Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Niezwykłe wizje. Klątwy. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium.
Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych prawie dwóch godzin z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios".
Tym, którzy są z nami po raz pierwszy, przypominam, że Mówią Świadkowie to szczególna audycja, w której ludzie tacy jak Wy dzielą się swoimi spotkaniami z nieznanym całkiem szczerze, całkowicie anonimowo.
Niektóre odcinki są monotematyczne i zawierają opisy zdarzeń z jednej kategorii. Zdarzają się jednak również i takie odcinki, w których rozmówcy opisują zdarzenia różnego rodzaju z całego swojego życia.
Takie odcinki opatrzone są dopiskiem Paranormalna Spowiedź. I jednej z takich właśnie spowiedzi wysłuchamy w dzisiejszej audycji. Moje rozmówczyni jesteś? Moja rozmówczyni jest jedną z tych osób, które różnego rodzaju paranormaliów doświadczają już od dzieciństwa.
Bywa, że świadkami dziwnych incydentów są również inne osoby. Usłyszymy dziś m.in. opisy obserwacji UFO, z czego jednej prawdopodobnie towarzyszył również błąd w Matrixie, jak również sytuacji, w których nasza słuchaczka miała styczność z niepoznaną, być może niefizyczną sferą naszej rzeczywistości.
Bliskie spotkania z dziwnymi istotami. Zdjęcia z przebywania poza ciałem. Kontakty z zaświatami. Prorocze sny i wiele, wiele innych starzeń. Poza przekazaniem relacji, słuchaczka podzieliła się również swoimi spostrzeżeniami w temacie jasnowidzenia i postrzegania pozazmysłowego.
Zanim przejdziemy do prezentacji rozmowy, pragnę przeprosić Państwa za mój głos i sposób mówienia w tym nagraniu. Kilka godzin przed rozmową doznawałem wysokich dziwności nieco innego rodzaju. Mianowicie takich, jakie czasami stają się udziałem pacjenta na fotelu dentystycznym.
Mam nadzieję, że słyszalne efekty tychże nie zaburzą Państwu odbioru dzisiejszego odcinka. To tyle słowem wstępu. Przechodzimy do słuchania. Zastanawiałam się, jak to podzielić i w końcu podzieliłam to na taką właśnie jakby tutaj związane z UFO, związane z taką jakąś dziwnością, tak?
I bardziej tutaj pod względem... Na temat dusz i jakby tej azoteryki i całego takiego tutaj tego tematu. Może zacznę od UFO, bo było to mniej więcej około dwóch lat temu, trzech. No ciężko mi jest stwierdzić. Na pewno chyba to było w czasie pandemii jeszcze.
To jest Małopolska. Wracając z odwiedzin, jadąc samochodem, byłam z drugą osobą też i ta druga osoba też to widziała. W pewnym momencie zobaczyliśmy kształt. Kształt, który się unosił jakby nad drzewami, ponieważ przejeżdżając tam jest z jednej strony można powiedzieć coś na podobieństwo puszczy.
Są tam też zabudowania, ale nie są bardzo liczne i nie są gdzieś tak bardzo ze sobą blisko. A jaka to jest cała miejscowość bądź jaki to jest rejon? To jest między Tarnowem a Krakowem. I powiem Panu szczerze, w tym momencie nie pamiętam tej nazwy, tej miejscowości.
I nie przypomnę sobie, nie chcę nawet szukać w tym momencie, bo... No mamy mniej więcej pi razy oko, prawda? Rejon ustalony, także to może wystarczyć. Tak, tak, tak. To był taki kształt jakby fragmentu, takiego można powiedzieć typowego swodka. Tak myślę, że można tak nazwać ten kształt.
To był tak jakby zobaczyć wycinek tego, tak jakby ktoś za kurtyną po prostu trzymał resztę. A tutaj zobaczyliśmy, to było takie... Ciężko też to pisać, ponieważ wydawało się szklane, tak? Jakby lustrzane, przy czym jednocześnie nic się nie odbijało od tej powierzchni.
I to się przemieściło po prostu jakby, tak jakby wjechało w to, weszło w to, w te drzewa. Z tym, że te drzewa jednocześnie nie uginały się, one się nie ruszały i zniknęło. I to wyglądało tak, takie wrażenie mieliśmy, jakby to, nie wiem, miałoby się w danym momencie jakby w jakąś, nie wiem, ciężko mi zakreślić czasoprzestrzeń, weszło w jakiś inny wymiar, po prostu sobie przeszło.
To jakby otworzyć jakąś taką kotarkę, odsłonić i po prostu to sobie tam zniknęło. No i jakichś odgłosów żadnych nie było. I też nie było żadnego ruchu tych drzew i to było bardzo dziwne, bardzo. I właśnie najdziwniejszy był ten widok tej powierzchni tego, tego, no jak tak mówię, statku, prawda? No nie wiem, czy mam uważać, że to jest UFO?
Ja do tego podchodzę, uważam, że gdzieś tam pewnie życie jakieś jest, ale z drugiej strony tak trzeźwo troszkę patrzę i się zastanawiam, czy, no nie jest to jakaś technologia, którą, o której my nie mamy pojęcia, że ktoś tam nad taką nie pracuje i gdzieś tutaj nam, gdzieś nie testuje tego, prawda?
A po prostu mieliśmy okazję to zobaczyć, bo coś tam nie zadziałało im, więc nie wiem, jak mam na to patrzeć. Niemniej jednak, no to było bardzo dziwne. Kształt, no nie mógł przypominać tak naprawdę niczego innego, co można by do czegoś porównać. No nie widziałam nigdy nic takiego.
Ale też to była powierzchnia takiej jakby wielkości, no naprawdę bardzo dużej, bo większej niż samochód, tak? Z tym, że jakby to był tylko fragment tego. Tak, tak. Nie wiem, coś tam się popsuło i akurat można było zobaczyć fragment tego.
Dziwne to było bardzo. Jeżeli dobrze zrozumiem, obiekt sprawiał wrażenie, jakby częściowo był wtopiony w drzewa, tak? Coś na tej zasadzie? To znaczy tak jakby przemieścił się tak w stronę tych drzew, ale jednocześnie nie było żadnego ruchu tych drzew. Czyli tak jakby ja miałam wrażenie, jakby po prostu jakby wleciał, powiedzmy wleciał, prawda?
W bardzo, bardzo wolnym tempie jakby dla nas, nie wiem, się to wydawało wolnym. W wolnym tempie jakby po prostu wleciał w coś, tak jakby pan wziął kotarę i odsłonił i on po prostu sobie tam wleciał, tak?
I zniknął. Tak jakby te drzewa były tylko taką, tak jakby, nie wiem, może określić to podobne do jakby naciąć płótno, prawda? I ono taką będzie mieć tutaj przecięcie i tak troszkę odchylić i on sobie tam, prawda? I zniknęło. Reszta została i po prostu i nie ma. I nie wiem, czy to zniknęło całkiem, czy po prostu przestało być widoczne.
Nie wiem, to było takie właśnie, no bardzo dziwne, tak? Bo nie zauważyła pani momentu znikania tego obiektu, prawda? No właśnie to jest takie, jak sobie tak chcę przypomnieć, jak to dokładnie wyglądało, to no myślę, że to był taki, na pewno widzieliśmy jak to zniknęło, tylko to zniknęło właśnie na zasadzie takiej, tak jak to wcześniej powiedziałam, takiego jakby, jakby ktoś jakoś tam za kotarkę sobie, prawda? Wleciał.
Jakby tutaj te drzewa były, jakby te drzewa były namalowane i po prostu tylko sobie tam zniknęły. Tylko sobie tam zniknęło, prawda? Dostało jakieś tam szparkę, wleciało sobie tam i po prostu tego nie ma.
A te drzewa zostały, bo te drzewa po prostu się w ogóle nie ruszały. Jakby w ogóle, gdyby to był jakiś pojazd czy statek, znaczy statek, no nie, bo to było za nisko, bo to było na wysokości drzew. No drzewa nie wiem, ile tam mogą mieć metrów, no ale to było dosyć bardzo, bardzo, bardzo nisko, prawda?
Jakby patrząc na, no na pewno to helikopter nie był, bo to było naprawdę duże. Ten fragment był naprawdę bardzo duży. Więc. Więc tutaj nawet ciężko mi do czegokolwiek to porównać, bo dziwne to było po prostu.
Nie wiem, na ile jest jakby prawidłowe czy też poprawne moje skojarzenie, ale oczami wyobraźni zobaczyłem sytuację jakby wyjętą z pewnej popularnej gry, która ostatnio zbiera cięgi GTA Definitive Edition.
Coś tego typu. Tak, tak mi się jakby skojarzyło z obiektem, który był pozbawiony kolizji, a wjechał jakby w te drzewa. Coś jakby nie było wykrywania zdarzeń. Tak, z tym, że, znaczy nie znam tej gry, nie wiem jak to wygląda w tej grze.
No taka dosyć popsuta, gdzie postać może wejść w drzewo i się w tym drzewie schować. Aha, no to coś, no to jeżeli tak, to tak, tak, to można powiedzieć, że w ten sposób to rzeczywiście mogło wyglądać, tak.
Jeżeli tak sobie to wyobrażamy, jak pan sobie to wyobraża, to rzeczywiście tak, po prostu tak jakby zniknęło. Po prostu jakby się, no właśnie tak jak pan mówi, w co drugą stronę. Tak, tak. Tak jak pan mówi, w co drzewo ta postać wchodzi i ona zniknie, prawda, i nie ma jej. To, to, to tak samo rzeczywiście wyglądało.
Taki w sumie trochę glitch w Matrixie, prawda? No tak, no tak można by powiedzieć, że w taki sposób to, no tak wyglądało. No dziwnie, po prostu jak się pojawiło, znaczy pojawić się mogło wcześniej, prawda, ale no po prostu w pewnym momencie to zauważyliśmy.
I tak wyglądał ten fragment, jakby to był, jakby to był, nie wiem, czy koniec tego, tego czegoś, tego statku, czy jakiś taki fragment. Bo on był taki nierównomierny do końca. On był taki jakby troszkę, ten kształt nie był płaski, tylko taki jakby od dołu troszkę, no tak jak spodek, tak, prawda, mniej więcej.
No tak troszkę, troszkę może grubszy, że tak powiem. Chociaż nie wiem, jak to wygląda na żywo, więc ciężko tutaj tak to porównać, ale no nie był płaski. Nie był kęciasty, że tak powiem, ale tak, miał taki, no taki, taki był nierówny, bo nie miał kształtu prostokąta.
Nie, nie równy, bo nie miał kształtu prostokąta, czy on był taki długotrwały. No, to był bardziej kształt takiego, takiego, no nie trójkąta do końca, ale bardziej gdzieś w tych okolicach takiego kształtu, bo, no tak to jakby się tak wyglądało.
Pani Echała z drugą osobą, czy ona coś wiedziała? Tak, tak, też widzieliśmy, oboje to widzieliśmy, tak, jak najbardziej. I tak stwierdziliśmy, to popatrzyliśmy, no, to czemu jako kosmici, tadek kosmiczny?
No tak, no w sumie, no tak. I tak przyszliśmy do, do, do, Boże, tak powiem, do codzienności. No, ale no, tak myśląc nad tym, no to, to nie było normalne. No, ale no, tak myśląc nad tym, no to, to nie było normalne.
No, ale no, nic takiego, co przynajmniej nie jest znane, prawda, ogółowi, że tak powiem. No, tak jak mówię, ja tutaj ze wszystkim, co, co mnie spotyka, to raczej podchodzę na zasadzie zdroworozsądkowego.
Najpierw sprawdzam, że tak powiem, sama do siebie, czy to rzeczywiście jest to, czy, czy to nie jest coś takiego, co można wyjaśnić, że to na przykład mógł być, prawda, helikopter, samolot, czy coś innego. No, tutaj wykluczam całkowicie, bo, bo to było za nisko i tak jak mówię, zniknęło.
No, ale no, tak jak mówię, zniknęło to z drzewa, które się nie ruszało, więc tutaj to całkiem jakby wykluczam. No, ale nie wykluczam tego, że, no, no może gdzieś jakąś testują technologię nową i być to tylko, my tego nie wiemy i bardziej w ten sposób tutaj patrzę. No, ale dopuszczam też...
No, rozpłynęło się. Można powiedzieć, nagle po prostu zniknęło. Nie było żadnego rozbłysku, jakby po prostu, tak jak mówiliśmy tutaj. Tak jakby ktoś pstryknął, jakby pstryczek elektryczek i ten obiekt po prostu się jakby z tym materializował coś na ten co dzień?
Tak, tak, po prostu zniknął, jakby rozpłynął się, no, tak jakby po prostu wjechał, znaczy wjechał, no, wleciał, nie wiem jak to nawet nazwać, po prostu sobie tak swobodnie, tak jak, tak jak dobrze pan to tutaj porównał do, do tego drzewa.
Tak, tak, tak. W tej jakości jakby tej drogi asfaltowej, a potem się pomału przesunął w te drzewa właśnie. Jakby myślę, że może tam ta dalsza część była nad nimi, ale to jest właśnie najdziwniejsze, że on jakby przesunął się w te drzewa, czyli w te poniżej czubka drzew, tak, bo to nie, że dotykało delikatnie tych czubków, tylko jakby w te drzewa po prostu przy ich końcach, niemniej jednak jeszcze był jakiś fragment dosyć spory tych drzew, więc nie było to nad, nie było to nad, tylko tak jakby...
Tak. Drzewa po prostu i dlatego to było dziwne, że nie ruszały się w ogóle, gdyby ich tak po prostu tego nie było i... No tutaj ta relacja każe zadać sobie pytanie o naturę tak naprawdę UFO, jeżeli to było rzeczywiście UFO, jako zjawiska takiego jakby quasi materialnego, tak, że wchodzi w interakcję z otoczeniem, ale otoczenie jakby nie reaguje...
Tak, tak. ...na jego, na jego działania. No ciekawa, ciekawa sprawa. Tak. Tak, tak. W ogóle ciężko jest to wyjaśnić, jeśli chodzi o strukturę tego powierzchni, tak, co dziwne. Ile mniej więcej czasu mogło minąć od momentu, kiedy zauważyliście ten obiekt, prawda, do momentu, kiedy zauważyliście go zniknięcie?
Ile mogło upłynąć, nie wiem, minut, sekund? Ciężko to bym mogła powiedzieć, bo ja mam wrażenie teraz, jak sobie o tym myślę, że on się poruszał wolno, ale jak tak pomyślę logicznie, no to tak nie było.
Tak. Jest to wyobrażenie, jak to się mówi, tak, w tym momencie, kiedy to widzieliśmy. Ale przypuszczam, że pewnie to bardzo szybko mignęło i ciężko mi jest powiedzieć, naprawdę. Bo nawet na zegary nie patrzyłam nawet, nawet szczerze mówiąc, gdzieś to było chyba po południu wracaliśmy, więc jeszcze było jasno za coś bardzo, ale ciężko mi jest powiedzieć. No tutaj niestety nie, nie jestem w stanie. Tylko tak.
Bo rozumiem, że zarówno przed zauważeniem, jak i po zniknięciu tego obiektu niczego takiego jakiegoś dziwnego... Tak. ...nie zauważyliście, prawda? Raczej nie. Raczej nie. Samochody chyba jakieś tam nas mijały, tak z tego co sobie przypominam. Bo powiem szczerze, ja sobie to, to co jakiegoś nie myślałam nad tym, jakoś nie miałam takiej wewnętrznej chęci, żeby w ogóle o tym mówić, tak. Nawet nikomu nie mówiliśmy w sumie. I to jest tą pierwszą osobą, która poza tak nami to, to, to wie.
Przykład w tym momencie o tym. Więc tak za dużo nawet nad tym nie, nie rozmyślaliśmy nawet nad tym rzeczywiste, że... O, to to jakoś smici może, może. Po prostu tak przeszliśmy do, do... Aby nic więcej się nie wydarzyło, więc tak przeszliśmy po prostu do...
No tak na zasadzie coś wlatuje w drzewa, nie wiemy co to jest, no wlatuje, bo wlatuje i tyle, prawda? Tak. I jedynie to, co nas zastanowiło, że no dlaczego te drzewa się nie ruszają? Jeżeli coś jest fizycznego i to widzimy, no to powinno to jakoś zadziałać, prawda? Na drzewa. No a one po prostu całkowicie...
No i to, to, że widzieliśmy oboje, tak? Nie, nie, że samo ja widziałam, ale oboje. No tylko tutaj, chociaż tyle pocieszenia dla mnie, że wszystko w miarę okej na razie. To dobra wiadomość. Tak, tak. Druga rzecz to były właśnie te dziwności.
I tutaj dziwności dotyczą w sumie, jeżeli chodzi o, chodzi o postaci różne, to są, dotyczą, kiedy ja miałam, myślę, że to było 8 lat miałam, spędzałam wakacje u dziadków i dziadkowie, to też było, to była chyba małopolska, chyba ten już się wydaje w takim, teraz też chyba jak małopolska, siedziałam na kocu pod drzewem, zaznaczam, bo to jest bardziej istotne, było ładne lato, ładny dzień, świeciło słońce i właśnie zaznaczam, że tutaj nie dostałam udaru żadnego, siedziałam po prostu na kocu pod takim dużym drzewem, tam był cień i czekałam na dziadku, ponieważ dziadkowie mieli, tam ktoś im kosił chyba zboże, myślę, że to było zboże.
Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Także widok miałam i w pewnym momencie popatrzyłam i zobaczyłam konika polnego. Tylko ten konik polny był ogromny. On był wielkości, można powiedzieć tak, jak sobie myślę, psa. Wielkości psa. I pamiętam, co myślałam, że tak patrzyłam na to, ten konik patrzył na mnie i sobie myślę, że no jak to możliwe, tak?
Taki ogromny konik polny, taki ogromny. I to było takie moje myślenie na ten temat, że jak on tak może w ogóle być? I mi się wydawało, że on wyskoczył wtedy stamtąd, gdzie był koszony po prostu to zboże. Jakby od tej maszyny tam gdzieś uciekł.
Akurat dziadków nie było w tym miejscu, oni byli jakby z drugiej strony tego koszenia, bo ten pan tam ktoś to kosił, to przyjechał. I on jakby wyskoczył tam, pojawił się, popatrzył na mnie, dosyć tak można powiedzieć chwilotrwały.
I gdzieś wyskoczył. Ja nie pamiętam już w tym momencie, no już trochę minęło dosyć lat, gdzie on zniknął. I jak sobie przypominam, to ten konik polny był taki zielony, zielony, jak nam się kojarzy konik polny, prawda?
Tylko on był taki troszkę jakby, może żółty to za bardzo, a inaczej, to był taki kolor jak to zboże. I nieraz sobie myśląc o tym, tak analizowałam, że rzeczywiście, no siedziałam pod drzewem. Udarł? Nie dostałam. Słońce mnie nie zgrzało, więc co ja widziałam, nie wiem co dzisiaj, no myślę, że widziałam tego konika polnego, no raczej sobie znud w niej wymyślałam, że ja go widzę, bo po prostu pamiętam, że byłam bardzo zdziwiona, nieprzestraszona, ale po prostu troszkę może zafascynowana, że coś takiego zobaczyłam.
I nikomu oczywiście o tym nie powiedziałam, bo stwierdziłam, że będą się do mnie śmiać, bo no zobaczyć coś takiego, dziecko ośmioletnie już mniej więcej wie, że no to jest nierealne, niemożliwe, żeby coś takiego zobaczyć.
I w sumie tym się to skończyło, że ten kres gdzieś tam odskoczył. No i ja tam jakby przyszłam do codzienności, jak to zwykle robię, do tego mnie wrażenia też jakiegoś, chyba jakoś tam bardzo nie przeżywałam tego, no tak sobie przeszłam. Było, no ha, no to. Widocznie jak jest, to istnieje, jest coś takiego, tak sobie pomyślałam i też nikomu o tym nie mówiłam.
No tutaj można troszkę pospekulować, wchodząc w te tematy paranormalne, że może ta nuda jakby... To długie siedzenie spowodowało pani pewną zmianę w sposobie postrzegania, jakby przestrojenie się na inne częstotliwości, co pozwalało z kolei na dostrzeżenie takich tych, prawda, niefizycznych aspektów naszej rzeczywistości, włącznie z takimi tymi napołemitycznymi istotami jakimiś, prawda, nie wiem jak to ująć.
No, no. Ale myślę, że wie pani co mam na myśli, prawda? Tak, tak, tak, tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. Tak. konik polny, taki duży w wielkości psa. Jak pani by oceniła jego gabaryty szeroko rozumiane? Wysokość, wzrost?
On też był taki, no konik polny, tak jak byłam mała i też łapałam sobie koniki polne, tak, po prostu jakąś taką rozrywkę sobie robiłam, bo właśnie gdzieś mi się nudziło. No to są zielone, prawda? Mają takie, one są takie wydłużone troszkę, takie szczupłe, wąskie, prawda? A ten konik polny był taki, on był taki grubszy trochę, jak teraz sobie tak przypominam, to on nie był taki smukły, o że tak powiem, prawda? On był taki, w sumie nigdy nie sprawdzałam, jakie są odmiany, może są różne odmiany koników polnych i może takie też są, jakieś takie mniej smukłe, mniej jakieś krótsze troszkę, no taki się wydawał, tak?
I tak jak mówię, no to wielkości, tak jak sobie teraz myślę, no to psa, takiego, no jak jest w zborze, no to myślę, że tak do, prawie do samego czubka tego zborza, no zborze jest takim, takiego psa średniego, prawda? Owczarka, może nie wieckiego, nie wiem, tak mi się to kojarzy. Może mógł być takiej, takiej wielkości, gdzieś mniej więcej.
A czy to stworzenie jakby sprawiało wrażenie, że Panią zauważyło, reagowało w ogóle jakoś na Pani obecność? Tak, tak, no my jakby spotykaliśmy się wzrokiem, tak? Więc taka chwila popatrzenia na siebie i ja chyba z takim niedowierzaniem otrzymałam. Czyli ewidentnie musiał Panią zauważyć, krótko mówiąc.
Tak, ponieważ tam, nie wiem, tą głową czy tam, ciężko mi teraz tak dobrze opisać, prawda? Ale tak, no nasz wzrok się tak spotkał, tak, jakby tutaj, no było takie spotkanie, tak przyjęliśmy się na siebie, tak przez chwilę.
Pani wtedy była u dziadków na wakacjach, jeżeli dobrze pamiętam. Tak, tak. Czy dziadkowie, czy w ogóle ktoś z rodziny kiedyś opowiadał o jakichś podobnych zdarzeniach? Trudno wytłumaczyć. Nie, nie, ja w ogóle przez cały, całe dzieciństwo to, nie, nie, nie mam, nikt mi nie odpowiadał żadnych właśnie, właśnie żadnych takich opowieści nie ma.
I powiem Panu szczerze, że teraz sobie tak to uświadomiłam, jak się Pan zapytał, to nikt mi nie opowiadał takich rzeczy. Nigdy, po prostu, o lodnych takich. No, żadnych jakby w ogóle żadnych folklor, jakby tutaj, nic, niczego. Jedynie, jedynie to, jak jest tam na zasadzie mówienia, jak tam będziemy niegrzeczni, zwłaszcza z kuzynem, jak przyjeżdżał, no to mowa z babą, jak go porwinił, mówię, no to tylko takie było, ale to jest, to jest tyle. No tak się kiedyś straszyło dzieci, prawda, baba Joga? Tak, tak, tak.
Czy też bałało się dawniej dzieci kanialeci, także były takie obecne, mówię, tak straszyło się dzieci takimi, takimi legendarnymi stworzeniami. A miała Pani jakąś styczność w tym okresie w dzieciństwie z tematami jakimiś, może paranormalnymi, może jakimiś legendami? Słyszała Pani jakieś legendy? Coś, co mogłoby Panią jakby otworzyć na dostrzeganie takich istot, prawda? I tutaj może słyszeć nie słyszałam, nikt mi takich, mówię, nie odpowiadał, niemniej jednak można przejść do tego, co jakby to będzie wyjaśnienie, dlaczego mogłam widzieć, tak, coś takiego.
Ponieważ ja od dzieciństwa i w sumie dokąd sięga moja pamięć, a sięga tak myślę, że do roku, ponad roku, no to ja mam styczność z duszami, widziałam i widzę różne rzeczy, więc myślę, że może to się z tym wiązać, też może mieć to duże znaczenie, jeżeli chodzi o widzenie tego konika przedpolnego, tak, od dzieciństwa. I to jest tak, że ja pewne rzeczy uświadomiłam sobie dopiero, będąc starszym dzieckiem, tak, znaczy dzieckiem, już nastolatką, czy już będąc, prawda, już tam po dwudziestym roku życia, co ja widziałam, czego ja doświadczałam i tylko nie widziałam, jak to nazwać, tak, i tak naprawdę będąc później już osobą dorosłą, gdzieś tam, nie wiem, rozmawiając z kimś, słuchając czegoś, prawda, dowiadywałam się, jak mogę nazwać to, co ja robię, to, co mnie spotyka, czy co ja widzę, ponieważ dla mnie to było codziennością i to było takie po prostu normalne i zwykłe, dlatego też myślę, że ten kontakt polny mnie jakoś tam nie przeraził, jakoś wrażenia takiego nie zrobił, w sensie nie chodziłam nigdzie, nie opowiadałam, że oba, czy pojawiłam coś takiego, po prostu jak zachowałam to dla siebie, albo gdzieś myślę, że byłam troszkę z tym obyta, a chodzi tutaj o to, że dlaczego mówię, że sięgam, tak myślę, rok ponad rok, ponieważ doświadczałam wychodzenia z ciała, będąc tak małym dzieckiem, jak byłam troszkę starsza, gdzieś byłam świadoma, to ja myślałam, że po prostu na zasadzie uświadamiając sobie, co ja pamiętam i uświadomiłam sobie, że ja pamiętam siebie, że to byłam ja i że to nie mógł być nikt po prostu inny, ponieważ to, jak ja siebie widziałam siedzącą w łóżeczku, no to nie mogłam mieć tej pamięci o innym dziecku, tak?
Mam nadzieję, że rozumie pan, o co mi chodzi, bo tutaj mogę się troszkę zakręcić. Też ze swojego dzieciństwa mam wspomnienia, które dopiero gdy już byłem taki troszkę starszy, jak już tak zacząłem bardziej się wgryzać w te tematy paranormalne, dopiero w tym starszym wieku zdałem sobie sprawę, że też mogłem w dzieciństwie doświadczać takich OB, powiedzmy. Tylko, że u mnie w dzieciństwie to się sprowadzało najczęściej do uczucia takiego spadania, które to uczucie towarzyszy podobno powrotowi do ciała. Takie spadanie, lecę, lecę w dół jakby przez jakiś tunel, czy przez jakąś, prawda, przez studnie jakby wpadam i wpadam i ląduję do swojego łóżka i budzę się z impetem, z przyspieszonym byciem serca. Także też mogę, też mam pewne takie swoje wspomnienia, dosyć też traumatyczne, bo to jednak powodowało pewien szok.
No ale... Tak, tak, bo to jest takie niemiłe wtedy, jak się spada, to też nieraz takie rzeczy, tak jak tam ja mam. Tutaj jest tak, że właśnie ja nie pamiętam momentów takiego, że wejścia z powrotem, tak?
Tylko mam takie wspomnienie, że jest balonik i ten balonik gdzieś tam sobie poleciał, gdzie mógł się rozbić. To było tak nad piecem i chyba mam świadomość, po prostu pamiętam tego, że on tam się rozbije, prawda?
Pęknie. I jest później, następna rzecz, ja pamiętam, że widzę siebie bawiącą, tam tą siedzącą i stoję też na nogach, opieram się o to łóżeczko i widzę to, a później już się widzę jakby z zewnątrz, czyli widzę siebie i widzę, jak patrzę w tę stronę tego balonika i strasznie chcę go tam zatrzymać, tak? Jakby uratować od tego, żeby on tam po prostu nie spadł, bo jak spadnie, no to tam się rozbije i tego balonika najwidoczniej bardzo mi na nim zależało.
Więc coś takiego pamiętam. Wcześniej po prostu będąc młodszą osobą tam nastoletnią, ciężko mi określić, którym to było, ile miałam lat wtedy, jak sobie to uświadomiłam, to po prostu myślałam, że pamiętam i po prostu jakby nie skupiałam się na tym, nie zwracam na to uwagę, po prostu coś tam pamiętałam i dopiero w pewnym czasie zaczęłam sobie uświadamiać takie rzeczy.
Na przykład to, że widziałam siebie, będąc w brzuchu, tak? Jakby wystając spoza niego, widziałam buty. Moja mama je wiąże. I ja przez całe swoje życie do pewnego momentu myślałam, że ja widzę, że to jest po prostu mojego jakby rodzeństwa, tak? Po prostu.
Że gdzieś stoję obok, bo jestem starsza, więc stoję obok mamy i widzę, jak ona wiąże. Tylko w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że ja to widzę z perspektywy wysokości tego brzucha. Czyli ja widzę, jak ona wiąże buty.
Widzę, tak, naprzeciwko tego. Po prostu patrząc w dół. Nie z boku stojąc, tylko patrząc po prostu w dół. I to są takie momenty, kiedy człowiek sobie uświadamia, że aha, no nie mogłam tego widzieć z takiej perspektywy, no bo to jest niemożliwe. No na rękach nie mogłam jej trzymać, tak? Bo już byłam dosyć dużą dziewczynką, więc... No a nie na tyle dużą, żeby aż tak pamiętać, bo to tam było nie wiem, może tam cztery lata, może dwa, trzy, kiedy moja mama mogła być w ciąży, prawda?
A tutaj jednak, no ja to widzę, no byłam jakby za duża na to, żeby mogłam jej trzymać na rękach i jeszcze może wiązać buta i być nachylona, prawda? No to to już jest takie... Dosyć dziwne i to tak nie uświadomiło, że... No po prostu ja tam widziałam to, tak?
Jak to jest możliwe? Nie wiem, ale uważam, że nie ma nic niemożliwego. No tutaj cały czas, jak słucham tej historii, to krąży mi po głowie relacja, którą zamieścił kiedyś na swoim blogu nasz ufolog, badacz też tematów paranormalnych, Damian Trella. Też taka historia o obserwacji dosyć chyba podobnej, o dosyć podobnym charakterze istota metrowego wzrostu, przypominająca wielką modliszkę gdzieś tam nad jeziorem zauważona. Tutaj też takie mi się nasuwa wyjaśnienie praktycznie za każdym razem, kiedy słucham podobnych relacji o tak zwanej teorii dystorsji.
Teoria dystorsji zakłada między innymi to, że nasza świadomość może w jakiś sposób przekłamywać postrzeganie obserwowanego zjawiska, bądź obiektu, bądź też istoty, z tego względu, że jest to coś takiego totalnie nowego, do czego ten nasz interpretator w świadomości nie wie, do czego to porównać, tak? Bo przywołuje jakieś tam, widząc coś, słysząc, dostając jakiś bodziec, próbuje znaleźć w naszym banku pamięci jakieś najbliższe skojarzenie i na przykład wiemy, że to jest pies, to jest kot, a widząc coś takiego totalnie niepasującego do tego banku pamięci, no, następuje zniekształcenie jakby tego naszego postrzegania i widzimy coś, co nam wygląda na przykład na taką ważkę albo na konika polnego, a może to być coś zupełnie jakby inne, no tak?
Tak, no takie rzeczy też nie wykluczam. Niemniej jednak, no tutaj to jest to, że no tak to wyglądało wtedy, nie? No i przypominało konika polnego. A czym było naprawdę? No tym właśnie tym. Może nie było w ogóle widoczne, tak? Może nikt tego poza mną nie widział, więc. No najgorsze to są takie rzeczy, które się nie dało dofodić, a nikt i człowiek sobie sam tak go z tyłu dowodnić, nie?
Czy to jest prawda, czy nie? No taki rodzaj jakby spektaklu dla jednego widza, tak? Coś na tej zasadzie. Tak, tak. No to niestety tak to wygląda. Można tutaj spekulować, albo coś przypadkiem dostrzegliśmy, albo coś celowo pojawiło się tylko nam, tak?
W takich sytuacjach. O tak, tak. Też tak może być oczywiście. Jeszcze jedna była taka jakąś dziwnością, to dosyć niedawno, to może parę miesięcy temu, jadąc też niedaleko tych okolic, tam jest rondo i to było już ciemno. I tylko, że przy tym rondzie, wiadomo, ono jest w jakiś tam sposób oświetlone i w pewnym momencie zobaczyłam, że przybiega coś czarnego i może bym nieco nie zastanowiła, bo mogło to być kot, mógłby to być jakiś pies rzeczywiście.
Coś takiego mogłoby być jakieś zwierzę, tylko że ono się bardzo dziwnie poruszało, bo poruszało się w sposób taki troszkę przypominający szympansa, małpkę taką. W taki sposób się to poruszało. Tam nie ma żadnego co.
Co to jest w ogóle wykluczone? To chyba rzeką wyświegła, no ktoś miał na przykład tego. Niemniej jednak było to czarne, bo jakby tutaj było w takiej gdzieś niedoświetlonej części, tak? Czyli jeszcze przed tym rondem.
Niemniej jednak było tam widać to, co jest na tej drodze, a to było czarne. I tutaj też zwróciło uwagę moją, że to coś było takie, no w taki sposób się poruszało dziwne. Właśnie takie jakby małpki, nie wiem, no. Ale tutaj ciężko to ciężko to powiedzieć. Po prostu sobie przebiegło. Jechał tylko nasz samochód, więc na nic sprzeciwka nie jechało i była taka chwila jakby pustki.
I to było tak gdzieś kilkadziesiąt metrów, tak? Więc tak troszkę z daleka. Ciężko byłoby dokładnie szczegóły powiedzieć. Po prostu gdzieś tam zarys tej sylwetki był taki, no taki, no dziwne to było. Po prostu nie wiem, co to było. I to przebiegało tak jakby, tam są dosyć, są dosyć zabudowania.
No może nie, że tak jak w mieście, prawda? Obok siebie, obok siebie. No ale są jakieś zabudowania. Są też jakieś, no drzewa, są jakieś krzaczki. Także jest, gdzie ma się to, gdzie ukryć, więc to nie jest tak, że... Niemniej jednak, no dziwne to było. I no jeżeli chodzi o poruszanie się na płynu, to nie było koda ani pies. Nawet kulejący, prawda? Bo to też można powiedzieć, może kulejący. No nie, to miało taką nawet troszkę sylwetkę wyglądem przypominający taką małpę, nie wiem, no.
No coś takiego lekko humanoidalnego, prawda? Tak, tak, tak. Takie od... No po prostu w ten sposób po prostu poruszające się. I tak jak się po prostu szympans, czy tam małpa, no nie gory nawet, bo gory troszkę inaczej, prawda? On tam jakoś ten... Albo może i tak, też może i tak samo. No ale w taki sposób się to porusza. Więc to jakby niespotykany sposób na warunki, że tak powiem, polskie i jeszcze takie okolice. A to było coś, to było coś takiego dużego? To było wielkości, wielkości takiej... No nie było to z bliska widać, więc ciężko mi tak...
Maleńkie to nie było na pewno. To nie było wielkości kota, na pewno, nie? Bo teraz jak się połkię, to to tak sobie myślę, że... No przecież takiego psa, ale to takiego większego troszkę. Znaczy, no nie takiego wielkiego, jak ten owczarek, ale coś pomiędzy, prawda? Coś pomiędzy takim mniejszym, dajmy na to, szydzu, a większym niż to szydzu, tak? A mniejszym znowu niż owczarek.
Bo to było takie... No nie, nie takie długie jak zwierzę właśnie, nie jak pies, czy nie kot, prawda? Tylko takie, no bardziej tą taką małpkę mi przypominało. Po prostu taką, takiego szympansa, no wielkości mogłam nawet powiedzieć.
Może troszkę mniejszej, tak? Bo to takie było... To też było z daleka troszkę, więc... No, z daleka trudno, trudno oczywiście tutaj jakby zdecydowanie ocenić wielkość takiej istoty. Dobrze rozumiem, że pani wtedy była z jakąś osobą towarzyszącą?
Tak, tak, tak, ale nawet tego nie, nie, nie, nawet tego nie powiedziałam, ponieważ szybko przebiegła. I nawet by ta osoba nie zauważyła to, więc to... Nawet nie pytałam, czy widziała. Nawet tutaj no nie rozmawiałam na ten temat, więc nie mówiłam, bo po prostu przebiegło.
Ja też to zobaczyłam w momencie nie całego przejścia drogi asfaltowej, tylko to było już jakby ponad, w połowie ponad, prawda? Czyli już przy końcu już jak zniknęło tam w trawie, czy tam drzewa są tam, więc to też nie widziałam tego od początku, tak?
Nie, nie przebiegło mi całej drogi, tylko ja to zauważyłam już praktycznie przy końcu, kiedy ten ruch był taki właśnie dziwny i to zwróciło moją uwagę, bo myślę, że tak nawet nie zwróciła uwagi w ogóle na to, prawda? Gdyby nie ten dziwny chód, takie poruszanie się, to dziwne. To też taka relacja, którą ciężko jakby udowodnić, o której z tego powodu ciężko w ogóle zacząć temat, że to tak ujmę, z osobą, która nie siedzi w tych tematach, prawda?
Tak, tak, więc tutaj... Ale to, nawet tak jak mówię, to już się to za krótko, za szybko trwało, żeby nawet druga osoba, czy ktokolwiek mógł to tak w ten sposób, tak w ten sposób zauważyć, bo musiałaby po prostu widzieć i patrzeć w tym samym momencie.
No, a jak się nie jest wyczulona na takie rzeczy, to myślę, że się nie zwraca uwagi, bo ja też bym nie zwróciła, tylko tak gdzieś po prostu, nie wiem, gdzieś tam podświadomie chyba ten ruch tak zwrócił uwagę na zasadzie, halo, coś jest nie tak, no jak to się porusza? No, że to jest po prostu niemożliwe. Taka była moja pierwsza myśl, że to jest dziwne, to jest tak, bo się dziwnie poruszało.
I na pewno patrzyła tutaj w tą stronę samochodu, bo było widać, tak, jakby taki zarys tej głowy, czy tak tego, tego, to było coś owłosionego na pewno, to było włochate, czarne, czarne włochate, ale oczu nie było widać, jakby to było takie, widać było, że patrzy w tę stronę, ale no, oczu nie widziałam, więc. No, ciężko było coś zobaczyć z takiej odległości, tak. A reszta też dotyczy tak naprawdę tak zwanych, powiedzmy, duchów, dusz, ja to nazywam duszami.
I to też jest śmieszne, ponieważ ja pewnie rzecz sobie uświadomiłam, kiedy pójdę po rozmowie, ponieważ ja często jeździłam do jednej, do drugiej babci wakacje spędzałam i o babci od strony mojej mamy odwiedzałyśmy jej mamę, czyli moją prawabcię, i ja byłam przekonana święcie, wtedy miałam myślę, że około tam trzech, nie myślę, że cztery lata miałam. Byłam święcie przekonana, że po prostu pograłyśmy się pewnego dnia, to było lato, było ciepło, mówi do mnie babcia, odwiedzimy moją mamę, twoją prawabcię, pójdziemy, tam, tylko, że moja babcia zapomniała mi powiedzieć, że ta prawabcia nie żyje. I jak poszłyśmy tam do tego domu, wchodzimy, to był taki duży dom, wchodziłyśmy przez bramę, tam taka była kostka, to też jest złotna kostka, taka jak na rynku w Krakowie, taka brukowa, taka stara, taka, kojarzy pan, czyli nie taka nowoczesna, tylko taka z kamieniem po prostu. I wchodząc do tego domu, były tam takie pokoje przychodnie, i ja idąc za moją babcią po tych schodach, widzę z jednej strony panią, z drugiej strony panią siedzi, i mówię, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, a moja babcia się odwraca, uśmiecha się do mnie, no ja się do niej uśmiecham, idziemy dalej.
I tam moja babcia poszła kogoś tam chyba rozmawiać, i ja już jakby tyle pamiętam, i pamiętam jak byłam na zewnątrz, bo widocznie mi się gdzieś tam nudziło, i spotkałam panią, i tam pani jest na tym dziedzincu, na tej posesji tego domu, i mówi do mnie, i ja widzę, że ona sobie stoi tam przy takim nie wiem, jakiejś stoliczek, coś było, i mówi do mnie, to ja ci pokażę dziecko, jak to się pierze to, i mi pokazuje na takiej starej tarce, jak się, takiej miednicy, takiej metalowej, ta tarka jest taka jakaś stara, i ona mi pokazuje jak się pierze, mówi, tak się pierze, tak się pierze, ja tam coś z nią rozmawiałam, ona mi tam tłumaczyła, w pewnym momencie słyszę, jak ktoś wyprowadza konie, one stukotają kopytami o ten bruk, ktoś tam wprowadza, czy już nie pamiętam naprawdę, czy wprowadza, czy wyprowadza te konie, ale ja to słyszę, ja je widzę, te konie, i to, to, to zapamiętałam.
I któregoś tam dnia, będąc tam nastolatką, tak nic to nie dowąd, mówię do mojej mamy, tak, że o, wiesz, jak byłam mała, to pamiętam, jak byłam z babcią, u prababci byliśmy, i bym poszła odwiedzić ją, i ona tak, tak się na mnie patrzy, i mówi tak, ale jak mogłeś być u prababci? No chyba w jej domu starym, bo prababcia to już dawno nie żyła. I ja mówię, aha, aha, no dobra, no a co tam, no a co dalej?
A ja mówię, no, jak była taka pani, jak wchodziliśmy, to była jedna pani, druga pani, tu mnie opowiadała, tam mówię, koni to wszystko, i opowiadam, co panu powiedziałem. Ona tak na mnie patrzy, i mówi tak, co ty mówisz? Tam nikt nie mieszkał, oprócz takiej kobiety, która, mówię, była z tej rodziny, ale ona tam mieszkała sama, i w ogóle, ja mówię, a co? I tak mi widać, że wtedy sobie uświadomiłam jedną rzecz, i wydaje mi się, że po prostu jak się jest dzieckiem, to po prostu jak była tym małym dzieckiem, to nie oceniałam ludzi po wyglądzie. I okazuje się, jak sobie przypomniałam rzeczywiście, jak ona mi otworzyła, że tak powiem, oczy, to co ja rzeczywiście widziałam, to ja widziałam duszę, tak? Po prostu te duchy, ponieważ ta kobieta, te panie, o których przychodziłam, mówiłam, dzień dobry.
One były takie pełnowartościowe, postaciowe, ale one były jakby szaro-białe, może trochę przeźroczyste, czyli ja widziałam duchy po prostu, ja rozmawiałam, czyli ja stojąc tam w tym dziedzińcu pustym, jak mała wariatka, rozmawiałam sobie po prostu z tymi duszami, z tą panią, której tam nie było fizycznie, i wtedy nastąpiło takie uświadomienie sobie tego, że przecież ja, no rozmawiałam z duchami, tak? I to nie było pierwsze zdarzenie, po prostu jakby pstryknąć palcem, ja sobie uświadomiłam to.
I to było takie bardzo dziwne. I wtedy zaczęłam dopiero nad tym myśleć, naprawdę, co ja widziałam, że może ja troszkę byłam tak przyzwyczajona, że wykierałam, że ja to widziałam. No i przy tej okazji rozmowy z moją małą, no to opowiadała tam, co się działo w tym domu, że tam zmarło dziecko, zmarła matka tego dziecka, że zajmowała się jakoś osoba, która była niewidoma tym niemowlem, bo no, najpierw matka, a potem niemowla, więc tam takie różne też historie takie są, gdzie rzeczywiście tam ktoś mógł być. No, takie jedno zwiero, bo tak szukamy w głowie takich bardziej ciekawszych rzeczy.
Ja tutaj mam takie spostrzeżenia, bo pani mając wtedy, pani wtedy miała cztery lata, prawda? To można... No tak, nie więcej. Trudno oczekiwać chyba, że dziecko w takim wieku będzie jakoś, nie wiem, była pani wystawiona może w jakiś sposób na poznanie historii tego domu? Nie, nie.
Nie, właśnie nie. Ja byłam przekonana, że idę do prababci, że ona żyje po prostu. I te wszystkie, osoby, które tam są, że one żyją po prostu. One są takimi ludźmi jak my. I one sobie tam są, dlatego ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam.
Ja po prostu mówiąc to, opowiadając, po prostu tak na zasadzie wspomnę. A jak byłam, to pamiętam, że to i to i to. I ja do tego czasu, do takiej szóstej, siódmej, ósmej klasy ja nie byłam świadoma, tylko że jakby ja wiedziałam, co wiedziałam. Ja rozmawiałam po prostu z kimś, kto, prawda, był fizycznym człowiekiem.
To jest to, co powiedziałem wcześniej. Mi nigdy nie opowiadano różnych rzeczy. To wychodziło na zasadzie przy okazji, jak właśnie powiedziałam o tym. Nie było czegoś takiego w domu, że się siadało, opowiadało, czy ja tam posłuchałam. Ponieważ każdy żył bieżącą chwilą i nie mi odpowiadało. To jak byłam dzieckiem, nie było czegoś takiego właśnie. I nie miałam skąd sobie nawet skojarzeń mieć.
Nie miałam skąd takich rzeczy. Czy nie było niczego, co jakby zainspirowało? Tak. No nie miało właśnie. Tutaj to jest to, że no nie było takiego jakby... Nikt mi nie opowiadał, ale też nie słyszałam. Nie było takiego, że jak dzieci lubią sobie posłuchać, prawda, jakiejś opowieści.
No to tutaj no nic takiego czegoś nie było. No nie miałam skąd takich... Zresztą jak sobie teraz to przypominam, tak, jak ja sięgam pamięcią, to po prostu ja tak sobie myślę i tak jak myślę nad tym, dlaczego ja się nie zorientowałam, tak, że to nie są żywi ludzie. To wydaje mi się, że po prostu dziecko jest na tyle nieoceniające jeszcze, niezniszczone, że tak powiem tym światem. Nie jest narażone tak na zewnętrzne bodźce. Jeszcze to były takie lata, gdzie no e-komputera jeszcze nie było, a w telewizji leciało, co leciało. Bajka raz no czy codziennie chyba te dobrzanocki były. Więc to nie było skąd, prawda, czerpać się nawet z kojarzeń, tak, czy nawet filmów też nie pamiętam, żebym była mała o duchach.
Nie oglądałam, więc... Te postaci nijak też nie pokrywały się z treścią ewentualnych obejrzanych wcześniej dobranoczek, prawda? No tak, tak. To w ogóle jakby... No nie, po prostu to byli ludzie. Dla mnie na tamten moment to byli po prostu ludzie.
Oni do mnie mówili, więc ja z nimi rozmawiałam. No panią w ogóle. Ta pani, jak sobie teraz przypominam, to ona grała taką... Była ubrana jakby taka pomoc, wiadomo, mowa. Przyzajmiała taki fartuch. Jakby pokazywała tak tam, tam, tam, ten pan, który prowadził te konie, no to zresztą ja te konie widziałam.
To one też były w tym kolorze takiej szarości, takiej... Ale to, jak mówię, to mi się wydaje, że po prostu dziecko jest na tyle takie jeszcze nielinne, nieoceniające, że ja nie zwracałam na to uwagi, że oni po prostu inaczej wyglądają. Ja to akceptowałam. Po prostu to, jak oni wyglądają, ktoś tam mi mówił, to odpowiadałam po prostu i nie oceniałam. Tak mi się wydaje, że po prostu człowiek z wiekiem zaczyna być krytyczny, oceniający i niestety traci się to takie...
taką niewinność troszkę. Tak mi się wydaje. I że to tak wygląda, przynajmniej z mojej perspektywy to wygląda. I przez to wszystko przypomniały mi się inne rzeczy, czyli sytuacje gdzieś, jak tam z mamą jechałyśmy i szłyśmy na przystanek. To było gdzieś tam też lato. No to zachciało mi się po prostu jak to dziecku sikać, ale no nie wracamy, bo na autobus nie zdążymy. No to mówię, idź tam, jest taki stary dom, zatem idź tam.
Ja tam wyszłam, zobaczyłam pana i po prostu zdębiałam, przestraszyłam się. Ten pan do mnie mówi, ale nie bój się, ja ci nic nie zrobię. I ja wybiegłam, jak dosłownie to było na zasadzie sekund, tak, bo pamiętam, jak po prostu zeszłam, jak wyszłam za rogu tego domu, moja mama mówi, ale co, no to już tak szybko, przecież...
Nie, nie, nie, nie. A mówię, co się stało, co się stało? Nie, nic, nic, nic, nic. No i w końcu mówi, ale powiedz mi, co? To jest, mówię, na zasadzie dzieje się w sekundach, tak, nie, że tam prosi, mówi, tylko to jest szybka, że tak powiem, akcja. Ja mówię, no bo tam jest pan. Ona mówi, co, ale jaki pan? Przecież mówi, jaki pan tam był, jak ja cię... Czyli ona stała po przekątnej do tego rogu, tego domu i ona mnie po prostu widziała, jak ja tam stałam. I ona mówi, ale gdzie ten pan, tam daleko gdzieś był, blisko był? Ja mówię, no, przede mną stał. I ona mówi, ale tam nie był żadnego pana. I no, na zasadzie, dobrze, chodźmy już, bo autobus, tak, bo nam ucieknie. A co sobie musiała wtedy mama pomyśleć? Co, jakiś chłop tam stoi? Na kogo on czeka, prawda? Tak, no, no, myślała, że jakiś ktoś się tam kręci po prostu i tak popatrzyła jeszcze ku oknu, no, pamiętałam, no, ale tam nikogo nie ma i zresztą ja kiedyś tam się pytałam, mówię, a już jak rozmawiałyśmy właśnie o tym, ja mówię, a to też była taka sytuacja. On mówi, ale tam nie było nikogo. Ja mówię, ja cię widziałam, a ty mówiłaś mi, że przed tobą stał.
Więc, no, więc jakby, tutaj też takie potwierdzenie takiej drugiej osoby, tak, że rzeczywiście tam nikogo nie było, tylko ja to widziałam i... Znaczy, pani widziała, pani to widziała, bo jakby te postaci i ten pan wtedy stały się częścią rzeczywistości takiej, jak pani ją postrzegała, prawda? Mhm, mhm.
Myślę, że tak, no, to na pewno było, jeżeli moja mama tego nie widziała, no to, a stało, że tak powiem, troszeczkę dalej ode mnie, no, ale po przekątku, że widziałam ją po prostu, prawda? I tam nic nie zasłaniało, widziała ten róg, tyle, że jak ktoś jechał z ulicy, bo to było takie, to trzeba troszeczkę tam zejść po prostu na bok, no to nie mógł widzieć, prawda?
To tylko ona mnie mogła widzieć i no i tutaj... I nie wiem, skąd ten pan się pojawił. Rzeczywiście, jak sobie przypominam, to on tak nagle, tak się po prostu, ja tylko oczy, jakby do góry podniosę, patrzę, o, jest, no, nie?
I on się pojawił, więc to taka... No, dużo tego, dużo tego miałam. Później, jak już byłam starsza, chodząc tam, nie wiem, druga klasa, trzecia klasa, miałam takie jedno, i to rzeczywiście pytałam się, bo bardzo mnie to ciekawiło, czy co to było, co widziałam.
Idąc do szkoły, był tam las obok. Ten las był tak, że jak była droga Holnik, to troszkę był taki spad, no nie wiem, nie wąwóz może, ale taki spad był troszkę. Czyli tak troszkę jakby taka minigórka była. I tam było, tam były takie krzaki, tam były drzewa, ogólnie takie miejsce, w którym się przechodziło.
Często dużo lice, była to ruchliwa ulica. Było to rano, idąc do szkoły, w pewnym momencie patrzę i ja po prawej stronie, w tym właśnie, w tym, no nie rowie, ale tam niżej po prostu widzę mężczyznę. Mężczyznę był do połowy dla mnie widoczny, co też sobie później uświadomiłam. Był okryty ręcznikiem od tej połowy, ale nóg.
I miał mydło w buzi. I był z taką miednicą, taką kiedyś tam w latach takich, no za komuny może, nie wiem, kiedy co, były takie, były, czy tam może jeszcze, no nie wiem, to było na pewno coś współczesnego, na pewno nie była druga wojna, na pewno było, może lata siedemdziesiąte, taka miednica, nie wiem, czy pan kojarzy, taka do mycia, taka niebieska, taka metalowa, jakoś tak. I ja to widziałam.
Taka jakby wanna do kompania małych dzieci, coś tego typu mi się kojarzy. No, albo takie, bo to było takie okrągłe, więc taka, taka, coś takiego było. I to widziałam o dziwo w kolorze, bo zawsze gdzieś tam w kolorze nie widziałam, tylko to, co było akurat w kolorze, w kolorze. I ten pan miał mydło w ustach i już nie pamiętam, czy on leżał jakoś tak, że ja widziałam jego twarz, on był silny, miał tą twarz, niby z kolorem ciała. I ja po prostu przychodziłam i chyba już tak byłam przyzwyczajona do takich różnych widoków, że, brzydko mówiąc, że nie zrobiło to mnie jakichś tam wrażenia, tylko pamiętam, że przychodziłam i patrzę i sobie myślę, o, jakiś biedny człowiek, on nie żyje, no, no, wiedziałam, że on nie żyje, no, nie miał tam nóg, tak, nie, że krwawił, po prostu jakby był pokazany w jakiejś tam części, prawda.
Czyli od tego pasa było widać, że niby ma ręcznik, ale nóg nie było już widać. I on był tutaj nagi, u góry, no i miał to mydło w tych ustach. I ja pamiętam, po latach, po latach, jeszcze, ja byłam już starsza, zapytałam się, czy tam ktoś zginął, czy po prostu był jakiś wypadek, czy jakieś morderstwo było, czy coś się wtedy wydarzyło gdzieś tam, bo to naprawdę, jeżeli ktoś powinien znaleźć, prawda, bo to było na tyle przy drodze, przy drodze też, i chodzili na nogach często wtedy, przychodzili, no to musieli to widzieć, tak, jeżeli ja, nie wiem, może na 8 godzin oszłam do szkoły, to no to musiał ktoś to widzieć wcześniej, że ktoś tego nie zgłosił, więc stwierdziłam, że no to, jeżeli ja bez nóg widziałam, no to jednak to musiała być jakaś po prostu dusza, która gdzieś tam, ale coś się stało, prawda, i albo mi się ukazała, albo tam kiedyś była, może to było bardzo dawno, się stało, no ale to też jakby nikomu nie mówiłam, ja w wielu rzeczach nikomu nie mówiłam nigdy i nie opowiadałam, bo jakby, no chyba, chyba już byłam przyzwyczajona do tego i do takich różnych widoków i jakoś mnie to nie, nawet nie przestraszyło mnie, ja po prostu przeszłam, pomyślałam, że aha, nie żyjemy i że po prostu coś się stało, tak, także tutaj też mama tutaj mówiła, że nie, nie wiem, że takiego żadnego zdarzenia nie było, znamy w tym czasie, kiedy ja mówiłam, że no tyle i tyle miałam lat, jak myślisz, że tam coś się mogło wydarzyć, no to to sobie też nic takiego nie przypominała, więc tutaj też jakby takie, nie wiem dlaczego akurat widziałam w kolorze, bo zawsze gdzieś to nie widzę w kolorze. Może opowiem o mieszkaniu, w którym mieszkałam, to było niewynajmowane mieszkanie, nie było stare, było nowe, ale wydaje mi się, że, znaczy nie wydaje mi się, na pewno tam było to miejsce, gdzie można powiedzieć, że tak zwany portal po prostu i wszystko po prostu świadczy o tym, bardzo dużo się tam działo, bardzo, gdzie no mam świadka, osobę i to jest takie troszkę, można powiedzieć, przerażające. No śpię, jest noc, tak? W pewnym momencie się budzę, bo słyszę takie chodzenie po panelach, jakby szczur, ja tak pomyślałam, jak jeszcze myślę, że jest szczur. I tak wstaję zresztą i mówię, szczur, szczur, albo gdzieś szczur chodzi. Posłuchaj.
A nie, nie, nie, gdzie jest szczur? No gdzie jest szczur? No i tak słucha, prawda? Słucha. I rzeczywiście, no jest odgłos po prostu takiego czupotania, czupotania paluszkami takimi po panelach, może pan kojarzy, jak to, nie wiem, może zwierzę jakieś i to tak sobie chodzi tymi pazurkami, to dosłownie takie bieganie było, było słychać. Potem też jest łóżko, prawda? Jesteśmy na łóżku i czujemy takie, jakby się układało jakieś zwierzę po prostu na łóżku, czy tak sobie ugniata i czujemy taki, taki ucisk, że tam coś się układa po prostu na kod, że tak sobie tam szuka miejsca, a zwierzęcia nie mieliśmy.
To zaznaczę. Tyle, że i tutaj zakończenie jest takie, że była podjęta decyzja o wzięciu ze schroniska psa. I tutaj taka przychodzi myśl, że po prostu tutaj ten pies, który jest do dzisiaj z nami, on po prostu chyba przechodził wcześniej, ponieważ później, jak już mieliśmy tego psa, identyczny dosłownie dźwięk był na panelach tego psa i też tak samo się na łóżku układało. Więc to, to bardzo dziwne. Także śmiejmy się, że po prostu przeszła do nas po prostu wcześniej, bo już po daliśmy taką decyzję.
No i tutaj tutaj jakby ja tego doświadczyłam i osoba druga, także tutaj nie byłam sama, że mogło mi się wydawać. Bo to jest tak, że ja, tak jak mówiłam, ja mam tutaj doświadczenie od dzieciństwa, tak, z tego typu rzeczami i jakby mnie takie rzeczy no nie dziwią, tak, jakby ja tego doświadczam po prostu.
Ale tutaj też jest takie udowodnienie, że to nie tylko jest w mojej głowie, ale rzeczywiście to się dzieje, bo jak już druga osoba, prawda, nie tylko ja tego doświadczam, no to tutaj już jest dla mnie też takie, bo to jest tak, że człowiek to niby doświadcza tego, ma z tym styczność, ale gdzieś z tyłu głowy chce sobie zawsze coś udowodnić, tak, czy to rzeczywiście jest tak, czy ja to rzeczywiście widzę, czy tak jest, czy ja to słyszę. Więc tutaj, no była ta druga osoba, więc był... No szuka się takiego potwierdzenia, prawda, że to rzeczywiście się wydarzyło, no i też szuka się jakby jakiegoś większego zrozumienia, głębszego zrozumienia, tego, co nas spotyka.
Tak, tak, no bo to, to jak ktoś mówi, czegoś nie ma, no to człowiek w to nie wierzy, tak, po prostu. A też, no, nie uczą nas w domu, tak, że jakby też mi właśnie nikt, nikt nie opowiadał, że o, są duchy, albo masz się bać, albo masz się nie bać. Gdy nie, bo ja babcię zawsze powtarzałam i tak, pamiętaj, ty się bój żywego, a nie nieżywego, i to zawsze mi mówiła.
No i miała rację. Myślę, że wiele osób może potwierdzić, że żywiej potrafią więcej szkody, wyrządzić niż zmarli, oczywiście. Tak, tak, tak, tak to powtarzamy i rzeczywiście, myślę, że tak jest właśnie, jak pan powiedział tutaj.
No tam się różne rzeczy działy. Tam, tam się miski zmieniały miejscami, to bardzo dużo rzeczy. Pamiętam, jak sprzątałam mieszkanie i już byłam taka zmęczona i spadł, spadł mi, jakby wypadł mi z ręki, tak, tak stałam na krześle i miałam w ręce, co, chyba to był lak, lakier do paznokci, żeby go odłożyć, a tam coś jeszcze przecierałam i spadło mi to po prostu na dywan i stwierdziłam, że, i schodziłam już z tego krzesła i wychodziłam po coś do łazienki i stwierdziłam, że tak mi się nie chce tego podnosić, nawet czy po to nie z chwilą, niech to leży.
I wracam z tej łazienki, a ten lakier stoi na tym krześle. No i to czasami jest tak, że człowiek śpieszy, tutaj robi dziesięć rzeczy na raz i po prostu mógł zapomnieć, prawda, że położył to na przykład w danym miejscu, ale tutaj no akurat myślałam sobie, nie, nie będę tego podnosić, nie schylam się po to, nie chce mi się.
Idę, mam dość i przychodzę, a to stoi. I było różnych takich zdarzeń, no bardzo dużo i nie tylko takich, ale też można powiedzieć coś na zasadzie, czasami jak się budziłam w nocy, to widziałam taką postać czarną w kapturze, tak, patrzyła się na mnie.
No to już w pewnym momencie było na zasadzie, otwieram oko, jedno widzę, aha, zamykam. No wracam się i idę spać dalej, albo nawet nie chciałam się zastanawiać. Już to takie było męczące w pewnym momencie, bo było tego bardzo dużo.
Jakby to miejsce sprawiało takie nasilenie tego było, że już czułam się zmęczona tam po prostu, że jednak jest to takim natężeniem. Zdarzało się, że jak byłam sama na przykład w nocy, że budziły mnie po prostu rozmowy jakby tych dusz, tak, rozmawiali po prostu, czy chcieli coś ode mnie przez ten sam, że chciałam się budzić, powiedzieć w końcu im tak brzydko, zamknijcie się, przestaniecie gadać, bo jesteście tak głośni, że ja spać nie mogę. I się wtedy wyciszało. No tutaj też no to tak człowiek no nienormalna jestem, nie mam nic stwierdzonego.
Można by stwierdzić, że mogłoby mi się wydawać, no ale to po tylu przypadkach różnych i w tym wszystkim, no to... No ale nie miesza się to Pani jakby z taką codzienną rzeczywistością, tak? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, to dla jakby...
No nie, nie, tutaj nie jest to tak. To jest tak, że ja w pewnym momencie swojego życia jakby ustało to, tak? Do pewnego wieku. I mam, mi się wydaje, że w wieku dojrzewania zaczęło to wracać, tak? Był taki spokój i potem zaczęło to wracać poprzez na przykład, no na przykład dajmy na to, szukam mamy, tak?
No nie wiem, czy jest w tym pokoju, czy w tamtym, wo, mamo, mamo. Nie odzywa się, nie odzywa się. Kolejny raz wołam i idę do jednego pokoju, do drugiego i słyszę, jak w którymś tam pokoju tu jestem. Idę do tego pokoju, wchodzę, ale tam jej nie ma.
A to stwierdzam, aha, odwracam się na pięcie i idę i wychodzę z domu, bo stwierdzam, że coś jest nie tak i to nie jest tak, że mi się wydawało, tylko ewidentnie, no, głos był jej i to słyszałam, więc, a okazuje się, że była gdzieś tam z tyłu domu, no w ogóle i w domu nie było, tak? Była na zewnątrz.
Więc no to takie, no i to to wróciło, to wróciło w wieku dojrzewania, poprzez sny. Często śniły mi się osoby, których gdzieś tam bliska osoba miała umrzeć albo umarła. Nie, niekoniecznie osoba, z którą jestem bardzo zażyta. Po prostu ją wystarczy, że kogoś znam. Zdarzało mi się, że śniło mi się, takie było, to było dosyć tak niedawno, było takie morderstwo, nie wiem, czy powinnam o tym mówić, bo jeszcze może bym nie oskarżona, ale morderstwo, gdzie to była jakaś rodzina, zabito, tam odeżnięto to gardło tym osobom, tej rodzinie i mi się to śniło. Śniło mi się to dwie noce wcześniej.
Po prostu. I się zastanawiałam, co to są za ludzie, bo wiedziałam, jakby już po tylu latach snów różnych, jakby odróżniam, tak, jakąś taką głupotę, która się śni, od rzeczywiście takiej snu, która ma duże znaczenie. No i tutaj później, jak powiedzieli o tym, tak, w telewizji i że takie miejsce miało zdarzenie, no to sobie myślę, aha, to ja ich widziałam, bo się zastanawiałam, kogo ja widziałam. Oczywiście nie widziałam twarzy, tak, tej osoby, która to robiła, tylko tak jakby na zasadzie ich ustawionych, tak, takiego pokazania, co im się stało i kto, jakby, że ktoś to zrobił, prawda, że nie oni sami, że to była po prostu osoba, która tam była. Czyli takie, no, różnych takich, jeżeli chodzi o sny, to bardzo dużo takich snów różnych. No takie w sumie, sny prorocze, tak? Troszkę tak.
Różnie to bywa, różnie, bardzo różnie. No to są, nie jest to takie unormowane, że zawsze mi się śni, na przykład, o takie prorocze. Dużo jest takich, które są niedosłowne, takie domyślne, gdzie ja już, gdzie na początku musiałam się tego uczyć, a tak teraz, no, jestem w stanie, tak, wiedzieć, co może znaczyć. Tak intuicyjnie po prostu odczytuję to, nie, nie, nie. No myślę, że może pan wie, co mam na myśli.
Po prostu jakby sama już wiem, podświadam ja intuicyjnie, co, co znaczą. I wiele razy się sprawdziło to i, no i potem wszystkim po tych latach, to już tak wiem, że muszę tego ufać. Intuicji, prawda, które coś tam mówi, no, to są takie rzeczy, które... No takie sny pełne symboli, które tylko śniący rozumie, tak, coś na tej zasadzie. Tak, czasami są bardziej dosłowne, z konkretną osobą, dajmy na to, niedosłownie mówiący, co ona zrobi, na przykład ta osoba, ale tak, z tą osobą, na przykład, dajmy na to i później się okazuje, że tak, to jakby chodziło o to.
To jest takie niedosłowne, to trzeba sobie umieć wytłumaczyć, że tak powiem, no, umieć to zinterpretować. No ja codziennie mam sny. Codziennie mam sny, nie, nie każdego dnia są oczywiście, czy tutaj prorocze, czy jakby to inaczej nazwać, czy tak mają wielkie znaczenie, ale ja codziennie mam sny. Po prostu śnię codziennie.
Mniej lub bardziej istotne, ale no codziennie coś tam śnię. Czy są to sny, no różne, różne, z jakimiś duszami też i czy też przychodzą do mnie jakieś dusze i gdzieś tam tak intuicyjnie się z nimi porozumiewam i... No był taki moment, że w tym mieszkaniu, na przykład, gdzie się bardzo dużo działo, odprowadzałam dusze, tak, bo było tego tak dużo, że po prostu tłukły się po nocy, może wydawały znać, żeby im pomóc, więc to takie było już uciążliwe troszkę. No tak, niektórzy ludzie działają, mówi się, jak takie latarnie przyciągające zagubione dusze, które jeszcze nie przeszły do tamten świat.
Tak, tak. Myślę, że tak, bo to... No myślę, że tak jest, tak, no gdzieś tutaj te dusze, no w jakiś sposób musi drugi człowiek przyciągać. Myślę, że każda osoba, która tam gdzieś ma doświadczenia, to przyciąga, tak, ma gdzieś tutaj, jest uwrażliwiona na to i rzeczywiście to przyciąga po prostu i tak sobie szukam coś jeszcze takiego ciekawego, bo tam na pewno w tym, mieszkaniu potrafiłam powiedzieć coś, po czym osoba do mnie mówi, o Jezu, co ty powiedziałeś, jakieś filozoficzne, jakiegoś, ja nie wiem, o co to w ogóle, jakby takie, czyli takie mówienie przez mnie, przy takim przekaźniku, jakby działanie trochę jako przekaźnik, albo ja sobie coś śpiewałam w jednym pokoju, a druga osoba słyszała jakby inny głos i się mnie pyta, a kto to śpiewa, co to, to jakby w taki sposób, no nie, też to działało.
Czyli tak, nie do końca z moją wiedzą, się to też działo, więc też widziałam, prawda, no to tak, te dusze gdzieś tam i najczęściej śpiąc, na przykład śpiąc i przebudząc, czyli przebudzę już, jak byłam przebudzona, ale jeszcze miałam zamknięte oczy, leżałam tyłem, na przykład, dajmy na to, mówiły do siebie i mówią tak, o, to jest to właśnie, to jest właśnie to, i mówią imię i nazwisko, no nie, to jest ona.
I kto, nie widziałam, ale to jakby nie było podczas już snu, tylko no, obudzona byłam, ale ale, ale słuchałam, że tak powiem, podsłuchiwałam, albo myślałam, że coś więcej tam bym mogła powiedzieć. O, na innym mieszkaniu jeszcze wynajmowałam i myślę, że od tego to się zaczęło.
Wynajmowaliśmy mieszkanie po takim panu, którym się okazało, że zmarł, ale on zmarł tak trochę odmęczony, jak i samotności. My to mieszkanie wynajęliśmy i już przy, jakby robiliśmy taki, przedprowadzają się taki delikatny remont, takie malowanie i ogólnie. I tam nie tylko ja sprzedałam, właśnie z drugą osobą, którą mieszkałam, takie stukanie w łazience o szafkę, otwierania szafki i zamykania.
Ale to mnie gdzieś tam, no tak jak mówię, mnie takie rzeczy nie rusza. Może mnie to fascynuje, ja to, ja tym żyję, ale no mnie to nie rusza jakoś tam, nie przestęszyło mnie, nie zrezygnowałam z tego mieszkania, jakby mnie nie wzbudziło do mojej żadnej tam niepokoju. Był moment, gdzie no to jest wieczór, noc, jest ciemno w pokoju, usypiam dziecko i w pewnym momencie słyszę taki przerażający, a był tam dywan taki dla dzieci, taki nie włochaty, tylko taki wykładzinowy, jakby to powiedzieć, taki płaski, prawda, ten dywan.
I w pewnym momencie słyszę takie przerażające, jakby ktoś paznokciami przeskrobał, przejechał po tym dywanie. A takie naprawdę okropne, takie na zasadzie, ja cię ostrzegam. I to tak z drugiej strony tego pokoju ja aż nogi do góry na krzesło podniosłam i sobie myślę, kurde, to mysz, to mysz, to mysz, to mysz, to jest na pewno mysz.
A nic nie widziałam i starałam się uspokoić, bo to akurat doświadczenie było bardzo niemiłe i jakoś mi się tak nie zdarzało, takie też też mnie przestraszyło, bo to jakby nagle, to nie było, że tak delikatnie, tylko nagle stałam, jakby pan wziął dłoń paznokciami i przejechał po prostu po tym dywanie.
A to było bardzo nieprzyjemne takie, no. I to było takie donośne, głośne i takie dosadne to było. I ja taka, tutaj utaję, że mysz. W sumie tak, może to jest mysz, to jest mysz. Oczywiście to mysz nie była, no, bo to było za głośne i w ogóle nie przypominało tej myszy.
Ale później też były takie, w ogóle tam się nie mieszkało za dobrze. Asmosfera była ciężka, było tak, dosyć tak, niby spokojnie, niby nie. I ja z tym panem, dziadkiem rozmawiałam, że my to wynajmujemy, że my pieniądze dajemy do tego.
A on nam tu jeszcze tak, że tak nas tutaj niepokoi. I że my się stąd wyprowadzimy, tylko musimy się jeszcze trochę poczekać, bo musimy sobie znaleźć nowe mieszkanie. Ponieważ w międzyczasie był tam też taki balkon i tam na tym balkonie były jakieś stare kamienice i na tym balkonie była tam rozbita szyba.
Tylko jakby była pierwsza szyba, potem była następna i dopiero był ten balkon, taki przedsiony. Przeciąg. Ten przeciąg albo dalej była taka rozbita tam szyba. Jakby my tego nie wychodziliśmy, ponieważ to było takie, tam nie było to takie przyjemne, żeby tam wychodzić. To było chyba gdzieś trochę zabudowane, że do końca nie pamiętam.
I to było zamknięte. To było zamknięte tak, że dziecko małe nie mogło sobie tego otworzyć. Na pewno nie dwuletnie nie dostawało do klamki i nie mogło tego na pewno zamknąć z powrotem. I wewnętrznie dnia po prostu dziecko do mnie przechodzi, pokazuje mi rączkę i ma przeciętą po prostu tak naciętą jakby tym szkłem właśnie. Ja taka przerażona biegnę tam do tego właśnie, do tego pokoju z tym balkonem, bo myślę sobie Jezu, czy to jest zamknięte?
Tego nikt nie otwiera. I ja tam wchodzę, a te drzwi są zamknięte na ten balkon. I wtedy sobie pomyślałam, że no to robi się już niebezpiecznie, bo nic innego nie było w pokoju, nic nie było po drodze, czy mogło sobie to dziecko przeciąć.
I pytałam się, skąd się to wzięło tak, żeby pokazało, skąd to jest, zaprowadziło mnie tam i pokazało palcem, że to stamtąd. I rzeczywiście to wyglądało jak przecięta rączka, tak po prostu dłoń, tak wzdłuż po prostu, taka kreska zrobiona. I to jest niemożliwe, żeby dziecko to samo zrobiło, zamknęło drzwi jeszcze, no też nie przybiegło z płaczem, tylko z takim... Z takim zdumieniem jakby, tak? Tak, tak, takim na zasadzie po prostu rozłożyło tą rączkę przedemną i pokazuje, z takim, no nie wiem, może nie przerażeniem, nie wiem, może chyba z takim, no takim zdumieniem, z takim chyba, jakiejś takiej, jak to się mówi, otępieniu, może coś takiego, bo normalnie tutaj dzieci płaczą, tak?
I czymś coś stanie w ogóle, to to jest niemożliwe, więc jak ja to zobaczyłam, to przyszedłem i myśli, że po prostu no stwierdziłam, że to już jest naprawdę już to, za daleko to idzie, tak? Jakby to już jest jakby przegięcie, tak? Jakby już jest no to już jest fizyczne, tak?
To już jest coś, co nadaje bardzo do myślenia i no jest niebezpieczne w pewien sposób, że już to jakby za daleko idzie i... No szczególnie niebezpieczne, mając na względzie to, że dzieci do pewnego momentu są jakby bardziej, mówi się, otwarte na kontakty z tą niefizyczną rzeczywistością. Tak, tak, tak. I tu jest jakby jakby no świadka nie trzeba na to, że tak powiem, bo no dziecko nie mogło sobie niczym zrobić. Zresztą samo by sobie tego jakby przypadek mogło, by sobie, ale nic takiego nie było. Przecież to było za drzwiami i co najlepsze, ja myślałam, biegnąc tam, Jezus otworzyło sobie, tak?
No jak to możliwe? No ale otworzyło nie wszystko mi to na myśl w ogóle. Ja patrzę, to jest zamknięte, a zamknąć nie mogło samo. To jest w ogóle niemożliwe. To było zareglowane. Zresztą mi ciężko byłoby to otworzyć. Ja tylko popatrzyłam, no nie ma żadnego kawałka, nie ma niczego.
Nawet z tej drugiej strony nie było. Zabawką też nie mogło tego zrobić, bo jakby nie było żadnej zabawki. Zabawki pękniętej, bo tak jak mówię, tutaj podchodzę też w pewien sposób racjonalnie, staram się tak, to nie jest tak, że jak mam do czynienia z tym, to ja tutaj już wszystko, prawda, zakładam, że to jest tak i tak. No po prostu najpierw sprawdzam, co mogło fizycznie się tutaj wydarzyć, czy mogło dziecko tego sobie gdzieś tam samo nie zrobić, bawiąc się, czy coś się mogło rozbić, prawda, czy coś się stać.
Także to się wszystko odbyło w ciszy. Nie było krzyku, nie było, po prostu dziecko przyszło takie zdumione i to nie jest tak, że to miało na powierzchni, po prostu miało przeciętą, przeciętą dłoń, rączkę, więc to było takie najbardziej takie doświadczenie, gdzie on się tak troszkę uruchamiał, tak co jakiś czas, mogę powiedzieć, ale niemniej jednak cały czas była jakaś taka ciężka atmosfera.
Zresztą ja tam mam pół roku, ja nie mogłam znaleźć przyczyny, dlaczego mnie boli, tutaj to miałem problem, więc gdzieś tutaj też fizycznie już zaczynało to tak działać i uspokoiło się wreszcie, jak znaleźliśmy mieszkanie i już było, już mieliśmy się wyprowadzać tak tydzień, dwa przed.
To po prostu wszystko jakby opadło, tak można powiedzieć, cały ten taki, no to taka ciężkość i to wszystko i no i tam też rzeczywiście w ogóle takie rzeczy się działy, gdzie teraz jak sobie pomyślę, to na przykład mieliśmy iść do lekarza, no to dziecko gdzieś tam biegło, biegło, tak się poślizgnęło, że wpadło między gdzieś tam łóżko i sobie już odpodbiło oko. I na przykład tutaj lekarka się śmiała, no ja, ja znam, ja to nie znam, ja wiem, że panie tutaj nic nie ten, ja wiem, no tak się dzieje, że przed każdym wizytą po prostu dziecko biegnie coś i nagle się jak się nigdy nie wywracało, ono się wywraca na przykład, nie?
I sobie coś tam, albo sobie tu odbije, albo sobie coś innego zrobi. I to było bardzo dziwne, gdzie to się nigdy nie zdarzało. Wiadomo, gdzieś się tam dziecko przewróciło, ale nie aż tak, żeby gdzieś się wślizgnąć, żeby aż w taki sposób widoczny, aż tak sobie po prostu coś zrobić. I to też, i to się działo tylko tam na przykład, tak? Gdzie, no ten pan tam, on tam też miał taką śmierć, że tam sam był, mieszkał, zatruł się banderynkami i po prostu się odwodnił, jakby tutaj taka ność, czyli taka naprawdę taka ciężka tam ta śmierć tam była i to było takie samotności. No tak, są ciekawe, tak. Tak, tak, takie samotności i takim, no więc to takie, no to były inne miejsca, gdzie tak i fizycznie i nie fizycznie było to czucie, to całowało bardzo. Było czuć tą obecność tego pana, który, jeżeli to rzeczywiście on stał za tym, to można tutaj jakby też troszkę pospekulować, czym to było spowodowane, czy może chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę i uzyskać jakąś pomoc, na przykład w przejściu na drugą stronę, bo nie przeszedł z jakiegoś powodu, albo po prostu był tak, że to tak ujmę kolokwialnie przyklejony do tego miejsca, do tego swojego mieszkania, że nie życzył sobie, żeby ktoś, tam mieszkał oprócz niego, tak?
Taki samotnik. Tak, tak, myślę, że tak, no ja tutaj tak mówię, rozmawiałam z nim, tak, na zasadzie, że my tutaj płacimy, tak, i to idzie, bo tam była jego córka, mieszkała chyba, znaczy nie mieszkała, tylko wynajmowała i to mówię, to dla niej te pieniądze idą i słuchajmy tutaj ten i jakby to też tak tłumaczyłam mu, nie, że my tutaj tego nie kupiliśmy, to wynajmujemy, za to płacimy, my stąd pójdziemy, tak, jakby takie i rzeczywiście gdzieś na jakiś czas się to rozdziało i tak jak mówię, jak już podjęliśmy decyzję, że się wyprowadzamy, że mamy już to mieszkanie inne, tak, po prostu naprawdę jak ręką odjął, po prostu to się, więc zakładam, że byś to nie chciał, żebyśmy tam byli, po prostu, no, jakoś tak.
Intruzi sobie poszli, można dać im spokój, nie? Tak, tak, więc tutaj to też, jaki to jest, że że to się no, odczuwa, prawda, że tutaj jednak jakaś decyzja, to tak jak z tym psem, tak, że jakaś decyzja została podjęta, i się to dzieje, tak, że tutaj gdzieś to wzajemnie oddziałuje, tak, że to jednak nie jest tak, że my sobie w eter mówimy, że to jednak, no, ma znaczenie, nie?
Jakiś wpływ na to wszystko, więc, no, to jest takie, no, to jest takie wydarzenie, takie najbardziej, gdzie, tak jak mówię, fizycznie ja odczułam to, jakby były takie, no, zdarzenia i w ogóle, no, pół roku się męczyłam, nie mogłam powiedzieć, co jest przyczyną, więc, o Boże, no, brakiem człowieka, można powiedzieć, i tak, no, tak się czułam. Ja jeszcze wtedy nie zajmowałam się odprowadzaniem, tak, ja jeszcze tak nie siedziałam w tym, nie, nie, pomimo, że ja to, jak widziałam, ja czułam, ja się tym po prostu nie zajmowałam, to też, i też ten pan, ten starszy, myślę, że był takim zapalnikiem do tego wszystkiego, bo od tego się wszystko na nowo zaczęło i jakby obudziło pewne, że tak powiem, gdzieś to na nowo, tak, jakby to rozbudziło to wszystko i zaczęły się, znaczy syny miałam wcześniej, ale jakby one pewnie na czas zostały, jakby to wszystko spowodowało, że ja zaczęłam jeść na nowo, jakby zaczęło to trybić na nowo, że tak powiem, w taki intensywny sposób i, no, i zaczęły się takie różne rzeczy właśnie już też dziać, już w innym mieszkaniu i to, to, myślę, że to, gdzie ja się pojawiałam, to po prostu już było jakby, nie dotyczyło to stricte mieszkania, ale już mnie, tak, i...
No, taka siła jakby przeklejona też do pani, tak? Tak, tak, bo to, to, to po prostu gdzieś już miałam takie zdarzenie, że w nocy obudził mnie głos i to było takie, można powiedzieć, przyjemne z końcówką nieprzyjemną, bo obudził mnie taki piękny głos, taki delikatny, miły, cudowny, no takiego głosu nie słyszałam, mówi moje imię, mówi moje imię, takim, takim głosem, budzi mnie po prostu moim imieniem, takim, no, no, no, po prostu takim, czuć było taką, takie, nie wiem, czy takim aksamitnym, takim, no, przyjemnym, naprawdę bardzo przyjemnym, nigdy takiego głosu nie słyszałam i obudził mnie o godzinie trzeciej, gdzieś tam koło trzeciej, po trzeciej, jakoś tak w nocy, obudziłam się, poszłam zobaczyć za godzinę, poszłam się z powrotem spać i na drugi dzień dzwoni do mnie babcia, że dziadek zmarł i ja się pytam, a powiedz mi, o której on zmarł i ona mówi, że tam właśnie na tej godzinie, a ja, aha, no to słuchaj, no to nie wiem kto, ale ktoś przyszedł mi powiedzieć, nie, bo mnie obudził o tej godzinie. Moja też chyba stwierdziła, że to, to anioł był w śmierci, że po prostu tam przyszedł powiedzieć, że, że dziadek ma żydek znać. No to też można uznać za taką formę monicji, czyli sytuacji, kiedy dostajemy informacje o śmierci jakiejś tam bliskiej nam osoby.
Mówi się, że to nawet sam zmarły informuje. Albo sam zmarły, albo jakaś istota przychodzi nas o tym poinformować. Ale to, to, że to, że to się zbiega w czasie za śmiercią bliskiej nam osoby, każde przypuszczać, że to jednak sam zmarły w jakiś sposób wysyła taki sygnał. Ale bo tak jak pan mówi, jakąś taka, taka istotę, prawda, która gdzieś to tam przekazuje, nie wiem, to nie był głos dziadka, no to był taki naprawdę, no to był kobiecy głos, po pierwsze.
W ogóle miał obrzeżenie kobiecego głosu. I taki, naprawdę tak, tak przyjemny, że można by słuchać, tak, i ja wcale się nie chciałam tam budzić, ale to było takie, no, na zasadzie, no, moje imię i tak, no, no weźcie się odbudź, nie, w końcu.
Weźcie się tutaj ogarnij, weźcie się, ale ten głos był tak przyjemny, że, no, dałoby się go tak słuchać. Taki, no, na przykład taki aksamitny, no, nie wiem, no, nigdy nie słyszałam takiego głosu i, no, go tutaj taki zcikse do mnie, nie.
Jeżeli chodzi o sny, to sny, to też miałam bardzo dużo snów, gdzie widziałam siebie biegnącą przez gruzy. I dajmy na to, było to dziesięć lat wcześniej i po dziesięciu latach stwierdziłam, że po tyle minęł dzień siedziań, w pewnym momencie sobie myślę, jakby zawsze miałam przeświadczenie, że, no, żyłam kiedyś, tak, że jakby tutaj w innych cieleniach żyłam i wiedziałam, że ten sen nie jest zwykłym snem, że tam na zasadzie, no, oglądałam się filmów i teraz mi się coś i okazało się, że robiąc sobie autoregresję, oczywiście z pomocą tam, na przykład, głosu z YouTube'a akurat, no, co by, no, po prostu sama się jakby przed dziękuję tobą głosowej wprowadzałam się w trans i wprowadziłam się sama do tego, czego chciałam się dowiedzieć i tutaj dowiedziałam się, że to, kiedy żyłam, prawda, dowiedziałam się na jakiej ulicy żyłam i co jest najciekawsze, jak ja to sobie sprawdziłam, to była druga wojna światowa, oczywiście udowodniłam sama sobie, bo tak jak mówię, z tyłu głowy jest tam, ja w to wierzę, ja mam o tym przekonanie, ale muszę sobie to udowodnić, no, bo inaczej się nie da, bo jak sobie nie udowodniczasz, człowiek, no to, to, to, to się do końca nie wierzy w to. I rzeczywiście sprawdziłam, to była ulica Sadowa, się nazywała w Warszawie i za nic w świecie nie mogłam wiedzieć, że ona się tak nazywała, bo ona zmieniła nazwę, ona się tak nazywała wcześniej, teraz się nazywała księdza Józefa, jakoś tak, no, i, no, nie mogłam tego wiedzieć, tak, nawet, no, jakby to jest niemożliwe, po prostu. No, nie znając wcześniej historii Warszawy, to rzeczywiście.
To tak, jakby, no, ulicy, jakby, nigdy nie mieszkałam w Warszawie, więc to, to w ogóle, jakby, no, możliwości nie było, tak, a jeszcze ulic starych, które nie istnieją i zostały zamienione na jedną nazwę, to już w ogóle. I ja tam widziałam w tej, w tej, jak się to pałam, w tej regresji kamienicę, tak, jakby to otoczenie całe, ja zaczęłam to szukać, zaczęłam to szukać po prostu po internecie. Wiedziałam, że to jest Warszawa, na pewno, i kamienic takiego, to była taka specyficzna i okazało się, że na tej ulicy była kamienica, która została wyburzona, ona jako jedyna nie przetrwała wojny, ona została odbudowana.
I jak ja coś zobaczyłam, to myślę, Jezu, to jest tak, to jest ta kamienica, ja tam mieszkałam i dowiedziałam się, jak się nazywałam, jak miałam na imię. Oczywiście to było ciężko sprawdzić, bo to są takie, jakby tutaj wychodzi na to, że ja nie miałam rodzeństwa, gdzieś tam rodzina, no to nie wiadomo. No i poza tym zginęłam tak, że, że po prostu na tych gruzach nie zaszczelono.
Więc ja tam pewnie pod tymi gruzami tam gdzieś może ktoś mnie pochował, może nie, jakby tam żyłam. Niemniej jednak, no mogłam sobie udowodnić, że rzeczywiście tak, tak, no to jest prawda, tak, jakby tutaj powinno się wierzyć w to, co się, prawda, w tej regresji widzi.
Niemniej jednak sobie człowiek udowodnił, że rzeczywiście potwierdzi, no to, co jednak inaczej się na to patrzy. A najlepsze jest to, że jak byłam parę lat wcześniej przed tą regresją w Warszawie, spędzałam tam dwa tygodnie i ja chodziłam w tamtych okolicach nieświadomie, w ogóle całkowicie.
Pamiętam, szukałam tam fryzjera, kogoś tam. Ja chodziłam po tych uliczkach nawet bez nawigacji i wiedziałam, jak wrócić, nie zastanawiałam się. I wtedy mi to nawet do myślenia nie dało, że ja podświadomie przystąpiam, gdzie iść i jak wrócić, gdzie ja idę, w ogóle, jak prędko wrócę, jakby w ogóle od punktu A do punktu D, do C, czy to chodziło mi.
Jakby poruszając się w tym ścisłym, prawda, tutaj w średmieściu, tak to jest po średmieściu, w całym centrum, prawda, poruszając się i nie mając problemu w jakichś ulicach. Co mi później sobie też uświadomiło, rzeczywiście, widocznie.
I gdzieś tam, jadąc tam, spędzając ten czas, bardzo dobrze się czułam, poruszałam się swobodnie, gdzie ja jadę z tego miasta w sumie, nawet w Polsce można nie wiedzieć, gdzie się, prawda, idzie i jest jakaś tam niepewność, a tutaj po prostu z taką swobodą, takim jakby chciałam iść w tą stronę, to szłam, wiedziałam, że tam jest galeria, znaczy w sensie galeria jakby idąc tymi ulicami, wiedziałam, że tam gdzieś to jest jakby północ, wschód.
Jakby to tak nie sprawdziło to żadnego troszkę problemu i wtedy mnie to nie zastanawiało, później dopiero sobie to uświadomiłam, że rzeczywiście i te sny dotyczyły właśnie, no właśnie tego poprzedniego życia. Czy Pan w to wierzy, czy gdzieś Pan tutaj, bo to też ciężko powiedzieć, że to kwestia jest wiary. No też ta znajomość, wykładu danego miejsca, gdzie co jest, to zawsze mi się właśnie kojarzy z taką wiedzą jakby zaczerpniętą jeszcze z poprzednich wcieleń. Teraz mi się przypomniała taka relacja, nie pamiętam czy to już było publikowane, czy jeszcze nie w podcaście Mówią Świadkowie, ale przypomniała mi się taka relacja od słuchacza, który w dzieciństwie pojechał na wycieczkę szkolną do zamku w Malborku i dzieci tam sobie zwiedzały wszystko pod okiem oczywiście przewodnika, nauczyciela, a on sobie chodził po tym zamku jak po swoim. Wiedział dokładnie, gdzie co jest, nie zgubił się oczywiście, tak jakby znał ten zamek jakby z któregoś wcześniejszego życia, prawda? Tak, no to jest takie właśnie takie podświadome, tak?
Człowiek nie myśli nad tym, tylko po prostu idzie i jakby i nie ma tutaj. To ja tak miałam też z Chorwacją. Pojechałam pierwszy raz do takiej uczucie, później na zasadzie takiego jakby przez całe życie miałam takie coś, że gdzieś jest jakieś miejsce, gdzie jakby jest taki mój dom, takie miałam wrażenie po prostu, jakby że ta Polska to nie jest takim, tak, ja nie mam, nie jestem taka związana, jakby to nie jest takie do końca coś, co ja czuję, tak?
I jak pojechałam do Chorwacji, poczułam to, tak? Też właśnie swobodnie się poruszałam, zresztą bardzo łatwo mi jest mówić, bardzo łatwo, no nie mówię tutaj fluencyj w języku chorwackim, ale porozumiewam się jakby w ogóle i mam takiego zrozumienia i problemów z mówieniem, czego nie uczyłam się oczywiście, gdzieś tam na kursy żadnych nie chodziłam. I też miałam takie właśnie, właśnie taką lekkość w poruszaniu się tam i w ogóle takim, no właśnie to ciężko opisać, takie, to jest takie naturalne po prostu, bym tam kiedyś wróciła i wróciła po prostu z powrotem.
I też właśnie przy regresji, ale to już jakby na regresji prowadzonej przez panią specjalnie, no to tam się dowiedziałam, że tam się wszystko zaczęło, jak to tam stwierdziłam. To od tego się zaczęło, tam od tego miejsca. Zresztą ja tam zostałam spalona na stosie, więc to jest takie miejsce gdzieś chyba bardzo ważne i rzeczywiście odkąd pierwszy raz tam pojechałam, wewnętrznie mnie to uspokoiło, że ja znalazłam po prostu to miejsce i już o tym nie myślę w ogóle w taki sposób, że gdzieś jest to miejsce.
I gdzie bym nie była, to nie jest tak, tak się dobrze tam nie czuję. Najpiękniejsze miejsca, jakie mogą być, jakby nie robią wrażenia, po prostu tam i to jest coś, takiego, że no jakby jest coś więcej w tym, tak?
Jakby tutaj ta dusza gdzieś tam czuje, że to jest to miejsce i no takie to jest takie, jest takie dziwne. Nie wiem, czy pan kiedyś coś takiego miał z jakimś miejscem, ale... No nie, akurat nie miałem. A to jest coś takiego... Szczęśliwie.
To nie jest coś takiego na zasadzie, prawda, déjà vu, że nam się wydaje, że znamy jakieś miejsce, tylko, że my jesteśmy pewni, że znamy to miejsce, tak? Tak, tak. To jest takie, takie to jest coś takiego, że jak się tam widzę przynajmniej, tak mam, to mnie to tam uspokaja.
Co by się nie działo, jaka pogoda nie była, to po prostu jest, jest idealnie. Inaczej myślę, inaczej... Chociaż były różne miejsca, gdzie mi się podobało, tak? Jakichś innych krajów, ale tutaj, no, no jednak to jest coś...
No i też mi to dało tutaj, bardziej mnie to jeszcze uświadomiło, no, w tej regresji też, tak? Że to jednak tam żyłam, tak? I tam, tam było coś bardzo ważnego i rzeczywiście, bo to jakby nie jest jedyny kraj, w którym żyłam, tak?
Ale rzeczywiście, no, tutaj to jednak ciągnie i i czuję taką tęsknotę, taką jak za domem się czuję, nie? Jak się czuję, jak się długo nie jest, to sobie pomyślę, to ja mogłabym tam być, po prostu ze szczęścia, że ja tam jestem. To jest takie coś, co, co nie wiąże się z żadną osobą, tak? Że tam za kimś tam, tylko po prostu za tym miejscem, gdzie by tam... I są też pewne miejsca, gdzie w tym kraju, gdzie po prostu są takie szczególne, tak? Gdzie rzeczywiście tam, samo ciągnie, przez najwyższe zdarzenia przypadkowe, więc...
No, taki niezrozumiały pociąg do innego kraju, który niektórzy właśnie łączą z wspomnieniami z poprzednich wcieleń. No. Także to takie właśnie, taki jest, takie mamy. No, taki bogaty bagaż doświadczeń, trudnych do wytłumaczenia. Tak, trochę, trochę tego jest.
Można by się tak, już bym mogła zasnąć. Tylko włączyć to nagranie, i tak, no dobra, niech ktoś gada. No nie, niech ktoś mówi. To tam ma do powiedzenia, niech się cieszy. No, no, bo to tak, no jest tego mnóstwo, no, różnych, i jak staram się coś no najbardziej takiego najciekawszego, ale chyba już z każdej stwarza chyba poruszałam. Aha, no jeszcze, jeszcze jest jedna rzecz, czyli patrzenie w przyszłość, tak?
No tutaj, oczywiście ja tego nie używam na innych ludziach, w sensie nie świadczę takich usług, że tak powiem. Jakieś tam patrzenie w przyszłość, czy to raczej na swój użytek najbliższej osoby w ten sposób, no to tak, jak, no to rzeczywiście się sprawdzają, nie? Różne rzeczy.
Ale też zauważyłam, mając takie doświadczenie, że tak jak tutaj na waszych tam ufuchistorie, czy często tam poruszacie, prawda, na temat pana Jackowskiego, tak? Jego temat, a jego przepowiedni, które na YouTubie robi, no to ja stwierdzam, że ponieważ miałam kiedyś taką wizję, której no nie mogę powiedzieć tutaj, bo to jest takie dosyć, a to jest wizja dla Polski, tak? I ona mnie przeraziła, tak? W pewien sposób.
I sprawiła, że przez pewien czas, bo to się działo podczas medytacji po prostu i na pewien czas po prostu przestałam medytować. W sumie i tak sobie świadam też, że od tego czasu ja przestałam medytować, bo to mnie no naprawdę tak wbiło, że tak powiem, jak to się mówi w fotel. I uważam, że tutaj ciężko jest bardzo patrzeć w przyszłość i też przewidywać, jeżeli, jest bardzo dużo zmiennych i nie zależy to praktycznie od nas w ogóle, że jakby wiele innych ludzi w tym bierze udział i może podjąć tak różne decyzje i może zmienić to, że to jest tak zmienne, że nie da się tego do końca przewidzieć na 100%, czy coś się wydarzy, czy nie.
Coś, co jest moim zdaniem nieprzesądzone jeszcze, coś, co może być jakimś wariantem i nie jest po prostu ostateczne. Po prostu coś może się wydarzyć, ale no nie wiadomo, bo jest za dużo zmiennych. I ja tutaj też takie coś widzę, że jeżeli dotyczy to mnie, gdzie ja mam wpływ na coś i mogę na to wpłynąć, to to mi się sprawdza.
I w jakiś tam sposób jestem w stanie sprawić, że tak powiem, że tak, to będzie tak, jak ja to zobaczyłam. Tak, że mniej więcej się to gdzieś spełni. Oczywiście nie wszystko, bo to tak do końca też nie jest, bo są różne sytuacje, które są zewnętrzne, na które ja też nie mam żaden sposób wpływu. I tutaj troszkę rozumiem pana Eckowskiego, ale nie rozumiem z drugiej strony, dlaczego troszkę tak w to brnie, że on o tym mówi, bo myślę, że jednak odnajdywanie osób zmarłych to jest coś innego, a szukanie, że tak powiem, w czeluściach przestrzeni, w przyszłości jest czymś naprawdę innym i jest bardzo ryzykowne. I to jest takie może się uda, może nie. To jest takie 50 na 50, 30 do 100.
I to jest takie naprawdę bardzo niepewne i ciężkie. Troszkę jest tutaj... No ja mam na przykład oporę przed takim czymś, tak? Jakby miałabym dużo oporu, żeby mówić tutaj, bo jednak no może się to w ogóle nie sprawdzić i tak jak mówię, to jest troszkę za dużo ingerencji zewnętrznych, za dużo osób po prostu w to może ingerować i to jest takie coś, co sprawi, że nie do końca się to spełni. I no dla mnie to jest bardzo ryzykowne.
I z drugiej strony troszkę nie rozumiem, ale no nie wiem, ale tutaj... No tutaj w przypadku Łęckowskiego jest dużo takich kontrowersji, bo to, co on przekazuje, to może być jakaś jedna z możliwości, jeżeli chodzi o przyszłość.
A równie dobrze może to być efekt jakiejś jego, prawda, analiz po prostu takich sytuacji geopolitycznej obecnej. A tak też trzeba brać pod uwagę, trzeba brać poprawkę na to, że to jest jednak proroctwa dotyczące przyszłości świata.
To jest jednak taka treść, która bardzo dobrze się sprzedaje na YouTubie. A Jackowski jakby nie było, ma jednak tam ile tam? Chyba 600 tysięcy subskrybujących, to jest, no, niewki dmuchał. Tu drobna poprawka ode mnie.
Troszeczkę panu Krzysztofowi zawierzyłem. Oczywiście życzę mu takiej liczby subskrybentów, natomiast w tym momencie ma 332 tysięcy. No, no to jest bardzo dużo. Nie wiem, powiem szczerze, nie wiem ile ma, ale no jest dużo. Czasami gdzieś tam w pewnym momencie słuchałam, ale szczerze mówiąc po prostu ja, jeżeli patrzę ogólnie na wszystko, patrzę w pozytywny sposób i tak staram się stawiać karty i tak staram się po prostu patrzeć na życie, tak, i jak patrzę, jak chcę się czegoś dowiedzieć już tak stricte na zasadzie dobra siadasz i teraz popatrzę sobie w przyszłość, to nie patrzę pesymistycznie, tylko chcę oczywiście jakby no niespecjalnie może pozytywnie zobaczyć, ale gdzieś tam, gdzieś tam pozytywnie, prawda, z pozytywem, z nastawieniem. I tutaj, jeżeli chodzi o tą wizję, którą ja dostałam, to po prostu była taka na zasadzie, tutaj sobie medytuję i nagle taki pisk w ucho, zadzwonienie, takie zaszarpanie za mnie i pierwszy raz mi się też takiego zdarzyło, gdzie nie chciałam w ogóle nic wiedzieć, prosto sobie medytowałam i dostałam taką informację i to mnie tak ojejku, to mnie strasznie tak niechęciło, bo stwierdziłam, że to jest pierwszy raz, kiedy dostałam taką informację, która jest bardzo niepokojąca, tak, to jest coś takiego, co mam nadzieję, że się nie spełni i nie będzie miała racji bytu, nie, że tutaj jedynie mogę powiedzieć, że no jest to gdzieś tam związane, prawda, z tym, co się dzieje, z tym, co się dzieje i z kobietą, którą zobaczyłam, nie znałam jej wcześniej i zaczęłam sprawdzać w internecie i ją znalazłam, co gorsze, i to była ta osoba. No i to jest takie naprawdę coś, co ja jej nigdy nie widziałam, nie wiedziałam, kim ona jest, no i się dowiedziałam, tak, jakby po niej od kim ona jest i rzeczywiście się to zgadza z tym, co zobaczyłam, tylko mam nadzieję, że po prostu, tak jak mówię, i podchodzę do tego optymistycznie i że to się nigdy nie wydarzy, że jakby tutaj za dużo rzeczy ma wpływ i że to się po prostu nie wydarzy i tyle.
Jakby tutaj nawet nie chcę mieć takich wizji i nawet nie chcę, nawet sama siebie nie chcę dobijać, a nie po prostu w taki sposób, tak, jakby człowiek po prostu odpycha to trochę z siebie głową, bo jakby jest to jak najbardziej możliwe i no, ale mam nadzieję, że tam pójdzie w dobrą stronę i się to nie spełni, no bo gdzieś tam człowiek ma satysfakcję, prawda, jak się spełnia nawet samemu sobie, że o kurczę, jednak racja, no jednak tutaj... No właśnie wtedy to zaufanie też do swojej zdolności.
Tak, tak i tutaj to jest takie potwierdzenie, o kurczę, no niefajnie, ale no jednak, jednak no rację człowiek miał, tak, i tutaj sam sobie udowadniał, że no tak, że tutaj... Tutaj akurat w tym przypadku to nie, absolutnie.
Nawet nie chcę mieć tego potwierdzenia, po prostu dziękuję za inne potwierdzenia, inne się sprawdziły, bo mam potwierdzenie, wystarczy mi. To akurat nie musi się dopiero spełniać i umarłoby, żeby tak nie było, więc...
A tak inne rzeczy, no to tutaj w snach to rzeczywiście, tak jak mówiłam wcześniej, to jakieś prorocze, no to na temat wojny, która wybuchła na Ukrainie, tak, miałam sen, to było parę miesięcy wcześniej, to śniło mi się, że wkraczają jakby rzeczy, tutaj uciekają, że to jest w zimie, że tam jakby są ugrani ludzie tak już, tak zimowo i rzeczywiście wtedy, wtedy jakby nie zwracano tu uwagi w ogóle. Przyśniło mi się, aha, no dobra, no dziwne to było, ale no... I później parę miesięcy później się to jakby ziściło, że tak powiem. No to to jest takie, no taki rzeczywiście dosłowny, taki trochę bardziej dosłowny ten sen, już rzeczywiście mówiąc, że tutaj taki stref ucieczka przed zagranicę, właśnie wyjeżdżanie, opuszczanie domów, to takie jest dosyć takie, no... No dosyć też tak dosłownie pokazane, tak?
Tak, tak. Ale tak jak mówię, ja wtedy w ogóle, nie wiem czy, ja tak w telewizji też tak nie oglądałam wtedy, no zaczęłam tak trochę bardziej patrzeć na wiadomości, jakby wojna na Ukrainie wybuchła, więc tam bardziej patrzyłam to, to już tak jakby było już bardziej głośno, prawda, na ten temat.
To po sobie oświaty nie miałam, że kurczę, no jak jest wybuchła, to już wiadomo, że to, że to to, prawda, i że i że to tutaj, że takie miało, no to rzeczywiście było takie dosłowne, ale no widzi Pan, jakby człowiek to jest to właśnie jakby nie myśli o tym, nie myśli, że to się zdarzy, więc nawet nie zwraca się uwagi tak na to, że to rzeczywiście gdzieś tam się może zdarzyć, że to jest tutaj przy nas, nie? Żeby... No nie patrzę w ten sposób po prostu, nie? To tak jakby nie, tak jak Pan powiedział o tej postaci, że no po prostu nie jest to normalne, no konik polny wielki nie jest, nie jest to normalne, żeby to zobaczyć, nie? No po prostu, to tak jak inne rzeczy.
Nie, nie myślę o wojnie, więc no dlaczego miałoby się to wydarzyć, więc nie biorę tego, prawda, na poważnie w sensie takim, no, że czuję, że to jest coś, ale no jakby odsuwam to z siebie, prawda, tylko gdzieś tam chcę to odsunąć na dół i myśleć tak właśnie w ten sposób. To jest chyba niejako taki fakt, taką osobistą prawdę, tak? Tak, tak, więc no, no ja z tym nigdzie nie wychodzę, to jest pierwszy raz, kiedy chyba od dwóch lat trzeba w ogóle coś powiedzieć. O nie, pierwszy taki przypadek, o takich rzeczach w ogóle trudno się, trudno się mówi, no bo tak, nie ma się komu wygadać, bo z reguły w gronie znajomych, no, można się spodziewać wiadomo jakich reakcji.
Tak, przerazienia na oczy. Tak, z drugiej strony też wielu osobom przed takimi rozmowami dużo czasu zajmuje zebranie się w sobie i jakby przygotowanie się do wyrzucenia tego, tego wszystkiego, z siebie zrzucenie tego balastu.
Tak, tak, tak, tak, kiedyś mi powiedziała właśnie pani, która mi regresję robiła, bo też rozmawiałyśmy, że jak ty mówisz o tym, to aż ci się oczy świecą, ty tym żyjesz. Ja mówię, no tak, tak, bo ja tym, ja tym żyję i to jest coś, co mogę traktować jako hobby, coś, co jest dla mnie po prostu, ale nie, nie, nie wychodzi to tak, jakby jest, ale no gdzieś tam sobie obok, tak? Ja też właśnie, zadałam pytanie tak przy tej regresji, dlaczego ja tak wszystko mam po trochę? Dlaczego to nie jest tak, że o, tutaj super umiem przewidzieć, tutaj umiem super to zrobić?
Dlaczego to nie jest takie, że dlaczego wszystkiego jest po trochę? Trochę tutaj, trochę tego, trochę tamtego. To nie jest tak na sto procent. A ja się dowiedziałam, że po prostu ja, to jest przygotowanie do przyszłego ucielenia, że mam po prostu już się przygotowywać i ćwiczyć to jakby tak w sobie, to gdzieś to się ujawni dopiero, no nie teraz, tak? Jakby to nie jest ten moment, nie ten czas, nie w tym życiu.
Przynajmniej tak, tak, tak to zostało mi przekazane, no, no, trzymam się tego, więc nie fiksuję się na tym punkcie i jedyne co, to tak jak mówię, no, gdzieś poczułam, że rzeczywiście może powinnam się podzielić z innymi, prawda, ludźmi tym i że, no, że wiele osób poza tym, no, uważa, że zwariowało, chodzi do psychologów, prawda, i myśli, że po prostu stało się...
No taki Robert Monroe zawsze mi się przypomina w takich momentach, że Robert Monroe, ten od OB, pierwsze, co zrobił, jak mu się zaczęło to przyderzać, te wyjścia z ciała, poszedł się zbadać do neurologa, bo się zaczął bać, czy po prostu coś mu się z mózgiem nie podziało, takiego niedobrego.
A się okazało, że wszystko jest w porządku z nim. Tak, no, tak jest. Najczęściej ludzie chcą sobie po prostu jakoś wyjaśnić to racjonalnie i, no, ponieważ, no, wypierane to jest, tak? Jak się jest dzieckiem, to się mówi, nie, duchy nie istnieją.
To nie istnieje tam, to nie istnieje. Tego nie ma, wydaje ci się. No i tak się, prawda, tak się gdzieś tam uczymy tego, że, no, tego nie ma i sobie wypieramy to, jak go nie dopuszczamy do siebie tego i to wszystko.
Chociaż takiego, no, u mnie w moim przypadku też mi nikt nie mówił, że coś nie istnieje ani też mi nie opowiadał, że coś istnieje. Więc to jest takie, no, takie, takie po prostu gdzieś tam wezmę, nęcznie, a to tak jak powiedziałam, że gdzieś cały czas czułam zawsze, że gdzieś tam to wcielenie gdzieś jakieś było, że coś takiego jest, tak? Nawet pamiętam, księdza się zapytałam, już taka byłam w szóstej chyba klasie i się pytam, co ksiądz uważa na temat tego wcielenia, tak?
Zapytałam się. On mówi, co uważasz, że w krowę się możesz? Ja mówię, no nie, ja nie uważam, że zwierzę, człowiek się tam, czy ta dusza tam idzie. Ja nie mówię o krowie. Ja mówię o człowieku, o postaci ludzkiej. No to skończą na tym, tak? Zbył mnie i nie chciał kontynuować tej rozmowy. No, reinkarnacja stoi w dychotomii wobec tego, co oficjalnie, wobec oficjalnej doktryny gościowa, tak? Tak, tak więc tak mnie zbył i gdzieś tam, no to było po prostu, że od młoczych lat, gdzie no nikt mi o tym nie mówił, nie rozmawiał się na ten temat.
No gdzieś takie miałem myśl, że to gdzieś tam jest, więc myślę, że to jest wszystko ze sobą tam powiązane. Prawda? To całe, to co jest gdzieś tam. Teraz mi się przypomniało, że rzeczywiście, kiedyś siedząc tam też w tym mieszkaniu, ja mam kwiatka. To był jedyny kwiatek, jaki był w tym mieszkaniu i on w pewnym momencie tak patrzy na niego i widzę połączenia takiej linii między liśćmi, takich bardzo delikatnych takich jakby promieni ze sobą i tak się tym, takim się to piękne wydawało i tak to ładnie wyglądało, że one są po prostu ze sobą połączone, że te liście mają jakoś tą energetyczną i tak są ze sobą takimi liniami, takimi lićmi jakby połączone i to tak ładnie wyglądało i słyszałam szczerze, że to muszę od razu widzieć, ja mam tylko, nie?
Więc to takim, jakim się bada myśleniu właśnie w takim, to ten pan wcześniej określił, prawda? W takim jakimś innym po prostu, ten mózg troszkę w innym był trybie i... W takim przestrojeniu jakby, tak? Tak, tak, tak, takim jakimś takim właśnie i tak, też często zauważyłam, mam takie momenty, gdzie gdzieś tam coś widzę więcej jakby, więcej przestrzeni między tym, co widzimy tym powietrzem, czyli jakby coś, co jest, nie wiem, jak to ciężko to określić, coś, co pojawia się jakby taka, ta energia, nie wiem jak to nazwać, co to jest tam w środku, tak?
Czyli coś, co po prostu jakby my w tym funkcjonujemy, ale tego nie widzimy w ogóle, jest takie, no nie mogę tego, że tak bym nazwała, nie chcę pstryknąć, wywołać, to zobaczyć. Czasami jak mam jakieś takie właśnie wyłączenie, albo takie, jestem czymś zajęta i nagle się tak jakby, może zamyślę, nie wiem, albo takie to rzeczywiście można takie coś mogę zauważyć, takie to jest, taka gęstość jakby, nie wiem jak to nazwać, takie ziele, to ciężko nawet to opisać, bo właśnie, no nie znam tego, więc jest ciężko do opisania. Ja tu cały czas liczę, że może UFO zobaczę, tak naprawdę, że mnie gdzieś tam reżę gdzieś tam. Chociaż ostatnio, o widzi Pan, no to mogłam to powiedzieć wcześniej, nie popełniałam o tym.
A chociaż ostatnio już myśleliśmy, że rzeczywiście UFO jest. No po prostu UFO i nagrane to jest, i w ogóle i do końca nie wiemy. No czy myślimy, że chyba nie, ale bo okazało się finalnie, że jakieś światła były, które są gdzieś tam w kosmosie podobno widać je. I zaużywali na takim stadionie.
Tylko, że te światła, które my widzimy, widzieliśmy, no były tam, dajmy na to 50 kilometrów, może 30, może albo 20 kilometrów, tak mniej więcej, tak na szybko mówiąc. I okazało się, że te światła, że widać to tak, jak właśnie jest spodek i jak są te światła, prawda, od spodu, jak świecą.
I tutaj to tak świeciło, świeciło, mówimy, no kurde, co to jest? To nie tylko, to tak cztero osoby są. I tak patrzymy i no to kosmicznie, no nie no, no co to jest? I myślimy tak, dobra, bo mieliśmy jechać, wsiadamy w samochód, może to są światła, coś oświetlam, tylko, że jak świecą światła skądś, prawda, to świecą do góry w niebo, prawda?
No i widać chyba też tą taką smogę światła, tak, ten promień. Tak, tak. A tutaj to po prostu wyglądało tak, jakby, dajmy na to ten spodek, powiedzmy to w ten sposób, on sobie tutaj gdzieś wisiał i to światło było widać w taki sposób. Czyli jakby nie z dołu, tylko jakby z tej góry świecił na dół. No to w taki sposób po prostu to było widać.
I pojechaliśmy do tego sąsiada, nad sąsiadem nic nie ma. Ale dalej to widzimy, czyli by się to przesuwa, tak? Już nie jest w tym miejscu, tylko jest w innym. Jedziemy, jedziemy, jedziemy do celu tego i szukamy, i szukamy, jedziemy tu, jedziemy tam, nie ma tego. I był moment, gdzie po prostu już w końcu widzieliśmy to, te światła jakby szły rzeczywiście z ziemi.
Mówimy, no to chyba się rozbili, tak się śmiemy. Rozbili się i po prostu świecą teraz. I teraz tak, okazało się, że to są światła jakby z tego stadionu, tylko ten stadion w ogóle był jakby z drugiej strony. Jakby nie po tej stronie w ogóle miejscach, w którym byliśmy. I rzeczywiście no stwierdziliśmy, że tak, no to są te światła, prawda? To jednak nie był stadion kosmiczny, tylko, że w tym momencie można by się zastanowić nad tym, czy tutaj fizyka, co tutaj zadziałało, że na zasadzie to było tak, że jakby te światła z dołu, prawda, z ziemi zaświeciły, odbiły się od czegoś, dajmy na to od lustra, niech będzie, i z powrotem, prawda, spadły jakby na ziemię.
Bo jeżeli naświeciły do góry, no to nie mogły, prawda, sprawiać wrażenia, że spadły jakby na dół, że świecą w dół. No bo to było bardzo daleko, że tak powiem, x kilometrów dalej, więc to jest takie, coś, co zostaje takim troszkę jednak pytajnikiem, czy na pewno to było to, czy przy okazji tego wydarzenia coś było jeszcze innego. I to jest takie, zresztą to nagraliśmy, no naprawdę jest to takie, no, mimo wszystko dalej zastanawiające, no bo tutaj jakieś załamanie światła musiało, no nie wiem, ale to jest, naprawdę dajmy na to 30-20 kilometrów dalej załamaniem, no nie, a nic nie było słychać, do nich nie leciało, jakby była cisza kompletna, więc ciężko to, ale tak jak mówię, to tutaj to jest takie sprzeczne, bo no nie wiadomo, tak, co to, co to było.
Mi się wydaje, że fizyka tutaj przeczy możliwości, jakby to mogły być światła stadionu, odbicia od tych światłów przynajmniej. W każdym razie duży znak zapytania nad tym, no to... Tak, no to obserwacją trzeba, myślę, postawić.
To było tak, mówię, to jest dziwne, dalej zastanawiające i, no, tak jak pan mówi, no to nie wiem, ja nie jestem fizykiem, nie znam się za bardzo na tym, więc ciężko stwierdzić, czy takie coś mogło wystąpić, prawda, jakieś załamanie światła, nie wiem, odbicie czegoś, że to się pojawiło, ale to wyglądało naprawdę centralnie, jakby nad takim, bo to był taki mały lasek, jakby zagajnik i nad tym po prostu wisiało.
Więc to jest zastanawiające, dlaczego to było tyle kilometrów, dalej promienie były do góry, a to świeciło, jakby było, prawda, obok zaraz, więc nie wiem. I to jest też takie zastanawiające, jakby ta jedna rzecz. No, ale tak jak mówię, no tutaj staram się racjonalnie, no, przyjął, że to rzeczywiście może do światła było tego i jakby...
No, takie zdrowe podejście. Tak, no, no tak. Bez jakiegoś nakręcania się, prawda, na to, na opcję paranormalną. Tak. Ja się nie dziwię czasami, że ludzie nie włączają komórki, nie kręcą, jakby nie rejestrują, tego, bo ja tego nie zrobiłam.
To, co zrobiła przed czasem, bo wtedy ze mną tu bardziej była ogarnięta, bo ja byłam taka, o, recen, no, co to jest, jakby tutaj zafascynowana tym, co jest, nie? A tutaj tylko bardzo... Bardziej się ludzie skupiają na zarejestrowaniu wzrokowo i zmysłowo, jak najwięcej szczegółów. Tak, tak, bo zaczynam myśleć, czy to jest prawda, czy to jest to, co ja widzę rzeczywiście i to tak.
No, a szukanie smartfona, czy tam jakiegoś aparatu, czy czegokolwiek, na czym można by to nagrać, bo... Właśnie taką rozmowę ostatnio miałem też z jednym słuchaczem. Zobaczył jakieś dziwne zjawisko na niebie, też coś typu UFO i zrobił ten błąd, że zaczął szukać smartfona, czy jakiegoś aparatu, czy czegokolwiek, na czym mógłby to utrwalić i w tym momencie, dosyć krótki moment, ale jednak wystarczająco długi, żeby zjawisko umknęło po prostu z pola widzenia, także... Tak, człowiek się obawia tego, że to zniknie, tak, że po prostu, aha, to po prostu do końca zobaczy i co tam, chociaż nie z tym się boi wewnętrznie, ale tak, no, to tak jest. No, dokładnie.
Gdzieś tam ma taki niepokój, ale... I tak oto w Radiu Paranormalium ze swoich spotkań z nieznanym bezpowiadała nam się kolejna z osób, które w polskich publikacjach określa się mianem ekstrasensów lub sensytywów.
Jakoś tak się dzieje, że ludzie całkowicie zdrowi na ciele i umyśle, prowadzące zwykłe, normalne życie, doświadczają nieraz całych serii różnych, dziwnych i trudnych do wytłumaczenia stażów. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych dziś historiach, a jeśli macie jakieś swoje nietypowe zdarzenia i chcecie się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu.
Zanim się pożegnamy, tradycyjnie przypomnę, że w punktach prasowych oraz w sklepach z e-prasą czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Niestany Świat, który porusza szeroki zakres ciekawych tematów z pogranicza nauki.
Warto również zajrzeć na kanał czasopisma na YouTube, gdzie sporo się dzieje, bo obok zapisów spotkań w Niestanoświatowej Księgarni ukazują się tam również wybrane relacje z rubryki Dotknięcie Niestanego oraz archiwalne artykuły w wersji dźwiękowej.
Polecam również Państwa uwadze kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelgowskiego Wehikum Wyobraźni, na których panowie omawiają wiele interesujących tematów, w tym te znane z anteny radia Paranormalium.
Warto też zajrzeć i zaprzyjaźnić się ze stroną naszego radio, www.paranormalium.pl, bo tam oprócz zapowiedzi kolejnych audycji oraz pełnego archiwum podcastów, znajdziecie również m.in. czata i forum dyskusyjne, na których możecie bez skrępowania dyskutować na tematy paranormalne i nie tylko, z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, Paranormalny Głos w Twoim Domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc, i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.