[00:02] - Wyznawcy szatana, członkowie sekt, niewolnicy tajemniczych głosów z zaświatów. Do cna źli ludzie. Krwawy Podwieczorek. Witam was wszystkich bardzo serdecznie w kolejnej audycji pod tytułem Krwawy Podwieczorek. Nazywam się Persefona i opowiadam wam o najbardziej niebezpiecznych seryjnych mordercach w historii świata. Dzisiejsza audycja poświęcona będzie pewnemu bardzo specyficznemu seryjnemu mordercy. Jest to dla mnie dość specjalna osoba, ponieważ po pierwsze pochodzi z mojego rodzinnego miasta, a po drugie po raz pierwszy usłyszałam o nim jako bardzo mała dziewczynka. Dzisiaj posłuchacie o Karolu Kocie. Karol Szczepan Kot urodził się 18 grudnia 1946 roku w Krakowie. Pochodził z rodziny inteligenckiej.
Jego ojciec był inżynierem, matka działaczką społeczną. Mieszkał na ulicy Meiselsa 2. Był zwykłym chłopakiem, który nie za bardzo wyróżniał się niczym wizualnie. Był raczej niski, słabo zbudowany. Miał młodszą o osiem lat siostrę. Jako dziecko nie chodził do przedszkola, a po szybkim skończeniu podstawówki, jak sam uznał, zdawał do Technikum Łączności, ale nie dostał się tam z braku miejsc. W wieku 10 lat chorował na dyfteryt, przez co leżał w szpitalu, a poza tym był raczej zdrowym chłopakiem. W szkole lubił przedmioty techniczne. Był bardzo słaby z polskiego. Miał z tego przedmiotu poprawkę i z tego powodu przeżył załamanie psychiczne.
Interesowało go wszystko, co służyło na wojnie do niszczenia ludzi. Jako uczeń był pilny, ale uczył się przeciętnie. W jego klasie nikt niczego nie podejrzewał. Uwielbiał krwawe historie i kiedy koledzy mu je opowiadali, jak to stwierdził jeden z jego kolegów, obleśnie rechotał. Na praktykach, jakie odbywały się w technikum, do którego chodził Karol, pewnego razu dosypał on swojemu koledze trucizny do herbaty. Kolega nie wypił tej herbaty, ponieważ wyczuł, że coś jest nie w porządku. No ale jak widać Karol nie hamował się. Był nadpobudliwy. Pewnego razu koledzy w czasie przerwy popychali go na korytarzu, a Karol dostał szału i wyciągnął, jak to jego kolega stwierdził, nie wiadomo skąd nóż i wszyscy odskoczyli pod ściany i zamarli. Chodził dość niedbale ubrany.
Nosił prochowiec. Jak to kolega stwierdził, wyglądał trochę jak Columbo. Pewnego razu jeden z jego kolegów podpuścił go, że ponieważ Karol cały czas nosił przy sobie nóż, nie przebije on ławki szkolnej. W tym momencie Karol wyciągnął nóż i z hukiem przebił tą ławkę, przez co polonistka zabrała mu nóż i w ten sposób trafiła na jego listę przyszłych ofiar. Przeżyła, ponieważ do ataku nie doszło, ale na liście się faktycznie znajdowała. Karol Kot był bardzo faworyzowany przez swojego wychowawcę, co w rozmowie z jego kolegą ten pan bardzo podkreślał. Wychowawca bardzo interesował się wojskiem, tak samo jak Karol i Lolo wykorzystywał to na przykład w przypadku swoich nieobecności, ponieważ mówił, że był na przykład na zawodach strzeleckich i wtedy wychowawca wpisywał mu usprawiedliwienie. Karol, jak już wspomniałam, miał sporą kolekcję noży. Policja po aresztowaniu zabrała mu 17 sztuk. Należał do klubu strzeleckiego Cracovii.
Zbierał też i bardzo wnikliwie studiował atlasy medyczne, które bardzo go interesowały. Szukał tam przebiegów żył i narządów, których naruszenie spowoduje śmierć. Bardzo lubił widok zarzynanych zwierząt i obdzierania ich ze skóry. Jako małe dziecko chodził do rzeźni w Pcimiu, gdzie jeździł na wakacje. Pozdrawiam, jeżeli jacyś są słuchacze z Pcimia. I w tym Pcimiu asystował przy uboju zwierzaków. Bardzo lubił pić krew cielęcą i wieprzową i rzeźnicy bardzo chętnie dawali mu ją do picia, ponieważ bardzo ich to bawiło. Zabijał małe zwierzęta, zabijał kury, gawrony oraz żaby. Ale żeby rodzice nie zorientowali się, że coś jest nie tak, dla niepoznaki odmawiał mamie ubicia ryby albo kury na obiad. Bawiło go bardzo wydłubywanie zwierzętom oczu oraz wyrywanie flaków i bardzo lubiał lizać krew z noży czy innych narzędzi, które wykorzystywał w takich akcjach.
Bardzo lubił rysować broń i narzędzia tortur. Kiedy miał przez chwilę w domu wiatrówkę, lubił strzelać do przynoszonego na obiad mięsa. Musicie wiedzieć, że w tamtych czasach to nie były takie piersiątka kurczaczka anemiczne, jakie można zobaczyć w markecie, tylko to była spora sztuka mięcha, które gospodyni potem obrabiała wedle swojej potrzeby, więc lubiał strzelać do takiego mięcha. Albo na przykład lubił też strzelać z wiatrówki do książek. Bardzo lubił operowanie nożem i ćwiczył bardzo wnikliwie wbijanie między palcami sobie takiego noża oraz ćwiczył bardzo refleks. Nóż, jak już wspomniałam, nosił zawsze ze sobą. Rzucał też nożem do kart. Zawsze były To damy. I jak później wspomniał po aresztowaniu, chciał wymordować wszystkie kobiety poza swoją mamą i siostrą. Karol zbierał też trucizny i trzeba tutaj zaznaczyć, że jego otoczenie tolerowało jego upodobania, ponieważ wszyscy brali je za dziwne, niewinne dziwactwa, a rodzice nie żałowali mu pieniędzy na nowe, ukochane noże.
Jeśli chodzi o jego stosunek do otoczenia, Karol miał pewne osoby, które w jego aspołecznym podejściu do życia były mu bliskie. Po pierwsze byli to rodzice. Byli mu bliscy, ale denerwowało go to, że jego zdaniem bardziej kochali jego siostrę. Samą siostrę Karol równo lał. Znęcał się nad nią. Raz mało nie wybił jej oka. Bardzo lubił się na niej wyładowywać za niepowodzenia, jakie spotykały go na przykład w klasie. To był taki jego worek treningowy. Miał w klasie dwóch bliskich kumpli, którzy bardzo często podpuszczali go do różnych rzeczy, ale jak sam uznał, w ogień by za nimi nie skoczył. Kolejnymi ważnymi dla Karola osobami była dziewczyna z Akademii Sztuk Pięknych, którą uważał za swoją dziewczynę, ale o niej powiem później, oraz trener z klubu strzeleckiego Cracovii.
Tutaj jeszcze wspomnę o takiej rzeczy, że Karol generalnie uważał, że jego rodzice nie mieli specjalnie czasu dla niego i dla jego siostry. Być może jest to ważna sprawa, jeżeli chodzi o jego podejście do otoczenia, ale wróćmy do trenera. Trenera uważał za fajnego chłopa. Sam trener wyróżniał go bardzo spośród innych członków sekcji. Uważał go za najlepszego strzelca i zrobił z Karola swojego zastępcę do spraw gospodarczych sekcji. W związku z tym Karol otrzymał klucze do pomieszczeń ze sprzętem strzeleckim oraz amunicją i jak sam później przyznał, mógł wytłuc cały Kraków. Karol bardzo pomagał trenerowi. Bywał często u niego w domu i był stawiany za przykład dla małego synka pana trenera. Ów wzór do naśladowania dostał zadanie karcenia czasami za złe przewinienia synka pana trenera, a jak Karol sam później przyznawał, wiele razy złoił mu skórę. Chłopiec ten znalazł się również na liście ofiar przyszłych Karola Kota.
Myślę, że było to wielkie zaskoczenie dla jego ojca, który tak bardzo wyróżniał Karola. Trener po ujęciu Karola Kota wysłał pismo do Ministerstwa Sprawiedliwości z protestem przeciwko aresztowaniu Karola. Sam Karol bardzo się z tego uśmiał. Po pewnym czasie trener wysłał Karolowi list pełen oburzenia i wymówek, co świadczy o tym, że musiał dojść do tego, że jednak coś tutaj nie grało. Wracamy teraz do dziewczyny Karola. Ona sama nie uznawała siebie za jego partnerkę. Było jej żal Karola. Często się nad nim litowała i stawała w jego obronie, kiedy na przykład naśmiewano się z niego. Natomiast on cały czas mówił o niej jako moja dziewczyna. Była od niego starsza.
Była studentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Poznał ją właśnie w klubie Cracovii w sekcji strzeleckiej. Była to miłość platoniczna, nieskonsumowana, chociaż Karol bardzo chciał, żeby doszło między nimi do zbliżenia, ale ona bardzo stopowała jego zapędy. Zimą 1966 roku Karol zwierzył się dziewczynie na wycieczce do Tyńca ze swoich skłonności sadystycznych. Mówił jej między innymi, że zadawanie ran sprawia mu przyjemność. Podczas innej wycieczki do Tyńca Karol wywrócił ją na ziemię i przyłożył jej nóż do gardła, mówiąc, że ją zabije. Ona mu to wyperswadowała, ale podczas powrotu do miasta on znowu na nią się rzucił i zaczął ją dusić. Po chwili jednak ją wypuścił. Ona traktowała to jako głupie żarty aż do momentu, kiedy powiedział jej, że planuje kogoś zabić. Pokazał jej trzymane w kieszeni szkło, którym chciał poprzecinać jej żyły.
Ona była w szoku, bo zrozumiała, że to chodziło o to, że ją chciał zabić. On jej zaczął wyjaśniać, że chciał upozorować samobójstwo, że miała popełnić samobójstwo z miłości do niego i że po tym wszystkim chciał wrzucić jej ciało do Wisły. Dziewczyna zaczęła nalegać, żeby udał się do psychologa, ponieważ zrozumiała, że coś z nim jest nie tak. Oni się udali do tego psychologa, ale Karol po tym stwierdził, że jemu i tak już nic nie pomoże, więc to nie ma sensu. Wiedziała, że Karol chce kogoś zabić, ale nie wierzyła. Karol uznał, że nie chce zawieść swojej dziewczyny. Karol miał różne przezwiska w szkole. Generalnie często mówiono na niego Lolo, ponieważ uważał się za bardzo taką osobę prawą, która zawsze musi wszystko robić tak, jak każą, ponieważ chciał być żołnierzem. Donosił na swoich kolegów, w związku z czym dostał ksywkę Lolo Donosiciel. Oprócz tego bardzo lubiał zaczepiać koleżanki i klepać je lub szczypać po pośladkach, w związku z czym mówiono na niego Lolo Eroteman.
Dodatkowo, jeżeli chodzi o inne zainteresowania Karola, bardzo lubiał znęcać się nad kotami swojej siostry. Między innymi kopał je, rzucał nimi, uderzał o ściany. O dziwo, nie mógł patrzeć na prowadzenie na rzeź zwierząt. Płakał przy tym jak bóbr. Uważał, że picie krwi żyjącego przed chwilą żywego stworzenia jest czymś bardzo wzniosłym, w związku z czym sam fakt tego, że prowadzenie na rzeź takiego zwierzęcia wzbudzało w nim tak wielkie emocje, jest bardzo dziwne. Bardzo lubił sprawdzać swoje umiejętności na kolegach z klasy i z sekcji. Jednemu koledze z klasy zacisnął pętlę na szyi tak, że chłopak miał potem ślady na szyi przez wiele tygodni. Innego natomiast poddusił przewodem elektrycznym i bardzo bawiło go to, że chłopak nie mógł się uwolnić, ale wiadomo, że go puścił. Bardzo chciał zaimponować dziewczynom, które pojawiły się w młodszych klasach technikum. Uważał, że takie dziewczyny, które są nieśmiałe i cichutkie, bardzo lubią brutal i bardzo lubił, kiedy piszczały i uciekały, a on je gonił i łapał, często niby przypadkiem dotykając różnych zakątków ich ciała.
W głębi duszy planował, jak później przyznał, różne orgietki i bardzo żałował, że nie zdążył ich zrealizować. Klasa Karola wyjechała na wycieczkę do Oświęcimia i jego samego zachwyciła organizacja oraz idea obozów koncentracyjnych. Uważał sam, że wymyśliłby je Jeszcze bardziej okrutniejszymi i że stosowałby jeszcze większe, bardziej makabryczne tortury. Karol miał dość sprecyzowane plany życiowe, w które między innymi wpisywała się idea obozów. Sami zobaczycie dlaczego. Był bardzo ambitną osobą. Chciał mieć dobre stanowisko i coś znaczyć w społeczeństwie. Pierwszym z jego planów było zostanie komandosem. Imponowała mu odwaga, zimna krew, żelazna dyscyplina oraz twarde życie komandosów. Drugim pomysłem była ogólna kariera wojskowa.
Marzył o tym, by skończyć szkołę oficerską i być dowódcą. Złożył też podanie do szkoły oficerskiej. Trzeci pomysł na życie to właśnie było to, co łączy się w pewien sposób z wycieczką do Oświęcimia, ponieważ Karol marzył o tym, by zostać katem ludzi. To marzenie, jak uważał, w pewnym stopniu się spełniło, ale myślał o jeszcze większej rzezi, prawdziwym, dużym krematorium. W przypadku wojny natomiast chciałby być szefem obozów koncentracyjnych, gdzie obcinałby piersi kobiet i kładł je pod hełmy żołnierzy, by nie uwierały ich w głowę. Chciał masowych mordów w komorach gazowych, łapanek, ćwiartowań ludzi, ale jak sam stwierdził, niestety nie zdążył. Karol Kot nie miał żadnych obiekcji moralnych, jeśli chodzi o jego czyny. Uważał, że to, co jest przyjemne, jest moralne. Jego rodzice uważali grasującego wampira za drania, przez co Karol był oburzony, bo według niego drań jest to osoba, która nadużywa alkoholu, jest złym człowiekiem. On siebie uważał za dobrego człowieka.
Dokonywane mordy uważał za swoją prywatną sprawę i twierdził, że byłby złym człowiekiem, pijąc wódkę i zadając się z prostytutkami. Według jego filozofii mógł być jednocześnie dobrym człowiekiem oraz mordercą. Kara śmierci nie wzbudziła w nim specjalnego żalu, ale bał się samego momentu śmierci. Uważał, że tak musiało być i wierzył w przeznaczenie. Nie czuł skruchy, bo jak uważał, niby czemu miałby ją czuć? Nie współczuł ofiarom oraz ich rodzinom. Po atakach bał się trochę ujęcia i dlatego nie chodził jakiś czas z nożami, a potem lęk ustępował i uważał swoje zabijanie za nałóg. Podczas procesu zasłabł w momencie, kiedy kolega wspomniał o orgietkach, jakie razem planowali. Karol Kot zastanawiał się nad swoją poczytalnością i podejrzewał u siebie schizofrenię lub psychopatię. Miał bogate plany zbrodnicze i bardzo ubolewał po złapaniu, że nie miał możliwości ich realizacji, ponieważ chciał mordować młode dziewczyny.
Wymyślał przebieg morderstw. Wiele z nich miało charakter orgii z torturami i śmiercią ofiar na końcu. Marzył też o tym, by wysadzić wiadukt kolejowy, mordować starców oraz dzieci. Karol Kot modlił się. Po ujęciu przestał, bo stwierdził, że już nic nie wymodli, ale modlił się o to, by nie być pytanym w szkole i by planowane morderstwo udało się. Uważał, że cierpienie jest pięknem, a zadawanie komuś bólu lub cierpienia jest dziełem sztuki, ponieważ nie każdy potrafi. Jego credem życiowym było zabijać i pić krew ofiar, niszczyć ludzi i ich majątek. Jaka była geneza zabijania u Karola Kota? Było to upodobanie, patrzenie na jego zdaniem nienaganny profil noży. Zbierał, kupował, wymieniał, projektował.
Zawsze miał przy sobie noże. Była to jego największa miłość i bardzo je kochał. Uważał nóż za żywy twór. Cieszył się, jak to określił, dziełem noża, na przykład czymś, co nóż przebił. Coś ciągle ciągnęło go do sprawdzenia, jak nóż wchodzi w ciało człowieka, ale bał się. Obawiał się kary śmierci za dokonane morderstwo. Swoje ataki Karol Kot zaczął od istot, jak to określił, nieludzkich. Jako mały chłopak chodził na łąki, szukał żab i wbijał im kozik w brzuchy, po czym odrzucał je za siebie. Następnymi ofiarami były krety, małe ptaki, gołębie. Ich krew robiła na nim, jak to stwierdził, dość dziwne wrażenie, ponieważ lubił patrzeć, jak spływa po nożu i wsiąka w ziemię.
Potem był wspomniany okres rzeźni w Pcimiu, a myśl o wbiciu noża ciągle go prześladowała. Jako mały chłopak lubił przymierzać się świnką. Wiecie, tak zachodzić od tyłu swoją młodszą siostrę, ale ciągle nie miał odwagi, żeby użyć tego noża. Postanowił więc ćwiczyć obycie z ciałem przeciwnika, między innymi właśnie na kolegach i zapisał się też na karate, ale ciągle gdzieś tam pojawiała się ta chęć spróbowania użycia noża i pragnienie krwi. Jakie były powody ataków Karola Kota? Było to właśnie pragnienie krwi, zdobycie odwagi, przejście jakby na tę drugą stronę, własna przyjemność i niechęć do ludzi. Karolowi ciągle się wydawało, że nikt go nie lubi, więc sam to odwzajemniał. W pewnym momencie doszedł już do takiego etapu, że czuł potrzebę mszczenia się za nawet najmniejszy żarcik czy szyderstwo. Myśli o morderstwie, jak sam stwierdził, ciągle go męczyły. Słyszał głosy, które nakłaniały go do tego, żeby użył tego noża.
Czuł, że musi biec do miasta i szukać swojej ofiary. Jeśli chodzi o sam akt, Karol tłumaczył to w ten sposób, że musiał mieć spokój. Szukał więc odludnych miejsc, o czym zaraz opowiem. Musiał być sam na sam Z tą przyjemnością w cudzysłowie. Gdy czuł, że są odpowiednie warunki do ataku, odczuwał silne podniecenie, natomiast w samej chwili uderzenia nożem miał zakłócenia w widzeniu. Był 1964 rok. Zaczyna się seria ataków, według milicji bez określonej motywacji. Ofiarami są starsze kobiety napadnięte w okolicach kościołów. 21 września 1964 rok, jest koło południa. W kościele Sercanek zaatakowano babcię.
Została ugodzona w plecy nożem. Cios był silny, ale ofiara przeżyła, a sam sprawca zbiegł. Tego dnia chęć ugodzenia kogoś nożem chodziła za Karolem od rana. Wziął ze sobą dwa noże i wyruszył szukać obiektu ataku. Przyszło mu do głowy, że najlepiej zaatakować w pustym kościele starą, modlącą się babcię. Zajrzał do Kapucynów koło szkoły, a potem do Sercanek ulicę dalej. Wszedł, ukląkł i czekał. Jak na złość żadna się nie zjawiła i już miał wychodzić, gdy w drzwiach zobaczył starszą kobietę. Kiedy uklękła, podszedł do niej, wyjął bagnet i ciosem od dołu ugodził ją w plecy. Mierzył na wysokości serca, aby zabić.
Potem wyszedł z kościoła, poszedł do bramy kamienicy i otarł bagnet z krwi palcem, po czym ją zlizał. Kilka dni później znowu musiał kogoś zabić. 23 września 1964 rok. Na klatce schodowej jednej z kamienic Starego Miasta znaleziono nieprzytomną, rzężącą staruszkę. Był to bardzo podobny sposób działania sprawcy. Pojawia się strach przed nożownikiem atakującym w biały dzień. Wiele osób boi się wychodzić z domu, a kobiety, szczególnie te starsze, noszą pod płaszczami metalowe pokrywki od garnków. Zauważył ją na ulicy i szedł za nią. Gdy weszła do kamienicy i była na piętrze, uderzył ją nożem w plecy. 30 września 1964 roku, tydzień po poprzednim ataku wampira on znowu uderza.
Ofiara zostaje uderzona w holu klasztoru sióstr prezentek koło Rynku Głównego. Ten atak jest skuteczny. 77-letnia kobieta umiera w szpitalu od uderzenia nożem w plecy. Tę starowinę też zauważył na ulicy. Zaatakował w holu klasztoru, a potem znowu uciekł do bramy, gdzie zlizał z noża krew. W Krakowie rozpętuje się burza. W prasie pojawiają się komunikaty skierowane do ewentualnych świadków. Ich zeznania rzucają pewne światło na sprawę. Zakonnica, która znalazła ostatnią starowinkę, zeznaje, że ta przed utratą świadomości zdążyła powiedzieć: „Młody chłopiec”. Świadkowie nie są chętni do współpracy.
Pierwsza ofiara nie traktowała nawet poważnie tego zajścia. Władzom jednak bardzo zależy na tym, aby pokazać sprawność działania organów ścigania. Niestety po trzech miesiącach nie mając nic poza informacją, że sprawca miał na rękawie tarczę szkolną, śledztwo zostaje umorzone. Był luty 1966 roku. Na Kopcu Kościuszki został zaatakowany i zabity 11-letni Leszek Całek. Tej niedzieli Karol nie mógł siedzieć w domu. Postanowił pojechać na Kopiec. Było jakoś przed południem. Był to ładny dzień. Leżało sporo śniegu.
Odbywały się tam zawody saneczkowe. Karol, idąc w stronę kopca spotkał małego chłopca, którego zaczepił, pytając, czy odbywają się tam jakieś zawody. Dzieciak odpowiedział, że tak i wskazał, jak mu tam dojść. Kiedy się odwrócił, Karol przyciągnął jego główkę do siebie i prawą ręką uderzył nożem w okolice łopatek i nerek. Po szóstym ciosie poczuł, że chłopiec leci mu z rąk, a wracając do domu kupił na deser ciastka. Ciało chłopczyka znalazł trener. Leżały na śniegu podziurawione nożem. Kiedy w poniedziałek Karol przyszedł do szkoły, a w gazetach pojawiła się informacja o zabitym Leszku, jeden z jego kolegów na żarty krzyknął do niego: „To ty!” Nie było żadnej reakcji. Ani się nie wściekł, ani nie zaśmiał, ani nic. Po prostu zero.
Takiej reakcji nie można chyba się spodziewać po kimś, komu zarzuci się morderstwo, prawda? Chyba że jest mordercą. Ale posłuchajcie dalej. Zwłoki chłopca skierowano do Zakładu Medycyny Sądowej. Od razu wiedziano, że jest to zabójstwo, ponieważ na ciele występowało wiele ran kłutych. Zgon nastąpił poprzez uszkodzenie życiowo ważnych narządów wewnętrznych w wyniku odniesionych ran. Wielość uderzeń wskazywała na celowe działanie z myślą o odebraniu życia. Ilość obrażeń na ciele ofiary była wielokrotnie wyższa od ilości, która skutkuje odebraniem życia. Czyli miano do czynienia z silną motywacją odebrania życia przez sprawcę, co jest nazywane overkill, czyli nadzabicie. Jest to wyładowanie też agresji na ofierze, silna motywacja zabicia danej osoby i pozbawienie jej człowieczeństwa poprzez zadanie bardzo wielu ran.
Był kwiecień 1966 roku. Na klatce schodowej jednej z kamienic krakowskiego Kazimierza siedmioletnia dziewczynka dostaje serię ciosów nożem, po tym jak zeszła z mieszkania na chwilę do skrzynki na listy. Dziewczynka przeżywa atak. Tego kwietniowego dnia Karol znów poczuł natchnienie. Wszedł do jednej z kamienic i już po chwili pojawiła się mała dziewczynka idąca do skrzynki z listami. Lewą ręką złapał ją za szyję, a prawą zadawał nożem ciosy w plecy, brzuch i okolice serca. Nie schował noża od razu, bojąc się starcia krwi o pochwę. Wracając do domu wstąpił do KWMO w celu przedłużenia zezwolenia na broń. Dopiero teraz śledczy zaczynają łączyć ze sobą ataki. Dochodzenie jest ciężkie z powodu braku śladów i nieznanej motywacji sprawcy.
Brak pobudek seksualnych oraz rabunkowych, które zwykle towarzyszą takim atakom. Śledczy mają bardzo duży problem z modus operandi Wampira z Krakowa, ponieważ działania sprawcy są niekonwencjonalne. Dlaczego? Dlatego, że Wampir z Krakowa w swoich działaniach przeszedł ewolucję. Na czym ona polegała? Początkowo atakował tylko i wyłącznie starsze osoby, potem atakował tylko dzieci. Nastąpiła zmiana sposobu działania z pchnięcia nożem na wielokrotne nim uderzenia. To jest coś, co jest ewenementem, ponieważ przeważnie działania są takie same lub bardzo do siebie podobne. Natomiast tutaj początkowo ataki były pojedynczymi uderzeniami, natomiast potem następował ten overkill. Po ujęciu Karol Kot przyznał się też do innych ataków.
Miał miejsce trzeci atak na dziewczynę z Akademii Sztuk Pięknych. W piwnicy dziewczyna odmówiła zbliżenia z Karolem, więc on strzelił do niej, ale chybił. Myślał też o zabiciu czterech innych dziewczyn. Dwie z nich odmówiły mu spaceru i on uznał, że to właśnie je uratowało. Trzecia nie była sama w domu, a czwartej chciał rozciąć głowę brzytwą, ale nie miał pieniędzy na brzytwę. Miał też próby z truciznami. Umieścił dwie butelki piwa w bramach na Kazimierzu i dosypał do środka trucizny. Zaczaił się niedaleko i czekał na amatora darmowych drinków, ale w tym czasie, kiedy obserwował butelki, nikt się nie skusił, przez co był bardzo zawiedziony. Jedną taką butelkę postawił w bramie u swojej koleżanki w nadziei, że może ona będzie chciała sobie piwko strzelić, ale też się nie udało. Innym razem wsypał truciznę do oranżady w barze i też się nie udało.
Innym znów razem stwierdził, że jak nie oranżada, to może ocet, ale też nie wypaliło. Był straszliwie zawiedziony, ale sprawdzał gazety, że może właśnie z tym octem mu się udało. I tutaj, jak sam wspomniał, cieszyłby się właśnie z tego, że informacja pojawiła się w gazecie. Karol uznał, że uczucie towarzyszące mu w momencie zabijania warte jest szubienicy. Nie wiedział, czy sam akt mordowania daje mu zadowolenie seksualne, ponieważ nigdy nie był z kobietą, więc nie wiedział, jak to zadowolenie ma wyglądać. Po zabiciu stwierdził, że był swobodny, złe głosy odchodziły i lepiej sypiał. Po ataku na siedmioletnią dziewczynkę, która miała na imię Małgosia, powiedział o tym swojej dziewczynie, co właśnie go zgubiło. Studentka udała się na milicję, zaniepokojona jego zachowaniem. Było to tuż przed maturą. Kot był obserwowany, ale pozwolono mu zdać egzamin.
Po maturze cała jego klasa została przesłuchana na policji. Karol nie przyznał się do winy, co było bardzo dużym problemem dla śledczych, ponieważ było bardzo mało dowodów. Przełomem była konfrontacja z ofiarami. Wszyscy wskazali Karola. On sam w końcu przyznał się do winy i zaczyna się w tym momencie teatrzyk jednego aktora. Jak to wyglądało? Możecie zobaczyć na filmikach, które znajdziecie na YouTubie, ponieważ wszystkie filmiki z okazań są dostępne do oglądania. Możecie tam zobaczyć, jak Karol się cieszył z tego medialnego rozgłosiku, jaki towarzyszył jego sprawie. Generalnie błaznował i z lubością opowiadał o wszystkim, na przykład jak dokonał ataku, a potem jakby nigdy nic poszedł na obiad, a potem do szkoły. Początkowo Karola Kota skazano nieprawomocnie na karę śmierci poprzez powieszenie.
Następnie karę tą zmieniono na dożywocie, zważywszy na to, że był młodociany i stwierdzono u niego psychopatię. Niemniej Sąd Najwyższy w końcu 11 marca 1968 roku skazał Karola Kota na karę śmierci za zabicie 11-letniego Leszka i usiłowanie zabicia 7-letniej Gosi. Skazano go też na utratę praw obywatelskich. Uzasadnieniem wyroku było szczególne okrucieństwo sposobu działania, godzenie w bezbronne istoty, cynizm oraz brak skruchy. Wyrok śmierci wykonano na Karolu 16 maja 1968 roku w Mysłowicach poprzez powieszenie. Po śmierci podczas sekcji odkryto u niego guza mózgu większego niż owoc mandarynki. Czy to właśnie ten guz powodował, że Karol Kot był, jaki był? Tego się już nie dowiemy. Ale pamiętajcie: nie kupujcie dzieciom noży. Wyznawcy szatana, członkowie sekt, niewolnicy tajemniczych głosów z zaświatów.
Do cna źli ludzie. Krwawy podwieczorek. Jeśli chcesz o coś zapytać, skontaktuj się ze mną na forum Radia Paranormalium pod adresem radio.paranormalium.pl.