[00:06] - Para Radio. Poznajemy nieznane. Nowa audycja w grudziądzkim radiu internetowym. Serdecznie zapraszam. Arek Paterek. Para Radio – poznajemy nieznane. Arek Paterek, witam serdecznie. Dzisiejszy program będzie traktował o chyba najbardziej kontrowersyjnym szpitalu w Polsce. Mówię kontrowersyjnym tylko dlatego, że będziemy mówili o szpitalu, który ponoć jest nawiedzany. Jest to szpital w Oleśnie.
Moimi gośćmi będą dzisiaj Damian Panas. Witam, Damian.
[00:36] - Witam serdecznie.
[00:37] - Oraz Wojtek Usarzewicz. Witaj, Wojtek.
[00:39] - Witam.
[00:41] - Zaprosiłem was obu dlatego, że jakiś czas temu rozmawiałem i z jednymi, i z drugimi i okazało się, że macie różne zdania na temat Olesna. Może zacznijmy mówić o Oleśnie, bo mówiliśmy o tym wcześniej. Jednak, Damian, czy mógłbyś rys historyczny szpitala w Oleśnie przedstawić słuchaczom?
[01:00] - Nie ma sprawy. Pierwsze wzmianki na temat szpitala w Oleśnie zaczęły pojawiać się już w XVI wieku. Od tamtego czasu aż do XIX wieku szpital był kilkukrotnie przenoszony. Znajdował się w różnych budynkach. Tak na marginesie warto wspomnieć, że nie był to szpital w takim sensie, w jakim my to rozumiemy obecnie. To było bardziej takie schronisko. I dopiero w 1854 roku ówczesny burmistrz Olesna postanowił przeznaczyć budynek jako schronisko dla osób starszych, schorowanych albo biednych. Na miejsce wybrano teren przy ulicy Opolskiej, na którym jeszcze w tym samym roku spłonęło pięć budynków. I w zasadzie od 1858 lub 1859 roku rozpoczęła się ta zasadnicza historia szpitala świętej Anny. W 1864 roku niejaki Szenkowski podarował miastu budynek znajdujący się także przy ulicy Opolskiej.
Było to niedaleko tego schroniska. Budynek stał się szpitalem z prawdziwego zdarzenia. W 1869 roku szpital przeszedł pierwszą poważną przebudowę. Mianowicie wybudowano podziemny tunel, który łączył oba budynki. Zbudowano także małą kaplicę. Warto również zaznaczyć, że w owym czasie chorymi zajmowały się siostry franciszkanki i to one były inicjatorkami kolejnych remontów. Przez następnych kilkadziesiąt lat szpital był remontowany, powiększany. Zbudowano większą kaplicę, pojawiła się pralnia, rzecz miała miejsce w XX wieku. Po okresie wojennym siostry franciszkanki zostały wydalone ze szpitala. Mieszkańcom coraz trudniej było dostać się do kaplicy.
Także w 1956 roku kaplica została całkowicie zamknięta dla osób z zewnątrz. Miały do niej dostęp tylko osoby z terenu szpitala.
[03:18] - Co rozumiesz przez osoby z zewnątrz? Szpital został zamknięty dla chorych?
[03:23] - Mieszkańcy Olesna.
[03:25] - Czyli mieszkańcy Olesna nie mogli korzystać z tej przyszpitalnej kaplicy.
[03:31] - Od 1956 roku nie mogli. Tylko osoby z terenu szpitala.
[03:37] - Dobrze. Kontynuuj.
[03:39] - Przez następne kilka lat dokonano kolejnych remontów. Zwykle miały one na celu zwiększenie liczebności łóżek, dzięki czemu ta liczba łóżek przez 10 lat trwania tych remontów zwiększyła się prawie czterokrotnie. Historię tego miejsca możemy podzielić na dwa okresy: na historię starego szpitala trwającą od 1858 roku oraz na historię nowego szpitala, która się rozpoczyna w 1972 roku, kiedy to szpital zyskał miano zespołu opieki zdrowotnej. W owym czasie istniało już kilka placówek medycznych, na przykład szpital powiatowy czy też powiatowa przychodnia albo pogotowie ratunkowe. Z czasem władze szpitala zaczęły forsować projekt wybudowania nowego budynku, co argumentowały brakiem miejsc, łóżek oraz niezadnym stanem tego budynku. Projekt został przyjęty, ale w wyniku zmiany województw w 1975 roku budowa zostaje przerwana. Na szczęście dzięki determinacji dyrekcji budowa zostaje wznowiona. Trwała ona siedem lat i w 1981 roku dokonuje się uroczyste otwarcie. Od czasu otwarcia nowego szpitala stary wciąż funkcjonuje, ale zaczyna powoli podupadać. Personel zaczyna być powoli przenoszony do nowego obiektu, a w starym natomiast, gdzie panowały już dużo gorsze warunki, przebywali jedynie najciężej chorzy pacjenci.
Zwykle już stamtąd nie wracali. Ostatecznie w 1997 roku przeniesiono personel i ostatnich pacjentów do nowego obiektu. Niedługo po tym szpital został zamknięty.
[05:38] - Damianie, co było takiego dziwnego w tym przeniesieniu ostatnich pacjentów? Bo właśnie o to chyba najbardziej rozbija się cała kwestia tajemniczości Olesna.
[05:46] - To jest kwestia dosyć kontrowersyjna. Generalnie uważa się, że przeniesiono ich w dużym pośpiechu, gdzieś w środku nocy. Wszystkich pacjentów, cały personel. I to jest wielka zagadka, dlaczego tak mieliby zrobić?
[06:07] - Może dla wszystkich, którzy nie za bardzo wiedzą, gdzie leży Oleśno, to jest miejscowość w województwie opolskim. Po staremu, czyli do roku 1998 miasto należało do województwa częstochowskiego, więc miasto to leży na południu Polski, w okolicach Śląska. Mówiliśmy o tym, że pacjenci zostali przeniesieni tak szybko. I teraz pojawia się kolejne pytanie: dlaczego zostali przeniesieni? Bo jest ta oficjalna wersja, która mówi: zostali przeniesieni, ponieważ jest nowa placówka. I jest ta druga, bardziej tajemnicza teoria, o której może teraz Wojtek. Jak wygląda sprawa tej teorii? Dlaczego to wszystko zostało przeniesione?
[06:59] - Obawiam się, że tutaj chyba Damian miał większe pole do popisu.
[07:03] - To może oddajmy głos Damianowi.
[07:05] - Nie ma problemu.
[07:07] - Ja się nie opowiadam.
[07:09] - Dobrze, do ciebie przejdziemy później. Na pewno masz coś ciekawego do powiedzenia. Damianie, dlaczego oprócz tej oficjalnej wersji: jest nowy szpital. Dlaczego przeniesiono?
[07:18] - Generalnie można powiedzieć tak: od 1959 roku mówi się, że właśnie od tego czasu mniej więcej zaczęły dziać się jakieś dziwne rzeczy. Podobno na kartach pielęgniarek można znaleźć jakieś wzmianki o dziwnych zachowaniach pacjentów, jakichś odgłosach i tak dalej. Hipoteza zwolenników tego miejsca, jeśli mówimy oczywiście o tej ewakuacji, jest taka, że dochodziło tam do takich zdarzeń, że po prostu w panice postanowili uciec stamtąd.
[07:53] - Czyli to nie było takie zwykłe przeniesienie, tylko po prostu ucieczka. Według tej teorii bardziej spiskowej, że tak to nazwiemy.
[08:00] - Dokładnie tak.
[08:03] - Powiedzmy teraz może, kiedy właściwie tak na dobrą sprawę zaczęło się całe zamieszanie wokół tego szpitala w Oleśnie, bo wiadomo, jak wspomniałeś wcześniej, bodajże bezdomny znalazł w tych wszystkich papierach jakieś zapiski pielęgniarek. To były z późnych lat 50., bodajże 1958 rok. Znalazł tam jakieś zapiski, że pielęgniarki pisały, że słyszały w nocy dziwne kroki, jakby stuki, przedmioty przemieszczały się w nienaturalny sposób. Ale kiedy tak na dobrą sprawę zaczął się ten cały boom, jeżeli chodzi o niezwykłość tego miejsca? Kto się tym zainteresował jako pierwszy i zaczął to wszystko badać?
[08:44] - Powiem szczerze, uważam, że ten boom nastąpił po zamknięciu szpitala, że de facto nic takiego się nie działo niezwykłego, a dopiero kiedy to miejsce zostało opuszczone, zaczęło działać na wyobraźnię, to dopiero ludzie zaczęli dopisywać jakieś historie.
[09:04] - Muszę przyznać, że w internecie znalazłem galerię miejsc opuszczonych i tam był również szpital w Oleśnie. Trzeba przyznać, że zdjęcia są całkiem przejmujące, bo pokazują to, że szpital, mimo że jest ruderą, że stoi zniszczony, zostało w nim bardzo wiele przedmiotów. Były tam właśnie karty pacjentów, pielęgniarek, różne przybory medyczne czy sprzęt elektroniczny, jeżeli tak możemy nazwać telefon. Jest to troszeczkę dziwne, dlaczego to wszystko tam zostało.
[09:38] - Z mojego punktu widzenia jest to jedyna kwestia dosyć kontrowersyjna. Zwolennicy tych różnych historii są nawet skłonni powiedzieć, że na tym miejscu ciąży jakaś klątwa i każde miejsce, każdy obiekt, jaki się znajduje w tym szpitalu, jest obciążony jakąś klątwą. Nie można tego dotykać i tak dalej.
[10:04] - Przepraszam, że ci przerywam. Jest kilka teorii, dlaczego tam jest jakaś klątwa. Mówiło się o tym, że po pierwsze szpital został zbudowany na miejscu cmentarza, po drugie był to opuszczony szpital psychiatryczny i po trzecie była ta umieralnia, o której często mówiliśmy, czyli miejsce, gdzie ci najbardziej chorzy pacjenci przebywali i dokonywali swojego żywotu. Damian, ile z tego jest prawdą? Bo chyba na pewno możemy odhaczyć to, że nie był to szpital psychiatryczny.
[10:40] - Na pewno nie był to szpital psychiatryczny. Na temat tego, że było to miejsce zbudowane na cmentarzu też nie słyszałem nigdy o czymś takim z rzetelnego źródła. Ponadto wybudowanie szpitala na cmentarzu jeszcze niczego takiego konkretnego nie determinuje. Nie przesadzajmy. A jaka była ta trzecia? Bo już zapomniałem.
[11:05] - Co z tą umieralnią, panowie? Może Wojtek też zabierze teraz głos.
[11:10] - Po części jest to prawda. Jest to związane z tym, że wybudowano nowy szpital i panowały tam dosyć marnie warunki, ale częściowo jest to prawda.
[11:22] - Cóż, ja się z tym nie zgodzę. Po rozmowach z jedną z pań doktor, które pracowały w szpitalu do samego końca, ja mogę zapewnić, że umieralni w szpitalu nie było. Tam na końcu został jedynie oddział internistyczny. Tak, byli tam ludzie chorzy, ale umieralnią tego nazwać nie można.
[11:45] - Dobrze, do tematu. Wojtek, byłeś tam w Oleśnie, prowadziłeś takie swoje małe śledztwo. Do tego jeszcze wrócimy, ale teraz chciałbym jeszcze wrócić do naszej pierwszej, a raczej zerowej audycji, którą nagrywaliśmy z Damianem. Damian, wtedy mówiliśmy właśnie o tym szpitalu. Nazwaliśmy to nawet polskim Beverly Hills.
[12:07] - Mhm.
[12:07] - Tego dnia stwierdziłeś, że jesteś praktycznie pewien, że to miejsce jest nawiedzane. Wspomniałeś o pewnej grupie badaczy. Ja również zacząłem szukać, czytać o tym. Była tam grupa Nautilus, która była prekursorem grup badawczych, badaczy zjawisk paranormalnych w Polsce. Fundacja Nautilus wybrała się do Olesna. Damianie, co tam było z tą książką? Przypomnij może.
[12:40] - Zaobserwowano dość ciekawe zjawisko, o ile w ogóle miało ono miejsce, a mianowicie znaleziono tam książkę napisaną w języku niemieckim, datowaną na XIX wiek. Książka ta podobno dotyczyła właśnie historii tego budynku. Oczywiście badacze chodzili po tym miejscu i w pewnym momencie słyszeli kroki mniej więcej tam, gdzie byli wcześniej, to znaczy koło tej księgi. Kiedy wrócili, okazało się, że ta księga leżała na środku korytarza. Tak mniej więcej przedstawia się ta historia.
[13:22] - Wcześniej była na półce, na tą półkę ją odłożyli. Teraz myślę, że chyba najwyższa pora, żeby ten mit tej książki troszeczkę przygasić, ponieważ w relacji Fundacji Nautilus później czytamy, że spotkali bezdomnych, którzy tam byli. Jeżeli najpierw mówią, że nikogo w szpitalu nie ma, książka się przemieszcza, a później spotykają bezdomnych. Zadajmy sobie pytanie: czy bezdomni nie chcieli w jakiś sposób nastraszyć takich łowców przygód, łowców duchów i tej książki po prostu nie położyli na środku tego pomieszczenia? Jak bardzo to się wydaje prawdopodobne, a jak bardzo prawdopodobne wydaje się to, że naprawdę ta książka się przemieściła, Damianie?
[14:05] - Powiem więcej. To nie jest prawdopodobne, to jest pewne. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z pewnym chłopakiem, który też interesował się tym miejscem. On mieszka w Oleśnie i pewnego razu udał się do szpitala. Co ciekawe, słyszał różne dźwięki i jakieś trzaskanie drzwiami. Oczywiście można sobie wyobrazić, jak bardzo się bał wtedy. Słyszał te wszystkie historie przecież. Ale się przemógł i poszedł w kierunku tych dźwięków. Co się okazało? Że spotkał dwóch pijaczków popijających wino, leżących na wersalce.
Po rozmowie z nimi on może powiedzieć, że ci bezdomni specjalnie straszą, żeby nikt im nie przeszkadzał, bo jest tam bardzo wygodnie.
[14:56] - Czyli historia filmowej Brunhildy w Oleśnie tym razem. Wcześniej mówiliśmy o tym, że dużo ludzi mówiło, że szpital w Oleśnie był szpitalem psychiatrycznym. Kolejny mit, który chyba teraz możemy obalić. Takim szpitalem nigdy nie był. Troszeczkę w błąd może ludzi wprowadzać fakt, że faktycznie szpital w Oleśnie zagrał, że tak to powiem, w filmie i zagrał szpital psychiatryczny. Był to niemiecki film. Niemiecka ekipa kręciła film o artyście, który mieszkał i tworzył w szpitalu psychiatrycznym. Zdjęcia do tego filmu kręcono nocą, także nadało to dodatkowego uroku temu miejscu. Teraz może wróćmy, a raczej zacznijmy rozmawiać z Wojtkiem, bo Wojtek byłeś w Oleśnie, prawda?
[15:47] - Tak, byłem.
[15:48] - To może powiedz, czego się tam dowiedziałeś? Kogo pytałeś, o co pytałeś i jakie są wyniki twojej pracy w terenie?
[15:59] - Może zacznijmy od takiej legendy miejskiej, która otacza całą tą sprawę Olesna. Zwykło się czytać w całej masie artykułów o Olesnie, że ludzie tam niechętnie rozmawiają o szpitalu, a tym bardziej już o tym rzekomym nawiedzeniu i duchach. Z takim przekonaniem, że tak faktycznie jest, pojechałem do Olesna i co się okazało? Że każdy, kogo zapytałem o budynek, był chętny do rozmowy. Przepraszam, coś mi tu już nie gra. Skoro tak ukrywali, co tak naprawdę się dzieje, to dlaczego każdy jest chętny do gadania? Zacząłem podejrzewać po prostu, że te artykuły na temat Olesna są lekko podkolorowane przez różnych pseudobadaczy. Nawiązując jeszcze do tej Fundacji Nautilus, nie kierujmy się tutaj ich opinią. Raczej w środowisku fundacja ta nie ma dobrego-
[16:59] - Tu się musimy zgodzić.
[16:59] - Raczej nie mają profesjonaliści w kraju dobrego zdania o tej fundacji.
[17:04] - Ale była to jedna z pierwszych grup, która się zajmowała badaniem. Wspomniałem tylko wtedy o Fundacji Nautilus tylko i dlatego, że Damian przytoczył tą historię z księgą niemiecką. Była to chyba pierwsza grupa, która w jakiś sposób zaczęła się interesować tym miejscem.
[17:19] - Tak, dokładnie. Ale my tu nie o Nautilusie, my tutaj o Oleśnie. Czego się dowiedziałem à propos tego cmentarza rzekomego? Miałem okazję odwiedzić w Oleśnie plebanię, na której dowiedziałem się, że cmentarza tak naprawdę tam nigdy nie było, a przynajmniej nikt na plebanii o niczym takim nie słyszał. To jest pierwsza taka legenda, którą ja wykluczyłem w czasie swojego pobytu w Oleśnie. Druga kwestia jest taka, że tak naprawdę rzadko kto z mieszkańców słyszał o tym, że szpital jest rzekomo nawiedzony. Każdy wie, gdzie jest szpital, co się w nim działo. Nawet najmłodsze dzieci mają wielki szacunek do tego miejsca, ponieważ przez lata był to jedyny szpital z bardzo dobrą obsługą lekarską, dobrą obsługą medyczną. Rodzice potem uczyli dzieci, jakie to było wspaniałe miejsce dla niektórych. À propos samego nawiedzenia, ludzie tam praktycznie nic na ten temat nie wiedzą.
Łapią się wręcz za głowę. „Ale jak to? Jakie duchy? Co to są plotki w internecie?” Cała Polska o tym huczy, a sami zainteresowani nie mają za bardzo pojęcia, o co biega. Przepraszam bardzo. Najważniejsze jednak w Olesnie, czego dokonałem, było spotkanie z panią doktor Wartenberg. Bardzo energiczna kobieta, bardzo uprzejma i przede wszystkim pracowała przez kilkadziesiąt lat w szpitalu w Olesnie do samego końca słynnej pokolorowanej ewakuacji. To bodajże był 1997 czy 1998, prawda?
[19:07] - Tak.
[19:09] - Gdzieś w tych okolicach.
[19:09] - 1997 rok.
[19:14] - Pani doktor Wartenberg należy podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze większość badaczy zapewniała, że ciężko było dotrzeć do kogokolwiek ze szpitala, żeby coś mówił. A ja jakoś, młody człowiek, stawiam się przed panią doktor i ona od razu otwiera swoje drzwi dla mnie i zaczyna opowiadać. Naprawdę coś mi tutaj nie gra. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz jest taka, iż pani doktor Wartenberg jest osobą bardzo szanowaną w Olesnie. Mimo bardzo dojrzałego wieku i kilku lat na emeryturze cały czas jest aktywna w swoim fachu. Dalej pomaga ludziom jako wolontariuszka, dalej jeździ po pacjentach, dalej pomaga. Nie ma osoby w Olesnie, która by nie wiedziała, kim jest doktor Wartenberg. To należy podkreślić.
To dla mnie jest bardzo istotna rzecz, ponieważ świadczy o tym, że rozmawiam z szanowanym członkiem społeczności, który będzie mówił prawdę. Co powiedziała doktor Wartenberg? Prosto. Szpital sobie funkcjonował i w pewnym momencie, tak jak już Damian mówił, zaczął się trochę sypać. Zresztą sypie się do dzisiaj i nie zanosi się na to, żeby nastąpił remont. Było kilka remontów od 1970 roku i dyrekcja planowała kolejne remonty. Jednak w tym czasie powstał nowy budynek szpitala i większość oddziałów została przeniesiona do nowego budynku. W tym szpitalu omawianym pozostał tylko oddział internistyczny i pozostał tam do 1997 roku. Do tej pamiętnej nocy, kiedy zaczęto wszystkich przenosić do nowego budynku. Dlaczego tak szybko?
To już powiedziałem. Stary budynek szpitala w Olesnie po prostu się sypał i to dosłownie. Wypadały okna, odpadał tynk. Dach też nie był w najlepszym stanie. Nie było po prostu szans na remont. Skoro był nowy budynek, to wszystkich postanowiono jednorazowo, hurtem przenieść.
[21:37] - Czy prawdą jest to, że przenoszeni byli w nocy, czy to po prostu mit, który doklejono do tej historii ewakuacji, jak już to nazwałeś?
[21:46] - Z tego, co mi wiadomo, ewakuacja się nieco przedłużyła. Zaczęto normalnie w dzień, a że to był okres zimowy, także zmrok szybko zapadał i stąd mogliśmy nawet w telewizji oglądać zdjęcia ewakuacji nocnej. Ja bym powiedział, że to była raczej ewakuacja wieczorna. Nie była to ewakuacja w pośpiechu. Była to spokojna, koordynowana przeprowadzka pacjentów bez mebli, że tak powiem. Bo faktycznie tu już było omawiane, że tam zostały wszystkie łóżka, sprzęty i tak dalej.
[22:26] - A co z dokumentami?
[22:27] - Dlaczego to tam zostało? Słucham?
[22:29] - A co z dokumentami? Bo dokumenty to dosyć ważna sprawa.
[22:32] - Spokojnie. Dlaczego zostawiono sprzęty? Doktor Wartenberg mówi jasno: bo w szpitalu nowym sprzęty były nowe, to po co przenosić stare rzeczy, które i tak się już same rozlatują? Było to po prostu nieopłacalne. Zostawiono to już na miejscu. Odnośnie zaś dokumentów. Ja obstaję za teorią, że tak naprawdę tych dokumentów tak wiele tam nie było, a jeżeli już jakieś były, to bardzo mało ważne dla funkcjonowania szpitala. Dzienniki pielęgniarek, podobnie jak dane pacjentów, nie ukrywajmy, to są dane ważne. Część z nich jest poufna i te dokumenty były przenoszone. Cokolwiek zostało, to albo zostało przez niedopatrzenie, albo przez zwykłe zlekceważenie sobie.
I tak naprawdę, podkreślam, nie była to ucieczka w panice. Po prostu popełniono trochę błędów w kwestii dokumentacji. Jeżeli coś zostało, to tylko przez ludzką głupotę. I nie ma tutaj jakiegoś paranormalnego wyjaśnienia. Aczkolwiek odnośnie tych dzienników pielęgniarek, to też w artykułach na temat Olesna można przeczytać, że są te dzienniki, są tam jakieś wpisy o dziwnych zjawiskach i tak dalej, a ja bardzo chciałbym zobaczyć choć jedno zdjęcie choć jednej strony takiego dziennika czy takiego dokumentu to potwierdzającego, bo skoro są, to ja poproszę o zdjęcia. Zdjęć jakoś nigdy nie widziałem. Nie udało mi się doprosić nikogo, kto kiedykolwiek twierdził, że jest w posiadaniu czegoś takiego. Dla mnie niestety nie jest to dowód, że tam się coś działo. Doktor Wartenberg pracowała tam przez kilkadziesiąt lat Zarówno na pierwszych, jak i drugich, trzecich, czwartych zmianach, w dzień, w nocy. Nigdy nie spotkała się z jakimś paranormalnym zjawiskiem, a tym bardziej nigdy nikt z ekipy pracowników nie zgłaszał takich sytuacji.
O tym się po prostu nie mówiono. A skoro się nie mówiono o takich rzeczach między pracownikami, to bardzo mało prawdopodobne, że coś tak tam naprawdę było.
[24:49] - Damianie, z tobą również rozmawiałem na ten temat i zdaje mi się, że to właśnie ty powiedziałeś mi, że też rozmawiałeś, może nie z osobą, która tam pracowała, ale z synem czy też córką osoby, która tam pracowała.
[25:03] - Rozmawiałem z synem pewnej pielęgniarki. W rodzinie tamtej temat tego szpitala jest tematem tabu. Ale możemy to jakoś sobie interpretować w kwestiach zjawisk paranormalnych, ale to nie tłumaczy tego, że do jakichś zjawisk paranormalnych dochodziło. Po prostu w tamtej rodzinie o tym szpitalu się nie rozmawia.
[25:34] - Jednak coś było chyba na rzeczy, bo mówiłeś, że jednak coś tam musiało się dziać, że matka pielęgniarka nie chciała zbytnio o tym wszystkim rozmawiać. Ten syn mówił, że coś tam jednak było. Z tego, co pamiętam z naszej rozmowy.
[25:47] - No faktycznie, syn potwierdza, że do jakichś tam dziwnych zjawisk dochodziło i matka w ogóle nie chciała o tym szpitalu rozmawiać. Niestety nie udało mi się za wiele informacji wyciągnąć, ponieważ w tej rodzinie ogólnie się nie rozmawiało o tym.
[26:02] - Rozumiem. Damian, kiedy nagrywaliśmy tę audycję, o której wspomniałem wcześniej, jasno można było wywnioskować, że mimo iż jesteś sceptykiem, optujesz za tym, że w Oleśnie coś jednak jest. Dzisiaj jednak rozmawialiśmy przed audycją, powiedziałeś, że będzie to gra do jednej bramki i że dzisiaj z tego, co powiedziałeś wtedy, jakoś się wybronisz.
[26:29] - Muszę się wytłumaczyć z tamtej wypowiedzi. Powiedziałem tam jeszcze więcej. Powiedziałem, że uważam, że jest to jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc w tym kraju. Przepraszam. Tak mogę powiedzieć najkrócej. Myliłem się. Jeszcze niedawno spojrzałem na fakty, porozmawiałem z kilkoma osobami i faktycznie nie ma powodów, żeby twierdzić, że tam dochodziło do jakichś zjawisk. Byłem w błędzie po prostu.
[27:04] - Więc skąd takie rozbieżności, że w jednym miejscu mówisz, że jest to jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc i nagle to wszystko pęka. Powiedz, skąd te rozbieżności? Jakie rozmowy, jakie dokumenty doprowadziły cię do tego, że teraz stajesz po drugiej stronie barykady razem z Wojtkiem i wieloma innymi ludźmi z naszego środowiska?
[27:24] - Może powiem tak: powiem, co przekonywało mnie do tego, że faktycznie coś tam się dzieje. Już pomijając te wszystkie historie, tą całą otoczkę. Pomijając również tą rozmowę z synem tej pielęgniarki. Próbowałem również skontaktować się z kilkoma historykami z Olesna, którzy by powiedzieli mi coś więcej na temat tego miejsca. Niestety nie było odzewu z ich strony. To też dało mi do myślenia. Tak jak była mowa o tym, że mieszkańcy niechętnie mówią na temat tego miejsca, to pomyślałem: „O, faktycznie coś jest na rzeczy”. Ponadto te zapiski, ta historia tej księgi, historia jednego bezdomnego, któremu podobno działy się jakieś dziwne rzeczy z nim podczas nocy. Ponadto tego budynku mnie zastanawiała, ponieważ sprzedano ten budynek za 351 tysięcy. Zastanawiało mnie właśnie, dlaczego tak tanio.
Dzisiaj już myślę, że jestem w stanie wytłumaczyć każdy z tych gestów.
[28:37] - I dlaczego tak tanio w takim razie?
[28:41] - Bo to jest ruderą. Nie ukrywajmy, budynek się cały sypie, nie ma dachu, ścian niedługo już też nie będzie miał i nie ma tam perspektyw na jakikolwiek rozwój, a inwestor z Sosnowca po prostu sobie odpuścił całkowicie jakąkolwiek robotę z uwagi na jakieś rzekome zabytki i tak dalej. Ale nawet w momencie, kiedy kilka lat temu budynek kupował, nie ukrywajmy, to jest po prostu rudera bez perspektyw. Oleśno nie jest metropolią, w której można by zbudować wielkie centrum handlowe, jak to inwestor planował. To jest małe miasteczko, bardzo ładne, trzeba przyznać i ma swój klimat, ale nie oszukujmy się, majątku tam się raczej nie zbije i dlatego budynek tanio poszedł.
[29:35] - Stan, w jakim jest ten budynek, można doskonale zobaczyć na zdjęciach, o których wspomniałem wcześniej. Panowie, jesteśmy w tym Oleśnie i wychodzi na to, że za chwileczkę obalimy ten cały mit. Czy na pewno z pełną stanowczością możecie powiedzieć, że w Oleśnie nie działo się nigdy nic dziwnego?
[29:58] - Dobra, to ja tutaj trochę ezoterycznie pojadę. Z perspektywy ezoteryczno-okultystycznej każde miejsce, które ma trochę lat na karku, a ten budynek już trochę tych lat ma. Zwłaszcza że jest to jeszcze szpital. Jakieś tam duchy, dusze mogą krążyć faktycznie. Mogą się nawet jakoś manifestować, ale jeżeli nie umierały śmiercią bardzo tragiczną, jeżeli nie było tam naprawdę negatywnych emocji, wątpię, żeby cokolwiek cięższego zostało przyciągnięte, żeby manifestowało się jako choćby zwykły poltergeist, żeby były jakieś głosy, stuki, kroki, książki latające po korytarzach i tak dalej. Niestety w to muszę wątpić. Coś tam może być. Jeżeli ludzie tam faktycznie umierali, kilka dusz mogło się ostać. Biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że jako stary budynek może jakieś energie zbierać ściana. Ściany mają niestety pamięć, a budynek nie był raczej esoterycznie oczyszczany, więc jakieś zjawiska mogą tam występować, ale raczej nie takie, które miałyby popierać główną legendę Olesna, że pacjenci byli ewakuowani, bo coś niebezpiecznego, paranormalnego się w budynku działo.
Nie, aż takiego zamieszania raczej tam nie było.
[31:38] - Wojtku, a wróćmy na chwilę do tego twojego wypadu do Olesna, do tych twoich wywiadów. Powiedziałeś, że nie było czegoś takiego jak umieralnia. Jak jednak wyglądała kwestia śmiertelności w szpitalu w Oleśnie? Bo dużo ludzi może się tego czepiać.
[31:54] - Tu mnie masz. Niestety nie mam przy sobie danych statystycznych.
[31:58] - Jednak od pani doktor musiałeś coś na pewno usłyszeć, bo rozmawialiście na pewno o tej śmiertelności.
[32:05] - Nie było takiego tematu.
[32:07] - Rozumiem.
[32:09] - Takiego w ogóle tematu na temat umieralności w szpitalu.
[32:13] - Rozumiem.
[32:14] - Ja bym tutaj chciał wtrącić krótko. Nawet na stronie szpitala w Oleśnie można znaleźć informację z bezpośredniego źródła de facto, że w tym szpitalu pod koniec panowały już mierne warunki i że tam sporo osób umierało naprawdę.
[32:36] - Czyli warunki, które panowały w szpitalu z tego powodu, że się rozpadał, wpływały na jakość usług, które świadczył szpital.
[32:46] - Tak przynajmniej pisze na stronie tego szpitala.
[32:53] - Nie ukrywajmy, że w ostatnich latach, właściwie w 1977 tak naprawdę tylko połowa jednego skrzydła i to jedno piętro razem z kuchnią to było wszystko, co funkcjonowało tak naprawdę. Druga połowa była całkowicie zdemolowana. Planowano tam remont, a druga połowa, ta aktywna, też się sypała. Mogło to faktycznie wpływać na większą liczbę zgonów.
[33:28] - Tylko wiadomo, jak to z miejskimi historiami. Były jakieś średnie warunki i ludzie zaczęli dopowiadać, że dużo ludzi tam umiera i nagle stało się to umieralnia. Także to też trzeba mieć na uwadze.
[33:42] - Akurat w momencie, kiedy rozmawiałem z doktor Wartenberg, towarzyszyła nam jedna z pacjentem w szpitala, która sama potwierdziła, że ten budynek to był raczej taki kurort. Nawet w ostatnich latach tam się jeździło dla relaksu, ponieważ była bardzo dobra opieka medyczna i można było się z wielu chorób pozbierać w bardzo szybkim czasie. Także nie wiem, jak z tymi warunkami. Osoba, z którą rozmawiałem, twierdzi, że mimo tych warunków fizycznych, tynk odpadający, okna wypadające, był to naprawdę dobrze funkcjonujący szpital i to należy zawdzięczać właśnie obsłudze medycznej.
[34:29] - Czyli po raz kolejny możemy powiedzieć, że obalamy mit. Nie było umieralni. Było wręcz na odwrót. Było bardzo dobrze, oprócz tego stanu budynku.
[34:35] - Powiedziałbym tak: tu trzeba by sprawdzić statystyka.
[34:38] - Nie mówimy o umieralności, ale mówimy o umieralni.
[34:42] - Umieralnię można skasować, bo to zbyt negatywnie brzmi. Umieralni tam nie było.
[34:48] - Nie było umieralni w Olesnie. Wojtku, wróćmy jeszcze na chwilkę do tych twoich wywiadów, bo oprócz pani doktor rozmawiałeś również z ludnością, która zamieszkuje Olesno. Powiedz, z iloma osobami rozmawiałeś i czy nie spotkałeś się z żadnym głosem, że jednak coś tam może być?
[35:11] - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Powiedziałbym tak: sześć, siedem osób. Takich pierwszych lepszych, które dało się złapać na ulicy w ten jakże gorący dzień. Nie, nie spotkałem się z taką opinią. Praktycznie oprócz jednej osoby nikt nie słyszał o nawiedzeniu, nie słyszał o duchach. Tak naprawdę mieszkańcy wiedzą o szpitalu to, że był dobry, to że przeniesiono oddział ostatni, to że ktoś budynek kupił, to że ktoś budynek zaniedbuje i że jest tam taka kapliczka będąca zabytkiem, która blokuje wszelkie inwestycje. Z tą kapliczką potem są jeszcze jakieś kolejne afery.
[36:13] - Kapliczka została bodajże przekazana parafii w Olesnie.
[36:18] - Oj, to jest bardzo skomplikowane. Teoretycznie ona jest parafii, praktycznie zarządza nią Pewna rodzinka, która zabrała klucze do tej kapliczki i nie chce się podzielić dostępem. Podobno zarabiają na tym, wpuszczając turystów. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że tak wyglądała sytuacja rok temu, kiedy byłem. Nie wiem, jak to wygląda dzisiaj. Rok temu kapliczka była własnością parafii, ale parafia kluczy nie miała. Klucze miał jakiś prywatny właściciel i dlatego były potem problemy z tą kapliczką. Wiadomo, ktoś jest właścicielem, nie chce dać kluczy, nie ma dostępu do kapliczki, inwestor zaczyna robić problemy, nie chce remontować i tak dalej. Budynek się sypie. Amen.
Koniec historii.
[37:21] - Wspomniałeś, że na te siedem osób, które zapytałeś, wszystkie oprócz jednej o tym w ogóle nie słyszały. Czy ta jedna osoba, która słyszała o nawiedzonym szpitalu, jak ona się odniosła do tego, co jej przedstawiłeś? Czy powiedziała, że to jest totalny stek bzdur? Czy jednak wyglądała na osobę, która chociaż trochę w to wierzy?
[37:45] - Wierzyć raczej nie. To była młoda dziewczyna, która te informacje, z tego, co mówiła, pobrała z internetu. Jest obeznana w internecie, trochę poczytała o swojej miejscowości, natrafiła na historię Olesna nawiedzonego i stąd wiedziała o tych rzekomych duchach, ale na pewno w to nie wierzyła. Twierdziła, że jej zdaniem to są bzdury, że o czymś takim w miasteczku w ogóle się nie słyszało.
[38:23] - Czyli sami mieszkańcy Olesna również właściwie nie są w środku tej całej histerii, która panuje wokół tego opuszczonego szpitala.
[38:33] - Właśnie sami zainteresowani nie wiedzą, o co chodzi.
[38:37] - Damianie, teraz mam pytanie do ciebie, bo możemy chyba powiedzieć śmiało o tym, że opuszczone szpitale, takie jak Olesno, są chyba jednym z najbardziej popularnych miejsc dla poszukiwaczy przygód czy domorosłych łowców duchów, którzy chcą na siłę znaleźć coś nawiedzonego. Możemy tu mówić o Gdańsku, możemy tu mówić o szpitalu pod Poznaniem czy o szpitalu w Wejherowie. Jak możesz się odnieść do takiej mody, bo chyba nazwiemy to modą.
[39:10] - Powiem krótko: to jest kwestia wyobraźni. Takie miejsca działają na wyobraźnię. Tutaj nietrudno o stworzenie takiej historii. To działa jak automat.
[39:25] - Wspomniałem o tym szpitalu w Wejherowie. Właściwie chcemy się tam wybrać też właśnie po to, żeby obalić kolejny mit tego szpitala w Wejherowie. On jest dosyć ciekawym obiektem. Dlaczego jest ciekawy?
[39:39] - Podobnie jak Olesno też został opuszczony. Jest obecnie gdzieś przy lesie, można powiedzieć, na takim odłudziu się znajduje. Jest opuszczony i straszy ludzi.
[39:54] - Był to szpital psychiatryczny, czego nie można powiedzieć o Oleśnie.
[39:58] - Tak.
[39:59] - Co ciekawego jeszcze jest w tym szpitalu to to, że właśnie tam ponoć umieralność była bardzo wysoka, co widać było. Widzieliśmy jakieś skany z gazet czy książek opisujących historię tamtej okolicy. I właśnie tych, którzy zmarli, chowano nieopodal tego szpitala. Czy to wszystko może mieć jakiś większy wpływ na to, co się mówi?
[40:29] - Z tego, co słyszałem, to ponieważ ten szpital znajduje się przy lesie, natomiast chowano ludzi właśnie w tym lesie i ponoć tam dochodzi do jakichś zjawisk niewytłumaczalnych. Czy może mieć wpływ? Teoretycznie tak. A w praktyce? Nie wiem. Myślę, że nie.
[40:47] - Te inne opuszczone szpitale, o których wspomniałem. Co można o nich powiedzieć? Bo wiem, że szukałeś tego szpitala w Gdańsku.
[40:56] - Szukałem tego szpitala, ale bardziej w aspekcie fotografii, można tak powiedzieć, bo jest to również opuszczony szpital dziecięcy. Również znajduje się gdzieś w lesie. Raz kiedyś próbowałem się do niego dostać. Nie trafiłem niestety, ale nie spotkałem się nigdy z jakimiś historiami, jakoby było to miejsce nawiedzone.
[41:20] - Panowie, w tym momencie myślę, że samą sprawę Olesna, temat naszej dzisiejszej audycji, możemy zamknąć i chyba oficjalnie uznać jako mit. Czy zgadzacie się ze mną?
[41:34] - Ja się zgadzam.
[41:37] - Możemy oficjalnie stwierdzić, że nie jest to miejsce nawiedzone.
[41:40] - Wojtku?
[41:42] - Ja muszę jeszcze dodać, że nie to, że definitywnie nie jest to takie nawiedzenie, które mogłoby zmusić do ewakuacji szpitala. Co dodatkowo nie zalecam żadnemu łowcy duchów pakowania się do środka. Zwłaszcza teraz, bo możesz po prostu nie wyjść.
[42:04] - I to nie przez duchy.
[42:06] - To jest taki mój mały apel: nie pakować się do budynku. Jest w fatalnym stanie. Naprawdę nie wiadomo, kiedy się pod kimś podłoga zawali albo ściany na kogoś polecą. Lepiej się już tam nie pchać.
[42:19] - Wojtku, teraz-
[42:20] - Lepiej zamknąć sprawę i tyle.
[42:23] - Czyli sprawa Olesna jest zamknięta. Zamykają ją osoby, które były na miejscu, badały Przyjrzały się bliżej tej sprawie i nie popadają w tą całą histerię. Wojtku, chcę jeszcze się na chwileczkę do ciebie zwrócić, bo wiem, że współpracujesz z grupą. Masz z nimi kontakt. Jest to grupa, która prowadzi programy o nawiedzonych miejscach. Najpierw były to nawiedzone miejsca w Stanach Zjednoczonych, później troszeczkę rozszerzyli swoją działalność.
[42:53] - Czy mówimy o Ghost Hunters International?
[42:55] - Tak jest.
[42:57] - Oj, się trochę zagalopowałeś, bo ta moja współpraca z nimi miała miejsce rok temu i wyglądało to tak, że przez dwa miesiące szukałem im lokacji do zdjęć w Polsce. Niestety nie udało się nic konkretnego znaleźć.
[43:08] - Właśnie do tego chciałem zmierzać. Do tego chciałem dotrzeć. Jednak może powiedz troszeczkę więcej o tej organizacji, o tej grupie.
[43:21] - Oj, to będzie krytyczne.
[43:24] - Jesteśmy jak najbardziej otwarci.
[43:26] - To jest grupa badaczy ze Stanów Zjednoczonych, formalnie zatrudniona przez stację telewizyjną. Bodajże oni robią na Syfy, ale głowy nie dam. Oni jeżdżą po świecie, badając te najsławniejsze nawiedzone miejsca w różnych krajach. W Polsce byli już na dzień dzisiejszy chyba dwa, trzy razy. Bodajże w trzecim albo czwartym sezonie są dwie polskie lokacje. Zamek jakiś chyba nad Dunajcem, dokładnie nie pamiętam. A pierwsze to była baza Hitlera gdzieś tutaj w Polsce, w Wilcze... Wilczyszaniec? Bodajże.
[44:15] - Tak.
[44:17] - I tam były zdjęcia. Tak że można zaopatrzyć się w trzeci albo czwarty sezon. Albo drugi. Nie pamiętam. Trzeba by sprawdzić. Tak że w Polsce byli. Faktycznie badają zjawiska paranormalne bardzo profesjonalnym sprzętem, toną elektroniki. Podobno mają też jakiegoś jasnowidza na wszelki wypadek. Przykro mi to mówić, ale rozmawiałem trochę z nimi i definitywnie jest to po prostu taki telewizyjny show nastawiony na komercję. Tak naprawdę ich nie interesuje potwierdzenie nawiedzenia czy zbadanie czegokolwiek.
Po prostu ich interesuje odwiedzenie miejsca, zrobienie paru fotek jakiejś przeraźliwej twarzy jednego z członków ekipy, spakowanie manatków, skręcenie tego i wyemitowanie. Tak to wygląda. Sprzęt mają fajny, procedury mają fajne, ale nie powiedziałbym, że to jest nastawione na faktyczne badanie zjawisk paranormalnych.
[45:32] - Ja właśnie chciałem zapytać ciebie o tę współpracę, o której powiedziałeś, czyli o szukaniu miejsc do zdjęć w Polsce. Powiedz mi, czemu tak ciężko było znaleźć w Polsce jakąś lokację? Czy to były wymagania, które narzuciła ci ta grupa, czy po prostu nie mamy w Polsce nawiedzonych miejsc, które można by nazwać nawiedzonymi lokacjami, do których lepiej nie wchodzić po zmroku, czy też w ogóle?
[45:59] - Powiedziałbym tak, że polska mentalność i właśnie kwestia tych lokacji. Po pierwsze miejsca, z którymi się kontaktowałem. Osoby tam raczej, nie ukrywajmy, nie są zainteresowane takimi odwiedzinami. W większości wypadków tłumaczyli, że po prostu tak naprawdę u nich się nic takiego nie dzieje. Sprowadza się to tak naprawdę do tego, że wszystkie te najbardziej nawiedzone miejsca w kraju tak naprawdę... Ja już trochę doświadczenia za sobą mam, trochę rozmów mam i uważam, że te najbardziej nawiedzone miejsca w kraju to jest marketing, to jest reklama, to są jakieś legendy, które kiedyś, kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu się zrodziły i były powielane przez różne źródła w ogóle bez sprawdzenia, czy tam naprawdę coś jest, czy nie ma i tak dalej. A tak naprawdę najbardziej nawiedzone miejsca to są domy prywatne, to są stare cmentarze. To są budynki, tak jak Olesno. Tam lepiej już nie wchodzić, bo może się nie wyjść. A te miejsca, które są najbardziej zadbane, które są otoczone legendami, tam już ciężko.
Tam tak naprawdę albo ludzie nie chcą kogokolwiek wpuszczać, albo tak naprawdę tam się nic nie dzieje.
[47:38] - Powiedziałeś o tych miejscach owianych legendą, wokół których się mówi, że są nawiedzone. Ale jak sam wspomniałeś, masz już troszeczkę doświadczenia, jeżeli chodzi o zbieranie informacji o miejscach nawiedzonych. Według ciebie osobiście jakie jest najbardziej nawiedzone miejsce w Polsce, które akurat ty znasz?
[48:08] - Ojej. Nie mogę powiedzieć, bo trzeba prywatność chronić. Publicznego nie wymienię żadnego.
[48:19] - Rozumiem.
[48:20] - Te miejsca publiczne. Nie wiem, dziwne to dla mnie, ale z jakiegoś powodu tam raczej aktywności tak efektownej nie ma. Te najbardziej nawiedzone miejsca to są miejsca prywatne. Nie ukrywamy, głównym powodem aktywności jest to, że tam faktycznie mieszkają ludzie, którym coś się może manifestować. Domy prywatne, mieszkania to są najbardziej nawiedzone miejsca w kraju. Ale tak jak mówię, nie mogę podawać dokładniejszych informacji. We Wrocławiu kilka takich miejsc się znajdzie faktycznie. Ale tak jak mówię, danych nie podam. Niestety.
[49:02] - Rozumiem. Damianie, to samo pytanie do ciebie.
[49:07] - Ja się w 100% zgadzam z Wojtkiem. Też zastanawiałem się troszkę, jakie miejsce może być jak najbardziej nawiedzone. Jeśli byśmy mówili o zamkach, o Oleśnie, o szpitalach opuszczonych, to one de facto nie są nawiedzone. A właśnie prywatne domy, gdzie te historie są nieznane, tylko kilka osób wie, do czego dochodzi tam. Również jedno czy dwa miejsca we Wrocławiu kojarzę oraz pod Warszawą jest kilka takich miejsc, ale to są miejsca prywatne, także nie mogę powiedzieć nic więcej.
[49:50] - Także jeszcze raz powtórzmy: Olesno nie jest miejscem nawiedzonym. Przynajmniej tak twierdzą osoby, które troszeczkę-
[49:58] - Chyba że przez takich urban explorers.
[50:01] - Właśnie. Urban explorers, którzy zrobili sobie atrakcję turystyczną w Oleśnie, w tym opuszczonym szpitalu. Duchy nie nawiedzają szpitala w Oleśnie. Myślę, że wielu ludzi na pewno będzie przekonanych po naszej dzisiejszej audycji. Mam nadzieję, że trafi ona do jak najszerszego kręgu słuchaczy. Na pewno znajdą się też tacy, którzy nie uwierzą w to i powiedzą, że oczywiście ci, którzy tutaj się wypowiadali, nic o tym nie wiedzą i dalej będą obstawali przy tym, że szpital w Oleśnie jest strasznie nawiedzonym obiektem.
[50:38] - Żeby ich nie nazwać sceptykami.
[50:40] - Żeby ich nie nazwać sceptykami. Dokładnie. Damianie, mam nadzieję, że już niedługo uda nam się nasz wyjazd i obalenie kolejnego mitu nawiedzonego szpitala. Panowie, dziękuję wam bardzo serdecznie za dzisiejszy program. Dziękuję, Damianie. Dziękuję, Wojtku.
[50:59] - Dziękuję.
[51:00] - Dziękuję.
[51:01] - Mam nadzieję, że przed nami jeszcze niejedna taka audycja. Program, o dziwo, był do jednej bramki, mimo że jakiś czas temu wydawało mi się, że to będzie dosyć, może nie ostra, bo jesteśmy tutaj grupą znajomych, ale że będzie to wymiana zdań, poglądów. Okazało się, że bardzo szybko obaliliśmy mit Olesna. Mogliśmy równie dobrze skończyć naszą audycję po 15 minutach. Dziękuję wszystkim słuchaczom za uwagę. Zapraszam już za tydzień. Za tydzień gościem naszego programu będzie po raz drugi Konrad Jerzak. Także jeżeli macie do Konrada jakieś pytania, śmiało piszcie maile, piszcie na naszym profilu na Facebooku czy też na forum jednego z naszych partnerów paranormalne.pl. Zapraszam wszystkich serdecznie już za tydzień. Dziękuję bardzo.
Para Radio „Poznajemy Nieznane”. Dobranoc.