[00:07] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała. Dzień dobry państwu w kolejnej audycji Infra po raz drugi gościmy Jarka Bzomę. Witam Cię Jarku.
[00:23] - Witam państwa ponownie.
[00:25] - Powróćmy jeszcze raz do tego tematu. Do tych zmiennych stanów świadomości, które się ludziom spontanicznie przytrafiają. O tych wyjściach OOBE, o których ty mówisz. Bo jeżeli wielu z nas przytrafia się coś takiego, mamy na pewno jakieś zaburzenia. Ty opowiadałeś o szoku, że byłeś zaszokowany tą inną sytuacją. Utraciłeś jakąś energię i ci niezbyt dobrze się działo przez kolejne dwa dni. Czy Twoim zdaniem dużo ludzi ma tego rodzaju przeżycia? Jak oni się Twoim zdaniem mogą zachowywać potem?
[00:51] - Sądzę, sądzę, że tak i myślę, że ludzie wypierają to bardzo silnie. Do tego stopnia, że starają się o tym zapomnieć, bo ja to zrobiłem świadomie. Ale jeżeli komuś się zdaje, że to spontanicznie, to jest stan przerażający i myślę, że jak ktoś jest osobą wierzącą, to to nawet może mieć obawy, czy nie jest to forma opętania. Nie możemy tego oceniać tak zbyt pochopnie. Zresztą ja ci coś powiem z tymi opętaniami to bardzo była dziwna sprawa. Oczywiście ja nie twierdzę, że zostałem opętany, bo byłoby to, no, ignorancją z mojej strony. W każdym bądź razie, bo to bardzo ściśle się wiąże z tym, o czym żeśmy mówili z pierwszym razem, kiedy usłyszałem głos śnienia.
[01:38] - Mhm. Słucham.
[01:39] - Kiedy wróciłem z mojej najdalszej podróży, którą właściwie odbyłem już po miesiącu tych treningów. Wybrałem się właśnie z tym presetem na uszach w najdalszą podróż, jaką mogłem. Kiedy wyszedłem w ten swój standardowy sposób z ciała. Zaczęło to się po standardowym moim wyjściu. Zwróciłem się do swojej najwyższej świadomości, jaka mogłaby się mną zaopiekować. Oczywiście cały czas ją traktowałem jako swoją. Tak zresztą przeczytałem w pismach Darka Sugiera, Monroe'a Moena. Raczej, raczej oni byli skłonni tą prowadzącą świadomość traktować jako swoje wyższe ja, swojeciąż swoje, nie jakieś zewnętrzne. No i zacząłem zapadać w coraz głębszy, w coraz głębszą czerń. Podróżowałem.
A jeszcze co wcześniej. Więc po raz, po raz pierwszy wtedy usłyszałem głos. Po zwróceniu się do tej swojej świadomości nie bardzo potrafiłem nazwać kierunek, w jakim chcę, chcę się wybrać. I w trakcie artykułowania, kiedy mówiłem, że chcę najdalej, najwznioślejszy, usłyszałem w uszach takie dopowiedzenie. Tak jak to czasem ktoś słuchający dopowiada. Zacząłem mówić do krainy i usłyszałem dopowiedzenie Majo. Majo.
[03:05] - Co to za jedna?
[03:06] - Nie wiem. No skąd miałem wiedzieć?
[03:08] - Majonezu?
[03:08] - Trochę się, trochę się już po latach. Po, po dwóch latach zdziwiłem, bo jakiś facet zaczął śpiewać piosenkę pod tytułem Kraina Majo. Trochę mnie to zdziwiło, więc jakaś może taka jest. Skoro w takiej wspólnej przestrzeni świadomości funkcjonuje. Przecież on chyba sam tego nie wymyślił. No, w każdym bądź razie mnie się to skojarzyło po obudzeniu, jak już próbowałem potem to wszystko zapisać raczej z major od łacińskiego. Wielka, jakaś tam wspaniała. Raczej tak to interpretowałem. No ale pomińmy to. Więc dostrajałem się do tej najdalszej podróży dość długo.
I z tej czerni wyłoniła się dziwna skorupa. Ja podleciałem do niej od spodu, ale była tak ogromna, że właściwie ginęła po bokach w pomroce. Wyglądało to trochę tak, jak taka skorupa muszli w powiększeniu. Miała nawet takie wytłoczenia okrągłe w takich równych szeregach. Także nie wyglądało to z drugiej strony jak, jak twór naturalny, raczej jak sztuczny. Stąd powziąłem podejrzenie, że jest to jakiś rodzaj statku kosmicznego. Myślę sobie choroba. Już na samym początku wylądowałem gdzieś w pobliżu zgromadzenia. No bo człowiek od razu przekłada to na znane sobie z literatury tego rodzaju definicje. Przybliżyliśmy się, przy czym zacząłem fizycznie odczuwać tą swoją jaźń za sobą, tą wyższą jaźń.
Czym bliżej byliśmy tego, tego nazwijmy to statku kosmicznego, tym ta jaźń bardziej na mnie właziła, co odbierałem jako rosnące przerażenie. Tylko to dziwne było, że to przerażenie nie było we mnie, tylko chyba w tej jaźni za mną. W każdym bądź razie w pewnym momencie zatrzymaliśmy się przed tą skorupą, bo nijakiego wejścia tam nie było widać. No i tak chwilę żeśmy dryfowali. W pewnym momencie na tym pancerzu zaczął się powiększać taki świetlisty punkt. Punkt się rozszerzał na tyle, że otworzył nam drogę do wnętrza. Wjechaliśmy sobie w ten tunel. Tunel był bardzo jasny, świetlisty. Do pewnego momentu żeśmy się zagłębiali w tunel. Potem coś nas zatrzymało.
Ja miałem pozycję ciała, tego, z którym się tam identyfikowałem w tym stanie OOBE w pionie.Nogami do dołu. Początkowo nie wiedziałem, co się dzieje, ale po chwili się zorientowałem, że jestem skanowany od stóp coraz wyżej. Kiedy już tak ta płaszczyzna skanująca zaczęła się zbliżać już do, do moich piersi, no przyznam się, że zacząłem wpadać w lekką panikę, bo tak się zastanawiałem, czy po tym skanowaniu to jeszcze w ogóle coś we mnie zostanie, włącznie ze świadomością, czy już w ogóle odjadę całkowicie. Więc pytam się tej swojej wyższej własnej świadomości, czy mam się bać. No bo o ucieczce to już mowy nie było, bo właściwie byłem usztywniony. No więc ona przekazała mi informację, że nie mam czego. No to jak nie mam czego, no to czekam dalej. Ta płaszczyzna przeszła przeze mnie całego, włącznie z głową. I w tym momencie, jak to wszystko minęło, nadleciała taka czerwona kula. No tak na oko jakieś dwadzieścia, piętnaście, dwadzieścia centymetrów średnicy.
Nie była monochromatyczna. Trochę to tak wyglądało, jakby była taką, tak jak lawa. Jak stygnie, to ma takie czarne, czarne pręgi. I właśnie ta kula tak wygląda. I ta kula wleciała mi w pierś. No w literaturze czytałem, że są roty, jakieś tam formy przekazu już ponad telepatycznego, które się w nas rozwijają i możemy jakąś informację od nich odebrać. No ale ja tego nie potrafiłem zrobić. Wniknęła we mnie ta kula. Ja założyłem, że to jest rodzaj jakiegoś przekazu informacji. No niemniej nie potrafię jej otworzyć.
W każdym bądź razie poczułem, że, że jednak jakieś pytanie zostało mi zadane. Ja w swojej ówczesnej ignorancji i chęci eksploracji tej przestrzeni zgodziłem się na wszystko, nie wiedząc w ogóle, o co mnie pytają i jakie czy jakiś warunek mi stawiają. Więc ja się zgodziłem na wszystko. No i w tym momencie otworzyły się przede mną drzwi. Za drzwiami była ciemna przestrzeń, za tą przestrzenią były następne drzwi. Drzwi były prostokątne. Znaczy taka futryna bez drzwi takich no w środku. Ta druga futryna była wypełniona światłem. No więc jak myślę sobie, jak tam jest jasno, tu jest ciemno, no to znaczy, że kierunek jest ku jasnemu. No to walę przez tą przestrzeń ciemną przeszedłem.
Doszedłem do, do, do tej czy właściwie znalazłem się w tych jasnych drzwiach. Rozejrzałem się. Nic szczególnego. W tym jasnym pomieszczeniu pod ścianami leżały takie pufy. Takie no jak jajo, takie okrągłe, ogromne. No takie jak wielkości pufy takiej znanej nam wszystkim. W takich nieregularnych jakichś grupach, niektóre pojedyncze pod ścianami. I wszystko to było przykryte takim świetlistym woalem. No więc popatrzyłem na to wszystko i pomyślałem sobie no klawo, zobaczyłem coś, nie wiem co. Jedynym, jedyną rzeczą, która, która mnie dziwiła, to było to, że te pufy miały ze mną jakąś relację wewnętrzną.
Podobnie jak z tą kulą. Nie wiedziałem, o co chodzi. No tylko tyle wiedziałem, że to są jakieś formy świadomości, że nie są to martwe przedmioty. No ale no ta cała relacja wyglądała tylko tak, że ja się patrzyłem i wiedziałem, że to są żywe jakieś świadomości i właściwie tyle tej relacji było.
[08:58] - A nastąpiła między wami jakaś relacja? Jakaś rozmowa, wymiana myśli?
[09:02] - Nie, nie, w ogóle nie miałem. Tylko tyle, że to, to odczucie takiej żywości tej drugiej strony odniosłem. No i tak postałem, postałem. No i myślę trzeba wracać. No i jak tylko taką wolę wyraziłem, no to jak na gumce wyciągnęło mnie z powrotem. No i lecę z powrotem. Już zaczynam wchodzić w te niższe dostrojenia. I wtedy po raz drugi, bo tak jak mówię przy wyjściu to dopowiedzenie usłyszałem, ale to można było pominąć, no złożyć na karb jakiejś tam fantazji. Ale jak wracałem już trochę się tak jeszcze wahałem przed wejściem do ciała usłyszałem całkiem konkretny głos i ten głos wyartykułował całkiem składne zdanie. Ale zdanie było takie, że obudziłem się w jednej sekundzie, wskoczyłem w jednej sekundzie i obudziłem się w przerażeniu.
Więc zdanie brzmiało w następujący sposób: Twój ojciec umarł piętnaście minut temu. No więc po usłyszeniu tego zdania obudziłem się natychmiast. Natychmiast siadłem, spojrzałem na zegarek, bo mam zegarek obok siebie. Coś chyba była za czwarta. Za parę minut, za piętnaście. No więc odliczyłem do tyłu. Myślę no to rzeczywiście. No ojciec nie jest młody. Ojciec ma już ponad osiemdziesiąt trzy lata w tej chwili. Sam rozumiesz, że serce aż mnie rozbolało, bo nawet nie przyszło mi do głowy, że ten głos mógłby mieć mnie wprowadzić w błąd.
No jak to taki głos śnienia. Czytałem o nim u Castanedy, że, że to jest rzeczywiście całkiem poważna sprawa. Dowód na kontakt z tamtą stroną. No więc już nie zasnąłem. Przetłukłem się na łóżku do samego rana. Nie chciałem, przecież no nie jestem wariatem. Nie zadzwonię o wpół do piątej czy o piątej. Nie spytam się mamy, czy ojciec umarł.
[10:57] - A umarł na końcu?
[10:59] - No nie, właśnie.
[11:01] - Nabrali cię.
[11:02] - Nabrali mnie. Zastanawiałem się, czemu oni mi to zrobili. Te, te problemy z wyznaczeniem roku, bo to o rok chodziło. Do dziś dnia trwają. Okazuje się, że oni mają tam jakiś defekt z naliczaniem lat. Oni oczywiście ojciec żyje, oby jak najdłużej żył, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby to było tego dnia, o tej godzinie, tylko innego roku oczywiście. Wielokrotnie się spotkałem z tym, że określano mi we śnie czy w podróży wcześniej datę, która ja już potem przestałem, przestałem traktować je poważnie. Oczywiście przygotowywałem się. Jeżeli to miały być ostrzeżenia dotyczące na przykład jakiegoś wypadku, który mnie miał spotkać, no to uważałem tego dnia. Ale zakładam, że, że rok jest niestabilny.
Widocznie dlatego te wszystkie proroctwa zawsze miały defekt jakiś z latami. One się pewnie kiedyś wydarzą te zdarzenia, ale to na pewno nie będzie ten rok, który tam zapowiadano.
[12:01] - To ciekaw teraz źródła tego głosu. Czy istnieje taka możliwość, że my sami go wytwarzamy i wtedy nie powinniśmy brać poważnie, bo może on tylko jak gdyby być odbiciem naszych trosk, obaw i strachu?
[12:12] - Muszę ci powiedzieć, że ten głos on ma, on ma różne zabarwienie. On jest czasem męski, czasem żeński, czasem nieokreślony. Czasem mam podejrzenia, że to jest forma. Forma jakiejś takiego, takiego mojego własnego komunikowania się ze swoją świadomością. To nie jest wykluczone. Niemniej, niemniej przyjąłem w swoim zapisie snów informacje, które od tego głosu otrzymywałem jako całkiem konkretne i realne. Co ciekawe, ten głos myli się tylko w określeniu roku. Wszystkie inne informacje, jakie głos komunikował, w zasadzie miały sens, często bardzo głęboki i po. Ja ten cały eksperyment z tym wychodzeniem, a potem już ze śnieniem prowadzę trzy lata, czyli w sumie niedługo, ale dość intensywnie. I właściwie ten głos już w tej chwili konkretne informacje mi podaje.
[13:15] - Ja bym się nie zdziwił, gdybyś ty nadświadomie wykrywał masę rzeczy, miał coraz szerszy dostęp do informacji
[13:22] - Tak i-
[13:23] - Ale nie chciał tego bezpośrednio odczytać. Spojrzeć tej prawdzie i stworzyłeś sobie swojego partnera. Ja mam tak bardzo często w fizycznym świecie, że jak troszeczkę zacznę pracować, czyli tak się zwieszę pół na pół, to ja słyszę partnerów, którzy do mnie mówią, wypowiadają pewne zdania, całe wypowiedzi. Ale jest pewien taki dziwny przekręt w tym. Ja widzę, że ich usta na przykład nierównocześnie zamykają się z tym słyszanym dźwiękiem i sobie myślę: "Aha, więc ja to wytworzyłem".
[13:49] - Rozumiem. Tylko-
[13:51] - Trzeba być ostrożnym z tym.
[13:52] - Tak, tylko jeszcze powiem ci, jeszcze do tego głosu wrócę. Ten, ten głos często wypowiada informacje, o których nie mam pojęcia i wypowiada na przykład jakieś zdanie, nazwisko albo nazwę. Ja po wstaniu, jeżeli zdążę to zapisać i nie zapomnę i nie przekręcę, często włączam komputer czy szukam w jakimś słowniku i okazuje się, że to ma sens. Ma to związek z tematem snu i jest właściwie rodzajem dopowiedzenia albo uściślenia, albo nawet ukierunkowania przyszłej interpretacji. Także sprawa jest bardzo zagadkowa, ale ja jeszcze bym wrócił do powrotu z tej, tej podróży, o której mówiłem. O tej informacji po raz pierwszy takiej drastycznej, usłyszanej od głosu. Ale ten głos był tak, tak sugestywny, że jak otworzyłem oczy, byłem przekonany, że ktoś nade mną stoi i mi to mówi. To nie było tak, że gdzieś mi się w głowie majaczyło. To był głos tak silny i ekspresyjny, że myślałem, że ktoś przyszedł mi o tym powiedzieć. Także przerażenie moje było krańcowe.
No i po tej nocy, następnej nocy wyszedłem. Chciałem sobie... Znaczy wyszedłem, położyłem się do wyjścia. Położyłem się na prawym boku. Jak to? Jak kołderką się przykryłem i zacząłem się odstrajać. Jakoś tak to niechlujnie zrobiłem, że właściwie nie wiedziałem, kiedy zasnąłem. I w tym śnie obudziłem się na plecach i zaczęło mną miotać, ale to dosłownie. Walić mną o podłogę zaczęło i to tak w górę. Z pół metra mnie podrywało, waliło o podłogę i to tak kilkanaście razy.
Ja w ogóle byłem w szoku. Nie wiedziałem, co się dzieje.
[15:41] - Ale wykorzystywało twoje mięśnie czy jednak-
[15:44] - Nie, nie.
[15:44] - Zrobiło się-
[15:44] - Słuchaj, waliło mną o podłogę, ale w ogóle nie czułem bólu. Pierwsze co pomyślałem narobię hałasu, bo ja wtedy tym się zajmowałem. Żona o tym w ogóle nic nie wiedziała. Myślę narobię hałasu, będzie obsuwa. W ogóle nie będzie wiedziała, co się ze mną dzieje. Zresztą sam nie wiem, co się dzieje. To normalnie jak na egzorcyście. A i jeszcze zapomniałem powiedzieć, że to wyjście poświęciłem badaniu sprawy Jezusa. No bo sobie tak pomyślałem, jak tam żeśmy polecieli do krainy Mayo, no to może byśmy sobie polecieli do Jezusa i z tą intencją zasypiałem. No ale trzęsie mną, a ja myślę sobie tak: no Jezusa nie widać nigdzie.
To jest oczywiście jeden błysk świadomości. No bo jak człowiekiem trzęsie, no to człowiek nie rozważa tego tak długo, jak ja w tej chwili to relacjonuję. Jest to gonitwa myśli. Myślę może gdzieś ten Jezus tu jest. Więc zacząłem się do niego zwracać. No i tak po którymśnastym razie, kiedy walnęło mną o podłogę, uspokoiło się wszystko.
[16:44] - Szatan.
[16:45] - I się obudziłem w tym momencie. Leżałem dalej na prawym boku i kołderkę miałem na uchu. Także nie trzęsło mną fizycznym, tylko moim, no nazwijmy to ciałem astralnym.
[16:57] - I w tym momencie jak cię trząsło-
[16:59] - A jeszcze za-
[17:00] - Rozpoznałeś?
[17:01] - Zanim, zanim. Tak, ja byłem. Znaczy ja byłem święcie przekonany, że trzęsie mną fizycznym, bo stan był realny. Znaczy nie byłem. Nie, nawet mi nie przyszło do głowy, że jestem w stanie OOBE. No bo właściwie jak mogłoby trząść takim ciałem subtelnym? No w ogóle mi do głowy nawet by nie przyszło. A jeszcze moment przed tym, przed tym trzęsieniem poczułem, że w moim lewym boku zaczyna rosnąć taka kula ogromna. Tak jakby mnie wybrzuszyło. I dopiero od tego momentu się zaczęło to trzęsienie.
[17:33] - Co to było ta kula?
[17:35] - No poświęciłem temu cały rok. Oczywiście nie, nie cały czas, ale wracałem do tego, do tego wyjścia wielokrotnie, na różnych poziomach. Dość powiedzieć, że ustaliłem po roku, że to ja sam siebie doenergetyzowałem. Po dwóch latach stwierdziłem, że to ja sam siebie doenergetyzowałem przez wszczepienie sobie przewodnika.
[17:59] - Prawdziwego? Znaczy wniknęła w ciebie jakaś jaźń, która ci towarzyszyła. Czy masz ją cały czas?
[18:05] - Zaimplantowałem sobie ją. Sam sobie ją zaimplantowałem po, po dwóch latach z kawałkiem, kiedy już mogłem na wyższych poziomach na to spojrzeć. Zbadałem, że to jest stała praktyka. To jest taki-
[18:23] - W jednym?
[18:24] - Taki, taki przewodnik, który się stapia na najgłębszym poziomie naszej świadomości z nami. To jest tak jak w tej podróży na ten temat było pokazane, że to jest tak, jakby się, tak jak procesor by się wtapiał w strukturę świadomości i on tam już na zawsze zostaje. Na zawsze i jest to rodzaj przewodnika. Ja później tych przewodników tak z grubsza podzieliłem na dwa rodzaje. Na te, które nas na stałe utrzymują, na pewnej częstotliwości i na tych przewodników zewnętrznych, którzy, którzy są bramą do, do jakiejś przestrzeni, nazwijmy ją świadomości, przestrzeni świadomości, dostrojeniem. No obojętnie, to nie ma żadnego znaczenia.W każdym bądź razie wtedy pomyślałem, że mnie opętało. No bo co miałem-
[19:12] - Chyba nie byłeś pierwszy, który na to wpadł. Z takim pomysł na taką interpretację.
[19:16] - Byłem tak przerażony, że bałem się w ogóle komukolwiek powiedzieć o tym. Ja nie wspomniałem jeszcze, bo zainteresowałem takiego mojego znajomego, nawet chyba trzy, cztery lata starszego ode mnie. Spotkaliśmy się po raz pierwszy na metodzie Silvy i stąd żeśmy się znali. Potem żeśmy się tam przypadkiem spotykali i tak czasem, czasem tam wpadł do mnie. Rozmawialiśmy o tych sprawach. Ja go zainteresowałem. On jest sceptyczny, nawet bardziej niż ja. Może to tak wygląda, że ja jestem pasjonatem, ale ja jestem nadzwyczaj sceptyczny wobec tych wszystkich zdarzeń i stanów. No więc zachęciłem go i on potem też wyszedł. Zaczął wychodzić.
Korespondujemy. To jest właśnie ten pan, który w książce ma inicjały TK. To jest, to nie jest moje alter ego, tylko to jest całkiem realny facet, który ze mną polemizuje, czasem mnie prowokuje, czasem mnie krytykuje, pobudza mnie do, do spojrzenia na to, co mówię i robię z zewnątrz. To jest bardzo dobra metoda. Posiadanie takiego superwizora, nazwijmy. Zresztą metoda w rozwoju duchowym znana od wieków. Z takich bardziej znanych to właśnie jest metoda rabinacka. Kiedy jest dwóch rabinów, którzy właściwie nawzajem cały czas wymieniają swoje, swoje odkrycia i swoje refleksje. No bardzo dobrze jest mieć kogoś takiego zaufanego. Właściwie myślę, że najbardziej znaczącym momentem w tym moim podróżowaniu była rezygnacja z wychodzenia z ciała.
Znaczy rezygnacja na rzecz automatyzmu. Ja w czasie metody Silvy miałem, nazwijmy to, zakodowany taki system śnienia, jak to się tam nazywało? No, w każdym bądź razie chodzi o to programowane śnienie. Sen programowany. No i ja właśnie sobie tak pomyślałem, a czemu by nie zrobić programowanego OOBE? Wtedy też byłem święcie przekonany, że OOBE jest największym cudem świata i właściwie poza OOBE nie ma już żadnej innej prawdy, tylko OOBE prowadzi nas do realizacji celów. Bardzo mnie zdziwiło, kiedy właśnie ta moja świadomość wyrzuciła mnie z ciała w jeszcze bardziej ochoczy sposób, bez dostrajania jakiegokolwiek. Potem próbowałem kilka razy z podobnym skutkiem. Więc dlaczegóż miałem leżeć godzinę czy półtorej i się odstrajać, skoro mogłem sobie po bożemu zasnąć, zadając pytanie? Znaczy ja nigdy nie traktowałem OOBE jako podróżowania w celach krajoznawczych.
Mnie chodziło o poznanie, o poznanie prawdy. Bardzo szumnie to powiedziałem, no ale no każdego z dorosłych ludzi interesuje, jaka jest prawda i jakie jest sedno sprawy i tylko o to mi chodziło. Więc właściwie rezygnacja z takiego klasycznego OOBE w ogóle przeszła bez bólu, ponieważ kiedy zacząłem, no siłą rzeczy, jak zacząłem programować OOBE, czyli ten, ten, ten, ten automat. Ja to nazwałem podróżami ZMTJ Travel. Trochę z przekąsem. Kiedy zacząłem programować sobie, no to siłą rzeczy musiałem jakiś cel wyznaczyć, prawda? Lecimy do Ameryki Północnej. Albo odpowiedz mi, czy zaprowadź mnie do kogoś, kto mi odpowie na pytanie. No i zacząłem zadawać te swoje pytania. Początkowo właściwie to wyglądało różnie.
Ja nawet nie bardzo wiedziałam, jak te sny swoje interpretować, ale wyobraź sobie, że po jakimś czasie zabrano mnie na szkolenie. Po prostu znalazłem się w auli. Zacząłem uczestniczyć w wykładach. Te wykłady po tamtej stronie, te wykształcenie uniwersyteckie tamtej strony wygląda dość komicznie, bo tam znaleźć się na wykładzie to jest równoznaczne z ukończeniem studiów. Parę kierunków tak załatwiłem. Ale najciekawsze jest to, że pierwszym moim kierunkiem była topografia. Bardzo mnie to zdziwiło. W każdym bądź razie po tym wykształceniu topograficznym zdałem sobie sprawę już na jawie, że z-Sen ma. Ja to wtedy już zacząłem nazywać nie-nie-nieśmiale śnieniem, bo bałem się zrezygnować z tej powszechnie przyjętej w OOBE nomenklatury, prawda? Więc zacząłem nazywać to, co widzę ekranem śnienia, bo przyjąłem, że tak naprawdę zacząłem mieć podejrzenia w ogóle już w czasie tych klasycznych wyjść, że to się dzieje naprawdę.
Zacząłem podejrzewać, że to jest tak naprawdę strumień świadomości, który my dekodujemy w formie zdarzeń, scen i narracji. I podczas tego mojego szkolenia właśnie to mi uzmysłowiono. Odkrycie było o tyle szokujące, że ty jesteś malarzem, rzeźbiarzem. Znasz więc dość dobrze historię malarstwa. Jak weźmiesz chociażby Boscha, najlepiej kogoś, malarza takiego, który zajmował się malowaniem scen i to najlepiej dużych form o zabarwieniu metafizycznym. Zobaczysz wtedy, że odpowiada rozkład narracji na obrazie właśnie ekranowi śnienia. Ja ten ekran śnienia w swojej książce, już w pierwszej części zdałem sobie sprawę, że ten ekran śnienia to jest tak naprawdę sposób percepcji, w jaki człowiek w ogóle kontaktuje się nie tylko z tamtą stroną, ale i z tą. Nawet jakby się tak temu przyjrzeć, to feng shui jest niczym innym jak realizacją postulatów, jakie są zawarte na tym ekranie śnienia. Więc z grubsza wygląda to tak, że i to wcale nie jest przypadkowe. To wynika z lateralizacji półkul mózgowych i obszarów, które analizują w dziennym świetle.
Czyli wiadomo tam prawa półkula, ta abstrakcyjna, lewa, bardziej racjonalna, tam można to sobie. Czytałem nawet później taką pracę na temat rozseparowania półkul przy silnych padaczkach i funkcjonowania z dwoma oddzielnymi mózgami. To są bardzo interesujące prace przez neurologów prowadzone. To jest wszystko dostępne w języku polskim, także można tego poszukać i poczytać. W każdym bądź razie zacząłem się przyglądać temu ekranowi śnienia. W międzyczasie jeszcze skończyłem na tym uniwersytecie nocnym język angielski. Ten angielski jest z przekąsu, bo raczej należało nazwać go językiem anielskim. A to dlatego, że potem zaczęły mi się dziwne napisy pojawiać na tym ekranie śnienia. I co ciekawe, jak już zacząłem śnić, a nie wychodzić w sposób klasyczny, to sen jakiś trudniejszy, szerszy temat potrafił przez trzy, cztery kolejne noce rozwijać swoją narrację. Było to dla mnie początkowo tak absurdalne i szokujące, że w ogóle nie chciałem w to wierzyć.
Myślałem, że to jest jakiś przypadek, że to jest jakaś autosugestia. No ale jeżeli kończysz śnienie na jakimś zagadnieniu, a ono ci się zaczyna od tego samego momentu następnej nocy, a jest prowadzone jeszcze następnej nocy, no to przecież logika by wskazywała, że nie jest to przypadkowe, prawda? No więc takich różnych dziwnych historii mógłbym opowiadać tysiące. W każdym bądź razie problemem było ustalenie symboliki z tego ekranu. Bo widzisz, wszyscy, którzy podróżują w OOBE zakładają, że przekaz nastąpi z ust do ust bytu spotkanego po tamtej stronie, ewentualnie na drodze przekazu za pomocą roty, jak to Monroe określił. Być może on tak miał. W każdym bądź razie ja raz się z tą rotą spotkałem i ta rota sam wiaraś bokiem mi wyszła potem. W każdym bądź razie zacząłem się przyglądać rzeczom, które się na tym ekranie śnienia dzieją. Zaczęły się pojawiać, no rzeczy wiadomo. Chociażby wszystkie te psychoanalityczne historie dość dobrze sprecyzowały i za Freuda, Junga i tych następców.
Cóż te symbole znaczą? No więc jest rzeczywiście część symboli uniwersalnych, które każdy z nas jest w stanie określić, ale jest wiele indywidualnych. Na przykład w moich snach bardzo długo pojawiał się samochód. Ja potem zrozumiałem, dlaczego ten samochód. Bo ja samochód odbieram jako przedłużenie swojego ciała. Zresztą każdy z nas to robi, tylko sobie często nie uświadamia. Dlatego jak nowy samochód kupuje trochę większe gabaryty, musi minąć czas, aż będzie wyczuwał go podświadomie. Gdzie ma z tyłu zderzak, prawda? I to połączenie z samochodem przeniosło mi się na symbolikę senną. Bardzo długo podróżowałem różnymi samochodami.
Wraz ze wzrostem mojej, no nazwijmy to świadomości sennej te samochody stawały się coraz większe. Aż przyszedł dzień, kiedy czytałem jakąś książkę na temat duszy. Autor relacjonował, że nawiązał ze swoją duszą kontakt. Co jest taką najistotniejszą różnicą między OOBE, LD i-i-i snem i świadomym takim śnieniem? Bo, bo to śnienie, ono też jest świadome. Tylko różnicą jest czas. W OOBE i w LD czas płynie jak tu na ziemi i jest narracja i ten czas upływa i my reagujemy, wykazujemy chęć, akt woli i jest reakcja, jest kolejność reakcji. Natomiast w dalekozakresowym śnieniu nasze reakcje są jednoczesne z naszymi wyborami, a nawet są takie sytuacje, kiedy po przebudzeniu sobie z tego dopiero zdajemy sprawę. Okazuje się, że my żeśmy akt woli wykazali już po naszej reakcji. Także, także tak naprawdę między tymi dostrojami kluczową rolę pełni czas.
[29:36] - A wspominałeś coś o przewodnikach? O ich roli?
[29:39] - A o przewodnikach właśnie mówię, bo większość ludzi podchodzi do snu i śnienia lekceważąco. Mówi: a to takie zwykłe sny. Zwykłe sny są snami rozmytymi i najczęściej nie mamy świadomości struktury tego wszystkiego. Natomiast w śnieniu jest struktura mięsista, jest obecność przewodników. Ci przewodnicy relacjonują z tobą głosem, gestem i obrazem, który pokazują ci przed tobą na tym ekranie śnienia, który jest trójwymiarowy i nie ma granic, nie ma brzegów. On się przemieszcza razem z tobą. Także ta lateralizacja jest taka, że, że właściwie jak się odwrócisz tyłem do przodu, to te same reguły obowiązują. Ale co jest jeszcze ciekawe, że nawet w śnieniu, kiedy przechodzisz na coraz wyższe dostrojenia, zaczynają się dziać dziwne stro- rzeczy z lateralizacją. Na przykład kiedyś odważyłem się na zgłębienie siódmego mieszkania nazwanego tak według stylu świętej Teresy z Ávila. I wtedy sobie zdałem sprawę, że mam odwrócony ekran śnienia.
Rozumiesz? Także po przekroczeniu dostrojenia i znaj-- kiedy znajdujesz się na wyższym, ekran śnienia się odwraca. Wręcz mnie potem o tym poinformowano, ale doszło nawet do tego, że jeszcze na wyższym ostro- dostrojeniu ekran odwrócił się do góry nogami i też mi to uprzedzono. Od tej chwili wszystko będzie do góry nogami albo od tej chwili wszystko będzie odwrotnie. Także ta jazda nie ma końca. I właściwie ja w tej chwili, żeby przeanalizować pewne dostrojenia, musiałbym jakiegoś komputera użyć, bo ja nie jestem już w stanie objąć umysłem znaczeń, które do mnie są przekazywane za pomocą ekranu śnienia. Także, także mój mały rozumek ma swoje granice w interpretowaniu. Oczywiście mogę dopraszać się, dopytywać o dodatkową interpretację. Często proszę Shirin, żeby ona mi przedstawiła już w swoim języku takim bardziej symbolicznym. No to ona mi kolejnej nocy wyjaśnia, co ci przewodnicy z wyższych dostrojeń mieli na myśli.
Także, także jest pełna współpraca i jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby odmówiono mi jakiejś wiedzy. Owszem, może się okazać, że ja jeszcze nie jestem na nią gotowy. To wtedy wykonują na mnie jakieś zabiegi natury energetycznej. To, co Darek Sugier pisał o tych modyfikacjach, to nie jest bzdura. Ja tam to opisuję. Właściwie jestem modyfikowany duchowo od samego początku. Oczywiście musiałem wyrazić zgodę na to. Powiem coś jeszcze bardziej wstrząsającego. Podpisałem trzy cyrografy.
[32:30] - Pójdziesz do piekła.
[32:32] - No ale to są takie cyrografy duchowe. Bardzo ciekawie wygląda forma podpisywania.
[32:37] - Tego ci nie puścię. Nawet nie musisz kończyć. Nie będzie tego.
[32:44] - Ale nawet kiedyś po podpisaniu cyrografu otrzymałem komunię.
[32:48] - Tak?
[32:49] - To już wiesz. Stosi szafot.
[32:52] - Jakiś mizerny ten cyrograf, jak ci komunię dali.
[32:55] - No ale ta komunia to nie była ze strony katolickiej.
[32:59] - Jakby cię złapali za to gadanie twoje.
[33:02] - Ale, ale, ale wiesz. Wiesz jaki mi numer zrobili? Na przykład wcześniej powiedzieli mi, żebym się obudził i wstał. No to ja się obudziłem. Ale ciemno jest, bo to noc, więc zaczynam marudzić, że to ja zapamiętam to, bo oni mi kazali wstać i pisać. Mówię, że zapamiętam to wszystko, to nie muszę wstawać. Niee wstań. Wiesz co? Użyli argumentu, który niestety mnie już musiał poruszyć. Powiedzieli, że jak ty chcesz coś zobaczyć, to wysyłasz pacjenta na prześwietlenie.
No mówię no tak. No więc wstań. No więc wstałem, zapaliłem lampę, siadłem i myślę no co ja mam teraz pisać? Miałem coś pisać. No co? Sen opiszę? I wtedy sobie zdałem dopiero sprawę, że chodziło o prześwietlenie i nie o napisanie czegokolwiek, tylko o wykazanie woli pisania. No więc-
[33:51] - Odmówiłeś.
[33:52] - Nie, no nie odmówiłem, bo siadłem i zacząłem opisywać sen i to wystarczyło. Nie musiałem żadnego, żadnej deklaracji podpisywać. Cyrograf tak nie wygląda, jak my sobie wyobrażamy. Oczywiście to nie był cyrograf, tylko zgoda na następny etap. No i proszę ciebie, położyłem się spać. Oczywiście tysiące zastrzeżeń zacząłem pod kierunkiem Shirin zgłaszać, żeby to ja to podpisałem, ale tylko w dobrej wierze i żeby mi się nic nie stało. Już się śmiać tam zaczęli ze mnie, bo już zacząłem słychać, słyszeć rechot w czasie zasypiania. No i proszę ciebie, pojawiło mi się taki... Bardzo często mi się komputer pojawia w snach jako symbol takiej wyższej istoty. Często rozmawiam z komputerem albo z twarzą na ekranie komputera.
Pokazał mi się taki ekran, na którym było takie jak pola do logowania są, nie? U góry, u dołu. Dwa były takie paski i u góry pisało dokąd. No ja tak patrzę na ten ekran. Skąd ja mam wiedzieć dokąd? I zza siebie słyszę głos: Nowy świat. No to wpisuję nowy świat. A na dole jest taki pasek. Skąd? No myślę skąd?
No z ziemi. A głos mi mówi Jarek Bzoma. Także z Jarka Bzomy do Nowego Świata mnie od-wydelegowano. No i proszę ciebie. I zaczęła mi się pojawiać taka kulka nieduża, tak jak koniec sondy. Tak się zatrzymała mi na wysokości czoła i proszę ciebie. I tak się poprzyglądała na mnie, poprzyglądała. I zamiast tej kulki pojawił się taki wielki owoc mango. Kawałek tego mango się oddzielił samodzielnie i mi tak wpłynął do ust. To à propos Lakshmi, bo jak później sprawdziłem, to jest symbol bogini Lakshmi.
Znowu ta Lakshmi. Ja tą Lakshmi to już w ogóle nie wiedziałem, kto jest ta Lakshmi. Kiedyś tam wiesz, czytałem. Nie wiedziałam, czy to żona Shivy, czy Wisznu, czy co. Słuchaj, wychodzą mi jakieś takie mityczne istoty, które zaczynają ze mną jakieś dziwne relacje. Gdzieś mnie prowadzą w jakieś dziwne przestrzenie, jakieś metafizyczne, antyczne często. Kiedyś miałem na przykład całą noc w grece wykłady klasyczne, a inne nocy po niemiecku. A znowu innej nocy siedział facet ze mną i ja właściwie milczałem i on milczał. Ale to było najbardziej treściwe milczenie w życiu, jakie kiedyś odbyłem. Bardzo nam się przyjemnie przez całą noc milczało.
Także, także tam są bardzo dziwne formy relacji i modyfikacji takiego, takiego delikwenta, który się tam pojawił.
[36:21] - Na tym kończymy Jarku drugą audycję z tobą autorską.
[36:25] - Bardzo dziękuję za uwagę i zapraszam do przeczytania książek.
[36:29] - Na tym żegnam się z Państwem i do usłyszenia w kolejnych audycjach.
[36:37] - Produkcja i realizacja Portal info www.info.org.pl