[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę. Widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej około godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Dzisiejsza audycja będzie nieco krótsza od tego, do czego się państwo przyzwyczailiście przez ostatnie miesiące. Niestety nie wyrobiłem się czasowo i nie udało mi się przygotować czegoś dłuższego. Myślę jednak, że tak czy inaczej rozmowa przygotowana do dzisiejszego odcinka będzie dla państwa interesująca. A dziś wysłuchamy zapisu rozmowy ze słuchaczem z Bydgoszczy, który podzieli się z nami kilkoma relacjami o obserwacjach UFO oraz dziwnych istot o prawdopodobnie duchowej bądź jakiejś innej, trudnej do ustalenia proweniencji. Część relacji została przez naszego słuchacza opatrzona materiałami ilustracyjnymi, które jak myślę bardzo pomogą zwizualizować sobie przebieg opisywanych przez niego zdarzeń. I to tyle słowem wstępu. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy.
Tam coś z UFO chyba było związanego, jak dobrze pamiętam, tak?
[02:19] - Ja właśnie o tych też mówiłem. Tak, ja konkretnie teraz o obserwacjach UFO tych w kształcie bumerangu. Akurat po prostu nie chcę już tu siadać koło komputera, bo mam trochę, umiem pracować w programach Corel i tak dalej. Chciałem zrobić tą grafikę. Powiem tak, ponieważ ja sam często robiąc prace fizyczne słucham po prostu opowiadania innych ludzi o ich faktycznie jakichś tam sytuacjach, to nawet może jak to zobrazuję, to będzie wygodniejsze. Po prostu sądząc po sobie, jak sam lubię słuchać, wykonując coś, bo to jest faktycznie i lepiej, robota idzie i tak dalej. Przyjemne z pożytecznym, jak to się mówi. To postaram się to możliwie jak najlepiej opisać słownie, wręcz dedykując do innych słuchaczy celem, że jeżeli by widzieli coś podobnego. Co prawda ja to widziałem listopad 2016, ale już w międzyczasie o obserwacjach UFO tu na tych „Mówią Świadkowie” słyszałem podobne komunikaty, czyli podobnie ludzie tam opowiadali o takich podobnych wizerunkach tych pojazdów. Nie wiem, czy to są na pewno pozaziemskie, czy to nie są jakieś nasze, czyli NATO czy coś.
Po pierwsze oprócz tego cygara, co widziałem wcześniej, to te pojazdy, które widziałem dwukrotnie właśnie tak na przełomie początek i koniec listopada, to były na początku, jak mówiłem, to w kształcie litery V. Nie do końca, bo litera V, jak się na nią patrzy, to ona ma taką geometrię, że jest taką zaostrzoną, takim mniej więcej jak grot strzały. Te ramiona idą pod kątem do siebie, tak powiedzmy, tam gdzieś 45 stopni czy nawet może mniej. A tutaj te ramiona tworzyły na moje, to co blisko nisko przelatywało. Ja stałem w korku, znaczy akurat się zielone światła włączyły. Jak to przeleciało, to ja pojechałem za tym. Dziwne, tylko ja pojechałem i to naprawdę nisko leciało, bo światła lamp drogowych w Bydgoszczy na ulicy Szubińskiej za Castoramą. Każdy, co jest z Bydgoszczy to wie mniej więcej gdzie to jest. Dojechałem do takiego skrzyżowania nie zaraz przy Castoramie, tylko do kolejnego tam. Nie wiem jak się ta ulica dokładnie nazywa.
W każdym razie jest jak się zjeżdża do Castoramy jest takie na górce pierwsze skrzyżowanie koło jednostki NATO. O, tak można powiedzieć. To już każdy będzie wiedział z Bydgoszczy. To kolejne w kierunku Bydgoszcz Zachód. Tam skręciłem. Pojechałem właśnie, żeby zobaczyć ten obiekt, bo minąłem to skrzyżowanie. Pojechałem prosto. Nie miałem możliwości się już tu wrócić. To widziałem w oddali, jak to się spokojnie, majestatycznie oddala. I teraz tak dwukrotnie widziałem ten pojazd na tyle nisko lecący, że światła te jeszcze wtedy, w 2016 też były te pomarańczowe dawały taką poświatę.
Wiadomo, to jest taka poświata, łuna miejska tak zwana, która jednocześnie zagłusza gwiazdy, żeby oglądać. Ale jeżeli znowu coś leci nisko jak helikopter, samolot i tak dalej, to ta łuna na paręset metrów do góry. Szczególnie jak jeszcze były te sodowe lampy. One taki dawały pomarańczowy kolor, to on ma dużo dłuższe widmo jak teraz te niebieskie ledowe. One mają krótsze widmo, bo to wynika już z barwy światła, z prawa fizyki, ale już mniejsza o to. I faktycznie było widać w tej łunie światła wyraźnie ten pojazd. Oprócz tego, że to już była noc. Znaczy to była popołudniowa pora 16:30, 17:00. To już w listopadzie o tej porze jest ciemno, ale faktycznie wyglądał jak bumerang, bo bumerang faktycznie tworzy kąt prosty. Jest to po prostu, powiedzmy jakiś tam wyszlifowany kawał gałęzi czy czegoś, jak to tam robili Aborygeni.
Mniej więcej pod kątem prostym są dwa ramiona pod kątem 90 stopni. I teraz tak. Oczywiście nie miało to takich zaokrąglonych krawędzi jak bumerang. Tylko faktycznie te krawędzie były takie jakby złączone dwa prostopadłościany ze sobą pod kątem 90 stopni, czyli zero aerodynamiki. To też się tak mi rzuciło w oczy, że to taki klocek w kształcie bumerangu, ale ważne nie trójkąta, tylko bumerangu, że miał dwa takie ramiona w kształcie dwóch złączonych prostopadłościanów i miało to pięć albo siedem lamp, ale na pewno nieparzysta ilość. Z przodu, czyli na przodzie, na czole tego, powiedzmy litery V. Lepiej mówić bumerang, bo litera V ma kąt zdecydowanie inny i to może wprowadzać w błąd. A więc na przodzie była jedna lampa i potem na każdym ramieniu albo były po dwie, albo po trzy. Wiem, że na pewno była na przodzie jedna i potem po równo na każdym z ramion. I teraz tylko nie pamiętam, czy tam było po dwie na każdym ramieniu, czy po trzy na każdym ramieniu.
Tego faktycznie w szczegółach nie pamiętam. Te lampy wyglądały, ja to tak mówię, lampy. To wyglądało jak plafony. Jak ktoś się orientuje, co to jest plafon, to jest taka półokrągła lampa przyczepiona do sufitu jeszcze z postmodernizmu czy z modernizmu sprzed II wojny były bardzo popularne, a więc takie duże, może to nie wystawało. To raczej było płaskie, równo z gabarytami tej bryły tego pojazdu, ale faktycznie takie równo okrągłe światła. Może to był jakiś napęd? Nie wiem. Byłem w korku ulicznym, wracałem do domu, a więc ciężko mi powiedzieć, czy to wydawało jakiś dźwięk. Otworzyłem okno, nie słyszałem dźwięku, a to przelatywało 50, 100 metrów. Naprawdę nisko i powolnie przelatywało nad tą Szubińską.
Ja byłem w szoku, że tylko ja sam za tym pojechałem. No i widziałem, jak już potem pojechałem tym drugim skrzyżowaniem, nie przy jednostce NATO, tylko kolejnym. Każdy, kto sobie wygoogluje Google Mapy Bydgoszcz, jednostka NATO przy Szubińskiej, to wtedy będzie wiedział, gdzie jest to skrzyżowanie. To nie tym, tylko kolejnym dalej na zachód. Tam po prostu to była pierwsza lepsza możliwość, że ja mogłem skręcić w prawo i cofnąć się jakąś lokalną uliczką do tego, żeby to po prostu zobaczyć jeszcze w dali. No i faktycznie zobaczyłem. Dojechałem do jakiejś ulicy, która była ślepą ulicą przy jakiejś szkole podstawowej. Teraz nie pamiętam, jaki to numer. W każdym razie na pewno dojechałem na koniec jakiejś lokalnej uliczki, gdzie była szkoła podstawowa i jeszcze w oddali widziałem, jak ten cały bumerang, litera V spokojnie sobie odlatywało, bez żadnego holowania przez żadne śmigłowce, przez nic. Zdumiewające to było przede wszystkim, że to tak niziutko leciało nad tą ulicą Szubińską, że było pełno, jak to w korku, popołudniowa pora, ludzie wracają z roboty.
Pełno ludzi w tych samochodach, pełno tych samochodów.
[08:54] - Czy sprawdza pan może w społecznościówkach, czy były jakieś komentarze dotyczące tego obiektu? Jakieś ślady w ogóle sugerujące, że ktoś jeszcze go zauważył? Bo tutaj ja mam na Ligocie w Katowicach coś takiego, że nawet jak czyjś pies zrobi kupę w nieodpowiednim miejscu, to cała dzielnica o tym zaraz wie i zaraz zaczynają się ustalenia, do kogo należał sprawca, że tak powiem, tego incydentu. To była obserwacja. Ten obiekt musiał ktoś jeszcze zauważyć.
[09:26] - Środku dnia, w korku.
[09:27] - No właśnie.
[09:28] - Ja wracałem z roboty 16:00, 17:00, bo tam wtedy pracowałem od 8:00 do 16:00. Jakoś tak. Czy od 7:00 do 15:00. Chyba od 7:00 do 15:00, ale ja akurat jechałem przez całe miasto. Powiedzmy, jak ludzie mnie tu, Bydgoszczaki słuchają, to z ulicy Smoleńskiej, a więc zupełnie peryferie wschodnie tu powiedzmy, peryferie totalnie wschodnie. Jeśli chodzi o Bydgoszcz, to jest Fordon, ale powiedzmy poza Fordonem, to Smoleńska i tamte ulice to są peryferie maksymalnie wschodnie i z tamtych właśnie peryferii tu jadę na swoje zachodnie peryferia przez całe miasto. Chyba 15:30, 16:00 wyjeżdżałem. W każdym razie może od 8:00 do 16:00. Bynajmniej jak to, to pamiętam, już było ciemno, ale jeszcze jak to w listopadzie, to szybko się zaczyna, już zdecydowanie po Wszystkich Świętych. Nie wiem, może to był 10, może 15.
Na pewno nie było to tuż przy Wszystkich Świętych, tylko trochę później. To już wtedy 17:00, 18:00 jest ciemno. I wtedy powiem panu, że w korku stało pełno ludzi, pełno w tych samochodach ludzi. To przelatywało nad naszymi głowami nisko, wolno i tylko ja za tym pojechałem, bo jak skręciłem właśnie, już nie mogłem skręcić na to skrzyżowanie koło tej jednostki NATO koło Szubińskiej. To tylko jedna taka jednostka NATO Air Force przy Szubińskiej w Bydgoszczy. To już tam nie mogłem skręcić, bo już po prostu minąłem te światła. Jakoś tak minąłem i wtedy to zobaczyłem. Wiem, że nie mogłem, bo minąłem te światła i już po prostu nie mogłem się cofnąć, bo to jest dwie pasy w jedną, dwie pasy w prawą. A więc żeby nawrócić, to musiałbym pojechać powiedzmy dwa kilometry do przodu i nawrócić, żeby z powrotem do skrzyżowania powrócić i tam przez te wszystkie światła i tak dalej. To już w ogóle czas, to wszystko to już było poza wodą.
No to kolejnym skrzyżowaniem, zapomniałem właśnie, jak się nazywa. W każdym razie kolejnym skrzyżowaniem, jak się jedzie na Szubińską w kierunku zachodnim od tej jednostki NATOwskiej, nie Air Force, tylko NATO Force. To jest powietrzne NATO Force. To koło tej jednostki NATO kolejne skrzyżowanie w prawo i tam wtedy między blokami widziałem jeszcze przez szybę i patrzyłem w oddali, jak ten obiekt się oddala. Już między blokami uliczką dojechałem do, pamiętam, podstawówki, bo tam widziałem jakieś kosze do grania. Widziałem, poznałem, już była noc, ale poznałem, że ogrodzenie też takie wyższe, żeby piłka od kosza nie przeleciała na ulicę i tak dalej. I tam rozpoznałem tyle, o ile, że to jest jakaś prawdopodobnie podstawówka i w oddali widziałem, jak ten obiekt tak spokojnie sobie tam odlatuje. No i to było wszystko. Nie miałem chyba wtedy takiego dobrego telefonu czy coś. Nie, to wie pan, to jest tak, że ja czasami potem żałowałem, że nie ma takiej ...
rejestratora, bo to tak nisko leciało, jak i tym pierwszym razem, tak i drugim razem też nad tą samą Szubińską. Tylko że wtedy bardziej z przodu Szubińskiej, jak już się wjedzie na górkę mniej więcej na wysokości tej jednostki NATO. Tak drugi raz to już leciało z tyłu na Szubińskiej, powiedzmy na wylocie z Bydgoszczy, na moście na Szubińskiej. Na moście, nie na Szubińskiej, bo to w Bydgoszczy dalej jest ten most, ale na ulicy Szubińskiej na moście. I wtedy jak przejeżdżałem przez ten most, to też zupełnie nade mną. Trochę wtedy drugi raz troszeczkę wyżej doleciało i też podobny kierunek obierało, jak gdyby leciało z południowego wschodu na północny zachód. Tak po skosie sobie leciało, ale powolnie. Stosunkowo wolno. I też wtedy dużo ludzi było. Tyle że już wtedy nie miałem jak się cofnąć za tym pojechać.
Ale za pierwszym razem jak za tym pojechałem, to tylko ja pojechałem. Ja byłem przekonany, że ktoś za mną jeszcze pojedzie. Wie pan, takie rzeczy to się naprawdę rzadko zdarzają, żeby nad głową przeleciał jakiś totalnie dziwny obiekt nieprzypominający żadnego helikoptera, samolotu, nic. Niewydawający dźwięku. Fakt, że jak otworzę okno, to w szumie drogowym samochody tam czy stoją, czy jeżdżą, to jest hałas jakiś, to ciężko tam. Ale wie pan, jakby to był odrzutowiec czy coś, to ryczy. Mam tu lotnisko od dziecka wojskowe, kilometr czy półtora kilometra tu od tego, gdzie ja mieszkam, to jak za dzieciaka tu te odrzutowce przelatywały, dźwiękiem to szyby nam waliły w oknach. Często tu ludzie jak tam bliżej lotniska, to niektórzy notorycznie musieli albo całe okna wymienić. Jak miał za dużo ludzi na kicie, to non stop waliły szyby, pękały, bo to jest fala uderzeniowa od samego już potem przelotu takiego napędu odrzutowego. To jest straszny huk.
Od śmigła, od tego silnika śmigłowego, czyli to są tam ileś silnikowe, nie wiem, to są potężne silniki w śmigłowcach. Też dają cholerny huk. Jak tam są te głupie filmy, że bezszelestne śmigłowce. One mają jakieś tam tłumiki specjalne, ale to i tak hałasuje. Same śmigła robią hałas, a nie żeby bezszelestne. W każdym razie to na pewno nie wydawało dźwięku. W perforze tego szumu ulicznego nie było nic słychać. Leciało pierwszy raz jak to leciało, to leciało naprawdę nisko nad głowami, drugi raz trochę wyżej i tyle. I właśnie w kształcie bumerangu. Nie litery V, bo ja na początku też jak chciałem się pierwszy raz tam nagrałem panu, to ja mówiłem o literze V, ale to źle opisałem tą bryłę geometryczną, ponieważ V mówię to są, jak się bierze po prostu literę V, to to jest kąt między tymi ramionami.
To jest mniej jak 60 stopni. Tam będzie 50, 40 parę stopni, ale to nie 60, a już w ogóle nie 90. A bumerang faktycznie to są dwa ramiona pod kątem 90 stopni. Tak mniej więcej. Dlatego daje bumerang, bo wielu ludzi tak potrafi złożyć, bo to jest istotne, bo to właśnie taki miał kąt pod kątem prostym. Dwa takie ramiona, takie dwa prostopadłościany złączone ani na dziobie, ani na tyle żadnych zgrubień, dwa równiutkie prostopadłościany. Przyjrzałem się, bo to na tyle nisko leciało, że widziałem to i z przodu i nade mną i jak przeleciało i tył tego widziałem. Jak ja za tym pojechałem, to byłem, jak już się powtarzam, patrzyłem w lusterka. Na pewno ktoś, no osoba, ktoś musi za mną jechać. Nie wierzę, że ja sam.
No i sam jechałem. Ludzie, tak jak pan mówił, będą się interesować kupą psa i takie rzeczy. No tak jest. Nie wiem, czy to coś nami stymuluje, żeby się tak dużo takiego coś może być. Wie pan, jak żyjemy w tej symulacji, jak wiele pana słyszałem audycji, ten os, czynnik i tak dalej, gdzie nie wiemy, czy obserwujący jest, czy dla niego w perspektywie jest. Powiedzmy mu się wydaje, że nie ma niczego. Ja słyszałem tak między innymi, że on ten blok i tam jakieś UFO wylatywały, tam wszystko pomraczowość się zrobiła po wojnie i tak dalej. I teraz nie wiemy, bo on mówił, że wiele razy wchodził, wychodził z tego mieszkania. Może mu się tak wydawało, może to wszystko było wyimaginowane w jego głowie, a w rzeczywistości to było parę sekund, a on cały czas tylko stał, patrzył jak szpak w gnat i wszyscy tylko chwilę widzieli, że się na czymś zawiesił. Wie pan, patrzy w pustkę gdzieś przed siebie i na parę sekund się, jak to się mówi, zawiesił.
No i tak na zewnątrz to wyglądało, a on w swoim odczycie percepcji to całą tam sytuację widział i chodził i to, i mamę chciał zaczepić, ale się bała. Coś tam. To jest nasza rzeczywistość. To jest nasza rzeczywistość, której wielu na siłę nie chce zrozumieć. Szczególnie tych mocno umiejętnych głupców. To tak ich kupca będzie interesować, a nie takie właśnie rzeczywiste też zjawiska, które się dzieją. Jeżeli właśnie chodzi o to, co ja widziałem, to być może ja też, może tylko ja to widziałem. Nie wiem, patrząc po tych audycjach, co odsłuchałem innych, cholera wie. Patrząc w ogóle o zjawiska praw fizyki, fizyce kwantowej i tak dalej, ciężko tu być mądrym. Być może tylko to było na jakichś tam częstotliwościach, że tylko ja to widziałem, a widziałem to w środku, powiedzmy dnia zimowego czy popołudnia.
Pełno ludzi. No to powinno się za tym ileś ludzi puścić, a tu nic. Cholera wie. Nie wiem, jak to definiować. Dlatego mówię świat jest dużo bardziej dziwny. Zdecydowanie jak się nam wydaje dużo, dużo bardziej dziwny. Jeżeli ktoś jest ateistą, myśli, że po śmierci nic nie ma, to jest wierzącym dla mnie człowiekiem w ateizm. O tak to ujmę, bo wierzę w coś niemożliwego. Powiem tak drugi raz to był już koniec listopada. Właśnie obydwa zdarzenia były dość blisko siebie.
To było na wiadukcie przy wylocie z Szubińskiej z ulicy Szubińskiej. To jest właśnie 2016 rok na moście drogowym, pod którym przejeżdżała kolej. To jest taki jedyny tam na wylocie z Bydgoszczy na ulicę Szubińskiej i na tym moście tak samo widziałem w podobnym kierunku lecący właśnie ten pojazd w kształcie tego jak gdyby bumerangu, tak powiedzmy. Ale tu mówię to tak, jakby mówię nie tak jak bumerang, że ma łagodne krawędzie, tylko normalnie jak gdyby z dwóch takich płaskich prostopadłościanów złożonych, wyposażony właśnie w te lampy od dołu, z tyłu, bo widziałem wyraźnie, jak przeleciał i tył jego to z tyłu żadne lampy się nie świeciły tylko i wyłącznie od dołu. Takie duże, bardzo prawie na całą wielkość tego gabarytu, wielkość gabarytu, średnicę tych lamp. Czy ktoś to też widział? Bo właśnie o to mi chodzi. To jest niemożliwością, że to leciało tak swobodnie, tak nisko. Fakt. Jak jest Bydgoszcz, ta ulica Lubińska, to po lewej stronie tak się składa, że mniej więcej jest lotnisko wojskowe i też NATO.
Tak jak tutaj to było mniej więcej w obrębie jednostki NATO, ale lotnisko i tak dalej to wojskowe i cywilne. Ale jest jedno i drugie. Cywilne jest troszeczkę bardziej na wschód, a wojskowe jest bardziej na zachód, ale to lotnisko wojskowe jest ogromne, więc teoretycznie by pasowało i pierwszy przelot i drugi, że tamten po prostu mógł gdzieś trochę z innego obszaru na tym lotnisku wystartować tym pierwszym razem na początku listopada, a pod koniec listopada może gdzieś bardziej tam na zachód w sensie tego lotniska, jak na przykład coś takiego wystartowało z naszego lotniska. Aczkolwiek nie chce mi się wierzyć, ale nie miało to tych ruchów typowych dla tak zwanych obiektów UFO, zaprzeczającym prawom bezwładności i tak dalej. Leciało tak majestatycznie, powolnie, stabilnie. Nie przyspieszało, nie zwalniało. Tak sobie stabilnie jak po sznurku, powolnie leciało. Wcześniej, w 2014 widziałem pojazd, o którym na początku wydawało mi się, że jest samolotem pasażerskim. Sytuacja wyglądała tak: ja byłem tam w trakcie. Było trzech ludzi, mój brat, jego kolega i ja.
Zasadniczo byłem biernym uczestnikiem rozmowy, ponieważ byłem tylko kierowcą do drugiego pojazdu. Nic więcej tam po prostu nie miałem do roboty. I tak stałem, bo było ich dwóch, gadali o jakichś częściach, to ja siłą rzeczy stałem przy nich. I z racji jakiegokolwiek sensu i potrzeby nawet wścibiania się w ich tematy rozliczeniowe, gdzie, co, za co, ile i tak dalej. Broń Boże żadnych kłótni i tak dalej, ale wiadomo, trzeba jakieś szczegóły dogadywać. Nie się będę wtrącał. I się w związku z tym nudziłem. Patrzyłem w chmury, w niebo. Była godzina 18:00, 19:00. To było na pewno lato, lipiec albo jakoś sierpień.
Zresztą lipiec, sierpień, może bardziej sierpień, ale na pewno jeszcze lato. Wieczory długie, ciepłe i tak dalej. Takie nie upały, ale typowo jak to letnie wieczory. Bezchmurne niebo. I tak właśnie patrzę, widzę, że leci jakiś samolot pasażerski dość wysoko. Charakterystyczne było takie dziwne, że bardzo mocno światło się odbijało od tego jego tak zwanego metalowego kadłubu. I aż tak mnie to dziwiło, że przecież te Boeingi, to wszystko one są na biało malowane, a nie jakieś chromowane, jak jeszcze było w latach 50. czy 60. Jak były jeszcze śmigłowe samoloty pasażerskie, te amerykańskie i tak dalej, były tak mocno chromowane i po prostu faktycznie się błyszczały. Czyli to słońce mocno się odbijało od tych blach.
Bardzo było to takie specyficzne, to mocno odbijające się, aż nadzwyczaj odbijające się światło od tej blachy, bo nawet wypolerowany nikiel daje jakąś formę lustra, ale chyba nie aż tak. Nie wiem. Wieczór, a więc nie wyglądało, żeby to emanowało jakimś swoim światłem. Światło słoneczne silne na horyzoncie takiego wieczornego słońca, ale to jest jeszcze mocne światło, a więc ono mogłoby teoretycznie dawać taki odblask. Bynajmniej to mi przykuwało uwagę. Patrzyłem na to nadzwyczaj silnie odbijające się światło od powiedzmy tej karoserii samolotu. Ja aż nie zwróciłem uwagi, że to nie ma skrzydeł, ale po dłuższym czasie, jak patrzyłem właśnie na te tak zwane odbijające się światło od jego karoserii, to najbardziej mi właśnie tak przykuło uwagę, że czemu to się aż tak błyszczy. To faktycznie przykuło moją uwagę. Wtedy jeszcze w życiu by mi do głowy nie przyszło, że ja obserwuję jakieś UFO. Tym bardziej jak brat z tym kolegą rozmawiali o jakichś tematach technicznych, rozliczeniowych, to mówię: „Nie przerwę im”.
Nie powiem: „Chłopaki, patrzcie coś dziwnego, chyba UFO”. Do głowy by mi to nie przyszło, żeby w ten sposób tam się im wciąć w takiej sytuacji. Wszystko fajnie, pięknie, a to zaczęło zwalniać i zatrzymało się. Wtedy faktycznie byłem zaskoczony tym wszystkim, że mówię: „To są sekundy” i faktycznie jakoś myśli to wszystko, jak prawdopodobnie teraz drugi raz bym coś takiego widział, to bym błyskawicznie zareagował, bo już z całej tej analizy tego zdarzenia z przeszłości, od razu, jeżeli by było tylko odbijające światło, już dla mnie by było podejrzane, to już bym szurnął: „Kiedyś coś takiego widziałem. Coś mi podejrzane. Może to jest to samo”. Już mam doświadczenie, ale raczej to widziałem pierwszy raz coś takiego w życiu w ciągu dnia. To faktycznie zaskoczyło mnie to. I tak patrzę, a to stoi. To światło mocno słoneczne się od tego odbija.
Ja na to patrzę, to sobie stoi i tak przyglądam się. To nie ma skrzydeł. To faktycznie wygląda jak takie cygaro. Czyli jak kadłub samolotu, tylko bez skrzydeł, ale też bez ogona, czyli bez tej lotki i tak dalej. Sam ten kadłub wewnętrzny, ten kadłub, gdzie są pasażerowie, czyli od dzioba do tyłu, bez tego całego oprzyrządowania skrzydłowego, czyli ani skrzydła nośne, ani lotki z tyłu, nic. Co potem właśnie, jak to się zatrzymało, to dostrzegłem. Jak to? Nie dość, że stoi, to jest niemożliwe. Pasażerski samolot nie może się zatrzymać, bo by spadł. A dwa, że to nie ma skrzydeł.
I tak dwie, trzy sekundy może na to patrzyłem i już zaczęło do mnie docierać, że coś tu jest tak, że to jest niemożliwe. I nim tak jeszcze zatrybiłem, to był charakterystyczny wtedy ruch dla tych pojazdów zaprzeczających znanym nam prawom fizyki. À propos, właśnie to jest taki zbieg okoliczności, bo właśnie dziś dostali jacyś goście z Ameryki, dziś można sobie wyguglać, nie pamiętam jacy, trzech fizyków za to, że udowodnili, że jest możliwość przenikania przez ściany w procesach kwantów, elektronów i tak dalej. Oni to już udowodnili w latach 80. To pokazuje, jak my jeszcze jesteśmy daleko ze zrozumieniem rzeczywistości, w jakiej żyjemy. I ten pojazd też wystrzelił. Na moje to on nie wystrzelił, on po prostu przeniósł się do innego wymiaru. Tylko ja to wizualnie odebrałem tak, większość obserwatorów, że on wystrzelił jak z armaty, przemieścił się tam błyskawicznie jakiś odcinek i znikł. Moim zdaniem po prostu to jest jakieś widmo, które obserwatorzy widzą w momencie przenoszenia się czegoś z wymiaru do innego wymiaru, a my to po prostu postrzegamy jako wystrzał. Jak kiedyś patrzyli pierwoni na pioruny, to też mówili tak, jak to rozumieli.
[24:52] - Wystrzał tutaj całkowicie obala opcję pod tytułem, że to mógł być jakiś duży balon, prawda?
[24:58] - Nie, to było takie przyspieszenie absurdalne, takie jak właśnie większość tych pojazdów, które robią Takie przyspieszenie się robi, jakby kreska prawie. Widać ten moment, że to gdzieś tam rusza, potem się robi prawie kreska i znika. To nawet nie, że gdzieś się jakiś punkt oddala, tylko taka iskra. Patrząc, bo ja się akurat fizyką od 2000 roku interesuję albo i wcześniej. I wtedy to jedynie widziałem duchy, ale te duchy to było kilka przypadków, to było faktycznie takich mocnych. Raz wychodziłem z garażu, ale to już faktycznie potem, czyli być może na skutek, że zmieniłem scenariusz swojego życia, że jednak nie doprowadziłem do tego samobójstwa, to zacząłem gdzieś tam być może coś widzieć. Nie wiem, gdybam, bo to może nie mieć żadnego związku. Robiłem w garażu jakieś tam różne różności. Wyszedłem z garażu. Miałem akurat tak, że lubiłem ten garaż, miałem tam cenniejsze narzędzia.
Lubiłem go zamknąć, mimo że to był w budynku, ale tam miały osoby trzecie wejście do tej piwnicy i mogły ewentualnie mi tam wejść. Wolałem zakluczyć. Tam miałem swój świat, wolałem żeby nikt mi tam nie ingerował albo nie kombinował. Zakluczyłem te drzwi, odwracam się i w przeciwległym kącie takiego pomieszczenia przejściowego widziałem taką typową jak to duch. To jest taka właśnie tak jak w czarno-białym telewizorze. Starsza taka kobitka, starsza babcia, taka niska. Jak ja potem tak mniej więcej mamę wypytywałem tutaj o tą działkę, gdzie mnie tu jeszcze Gierka za PRL-u pobudowali, bo to wtedy właśnie były rozdysponowywane takie działki pod budowę i tak dalej. I mówię: „Kto tu mieszkał?” Kiedyś podobno właśnie tu mieszkali jacyś Badelarze, ale to jeszcze przed II wojną. Nie że nawet ich stąd wysiedlili, tylko po prostu poumierali. I ta działka, została przejęta przez państwo.
Nie wiem, czy wrogo, czy nie wrogo. To były totalne leśne obrzeża, peryferie. Nawet nie wieś. To była taka już poza wsią. Takie dzikie plenery poza miejskie jeszcze za komuny tutaj. No i faktycznie ci Badelarze tu byli. Z tego się potem dowiedziałem, że dwójka i tak dalej. Jakieś starsze kobitki. No i być może to był jednej z tych osób dusza. Gdybam, nie mam pewności.
W każdym razie to powiem w takim stresie otwieram z powrotem tą kłódkę, żeby wejść do tego garażu, bo to spływa z głowy jak się widzi coś takiego potem mało. Widzę to, zamykam drzwi, zatrzaskuję tą kłódkę, obracam się i widzę tą czarno-białą postać, tak mniej więcej 1,5 m wzrostu, czarno-biała. Mówię tak jakby przestrzenny rzutnik, ale w takim czarno-białym, jak jeszcze z takiego starego telewizora, więc widać takie szumy jak to było w tych telewizorach i tak dalej. Wiem, że to są też jakieś zjawiska, które normalnie mają miejsce, których po prostu nie znamy. Wtedy w paraliżu wręcz strachu, bo jest to typowy lęk przed nieznanym, otwieram trzęsącą się tą kłódkę, wchodzę, wybiegam z tego garażu drzwiami już tymi zewnętrznymi garażowymi, bo to było takie wejście wewnętrzne i patrzę przez okno z zewnątrz na tą postać i mówiąc wprost, zsrany prawie ze strachu. I mówię przez okno tam z trawnika, z wewnętrznej części zobaczyć do cholery tam coś faktycznie jest i mi się przywidziało. To sobie wyobraziłem jeszcze przez to okno tam to coś widziałem. To wtedy naprawdę nogi miękkie. Uciekłem na ulicę. Mówię: „Co teraz robić?
Co teraz robić? Co teraz? Co się stało? Zniknęło”. Ale połaziłem po dzielnicy taki przerażony. I po jakimś pół godziny, może trochę dłużej wróciłem przez to okno się patrzę. Nie ma, dobra. Wchodzę do tego garażu. Światła oczywiście zapalone w garażu, bo tam w tym przejściowym pomieszczeniu nie zapaliłem, bo sparaliżowany strachem to nawet nie chciałem do tego kontaktu podchodzić, bo ślad od tego kontaktu była ta osoba, więc gdzie bym tam włączył światło. I wszedłem do tego garażu.
Otworzyłem oczywiście te drzwi, tamte wewnętrzne do tego pomieszczenia przestrzenna oścież pusto, nie ma nic. To już się doczyściłem, że to już na pewno zniknęło. Zapaliłem światło w tym pomieszczeniu przejściowym. Jeszcze tam się kołowałem nie wiem ile, bo to emocje takie, że nawet nie patrzyłem. Wtedy jeszcze komórek nie było, nie patrzyłem na żadne zegarki. Chodziłem, chodziłem, chodziłem, chodziłem. W końcu poszedłem tam do góry. Pozamykałem wszystko, nie gasiłem świateł, nawet mówię: „Pierdzielę”, bo drugi raz to chyba stracę przytomność albo coś, bo jednak to jest strach. Co innego jak się gdzieś daleko coś widzi, a co innego face to face. Nie wiadomo z czym się ma do czynienia, czy to coś nie zaatakuje, jakie to ma właściwości, parametry takie fizyczne czy niefizyczne, czy może wniknąć, czy nie.
To jest niewiedza i ona paraliżuje. I jeszcze kolejny raz taki konkretny to za dzieciaka widziałem przez okno, ale fakt faktem jak to dzieciak. Też mi wiele razy mówili: „Uważaj, bo w końcu przez to okno coś zobaczysz”. I zobaczę Indianina. I faktycznie jak żywego go pamiętam, te guziki. Ja na początku jak go widziałem, to mówię: „Dziwny jakiś taki człowiek”. Człowiek, tylko widziałem, że człowiek, nie jakiś obcy, bo twarz, taki ten nos hakowaty jak u tych Indian i taka ciemna cera. Ale wtedy to jeszcze nie wiedziałem, że to Indianie tak wyglądają, tylko widziałem, że nie wygląda jak my tutaj, powiedzmy Polacy czy biali tutaj z Europy. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, co to jest Europa. Nie oszukujmy się pięcio-, sześcioletni dzieciak takie rzeczy na zasadzie tylko za chuj z nich zapomni, ale się nie rozumie.
Tylko tyle, że widziałem, że to jest człowiek takiej ciemnej karnacji, ogólnie generalnie innego wyglądu tu od naszych tutaj, powiedzmy ziomków. I tak ubrany właśnie z tym pióropuszem na głowie. Nie, na głowie chyba jakieś pióro tylko pióro czy coś, ale widziałem dokładnie ten jego ubiór, że taki właśnie pomarańczowo-czerwony z jakimiś złotymi zdobieniami, takie te guziki. Tak na te guziki się patrzyłem Na początku zobaczyłem jego ubranie i widziałem te guziki od dołu do góry, a zobaczyłem na jego twarz. On się na mnie patrzy, ja na niego. To trwało jakiś czas. Oczywiście za oknem w kuchni. Ja lubiłem przez to okno w kuchni cały czas się patrzeć w siną dal, pustą, na jakieś polany. Jeszcze tutaj był taki teren. Domy były bardziej w oddali, taka budująca się dzielnica.
Lubiłem to. Dziwne to było. Nie jak dzieciak typowo oglądać bajki, tylko lubiłem przez to okno się patrzeć jak kot przysłowiowy. Nie wiem czemu tak miałem. Jak tego Indianina zobaczyłem, to już potem przez to okno nie patrzyłem. Już się przeraziłem. I jeszcze trzecie wydarzenie z duchem, takie konkretne, to w lesie. Tak jak wiele obserwacji jest, jechałem na rowerze, minąłem ramię w ramię jakiegoś chłopaka. Tak wyglądał, w kapturze szedł, ale nie w habicie tak jak ci kapturnicy, że ma ten habit czy jak to się nazywa, płaszcz. Habit, są różne określenia.
Generalnie na zakonników się mówi chyba habit, jak mają ten kaptur z tym sznurem przywiązany czy tam nie. Generalnie ten styl zakonny czy nie zakonnym są też habity. Bynajmniej nie w takim stylu. Nie. Dresy. Widziałem tylko bluzę dresową z kapturem, głowę zakrytą. I jest taki nieraz odruch, jak się kogoś ramię w ramię wymija, to się za ramię patrzy od razu do tyłu, odruchowo. Tak też spojrzałem. Oczywiście nie zawsze mam taki odruch, ale wtedy tak spojrzałem. Natychmiast jak go ramię w ramię i tak zaraz z głową do tyłu, zwięgło nie było.
Ale momentalnie to był ułamek sekundy. Nie wiem, czy on by sobie jaja robił, w krzaki się rzucił, ale to by te krzaki chyba falowały czy coś. Nie wiem, takie to trochę nielogiczne. Nie mogę tego zdefiniować, co to było. Na moje coś niezrozumiałe. I jeszcze te pozostałe rzeczy, tych, co już nie jestem tak pewien. To faktycznie widziałem za dzieciaka często. Ja mówiłem na to „białas”. I powiem panu tak, słuchając wypowiedzi wielu ludzi tutaj o tych tak zwanych kosmitach, zaznaczam wtedy, jak widziałem tego tak zwanego białasa wielokrotnie, to w ogóle nie oglądałem, bo wtedy nie było żadnych filmów o UFO, o kosmitach. Pierwszy jakiś zarys kosmity widziałem w „Archiwum X” chyba.
Jak wtedy właśnie się zaczęło to „Archiwum X” i ten molder gdzieś do tego Roswell się odkopywał, że do tej strefy 51 coś tam. I były pierwsze takie w tym serialu fabularne wizerunki kosmity. Te charakterystyczne długie ramiona, czyli zaprzeczenie kodu Fibonacciego, bo wszystko niezgodne z jego wzorcem proporcjonalności. 1,68 i tak dalej, bo to jest cała długa cyfra, że nasza ręka się złoży i wszędzie proporcje w naszym mózgu, w różnych rzeczach są. A jeżeli się chociaż tak wizerunkowo weźmie tych tak zwanych, widzimy obcych, to w ogóle proporcji nie ma. To też jest taka ciekawostka, czy nie można używać tego jako jakiegoś filtra, poruszając się w tamtych przestrzeniach, które są.
[34:39] - Pomijając ciąg Fibonacciego, taki stereotypowy szarak obcy byłby bardzo słaby fizycznie. Dosyć cienkie kończyny, taka wątła postać, prawda?
[34:50] - Zaprzeczenie, jeżeli chodzi tu o gatunek jakikolwiek dostosowany do naszej planety. I teraz à propos tego białasa. To właśnie miało taki wizerunek, tylko że to było zupełnie białe. Nie miało oczu. Nie widziałem przynajmniej oczu, ale właśnie taki balonowaty biały łeb, cienką szyję, cienki korpus, tułów i takie witkowate cienkie ręce. Ile palców na tych rękach miało? Nie wiem, bo to krótkie momenty. Gdzieś widziałem na balkonie, na piętrze mi machało za okna, ale to takie dosłownie chwile krótkie. Aż potem wychodziliśmy z tego pokoju na ten balkon spojrzeć, czy latarką z dołu świecił. Pusto tam, głucho, żywego ducha nie było.
Potem nawet robiliśmy takie eksperymenty z tą latarką. To zupełnie ni przypiął, ni przyłatał. I tylko za oknem takie, ale nie widziałem tego tak jak te sypialniane wizyty, bedroom visitor czy sypialniane wizyty, to nie widziałem tego. Bo wielu ludzi ma te sypialniane wizyty, że w zależności, że jak oni oddziałują na tych tak zwanych obiekty, które oni obserwują, czy na ludzi, to potrafią wywołać, że albo jest sparaliżowany, ale zesrany strachem, a mogą też wywołać coś takiego, że nie czuje strachu, bo też takie sytuacje były. I to jak na ironię matka gościa, co prowadzi kanał sportowy na YouTube, miała taką wizytę, a ten, co prowadzi kanał sportowy, jak był u niego Bernatowicz, to sobie jaja z niego trochę z tego Bernatowicza robił i tak dalej. A po tym zdarzeniu to mu tak rura zmiękła. Bo to tak jest. Jeżeli człowiek faktycznie raz, że poruszy szarymi komórkami, a dwa jeszcze jak się gdzieś w życiu mu coś takiego przytrafi.
[36:31] - To się perspektywa zmienia.
[36:34] - Radykalnie. Ale to raz, że musi mieć doświadczenia, a dwa, że trochę szarych komórek, żeby być ciekawym, żeby jednak faktycznie chcieć poznać prawdę, chociaż zarys prawdy. Wtedy wie, że to nie jest faktycznie taki jeden plus jeden. To nie jest takie prościutkie. I faktycznie tego białasa to jako dzieciak widywałem gdzieś tak chyba do okresu dojrzewania. Indianina widziałem właśnie jako dzieciak pięć czy sześć lat. Zamiast oglądać bajki, ja siedziałem w oknie w kuchni, klękając na krześle, oparciem krzesła miałem do tego parapetu okiennego i łokcie na parapecie. I zupełnie jak koty nieraz potrafią tak przykleić łeb do szyby i tam patrzeć. I ja też nie tyle patrzyłem, co się rusza, co się nie rusza, ale patrzyłem jak typowy szpak w gnat przez to okno. Nie wiem za czym, ale faktycznie ciągło mnie i aż mi niejednokrotnie mama mówiła: „Uważaj, bo w końcu tam coś zobaczysz, coś do ciebie przyjdzie czy coś”.
Ja wtedy w ogóle tego nie miałem, co ona gada. Ciągło mnie do tego okna i I chodziłem tam, patrzyłem, aż zobaczyłem tego Indianina. Potem się odbiłem. Później właśnie widziałem tego białasa kilkukrotnie, ale to tylko takie migawki. Ale zazwyczaj okna balkonowe, bo miałem balkon na piętrze i balkon na parterze. Tak jak gdyby coś na tym balkonie stało i w momencie jak ja się spojrzałem, to on tak schował się za ten parapet, za tą przestrzeń dolną. I właśnie to o tyle było charakterystyczne, że to były balkony, czyli okna balkonowe takie nie jak teraz robią okna balkonowe, że są do samego dołu balkonu, tylko kiedyś to były często takie okna balkonowe, że tylko były drzwi balkonowe, a potem był cały pas takich okien balkonowych, gdzie na przykład po stronie był grzejnik i tak dalej. A więc ten margines od podłogi do parapetu to tam stanowiło te 80, 90 centymetrów, a powyżej było okno. I za tym marginesem te białasy zazwyczaj się chowały i jak gdyby były oświetlane tym światłem, które wylatywało z pomieszczenia, z tego wewnętrznego pomieszczenia, bo tylko w nocy. Ale tego, co widziałem na balkonie u góry, na piętrze, to on jak gdyby emanował światłem.
Nie światło odbijane z pomieszczenia, czy żyrandol, czy jakaś lampa przy suficie się świeci i automatycznie oświetla też to, co jest za oknem. Nie miałem tam tylko firany, jakichś zasłon nie było. To nie było takie odbite światło od tego żyrandola czy tego oświetlenia z sufitu, tylko było zgaszone światło w pomieszczeniu, świeciło się jakieś tam pomieszczenie w korytarzu, a ten osobnik emanował światłem. Tylko właśnie tak jak też to słyszałem wiele razy u innych ludzi, co się wypowiadali, że emanował światłem, ale nie oświetlał. To jest dziwne. Czyli jak gdyby wydawał jakieś inne częstotliwości wibracji światła, które nie są światłem. Dla nas oczywiście to jest magia, ale zapewne takie częstotliwości są. Tym bardziej jak to są jakieś byty przemieszczające się międzywymiarowo, to być może tylko je widzimy częściowo w naszej percepcji i jest to możliwość, że widzi to nasza percepcja plus jeszcze jakieś tam lekkie oddziaływanie na środowisko. W każdym razie to było charakterystyczne, bo ja nawet o tyle, że jak tego białasa na tym balkonie u góry widziałem, to jak on się schował za tym oknem, tak jak gdyby położył się na tym balkonie, za tym marginesem czy parapetem, to jeżeli on by miał świecący kombinezon, to powinien dawać jakąś poświatę. A takiej poświaty nie było.
Tylko w momencie jak on się wychylił, to łapą zamachał. Było widać kawałek łba, cienkiej szyi, kawałek ramienia i tą cienką, bo charakterystyczne u wszystkich razem te białasy, co widziałem, to bardzo chude, nie szczupłe, tylko chude. Bo szczupłe to jeszcze jakąś tkankę tłuszczową i mięśniową ma. A chude to już jest takie skóra i kość. Czyli takie typowo chude byty czy stworzenia, czy nie stworzenia, czy cholera wie gdzie co, to właśnie widziałem. I ten na balkonie u góry, jak miałem te światła pogaszone, to widać było, jak gdyby on emanował jakimś światłem, które nie oświetla. Natomiast ten na dole też coś takiego, tyle że tam się żyrandole świeciły w tym dużym pokoju, to być może te światło od tych żyrandoli zakłócało to, bo fale elektromagnetyczne świetlne w przestrzeni częstotliwości fal świetlnych, to one tam też oddziaływują. Tu się też kłania fajne zjawisko jeżeli się puści światło przez dwie szczeliny, to w momencie kiedy ktoś tę szczelinę obserwuje, to są na ściance tylko dwie krążki tego światła, tak jak powinno się wydawać. A z chwilą, kiedy tych szczelin nikt nie obserwuje, to jest cała gama tych krążków. To są nie do wiary, po prostu w pale się nie mieści jaka nasza rzeczywistość, którą można sobie analogicznie sprawdzić, jak mało my wiemy o naszej rzeczywistości.
[41:38] - A ta obserwacja tego białasa potrwała, jeżeli dobrze pamiętam, odkąd pan miał co najmniej pięć lat przez jakiś dłuższy czas?
[41:48] - Właśnie to się zaczęło mniej więcej też pięć, sześć lat jeszcze jak byłem dzieciakiem, ale jak widziałem tego tak zwanego Indianina, to wcześniej przed tym Indianinem nie przypominam sobie, żebym widział tego białasa. To był w ogóle taki mój pierwszy etap, gdzie ja w ogóle dużo stręczałem. Lubiłem stręczyć za tym oknem na tym krześle, tak właśnie łokciami oparty o ten parapet. Za oknem tam było obrzeże miasta. Wtedy to tu były polne drogi, na tym miedzyń tutaj to mogli wieść praktycznie. Nie było owszem, jak na wsi, bo to było faktycznie już obrzeże miasta i to już było w granicach miasta normalnych, urbanistycznych i tak dalej, ale wygwizdowu takie po prostu. I nie wiem dlaczego. Nie wiem, bo tam nie było nic ciekawego. Jak ja sobie to przypominam, co ja za tym oknem? Tam była taka nuda, nie wiem dlaczego.
Ale jak zobaczyłem tego Indianina, to już mi się odechciało. Może coś mnie tam przywoływało, nie wiem. I potem już miałem taki trochę strach do tych okien. I po tym Indianinie widziałem te białasy, ale tylko na tych oknach balkonowych, czyli oknach, za którymi był balkon, jak i na piętrze, tak i na parterze. Kilkukrotnie. Potem właśnie żeśmy tak przechrzcili, bo ja nie raz jak go zobaczyłem, to uciekłem z pokoju i tak dalej. I tam czy do brata. Znowu ten białas i ten się ze mnie śmiał, i to, i tamto. Ale z tego, co pamiętam, ja nie jestem pewny, ale chyba i brat coś tam widział, bo ja go kiedyś pytałem, to on coś tam kiedyś też na tym balkonie u góry widział, ale nie był pewny. Tak jeszcze bym musiał z nim pogadać tak z ciekawości, czy w ogóle coś jeszcze z tego pamięta, bo to z dzieciństwa.
Fakt, że mamy dość dobrą pamięć ogólnie tam, pomimo zawodowych niuansów i tak dalej, to się tą pamięć ma w miarę. Nie narzekamy. Ale spytam. Może coś będzie pamiętał. Na pewno będzie się śmiał, bo to wspomnienia z dzieciństwa i tak dalej. Ale ja go widziałem, bo właśnie charakterystyczne. Czyli tak w takiej chronologii: Indianin. Przed Indianinem raczej nie przypominam sobie. Potem właśnie Indianina widziałem w wieku tych pięciu lat, bo na pewno jeszcze nie chodziłem do zerówki ani szkoły podstawowej. Czyli zerówka to jest sześć lat.
Na pewno jeszcze nie widziałem. Czyli to było pięć lat. Na pewno jeszcze tak. Potem już jak widziałem białasa, to na pewno chodziłem do szkoły podstawowej, czyli pierwsza, druga klasa, czyli powiedzmy sześć, siedem lat, osiem. Tak do okresu dojrzewania. Kilka razy, nie wiem, dwa, trzy, może cztery, ale więcej nie. Na pewno nie dziesięć czy coś. Na pewno chyba nawet też nie pięć. Może pięć, ale tak dwa razy na pewno, ale tak bliżej było trzy, cztery razy. W porywach pięć.
I to właśnie były takie tylko migawki, że nigdy nie widziałem całej postaci, że ostentacyjnie stoi, patrzy się na mnie, próbuje hipnotyzować. Nie. Takie zawsze było, że jak gdyby schował się za tym parapetem zewnętrznym, pod tym murkiem podokiennym na balkonie. Ja tam plucam, ale jak to dzieciak ruchliwy, w każdej chwili łeb obróci. Jak każdy dzieciak ma tej energii o wiele więcej. Nawet mówią, że dzieci mają o 20, 30% więcej energii, jaką potrafią zużyć. Dlatego, mimo że tylu przysparzają trudu rodzicom, to rodzic nawet nieświadomy może z tego dziecka czerpać ten nadmiar energii. Rodzice często nie wiedzą, skąd mają tę siłę, żeby ogarniać, jak mają kilkoro dzieci, jeszcze pracę, jeszcze to i tamto. W każdym razie te białasy to wrażenie miałem, jak gdyby mnie obserwowali czy obserwowały. I w momencie, kiedy ja się obracałem, bo czułem, że ktoś na mnie patrzy czy coś, to się próbowali chować za tą przestrzenią podokienną, ale nigdy tego nie widziałem na innych oknach, jak tylko na tych balkonowych.
Czyli jak gdyby faktycznie musieli mieć jakieś podłoże, pomimo że byli nie do końca materialni, częściowo energetyczno-materialni. Jeżeli w ogóle byli, nie wiem. Bo te duchy, co ja widziałem, tego Indianina czy tą babcię w piwnicy, czy tego w lesie. Indianina to byłem dzieckiem, ale to widziałem takie szczegóły. Nie wiem, to wyobraźnia wykreowała to szapowałem, bo aż nie wiedziałem, że mam aż taką wyobraźnię, żeby takie szczegóły, nie znając w ogóle wcześniej jakichś takich guzików, wzorów i tak dalej, to widzieć. Ale nie wiem, może z poprzedniego życia. Ciężko powiedzieć. W każdym razie jeszcze jak widziałem babcię, to ani alkoholu, ani nic. Wszystko robiłem sobie tam, grzebałem coś tam po prostu w garażu. Nawet nie byłem zmęczony, tam po prostu już mi się skończył ten.
Nie było to trzecia, czwarta w nocy, że byłem tam po iluś godzinach i po pracy. Wtedy zdaje się, że nawet chyba nie chodziłem do pracy. Nie byłem ogólnie. Staram się w miarę nie doprowadzać do jakiegoś takiego. Ostatnio właśnie tak się trochę przemęczyłem. Jestem chory, ale tak to staram się unikać takiego permanentnego zmęczenia. Uważam, że to niedosypianie i permanentne dążenie, czyli jak człowiek żyje w permanentnym przemęczeniu i niewyspaniu, to samobójca po prostu. Nie mam słów. Jeżeli ktoś się mi czymś takim chwali, to ja zazwyczaj długo nie kontynuuję rozmowy. Odwracam się na pięcie albo przynajmniej nie kontynuuję tego tematu.
Jak ktoś mówi: „Wyśpij się po śmierci”, to mówię: „Dobrze, mówmy na wszystkie inne tematy, ale nie o tym, jak sobie podcinasz żyły”. W cudzysłowie. Ten w lesie to jedyna opcja, że gwałtownie skoczył w krzaki i sobie jaja zrobił. Nie widziałem, żeby się te krzaki ruszały. Ale wie pan, jak się jedzie na rowerze, to się akurat takich szczegółów aż też dokładnie nie widzi.
[47:08] - Ruch krzaków i odgłos charakterystyczny, prawda?
[47:13] - Te krzaki były tam dość gęste. Faktycznie były krzaki po lewej i po prawej stronie tej ścieżki, ale to raczej by nie było takie. Mnie się wydaje, że te krzaki były zbyt gęste, żeby w nie wskoczyć jak w zaspy śniegu. Po prostu raczej chyba nie. Wiem, że ludzie nieraz robią takie durne kawały, ale wątpię. Raczej bym widział, że te krzaki się kołyszą. Mnie się wydaje, że te krzaki nie były aż na tyle gęste, żebym tam nie widział gdzieś zarysu jego ciuchów i tak dalej jeszcze tam w tych krzakach szamocących się. To jednak to był ułamek sekundy. Wie pan, jak na rowerze się kogoś mija, od razu się patrzy w prawą stronę, to ile to jest? Jedna dziesiąta sekundy?
To nie, to ruch nie jest aż taki szybki. Ja bym się po pięciu sekundach obejrzał. To już co innego. To było natychmiastowe. I te pojazdy UFO w kształcie bumerangu to były ostatnie z 2016. W międzyczasie widziałem, nawet jakieś tam filmy robiłem. Ale wie pan, nawet ja pokasowałem te filmy, bo tak: ani punktów odniesienia, żeby było porównanie. Jak jest jakaś kula, tam gdzieś punkt świecący, który leci po łuku i coś. Nie robił jakichś dziwnych ruchów, ale nie była to flara, jak to się mówi na sondę, bo wielu ludzi nie wie, co to jest flara. Flara to jest jak satelita leci na orbicie, ale nie na tej stałej, bo są właśnie trzy wysokości astronomiczne, na której jest ta najwyższa orbita.
To już satelity są stacjonarne, bo to się tam jakoś fizyka równoważy, obrót do grawitacji i tak dalej. Taka satelita nie musi lecieć, może stać w miejscu i te wszystkie te przekaźnikowe satelity, one przecież nie mogą lecieć w jednym miejscu, telewizyjne i tak dalej. A te właśnie ruchome, jak na przykład SpaceX czy coś, to są właśnie te satelity. I flara to jest efekt, jak jest satelita, która odbija promienie słońca i ma ten moment rozbłysku, że leci na tej orbicie, zaczyna się rozświetlać, coraz bardziej świeci, niebo, to światło jest bardzo mocne i potem akurat tak przypada, że gdzieś jest tam z drugiej strony Ziemi tak kąt pada słońca, że akurat o jego blachą budowę się ładnie odbija. I to jest właśnie to się nazywa efekt flary. Satelita wtedy się rozświetla, bo wchodzi w ten punkt kulminacyjny odbijania dosłownie jak lusterko i tymi swoimi bateriami słonecznymi i tak dalej, wszystkimi tymi elementami, jakie na sobie ma światła słonecznego. Ono faktycznie leci do oczu obserwatora i stopniowo to światło zanika, jak już z tego kątu odbicia słońca schodzi. I to jest taki typowy efekt flary. Już potem się właśnie douczyłem, co to jest flara, bo tych efektów bardzo dużo widać na niebie i wielu ludzi myli to z UFO. Nie, to właśnie jest bardzo dużo tych efektów flar z satelit tych ruchomych na nieboskłonie.
I to jest właśnie to charakterystyczne, że powstaje, nasila się to odbite światło, dochodzi do punktu kulminacyjnego, potem tak samo osłabia się, osłabia i znika.
[50:08] - Właśnie już mnie jeden słuchacz niedawno też oświecił, że satelity Iridium potrafią między innymi tak odbijać światło w taki sposób, jak to niektórzy świadkowie rzekomego UFO opowiadają.
[50:21] - To się nazywa flara.
[50:25] - I to już wszystkie relacje przekazane przez naszego dzisiejszego rozmówcę. Dajcie znać w sekcji komentarzy pod tą audycją, co sądzicie o przekazanych przez niego historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Zapowiedzi kolejnych audycji oraz inne ciekawe materiały znajdziecie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Tam czeka na Was również pełne archiwum podcastów do pobrania w MP3 oraz pełne transkrypcje wszystkich audycji z możliwością ich przeszukiwania. Zachęcam również do udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, gdzie możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Przypominam również, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa lipcowy numer miesięcznika „Nieznany Świat”, który jest jedynym obecnie ukazującym się jeszcze polskim periodykiem o tematyce parapsychologicznej, esoterycznej i paranormalnej. Zachęcam również do śledzenia i zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman „Biuro Duchów”, Piotra Cielebiasia „Ufo Historie”, Kamila Nizio „Przebudzenie”, pisanem przez dwa „o” oraz Marka Żelkowskiego „Wehikuł Wyobraźni”, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki „Kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.