[00:05] - Rozmowy poza ciałem na żywo. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Rozpoczynamy na naszej antenie zapowiadaną już od dawna audycję, specjalny odcinek audycji „Rozmowy poza ciałem", który realizujemy dzisiaj na żywo. Zapraszamy wszystkich słuchaczy do wysłuchania tego odcinka i do wzięcia udziału w naszym dzisiejszym konkursie. Ponieważ ten odcinek rozmów poza ciałem jest połączony z konkursem. Do wygrania będzie książka Roberta Monroe'a „Podróże poza ciałem". Mamy łącznie pięć egzemplarzy tej książki. Tej niesamowicie ciekawej książki do rozdania. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Galaktyka, które jest wydawcą tej książki na polski rynek. Oczywiście, żeby nie było zbyt łatwo, będzie trzeba odpowiedzieć na pytania konkursowe.
Pytań będzie tyle samo co książek, czyli pięć. A o szczegóły poproszę naszych, naszego gospodarza Zbyszka Murgałę i naszych gości Eli Noble i Michała Kuśnierza z portalu, z portalu infra.org.pl. Zbyszku, oddaję Ci głos.
[01:32] - Witam słuchaczy serdecznie. Dzisiaj wydanie specjalne. Już dawno tak nie było, że mówiliśmy bezpośrednio do mikrofonu i ludzie słuchają dzisiejszego dnia, dzisiejszego wieczoru robimy eksperyment, mianowicie będziemy zadawać pewne pytania i słuchacze, którzy znają odpowiedź, podają nam i wygrają książkę. Mamy ich pięć, a więc oczekujemy pięciu, pięciu zwycięzców. W audycji bierze udział Rysiek ze znanego portalu Infra, stary badacz UFO i stanów, zmiennych stanów świadomości. Robert Noble. Większość ze słuchaczy go już zna. Jest to wytrawny podróżnik niefizyczny i autor kursu OOBE. Eli.
[02:21] - Witam.
[02:21] - Nasza szefowa. A przepraszam, Robert, nie przedstawiłeś się.
[02:25] - No witam wszystkich bardzo serdecznie.
[02:29] - A Eli oczywiście przedstawiam jako drugą. Jest to nasza szefowa, przewodnicząca stowarzyszenia OOBEMANI, bardzo osoba kompetentna, znawczyni książek Roberta Monroe'a. Witam cię Elu.
[02:42] - Witam, witam serdecznie wszystkich.
[02:46] - Dzisiejszego wieczoru będziemy na żywo mówić, a więc będziemy wspominać nasze wszystkie audycje, w których, w których kochani słuchacze braliście udział, bo przysłuchiwaliście się im. Mamy już ich prawie pięćdziesiąt. Wiele osób ze świata ezoterycznego w Polsce brało w nich udział, opowiadało o swojej przeszłości, o swoich przeżyciach i o tych zmiennych stanach świadomości. Jak to się zaczęło? No zanim Rysiek zada pierwsze pytanie, zapytam się Roberta, jaki był jego w ogóle pierwszy kontakt z OOBE. Jak to się w ogóle zaczęło?
[03:20] - A więc rozpoczynając, jak zacząłem swoją przygodę z zainteresowaniem tematyką podróży poza ciałem. Oczywiście miało to związek właśnie z książką Monroe'a, którą właśnie dzisiaj można wygrać w naszym radiowym konkursie. A więc pierwszy kontakt z tą książką uzyskałem w bardzo młodym wieku. Miałem wtedy jedenaście lat i właściwie można powiedzieć całkiem przypadkowo trafiła w moim życiu. Początkowo brat ją zakupił, ponieważ interesował się parapsychologią. No i tak się złożyło, że zaczął opowiadać mi o przygodach Roberta. I tak mnie to bardzo zafascynowało, że samemu postanowiłem przeczytać tą książkę i sam byłem zaskoczony, że po prostu tak mnie pochłonęła jej treść, ponieważ no w tym wieku jedenastoletni chłopiec po prostu był tak zaczytany, że świata poza nią nie widział. I po prostu po lekturze tej książki byłem tak zafascynowany tymi przygodami, tymi relacjami, które nam przedstawił, że po prostu chciałem za wszelką cenę samemu się tego nauczyć i samemu doświadczać podróży poza ciałem.
[04:43] - To wspaniale, bardzo budujące. Ja muszę Wam się przyznać, że osobiście spotkałem Roberta Monroe'a, Monroe. Byłem akurat uczestnikiem w kursie Bruce'a Moena i na pierwszym jego kursie we Wrocławiu, gdy byłem strasznie taki napompowany, bo zaczęły mi dziwne rzeczy wychodzić. Zacząłem postrzegać duchy i miałem na to jeszcze potwierdzenie. Siedząc i gdzieś zadzierając z pewną grupą zobaczyłem naprzeciwko mnie, gdy się przefazowałem takiego starszego pana, który w języku polskim do mnie się odezwał i mi dał pewne rady. Zdziwiony byłem, bo nie wiedziałem, skąd on się tam wziął i kim w ogóle on jest. I po jakimś czasie dopiero, gdy zetknąłem się z książką Roberta i zobaczyłem jego zdjęcie, stwierdziłem, że to właśnie ten pan. Na tym chyba wstępu wystarczyło. Michale, może byś na początek przeczytał jakieś pierwsze pytanie dla naszych słuchaczy? Może rozpoczniemy tą dynamiczną akcję.
Ludzie chcą wygrywać, chcą nagrody.
[05:44] - No właśnie. Witam wszystkich, bo jeszcze nie miałem okazji przywitać zarówno gości, jak i słuchaczy ze strony naszego portalu infra.org.pl. Zbyszku, pamiętaszKiedy zaczynaliśmy nasz projekt z-z audycjami, to, ee, żeśmy tak planowali, że może nagramy dziesięć audycji i zobaczymy, jak to będzie wyglądać. W tej chwili jest rzeczywiście prawie pięćdziesiąt. Ee, cieszą się ogromną popularnością, co mogę potwierdzić poprzez to, ee, kiedy widzę, ile ich jest, yy, ściąganych z-z serwisu Hongui.pl. Ee, popularność jest ogromna. Yy, także tutaj, Zbyszku, gratulacje dla ciebie i też i dla wszystkich gości. Później postaram ci się zadać, yy, pytanie jakieś odnośnie tego, jak, yy, ty sam postrzegasz te audycje, ale na razie może pierwsze pytanie, ee, dla słuchaczy, yy, którzy mają szansę wygrać, yy, książkę. Yy, czyli kim był z zawodu Ro-Robert, yy, Monroe? Yy, jeśli chodzi o formę odpowiedzi, to tutaj myślę, że Marek wskaże nam.
[07:23] - Ja może powtórzę pytanie, ponieważ troszeczkę słabo cię było słychać. Nie wiem, coś u kogoś szumiało i cię za-wzięło i zagłuszyło. Dlatego powtórzę. Pytanie pierwsze: kim był Robert Monroeeeee z zawodu? Odpowiedzi można wysyłać na wiele sposobów. Można wysyłać na czacie Radia Paranormalium na stronie radio.paranormalium.pl. Można również wysyłać odpowiedzi na naszym radiowym gadu-gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. A można również wysłać odpowiedź drogą SMS-ową pod numerem siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem. Siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem.
Koszt jak za zwykłą wiadomość, czyli dwadzieścia trzy grosze, a w przypadku przynajmniej niektórych abonentów Orange koszt jednej wiadomości to zawrotne zero groszy. Można do nas również przyłączyć się do naszej dzisiejszej rozmowy na Skype'ie. Wystarczy wpisać, yy, wystarczy połączyć się z nickiem radio.paranormalium.pl i dyskutować, dyskutować, dyskutować. Mm, chyba mamy pierwszą już odpowiedź. Na czacie padła. Ajachłaska, mm, udzielił lub udzieliła poprawnej odpowiedzi. Z zawodu Robert Monroeeeee był, był, mm, posiadał stację radiową. Tak, to jest jeden z zawodów Roberta Monroe.
[09:09] - Jest.
[09:09] - Także jedna książka już się... Tak?
[09:13] - Tak, to jest prawidłowa odpowiedź. Także myślę, że już jedną książkę możemy wysyłać. Tylko prosimy o, yy, podanie namiarów na wysyłkę.
[09:29] - Tak. Ajachłaska, najlepiej będzie, jeżeli napiszesz do mnie na prywatne wiadomości swój adres, to wtedy zapiszę adres i, i w tygodniu, na początku tygodnia... O, udzielił. Na początku tygodnia wyślę do ciebie nagrodę. Serdecznie gratulujemy. Za chwilę rozlegną się tutaj oklaski specjalnie dla ciebie na naszej antenie. Już za chwileczkę. Tłum się zbiera. Coś się ten tłum u nas nie potrafi zebrać. A, już.
Także specjalnie dla Ajachłaska na naszym, na naszej antenie za udzielenie prawidłowej odpowiedzi oklaski i książka. Myślę, że niedługo, niedługo będziemy mogli już... O, dzwoni do nas Marcin. Dzwoni do nas Marcin. Podajemy Marcina do rozmowy grupowej. Witaj Marcinie. Łączy się, łączy i coś się łączy połączyć nie potrafi. Yy, także proponuję, abyśmy, abyśmy, mm, kontynuowali.
[10:59] - Właśnie pierwszą książkę mamy rozdaną, także może od razu przeczytam drugie pytanie. Yy, w którym roku została wydana, yy, po raz pierwszy, yy, książka Roberta Monroe? To jest drugie pytanie. A tymczasem, yy, Zbyszku powrócę do twoich audycji, bardzo, yy, niezwykłych i fascynujących. Jeśli byś mógł, yy, w kilku słowach powiedzieć o-
[11:29] - W czterech?
[11:31] - Może. W czterech.
[11:32] - Może być. Przypomniało mi się Ryśku, jak zadzwoniłeś kiedyś do mnie i mówisz, że jest potrzeba na zorganizowanie jakiejś takiej audycji i zgłosiłeś się do mnie z czymś kolegą i rozmawialiśmy prawie całą godzinę o ciałach niefizycznych. Pamiętam, że byłem wtedy tak spanikowany, przyspieszyło mi to, nie słyszałem, właściwie to słyszałem chyba dwukrotnie szybciej swoje wypowiedzi, zanim nawet je wypowiedziałem. Utrudniało mi to strasznie logikę i konsekwencję wypowiedzi, no ale jakoś się przedarłem, przefazowałem w którymś momencie i opowiadaliśmy prawie całą godzinę o ciałkach. I to było, co było ciekawe, że rzeczywiście ludzie się interesują takimi rzeczami
[12:10] - Te zmienne stany świadomości czy OOBE przytrafiają się wielu osobom. Jest zapotrzebowanie na to. Mamy, moi drodzy, mamy już prawie pięćdziesiąt osób i mamy w planie kolejnych kilkanaście już, którzy chcą opowiadać o swoich, o swoich przeżyciach, o swoich przygodach zarówno w ciele, jak i poza ciałem. Zdarzają się dziwne rzeczy. Są świadkami dziwnych, niesamowitych sytuacji, z którymi się chcą dzielić. To jest super w tym radiu, że właśnie dzięki Józkowi i temu portalu Infra udało się zrealizować coś takiego. No i oczywiście nasz mistrz Ivellios nie do zastąpienia. Muzyk o radiowym głosie opowiada, prowadzi wszystko. Jemu też dziękuję. Jesteście panowie wspaniali.
Oddaję głos. Może ktoś następny się wypowie teraz.
[12:58] - Zabawą jest Zbyszku, jesteś wspaniały i ściągasz tak niesamowitych gości jak chociażby Eli, która jest z nami i Robert Noble. Eli, jak się zaczęła Twoja przygoda z OOBE?
[13:15] - To jest rzeczywiście bardzo interesująca sprawa. Było to bardzo dawno temu. Moje odczucie było, powiedziałabym, dość przerażające, ponieważ nagle znalazłam się pod sufitem i nie bardzo wiedziałam, jak mam wrócić do ciała. To było zupełnie spontaniczne. No i wpatrywałam się z góry na dół. Widziałam, jak śpię. Byłam tak lekka, że byłam prawie że przyklejona do sufitu. Nie mogłam się w ogóle ruszać, bo ten sufit tak mnie strasznie przyciągał. I pierwszą moją taką, taką... Tak w panice pomyślałam: o Boże, pewnie ja już umarłam.
[14:06] - Tak samo jak ja.
[14:08] - To było takie przerażające trochę. I mówię Boże drogi, no ale jak ja muszę szybko wrócić do ciała. Ale nie mogłam, dlatego że moja dusza była, znaczy moja dusza, nie jakieś tam ciało było przyklejone po prostu do sufitu. Więc zaczęłam się... Starałam się wszelkimi siłami, jakie tylko miałam tam w tym swoim ciele astralnym. Zejść jak najniżej, żeby dojść do ciała. Ściana była taka szorstka, więc zaczęłam się po niej przesuwać na dół. Potem złapałam się framugi drzwi, a potem doszła do mnie taka myśl skądś i która mi powiedziała: to jest bardzo proste. Spójrz, jak to robią ptaki. I przypomniało mi się, jak patrzę, patrzyłam nad rzeką, jak ptaki mewy lądują i pomyślałam sobie, że no trzeba zrobić tak samo.
I w tym momencie poczułam palce stóp, potem stopy, nogi i chlup. Byłam znowu w ciele. No i usiadłam wtedy już w swoim całkiem zwyczajnym ciele fizycznym. I sobie tak pomyślałam Boże, cóż to się stało? No i od tego czasu zaczęłam, że tak powiem, starałam się to doświadczenie powtórzyć, co mi się z mniejszymi lub większymi, z mniejszym lub większym powodzeniem udawało, a później po prostu przeszło to do jakiegoś, powiedziałabym, stanu normalnego. Takie to były moje pierwsze, jedno z pierwszych właściwie przeżyć OOBE. Oddaję głos.
[15:55] - Poczekaj jeszcze chwileczkę. Coś dodać chcę. Coś... Tak?
[15:59] - Tylko chciałem Marka zapytać, jak wygląda sprawa z odpowiedzią na drugie pytanie.
[16:06] - No i znowu rozlegną się teraz oklaski, ponieważ znowu na czacie pierwszy był Companiero tym razem. Gratulujemy. Bardzo serdecznie gratulujemy. I prosimy o adres, pod który mamy wysłać nagrodę.
[16:30] - A ja teraz poproszę Roberta Noble o opowiedzenie o swoich...
[16:36] - Ach, zabrzmiało tak, że myślałam, że Monroe przyjdzie.
[16:41] - To znaczy ja tak po wypowiedzi Eli się przysłuchiwałem właśnie. Chciałem właściwie pytanie swoje skierować do Eli, jak to było w jej przypadku, czy, czy Eli ty wcześniej wiedziałaś o tym zjawisku, jakim jest wychodzenie z ciała, czy po prostu zdarzyło ci się to bez jakiejkolwiek wiedzy, którą gdzieś tam wyczytałaś, usłyszałaś, jak to było w twoim przypadku?
[17:07] - Zdarzyło mi się to bez żadnej zupełnie wiedzy. To znaczy w tym zakresie wiedziałam tyle co nic. Co prawda leżały u mnie książki Roberta Monroe na półce, ale nigdy ich nie czytałam i nawet później, po tym doświadczeniu nie wpadło mi do głowy, żeby je przeczytać. Także w tym momencie, kiedy to przeżywałam, nie miałam zielonego pojęcia, że coś takiego jak OOBE istnieje.
[17:39] - Rozumiem. Zapytałem cię dlatego, że dużo osób doznaje właśnie spontanicznych wyjść z ciała i pierwsze te wyjścia są po prostu bardzo lękowe. Ludzie myślą, że umierają i odczuwają wtedy paniczny strach. I powiem szczerze, że nasłuchałem się dużo relacji właśnie takich osób, gdzie one stwierdzały, że nie chcą powtarzać tych doświadczeń, że-
[18:05] - Bo nie są przygotowani.
[18:06] - Dokładnie.
[18:07] - Kiedyś spontanicznie ja tak miałem. Miałem prawie ile? Piętnaście lat miałem spontaniczne OOBE.
[18:12] - I też nie byłem przygotowany na to. Na początku nawet nie wiedziałem, co się dzieje, bo jeżeli na przykład przy takich szybkich wyjściach z ciała najczęściej znajdujesz się parę metrów obok, zmieniasz perspektywę postrzegania i napotykasz jakieś zamarwienie sytuacji, to znaczy się ludzie stoją jakoś inaczej, przedmioty są inne i wtedy zaczynasz zastanawiać, co się dzieje. Trwa to może na przykład nie wiem, ileś sekund i najczęściej cofało mnie z powrotem do ciała. Ja wiem, że miałem duże problemy z tym, bo nie zdawałem sobie sprawy, nie wiedziałem, jak złapać to. Lata trwało, aż zdobyłem na tyle wprawy, że delektowałem się w takich spontanicznych wyjściach, bo mogłem postrzegać jak gdyby ludzi, tych moich towarzyszy rozmowy, jak gdyby z ich drugiej strony. Umiejętność super i bardzo przydatna, ale ten pierwszy moment jest straszny, bo nie wiesz, co się dzieje. Nikt nie powie co to jest. Skąd wiesz? Gdzie zdobyć tą wiedzę czy wiadomości? Nie pójdziesz do sąsiada i powiesz: „Słuchaj, ja byłem tu, a teraz tam i co teraz?” To każdy spojrzy na ciebie, powie, że ma śliź w sia.
[19:12] - No ja na szczęście miałem tą przyjemność, że w moim życiu pojawiła się ta książka Monroe i po prostu już byłem przygotowany na tego typu doznania. Właściwie sam chciałem je przeżywać, także to jest też no duża zaleta mieć po prostu w swojej biblioteczce jakąś wiedzę, taką nietypową, można powiedzieć niecodzienną. I bardzo fajnie, że coraz bardziej popularny staje się ten temat. Zresztą te audycje Zbyszek twoje o tym świadczą. Nie tylko audycje, ale dużo informacji się pojawia na ten temat. Już nawet filmy powstają o OOBE, także to jest temat, który się bardzo rozwija i myślę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
[20:00] - No właśnie, za chwilę o tym powiemy, ale może zadam trzecie pytanie konkursowe: jaką metodę wynalazł Robert Monroeeeee, która ma być pomocna w uzyskaniu poszerzonej świadomości? To jest pytanie trzecie. Czekam na trzecie.
[20:21] - A już jest odpowiedź była na drugie pytanie?
[20:24] - Tak, tak, już była właśnie.
[20:26] - Aha. Dzięki.
[20:31] - Wygrała osoba, która udzieliła odpowiedzi na czacie. Także to było trzecie pytanie. I właśnie wracając w zasadzie do istoty tego wszystkiego: jak byście określili tą sferę świadomości, którą uzyskujemy w wyniku OOBE z naukowego? Eli może ty.
[21:04] - A wyczułeś mnie, bo właśnie tak się zastanawiałam, że muszę teraz coś powiedzieć bardzo ważnego. To znaczy wracając troszeczkę do poprzedniego wątku, jestem dość taką osobą odkrywczą, dlatego no rzeczywiście, mimo że mnie przeraziło to moje pierwsze doświadczenie, jak ochłonęłam z wrażenia, to było: „Kurczę, jak to się robi?” Jak człowiek już jest tak, uspokoi się i już wie: „Aha, nie umarł, ale jednak coś przeżył”. To przynajmniej w moim przypadku wyglądało to w ten sposób, że starałam się to powtórzyć, to doświadczenie. Ale pytanie było, jakie to ma, jaki to ma dalszy związek i wpływ na dalsze postrzeganie czy na dalsze życie, czy na rozwój. Czy to o to chodziło?
[21:54] - Ktoś się pytał o świadomość.
[21:57] - No właśnie, jak to wpływa na świadomość? No to jest bardzo powolny proces.
[22:02] - Przepraszam Eli, tutaj w pytaniu, nawet tym konkursowym padło stwierdzenie, że to jest poszerzona świadomość. Właśnie, czym ona jest?
[22:18] - W pytaniu konkursowym na temat poszerzonej świadomości... Aha, rozumiem. Czym jest poszerzona świadomość? No, wydaje mi się, że poszerzoną świadomością to jest właściwie taka, to jest wszystko. To nie jest tylko... To jest zbieranie doświadczeń. A w tym zakresie poszerzonej świadomości miałam na myśli mm rozwój pozacielesny, to znaczy nie tylko w ciele, tylko rozwój, rozwój duszy, rozwój jakby to powiedzieć, świata, który uważamy za niematerialny.
[23:00] - Czym jest dusza w takim razie, Eli?
[23:03] - Wiesz, to jest dla mnie to jest tak, tak złożony stwór, że ciężko mi jest go nazwać jednoznacznie, ale zdecydowanie jest to część, którą mam wrażenie, że to odczuwam. Jest to część człowieka, jest to jego fizyczna część, może niewidoczna w naszych, w naszych możliwo, w naszym układzie, ale zdecydowanie mam wrażenie, że jest fizyczna, bo ją się czuje, ją można wyczuć.
[23:38] - A Eli jaką masz różnicę, jak wychodzisz z ciała? Jak odczuwasz swoją świadomość, jaźń? Jaka jest różnica między tą dzienną świadomością?
[23:46] - Nie ma zupełnie żadnej różnicy dla mnie.
[23:49] - No musi być coś.
[23:50] - No nie ma, nie ma zupełnie. Jest tylko inny rodzaj postrzegania. Ale ta osoba, która jest poza i ta osoba, która jest tutaj, ona myśli tak samo, ona czuje tak samo. Ona takie same wnioski wyciąga, widzi tylko inne rzeczy. Ale sposób, jakby to powiedzieć mm rozumieniaI przetwarzania tego, co się widzi, jest dokładnie taki sam. To jest na przykład tak, jakby w tym momencie wszedł do mnie do pokoju, nie wiem, słoń. Też bym była zdziwiona. Więc ja nie widzę żadnej różnicy między mną tutaj a mną, kiedy wyjdę z ciała. Proces myślowy jest dokładnie ten sam.
[24:34] - To dziwisz się za każdym razem, jak słonia widzisz poza ciałem?
[24:38] - No wiesz, ja akurat słonia poza ciałem nie widziałam. To był taki przykład. Ale no po prostu stwierdziłam, że sposób mojego myślenia nie zmienia się.
[24:51] - W moim przypadku jest trochę inaczej, aczkolwiek jak ja wychodzę z ciała, to zawsze staram się świadomość uzyskiwać taką, jaką mam na jawie, czyli w życiu codziennym, w rzeczywistości fizycznej. Zawsze do tej świadomości się dąży i w wielu przypadkach ta świadomość taka jest. Natomiast czasami uzyskuje się innego rodzaju świadomość. Natomiast to może być poszerzona świadomość, którą ja interpretuję jako świadomość, która obejmuje większy zakres postrzegania niż ten, który mam w rzeczywistości fizycznej. A więc postrzegam coś więcej niż tylko fizycznymi, można powiedzieć, zmysłami.
[25:42] - Tak, tak, Robercie, to właśnie o to chodzi, że ja mówiłam, że my widzimy więcej, my widzimy rzeczy, których tutaj byśmy nie zobaczyli, ale moje procesy myślowe są takie same, rozumiesz?
[25:54] - Rozumiem, ale w moim przypadku też zdarza się, że te procesy myślowe bywają różne, ponieważ będąc poza ciałem świadomość zmienia się. Zmienia się ona, się albo obniża, albo się zwiększa. Rzadko kiedy jest jeden pełen poziom, sto procent świadomości, powiedzmy, przez cały przebieg doświadczenia i można się różnie zachowywać, mimo iż zdaje się mamy tą świadomość, wiemy co robimy, kontrolujemy doświadczenie, to jednak po powrocie do ciała można stwierdzić: zachowałem się trochę inaczej niż to sobie zaplanowałem. Tak się zdarza często, ale przeważnie ta świadomość jest taka jak właśnie w codziennym naszym życiu, taką, jaką znamy tutaj z rzeczywistości fizycznej. Do tej świadomości się dąży po prostu.
[26:52] - To ja może, może ogłoszę. Przepraszam, że wam wejdę w słowo, ale muszę ogłosić, że kolejna książka, kolejny egzemplarz książki Roberta Monroe'a, że tak powiem, przeżył doświadczenie out of pudło experience i powędruje do kolejnego, kolejnego z laureatów. Tym razem najszybciej odpowiedź przyszła za pośrednictwem naszego radiowego gadu-gadu. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Gratulujemy serdecznie Romkowi. Romku podaj, podaj nam na radiu, na radiowa, radiowym przepraszam gadu-gadu. Aż się zagotowałem z wrażenia. Podaj nam na radiowym gadu-gadu swój adres do wysłania nagrody. Gratulacje jeszcze raz serdecznie dla Romka.
[27:47] - Tak, ja widzę, że tutaj na czacie są kontrowersje co do sekund. Kilka rzeczy wpłynęło równocześnie, ale nie będziemy tego roztrząsać na antenie.
[28:01] - Czasami, czasami ułamki sekund nawet decydują. Także no, kontrowersje raczej, raczej mogą się pojawić. Ale, ale próbujcie dalej, bo jeszcze mamy dwa egzemplarze do rozdania, także jest jeszcze szansa.
[28:17] - No właśnie. Także jeszcze zadam kolejne pytanie, czwarte z pięciu: gdzie znajduje się Instytut Monroe'a? Bardzo proszę o odpowiedzi.
[28:35] - Gdzie znajduje się Instytut Monroe? Przypomnę, że pytania można... Przepraszam bardzo. Odpowiedzi na pytania można udzielać na naszym radiowym gadu-gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również wysyłać odpowiedzi na naszym czacie na radio.paranormalium.pl. No tylko właśnie trzeba się śpieszyć z odpowiedzią, ponieważ tak jak mówiliśmy, tak jak mówiliśmy decydują sekundy. Można również wysyłać odpowiedzi na naszym komunikatorze SMS-owym pod numerem siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem, siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem. Koszt jak za zwykłą wiadomość, czyli dwadzieścia trzy grosze, a w przypadku przynajmniej niektórych abonentów Orange zero groszy. Tutaj pytają.
Tutaj padają odpowiedzi na pytania. No tak, ale stan to nie wszystko. Trzeba też poznać, trzeba też podać nazwę miejscowości, nazwę miasta. Także nie ma jeszcze w pełni satysfakcjonującej nas odpowiedzi. O, Robert Noble podał właśnie odpowiedź. Także nie wiem. Chyba, chyba znowu będzie aplauz. Robercie?
[30:12] - No wiecie co, no pytałem przed audycją, czy mogę też brać udział w niej, w konkursie
[30:19] - I jak się okazuje tak. Więc byłem zdziwiony bardzo. Nie chciałem tutaj za bardzo szaleć, ale powiem szczerze, że moja książka już się sypie. Jest cała w powijakach i wszystkie strony latają, po prostu jest każda za osobna. Więc pokusiłem się odpowiedzieć na to pytanie konkursowe.
[30:40] - Ja bym może tak do tego wróciła. Robercie, to tak, może zróbmy tak: niech jednak słuchacze odpowiedzą na to pytanie, jeżeli nie została podana odpowiedź, a ty dostaniesz książkę w prezencie od stowarzyszenia.
[30:53] - Dziękuję bardzo. Proszę o adres.
[30:55] - Dobrze. To w takim razie, w takim razie czekamy na... Zoba-zobaczmy czy któryś ze słuchaczy. O! Ikonka44 tutaj napisał lub napisała na czacie o dwudziestej pierwszej trzydzieści pięć i dwadzieścia siedem sekund. No tutaj troszeczkę Kos-A też napisał na, na radiowym gadu-gadu, ale niestety już troszeczkę się spóźnił. Także Ikonka44 gratulujemy. I prosimy o adres, na który mamy wysłać nagrodę. Tak jest. Robert dostanie, swoją drogą, książkę, tak jak tutaj obiecała Eli.
A jeszcze z tym ostatnim naszym pytaniem, piątym troszeczkę się wstrzymamy po to, abyście mogli jeszcze podyskutować. Zbyszku, mam do ciebie pytanie, który z twoich gości najbardziej ciebie zainteresował, poraził? Który był najbardziej dla ciebie interesujący?
[32:18] - Słuchacze, gości mieliśmy już sporo, ale zanim odpowiem na to pytanie, przytoczę sobie pewną anegdotę, pewną opowieść, którą mi Bruce Moen opowiedział, przyjaciel Roberta. Mianowicie mówił tak, taką historię opisał, że był poza ciałem w tej swojej podróży mentalnej i spotkał Roberta. No i opowiedział mu tam o swojej pasji, o tym, że chce odkrywać światy niefizyczne, chce być tym przodownikiem, chce odkrywać, opisać, przynieść po prostu te skarby na ziemię, by ludzie mogli czytać i mogli doświadczać. I wtedy on mu powiedział, że właśnie nie on będzie tą osobą, która to zrobi. I na to Bruce był bardzo rozczarowany. Ale do czego zmierzam? Mianowicie jest nie tylko jeszcze jedna książka wolna, ale i miejsce są wolne dla tych wszystkich poszukiwaczy, którzy zamierzają odkrywać te światy niefizyczne, opisywać je i przynosić. Nie trzeba być Prometeuszem i sobie wypruwać flaki. Można po prostu całkiem spokojnie przygotować się do tego, poczytać trochę książek, między innymi chociażby ta, o której to jest konkurs, dowiedzieć się, jak się to robi, jak się wychodzi z ciała i badać te niefizyczne światy. Ludzie czekają na wszelkie odkrycia, więc jeżeli komuś z was się uda coś ciekawego odkryć, zapraszamy chętnie i czekamy na radni.
Jeżeli chodzi teraz o audycję, kto się mi najbardziej spodobał lub kto mi zaraża za skórę, to, co słyszycie, to już jest ostateczna wersja. Dużo wycinam, bo większość z nas się po prostu jąka, denerwuje się. Nie jest tak łatwe, jak, jak w telewizji się słyszy czy ogląda, bo przy takich audycjach czasami pracuje się ileś godzin. Ale muszę powiedzieć-
[34:02] - No ja tutaj też troszeczkę operuję myszką, także troszeczkę jest tego wycinania.
[34:09] - No i oczywiście musielibyśmy ba-- i Eweli się podziękować, bo ty za każdym razem prawdopodobnie też siedzisz przy niej, wycinasz te szumy wszystkie. A więc-
[34:18] - No troszeczkę czasu przy tej audycji też-
[34:20] - Sporo osób się napracowało, żeby te audycje miały taki charakter, jaki teraz mają. Do audycji dołączyły kolejne dwie osoby, które pomagają mi przy składaniu, a więc jest już pomoc, co by gwarantowało, że na przyszłość one się nie zatkają, nie skończą. Po prostu coraz więcej osób chce wziąć w nich udział, a więc nie będzie takiego wielkiego obciążenia dla mnie czy dla Eweliosa. I teraz jak ja audycję-
[34:42] - Zbyszku, Zbyszku.
[34:44] - Tak?
[34:44] - Bo napisałeś mi kiedyś, że nawet zwracają się do ciebie osoby, które chcą zapłacić za to, aby wystąpić w audycji. Czy to prawda?
[34:54] - Yy, no to było tak niekonkretnie dokładnie powiedziane, bo miałem na uwadze osoby, które prowadzą różnego rodzaju działalność ezoteryczną i na przykład proponują pewne usługi, za które biorą pieniądze, których umiejętności nie jestem w stanie potwierdzić, czy, czy są to dobrzy jasnowidze, czy potrafią leczyć. Idę wtedy w ciemno i po prostu ufam, że te osoby, które opowiadają, stoją za tym, mają jakieś swoje umiejętności i będą pomagać. To to miałem wtedy na myśli. I mamy też osoby, było już parę autorów audycji, którzy prowadzą tego rodzaju działalność finansową, handlową, sprzedają swoje usługi, ale mam nadzieję, że chyba robią to dobrze. Co do tego przepraszam, no jakbym zaskaszlał, ale poradzę sobie. Rozmawiałem właśnie ostatnio z Alexandrem. Alexander właśnie pomaga. Taką ma taką funkcję. Podjął się takiego zadania, że pomaga za niewielką opłatą. Pomaga osobom-
[35:52] - Alexander Dyew.
[35:54] - Alexander Dyew. On jest jakimś tam chyba działaczem od iluś lat i uzdrawia te dusze. Ale powiem wam coś ciekawego, co się mianowicie zdarzyło. Ja się umówiłem z nim, że on będzie moją żonę ratował, podłączał ją do Boga i ma się coś dziać. Ja miałem obserwować, czy on do mnie doleci, czy nie. I co było ciekawe, dwadzieścia po siódmej ja, znaczy się po tych wszystkich eksperymentach, jakie przeprowadzaliśmy ze znajomymi, ja rozpoznaję, kto się ze mną mentalnie łączy albo kto intensywnie o mnie myśli. Co było ciekawe, dwukrotnie znalazłem goI określiłem dokładnie godzinę, w której on się nami koncentrował. Zgodziło się rzeczywiście. Tylko ja sprytnie jego się zapytałem, a później podałem mu swoją godzinę. A więc Aleksander się łączy.
I teraz zobaczcie, mamy pośród nas osoby, które prowadzą pewnego rodzaju działalność, leczą, pomagają lub wprawiają ludzi częściowo w trans, pozbawiają ich traumy. Niektórzy mówią, że łączą ich z Bogiem, a więc coś się dzieje. Ta działalność jest. Ja osobiście sam potwierdzam, że takie zjawiska są możliwe i to już jest kwestia tego, czy chcą płacić mówisz. Ja osobiście nie będę brał pieniędzy od osób, które będą chciały u nas brać udział, ale jednocześnie nie krytykuję tych osób, które biorą pieniądze za swoje usługi. Więcej ci nie mogę powiedzieć w tym temacie, bo chyba nie było. Oczywiście można się domyślić, bo słuchacze mogą się spodziewać, że wykorzystamy z tego, że bierzemy jakieś pieniądze. My robimy całkowicie charytatywnie. Jest to dla nas wielką zabawą. Mamy w tym uciechę i to jest jedyną nagrodą za te przygotowywanie tych audycji dla nas.
[37:33] - Masz rację. To, co my robimy, też jest tylko i wyłącznie, że tak powiem, gratyfikacją za to jest satysfakcja odbiorców, czytelników i słuchaczy. Ale powiedz, który z gości Twoich najbardziej Cię zaskoczył? Jak dla mnie największym zaskoczeniem był Leon Magnesiarz.
[38:03] - Leon jest pogromcą larw astralnych. Znaną osobistością już na forach. Przez ileś lat on dewiał po prostu nas wszystkich. Walczyliśmy z nim nawet nie tylko słowem na forach, jak i też poza ciałem w świecie astralnym. Ale się-
[38:20] - Ja się już poddałam.
[38:22] - Leon się jakoś dobrzę i jest po prostu naszym teraz przyjacielem. Leon ma odwagę. Trzeba pochwalić go za to, że o tym wariatkowie powiedział całkiem otwarcie. Nie przejmuje się tym, jeżeli mówi, że larwy astralnego na tłukły, zbiły, nakopały. No i jeszcze innych brzydkich wyrazów używał, które niestety skasowałem, bo byłoby chyba to niestosowne obarczać słuchaczy takim, takim słownictwem. Ale Leon i Leon jest prymas.
[38:50] - Zbyszek, a pamiętasz jak ciebie ludzie krytykowali? Jak wyskakiwałeś z teorią ciałek? Nikt nie rozumiał twoich-
[38:59] - Też nie powiem, że ja byłem przyjaciel przed czterech laty. Ja muszę wam powiedzieć, że cztery lata temu, jak bardzo intensywnie opuszczałem ciało i w zasadzie obserwowałem to i analizowałem te, te ciała niefizyczne i obserwowałem, co się dzieje z tej drugiej strony, jak gdyby. Jak ludzie przybierają różne dziwne kształty, role myśli. Analizowałem, postrzegałem jak gdyby ich emocje, wyprzedzając ich w ogóle. Uświadomienie sobie ich samych, tych emocji. Wiecie, to jest bardzo dziwna rzecz, jeżeli się w ogóle wychodzi w świat eteryczny i obserwuje się swoich towarzyszy. Ja po prostu też miałem jeźle w czubie i tak byłem obarczony tym po prostu każdemu chciałem powiedzieć i ktoś mówił, że jestem psikus, wariat i nie zgadza się albo nie wierzy. Ja po prostu się wkurzałem i krzyczałem czasami. Wiem, że na forach też nie byłem dobry, bo rozpocząłem wielką kampanię na ten temat tych ciał niefizycznych. Trwało to ileś lat i dzięki temu między innymi udało nam się zorganizować całe grupy, które badały, sprawdzały i potwierdzały istnienie tych ciał niefizycznych.
No i wtedy się uspokoiłem. Stwierdziłem, że jednak da się i puściło jakoś. Znaczy da się, że można w grupie to sprawdzać. I też rozładowałem się, bo ta misja noszenia w sobie tej świadomości, tych ciał niefizycznych rozerwała mnie i miałem po prostu, nie wytrzymywałem już tego. To samo się dzieje z autorami naszej audycji. Zwróćcie uwagę, że wiele osób opowiada, ja mówię, już część wycinam, ale na przykład są osoby, które zaczynają krzyczeć wręcz na mnie, grożą mi wręcz, bo są tak pełni entuzjazmu co do tego, co mówią, że czuć, że oni są przesączeni tą swoją wiedzą, tymi doświadczeniami. Oni jakby tego nie powiedzieli, to by ich rozerwało. Domyślam się, że oni niejednem, niejedną osobę już zamęczyły. Zamęczyli tymi swoimi opowieściami. I między innymi taką rolę te radio odgrywa.
Ludzie mogą się wyładować, nagadać i później mają łatwiej w życiu. Przynajmniej ja tak zrobiłem.
[40:55] - No właśnie, Eli, ty na pewno słuchasz audycji Zbyszka. Która ci się najbardziej podoba?
[41:04] - Ja nie zrozumiałam. Ja nie zrozumiałam pytania.
[41:09] - Pytałem, która audycja Zbyszka najbardziej ci się podobała?
[41:13] - Może nie podobała, ale, ale audycja, która wprawiła mnie po prostu w doskonały nastrój, którą do tej pory pamiętam ze wszystkich najlepiej. To była właśnie ta z Leonem. Ponieważ sposób, w jaki on, jego sposób jego ekspresji, sposób, w jaki on mówi, sposób, w jaki on przetwarza swoje myśli i przeżycia, był tak dla mnie fascynujący. Ja nawet. Ja nawet nie chcę tego powtarzać, ale cała aura wokół tego była taka, że jak mnie zapytasz o jego audycję, to widzę tylko jedną, Leona. Oczywiście wszystkie inne, dużo dawały. Audycje z Aleksandrem De Jeverem są fantastyczne. Również z jasnowidzem była fascynująca. Fascynująca o tyle, że rozmawiałam później z jasnowidzem. No i powiedział mi rzeczy, które, których nawet ja sama nie wiedziałam, a się okazało, że za dwa dni rzeczywiście się spełniły.
I to takie rzeczy, których nie można sobie wymyśleć. Ale mimo wszystko ta, która mnie najbardziej została w pamięci i do tej pory słyszę zdania z tej audycji. To jest właśnie ta audycja z Leonem.
[42:38] - Neon prawie że zaraz dostanie kolejną książkę, ale niestety nie bierze udziału w konkursie.
[42:45] - Mówisz o Neonie?
[42:46] - Ale jakąś nagrodę powinien dostać.
[42:48] - A za co?
[42:49] - No za tą, za te komplementy, jakie zbiera.
[42:52] - No to już jest dla niego nagroda chyba wystarczająca.
[42:55] - Mam nadzieję, że słucha. Tam w odra się zalewa i liczy swoje magnesy w szufladzie.
[43:00] - No i to, że te komplementy słucha teraz kilkadziesiąt osób, naszych słuchaczy. To było niesamowite.
[43:09] - Ja bym pochwalił jeszcze Pieczywo. Mi się bardzo podobało. Podobał sposób, jak on to wypowiada, te swoje zdania. Bardzo wyważony, taki pełen optymizmu, a jednocześnie serdeczności. Ja akurat przy tego, przy nagrywaniu jego audycji miałem, miałem tą radość, satysfakcję. Bardzo mi się podobało, jak on to opowiadał.
[43:30] - Ja mogę, ja mogę tutaj potwierdzić, że Pieczywo faktycznie też na mnie zrobił duże wrażenie. Zresztą przyznam się szczerze, że te pierwsze audycje słuchałem tak namiętnie co tydzień. Później jakoś, powiedzmy, zaniedbałem ten obowiązek. Ale co do Pieczywa to podobały mi się jego wypowiedzi. Ale też co mi się podobało, to to, że osoby występujące w audycjach miałem okazję poznać osobiście. Także znając tych ludzi, każdy ma swoją właśnie tą pasję i o niej mówi. I to jest bardzo, bardzo fajne. To mi się podoba. Także pozdrawiamy Pieczywo. Mam nadzieję, że nas słucha.
[44:17] - A mnie się osobiście najbardziej podobały odcinki z panem Markiem Wysockim. Odniosłem takie wrażenie montując i później słuchając tych odcinków z jego udziałem, że on jest właściwie takim, takim żywym dowodem na to, że można również leczyć bez zastosowania tej chemii, którą, którą lekarze nas na co dzień trują. Ci fanatycy tacy, że tak powiem, nauki akademickiej, którzy odrzucają wszystko, co, co jest niematerialne, co jest duchowe, bo przecież nie może działać, bo nie ma prawa działać. No i kropka. A tu się jednak okazuje, że, że taka, takie metody leczenia niefizyczne, że tak powiem, także mają prawo działać i działają. I to właśnie wydaje mi się, że Marek Wysocki między innymi w swoich, w tych odcinkach, w których się pojawił, również udowodnił. Także to były te odcinki, które najbardziej mi się podobały.
[45:30] - No tak, fakt. Ja też byłem pod wrażeniem, bo on miał to doświadczenie lekarza. W końcu przeszedł to wykształcenie, a więc jakieś zaufanie do niego słuchacz nabiera. Też byłem pełen zachwytu do tego, co on powiedział.
[45:47] - Tak, ja również. A pozwolę sobie zadać to ostatnie, piąte pytanie. Czyli ten, kto pierwszy odpowie, czy to na naszym czacie, czy na gadu-gadu, czy też SMS-owo bądź w Skypie. Kto jest autorem stwierdzenia: "Jesteś czymś więcej niż ciało fizyczne." To jest to pytanie.
[46:20] - Tak. Pozwolę sobie przypomnieć pytanie. Kto jest autorem stwierdzenia: "Jesteś czymś więcej niż ciało fizyczne." Odpowiadać można za pośrednictwem naszego czatu radio.paranormalium.pl. Można również wysyłać odpowiedzi na naszym radiowym gadu-gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również odpowiadać SMS-em pod numerem siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem. Siedem dziewięć osiem jeden siedem osiem siedem cztery siedem. Koszt jak za zwykłą wiadomość. Przypominam, że... Przypominam, że liczą się sekundy.
Nie, nie, nie. To nie był Bruce Moen. Próbujcie dalej. Czekamy na prawidłowe odpowiedzi. Czeka jeszcze, jeszcze jedna książka, która pragnie dokonać out of pudło experience i powędrować Pocztą Polską do laureata. O, przyszła właśnie. Przyszła właśnie w tym momencie o dwudziestej pierwszej pięćdziesiąt dwie odpowiedź na ostatnie pytanie konkursowe w Radiu Paranormalium. Kosa odpowiedział. Oczywiście odpowiedź na pytanie konkursowe brzmi: Robert Monroeeeee. Także gratulujemy.
Piąty raz już dzisiaj gratulujemy. Piąty raz dzisiaj aplauz. I bardzo serdecznie, bardzo serdecznie gratulujemy i prosimy Kosa podaj nam swój adres, abyśmy mogli wysłać nagrodę. Także już wszystkie książki dokonały, że tak powiem, out of pudło experience i wkrótce wyruszą za pośrednictwem naszej Poczty Polskiej kochanej do laureatów. Wszystkim laureatom bardzo gorąco gratulujemy.
[48:33] - No właśnie książki powędrowały out of pudło, ale tak naprawdę żeśmy bardzo mało o tej książce.
[48:42] - Czy ona rzeczywiście jest taka przełomowa? Robert, może ty byś coś powiedział na ten temat? Czy ona w jakiś sposób zmieniła twoje postrzeganie rzeczywistości?
[49:00] - No z całą pewnością zmieniła postrzeganie, ponieważ właśnie dzięki tej książce ja zacząłem praktykować wychodzenie z ciała. A praktyka sprawiła, że inaczej postrzegam otaczającą mnie rzeczywistość. Ale co tak naprawdę działa w tej książce? Uważam, że sposób napisania o tym temacie przez, można powiedzieć, zwykłego, przeciętnego człowieka. Robert Monroeeeee, zwykły obywatel. Żadne medium, żadna osoba ze zdolnościami parapsychicznymi. Po prostu ni stąd, ni zowąd zaczyna doświadczać takiego fenomenu. Co jest piękne w tej książce, to to, że on zdaje po prostu relację w sposób taki, można powiedzieć, reporterski. Każde doświadczenie sobie spisywał i umieścił, powiedzmy, w książce te wyrywki z jego doświadczeń, ponieważ on tak naprawdę doświadczał dużo więcej. Książka to jest tylko ułamek jego doświadczeń, ale czyta się to bardzo fajnie i z całą pewnością dla mnie ważne było to, że odbiór książki był po prostu dla mnie bardzo mocno trafiony, ponieważ używał zachodniego języka.
To nie jest książka, gdzie mówi się jakimiś terminami z Dalekiego Wschodu. Używa się jakichś nazw, które są niezrozumiałe. Ta książka jest tak naprawdę dla każdego. Dla zwykłego, przeciętnego człowieka, jak i też dla jakiegoś fachowca, czy też lekarza, czy też psychiatry, czy tam inżyniera. Dla każdego jest ta książka i każdy może po prostu zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. No i co najważniejsze, to Robert Monroeeeee właściwie kończąc książkę, opisuje metodę na wyjście z ciała. A więc najistotniejszą informacją jest to, że każdy z nas ma taką możliwość. Każdy z nas może opuszczać ciało, kiedy tak naprawdę tego mocno zapragnie.
[51:24] - Tak, ale rzeczywiście przed programem trochę dyskutowaliśmy sobie na własnym gronie na ten temat. I znaczy pojawiły się takie głosy, że nie do końca to, co opisuje Monroe, czyli on... Jakby rozdziela, że tak powiem, te, te różne obszary. On nie wydziela jako trzy-
[51:58] - Michale, coś cię słabo słyszymy niestety i słyszymy bardziej odgłosy z czata aniżeli ciebie.
[52:06] - Ale chyba zrozumiem, o co chodziło w wątpliwościach Michała. To prawda, że Monroe postawił w książce pewne nazewnictwa, rozdzielił pewne obszary, które dla niego były, powiedzmy, jakimś kompasem. On w sposób taki właściwie dla siebie określił to, aby miał punkt odniesienia. Natomiast nie jest istotne, jak on to nazwał tak naprawdę, bo dużo osób próbuje doświadczać tego, co Monroe i klasyfikować swoje wyjścia, właśnie swoje doświadczenia poza ciałem, właśnie odnosić się do tych określeń, które on tam zastosował. Ja, mimo iż nie używam tej terminologii co on, to widzę po prostu podobieństwo w doświadczeniach. Każdy, uważam, powinien na swój sposób przyjąć z założenia jakąś nazwę, jakąś interpretację tego, co doświadcza, ponieważ jest to dla nas potrzebne. Musimy mieć jakąś koncepcję, jakąś wizję tego, jak, jak to faktycznie się tam odbywa po tej drugiej stronie. A że jest to świat bardzo złożony i bardzo często też odgrywa istotną rolę subiektywność doznań, to uważam, każdy powinien odnaleźć to, co mu pasuje. Mi nie przeszkadza to, że Monroe określił pewne obszary, nazywając je fokusami. Tak samo nie przeszkadza mi określenie obszaru pierwszego, drugiego czy trzeciego, o którym wspomina, ponieważ wiem, co tak naprawdę miał na myśli.
On po prostu to tak nazwał. Ale obszar pierwszy to jest po prostu obszar bliski naszemu światu fizycznemu, czyli tak zwany real time zone. Obszar drugi to jest po prostu świat astralny. No i obszar trzeci, ten najbardziej zagadkowy właściwie, to jest w moim rozumieniu obszar, no, jakiegoś życia generalnie niefizycznego, aczkolwiek podobnego do tego naszego tutaj na Ziemi. I z całą pewnością osoba, która praktykuje wychodzenie z ciała, jest w stanie dotrzeć w te obszary. No, powiedzmy, że mam problem z obszarem pierwszym. Mimo tylu lat doświadczeń. NatomiastZdarzają się takie sytuacje, gdzie poniekąd jestem jakby pośrednio niby w obszarze drugim, a drugim. No ale to już jest temat rzeka tak naprawdę. Ale podsumowując moją wypowiedź, chodzi o to, że Monroe opisał to w sposób taki logiczny, racjonalny.
Nazwał to tak po swojemu, ale ta nazwa niczemu nie przeszkadza tak naprawdę. Każdy może to bardzo łatwo zrozumieć i pojąć.
[55:21] - Tutaj należałoby chyba dodać, że może się tak zdarzyć, że osoba znajdzie się natychmiast w obszarze trzecim, nie przechodząc przez pierwszy i drugi. Może być tak, że osoba znajduje się tylko i wyłącznie w obszarze, obszarze pierwszym, a nie jest w stanie dotrzeć do drugiego i trzeciego. Także tutaj nie ma jakiejś takiej normy, gdzie akurat się znajduje. Robert to chyba bardzo słusznie nazwał, tak bardziej dla nas zrozumiale, że pierwszy obraz, obszar to jest ten wokół nas i tak dalej. Ale ja chcę właśnie powiedzieć, że w czasie tak zdarza, jak na przykład mnie teraz, że ja nie jestem ani w pierwszym, ani drugim. Od razu jestem w trzecim. I tak też się może innym zdarzyć, które mają tego przeżycia, że nawet nie zauważą pierwszego i drugiego obszaru, po prostu znajdą się natychmiast w trzecim. I to wszystko jest zupełnie normalne.
[56:23] - Tak, to prawda właśnie Eli. Dzisiaj można powiedzieć, że znalazłem się w obszarze drugim, a później po prostu spontanicznie przeniosło mnie do obszaru trzeciego. I to było zastanawiające. Jak się w takim razie ma plan mentalny do obszaru trzeciego? Gdzie go umiejscowić? Bo na eterycznym mówimy pierwszy obszar, drugi astralny, a trzeci co to będzie w tej klasyfikacji mentalno-przyczynowej?
[56:50] - Ja ci mogę powiedzieć, jak ja to widzę. Znajdujesz się nagle w świecie takim, takim, który wygląda dokładnie tak jak nasz. To znaczy tam są lasy, łąki. Prawdę mówiąc, nie widziałam tam nigdy domów. Tam są ludzie. Jest, jest ciepło, jest taki klimat bardzo, bardzo przyjemny, ciepły.
[57:17] - I to chcesz mieć w tym trzecim obszarze?
[57:20] - Ja, ja... Wydaje mi się, że to jest według Monroe trzeci obszar. W ten sposób on go opisuje.
[57:31] - Trudno ich właśnie połączyć, bo tyle koncepcji mamy, mamy różne jak gdyby różne klasyfikacje się też tak zagłębiamy. Każdy powinien sam chyba szukać. Przeczytać książkę Monroego, to widzi się. Mogę zadać pytanie Zbyszek? No pytaj. Słuchaj bo sprawa jest tego typu, że tak jak Eli wspomniała, możemy od razu świadomością przenieść się w inny obszar. Obszar na przykład ten trzeci. Ale ty wspominałeś o podróżowaniu mentalnym. Ja uważam, że mentalne podróżowanie odgrywa istotną rolę, jeżeli świadomie chcemy właśnie dolecieć do dalszych obszarów, no w tym przypadku mówimy o obszarze trzecim. Będą czwarty i piąty.
Na pewno jest ich więcej, jak sądzę, ponieważ jest to naprawdę nieskończony wszechświat. Ale zasada jest taka, że zauważcie, Robert Monroeeeee dostał się do obszaru trzeciego poprzez taką czarną dziurę i moim zdaniem on poprzez wchodzenie w czarną dziurę on już automatycznie przechodził w mentalkę. To tak jest po prostu. Podobnie ma się sytuacja właśnie z szamanizmem, gdzie wchodzi się w dolny lub górny świat. Zasada polega na tym, że przechodzimy w tym momencie z ciała astralnego w mentalkę i trafiamy do jakiegoś świata. I w tym świecie już nie jesteśmy samą mentalką. Znowu posiadamy właściwości ciała astralnego, a więc mamy swoją formę. Żyjemy tak jak tutaj, można powiedzieć w fizycznym świecie. I co jest ciekawe, że w tych innych światach panują określone warunki, zasady, jak na przykład może się okazać, że w tych nie fizycznych światach również obowiązuje grawitacja, a więc nie można wtedy latać. Są tam określone warunki, takie jak w fizycznym świecie.
[59:48] - Ja bym chciała tutaj może jeszcze dodać, że właściwie to nie jest ważne, w jakim obszarze się znajdujemy, ponieważ samo doznanie opuszczenia ciała i możliwość podróżowania jak ptak jest tak wspaniała, że tutaj nie ma co się zastanawiać, w którym obszarze jesteśmy. Przeżywajmy, latajmy, obserwujmy to, jak się człowiek obudzi, wstaje taki napełniony energią, że doświadczył czegoś więcej i że to jest wspaniałe. I tu nie trzeba się naprawdę zastanawiać, w którym obszarze, w której strefie się znajdujemy, tylko po prostu przeżyjmy to i zobaczmy, jakie to jest wspaniałe. O, przepraszam, mój pies się tutaj gdzieś zaplątał. Przepraszam bardzo.
[01:00:43] - No Eli, tutaj bardzo ważny temat poruszyłaś, bo tak naprawdę gdziekolwiek się znajdujemy, to
[01:00:51] - Istniejemy, a więc nasza świadomość egzystuje. To jest właściwie najważniejsze w całym tym doświadczeniu. My jesteśmy tym największym powodem, aby go badać. A więc badanie samej świadomości, samej naszej istoty jest tutaj w tym przypadku najważniejsze.
[01:01:14] - No właśnie. To jest takie doświadczenie, które daje ci wyraźny dowód na to, że jesteś czymś więcej niż tylko ciałem fizycznym.
[01:01:29] - Tak, ale to już temat na osobną dyskusję. Myślę, że Marku, możemy już podziękować naszym uczestnikom tej dzisiejszej audycji konkursowej.
[01:01:48] - Możemy już. Możemy już powolutku podziękować Robertowi, Robertowi Noble, Zbyszkowi Mrugale, gospodarzowi „Rozmów poza ciałem”, Eli oraz tobie, Michale. Michał Kuśnierz, portal Infra. Ale to jeszcze, to jeszcze nie koniec dzisiejszej audycji, ponieważ teraz, po zakończeniu części oficjalnej będą na antenie Radia Paranormalium zaprezentowane wybrane fragmenty książki Roberta Monroe „Podróże poza ciałem”.
[01:02:32] - Ja bardzo dziękuję wam. Dziękuję Eli. Dziękuję, Zbyszku. Dziękuję. I oczywiście dziękuję, Velios. I Zbyszku, życzę nowych gości w kolejnych programach.
[01:02:53] - No ja też dziękuję wszystkim za uwagę.
[01:02:58] - Również dziękuję wszystkim za rozmowę, za to, że miałem okazję z wami porozmawiać.
[01:03:04] - W takim razie ja również dołożę, było naprawdę super. Tematy interesujące. Będziemy częściej coś takiego robić. Michale i Velios nie ociągajcie się, organizujcie częściej takie coś. Zawsze przyjdziemy. Znajdą się chętni. Będzie nas coraz więcej. Dziękujemy.
[01:03:24] - Możemy nawet takie audycje organizować regularnie, jeżeli, jeżeli jest taka możliwość. Jeżeli chcecie. Jeżeli będą goście.
[01:03:35] - Można byłoby zebrać podróżników, kontrowersyjne osoby o odmiennych poglądach i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Teraz akurat rozmawialiśmy o dwóch planach. O tych poziomach jeden, dwa, trzy. A jednocześnie są jeszcze inne. I to mogła być super rozmowa. Możemy spotykać, a przynajmniej organizować takie, gdzie będzie się działo coś więcej. Na żywo był, był to bardzo pobudzające. Mi się wydaje, że byłoby fajne. Jestem za.
[01:04:06] - A właśnie jeszcze à propos audycji. Zbyszku, tutaj pojawiło się pytanie na radiowym gadu-gadu od Kati: „Osobiście uwielbiam audycje z Jarkiem Bzomą. Czy jest może szansa, że będzie z nim kolejna audycja? Pozdrawiam wszystkich. Kati.”
[01:04:23] - Jarek powiedział, że teraz intensywnie śni. Że zbiera doświadczenia i jak się coś nazbiera, będzie miał materiał, to się zgłosi. Jest Jarek bardzo elokwentny, opowiada wspaniale. Też jest przedstawicielem świata medycznego, a więc zastanawiające jest to i jak bardzo niezwykłe, że on w ten sposób to opowiada, pełen fantazji i zaangażowania. Ale nie dajmy się nabrać. On jest lekarzem, więc ma doświadczenie. Jak zbierze materiał oczywiście natychmiast pojawi się na antenie.
[01:05:00] - No to czekamy w takim razie. Czekamy w takim razie na Jarka Bzomę. Jarku, jeżeli gdzieś tam nas słyszysz, jeżeli słuchasz Radia Paranormalium, to wiedz, że słuchacze i my wszyscy na ciebie czekamy z niecierpliwością. Będziemy już powolutku kończyć w takim razie tę część oficjalną dzisiejszej audycji. Ale tak jak mówiłem, to jeszcze nie koniec, bowiem już za chwilę na antenie Radia Paranormalium zaprezentowane zostaną wybrane fragmenty książki Roberta Monroe, o którą dzisiaj tak dzielnie walczyliście. Niestety mieliśmy ograniczoną ilość egzemplarzy, także w początku przyszłego tygodnia mam nadzieję, że już uda się je wysłać i że w miarę szybko dotrą do naszych laureatów, którym jeszcze raz bardzo serdecznie gratulujemy. Aplauz proszę. A ty, tym, którzy... Tych, którzy, którym się nie udało bardzo serdecznie zachęcam do słuchania Radia Paranormalium, do nasłuchiwania „Rozmów poza ciałem”, bo pozwolę sobie tutaj ujawnić: wydawnictwo Galaktyka, które jest sponsorem dzisiejszych nagród oraz wydawcą książki Roberta Monroe „Rozmowy...”— przepraszam bardzo: „Podróże poza ciałem” to wydawnictwo, to wydawnictwo właśnie przygotowuje do publikacji dwie pozostałe książki Roberta Monroe. Z tego, co ja wiem, to one się mają jeszcze przy dobrych wiatrach pokazać w tym roku.
Także całkiem możliwe, że również zostanie zorganizowany na antenie Radia Paranormalium z tej okazji konkurs i również te książki będzie można wygrać.Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami, bo już za chwilę wracamy z wybranymi fragmentami książki "Podróże poza ciałem." Rozmowy poza ciałem na żywo. I tak oto przeszliśmy do drugiego punktu, bardzo ciekawego punktu dzisiejszego programu, czyli do wybranych fragmentów książki Roberta Monroe "Podróże poza ciałem." Wybrałem trzy fragmenty. Będą to dwa fragmenty rozdziałów, fragment rozdziału trzeciego, rozdziału szóstego oraz duża część rozdziału siódmego. Takie, no, musiałem się zmieścić w limicie. Nie mogłem przeczytać więcej jak dziesięć procent książki. Było bardzo trudno się w tym limicie zmieścić, ale jakoś się udało. Myślę, że to są takie, takie fragmenty, które na pewno zachęcą Was do zapoznania się z całością. Z całą książką Roberta Monroe.
Tak jak mówiłem, wydawnictwo Galaktyka, które wydało tą książkę na polski rynek, przygotowuje również do publikacji w Polsce dwie pozostałe książki Roberta Monroe. I jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to książki ukażą się na naszym rynku już w tym roku i prawdopodobnie całkiem możliwe, że będzie również konkurs, w którym te książki będzie można wygrać. Także zachęcam do nasłuchiwania Radia Paranormalium, a póki co zachęcam również do słuchania wybranych fragmentów "Podróży poza ciałem." Tutaj coś mi dziwnego wyskoczyło. Przeskoczyło z rozdziału trzeciego do szóstego od razu. Coś z tym rozdziałem trzecim jest u mnie nie tak. Dlatego rozpoczniemy od rozdziału szóstego. Od historii, jak to Robert Monroeeeee w innym planie, w obszarze trzecim wchodził w ciało innego człowieka i troszeczkę w jego życiu namieszał. Robert Monroeeeee. "Podróże poza ciałem." Fragment rozdziału szóstego. Światy równoległe.
Główne odkrycie nastąpiło zaraz po tym, jak zebrałem się na odwagę rozszerzenia moich wypraw w obszarze trzecim. Pomimo wcześniejszych oznak, ludzie tamci nie byli świadomi mojej obecności aż do spotkania i połączenia się tymczasowo i mimowolnie z kimś, kto może być określony jako ja żyjący tam. Jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że całkowicie świadomy życia i bytności tutaj byłem przyciągany i natychmiast wnikałem w ciało tamtej osoby zupełnie jak w swoje własne. Kiedy to miało miejsce? A zaczęło się dziać zupełnie spontanicznie. Gdy tylko wkroczyłem w obszar trzeci, po prostu przejmowałem jego ciało. Nie uświadamiałem sobie jego psychicznej obecności, kiedy go czasowo zastępowałem. Moja wiedza o nim i jego przeszłości pochodzi od jego rodziny i z jego pamięci. A choć zawsze wiedziałem, że nim nie jestem, to jednak wyczuwałem emocjonalny schemat jego przeszłości. Często zastanawiałem się, jakich problemów mogłem mu przysporzyć w rezultacie okresów amnezji powodowanych wtargnięciem w jego życie.
Niektóre musiały być bardzo kłopotliwe. A oto jego życie. Tamten ja w czasie pierwszego kontaktu był raczej samotnym mężczyzną. Nie miał szczególnych sukcesów zawodowych jako architekt i przedsiębiorca budowlany ani nie był zbyt towarzyski. Udało mu się ukończyć coś, co scharakteryzowałbym jako drugorzędny college i należał teraz do warstwy o dość niskich dochodach. Większość wczesnej kariery zawodowej spędził w dużym mieście, wykonując zwyczajną pracę. Mieszkał na drugim piętrze czynszowego domu i dojeżdżał do pracy autobusem. W mieście czuł się obco, ale udało mu się pozyskać kilku przyjaciół. Autobus tak przy okazji był bardzo szeroki. Osiem miejsc siedzących w jednym rzędzie, a kolejne rzędy wznosiły się za kierowcą w górę, tak, że wszyscy mogli widzieć drogę przed sobą.
Moje pierwsze wniknięcie w jego ciało zdarzyło się dokładnie w chwili, gdy wysiadał z autobusu. Kierowca był wyraźnie zdziwiony, kiedy usiłowałem zapłacić za przejazd. Najwidoczniej nic się nie należało. Drugi kontakt nastąpił w chwili kryzysu emocjonalnego. Tamten ja poznał Lię, zamożną młodą kobietę z dwojgiem mniej więcej czteroletnich dzieci, chłopcem i dziewczynką. Lia była smutną, zamyśloną i zaabsorbowaną czymś osobą, która właśnie wydawała się przeżywać jakąś życiową tragedię. Miało to jakiś niejasny związek z jej byłym mężem. Tamten ja spotkał ją najzupełniej przypadkowo i głęboko pokochał. Jej dwoje dzieci znalazło w nim wspaniałego towarzysza, lecz sama Lia podczas tego pierwszego spotkania okazała jedynie niewielkie zainteresowanie. Dopiero szczera troska i ciepło okazywane przez niego dzieciom zmieniły jej podejście do niego.
Następne wejście miało miejsce krótko po tym, jak Lia i tamten ja ogłosili przyjaciołom, jej przyjaciołom, że mają zamiar się pobrać. Słowo to ma tam troszeczkę inne znaczenie. Wiadomość wywołała sporą konsternację, głównie z powodu faktu, iż upłynęło zaledwie trzydzieści dni od tego ważnego wydarzenia w jej życiu. Rozwód, śmierć męża czy też jakaś forma fizycznego upośledzenia. Tamten ja był w dalszym ciągu zakochany, a Lia wciąż smutna i zamyślona. Podczas kolejnego wniknięcia Lia oraz tamten ja mieszkali wspólnie w domu o wysokich, prostokątnych oknach i bardzo szerokich okapach przypominających pagodę stojącym na niskim wzgórzu. Niecałe trzysta metrów od wzgórza były tory kolejowe. Biegły prosto od prawej strony, przecinały podnóże wzgórza, zakręcały w lewo i niknęły za nim. Od domu aż do zbocza falowała wysoka zielona trawa. Tuż za domem tamten ja miał swoje biuro.
Jednopokojowy budynek
[01:14:34] - W którym pracował. Leah weszła do biura i zbliżyła się do biurka akurat w chwili, kiedy zastąpiłem w ciele tamtego mnie. Robotnicy chcą pożyczyć jakieś twoje narzędzia powiedziała. Spojrzałem na nią z zakłopotaniem. Nie byłem pewny, co odpowiedzieć, więc zapytałem ją, o jakich robotników chodzi. O tych pracujących na drodze oczywiście. Odparła, nie wyczuwając jeszcze niczego złego. Zanim uświadomiłem sobie, jaki efekt mogą wywołać moje słowa, powiedziałem, że na drodze nie pracują żadni robotnicy. Słysząc to, Leah obrzuciła mnie badawczym spojrzeniem, w którym spostrzegłem rosnącą podejrzliwość. Niepewny, co robić dalej, opuściłem jego ciało i przez dziurę powróciłem do siebie.
Następny kontakt miał miejsce, gdy tamten ja założył laboratorium. Nie miał co prawda pełnych kwalifikacji do prowadzenia prac badawczych, ale uważał, że może dokonać pewnych odkryć. Wszedł w posiadanie, prawdopodobnie dzięki majątkowi Leah, dużego, piętrowego budynku. Podzielił go na niewielkie pokoje i przeprowadzał jakieś doświadczenia. W trakcie jednego z nich zastąpiłem go w ciele, ale nie bardzo wiedziałem, jak prowadzić dalej rozpoczęty już eksperyment. Wtedy właśnie weszła Leah razem z gośćmi, chcąc pokazać im prace renowacyjne w budynku. Kiedy poprosiła mnie, bym opowiedział, co już zrobiłem, ze zrozumiałych względów nie byłem w stanie wykrztusić ani słowa. Odrobinkę zakłopotana Leah wyprowadziła gości do drugiego pokoju. Wahałem się, co robić, podczas gdy tamten ja zapewne poszedłby za nimi. Próbowałem wyczuć, co mógłby w takiej chwili zrobić.
Udało mi się jedynie uzyskać niejasne wrażenie podejmowanych przez niego prób, mających na celu wywołanie u widzów teatralnych bardziej subiektywnych doznań. Ponieważ akurat w tej chwili wspomnienia takie na nic by mi się nie zdały, a usłyszałem, że goście wracają, nie chcąc dalej komplikować mu życia, pośpiesznie wróciłem do własnego ciała. Kolejne wejście nastąpiło podczas spędzanych w górach wakacji. Tamten ja, Leah oraz dzieci jechali krętą górską drogą, każdy na wehikule opisanym już w innym miejscu. Przypadkowo przejąłem kierowanie pojazdem w chwili, kiedy zjechali do podnóża jakiegoś wzniesienia i zaczynali wjeżdżać na następne. Ponieważ prowadzenie takiego pojazdu było dla mnie czymś zupełnie nowym, szybko zboczyłem z drogi i wpadłem w niewielką kupkę śmieci. Oni czekali, podczas gdy ja próbowałem wydostać się na drogę, mamrocząc przy tym, że z pewnością muszą być lepsze drogi niż akurat ta. Uwaga ta spowodowała, iż Leah natychmiast zamilkła. Nie wiedziałem dlaczego, chociaż jestem pewien, że tamten ja wiedział. Próbowałem powiedzieć jej, że nie jestem tym, za kogo mnie uważa, ale szybko zorientowałem się, iż tylko pogarsza to sprawę.
Opuściłem go i powróciłem do dziury i mojego fizycznego ciała. Przy kolejnych kontaktach stwierdziłem, że tamten ja i Leah nie mieszkali już razem. Mężczyzna miał pewne sukcesy, ale niektóre z jego posunięć były dla niej zupełnie niezrozumiałe. Samotny stale o niej rozmyślał i ustawicznie roztrząsał powody, dla których ją utracił. Pewnego razu spotkał ją przypadkowo w wielkim mieście i ubłagał, aby pozwoliła mu przyjść. Powiedziała, że spróbuje dać mu jeszcze jedną szansę. Mieszkała teraz w czymś w rodzaju apartamentu na trzecim piętrze rezydencji. Obiecał przyjść. Na nieszczęście tamten ja zgubił lub zapomniał adres, jaki mu dała i w czasie mojego ostatniego z nim kontaktu był samotnym i sfrustrowanym człowiekiem. Był pewien, że Leah zinterpretuje zgubienie adresu jako obojętność z jego strony i jeszcze jeden dowód na niestałość.
Pracował, ale cały wolny czas spędzał na próbach odnalezienia Leah i dzieci. I cóż z tym wszystkim począć? Wydarzenia, bynajmniej nie idylliczne, nie pozwalają zakwalifikować tego jako ucieczki od realnego świata. Z pewnością nie jest to model życia, do jakiego mógłbym tęsknić. Można jedynie spekulować, lecz spekulacja taka musi zawierać koncepcje nie do zaakceptowania przez współczesną naukę. Jednakże takie podwójne życie może dostarczyć wskazówek co do lokalizacji obszaru trzeciego. Najważniejsze jest to, że obszar trzeci i pierwszy nie są takie same. Założenie to oparte jest na różnicach w rozwoju naukowym. Obszar trzeci nie jest pod tym względem bardziej zaawansowany, a może wprost przeciwnie. W naszej historii nie istnieje etap, w którym nauka byłaby na poziomie obszaru trzeciego.
Jeżeli obszar trzeci nie jest ani częścią przeszłości, ani teraźniejszości, a prawdopodobnie nie jest także przyszłością obszaru pierwszego, to czymże jest? Nie jest częścią obszaru drugiego, gdzie potrzebna i użyteczna jest jedynie myśl. Być może jest on wspomnieniem fizycznej cywilizacji ziemskiej jeszcze sprzed znanych nam czasów. Być może jest to inny świat typu ziemskiego, znajdujący się w innej części kosmosu, ale w jakiś sposób dostępny dzięki możliwościom psychicznym. Być może jest to duplikat z antymaterii naszego świata, w którym istniejemy ci sami, powiązani ze sobą siłami umykającymi obecnie naszemu rozumieniu. Dr Leon Lederman, profesor fizyki na Uniwersytecie Columbia, stwierdził: "Ogromna większość fizyków zgadza się całkowicie z kosmologiczną koncepcją dosłownego antyświata gwiazd i planet złożonych z atomów antymaterii, czyli ujemnych jąder otoczonych dodatnimi elektronami. Możemy wysnuć stąd intrygujące przypuszczenie, że światy z antymaterii zamieszkane są przez antyludzi, których antynaukowcy są być może w tej właśnie chwili zafascynowani odkryciem materii".To był pierwszy z fragmentów książki "Podróże poza ciałem", które zaprezentowaliśmy na naszej antenie. Teraz nastąpi krótki przerywnik muzyczny. Utwór, który ostatnio w niedzielę bardzo się spodobał, sądząc po reakcjach na czacie i na naszym radiowym gadu gadu. Będzie to utwór z repertuaru Isae i Stumblin zatytułowany "Rhiannon." A po tym krótkim, pięknym utworze będziemy kontynuować czytanie książki "Podróże poza ciałem" Roberta Monroe.
Będą to fragmenty następujące: rozdział trzeci, fragment rozdziału trzeciego oraz całkiem spory fragment rozdziału siódmego. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na stronie radioparanormalium.pl. Robert Monroeeeee. "Podróże poza ciałem." Fragment rozdziału trzeciego zatytułowanego "Na dowód." Piętnastego sierpnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego trzeciego roku, popołudnie. Nadzwyczaj udany eksperyment po długiej przerwie. R.W., kobieta, którą dość dobrze znam, gdyż przez długi czas spotykaliśmy się w pracy, będąca jednocześnie przyjaciółką świadomą moich działań, chociaż nastawiona do nich sceptycznie, pomimo raczej nieświadomego uczestnictwa, była w tym tygodniu na wakacjach na wybrzeżu New Jersey.
Dokładniejszego miejsca nie znałem. Nie informowałem jej o jakimkolwiek eksperymencie, ponieważ pomyślałem o nim dopiero dzisiaj. W sobotę. Tego popołudnia położyłem się z zamiarem wznowienia doświadczeń i postanowiłem poczynić starania, aby odwiedzić R.W., gdziekolwiek się znajdowała. Reguła pierwsza w tym przypadku mówiła, że największy sukces odnosiłem, odwiedzając osobę, którą dobrze znałem, a możliwość taka nie nadarzała się zbyt często. Położyłem się w sypialni około trzeciej po południu. Odprężyłem. Poczułem ciepło, wysoki stopień wibracji, a potem intensywnie pragnąłem przenieść się do R.W Nastąpiło znajome wrażenie przemieszczania się poprzez jasno błękitny, zamazany obszar, a potem znalazłem się w czymś, co przypominało kuchnię. R.W. siedziała na krześle po prawej stronie.
W ręku trzymała szklankę. Patrzyła w stronę dziewcząt. Obie miały około osiemnastu lat. Jedna blondynka, druga brunetka.Obie popijały coś ze szklanek. Rozmawiały, ale nie byłem w stanie usłyszeć, o czym. Najpierw zbliżyłem się do dwóch dziewcząt i stanąłem tuż przed nimi, ale nie udało mi się zwrócić na siebie ich uwagi. Potem odwróciłem się ku R.W. i zapytałem, czy jest świadoma mojej obecności w tym pomieszczeniu. "O tak, wiem, że tu jesteś" - odparła myślą lub za pomocą komunikacji pozazmysłowej, ponieważ w dalszym ciągu rozmawiała z dziewczętami. Zapytałem, czy będzie pamiętać, że tu byłem.
"O, z całą pewnością będę pamiętała". Powiedziałem, że tym razem mam zamiar upewnić się, iż rzeczywiście będzie pamiętać. "Będę pamiętała. Jestem pewna, że będę" - zapewniła R.W., w dalszym ciągu prowadząc konwersację z dziewczętami. Stwierdziłem, że muszę mieć pewność i dlatego mam zamiar ją uszczypnąć. "Nie musisz tego robić. Z pewnością będę pamiętać" - powiedziała pospiesznie R.W Powiedziałem, że muszę być pewny, więc pochyliwszy się spróbowałem ją uszczypnąć, jak mi się wydawało, łagodnie. Uszczypnąłem ją w bok, tuż poniżej żeber. Jęknęła głośno "Au!", a ja zaskoczony odsunąłem się do tyłu. Naprawdę nie przypuszczałem, że mogę ją uszczypnąć.
Zadowolony z wywołanego wrażenia odwróciłem się i opuściłem kuchnię. Kiedy pomyślałem o swoim ciele fizycznym, znalazłem się w nim prawie natychmiast. Wstałem fizycznie i zasiadłem do maszyny do pisania. R.W. wróci w poniedziałek. Wtedy ustalę, czy rzeczywiście był to prawdziwy kontakt, czy jeszcze jedno niezidentyfikowane pudło. Czas powrotu piętnasta trzydzieści pięć. Po doświadczeniu. Jest wtorek po sobotnim eksperymencie. R.W.
wróciła wczoraj do pracy. Zapytałem ją, co robiła w sobotę po południu pomiędzy trzecią a czwartą. Wiedząc, dlaczego o to pytam, odparła, że będzie musiała się nad tym zastanowić i odpowie mi następnego dnia. A oto, co mi opowiedziała. Sobotnie popołudnie pomiędzy trzecią a czwartą to jedyna pora, kiedy dom letniskowy, w którym się zatrzymała, jest właściwie pusty. Po raz pierwszy była sama ze swoją siostrzenicą, ciemnowłosą osiemnastolatką i jej przyjaciółką, blondynką w tym samym wieku. Od około trzeciej piętnaście do czwartej znajdowały się w kuchni. R.W. piła drinka, a dziewczęta colę. Nie robiły nic szczególnego.
Po prostu siedziały i rozmawiały. Zapytałem R.W., czy oprócz tej rozmowy pamięta coś jeszcze. Odparła, że nie. Wypytywałem ją dokładnie, ale nie przypomniała sobie niczego więcej. W końcu zniecierpliwiony zapytałem, czy pamięta uszczypnięcie. Na jej twarzy odbiło się kompletne zaskoczenie. "To byłeś ty?". Przez chwilę wpatrywała się we mnie, a potem przeszła do prywatnej części mego biura. Odwróciła się i uniosła, tylko troszeczkę, skraj swetra z lewej strony. Na jej skórze widniały dwa brązowo-fioletowe siniaki, dokładnie w miejscu, gdzie ją uszczypnąłem.
"Siedziałam tam i rozmawiałam z dziewczętami" - mówiła R.W. - "kiedy nagle poczułam to straszliwe uszczypnięcie. Podskoczyłam chyba o metr w górę. Myślałam, że to wrócił mój szwagier i podkradł się do mnie od tyłu. Odwróciłam się, ale nikogo nie było. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to mogłeś być ty. Ależ mnie zabolało". Przeprosiłem ją za to i obiecałem, że jeżeli ponownie spróbuję czegoś podobnego, to z pewnością nie będę jej szczypał. Czas był tu zgodny z rzeczywistymi wydarzeniami. Halucynacja autosugestywna raczej wykluczona, ponieważ co prawda chciałem odwiedzić R.W., ale miejsce jej pobytu znałem tylko w przybliżeniu.
Zaobserwowana zbieżność wydarzeń. Pierwsze, lokalizacja, bardziej wnętrze niż otoczenie. Drugie, liczba obecnych osób. Trzecie, opis dziewcząt. Czwarte, czynności obecnych osób. Piąte, uszczypnięcie. Szóste, fizyczny znak po uszczypnięciu. Możliwość nieświadomego przewidzenia powyższego poprzez wcześniejsze spostrzeżenia. Ad jeden. Brak takiej możliwości.
Mógłbym wiedzieć raczej o tym, co robiono na zewnątrz czy na plaży niż w domu. Ad dwa. Brak takiej możliwości. Mogłem wiedzieć jedynie o dorosłych w tej grupie, bowiem R.W. pojechała odwiedzić siostrę i szwagra. Ad trzy. Brak takiej możliwości. Od R.W. mogłem co prawda dowiedzieć się wcześniej o siostrzenicy, ale nic nie wiedziałem o jej przyjaciółce i kolorze jej włosów. Ad cztery.
Brak takiej możliwości. Nie posiadałem wcześniej żadnych informacji o zwyczajach w tym domu o tej właśnie porze dnia. Ad pięć. Brak takiej możliwości. R.W. nie wiedziała o planach tego eksperymentu, a żadne tego typu próby nie były wcześniej robione. Nie miałem zwyczaju jej szczypać, nigdy tego nie robiłem. Ad sześć. Brak takiej możliwości. R.W.
w żaden sposób nie mogła wiedzieć, gdzie powinny znajdować się znaki po uszczypnięciu. W moich notatkach znajdują się jeszcze inne relacje, z których część włączona została do późniejszych rozdziałów tej książki, aby pomóc w zilustrowaniu pewnych aspektów teorii i praktyki. Jeden czy dwa eksperymenty wykonane były w warunkach laboratoryjnych. Zdarzenia te same w sobie mogą być mało ważne, ale jako części mozaiki są bardzo istotne. Schemat, jaki wyłania się poprzez spostrzeżenia tego typu, jest dla mnie wiarygodny i możliwy do zaakceptowania właśnie dzięki setkom takich spostrzeżeń, z których każde jest okruchem dowodu. Być może tak będzie i w twoim przypadku.Archiwum Radia Paranormalium. Czat Infry. Dziwne informacje. Infrarelacje czytelników. Infrafakty.
Lektury paranormalium. Mroczne tematy. Pararadio. Paralaksa. Podcasty Paranormalium. Poltergeist. Świat duchów. Rozmowy poza ciałem. Seans spirytystyczny. Teoria chaosu.
Z audaju widać więcej. Z kart historii. Te i wiele innych audycji znajdziesz w naszym archiwum na www.radioparanormalium.pl. Ponad dwadzieścia gigabajtów wciągających paranormalnych mp3ek czeka na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi przyjaciółmi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum Radia Paranormalium www.radioparanormalium.pl. Zaraz. Teraz w Radiu Paranormalium przechodzimy do ostatniego już fragmentu książki Roberta Monroe "Podróże poza ciałem". Emocje na naszym czacie już opadły.
Emocje konkursowe. Wszystkie książki już zostały rozdane. Wszystkim zwycięzcom bardzo serdecznie gratulujemy, a tym, którzy bardzo chcieli, ale niestety nie udało im się książki dzisiaj wygrać na otarcie łez kolejny, ostatni już bardzo długi fragment książki Roberta Monroe "Podróże poza ciałem". Obszerny fragment rozdziału siódmego. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Robert Monroeeeee. Podróże poza ciałem. Rozdział siódmy. Postmortem.
Jakakolwiek wzmianka o istnieniu drugiego ciała natychmiast rodzi pytanie stawiane od chwili, w której człowiek nauczył się myśleć. Czy istnieje życie pozagrobowe? Nasze religie nakazują nam w nie wierzyć. Nie wystarcza to jednak sylogistycznemu myślicielowi, który poszukuje niezbitych przesłanek prowadzących do nieuchronnych wniosków. Wszystko, co mogę zrobić, to przekazać możliwie obiektywne relacje na temat subiektywnych doświadczeń. Być może moje przesłanki będą niezbite także i dla was. Pierwszy raz spotkałem doktora Richarda Gordona w tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku w Nowym Jorku. Był doktorem medycyny, specjalistą z zakresu interny. Zostaliśmy przyjaciółmi, a on stał się naszym lekarzem domowym. Miał za sobą pełną sukcesów, budowaną latami praktykę oraz posiadał rzadkie, cyniczno-sarkastyczne poczucie humoru.
To chodzący pewnie po ziemi realista z dużym bagażem doświadczeń. Kiedy spotkałem go po raz pierwszy, liczył już sobie pięćdziesiąt kilka lat, więc nie znałem go jako człowieka młodego. Był niskim i szczupłym mężczyzną o siwych włosach, z tendencją do łysienia. Doktor Gordon miał dwie rzucające się w oczy maniery. Zamierzał żyć bardzo długo i dlatego postępował rozsądnie. Chodził wolnymi, ostrożnymi krokami. Właściwie byłoby powiedzieć, iż przechadzał się z wystudiowaną niedbałością. Spieszył się tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Kiedy ktoś przychodził do jego gabinetu, Richard wyglądał przez wewnętrzne drzwi i z napięciem wpatrywał się w przybysza. Nie mówił "hello".
Nie wyciągał ręki, nie kiwał głową. Po prostu gapił się, jakby chciał powiedzieć: "A temu, co do diabła dolega?" Doktor Gordon i ja zaprzyjaźniliśmy się. Była to jedna z tych rzeczy, jakie dzieją się bez potrzeby wyjaśniania, bez logicznej przyczyny. Nie mieliśmy wiele wspólnego poza tym, że życie nasze toczyło się w tym samym momencie historii. Wiosną tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego roku odwiedziłem doktora Gordona w jego gabinecie i zjadłem z nim tam lunch ugotowany na palniku Bunsen'a przez jego długoletnią pielęgniarkę. Zauważyłem, że wyglądał na zmęczonego i przepracowanego. Powiedziałem mu to. "Ostatnio nie czuję się zbyt dobrze" — odparł i po chwili wpadł w swój zwykły ton. "A co, czy lekarz nie może od czasu do czasu zachorować?" Roześmiałem się i zasugerowałem, aby coś z tym zrobił. Mógłby na przykład odwiedzić swojego lekarza.
"Zrobię to" — powiedział nieobecny myślami, po czym ponownie przybrał swoją zwykłą pozę. — "Ale najpierw mam zamiar odwiedzić Europę." Powiedziałem, że brzmi to wspaniale. "Mam już nawet bilety" — kontynuował. — "Byliśmy tam kilkakrotnie, ale tym razem chcę zobaczyć miejsca, których jeszcze nie widziałem. Czy byłeś kiedyś w Grecji, Turcji, Hiszpanii, Portugalii albo Egipcie?" Odparłem, że nie. "A więc powinieneś" — powiedział, odsuwając od siebie talerz. — "Jedź, jeśli masz taką szansę. Nie powinieneś tracić okazji zobaczenia tych miejsc. Ja nie chcę stracić swojej szansy." Powiedziałem, że zrobię, co w mojej mocy. Richard był poważny.
"Bob?" Czekałem, co powie. "Wiesz, mój stan zaczyna mnie ostatnio niepokoić" — powiedział ostrożnie. — "Nie podoba mi się to. Dlaczego ty i twoja żona nie pojedziecie z nami do Europy?"Odpowiedziałem, że chciałbym, ale teraz nie mogę. W tydzień później doktor Gordon i jego żona odpłynęli do Hiszpanii. Nie dostałem od nich żadnej wiadomości, więc założyłem, że pewnie opalają się gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Sześć tygodni później zatelefonowała do mnie pani Gordon. Okazało się, że doktor w Europie zachorował i musieli skrócić podróż. Wzbraniał się przed leczeniem poza krajem i nalegał na natychmiastowy powrót do domu. Cierpiał na dotkliwe bóle i po powrocie od razu poszedł do szpitala.
Nie mogłem odwiedzić go w szpitalu, ale o wszystkim informowany byłem przez jego żonę. Operacja wykazała to, czego się obawiano, raka jamy brzusznej nienadającego się już do leczenia. Pozostało tylko zapewnić mu maksymalne wygody. Miał już nie opuścić szpitala, oczywiście za życia czy dokładniej za życia w sensie fizycznym. Otrzymawszy tę smutną wiadomość, zrozumiałem, że muszę znaleźć jakiś sposób, aby zobaczyć się z doktorem Gordonem. Teraz wszystko było już jasne, jak to często dzieje się ze sprawami, na które spoglądamy z perspektywy czasu. Jestem pewien, że wiedział o swoim stanie przynajmniej od naszego ostatniego spotkania w jego gabinecie. Ostatecznie był przecież lekarzem. Mógł zrobić konieczne analizy w swoim prywatnym laboratorium. Ich wyniki były przyczyną nagłej podróży doktora do Europy.
Nie miał zamiaru tracić swojej ostatniej szansy i nie stracił. Potrzeba rozmowy z doktorem Gordonem była bardzo nagląca. Wcześniej nigdy nie wspominałem mu o moich szalonych talentach czy o tym, czego doświadczałem. Chyba obawiałem się, że mógłby mnie wyśmiać i odesłać do swojego syna, który był psychiatrą. Teraz jednak to co innego. Natknął się na coś, w czym chyba tylko ja mógłbym mu teraz pomóc. Co prawda nie wiedziałem jak to, czego doświadczyłem, mogłoby pomóc. Byłem jednak głęboko przekonany, że warto spróbować. Wielokrotnie chciałem zobaczyć się z doktorem Gordonem, ale do pokoju wpuszczano tylko jego żonę. W końcu poprosiłem panią Gordon, aby pomogła mi skontaktować się z mężem.
Wyjaśniła, że doktor ma tak silne bóle, iż prawie przez cały czas jest pod wpływem mocnych środków znieczulających. Rzadko jest więc w pełni świadomy. Rozpoznaje ją jedynie wcześnie rano, a i to niecodziennie. Powiedziałem, że mam mu do przekazania coś bardzo ważnego, ale nie wdawałem się w szczegóły. Nawet mimo smutku wydawała się rozumieć, że chcę mu przekazać coś ważniejszego niż przyjacielskie słowo otuchy. Jej kobieca intuicja znalazła rozwiązanie. "Dlaczego nie napiszesz do niego listu?" - zasugerowała. "Zaniosę mu go". Wyraziłem obawę, że nie byłby w stanie go przeczytać. "Jeżeli napiszesz" - powiedziała "to odczytam mu go, kiedy będzie na tyle przytomny, aby go zrozumieć".
Tak też zrobiliśmy. Czytała mój list za każdym razem, kiedy tylko doktor Gordon był przytomny. Powiedziała mi potem, że to wielokrotne czytanie odbywało się na jego prośbę. Czyżby w liście znajdowało się coś, co chciał sobie utrwalić i zapamiętać? Usłyszawszy to, poczułem wielki żal. Może jednak nie wyśmiałby mnie. Być może łączyłoby nas więcej, gdybym tylko zebrał się na odwagę i powiedział mu o mojej działalności. Oto niektóre wyjątki z listu do doktora Gordona. "I pamiętasz wszystkie te analizy i badania, jakim mnie poddałeś, wiedząc, że się czymś martwię? Wtedy właśnie wszystko się zaczynało.
Teraz, kiedy jesteś w szpitalu, możesz to odkryć w sobie i wypróbować. Będziesz miał zajęcie, powracając do zdrowia. Po pierwsze musisz zaakceptować możliwości, być może bardzo odległe od twojego dotychczasowego doświadczenia, że działasz, myślisz, egzystujesz bez ograniczeń ciała fizycznego i nie mów żonie, by odesłała mnie do twojego syna. Aby to rozwiązać, trzeba czegoś więcej niż teorii Freuda. A zresztą zarabia on już i tak wystarczająco dużo pieniędzy. W czasie wszystkich naszych rozmów poruszenie tego tematu nie wydało mi się stosowne. Tak długo jednak, jak leżysz przykuty do łóżka, zastanów się nad tym. Może to być użyteczne potem i mam nadzieję, że masz szansę odkryć kilka rzeczy, które być może mi umknęły. Wszystko zależy od tego, czy także i Ty potrafisz rozwinąć zdolność opuszczania swego ciała fizycznego, kiedy tak próżnujesz w szpitalu. Jeżeli tak, to odnajdziesz wiele sposobów, które będą ci użyteczne.
Może to być jedyna droga złagodzenia cierpień. Nie wiem. Spróbuj. Z całą szczerością apeluję do Ciebie, Dick, byś o tym pomyślał. Zrobisz ogromny krok naprzód, jeśli zaakceptujesz ideę istnienia swojego drugiego, nie fizycznego ciała. Kiedy to osiągniesz, ostatnią barierą będzie strach, a nie należy się tego bać, ponieważ jest to tylko lęk przed własnym cieniem, przed samym sobą. To raczej coś całkiem naturalnego, a nie strasznego. Musisz przyzwyczaić się do myśli, że jeżeli do tej pory nie doświadczyłeś tego świadomie, nie oznacza to, iż należy się tego bać. Nieznane przeraża dopóty, dopóki takim pozostaje. Jeżeli to poznasz, strach przestanie istnieć.
Wtedy, ale dopiero wtedy wypróbuj formułę pierwszą, którą ci opisałem. Nie wiem, jaki będzie efekt medytacji, którą zastosujesz. Może pomóc lub zaszkodzić opisanej technice. Próbuj jednak dalej, choćby nie podziałało od pierwszego razu. Najważniejsze, abyś dał mi znak, jak sobie z tym radzisz. Gdy będziesz czuł się lepiej, to być może wpadnę do Ciebie i porozmawiamy o całej sprawie z detalami. Zajrzałbym nawet i teraz, ale sam wiesz, jak bardzo przestrzegają tu przepisów. Gdybyś powiedział żonie o swoich próbach, to jestem pewien, że powtórzyłaby mi. Najchętniej jednak usłyszałbym to od Ciebie osobiście trochę później".Po prostu mnie powiadom. Pani Gordon nie powiedziała mi, czy rzeczywiście robił jakieś próby.
Szczegółowe wypytywanie było w tamtym okresie bardzo niestosowne. Smutna i przybita wiedziała, iż dni Richarda są już policzone. Ciągle nie jestem pewien, czy spostrzegła, że mój list mógł zostać odebrany jako propozycja przygotowania się na spotkanie śmierci. W kilka tygodni później doktor Gordon zapadł w stan śpiączki. Zmarł spokojnie, nie odzyskawszy przytomności. Przez kilka miesięcy rozważałem możliwość dotarcia do doktora Gordona, gdziekolwiek był. To pierwsza bliska osoba zmarła od czasu, kiedy rozwinąłem swój osobliwy talent. Byłem zaciekawiony, ale starałem się też być obiektywny. Pierwszy raz miałem tego rodzaju sposobność. Wiedziałem, że doktor Gordon nie miałby mi tego za złe, jeżeli rzeczywiście gdzieś żyje.
Zdecydowałem, że powinienem trochę odpocząć, nim spróbuję nawiązać z nim kontakt. Musiałem też zebrać się na odwagę. Był to eksperyment, jakiego nigdy przedtem nie przeprowadzałem. Mógł się okazać naprawdę niebezpieczny. W pewne sobotnie popołudnie zrobiłem pierwszą próbę. Stan wibracji osiągnąłem dopiero po godzinie, ale w końcu wydobyłem się z ciała, wręcz krzycząc w myślach, że chcę spotkać doktora Gordona. Po chwili zacząłem się gwałtownie unosić i wkrótce widziałem jedynie zamazany obraz powstający przy szybkim ruchu i wyczułem coś, co wydawało się pędem bardzo rozrzedzonego powietrza. Czułem także czyjeś ramię pod lewym łokciem. Najwidoczniej ktoś pomagał mi się tam dostać. Kiedy już zaczęło mi się wydawać, że podróż będzie trwać bez końca, nagle zatrzymałem się lub zostałem zatrzymany.
Stałem odrobinę oszołomiony w dużym pokoju. Moim pierwszym wrażeniem było, iż jest to jakaś instytucja. Pomocne ramię skierowało mnie ku otwartym drzwiom i zatrzymało tuż przed nimi, skąd mogłem widzieć sąsiedni pokój. Nagle, prawie wprost w moje lewe ucho przemówił jakiś męski głos. "Jeśli będziesz tu stał, to doktor za chwilę cię zobaczy". Skinąłem potakująco głową i zamarłem w bezruchu. W pokoju znajdowała się grupa mężczyzn. Trzech czy czterech słuchało młodego, około dwudziestodwuletniego człowieka, który za pomocą słów i gestów coś im relacjonował. Nie widziałem doktora Gordona, lecz spodziewałem się, że pojawi się lada chwila. Im dłużej czekałem, tym bardziej było mi gorąco.
Nie wiedziałem, co powoduje to uczucie i nie byłem pewien, ile jeszcze wytrzymam. Miałem wrażenie, jakby po mojej twarzy spływały strugi potu. Wiedziałem, że już nie będę mógł zostać zbyt długo. Nie mogłem znieść gorąca. Jeżeli doktor Gordon wkrótce się nie pojawi, będę musiał wrócić, nie zobaczywszy go. Obróciłem się i jeszcze raz spojrzałem na grupkę mężczyzn, myśląc, że może powinienem zapytać ich o doktora Gordona. W tej właśnie chwili niski, szczupły, młody człowiek o gęstej czuprynie zatrzymał się w pół słowa i przez kilka sekund intensywnie mi się przyglądał. Po tym jednym, krótkim spojrzeniu odwrócił się do pozostałych i podjął przerwaną dyskusję. Gorąco stało się nie do zniesienia, więc postanowiłem wracać. Nie mogłem już czekać na doktora Gordona.
Używając wyuczonego ruchu, uniosłem się szybko do góry i opuściłem pokój. Po połączeniu zbadałem moje ciało fizyczne. Było mi zimno i czułem się odrobinę sztywny. Na policzkach nie było żadnego śladu po strumieniach potu. Rozczarowany usiadłem i zrobiłem notatki z podróży. Pisałem, że z jakiegoś powodu nie udało mi się. Nie byłem w stanie odnaleźć doktora Gordona. Czas nieobecności w ciele wyniósł dwie godziny. Jedną z moich cech jest nieustępliwość. Następnej soboty spróbowałem jeszcze raz.
Dokładnie w chwili, w której opuściłem ciało i zacząłem nawoływać doktora Gordona, tuż obok mnie odezwał się lekko zirytowany głos. "Dlaczego znów chcesz go zobaczyć? Przecież widziałeś go w zeszłą sobotę". Byłem tak zaskoczony, że prawie natychmiast wskoczyłem z powrotem w swoje ciało. Usiadłem i rozejrzałem się po biurze. Nie było nikogo. Wszystko wyglądało jak najbardziej normalnie. Pomyślałem o ponowieniu próby, ale po chwili zdecydowałem, że jest już za późno. Minęła sobota. Nie wydarzyło się nic ważnego tego dnia.
Po prostu nie udało się. Ponownie zajrzałem do notatek z ubiegłej soboty i znalazłem. "Doktor za chwilę cię zobaczy", a po chwili niski, szczupły mężczyzna o gęstych włosach odwrócił się i spojrzał na mnie. Patrzył, nie mówiąc ani słowa, jakby myśląc. Opis tego mężczyzny mógł odpowiadać wyglądowi doktora Gordona, kiedy miał dwadzieścia lat, a nie siedemdziesiąt. Spodziewałem się zobaczyć człowieka siedemdziesięcioletniego. Nie poznałem go, ponieważ nie wyglądał tak, jak tego oczekiwałem. Gdyby miała to być halucynacja, to bez wątpienia ujrzałbym znanego mi doktora Gordona w wieku lat siedemdziesięciudwóch. Bardziej niż co innego pozwala to uwiarygodnić ten eksperyment. Później, odwiedzając wdowę po doktorze Gordonie, udało mi się zobaczyć zdjęcie doktora, na którym naprawdę miał dwadzieścia lat.
Oczywiście nie powiedziałem pani Gordon, dlaczego chciałem zobaczyć to zdjęcie. Był na nim ten sam mężczyzna, którego widziałem i który widział mnie tam. Pani Gordon wspominała także, że Richard w młodości był bardzo aktywny i energiczny. Żył zawsze w pośpiechu i miał czuprynę jasnych włosów. Któregoś dnia ponownie spróbuję odwiedzić doktora Gordona. Innym razem, zamierzając przeprowadzić się do innego stanu, postanowiliśmy sprzedać dom, a ponieważ znalazł się natychmiast nabywca, wynajęliśmy coś tymczasowo.Było to interesujące miejsce. Budynek stał na szczycie wzgórza nad małą rzeczką. Wynajęliśmy go przez agencję i nigdy nie mieliśmy kontaktu z właścicielem. Zajęliśmy główną sypialnię mieszczącą się na piętrze. W jakiś tydzień po przeprowadzce położyliśmy się do łóżka i moja żona prawie natychmiast zasnęła.
Leżałem w półmroku i przez ogromne okna patrzyłem na nocne niebo. Bez udziału z mojej strony poczułem przypływ znajomych wibracji i zacząłem się zastanawiać, czy pozwolić, by zdarzyło się to w nowym miejscu. Nasze łóżko stało w pobliżu północnej ściany. Po prawej stronie były drzwi do holu, po lewej wejście do łazienki. Byłem właśnie w trakcie opuszczania ciała, kiedy dostrzegłem coś w drzwiach holu. Białą postać o sylwetce dorosłej osoby. Będąc niezwykle ostrożny wobec wszelkich obcych, czekałem, by zobaczyć, co się stanie dalej. Biała zjawa weszła do pokoju, okrążyła łóżko, przechodząc o trzydzieści centymetrów ode mnie i weszła do łazienki. Zobaczyłem, że jest to kobieta średniego wzrostu, o ciemnych, prostych włosach i raczej głęboko osadzonych oczach. Nie stara i nie młoda.
Była w łazience tylko kilka chwili, po czym wyszła i znów obeszła łóżko. Usiadłem. Jestem pewien, że nie fizycznie i chcąc sprawdzić, czy uda mi się jej dotknąć, wyciągnąłem rękę. Dostrzegłszy ruch, zatrzymała się i spojrzała na mnie. Kiedy przemówiła, słyszałem ją całkiem wyraźnie. Widziałem okna i firanki za nią i poprzez nią. "Co masz zamiar zrobić z tymi obrazami?" Był to kobiecy głos. Widziałem też jej poruszające się usta. Spróbowałem odpowiedzieć jej w taki sposób, który by ją satysfakcjonował. Powiedziałem, że zadbam o nie, więc niech się nie martwi.
Słysząc to, uśmiechnęła się lekko. Potem wyciągnęła do mnie obie ręce i ujęła moją dłoń, zamykając ją pomiędzy swoimi. Jej dłonie były najzupełniej normalne, ciepłe i żywe. Uścisnęła lekko moją rękę, wypuściła ją i okrążywszy łóżko wyszła przez drzwi. Czekałem, ale nie przyszła więcej. Wróciwszy do fizycznego ciała, przez chwilę leżałem nieruchomo, po czym wstałem. Przeszedłem przez drzwi do holu i zajrzałem do innych pokoi. Nie było tam nikogo. Sprawdziłem wszystkie pokoje na parterze, ale także nikogo nie znalazłem. Potem zapisałem to w dzienniku, wróciłem do łóżka i zasnąłem.
W kilka dni później spytałem psychiatrę, który mieszkał w sąsiednim domu, doktora Samuela Khana. Było to najzupełniej przypadkowe spotkanie. Czy znał właścicieli naszego domu? "Znałem ich całkiem dobrze" - odparł doktor Khan. "Pani W. zmarła jakiś rok temu. Po jej śmierci pan W. nie chciał mieszkać w tym domu. Wyjechał i już nie wrócił". Powiedziałem, że szkoda, bo to bardzo piękny dom.
"No cóż, to był jej dom. Rozumie pan?" - odpowiedział doktor Khan. "Właściwie to umarła w tym domu, w pokoju, w którym pan teraz śpi". Stwierdziłem, że to bardzo interesujące. Musiała bardzo lubić ten dom. "O tak" - odparł. "Była bardzo dumna ze swojej kolekcji obrazów. Rozwieszała je po całym domu. Tak, ten dom za jej życia był bardzo piękny". Zapytałem, czy nie ma przypadkiem fotografii pani W.
"Niech pomyślę" - zastanawiał się chwilę. "O tak, sądzę, że widziałem ją na zdjęciu robionym w klubie. Zobaczę, czy uda mi się je znaleźć". Wrócił po kilku minutach. Miał fotografię przedstawiającą jakieś piętnaście czy szesnaście osób. Widać było głównie twarze, gdyż ludzie stali w rzędach. Doktor Khan przyjrzał się fotografii. "Ona musi tu gdzieś być. Tak, jestem tego pewien". Ponad jego ramieniem spojrzałem na fotografię i w drugim rzędzie ujrzałem znajomą twarz.
Dotknąłem jej palcem i zapytałem, czy to pani W. "Tak, to właśnie pani W." Spojrzał na mnie zaciekawiony, lecz już po chwili dodał: "No tak, musiał pan widzieć jej zdjęcie gdzieś w domu". Potwierdziłem. Ostrożnie zapytałem go, czy pani W. miała jakieś szczególne zwyczaje lub nawyki. "Nie, nie przypominam sobie niczego takiego" - odparł. "Ale pomyślę o tym. Musiało chyba coś być". Podziękowałem mu i ruszyłem w stronę domu. Na dźwięk jego głosu odwróciłem się.
"Proszę poczekać. Chyba sobie coś przypomniałem". Zapytałem, co takiego. "No cóż, kiedy była szczęśliwa lub wdzięczna, miała zwyczaj brać czyjąś dłoń w swoje i delikatnie ściskać. Czy to panu pomoże?" Pomogło. Wraz z rosnącym doświadczeniem stawałem się coraz bardziej pewny, że mogę robić eksperymenty w obszarach całkiem niezwykłych. Mój bliski przyjaciel Ennio Benson był mniej więcej w moim wieku i mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. On także był pilotem i często latał samolotami towarzystwa lotniczego. Jednym z jego zainteresowań była antygrawitacja, o której wielokrotnie dyskutowaliśmy. Miał nawet laboratorium, w którym eksperymentował.
Często zastanawialiśmy się, czy jeden lub dwóch ludzi może dokonać znaczących odkryć w tej dziedzinie w obecnej erze wielkich zespołów naukowych i niezwykle drogiego sprzętu badawczego. W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku, będąc w interesach w Nowym Jorku, znalazłem się w pokoju hotelowym, mając przed sobą godzinę wolnego czasu. Postanowiłem więc uciąć sobie drzemkę. Położyłem się do łóżka i zaczynałem już zasypiać, kiedy usłyszałem głos Bensona. "Jest sposób na udowodnienie antygrawitacji. Musisz tylko zademonstrować go osobiście, a do tego przecież zostałeś wyszkolony". Całkowicie rozbudzony usiadłem. Wiedziałem, do czego nawiązywał głos, ale nie miałem odwagi, by tego spróbować. Ale dlaczego głos Bensona brzmiał tak realnie w tym śnie? Spojrzałem na stojący przy łóżku zegarek.
Była piętnasta piętnaście, a ja byłem zbyt rozbudzony, aby spać, więc wstałem. Kiedy dwa dni później wróciłem do domu, moja żona była bardzo przygnębiona. Zapytałem, co się stało. "Nie chcieliśmy niepokoić cię w Nowym Jorku" - powiedziała. "Ale Ennio Benson nie żyje. Zabił się, lądując na niewielkim poletku pod Ohio".Przypomniałem sobie głos Bensona w Nowym Jorku. Zapytałem żonę, czy zginął dwa dni temu około trzeciej piętnaście po południu. Żona patrzyła na mnie długo, nim odparła: "Tak, właśnie wtedy". Nie zapytała mnie, skąd wiem. Już dawno przestała zadawać takie pytania.
Przez kilka miesięcy nie próbowałem spotkać Bensona. Bez specjalnego powodu uznałem, że powinienem odpocząć. Wiązało się to z ową gwałtowną śmiercią, lecz do dziś nie jestem pewien, co to właściwie było. W końcu którejś soboty po południu położyłem się z silnym postanowieniem złożenia wizyty Bensonowi. Po mniej więcej godzinnym przygotowaniu w końcu wyszedłem z ciała i rozpocząłem szybką podróż przez wszechobecną ciemność. Cały czas wołałem bezgłośnie "E. Newt Benson". Nagle zatrzymałem się lub zostałem zatrzymany w mrocznym pokoju. Ktoś bardzo zdecydowanie podtrzymywał mnie w pozycji stojącej. Po chwili oczekiwania z niewielkiej dziury w podłodze jęła wydobywać się chmura białego gazu.
Wkrótce przybrała formę i jakiś zmysł podpowiedział mi, że to jest Benson. Chociaż nie widziałem go dokładnie i nie byłem w stanie zidentyfikować rysów. "Nigdy nie uwierzysz w to wszystko, co się wydarzyło, odkąd tutaj jestem" - przemówił natychmiast głosem pełnym podniecenia i szczęścia. To było wszystko. Na czyj sygnał chmura białego gazu utraciła swój ludzki kształt i wydawała się zapadać w dziurę w podłodze. Pomocne ramiona skierowały mnie z powrotem i wślizgnąłem się do fizycznego ciała. Taki był właśnie Benson. Zbyt zaintrygowany nowymi rzeczami i nowymi doświadczeniami, aby tracić czas na przeszłość. Tak samo jak doktor Gordon. Jeżeli była to halucynacja, to bardzo oryginalna.
Nigdy nie czytałem o czymś podobnym. Ale czy wyjaśnia to zbieżność czasu wypadku z tym, co usłyszałem w nowojorskim pokoju hotelowym? I jeszcze jedno. Mój ojciec zmarł w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku w wieku osiemdziesięciu dwóch lat. Chociaż w młodości buntowałem się przeciwko ojcowskiego autorytetowi, to czułem, że później byliśmy sobie bardzo bliscy. Jestem pewien, że ojciec odczuwał to samo. Na kilka miesięcy przed śmiercią miał atak, który niemal całkowicie go sparaliżował i pozbawił mowy. To drugie było znacznie bardziej dotkliwe, zważywszy, że ojciec był lingwistą, który całe życie poświęcił studiom i nauczaniu języków. Kiedy go odwiedzałem, czynił desperackie, rozdzierające serce wysiłki, aby przemówić, coś mi powiedzieć. Jego oczy błagały, żebym go zrozumiał.
Jednak z jego ust wydobywały się jedynie słabe jęki. Rozmawiałem z nim i starałem się go pocieszyć. Robił, co mógł, aby odpowiedzieć. Nie wiem jednak, czy zrozumiał choćby jedno moje słowo. Pewnego popołudnia zmarł spokojnie podczas drzemki. Przeżył długie, pełne sukcesów życie, a jego śmierć wywołała zarówno smutek, jak i ulgę, że oto skończyły się jego cierpienia. Stwierdziłem i nadal stwierdzam niepodważalność pewnych prawd i przekonań, których mnie nauczył. Zawsze będę mu za to wdzięczny. Tym razem, kiedy odszedł ktoś tak bardzo mi bliski, miałem o wiele mniej wahań niż poprzednio. A może to związki rodzinne i ich najgłębsze tony spowodowały zmniejszenie obaw i wzrost wiary?
Jedynym powodem, dla którego czekałem przez kilka tygodni, był brak odpowiedniej okazji. Różne ważne sprawy osobiste i zawodowe nie pozwalały mi na należyty w takich przypadkach relaks. Pewnej nocy jednak, obudziwszy się około trzeciej nad ranem, poczułem, że mogę spróbować odwiedzić ojca. Wibracje po wypełnieniu zwyczajowego już rytuału nadeszły szybko i łatwo. Po chwili opuściłem ciało i znalazłem się w ciemnościach. Tym razem nie wzywałem ojca. Skoncentrowałem się jedynie na jego osobowości i na dotarciu tam, gdzie się w tej chwili znajdował. Począłem szybko przemieszczać się poprzez ciemność. Nie widziałem niczego, ale odbierałem silne wrażenie ruchu połączone z oporem grubego, przypominającego płyn powietrza. Zupełnie jakbym przebijał się przez wodę.
Nagle zatrzymałem się. Nie przypominam sobie, aby tym razem ktoś mnie zatrzymał. Nie wyczułem też pod łokciem pomocnej dłoni. Znajdowałem się w dużym, ciemnym pokoju. Wydawało mi się, że jest to coś w rodzaju szpitala czy sanatorium, ale nie wykonuje się tu żadnych zabiegów w naszym rozumieniu tego słowa. Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu ojca. Nie wiedziałem, czego oczekiwać, ale spodziewałem się radosnego spotkania. Poza głównym pokojem, w którym stałem, znajdowało się tam jeszcze kilka mniejszych. Zajrzałem do dwóch z nich. W każdym było kilkoro ludzi, którzy nie zwracali na mnie większej uwagi.
Zacząłem się zastanawiać, czy nie trafiłem aby w złe miejsce. Trzeci pokój był nie większy niż cela mnicha z małym oknem na wysokości barków naprzeciw drzwi. Oparty o ścianę stał tam jakiś człowiek, wyglądając przez okno. Kiedy wszedłem, widziałem tylko jego plecy. Po chwili mężczyzna odwrócił się i zobaczył mnie. Z twarzą wyrażającą najwyższe zdumienie mój zmarły ojciec przemówił do mnie. "A co ty tutaj robisz?" Powiedział to zupełnie jak człowiek, który przejechał pół świata i niespodziewanie spotyka kogoś, z kim pożegnał się w domu. Byłem zbyt podniecony, by mówić. Po prostu stałem tam, oczekując z nadzieją na pełen radości uścisk. Ojciec zbliżył się, chwycił mnie pod pachy i wesoło podrzucił aż ponad głowę.
Doskonale pamiętam, że miał zwyczaj to robić, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Po chwili postawił mnie na nogi, a ja odzyskawszy mowę, zapytałem go, jak się czuje. "O wiele lepiej" - odparł.Ból zniknął. Było to prawie tak, jakbym przypomniał mu o czymś, o czym chciał zapomnieć. Energia wydawała się z niego ulatywać i w końcu odwrócił się, sprawiając wrażenie zmęczonego. Patrzyłem na niego, lecz on jakby zapomniał już o mojej obecności. Wyglądał szczuplej i mógł mieć około pięćdziesięciu lat. Wyczułem, że spotkanie dobiegło końca. Nie mogło się już nic więcej wydarzyć. Cicho wycofałem się z pokoju, obróciłem i wyleciałem z powrotem do ciała.
Powrót zajął mi mniej czasu niż podróż w tamtą stronę. Czy naprawdę tak było? Czy ból w tych ostatnich dniach rzeczywiście był tak dotkliwy, a on nie był w stanie wezwać żadnej pomocy? Jeżeli to prawda, to jakim straszliwym więzieniem musiało być dla niego ciało. Śmierć była prawdziwym wybawieniem. Czy spróbuję zobaczyć go ponownie? Nie wiem. Nie wiem, czy powinienem. Miałem wiele innych doświadczeń, może mniej osobistych, ale równie poruszających. Wszystkie one doprowadziły mnie do nieuniknionego wniosku, który już sam w sobie usprawiedliwia wiele godzin udręk, niepewności, strachu i rozczarowań.
Był on początkiem czegoś, co niektórzy nazywają skokiem kwantowym w myśleniu, początkiem nowego punktu widzenia i nowych perspektyw. Pozwolił nadać obecnym bólom i radościom odpowiedni wymiar. Czymże jest minuta, godzina czy rok wobec wiecznej egzystencji? Otworzył drzwi na rzeczywistość, która co prawda może okazać się niepojęta dla umysłu ludzkiego, lecz w dalszym ciągu będzie prowokować ciekawość i oskarżać intelekt. A jaka jest moja odpowiedź? Połączcie te doznania z przeświadczeniem, iż osobowość człowieka może działać i rzeczywiście działa poza ciałem fizycznym, a możliwa będzie tylko jedna. Jeżeli kryje się w tym wielkie przesłanie, to być może taka odpowiedź wystarczy. Rozmowy poza ciałem na żywo. Był to ostatni fragment książki Roberta Monroe "Podróże poza ciałem". I tak właśnie doszliśmy, dotarliśmy do końca dzisiejszego specjalnego wydania audycji "Rozmowy poza ciałem".
Książki już, wszystkie pięć egzemplarzy książek, które były przeznaczone na dzisiejszy konkurs, już się rozeszły. Bardzo serdecznie gratulujemy wszystkim laureatom, wszystkim zwycięzcom. Książki zostaną wysłane na początku tygodnia. Życzymy wszystkim laureatom naszego dzisiejszego konkursu bardzo wciągającej, długiej i ciekawej lektury na bardzo wiele wieczorów, ponieważ jest to książka naprawdę bardzo interesująca nie tylko dla osoby zajmującej się doświadczeniami poza ciałem, ale również dla osoby, która tak po prostu zainteresowała się tą tematyką. Sponsorem dzisiejszych nagród w naszym konkursie było wydawnictwo Galaktyka, które to wydało książkę Roberta Monroe "Podróże poza ciałem" na polski rynek w przekładzie Jerzego Śmigiela. Zapraszamy jednocześnie do odwiedzenia internetowego sklepu wydawnictwa Galaktyka pod adresem www.galaktyka.com.pl. I na końcu książki znajduje się bardzo, bardzo dobra informacja dla tych, którzy poczują głód wiedzy po lekturze "Podróży poza ciałem". Otóż kolejne książki Roberta Monroe już w przygotowaniu do premiery na polskim rynku. Będą to "Dalekie podróże", premiera na jesień 2013 roku oraz "Najdalsza podróż", premiera wiosną roku 2014. To już jest koniec dzisiejszego wydania "Rozmów poza ciałem".
Było to wydanie specjalne, zrealizowane na żywo. Oczywiście słyszymy się ponownie jutro po godzinie dziewiętnastej w nowych audycjach. Będzie też nowy odcinek "Rozmów poza ciałem". Będzie to piąte spotkanie z Alexandrem Dejewem. Zapraszam w imieniu gospodarza audycji Zbyszka Mrugały. A dzisiaj już Radio Paranormalium mówi wszystkim słuchaczom dobranoc. Do usłyszenia i udanego weekendu. Informacje o zlotach OBnautów znajdziecie na forach tematycznych OOBE.pl oraz obmania.pl. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc.
Archiwalne odcinki audycji "Rozmowy poza ciałem" znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium na stronie www.radioparanormalium.pl, a także na forum portalu Infra pod adresem www.paranormalne.eu. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu.