosmiczne, które gdzieś sterują, a my o tym jeszcze nie wiemy, bo nie za bardzo jarzymy takie rzeczy. Może wracając do tematu, bo trochę mi to umknęło, powiem ci szczerze na końcu. Ty jeszcze poszeregowałeś te wszystkie różne metody lewitacji i tak dalej. W końcu którą uważasz za tą najbardziej związaną z kosmitami, z naszą przyszłością, z tym, co jest najbardziej prawdopodobne albo mniej?
[01:51:16] - Myślę, że absolutnie tą antygrawitacyjną. Każda z nich w jakimś sensie jest antygrawitacyjna. Ale antygrawitacyjna, że wytwarza się siłę antygrawitacji, a nie siłę przeciwdziałającą grawitacji. Czyli wytwarzamy ujemną grawitację. I myślę, że to są właśnie te rzeczy, które nie wiadomo, na czym są. Na przykład ten gość, Bob Lazar, który uważam, że nie jest wiarygodny. Ale powiem, co on mówił. On twierdzi, że napęd antygrawitacyjny wytwarza się za pomocą reaktora jądrowego antymaterii. Czyli mamy pierwiastek o numerze 115, który tak naprawdę nie został do końca wytworzony. Został jakiś tam izotop, ale nie taki, co mówił Bob Lazar.
W każdym razie mamy tą antymaterię. Z tej antymaterii uzyskujemy proton, który uderza w antyproton. To znaczy z tej antymaterii mamy antyproton, strzelamy protonem i uzyskujemy olbrzymią ilość energii dzięki temu. Tam jest jakiś wzmacniacz fal grawitacyjnych, który odwraca grawitację i można sterować wtedy dzięki temu grawitacją w tym reaktorze. Tylko on potrzebuje olbrzymiego zasilania, żeby wytworzyć i po to jest właśnie ta antymateria. Czyli paliwem tych statków jest właśnie ten pierwiastek o numerze 115. Dzięki temu mamy możliwość sterowania grawitacją, czyli możemy albo odpychać się, przyciągać. Bo też czasami przydatne jest, bo tylko odpychanie nie jest korzystne. Czasami też warto przyciągać, ale zwykłą grawitację uzyskujemy, odłączając system. Czyli tylko potrzebujemy energii na antygrawitację, bo grawitacja standardowo działa bez używania energii.
[01:53:32] - Bob Lazar to też ciężko powiedzieć, czy on w końcu mówi prawdę.
[01:53:37] - Czy to prawda, czy nieprawda.
[01:53:37] - Phil Schneider też mówił przecież o różnych pierwiastkach teoretycznie, których nie ma. Czy zabawy różne jakieś, które podobno były albo nie było. I to też ciężko wyczuć, szczególnie biorąc pod uwagę te różne jego historie, takie dosyć niewiarygodne.
[01:53:54] - Phil Schneider wydawał mi się przynajmniej dużo bardziej wiarygodny. On naprawdę to był gość taki, który naprawdę coś przeżył. Ja nie wiem co, ale pokazywał, że miał te szramy. Że nagrał dużo materiałów i w końcu jednak się powiesił. Teoretycznie popełnił samobójstwo, ale to wiadomo, że go zabili.
[01:54:17] - Ale to on samobójstwo popełnił? Mi się wydawało, że on gdzieś w wypadku jakimś zginął, wracając z jakiegoś konwentu tego typu.
[01:54:23] - Oficjalnie samobójstwo popełnił, ale nawet jego była żona nie wierzyła w to i po części potwierdzała jego słowa. Tak naprawdę ona też nie wiedziała do końca o tych sprawach, bo to było po prostu ściśle tajne. To jest tak jak podwójne życie. Jak ktoś jest agentem na przykład. Też rodzina nie wie, co robi agent. Agent robi różne rzeczy, różne złe rzeczy też często, a rodzina nie ma pojęcia, co on robi w życiu. Też tak jest z żołnierzami. Żołnierze oczywiście mogą mówić, ale nie chcą bardzo często mówić, że do Afganistanu jadą, mordują dzieci, a później jak przyjeżdżają do Polski, to nie mogą się pozbierać z tego. Często też samobójstwo popełniają czy po prostu załamanie następuje ich. I też nie rozmawiają z rodziną o tych sprawach, bo to są sprawy bardzo przykre, trudne.
I tak samo tam mogło być właśnie w przypadku Phila Schneidera, że po prostu duża część, a może i wszystko było prawdą. Nawet jeżeli ułamek tego, co on przeżył, było prawdą, to jest niesamowite. On takie rzeczy opowiadał, że to jest kosmos. To są rzeczy z czasopism science fiction czy z książek science fiction wręcz.
[01:55:43] - Tak, to tak jak z powiedzeniem, że największe spiski nie muszą być ukrywane. Bo tak jak mówiłeś zawsze i to też jest znane, że niedowierzanie ludzkości powoduje, że nie muszą być ukrywane. Tak parafrazując. Wracając do tematu lewitacji i tak dalej, bo tak odchodzimy, to w sumie najważniejsze jest zrozumieć, na czym polega tak naprawdę grawitacja i to wszystko, co nas otacza. Te siły, które występują, bo na pewno wielu z nich jeszcze nie znamy. Cały czas jest coś do poznania, tak mi się wydaje. I będziemy mieli przez jeszcze tysiące lat rzeczy do odkrycia, poznania i wynalezienia. Najważniejsze chyba poznać jednak, na jakiej zasadzie to działa. Wtedy będziemy mogli się tym już posługiwać, jak będziemy chcieli. Dobra, nie będę zajmował czasu, bo jeszcze pewnie chcesz zakończyć jakoś ciekawie.
[01:56:43] - Tak, będę kończył, bo jestem zmęczony. Też i temperaturą i ogólnie.
[01:56:49] - To nic. To pozdrawiam ciebie i pozdrawiam słuchaczy. I jeszcze wracam na odsłuch.
[01:56:54] - Dziękuję. Cześć Armor Cage. To był Armor Cage z porcją informacji. Także prowadzi swoją audycję albo prowadził. Nie wiem, nie powiedział na koniec. Następnym razem się o to go zapytam. Także dzisiaj już chcę zakończyć audycję. Dziękuję wam, że byliście. Tego nie wiem, jaka lewitacja jest używana w spodkach, w talerzach latających kosmitów, ale wiem na pewno, że te lewitacje istnieją i one będą odkryte w tym wieku. Być może jeszcze za naszego życia.
Za tydzień będzie audycja nagrywana, ale też bardzo ciekawa o podróżach. A dzisiaj już kończę. Trzymajcie się, miłego weekendu. Cześć.