[00:35] - Witam wszystkich serdecznie ponownie, jeszcze raz. Dobry wieczór wszystkim w audycji Hiperprzestrzeń w Radiu Nafali oraz w Radiu Paranormalium. Zapraszam wszystkich serdecznie na czaty obydwu rozgłośni radiowych. Ja oczywiście, jak przystało na kapitana Radia Nafali, jestem na czacie Radia Nafali, także tam mnie możecie spotkać. Przypominam, że nasz adres na Skype'ie to oczywiście radionafali.com. Tak brzmi adres na Skype'ie. Ale dajcie mi parę chwil, żebym wam opowiedział tą całą historię. A dzisiaj historia zaprowadzi nas na drugi koniec świata, do Ameryki Południowej i do Ameryki Środkowej. Tyle. Właśnie szelest notatek.
Szelest notatek. Szelest notatek. Przygotujcie sobie jakiś dzbanek z herbatą albo coś takiego. I oczywiście zanim zacznę te wszystkie opowieści, te wszystkie całe historie, przypominam, żebyście wspierali radio finansowo. Właśnie zapłaciliśmy za serwery, także jeżeli macie jakieś drobne pieniądze, to ja zapraszam. Słuchajcie: PayPal, radionafali.com w przeglądarce, tam szybciutko zakładka „sponsoruj” i do zakładki „sponsoruj” wpisać Hiperprzestrzeń albo jakoś tak i ładować kasę, ładować mi tu wory z dolarami. Możecie wysyłać depozyty ze złotem. Czemu nie? Słuchajcie, dzisiaj będzie o złocie. Dzisiaj właśnie będzie o złocie, ale nie za dużo, żeby nie było zbyt dużej inflacji, żebym nie stracił na tym.
Także pozdrawiam wszystkich serdecznie i przede wszystkim pozdrawiam sponsorów. Ludzi, którzy wspierają to radio siłą, solą i chlebem. Tak bym powiedział. Tych witam właśnie solą i chlebem. O, chciałem powiedzieć. A resztę zapraszam do wspierania. Też będę was witał chlebem i solą. Wszystkich jeszcze pozostałych zapraszam oczywiście do sprawdzenia archiwum Radia Paranormalium i sprawdzenia jeszcze Radia Paranormalium poza Radiem Nafali. Tak à propos, żeby nie było, że tylko jedno radio jest na świecie. Słuchajcie, i jeszcze taka istotna sprawa.
Aktualnie trwa spotkanie ludzi, którzy dookoła ludzi... Zapomniałem, jak to się nazywa. Już sobie przypominam. Już sobie przypominam. Dajcie mi chwilę. Jak zwykle. Jak zwykle muszę sobie oczywiście przypomnieć. Aha, pierwsza rzecz to oczywiście Konwent Wiedzy Alternatywnej w Gdańsku, 10-11. Cały weekendzik. Proszę sobie wziąć 50 złotych i zapraszam na Konwent Wiedzy Alternatywnej.
Zostało nam 42 dni do początku konwentu. Będzie bardzo nieźle. Zapraszam na stronę. Generalnie jest baner na naszej stronie głównej i odsyłam na stronę. Strona nazywa się konwent.fraktalna.pl. Także zapraszam bardzo serdecznie. No i zapraszam jeszcze oczywiście wszystkich miłośników podobnych tematów na imprezę. Chyba zdążycie. Jeszcze jest szansa zdążyć. Poczekajcie, ja to oczywiście jak zwykle się pogubiłem w linkach.
Na oczywiście Zlot Wolnych Ludzi, na Harmonię Kosmosu, która dokładnie się zaczęła. Jest 28. Jest 28, słuchajcie, czyli dokładnie dzisiaj. Wczoraj się zaczęła Harmonia Kosmosu, także dzisiaj dalej trwa Harmonia Kosmosu. Wszystkie informacje na stronie telewizji NTV, czyli jak na stronie NTV: niezaleznatelewizja.pl. Taki jest adres internetowy. Dobra, to tyle ogłoszeń, moi drodzy. Także zapraszam. Szykuje się lato pełne imprez. Lato pełne imprez, także całkiem miło.
A my dzisiaj o historii karmy. Słuchajcie, o historii dobrych i złych uczynków. No i kilka bardzo ciekawych zagwozdek, bardzo ciekawych pytań, które dotyczą prawdopodobnie ludzkiej natury. Być może dotyczą istoty naszego człowieczeństwa. Być może gdzieś tam jest ukryta tajemnica tego, skąd pochodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Kto to wie? Słuchajcie, ciekawe rzeczy się działy. Ciekawe rzeczy. To co? Zanim oczywiście wszystko zacznę, to ja sobie jeszcze popiję herbatę.
Rzucę sobie okiem na notatki. Państwu i sobie jeszcze rzucę na uszy jakąś muzyczkę, żeby nam się bardzo miło siedziało. Tu oczywiście wszystkich zapraszam serdecznie, żebyście na Skype'ie szybko zobaczyli, czy nie macie jakichś znajomych, którzy właśnie teraz siedzą i się nudzą. I jak się nudzą, to wyślijcie im informację, że Radio Nafali, Hiperprzestrzeń. Wskakują, słuchają i mają po prostu genialny wieczór. Ja oczywiście zostanę z wami na wieczorową porę, na którą mam jak zwykle jakieś tam tematy. Także będzie ciekawie. Będzie ciekawie, słuchajcie, będzie ciekawie. Także zapraszam, żebyście zostali dłużej. Jeżeli nie czujecie się na siłach, to zróbcie sobie dzbanek z kawą i tyle.
Jakąś muzyczkę włączam i powoli wskakuję w ten cały temat. Słuchajcie, przed nami wyprawa na drugi koniec świata i jeszcze cofniemy się w czasie o jakieś 600 lat do tyłu. No właśnie, słuchacie audycji Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. To może zacznijmy dzisiejszy temat. Możemy śmiało zacząć od opowieści o cyklach, od cofnięcia się do zeszłego roku, do grudnia. O tym, że miało się wydarzyć coś bardzo znaczącego w historii świata. O tym, że miało nastąpić jakieś przesilenie. Kalendarze Majów, kalendarze Azteków i tak dalej. Wszystkie te historie.
Myślę, że każdy z nas doskonale pamięta, co się działo rok temu. Szaleństwo na punkcie kalendarza Majów, który wyznaczał ten moment: 23 czy 22 grudnia 2012 roku. Moment przesilenia, kiedy nagle skończy się bardzo duży cykl i zacznie się nowy cykl. Generalnie do czego chcę nawiązać? Chcę nawiązać do oczywiście cyklów. Jak na ironię, można powiedzieć, że właściwie w dzisiejszych czasach jesteśmy w bardzo podobnym momencie cyklu jak tym, o którym mówili Indianie. Tudzież nie tylko Indianie, bo o tych cyklach mówi wielu ludzi. One gdzieś się pojawiają w matematyce, pojawiają się gdzieś na Dalekim Wschodzie. Nawet pojawiają się w judeochrześcijańskich religiach, w mitologii przez jakiś czas, chociażby pod postacią świecznika z siedmioma ramionami, który symbolizuje kolejne etapy ... historii dziejów i tak dalej.
Generalnie jest masa takich historii dookoła tego wszystkiego. Wszystko się sprowadza tak na chłopski rozum i najprościej mówiąc do zwyczajnie cykli, że mówimy o cyklach, że jest jakiś moment przesilenia, w którym dzieje się więcej i ten moment przesilenia rzutuje na to, co się będzie działo z nami przez najbliższe 500 lat albo jest taki moment kluczowy, w którym się dużo rzeczy przeplata i dużo rzeczy może się zmienić. Współczesna nauka, podejmując trud zbadania historii naszej planety, odkrywa takie historie na przykład, że 12 000 lat temu albo 8000 lat temu nastąpiło mocne uderzenie w Ziemię. Ten impakt tego uderzenia zaorał planetę kompletnie, wyorał pół kontynentów, flora poumierała, nowa się urodziła, dinozaury padły i tak dalej. Wszystkie tego typu historie. Teraz badają to wszystko i się okazuje, chyba nawet wspominałem o tym, że wszędzie znajdują podobny skład drobnych metali czy coś w tym stylu, i się okazuje, że ten rodzaj metalu, minerału występuje tylko i wyłącznie na obiektach przelatujących z kosmosu czy coś w tym stylu. Normalnie na Ziemi nie występuje. Jest podejrzenie, że jakaś solidna kometa kosmiczna solidnie przyfasoliła w planetę Ziemia i to było głównym powodem, dla którego wszystko się tak pozmieniało. Jest oczywiście do tego teoria kwantowa i oczywiście teoria. Czekajcie.
Przepraszam bardzo, tu mi się przez chwilę coś pootwierało. Już wracam do tematu. Jest jeszcze oczywiście teoria kwantowa, że oczywiście wszystko jest matematyka i fizyka kwantowa, czyli jakaś fala, że coś tam uderza. To też by się niejako zbiegało w tym, że jest taka jedna fala, bo to przypomina trochę jak rzucanie kamyków na taflę jeziorka. Jeżeli ktoś rzuci duży kamień, to się robi taka duża fala i ta fala potrzebuje 500 lat na przykład, żeby od tego punktu, w którym się pojawiła, dojść do brzegu. Przynajmniej tak to wygląda. I potem robi odbicie w drugą stronę. Jakoś tak. Te momenty się na siebie nakładają. Jak na ironię ostatni raz, kiedy był taki moment, który jest bardzo podobny z wielu przyczyn do dzisiejszych czasów, też była taka dzika gonitwa za ujarzmieniem materialnego świata, która panuje troszeczkę w części naszego społeczeństwa dzisiaj.
Dokładnie taka sama obsesja, można powiedzieć. Paral sytuacji, jakbyśmy się cofnęli w czasie prawie 600 lat do tyłu. Dokładnie tak samo wtedy panowała obsesja na punkcie złota. Ekonomia w Europie zdychała, ponieważ Rzym po tym, jak zaorał wszelkich heretyków w Europie, następnie dokonał krucjat na wszelkich możliwych Arabów i każdego innego, kto nie był katolikiem w Hiszpanii i we Francji i wygonił wszystkich niekatolików z Europy, popadł w ruinę finansową. Co się okazało? Okazało się, że są mapy, które mówią o dalekich krajach, w których prawdopodobnie jest bardzo dużo złota i bardzo dużo zasobów do prowadzenia wszelkich możliwych wojen z Arabami, do prowadzenia wojen z poganami, do prowadzenia wojen z Turkami, z każdym. Jeżeli uda się przeprawić na drugi brzeg do tego królestwa i przywieźć to złoto do Europy, to korona Hiszpanii zdominuje całą Europę i będzie rządziła całym światem. Oczywiście korona Hiszpanii razem z Watykanem. Takie czasy były. Więc wysłano Kolumba.
Wszyscy oczywiście znają historię Kolumba, jak to popłynął i odkrył. Oczywiście, że nie odkrył żadnej Ameryki. Odkrył przede wszystkim Kubę, a później Dominikanę, którą nazwano Nową Hiszpanią. Hispaniola właściwie tak to się nazywało. Tam się zagospodarował. Tam się właściwie zaczęła nasza historia z tak zwanym El Dorado. Słuchajcie, wiecie co to jest El Dorado? El Dorado to jest, moi drodzy, i to jest piękna definicja tego słowa, nawet przygotowałem ją dzisiaj. Mam definicję, słuchajcie. To jest legendarna kraina, kraina pełna złota.
Słowo pochodzi od skróconego hiszpańskiego określenia „el hombre dorado”, czyli człowiek olśniony złotem. Może nie tyle olśniony, ile obsypywany złotem. Legenda pochodzi od pewnego mnicha, o którym wam za chwilę powiem, bo historia jest całkiem niezła. Od pewnego mnicha, który nauczył się języka Indian. Kiedy udało mu się wrócić do tak zwanej cywilizacji od niewoli u Indian, bo został pojmany. To może poczekajmy chwilę. Co ja mówię w ogóle? Później opowiem wam skąd się koleś wziął, bo to jest zakręcona historyjka i tak jak zwykle zamotałem. Koleś był w niewoli u Indian i nauczył się lokalnego języka, którym posługiwali się Indianie Majan na Jukatanie. Działo się to w 1517 roku.
Kiedy udało mu się powrócić z powrotem do Hiszpanii, to opisał to, co mówili mu Indianie, czyli że tam gdzieś w dżungli jest kraina pełna złota, gdzie jest król słońca czy jakoś tak. Król boga słońca, który codziennie jest obsypywany pyłem ze złota, przez cały dzień ubierany w złoto i każdego wieczora Schodzi ze swego tronu i zanurza się w jeziorze, spłukując z siebie cały złoty pył. Złota jest tyle, że oni już po prostu nie wiedzą, co z nim zrobić, że swojego władcę obsypują złotem i on się kąpie w tym złocie. Ta legenda tak podbiła ten cały bębenek, taką wyprawę, że generalnie postanowiono zrobić tak zwaną konkwistę, czyli zdobyć Amerykę Środkową i Amerykę Południową. Amerykę Północną też, ale to troszeczkę później. Jakie były powody? Powodem było głównie załamanie się kompletnie ekonomii. Na ten okres czasu, bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Na ten okres czasu Watykan wymyślił specjalne prawo, które zatwierdził, które przyznał hiszpańskim konkwistadorom, czyli zdobywcom, hiszpańskiemu królowi. Prawo do tak zwanej ekoniędy.
Tak to się chyba poprawnie nazywa. Ekomienda. To się nazywa reguła domu, tłumacząc z łaciny na polski. Czyli eko-międa. O co tu chodziło? Prawo zostało wymyślone podczas rekonkwisty w Hiszpanii, podczas walk z Arabami i wojen włoskich z poganami, tymi, którzy nie chcieli wierzyć w świętą księgę Watykanu. Reguła domu głosiła, że każdy niewierny, który zostanie zabity w imię na przykład zdobycia złota i posiąść tego, żeby go obrabować i zostanie zamordowany po to, żeby go orznąć na kasę, to jest bardzo dobre, bo wtedy ten, kto go zabił, idzie automatycznie do nieba, dlatego że te pieniądze, on oddaje z tego podatek na Koronę Hiszpanii, która tam siedzi z Watykanem, tym podatkiem. Dzięki temu człowiek doznaje zbawienia. Czyli im więcej niewiernych zabije i generalnie więcej złota okradnie i srebra, bo dotyczyło to dokładnie srebra i złota. Im więcej tego zrabuje, tym bardziej święty będzie w przyszłości i tym na lepszą pozycję w raju trafi.
Takie prawo uchwalono i to prawo wdrożono zaraz po tym, jak ustanowiono kolonie hiszpańskie na Hispanioli. Takie, żeby tam właśnie robić konkwistę i zrobić taką bazę wypadową i zobaczyć, co się będzie działo dalej. Bo jak się okazało, cała ta wyprawa do tego Nowego Świata, przynajmniej ta Kolumba, nie przyniosła praktycznie żadnej kasy. Była z punktu widzenia ekonomicznego kompletną porażką i właściwie nawet nie tyle porażką. To była tragedia, moi kochani słuchacze. Wyprawa Kolumba była po prostu finansową tragedią. To były czasy, w których dokładnie trzy strzały armatnie kosztowały 26 gramów złota. Teraz można sobie było obliczyć, że jeżeli człowiek wziął ileś tam statków, na przykład które zawierały przypuśćmy 50 koni, a jeden koń kosztował w okolicach mniej więcej podobna cena jak właśnie jedna uncja złota, czyli jakieś 28 gramów złota, to można było bardzo łatwo przeliczyć koszta takiej wyprawy. Wszystko się wtedy przeliczało na złoto. Jak na ironię, właściwie Kolumb wrócił bez żadnego złota.
Poza tym, że ta wyprawa tylko i wyłącznie kosztowała. Może złoto złotem, ale tu sięgam po grubą księgę, słuchajcie. To nie jest prawda wszystkiego, ale Kolumb, właściwie kuzyn Kolumba czy jakoś tak, został na miejscu. Czy jego podopieczny? Uczestnik jego wyprawy, Gerónimo de Ojeda w 1511 zostaje wraz ze swoim wujem Diego Velázquezem po pierwszej penetracji Jukatanu przez Francisco Cordobę. Właśnie, bo chłopaki założyli sobie kolonię na Dominikanie. Nazwali to właśnie Hispaniola i postanowili, że stamtąd się będą wypuszczać i dalej penetrować ląd. Oczywiście dalej była legenda złota. Legenda złota jeszcze była z Europy, bo wiadomo było, że gdzieś nowe Indie, coś takiego. Także to była inna sprawa, ale na miejscu ciągle był niedosyt.
Przypłynęli, sprawdzili. Jak na razie to tylko spotkali Indian na Dominikanie. Z tymi Indianami na Dominikanie to się okazało, że w ogóle jest dramat, bo ci Indianie nie mają żadnego złota i właściwie nie cenią sobie złota, bardziej sobie jadeit cenią. I założono tam kolonię. W 1517 przypływa tam niejaki Cortés, nasz zdobywca Meksyku. Jedna z postaci, o której dzisiaj właśnie zamierzam troszkę bardziej powiedzieć. Oczywiście, żeby się przypodobać lokalnej władzy, pierwsze co robi, to doprowadza lokalnych Indian, którzy byli, gdzieś tam są zapiski oczywiście prowadzone cały czas, pamiętniki, byli pozytywni i przyjacielsko nastawieni do Hiszpan. Postanawia ich nawrócić, a tych, którzy się nie dali nawrócić, postanowił spalić, mówiąc, że ogień oczyści ich ciało, oddzieli od duszy, a dusza dzięki temu uwolniona od grzechu ciała uleci do jedynego słusznego, właściwego Pana. W taki oto sposób na przykład wykonał taką dosyć sporą eksterminację ludności cywilnej na Dominikanie. Spodobał się troszeczkę lokalnym chłopakom, bo taki wiadomo, radzi sobie, wie jak wszystkich wziąć za twarz.
Generalnie jeszcze oprócz tego nasz główny bohater Cortés był miłośnikiem Machiavelliego i w ogóle teorii spiskowych i knucia, bo generalnie był to taki koleś ogarnięty troszeczkę obsesją. Karierowicz, co tu dużo mówić. Jak wylądował na Hispanioli, to oczywiście tam jest historia miłosna w tym wszystkim. Okazało się, że na miejscu poznał dziewczynę. Ta dziewczyna to nikt inny, jak — tu znowu muszę sięgnąć po książkę — jedna z kuzynek Diego Velázqueza, czyli gubernatora Hispanioli, właściciela Hispanioli. Oczywiście rodzi się dziecko i okazuje się, że Cortés jest po prostu karierowiczem, któremu nie w głowie siedzenie w domu ani dbanie o interesy rodzinne. I dalej knuje przeciwko swojemu ojcu chrzestnemu czy w ogóle swojemu ojcu, rodzinie swojej. Generalnie okazuje się, że Cortés ma swój własny plan. A plan Cortéza jest taki, że oczywiście przez cały czas namawia i organizuje wyprawę na Jukatan, bo kiedy dotarł na Jukatan, dotarł do informacji, które gdzieś tam krążyły z tych pierwszych wypraw, które się odbyły, bo gdzieś tam w 1517 była, zdaje się, pierwsza wyprawa na Jukatan brzegami i Indianie w podarunku — nie pamiętam, co się wtedy wyprawiał — Hiszpanom dali kawałek złota. To Hiszpanów tak nastroiło, że w tym momencie już stwierdzili, że nie odpuszczą, dopóki nie zdobędą większej ilości złota.
Tym bardziej że Indianie powiedzieli, że generalnie tam bardziej w dżungli jest cywilizacja, która ma dużo złota. To już w ogóle podsyciło emocje. A kolejna wyprawa, która się okazała, to już w ogóle... Mity i legendy krążyły. Krążyły legendy o złotych miastach, o niesamowitych górach złota gdzieś tam w dżungli. Chłopaki siedzieli na tej Hispanioli, nie wiedzieli, co robić, się gotowali. Pojawił się młody Cortés, ambitny kapitan. Wżenił się w rodzinkę, zorganizował szybciutko 11 statków, które mu jego szwagier zafundował, że tak powiem, ale oczywiście miał płynąć pod flagą Diego Velázqueza. Jak się okazało, oszukał Diego Velázqueza i wypłynął z portu bez jego rozkazów. Oczywiście Velázquez się wkurzył.
Co tu dużo mówić. Ktoś po prostu porwał statki, wypłynął dzień wcześniej czy jakoś tak. Postanowił, że albo zdobędzie, albo umrze. Taka zasada. 11 statków, jakieś 490 ludzi ruszyli w wyprawę. Jak ruszyli w wyprawę w styczniu, to opłynęli Jukatan. Rok im zajęło opłynięcie Jukatanu po drodze. Po drodze spotykali różnych Indian i coraz bardziej przekonywali się o tym, że prawdopodobnie jest tam złoto. Tym bardziej że kiedy dopłynęli do Jukatanu, spotkali wojowniczo nastawionych Indian, których bardzo szybko podbili, ponieważ Cortés wziął ze sobą nie kogo innego, jak byłych żołnierzy, którzy służyli w wojnie w Rekonkiście z Arabami i podczas wojen włoskich. Tak że wziął ze sobą normalnie regularną, uzbrojoną armię 490 rzeźników, 60 koni, muszkiety i takie małe armaty.
Oczywiście wszyscy w zbrojach, bez żadnej litości. Oczywiście wszyscy wierzący w to, że Bóg ich prowadzi, bo z Cortézem jeszcze była taka zabawna historia, że na przykład chłopak miał wizję. Stwierdził, że mówi do niego święty Piotr i święty Paweł. Mówią mu, że musi zabijać wszystkich niewiernych i że musi po prostu zdobyć ich całe złoto. W ten oto sposób z takim nastawieniem wylądowali na brzegu. Tak że jak zobaczyli pierwszych Indian i zobaczyli, że Indianie mają złoto, tak że Indianie zostali od razu wymordowani. I okazało się, że wśród tych Indian, których wzięli do niewoli, których nie zdążyli jeszcze wszystkich wymordować, jest człowiek, który bardzo znajomo wyglądał. Co się okazało? Okazało się, że jest to — jak zwykle nie mam tych wszystkich nazwisk nigdzie w głowie. Gdzie ja to mam?
Przepraszam. Okazało się, że znaleziono w tej wiosce indiańskiej wśród tych więźniów jednego z uczestników tej pierwszej wyprawy, która popłynęła na Jukatan i która została zaatakowana przez Indian. A jak Indianie tam zaatakowali, to część tej wyprawy porwali ze sobą, jakieś 26 ludzi. Indianie tamtejsi byli ludożercami i 25 zjedli rytualnie, natomiast jednego postanowili ocalić. Ten jeden koleś, który ocalał, nauczył się lokalnego języka. czy jakoś tak. Czy naha altu? Język Maja? Coś w tym stylu. Nauczył się jednego z tych języków.
Jak Cortés zobaczył, że jest jeden biały wśród tych wszystkich ludzi, oczywiście go wyciągnął. I właśnie to był ten biały, który opowiadał tą legendę El Dorado o tym, że jest złote miasto gdzieś w dżungli. Jest pełno złota, po prostu niewyobrażalne bogactwo. I ta cała historia o tym, że obsypywany złotem władca tego królestwa wchodzi codziennie wieczorem do jeziora po to, żeby się spłukać z tego złota, którym jest cały obsypywany. Jeszcze jak się okazało, że im bardziej w górę Jukatanu płyną, tym więcej złota mają lokalni Indianie, to w ogóle zaczęło robić wrażenie na naszym głównym bohaterze, czyli na ... Cortezie. Przy czym z Cortezem była taka ciekawa historia, bo kiedy porwał te 11 statków z Hispanioli, wiedział, że właściwie nie może wrócić, bo szwagier go skróci o głowę. Taka jest prawda. Zrobił dziecko swojej żonie, wydymał szwagra, uciekł z jego statkami, zabrał jego ludzi. Na dodatek jeszcze niedozbrojone statki, bo gdzieś po drodze próbował chyba, nie wiem, czy na Tobago, czy na Trynidadzie doparkować załogę, czy doładować statki, czy jakoś tak.
On w jakiś dziwny sposób płynął. Nie wiem, nie pamiętam dokładnie. Też nie sprawdzałem tak szczegółowo. Jak dopłynął na Jukatan, to dopłynął w takie miejsce, że dopłynął na samo południe. Czyli generalnie jakby zaczął płynąć w dół, to spłynąłby do Panamy i niżej do Wenezueli. Ale podjął decyzję, że płynie do góry. Taki bardzo kluczowy moment, który podejrzewam, spowodował, że kiedy był już stary, siedział w Hiszpanii i pluł sobie w brodę ponoć i był bardzo zgorzkniały. Właśnie z tego powodu, że w tym momencie podjął decyzję, że płynie na górę, a nie płynie na dół. Być może się przestraszył tego, że jego zięć będzie go z Hispanioli, wyśle statki, które zostały na Hispanioli i będzie go po prostu ścigał, bo jest właściwie pełnoprawnym królewskim gubernatorem kolonii. Młody oficer, który się zbuntował przeciwko koronie, jedyny wyrok, jaki może dostać, to wyrok śmierci.
A jeszcze po buchnięciu statków bez rozkazu gubernatora to już w ogóle pozamiatane. Także facet nie miał wyboru. Opcja była albo zdobędzie złoto i zdobędzie tego złota na tyle dużo, że wszyscy mu odpuszczą. Przede wszystkim król mu odpuści albo po prostu straci głowę chłopak i tyle. I tak się skończy jego historia. To był taki moment, kiedy podejmował decyzję i nie popłynął na dół do Panamy, tylko popłynął na górę do Meksyku i zaczął pływać Jukatan. Dzięki temu właśnie znalazł owego rozbitka z tej pierwszej wyprawy. Oprócz tego wszystkiego jeszcze w niewoli znalazł 12 kobiet, jak mówią kroniki, a jedna z tych 12 kobiet to była owa legendarna Malena, czyli Don Marina. La Manci, czy jakoś tak się chyba lokalnie mówiło. Córka jednego z wodzów jakichś plemion tak daleko odsuniętych od stolicy, jakichś górników czy coś w tym stylu, bo w Meksyku się wydobywało złoto i srebro.
Generalnie samorodki złota i srebra z rzek. Indianie robili takie coś, wydobywali złoto. Oprócz tego, że jeszcze jest to właśnie dziwne, bardzo czyste, takie aż zaskakująco czyste w swoim składzie chemicznym złoto w starych świątyniach i tego typu historie. Oprócz tego jest złoto, które Indianie po prostu wydobywali w Meksyku. I się okazuje, że jedna z tych 12 kobiet, które zostały znalezione wśród tych Indian po ich zdobyciu, jest właściwie koronowaną głową, co by nie mówić i zna dodatkowo język, którym mówią Indianie Maja i Aztekowie. Czyli generalnie jest najlepszym tłumaczem. Tam się oczywiście bardzo szybko okazało, że dziewczyna wpadła w oko Cortezowi. Generalnie została jego tłumaczem. Bardzo szybko się nauczyła hiszpańskiego. Bardzo taka znana postać.
Słuchajcie, może po prostu zrobię przerwę w tym gadaniu. Po drodze wrzucę wam wszystkim linki na czata, bo tych nazwisk i tych wydarzeń historycznych jest troszeczkę. Ja to dosyć mocno skracam wszystko. Też ciężko powiedzieć historię zdobywania Meksyku przez konkwistadorów w ciągu pięciu minut. Ja tylko tak po łebkach lecę, bo my tu do złotych miast. Bo cała ta historia, to, co gnało naszego Corteza, to był mit o złotym mieście. To były po prostu góry złota. Wiedział, że przed nim jest albo śmierć i wyrok śmierci przez rodzinkę, którą wydymał, albo wraca ze złotem w honorze, splendorze i sławie. Także taka historia. Wszystko po to, żeby było złoto.
Ciekawe. To co, jakaś muzyczka? A ja dzisiaj wracam po muzyce. No właśnie, a wysłuchacie oczywiście w hiperprzestrzeni w Radiu na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj oczywiście o cyklach w historii i o pewnym zbiegu okoliczności i o Meksyku i o złotych miastach. O wszystkim naraz słuchajcie dzisiaj jak zwykle. Tak, bo ja tak nawiążę do początku, od czego zacząłem, czyli od tych cykli. Akurat tak się złożyło, że Cortés, że tak powiem, przybył do wybrzeży Meksyku dokładnie w tym momencie, w którym generalnie w Meksyku panował niezły Meksyk oraz niezły chaos. Wszyscy się zbuntowali i generalnie trwała właściwie wojna domowa na dobrą sprawę. Aztecy jako takie bardzo rzeźnickie plemię próbowało podbić Majów.
Majowie, wcale nie mniej rzeźnicy, próbowali podbić Azteków i się obronić. Generalnie jedni i drudzy składali ofiary z ludzi. Jedni i drudzy uprawiali kanibalizm i to taki rytualny kanibalizm. Chowano ludzi na przykład na jedzenie, czyli na przykład łapano i tuczono ich niczym świnki, bo chodziło o to, że byliby bardzo tłuści, że wtedy jak są tłuści, to wtedy się podobają bogom i wtedy ta ofiara jest, że tak powiem, lepiej przyjęta przez bogów, jak się zje takiego tłustego człowieka. No i takie zwyczaje były na Jukatanie. To nie był taki flower power to jedno i to, że Indianie i wszystko fajnie, ale z drugiej strony, słuchajcie, była to troszkę tak jak cywilizacja założona przez kompletnie ekstremalnych, psychopatycznych morderców. Tak dosłownie. Pięknie, czysto, wszyscy oczywiście elegancko na biało poubierani, niesamowicie sterylne, gigantyczne, duże miasta, ale po prostu rzeźnicy. Słuchajcie, ta kultura zaczęła się jakieś 200 lat przed przypłynięciem Córtesa i w ogóle Hiszpan do Nowego Świata. Jest kilka legend na ten temat.
Jest trochę badań archeologicznych. Tak do końca nikt nie wie, jak wyglądało naprawdę. Legendy i badania archeologiczne pokrywają się na jednej płaszczyźnie, twierdząc, że Majowie i Aztekowie to właściwie taki lud nomadów, który przyszedł z wielu różnych miejsc, czasami pod przywództwem różnych dziwnych ludzi i z powrotem osiadł na starych miastach, które są o wiele starsze niż na przykład zakłada mainstreamowa nauka. Bo generalnie Indianie, Majowie i Aztekowie i wszyscy ci inni ludzie, wskazując na kultury Olmeków i w ogóle na piramidy, zawsze mówili, że piramidy i te wszystkie rzeźby zrobili bogowie. Oni tylko tu przyszli. Zresztą legendy o Indianach, Majach są takie, że ostatni chyba nauczyciele, ostatni wiedzący bogowie czy tam pośrednicy, jacyś tacy wielcy królowie. Nie wiadomo, czy to przypadkiem nie byli ci z wielkimi czaszkami, kto to wie? Oni z powrotem przyprowadzili ludzkość do dużych miast, które zarosły dżunglą, czy jakoś tak, bo ludzkość gdzieś tam była jakaś zagłada i tak dalej. Jest oczywiście piękna legenda o tym. O dwóch braciach, którzy schodzą do świata podziemnego.
Nie będę opowiadał, bo to w ogóle długa historia jest. No ale generalnie jest masa nawiązań do takiego globalnego kataklizmu. No i że po tym kataklizmie nastąpiło, że tak powiem, reosadnictwo na Jukatanie. No i że właściwie Indianie przyszli jeszcze raz. Były takie dwie fale, że przyszła pierwsza fala jakieś 6000 lat temu i kolejna fala troszkę później. I generalnie ta ostatnia fala, która przyszła tuż na 200 lat czy tam jakieś 300 lat przed konkwistadorami, to była już taka rzeźnicka fala. To byli jacyś nomadowie, którzy po prostu nic nie kumali, wyznawali jakiś kult boga śmierci dokładnie. No i jak się okazało, Cortés przybył dokładnie w momencie, kiedy ten rok chyba Tzun czy jakoś tak dokładnie się kończył. Indianie widzieli, że właśnie kończy się świat, który znają, że następuje nowy świat i mówiąc szczerze, po prostu Indianie myśleli, że Cortazar jest Jest Bogiem, który miał przyjść. Był zapowiedziany, bo oni wierzyli w boga wojny, który się nazywał Quetzalcoatl.
Bóg wojny. I cała ta przepowiednia, przynajmniej w ich wykonaniu, mówiła o tym, że kiedy się kończy ten rok tun, to jest okres mniej więcej 500 lat, w tej okolicy 600-500 lat. I kiedy się kończy ten rok i tun, to bóg wojny odchodzi i przychodzi bóg pokoju, Quetzalcoatl. A Quetzalcoatl, czyli bóg wojny, odchodzi z powrotem do swojego światów i nie męczy już ludzi. I taka jest przepowiednia. Kiedy przybyli Hiszpanie, okazało się, że Indianie zaczęli w to bardzo mocno wierzyć. Na dodatek jeszcze trwała wojna domowa i się okazało, że duża grupa Indian zbuntowała się przeciwko szefostwu w postaci Azteków, bo Majowie też byli ludem uciśnionym wtedy. Aztekowie. Mówimy o Aztekach, moi drodzy. Przepraszam, coś mi tam miga.
Bo ja tu chciałem coś jeszcze powiedzieć. Już mam. Przepraszam bardzo, bo oczywiście się skupiłem troszeczkę. Sprawdziłem. Jeszcze wkleję wam wszystkie linki. Bo to jest ciekawa sprawa. Słuchajcie co się stało z tą całą wyprawą Corteza. Szybko powiem. Cortez najpierw płynął wzdłuż brzegu Jukatanu. Zajęło mu to mniej więcej rok.
W tym momencie niejaka Malina czy Donna Marina, owa Indianka, nauczyła się hiszpańskiego. Ona także została właściwie jego tłumaczem, bo znała dwa języki. Znała język Azteków oraz język Majów oraz jakieś lokalne dialekty. Tak że on już nie potrzebował żadnego tłumacza dodatkowo. Na dodatek dziewczyna została jego kochanką. Właściwie mieli nawet ponoć dziecko czy nawet niejedno. I ona też znała tą legendę o El Dorado, bo to była znana historia wśród wszystkich ludów Ameryki. Ona wiedziała dokładnie, że tam jest więcej złota niż konkwistadorzy się nawet spodziewają w swoich najśmielszych snach. Rok czasu zabrała ta wyprawka i wreszcie dotarli do miejsca, które się nazywa Veracruz. I tam z Veracruz postanowiono wybudować fort, zostawić ludzi tuż przed Veracruz.
Generalnie zrobić coś w rodzaju portu, zostawić około 200, 100 żołnierzy, a z całą resztą ruszyć przez góry do stolicy tego królestwa, czyli do Meksyku, który się nazywał wtedy troszkę inaczej, bo nazywał się Tenochtitlan. Tak się nazywał oryginalnie Meksyk i znajdował się troszkę w innym położeniu. Teraz już tego nie ma. W czasach, kiedy konkwistadorzy zdobywali nowy świat, miasto Meksyk to właściwie było jezioro, na którym znajdowała się wyspa. Hiszpanie, kiedy zdobyli miasto i kiedy je przebudowywali, osuszyli to jezioro. I tam jest po prostu miasto. Bo Tenochtitlan po prostu oznacza pośrodku jeziora, zdaje się w języku Indian. I tam mieszkał wódz Indian o imieniu Montezuma. Kiedy Cortez dotarł do ostatniego miejsca na wybrzeżu, wiedział, że należy się wbijać w ląd. Ruszył w ląd.
Doskonale znał sytuację, bo jego kochanką była, co tu dużo mówić, córka jednego z lokalnych wodzów, która doskonale znała całą sytuację, a która dlatego, że w rodzinie urodził się syn, została sprzedana jako niewolnica. Ta historia jest dosyć dobrze opisana, bo ona została w kronikach opisana i tak dalej. Tak że zapraszam, żebyście sobie sprawdzili w linkach, które wrzuciłem na czata. Dobra, wracam do historii. Wiecie co zrobił Cortez? Cortez mianowicie kazał zatopić 10 statków. Właściwie rozebrać i zatopić to, co z nich zostało, tak żeby nikt nie mógł wrócić. Zasada była prosta: albo wygrywamy i wracamy, albo giniemy. Kiedy zatopił statki, zrobił taką mini osadę, gdzie zostawił 100 żołnierzy. Zostawił sobie jeden żaglowiec, którym miał płynąć do Hiszpanii.
Oczywiście nikomu o tym nie mówił. Oryginalnie miał wrócić na Kubę, czyli na Dominikanę, generalnie do Hispanioli. Ale plan był taki, że jak tylko zdobędzie złoto, ładuje statek do oporu złotem i zapina na łódeczce ile sił, ile wiatru w płucach do Hiszpanii, żeby się przywitać z królem Hiszpanii i rzucić to złoto mu pod nogi i zdobyć sławę, pieniądze i bogactwo. I popularność oczywiście. To już chyba powiedziałem, mówiąc sławę. Mniejsza o to. Kiedy wszedł już w ląd, doskonale znał sytuację polityczną i się okazało, że jest lekka wojna domowa, ponieważ tak się składa, że Aztekowie po prostu podbijają wszelkie lokalne ludy i używają ich jako ofiar, na przykład jako ludzkich ofiar w swoich krwawych rytuałach. To generalnie taki dosyć krwawy naród. Tam była nawet taka historia, że kiedy świętowano jakąś tam rocznicę chyba wejścia do miasta czy odkrycie jakiejś piramidy, czy przebudowy, coś związanego z jakąś piramidą właśnie w owej stolicy Tenochtitlan. Przez cztery dni zamordowano 80 000 ludzi.
Poświęcono przez rozcinanie im klatki piersiowej i wyciąganie serca. I to byli w większości właśnie porwani Porwani ludzie zupełnie innych tribów, czyli na przykład Indianie Tlaxcala, Indianie Veracruz z Puebla, wszyscy sąsiedzi dookoła. Bo Aztekowie mieli to, że tak powiem, wadę, że prowadzili bardzo krwawe wojny z sąsiadami i generalnie brali w niewolę i wszystkich tych niewolników poświęcali na ofiary. Potrafili zrobić taką imprezę, gdzie na przykład ginęło 80 tysięcy ludzi po to, żeby poświęcić jedną piramidę właśnie poświęconą owu bogowi wojny, Quetzalcoatl. Zawsze mam problemy z wymawianiem takich dziwnych nazw. No nieważne. Generalnie Cortez bardzo szybko znalazł sprzymierzeńców, bo oczywiście lokalne plemiona dookoła Azteków wcale nie były zadowolone takim obrotem sytuacji. Nikomu się to nie podobało. Inna sprawa, że oni z kolei w Cortezie widzieli właśnie tą pozytywną część przepowiedni, czyli to, że teraz Wiracocha wraca, że już skończą się ofiary w ludziach, bo przepowiednia o powrocie boga Wiracocha mówi wyraźnie, że właśnie skończą się ofiary z ludzi. Skończy się ten brutalny, taki bestialski system.
I się przyłączyli oczywiście. Indianie Tlaxcala się przyłączyli do Corteza. Dzięki temu właściwie Cortezowi udało się pokonać bez żadnych problemów i oporów armię Azteków, gigantyczną armię Azteków, bo tam było jakieś tysiące wojowników, po prostu tysiące żołnierzy. Przy czym Hiszpan było w okolicach 200 i mieli do tego jazdy. Oczywiście mieli 60 kawalerzystów, czyli ludzi na koniach w zbrojach. Te konie były też z zbrojami. Indianie po raz pierwszy widzieli konie. Dla nich te konie wyglądały jak takie istoty z kosmosu, a na tych koniach siedzieli ludzie zakuci w zbrojach. Oni nie widzieli, że to są ludzie. Myśleli, że są bogowie na przykład.
I kolejna rzecz, że Indianie nie mieli żadnej strategii w ogóle, żadnego pomysłu. Dla nich to była po prostu taka bijatyka, w otwartym polu, gdzie się schodzili i się tukli. To plemię, które tłukło się najlepiej, wygrywało. A tu Hiszpanie ze strategią, bo oczywiście to wszystko profesjonalni żołnierze, którzy uczestniczyli właśnie w tych wojnach z Sarabanami w Hiszpanii i we Włoszech, także z muszkietami, z armatami. Także generalnie nie było żadnych szans, żeby Indianie przeżyli tam. W pewnym momencie ci Indianie Tlaxcala w ogóle skumali, że Cortez właściwie ich wykiwał i że właściwie nie obchodzi zupełnie Corteza jakość ich życia ani to, że to żadna porządna sprawa, że Corteza właściwie interesuje tylko i wyłącznie złoto. I postanowili, nagle się odwrócili przeciwko Cortezowi i zaczęli z nim toczyć wojnę. I o mało co nie wygrali jednego dnia. Brakowało dosłownie jednego dnia i Cortez razem z jego żołnierzami zostaliby zmiecieni i musieliby uciekać, wracać na statek, żeby ocalić własną skórę. Tylko jeden dzień dzielił ich od klęski.
I jak się okazało tego jednego dnia Indianie o jednego dnia wcześniej się po prostu zdecydowali poddać, chociaż wcale nie musieli, bo jak się okazało, mieli o wiele większą przewagę. I na dodatek ci Indianie już wiedzieli, że ci Hiszpanie na koniach to nie są bogowie, bo udało im się złapać jednego konia i rozciąć mu skórę i zobaczyli, że to jest zwierzę. Oni myśleli, że to jest taka duża wersja jelenia albo coś w tym stylu. Jeleni bez rogów. Taki był pomysł. Także to był taki główny powód, dla którego właściwie Indianie stanęli przeciwko Hiszpanom. Bo też skumali, że ci Hiszpanie to nie są wcale bogowie, tylko to ci sami ludzie z krwi i kości jak oni. Ale już było niestety za późno. Inna sprawa, że te wszystkie plemiona najekotanie były skłócone między sobą, że Aztekowie właściwie też robili, co mogli, żeby to wszystko skłócić. I Cortez, że tak powiem, dotarł do samego centrum królestwa, do Tenochtitlan, czyli do jeziora.
Na środku jeziora na wyspie była siedziba króla Azteków, czyli Montezumy. I Montezuma miał taki plan, że on zaprosi Corteza i odetnie mosty, ponieważ wyspę z lądem dzieliły mosty, łączyły mosty. Najdłuższy miał chyba sześć mil czy jakoś tak. I on spali mosty i wtedy, że tak powiem, weźmie Corteza do niewoli i będzie mógł dyktować warunki. A Cortez był cwany, bo właściwie nie miał nic do stracenia, więc wziął stu ludzi, dosłownie stu ludzi. I pozostałych stu zostawił w górach z tymi Indianami, których udało mu się podbić. I wiedząc, że inaczej się dostać do zamku króla nie da, inaczej go zdobyć, kazał przetransportować drewno dokładnie z tych wszystkich łodzi przez góry, zbudować w górach jeszcze raz takie małe szalupy. Nie wiem, jakieś 30 tam 15-osobowe. Znieść te szalupy w dół z gór, prosto do jeziora i na tych szalupach zdobyć tą wyspę. Taki był plan.
Generalnie wszystko mu się udało. Wpierw został oczywiście zaproszony przez Montezumę. Montezuma dał mu złoto, co już w ogóle spowodowało, że Cortez po prostu oszalał ze szczęścia. Okazało się, że złota jest bardzo dużo. Także teraz była tylko kwestia zorganizowania tego wszystkiego. Także Cortez wpadł na genialny pomysł, że po prostu porywa Montezumę. Generalnie stwierdził, że albo teraz Montezuma zacznie wykonywać jego rozkazy. Po prostu porwał go. Zaczął go szantażować. I tak jak Montezuma chciał porwać Corteza na tej wyspie, to akurat sytuacja się odwróciła i się okazało, że to Cortez, że tak powiem, zamknął w takim więzieniu na wyspie właśnie Montezumę, dyktując mu warunki i przez pół roku za pośrednictwem Montezumy zarządzał całym imperium i ściągał całe możliwe złoto do Gdzie tylko się dało.
Złoto zostało załadowane na statek. Cortés chciał zostać dłużej, ale okazało się, że z Hispanioli przybył drugi statek. Szwagier przysłał kumpli, żeby sprawdzić, co się dzieje. Okazało się, że znaleźli i że jest konkurencja. Oczywiście Cortés jako miłośnik strategii, knucia, makiawelicznych pomysłów i tak dalej, znowu zrobił jakiś numer. Oszukał kolesia i kiedy się umówił gdzieś w środku lądu czy coś w tym stylu, to akurat wtedy odciął nogę i wsiadł na statek załadowany złotem i popłynął w kierunku Hiszpanii. Dokładnie tak to się stało. Kiedy dopłynął do Hiszpanii, rozładował statek, rzucił złoto przed króla. Oczywiście król oszalał ze szczęścia. Stwierdził, że to Cortés zostaje nowym gubernatorem tego całego świata i tak dalej.
Tak się zaczęło zdobywanie Nowego Świata. Inna sprawa, że Cortés jeszcze zrobił drugą wyprawę. Generalnie bardzo brutalni ludzie. Ale czego szukali ci ludzie? Ci ludzie szukali miasta ze złota. Szukali El Dorado. Jak się okazało, Cortés był rozczarowany, bo stwierdził, że to, co znalazł, czyli Meksyk, właściwie nie jest El Dorado. Tam ponoć tylko sześć ton złota, czy jakoś tak, w tym pierwszym statku wpłynęło do Hiszpanii. Wcale nie tak dużo, jak się spodziewano. Właściwie też, jak na ironię, się okazało, że finansowo było to fiasko i gdyby nie to, że to złoto zostało rzucone prawdopodobnie fizycznie przed króla i że nie zostało przetopione na sztabki, i że to były takie oryginalne statuetki.
Jest spis tych wszystkich rzeczy w hiszpańskich kronikach, bo to wszystko trafiło później do stopienia i wszystko zostało spisane, co przybyło na tym statku. Generalnie to, podejrzewam, zrobiło wrażenie, ale finansowo nie było jakiejś specjalnej rewelacji, tylko Cortés ruszył w kolejną podróż, żeby prawdopodobnie przywieźć jeszcze więcej tego wszystkiego, jeszcze więcej złota. Oczywiście cała legenda El Dorado cały czas krążyła po głowie, i to nie tylko Cortésowi, bo jak się okazało, kiedy zaczął podbijać tych wszystkich Indian, kiedy zaczął robić tą całą wyprawę do Meksyku z powrotem, oczywiście zabił Montezumę i tak dalej. Historie Meksyku zostawmy na boku. Ale okazało się, że ta historia jest potwierdzana, że gdziekolwiek trafił, to Indianie mówią o złotym mieście i El Dorado. Mówią o złocie i widać było, że tego złota jest dużo. Pytanie było, gdzie szukać dalej, gdzie tego złota jest więcej. Wiadomo było, że nie wszędzie można ruszyć, bo część tego lądu jest zamieszkiwana przez Indian, którzy wcale niechętnie widzą białych i właściwie do białych strzelają. Były dodatkowe wyprawy organizowane przez innych Hiszpanów gdzieś w okolicy Panamy i tak dalej, w 1520 którymś czy jakoś tak. Tam praktycznie powystrzeliwano prawie całe wyprawy, bo wyprawa weszła w dżunglę, a Indianom się to nie spodobało.
Takimi lotkami trującymi pozbawili wszystkich życia i okazało się, że nikt nie wrócił. Reszta się ratowała ucieczką czy coś w tym stylu. Takie historie się działy. Inna sprawa, że Hiszpanie byli bardzo brutalni, jeżeli chodzi o traktowanie Indian. Tak że Indianie się bali strasznie, bo to był taki moment przesilenia. Cała mitologia, w którą wierzyli Indianie, którzy tam mieszkali, mówiła o tym, że skończył się pewien okres historii, że teraz jest coś w rodzaju trzęsienia ziemi i że następują nowe czasy. Tak że oni naprawdę w to wierzyli. Cortés miał takiego fuksa. Gdyby się spóźnił o na przykład 10 lat albo o pięć lat w tą i z powrotem, co wcale nie było trudne w tamtych czasach, albo gdyby na przykład jakiś sztorm gdzieś go zwiał z tą łódką i popłynął w zupełnie drugą stronę. Bo to też nie były takie czasy, że wszyscy płynęli z satelitami.
Ludzie tak naprawdę nie wiedzieli, gdzie płyną. Po prostu człowiek obierał kierunek, że płynie na wschód i płynął na wschód i zobaczymy, co nas spotka. I to wszystko. To było odkrywanie nowego lądu. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę spotka na tym lądzie. Byli to brutalni ludzie. Mieli na dodatek jeszcze psy, które były specjalnie szkolone. To była właściwie tajna broń Hiszpanów w zdobywaniu Nowego Świata. To były dokładnie psy, a nie konie, bo te psy były szkolone, żeby jeść ludzi i żeby zagryzać ludzi. I w ogóle karmiono te psy ludźmi, Indianami.
Generalnie one siały potężny postrach wśród Indian, a podczas wypraw, kiedy to Hiszpanie później postanowili przenieść się ze środka Ameryki, czyli z Meksyku do Boliwii, Panamy i tego typu miejsc w okolice Amazonki w poszukiwaniu tego złotego miasta dalej, to się okazało, że tam już psy sobie gorzej radzą. W sensie nie ma już czym nakarmić psa, ale się okazało, że z kolei jak wyprawa jest długa i już nie ma co jeść, to pies się za to nadaje do zjedzenia. Tak że z kolei na późniejszych wyprawach psy jak na ironię często służyły jako taka żywa, chodząca lodówka z mięsem dla Hiszpanów. To co, może drobna przerwa i ja po prostu będę dalej opowiadał wam tą historię, co dalej się działo z tymi złotymi miastami, bo to oczywiście nie koniec. Bo Cortés oczywiście dopłynął, zrobił tą drugą wyprawę i generalnie wylądował w tej samej sytuacji, że okazało się, że wcale nie ma tyle złota, ile by się spodziewał. Kiedy już wrócił do Europy, trafił w taką sytuację, że Miał proces sądowy wytoczony właśnie o tą pierwszą wyprawę, o to wypłynięcie statkami bez żadnego zezwolenia gubernatora i tak dalej. Chyba 20 lat spędził w Hiszpanii, procesując się na dworze królewskim z adwokatami o swój tytuł szlachecki, o prawo do tytułu posiadania i bycia gubernatorem tego, co odkrył. Po tych 20 latach procesowania się, robienia jeszcze jakichś tam wypraw do Azji, gdzieś na jakieś wojny, zdaje się do Maroka czy coś w tym stylu, miał zakaz wyruszania do Nowego Świata, bo w tamtych czasach wyprawa do Nowego Świata była czymś w rodzaju nagrody, promocji dla ludzi żyjących w tamtejszych czasach. To nie były czasy, kiedy jeszcze zsyłano tam niewolników za karę, a wręcz odwrotnie. Był to taki raj na ziemi i każdy właściwie chciał tam popłynąć.
To nie było tak, że każdy mógł sobie popłynąć, że każdy dostawał od razu statek od króla z dyspozycją i możliwością dopłynięcia tam, że Cortez był akurat tutaj wyjątkiem. Jego szczęście się skończyło, kiedy wrócił do Hiszpanii. Czekał go proces sądowy, 20 lat tarzania się po sądach. Już nigdy nie wrócił do Meksyku. Zmarł może nie w nędzy, ale na pewno nie w bogactwie i na pewno rozczarowany i rozgoryczony, bo jak się okazało, kuzyni jego szwagra, czyli Diego Velázqueza, czyli Francisca Hernández de Cordoba. Przepraszam, nie, to była pierwsza wyprawa. Pedro Alvarado? Chyba tak. Przepraszam bardzo, bo już nie pamiętam tych wszystkich nazwisk. Okazało się, że ktoś tam z jego kuzynów, bo nepotyzm nie jest niczym nowym w tamtych czasach.
To, że ktoś miał kuzyna, którego obstawiał w jakiejś roli dla króla, to było normalne, tak jak dzisiaj w urzędach skarbowych w Polsce. To się od tamtych czasów niewiele zmieniło. Od czasów reguły domu, czyli ekomedii dalej zasady są te same, pańszczyźniane. Te informacje o tym, co z kolei spotkali następni konkwistadorzy, czyli ci, którzy akurat w przeciwieństwie do Corteza popłynęli na południe i spowodowali prawdopodobnie rozstroje nerwowe u Corteza na starość. Bo się okazało, że ci, którzy popłynęli na południe, popłynęli do Peru i tam spotkali prawdziwe złote miasta. Tam spotkali miasta, w których ściany były wytłoczone złotem. Może nie tyle wytłoczone złotem, takimi płytami złotymi w Peru. Tam oczywiście dalej szukano tak zwanego El Dorado, bo oczywiście okazało się, że to miasto, w którym jest tyle złota, to nie jest wcale El Dorado, że to jest tylko część tego wszystkiego, że nawet nie jest to całe złoto, tylko część tego wszystkiego. Naprawdę bardzo niewielka część. Wszystkie te podejrzenia utkwiły ponownie w rzece i w ogóle okolicy rzeki zwanej Amazonią.
Wtedy rzeka nie nazywała się Amazonią, jeszcze wtedy w ogóle nie miała żadnej nazwy. Hiszpanie, jak zaczęli wszystko zdobywać, musicie sobie rzucić okiem na mapę, jak wygląda Morze Karaibskie. Hiszpanie zadykowali się na tych wszystkich wyspach typu Dominikana, Kuba i tak dalej, robiąc z nich takie bazy wojskowe, bazy wypadowe. Wymordowali całą praktycznie ludność cywilną, taką oryginalną, która tam była na wyspach i ściągnęli niewolników z Afryki, bo się okazało, że Indianie nie nadawali się do niewolniczej pracy. Po prostu woleli usiąść i umrzeć. Tak dosłownie się zdarzało, że Indianie siadali i umierali albo najzwyczajniej w świecie nie przeżyli spotkania z białymi, jeżeli chodzi o choroby, bo biali przywieźli choroby ze sobą, a zwykły katar był tak złożoną chorobą dla kogoś, kto nigdy nie spotkał takiego zestawu bakterii, że właściwie był chorobą śmiertelną. Także kiedy biali przybyli na wszystkie Wyspy Karaibskie, to oryginalni mieszkańcy, czyli Karibowie, zniknęli. Do tej pory właściwie nie wiadomo tak naprawdę, kto mieszkał na Wyspach Karaibskich. Nie ma czegoś takiego jak oryginalni mieszkańcy Wysp Karaibskich. Wszyscy zostali albo wymordowani, albo zmarli na skutek chorób przywiezionych przez białych.
Na ich miejsce biali przywieźli sobie pierwszych niewolników z Afryki. Dlatego właśnie Jamajka, dlatego Kuba, Dominikana i tak dalej. Trynidad i Tobago, wszystkie te karaibskie wyspy. Dawniej to się nazywało w ogóle Hispaniola. Hispaniola to właśnie Dominikana. Tylko że to się całe królestwo nazywało Hispaniola, Nowa Hiszpania czy jakoś tak. Fama szła taka, że zaraz po tym, jak Cortez wrócił do Hiszpanii i zaczęto robić kolejne wyprawy, kolejna wyprawa była w dół gdzieś w okolice Panamy. Tam się okazało, że jest jeszcze więcej złota, że Indianie raportują jeszcze więcej. Naturalny wniosek, że należy się kierować na południe, a nie na zachód. Ale o tym, co spotkano na południu i co się stało z tymi złotymi miastami na południu i czy naprawdę są w ogóle jakiekolwiek złote miasta, o tym wszystkim po muzyczce, moi drodzy, bo się prawie już zapętlam w tej całej historii.
Słuchajcie, siedzę w Londynie, a już się czuję, jakbym płynął po prostu w jakimś kanu gdzieś przez Amazonkę. To co? Jakaś muzyczka, nie? Come on! Tak. Oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali oraz w Radiu Paranormalium, ponieważ „Hiperprzestrzeń” jest transmitowana w Radiu Paranormalium jeszcze oprócz tego, że jest naturalnie w Radiu Na Fali. Dobra, ja wracam do całej tej historii. À propos jeszcze oprócz całej tej historii właśnie zapomniałem powiedzieć. Słuchajcie, w Radiu Na Fali są jeszcze inne audycje, które warto słuchać, a jutro jest audycja „Lorem Ipsum” o godzinie 21 polskiego czasu. Krawiec zaprasza, tak że zapraszam serdecznie.
O tym troszkę wspomnę. O „Lorem Ipsum” zapewne zareklamuję w wieczorowej porze. I proszę jeszcze, zapraszam na audycję DJ-a Velona z ciężką muzą. Pojawi się w tym tygodniu. Już jest, już czeka nowa audycja skóry. Tak że zapraszam serdecznie. Niedługo będzie nowa mowa. W ogóle po prostu sprawdźcie, co w ramówce i słuchajcie, moi drodzy. Jest tyle tam tego do słuchania, że słuchać, państwo, i słuchać, i życia nie starczy. No może wystarczy.
Dobra, wracam do tematu odkrywców. Wracam do tego skoku, który wykonał Pizarro w stu ludzi. On z kolei w stu ludzi roztrzaskał całe imperium Inka, bo to w ogóle takie czasy były. Słuchajcie, jacyś brali po 200 chłopa, broń, żadnych skrupułów, wszystko cokolwiek mieli i nie było to tamto. Po prostu szli i mordowali. I podporządkowali sobie całe wielkie imperia. Inna sprawa, że w przeciągu właściwie kilku lat, niecałych chyba z pięciu lat czy jakoś tak, populacja z 40 milionów zredukowała się do miliona, a nie za sprawą żadnego miecza ani kuli, tylko za sprawą bakterii, które przywieźli ze sobą biali Europejczycy. Okazało się, że to po prostu wymordowało i wybiło wszystkich. Praktycznie całe plemiona, całe nacje znikały. Okazało się, że zwykły katar wymordował populację.
Co dalej z tymi złotymi miastami? Oczywiście fama dalej została, słuchajcie. To nie było tak, że to wszystko gdzieś tam zniknęło. Oczywiście jako że została fama, że na południu musi się coś dziać, były wszystkie legendy związane właśnie z tymi złotymi miastami. Generalnie ciągle z południa, głównie z południa. Właśnie ich stamtąd było najwięcej. Więc oczywiście zrobiono kolejną wyprawę i pojawił się kolejny konkwistador, który postanowił ruszyć w Amazonkę. O nim jest zresztą film, który się chyba nazywa „Misja”, który jest taką opowieścią właśnie o takiej wyprawie, jak to Hiszpanie żądni złota. Szaleńcy, po prostu szaleńcy. Tam stu ludzi taszczą ze sobą muszkiety, taszczą ze sobą szable, broń, psy.
Mają chyba 300 świń. Stado świń ze sobą w ogóle ciągnęli. Jakoś tak postanowili ruszyć w dżunglę i odnaleźć złote miasto, w którym po prostu jest tyle złota, że Królestwo Hiszpanii obejmie koronę nad światem i po prostu już Królestwo Hiszpanii będzie największym królestwem, a oni doznają zbawienia wiecznego, bo tyle złota po prostu znajdą. I ruszyli. Okazało się, że ruszyli w dorzeczu Amazonki. Zresztą stąd się wzięła nazwa Amazonki, bo oczywiście cała ta wyprawa po drodze, jak mijała wioski, zbierała opowieści. To opowieści były zapisywane. Jedna z tych opowieści, które się pojawiły po drodze, to właśnie na przykład o plemieniu Indianek, które obcinały sobie pierś, żeby strzelać z łuku i że właśnie żyją w Amazonii i że jest takie plemię kobiet, które zaatakowało właśnie. To jest jedna chyba z tych opowieści, jak oni tam płynęli i że zostali zaatakowani przez takie plemię. Właśnie stąd nazwa rzeki Amazonka.
Generalnie ciekawa wyprawa. Później, po latach okazało się, że w tej wyprawie jest opisane jakieś złote miasto. Może nie tyle złote miasto, tylko jest opisana bardzo duża cywilizacja, że mijali domy z ludźmi, że płynęli przez chyba pięć tygodni rzeką i przez pięć tygodni nie kończyły się domostwa wzdłuż brzegów rzeki. Że jest potężne królestwo, które gdzieś nad wielką rzeką i że tam na pewno jest to złote miasto, w którym jest to całe bogactwo zgromadzone. Generalnie taka historia z tym wszystkim. Oczywiście wyprawa się troszkę przedłużyła. Oni płynęli tą Amazonką, zajęło im chyba parę lat. Oczywiście niczego nie znaleźli. Zostały tylko po nim kroniki. Oczywiście też z powrotem wrócił do Hiszpanii, jego kroniki gdzieś zniknęły, potem po stu latach zostały z powrotem odgrzebane.
Generalnie ta legenda El Dorado właściwie została. Było kilku odkrywców, którzy systematycznie co 20, 30, 50 lat ktoś organizował taką dużą wyprawę i jeszcze raz próbował się wbić w dżunglę, żeby odnaleźć właśnie te złote miasta. Przy czym co jakiś czas się pojawiały jakieś takie historie, takie drobne odkrycia, które nieustannie podsycały atmosferę tego, że takie złote miasto musi być. Chociażby samo odkrycie królestw Inka w Peru. Całe ściany w świątyniach wyłożone złotymi płytami, co po prostu szokowało. Przecież jak wzięto króla Indian, Inka do niewoli, to układ był taki, że żeby go wypuścić z niewoli, Indianie muszą przynieść, wypełnić największą komnatę, która była w jego zamku złotem po sam sufit. To będzie wartością ich króla i wtedy król zostanie wypuszczony. Oczywiście król nie został nigdy wypuszczony, został skrócony o głowę, ale oczywiście udało się bez problemu wypełnić. Podejrzenie było takie, że jest o wiele więcej złota. Tym bardziej że Hiszpanie nie trafiali na żadne kopalnie złota, przynajmniej na kopalnie, które by produkowały takie ilości złota, które oni widzą.
Były tam historie ze złotem wydobywanym w Meksyku, były historie ze srebrem wydobywanym w Meksyku, ale właściwie nie były to takie ilości, które by dawały jakąkolwiek racjonalną podstawę do myślenia o tym, że należy szukać gdzieś poza tym terenem. Wyglądało na to, że złoto jest gdzieś głęboko w dżungli i że trzeba je po prostu zdobyć. Generalnie 300 lat te historie trwały. Oczywiście ta legenda narastała. W Meksyku jest legenda o El Dorado, gdzieś tam na pustyni, że jest złote miasto. W Peru jest legenda, że jest El Dorado. Właściwie w każdym z tych miast. W Gwatemali jest legenda, że jest El Dorado. W Ugandzie też jest dokładnie to samo. Co jakiś czas zresztą trafiają aktualnie do nas wiadomości o tym, że odkryto właśnie nowy kompleks świątynny za pomocą satelity i tak dalej.
Być może to El Dorado jest. Też inna sprawa, że okazuje się, że coś znaleziono w ziemi. Jest to takie w miarę świeże odkrycie i wygląda, że być może coś w tym El Dorado jest. Nie wiem, czy jest to do końca złote miasto, ale opowiem wam o tym, co odkryto, bo to jest niesamowita historia. Generalnie było kilku szaleńców, którzy mieli obsesję na tym punkcie i kilku z nich stanowi niejako podstawy, ikony troszeczkę naszej popkultury masowej. Na przykład jedna z takich postaci, która — przepraszam bardzo, jak zwykle z mikrofonem szaleję — jedna z takich postaci, która stanowiła właściwie pierwowzór, jeden z wielu pierwowzorów do Indiany Jonesa, czyli Harrison Fawcett. To był człowiek urodzony w 1867 roku. Podróżnik. Zmarł w 1925. Brytyjski oficer artylerii, który został explorer wtedy, czyli zdobywcą Ameryki Południowej i był też archeologiem.
Generalnie miał obsesję znalezienia tak zwanego zagubionego miasta, bo z czasem El Dorado właściwie jako nazwa została tylko w sumie w Meksyku, a wszędzie na świecie przyjęło się coś takiego jak zagubione miasto. Troszeczkę jak mity Atlantydy, tego typu historie. I zagubione miasto nazywano „Z” popularnie w XVIII i XIX wieku. Jeszcze na początku XX wieku też używano tej nazwy, że to jest miasto „Z”, Zee, Z-Town. Także był taki odkrywca Harrison Percival, bo on miał na imię Percival, więc Percival Harrison Fawcett należał do Królewskiego Klubu Podróżniczego, Towarzystwa Podróżniczego. On generalnie był jeszcze oprócz tego brytyjskim szpiegiem i szpiegował na rzecz królestwa. Oczywiście był wysłany, ponieważ był podróżnikiem i bardzo lubił po dżungli chodzić i generalnie bujał się w tamtej części. Troszkę też Kanadę eksplorował, Brazylii, ale generalnie wierzył w legendę El Dorado i cały czas szukał tego El Dorado. Oczywiście badał historię brazylijskich Indian i tak dalej. Był, że tak powiem, miłośnikiem niczego, tak à propos.
Nie wiem, czy tego, ale na pewno niczego. Zresztą tak twierdził gdzieś tam w swoich zapiskach nawet. Mniejsza o to, zostawmy może jego zapiski, wróćmy do ekspedycji. Słuchajcie, jest to jeden z tych nielicznych ludzi, który opisał, prawdopodobnie jako jeden z niewielu pierwszych białych, ceremonię ayahuaski. Taka ciekawostka. I też dotarł do kilku ziół, do których cywilizacja dotarła właściwie dopiero 30 lat po nim. Także taki naprawdę pionier, zdobywca i odkrywca można powiedzieć. I wszystko to wydarzyło się na początku naszego stulecia, generalnie 1925-1926 rok, gdzie postanowił znaleźć to złote miasto, bo się okazało, że włócząc się generalnie przez swoje zawodowe życie agenta brytyjskiego wywiadu, archeologa oraz podróżnika i badacza oczywiście życia Indian, co jakiś czas trafiał na legendę o złotym mieście. Więc postanowił finalnie znaleźć to złote miasto. Ruszył z wyprawą.
Nigdy tego złotego miasta nie znalazł. Natomiast znalazł masę opowieści, które brzmią tak niesamowicie, że to złote miasto istnieje i potwierdzają w ogóle jego byt. Trafił na ślady starożytnej cywilizacji i jakieś tam rzeczy znalazł. Przede wszystkim znalazł jadeitowe figurki w dżungli. Dosyć nietypową rzecz. I generalnie to wszystko, co chyba po nim zostało. Oczywiście zaginął w dżungli. Jego rodzina do końca nie wierzyła, że został zabity. Do końca życia jego żona twierdziła, że na pewno gdzieś żyje, gdzieś z Indianami został. Być może coś się stało albo został porwany przez Indian.
Generalnie zaginął podczas poszukiwania tego miasta Z. I to była taka postać, która zainspirowała troszkę takie bardzo poważne poszukiwania tego zaginionego miasta. I co się okazuje? Nie jest to do końca taka legenda z tym El Dorado, słuchajcie, bo raptem w latach 90. w Ameryce Południowej, w Brazylii zaczęto robić badania nad ziemią, która znajduje się dookoła rzeki, którą popularnie nazywamy Amazonka. Ta ziemia jest dosyć specyficzna, ma nawet swoją nazwę i nazywa się ją terra preta. To jest taka czarna ziemia, bardzo żyzna ziemia, na której po prostu wszystko rośnie jak dzikie, jakby dostało przyśpieszenia. Każde warzywko rośnie dwa razy szybciej, dwa razy większe i dwa razy lepiej i dwa razy zdrowiej. I ziemia się nazywa terra preta. Ziemia jest niesamowita.
Jest to taki czarnoziem. Fenomen z tą ziemią polega na tym, że ma tak fenomenalną konstrukcję w środku, jeżeli chodzi o florę bakteryjną, że wystarczy ją zebrać na przykład z powierzchni. Ona normalnie gdzieś tam ma do dwóch metrów taka warstwa takiej czarnej ziemi. Wystarczy zebrać te dwa metry tej ziemi i zostawić 20 centymetrów na 20 lat. I kiedy wrócicie na to pole, na którym zostawiliście warstwę 20 centymetrów tego czarnoziemu, się okaże, że ten czarnoziem zamienił ziemię w głąb na głębokość dwóch metrów. Troszeczkę jakby ta ziemia żyła i się wiecznie rozrastała. Taka żyjąca ziemia to się nazywa terra preta. Jest to produkt eksportowy w Ameryce Południowej wszyscy znają tą ziemię, bo jest bardzo chętnie kupowana do kwiatów w doniczkach. Można kupić takie duże torby foliowe z ziemią, która się nazywa terra preta i to jest właśnie ta ziemia, na której wszystko niesamowicie rośnie. I co się okazuje?
W tej ziemi, która się nazywa terra preta zaczęto znajdować bardzo ciekawe znaleziska. Generalnie okazuje się, że bo w dżungli wszędzie jest żółty piasek, po prostu dżungla rośnie i cała Amazonia jest na żółtym piasku i ten żółty piasek jest pokryty właśnie tą warstwą terra preta. Fenomen polega na tym, że ta warstwa nie jest wszędzie, tylko jest takimi górkami, jakby ktoś ją wysypywał co jakiś czas, tak specjalnie organizując to wszystko w jakiś logiczny, sensowny sposób. I wszędzie, gdzie się nie kopie tą terrę pretę, to właściwie wyciąga się z niej ceramikę. I datując tą ceramikę wygląda na to, że żyła tam zaawansowana cywilizacja w okolicach 2000 lat temu. I się okazuje, że przestrzeń, na której ta terra preta z tymi kawałkami ceramiki się znajduje, jest wielkości, co tu dużo mówić, ale jest jak właściwie chyba cała Polska. I wygląda to na taki połączony kompleks malutkich lub trochę większych małych miasteczek, które są połączone ze sobą autostradami, akweduktami, kanałami i to wszystko znajduje się-- nikt tam już nie mieszka. To w ogóle jest często zarośnięte. To w ogóle wygląda bardzo dziwnie. Zaraz wam wyślę linka, gdzie to się znajduje.
To wszystko znajduje się w Ameryce Południowej. W kraju o nazwie Boliwia, niedaleko miejsca, które się nazywa Trinidad. Ale to nie jest ten Trinidad z wyspy, tylko to jest miasto w Boliwii. Bo w Boliwii są dorzecza Amazonki i są takie duże jeziora i tam ta Amazonka wylewa sezonowo. I wygląda to troszkę tak, że kiedy wyleje, to jest taka równa powierzchnia i tylko wyspy wystają z tej wody. I kilku ludzi zaczęło latać nad tymi terenami i robić zdjęcia. I się okazało, że na zdjęciach widać niesamowite Nie jak to powiedzieć. Słuchajcie, widać niesamowitą cywilizację i się okazuje, że te wszystkie sterczące wysepki to takie małe wioski, na których mieszkali ludzie. Dookoła jest przygotowana ziemia, są porobione kanały i to takie kanały rekultywacyjne na parędziesiąt mil, długie aż po horyzont. Generalnie się okazuje, że była gigantyczna cywilizacja.
Zaczęto kopać oczywiście w części tych wysp i sprawdzać, co się znajduje w głąb ziemi. Okazuje się, że wszędzie praktycznie znajduje się ceramika, że w dorzeczu Amazonki żyły miliony ludzi. Do tej pory wszyscy myśleli, że właściwie cała populacja Amazonki to są tacy Indianie zbieracze generalnie, czyli łowcy zbieracze, dziko żyjąca sobie wspólnota w lesie, która biega na bosaka, co upoluje i co zerwie z krzaka, to tyle jest jedzenia i to wszystko. Jak się wioska znudzi, to się przenoszą w inne miejsce lasu i tak sobie żyją. Tu się okazuje, że nie do końca. Tu się okazuje, że dokładnie albo tuż chwilę przed przyjściem tych dzikich plemion, które zamieszkały gdzieś w Meksyku, zamieszkały gdzieś w Peru, zaczęły wyznawać te wszystkie dziwne kulty, które polegały na ludzkich ofiarach, na wyrywaniu serc, na jakichś krwistych rytuałach. I się okazało, że chyba dużo ludzi uciekło do Amazonii i stworzyli jakąś alternatywną cywilizację. I to nie cywilizację zbieraczy i łowców, takich naprawdę prostych ludzi, tylko bardzo zaawansowaną, gdzie praktycznie można przekultywować bez żadnych narzędzi — nic tam nie znaleziono specjalnie — w taki naturalny, organiczny sposób całe dorzecze Amazonii. Przestrzeń tego jest tak potężna, że na przykład po zbadaniu tej otwartej przestrzeni, na której Amazonia wylewa w samej tylko Boliwii się okazuje, że praktycznie około cztery piąte tego terenu jest pokryte dokładnie resztkami tej cywilizacji. I to jest coś potężnego, coś naprawdę gigantycznego.
Zaczęto robić badania dalej nad tym wszystkim, bo oczywiście nie jest to jedyne miejsce, gdzie potencjalnie może znajdować się coś takiego. Tuż obok granicy z Boliwią jest Brazylia, gdzie właściwie znajduje się największa część Amazonki, ta najbardziej dzika, pośrodku kompletnej dzikiej dżungli. Zaczęto tam robić badania i sprawdzać, co się dzieje, czy przypadkiem tam nie zostanie znaleziona jakaś anomalia w tym stylu. Okazało się, że oczywiście znaleziono i że dokładnie taka sama historia się powtarza wzdłuż całej Amazonki, że są dokładnie takie punkty. Nie wszędzie oczywiście, to nie jest na całej długości rzeki, tylko są takie specyficzne punkty, które są pokryte dokładnie tą terra preta. Nikt właściwie nie wie do tej pory, jak została zrobiona ta ziemia. Tajemnicą tej ziemi jest to, że składa się z tak zwanego węgla drzewnego, takiego niedopalonego, że to jest taki główny składnik tej ziemi i to wszystko, co wiadomo. To jest specyficzne, bo ona jest właśnie dlatego czarna, to taki czarnoziem. Nikt absolutnie nie ma pojęcia, skąd to się wzięło. Wygląda to jak film science fiction.
Wygląda troszkę tak, jakby przylecieli kosmici, kurde, z kosmosu, naprawdę. Jakąś gigantyczną kosmiczną koparkę, przekopali całą rzekę Amazonkę dookoła po lewej i po prawej stronie i wysypali specjalne górki z ziemią terra preta, żeby tam sobie wszystko elegancko rosło. A ta ziemia ma jakieś dziwne grzyby, które zamieniają, które użyźniają wszystko. W ogóle taka żywa ziemia. Okazuje się tak wzdłuż Rio Negro poprzez całe dorzecze Amazonki, tak się ciągnie. Obszar tego jest tak potężny, że właściwie kiedy to się policzy wszystko w całości, już zostawiając samą Boliwię, bo generalnie to nie jest mały kraj, ale jak się policzy w całości, to wygląda na to, że to jest coś jak dwukrotność obszaru Anglii. Taka powierzchnia dookoła rzeki Amazonka. I ktoś to musiał zrobić, bo gdziekolwiek się nie wbije łopaty w tą dziwną ziemię, która się właśnie nazywa terra preta, gdziekolwiek się nie robi jakiegokolwiek wykopu, ciągle się wyciąga kawałki ceramiki. Czyli widać, że na tych stanowiskach archeologicznych czy na tych kawałkach ziemi żyły cywilizacje i żyły przez setki czy może tysiące lat. Nikt do końca nie wie, bo jest to dżungla i wiadomo, że w dżungli wszystkie te organiczne substancje się bardzo szybko i bardzo łatwo rozkładają.
Także bardzo ciężko znaleźć jakiekolwiek kości, cokolwiek, co jesteśmy w stanie datować. Szczęść lub nieszczęście znajdujemy kawałki ceramiki i to właśnie nam mówi, że to, co się tam działo, czyli całe życie, działo się mniej więcej pomiędzy 3000 lat temu a 2000 lat temu. Nie znajduje się za dużo złota. Właściwie chyba praktycznie może jakieś kawałki złota. Ja nie słyszałem o tym, żeby znaleziono jakiekolwiek historie związane ze złotem. Za to znajdowany jest jadeit, czyli generalnie po raz kolejny wygląda na to, że jest kultura, która właściwie jest bardziej zorientowana na jadeit niż na złoto. Jeszcze taka ciekawostka z ostatnich dosłownie tygodni. Okazało się, że na Jukatanie odnaleziono jakieś resztki kultury, która była przed Majami i przed Aztekami, czyli tej zaginionej, ponoć tajemniczej kultury, która była pośrednikami pomiędzy miastami, które zbudowali ponoć bogowie, a później tam przyszli ich królowie, którzy mieli pilnować boskich zasad na ziemi, które jak się później okazało, zostały kompletnie wypaczone i wszyscy zaczęli się mordować nawzajem. Nie tylko tam, bo i w Europie. I tam są takie legendy na ten temat.
Oczywiście znaleziono złoto i się okazuje, że design, wzory tej biżuterii są tak inne i tak odbiegają od tego, co jest znajdowane w późniejszych warstwach archeologicznych, że znowu wszyscy potracili głowę. Zaczęli się zastanawiać, co się dzieje i skąd to się wszystko bierze. I dalej właściwie nikt nic nie wie. Czyli znowu pojawiła się masa kolejnych nowych pytań, na które nikt absolutnie nie ma żadnej odpowiedzi ani żadnego pomysłu w ogóle skąd wziąć odpowiedź. No i co, proszę państwa, jak jest z tą cywilizacją, z tymi złotymi miastami? Jak to jest z tym El Dorado? Bo tu się okazuje, że właściwie, jak patrzę na mapę, to nie jest to jedna trzecia. Jedna czwarta Ameryki Południowej zajmowała cywilizacja, o której nie mamy bladego pojęcia, którą właśnie aktualnie powoli odkopujemy. Zdjęcia z satelitów są niesamowite, szczególnie te z Boliwii, gdzie na potężnej przestrzeni ziemi widać rysunki Nazca, takie gigantyczne przeorane wzory geometryczne ciągnące się po horyzont. I to wszystko nie są jakieś przypadkowe wzory geometryczne, tylko są specjalnie nawadniane pola, które są specjalnie zaprojektowane jedno po drugim.
Tak się ciągną po horyzont ze specjalnymi kanałami, z sieciami dróg, jeszcze z sieciami dróg wybudowanymi w bardzo specyficzny sposób. Na przykład są to kanały budowane tak, że są robione dwa wały po lewej i po prawej stronie. W środku płynie rzeka jak w akwedukcie i po jednej stronie jest niski wał i po drugiej jest dwa razy wyższy, żeby zachować zasadę asymetrii. To jest bardzo zdrowe. Dopiero teraz się wraca do takiego projektowania właśnie, żeby na przykład jak rzeka wylewa. Bo o co chodzi? Jak rzeka wylewa na dużej przestrzeni, to się robi takie jezioro. I oczywiście naturalne jest to, że jak rzeka wyleje, to się później zaczyna cofać. Jeżeli wszystkie te akwedukty, wszystkie te zapory, wszystkie te małe murki wzdłuż tej przestrzeni będą miały tą samą równość, tą samą wysokość, to jak woda będzie się cofała, to właściwie nic nie zostanie w tych miejscach, po prostu nic nie zostanie zatrzymane. A jak jest jeden murek wyższy, a drugi niższy, to wtedy tak przelatuje i zasila kanał z jednej strony.
Dzięki temu w kanale płynie woda wyżej. Nie wiem, czy rozumiecie, o co mi chodzi. Jest taka sztuczka generalnie, że dzięki temu jest dłużej utrzymywana woda w kanałach, szczególnie właśnie w tym momencie, kiedy zaczyna odpływać, kiedy nadchodzi pora sucha. Bo ta dłuższa ścianka z jednej strony dookoła kanału utrzymuje trochę więcej wody przez te pół miesiąca czy przez ten miesiąc akurat na tyle, na ile wystarczy. Generalnie taka dosyć przemyślana konstrukcja. I się okazuje, że tych konstrukcji jest co niemiara i że dopiero teraz zaczęto to badać. Inna sprawa, że jest to naprawdę potężne. Są na przykład bardzo niesamowicie wyglądające geometryczne konstrukcje, gigantyczne koła, gigantyczne kwadraty i to wszystko znajduje się w Boliwii, właściwie w całej Boliwii. Jeżeli sobie wjedziecie na Google Maps, to właściwie w każdym miejscu znajdziecie. Szczególnie bliżej Amazonki, szczególnie w północnej części Boliwii, szczególnie blisko jezior.
Tam jest masa takich miejsc i te wszystkie wysepki, te wszystkie linie pomiędzy wyspami się okazują zaprojektowanymi przez ludzi traktami, które były używane przez prawdopodobnie, z tego, co wiemy na razie 2000 lat. Użytkownicy tego wszystkiego zniknęli. Ale co się okazuje? Bo jeszcze oprócz tego wszystkiego są robione jakieś tam drobne wykopaliska, o których wspomniałem. Akurat one są robione w Boliwii. I o tyle, o ile jeszcze są dwie resztki pali po tych domach. I jak archeolodzy zaczęli porównywać, to się okazuje, że do tej pory w kilku miejscach jeszcze w Amazonii używa się tej samej technologii. Ludzie żyją w ten sam sposób. Także udało się niejako zrekonstruować troszeczkę styl życia, przynajmniej tak wstępnie. Także możemy mniej więcej wiedzieć, w jaki sposób mieszkano.
Są takie wyspy, na których było od 50, od 20 do czasami może większej społeczności. Małe lokalne społeczności z własnymi polami, z własnymi uprawami. Wszystko doskonale zorganizowane kanałami. Ludzie podróżowali, pływając tymi kanałami pomiędzy wioskami na przykład. Takie historie. Wygląda to niesamowicie i być może ten hiszpański konkwistador, który tak troszkę nakłamał, bo jak on popłynął tą Amazonką, to później to opisał oczywiście w pamiętnikach. To się później okazało, że rzeczywiście ani tych Amazonek bez piersi tam nie było, to tam jeszcze ludzi opisał. Ludzi, którzy nie mieli głowy, a oczy mieli na klatce piersiowej. Oczy, usta i nos wyrastały bezpośrednio na klatce piersiowej. Generalnie takie troszeczkę bajki.
Podejrzewam, że też, żeby zachwycić trochę sponsorów po powrocie do Hiszpanii. To już inna sprawa. Ale gdzieś ta legenda chyba została, bo w jego zapiskach są wspomnienia właśnie o tym potężnym królestwie, że płynął przez pięć tygodni i przez pięć tygodni po obu stronach rzeki było gigantyczne królestwo. Były domostwa, stały domy na palach, ludzie sobie normalnie żyli, mieszkali i tak dalej. Także być może ta legenda dotarła do niego. Może tego tak naprawdę na własne oczy nie widział, bo wygląda na to, że właściwie wszyscy mieszkańcy tego miejsca nie doczekali czasu, kiedy biali dotarli do Do nich na spotkanie, bo bakterie, które biali przywieźli do Ameryki Południowej, zabiły ich szybciej niż sam widok nowych przybyszy. Tak, proszę państwa. W taki oto sposób zniknęła jakakolwiek informacja po gigantycznej cywilizacji, która właściwie wyglądała to była dookoła całej rzeki, którą nazywamy teraz Amazonka. I nikt z nas nie ma bladego pojęcia, jak to zostało zrobione. Skala tego przedsięwzięcia to jest jak wziąć i zaorać praktycznie całą Europę.
I to jest tak ekologicznie zrobione, tak idealnie dopasowane do natury. Do tej pory zresztą często w Boliwii używane przez lokalnych Indian. Do tej pory oni żyją na niektórych z tych wysp i funkcjonują do dzisiaj w ten sam sposób. To jest niesamowita historia. Jest tego masa. Na razie ludzie zaczynają tam kopać, wyciągać jakieś tam rzeczy z ziemi. Na razie jeszcze nie znaleziono żadnego złotego miasta. Ale słuchajcie, są legendy, że to złote miasto być może w rzeczywistości jest. Ja myślę, że ta legenda o tym, że było takie miejsce, gdzie Indianie przenieśli wszystkie swoje skarby najcenniejsze do jakiegoś miejsca. Myślę, że trochę prawdy w tym jest.
Jest taka słynna legenda o jednym z zakonników, misjonarzy mieszkających gdzieś w Ameryce Południowej, zdaje się w Peru, który zaskarbił sobie przyjaźń lokalnych Indian, lecząc ich za darmo i pomagając, chroniąc ich i dając im wsparcie i opiekę. Jako jeden z nielicznych białych na tyle zdobył zaufanie Indian, że podzielili się z nim tajemnicą, że w górach, które dzielą Amazonię, bo z jednej strony jest Amazonka, góry i zaczyna się wybrzeże i zaczyna się Peru i zaczynają się właśnie te dziwne budowle typu Nazca i tak dalej. Zaraz jak się kończy dżungla, zaczynają się góry i Peru. I tam jest legenda, że w tych jaskiniach gdzieś na granicy dżungli i gór właśnie Indianie tak naprawdę pochowali te najcenniejsze złoto, które jest przekazem, opowieścią o naprawdę pradawnych przodkach. Że te nowe złoto, te, które Hiszpanie zabrali, to było tak naprawdę przekute przez już nowe cywilizacje. To było coś już nie aż tak cennego, niesące ze sobą takiej wartości jak to oryginalne. To, które pochodzi oryginalnie gdzieś tam sprzed być może 12 000 lat, być może sprzed tej gigantycznej katastrofy, o której czasami gdzieś tam się słyszy, że mogła takowa być. Być może, proszę państwa, być może. No i jest taka legenda właśnie, że Indianie kiedyś mu przynieśli właśnie z tych jaskiń kawałki tych artefaktów. Są nawet zdjęcia czarno-białe.
Nie pamiętam w tym momencie nazwiska tego zakonnika. Ale generalnie znana taka historia. Być może są gdzieś jeszcze takie jaskinie w dżungli. Kto to wie? Słuchajcie, powoli się odkrywa coraz więcej. Teraz ta fotografia satelitarna robi się coraz bardziej dokładniejsza, coraz bardziej precyzyjna. W Panamie odkryto jakiś nowy kompleks, w Nikaragui, w Hondurasie, w Gwatemali, w Meksyku też się odkrywa nowe rzeczy w dżungli. Generalnie jest tego jeszcze masa. W Kolumbii jest masa rzeczy do odkrycia, podejrzewam. Słuchajcie, ponoć samo tylko Peru, tak oficjalnie statystyki mówią, że mamy takie mgliste pojęcie o 3% tego, co potencjalnie może się znajdować w ziemi.
Czyli kto wie? Słuchajcie, a pytań na temat pochodzenia ludzkości, na temat pochodzenia człowieczeństwa i tego, skąd się wzięliśmy, jest tyle, że jest jakaś tam szansa, że być może tam jest część odpowiedzi na te pytania, na które próbujemy znaleźć odpowiedź. To co, moi drodzy, to ja robię małą przerwę, proszę państwa, małą przerwę i powoli kończymy tą hiperprzestrzeń. Mam nadzieję, że może uda nam się kiedyś znaleźć to złote miasto. Bo jest jeszcze jedna sprawa z tym złotym miastem. Taka ostatnia historia już El Dorado. Ale o tej ostatniej historii, o ostatniej hipotezie na El Dorado po muzyce, proszę państwa.
[01:46:26] - Halo, halo. Tomek.
[01:46:29] - Jesteśmy.
[01:46:29] - Halo, halo. Słyszymy się?
[01:46:30] - Idealnie. Jesteśmy. Halo, halo. Witam w EVL 8. Witam serdecznie. Halo, halo.
[01:46:39] - Cześć. Chwileczkę mnie nie było. Nie wiem, czy mnie słychać teraz, czy nie.
[01:46:45] - Idealnie. Słychać, wszystko jest okej.
[01:46:47] - Idealnie? Bo ciągle coś zmieniam w tym Skypie, w ustawieniach.
[01:46:54] - Nie zmieniaj nic, Szeku. Zostań tam, gdzie jesteś. Ja poprawię swój mikrofon, może to zrobiło różnicę.
[01:47:01] - Było coś może o tajemniczych tunelach pod Ameryką Południową?
[01:47:07] - Nie.
[01:47:10] - A będzie coś?
[01:47:12] - Nie dzisiaj.
[01:47:14] - Nie dzisiaj?
[01:47:15] - Słyszałem te historie, ale właściwie nie ma żadnego potwierdzenia za bardzo na te tunele. Tak troszeczkę jak urban legend brzmią te tunele. Jest trochę opowieści o tunelach w górach w Peru, tam gdzie są góry, gdzie jest Machu Picchu i tego typu historie. Są takie opowieści z Brazylii. Jest taki przełom na jednej z gigantycznych rzek, takie gigantyczne wodospady w Brazylii i tam jest legenda, że właśnie znajdują się jaskinie, w których znajduje się El Dorado, że tam Indianie ukryli wszystkie te rzeczy. Tam schowało się to właściwe, dobre królestwo z tym całym złotem. Że tam są jakieś jaskinie, ale żeby były jaskinie takie pod całym kontynentem?
[01:48:04] - Tam mieli to złoto schować Indianie, jak się dowiedzieli, że Atahualpa został zabity.
[01:48:09] - Jakoś tak. I oni właśnie tam się ponoć wybierali. Tam ludzie próbują się wbijać, bo to jest bardzo ekstremalne miejsce, ale nikt niczego do tej pory nie znalazł. Tam jest legenda, że ktoś znalazł jakiś gigantyczny kawałek złota w latach 50. Ale to jest tylko legenda. Nikt tego złota oczywiście nie widział, nikt nie zrobił żadnego zdjęcia. Także często trzeba brać pod uwagę, że przy takiej historii jest dużo ludzi, którzy po prostu chcą w to wierzyć. Czasami.
[01:48:40] - Tam podobno ktoś był, ale szybko stamtąd wyszedł, bo przez zanieczyszczone powietrze nie szło tam zbyt długo wytrzymać.
[01:48:50] - Ale są opowieści o jaskiniach, w których Indianie-
[01:48:54] - Są doniesienia, ale zdjęć, jakichś dowodów mocnych na to nie ma.
[01:48:59] - Jest coś takiego. Może nie tyle o jaskiniach, jest może podobnym tropem. Posłuchaj. Są miejsca, które się nazywały cenote w Środkowej Ameryce, czyli w Meksyku, Gwatemala, Jukatan, tego typu miejsca. Są takie jaskinie wulkaniczne, coś w rodzaju dużej dziury w ziemi, gdzie w środku jest woda idealna, cieplutka, przezroczysta. Czasami sobie pływają jakieś rybki. Generalnie jest nieprzeciętnie malowniczo. Zwisają liany dookoła i to jest taka dziura w ziemi, taki naturalny basen. I to się nazywa właśnie cenote. Takie naturalne baseny.
W Meksyku są znajdowane na przykład takie miejsca, w których są resztki przedmiotów rytualnych. Widać generalnie, że tam były jakieś rytuały odprawiane, jakieś ceremonie. Jest znajdowane jakieś złoto, jakieś figurki, które były wrzucane do niektórych takich cenote, które były traktowane jako wyjątkowe, że tam mieszkały jakieś moce. Są takie historie.
[01:50:07] - Są historie. Dosyć dużo też jest tych historii o tunelach.
[01:50:12] - Słuchaj, co ty wiesz o tunelach? Co ty wiesz o tunelach, mój drogi? Bo ty wiesz więcej ode mnie, jak mnie znasz życie.
[01:50:19] - Wiem tyle, ile zamieściłem w tym przesłanym artykule, do którego link ci przesłałem na Skypie. Nie wiem, czy to odebrałeś.
[01:50:28] - Jeszcze nie. Przepraszam bardzo, bo czasami nie zdążę. Ale opowiedz.
[01:50:37] - Tutaj między innymi jest o ogromnych skarbach, między innymi ukrytych w podziemnych sklepieniach, o jakichś artystycznych ogrodach wykładanych też z ręcznie obieranego złota, cennych klejnotów i tak dalej. Były też pogłoski o złotych płytach z dziwnymi napisami wygrawerowanymi po ich lśniącej stronie. Oczywiście te złote płyty są normalnie widoczne podobno, ale napisy na nich stają się widoczne dopiero w określonych warunkach oświetleniowych. Tutaj w artykule między nimi są informacje jakieś od Ericha von Dänikena, który twierdzi, że był w sieci tych tuneli, które biegną tysiące kilometrów pod kontynentem południowoamerykańskim. I Däniken powiedział między innymi w swojej pracy „Złoto bogów”, że przebywał w tych tunelach w towarzystwie ich odkrywcy Juana Moritza, węgierskiego imigranta będącego obecnie obywatelem Argentyny. I wejście do podziemnego labiryntu ma się znajdować podobno w prowincji Morona Santiago w Ekwadorze. Nie wiem, czy coś słyszałeś o tym.
[01:51:50] - Słyszałem. Tam jest historia z tym zakonnikiem, który miał świetne kontakty z Indianami. To właściwie od niego zaczęły się te opowieści, bo oni pierwsi przynieśli te artefakty do niego. Kiedy zmarł, te artefakty zniknęły. I są jakieś zdjęcia. Są czarno-białe zdjęcia tych artefaktów. Jest raptem ich może pięć czy sześć. Są właśnie takie dziwne tablice, dziwny język, który wygląda troszkę jak... Są takie podejrzenia, że etruski tak wyglądał język.
[01:52:23] - I właśnie według Dänikena, Däniken twierdzi, że zobaczył te pomieszczenia z płytami o metalicznym połysku. Szukam w tej chwili zdjęć tych, czy on tam jakieś zdjęcia wykonywał, ale chyba jeżeli wykonywał, to coś trudno je dostać. Jeszcze nie trafiłem. Może ktoś ze słuchaczy Paranormalium albo Radia Nafalibem poszuka i coś tam znajdzie ciekawego. I właśnie pierwsze wzmianki o tych podziemnych tunelach miały się pojawić w chwili, gdy już konkwistadorzy najechali na Amerykę Południową. I właśnie don Francisco Pizarro, były świnio pas, porwał inkaskiego władcę i przetrzymywał go dla okupu właśnie tego Atahualpy. Don Francisco narysował taką czerwoną linię biegnącą dwa i pół metra nad podłogą w celi o wymiarach pięć na siedem metrów.
[01:53:21] - Do końca zablokować złotem.
[01:53:25] - I właśnie Inkowie obiecali, że wypełnią pomieszczenie złotem, żeby tylko uwolnić władcę. Ale okazało się w międzyczasie, jak już złoto było w drodze, że Atahualpa jednak został zabity.
[01:53:38] - Został ochrzczony i zabity przede wszystkim, bo nie mógł zostać zabity jako niewierny, więc został ochrzczony.
[01:53:43] - To już w ogóle skandal nad skandale.
[01:53:47] - Nie no tak wtedy było. Tak wtedy było to robione, bo chodziło o to, żeby właśnie wtedy w imieniu Pana po prostu odebrać. Musiałeś jeszcze ochrzcić. Zabranie złota to za mało.
[01:53:57] - Trzeba było po bożemu.
[01:53:58] - Trzeba było po bożemu. Dokładnie.
[01:54:00] - Właśnie dowiedziawszy się o tym zabójstwie, Inkowie ukryli złoto. I właśnie jedna z teorii mówi, że schowali to złoto po prostu po tunelach tak, żeby jak najtrudniej było je znaleźć. I dlatego właśnie większości tego złota do dzisiaj nikt nie znalazł.
[01:54:19] - Słuchaj, Machu Picchu zostało odkryte raptem niecałe 100 lat temu i to też przez zupełny przypadek. I wyobraź sobie, że w takich górach masz kilka jaskiń i masz ludzi, którzy operują taką technologię. Bo jak ktoś bierze taką granitową skałę i potrafi ją wykręcać jak plastelinę i ta skała na przykład ma jakieś 200 ton wagi, taka jedna, taki bloczek i on po prostu potrafi to robić, to myślę, że zrobienie jaskiń i załadowanie tam jakiegokolwiek kontentu nie jest żadnym problemem. Inna sprawa, że w ogóle ta historia z jaskiniami to też nie jest jeden kontynent, bo jest opowieść o arce Noego, która na przykład zawsze, kiedy cokolwiek się dzieje dookoła miejsca, gdzie jest arka, zawsze jest chowana w jaskiniach, bo miejsce znajduje się blisko gór i te góry są przeryte ponoć jaskiniami i tam arka jest automatycznie chowana, kiedy jest tylko jakiekolwiek zagrożenie dla arki w Etiopii. Podobnie przecież te gigantyczne podziemia w Turcji, które można sobie teraz zwiedzać, prawda? To miasteczko całe. Generalnie jest masa takich opowieści na temat właśnie królestw pod ziemi, w ogóle generalnie w mitologii przede wszystkim na przykład Majów, Azteków w ogóle królestwo pod ziemię jest czymś takim normalnym. Są w ogóle jaskinie do tej pory znajdowane. Chyba nawet właśnie, żeby było zabawniej, też w Tenochtitlán znaleziono przecież jaskinię teraz kolejną, w której znaleziono jakieś resztki kości ludzkich. Kolejna jaskinia, która była używana do ceremonii jakichś drapieżnych.
Także jest trochę tego.
[01:55:55] - Także może trzeba będzie poczekać na taki też przypadek, że ktoś tam coś znajdzie. Na razie mówimy, mamy podania, mamy pogłoski, ale jakiegoś takiego Naprawdę mocnego dowodu musimy poczekać.
[01:56:12] - Ja na mocny dowód patrzę na te wszystkie wykopaliska dookoła Amazonki, a szczególnie właśnie te historie związane z tą dziwną kulturą w Boliwii, która sobie nagle odkryto gigantyczną. To są miliony ludzi. Jak spojrzysz na zdjęcia, to zobaczysz. Wrzuciłem linka do miejsca, gdzie to się znajduje w Boliwii i można sobie oglądać wszystkie te paski, które wisi na tym zdjęciu. To są prehistoryczne budowle. Tam nikt nie mieszka już od co najmniej 2000 lat. Od 1000, 2000 lat. Jeszcze ktoś mieszkał, jak Hiszpanie przyjechali, zanim się pojawiła zaraza od Hiszpanów, która wytłukła wszystkich miejscowych. I z tym wszystkim, bo mamy ostatnie minuty.
[01:56:57] - Dobrze, to ja w takim razie nie będę tych ostatnich minut zajmował, tylko przechodzę na nasłuch.
[01:57:02] - Dziękuję bardzo. To był Ivellios.
[01:57:04] - Dziękuję również. Dobranoc i pozdrawiam wszystkich.
[01:57:08] - Dziękujemy bardzo, nawzajem. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i słuchaczy Radia NOFA i wszystkich, którzy są na czacie. Pozdrawiam. I Ivelliosa. Pozdrawiam serdecznie. Miałem opowiedzieć i już widzę, że nie zdążę. W takim razie nie będę na siłę próbował opowiedzieć czegoś w jednym zdaniu, czego się w jednym zdaniu nie da opowiedzieć. Ale jest jeszcze jedna hipoteza, bardzo ciekawa, związana właśnie z tą cywilizacją i myślę, że tę hipotezę pociągnę w przyszłym odcinku „Hipoprzestrzeni”, bo ona oprócz tego, że jest związana z cywilizacją, która jest znajdowana w Boliwii dookoła Amazonki, to jeszcze są bardzo dziwne opowieści o tej cywilizacji z Meksyku, o szamanach, o bardzo dziwnych ludziach, o na przykład plemieniu szamanów, które postanowiło całe się wyprowadzić i zamieszkać w dziwnym, innym wymiarze. W ogóle niesamowite historie są z tym związane i to wszystko ciągle się kręci dookoła takiego cyklu w historii, który jak właśnie mawiają Indianie i nie tylko Indianie, wiele kultur, że co jakiś czas nadchodzi taki moment, że nasze drogi się krzyżują i wiele wymiarów wpada na siebie. Indianie nazywali to momentem przejścia.
W ich mitologii był to moment, kiedy przechodzili niejako spod panowania boga wojny, który wyznaczał zasady, takie bardzo brutalne zasady życia, pod panowanie boga pokoju, dostawku i spokoju na świecie. I na tym to polegało. I teraz teoretycznie według tych wszystkich indiańskich opowieści i nie tylko indiańskich, właściwie jesteśmy dokładnie w tym samym momencie. Mamy swojego Corteza, który postanowił ruszyć na Bliski Wschód i zrobić Irak i Afganistan. Mamy swoje szaleństwo. Mamy ludzi, którzy twierdzą, że Ziemia jest płaska. W czasach, kiedy był zdobywany Nowy Świat, ludzie płonęli w Hiszpanii na stosach za to, że twierdzili, że Ziemia się kręci dookoła innych planet. A już jak Słońce się kręci dookoła innych planet na przykład albo w ogóle, że Ziemia nie jest centrum świata i nie ma sfer niebieskich, to się na stos szło, moi drodzy. I w tym samym czasie odkrywano Nowy Ląd. W tym samym czasie panował chyba największy ciemnogród, jaki mógł panować.
Wtedy wprowadzono zasady ekonomii, które właściwie rządzą do dzisiaj, czyli tą ekonomedię, zasady domu, czyli to, że właściwie wszystko się robi niewolnikami, że chodzi po prostu o niewolników, o niewolnictwo po prostu tylko i wyłącznie. I że to jest taka zasada podporządkowania tego wszystkiego, że tak musi być, że trzeba znaleźć niewolników i niewolnicy muszą pracować na całą resztę. I tak ma wyglądać całe społeczeństwo. Ma się dzielić na właścicieli i niewolników. Tak powstały zasady współczesnej ekonomii. Wyzysku człowieka przez drugiego człowieka. Usankcjonowane prawnie przez samego papieża, Watykan i wszystkich możliwych królów Europy po to, żeby w momencie, kiedy w Europie się zaczęło gotować z protestantyzmem, po to, żeby Watykan dalej nie tracił wpływów, żeby Watykan dalej siedział przy kasie i dalej miał wiodącą i przewodnią rolę. Co zresztą się doskonale udało, bo wyprawa do Nowego Świata spowodowała, że ten system przetrwał kolejne 200 lat. Może nie do końca 200 lat, bo kiedy Hiszpanie przywieźli praktycznie całe to złoto, jeszcze Portugalczycy dołożyli do tego, jeszcze Hiszpanie, jeszcze Anglicy i nagle wszyscy przywieźli to całe złoto, to 100 lat później Europę dotknęła gigantyczna inflacja i takie prawo karmy dotknęło Europę, która po prostu zbankrutowała. I te największe imperia, które powstały właśnie w owych czasach, mordując miliony ludzi, czyli Hiszpanie, którzy właściwie wycięli w pień cały Meksyk, Portugalczycy.
Takie prawo karmy zadziałało. 100 lat później praktycznie byli nędzarzami. Się okazało, że złoto, które przywieźli z Nowego Świata, doprowadziło ich do ruiny. Co zostało z szalonych krwawych kultów w Ameryce Południowej? Też nic. Też zostały wycięte. Spotkały równych sobie. Te szalone, dzikie plemiona, które przyszły do tych miast w dżungli, odkryły te miasta jeszcze raz. Zaczęły robić tam krwawe ofiary z ludzi. Bardzo szybko spotkały jeszcze bardziej krwawych oprawców, którzy przypłynęli z drugiego końca świata.
I się okazało, że tamci też nie mają żadnej litości, żadnych skrupułów i bardzo lubią mordować, a już szczególnie w imię Pana. Obydwóch psychopatów po obydwu stronach i zarówno Montezumę i Corteza łączyło to, że mieli wizje od swoich bogów. Ale o tym wszystkim, o wizjach i o troszeczkę innej stronie tej całej historii, o tym, że być może jakiś odprysk tego wraca w dzisiejszych czasach. Jeżeli świat jest kwantowy, to naturalne jest to, że to, co się zdarzyło na przykład 500 lat temu, może powodować jakąś falę, która na przykład co 500 lat wraca. Jest taka fala, która uderza i mamy więcej powera w sobie, więcej energii i możemy więcej rzeczy zrobić. Jak na ironię, gdyby Montezuma nie był takim dupkiem, gdyby nie był tak chciwym, krwawym dyktatorem, który lubi mordować ludzi, to żadne z plemion indiańskich na Jukatanie nie zbuntowałoby się przeciwko niemu i wszystkie stanęłyby w jednym szeregu przeciwko Hiszpanom i Cortés nie miałby żadnych szans, żeby zdobyć Jukatan, żeby w ogóle zdobyć Meksyk, żeby podbić całą tą cywilizację. Jednemu plemieniu zabrakło jednego dnia. Tak że jakby się wszystkie plemiona zjednoczyły, to Cortés nie miałby ani grama szansy. Być może cywilizacja potoczyłaby się w zupełnie inny sposób. Być może ekonomia wyglądałaby w inny sposób.
Być może okazałoby się, że powstałaby jakaś zupełnie odwrotna siła, jakaś przeciwwaga do tego barbarzyństwa na świecie. A okazało się, że wszystko poszło w kierunku barbarzyństwa, w kierunku wyzysku człowieka przez drugiego człowieka w imię złota, w imię nowego boga, po którego popłynięto aż do Nowego Świata w imię złota. A o innych sprawach z tym związanych, proszę państwa, w następnej „Hiperprzestrzeni”. Tak że dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie. Zapraszam za tydzień, a wszystkich pozostałych zapraszam na wieczorową porę. To była „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali oraz w Radiu Paranormalium. To była „Hiperprzestrzeń”. Nie wiem nigdy jak skończyć. Dziękuję bardzo za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Wow!