[00:00] - Właśnie. Jak zwykle coś dziwnego się dzieje, proszę państwa. Jak zwykle u mnie musi coś się zdarzyć. To jest nieubłagane, nieustające prawo Murphy'ego. Może nie nigdy. Mam nadzieję, że pewnego dnia hiperprzestrzeń przestanie opuszczać to prawo Murphy'ego. Czyli jak coś się ma wydarzyć, to się na pewno wydarzy i wydarzy się podczas hiperprzestrzeni. Także jeszcze raz, jeżeli ktoś nie słyszał. Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali w audycji „Hiperprzestrzeń”. Pozdrawiam bardzo serdecznie słuchaczy Radia Paranormalium, które nas transmituje.
I nie tylko, bo jeszcze jest jedno radio FM na Pomorzu. Jeszcze jest inne miejsce. Także pozdrawiam wszystkich naszych słuchaczy, wszystkich was pozdrawiam, wszystkich na czacie. Zapraszam na czata Radia Na Fali www.radionafali.com zakładka „czat”. Oczywiście dziękuję wielce i serdecznie naszym sponsorom. Także zapraszam szybciutko do listy mecenasów sztuki falowej. Jeżeli ktoś z was jeszcze nie jest mecenasem sztuki falowej, jest to świetna okazja, żeby się nim właśnie stać. Także zapraszam wszystkich serdecznie do wspierania Radia Na Fali. A ja już zaczynam, bo czas leci. Dobra, miałem się tak nie spieszyć.
Miałem się tak nie spieszyć, ale czas najwyższy przedstawić gościa. Moim gościem jest Kuba Babicki i generalnie gość się sam przedstawi, ale ja tylko tak powiem swoje. Kuba to jest człowiek, który przyjmuje psychodeliki tylko wtedy, kiedy to konieczne, a wszystko to nieoficjalnie. Skąd to wziąłem? Wziąłem to z pewnej opowieści, którą opowiedział. O tym wszystkim i o tych wszystkich substancjach i o zdrowotności, o wszystkich tych hecach dowiemy się od naszego gościa. Tutaj się już zdzwaniam. Halo, halo?
[01:50] - Halo, jestem.
[01:51] - Halo, halo. Idealnie. Witam serdecznie.
[01:53] - Witam, witam.
[01:55] - Słuchaj Kuba, przedstawiaj się ludziom. Powiedz ludziom, co robisz. Ja cię przedstawiłem jako człowiek, który przyjmuje psychodeliki tylko wtedy, kiedy to konieczne, a wszystko to nielegalnie.
[02:05] - Tak. I przyjmuje psychodeliki w kontrolowanych warunkach i na przykład czasem woli podać komuś i patrzeć na jego reakcje i zapisywać, ponieważ jest obserwatorem, a także jest etnobotanikiem.
[02:19] - Dokładnie.
[02:20] - Który bada lecznicze właściwości roślin. Właściwie wszystkich, jakich tylko mogę badać, bo jest tego ogrom. A wiadomo, że te rośliny, które wytwarzają alkaloidy, są jednymi z najciekawszych przedmiotów badań. A tu przechodzimy też do enteogenów i psychodelików.
[02:40] - Proszę bardzo. Mam taką listę pytań, o której ci wspomniałem wcześniej. Przygotowałem sobie, byłem taki cwan, na kartce spisałem pytania, żeby nie było, że od palenia tej marihuany mam dziury w głowie.
[02:51] - Okej, dawaj, strzelaj.
[02:52] - Wiesz, jak to jest. Będę się później chciał spytać o DMT. Także DMT przełóżmy troszkę później, bo jesteś jednym z nielicznych ekspertów w języku polskim, którzy operują tą substancją. W sensie wiedzą, naukowo się znają. Może zacznijmy od tego, gdzie mieszkałeś, o miejscu, gdzie mieszkałeś. A było to na innym kontynencie. Było to przy dużej rzece w Amazonii, w Ameryce Południowej. Jak się tam znalazłeś? Co tam robiłeś? Może zacznijmy od tego.
[03:20] - Okej. Szukałem jakiegoś zajęcia dla siebie, a że kochałem od dziecka rośliny i poznawanie tajemnic życia, to uznałem, że dobrym miejscem na rozpoczęcie nauki jest Ameryka Południowa. Więc szukałem tam jakichś wolontariatów, projektów naukowych, które by jakoś ze mną korespondowały, jakoś rezonowały. I znalazłem jeden taki projekt. Klinika, która zajmowała się badaniem tamtejszej biosfery, leczniczych właściwości roślin, szamanizmu jako fenomenu holistycznej nauki na temat okiełznania głębszych mechanizmów biosfery.
[04:12] - Tego, co siedzi w roślinach. Okiełznać tą roślinę. Niczym na koniu założyć uzdę na słonecznik i pognać.
[04:19] - Tak. I zrozumieć przede wszystkim, w jaki sposób działa sam proces leczenia od podstaw. I ta klinika również stawiała sobie dość ambitne cele znalezienia lekarstwa na nowotwory różnego typu. Więc napisałem do dyrektora tej kliniki i okazał się Polakiem, który mieszkał większość swojego życia w Szwecji, w Stanach Zjednoczonych, a także w Chile. To też jest bardzo ciekawa historia. On miał żonę, która cierpiała na insomnię, czyli chroniczną bezsenność i najlepsze kliniki w Kanadzie, najlepsze kliniki w Stanach nie potrafiły jej pomóc. Dopiero pomogli jej szamani w Ameryce Południowej i to też skierowało tego człowieka, aby stworzyć klinikę. Zaczęliśmy rozmawiać, ja zacząłem mu pomagać na stronie, a to, że jestem dość sprytny i mam lekkość w posługiwaniu się słowem pisanym, to dużo mu pomogłem. I w końcu on powiedział w pewnym momencie, że potrzebuje mnie na miejscu i czy jestem w stanie tam dotrzeć. Powiedziałem, że oczywiście jestem.
On mi zafundował bilet.
[05:40] - Wow, jak w bajce trochę.
[05:43] - Tak. To było jak jakieś stypendium naukowe. Mogłem tam dołączyć do zespołu, uczyć się przede wszystkim. Byłem pokornym uczniem, zielonym jeszcze, kiedy tam dotarłem, który kochał rośliny i chciał zgłębić nieco większe spektrum tego, z czym to się je. I w ten sposób trafiłem na badania różnoplemiennych technologii sporządzania ayahuaski, a także innych roślin, które miały znaczące działanie medyczne.
[06:20] - Właśnie mam takie pytanie, że jak dotarłeś do tej Ameryki, dotarłeś do dżungli
[06:28] - Tak.
[06:29] - Wylądowałeś. Jak się nazywa to miasteczko?
[06:32] - Iquitos.
[06:32] - Iquitos. Bardzo popularne miasteczko. Wszyscy, którzy jeżdżą na ayahhuasce do Ameryki Południowej. Może nie wszyscy. Albo się do Brazylii leci, albo do Iquitos.
[06:42] - Tak.
[06:44] - No comprende.
[06:47] - Przede wszystkim uderzyła mnie już na lotnisku w Iquitos taka potężna fala ciepłego powietrza z potężną dawką energii. Już wiedziałem, że będzie grubo.
[06:59] - Słuchaj, ale miasteczko naprawdę jest opanowane. Nie byłem w Iquitos, taka jest prawda, ale ostatnio czytałem takie newsy, że jest prawie hipisowska komuna. Przesadziłem z tą hipisowską komuną, ale jest opanowane przez ludzi ze Stanów, ludzi z Europy, którzy przyjechali właśnie na ayahuasce. Też jakieś historie były z rządem lokalnym, który uprzedza turystów, żeby nie każdego szamana, o czym później wspomnimy, bo nie każdy szaman jest taki szaman jak szaman.
[07:27] - Tak, zdecydowanie. Jest bardzo dużo biur turystycznych, które oferują ceremonię ayahuasca za wszelką cenę, aby tylko klient przyszedł do nich. I faktycznie tam jest bardzo dużo ludzi ze Stanów, ludzi z Europy, którzy po prostu zakochali się w tamtejszej dżungli, w tamtejszym życiu. I wracali na jakiś czas do swoich krajów, potem znowu wracali do Ameryki Południowej, do Iquitos, aż w końcu zostawali tam na stałe i rozwijali jakieś własne biznesy, własne projekty. Jest faktycznie dużo takich ludzi, ale jest też mnóstwo ludzi, którzy faktycznie na poważnie zajmują się tym tematem i to są wspaniali ludzie. Miałem przyjemność współpracować i poznawać wiele z tych osób, między innymi organizatora tak zwanego International Shamanism Conference w Iquitos, Alan Schumaker, który zaprasza wybitnych naukowców z całego świata do tego jednego miejsca w Iquitos i między innymi Denisa McKennę, Charlesa Groba. Wielu ludzi, którzy zajmują się poważnym badaniem psychodelików. Dzięki takim właśnie eventom cała nauka idzie do przodu i ludzie mogą być poinformowani o wiele lepiej na temat tego, z kim pracować, jakich środków ostrożności przestrzegać, żeby to było bezpieczne i z sensem.
[09:08] - Słuchaj, takie pytanko: jak szaman cię znalazł? Albo jak się znalazłeś w okolicy tego szamana właściwego?
[09:17] - To było w ten sposób, że to było trochę szalone, ponieważ my chcieliśmy poznać, jak najwięcej różnych tradycji się da, żeby mieć jakiś spójny obraz tych różnic plemiennych w sporządzaniu ayahuasca, danych botanicznych, jeśli chodzi o dodatki do ayahuasca, do głównego komponentu, bo jak wiemy jest to cała farmakopea, cała księga roślin, które są dodawane w różnych tradycjach do ayahuasca.
[09:55] - Właśnie ja tylko tak na chwilę przerwę i wspomnę. Jeżeli ktoś z was nie wie, na czym polega ayahuasca, to są dwie rośliny, które tak szybko... To ty wyjaśniaj. Ty jesteś pan ekspertem od tego. Kolega wyjaśni. Ten obok, ten w koszulce obok.
[10:13] - Tak. Ayahuasca ma różne synonimy, między innymi caapi, natema, mici, yagé, hoasca, lapurga, yagé, daime, dopa, pinde. Z języka Indian Keczua oznacza to huasca pnącz liana, aya dusza, duchy, umarli. Tłumaczy się to w wolnym języku jako pnącze duchów, pnącze umarłych, pnącze dusz. Jest to po prostu napój o właściwościach halucynogennych, używany od dawna przez mieszkańców zachodniej części Brazylii, Peru, Kolumbii, Ekwadoru i Boliwii. Sporządza się go przez gotowanie lub moczenie rozdrobnionego pnącza, kory, łodygi o nazwie banisteropsis wraz z różnymi dodatkowymi komponentami roślinnymi. Najczęściej jest to psychotria viridis, która zawiera właśnie DMT dimetylotryptaminę. Jest to napój, który jest używany od tysięcy lat. Prawdopodobnie nigdy nie uda się nam namierzyć początków używania i powstania tej receptury, ale jest to nieodłączny składnik właściwie wszystkich tradycji plemiennych, które funkcjonują w obrębie Ameryki Południowej. Oni stosują ayahuasca, nazywają ją madre ayahuasca, czyli mama ayahuasca.
Jest to dla nich królowa wszystkich roślin i matką wszystkich roślin nazywają ją. Wykorzystują ją do wzbudzania indukcji takich doświadczeń jak dywinacja, telepatia, jasnowidzenie, kontakty ze zmarłymi, ze światami duchów. Oczywiście w medycynie do diagnostyki pacjenta jako środek oczyszczający, przeczyszczający, a także psychoterapeutyczny, pozwalający na zdystansowanie się do codziennych problemów, wykonanie autoterapii, dotarcie do źródeł problemu. Jest wykorzystywana do leczenia uzależnień z różnych substancji, takich jak heroina, kokaina syntetyczna, czasami nawet marihuana, tak zwane konopie. Chociaż marihuana, nie lubię tej nazwy, ponieważ jest to błędna nazwa zaczerpnięta jeszcze z czasów dyskryminacji mocnej tej rośliny. Jest to w ogóle nazwa na dziką odmianę tytoniu rosnącą w Meksyku. Ale to już inna historia zupełnie. W każdym razie-
[12:38] - Wolisz cannabis?
[12:40] - Cannabis, konopie. Tak. Wolę nazwy łacińskie albo te, które są bardziej scjentyfikalne.
[12:49] - Imperia romana.
[12:52] - Tak. W każdym razie ayahuaska jest bardzo uniwersalnym wehikułem do przenoszenia świadomości ludzkiej na inne płaszczyzny postrzegania rzeczywistości. Jest w stanie dostrajać ludzką percepcję do światów nierokalnych, jak to mówią fizycy. W skrócie na tym to polega.
[13:17] - Dokładnie. Jeszcze tu uproszczę bardziej do esencji. Teraz po tym naukowym wprowadzeniu mogę to zrobić.
[13:28] - Oczywiście.
[13:28] - Generalnie robi się z tego wszystkiego herbatę. Bierze się te roślinki, wkłada do dużego gara, robi się z tego rodzaj herbaty. Zalewy właściwie, bo to herbaty nie przypomina. Gęste to jest jak nieszczęście. Im bardziej gęste, tym mocniejsze. Może nie zawsze, ale głównie ta zasada działa. Raczej z reguły działa. I się robi. Każdy ma swoje metody. Na przykład zaczyna od układania kory na dole, a później na nią kładzie liście, później kładzie drugą warstwę kory, później kładzie inne rzeczy.
Każdy ma inne metody nakładania. Niektórzy mają też swoje metody na łamanie tej kory w odpowiedni sposób. Zasada jest taka, że są dwie rośliny i trzeba te dwie rośliny wygotować ze sobą. Wygotować kilka razy albo gotować przez parę dni, przez jeden dzień, trzy, dwa dni, żeby one nabrały mocy, żeby substancje z nich się złączyły i stworzyły aktywną substancję. I to jest ta aktywna substancja. Chciałem się ciebie zapytać, czy nazwy odzwierciedlają różnice składu? Bo na przykład yagé składa się głównie z trzech składników. Yagé to generalnie, przynajmniej z tego, co ja się orientuję, nie wiem, czy mam tutaj rację, że jest Capi, Chakruma i zapomniałem.
[14:47] - Diplopterys cabrerana najczęściej zwana chakropangą.
[14:51] - Generalnie są trzy rośliny i to jest właśnie nazywane yagé. Tam dwie rośliny są główne, one robią to doświadczenie, natomiast te wszystkie pozostałe kształtują ten trip w odpowiedni kierunek. Jeżeli na przykład potrzebujesz czegoś więcej, to te rośliny zapewniają ci coś tam. Jeżeli musisz wyzdrowieć, bo jest inna choroba, to lepiej dodać trochę dzikiego tytoniu albo tego typu historie.
[15:15] - Tak. Zdecydowanie jest tak wiele różnych dodatków do ayahuaski, że to tylko zależy od danej tradycji w obrębie konkretnego plemienia. Jest tego tak dużo i wiele roślin w ogóle w Amazonii nadal jest niezbadanych, a posiada prawdopodobnie bardzo silne właściwości psychoaktywne, więc czasami nawet jeden mały dodatek do ayahuaski potrafi zmienić jej całe działanie na świadomość człowieka.
[15:51] - Ile widziałeś najwięcej składników? Taką, którą ja robię, ma z reguły zawsze trzy składniki. Znaczy cztery, bo jest ten dziko rosnący tytoń. To jest mój czwarty składnik. I w sumie nie więcej. Ostatnim razem było więcej, bo jeszcze Syrian, tak to się nazywa.
[16:09] - Ruta syryjska, ruta stypowa.
[16:11] - Dokładnie, ruta stypowa jeszcze była. Mocna jest ruta stypowa, powiem szczerze. To się czuje w żołądku ruta stypowa dosyć intensywnie. Czyli pięć, sześć składników. Ale właściwie tak naprawdę to cztery, pięć składników, bo ruta stypowa właściwie nie rośnie w dżungli. Ona jest importowanym składnikiem dodatkowym z zewnątrz.
[16:35] - Tak, są ogólnie dwie główne receptury. Jedna pochodzi z niskiej Selvy. Jest to łączenie pnącza drzewa banisteriopsis caapi, które jest tak naprawdę same w sobie ayahuaską. Jest nazywane ayahuaską i niektóre plemiona używają tylko kory pnącza banisteriopsis caapi i uważają, że ma właściwości psychoaktywne, ale głównie składa się z dwóch komponentów. Jest to pnącze i roślina liściasta, która zawiera dimetylotryptaminę, ponieważ banisteriopsis zawiera inhibitory monoaminooksydazy, które rozkładają DMT. Przepraszam. Monoaminooksydaza rozkłada DMT na poziomie jelita i uniemożliwia dotarcie, przekroczenie przez DMT bariery krew-mózg i tak zwane alkaloidy betakarbolinowe zawarte w pnączu hamują enzym monoaminooksydazy, dzięki czemu DMT potrafi przekroczyć barierę krew-mózg i faktycznie zadziałać. I to jest ta receptura z niskiej Selvy, czyli tak zwane z dżungli Ameryki Południowej. A jest jeszcze druga receptura stosowana między innymi z ruty syryjskiej. Pochodzi z rejonów Mezopotamii, prawdopodobnie jeszcze ze starożytnych czasów.
[17:59] - W Egipcie w historii jest bluszczem. Dokładnie to akacja. Chodzi o akację, bo akacja zawiera. Tylko że tak to rośnie tam, wymaga jakiegoś strasznego zachodu, jakiejś strasznej rafinacji, bo ilość DMT jest stosunkowo niewielka. Tak że tej akacji musisz tam na wiadra pozbierać, żeby coś z tego było.
[18:17] - Tak, ale oni znali też mnóstwo innych roślin i łączyli rutę syryjską, która jest silnym IMAO, czyli inhibitorem monoaminooksydazy z inną rośliną, która zawiera dużo DMT i na przykład stosowali delospermę między innymi. To jest tak zwany spermokwiat, który zawiera pokaźne ilości DMT i 5-metoksy-DMT. I te podróże były znacznie intensywniejsze. Jeśli chodzi o umożliwianie kontaktów z takimi bytami jak Annunaki, to jest to bardziej uwypuklone w tych recepturach pochodzących z Bliskiego Wschodu.
[18:57] - Właśnie czytałem ostatnio trochę na temat akurat owych akacji na Bliskim Wschodzie. Aż się zdziwiłem, bo nie spodziewałem się, żeby DMT było aż tak mocno popularne na przykład w Egipcie. Gdzieś trafiłem ostatnio u Grahama Hancocka na takie informacje, że jednak DMT się tam pojawia dosyć intensywnie. Ja znałem tylko do tej pory Ja się zablułili, czyli niebieski lotos.
[19:21] - Niebieski lotos. Tak. Jest kilka fajnych prac pochodzących od różnych etnobotaników, którzy badali fenomen używania roślin rytualnych, enteogenicznych w Egipcie. Tam jest wiele różnych zagadek, ponieważ jak wiadomo, Egipt był bardzo silnym imperium, bardzo rozbudowanym i oni prowadzili handel i wymianę z różnymi innymi.
[19:50] - Oni mieli niewolników. To był jedyny naród, który oszalał. Nie oni jedyni, ale generalnie oszaleli. Mieli niewolników i zrobili prawo, które usankcjonowało posiadanie niewolników. Zresztą też szans, że mogłeś zostać niewolnikiem. Ktoś robił ostatnio rachunki ekonomiczne i się okazało, że współczesny obywatel gdziekolwiek na świecie mniej więcej żyje w tych samych proporcjach, jeżeli chodzi o wypłatę i rachunki dookoła, jak niewolnik w czasach rzymskich. Chodziło o proporcje, ile wydajemy na mieszkanie, ile wydajemy na jedzenie, ile nam zostaje z wypłaty. A niewolnikiem można było zostać podpisując kontrakt. Mogłeś zostać niewolnikiem podpisując kontrakt na 5 lat, 15 i dożywotnio. Mogłeś też mieć łączony kontrakt.
[20:33] - Tak.
[20:34] - Słuchaj, to jak się ten szaman znalazł?
[20:37] - Moja praca przypominała czasami trochę filmy z Indianą Jonesem, ponieważ się tak czułem, gdyż na przykład moim zadaniem było dotarcie do czarownika gdzieś w głębi dżungli, który miał recepturę na lekarstwo bliżej nieznane, ale skuteczne. I my mieliśmy wydobyć tę recepturę, poznać ją od strony naukowej w jakiś sposób. Tak szukaliśmy też szamanów z różnych tradycji, możliwie najbardziej rekomendowanych, ale też i takich nieznanych. Próbowaliśmy znaleźć bardzo różne metody sporządzania yagé. To doprowadziło do wielu ciekawych doświadczeń, ponieważ testowaliśmy tylu szamanów, ilu się da, żeby uzyskać w miarę konkretne i wiarygodne dane. Praktycznie to my szukaliśmy szamanów, a nie oni nas.
[21:50] - Nareszcie zmiana tej proporcji. Żartuję. Jakie w ogóle wrażenie jest? Z reguły jest takie nabożne, europejskie podejście prawie na kolanach. Żeby wyjaśnić, o co chodzi, opowiem taką historyjkę. Ty możesz ją znać. Nie wiem, czy słuchacze też ją znają. Przypadkiem kiedyś się nie wygadałem z tej historii. Dawno temu, ponieważ kompanie naftowe wysyłały tam dosyć sporo ludzi swego czasu, wiadomo kauczuk i wiele innych rzeczy. To cała historia Amazonii.
To zostawimy może na inny wieczór. Generalnie zdarzało się tak, że Indianie porywali dzieciaki albo ludzi, bo generalnie wojna w niektórych miejscach Amazonii z białymi trwa do dzisiaj. Taka regularna wojna wypowiedziana przez Indian. Także czasami w ramach tej wojny się porywało dzieci. Jedno dziecko jakichś biologów z Argentyny czy małżeństwa, coś w tym stylu, zostało porwane. Czy z Peru. Ten dzieciak dorastał z Indianami. Oczywiście nauczył się ziół i wszystkich innych rzeczy, których człowiek się uczy, kiedy mieszka z ludźmi w dżungli. Jak działają wszystkie rośliny, których się używa na co dzień. Pewnego dnia wrócił z powrotem.
Jak się okazało, jako nastolatek wrócił z powrotem do cywilizacji jako 14- czy 15-letni chłopak. On był porwany jako 4-letnie czy 5-letnie dziecko. Wrócił, nauczył się z powrotem języka i jak się okazało, nie było żadnych problemów i dosyć szybko się zaaklimatyzował z powrotem w cywilizacji. Został etnobiologiem. Zafascynowany tym, co się nauczył od Indian, postanowił to promować i robić z tego leki. Czyli dosyć klasyczna historia. Ale postanowił wrócić do nich. Wrócił do nich i co zrobił? Pokazał im inną metodę mielenia kory, bo jednym z głównych składników ayahuaski jest oczywiście kora, którą trzeba oberwać z bluszczu grubo rosnącego i trzeba ją zmielić, zgrindować, bo DMT jest w tej korze.
[23:43] - Tak, rozbić młotkiem.
[23:45] - Dokładnie. Słuchaj i fenomen, bo oni tak cienko rozkopywali to DMT. On jak wrócił do nich, to pokazał im metodę, jak efektywnie grindować DMT. Jak zrobić tę korę. Zrobił coś w rodzaju takiego młyna. Przywiózł z cywilizacji tę informację. Z tej okazji, że zaczął robić najlepszą yagé na wiosce, został najbardziej respektowanym szamanem. Tylko dlatego, że wiedział, jak grindować najlepiej korę. Ma najbardziej efektywne to wszystko.
[24:15] - Tak. To jest urocze, jak działają te społeczności w Ameryce Południowej, ale to też inny temat jest, jeśli chodzi o mentalność tamtejszej ludności i to, jak oni postrzegają rzeczywistość. Tam cały czas świat magiczny, świat eteryczny, nielokalny ze światem fizycznym się łączą, są nierozerwalne i to się czuje od razu. Tam ludzie doskonale sobie zdają sprawę z tego, jakie są prawdziwe przyczyny powstawania chorób. Chodzą do szamanów. Kobiety w ciąży chodzą do szamanów, aby kontaktować się ze swoim jeszcze nienarodzonym dzieckiem przed narodzinami. To jest piękne. I otwartość tej kultury i to, jak czasami są naiwni ci ludzie. To też jest urocze. Właśnie w kontekście tego, co mówiłeś, że pokazał im technologię wydobywania.
[25:26] - To było głupie, bo oni normalnie uderzali, brali kawałek drewienka i tak tłukli z góry, a on zrobił im młynek do mielenia. Czyli wziął to wszystko. I mamy nabożny stosunek do szamana z Europy pod tytułem: szaman. Niesamowita rzecz. Takie podejście w Indiach, że się całuje stopy guru.
[25:49] - Tak. To też jest obecne. Wielu ludzi przyjeżdża tam i ślepo wierzą wszystkim, którzy zwą się szamanami. To też jest druga strona, tak zwana ciemna strona turystyki ayahuascowej. Na ten temat też można by dużo mówić. W każdym razie trzeba to robić z sensem, z głową, bo pułapek jest wiele.
[26:13] - Dobra, to jak mam okazję, to się wypytam o tych szamanów ciebie. Opowiedz trochę o szamanach, których spotkałeś podczas badań, bo to jest fenomenalna sprawa. Normalnie szamani nie mieszkają w Polsce ani w cywilizowanym świecie.
[26:25] - Tak, spotykałem różnych szamanów. I od tych kompletnie nieznanych szerzej, tak samo i tych, którzy gościli już ekipy BBC, National Geographic u siebie i oni robili tam programy wysokiej jakości, jeśli chodzi o ayahuascę. Mogłem porównać te doświadczenia w jakiś sposób i one się różniły często dość mocno. Z czego najlepsze doświadczenia, najciekawsze były z tymi najmniej znanymi szamanami w szerszej publice.
[27:10] - To jak zwykle. Najciemniej pod latarnią.
[27:13] - Tak. W każdym razie wiedza tych ludzi jest dość niesamowita. A to dlatego, że oni pracują z tak zwanymi duchami roślin, z roślinami nauczycielami, jak oni ich nazywają. Oni potrafią połączyć się telepatycznie z roślinami, z biosferą albo z bytami, które opiekują się danym gatunkiem roślin lub być może nawet programowały konkretne właściwości struktury roślin w toku ewolucji naszej planety i systemu biosferycznego. Więc mają dostęp do niesamowitej płaszczyzny z wiedzą, która jest tak unikalna, że nawet ludzie nauki, którzy posiadają doktoraty i stopnie naukowe w swoich dziedzinach, uczą się od nich pokornie i słuchają jak uczniaki w ławce. Ponieważ ta wiedza jest unikalna, niesamowita. Cały proces diety w dżungli, przygotowywania się do podróży ayahuascowej, do przenoszenia naszej świadomości na wymiary pośmiertne albo okołośmiertne. Jak się to nazywa? Język jest tak ubogi. Masz doświadczenie, które składa się z kilku milionów niewerbalnych słów, a potem ktoś cię prosi, żebyś je przełożył na słowa werbalne, których jest ileś tysięcy w naszym słowniku.
Więc to jest wręcz niemożliwe, ale możemy używać jakichś esencjonalnych wyrażeń.
[29:14] - Ciężko sobie pisać sytuację, kiedy tworzy się fraktalnie kolejny świat w kolejnym świecie, w kolejnym świecie. Słowa, którymi opowiadasz rzeczywistość, nie tworzą się fraktalnie jak kolejne światy. I teraz jak oddać słowa, które należą do świata, który właśnie minąłem pięć minut temu? Do świata, który wygląda na to, że spotkam za pięć minut.
[29:34] - Tak, zdecydowanie. Jak opisać doświadczenie, które odbywa się już na płaszczyźnie kompletnie pozbawionej wszelkich jakichkolwiek ludzkich aspektów świadomości zbiorowej?
[29:47] - Fajnie. Nie da się po prostu. Co zrobić? Powiesz: „Słuchajcie, to jest tak jak nie możecie sobie wyobrazić jak”.
[29:56] - Tak.
[29:56] - I to jest właśnie tak. Jak nie możecie sobie wyobrazić jak.
[29:59] - Tak.
[30:00] - Będziecie zaskoczeni. Jeżeli już możecie na coś umrzeć, to tylko z zaskoczenia. To jest właśnie ten przypadek, gdzie umiera się po prostu z zaskoczenia.
[30:11] - Oczywiście tak. Zdecydowanie. Jest to dość sroga sprawa.
[30:18] - Spotkałeś jakiegoś szamana, który wgryzł ci się w pamięć, który zrobił tą szramę na twojej duszy, przekazał tę największą informację i spowodował, że zamarłeś bez ruchu, powiedziałeś: „wow”?
[30:35] - Wiesz co? Właściwie każde doświadczenie było unikalne, ale też dzięki temu, że leciałem tam już po dość rozległych badaniach, jakie wykonałem we własnym zakresie, jeśli chodzi o badanie świadomości, więc byłem wyczulony na pewne zniekształcenia.
[31:04] - Okej. Tak po prostu zwyczajnie się zapytam, bo normalne jest to, jeżeli dorastasz w Polsce, zajmujesz się takimi sprawami w tej części Europy. Mamy grzyby, mamy swoje rośliny. Nikt z nas nie jest ciapą. Korzystamy z własnych roślin. Jak twoja konfrontacja, bo to jest konfrontacja. Po grzybach, po świecie, który znasz, lądujesz w dżungli z szamanami, którzy mają swoją roślinkę, która jest z dużego garnka, jest ta breja do picia. I generalnie jak w ogóle Czy to jest taki szok? Bo dla ludzi, którzy nigdy nie brali niczego, to zawsze jest szokiem. To jest oczywiste.
Niezależnie od tego, co oni wezmą, czy to będzie kwas, czy to będzie psylocybina, czy to będzie meskalina, czy to będzie ayahuasca, czy cokolwiek innego. Natomiast dla człowieka, który już miał za sobą pewne doświadczenia przeżywania własnej śmierci, ogarniania własnej świadomości w trochę innej percepcji, dochodzenia do innej membrany rzeczywistości, jakkolwiek to brzmi, cokolwiek to nie znaczy. Wow, ale powiedziałem. Echo zaraz dodam. Słuchaj, jak oceniasz? Zwaliło cię z nóg, czy na przykład było tak, że wziąłeś ayahuasca i pierwsza ayahuasca była taka podobna do grzybów, ale trochę jak kwas? Jaka była twoja percepcja tego pierwszego strzału?
[32:31] - Popłynęliśmy dość głęboko do dżungli z pewnym szamanem i odbywaliśmy sesję zapoznawczą, tak zwaną. To było dość niesamowite, gdyż siedzieliśmy w takim bungalou w środku dżungli. Wokół już było ciemno. Te rytuały wykonuje się już po zapadnięciu zmroku. Wszędzie odgłosy dżungli, tysięcy ptaków, małpek skaczących po drzewach. I szaman, z którym pracowaliśmy wówczas, podał nam tą tykwę tego wywaru i wtedy po raz pierwszy mogłem skosztować tego bardzo oryginalnego smaku.
[33:24] - Największy shit, jaki kiedykolwiek wrzuciło. Nie ma chyba gorszego smaku. Ja nie spotkałem.
[33:32] - Jeśli chodzi o świat roślin, to uwierz mi-
[33:37] - Mówisz, że mogę być zaskoczony. Dobra, wierzę ci na słowo. Absolutnie.
[33:40] - Tak. W każdym razie wypiłem swoją dawkę i nagle zamknąłem oczy. Szaman zaczął nucić Ikaros. To są święte pieśni, które pozwalają modulować, kontrolować podróż psychodeliczną, a także przywoływać konkretne istoty, z którymi ci szamani współpracują. Więc on zaczął nucić te melodie. One nagle zaczęły nabierać kompletnie innego wyrazu, ponieważ stawały się nagle hiperprzestrzenne. Nagle ta cała dżungla, która była za tym bungalou, znalazła się wokół mnie i zacząłem powoli odrywać swoje ciało od moich struktur osobowych, które w normalnym, neutralnym stanie świadomości w jakiś sposób utrzymywałem przy życiu. Więc powoli zacząłem dryfować sobie wokół swobodnie. Było to bardzo łagodne doświadczenie. Oczywiście wymiotowałem jak bóbr po raz pierwszy.
[34:55] - Bardzo wylewnie. Ja uważam, że to jest takie bardzo wylewne przywitanie.
[35:00] - Tak. I nagle zacząłem słyszeć mnóstwo kroków za mną, mnóstwo różnych odgłosów. Podejrzewam, że to były jakieś istoty, do których się w danym momencie dostroiłem, które gdzieś tam chodziły, ale nie zawracały mojej większej uwagi, ponieważ widocznie moją lekcją było nauczyć się dryfować wokół swoich przyzwyczajeń, swoich struktur osobowych i swoich różnych aspektów mojego życia codziennego. I takie było pierwsze doświadczenie. Potem każde kolejne było już zupełnie inne i ukierunkowane na pracę na przykład z pacjentami, na ceremonie lecznicze, które się kompletnie różnią od tych ceremonii typowo ayahuaskowych, które mają za zadanie zgłębianie tajemnic świadomości osoby, która przyjmuje.
[36:13] - Właśnie, bo chciałem, żebyś troszkę o tym powiedział, bo normalnie jest taki mit ogólnie, że to ceremonia tylko i wyłącznie jedna, że właściwie nikt do końca nie mówi o tym, co to jest. A to nie jest takie jednoznaczne.
[36:25] - Tak. Do takich prawdziwych ceremonii leczniczych turyści są bardzo rzadko dopuszczani, ponieważ to są już poważne bardzo rzeczy, gdyż dany szaman pracując z pacjentem, który jest na przykład chory na nowotwór, a jak wiemy na nowotwór człowiek często pracuje całe życie. I kiedy się prześledzi historię takiego pacjenta, często się okazuje, że pacjent był długo w depresji. Czasami pogrążał się w takich emocjach jak nienawiść, złorzeczenie albo nawet nieświadoma czarna magia w stosunku do innych ludzi i przez to otwierał się sam na działanie, jakby to szamani powiedzieli, bytów, które rezonują z takim konceptem, z takim wzorcem energetycznym. I wówczas, kiedy człowiek często pogrąża się w tych tak zwanych negatywnych uczuciach, to tworzy dziury w swoim biopolu, w swojej biostrukturze energetycznej. I wówczas byty inne, które opierają się na koncepcie pasożytnictwa, mają dostęp do takiej osoby. I często osoba z nowotworem Okazuje się mieć pełno różnych podczepionych istot, bytów, które trzeba wygonić i wówczas dany szaman musi przeprowadzić coś w rodzaju egzorcyzmu. To często jest dość drastyczne, ponieważ on mówi w języku tych istot. Niektórzy oglądający horrory oparte na wypędzaniu złych duchów mogą mieć pojęcie, jak to może wyglądać. Tylko że jak się to widzi w rzeczywistości, jest to o wiele bardziej drastyczne.
Czasami może wystąpić spontaniczna lewitacja pacjenta, przedmioty mogą latać w powietrzu, więc jest to dość gruba rzecz i wiele osób często ucieka po takich ceremoniach, kiedy są postawieni przed dość głębokim przejawem szamanizmu.
[38:55] - Podejrzewam, że i tak bardzo niewielu białych jest w ogóle dopuszczanych do tego. Taka jest prawda. Generalnie turystów się nie bierze do takiej rzeczy. Absolutnie. Tak mi się wydaje.
[39:10] - Raczej nie.
[39:12] - Dokładnie. Słuchaj, a zdarzyło ci się, że ktoś cię zaciągnął na taką imprezę do leczenia?
[39:19] - Tak, zdarzało się.
[39:20] - Właśnie, chciałem się zapytać, czy przypadkiem szamani nie nauczyli cię czegoś i czy nie nauczyli cię na przykład, jak leczyć ludzi? Bo to jest część pewnej tradycji, która jest związana z ayahuascą, yagé, jakkolwiek. Nie jest to tylko i wyłącznie substancja, której używamy, tylko jest to część wiedzy, którą bardzo łatwo zauważyć, się później przekazuje. To jest coś w rodzaju rozszerzającej się zarazy, która się po prostu rozłazi i że jak już masz tą wiedzę, to kolejną rzeczą, którą robi człowiek, który ci ją przekazał, to uczy cię kolejnego stopnia tej wiedzy, czyli jak na przykład kogoś wyleczyć i tak dalej. Automatycznie od razu wskakujesz, stajesz się członkiem korporacji o nazwie Ayahuasca dożywotnio.
[40:06] - Tak. Nauczyłem się na pewno bardzo wiele o psychosomatyce chorób, o tym, w jaki sposób tworzą się pewne furtki, dzięki którym w ogóle choroby powstają. Jest to też dość szeroki temat. Ja głównie dzięki temu, że od dziecka pielęgnowałem w sobie intuicję i kontakt z moją… Może jak to powiem teraz, to niektórzy się skrzywią, ale wyższą jaźnią, bo dla niektórych może to brzmieć jak New Age albo ezoteryka. W każdym razie jest to dla mnie bardzo ważne pielęgnowanie czystej, dziecięcej intuicji, która pozwala ci wykryć automatycznie, jeśli coś jest w powietrzu nie tak, jeśli coś jest nie w porządku, jeśli jest jakieś skrzywienie, zakrzywienie tak zwanego prawa jedności, czyli tego, że wszystko jest ze sobą połączone. Dzięki temu mogłem namierzyć wszelkie potencjalne krzywe akcje, które się tam działy.
[41:40] - Znasz tą teorię, jest masa badań i eksperymentów naukowych właściwie mówiących, że tak właśnie jest, że nasze pole dookoła sensoryczne jest spokojnie sześć metrów dookoła. Taka bańka, jakbyśmy żyli w bańce sześć metrów dookoła, niewidoczna dookoła nas, w sferze. I właściwie wszystko, cokolwiek wejdzie w zasięg naszego radaru, którego oczywiście zasięg zależy. Naszym radarem jest nasza szyszynka i generalnie jej zasięg zależy od tego, jak czysto i ekologicznie ze sobą żyjemy. Tak zwyczajnie. Im ten zasięg większy, tym szybciej zgarniamy intuicyjnie, co się dzieje dookoła nas. Jesteśmy w stanie przewidzieć niesamowite rzeczy.
[42:24] - Tak. Generalnie im jest mniej bałaganu w umyśle, im jest mniej wyobrażeń, tym klarowniejsze są lekcje wszystkich psychodelików. Ponieważ to, co robią psychodeliki, to pokazują nam inne płaszczyzny postrzegania nieskończoności. I teraz w nieskończoności zawierają się wszystkie możliwe możliwości, wszystkie możliwe światy, wszystkie możliwe światy, wszystkie rodzaje istot, jakie możemy sobie tylko wyobrazić. Wszystkie rodzaje jakichkolwiek podstaw życia tam są już zawarte. Więc im umysł jest bardziej zabałaganiony, tym te wizje będą-
[43:20] - Jest takie angielskie powiedzonko w języku angielskim. Brzmi trochę niecenzuralnie. To może przetłumaczę na język polski. Gówno na wejściu i gówno na wyjściu. I to jest to powiedzonko. Jeżeli dokładnie tak jest, to jest moja prywatna zawsze obawa, jeżeli ląduję w sytuacji, gdzie są substancje psychoaktywne, niezależnie od tego, jak dobry jest ten settings i chodzi o ludzi dookoła. Jeżeli są ludzie, z którymi trzeba bardzo ciężko pracować, żeby na przykład nie zepsuli samopoczucia innym, albo żeby ich autodestrukcyjne działanie, to, że są pogubieni, nie zaczęło emanować na innych ludzi. To nie jest wygodne. To nie jest takie przyjemne. Myślę, że rozumiem, o co ci chodzi, bo te substancje wyzwalają z ciebie potwora, którym na co dzień nie jesteś.
Na co dzień oczywiście kontrolujesz tego potwora, bo masz koszulę, marynarkę i krawat i wszystko jest okej. To, że powiesz: „Kurwa mać” pod nosem, nikt tego nie zauważy. I nie zauważysz tego ciemnego kształtu, który przylatuje, kiedy myślisz o tych dupkach. Rozumiesz?
[44:31] - Tak. To jest bardzo ważne i w kontekście tego, co szamani potrafią przekazać takiej osobie. To tylko zależy od czystości osoby, która się uczy od danego szamana. I wtedy im masz bardziej rozwiniętą intuicję i mniej tego umysłowego bałaganu, wyobrażeń na temat tego, jak to powinno wyglądać, tym te wizje będą klarowniejsze i tym szybciej psychodeliki się przebiją przez te wszystkie poziomy naszej percepcji i dotrą i pokażą nam to, jak to wygląda w samym rdzeniu.
[45:22] - Dokładnie. Nie pamiętam, kto kiedyś to powiedział. To bardzo mądre zdanie. To nie jest Terence McKenna. Nieważne. Powiedział coś takiego, że największym problemem ludzi jest strach przed tym, że kiedy umrą, jest coś więcej. I tak naprawdę to jest szaleństwo przed tym, że każdy wie, że jest coś więcej i jest strach, jeżeli tam jest coś więcej. I to właśnie to więcej przeraża najbardziej, bo to jest kompletnie nie do przewidzenia. Czujemy się, że życie zaskakuje nas w momencie, kiedy budzimy się w poniedziałek i zwieszamy nogi z łóżka. To jest zaskakujący moment w życiu.
A co dopiero dodatkowe pozostałe światy, które mają własną kosmologię i galaktyki, które chodzą w spa na przykład albo w ogóle nie wiadomo co.
[46:07] - Tak.
[46:08] - Dokładnie. Zrobimy sobie przerwę na muzyczkę może jakąś. Bo ja chciałem zareklamować band, który się nazywa, tak z angielskiego powiem, DNA. To też taka spuścizna po LSD oczywiście. Cytuję Craiga, czyli wynalazcę DNA. Słuchajcie, numer nazywa się „Starship Commander” i jest to twój band.
[46:34] - Opowiada też o niektórych przygodach w dżungli. Właśnie ten kawałek.
[46:39] - Dobra, to co? „Starship Commander”.
[46:42] - Okej.
[46:56] - Czekaj, mnie naciepiłeś. To był utwór „DNA”, w którym Kuba oczywiście śpiewa. Ja tu już go robię głośniej, bo przez chwilę go ściszyłem. Kuba, jesteś z nami? Jesteś. Halo, halo. Kuba, jesteś z nami? Halo, halo. Kuba, jesteś z nami?
[51:06] - Halo? Jestem.
[51:07] - Ja miałem ściszony mikrofon. Przepraszam, ja tak mówiłem. Halo, halo. Czy jesteś z nami? Okazało się, że jesteś cały czas, a ja mówię do ściszonego mikrofonu. Ja tu już dostałem na czacie pytanie, że coś takiego, że wiesz, opowiedzcie coś więcej o kapeli. Fajnie grają. Nice, man. To jest twój dźwięk. O tym może później powiemy.
To zostawimy na koniec. Może takie rarytasy zostawimy na koniec.
[51:28] - Tak, lepiej kontynuować zaczęty temat teraz.
[51:31] - Dokładnie. I tak zaproponujemy. Ja i tak zabiorę ci te piosenki i i tak je będę puszczał w radiu.
[51:35] - Dobra.
[51:37] - Także i tak się dowiecie wszystkiego na ten temat. Nie uciekniecie od tej informacji. A ja wracam, bo ja jeszcze mam takie pospisywane playe na karty, żeby było takie profesjonalne.
[51:46] - Okej, dawaj. Ja ostatnio dwie noce nie spałem, więc musisz mnie ciągnąć za język.
[51:51] - No dobra, co myślisz o różnicach pomiędzy? Troszkę się pytałem, bo jest pewna grupa substancji psychoaktywnych, takich jak LSD, psylocybina, salvia, DMT, meskalina. A druga część to są bieluń, amanita muscaria. Troszeczkę inna historia, trochę inna opowieść, trochę inna atmosfera. Pamiętam, chyba w twojej prelekcji wspomniałeś o tym przez chwilę. Mówiłeś, że to jest troszkę bardziej mroczna strona.
[52:24] - Tak, zdecydowanie. W ogóle z bieluniem krąży wiele historii i jest to roślina wybitnie mroczna, która potrafi, jak to mówi mój przyjaciel, skazać cię symbolicznie na śmierć. Jeśli masz cokolwiek w sobie, o co się obwiniasz, to wówczas ta roślina to tak zwana yerba del diablo, bo tak się mówi na bieluń i na sporządzane z niego-
[52:53] - Aha.
[52:56] - Ona potrafi wydobyć to, co najmroczniejsze w tobie, na światło dzienne albo nocne i skonfrontować cię z tym. I często wielu ludzi sobie z tym nie radzi. Zresztą bieluń i inne rośliny z rodziny psiankowatych były używane dawniej w rytuałach okultystycznych wiedźm, które robiły sobie z tego tak zwane mikstury czarownic i podróżowały po innych światach, uprawiały seks z demonami i inne.
[53:32] - Czy to nie było... Przepraszam, ja tu sobie nalewam wodę z banku. Czy to nie było DMT? Bo jest cała legenda na ten temat. Niewiele się zachowało, bo prawdę mówiąc Kościół katolicki wyorał całą tą tradycję do zera praktycznie. To było kompletnie zakazane od czasów pierwszej wyprawy inkwizycyjnej w 1200 roku, jakoś tak. Krucjaty abigejskiej. Zostało zakazane, czyli przez praktycznie 800 lat kompletna cisza na ten temat. I czy coś z tych informacji zostało? Czy to jest bieluń, czy to nie jest przypadkiem jakieś lokalne DMT?
Czy może jest to amanita muscaria? Co tak naprawdę powodowało, że te wiedźmy latały?
[54:14] - Nigdy tego do końca nie wiesz, ponieważ niektóre wiedźmy mogły odkryć w toku swoich własnych personalnych badań roślin jakieś substancje oparte na rdzeniu fenetylaminowym lub tryptaminowym, więc mogły i tak ich używać. Ale głównie wszystkie historie związane z wiedźmami jednak kojarzą się i są utożsamiane z psiankowatymi. I to były mikstury różnych roślin z tej rodziny, między innymi lulka, pokrzyku, wilcze jagody, bielunia, lulecznicy krajeńskiej, miechunki i tak dalej. Ale głównie to właśnie bieluń sprawia w konkretnej dawce, że uczucie latania występuje na miotle. I stąd się cały ten koncept wziął, ponieważ wiedźmy wcierały sobie te maści w miejsca o najcieńszej błonie.
[55:25] - Erogenne.
[55:27] - Tak. I wówczas siadały najczęściej na miotle, uprzednio smarując ją tą miksturą i odlatywały. I stąd też się stworzył taki koncept. A być może te doświadczenia ich były tak silne, że przeniosły swoją energetyczną strukturę-
[55:51] - Do innego świata.
[55:52] - Tak, gdzieś na niebo. I ktoś to zobaczył być może sensytywny i w ten sposób powstała ta legenda. Nigdy nie wiadomo.
[56:02] - Słuchaj, to żeńska wersja Carlosa Castanedy z Częstochowy, proszę ja. Carlos Castaneda w spódnicy z częstochowskim Nie wiem, tam jest jakiś łowicki strój ludowy.
[56:15] - Tak, ale to jest prawda, że ogólnie doświadczenia się dość mocno różnią, jeśli chodzi o tryptaminy, jeśli chodzi o LSD, DMT.
[56:28] - Ja stawiałem na wilcze jagody, powiem ci szczerze, bo wilcza jagoda brzmi... Niewiele wiem na temat roślin oryginalnych, rosnących w Polsce. Naprawdę prawie nic nie wiem, jeżeli w ogóle cokolwiek wiem.
[56:39] - Aha.
[56:40] - Ale słyszałem jakieś niesamowite opowieści o wilczej jagodzie, że to jest taka tajemnica schowana. I powiem ci à propos tych tajemnic, nie wiem, czy słyszałeś o tym. W gazecie, która się nazywa „Vice”, jest artykuł. Ostatnio kolesie podczas nurkowania, podrzucę ci ten artykuł później tak czy siak.
[56:58] - Okej.
[56:59] - Podczas nurkowania przybierali sobie te wszystkie ładne rafy koralowe na głębokości trzech do sześciu metrów, gdzie się nurkuje już bez butli, tylko z samą maską. I się okazało, że te ładne ukwiały, to się nazywa nóżki ambolakarne chyba tak fachowo. Okazało się, że to zawiera mocniejsze DMT niż cokolwiek innego na tej planecie. To jeszcze takie rozłożone, jakbyś skrzyżował DMT z meskaliną i z psylocybiną razem.
[57:28] - Tak.
[57:29] - Potężny środek psychotropowy ukryty w gąbkach, nikt się tego nie spodziewał. To jest kompletnie legalne jeszcze wszędzie. Nikt tego chyba jeszcze nie testował na sobie. Przynajmniej ja nie słyszałem. Chętnie bym chciał. Nie wiem, co rośliny morza mają do powiedzenia, bo to jest jakbyś wyciągnął te informacje z morza, z innego środowiska. To jest fascynujące. Może delfiny to jedzą?
[57:54] - Mnie fascynuje ogólnie. Często możemy spotkać DMT tam, gdzie się w ogóle nie spodziewamy. I tak okazało się, że DMT jest nawet w trawach, w niektórych gatunkach traw, takich jak arundo donax czy Polaris, arundinacea lub Polaris aquatica. To chodzi o mosgę trzcinowatą. Dla mnie sam fakt obecności DMT w trawach, gdzie trawy to jest gatunek roślin, które opanowały całą kulę ziemską i właściwie zdominowały świat roślin. Sama obecność DMT w trawach być może jest jakimś śladem na to, że coś więcej dzieje się w świecie roślin, w nierokalnym świecie roślin, tym, którego my w neutralnym stanie świadomości nie postrzegamy. Być może obecność DMT jest efektem tego, że rośliny już dawno wyewoluowały przez te miliony lat, które są na tej planecie o wiele dłużej niż my. Być może stworzyły wyższy rodzaj inteligencji i takie molekuły jak DMT, które pozwalają ludziom dostrajać swoją częstotliwość do tych subtelnych wymiarów nierokalnych, gdzie możemy kontaktować się bezpośrednio z rośliną, ponieważ te granice są zacierane między obiektem ludzkim a obiektem jakimkolwiek roślinnym, czy nawet jak wiesz sam z doświadczeń z Salvia divinorum, jakimkolwiek obiektem fizycznym.
[59:36] - Dokładnie. Ja mam tylko ograniczenie w Salvi z analogowymi obiektami. Cokolwiek jest z plastiku nie działa. Salvia dalej pozostaje w swojej formie, swój kształt. Funkcjonuje tylko w jednym tym istniejącym fizycznym wymiarze. Natomiast wszystkie rzeczy organiczne po Salvi dostają, że tak powiem nieelegancko, dostają kopyta. One zmieniają się w zupełnie inne rzeczy, ale muszą być organiczne.
[59:58] - Tak, więc obecność DMT w trawach może być śladem tego, że rośliny funkcjonują już na znacznie wyższym stopniu ewolucji niż my i po prostu przekazują nam, są nośnikiem informacji z innych wymiarów. Być może w ogóle doświadczenia psychodeliczne są echem tego, że już wygraliśmy tą grę. Może to jest jakiś rodzaj sprzężenia zwrotnego, jeśli wszystkie wymiary dzieją się jednocześnie, wszystko dzieje się jednocześnie i czas nie istnieje. Być może każde doświadczenie psychodeliczne jest w pewien sposób informacją dla nas, że my już dokonaliśmy skoku ewolucyjnego.
[01:00:47] - To już jest po.
[01:00:49] - Tak. Tylko my na tym etapie jeszcze tego nie dostrzegamy, ale doświadczamy sprzężenia zwrotnego tego, gdzie zmierzamy kolektywnie jako ludzkość. I to jest też jeden z takich moich prywatnych wniosków, że wszystkie doświadczenia psychodeliczne w jakiś sposób są dowodem na to, że my już ewoluowaliśmy i już wykonaliśmy ten skok w jakimś nieokreślonym punkcie czasoprzestrzeni i teraz jedynie płyniemy sobie z prądem wszechświata i zmierzamy do bardziej kompleksowych struktur. I to jest nieuniknione.
[01:01:39] - Ziemia jest okrągła. Chciałem to wszystkim powiedzieć, że Ziemia jest okrągła. To jest właśnie ta prawda, o której wszyscy chyba zapomnieli. Słuchaj, jak stymulować się... To może zanim przejdę do DMT i takich technicznych rzeczy à propos traw i rzeczy, które się dzieją tutaj, jeszcze na sekundę wrócę do dżungli, całej tej historii. Czy masz kontakt z kliniką? Klinika dalej działa. Jakiś czas temu sprawdzałem na twojej stronie internetowej i sprawdzałem, że klinika działa, funkcjonuje. Czy jest na przykład dla kogoś, będzie taka opcja, żeby wskoczyć i wysłać tam maila i może ktoś z naszych słuchaczy będzie chciał się wybrać do tej kliniki? Czy ona w ogóle działa, funkcjonuje?
[01:02:21] - Klinika obecnie niestety nie funkcjonuje z powodu Z powodu wypadku, jakiemu uległ dyrektor tej kliniki. To jest osobna historia, której teraz lepiej nie poruszać. Ale jest wiele innych ośrodków Polaków i nie tylko, i anglojęzycznych ludzi, którzy robią bardzo dobrą robotę i organizują takie ceremonie, a raczej programy rozsądnego zapoznawania się z tym świętym wywarem. Jest taki gość, który się nazywa Carlos Tanner i on założył Ayahuasca Foundation. To jest pierwsza szkoła szamanizmu. Tam adepci przychodzą jak do normalnej szkoły, mają lekcje podstaw szamanizmu, podstaw tworzenia w ogóle Ikaros, harmoniki Ikaros, tych świętych pieśni i tego, jak modulować doświadczenie psychodeliczne. Robią sobie własne ciakapy, czyli różne części liściastych roślin, którymi szamani wystukują zazwyczaj rytm. I modulują też te doświadczenie psychodeliczne. Właśnie. On założył taką szkołę i tam ludzie uczą się od podstaw w bezpiecznych warunkach szamanizmu.
To jest bardzo fajny projekt i myślę, że im więcej czegoś takiego powstanie prowadzonych z głową, z sensem i przez odpowiednich ludzi, tym mniej pułapek będą wpadać tak zwani gringo, którzy przebywają w poszukiwaniu mocnych wrażeń.
[01:04:24] - Żeby nie było później „comprende”. Słuchaj, jak oceniasz? Na pewno spotkałeś się z ceremoniami, które są robione w Polsce. Jak znam życie, na pewno coś mogłeś o tym usłyszeć, bo siedzisz na miejscu.
[01:04:38] - Tak.
[01:04:39] - Jak to oceniasz? Powiem ci, o co chodzi. Mój znajomy, który nie mieszka w Polsce, był ostatnio w kraju przodków i mówi mi: „Stary, są ludzie, którzy robią ceremonię ayahuaski". Gadałem z paroma ludźmi, którzy robią tą ceremonię i mówi: „Ale lipa, wszyscy są niezadowoleni, jakaś dziwna jest atmosfera. To bardzo tak, jakby coś nie działało".
[01:05:04] - Ja ogólnie dostaję bardzo często zaproszenia od różnych grup na ceremonię w Polsce, ale z powodu moich innych zajęć niestety jestem często zmuszony odmawiać. Ale też jestem zwolennikiem podawania danych wywarów enteogenicznych na ziemi, która jest endemiczna dla tych substancji. Czyli jeśli coś rośnie w jakimś lesie deszczowym, to w celu uzyskania pełnego spektrum powinno być przyjmowane tam. Samo my mamy inne enteogeny, których możemy używać tutaj na naszych ziemiach i które są być może najlepiej dopasowane, skalibrowane do nas. Ale ja oczywiście nie neguję tego, bo jeśli ktoś ma doświadczenie, robi to z sercem i rozwagą, to każdy może przeżyć nawet tutaj, w naszym kraju bardzo silne doświadczenia. Ale to jest zależne od tak wielu czynników, ponieważ często sprowadzany materiał jest nieznanej jakości. Czyli gdzieś kupowane są składniki w sklepach etnobotanicznych.
[01:06:27] - Gdzieś w Brazylii, gdzieś w zadupie Brazylii, tych najtańszych.
[01:06:31] - Nigdy nie wiadomo, jak to zostało zebrane, jaka jest koncentracja składników czynnych. Często okazuje się, że nawet picie ayahuaski w Ameryce Południowej, w dżungli może nie przynieść żadnych efektów, ponieważ albo dana osoba po prostu jest jeszcze, ayahuaska jej nic nie chce pokazać.
[01:06:54] - To się zdarza. Słuchajcie, byłem świadkiem, naprawdę. Też byłem świadkiem takiej sytuacji, gdzie mój przyjaciel po prostu nie chciało. To nie chciało zadziałać tego wieczora. Po prostu odmówiła. To nie byli ci ludzie.
[01:07:06] - Tak. Albo składniki zebrane z danego dnia miały niską koncentrację substancji czynnych lub nie miało ich wcale. To skutkowało brakiem jakichkolwiek głębszych doświadczeń. Zresztą była też zabawna historia swego czasu w obrębie Santo Daime, który jest dla tych, którzy nie wiedzą-
[01:07:33] - Religia.
[01:07:34] - Tak. Jest to synkretyczny kościół, który używa jako sakramentu ayahuaski. Jest to legalny kościół, wspólnota, która podczas takich ich mszy tradycyjnych używa ayahuaski w celu kontaktu z Bogiem.
[01:07:52] - Tam już dzieci, nawet pięcioletnie. Tam właściwie nie ma podziału na wiek, tylko że wszyscy dostają bardzo lekki wywar z yage. Tam się nie dostaje mocnej ayahuaski, tylko ona wygląda jak herbata. Taką ciekawostkę, słuchajcie. Mam dobrego przyjaciela w Brazylii i on miał problemy z radzeniem sobie w życiu. Oczywiście ayahuaska, żeby zrozumieć, gdzie jest problem. Rozmawialiśmy przed jego ceremonią, przed wyprawą do dżungli, jak to zorganizować z przypadkiem. Tam chodziło o to, że nie miał zbyt wiele czasu, a wyprawa do dżungli zawsze trwa troszkę czasu, bo trzeba się zaaklimatyzować i tak dalej. Nawet jak tam mieszkasz, to nawet nie jest tak szybko, bo też musisz się zaaklimatyzować. I tak mówi: "To może ten Santo Domingue?" Ona mówi: "Nie, to są świrosy.
Nie będę z moim dzieckiem do świrów. Oni po prostu piją to i modlą się do Jezusa. Przecież to świry są". Nie będę brał tam swojego dziecka, które ma cztery lata, siebie, swojej żony i po prostu robił z nimi ayahuaśki. Czyś ty oszalał? Tak mi powiedział. Jadę do dżungli, do szamana jadę.
[01:09:08] - No tak.
[01:09:09] - Także kontrowersyjnie, bo oni są tacy właśnie kontrowersyjni. O co chodzi? Ta kontrowersja bazuje na tym, że z jednej strony zarzuca się kościołowi Santo Domingue, wymawia się w różne sposoby zależnie od dialektu, że oni są tacy bardzo sformalizowani, że mają kodeks, że to wszystko jest ubrane już w takie ramy. Że nie ma miejsca na twoje własne zaskoczenie, że na przykład personifikacja tych wartości zawsze jest poprzez postacie jakichś bożków, które przybyli do ciebie z zewnątrz, że to bardziej jest troszeczkę tego narzuconego świata dookoła ciebie. Że jednak ta dżungla zdrowsza, bo tam jest mniej tego fetyszyzmu współczesnego, cywilizacyjnego. I właśnie chodzi o ten fetyszyzm cywilizacyjny.
[01:09:55] - Tak jest. Każdy system, religijny albo filozoficzny, który próbuje zamknąć to, co nieskończone w jakichś skończonych ramach, jest z góry skazany na jakieś zakrzywienia, jakieś zniekształcenia tego rdzenia, esencji doświadczenia. I to się dzieje, mi się wydaje, w wielu przypadkach właśnie w tego typu organizacjach jak Santo Daime. Ale ja zacząłem mówić o Santo Daime w kontekście właśnie takiej zabawnej historii, bo oni przez jakiś czas robili ayahuaśkę, która nie dawała żadnych efektów. A co się okazało? Oni używali gatunku psychotrii, rośliny liściastej, która zawiera DMT, która nie zawierała DMT, bo to był gatunek psychotria nervosa. Tylko profesjonaliści są w stanie właściwie rozróżnić psychotrię viridis, która zawiera DMT od psychotrii nervosa, czyli który jest gatunkiem nieposiadającym DMT. I oni po prostu robili przez długi okres czasu ayahuaśkę z rośliny, która nie zawierała w ogóle DMT. I się dziwili, dlaczego nie działa. Więc to jest bardzo zależne od wielu czynników, czy to będzie działać, czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej.
To jest od jakości materiału, od tego, jak to zostało zebrane, w jakiej porze dnia. Bo wiadomo, że w danej porze dnia mamy większą koncentrację alkaloidów w roślinach, a w innej porze dnia mniejszą, w parne dni mniejszą. Jak ktoś to zrobi nieprawidłowo, jeszcze to jest sam proces przechowywania i tak dalej. Nigdy nie wiadomo, ile tej substancji tam jest, jaka jest koncentracja i jak to wpłynie na układ nerwowy osoby, która to przyjmuje. I często się trafiają silne doświadczenia, głębokie, bardzo ciekawe, a czasami jest jeden wielki zawód.
[01:12:03] - Wiesz, kiedyś miałem taką sesję. Kochani, słuchajcie, taki wiatr robi generalnie, dużo się tego robi. Im więcej, tym lepiej. Taka zasada. Nie ma innej zasady. Dużo zostało tego zrobionego, tego płynu. No i nic. I nas po prostu nie chciało tego wieczora z tymi ludźmi. To zabawne, bo z tą rośliną się wiąże kolejna rzecz, która jest już kompletnie out of mind. It's crazy.
Czyli wszystkie paranormalne historie. To, że Jahe nie chciała mnie odwiedzić, moich znajomych i tak dalej podczas jednej z takich ceremonii, to towarzyszyły temu dziwne zjawiska dookoła. Cały mój wyjazd na tą imprezę, całe to spotkanie, to wszystko. Widać było znaki, krążę w powietrzu, coś się ciągle czuło, przesuwało. Widać było takie niedopasowanie ludzi i przestrzeni, w której są ci ludzie, że ktoś się albo ciągle spóźnia, albo trochę za wcześnie i ciągle gdzieś ten overtime taki specyficzny. I widać było, czuło się, że to nie jest typowy overtime, taki, który po prostu się zdarza, bo czasami się gdzieś przyspieszymy i tak dalej. Nie. To było something more.
[01:13:24] - Tak, zdecydowanie.
[01:13:27] - Masz jakąś taką historię, mój drogi?
[01:13:36] - Tak, jest ogólnie wiele różnych takich historii, o które ja się otarłem, ale też zasłyszane przeze mnie, ponieważ tak się składa, że bardzo dużo ludzi do mnie pisze w sprawie psychodelików.
[01:13:53] - Stajesz się ekspertem takim nieoficjalnym w Polsce. Zrobiłeś tą prezentację na konwencie.
[01:14:01] - Konwencie świadomości totalnej. To jest dla mnie też zadziwiające, bo ja się nie czuję żadnym ekspertem od psychodelików, ponieważ ja przyjmuję bardzo mało psychodelików. One mnie interesują od strony naukowej, ale ogólnie psychodeliki są po to, aby badać umysł. A ja też badam umysł w sposób naturalny. Dzięki medytacji, dzięki samoobserwacji. I też wyczuliłem się na tym punkcie bardzo mocno jeszcze przed moim w ogóle wylotem do Ameryki Południowej i myślę, że to też pozwoliło mi Obronić się przed wieloma oszustwami i te doświadczenia były dla mnie dość klarowne, bo nie dawałem się wkręcić w wiele różnych dziwnych wyobrażeń, dziwnych ścieżek pobocznych, które się pojawiają.
[01:15:13] - Ty zapewne czytałeś Carlosa Castanedę.
[01:15:16] - Tak, znam.
[01:15:19] - Obvious thing. I tam jest taka historia o szamanach, którzy pewnego dnia postanowili przejść na złą stronę mocy. Porzucili swoje doczesne ciało i przenieśli swój byt z ciała fizycznego, które utrzymują gdzieś tam po niektórzy jeszcze dotrwali do dzisiejszych czasów czarownicy, gdzieś tam w górach w Meksyku albo nawet chodziło o inne miejsce, ale to już inna sprawa. I oni sterują swoim ciałem z zewnątrz, przenieśli się do krainy, w której już nie ma czasu. Dlatego ich ciała są nieśmiertelne. Oni tylko przychodzą po energię i przychodzą do niektórych szamanów ich odwiedzić i wymienić się energią, ponieważ oni mają niesamowitą wiedzę. Trzeba bardzo ostrożnie się z nimi wymieniać. Tę energię trzeba wiedzieć, jak to zrobić, ponieważ oni są jak emocjonalne wampiry. Oni po prostu nie mają żadnego limitu w sensie brania energii, bo ich energia odmładza. Powoduje, że ich emanacje żyją dalej, funkcjonują.
Realizują się w świecie fizycznym, atomowym. Czyli gra nie stoi gdzieś obok nas, który nie powinien żyć od 200 lat, a on dalej stoi i wygląda, jakby żył tu i teraz, ale go nie ma. To są właśnie takie historie o szamanach, którzy się wybrali w takie misje i czasami się pojawiają i się materializują przed ludźmi i czasami przynoszą ze sobą jakieś niesamowite informacje i niesamowitą wiedzę, bo oni mają niesamowitą wiedzę. I jest niesamowity trik tych wszystkich opowieści. I to nie jest tylko u Carlosa Castanedy, to słyszałem z wielu źródeł. Sam potwierdzam sobą, że pewna wewnętrzna uczciwość w stosunku do siebie jest takim bardzo przydatnym drogowskazem, takim testem, czy ta wyprawa, w którą idziemy, jest otoczona dobrymi mocami czy kiepskimi.
[01:16:58] - Kiepskimi. Tak.
[01:17:00] - Tak bym to powiedział, że jest taki rodzaj wewnętrznej szczerości ze sobą. Jeżeli chcesz ubrać coś więcej z tego tripu niż ten trip ci oferuje, to właśnie się zaczyna już ta moc przyklejona.
[01:17:14] - Tak. Zresztą ja spotkałem taką badaczkę z Uniwersytetu z Cambridge, doktor Frances Barbire Friedman. Ona brała też udział w dokumencie „Święte chwasty” o Salvia divinorum. Tam była obecna przy podawaniu właśnie tej rośliny w tym kontrolowanym badaniu salwii i ona dość głęboko weszła w temat szamanizmu i przeżyła pełną transformację w jaguara. I od tej pory szaman, z którym pracowała, powiedział jej, że ma dwie ścieżki do wyboru. Albo zostawia szamanizm. Może się nim zajmować od strony naukowej, ale tylko tyle. Albo wchodzi w to już do końca, ale w ten sposób też naraża się automatycznie na ataki innych szamanów, ataki innych tak zwanych czarnych magów, brujos, czarowników i tak dalej. Ponieważ dla mnie to też jest fenomenem i od razu zapala mi czerwoną lampkę w głowie, kiedy docieram do kolebki szamanizmu, do tego centrum szamanizmu i postrzegam, że szamani walczą ze sobą. Jest bardzo wielka konkurencja, jest bardzo dużo uroków, których ludzie muszą się pozbywać drogami magicznymi.
Jest bardzo dużo czarnej magii, okultyzmu w tym wszystkim praktykowanych przez ludzi, którzy korzystają z ayahuaski przez wiele lat. Więc mnie to od razu wstawia w stan podwyższonej gotowości, ponieważ to pokazuje, że nawet w tych wymiarach pośmiertnych, w światach nielokalnych mamy dość ustrukturyzowane jakieś formy postrzegania, które mogą zniekształcać obraz rzeczywistości, które mogą kierować nas na kompletne pomieszanie z poplątaniem. I skoro szamani walczą ze sobą, to znaczy, że lekcje, które pobierają ze światów nielokalnych, mogą mieć nie do końca czyste pochodzenie. I to też jest bardzo ważne, żeby na to uważać.
[01:20:16] - No dobra, to co? Jakaś przerwa, proszę pana, od tego gadania. Jakiś łyk herbaty. To jakąś muzyczkę puścimy. Ja przypominam wszystkim, że słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, a gościem dzisiaj jest Kuba Babicki, niekoronowany, a za niekoronowany król polskiej psychodelii.
[01:20:33] - Przestań.
[01:20:34] - Dobrze, żartowałem. Książę. Nazwijmy go po prostu książę. Jest to książę z Pomorza, proszę państwa. Przyniósł nam piasku z Bałtyku i masę informacji.
[01:20:45] - Z Mazur.
[01:20:46] - Z Mazur. Przepraszam bardzo. Z Mazur. Warmii, Armii i Mazur.
[01:20:51] - Tak to jest.
[01:20:51] - Dokładnie tak to się chyba powinno wymawiać.
[01:20:55] - Z krainy tysiąca jezior.
[01:20:57] - Dokładnie z krainy tysiąca jezior. Przerwa muzyczna. Tym razem ode mnie utworek, też w temacie. Taki bardzo tutejszy, bo jestem miłośnikiem LSD i to jest substancja, która jest rewelacyjna z tego powodu, bo na przykład jak jagę i wszystkie takie oryginalne, potężne substancje, one są naprawdę potężne i tu trzeba mieć tak, jak właśnie Kuba mówi. Dobrze jest mieć kogoś, kto jest szamanem. Dobrze jest ktoś, kto pokazuje nam, o co w tym wszystkim chodzi. A kwas jest taki, że właściwie człowiek sam się ogarnia. To jest fenomen. To jest taki kompaktowy zestaw. Granie nóż z widelcem, puszką i zupą w jednym i wszystko to jest podgrzane, parujące, świeże do skrobania.
Słuchajcie, dobra, to ja lecę z tą muzyką i ja cię ściszam. Ja tu ściszam wszystkie mikrofony i włączamy muzyczkę. Proszę państwa, poszła muzyczka. Haha. To oczywiście Chemical Brothers. Okej, z powrotem mamy naszego gościa. Wszystko wygłośniamy. Jesteśmy z powrotem.
[01:26:03] - Okej, jesteśmy.
[01:26:04] - To oczywiście Chemical Brothers, Setting sun. To z kolei moje ode mnie na dzisiejszy temat. Słuchaj, bo chciałem się zapytać tak całkiem serio, bo ja mam taką refleksję à propos tego, co powiedziałeś właśnie wyboru tych dwóch ścieżek. Jak to ci powiedział szaman, że wybierasz dwie ścieżki. Na pewnym etapie jest to taka dosyć oczywista rzecz, po prostu się czuje, że musisz wybrać. I jest taki moment, czy czujesz, że na przykład to doświadczenie skróciło ci czas do momentu, kiedy będziesz musiał podjąć tą decyzję? Wiesz, o co chodzi, że wszystko to, co zrobiłeś, przyspieszyło cię tak, że normalnie w wieku 60 lat zastanawiałbyś się nad sprawami, nad którymi zastanawiałeś się chwilę po pierwszej sesji ayahuaski, a może nawet byś tylko nad połową tych spraw myślał. A tu nagle się okazało, że skompresowałeś czas i przestrzeń, wyrzuciłeś z siebie- Poza obręb tej rzeczywistości wróciłeś z powrotem i wow.
[01:27:05] - Z pewnością zmieniło to wiele w moim życiu, ale zawsze starałem się brać życie takim, jakie jest i to od wczesnego dzieciństwa. Iść tam, gdzie mnie poniesie i z każdego doświadczenia próbować czerpać ile się da i nie oceniać tego, nie kategoryzować, nie kwalifikować. Owszem, każde doświadczenie psychodeliczne jest ciekawe, ponieważ pokazuje ci nieskończoność z różnej perspektywy, ale tym samym jest też spacer do parku, koszenie trawy.
[01:27:49] - Dokładnie. To było podchwytliwe pytanie, bo ludzie myślą, że jak bierzesz substancje psychoaktywne, to musisz być bardzo psychoaktywny przez 48 godzin na dobę. Czyli musisz mieć wirtualną dobę. Generalnie spodziewają się niesamowitych rzeczy, a w rzeczywistości podejrzewam, że użytkownicy substancji psychoaktywnych są z reguły dosyć nudnymi ludźmi, jeżeli chodzi o taki koncept. Mamy fun. Ja lubię swój ogródek. To nie jest tak, że ja muszę biec po tą jagę gdzieś tam natychmiast, zaraz, tu. Także jest pewien dystans do rzeczywistości, który daje to doświadczenie. To o to mi chodziło w sumie.
[01:28:30] - Tak, bo podczas koszenia trawy ten sekret życia też może być widziany, tak samo jak podczas tripu psychodelicznego. Życie jest, jakie jest. Wydarza się w każdym momencie. Mamy dostęp do przepływu nieskończoności, przepływu życia przez każdą komórkę ciała. I to jest ta sama żywotność, która była tutaj, kiedy chodziły po tej planecie dinozaury. To jest ta sama żywotność, kiedy jakiś owad zatrzepotał skrzydłami w dżungli w roku 1978, 4 czerwca na przykład. To jest ta sama żywotność, która była tutaj podczas ery nowożytnej, podczas tworzenia Bizancjum, czegokolwiek. To jest ta sama żywotność. Kiedy patrzysz w górę, widzisz stale rozszerzający się wszechświat, trwający wielki wybuch, więc my cały czas-
[01:29:34] - Ja z wielkim wybuchem, powiem ci, że mam zupełnie inną teorię. Nie wierzę w wielki wybuch, ale-
[01:29:37] - To tak symbolicznie. Oczywiście, że wielki wybuch to jest wielka farsa.
[01:29:47] - To jest wielka ściema, ludzi ten wielki wybuch. Einstein nie brał kwasów. Nie brał meskaliny. On naprawdę przepisał, zrobił kompilację dzieł cudzych i przez całe życie do końca odcinał kupony od kompilacji. Taka jest moja opinia. Możecie mnie wystawić. Słuchaj, do konkretu, proszę pana. Jak stymulować produkcję DMT? Proszę taki drobny tutorial dla wszystkich słuchaczy. Poza tym, że DMT oczywiście produkuje się w naszej głowie, kiedy podczas snu nasz mózg pracuje na częstotliwości w okolicach trzech herców dokładnie.
Wtedy się produkuje ta substancja w naszej głowie, czyli jak mamy ten głęboki sen, że jesteśmy kompletnie sparaliżowani, tylko nasz mózg działa. To jest taki fundamentalny stan.
[01:30:29] - W ogóle temat DMT w szyszynce jest dość złożony. Ja go objaśniam na wiele różnych sposobów. Ostatnio fascynujące badania ujrzały światło dzienne, czyli DMT zostało przez zespół Ricka Strassmana znaleźli DMT w szyszynkach szczurów.
[01:30:55] - Czytałem o tym.
[01:30:55] - Żywych szczurów, tak. Więc to jest bardzo dobra furtka do tego, aby potwierdzić istnienie DMT wreszcie w szyszynkach ludzkich. Chociaż wiadomo, jest to sprawa bardzo problematyczna. Też temat na jeszcze inną rozmowę. Dlaczego mamy problemy metodologiczne z mierzeniem poziomu DMT w szyszynkach ludzkich? Można osobny wykład na ten temat dać. W każdym razie, jeśli kogoś interesuje ogólnie koncept przygotowania się do podróży ayahuascaowej, napisałem swego czasu artykuł zatytułowany: „W jaki sposób przygotować się do podróży ayahuascaowej?” Taki oryginalny, bardzo tytuł.
[01:31:49] - To ja poproszę linka.
[01:31:51] - Tak.
[01:31:52] - Już to będę na czacie od razu serwował państwu.
[01:31:56] - Jeśli ktoś wpisze to w Google, to pewnie wyskoczy mu adres do mojego bloga, gdzie będzie ten artykuł. On jest napisany od możliwie najbardziej uniwersalnej strony i tam mam wymienione kilka podstawowych rzeczy, kilka podstawowych ćwiczeń, w jaki sposób stymulować produkcję DMT.
[01:32:20] - Dobra, cię pociągnę trochę za język. Takie najprostsze, w dwóch żołnierskich słowach. Dzisiaj urodziny generała.
[01:32:29] - Przede wszystkim praca ze snami, czyli założenie dziennika snów i próba uzyskiwania świadomości w snach, ponieważ wszystkie psychodeliki są powiązane ze sferą snów. Ćwiczenie uważności, ruch fizyczny, ćwiczenia fizyczne, medytacja, wszystko to, co w jakiś sposób stymuluje wyobraźnię i stymuluje nasz umysł do odbierania tych wzorców, które wyraźnie nie pochodzą Z stąd.
[01:33:08] - Z tego. Miałem taki pogłos. My go nie słyszymy, ale słuchacze go słyszą. I teraz jak mówię: z tego i nie z tego świata.
[01:33:18] - Przede wszystkim praca ze snami, ruch i kontakt z naturą. To są klucze, dzięki którym będziemy mogli osiągnąć większą kontrolę nad neurohormonalną gospodarką w naszych organizmach.
[01:33:34] - Jeżeli się okaże, że jest jeszcze w ludzkiej głowie, tak już się uda zbadać, a to jest, podejrzewam, tylko kwestia czasu. To już się uda zbadać wszędzie i to potwierdza coś, co było do tej pory teorią, o której ja wspomniałem w tej hipoprzestrzeni, że jest teoria, że to jest molekuła duszy, ponieważ DMT jest oparte na DNA. Ta podstawowa komórka, której używa DNA do podróżowania w organizmie ludzkim. Czyli to jest taki pociąg dla DNA. Jeżeli nie będzie DNA miało się czym poruszać, to nie będzie się reprodukowało. I nagle się okazuje, że ta substancja jest właściwie reproduktorem DNA we wszystkich możliwych żywych organizmach na świecie. Przynajmniej na razie jest to teoria, ale wygląda na to, że ta teoria niedługo będzie praktyką. RNA tak to się nazywa, aby mi podpowiedział. To jest ten sześciokąt, jak to się sprawdza pod tak zwana święta geometria, prawda? Molekuła.
[01:34:35] - Tak. W ogóle enzymy niezbędne do wytworzenia DMT w mózgu człowieka, tryptaminy i serotoniny są dwa główne enzymy oraz mRNA niezbędne do akceleracji tych enzymów i one są obecne w naszych ciałach. Więc określone geny i produkcja mRNA niezbędne do aktywacji tego procesu mogą powstawać tylko przy wystąpieniu specyficznych warunków. I to też sprowadza nas do problemów metodologicznych w badaniu obecności DMT w naszych szyszynkach. Ale niekwestionowanym faktem jest to, że posiadamy wszystkie te enzymy i posiadamy substancje wyjściowe, takie jak tryptofan, serotonina i ogólnie tryptaminy i jesteśmy zdolni produkować DMT w naszych mózgach.
[01:35:26] - Już jesteśmy oświeceni, już to wiemy. Nie musimy udawać, że jest inaczej. To tylko o to chodzi. O ten teatr. Tak mi się wydaje. Wszystkie pytania z kartki, Kuba, wyczerpałem i to już jest czas naszą swobodą. Mamy ostatnie 15 minut i możemy już tak sobie spokojnie. Nawet chyba nie, nawet 10 minut. Także nie będę cię trzymał więcej, bo nie chcę cię wymęczyć, człowieku, nie spałeś dwie doby. To się nazywa deprawacja snu.
To jest bardzo niebezpieczne dla mózgu i DMT się gorzej produkuje wtedy w głowie. Taka jest prawda.
[01:35:59] - Ale miałem silne przeżycia, więc-
[01:36:03] - Rozumiem. Słuchaj, dobra, taki szybki tutorial jeszcze. Ja tu wrzucę linki od ciebie. Grani, jak podrzucisz od siebie linki pod tytułem gdzie w Polsce znaleźć to DMT i jakie polskie trawy wrzucić do garnka i stać przy tych garnkach niczym stara wiedźma i gadać do garów przez parę dni, żeby potem coś paskudnego z tych garów przelać do szklanki. Oh man, pamiętam. To jest nie do zapomnienia. Tego się nie da pamiętać i nie da się zapomnieć. Tyle mogę na ten temat powiedzieć. Taki jest smak ayahuasci, przynajmniej tej, którą ja robię. Jest paskudna, ale działa.
[01:36:42] - Tak. Ostatnio napisał do mnie, już w sumie jakiś czas temu bardzo ciekawy człowiek, który od dawna eksperymentuje z bardzo wysokimi dawkami czystego DMT w formie kryształów i opracował ciekawą, wydajną metodę i łatwą do ekstrakcji DMT z mimozy.
[01:37:06] - Proszę bardzo. To jest coś, czego ja się boję, bo tam jest taka chemia zaangażowana. Nie mam doświadczenia laboratoryjnego. Ja sobie mogę kredkami porysować, mogę trawy w ogrodzie ściąć, drzewa przyciąć, a jak widzę te kolby, podgrzewany sprzęt, to od razu mówię: alive! Boję się, że wszystko zaraz wybuchnie w powietrze.
[01:37:23] - Tak, ale jeśli chodzi o wejście do świata DMT w naszych warunkach, to najlepiej wchodzić od strony fosforyloksy, czyli poczciwej psylocybiny, bo psylocybina to nic innego jak 4-fosforyloksy-dimetylotryptamina, więc to jest DMT podane w nieco innej chemicznej formie. Ale mimo wszystko to są doświadczenia bardzo tożsame, bo raporty psychofarmakologiczne pokazują, że jeśli weźmiemy grzyby psylocybinowe pod odpowiednimi warunkami w kontekście rytualnym, czyli ten set and settings będzie odpowiednio wykonany w ciemności, tak jak Terence McKenna mówił: dla mnie przyjmowanie grzybów ma sens, jeśli robimy to w ciemności, zamykamy oczy i podróżujemy. Więc te raporty często z doświadczeń alaskowych są tożsame z rytualnym użyciem grzybów psylocybinowych, więc to jest też ciekawe. Ogólnie mój kolega, który się zajmuje badaniem psychodelików też twierdzi, że idealną synergią wykazuje się połączenie grzybów psylocybinowych z meskaliną. Do tego stopnia, że trip psylocybinowy bez dodatku meskaliny nazywa się prymitywną psychonautyką.
[01:38:52] - Wow. Ja mam takie wrażenie po zmiksowaniu psylocybiny z salwią. To było coś niesamowitego. Opowiadałem ci o tym przed tym, zanim wyszliśmy na antenę. Mówiłem ci o tym. To było tak niesamowite doświadczenie. I to troszeczkę takie jak doświadczenie. Najbliżej tego są opisy doświadczenia palonego DMT. Nigdy nie paliłem DMT w kryształach i najbliżej mojego doświadczenia są opisy bardzo dużych, potężnych, końskich dawek, takich gdzie już out of space wysyłają cię już w ogóle na orbitę. I to jest moje wrażenie z połączenia.
Przy czym dwie różnice. Pierwsza, kontrolujesz swoje ciało. Druga, kontrolujesz to, co robisz tym ciałem, co jest dosyć istotne, co nie jest zawsze jednoznaczne. Trzecia rzecz, jesteś ze swoim umysłem, jesteś ze sobą tak, że możesz prowadzić rozmowy. Jesteś niezależny, nic cię nie dominuje, nie jesteś częścią większej energii, która cię przerzuca w lewo albo w prawo, tylko po prostu w tym wszystkim dalej jesteś sobą i masz bezpośredni kontakt, wręcz bardzo osobowy z tymi wszystkimi bytami dookoła. Widzisz, które rośliny potrafią być złośliwe. Nie tyle złośliwe, ile niektóre rośliny mają na przykład psują naturę, a niektóre rośliny mają inną naturę. Rośliny są jak zwierzęta, trochę jak psy i koty.
[01:40:14] - Tak. Cała natura jest trochę dzika, nieokiełznana i ma coś krasnalskiego w sobie.
[01:40:20] - Otóż to.
[01:40:20] - Coś takiego, co sprawia, że czujemy, że zaraz nam da pstryczka w nos. Nie wiadomo kiedy i gdzie.
[01:40:30] - Na niektóre możesz pogonić, pokrzyczeć i powiedzieć: „Ej! Co jest?”. Dokładnie. A na niektóre to z szacunkiem, bo są duże moce. I fenomenem połączenia salwii z psylocybiną była długość tego tripu, że normalnie jak palę salwię, to jest taki hit, który trwa 10, 5 minut. To jest bardzo krótki okres czasu i jest zbyt intensywny i za krótki, żeby się najzwyczajniej w świecie ogarnąć w tym świecie. Człowiek jest po prostu rozbity jak słoik z cukierkami zrzucony z drugiego piętra na podłogę betonową. Generalnie wszystko jest rozsypane, wszystko jest ze wszystkim wymieszane. Jest po prostu jak w mikserze. Taki jest efekt.
Natomiast tylko brakowało tej odrobiny czasu, żeby się skonsolidować. Bo jest ten moment, to jest moje doświadczenie, kiedy wchodzimy w inny świat i nasza jaźń, świadomość, cokolwiek, czym jesteśmy, się dekompresuje, rozszerza i przebudowuje. Jest później, kiedy zbieramy to wszystko z powrotem i tworzymy siebie na nowo już w tym na przykład odwiedzanym świecie.
[01:41:34] - Tak.
[01:41:34] - I chodzi o ten moment konsolidacji i psylocybina daje stabilność i ten moment jest po prostu długi. To jest niesamowite, że nagle miałem trip z salwii, gdzie miałem czas, żeby pogadać z tymi wszystkimi ludźmi ubranymi na biało, poprzyglądać się tym wszystkim złotym zamkom, zobaczyć, jak nawet zdjęcia, które są w albumie, który wziąłem z półki, są holograficzne i mogę je pod różnym kątem oglądać. Takie historie były, proszę państwa.
[01:42:01] - Tak. Dzięki śmiałkom takim jak ty możemy poznawać nieskończoność z bardzo wielu różnych aspektów i tacy ludzie przecierają pewny szlak.
[01:42:14] - Dziękuję. Wyróżniłem się pionierem.
[01:42:17] - I dzięki temu my też czerpiemy więcej informacji i ty też ładujesz pole kolektywne, morficzne większą dawką informacji i dzięki temu być może komuś w innym rejonie świata, kto przyjmuje taką samą mieszankę, jest już łatwiej później czerpać.
[01:42:36] - Myślę, że będzie łatwiej. Znasz ten eksperyment? Słyszałeś o tym eksperymencie z polem morfogenetycznym ze szczurami robionym raptem parę miesięcy temu w Nowym Jorku i w Londynie? To fenomen. Niby nic, proszę państwa, a świat się zmienia nie do poznania. Kuba, na czacie wszyscy molestują, żebyś tu częściej bywał. Wszystkim się bardzo spodobały te opowieści.
[01:43:01] - Okej. Szkoda, że zawsze tak obszerne tematy, a jest tak mało czasu i można jedynie liznąć.
[01:43:11] - Może spróbujemy. Tak rozmawialiśmy sobie poza anteną, że może spróbować okiełznać po kolei tematy kilku roślin od fachowego podejścia twojego i tak cię pociągnąć. Ale to już poza anteną będziemy. Ja tu nie będę takich załatwiał spraw przed ludźmi.
[01:43:25] - Okej.
[01:43:27] - Ale generalnie medytujcie w tym kierunku kochani słuchacze. Niech ta energia idzie w tym. Kuba, zostaniesz jeszcze gwiazdą radia po prostu i tyle.
[01:43:39] - No wiesz.
[01:43:41] - Niby nic, ale zawsze to coś. Nie będę cię już więcej męczył pytaniami. Jedyne co to jeszcze masz jakiś message, który chciałbyś na przykład dzisiaj powiedzieć do ludzi, którzy słuchali tej naszej rozmowy, twojej opowieści?
[01:44:03] - Ja mam taki message, żeby przede wszystkim z rozwagą podchodzić do tych substancji, ponieważ one potrafią pokazać nam i rzeczy, które można przełożyć później na laboratoria, na twardą naukę. Tak jak wiemy, Francis Crick niedługo przed swoją śmiercią, odkrywca helisy, podwójnej helisy DNA przyznał, że zobaczył ją podczas wizji na LSD.
[01:44:36] - Ale wiesz, że on to wcześniej przyznał? Ja przepraszam, że ci tak przerywam. Tu koleżka z Londynu jest. Znaczy koleżka, już nie żyje. Bo on brał udział w tych grupach testowych, które wymyślił Timothy Leary. Czyli że każdy przychodził z konkretnym problemem i siadał.
[01:44:51] - Tak.
[01:44:52] - Wiesz, o co chodzi? Słuchacze znają, z którejś audycji jest opowieść o tych grupach testowych. I on właśnie chodził tu w Londynie do grupy testowej. Nie wiem, gdzie była ta grupa testowa. Tego nie sprawdziłem. Nie pójdę i nie położę kwiatów. Trudno. Ale chodził tam co tydzień i generalnie to był efekt działania. Bo to, co on podkreślał, to jest regularne używanie LSD, że chodzi o to, że trzeba w miarę regularnie to robić, że na tym polega cała moc tej substancji.
[01:45:19] - Tak. Ustabilizowanie połączenia, poprzez które będą mogły swobodnie napływać nowe informacje, nowe idee. Ja mam takie przesłanie, żeby z rozwagą do tego podchodzić, bo tak jak mogą ci pokazać te substancje bardzo wartościowe rzeczy, tak mogą ci pokazać różne cuda na kiju. Warto jest rozgraniczyć doświadczenie psychodeliczne z doświadczeniem dnia codziennego, które również zawiera już całość w sobie. Warto podchodzić do tego pod tym kątem.
[01:45:57] - Wow, dzięki. Dobra, miałem jeszcze jedno pytanie. Chciałem wspomnieć, bo mamy ostatnie dwie minuty, które możemy pociągnąć jeszcze. Trochę o tym niepotrzebnym padaniu na kolana przed szamanami, egzotycznymi szamanami, może w ten sposób. Przed egzotyką. Bo to jest troszkę jeszcze szaleństwo.
[01:46:18] - Tak. Należy ćwiczyć niewinność dziecka w sobie i uważność i połączenie z intuicją, bo to jest nasz sygnał prosto z domu. Ja jestem zwolennikiem tego, że my istniejemy jednocześnie w wielu różnych wymiarach. A skoro czas nie istnieje, to znaczy, że gdzieś tam w bardziej kompleksowych strukturach wszechświata istniejemy już w swojej najwyższej możliwej formie i intuicja jest sygnałem z tych rejonów dla nas. Dlatego warto jest krystalizować tą intuicję, warto ją ćwiczyć i wtedy nic nas nie wprowadzi w błąd, kiedy będziemy mieli ten kanał opanowany w dostatecznym stopniu.
[01:47:02] - Kwantowy brat bliźniak z końca galaktyki pomoże.
[01:47:07] - Tak.
[01:47:08] - Śmiesznie brzmi, ale naprawdę są takie historie. Ty doskonale o tym wiesz. Słuchacze może niekoniecznie wszyscy wiedzą, ale słyszałeś nieraz historie o szamanach, którzy mają i żony, i dzieci w innych wymiarach i często pół życia tam spędzają. Tam chodzą na piwo, a tu tylko leczą.
[01:47:28] - Oczywiście. Badania przeprowadzone w Instytucie Monroe'a nad out of body experience, nad podróżami astralnymi. To, co pisał Monroe w swoich książkach, to też wiązało się z istnieniem tak zwanej wyższej jaźni, inspeków, którzy byli nami z tych bardziej złożonych, kompleksowych struktur nielokalnych. To się przewija w wielu różnych i filozofiach, i badaniach światów nielokalnych. To jest, moim zdaniem, klucz, na którym powinniśmy na dłużej się zatrzymać, zastanowić się nad tym.
[01:48:11] - To przekładam naszą audycję. Ja cię wyciągam na audycję. I ostatnie na dziś. To jest moje specjalne pytanie do człowieka nauki przez duże N. Ćwiczę ten radiowy głos. Na żywca wtedy najlepiej wychodzi. Mam feedback od słuchaczy. Tak to działa. Słuchaj, taka szalona idea, bo ja się zastanawiałem, jeżeli patrzysz na to naukowym okiem człowieka, który wie, jak wyglądają reakcje chemiczne pomiędzy molekułami. Generalnie znasz tą całą teorię chemiczną, która za tą mechaniką chemiczną stoi i tak dalej.
Kiedy oglądasz zachowania tych substancji bardziej naukowo, pod kątem mikroskopu, to myślisz, że to z kosmosu przyleciało? Czy masz taką refleksję, że to się tu mogło poskładać na miejscu?
[01:49:07] - Być może alkaloidy roślinne, które powstały, są odpowiedzią biosfery na nasze dążenia do samodoskonałości. Być może rośliny pomagają nam ewoluować i to się dzieje na każdej planecie, która wytworzyła system biosferyczny zdolny do podtrzymania życia planetarnego. To mogło z tym pójść różnie.
[01:49:42] - Myślę trochę jak podążając tropem Sama Kenna, że życie zostało zrzucone na przykład w postaci inteligencji zakutej w organiczną formę. Żaden język nie przetrwa. Informacje na kamieniu też mają swoją żywotność dosyć ograniczoną do paru milionów lat. Wszystko ma swoją żywotność dosyć mocno ograniczoną. Ale jeżeli masz żywy organizm, który przechowuje informacje, który jest biblioteką, która się duplikuje i rozwija w nieskończoność. Man, you got it.
[01:50:12] - Tak, zdecydowanie. W ogóle świat natury jest tak jeszcze zagadkowy, że mogło się to potoczyć w bardzo wiele różnych stron. Mogą być w to zamieszane i jakieś wysoko wyspecjalizowane byty megainteligentne, które zapisały nam pewne informacje na chemicznych strukturach roślinnych. Mogło to się potoczyć też tak, że sama biosfera wytworzyła inteligencję, która kieruje nas. Tak jak i wszechświat się rozszerza coraz szybciej, tak i nas kieruje do bardziej złożonych, kompleksowych struktur postrzegania rzeczywistości. Więc mogło się dziać różnie. A jak jest, to odpowiedzą nam same psychodeliki i badanie świadomości.
[01:51:09] - Mi się koncepcja z tym kosmosem bierze stąd, że te substancje wyrzucają mnie zawsze w kosmos. Może nie zawsze, nie w każdej sytuacji, ale często się zdarza, że dostaję taką wizytę w prezencie, podróż do innej galaktyki albo coś w tym stylu. Taka historia. Tak się zastanawiam, a nie jestem jedyny, który ma podobne wrażenia. Coś musi być pomiędzy nami a kosmosem. Być może ta granica, którą my nazywamy biosferą, jest tylko iluzoryczną granicą dla tej atomowej części naszego ja. A tak naprawdę nie wiem. Jest jeszcze teoria drugiego, to jest ze starożytnego Egiptu. Jak to się nazywało? Tego krainy śmierci, do której zmierzamy, czyli tam, gdzie jest planeta Syriusz.
I wszystkie historie z tym związane, że nasi bliźniacy, o których mówimy, na których życie ponoć wpływamy swoim zachowaniem tu i teraz i oni wpływają na nasze życie tu i teraz. Możemy się wspierać albo niszczyć nawzajem. I że właśnie tam mieszkają nasi bliźniacy. Tak są ustawione piramidy ponoć, że właśnie o tym mówią, że tam jest ten świat kwantowy, który jest fizycznym odbiciem naszej rzeczywistości. Ponoć.
[01:52:27] - Tak, jest wiele różnych koncepcji i tego, do czego służyły piramidy. Jest też koncepcja, że piramidy to jest starożytna broń, która jest zdolna do destrukcji całej planety. Różne są koncepcje. Tak naprawdę można dywagować, ale nie wiadomo, jak to tam jest z tym wszystkim.
[01:52:57] - Ponoć już wszystko wiemy, także już niedaleko do tego, żeśmy się dowiedzieli, bo skoro już wszystko wiemy, to tylko teraz zrzucić ten stres z siebie i się dowiedzieć.
[01:53:07] - Tak. Można sobie też łamać umysły nad koncepcjami wieloświatów, światów równoległych, gdzie istnieje wersja nas nieskończoną ilość razy i w jednym świecie teraz ja podniosłem klucze i rzuciłem je na biurko, a w innym świecie nie podniosłem tych kluczy, a w jeszcze innym zapaliłem lampkę, a w innym nie. I to przyprawia wręcz o zawrót głowy. Ale po to mamy w sumie umysły, żeby je gimnastykować.
[01:53:48] - Dokładnie. To co? Kończymy na dzisiaj „Hiperprzestrzeń”. Dziękuję ci serdecznie, mój drogi.
[01:53:54] - To ja również dziękuję.
[01:53:55] - Genialna wizyta. Sorry, że tak przerywam, tak próbuję robić radiową dynamikę.
[01:54:00] - Spoko.
[01:54:01] - Później na mnie krzyczą trochę za to niektórzy.
[01:54:03] - Okej, a jeśli chodzi o pytania od słuchaczy, to jak tam z tym?
[01:54:07] - Właśnie, bo zagadaliśmy się i nikt nie dzwonił na Skype'ie. Wszyscy nas słuchali i nikt nie dzwonił.
[01:54:16] - Okej, to jak może ktoś jeszcze coś napisze, można jakąś listę zebrać pytań, to można w następnej audycji odpowiedzieć.
[01:54:28] - Nie tyle, żebym cię prosił o jakąś deklarację albo obietnicę, żebyś tu przysięgał na wszelkie świętości, w które i tak już nie wierzysz, człowieku. Co by był dipawlos i tak byś przysiągł na wszystko. I tak w to nie uwierzysz już teraz.
[01:54:44] - Jedyną świętością jest życie samo w sobie.
[01:54:47] - Proszę państwa. Także słuchaj, czy się pojawisz? Pytanie. To jest moje pytanie.
[01:54:55] - Jeśli ktoś mnie chce, to oczywiście, jeśli będę mógł się dzielić tą wiedzą, kogoś to interesuje, to ja chętnie mogę się nią dzielić.
[01:55:04] - Dobra, to skoro mamy już taką oficjalną deklarację, to już wszystkie nieoficjalne sprawy załatwię na boku.
[01:55:11] - Na rogu.
[01:55:12] - On taki: „Na rogu. Już się spotkamy na rogu”. Także my jeszcze porozmawiamy tutaj. Ja dziękuję serdecznie, Kuba, że przybyłeś, bo umawialiśmy się na tą rozmowę od chyba pół roku. Inna sprawa, mówiąc szczerze, naprawdę jestem pod wrażeniem. Ja tu muszę troszkę posłodzić jeszcze przed końcem, że naprawdę jestem pod wrażeniem twojej postmedycznej roboty, takiej czysto technicznej z przywracaniem tej wiedzy do języka polskiego. Bo ile te wykłady są bardzo łatwo, aktualnie już coraz łatwiej dostępne w języku angielskim i to naprawdę takich bardzo poważnych ludzi. Takich, gdzie właściwie już się nie mówi o duperelach, tylko naprawdę rozmawia się o konkretnych sprawach i to są sprawy związane z leczeniem ludzi z raka. Czyli to już nie są przelewki. Można komuś uratować życie.
Ludzkie życie ma naprawdę wartość potężną. Dla nas nie ma innej wartości jako ludzi. I to jest przełom, który naprawdę bardzo poważnie nastąpił. Go się być może jeszcze nie widzi, ale on już nastąpił. Teraz to już są efekty tego przełomu i on na świecie już jest. W Polsce go nie ma. To wszystko jeszcze jest troszkę jakby intelektualna żelazna kurtyna. Ja to nazywam taką szklaną ścianą, za którą nic nie słychać, tylko widzisz ludzi, którzy jak ryby mówią. I ty przebijasz stary tą szklaną ścianę. Także to jest rewelacja.
Także słuchajcie drodzy kochani słuchacze, zapraszam, żebyście sobie wbili w Google albo najlepiej w YouTube: Kuba Babicki. Jest kilka świetnych prelekcji. Głos nie jest najlepszy. Mam nadzieję, że akurat na tym festiwalu, na tym konwencie teraz będzie lepiej nagrany głos i nareszcie to się nagra porządnie, bo tam jest masa informacji na temat właśnie DMT, masa na temat technik w ogóle tego, o czym mówiłeś, czyli tego, jak powodować, żeby tego DMT było więcej w głowie, a nie mniej. I tego, z czym to się je. Jest jedna świetna rzecz, to już dla bardziej zaawansowanych, gdzie mówisz o magii chwili, która mi się bardzo spodobała. Ja to bardzo lubię. Sam medytuję, bardzo lubię wyciszać głowę.
[01:57:10] - To jest to po prostu.
[01:57:13] - Dokładnie.
[01:57:16] - Ja jedynie chciałbym przeprosić, jeśli moja klarowność wypowiadania się w tej audycji nie była zbyt wysokich lotów, gdyż właśnie ostatnio mało snu.
[01:57:29] - Co ty mówisz? Tu ludzie mówią, że w ogóle brzmisz jak szaman, że jakbyś całe życie w radiu pracował i wszyscy mówią: „Wow, stary, nie jesteś na czacie”. Tu mam same pochwały.
[01:57:39] - Tym bardziej mi miło, bo ja mam wrażenie, że mówię trochę nieskładnie przez to moje zmęczenie.
[01:57:49] - To ja mam propozycję dla ciebie. Mi tu za chwilę się pojawi krawiec, mój współplemieniec, bo to radio to jak mały taki tribe. Digital tribe. It's a small one and the best one. Słuchaj, ja cię zostawiam. Ty zostań, włącz sobie radio na odsłuch, słuchaj tego radia, a my tu będziemy katowali jeszcze ludzi różnymi opowieściami z krawcem, psychodelicznymi. Ja dziękuję bardzo jeszcze raz za wizytę. Respect, sir. Peace and love. I odzywam się, jak się wyśpisz.
[01:58:21] - Jesteśmy w kontakcie i do zobaczyska. I do usłyszyska.
[01:58:28] - Do usłyszyska. Nieba wiska, a do usłyszyska. To co? Nara.
[01:58:35] - No na razie. Trzymaj się. Okej.