[00:01] - Teoria chaosu.
[00:23] - Welcome to the real world. Deny everything. No one...
[00:43] - The truth is out there. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest audycja Teoria Chaosu. Jak co tydzień w piątek po północy audycja o spiskach i rzeczach niewyjaśnionych. Dzisiaj mamy 19 lipca, czyli lato w pełni. I tak też jest tutaj w Irlandii bardzo gorąco, jak tydzień temu. Nic się nie zmieniło w tej kwestii, ale zmienił się temat. Dzisiaj mamy zupełnie inny temat niż tydzień temu. Mała niespodzianka, bardziej technicznie i w taki sposób, który chyba ja najbardziej też lubię, że możecie to sprawdzić w domu, to wszystko, co dzisiaj będzie mówione. Jest to niesamowite, ale nikt tym się tak naprawdę nie zajmuje w Polsce.
W Polsce na pewno, za granicą też nie bardzo. Jest to przerażające, że stoimy w miejscu. Ale dobrze. Przypominam, że tą audycję możecie słuchać w Radiu Paranormalium oraz Radiu Nafali. Także polecam wejść na stronę audycji teoriachaosu.com.pl i tam możecie przesłuchać sobie archiwalne audycje oraz możecie zostać sponsorami, gdzie macie wtedy dostęp do tak zwanej strefy premium, w której dużo nie ma, ale zawsze są jakieś takie małe smaczki dla tych ludzi, którzy sponsorują tą audycję, przez co chce mi się bardziej nagrywać dzięki wam. Także dziękuję wam bardzo za to. Może zacznę od newsów, bo mamy niestety jeden, jeden mam news, niestety smutny. Być może niektórzy z was znają pana Sergio Foccargiego, profesora Sergio Foccargiego, który był fizykiem, włoskim fizykiem. Niestety zmarł 22 czerwca. Przegapiłem jego śmierć trochę, bo nie miałem, przyznam się, w ostatnim czasie miałem i przeprowadzki i mnóstwo pracy, także zawodowej.
Nie mogłem się skoncentrować na śledzeniu wszystkich informacji. Skoncentrowałem się na Snowdenie i różnych innych sprawach. Natomiast sprawa zimnej fuzji jakoś tak przycichła z jednej strony i nie śledziłem tego, ale w każdym razie 22 czerwca zmarł. Bardzo się zdziwiłem, bo jeszcze kilka miesięcy temu widziałem go na takiej prelekcji TED w wersji włoskiej, ale możecie w internecie zobaczyć Sergio Foccargi na TEDzie, tak zwanym TEDzie we włoskiej wersji tego TEDa. Mówił właśnie o zimnej fuzji w sposób naukowy. Bardzo niesamowite rzeczy. Jest to bardzo dziwne, że zmarł właśnie w tym czasie teraz, ale podobno chorował dłuższy czas, więc no nie chcę tutaj przesądzać, czy był spisek, czy nie było, bo naprawdę on jest wielkim zagrożeniem dla establishmentu. Tacy ludzie jak pan Sergio Foccargi. A przypomnę tylko, czy powiem o nim kilka słów. Był profesorem na Uniwersytecie Bolońskim, fizykiem, specjalistą od fizyki atomowej.
Był członkiem prezydium Włoskiego Stowarzyszenia Fizyków. Od 1992 roku zajmował się zimną fuzją opartą na reakcjach wodoru z niklem. Był inspiratorem i konsultantem Andrea Rossiego, który stworzył pierwszy działający reaktor tego typu. Oczywiście nie mamy pewności stuprocentowej, czy ten reaktor działa faktycznie, ale naprawdę jest wielce prawdopodobne, że tak, że ten reaktor działa. Być może nie zachodzi tam reakcja fuzji jądrowej, zimnej fuzji, być może jakieś inne reakcje, które także, których jeszcze nie znamy. Nieważne. Ważne, że wytwarza się energia i to chyba jest tak naprawdę clou i najważniejszą rzeczą, którą chcemy osiągnąć, bo tak naprawdę chcemy energii, a nie tego, żeby akurat to musi być zimna fuzja. Nie. To jest druga sprawa. Najważniejszą sprawą jest to, aby byśmy mogli uzyskać energię z tego.
No niestety zmarł pan Sergio Foccargi. Szkoda, wielka szkoda. Siedem, osiemdziesięciojednoletni naukowiec. No wiadomo, myślimy, że będziemy żyli wiecznie. Niestety. Ale, ale cóż. Także jego spuścizna pozostanie i wielką pracę, którą zrobił tutaj dla, dla ludzkości całej można powiedzieć, bo, bo jeśli okaże się to prawdą, że mamy działający reaktor fuzji, jest to na pewno największe odkrycie XXI wieku, a przynajmniej jedno z największych, można powiedzieć końca XX wieku. Bo tak naprawdę, jak już tutaj wam mówiłem, od dziewięćdziesiątego drugiego roku XX wieku pracował nad tym pan Sergio Foccargi. Kolejnego newsa mam właściwie newsa, nie newsa, taką erratę, poprawienie błędów z historii Teorii chaosu. Także oczekuję, że wy będziecie sprostowywali wszystkie błędy, które popełniam, bo przygotowuję wszystko sam.
Niestety, także z pomocą Słuchaczy, którzy przesyłacie mi maile, dziękuję bardzo. Wszystkie czytam. Nie na wszystkie niestety odpowiadam, ale wszystkie czytam i często wykorzystuję w audycjach. Także piszcie mi. Dziękuję wam serdecznie. To poprawienie jednego błędu, w którym mówiłem o medycynie i błędach medycyny, kiedy nie zalecano brania kiszonej kapusty i różnych warzyw, owoców, aby walczyć ze szkorbutem. Uważano to za bobo. Po części jest to prawdą, ale jednak niejaki James Lind, XVIII-wieczny lekarz, medyk, w połowie XVIII wieku napisał pracę naukową, w której stwierdził, że cytrusy leczą szkorbut. 400-stronicowa praca pod tytułem „Traktat o szkorbucie”. Brytyjska marynarka wojenna wprowadziła zapasy owoców na pokład każdego statku swojego militarnego, czyli wojskowego, jeszcze w XVIII wieku, a w XIX wieku wprowadzono praktycznie na wszystkie statki obowiązek, a właściwie do diety wprowadzono cytrusy, owoce, warzywa.
Ale przede wszystkim cytrusy, żeby walczyć ze szkorbutem. Tak naprawdę szkorbut był największą przyczyną śmiertelności marynarzy. Nie żadne inne choroby, a szkorbut. O tym się często zapomina, ale myślę, że jednak to, że nie zabierano później kapusty kiszonej, to jest przemilczane przez naukę, ale to są też fakty. Oczywiście ja nie mówię, że nauka zawsze jest zła, bo to jest nieprawda. Absolutnie nie. Dzięki temu mamy mnóstwo wynalazków. Także powinniśmy tylko, że nauka w tej chwili przyjęła rolę Kościoła z wieków średnich. Zresztą to już kiedyś mówiłem, jeszcze w 2010 roku i powtarzam to z uporem maniaka, bo tak niestety jest, że nauka dzisiaj cenzuruje się sama. Jest autocenzura nałożona nauką i to jest coś przerażającego.
Dlatego mamy tak mało odkryć, tak mało rozwijamy się. A nauka jak najbardziej. Nauka powinna być jak najbardziej otwarta, dopuszczalne do dyskursu wszystkie możliwości i oczywiście odrzucanie w czasie tych, które się nie sprawdzają. Także to taka errata, poprawienie błędu mojego. Dzisiejszy temat zacznę jak zwykle cytatem: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i wtedy pojawia się ten jeden. Ten, który nie wie, że się nie da. I on właśnie to coś robi”. To powiedział Albert Einstein o tych ludziach, którzy przychodzą, nie bardzo wiedzą, co robią, ale robią i o dziwo uzyskują fenomenalne efekty. Tutaj mam listę urządzeń, o których dzisiaj będziemy mówili, bo będziemy mówili właśnie o urządzeniach jeszcze z XX wieku, które możecie zbudować u siebie, ale na których będzie zbudowany XXI wiek. Nie wiem, czy dożyję tego, że te wszystkie urządzenia, o których powiem, będą zbadane i wdrożone i jeszcze jakieś niewiadome rzeczy z nich powstaną.
Nie wiem tego, ale na pewno możecie w domu wy być takimi Nikolami Teslami, możecie być innymi odkrywcami czy wynalazcami u siebie w domu. Mamy pierwszy telefon, więc zanim przejdę do pierwszego wynalazku, to jeszcze tylko powiem, że tematem audycji, żeby już być w pełni ścisłym, warsztat XXI wieku, czyli budujemy urządzenia wykraczające poza naukę XX wieku. Nauka będzie XXI wieku i warsztat XXI wieku. Najpierw zaczyna się warsztat, później dopiero przychodzi nauka, żeby opisać pewne rzeczy, o których mówimy. Mamy pierwszy telefon. Z nami jest stały słuchacz. Witaj stały słuchaczu. Przypomnę tylko, że możecie dzwonić, radionafali.com, Skype. Jeszcze dzisiaj jest niestety Skype. Polecam też przejść ze Skype'a na inne systemy.
Jeszcze niestety dzisiaj nie udało mi się przejść w pełni, aby podczas audycji mieć inne systemy telefoniczne, ale mamy Skype'a i witaj stały słuchaczu, jesteś na antenie.
[10:33] - Dzień dobry. Pierwszą rzecz chciałem powiedzieć. Parę tygodni temu była, że Hitler uciekł z Berlina.
[10:43] - Jest hipoteza.
[10:44] - Właśnie oglądałem wczoraj film dokumentalny dwugodzinny. Właśnie dokładnie pokazali, jak Hitler uciekł z Berlina. Tę czaszkę, co Rosjanie mieli w 2009 roku. Zostali dopuszczeni niezależni badacze i zrobili testy genetyczne. Mieli próbki DNA Hitlera. Nie wiem, jak oni to zdobyli. I czaszka niestety nie była Hitlera.
[11:10] - Podobno kobiety, ale-
[11:11] - Tak, Polka widziała Hitlera parę lat po wojnie. Niech pani przypomni, gdzie on tam uciekł, bo mi właśnie wyszło z głowy.
[11:23] - Do Argentyny.
[11:24] - Do Argentyny. Widziała Hitlera po prostu, bo obsługiwała stację benzynową. Oczywiście nie krzyczała, że to Hitler, bo by ją ubili, tylko później złożyła zeznanie pod przysięgą. I ci twórcy tego filmu pojechali do tego rancza, gdzie ten Hitler zamieszkiwał. Wszystko pokazane było w tym filmie. Film był z 2010 roku, więc dwa lata nim go widziałem w Polsce, już był nakręcony. Powstał ten film, dwie godziny. Mam go na dysku. Jak się w ciągu tygodnia nie pojawi na YouTube, bo ja mam zablokowane konto, że mogę 15 minut maksymalnie grać, to go pokroję i go wrzucę. Wszystko było dokładnie opisane.
Wszystkie drogi ucieczki. Samolotem było wszystko, jaką łodzią podwodną przepłynął. Wszystko było dokładnie. Opisane, pokazane dokumenty. Wszystko zostało.
[12:24] - Ja tylko przypomnę słuchaczu, że kilka miesięcy temu była audycja. Właściwie dwa miesiące temu była audycja z Igorem Witkowskim, który opowiadał właśnie te wszystkie rzeczy o tej ucieczce. Tutaj w Theory House.
[12:38] - Była w tym filmie, a film był z 2010 roku, bo na końcu była data produkcji.
[12:43] - Tak, to są stałe motywy. Bardzo ciekawe. A co myślisz w temacie audycji? Żeby przejść trochę w temat audycji.
[12:50] - Chciałem powiedzieć, że Polacy pracują nad ogniwem paliwowym zasilanym drobno zmielonym węglem kamiennym. Sprawność ogniwa wynosi 80% energii chemicznej węgla zamienionej na prąd stały.
[13:06] - Super pomysł.
[13:07] - A jedynym ubocznym efektem pracy ogniwa jest trochę CO2. Tak jakby pan spalał gaz ziemny w domu. Czyli dodajmy: ogniwo już działa. Jest cały artykuł. Wyślę panu linka z dokładnym opisem tego ogniwa, jak to dopracują, bo jeszcze trzeba trochę nad nim popracować. To coś takiego sobie montuję w piwnicy. Kupuję sobie cztery tony węgla i mam na cały rok prąd, ciepło, wszystko mam. W ogóle do sieci się nie muszę podłączać, uzupełniam tylko zasobnik. Tak sobie wyobrażam, że jak będzie już obiekt handlowy, będzie urządzenie dostępne i praktycznie nie emituje minimalnej ilości zanieczyszczeń. Porównując to do elektrowni, to po prostu to będzie rewolucja.
[13:53] - Rewolucja. Jest super sprawa. Może to nie jest XXI wiek, ale bardziej XX, ale jednak jest pewien plus, jednak pewien postęp.
[14:01] - To ogniwo będzie niewielkich rozmiarów. Teoretycznie będzie wielkości silnika spalinowego. Montuję to w samochodzie i zamiast benzyny wsypuję węgiel i sobie jeżdżę na kilku kilogramach węgla.
[14:15] - Czyli jak kiedyś. Wiem, że były kiedyś samochody na węgiel, jeszcze w XIX wieku.
[14:20] - Parowe.
[14:21] - Parowe. Dokładnie.
[14:22] - Były elektryczne.
[14:24] - Słyszałem, że jest jeden człowiek, który Volvo przerobił swój. Wiesz, słuchaczu, w Szwecji.
[14:30] - Prototyp tego ogniwa widziałem. Był parę lat temu taki program „Siły natury” i wtedy pokazali pierwszy prototyp tego ogniwa. To było dwa lata temu, a teraz mam całe opracowanie na temat tego ogniwa napisane na 10 stron. Opis tego ogniwa, jak to działa, jakie są jeszcze problemy techniczne, żeby go wprowadzić do masowej produkcji. Trzeba po prostu go jeszcze dopracować. Ale porównujmy. Elektrownia zwykła zamienia 30% energii paliwa, czyli węgla, na prąd, a ogniwo zamienia 80%. A jeżeli go dopracuje, to nawet można dojść do 90%.
[15:09] - Wow! Ciekawa koncepcja. Zobaczymy, czy się przyjmie, bo trochę brudne jest węgiel.
[15:16] - Brudne ogniwa już działają i one są testowane.
[15:20] - Może mało wygodne, ale zobaczymy. Jeżeli będzie na pewno tańszy niż benzyna, to-
[15:25] - Ja sobie wyobrażam w ten sposób: mamy ogniwo w piwnicy, obok mamy zasobnik z automatycznym podajnikiem tego drobno zmielonego węgla i zasypujemy to raz na tydzień i zapominamy o tym. Raz na tydzień uzupełniamy, usuwamy minimalne ilości popiołu, wyrzucamy to do śmietnika i tak chodzi. A raz do roku pewnie będzie trzeba jakiś elektrolit sprawdzić czy coś, jak w samochodzie olej, konserwację zrobić. Kupujemy tylko węgiel na składzie w workach 25-kilowych raz do roku na przykład cztery tony i mamy prąd, ciepło, wszystko. Jesteśmy samowystarczalni.
[16:03] - Super. Ja myślę, że przejdźmy już, tak?
[16:09] - Teoretycznie przy tak wysokiej sprawności to paliwa nam starczy na wiele lat. Jest to najtańsze paliwo dzisiaj na ziemi.
[16:16] - Także w Polsce jest dużo węgla. Oczywiście.
[16:19] - Paliła ta nieszczęsna zimna fuzja, więc mamy dwa rozwiązania.
[16:24] - Tak. Jeśli jedno nie wypali, to drugie będzie, jasne.
[16:27] - Opisane parametry, ja panu wyślę to.
[16:29] - Tak, poproszę o linki. Prześlij linki.
[16:31] - Mamy już oficjalnie. Urządzenie jest, prototyp można sobie do laboratorium, był pokazany w telewizji, że działa, pracuje, tylko trzeba jeszcze go dopracować, żeby go puścić do produkcji.
[16:43] - Jasne.
[16:43] - Żeby to było bezpieczne.
[16:45] - Dziękuję ci. Dzięki ci za to info.
[16:47] - A z tą zimną fuzją to trafiłem w internecie, bo sobie szukałem, czy udało się komuś rozkręcić reaktor do 500 stopni, potem się zniszczył. Takie informacje znalazłem. To można by już zbudować wysokotemperaturowy, taki do produkcji prądu. Ja uważam, że jeszcze on nie jest gotów do komercyjnego zastosowania, bo się bardzo dużo rzuciło na to już tych firm, które budują po prostu normalne elektrownie. Alstom, Kawasaki z Japonii przeszli z elektrowni atomowych na te reaktory natychmiast. Nic by ich nie powstrzymało. Tak samo Chiny. Ja panu coś powiem. Chiny rocznie spalają dziewięć miliardów ton węgla. Tyle spalają węgla, żeby uzyskać energię, żeby zasilić gospodarkę, a szacuje się, że za 10 lat będą spalać dodatkowo jeszcze drugie tyle węgla.
[17:48] - To jest przerażające, bo to wychodzi ponad kilka ton na jednego człowieka, na jednego Chińczyka.
[17:53] - Tak ogromne ilości ten kraj będzie potrzebował energii. A gdyby te reaktory były dostępne, nic by nie powstrzymało chińskiego rządu, żeby budowali oparty o te reaktory elektrownie. Nikt by ich nie powstrzymał.
[18:09] - Zobaczymy, co przyszłość przyniesie.
[18:10] - Trzecia gospodarka na świecie pod względem finansowym. Oni nie mają żadnych długów. Druga armia na świecie pod względem siły bojowej. Tylko USA ma mocniejszą armię, więc pod względem finansowym, gospodarczym, potencjału wojskowego Oni budują lotniskowce. Widziałem zdjęcia satelitarne. Budują 537.
[18:34] - Tak. Ale dzisiaj troszeczkę inny temat. Tak że dziękuję ci, Stały Słuchaczu za te wszystkie rzeczy.
[18:39] - Które już były, mówiąc krótko, nie były totalnymi prototypami, że nie wiadomo, czy to działa. To by oni już je budowali. W oparciu o to budowali normalne elektrownie przemysłowe. Jak czytałem o tych ogniwach parę lat temu, tylko w programie widziałem pokazany prototyp, że to już po prostu nie udało się tego zrobić. A tu widzę, że prace posuwają się dalej.
[19:08] - Trzymamy kciuki za Polaków, aby się udało wprowadzić to do produkcji masowej.
[19:15] - By też możliwość produkcji ogniw dużej mocy. Zamiast budować zwykłe elektrownie dymiące na węgiel, żeby były takie ogniwa.
[19:27] - Jeśli się uda wprowadzić, bo to nie jest prosta sprawa. Walczą z całym światem praktycznie. Dziękuję ci, Stały Słuchaczu za tę informację. Poproszę o linki.
[19:35] - Jeszcze mam jedną prośbę. Czy będzie możliwość, jak pan przejdzie na jakiś system, żeby Skype będzie dalej działał? Czy będę musiał coś dodatkowo instalować?
[19:44] - Będzie też Skype. Nie wyłączę Skype'a, jeszcze pozostawię Skype.
[19:49] - Po prostu byłby taki przełącznik między systemami.
[19:52] - Tak jest.
[19:53] - Wtedy się rozłączam i wysyłam linki.
[19:55] - Dziękuję. To był Stały Słuchacz z dużą porcją informacji o energetyce i różnych nowoczesnych projektach energetycznych, jak ogniwa na węgiel. A z nami jest w tej chwili kapitan Radia Paranormalium Ivellios, też z porcją informacji o urządzeniach.
[20:17] - Dobry wieczór wszystkim. Dobry wieczór, Claude. Ja mam taką małą porcję informacji o urządzeniu, które może nie zawstydza współczesnej nauki, nie wybiega w przyszłość, ale jest nowoczesne i potencjalnie może być niebezpieczne. Nie wiem, czy słyszałeś o wypadku Michaela Hastingsa.
[20:37] - Nie kojarzę.
[20:39] - Michael Hastings. Zacznę od przybliżenia krótko jego osoby. To był redaktor, dziennikarz amerykańskiego magazynu „Rolling Stone”.
[20:47] - Słyszałem. Przepraszam. Słyszałem, że prawdopodobnie mógł być zamordowany.
[20:54] - Zamordowany został prawdopodobnie 18 czerwca 2013 roku w wypadku samochodowym. Według świadków, jadąc swoim Mercedesem C 250 Coupé, czyli już bardziej wypasiony troszeczkę samochód, z pełną prędkością uderzył w drzewo i zginął na miejscu. Pojawiła się taka teoria, że ten wypadek mógł być spowodowany przejęciem zdalnej kontroli nad jego samochodem. Przynajmniej niektórzy specjaliści taką teorię przedstawiają. Dzień przed śmiercią Hastings wysłał do swoich kolegów e-maila, w którym pisał, że jest na tropie dużej afery i musi na jakiś czas się usunąć z życia publicznego. Dodał też, że mogą ci znajomi się spodziewać wizyty FBI, zadawania różnych dziwnych pytań na ten temat i tak dalej. Wypadek miał miejsce w Los Angeles. Ja w tej chwili zrobiłem sobie ściągę z artykułu, który dzisiaj przeczytałem i nie udało się znaleźć przyczyny wypadku. Nie stwierdzono zaśnięcia za kierownicą, żadnego problemu z samochodem. Natomiast Richard Clarke, były amerykański specjalista do spraw bezpieczeństwa, ochrony infrastruktury i tak dalej, stwierdził, że istnieje taka technologia, która umożliwia przejęcie zdalnej kontroli nad samochodem.
Ma to włączać między innymi istnienie modułu, który komunikuje się z siecią komórkową w samochodzie. I tak powstała teoria mówiąca, że śmierć dziennikarza nie była dziełem przypadku i była, że tak powiem, sterowana zdalnie przez jakąś osobę.
[22:41] - Ciekawa hipoteza, ale że po prostu są takie technologie już w samochodach.
[22:48] - Tak, taka technologia jest zainstalowana, taki moduł. Nie wiem, czy w Europie, ale w Stanach Zjednoczonych podobno można już nabyć samochody, które posiadają taki moduł, który komunikuje się z siecią komórkową i przy pomocy specjalnie przygotowanego sygnału można uruchomić na przykład bez kontroli kierowcy oczywiście poduszkę powietrzną, można mu zwiększyć prędkość, przejąć też chyba kontrolę nad kierownicą. Tak że całkowicie kierowca traci w tym momencie kontrolę i różne rzeczy mogą się dziać. To zależy od fantazji osoby sterującej takim sygnałem. I co ciekawe, taka technologia, takie urządzenie umożliwiające to ma być zaprezentowane gdzieś za miesiąc. Nawet nie za miesiąc, bo już za tydzień dokładnie 27 lipca na jednej z konferencji dotyczącej bezpieczeństwa komputerowego, konferencja Black Hat. Dwaj inżynierowie hiszpańscy zapowiedzieli właśnie prezentację urządzenia, które pozwala robić niemal dokładnie to, co opisał Richard Clarke i to, co mogło się prawdopodobnie stać Hastingsowi. Koszt takiego urządzenia ma wynosić w przeliczeniu na naszą walutę 80 złotych.
[24:16] - Przerażające.
[24:18] - Dość przerażające.
[24:21] - Bo służby specjalne nawet Polski będzie stać na takie rzeczy, więc czas się bać wsiadając do swojego auta.
[24:30] - 80 złotych, licząc koszty przesyłki, bo to pewnie chyba w Stanach będzie produkowane. Tak mi się wydaje. 150 złotych, to mogą się pokusić, niestety.
[24:46] - Przerażająca sprawa, ale miejmy nadzieję, że to będzie można jakoś pokierować w dobrą stronę. Że nie tylko będą ludzie mordowani, ale być może będzie można ratować ludzi z wypadków różnych czy tego typu rzeczy. Nie wiem. Trudno jeszcze określić, w jakim pozytywnym celu mogłoby być to stosowane.
[25:10] - Samo istnienie takiego urządzenia stwarza jednak pewne ryzyko, że ktoś postanowi się nim pobawić i złamać kod systemu, który tym urządzeniem będzie sterował. To niekoniecznie muszą służby specjalne nawet się tym bawić. Wystarczy jakiś haker z umiejętnościami, żeby spowodować zagrożenie.
[25:37] - Tak. Zobaczymy. Myślę, że może nie jest to takie proste, że pewnie tylko niektóre samochody można w taki sposób zhakować.
[25:48] - Starych samochodów raczej w taki sposób nie zhakujesz, więc spokojnie.
[25:52] - Tak. Stare samochody polecamy. 10-letnie lub w takim wieku mniej więcej, więc nic wtedy złego się nie stanie.
[26:08] - Teraz doczytałem w artykule na jednym z popularnych portali, którego nazwy nie wymienię, żeby reklamy nie robić, że twórcy tego urządzenia przyznali, że układ, który odpowiada za złamanie szyfrowania protokołu transmisji z samochodem kosztuje zaledwie jednego dolara, czyli około trzech, czterech złotych.
[26:31] - O, Boże.
[26:31] - Ten wynalazek będzie wymagał co prawda fizycznego podłączenia do samochodu, aczkolwiek w przygotowaniu jest też podobno wersja bezprzewodowa, więc jest się czego bać. Tak mi się wydaje.
[26:50] - Zobaczymy, jak to wszystko się ułoży. Ale dzisiaj audycja jest raczej o takich rzeczach, które można w domu zbudować. To oczywiście też w domu można zbudować.
[27:03] - Wystarczy tablet rozebrać czy telefon i umiejętnie wszystkie te moduły podłączyć.
[27:08] - Tak, ale raczej cywilizacja nie posunie się do przodu, badając tego typu rzeczy, bo to są standardowe sprawy. Tutaj raczej tajemnic dużych nie ma w tych sprawach. Natomiast dzisiaj mam mnóstwo urządzeń, które każdy z was może zbudować w domu za niewielkie pieniądze i testować je. Także dzisiaj będą urządzenia tego typu. Mam do ciebie pytanie pierwsze, bo takie pierwsze urządzenie, które jest w 100% potwierdzone przez naukę. Nie ma tutaj żadnych tajemnic. Znaczy są tajemnice, ale to nie jest jakaś piramidka czy różdżka, czy coś innego. Jonolot. Czy słyszałeś o jonolocie, czyli tak zwanym lifterze?
[27:54] - To pierwsze słyszę.
[27:57] - Ale chyba na stronach Paranormalium coś o tym było. Zaraz przejdę do tego jonolotu i opowiem. Jest to silnik jonowy, który każdy z was może zbudować w domu. Niesamowite.
[28:18] - Pierwsze słyszę o takim wynalazku, szczerze powiedziawszy. Może na Paranormalium to było, ale ja nie pamiętam, żebym coś takiego tam wrzucał. Może to któryś z użytkowników.
[28:30] - Silnik jonowy. Za chwilę bym chciał o tym powiedzieć. Czy coś jeszcze chciałbyś dodać o jakichś urządzeniach, Ivelliosie?
[28:40] - Właściwie to jest wszystko. Chciałem się tylko podzielić tym, co przeczytałem dzisiaj o tym urządzeniu montowanym w samochodach.
[28:48] - Przerażające. Coraz bardziej ta technika wchodzi. Ale jeżeli nic nie będziemy robili, nie mamy się co martwić. Jak zaczniecie budować te jonoloty, to ja nie gwarantuję wam bezpieczeństwa. Nie mam takich możliwości. Więc za chwilkę do nich przejdę. Dziękuję ci, Ivelliosie, za te informacje.
[29:10] - Dziękuję tobie również i taka uwaga: coś na Skypie masz porobione, że strasznie głośno podaje twój głos i robi się przester.
[29:19] - Tak. Niestety Windows wariuje. Nie mogę ustalić. Za każdym razem jak odpalam Skype'a, muszę ustawiać od nowa ustawienia. Po prostu ten Skype w tej chwili zwariował. Muszę zmienić inne. Przez jakąś bramkę Skype'a przechodzi. To znaczy, żeby Skype był na serwerze odpalony jakimś, a ja po prostu będę przez inny program korzystał, bo to, co się w tej chwili dzieje na Skypie, potrafi w trakcie używania Skype'a zmienić mi ustawienia na przykład.
[29:47] - A mnie chyba coś rząd światowy grzebał przy komputerze, bo od jakiegoś czasu Windows 8, najlepsiejszy system świata, codziennie mi się restartuje.
[29:56] - Straszny system. Ja po prostu nie potrafię.
[29:58] - Straszny. To jest katastrofa.
[30:00] - Katastrofa świata. Gorszego nie miałem w życiu. Nawet te Unixy jeszcze z lat 90., gdzie się wpisywało, to trzeba było nauczyć się komend i wszystko ładnie było bardzo toporne, bo przeglądarki były tekstowe, WWW. Nie wiem, czy ktoś taką się bawił, ale były. Ale to działało wszystko. Natomiast w tym Windows 8 trzeba się go chyba tydzień czy dwa tygodnie uczyć, żeby w ogóle móc cokolwiek zrobić w tym systemie. Naprawdę jest tak mało intuicyjny. Może na tabletach jest łatwiej, bo ja na laptopie korzystałem z tego. To po prostu jakiś potwór. Natomiast może na tablecie jest łatwiej, bo tam się jakoś przemieszcza.
[30:43] - To jest system właściwie robiony chyba pod tablety już. Ja sobie wgrałem biblioteki Aero z Windowsa 7. Mam stary interfejs z siódemki i mam spokój. Tylko te restarty.
[31:00] - No tak. Dobrze. Dziękuję ci, Ivelliosie.
[31:04] - Dziękuję również. Dobranoc i przechodzę na nasłuch.
[31:07] - Dzięki. I słuchaj o jonolocie, bo zaraz będę mówił.
[31:10] - Będę słuchał na pewno.
[31:12] - Dzięki. To był Ivellios z Radia Paranormalium. Kapitan Radia Paranormalium. Zanim przejdziemy do jonolotów, to chciałbym wam powiedzieć, o czym dzisiaj nie będziemy mówili. Nie będziemy mówili o urządzeniach czy technologiach, które nie bardzo dają się naukowo dowieść. Tak czy nie. To są wszelkiego rodzaju różdżki, wahadełka, taroty, kule z fusami czy jakieś inne rzeczy, karty, inne bardziej wymyślne kostki. Cokolwiek. Przybory magiczne i tym podobne. Tymi rzeczami dzisiaj nie będziemy się zajmowali, bo one są jednak zbyt łatwo falsyfikowalne.
To znaczy zbyt trudno uzyskać od nich jakiś prawidłowy odczyt. Naukowo potwierdzić w jakikolwiek sposób. To jest tak, jak z jasnowidzeniem. Jest to bardzo trudne, aby to potwierdzić, więc nawet najlepsi jasnowidze, powiedzmy jak Krzysztof Jackowski, sam o sobie mówi, że dochodzi do 50% trafień. A te trafienia, jak wiecie, też są dyskusyjne czasami, więc nie jest to jednoznaczne, bo nie ma tam mówionych konkretów. Nie da się tego zmierzyć. Jeżeli ktoś wyciąga kartę tarota, to trudno to zmierzyć. Tak samo różdżkę. Czy w lewo się przesunie, czy w prawo. Ktoś mówi: „O, jest.
Złapałem rzekę”, a tam rozkopujemy, nie ma żadnej rzeki czy cieku wodnego, nic nie ma. Także to jest trochę taka loteria, bym powiedział bardziej. Natomiast dzisiaj będziemy mówili o urządzeniach, które możecie u siebie zbudować i jednak część ludzi, czasami może nawet mniej niż 50%, ale uzyskuje prawidłowe wyniki. Z niektórych z tych urządzeń mamy 100% wyniki. To znaczy, że zawsze, jeżeli to zrobicie, to zadziała wam to. I to wam gwarantuję. Przechodzimy zatem do pierwszego urządzenia, które jest 100% potwierdzone w działaniu. Jeżeli zgodnie z instrukcją zmontujecie to urządzenie, to wam zadziała i będziecie mieli silnik jonowy w domu. Silnik, który wykorzystuje NASA. Nikt w Polsce z żadnego uniwersytetu, z żadnej politechniki takich rzeczy nie buduje.
Będziecie lepsi niż wszystkie politechniki polskie razem wzięte. To jest coś nieprawdopodobnego. A może rozwiniecie ten projekt, na co liczę, bo to nie chodzi o to, żeby to zbudować, ale żeby to rozwinąć. To jest wielką sztuką. Oczywiście powtórzenie też jest wielką sztuką, bo nikt tego nie robi. Tak jak mówił Einstein: „Wszyscy wiedzą, że się nie da tego zrobić i tego nie robią”. Ale tutaj akurat już wiemy, że da się to zrobić, bo działa. Przeczytam wam definicję jonolotu, czy inaczej liftera. Lifter po angielsku, czyli windziarz, nie wiem, jak to przetłumaczyć. Jeszcze też czasami jest nazywany hexalifter.
Jonocraft po angielsku, ale po polsku jonolot. Jest już nazwa na to. Definicja jest taka, iż jest to elektryczny latawiec, nowoczesny silnik oparty na zjawisku wiatru jonowego, czyli tak zwany silnik jonowy, gdy działa w atmosferze lub wiatru elektronowego, gdy ośrodkiem jest próżnia. Ten silnik działa także i w próżni. Nie wiem, czy akurat ten, który wy zbudujecie w tych prostych opisach, ale on działa też w próżni. Niesamowite. Jeżeli wpiszecie sobie „jonolot” w internecie, zobaczycie, jak on wygląda. Oczywiście to są wersje robocze. To nie jest silnik taki, który zabierze nas do gwiazd. Może niekoniecznie do gwiazd.
Który zabierze nas w kosmos, na Księżyc. To są bardzo proste konstrukcje. Tak jak pamiętacie konstrukcje pierwszych samolotów, które były bardzo prymitywne, jeszcze z XIX wieku. Dopiero konstrukcje, które były oparte o silniki spalinowe, dopiero umożliwiły wystartowanie samolotu, oderwanie się od podłoża. Więc nie przejmujcie się wyglądem. Natomiast niektóre już widziałem eksperymenty unoszenia się takiego jonocraftu z myszą czy szczurem, szczurkiem. Już takie były eksperymenty, były takie urządzenia, gdzie szczura podniósł ten jonocraft czy jonolot. Może opowiem też o historii. Wynalazcą jonolotu był Thomas Townsend Brown w 1921 roku. Czyli założę się o milion dolarów z wami, że wszyscy słuchacze jeszcze w tym roku nie żyli, kiedy był odkrywany jonolot.
Niedługo będzie setna rocznica odkrycia jonolotu, a większość z was nawet nie zna tego silnika. Kiedyś chyba wspominałem o jonolocie, ale już nie pamiętam dokładnie, bo tyle audycji było, że mogłem gdzieś wspomnieć, ale nie rozwinąć. Natomiast jak wiemy już teraz jest to elektryczny latawiec. Właściwie silnik jonowy, bardzo prosty, który opiera się na wysokim napięciu przykładanym do końcówek powierzchni. W prostym opisie on wygląda z drewienek balsy, które są owinięte folią aluminiową. Czasami można robić dziury w tej folii, odpowiednio modelować tę folię. W zależności od tego, jak wymodelujemy, on będzie latał czasami lepiej, gorzej, więc warto eksperymenty z tym robić. Napięcie jest rzędu od 20 kilowoltów do 50 kilowoltów, także bardzo niebezpieczne. Jeśli przykładamy duże prądy, jeżeli mamy ten jonolot dosyć duży, możemy przepuścić przez niego bardzo duży i mogą być wtedy problemy. Chyba że mamy jakiś zasilacz, czyli nie bezpośrednio z gniazdka pobieramy prąd, tylko jednak z jakichś bardziej ograniczonych źródeł energii, żeby uzyskiwać mniejsze moce.
Bezpieczniejsze, bo jak wiecie, prąd jest bardzo niebezpiecznym nośnikiem, niebezpiecznym medium. Można naprawdę sobie zrobić krzywdę. Więc tutaj nie polecam wszystkim, którzy się boją, nie mają pojęcia o prądzie. Najpierw się pouczcie troszkę, zapiszcie się na jakiś kurs na temat prądu elektrycznego czy pójdźcie na szkolenie do kogoś, kto się zna na tym i uczcie się, a dopiero później spróbujcie swoich sił w budowaniu tego jonolotu. Oczywiście to nie jest nic bardzo skomplikowanego. To są proste rzeczy, ale bardzo niebezpieczne, więc trzeba uważać. Oczywiście na zdjęciach na pewno widzieliście Nicolę Teslę, który przepuszczał przez swoje ciało olbrzymie prądy, ale to była znacznie wyższa częstotliwość prądu. I wtedy pojawia się takie zjawisko naskórkowości prądu zmiennego, bo częstotliwość ma prąd zmienny, więc wtedy on nie wnika w ciało. To znaczy po skórze się prześlizguje i nie czyni człowiekowi krzywdy. Ale to trzeba być Nicolą Teslą, aby odkryć tego typu rzeczy i bawić się w ten sposób.
Jeden błąd i niestety można zginąć na miejscu. Jonolot opiera się o zjawisko elektrohydrodynamiki EHD. Nie wiem, czy dobrze przetłumaczyłem. To jest electrohydrodynamics z języka angielskiego. Po polsku nie znalazłem tego, niestety. Jest to bardzo zaawansowana dziedzina, pomimo że sięga początku lat XX wieku. Niestety do dzisiaj jest ona zarezerwowana dla armii, dla NASA, dla najwyższych laboratoriów i w Polsce bardzo niedużo uniwersytetów czy politechnik się tym zajmuje. Jeżeli pracujecie na uniwersytecie czy politechnice, to powiedzcie mi, że bredzę i zajmują się ludzie. Być może tak. Nie wiem.
W każdym razie nie widziałem prezentacji różnych uniwersytetów polskich dotyczących liftera. To wszystko robili amatorzy, ludzie, którzy w wolnym czasie robili sobie eksperymenty z jonolotem. Natomiast na uniwersytetach nie widziałem, bo na uniwersytecie można naprawdę porządne rzeczy zrobić, duży prąd przepuścić i naprawdę ten jonolot będzie człowieka mógł unieść do góry. Być może ktoś mógłby zrobić taki eksperyment, jeśli ma dostęp do dużych energii. Takiego eksperymentu nie widziałem. Tutaj muszę powiedzieć, że ten jonolot bazuje na efekcie Biefalda- Browna, który nie do końca jest zbadany. To znaczy ten efekt, ten wiatr jonowy, energię, którą się wkłada do tego jonolotu. Okazuje się, że ona jest zbyt duża. Ten ciąg, który powoduje ta energia, jest zbyt duża w stosunku do energii, która wynika z praw, z obliczeń. Jeżeli obliczymy, to wyjdzie, że tam dziwna energia jest, bo trzy razy więcej mamy tej energii w ciągu niż powinniśmy.
Powinniśmy mieć trzy razy mniej. Tak około. Więc może z tego też wynika, że naukowcy się boją za to brać, bo to po części jakoś zaprzecza nauce. Mamy zjawiska, które są dziwne, niezbadane do końca. Można uzyskać 100 niutonów z jednego kilowata i dzisiaj to uzyskujemy. Są takie silniki jonowe, które uzyskujemy. Dokładnie nie wiem, jaka to siła jest 100 niutonów. Ale myślę, że w internecie można znaleźć dokładnie. Wybaczcie, nie zdążyłem tego sprawdzić. Takim człowiekiem, który najbardziej się zaangażował w tworzenie tych silników jonowych i badaniem tego, zrobił naprawdę niesamowite konstrukcje.
Wielkie takie modele, także latawce, ale dużo bardziej skomplikowane. To był Jean Naudin. Francuz, też amator, ale inżynier, który miał swój warsztat, który budował i buduje do dzisiaj tego typu rzeczy. Niespecjalnie go ktoś sponsoruje. On sam we własnym zakresie robi te rzeczy w wolnym czasie. Być może ma jakieś dodatki od różnych instytucji, ale z tego, co mówił, to bardziej własnym sumptem. Próbował przekonać różnych do inwestowania w te rzeczy. Także ten Ionolo to jest naprawdę niesamowita rzecz. Polecam wszystkim do badania. Tutaj WPA pisze, że 100 newtonów na Ziemi to około 10 kilogramów, czyli tak jakby z jednego kilowata można 10 kilogramów unieść.
Oczywiście, jeśli mamy odpowiednio zrobiony silnik, czyli bardzo dobrze zrobiony silnik. Myślę, że to jest dobra proporcja. Jest tu ciekawa rzecz. Od razu pytanie pierwsze się nasuwa. Jeżeli każdemu z was w tym momencie podejrzewam. A nie, przepraszam. Tutaj Grzegorz Armor Cage pisze, że 10 newtonów to jeden kilogram. Już zgłupiałem. Więc w WPA chyba Grzegorz ma rację. Aha, nie, dobrze.
Racja, przepraszam. Czyli faktycznie 100 newtonów to jest 10 kilogramów, czyli 10 newtonów to jest jeden kilogram na Ziemi. Mówimy oczywiście o tutaj na Ziemi, przyspieszenie ziemskie. Dokładnie to samo. Czyli jest okej. Źle popatrzyłem. Pytanie się nasuwa: skoro mamy taki silnik, dlaczego nie latamy na Księżyc, wykorzystując taki silnik? Bo przecież on cały czas może lecieć w górę. Nie musi bazować tak jak samolot o odrzut. Czyli nie musimy mieć to powietrze, że za pomocą sprężania powietrza i odrzucania go porusza się, czy też śmigło, które ciąg wytwarza i samolot sobie leci.
Jak już tego powietrza jest mało, to samolot nie poleci. Odrzutowiec także nie poleci, a wtedy potrzebujemy silnika rakietowego, który jest bardzo mało wydajny i mamy oczywiście duży ciąg, ale bardzo szybko nam się paliwo kończy i jak się skończy paliwo, to mamy pewien problem. Natomiast tutaj dlaczego nie latają UFO? Bo przecież z tego silnika jonowego możemy robić UFO, które będą latały. Jest tutaj jeden problem właśnie. Aby uzyskać duży ciąg, musimy mieć duży prąd. Czyli żeby mieć, powiedzmy, chcemy zbudować taki półtonowy albo dla łatwiejszego rachunku jednotonowy, czyli mały. Jedna tona to jest, powiedzmy, taki samochodzik. Ile byśmy potrzebowali energii, aby taki samolocik sobie latał? Potrzebujemy ciągłej mocy.
Tutaj jeżeli mamy 10 kilogramów, czyli potrzebujemy 100 kilowatów, aby unieść go w powietrze. 100 kilowatów to już jest potężna moc. 100 kilowatów to jest duży wiatrak na przykład, jak sobie postawimy, ale taki naprawdę spory, duży. 100 kilowatów to jest około 20, 30 mieszkań. Jeżeli zasilamy maksymalną mocą te mieszkania, to jest jakieś 20, 30 mieszkań. To jest niebagatelna moc. Więc żeby taki jednotonowy, potrzebujemy olbrzymich baterii, być może baterii nuklearnych, czyli baterie nuklearne, które zapewnią nam dostarczanie dużej energii. Tutaj bardzo słusznie zauważył znowu on na czacie, że przeciętnie silnik samochodu osobowego ma moc 100 kilowatów. Raczej mniej trochę niż 100 kilowatów przeciętny samochód, ale powiedzmy, załóżmy, że okej, 100 kilowatów ma przeciętny silnik samochodu osobowego. Tylko czy to jest moc na wyjściu, czy na wejściu?
To znaczy czy te 100 kilowatów to po prostu jest moc benzyny, którą spalamy, czy już samochód ma taką? Chyba samochód. Chyba tak. Także chyba jest to faktycznie. Można by jakoś ten silnik spalinowy użyć do tego. Nie mówię, że nie, ale jak to zrobić? Bo trzeba potem to zamienić na prąd, tą benzynę, więc nam spadnie wtedy ta wydajność. To jest może dobry kierunek. Nie mówię nie. Więc jeżeliby ktoś potrafił coś takiego zrobić, myślę, że można by było połączyć dwie techniki silnika spalinowego.
Brać, powiedzmy, paliwo zwykłe, czy też wodorowe, czy też może w uproszczeniu właśnie zwykłe paliwo, ropę czy benzynę i próbować robić eksperymenty z takim silnikiem, zamieniając to na prąd. Jest jakieś wyjście. Myślę, że to można zrobić w każdym mieszkaniu, znaczy w każdym warsztacie. Jeżeli sobie zbudujecie warsztat, można takie eksperymenty robić. Macie z jednej strony silnik jonowy, z drugiej strony silnik spalinowy, potężny. Myślę, że trochę więcej potrzeba niż 100 kW, bo trzeba zamienić potem to na prąd. Czyli musi być większa moc, bo mamy straty w zamianie i wtedy spróbować, czy coś takiego podniesiemy. Obiecuję, że do każdego przyjadę z końca świata. Może nie na koniec świata, bo finansowo bym zbankrutował, ale do Polski na pewno przyjadę. Zrobię reportaż, jeżeli ktoś będzie próbował coś takiego zrobić i jeżeli oczywiście mnie wpuści.
Jest to coś niesamowitego, bo już wiemy, można zbudować UFO. Możemy to zrobić, tylko trzeba mieć pomysł, jak zasilić ten silnik jonowy, ten cholerny silnik jonowy, aby miał tą moc. Więc to jest pierwsze urządzenie, które na pewno działa. Na pewno można zmodyfikować je jakoś i próbować te eksperymenty robić. Oczywiście w dobrej wydajności mamy te 100 kW potrzebnych do zasilenia tego silnika jonowego. I mogłoby się udać, bo byśmy zrobili uproszczony samochód. Bez blachy, bez tego, zostałby tylko sam silnik. Mogłoby być to bardzo niebezpieczne. To UFO nie wyglądałoby jak UFO zapewne, tylko jakaś taka obudowa, bardziej jak motolotnia czy coś takiego, ale wyobraźcie sobie bez śmigła i wy lecicie do góry. Coś niesamowitego.
To po prostu byście zrobili taką furorę. Byście byli nowym Teslą, nowymi braćmi Wright. To wszystko jest dostępne obok nas. Rozumiecie? Nie każdy może, bo to trzeba się jednak znać na technice, mieć warsztat, znać się na elektronice, na elektryce. Trzeba znać się na mechanice, znać się na narzędziach, mieć narzędzia. Także to nie dla wszystkich, ale jednak jest to proste. To nie jest coś z innej galaktyki, że musimy mieć jakieś channelingi, różne nowe procesory, nowe komputery kwantowe. Nie. To wszystko tu jest.
To wszystko mamy w tym momencie. Ten silnik jonowy jest przyszłością. To będzie silnik wykorzystywany w XXI wieku. Samoloty już nie będą poruszały się tak, jak znamy, że muszą się rozpędzać, muszą startować, tylko będą latały jak UFO. I to nie są żarty. Naprawdę tak będzie. Chciałbym, żeby było. Muszą się znaleźć ludzie, którzy wreszcie nie będą słuchali naukowców. „Tego się nie da, to nie, to nie ma takiej wydajności” i tak dalej. Nie.
Tylko zaczną robić i w końcu zrobią, że uniosą się do góry. Będą mieli pierwsze potwierdzone UFO oficjalnie. Nie mówię o jakichś tam nazistowskich UFO, innych rzeczy, które różni badacze opisują. To mamy niepotwierdzone. To mogą być bajki równie dobrze, mogą być wymyślone, wyssane z palca rzeczy. A tu będzie działający model UFO, który będzie się poruszał niesamowicie. Może zostawmy już silnik jonowy. Kolejną sprawą czy urządzeniem, a właściwie technologią, która jest potwierdzona, którą warto badać. Wiem, że fizyka tego niby jest potwierdzona, ale bardzo ciekawe rzeczy tam mogą zachodzić i wierząc spiskom, jest tam dużo rzeczy do odkrycia. To jest nitinol.
Tak naprawdę moja przygoda z UFO zaczęła się od tego. Kiedyś, jeszcze w latach 90., jeśli dobrze pamiętam, przeczytałem w czasopiśmie nienaukowym, ufologicznym o nitinolu. Myślałem, że to bajka jest, że tam opisują, że tam nitinol, że nie ma takich metali, które powracają kształt. Dobra, historię może za chwilkę opowiem, a teraz powiem, co to jest nitinol, bo będę kręcił dookoła. Nitinol to jest najlepszy przedstawiciel czy najlepszy stop metali, który jest metalem z pamięcią. Pod wpływem temperatury kształt powraca do zaprogramowanego kształtu. To nie jest żart. To jest od lat 60. znane. Nie ma tutaj żadnego science fiction.
Czyli jeżeli na przykład uszkodzimy taki metal lekko, bo te modele, które mamy, jeżeli lekko uszkodzimy, wygniemy go czy pogniemy i na przykład taki metal włożymy do ciepłej wody, powróci nam kształt, który zaprogramowaliśmy przy tworzeniu tego kształtu. Niesamowite. To tak jak trochę z gumą. Wiecie, macie gumę i też wyginacie tą gumę, a ona potem się rozprostowuje. Albo paczka chipsów czy paczka po słodyczach. Pogniecie tą folię i ona sama się rozprostuje. Oczywiście ten efekt jest słabo widoczny, ale jest. Tak samo ten nitinol działa. To jest bardziej spektakularne, bo rozprostowuje się. Podobno nawet dźwięk można zaprogramować.
Tego nie słyszałem akurat, nie widziałem, ale widziałem nitinol w akcji, jeśli chodzi o Zwykłe rzeczy. Wiem, że nawet oprawki do okularów robi się z nitinolu, aby nie mogły się pognieść czy nie mogły się zniszczyć. Tutaj właśnie czytam, KKK pisze, że samochody od Niemców są z nitinolu. Nie wiem, czy są. Chyba raczej nie, bo to jest drogi stop. Jak tutaj możecie rozszyfrować, to jest nikiel NI, tytan TI i NOL. NOL nie pochodzi od niezidentyfikowanego obiektu latającego, jak kiedyś myślałem, bo w czasopiśmie ufologicznym czytałem o tym. Tylko to tak naprawdę pochodzi od Naval Ordnance Laboratory. To są naukowe laboratoria marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Bardzo dziwne, że to marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych odkryła ten nitinol.
I to właśnie się zaczęła moja przygoda z UFO, bo myślałem, że to jest kompletna bzdura. Zostawiłem to na parę lat, pamiętam tą sprawę i ogólnie UFO. Później powróciłem do tego. To był chyba rok 2000 czy koniec lat 90. Powróciłem do tego, bo przeczytałem, że taki metal faktycznie istnieje. Jak zacząłem grzebać w internecie, sobie chodzić po tych stronach, to wiadomo, koniec lat 90. to internet już był rozbudowany bardziej. Już były te www strony. To był 1995, 1996 może, jak się zapoznałem z nitinolem, co to jest nitinol. A po trzech latach sprawdziłem, że coś takiego istnieje i to wszystko, co było w tym artykule dotyczące tej sprawy z nitinolem potwierdziło się.
Więc troszeczkę zmroziło mnie, że jednak coś jest na rzeczy. I faktycznie, zagłębiając się w temat spisków, okazuje się, że prawdopodobnie faktycznie mógł być ten nitinol pozyskany z UFO, ze statków kosmitów. I jeśli to prawda, to prawdopodobnie ten zreplikowany nitinol to nie jest pochodzący bezpośrednio ze statków kosmitów, bo to super cenne. Tego nie potrafią replikować, tylko stwierdzili, że jest nikiel, tytan, chrom i jakieś różne inne dodatki w nitinolu. Dokładnie mogę wam powiedzieć, że niklu jest od 53 do 57%. Dodatkowo tytanu, nie mam podanego niestety dokładnie. 38% tytanu chyba, tak? Nie, to jest dużo bardziej skomplikowane. To są dosyć skomplikowane stopy. Zawsze tu jest nikiel z tytanem, ale także są jeszcze dodatki, które nie stanowią dużego procenta, ale zawsze dodawane są różne inne metale.
Jest z nami Grzegorz. Witaj Grzegorzu.
[58:52] - Witam serdecznie.
[58:54] - Czy słyszałeś o nitinolu?
[58:57] - To znaczy niedokładnie, bo ja słyszałem o metalu z pamięcią kształtu i powiem szczerze, że między innymi od ciebie i gdzieś jeszcze pomiędzy, tak powiedzmy, w tych sferach ufologicznych. I wtedy się troszeczkę zdziwiłem i jak zacząłem szukać tych informacji, to też doszukałem się właśnie tego, że po pierwsze był krach w Roswell. Tam ludzie mówili o tym, że mieli jakąś folię i ona im się odginała dokładnie tak, jak była wcześniej. Ewidentnie taki metal z pamięcią kształtu. Wydawało się, że jest metal. Zginali to jak folię, to się rozginało. A później jak poszukałem na Wikipedii o metalach z pamięcią kształtu, rzeczywiście się znalazły jakieś informacje, że są metale i rzeczywiście marynarka Stanów Zjednoczonych wynaleźli czy odkryli te metale. To ewidentnie wskazuje na to, że jak wojsko takie coś wykrywa i akurat jakiś czas po kraksie w Roswell, gdzie świadkowie mówią o tym, że takie metale widzieli, to troszeczkę się ze sobą to musi wiązać według mnie.
[01:00:14] - Z tego, co czytałem wiem, że podejrzewano, że takie metale mogą być, ale nikomu nie udało się wcześniej odkryć tych metali. Więc tutaj po raz pierwszy marynarka takie 10 lat po Roswell wypuścili te metale. Oficjalnie oczywiście, bo wcześniej prawdopodobnie mieli to już. Jeżeli to jest prawdą, że z Roswell ściągnęli, to mieli, wiedzieli, że coś takiego istnieje, ale replikacja tego jest tak potwornie trudna, bo to może wymaga na przykład braku grawitacji, jakichś dziwnych rzeczy, których nie da się osiągnąć.
[01:00:49] - Inżynieria odwrócona.
[01:00:51] - Tak. Taki uproszczony model tego mamy.
[01:00:55] - Kombinacja, żeby to zadziałało. Dokładnie. Tak się często mówi o tym, że są jakieś statki kosmiczne za jakimiś księżycami czy tak dalej, gdzieś w jakichś rejonach. To, o czym ty mówisz i zresztą każdy, kto normalnie pomyśli o tym myśli, że możliwe, że w sferze akurat konkretnej, w jakimś rejonie grawitacji bliżej jakieś planety w jakiejś Pasie asteroid są warunki takie, gdzie naturalnie występuje jakaś forma metalu czy forma jakiegoś związku, który normalnie nie występuje gdzieś na jakiejś planecie. I się automatycznie wykorzystuje te pasy asteroid do tego, żeby wytworzyć dane związki, żeby potem je wykorzystać w jakimś metalu na przykład. I tu może być podobnie, że oni potrzebowali lat, żeby dojść do tego, jak stworzyć połączenie tych metali, żeby to rzeczywiście miało takie walory.
[01:01:54] - Tak, oczywiście. Replikacja jest bardzo skomplikowaną rzeczą, bo rozkodowanie czegoś, dzisiaj mamy możliwości, pod mikroskop elektronowy możemy, pod inne mikroskopy tunelowy czy jeszcze jakiś inny i możemy sprawdzić, co tam dokładnie jest w tych naszych materiałach, które pozyskaliśmy od kosmitów.
[01:02:26] - Ale z drugiej strony skład to jest najmniejsze piwo, bo skład najmniej jest istotny. Tak jak z piwem. Jest woda, jest chmiel jakiś tam, jest coś tam. I co, połączenie już będzie git? Musimy odpowiednio jeszcze mieć parametry. Ile tego, z czym, w jakiej formie połączyć.
[01:02:47] - Tak. I tak było z nitinolem właśnie, że okazuje się, że nikiel z tytanem jak połączymy, i to fenomenalne, że nikt nie wpadł na to wcześniej, że tak proste połączenie niklu z tytanem powoduje, że mamy metal z pamięcią.
[01:03:03] - A może ktoś wpadł? Dzisiaj się często mówi, są różne programy. Ja się zawsze śmiałem, w telewizji, tak się odwołam trochę do przeszłości. Każdy, kto oglądał polską telewizję to wie, że w przerywnikach reklamowych u nas leciały jakiś czas temu takie programy, że na przykład rok 1500 któryś, odnośnie danej daty, w której jest to puszczane. Wynaleziono to i to. Odkryto to i to. W roku tym i tym znaleziono to i to. Ale wtedy było więcej do odkrycia, wtedy było więcej do wynalezienia. Teraz już nie ma. Taki jest program, że ewidentnie pokazywał, że odkryto wtedy to i to, ale teraz to już nie ma co wynaleźć, nie ma co odkryć.
Wprowadza się podświadomie, że już wszystko mamy, już nie ma co szukać.
[01:03:50] - Przerażające jest to. A właśnie coraz więcej możemy odkrywać. Weźcie sobie kupcie taki nitinol. Przecież można robić eksperymenty z tym, można dodawać różne inne substancje, a nuż wam się uda zrobić taki stop, który będzie bardziej zbliżony do spodka. Okazuje się, że tamten metal reagował już w temperaturze pokojowej. To znaczy był dużo twardszy niż ten nitinol, bo nitinol jest dosyć miękki. Dosyć miękki w stosunku do stali na przykład. Że macie taki metal i taki metal, jeżeli wam się uda zrobić, to będzie najdoskonalsza rzecz, która na Ziemi powstała, jeśli chodzi o stopy metali, bo zbudowanie z czegoś takiego na przykład samochodu, będzie niezniszczalny samochód. To znaczy, że nie będzie wgięć w nim. Wgięcia będą same się prostowały.
[01:04:46] - Będą same naprawiały.
[01:04:47] - Także niesamowite. Dopóki nie przerwiemy. On jest bardzo wytrzymały. To znaczy jest miękki, ale przebić go jest trudno dosyć, bo to jest nikiel, tytan. To nie jest blacha zwykła, gdzie łatwo na przykład przebić to. On jest dużo twardszy pod takim względem. Twardszy w przebiciu. Nie wiem, mogę się mylić, bo oczywiście ja tylko raz w ręku trzymałem taki nitinol, ale nie robiłem żadnych eksperymentów, więc trudno mi powiedzieć. To był taki kawałeczek blaszki, nie blaszki, tylko takiego druciku, więc trudno było nawet coś tam z nim zrobić. Ale zróbmy blaszkę z tego czy jakieś inne rzeczy.
W robotyce się używa tego nitinolu do robienia mięśni na przykład robotom, bo też są, nie wiem czego nitinol, ale wersje nie temperaturowe, tylko na prąd, że wtedy na prąd reaguje.
[01:05:39] - To chyba były inne włókna.
[01:05:42] - Tak. To chyba inne były.
[01:05:44] - Z nanorurek i tak dalej tworzone takie konkretne włókna i gdzie prąd wpływał na to, że one są napięte lub rozluźnione.
[01:05:53] - Tak. W każdym razie są zbliżone do tego. Natomiast nitinol jest o tyle ciekawy, że po prostu sam z siebie, pod wpływem temperatury to robi, a nie pod wpływem nawet jakiegoś prądu. I to jest naprawdę efektowne. Jeżeli zobaczycie sobie te animacje w internecie, robią wrażenie. Ja to widziałem pod koniec lat 90. Pokazałem to kolegom, to nikt mi nie chciał uwierzyć, którzy byli studentami.
[01:06:23] - Ja do dziś mówię o HHO i mówię, żeby sobie sprawdzili, chociażby na Fox News, w internecie wpisali, że gościu sobie zrobił palnik z wody, to mi nie wierzą. Mimo tego, że mogą zobaczyć w wiadomościach, jak na Fox ten gościu sobie po prostu pokazuje, jak to działa i tak dalej. Te pierwsze HHO próbne takie.
[01:06:49] - Przerażające, że ludzie nie wierzą w to, co jest. Że to po prostu jest. To nie jest fikcja, to nie jest UFO, że tu mówimy o UFO, o free energy, o innych rzeczach, o rządzie światowym. Nie, to jest, to działa i to można sobie kupić nawet i sprawdzić.
[01:07:03] - Jest, ale nie ma, bo na TVN-ie nie ma, więc nie ma w ogóle.
[01:07:09] - Jeżeli mówimy o HHO, oczywiście są, ale mówiłeś o tym palniku plazmowym, prawda? I to istnieje i to działa. To można sobie kupić.
[01:07:19] - Znaczy akurat nie o plazmowym, ale też na HHO, bo gościu pierwszy pokazał z HHO. To on zrobił ten palnik, nie pamiętam, acetylenowy czy jakoś tak. Zamienił na pierwszy, stworzył wodny. I on potem pomyślał, że jak może stworzyć taki palnik, to mógłby ten gaz użyć w autach. I wtedy zaczął kombinować z tymi instalacjami HHO do aut, żeby to jeździło.
[01:07:47] - Przepraszam, że tak przerwę ci, Grzegorzu. Stały słuchacz podesłał mi jednego linka, że jest agregat prądotwórczy FI 130, który ma 104 kW mocy. Także naprawdę można sobie zobaczyć. Ja tutaj linki później podam, będą na stronie audycji. Tutaj na czacie jeszcze wrzucę wam. Jak ktoś jest zainteresowany. Czyli są takie o mocy 100 kW i już byłaby szansa, żeby się mogło to unieść do góry, tylko trzeba linki hamujące. Bo jak pomyślimy, że ten cały system trzeba też uważać, żeby do góry nie poleciał, bo w kosmos nam wyleci. To też trzeba uważać. Pamiętać o tym, że muszą być linki.
[01:08:33] - Ja jak ludzie nie wiem. Dzwoniłem z myślą o kilku tematach, ale jak już zadzwoniłem i się dodzwoniłem, to już zapomniałem o połowie. Ale powiem, że jakby połączyć te metale z takim zderzaczem mągiewki to już jest coś. Z drugiej strony ja pamiętam, bo ty mówisz o takich formach tego lotu. Nie pamiętam, jak to nazywałeś. Że się puszczało prąd do tego sprzętu. Jak to się nazywało?
[01:09:04] - Jonolot?
[01:09:08] - Jonolot.
[01:09:08] - Tak. O tym właśnie mówimy, że ten silnik 100 kW, mechaniczny, spalinowy, który po prostu nam pociągnie to wszystko do góry, ten jonolot. Oczywiście. Tylko trzeba by wszystko policzyć. Musi być bardzo sprawny ten silnik. Więc najpierw, zanim zaczniecie budować, to zbudujcie sobie jonolot, później coraz większy jonolot, coraz większe. Testujcie jak lepiej. Tak czy siak, czy inaczej. Wersje różne. Trzeba najpierw, podejrzewam, że pół czy rok czasu poświęcić na badanie tego jonolotu, a później można wystartować z budowaniem tych silników, wstawianiem silnika mechanicznego, obudowaniem tego jonolotu w odpowiedni sposób.
A być może na przykład połączenie tego nitinolu i jonolotu, że ten nitinol na przykład miałby podobne- jeżeli byśmy taką cienką warstwę tego nitinolu, bo tu mamy cienką warstwę aluminium w jonolocie, a spróbowalibyśmy cienką warstewkę nitinolu rozprowadzić po jonolocie i zobaczyć, jak to zareaguje.
[01:10:07] - Albo taką nanocienką, bo wiesz, tylko po warstwie takiej jak te rurki nano.
[01:10:14] - Ale ty już mówisz o bardzo zaawansowanych sprawach. Ja mówię o takich, że da się w każdym garażu zrobić i to jest super.
[01:10:23] - Się śmieję.
[01:10:24] - Bo nitinol można kupić, to nie ma problemu. Zamawia się i przysyłają do domu. I potem z tego nitinolu sobie rozwalcujemy to. Zrobimy cienkie takie z tego nitinolu folię metaliczną i wtedy spróbować, czy coś takiego by poleciało.
[01:10:46] - Ja pamiętam, że kiedyś, jak się tym zaczynałem interesować odnośnie różnych magnesów i tak dalej, i tej energii, którą można wykorzystać jakoś, żeby odbić to nasze przyciąganie ziemskie, to gdzieś oglądałem informację o tym, jak gościu sobie puszczał dużą energię, duży prąd przez, powiedzmy nie wieszak, ale przez coś tak połączonego jak parasol obłożonego folią i gdzie to zaczynało się po prostu unosić. Nie wiem, czy kojarzysz takie jakieś rzeczy, gdzie ewidentnie coś wyglądało jak taki jonolot, tylko że w pierwotnej formie. Może jak to pierwsze powstawało, bo to w latach 90. czy coś takie oglądałem. Coś jak parasolka. Gościu podłączał do tego prąd i to było ofoliowane takie całe to odrutowanie jak z parasola i to zaczynało się podnosić. Im większy puszczał prąd, tym bardziej to wyżej leciało.
[01:11:50] - Tak, możliwe, że to to. Ale to jeszcze takie czarno-białe były filmy?
[01:11:57] - Nie, już kolorowe, tylko to był kolor taki słaby. Ewidentnie lata 90. i może nawet wcześniej.
[01:12:06] - Tego nie kojarzę, ale wiem, że sprawa jonolotów jest bardzo stara, bo pierwsze jonoloty powstały jeszcze przed wojną, a kolejne wersje, już takie bardzo rozbudowane w latach 50. były robione już takie dosyć spore te jonoloty. Później to wszystko utajniono, nie wiadomo, było zamknięte na ileś lat i później znowu powrócono do tego, bo znaleźli się ludzie, którzy znaleźli w starych książkach te rzeczy i zaczęli dzięki internetowi, dzięki BBS-om w latach 80. i 90. zaczęto budować te jonoloty w domach. Dzisiaj jest to bardzo popularny temat. Popularny-niepopularny, bo żaden uniwersytet, politechnika się tym nie zajmuje. I to jest przerażające, bo to jest pierwsza rzecz, którą trzeba się zająć. To jest pierwsza rzecz. Nie silnikami odrzutowymi, tymi nie.
Jonolotem, bo chcemy w kosmos latać i to jest podstawowa sprawa. Więc tym się nie zajmują, czym powinni, za co biorą pieniądze, bo jednak jakieś tam pieniądze z tego biorą.
[01:13:07] - Ale biorą pieniądze za to, żeby- wiesz, jak to jest z masonerią połączone na tych wyższych półkach, to oni dobrze wiedzą, za co oni biorą pieniądze. Za to, żeby studenci robili doktorat o ogonie szczura, a nie o jonolocie.
[01:13:25] - Tak. Zobaczymy jak będzie. Czy próbowałbyś budować taki jonolot u siebie?
[01:13:33] - Gdybym miał możliwości i zapał, chęci stworzenia tego, to pewnie. Pamiętam, ostatnio się bawiłem, chciałem zrobić coś à la perpetuum mobile. Oglądałem filmik o perpetuum mobile, różnych rzeczach, gdzie nalewało się odpowiednią ilość wody i ciśnienie tej wody wypychało to dookoła. Tworzyło coś w rodzaju fontanny, gdzie był zbiornik i ilość wody wyciskała tą wodę dookoła tak, żeby ona się potem wlewała do zbiornika, w którym była woda. Takie śmieszne. Jak się poszuka w internecie filmików o perpetuum mobile, to jest dużo różnych urządzeń, które są à la perpetuum mobile. Oczywiście one podlegają różnym prawom, że traci się energię z czasem i z czasem one się zatrzymują, ale mimo to one działają, funkcjonują. Chciałem coś takiego stworzyć, ale mi nie chciało wyjść i się troszeczkę zdenerwowałem i mnie to negatywnie nastawiło. Ale powiem tak odnośnie różnych rzeczy, o których ty mówisz i ja też często mówię, że powinniśmy próbować, kombinować, sami sprawdzać. Jest mnóstwo rzeczy, których tak na dobrą sprawę składu nie znamy, bo wiele technik zapomniano, jak to się często mówi.
Nawet ze średniowiecza czy z różnych okresów wcześniej. Przecież mamy te kilka ogni, nie pamiętam, rzymskie czy to greckie były ognie. Te różne w zależności od tego, co tam było w dodatku. Takie, że dolewało się wody, to jeszcze bardziej się paliły. Różne formy tego ognia. Nie wiem, czy kojarzysz. Jak to się mówiło o tych ogniach? Nie rzymski ogień czy grecki, ale wiesz, o co chodzi. Taki, że jak się podlewało wodą, to jeszcze bardziej palił się.
[01:15:28] - Tak, bo może gasić na przykład.
[01:15:31] - Tak i do końca nie znamy konkretnego składu czy konkretnej formy wykonania tego, żeby to użyć. Czy w miotaczach ognia użyć takiego ognia.
[01:15:46] - Myślę, że większość jest znanych tych rzeczy jednak ze starożytnych czasów, aczkolwiek nie wszystko, bo tak jak mówiłem o tym mechanizmie Antikythery, gdzie to był komputer sprzed naszej ery, czyli ponad 2500 lat temu niemalże. To jest coś niesamowitego i takie rzeczy na pewno będą nas zaskakiwały, których nie wiemy i które być może zostały zapomniane. Nie być może, tylko na pewno zostały zapomniane.
[01:16:27] - Właśnie o to mi chodzi, że wiele technik zapomnieliśmy, mimo tego, że one były już proste, zwykłe. Tak samo kwestia chemii. Kwestia połączenia różnych związków i możemy stworzyć naprawdę niezwykłe rzeczy, o których oficjalnie nie wiemy. Ale nikt się tym nie bawi, nikt się tym nie interesuje, bo to jest zabronione. Czy wykorzystanie konkretnych materiałów jest zabronione, radioaktywnych czy innych tego typu.
[01:16:54] - Ale nie jest zabronione robienie jonolotów, nie jest zabronione wykorzystywanie nitinolu. Wszyscy mogą to robić, tylko nikt nie robi. To jest problem.
[01:17:03] - Dokładnie.
[01:17:04] - Tego nikt nie zabrania. Można robić jonoloty. Jeżeli zrobicie jonolot, nikt wam nie zakaże latać tym jonolotem. Nie ma przepisów na to.
[01:17:15] - Ja tak samo jak ty, zachęcamy do tego, żeby się bawić. Ja się chcę troszeczkę orgonitami pobawić teraz, zobaczymy co z tego wyjdzie. Każdy z nas powinien wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć się na własną odpowiedzialność bawić. Rozumiesz? Bo tak się mówi, że zaufajmy naukowcom, oni na pewno wiedzą, co robią. To dziękuję serdecznie. Już ja wolę się lepiej pobawić.
[01:17:40] - Pieniądze zainkasują, włożą do banku, a pomysły włożą, jak to się mówi, pod poduszkę albo gdzieś do śmieci, do niszczarki.
[01:17:50] - Opatentują i sprzedadzą.
[01:17:51] - Myślę nie, nawet nie patentują. Wrzucają od razu do kosza. Jeżelibyś na przykład napisał jakiemukolwiek naukowcowi o tym, żeby do jonolotu zastosować silnik mechaniczny spalinowy, to on by powiedział, że pan jest nienormalny. Pan powinien pójść do szkoły najpierw. Więc to jest przerażające. W sumie ja wcześniej nie wpadłem na to, że można faktycznie zamiast silnika elektrycznego, akumulatorów, silnik spalinowy próbować, że to jest proste rozwiązanie.
[01:18:26] - Ja powiem ci, Klaudziu, mi się śni od jakiegoś czasu takie coś. To mnie męczyło kiedyś i po jakimś czasie mnie znowu męczy, że masz na przykład plus i minus. Jak masz magnesy i odpowiednio je przyciśniesz przeciwnymi biegunami, to one się ślizgają po sobie. Ja kiedyś myślałem, że może by się dało jakoś ułożyć koło z plusami na górze na przykład, a dociskać do nich minus jeszcze wyżej na górze. Wiesz, o co chodzi.
[01:19:06] - Podobno można właśnie robić, tylko trzeba specjalne magnesy do tego i możesz zrobić łożysko tak jakby.
[01:19:13] - Właśnie o coś takiego mi chodziło i coś takiego mnie męczy.
[01:19:16] - I to już są pomysły. Pomysły free energy niejakiego Searla. John Searle, samozwańczy wynalazca, ale zdjęcia były, były opisane też rzeczy w gazecie, że jeżeli bardzo rozpędzisz te łożyska tych magnesów, można to robić za pomocą elektromagnesów, jeżeli rozpędzisz je do bardzo wysokich prędkości rzędu 50 tysięcy obrotów, to zaczynają się tam pojawiać zjawiska nieznane do dzisiaj nauce i ten obiekt się zacznie unosić. Takie ciekawostki.
[01:19:54] - Ja nie wiem, czy akurat odnośnie tego, ale mi się śniło odnośnie wykorzystania energii, że może by się udało, dociskając, tak jak dociskasz plus do plusa, że on się ślizga, w jakiś sposób stworzyć taki układ statyczny i dociskający, że im bardziej go przycisniesz, tym szybciej łożysko wewnętrzne zacznie się kręcić pod naciskiem tego samego kierunku magnesu z zewnątrz. Na zasadzie, że plusem dociskasz to łożysko, które jest plusami do góry, tak żeby ono się zaczęło kręcić i potem pod to podłączyć cokolwiek, jakieś dynamo, cokolwiek, co będzie tworzyło energię. Na zasadzie im większy jest nacisk, tym większa prędkość, ten moment obrotowy będzie. Zamiana siły prostej, pionowej, skupionej na moment obrotowy. Tak jakoś mnie to męczy, ale nie jestem za bardzo w stanie tego wykonać. Nie mam warsztatu czy czegoś, gdzie mógłbym się sprawdzić. Kiedyś pisałem do gościa, który się tym zajmował, magnesami, takimi rzeczami. Napisałem mu, to nikt się nie odezwał. To mówię: „A, to idź w cholerę”.
[01:21:12] - Tak, to jest ten problem, że mamy swoje obowiązki, musimy robić inne rzeczy w życiu i mało czasu jest na tego typu eksperymenty. A też większość z nas nie ma zdolności ku temu, bo nie każdy może być wynalazcą. To jest dla tych ludzi, których to pasjonuje, którzy mają zacięcie do badania tych rzeczy, a przede wszystkim budowania, bo najpierw trzeba coś zbudować, a potem badać. Nie odwrotnie, tak jak dzisiaj jest, że trzeba najpierw pójść na studia, a potem dopiero zacząć coś budować. Tak nie powstaje nic, bo oczywiście trzeba zdobyć wykształcenie. Kiedyś nie było internetu, nie było książek. To znaczy książki były, ale niedostępne. Przecież w XIX wieku kogo było stać na książki? A skąd mieli, jak nie miałeś książek, nie było internetu, nie było prądu, nie było niczego, jak mówi Kononowicz. Na uniwersytetach była ta wiedza.
Dzisiaj jest dostępna dla każdego. Nie musisz iść na uniwersytet. Uniwersytetem twoim jest internet i inni ludzie, którzy są w tym internecie. Są różne fora, na których możesz wymieniać informacje. Możesz się połączyć Skype'em z różnymi ludźmi. Nie musisz naprawdę, nie ma potrzeby dzisiaj. Dzisiaj uniwersytet tak naprawdę zabije w tobie pasję i zabije w tobie wynalazcę, więc absolutnie nie polecam. Dopiero można iść, jak już coś się ma. Masz na przykład jakiś pomysł, to wtedy można na uniwersytet. Może ktoś będzie z otwartym umysłem, ale naprawdę może być ciężko.
Ja mam do dzisiaj taką sytuację. Kiedyś pamiętam, że był gościu, doktorant, właściwie już praktycznie doktor fizyki i do dzisiaj nie jest upubliczniona ta audycja, bo bał się reakcji środowiska fizycznego. On się naprawdę nie wypowiadał jakoś za zimną fuzją, bo była audycja o zimnej fuzji.
[01:23:17] - Automatyczna cenzura.
[01:23:23] - Tak, ta autocenzura, która jest w nauce, to cenzurowanie wszystkich i histeryczne wręcz reakcje na różne rzeczy to jest coś przerażającego. Dobrze, że nie palą na stosie jeszcze. Okej, to jest duży plus, ale jednak jest ten stos alienacji, że wyrzucą cię poza nawias naukowy. Jeżeli ty zaczniesz coś popierać, to cię wyrzucimy z uniwersytetu. Przecież profesora, który wstawił się za Łągiewką, chcieli wyrzucić z uniwersytetu, z Akademii Górniczo-Hutniczej chcieli go wywalić. To jest coś przerażającego.
[01:24:03] - To jest idiotyzm. To jest pokaz na to, że jednak te grupy, o których się cały czas mówi, czyli to, o czym mówimy też szerzej, typu nowy porządek świata, masoni. To jest wszystko połączone.
[01:24:18] - Ale ja nie wierzę, że tak wszystko jest sterowane. Ja wierzę w to, że ludzie są tak-
[01:24:22] - Ja też nie wierzę we wszystko, ale gdzieś te grupy są.
[01:24:25] - Ale w Polsce?
[01:24:25] - A przy okazji ktoś związany z tymi grupami może sobie pomyśleć, że może mnie przyłączą, jak tutaj troszeczkę zadziałam tak. Wiesz, o co chodzi, że ludzie niektórzy może by chcieli tu przynależeć, to oni zadziałają tak i potem, żeby pozytywnie wypaść w tym kręgu. I kręgi wzajemnych zainteresowań. Tak się często mówiło, Tesle się przecież jechało, a było się za tym, jak on się tam nazywał, już nie pamiętam, bo mi wypłynęło z głowy.
[01:25:00] - Przepraszam, tutaj Mrolo zarzuca mi na czacie, że w XIX wieku nie było ludzi stać na książki. Co za bzdury. Dzisiaj nie stać ludzi na książki, więc nie wiem, jak w XIX wieku było stać. Oczywiście byli ludzie bogaci, ale byli ludzie, którzy ledwo mieli na utrzymanie siebie, jedzenia, więc musieli wybrać chyba jedzenie, a nie książkę, więc naprawdę to było dobro luksusowe.
[01:25:22] - W XIX to nie wiem. W XVI rozumiem, w XIV rozumiem, ale później to jest oświecenie i tak dalej, gdzie książki są już drukowane, więc bym tak do tego nie podchodził, że ich po prostu nie było stać. Książek było znacznie więcej, były znacznie tańsze. Ja rozumiem, że ktoś w okresie średniowiecza by powiedział, że nie stać kogoś na książkę, gdzie one były przepisywane przez tych-
[01:25:45] - Czyli raczej popierasz to, co powiedział Rolo, że w XIX wieku nie było problemu z książkami.
[01:25:51] - Nie. Tak, nie było problemu, już raczej one były, to już nie jest taki problem z nimi. Ale dobra, to już pomijam, bo będziemy tak sobie gadać.
[01:26:03] - Jasne.
[01:26:04] - Dlatego nie chcę tu już zajmować audycji, tylko postuluję: próbujmy wszyscy, kombinujmy na swój własny interes, starajmy się zrobić coś dla ludzkości sami, z własnej inicjatywy, z własnej chęci tego, żeby rozbudować nasz świat, poprawić go.
[01:26:23] - Jasne. Dzięki, Grzegorzu za te informacje.
[01:26:27] - Dzięki, pozdrawiam wszystkich słuchaczy i cześć.
[01:26:30] - Cześć. To był Grzegorz. Jeszcze odbiorę szybko Karola, zanim przejdę do następnych wynalazków czy rzeczy, które możemy badać. Witaj, Karolu.
[01:26:39] - Halo, tak. Witam bardzo serdecznie.
[01:26:43] - Co myślisz o tych rzeczach? O jonolocie, nitinolu. Może sam badałeś jakieś rzeczy, próbowałeś budować?
[01:26:50] - Wyobraź sobie, że miałem okazję mieć do czynienia z tym metalem, który zmienia kształt. Było to tak, że jak jeszcze byłem w technikum, mój kolega z klasy kupił gdzieś na eBayu czy na Allegro, już nie pamiętam, taki drucik, który rzekomo zmieniał kształt. Na początku nie wierzyliśmy, że to jest w ogóle możliwe, ale jak już ta przesyłka przyszła i zaczęliśmy testować, okazało się, że rzeczywiście to jest możliwe i że to działa. To był taki cieniutki drucik, który miał jakiś kształt. Potem mogłeś go wygiąć dowolnie.
[01:27:33] - Do ciepłej wody potem i on powracał do kształtu poprzedniego.
[01:27:37] - Dokładnie tak. Tylko że problem, moim zdaniem, polega na tym, że to, co powiedziałeś odnośnie Roswell, to jak gdyby były dwie inne rzeczy. Dlatego, że w Roswell znaleziono szczątki samolotu i ten metal, który tam znaleziono, z tego, co ja wiem, działa na takiej zasadzie, że mogłeś go zagiąć i on w tym samym momencie bez temperatury wracał do poprzedniego kształtu. A tutaj jednak był ten czynnik temperatury. Ja znam wiele takich, powiedzmy sobie, substancji, które pod wpływem temperatury zmieniają swój kształt do bazowego.
[01:28:20] - Ale na przykład zobacz, guma w temperaturze pokojowej powraca do swojego kształtu.
[01:28:24] - Tak.
[01:28:27] - Jak wygniesz, to potem powróci ci guma. Oczywiście to jest metal, to jest coś bardziej zaawansowanego, ale jednak są rzeczy standardowe z poprzednich epok, które mają ten efekt pamięci.
[01:28:47] - Zgadza się. Tylko czy ja bym zaliczył ten wynalazek czy coś takiego do rewolucji XXI wieku? Nie wiem.
[01:28:59] - Inaczej. To, co mamy, bardzo łatwo ulepszyć. To znaczy, badając to, na pewno wpadniemy na lepszą rzecz, czyli że może uda nam się zbudować coś bliżej tego, że w temperaturze pokojowej się będzie to zmieniało, że będzie miało lepsze parametry, że będzie na przykład bardzo twarde, że będzie można z tego samochody robić, że będzie na przykład tańsze. Może nie tyle tańsze, ale może w jakieś bardziej luksusowe samochody. Nie mówię o wszystkich, ale samoloty może, które też będą wytrzymalsze, nie będą się tak gięły. Będą odporne na te wgięcia. Jeżeli samolot czy samochód wegnie się, to on jest słabszy wtedy w tym miejscu. To na pewno będzie rewolucja. A być może on ma jeszcze własności, ten metal, zakładając, że może jest stosowany właśnie w tych UFO, w statkach kosmitów, to na pewno będzie rewolucja jakaś, jeżeli będziemy to badali. Chociażby w tym jonolocie mówiłem, że zamiast tego aluminium zróbmy tą folię z nitinolu.
Zobaczmy, co się stanie. Nie wiem, nikt tego nie zrobił. Ktoś może być pierwszy.
[01:30:11] - Tak, zgadza się.
[01:30:13] - To nie jest tanie, bo ten nitinol nie jest tani, ale powiedzmy wydacie kilka tysięcy złotych i możecie zrobić ten eksperyment.
[01:30:21] - Ja trochę tutaj tak podchodzę do tego, bo miałem pewne doświadczenie, jeżeli chodzi o budowę jakichś nowych wynalazków i, co gorsze, komercjalizacji. Żeby zbudować coś, co ludzie będą chcieli kupić. Bo jeżeli my zbudujemy coś i nikt tego nie będzie chciał mieć po prostu, to po co to budować w ogóle? To jest niepotrzebne. Dlatego to jest bardzo skomplikowany proces i to jest bardzo ciężka praca. Zobacz na przykład na przykładzie samego Rossiego, który już dawno temu zapowiadał katalizator, a dalej go nie ma. Możemy się domyślać, dlaczego tak jest. Czy dlatego, że nie chce mu się pracować, czy może dlatego, że to jest tak ogromnie ciężkie w realizacji, bo my tutaj gadamy sobie teraz fajnie, ale jednak ani ty, ani ja nic w życiu takiego rewolucyjnego nie zrobiliśmy.
[01:31:21] - Nie zrobiliśmy i raczej ja na przykład po sobie mogę powiedzieć, że raczej takiego nie zrobię, bo to naprawdę trzeba być nie tylko jakimś wizjonerem, ale trzeba mieć Jednak jakieś podstawy naukowe z jednej strony, z drugiej strony podstawy techniczne, warsztatowe i jeszcze z trzeciej strony mieć jakieś fundusze na to, jakieś wolne pieniądze czy jakąś gałązkę biznesową też do tego.
[01:31:48] - Trzeba mieć wielki szacunek do takich ludzi, którzy robią takie rzeczy nawet w momencie, kiedy nie osiągnęli sukcesu, nawet wtedy, kiedy upadli, chociaż dlatego, że próbowali, bo to jest naprawdę wielka sztuka coś takiego skomercjalizować. Tutaj najlepszym przykładem jest to, jak wcześniej spotkałeś pana Lucjana Łągiewki, który wymyślił coś rewolucyjnego i można byłoby na pierwszy rzut oka powiedzieć, że to, że on nie zrobił z tego pieniędzy, to był jakimś, nie wiem, ostatnim, nie użyję tego słowa. Natomiast tak to jest.
[01:32:29] - Ale wiesz, może nikt nie chce pozwolić na to, żeby mógł zrobić na tym interes.
[01:32:35] - Ja trochę badałem sprawę pana Lucjana i jednak uważam, że on jest typowym człowiekiem naukowca, wynalazcy, coś w pokroju Nikoli Tesli. On lubiał odkrywać rzeczy, budować nowe projekty, natomiast nie skupiał się nigdy na tym, żeby zrobić to na zasadzie tego, żeby każdy człowiek miał z tego pożytek, żeby skomercjalizować to, żeby stworzyć korporację, która będzie produkowała takie rzeczy.
[01:33:07] - Ale on ujawnił, jak działa. Każdy sobie w domu taki zderzak może zrobić.
[01:33:12] - Zgadza się, ale dzisiaj korzystasz z jego wynalazku? Nie korzystasz, prawda?
[01:33:16] - Bo to nie jest takie proste, żeby to powtórzyć, bo to trzeba mieć warsztat, żeby zrobić. To jest kupa pracy, żeby taki zderzak zrobić.
[01:33:24] - Technologia została dostarczona, ale oprócz tej technologii trzeba jeszcze kapitalisty, który zrobi z tego biznes i po prostu da to dla ludzi. To nie zostało zrobione i przez to nikt dzisiaj z nas nie korzysta z tego rewolucyjnego wynalazku, niestety.
[01:33:41] - Halo, Karolu?
[01:33:43] - Tak, jestem.
[01:33:44] - Jesteśmy dobrze, bo coś przerwało niestety.
[01:33:46] - Aha, tak. Tyle tylko chciałem powiedzieć. Potwierdzić, że rzeczywiście taki metal istnieje. Miałem go w ręce i on rzeczywiście działa. Myślę, że można też na Allegro zakupić, bo to nie są jakieś wielkie pieniądze. Nie sprawdzałem, czy jest on dostępny.
[01:34:09] - Wydaje mi się, że tak. Na pewno na eBayu jest.
[01:34:12] - Tak, też tak myślę. Jeżeli ktoś jest jakimś niewdowiarkiem, to może sobie za parę groszy kupić i sprawdzić po prostu.
[01:34:19] - Także to można sobie zrobić do eksperymentów. Koniecznie warto to robić, bo ja uważam, że będzie przełom w XXI wieku właśnie w tych metalach. Są jeszcze inne metale, ale nitinol jest jednym z lepszych. Ten efekt jest bardzo widoczny, więc warto sobie eksperymentować z tym.
[01:34:46] - Tak.
[01:34:47] - A o jonolocie czy słyszałeś? Czy widziałeś? Ja na żywo jonolotu nie widziałem i chciałem kiedyś sam zbudować, ale trochę się prądu boję.
[01:34:56] - No tak.
[01:34:58] - Tych wysokich napięć. Wiem, że ze starego monitora można wziąć zasilanie, użyć stary monitor, taki CRT jeszcze, czyli taki kineskopowy i użyć go jako zasilanie do tego jonolotu. Ale to może być niebezpieczne.
[01:35:15] - Starych kineskopowych do generacji impulsu, który jest dalej, wiązka jest na ten monitor podawana, jest wykorzystywane urządzenie, które generuje takie ogromne napięcie. Także nieraz takie były historie, że przyszedł fachman, nie wyłączył telewizora, włożył głowę do kineskopu i go zabiło. Nie wiem, czy słyszałeś. Ale rzeczywiście to jest dosyć niebezpieczne.
[01:35:48] - Ale to głupota jest przecież. Kto to zrobił?
[01:35:51] - I jeżeli nie masz jednak pojętu edukacji w tym kierunku, to może lepiej się za to nie brać pod groźbą utraty nawet własnego życia albo zdrowia, bo tam już są poważne napięcia i prądy. Trzeba wiedzieć, jaki kabel do jakiego słączyć, żeby cię nie pokopało.
[01:36:11] - Tak, trzeba wiedzieć, co się robi, bo to jest niebezpieczne. Szczególnie że do tych większych jonolotów stosuje się duże nie tylko napięcia, ale i prądy, więc to jest bardzo niebezpieczne. Przy mniejszych, jak mamy zasilacz jakiś taki, nie bezpośrednio podłączamy do gniazdka, tylko mamy zasilacz, to wtedy faktycznie jest bezpieczniej. Nie zabije nas, ale jeżeli mamy na przykład słabe serce, to też może nam wysiąść serce, może stanąć serce czy coś. Więc to też nie jest powiedziane, że muszą być te duże prądy. Naprawdę trzeba być ostrożnym, jeżeli wszystko robimy z prądem, z dużymi napięciami, bo jak mamy małe napięcia, to nie ma obaw. Tak jak z zasilacza. Mamy niskonapięciowy zasilacz i wtedy nie ma problemu, możemy się bawić. Natomiast z dużymi napięciami naprawdę trzeba uważać. To jest bardzo niebezpieczne.
[01:37:12] - Tak. Czyli jeżeli pracujecie z jakąś elektroniką, z rzeczami o niskim napięciu, to jak najbardziej można, a już te wyższe napięcia trzeba uważać.
[01:37:23] - Szczególnie te napięcia 20 000, 50 000 woltów.
[01:37:28] - Jak już tak, to pamiętajcie zawsze grube gumiaki i żeby się nie pocić, bo to najważniejsze podczas pracy. Nie denerwować, bo jak człowiek ma spocone ręce, to zawsze to przewodzenie jest większe. Mniejsze o. Jeszcze może opowiem taki żart na koniec. W szkole, w technikum, jak się uczyłem, to miałem takiego profesora, który wcześniej pracował jako monter w zakładzie i wyobraźcie sobie, że on przyłączał prąd do domów. Była taka sytuacja, że kiedyś wziął sobie urlop i wrócił do pracy po dwóch czy trzech tygodniach, czy nawet dłużej, nie wiem, może dwa miesiące. On miał zawsze taki nawyk, że miał na skórze gruby naskórek, że dotykał przewodów, a tam był prąd rzędu powiedzmy 5000 kilo. Dotykał przewodów, sprawdzając, czy już napięcie jest podłączone. Miał tak gruby naskórek, że czuł tylko, jak ten naskórek mu się pali, a jak gdyby go nie kopał. Po tej dużej przerwie, którą miał, znowu zaczął testować, czy leci napięcie.
Niestety ten naskórek już mu tak osłabł, że został porażony prądem i od tego czasu musiał zacząć nas uczyć, a nie mógł już pracować jako elektromonter. Taka historia.
[01:39:02] - Tu się nie wypowiem, bo nigdy nie robiłem takich eksperymentów. Bałbym się spuszczaniem prądu przez siebie, nawet jeśli to jest bezpieczne, że jest to zjawisko naskórkowości, ale bałbym się.
[01:39:22] - Dziękuję bardzo za rozmowę.
[01:39:25] - Dzięki, Karolu, za potwierdzenie, że nitinol faktycznie istnieje i to nie jest wymysł teorii chaosu. Zawsze się mówi, że tu wymysły są same, że to jest fakt.
[01:39:35] - Tak, to jest fakt. Zapraszam na allegro.pl
[01:39:40] - Ale reklama! Niech będzie.
[01:39:43] - Dziękuję bardzo.
[01:39:44] - Dzięki, Karolu. Możecie wejść na różne portale. W Polsce ludzie sprzedają ten nitinol, najczęściej jako drobne druciki. One są bardzo tanie. To kosztuje grosze, więc naprawdę warto się zaopatrzyć w taki metal do zabawy, ale może i do eksperymentów. Naprawdę warto. Tutaj zrobię małą przerwę i przejdę potem do urządzeń, które nie są tak potwierdzone jak te dwa i szybko je omówię. Możecie także dzwonić. Radionafali.com. To jest audycja o teorii chaosu, spiskach, rzeczach niewjaśnionych, ale dzisiaj rozmawiamy o wynalazkach XXI wieku, które możecie u siebie w domu zrobić, przynajmniej próbować zrobić albo zrobić, bo te rzeczy działają.
Te dwie pierwsze, ionol i nitinol działają na 100%. Natomiast te, o których powiem za chwilkę, niekoniecznie, ale wielu ludziom działają i mi też działało jedno urządzenie z tych, o których opowiem za chwilę. Zrobimy króciutką przerwę i za chwilkę wracamy do omawiania następnych urządzeń. Zapraszam bardzo serdecznie na audycję „Hiperprzestrzeń” w każdą sobotę o godzinie 23:00. Zróbcie sobie dzbanek kawy i przygotujcie się, że zostaniecie z nami do rana. Wście ze mną, Niran Tomek.
[01:44:48] - To think for yourself and question authority.
[01:44:52] - Radio Mafai. „Hiperprzestrzeń”. Do usłyszenia w każdą sobotę o godzinie 23:00.
[01:45:00] - Turn on. Tune in. Rock out.
[01:45:09] - Nowe, magiczne i epickie przygody Crafta. Tylko w nowym sezonie Lorem Ipsum. Słuchajcie, słuchajcie głupcze!
[01:45:33] - Różne niewyjaśnione zjawiska, teorie spiskowe, obce istoty, mutacje, alternatywne źródła energii, UFO. Jak działa rząd światowy? Skąd się biorą katastrofy? Tajemnice Trzeciej Rzeszy, chemtrails, tajemnicze śmierci. To i wiele innych nierozwiązanych zagadek współczesnego świata. „Teoria chaosu” teraz na żywo.
[01:46:12] - I jesteśmy z powrotem. To jest audycja „Teoria chaosu” o rzeczach niewyjaśnionych i spiskach. Dzisiaj coś pomiędzy. Właściwie rzeczy wyjaśnione po części, po części nie, ale które można badać w domu. Z drugiej strony spisków jako takich nie ma, bo jeśli budujecie ten ionolot, nitinol czy rzeczy, o których zaraz powiem, raczej nikt nie będzie do domu wam zaglądał. Natomiast jeśli będziecie chcieli spopularyzować to, jeżeli odkryjecie coś więcej niż to, co jest w internecie, to możecie mieć problemy. Czyli kolejną rzeczą, którą możecie zbudować w domu, to jest piramidka. Mogę dużo opowiadać o tym, bo sam to zbudowałem. To jest bardzo prosta konstrukcja. Każdy wie, jak piramidka wygląda czy piramida.
Nie każę wam budować kopii piramidy Cheopsa, bo to byłoby raczej przekraczające możliwości każdego z was, aby coś takiego zrobić. Podejrzewam, że nawet możliwości całej Polski. Ale możecie zrobić model piramidki, mały model, nawet z kartonu lub z tektury i najlepiej niewypełnionej, czyli pustej w środku i testować zachowanie różnych rzeczy, które są w tej piramidce. Można testować materię organiczną. Ja testowałem żyletki. Nie wiem, czy dzisiaj jeszcze żyletki można kupić, ale jeszcze w latach 90., w których to testowałem, można było. Ja miałem akurat żyletki tępe, więc mogłem sprawdzić, czy się naostrzyły i się faktycznie naostrzyły, to wam od razu mówię. Może całą historię wam opowiem, bo to przeżyłem i tym się zainteresowałem, właśnie zjawiskami niewyjaśnionymi przez to. Zainteresowałem się piramidką oczywiście po wysłuchaniu „Nautilusa” Radia Zet w połowie lat 90., 1995 rok chyba wtedy był. Zainteresowałem się tym i zrobiłem taką piramidkę.
Przetestowałem. Żyletki się naostrzyły. Został taki proszek metaliczny. Taki srebrny proszek był na dnie piramidy. Żyletka nie była, tak jak niektórzy mówią, na dwóch trzecich wysokości, tam, gdzie jest komnata królewska, pomimo że nieudowodniono, że to jest komnata królewska i cokolwiek to ma wspólnego z grobowcem, ale okej, że na dwóch trzecich. Nie, absolutnie. Na spodzie piramidy leżała, ale leżała w sposób ułożony względem pola magnetycznego Ziemi, czyli krawędź żyletki była wzdłuż pola magnetycznego Ziemi. I ułożyłem też wzdłuż pola magnetycznego bok piramidy. No i tyle. Cała filozofia.
Piramida była z tekturki, z twardego kartonu właściwie. To nawet nie była tektura, tylko twardy karton. Kiedyś takie się robiło rzeczy, pamiętacie, na matematyce. Zresztą do dzisiaj chyba dzieci czy młodzież musi wykonywać te figury geometryczne z papieru czy z twardego papieru. Coś pomiędzy papierem a tekturą. I z czegoś takiego spróbujcie wykonać, przetestować. Może niekoniecznie żyletki, może inne metalowe jakieś przedmioty. ... rzeczy i zobaczycie co uzyskacie. Niektórzy twierdzą, że tam konserwują się bardziej różne substancje organiczne.
Na przykład jabłko nie spleśnieje tak szybko jak poza piramidą. I tak dalej. Można zbudować sobie kilka takich sześcian, piramidę, kulę. W ogóle poza i jakiś nieregularny kształt czy zwykły pojemnik i sprawdzić, gdzie szybciej się popsuje żywność. Bardzo proste eksperymenty. Ja jeszcze tylko dopowiem, jak ja testowałem to, bo oczywiście mówisz, że mikroskop elektronowy. Czy używałeś, czy sprawdzałeś krawędzie i tak dalej? Nie, absolutnie nie. Wymyśliłem dużo prostszy sposób na przetestowanie ostrości żyletki. Ona była tępa, bo cięliśmy kartkę tą żyletką.
Gdy nie była naostrzona, nawet bez lupy było widać postrzępione miejsca cięcia, czyli że była tępa. Po naostrzeniu w tej piramidce krawędzie były dużo gładsze. Gołym okiem było widać, a lupą to już zupełnie wyraźnie. Bardzo proste testowanie. Mam nadzieję, że naukowcy się zgodzą, a jak nie, to niech oni sobie testują w tych mikroskopach elektronowych za miliony złotych czy coś, czy dziesiątki tysięcy złotych. Ja mam lupę za pięć złotych kupioną. Wystarcza. Także na tym polega rozwój, że wykorzystujemy to, co mamy. Nie musimy korzystać z najnowszych technologii. Kiedyś była taka historia z długopisem wymyślonym przez NASA, aby on działał w mikrograwitacji.
To znaczy jak nie mamy grawitacji, bo zwykły długopis działa dlatego, którym teraz piszę, że mamy siłę grawitacji, która wypycha, przyciąga po prostu tusz i on wychodzi nam. Kulka przekręca tusz, bo jest przyciąganie ziemskie. Jak nie ma tego przyciągania, niestety ten tusz kompletnie nie chce wyjść z tego długopisu. NASA stanęła przed problemem co tu zrobić? Nie wiedzą, co zrobić. Wydali 50 tysięcy dolarów. Wtedy to jeszcze był porządny pieniądz te 50 tysięcy dolarów, tak jak dzisiaj 250 tysięcy. To były lata chyba 70., jeśli dobrze pamiętam. I zrobili, faktycznie wymyślili super długopis, który działa w kosmosie, jak nie mamy grawitacji. Rosjanie byli sprytniejsi, biedniejsi, nie mieli budżetu takiego.
Po prostu użyli ołówków. Niesamowite, nie? Na tym polega właśnie rozwój i różnica pomiędzy nauką a inżynierią. Inżynieria robi coś z tego, co mamy pod ręką, co możemy użyć, aby zrobić coś użytecznego jak najmniejszym kosztem. Inżynierowie są leniwi, więc chcą po prostu zrobić coś jak najprościej się da, aby działało. Mówię inżynierowie z prawdziwego zdarzenia. Natomiast naukowcy odwrotnie. Wykorzystać, sprawdzić wszystkie warunki, wykorzystać jak największy budżet, rozpiąć go do maksymalnej rozpiętości, aby przewidzieć wszystkie różne możliwości i opisać całe zjawisko. Nie zawsze się to da, więc czasami warto uprościć rzeczywistość w pewien sposób i nie badać wszystkich warunków. Także takie to są historie.
I tak było z piramidką. Według mnie piramidki działają. Nie wiem, czy zawsze. Wymiarów nie pamiętam dokładnie tej piramidki, ale to była podstawa kwadratowa. Podstawą był kwadrat, natomiast ona nie miała proporcji tej z Egiptu, tylko była wyższa. Ona była taka, bym powiedział, równoramienna. Miała trójkąty po bokach. Czyli gdzieś tak oceniam, bo to dosyć z proporcji wziąłem. Nie wiem, być może ona ładnie wyglądała, więc może miała przypadkiem po prostu złote proporcje. Mogło się tak zdarzyć, bo tak po prostu oceniłem wizualnie, żeby fajnie wyglądała i dobrze.
Także podejrzewam, że mogła mieć złote proporcje. W każdym razie był kwadrat, a równoramienne trójkąty gdzieś tak o ile wysokość była wyższa niż krawędź podstawy. Żeby nie skłamać tak z pamięci. Wydaje mi się, że wysokość trójkąta, wysokość, podkreślam wysokość, nie długość boku, tylko wysokość tego ostrosłupa, tej piramidy była dwa razy wyższa niż krawędź podstawy. Tak mi się wydaje, ale mogę skłamać. W każdym razie to tyle, co wam mogę podać. Nie pamiętam dokładnie. To było około '95 roku, więc bardzo dawno temu. Każdy, kto chciałby, powinien potestować. To jest najprostsza rzecz, którą można przetestować i podobno działa nie tylko mi.
Podobno nie tylko mi to zadziałało, tylko wielu ludziom. Kiedyś może jeszcze zrobię jeszcze raz ten eksperyment, ale Ja na przykład nie mam potrzeby już udowadniać sceptykom, że to działa i tak dalej, za wszelką cenę ścigać ich. „Patrzcie, ale to działa, ale to działa.” Po co? Po co? Oni i tak nie uwierzą w to. Oni nawet sami nie sprawdzą tego, więc to jest bez sensu. A ja siebie drugi raz nie mam sensu przekonywać, bo wiem, co widziałem i nic z tym nie zrobię tak naprawdę, bo co zrobię? Potrzeba pomysłu, do czego wykorzystać to, co można z tym zrobić, jak to zbadać, co tam działa. To są rzeczy już bardzo skomplikowane. Ja tylko po prostu sprawdziłem, czy żyletka się ostrzy i tyle.
I dalej nie pociągnąłem tematu, bo to już jest wyższa szkoła jazdy, żeby zbadać, co tam się dzieje. Jakieś pomiarowe urządzenia włożyć w tą piramidę, próbować może uzyskiwać energię z tego, z kosmosu czy skądś. To są ważne rzeczy, które powinniśmy badać, a nie ostrzenie żyletek. To, co robiłem, to była głupota, ale po prostu, żeby się samemu przekonać, że coś istnieje. To, co nauka twierdzi, że nie istnieje. I się przekonałem. Jestem dzisiaj tutaj z wami właśnie dzięki temu, bo inaczej by mnie tutaj nie było, gdyby nie ta piramidka. Ale tam może być coś więcej. Mogą być jakieś energie. Może na przykład trzeba kulę, tak jak w legendach jest, że piramida Cheopsa miała kulę.
Nie wiadomo do końca, po co ta kula była na tej piramidzie. Podobno była zrobiona z metalu. W jakim celu? Czy to była broń? Czy to magazyn energii był jakiś? Może na przykład ta kula na szczycie tej piramidy gromadziła olbrzymie ilości energii gdzieś z kosmosu. Nie wiadomo, w jaki sposób, po co, co i jak. I ta energia wpływała do wewnątrz piramidy, zapewniając na przykład oświetlenie tej piramidy albo oświetlenie Egiptu. Jakieś bzdury kompletne gadam, ale nikt tego nie bada. Nikt nie robi piramidy z kulą na górze.
Metalową. Zróbmy z miedzi. Ja nie mówię, że z złota musi być. Spróbujcie z miedzi zrobić. Piramidę na przykład zbudować może z cegieł niekoniecznie, ale z jakiegoś materiału, może nawet z papieru, a może z kamienia. Z kamienia to dosyć drogo i trudno. Trudny kamień w obróbce. Ale właśnie z takich cegieł. Niech będą z cegieł, z pustaków czy z czegokolwiek spróbować i zrobić z tą kulą i tam badać energię, co tam zachodzi. Naprawdę dużo różnych wersji.
Może metalową piramidę, ale warto może jednak skorzystać z tego wzorca, który jest w Egipcie. Są te kamienne piramidy, tam metalowa kula na szczycie była. Spróbujcie coś takiego zrobić. Koszt nie jest na pewno duży. Małą taką piramidkę i tam przetestować, co się dzieje. To może być naprawdę ciekawe. Tutaj KKK pisze, że na metalowej kuli zbierają się ładunki. No tak, to wiemy, że się zbierają, ale czy tam nie zachodzi coś więcej? Czy na przykład te ładunki gdzieś spływają do piramidy, gromadzą się i po prostu mamy energię z niczego. Że cały czas tam możemy na przykład zasilić żarówkę.
Będziemy mogli zasilić żarówkę 50-watową czy coś. Jeżeli ktoś coś takiego dokona, czegoś takiego, że z takiej piramidy będzie mógł zyskać energię, to jest rewolucja. To jest rewolucja kompletna. Więc to warto badać. Nie ostrzenie żyletek, bo to do niczego nie doprowadzi, tylko właśnie te rzeczy, które są cenne, czyli uzyskanie energii z tego. Jeżeli uzyskacie, to poinformujcie innych, że coś takiego jest. To każdy inny sobie taką piramidkę postawi i będzie miał. Może komputer, może laptopa zasili. Nie wiem, może by się udało. Niedużo.
50 watów, może 10 watów, ale zawsze coś. To sobie drugą postawi piramidkę to ma 20 watów. To jest rewolucja. Nawet jak 5 watów uzyska się z takiej piramidki, to też jest rewolucja. Przejdę do kolejnej rzeczy, bo już nad tymi piramidkami się rozwodziłem wiele razy. Pewnie wielu z was to już przynudziłem, bo to nie pierwszy i nie ostatni raz o tym mówię. Ale to jest bardzo ważne, bo prosta rzecz, a można łatwo dokonać odkrycia. I myślę, że coś w piramidach jest takiego niesamowitego. Kolejną rzeczą, o której chciałbym powiedzieć, której możecie nie znać, a ja zbudowałem, ale nie do końca poprawnie działający model. Uproszczony zbudowałem i mi niestety nie działał.
To jest tak zwane koło energetyczne, ale poznałem człowieka, który to zbudował i mu działało. Więc to nie jest tak. Jak mówię, człowieka, który kiedyś badał, budował urządzenia free energy. Żadnego urządzenia free energy nie zbudował, ale mnóstwo różnych urządzeń budował. Znaczy w sensie takim free energy budował ATM-y na przykład, czyli ATM czy ATM. Urządzenie, które pobiera energię z otoczenia, elektryczną i na przykład małą żaróweczkę potrafił zapalić. Że miał takie anteny jakieś tam rozstawiał. Zresztą ta osoba występowała też w telewizji o tematyce free energy, także poznałem go i on mi mówił, że koło energetyczne mu działało. Mi niestety nie, ale spróbujcie wy zrobić. Koło energetyczne składa się, bardzo prosta budowa jest.
Troszeczkę może bardziej skomplikowane od piramidki. Musicie zrobić albo śmigiełko, albo taki wiatraczek. Jak się kiedyś robiło takie wiatraczki, kwadratowy papier. Wycinacie kwadrat. To jest kwadrat i robicie z niego taki trójwymiarowy środek tego kwadratu przy przecięciu się przekątnych. Robicie taki daszek z tego kwadratu. Daszek i ten daszek umieszczacie na słupku, właściwie w takiej dużej wykałaczce można to zrobić. I tą wykałaczkę wpinacie w taką gumkę czy jakąś podstawkę, gdzie ta wykałaczka może się kręcić, ale musicie tą wykałaczkę na stałe z tym wiatraczkiem, który robicie, przymocować. To musi być stabilna struktura. Macie jakieś pleksi czy coś, że jest umieszczona ta wykałaczka, że blokuje plastik, aby to było w miarę stabilne, żeby na boki się nie chybotało czy też nie wypadło w ogóle.
Ten cały układ tylko jest plastikiem, tak jakby z dziurką. Przytrzymuje tą wykałaczkę. Musi być tak to zrobione, żeby swobodnie się mógł kręcić ten cały wiatraczek nasz. Robimy jeszcze taki trik, że może on się poruszać, jakieś podmuchy wiatru gdzieś mogą być, więc umieszczamy to pod kloszem, na przykład szklanym. Okazuje się, że rękoma możemy wprawić w ruch ten wiatraczek. Ten wiatraczek jest z papieru. Szkło powoduje, że nie powinny ładunki elektrostatyczne przechodzić. Przynajmniej z tego, co się uczyłem. Więc nie powinny wpływać na ten wiatraczek. Tym bardziej powiew wiatru.
Okazuje się, że właśnie pod kloszem ten cały układ potrafi się poruszać. Jeżeli rękoma odpowiednio się skoncentrujemy, będziemy majtali i tak dalej. U niektórych to działało. U mnie nie zadziałało, ale miałem uproszczoną wersję. Niedużo eksperymentów robiłem, tylko tak z jeden dzień gdzieś chyba, z godzinę próbowałem to wprawić w ruch i nie udało mi się. Natomiast poznałem ludzi, którym to zadziałało. Koło energetyczne. Bardzo ciekawe. Polecam wam może od razu taką książkę, z której biorę te przykłady. To jest książka, którą możecie znaleźć piracką też w sieci.
Kupić chyba już nie można, bo to wydanie było z 1992 roku, więc jedynie możecie kupić jakiś przedruk może. Ta książka nazywa się „Urządzenia poruszane siłą umysłu”. Harry Stein. G. Harry Stein. Tak się on nazywa. „Urządzenia poruszane siłą umysłu”. On był inżynierem, który zainteresował się tymi urządzeniami i jemu te wszystkie urządzenia działały. On tak przynajmniej twierdzi, że jemu działały. Nie zawsze, nie zawsze wszystkim.
I tam są właśnie te urządzenia jak piramidka, jak to koło energetyczne. Jest kolejne urządzenie, które on przedstawia, urządzenie Hieronimusa. To urządzenie jest bardzo ciekawe, bo jest urządzeniem analitycznym. On sprawdza różne substancje. Ile na przykład złota w złocie jest, można tym urządzeniem sprawdzić. Jest już dosyć bardzo skomplikowane. Trzeba znać się na elektronice, żeby je zrobić, więc ja nawet nie próbowałem. Jak zobaczyłem schematy jakieś czy tranzystory, nawet na lampach, bo można na lampach to zrobić, to urządzenie albo na tranzystorach, albo na układzie scalonym nawet, ale w ogóle się nawet za to nie brałem. Podobno też działa to urządzenie. Ja nawet go nie zrobiłem.
To urządzenie Hieronimusa. Te urządzenia wszystkie oczywiście nie są zaprojektowane przez tego pana Harry'ego Stein, tylko przez różnych ludzi. Piramida wiadomo. Tutaj przepraszam was za te hałasy, które się dobywają od ulicy, ale dzisiaj jest naprawdę potwornie gorąco. Musiałem otworzyć okna. Jak na Irlandię znowu, jak to można powiedzieć, chemtrails w normie. Znaczy ponad normę. 300% normy chemtrails, czyli smugi chemiczne, więc niestety jest bardzo ciepło i parno. Urządzenie Hieronimusa było wynalezione przez właśnie Hieronimusa, który był też chyba, jeżeli dobrze pamiętam, inżynierem. On się nazywał Thomas Galen Hieronimus.
Pracował w ośrodku Advanced Science Research and Development Incorporation w Georgii, w Stanach Zjednoczonych. I on to urządzenie wynalazł i jemu działało. Jest dosyć bardziej skomplikowane to urządzenie Hieronimusa, ale podobno działa. Bardzo ciekawa sprawa. Można sprawdzać, czyli jest to jakby spektrometr masowy. Coś takiego działa jak spektrometr, ale jest dużo prostszym urządzeniem i absurdalnym, bo nie powinno działać. Okazuje się, że nawet podobno to urządzenie Hieronimusa działa, jeśli nie zrobimy układu, tylko narysujemy ten układ. To już w ogóle jest kompletny odjazd. Czyli mamy to urządzenie, tylko nie podłączamy układu elektronicznego, tylko po prostu rysujemy schemat i podłączamy narysowany schemat. Podobno też działa.
Jest to już kompletnie absurdalne, ale podobno działa tak zwane symboliczne urządzenie Hieronimusa. I jeszcze jest z tej książki bardzo ciekawa sprawa. Maszynka życzeń, która jest dosyć prostym urządzeniem. Jest oparta o wzmacniacz akustyczny, antenę, płytkę miedzianą i na przykład zdjęcie lub jakąś rzecz, którą chcemy nasze myśli skierować. Na przykład chcemy, aby nie było w domu karaluchów. Kładziemy karalucha na płytce miedzianej i się koncentrujemy, żeby nie było karaluchów. Czy zabitego karalucha. Taki drastyczny przykład. A z takich ciekawszych to co może być? Że będzie deszcz jutro i kładziemy zdjęcie jakiegoś obszaru.
Dosyć absurdalne rzeczy, ale podobno to urządzenie też działa. Czasami raz działa, raz nie. Najbardziej działa to urządzenie na zasadzie prostych form życia. Właśnie wirusy, bakterie, grzyby, rośliny, insekty, zwierzęta niższego rzędu i na nie to działa, jeżeli będziemy chcieli gdzieś jakieś życzenia złożyć. Pamiętam, kiedyś taki program był rewelacyjny. Tak mi się skojarzyło właśnie z maszynką życzeń z tej książki, co jest już najbardziej absurdalnym tutaj urządzeniem. Podobno też zadziałało. Nie we wszystkim, nie zawsze, ale tam gdzieś była sprawa z mrówkami. Nie, z pszczołami chyba albo z czymś takim. Już nie pamiętam.
Ta maszynka życzeń. W każdym razie przypomniała mi się sprawa takich lekarzy, bliźniaków lekarzy, którzy pojechali do jeszcze prymitywnych plemion zbieracko-łowieckich bardzo często, czy z bardzo prymitywnym rolnictwem, którzy chcieli sprawdzać szamanów. Jak oni sobie radzą z medycyną, jak sobie radzą z chorobami, nie mając dostępu do absolutnie żadnej medycyny nowożytnej. Nic. Mają tylko dostęp do ziół, do tego, do czego ich cywilizacja doszła. I to było niesamowite. Oni nie mieli prawa pomagać, to znaczy musieli się przyglądać. I jeździli po całym świecie, sprawdzali. Rewelacyjne. Nie pamiętam nazwy tego, gdzieś mi wypadło.
Muszę kiedyś znaleźć, bo oglądałem parę odcinków. Rewelacyjne, coś niesamowitego. I widziałem jeden odcinek, który mnie bardzo zafrapował. Oczywiście było picie ayahuaski, oni też pili tę ayahuaskę i tak dalej. I jedna szamanka z wioski miała wyleczyć dziewczynkę, która miała guza mózgu czy jakąś taką nowotworową narośl. Nie dawali jej dużych szans przeżycia ci młodzi lekarze, którzy badali tą sprawę i mówili, że trzeba do szpitala ją zabrać, bo ona nie przeżyje. Okazało się, że ta szamanka kazała palić mrowiska. Coś absurdalnego. Kazała tym lekarzom też palić. Jak chcą pomóc, to mają palić mrowiska i mówi, że najpierw takie mrówki, potem inne mrówki, potem coś innego, jakieś przenosić rzeczy, jakieś absurdalne polecenia.
I oni nawet jak już wypili tą ayahuaskę, też twierdzili, że to jest kompletna bzdura. Śmiali się z tego, że nie rozumieją, jak może to pomóc w wyzdrowieniu tej dziewczynki. I na koniec okazało się, że ta dziewczynka wyzdrowiała, że ten nowotwór się cofnął. Jest to absurdalne, do dzisiaj niewyjaśnione kompletnie. Nie można tego wyjaśnić w żaden sposób tymi rzeczami, które robili, bo robili zupełnie inne rzeczy niż powinni. Bo powinni jakieś układy robić, coś robić, pomagać w ten sposób, a oni zupełnie od innej strony. I tego nauka nie bada. Być może zachodzą zjawiska właśnie jak z maszynki życzeń, czyli że nasze myśli w jakiś sposób wpływają na tą chorobę. Mrówki może zakłócają prawidłowy przepływ energetyczny. Nie wiem.
Trudno mi coś wymyślić, ale ta maszynka życzeń mi trochę przypomina właśnie ten program z tymi lekarzami. To był program na Discovery parę lat temu, nie pamiętam, pięć lat temu może. Jeżeli ktoś zna ten program, proszę w komentarzach czy gdzieś przyślijcie, co to za program był o tych lekarzach, bo to jest naprawdę bardzo fajna sprawa. Także polecam wam, żeby go zobaczyć, a myślę, że zobaczę, gdzieś znajdę, to na pewno napiszę o tym. Może ktoś z was też oglądał ten program. Oni chyba ze Szwajcarii byli. Dwóch bliźniaków lekarzy, którzy jeździli po świecie, właśnie po tych szamanach. Sprawdzali skuteczność szamanów. Także ta maszynka życzeń to mi się z tym kojarzy. Z tą szamanką, która wyleczyła tą dziewczynkę śmiertelnie chorą.
I na koniec zostawiłem sobie właśnie orgonity i cloudbustery. Chembustery też zbieżne urządzenia, ale cloudbustery bardzo są. W tym roku już na pewno zbuduję. Obiecywałem, obiecywałem tyle już lat, a w tym roku na 100% to zbuduję. Jak to się mówi, zastaw się, a postaw się. Tak trzeba będzie zrobić, żeby się postawić i koniecznie zrobić tego cloudbustera. Miałem wykonać tak, jak też wam obiecywałem te OHO. O OHO dzisiaj nie będziemy rozmawiali, bo to jest sprawa kontrowersyjna czy działa, czy nie. Najbardziej kontrowersyjna sprawa, jeśli chodzi o te tematy techniczne, bo w komentarzach się takie dantejskie sceny dzieją i nie wiem właśnie, co zrobić, jak to rozwiązać. Bo jak zablokuję komentarze, to będzie, że cenzura.
Jak wyrzucę te komentarze gdzieś w inne miejsce, to też, że będzie cenzura, jak nie ocenzuruję to też źle, bo się ludzie obrażają na siebie, warczą na siebie. Jakieś komentarze straszne po prostu tam są w tym OHO. Więc ten temat zostawię. Ale też polecam wam zrobić OHO, jeśli chcecie przetestować. Miałem testować, ale nie udało się, bo musiałem znaleźć alternatywny samochód. Przez jakiś czas był, ale szybko on po prostu został sprzedany, to akurat znajomego i w tej chwili znajomy też nie ma samochodu takiego wolnego do przetestowania, więc ja też nie mam wolnego samochodu drugiego do przetestowania. Bo to musi być rezerwowy samochód do testowania, a nie samochód, który użytkuje się. Więc nie udało się, ale być może na jesieni bardziej powrócę do tematu OHO. Natomiast teraz wracając do tematu cloudbusterów, czy też orgonitów, to są sprawy bardzo ciekawe, bo temat rozpraszania chmur. A właściwie rozpraszania chmur, przyciągania deszczu.
Bo także jest opcja, że można przyciągać, że można rozproszyć chmurę, to można ściągnąć chmurę. W taki sposób nawet można wykorzystać to urządzenie i trochę w taki mistyczny sposób, taki à la fantasy trochę ze świata fantasy. W wideoklipie Kate Bush „Cloudbusting” możecie zobaczyć, jak to wyglądało. Rolę Wilhelma Reicha grał Donald Sutherland w tym wideoklipie. Także to jest mistyczna sprawa. Ale mamy kolejny telefon. Może odbiorę i za chwilkę wrócimy do cloudbusterów. Z nami jest Lucyna. Witaj Lucyno.
[02:17:38] - Halo, halo! Słychać mnie?
[02:17:41] - Nie no, jeżeli się podpisuje Lucyna, a słychać głos męski, no to nie będziemy rozmawiali, bo to już od razu... Nie, bądźmy poważni. Dziś jest naprawdę poważny temat. Nie jest do żartów, nie jest do śmiechu. Dlaczego poważny? Bo on zmieni życie każdego człowieka, jeśli dojdziemy w tych tematach, w tej piramidzie, w kole energetycznym, który też jest jakąś bzdurą kompletną, bo nie wiadomo, czego wykorzystać, ale że rękoma potrafimy coś odpalić, że się porusza. Coś niesamowitego. Urządzenie Hieronimusa. Każdy w domowych warunkach może mieć urządzenie do sprawdzania różnych materiałów, różnych stopów. Coś niesamowitego.
To jest XXI wiek. Maszynka do życzeń. To jest niebezpieczne, bo jeżeli działa, to wyobraźcie sobie, jeden mówi deszcz, drugi mówi, że susza ma być, że żadnego deszczu. Inny mówi z kolei, żeby był grad. Nie wiem po co, ale sąsiada nie lubi. Żeby sąsiadowi ten grad zniszczył samochód i tak dalej. Życzenia mogą być naprawdę bardzo negatywne, więc ta rzecz myślę, że fajnie by było, jakby była fikcją, żeby czegoś takiego nie było. Tej maszynki życzeń. Być może to jest powiązana ta maszynka życzeń też z klątwami, że ktoś na kogoś klątwę rzuca, że my myślimy, że to są jakieś powiązania z demonami, z jakimiś innymi bytami. A być może to tak naprawdę nasze myśli potrafią wpływać na rzeczywistość.
I te demony to są nasze myśli negatywne, które my wytwarzamy. Może też tak być. To są rzeczy niezbadane i XXI wiek będzie mógł po raz pierwszy zacząć badać te rzeczy naukowo. Właśnie poprzez może takie rzeczy jak ta maszynka życzeń. No i na koniec właśnie ten cloudbuster, czyli rozpraszanie chmur, przyciąganie deszczu. To jest też zmora, bo jeden chce deszcz, drugi nie chce tego deszczu i będzie konflikt na jednym terenie. I co zrobić? Jeden ma cloudbustera, a drugi kupi większego cloudbustera. Zrobi sobie czy kupi. A potem ten jeszcze większego, jeszcze potężniejszego.
I tak będą się licytowali. Tak jak w Boracie było, że tego już nie było stać i już tu wygrałem tą licytację i ten ma większego cloudbustera i jednak tu pociśnie. Pach! Taką chmurę, że taki deszcz będzie, że ojej. Akurat ustawił odwrotnie tego cloudbustera i zrobił się deszcz. Ściągnął chmurę, był deszcz. Ale już tak na serio mówiąc, te urządzenia istnieją naprawdę. Zaprojektował je po raz pierwszy Wilhelm Reich i niestety zmarł w więzieniu. Jak wiecie, został aresztowany. Jego książki, które wydał, prace zostały spalone, skonfiskowane.
To była największa akcja palenia książek w powojennej Ameryce. Coś niesamowitego. Dlaczego się tak bali tego człowieka, który twierdził, że potrafi rozpraszać chmury i przyciągać deszcz? Coś absurdalnego. Mówił jeszcze o energii orgonu. Mówił, że to jest energia orgonu. Siły witalne można na przykład zaszkodzić komuś, jeżeli negatywny orgon ściągniemy, a jeżeli pozytywny, to człowiek będzie się lepiej czuł i tak dalej. Te różne rzeczy, które tam rzucał. Nie wiadomo, czy prawdziwe, czy nie, ale został aresztowany tylko za to właśnie, że wydał coś takiego. Coś absurdalnego.
Coś, co nie istnieje. Siedział w więzieniu za coś, co nie istnieje. Do dzisiaj nie mogę tego zrozumieć i nie ma wytłumaczenia na to. Chyba że to była prawda. To, co mówił Wilhelm Reich, było prawdą. Jeżeli było prawdą, to jak najbardziej rząd Stanów Zjednoczonych mógł się bać, bo kontrola pogody to jest największa broń, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma potężniejszej broni. Zapomniałem jeszcze tak by the way powiedzieć o tym, że wyłączono podobno HAARP. Nie ma pieniędzy na utrzymanie HAARPa, tego na Alasce. Oczywiście ściema.
Dalej to będzie funkcjonowało tak samo jak podobno Monsanto. Co to było? Z Europy się wycofuje czy coś takiego. Przecież wiadomo, że się nie wycofuje. I tak samo tutaj wyłączają HAARPa. Wcale nie wyłączają, tylko wchodzą w inny tryb. Może bardziej ukryte będą finansowania HAARPa w tej chwili. Zresztą też możecie sobie zrobić podsłuch HAARPa. Nie ma problemu. Wystarczy zbudować urządzenie do odbierania fal długich ELF, Extremely Low Frequency waves i wtedy można sobie tego HAARPa sprawdzać, czy działa, czy nie.
Wracając do cloudbustera i Wilhelma Reicha. Zmarł w latach 50., ale dzięki jego synowi, dzięki potomkom Wilhelma Reicha ta wiedza przetrwała. Przetrwała na tyle nawet, że Kate Bush nagrała wideoklip oraz poświęciła całą płytę Wilhelmowi Reichowi, tej historii całej, która została opisana w „Book of Dreams”. To była książka syna Wilhelma Reicha, który opisał życie jego ojca i jak został potraktowany przez rząd, zamordowany tak naprawdę w więzieniu. Kate Bush zadedykowała płytę i napisała utwór „Cloudbusting” w hołdzie dla Wilhelma Reicha. I ta wiedza przetrwała. Przetrwała też z drugiej strony, bo interesowali się tym inni ludzie o otwartych umysłach, na przykład niejaki Pier Luigi Ighina. I on, w przeciwieństwie do Reicha, mógł sobie w zaciszu robić swoje eksperymenty. Nikt mu nie przeszkadzał we Włoszech. Zmarł chyba w 2003 roku, jeśli dobrze pamiętam.
W każdym razie nie tak dawno zmarł w wieku ponad 90 lat, prawie 100 lat. I dokonywał podobnych rzeczy, które robił Wilhelm Reich. Wilhelm Reich oczywiście był prekursorem tego i raczej Pier Luigi Ighina ściągnął od Wilhelma Reicha te pomysły, ale starał się inaczej podejść do nich. Wilhelm Reich budował bardziej statyczne cloudbustery. Takie, które znamy dzisiaj, czyli te tak zwane rurkowce. Rurkowe cloudbustery. Czyli mamy te cloudbustery, rury miedziane, w które wkładamy kryształy i zalewamy to żywicą, w którą żywicę umieszczamy opiłki metali, na przykład aluminium. Także możemy kryształy w tą żywicę też wrzucić jeszcze. Oprócz tego, że w tych rurach są kryształy duże, większe, to jeszcze małe kryształki można umieścić. Wtedy taki orgonit mamy wzmacniający.
I to jest cała filozofia. Natomiast Wilhelm Reich budował potężne, jak można zobaczyć, rozszerzające się na zdjęciach, jeżeli zobaczycie, jakie wielkie urządzenia, które były wielkości samochodu wręcz, małego samochodu. Tak wielkie działa budował. Pier Luigi Ighina podobnie, tylko Pier Luigi Ighina poszedł od innej strony. On stosował ruch, wprawiał w ruch te swoje urządzenia. Także stosował oczywiście kryształy, także stosował metal. Bardzo sprytnie. Widziałem jedną rzecz, którą uruchomił i zadziałała. Przyszedł dziennikarz. Jest reportaż zrobiony z Pierem Luigi Ighiną.
Włoska telewizja RAI zrobiła z nim reportaż jako z wariatem, który twierdzi, że potrafi rozpraszać chmury To był rok 2000 albo 1999. Koniec lat 90., początek lat 2000. Dziennikarz poszedł do niego i chciał się nabijać z niego, że pan podobno potrafi rozpraszać chmury. To jak pan to robi? On mówi: „Normalnie”. Były takie naprawdę chmurzyska. On mówi: „To teraz pan popatrzy”. Włączył urządzenie. A to było urządzenie proste. Śmigło, które było, jeżeli dobrze pamiętam, albo stalowe, albo z aluminium zrobione.
Chyba aluminiowe było, ale mogę się mylić. W środku były też i opiłki metalu, były kryształy i to śmigło się obracało. Powoli, to był jeden obrót na dwie sekundy może, albo obrót na sekundę. Jakoś tak. Już nie pamiętam, przepraszam, ale na filmie możecie zobaczyć. Te filmy są dostępne w internecie. Zresztą był w polskiej telewizji. Ja to właśnie widziałem w polskiej telewizji czy gdzieś na internecie, już nie pamiętam, ale w Telewizja Planet. I po paru minutach, nie minęło nawet pół godziny, mniej, to było dosłownie 10 minut, zrobiła się wyrwa w tej chmurze. Dziura po prostu.
Ten dziennikarz to zobaczył, zbaraniał, bo pierwszy raz w życiu coś takiego widział, że wariat mówi prawdę, że da się to zrobić i to robił. Na szczęście Stany Zjednoczone nie mogły położyć swojej łapska na Ighinie. I mamy dowód na to, że to działa. Wiemy, że Ighina miał modele działające. Dzisiaj gdzieś to jest. Ktoś ma te urządzenia. Nie wiem, co się stało z tymi urządzeniami. Ktoś przejął je, czy gdzieś wylądowały na złomowisku. Podejrzewam, że nawet córka uważała go za wariata, to wzięli to wyrzucili wszystko. Może część do jakichś muzeów.
Wiem, że część na pewno do muzeów eksponatów Ighiny wrzucili, ale to śmigło nie wiem, gdzie wylądowało. Bardzo szkoda, bo tak działających cloudbusterów nie ma. W Polsce podejrzewam, że nie ma ani jednego tak sprawnie działających cloudbusterów, bo Ighina doszedł, że musi być ruch. A ja miałem wizję, muszę wam powiedzieć, że jak chcielibyście budować coś fajnego, sam się zastanawiam, tylko nie wiem, czy mi czasu wystarczy na to, bo chcę zbudować zwykłego cloudbustera, ale do rozpraszania chmur miałem wizję, że najlepszy będzie taki w kształcie hantla. Tyle że taki hantel sprzed stu lat. Czyli mamy takie dwie kulki połączone taką poprzeczką, ale kulki, nie jak w tej chwili są te takie hantle zwykłe z takimi talerzami, tylko właśnie z kulami na jednym i drugim końcu. Te kule trzeba wypełnić właśnie opiłkami metali i najlepiej kryształami. W tej poprzeczce też można umieścić, ale chyba niekoniecznie, ale najważniejsze w tych kulach. I trzeba zacząć obracać tym hantlem tak, jak on obracał tym śmigłem. Tak miałem wizję tego, że on będzie dużo skuteczniejszy, że on będzie potrafił rozpraszać chmury na zawołanie dosłownie.
Miałem taką wizję. Czy to jest prawda? Nie wiem. Ale warto, żeby ktoś nie czytał naukowych rzeczy, nie wierzył w to, co mówią naukowcy. Spróbować zbudować coś takiego. Bardzo prosto. Czyli zbudować nie cloudbustery z tymi rurkami, rurkowcami. Już może skończmy z rurkowcami, bo może Wilhelm Reich wiedział, jak budować te rurkowce, ale to, co dzisiaj się buduje, nie chcę nikogo obrażać, ale to nie działa za dobrze. Po prostu jest tam efekt, być może jakiś widoczny, ale który niwelowany jest błędami, które robią twórcy. Natomiast Paul Luigi Ighina zrobił coś, co działa.
Działało za każdym razem. Włączał i działa. I tak samo tutaj, że ten hantel myślę, że może zadziałać. Że zamiast budować rurki, to budować po prostu w taki sposób kręcący się hantel, w którym są kryształy i są te opiłki metali razem, które są przyczepione czy przyklejone w odpowiedni sposób i próbować obracać z daną częstotliwością, żeby też można było dostosować częstotliwość, ale myślę, że niską częstotliwością, że nie bardzo szybko on ma się obracać, tylko dosyć wolno. Ten hantel musi być dosyć duży, ale może być to śmigło w takim kształcie jak śmigło, po prostu też z jednego końca na drugi, gdzie to się obraca. I być może też lepiej byłoby, żeby ten hantel nie był ze stali czy z żelaza, a właśnie z aluminium. Może to będzie lepiej działało. Albo z miedzi. Miedziany też może być ciekawa sprawa. Warto badać takie rzeczy i jeżeli zrobi wam się wyrwa w chmurze od czegoś takiego To świat wam się zawali pod nogami, bo to nie jest możliwe.
Według nauki jest to bzdura kompletna. A jeżeli jest to prawdą, że coś takiego będzie, to mamy XXI wiek i rewolucję. Bo jeżeli zrobimy te rzeczy tak, jak tutaj mieliśmy jonolot, nitinol, piramidki, koło energetyczne, urządzenie Hieronimusa, maszynka życzeń i cloud buster, to świat będzie inny, bo zrobimy wszystko, aby poinformować świat o tym, czego dokonaliśmy. I nie będzie to łatwe, bo nikt nie uwierzy. Ale mamy filmy, możemy nakręcić film, możemy kogoś zaprosić. Jeżeli zaprosimy kogoś, kto to zobaczy, to będzie naszym sojusznikiem, jeżeli jest oczywiście naszym przyjacielem. Tak jak w przypadku Lucjana Łągiewki wiemy, że działa zderzak, ale ludzkość nie jest gotowa, aby przyjąć, że to działa w sposób inny niż mówiliby fizycy. A Lucjan Łągiewka ma inne rzeczy jeszcze oprócz zderzaka. Mówi się, tak jak cały czas podkreślałem, o hamulcu dynamicznym nikt nie mówi, bo dopiero wtedy okazuje się, że ta nauka, która nam tłumaczy, jak działa zderzak Łągiewki, załamuje się na hamulcu dynamicznym, bo to urządzenie już działa kompletnie z innej bajki i jest absolutnie nie do zaakceptowania. Nikt o tym nie mówi, o hamulcu dynamicznym i jeszcze pędniku, bo jeszcze jest pędnik Łągiewki, którego jeszcze Łągiewka nie do końca ujawnił.
Więc tak to wygląda. Na dzisiaj tyle przygotowałem tych urządzeń. Troszeczkę się rozgadałem. Mogłem krótszą audycję zrobić, ale macie podstawy. Wiecie co robić. Wiecie, że warto posiedzieć. Są wakacje, naprawdę. Ludzkość może zmienić się nie do poznania, jeżeli coś do przodu pójdziecie. Tak jak ten Harry Stein. On chyba już nie żyje ten człowiek.
I on napisał, że on nie wie, jak działają te urządzenia, ale wierzy w to, że ktoś po prostu zajmie się nimi i nie tyle udowodni ich działanie, tylko opisze, zgłębi tajemnice tych urządzeń. I tak ja myślę, że o tych urządzeniach, które dzisiaj przedstawiłem, o tych siedmiu tematach, urządzeniach przedstawionych przeze mnie, że też być może ktoś z was zrobi jakąś rewolucję, odkryje coś, jakieś prawa nowe, będzie potrafił replikować te rzeczy w sposób taki, że będą zawsze działały. Myślę, że wtedy świat będzie zupełnie inny. Tutaj oczywiście już są takie zarzuty jak Oktawium pisze, że „czy mam jakiś pomysł, żeby najpierw zapewnić sobie podstawowe przetrwanie, aby wygospodarować jakiekolwiek środki i czas na wynalazki i czy to nie będzie migracja?”. Trudny temat bardzo, bo faktycznie jest to duży problem, że najpierw musimy zapewnić sobie i własnej rodzinie przetrwanie, a później możemy zajmować się wynalazkami. Myślę, że wynalazkami można w wolnym czasie się zajmować. Pier Luigi Ighina jakoś sobie radził z tym. Dożył dziewięćdziesiątki i cały czas niektórzy mówią, że bawił się tymi urządzeniami. Uważam, że to była po prostu nauka. On nie miał wykształcenia naukowego, dlatego to badał, bo stwierdził, że to działa i mówił, że dla niego było to czymś normalnym.
Dla naukowca to było oszołomstwo, to było wariactwo wręcz. Myślę, że każdy może znaleźć czas, chęci. Najważniejsze, żeby przygotować sobie warsztat, żeby przygotować wiedzę, żeby coś zrobić, nauczyć się obsługiwać podstawowe urządzenia, spawarkę, żeby sobie stworzyć te rzeczy, które potrzebujemy. Nie zawsze możemy coś kupić gotowego. Tutaj nie ma niestety gotowych rozwiązań. Tu nie kupimy jonolotu, nie ma opcji, żeby kupić gdzieś jonolot. Jonolot możecie tylko zrobić. Bardzo prosto. Żeby zrobić jonolot, to wystarczy, tak jak mówiłem, najtaniej jak się da za darmo wziąć stary monitor CRT komputerowy. Za darmo teraz można wziąć.
Działające monitory wszędzie są, a taki może być rozwalony, aby tylko działało zasilanie do niego, tego kineskopu. Więc praktycznie każdy jest taki, gdzie to zasilanie działa. I mamy wysokie napięcie. To wysokie napięcie podłączamy do naszego jonolotu, który zbudowaliśmy i on leci. Bardzo prosto. Niebezpieczne to jest. Podkreślam, bardzo niebezpieczne, ale możemy zbudować za darmo. Każdy z was ma jakieś wykałaczki w domu. Folię aluminiową też raczej macie, bo Jak macie albo może wasza rodzina ma, gotujecie coś, to folia aluminiową i wykałaczki są. Grilla robicie, macie te duże, takie bambusowe.
I mamy model i mamy jonolot. Plus ten monitor CRT, kabelek jakiś i tak dalej. Można wersję luksusową, żeby specjalny zasilacz z wysokim napięciem, a mniejszym prądem, żeby to ograniczyć jakoś, żeby nie było takich wielkich prądów, bo to może nas zabić. Więc polecam. Jest dużo innych i już nie chcę wracać do tych tematów. Naprawdę nie ma co się bać. Naprawdę to wszystko nie jest drogie, to jest tanie, to jest wszystko tanie, tylko chodzi o czas i chęci. Jeżeli mamy chęci, mamy wiedzę, to koniecznie się za to zabierzcie. Ja postaram się zrobić, tak jak mówię, z mojej strony tego cloud bustera. I zobaczymy, czy zadziała, czy nie.
Obawiam się, że może nie zadziałać, bo mam małe pojęcie, jak to robić, bo wszyscy robią to, żeby rozpraszać smugi chemiczne, ale nie widziałem żadnego filmu takiego jak Pier Luigi Ighina, czy też Wilhelm Reich nie zdążył żadnego nagrać filmu. Niestety. Żyłby może do dzisiaj niekoniecznie, ale na pewno by jeszcze długie lata żył, a nie zmarł w latach 50. W więzieniu, na serce oczywiście. Żeby było to widoczne, żeby można było na kilkuminutowym filmie zobaczyć, że to działa. Więc to są rzeczy naprawdę warte do badania. Jeżeli macie wolny czas, chęci, to koniecznie się za to weźcie, pomyślcie o swoich dzieciach, wnukach, że bez tych wynalazków, bez tego rozwoju po prostu Ziemia się załamie, że tutaj, jak to się mówi, kamień na kamieniu nie pozostanie ze względu na to, że zaczną się zasoby kończyć z jednej strony, a z drugiej śmieciami zawalimy całą Ziemię. Bo może wystarczy tych iPhone'ów, wystarczy tego planned obsolescence, żeby wszystko się psuło. Wystarczy tego koncentrowania się na rzeczach materialnych. A może warto się właśnie skupić na kosmosie?
Na tym, żeby sama podróż w kosmos takim jonolotem była większą frajdą niż kupno nowego samochodu lub nowego iPhone'a. Nastaną takie czasy, że ludzie odrzucą te rzeczy, które będą niepotrzebne im, bo wylecenie w kosmos i spotkanie się z absolutem nicości czy też innego świata spowoduje, iż ludzie odnajdą siebie gdzieś indziej, bez tych rzeczy, które potrzebują dzisiaj, bo to jest substytut tego, co mogą mieć ludzie. A nie mogą polecieć w kosmos, nie mogą latać samolotem. Też to jest drogi sport. Jest taka pustka, którą się wypełnia jakimiś gadżetami, aby być lepszym od innych. Zupełne odczłowieczenie trochę takie, dehumanizacja. Ale okej, to już opowieść na zupełnie inny temat. Także myślę, że dzisiaj już audycję zakończę. Jak zwykle utworem Maxa Wavesa. I to, co mogę powiedzieć, to koniecznie badajcie te rzeczy, o których dzisiaj mówiłem.
Te siedem wynalazków, a ich jest znacznie więcej, bo one przedstawią nam XXI wiek w innym świetle i dzięki nim uwolnimy się od tego, co nas blokuje w XXI wieku. A każdy z was może dokonać tego. Trzymajcie się. Cześć.
[02:44:51] - When all the world around you crumbles, do you build a new one inside you to see? Have you found the things you once dreamed suddenly lost their imagined gleam? Did you play with the piper when he came for his fee? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near, have you traveled too far? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star?
To find what is near, have you traveled too far? Do you know the story?