[00:00] - INFRA Fakty programu o zjawiskach anomalnych i niezwykłych. Zapraszamy do słuchania. Witam w INFRA Faktach. Jest 17 lutego 2013 roku. Razem ze mną jest Piotr Cielebiaś. Witaj Piotrze.
[00:25] - Witam.
[00:25] - A mówi Michał Kuśnierz. Dzisiaj zajmiemy się dwoma dosyć niezwykłymi i ważnymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w minionym tygodniu. Otóż na początku tygodnia mieliśmy dosyć sensacyjną abdykację papieża Benedykta XVI, natomiast pod koniec tygodnia, czyli w piątek 15 lutego, na Czelabińsk, na Uralu oraz okoliczne inne miejscowości i miasta spadł grad meteorytów. Ale zacznijmy może od tej sensacyjnej abdykacji Benedykta XVI. Jest to pierwszy taki przypadek od zgoła 700 lat. Od razu, razem z pewnym zszokowaniem i zdziwieniem, zaczęto spekulować na temat tego, co dalej. Bowiem według niektórych decyzja obecnego papieża w jakiś sposób wiąże się ze słynną przepowiednią Malachiasza. Co możemy o tym powiedzieć, Piotrze?
[01:19] - Tak, bardzo szybko przypomniano sobie o tak zwanej przepowiedni Malachiasza. Jest to, mówiąc krótko, lista stu kilkunastu zdań mających opisywać kolejnych papieży. Nie są to zdania wymieniające ich z imienia, lecz opisujące ich czasami pochodzenie, czasami charakter pontyfikatu. Na przykład Benedykt XVI nazywany jest „Oliwki”. Natomiast cały problem polega na tym, że jest on przedostatnim papieżem na liście. Ostatnim papieżem jest na niej Piotr Rzymianin i ów autor tej przepowiedni twierdzi, że w okresie panowania Piotra Rzymianina dojdzie do Sądu Ostatecznego i końca świata.
[02:07] - No właśnie, ale z kolei historycy mają wątpliwości co do autentyczności tej przepowiedni przypisywanej właśnie Malachiaszowi, bowiem mówi się, że ona powstała dużo później, w średniowieczu i tak naprawdę jest mistyfikacją, która w jakiś sposób odgrywała rolę w pewnych rozgrywkach najwyższej hierarchii kościelnej.
[02:31] - Autorstwo tej przepowiedni przypisuje się znanemu z licznych cudów i zdolności profetycznych irlandzkiemu biskupowi, świętemu Malachiaszowi. Ale jest pewien problem, dlatego że historycy i nie tylko są zdania, że ta przepowiednia właściwie pojawia się po raz pierwszy w roku 1595. Według legendy święty Malachiasz, żyjący ponad 400 lat wcześniej, podczas wizyty w Rzymie miał doznać owego widzenia. Spisane na kartce oddał papieżowi. Następnie na te kilka wieków ta przepowiednia zaginęła i gdzieś tam odkrył ją w późniejszym okresie jakiś zakonny historyk. Ale problem polega na tym, że kiedy analizujemy zawartość tej przepowiedni, to widzimy wyraźnie, że papieże, którzy następują od początku XVII wieku, są opisani jakoś tak dziwnie, nieskładnie, bardzo tajemniczo. Natomiast ci, co są wcześniej, wymieniani są na przykład z pochodzenia, z herbu swojego i tak dalej. Widzimy więc, że ktoś, kto tworzył tą przepowiednię, znał historię Kościoła, ale już do późniejszych papieży odnosił się w sposób bardzo zagadkowy. I na tej podstawie możemy dojść do wniosku, że rzeczywiście jest to jakaś tam mistyfikacja. Natomiast bardzo rzeczywiście wpływa na wyobraźnię wielu ludzi z tego powodu, że Benedykt XVI kończąc swój pontyfikat otwiera drogę do wypełnienia tego proroctwa.
Jeżeli kolejny papież nazwie się Piotrem, to chyba wiele osób będzie w strachu.
[04:18] - Ale już odbiegając od różnych przepowiedni i tak dalej, odnosząc się do tego pontyfikatu Benedykta XVI, co możemy w paru słowach o nim powiedzieć? Bo zdania są podzielone. Jedni mówią, że był to dosyć słaby pontyfikat, nic specjalnego nie wnoszący, a w dodatku skażony wieloma skandalami kościelnymi.
[04:39] - Nie wiem, czy mogę to oceniać, dlatego, że mogę to zrobić tylko ze swojej perspektywy. Nie jako osoba, która czuje się związana w jakiś sposób z Benedyktem XVI i jego hierarchią, ale mogę powiedzieć to samo właściwie co komentatorzy zachodni, że wbrew temu uwielbieniu papieża, który troszkę próbował mówić po polsku i pewnie zaskarbił sobie sympatię wielu Polaków, co mnie troszkę dziwi, był to niczym niewyróżniający się pontyfikat, niczym niewyróżniający się papież. Niektórzy twierdzili, że to papież filozof, teolog, ale miał godnego poprzednika i nie wiem, co musiałby zrobić, żeby go przyćmić swoimi czynami. Ale to chyba nie temat na rozważania w INFRA Faktach.
[05:36] - Tak. Ciąg dalszy tej historii prawdopodobnie nastąpi gdzieś w połowie marca. Pewnie poznamy nowego papieża Kościoła rzymskokatolickiego i zobaczymy, jakie będą kolejne interpretacje nowej głowy Kościoła. Ale przejdźmy może do tego, co wydarzyło się 15 lutego, czyli w piątek. Otóż mieszkańcy Uralu, a zwłaszcza Czelabińska i okolicznych miejscowości, przeżyli rzeczywiście coś niezwykłego. Otóż nad Uralem doszło do deintegracji meteorytu. Ogromny huk. Ludzie obserwowali spektakularny przelot bolidu. Został on uwieczniony na wielu filmach, zdjęciach. Fala uderzeniowa spowodowała też dosyć poważne straty, jak też ranienia.
Już teraz się mówi o ponad tysiącu osób rannych. Zanim powiemy parę słów o szczegółach tego niezwykłego zdarzenia, bardzo spektakularnego, przytoczę cytat zaprzyjaźnionego z nami Tomasza Nowakowskiego, którego poprosiłem o komentarz. Jest on autorem strony astrowatch.net. Tomasz powiedział w ten sposób: „Ogólnie rzecz biorąc, było to historyczne wydarzenie, gdyż nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dobrze udokumentowanego wejścia w atmosferę meteoru. Oczywiście podobne uderzenia, tyle że na mniejszą skalę, miały miejsce ostatnio w Sudanie w 2008 roku czy też w Indonezji w 2009. Szacuje się, że nad Czelabińskiem przed wejściem w atmosferę ten obiekt miał około 17 do 20 metrów, co na przykład w skali z tym meteorem w Sudanie jest dosyć dużo, bowiem tamten miał dwa metry”. Warto odnotować wzmożoną aktywność w ostatnich dniach, bowiem mówi się o kulach ognia, które widziano w Kalifornii, na Kubie, jak też w Japonii. Na swojej stronie Tomasz umieścił też interesujący film, który sygnalizuje, iż może być to powiązane ze słynną asteroidą DA14, której oczekiwano 15 lutego i która faktycznie wieczorem przeleciała bardzo blisko Ziemi. Tomasz jeszcze mówi o tym, że ten rok będzie bardzo ciekawy, dlatego że oczekujemy przelotu dwóch bardzo jasnych komet: Lemon i ISON. To tyle od Tomasza Nowakowskiego z serwisu Astrowatch.net.
Piotrze, co możemy powiedzieć? Rzeczywiście to było niezwykłe, spektakularne. Myślę, że przeżyliśmy dosyć niezwykły dzień właśnie w piątek.
[08:23] - Tak, rzeczywiście emocje były wielkie, ale musimy powiedzieć o dwóch rzeczach. Pierwsza to taka, że właściwie nie było to nic niezwykłego. Natomiast cały problem tej sytuacji polegał na tym, że to był pierwszy przypadek, kiedy coś takiego zdarzyło się nad dużym miastem. Oczywiście pierwszy przypadek w czasach nowożytnych. I pojawił się problem, dlatego że okazuje się nagle, że jesteśmy totalnie bezbronni, jeżeli idzie o tego typu zagrożenia. Pojawiło się wiele komentarzy. Mnie najbardziej bawiły te komentarze tych ludzi, tych naukowców, którzy zapraszani częstokroć do studia programów informacyjnych twierdzili, że jesteśmy zdobywcami kosmosu, że wiemy o nim wszystko, że nie ma dla nas żadnych tajemnic. Ci sami ludzie musieli w ten piątek zmierzyć się z faktem, że tak naprawdę może nas zaskoczyć zupełnie znienacka dość duża skała i narobić niezłych szkód. Panom z Centrum Kopernik, którzy tak ochoczo rozprawiają o zdobywaniu przez człowieka kosmosu, musi być nieco łyso, dlatego że powiedzmy sobie jasno, że jesteśmy nieprzygotowani na wiele tego typu zagrożeń. Nie wiemy, jak sobie z nimi radzić i trzeba troszkę odkłamać tą retorykę naukową, bo troszkę jest to nie tylko zabawne, ale też niebezpieczne, dlatego, że wpajanie ludziom, że możemy opanować wszystko, siły natury i siły kosmosu jest po prostu głupotą.
Tak to nazwijmy. Co mnie jeszcze zainteresowało? Zauważyłeś pewnie, że pojawiły się odniesienia do dwóch wydarzeń. Właściwie w polskich mediach mówiono o zdarzeniu tunguskim. Porównywano je z tym wydarzeniem z Czelabińska, ale oczywiście to też jest pewne przekłamanie, dlatego że, o czym za chwilę jeszcze powiemy, zdarzenie tunguskie było czymś zupełnie innym i czymś anomalnym. Nie możemy powiedzieć dziś, czym był obiekt tunguski. Ale druga sprawa, która pojawiała się z kolei w komentarzach w mediach rosyjskich, to incydent witimski.
[10:38] - Tak, dokładnie. O tym żeśmy też wspomnieli w tym krótkim artykule, który żeśmy umieścili. Naukowcy rosyjscy doszukują się porównania z tym zdarzeniem witimskim. I faktycznie tak jest. Natomiast tu odniesienie do tunguskiej, tak jak powiedziałeś, jest troszkę nie na miejscu, dlatego że prawdopodobnie miało ono zupełnie inny charakter i w ogóle do końca nie wiadomo, czy było związane właśnie z tego typu ciałem kosmicznym, jakie mieliśmy okazję oglądać w piątek. Ja jeszcze tylko wspomnę, zanim powiesz parę słów o witimskim incydencie, że w nawiązaniu do tego, o czym mówiłeś, o tym naszym nieprzygotowaniu do gości z kosmosu, to jeszcze tego samego dnia wicepremier Rosji Rogozin zaapelował do Stanów Zjednoczonych i też do innych krajów o stworzenie swego rodzaju sieci wczesnego ostrzegania i ewentualnego zwalczania tego typu zagrożeń z przestrzeni kosmicznej.
[11:42] - Tak, ale nie wiem, czy istnieją dziś środki nie tylko finansowe, ale i techniczne, żeby coś takiego zrobić. O zdarzeniu wikimskim można przeczytać na naszej stronie. Był to incydent przez niektórych nazywany Tunguzką 2. Tam też doszło do rozczłonkowania jakiegoś obiektu pochodzenia kosmicznego, oczywiście meteorytu. Ale jeżeli mówimy o tego typu wydarzeniach, zawsze powraca temat tunguski. I trzeba przypomnieć, opierając się na faktach, o czym zapomniało wielu komentujących i dziennikarzy, że bolid tunguski meteorytem jest tylko z nazwy, dlatego że po pierwsze nie znaleziono krateru pouderzeniowego, nie znaleziono też szczątków tego obiektu. To znaczy znaleziono, ale w bardzo małych i bardzo anomalnych formach. Okazuje się, że istnieją takie teorie, że ten obiekt tunguski mógł składać się z materiałów ceramicznych na przykład. Jak to wytłumaczyć? To wszystko opisane jest w wielu publikacjach na temat zdarzenia tunguskiego, ale chciałbym zauważyć, że często w sprawie tunguskiej pomija się fakty.
A fakty są takie, że zdarzenie to było zapowiadane przez wiele dziwnych zjawisk, takich jak chociażby te słynne białe noce i tak dalej. O czym jeszcze warto powiedzieć w przypadku tunguskim? Przede wszystkim o tym, że być może tak naprawdę te obiekty były dwa, a nie jeden, bo relacje świadków są z dwóch stron. Wszystko wskazuje na to, że jeden obiekt nadleciał od południa, drugi od wschodu. Także nad tym też się warto zastanowić. Jakiś czas temu bodajże wspominaliśmy na „InfraFaktach” o pewnej dezinformacji włoskich uczonych twierdzących, że zidentyfikowali krater tunguski. Jest to absolutna brednia, dlatego że trzeba powiedzieć, że Rosjanie zajmowali się tym zjawiskiem i poszukiwali szczątków obiektu właściwie przez prawie 100 lat i oni nie mają żadnych dowodów ani żadnych wniosków. Wątpię, czy udało się to grupie makaroniarzy.
[13:59] - Tak, a przecież te badania były zakrojone na bardzo szeroką skalę. Zresztą cały czas trwają. Wszystkie one są doskonale opisane we wspaniałej książce Władimira Rubcewa „Tajemnica Tunguska”, która mam nadzieję za jakiś czas ukaże się w języku polskim, bo żeśmy przyłożyli rękę do tego, aby tak się stało. Ale zobaczymy. W każdym razie mieliśmy troszkę paniki, mieliśmy trochę spektakularnych filmów, zdjęć, które cały czas są dostępne i do obejrzenia. Rzeczywiście wyglądało to fantastycznie i groźnie nawet, można powiedzieć. Spodziewano się kolejnych uderzeń. Na razie nie nastąpiły, ale zobaczymy, co jeszcze będzie. Tymczasem asteroida AD14 już sobie odleciała od nas, ale tak jak wspominałem wypowiedź Tomasza Nowakowskiego, czeka nas jeszcze w tym roku przelot przynajmniej dwóch bardzo interesujących komet, co na pewno będziemy komentować. Dziękuję, Piotrze.
[14:59] - Ja również dziękuję.
[15:00] - I zapraszam do następnych „InfraFaktów” już wkrótce. Do usłyszenia. Produkcja i realizacja Portal Infra, www.infra.org.pl.