[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Halo, halo ludności. Stało się to, co się stać musiało. Debaty Ufologiczne po wakacyjnej przerwie powracają na antenę Radia Paranormalium. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami Piotr Cielebiaś, prowadzący debatę z Nieznanego Świata, Marek Żelkowski oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Dzisiaj będziemy komentować i omawiać to, co się działo w ufologii przez ostatnie kilka miesięcy, a działo się całkiem sporo. Oddaję głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[00:46] - Witam wszystkich po przerwie w Radiu Paranormalium. Co prawda słyszymy się od czasu do czasu na moim kanale UFO Historie, ale dzisiaj podsumujemy sobie na pierwszej debacie ufologicznej, co się wydarzyło na tym polu, które nas najbardziej interesuje. A działo się bardzo wiele, bo od wystąpienia Davida Gruscha, przez przesłuchania UFO na temat UFO w Senacie, gdzie Grusch mówił o materiale biologicznym, jakimś tam nieziemskim w rękach Amerykanów. Potem mieliśmy konferencję NASA i agencja zgłosiła akces do badań nad UFO, a także tą osławioną konferencję w Meksyku, gdzie pokazano słynne mumie. Dzieje się, chciałoby się panowie powiedzieć, jak nigdy. Pytanie, dokąd to wszystko zmierza? I na ten temat porozmawiam sobie dzisiaj z Markiem Żelkowskim, z Bibliotekarium, a także założycielem świeżego kanału Wehikuł Wyobraźni oraz z Arkiem Kocikiem z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, która wchodzi z pełną parą w nową formę działalności. Zachęcamy do odwiedzin fanpage'a WMGU na Facebooku. Przypomnę tylko z obowiązku, że w kioskach czeka na Was nowy, jubileuszowy numer Nieznanego Świata. Jubileuszowy, bo nasze pismo obchodzi 33. urodziny. Panowie, dużo się dzieje. Rodzi się wiele pytań. Pytania niestety są bez odpowiedzi. UFO, jak mówią niektórzy, weszło do tak zwanego mainstreamu. Właściwie nie UFO, UAP. Mówi się o tym zjawisku, o tych obiektach niemalże w kategoriach naukowych. Mówię „niemal”, bo na razie te kwestie badawcze to jest jakaś jednak odległa wizja. Czy waszym zdaniem żyjemy w czasach przełomu i czy zostaną nam już niedługo ujawnione jakieś ważne informacje w kwestii obiektów nie ludzkich oraz obecności na Ziemi innej inteligencji? Arku?
[02:50] - Na pewno jest jakiś przełom w tym, że już się mniej śmieją, że tak powiem, z osób, które badają czy widziały UFO. Przez cały czas następuje eksploracja kosmosu przez coraz to nowe państwa, które są w stanie, technologia na to pozwala, które są w stanie wysłać na Księżyc czy w kierunku Marsa, czy do Marsa, czy na księżyce Marsa jakieś swoje sondy, które mogą pokazać coś więcej, niż do tej pory NASA nam pokazywała. Wiadomo, jeżeli jest jedno tylko źródło informacji, to niekoniecznie musi być ono rzetelne i obiektywnie przedstawiane wszystko. Także być może, że zobaczymy tutaj coś takiego, że szczęki nam wszystkim opadną i oczy będą duże jak piłeczki pingpongowe. I tutaj zaszokuje nas nauka. Naukowcy, którzy chociaż raz może bardziej poważnie do tego zagadnienia przystąpią. Chciałbym, żeby tak było. Jak będzie, czas pokaże. Ale jeżeli jest taki natłok tych wszystkich informacji i ukazania tego wszystkiego, od dłuższego czasu widać, że są jakieś chęci w tej dziedzinie, bo nie tylko Ameryka, nie tylko Meksyk, ale też i Peru, i Brazylia, Argentyna, różne państwa ujawniają swoje dokumenty, które posiadają, które w jakiś sposób zawierają informacje o UFO. Także można być dobrej myśli, że coś z tego dobrego będzie. Dobrego i ciekawego.
[04:50] - Marku, czy żyjemy w czasach ufologicznego przełomu? Czy żeśmy się wreszcie doczekali?
[04:55] - Może jestem podejrzliwym człowiekiem z gruntu i jakimś takim myślącym bardzo pokrętnie, ale ja z tego boomu, który obserwujemy, takiego medialnego boomu tak naprawdę, nie czerpię nadziei na to, że będzie jakiś przełom. Wręcz przeciwnie. Dla mnie ta ilość informacji podawanych z różnych źródeł, z różnych miejsc, z różnych ośrodków wręcz rozpowszechniania informacji, ona jest do pewnego stopnia podejrzana. To znaczy, że ktoś bardzo głośno tupie i zastanawiam się, po co on tupie. Czy po to, żeby zrobić hałas po prostu, czy też cel jest zupełnie inny, na przykład taki, żeby zagłuszyć coś, co może w ogóle nie być związane z UFO czy ze zjawiskami podobnymi tego rodzaju.Czy też tupie po to, żeby zagłuszyć prawdziwe informacje o tym, co się dzieje w sferze związanej z UAP-ami. A może rzecz jeszcze czegoś innego dotyczy i tak naprawdę ten hałas jest niejako przy okazji robiony. Oczywiście może być robiony również po to, żeby wcześniej czy później po takim napompowaniu balonika powiedzieć: „Tak naprawdę nic nie ma. Słuchajcie, to absolutnie nic”. Poziom zawodu wówczas wśród przynajmniej takich obserwatorów, którzy niespecjalnie się rzeczą pasjonują, ale byli choćby na chwilę skłonni zainteresować się zjawiskami, które gdzieś tam na niebie pomykają, będzie bardzo duży. Ci, którzy ze zjawiskiem UFO, UAP-ów są dłużej, bardziej wnikliwie obserwują, być może aż tak się nie zniechęcą. Niemniej we mnie jest jakoś mało optymizmu i ten hałas. Jeszcze powiem o jednej rzeczy, bo hałas jest oczywiście ogromny, ale jak się tak dobrze temu wszystkiemu przyjrzeć, to odnoszę wrażenie, że bardzo mało zostaje na sicie. Kiedy wyciśniemy to wszystko, tak naprawdę chcemy dotrzeć do źródła, to się nagle okazuje, że niby coś Grusch powiedział, ale on to tak powiedział, że nie do końca chciał powiedzieć i tak dalej. Nie będę tego państwu powtarzał, bo to każdy z nas na bieżąco śledzi. Ja mam, mówiąc szczerze, gdzieś od czerwca takie nieustające poczucie zawodu, bo za każdym razem jak dziecko kompletnie daję się wkręcać, że teraz już coś powiedzą. Muszą coś powiedzieć. I za każdym razem odchodzę od mediów różnego rodzaju z dużym poczuciem zawodu. To takie bardzo ogólne odczucie oczywiście, czasami się jakaś ciekawostka gdzieś tam znajdzie, ale w gruncie rzeczy to wszystko nie skłania mnie do optymizmu.
[08:15] - Tak, zgadza się. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Możemy jednak zauważyć coś, o czym mówiłem u siebie na kanale na UFO Historie. Chodzi o to, że około 2017 roku znowu zaczęto pogrywać tematem UFO. Co się wtedy zdarzyło to wiecie. Pojawiły się informacje, że Amerykanie jednak badają. No i uformowała się taka grupa zwolenników disclosure, w skład której wchodzą politycy, dziennikarze, naukowcy, między innymi też ci sygnaliści. A po drugiej stronie mamy tak zwany deep state. Pomiędzy tymi dwoma stronami, które są aktywnie zaangażowane w spór, mamy kongresmenów, którzy bardzo różnie do sprawy podchodzą. Wielu interesuje kwestia tego, czy pieniądze nie są marnotrawione na projekty nieprzynoszące zysku. Dajmy na to, że to, co mówi Grusch jest prawdą, że w jakimś zakresie jest i Amerykanie mają te nieziemskie artefakty i tak dalej. Rodzi się pytanie, czy prawda to jedyna wartość, o którą walczą zwolennicy projektu Disclosure? Bo oni na razie mają takie bardzo górnolotne słowa. Niekiedy przypomina to jakieś wręcz frazesy. Próbuję ogarnąć, o co mi ogólnie najprościej chodzi. Bo wiecie, nie ma na świecie nic za darmo. Może chodzi o to, że, jeżeli Grusch mówi prawdę, jest jakaś duża pula wiedzy, technologii i mogłyby na tym skorzystać różne firmy, nie tylko te ze ścisłego otoczenia rządowego. Ale to nie jest jedyny scenariusz, bo UFO jest wykorzystywane też na pewno politycznie jako środek do nacisku na społeczeństwo. I to będzie się potęgowało moim zdaniem, bo już nam się przekazuje pobocznie takie informacje, chociaż one nie są jeszcze w tym głównym kanale, na przykład ze strony AARO czy NASA. Ale jeżeli sobie prześledzicie media, które się zajmują aktywnie tematem UAP, to już tam są takie wnioski, że UAP-y są niebezpieczne dla samolotów, że tutaj trzeba coś zrobić z tym problemem, że to nie może tak zostać nierozwiązane. Pytanie, czy to nie jest wstęp rzeczywiście, ale to już może jest teoria spiskowa, czy to nie jest wstęp do jakiejś totalitaryzacji większej? Bo rozumiecie, skoro jest to jakaś obca siła, to trzeba będzie z nią walczyć, a tylko rząd może, prawda? W ogóle wydaje mi się, panowie, nie wiem, czy się zgodzicie, to jest taki bardzo wielopłaszczyznowy problem. To disclosure, to, co się teraz dzieje, to ma kilka odnóg. Tam się chce upiec kilka pieczeni na jednym ogniu na 100% według mnie. Ale spójrzmy na to też od takiej strony tego disclosure, Gruscha i tych wszystkich innych postaci jako na projekt medialny. I rzeczywiście to jest odgórnie wszystko zaplanowane. Zaplanowane jest to, że oni będą nam wypychać po kolei kolejnych sygnalistów i będą nam przekazywane nowe informacje, ale partiami. Dlaczego nie od razu? Z tego powodu, że gdyby to zostało przekazane od razu, po pierwsze szok byłby za duży, po drugie media by się szybko znudziły po kilku miesiącach pewnie. A tak będziemy mieli ciągle wałkowany temat i być może, jestem tego pewien na naprawdę spory procent, że Grusch albo ujawni coś jeszcze, albo pojawi się w ciągu następnych kilkunastu miesięcy sygnalista mający bardzo konkretne wnioski, już takie, które ludzi przekonają. On jest na razie ukrywany, ale może się to stanie. Panowie, chcielibyście coś dodać może?
[12:03] - Może ja troszkę dodam. Jeżeli popatrzymy na początek ujawnienia przez Gruscha, to głównie chodziło o to, że wcześniej w USA wyszła ustawa, według której osoby, które coś wiedzą o UFO, mogą to przekazać opinii publicznej bez konsekwencji. Zaraz potem wyszedł Grusch, który jest agentem służb, który z polecenia swoich mocodawców, szefów zaczął ujawnienie, które spowodowało te wystąpienia w Kongresie i tak dalej. Ale to, co mówił Grusch, to jest nic innego jak scenariusz z „Archiwum X”. Film ma ze 20 lat albo troszeczkę lepiej. I w zasadzie jak popatrzeć na pierwszy sezon, skrótowo to, o co chodziło w scenariuszu, to jest dokładnie to, o czym mówił Grusch. Czyli jest to w jakiś sposób odpowiedź rządu na to, co społeczeństwo amerykańskie by oczekiwało od takiego gościa, który ma przyjść i powiedzieć: „Mamy spotki, mamy coś tam”. I tyle. I dalej się teatr toczy. Tylko że następnym etapem, tak mi się wydaje, powinno być właśnie, że Grusch wskaże miejsce, jakąś bazę, gdzie będzie zniszczony obiekt pozaziemski. I oczywiście przekażą, że nic z tego obiektu nie można było wykorzystać, ani nic takiego, bo był całkowicie zniszczony, zdewastowany, spalony. Niemniej jednak coś takiego jest. I na tym wydaje mi się sprawa ujawnień ze strony rządu amerykańskiego skończy się. Można to badać, dociekać, pisać doktoraty czy cokolwiek innego, ale nic się z tego nie uzyska. Natomiast bardzo ciekawa będzie wówczas to, co konkurenci Stanów Zjednoczonych, czyli Chiny, Rosja, Indie, może Pakistan albo cokolwiek jeszcze innego, jak zareagują na to. I to będzie dopiero najciekawszy moment w całym tym zdarzeniu ujawnienia.
[14:42] - Marku, zaraz ci oddam głos. Ja tylko dodam coś ważnego. Dlatego mówiłem, że to jest projekt medialny. Ktoś na tym dobrze pomyślał, że Grusch akurat powiedział coś, co strasznie przyciągnie uwagę. I oni tutaj już wygrali, że zdobyli uwagę mas. Ale zastanówmy się jeszcze nad takim wnioskiem, nad taką możliwością, która mówi, że to ujawnienie to jest naprawdę coś bardzo praktycznego, bo oni na przykład, o tym mówi kilka osób, badają te wraki, ale niewiele z tego mają, niewiele ujawnili. Stany Zjednoczone doszły do wniosku, że skoro sobie to i owo ujawnią i partia tej wiedzy, która pochodzi z tej inżynierii wstecznej, zostanie przekazana do wybranych firm, to przewaga technologiczna Stanów Zjednoczonych, nie tylko militarna, ale też gospodarcza, w ciągu kilku lat będzie ogromna. Natomiast my tu cały czas mówimy o scenariuszu, w którym to, co mówi Grusch, jest prawdą i Amerykanie coś tam dłubią przy tych spotkach, ale im nie wychodzi. Marku?
[15:49] - Ja powiem w ten sposób: zacznę rzeczywiście być większym optymistą, kiedy zostanie dokonana, wywiercona, przebita pierwsza dziura w tamie. Co ja mam na myśli? Bo jak dotąd, to mamy zawsze słowo przeciwko słowu. Grusch mówi: „Coś tam jest”. Inni mówią: „Nie, nic nie ma” albo nic nie mówią. Tak naprawdę myślę, że to, na co czekamy, przynajmniej spora liczba ludzi na to czeka, to jakiś pierwszy namacalny, materialny dowód. Może być nawet spalony, może być jakikolwiek. Coś materialnego. Tymczasem dzisiaj najczęściej mamy słowa, słowa, słowa, jakieś luźne bądź mniej luźne dementi albo milczenie ze strony władz. Tak naprawdę, gdybyśmy dzisiaj powiedzieli, czy są jakieś twarde dowody, takie, że nie da się już dyskutować, to takich dowodów nie ma. I takich, które nie zostałyby kwestionowane, gdzie wyszedłby przedstawiciel administracji Stanów Zjednoczonych i powiedział: „Patrzcie, to jest metal, który wyciągnęliśmy z jakiegoś obiektu i on nie jest ziemski”. Nic takiego nie ma. Dlatego użyłem tej przenośni z tamą, że pierwsze tego rodzaju ujawnienie materialne, jakiegoś obiektu materialnego spowoduje właśnie runięcie tamy. Ja myślę, że skoro ja w jakiś sposób się tego domyśliłem, to władze wiedzą to doskonale i dlatego nie spodziewam się ani w najbliższym czasie, ani też w dłuższej perspektywie tego rodzaju zagrania. Bo póki my operujemy w takich rejestrach: „Może się zdarzyło, może się nie zdarzyło, coś wiemy, ale wam nie powiemy, bo nie możemy, bo tajemnica”, to świetnie się to sprzedaje. Projekt medialny, dobrze się to rozchodzi, przyciąga ludzką uwagę. Myślę, że to porównanie, znaczy nie chodziło o porównanie, tylko o treść, ale rzeczywiście nasuwa się „Archiwum X”. Zauważcie państwo, „Archiwum X” było tak realizowane, że niby coś nam mówionoAle kilka odcinków dalej po części zaprzeczano, że to nie jest tak, jak myśleliśmy, tylko jest jeszcze inaczej i tak dalej. Mam nieodparte wrażenie, że w ten sposób się z nami pogrywa. Z nami, czyli społeczeństwem. Materialnego dowodu, bardzo ogólnie mówię, bo musiałbym sprecyzować, ale nie przychodzi mi to tak łatwo, materialnego, namacalnego dowodu nie ma i obawiam się, że jeszcze przez dłuższy czas nie będzie. A gdyby się pojawił i gdyby nie został oprotestowany, gdyby nie złożono dementi ze strony rządów wszelkiego rodzaju, wtedy pojawi się zupełnie nowa jakość. Coś rzeczywiście drgnie. A dopóki Grusch gada, jeszcze kilku innych sygnalistów ma gadać, to wszystko są słowa. Bardzo dobrze, że one są, bo z drugiej strony, żeby już tak nie narzekać i nie marudzić w pełni, to muszę powiedzieć, że samo zainteresowanie zagadnieniem powoduje, że wywierany jest nacisk na administrację różnego rodzaju i to też może się przyczynić, że wcześniej czy później ta dziurka w tamie zostanie wykonana. Ale myślę, że to jeszcze nieprędko.
[19:45] - Myślę, że to będzie robione tak, że kiedy NASA albo AARO będą ujawniać wnioski mówiące, że UFO nie ma, to nam będzie zaraz wypływał sygnalista, który mówi coś innego. Oni nie chcą na razie zmarnować swojego potencjału i nas czeka jeszcze dużo ciekawych rzeczy. Dowiedzieliśmy się, panowie, niedawno, że po rewelacjach Gruscha zaroiło się od kilkudziesięciu nowych sygnalistów, ale rząd Stanów Zjednoczonych nie wie, co z nimi zrobić. Nim do tego przejdziemy, to jak wy oceniacie wystąpienie Gruscha z perspektywy tych kilku miesięcy? Myśmy już tutaj dużo o tym powiedzieli. Pamiętam, że jak pierwszy raz o tym przeczytałem, to sobie powiedziałem: „wow”. A potem z kolejnymi miesiącami się mnożyły kontrowersje, pytania. I kiedy on wystąpił w tym kongresie, to też już było zupełnie inne myślenie o jego przypadku. Arku, czy on się zapisze w historii pozytywnie? Dajmy na to, że on kończy swoją przygodę z ufologią na dziś, już się nie pojawi. To czy zostanie zapamiętany pozytywnie, czy jako mąciciel?
[20:56] - Na pewno będzie bardzo pozytywną osobą, pozytywnie przedstawiany jako ten, który chciał, czy ten, który w ramach swojej przyzwoitości wskazał miejsce, czy sposób, że jednak te dokumenty nie wypływają na wierzch tak, jak powinny wypływać, bo to głównie o to chodziło. Wydaje mi się, że jednak troszeczkę dalej Stany Zjednoczone pójdą i ujawnią, tak jak mówię, jakieś spalone coś tam. A to dlatego, że wówczas będzie tak: „zobaczcie, pokazujemy wszystko, co mamy”. I teraz będą oczekiwały od innych państw, na których terytorium też zapewne jakieś tam spodki zostały odnalezione, zwłaszcza celując tutaj w Chiny: „pokażcie wy też, co macie”. Na tej zasadzie. I to już będzie walka troszeczkę innego typu. A z drugiej strony nie pokażą nic, bo w sumie będzie tak dokładnie zniszczony ten obiekt, że nie będzie w zasadzie nic można z nim zrobić. A technologia pozyskiwania włókien stalowych czy jakichś innych, z których ten spodek mógłby być zrobiony, będzie ogólnie znana tak jak grafen czy coś tam jeszcze innego. Boję się, że w tym momencie będzie jakaś podróbka, taka tylko żeby pokazać. Natomiast Grusch zdecydowanie będzie pokazywany jako część tych tajnych służb, która dąży do ujawnienia. Jest prawomyślna i niemalże sprawiedliwa. I oni właśnie chcieliby wszystko ujawnić, ale tutaj jest jakaś inna frakcja, dokładnie tak jak jest w „Archiwum X”, jakaś frakcja, która nie pozwala na to w imię swoich interesów. Tak to mniej więcej będzie, wydaje mi się, kształtowane. Warto poczekać i popatrzeć. Chciałbym, że tak powiem, dożyć do tego momentu, kiedy coś takiego będzie pokazane i tyle. Podobnie pewnie jak Marek chciałbym, żeby wyszedł ktoś na dywanik przed Białym Domem i pokazał: „patrzcie, tutaj jest ten przedmiot, ta popielniczka, która została po latającym spodku”.
[23:50] - Tak. Marku?
[23:52] - Chciałbym powiedzieć, że cały czas będę optował za tym, że nie pokażą nic materialnego, bo to zmienia wszystko. Moim zdaniem, jeśli rząd Stanów Zjednoczonych pokazałby cokolwiek, właśnie tę popielniczkę, zostańmy przy niej. To było kiedyś latającym spodkiem. I potwierdziłby autorytetem swoim, że to rzeczywiście jest ślad po przybyszach, to zupełnie się zmienia optyka. Bo dzisiaj jest, proszę państwa, tak, że naszą audycjęWszelkie inne doniesienia dotyczące UFO można przy złej woli, a nawet nie przy złej woli, przy niewiedzy wyśmiać. Powiedzieć sobie: jakichś trzech facetów opowiada bajki, bzdety, bzdury. Nie słuchajmy tego. To są jakieś oszołomy. Z góry przepraszam, ale o sobie też mówię. Natomiast gdyby zdarzyło się tak, że jest coś materialnego i potwierdzone przez rząd Stanów, to przestawia się automatycznie, nic nie trzeba robić, myślenie ludzi, bo wtedy już: aha, czyli to jednak nie są bzdury. Czyli nas zwodzili przez tyle lat, a to jednak istnieje. I wtedy ludzkie myślenie nastawia się już z abstrakcji, z tego, że to bzdury, z samopocieszania się, że przecież tam nic nie ma, że bajki opowiadają. Siadło sobie trzech facetów w Radiu Paranormalium i opowiada bajki. Przestawia się to automatycznie wśród ludzi, nawet tych, którzy głównie są zainteresowani polityką i żadne UFO ich nie interesuje, tylko że wybory idą. To jest najważniejsze. Najważniejsze są wybory, a nie UFO. To nawet ci zmieniliby optykę. Czyli co? To jednak nie są bajki opowiadane przez trzech panów w Radiu Paranormalium, tylko to jest jednak coś, o czym rząd Stanów Zjednoczonych mówi, że jest, że tu przyleciało. A skąd to przyleciało? Po co tu przyleciało? Jak to się stało, że to w ogóle mogło tu przylecieć? To zmienia optykę, podejście tej milczącej większości, która zawsze funkcjonuje w większości społeczeństw. Bo wiadomo, że jest grupa, która się interesuje. Jest grupa milcząca, której nic nie interesuje albo interesują zupełnie inne sprawy. I są oczywiście tacy zagorzali, zapamiętali sceptycy, którym to powiedzenie, że nawet jakby coś wylądowało w ogródku, to i tak nie przekona ich, że to jest to, o czym wszyscy myślimy, o czym niektórzy nawet wiedzą. Dlatego nie będzie materialnych dowodów. Dlatego, że to zmieniłoby optykę ludzkości.
[27:00] - Tak, Arku?
[27:02] - Tylko optyka niekoniecznie musi być skierowana na to, że to jest coś dobrego dla nas. Wraz z tym ujawnieniem, tak jak już wcześniej Piotr mówił, raptem doszli do wniosku, że UFO może stanowić zagrożenie dla ruchu lotniczego. Chociaż tak długi czas raczej nie było zagrożeniem, nie było pod tym kątem alarmów wszczynanych. W tym momencie będzie pewnie nagonka na to, żeby móc zastraszyć znowu społeczeństwo. W tej chwili mało kto się boi następnego wirusa, bo jednego mieliśmy już, którąś tam z kolei pandemię, która w sumie okazało się, że więcej szkód przyniosło zabezpieczenie się przed nią niż sama pandemia. Tutaj ostatnią deską nacisku na społeczeństwo, na zduszenie i utworzenie nowego rządu, jakiegoś dziwnego, ponadświatowego czy cokolwiek innego wymyślimy, może być właśnie zagrożenie ze strony UFO, bo oni przylatują. I w tym momencie znowu wychodzą Stany Zjednoczone na wielkiego obrońcę Ziemi i w ogóle wszystkich, niemalże jak w następnym filmie, w którym będą znowu bronić i wygrywać, i zabijać. I to, wydaje mi się, będzie bardzo potrzebne dla nich samych.
[28:47] - Marek odbija piłeczkę.
[28:50] - Tak, rzeczywiście coś takiego mogłoby się zdarzyć, ale wtedy się mocno zaniepokoję, jak Stany Zjednoczone czy też jakiś inny rząd na świecie, ale załóżmy, że niech to będą Stany Zjednoczone, zacznie nam głosić, jak to bardzo niebezpieczne są UFO i jak ci załoganci to tylko czyhają, żeby porwać nasze kobiety, wypić nam krew albo zrobić nam wszelką inną krzywdę. Wtedy zacznę niepokoić się, że chyba Hollender tego UFO nie ma, bo to będzie ewidentne. Skoro UFO jest, to dlaczego nam nie zrobiło krzywdy przez te przynajmniej kilkadziesiąt lat, kiedy zjawisko jest szerzej opisywane? Natychmiast chce nam zrobić krzywdę dzisiaj, tu teraz, czy powiedzmy za dwa lata. Albo już lecą te floty inwazyjne, żeby nas zniszczyć i musimy się zmilitaryzować, żeby Ziemię obronić. To są oczywiście scenariusze, które powtarzam z różnego rodzaju filmów. A zatem, bo tu oni wreszcie przystąpili do ostatecznej rozprawy, to ja się wtedy zaniepokoję, że tego UFO Hollender chyba nie ma, bo skoro Stany Zjednoczone czy też inny kraj pogrywać zaczynają sobie w taki sposób, to we mnie to wzbudzi właśnie niepokój, że mamy do czynienia z tym, co bywa określane jako fałszywa inwazja, czyli instrumentalne wykorzystanie zjawiska, które gdzieś w kulturze naszej czy w ogóle w infosferze funkcjonuje, do doraźnych politycznych celów.Całkiem cyniczne i nie musi być wówczas powiązane zupełnie z faktami.
[30:40] - Marku?
[30:42] - Już mieliśmy. Będą zapewne cytować słowa Hawkinga, który mówił, że najlepiej by było, gdybyśmy siedzieli cicho, bo może ktoś do nas przylecieć, kto jest naprawdę zły. I tu będą zapewne zaraz za tym szły jakieś teorie o kosmicznych nomadach, którzy umieją przelecieć kosmiczne odległości, wylądować, zabrać wszystkie potrzebne im rzeczy, łącznie z osoczem z człowieka i polecą dalej. My zostaniemy tutaj bez niczego. Niedobitki, które zostaną, nie zostaną zżarte. Po prostu musimy się bronić, a żeby się bronić, to potrzeba następnego czegoś. To jest kanwa wielu takich filmów czy opowiadań fantastycznych, które śmieszą troszkę z perspektywy, ale i skutecznie przestraszają. Jeżeli popatrzymy na to, że w tej chwili WHO dostało bardzo duże uprawnienia, łącznie z tym, że oni sami mogą narzucić kwarantannę na całe państwa, zażądać szczepień i tak dalej, to raczej taki dzwonek alarmowy już powinien się w wielu miejscach zadudnić. Te światła mrugające powinny już raczej zacząć świecić. Coś tu jest nie halo w tym naszym świecie. Jeżeli do tego dorzucimy UFO, które potencjalnie może być zagrożeniem, bo UFO się bada, UAP się bada od niecałego pół roku, a to, co było wcześniej, się nie liczy. Taka może być narracja. Natomiast będą przytaczane wszystkie możliwe złe konsekwencje jakiegokolwiek kontaktu. To jest bardzo prosty sposób na to, żeby zniewolić społeczeństwo czy raczej stworzyć kastę, która zarządza na długie lata ludźmi. Tym maluczkim można dyktować, co mają robić, jak mają robić, jak mają żyć.
[33:10] - Tak.
[33:11] - O tych nowych sygnalistach, o których wspomniałem, poinformował pisarz i aktywista Michael Schellenberger. Szerzej mówi o tym na swoim kanale „UFO Historie”. Tam możecie o tym posłuchać nieco więcej. On powiedział, że nie może za dużo powiedzieć. Natomiast jest kilka podpunktów związanych z tym, co ci ludzie mówią. Po pierwsze do Kongresu, do AARO zgłosiło się kilkudziesięciu sygnalistów. Niewykluczone, że ich relacje potwierdzają to, co mówi Grusch, nawet w większym stopniu. A te obszary tematyczne, o których oni mówią, dotyczą badań nad przejętymi obiektami UFO bądź UAP, jak kto woli, na przykład potyczek między UFO a wojskiem. I chyba najważniejsze i najbardziej kontrowersyjne: kontaktów rządu Stanów Zjednoczonych z nieludzką inteligencją. Jest też jeszcze jeden punkt mówiący o przynajmniej jednej udanej próbie skopiowania obcej technologii i zbudowania pojazdu latającego przypominającego troszeczkę latający trójkąt. Zdaniem informatorów Schellenbergera tak to wygląda. Któryś z nich mówi wprost, że rząd współpracuje z kosmitami. Schellenberger ogólnie już wcześniej był zaangażowany w ruch disclosure. On mówił o wnioskach, które mu przekazali wcześniejsi informatorzy. Zaraz po wystąpieniu Gruscha informował, że przekazali mu, że te obiekty zakrzywiają czas i przestrzeń. Także nie wiem, co z tego wszystkiego wyniknie, ale okazuje się, że oni mają w kieszeni dużego asa. Problem jest taki, że rząd Stanów Zjednoczonych nie wie, co zrobić z tymi sygnalistami. Też próbuje się bronić ich przed ewentualnymi reperkusjami i naciskami. Nie wszyscy z nich chcą i pewnie nie wszyscy trafią do mediów tak jak Grusch, albo przynajmniej nie zrobią tego pod swoim imieniem i nazwiskiem. Także sytuacja jest bardzo interesująca. Ja zeprawszy to wszystko do kupy, doszedłem do wniosku, że czekają nas jeszcze bardzo interesujące miesiące. Pytanie, które też zadałem na UFO Historiach, panowie: czy za tych kilkanaście miesięcy nasze debaty stracą rację bytu? Ale o tym na koniec. Przejdźmy do tego, co powiedział Ross Coulthart. To jest dziennikarz australijski znany z zaangażowania w sprawę UFO, disclosure. On przeprowadził pierwszy wywiad z Davidem Gruschem i powiedział całkiem niedawno, że świat dowie się o istnieniu obcych za 12 do 18 miesięcy. A co, jeśli to się nie stanie? Ilu takich spodziewanych dat ujawnienia już było? O Coultharcie warto powiedzieć, że nie jest to jakaś osoba, która wypadła sroce spod ogona, chociaż ostatnio się zrobiła to postać dość medialna. Jest to bardzo inteligentny człowiek jak na dziennikarza i w swoich rozważaniach wychodzi poza klasyczne teorie ufologiczne. Natomiast nie wiem, skąd on wziął tę informację, że za maksimum półtora roku dojdzie do ujawnienia informacji o obcych. Bo zobaczcie, co mówi NASA. Zobaczcie, co mówi Pentagon. Przecież oni miesiąc temu niecały, dwa tygodnie chyba, mieli konferencję swojąI oni tam powiedzieli: „My tu dopiero mamy plan, żeby badać zjawisko UFO. To się tak szybko nie wydarzy”. Zatem nie chce mi się wierzyć i nie spodziewam się tego, że NASA na przykład za 12 miesięcy zmieni optykę i powie: „A to jednak UFO jest, to są kosmici”. Zatem Schellenberger i Coulthart, którzy są związani z ruchem Disclosure, nie są jego co prawda pierwszorzędnymi ikonami, ale jednak są. Oni mogą do nas mrugać porozumiewawczo okiem, mówiąc, że: „My wam coś przygotowujemy. Coś idzie, idzie nowa partia informacji”. I to, co mówi Ross Coulthart, może się wiązać z tym, moim zdaniem, że pojawi się ktoś, kto będzie miał konkretniejsze dowody niż Grusch. Może nawet pokaże coś wizualnego. Jedno jest, panowie, pewne: za kilka miesięcy się o tym dowiemy. Ale Arku, jeżeli to się nie stanie, to Coulthart jest trochę spalony.
[37:46] - Takich informacji o tym, że tu już zaraz, za chwilę, za momencik, pojutrze coś się wydarzy, było już parę. Chyba wszyscy wiemy o tym. To było przy okazji ujawnienia danych z Wielkiej Brytanii. Przy okazji pierwszych dziennikarzy, którzy biorąc za wzór poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych o dostępie do informacji, próbowali ujawnić coś. Też się wydawało, że już tutaj, zaraz, za momencik, jak tylko otworzą swoje podwoje Biblioteka Kongresu, to coś będziemy wiedzieli. Dużo osób mogło mieć nadzieję na to, że któryś z papieży otworzy szeroko bramy Watykanu i tam też znajdą się informacje o kontaktach z innymi cywilizacjami. Ale tego nie było. O tych ludziach, którzy próbowali wówczas jakichś ujawnień, już dawno nie pamiętamy. Takie rzeczy mijają. Tutaj najlepiej by było, gdyby któraś z misji znalazła ślady popielniczki, tak sobie myślę w tej chwili, na Marsie. Dosyć daleko. Nie każdy zobaczy. Można pospekulować i nikt nie będzie od nikogo wymagał. Ale to tak bywa. Zobaczymy. U nas też było parę osób takich, które mówiły, że przyleci UFO i wyląduje tutaj, w tym miejscu. Czekały też między innymi nasze media. Bodajże około roku 1990 był taki bum na to tutaj, w Polsce, u nas. Nie pamiętam dokładnie tego zdarzenia, jak ono przebiegało, ale po prostu nic się nie pokazało i nic nie było. Więc jaki kraj, takie ujawnienie. Ale takie rzeczy też się zdarzały, podejrzewam, we wszystkich krajach, wszędzie coś takiego jest. I chyba nie tędy droga, tak mi się wydaje. To tak nie będzie.
[40:23] - Marku?
[40:24] - Zauważcie państwo, jak medialne są tego typu oświadczenia. Już za kilka miesięcy, już za rok, może za 18 miesięcy będziemy wiedzieli już wszystko. To jest niesłychanie medialne, niesłychanie klikalne, jeśli chodzi o internet. Właściwie trudno wymyślić coś lepszego. Tego rodzaju zapowiedzi moim zdaniem mają na celu tylko i wyłącznie zwrócenie na siebie uwagi. Coś w rodzaju: „Na mnie patrzcie, na mnie. Teraz ja mówię, będę wam głosił prawdę”. Niestety tak to jest z tego rodzaju prorokami, że ich czas, ich termin przydatności do użycia jest właśnie dokładnie taki, jaki sobie wyznaczą. Tu mamy termin maksymalnie 18 miesięcy i powiem tak: jest znowu słowo przeciwko słowu. To znaczy ja mogę być sceptykiem, a rzeczywiście za 18 miesięcy coś się ujawni. Ja wtedy spokojnie, z dostojeństwem połknę swój język. Co prawda okażę się wrednym, małym trolem, który hejtował, który się naśmiewał, ale ja wówczas ten język połknę z przyjemnością, bo i tak czegoś się dowiemy. Natomiast mam takie nieprzeparte wrażenie, niepoparte żadnym dowodem, od razu o tym mówię. Raczej nazwijmy to doświadczeniem, jeśli coś takiego jak doświadczenie w tego rodzaju sprawach może występować. Raczej nie doświadczenie, a analogia do poprzednich, bardzo podobnych wydarzeń. Więc przez analogię do poprzednich przypadków mogę powiedzieć, że za 18 miesięcy będziemy wiedzieli mniej więcej tyle samo i żadne ujawnienie nie nastąpi. Ale podkreślam, to jest po pierwsze złośliwe, po drugie tak naprawdę ktoś wyjdzie i powie, że może nie za 18, za 21 i znowu mnie przebije albo znowu przebije tego kogoś, kto mówił o tych 18 miesiącach. Nie wiem. Tak naprawdę nie znamy przyszłości iPowiem w ten sposób: ja bym się cieszył, gdyby za 18 miesięcy nastąpił tego rodzaju przełom, ale per analogiam nie spodziewam się czegoś takiego. I właściwie nie mam nic więcej do dodania. Podchodzę sceptycznie do tego rodzaju deklaracji.
[43:09] - A ja powiem tak: coś w tym jest, bo Coulthart to nie jest człowiek, który się pojawił na polu dziennikarskim teraz i on wie, co mu grozi za mówienie czegoś takiego. Pamiętacie Patricka Guerilla w 2012 roku? On coś takiego zrobił. I już go nie ma. Siedzi gdzieś na swoim ranczu w Afryce i cicho popierduje. Tak to wygląda. Natomiast myślę, że Coulthart nas trochę podpuszcza i zdarzy się coś takiego. Dlaczego on mówi w ciągu 12, 18 miesięcy? Dlatego, że oni wypuszczą tego asa z rękawa, tego swojego konia ze stajni dopiero wtedy, kiedy zostaną sprowokowani. Dlatego nie powie, że to się stanie w ciągu na przykład 18. Może się stać wcześniej, bo na przykład NASA zaprzeczy istnieniu zjawiska UAP w formie anomalnej. Powiedzą, że się to wszystko da wyjaśnić. I wtedy grupa tych lobbystów disclosure’owych powie: „Zobaczcie, co my mamy”. Myślę, że to nie będzie coś bardzo oficjalnego, o czym Coulthart mówi, ale pojawi się człowiek. Być może to będzie nawet Grusch, który będzie miał coś mocnego i będzie znowu wrzawa. Ale teraz ten temat musi troszeczkę poleżeć, bo się przeje. Bo za dużo się o UFO mówi i ludzie zaczynają pytać. To jest dobrze zaplanowane medialnie. Arku, powiedziałeś tutaj o prorokach. Rzeczywiście z prorokami jest tak, że ciężka ich dola. Ale muszę wam powiedzieć, że jeden z czołowych polskich ufologów ogłosił ostatnio, w ubiegłym tygodniu, że miał kontakt z istotami, jak można wywnioskować z jego wypowiedzi, prawie boskimi. Także my tutaj pitu pitu, niewierni Tomasze, a nasi koledzy z branży sami kontakty odbywają. Tak to niestety wygląda. Dobrze panowie, chcecie coś dodać do tej kwestii Coultharta może? Bo jeżeli nie, to przejdziemy do kolejnego punktu. I ważne pytanie: dlaczego to tylko Amerykanie, Arku, mówią o zjawisku UAP? Oni co prawda dodają ustami na przykład Sellenbergera, że i Chiny, i Rosja też wiedzą to samo i mają rozbite wraki UFO albo też całe obiekty, ale inne kraje, cały świat w sumie nabrał wody w usta. Jakie mogą być tego przyczyny? Czy to po prostu takie kunktatorstwo? Chiny, Rosja, inni oczekują, jaki krok wykona światowy hegemon. I my też wtedy będziemy tak postępować ze swoimi rozbitymi UAPami. A może po prostu sprawa jest bardziej polityczna. Inne kraje dobrze sobie zdają sprawę, że USA znowu w coś pogrywają.
[46:09] - Tak mi się wydaje, że o ile Rosja jest zajęta w tej chwili swoim kryzysem gospodarczym, wojną i tak dalej, o tyle przed Chinami też jest widmo zapaści gospodarczej mimo wszystko. Więc pójście całkiem nową drogą, drogą przez UFO i tego typu rzeczy by było jak najbardziej na miejscu. Tylko nie sądzę, żeby Chiny chciały coś ukrywać na dłuższą metę. Oni nie potrzebują nic ukrywać. Mogą ściągnąć do siebie natomiast bardzo łatwo wszystkie możliwe technologie, jakie są, nie dając nic w zamian, trzymając rękę na pulsie w przepływie informacji. Tutaj raczej od Chin dużo dowiedzieć się nie można, aczkolwiek podejrzewam, że gdyby coś mieli, specjalnie by się z tym nie kryli, bo i tak nie muszą ujawniać szczegółów tego swojego odkrycia. W Rosji jest, podejrzewam, nawet gdyby coś mieli takiego, amatorszczyzna w każdym punkcie działania, że to się nie spaja do kupy. Także zostaje w zasadzie tylko Ameryka, która ma, tak mi się wydaje przynajmniej, zrobiony długofalowy plan działania w tym zakresie, głównie przez pryzmat utrzymania swojej hegemonii nad światem. I tyle. Polska jest gdzieś tam hen, daleko za wszystkim. Ale najważniejsze, co się w Polsce zmieniło po tych wszystkich ujawnieniach: w niektórych mediach już się tak mocno nie śmieją z informacji o UFO. Chociaż z reguły jeszcze tak, ale już może nie tak mocno.
[48:52] - A to by oznaczało, że sam obraz tego zjawiska przez te wszystkie ujawnienia, przez Gruscha, przez tik taki i jeszcze inne rzeczy przechodzi mimo wszystko do społeczności światowej z informacją o tym, że coś już jest faktycznie na rzeczy. To chyba jest bardzo ważne. Tak mi się wydaje.
[49:27] - Marku?
[49:29] - Westchnę sobie, bo warto by całą sytuację rozpatrzeć wariantywnie. Ja wszystkich wariantów nie przytoczę, bo bym ich tutaj namnożył bardzo dużo. Pokażę raczej kierunek myślenia. Na przykład z tego, że uruchomiona została taka wielka akcja medialna, można wysnuć jeden z możliwych wniosków, taki oto, że Stany Zjednoczone w gruncie rzeczy wiedzą bardzo niewiele na temat UFO i nie ma żadnej współpracy z obcymi. Ale ta akcja medialna ma na celu zorientowanie się, co wiedzą inni i czy przypadkowo czegoś nie wiedzą. Czyli udajemy, że coś mamy, że coś badamy, że grzebiemy, że robimy badania, technologię wstecznie odbudowujemy i tak dalej. Bo może inni się zdradzą. Oczywiście może być również tak, że ci obcy nie współpracują ze Stanami na tyle mocno, żeby się dzieliły takimi informacjami, że współpracują również z Chinami. W związku z tym to jest taka gra czysto ziemska Stanów Zjednoczonych, żeby się dowiedzieć, co tam w Chinach słychać, czy Chińczyki trzymają się mocno i tak dalej. Dla mnie to, że Chiny milczą, Arek o tym mówił przed chwilą, to jest taka wskazówka, że albo Chiny nie zostały objęte programem kontaktu ze strony obcych, w związku z tym nie mają czego ujawniać i nic nie ujawniają. A gdyby coś miały, to nie muszą przecież czekać na Stany Zjednoczone. Ta solidarność ogólnoplanetarna wszystkich rządów w konsekwentnym nieujawnianiu niczego, nieprzedstawianiu niczego, żadnych dowodów, poszlak nawet specjalnie bardziej rozbudowanych też nie nastraja optymistycznie. To znaczy, że albo te dowody albo poszlaki są szczątkowe i oni wiedzą, że coś wiedzą, ale w gruncie rzeczy nie wiedzą wiele, jeśli w ogóle coś wiedzą. Przepraszam za te zabawy słowami, ale one mają unaocznić, że w gruncie rzeczy poruszamy się naprawdę w ciemności. À propos jeszcze tych różnych możliwych wariantów. Może Stany Zjednoczone dowiedziały się, że któryś z krajów na naszej planecie ma kontakty z obcymi i chciałyby się zorientować, jak głębokie są te kontakty, bo może to zagraża w jakiś sposób interesom Stanów Zjednoczonych. Ja już nie będę mnożył tych wariantów, bo można się w ten sposób zabawić i wypisać sobie minimum kilkanaście. Dlaczego to wygląda w tej chwili tak, a nie inaczej? Czy któryś z tych wariantów trafi w sedno i będzie prawdziwy? Tego nie wiem oczywiście. Jako człowiek nastawiony do naszej rzeczywistości tu ziemskiej dosyć sceptycznie, a do polityków i do tego, co wyprawiają politycy na całej planecie, zupełnie mnie to nie rozbawia, a wręcz czasami zniesmacza. Nie potrafię politykom zaufać i jeśli jest rozkręcana jakaś tego rodzaju akcja, która, wybaczcie państwo to określenie, jest nieostra. Można się oczywiście Gruschem zachwycać i tym, co tam się dzieje, ale to wszystko jest na tej zasadzie, że chcę państwu coś powiedzieć, ale oczywiście powiedzieć wszystkiego nie mogę, bo to jest owiane tajemnicą, bo jestem sygnalistą, bo mnie aresztują, bo mnie zastrzelą, bo mnie wsadzą do więzienia, bo składałem przysięgę, przyrzeczenie i tak dalej. To w gruncie rzeczy za każdym razem brzmi tak samo, powtarza się i ciągle słyszymy to samo. Ja już z powodu tej ilości wariantów, które się gdzieś tam w mojej głowie lęgną, to być może objaw jakiejś choroby psychicznej, zawsze trzeba to też uwzględnić. Już się po prostu nie mogę specjalnie ekscytować tymi wszystkimi wydarzeniami, które nas dotykają od czerwca, a właściwie od początku roku, kiedy się zaczęły te sprawy z balonami, tik takami i wszystkimi innymi sprawami. To jest dla mnie taki wyznacznik tego, że w dalszym ciągu poruszamy się we mgle, może być i w ciemności i z tego tak naprawdę nic ostrego nie wynika. My sobie możemy snuć różne dywagacje, o czym to świadczy. Czy o sile Stanów Zjednoczonych, czy o słabości Stanów Zjednoczonych. A może to w ogóle nie dotyczy Stanów Zjednoczonych i tak dalej.
[54:14] - Arku?
[54:15] - Bardzo spodobał mi się ten pomysł, że rząd Stanów Zjednoczonych chce wybadać to, co wiedzą inni. Dlatego jest to ujawnienie. To jest naprawdę bardzo fajne, jeżeli tak wziąć pod uwagę wszystkie możliwe dlaczego. Ja chciałbym jednak wrócić do tego, że zaraz za tym ujawnieniem poszły słowa właśnie z NASA i właśnie to stworzenie takiej grupy do badania tego zjawiska UAP-ówTylko oni w zasadzie troszeczkę wyważają otwarte drzwi, bo podwaliny pod badania stworzył Hynek z projektu Blue Book, z tym że oni chcą badać na nowo. Nie bardzo wiem, jakby to badanie miało wyglądać, jeżeli gros wszystkich informacji o UFO to są właśnie obserwacje same i informacje o tym już po. Nie stworzyli do tej pory żadnej grupy szybkiego reagowania, która by się pojawiła w jakimś tam rejonie w określonym czasie, żeby spróbować nawiązać kontakt albo coś takiego. Ani też nie mamy żadnych danych, w jaki sposób chcą badać w ogóle to zjawisko. Co za tym idzie, świat nauki, jak i inne agencje amerykańskiego rządu mogą bezpardonowo badać to zjawisko i wyciągać wnioski na swoje własne potrzeby. I to jest właśnie coś takiego, czego wcześniej nie było. Natomiast jeżeli chodzi o samego Gruscha i wszystkich innych, którzy chcą wielkiego ujawnienia, to trochę przypomina wcześniejsze niby przesłuchania przez byłych kongresmenów i byłych senatorów, czy w stanie spoczynku, byłych wojskowych, byłych ministrów, archiwistów czy wszystkich innych, ale już byłych, nie w aktywnej służbie. W zasadzie temat wygląda od razu z góry na przebrzmiały, bo jakieś tam informacje, które były 30, 50 lat temu, nawet same te zdjęcia tic taców, też już mają kupę lat i w zasadzie w tym samym miejscu, w którym zaczynaliśmy, w którym zaczynał projekt Blue Book, w tym samym miejscu jesteśmy też tak na dobrą sprawę i dzisiaj. Dlatego tak ważne jest to, by pójść o krok dalej, by ten Grusch ujawnił to miejsce, gdzie leżą te spodki albo te zmumifikowane zwłoki kosmitów, czy może jakiś żyjący jeszcze jest. Fajnie by to było. To tak troszeczkę kwestia życzeniowa może, ale świat nauki zainteresował się tym bardzo poważnie. Tak się wydaje. I to jest dobre, to jest fajne.
[58:09] - No tak, rzeczywiście ta sprawa jest pełna sprzeczności wewnętrznych i trzeba sobie to mocno poukładać wszystko w głowie, żeby to miało jakiś sens. Te wszystkie filmy z tic tacami rzeczywiście są sprzed ponad 20 lat. Znaczy nie wszystkie, ale te najsławniejsze. Z jednej strony się mówi, że będzie się badało wpływ UFO na bezpieczeństwo lotnictwa cywilnego, a z drugiej strony to w ogóle jest paradoks i momentami absurd, jak się słucha grupy AARO i NASA. Dlatego, Arku, tu już też powiedziałeś o tym, że oni się zachowują tak, jakby do tej pory się nic nie wydarzyło, że UFO wynaleziono przedwczoraj i oni teraz dorabiają do tego cały aparat naukowy. A z drugiej strony mówią, że dobra, były jakieś tam obiekty w przeszłości, ale nie były niebezpieczne, a teraz są niebezpieczne. To momentami jest już taki absurd, co oni odprawiają, że sam nie wiem, czy oni sami wierzą w przekaz. Mówię o AARO i NASA. Mówię o tym przekazie oficjalnym, nie tym ze strony sygnalistów, bo to naprawdę jest absurdalne. Grupa AARO przez ponad rok nie miała swojej strony internetowej, chociaż wielce zbierała relacje. I to wszystko ma jakiś cel. To wszystko ma jakiś cel. Zobaczymy jaki. Niepokojące jest natomiast to, że często się mówi o tym, że UFO na poważnie i tak dalej. A ja kiedyś sobie ukułem taki termin, że to nie jest UFO na poważnie, tylko UFO na odwal się, bo tak to wygląda. I to, że Amerykanie to robią i że to jest w amerykańskim Kongresie, to wcale mnie jakoś bardzo nie rajcuje i nie przekonuje, bo wolałbym, żeby inne kraje się też tym zajęły i żebyśmy zobaczyli, co się dzieje na przykład we Francji, która ma tą grupę GEIPAN. Nie wiem, jak się to wymawia po francusku. Po polsku to trochę głupio brzmi, ale oni mają tą swoją grupę przy agencji kosmicznej i znani są z bardzo otwartego podejścia. Ja nie wierzę, że na przykład Brytyjczycy nie zajmują się zjawiskiem UFO i tak dalej. Zresztą samo to, że nagle, jeżeli się okaże, że Grusch mówi prawdę i oni mają jakieś plany związane z obcą techniką, to przecież i tak to nie wyjdzie na jaw, bo to jest kwestia racji stanu. Dobro państwa wymaga, by o takich rzeczach nie mówić, bo można po prostu na tym skorzystać. Także coś dzieje się dziwnego, ale zobaczymy co. Tutaj wspomniany przeze mnie Shellenberger, amerykański dziennikarz, pyta wprost o to samo: po co ta szopka? Przecież można bez ogródek powiedzieć, że tak, są jakieś obiektyTak, niektóre z tych obiektów to nowoczesne samoloty, które budują Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych. No i koniec. Tymczasem mamy takie odwieczne mącenie wody. No i właśnie po co? Po co to wszystko? Po co robienie szopki i przedstawień wokół sprawy, która jest tajemnicą poliszynela, Marku?
[01:01:24] - Mówiąc szczerze, ja już tych wariantów trochę podałem. Po co? Może jesteśmy skazani na spekulacje. Mogę jeszcze trochę pospekulować, ale ja w tym sensu tak naprawdę nie widzę. Znowu wyjdę na człowieka, który gdzieś węszy spiski. Ale poza takim wariantem, że samo zjawisko UFO i pochodnych chce się po prostu skompromitować. To jest jeden z rozpatrywanych wariantów. Nie mówię, że prawdziwy. Natomiast gdybym chciał w jakimś stopniu takie zjawisko albo podobne ośmieszyć, to najpierw bym napompował medialną bańkę, medialny balonik, a potem doprowadził do tego, żeby to coś pękło i zostawiło nas z niczym. Czyli najpierw, już o tym mówiłem, podkręcamy mocno emocje, podkręcamy mocno oczekiwania, a potem mówimy: „Bu! Nie udało się, nic nie ma, nic nie możemy ujawnić, bo nic nie ma”. I po kilku takich zniechęceniach mainstream powie: „To znaczy, że nic nie ma. Pierdzielili, coś tam gadali, ale tak naprawdę nic nie ma. Ten Grusch albo inni sygnaliści to wariaci. Ci, co gadają w paranormalium też wariaci, wszyscy inni też wariaci. W związku z czym nie zajmujmy się tego rodzaju zjawiskiem jak UFO, UAP, tylko zajmijmy się oglądaniem seriali albo czymkolwiek innym”. Akurat oglądanie seriali to wcale niezła rozrywka. Może czymś głupszym się zajmijmy, bo to będzie bardziej z pożytkiem dla nas. Jak się dobrze to wmówi ludziom, to część podąży za nowym trendem. Więc można snuć podejrzenia, że może właśnie o to chodzi, żeby ludzie, którzy za bardzo się zainteresowali na skutek na przykład tego, że się pojawiły balony chińskie i nagle odżyło ich zainteresowanie. No to dobrze, odżyło zainteresowanie. To najpierw znowu napompujmy balonik, przekłujmy i się przestaną interesować. Zostaną oczywiście tacy, którzy będą temu zjawisku wierni, będą dalej zbierali informacje, będą próbowali te informacje analizować, ale to będzie mniejszość. To wcześniej czy później zrobi się z nich tych już nie pseudowariatów, a kompletnych wariatów, tak jak robiło się to przez dziesiątki lat. Nie było merytorycznej dyskusji typu: pogadajmy, co tam widać na niebie albo co widuje się na niebie. Nie. Byli oświeceni, którzy poznali wszelkie tajniki i oni mówili: „Nic nie ma, nic nie ma, nic nie ma, panie, nic nie może tam być”. I byli tacy, którzy mówili: „Ale przecież widziałem”. „Skoro pan widział, znaczy się niedobrze jest z panem”. To mniej więcej tak wyglądał dialog. Pamiętajmy cały czas o tym, bo to nie o to chodzi, żeby w tej chwili rozpamiętywać winy i rozpamiętywać boleści, jakie się ludziom zdarzyły, tylko że to się może powtórzyć. Tak naprawdę zrobienie z jakiejś grupy, żeby ta grupa stała się grupą wyszydzaną, grupą, która jest, tu cudzysłów, wrogiem. W tym wypadku wrogiem normalności albo wrogiem racjonalnego spojrzenia na świat. Naprawdę nie jest trudno zorganizować taki oto manewr, pod warunkiem, że komuś bardzo na tym zależy. Więc możemy się zastanawiać na przykład nad tym, dlaczego, z jakiego powodu mogłoby komuś zależeć, żeby ludzie, którzy zaczęli się interesować właśnie pod wpływem dziwnych zjawisk na niebie. Co prawda część z nich okazała się chińskimi balonami, ale część nie. I ludzie zaczęli się tym interesować. To teraz trzeba, żeby im się odwidziało, żeby już się tym nie interesowali, żeby odzobaczyli niejako to, co widzieli i zajęli się innymi sprawami. Będę to powtarzał, bo to jest moim zdaniem poważne niebezpieczeństwo, że po tym okresie euforii, kiedy tu Grusch coś ujawnia, tu jakieś mumie pokazane w Meksyku, tu jeszcze coś. Dużo się dzieje. Nastąpi takie tąpnięcie, z którego będzie wynikało, że nie, nic tam nie ma. Boję się takiej sytuacji, bo ona źle zrobi całej sprawie racjonalnej dyskusji. Właśnie tej, o której mówiłem, że nigdy jej nie było. To byłaby szansa, żebyśmy wreszcie zaczęli na przykład w gronie, nie my, ale żeby naukowcy w swoim gronie zaczęli rozmawiać. Nie na zasadzie: panie, pan podobno UFO widział. To pański tytuł profesorski, panie, to już jest mocno zagrożony. Nie wiem, czy będę chciał panu, panie profesorze, jeszcze podawać rękę i tak dalej. Środowisko naukowe pod tym względem pewnego prestiżu albo pewnego takiego wykluczania jest straszne. Miałem okazję to poznać i to są ludzie, nie generalizujmy, niektórzy z tych ludzi biorą swój autorytet z tego, że wyśmiewają innych, rozdzielają przywileje. To jest prawda, to jest nieprawda. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, gdzie tu jest nauka?
[01:07:05] - Spodziewałbym się po naukowcach zupełnie innego podejścia. Tymczasem zauważcie państwo: na temat UFO poważnej dyskusji wśród poważnych naukowców sobie nie przypominam. Takiej dłużej trwającej i rzeczywiście w pełni otwartej. Próbowali rozmawiać ludzie, ale bardzo szybko zjawisko, które opisałem, się pojawiło. Czyli: wiadomo, wariaci wierzą w UFO, a my normalni ludzie w UFO nie wierzymy, bo przecież UFO nie ma. Sam słyszałem takie głosy i to wypowiadane z poczuciem takiej niedyskutowalnej pewności i wyższości, wygłaszane do ludzi, którzy moim zdaniem wiedzieli na ten temat sporo. Owszem, to były różnego rodzaju obserwacje. To nie były twarde dowody, ale ci ludzie w życiu sporo widzieli. A przychodził człowiek i mówił: „Ale tego nie ma”. I ciężko się dyskutuje wtedy. Obawiam się, że to może zmierzać ku takiemu właśnie scenariuszowi.
[01:08:08] - Ja miałem na studiach taką sytuację, kiedy studiowałem politologię, to miałem dwóch wykładowców. Ja wam to kiedyś mówiłem. Jeżeli ktoś jest słuchaczem debat, to pamięta, chociaż to mówiłem pewnie z pięć lat temu. Miałem taką sytuację, że był pan od stosunków międzynarodowych, profesor, bardzo inteligentny człowiek i był po prostu import z wojska. To był facet, który zrobił w wojsku doktorat z historii. Nie znał się na niczym absolutnie. To mi uświadomiło, że istnieją głupi profesorzy. I ten głupi profesor po prostu zająknął się kiedyś coś o UFO. Ja z nim wszedłem w dyskusję i zostałem zmiażdżony, że on mnie będzie weryfikował. Zaczął mi jakieś głupoty opowiadać. Oczywiście publicznie to było. I zobaczyłem, że jest tak, jak mówisz, że wystarczy, że ktoś, nawet się nie znając na tym temacie, coś powie i już opinia publiczna jest przekonana, bo to zjawisko jest stygmatyzowane. Ale Arku, jeżeli mowa o stygmatyzacji tego zjawiska, to jest tak, że termin UAP powstał po to, bo UFO ma za duży ładunek emocjonalny w sobie. Teraz są też nowe terminy. O nich jeszcze sobie powiemy w następnych odcinkach. Ale do czego zmierzam? Bo mówimy o tej grubej kresce. To mnie bardzo niepokoi, bo grupa AARO powiedziała, że większość obiektów UFO to są kule i to mogą być sondy obcych. Ty nie masz wrażenia, że oni sobie w ogóle tworzą zupełnie nową kategorię zjawisk i to w ogóle nie pasuje do tego, co zbierali, co badali ufolodzy cywilni, bo oni nagle sobie wydają wnioski, które są do niczego niepodobne, oparte nie wiadomo o co. Ale są. To jest tak jakby próba zaszczepienia, zaimplementowania nowej optyki na temat zjawiska UFO, bo my tutaj zmierzamy w dość niebezpiecznym kierunku koniec końców. Powiedzieliśmy, że to jest bardzo fajny projekt medialny. To disclosure, ci sygnaliści i ta cała dyskusja, która się toczy. Ale tak jak powiedzieliśmy na samym początku, to wszystko leci w stronę bardzo konkretnego ukierunkowania naszego spojrzenia i to jest moim zdaniem niebezpieczne, bo są nożyce i te nożyce ucinają całe dekady działalności cywilnych ufologów i nagle jest tylko biuro AARO i kilku facetów.
[01:10:42] - Ano właśnie. I o to podejrzewam, że w dużej mierze chodzi. Tak jak już tu Marek mówił, kto tam słucha trzech facetów w radiu Paranormalium, jak może posłuchać jednego profesora, który się autorytatywnie wypowie w tej dziedzinie i tak będzie. Nie ma znaczenia to, ile ja rozmów przeprowadziłem ze świadkami, jakie zdjęcia mi przesyłano do tego, żebym zobaczył i zaopiniował, co to jest, znalazł wytłumaczenie. To nie miałoby żadnego znaczenia, tak mówiąc blisko siebie. Ważne jest to, że wystąpi ktoś w telewizji z tytułem naukowym, który nie będzie miał bladego pojęcia ani o czym mówi, ani nie zagłębi się w temat bardziej niż informacje powiedzmy z Onetu, chociaż czasami tam są też informacje ciekawe i tyle. Czy ktoś w Stanach Zjednoczonych w tej chwili będzie słuchał Lindy Moulton Howe? Podejrzewam, że mało kto, mimo tego, że ta dziennikarka na UFO, na kręgach, na okaleczeniach zwierząt niemalże cały swój dorobek dziennikarski położyła na szali i przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat bada, jeździ, sprawdza. Najważniejsze, że wyjdzie facet z NASA i powie, że takich rzeczy nie ma. I to, co tam było, te zwierzęta, że były okaleczane, to armia musiała, bo kto inny. Na tej zasadzie. Nikt nie będzie patrzył na to, że te pierwsze okaleczenia były w Wielkiej Brytanii, gdzie Amerykanie nie mieli z nimi nic wspólnego, nie mogli mieć nawet z nimi nic wspólnego, że na podstawie tych właśnie okaleczeń można wysnuć wniosek, że wiele religii na tym powstało. Nie. Będzie facet, który wystąpi, autorytatywnie powie, ma tytuł doktora bądź profesora i on wie najlepiej. I tak mniej więcej po to ta zmiana nastąpiła w nazewnictwie.I już nie kojarzy się UFO z kręgami zbożowymi, z okaleczeniami zwierząt, z wzięciami, tylko z zagrożeniem dla ruchu lotniczego przez coś, co można było kiedyś nazwać Foo Fighter. Foo Fighters, czyli po prostu jakieś głupie światełka i tyle. Chyba do tego to po części zmierzało. Z tym, że tutaj jest tak dużo tych sygnalistów i nie wiadomo, z czym oni wypalą przy następnej okazji. Być może któreś z nich ma gdzieś tam w domu ukryte, wyniesione pod pazuchą jakiś fragment statku obcych. Chociaż tak naprawdę to wcale nie musi być statek obcych, bo tak naprawdę nie wiemy ani skąd oni są, ani co to jest. W dalszym ciągu my sami jesteśmy w takiej beczce, gdzie wszystkie ściany są czarne i próbujemy się przez nią przedostać do wiedzy.
[01:14:26] - A może chodzi o sondowanie opinii publicznej też? Zadam pytanie z czata, bardzo ważne na koniec naszej audycji. Widget pyta: „Pytanie do chłopaków. Załóżmy scenariusz, że disclosure się realizuje”. Czekajcie, bo mi uciekło pytanie. „Co wtedy dalej z ufologią? Jak myślicie, jak ona ewoluuje? O czym wtedy będziecie mówić w Radiu Paranormalium?” Właśnie o tym mówiłem. A co się stanie panowie, jeżeli za te 12, 18 miesięcy oni rzeczywiście pokażą coś i będzie koniec i nie będziemy mieli po co robić debat ufologicznych, bo już wszystko będzie wiadomo. Czy zdaniem was taki scenariusz jest możliwy, Arku?
[01:15:05] - Będziemy wtedy wnikać, która to cywilizacja dała się podejść i pokazać, a która jest w dalszym ciągu ukryta i próbuje sterować tymi odkryciami. Bo z całą pewnością nie jest to jedna. Chciałbym, żeby tak było, żeby ktoś ujawnił coś, pokazał dowód chociażby po to, żeby Marek Żelkowski miał tutaj w ręku niemalże czy naocznie pokazany przedmiot, ten gadżet z UFO albo cały ten nawet statek i żeby nie mógł zaprzeczyć, że coś takiego istnieje, lata i w ogóle. Ale przez cały czas przychodzą jakieś zdjęcia. Ostatnio bardzo ciekawe zdjęcie przyszło, muszę powiedzieć, z Niemiec od Polaka, który tam pracuje, i które przedstawia troszeczkę wydłużonego tic taca. Jeszcze dokładnie nie przeanalizowałem tego zdjęcia, ale jest naprawdę bardzo ciekawe, bo jest ten obiekt na tle zabudowań fabrycznych, zrobiony z punktu wysokościowego, więc pewnie będziemy coś takiego robić i próbować w dalszym ciągu dochodzić kto, co i jak, i dlaczego.
[01:16:29] - Marku, czy my będziemy mieli co robić, jeżeli nawet oni pokażą dowód?
[01:16:33] - Zaznaczam, że to jest żart na początek. Na pewno, Piotrze, zrobimy jedną audycję po ujawnieniu, w której powiemy, jacy byliśmy fajni, bo wam mówiliśmy o tym wcześniej i nie daliśmy się zwieść tym wszystkim, którzy mówili, że tego nie ma. To był żart oczywiście. Natomiast powiem w ten sposób: w gruncie rzeczy ujawnienie będzie tak naprawdę, Arek częściowo o tym mówił, tylko początkiem. Rzeczy do omówienia na podstawie tego, co zostanie ujawnione, do przeanalizowania, do rozpatrzenia byłoby tak dużo, że ja myślę, że na jakiś czas mielibyśmy zajęcie. Co więcej, Arek to też tak mimochodem zasugerował, bo równie dobrze mogłoby być tak, że zaczęlibyśmy się zastanawiać, czy ci, co się ujawnili, to oni aby na pewno są tymi, którzy gdzieś tam... Czy oni są ci, którzy się powinni ujawnić, bo może gdzieś tam w drugiej linii stoją jakieś nadistoty albo jeszcze ktoś i tak dalej. Do snucia różnego rodzaju teorii, do znajdywania potwierdzeń tychże teorii, a w każdym razie jakiś poszlak zawsze jest okazja i tym bardziej, jeśli się jakieś podstawy do znalezienia, do wysunięcia wątpliwości pojawiają. W związku z tym ja sądzę, że jakiś rodzaj ujawnienia, potwierdzenia to byłby tak naprawdę początek drogi, a nie jej koniec. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo rzeczy do omówienia byłoby naprawdę dużo. Ale wyjdzie ze mnie jednak człowiek, który czasami lubi być złośliwy, który powiedziałby tak: ja bym z chęcią patrzył na tych mainstreamowych dziennikarzy, może bez nazwisk, ale takich puszących się w głównych wydaniach programów informacyjnych, jak to oni wszystko wiedzą, jacy są mądrzy i jak to wszystko fajnie sobie poukładali. O całym świecie wiedzą wszystko. Jakby i nagle ta rurka zmiękła i okazało się, że oni jednak czegoś nie wiedzą. Co więcej, że jeszcze całkiem niedawno śmiali się z tego, uważali, że to są rzeczy niepoważne i w ogóle nie powinny wchodzić w zakres zainteresowań poważnego dziennikarza. Nagle by się okazało, że wydarzyła się najpoważniejsza rzecz albo jedna z najbardziej poważnych rzeczy w historii ludzkości. Ludzkość zetknęła się z inną cywilizacją, inną rasą.Innym bytem rozumnym i nagle cała ta ich uczciwie bądź nieuczciwie zarobiona wiedza, czy pozyskana wiedza okazałaby się funta kłaków niewarta, bo tajemnica pojawiłaby się taka, o której można by mówić bardzo długo, a oni nie bardzo wiedzieliby, o czym mają mówić i to też byłby pewien znak czasu. Ja sobie zażartowałem na jakimś forum albo przy jakimś czacie, że wówczas Radio Paranormalium stałoby się radiem głównonurtowym. Ktoś tam jeszcze dodał, że pewno musiałoby serwować dziennik i prognozę pogody. Daj Boże, żeby tak się rozwinęło. Ale przede wszystkim serwowałoby informacje, które wtedy okazałyby się bardziej wiarygodne niż informacje pozyskiwane z tak zwanych ówczesnych czy obecnych mediów głównonurtowych. Oczywiście wiem, że tak nie będzie, bo media głównonurtowe mają kasę, mają dar przekonywania i one by przekonały wszystkich swoich widzów i słuchaczy, że one od dawna były za UFO i one wierzyły w UFO, tylko się z tym nie ujawniały, bo wiecie tu taki ogólnoplanetarny reżim był i nie pozwalał, ale oni zawsze byli za UFO i tak dalej. Myślę, że niewiele by się tak naprawdę zmieniło.
[01:20:59] - Ja zauważyłem, że nawet jak była ta sprawa z Grushem, potem z Kongresem, to media głównego nurtu za bardzo nie miały pomysłu, o czym mówić, jak to ugryźć. Brakowało im specjalistycznej wiedzy. W takich przypadkach widać, jak te media działają. Im bardzo zależy na obiektywności, by był tylko jakiś ekspert. Największe wydarzenie w dziejach to może kolejna szopka i akcja dezinformacyjna mająca pogrzebać zjawisko UFO i medialnie, i wizerunkowo. Jak jest, pewnie się przekonamy prędzej czy później. Jestem jednak pewien, że na tej drodze czekają nas jeszcze, panowie, jakieś niespodzianki, a jak takie będą, to niezwłocznie damy o nich znać. Naszymi gośćmi byli Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Wywiad z Arkiem możecie znaleźć na moim kanale UFO Historie. Tam żeśmy sobie pogadali. Mam nadzieję, że nie pierwszy raz, Arku. Tak?
[01:22:01] - Słuchałem tej audycji twojej ostatniej, gdzie któryś ze słuchaczy stwierdził, że jestem zawodowym ufologiem. W tym momencie zakrztusiłem się kawą. Nie, nie jestem. Jestem całkowitym amatorem, który tylko przez długi okres czasu zajmuje się tym zjawiskiem, stara się to badać, rozmawia z ludźmi, którzy coś takiego widzieli, ale w żadnym momencie nie jestem zawodowym ufologiem, nie utrzymuję się z tego i to, co robię tak jak, Piotrze, powiedziałeś, jest bardziej rozwiniętym hobby, które pochłania masę czasu i pieniędzy.
[01:22:52] - Tak, ale to nie wyklucza profesjonalnego podejścia, to powiedzmy sobie, bo co innego zawód. Ja nawet nie wiem, czy taki zawód jak ufolog istnieje, bo chyba nie. Ufologiem w Polsce mógłby być ktoś, kto zostałby zatrudniony na przykład przez urząd do spraw lotnictwa, do spraw badania tak zwanych przypadków typu near miss, czyli tych bliskich niebezpiecznych incydentów w powietrzu. Taki ktoś mógłby zostać nazwany ufologiem, bo bada nieznane obiekty? Bada. To ufolog, jakby nie było. Natomiast po prostu nie ma takiej dziedziny naukowej jak ufologia i wszyscy ufolodzy to są pasjonaci. Natomiast jedni są bardziej profesjonalni, drudzy mniej. Tak to wygląda. Arku, dziękuję ci serdecznie. Naszym drugim gościem był Marek Żelkowski z audycji „Bibliotekarium”, której sobie możecie posłuchać na Radiu Paranormalium i która ma premierę co piątek. I w tym „Bibliotekarium” udzielam się również ja na polu filmowym mniej więcej oraz książkowym. Marek jest również autorem świeżego kanału Wehikuł Wyobraźni. I ten kanał się nazywa tak jak program, do którego Marka zapraszam na moim kanale. To wszystko jest tak poplątane, Boże święty. W każdym razie na swoim kanale Marek wstawia również audycje, będzie wstawiał też więcej tych audycji na temat książek ufologicznych. Jeżeli ktoś nie wie, co czytać, to tam znajdzie jakieś podpowiedzi. A w najbliższy piątek, tylko nie wiem, który to będzie, za sekundę wam powiem. 6 października 2023 roku będziemy z Markiem rozmawiać w „Bibliotekarium” na temat najnowszego filmu Disneya na temat UFO. Bądźcie z nami wtedy. Dziękuję ci, Marku.
[01:24:49] - Ja jeszcze skoro czas na reklamę, to ja jeszcze pozwolę sobie zaprosić państwa na środę na godzinę 21:00. Kolejny odcinek, ponieważ ruszyłem na tym kanale z takim cyklem o symulacji, tak najogólniej to powiedzmy, symulacji rzeczywistości. Pierwszy odcinek wprowadzał samo pojęcie, pokazywał historię, mówił o tym, że symulacja rzeczywistości nie jest teorią spiskowąW jakimkolwiek znaczeniu raczej jest problemem filozoficznym i pokazałem to, że nad tym, czy nasz świat jest taki, jaki jest, zastanawiali się filozofowie od starożytności. Zapraszam państwa na drugi odcinek, który nie jest stricte poświęcony symulacji, ale ma nas doprowadzić okrężną drogą do odpowiedzi na pytanie, po co ta symulacja miałaby w ogóle być robiona. Oczywiście, jak to bywa z suspensem, nie pada odpowiedź jeszcze w tym najbliższym odcinku po co, ale zaczynam pokazywać, jak to mogłoby być zrobione, jakie środki techniczne byłyby do tego potrzebne. Z czasem oczywiście zajmiemy się również problemem, po co owa symulacja miałaby być tworzona, czemu mogłaby służyć i w ogóle czy to ma jakiś głębszy sens. I to tyle. Pięknie państwu dziękuję i do usłyszenia.
[01:26:27] - Tak, do usłyszenia. Oddajemy głos Ivelliosowi.
[01:26:30] - Mówili do słuchot państwa przed chwilą prowadzący rozmowę Piotr Cielebiaś z Niesanego Świata, Marek Żelkowski z audycji Bibliotekarium 2.0 Akademia Wszelkiej Fikcji oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk Ivellios, Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach, które jak zawsze będziemy zapowiadać na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku, YouTube i na Instagramie. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Setki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce „Podcasty” na www.paranormalium.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl.