29 października 1993 roku około godziny 19 na ulicy Kościelnej w Sosnowcu mężczyzna wracał z czytelni, niosąc ciężkie torby z książkami i zakupami. Zauważył po drugiej stronie ulicy otwarty sklep i, kierując uwagę na jego stronę, bezwiednie ruszył za innym przechodniem. Nagle znalazł się tuż przed nadjeżdżającym Fiatem 126p. Samochód był od niego oddalony najwyżej o metr, a mimo to w ostatniej chwili jego ciało wykonało serię gwałtownych ruchów: prawa noga odskoczyła, lewa ręka przerzuciła torby nad maską, a druga noga znalazła się na samochodzie. Mężczyzna został odrzucony na około trzy metry.
Po upadku przez chwilę obserwował siebie jakby z różnych perspektyw — z miejsca zderzenia, z bardzo bliska, a także z góry. Pamiętał poczucie spokoju i nierealności, jakby całe zdarzenie rozgrywało się we śnie. Zauważył również oślepiające światło oraz niezwykłą, bardzo cichą muzykę. Kierująca samochodem wysiadła i zapytała, czy nic mu się nie stało. Mężczyzna zdołał wstać i przejść kilka kroków, uznając, że skoro może chodzić, nie odniósł poważnych obrażeń. Dopiero później zaczęła nasilać się bolesność nogi, choć nie było na niej większych śladów urazu. Po kilku dniach ból stał się tak silny, że stosował okłady i balsam chiński, a następnie postanowił wykonać prześwietlenie. Z czasem dolegliwości ustąpiły.
Wypadek długo powracał w jego myślach. Obliczał, że przy prędkości około 36 kilometrów na godzinę miał zaledwie ułamek sekundy na dostrzeżenie zagrożenia i reakcję. Zastanawiał się, skąd wzięła się niezwykła szybkość jego ruchów oraz refleks kierującej, która zdążyła zahamować. Rozważał, czy był to wyłącznie przypadek, czy też doświadczenie z pogranicza śmierci, związane z obserwowaniem własnego ciała, światłem, muzyką i poczuciem spowolnienia lub zawieszenia czasu. Wspominał także o pojawiającej się po zdarzeniu mgle i wrażeniu nierealności, przypominającym sen.
Mężczyzna przywoływał inne sytuacje, w których mógł zginąć. Pod koniec lata 1962 roku, pracując w Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu, stracił równowagę podczas przenoszenia ciężkiej puszki z farbą zawierającą ołów. Spadł na beton, czepiając się stopni drabiny, lecz doznał jedynie potłuczeń i zanieczyszczenia oka. Jako dziecko kilkakrotnie uczył się pływać w niebezpiecznych wirach Wisły w okolicy elektrowni na Powiślu oraz w zalewach pełnych głębokich dołów. W trudnych chwilach miał słyszeć wewnętrzny głos napełniający go optymizmem i nakazujący myśleć o Bogu, co — jak uważał — pomagało mu wychodzić cało z zagrożeń.
Doświadczenia te skłoniły go do refleksji nad Bogiem, śmiercią, świadomością, podświadomością i nadświadomością. Nie był związany z Kościołem, choć nie określał się jednoznacznie jako ateista; unikał raczej kościelnej instytucji i natarczywych pytań księży. Interesowała go możliwość, że w chwilach skrajnego zagrożenia ujawniają się głębsze warstwy psychiki albo oddziałują na człowieka nieznane formy energii czy rzeczywistości. Chciał również odnaleźć kobietę prowadzącą samochód i zapytać ją, co sama wtedy odczuwała — czy zauważyła światło, muzykę, głosy, aurę lub inne niezwykłe zjawiska.
Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.