Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było, nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie, takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. W budzie jest skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i wid-widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem podcastu, w którym ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanej na dziś rozmowy, pozwolę sobie przypomnieć, że odcinki podcastu Mówią świadkowie są dostępne do pobrania w MP3 z naszej strony internetowej www.paranormalium.pl. Tam również znajdziecie wszystkie pozostałe nasze audycje oraz masę innych ciekawych materiałów. Co prawda dwa odcinki naszego cyklu na prośbę wypowiadających się w nich osób musiałem wycofać, jednak cała reszta tylko czeka, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, żeby trafić właśnie do Twojego odtwarzacza. Uprzedzam, że dziś mogą się przydać słuchawki, gdyż pierwotnie jakość dźwięku w nagraniu rozmowy telefonicznej nie była najlepsza, przez co musiałem temu plikowi poświęcić dość dużo uwagi.
Dane nam będzie wysłuchać tego wieczoru kolejnej w cyklu "Mówią świadkowie" paranormalnej spowiedzi. Jak Państwo sądzicie, czy można pamiętać coś, co wydarzyło się, gdy było się jeszcze bardzo małym dzieckiem? Czy możliwe jest, by świadomość dziecka już wtedy była przebudzona, bardziej czujna niż u dorosłych? Dziś poznamy historię słuchacza, który od najmłodszych lat doświadczał rzeczy wymykających się logice. Już jako niemowlę miał przebłyski samoświadomości, a w czasie dziecięcych chorób stany bliskie opuszczaniu ciała.
Ale to jedno konkretne wydarzenie na zawsze zapisało się w jego pamięci. Dzień przed niespodziewanym powrotem ojca do domu, bawiąc się samotnie w pokoju, nagle poczuł, że nie jest sam. Odwrócił się i zobaczył ojca stojącego za oknem.
Nieobecny, a jednak wyraźny. Cichy, nieruchomy, ale obecny tak bardzo, że nie dało się tego zignorować. Ojciec, który przecież fizycznie był wtedy wiele kilometrów stąd. Gdy ojciec wrócił do domu, opowiedział o zdarzeniu, które mogło skończyć się tragicznie, o niemalże śmiertelnym wypadku. Czy to możliwe, że w chwili zagrożenia jego świadomość opuściła ciało i wróciła do domu? Czy słuchacz widział w tamtym momencie zjawę kryzysową?
Tym akcentem zaczynamy podróż przez wspomnienia, wizje, znaki i doświadczenia, które prowadzą ku trudnym pytaniom o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Bardzo dużo wody upłynęło odkąd ostatni raz komuś mówiłem o tym wszystkim. No, ale dobra, no nieważne. Po co dzwonię, żeby, żeby się wygadać? Ewentualnie może...
No nie wiem, może, może na temat kanału porady, bo z tego, co, eeem, przejrzałem na internecie, no to jesteście panowie, jakby nie było ekspertami w różnych dziedzinach. Może ja będę mógł jakieś dość zdania waszego o, w moich sprawach zasięgnąć, jeżeli się uda. Na początek chciałem zaaświadczyć, że wszystko to, co powiem, jest prawdą. Jest prawdą stuprocentową, którą sam osobiście przeżyłem. Urodziłem się w osiemdziesiątym drugim w Janowie Lubelskim. To jest około czterystu kilometrów od obecnego mojego miejsca zamieszkania. W tym momencie mieszkam na Dolnym Śląsku, okolice Wałbrzycha, tam rzeczka Walim ćwierćmała. Od czego zacząć?
Zacznę od początku. Postaram się dobijać do brzegu i nie za bardzo rozwlekać. Otóż bardzo szybko zyskałem samoświadomość. Co ja rozumiem przez samoświadomość? Rozumiem to przez to, że byłem świadom wszystkiego, co się wokół mnie dzieje i zapamiętywałem to. Niektóre rzeczy pamiętam do dzisiaj. Te rzeczy spotykały mnie jako dziecko, które, no które znajdowało się jeszcze w łóżeczku. A ja je do dzisiaj pamiętam, jakby były wczoraj.
Niektóre konfrontowałem po latach z rodzicami, którzy przyznali mi rację, że faktycznie w danym czasie i miejscu zaszło to, o czym im opowiedziałem. Do roku dziewięćdziesiątego ojciec wyjeżdżał do Niemiec do pracy. Ja z matką zostawałem wtedy w domu sam. Pamiętam, że szczegółami, jak pewien piękny letni dzień.Wszystko się zaczęło. Byłem bardzo chorowitym dzieciakiem. Nie było miesiąca, żeby nie leżał z czterdziestoma stopniami gorączki, podczas których otrzymałem żywienie wylatywanie z ciała, ale o tym może później. Po powrocie z kolejnych badań mama na pociechę kupiła mi taką figurkę żołnierzyka, taką ruchomą zabawkę, zginane stawy i tak dalej. Bardzo, bardzo fajna sprawa na tamte czasy. Na te zresztą pewnie też. No ale dobre było.
Jest piękny, słoneczny dzień. Środek dnia. Ja w domu bawię się tą zabawką, już po tym lekarzu. Mama przed domem rozwiesza pranie i pamiętam, że wtedy, w tym momencie poczułem, że nie jestem w pokoju sam. To było takie odczucie, jakby ktoś patrzał panu na plecy. Obróciłem się w stronę okna i zobaczyłem mojego ojca.
Oparty był w takiej niebałej pozie o moje biurko. Ucieszyłem się, że tata z Niemiec wrócił. Chciałem podnieść, powiedzieć coś, ale to był mój tata, a jednocześnie nie. To znaczy wyglądał identycznie, ale był dziwny. Tak patrzył na mnie, jak ja to porównuję po latach do takiego. Nie wiem, czy pan kojarzy takiego zaciekawienia u psa, jak on patrzy na kogoś i przekrzywia tak łeb i się w niego wpatruje. Tak, to mniej więcej tak wzrok mojego ojca wyglądał. A on nigdy, nigdy w życiu tak na mnie nie patrzył. Więc tak naprawdę to mnie powstrzymało od tego, żeby podbiec do niego i się do niego przywitać. Po prostu podszedłem i ograniczyłem się do tego, że podałem mu tą nową zabawkę, żeby się pochwalić. On ją wziął do ręki, czysto fizycznie. Wziął ją do ręki, ale nawet na nią nie spojrzał. Cały czas patrzał na mnie jak ten taki, jak ja to mówię, zaciekawiony pies. Wybiegłem z domu, krzycząc do matki "tata, tata wrócił".
Matka wbiegła do pokoju, a tam nie było nikogo. Oskarciła mnie wtedy, kazała głupot nie gadać. Zresztą widziałaby się z nim przede mną, bo sznurki na pranie były koło wejścia do domu, więc to było niemożliwe, żeby przyjechać. No i minął tak jeden dzień. Ojciec przyjechał faktycznie, opowiadając, że dzień wcześniej kierowca, który odwoził ich do domu, zasnął za kierownicą i o mały włos tak jechałby pod tira. No i mu opowiedziałem, że go widziałem mniej więcej w tym czasie. Połączył chyba kropki i wziął mnie na bok na poważną rozmowę.
No i tak dowiedziałem się wtedy, że miał podobne dla dzieciaka przebłyski. Iii że jego ojciec, gdy mieszkali w Warszawie, też przeprowadził z nim taką rozmowę, że w nagrodę za to, że nikomu innemu tego nie powiedział, pozwalał mu zamykać i sprzątać taki specjalny pokój, który mieli, w którym co sobotę zbierali się jego ojciec, czyli mój dziadek i jacyś mężczyźni. Nie wolno było przeszkadzać.
A ojciec po takim spotkaniu miał już po pracy z usuwaniem wosku, że spalony świeczkę został 5. Tego typu pośrodku pokoju. Dowiedziałem się wtedy też, że jestem ochrzczony i dał mi prawo wyboru drogi do czasu, aż będę w stanie świadomie tego wyboru dokonać. Po tym okresie rodzice otworzyli własny biznes i nie było ich w domu od świtu do późnej nocy.
Musiałem być samodzielny. Dostałem taki przysłowiowy klucz na sznurku na szyję. Tak. I nie było ich od świtu do późnej nocy, jak już powiedziałem. No i tu zaczęła się cała jazda. Pamiętam ten późny, pierwszy, późny wieczór. Siedziałem przy biurku.
Miałem całkowicie w domu sam, bo oni byli wtedy w tej pracy. Przerysowywałem, pamiętam to jak dzisiaj, tak jak całą resztę rzeczy ze szczegółami. Postacie w komiksu o koziołku marszałku. Gdzie pan to usłyszałem? Usłyszałem głośny, gardłowy pomruk przechodzący w taki, takie groźne, głębokie warczenie wściekłego psa. Tak, tak, jakby. Jakby, jakby warczał. To nie było takie, że jak się przechodzi czasami koło ogrodzenia i pies warczy, to jest tak. Nie, nie. To było takie, że zaraz, zaraz ktoś na ciebie rzuci. Ja byłem przerażony wtedy. Pamiętam, że gdy usłyszałem to pierwszy raz, po prostu no, zmoczyłem spodnie. Całe powietrze w pokoju wibrowało tym warczeniem. Nie opowiedziałem rodzicom nic. Nie wiem czemu, wewnętrznie miałem takie przekonanie, że mnie wyśmieją. No i powtarzało się to praktycznie codziennie.
Przez jaki czas? Nie jestem w stanie teraz powiedzieć. Na pewno powyżej miesiąca. Jak tylko zamykali drzwi za sobą od razu warkot i poczucie obecności. Od razu. Pamiętam, że zdecydowałem się w końcu, że, że chcę tego chrztu właśnie w tym czasie. I to był okres, gdy uczyłem się wszystkich tych modlitw, katechizmu i w ogóle. No i wtedy tam wiadomo, były też poruszane tematy piekła, nieba, tam i tak dalej. I jakoś tak wewnętrznie doszedłem do wniosku, że może to być jakoś powiązane z tym. No i wreszcie zebrałem się na odwagę i jako ten w sumie mały łepek, jak tylko rodzice wyszli, zaczął się warkot.
Zajrzałem tam, gdzie kąt jak mi się wydawało dobiegał ten dźwięk. To jest taka przestrzeń między meblami a ścianą. No po prostu zwykła przestrzeń. Krzyczałem wtedy pamiętam, krzyczałem na głos wynoś się, nie boję się, wynocha i inne inwektywy. Zajrzałem tam za meblami, nie było nic. Za to gdy dotknąłem ściany, ta wibrowała w rytm warkotu. Ona po prostu wibrowała. No i po tej sytuacji wszystko ustało. Mieszkaliśmy tam, znaczy w Janowie Lubelskim do dziewięćdziesiątego drugiego mniej więcej. Tak sobie to nawet zapisałem. Przygotowałem się tak do dziewięćdziesiątego drugiego roku.
Przeprowadziliśmy się tutaj, na Dolny Śląsk, do Świdnicy. No, w tym czasie miałem mnóstwo epizodów, jak ja to nazywam, tak? Było to tak uciążliwe, że wylądowałem w końcu u psychologa, który orzekł, że nic mi nie jest. A po testach, po pytaniach i po tam iluś spotkaniach, po prostu okres dojrzewania.
To różne tam neurotyzmy i inne -yzmy się zdarzają. No i tak naprawdę w tym okresie nikt mi nie chciał mnie słuchać, czy zrozumieć. No nawet najbliżsi, no nie było z kim się podzielić tym, że niektóre rzeczy widzę.Kolejny przykład: Zielona Szkoła. Wyjechaliśmy z klasą, gdzie pewnego dnia też piękny słoneczny dzień. Przebudziłem się, spojrzałem na drzwi wejściowe do pokoju i zobaczyłem tam koleżankę z klasy. I też mi coś nie grało w niej, nie? Tak jak z tym ojców, nie grało mi-- to jest taka, jakby to panu opisać, to jest taka, taka-- taki czas, kiedy wszystko wokół, wszystko wokół cichnie. Ten czas tak jakby, jakby staje w miejscu.
Coś jak znane z ufologii tak zwany czynnik mosta. Tak że cała okolica jakby zamiera, wszystko cichnie i zostaje tylko pan i zjawisko bądź istota, którą pan obserwuje, tak? Coś na tej zasadzie? Znaczy no, n-nie do końca kojarzę temat, ale to, jak pan opisał, to mniej więcej coś takiego. Tylko że wie pan, to bardziej... Jakby to powiedzieć? To jest takie-- taki stan jak w przyąbleniu, nie?
Zaczyna pan mieć mroczki przed oczami, zaczyna się robić cicho, zaraz zaczyna się robić spokojniej i po prostu człowiek się czuje jak w takiej bańce, w takiej butelce zamkniętej. Nawet ciśnienie się zmienia. No n-nie wiem, jak pan to opisać, to jest, to nie jest łatwe. I wtedy w tym zwolnionym tempie widać, widać pewne rzeczy, prawda? To tak mniej więcej wygląda. No w każdym bądź razie do brzegu.
No zobaczyłem tą dziewczynę. Co się okazało? Dwie godziny później gdzieś tam się wygłupiali na balkonie jednego z pokoi spadła 3 łamanie. No i tam takie właśnie przypadki się zdarzały. No niestety no nikt tego nie wsłuchał, nikt tego nie chciał zrozumieć, więc no wstyd się przyznać, ale no uciekłem od nauki już w tak młodym wieku. Alkohol, trawka, tego typu rzeczy. No o dziwo, w dużym cudzysłowie pomogło, tak? Tak jakby przytępiło te zjawiska. No, w ten sposób to wyglądało, tak? I wtedy no już miałem troszeczkę więcej... Na co dzień mi się to nie zdarzało, tylko za jakiś czas, tak?
Miałem troszkę więcej czasu dla siebie. Już wziąłem się za naukę, wyprostowałem swoje życie. No i zacząłem sam poszukiwać odpowiedzi. No niestety , jak to u mnie bywa w życiu, zaprowadziło mnie to na Manowce, tak? Sferę ezoteryki, jakiejś tam magii, ale też medytacji i no różnych rzeczy. Byłem też u znanego, znanego nieznanego egzorcysty ******. Nie wiem, czy pan kojarzy nazwisko. Pan tutaj jest od nas ******. To jest egzorcysta Kościoła rzymskokatolickiego właśnie ******, który stwierdził, że może to jest dar, a nie przekleństwo, tak? Niestety ja mu powiedziałem, że no dziękuję za taki dar, tak? Za dźwięki, za jakieś wizje, za obecności, za-za to, że człowiek ogląda się w pewnych miejscach za siebie, czy widzi coś kątem oka. To-to dla mnie to nie jest żaden dar. Ostatni, chyba taki bardzo mocny akcent, który miałem w tym temacie, to było po śmierci ojca. Moja mama bardzo to przeżyła, że tutaj w tych okolicach mieszka sama. Ja oczywiście przyjechałem do niej, ale nie mogła, nie mogła wytrzymać tylko ze mną. Nie dawała sobie z tym rady, więc wyjechała właśnie tam do Lubelszczyzny, do rodziny. A ja zostałem tutaj sam. Pamiętam, leżałem w łóżku, przytnęło mi się przed telewizorze, kiedy no przebudziłem się, tak?
Przebudziłem się, z tym, że jak leżałem na wznak i jak otworzyłem oczy, no nie byłem w pokoju sam. U wezgłowia mojego łóżka, czyli za moją głową, tak jakby za oparciem łóżka. I ja nie chcę opisywać, bo najbliższe jak wyglądała to postać, ta postać to jest Ring. Nie wiem, czy kojarzy pan ten dosyć znany horror, kobieta.
No tak, jest tą dziewczynką, taką wychodzącą z ekranu, tak? Coś na tej zasadzie. Tak jakby tłuste czarne włosy, które przysłaniają twarz i pochylające się nade mną. Niestety nie można ruszyć ani ręką, ani nogą. Nie-nie mogłem nawet powiekami mrugnąć, nawet oddychanie sprawiało mi trudność, ale no jakby nie wiem, no samo z siebie puściło, tak? Wyskoczyłem z tego łóżka jak oparzony. No do dzisiaj zdarzają się takie epizody. Nauczyłem się je wyczuwać wcześniej i po prostu mam już czterdzieści dwa lata na kartach. Czuję te zmiany ciśnienia, że tak powiem brzydko i staram się omijać takie miejscach, gdzie je czuję . I niech mi pan wierzy, te moje takie- takie, że tak powiem bez pojawiania się w jakimś konkretnym miejscu, czyli takie te moje w cudzysłowie bardzo duże ******.
No, to jest może raz, raz na rok, raz tak-tak-takim takim takie tak się zdarza. Do czego jeszcze chciałem nawiązać? Do tego, co mówił ojciec o tym, że jego ojciec przeprowadził z nim taką rozmowę i on miał coś wspólnego. Proszę sobie wyobrazić. Ja mam dziesięcioletniego syna, który mniej więcej w wieku pięciu-sześciu lat, przez dobry rok czasu nie mógł sam spać z tego względu, że twierdził, że za sapą znajdują się potwory i go toną za ataki i tak dalej. Ja wiem, że to może być dziecinna wyobraźnia i w ogóle, ale ucząc się na-na swoim przykładzie, sam postarałem się, że tak powiem, zamienić miejscami z synem. Syn poszedł do żony, ja ja poszukałem sobie troszkę w jego pokoju. Nie wiem, czy to nie ma-- no to może głupio zabrzmi, ale czegoś wspólnego z dziedziczeniem? Nie wiem.
Tak-tak mi się wydaje. No, no pokrótce tak wygląda moja historia. No do dzisiaj, do dzisiaj niestety. Niestety. No miewam takie, takie, takie takie przebłyski jeszcze tych rzeczy, które przeżyłem wtedy. Ja tutaj sobie pozapisywałem troszkę takich spostrzeżeń, komentarzy i pytań. W momencie, gdy pan opisywał tą obserwację postaci, która przypominała pana ojca w dzieciństwie.
Najpierw sobie zapisałem takie pytanie, czy to może coś podszyło się pod ojca? A może świadomość świadka przekształciła obraz istoty, jaka wtedy tam się pojawiła? A potem, jak pan przeszedł do opisywania tego, co tego wypadku, tego prawie wypadku, który opisał panu ojciec.
Skojarzyło mi się to z sytuacją, którą opisywał kiedyś słynny jasnowidz ojciec Andrzej Czesław Klimuszko w swojej książce. Też taka sytuacja, gdzie siedział sobie w jakimś tam biurku, w jakimś tam swoim biurze.W kamienicy i nagle dostał do głowy przekaz, że zaraz dojdzie do tragedii, że ktoś straci rękę, jakiś robotnik. No i wybiegł z tego biura, z tej kamienicy i się okazało, że zanim zdążył wybiec, to rzeczywiście do takiego wypadku doszło, że tam jakiś robotnik na drodze doznał wypadku, krzyczał z bólu i się okazało, że właśnie stracił rękę. Podobne skojarzenie mi się nasunęło. Jak pan opisywał to późniejsze zdarzenie z tą koleżanką na średniej szkole. Pan nie wiedział, z czym to może być związane, prawda? Że, że to może być z jakimś zdarzeniem związane, które dopiero ma nadejść bądź dzieje się właśnie w tym momencie?
Nie, nie nie, nie, bo to wyglądało w ten sposób, że ja-- no po prostu obudziliśmy się. Tam były takie pokoje trzyosobowe, tak? No obudzili nas rano na śniadanie. W ogóle to był ten moment przebudzenia, kiedy to widziałem. A później po prostu z chłopakami zaczęliśmy się tam szykować, z tego, co pamiętam-- gdzieś tam do śniadania, ubierać się, czy tam myć się poranne i w ogóle, i tak dalej. No i w międzyczasie właśnie, właśnie okazało się, że, że ta dziewczyna tam gdzieś z jakiegoś bodajże wtedy pierwsze piętro, aż poleciała gdzieś tam z tego balkonu, także zamontowanego coś, taka sytuacja, że po prostu z wysokości zleciała. No niestety okazało się, że jest otwarte złamanie, głośna afera. W ogóle szybko nas stamtąd zabrali. Szybciutko poszliśmy do domu, bo było dosyć, dosyć. Dosyć gruba afera, że tak powiem .
A miał pan w dzieciństwie bądź w młodości jakiś kontakt z takimi treściami o tematyce, powiedzmy paranormalnej, ezoterycznej? Coś takiego jest tej ziemi? Znaczy, jeśli chodzi o młodość, młodość . Jak często ma młodość? Bo jeżeli chodzi o młodość, jak byłem nastolatkiem, to tak.
No to tak, jak już tu pogadałem. No sam poszukiwałem, zacząłem poszukiwać, ponieważ nikt nie chciał mi w tym pomóc. No i hak tak? Tak. I wtedy, wtedy zagłębiłem się bardzo, bardzo ostro w tematy ezoteryczne, jakieś tam magiczne, jakieś czakry, medytacje. To wszystko przeleciałem, żeby znaleźć chociażby nić jakiegoś powiązania. Może nie wiem jakiegoś porównania. Tylko się to się dzieje u mnie. Czy może nie wiem, może...
Sam już nie wiem, czy ja poszukiwałem wytłumaczenia, czy może poszukiwałem w cudzysłowie lekarstwa. Nie wiem. Ale tak, wtedy, gdy już była średnia szkoła, to tak. Tak, bardzo, bardzo duża, bardzo duży, duży wątek tam się u mnie przewijał.
Tych tematów i ludzi. No po prostu poszukiwałem. Rozumiem, że we wcześniejszym dzieciństwie, we wcześniejszym okresie nie miał pan styczności z takimi treściami odwołującymi się do tematyki paranormalnej, do sfery duchowej, prawda?
Nie, nie, nie. No, jeżeli nie liczyć tego koziołka Matołka, to nie, nie, nie nie nie, nie, nie. Zresztą muszę zaznaczyć, że ojciec nigdy nie był religijny, ale za to moja mama bardzo do dzisiaj jest. Ona bardzo ubolewała cały czas nad tym, że właśnie tego chrztu nie miałem, ale ojciec się uparł. No i ona, ona jednak poszła nawet za jego zdaniem, że ja mam być świadomy, mam sam wybrać drogę, drogę w swoim życiu. Ale ona tak bardzo, bardzo taką do dzisiaj katoliczką, co niedzielę kościółek i tak dalej. No i tam zawsze gdzieś w domu te krzyże i ten kościół był gdzieś tak, tak obecny gdzieś pobocznie, nie? Ale nie, jeśli chodzi o taką ezoterykę, jakąś magię. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Dopiero później, gdy już że tak powiem, wszystko na ostro się szybko zaczęło, no to wtedy zacząłem się tym interesować i gdzieś tam przybliżyłem się do tego świata teorii.
Pojawiła się u pana taka całkiem chyba uzasadniona potrzeba głębszego zrozumienia tego, co pan doświadczał, tak? Ja powiem tak. No, no proszę sobie wyobrazić taką sytuację, no kurczę, no jest pan w pokoju, w którym ściany zaczynają na pana warczeć, no. No i albo-- moja pierwsza myśl, niestety, bo jeszcze byłem młody, ale później moja pierwsza myśl: iść do psychologa. Tam o sobie tak pomyślałem — iść do psychologa. I poszedłem. Do jednego, drugiego, trzeciego. I robiłem testy. I robiłem badania. Później poszedłem nawet, tak jak mówiłem, do egzorcysty. No, to jest dla mnie do dzisiaj, naprawdę to jest-- ja jestem czterdziestodwuletnim chłopem, który czasami jak poczuje, to jak mówiłem, to ja to nazywam epizod, ale tak, to ciśnienie. Ja po prostu no mam serce w gardle i odchodzę z tego miejsca jak najszybciej.
Czuje pan taką jakby gęstniejącą atmosferę na tej zasadzie? Coś tak? To jest, to jest to od razu na karku włosy stają dęba, to od razu człowiek wie, że jest zagrożony. To, to jest uczucie takie jakby zaraz miało coś skoczyć na plecy, zaczyna się robić gęsto, zaczyna zmieniać się ciśnienie w uszach.
Nie, to od razu, od razu. Ja po prostu szczerze mówiąc, uciekam. No ja po prostu się boję, nie? Jak po tylu latach, mając czterdzieści lat, gdzie to wszystko zaczęło się, nie wiem, w wieku mniej więcej może dziesięciu. Ja nadal za każdym razem czuję się, jakby to było pierwszy raz i nadal czuję się jak małe dziecko, które w kącie jest skulone i boi się spojrzeć na ścianę własnego pokoju.
A to, co pan opisywał z relacji ojca, ten taki, ta sytuacja z tym takim tajnym pokojem, powiedzmy, z tymi śladami po świeczkach, to mi się skojarzyło jakoś tak dziwnie z seansami spirytystycznymi. Nie wiem, czy pan kojarzy ten temat.
Tak, kojarzę też tak myślałem. No ojciec nigdy nie rozwijał bliżej gdzieś tam tego tematu, nawet jak go prosiłem później, po latach. Ale czasami się wygadywał gdzieś tam, wiadomo, gdzieś rozluźniała się atmosfera, więc parę, parę gdzieś tam zdań rzucił.
No tak, tak oni, oni, oni, gdzieś tam moja rodzina, znaczy ja ich nie znałem, ponieważ to mój ojciec przeżył całą wojnę drugą światową ze swoim bratem. Notabene-W latach, o dziwo, nie poznałem nigdy dziadka, babci, bo oni wszyscy po prostu podczas, podczas wojny zostali zabici. Ale z tej tylko powieści tak. Mówią, że tak.
Co sobotę, co sobotę przychodzili, szli z nim do wojska. Zamykali ten pokój. Tam nie mieli prawa nigdy wejść. Oni w ogóle byli bardzo bogatymi ludźmi tam w Warszawie. Jakiś tegostokarew, to musiałbym pogrzebać w papierach, jakieś gimnazjum nawet ufundowali gdzieś tam w pewnym sensie ludzie przy kasie. I właśnie tak to wyglądało. No i z tego, co mi się mówi, no to za to, że się, że nikomu nie mówił o tych spotkaniach i o tym, co tam widuje, no to dostawał pieniądze za to, że tam po tym wszystkim sprzątał ten pokój, prawda, tych świeczek, gdzieś tam układał to wszystko i w ogóle. A jest coś takiego, że po takich turbulentnych zdarzeniach typu pierwsza wojna światowa, druga wojna światowa, nie wiem, w niektórych krajach takim turbulentnym wydarzeniem był upadek komunizmu rzekomy. Rośnie jakoś tak w społeczeństwie zainteresowanie tą tematyką paranormalną i jakoś tak bardziej ludzie skłonni są do organizowania takich rzeczy, typu właśnie seanse spirytystyczne, coś, żeby, żeby odzyskać kontakt z kimś, kto na przykład zginął w tragicznych okolicznościach. Nie wiem, czy pan ma też takie wrażenie.
Tak, to mi to nawet właśnie też ojciec opowiadał. Też jedna z rzeczy, którą się tam właśnie gdzieś tam wygadywał, no to pierwowzór polski tej takiej tablicy Ouija, Ouija? Ouija. Jak to było na prawdę? Ja stosuję, ja stosuję wymowę Ouija, chyba tak, taką z angielskiego, chociaż nie wiem, nie wiem właściwie, z jakiego języka ta nazwa. Nie pamiętam, z jakiego języka ta nazwa pochodzi, ale ja jestem anglista z wykształcenia, więc dla mnie to jest Ouija. Okej, okej. No to właśnie opowiadał o tym, że tak jak pan mówi, po tam gdzieś w trakcie wojny, po wojnie, ludzie chcieli się kontaktować. No to ponoć w Polsce był taki zwyczaj dosyć mocno rozpowszechniony nawet z tego, co mówił, że na kartce papieru właśnie pisali ten alfabet tam tak, nie i tak dalej. Tak jak to wygląda tam mniej więcej ta tablica. I pośrodku kładli porcelanowy talerzyk ze strzałką i właśnie robili to samo. Identycznie to robi się z tą tablicą. Czyli rozmowy takie. Ewentualnie, czy z tego, co mówił okrągły stole, ludzie stykali się tam jakoś palcami i wywoływali tam niby, niby duchy jakieś. No tam parę rzeczy takich gdzieś tam powiedział, chociaż nigdy nie powiedział, że był ktoś takiego zaplątany, czy się tym zajmował, czy to robił.
No być może osoba sporządzająca taką tabliczkę zostawia taki jakby ślad energetyczny po sobie. Nie wiem oczywiście, w jaki sposób te seanse w przypadku pana ojca przebiegały. Czy może wybierali sobie jakiegoś konkretnego zmarłego, z którym chcą się skontaktować? Nie wiem. Ale pisząc coś na kartce na przykład zostawiamy jakiś swój ślad energetyczny i potem wykorzystanie tej kartki w takim jakby rytuale typu seans spirytystyczny czy jakaś próba inna nawiązania kontaktu z osobą zmarłą skutkuje-- może poskutkować tym, że nawiążemy kontakt z osobą, która była bliska osobie, która taką kartkę podpisała. Wie pan, ja powiem tak, jeżeli mogę wtrącić już tak jak już troszeczkę już ten temat skoczyliśmy. Z mojego własnego doświadczenia, przez te moje tam dziwne przebytki, miałem trochę styczności z ludźmi, którzy właśnie chcieliby tak bardzo, prosiliby tak bardzo jeszcze porozmawiać z kimś, w ogóle z tej tęsknoty utraconej w ogóle. Ale wie pan, mi się tak wydaje. Mam takie wewnętrzne przeświadczenie. Mogę się mylić, może się mylę, ale moje wewnętrzne przeświadczenie jest takie, że z czymkolwiek ten człowiek rozmawia, to już nie jest jego bliski. To po pierwsze. A po drugie raczej z zmarłą osobą już się nie da porozumieć. To są jakieś echa, to są jakieś... To tak jak ten mój ojciec. Ja nigdy nie obraziłem mojego ojca, bo mnie bardzo szanował, bo go bardzo szanowałem, a on bardzo szanował mnie jako syna, jako ojca. Ale w tamtym momencie to, co widziałem jego, to ta twarz, te oczy, to spojrzenie, to tak, jakby to nie jest człowiek. To jest-- ja to porównuję do ptaka. Do ptaka, który się zdziwi, że cię widzi i z ciekawością Cię ogląda. Co to za cholera? Nie wierzę w to, że można nawiązać kontakt ze zmarłym.
Nie wierzę. To nie jest już zmarły. To cokolwiek to jest, cokolwiek, czymkolwiek ci ludzie rozmawiają podczas tych seansów. Dla mnie to nie jest już ten człowiek, który żył kiedyś. No dlatego też mi się to skojarzyło z takim jakby podszywem mówiąc wprost. Są też-- są tacy badacze tych tematów związanych ze świadomością, jak na przykład Tom Campbell, którzy podchodzą w taki bardzo techniczny sposób do kwestii nawiązywania kontaktu ze światami. I na przykład Tom Campbell twierdzi, że tak naprawdę nie rozmawiamy z samym tym zmarłym, tylko z jakimś tam wynikiem zapytania do bazy danych. Coś na tej zasadzie. Wysyłając intencję nawiązania kontaktu, wysyłamy tak naprawdę zapytanie do bazy danych i ta baza danych nam odpowiada, jakby przybierając postać tego zmarłego, postać, poglądy i tak dalej. Ale widzi pan, tu znowu możemy zahaczyć, bo to na te tematy można by było naprawdę rozmawiać tydzień, prawda? Teraz znowu pojawia się inne zagadnienie. No skoro to jest baza danych, tak? Okej, czyli to jest coś, co przeżyliśmy, coś, co było tak fizycznie bądź, no coś mniej fizycznie, ale też doświadczyliśmy, tak? Dobrze, super, ale co jeżeli widzimy coś, czego w życiu naocznie nie widzieliśmy i to coś jeszcze wygląda jak widok wyciągnięty z jakiegoś horroru? No to gdzie to jest w tej bazie danych? Kto to sobie wymyślił i jakim cudem się to tam znalazło? Wie pan, to dla mnie to jest... No nie wiem, nie wiem. Ja błądzę, ja błądzę. Wie Pan, może dlatego zadzwoniłem... Posłuchałem trochę Waszych audycji. Wydaje mi się, że jesteście bardzo konkretnymi ludźmi.
Bardzo fajnie podchodzicie do tematu i próbując się postawić w danej sytuacji i naprawdę logicznie podejść do tego. Dlatego bardzo się cieszę z tego kontaktu i chętnie, chętnie, chętnie na te tematy porozmawiam jeszcze, bo może akurat znajdę gdzieś u Was jakieś rozwiązanie.
To, co pan mówi sugeruje, że to jakby przechodzi z ojca na syna, z ojca na syna i z ojca na syna. Tak? Tak to wygląda. Czy nie ma Pan wrażenia, że... Czy ktoś w rodzinie z tej, przynajmniej z tej męskiej części pana rodziny, nie sprowadził czegoś z tamtej strony?
Nie jestem tego pewien, że tego nie zrobił. I po tym, jak, jak szukałem tych właśnie przez, przez, no można powiedzieć wielu lat. No tak, nawet natknąłem się na, na, na-na nawet na samą, na samą Biblię, tak? Ktoś, kto zajmuje się dziś, może być przeklęty w którymś tam jeszcze pokoleniu, tak? Ja wiem, że tak dziwnie to porównuję, ale no mój dzieciak. Obserwuję go, niech mi pan wierzy, od tamtego czasu, kiedy tam mówił o tych szachowych stworach, że tak powiem i no nie przejawia jakichś takich, ale ma czasami takie odpały. Ma. Ja wiem, że ja wiem, że ja nie jestem teraz obiektywny, ponieważ ja teraz widzę świat tak naprawdę i widzę przez pryzmat tego, co przeżywam, więc mogę wmawiać sobie, że jemu coś też jest, ale no nie do końca, tak? Nie do końca, ponieważ moja, moja żona też czasami szturcha mnie w bok i mówi: "zobacz, co on robi" jakoś. No jest troszeczkę, troszeczkę inny ten dzieciaczek. Staramy się podchodzić do tego ze spokojem i wysłuchiwać go, nawet jeżeli opowie coś bardzo nieprawdopodobnego. No mam nadzieję, że jeżeli byłoby z nim tak, jak było kiedyś ze mną, no to postaram się stanąć tam z jakiegoś innego zdania i na pewno go z tym nie zostawię. Tak jak mnie zostawiono w dzieciństwie.
Ja myślę, że w ogóle pan ma bardzo dobre podejście, jeżeli chodzi o-o pana rozmowę z synem na te tematy paranormalne. Myślę, że dobrze byłoby kiedyś taką dłuższą rozmowę z synem odbyć na temat tego, co-co on jest dzieckiem właśnie z bardzo, bardzo doświadcza, czy coś widuje- Tak, tak. Jak to czuje w ogóle, prawda?
Chcę tylko, że-- myślę, że jest jeszcze za wcześnie, bo rozwiniętą wyobraźnią też. I boję się, że taka rozmowa zbyt wcześnie, zbyt wczesna, ukierunkuje go właśnie w tą, w tą stronę, a nie chciałbym tego. Nie chciałbym tego, bo o ile to jest bardzo, to są bardzo ciekawe tematy, o ile chcemy to zgłębiać, gdzieś tam zobaczyć i w ogóle, to niestety ten świat jest bardzo mroczny, niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw i jest naprawdę nie dla każdego. Wolałbym uchronić swoje dziecko przed przed doświadczaniem tego. No na pewno. W każdym razie jakoś warto myślę utrwalać te jego relacje, nawet te-te jego wypowiedzi odnoszące się do tych tematów.
Może nawet nie-nie urządzać jakiejś takiej rozmowy stricte temu poświęconej, tylko po prostu jakoś zapisywać, czy też w miarę możliwości nagrywać jego słowa, jak on to opisuje, co on wtedy czuje, jaka jest jego reakcja w tym momencie, kiedy, kiedy on opowiada o tych rzeczach.
Też o tym myślałem, też o tym myślałem. No, no zobaczymy bo . Poziom i zobaczymy, tak? Wszystko to jest rozwojowa sytuacja, nie? Jedna rzecz tylko jeszcze: będąc przez tyle lat tak blisko, jakby nie było niewyjaśnionego i zastanawiam się nad jednym: jeżeli wszystko to, o czym, o czym, o czym jest mowa wokół, te takie obiegowe opinie, że no człowiek umiera, tam wiadomo, no według tam katolików czy chrześcijan tam piekło, niebo, ble, ble, ble, Budda, tam wiadomo, jakaś reinkarnacja, coś tam, coś tam i tak dalej. Jeżeli tak jest, no to kurczę, no to jeżeli ta natura jest, jest tak ukierunkowana na ten rozwój tego człowieka, na to, żeby szedł dalej. No to skąd się biorą takie rzeczy, nie? Takie... Kurczę, no, szukam gdzieś. Wiem, że błądzę. Wiem, że teraz, teraz mogę być nieskładny w swoich wypowiedzi, ale skąd to się, do cholery, bierze, no? Skąd się biorą takie testy, nie, że tak jak mówię, no człowiek.
Widzi pan, ja na przykład przez jakiś okres czasu też siedziałem z tej tematyki w celu dziczenia, tak? Dlaczego? Dlatego, że po śmierci ojca, gdy widziałem tą, ja to tak nazywam, ringową babeczkę, po której ja się zastanawiam teraz, jeżeli no, wiadomo, chciałbym, żeby jak najdłużej po tym świecie, bo chodziła moja mama, no ale jeżeli jej zabraknie, ja przyjdę tutaj, nie wiem, sprzątać ten, to mieszkanie i tak dalej.
Jeżeli ja bym miał to przegrywać przez dłuższy czas, no to, no to ja ze przeproszeniem mam pełno w portkach, no. No to jest po prostu, to jest tragedia, kurczę no. I-i, heh-heh, no dużo, dużo rzeczy, dużo rzeczy jest, tak jak mówię, 3-3 lata więzienia. Też, też czasami jest tak, że gdzieś wchodzimy od najaji. Kiedyś weszliśmy sobie z kolegami, jeszcze jak byłem młody, taki pseudo-pseudo zwiedzanie starych, rozwalonych domów, tak? No i też ja tam-tamtą przemianę chyba najszybciej, nie? To nie były jeszcze czasy, kiedy można było wtedy wziąć komórkę i zacząć nagrywać, że coś się działo i faktycznie ktoś: "O, zobacz! Coś tam przebiegło".
Ale, ale były takie sytuacje, nie? Gdzieś tam kątem oka też. Nauczyłem się w tym żyć Nauczyłem się to wyczuwać i gdzieś tam ukrywać. No i tyle, nie? No cóż ty nam tutaj można powiedzieć? No niektórzy pewnie by w takim momencie wysunęli teorię o-o jakichś istotach, które chcą się żywić naszym strachem, czy też wykorzystują nasz stan psychiczny do pożywienia się naszą energią.
Akurat tym tematem, o którym pan teraz mówi, to byłem, byłem akurat u tego właśnie pana z ******. No tak jak mówię, ja rozmawiałem z nim też dosyć długo na ten temat. Mniej więcej powiedział to, co pan teraz. Oni tam gdzieś mają, tam swoje sposoby, on powiedział, że gdzieś tam się w jakimś kółku czy kręgu będą za mnie tam modlić, jakiś tam specjalny rytm, ktoś tam też, coś, tylko że to na odległość. Ja nie byłem przy tym, wie pan, w ogóle obecny. To było-- oni byli w Żarowie, a ****** to jest, nie wiem, tam czterdzieści kilometrów może gdzieś dalej.
No i po tym wszystkim miałem przyjść do niego. No przyszedłem i pytał się, czy coś się działo. Stwierdziłem, że nie no, normalnie nic, kompletnie null, zero. No i on mi zaczął właśnie wyjeżdżać sobie z tym darem i w ogóle nie. No, no nie wiem, wydaje mi się, że chyba nie Może po prostu. No nie wiem, nie wiem.
No zależy jak kto, jak kto do tego podchodzi i jaki to ma wpływ na życie. To może być albo dar, albo przekleństwo, prawda? Bo są ludzie, którzy słysząc o takich historiach, czują taką zazdrość. Komuś się coś takiego dzieje, nawet niektórym regularnie, a mi się nie dzieje.
Ja też bym chciał. Uważaj, o co prosisz. Tak. Nie chciałbym. Naprawdę nie chciałbym. I tutaj mogę. Nie wiem, czy to, czy to.I gdzieś tam puścicie te słowa, które teraz wypowiem Ci. Nie, ale naprawdę ja ze swojego doświadczenia przestrzegałbym wszystkich przed, yy, przed takim głębokim poszukiwaniem jak te właśnie tabliczki, jak te seanse, jak takie rzeczy, że ojej, jak chcę zobaczyć to, co widzi też. Nie chcesz? Nie chcesz. Nie chcesz. Uwierz mi, nie chcesz. Nie chcesz w stu procentach nie chcesz. Naprawdę nie. Mówiąc o przeżyciach tego typu małych dzieci, zawsze mi się nasuwa skojarzenie. Zawsze mi się takie spostrzeżenie nasuwa, że przecież umysł dziecka nie jest jakby jeszcze na tyle skażony tymi różnymi, jakby kulturowymi elementami, które my mamy powgrywane.
Ten bank pamięci nie jest jeszcze na tyle bogaty, żeby dziecko jakby mogło sobie takie coś wymyślić, prawda? No właśnie. No i z drugiej strony też to powoduje to, że zobaczenie czegoś czy doświadczenie czegoś, co nie pasuje do zawartości tego banku pamięci, powoduje przez naszą świadomość zniekształcenie doświadczenia. Pojawia się jakaś istota, której dziecko nie zna, ale świadomość wyszukuje ten, ten element, który nazywa się interpretatorem, wyszukuje w banku pamięci najbliższe skojarzenie i wstawia na przykład w to miejsce jakąś osobę bliską, wizerunek ojca na przykład, tak jak było w pana przypadku.
Każdy z nas tak, no mózg musi jakoś zinterpretować to, co widzi, a że nie widział nigdy, no to musi zaspokoić czymś Mhm, mhm. co zrozumie. To, to, to jest zrozumiałe, zrozumiałe? Tak. I podejrzewam, że tak to się odbywa, ale to się odbywa tylko takie jest Już całkowicie, yy, pytanie bez odpowiedzi całkowicie retoryczne: dlaczego ja, nie? Bo to, to jest to, nie? To jest, to jest wiele wątków. No tak, ja myślałem właśnie o tym, o czym my rozmawiamy, o tym, że może pokoleniowo coś, bo to tam z tymi świeczkami, o tym, że dano mi to już myślałem o pokoleniach, no doszedłem tam do czegoś, jakichś wniosków, no ale chyba jednak nie. Później myślałem, że może jednak powiązanie z tym, że nie byłem ochrzczony, że tam gdzieś jakoś to było zaburzone, może religijnie do tego podejść? No chyba raczej też nie. No skoro już sam człowiek, który zajmuje się na co dzień, jakby nie było duchową sferą, będąc egzorcystą twierdzi, że nie. No to później poszedłem w stronę psychologii.
Może, kto wie? Może mam coś uszkodzonego i za przeproszeniem wkręcam sobie jakąś parę, jakaś, jakieś, nie wiem, jakieś, jakieś rzeczy... No też nie, bo łączy, łączy je tomografia komputerowa, o cholera. No nie wiem, możemy dywagować o tym godzinami. Ja jedno wiem, do jednego wniosku dochodzę. Po pierwsze, tak jak powiedzieliśmy, nie chcesz tego widzieć, uwierz mi. Po drugie, jeżeli szukasz, to szukaj tak mądrze, jak wy to między innymi robicie w radiu, paranormalnie: robicie to mądrze. Robicie to mądrze, robicie to z dystansem.
Robicie to bez zaangażowania takiego głupiego, tak jak byłoby głupim zaangażowaniem w sytuacji bawienie się tą tabliczką i tymi rzeczami, nie? Bez takiego zafiksowania. Dokładnie, dokładnie, dokładnie. No zafiksowany na ten temat mogę być ja, ale nie jestem. Dlaczego? Dlatego, że tak jak mówię, mam czterdzieści dwa lata. Od czasu do czasu zdarzają mi się dalej te rzeczy, ale ja muszę żyć. Ja muszę żyć, bo niektórym ludziom żyć miałem wtedy, gdy przyszedł ten okres takiego załamania, gdzie nikt mnie nie rozumiał, gdzie praktycznie codziennie coś się działo. Ja po prostu zacząłem przede wszystkim no, ja musiałem od tego uciec. Ja źle bym skończył, może na jakimś drzewie, ale wziąłem się w garść, powiedziałem: "Nie, nie". Nauczyłem się o tym, ile tylko mogłem, na ile tylko pozwala dzisiejsza wiedza o tych rzeczach, a jest bardzo uboga i tyle. No i co? No, wyszedłem jakoś na ludzi. Mam pracę, mam rodzinę, ale no tak jak mówię, no lekko nie jest, bo. No bo czasami tak, czasami odczuwam, odczuwam no różne rzeczy, różne rzeczy, różne miejsca przede wszystkim, tak? Kiedy kładę się spać, na przykład, nie? Staram się...
Mam swoją taką technikę wypracowaną. Staram się-- ja to nazywam zamykanie się w pokoju, tak? Wewnątrz zamykam się w swoim własnym pokoju, bo gdybym tego nie zrobił, a nieraz mi się zdarzyło, prawie zawsze coś się dzieje, prawie zawsze coś widzę albo czuję, czy dotyk, czy-czy szepot, czy-czy jakiś podmuch na twarzy.
No, to co, ja kończę czat. Ja z tego nie wyrosłem. Ja, ja po prostu tak jest . Ale nauczyłem się z tym żyć. Nauczyłem się to w miarę kontrolować i myślę, że dla otoczenia też nie jestem zbyt upierdliwy z tymi tematami. Staram się ich nie poruszać, bo tak naprawdę ludzie tego nie rozumieją, no. Ludzie, tak jak pan mówi, albo chcą tego, albo są zafascynowani, by się naoglądali horroru, albo się boją, albo mają cię za idiotę. Dlatego nie poruszam takich rzeczy gdzieś tam publicznie, przy znajomych czy w ogóle w kręgu ludzi No wiadomo, różnie-- różni ludzie różnie do tego podchodzą. Tutaj odnośnie tego chrztu czy też braku chrztu. Przypomina mi się taka wypowiedź, którą kiedyś czytałem na jednym z for o tematyce paranormalnej, że chrzest to jest taki jakby troszeczkę spisek. To jest taki rytuał zamykający tak naprawdę czakrę trzeciego oka i zamykający człowieka na kontakty z tymi światami, z tym światem niematerialnym, nie fizycznym. Dlatego, że tego typu rzeczy, tego typu zdarzenia zdarzają się.
Zdarzenia zdarzają się, to tak na słomo maślane. Tego typu rzeczy doświadczają osoby bez względu na wyznawany światopogląd, bez względu na to, czy są religijne, czy nie. Tutaj nie ma jakby reguły albo się komuś zdarza, albo nie, prawda? Tak, tak, tak, dokładnie. I tak jak mówię, że no kurczę, no dziwna, dziwna sprawa.Mam też jeszcze jedną rzecz. No, jeżeli, jeżeli chciałby pan, chciałby pan posłuchać. Nie wiem, czy to jest związane akurat z tym, o czym mówimy, ale tak jak mówię, takie dziwne rzeczy, takie dziwne w cudzysłowie dużym, takie, że tak powiem, z tamtej strony zdarzają mi się przez cały czas i są w różnej tematyce. Jedno zdarzenie, pamiętam do dzisiaj. Moja teraźniejsza żona studiowała ze mną w Wałbrzychu, tutaj na Dolnym Śląsku, tak? Ale mieszkaliśmy, no tak się złożyło, mieszkaliśmy koło Kamiennej Góry, więc kawałek, spory kawał odległości.
Dojeżdżaliśmy, wtedy żadne z nas nie miało auta, swojego transportu, więc dojeżdżaliśmy busami. Wtedy na studiach była już ciąża, chyba już piąty miesiąc. No i wracaliśmy właśnie z wykładu. Pamiętam, że było już taka mocna, mocna jesień. Późna jesień, było już ciemno. Jak wysiedliśmy sobie z busa, no to niestety trzeba było jeszcze ponad dwa kilometry przejść od tego przystanku do miejsca, w którym mieszkaliśmy, tam do miejscowości Mieszków koło Chełmca. Z Chełmca jest widać, tam jest blisko Kamienna Góra i tak dalej. Czarny Bór, nie wiem, może pan kojarzy te okolice. W każdym bądź razie trzeba było tam przejść przez ten Czarny Bór i tam była taka, takie krótkie drogi, że przechodziło się pod takim starym mostem - wiaduktem, który już był zapuszczony, w takich zaroślach nieużywany i droga asfaltowa po lewej i po prawej stronie taki dosyć gęsty las przechodzący w pola. No i co? Wracamy sobie pod tym wiaduktem. Jak tylko minęliśmy wiadukt, ja to poczułem. Ja już poczułem ciśnienie.
Ja już poczułem mroczki przed oczami i zobaczyłem, że już nic nie skorzystałem. Przeraziłem się, bo spojrzałem na moją i uświadomiłem sobie, że jeżeli w tym momencie jest oświetlenie, a ona jest teraz w ciąży, może być problem. Pamiętam, że podszedłem do niej, złapałem ją za ramię i ona chyba instynktownie też poczuła, bo ja zobaczyłem w jej oczach taki strach. Ja mówię: "Słuchaj, wiesz co?
Idź przede mną". Gdzieś tak ze dwa metry przede mną. Ja tam jeszcze zakupy pamiętam w reklamówkach dźwigałem. Szła, pytałem się cały czas, co się dzieje, że czuję się niepewnie. Dobra, nic cieli się nie...
Niech pan sobie wyobrazi, jaka sytuacja i do tej sytuacji chyba nawet gdybym miał, miałbym świadka. Ale okej, do brzegu. Przechodziliśmy akurat tą asfaltówką po środku, po lewej i po prawej skończył się las, były pola. No i za rowami, tamte rowy, które są przy drodze. Były takie ogrodzenia, wie pan, jak teraz tych starych drzew, zrobione z całych drzewek, nie? Razem zbitych, zeschniętych drzewek ogrodzenia.
Pierwsze, co usłyszałem. Ona była po prostu przerażona, bo najwidoczniej później, jak z nią rozmawiałem, ona nie chciała kompletnie. Później stwierdziła, że tak widziała i słyszała to samo, co ja. Usłyszeliśmy, mimo że trawa była całkowicie niska. Jesień tam było już po tych wszystkich, tak jak jesienią rolnictwo, jak nie było po prostu polej, po jednej, po drugiej, obok trawa. To był taki szum, jakby szubary, jakby takie sitowe, zeschnięte, nie? Bardzo głośny. I nagle po prawej stronie od nas. A był piękny księżyc, pięknie oświetlał wszystko. Po prawej stronie, od nas nagle pojawiło się, nie wiem, czy jest problem z opisem, bo pojawił się cień na moje oko i na to, co pamiętam około, nie wiem, około metra dwudziestu kształt tak jakby nie wiem, siedzący pies? Nie? Tam, tam w tym okresie było dużo policji we Wszieprzu, więc o tym też pomyślałem. Mówię kurczę, no może jednak z tej strony też będzie problem.
Więc już całkowicie kazałem jej odejść. Ona szła, mówię idź powoli, tylko nie biegnij, bo jeżeli to zwierzę, to będzie problem. Nie? Więc zaczęła iść. Ja przystanąłem, żeby skoncentrowało się na mnie. Ale co było dziwnego w tym? Dziwnego było to tym, że ten księżyc był tak jasny, że oświetlał wszystko wokół, wszystko, tą trawę, to pole. A ten cień był po prostu cieniem. Tam nie było widać zwierzęcia. To był cień w środku oświetlonego pola. Co najlepsze, zdecydowałem się pójść powoli i odwróciłem na moment głowę do niej. Usłyszeliśmy oboje, jak za przeproszeniem, rąbnęło to ogrodzenie zrobione z tych drzewek ściętych. Po prostu słychać było jak one trzaskają i już nie widzieliśmy tego.
Na drugi dzień rano opowiedzieliśmy jej rodzicom o wszystko, czym się nazwychniała, a tam pitonidzie, tam ho ho, hihi, hihi. Wtedy był ten temat tych, jak one were w Meksyku, tych czub-- o!- Chupacabra widziałeś? Weź nie lecz mi w Tak, był taki na topie, to haha, ogóle się tam. Ale mówię sobie, aż mi wam wokoło udowodnię. I wziąłem sąsiada ze sobą. Na drugi dzień już też wieczorem już tak samo, że był już księżyc na niebie. Wziąłem go ze sobą. Mówię: "dawaj!".Właśnie mam kontakt z tym .
On, on może, podejrzewam, potwierdzić moje słowa. Poszliśmy sobie. On tam od-- w ogóle w tej miejscowości mieszka od urodzenia, nie? No i mówię: "Weź latarkę i dawaj, idziemy". On mówi: "No nie, stary, jest zimno". Opowiadałeś. Mówię: "Dawaj, chodź, przecież nie wierzy. Nie wierzy. No co za chabry!" No to, dobra, spoko, ale wziął ze sobą jakąś tam, przeproszeniem, pałę. No i idziemy. Poszliśmy w to miejsce, przyświetliliśmy latarkami, żeby zobaczyć, czy może jakieś ślady się odbiły w ogóle. Niech pan sobie wyobrazi: dorosły facet za przeproszeniem zaczął wpieprzać do domu, że go nie mogłem dogonić, ponieważ usłyszeliśmy szelest za sobą i dokładnie za nami, mniej więcej pięć metrów od tego ogrodzenia stał ten sam cień. Ten sam cień, tak samo nieoświetlony jak Wszystko wokół, tylko same świeczki, czyli oczy i cień.
Chłopak darł tak, że nie mogłem go dogonić. Powiedział mi na drugi dzień, że on tak jak mieszka tam od urodzenia, tak za przeproszeniem, pierwszy, to nigdy w życiu nie pójdzie już z buta, z Czarnego Boru do Witkowa, będzie jeździł autem. To taka historyjka.
No trudno mu się dziwić. Ale ten cień, ta istota ukazała się idealnie w tym samym miejscu co poprzednim razem? Właśnie nie, bo my poszliśmy-- my poszliśmy z tymi latarkami, że tak powiem, na lewo, czyli tam, gdzie ja widziałem to z żoną i tam świeciliśmy zobaczyć. Ja mówię, bo on chciał iść w dzień. Ja mówię: "Nie, chodź, pójdźmy w tym samym, może akurat będzie, nie?" A tam pierdzieli. No ale dobra, poszliśmy, nie? I zaczęliśmy tam świecić w tym miejscu, w którym my to widzieliśmy, a tym razem to było po drugiej stronie jezdni, po drugiej stronie. Czyli jak ja szedłem z żoną, było po-- zaraz, moment, jak się idzie w stronę Witkowa — po prawej, a jak poszedłem z nim już tam na miejsce, po lewej, czyli po drugiej stronie ulicy, jezdni, asfaltu. No zwierzę można na pewno wykluczyć mi się wydaje, bo po pierwsze byłyby chyba jakieś ślady widoczne, a nawet jeśli nie byłoby żadnych śladów widocznych, to byłoby widać, jak to zwierzę ucieka. Ktoś by to zauważył. A z tego opisu pana wynika, że to po prostu wzięło i zniknęło. Dokładnie.
Nie było, nie było. Jedyne co to było, to po prostu mówię, jak zdecydowałem się wreszcie odwrócić. Na moment to było takie walnięcie i proste ogrodzenia, parę takich tam. No jak krowy się wypasa, nie? Takie normalnie ścięte, ścięte drzewa, które są razem zbite w takie ogrodzenia z dwóch, z dwóch żergi.
No to jest grube, to jest grube, to jest mocne, tak? A ja po prostu słyszałem, jak to trzaska i to po prostu trzaskało tak, jakby coś się przecisnęło przez to. Błyskawicznie, po prostu błyskawicznie i koniec. Łamie się żywot, nie ma nic. A za drugim razem, kiedy z tym kolegą poszedłem i zaczęliśmy za przeproszeniem uciekać jak dzieciaki, no to nie. To, to nie wiem, co się z tym działo, bo wolałem się nie obracać do siebie . Już powiem panu, że drugi raz, tak jak i on, starałem się dojeżdżać autem. W ogóle wtedy to była jedna z przyczyn, dlaczego moja żona wcześniej zakończyła podróże na studiach. I tu mówię serio. Nie dlatego, że nie chciała, bo przez ciążę już nie mogła, ale wolała już wziąć wcześniej, wcześniej wolne przed porodem, bo nie chciała już się poruszać. No nie wiadomo, jak taka sytuacja stresowa odbiłaby się na dziecku, prawda?
Tak, dokładnie. Tak. Także nawet ze względów bezpieczeństwa lepiej, że żona zrezygnowała z takich, z takich wycieczek. Widzi pan, no takie właśnie sytuacje mi się zdarzają w życiu. Tak, tak wygląda moje życie. Tak. Na niektóre nawet reaguję śmiechem, nawet żartem. Czasami to jest, bo to nie ma sensu. Ja po prostu bym zwariował, jeżeli miałbym do wszystkiego przykładać uwagę i myśleć, że za każdym rogiem czai się na mnie chupa cabra. No i zaznaczmy, że są to sytuacje spotykające człowieka, który po pierwsze jest zdrowy na ciele i umyśle, a po drugie dosyć twardo stąpa po ziemi, prawda?
No tak, no nie mam wyjścia. Mam godzinę , ale tam dla siebie również. No tak, no tak, no staram się, staram się. Co mam zrobić? No nie usiądę, nie będę płakał. No niestety. A tematy paranormalne, jeżeli mogę zapytać, są lub były jakoś obecne w rozmowach w domu? Rodzice, bliscy dzielili się jakimiś historiami ze swojego życia?
Rodzina, rodzina. Znaczy tak, jeżeli chodzi o stronę mojej mamy, to ona nigdy nic takiego nie widziała. Nigdy mi nie powiedziała, mi nie powie, bo pewnie było coś, no bo wszędzie każdy coś miał. Ale ona-ona twierdzi, że nie. Ona, bo ona jest chrześcijanką, bo ona nie porusza takich tematów i to jest temat zamknięty. O tym nie ma co mówić, bo to po prostu nie. A jeśli chodzi o tatę, tak, on nie chciał za bardzo. Nie wiem. Tak widać było, że on też nie chciał mnie kierunkować. On chciał, żebym ja poszedł swoją drogą. Ale mimo wszystko, jak dochodziło do rozmów między nami, to tak. Dał mi wiedzę. Co właśnie już po tych moich burzliwych startach, nie? Po tym, po tych, moich poszukiwaniach, po tym, kiedy już mając naście lat przychodziłem do niego praktycznie na studiach, tak? Przyszedłem do niego. Mówię: "No ojciec, kurczę, no my musimy pogadać o tej naszej rozmowie, jak byłem mały, o tym wszystkim i tak dalej". Nie za bardzo chciał, no ale mimo wszystko gdzieś tam, jakieś tam, tak jak mówię, parę rzeczy gdzieś tam puścił.
No tak, no oni się tym-- no co ja tu będę ukrywał, czymś się zajmowali, coś robili, ale nikt, nic, nie nawet, nawet, nawet-- no teraz już ojca nie ma, zmarł, więc nie ma, nie ma od kogo tej wiedzy przejąć.
Jego brat zmarł jeszcze wcześniej, pięć lat od niego. Także, że tak powiem, górnolotnie, męska linia mojego rodu zatrzymała się teraz na moim przodku. Być może tutaj zagrało też to, że charakter tych doświadczeń pana ojca mógł być taki bardzo osobisty i dlatego też wolał to zachować dla siebie wiele doświadczeń bez dzielenia się tym z kimś, prawda? Znaczy, tutaj, teraz jak sprzątałem tak po ojcu, gdzie mama nie dostała, ja tutaj się zajmowałem tym wszystkim. No to ja mam, mam, no dobre piętnaście publikacji na te tematy mam jego książek, takich-...już powojennych, nie? A propos, jest jedna książka, która mnie bardzo obcięła. Ja ją sobie zostawiłem, całą resztę nie, ale ją sobie zostawiłem.
To było coś o treningu wydzielania z siebie yyy-yy tej substancji. Gdzieś tam ponoć w przedwojeniu jeszcze to badano, że tam ktoś potrafił z siebie wydzielić jakąś substancję, która się formowała w jakieś istoty czy rzeczy i tak dalej.
Ektoplazma. O to, to, to, to, to i w tej książce są tam nawet jakieś ćwiczenia, jakieś takie rzeczy opisujące też historię całą. Później wchodzą oni już tam właśnie w ezoterykę, te ruchome stoliki i tak dalej.
No tam poczytałem tego trochę. Tam właśnie ojciec takich książek miał, no sporo, sporo. No to musi być chyba taka książka z jeszcze z okresu międzywojnia, prawda? W PRL-u strasznie jakby zwalczono tę tematykę. Dopiero w latach osiemdziesiątych coś to zaczęło ruszać.
Siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, jakoś tak zaczął ten, ten, to PRL-owska cenzura zaczęła luzować z tym tematem. Ale jeżeli dobrze kojarzę, to książki o tej tematyce spirytystycznej, takiej bardziej duchowej, ukazywały się w dwudziestoleciu międzywojennym. A potem przyszła wojna, potem przyszedł PRL i temat jakby został ucięty, tak? Tak, tak. No, bo ona tam-- wie Pan, ja w tym momencie nie jestem w domu, ale ja mogę podesłać czy, czy zdjęcie, czy, czy tytuł autora jak Pan chce, bo tam no jest. Nie pamiętam teraz w tym momencie. Jest w ogóle taka bardzo subiektywna okładka, że ja się tak śmieję. Voodoo, nie no, to jest jakaś czaszka kruka i inne takie utentylija czarowskie na, na, na okładce. No znajdę. Dzisiaj nawet pamiętam, to podejdę do kiosku Panu podeślę tytuł, to może Pan zobaczy. Czy fajna publikacja? No nie wiem, no tak, nie oczekiwałem.
No teraz po prostu leży na półce. Dobrze, to będziemy chyba już powolutku zawijać do brzegu, bo ja tutaj wyczerpałem swoją listę pytań i spostrzeżeń, które sobie pozapisywałem w czasie, kiedy pan relacjonował te zdarzenia. No, taka trochę paranormalna odpowiedź nam wyszła w tym momencie.
No tak, zgadza się, ale no tak jak mówię, no dziękuję za możliwość wygadania się. To jest bardzo ważne. Nie można gdzieś tam sobie dusić wszystkiego. No i tak jak mówię, no, no przestroga dla mnie to jest przestroga dla ludzi zawiedzionych, którzy chcą się- chcą się jakoś bawić w słowie. Albo poznać to może jeszcze, ale Żadnej pannie się może bawić, właśnie bawić, wygłupiać się tak jak teraz na tych YouTubach siedzi, non-stop latają z tą tabliczką.
Nie będę wymawiał, bo nie potrafię poprawnie. Robią to dystans, a później nagrywają że im garstki spadają. No może to być AI, może to być fikcja i żyłki, ale nie musi, no. A podejrzewam, że-że-że psychicznie to też jest gdzieś tam uwarunkowane przez symbole, tak? No, o właśnie! Tego nie powiedziałem.
Ojciec na przykład bardzo mocno w domu eksperymentował z radiestezją, tak? Nie warto jest wyobrazić, że od poprzednich domu. Moja mama się strasznie wkurzała, bo ona to za bobon miała, tak? A on każde gniazdko-- on wykuwał tynk i każde gniazdko miało okrągłe-- aha! Każde gniazdko miało zrobioną przez niego z miedzi spirale półtora obrotu, tak? Do tego miał piramidki na oknie postawione zawsze i dystrybutował składaniem surowego mięsa do środka i tam jakieś wahadełka i do kilku rzeczy też.
Też to było obecne. Też to było obecne. Też cały czas gdzieś tam przewijało. No dzisiaj by ojca nazwano pewnie foliarzem, gdyby się tym pochwalił na Facebooku chociażby, prawda? No na sto procent! Kurwa, no nie wiem, czy gadać o tym z domu jest znacznie dużo. Nie wiem. Dużo nie wiem. Naprawdę chciałbym ułatwić tą naszą dzisiejszą rozmowę jakimiś bardziej konkretami, ale nie jestem w stanie, nie?
Nie jestem w stanie, bo... No bo to wszystko było takie owiane tajemnicy. Mi się wydaje, że kiedyś ludzie chyba bardziej otwarcie podchodzili do tych tematów. Nie wiem, czy to było ukierunkowane tym, o czym mówiliśmy, czyli tym, że była wojna i tak właśnie ciągnęli do czterdziestej zwłok. Czy może po prostu no, gdzieś jakoś bardziej się z tym stykali? Nie wiem, był taki okres, taki boom parę lat wstecz, wszyscy lecieli właśnie na te tematy. Teraz to tak ucichło bardzo, nie? Tak mi się przynajmniej wydaje. Jakoś tak mniej tego jest. W skali Polski wydaje mi się, że tutaj, gdzie mieszkam, Dolny Śląsk, jest chyba jednak jeszcze taką, w cudzysłowie, mekką tych wszystkich ćwirów . Bo tutaj nawet gdzieś tam znajomi też przewątpili od czasu do czasu i coś tam się działo, coś tam. Ale tak powiem, żeby ogólnie to wydaje się, że chyba to gdzieś tam jakoś może te nasze współczesne czasy i takie podejście, takie podejście no odwal się troszeczkę od tego wszystkiego spowoduje, że ludzie może nawet przegapiają to tam bardziej takich, nie wiem, zaskorupiali w sobie. Nie są tacy wrażliwi na to wszystko, co tam gdzieś mogliby dotrzeć. Nie wiem. Nie wiem. No dobra, takie wolne myśli. Hehehe- No też dużo osób traktuje to jako taką, prawda, rozrywkę czysto w kategoriach rozrywkowych. Oczywiście dosyć dyskusyjna rozrywka dla mnie szczególnie, że ich-- bo troszkę tam jednak liznąłem tych też tematów ezoteryczno-paranormalnych. Mi się wydaje, że tego nie powinno się traktować w takich kategoriach zabawowych. No ale jak się człowiek nie przekona na własnej skórze, czym to się może skończyć, to... Właśnie to nie osobiste pytanie, ale pytanie A jeszcze pytanie do pana, takie-- no może takie hmm, które no może nie często, a czasami, czasami zadaje, zadaje ludziom innym, tak troszeczkę głębiej wejdę, wejdę w dyskusję, no? Pytanie, pytanie może troszkę na pół stwierdzenia. Czy patrzy pan w swoją przyszłość? Bo ta przyszłość każdego z nas czeka. W końcu stąd odejdziemy i naszą przyszłością będzie to.
Czy patrzy Pan po prostu optymistycznie? Czy wydaje się Panu, że jednak-że jednak może nie być tak, jak nam to wszystko przekazują? Nie będzie tak fajnie, że przyjdzie Pan Bozia i weźmie nas w niebiesiech gdzieś tam łagodzi? Jednak będzie to wyglądało troszeczkę inaczej.
Znaczy, ja staram się do przyszłości podchodzić bez jakichś oczekiwań, po prostu, na tej zasadzie. Takie mam podejście, nie wiem, czy słuszne, że każde takie duże wydarzenie stwarza jakiś potencjalny ogrom nowych możliwości i to jest w jakiś taki sposób ekscytujące dla mnie. Natomiast nie mam jakichś oczekiwań, nie staram się nie wybiegać za bardzo myślami w przyszłość. Po prostu to, co, to co mam, staram się wykorzystywać jak najlepiej. Czerpać jak najwięcej z tego, co, co jest.
No ja niestety, niestety bardzo się nad tym zastanawiam z racji tego, że jeżeli tam jest tak miło, jak przedstawiają mi moje- Mhm. O-odpały, no to. To nie jest miło. Ale dobra. No nie wiem, no. Jeżeli jest to materiał godny poświęcenia uwagi i opublikowania— proszę bardzo. Może komuś pomoże? Może ktoś też ma takie podobne spostrzeżenia? Albo może przeżywa to samo i udałoby się, nie wiem, skonfrontować na tej zasadzie, że-że można było to porównać, ewentualnie, nie wiem, wyciągnąć jakieś wnioski.
No, takie-takie relacje, takie materiały na pewno są takim cennym materiałem dla kogoś, kto próbuje jakby analizować w szerszym kontekście te-te tematy paranormalne. Także myślę, że to się komuś przyda na pewno. A na pewno się przyda osobom, które szukają głębszego zrozumienia tego, co same doświadczają. I-ii jakoś tak lżej się robi człowiekowi, gdy słyszy, że ktoś inny doświadczył czegoś podobnego albo tego samego, tak?
Tak. I powiem Panu, że jak ja bym coś takiego usłyszał, że ktoś gdzieś tam w Polsce jest, to ja-- proszę mi wierzyć, że ja bym pluł, za przeproszeniem, gitara, żeby się tylko z tym człowiekiem spotkać i nie wiem, porozumieć i może... Co dwie głowy, to nie jedna, nie? Naprawdę. O-ale albo ewentualnie nawet usłyszeć, że ten człowiek, no no-- że to, co pan powiedział. Że nie jest pan sam, prawda?
No dokładnie, dokładnie. Bo na razie tak naprawdę tak jest. Nie wiem. No, codzienne życie. Otaczam się znajomymi, otaczam się ludźmi, jest przy mnie rodzina, tak? Ale... No ale ja dalej od tego dziesiątego roku życia do czterdziestego drugiego dalej, tak jak pan powiedział, jestem sam. Jestem totalnie sam. Nic tego nie zrozumiem, bo nic tego nie przeżyłem.
I to jest, to jest, to jest masakra, nie? Tylko to. No, równie dobrze może być tak, że obraca się pan w kręgu osób, z których jakaś część coś przeżyła takiego paranormalnego, z-tylko się tym nie dzielą, bo nie mają pewności, czy ktoś ich nie potraktuje czasem jak-jak pacjentów, potencjalnych choroszczy.
Tak, ja podejrzewam, że większość ludzi na ulicy miało cokolwiek, czymkolwiek innego. Na pewno w życiu, chociażby raz. Ale no każdy tak jak pan gdzieś tam boi się o dobre, dobre, choroszcz. Muszę zapamiętać. Dobrze! No ja-- jeżeli, jeżeli pan nie ma problemu, korzystajcie z tego wywiadu i że tak powiem brzydko i niekłanie, róbta to chceta, bo wydaje mi się, że to-to może, może, może niewiele dobrego może nie zmieni świata, ale może komuś pomoże.
I tak oto kończy się kolejna w historii podcastu "Mówią świadkowie" paranormalna spowiedź. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o wysłuchanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje relacje, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Przypominam o stronie internetowej Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, gdzie obok innych ciekawych materiałów znajdziecie również m.in. pełne archiwum naszych audycji do pobrania w formacie mp3. Gdyby ktoś szukał książki wymienionej przez mojego dzisiejszego rozmówcę, przypominam tytuł: Józef Świtkowski "Okultyzm i magia". Warto również przy okazji polecić "Opowieści z Biura Duchów" autorstwa Ady Edelman, autorki bloga Biuro Duchów, która od niedawna prowadzi również kanał na YouTube o tej samej nazwie. Warto również śledzić i subskrybować kanały Piotra Cielebiasia "UFO Historie" i Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni", gdzie panowie omawiają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Zachęcam również do sięgnięcia po najnowszy numer miesięcznika "Nieznany Świat", gdzie stale obecna jest tematyka związana między innymi z parapsychologią i zjawiskami paranormalnymi, jak też do odwiedzenia kanału czasopisma na YouTube. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny: trzydzieści dwa czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści sześćset trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem: radio at paranormalium.pl. Radio at paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej: www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość.
Sięgnij już dziś po "Nieznany świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko.
Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na Forum.paranormalium.pl