Dotknięcie nieznanego. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam Państwa na kanale Nieznanego Świata w wyjątkowym odcinku podcastu Dotknięcie Nieznanego. Czy zdarzyło się Państwu kiedyś pomyśleć: ja to mam zawsze pecha, a chwilę później świat udowadniał Wam, że macie rację?
W dzisiejszym odcinku gościmy naszą czytelniczkę, która przez blisko pięćdziesiąt lat obserwowała niezwykłe zjawisko u swojej przyjaciółki. To historia o tym, jak słowa i nastawienie potrafią materializować najbardziej absurdalne scenariusze. Zapraszam do wysłuchania tej fascynującej rozmowy o potędze umysłu, zmianie nastawienia i o tym, dlaczego warto uważać na to, co szepczemy do siebie pod nosem.
Zanim przejdziemy do wysłuchania rozmowy, drobna uwaga techniczna. Otóż na prośbę rozmówczyni zmieniłem jej barwę głosu. Cieszę się, że pan oddzwonił, dlatego, że ta moja historia, właściwie nie moja historia, tylko mojej koleżanki, jest tak fantastyczna, że ja kilka lat prosiłam ją, aby wyraziła zgodę na to, żebym o tym komuś wreszcie opowiedziała.
No i zgodziła się. Proszę jak zwykle o zachowanie mojej anonimowości oraz o zmianę tembru głosu. Otóż zacznę może od tego, że w książce Coelho Alchemik jest takie zdanie: "Kiedy czegoś bardzo gorąco pragniesz, cały wszechświat potajemnie ci sprzyja".
Druga rzecz to Sokrates już powiedział, że słowa i myśli mają wagę, masę. I nie pomylił się dlatego, że fizyka kwantowa to udowodniła. Zresztą w Biblii też jest powiedziane: "Na początku było słowo. Przez niego wszystko się stało, a bez niego nic się nie stało". No i teraz zmierzam do mojej przyjaciółki. Otóż studiowałyśmy razem. Byłyśmy na tym samym roku. Mieszkałyśmy w jednym akademiku i powoli nasze drogi się rozeszły po zakończeniu studiów.
Tymczasem każda z nas, szukając pracy innymi metodami, bo ja sukcesywnie pisałam podania na całą Polskę, stawiając warunek, że chcę pracę z mieszkaniem. No tata się pukał w głowę, że w komunie to ja nie zdobędę. Zdobyłam.
Natomiast ona po prostu poszła do urzędu pracy i też tę pracę dostała. I co się stało? Spotkałyśmy się w jednym obcym dla nas mieście. Okazało się, że dostałyśmy pracę w tej samej firmie, a co ciekawsze zamieszkałyśmy w tym samym bloku, tylko w sąsiednich klatkach. I od tego momentu mam szansę obserwowania pewnego zjawiska.
Otóż ja mam taką mantrę: jak nam się nie uda, to ja wam pokażę. Natomiast moja koleżanka Joanna ma zupełnie inny pogląd. Ja mam pecha, mnie się nie uda. Po co to będę robić? Mnie się na pewno nie uda. I ja usiłowałam jej przekręcić to myślenie na to, że szklanka jest w połowie pełna. Natomiast nigdy nie udało mi się jej po prostu przeciągnąć na swoją stronę. I co się zaczęło dziać? Otóż na początku to może było dla mnie śmieszne, natomiast dla niej zaczynało być uciążliwe. Ja sobie wypisałam kilka z trzydziestu zdarzeń, które są tak idiotyczne, że właściwie to aż trudno w to uwierzyć. I tak zacznę. No bo skoro się znamy prawie pięćdziesiąt lat i mieszkamy w tym samym bloku, no to mam szansę obserwowania tego zjawiska na co dzień. W czasach komuny, przepraszam, PRL-u stałyśmy w kolejce za koszulami dla naszych mężów.
Nie wiem, jak teraz pan mężczyzna, pan będzie wiedział, jak się kupuje koszule męskie, ale wtedy to było po prostu coś zapakowane w folię. Koszula. I były wieliczby na kołnierzyku. Wzrost łamane przez obwód kołnierzyka, czyli sto siedemdziesiąt na przykład na czterdzieści oznaczało, że facet ma mieć metr siedemdziesiąt, a obwód kołnierzyka czterdzieści centymetrów. Kupiłyśmy każda po jednej koszuli, bo tak dawali. No i ona do mnie przychodzi, mówi: coś ci pokażę. Ma tą koszulę rozpakowaną i proszę sobie wyobrazić, że rękaw jej koszuli jeden był o dwadzieścia centymetrów dłuższy.
Gdybym tego nie widziała na własne oczy, to bym pomyślała, że mnie robi w konia. No ale nie miałyśmy telefonu. Wobec tego kontaktowałyśmy się po prostu face to face. Nie wiem. Zdarzyło się panu kiedyś kupić koszulę o dłuższym rękawie? Ja rzadko w życiu cokolwiek kupuję, jeżeli chodzi o ubrania także no... Ale koszulę kiedyś kupowałem i nie przypominam sobie, żebym miał taki przypadek. No to chyba była ta jedna w całym wszechświecie. Drugi przypadek.
Wiadomo, że w PRL-u nic nie było. Wobec tego kupowało się tak, jak coś wrzucili, no to się kupowało. No i znowu stałyśmy w kolejce. Wrzucili prześcieradła, też zapakowane. Ja kupiłam, ona kupiła. Ona za chwilę do mnie przychodzi. Mówi: słuchaj, nie uwierzysz, ale moje prześcieradło fabrycznie zapakowane ma dziurę w środku. I pokazuje mi normalnie rozerwane takie, tak jakby ktoś wyciął.Właściwie jest pierwszy maja, to powinnam opowiedzieć coś takiego związanego z pierwszym majem. Wiadomo, że obligatoryjnie musieliśmy mieć udekorowane domy, ale już trzeciego maja to trzeba było te flagi zdjąć i spółdzielnia nam przyniosła każdemu pod drzwi takie flagi, właściwie chorągiewki, gdzie na białym tle był taki latający gołąbek i tam pisało pierwszy maja. No i mieliśmy obsadzone takie przy oknach, takie uchwyty. No więc Joaśka wsadziła tą swoją flagę, a ja mojej nie, bo miałam uchwyt urwany. No więc ja akurat byłam bez. Ale proszę sobie wyobrazić, że spadły tak silne deszcze, że drzewce jej flagi się tak rozpulchniło, że udało jej się tę flagę zeszarpać dopiero osiemnastego maja.
Właśnie jak jest pierwszego maja dzisiaj żeśmy to wspominały, że osiemnastego maja dopiero zdjęła dekoracje. Kolejna rzecz też związana z ciuchami. Wtedy, kiedy leciał w telewizji taki film Porucznik Columbo, no to były modne takie prochowce. Właśnie nazywałyśmy je Columbo.
No i Aśka sobie taki płaszcz kupiła. Mówi: Ać, kupiłam sobie płaszcz. Przychodzi do mnie. Ja mówię: coś masz krzywe plecy. I przyglądam jej się. No i w tamtych czasach, w latach osiemdziesiątych były takie poduszki w ramiona, które miały jakby poszerzyć te ramiona. I okazało się, że jej płaszcz ma tylko jedną poduszkę. W związku z tym miała po prostu takie zjawisko, że ma krzywe plecy. No i jeszcze do kompletu, jeżeli chodzi o ciuchy.
No to sobie kupiła buty. No i wiadomo, że u, w sklepie z butami to był jeszcze czas przed butami na kartki był taki okres, no to się właściwie mierzy jednego buta, nie? A reszta to ten drugi to ma być taki sam.
No zapakował pan, przyniosłem do domu i ten drugi był o pół numeru większy. I to jest no po prostu to jest wręcz nieprawdopodobne. To są kwestie ciuchów, szmat. Ale znowu mam takie pytanie do pana. Kiedy pan ostatni raz widział żyletkę? Taką prawdziwą żyletkę, która kiedyś była montowana do maszynki do golenia? Chyba da-, chyba dawno, nie?
Gdzieś tam w domu się jakaś znalazła. Myślę. Całkiem niedawno widziałem. No proszę sobie wyobrazić, że Joaśka sobie, a ze cztery lata temu kupiła drożdżówkę w sklepie i do dna tej drożdżówki była zapieczona żyletka. Taka prawdziwa, taka prawdziwa żyletka. I to jest coś niesamowitego, bo przecież nie ma takich żyletek w sklepach.
Kupuje się gotowe maszynki, nie? I te żyletki tam już są w środku. No tak, takie maszynki z ostrzami niewyjmowalnymi. No, a ona właśnie miała w drożdżówce i ja to widziałam. Nie jest tak, że ja to zmyślam, a cały czas mówię jej: nie gadaj, że masz pecha, bo ty to po prostu uruchamiasz.
Nie. Kolejna rzecz to jest też tak nieprawdopodobna. Ona sobie co pewien czas robi odpłatnie badania, wyłącznie moczu. O, coś tam ma z nerkami. A więc raz na rok idzie, tam jest jakaś drobna opłata i robi te, tylko wynik z moczu. Na drugi dzień przychodzi po wyniki i ma proszę sobie wyobrazić absolutny komplet wszystkich wyników z krwi, ALAT, ASPAT, OB, morfologia, wzór płytek krwi. Ja nawet nie wiem, czy tam przypadkiem nie były też wyniki z kału. No plus tenże mocz. No i ona mówi: ale to nie są moje wyniki. No jak nie pani? Jak to jest pani nazwisko? I dostała cały komplet nie swoich wyników, a nie wiadomo, co się stało z jej wynikiem z moczu. I to jest całkiem niedawno. Natomiast w okresie pandemii jest rzecz, która mnie najbardziej bawi.
Mianowicie w okresie pandemii były uruchomione tam w naszej olbrzymiej bibliotece tak zwane książkomaty. Czyli ja jestem skazana na audiobooki. Wobec tego ja nie wiem, jak to działa, ale tam się wyszukuje w katalogu konkretną książkę.
No i w paczkomacie dostaje się kod. Znaczy w książkomacie, przepraszam, jest konkretna książka. No i ona jest miłośnikiem kryminałów, a więc otwiera wskut książkomat. I tam jest książka pod tytułem Uwaga obsługa penisa. I ona myślała, że to jest taki tytuł, żeby pobierać czytelnika.
No więc zaczęła przeglądać. Ale to nie był kryminał, to była książka napisana przez dwóch facetów. Jeszcze nie wyszła z tej biblioteki. No i zobaczyła, że tam jakaś laska się piekli przy tej recepcji, że ona ma nie taką książkę. No okazuje się, że to Joaśka dostała całe pięćdziesiąt lat za późno tą obsługę penisa. Natomiast bardzo często jej się zdarza i ona już sobie na to po prostu uważa, że no u nas w firmie to, to też miało miejsce.
Poszła do toalety, zatrzasnęła się i klamka została jej w ręce. No i siedziała w tej toalecie z godzinę, zanim ją tam ktoś wydobył. I teraz dosłownie miesiąc temu była za granicą i pamiętając, że stale jej się tak przytrafiaNo to poszła do toalety i nie domknęła drzwi po to, żeby się nie zatrzasnąć, no bo była przecież w zupełnie obcym miejscu. Pech chciał, że weszła tam sprzątaczka, zobaczyła niedomknięte drzwi i zatrzasnęła te drzwi.
A więc Joaśka znowu została zatrzaśnięta w toalecie. No na szczęście po prostu stukała, walczyła i ocalili ją po dwudziestu minutach. Jeszcze taki przypadek, który jest chyba sprzed dwudziestu lat. Była w Pradze z koleżanką, która twierdzi też, że ma pecha.
No i tam jest taki zegar wypasiony, nie? Z tym chodzą te figurki i one stanęły przed tym zegarem. No a ta jej koleżanka mówi: "Jeśli mamy takiego pecha, to ten zegar na pewno stanie". No mówisz? Masz. I ten zegar się faktycznie zaciął.
Żadna figurka nie wyszła, a przewodnik mówi: "To się nigdy nie zdarzyło, przynajmniej w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat". No, przyjechała moja Joaśka. No to zatrzymała zegar. Natomiast jeszcze taki mam tutaj ostatnie. Zdarzyło jej się parę razy i to wcale nie jest pojedynczy przykład. To ja też dojeżdżam autobusem do pracy. Ona też tam gdzieś jeździ. Jej się zdarzyło przynajmniej trzykrotnie usiąść na losowo wybranym przez siebie miejscu i to miejsce było mokre. Powstaje pytanie z jakiego powodu? Może deszcz napadał? A może coś zupełnie innego? Ja też siadam na losowo wybranych miejscach. Mi się nigdy nic takiego nie przytrafiło.
Natomiast dlaczego ja tak nalegałam? To też w zasadzie garść takich najbardziej spektakularnych przykładów. Natomiast dlaczego się upierałam i nalegałam na koleżankę, żeby jednak o tym opowiedzieć? Bo bardzo dużo osób naprawdę nie wierzy w siebie, uważa, że oni to nie dają rady. Poza tym często szafujemy takimi zwrotami "niech cię cholera", "niech to diabli wezmą". W ogóle nie zastanawiamy się, jakie znaczenie mają te słowa. A to jest przecież rodzaj takiej, takiego złego życzenia. I chciałabym po prostu posłużyć się przykładem tej mojej przyjaciółki jako taką odezwę do ludzi, którzy uważają, że mają pecha, że po prostu wszechświat jest ponoć jak wielki katalog.
Cokolwiek zamawiamy, to dostajemy. A więc jeżeli ktoś mówi, że ma pecha, no to gdzieś tam w górze okej, ma pecha. Niech ma. Jeżeli ktoś mówi będę bogaty, okej, wszystko się odsuwa do przyszłości. Więc to tak trochę się podśmiewałam z tego, co opowiadam. Ale to nie jest śmieszne, dlatego że jej się to zdarza na co dzień. Na przykład idzie do sklepu gdzieś tam losowo z tyłu specjalnie wybiera mleko, a ono i tak jest otwarte i skişnięte. No przecież to nie może być możliwe tak często w stosunku do jednej osoby, nie? No to. No tyle chciałam właśnie opowiedzieć jako taką odezwę do ludzi, którzy nie wierzą w siebie albo uważają, że mają pecha i powinni po prostu zmienić myślenie. Tak myślę. Takie mi się nasunęło skojarzenie natury kinematograficznej, że gdyby Marek Koterski chciał zrobić taką żeńską wersję Nic śmiesznego, to z życiorysu pani koleżanki miałby, no mógłby czerpać, prawda, całymi garściami.
I tu by znowu wskoczył słynny cytat: "Każdy mój dzień składa się z takich małych gówien. No każdy." Ale jest taki francuski film. Polecam obejrzeć. Nazywa się Pechowiec. Wygląda to tak, że ginie w jakiś tam sposób w Ameryce Południowej córka bossa.
Super pechowa dziewczyna i taki kolega tego bossa mówi, że ją może odnaleźć tylko identyczny pechowiec. I na samym, nie chcę spoilerować, ale na samym początku jest taka scena, która od razu mi przypomniała moją koleżankę Joaśkę.
Mianowicie wzywają tego pechowca, który mają odnaleźć do sali konferencyjnej, gdzie jest kilkanaście krzeseł i jedno z nich ten współpracownik uszkadza, łamie i odstawia po prostu na swoje miejsce. I ten pechowiec przychodzi. No i oni mówią: "Niech sobie pan usiądzie." No gdzie? A gdziekolwiek pan chce. I on krąży wokół tego stołu i wybiera dokładnie to krzesło, które było uszkodzone i się przewraca. I po prostu to zadecydowało, że jego ten boss zatrudnia na poszukiwanie swojej córki.
A więc ja ten film co pewien czas oglądam z przyjemnością, bo tak jakbym widziała moją koleżankę. No naprawdę to się w głowie nie mieści, że się komuś jednej osobie mogą przytrafiać takie rzeczy, ale ja to upatruję w tym jej mantrowaniu. Mnie się nie uda. Ja mam pecha.
Ja jestem pechowiec. No i tak bym skończyła taką właśnie konkluzją, żeby. Ja wiem, że tak w YouTubie to jest pełno takich myśleć pozytywnie i tak dalej, ale faktycznie nie tyle myśleć pozytywnie, co trzeba uwierzyć w siebie.Zmienić, krótko mówiąc swoje nastawienie, zmienić to, co mamy w głowie. No, dla wielu ludzi to jest niemała walka, trzeba powiedzieć.
Walka wymagająca, no dużo takiej siły wewnętrznej. Ale wyobraża pan sobie książkę fackować? Bo Boże, no obsługa penisa to po prostu czy te wyniki, to ja dokumentuję te jej zdarzenia od wielu lat. No od czasu, jak mieszkam w tym samym bloku.
Także wybrałam te takie, no perełki. Nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło, czy ta żyletka zapieczona, czy ta koszula. Wiesz, to, to jest wszystko. To jest jakiś absurd. No, z naszej perspektywy to się wydaje zabawne. No, ale z perspektywy osoby jedzącej drożdżówkę i trafiającej na taką niespodziankę to, to już takie wie, wie pani.
Takie niezbyt śmieszne, prawda? Może się to źle skończyć. No z tym, że dla mnie to jest przykład, że mówisz masz. Na planie materialnym dzieją się rzeczy, w które ona de facto wierzy. Mam pecha, mnie się nie uda. Proszę bardzo.
No tutaj jeszcze mnie się przypominają takie, no to taka jedna historia. Ja chodzę dość niekonwencjonalnie ubrana, mam naprawdę jakiś odjechany płaszcz z jakimiś oczami na plecach, jakimiś agrafkami. Plus w tym naszym mieście, które wcale nie jest duże, jest takie prowincjonalne. Byłam jedną z pierwszych osób, które chodziły w glanach.
Plus nosiłam plecak taki jeszcze wojskowy. Miałam płaszcz taki uszyty w stylu wojskowym. A więc nie wzbudzałam moim zdaniem zaufania. Natomiast ona się ubiera bardzo fajnie, tradycyjnie, takie właśnie płaszczyki eleganckie, takie butiki na obcasach. I była taka sytuacja, że poszła do domu towarowego, a ona nosi klipsy.
Nie ma uszu przekłutych i poprosiła dwie panie, które nie miały nic do roboty, żeby jej pokazały tam te klipsy. A ta jedna się nawet nie ruszyła. Mówi: "Co pani będę pokazywać, jak pani tego i tak nie kupi?".
No Boże, jak ona mi to opowiedziała, ja do tego sklepu zaraz poleciałam i postanowiłam tam zrobić jakieś durne zakupy. No i to było akurat przed Dniem Nauczyciela. Moje dziecko potrzebowało jakiegoś lista i specjalnie tak ubierałam te swoje najgorsze, najdziwniejsze ciuchy. No i mówię, że chciałabym jakieś takie drobiazgi dla nauczycieli. Panie obie skoczyły. No i zaczynają mi tam doradzać jakieś puzderka, jakieś coś. Ja mówię dobra, te dwa puzderka. No to mi to zapakujcie tak zapakowały, a ja celowo czekałam jak zapakowały, to mówię: "A cenę żeście odkleiły?". "Och, nie, to przepraszamy".
Odpakowały, odkleiły ceny i na nowo zapakowały. Ja mówię: "To chodź, pokaż mi, czy to są te same". I faktycznie na trzeci dzień poszłyśmy i ona mówi to są te same. No więc ja się zastanawiam. Jesteśmy o jednego wzrostu, niezbyt wysokie.
Ja nie wyglądam agresywnie. Ktoś mi nawet powiedział, że póki się nie odezwę, wyglądam na taką osobę zagubioną. Może i tak jest. Natomiast już sam mój strój powinien u nich wzbudzić agresję, a tymczasem wręcz przeciwnie. Więc ja tego zjawiska nie rozumiem. Może ona to w aurze ma, że mi się nie uda? Że... Nie wiem. A może jest coś takiego, że jej umysł w jakiś nieodgadniony sposób oddziaływuje na rzeczywistość i po prostu jakoś tak to się. Sceptyk by powiedział, jaki wpływ może mieć umysł czy nasze nastawienie na to, co nas spotyka? Czy nas spotykają jakieś, nie wiem, przykrości na przykład. A tu się okazuje, że jednak coś tam jakoś jakieś takie oddziaływanie jest, prawda? No, ja jestem o tym przekonana, bo właściwie całe życie ja obserwuję u siebie coś zupełnie odwrotnego. Jak ja sobie coś wymyślę i mam dokładnie w głowie, jak to ma wyglądać, to to się realizuje naprawdę. Tutaj akurat to chyba nie, nie u was, tylko we wróżce nawet udało mi się wykraść taki konkurs. Marzenia się spełniają, ale wyście to chyba też opisali fragment tego zdarzenia. Otóż jak ja miałam osiem lat, czytałam taką książkę Marii Prudder-Karolcia i tam główną bohaterką jest dziewczynka, która znajduje błękitny koralik spełniający życzenia. Ten koralik jest błękitny, w kształcie fasolki i po każdym życzeniu znika. Ja jako ośmiolatka, jak to przeczytałam, usiadłam w kącie i po prostu zamknęłam się i zaczęłam sobie myśleć, że ja chcę taki koralik. Błękitny może być. Fasolka nie.
Nie podoba mi się. Ma być okrągły, duży i ma spełniać życzenia i nie może znikać. Z tego, co mi potem mama opowiadała, to ja z tego kąta nie wyszłam przez dwie doby. Czyli ja mam po prostu zamknięta koralik. No i potem mnie tam rodzice wyciągnęli. Oczywiście do szkoły nie poszłam i to było zimą. W Karolcia znalazła koralik w okresie malowania za szafą i u nas w sierpniu też było malowanie. I proszę sobie wyobrazić, że ja znalazłam taką kulkę błękitną, jak chciałam. Też podczas malowania, tylko nie za szafą, a pomiędzy kanapą a szafą. Ja ten koralik mam do dnia dzisiejszego. Mogę panu zdjęcie posłać i w początku no ja uważałam, że to mi się należy.No bo chciałam, no to znalazłam.
Yy, i z początku moje życzenia były takie, żeby mnie nie pytali, żeby z czasówki była piątka, yy, żeby na WF-ie pani nie kazała przez konia skakać. I potem, gdy byłam trochę starsza, no to zaczęłam się mamy pytać, skąd się ten koralik wziął. A mama mówi do mnie: "Nie, nie wiem, znalazłaś". Ale ja go wymyśliłam.
Czy wyście mi go podrzucili? Mama mówi: "Przecież nie wiem, o czym ty myślałaś. Tata myślał, że masz coś z głową". Mówię: "No dziękuję ci, mamusiu". I później, yy, jak już byłam dorosłą osobą, zajmowałam się produkcją biżuterii.
No to zamotałam tą kulkę na taki łańcuch. Nosiłam na szyi, ale kto to widział, to od razu mówił: "Boże, jakie to piękne, co to jest? Skąd to masz?" To jak zaczynałam opowiadać tę historię, którą opowiadam teraz, każdy na tak: "No dobra, dobra, dobra". No więc po prostu to mam. Ale nie pokazuję i nie wiem, czy spełnia życzenia. Trochę się tego obawiam, ale po prostu historia jest tak niezwykła, yy, że od tamtego czasu ja jestem przekonana, że właściwie jak się coś bardzo chce, to się to otrzymuje. I ja wtedy wygrałam, bo tam było tych prac przyszło siedemdziesiąt sześć i moja była właśnie ta nagrodzona. Dostałam taką piękną książkę i cała ta historia, którą opowiedziałam w skrócie, była tam zacytowana.
Natomiast ja prawdę mówiąc do dzisiaj nie wiem, skąd się to wzięło. I ten koralik, znaczy to, to jest spora kulka, ma chyba z pięć centymetrów średnicy. Ona była nałożona na miedziany drut i ten drut był zakręcony i po prostu nikt nie wiedział, skąd się to wzięło.
Ja uważałam, no że chciałam. No to jest. Więc jestem przekonana, że naprawdę słowa, myśli mają wagę. Tak na plus i na minus. Można też powiedzieć mają energię. Tę energię, którą w nie pakujemy, kolokwialnie mówiąc.
Dobrze, to w takim razie będziemy chyba powolutku kończyć, skoro to już, no rozumiem, że to już jest wszystko, co w temacie manifestowania dzisiaj chciała pani przekazać. No to, to, to znaczy ja, ja mam dużo takich swoich przykładów, ale to raczej było poświęcone mojej koleżance Joasi. Nie dlatego, dla tych, ja nie chcę o sobie opowiadać, tylko raczej moim celem było dotarcie do tych osób, które nie wierzą w siebie, żeby uwierzyły, żeby przestały mówić mantry typu nie uda mi się, a może nie, a może tego, a boję się. Że po prostu wszechświat jest pełen obfitości. No i wszechświat słucha tego, czego my tak naprawdę pragniemy, tak?
Tak, tak właśnie myślę.