[00:00] - Poltergeist Świat Duchów, audycja Grzegorza Tarczyńskiego. Witam was drodzy słuchacze w kolejnej audycji Poltergeista Świat Duchów. Nazywam się Grzegorz Tarczyński i od wielu lat zajmuję się gromadzeniem i weryfikowaniem relacji o spotkaniach z duchami. Dziś opowiem o jednym z najbardziej niezwykłych wydarzeń w historiach, a mianowicie przypadku rodziny z Pontefract, której życie w koszmar zamienił pan Nikt. Jeśli ktoś się boi, niech zatka uszy. Zaczynajmy. Pontefract to około trzydziestotysięczne miasto w hrabstwie West Yorkshire w Wielkiej Brytanii. To tam mieszkali państwo Pritchard z dwójką nastoletnich dzieci, Diane oraz Philipem. Wszystko w ich życiu układało się normalnie aż do sierpnia 66 roku, kiedy gospodarze zdecydowali się wyjechać na weekend za miasto. Ponieważ piętnastoletni Philip uparł się, że nie chce jechać, rodzice zadecydowali, że zostanie w domu z babcią, panią Sarą Scholes.
Chłopiec siedział w ogrodzie i czytał książkę, zaś starsza pani robiła w domu na drutach. Wtedy w domu pierwszy raz dało o sobie znać on, pan Nikt. Kiedy Philip wrócił do domu razem z babką, zauważył, że mimo wysokiej temperatury pokoje wypełniał dziwaczny chłód. Było późne lato, a w domu było prawie lodowato. Ale to nic. Kilka chwil później zauważyli oni, że na podłodze w pokoju pojawiły się kałuże wody. Tylko skąd? Wkrótce to samo powtórzyło się w innym pomieszczeniu. Lekko spanikowana pani Scholes wezwała hydraulika, ale ten nie potrafił zlokalizować żadnej usterki. Po sprzątnięciu mieszkania wieczorem okazało się, że była to tylko uwertura do dziwnych wydarzeń, które miały nastąpić.
Samoczynnie otwierające się drzwiczki i hałasy rozlegające się w domu Pritchardów sprawiły, że starsza pani i wnuczek musieli szukać schronienia w domu swoich krewnych. Na miejsce dziwnych zdarzeń wezwano policję, ale ta nie znalazła na miejscu śladów osób trzecich. Po powrocie Pritchardów i ich córki do domu dziwne zjawiska ustały. Rodzice myśleli, że Philip stroi sobie z nich żarty. Dopiero po około dwóch latach przekonali się jednak, że ich dom zamieszkuje ktoś jeszcze. Duch, którego nazywali Fred bądź pan Nikt, powrócił i uderzył ze zdwojoną siłą. Wszystko zaczęło się od nawiedzających domu hałasów. Jednak pewnego dnia doszło do prawdziwego wybuchu aktywności zagadkowej siły. Najpierw dochodziło do typowych przejawów aktywności poltergeista. Niewidzialna energia przesuwała przedmioty, z których część roztrzaskiwała się o ścianę bądź o włos mijała domowników.
Ale prócz tego pojawił się pewien zagadkowy wątek. Były nim między innymi wahania temperatury. W momencie pojawienia się siły świadkowie odczuwali dziwny chłód, kiedy indziej przechodzące fale gorąca. Co ciekawe, swą aktywność skupił na Dianie i kiedy nie było jej w domu, odzywał się rzadko. Tu zróbmy małą przerwę. Wiemy, że w domu Pritchardów dochodziło do samoczynnego poruszania się przedmiotów i innych dziwnych zjawisk, które towarzyszą zjawisku poltergeista. Przypomnijmy, że są to sytuacje manifestowania spontanicznej psychokinezy, zjawiska parapsychicznego, które prawdopodobnie związane jest z anormalną aktywnością ludzkiego mózgu. Przypadki tego typu nie mają nic wspólnego z duchami, choć są nie mniej ciekawe. W Pontefract było jednak nieco inaczej, bo pan Nikt wydawał się kierować własnym rozumem, a niekiedy pojawiał się nawet w formie cielesnej. Ponieważ Pritchardowie nie wiedzieli, co począć w tej sytuacji, wezwali do domu księdza, który był dość sceptycznie nastawiony do spraw o zabarwieniu paranormalnym.
Kiedy zobaczył jednak, jak wystrzeliwuje świeczkę, zmienił zdanie. Niestety niewiele poradził. W domu cały czas dochodziło do dziwacznych wydarzeń, których świadkami byli też znajomi i rodzina Pritchardów. Innym razem, kiedy pani domu sprzątała kominek, posypał się na nią z przewodu deszcz kluczy. Było ich kilkanaście. Jak się okazało, Fred, pan Nikt, zebrał wszystkie klucze z domu, a następnie zrzucił na kobietę. Oczywiście pan Nikt nie był tak przyjazny, jakby mogła sugerować jego nazwa. Z czasem zaczął się dopuszczać bowiem ataków na ludzi. Jeden z pierwszych przypadków tego typu miał miejsce, gdy Pritchardowie oglądali telewizję w salonie na parterze swojego domu. Zagadkowa siła chwyciła Dianę, a następnie zaczęła ciągnąć na górę.
Kiedy rodzicom udało się wyrwać ją z łapionych objęć, zauważyli na szyi Diany widoczny odcisk ludzkiej dłoni. Dziewczyna cierpiała też z powodu nocnych ataków. Wielokrotnie podczas snu niewidzialna siła wypychała ją z łóżka. Nie był to koniec makabrycznych manifestacji w Pontefract. Pewnego dnia Diane Pritchard, schodząc rano z sypialni, zobaczyła makabryczny widok. Dywan leżący w holu był cały przesiąknięty wodą. Na nim widniały ogromne ślady stóp, które pozostawił po sobie niewidzialny intruz. Co ciekawe, kilkakrotnie objawiał się on również w formie bardziej namacalnej. Zarówno członkowie rodziny, jak i postronni świadkowie widywali w domu cieńKtóry na pierwszy rzut oka przypominał mnicha. Pewnego razu pan nic pojawił się nawet tuż przy łóżku gospodarzy domu.
Ponieważ życie Pritchardów zmieniło się w piekło i zbliżali się oni do kresu swojej wytrzymałości psychicznej, postanowili prosić o pomoc wiele osób, zarówno świeckich egzorcystów, badaczy zjawisk paranormalnych, jak i duchownych. Nikt nie był im jednak w stanie pomóc. Co niezwykłe, tajemniczy byt zniknął z ich domu tak samo niespodziewanie, jak się pojawił. Wszystko skończyło się wraz z tym, jak ostatni raz objawił się. Było to na początku lat 70. Młodzi ludzie przebywali w domu, kiedy nagle ujrzeli czyjąś ciemną postać stojącą za przeszklonymi drzwiami. Myśląc, że to intruz czy nawet dziennikarz, który potajemnie zakradł się do domu, Phil szybko otworzył drzwi, po czym ujrzał przerażający widok. Stała przed nim wysoka i ciemna postać mnicha, która potem jakby mgnieniu oka zaczęła wsiąkać w podłogę. Oczywiście, jak w większości tego typu przypadków pojawiają się teorie, że mogła być to jedna wielka mistyfikacja. Czy normalna rodzina narażałaby się jednak na publiczne pośmiewisko i życie w ciągłym stresie w perspektywie nikłego zysku i rozgłosu w mediach?
Niektórzy badacze byli odmiennego zdania, twierdząc, że byli nawet w stanie zidentyfikować postać Freda. Tom Caniff, badacz zjawisk paranormalnych, odkrył, że w XI wieku tuż obok domu Pritchardów znajdowało się opactwo. Z zachowanych źródeł wynikało, że pewnego dnia powieszono tam za karę mnicha, który dopuścił się cudzołóstwa. Czy zatem powrócił i dał o sobie znać niemal tysiąc lat później? Tego nigdy się nie dowiemy. Jeśli ktoś z Was chciałby głębiej poznać zagadkę Freda i Pritchardów, polecam Wam książkę pod tytułem „Poltergeist", której autorem był doskonały badacz zjawisk parapsychicznych Colin Wilson. Przypominam, że archiwalnych Poltergeistów możecie szukać w archiwum Radia Paranormalium. Na Wasze listy i pytania czekam jak zwykle pod adresem merkury79@op.pl. Pozdrawiam serdecznie z pokładu Radia Paranormalium i do usłyszenia w kolejnym odcinku. Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl