Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było-- nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory Jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem, z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Z osiemdziesiątym drugim już odcinkiem niezwykłej audycji, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym.
Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. W dzisiejszym odcinku poznamy kilka niezwykle intrygujących historii, łączących w sobie elementy wysokiej dziwności oraz czegoś, co można określić mianem błędu w Matrixie. Uprzedzam, że dziś mogą przydać się słuchawki ze względu na nienajlepszą jakość dźwięku w jednej z rozmów. Tak się niestety czasem zdarza, że pewnych trudności technicznych podczas nagrywania nie da się przeskoczyć. Do audycji na YouTube będą dołączone napisy, więc nimi również można się wspomóc w razie potrzeby. Jako pierwszą w dzisiejszej audycji zaprezentuję rozmowę ze słuchaczem, który podzielił się wspomnieniami z dwóch grupowych wycieczek motocyklowych, które zakończyły się bardzo dziwnymi przygodami, na tyle osobliwymi, że pozostawiły trwały ślad w psychice wszystkich uczestników. Szczególną uwagę zwracają elementy pierwszego ze zdarzeń, którego dziwność zaczęła się od spotkania z pewną zwodniczą istotą.
Chciałem się podzielić własnym doświadczeniem z pogranicza zagubionego czasu, ale zacznę od początku. Wybieraliśmy się kiedyś na takie przejażdżki motocyklowe. To jest-- to był rok 2011. Trochę lat już minęło. Namówiłem kolegę, żeby motocykl kupił i takie tam. No i żeśmy się tak spontanicznie wybierali na różne podwórza. No i któregoś czasu wyjechaliśmy wieczorem przez-- aha, jeszcze bym zapomniał. Ja Jestem z małej miejscowości, z Górnego Śląska. No i wybieraliśmy się na zwiedzanie, w ogóle takie ustalone.
Powracając z tego zwiedzania to była godzina, nie wiem, może dwudziesta trzecia. Jechaliśmy przez las. To było pomiędzy Bieruniem na Górnym Śląsku a Bojszowami. Jest tam taki las, miejscowość to jest wieś, która się nazywa Jajosty. No i tam nagle się pojawił człowiek na środku drogi, w nocy, z pałką czerwoną, którą wskazywał nam objazd. Mówię: no, może się coś wydarzyło?
No i skręciliśmy na ten objazd, który tam był wyznaczony. Zaznaczam, że jechaliśmy na trzy motocykle, sześć osób. To byłem ja z żoną, znajomy z żoną, od nich bratanek z ich synem. No i skierowało nas na taką drogę w lesie, taką szutrową. Widać było tak, jakby świeżo wysypana takim żółtym kamieniem. No i jedziemy, jedziemy.
Patrzę, czyli za długo jedziemy. Teraz ciekawostka: nawigację u mnie w motocyklu i nawigacja u kolegi zgubiła w ogóle łączność. Kręciły się tak jakby w miejscu, zgubiły w ogóle zasięg, straciły orientację. Radio, które było u kolegi w motocyklu, też straciło zasięg.
Tylko szum był tak, jakby stacje radiowe wszystkie zniknęły. Troszkę żeśmy się wystraszyli, bo było ciemno tam. Jedyne światło to było z naszych motocyklów. Jedziemy, jedziemy prosto i nie ma końca drogi. Zauważyliśmy z oddali bardzo małe czerwone światełko. Mówię przed nią: jedziemy, spróbuje go dogonić, zapytać się, gdzie jesteśmy w ogóle i o drogę. Nie potrafiliśmy tego światła dogonić. Nawet bardzo szybko jadąc, przyspieszając. Ja tam tą wycieczkę prowadziłem, także jechałem z przodu. Teraz coś takiego. Jeszcze było na środku tej drogi krzesło. Właściwie taki fotel ustawiony. To było abstrakcyjne, abstrakcyjna sytuacja. Nie potrafiliśmy w ogóle skojarzyć, o co chodzi, dlaczego on tam jest, ale to już, omijając go, jechaliśmy dalej prosto. Jechaliśmy tą drogą gdzieś ponad półtorej godziny.
Nie było końca. Nam zaczęło praktycznie brakować paliwa. Ja patzę, ale już mi się rezerwa oświeciła w motocyklu. No mówię no może być niewesoło, bo nie wiemy gdzie jesteśmy. Jeżeli staniemy no to będzie problem jakiś. Zatrzymaliśmy się, podjęliśmy telefon, patrzymy, a połączenia w telefonie brak. Ludzie byli już mocno spanikowani. Żona od kolegi to bardzo wystraszona była. Mówiła się: zgubiliśmy gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mówię: no dobrze. Zachowajmy jakiś spokój, próbujmy gdzieś dojechać. Gdzieś ta droga musi prowadzić. No i teraz ciekawa rzecz.
Dojeżdżamy do końca drogi. Wyjechaliśmy w tym samym miejscu, w którym żeśmy wjeżdżali. Jak się dostaliśmy do głównej drogi, uznaliśmy, że nie będziemy próbować już nic dostawać się tą znaną nam drogą. Skręciliśmy w odwrotnym kierunku przez takie odległe miejscowości, przez Wolę niedaleko można powiedzieć. No to zrobiliśmy kilkanaście kilometrów drogi, żeby w ogóle się do domu dostać. Po tym zdarzeniu usiedliśmy wszyscy razem i próbowaliśmy dojść do tego, co się wydarzyło, ale jakby to powiedzieć, nikt nie był w stanie tego wyjaśnić. Jeszcze to odcisnęło jakieś piętno na moich znajomych. No w sumie też, bo-Kolega na przykład zaczął nadużywać. Nie chciał na ten temat później rozmawiać. No i to by było tyle, jeśli chodzi akurat o ten, o ten przypadek, co by się tak na dzisiaj szybko próbował jakoś wyjaśnić. Drugi przypadek yy-- było nas jeszcze więcej.
Byliśmy na następnej takiej wie-cieczce wieczorem. No i wracaliśmy tam z spodkrakowskich miejscowości, właśnie też w naszą okolicę. No i żeśmy takie kółko robili przez Zastole Bielańskie żeśmy jechali. No i tam na skrzyżowaniu, na takim skrzyżowaniu żeśmy się zatrzymali przy karczmie. Ale jakiś był problem, bo przez to, żeśmy jechali w odstępach jeden za drugim, ostatni z uczestników nam się zgubił. Mówimy: no, kto go widział? Co się stało z ostatnim? Nikt nie wiedział. To żeśmy się tak po kolei. Yyy, tu miejsce wypadowe właśnie koło takiej restauracji żeśmy sobie zrobili i zaczęliśmy szukać po drodze, wyjeżdżać. Jeden wyjechał, drugi wyjechał, 3. Nie było efektu. Człowiek po prostu zniknął. Dojechaliśmy do takiego wzgórza na górce. No i policja była.
Chcieliśmy tą policję zatrzymać. Zatrzymaliśmy się na środku tej górki. Policja tak jakby nas nie widziała w ogóle. Nie reagowali na nasze machanie rękami. Na nic. Pojechali. Koło nas przejechali. To było wszystko.
Ale w ogóle nie zwrócili na was uwagi? No tak, jakby nas nie widzieli. Tak. Nie widzieli nas w ogóle. Żeśmy byli zszokowani. Przecież byli koło nas praktycznie można powiedzieć, półtorej metra od nas. To było dziwne. Jak teraz mówię, to mi normalnie ciarki na plecach idą. Jak się tak wspomni tę, tę sytuację.
Tak, nie widzieli nas. Przejechali. Nie było rezultaty naszego poszukiwania tych znajomych. Nagle się pojawili i oni nam powiedzieli, że to my im się zgubiliśmy. Nagle. I to doszło do takiej nawet można powiedzieć sprzeczki pomiędzy nimi, nami, bo my twierdziliśmy się, oni zgubili, oni-- my twierdziliśmy, że my ich zgubiliśmy gdzieś. Nie doszliśmy do konsensusu akurat w tym przypadku. To był drugi taki-- drugie takie zdarzenie, które nie dawało spokoju. Nie daje spokoju, spokoju do dzisiaj, bo nie potrafimy wyjaśnić, co się wtedy mogło wydarzyć.
Jednym wspólnym mianownikiem to była mniej więcej godzina, w której się to wydarzyło. To było po dwudziestej trzeciej. Z tego, co zrozumiałem, to tam więcej osób zaginęło, tak? Tak. Znaczy się, za drugim razem to jedna para zgubiła się. Czy oni może zauważyli coś? Nie wiem, jak to ująć. Coś nietypowego? Jakiś taki...
Jakąś taką lukę czasową? Cokolwiek? Mgła i cisza. Tak jakby. Tak jakby wszystko dookoła zamarło, tak? Tak, tak. To jedynie nam powiedzieli, że nie słyszeli w ogóle razie motocykli, nic. Oni tak jakby myśmy się stopniowo oddalali od nich. Nie byli w stanie dojść nas. I w tym momencie nastała tak jakby głusza i takie zamglenie otoczenia.
Tak nam to opisano. Czyli coś takiego jak występuje czasami w przypadkach spotkań z UFO, tak zwane czynnik oz, że całe otoczenie jakby zamiera i zamierają wszelkie dźwięki, zamiera przyroda. No można-- tak, można by to było tak określić względem opisów, które gdzieś zasłyszałem. Nasze spotkanie właściwie na górce z tą policją było też dziwne. Też tak jakby cisza była w okolicy. No ale to też mogło być, jakby to powiedzieć, wynikać z samej godziny, która była. Że to była jednak noc. Wiadomo, że się wtedy mniej samochodów porusza i ludzie tak nie chodzą. No ale sama brak reakcji właśnie policjantów w tym momencie to nas mocno zaskoczył. No, widząc grupę motocyklistów o tej porze, to raczej powinni przynajmniej zwrócić na nich uwagę, prawda?
Tak, tak. Tym bardziej, że motocykl można powiedzieć, postawił na drodze i zesz-- zszedłem z motocykla, żeby ich zawołać, żeby ich stanąć, jakby to powiedzieć, na drodze. A oni nic. Tak jakby was nie było tak? Tak. Patrzyli w naszą stronę, ale tak jakby nie reagowali w ogóle. Tak jakby was nie było. Tak jakby była pusta przestrzeń zamiast was, tak?
Dokładnie. Tak, jakbyśmy nie istnieli w ogóle. Nie było interakcji żadnej. Najciekawsze, że to w sumie jest niedaleko od mojego miejsca zamieszkania i wielokrotnie jak żeśmy tamtą drogą przejeżdżali, to też nie było w ogóle takich zdarzeń. No także jest to troszkę dziwne. Mówię, że niektórym ludziom po tych zdarzeniach zmienił się charakter przez to, że się tak jakby zamknęli w sobie, nie chcieli wracać w ogóle pamięcią do tamtych zdarzeń i tak jakby próbowali wyprzeć te zdarzenia. No jeszcze moja żona jeszcze ze mną rozmawia na ten temat.
Niejednokrotnie jeszcze przywołujemy to do pamięci. Jako że zdarzenie jest mocno kontrowersyjne, to nie daje nam spokoju. No, może być coś takiego, że po prostu yy na tyle to wydarzenie, cokolwiek tam się wtedy wydarzyło, na tyle odbiegało od tego, co świadkowie mają jakby zapisane w bankach pamięci swoich osobistych, że nie wiedzą, jak to ugryźć, kolokwialnie mówiąc, nie wiedzą, jak to sklasyfikować, do czego to przypisać, jak to sobie wytłumaczyć, prawda? Tak, zgadzam się z tym. Właśnie tak samo sobie to próbuję wytłumaczyć.Jednakże, no bo tych zdarzeń żeśmy mieli troszkę więcej, no mniej bardziej kontrowersyjnych, ale to, te były takie znaczące. Jednak jakby to powiedzieć, były dowody w postaci właśnie przejechanych kilometrów, braku właśnie paliwa. No to szło łatwo obliczyć, na przykład, jeśli chodzi o tą pierwszą, to pierwsze zdarzenie. Wielu ludzi jednak w tym udział brało i widziało, że coś jest nie tak i też choćby coś gdzieś indziej, że się-- w innym miejscu choćby jechaliśmy niż normalnie było. Tak jakby w innej rzeczywistości, w ogóle w innym miejscu. No i właśnie po dotarciu do domu to mówię, no każdy nie potrafił zasnąć z powodu właśnie wrażeń, które żeśmy wtedy mieli. Co do ludzi, próbowałem się z nimi skontaktować, żeby mogli w ogóle opowiedzieć o tym.
Nie chcą. Ten jeden kolega to się już tak mocno stoczył po tych wydarzeniach, że powiedział, że każde wspomnienie o tym to prowadzi tylko do, do złych wspomnień. Negatywne emocje u niego wywołuje, a reszta udaje, że to już było przeszłe i nie wracaj do tego.
Pan wspominał, że po tym pierwszym zdarzeniu usiedliście razem i próbowaliście dojść do tego, co się wydarzyło. Czy wszyscy obserwowali to samo? Czy wasze spostrzeżenia się pokrywały? Czy występowały jakieś rozbieżności? Wszyscy to samo. Czyli nie było takich jakby elementów, które pojawiały się tylko w relacjach części z was, tylko wszyscy widzieliście to samo?
Tak, właśnie było najciekawszym, że nie było czegoś takiego, że każdy miał inne odczucia i spostrzeżenia względem tej sytuacji. Wszyscy mieli identyczne. Takżeśmy brali udział wszyscy w tym samym zdarzeniu. Jechaliście tą drogą wtedy gdzieś tak z półtorej godziny, jeżeli dobrze pamiętam.
Czy to jest w tamtym miejscu normalna sytuacja? Nie. Tam jest bardzo mały las. To jest, mogę powiedzieć dokładnie, jak są-- jakie są namiary tego miejsca, bo to jest droga DW 931. Żebym się tu troszkę przygotował. To jest współrzędne pięćdziesiąt stopni, cztery minuty północ, dziewiętnaście stopni, siedem minut wschód. I tam jest taki las po prawej stronie, bardzo mały, dwa kilometry na niecałe dwa kilometry. Także by się to nie zgadzało. Taki las jest w stanie człowiek przejechać w parę minut.
Parę kilometrów, półtorej godziny jechać i dużo benzyny spalić. To, to rzeczywiście dosyć nietypowa sytuacja. Tak, dokładnie. Kilkadziesiąt kilometrów władek się wtedy przejechało. To tak, jakbyście w kółko jechali, prawda?
No coś w tym rodzaju można powiedzieć, chociaż droga była cały czas prosta. A czy jadąc tą drogą zauważyliście może w otoczeniu coś takiego nietypowego? Oprócz tego małego światła, które było przed nami cały czas? Nie, nie. Były drzewa, ścieżka między drzewami, prosta. I to właśnie małe światełko czerwone przed nami z dużej, dosyć dużej odległości.
A pamięta pan może, jak to światełko wyglądało? Czy to było coś przypominającego światło od samochodu na przykład? Od rowera. Czy coś? Takie, takie totalnie malutkie światełko, jak od rowera tak? Małe, okrągłe, czerwone. Tak. Małe, okrągłe światło. Dlatego żeśmy pomyśleli, że może jakiś rowerzysta albo coś jedzie, bo nie było mocnego światła, jakiegoś dużego, jak w samochodzie czy coś. No i próbowaliśmy to dojść, dogonić. No i to był błąd, bo w ogóle żeśmy nie byli w stanie tego dojść.
No też można sobie zadać pytanie, co by robił rowerzysta w lesie o takiej porze, prawda? No pomijając to, że ludzie są dziwni w ogóle, tak jak my też po nocy jeździliśmy, także nie zastanawialiśmy się nad tym, nie? Może ktoś w nocy z pracy wracał? Nie wiadomo, nie? Bo to różnie bywało.
Takim dosyć zwracającym uwagę szczegółem jest zachowanie się urządzeń elektronicznych, które mieliście przy sobie telefony, nawigacje. Czy sprawdzaliście, jak już było po wszystkim? Czy sprawdzaliście, co te urządzenia pokazywały?
Wróciło wszystko do normy. Nagle. Tak po prostu? Tak. Wszystkie urządzenia się podłą-- połączyły. Radio uzdrowiło od odbiór sygnału tak, jakby się nigdy nic nie wydarzyło. Jeżeli dobrze rozumiem, to było takie radio, prawda? Normalne ra-ra-radio typu radio do odtwarzania jakichś tam stacji radiowych, tak?
Tak, radio, tak do słuchania muzyki zwykłe, takie tylko, że zamontowane w motocykl z anteną na odbiór zwykłych stacji radiowych naziemnych. Czy ta osoba, która sterowała jakby tym radiem, próbowała yy złapać jakąś, jakąkolwiek stację? Tak.
Razem żeśmy się zatrzymali i próbowaliśmy dojść w ogóle, co się dzieje, jak się nam nawigacje właściwie yy wyłączyły, można powiedzieć, zgubiły ten sygnał. No i ja od razu do znajomego pokaż, może tobie chodzi, może się moja zepsuła. U niego to samo. Później radio właściwie tylko szum był, bo to analogi są to one mają szum jeszcze bez wyciszenia to miał. No i stacji radiowych żadnych nie łapało.
A w tamtym rejonie chyba dosyć dużo jest takich stacji, które powinny złapać nawet w głębokim lesie, prawda? A było to jest taka mała miejscowość. W ogóle w tym rejonie nie ma problemu z zasięgiem czegokolwiek. Przynajmniej nigdzie żeśmy nie mieli, ale żeśmy przejeżdżali tak, że dla nas to była w ogóle dziwna sytuacja. To jakby ktoś po prostu wyciął wszelkie sygnały.
Dojechaliście do końca drogi i wyjechaliście w tym samym miejscu, w którym wjeżdżaliście. Czy, czy, czy robiliście jakieś zakręty, jakieś, jakieś zawroty? W tym momencie, jeżeli wyjechaliśmy w tym samym miejscu, zauważyliśmy, że już tego człowieka, który nam machał rzekomo ze zjazdu. Bo to trzeba też wspomnieć, że był człowiek, który się dziwnie zachowywał.
On stał na drodze i tylko machał w kółko tym czerwonym, takim, taką pałką jakby świecącą. No i jak wyjechaliśmy na tą drogę, już go nie było. Tylko że już nie podejma-- nie podejmowaliśmy próby jechania tą drogą, którą w tej chwili było zaplanowane. Z 2 względów. Brak paliwa.
Tam wiedzieliśmy, że już stacji po drodze nie mamy i strach. No i żeśmy się wrócili, jakby powiedzieć, do głównej drogi na Bieruń można powiedzieć. I w prawo, na czterdzieści cztery. No i stamtąd dojechaliśmy później do stacji benzynowej 3:02 takie kółeczko żeśmy zrobili.
Rozumiem, że dojechali do stacji benzynowej już się odbyło bez jakiejś prawda przygody? Nie było nic, nic. Spokojna, normalna droga była bez jakichkolwiek przygód, bez dziwnych zdarzeń. Tak jakby się nigdy nic nie wydarzyło.
A czy udało się państwu dostrzec jakieś szczegóły wyglądu tego człowieka? Był robotnik, wyglądał jak robotnik w uniformie robotnika, takim jednoczęściowym. Czy w jego otoczeniu coś się znajdowało takiego zwracającego uwagę? Czy on tam po prostu sobie stał, ponieważ sobie stał?
Stał na środku drogi.Dokładnie. Stał na środku drogi i nic więcej nie było widać. Była ciemność. I ciekawe. Ta droga jest mocno ciemna. Nie jest, nie jest oświetlona. No, to jest taki też dosyć zastanawiający element w całej tej historii, ta postać tego człowieka, bo rozumiem, że jakiejś komunikacji z nim nie było. Po prostu robił... Stał i robił taki gest.
Dokładnie, zgadza się. Można sobie zadać pytanie, jaką ten człowiek, jaką ta postać pełniła tam rolę, prawda? Czy miał was, nie wiem, zwieść? Można tak powidywać. Później to już żeśmy takie spekulacje na ten temat snuli. Tylko że w tym momencie nikt na to nie zwrócił uwagi. Po prostu myśleliśmy, że to jest zamknięta droga.
Objazd, który nas kieruje po prostu na objazd. I to by było wszystko. A sprawdzaliście może zegarki przed i po? Nie. Znaczy się, później zegarki tak, ale nie przed i po. Później po przyjeździe tak, oczywiście paczaliśmy, która godzina jest, jak żeśmy dojechali. No i widzieliśmy, że to długo trwało, że ten czas właśnie był długi. No jakby to powiedzieć? Zegarki nie zmieniły się na tyle, żeby na przykład się nie zgadzały z czasem, który w domu jest. Zgadzały się godziny, tylko sobie zdaliśmy sprawę, ile to trwało. Wszystko. Ten nasz wyjazd.
Rozumiem, że jadąc motocyklem ciężko ocenić, yy, czy przyroda wydaje jakieś dźwięki, ale tutaj chyba ni-nic takiego zbliżonego do efektu Oz, do czynnika ozon nie wystąpiło, prawda? Było cicho. Było cicho. Oprócz młotec...
Tak, oprócz motocykli nic nie było słychać, można powiedzieć. Tak spokojnie żeśmy jechali, bo nie znaliśmy drogi. Troszkę mogłoby być niebezpiecznie. Zwierzęta jeszcze dodatkowo. No różnie. Człowiek starał się jak największą ostrożność zachować w tym momencie, no ale można powiedzieć, nic nie wskazywało.
Człowiek będąc w tym momencie w tym zdarzeniu, nie zdawał sobie sprawy, co się w ogóle dzieje. To dopiero później, właśnie wyjeżdżając, jadąc tak długo, wyjeżdżając właśnie z tego lasu, to żeśmy, jakby to powiedzieć, do nas dochodziło, co się w ogóle mogło wydarzyć.
Jeszcze mi takie pytanie przyszło teraz do głowy. Czy nawigacja w ogóle zauważyła, że to tak ujmę w waszych urządzeniach, że wjechaliście w ten rejon? Właśnie, że nie. To było tak, że w momencie wyjazdu na szutr, po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów w ogóle, to się zaczęły właśnie te rzeczy robić. To nie było tak, że to dłużej trwało. To było praktycznie, można powiedzieć od razu, że te nawigacje zgubiły sygnał, ale żeśmy się tym na początku nie przejmowali, bo tak nieraz było, że, że zgubiły nawigację, tam zasięg, a za chwilę się ten zasięg pojawiał gdzieś tam. Czasami to od chmur, od byle czego mogło zależeć.
Nie wiem. W każdym bądź razie- To może zależeć, prawda? W lesie to jest całkiem normalna sprawa, że mogą być jakieś problemy z zasięgiem, ale żeby całkiem zasięg zniknął wszystkich urządzeń, jakie się ma pod ręką, to, to rzeczywiście to już jest coś takiego niepokojącego, tak? Tak, zgadza się. Jak się nam wszystko po-pogubiło, to żeśmy się zaczęli zastanawiać, co się dzieje. Na początku nawet i w teorii snuliśmy: może w wojsku, może coś tam, jakaś technologia czy coś zagłuszająca? No nie wiem. No różne myśli człowiekowi po głowie chodziły, ale nie był w stanie nikt nic sensownego powiedzieć. No, jakieś testy wojskowe to tutaj można chyba wykluczyć, bo to by stwarzało ryzyko, że się krótko mówiąc wyda, tak?
No nie wiem, no. Staraliśmy się to racjonalnie wytłumaczyć, no ale niestety nie szło. Poza tym, y-y, nie znam technologii wojskowej, która powodowałaby jakby, yy, uwięzienie grupy osób na takim małym obszarze i jakby w taki sposób, że jeżdżą, jeżdżą, jeżdżą półtorej godziny, a końca drogi nie widać, tak?
Tak, tak, tak. Ja bym to porównał, bo też ja się z technologią na technologii znam, ale można powiedzieć, że tak jakby zamknięto urządzenia w klatce Faradaya. O, coś takiego. To jest bardzo dobre porównanie. Bardzo dobre.
No i w tym momencie też żadne sygnały niestety nie dochodzą i można powiedzieć urządzenie jest bezużyteczne. No, ale to były jeszcze czasy, kiedy jeszcze telefony, te smar-smartfony nie były takie bardzo popularne i mówiłem wtedy jeszcze Nokiem 93. Nie wiem, może pan kojarzy taką nietypową, obrotową? Kojarzę, kojarzę, chyba coś takiego było. Tak, tak.
To jest taki z kamerą w ogóle. A znajomy już miał smartfona, ale tu i tu nie było zasięgu, nic nie łapało kompletnie. To było ciekawe. Prawda, smartfony różne telefony i smartfony różne, prawda, pasma obsługują 2G, 3G, teraz 4G, 5G. Wszystko zamilkło, tak? Wszystko pokazywało zero kresek.
Mhm, nic nie było, żadnego zasięgu na niczym. No, ale najbardziej nas zdziwiło, że w ogóle zaczęło radio przestawać odbierać cokolwiek, bo radio zawsze tam jakąś falę złapie, a nie z jedną, to drugą, ale zawsze jest. A tu nic. To był tylko szum. Był szum i nie było tak nawet takich tak zwanych, jak to mówią radiowcy, przypierdół od jakichś- Nie, nie, nie, nie.
Nic. Oddalonych stacji. Nie było w ogóle tak jakby zakłóceń. To był jeden w ciągu szum. Totalny black out. Biały szum. O, coś takiego, tak. Nic nie było odbierane. Rozumiem, że jakieś paranormalnia z-z-z radiami, z urządzeniami radiowymi nie występowały w tej drugiej historii pod Krakowem, tak?
Nie. Z Krakowa żeśmy wracali, to było tak. Nie, nie występowały wtedy z radiami, z telefonami to było wszystko w porządku. Po prostu inny rodzaj tego zjawiska był taki dziwny. No, tutaj szczególnie ten brak reakcji policjantów na, na pojawienie się was tutaj zwraca uwagę. Coś tak, jakby was wycięło- Tak. Z ich pola widzenia.
Bo ja pamiętam, że ona się wtedy zdenerwowała, że, że nas ignorują do tego stopnia.Że widzą. No to oni od tego są, żeby zareagować. Tym bardziej jak się macha do nich rękami czy coś, to nic. No machanie rękami to jest taki gest, który właściwie powinien obudzić policjanta i kazać mu sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z daną osobą, tak? Czy z grupą osób.
Tam różnie mogło się, mógł się wypadek wydarzyć, jakieś dziwne zdarzenie. Nam się to też wydawało racjonalne życie. Zatrzymajmy. Po prostu coś jakoś zareagujemy, no i nic. Jakby to powiedzieć, zostaliśmy tak-- zamilkliśmy po tym zdarzeniu i nie wiedzieliśmy, jak zareagować. No też takim ważnym szczegółem jest to, że tutaj w obydwu zdarzeniach uczestniczyły grupy osób, tak? Bo w pierwszym zdarzeniu sześć osób, a w drugim zdarzeniu ilu nas było tak mniej więcej?
Chyba koło ośmiu, osiem osób na pewno, co sobie przypominam. No i wtedy były, były trzy pary i dwa motocykle osobno jeszcze. Tak. Jeszcze pamiętam, bo mój kolega złapał panę, można powiedzieć, przebił sobie oponę, żeśmy to próbowali łatać na miejscu, ale się kombinowało. Tak jak mówię, nikt nie chce podejmować tego tematu. Nie wiem, czy się wstydzą, czy to po prostu tak mocno zaparło im w pamięci negatywnie. Jakoś, jakaś blokada jest przed powracaniem do tego. Kiedyś próbowałem. No tak było, było, pamiętamy.
Ale, ale nie wracaj do tego. Taka była mowa z ich strony. Jeżeli dobrze rozumiem, to, to zdarzenie oczywiście zszokowało wszystkich świadków. Natomiast na każdym ze świadków odcisnęło inne piętno, tak? Tak, dokładnie. Zazwyczaj negatywne.
Czym to się może objawiało? Jakby to powiedzieć... Nerwowość przy próbie właśnie rozmawiania o tym. Taka nagła reakcja, złośliwa. Nie wiem. Tak jakby osoby się zachowywały, jakby miały traumę jakąś po jakimś zdarzeniu, które niekoniecznie należało, pasowało. Tak to najłagodniej mówiąc, że mogę określić.
Czy zauważyliście może u siebie? Czy świadkowie zauważyli jakieś dziwne rzeczy bezpośrednio po tych zdarzeniach, czy też jakiś czas później? No zmęczenie. Takie wyczerpanie z energii, tak? Tak. Bardzo mocne zmęczenie i zmęczenie było. Yyy, pamiętam, żeśmy się nie chcieli przez jakiś czas później właśnie nigdzie wybierać. Człowiek miał takie jakieś obawy wewnętrzne, żeby nigdzie nie jechać. I to tak zostało, można powiedzieć, na lata po tym wszystkim.
Czyli rozumiem, że poza tymi obawami i poza tym uczuciem zmęczenia nic, jakichś takich innych symptomów, typu na przykład koszmary senne, jakieś dziwne przeczucia — nic, nic nie wystąpiło, tak? Były. Były, naprawdę były problemy z zaśnięciem, z budzeniem się w nocy. To tak.
Nie miało to większego sensu, ale się zdarzało. Nie wiem, jak z innymi uczestnikami, ile-- jakie oni mieli przejścia. Ja po sobie mogę powiedzieć, że takie objawy były, chociaż starałem się może to wszystko racjonalnie wytłumaczyć i inaczej do tego podchodzę.
Dosyć mocne przypadki. Właściwie można tutaj całą szereg różnych spekulacji wysunąć, co mogło być odpowiedzialne za bardzo nietypowy przebieg tych, tych zdarzeń. Albo to obecność jakiegoś takiego światła w tym pierwszym zdarzeniu sugeruje coś związanego z UFO. Natomiast w drugim zdarzeniu żadnego obiektu nie było. Tutaj bardziej jakieś... Można też brać pod uwagę tak zwane zjawisko błędu, gdzie występują właśnie takie jakieś problemy z wydostaniem się z miejsca, z którego wydostanie się powinno być łatwe, prawda?
Tak. Że nawet spekulował niedawno, bo żeśmy tam z innymi ludźmi na ten temat rozmawiali. Ja mówię to tak, choćby na fazie własnie w czasie ktoś przesunął. Myśmy się stali, jakby to powiedzieć, niewidoczni do innych. Nie wiem. Takie, takie teorie człowiek snu później. Ale to wiadomo, ewoluuje później, jak się szuka czegoś, jakieś informacje. Ja staram się na tamten czas wszystko powiedzieć, jak to wyglądało.
Do dziwnych zdarzeń na drodze jeszcze dziś powrócimy. Teraz jednak proponuję, abyśmy wysłuchali zapisu rozmowy ze słuchaczką, która oprócz kolejnego zastanawiającego incydentu drogowego przekazała również historię związaną z chłopcem bez rąk, który był, ale tak, jakby go nie było.
Od tej właśnie historii zaczyna się cała rozmowa. Tak jak mówiłem na początku dzisiejszej audycji, ze względu na jakość tego nagrania zalecam słuchanie na słuchawkach lub włączenie sobie napisów. Ja mam w zasadzie od dziecka różne takie dziwne sytuacje mnie spotykają. W ogóle chyba zaczęłabym od tego, że mając dwanaście lat przeczytałam całego Daniela Kena. Podsunęli mi go rodzice i od tamtej pory zaczęłam się interesować właśnie tymi wszystkimi archeologicznymi dokonaniami, które mogłyby sugerować, że gdzieś tam byliśmy pierwsi na tej Ziemi i tak dalej, i tak dalej. Ale tak naprawdę to ze wspomnień takich związanych bezpośrednio z UFO to mam tylko dwa takie bardzo mgliste, bardzo, bardzo mgliste wspomnienia, które tak naprawdę, no nic ciekawego nie wnoszą poza tym, że po prostu pamiętam raz jakieś światło i drugi-- światło na niebie i drugi raz pamiętam hologram planety jakiejś takiej półprzezroczystej na niebie z jakimś napisem, ale to jest tak mgliste wspomnienie, że mam wrażenie, że jestem po prostu wyczyszczona. Wyczyszczoną mam pamięć, że bym tego nie pamiętała.
Natomiast o czym chciałam dzisiaj powiedzieć? O tym przede wszystkim, że miałam taką sytuację, która mogłaby sugerować, że rzeczywiście światy równoległe istnieją. Bo kiedy pracowałam w szkole jako nauczyciel, miałam taką sytuację. Szkoła była zbudowana na kształcie litery U, na planie litery U i od jednego skrzydła do drugiego skrzydła przechodziło się takim bardzo wąskim korytarzem. Ale tam też były sale lekcyjne. Ja pracując na jednym ze skrzydeł, po prostu stwierdziłam, że muszę wyjść do toalety, która znajdowała się na drugim skrzydle z kolei. Była to toaleta nauczycielska, więc musiałam przejść przez ten wąski korytarz. I na tym wąskim korytarzu spotkałam chłopaka.Który miał ubraną na sobie żółtą koszulkę. Zwróciłam na to uwagę. Nawet pamiętam kolor tej żółci bardzo dokładnie. Taki odcień. Bo spod tej koszulki, spod krótkich rękawków wystawały mu kikuty rąk, takie do łokci. I próbował otworzyć sobie salę lekcyjną, w której odbywała się lekcja historii. Bo to była sala historyczna właśnie. Więc podeszłam do niego i powiedziałam: "Daj, pomogę". A on powiedział: "Nie, absolutnie! Sam".
I tak to zostawiłam. On rzeczywiście otworzył sobie łokciem tę salę i wszedł. Ja poszłam do łazienki i wróciłam później przez ten sam korytarz do swojej sali i poprowadziłam lekcję do końca. No i na przerwie zeszłam do pokoju nauczycielskiego i zapytałam koleżanki, co to za chłopak jest ten bez rąk? Bo go pierwszy raz widziałam. A to była wówczas nauczycielka geografii, która prowadziła samorząd szkolny. I ona mi odpowiedziała-- to było na przerwie. I ona mi odpowiedziała: "Wiesz co, to jest taki chłopak, który jest bardzo zdolny, który nie potrzebuje żadnych notatek, nawet wszystko pamięta z lekcji. Poza tym pracuje w samorządzie szkolnym. Naprawdę bardzo pożyteczny dzieciak". Coś takiego powiedziała. No i ja zakończyłam temat, jako że tak powiem, wyjaśniona sytuacja. Wiem co to za chłopak, nie muszę o tym już rozmawiać, tak? Dwa dni później, będąc z mamą na zakupach w mieście, spotkałyśmy w zasadzie we dwie. Spotkałyśmy tego chłopaka z jego matką. Jak mniemam. To znaczy nie wiem, bo nie mam pewności, czy to była matka, ale takie wrażenie sprawiała, jakby była właśnie jego matką.
Pamiętam dokładnie, jak ta matka była ubrana. Moja mama też na nią zwróciła uwagę, bo moja mama jest bardzo elegancką kobietą, więc zapamiętała. W sensie jej rzuciła w oczy też właśnie taka elegancka druga kobieta. No i zapamiętałyśmy również tego chłopaka. Ja mówię Mamo, zobacz, to jest ten chłopak, o którym ci mówiłam, że, że uczy się w naszej szkole. I chłopak rzeczywiście był chyba wtedy w białym T-shircie i też wystawały mu te kikuty spod koszulki. No i tak naprawdę zapomniałam o sprawie na parę przynajmniej nie wiem, długich lat. Kilka, kilkanaście, może nawet. No kilka na pewno. Myślę, że jakieś sześć to minimum.
I zapytałam po tych sześciu latach tą właśnie koleżankę, która uczyła geografii i która była przewodniczącą samorządu szkolnego, bo ona była już którąś kadencję tym przewodniczącą czy przewodniczącą, opiekunem samorządu szkolnego. Czy pamiętała tego chłopaka bez rąk? A ona ze zdziwieniem patrzy na mnie i mówi: "Ale jakiego chłopaka?". No mówię: "No tego, co mi opowiadałaś, że w samorządzie szkolnym bierze udział, że jest taki bardzo pożyteczny, że jest bardzo fajny, że nie potrzebuje notatek, że wszystko pamięta z lekcji". A ona mówi: "Ale ja nic takiego nie mówiłam". Mówię: "ale kurczę, jak to? Przecież ja z tobą rozmawiałam". No, ponieważ ona w ogóle sobie nie przypominała sytuacji, to udałam się do dyrekcji. Miałam fajną wtedy, bardzo fajne obydwie panie dyrektorki, z którymi miałam bardzo fajny kontakt, więc podeszłam do gabinetu wicedyrektorki i no naprawdę byłam tak skołowana, że nie wiedziałam, co się dzieje. Więc weszłam tam do tego gabinetu i mówię: "Pani dyrektor, czy pani pamięta takiego chłopaka bez rąk u nas w szkole?". A ona mówi: "Ale jakiego chłopaka bez rąk?
Przecież u nas nigdy nie było chłopaka bez rąk w szkole". Ja mówię: "Pani dyrektor, błagam, niech się pani przypomni, bo ja naprawdę już nie wiem, co mam myśleć". "No nie, nie było takiego chłopaka. Na pewno nie było takiego chłopaka u nas w szkole". Nigdy, nigdy, przenigdy?
Nigdy, nigdy, przenigdy. No i teraz co ja mam o tym wszystkim myśleć, skoro widziałam go, ja rozmawiałam z nim, mówiłam do niego. Pamiętam dokładnie nawet strukturę jego koszulki. To nie był żaden sen. Mało tego, widziałam go razem z mamą, moją w mieście, więc mam potwierdzenie, że był taki chłopak, że był. Rzeczywiście, widziałyśmy go dwa dni później, a wszyscy w szkole twierdzą, że nie było takiego chłopaka nigdy w szkole.
A próbowała się pani może dowiedzieć coś, nie wiem, od innych nauczycieli, od uczniów, od kogokolwiek? Nikt nic nie wiedział, nikt nic. Nie było takiego chłopaka. Jeszcze mówię do tej koleżanki właśnie od samorządu. Mówię: "Ale mówiłaś, że w samorządzie pracował".
To wie pan, takich uczniów samorządu się pamięta. Latami nawet. Naprawdę ta moja koleżanka powiedziała, że absolutnie nie, nie było takiego chłopaka. W ogóle ze mną nie rozmawiała na ten temat. A jeżeli to było przeniesienie się w jakieś, nie wiem, do rzeczywistości równoległej, bo mi się zdarzały takie różne sytuacje, tylko że bardzo krótkie, takie prawie nie do zarejestrowania. Natomiast no to, to już było naprawdę takie bardzo ewidentne.
Więc jeżeliby to nawet była rzeczywistość równoległa, jeżeli nawet, no to, to ja byłam bardzo długo w tej rzeczywistości równoległej, bo ja najpierw przeszłam z jednej sali do łazienki, po drodze spotykając tego chłopaka. Potem wracając do sali, kontynuowałam lekcje i potem jeszcze na przerwie rozmawiałam z tą nauczycielką drugą. Czyli wygląda na to, jakby się pokryły w ogóle dwa światy.
Ja nie wiem, ja nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Mi przychodzi tylko do głowy to pojęcie światów równoległych, bo naprawdę nie wiem, nie mam pojęcia, jak to można inaczej wytłumaczyć. Nasunęło mi się takie pytanie tutaj, teraz, dosłownie w tym momencie. Czy dzieci w sali, do której ten chłopak wszedł, jakoś zareagowały na jego wejście?
W ogóle zauważyły, że się drzwi otwarły i ktoś wchodzi? Tego nie wiem, dlatego że jak on powiedział, że sam sobie otworzy te drzwi, to ja już przeszłam po prostu. Ja widziałam tylko, że on je otworzył i wszedł. Natomiast już dzieci nie widziałam. Ja byłam z drugiej strony. Ja byłam z drugiej strony drzwi, tak? Także nie wiem, czy i jak dzieci zareagowały.
Rozumiem, że ten chłopak był ubrany w sposób taki współczesny, tak? Czy może w sposób- Tak, normalnie. Nie, nie, nie normalne dżinsy, T-shirt żółty z krótkim rękawkiem. Jeszcze wie pan, żeby to była jakaś jeszcze-- dokładnie pamiętam, że żółty, więc no-Taki kolor też nietypowy jak na chłopców wtedy przynajmniej, bo to było tak mniej więcej między rokiem 2002 a szóstym. Gdzieś mniej więcej tak w tych, w tych okolicach. Dokładnie nie wiem, w którym roku, ale no w tamtych czasach jeszcze się dzieciaki tak nie ubierały, że chłopiec w żółtej koszulce to takie było nietypowe. A właśnie on miał tą żółtą koszulkę. Ja sobie pomyślałam w ten sposób, że taki odważny chłopak, że ma żółtą koszulkę. Zresztą pamiętam bardzo ładny chłopak, bardzo taki... Pamiętam, że miał czarne włosy, że miał ciemne oczy.
Pamiętam tego chłopaka bardzo dokładnie. Gdyby mi się to śniło, no to... No nie, no nie ma takiej opcji w ogóle, żeby mi się to śniło, bo tak jak mówię, widziałyśmy go jeszcze potem z mamą moją i moja mama- No to musiałoby się wam, musiałoby się wam obu, że to tak ujmę, przyśnić w tym samym czasie.
No właśnie. I to drugi raz, bo to tak jak mówię, tego chłopaka na mieście z matką widziałyśmy z mamą moją dwa dni później, dwa dni wcześniej było to wydarzenie w szkole. Także tak jakbyśmy, jakbym najpierw ja sama przeszła do tego świata równoległego, a potem drugi raz z mamą.
Ale to też, no bardzo dziwne, to jest dla mnie. Nie potrafię tego wyjaśnić absolutnie. No to musiałaby pani tkwić w tym świecie równoległym również w momencie, jak pani rozmawiała z koleżanką z pracy. Tak, dokładnie. Jakaś taka kopia tej koleżanki się zrobiła, że tutaj potwierdziła z jednej strony istnienie tego chłopaka, a jakiś czas później nie pamięta w ogóle nic.
Tak. No właśnie, wszystko było takie samo. Ja naprawdę się nie zorientowałam po niczym. Absolutnie, że mogłabym być gdzie indziej niż normalnie pracowałam, niż normalnie byłam na co dzień, dlatego że tam byli wszyscy ci sami nauczyciele. Na przerwie naprawdę zupełnie normalnie to wszystko przebiegało. To absolutnie nie był żaden sen. To absolutnie nie były żadne, nie wiem, czary mary, które mi się gdzieś tam widziały, albo jakieś hipnozy, albo jakieś nie wiem, nie mam pojęcia, jak to wytłumaczyć. Nie mam pojęcia. Po prostu to było tak normalne, jak codzienna moja praca i codzienne moje życie w szkole. Wykluczyła pani rozumiem, że zobaczenie tego chłopaka mogło wynikać nie wiem, ze zmęczenia? Chociaż tu właściwie to pytanie kłóci się z tym, co potem koleżanka powiedziała, że on był tam w tym samorządzie.
Tak, tak, tak. Nie, nie, nie, nie byłam zmęczona, nie miałam żadnych zwidów. Nic. Absolutnie nie. To było tak realne. To było tak po prostu na jawie. Wszystko. Dokładnie wszystko. Pamiętam do dzisiaj, bo zrobił na mnie wrażenie ten chłopak.
Ja nawet odebrałam jakby jego osobowość przez to, że on powiedział nie, nie ja sam, że on sam otworzy te drzwi, to miałam wrażenie, że to jest taki właśnie fajny, odważny, mądry chłopak. Taki przez to, że, że po prostu nie użalał się nad sobą, tylko że sam chciał te drzwi otworzyć. No i potem jeszcze ta koleżanka potwierdziła, że on taki właśnie bardzo fajny, że on działa w samorządzie i tak dalej.
A czy w zachowaniu tego chłopaka i towarzyszącej mu później tam kobiety za drugim razem było coś takiego, jakiegoś szczególnego, coś takiego uderzającego? Nic? Nie. Nic, absolutnie. Kobieta też. Pamiętam tę jego chyba matkę. Pamiętam, jak była ubrana. Pamiętam jej twarz, bo była taka naprawdę dystyngowana, ładna kobieta, młoda kobitka, bo chłopak miał wtedy. Ja wiem. Ja pracowałam wtedy jeszcze. To była szkoła podstawowa, nie gimnazjum. Później do gimnazjum przeszłam.
Czyli to mniej więcej było. To ten chłopak musiał być w ósmej klasie, wtedy- No czyli tak pi razy oko, musiał mieć jakieś czternaście lat. Piętnaście lat, piętnaście, piętnaście. Coś koło tego. No bo kobieta około trzydziestu pięciu mogła mieć. Tak.
Ta interakcja z tym chłopakiem musiała być nie za długa, prawda? Ale jak to wyglądało? Jak on się zachowywał wobec pani? Jak on w ogóle otwarł sobie te drzwi? Zupełnie normalnie. Drzwi otworzył sobie tym kikutem, nacisnął klamkę, lekko się pochylił do przodu i wszedł. Zupełnie normalnie. Naprawdę, no nic nie wskazywałoby na to, że to jest coś dziwnego w tym wszystkim.
A ta szkoła to jest jakiś stary budynek. Może, może dałoby się wytłumaczyć spotkanie z tym chłopakiem jakimś czymś, co się wydarzyło tam w przeszłości. Ale wie pan, to jest taka sytuacja, że jeśli chodzi o dyrekcję, która dyrekcja, która tam, z którą rozmawiałam, pracowała na tym stanowisku i naczelna przynajmniej piętnaście lat, czyli pamiętałaby cokolwiek wcześniej. Natomiast wicedyrektor pracowała wcześniej jako nauczyciel matematyki, a później jako właśnie wicedyrektor. Też wiele lat, więc pamiętałaby cokolwiek wcześniej, gdyby było kiedykolwiek w szkole, gdyby był taki uczeń. No więc one nie pamiętały. Budynek nie jest jakiś bardzo stary. Nie wiem, w którym roku został wybudowany dokładnie, ale no nie jest to jakaś zabytkowa szkoła.
No mówię panu, no po prostu nie jestem w stanie tego w żaden sposób logicznie wyjaśnić. No takiego ucznia to więcej osób podejrzewam, by pamiętało. No właśnie. No właśnie. A tutaj chłopak niby jest, niby działa w samorządzie, niby jest rozpoznawalny ze względu na swoje cechy fizyczne i koszulkę również. No a tutaj się okazuje, że nikt go jakoś nie pamięta.
No tak jak mówię, ta dziewczyna od samorządu na pewno by go pamiętała. Już mówię. Może dyrekcja rzeczywiście mogłaby nie pamiętać, ale dziewczyna, która jest opiekunem samorządu od lat, bo u nas były takie stanowiska dosyć długoletnie i ona rzeczywiście chyba, nie wiem, z dziesięć lat przynajmniej piastowała ten urząd, jeśli nie dłużej. Zajmowała się właśnie samorządem szkolnym. No, ona by na pewno pamiętała, zwłaszcza że z nią rozmawiałam i jeżeli chłopak działałby w samorządzie szkolnym, no to opiekun samorządu musiałby pamiętać takiego chłopaka.
A gdy pani pytała tego chłopaka, to nie było z jej strony jakiegoś zawieszenia. Od razu powiedziała kim on jest? Od razu, tak od razu.No teraz jak powiedziałam, że ten chłopak bez rąk. No co to za chłopak bez rąk? Ja zapytałam Co to jest za chłopak bez rąk? Bo widziałam takiego na górze na korytarzu. A ona mówi A wiesz co? To jest taki chłopak, który, który właśnie pracuje w samorządzie, który jest bardzo zdolny, nie potrzebuje nawet notatek, Wszystko pamięta z lekcji. Ja to dokładnie pamiętam.
No krótko mówiąc, dziwna sprawa. Tutaj już żadne pytania kolejne mi sięęę nie nasuwają na myśl. Bardzo bym powiedział taki osobliwy przypadek. Wszystko by wskazywało na to, że ten chłopak rzeczywiście istniał, ale no jakoś tak się rozmył zarówno w tym świecie, jak i w pamięci osób, które powinny go pamiętać.
No tak- No tak. Taka ciekawa- Tak, tak. Ciekawa rzecz. Druga moja przygoda, nie wiem, jak to nazwać. Też bardzo dziwna i też ze świadkami. Wracaliśmy znad morza z rodzicami moimi. Ja i mój mąż siedzieliśmy z tyłu. Mój tata prowadził samochód, moja mama siedziała obok i już w pobliżu naszego miejsca zamieszkania.
Przejeżdżaliśmy przez taką wioskę przed samym miastem i natrafiliśmy po drodze na policję, która blokowała przejazd i skierowała nas na boczną drogę, żeby przejechać drogą równoległą, żeby ich minąć. No i pojechaliśmy. Właśnie tata skręcił, pojechaliśmy w prawo, na tą drogę równoległą i górą. Przejechaliśmy spory kawałek. No i tata zjechał na dół, żeby już wjechać na tą drogę prowadzącą wprost do naszego miasta. No i co się okazało? Że zjechaliśmy znowu przed tą policją, w tym samym miejscu, z którego odjeżdżaliśmy. To było bardzo dziwne. No ale dobra, pomyśleliśmy w tej chwili, że no dobra, no może tata gdzieś tam, nie wiem, coś źle pojechał, może nie wiem, może za krótki ten kawałek zrobił na górze. W takim razie jedźmy jeszcze tą drogą równoległą, dłuższy kawałek i powiem panu, że jeździliśmy tak. Moja mama to była w szoku. Naprawdę? Bo nawet mój ojciec, który jest totalnie, totalnie niewierzący w żadne paranormalne sytuacje, absolutnie nigdy w takie rzeczy nie wierzył. W nic, ze wszystkiego się naśmiewa, to nawet mój ojciec był zielony na twarzy, jak się zorientował, że czwarty czy piąty raz jedzie tą drogą równoległą i to robi dużo kilometrów, żeby już na pewno wymijać tą policję i wjeżdżamy ciągle przed nią.
Rozumiem, że to był cały czas za każdym razem jeden i ten sam patrol. Jeden i jedni ci sami funkcjonariusze tam stali. Tak? Tak, tak, tak. No tak jakby doszło do jakiegoś nie wiem, jak to ująć zapętlenia, tak jakby was coś przerzucało cały czas w jedno i to samo miejsce, tak jakby jakaś- Dokładnie tak. Siła się wami bawiła, tak?
Takie mam wrażenie. No mówię panu, ja siedziałam z tyłu z mężem i my też byliśmy w szoku, ale w takim szoku, w jakim był mój ojciec, to ja czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Mój ojciec naprawdę jest osobą totalnie niewierzącą w nie, a był zielony. Był zielony, bo my pojechaliśmy drogą równoległą. Mama mówi przejedź sześć kilometrów, no to przejechaliśmy sześć.
Zjeżdżamy znowu przed policją, przejedź dziesięć kilometrów, znowu zjeżdżamy przed policją, przejedź piętnaście kilometrów. No mówi , coś jest nie w porządku. No coś to się dzieje nie tak. No i mój ojciec naprawdę nawet się nie odezwał, bo widziałam, że był tak zszokowany. To też była bardzo dziwna sytuacja. Bardzo.
Ja pamiętam, że już parę takich historii z przerzuceniami ludzi w samochodach na trasie razem z samochodem było już mówią świadkowie. Natomiast tam doszło, z-- jeżeli dobrze pamiętam, za każdym razem doszło do urwania się filmu u wszystkich świadków i dopiero po czasie się orientowali, że znaleźli się zupełnie gdzie indziej niż powinni. Tutaj rozumiem, wszyscy, wszyscy cały czas pamiętają przebieg tego zdarzenia, tak? Tak, tak, tak.
Świadomi byliśmy cały czas. Nic nam nie uciekło, nic nam się nie rozmyło. Absolutnie. Cały czas po prostu, jak jechaliśmy tą równoległą drogą, ona jest tak trochę wyżej niż ta, którą jechaliśmy główną, czyli tą równoległą.
Jak jechaliśmy, to cały czas pamiętam, jak mama pilnowała . Przejedź jeszcze kawałek, przejedź jeszcze kawałek, przejedź jeszcze ze trzy kilometry, przejedź jeszcze i tak naprawdę za każdym razem, za każdym razem. Dobra, zjeżdżamy w dół i znowu policja i nawet ci policjanci już na nas patrzyli dziwnie.
No też bym się chyba na ich miejscu zdziwił, widząc któryś raz jeden i ten sam samochód nadjeżdżający z tej samej strony, tak? Z tej samej strony, dokładnie. Z tej samej strony. Dodajmy, mimo że próbowaliście, jeżeli dobrze rozumiem, jechać za każdym razem jakąś inną trasą, jakąś inną drogą zmienić, tak?
Równoległą drogą do tej głównej jechaliśmy i ta równoległa droga była. Dosłownie trzeba było przejechać w prawo, nie wiem, dwieście metrów w prawo i droga równoległa była. Nawet była. No jakby się uprzeć, jakby tam nie było liści. No wtedy było lato. Jakby nie było liści na drzewach, to by było widać te dwie trasy równoległe.
Czyli wtedy byśmy widzieli po prostu, że ta policja stoi tutaj na przykład. Ale były liście, to było lato, nie było widać. Jeżeli dobrze pamiętam, było was tam wtedy w tym samochodzie cztery osoby. Tak?
Czwórka- Tak, tak mhm. Wszyscy zapamiętaliście to zdarzenie tak samo? Były potem- Tak, tak, tak Jakieś dyskusje po tym jak już-- jak było po wszystkim? Tak. Tata pamięta do dzisiaj, mama również pamięta. No z mężem nie jestem, więc nie mam z nim kontaktu. Natomiast rodzice pamiętają do dzisiaj tę sytuację i nie potrafią jej wyjaśnić.
A czy w trakcie tego zdarzenia, w trakcie pogonywania trasy, w trakcie prób jakby ominięcia tego glitcha w rzeczywistości, że to tak ujmę, zauważyliście może w otoczeniu coś nietypowego? Nie. Zupełnie normalna droga, jakieś dzieciaki bawiące się przy drodze. Nie, nic takiego. Nic nie, nic nas nie zaniepokoiło. Przynajmniej nic nie rzucało się w oczy. No wiadomo, że-że gdyby coś było tak oczywistego, że to byśmy się zastanowili, że rzeczywiście jesteśmy w jakimś innym świecie, albo coś nie tak jest. Ale nie, nic nie zwróciło naszej uwagi. To była taka droga, ta równoległa wyżej. To była taka droga przez takie małe jakieś wioseczki. I tam te dzieciaki się bawiły przy ulicy. Mijaliśmy domki. Za każdym razem jechaliśmy dalej, żeby więcej tych domów minąć. Sprawdzaliśmy na kilometr na liczniku, żeby sprawdzić, czy na pewno przejechaliśmy już na tyle daleko, że wie pan, no na logikę to by wystarczyło kilometr dalej pojechać, tak?
Albo dwieście metrów, żeby zjechać za policją. A my jechaliśmy kilometrami. Pamiętam, że to nam zeszło nam to wtedy z godzina chyba nam zeszła z tym, z tym dojazdem do-do tej głównej trasy, bo jechaliśmy kilka razy przez-przez właśnie tą drogę równoległą. No nie wiem, cztery, pięć razy na pewno.
No to tym bardziej policjanci mieli, mieli prawo się zdziwić waszym widokiem, że któryś już raz w ciągu dosyć krótkiego czasu ten sam samochód nadjeżdża z tej samej strony. Rozumiem, że cały czas ci sami policjanci, ten sam patrol i te same obiekty, te same domy mijane po drodze. Tak, tak. Znaczy, wie pan co? Tam nie ma jakichś obiektów akurat na tym odcinku trasy. Jest po prostu-- są drzewa przy ulicy i dalej jest jakieś, jakieś pola są za drzewami. No, za każdym razem to wszystko tam wyglądało tak samo, tak?
Tak, tak, tak. I jeszcze jedna rzecz. Zawsze jak zjeżdżaliśmy przed policją, byliśmy bezpośrednio przed policją. Nie było żadnego samochodu przed nami, tylko byliśmy my. Tak jakbyśmy byli sami na trasie. To może być dziwne ewentualnie.
A pani pamięta może, który to był rok? Może ktoś, może któryś z tych policjantów by pamiętał jakimś? Jest szansa, że-że może, może kiedyś- Oj, nie. Nie sądzę. Nie powiem panu, nie mam pojęcia, który to był-- który mógł to być rok. Na pewno to był któryś rok przed rokiem 2008. Ale który rok, to nie wiem.
Musiało to być przed 2008. Ale który rok, to nie mam pojęcia. No nie zwróciłam na to uwagi wtedy, bo nie było to dla mnie jakoś tak aż bardzo ważne. Poza tym wie pan, no takiego radia wtedy nie było, więc nie musiałam zapamiętywać, kiedy.
No Paranormalium już wtedy istniało, ale jako strona internetowa- Aha, a no to ja nie wiedziałam! -także jeszcze nie mieliśmy, nie mieliśmy takiego zasięgu. Także. No także, także, także tak. Tam nie było możliwości, żeby na tej drodze coś pomylić, przypadkiem w-w-jechać w jakiś zakręt i jeszcze raz się tam znaleźć?
Nie, nie, nie, dlatego, że to były równoległe drogi. Tam nie było żadnych wykrętów. Są po prostu dwie równoległe drogi. To jest na odcinku Kunów-Ostrowiec Świętokrzyski. To są dwie równoległe drogi. Jedna wiedzie przez miasteczka, jakieś wioseczki na górze, a druga właśnie przez Kunów do Ostrowca. My tą główną trasą przez Kunów jechaliśmy i przed Kunowem właśnie stała policja. I stąd przed tym Kunowem bez przerwy zjeżdżaliśmy w ciągu rejka.
Tutaj nie wiem, jak to skomentować. No właściwie jedyne, co mi przychodzi do głowy to-to glitch w rzeczywistości. Glitch w naszej matrixie. No tak myślę. Tak myślę. Jeszcze powiem panu jedną ciekawostkę, bo to też jest-- też mnie to zastanawia. Może pan słyszał gdzieś o tym któryś z słuchaczy radia, może gdzieś wspominał.
Bo dla mnie to też jest bardzo dziwne. Do niedawna jeszcze miałam taką sytuację, że zawsze jak zasnęłam, to budził mnie dźwięk telefonu albo domofonu, ale nigdy nie dzwonił telefon i nigdy nie dzwonił domofon. A budził mnie tak przerażającym, głośnym dźwiękiem, że zawsze aż trepało mi serce. I potem obejrzałam kiedyś tam Matrix, bo to ja miałam to latami całymi to budzenie przez dźwięk telefonu. I potem oglądałam Matrix i tam też ten telefon odgrywał takie-- taką ważną rolę, że wybudzał jakby z tego, z tej rzeczywistości śnionej do tej normalnej. I zwróciłam na to uwagę, dlatego ten telefon był dla mnie taki dziwny. Też coś takiego— nie wiem, nie potrafię tego wyjaśnić.
Za każdym razem ten telefon brzmiał tak samo, tak? Tak. Za każdym razem brzmiał tak samo. Nawet jak zmieniłam dzwonek, to jednak on dzwonił zawsze tym samym dzwonkiem. Także nie tak jak mój telefon. Mój telefon, który miałam na przykład przy łóżku gdzieś tam. Tylko zawsze dzwonił to tak jak typowy telefon, taki stary kiedyś dzwoniący o tak. No tutaj jedyne co mi się nasuwa na myśl, to taka myśl o śnie. Osobliwie, osobliwie silnej wizji sennej, która potrafi wybudzić czasami. Czasem ludziom się zdarza, że sen okazuje się na tyle, że to tak ujmę głośne, że-że ludzie się budzą.
No także. Ale tak jak mówię, nie jestem tutaj jakimś ekspertem od tematyki sennej, może- Ale nie słyszał pan nigdy o takim przypadku, że ten telefon? Mnie się kiedyś zdarzyło, ale to było we wczesnym moim dzieciństwie, że słyszałem we śnie muzykę nagle jakąś taką, taki krótki, jakby dżingiel muzyczny i się obudziłem potem. Ale to mi się jeden raz zdarzyło. Aha. A mnie, powiem panu, setki razy.
Niezbadane są możliwości naszego umysłu, prawda? Nie wiemy, nie wiemy, co się, co się dzieje w naszych głowach tak do końca w momencie, gdy śpimy, tak? No tak. W podcastcie mówią świadkowie. Mieliśmy już kilka historii o tym, jak to jakiś nieznany czynnik wyłączył świadkowi świadomość i podczas jazdy samochodem przeniósł go w inne miejsce. Co jednak powiecie Państwo na bezkształtnego czarnego bloba, połykającego cały samochód? Taka właśnie historia przytrafiła się ostatniemu z naszych dzisiejszych rozmówców. Posłuchajmy.
No, przynajmniej z SMS-ów, które-- do których dotarłem w moim telefonie, to całe zdarzenie miało miejsce 20 stycznia 2023 roku. Generalnie banalna sytuacja. Znajomy do mnie dzwoni, że dojeżdża PKM-em do Piły, no ale kolejny transport znowu PKS-em do Trzcianki, bo chciał się dostać do Trzcianki. No ma za tam parę ładnych godzin. No i po prostu jako znajomy zadzwonił, czy nie byłbym go w stanie podrzucić po prostu do domu. No, że z Piły do Trzcianki mam rzut beretem, bo tam gdzieś bodajże pięć kilometrów. No to nie ma problemu. Tak? Spoko. No więc przyjechałem po niego na pickup. Jedziemy, opowiadamy sobie i w momencie-- to też jest taka ciekawostka z tej całej opowieści, że jak byliśmy na bo-- momencie trasy od Piły do Trzcianki, przejeżdżamy przez Stobno, taką miejscowość.
Tam jest fajne jezioro, na które zresztą za dzieciaka często z tatą jeździłem. I w momencie, jak byliśmy koło tego jeziora, coś tak jakoś dziwnie się poczułem. Ale hmm... Jak to nazwać? No nie, że strach, tylko... no nie wiem, jakoś tak dziwnie się poczułem. Tak kurczę, uważałem na drogę, bo straszne warunki były wtedy na drodze i tak starałem się skupić, że czułem, że może ktoś wyjedzie zza zakrętu czy coś. No generalnie no było ciemno, mimo że była wczesna godzina, bo to mówię gdzieś tam 18:00, 19:00, tak kojarzę ten moment. No to warunki były słabe i nie wiem, no na tej wysokości czułem jakiś taki nie wiem. Tak jakby intuicja podpowiadała, że na coś zwracać uwagę. Ale, ale nic się nie wydarzyło. Ok, zawiozłem kolegę pod adres, pożegnaliśmy się i dlatego tak bardzo tą historię też zapamiętałem, bo byłem strasznie głodny i zadzwoniłem do żony, że już jestem w Trzciance, odwiozłem kolegę, no i żeby już wstawiła tam jedzonko, że jak dojadę, no bo trasa znowu z Trzcianki do Piły, no to jest jakieś tam no max pół godziny. No i okej. No i proszę sobie wyobrazić, że wracam i jestem znowu na wysokości tego jeziora i widzę taką mgłę, ale nie białą mgłę, tylko czarną, ale taka czerń najprawdziwsza z czerni. No, no, no taka.
Tylko że ona nie zajmowała jakby, jak standardowa mgła, że ją widzimy gdzieś nad jezdnią czy coś, tylko to był taki jakby fragment takiej gęstej czarnej mgły. Generalnie tak jadę samochodem i tak patrzę na mgłę i ona była dość mała, bo to było takie jakby coś lepkiego. No tak, tak to wyglądało tak przed laską samochodu i nie czułem jakiegoś niepokoju ani nic.
Dopiero w pewnym momencie, jak zobaczyłem, że ta mgła wnika do samochodu, to się wtedy dopiero wystraszyłem. Mówię kurczę, co się dzieje? I ta mgła jakby mnie otoczyła. A to był ułamek sekundy i znikła. No i dobra, jadę dalej i nagle patrzę, a jestem znowu przed Stobnem.
Mówię no kurczę, co jest grane? Nie mówię, no przecież pijany nie jestem. Ten. No kurde, no przecież ja już tędy jechałem, nie? I za chwilę żona do mnie dzwoni. Gdzie ty jesteś? Czekam tam z kolacją i tak dalej. I to tym bardziej potwierdzało właśnie to, że coś tu jest nie halo. Ja mówię ty, no wyobraź sobie, że jak do ciebie dzwoniłem, to już byłem przy jeziorze, a teraz jestem znowu przed jeziorem. No i tam wiadomo, śmiechy, hihy.
No ale historia o tyle ciekawa, że jak wróciliśmy i zaczęliśmy patrzeć z żoną w telefony i nasze połączenia, to jechałem ponad godzinę z Trzcianki do Piły, nie zatrzymując się, gdzie nie było żadnej kraksy ani nic. Po prostu jechałem. Droga była pusta, więc no to taka ciekawostka, taka jakby teleportacja bym powiedział.
No wypisz wymaluj błąd w Matrixie. No coś w ten deseń, coś w ten deseń. Postaram się opisać tą mgłę, bo może nazwa Mgła jest dość błędna, bo mgła jest taka prześwitująca, taka no mgła, a to było takie czarne, to było tak, jak pan patrzy przez szybę, na przykład jadąc samochodem, to, to nawet całej szyby nie pokrywało, patrząc na to. To było takie glutowe, bym powiedział. Boże, jakie głupie określenie, ale no inaczej tego nie nazywam, bo to było takie gęste, takie. I tak się sam zastanawiałem, mówię: "Co to kurczę jest?"
Ale dopiero w momencie, jak to wkroczyło do-do pojazdu i zobaczyłem to w środku pojazdu, to dopiero wtedy się wystraszyłem, bo wcześniej jakoś tak po prostu byłem zafascynowany widokiem, ale nie czułem strachu. Ale w momencie, jak to się znalazło w kabinie, mówię o kurczę, nie. I wtedy tak przez ułamek sekundy poczułem strach, a nagle znowu znajduję się-- i tu jest też ten punkt, który panu wysłałem, bo on jest taki dość charakterystyczny, że jak się wjeżdża do tej miejscowości Stobno, to są takie drzewa i ja znowu widzę te drzewa, mówię no kurde, no przecież ja tu już byłem, nie? No taki właśnie błąd w Matrixie. No krótkie, ale treściwe i wydaje mi się, że rzeczywiście no jak mówię, synchronizowaliśmy telefony z żoną i tak dalej, i żona się pyta: "Ale gdzie ty byłeś i gadałeś z nim czy coś?" Mówię: "Nie no, odstawiłem go i wracałem bezpośrednio do domu. Jeszcze dzwoniłem, żebyś ustawiła kolację." No to też mieliśmy jakiś tam wyznacznik czasowy.
A z perspektywy żony ile czasu minęło, zanim pan dotarł? No cała podróż w momencie od momentu zadzwonienia do niej. No to- Może ile, ile zwykle trwa podróż z tego miejsca? Ile powinna trwać, a ile trwała tak naprawdę?
Maksymalnie trzydzieści minut, maksymalnie. Ale to już naprawdę jakby tam nie wiem, jechać tak typowo przepisowo, to, to max trzydzieści minut, a na pewno było to ponad godzinę. Czyli tak jakby pana cofnęło i jednocześnie wycięło panu pół godziny czasu. Mniej więcej. Tak, dokładnie tak.
A GPS coś zauważył? Coś się nagrało, nie wiem, na smartfonie, w mapach, w jakimś innym urządzeniu? Akurat tego nie używałem, bo to jest tak dla mnie znana trasa, że jeżdżę tym tak często, że nawet nie włączałem GPS-a.
Więc tutaj, tutaj jedyne, co jest jakby potwierdzeniem tej teorii, to moment połączenia się z żoną i dotarcia do domu. No bo tak samo później, bo ja najpierw jej to opowiedziałem i oczywiście no śmiechy, hihy. No ale później już tak wieczorem już po kolacji i tak dalej zaczęliśmy to analizować, bo ona widziała, że jestem strasznie przejęty tą całą historią i mówię kurczę, no jakaś teleportacja, nie?
No i tak dalej. Ja w ogóle nie mogłem zasnąć i później cały czas myślałem o tym i no i ciągle mi to gdzieś tam jakby wypala.Na mózgownicę. Zawsze, gdy słyszę podobne zdarzenia z ust kierowców, którzy doświadczyli tego typu fenomenu, zawsze pojawia mi się pytanie w głowie czy takie kwestie wie pan...
Gdyby doszło do na przykład zaśnięcia za kierownicą czy czegoś podobnego, to skutkowałoby to zagrożeniem, jakimś wypadkiem, prawda? A tutaj nic, do jakiejś żadnej groźnej sytuacji rozumiem nie doszło. Absolutnie nie.
Ale najlepsze było to, że byłem tak głodny, bo naprawdę byłem głodny, że tak mi zależało, żeby tak szybko być w domu, bo byłem głodny, bo jak znajomy do mnie zadzwonił, żeby go odebrać, to mówię no dobra, dobra, no jadę. No bo ile to tam, pół godziny w jedną, pół godziny w drugą. Za godzinę jestem to akurat żona coś upichci. No to Ameryka, nie? Ja byłem wypoczęty w ogóle.
No ja z pracy wróciłem po 15, więc no nie ma mowy o jakimś tam zaśnięciu czy czymkolwiek, a tym bardziej że. No nie no, byłem na 100% kontaktowy. Nie, no to tylko ten moment taki jak to się dobija do kabiny, znaczy już jest w kabinie, bo ten moment bardzo pamiętam, to, to jest coś, czego nigdy nie zapomnę, że to tak jakby jak na filmach science fiction widzimy, jak taki blok się wlewa przez szybę do środka auta, oczywiście nie uszkadzając szyby, tak jakby przenika przez nią i mówi O kurczę, co tu teraz nagle jestem przed tymi drzewami, mówię wow, kurde, co tu się, co tu się odjaniepaliło?
No i tak za chwilę patrzę, mówię no przecież dopiero będę się zbliżał do jeziora, a ja właśnie byłem przy jeziorze, nie? No i to takie, takie ciekawe. W momencie, gdy się pan ocknął, był pan cały czas w ruchu. Tak? Zarówno przed tym wniknięciem tego bloba, jak i... Tak?
Znaczy właśnie, bo ten blob to było coś takiego, że jak on wniknął, to ja się wystraszyłem. Nawet się cofnąłem na siedzeniu, bo się wystraszyłem, że no nie wiem, no taki odruch, no do tyłu człowiek się cofa jakby.
No takie uczucie, że zaraz może do jakiegoś zderzenia dojść, tak? No że, że jakby no nie wiem, że na twarz mi to wjedzie, obleje mnie czymś, no nie wiem, no takie dziwne to było, ale to ułamek sekundy. To nie jest tak, że to sobie obserwowałem i to długo trwało. To był taki ułamek sekundy i nagle cyk i widzę te drzewa i te drzewa, czyli ten wjazd do Stobna. Mówię kurczę i to nagle wszystko zniknęło. Już tak jakby wniknęło do kabiny. Ułamek sekundy i jestem tam. A ten blob zdawał się jakby działać jakoś na otoczenie, czy po prostu tam sobie w tym miejscu był i czekał jakby na pana?
Nie, on się tak jakby coraz bardziej powiększał. Najpierw była jakby taka jedna. Hm, jak to nazwać? Jak w bakteriach pałka taka. I on się tak coraz bardziej rozszerzał przed kabiną. I tak go obserwowałem, mówię, co to jest? I tak, ale absolutnie żadnego strachu wtedy nie czułem. Mimo że teraz, jak to opisuję, no to brzmi to przynajmniej dziwnie, ale to tak mnie zaciekawiło. Co to jest? I tak sobie myślałem, że no nie wiem, no w sumie nie wiem, co ja wtedy myślałem. No dziwne i obserwuję. I to się tak rozrastało, rozrastało, rozrastało i nagle wniknęło mi do kabiny. Nie? Ale to też mówię, to nie trwało tak, że tam nie wiem, se jadę i obserwuję se to przez pięć minut.
Tylko to podejrzewam, że trwało dziesięć, piętnaście sekund, nie? Ale w mózgu już się działy różne tam akcje, więc ja to opisując teraz to tak brzmi, jakby to se jechał i obserwował jakieś zdarzenie, które trwa pół godziny. Ale no nie no to było powiedzmy piętnaście sekund czy tam dziesięć, ale no zapamiętałem to tak bardzo wyraźnie, nie? Że to było takie skondensowane, to no właśnie, taki blob, takim blobem bym go nazwał i całe czarne i się rozrastało coraz bardziej.
To się jakoś wyraźnie odcinało od otoczenia? Tak, tak, tak, to tak jakby zdecydowanie tak, bo nawet. Bo to dokładnie taka sama pogoda, jaką w chwili obecnej mamy za oknem. No i nawet godzina prawie by się zgadzała, że ta czerń była tak głęboka, tak? No bo jak pan patrzy przez szybę samochodu i widzi pan las po lewej i po prawej i drogę, no to wszystko jest takie szare, takie szarobure. A to była czerń, głęboka czerń, taka jakby ktoś ją markerem namalował, to, to zdecydowanie się odróżniało. I to na przykład jak ja się przemieszczałem samochodem, to, to cały czas było na tej samej wysokości, że to nie było tak jakby w miejscu zawieszone, tylko cały czas wisiało jakby nad maską. Czyli jak ja się przemieszczałem, to, to jakby było połączone ze mną, że to było ciągle w tej samej odległości, tylko się rozrastało, a potem wniknęło do kabiny.
Próbuję sobie wyobrazić, jak ten blob mogło wyglądać. Nie jestem jakimś fanem filmów science fiction, ale kilka filmów zdarzyło mi się obejrzeć. Skojarzyło mi się to jakoś jakby z wyglądem takich duchów wyciągających dusze, jakie występują w filmie Final Fantasy. To jest taki film bazujący częściowo na grze o tym samym tytule.
Nigdy nie oglądałem. To ciężko mi strasznie to porównać. Tak, staje mi teraz przed oczami taki obraz, coś jakby, jakby wielka foliowa torba wypełniona czarną masą. Coś tego typu. Tak, tak. No to, to, to tak, to można byłoby tak porównać. Z tym, że folia idealna, bez zniekształceń, tak po prostu.
Ale no tak, tak, tak, generalnie coś ten deseń. Bo ten blob miał jakiś określony kształt? Nie, on się właśnie tak zmieniał, tak jakby randomowo zmieniał, ale generalnie się rozrastał. I ten rozrost polegał na tym, że to nie było tak, że no tak jakby w każdą stronę i tak dalej, po prostu się rozrastał. I ciężko mi teraz tak matematycznie nawet opisać do jakiej figury czy coś, no w każdą stronę. No to tak, to tak strasznie dziwnie opisać. Też mnie ciekawi, czy ktokolwiek w ogóle miał coś takiego, takie zdarzenie, bo to mnie bardziej ciekawi, bo tak jak słucham tutaj państwa, to no i też osób dzwoniących, no to może ktoś miał coś takiego, ale to jakby przenilczał, zostawił to dla siebie i jakby nie wnikał. No ale z drugiej strony znalezienie kogoś drugiego, kto miał coś podobnego albo identycznego, nie mówię, że nawet w tym samym miejscu, tylko po prostu gdzie indziej.No to super, nie?
No to wtedy można byłoby jakoś to zebrać do kupy, nie? No bo to, to wydaje mi się też takim ewenementem. Znaczy no pamiętam, że były relacje od kierowców, którzy zgłaszali jakby cofnięcie w inne miejsce czy przerzucenie kilka kilometrów dalej. Tylko że tam nie było żadnej wzmianki o jakimś obiekcie, o jakimś blobie, a- O jakiejś masie.
Tak jakby pan wjechał w- Znaczy blobie. Ja to nazwałem umownie blobem, ale na jakiejś takiej masie, która-- taka jakby mgła, takie coś, co przenika przez wszystko, nie? No ale blobem to nazwałem, bo mi się skojarzyło z tym filmem Blob z lat chyba, nie wiem, osiemdziesiątych ten film był. O takiej masie, tylko że tam była zielona, ale tutaj była czarna. No ale tak, tak mi się to skojarzyło, nie? Że to było takie gęste, takie ciężkie, że to, to, to nie było właśnie jak mgła, takie lajtowe, tylko ciężkie, takie ciężkie, taka smoła. No może w ten sposób.
Tak jakby jakaś dziura się przed panem otwarła. Można to tak nazywać. Jakiś portal, dziurę, przejście, coś tego typu. Coś, coś, coś. Może w ten sposób? Tak, tak, tak. No ale no na-na pewno wywarło to dość duże wrażenie. I dlatego jak tutaj zacząłem słuchać państwa radia i różnych opowieści. Ja zresztą do dzisiaj jestem fanem opowieści tutaj pana, że ta postać się zjawiła przed jego domem, taka w kształcie gruszki. No to do dzisiaj mi tam ciarki po plecach idą.
Często wracam do tej opowieści, no bo ciekawa. Zresztą to też nie jedna z moich opowieści, które gdzieś tam przeżyłem, tylko że ta wydaje mi się taka najbardziej możliwa do udokumentowania, do zsynchronizowania tych telefonów i tak dalej, a ta reszta, no to, no każdy z nas jakieś tam rzeczy przeżywa, nie? I jedni o tym mówią, drudzy nie. Ja jestem z Kozakuryby, więc ja się nie wstydzę takich rzeczy. No, no jest jak jest. No, jeżeli się zdarzyło, to trzeba o tym gadać, a nie chować pod dywan. Tak uważam. No ale różni ludzie różnie podchodzą, więc.
Pana żona chyba też tutaj ma taki dosyć otwarty umysł z tego, co zrozumiałem, bo jakby ona zauważyła, że to rzeczywiście wywarło na panu wrażenie dosyć mocne i-i chciała o tym porozmawiać. Tak, tak, znaczy tutaj cały dowcip też polegał na tym, że ona wałkowała temat w drugą stronę. "No ale powiedz, gdzie ty byłeś?" Ja mówię no kurde, no jechałem normalnie z punktu A do punktu B i nigdzie, no, no nigdzie nie byłem, nie? I dopiero wtedy, jak już to przekalkulowaliśmy, nie wiem, tam przewałkowaliśmy ten temat powiedzmy dwa, trzy razy, no to wtedy zrozumiała, że no kurde, rzeczywiście coś się wydarzyło, nie? A tym bardziej jak już wtedy nie spałem, bo to rzeczywiście to wróciłem do domu, no to cały czas o tym myślałem, nie?
Bo to tak głęboko wchodzi w człowieka. No te pytania gdzie byłeś, gdzie byłeś, gdzie byłeś, to możnę- można skwitować- Tak, tak, tak. Magicznym women. No tak, tak, tak, tak, tak, tak, oczywiście. No, no już nie chciałem tutaj nazywać rzeczy po imieniu, ale no tak, tak, dokładnie tak. No tylko sława women była, skoro tak krótko to trwało, no. No szybko się poddała.
No szybko się poddała albo ja umarłem. O Boże. No ale no, no mówię, no takie dość ciekawe, bo, bo, bo ja się nie spotkałem, bo generalnie obserwuj-- jakby śledzę kanały tego typu, dużo oglądam od dziecka, zresztą interesuję się takimi sprawami, życie po śmierci etc., etc. Ale nigdy jakby na coś takiego, co mnie spotkało w tym momencie akurat, to, to nie natrafiłem na taki ewenement jakby, nie? I no chciałem się tym podzielić, bo być może ktoś coś podobnego przeżył i chętnie przegadałbym to z kimś, kto rzeczywiście czegoś takiego doświadczył, więc może fajnie by było. Też musimy wziąć pod uwagę, że na przykład ja to przyjąłem jakoś tak, nie wiem, na lajcie, że okej, tam sobie nie przespałem, trochę fajek, więcej zapaliłem, przemyślałem, no ale nigdy nie odcisnęło to piętna na moim życiu absolutnie. Tak jak na przykład u tego gościa, który opowiadał o tym facecie Ala Gruszka, że to zmieniło jego życie i tak dalej. Nie, u mnie nie. No ale i tak do tego wracam gdzieś tam myślami i zastanawiam się kurczę, o co tu chodzi, nie? I co to było? Więc lubię drążyć też tematy, nie? No, ale to nie jest coś, co, co jakby traumą się odbiło na moim życiu.
Absolutnie nie. No ale, ale uważam to za ciekawostkę ze swojego życia, to na pewno. A takie pytanie mi się jeszcze nasunęło teraz czy tam są gdzieś po drodze fotoradary? Bo gdyby pan przekroczył prędkość w tym miejscu, to fotoradar chyba coś by wyłapał i podskoczył- Ale nie, nie. Tam jest akurat pusta droga. To jest-- ja panu wysłałem też współrzędne dokładnie, w którym miejscu była ta mgła i w którym-- do którego miejsca mnie cofnęło. Mam nadzieję, że jak pan to opublikuje, to też pokażę. Nie, nie. To jest absolutnie pusta droga leśna, taka... Znaczy leśna-- no, wzdłuż lasu i tam absolutnie nie ma w ogóle fotoradaru.
A posiada Pan może wideorejestrator? Teraz tak, ale wtedy nie. I żałuję, i żałuję. No i żałuję. I dlatego właśnie też po tamtym momencie stwierdziłem, że warto byłoby coś takiego mieć, nie? No tak, przydałoby się niewątpliwie.
No ale to tak zawsze chyba na złość idzie. Jestem ciekaw, czy widać byłoby tego globa jak ja go nazwałem. Czy rzeczywiście nie wiem? No, czy to było coś niematerialnego, czego kamera by nie zarejestrowała? No cholera wie. No ale no, no nie wiemy, dopóki nie sprawdzimy, a obawiam się, że już... Ale powiem też panu szczerze, że potem jeździłem też w te miejsce specjalnie, żeby się natknąć. No i no niestety wracałem.
Nie chciało się powtórzyć, nie? No nie chciało się powtórzyć, no. To też taka trochę wkurzająca jest nieuchwytność tego typu fenomenów, prawda? Ale wie pan co? Bo to też jest jakby ciekawostka, że przecież w momencie, jak już zobaczyłem tą pierwszą pałeczkę tego czegoś, to rzeczywiście trzeba było chwycić telefon i to nagrywać. Co to jest? Nawet nie podejrzewając niczego paranormalnego, tylko jakiegoś zjawiska atmosferycznego, albo nie wiem, no znaczy człowiek mógłby chwycić za ten telefon i po prostu-Po prostu to nagrywać. Ale wtedy człowiek był tak zafascynowany tym wszystkim, bo przecież telefon miałem przy sobie, tak? I to nie byle jaki, więc podejrzewam, że nawet w tych warunkach by to nagrał dość dobrze. Ale w tych warunkach człowiek był tak zafascynowany tym, że no nie wiem, no jakby nie pomyślał w ogóle. I to też jest-- no bo to jest ten chyba nasz tok myślenia ludzkiego. Ja zawsze do żony mówię, jak tam na Facebooku ktoś wstawia, że jest teraz na plaży i tam, nie wiem, Malediwy i coś. I ona mi pokazuje i mówi: "o, i zobacz, jak oni muszą się nudzić, że mają czas na zdjęcia". Czyli po prostu sprzedają swoją prywatność, a tak naprawdę w ogóle się tam nie bawią. No bo jak masz czas na robienie zdjęć, znaczy, że się nudzisz. Więc ta sytuacja jest totalnym odzwierciedleniem właśnie tego, że w tym momencie jesteś tak zafascynowany, że ty nie myślisz o jakimś głupim telefonie, żeby go chwycić i to ująć. I po prostu emocje są większe niż-yyy jakby śignięcie po ten telefon. A rzeczywiście jak się nudzisz, no to z nudów: "No dobra, daj telefon, podpalą, zróbmy sobie zdjęcie albo nafilmujmy to czy tamto, no bo nic nie ma innego do roboty, nie?".
No, to jest też często taki przytyk podnoszony właśnie wobec świadków tego typu zdarzeń z pogranicza, że czemu nie zrobiłeś zdjęcia? Miałeś telefon, miałeś aparat, byłeś jak ten słuchacz z Roztocza. Byłeś obwieszony sprzętem do fotografowania. Czemu nie zrobiłeś zdjęcia? A tu prawda jest taka, że świadek zwykle z jakiegoś powodu nie myśli o robieniu akurat zdjęć, tylko chce jak najwięcej zarejestrować. Wzrokowo.
Zmysłowo. Tak. Dokładnie. Ja to sobie tłumaczę w ten sposób, że nasz ludzki umysł jest tak zaprogramowany, że tak samo jak nie wiem, pan na przykład, nie wiem, ma przed sobą piękną kobietę, która się chce z panem kochać. To pan teraz nie będzie robił zdjęć, które ściśle go kocham, no i tyle.
Jakby chwyta ostrze, nie? I-i bo są emocje, bo to, to działa, nie? A gdyby wyłączyć emocje, no to mówisz dobra, to wstań, to zrobimy zdjęcie, to zrobimy to, pokażemy. No ale tu nie o to chodzi, no bo emocje są większe niż racjonalny, jakby tutaj określenie danej sytuacji. Tak mi się wydaje, że to jest. Bo rzeczywiście ja później też, jak wróciłem do domu, mówię kurczę, przecież miałem taki dobry telefon, czemu ja tego nie nagrałem, nie? No ale no właśnie, no czemu? No bo byłem w takim stanie, w jakim byłem, no, no taki nie wiem, euforii, ekstazie, strachu. No, adrenalinę robi swoje, no.
No, też zawsze jest taka obawa, że to zjawisko obserwowane ucieknie, prawda, z polewicenia. W momencie, gdy będziemy szukać telefonu. Sięgać nawet, no. Chociaż nie, no myślę, że wtedy akurat tak. No nie, no to jakby zawładnęło mną, tak? Ja byłem ciekawy, co tu się dzieje i-- ale pamiętam ten jeden jedyny moment, czyli to przeniknięcie z szyby do pojazdu. No, to wtedy się wystraszyłem, naprawdę się wystraszyłem.
To, to był autentyczny, taki parosekundowy mega stres. Mówię: o kurczę, nie, no tutaj to rzeczywiście wtedy serducho mocniej zabiło, nie? Że w momencie, jak to jakby przekroczyło szybę, no to, to zrobiło się grubo, nie?
No z jednej strony taka obawa, że jak to wjedziemy, to może to poskutkować prawda wypadkiem, jakimś uszkodzeniem samochodu. A tu takie zdziwienie, że przecież nic się nie stało. Znaczy nie, nie, to też inaczej. Bo ja jakiś czas jadąc samochodem, widziałem to ciągle w tej samej odległości. Czyli mimo że się przemieszczałem, to ciągle było w tej samej odległości, mimo że się samo jakby rozszerzało. I ja to sobie obserwowałem, ale to też nie zakłócało mi drogi, że te przecięcie pasa dalej widziałem gdzieś tam kątem oka i okej, co tu się wydarzy? I w momencie, jak to wskoczyło, to nie myślałem o tym, że wypadek czy coś, tylko przepraszam, wypikujecie. W momencie jak to wlazło, to mówię, co to kurwa jest? I ten moment taki, że no wystraszyłem się tak, jakby coś. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia, tak? Czyli obawa przed nieznanym po prostu. No bo nie mam pojęcia co to jest.
Tak mi teraz przyszło na myśl, że to tak wygląda, jakby ten blob cały czas przed panem jakby uciekał, a potem nagle zmienił zdanie i postanowił się, nie wiem, zatrzymać? Coś tego typu. Bardziej bym to określił na zasadzie takiej, że on po prostu jakby się przyczepił do mnie na zasadzie nie wiem, czy pojazdu, czy mnie. No załóżmy, że pojazdu i on ciągle był w tej samej odległości. Ile bym nie jechał, pewnie tak samo byłby dalej w tej odległości. On się rozszerzał. Nagle sobie po prostu przeniknął do mnie, nie? No już się na tyle rozszerzył, że wniknął do środka samochodu. I to był ten moment, w którym ja totalnie się wystraszyłem, nie? No to rzeczywiście ten taki moment był. Jak już zobaczyłem go w kabinie, to mówię o kurczę, nie? Bo rozumiem, że z tego okresu, z tego zaginionego czasu, tych powiedzmy trzydziestu czy tam iluś minut, nie przyszły panu później jakieś przebłyski, jakieś wspomnienia, co w tym czasie się mogło dziać?
Absolutnie nic. Kompletnie zero. I to bardziej było jak teleportacja niż jakieś rzeczywiście zabranie mnie, zatrzymanie czasu i tak dalej. Nie, nie, to tak jakby teleportacja, tak jak to Pan wcześniej nazwał. Taki portal? Taki portal.
O właśnie, że z jednej strony wchodzę, z drugiej wychodzę. Historia z blobem i błędem Matrixa kończy dzisiejszy odcinek podcastu Mówią świadkowie. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś relacjach. A jeśli macie jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Jak zawsze przypominam o najnowszym numerze miesięcznika Nieznany Świat, gdzie obok niezwykle ciekawych artykułów o różnorodnej tematyce z pogranicza nauki znajdziecie również rubryki Dotknięcie Nieznanego oraz Kontakt telepatyczny, w których ludzie tacy jak Wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym oraz ciekawymi spostrzeżeniami.
Zachęcam również do zajrzenia na kanał czasopisma na YouTube oraz do śledzenia pojawiających się tam treści. Polecam również Państwa uwadze kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelgowskiego Wehikuł Wyobraźni.
-tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny — 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy — 530 620 493. 530 620 493. Skype — Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa i maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.
Sięgnij już dziś po "Nieznany Świat". Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki, artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. "Nieznany świat". Miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.