[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała. Witam słuchaczy Infry. Dzisiejszym gościem jest po raz kolejny Jarek Bzoma. Witam Cię Jarku.
[00:22] - Bardzo serdecznie Was witam. Zaczynam się przywiązywać do Was.
[00:25] - Kontynuujemy rozmowę. Pojawiły się pytania na forum, na które Jarek postara się odpowiedzieć. Oddaję Ci Jarku głos.
[00:32] - Dopowiem Ci kawałek tej historii o tym UFO na tym cmentarzu.
[00:36] - O super.
[00:37] - Mnie to zupełnie z pamięci wyleciało, ale też mi to wiele wyjaśniło, co się działo dalej. Jak już szamotę ciała takie subtelne się ocierałem po ciemku, to z tych notatek wyczytałem, że podszedł do mnie facet. Ten, który siedział w tym sarkofagu po prawej stronie. Te ciałka miały być, no tak rozumiałem emanacjami tego gościa. Albo jedno przynajmniej. Wiesz, co żeśmy zrobili? Zaczęliśmy rozmawiać po francusku. Znaczy ja mówiłem do niego po francusku płynnie.
[01:06] - A on umie po francusku?
[01:07] - A on słuchaj nic. Ale posłuchaj, lepiej jest, bo ja w ogóle ani w ząb nie znam jednego słowa francuskiego. Poza takimi popularnymi zwrotami z telewizji. No i mówię do niego po francusku. On się nie odzywa. Mówię tak kilka minut. W końcu on zaczyna mówić również po francusku i mówi do mnie: "Mów dalej, mów dalej, to się szybciej nauczę." Ja mówię do niego: "To co ty nie znasz francuskiego? A nauczyłeś się z tych kilkunastu zdań, co ja powiedziałem?" On mówi: "Tak, jak jeszcze trochę porozmawiamy, to będę mówił płynnie." Mnie to wtedy tak zdziwiło, że zaczęło mnie odstrajać. No i już tak się zaczynam przesuwać w stronę ciała. I dostałem prezent od niego.
No to cię zaraz zaskoczę. Czarny mundur ze złotymi guzikami, ze złotymi pagonami. À propos twojej białej koszuli ze złotymi guzikami. Właśnie skojarzyło mi się z tą twoją koszulą. Nie rozumiałem do pewnego momentu, o co chodzi. Do momentu, kiedy zacząłem analizować sny atmaniczne. Ja te sny z tego poziomu atmanicznego miałem właściwie od samego początku. Już chyba po dwóch miesiącach śnienia. Tylko nie wiedziałem, co to jest. Zacząłem szukać w dostępnej literaturze na ten temat różnych dziwnych rzeczy i okazuje się, że ten czarny mundur on właściwie wyznaczył całą moją drogę podróżowania.
Ciało atmaniczne zresztą, tak jak każde z tych ciał astralnych, ono ma kilka poziomów, między innymi najbardziej sztywny to podwodny. Nazwał tą warstwę gang tungrem zdaje się. I wyobraź sobie, że ja na tym poziomie atmanicznym właśnie wylądowałem w tej dolnej warstwie, ale miałem też do czynienia jeszcze wcześniej, przed tym otrzymaniem tego munduru czarnego z poziomem środkowym. Te wszystkie sny z poziomu atmanicznego one najczęściej zaczynają się takim klasycznym snem kundalini. Wznoszenia się takiego i często bardzo tym snom towarzyszą dwie podpory. Ja miałem taki sen kundalini, proszę ciebie, dosłowny niemalże. Kiedy kazano mi wchodzić po słupie, z którego zwisały dwie liny, a żeby było ciekawiej, po tym słupie można było iść trzymając się jednej z lin, ale pod kątem prostym do słupa. I proszę ciebie, miałem się wznosić tak aż do samego szczytu tego słupa i tam dopiero się zaczynały dziać ciekawe rzeczy. Także to jest à propos świadomości i jaźni jako takich. Zresztą ja ci powiem problem polega na tym, że każdy ma swoją nomenklaturę.
Ja sobie tam wymyśliłem tak już na samym początku i już potem się nie wycofywałem. Uznałem, że słowo świadomość pisane z dużej litery to jest ta świadomość najwyższa o dowolnym zasięgu. Natomiast jaźń w tych moich pisemkach to jest ta świadomość załamana w pryzmacie umysłu materialnego. Także dla mnie jaźń jest jednostkowym dostrojeniem do konkretnego poziomu materialnego. Zresztą powiem Ci z tych moich poszukiwań wynika, że no wiadomo, świadomość jest skwantowana na te ciała tam astralne, mentalne. Ja założyłem, chyba nie bez racji, że każde z tych ciał ma swoją jaźń i to ta jaźń na tym poziomie śni. I powiem Ci, że rzeczywiście wiele na to wskazuje, że każda z tych jaźni, każdy z tych poziomów ma swojego rodzaju sny. I to jest prawda. Wyciągnąłem teraz starą, zakurzoną książkę Osho. Nie czytałem jej chyba ze dwadzieścia lat.
W dziewięćdziesiątym piątym roku ją kupiłem. Psychologia ezoteryki. I słuchaj, to się wszystko zgadza. On trochę oczywiście przesuwa to, bo on lokuje te spacery, proszę ciebie, poza ciałem. To, co ja uważam, że ono się dzieje w świecie astralnym, to on w eterycznym i może też w astralnym. Być może tak jest, to przecież nie jest apteka. W każdym bądź razie według tych moich obserwacji sny świadome to jest poziom ciała mentalnego. Natomiast poziom ciała przyczynowego to proszę ciebie. A jeszcze no astralne to wiadomo, że to klasyczne OOBE tak. Natomiast poziom ciała przyczynowego to są jeszcze linearne sny i co proszę ciebie genialnie Osho zauważył, a na co ja nie zwracałem uwagi, ale rzeczywiście tak jest.
Do ciała przyczynowego podróże w snach są w pionie, znaczy przeważa ruch do góry i dopiero po przekroczeniu tego poziomu ciała przyczynowego zaczynają się sny o działaniu w poziomie. W głąb ekranu śnienia, w prawo, w lewo. Natomiast sny z ciała atmanicznego dzieją się bardzo dziwnie. Słuchaj, potem ci opowiem o śnie. Znaczy ten atmaniczny to ja ci opowiadałem o tym złączeniu głowami, kiedy żeśmy klęczeli, ale to była już ta warstwa, nazwijmy ją trzecia tego ciała atmanicznego, bo jeszcze zacząłem o tej środkowej warstwie. To więc było to tak. Wspinałem się po schodach krętych. Te schody były kręconeW prawą stronę z całym orszakiem swoich, swoich przyjaciół. Był to budynek ogromnej opery o złotych ścianach, marmurowych schodach. I szedłem naaa, no wtedy nie byłem w stanie tego policzyć, na które piętro.
W każdym bądź razie wyszedłem na hol, który był cały w purpurze. Znaczy może nie purpurze, bo my purpurę rozumiemy jako czerwień, a ta purpura to jest fiolet, no powiedzmy w takiej imperialnej czerwieni. Kiedy podszedłem do dwóch bileterek, zaznaczam dwóch ciągle jeszcze, to one mi powiedziały, że powinienem przedstawić bilety wstępu. Ale one muszą być specjalne, bo one muszą być z pieczęciami, że zostały opłacone. Wtedy się bardzo zdziwiłem. No jak? Jak mam bilety, to znaczy, że za nie zapłaciłem. Ale to było na początku tego mojego podróżowania i czekałem na posiłki z dołu, bo tam ktoś został w tej kasie i te bilety miał donieść. Dopiero teraz widzę po tych analizach moich, że te bilety oznaczały poziomy ciał subtelnych wszystkich. No i czekając na te bilety stałem sobie bokiem oparty o taką marmurową balustradę i wyszła kobieta o takim hieratycznym wyglądzie, w ciemnej sukni i miała dość mocno opaloną twarz i stała również do mnie tak bokiem.
Właściwie żeśmy stali do siebie pod kątem prostym, prawie plecami i widziałam tylko jej profil. I te bileterki się z nią komunikowały w dziwnym języku. Opowiadały jej, kim jestem. Ona na mnie się nie patrzyła, ale wiem, że była świadoma mojej obecności. W pewnym momencie skinęła głową do tych bileterek i te bileterki przekazały mi taką oto wiadomość, że Maestroza, tak ją nazwały, miała odchodzić już tam, wychodzić stamtąd. Ale kiedy się dowiedziała, że przybyliśmy w liczbie mnogiej, postanowiła dać koncert. No i w tym momencie nadbiegł ten mój pomocnik z tymi biletami. I zaczęło się straszne zamieszanie, bo tam następni przyszli widzowie. W związku z czym ja te bilety jeden zatrzymałem, drugi tam dałem temu posłannikowi i rozdałem wszystkie bilety. Biletów było sześć.
Teraz do tego pytania. Pytanie o niebyt. Pytanie o niebyt jest kapitalnym pytaniem. Nie wiem, czy Arystotelesa czytywałeś, ale Arystoteles jako pierwszy potraktował niebyt jako byt. Bo filozofia grecka, klasyczna twierdziła, że jeżeli czegoś nie ma, to tego po prostu nie ma. Nie ma o czym w ogóle dyskutować. Dla filozofów klasycznych, greckich po prostu coś było i nic więcej. I cały ich świat był bytem. A Arystoteles wpadł na kapitalny pomysł, mianowicie wpadł na pomysł, że jest byt i on jest. I jest niebyt i jego nie ma.
I on się strasznie cieszył z tego rozwiązania. Zresztą słuchaj, cała nauka Kościoła się właśnie na tym Arystotelesie opiera, bo oni, proszę ciebie, mieli świetną wpułkę do tego, żeby wytłumaczyć, jak może być Bóg, którego nie widać. Rozumiesz? I tak sobie to wykombinowali. I ja wpadłem w ten sam poziom, na który wpada Arystoteles. A jest to po prostu mentalny poziom i nic więcej. I teraz pytanie słuchacza co jest tym niebytem? Ja przypuszczałem na podstawie tych moich snów też nie do końca dobrze zinterpretowanych, że jest niebyt, który jest potencją. Tak jak Arystoteles mówił, że niebyt jest materią pierwszą tak naprawdę. Czyli on wpadł na pomysł, że byt to jest akt możności w możności, czyli to jest ruch, stawanie się.
I tam jest, proszę ciebie, materia pierwsza i ona się przelewa przez jakąś niewidoczną granicę do przejawienia i powstaje przejawienie. I wyobraź sobie, że w tych moich snach tak to wyglądało, dopóki sobie nie zdałem sprawy, że głupio myślę. Nie ośmielę się powiedzieć, że Arystoteles głupio myślał. Powiem, że Arystoteles myślał z poziomu mentalnego trochę o przyczynowy zawadzał. Ale tak naprawdę to jest pytanie ze świata dualnego ciągle. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak niebyt, ponieważ istnieje tylko świadomość z poziomu. Słuchaj, my popełniamy błąd karni ciągle. Ja się ciągle na tym łapię. To jest taki błąd paralaksy. Ciągle patrzymy od dołu na wszystko.
Natomiast tak naprawdę my jesteśmy tylko takim marginalnym, najdrobniejszym, najcięższym fragmentem świadomości. I my ciągle rozpatrujemy wszystko w sposób wstępujący. I dlatego powstają takie głupie pytania, jak na przykład czy jest niebyt. Natomiast kiedy byśmy uświadomili sobie, że tak naprawdę świadomość zstępuje, to takich pytań w ogóle byśmy nie stawiali, bo istniałaby tylko świadomość dla nas i różne jej fazy, stopnie zagęszczania się. Mnie powiedziano tak mniej więcej dwa lata temu, że jest trzynastu cesarzy w tym wszechświecie, bo akurat wtedy tam bobrowałem po, po bogach, po, po tych wszystkich. Nie bardzo wiedziałem, do czego to przypiąć i dopiero po jakimś czasie zaczęło się okazywać, o co chodzi z tymi trzynastoma cesarzami. Tych trzynastu cesarzy to jest trzynaście poziomów dostrojenia świadomości do tego wszechświata, do tego przejawienia. Zabawne jest to, że siódmym jest ten poziom atmaniczny, nazwijmy go. To zależy według jakiej nomenklatury, ale wiadomo, o co chodzi. Ósmym wypadałoby, że jest poziom brahmaniczny.
No ale co z następnymi? Więc powiem ci zaskoczyli mnie, bo wyobraź sobie, że okazuje się. Ja wiem, że mogę się spotkać z zarzutem, że namnożyłem tych bogów. No ale to są jakieś tam stopnie świadomości, a nie bogowie tak naprawdę. Okazuje się, że w tych moich wszystkich snach moi rodzice są z dziesiątego piętra. Do dziesiątego piętra te wszystkie poziomy nakładają się na kolejne ciała subtelne. Okazuje się, że jest ich więcej niż znamy z literatury. Ale najdziwniejsze jest to, że dziesiąte, dziesiąty szczebel jest dziesiątym poziomem ciała.Natomiast jedenasty jest jedenastym, tylko jest już dwudziestym piętrem. I potem słuchaj, przeskakuje to na dziesiętności. Nie wiem, dlaczego tak jest.
Zaczyna się dziać coś dziwnego, bo wygląda na to, że nawet teraz próbowałem uściślić jak. Pytałem się, jak zlokalizować bramana, czyli no już to bardzo subtelne ciało. Ja myślałem, że to już tam najwyższy byt. Tymczasem oni mi powiedzieli, że braman to jest dziura między ósmym stopniem a dwunastym. Ale jest trzynasty jeszcze. Słuchaj, mnie zaczyna się to w głowie już nie mieścić. Wygląda na to, że ten cały braman to jest ciałem przyczynowym czegoś jeszcze wyższego, jakby tak nazywać to według liter Atman braman to na C trzeba by było, nie wiem co wymyślić, ale najśmieszniejsze jest to, że na tym poziomie ponad bramanicznym wszystko jest już w ciągach co sto. Wyobraź sobie, że ja z tymi ciągami dziwnymi, liczbowymi mam bardzo często do czynienia. Kiedyś mnie poinformowano o tym, że przy odpowiednim rozwoju świadomości po śmierci ciała fizycznego, na odpowiednim stopniu możemy zyskiwać okresy bytowania po tamtej stronie, zanim zostaniemy wciągnięci z powrotem reinkarnacyjnie w ciało. W zależności od tego, jaki mamy poziom rozwoju świadomości.
Właśnie w ciągu tylko innym. Piętnaście, sto pięćdziesiąt, tysiąc pięćset. I powiedziano mi wyraźnie, że właściwie tysiąc pięćset lat ziemskich to jest najdłuższy okres, jaki może przeżywać świadomość będąca człowiekiem wcześniej poza ciałem. Mnie przyporządkowano w tej chwili sto pięćdziesiąt lat. Oni zaczynali od piętnastu lat. Podobno według nich piętnaście lat to było tak od najprymitywniejszej tej świadomości, takiej ludzkiej. Jakieś takie bardzo dziwne informacje tam można uzyskać. A miałem kapitalny sen bramaniczny, bo o tym atmanicznym to ci mówiłem. Kiedy klęczeliśmy naprzeciw siebie z mną samym, byliśmy przezroczyści i ten drugi, który był nachylony ku mnie i mieliśmy wspólną głowę, pokazywał mi, jak odszczepując od kwadratu. Oczywiście on mi to pokazywał bardziej.
Nie wiem w jaki sposób, bo obraz był przezroczysty. W każdym bądź razie tyle wyniosłem z tego snu, że odszczypywał fragmenty żywych, powiedzmy to może nie iskier, bo to wyglądało jak takie malusieńkie pajączki, takie jak się rodzą czasem w sieci gdzieś tam. Natomiast ten sen bramaniczny był jeszcze lepszy. Siedziała po mojej lewej stronie moja matka, ale nie ta matka ziemska, tylko ta świadomościowa z dziesiątego piętra, bo to dziesiąte piętro to ona mi się przez trzy lata przez wszystkie sny z dziesiątego piętra. To wiadomo, są moi rodzice, ale ci metafizyczni. No więc wyobraź sobie. Siedziała moja matka z dziesiątego piętra po lewej stronie, a naprzeciwko mnie siedział jej mąż. To nie był mój ojciec, to był jej mąż z jedenastego piętra i ta moja matka z dziesiątego piętra była taka jak proszę ciebie, jak kura domowa, taka szara i niewyraźna. Natomiast on miał karminowe usta i białe zęby, ale te zęby były takie trochę skrzywione, trochę jak dziób wyglądały. I ja się tak przyglądałem w te karminowe usta i w te zęby.
I zaczynało mnie to wkurzać wyraźnie. I taki nastąpił taki zoom, tak jakbym mu w te usta wchodził. I słuchaj. I w tym momencie zrobiło się takie klik i odwróciło mnie na drugą stronę. Ale wyobraź sobie, że to odwrócenie na drugą stronę wyglądało tak, że znalazłem się tak jak w dzbanie i widziałem przed sobą czerwoną pokrywkę tych ust. Także tak, jakby mnie odwróciło na nice. Ale ciekawe jest to, że poprzedniej nocy jak dociekałem, czego na temat bramana mógłbym się dowiedzieć, to pokazywano mi, że braman jest mglistym ciałem, z którego wystają atmaniczne, widoczne już od nogi. Potem, jak poprosiłem o uściślenie, to miałem sen o studni, z której patrzyłem na zewnątrz. Byłem w studni okrągłej, nieruchomej ponad tą okrągłością. Była w przekroju kwadratowa i kręciła się cały czas.
Także te wpadanie i przeskakiwanie na drugą stronę właśnie łączę z tym snem bramanicznym. Także powiem Ci, że dziwne rzeczy się tam dzieją. Kiedy dotarłem do tego szóstego ciała, czyli tego buddycznego, w tej nomenklaturze ogólnie przyjętej. Poinformowano mnie we śnie, że człowiek, który zobaczył pięć Re, zawisł na dłoni hospitalnej. Śniłem o ciałach. Taki miałem zamiar. Dlatego zdziwiło mnie, że nazwano je Re. Oczywiście z Ra mi się to kojarzy. Sięgnąłem zaraz tutaj do internetu i z tym Re to coś jest. Bo właściwie ta mitologia egipska to właściwie tam co bóg to na końcu ma Re.
Także wiele wskazuje na to, że Egipcjanie imionami tych bogów orzeczyli poszczególne ciała subtelne. Co ciekawe, wyobraź sobie, że Egipcjanie uważali, że jest jedenaście tych poziomów. Te przecieki hinduistyczne z tych dalekich wypraw, że jest ich no powiedzmy osiem. I Aratosz twierdzi, że już potem to już jest nicość. Może nie nicość, tylko niewyobrażalny stan, którego można doświadczyć świadomością oświeconą. To nie jest wcale koniec tej zabawy. Zresztą z tych enuncjacji o tych trzynastu cesarzach powiem Ci, że wszystko na to wskazuje, że tak to właśnie wygląda. A z tą atmanicznością to jest ciekawa sprawa, bo od tamtego momentu, kiedy tak siedziałem drugą tą atmaniczną połową własną w sumie i obserwowałem to pstrykanie tych kwadratu, tych jaźni, ja to tam nazywam, no tak jak mówię, iskrami czy tymi pajączkami, ale to było żywe i samoświadome, to zrobiło mi się coś dziwnego. A najlepiej to widać na pacjentach. Jak pacjent siedzi naprzeciw mnie.
[17:55] - Jesteś lekarzem?
[17:56] - Tak. To ja mam świadomość, że jesteśmy tym samym, że dzieliNas tylko czas i przestrzeń, a tak naprawdę jesteśmy tą samą świadomością. Wiesz jaka to komiczna sytuacja? Tylko wiesz, ja jestem lekarzem zabiegowym. Sprawiam ludziom, ludziom ból. Także jest to dla mnie dodatkowe cierpienie fizyczne niemalże jak muszę kogoś dręczyć ze świadomością, że dręczę sam siebie. To są sytuacje nie do pozazdroszczenia. Także to połączenie głowami. Ono nie odbyło się tylko na płaszczyźnie takiej mentalnej, bo przecież człowiek interpretując sen, wspominając go, no w jakiś sposób go wiesz, tak jak muchę w bursztynie zalewa i przestaje być to, to żywe. Zaczyna tam kombinować coś mentalnie, ale taka świadomość we mnie powstała i właściwie nie mogę się od tego uwolnić.
Co jest dziwne. Także wszystko wskazuje na to, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy jedną świadomością na którymś poziomie połączoną, a to jest tylko złudzenie odrębności. Wiadomo, jeżeli coś ma początek i koniec, to znaczy, że nie jest realne, bo jest nietrwałe. To jest tylko kwestia punktu odniesienia. No bo czas liczymy bardzo subiektywnie. No może nie jestem rozczarowany tym poszukiwaniem, tylko tyle, że trochę mi wstyd, że niczego nie wymyśliłem nowego. Właściwie to wszystko, do czego dotarłem, to już wiadome. Jedyna wartość takiego poszukiwania to jest taka, że przeżywasz to sam. No chyba o to właśnie chodzi, bo ta wiedza jest już znana. No mógłbym powtórzyć, wiesz, parę takich numerów buddyjskich albo tam jakichś mistycznych.
No to rzeczywiście nic więcej nie wymyślimy i więcej nie doznam. Każdy z nas doznaje tego indywidualnie. W każdym bądź razie, jeżeli chodzi o mnie, dostałem się do ciała atmanicznego, jak to ja mówię, po ciemnym stoku góry w czarnym mundurze. Być może ta, ta czarność łączy się z formą poznania, jaką wybrałem. To jest w ogóle samo poznanie jako poznanie, a nie doświadczanie w sposób mistyczny, bo ostatecznie to śnienie, ta technika, jaką zastosowałem, jest po prostu włamaniem się. To rodzaj wytrychu takiego jest. Włamanie się na najwyższy poziom przy pomocy nie jakiejś tam relaksacji, pracy nad sobą, bo ja niczym takim się nie zajmuję. Żyję i żyję normalnie i po prostu w czasie śnienia włamuję się na coraz wyższe poziomy. Najdziwniejsze jest to, że, że mam towarzystwo i właściwie od początku mam przewodników. Ci przewodnicy właściwie sami się zgłaszają.
A właśnie zacząłem drążyć pytaniem jaka jest przyczyna wszystkiego. Całe to śnienie i tych wszystkich przewodników. Oczywiście wiesz, jak człowiek głupi i nieznający wszystkiego dałem się podejść. Zgłosił się do mnie przewodnik koloru pomarańczowego, że też mnie wcześniej coś nie tknęło. No i on mi zaproponował, że w poniedziałki i wtorki będzie mnie do tej przyczyny wszystkiego prowadzał. Dopiero po paru tygodniach tych wprowadzań zorientowałem się, że oni co prawda mnie poczęstowali wcześniej jakąś dziwną strawą, ale potem zaczynałem ja ich częstować. A doszło już do tego, że jakieś wózki z zakupami ściągały mnie na coraz niższe poziomy. Włączył mi się alarm, a ten alarm wyglądał w ten sposób, że odezwał się głos śnienia i powiedział do mnie zainstaluję nowy, profesjonalny światłowód, nie taki amatorski, jaki sam sobie zrobiłeś. No i proszę ciebie, po tej instalacji tego światłowodu obudziłem się. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego ten przewodnik, który mnie tak do tej przyczyny wszystkiego, czyli do tego najwyższego, nie wiem, Śwamy czy jakby to tam nazwać, prowadza w taki dziwny sposób, który wymaga ode mnie coraz większych dawek energii.
Jak to w życiu się nie dzieje nic przypadkiem. Skojarzyło mi się to jakoś te kolory kolorami w Bardo w Tybetańskiej Księdze Umarłych. Ale kto tam z nas te kolory pamięta? W jakiej to kolejności było? Więc zacząłem szukać tu w internecie, bo mi się nie chce w książkach szukać. Jakiegoś Rinpocze trafiłem. Ja się słuchaj, patrzę, a tam opis tych kolorów poszczególnych dał. A pomarańczowy kolor to jest poziom głodnych duchów. No i wszystko mi się zaczęło układać po kolei. Pierwsze co zrobiłem, to zahaczyłem pytaniem o przyczynę wszystkiego.
Poziom według tej Tybetańskiej Księgi Umarłych, czyli ten biały matowy tych, tych półbogów. Według nich jaka jest przyczyna wszystkiego? No i mają rację Tybetańczycy. Mnie biorą tak zwani półbogowie, którzy są w jakimś stopniu oderwani od rzeczywistości z powodu bardzo długiego bytowania w tych swoich luksusowych warunkach. I wyobraź sobie, że on mi to wszystko opowiedział. Ten biały półbóg. Opowiedział mi o tym, że przeżyli wielką katastrofę, że musieli się schronić na trzydziestym piętrze. Trzydzieste piętro według tej cesarskiej nomenklatury to jest poziom dwunasty. Na trzydziestym piętrze, czyli to już bramaniczny jest poziom. No i proszę ciebie, że muszą nadzorować windę, która do nich dojeżdża i oni ją kontrolują.
Tam takie historie mi się zaczęły naprawdę kleić do kupy. Potem jeszcze co innego. Mianowicie według tej Tybetańskiej Księgi Umarłych ten czerwony poziom odpowiada takim półbogom, którzy są zaangażowani w konstruowanie tej rzeczywistości. I jak ja się temu wszystkiemu przyjrzałem, zacząłem wertować te swoje sny. Szczególnie zwróciłem uwagi na kolory. Okazało się, że to, co Tybetańczycy ładnie w kolory poujmowali, ja dokładnie to samo zauważyłem. I te kolory odpowiadają tym ciałom po prostu subtelnym. Tylko sprawa przedstawia się bardzo dziwnie, bo a, ale jeszcze lepsze spostrzeżenie poczyniłem, bo te kolory tak naprawdę odpowiadają kolorom czakr. Jakie? Tych głównych, jakie mamy na sobie.
I co ciekawe wszystko by się zgadzało, bo ta nazwijmy to czakra atmaniczna. Ona jest poza ciałem, natomiast czerwona. Kolor czerwony odpowiada ciału przyczynowemu. No i zacząłem-...zacząłem drążyć w tym ciele przyczynowym i co się okazało? Że właściwie wszystkie te czakry do mentalnej włącznie. Znaczy nie czakry, tylko ciała do mentalnego włącznie, są tak naprawdę zamknięte, tak jak w nawiasie w ciele przyczynowym. Tak naprawdę one istnieją tylko w ciele przyczynowym, a ciało przyczynowe jest tak naprawdę tylko aktywną stroną z ciała buddycznego. Czyli tak naprawdę istnieje tylko ciało buddyczne, rozumiesz? I w sobie kreuje całe to przejawienie i całych tych nas mentalnych, postrzegających się jako oddzielne byty. Zdębiałem.
Zapytałem się, czym jest tak naprawdę ekran śnienia, który w snach widzimy. Ale co ważniejsze, zapytałem, kto jest obserwatorem tego ekranu śnienia. Czy ja, czy na przykład Atman? No i proszę ciebie, odpowiedź była jasna i klarowna. To, co widzimy na ekranie śnienia, to jest ciało astralne, przyczynowe i buddyczne. Natomiast mentalne jest granicą pomiędzy tymi ciałami i właściwie je można by było nazwać duszą, a tymi ciałami niższymi. Teraz pytanie, kto jest obserwatorem? Obserwator jest jeden. Nie my jesteśmy obserwatorem, nie nasza jaźń, ta dolna, z umysłem związana materialnie. Obserwatorem jest Atman.
Wszystko, co jest ponad nim. I właśnie dopiero potem zaczęły mi się te sny atmaniczne. I dopiero sobie zdałem sprawę, jaka w tym jest głęboka prawda i jaki jest głęboki sen. Tak naprawdę to, co patrzyłem, to jest Bóg. Tym odkryciem byłem wstrząśnięty i zdałem sobie dopiero wtedy sprawę, że tak naprawdę gdybyśmy mogli porównać swoich obserwatorów, to okazałoby się, że to jest ten sam obserwator. Wszystko, co nas oddziela, to jest tylko czas i przestrzeń. A czas i przestrzeń to jest tylko mały wycinek zamknięty w ciele przyczynowym. Wykonałem jeszcze parę sprawdzających snów, które mi jeszcze ciekawszych informacji dostarczyły. Powiem ci, że piękną analogię dla Trójcy chrześcijańskiej znalazłem. Więc wyobraź sobie, że wyraźnie mi pokazano, że kiedy Atman schodzi niżej, przemienia się w kolejne struktury, w ciało buddyczne, to pozostaje coś jeszcze i to można by było nazwać energią życiową.
I wyobraź sobie, że ta energia życiowa natychmiast przeskakuje do ciała eterycznego. Natomiast ciało buddyczne staje się ciałem przyczynowym i od tego momentu to ciało przyczynowe dopiero kreuje na osnowie tej warstwy energetycznej całe to nasze przejawienie. Jest to tak dziwne, że ja bym tego nie wymyślił. A wszystko wskazuje, że te struktury tak właśnie funkcjonują. Ja wcześniej miałem mnóstwo snów o różnych kondensatorach. Jeżeli się pytałem o jakieś sprawy takiej natury, to się rozwija to nasze. To, co identyfikujemy jako siebie materialnych, myślących. Więcej. Wygląda na to, że tak naprawdę tym, o co chodzi świadomości, co powoduje, że Atman zanurza się w te swoje niskie wibracje. Właśnie, po co on to robi?
Pytając językiem przyczynowym. Wychodzi na to, że tym paliwem dla niego są emocje. Wiesz, co on mi powiedział? Że jego w ogóle nie interesuje, jak ja się nazywam. Zapytałem się również jeszcze o co innego. Odnosunek ma Brahman do Atmana. Lubię zadawać takie dziwne pytania. Odpowiedziano mi w kategoriach znanych ze wszystkich religii. Atman przeciwstawił się Brahmanowi. Przekazanie prometejskiego ognia ludzkości rozgrywał się na poziomie, powiem, bardziej wczesnym, bo ten Atman przekazał banknot, a nie ogień niżej, za co był zganiony.
Jeszcze nawiążę do tego niebytu. Jak zadawałem pytania o niebyt, ciągle mi pokazywano, że niebyt ma struktury wewnętrzne, takie lamelarne. Nie mogłem pojąć, jak niebyt może mieć struktury. Właśnie jest to struktura, która otacza takie lamele świadomości, czyli właściwie to samo, co kiedy pytałem się o niebyt. Także dlatego odpowiedziałem, że pojęcie niebytu jest po prostu złudzeniem umysłu. Jest to pytanie z poziomu mentalnego. Nie ma czegoś takiego jak niebyt, bo na pewnym poziomie w ogóle niczego nie ma, co by się dało określić w sposób w języku fizycznym oczywiście. Za to jest świadomość, którą można poczuć, być świadomym tego poziomu. Wygląda, że w tym przejawieniu czy wszechświecie, nazwijmy to, jest trzynaście poziomów.
[28:24] - Mój znajomy doliczył się czternastu warstw. Zrobił wspaniały grafik. A co by było, gdyby się okazało, że ich jest znacznie więcej? Że ich są tysiące, do których nie mamy wglądu, a są nawet takie, które gęstością przekraczają nasz świat fizyczny. Czas dobiega końca. Musimy się Jarku pożegnać z publicznością. Dziękuję ci bardzo za wypowiedzi. Było bardzo interesująco. Zresztą jak zwykle. Dziękuję ci, Jarku.
[28:47] - Bardzo dziękuję za uwagę i zapraszam do przeczytania książki, bo w książkach naprawdę jest opisana cała moja podróż przez własną świadomość. Myślę, że wasza byłaby bardzo podobna. Może trochę symbole byłyby inne, ale tak naprawdę jesteśmy wszyscy jedną świadomością, więc w podobny sposób wszystko widzimy. Można na moim Chomiku przeczytać sześć części. Tam już są umieszczone. Chomik ma nazwę Ibn Baja przez "y", Baja w jednym wyrazie z małej litery wszystkie litery.
[29:22] - Na tym żegnamy się z państwem. Do usłyszenia za tydzień.
[29:29] - Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl