[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne. Omawia Zbyszek Mrugała. Witam słuchaczy. Wszystkich pozdrawiam. Dzisiejszym gościem jest Jarek Brzema, wydawca książek o śnieniu. Witam Cię Jarku.
[00:24] - Dzień dobry, wszystkich witam. Cieszę się, że znowu mogę coś do Was powiedzieć.
[00:29] - Pięknie. Książkę dostałem. Dziękuję.
[00:31] - Ładna okładka, prawda? Taka miła w dotyku.
[00:34] - Kurwa, będzie co czytać.
[00:36] - Wiem, że nie lubisz czytać. Przepraszam, że cię tak męczę.
[00:40] - Pokazałem żonie przede wszystkim, bo ona mnie zawsze męczy za te pisaniny, że to sensu nie ma. Ja właśnie jej pokazałem i udowodniłem. Zobacz!
[00:48] - Może coś z tego będzie.
[00:49] - Poleganie wymiękł i pisze.
[00:51] - Już druga jest, ale to cię nie będę męczył. Przeczytaj pierwszą, to jak będziesz chciał to ci drugą przyślę wtedy.
[00:58] - Zobacz jakie środki wyrazu używasz. Zawsze można się wiesz trochę wzmocnić.
[01:02] - To jest książka przeznaczona dla osób, które nie mają w ogóle żadnego pojęcia na te tematy, które nas interesują. Bo no za-- przynajmniej te pierwsze dwie części to mają tak zainteresować tylko czytelników tematem. Może dla kogoś, kto się interesuje też coś tam ciekawego będzie. No szczególnie w tych dalszych częściach. Trzecia jest masakryczna. Jeszcze podkręciłem.
[01:24] - Już ostrzejesz.
[01:24] - Tak. Jeszcze podkręciłem ją teraz, bo właśnie korektę robię tej trzeciej części.
[01:30] - Właśnie dostałem niedawno książkę. Przyszła pocztą. Otworzyłem. Piękna okładka. Pierwszy tom dzieł Jarka Brzemy. W związku z tym robimy audycję, bo Jarek chce się podzielić na pewno swoimi wnioskami związanymi z wydawaniem swoich książek i co ich zawartością. Już było o tym dużo mowy. Ale Jarku, puść parę. Opowiadaj.
[01:49] - Książki. Jak widzisz, udało mi się zacząć wydawać te książki. Pierwsza i druga część jest w tej chwili dostępna na Merlinie na Zaczytani.pl. Następne są w opracowaniu prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwóch lat, a może nawet krócej. Półtora roku wszystkie sześć wyjdzie. Znaczy sześć, które wydawnictwo zamówiło, bo ja ciągle piszę nowe. To jest już obsesyjne.
[02:12] - Ile się ich możemy spodziewać?
[02:14] - No już w tej chwili jestem w połowie dziewiątej, ale jeżeli ktoś dotrwa do szóstej, to sądzę, że może się zainteresuje jeszcze jakąś następną. Jako że tak się jakoś dziwnie składa, że z książki na książkę coraz pełniejszy obraz tej sytuacji się ujawnia. Nie jest to tak, że to jest takie opowiadanie w kółko tego samego. Zresztą same książki. Przyznam się, że ja ich tak nie pomyślałem. Sama się ta treść tak ułożyła, że stopień komplikacji postępuje w sposób naturalny. I rzeczywiście, no może to są wielkie słowa, ale odnoszę wrażenie, że jestem w jakiś sposób prowadzony przez tą swoją duszę, no po stopniach jakiejś tam wiedzy, nazwijmy to. Nie chciałbym tutaj używać wielkich słów, ale okazuje się, że systematyczność w tej dziedzinie jest chyba najważniejsza. Konsekwencja tego badania, podróżowania, szukania jakiegoś swojego... swojej wewnętrznej prawdy.
Ja tą książkę zatytułowałem „Krajobrazy mojej duszy”, żeby nie można było mi zarzucić, że to jest jakaś uniwersalna wiedza. Pewnie w jakimś sensie jest. No każdy z nas musi znaleźć tą swoją prawdę i swoje rozumienie tej prawdy. To nie jest tak, że ona jest jednoznaczna. Owszem, są takie momenty, kiedy otwierają się nagle oczy i człowiek myśli sobie: a no to wszystko wiadomo, to już tam w hinduizmie zostało powiedziane, a to znowu w buddyzmie, a to w chrześcijaństwie, a to gdzieś tam jakiś gnostyk powiedział. Tak to się właśnie ta podróż tak odbywa. Chyba jesteśmy na tyle dorośli, że nie mamy złudzeń, że wymyślimy koło od nowa. My je wymyślamy dla samych siebie, dla swojej przyjemności. No i też jakaś, jakiś, jakaś forma spędzenia czasu przecież. Ty mi wczoraj tutaj zadałeś takie pytanie o świadomości.
O świadomości, o podświadomości. Ja nie wiem, czy w tej chwili coś mam na ten temat powiedzieć, bo no tak naprawdę przecież to jest podróż przez świadomość, przez tą świadomość, przez duże Ś. No bo podświadomość sama w sobie to jest wiadomo, to jest nazwa, którą tam Janet kiedyś wymyślił, potem Freud przejął, Jung z niej korzystał. Dla mnie podświadomość w takim sensie, jak psychoanaliza używa tego sformułowania, nie istnieje. Ja w tej chwili to rozumiem w ten sposób, że jest świadomość, w której ja uczestniczę na jej właściwie dolnych dostrojeniach. Właściwie nie ma niczego podświadomego. Dla mnie to złudzenie podświadomości wygląda w ten sposób, że tak naprawdę te dzienne nasze emocje, myśli zasłaniają nam prawdziwy dostęp do tej świadomości naszej pierwotnej, nazwijmy ją świadomością, którą ma nasza dusza. A tak naprawdę te, te rzekome tajemnice to są wymysły psychoanalityków, którzy no w jakiś sposób tak sobie to usystematyzowali. Być może kiedyś ludzie nie rozumieli tych kwestii. Zadaj mi jakieś pytanie, bo tak będę-
[05:15] - Nie no, bo też mam cię siebie znowu szuka.
[05:17] - Do ściany.
[05:18] - Systematyzujesz to ładnie. Ja też uważam, że z tą podświadomością to wszystko jest szyte grubymi nićmi. Ona mi bardziej przypomina pająka na wielkiej sieci, który reaguje na te dotknięcia włókien.
[05:29] - Tak wiedziałem, że dzisiaj będę z tobą rozmawiał. Zadałem sobie w nocy właśnie takie pytanie czym jest ta podświadomość? Mniej więcej sen był o tym, że tak naprawdę właśnie o tym, o czym, to, o czym powiedziałem, że tak naprawdę to jest strumień, który się opuszcza coraz niżej i jest coraz bardziej zagęszczony. Ale tak naprawdę ta świadomość jest, no trudno nazwać to z góry, czy raczej bym powiedział z wnętrza. Już drążyłem oczywiście ten temat i ja się pytałem, kim jest-Jest obserwator naszych snów. Bo początkowo oczywiście jak każda osoba nieprzyzwyczajona do zadawania głupich pytań myślałem, że to ja jestem. No ja, Jarek Bzoma. Patrzę w tych snach na, na siebie, czasem uczestniczącego w śnie, czy na rzeczy, które się tam zdarzają. I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dowiedziałem się, że obserwatorem snu jest moja dusza. Nazwijmy to Atman.
Czy ciało buddyczne, czy atmaniczne. Powiem Ci, że byłem bardzo zdziwiony tym. I wtedy dopiero sobie zdałem sprawę, że tak naprawdę ten świadek, który się patrzy przez nasze oczy na świat, to jest ta nasza pierwotna świadomość tak naprawdę. A te nasze imaginacje, takie te wtręty umysłowe czy emocjonalne to jest właśnie produkt naszego mózgu. A nasza prawdziwa świadomość to, co właśnie psychoanalitycy nazywają podświadomością, to jesteśmy my. Posunę się nawet jeszcze dalej. Zaryzykuję takie stwierdzenie, że ten świadek, obserwator, który patrzy przez nasze oczy na świat, w nas wszystkich, w każdym z nas. Gdyby go się oczywiście udało porównać, to by się okazało, że to jest jeden i ten sam obserwator. Dlatego ja to już teraz tylko tak rozumiem. Stąd te psychoanalityczne wymysły, no trochę mnie śmieszą.
Mocno jest to naciągane. Powiem ci, co ja sobie tak kiedyś myślałem początkowo jak tam jeszcze próbowałem OOBE uskuteczniać, czy, czy później LD, czy to śnienie swoje to podróżowanie. Bo są sytuacje, kiedy w tych podróżach uczestniczymy w tak realnych zdarzeniach, jakbyśmy tam mieli to własne ciało oryginalne. I te dostrojenia są identyczne jak te nasze ziemskie. Wręcz można badać twardość ścian, temperaturę. Wszystko jest tak jak w realnym świecie. Więc się tak zacząłem zastanawiać. Może my jesteśmy tylko dostrojeni do tego świata w podobny sposób jak do tych sennych światów? Ale znowu dlaczego ciało, to ciało nie znika? Dlaczego wracamy do tego najniższego dostrojenia, najtwardszego?
To są właściwie najbardziej interesujące pytania. Przez jakiś czas byłem skłonny przypuszczać, że ta świadomość, która grzęźnie w tych niższych wibracjach poprzez te ciała mentalne, astralne, energetyczne, że ona na końcu wytwarza ciało fizyczne. No bo tak jakoś mi to bardzo dobrze pasowało. Ale muszę ci powiedzieć, że nie jest to wcale takie oczywiste. Może być tak jak Castaneda czy wielu innych podróżników, mistyków twierdziło, że, że nasza świadomość zasiedla ciało biologiczne z mózgiem o odpowiednim potencjale, który może przetworzyć dane, które przerabia świadomość na poziomie takim wyższym ludzkim. Ale to znowu pojawia się pytanie kto jest twórcą tych ciał biologicznych, tej rzeczywistości? To powiem Ci, że to można badać rzeczywiście w nieskończoność. Te pytania można zadawać. Ja tak sobie tam notuję, notuję, zgłębiam. A właśnie ostatnio się zapytałem, ilu Jezusów jest w astralu.
Bardzo interesujące pytanie i bardzo ciekawa odpowiedź.
[09:14] - Ile ich wyszło?
[09:15] - No to taki cały stragan był. Parę tysięcy podejrzewam. Nie liczyłem, ale tyle mi pokazali. I muszę ci powiedzieć, że wciąż jeszcze ulegam złudzeniu, że otrzymam jakąś odpowiedź ostateczną. Tak sobie drążę czasem tutaj ze znajomymi różnymi sobie śnimy podobne sny, porównujemy te sny. W zasadzie te konstatacje, których w tej książce dochodzę tak mniej więcej do tego szóstego tomu, po kilkakroć sprawdzane były, wydają się być wiarygodne. Także ona jest dość uczciwie napisana. Ja tam niczego nie kombinuję, niczego nie naciągam. Jak nie wiem, to piszę, że nie wiem. Jak mi się wydaje, to piszę, że wydaje mi się.
Ale jak, jak jestem czegoś pewien po tych wielu sprawdzeniach, po otrzymaniu odpowiedzi na wiele pytań, no to też o tym piszę. Nie są to chyba tylko moje krajobrazy. Dziwnie są one zbieżne z krajobrazami innych osób, które zostawiły nam jakieś świadectwo jeszcze sprzed wieków. Co ciekawe, był jakiś biskup chrześcijański, uczeń Hypatii. To tej, co ją ze skóry obdarli chrześcijanie, który się też tym zajmował. Także zapisywał i sny, które miał codziennie, ale też zapisywał wszystkie zdarzenia w ciągu dnia i szukał. No to już było przecież chyba w trzecim, czwartym wieku naszej ery. I szukał właśnie zbieżności. Także ta koincydencja, którą Jung odkrył, właściwie ludzi zastanawiała już bardzo dawno temu. I jak widać poszukiwano już tych rozwiązań i we śnie szukano odpowiedzi na te pytania podstawowe, egzystencjalne, metafizyczne.
Już dużo wcześniej, jeszcze w czasach buddyzmu, jeszcze wcześniejszych ludzie próbowali sobie jakoś z tym poradzić. No, jedynym źródłem było informacji był albo sen, albo jakiś stan mistyczny, ekstatyczny. Nie było innego sposobu. No to, co czytamy o tym, że zstąpił na kogoś Duch Święty albo doznał objawienia, no to właściwie jest to samo, tylko innymi słowy opisane. Co do świadomości i co do tego właściwie, co się z tą świadomością dzieje i jak my tą świadomością doświadczamy tej naszej rzeczywistości, w której żyjemy, w naszych ciałach. Bardzo interesująca rzecz. Nie wiem, czy Grofa czytałeś. Okultura wydała już chyba rok czy półtora temu kilka nowych książek.
[11:52] - Nie zetknąłem się z nim.
[11:53] - Tych, tych, których. Bo on taki dość znany. Znaną książkę poza umysł napisał. To jest chyba jeden zZ twórców psychologii transpersonalnej i tej filozofii wieczystej, o której tam Huxley pisał swojego czasu dużo, dużo tych esejów. On-- to jest Czech z pochodzenia, zajmował się, jeszcze oczywiście wtedy, kiedy było można, doświadczeniami z LSD w celach takich psychoterapeutycznych. No i dokonywał regresji pacjentów przy pomocy-- w czasie takiej, takiej sesji LSD. On w ogóle takich różnych transowych technik się tam uczył i to on jest twórcą oddychania holotropowego. W każdym bądź razie co ciekawego u niego przeczytałem. Nie będę podawał nazwy , bo to byłoby chyba nie w porządku, ale jest taki dysocjant psychodeliczny, który był kiedyś używany jako środek znieczulający do krótkotrwałego znieczulenia w medycynie. W tej chwili on jest wycofany właśnie z tego względu, że powodował dysocjację świadomości od ciała, czyli to, co my nazywamy OOBE, i co-- czy LD, czy no cokolwiek innego, co staramy się robić, że tak powiem, na sucho.
No, pewnie są tacy, którzy próbują różnych środków stosować, ale ja akurat jestem zwolennikiem takiej czystej formy doświadczania tych stanów. W każdym bądź razie co ciekawego tenże Grof napisał, że właśnie pod wpływem tego środka, on go wielokrotnie stosował, doświadczał stanów świadomości bycia na przykład ręcznikiem wiszącym w łaźni. W tym budynku, w którym oni tam mieli taki ośrodek swój terapeutyczny. Później zanotował wszystko to, co widział jako ten ręcznik. Zapytał się tych, którzy byli tam w środku, żeby mu powiedzieli, czy te jego przeżycia były tylko imaginacją, czy prawdziwym aktem świadomości. Okazało się, że, że po tym dysocjancie można stać się ręcznikiem, który ma świadomość. No nie wiem, może ten ręcznik też ma świadomość. Wszystko ma świadomość. Także ten panteizm, ta ogólna świadomość wszędzie istniejąca może nie jest wcale jakąś imaginacją czy nadużyciem intelektualnym. Po tymże środku miewał takie stany, że był świadomością wszystkich roślin, które były poddawane po parzeniu pestycydami albo był złożami ropy naftowej.
Kapitalne opisy, w każdym bądź razie powalające. Facet nie jest wariatem, nie nadużywa słów, nie nadinterpretowuje tych rzeczy, ale okazuje się, że ta świadomość jest naprawdę wszędzie. Ona się przelewa. To, że my jesteśmy świadomi jako my, to być może jest tylko wynik tego zogniskowania, zośrodkowania w naszym mózgu. To jest prawdopodobnie sugestia tylko. Byłoby to wstrząsające i naprawdę wielkie, bo znaczyłoby to, że tak naprawdę jeszcze jednym dowodem byłoby to na to, że jesteśmy jedną świadomością, która jest tylko zogniskowana, zakrzywiona w mózgach, przedmiotach, w rzeczach. A która się sama myśli i sama prowadzi percepcję wszystkiego. Muszę ci powiedzieć, że wstrząsające wrażenie na mnie ten Grof zrobił, mimo że ja go już znam od lat. Czytałem kiedyś, ale ta książka akurat była taka osobista. Jego wspomnienia o takiej drodze życiowej bardzo interesująca.
To chyba miało tytuł: „Kiedy niemożliwe staje się możliwe”. O, taki tytuł jest tego także również zachęcam do przeczytania. Jest jeszcze książka Grofa, mniej więcej w tym samym czasie wydana: „Najdalsza podróż”. Notabene tytuł identyczny jak u Monroe'a, ale niestety uciekła mi ta książka gdzieś. Nie zauważyłem, kiedy była wydana. Też bym chętnie przeczytał. Także proszę szanownego państwa, koleżanek i kolegów. Warto jest to wszystko badać, no bo jeżeli my tego nie zrobimy, to ktoś za nas to będzie musiał zrobić prędzej czy później. Myślę, że przyjemnie wziąć udział w tym osobiście, no bo to jest chyba największa przygoda życia chyba nas wszystkich ludzi.
[15:56] - No pięknie mówisz. Widzieć jak z płatka.
[15:59] - No jak ten, jak agitator na trybunie.
[16:03] - Nie, fajnie ci wychodzi. Nawet nie mam co dodawać. Nie ma sprzeciwu.
[16:07] - Nie ma sprzeciwu.
[16:08] - Jedna rzecz ciekawa to też się głowię tym, jak skonstruowane są te plany. Jak ta jaśń, jak ta sonda wnika w te dolne i rozcapierza swoje ręce, pojawiają się w ciele fizycznym. Z tymi opisami tego zjawiska spotykamy się wszędzie. Jest to powszechne zjawisko. Ludzie obserwują. Tylko ciekawe jest to, jak każdy z nas inaczej jak gdyby postrzega to zjawisko. On jak gdyby obserwuje to z jakiegoś małego takiego zakrętu. I teraz bardzo cenne są takie uwagi jak twoje, jak moje, jak i wszystkich innych osób, które się tym interesują, bo dostarczają nam pełniejszego wglądu. W tym wieloświecie jest tyle zjawisk i tam się tyle tego dzieje, że na miliona obserwatorów.
[16:45] - I każdy tak. I każdy coś uchwyci takiego, że-
[16:49] - Coś czyni się nowego.
[16:50] - Układa ci się to, układa ci się. Ja ci powiem. Ja to w tej chwili widzę to tak jak taki wiesz, roztwór, kiedy w szkole nas uczono krystalografii czy tam produkcji takich kryształów siarczanu miel. Tak umysł człowieka jest takim ośrodkiem, w którym ten roztwór zaczyna krystalizować. A-ale tak naprawdę jesteśmy w takim roztworze świadomości zanurzeni. To jest, powiem ci, chyba najbliższe prawdy. Być może dlatego nie możemy tego w taki sposób uchwycić dosłownie dlatego, że nie mamy bezpośrednio jakiegoś takiego... Ten stan oddzielenia od świadomości jest pozorny, bo gdyby on był rzeczywiście taki, wiesz, z zewnątrz całkiem można było ją zbadać, no to może byłoby to możliwe. A to, że jesteśmy nią jednocześnie i próbujemy ją uchwycić, to wiesz, to tak jak ta przysłowiowa ryba w wodzie, która nie wie, że jest w wodzie. I to być może tak to wygląda.
[17:42] - Mamy ten promień, który schodzi w dół, odbija później, by powrócić.
[17:46] - Albo. Albo może wychodzi z naszego wnętrza.
[17:50] - No wnętrze właśnie jest tym planem, w którym on schodzi. Jedyna płaszczyzna, którą my poznajemy, którą rozpoznajemy w sobie.
[17:57] - Być może. Wiesz, to jest tylko nasze ludzkie myślenie, ale być może tak jest, że, że to wnętrze jest większe niż to zewnętrzne. Znaczy myś-- nazywamy, że ono jest większe. Ono w og-w ogóle może nie potrzebować być większe, bo ono może być nieskończenie skompresowane. Także to nawet tego nie potrafimy określić.
[18:16] - Wiesz, co jest najdziwniejsze? Jest taki moment, w którym świadomość w tym stanie atmicznym, oddzielona od tych ożywiających je, jej energie, od tych dusz wszystkich, staje się taką czystą świadomością, jak gdyby czymś takim, co jest, ale nawet pozbawione jest jak gdyby samoobserwacji siebie. I w tym momencie wiesz, co to robi? Coś potrafi się połączyć, skierować, jak gdyby zwrot swojej uwagi w tą większą.Tą kosmiczną stronę i tam jak gdyby dostaje zastępczą energię albo tę energię pierwotną, która ją ożywia i ona staje się jak gdyby istotą, która może uczestniczyć w tej świadomości kosmicznej. Jaźń może swoją uwagę zachować, ale jednocześnie jak gdyby śledzić ten ruch tej świadomości kosmicznej. To są te momenty, do których każdy dąży, bo to jest moment, w którym porzucamy te łupiny, te skorupy.
[19:04] - To, co nam przeszkadza być czystą świadomością.
[19:08] - I dostajemy się do środka.
[19:10] - Ale właśnie dobrze, że o tym powiedziałeś, bo ja ostatnio zadawałem takie pytania, czy nasza dusza, czyli ten poziom buddyczny, atmaniczny ma swój rodzaj ego, czyli swojej takiej jaźni, która jest, no tak, jak człowiek ma swoją tą zogniskowaną świadomość tutaj niżej. Czy, czy na przykład dusza już jest całkiem rozmyta pod względem świadomości? Czy ma tą świadomość skupioną i jest świadoma sama siebie jako oddzielnego bytu od powiedzmy wyższego stopnia czy atmanicznego czy brahmanicznego. No i otrzymałem taką odpowiedź, że owszem, że ona ma swoją taką jaźń.
[19:52] - Nazywają to ludzie właśnie tym rdzeniem świadomości.
[19:54] - I to widocznie jest ten rdzeń świadomości. Ja ci powiem, ja kiedyś no taką konstatację już w jakimś takim akcie rozpaczy podjąłem, że przychodzi moment, kiedy znikamy jako oddzielność, czyli jakiś taki samoświadomy byt, obojętnie na jakim poziomie, że my się rozmywamy i rozpuszczamy w tym brahmanie. No i zadałem takie pytanie, czy tak jest rzeczywiście? Czy się rozsypujemy i przestajemy być? Okazuje się, że jakiś ośrodek jednak zostaje. Czyli nawet na tym poziomie, ponad tą duszą, na poziomie brahmanicznym jest jakiś ośrodek, który jest ciągle jeszcze indywiduum.
[20:33] - Wiesz, jak rozwiązałem tą kwestię, bo też coś poświęciłem temu. Dla mnie interesujący był właśnie ten moment. Moment stanu atmicznego, w którym ja rezygnuję z tych dolnych planów i tracę ego, tracę swoją pamięć indywidualną, ale ten rdzeń mi pozostaje. Teraz co się dzieje? Ja spróbuję jego jak gdyby utożsamić ze świadomością kosmiczną i tam miałem takie różne momenty, w których jak gdyby ona nagle traciła tą swoją przestrzeń siebie. Ja zachowywałem swoją indywidualność jako podmiot, właśnie nie indywidualność. Zachowywałem odczucie siebie jako rdzeń, taki fragmencik, ale jednocześnie tym planem, którym się łączyliśmy, była wspólna wola i robienie czegokolwiek.
[21:11] - Ale ciągle miałeś poczucie bycia oddzielnym.
[21:13] - Właśnie nie. Problem polega na tym, że ja mogłem zachowywać dystans wobec tego, co się dzieje, jak gdyby uczestniczyć, obserwować to, co ja niby robię. I wtedy byłem ciągle jednostką, ale ja mogłem nagle stać się częścią jak gdyby tego podmiotu głównego. W tym momencie nastąpiło coś takiego jak integracja. Ja tylko nie rozpoznawałem różnicy w tym, że ja byłem na przykład potężniejszy, większy, ale mogłem swoją wolę utożsamić z tą wolą tego większego skupiska.
[21:38] - Być może coś-
[21:39] - My robiliśmy wspólnie. I teraz patrz, ja mam tak, że na przykład jestem sobie w fizyku. Proszę się znowuż o ten rodzaj połączenia i postrzegam, że jak gdyby jakiś element mnie nagle przejmuje nade mną kontrolę i on wykonuje. Ja mogę obserwować i jeżeli na przykład chcę, mogę sam podjąć tą decyzję i wykonać jakieś działanie, jakiś ruch, ale nie obejmuję tej całości i podejmuję fałszywą, błędną decyzję. Wykonuję jakiś, popełniam błąd, ale mam możliwość cofnięcia się i obserwowania, jakie będą następstwa tego, gdy ja to podejmę. W każdym razie ja teraz się powstrzymałem. Nie robię czegokolwiek, bo nie obejmuję całości.
[22:14] - Być może jest tak, że to my decydujemy. Póki chcemy być oddzielnością, nie jesteśmy w stanie być wszystkością i wtedy możemy balansować na tej granicy. Bo to, o czym ty mówisz, to mnie się właśnie zdarzało w tych snach właśnie z tej już, tej dziury, jak ja to nazywam, między ósmym a tym dwunastym poziomem, kiedy to coś połykało mnie. Wyglądało to tak, że ja przyglądałem się ustom, czerwonym ustom i w tym momencie następowało odwrócenie tego mojego ekranu śnienia. Już drugie z kolei i ja znajdowałem się wewnątrz tych, tego czegoś, co miało te usta i widziałem to wszystko z drugiej strony, ale nie zostałem ani połknięty, ani nie miałem też właśnie tej świadomości bycia wszystkim, tylko ciągle jeszcze miałem świadomość jednostkową. No i siłą rzeczy wypluwało mnie to po jakimś czasie na drugą stronę. Także to jest to. Dokładnie to samo, co ty opowiadasz.
[23:09] - Protest służyłeś. Nie chciałeś. Dostałeś.
[23:12] - Zresztą ja ci powiem, kiedyś, już na samym początku, nawet chyba w tej pierwszej części opisałem to zdarzenie, kiedy stanąłem przed tym, co powiedzmy Newton, czy tam chyba Newton nazwał Radą Starszych, czy to, co się nazywa sądem cząstkowym, obojętnie, jak byśmy tego nie nazwali. I ja się wtedy zapytałem tego całego towarzystwa, które tam było obecne, mniej lub bardziej wyraźne, jak długo to wszystko jeszcze będzie trwało. No, pytanie było właściwie o wszystko. I wtedy mi odpowiedziano, że problem polega, że to tylko ja mam ten problem. I problem polega na tym, że jestem ateistą. Tak to określono. Nie była to jakaś tam nagana czy skarcenie, po prostu to rodzaj informacji. Ja się wtedy zdziwiłem. Zapytałem się, jak to jest możliwe, że jestem ateistą, kiedy jestem w tej chwili po drugiej stronie, wiem, że istnieje druga strona, wiem, że istnieje życie duchowe. To, na czym ten mój ateizm polega?
I wtedy powiedziano: na poczuciu bycia oddzielnym. I chyba właśnie w tym wszystkim jest clou tego wszystkiego i tych, tych naszych wrażeń, tej niemożności przejścia na tą stronę bycia wszystkim. Właśnie to, że jest coś takiego, co powoduje, że chcemy zachować swoją indywidualność. Być może jest to w ogóle przyczyna powstawania wszystkiego, całego tego przejawienia, że to źródło zaczyna w sobie wytwarzać jakieś cząstki, które nie chcą być tym źródłem.
[24:38] - Znaczy bardziej jest budowane pole-Poligon, którym możemy działać. Możemy. Wiesz co jest, coś ciekawe? Dla mnie niesamowicie interesujące jest same zjawisko. To coś, co się dzieje w świecie fizycznym. My mamy do czynienia z pewnego rodzaju akcją, zdarzeniami, które mają swoją konsekwencję. A teraz wchodzi wolny duch, nieokięłznany, niczemu podporządkowany i on jest zmuszony akceptować reguły. Musi się zmusić do tego, że jego interes, jego satysfakcja, jego przyjemność nie ma znaczenia, ponieważ będą go zęby bolały, a więc jest podporządkowany czemuś. I to jest ciekawe, dlaczego on został zmuszony, by podporządkować się. Podporządkować się pewnym regułom, które kierują jak gdyby światem wewnętrznym, tym fizycznym.
Po zaakceptowaniu tego, po uniżeniu się, bo on musi się zniżyć, musi się złamać, musi się nauczyć podporządkować. Ma możliwość wzbijania się z kolei do góry i pozostawiać te części, traci swoje ego, tracić po kolei te płaszcze i dostaje się znowuż do środka, ale bogatszy, bo nauczył się podporządkowywać i nauczył się jak gdyby ufać tej sprawiedliwości, tym, temu porządkowi świata. I teraz to podejrzewam, będzie kluczem, żeby się dostać do świadomości umysłowej, żeby powrócić z powrotem.
[25:44] - Ale ja ci powiem. Ja myślę, że konsekwencją konkretnego dostrojenia jest rodzaj przemiany materii w tym dostrojeniu. Także te, te bolące zęby, te wszystkie nieszczęścia, które nas spotykają, one mogą być prostą konsekwencją struktury tego, a nie innego dostrojenia. W innym dostrojeniu pewnie inne są przeszkody, inne przyjemności. Właśnie, właśnie, właśnie, bo ja tak sobie różne rzeczy dosypiam teraz, jak tak robię korekty tych książek i pytam się po raz kolejny o pewne sprawy. I zapytałem się ostatnio, czym jest zło. Otrzymałem bardzo dziwną odpowiedź, że zło jest właściwie przesunięciem fazy zachodzących procesów. Jeżeli nie zachowamy kolejności swojego rozwoju, znaczy jeżeli na jakimś nurcie się zbytnio skupimy i nie pozwolimy wyrównać się temu pierwszemu, już skończonej jakiejś fazie z pozostałymi, to wtedy na-następuje to, co my nazywamy złem, czyli jakieś zdarzenie, które jest dla nas albo nieszczęściem, albo bólem, albo cierpieniem. Także wynikałoby z tego, że zło w sensie takim moralnym, jak my sobie to wyobrażamy, nie istnieje. Ono wynika z-
[26:59] - Z głupoty.
[27:00] - Tak. Z wielofazowości tej naszej jaźni ziemskiej i z tej nierównomierności rozwoju. I powiem ci, że ja już wielokrotnie się o to zło pytam. O osobowe zło, o szatana jako takiego. Nie wiem, czy wiesz, ale właściwie dość powszechnie w teologii funkcjonuje taki sąd, że szatan może nawet nie tyle jest złem, tylko jest oskarżycielem człowieka przed Bogiem. Zobacz, jak, jakie dziwne odwrócenie kolejności, a jak zmienia patrzenie na tą sprawę. Czyli właściwie on nam daje szansę bycia źródłem cierpienia dla innych czy jakiegoś nieszczęścia. Ale to my wykonujemy ten, ten ruch, tą głupotę robimy. Ale on jest tego świadkiem i jest oskarżycielem przed Bogiem, jakbyśmy tamtego źródła nie nazywali. Powiem ci czasem subtelne zmiana akcentu zupełnie inne światło rzuca na pewne sprawy i na pewne przemyślenia.
[27:57] - Również jest interesujący ten wzrost jaźni, która wnika w różne plany i przyjmując poszczególne ciała, jak gdyby na siebie, zmienia swoje właściwości umysłowe. Tak jakby zaczynając od rodzenia ona potrafiła pęcznieć, rozrastać się, aż stała się człowiekiem w ciele fizycznym. Teraz, dzięki temu śnieniu, o którym tak dużo mówisz, mamy możliwość jak gdyby rozdzielić się na części i poznać te plany. Czym one są, jakie właściwości one wzbudzają w naszym umyśle. I tu jest szansa, bo ludzie mogą to zbadać. Mogą definitywnie rozwiązać te podstawowe filozoficzne problemy. Miejmy nadzieję, że dzięki takim osobom jak ty, ten proces rozpoznawania umysłu człowieka będzie przyspieszony, że się przyczynisz do tego i będzie wszystko hulać już wkrótce.
[28:42] - Ja tutaj nie chcę podkreślać jakiejś swojej roli, bo nie ja to wymyśliłem. Może ja to tak trochę s-skupiłem w tych sześciu książkach i zwróciłem na to uwagę, że-
[28:52] - Janku, ja nie mówię, ja nie przy-przypisuję ci jakichś szczególnych zasług.
[28:56] - Nie, nie, nie. To, to, to-
[28:57] - Ale szanuję cię za ten wysiłek, który włożyliśmy.
[28:59] - Tak. Nie, nie chcę, żeby-
[29:00] - Trzeba mówić.
[29:01] - Tak, ale chodzi o to, żeby nie pomyślał ktoś, kto słucha, że, że sobie, wiesz, szkodzimy. Nie, nie o to chodzi w tym wszystkim. Powiem ci, że tak OOBE jest piękne, LD jest piękne, sen realny jest piękny, ale-
[29:15] - Stwierdzenie.
[29:15] - Ale śnienie, w którym zrzekamy się własnej kontroli nad przekazem, jest o tyle cenne, że jednak chyba jest najbardziej z obiektywnych metod badania. No bo jeżeli pozbędziemy się kontroli mentalnej, emocjonalnej, no to chyba ten przekaz jest najbardziej obiektywny z tych, tych innych wszystkich mentalnych podróży czy OOBE, gdzie jednak staramy się manipulować, staramy się wpływać, staramy się przewalczyć jakieś zapory, które tak naprawdę nie wiemy, czym są. Jednym się zdaje, że to jakieś agresywne byty, jacyś strażnicy przestrzeni czy zombie, czy jakieś tam różne nazwy wymyśla się temu wszystkiemu. Tymczasem okazuje się tak w tych snach, jak podróżuję od samego dołu tak troszkę wyżej, troszkę wyżej. Okazuje się, że ci strażnicy, te boty, które się pojawiają na tych płytkich dostrojeniach czy później na, na wyższych, po jakimś czasie nie są już botami, nie są dla ciebie przeszkodą, tylko stają się wrotami. Pozwalają ci wejść do jakiejś przestrzeni, a w pewnym momencie stają się twoimi przewodnikami po tej przestrzeni. Także to wiesz. Wrażenie tego, że jesteśmy atakowani, może wynikać z naszego bycia pod kreską, pod linią energetyczną, pod linią świadomości, do jakiej docieramy. Ja często na przykład odbiera-Mam stany, kiedy już dostałem się na zbyt wysokie dostrojenie, którego już nie mogłem percepować. Ogarniała mnie nieskończona nuda tym zdarzeniem.
Nikt mnie nie atakował, tylko po prostu mnie zaczynało to tak nudzić. Początkowo dawałem się na to nabierać. Dopiero po jakimś czasie się zorientowałem, że ta nuda to, to jest odczucie dysproporcji energetycznej między mną a przestrzenią, którą chcę eksplorować. Także jest mnóstwo takich pułapek. Nie tylko, nie tylko właśnie ktoś cię pałą zaatakuje czy wyrwie ci kawał materii z pleców, tak jak mnie się to ostatnio zdarzyło . Ale najróżniejsze sta-stany można doświadczyć w-w tych podróżach.
[31:25] - Dobrze, zaczekaj. Mam pytanie jeszcze. Czy wspinać się w górę udało ci się odczuć tą niezwykłą miłość, o której się często opowiada?
[31:33] - Powiem ci, że nigdy mi się nie, nie udało doświadczyć mi zetknięcia z miłością bezosobową. Często tam ktoś opowiada. Nawet jakiś tutaj chirurg napisał taką książkę. Bardzo poczytna była, że właśnie doświadczał takiej, takiej wszechogarniającej miłości. Zresztą ja ci powiem, tu się pojawia też kwestia osobowości bytu tego najwyższego. Wszystko wskazuje na to, że ta świadomość uniwersalna, ta, ta, ta jedyna świadomość, ona staje się osobą w momencie, kiedy zaczyna działać, czyli w momencie, kiedy tworzy plan przyczynowo skutkowy, czyli to, co my nazywamy tym ciałem przyczynowym, to ona dopiero zaczyna być osobą. Wcześniej ona tą osobą wcale nie jest. Ona jest tylko rodzajem takiej potencji. Ja owszem, spotkałem się z taką wszechogarniającą miłością, znaczy taką erupcją miłości w zetknięciu z bytami osobowymi. Kiedyś, nie wiem, czy opowiadałem ci.
Byłem w domu dusz, czyli w tej swojej grupie dusz i zjeżdżałem potem na sam dół. Coś mi towarzyszyło w tym zjeździe, ale nie było dla mnie dostrzegalne. Dopiero kiedy wychodziłem, to rodzaj windy był takiej ogromnej. Kiedy wyszedłem z tej windy na samym dole, obejrzałem się. Okazało się, że za mną wyszedł koń. On jak się wyłaniał z tej windy, to zaczynał być. Kiedy ta druga połowa była jeszcze w tej windzie. Nie było nic. Przynajmniej niczego nie widziałem. Kiedy ten koń wyszedł, ja się temu koniowi przyjrzałem i poczułem z nim jakąś przedwieczną więź.
Tak, jakbyśmy się znali od początku świata. Słuchaj, było to tak dojmujące odczucie. Ja do tego konia podszedłem, objąłem mu łeb rękami i koń płakał, szlochał. Ja szlochałem. Jak się obudziłem, to miałem mokrą poduszkę i aż się cały trząsłem z tej emocji. To takie doświadczenie ma-miałem. Ono się kilka razy powtarzało w takich różnych odmianach, ale zawsze była to relacja z bytem osobowym, a nie jak to niektórzy. Ja podejrzewam, że wielu na wyrost opowiada o tej wszechogarniającej miłości. Nie wiem, czy w ogóle nie jest to jakieś złudzenie intencjonalne. Myślę, że miłość można realizować właściwie z bytem osobowym tylko.
Czyli ze świadomością, która zaczyna działać w przejawieniu.
[33:57] - Należy zachować ostrożność i nie wypowiadać się zbyt pochopnie, bo-
[34:00] - Oczywiście.
[34:00] - Może się okazać, że-
[34:02] - Być może jutro doświadczę takiego stanu, no ale jak do tej pory nie doświadczyłem takiego bytu bezosobowego.
[34:09] - Życzę ci Jarku, żebyś jak najczęściej przeżywał tą miłość, o której mistycy opowiadają. Super się rozmawia po prostu. Ludzie się pytają już o ciebie. Czyli w związku z tej nowości.
[34:18] - Jestem trochę zdziwiony.
[34:19] - Pragną twojego głosu. Dlatego dziękuję ci.
[34:21] - Jestem zawstydzony.
[34:23] - Dlatego dziękuję ci jeszcze raz.
[34:25] - To, co piszę, pisałem dla siebie. Dlatego są osoby, które to czytają. Mówią, że może to jest zbyt intymne, no ale ostatecznie wszyscy jesteśmy ludźmi i nie musimy aż tak wszystkiego przed sobą ukrywać. Może właśnie w tej otwartości jest droga do rozpoznania tej rzeczywistości. Poza jakimiś marginalnymi naszymi słabościami naprawdę wszyscy przeżywamy podobne stany i nie widzę powodu, żeby ukrywać przed sobą nasze intymne, duchowe przeżycia. Także może taki ekshibicjonizm trochę jest potrzebny.
[35:01] - Super Jarku. Jeszcze raz dziękuję Ci bardzo. Trzymaj się.
[35:05] - No pozdrawiam, trzymaj się.
[35:07] - Do usłyszenia za tydzień.
[35:12] - Produkcja i realizacja: Portal Infra www.infra.org.pl
[35:19] - Archiwalne odcinki audycji "Rozmowy poza ciałem" znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium na stronie www.radioparanormalium.pl, a także na forum portalu Infra pod adresem www.paranormalne.eu.