[00:01] - Dzień dobry wieczór państwu. Bibliotekarium 2.0, Book Radio i Radio Paranormalium mają dzisiaj niezwykłego gościa. Tym gościem jest jasnowidz z Człuchowa Krzysztof Jackowski. Dzień dobry wieczór, panie Krzysztofie.
[00:17] - Dzień dobry wieczór.
[00:18] - Panie Krzysztofie. Okazja do spotkania jest przednia, ponieważ właśnie ukazała się książka "Umysł na wolności". No nie ukrywajmy, jest pan głównym bohaterem tej książki. Oczywiście pojawiają się inne nazwiska, ale od razu przypominam sobie moją pierwszą rozmowę ze współautorem tej książki, Krzysztofem Janoszką, kiedy no, ja taki chciałem być kurtuazyjny i powiedziałem, że bardzo gratuluję, że przedstawiciel policji ma taki otwarty umysł i że się interesuje tego rodzaju sprawami. Na co usłyszałem, żebym nie przesadzał, że on tak naprawdę ufa jednemu jasnowidzowi i tym jasnowidzem, który wymyka się wszelkim statystykom, który jest na topie i jest number one i żaden inny mu nie dorównuje. Jest właśnie Krzysztof Jackowski.
[01:14] - Daleko posunięte zdania o mnie.
[01:18] - Tak, ale ja chciałbym zapytać. Ta książka narodziła się między innymi dlatego, że jej współautor, a powiem, że jest dwóch autorów pani Zofia Weaver i pan Krzysztof Janoszka, przedstawiciel policji. I ta książka wzięła się stąd, że w pewnym momencie Krzysztof Janoszka nie mógł znieść takiego dosyć nachalnego najeżdżania policji na to, że nie, nie. Ta współpraca z panem Krzysztofem to ona to w ogóle nie ma, nie miała miejsca i w ogóle to wszystko było, była rzecz niebyła, że tak się wyrażę. Otóż pan Krzysztof był przekonany, że to tak nie wygląda, że pana działania, jeśli chodzi o odnajdywanie zaginionych, miały pierwszorzędne znaczenie, jeśli chodzi o niektóre, niektóre z tych przypadków. Jak by pan to skomentował? Szczególnie tę jakąś taką niechęć policji w pewnym momencie do tego, żeby przyznać, iż rzeczywiście coś na rzeczy jest. Z jednej strony gdzieś tam na szczytach, a z drugiej strony policja bardzo chętnie korzystała z pana usług.
[02:26] - Ja chcę serdecznie najpierw podziękować panu Krzysztofowi Janoszce, a też pani Zofii Weaver za tyle trudu. Ja trzymam tą książkę w ręku i jestem pod wrażeniem, bo jej nie czytałem. Wiedziałem, że taka książka się ukazała w Wielkiej Brytanii. Zaraz odpowiem ściślej na to pytanie. Pan Krzysztof Janoszka to jest odważny człowiek. Jest policjantem. Wydaje mi się, że nawet na samym początku, kiedy uczył się w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie, to on chyba poniósł pewną karę za dochodzenie do prawdy, ponieważ były pewne sytuacje, o których nie chcę mówić, bo to jeżeli mam mówić, to może mówić pan Krzysztof Janoszka o tym, bo to jego dotyczyło. Ja mu nawet odradzałem swego czasu mówiłem panie Krzysztofie, niech pan da sobie spokój. A on mówi policjant nie może omijać prawdy. Jeżeli widzi jakieś kłamstwo, to no, jeżeli on ominie prawdę, to nie może być policjantem.
Taka niezwykła prostolinijność tego człowieka, no mnie zaskoczyła. Jego postawa. Jestem, jestem zaskoczony, że człowiek potrafił się wyprzeć pewnych, pewnego swojego spokoju, żeby, żeby sprzeciwić się w instytucji, do której należy. Pewnym słowom, które uznał za nieprawdziwe i które są nieprawdziwe. Oto ja powiem odpowiedź na to pytanie panu. To nieprawda, że policja odżegnuje się, że policja nie chce. W okresie dwudziestolecia, czyli od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku właściwie do dwa tysiące dziesiątego roku policjantów u mnie w domu było mnóstwo z terenu całej Polski i niektórym nie byłem w stanie pomóc. Niektórym pomogłem. Ale znaczą policjantów, śledczych. Bo widzi pan urzędnik państwowy, policjant, a śledczy, a ktoś, kto prowadzi śledztwo, to są różne osoby.
Policjant, który tak jak pan Janoszka nie godzi się z tym, że prowadzi jakąś sprawę i on utknął w tej sprawie. Praca policji to jest praca z niewiadomą. Policjant bazuje na pewnych faktach, ale potem już musi brnąć też w domysłach, żeby wyjaśnić zagadkę. Coś, co nie jest wiadome. On musi wyjaśnić. I policjant, który czuje swój taki śledczy, który czuje swój zawód i odpowiedzialność tego, pójdzie do samego diabła, żeby spróbować tą sprawę wyjaśnić. Może to jest właśnie do samego diabła, ale będzie próbował wszystkiego. Natomiast urzędnik państwowy, policjant musi dbać o dobre imię policji. Wydaje mi się, tu się właśnie zamyka cała, cała, cały proces ten ja a policja. Dlaczego?
Dlatego, że oczywiście gdybym ja był rzecznikiem prasowym policji w Polsce, no i by jakiś redaktor mnie zapytał, czy istnieje albo czy są jakieś ślady współpracy policji z jasnowidzem. No wie pan co? Gdyby policjant powiedział tak, istnieją takie ślady i istnieją takie dowody, no to byłoby to jakąś sensacją, ale też było to motywem do ośmiewania policji. Na zasadzie policjant nie potrafi, idzie do wróżki, idzie do jasnowidza i tu się koło zamyka. Ja nie mam osobiście pretensji do rzeczników prasowych Komendy Głównej, którzy tak się wypowiadali, że oni tak mówili. Natomiast był czas, kiedy policja wysyłała mi dokumenty, które są zresztą częściowo w tej książce zawarte. I to są dokumenty nie o jakimś tam spotkaniu. Dziękujemy za spotkanie, tylko za jakieś wymierne rzeczy, które zrobiłem. Historia była taka, żeKiedy, kiedy gazety zaczęły dopytywać się po latach o mnie policji, wtedy powstał problem, ponieważ policja zaczęła się od tego odżegnywać. No i, no i wtedy nawet wiem to, wiem to od pracownika Komendy Głównej Policji w Warszawie, który jest moim serdecznym przyjacielem.
Wiem, że był, jak taka była, taka ost-- taki ostry konflikt był między właśnie, bo ja broniłem swojej osoby, a byłem atakowany, bo policja potrafiła, urzędnicy policyjni potrafili mówić, że ktoś taki jak Jackowski nie istnieje dla nich, że nieznane jest takie to nazwisko i, a wszystko, co Jackowski przedstawia, to jest kłamstwo. To jest nieprawda. Wtedy musiałem siebie bronić. No bo to jak to? No, no ja, ja przecież mam dokumenty, ja to jest współpraca. No i to wtedy był nawet zakaz. Dokument policji wysłał zakaz pokwitowywania mi spraw jakichś, jakie wyjaśniłem. Dlatego dokumentacja policyjna jest tylko do pewnego okresu. Później legitymuję się tylko materiałami prasowymi, gdzie na przykład znalazłem zwłoki, jakieś sprawy wyjaśniłem i jak prasa o tym pisała, to, to jest mój dokument, bo policja już nie mogła mi wystawiać takich zaświadczeń. Ale ta współpraca de facto istniała od początku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku do właściwie istnieje do teraz.
Także tutaj się na tym polu nic nie, nic nie zmieniło.
[07:28] - A to wyjątkowe, wyjątkowe postępowanie, kiedy policja w dalszym ciągu korzysta z pana usług, ale już nie kwituje. To rzeczywiście to rzeczywiście powiem majstersztyk, taki, taki PR-owy troszeczkę ze strony policji.
[07:44] - No jest tak, proszę pana, to, co mogę powiedzieć z pełną godnością i dumą, to nigdy od policji nie wziąłem pieniędzy za to, co, co im robiłem. Dlatego, że, dlatego, że uważałem, że to jest zaszczyt. Jeżeli policja dawała mi szansę wykazać się w tym jasnowidzeniu i, i jakoś w stronę pomóc im wyjaśnić albo naprowadzić na jakiś konkretny kierunek, to już uważałem to za wielką satysfakcję, za wielką rzecz, że potraktowano mnie poważnie i te właściwości. Także tutaj, jeżeli ktoś by chciał powiedzieć: „Tak, z naszych podatków jasno, policja jasnowidza opłacała”, to nie. Pamiętam sytuację, gdzie byłem zaproszony przez, przez krakowskie Archiwum X i prokuraturę w Krakowie do sprawy skóry oskórowanej studentki, sprawy sprzed ponad dwudziestu lat. Dwie doby to robiłem, to nawet kosztów podróży nie. Wykonywałem tą wizję na Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie, na najwyższym piętrze. Tam wtedy miała swoją siedzibę krakowskie Archiwum X i, i robiłem to na własny, na własny koszt. I zawsze miałem satysfakcję, że mogę policji pomóc, że mogę. Chodziło o zjawisko, że, że zwrócili się do mnie, czyli uznali, że jest sens ze mną rozmawiać.
Przygoda moja. Kupę lat, ponad trzydzieści lat i nawet to taka książka, takie zwieńczenie tej książki, gdzie książka tutaj mówi o jakichś przypadkach, które są dość szczegółowo opisane. To wiem, bo wiem, że Krzysztof Janoszka był w tych miejscach, rozmawiał z policjantami. Policjanci zechcieli mówić i nie wiem, jako, jako już stary facet uważam, że warto było. Warto było to robić i warto było przejść tą drogę. Ona może też otworzy oczy ludziom, bo tutaj drodzy państwo, tu się do słuchaczy zwracam, tu nie chodzi, żebyście wy uwierzyli w Jackowskiego czy kogoś innego. Wy właśnie musicie być pod względem parapsychologii bardzo ostrożni, bo ja zawsze mówię tak: jasnowidzem się nie jest, jasnowidzem się bywa. Są momenty, które, które są spektakularne, ale większość życia mojego w tym jasnowidzeniu to jest cały czas zwątpienie, czy ja to mam, czy to jeszcze mam, czy jeszcze potrafię to robić. Cały czas niepewność. Wydaje mi się, że gdybym był pewny, to nie miałbym już tych właściwości.
To jest cały czas próba dotknięcia pajęczyny tak delikatnie, żeby jej nie zerwać. Ale ważne jest, żebyście wy nie oddali się w ręce wróżek, jasnowidzów, bo ich jest mnóstwo. Wiele osób mówi o jakichś anielskich rzeczach. Trudno udowodnić, zweryfikować. I ci ludzie dobrze sobie z tego żyją. Bo ludzi, którzy szukają w jakimś swoim nieszczęściu jakiejś, jakiejś inności, pójdą do takich ludzi. A ja mówię o rzeczywistej parapsychologii, o rzeczywistym postrzeganiu pozazmysłowym, które jest często brutalne, które szarga mną, które, które powoduje, że, że człowiek nie jest sobą. Taki przykład. Drodzy Państwo, przykład podam państwu, czym jest wizja. Bo jeżeli wy będziecie słuchać wróżki, wróża, jasnowidza, jasnowidzki, która nie osiągnęła nic spektakularnego w sensie dokumentacji rzeczywistej swojej pracy i ona będzie tak rozmawiała z panem teraz Borysem: „Tak, panie redaktorze, jestem wróżką.
Wróżę, aury widuję, anioły przywołuję, piorę dusze, nie wiem, inne tam rzeczy robię”. To, to nie ma nic wspólnego z parapsychologią. Parapsychologia, jasnowidzenie to jest obraz taki. Jest sobie, to jest autentyczna historia z mojego życia. I drogi słuchaczu, weź pod uwagę aspekt psychologiczny i w pewnym sensie w cudzysłowie nieludzki w stosunku do mnie, jaki zaraz opowiem. Jest sobie wieczór. Tego dnia miałem dużo pracy, siedziałem przy biurku, odpisywałem na maile. Znużony, gdzieś godzina osiemnasta. Pomyślałem sobie: koniec na dzisiaj. Jadę do wnuczki.
Jadę do wnuczki do pobliskich Chojnic pogadam z wnuczką, rzadko ją odwiedzam. No i wstałem od biurka-Do żony powiedziałem, że jadę i nagle telefon. Odbieram, a tam odzywa się kobieta w średnim wieku i mówi: „Proszę pana, dzwonię z miejscowości Tryncza, podkarpackie. Panie Jackowski” — to był okres między świętami. Już po świętach było Bożego Narodzenia, a te kilka dni do Sylwestra. I to właśnie w tym, w tej przerwie między świętami a Sylwestrem. „Panie Jackowski, moja córka wraz z dwiema siostrami od sąsiadów, dwie siostry, w tym jedna jest nieletnia, uciekły, bo one chciały na jakiś koncert noworoczny do dużego miasta pojechać. Panie Jackowski, jest zimno. Boimy się. Pełno chuliganów.
To młode dziewczyny. Nie wiemy, gdzie pojechały. Chcemy ich szukać, ale nie wiemy gdzie. Czy do Warszawy, czy do Krakowa, czy do Zakopanego, czy może gdzie indziej”. Ja mówię: „Wie pani co? Niech pani prześle mi na maila szybko zdjęcie córki”. „Dobrze”. No i mówię tyle z wyjazdu mojego do wnuczki. Dobra. Otworzyłem po jakichś dziesięciu minutach mail doszedł.
Otworzyłem na komputerze maila. Patrzę trzy dziewczyny są. Akurat było zdjęcie, gdzie te dwie koleżanki były i ta dziewczyna, córka jej. I tak popatrzyłem na to zdjęcie i myślę sobie a jak ja bym w ich wieku spierdzielił z domu, to co bym zrobił? Warszawa. Dlaczego? Bo tam najlepsze zespoły przyjeżdżają do Warszawy. Dobra, a jak one żyją i uciekły to ja jutro to zrobię. Jadę do wnuczki. Zamknąłem ten komputer.
W sensie i proces jasnowidzenia to jest właśnie to coś, że zobaczcie, nie skupiałem się, tylko pomyślałem, gdzie ja bym spieprzył w ich wieku. Do Warszawy, bo tam najlepsze zespoły. Wstałem od biurka, zrobiłem dwa, trzy kroki, doszedłem do stołu i pa, pa, pa. Ja pierdzielę. O co? Jakieś poplątanie, poplątania ciał. Wąski samochód w rzece, ale jechały mostem i od razu jak przejechały most skręciły w bok drogą polną, która idzie wzdłuż rzeki. I zaraz jak wjechali przy tym moście wpadli w poślizg i do rzeki wpadł samochód. Nie żyją. I drogi słuchaczu, od tego momentu zaczyna się dramat.
Bo to fajnie tak słuchać. Ale teraz się zastanów nad jedną kwestią. Ty jesteś jasnowidzem, masz jakąś swoją renomę, ale raptem nie wiesz, czy to jest prawda, czy nie, bo nawet się nie skupiałeś. Starałeś przy stole i coś takiego się skojarzyło. I teraz uważaj. Masz telefon do matki. Matka oczywiście czeka na informację, w jakim mieście balują ich dzieci. A ty masz powiedzieć, że coś takiego widziałeś? Odważysz się? To graniczy nie z odpowiedzialnością.
To graniczy z szaleństwem. Za każdym razem tak jest, że jak ja mam powiedzieć coś takiego, bo rodzicom to jest koszmar. Ale to jeszcze nie jest największy koszmar. Największy koszmar się dopiero zacznie. Dzwonię. Odbiera kobieta. No ile dzwonię? Po dwudziestu minutach mniej więcej od pierwszej rozmowy. „I co pan Jackowski? Coś pan wie?” „Wie pani co?
Ja mam złe przeczucia”. „Poczeka pan. Podam męża”. Ona już nie chciała ze mną rozmawiać. Podała męża. Odezwał się głos bardzo stanowczego faceta. To znów mnie zbiło z pantałyku, bo no jak to? No ja mam facetowi konkretnemu gdzieś po pierwszych słowach powiedzieć rzecz, której nie jestem pewny i jeszcze rzecz tak tragiczną. I, i mówię mu: „Wie pan co? Ja zaraz wyślę wam mailem rysunek, jak to widzę.
One z kimś w samochodzie były. To jest mały samochodzik i one nie żyją. One zjechały z mostu, zjechały z mostu. Wjechali w taką drogę wzdłuż rzeki. Ona jest polna.” A on mówi: „Tak, u nas w Tryńczy jest tak, że jest boczna i ona idzie wzdłuż rzeki do drugiego mostu”. I ja mówię: „I tam na samym początku ona wpadł, oni wpadli do tej wody”. „Niech pan wyśle mi tą mapę. Co my mamy z tym zrobić?” Ja mówię: „Proszę pana iść jutro na policję. Ja zaznaczam, ja nie jestem pewny”, mówię. „Dobrze, dobrze, niech pan to wyśle”.
Narysowałem to, wysłałem mailem. No i mówię dziewiętnasta. Jadę jeszcze do wnuczki. Pojechałem. Pojechałem do wnuczki. Przestałem o tym myśleć. Tam pogadałem z wnuczką. No i wracam do domu. Jest koło dwudziestej drugiej. Ciemno, bo to zima.
Z Chojnic do Człuchowa jest czternaście kilometrów. Wjeżdżam już do Człuchowa, tak? Wjeżdżam do Człuchowa i telefon. Odbieram. Znów ta matka się odzywa, tej dziewczynki: „Panie Jackowski, my tu z sąsiadami chodzimy przy tym moście, tu nic nie widać”. Ja mówię: „Pani, nie chodźcie tam. Jest noc, to nic nie da. Wy idźcie z tym rano na policję”. „No dobrze, dobrze, to bo tu nic nie widzimy, nie?” I się rozłączyliśmy. I ja nagle dostałem szoku.
Zjechałem na taką wysepkę poboczną jak autobusy miejskie stają. Zjechałem tam, stanąłem samochodem i dosłownie myślę tak: „Kurwa, coś ty im powiedział? Co ty, kurwa, im powiedziałeś? Ty śmierć życzysz trzy dziewczyny, a jeszcze może kogoś, bo mówisz, że z kimś samochodem jechał. Co ty zrobiłeś?” Dopiero wtedy zrozumiałem wagę odpowiedzialności słów, które powiedziałem tym ludziom. Dobrze, uspokoiłem się. Dalej dojechałem do domu, postawiłem samochód, wypiłem herbatę, poszedłem spać. To jest właśnie to, że nie da się o jasnowidzeniu mówić: „No i wtedy miałem doznanie. Przyszedł do mnie anioł i poczułam, że to jest anioł miłości”. To nie tak wygląda.
Zanim zasnąłem, myśli moje były takie: one muszą nie żyć. Ja nie mogłem się mylić. One muszą nie żyć. Ale nie to, że ja im śmierci życzę. Ja się stałem w tym momencie zakładnikiem poczucia przy stole. To, co poczułem, musiałem im powiedzieć, a jak im powiedziałem, stałem się odpowiedzialny za to, co poczułem. Wizja zrobiła ze mnie zakładnika, złodzieja, bandytę, kłamcę. Tak daleko się bałem, że przed snem myśli: nie, one muszą nie żyć, bo nawet mi się pogadało. Wiecie, jakie to jest straszne? I to nie jest nieludzkie.
Ja stałem między wizją a swoją realnością. Na drugi dzień, jak się obudziłem, już byłem spokojniejszy. Gdzieś koło godziny dziesiątej rano dzwoni matka tej dziewczynki. Odbieram słuchawkę. „Pan Jackowski, policja nie chciała z nami jechać, aleWójt Tryńczy był z nami, bo zgłosiliśmy się najpierw do wójta i wójt pan Ryszard Jędruch pamiętam nazywał się, nazywa się i wójt Tryńczy z nimi pojechał na komisariat. Tam policja mówiła, że raczej oni mają informację, że one żyją gdzieś tam są w Polsce. No ale tu była ta matka i wójt Tryńczy powiedział, że jednak on chce, żeby policja pojechała tam, a jak nie, to on zbierze ludzi z Tryńczy i ludzie tam pójdą. No to policja się wtedy zgodziła. I właśnie pani dzwoniła do mnie, jak jechała w bu-busie policyjnym z policjantami w to miejsce. I ona mówi pan Jackowski, no, jedziemy tam sprawdzić, nie?
I w tym momencie słyszę, że ten policjant mówi: pani z tym jasnowidzem rozmawia? Policjant mówi. Ona mówi tak: daj mi pani słuchawkę do niego. I ona dała. A mówi pan Jackowski mówi: pewny pan jest z tego, co pan tam na-narysował, czy nie? Ja mówię: proszę pana, nie mam pewności, ale tak poczułem. A on dokładnie tak w żartach i nie ze złością, on tak w żartach mówi do mnie: no, panie Jackowski, jutro ostatni dzień roku. Jak pan nam spie***le ten czas przed końcem roku, to ja panu spie***ę czas. On tak ze mną. W same Sylwestra, nie?
Ja mówię: proszę pana, wolałbym panu spie***ać ten czas, jak to, żeby miało się to potwierdzić, bo by nie żyły osoby, nie? No dobrze, a tak to mnie uspokoiło. Rozłączyliśmy się. No i potem minęło następne pół godziny i kobieta dzwoni. Odgrodzili teren, bo jak tylko pojechaliśmy, widać było darń wyrwaną i widać było, że samochód dachował. Już odgrodzili nas, odsunęli na bok i jakaś tam policja z jakiejś miejscowości ma przyjechać. Potem oczywiście bardzo głośno, bo to prasa się rozpisywała, bębnili w telewizji. Ogólnie było pięć ofiar w małym seicento samochodzie. Chłopak bez uprawnień, pijany, młody chłopak z kolegą swoim. Poderwali te dziewczyny sobie w tej Tryńczy.
One nigdzie nie uciekły. No i on bez prawa jazdy i lekko podpity, chcąc uniknąć, bo on we wsi obok mieszkał, chcąc uniknąć jakiejś przypadkowej kontroli na drodze, zjechał i bokiem chciał na skróty pojechać do tej wsi. No i niestety wpadł w poślizg tym samochodem. Wpadli do wody i utonęli. Pięć osób, pięć ciał. Nawet telewizja relacjonowała cały pogrzeb, bo to była bardzo głośna sprawa. Ale to nie koniec koszmaru Jackowskiego. Jackowski w tym momencie triumfował. Moja wizja, tak bezsensowna, była sensowna. Dwa dni później gazety podają, że rzecznik prasowa, nie pamiętam nazwiska, ale to była pani kobieta, rzecznik prasowa Komendy Województwa Podkarpackiego zaprzecza, żeby policja korzystała z jakiegokolwiek jasnowidza.
Ja najcholerniejszy. No przecież pojecha-- narysowałem, pojechali tam, wyciągnęli zwłoki i teraz zaprzecza. Niech pan teraz zrozumie, czym to jest i jak na to patrzeć. Na stronie g-gminy, tak? Wójt wszędzie podziękowania. Na przykład: szanowni państwo, w związku z tragicznym zdarzeniem, jakie miało miejsce na terenie naszej gminy, w imieniu własnym oraz rodzin tragicznie zmarłych składam serdeczne podziękowania za zaangażowanie i profesjonalizm podczas niezwykle trudnej akcji poszukiwawczo-wydobywczej. Podziękowania kieruję do zastępcy podkarpackiego komendanta wojewódzkiego brygadiera i tutaj wymienia wszystkich strażaków, do-- a, do sołtysa też. Dziękuję służbom medycznym Pogotowia Ratunkowego z Przeworska za nadzór medyczny oraz stowarzyszeniu Przeworsk Powiat Bezpieczny. Podziękowania kieruję także do Krzysztofa Jackowskiego za udostępnienie mapy, która w dużej mierze przyczyniła się do odnalezienia zaginionych. To jedynie pan wójt był honorowy i-i podziękował za to, co on właśnie od samego początku pilotował tą sprawę.
To jest ten obraz właśnie, jak to wygląda, jak to wygląda i-i-i jak to jest, tak?
[22:15] - Panie Krzysztofie, ja bardzo często spotykam się z takim oto stwierdzeniem: jasnowidzenie jest niemożliwe. Niemożliwe, bo przeszłości już nie ma, przyszłości jeszcze nie ma, jest tylko teraz. A zatem, no nie można jej przewidywać, nie można sięgać swoim umysłem gdzieś w przyszłość. To najczęściej mówią tacy racjonaliści tak zwani, którzy sami sobie nadali ten-
[22:44] - Proszę, proszę. A skąd ci ludzie, którzy twierdzą, że przeszłości już nie ma? Skąd oni mają rację? Skąd oni są pewni? Albo skąd oni wiedzą, czym w ogóle jest przyszłość? Ja wychodzę z założenia, że żyję na świecie, gdzie żyło przede mną mnóstwo ludzi wybitnie mądrych, bo w każdym pokoleniu zdarzają się jednostki wybitnie mądre i jakoś te jednostki wybitnie mądre nie są w stanie zrozumieć i wytłumaczyć wszystkim mniej mądrym, dlaczego w ogóle jesteśmy, co to jest nasz byt, nasze jestestwo, nasza jaźń. My mamy to oparte na dogmatach religijnych i na obserwacji nauki, a głównie natury. Ale czy ja mam wierzyć ludziom, że jasnowidzenie jest niemożliwe? To podobnie, jakby usiadł teraz człowiek koło mnie i powiedział: panie Jackowski, istnieją tylko te dźwięki w naturze, które słyszymy. Otóż nieprawda.
Jest to stwierdzone naukowo, że istnieje potężna gama dźwięków, których my nigdy nie usłyszymy w tej formie, jakiej słyszymy. Więc pytanie, czy ja mam głupcowi wierzyć? Proszę pana, nasza egzystencja opiera się na doznaniach uczuciowych i czuciowych. Przecież podstawa naszej cywilizacyjnej egzystencji to miłość, nie kopulacja, a miłość. Czyli ludzie najczęściej decydują się na dziecko wtedy, kiedy powstaje w nich uczucie miłości. Ale gdyby pan zapytał, nie wiem, psychologa czy takiego właśnie sceptyka, który mówi, że nie istnieje nic oprócz tego, że on jest teraz, czymże jest miłość, to by panu powiedziałNo wie pan, miłość to jest taki stan lekkiej nienormalności. No wie pan, jest sobie facet. Wszystko miał pod kontrolą. Zakochał się. No i traci kontrolę nad rzeczywistością, bo jest szczęśliwy.
A to mi się wydaje, oni powiedzą jeszcze. Bo on doznał endorfin dodatkowo. Oszalał. Nie, on nie oszalał. Tak jesteśmy zbudowani. My jesteśmy zbudowani, żeby czuć. A po co my tworzymy? Po co pan zajmuje się ambitną pracą twórczą? Wydaje pan książki, prowadzi pan radio, inne rzeczy. A po to, proszę pana, żeby, że pan w coś wierzy, że pan porusza jakieś tematy i że pan by chciał, żeby też inni coś więcej sobie wyobrażali, żeby ktoś inny usiadł nad zagadnieniem i się nad tym zastanowił.
Jeżeli życie jest takie proste, no to my powinniśmy się nie zastanawiać i nie marnować w tym krótkim czasie czasu na to, tylko żyć, po prostu żyć, jak najwięcej wykorzystać z tego życia i koniec. Ale tak nie jest. Tak nie jest. Żyjemy w jakiejś głębi. Mi się coraz częściej wydaje, że żyję i że właśnie tu żyję, w pewnym, pewnej fikcji. A tak naprawdę przyszedłem tu z rzeczywistości jakiejś genialnej i wrócę do tej rzeczywistości. Dla mnie jest to bardziej sensowne, jak to, że tu mam widzieć głęboki sens tego istnienia. Nie. Ten świat jest światem zakłamania. Zobaczcie drodzy Państwo, ja do was mówię i nazywam się jasnowidz, ale ja usprawiedliwiłem swoje jasnowidzenie tym, co zrobiłem.
Ale ja dla was jestem dyskusyjny. Ale przyjdzie gwiazda. Na przykład, nikogo się nie czepiam. Pierwszy z grona, który mi do, na myśl przyszedł. Celebryta, który się nazywa na przykład pan Piróg. Jest taki celebryta. Zajmuje się stylizacją, muzyką i inną rzeczą, nie? Stał się taki głośny wtedy, jak powiedział w mediach, że jest gejem i Żydem. Jakby kogoś miało to boleć. No, większość z nas jest ludźmi tolerancyjnymi i, i każdy człowiek ma prawo być tym, kim chce.
Natomiast ci ludzie pokazują nam zewnętrzność i my to w nich celebrujemy. My, podobnie politycy, każdy. Bo my mamy w naturze, że chcemy, każdy z nas chce zasłynąć i każdy z nas chce być zauważony. I to jest cecha naturalna. To jest cecha rozwoju. Tylko głębia, jaką głębię przedstawiają te osoby? Jaki sens nam dają? Co nam przynoszą? Okazuje się, że wkroczyliśmy już dawno w świat, gdzie trzeba mieć markowe buty, markowe ubranie, drogie rzeczy. To jest.
To jest ocena naszego sukcesu. A gdzie głębia? A gdzie? Gdzie twoje wnętrze? Twój świat, Twoja filozofia? Gdzie na to miejsce? Na to już nie mamy czasu. Wolny czas. Młodzi ludzie penetrują internet, szukają sensacji, szukają pustki często. Nie ma czasu na ich świat, na ich głębię, na zastanowienie się, po cholerę tu jestem?
Co będzie, jak mnie tu nie będzie? Nie ma czasu. Trzeba pędzić. Absolutnie. I to jest moja odpowiedź na pana pytanie. Absolutnie nie interesuje mnie. Nie interesują mnie słowa ludzi, którzy mówią, że czegoś nie ma. Nie interesuje mnie ich płytkość myślenia. Ja mówię to na podstawie tego, że przez ponad trzydzieści lat udowodniłem wielokrotnie, że coś jest. Więc dlaczego mam dyskutować z gościem, który sobie łatwo mówi nic nie ma i idzie na schabowego z kartoflami i z surówką i jest zadowolony z życia?
Mnie zdanie takiego człowieka nie interesuje, nawet jeżeli będzie profesorem.
[28:33] - Z tego, co pan mówi, wynika, że zjawisko jasnowidzenia jest czymś naturalnym, czymś, co może nauka tego jeszcze nie zbadała, ale być może kiedyś zbada, a być może nie. W każdym razie, że jest to zjawisko naturalne. To prosząc o potwierdzenie, to jednocześnie zapytam, czy szary człowiek ma szansę przynajmniej dotknąć tego zjawiska?
[29:00] - Na pewno tak. Na pewno tak. Ja mam kontakt z ludźmi, którzy bardzo często ludzie lgną do mnie. Drodzy Państwo, żyjemy w świecie, gdzie nawet słowo dusza większość z nas przywłaszczyło sobie. Żyjemy w naturze wcale nie pokornie, bo w naszej abstrakcji myślenia potrafimy uduchowić siebie. Wielu z nas wierzy, że mamy duszę. Ale uwaga! My umieramy. Zwierzę zdycha. A jak możemy dać duszę zwierzęciu?
No, niektóre gatunki z nich zjadamy. Oczywiście nie nazywamy tego: synku, może spróbujesz kawałek świńskiej nogi? Nie. Mówimy kawałek szyneczki spróbujesz? A może baloniku? To inaczej się nazywa tylko. Oczywiście świnia nie może mieć duszy według większości ludzi, bo my ją zjadamy. No jak możemy zjadać, zabijać kogoś, co ma duszę? To sobie też zapłaszczyliśmy. Wszystko, co żyje, ma duszę.
Wszystko, co żyje, jest zdolne odczuwać. To zależy, ile pobudzimy tego odczuwania. Mój pies. Mój pies rozumie wszystko. Ja z nim gadam. Czy ktoś jest, czy nie ma. Ja z Albertem gadam. My jak gdzieś z żoną wyjeżdżamy na pół dnia, a nie chcemy go brać, żeby było za gorąco, żeby się nie męczył, to my musimy gryps przed sobą gadać, bo jak on usłyszy, że jedziemy, to muszę z nim być na dworze, żeby się wysusiał. To on już nie idzie. On siada pod samochodem i opór robi i nie chce nigdzie iść.
On to wszystko rozumie. Wczoraj byli u nas goście, to on oczywiście, ja mówię: będą goście. To siedział dwie godziny, jak żona szykowała obiad.Przy drzwiach na wąski wał. Gość się przy nim zawsze głośno szczeka, bo pokazuje, że jest. I zaraz pobiegł powiedział: tam! Oj, to jest jeszcze zabaweczka, którą wczoraj wziął, bo tam w pobliżu była i przyniósł i koło nich znów położył. Pokazuje: to jest moja zabaweczka. Zobaczcie. On ma umysł małego dziecka, ale on ma czucie. On, on czuje tęsknotę.
On czuje przywiązanie. On czuje miłość. Wszyscy czujemy. A co ja mam słuchać celebryty albo suchego naukowca, który będzie mówił regułki? Świat polega na tym, żeby właśnie omijać, żeby szanować te reguły, bo to jest nauka, ale żeby je też zarazem omijać, bo na wiele rzeczy nie mamy odpowiedzi. I co już panu powiem? Nieważne, jak mnie ktoś ocenia. Ważne, że jak ja kiedyś umrę, to zostawiam pewien dylemat. Po to tu i wy między innymi jesteście, bo jestem jakimś dylematem. Gdybym przez ponad trzydzieści lat mówił głupoty, to byście tu nie byli.
Nie zdarzyłoby się wiele innych rzeczy. Janowska by nie napisał książki. Jakaś pani Weaver też by nie napisała książki. Przynajmniej mnie nie ujęła w niej. A tych książek jest dużo. Ja mam pełno książek o mnie napisanych. To nie jest jakaś moja pycha. Ja nawet nie mam czasu się tym szczycić i komu się szczycić. Tylko to jest piękna rzecz, że stałem się jakąś inspiracją dla różnych ludzi. Kiedyś siedzę sobie w domu tak jak dziś i ktoś puka.
Przyszły do mnie cztery osoby. Solistka zespołu Hey, Katarzyna Nosowska. Pozdrawiam panią Katarzynę Nosowską. Pani Katarzyna Nosowska wraz ze swoją koleżanką, która śpiewała piosenkę "Bo ten pan i pani są w sobie zakochani", a też słynny Jaro. On śpiewał taką piosenkę: "Uaa rowery dwa" i jeszcze jeden pan. Oni przyjechali do mnie. Chcieli chwilę tu przy tym stole usiąść i ze mną porozmawiać. Czy to nie jest piękne, że osoby, które ambitną muzykę tworzyły i tworzą, przyjechały do mnie? Naprawdę. Czy nie jest piękną rzeczą?
Czy nie jest piękną rzeczą? Znana pisarka Katarzyna Bonda, pisarka, która pisze książki kryminalne. Uznana. Przyjechała tu, pisząc książkę "Czerwony pająk". Siedziała tu na tym krześle. Jeżeli pani kiedykolwiek będzie to słyszała, to parasolkę pani zostawiła u nas i ona do dzisiaj jest. Czeka na panią. Cały dzień siedziała i rozmawiała ze mną, bo w tej książce przewija się jasnowidz. I ona chciała zrozumieć, jak, jak jest jasnowidz. Ta kobieta powiedziała tak: proszę pana, miałam, ja to miałam różne wyobrażenia, ale nie wiedziałem, że jasnowidz to taki wariat.
Oczywiście pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nawet w książce "Czerwony pająk" na, w końcówce książki napisała tak: Krzysztofowi Jackowskiemu wraz z jego piękną małżonką za niesamowite spotkanie niech Was, niech Wam się darzy i moc będzie z Wami. To jest satysfakcja. To jest coś pięknego. A jeszcze jedno. Niech pan zobaczy. To jest książka Izy Michalkiewicz "Zbrodnie prawie doskonałe". Jeden z głównych w tamtym czasie przedstawicieli krakowskiego Archiwum X mówi w tej książce tak: po odejściu Sudera. Suder to był taki znany policjant w Krakowie, legendarny policjant. Po odejściu Sudera na emeryturę w dwa tysiące czwartym roku z Jackowskim będzie się kontaktował Bogdan Michalec.
Byliśmy zaciekawieni jego osobowością przyznaje policjant. Mieliśmy kontakt bezpośredni przy filmie "Eksperyment Jasnowidz" w sprawie Joanny M., która do dziś na stronach Komendy Wojewódzkiej w Tarnowie figuruje jako osoba zaginiona. Facet powąchał jej rzeczy i w jednym momencie pokazał osobowość tych sprawców, co do których ja nie miałem wątpliwości, ale mi to zajęło rok. Zaznaczę, że zawsze na, na trzy przypadki w jednym może się mylić, że czasem włącza mu się ludzkie przeżywanie, a nie wizja. Jest w tym wszystkim autentyczny i nikogo nie udaje. Bardzo go cenię. I teraz proszę uważać to zdanie. Bardzo go cenię, śledzę jego losy. Czasem czytam o nim nowości i obok Kazika Staszewskiego z Kultu to dla mnie jeden z ciekawszych ludzi żyjących w Polsce. Czy to nie jest piękne?
Kazik, uwielbiam go. Byłem na jego koncercie i mnie człowiek przyrównał do Kazika. Oczywiście w zupełnie innej konstelacji, ale to jest piękne, że ludzie dostrzegli te chaotyczne rzeczy, które dokonałem w życiu. Że ludzie to widzą, że widzi to piosenkarz, że widzi to policjant, że widzi to naukowiec. Proszę pana, właśnie teraz na dniach przyjechał do mnie student z najnowszą pracą. Jest to praca dyplomowa. Wyższa Szkoła Europejska imienia księdza Józefa Tischnera w Krakowie. Leśniak Rafał, numer albumu K osiem tysięcy dziewięćset dwanaście. Psychologiczne dylematy i praktykowanie jasnowidzenia w studium przypadku Krzysztofa Jackowskiego, znanego polskiego jasnowidza. Praca licencjacka na kierunku psychologia coachingu.
Praca przygotowana pod kierunkiem doktora Krzysztofa Wrocławka. Kraków czerwiec dwudziesty czwarty rok. I to jest cała ta praca. To jest jakaś część też dokumentacji. Praca została wyróżniona dyplomem, który podpisał dziekan Wyższej Szkoły Europejskiej imienia księdza Józefa Tischnera doktor Anna Treska-Ziwon i rektor Wyższej Szkoły Europejskiej imienia księdza Józefa Tischnera prof. dr hab. Edward Lęska. Dyplom gratulacyjny. Składamy serdeczne gratulacje panu Rafałowi Leśniakowi z okazji obroni, obrony wyróżniającej się pracy dyplomowej studiów licencjackich w kierunku psychologia w Wyższej Szkole Europejskiej imienia księdza Tischnera. Wierzymy, że pozostanie pan dobrym ambasadorem WSE.
Życzymy dalszych sukcesów akademickich, zawodowych i osobistych.Czy to nie jest piękne, że człowiek, wielu takich studentów pochyliło się nad tym? Wpadło w ogóle na pomysł. Młody człowiek, żeby, żeby on mi mówił. Ja z nim tu rozmawiałem, tu przy tym stole i on mi mówił, że jak zaczął pisać tą pracę i-i-i-i to jego profesor, pod którym kierunkiem on to robił. On mówił, że to jest bardzo ryzykowne, że dlaczego taką tematykę, ale powiedział, że później, jak była ocena tej pracy, to wszyscy byli zaskoczeni. Nie wiedzieli, że w ogóle to zjawisko ma jakieś dowody. To są rzeczy niezwykłe i-i ja się cieszę, bo w wieku sześćdziesiąt jeden lat mogę powiedzieć: chłopie, dokonałeś czegoś w życiu. Nie to, że masz tyle osiągnięcia, ale jeszcze to, że zostawiłeś komuś dylemat, że ten ktoś może się zastanawiać, czy tak jak ciebie nie będzie nad tym. To jest ważne. To jest ważne.
[37:36] - Mówi pan o zjawisku jasnowidzenia jako o zjawisku naturalnym. Jedni to mają szczególnie wyeksponowane, tak jak pan, inni w nieco mniejszym stopniu. Moje pytanie dotyczy tego, czy da się wzmocnić w człowieku te uczucia, odczucia jasnowidzenia?
[37:56] - Da się nauczyć tego człowieka, przynajmniej tych podstawowych rzeczy. Natomiast co jest ważne w jasnowidzeniu? Kilka rzeczy, bardzo ważne. Bycie dobrym, ale nie dobrym, bo chcę się uczyć jasnowidzenia i będę dobry. Tylko ta dobroć musi wychodzić z człowieka w sposób naturalny. To znaczy ja nie oceniam ludzi. Mamy różną gamę znajomych, od ludzi wręcz upadłych, po ludzi wykształconych albo zamożnych. Każdego traktuję tak samo. Uważam, że każdy ma takie prawo do swego życia, nawet jeżeli to jest człowiek upadły, poddał się jakiemuś nałogowi i ten nałóg go zżera, niszczy, upada. To dla mnie to jest człowiek i to jest serdeczny mój kolega.
Mam akurat kilku takich kolegów, z którymi rozmawiam nie o ich upadłości, tylko z którymi rozmawiam o ich życiu. Traktuję, że mają prawo do takiego życia, bo nie mają siły się podnieść. Zwierzę, koty na podwórku, tam mój pies czy inne zwierzaki. Zresztą uczuciowo tam jakbym z panem rozmawiał czy ze swoim synem, czy córką, czy wnuczką, czy wnukiem. Po prostu ja to traktuję wszystko jako jedno. Bo widzi pan, wie pan, to jest dziwna rzecz. My uważamy, że my jesteśmy najdoskonalsi. Kiedyś tu jest garaż za oknem, na podwórzu. Jak zostawimy mu jakieś resztki czy to chleba, czegoś tam, to z żoną wrzucamy to na ten dach i tam się zlatują ptaki. W ogóle dla mnie to jest zagadkowe, bo jak wrzucę kawałek mięsa, to tu są rybitwy.
Ptaki nie latają. Rzucę to mięso. Rybitwy, ja nie wiem, z daleka skądś nie zdążę, a na tym dachu jest ich zaraz cała chmara. Kiedyś moja żona do mnie mówi tak: wiesz co? Zobacz na te ptaki. Jeżeli jakiś wymiar nieba istnieje, to chyba te ptaki są bardziej w niebie jak my. I ja jej mówię: Wiesz co? Muszę ci przyznać rację. One są szczęśliwsze. One się budzą rano i są wolne.
Nie ma PIT-u skarbowego, ZUS-u, policji, prawa, polityki, wojen. Nic takiego nie ma. Po prostu żyją, budzą się i są. A to my. My mamy naturę tego, co wiąże wszystko. Wszystko musi być ułożone, poukładane i związane. Jeżeli jakiegoś gatunku jest za dużo, to trzeba je odstrzelić. To my strzyżemy tą ziemię, tą naturę i stajemy się panami na włościach. Oby sprawiedliwymi. A takimi nie jesteśmy.
A jak? Czego oczekujemy od ludzi? Od, od młodych ludzi, którzy niedługo, za jakiś czas będą nami w naszym wieku? Niech pan zobaczy internet to jest nieprawdopodobny wynalazek. Internet. Ale to jest bardzo niebezpieczny wynalazek. Internet żyje dlatego, że musi być w nim informacja. Im drastyczniejsza albo im mocniejsza, tym bardziej opłatna. Ci, którzy tworzą informację albo którzy żonglują tymi informacjami, szukają informacji chwytliwych. Chwytliwym musi być tytuł.
Już sama informacja mniej. To tytuł jest powodem do otworzenia danej strony, a to powoduje zarobek. No właśnie, ale odbiorca też chwyta się za tytuł i nie ocenia głębi najczęściej. I teraz proszę zobaczyć i taki młody człowiek czyta informacje takie na przykład z dzisiaj, że gdzieś tam na Alasce jakaś sarna zaprzyjaźniła się z człowiekiem i żyją jak brat z bratem. I tam jest coś opisane na tym. A obok jest artykuł, że Izrael zaatakował Liban i wczoraj zginęło. To jest akurat prawdziwa informacja. Pół tysiąca ludzi w Libanie, w tym wielu cywili, w tym trzydzieści kilka dzieci. Młody człowiek to przeczyta i mówi: a co mnie to obchodzi? Jak to?
Co mnie to obchodzi, czy to jest pięćset osób, czy to będzie tysiąc pięćset czy siedemset osób? Nie ma to znaczenia. Zachowujemy się tak, jakbyśmy byli ustali. Zabójstwo dwóch osób to jest zabójstwo, a zabójstwo tysięcy osób to jest statystyka nic nieznacząca. Tylko my wszystko w życiu odbieramy już jako taką statystykę. Jesteśmy nieczuli, jesteśmy skurwysynami pod tym względem, bo nie szanujemy nawet. Mało tego, dajemy się nie szanować przez przekaz informacji. Nas nie obchodzi wnętrze. Mało kto z nas szuka wnętrza. Każdy z nas szuka powierzchownego sukcesu, blichtru, uznania.
Nam się wydajeŻe jeżeli zostaniemy dostrzeżeni, uznani, to już jest sukces. Jest dla kogoś, kto zrobił coś latami wartościowego. Ale jeżeli ktoś rano wstanie i powie dobra, koniec, mam trzydzieści cztery lata, jestem Żydem i gejem, no i co mi zrobicie? I on się staje przez to sławny. To oznacza wagę tej sławy. Jaka jest różnica? A gdzie? Gdzie w tym internecie są rozmowy zamiast z Jackowskim, to z profesorem habilitowanym od fizyki, od medycyny, od astronomii, od różnych rzeczy. Gdzie oni są? Oni się nie klikają, a wiedzą dużo.
Ale ludzie to mają w . Tylko to nie jest wina ludzi. To jest wina was, redaktorów, bo ich odurzyliście tego.
[43:29] - To ja konsekwentnie zmierzając do celu. Mówił pan o tym, że żeby wzmocnić takie zdolności jasnowidzenia w człowieku, trzeba być dobrym człowiekiem i definicję takiego dobrego człowieka-
[43:42] - Dobrym człowiekiem.
[43:43] - Podał.
[43:44] - Powiem dlaczego dobrym człowiekiem. Bo po pierwsze podchodząc do jakiejkolwiek wizji musi być człowiek wyzbyty ocen. Jeżeli ja wykonywałem niejednokrotnie sprawy na temat morderstwa, to ja nie podchodziłem do zagadnienia w ten sposób. Tu są rzeczy ofiary, a tu są mordercy. Morderca zły. Ofiara biedna. Nie. Ja to traktowałem jako interakcję. To się wydarzyło. Prawa oceny nie mają znaczenia.
Ja muszę odkryć rzeczywistość i zamianę. I teraz uwaga! Żeby poczuć sprawcę, muszę poczuć jego zew. Zew dowodu. Zew jego morderstwa. A w nim on jest usprawiedliwiony, dlatego, że on musi to jakoś usprawiedliwić, bo inaczej by zwariował z tym czynem, tak? Że go dokonał. Więc my wszyscy, każdy z nas wszystko sobie układa. Jest taki specyficzny teraz przykład społeczny. W Stanach Zjednoczonych został skazany na śmierć przystojny mężczyzna.
On miał takie tatuaże tutaj buzi, tu końca miał wytatuowanego. On zabił dwie kobiety, które znał. Wpadł. Był sądzony człowiek, który no jak psychopata zabił te, bo jedną z tych dziewczyn zabił. Nie tylko, że ją zabił, to jeszcze po rozjeżdżał ją jej własnym autem. Został osądzony na karę śmierci. To emitowała amerykańska telewizja. I teraz jest bardzo wiele filmików, że kobiety nazywają go nieprzyzwoicie przystojnym, bo urodziwy facet, dokładnie, że się w nim kochają. I są filmiki sztucznej inteligencji, że kobieta robi sobie z nim filmik, że to jest fikcyjny filmik, że ona jest przy nim, że ona go w policzek całuje, że ona go kocha. I jest teraz takie ciekawe społeczne zachowanie ludzi, że ludzie nie oceniają tego, co on zrobił i za co został skazany, tylko za to, że jest nietypową twarzową wytatuowaną.
Jest przystojny i jest godny pożalowania. Nie liczą się. Liczy się powód ten rzeczywisty. Tylko liczy się ta interakcja, która jest w tej chwili. My po prostu przechodzimy w fikcyjny świat, a żeby być jasnowidzem, trzeba zacząć żyć tu realnie, w tym świecie, w tej rzeczywistości. To nie znaczy, że innych nie ma. Bardzo ciekawa rzecz się dzieje z internetem, bo ja uważam, że jeżeli nic temu nie przeszkodzi, to tworzymy następny świat. Nasz świat zaniknie, ale przeistoczy się w ten świat. Znaczy podstawą cywilizacyjną jest mimo wszystko wiara. Możemy mówić, że o coś materialista i to jest prawda.
W coś głęboko w sobie wierzymy. Dajemy sobie jakąś alternatywę i jest zawsze ten Bóg. Ale uwaga! Sztuczna inteligencja to jest przyszły Bóg. Tylko uwaga! To jest Bóg, z którym będziesz mógł gadać. Rzeczywistość tam, tam, w tym internecie jest, może być o wiele doskonalszym jak tutaj, bo wszystko, co sobie wymyślimy, możemy tam zrealizować. My już, większość już z nas życie spędza tak: aha, mój awatar tam i muszę od rana robić, żeby był atrakcyjny, żeby go wszyscy kochali. A ja się nie liczę. To, że ja na nogach nie stoję, bo cały dzień awatara karmię.
To kim ja jestem? Nim czy sobą? To jest strasznie niebezpieczne dla nas. Ludzie niedługo nie będą się zastanawiać, czy istnieje jasnowidzenie, czy istnieje to czy tamto. Ludzie niedługo będą chcieli tam żyć. Awatar. Jackowskie schody. Tam awatar sobie zrobiłem i mieszkam w dziwnym kraju. Fajnym. A co tutaj ja?
No ale dobrze, ja tam co mam, to tutaj idę. Rano wstaję i wieczorem idę spać, a tu żyję. Awatar. Żeby nie ogłupieć w tych czasach trzeba coraz częściej wchodzić w siebie, własną świadomość marzeń czy, czy własnej wyobraźni. Nie możemy zamykać, tylko nią żyć. Mamy genialne instrumenty, żeby stworzyć też takie awatary, jakie tu tworzymy w komputerze, tylko we własnej głowie. Różnica jest tylko jedna. Tu tworzymy to po to, żeby inni widzieli, a tu tworzymy w własnej głowie to po to, żebyśmy my czuli swoją wartość. Ale ważniejsze jest to, żebyśmy my czuli swoją wartość. Bo jeżeli będziemy czuli swoją wartość, to będzie nas stać na genialne rzeczy.
I to jest odpowiedź co do jasnowidzenia. Ja jako młody chłopak często się zastanawiałem, czym jest śmierć i ułożyłem sobie taką regułkę. Może tak. Gdyby śmierć można było sobie wyobrazić, obliczyć lub jakkolwiek opisać, już by stanowiła coś. Więc śmierć jest paradoksem. Albo może inaczej. Nicość. Nicość jest paradoksem. Jeżeli stwierdzamy, że ona jest, to ona już jest czymś, więc nicości nie może być. Po latach jednak zweryfikowałem tą tezę swoją i uważam, że nicość jak najbardziej może istnieć, bo nawet w naszym wszechświecie, na naszej Ziemi nicość może zaistnieć w tym momencie, jeżeli nie będzie żadnego obserwatora, jeżeli nikt tego nie stwierdzi, to tego nie ma, mimo że jest.
Więc uznałem, że ważniejszym jestem ja, jak cała ta Ziemia i wszechświat.Bo to ja stwierdzam, że to jest. Jeżeli mnie nie ma, to tego nie ma. Więc natura, kosmos, nieważne, jaki on jest duży, wszystko czerpie ze mnie korzyść, bo ja mówię, że to jest, mimo że tych odkłani nie jestem w stanie zrozumieć, ale ja wiem, że to jest. W świadomości obserwator jest ważniejszy jak rzeczywistość, która nas otacza. Bo ja analizuję, ja obserwuję, ja stwierdzam. Bóg. Bóg ma bardzo ważną korzyść z nas. Gdyby był sam i żył wiecznie, to by się chyba zapłakał, bo by się nic nie działo, żadna interakcja. Gdyby nawet kuleczki z siebie powyrzucał uniwersalne, to on by się pomylił. On byłby sam przez jakiś czas.
Ale jeżeli on weźmie kuleczkę energii uniwersalnej, zlepi z gliny pana ciało i wrzuci w głowę swoją energię, to ty się wykształcisz jako osobowość, bo będziesz miał pokusy seksualne, bytowe, materialne i inne. Się wybrudzisz, wytarzasz, trochę udoskonalisz i jak odejdziesz, to będziesz tą energię boską, ale ty będziesz Waldek, a nie cząstka czystego Boga. Będziesz osobowością. Dlatego jeżeli komuś przychodzi na myśl, że istniejemy dlatego, że natura w bardzo dziwny sposób stworzyła tak skomplikowane organizmy jak organizmy zwierzęce i ludzkie i one mają świadomość, jak daleko posuniętą, taką, że my możemy w materii tworzyć pamięć, świadomość, rzeczy, które przeżywamy. Jeżeli komuś przyjdzie na myśl, że to jest wszystko przypadkowa ewolucja, to gratuluję takiej pomysłowości takiemu komuś i współczuję tak płaskiemu myśleniu. My jesteśmy twórcami. Świat jest taki, jaki ty jesteś. Wielu ludzi może mieć świat płaski. Mój świat jest światem głębokim i daje możliwość istnienia wszystkiemu, co sensownie pomyślę sobie w głowie.
[51:05] - Panie Krzysztofie, pięknie dziękuję za dzisiejszą rozmowę.
[51:08] - Dziękuję.
[51:08] - Przypomnę naszym słuchaczom, że takim punktem wyjścia do tej rozmowy była książka Zofii Weaver i Krzysztofa Janoszki.
[51:18] - Zofia Weaver i Krzysztof Janoszka. Umysł na wolności. Jasnowidzenie. Jasnowidze, policjanci i życie po śmierci. I drodzy Państwo, ja nawet mnie ręka nie zabolała. Jest mnóstwo egzemplarzy podpisane u mnie w mieszkaniu moim długopisem, część piórem, część długopisem. Ale to są moje narzędzia, którymi zapisywałem przez wiele lat wizje i dzisiaj podpisałem się pod tymi książkami. Polecam lekturę. Sam jej nie czytałem, ale na pewno szybko przeczytam. Polecam.
Dlaczego? Dlatego, że pani Zofia Weaver ja widziałem jeden wywiad z nią, więc nie znam pani pisarki, ale znam Krzysztofa Janoszkę i wiem, że jest to człowiek uczciwy, z zasadami i bezwzględny, jeżeli chodzi o faktografię i-i prawdę. Dlatego polecam przeczytanie. Właśnie to jest na pewno lektura odmienna od wielu książek z dziedziny parapsychologii, ponieważ ona jest pisana ze zdroworozsądkowo i właśnie pod kątem, nie boję się użyć tego słowa, naukowym, bo tu są oparte rzeczywiste zdarzenia i są dowody w tej książce w postaci fotografii, dokumentacji ukazane. Więc, więc warto jest to przeczytanie, ale też przemyślenia, bo świat nie jest taki prosty, jak się nam wydaje. Dopóki jesteśmy zdrowi, w miarę młodzi, to on jest prosty. Ale uwierzcie mi, każdego człowieka życiu to się potem komplikuje, bo jak zaczyna nas już siły opadać w nas i wiemy i-i w szoku dochodzimy: aha, to już sześćdziesiąt jeden lat. O Boże, to nawet nie półmetek, to dalej. To wtedy budzą się w nas odwieczne pytania ja, gdzie, po co i co dalej? Czy w ogóle coś dalej?
To są pytania zasadnicze, od których nie uciekniemy. Tak jak nie uciekniemy od śmierci.
[53:13] - Jeszcze raz pięknie dziękuję i do usłyszenia.
[53:15] - Dziękuję