[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Szanowni Państwo, debata ufologiczna sprzed tygodnia miała być ostatnią w tym sezonie, ale wyskoczył pewien niezwykle gorący temat, który spowodował, że dziś słyszymy się w debacie ufologicznej ponownie. Czy mamy przełom w ufologii i wstęp do ujawnienia? Dziś będzie o rewelacjach Davida Gruscha dotyczących posiadania przez USA technologii pochodzenia pozaziemskiego. Audycję, jak zawsze, od strony technicznej będę obsługiwał ja, Marek Sęk „Ivellios”. Są z nami po drugiej stronie połączenia internetowego Marek Żelkomski z Bibliotekarium oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Jeszcze tylko przypomnę kontakty, pod którymi będziemy czekać na państwa komentarze i pytania. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także do nas wysyłać SMS-y pod numer 530 620 493. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także dostępni na Facebooku na fanpage'u Radia Paranormalium. Zapraszamy do dołączenia do grup Radio Paranormalium i Czytelnicy Nieznanego Świata. Można także do nas pisać poprzez Telegram albo drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Piotrze, oddaję ci głos.
[01:43] - Dzień dobry. Dobry wieczór wszystkim. Jak niektórzy z was pamiętają, tydzień temu w debatach zakończyliśmy odcinek na rewelacjach doktora Gary'ego Nolana, który badał ślady uszkodzeń cielesnych u świadków spotkań z UFO. Wspomnieliśmy tam o niezwykłych metalach i fragmentach UAPów, o których Nolan miał coś do powiedzenia. W tak zwanym międzyczasie światło dzienne ujrzała sprawa Davida Gruscha lub Gruscha, bo tak możemy go niekiedy dzisiaj wymówić z niemiecka. Prawdopodobnie największa bomba w ufologii w ostatnich latach. Na pewno w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że ten weteran wojny w Afganistanie i były funkcjonariusz wywiadu poinformował Kongres o zakamuflowanym czarnobudżetowym projekcie badań nad UFO, który jest prowadzony pod szyldem różnych agencji rządowych. Ze słów Gruscha wynika, że Amerykanie mają co najmniej dwa obiekty UFO. Albo inaczej, obiekty będące wytworem technologii nie ludzkiej czy nieziemskiej, bo on też to różnie określa. Jeden ma być dość dobrze zachowany, drugi jest częściowo uszkodzony. Są też inne, mniejsze fragmenty. I teraz pytanie, czy jest to rewelacja dekady i potwierdzenie teorii konspiracyjnych, które krążą od dziesięcioleci? A może to niestety kolejny element wojny dezinformacyjnej? O tym wszystkim w dzisiejszym programie. Na początek jednak garść ogłoszeń. Tradycyjnie w kioskach czeka na was cały czas czerwcowy numer Nieznanego Świata. Pamiętajcie, że nasz miesięcznik możecie też kupić przez stronę internetową www.nieznane.pl. Pamiętajcie też, że cały czas jest dostępna opcja prenumeraty na drugą połowę roku. Polecamy też ubiegłopiątkowe Bibliotekarium, a w nim przegląd filmowy, czyli nasz cykl Filmotekarium. Przypominamy też o drugiej części „Wojny cieni” autorstwa obecnego tu Marka Żelkowskiego, którą można czytać niezależnie od pierwszej. Jeżeli lubicie science fiction toczące się w kosmosie, to jest książka dla was. Marku, gdzie można książkę kupić?
[03:59] - Książkę na razie można kupić na stronie wydawcy esef.com.pl. Tam wystarczy wpisać „Wojna cieni 2” i już możecie państwo drogą kupna książkę zdobyć, zamówić. To na razie tyle. Jest tam oczywiście też pierwszy tom, ale tak jak Piotr powiedział, książki czytają się niezależnie. Oczywiście tam jest pewna metahistoria, ale jak się państwu spodoba dwójka, to doczytacie jedynkę bez żadnej straty, a historia ta meta i tak zakończona będzie w tomie trzecim, więc teraz nie ma konieczności specjalnie się nią interesować. To jest osobna, niezależna historia z początkiem, końcem i środkiem też oczywiście. To tyle.
[05:01] - Nim przejdziemy do tej największej bomby ufologicznej, to przypomnimy sobie, że jednym z najgorętszych elementów dyskusji o UFO jest kwestia rzekomego posiadania przez Stany Zjednoczone wraków UFO. Zestrzelonych, znalezionych i tak dalej. Przy czym jest tutaj mowa o prawdziwym UFO, nie o żadnych balonach, czyli tych pojazdach anomalnych pochodzenia pozaziemskiego. Temat ten znany jest w ufologii w zasadzie od dawna, od samego początku. Natomiast sprawa tego, że Amerykanie sobie zabrali szczątki jakiegoś obiektu, nabrała rozpędu pod koniec lat 70. wraz z odnowieniem zainteresowania katastrofą w Roswell. Potem była kwestia Majestic i tak dalej. Pojawiali się kolejni sygnaliści. Mówili o tym, że coś dziwnego dzieje się w Strefie 51.W sumie narodziło się takie przekonanie, w zasadzie graniczące u niektórych z pewnością, że Amerykanie posiadają jakieś UFO, które badają, nawet próbują sobie coś z tego skopiować. Kilka tygodni temu wspomnieliśmy o panu, który się nazywał Charles Boucher i pełniąc rolę kogoś w rodzaju nadrzędnego księgowego w latach 1984-1985 natknął się — znaczy on się wtedy natknął, bo pełnił tą rolę bardzo długo — ale w połowie lat 80. natknął się podczas audytu na ślady jakiegoś tajnego programu, doskonale zakonspirowanego, który badał rozbite obiekty UFO. Temat został jednak szybko strącony przez jakąś bardzo wysoko postawioną postać z Departamentu Obrony USA. Pisał o tym doktor Jacques Vallée. Niemniej jednak trzeba powiedzieć, że przez laty pojawiło się bardzo wiele osób, nawet nie jestem w stanie powiedzieć ile, które mówiły, że taki program istnieje, tylko nie można do niego dotrzeć. Nałożone jest tak zwane embargo. Naprawdę mówił o tym między innymi astronauta Edgar Mitchell, który przecież znał bardzo wiele wpływowych osób, a jednak nigdy nie mógł się nawet zbliżyć do jakichś szczegółów. Zawsze podawano mu tylko bardzo oględne informacje. I dzisiaj niestety po raz kolejny otrzymujemy, Marku, garść informacji bardzo wywrotowych. Według niektórych takich, które potwierdzają już jednoznacznie, że nie jesteśmy sami na Ziemi. Natomiast gorzej jest, kiedy wchodzimy w szczegóły.
[07:39] - No właśnie. Powiem ci tak, jak to zapowiedziałeś, w zeszłym tygodniu kończymy debaty ufologiczne. W tak zwanym międzyczasie pojawiła się ta nowość z Grushem czy Grashem, czy jakkolwiek go nazwiemy. I wydawało się to pewno do końca zeszłego tygodnia, że to jest absolutna bomba, ale dzisiaj skłonny byłbym powiedzieć, że to jest raczej zamokły kapiszon, bo po pierwsze pokazał się wywiad z tym panem, po drugie wgryzłem się trochę w to, co on tam wcześniej naopowiadał. I proszę państwa, to jest troszeczkę tak, że oczywiście współczesne media elektroniczne i te całkiem tradycyjne są w stanie zrobić z igły widły, natomiast to jeszcze wcale nie oznacza, że następuje jakiś przełom. Bo to, że pan Grusch powie, że jest kimś bardzo ważnym i przy okazji wymieniana jest taka masa funkcji. Facet ma 36 lat, a wymieniana jest taka masa funkcji, które on pełnił. Właściwie jak się ma 36 lat, to już byłby czas kilka funkcji w życiu popełnić, ale on tak skakał w różne miejsca. Ale dobrze, w końcu nie zajmujmy się karierą zawodową faceta. Natomiast w gruncie rzeczy to, co on mówi, wierzcie mi państwo: czy coś widział? Nie widział tak na własne oczy. Czy bezpośrednio miał wgląd w te rzeczy? Nie, rozmawiał z ludźmi i to ludzie mu mówili, że to jest prawie prawdziwe i on w związku z tym oświadcza, że tak jest. Dlaczego oświadcza? Ponieważ — i tu jest może ważna rzecz — ponieważ wprowadzono, mam wrażenie, że w ogóle ta przemowa, te rewelacje Gruscha, one wykorzystują w umiejętny sposób pewną zmienioną sytuację prawną, która się ostatnimi czasy objawiła, a mianowicie wcześniej, jeśli urzędnik państwowy szeroko pojęty, czy to wojskowy, czy cywilny, złożył ślubowanie na dochowanie tajemnicy, to mogiła. Jak zdradził, to mógł się spodziewać całkiem poważnych administracyjnych konsekwencji, z więzieniem włącznie. Oczywiście były cały czas te opowieści, jak to ludzie znikali w niewyjaśnionych okolicznościach, umierali na dziwne przypadłości, wariowali, byli zastrzeleni przez policję na przykład, kiedy ich szaleństwo sięgnęło tak daleko, że zaczynali strzelać do policji. To wszystko oczywiście były przypadki dziwne. Tu z takim przypadkiem nie mamy do czynienia. Mamy natomiast przypadek, w którym pojawiło się prawo zwalniające osoby, które nawet udzieliły przysięgi, ślubowanie złożyły i tak dalej, przed członkami Kongresu mogą stać się sygnalistami, którzy donoszą kongresmenom, donoszą całemu gremium tej legislatury amerykańskiej o tym, że coś tam administracja knuje, jakieś tajne projekty i tak dalej. I wykorzystując ten, tak w skrócie opowiadając, ten kruczek prawny, to już nawet nie kruczek, to cały kruk prawny, Grusch robi coś takiego. Opowiada, że Amerykanie mają te projekty. Co zwróciło moją uwagę przed audycją, nawet Piotrowi o tym mówiłem, że kiedy my przyjrzymy się amerykańskim przypadkom strącania, spadania różnych obiektów, oczywiście ten najsławniejszy w Roswell, ale jest jeszcze kilka innych przypadków, gdzie podobno obiekty spadły. Obiekty w dodatku mające załogę. Taki, powiedzmy, dosyć znany przykład obiektu, który się pojawił na amerykańskiej ziemiTo Kecksburg w latach 60. taki obiekt przypominający trochę żołądź z czapeczką pojawił się tam i podobno załogant jeszcze w momencie, jak to pierdzielnęło w ziemię, to jeszcze żył, ale zaraz potem umarł. Podobno zwłoki przewieziono w skrzyni, i ten obiekt oczywiście również, do bazy Wright-Patterson, bazy sił powietrznych. Wierzcie mi państwo, w tych doniesieniach ostatnich też się pojawia baza Wright-Patterson. Tylko taka ciekawostka, że podobno mają te obiekty, ale te obiekty, czy to w przypadku Gruscha, czy w przypadku innych zeznających, one są nieoznaczone. Jakieś są obiekty, ale nie wiadomo, czy z tej katastrofy, z tego Kecksburga, czy może z jakichś innych. One są niezlokalizowane. Coś kiedyś gdzieś spadło i tam sobie leży, ale z jakiego to wydarzenia? Ja tylko zwrócę państwu uwagę, że w momencie, kiedy padłaby lokalizacja, że na przykład mają obiekt z tego i z tego roku, który spadł tam a tam, to wymagałoby ze strony tej osoby zeznającej potwierdzenia, że jakiś przypadek z przeszłości, na przykład z lat 60., był prawdziwy, bo mają ten wrak, który tam był. Ale nie, nic takiego się nie dzieje. Dalej mamy sytuację, w której oni coś mają, ale ten zeznający mówi, że on słyszał, że mają, i tam się zetknął, że są tajne programy, jakieś czarne, finansowane w sposób absolutnie niezgodny z porządkiem prawnym Stanów Zjednoczonych. Ale jak przychodzi do konkretów, nie ma tych konkretów. Jedynym konkretem jest to, że jest baza Wright-Patterson i już, i wszystko. To trochę mało. I jak się tym rewelacjom Gruscha przyjrzeć i przekopać w nich, to słabo jest, proszę państwa. Chociaż też wolałbym, żeby słabo nie było. Więcej w tym bałaganu z naszego punktu widzenia, ale to takich przepychanek prawnych, typowych zresztą dla Ameryki. W końcu to w tym kraju powstał cały typ powieści, cały typ opowieści bazujących na przepychankach prawnych różnego rodzaju.
[14:42] - Żeby nie było tak nudno dzisiaj, to ja postaram się Gruscha trochę w obronę wziąć. Bo tak: po pierwsze, co nim kierowało? Kierowała nim chęć zachowania praworządności. Zaraz wyjaśnię dlaczego. Druga kwestia, on dokonał tego obywatelskiego donosu tylko dlatego, że są informacje, które w sposób jawny omijają parlament, omijają Kongres i nikt o tym nie wie. Istnieje zatem w Ameryce i to jest coś, co przyznali otwarcie, państwo w państwie i ktoś sobie wydaje pieniądze nie wiadomo na co. I tą rzeczą są latające talerze. Teraz pokrótce przedstawimy wam w ogóle kim David Charles Grusch jest, jakie funkcje zajmował i jak ta droga w ogóle do Kongresu i do tego prawie disclosure wyglądała. Otóż tak, całkiem niedawno dziennikarze Leslie Kean i Ralph Blumenthal, czyli ci, którzy kilka lat temu opublikowali w „New York Times” ten słynny artykuł o projekcie AATIP na portalu The Debrief, który jest często w naszej audycji wspominany, opisali przypadek wspomnianego Davida Gruscha. Ten 36-letni weteran walk z Afganistanu kilkanaście lat przepracował w wywiadzie i od ubiegłego roku zaczął dostarczać kongresmenom szereg ściśle tajnych informacji związanych z istnieniem tego zakamuflowanego programu badań nad czymś, co on nazywa materiałami egzotycznymi. Jednocześnie nazywa to materiałami egzotycznymi, z drugiej jawnie podkreśla, że to nie pochodzi z Ziemi, nie zostało na Ziemi wyprodukowane. O innych kwestiach za chwilę powiemy. O tych szczegółach, które powoli wypływają. I teraz Grusch mówi wprost, pozwolę sobie zacytować: „Żadne prozaiczne wyjaśnienia co do ich pochodzenia nie wchodzą w grę. Materiał obejmuje nienaruszony i częściowo nienaruszony pojazd”. Facet mówi wprost, że Amerykanie posiadają co najmniej dwa w miarę zachowane obiekty będące wytworem techniki niepochodzącej z Ziemi i cały szereg szczątków innych. Oznacza to, po pierwsze, że na Ziemi doszło już do potwierdzonej wizyty ze strony innej inteligencji, choć on nie twierdzi, że to są przybysze z kosmosu. B) Stany Zjednoczone dysponują okazami jakiejś tam zaawansowanej obcej techniki. I C) informacje o tym są ściśle tajne od kilku dziesięcioleci. Uruchamiając tak zwany chłopski rozum, wielu z was zapyta: „No dobrze, ale skoro ten program przejmowania tych artefaktów, tych statków trwa od tak dawna, to przecież powinniśmy widzieć wykorzystanie tej cudownej techniki”. Hola, hola! To może nie jest takie łatwe, ale przejdźmy dalej. Dlaczego rewelacje tego 36-latka są tak ważne i mają duże znaczenie? Otóż, po pierwsze Grusch cieszy się nieskazitelną opinią. On nie dość, że w tym Afganistanie walczył, to był pracownikiem NRO, czyli takiej jednostki, która się nazywa Krajowe Biuro Rekonesansu oraz agencji NGA, czyli Krajowej Agencji Wywiadu Geoprzestrzennego. Co ciekawe i co najważniejszeW latach 2019-21 Grusch został z ramienia tej drugiej agencji oddelegowany do prac nad zjawiskiem UAP. Był to tak zwany zespół roboczy do spraw UAP, który tam istniał i on przygotowywał kilka raportów, kilka ekspertyz. Był też starszym doradcą technicznym do analizy UAP. Miał dostęp do tajnych informacji i już, co ważne, w roku 2021 złożył zawiadomienie do Inspektora Generalnego Departamentu Obrony na temat tego, że do Kongresu nie docierają wszystkie informacje o UAP, które powinny. Czyli jakieś tam komórki na temat UFO pracują, ale informacje nigdy nie docierają. Przyczyniło mu to sporo kłopotów. Ponoć już wtedy znalazł się na celowniku służb. Natomiast otrzymał to wsparcie prawne, o którym Marku mówiłeś jakiś czas później, bo te nowe regulacje wprowadzone w akcie autoryzacyjnym o obronie kraju na rok 2023, tak to się nazywa, musiałem to przeczytać, zapewniały to wspomniane krycie osobom, które chciały przekazać jakieś delikatne, poufne informacje w zakresie obronności. W dużym skrócie, kolejny raz na chłopski rozum. Polega to na tym, że chodziło o wykrywanie potencjalnych patologii, na przykład obcej infiltracji i posunięć, które mogłyby mieć wpływ na obronność kraju, a które nie są w żaden sposób kontrolowane przez parlamentarzystów. Ważna sprawa: spotkania Gruscha z tym komitetem parlamentarnym nadzorował ktoś, kto się nazywa Christopher Mellon. Jest to facet, który zasiadał w senackiej komisji do spraw wywiadu. Jest on też osobą, którą się określa lobbystą na rzecz ujawnienia prawdy o UFO. To jest niezwykle ważna postać na chwilę obecną w ufologii. Także macie tutaj krótki, szybki wstęp odnośnie tego, kim Grusch był. Co zatem wiemy? Nie jest to facet, który się wziął znikąd. Jest to ktoś, kto zajmował się analizowaniem zjawiska UAP, gromadził jakieś tajne dane. I on twierdzi, Marku, że w tym właśnie czasie zaczęli się do niego zgłaszać ludzie. To byli zarówno jego znajomi, jak i zupełnie obcy ludzie, którzy potwierdzali mu, że o UAP się mówi, ale są jakieś tajne informacje, które do Kongresu nigdy nie dotrą. Wymieniano mu nazwy programów, które mają się zajmować odzyskiwaniem obcych technologii. A ponieważ ta wiedza nie była dostępna praktycznie nikomu poza bardzo wąską grupą, Grusch postanowił przerwać milczenie. I tutaj pierwsza niewiadoma, duża: skąd on miał te informacje? Nie do końca wiemy. Nie wiemy, bo oczywiście nie przedstawił swoich informatorów, bo mogłoby to się skończyć jakimiś przykrymi konsekwencjami dla nich. Natomiast miał przeprowadzić z nimi długie rozmowy. Zresztą on tych informacji dostarczył tyle, że komisja kongresowa, która z nim rozmawia, sporządziła już setki stron maszynopisu. Czyli te informacje mogą tam być, ale nie zostały przekazane w żaden sposób do opinii publicznej, bo na przykład mogą rzutować na narodowe bezpieczeństwo. Jak mówił Grusch, niektórzy z tych informatorów zgłosili się do niego bezpośrednio, bo sami zauważyli jakieś liczne nadużycia. Były też takie osoby, które pracowały na przykład przy tych projektach z ramienia organizacji cywilnych czy firm cywilnych. I tutaj on jako taki romantyczny bohater w akcie zrywu postanowił, Marku, nagle powiedzieć: „Dobra, mówię, jak jest. Ujawniam patologię”.
[22:33] - Tak, ale z konkretów to, nie wiem, co usłyszeli kongresmeni, ale z konkretów, które przedostały się do opinii publicznej, to właściwie już je wymieniłeś, czyli że mają dwa pojazdy, jeden bardziej, drugi mniej zniszczony. I to jest właściwie wszystko. I w dodatku na pytanie, czy on je widział, to oczywiście ich nie widział. Ja miałem wrażenie, czytając relacje z tych zeznań czy bardziej omówienia, że tam głównie chodziło o to, że pewna grupa ludzi dopatrzyła się, że pieniądze ciekną na jakieś czarne projekty. Czarne, czyli poza kontrolą. One się oczywiście różnie nazywają. Owszem, ci panowie podciągają to pod badania, pod projekty badające UFO, UAP czy jakkolwiek to nazwiemy, ale jednak właśnie badające pewną aktywność tutaj, na Ziemi obcych. Zostańmy przy tej nazwie. Tak, ale jeśli wycisnąć to, co on powiedział, może źle, nieco powiedział, co się przedostało do opinii publicznej, to tak naprawdę przedostało się niewiele. A jakbyśmy zadali pytanie, przeformułowali to pytanie i zapytali, co nowego przedostało się, to właściwie nic się nie przedostało. On w pewien sposób potwierdza to, co entuzjaści zjawiska UFO wiedzieli już od dawna, czyli że gdzieś tam w Stanach Zjednoczonych są w jakichś podziemnych, a może nie podziemnych komorach, laboratoriach, hangarachJakieś tam szczątki UFO. Na tym to wszystko jest skupione. Natomiast bardziej w tych wszystkich wypowiedziach mowa jest o tym, że ciekną pieniądze. W Stanach Zjednoczonych pieniądze to jest poważna sprawa i jak się ktoś pieniędzmi zajmuje, to wszyscy patrzą na niego jak na poważnego człowieka. W związku z tym być może jest to jakiś rodzaj strategii przyjęty przez Gruscha, że on najpierw będzie mówił o pieniądzach, a o konkretach porozmawia z kongresmenami później albo już porozmawiał, a do opinii publicznej przedostanie to się później. Bo ja, mówiąc szczerze, trochę się zawiodłem na tych wypowiedziach, Piotrze, tak szczerze, czy dowiedzieliśmy się czegoś naprawdę nowego, przy czym powiedziałbyś: „Wow! To mi nawet do głowy nie przyszło”. Nie, nic takiego nie ma. To jest kolejna osoba, która potwierdza coś, co potwierdzały wcześniej osoby może mniej wiarygodne. I to przemawia na korzyść Gruscha, że poprzedni zeznający to byli ludzie gdzieś tam albo starzy, już umierający, którym wszystko to dyndało, mówiąc kolokwialnie, albo ludzie, którzy się sprzeniewierzali, albo ludzie, którym przerobiono ich przeszłość. Oni mówili, że są naukowcami, pokończyli świetne uczelnie, tylko na tych uczelniach ich nikt nie pamiętał. Robiono z nich ludzi, którym nie można zaufać. W przypadku Gruscha trudno byłoby powiedzieć, że to jest człowiek kompletnie niewiarygodny. Nie, tu to jedno odpada i można z tego czerpać nadzieję na przyszłość. Ale na razie to jest burza w szklance wody i ja trzymam kciuki, żeby okazało się, że jest to jednak burza prawdziwa.
[26:25] - Czy ja usłyszałem coś, czego wcześniej się nie mówiło? Raczej nie. Natomiast tak. Po pierwsze Grusch mówi, że trzymanie w tajemnicy informacji o obecności obcych na Ziemi jest równie niebezpieczne, jak ukrywanie potencjalnie pożytecznych informacji technologicznych, bo nie wiadomo, do czego tą zdobytą wiedzę można by wykorzystać w celach jak najbardziej pozytywnych. Poza tym to wszystko, ta cała konspiracja według jego słów powstrzymuje proces przygotowania ludzkości na niespodziewany kontakt z inną, nieludzką formą inteligencji. Czyli jeżeli szukamy jego motywacji, to on mówi wprost, że chce potwierdzenia informacji, które są ukrywane. Ale jeżeli chcemy szczegółów, jeżeli chcemy zdjęć, projektów czy faktów, to musimy się odwołać do tych, którzy te informacje skrywają. Do tego państwa w państwie, do wewnętrznego kręgu ścisłego i dopiero zagrać im na sumieniu. Może dokona tego nacisk opinii publicznej i jakieś informacje zostaną podane, bo na razie coś zostało powiedziane, ale karta przetargowa jest w ręku wąskiego kręgu ludzi prawdopodobnie skupionych wokół różnego rodzaju instytucji okołorządowych, jacy od lat skrywają te informacje. I to jest formalny wydźwięk tego, co Grusch powiedział. Ale on mówi jeszcze coś takiego, zacytuję: „Mam nadzieję, że ujawnione informacje wywołają szok poznawczy i okażą się kwestią jednoczącą narody świata, które muszą na nowo ocenić swoje priorytety”. I tutaj zaczynamy się zastanawiać, o co chodzi, że ta informacja miała wywołać burzę. Miała potwierdzić, że nie jesteśmy sami na Ziemi. Tymczasem ona, fakt, wywołała bardzo duży oddźwięk w Stanach Zjednoczonych. Tam nawet tacy topowi dziennikarze czy nawet Michio Kaku komentują te rewelacje. Ale koniec końców każdy zapyta o jakieś dowody, bo my tylko otworzyliśmy drzwi do konspiracji. Ja tylko dodam, że Grusch nie przedstawił kongresowej komisji wszystkich informacji, ponieważ były one utajnione, a parlamentarzyści nie mieli pozwoleń na zapoznanie się z nimi. Odnośnie samych obiektów to może powiedzmy, co wyjawił. Po pierwsze tam nie ma mowy o tym, że te obiekty zostały zastrzelone na przykład. Nie. Zostały porzucone i przejęte albo na przykład się rozbiły. To jest trochę dziwne, bo zawsze nam tutaj, w tych wszystkich ufologicznych konspiracjach mówiono, że niektóre z tych obiektów zostały, brzydko mówiąc, po prostu strącone. W wywiadzie telewizyjnym, który się ukazał całkiem niedawno z New Nation mówią z kolei tak: „Nazywajcie te obiekty statkami kosmicznymi, chociaż to pewnie nie jest właściwe określenie”. Na pytanie, ile ich jest w posiadaniu Amerykanów, odpowiedział: „Całkiem sporo”. Czyli nagle Blumenthal i Leslie Kean mówią o dwóch co najmniej. A on mówi, że tutaj jest tego całkiem sporo, bo możliwe, że są jeszcze jakieś gorzej zachowane te obiekty. Dowiadujemy się też, że nie widział on zdjęć, ale rozmawiał z oficerami, którzy je widzieli. Nie podał też nazwy projektu, który ma badać szczątki egzotycznej technologii.Ale ważne było to w tym wywiadzie z The Nation, że zapytany o to, czy jesteśmy sami, odpowiedział: "Definitywnie nie". Ciekawe było też to, kiedy zapytano go o ciała ewentualnych pasażerów UFO. To też było bardzo wymijające, bo powiedział, że kiedy znajduje się wraki, to są też ciała pilotów. Kiedy przeczytałem artykuł wspomnianej Leslie Kean i Blumenthala, byłem wstrząśnięty. Byłem w szoku i bardzo chciałem wierzyć, że pójdzie za tym coś więcej. Natomiast im bardziej Grusch zaczyna mówić, tym mniej informacji otrzymujemy. I teraz, Marku, pytanie: czy to jest dlatego, że one są tak szokujące i tak niewygodne dla opinii publicznej, że trzeba je dawkować i to wszystko będzie wypływało, ale powoli, czy zwyczajnie nic nie wiadomo?
[31:29] - Piotrze, moim zdaniem niewiele wiadomo. Ta wypowiedź, którą przytoczyłeś o zjednoczeniu i tak dalej, przypomnę, że to jest w jakimś stopniu kalka wypowiedzi sprzed ponad 30, niemal 40 lat Ronalda Reagana, który też mówił, że tylko zewnętrzna siła chyba by była w stanie nas zjednoczyć jako ludzkość, jako różne narody i on by w to wszedł, ale póki co nic takiego nie ma. Tak naprawdę takie rzeczy nam się już od dawna mówi, żebyśmy się zjednoczyli, i tak dalej. Dalej, te wszystkie rewelacje, tak jak powiedziałeś, kiedy były podane po raz pierwszy, to człowiek mówił: „Wow, wreszcie coś się dzieje”. Ale jak przychodzi do szczegółów, to właśnie się nie dzieje. Może dlatego jestem taki rozgoryczony i w jakiś sposób zły. Ja wiem, nie dowiadujemy się, tak jak przyznałeś zresztą, żadne nowości. Ten Grusch bije się w pierś, może nie dosłownie, i przysięga, że tak naprawdę to tak jest i że piloci są. Jak są wraki, to tam są też piloci. To mi przypomina, jak Mazurek zaprasza polityka PiS-u albo PO do swojej kanciapy w RMF-ie i ich przepytuje. I jak odpowiednio zada pytanie, to ci ludzie zaczynają się wić i opowiadać różne pierdoły, byle tylko nie odpowiedzieć na pytanie Mazurka, który ich ciśnie, żeby mu odpowiedzieli i w końcu im udowadnia, że nie odpowiadają na pytanie. I tu jest bardzo podobna sytuacja. Zadaje się człowiekowi proste pytanie, na które on odpowiada w taki sposób, żeby odpowiedzieć, ale tak nie do końca. Może w ogóle nie odpowiedzieć, tylko tak zasugerować.
[33:36] - Z drugiej strony odpowiedź może się skrywać w tym, co powiedziałeś o tych kruczkach prawnych, tych prawnych przepychankach, tej bitwie na paragrafy, bo niewykluczone, że te informacje szczegółowe w setkach stron maszynopisu są. Tylko prawnicy reprezentujący Gruscha doskonale wiedzą, co wolno powiedzieć, a czego nie, do czego można by się przyczepić, do czego rzeczywiście mógłby zostać pociągnięty do jakiejś odpowiedzialności. Nad tym się zastanawiam.
[34:12] - Tylko ja staram się być człowiekiem, który wyszukuje u innych pewien pragmatyzm. Bo jak Grusch doszedł do wniosku, że trzeba zrobić ujawnienie, to mógł pomyśleć na tyle mocno i przygotować się do tego w taki sposób, żeby rzucić na stół niepodważalne dowody, których nie da się już przykryć czymś, na przykład kruczkami prawnymi. I skoro i tak wie, że stąpa po cienkiej linie, bo tak naprawdę, żeby móc występować przed Kongresem, to ma prawnika za plecami, który mu szepce: „To może, to nie może. To tak, to śmak, to inaczej”. Czyli tak naprawdę mamy znowu batalię, o co? Może to jest batalia o to, żeby to, co słyszał Grusch, jeden mu powiedział, drugi mu powiedział i może nawet dziesiąty mu coś powiedział, ale to wszystko jest palcem na wodzie pisane. Piotrze, tobie też szereg osób różne rzeczy opowiadało w życiu dotyczące chociażby zjawiska UFO. Ja kilka też rzeczy w życiu na ten temat słyszałem. I co z tego? Dowody są takie sobie, powiedzmy. Raczej to są poszlaki. Raczej to jest kwestia wiary albo niewiary. Jedni wierzą głębiej, drudzy może nie. I tu mamy bardzo podobną sytuację. Grusch podejrzewam, że się zaniepokoił pewnymi informacjami. W dodatku zyskał poszlaki w postaci tych pieniędzy wyciekających gdzieś tam na dziwne projekty i doszedł do wniosku, że może to jest jego szansa, żeby próbować tak drążyć tę skałę, która zasłania widok na zjawisko UFO, że może uda się ją tym razem na początku tak bardzo delikatnie rozkruszyć i troszeczkę zrobić z tego lawinę. Czyli od pewnego momentu zaczną przychodzić wiadomości, które rzeczywiście będą przełomowe. One oczywiście będą przełomoweAle dla kongresmenów. To do opinii publicznej będzie się przedostawało albo nie. Stawiam na to, że w końcu się będzie przedostawało, bo politycy, nawet amerykańscy, znani są z tego, że lubią paplać, lubią opowiadać, a takiemu kongresmenowi, znowu użyję słów adekwatnych, chociaż niekoniecznie parlamentarnych, mogą mu tak naprawdę na kant skoczyć niektórzy decydenci, bo jak on jest kongresmenem, to on tam naprawdę dużo może. Co prawda może zginąć w wypadku lotniczym albo w czymś podobnym, to pewno też będą brali pod uwagę. Ale pytanie zasadnicze brzmi w ten sposób, troszeczkę decydujące o tym, na ile Grusch jest wiarygodny: czy to jest batalia o takie swoje public relation, czy to jest batalia o prawdę? Bo jeśli to jest batalia o prawdę i to jest dopiero pierwszy moment, Grusch po prostu zainteresował sobą mass media, a teraz jesteśmy świadkami tego, że to będzie się, tak jak ta lawina, rozszerzać, stawać się coraz bardziej silne, coraz bardziej niszczące dla tego establishmentu, który coś tam stara się ukryć, to okej, trzymam kciuki za Gruscha i czekam na te prawdziwe rewelacje, bo na razie, tak jak powiedziałem, jestem lekko zawiedziony, ale trzymam kciuki za gościa.
[37:59] - Tak. Z drugiej strony my nie wiemy, jak tam wygląda sytuacja polityczna i czy on czasami nie zaszkodziłby tym, co mówi swoim informatorom, którzy mogliby mu mieć za złe, dlatego, że mogliby coś stracić. Jest tutaj jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi, ale jak powiedziałem wcześniej, teoria o tym, że Amerykanie są w posiadaniu wytworów pozaziemskiej techniki jest stara jak świat. Odmieniano ją przez wszystkie przypadki. Regularnie, jak mówiliśmy, pojawiali się ludzie, którzy mieli posiadać w tej kwestii jakąś wiedzę. Wielu twierdziło, że pracowało na kontraktach rządowych albo zdobyło jakieś informacje podczas służby wojskowej. Oczywiście najbardziej znaną postacią był Bob Lazar, który uczestniczył w programie inżynierii wstecznej w Strefie 51. Takich osób było bez wątpienia więcej. Nie wszyscy z wiadomych względów decydowali się na ujawnianie swojej tożsamości, jak pan X, który był jednym z pierwszych, bo wielu podpisało jakieś lojalki albo tego typu papiery. Grusch tutaj z jednej strony wykazuje się, Marku, daleko idącą odwagą cywilną, bo ma tylko 36 lat. Pamiętajmy, że wiele osób, które ujawniały jakieś kwestie związane z obcymi albo UFO, to czyniło na łożu śmierci albo były to tak zwane pośmiertne oświadczenia. A tu facet ma 36 lat, wyskakuje z czymś, co może być potencjalną bombą. Oczywiście pojawiają się pytania o jego motywacje i tak dalej. Jasne jest natomiast, że to, co się dzieje, i o tym już mówiliśmy w poprzednim programie i wcześniej, to ujawnienie Gruscha i podobnych to jest krok albo w zasadzie reakcja na to, co próbowała zrobić agencja NASA ostatnio, a wcześniej komitet AARO czy też biuro AARO, jakie stwierdziło, że te UAPY w zasadzie nie istnieją, nie ma informacji, nie mamy żadnych wiadomości. Tutaj też trzeba mieć to na uwadze, że te wszystkie środowiska związane z ruchem disclosure, z ujawnieniem i tak dalej, jak sobie to nazwiemy, ci lobbyści ufologiczni wykorzystują ten moment, aby jednak może walczyć o tę uwagę, bo przecież tuż przed ujawnieniem tego, że Grusch istnieje, mieliśmy te wszystkie rewelacje ze strony agencji NASA, to mówiliśmy chyba tydzień temu, które stwierdzały wprost: a po co wy się w ogóle tymi UAPami interesujecie?
[40:40] - Piotrze, ja jeszcze pewną wartość odnajduję w tym, że Grusch zwrócił uwagę, że te wszystkie projekty tajne, o których on wspomina, są sprytnie rozmieszczone. On sugeruje, przynajmniej z niektórych jego wypowiedzi wynika, że to nie jest tak, że istnieje jakiś tam program o nazwie, wymyślmy sobie, „Badamy UFO” albo „Badamy pozostałości po UFO”. Nie, to wygląda, przynajmniej według jego słów, troszeczkę inaczej. Poszczególne komórki badające związane z tym badaniem rozmieszczone są w różnych, całkiem legalnie, formalnie istniejących komórkach i one stanowią ich część, więc stanowią część zupełnie legalnie działającej, trudno to nazwać administracji, takiego programu badawczego, który nie dotyczy UFO w ogóle. Ale tu jedna komórka, tam druga i one współdziałają ze sobą, tworząc tak naprawdę pewien taki organ badawczy dzięki połączeniu aktywności różnych legalnie funkcjonujących oddziałów, komórek zakotwiczonych w legalnie działających ośrodkach. Czyli tak naprawdę byłoby prościej, gdyby ujawnić, że istnieje ten program, właśnie „Badamy UFO” albo „Badamy szczątki UFO”. Ale właśnie problem polega na tym, że takiego programu, on przynajmniej to sugeruje, tak to staram się wyczytywać, że takiego programuOn może po prostu nie istnieć. Co nie znaczy, że te szczątki nie są badane, tylko takiego programu po prostu nie ma. Po prostu współpracują ze sobą jakieś komórki. I co wydaje mi się interesujące, on zwrócił uwagę, że być może dotąd, szukając różnych programów badawczych, tkwiliśmy w błędzie, że administracja oraz wojskowa część, która kieruje tymi badaniami, może w ten sposób to jest dodatkowa forma maskowania tych badań, które się odbywają. Poza tym zwróciło moją uwagę jeszcze to, że od początku 2022 roku Grusch dostarczał Kongresowi całe godziny zarejestrowanych informacji o charakterze niejawnym. To w sumie setki stron, o których mówiłeś. One podobno zawierały konkretne dane na temat programu na przykład odzyskiwania materiałów z tych pojazdów. Natomiast jedna ważna rzecz. Tego, po pierwsze, się nie dowiedzieliśmy. Te szczegóły nie wypłynęły, więc trudno jakiekolwiek stanowisko zajmować. Ale jest też druga ważna informacja. Kongres dostał informację na temat tego, o czym powiedziałem, czyli tego programu odzyskiwania materiałów, ale nie dostał nic fizycznego. Czyli nie pojawiła się koperta, nie pojawił się pojemnik z choćby odrobiną obcego materiału, z czymkolwiek. Tego nie ma. To są raporty. Być może bardzo szczegółowe, do których chcielibyśmy zajrzeć, ale Kongres tego nie ujawnia. Czyli to troszeczkę tak wygląda, że Kongres za chwilę może dojść do wniosku, że to jest tak ważny materiał, że go i tak nie ujawni. Więc ja się po prostu zastanawiam wspólnie z państwem, ku czemu to prowadzi? Czy to jest, tak jak sugerowałem na początku, forma zakamuflowania, utrącenia troszeczkę tego? Bo wyobraźmy sobie, że równie dobrze może być tak, że będą grzać ten temat tak długo, aż go przegrzeją. Ludzie powiedzą: „Grzeją, opowiadają różne rzeczy, ale żadnych konkretów nie ma”.
[45:02] - Tak, ale z drugiej strony-
[45:03] - To może to bez sensu jest po prostu. I taki przegrzany, przepraszam cię Piotrze jeszcze, news przez dłuższy czas powoduje, że ludzie odwracają się od tematu, a nie przychodzą do niego. Bo jeśli teraz pojawiłyby się konkrety, za miesiąc, za dwa, to jest jeszcze dobry czas. A jeśli te konkrety nie pojawią się na przykład przez najbliższy rok, to opinia publiczna może troszeczkę zacząć odpływać.
[45:36] - Musielibyśmy kogoś oskarżyć o to, że próbuje ten temat zakopać. Natomiast to nie Kongres, tylko grupa aktywistów z Gruschem na czele albo z Gruschem w pierwszym rzędzie próbuje te informacje jakoś przemycić do mainstreamu. Niektórzy mogą powiedzieć, że Grusch jest teraz jakimś kukułczym jajem, które zostało wrzucone do środowiska ufologicznego, żeby zmylić chociażby Christophera Mellona, który przecież na łamach Politico oświadczył wprost: „Nie jesteśmy sami”. Na łamach Politico oświadczył to kilka dni temu. To przeszło absolutnie bez echa. Polskie media, które tak lubią sobie cytować Politico, absolutnie tego nie zauważyły. I wydaje mi się, że tutaj klucz tkwi w czymś innym. Grupa osób, która jest tymi aktywistami dążącymi do ujawnienia informacji na temat UFO, zorientowała się, że próbuje się temat wystudzić poprzez te różnego rodzaju deklaracje NASA i AARO. Przygotować taki miękki grunt już dla zjawiska UFO, żeby ono sobie odeszło z powrotem w cień. Dlatego tego Gruscha trochę wyciągnięto z szafy, bo tak naprawdę on, jak wspomnieliśmy, działa już od dobrych kilkunastu miesięcy, a próbuje zbliżyć się do Kongresu od dwóch lat. Cały czas oczywiście pojawia się pytanie o jego motywacje. Dlaczego się zgodził? Co nim kierowało? Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Natomiast na przestrzeni lat pojawiało się wielu tych tajnych informatorów. Po latach okazali się mało wiarygodni albo służyli wprost do zaciemnienia obrazu. Marku, nie oszukujmy się, jeżeli nagle pojawi się dwóch wiarygodnych gości, to służby zrobią wszystko, aby ten obraz zaciemnić, wrzucając trzech gości, którzy będą gadać totalne kocopoły i których wersje będą się od siebie absolutnie różniły. I wtedy już nie wiemy, komu wierzyć. Media często eksponują te historie najbardziej barwne. I robi nam się taki informacyjny rozgardiasz. Trzeba więc podzielić tą opinię publiczną. Zobaczymy, jaki będzie teraz krok ze strony tych, którzy tą prawdę próbują cały czas trzymać w ryzach, bo możemy sobie mniemać, że Gruscha może coś za te rewelacje spotkać. Być może ktoś mu wyciągnie jakieś brudy, żeby go zdyskredytować. Być może pojawi się jakiś kontrinformator, który powie, że to wszystko są jakieś brednie, że Grusch sobie jakoś politycznie w coś pogrywa i tak dalej. On zresztą się skarżył na to, że był już w jakiś sposób szykanowany i że jakieś konsekwencje, takie nieformalne ze strony kolegów go spotkały.Ale już widać, że ta jego sprawa ma pewne reperkusje. Otóż wiemy, że wycofali się prawnicy, którzy z nim współpracowali. Była to firma Compass Rose i zrezygnowali z reprezentowania go. Ciekawe dlaczego. I ciekawe, czy dalsza jego droga informatora, czy też sygnalisty będzie taka łatwa. Marku, co dalej?
[49:03] - Nie wiem. Wiesz co? Zastanawiam się. Dlatego to milczenie, ponieważ nie rozstrzygniemy tego dzisiaj. Ja jestem zarówno pełen nadziei, co państwo słyszeli, jak i pełen obaw, że mamy do czynienia jednak z próbą mimo wszystko przegrzania tematu po to, żeby go tak naprawdę schować. Zauważcie państwo, jesteśmy w tej chwili od początku roku mniej więcej bombardowani tak intensywnie różnego rodzaju informacjami. A to balon, a to tic tadi, a to to, a to tamto. Nieustannie właściwie dostajemy zastrzyk adrenaliny albo dopaminy takiej informacji, która nas niesłychanie ekscytuje, bo jesteśmy tym zainteresowani, która ciągle coś niby nowego mówi. Ale jak tak to dobrze, to zresztą już któraś audycja na ten temat, rozebrać, to się okazuje, że tam tego nowego naprawdę jest niewiele, ale cały czas utrzymywane jest takie, Piotr dobrze to podkreśla, że nie w Polsce, bo w Polsce raczej dostajemy odpryskami tych wiadomości, ale gdzieś tam daleko na świecie ta informacja jest grzana. I pytanie zasadnicze, powtarzane przeze mnie: po co jest grzana? Po to, żeby przegrzać, czy po to, żeby naprawdę uruchomić pewną lawinę, która ma nam dać nowe informacje? Zauważcie państwo, troszeczkę jesteśmy w takiej sytuacji, że część ludzi, ja już takie oświadczenia prywatnych osób słyszałem, że to się, proszę pana, musi coś wydarzyć. Musi się wydarzyć, musi coś pierdzielnąć, jakieś wielkie ujawnienie albo gdzieś na jesieni albo może w czasie lata będą ujawnieni, pokażą się albo nawiążą kontakt. Już tak daleko ludzie idą. Ale oczywiście z tego mogę czerpać także pewną nadzieję, czy może radość nawet. Ale boję się, że dochodzimy do tego elementu przegrzania, bo ile można żyć w takiej nadziei, w takim napięciu, że już za chwilę będzie taka informacja, że nas z nóg zwali, że aż nas normalnie zakręci, jak się dowiemy czegoś, czego się dowiemy. Tymczasem mamy czerwiec. Te informacje ładowane są gdzieś tak od stycznia, jeśli nie od grudnia. Ładowane cały czas, ale czy coś z tego wynika? I ja dlatego będę uważnie przyglądał się losom pana Gruscha, zarówno tym, czy nic złego go nie spotyka, czy nie robi się z niego wariata. To po pierwsze. Po drugie, co on tak naprawdę w toku swojej działalności będzie ujawniał? Dokąd to prowadzi? Do tego, żeby wziąć się za czarne projekty, czy może jednak do tego, żeby ujawnić coś, co nie będzie? Zauważcie państwo, jesteśmy w tej chwili w takiej sytuacji od dawna, od bardzo dawna, że jedna pani mówi drugiej pani: „Wie pani, oni tam mają jakieś szczątki i oni to na pewno badają i robią inżynierię wsteczną i dzięki temu mamy różne wynalazki”. To wszystko sobie tak powtarzamy od lat. I dalej sobie to powtarzamy. Nie przychodzi żaden konkret. I ja tylko trzymam kciuki, żeby rzeczywiście tak było, że działalność takich ludzi jak Grusch będzie pchała nas w kierunku tego, oczywiście sytuacja fikcyjna, tak to nigdy nie będzie, że wreszcie wyjdzie, powiedzmy, Biden i powie: „No tak, muszę wam to wreszcie powiedzieć. Naprawdę są, naprawdę tu byli, naprawdę nas odwiedzają”. Tak to pewno nie będzie wyglądało, ale gdzieś w tym kierunku każdy z nas pewno by chciał. Pytanie, dokąd tak naprawdę nas zaprowadzi?
[53:20] - Tak, może być taka sytuacja niestety, że Grusch zostanie samozakopany, to znaczy nie zostaną ujawnione żadne inne informacje, bo on się będzie bał. Kongresmeni nic nie powiedzą i będziemy skazani na domysły, wskutek czego on się stanie tylko jednym z wielu tak naprawdę sygnalistów i rozpłynie się gdzieś w tym niebycie różnego rodzaju bajkopisarzy. Ale wśród tych osób wymienionych w artykule Blumenthala i Leslie Kean była też inna postać i to był niejaki Jonathan Grey. I to jest oficer specjalizujący się w analizie UAPów, który reprezentuje NASIC, czyli Krajowe Centrum Wywiadu do spraw Przestrzeni Powietrznej i Kosmosu. Ono działa w tej, Marku, wspomnianej przez ciebie bazie Wright-Patterson. Grey, i tutaj nie do końca wiemy, czy to jest jego prawdziwe imię i nazwisko, mówi, że te programy badań nad jakimiś egzotycznymi materiałami w Stanach Zjednoczonych trwają, uwaga, od początku XX wieku. I chociaż w większości znaleziska, jakich dokonano, były jakieś tam, powiedzmy, łatwe do wytłumaczenia, to są też takie o charakterze anomalnym. Zacytuję tutaj wam Greya.Nieziemska inteligencja to fakt. Nie jesteśmy sami. Przejęcia obcych obiektów nie ograniczają się do Stanów Zjednoczonych. Jest to zjawisko globalne, to mówi Gray. Natomiast Grusch dodał, że inne kraje również sobie te obiekty przejmują, znajdują te szczątki i tak dalej. Nawet próbują wykorzystać je jakoś w tworzeniu nowoczesnej broni. Warto to zapamiętać, bo do tego przejdziemy na końcu. Przejdziemy na końcu, ale trochę wam zarzucę, zanęcę, że tak powiem i zapytam: jeżeli są na świecie inne mocarstwa niż Stany Zjednoczone, a wiemy, że są takie, które aspirują i one też mają UAP, i one też robią z tego broń, to jaki sygnał idzie do społeczeństwa, czym mogą być te wszystkie tic taki? A no właśnie. Warto dodać, Marku, jeszcze kilka kwestii. O tym zapomniałem. W swojej dość skąpej wypowiedzi na temat obiektów, które Amerykanie mieli przejąć, Grusch wyjawił, że budowa pojazdów, a także unikalna charakterystyka użytych w nich materiałów mogły wskazywać na pochodzenie nieziemskie. Chodziło o strukturę atomową i sygnatury radiologiczne użytych metali, powiedzmy, czy stopów, cokolwiek to znaczy, bo tak naprawdę więcej nie wiemy. Ale jeżeli sięgniemy pamięcią kilka lat wstecz, to już w okresie, kiedy ujawniono istnienie projektu AATIP, pojawiły się albo były przemycane do nas informacje o jakichś metalach i szczątkach obiektów, które wpadły w ręce badaczy cywilnych. Jedną z osób, która się wypowiadała na temat tych egzotycznych materiałów, a nawet opublikowała na ten temat opracowanie, był nikt inny jak doktor, w zasadzie profesor Gary Nolan, o którym szerzej mówiliśmy tydzień temu. I co mu się udało zauważyć? Bo on też się wypowiada na ten temat bardzo mało szczegółowo. Oprócz tego oczywiście, że większość z tych domniemanych fragmentów UFO pewnie pochodzi z zupełnie konwencjonalnych obiektów, to są takie szczątki, są takie fragmenty, są takie stopy metali, w których można zauważyć różnice w stosunku izotopów niektórych pierwiastków. Materiały te są więc egzotyczne, ale pod kątem mikrostruktury to są jednak stopy, które są wykonane z metali występujących na Ziemi. One mogą posiadać jakieś unikalne właściwości fizyczne, jeżeli zbudujemy z nich statek, ale to rodzi bardzo wiele pytań. Bo dobra, mamy egzotyczne materiały, mamy egzotyczne statki, które wiemy, że nie są zbudowane na Ziemi, ale jednak są zbudowane z materiałów występujących powszechnie, takich, które są w naszym zasięgu. Ludzie są w stanie wykonać podobny stop, ale tylko podobny. Jedna rzecz, która mi się, Marku, strasznie rzuciła w oczy i nad którą myślę cały czas. Okazuje się, że te UAP, to UFO korzysta z rozwiązań materiałowych, jakby nie było zbliżonych do ziemskich. O czymś to musi świadczyć. Albo ci obcy są na Ziemi i korzystają z naszych zasobów, albo są to samoreplikujące się sondy, które po prostu nie mając nic innego pod ręką, wykorzystują to, co tutaj mają.
[58:32] - To prawda. Idea sond von Neumanna to jest idea, która została przedstawiona jakiś czas temu. Oczywiście te sondy von Neumanna, takie właśnie samoreplikujące się, które mają być sposobem na podbój nawet całej galaktyki, a w każdym razie jej zbadanie. Ta kawala tych sond von Neumanna przesuwałaby się stosunkowo wolno, ale bardzo efektywnie w postępie wykładniczym, bo przylatywałaby na planetę, replikowała się tu, z jednej strony badała, w zależności od tego, jaki rodzaj tej sondy von Neumanna miałby nas odwiedzić. Są takie, które replikują się, a przy okazji badają. Nawet wyposażone bywają w sztuczną inteligencję, ale oczywiście nie taką jak chatbot obojętnie jaki numer, tylko troszeczkę bardziej zaawansowaną. I ta inteligencja dokonuje badań, a sondy lecą sobie gdzieś dalej, kolejne zreplikowane. Oczywiście nie należy zapominać o sondach typu Berserk, których zadaniem jest wykrywanie obcego życia oraz następnie niszczenie go, żeby nie stanowiło ewentualnie konkurencji. To najbardziej czarny scenariusz, ale sondy von Neumanna to ciekawa koncepcja i wcale nie można wykluczyć, że ta cała aktywność, którą obserwujemy przynajmniej od kilkudziesięciu lat, chociaż z naciskiem „przynajmniej” to duży nacisk na to, bo wydaje się, że jednak ta aktywność trwa dłużej, mogłaby świadczyć właśnie o czymś takim, że jesteśmy badani przez cały czas, katalogowani i klasyfikowani. Sondy skopiowały się tu na Ziemi, zreplikowały i być może nawet część aparatów badawczych sobie też utworzyły tutaj.No i placówka badawcza pod tytułem Ziemia funkcjonuje sobie w najlepsze, a zreplikowane sondy lecą gdzieś dalej. Pytanie, dokąd trafiają owoce obserwacji tejże sondy, z którą mamy do czynienia, która ewentualnie bada ludzką cywilizację? To zjawisko dosyć ciekawe, ale zwrócę państwa uwagę i tu znowu będzie cytat. Piotr cytował Nolana, to ja też sobie Nolana zacytuję. On powiedział coś takiego: „Ludzka cywilizacja została całkowicie przekształcona przez coś tak małego jak ziarno krzemu lub germanu, tworząc podstawę układów scalonych, które leżą u podstaw obliczeń, a teraz nawet sztucznej inteligencji" powiedział Nolan. Warto powiedzieć, że takie badanie nawet małych próbek rzekomego anomalnego materiału, który znalazłby się w rękach wojska, powiedzmy Armii Amerykańskiej, warto sobie wyobrazić, jakie konsekwencje może nieść badanie takich próbek, skoro na przykład jest tutaj w wykonaniu Nolana takie podejrzenie, że gdyby prawdziwa była historia, że to ziarno krzemu, germanu, układy scalone zostały podpatrzone na tych pojazdach obcych i jak zostały wdrożone, to właściwie przewróciły cały nasz świat. Kiedy my sobie porównamy to, jak wyglądał świat w latach 50. i jak wygląda dzisiaj, to naprawdę są różne światy. Nawet zachowania ludzkie, nawet wartości ludzkie częściowo się poprzekształcały. Bez jakichś generaliów, ale to tylko kwestia czasu. Dalej jeszcze wypowiedź Nolana: „To, co może być tutaj reprezentowane, może być setkami rewolucji technologicznych". W przypadku tu myślę, Nolan miał to na myśli, że gdybyśmy całą wiedzę, która gdzieś tam w laboratoriach spoczywa, wykorzystali. „Może to być bardziej transformacyjne dla ludzkości niż to, co osiągnął mikroprocesor" wspomniany wcześniej. Wyobraźmy sobie, co moglibyśmy zrobić z choćby odrobiną wiedzy o tym, jak te wynalazki działają. Czyli rzeczywiście, jeśli jest tak, że te katastrofy to coś, co znajdowano w toku historii ostatnich kilkudziesięciu lat, rzeczywiście próbuje się uruchomić, próbuje się przejąć, dojść do sedna za pomocą inżynierii wstecznej, to rzeczywiście może sprawiać, że nasza cywilizacja mocno się przebudowuje i to nie tylko na poziomie technicznym, ale też na poziomie kulturowym. Tak to należałoby chyba określić. Bo kiedy my dzisiaj obserwujemy nasze społeczeństwo, sięgamy do lat 50., nasze społeczeństwo tu w Polsce, ale i w Stanach Zjednoczonych, może bardziej nawet w Stanach Zjednoczonych, jest kompletnie inne niż to sprzed 30 lat. Kompletnie inne.
[01:04:09] - Tak. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ta kwestia z przejmowaniem albo skopiowaniem techniki obcych trwała na przykład kilkunastu lat. Ale my tutaj mamy do czynienia z sagą, która trwa prawdopodobnie nawet od lat 70. ponad, z górką. I to jest bardzo dziwna kwestia. O tym powiemy na koniec. Ale oprócz Jonathana Graya osobą, która włączyła się w dyskusję, był wspomniany Christopher Mellon. Kim on jest, to sobie możecie poczytać na Wikipedii. Nie jest to też osoba, która się wzięła znikąd i która reprezentuje jakieś tam społeczne dowy. Jest członkiem bardzo wpływowej rodziny. Na serwisie Politico ukazał się wspomniany, niezwykle ciekawy artykuł jego autorstwa, mówiący o tym, co dalej po Gruschu. Bo otwarza się zdaniem Mellona całe spektrum możliwości. Po pierwsze, Mellon mówi, w zasadzie pisze, że ogłoszenie istnienia obcych to jest kwestia czasu. Takie formalne ogłoszenie, oni już tu są, ze strony jakiegoś czynnika państwowego. Bo wiecie, Grusch, Mellon, Leslie Kean mogą sobie to robić nawet na łamach poważnych publikatorów, ale tego nikt inny na razie nie potwierdził formalnie. My jesteśmy na tej ziemi niestety niewolnikami tego formalizmu. Mellon jednak mówi, że ludzkość jest zupełnie przygotowana na to ujawnienie. Bo przecież niejedno już żeśmy przeszli jako cywilizacja. I on pisze tak: „Lepiej przeprowadzić ujawnienie na naszych warunkach, niż miało ono by być nagłe i wywołać panikę". Dobra, na naszych warunkach ujawnienie, okej, ale to oznacza, że ta druga strona jakoś się do tego nie kwapi. Albo ta druga strona jest w jakimś sensie niezrozumiała. Jest kwestia numer dwa. Mellon mówi, że obywatele zasługują na prawdę i wiedzę, a demokracja na transparentność. Dlaczego? Dlatego, że to właśnie szarzy obywatele te wszystkie czarne projekty i te zakamuflowane projekty finansują. Kwestia numer trzy. Mellon pisze tak: „Nie kontrolujemy zjawiska UAP, ale też nie stwarzają one realnego zagrożenia i raczej zmiana narracji i stosunku do nichTeż nie będzie miała dla nas większych konsekwencji. I tutaj się zacząłem zastanawiać. My mówimy o rozbitych obiektach. Nagle wpada termin „UAP”, który został wymyślony jako synonim UFO, to już wszystko znacie. I tutaj taka trochę nielogiczność, Marku, bo jak sobie to Mellon wyobraża? Ja nie jestem w stanie tej narracji ogarnąć. My nagle robimy ujawnienie, że oni już tu są, że działają i nas podglądają albo coś robią, ale nie wiemy co robią, a koniec końców to nawet nie wiemy, kim oni są, bo się okazuje, że za bardzo do tego kontaktu się nie kwapią. Tutaj znowu dochodzimy do punktu, gdzie mamy przerost oczekiwań nad faktami. Faktów nie znamy, ale oczekujemy i myślimy, i wierzymy w to, że te UAP jakoś do tego kontaktu będą dążyć, że to są przedstawiciele innej cywilizacji, która coś tutaj robi. Nie wiem. Zaraz ci oddam głos. Czwarty argument Christophera Mellona mówi tak: potrzeba współpracy międzynarodowej i przemodelowania światowej polityki, bo jeżeli się okaże, że nas odwiedzają obcy, to trzeba będzie te relacje międzynarodowe zmienić. I to zmienić na lepsze, bardziej pokojowe z punktu widzenia ziemianina. Cytują tutaj Reagana. Zresztą Marku, o tym mówiłeś, że w tej naszej obsesji antagonizmu, bo tak to nazwał Reagan, czymś niezwykle pożytecznym byłaby konfrontacja z wrogiem zupełnie zewnętrznym albo też niekoniecznie z wrogiem, po prostu z siłą, która przybywa z innej planety. Brzmi to wszystko niesamowicie, dosłownie jak bajka. Doczekaliśmy czasów, kiedy poważne media i publikatory traktują zupełnie na serio temat, który przecież jeszcze zupełnie niedawno był uważany za domenę spiskowców. Nie wiem, Marku, zaraz oddam ci głos. Tutaj cały czas śledzę wasze komentarze. Widzę, że też nie jesteście tak w pełni bezkrytycznie nastawieni do tego, co się dzieje. Ale powiem ci, że to oświadczenie Mellona na portalu Politico trochę mną wstrząsnęło, bo nagle mamy czynić ujawnienie, nie wiedząc de facto, kim ta druga strona jest.
[01:09:36] - Wiesz co, Piotrze, być może u podłoża są pewne założenia. A jeśli przyjąć takie założenia, że rządy poszczególnych krajów, a już na pewno rząd Stanów Zjednoczonych, wiedzą, że oni tu są, ale te stosunki dyplomatyczne, przesadzam, pojechałem za daleko, ale te kontakty nie są zbyt przyjazne, a w każdym razie one są chłodne. Zauważ, że tam pewne były takie wypowiedzi sugerujące, że obcy kłamią jeszcze lepiej niż nasi przedstawiciele życia politycznego. To było mówione przy okazji relacji o pewnym porozumieniu za czasów Eisenhowera, kiedy był prezydentem, dotyczące tego, że w zamian za pewne technologiczne nowinki obcy mogą sobie co jakiś czas dokonywać wzięć ludzi, ewentualnie bydło sobie tam pobadać. Czyli to nas troszeczkę ustawia w takim, moim zdaniem, nieciekawym świetle, jakbyśmy byli jako ludzie traktowani, jak to kiedyś było z handlarzami niewolników. Był sobie kacyk i sprzedawał jakąś część czy to swojej nacji, czy też swojej nacji kazał polować na inne nacje, żeby dostarczyć odpowiedni transport niewolników. Jeśli to prawda, to troszeczkę tak zachowywałyby się władze Stanów Zjednoczonych, które powiedziałyby: „Tak, to wy nam dajcie troszeczkę technologii, ale w zamian sobie możecie, czy to naszych obywateli, czy innych ze świata, możecie sobie ich od czasu do czasu zabrać na pokład, przebadać, nawet zabrać ze sobą, jeśli macie taką ochotę. Byle nie za dużo, żeby się sztum za duży nie robił”. Wszystko kwestia tego, jak wyglądają nasze stosunki z obcymi, ile my o nich wiemy i jak bliskie są te stosunki. Poza tym, Piotrze, ja bym chciał widzieć minę polityków, którym ujawniono by, że nawet jeśli to było kilkadziesiąt lat temu, a może całkiem nie tak kilkadziesiąt, tylko znacznie bliżej ten okres dałoby się przysunąć, że ci politycy decydowali o naszych losach za naszymi plecami, dogadując się z obcymi i dając im jakieś koncesje na to, żeby sobie tutaj szaleli i dokonywali różnego rodzaju badań. Moim zdaniem to by było trzęsienie ziemi. Czyli potraktowano by ludzi, sami ludzie, administracje różnych krajów potraktowałyby ludzi jak takie bydło, którym zahandluje się w zamian za technologię. Moim zdaniem, jeśli to miało miejsce, to ja się wcale nie dziwię, że rząd Stanów Zjednoczonych i inne rządy nie chciałyby, żeby takie rzeczy były ujawnione.Panie! Przecież to byłby przewrót. Który z polityków mógłby spojrzeć temu prostemu ludowi prosto w oczy? Moim zdaniem to by już pachniało czymś bardzo niewesołym dla polityków. I może to jest powód, dla którego politycy nie chcą wprost ujawnienia albo zbyt szczegółowych informacji. Przecież ja sobie tego nie wymyśliłem, tego, co przed chwilą mówiłem. To też są relacje, także wcześniejsze, dużo wcześniejsze, ale relacje z różnego rodzaju środowisk ufologicznych. I jeszcze jedno: przecież była też mowa o tym, że ta współpraca z obcymi różnych ras, prowadzona przez Stany Zjednoczone, jest taka, że to jest takie chłodne tolerowanie się. Mowa tutaj o tej historii z bazą obcych. Doniesienia o nieziemskich oficerach to jeszcze inny przypadek. To też chyba w latach 80. było wygrzebane z internetu, bardzo raczkującego wtedy, właściwie tych pierwocin internetu. Więc ja się po prostu zastanawiam, jaki jest stan faktyczny, bo od tego stanu faktycznego zależy też ochoczość, jeśli takie słowo istnieje, z jaką poszczególne rządy ujawniały istnienie obcych. Tylko jedno, i tak gadam za dużo, w związku z tym powiem na koniec, że ujawnienie wcale nie musi być obopólne. To nie musi być tak: „A teraz pokażę wam naszych przyjaciół. Oto oni. Patrzcie, podziwiajcie”. Może wystarczyłoby, żeby rządy ujawniły, iż ta ich wiedza jest taka sobie. Wiedzą, że oni tu są, ale nie wiedzą, czego chcą. To oczywiście nie nastroiło by pewno zbyt optymistycznie ludzi słuchających tego rodzaju oświadczeń, ale przynajmniej jakaś prawda zostałaby powiedziana.
[01:15:17] - Każdy scenariusz rodzi nam nowe sugestie, nowe wątpliwości, jakieś hipotezy. Rzeczywiście wygląda na to tak z chłodnej oceny i patrząc na to zupełnie realistycznie, że po pierwsze UAP za bardzo się nie kwapią do kontaktu czy UFO się nie kwapi do kontaktu. I też nie powoduje zbytnich niebezpieczeństw poza jakimiś przypadkami, ale w większości nie dochodzi do takiej sytuacji, że UAP, jak oni to dzisiaj zwą, zderza się na przykład z helikopterem lub samolotem. To oznacza, że ta siła, kimkolwiek jest ta inteligencja, nawet jeżeli uznamy, że jest nieziemska, ona za bardzo, jak powiedziałeś, jest w jakichś takich stosunkach albo tak traktuje Ziemię, żeby za bardzo sobie tutaj nie wchodzić im w drogę, tak żeby to wszystko jakoś się układało, żeby ten kontakt nie następował. Dawno temu wysnuliśmy w debatach ufologicznych taki wniosek, że ta cała otoczka tajemnicy wokół zjawiska UFO trwa i jest utrzymywana dlatego, że po prostu nikt nie wie, co to jest. Że nawet na tych ściśle tajnych, na tych rządowych szczeblach, na najniższych poziomach wśród decydentów wiedza na temat motywacji, która kieruje ufotami, która kieruje UFO i UAPami, czy jak to nazwiemy, jest taka jak u przeciętnego człowieka, nie więcej. Czyli to jest tajemnica poliszynela. Tajemnica jest, ale de facto tajemnicy nie ma. Może poza tym, że gdyby to ogłosić publicznie, że to jednak jest coś, co tutaj z nami przebywa, to mogłoby to zostać przyjęte bardzo różnie. Myślę, że jesteśmy w bardzo ciekawym momencie. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co będzie z tym wszystkim dalej. Ja bym się bardzo wstrzymywał ze stwierdzeniem, że to było ujawnienie. Potrzebujemy jeszcze jednak nieco więcej informacji. Potrzebujemy mniej wątpliwości, więcej faktów, więcej odpowiedzi. Tutaj, Marku, jest wiele pytań związanych z tym, co Mellon powiedział. Zachęcamy oczywiście do tego, żebyście je komentowali, ale co mnie najbardziej zastanawia w tym wszystkim? Jak już wrócimy do tego, co mówił Grusch, to fakt, że jeżeli istnieje jakaś grupa ściśle tajna, która ma informacje o tej egzotycznej technologii i tak dalej, to przecież ta wiedza może przynieść wymierne zyski. I oni nie oddadzą tej wiedzy tak łatwo. Pytanie, które jest chyba najważniejsze w tym wszystkim: skoro oni wszyscy przyznają, że te obiekty są tutaj od dawna, że te próbki są też zbierane od dekad i badane pewnie, to dlaczego do tej pory nie widzimy czegoś, co by nam realnie uzmysłowiło, że taka technologia była, przeciekła i jest w użytku? Niektórzy twierdzą, że mikroprocesory, że chociażby teflon to są wszystko wynalazki, które zostały skopiowane na początku gdzieś lat 50. z rozbitych obiektów UFO. Ale przecież skoro oni tam siedzą i kopiują, i ta inżynieria wsteczna działa i pracuje, to powinniśmy mieć więcej rozwiązań, które przecież po tylu latach już trafiłyby do cywili. To jest ciekawe. Nie wiem, Marku, jak się do tego odniesiesz. Ale druga sprawaDruga sprawa jest taka, że zarówno Grusch, jak i inni, których dzisiaj cytowaliśmy, mówią wprost: nie tylko Amerykanie posiadają takie szczątki. Grusch mówi wręcz, że niektóre państwa wykorzystują tą wiedzę do budowania nowych typów broni. I tutaj bardzo trudne pytanie, bardzo kontrowersyjna sprawa, bo dajmy na to, że są Chiny i te Chiny złapały sobie kiedyś UAPA. I że oni są biegli w sprawach technologicznych, to sobie coś skopiowali. Teraz pojawia się pytanie: jak odróżnić takiego chińskiego UAPA wyposażonego w jakieś technologie z UFO od UAPA, który jest prawdziwie anomalny? I tutaj już wchodzimy w takie kwestie, powiem ci dziwne, nie chcę powiedzieć dezinformacyjne, ale takie, które bardzo łatwo są w stanie przeważyć szalę kwestii, o której dyskutujemy w strony bardzo spiskowe. Dlatego też nie brak osób, które twierdzą, że to, co mówi Grusch, to jest w jakimś stopniu podpucha. Podpucha pod to, żeby później ten temat, co zresztą sugerowałeś już od początku, bardzo łatwo zwinąć. Ale przecież nie jest tajemnicą, że w Związku Radzieckim też były osoby, i to od bardzo dawna, które sugerowały, że te rozbite obiekty są w jakiś sposób wykorzystywane i że Sowieci w ogóle badali to UFO już w latach 80. w ramach programu Setka, żeby to wykorzystać potem militarnie. Jedną z takich osób, która o tym mówiła wprost była Marina Popowicz, której książka zresztą ukazała się dawno temu w języku polskim.
[01:21:01] - Tak, ale tak sobie myślę o tym, co powiedziałeś wcześniej. Jak by to było, jakby sobie Chiny takiego UAPA skonstruowały? Myślę, że wtedy obserwowalibyśmy nieco bardziej histeryczne zachowania Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone są przyzwyczajone, przez lata całe to imperium rozleniwiło straszliwie i przyjmuje troszeczkę to, że są jedynym supermocarstwem jako taką rzecz oczywistą. Czyli: „Jesteśmy i co nam zrobicie?”. Teraz to się oczywiście troszeczkę zmienia. Chiny rzeczywiście jako takie mocarstwo wyspecjalizowane w kopiowaniu wszystkiego, co się rusza, sięgnęły bardzo daleko i chyba przeskoczyły już ten etap wyłącznie kopiowania. Zaczynają chyba kombinować po swojemu, ale myślę, że gdyby w Stanach Zjednoczonych ktoś doszedł do wniosku, że dzieje się coś takiego, że to Chińczycy robią coś takiego, co nam zagraża, skonstruowali sobie za pomocą swojej inżynierii wstecznej coś takiego, co mogłoby nam zagrażać, to wówczas mielibyśmy do czynienia z bardzo histeryczną reakcją, taką jak to tylko Stany Zjednoczone potrafią histeryzować, czyli całego. Więc chyba to nie o to chodzi. Myślę, że ten Gray o tym mówił. W tej chwili nie mam notatek na ten temat, ale była mowa o tym, że Stany Zjednoczone od lat przymuszały różnego rodzaju państwa z różnych stron świata, żeby po pierwsze nie puszczały pary z gęby, że coś takiego w ogóle jest, ale też w sposób ograniczony korzystały z tych, przynajmniej te, które mogły zmusić, korzystały z tych odkryć. Raczej to przejmowali Amerykanie. Nie wszędzie mogli przejąć, nie wszędzie mogli z tego skorzystać. To troszeczkę tak wyglądało, że Amerykanie, wszystko na to wskazuje, starali się nad tym wszystkim panować. Jak jest naprawdę pewno do tego nie dojdziemy, ale myślę, że jak na to niebezpieczeństwo, że ktoś skonstruował sobie coś, czego Stany Zjednoczone nie ogarniają, to Stany Zjednoczone zachowują się zbyt spokojnie. W związku z czym chyba takiego niebezpieczeństwa nie ma. A teraz jeśli chodzi o Rosję, czy właściwie wcześniej Związek Radziecki, to wspomniana przez ciebie pani Marina Popowicz, która była pułkownikiem radzieckiego lotnictwa, która miała na koncie ponad 100 rekordów lotniczych, która wiedziała, na czym polega latanie i to takie latanie jak najbardziej bojowe. Która zresztą do lotnictwa, a później do lotnictwa wojskowego dostała się dzięki jakimś koneksjom. W każdym razie Woroszyłow, zdaje się, maczał palce w tym, żeby ją tam przyjęto, gdzie trzeba i żeby karierę lotniczą mogła wykonywać. Nazywano tę panią Madame Mig, bo na tych Migach właśnie szalała. I ona po zakończeniu kariery wojskowej po pierwsze zainteresowała się UFO, ale to nie tak dlatego, że nie miała co robić, była na emeryturze i w związku z tym zainteresowała się UFO. Tylko do niej jeszcze w trakcie, jak była czynnym pilotem, docierały tego rodzaju informacje. Sama podobno obserwowała.Ale też mówiła o tym, że zadziwiająco zbieżnie postępowały władze Związku Radzieckiego. Zachowywały się podobnie, może trochę bardziej radykalnie, bo w Stanach Zjednoczonych pilota, który zgłaszał obserwacje UFO, też traktowano tak dziwnie. Tę scenę zresztą możecie państwo znaleźć zaraz na początku filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Kiedy kontroler lotu pyta, czy zgłaszają piloci UFO i tam nie do końca jest entuzjazm z tym zgłaszaniem. W Związku Radzieckim było bardzo podobnie, tylko jak to w Związku Radzieckim bardziej. Czyli jak ktoś zaczynał za dużo mówić o niezidentyfikowanych obiektach latających, to miał duże szanse, że pierwsze trafi na przegląd, czyli po prostu zobaczą, czy on się do lotów dalej nadaje, a w konsekwencji mogła go czekać psychuszka. Czego nikomu nie życzę. A dla pilota od razu się umówmy, że ta psychuszka to już jest dalszy etap podróży. Natomiast dla człowieka, który lata, jest czynnym pilotem, odsunięcie od lotów to myślę, że to jest spora kara i nikt się specjalnie do tej kary nie rwał, to z całą pewnością. W każdym razie Popowa mówiła o tym, że ci koledzy piloci spotykali się w powietrzu z wieloma dziwnymi zjawiskami. Ona mówi, że nie ma powodu, żeby im nie wierzyć. W związku z tym to taka osoba ciekawa, która jest kolejnym potwierdzeniem, że w środowisku ludzi latających, którzy w powietrzu spędzają sporo czasu, to przekonanie o tym, że coś pilotom towarzyszy od czasu do czasu, niektórym częściej, niektórym mniej często, ale że gdzieś tam pojawia się coś, czego oni jako stare wygi, ludzie, którzy w tym powietrzu spędzają część życia i oni nie potrafią tego wytłumaczyć, to znaczy, że rzeczywiście nad naszymi głowami dzieje się coś przynajmniej zastanawiającego. I oczywiście można kruszyć kopie. Czy to jest 5, czy może 10% takich zjawisk, których się nie da wyjaśnić za pomocą różnych wybiegów, że to gaz błotny. To znacie państwo chociażby z „Facetów w czerni”, ale ja się ostatnio zabawiałem poszukiwaniem i myślę, że scenarzyści „Facetów w czerni” czerpali z autentycznych raportów, chociażby z Blue Booka, ale też z wielu innych miejsc. Bo ten gaz błotny pojawiający się, te flary, które mają wytłumaczyć różnego rodzaju zjawiska na niebie, zarówno pojawia się w „Facetach w czerni”, jak i w autentycznych raportach dotyczących zjawisk nazywanych niegdyś UFO. Czyli to rzecz, która miała miejsce. Scenarzyści sobie to po prostu zapożyczyli. W każdym razie Popowa mówiła o tym, że to zjawisko UFO nad Związkiem Radzieckim było niezwykle popularne. A dowiadujemy się jeszcze, że był taki czas, kiedy się komunizm sypał gdzieś tak na przełomie lat 80. i 90., kiedy bardzo się zjawisko UFO nasiliło. Co więcej, tam poza różnymi światłami na niebie pojawiły się lądowania. Było coś takiego w Woroneżu, że UFO wylądowało wręcz w parku miejskim. Wysiadło trzech osobników niezwykle wysokich. Jeszcze coś na kształt robota. Tak to przynajmniej bywało opisywane. Coś takiego pudełkowatego. Sobie tam coś badali, coś sobie zbierali. Ile w tym wszystkim prawdy, dzisiaj nie sądzę, żebyśmy doszli. Chodzi o częstotliwość i o pewne przyzwyczajenie się niektórych przynajmniej kręgów w Związku Radzieckim czy później w Rosji do tego, że UFO tam po prostu jest. Do tego stopnia, że nawet padały takie określenia, że Związek Radziecki upodobały sobie trzy grupy kosmitów, czyli ci olbrzymi, tacy trzymetrowi. Dalej ci, o których mówiłem w przypadku Woroneża i tego parku. Czy tacy obcy, którzy wyglądali jak ludzie niemal identyczni, czy też trzecia grupa to była tacy mali, karłowaci, wręcz pomarszczeni, których aparycję my byśmy raczej określili jako nieprzyjemną. Czyli my tak naprawdę dostajemy informację, że to, co się działo w Związku Radzieckim, przy całym szaleństwie, które tam panowało, takim szaleństwie realnego socjalizmu czy komunizmu, co oni tam sobie budowali, to już dzisiaj nikt do tego nie dojdzie. Przy całym tym szaleństwie urzędniczo-wojskowo jakimś tam jeszcze, to w gruncie rzeczy doświadczano na tamtym terenie zjawisk bardzo podobnych jak te, które były opisywane w przypadku Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych.
[01:31:07] - Co jest trochę niepokojące w tej całej obecnej sytuacji, to że ona wtłacza nam dyskusję o zjawisku UFO w sztywne ramy. Mówiliśmy o tym już wcześniej, że UFO, jak są, to są tylko te widywane przez pilotów. Żadnych innych incydentów z udziałem UFO nie ma, że to, co było przez te wszystkie lata, to trzeba zapomnieć, bo to były pierdoły. Są tylko UFO. I teraz się boję też tego, że zostanie zapomniane to wszystko, co było powiedziane, opisane na temat tych anomalnych aspektów spotkań z Nolami, na temat lądowań, na temat spotkań z ufitami. Bo przecież mamy statki, mamy obiekty, Amerykanie nie ukrywają. Tutaj nie ma miejsca na żadne inne dywagacje. To muszą być jakieś istoty przebywające z innej planety. Prawda jest cały czas otwarta, moim zdaniem.
[01:32:02] - Tak, jak najbardziej, Piotrze. Też to zauważyłem. Dzięki, że to powiedziałeś. Rzeczywiście widzę, obserwuję to, że wtłacza się nas w tę narrację, że to na pewno są przybysze z gwiazd, Zeta Reticuli czy skądkolwiek. Przyjęto właściwie w tej chwili jedną narrację, że to są obcy, którzy przybywają z głębokiego kosmosu do nas i tylko to się właściwie przebija w tej chwili. Wszelkie różne teorie, o których dosyć szeroko opowiadałeś, toczone były debaty, to się nie przebija. Są obcy, którzy pochodzą z jakiejś planety, bardzo odległej i to jest właściwie wszystko. To chyba też jest w jakimś stopniu niepokojące. Skąd ta pewność i skąd to wtłaczanie jednej ściśle określonej narracji?
[01:32:53] - Tak. Druga sprawa, o której pisze bardzo dużo osób na czacie, to że Grusch zdaje się przyznawać, że obcy są nieidealni. To znaczy ta technologia, którą reprezentują, jest raczej zawodna w naszych warunkach ziemskich, skoro tyle razy udało się przejąć ich rozbite obiekty. Przejdźmy teraz do wątpliwości, które żeśmy już wyrażali, ale które może jeszcze powtórzymy. Bo Marku, wspomnieliśmy o tym, że NASA i AARO troszeczkę próbowały ten temat UFO strącić i osłabić. Wnioski, które przedstawiły przecież w ciągu ostatnich tygodni, były dla niektórych rozczarowujące, dość mętne. Gdyby ktoś ich posłuchał, to by się okazało, że w zasadzie można o tajemnicy zjawiska UFO zapomnieć. Jak wspomnieliśmy, mogło się to dziać nieprzypadkowo. Pamiętacie, co mówiłem, że AARO i NASA trochę to wszystko traktują żartobliwie, dlatego, że spodziewana jest jakaś bomba. No i pytanie, czy oświadczenie Gruscha czasami tym nie było? Że oni ten temat troszeczkę ucięli, żeby ludzie nie zareagowali tak euforycznie na tego rodzaju oświadczenie pewnego pracownika wywiadu, który nagle coś takiego nam ujawnił. Druga sprawa, czy będzie więcej sygnalistów takich jak on? Wydaje mi się, że tak. Dlatego, że ta grupa, do której należy Mellon, do której należy Leslie Kean i wielu innych, muszą mieć coś jeszcze w zanadrzu. Oni sobie zdają sprawę, że była akcja, będzie reakcja. Ktoś będzie próbował Gruscha strącić i ktoś będzie szukał na niego haków. Ciekawe, jak one będą wyglądać. Bardziej niepokojąca rzecz, Marku, która dotyczy w zasadzie nie sygnalistów, ale tych, którzy ustanowili prawo na temat sygnalistów, bo nagle się okazuje tak naprawdę, że UFO to nie jest tylko elementem wewnętrznych sporów politycznych, ale tak naprawdę w Stanach Zjednoczonych istnieje państwo w państwie do tego stopnia, że pracownicy wywiadu, czy też emerytowani, czasami nawet funkcjonariusze wiedzą więcej niż ci, którzy de facto zostali wybrani przez społeczeństwo i reprezentują te organy demokratyczne. Czyli chcąc nie chcąc, jakby nie było, aparat państwowy przyznaje, że działa w Stanach Zjednoczonych państwo w państwie i teraz pozwala się tym informatorom na przywracanie wiary w demokrację, w standardy, bo nagle się okazuje, że ktoś sobie na oddolnym stopniu spiskuje. To mi się wydaje, że wkracza bardzo głęboko w kwestie polityczne i to jest rzecz, której będąc w Europie, będąc w Polsce, nie do końca zrozumiemy. Nie wiem, odniósłbyś się jakoś do tej kwestii? Ja tutaj cały czas czytam te komentarze. Widzę, że jest ich bardzo dużo. Jeszcze chcę wam powiedzieć jedną rzecz. Otóż my wam obiecaliśmy przeprowadzenie debaty, audycji pod tytułem „Pytania niezadane”, ale my ją przeprowadzimy i to powiemy wam więcej na końcu w ramach audycji „Bibliotekarium” za jakieś dwa tygodnie. Ale o tym za chwilę.
[01:36:46] - Piotrze, ja się zainteresowałem sprawą tego politycznego ustawienia, a właściwie tego, jak to bywa w Stanach Zjednoczonych przy okazji takiej obserwacji z 1997 roku nad PhoenixTam się pojawił obiekt oświetlony siedmioma światłami w kształcie litery V. Nawet Kurt Russell, ten aktor go widział i złożył oświadczenie, że go widział. Ale tam była inna ciekawa historia. Otóż przedstawicielka miejscowego parlamentu, bo każdy stan ma swój organ przedstawicielski, próbowała tą sprawą się zainteresować bardzo mocno. Zaczęła ściągać różnego rodzaju relacje, zaczęła zachęcać ludzi, żeby doniesienia do niej słali i miała dostać nawet pewną kasetę, która miała do niej trafić z nagranym filmem. To właśnie jest ten przypadek, w którym wojsko starało się tłumaczyć, że to flary były wysłane, podczas gdy flary, a ten obiekt, który był widoczny na niebie to są dwie różne bajki. Ale wróćmy do tej pani. Ta pani, której nazwiska w tej chwili nie pomnę, ale zawsze to można sprawdzić, przekonała się o tym, że kaseta do niej nie dotarła, bo smutni panowie, bo tam też są smutni panowie, tę kasetę przejęli. I ona zaczęła mieć kłopoty, ponieważ była radną czy posełką do miejscowego parlamentu stanowego. Zaczęła mieć kłopoty różnego rodzaju. W dodatku jeszcze przedstawiciel administracji centralnej, którą jest w Stanach Zjednoczonych, o ile dobrze pamiętam, gubernator. Popraw mnie, Piotrze, jeśli błądzę. A w każdym razie przedstawiciel rządu centralnego w danym stanie wręcz ośmieszył to zjawisko obserwowane nad Phoenix i to dosyć mocno. Czyli rząd zrobił wszystko, żeby sprawie łeb ukręcić. A ta demokracja i te próby takiego obywatelskiego śledzenia tego, co tam się tak naprawdę stało, nawet poparte przez oświadczenia Kurta Russella, to były obserwacje rzędu kilkudziesięciu tysięcy osób, które to widziały. To nie ma żadnego znaczenia. To absolutnie nie ma żadnego znaczenia. W związku z tym widać, że to ewidentnie polityka tutaj odegrała rolę. I wtedy się tym zainteresowałem. Niedokładnie w 1997 roku, znacznie później, ale to przekonało mnie, że sprawa UFO to jest jedna sprawa, a kwestia manipulowania UFO przez polityków to jest zupełnie inna sprawa. Trochę od tego UFO niezależna. I teraz wracając do pytania, jak to będzie dalej? Ja w tych wszystkich mieszanych uczuciach, o których powiedziałem, mam tylko nadzieję, chcę być optymistą, więc niech raz zabrzmi optymistycznie. Chciałbym, żeby tak się stało. Mam nadzieję, że to wszystko, co Grusch zgłasza, to jest dopiero początek. I tak jak powiedziałeś, on ma coś w zanadrzu. I to być może nawet jest ktoś, kolejny sygnalista na przykład, który wie więcej, który widział więcej, który rzeczywiście będzie miał jakąś bombę. Może Grusch w tej chwili czeka na atak. Chce zobaczyć, z której strony ten atak przyjdzie. Bo tylko wtedy, kiedy przeciwnik odsłoni swoje pozycje, zacznie strzelać, to wtedy dopiero można go tak naprawdę przeładować, mówiąc kulturalnie.
[01:41:06] - Tak, to nawet powiem ci, brzmi w miarę racjonalnie. Bo oni tam zresztą dają sygnały, że tych sygnalistów mają więcej i oni widzieli różne rzeczy. Przecież był taki prawnik, o którym wspominaliśmy niedawno. On się nazywał Sheehan. I ten Sheehan po oświadczeniu Gruscha powiedział, że on jest w kontakcie z takim sygnalistą, który jeszcze nie jest ujawniony, ale który twierdzi, że te obiekty jakoś tam zaburzają czas i przestrzeń. Te wraki, które zostały znalezione. Ale pojawia się też dużo niesprawdzonych informacji, dezinformacji może, że na przykład te obiekty zostały wyłowione z wód gdzieś tam głęboko z oceanu i tak dalej. Jestem ciekaw, co z tym wszystkim się stanie.
[01:41:55] - Ale Piotrze, jeszcze jedna rzecz, o której chciałem powiedzieć. Podobno, niestety jesteśmy skazani na to słówko „podobno”, ale dużo na to wskazuje, że istnieje, znowu do polityków przejdźmy, na szczeblu centralnym USA cały program polegający na wprowadzaniu dezinformacji. To znaczy, jeśli się pojawia jakiś sygnał, który z punktu widzenia władz centralnych może być niewygodny, niebezpieczny, tu sobie państwo wstawcie odpowiednie słowo, to natychmiast uruchamiany jest program, który ma to wszystko zaciemnić. Czyli natychmiast pojawia się masa fałszywych informacji, masa takich właśnie fałszywych balonów wypuszczonych, nie dosłownie, tylko w przenośni. Wypuszczonych balonów, które mówią o rewelacjach, które są absolutnie wyssane z palca. To jest bardzo prosta metoda oddziaływania. Chodzi o to, żeby w tym potoku, w tej chmarze głupot po prostu wypuszczanych całkiem świadomie, ta prawdziwa informacja utonęła, żeby była traktowana: „Ach, skoro to tamto to głupoty, bo to wcześniej czy później się tak okazuje, to też musiała być głupota”.Podobno jest stała metoda działania w przypadku, z punktu widzenia rządu Stanów Zjednoczonych, sytuacji kryzysowych, a za właśnie takie sytuacje kryzysowe należy uznać czy to zjawisko w Phoenix, o którym mówiłem, czy każde inne sięgające zbyt daleko, jeśli chodzi o prawdę o UFO, to natychmiast uruchamia się odpowiednich ludzi, czasami stojących bardzo wysoko. Czasami to jest ich zawód, żebyśmy tak powiedzieli wprost. Oni się trudnią głównie, dzisiaj by się pewno powiedziało puszczaniem fejków, ale dokładnie tym. Żeby sprawie łeb ukręcić, trzeba ją zalać potokiem głupot i to jest podobno taka metoda działania.
[01:44:12] - Tak, to z tego powodu, tak jak już wspomniałem, czasami się pojawia sygnalista, który jest coś wart, a potem się pojawia dwóch, którzy mówią podobne rzeczy, tylko trochę bardziej kolorowe, ale każdy skręca z tą prawdą w swoją stronę. Tak jest najlepiej, zasiać jakiś zamęt w umysłach opinii publicznej. Ja tylko myślę, i co mnie troszeczkę zniechęca do tej sprawy, na początku powiedziałem, że będę Gruscha bronił, ale że ona jest taka bardzo amerykańska. Nagle pojawia się Grusch jako obrońca, jako taki Wallenrod, tutaj oczywiście duży cudzysłów, który decyduje się wyjść i tą prawdę powiedzieć, zburzyć ten mur kłamstwa, który jest utrzymywany od wielu lat. Ale z drugiej strony tak sobie na chłopski rozum pomyślcie, jeżeli inne kraje też mają te obiekty UFO, jeżeli inne kraje też z tej technologii korzystają, to nie trzeba być filozofem, żeby dojść do wniosku, że to jest wyścig zbrojeń, wyścig technologiczny. Nawet jeżeli te informacje tam są, to ich nie otrzymacie. Dlaczego? Dlatego, że one są przydatne ze względów obronności. To wszystko na dalszych poziomach, etapach, jeżeli to rozkładamy na czynniki pierwsze, przestaje mi się podobać. Ale Marku, jest jeszcze taka kwestia, nazwijmy ją międzynarodową. Jest rząd Stanów Zjednoczonych i on nieformalnie jest oskarżany o to, że posiada na wyciągnięcie ręki taką technologię, która jest zupełnie poza zasięgiem potencjalnych partnerów. Pracuje nad tym od dawna i tak dalej. I on daje tym sygnał taki: nadal jesteśmy czołowym graczem na świecie, także pod względem technologicznym. Czegokolwiek nie zbudują Chińczycy, czegokolwiek nie zbuduje przede wszystkim Elon Musk czy inne korporacje, to i tak to będzie niczym w kontekście tego, czym my dysponujemy. Czyli ten wyścig zbrojeń, wyścig technologiczny z rządem jest nie do wygrania. Oni tak mówią, że inne rządy też coś mają, ale nikt niczego nie precyzuje. Jeżeli rząd Ugandy na przykład ma rozbite UFO, to niewiele z tym zrobi. Jak powiedziałem, jest to taki sygnał do korporacji, do elit: jeżeli będziecie grzeczni i będziecie współpracować, to może dostaniecie kawałek tego latającego spodka i będziecie mogli go sobie spieniężyć w przyszłości. Coś w tym jest, powiem ci. Bo przecież każdy, kto dostaje taką informację jak ta przekazana przez Gruscha, że coś jest, że coś wiedzą, to zaczyna to rozkładać na te pierwsze czynniki i zaczyna myśleć w kategoriach zupełnie praktycznych, że jeżeli ta wiedza jest i jest od dziesięcioleci, to coś trzeba z nią zrobić. Przecież pracuje się nad przejętymi obiektami obcymi, gdzie są ślady tej pozaziemskiej technologii. A może się nie udało jej skopiować?
[01:47:37] - No właśnie.
[01:47:38] - Może ta wiedza jest dawkowana, może jest po prostu bardzo powoli wyprzedawana i spieniężona przez wąskie kręgi. Bo jeżeli rzeczywiście jest i jeżeli ktoś ma do tego dostęp, to też mu nie za bardzo zależy, żeby to wszystko tak szybko wyszło.
[01:47:57] - Piotrze, ale przecież jeszcze zwróćmy uwagę, myśmy się do tego przyzwyczaili, ale to nie jest normalne, że rozmawiamy w świecie, w którym ostatnia wyprawa na Księżyc, chwilami zaczynam wierzyć w teorie spiskowe, czy oni tam naprawdę byli. Ale dobrze, załóżmy, że byli. Ostatnia wyprawa na Księżyc odbyła się ponad 50 lat temu. Teraz się dowiadujemy, że program Artemis miał być w 2025, ale to chyba się jednak nie uda i będzie opóźniony, czyli już mocno przekroczymy pięćdziesiątkę. Nie potrafimy tam wrócić. To jak to jest z tą technologią? Ta prymitywna technologia w 1969, bo wtedy był pierwszy lot na Księżyc, wystarczała, a teraz superinteligentne komputery, a właściwie sztuczna inteligencja i wszystkie inne rzeczy, które wspomagają naukowców i nie jesteśmy w stanie wrócić na ten Księżyc. Latają tam oczywiście próbniki, ale człowieka nie jesteśmy w stanie wysłać. Dlatego mówię, że czasami się zastanawiam, ile jest prawdy w tych teoriach spiskowych. Dalej nie chcę w nie wierzyć, ale mimo wszystko naprawdę nie potrafimy tam wrócić przez 50 lat? Wybacz Piotrze prywatę, ale ja pamiętam siebie, byłem szalenie zafascynowany w połowie lat 70. tym, co się w kosmosie dzieje. W ogóle ja byłem przekonany, już to kiedyś mówiłem, że w naszych czasach wycieczki na Księżyc to będzie norma.Ja byłem przekonany, że się po Księżycu przespaceruję. Chyba się nie przespaceruję. Bo się rozgadałem, ale każe mi to pójść tym śladem, który ty właściwie przetarłeś. Jak to jest z tą technologią? Czego my nie dostajemy albo co my tak naprawdę dostajemy? Chyba widzieliście państwo, że te lata od czasu lotu na Księżyc, przynajmniej w części technologii część się rozwijała, a część jakby stanęła w miejscu. Pewne dziedziny technologiczne sięgnęły szczytu, a niektóre poszły bokiem albo nawet do tyłu zaczęły chodzić. Zastanawiam się, co było przyczyną. To nie jest oczywiście ta audycja i ten problem, ale coś się dzieje w tych sprawach technologicznych, co nie do końca jest uchwytne, nie do końca jestem w stanie wyłapać. A ponieważ mówimy o obcych technologiach, o tym, że to być może jest nam sprzedawane, dawane, racjonowane nawet tak można by powiedzieć. Więc zastanawiam się, jak to z tym wszystkim jest i czy aby nie jest tak, jak powiedziałeś, że ktoś na tym trzyma łapę. Pytanie, czy to ktoś na Ziemi trzyma łapę, czy też ci obcy, jakkolwiek rozumiani, dawkują nam pewne informacje, dawkują nam pewne technologie. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, ale ja tylko doradzam to, co zwykle, czyli żeby się dobrze rozejrzeć, bo my żyjemy naprawdę w dziwnym świecie, w którym nasze sondy latają, niektóre z nich przekroczyły granice Układu Słonecznego, a my nie potrafimy wrócić na Księżyc. My budujemy sztuczną inteligencję, ale pewne proste sprawy, które kiedyś były oczywiste, dzisiaj stanowią wielką zagadkę. To jak to właściwie jest z tą technologią?
[01:51:58] - Tak. Mówiłem przed chwilą, że byłoby wszystko okej, byłoby to wszystko, co mówi Grusch, akceptowalne, gdyby te obiekty rozbijały się, powiedzmy nie od kilkudziesięciu lat, ale od na przykład kilkunastu. Wtedy ta technologia mogłaby być badana i tak dalej. Jeżeli ktoś tam siedzi i sobie kleci te rozwiązania z latającego spodka, to musi to gdzieś trafiać. Ale może jest tak jak powiedziałeś, że to jest wszystko wstrzymywane, drobnymi kroczkami przedostaje się potem do cywila. Gdyby rzeczywiście Stany Zjednoczone chciały zachować pozycję hegemona, a mają z tym problem, to może rzeczywiście wykorzystałyby chociaż odrobinkę z tej technologii przejętej z latających talerzy i pokazały, co tak naprawdę potrafią. Nie wiem zupełnie, o co chodzi w tej narracji, muszę powiedzieć. Jest dla mnie dość tajemnicza i niestety to wszystko zmierza w stronę bardzo spiskową. Ja mam nadzieję, że się jeszcze co nieco w tym wszystkim wyjaśni albo że pojawi się nowa osoba, albo też Grusch powie coś zupełnie, przepraszam, powie coś zupełnie innego. Ciekawi mnie też to, o czym przed chwilą była mowa. Może to jest tak, że ta technologia z jednej strony jest tak bardzo zaawansowana, że pomimo tego, że dziesiątki lat tam siedzą i próbują ją skopiować, to nie dowiedzieli się za dużo. Jestem bardzo otwarty na wszelkie możliwości tak naprawdę, dlatego, że jakby na to nie patrzeć, jakie by wątpliwości nie mieć, to tak naprawdę ta historia zapisze się w annałach ufologicznych i będzie się o niej jeszcze długo mówić. Ja jestem pewien w ogóle, Marku, że to nie jest koniec. Pozostaje nam pytanie, czy David Grusch to bohater naszych czasów, a może ufologiczny męczennik? Ile czasu zajmie ujawnienie kolejnych informacji? Bo może o to chodzi. Może chodzi o to, żeby nam nie przekazać wszystkiego naraz. Może jesteśmy mimo wszystko niegotowi na tą prawdę. Wreszcie, czy jak mówi Melon i profesor Nolan, tą wiedzę uzyskaną z pozaziemskich artefaktów da się jakoś wykorzystać dla dobra ogółu? A może tylko garstka decydentów trzyma to w szachu i zechce to wykorzystać dla zachowania swojej potęgi i kontroli? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Moglibyśmy jeszcze je mnożyć tak naprawdę. Moglibyśmy pokazywać wiele dróg, nawet tych bardziej spiskowych, bo powiem ci, że spotkałem się z taką, która mówi, że Stany Zjednoczone nieformalnie zademonstrowały, że są w posiadaniu pozaziemskiej technologii. Dajmy na to, że ktoś prześledzi te wszystkie doniesienia na świecie, w innych ośrodkach wywiadu mówi: „O, zobaczcie, co oni powiedzieli. To znaczy, że naprawdę nie da się ich pokonać”. Może to jest wojna informacyjna, a może jednak po prostu już tej prawdy nie da się w żaden sposób powstrzymać. Była akcja ze strony Gruscha. Poczekajmy na reakcję. Jeżeli się coś wydarzy, to wam damy bezsprzecznie znać i pewnie się odpalimy gdzieś tam w środku wakacji. Na razie się żegnamy ze słuchaczami „Debat Ufologicznych” nieformalnie.Bo jeżeli coś wyskoczy, to będziemy nadawać. Marku, powiedziałem tutaj o tych pytaniach niezadanych, które prawdopodobnie pojawią się 30 czerwca, jeżeli dobrze pamiętam, na antenie „Bibliotekarium”.
[01:55:58] - Tak, postanowiliśmy z Piotrem tak zorganizować sprawę, żeby w wydaniu „Bibliotekarium”, takim ostatnim przedwakacyjnym, zrobić taką audycję, może godzinną, może troszeczkę więcej niż godzinną, ale nieznacznie, w której postaramy się odpowiedzieć na pytania takie, które najczęściej się pojawiają i takie, które były najbardziej intrygujące spośród tych, które państwo zechcieli zadać. Zapraszamy państwa bardzo serdecznie. Powtórzę, audycja 30 czerwca. Audycja zawsze startuje o 20:00, a dokładnie o której to państwo znajdziecie w minutarzu. Marek Sęk „Ivellios” zawsze dba o to, żeby ten minutaż audycji od godziny 20:00 czasami do godziny 3:00 w nocy był szczegółowo rozpisany. Także o to nie należy się martwić. Zlokalizujecie państwo ten czas, w którym będziemy odpowiadać na pytania niezadane. W związku z tym nie ma przymusu słuchania całej audycji. Wystarczy się włączyć o odpowiedniej godzinie i tych odpowiedzi wysłuchać. Chociaż oczywiście zachęcam, żeby sobie looknąć i posłuchać przynajmniej innych części audycji, bo audycja jest organizowana w ten sposób, że pojawiają się tam różne smakołyki. Jednych interesują spotkania z pisarzami, innych pewne porady warsztatowe, jeszcze innych próbki literackie i tak dalej. To wszystko państwo w „Bibliotekarium” znajdziecie.
[01:57:52] - A jeszcze innych spotkania z UFO.
[01:57:55] - Tak jest.
[01:57:56] - My mamy tam jeszcze swój kącik filmowy, także zapraszamy. Jeżeli chcecie się zapoznać z nowościami z gatunku science fiction i horror, to możecie się udać do archiwum Radia Paranormalium, zobaczyć, o czym było „Bibliotekarium” w ubiegły piątek. Tam omówiliśmy kilka bardzo ciekawych horrorów. Jeżeli nie wiecie, co oglądać, to z „Filmotekarium” się zawsze dowiecie. Polecamy wam wszystkie publikacje, o których żeśmy dzisiaj wspominali. Znajdziecie linki pod spodem, Ivellios nam je umieści. Cóż więcej? Zapraszamy was za tydzień. Jeszcze nie wiem do końca, jaka ta audycja będzie. A potem sobie zrobimy pewną przerwę. To nie jest tak, że my nie będziemy się ukazywać w te poniedziałki. Zawsze jeżeli będzie o czym powiedzieć, to się tego dowiecie z Facebooków Radia Paranormalium i Nieznanego Świata. A na razie panowie, przychodzi chyba powiedzieć dobranoc.
[01:59:05] - Dobranoc, dobranoc. Wszystkiego dobrego i pozdrawiam wszystkich.
[01:59:09] - Pozdrawiamy.
[01:59:11] - Mówili do was, jak zawsze, Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata oraz Marek Żelkowski z „Bibliotekarium”. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Nie tylko na Facebooku, ale również chociażby na Telegramie i na Instagramie, bo tam dowiecie się zawsze o kolejnych naszych nowościach na antenie Radia Paranormalium. Dobranoc i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:00:03] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne.
[02:00:11] - Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu.
[02:00:17] - UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.