[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała. Witam serdecznie słuchaczy Infry. Gościem jest Renata Engel. Witam Cię Renato.
[00:22] - Witam serdecznie.
[00:22] - Tematem jest prekognicja i nasz gość jest jasnowidzem. Jest już znaną osobistością w internecie. Czym jest jasnowidzenie? Jak ono przebiega i jak w ogóle to się robi? Renato oddaję Ci głos. Jakbyś mogła powiedzieć, jak to się wszystko zaczęło.
[00:35] - Zacznę od tego, że bardzo Ci dziękuję za zaproszenie. Nazywam się Renata Engel, mieszkam w Berlinie. Pochodzę z Wrocławia.
[00:42] - Czy w Berlinie się lepiej widzi jasno niż w pozostałych miastach świata?
[00:46] - Wiesz co, nie wiem, czy widzi się bardziej jasno. Natomiast cieszę się z otwartości umysłów ludzi tutaj. Bo Berlin jest takim specyficznym miastem. Bardzo dużo ludzi tu przyjeżdża obcokrajowców z różnych miast Niemiec w ogóle i z różnych obcych krajów. I jest tak duży konglomerat, w związku z tym, że tak powiem, bardzo mocno pomieszany sposób myślenia, sposób widzenia, postrzegania rzeczywistości. I to jest takie ciekawe. Z jednej strony fajne doświadczenia, a z drugiej strony człowiek nie czuje się taki dziwny. W ogóle, od czego się zaczęło? Zaczęło się od tego, że jasnowidzącą była i moja prababcia i moja babcia. Z tego, co ja znam.
Prababcię znałam, bo umarła mając sto lat. Mieszkała całe życie na wsi, na jednej wsi się urodziła, na drugiej całe życie przemieszkała. Raz była tylko w Częstochowie. Mój ojciec ją tam zawiózł i generalnie nie opuszczała tej wsi. Natomiast przez to, że była jasnowidzącą, no to po prostu była niesamowitą kobietą w tym kontekście. I pamiętam, jak byłam jeszcze taką małą dziewczynką, miałam chyba z pięć lat. To prababcia do mnie cały czas mówiła tak: Renatko, pamiętaj. I to tak takim poznańskim akcentem, bo ona ze wsi pod Poznaniem. Pamiętaj Renatko, jak urodzi się twój pierwszy syn, to cały czas patrz jemu na rączki. Jak będzie miał rączki ściśnięte w pięści, to idź do lekarza, bo coś będzie nie tak.
Ja mając pięć lat uśmiechałam się słodko i w ogóle nie rozumiałam, o co prababci chodzi. Myślę sobie, co ona za pierdoły opowiada? No przecież no gdzie dziecko w wieku pięciu lat jest w stanie myśleć o tym, że będzie miało dziecko, syna albo o jakichkolwiek problemach w tym czasie. No i okazało się, że dość późno zdecydowałam się na dziecko. Miałam dwadzieścia dziewięć lat, jak urodziłam i okazało się, że pierwsze dziecko pojawiło się i był to syn. I w tym momencie, kiedy on się urodził, przypomniałam sobie tą historię, która była tam dwadzieścia pięć lat wcześniej z tymi piąstkami tego syna. I rzeczywiście spojrzałam i dziecko małe dopiero co po urodzeniu non stop trzymało ściśnięte pięści. Ja nie wiedziałam, co to jest i pytałam w Polsce jednego lekarza, drugiego, trzeciego. Dziecko się rodziło w Warszawie i nie wiedziałam, co mam z tym zrobić. Lekarze patrzyli na mnie jak na lekko szurniętą.
Co ta matka histeryczna, pewnie dlatego, że ma pierwsze dziecko tak szaleje. A tu okazało się, że trafiłam na bardzo mądrego, młodego lekarza, który był w ogóle ortopedą, w związku z tym nie miał z tym nic wspólnego. I nagle do mnie mówi tak: czy pani sobie zdaje sprawę z tego, że dziecko ma dziecięce porażenie mózgowe? Czy pani już zaczęła rehabilitację? A ja mówię jakie dziecięce porażenie mózgowe? A on mówi: No nie widzi pani tych piąstek? Proszę zobaczyć, jakie przykurcze w rękach, w nogach, w szyi z lewej strony. No i po prostu wtedy mi się wszystko przypomniało z tą prababcią. I on mówi: Ale pani ma szczęście, że pani trafiła do mnie i że to zauważyliśmy, bo okazało się, że przy dziecięcym porażeniu mózgowym, jeżeli jest tak bardzo mocno posunięte jak u mojego syna, to jest taka metoda. Metoda Wojty się nazywa, to ją zareklamuję przy okazji.
Która rzeczywiście te dzieci z tego dziecięcego porażenia wyprowadza, ale pod warunkiem, że zacznie się to robić, nim dziecko skończy trzy miesiące. A moje miało półtora.
[03:39] - Super.
[03:39] - I dzięki temu, tak. I dzięki temu okazało się, że mam osiemnastoletniego, dorosłego, super i przystojnego i mądrego i wrażliwego syna.
[03:48] - Prababcia miała nosa.
[03:49] - Więc prababcia miała nosa. Tak. A druga historia, którą też chciałam się podzielić, bo też wydała mi się dość śmieszna. Przyszłam ze swoim pierwszym chłopakiem, mając chyba dwadzieścia lat. Przyjechałam to już do babci, czyli jej córki, tej mojej prababci, bo ona też była jasnowidząca, o czym dopiero nie wiedziałam i dopiero skojarzyłam sobie lata, lata później. No i co się okazało? Okazało się, że przychodzę z tym przyszłym mężem i już myślę o ślubie. Pokazuję go babci, a babcia tak mnie dorwała tam na podwórku za domem i mówi tak: Renata, ty sobie nie zawracaj głowy, bo on nie dość, że nie będzie twoim pierwszym mężem, to jeszcze długo z nim nie wytrzymasz. No i okazało się, że ja rok później wyszłam jednak za mąż. Babcia nie miała już okazji tego doświadczyć, bo akurat zmarła.
Prababcia też zmarła. W związku z tym na moim pierwszym ślubie nie było ani jednej, ani drugiej. Ale ciekawostka była taka, że rzeczywiście rok później, po tym ślubie się z nim rozeszłam. No i daj Boże mam już kolejnego męża. Czyli babcia znowu miała rację.
[04:43] - Znowu wykryła.
[04:44] - Tak, to były takie historie. No i mogę powiedzieć w skrócie właściwie to chyba jest genetycznie. To znaczy mam widzenia i one są po prostu od zawsze przy mnie. Z tym tylko, że już mówiłam tam w innej audycji, no ale tutaj opowiem też historię, jak to wyglądało. Były dość uciążliwe, to znaczy uciążliwe w tym kontekście, że w ogóle nad nimi nie panowałam i pojawiały mi się wizje. Nie tylko, że widziałam je w głowie, ale widziałam je jakby na zewnątrz, przed oczami i jakby w tym momencie, kiedy pojawiały się wizje, to widziałam wizje, a nie widziałam normalnej rzeczywistości.W związku z tym na przykład teraz w Szczecinie o mało nie wpadłam pod tramwaj, bo przechodząc przez szyny pojawiła mi się taka wizja. Więc było to bardzo uciążliwe i w pierwszej wersji zdecydowanie myślałam, że po prostu jestem chora psychicznie, że albo mam guza, albo mam jakiś rodzaj schizofrenii. Więc wypytywałam całą rodzinę, że wszyscy, wszyscy byli zdrowi psychicznie. Okazało się, że tak. Potem okazało się, że jeszcze z czasów praktykowania buddyzmu tybetańskiego medytacji poznałam takiego faceta, który okazał się lekarzem psychiatrą.
Z nim się zaprzyjaźniłam. W tej chwili dwadzieścia pięć lat go znam i po prostu do tego Pawła cały czas przychodziłam i głowę mu zatruwałam: „Paweł, sprawdź mnie, zrób jakieś testy, czy ja na pewno jestem normalna? Bo coś chyba jest nie tak". No i okazało się, że Paweł za każdym razem robił te testy, wywiady i tak dalej, i tak dalej. I za każdym razem mi mówił: „Renata, nie wiem, co to jest, ale na pewno nie jest to choroba psychiczna". No i tak jakoś powoli, powoli, powoli próbowałam się w tym odnajdować, ale nie było to łatwe. To znaczy cały czas wypierałam to, ponieważ przyjęcie odpowiedzialności za to, że jesteś w jakiś sposób różny od reszty otoczenia, wymaga w moim mniemaniu bardzo dużo odwagi i bardzo głębokiego przekonania, że ma to dla ciebie sens. I jeżeli nie ma, tylko zajmujesz się czymś innym. A ja akurat w głowie miałam i zajmowanie się dziećmi i marzyłam o karierze sekretarki. Czyli z jasnowidzeniem nie miało to nic wspólnego.
W związku z tym po prostu bardzo mocno to spychałam. Jak historia się skończyła? Skończyła się tak, że spychałam, spychałam, spychałam i nagle wyjeżdżam na urlop do mojego ojca. No i wpadłam w poślizg i na zakręcie spadłam ze skarpy. Uderzyłam jeszcze na samym dole tej skarpy w rosnące tam drzewo. Samochód był kompletnie do kasacji. Ja złamałam kręgosłup w dwóch miejscach szyi. Cała lewa strona górna była sparaliżowana. Nie mogłam w ogóle lewą ręką ruszać. Leżałam w szpitalu przez cztery miesiące i już pierwszego dnia zgodziłam się na wszystko.
Czyli powiedziałam do swoich przewodników duchowych, że jeżeli wymagają ode mnie czegokolwiek, nawet tego jasnowidzenia, to po prostu podejmuję się tego, bo nie mam ochoty jeździć na wózku inwalidzkim i albo leżeć jak trup w łóżku. No i od tego czasu po prostu jak się zdecydowałam, to, to cały czas robię te doświadczenia jasnowidzenia i sama dla siebie i dla innych ludzi. I ot cała moja historia.
[07:31] - Wspaniale opowiadasz. Pisałem sobie parę pytań. Zaraz wydają one mi się zbyt płytkie dla tej głębi, którą zawierasz w swoich zdaniach. Zacznę więc improwizować, stawiając takie pytanie: czym twoim zdaniem jest jasnowidzenie?
[07:42] - Czym jest jasnowidzenie?
[07:43] - Czym to może być? Widzisz, odczuwasz, słyszysz.
[07:47] - Dla mnie jasnowidzenie jest procesem. To nie jest czymś, co się zacznie, wydarzy i kończy w ten sposób. Tylko w moim przypadku jest to ewidentnie proces. Czyli zaczęło się od takich wizji. Potem słyszałam głosy, potem głosy przestałam słyszeć. Wizje przestały się w taki sposób pojawiać, tak niekontrolowanie. I ja zaczęłam robić eksperymenty po tym wypadku właściwie. Eksperymenty polegające na tym, że moja koleżanka, która się dobrze bawiła przy tej sytuacji ze mną, zadawała mi pytania, a ja jakby koncentrowałam się na tym pytaniu i przychodziła mi odpowiedź. Jak przychodziła odpowiedź? Odpowiedź przychodziła w taki sposób, że widziałam obrazy, ale nie w taki sposób, że pojawiają mi się przed oczami albo zamykam oczy tylko tak, jakbym koncentrowała się na energii tego pytania.
Wchodziła w przestrzeń, w której jakby w tej przestrzeni była zawarta informacja dotycząca tego pytania. Jakby to opowiedzieć, to bym powiedziała w formie takiej, jakby całe powietrze było przesączone tą informacją. Informacja pojawiała się od razu. Ja wiedziałam, że ona jest. Problem jakby był tylko mojego mózgu czy sposobu funkcjonowania mojego mózgu. Na początku była to dla mnie tak duża ilość informacji, że nie umiałam jej wyciągnąć i trwało to bardzo długo. Czyli pięć minut na przykład się koncentrowałam, żeby w to wejść. Natomiast w tej chwili zajmuje mi to, powiedziałabym w pewnym sensie ułamki sekundy. Czyli mózg sobie wypracował chyba taki sposób na skróty, że zostaję w tej informacji i od tego momentu proces się spowalnia. Czyli ta informacja znajduje sposób, jak dojść do mojego mózgu tak, żebym mogła przejść przez świadomość i żebym ja mogła to powiedzieć.
I albo są to obrazy, albo są to bezpośrednie jakby słowa czy myśli, które ja muszę znajdować, jakby werbalizować w swojej świadomości, w swoim intelekcie i po prostu mówić odpowiedź.
[09:40] - Jak sądzisz, czy jakaś część ciebie dociera do tych miejsc, w których te informacje się zawierają? Czy informacje trafiają do ciebie tak, jakbyś pływała w tym morzu informacji? Czujesz jakiś ruch wewnętrzny?
[09:52] - To znaczy powiem ci, co jest ciekawego w tym, bo rozmawiałam już z niektórymi jasnowidzami znajomymi i pytałam ich też, jak to wygląda. I rzeczywiście nikt nie robił tego w taki sposób jak ja, więc nie umiem pewnych rzeczy wytłumaczyć. Mogę tylko ci powiedzieć, jak to u mnie wygląda technicznie.
[10:07] - Jak zachowuje się uwaga, czy ona jest bierna, czekająca? Czy ona mknie przez jakąś przestrzeń i właśnie dociera do informacji?
[10:13] - Wygląda to tak. Pierwsze, co muszę zrobić, jakbym swoją istotą wewnętrzną odchodziła od swojego ego i odchodziła od swoich emocji. Czyli jakby muszę być kompletnie pusta w środku. No tak chyba to mogę opisać. Jeżeli na przykład zadaje mi pytanie ktoś, z kim jestem bardzo mocno emocjonalnie związana i nie umiem opuścić tej emocji, to nie jestem w stanie zrobić jasnowidzenia. Natomiast jeżeli jakby jestem w stanie odsunąć się od emocji, to wtedy wchodzę jakby w stan takiego, jakby to powiedzieć, nie niebytu, bo ja mam świadomość, że jestem, ale jest to inna świadomość. Nie jest to świadomość ego, tylko taka, którą możesz powiedzieć, że się z tym identyfikujesz. Tylko jakby jest to część twoja, która jest kompletnie niepodlegająca ocenie. Ona po prostu odchodzi jakby w bok. Osiągając ten stan odejścia-Wchodzę w informację i mogę powiedzieć ewidentnie nie jest to uwaga, że ja czekam, aż coś się pojawi, tylko jakby wchodzę.
Jakbym mogła to nazwać z fizyki refraktor czasowy dotyczący danej kwestii czy danego pytania i dopiero wtedy pojawia się informacja.
[11:18] - W tych naszych ćwiczeniach AWE zauważyliśmy, że w momencie jeżeli tracimy ego, tracimy tą strefę emocjonalną, tracimy jak gdyby pewne elementy nasze, te stałe elementy, które ja nazwałem ciałami niefizycznymi. I wtedy mamy możność dostrojenia się do tak zwanego planu przyczynowego planu, w którym myślimy niezwykle sprawnie. Potrafimy myszkować swoim podmiotem w polu informacji. Możemy odczytywać.
[11:40] - I chyba o to chodzi.
[11:41] - I to właśnie o to chodzi.
[11:42] - I to chyba dokładnie jest to.
[11:44] - Może nie rejestrujesz, że te elementy, te pola, te ciała odpadają. Ty po prostu zwrócisz uwagę. Tracisz ego, tracisz to, to, to, elementy od ciebie odpadają i zanurzasz się właśnie w tym polu.
[11:53] - Dokładnie. Znaczy nie zdawałam sobie sprawy, że tam tak-
[11:56] - Właśnie za tymi delikatnymi uczuciami kryją się bardzo złożone procesy. Te zjawiska niefizyczne, które są łatwe do postrzeżenia już poza ciałem fizycznym. W tych naszych eksperymentach zauważyliśmy, że jesteśmy w stanie postrzegać zjawiska, które się równolegle w czasie rzeczywistym rozgrywają gdzieś dwieście, pięćset kilometrów od nas i możemy je rejestrować. Nie ma w tym żadnej prekognicji, jasnego widzenia. Pomimo odległości rejestruje się zdarzenia, które mają miejsce konkretne. Ktoś na przykład się roztrzaskuje samochodem teraz, ktoś komuś coś daje, ktoś coś od kogoś oczekuje. Czy rejestrujesz również takie zjawiska? Różnicujesz je na te, które się mają zdarzyć i te, które się zdarzają w czasie rzeczywistym?
[12:31] - To, co widzę, ale to u siebie to to, że reaguję jakby bardzo złym stanem psychicznym albo potwornym bólem głowy. Jeżeli zdarzają się katastrofy, jakieś naprawdę duże katastrofy, to wtedy ja fatalnie to odchorowuję.
[12:46] - Katastrofy twoich znajomych czy całkowicie obce?
[12:48] - Nie, nie, nie wielkie katastrofy. Na przykład katastrofy huraganów albo jakiegoś zalania, tsunami, tego rodzaju rzeczy. Czyli jeżeli nie wiem o tym, a dokładnie w tym samym czasie mam potworny ból i jestem podenerwowana i takie rzeczy odbieram bardzo mocno. Najpierw sobie tego nie łączyłam, ale mój małżonek myśli sobie, co ty masz wciąż takie bóle głowy? No i zaczął to łapać, że tak powiem, określonymi sytuacjami. No i rzeczywiście okazało się, że boli mnie dokładnie w tym momencie głowa, kiedy coś takiego się dzieje. Natomiast jeżeli chodzi o wyłapywanie różnych rzeczy, to bardziej jestem chyba skoncentrowana na przyjaciołach czy na znajomych takich bliższych i troszkę dalszych. Czyli jeżeli im się coś dzieje na przykład, to ja w tym momencie dzwonię na przykład i pytam co tam u ciebie słychać. Chociaż nie rejestruję, że dzwonię dlatego, że się boję, że coś się dzieje, tylko po prostu jakby automatycznie nagle ta osoba przychodzi mi do głowy i do niej dzwonię. Sytuację miałam też taką, gdzie dziesięć lat nie miałam kontaktu z kobietą i w pewnym momencie przejeżdżam przez Warszawę, jadę przez Aleję Solidarności i myślę sobie ach, zadzwoniłabym do tej znajomej.
Tak dawno jej nie widziałam i zadzwoniłam. A ona mówi do mnie tak czemu do mnie dzwonisz? Ja mówię właściwie to nie wiem czemu, bo po prostu tylko miałam taki impuls. A ona mówi mmm to jak ty nie masz do mnie interesu, to pewnie ja do ciebie mam. No i tak myśli, myśli i mówi. Mówi tak. A czym ty się zajmujesz teraz? Ja mówię do niej no zajmuję się jasnowidzeniem w tej chwili pracuję w ten sposób. A ona mówi a, no to już wiem, to ja coś od ciebie chcę. I mówię mam sprawę sądową, która tam ma problem dosyć poważny i jest już w sądzie apelacyjnym i po prostu szanse na wygrane są właściwie żadne.
Czy mogłabyś mi coś z tym pomóc? No i właściwie pracowałam przy tej sprawie. Zresztą notabene pomogłam. No i okazało się, że wygrała w trzecim sądzie.
[14:22] - Pięknie.
[14:23] - Czyli mogę powiedzieć takie czasami mam tego rodzaju historie.
[14:26] - Zastanawiałeś się, jak to jest możliwe, że zadzwoniłaś do niej właśnie jak ona cię potrzebowała?
[14:30] - To znaczy wiesz co, ja to tłumaczę sobie w taki prosty, kobiecy sposób, że jest to intuicja po prostu. I nie zastanawiam się dalej, jak to tam idzie, bo mogę powiedzieć tak. Ja ten swój dar traktuję troszkę tak, jak jak inni ludzie traktują swoje dary. Czyli mogę powiedzieć nie upieram się, że ten mój dar jest najfajniejszy na świecie. Poznałam w Berlinie dziewczynę, która śpiewa. Śpiewa pięknym głosem pieśni duszy swojemu klientowi, który do niej przychodzi. Niesamowite zjawisko, Niesamowite.
[14:57] - Jak to śpiewa? Ustami czy jakoś wewnętrznie?
[14:59] - Normalnie tak normalnie ustami śpiewa pieśni duszy, czyli muzykę, która rezonuje z duszą jej klienta. No po prostu jak to usłyszałam raz, to myślę sobie coś niesamowitego. No przeżycie, naprawdę przeżycie, niesamowite przeżycie duchowe. No więc mogę powiedzieć nie tylko jasnowidzeniem można pomagać czy robić dobre rzeczy w świecie. Jest mnóstwo talentów i śpiew, i malowanie i, i taniec. No i tyle tych rzeczy jest, że właściwie nie wiem, dlaczego by się uprzeć, że tylko jasnowidze pomagają i że trzeba zostać jasnowidzem i że to jest ważniejsza, że tak powiem, ważniejszy dar niż cała reszta darów. No taki sam jak inny. Więc ja do tego podchodzę dokładnie tak samo, czyli robię największy pożytek w swoim świecie z tego daru, jaki mogę zrobić dla innych.
[15:38] - W czasie eksperymentu, który przeprowadzaliśmy właśnie testowaliśmy te zjawisko. Jak to jest możliwe, że dwie osoby oddalone od siebie tysiąc kilometrów potrafią się informować nadzmysłowo o zdarzeniach, które im się właśnie przytrafiają? Piszę teraz taką historię, która mi się wydaje cały czas bardzo śmieszna. Czytałem gdzieś na blogowie historię Junga o kompleksach dziewczynek, które zazdroszczą chłopcom, że mają siusiaka. No i rozbawiło mnie to tak strasznie, że po prostu parsknąłem śmiechem się chichrałem dziesięć minut, zastanawiając się nad tym, jaką minę zrobi moja znajoma Pomarańcza, gdy to usłyszy. I wyobraź sobie następnego dnia patrzę i nie wierzę oczom, co ona napisała na blogu na pewnym forum. Właśnie, właśnie tak sobie leżałam, leżałam, wpadłam w sen, zrobiłam się małym chłopczykiem i zaczęłam się bawić siusiakiem. No i zaskoczona strasznie tego rodzaju wizją, bo to był taki jak jakiś taki dziwny trans napisałam na pewno Zbychu za tym się skrywa. I wyobraź sobie, coś takiego jest możliwe. A więc ludzie sobie coś śnią, coś sobie myślą, a bez względu na odległość dwie osoby potrafią to odczuwać.
Znalazłaś właśnie tą osobę, która szukała pomocy, a ty w tym nieświadomym planie wykryłaś swoją znajomą, która potrzebowała, że dysponowałaś umiejętnością, która by potrafiła coś rozwiązać, rozwiązać problem to po prostu zadzwoniłaś. Zgłosiłaś się. To jest niesamowite jak to działa.
[16:47] - Ale mogę powiedzieć tak. Takie rzeczy przydarzają mi się często. Ja nawet nie kojarzyłam sobie tego z jasnowidzeniem. Na przykład pamiętam, miałam taką przyjaciółkę, no też dobre piętnaście lat temu, gdzie miałyśmy tak doskonałe połączenie, jakby intuicyjne czy tego, czy tych pól informacj-...tak siebie potrafiłyśmy wyłapywać, że na przykład ja byłam w Polsce, ona była w tym czasie w Indiach, a w ogóle mieszkałyśmy my w Oslo i na czas, kiedy ona wyjechała do Indii, ja akurat wyjechałam do Polski i nie wiedziałyśmy dokładnie, kiedy która z nas wróci do Oslo. I w pewnym momencie nagle poczułam impuls, że muszę pójść na ulicę Majora Sztuła, bo tam spotkam Hanię. No i po prostu idę, a ona idzie naprzeciw mnie i mówi: „Miałam taki impuls”. Ja mówię: „Ja też miałam”. Spotkałyśmy się na środku drogi. Z moim ojcem często mam takie historie, że na przykład jak ja mieszkałam, on mieszkał we Wrocławiu, bo stamtąd pochodzimy, a ja mieszkałam w Warszawie, bo tam poszłam za mężem, to spotykaliśmy się na przykład na dworcu albo gdzieś w centrum miasta, gdzie ja nie wiedziałam, że on w ogóle do Warszawy przyjechał. Byłam gdzieś u znajomych i nagle coś mnie tknęło, że muszę zbiec szybko po schodach i podejść na ulicę obok.
No i tam go spotykałam. Czyli ja tego nie, ja tego w ogóle nie łączyłam z jasnowidzeniem. To raczej traktowałam to jako przekaz informacyjny na zasadzie, nie wiem, pól energetycznych, które sięgają, że tak powiem, dalej niż ciało fizyczne. I gdzieś ta informacja się łączy w jakiś sposób, czyli myślokształtami. Ja raczej w ten sposób myślałam, ale powiem ci, że nie rozwiązałam tego nigdy do końca i ja jestem praktykiem. W związku z tym ja lubię wiedzieć, że rzeczy działają, że działają dobrze, jak działają dobrze, że są do wykorzystania. Jak całe mechanizmy działają, to zostawiam to innym, bardziej sprytnym w tym kontekście.
[18:22] - W takim razie nie pyta się, co jest przyczyną prekognicji i jasnowidzenia, tylko od razu zadaje pytanie, jak rozwinąć tą zdolność. Wyobraźmy sobie teraz słuchaczy, którzy słuchają z zapartym tchem i myślą sobie zapewne: ja też chcę. I to pytanie zadaję ci. Co zrobić, żeby się nauczyć tego jasnowidzenia?
[18:36] - To znaczy tak. Pierwszą rzecz, którą bym powiedziała, to taka, że mnie się wydaje osobiście, ale jak mówię, nie musi być to rzeczywista prawda, bo tylko to mi się może wydawać. Wydaje mi się, że są ludzie, którzy mają określone talenty, że to nie jest tak, że wszyscy to mają. Tak samo, jak nie wszyscy potrafią pięknie śpiewać i mają piękny głos i nie wszyscy potrafią tańczyć. Są ludzie, co mają większy talent do jednych rzeczy. Są ludzie, którzy mają większy talent do drugich. Wydaje mi się, że zależy to od tego, z czym przyszła dusza, z jakim planem i co chce zrealizować tutaj i jesteśmy potrzebni, że tak powiem, na tej planecie wszyscy z różnymi predyspozycjami. Jeżeli byłoby, powiedzmy, na Ziemi niech będzie pięćdziesiąt milionów i byłoby pięćdziesiąt milionów jasnowidzów, no to nie byłoby aż tak zabawne, bo brakowałoby nam kogoś na przykład, kto umie ładnie śpiewać. Czyli mogę powiedzieć dla mnie już, już powiedziałabym tak-
[19:26] - A nie lepiej by się śpiewało, gdyby się było jednocześnie jasnowidzem?
[19:28] - To znaczy nie wiem, czy to ma w ogóle jakikolwiek związek. Ja tak osobiście uważam. No, może się mylę, więc jakby nie chcę tutaj zniechęcać słuchaczy. Natomiast wydaje mi się, że to jest tak, że-
[19:38] - Daj nam szansę.
[19:39] - Tak. Więc mówię tak. Dajmy szansę. Najpierw pierwsze, co bym powiedziała, to jest jedna ważna rzecz. Zauważyć w sobie, że coś takiego się ma i że w tym kierunku chce się faktycznie iść i podejmuje się w tym kierunku decyzję. Bo po swoim doświadczeniu wiem, że najtrudniejsze dla mnie było zaakceptowanie, że to posiadam i zrobienie, przyznanie się do tego przed samą sobą i zdecydowanie się, że w tym kierunku idę, czyli że rzeczywiście to rozwijam i rzeczywiście chcę podążać za tym talentem. To dla mnie było jakby najważniejsze. I myślę, że wielu ludzi, którzy posiadają tego rodzaju talenty, tak bardzo się obawiają różnych rzeczy, że nie chcą doprowadzić siebie samych do tego, żeby uświadomić sobie, że to jest ich droga życiowa. I to jest pierwsza blokada, która się pojawia przede wszystkim. Czyli jeżeli naprawdę się decydujecie, no to mogę powiedzieć, no to przede wszystkim najpierw dajcie sobie przyzwolenie, żeby to się rozwijało, bo to jest najważniejsze.
Druga rzecz. Ja jestem, jak zaznaczyłam, praktykiem, czyli uważam, że pewne rzeczy muszą zostać oczyszczone. Żyjemy na ziemi, urodziliśmy się jako ludzie, weszliśmy w takie ciała. W związku z tym mamy wiele ograniczeń związanych z tym, jakie sytuacje przyjęliśmy sobie w tym życiu. I mogę powiedzieć mamy sytuacje uzależnień czy programów podświadomości, które gdzieś tam funkcjonują u nas w podświadomości z powodu rodziców, z powodu społeczeństwa, z powodu sposobów myślenia, różnych archetypów, które w nas funkcjonują. To są wszystko rzeczy, które w jakiś sposób nam zaburzają tego rodzaju umiejętności. Druga rzecz. Samo nasze społeczeństwo. Społeczeństwo przyjmuje, że ważne są rzeczy, które są namacalne, z którymi można coś zrobić, za które można wziąć pieniądze. Natomiast rzeczy, których się nie widzi, są, że tak powiem, traktowane troszkę gorzej.
Bardzo po macoszemu. W związku z tym to też wpływa na naszą psychikę i w jakiś sposób nas blokuje. No więc mogę powiedzieć jest wiele rzeczy, najpierw punktów takich, że nim w ogóle zaczniemy ćwiczyć jasnowidzenie jako takie, to najpierw musimy się oczyścić do tego poziomu, żeby być gotowym w ogóle zacząć ćwiczyć i żeby cokolwiek zacząć zauważać w tym kontekście. Takie jest moje zdanie. Ja dużo lat poświęciłam jakby na oczyszczanie siebie na różnego rodzaju praktyki, począwszy od buddyzmu tybetańskiego, przez różnego, naprawdę różnego rodzaju psychologiczne, no różne rzeczy, tak żeby rzeczywiście mieć świadomość, że jestem tym gotowym naczyniem do tego, żeby można było coś z tym zrobić, na coś to przeznaczyć. To dla mnie jest jakby pierwsza i podstawowa rzecz. A druga rzecz jest dla mnie taka, żeby patrzeć, czy rzeczywiście jest to droga, którą ja chcę podążać i czy na pewno nie wynika to z mojego ego, z tego, że ja postanowiłem być taki znany, bo będę jasnowidzem, albo że to będzie pożyteczne, tylko po prostu spojrzeć na siebie w taki normalny sposób. Czy naprawdę to kocham i naprawdę chcę? Bo ja mogę powiedzieć zdecydowałam się właściwie na to jasnowidzenie dzięki mojemu mężowi, który zadał mi proste pytanie. Mówi do mnie: „Renata, gdybyś miała wybór i mogła naprawdę wybrać i powiedzieć, co cieszy cię w życiu najbardziej i co chciałabyś robić i co by cię w stu procentach satysfakcjonowało?” No to ja powiedziałam: „Piotr, ja jedyne co mogłabym robić, to robić jasnowidzenie i uzdrawiać ludzi.
Nic więcej, żadna rzecz mnie nie cieszy”. A on do mnie mówi: „No tak, ale pięknie śpiewasz na przykład. Może byś w tym pomyślała. Masz duże zdolności organizatorskie”. Ja mówię: „Może i mam całą furę talentów, nie wiem. Natomiast akurat w tym przypadku się realizuję w stu procentach. To mnie po prostu cieszy od rana do wieczora. No i dlatego to wybrałam”.
[23:03] - Nie zgadzam się z tym, że trzeba mieć talent. Sam osiągnąłem duże sukcesy w różnych dziedzinach i zauważyłem, że zaparcie jest najważniejsze i zacięcie i czas włożony i wysiłek w pracę. I w grupach testowaliśmy właśnie te zjawiska, takie jak prekognicja czy telepatyczna wymiana myśli. I zauważyliśmy, że każdy człowiek ma ducha, który jest w zasadzie do wszystkiego zdolny. Problem jest tylko w tym, żeby on zdobył umiejętność fazowania się i dostrajania się do pewnych planów. I teraz tak. Są ludzie, którzy mają łatwość właśnie w tym, ale każdy ma możliwość osiągnięcia tych poziomów. Teraz zastanawiamy się wszyscy, co zrobić, żeby przyspieszyć tym osobom opornym, które nie potrafią, nie chcą czy nie wiedzą, co zrobić, żeby właśnie nauczyć się tych zjawisk paranormalnych, żeby rozbudzić swojego ducha i rejestrować te zmienne stany świadomości, w których zachodzą te właśnie cudeńka, o których ty opowiadasz. A jak myślisz, czy tysiąc lat-Wcześniej łatwiej było o jasnowidzenie? Coś się stało przez ostatnie tysiące lat, że intuicja nam się zatkała, popsuła, wyparliśmy ją szkolnymi ławkami?
[24:02] - To znaczy, no mogę powiedzieć tak: na pewno nasza cywilizacja i ten postęp techniczny na pewno pewne rzeczy blokują. To nie ulega wątpliwości, bo na przykład ja zauważyłam, że blokuje nawet zwykłe oglądanie telewizji albo granie w gry komputerowe. Czyli różne rzeczy mogą to blokować. Blokują różne emocje. Na przykład à propos tej sprawy sądowej chciałam powiedzieć, że w momencie, kiedy weszłam do sądu i była tam specyficzna energia walki, rywalizacji, chęci wygrania, jakby bardzo mocne emocje, to bardzo mocno mnie zakłócały w jasnowidzeniu. Czyli mogę powiedzieć jest mnóstwo rzeczy, które zakłócają. No ale z drugiej strony mogę powiedzieć no w średniowieczu też było zakłócenie. Może nie było telewizorów i komputerów, ale z kolei palili na stosach. W związku z tym lęk był też tak wielki, że też mógł pewne rzeczy zakłócać. Czyli mogę powiedzieć dla mnie oczywiście w pewnym sensie z pewnego punktu widzenia zgodzę się, że w ostateczności wszyscy posiadamy te możliwości i wszyscy możemy je w jakiś sposób rozwinąć.
Natomiast dla mnie jakby ważny jest punkt, w którym mogę powiedzieć tak: żeby wejść w te plany i zobaczyć, musi być określona wibracja danego człowieka czy energii jego wszystkich ciał subtelnych. I teraz powiem tak: to trzeba cały czas nad tym pracować i oczyszczać. To się nie dzieje na pstryknięcie palcem, że ja poćwiczę miesiąc i jutro jestem jasnowidzem. Dla mnie nie jest to takie proste. To znaczy powiedziałabym, jeżeli w części się zgodzę z tobą, to, to mimo wszystko nadal będę się zapierała przy tym, że to nie jest tylko kwestia łatwości, tylko kwestia tego, że dana dusza czy dana istota na wszystkich poziomach tych ciał energetycznych jest już na tyle oczyszczona, że ma dostęp do pewnych rzeczy. Bo mogę powiedzieć tak: znam mnóstwo ludzi, którzy też się tym zajmują i robią to z różnych poziomów, czyli na przykład często robimy ze znajomymi tak, że spotykamy się na przykład w trójkę czy czwórkę jasnowidzów. Ktoś nam zadaje pytanie i każdy z nas odpowiada niby to samo, ale każdy z nas wchodzi w inny poziom, jakby tego, tej odpowiedzi. Jedni wchodzą w bardziej płytki, drudzy wchodzą bardziej w głęboki. Na przykład opowiem ci żartobliwą historię, która mnie wiele nauczyła. Bo ja generalnie jestem niepijąca, nie lubię alkoholu i źle się po nim czuję.
Nigdy nie mam jakichś takich fajnych, radosnych stanów, tylko od razu boli mnie żołądek i wymiotuję. W związku z tym, no żeby się tak nie czuć, to kompletnie unikam alkoholu. I któregoś razu ze znajomymi się spotkaliśmy i kolega wynalazł u siebie w piwnicy jakiś stary, bardzo stary sprzed dwudziestu lat koniak i mówi: „Taki dobry, że musimy wszyscy spróbować”. No i no jak wszyscy, wszyscy. No to ja też spróbowałam. Wypiłam może nie wiem, takiej małej szklaneczki, może centymetr, czyli nie wiem, ze dwa łyki. Po czym mój mąż naciągnął mnie na jasnowidzenie. I nagle co się okazuje? Że ja tego samego człowieka, którego widzę jakby w wyższych płaszczyznach, zaczynam widzieć w niższych. Zaczynam widzieć jego kombinacje, zaczynam widzieć jego takie pokrętne myśli, wszystkie rzeczy, które normalnie nie widzę i widzę jakby w bardzo taki zrównoważony sposób.
Czyli często opinie w stosunku do mnie od innych ludzi, którzy, że tak powiem, korzystali z-z mojego daru, z moich sesji, to mówią jedną rzecz: że nigdy nie czuli się tak bardzo nieoceniani jak na sesji przy mnie. Czyli w takim normalnym stanie jasnowidzenia, jaki mam na co dzień, to w ogóle nie oceniam, co jest dobre, co jest złe. Tylko jakby zawsze widzę przyczyny, skutki i powiązania i to wszystko łączę ze sobą. I w ogóle nie interesuje mnie to w kontekście dobre, złe. A tu nagle automatycznie włączyło mi się ocenianie, że to okropne rzeczy zobaczyłam u tego człowieka i myślę sobie, sama nie doszłam dokładnie do tego, co to jest, ale jednak to, co zobaczyłam, było też jakąś częścią prawdy o tym człowieku. I alkohol jakby obniżył mi wibracje na tyle, że byłam w stanie to zobaczyć w taki sposób. No i jak to wytłumaczysz?
[27:42] - Dostroiłaś się do jego poziomu.
[27:44] - No właśnie. No i mogę powiedzieć tak: a normalnie w swojej wibracji nie potrafię się do tego poziomu dostroić w takim normalnym stanie.
[27:50] - Nie przystosowałaś się zresztą chyba, ale i też nie ma potrzeby, bo to są takie poziomy, w którym akurat niekoniecznie trzeba być aktywnym.
[27:56] - No tak, to prawda, ale mogę powiedzieć: zobacz, alkohol spowodował, że zeszłam niżej, nie chcąc tego po prostu jakby mechanicznie, tak? Czyli w tym kontekście mówię, że to nie jest takie proste, że jeżeli ktoś na przykład ma określony poziom wibracji u siebie, oczywiście to nie oznacza, że oceniam teraz ludzi, ale na różnych poziomach jesteśmy. W związku z tym różne rzeczy mamy do przerobienia, czyli jedne są lżejsze, drugie są mocniejsze, jesteśmy w różnych punktach swojej drogi życiowej. A jeżeli mówimy to w taki sposób generalnie, to tak jakbyśmy stawiali znak równości między wszystkimi. Na pewnym poziomie można postawić tej, ten znak równości, ale na innym nie. Na innym trzeba oddać tym, którzy odrobili pewne swoje lekcje czy większość swoich lekcji, to potrafią pewne rzeczy robić. A ci, którzy jeszcze nie odrobili, to zamiast się zajmować jasnowidzeniem, powinni te lekcje odrabiać, bo to jest ważniejsze. Czyli mogłabym powiedzieć tak: jasnowidzenie samo dla siebie nie powinno być tego celem i tak samo jak u mnie jasnowidzenie tym celem nie było. Ja po prostu powiedziałam, jak mnie ludzie gnębili, co będzie przy tym wzniesieniu dwudziestego pierwszego grudnia, to ja odpowiadałam jedną rzecz: mi to jest kompletnie obojętne, bo ja zaczęłam pracować, bo przyszłam tutaj, pracuję nad sobą i będę to robić i przed dwudziestym pierwszym grudnia, i w trakcie dwudziestego pierwszego grudnia, i po dwudziestym pierwszym grudnia do końca swojego życia. I jak Zbyszku na to?
Co na to odpowiesz?
[29:10] - Ja jestem akurat takim typem, który starał się wszystkie plany odwiedzać i rejestrować i analizować właśnie sam proces dostrajania się bez alkoholu do tych niższych i wyższych planów. Sama sztuka i umiejętność dostrajania się do nich była dla mnie tym przedmiotem, którym się fascynowałem.
[29:25] - Nie bałeś się?
[29:25] - Nie bałem się.
[29:26] - No właśnie, bo ja to się tak przestraszyłam, że już myślałam, do męża powiedziałam: „Już nigdy w życiu nie tknę alkoholu, bo ja nie chcę w tych stanach zostać”.
[29:33] - Nie, wiesz, ja sobie mówię: tak, tak, sprawdzam różne sposoby i staram się jakoś dostrzec jakieś reguły i mechanikę tą całą. I zauważyłem tak trochę, jak to leci, jak to działa. Nie mam strachu przed tym. Uważam tylko, że trzeba trochę nabrać, jak gdyby nie brać zbyt poważnie tych dolnych planów, bo tam można widzieć różne rzeczy, różne myśli przyjmują różne formy i postacie i ktoś, kto bierze zbyt dosłownie, to po prostu zostaje oszukany, wprawiony w błąd i oceni niewłaściwie. Po prostu mogę trafić w jakiś jego blok pamięci, gdzie on tam sobie bajdurzył w podświadomym planie i no właśnie tego się nie bierze poważnie. Trzeba być-
[30:04] - No tak, ja mogę powiedzieć, ja się tylko przestraszyłam. To znaczy ja nie wzięłam tego poważnie na- no.
[30:08] - Ludzie mają narośla przedziwne. To są tak czasami niektórzy są w tych planach mniejsi niż ciało fizyczne, niektórzy są więksi, mają jakieś bąble, narośla, bulwy, zdeformowani są w swoich ciałach niefizycznych.
[30:19] - Przerwę ci na sekundkę, bo ja nawet nie widzę tak ludzi w jak, jakby ich ciał konkretnych. Ja widzę bardziej z poziomu jakby psychologii ich cechy, mechanizmy.
[30:29] - Poziomu przyczynowego.
[30:30] - Tak, w ten sposób widzę bardziej.
[30:31] - Na tym kończymy dzisiejsze spotkanie. Dziękuję ci bardzo.
[30:34] - Dziękuję Tobie też bardzo. Było to przemiłe i bardzo ciekawe spotkanie.
[30:38] - Osoby, które chciałyby nawiązać z tobą kontakt. Gdzie one mogą cię znaleźć?
[30:42] - Podaję e-maila. E-mail to jest prosty: renatajasnowic@gmail.com i Skype to jest rena6601. I zapraszam bardzo. Ja potem już po prostu konkretnie się umawiam poprzez tego e-maila i dalej kieruję jakby.
[30:58] - Żegnamy się z państwem, a jednocześnie informuję was, że za tydzień kontynuujemy rozmowy z Renatą Engel i rozwijamy wątek jasnowidzenia. Do usłyszenia za tydzień. Podajemy raz jeszcze kontakt do gościa dzisiejszej audycji. E-mail: renatajasnowic@gmail.com. Skype: rena6601. Produkcja i realizacja Portal Infra www.infra.org.pl. Archiwalne odcinki audycji „Rozmowy poza ciałem” znajdziesz w archiwum Radia Paranormalium na stronie radio.paranormalium.pl.