[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze.
[00:07] - Dzień dobry, pozdrawiam z Tajwanu, jak zwykle.
[00:09] - Tak, ale stan zdrowia zdaje się nie do końca jeszcze taki, o jaki pan by marzył.
[00:15] - No jest, jak jest. Staram się.
[00:17] - Panie Piotrze, my dzisiaj robimy audycję... W innych okolicznościach przyrody, w innych stacjach nazywałoby się to „Książki z mojej półki”. U nas się to nazywa „Zrozumieć cywilizację”, ale mniej więcej chodzi o to, że dzisiaj pan Piotr z odległego Tajwanu opowie nam o książkach, które były dla niego inspiracją. Były dla niego podparciem, wsparciem podczas pisania książek, o których państwo często słyszycie. Panie Piotrze, to zapraszam w takim razie. Od jakiej książki zaczniemy?
[00:53] - Zaczniemy od Stanisława Lema. Od „Summa technologiae”. Zna pan oczywiście.
[00:58] - Oczywiście. Zastanawiam się, co pan z tego wyciągnie, ale to...
[01:03] - Chyba wszystko. Tak jak strzęp starej zelówki podniosę i dam panu i powiem, że w tym strzępie są zaklęte wszystkie tajemnice wszechświata. To jest przykład właśnie, który Lem użył w „Summa technologiae”. Przykład ten jest oczywiście zacytowany w „Siłach psychohistorii”. Natomiast odnosi się on do niezwykle poważnego problemu filozoficznego i kosmologicznego, mianowicie takiego, czy z tego, w jaki sposób funkcjonują podstawowe cegiełki materii, da się wydedukować w jakiś sposób, co można z tych cegiełek uzyskać. Tam Lem wymienia, podając przykład, że gdybyśmy spotkali jakiegoś mędrca z obcej cywilizacji i spytali go właśnie o te wszystkie tajemnice wszechświata, wszystkie prawa, jakimi wszechświat się rządzi, to on by właśnie podniósł ten kawałek starej zelówki, wręczył nam go uroczyście i w domyśle, że właśnie tu wszystko masz zapisane tak, jak jest, i można z tego – Lem dalej ciągnie ten wywód – wydedukować, jak tworzyć i kosmoloty, i maszyny do szycia, i organizmy biologiczne takie jak my. Przede wszystkim na tą książkę trafiłem jako mały dzieciak, mając chyba dziewięć czy osiem lat, już nie pamiętam dokładnie. Próbowałem oczywiście to przeczytać i w oczywisty sposób mogło się tylko skończyć jedną wielką frustracją. No bo dla kogoś, kto ma osiem lat, ta książka jest jednak za poważna. Leżała ona bardzo długo na półce.
Cały czas na nią patrzyłem. I w końcu przeczytałem, będąc w liceum. Wtedy już mogłem to jakoś w miarę zrozumieć. Książka okazała się oczywiście skarbnicą niesamowitych wręcz spostrzeżeń. Tak jak podejrzewałem jako mały dzieciak. Bo jako mały dzieciak poznałem, dowiedziałem się, że tak powiem, z okładki i ktoś mi tam jeszcze powiedział, nie pamiętam nawet kto dokładnie, że „Summa technologiae” to jest nawiązanie do „Summa theologiae”, czyli do „Summy teologicznej”. Nie pamiętam, kto ją napisał w tej chwili.
[03:17] - Świętego Tomasza.
[03:18] - Świętego Tomasza. No właśnie. Więc zobaczcie, jak długo ta książka czekała. Drugim takim źródłem inspiracji, też Stanisława Lema, była powieść „Niezwyciężony”. „Niezwyciężony” to jest bardzo krótka, taka mikropowieść nawet. Bardzo prosta w swojej konstrukcji. Natomiast to było bardzo śmieszne, dlatego, że w tomie razem było z „Solaris” te „Niezwyciężone”. „Niezwyciężony” jako drugi. Ja po prostu w tej książce zakochałem się, mając dziewięć, dziesięć lat, ale pierwszy raz przeczytałem „Niezwyciężonego” kilka lat później, dlatego, że nie odkryłem, że „Niezwyciężony” czeka cierpliwie za czymś, co było kompletnie niestrawne dla małego dzieciaka, czyli właśnie za „Solaris”, który był niezrozumiały, dziwny. Co się tam działo, po prostu nie ogarniałem.
Także to jako ciekawostkę powiem, że „Solaris” doczytany do połowy czekał, skrywał właśnie tego „Niezwyciężonego”. Tam zapoznałem się z tą koncepcją homeostatu, która jest de facto głównym wątkiem całej książki „Siły psychohistorii”. Więc zobaczcie, jakimi krętymi drogami to wszystko szło, żeby stworzyć jakieś kolejne dzieło mające te dwa wcześniej wymienione jako inspiracje.
[04:48] - Tak, jak tak sobie pomyślę o tym, co pan powiedział o dziele Lema „Summa technologiae”. W każdym razie jak sobie o tym pomyślę, to uświadomiłem sobie właśnie, że Lem był straszliwym deterministą mimo wszystko. To, co pan opowiedział o tym kawałku buta czy trampka, to właściwie, tak sobie teraz myślę, bardzo przypomina takie zjawisko zwane demonem Laplace'a. To chodzi o to, że sobie wymyślił ten sławny Laplace od różnych teorii kosmologicznych. Wymyślił sobie, że gdyby istniał jakiś taki demon, trochę wzorem demona, który wcześniej buszował po filozofii kartezjańskiej, ale ten sobie wymyślił Laplace w ten sposób, że gdyby był jakiś taki duch, który mógłby przewidzieć, znał ruchy wszystkich cząstek we wszechświecie, mógł je obliczyć, fizycznie przyłożyć różne miarki do tego, to byłby w stanie właściwie przewidzieć całą historię świata po jego kres.Ponieważ wszystko jest deterministyczne, wszystko wynika jedno z drugiego. Nawet to, co mówimy, to jak działamy, jak postępujemy. To taki oczywiście skrajny determinizm, ale coś mi tu pobrzmiewa właśnie takim determinizmem u Lema.
[06:15] - Tak, ale Lem w różny sposób podchodził do tego problemu. Czasami oczywiście prześmiewczo, czasami nie. Natomiast samo skierowanie na te problemy jest olbrzymim kopem, który człowiek dostaje na początku życia, który w jakiś sposób ustawia jego sposób patrzenia na świat. Dlatego, że po naturze tych bardziej filozoficznych książek Lema, typu „Niezwyciężony”, które de facto jest powieścią, ale jest to powieść głęboko filozoficzna. Natomiast już ścisłą filozofią jest „Summa technologiae”. To nas prowadzi do tego typu odkryć, czy też tego typu problemów, jak ten dowód na niedowodliwość Gödel'a, czyli słynny teorema Gödel'a, w którym udowadnia niedoskonałość systemów aksjomatycznych. Jak ktoś pamięta, już mówiliśmy o tym, że moja pierwsza powieść, która przyjdzie w przyszłym roku na świat, ma tytuł „Wyspy na Morzu Gödel'a” i jest właśnie nawiązaniem do tego, co pan Marek mówił, do tych wszystkich problemów związanych z determinizmem, z tym czy jesteśmy w stanie dedukcyjnie osiągnąć wszystko, co jest do osiągnięcia przez ludzkie poznanie. Trzymajcie kciuki i zobaczymy. To jest największa inspiracja, jaką można było dostać. Tak mi się wydaje przynajmniej.
[07:45] - Tak, ale warto też powiedzieć, że to nie są takie problemy zupełnie oderwane od naszej rzeczywistości. Kiedyś w „Bibliotekarium 2.0” o tym mówiliśmy, kiedy w ogóle wchodziło w grę na przykład dowiedzenie tego, czy człowiek ma wolną wolę. Bo jeśli przyjmiemy wszechświat deterministyczny całkowicie, to wolna wola nie może istnieć. Natomiast jeśli istnieje wolna wola, to okazuje się, że wszechświat nie będzie deterministyczny. Bardzo to uprościłem oczywiście, ale coś w tym wszystkim jest. Panie Piotrze, to mamy dwie książki mistrza Lema, ale nie wierzę, że to są książki jedyne, one mogły stanowić początek. Ale co było dalej?
[08:36] - Dalej było zainteresowanie tym, czym jest w ogóle cywilizacja. To jest cały jeden wszechświat, osobny zupełnie, jeśli chodzi o to, jak patrzymy na świat. Sposób, w jaki rozumiemy cywilizację, po prostu definiuje nas. Kilka spostrzeżeń na ten temat oczywiście było w „Siłach psychohistorii”. Najważniejsze z nich to jest to, że cywilizacje są procesami. Ja kiedyś ukułem, na pewno ktoś to wymyślił wcześniej, natomiast pisząc książkę o cywilizacji chińskiej, która ma w tej chwili tytuł „Pulsujący matecznik cywilizacji”, ukułem takie sformułowanie, wedle którego cywilizacja dla grup ludzi jest takim samym procesem, jakim świadomość jest dla pojedynczego człowieka. Inaczej, to jest proces. To nie jest jakiś stan, do którego ludzie kolektywnie dążą po to, żeby osiągnąć jakiś poziom godnego życia, czy też żeby się uwolnić od konieczności wymuszonych przez bezwzględną naturę, od której chcemy się odgrodzić tymi wszystkimi wynalazkami cywilizacji, czyli komputerami, budynkami ze szkła i stali i tak dalej. Cywilizacja jest sposobem budowania oprogramowania kulturowego, które umożliwia nam kontrolowanie naszego otoczenia. I teraz, kiedy wyjdziemy z takiego paradygmatu, to jest poważne słowo, więc kiedy wyjdziemy z takich założeń podstawowych, to okaże się, że my, budując jako jakaś społeczność czy ogólna globalna społeczność, która jest pewnym takim agregatem, który trudno złożyć w jedną całość z rozmaitych względów, między innymi z uwagi na kulturę, na historię.
Ale ta globalna społeczność jest w stanie podtrzymać działanie globalnej cywilizacji i zbudować bazy kosmiczne. To też kiepsko brzmi, ale oczywiście i sondy kosmiczne i jakieś stacje kosmiczne krążące dookoła Ziemi. Wszystko to jest możliwe dlatego i tylko dlatego, że jesteśmy w stanie osiągnąć kooperację na poziomie globalnym. I to jest właśnie to największe osiągnięcie naszej współczesnej cywilizacji początku XXI wieku. Natomiast samą inspiracją do tego, żeby patrzeć na cywilizację jako na homeostat, jako coś, co żyje swoim własnym życiem i chce przetrwać w jakiś sposób, czyli chce podtrzymać swoje istnienie, to na taki wgląd wpłynęła na mnie nie książka, ale jeden prosty film, który gdzieś tam kiedyś w czeluściach internetu odnalazłem. Jest absolutnie fascynujący. I teraz opowiem, co jest na tym filmie. Przede wszystkim zanim to powiem, to o czym my mówimy? Mówimy o homeostatach, czyli o jakichś konstruktach, o jakichś żywych istotach, które wyposażone są w jeden podstawowy instynkt — instynkt przetrwania.Ten instynkt na poziomie państw i narodów inaczej się przejawia, a inaczej na poziomie poszczególnych organizmów biologicznych. Ja oglądałem króciutki film z wydobycia z łona kobiety noworodka, który nie mógł w naturalny sposób zostać urodzony i lekarze wyciągnęli tego noworodka jeszcze w worku owodniowym wypełnionym wodą.
Czyli on jak gdyby pływał w takim okrągłym, wielkim balonie. Cały czas oczywiście w pozycji embrionalnej, dlatego, że jeszcze nie wybudził się, nie zaczął wrzeszczeć jak po narodzeniu. Sam moment wyjęcia tego worka owodniowego z dzieciakiem w środku, to było wielkości piłki nożnej. To było coś fenomenalnego. Dla mnie było gigantycznym wręcz szokiem. Bo co my zobaczyliśmy? Zobaczyliśmy homeostat, który zaraz będzie się dopominał jedzenia, czyli zasobów, żeby rosnąć, żeby zacząć dostrzegać to, co się dzieje w świecie, czyli zacząć przejawiać zdolność do pozyskiwania świadomości sytuacyjnej. I zaraz będzie też zdolny do rozrodu, czyli do spłodzenia czy też urodzenia własnego dziecka, czyli kolejnego pokolenia. Natomiast w chwili, w której oglądałem, niesamowicie to wygląda. Jeżeli ktoś ma chwilę czasu, żeby to znaleźć, to na pewno jest w wielu wersjach w internecie, to bardzo polecam.
Ale wyobraźmy sobie, przetranslatujmy sobie ten obraz z osobnika biologicznego, czyli z organizmu biologicznego, czyli małego dziecka, które właśnie przychodzi na świat. Przełóżmy sobie to na moment taki jak rok 1776, kiedy na świat przychodzi nowy homeostat geopolityczny, czyli Stany Zjednoczone. Co mają wspólnego ze sobą te homeostaty? Jakie mają wspólne instynkty? To była jedna wielka inspiracja do tego, żeby pogłębić tę warstwę filozoficzną książki „Siły psychohistorii”. Także proszę zobaczyć, że największa inspiracja to był właśnie jeden obraz, który w jakiś sposób pozwolił mi dostrzec, że muszą istnieć jakieś paralele i warto te paralele zbadać.
[14:39] - Tak, ale muszę powiedzieć, że impuls – zgoda, jak najbardziej, ale później, żeby tę skomplikowaną materię ogarnąć, żeby to wszystko odpowiednio wywieźć, przecież w pana książce jest cała masa różnych niuansów, szczegółów, odwołań do rzeczywistości, co najważniejsze, to musiały się pojawiać kolejne książki i na pewno były takie, które pełniły rolę, nazwijmy to, czysto doradczą, ale na pewno były też takie, które gdzieś tam rozwalały system przynajmniej na chwilę albo go też potwierdzały. Nie wiem, strzelam w ciemno, a pan nam opowie o tym.
[15:21] - Przechodzimy już teraz ściśle do cywilizacji, bo o tym mieliśmy mówić, ale dygresje, które są potrzebne oczywiście, natomiast tak czy inaczej zajęły trochę czasu. W 2009 roku pojawiła się na polskim rynku książka Felipe Fernándeza-Armesto pod tytułem „Cywilizacje”. Jeżeli ktoś ma jeszcze możliwość nabycia tej książki, to bardzo polecam. Na pewno jest w bibliotekach. To jest książka, która jest napisana w bardzo specyficzny sposób, takim podniosłym, epickim tonem objawienia tego, czym jest prawdziwa natura cywilizacji, co jest trochę być może przerysowane przez autora, natomiast rzeczywiście zawiera on w tym tomie masę spostrzeżeń, które są po prostu nieoczywiste i których nie ma nigdzie indziej. Przepraszam, właśnie patrzyłem jeszcze, bo jestem w internecie. W 1997 roku pierwsze wydanie wyszło tej książki, z tego, co tutaj widzę. Ale dobrze. Książka Armesto jest zbiorem objawień pokazujących, że do tego, żeby powstała cywilizacja, potrzebna jest konwergencja, zaistnienie w jednym miejscu rozmaitych czynników w dużej ilości, których pojawienie się nie jest wcale oczywiste. W literaturze angielskiej w ogóle jest takie sformułowanie „cradle of civilizations”, czyli „kołyska cywilizacji”, czyli taki punkt, w którym się wyłania, taki matecznik.
Właśnie ja użyłem w polskiej książce „pulsujący matecznik cywilizacji”, o cywilizacji chińskiej pisząc. Takie mateczniki to są miejsca, które są wyjątkowo sprzyjające dla zaistnienia i rozwoju jakiejś nowej technologii. Konkretnie chodzi o rolnictwo, o uprawę roślin stacjonarną. Jest to miejsce korzystne dlatego, że w początkowym okresie rozwoju każdej technologii wydajność jest bardzo słaba i tylko w niektórych miejscach, w których ta wydajność jest nieco wyższa, jest ona opłacalna i jest w stanie wygenerować te nadwyżki żywności, które sprawiają, że gra jest warta świeczki, mówiąc najbardziej obrazowo. Mówimy tutaj o takim modelu cywilizacji, który się nazywaJak oranę. Zapomniałem słowo. Hydrooranę. To było takie bardzo dziwne słowo. To są cywilizacje wodne. To już przetłumaczę na język polski.
Natomiast chodziło o to, że żyzność gleby była odnawiana przez doroczne wylewy wiosenne, kiedy śniegi się topiły gdzieś tam w górnej części tych rzek, kolejne warstwy tych żyznych osadów przypływały i dzięki temu rolnictwo mogło rozkwitać bez znajomości tego, w jaki sposób trzeba te rośliny nawozić. Czyli przez jeden rok gleba się wyjaławiała, ale nie stanowiło to problemu, dlatego że właśnie te kolejne wylewy, na przykład znamy to z cywilizacji starożytnego Egiptu, po prostu kolejne wylewy uzupełniały wszystkie substancje organiczne niezbędne do tego, żeby nadal cieszyć się dużą obfitością plonów. Tutaj przejdziemy do następnej książki, Jareda Diamonda „Guns, Germs and Steel”, czyli „Działa, zarazki i stal”. On to wyjaśnił w sposób fascynujący, aczkolwiek przestrzegam wszystkich, on swoją książkę napisał pod modę na ekologizm. Ekologizm taki niemający do końca wiele wspólnego z nauką, a bardziej z ideologią związaną z ochroną naszej pięknej planety przed paskudnymi stworami, jakimi my jesteśmy — Homo sapiens. Niemniej Diamond opowiadał rzeczy fascynujące. Właśnie pokazywał, w jaki sposób cywilizacja tak zwanego żyznego półksiężyca, czyli współczesnego Iraku, była w stanie zaistnieć dzięki nadzwyczaj żyznym glebom dorzeczu rzeki Eufratu i Tygrysu. Tam powstały pierwsze cywilizacje opierające swoją produkcję żywności, bo mówimy w tej chwili o przetrwaniu. Bez żywności nie ma przetrwania żadnego, bez wyprodukowania nadwyżek żywności nie da się zbudować cywilizacji, dlatego że nie da się stworzyć społeczności mających nadmiar ludzi, którzy mogą się zająć czymś innym niż uprawą roli, bo na tym właśnie polega cały fenomen cywilizacji. W chwili, w której rolnictwo wchodzi na wyższy bieg i potrafi wytworzyć nadwyżki, to w tym momencie społeczność jest w stanie utrzymać rzemieślników, żołnierzy i automatycznie wytwarzają się całe struktury społeczne, które zarządzają całą tą nadprodukcją żywności.
I nie tylko już wtedy żywności, ale produktów, powtarzam się, rzemiosła. Jest w stanie powstawać broń, jest w stanie ta broń ewoluować, czyli stawać się coraz bardziej kosztowna w wykonaniu. Na początku oczywiście mieliśmy kije i kamienie, które sprawdzają się zresztą do dzisiaj. Omawialiśmy taki incydent na granicy chińsko-indyjskiej. Natomiast żarty na bok, wszystkie wydziwiania typu jakaś próba unowocześnienia broni, próba znalezienia jakichś stopów metali, które są twardsze na przykład, to wszystko jest ekstrawagancja możliwa tylko i wyłącznie dzięki temu, że mamy nadwyżki żywności i nie musimy wszystkich zapędzić do produkcji tej żywności. Także w książce Diamonda, którą bardzo polecam, to absolutnie jest podstawa, jeżeli ktoś chce zrozumieć, na czym polega cywilizacja. Przy czym zastrzegam ponownie, że nie wszystko tam jest, że tak powiem, w 100% naukowe. On opowiada o tym, w jaki sposób cywilizacje powstają i upadają poprzez wyczerpanie pewnych zasobów, które mają do dyspozycji. I w przypadku tych cywilizacji sumeryjskich problemem była salinizacja ziemi. Sumerowie zbudowali wspaniałe systemy irygacyjne, natomiast ich niesprawność spowodowała podniesienie się lustra wód gruntowych, a wraz z tymi wodami gruntowymi została wypłukana do góry sól.
Nasza zwykła sól kuchenna, czyli NaCl. I w związku z tym, że poziom tej soli był coraz wyższy, to właśnie to się nazywa salinizacja. Rośliny przestały rosnąć. W związku z tym upadła produkcja żywności, która jest niezbędną podstawą tego, żeby w ogóle mogły istnieć społeczności ludzkie. Formuła cywilizacji się wyczerpała i upadli. Zresztą taka sama sytuacja nastąpiła w czasie, kiedy budowano Tamę Nasera w Egipcie kilka dekad temu. Również te wszystkie irygacje, jakie budowano poniżej tej tamy, doprowadziły do podniesienia się wód gruntowych. I dokładnie ten sam mechanizm nastąpił i nastąpiła salinizacja gleby. I budowa tej tamy, zamiast doprowadzić do rozkwitu rolnictwa w Egipcie, doprowadziła do katastrofy, rolniczej przynajmniej, może nie cywilizacyjnej, bo sobie poradzili. Ale podsumowując już, wszystko to, jak widzicie, jest ze sobą powiązane i rozmaite parametry pozwalające na istnienie cywilizacji w danym odcinku czasuTe parametry wyczerpują się, te zasoby się wyczerpują albo formuła tych zmian wymusza, że musi powstać jakaś następna technologia, albo ludzie muszą odejść do jakichś innych miejsc.
Więc podsumowując już wpływ tej książki Jareda Diamonda „Działa: Zarazki i stal”, on podaje fascynujące stosy przykładów pokazujących, jak działa cywilizacja i co trzeba zrobić, żeby zapobiec tego typu nieszczęściom.
[24:42] - Tak, panie Piotrze, to rozumiem, że jeśli chodzi o taki wykład dotyczący szczegółów, jak czasami wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka, bo to tak oczywiście nie jest, ale wydawać by się mogło, że drobiazgi decydują o tym, czy dana cywilizacja wejdzie w czas swojego rozkwitu, a nawet ekspansji, czy też po prostu obumrze, jak się to już wielu cywilizacjom w historii świata zdarzało. Ciekawe, ale będę dopytywał dalej. To, rozumiem, dotyczy historii, a czy da radę, czy w tej książce, czy też później pan to wywiódł, jak to się odnosi do naszego tu i teraz? Co nam się w tej chwili wyczerpuje? Co nam się salinizuje? Jak na to patrzymy dzisiaj?
[25:31] - W tej chwili mogę się odwołać do najważniejszego zasobu, jaki mamy do dyspozycji na dzień dzisiejszy, czyli ropy naftowej. Właśnie w tym tygodniu, gdyby jeszcze ktoś nie wiedział, w tym tygodniu będzie fizyczna dostępność książki „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie”. Jej głównym mottem jest bardzo proste zdanie: energia jest wszystkim. Wszystko to, co nas na dzień dzisiejszy otacza i ten internet, przez który się porozumiewamy, wszystkie produkty materialne, krzesła, na których siadamy, stoły, przy których siadamy. Wszystko to do tego, żeby zaistnieć, potrzebuje ropy naftowej czy bezpośrednio, czy poprzez proxy, czyli poprzez to, że maszyny, które wytwarzają przedmioty drewniane, które co prawda z ropą nie mają nic wspólnego, ale są obrabiane przez maszyny, które potrzebują ropy, przetransportowane do sklepów za pomocą samochodów spalających ropę i tak dalej. Więc ta substancja jest na dzień dzisiejszy nam absolutnie niezbędna. Jesteśmy tak głęboko uzależnieni od dostępu do taniej energii, która jest dostępna każdemu, kto tylko za tą energię zapłaci, że nie zdajemy sobie sprawy, co może się zdarzyć, kompletna katastrofa cywilizacyjna, jeśli przestaniemy z tego korzystać. Kiedyś tutaj wyraziłem nie do końca pochlebną opinię, a wręcz przeciwnie nawet wobec tych wszystkich oszołomów z tego Just Stop Oil, czyli po prostu przestańmy używać ropy. To jest ta organizacja stricte terrorystyczna, ekoterrorystyczna dokładnie, która na Zachodzie polega na tym, że ludzie przyklejają się do asfaltu albo oblewają obrazy jakąś zupą, a potem się przyklejają do ram tego obrazu, nawołując właśnie do tego, żeby zaprzestać korzystania z ropy, co jest kompletnie niemożliwe. Gdybyśmy rzeczywiście to zrobili, to równałoby się to ze śmiercią wręcz miliardów ludzi, ze śmiercią większości osób, które na dzień dzisiejszy żyją.
W związku z tym do czego jest nam potrzebna ropa? Ile tej ropy jeszcze zostało? Ile zostało tej taniej w wydobyciu ropy? To jest najważniejsze pytanie. Odpowiadając na to pytanie, odpowiemy sobie od razu, jak długo nasza cywilizacja jeszcze przetrwa. Dlatego, że na dzień dzisiejszy nie wygląda na to, żebyśmy mieli jakiekolwiek zdatne do użytku zastępniki tej ropy. Nie tylko pod względem produkcji energii, ale też przede wszystkim tego, że fizycznie ropa naftowa jest substancją, masą reakcyjną niezbędną do produkcji absolutnie gros wszystkiego, co nas otacza. Także gdybym mógł zachęcić do refleksji nad cywilizacją, to właśnie zastanówmy się nad tym, jak gwałtowne byłoby załamanie, gdybyśmy nagle przestali korzystać z tej ropy, gdyby na przykład Cieśnina Ormuz została zablokowana. Przez nią przepływa chyba 60 czy 70% energii zużywanej codziennie na świecie. To by była absolutna katastrofa.
[29:08] - Panie Piotrze, ale przecież pan wie, jakie ja pytanie zaraz zadam albo jaki problem poruszę. Otóż proponuje się nam ni mniej, ni więcej, tylko właśnie dosyć szybkie odejście od ropy. To się dzieje w tej chwili w Europie przynajmniej, i to na masową skalę. I teraz pytanie, czy to jest takie głębokie i przewidujące? Właśnie wpuszczono nas w proces odnajdywania zastępników tejże energii pochodzącej z ropy i to zastępników na tyle doskonałych, że cywilizacja będzie się toczyć dalej, czy też jest to ewidentne zaproszenie do katastrofy?
[29:51] - Ewidentne zaproszenie do katastrofy. Tutaj cyrk, jaki się dział przede wszystkim w Niemczech po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, jasno pokazał, i to były wypowiedzi szefów niemieckich służb bezpieczeństwa zarządzających bezpieczeństwem państwa. Niemieccy politycy w pewnej ilości, z całą pewnością znacznej, ale powiedzmy, że zostańmy przy pewnejSą uwikłani w grę, w zależności finansowe z podmiotami od strony rosyjskiej, że tak powiem najbardziej ogólnie. I to wszystkie ruchy ekologiczne, które na przykład żądały wygaszenia przemysłu nuklearnego elektrowni nuklearnych w Niemczech, wszystko to w sposób wręcz jawnie oczywisty było sterowane ze strony rosyjskiej po to, żeby uzależnić Niemcy od gazu, którego Niemcy tak czy inaczej potrzebują w dużych ilościach i tanio, i dostawali go od Rosjan. Natomiast dodatkowe wyeliminowanie z produkcji energii elektrycznej atomu w Niemczech miało pogłębić to uzależnienie. No i na dzień dzisiejszy co mamy? Na przykład teraz Niemcy muszą dokupywać energię elektryczną z Francji, energię elektryczną wytwarzaną z atomu. Dlaczego? Dlatego, że pozamykali swoje własne elektrownie. No i nie włączą ich.
Dlaczego ich nie włączą? Mimo tego, że muszą, to ich nie włączą. Ze względów ideologicznych, ze względów politycznych, ze względu na uwikłanie w dalekosiężne strategiczne kooperacje, w liczbie mnogiej tu mówię, między Rosją a Niemcami, a jednocześnie także z innymi. Drugim problemem jest to, że Europa jako obszar poza Morzem Północnym, to jest niewystarczające dla całej Europy, nie ma macierzystych zasobów węglowodorów, czyli surowców energetycznych. W związku z tym Niemcy muszą, przepraszam, nie tylko Niemcy, wszystkie kraje Europy, niezależnie czy Niemcy, poprzez Niemcy. Europa musi zdobyć dostęp pewny do źródeł, do zasobów energetycznych, co jest niemożliwe. W tej chwili ściągamy z Algierii, z Afryki Zachodniej, z wszystkich krańców świata, z Kataru, skądkolwiek możemy. My, Polacy, teraz importujemy gaz z Norwegii. Bardzo dobrze, że jest taka możliwość. Natomiast podsumowując problem, cokolwiek zdobędziemy z zewnątrz, jako mówię o surowcach energetycznych, wszystko to jest narażone na jakiś rodzaj przerwania tego łańcucha dostaw, czy to przez na przykład zablokowanie Kanału Sueskiego, czy przez jakieś sankcje, czy przez jakieś awantury, na przykład między Katarem a Algierią.
Tu jest cały rozdział zresztą w tej mojej książce o geopolityce na ten temat. Więc wszystko to jest inaczej. Nasze węglowodory, które przychodzą do Europy, są narażone na odcięcie. Nie mamy własnych. I to jest to, co być może jest główną troską tych decydentów europejskich czy też niemieckich, którzy decydują o tym, że musimy odejść koniecznie od paliw kopalnych. A jeżeli tak jest, to te kwestie dwutlenku węgla, to już jest oddzielna bajka, wygląda na kompletną ściemę. Jestem w stanie to głębiej uzasadnić, jeżeli będzie taka potrzeba, panie Marku. Natomiast wszystkie te zabawy z dwutlenkiem węgla to jest tylko i wyłącznie instrument do tego, żeby nas przestawić mentalnie na to, żeby mniej używać tych substancji energetycznych, tych surowców energetycznych.
[34:11] - No ale panie Piotrze, to może to jest świadome działanie. Będziemy używać ich mniej, to nasza cywilizacja dłużej potrwa, będziemy mieli więcej czasu, żeby wymyślić coś, jakieś inne źródła energii, które będą w stanie tę cywilizację podtrzymać. Zatem może elity europejskie, na które tak narzekamy, o których mówimy, że po prostu pchają nas w szaleństwo, w odmęty szaleństwa, to może to jest działanie dla naszego dobra.
[34:42] - To ja dziękuję bardzo.
[34:46] - Oj musiałem, panie Piotrze, musiałem trochę pościemniać. Panie Piotrze, to jeszcze w dzisiejszym odcinku poproszę pana o jedną książkę i już widzę, że szykuje się nam odcinek drugi z książkami.
[35:02] - Przy takich problemach jak cywilizacja jednym z najważniejszych jest stwierdzenie, co nas nakręca, co jest tą siłą, która sprawia, że ludzie łączą się w grupy po to, żeby zbudować coś większego, żeby stworzyć jakąś cywilizację. I co jest tym czynnikiem, który sprawia, że ludzie opuszczają swoje jakieś domy gdzieś tam na pograniczu imperiów, tak jak na początku mamy w książce „Fundacja” główny bohater opuszcza jakąś tam zapadłą dziurę, czyli spółkę słoneczną rolniczą, dlatego, że dostał stypendium od Harry'ego Seldoma i przyłącza się do projektu polegającego w największym, w takim maksymalnym uogólnieniu na zbudowaniu czegoś wielkiego, czyli tego drugiego imperium. Co motywuje ludzi do tak, że tak powiem, górnolotnych celów? Otóż książka, która to najlepiej opisuje, nie da się tak naprawdę zidentyfikować, dlatego że rozmaite fragmenty, które udało mi się poskładać w jedną całość, w jedną taką wizję zaprezentowaną w „Siłach psychohistorii”To wszystko był wpływ kilkunastu książek, które przeczytałem, między innymi Jarahda Diamonda, między innymi „The Expectation Effect”. Książka o sile sugestii zbiorowej. Mówiliśmy o niej wielokrotnie. Bardzo polecam. Natomiast czytałem też masę książek takich polegających na opisie zwykłej propagandy przy budowie imperiów. Na przykład jest taka genialna książka pod tytułem „Dezinformacja. Oręż wojny” Wołkowa.
Bardzo. Jak ktoś nie zna, to strasznie polecam. On jeszcze napisał „Montaż”. To jest już typowa powieść, w której on przedstawia swoją teorię dezinformacji. Bardzo polecam, jeśli ktoś ma możliwość, to nawet od razu kupować. Zdaje się, że to zostało wydawnictwem wznawiane i tam jest pokazane, co jest takim największym impulsem. Kluczem jest sprawić, żeby ludzie, jakaś grupa ludzi wierzyła w ten sam sposób w te same idee i w te same zbiorowe cele i w to, że należy je osiągnąć za wszelką cenę. Wołkow w tej książce „Dezinformacja jako oręż wojny” podawał genialne przykłady pokazujące, w jaki sposób realizowali ten cel naziści w latach 30. w Niemczech w XX wieku. Więc każda cywilizacja, która wstępuje na jakieś wyżyny swojego rozwoju, jest de facto jakąś iteracją jakiegoś imperium czy władzy politycznej, która motywuje ludzi do tego wysiłku, do budowania całego projektu, do którego potem dołączają.
Czy to będzie jakaś tysiącletnia Rzesza, czy to będzie świat chrześcijański budowany za pomocą idei zawartych w Nowym czy Starym Testamencie. Mówimy tutaj o Europie licząc od mniej więcej V wieku w górę. Wszystkie te procesy budowy cywilizacji są napędzane dziesiątkami czynników, które osiągnąwszy ten tak zwany efekt synergii, czyli poziom oddziaływania daleko większy niż prosta suma arytmetyczna poszczególnych tych składników. Wszystko to sprawia, że ludzie po prostu dostrzegając, że są częścią czegoś większego, są w stanie wykrzesać z siebie maksimum sił i poświęcić samych siebie, swoje własne, codzienne, bieżące dobro na rzecz budowania właśnie czegoś większego. Czy to będzie poczucie bezpośrednio z punktu widzenia pojedynczego człowieka, czy to będzie zwiększone poczucie bezpieczeństwa, czy to będzie zwiększone poczucie dumy z osiągnięć przodków i z osiągnięć tych przyszłych pokoleń, które my teraz wychowujemy. Wszystko to jesteśmy w stanie wykryć. Te rozmaite parametry psychologiczne decydujące o motywacji kolektywnej i poszczególnych indywidualnych jednostek. Wszystko to znajdziemy, ale musimy chwilę zatrzymać się i popatrzeć. Ale wcześniej właśnie przeczytać te kilka książek. Ponieważ rzeczywiście nie udało mi się znaleźć jednej książki, w której było to opisane w sposób za pomocą takiego nowoczesnego naukowego języka.
No to przepraszam już ten żart, bo trzeba proklamować własne książki. No to napisałem taką książkę i przyznam się już, skoro mówimy o inspiracjach i co do tego doprowadziło, do napisania „Sił psychohistorii" złożyło się przeczytanie dziesiątek książek i cała książka w ogóle „Siły psychohistorii" jest pewnym rodzajem przełożenia na papier portalu gawaga.pl. Nie wiem, czy ktoś wcześniej gadał o tym, czy widział, czy nie widział. To jest taki zbiór rozmaitych fragmentów książek, passusów z tych książek, jakichś cytatów, sentencji, maksym, bon motów. To jest jeden gigantyczny stos, nie do końca uporządkowany, dlatego stos. Natomiast to jeden zbiór inspiracji, który jest podzielony z grubsza na rozmaite działy, który pokazuje, jak skomplikowanym tworem jest ten homeostat, który nazywamy cywilizacją i jak bardzo przez to skomplikowanie i potencjał, jaki może z tej komplikacji wykiełać, jest on podobny do tego dzieciaczka, który mnie tak zafascynował w tym worku owadnim. Jeszcze bardzo wszystkim polecam. Może to dla niektórych będzie nie do końca widok estetyczny, ale tak niesamowicie daje do myślenia. Bardzo polecam na własną rękę znaleźć jakiś film pokazujący, jak to dziecko jest wydobywane. Niesamowite.
[41:39] - Panie Piotrze, dzisiaj czas audycji powoli się kończy. Pan w dodatku w nie najlepszej formie zdrowotnej. Zatem cóż, panie Piotrze, proszę kurować się. A ja naszych słuchaczy oraz pana zapraszam za tydzień. Myślę, że temat ważnych książek, tych, które mogą otworzyć umysł na pewne idee, pokazać, jak to wszystko się w naszym świecie toczy, będziemy kontynuować. Zatem do usłyszenia za tydzień.
[42:11] - Do usłyszenia.
[42:13] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.