[00:02] - Portal Infra prezentuje: Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekina. Cześć, tu Chris Miekina. Dzisiejszym tematem jest interesująca sytuacja na Marsie w świetle najnowszej analizy, jaką dokonał łazik Curiosity. Jeśli popatrzeć na zdjęcia, jakie przesyła na Ziemię marsjański łazik Curiosity, można odnieść wrażenie, że cała powierzchnia krateru Gale'a usłana jest najrozmaitszymi szczątkami i odłamkami Diabli wiedzą czego. Curiosity wylądował na Marsie w sierpniu zeszłego roku w miejscu, które zasłużenie nazwano Bradbury Landing na cześć wielkiego, niedawno zmarłego luminarza science fiction. Centralnym miejscem krateru jest gigantyczne wzgórze Mount Sharp w kształcie nomen omen piramidy, które jest obiektem absolutnie najbardziej ze wszystkich interesującym. Lecz łazik zamiast w jego kierunku wysłany został w przeciwną stronę i pokonał do tej pory drogę długości około sześciuset metrów. Obecnie znajduje się w miejscu o nazwie Yellowknife, nazwanym na cześć regionu geologicznego w północnej Kanadzie, który musi być rajem geologów, skoro przeniesiono jego nazwę na Marsa. Curiosity potrzebował około miesiąca, aby tam dotrzeć i od tamtej pory penetruje ten rejon, wykonując ogromną liczbę znakomitych kolorowych fotografii Czerwonej Planety i leżących na jej powierzchni kamieni pokrytych czerwonym pyłem.
Liczba interesujących obiektów sfotografowanych przez Curiosity jest ogromna i na wielu z nich ma się wrażenie, że ogląda się ruiny bądź szczątki czegoś, co nie powstało w sposób naturalny. Niektóre z nich przypominają części jakiegoś ekwipunku, inne nawet fragmenty nieznanych urządzeń, budowli lub pojazdów. Tu i ówdzie zaczęto się nawet zastanawiać, czy Mars nie był już w przeszłości celem jakiejś tajnej ziemskiej wyprawy, która skończyła się katastrofą, a Curiosity ma na miejscu sprawdzić, co po niej pozostało. Być może też pod marsjańskim pyłem leżą szczątki nieznanej nam dawnej cywilizacji tej planety, która zakończyła swoje istnienie w sposób tragiczny. O tej dawnej pozaziemskiej cywilizacji wspomina tysiące przekazów i legend od ludzi żyjących w przeszłości, którzy wierzyli, że nie są oni pierwszymi mieszkańcami Ziemi. Ilość informacji, jaką mamy o naszej planecie, a właściwie o jej przeszłości, jest śmiesznie mała i tylko aroganci mogą twierdzić, że jesteśmy na niej pierwszą i jedyną cywilizacją. Patrząc tylko z punktu widzenia naszej obecnej kultury, to w ciągu ostatniego miliona lat mogło istnieć nawet tysiące rozmaitych cywilizacji podobnych do naszej. I jest to wniosek jak najbardziej prawidłowy nawet z naukowego punktu widzenia. Można jedynie przypuszczać, że doniosłość wyboru krateru Gale'a na miejsce eksploracji Marsa nie jest przypadkowa i znajduje się w nim coś, co może mieć ogromne znaczenie dla nas samych. Tym czymś mogą być ślady życia, które w tym właśnie miejscu przetrwały dłużej niż gdzie indziej.
Żyjemy naprawdę w niebywałych czasach. Misja Curiosity jest tworzona po to właśnie, aby na te pytania znaleźć odpowiedź i ma na celu odkrywanie największych marsjańskich tajemnic. Takie niezwykłe elementy napotykane na drodze łazika na każdym niemalże kroku powinny wzbudzić ciekawość prowadzących program badaczy. W końcu nazwa Curiosity w tłumaczeniu na język polski to właśnie ciekawość. Tymczasem naukowcy w NASA robią wszystko, aby udowodnić, że wcale nie są ciekawi większości rzeczy, jakie mija po drodze prowadzony przez nich pojazd. Co jakiś czas łazik Curiosity fotografuje coś, czego w żaden sposób nie możemy logicznie uzasadnić. Miesiąc temu na jednej z takich fotografii można było dostrzec coś, co przypominało rodzaj srebrnego uchwytu wystający z kamienia i rzucający cień na powierzchnię planety. Element ten jednak nie wyglądał jak kamień i sprawiał wrażenie stworzonego sztucznie kawałka wypolerowanego metalu, który został pochłonięty przez ten kamień podczas jakiejś gwałtownej w swoich skutkach katastrofy. W przeszłości taki nieszczególnie wyglądający kamień znaleziono już raz na dnie Morza Śródziemnego i po prześwietleniu okazał się on być antycznym analogowym komputerem o dziesiątkach przekładni, który wpadł dawno temu do wody i został otoczony zeskalałym mułem, który stwardniał w połączeniu z morskimi osadami i korozją metalu. Komputer ten, zwany od wyspy, przy której go znaleziono Antykitera, jest znaleziskiem jedynym w swoim rodzaju, ale trudno jest nawet przypuszczać, że było to jedyne takie urządzenie w czasach starożytnych i niezwykłym zbiegiem okoliczności dotrwało do naszych czasów.
Podobnych urządzeń, jak i urządzeń, które doprowadziły do powstania Antykitery, było prawdopodobnie znacznie więcej i albo padły one ofiarą czasu, albo nadal czekają na swego odkrywcę. Analogiczna sytuacja ma miejsce na Marsie, gdzie takie właśnie odkrycie może być zaledwie czubkiem góry lodowej i prowadzić do odkrycia pozostałości cywilizacji, która upadła być może zaledwie milion lat temu. Na dodatek wszelkie doświadczenia, jakie przeprowadzane są na Curiosity zabierają całe miesiące czasu, gdy w rzeczywistości na wszystkie działania wystarczyłby niecały tydzień. Jeśli więc agencja mówi, że poświęca miesiąc na przyglądanie się jakiemuś kamykowi, to z pewnością nie oznacza to, że ludzie w NASA są leniwi i myślą zbyt wolno. Oznacza to raczej, że mają oni pełne ręce roboty z czymś, o czym nie chcą nam powiedzieć, ani też wysłać żadnego zdjęcia. Oznacza to także, że misja, którą obserwujemy, patrząc na strony internetowe NASA, jest tylko przykrywką dla innej misji, a właściwie dla jedynie prawdziwej misji, jaką przeprowadza agencja na Marsie. Najnowszym, a jednocześnie najciekawszym eksperymentem, jakiego dokonano przy udziale Curiosity, było nawiercenie jednej ze skał na Marsie w celu dokonania analizy jej budowy. Wywiercony materiał podniesiono z powierzchni Marsa i umieszczono w wewnętrznym mini laboratorium na łaziku.28 lutego 2013 roku opublikowany został pierwszy raport o pobraniu próbki do analizy i zapowiadał się on sensacyjnie. Nawet dla laika wygląd nawierconej skały, jakiego dokonał Curiosity różnił się znacznie od tego, z czym kojarzony jest Mars. Skała po usunięciu charakterystycznego rudego koloru okazała się być szara i złożona była z niewielkich cząstek wskazujących, że ma ona być może pochodzenie osadowe po tym, jak miliard lat temu padła woda na powierzchni Marsa.
To oznaczało, że próbka pobrana przez Curiosity nie była niczym zanieczyszczona i przetrwała w takim stanie ogromną ilość czasu, kryjąc w sobie niezwykle ważne informacje. Badana skała została zaszeregowana jako mułowiec i jest ona scementowanym mułem, a złożona jest głównie z kwarcu, skaleni, minerałów węglanowych i ilastych. Została ona uformowana przez wodę, co tworzy idealne środowisko do utrzymania i zakonserwowania elementów organicznych w postaci węgla. W ten sposób niewielki łazik Curiosity wysłany przez Ziemian z misją na inną planetę byłby odkrywcą śladów życia, które być może kwitło na Marsie miliard lat temu. Podniecenie związane z tym odkryciem zostało jednak brutalnie przerwane już następnego poranka, kiedy komputer zainstalowany na łaziku nie wysłał tym razem swojej porcji danych wraz z pierwszą analizą pobranej przez robotyczne ramię pojazdu próbki. Była to pierwsza większa awaria Curiosity w ciągu siedmiu miesięcy pracy. Technicy obsługujący urządzenie podjęli więc serię działań, które miały naprawić skraszowany komputer. Pierwsze trzy dni zajęło im podłączenie zapasowego komputera, jaki jest na pokładzie łazika. Komputer zameldował, że jest gotów do działania i wyłączył wszystko, zostawiając Curiosity w stanie uśpienia. Tymczasem niezwykle istotna próbka marsjańskiej skały pozostawała zamknięta w komorze laboratoryjnej pojazdu, wciąż kryjąc przed nami informacje o tym, czy Mars był, czy też nie był w przeszłości zamieszkany przez żywe istoty.
Być może są to ślady pochodzenia organicznego, a kto wie, może nawet wyrafinowane proteiny nie pozostawiające wątpliwości co do istnienia życia pozaziemskiego. Tak więc mamy tu sytuację o nieco dramatycznym odcieniu, gdzie w najważniejszym momencie badań, być może przełomowym momencie dla całej ludzkości, wysiada komputer A i potrzebny jest czas, aby uruchomić komputer zapasowy, czyli komputer B. Oznacza to, że w tym czasie Curiosity nie będzie prowadził żadnych działań odkrywczych, nie będzie przeprowadzał doświadczeń naukowych ani fotografował okolicy, w której się znajduje. Nie będzie więc nic, co moglibyśmy zobaczyć, jak również nie będzie żadnych informacji, jakie mogłyby zostać w tej sprawie poruszone przez media. Na dodatek Mars wchodzi właśnie w układ planetarny, koniunkcję ze Słońcem, co ma miejsce mniej więcej co dwa lata. W czasie trwania takiej koniunkcji, która trwa około miesiąca, Mars znajduje się wystarczająco blisko Słońca, aby uniemożliwić przeprowadzenie skutecznej teletransmisji danych zebranych przez Curiosity, a także danych z satelit krążących dookoła Czerwonej Planety. Daje to komfortową sytuację dla tych, którzy kierują łazikiem, aby przez następnych sześć tygodni realizować tajną misję bez potrzeby informowania o postępach, działaniach i eksperymentach przeprowadzonych na Curiosity. Jedyną instytucją, która kontroluje każdy element tego przedsięwzięcia jest NASA. Ma ona w swojej władzy rakietę, pojazd kosmiczny naukowców, finanse, download informacji, anteny, komputery. Jednym słowem wszystko.
Nie ma innej niezależnej osoby, czy raczej instytucji, która mogłaby zweryfikować poczynania NASA. Być może kimś takim w przyszłości będzie Elon Musk, bo kiedyś będzie on w stanie wysłać na Marsa prywatną misję, która przekaże nam prawdę o tej planecie. Póki co jednak przez najbliższe sześć tygodni nikt nie ośmieli się zadać NASA jakiegoś niewygodnego pytania. Dobrym elementem tej sytuacji jest fakt olbrzymiego zainteresowania tym, co dzieje się na Marsie i co w końcu sprawi, że któregoś dnia kontrolę nad tym wszystkim przejmie osoba spoza politycznych układów i nacisków. Ktoś zdrowy psychicznie na tyle, by ujawnić nam to wszystko, co ukrywa się przed nami w chwili obecnej. Mars wydaje się być kluczem do rozwiązania wszelkich problemów Ziemi. Jest kluczem do bogactwa, wolności, sprawiedliwości, wiedzy, odkryć medycznych i wielu innych pozytywnych zmian naszej cywilizacji. W chwili obecnej wiedza na ten temat jest zmonopolizowana przez garstkę ludzi, którzy opłacają i przez to kontrolują całe przedsięwzięcie. Powszechna wiedza na temat przeszłości Marsa może ten stan permanentnie zmienić i otworzyć kompletnie nowy rozdział nie tylko eksploracji, a także ludzkiej ekspansji w kosmosie, czego życzę nam wszystkim. Mówił Chris Miekina, Nowa Atlantyda.com.
Cześć. Produkcja i realizacja: Portal INFRA, www.infra.org.pl