[00:02] - Czat Infry. Prezentujemy zapis czatu głosowego, który odbył się w pokoju portalu Infra w serwisie spikeria.pl 16 lutego 2013 roku. Była to luźna rozmowa poświęcona asteroidom, meteorytom i różnym innym potencjalnym zagrożeniom z kosmosu, a zorganizowana została z tej okazji, że dzień wcześniej bardzo blisko Ziemi przeleciała asteroida 2012 AD14. Pierwotnie gościem czatu miał być Tomasz Nowakowski z serwisu Astrowatch.net. Niestety jakaś siła wyższa, miejmy nadzieję, że nie spadające meteoryty, uniemożliwiła mu przybycie i dyskusję z użytkownikami. Nawet jednak mimo jego nieobecności rozwinęła się bardzo interesująca dyskusja, której zapisu za chwilę państwo wysłuchają. Czat był transmitowany na antenie Radia Paranormalium. Z zapisu czatu usunięto wypowiedzi niewiążące się z tematem oraz momenty ciszy, ponieważ czatujący bardziej byli aktywni w sferze pisemnej aniżeli mówionej tego czatu. Podczas transmisji na antenie Radia Paranormalium odczytywane były najciekawsze wiadomości z czatu tekstowego. Dobrze.
Myślę, że możemy już zacząć. Mówi Michał Kuśnierz, serwis Infra Forum Infra. Myślę, że możemy rozpocząć dzisiejsze spotkanie poświęcone temu, co chyba wszystkich poruszyło. To, co wydarzyło się wczoraj, czyli w piątek 15 lutego. To, co wszyscy mogliśmy oglądać na ekranach monitorów i telewizorów, czyli ten słynny wybuch meteorytu nad Czelabińskiem i nad okolicznymi rejonami. Bardzo spektakularny i bardzo dobrze udokumentowany i to jest bardzo ważne w tym momencie. Możemy dziś porozmawiać w swoim gronie i myślę, że to będzie równie ciekawe. Tym bardziej że wiem, że pojawiło się bardzo dużo interesujących wątków na naszym forum, także możemy o tym podyskutować. Może zacznijmy przede wszystkim od tego, co tak naprawdę stało się nad Uralem wczoraj wczesnym rankiem. Bo tak: mamy oficjalną wersję, że to był meteoryt, który wchodząc w wyższe partie atmosfery, był to kamienny prawdopodobnie meteoryt, rozpadł się na części, na odłamki.
Pierwsze informacje były takie, że te odłamki dotarły do powierzchni ziemi, powodując pewne uszkodzenia, ale później się okazało, że tak do końca nie było, dlatego, że tak naprawdę te największe uszkodzenia i dewastację spowodowała po prostu fala uderzeniowa wynikająca właśnie z rozpadu tego ciała, które weszło w atmosferę. I tutaj się nasuwają różne ciekawe wnioski. Niektórzy mówili na przykład o tym, że być może to wojsko rosyjskie zestrzeliło ów obiekt gdzieś tam wysoko w atmosferze, co zresztą zostało zdementowane oficjalnie przez rosyjskie Ministerstwo Obrony. No ale cóż, jakie są wasze wnioski po tym wszystkim, co żeście widzieli wczoraj? Tutaj widzę, że z nami jest Artemius, który bardzo ciekawe posty napisał na forum i też żeśmy wymienili parę zdań w prywatnych wiadomościach. Artemius wiem, że ty byłeś dosłownie dzień wcześniej w Czelabińsku. Czy mógłbyś parę słów powiedzieć o tym, jak to wyglądało? Bo mówiłeś na przykład o zwiększonej aktywności lotnictwa wojskowego w tym rejonie. A mnie głównie interesuje taka rzecz, czy coś już było wiadomo, że coś się będzie zbliżać jakoś dzień albo dwa dni wcześniej? Bo ciężko mi uwierzyć w to, że ten meteor pojawił się tak znikąd.
Ja tutaj widzę, że Artemius chyba nie ma mikrofonu, także postaram się przekazać to, co tutaj pisze, bo mówi o tym, że była zwiększona aktywność w powietrzu lotnictwa, a ponieważ mieszka blisko lotniska, to wie, jak to wygląda na co dzień. Artemius napisał na czacie tekstowym: „Mieszkam obok dużego lotniska wojskowego w Torrejón de Ardoz.” Natomiast tutaj przed tym wydarzeniem to wyglądało inaczej. A i widać z tych doniesień prasowych rosyjskich, bo głównie je śledzę, uważam je za bardziej wiarygodne niż te zachodnie, wynika, że Ministerstwo Spraw Nadzwyczajnych już na około kilka godzin przed upadkiem tego meteorytu rzekomo informowało mieszkańców SMS-ami o tym, że coś ma nastąpić i żeby wszyscy mieli się na baczności. Później to było jakoś tam dementowane. Nie tyle dementowane, co po prostu ludzie mówili, że nic takiego nie otrzymywali i że to jest informacja nie w pełni sprawdzona, bo skąd Ministerstwo do Spraw Nadzwyczajnych miałoby mieć SMS-y do wszystkich ludzi mieszkających w Czelabińsku. Ale to inna sprawa. W każdym razie z tego by wynikało, że coś tam wcześniej było wiadomo. Tylko że tak, jak Iwan ja powiedziałeś, że trudno, aby coś takiego nie było zauważone. A właśnie, że to nie jest do końca tak, że ciało, które tak jak fachowcy szacują, że to było gdzieś od może czterech do dziesięciu metrów średnicy, zostało wcześniej wychwycone. Także myślę, że jeśli już, to w ostatniej chwili.
I rzeczywiście, jeśli się połapali Rosjanie, że coś tutaj nadlatuje, to musiało być nie kilka dni wcześniej, tylko po prostu w ostatnich godzinach przed tym impaktem.Artemius na czacie tekstowym napisał: "Byłem w Czelabińsku kilka razy wcześniej i nie widziałem nigdy samolotu wojskowego nad miastem."
[06:16] - Właśnie, Marcin Adekat, ty też ciekawe wnioski wysnuwałeś na naszym forum. Może byś zabrał głos w tej sprawie i powiedział parę słów, co o tym myślisz wszystkim?
[06:28] - Marcin Adekat napisał na czacie: "Monitoring NEO jest nadal niezbyt skuteczny, panowie."
[06:35] - Marku, jakie jest twoje osobiste zdanie o tym, co się wydarzyło wczoraj? Tym bardziej ciekawe jest to, że przecież oczekiwano na 15 luty, dlatego że również tego dnia przeleciała, tylko wiele godzin później, asteroida bardzo blisko Ziemi. To była bardzo ciekawa koincydencja. Co byś mógł, Marku, może powiedzieć na ten temat?
[07:02] - W kwestii tego wydarzenia znad Rosji, znad Uralu nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Natomiast tak jak mówiłem, już mniejsze obiekty też są wychwytywane z tego, co ja przynajmniej wiem. I jakoś trudno mi uwierzyć w to, że tego meteoru, czy cokolwiek tam spadło i się rozwaliło, żadne przyrządy nie wykryły kilka godzin wcześniej przynajmniej, jeżeli nie dzień wcześniej. Natomiast co do tego przelotu asteroidy 2012 DA14, bo chyba taką nazwę tej asteroidzie nadano, to faktycznie upatrywano końca świata. Niektórzy przynajmniej upatrywali. Z tego, co ja się dowiedziałem wczoraj, to od końca świata, może nie od końca świata, ale od naprawdę dużej katastrofy dzieliło nas zaledwie 15 minut. Wystarczyło przecież, że Ziemia była troszeczkę bliżej tej asteroidy i mogło być gorąco w którejś części świata. Czy to była prawda z tymi 15 minutami? Czy faktycznie coś nam groziło? Nie wiem, ale niektórzy upatrywali w tej dacie końca świata z uwagi na przelot tej asteroidy.
[08:14] - Właśnie, ale to ciekawe jest to zjawisko upatrywania końca świata, bo jak wiadomo, 21 grudnia już dawno minął i zaczęto się wpatrywać w datę 15 lutego jako tą, która może uczynić jakiś przełom. Przełom był rzeczywiście, bo trzeba powiedzieć, że takiego spektaklu chyba nigdy żeśmy nie widzieli. Nigdy nie był zarejestrowany w takiej skali, tak jak to mieliśmy właśnie w przypadku Czelabińska. Zresztą sami naukowcy podkreślają, że jeszcze nigdy dotąd nie było tyle dokumentacji związanej z przelotem bolidu, który zresztą zaczął się rozpadać. To było widoczne i to było nagrane. Rzeczywiście te zdjęcia robią wrażenie. Myślę, że jest to też przełom w sensie takim, że daje ludziom troszkę do zrozumienia, gdzie jesteśmy i z czym mamy do czynienia, widząc coś takiego, co wygląda po prostu jak rakieta balistyczna, która za chwilę może eksplodować. Myślę, że wiele ludzi było w szoku.
[09:37] - Tutaj Persefona mi napisała: "Na Ziemi nie ma systemów zabezpieczeń, które by umożliwiały wcześniejszą analizę tego, czy coś nie uderzy na 100%. Dlatego wczoraj nie wiedzieliśmy, że 15 minut uratowało nas od kolizji." Tak, ale kolejny koniec świata mamy już za sobą, można powiedzieć.
[10:00] - Chciałem tylko zapytać odnośnie do tego, czy nam grozi coś, czy nie. To, co się stało w Rosji, Rysiek, to nie jest trochę nietypowe? Przecież, dziadku, kiedyś na obszarze, gdzie zamieszkali ludzie, takie coś się zdarza. O ile pamiętam, chyba takie coś spadło zawsze w miejsach zamieszkałych przez ludzi. Czy to coś oznacza? Nie. Może ja się mylę, nie wiem. Pytanie, ale ja nie pamiętam, żeby kiedyś spadło na obszar zamieszkały po prostu coś takiego.
[10:33] - To znaczy były takie przypadki, tylko że czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają i Ziemia się zmienia. Teraz troszkę inaczej to wygląda, bo w zasadzie większość obszarów, które są do zamieszkania, są zamieszkałe, a do tego jeszcze mamy, że tak powiem, rejestratory tego, co może się wydarzyć, kamery, telefony i tak dalej. Myślę, że to jest ten znak czasów. Takie przypadki naprawdę miały miejsce i to dosyć często. Tylko że jakimś takim dziwnym trafem te meteoryty zawsze znajdują miejsce bardziej oddalone od skupisk ludzkich. To pewnie wynika też z geografii. Warto tu wspomnieć, ale to może już później powiemy troszkę o eksplozji tunguskiej, która jak wiadomo, jest największą tajemnicą w zasadzie XX wieku. Ale to może później. Na razie skupmy się na tym, co się wydarzyło wczoraj. Jak osobiście żeście odebrali to, co się wydarzyło wczoraj?
Czy to był jakiś szok, czy jakieś normalne wydarzenie?
[12:00] - Jak to się codziennie coś tam zdarza, czy jednak coś niezwykłego. Może ktoś by powiedział parę słów o tym? Ja początkowo nie odbierałem tego jako jakąś ogromną katastrofę. Po prostu takie zwykłe, nietypowe wydarzenie. Natomiast później rzeczywiście zaczęło do mnie docierać, że coś tam się jednak większego zdarzyło, skoro ponad 1200 osób poniosło jakieś straty czy zostało rannych. Także wydarzenie było dosyć duże. Zauważę jedną interesującą kwestię, jak to było przedstawiane w mediach, dlatego że po prostu zrobił się medialny news niesamowicie ciekawy. Z jednej strony to jest zrozumiałe, dlatego że należy informować ludzi o tym, co się wydarzyło i co się dzieje dalej. Tutaj głównie chodziło o liczbę osób, które odniosły obrażenia, ale z drugiej strony proszę zauważyć, jak to w polskich stacjach telewizyjnych przedstawiano jako niemalże apokalipsę. Już mieliśmy prawie że koniec świata związany właśnie z tym, co tam spadło nad Uralem.
Nie tylko w polskich. Rzeczywiście masz rację, że prawdopodobnie również w zachodnich, rosyjskich. Chociaż Rosjanie podchodzą do takich zjawisk trochę inaczej niż my, ale to już inna sprawa. Jeszcze raz bym chciał powrócić do tej kwestii, o której Artemius wspominał i o której mówiliśmy i pisaliśmy: o tej wzmożonej aktywności lotnictwa wojskowego nad Czelabińskiem, która poprzedzała te wydarzenia, które miały miejsce wczoraj. Czy to w ogóle jest realne zestrzelić obiekt, który porusza się 73 kilometrów na sekundę? Z tego, co wiem, nie ma takich technik jeszcze. Chyba że ktoś dysponuje informacjami, że jest inaczej. Ale czy w tym wypadku Rosjanie by się kryli z takim spektakularnym sukcesem, że zestrzelili asteroidę, która miała zagrozić Ziemi? Bo oficjalne stanowisko Ministerstwa Obrony Rosji jest takie, że broń Boże, oni nic nie zrobili. A znając Rosję, Rosjan i urzędy rosyjskie, pokusiłbym się o twierdzenie, że raczej natychmiast byłoby to głównym newsem, że zestrzelili.
Na czacie tekstowym Alinoa napisała: „Możliwe, że było, że chodziło o to, że oni nie chcą się ujawniać ze swoimi zasobami broni. Być może jeżeli były jakieś rakiety, mogłyby być osiągnięciem techniki etc. Oni się ze wszystkim zawsze kryją, więc wiecie”. Marcin Adeka napisał: „Chyba że wcześniej rano znano trajektorię i na podstawie szczegółowych wyliczeń przygotowano parę baterii”. Alinoa napisała: „Nie sądzę. Podobno ten obiekt rozpieprzył się w atmosferze”. Artemius pisze: „Rozumowanie? Niemożliwe, że nie wiedzieli, że coś do nich leci. Nie mogli więc nie podjąć działań”. Marcin Adeka napisał: „Artemius, oficjalnie Roskosmos zaprzeczył, aby to oni monitorowali wejście w atmosferę”.
[15:43] - Niech ktoś mi powie, bo podobno również na Kubie też wybuchł meteoryt i to wcześniej niż w Rosji. Czemu, kurde, władze Kuby nie ogłosiły tego wcześniej, tylko dopiero po tym, co się stało w Rosji? Czemu dopiero później ogłosili takie coś, jeśli podobno sprawdzali? Wie ktoś czemu albo co było? Czy było to prawda, czy nie?
[16:03] - Luiscon napisał: „A co, naukowcy nie przewidzieli asteroidów?” Luiscon, naukowcy przewidzieli asteroidy, ale z tego, co się dowiedziałem tutaj na czacie między innymi, nie byli w stanie przewidzieć przelotu czy też upadku takiego obiektu, jak wczoraj pokazał się w Rosji. Mnie osobiście wydaje się mało prawdopodobne, aby okruch skalny wielkości nawet 10 metrów można było zaobserwować z jakimś dużym wyprzedzeniem. Tak jak mówiłem wcześniej, to raczej jest kwestia godzin, kiedy już wiedzą o tym, że coś takiego wchodzi w atmosferę i ewentualnie wtedy mogą przewidzieć jakieś skutki, ale to już jest za późno, aby podjąć jakiekolwiek środki, aby się zabezpieczyć przed tym. Tym bardziej że tak jak sami widzieliśmy, tak naprawdę nie jest to specjalnie groźne, aczkolwiek spektakularne, ale i powodujące pewne uszkodzenia. Tak jak widać było w telewizji, ludzie poranieni szkłem i tak dalej. To wynika po prostu z fali uderzeniowej, która powstaje po rozpadzie takiego bolidu. Właśnie, mówiłem o tym przed chwilą, że to chyba pierwszy raz mieliśmy do czynienia z czymś, co oglądaliśmy niemal na żywo. Nie do końca na żywo, ale w zasadzie parę godzin czy nawet kilkadziesiąt minut po tych wydarzeniach ludzie zaczęli wrzucać filmy, które nagrali na YouTube i tak dalej, i to wszystko trafiło do sieci natychmiast.I chyba robi to wrażenie. Tutaj niektórzy wspominali o tym, że można sobie wyobrazić, jak ewentualnie wyglądała katastrofa tunguska. Tylko że to nie do końca tak.
Dlatego że katastrofa tunguska prawdopodobnie nie miała nic wspólnego z meteorytem. I to jest najciekawsze. Tutaj muszę się pochwalić na równi z Piotrem Dziubiasiem, bowiem przetłumaczyliśmy książkę Władimira Rubcewa na temat tajemnicy katastrofy tunguskiej, ale o tym za chwilę powiem. Poza tym katastrofa tunguska miała troszeczkę większą siłę rażenia, jeżeli chodzi o obszar, który został przez nią zniszczony. Tak że wydaje mi się, że nie ma nawet porównania. Oczywiście wyglądało to strasznie, natomiast porównywanie obu katastrof, obu tych zdarzeń troszeczkę jest nie na miejscu. Oczywiście, że nie jest na miejscu, ale to właśnie starali się w polskiej telewizji robić różni, nie chcę brzydko mówić, ale osoby mieniające się naukowcami, tak to powiedzmy. Jak zauważyłem, bowiem śledziłem wczoraj, różne kanały miały problemy z ustaleniem, kiedy była katastrofa tunguska. Jedni mówili 1914, a może 1918, a może 1912. Wreszcie jeden z rozmówców trafił w sedno i powiedział, że to był 1908 rok.
I to jest ciekawostka mówiąca o tym, w jaki sposób tak zwani naukowcy podchodzą do tego typu zjawisk. Tutaj Kaktus80 pyta, czy nie było wtedy sejsmografów. A właśnie że były i wszystkie sejsmografy, jakie były na całej kuli ziemskiej, a było ich pewnie kilkadziesiąt przynajmniej, odnotowały istotne zmiany. Tylko że strasznym problemem dla tak zwanych naukowców — mówię tak zwanych, dlatego że po wczorajszym seansie i tym, czym prezentowali sobie ci różni panowie, ja jako zupełny laik, aczkolwiek po tłumaczeniu książki Rubcewa dotyczącej tunguski w jakiś sposób poczuwam się troszkę wtajemniczony w te wszystkie naukowe sprawy. Pozwalam sobie tak mówić, dlatego że ci ludzie starają się porównywać to, co wydarzyło się nad Uralem z tunguską, zupełnie niepełnoprawnie. Dlatego że tu nie ma żadnego porównania. Ewentualnie możemy sobie w skali wizualnej wyobrazić, jak to mogło wyglądać na podstawie tych filmów, które mamy, ale to tylko na podstawie wizualnej. Dlatego że jeśli spojrzymy na film, na którym widać, kiedy jedzie auto autostradą, a nad samochodem przelatuje bolid, który zaczyna się rozpadać i po prostu eksploduje, to możemy sobie, jeśli tak w skali razy sto wyobrazić, jak mogła wyglądać eksplozja tunguska. Tylko że cały pic polega na tym, że to nie miało nic wspólnego ani z bolidem, ani z meteorytem, ani z niczym takim. I tu jest pies pogrzebany.
A jeszcze wracając do tunguski, to chciałem podkreślić, że dosyć nieuprawnione jest porównywanie tych zjawisk. Dlatego że prawdopodobnie nad tunguską mieliśmy do czynienia ze spotkaniem dwóch obiektów, które się zderzyły nad tajgą. Można tak powiedzieć, że się zderzyły. I wszystkie informacje na ten temat są zawarte w książce Władimira Rubcewa, która mam nadzieję, że kiedyś ukaże się w języku polskim. O to się staramy razem z Piotrem Dziubiasiem. Kaktus80 na czacie tekstowym napisał: „Zderzenie dwóch obiektów bardzo mało prawdopodobne”. Tak, zderzenie dwóch obiektów wydaje się dosyć dziwne, ale w wyniku różnych prac badaczy i wyliczeń tak na to wychodzi. Może nie jest to do końca nawet zderzenie, co kontakt między dwoma obiektami. Zestrzelenie to jest daleko posunięty wnioskiem z tego wszystkiego, ale można i takie snuć przecież. Ciekaw jestem, czy spotkaliście się też z opinią, jakoby to wydarzenie wczorajsze w Rosji miało coś wspólnego z asteroidą, która wczoraj przelatywała w pobliżu Ziemi.
Czy w takich opiniach jest w ogóle coś wspólnego ze stanem faktycznym? Czy coś takiego w ogóle mogło się stać, że ten meteoryt był jakoś powiązany z tą asteroidą? Właśnie o tym samym chciałem powiedzieć. Raczej nie, dlatego że chyba tutaj trajektorie były zupełnie inne.Aczkolwiek tak duży, w skali kosmicznej to nieduży, asteroida jak ten, który przeleciał wieczorem blisko Ziemi, teoretycznie może ciągnąć za sobą różne kosmiczne śmieci. Natomiast wszystko wskazuje na to, że to, co zdarzyło się nad Uralem, nie ma z tym żadnego związku, dlatego że to była zupełnie inna trajektoria. Naleciało z zupełnie innego kierunku. Po prostu taki zbieg okoliczności, który dał nam tak wiele wrażeń. Natomiast z tym asteroidą, który tak blisko nas przeleciał, to w zasadzie od początku było wiadomo, że tak będzie, dlatego, że był śledzony, bo to jest obiekt dużych stosunkowo rozmiarów. Ma około 50 metrów, także jest do wyliczenia jego trajektoria przelotu. Natomiast wracając do Tunguski, to warto zaznaczyć to, że nigdy nie znaleziono śladu nawet tego, co spadło rzekomo nad Tunguską.
Nawet małej drobinki. Aczkolwiek znajdowano pewne malutkie fragmenty świadczące o tym, że gleba w pewien sposób była zanieczyszczona jakimś pyłem albo czymś takim. Ale to jest bardzo ciekawe, że zakładając, że tak jak niektórzy naukowcy mówią o tym, że był to wielki głaz kosmiczny, który spadł w atmosferę ziemską, ewentualnie eksplodował, ale i tak by zostały przecież jakieś fragmenty. Tak jak teraz mamy przykład urodzki, kiedy to znaleziono już rzekome miejsce upadku większych kawałków tego meteorytu i nawet już odnaleziono malutkie fragmenty, to po meteorycie Tunguski nie ma żadnego śladu i o tym przekonały się dziesiątki ekspedycji w ten rejon. O czym to może świadczyć? To może świadczyć o tym, że albo po prostu meteoryt wyparował, albo o tym, że nie był to meteoryt. I wszystko na to wskazuje.
[27:32] - Ja to bardzo przepraszam, Reszek, ale zwyczajnie przy takiej jeżeli to jest katastrofa, powiedzmy naturalna, meteoryt lub cokolwiek inny, to władze tego państwa obojętne, niekoniecznie sowiecki, wyśle zawsze ekspertów jak najszybciej, żeby zbadać, co tam się stało. Natomiast po tamtej katastrofie dopiero po kilkunastu latach wysłali ekspertów. Chyba coś musiało być nie tak, że tyle czekali, żeby wysłać kogoś, żeby zbadał sytuację.
[28:07] - Jeśli chodzi o Tunguskę, Tunguska wydarzyła się w 1908 roku. Natomiast pierwsza ekspedycja słynnego Kulika dotarła w latach 20. dopiero na początku lat 20. Nie pamiętam w tej chwili roku, ale bodajże był to 1924 rok. Także możemy sobie wyobrazić skalę tego, w jaki sposób też natura w pewien sposób zakryła wszelkie ślady po wydarzeniu, jakie miało miejsce w 1908 roku. Ale to też specjalnie nie wpływa na to dlatego, że Kulik był wyjątkowo przekonany o tym, że był to meteoryt i za wszelką cenę szukał jego śladów. Był przekonany o tym, że taka skala zniszczeń, jaka nastąpiła wtedy w tamtym rejonie, musi świadczyć o tym, że był to ogromny meteoryt, który musiał pozostawić po sobie ślady, ale niestety nigdy do końca życia swojego nie znalazł tych śladów. Tutaj Alino na czacie tekstowym, na czacie prywatnym przesłała mi z Wikipedii fragment interesujący na temat katastrofy tunguskiej. Tutaj jest sprawa taka, że w czerwcu 2007 roku Luca Gasparin i Giuseppe Longo, dwóch naukowców z Uniwersytetu Bolońskiego, oświadczyło, że znaleźli krater powstały w wyniku uderzenia dużego meteorytu lub fragmenty komety w powierzchnię Ziemi. Według nich kraterem tym poimpaktowym jest jezioro Czego znajdujące się osiem kilometrów na północny zachód od wyznaczonego dotychczas epicentrum tej katastrofy tunguskiej.
I mnie interesuje to, czy to jezioro kiedyś było zbadane w poszukiwaniu jakichś artefaktów pozaziemskich czy różnych innych interesujących rzeczy. Tak jest, było wielokrotnie badane i jest to po prostu bzdura, aby to jezioro mogło być, że tak powiem, śladem poimpaktowym po Tungusce. Właśnie o tym pisze między innymi pan Rubcew w swojej książce
[30:35] - I obala wiele innych mitów, bo poza tym Jeziorem Czeko, które pojawiło się, tak jak Marku wspomniałeś, chyba w 2007 roku, co dosyć wyraźnie wyjaśnia, że nie ma takiej możliwości, aby było kraterem po tym impakcie. Tak samo rozwiewa wszelkie wątpliwości wobec teorii, która też pokutuje w internecie i na różnych forach poświęconych, tak jak nasze, zagadkom. O tym, że było to dzieło Nikoli Tesli, który rzekomo uruchomił swój niesamowity generator, który doprowadził do sławetnej eksplozji tunguskiej. Bardzo precyzyjnie opisuje, że to nie jest możliwe. Zresztą nie tylko on, bo jest wspaniała książka, która się ukazała bodajże w zeszłym roku albo dwa lata temu, polskich autorów, panów Przemysława Słowińskiego i Krzysztofa Słomińskiego, braci. To jest niesamowita biografia Nikoli Tesli i jego genialnych wynalazków. Naprawdę czyta się z zapartym tchem jak powieść. I tam między innymi też oni obalają teorię o tym, aby Tesla w jakiś sposób maczał palce w Tungusce. Na wyobraźnię to na pewno każdemu działa. Mi też działało jakiś czas, ale tam w dosyć specyficzny sposób wyjaśniają, że to w ogóle nie jest możliwe z technicznego punktu widzenia.
Oczywiście Tesli przypisuje się wiele niesamowitych rzeczy. To też postać godna osobnego czata, artykułu, rozprawy naukowej wręcz, bo Tesla był geniuszem. Podobno ktoś go w latach 40. pytał o tą Tunguskę i sam przyznał, że niestety aż takich mocy to on nie miał. Z tego, co pamiętam. Jeśli mogę parę słów dorzucić o Tungusce, to najciekawsze jest nie to, co działo się później. To znaczy nie to, co było efektem uderzenia czy tak naprawdę nie uderzenia, bo nic nie świadczy o uderzeniu, tylko o eksplozji, która prawdopodobnie była eksplozją termojądrową. Tylko najciekawsze jest to, co działo się wcześniej, bo tutaj możemy na przykład mówić o przypadku uralskim, wczorajszym z punktu widzenia tego, co żeśmy widzieli. Efektu przelotu bolidu, który się rozpadł, fali uderzeniowej i tak dalej. Natomiast eksplozję tunguską poprzedzało bardzo wiele dziwnych rzeczy.
Były to na przykład dziwne zorze. Było to świecenie się nieba, tak zwane srebrzyste niebo nad wieloma miastami europejskimi skądinąd i tym podobne przypadki. I to jest ciekawe, dlatego że to jest udokumentowane. Relacje świadków są udokumentowane. Natomiast tak jak po eksplozji udokumentowane są rzeczywiście odnotowania w rejestratorach sejsmograficznych chociażby, tak te relacje o tych świecących zorzach, niebach nocnych są też częścią legendy. Ale to jest fakt.
[35:26] - Pozwolę sobie się przyłączyć do dyskusji. Często na forum dość dużo mówiliście o samym Uralu, o jego niesamowitych anomaliach magnetycznych występujących na Uralu, a także o innych bardzo ciekawych historiach związanych z miejscowościami takimi jak Czelabińsk, Jekaterynburg czy Perm. Są to bardzo ciekawe miejsca pod względem właściwości magnetycznych Ziemi. I być może zabierając głos, chciałbym zwrócić uwagę, że akurat upadek tego meteorytu może być zupełnie przypadkowy w tym miejscu. Może to być związane też z właściwościami tam występującymi, bo sam rejon magnitogorski i czelabiński są bardzo silne. Właśnie anomalia magnetyczne. To może mogło być też w jakiś sposób przyczyną. Ktoś do mnie napisał w piwo, piłem. W ałtium dzisiaj bardzo, bardzo.
[36:43] - Wszystko możliwe, że to i tak mogło być w jakiś tam sposób przyczyną zaistnienia tego zjawiska w tym, a nie innym miejscu.
[36:55] - Tak, oczywiście, Jusku, na pewno masz rację, bo Rosja w ogóle ma coś w sobie takiego, że przyciąga różne dziwne zjawiska. Ale to też jest kwestia obszaru, bo pamiętajmy o tym, że to jest gigantyczny obszar i dlatego tak wiele miejsca poświęcamy na wszelkie wypadki, jakie miały miejsce w Rosji, dlatego że ich tam było multum. Ale myślę, że to jest kwestia nie tyle obszaru. Znaczy obszar jest sam w sobie bardzo interesujący, ale też tego, że bardzo wiele osób tam stara się dokumentować takie rzeczy i to w sposób bardzo rzetelny. Ale jak rozmawiamy o meteorytach i tak dalej. A czy ktoś z was w ogóle widział meteoryt albo miał w ręku? Ja akurat miałem okazję. Polecam wszystkim Muzeum Ziemi w Warszawie, gdzie można sobie zobaczyć dokładnie, jak to wygląda. Bardzo interesujące. Jest to, bym powiedział, przynajmniej dla mnie, coś tajemniczego.
Albo na przykład nie wiem, czy wiecie, ale w Indonezji wyrabiano specjalne sztylety właśnie ze skrawków meteorytów. Tak jak na przykład wczoraj ta wielka asteroida, która przelatywała obok naszej planety, w najbliższym punkcie znajdowała się właśnie dokładnie nad Sumatrą i dlatego tam jest bardzo dużo tych odłamków skalnych, które tam spadały. Iwanie, proszę, ja dokończę później.
[39:03] - Ja tylko chciałem powiedzieć, że zawsze, gdy się nadarzają deszcze Leonidów i różnych innych idów, to próbuję obserwować. Natomiast nie wiem, ja może mam takiego pecha, że zawsze mi widok chmury zasłaniają. Także niestety nie miałem jeszcze możliwości obserwować meteorytów, że tak powiem, w akcji. Ale może kiedyś.
[39:31] - Właśnie Polska ma taką specyficzną aurę, że mamy to dosyć utrudnione, ale to nie zmienia faktu, że na naszą ziemię też spadają i to takie interesujące kawałki, dosyć pokaźne. Natomiast chciałem dokończyć o tym, o czym mówiłem, o Indonezji, gdzie wyrabia się broń właśnie z kawałków meteorytów. Są to krisy, które są uznawane za potężną magiczną broń. I to właśnie ze względu na to, że posiadają ten pierwiastek nieziemski. W zasadzie ich się nie używa w walce, tylko bardziej w tym sensie, że jeśli ktoś posiada krisa stworzonego z odłamka meteorytu, to równocześnie też posiada odpowiednią moc, aby pokonać nie tylko wroga, ale też wszelkie, no po prostu los. Teraz pojawił się na czacie wątek dotyczący ceny meteorytów. Existem pisze, że nieracjonalne jest płacenie tysiąca dolarów za aplikację na iPhone'a, która wyświetla jedynie napis „Stać mnie”, czy też „Jestem bogaty”. Tak też chyba nieracjonalne wydaje się płacenie ogromnych sum za niezbyt dużych jednak w większości przypadków meteorytów. A takie pieniądze, dosyć duże, między innymi uczelnie są w stanie wykładać i robią to bardzo często. I wydaje się, że niektórzy ludzie wykorzystują to.
[41:26] - Nie wiem, czy mnie teraz dobrze słychać. Chciałem się podgłośnić być może. Powiem, że tutaj ktoś powiedział, że najbardziej był widoczny ten meteoryt. Nawiązując do tematu oczywiście Sumatry w sieci, gdzie interesuję się troszeczkę tematyką zależności. Być może dlatego powiedziałem o tym Uralu i tej strefie silnych anomalii magnetycznych Uralu. Co wyszło ciekawe z tego? Z takiej zależności, że okazuje się, jak naniosłem na mapie akurat na Sumatrze punkt na równiku, centrum Sumatry, to jest taka sama odległość do Czelabińska na mapie z tego punktu, jak do miejsca upadku meteorytu tunguskiego. Może to nic nie znaczy, a może znaczy dużo. Są zależności, których można powiedzieć, których nie dostrzegamy. Są w naszym bliskim otoczeniu.
One są. Podobnie tutaj. Zresztą sam ten upadek, można powiedzieć tych kilku meteorytów w Czelabińsku wydarzył się w takim
[42:46] - Bardzo ciekawego miejsca też historycznie związanego z historią naszej Ziemi. Miejsca zwanego Arkaim. Stojący u słońca. Właśnie jest to określenie: gród stojący u słońca. To też chyba opisywaliście nawet w Śniadaniu kosmitów. Także wiele rzeczy tutaj. Wiele zdarzeń. Mam nadzieję, że też, bo nie wiem, czy już nawet chciałbym się, jeżeli można będzie spotkać kiedyś, bo tak jak pokazywałem ci kiedyś takie mapki swoje, które rysowałem, one jakby nabierają tempa, bo te zależności są wręcz, można powiedzieć, z pogranicza normalności, ale one istnieją. Także tutaj właśnie zaczęliśmy mówić o meteorycie tunguskim jakby całkowicie niezależnie od tego, co się stało pod Czelabińskiem czy tam w tym regionie magnitogorskim. Ale okazuje się, że jednak jest jakiś związek między Sumatrą, meteorytem tunguskim a upadkiem tego meteorytu pod Czelabińskiem.
[44:07] - Wygniek tu bardzo ciekawy przykład. Ciekawy ile zważył ten meteoryt, który był za 93 tysięcy z siostrami. Ile zważył? A Marcin Ciereszak? Powiedz mi, jaka jest szacowana cena tej asteroidy, tej DH14. Jaka jest szacowana jej cena? Gdyby spadła, tak powiedz mi. Wedle jej wagi. Ja nie wiem dokładnie, jakie są jej składniki poza żelazem. Jaka jest jej cena?
Tak mniej więcej szacowana. Nie było tam nic o tym. Ale są szacowane niektóre. Nawet tą ja gdzieś to czytałem wczoraj, ale nie wiem, nie wiem, czy nawet NASA szacowano na 100 miliardów, ale nie wiem, jakie są surowce, z jakich surowców ona się składa w ogóle. Wagę to wiemy, Wygniek. Ale waga tego meteorytu, Wygniek, ile to jest? Za 93 poszło. Ile waży? 355 funtów. Aha.
Tak, tak, ja mówię o rynkowa surowcowo, to znaczy ja wiem, że nie oceniają tak, ale ja mówię tak rynkową. Szacowanie.
[45:16] - No tak, była o tym mowa nawet wczoraj przy okazji tej dyskusji, że faktycznie wyliczano wartość tej asteroidy na setki miliardów dolarów ze względu na skład. Mówiłem też o tym, że zawiera bardzo dużo wody, takiej czystej wody H2O i właśnie mówiono o setkach miliardów dolarów. Mimo że jakby nie było, to taka skałka dosyć niezbyt duża, bo wielkości powiedzmy 50 metrów. A w międzyczasie na czacie tekstowym w dalszym ciągu trwa najlepsza dyskusja nad tym, ile powinno się płacić za jeden meteor. Meteor czy też meteoryt, przepraszam bardzo, 45 do 90 metrów. Jaka jest wartość takiego meteorytu? Tutaj różne opinie padają. 90 tysięcy dolarów, kilkadziesiąt tysięcy, kilkaset tysięcy. Także opinie na temat wartości materialnej, wartości finansowej takiego przedmiotu są bardzo różne. Tak jak wspominałem już wcześniej, niektórzy nawet ustalają cenę, za którą są skłonni sprzedać meteoryt na poziomie kilkudziesięciu tysięcy dolarów i chyba wykorzystują głównie duże zasoby finansowe uczelni, które takie rzeczy chętnie skupują, żeby je potem badać i ewentualnie na nich zarabiać.
[47:04] - Wygniek à propos tego żelaza, no to właśnie dlatego nie waży często. Nie wiem, kto wcześniej powiedział o handlu w Indonezji na przykład sztylet lub miecz, czy nóż, czy innych takich spraw, które robią. Oni mieszają właśnie to żelazo z żelazem ziemskim. Robią mieszaninę.
[47:25] - Tak, to ja mówiłem. Tylko że zaraz, zaraz, bo prawdziwy kris, czyli to, o czym mówiłem, czyli ten sztylet. Ostrze ma wykonane wyłącznie z żelaza wydobytego z żelaznego meteorytu. Oczywiście trafiają się różne domieszki i tak dalej, ale ten prawdziwy, taki najbardziej wartościowy kris jest wykonany tylko i wyłącznie właśnie z żelaza tego meteorytowego i one kosztują, mogę powiedzieć, że dziesiątki tysięcy dolarów. A ja właśnie teraz zajrzałem na portal Wirtualna Polska i tutaj właśnie przed chwilą, znaczy przed chwilą, za piętnaście osma wieczorem pojawiły się newsy, czy też informacja o tym, że meteoryt eksplodował również nad Kubą. Także wiemy już, że podobne zdarzenie, chociaż nie wiadomo o jakiej skali tak naprawdę wydarzyło się również nad Kubą, dokładnie w pobliżu wybrzeża Morza Karaibskiego. Tam mieszkańcy osiedla Roda z koło miasta portowego Cienfuegos zaobserwowali na niebie w nocy z wtorku na środę kulę ognia, rozbłysk i wstrząs, któremu towarzyszyła silna eksplozja — podała kubańska telewizja. Czyli wychodzi na to, że na Kubie chyba ten meteor, który tam się pojawił, pojawił się wcześniej niż w Rosji. Jeżeli dobrze myślę. Tylko ciekawe dlaczego informacja o tym fakcie dopiero teraz do nas dociera.
[49:05] - Emilios. No to właśnie ja na tym na micie wcześniej zapytałem, czy ktoś wie, dlaczego władze kubańskie nie mówili? Dopiero ogłosili tego, jak to się stało w Rosji, bo u nich było wcześniej. Ja to wcześniej właśnie zapytałem, czy ktoś wie, dlaczego nie mówili o tym właśnie?
[49:23] - To było dziwne. A to było wcześniej, zaraz przed tym, co się stało w Rosji.
[49:29] - Tutaj teraz doczytałem właśnie, że dwa dni wcześniej również nad środkową Kubą zaobserwowano jakiś silny rozbłysk na niebie i po nim też nastąpiła eksplozja. Wstrząsnęła chmurami domów Rodas i innych okolicznych miejscowości. Tylko właśnie o tym również dopiero teraz się dowiadujemy. Ciekawe czemu. Mieszkańcy opowiadają o tym wydarzeniu na filmie, który został umieszczony w nocy z piątku na sobotę na portalu telewizji kubańskiej TV Cubasi. Tu jest taka relacja spisana na WP.pl: „We wtorek, gdy wypłynęliśmy na połów ryb około godziny 20:00”, czyli u nas to była środa około godziny trzeciej nad ranem czasu polskiego, „zobaczyliśmy na niebie wielką kulę ognia większą niż słońce”. Jeden ze świadków opowiada, jedna z mieszkanek Rodas: „Mój dom zadrżał w posadach. Nigdy nie słyszałam i nie widziałam czegoś takiego”. Tutaj też się wypowiadają różni inni eksperci, między innymi antropolog kubański Marcos Rodriguez, który twierdzi, że wszystko wskazuje na to, iż nad Kubą nastąpiła eksplozja meteorytu, czyli dużo wcześniej niż w Rosji, a jednak dowiadujemy się o tym, podkreślę jeszcze raz, dopiero teraz. Skąd taka cisza ze strony kubańskich władz?
Czyżby się czegoś obawiali? Tutaj Armada pisze na czacie: „Władze Kuby nie miały pewności, że to meteoryt. Stąd ta cisza”. Ale nawet gdyby nie było wiadomo, czy to był meteoryt czy coś innego, to chyba powinni podać jakąś informację o tym fakcie do opinii publicznej. Tak mi się przynajmniej wydaje. Obojętnie, co to było. Jak to po co? Żeby choćby ludzi poinformować, że coś takiego się stało, żeby ich uspokoić, że nie ma ofiar śmiertelnych, że nic się nie zawaliło i tak dalej. Choćby w takim celu.
[51:24] - Nie, Marku, tam to działa trochę inaczej. Podobnie jak na przykład w Korei Północnej. Gdyby nad Koreą Północną coś przeleciało, to na pewno by się nie dowiedziało tego od władz północnokoreańskich, tylko ewentualnie od śledzących ich Amerykanów albo południowych Koreańczyków. Z Kubą jest podobnie. Prawdopodobnie oni to wzięli za, być może, testy jakichś amerykańskich rakiet albo coś takiego. Takich rzeczy się nie podaje opinii publicznej. No chyba że się przechwyci jakąś rakietę, ale w tym przypadku to nie miało miejsca. Także to jest polityka grubymi nićmi szyta, tak bym powiedział.
[52:21] - Tutaj, jeżeli wierzyć najnowszym informacjom czy też obliczeniom NASA, meteoryt, który eksplodował wczoraj w okolicach Czelabińska w Rosji, miał 17 metrów średnicy, a jego eksplozja miała siłę 500 kiloton. To podaję za serwisem Wirtualna Polska, a dalej za agencją Associated Press. Informacje z ogólnoświatowej sieci obserwacyjnej pozwoliły naukowcom na wstępne oszacowanie rozmiaru obiektu, który wszedł w ziemską atmosferę i wybuchł nad Czelabińskiem w Rosji. Zebrane dane pochodzą od stacji ultradźwiękowych rozmieszczonych nawet w odległości 6500 kilometrów od Czelabińska. Stacje wykrywające ultradźwięki normalnie służą do monitorowania ewentualnych tajnych prób broni nuklearnej, a jak się okazuje, również mogą być przydatne do wykonywania pomiarów przy takich właśnie wydarzeniach jak wybuch meteorytu. Rozmiary tego meteorytu, który wczoraj zabłysł i zrobił dużo bałaganu w Czelabińsku i w innych miejscowościach na Uralu, szacowane są na 17 metrów, a masa na 7000 do 10 000 ton. Energia uwolniona w trakcie eksplozji mogła osiągnąć równowartość 500 kiloton. Dla porównania bomba atomowa Little Boy zrzucona na Hiroszimę wybuchła z siłą około 15 kiloton. Całe wydarzenie od momentu wejścia w atmosferę do wybuchu trwało 32,5 sekundy, czyli obiekt bardzo szybko się poruszał z prędkością ponad 100 000 kilometrów na godzinę. Niestety fala uderzeniowa, jak wiemy, po wybuchu spowodowała zniszczenia w wielu budynkach, głównie w postaci stłuczonych szyb, ale także na przykład zawalił się dach jednej z fabryk w Czelabińsku.
Ranne zostały łącznie 1142 osoby, większość odłamkami szkła. Fragmenty meteorytu spadły w obwodach czelabińskim, swierdłowskim, tiumeńskim, kurgańskim i orenburskim, a także w Baszkirii i północnym Kazachstanie. Cały czas trwają próby odnalezienia fragmentów tego meteorytu. Natomiast przynajmniej z tego, co ja wiem, jak na razie te próby spełzają na niczym.20 tysięcy osób ze służb rosyjskich poszukuje fragmentów tego meteorytu i do tej pory, przynajmniej z tego, co mi wiadomo, jeszcze niczego nie odnaleziono. Także poszukiwania cały czas trwają. Zaglądam na czata tekstowego i czytam bardziej interesujące wiadomości. Również przekazuję najnowsze informacje na temat tych meteorytów, które wczoraj pokazały się nad Rosją i nad Kubą i wywołały niemałe zamieszanie. Tutaj na naszym radiowym gadu-gadu otrzymałem informację z serwisu zmianynaziemi.pl, że Japończycy również widzieli na niebie kule ognia. Sprawdzam właśnie, co to jest. Informacja następująca.
Oczywiście temu towarzyszy film na portalu zmianynaziemi.pl. Film również datowany na 15 luty 2013 roku, czyli wczoraj. A więc jest to ten sam dzień, w którym pojawiły się meteoryty nad Kubą i nad Rosją. Zobaczmy, co tam ciekawego. Oprócz Rosjan świadkami bezprecedensowego deszczu meteorów byli również mieszkańcy Japonii i USA. Japończycy widzieli obiekty dzień wcześniej, a Amerykanie byli świadkami upadku jakichś obiektów wczoraj. Na załączonym filmie widać, jak niezidentyfikowana, świecąca kula w kolorze niebiesko-szarym leci prosto na ziemię. Obiekt widoczny jest przez kilka sekund, a potem znika. Tu jeszcze jest kilka innych nagrań, między innymi nagranie wykonane 14 lutego i jest to chyba nawet większy deszcz meteorów niż ten, jaki tego samego dnia zaobserwowano na Kubie. Według zachodnich mediów kule ognia były również widoczne w innych krajach, takich jak Kanada, Belgia, Holandia i Niemcy.
Ciekawa informacja, tylko nie wiemy. Nie wydaje mi się, żeby ta asteroida była na tyle dobrze widoczna, żeby było ją widać tak, jak widać ten obiekt na filmie. Ale ciekawe. Ania przez nasze radiowe gadu-gadu podaje, że to są różne obiekty obserwowane w różnych czasach, ale data wykonania tych filmów wskazuje na 15 luty. 15 luty, 14 również. Na razie tutaj są same filmy. Zobaczę jeszcze na opisy tych materiałów.
[57:15] - Ciekawe komentarze również na stronie NASA na temat tego, co się zdarzyło w Rosji, ale do tego nie będę się odnosił, tylko do tego, co mówisz. Skoro to wszystko się zdarzało, to czemu dopiero teraz się dowiadujemy, a nie wczoraj i przedwczoraj? Czyżby się obawiali i chcieli afery albo jakiegoś zamieszania nie robić zanim to wszystko ominie? Bo ja nie wiem. Ja to słyszę dzisiaj. To co do Ameryki i Japonii. Kubę też dzisiaj czytałem, chociaż to było od dwóch dni cisza.
[57:44] - Właśnie też tutaj nie mam pewności tak naprawdę co do tych materiałów, ponieważ tutaj słuchacz Radia Paranormalium podaje mi na radiowym gadu-gadu, że to są różne materiały zarejestrowane w różnych czasach, natomiast daty są bardzo zbliżone: 14., 15. Zobaczę opisy tych filmów na YouTube. Tutaj jeden film jest z zatoki San Francisco. Widzimy na nim jasną, błękitną, przemieszczającą się szybko gwiazdę, czyli meteor przemieszczający się wzdłuż przylądka. Tutaj autor tego filmu podaje, że sądził przez moment, że był to meteoryt podobny do tego z Rosji. To już chyba po obejrzeniu tego materiału i po tym, jak przyszła informacja z Rosji. Zobaczę na drugi z tych filmów, ale nie wiem, czy tu coś odczytam, ponieważ to jest grażdanką napisane, ale może wrzucę to do translatora i uda się coś więcej dowiedzieć. Także za minutkę, za sekundkę wracam. Persefona mnie tutaj poprawiła, że gwiazda to nie meteor. Ja tłumaczyłem na żywo opis z języka angielskiego.
Tak to opisał autor tego filmu, który został umieszczony i który ukazał się między innymi na zmianynaziemi.pl, bo stamtąd ten materiał. Ty mnie co nie ten tego, a ja cię właśnie będę ten tego. Ja cię lubię i będę ten tego. Black Horse wpuszczam cię przed mikrofon.
[59:32] - Nie będę zabierał dużo czasu, tylko do ciebie pytanie, bo to, co umieściłeś na czat. Ostatnie zdanie: „Według zachodnich mediów kule ognia były widoczne również w innych, takich jak Kanada, Belgia, Holandia i Niemcy”. Bardzo cię przepraszam, jeśli zapytam, ale w jakich mediach? Słyszałem wczoraj wszystkie media świata chyba. Jakoś nikt nic na ten temat nie mówił. Masz jakieś źródła albo informacje z gazety zachodniej albo mediów zachodnich? Bo tylko tyle pisze, że według zachodnich mediów. Ja cię bardzo przepraszam za pytanie, ale chętnie bym chciał zobaczyć, czy te informacje są naprawdę takie były, zdarzyły się czy nie.
[01:00:13] - Kwestia jest taka, że to nie są informacje z jakiegoś CNN-u czy z innego TVN24, czy innej telewizji. To jest po prostu informacja sporządzona na podstawie materiałów umieszczonych przez ich autorów na serwisie YouTube. To są filmy pokazujące właśnie obserwacje tych obiektów. Poszukam jeszcze na serwisach internetowych, czy jakaś informacja się pojawiła, ale szczerzeTeraz po tym, co powiedziałeś, wątpię. Dostałem z tłumacza Google tłumaczenie opisu tego filmu po rosyjsku i to jest film pokazujący z 14 lutego obserwację podobnego obiektu nad Japonią. To jest kamera chyba przemysłowa. Natomiast w Japonii ten obiekt, który tam się pojawił, nie spowodował żadnych konsekwencji czy też problemów dla obserwatorów. Zobaczę jeszcze teraz. To jest już ten trzeci materiał na zmianynaziemi.pl. To jest materiał odnoszący się do meteoru znad Kuby.
Tego już nie będę czytał, ale jeszcze zobaczę, tak jak mówiłem na serwisach informacyjnych. Sprawdzam z ciekawości głównie, czy są jakieś informacje na temat tych meteorów nad USA i nad Japonią, ale z tego, co widzę, to serwisy typu BBC czy CNN się na ten temat raczej nie rozpisywały, żeby nie powiedzieć nic nie podały. Także informacje pochodzą głównie z serwisów typu zmianynaziemi.pl. Tutaj informacja jest taka krótka, zdawkowa na Portal to the Universe. Informacja podana za blogiem tematycznym The Latest Worldwide Meteorite News. Tutaj ten portal podaje materiały filmowe znad Japonii. Duża kula ognia nad Japonią dzień przed asteroidą. Tu chyba chodzi o tą asteroidę. Tak, tu chodzi o asteroidę 2012 DA14, czyli materiał wykonany, nagrany film 14 lutego 2013 roku. Natomiast żadnych innych dodatkowych informacji nie ma.
Materiał trwa pół minuty, więc nie jest zbyt długi. Na czacie tekstowym na prywatnej rozmowie od Dariusza Infra dostałem link do materiału pokazującego podobno ten obiekt nad Kubą. No i faktycznie widać tutaj jakieś rozbłyski. Dosyć podobnie to wygląda do tego obiektu widocznego nad Rosją. Natomiast tu materiał jeszcze krótszy. Zajrzyjmy na opis. Obiekt spadł z nieba nad centralną Kubą w czwartek nocą i przemienił się w kulę ognia większą od słońca, a chwilę później eksplodował podała kubańska stacja telewizyjna, cytując świadków. Niektórzy mieszkańcy centralnej kubańskiej prowincji Cienfuegos. Ich wypowiedzi zostały przytoczone. Mówili, że około godziny 8:00 wieczorem czasu lokalnego w czwartek ujrzeli jasną plamę na niebie porównywalną rozmiarami z autobusem.
Tutaj tą informację podała również agencja chińska Xinhua, ale to już jest informacja podana za tą telewizję kubańską. Obiekt następnie przemienił się w kulę ognia, cytując „większą niż słońce” powiedział jeden ze świadków, dodając przy tym, że kilka minut później słyszał głośną eksplozję. Jeden z mieszkańców powiedział telewizji, tej stacji telewizyjnej kubańskiej, że jego dom delikatnie się wstrząsnął w momencie tego wybuchu. Eksperci kubańscy wyruszyli w ten rejon, aby poszukiwać możliwych resztek tego wyglądającego jak meteor obiektu. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to zjawisko znad Kuby jest w jakiś sposób powiązane z meteorytem, który spadł w Rosji nad Czelabińskiem. Także również jego odłamki spadły na inne miejscowości znajdujące się w Uralu. I tutaj informacje z Kuby się kończą. Właśnie dziwna zbieżność dat. Tutaj również zarówno zdarzenie z Kuby, jak i w Rosji. Meteoryty tam się pojawiły 15 lutego w obu miejscach.
Ciekawy zbieg okoliczności. Tutaj na prywatnym czacie Dariusz Infra nadesłał mi link, który pozwolę sobie udostępnić na czacie ogólnym. Darku, z jakiego to dnia ten materiał? To zdjęcie. 1, 2 luty 2013. Nie, to chyba nie ma żadnego jednak związku z tym, o czym dzisiaj mówiliśmy.
[01:06:03] - Dziękuję bardzo za rozmowy. Szkoda, że gość nie dojechał. Może następnym razem. Dziękuję wszystkim, żegnam.
[01:06:12] - Także okazuje się, że ten materiał, który przesłał mi Dariusz Infra nie ma raczej nic wspólnego z tym, co działo się wczoraj i jak się okazuje również przedwczoraj nad Rosją, nad Kubą, być może nad Japonią również i nad innymi krajami. Bardzo chciałbym serdecznie wszystkim podziękować za dzisiaj przybycie i aktywność głównie na czacie, ale również przy mikrofonach. Chat Infry.