[00:03] - Radio Paranormalium prezentuje audycja z cyklu Facta Incognita. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w ten poniedziałek. Chłodny poniedziałkowy wieczór 3 kwietnia 2023 roku. Zaczynamy kolejny odcinek audycji Facta Incognita, w której dziś przyjrzymy się projektowi blokowania promieni słonecznych pod pretekstem walki z globalnym ociepleniem. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia są z nami Marek Żelkowski z Bibliotekarium oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Jeszcze tylko przypomnę kontakty, pod którymi będziemy czekać na państwa pytania i komentarze do audycji. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także do nas pisać SMS-y pod numer 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl.
Można także wysłać nam wiadomości poprzez nasze profile na Signalu, na Telegramie, na GG pod numerem 36088002. Jesteśmy też na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium, na profilu Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Teraz z czystym sumieniem przekazuję głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[01:40] - Dobry wieczór. Witamy w kolejnym odcinku Facta Incognita. Dzisiaj w programie temat, który jeszcze kilka lat temu był uważany za dziką teorię spiskową. Obecnie naukowcy sugerują jednak, że droga do walki z globalnym ociepleniem wiedzie przez odbijanie promieni słonecznych przez specjalną powłokę chemiczną. Skutki tego mogą być opłakane. W sumie nikt nie wie, jakie te skutki będą, natomiast mogą wywołać efekt domina prowadzący do jeszcze większego chaosu. Przeciwnicy tego projektu przestrzegają, że jest on w zasięgu możliwości bardzo bogatego człowieka, który chcąc być zbawcą planety, wydając kilka miliardów dolarów, może nam coś takiego zafundować. Zatem dziś postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy warto bawić się klimatem i czy rzeczywiście za jakiś czas ktoś zechce zasłonić nam słońce. Czekamy jak zwykle na wasze pytania. Zapraszamy też do pozostawienia subskrypcji.
Naszym kolejnym celem na Radiu Paranormalium jest 30 000, także chętnie przygarniemy nowych subskrybentów. Pamiętajcie też, by polecać nasze audycje wszystkim, którzy interesują się podobnymi tematami. Polecamy wam kwietniowy numer Nieznanego Świata, który dostępny jest w kioskach. Miłośników fantastyki odsyłam do piątkowego Bibliotekarium, gdzie w segmencie Filmotekarium, który jest poświęcony filmom, przyjrzeliśmy się kilku nowym produkcjom science fiction. Marku, przejdźmy do rzeczy, bo ta geoinżynieria słoneczna albo, jak to się nazywa specjalistycznie, modyfikacja promieniowania słonecznego, nie jest wcale nową dziedziną. Przez lata funkcjonowała na pograniczu jakiegoś tabu. Za twórcę tej koncepcji uznawany jest radziecki uczony Michaił Budyko. Natomiast dlaczego o tym dzisiaj mówimy? Mówimy o tym dlatego, że znowu pojawia się temat, który został troszeczkę przemilczany w internecie, w mediach w ogóle, bo pod koniec lutego bieżącego roku w sieci ukazał się list, inicjatywa kilkudziesięciu uczonych, około 60 z różnych krajów, między innymi Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Holandii i tak dalej. Dokument ten, rodzaj listu otwartego, nosi tytuł: „List otwarty dotyczący badań nad odbijaniem promieni słonecznych w celu zredukowania ryzyka związanego ze zmianą klimatu”.
To jest jego tytuł. Sygnatariusze sugerują, że choć Ziemia będzie się ocieplać jeszcze prawdopodobnie przez kolejne dekady i tego się nie uda zatrzymać, co będzie miało też katastrofalne skutki, to istnieje możliwość taka, że rozpylanie w powietrzu aerozoli może doprowadzić do pewnego zahamowania tego procesu. Marku, ta grupa uczonych wzywa do rygorystycznej i szybkiej oceny naukowej tego projektu. Myśmy tydzień temu mówili w naszej audycji, to była debata ufologiczna o kilku rzeczach, które zostały też przemilczane przez media. Tutaj też mamy ciszę, a przecież raport na ten temat ukazał się na bardzo poczytnym portalu Politico, chętnie cytowanym zresztą przez polskie media.
[05:19] - Tak, Piotrze, tylko zanim pójdziemy w kierunku tego listu otwartego i kontrdokumentów, które ukazały się wcześniej, ja jednak chciałbym nawiązać do tego, o czym ty wspomniałeś. Przez długie lata wmawiano wszystkim ludziom, którzy dosyć podejrzliwie patrzyli na smugi kondensacyjne, uważając, że nie wszystkie z tych smug kondensacyjnych za odrzutowcami to są takie zwykłe smugi kondensacyjne. I było na to szereg argumentów. Mówiono, że to są wariaci. To dzikie teorie spiskowe, głupie, że to już jest dowód na to, jak zidiociałe jest społeczeństwo. Tymczasem okazuje się
[06:08] - Że kombinacje z tym, co jest rozpylane w powietrzu, od dłuższego czasu się odbywały. Bo to, proszę państwa, przecież nie jest tak, że ktoś wpadł wczoraj na pomysł, że coś będzie rozpylał, o czym jeszcze powiemy i nagle wszyscy ochoczo zakrzyknęli: „Tak, to jest świetny pomysł!” Klasnęli i zaczęli to wprowadzać w życie. Nie. Tego rodzaju projekty są przygotowywane, więc nikt mi nie wmówi, że to, co nazywano dzikimi teoriami spiskowymi, kretyństwem, sam to słyszałem, dlatego spokojnie cytuję. Kretyństwem, głupotą, odklejeniem kompletnym od rzeczywistości. Co więcej, sam słyszałem komentarz, w którym mówiono, że różne są teorie spiskowe, mniej lub bardziej wiarygodne, ale taka z rozpylaniem czegoś w atmosferze to już jest kompletna głupota i takich ludzi należy leczyć psychicznie. To cytat był, proszę państwa. I to wypowiedź była quasi publiczna. W związku z tym, ale do czego nawiązuję? Myślę, że tego rodzaju koncepcje lęgły się w różnych głowach od bardzo dawna.
Fakt, że owszem, kiedy mówiono o chemtrailsach, to mówiono raczej, że jesteśmy czymś opylani, że coś na nas jest, mówiąc kolokwialnie, wylewane, a właściwie coś na nas jest rozpylane. I tam były różne wskazania. To były środki chemiczne, to były nawet materiały biologiczne. W to nie wchodźmy, bo to nie jest przedmiotem dzisiejszej audycji. W każdym razie myślę, że ta idea, to przekonanie, że to, co lata nad naszymi głowami, nie zawsze służy tylko i wyłącznie podróżom. Myślę, że to nie była jakaś dzika teoria, tylko to mogły być na przykład przygotowania. Tego nie wiemy. Ja zresztą chciałbym podkreślić, że będziemy dzisiaj dotykać sprawy dla niektórych osób drażliwej, na której tak do końca, wypowiem się w swoim imieniu, ja się w każdym razie nie znam na takich szczegółach regulowania klimatu czy w ogóle spraw związanych z klimatem. Mam swoje oczywiście jakieś tam przekonania, ale one, od razu to podkreślę, bliżej są wiary niż wiedzy. Staram się czytać jak najwięcej, ale z tym czytaniem jest tak, że pewne źródła informacji są po prostu odcięte.
Jak jesteś przekonany o tym, że Ziemia właśnie stacza się w piekło przegrzania i już po prostu nic nas nie uratuje, to o tym sobie możesz człowieku poczytać. Natomiast jeśli uważasz, że może być inaczej i że są pewne przesłanki, które świadczą o tym, że to niekoniecznie jest tak, jak to przedstawiają aktywiści klimatyczni, to już jest problem z poczytaniem o tym, ponieważ jest to traktowane jako fake news i zwalczane i w ogóle traktowane troszeczkę tak, jak traktowano osoby, które mówiły na temat świrusa, który nas jakiś czas temu doświadczał i na temat tego świrusa opowiadały różne rzeczy, to ich się też podobnie załatwiało. Byliśmy odcięci od pewnych informacji. Więc powiem tak, owszem, jest ten list 60 całkiem świeżutki, ale warto też powiedzieć, że od dłuższego czasu uczeni, którzy zostali postawieni przed taką możliwością, że coś tam będzie w atmosferze bardzo wysoko rozpylane. Znam przynajmniej jeden taki dokument, w którym bodajże 370 naukowców protestowało przeciwko tak lekkiemu traktowaniu tego wszystkiego, że skutki po prostu mogą być nieobliczalne, bo tak naprawdę nigdy eksperymentów na tę skalę jeszcze nie dokonywano. A problem polega na tym, że robilibyśmy eksperymenty na czymś, co tak naprawdę nas otacza. Atmosfera to jest coś, w czym żyjemy, w dolnych partiach tej atmosfery my po prostu żyjemy. I rozpylanie czegoś w tej atmosferze siłą rzeczy jest nacechowane jednak jakimś tam ryzykiem. Ja już nie mówię tylko ryzykiem dla ludzi, ale tak naprawdę nie wiemy, jak się pewne substancje zachowają, będąc rozpylone gdzieś tam bardzo wysoko. Owszem, może się zdarzyć tak jak mówią ci, którzy są zwolennikami owych rozpylań, szerzej o nich za chwilę powiemy.
Może tak się zdarzyć, ale wcale nie musi. To jest troszeczkę takie eksperymentowanie na żywym organizmie. I ja się wcale nie dziwię, że to się może sporej części ludzi oraz naukowców, to w sumie też ludzie, nie podobać, bo troszeczkę to jest eksperyment na nas samych. W dodatku jeszcze mam takie nieodparte wrażenie, że to całe gadanie o demokracji, że powinniśmy demokratycznie różne rzeczy ujmować, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dzisiaj są oczywiście oświeceni mędrcy, którzy nam mówią, jak powinno być, a my mamy łykać to, co oni mówią, bo jak nie, to znaczy, że jesteśmy durni, niedouczeni, głupi i tutaj pada szereg inwektyw. Jeszcze pewno można je mnożyć. Tymczasem problem polega na tym... że tak naprawdę ktoś chce decydować za nas. Ktoś nas chce częściowo odciąć, ograniczyć ilość promieni słonecznych i mówi nam: "To dla waszego dobra", a my mamy w to wierzyć, podczas gdy nie bardzo się przedstawia różnego rodzaju badania naukowe. A stopień zdurnienia, przepraszam za to określenie, ale mnie to mimo wszystko troszeczkę wkurza, jest taki, że z jednej strony chce się nam ograniczyć promieniowanie słoneczne, bo do tego tak naprawdę to rozpylanie, o którym powiemy dzisiaj, ma prowadzić, a z drugiej strony promuje się w krajach rozwiniętych fotowoltaikę.
Gdzie tu jest sens? Z jednej strony chcemy uzyskiwać energię, bo już nie chcemy spalać węgla, bo węgiel jest brzydki i ropa naftowa jest brzydka, i w ogóle benzyna jest brzydka. Poza oczywiście benzyną, która jest produkowana syntetycznie, bo spalanie takiej benzyny, chociaż jak wszyscy mówią, dokładnie tak samo się spala ta benzyna, ale już sobie wytłumaczono, że ponieważ to jest z szeroko pojętych roślin wytwarzane, to te rośliny jak rosły, to pochłaniały ten dwutlenek węgla, a teraz jak go wydalają, to wychodzi na zero. Ja przypomnę tylko, że ropa naftowa też powstawała z roślin i też kiedyś wciągała to CO2, to teraz jak oddaje, to jest dokładnie to samo. Więc idziemy w jakąś mimo wszystko paranoję. Nie chcemy już spalać, w związku z tym idziemy w fotowoltaikę. Przynajmniej tak chcą nas o tym przekonać, że mamy w to iść. A z drugiej strony mamy ograniczać dostęp promieni słonecznych do powierzchni Ziemi, czyli tak naprawdę powodujemy tym samym spadek wydajności owych ogniw fotowoltaicznych. Więc zastanawiam się po prostu, czy to ja oszalałem, czy ktoś gdzieś znacznie wyżej też ociera się o szaleństwo.
[13:53] - Niektórzy sugerują, że to zasłanianie, odbijanie w zasadzie promieni słonecznych powróciło jako temat do rozważań środowiska naukowego wskutek poparcia, jakiego udziela temu między innymi Bill Gates, ale o tym za chwilę. Wspomnieliśmy o tej inicjatywie podpisanej przez 60 uczonych, na których czele stoi pani profesor, zaraz zobaczę, bo zapomniałem, Sarah Doherty z Uniwersytetu Waszyngtońskiego. Ale dwa lata temu, w roku 2021 powstała inna inicjatywa, kontrinicjatywa o nazwie „Porozumienie na rzecz niewykorzystywania geoinzynierii solarnej". I ona zakłada coś absolutnie odwrotnego. Podpisało się pod nią blisko 400 naukowców, którzy chcą, by uwaga, w ogóle tej geoinzynierii solarnej zakazać. Jak to się mówi: bądź mądry i pisz wiersze. Która grupa ma rację? Czy ta chemizacja atmosfery może uratować ludzkość przed zmianami klimatu przynajmniej na jakiś czas? Czy de facto geoinzynieria solarna będzie gwoździem do naszej trumny? Bo tak naprawdę nikt nie wie, jakie zjawiska ona wywoła.
Jest też druga strona medalu, o której powiedziałeś przed chwilą. Może nie będę się za bardzo rozwodził, bo ten temat przez lata był wtłaczany w ramy teorii o chemtrails czy chemtrails, jak kto tam lubi, tak wymawia. I to była taka teoria spiskowa, w którą wierzyli najwięksi foliarze ze wszystkich. O ile ona oczywiście jest bardziej rozbudowana w swojej pierwotnej wersji, to teraz okazuje się jednak, że te chemtrails to może nie jest coś tak do końca szalonego. Dziwi mnie tylko, że przez tyle lat ukrywano za tym pewne realne projekty. Bo dzisiaj, jeżeli czytamy o tej geoinzynierii słonecznej, to się okazuje, że to już od dość dawna sugeruje się, żeby może zbudować jakieś samoloty, a może po prostu przerobić zwyczajne samoloty, aby rozpylały te związki siarki chociażby w wyższych partiach atmosfery. Ale Marku, istnieje też inny tak?
[16:11] - Ja chciałem tylko powiedzieć, że idea jest bardzo stara. Ja zawsze przy okazji tego tematu przypominam sobie taki film, który pewno słusznie zniknął gdzieś w pomroce dziejów. Mówię słusznie, bo to nie był dobry film, ale był. Nosił tytuł „Nieśmiertelny 2". Tam bodajże Christopher Lambert grał i inny sławny, tylko akurat mi w tej chwili wyleciał z głowy. Sean Connery, właśnie. Sean Connery tam się też pojawiał i w tym „Nieśmiertelnym 2", który później się z „Nieśmiertelnym 3" w ogóle nie łączy, też mieliśmy do czynienia z niedaleką przyszłością. O ile dobrze pamiętam, to akcja filmu toczy się w roku 2024. Ale tu proszę się na mnie nie powoływać. W każdym razie w tym „Nieśmiertelnym 2" pewna korporacja też przesłoniła niebo taką tarczą.
Jeden z bohaterów, Connor MacLeod, którego grał właśnie Christopher Lambert, brał udział w budowaniu tej tarczy. I oczywiście ta tarcza miała chronić ludzkość przed mniej więcej czymś takim, o czym my dzisiaj będziemy mówili. Co więcej, kiedy okazuje się, że ta tarcza tak naprawdę nie jest potrzebna nikomu już do niczego, to korporacja, która ją stworzyła, właściwie bo ta tarcza bardzo źle wpływa na planetę, okazuje się, to mimo wszystko korporacja wcale nie ma zamiaru tej tarczy likwidować. Dalej filmu państwu nie będę opowiadał, ale tylko przypomnę, że ten film sobie już liczy kilkadziesiąt lat. W związku z tym ten problem gdzieś tam ludziom, zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom po głowie się pałętał. To nie jest dokładnie to, o czym dzisiaj rozmawiamy, niemniej jednak idea gdzieś tam pobrzękuje dokładnie ta sama.
[18:26] - Tak. Natomiast jeżeli mówimy o tym, nie wiem, jak to nazwać, lobby geoinżynieryjnym, które chce nagle odbijać promienie słoneczne, to natrafiamy na wiele problemów. Jednym z nich jest to, o czym powiedziałeś w kwestii fotowoltaiki, ale jeżeli wchodzimy w to głębiej, to okazuje się, że nam nie do końca o różnych sprawach mówiono prawdę. NASA twierdzi na przykład na swojej oficjalnej stronie internetowej, że nie ma wielu dowodów na to, żeby Słońce w ogóle w jakikolwiek zauważalny sposób wpływało na temperaturę na Ziemi. Na temperaturę ogólną, na wzrost tej temperatury. Nie chodzi oczywiście o dzień i noc. O ile uważa się, że zmiany w aktywności naszej gwiazdy w 11-letnich cyklach mogą być duże, to nie wpływają znacząco na klimat. Tak przynajmniej mówią modele komputerowe. Ale jest też druga strona medalu, bo okazuje się, że o ile Słońce niby tym klimatem nie steruje, to gdyby tak – mówią nam te modele – jakoś to zmodyfikować, to długotrwałe ich odcięcie lub zintensyfikowanie rzeczywiście mocno ten klimat by zmieniło. To są wszystko informacje ze strony NASA.
Czyli z jednej strony dowiadujemy się, że niby nie działa, ale według modeli jakby tak zasłonić, to powinno działać. Klimat na Ziemi jest w ogóle bardzo złożonym układem, na który wpływ ma wiele procesów. Dlatego owe modele są wykorzystywane. Ale musimy powiedzieć, że wykonano kilka eksperymentów, albo przynajmniej próbowano wykonać kilka eksperymentów z rozpylaniem różnych substancji w atmosferze, które miały te promienie słoneczne odbijać i wynik był bardzo różny. Pomysły też były bardzo różne. O nich za chwilę powiemy. Marku?
[20:29] - Chciałem powiedzieć, że z tym oddziaływaniem Słońca to nie jest takie proste, przynajmniej z tego, co wyczytałem. Ja cały czas podkreślam, że nie czuję się specjalistą od klimatu. Raczej jestem człowiekiem, który pewną wiedzę posiadł i teraz odtwarza państwu, ale nie podejmuję się głębokiej dyskusji na ten temat. Natomiast jeśli chodzi o oddziaływanie Słońca, to tak bezpośrednio być może nie. Nie wiem, przyjmuję to za dobrą monetę. Natomiast sama idea tak zwanego efektu cieplarnianego i może nie idźmy w stronę tego, co teraz się rozumie pod pojęciem efektu cieplarnianego, tylko raczej pewne zjawisko. Ono nam towarzyszy tak naprawdę z tego powodu, że Ziemia w ogóle ma atmosferę. Ziemia nie może nic posiadać. Ziemia ma atmosferę. W związku z czym to, że ma tę atmosferę powoduje, że ten efekt występuje, oczywiście w różnym natężeniu.
Chodzi o to po prostu, że atmosfera z racji tego, że istnieje, zatrzymuje pewną ilość dostarczanego przez Słońce ciepła i w związku z tym temperatura się podnosi. Podobno, tu znowu proszę się na mnie nie powoływać, raczej na strony, które można w internecie znaleźć. Podobno gdyby nie tak gęsta atmosfera, jaką ma Ziemia, gdyby była ona rzadsza i tak dalej, czy w ogóle inny skład by miała, w każdym razie różnice mogłyby sięgać kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stopni, jeśli ten skład atmosfery byłby inny. W związku z tym to, co kombinują, o czym dzisiaj powiemy, być może kombinują, być może nie, być może chcą to wprowadzić. W każdym razie te potencjalne możliwości nie są zawieszone w próżni. One się na czymś jednak opierają. Na tym, żeby ów efekt cieplarniany zmniejszyć albo zwiększyć. Czyli nie dostarczamy atmosferze odpowiedniej ilości światła, a zatem też energii tak naprawdę. W związku z tym nie podgrzewamy jej tak mocno i to ciepło nie zostaje. Ewentualnie podgrzewamy ją bardziej.
W każdym razie tak to bywa tłumaczone. Więc może bezpośrednio Słońce nie działa na to, że podnosi się temperatura. Niemniej jednak powtarzam, samo to, że Ziemia ma atmosferę, może sprawiać, że ta temperatura się zwiększa bądź zmniejsza. Szukam w tej chwili odpowiednich danych. I oczywiście, jak to bywa, złośliwość przedmiotów martwych, a w każdym razie internetu, polega na tym, że miałem je przed chwilą i gdzieś uciekły. Tam jest ta różnica. W zależności od składu atmosfery, różnych gazów emitowanych bądź nieemitowanych albo przesłon, które się pojawiają, może sięgać nawet 30 stopni. To już jest naprawdę dużo.
[24:08] - Zjawiskiem, na które się często powołuję, dyskutując o wpływie Słońca na klimat, jest tak zwane minimum Maundera. To był okres od 1645 do 1717 roku, kiedy powstało znacznie mniej raportów dotyczących plam słonecznych w porównaniu z okresem wcześniejszym. Słońce było wtedy mniej aktywne.Ale na Ziemi rozpoczęła się tak zwana mała epoka lodowa. Zasugerowano, że skoro słońce nie działało tak jak zwykle, to znaczy musiało nie dostarczać Ziemi dużej ilości ciepła, stąd ta mała epoka lodowa. Dzisiaj podchodzi się do tego trochę inaczej. Sugeruje się, że to nie słońce odpowiadało za te zimne lata w tym okresie, ale raczej wydarzenia natury wulkanicznej. Ale przyjrzyjmy się, o czym mówią sygnatariusze listu pod przewodnictwem profesor Doherty. Mówią, żeby zwiększyć ilość aerozoli rozpraszających światło w stratosferze. Bierze się tutaj pod uwagę bardzo szeroką grupę chemikaliów. Najczęściej są to związki siarki, jak na przykład dwutlenek siarki albo siarkowodór, ale też na przykład sól, tlenek glinu trzy czy też węglan wapnia.
Drugi scenariusz to tak zwany proces wybielania albo rozjaśniania chmur morskich, w skrócie MCB. Chodzi tutaj o to, że do tych chmur dodaje się roztworów soli, co zwiększa ich zdolność do odbijania promieni słonecznych. Trzeci proponowany scenariusz to zasiew chmur typu cirrus. We wspomnianym raporcie, o którym mówimy, który został opublikowany pod koniec lutego, oni nie mówią wprost, że są zwolennikami geoinzynierii solarnej, ale twierdzą, że nadszedł czas, kiedy trzeba wreszcie powiedzieć tak lub tak, w którą stronę idziemy, bo zmierzamy do punktu w dziejach, kiedy, jak twierdzi jeden z uczonych, o którym za chwilę powiemy, może dojść do takiej sytuacji, że nikt się nie będzie już zastanawiał na arenie międzynarodowej, czy to zrobić, tylko po prostu któreś państwo to zrobi. Albo jeszcze gorzej, znajdzie się na przykład jakiś bogaty biznesmen, który poświęci część swoich środków na to, żeby taki projekt przeprowadzić. Marku, nie jest też tak, że naukowcy nie próbowali już czegoś takiego robić, bo na Uniwersytecie Harvard powstał projekt, który się nazywał SCoPEx. Ci uczeni chcieli zrobić coś takiego: wysłać do góry balon z około dwoma kilogramami węglanu wapnia i stworzyć strugę powietrza o długości około kilometra i szerokości bodajże 100 metrów. Rozproszyć tam ten środek chemiczny, a następnie sprawdzić, jak on działa. Celem było nie tyle ochłodzenie klimatu na takim jakimś malutkim płachetku Ziemi, ale sprawdzenie, w jaki sposób te modele komputerowe, o których mówiliśmy, są w stanie przewidzieć, jak ten klimat się będzie zachowywał. I co się stało?
Oni próbowali przeprowadzić swoje badania w terenie. Wybrano na to miejsce Laponię. Niestety po jakimś czasie miejscowe władze, kongres Lapończyków, Samów powiedział, że oni się nie zgadzają na coś takiego, że oni nie chcą brać udziału w tego typu eksperymencie, że to jest jednak za poważna sprawa. I tutaj powstał kolejny problem, bo się okazało, że gdzieś tam na świecie, jeżeli ktoś będzie robił takie eksperymenty, to może geoinzynierię solarną testować na niebie biednych krajów. I tutaj uderzono w stół i odezwały się nożyce o nazwie Bill Gates, bo okazało się, że to jest człowiek, który bardzo mocno się interesuje nie tylko przyszłością ludzkości w kontekście zdrowotnym, bo pamiętamy jego zaangażowanie w pandemię, ale też bardzo mocno interesuje się geoinzynierią solarną. Ten facet w ogóle, Marku, ma strasznie złą prasę ostatnio.
[28:47] - Ma, ale może dlatego, że mimo wszystko, nie wiem, czy robi to świadomie, może tak, może nie, ale cała ta sprawa dotycząca ilości CO2 na przykład, który jest gazem cieplarnianym, jest w sumie dosyć dęta. Już tłumaczę dlaczego. Rzeczywiście jest tak i to trudno kwestionować, że od długiego czasu stężenie CO2 w atmosferze rośnie. Tylko to jest kwestia subtelnego spojrzenia na wykresy, na szacunki tego, jak to wyglądało w przeszłości. I kiedy spojrzycie państwo na ostatni milion lat historii Ziemi, a nawet kilka tysięcy lat historii Ziemi, to rzeczywiście ilość CO2, stężenie CO2 w atmosferze mierzona w tak zwanym ppm, czyli ilość cząsteczek na milion, cały czas rośnie. Tylko jeśli tych cząsteczek na milion będzie poniżej 150, to rośliny, które nas otaczają, drzewa i inne, umrą. Po prostu nie będą miały węgla do budowy swoich organizmów. 150 to jest to, co powinno być zapewnione. W pewnym momencie rozwoju Ziemi, gdzieś tak kilkaset tysięcy lat temu to spadło do 180, więc te 30 ppm nas dzieliło. A teraz coś państwu powiem: najczęściej zwolennicy tego, że grozi Ziemi zagłada, mówią nam o tym, że to cały czas rośnie.Tak, tylko właśnie bez przyczyny przywołałem ten milion lat.
Bo jeśli spojrzycie państwo z szerszej perspektywy, na przykład zerkniecie gdzieś w okolice 50 milionów lat, a przypomnę 50 milionów lat temu pojawiły się naczelne. To nie był człowiek, to były takie ogoniaste, większe ssaki, z których później gdzieś tam pierwsze hominidy dużo później, miliony lat później wyewoluowały. W każdym razie ewolucji się poddały. Te 50 milionów lat temu stężenie tego CO2 w tych ppm było 1000. Dzisiaj sięgamy w okolice 500, podchodzimy pod 500. Jeszcze chyba ich nie ma, tych 500, wtedy było 1000. A jeśli weźmiemy jeszcze większą perspektywę i wtedy, mówiąc szczerze, rośliny czują się najlepiej, kiedy mają między 1000 a 1500 ppm CO2, to wtedy rosną jak na drożdżach, jest super. Ale jeśli spojrzymy na 160 milionów lat, to wtedy ta ilość ppm sięgała 3000. Nie chcę państwa epatować tymi danymi, nie robię tego tak sobie amuzą, tylko chciałbym zapytać: a kto decyduje o tym tak naprawdę, jaka ilość CO2 w atmosferze jest optymalna i z jakiego punktu widzenia my to wszystko robimy? Bo ja wiem, ktoś powie: co nas obchodzą sytuacje, które miały miejsce 160 milionów lat temu?
Wtedy Ziemia wyglądała zupełnie inaczej. Zupełnie inne organizmy żyły. Teraz jest człowiek i to powinno wyglądać zupełnie inaczej. Ale zwracam uwagę, że CO2 to nie jest gaz, który nas morduje, tylko potrzebny jest roślinom. A te dane są manipulowane dlatego, że podaje się krótki przedział czasowy, w którym to rzeczywiście rośnie, bo przez długi czas spadało tak od 160 milionów do właściwie milion lat temu zaczął się wzrost i to naprawdę z bardzo niskiego poziomu. Więc pytam, kto decyduje o tym, jakie stężenie CO2, na przykład jednego z gazów cieplarnianych, powinno w atmosferze występować? Kto o tym decyduje i dlaczego powinniśmy przyjąć jakąś konkretną wartość? Bo oczywiście świetnie się słucha, przynajmniej niektórym, tych wszystkich aktywistów, którzy mówią: „Nie, umrzemy, wszyscy zagotujemy się”. A tymczasem rośliny, a podobno zwracamy uwagę na otaczającą nas przyrodę, by chciały, żeby tego CO2 w atmosferze było więcej, bo wtedy wzrost roślin jest znacznie bardziej efektywny. Więc to jest sprawa, o której się tak na dobrą sprawę ci wszyscy aktywiści nie mówią.
Jak oni nie mówią, ja też nie mówię. Ja nie twierdzę, że te dane, które podałem, należy uświęcić albo nimi się zachwycać. Nie, ja tylko poddaję państwa uwadze to, że jednak pewna fluktuacja następuje. Ona jest rozciągnięta na naprawdę ogromne przestrzenie czasowe i warto się nad tym wszystkim zastanowić. I takie działanie, w tym wypadku ad hoc, czyli coś tam rozpylimy w atmosferze, może jednak być takim działaniem, które nie jest rozsądne. I teraz wróćmy do Billa Gatesa. Zła prasa tego pana wynika chyba z tego, że mamy do czynienia, znowu nie znam gościa, czytam tylko o nim dosyć intensywnie w internecie, ale mam wrażenie, że ten człowiek uwierzył, że ponieważ ma kupę kasy i to taką dużą górkę z tą kasą, to on w związku z tym, że tę kasę ma, może nam mówić, co jest dobre, co jest złe, co jest słuszne, co jest niesłuszne. Czyli tak naprawdę kasa decyduje o naszej wiedzy i naszej moralności. Jak ktoś ma dużo kasy, to wie, co jest dobre, co jest złe i wie, co powinno się robić. Jak to wypowiadam, to brzmi idiotycznie i myślę, że idiotyczne po prostu jest.
Myślę, że gdzieś tak zawsze, prawie zawsze, zasekurujmy się, wygląda to, że jak człowiek ma dużo kasy, to zaczyna naprawdę uważać, że jest nieomylny, że wie wszystko najlepiej. I to chyba jest przypadek Billa Gatesa. Przynajmniej wnioskuję o tym na podstawie doniesień prasowych, bo jak jest naprawdę, tego nie wiem. Ale jeśli przypomnicie sobie państwo wypowiedzi Billa Gatesa dotyczące świrusa, dotyczące różnych innych istotnych dla tego świata spraw: przeludnienia, ilości ludzi, depopulacji, tego, jak powinni ludzie żyć, w jakich warunkach, jakie standardy tego życia, na jakiej przestrzeni powinni mieszkać, czym się powinni odżywiać i tak dalej, to odnosi się wrażenie, że ten człowiek pozjadał wszystkie rozumy. Każdy z nas ma takie przekonania dotyczące różnych rzeczy i lubi mieć zdanie na każdy temat. To tak na ogół jest. Bardzo często to jest oparte, nawet w każdym przypadku, państwa czy w moim przypadku, bywa tak, że często mamy swoje zdanie i co prawda nic na ten temat albo bardzo mało na ten temat wiemy, ale i tak się wypowiadamy. To już taka jest natura człowieka. Ja jednak wolałbym, żeby o takich kluczowych sprawach, jak na przykład grzebanie przy-W składzie atmosfery, przy tym, jak ta atmosfera funkcjonuje, nie było skazane na decyzje ludzi, którzy mają bardzo dużo kasy i chcą nas uszczęśliwić na siłę. To jest ten casus, o którym wspomniał Piotr, czyli bardzo bogatych ludzi, którzy chcą nas za wszelką cenę uratować.
Tylko ja zawsze wtedy mam wątpliwość, czy oni aby na pewno chcą nas uratować, czy może zupełnie inne cele im przyświecają.
[37:36] - Tak, Gatesowi się może wydawać, że jest najmądrzejszym człowiekiem na świecie, bo troszeczkę sobie zarobił, nie oszukujmy się. A z drugiej strony po prostu naukowcy jedzą mu z ręki, dlatego że chcą uzyskać jakieś granty. I to jest kolejna sprawa. W ogóle zmiany klimatu to kwestia bardzo skomplikowana. Nie sądzę, abyśmy mogli to rozstrzygnąć w ciągu tak krótkiej audycji. Coś się jednak dzieje. Natomiast mnie przeraża to, że mówi się do nas jakimś dziwnym językiem. To znaczy nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za to, co się dzieje. Cały czas mówi się o konieczności. Oszczędzać muszą maluczcy.
Oszczędzać będą ci najmniejsi, a ci, którzy najwięcej trują, albo będą udawać, że nie trują, albo będą uprawiać tak zwany greenwashing. Czyli tak, my się martwimy o planetę. Na przykład jest taka wielka korporacja, która produkuje napoje i jest na przykład bardzo plastik nie na rękę, tak że będzie wymawiać: „Tak, nasze butelki już są mniejsze i są z plastiku biodegradowalnego. Jest wszystko okej”. Możemy też zabawić się w Gretę Thunberg i powiedzieć, że to wszystko jest nie moja wina, tylko wasza, bo wyście zrobili taką cywilizację, że ja jestem jej ofiarą. Tak że dyskusja o klimacie bardzo sprzyja emocjom i przerzucaniu się różnego rodzaju argumentami. Ale wróćmy do naszej geoinżynierii słonecznej, bo Gates się tym mocno interesuje. Jak powiedziałeś, on nie ma dobrej prasy. Ciekawe jest to, że nim w Polsce wybuchła ta afera robakowa parę tygodni temu, kiedy media zaczęły trąbić, że proszek ze świerszczy będzie wykorzystywany powszechnie i nakażą nam zjeść robaki, to jakieś pół roku wcześniej w Stanach Zjednoczonych była kopia tej afery, bo zaczęła krążyć wypowiedź Gatesa dotycząca owadożerności. On ponoć miał powiedzieć, że kto je robaki, ten dłużej żyje.
Newsweek zajął się poszukiwaniem źródła tej wypowiedzi. Ponoć jej nie znalazł, ale to pokazuje, w jaki sposób Gates jest postrzegany od czasów słynnych ćwiczeń Event 401 chyba się nazywały, które miały miejsce bardzo krótko przed wybuchem pandemii COVID, gdzie po prostu zasymulowano sobie pandemię. Ja myślę, że on wieloma wypowiedziami rzeczywiście robi sobie więcej przyjaciół niż wrogów, ale on funkcjonuje na zupełnie innych orbitach niż my. Tak że nie dziwmy się temu. Ale Marku, naukowcy z jednej strony chcą zasłaniać słońce, a z drugiej są tacy, którzy mówią, że to jest kwestia czasu, nim nadejdzie kolejna wulkaniczna zima. Dlatego, że jeżeli naukowcy czerpią skądś informacje o tym, jak związki siarki na przykład wpływają na atmosferę, to tym czymś są wybuchy wulkanów. Uwalniany do atmosfery pył, wspomniane chemikalia niejednokrotnie w historii Ziemi doprowadzały do tak zwanych wulkanicznych zim i chyba kwestią czasu jest, kiedy następna z nich znowu zapanuje. Ich siłę odczuwała planeta w czasie swojej historii geologicznej, ale też ludzkość, bo ostatnie dwa takie duże ochłodzenia przypisywane właśnie epizodom wulkanicznym nastąpiły po wybuchu chociażby słynnego Krakatau. Ale takie mniejsze wahnięcia temperatury w dół zauważono na przykład po wybuchu wulkanu Tambora na Filipinach, jednego z silniejszych, jakie miały miejsce w ostatnich dekadach. Do czego jednak zmierzam?
Może naukowcy niedokładnie zajmowali się tą geoinżynierią słoneczną, bo są pewni, że prędzej czy później natura załatwi za nas sprawę i nikogo nie będzie trzeba obwiniać, że ktoś coś do atmosfery wypuścił, bo się samo wypuści. Na przykład wspomina się tutaj w tym kontekście o wulkanie Yellowstone i to jest też taka dyskusja, która ciągnie się już w nieskończoność. Niektórzy mówią, że może wybuchnąć jutro, inni mówią, że wybuchnie za 10 000 lat. W każdym bądź razie tutaj w przypadku superwulkanu Yellowstone skutki mogłyby być opłakane. Natomiast trzeba coś jeszcze powiedzieć. Otóż okazuje się, że nie zawsze wulkaniczna zima musi być skutkiem jakiejś wielkiej jednej eksplozji. Może się tak zdarzyć, jak się zdarzyło w roku 536, że będziemy mieli serię kilku bardzo interesujących incydentów wulkanicznych, które wyzwolą taką ilość chociażby wspomnianych związków siarki, że zafundują nam naprawdę groźną zimę wulkaniczną.
[42:45] - Patrzę, to jest wszystko prawda, co ty mówisz o tych wulkanach, o tym, że to może nastąpić. Ale ja mam takie brzydkie podejrzenie, że rzecz nie w tym, żeby coś tam wystrzeliło w atmosferę za pomocą erupcji wulkanicznej, tylko żeby przepalić pieniądze. Ja tylko powiem, że takie programy związane z rozpylaniem czegoś w atmosferze szacowane są na... miliardy dolarów, czyli te samolociki, które coś tam będą rozpylać. To jest 11 miliardów dolarów w pierwszym etapie i później na podtrzymanie efektu drugie 11. Przecież tego się nie robi po to, żeby te pieniądze wydać, tylko żeby je przepalić, mówiąc ordynarnie. Czyli mówimy, że zużyliśmy tyle, a tak naprawdę zużyliśmy mniej. Moim zdaniem to jest kolejny skok na kasę. Nie wiem, jak wielki i nie wiem, jak te macki owego spisku są bardzo rozłożone po świecie. Niemniej jednak nie mogę się pozbyć wrażenia, nawet w świetle tego, co powiedziałeś, że zamiast czekać na zupełnie bezwartościowe i takie nieprzynoszące nikomu kapitału eksplozje wulkaniczne, można uruchomić samolociki, coś tam rozpylić i przepalić miliardy dolarów.
Mówiąc „przepalić” to przecież nie chodzi o to, że te pieniądze pójdą gdzieś z dymem, tylko ktoś te pieniądze ewidentnie zarobi, ktoś się nimi będzie cieszył, ktoś nimi po prostu będzie obracał. W związku z tym ja wiem, że brzmię w tej chwili jak foliarz i jak człowiek, który wyłącznie żyje w teoriach spiskowych. Niemniej jednak warto sobie przeanalizować, czy aby na pewno wierzycie państwo w to, że jest wśród nas tu na Ziemi w tej chwili cała masa ludzi, którym dobro ludzkości wyłącznie leży na sercu, bo ja mam odmienne zupełnie wrażenie. Raczej uważam, że korporacje mają w głębokim poważaniu to, w jakiej my jesteśmy kondycji, jak upływa nasze życie, byle byśmy tylko byli stałymi odbiorcami produktów owych korporacji. A że te korporacje są rozbudowane i dosyć totalne, obojętnie czy kupujemy w sklepie od jednej firmy, czy od drugiej, to bardzo często okazuje się, że tak naprawdę u tej samej korporacji kupujemy. To są zwykłe zakupy. Natomiast ja mam takie głębokie przekonanie, że w tej chwili już bardzo wiele rządów utraciło możliwość tworzenia czegoś, co nazywamy polityką albo w ogóle oddziaływaniem społecznym. I tę rolę przejęły korporacje. Mówiąc brzydko, korporacje nie znają pojęcia demokracji, bo w korporacji ta struktura jest bardzo wypionowana i tam to wszystko idzie z góry. Ma być zrobione, więc jest zrobione i tam nie ma miejsca na dyskusję.
To troszeczkę taki model wojskowy, bardzo to temu odpowiada. W związku z tym ja mam taką głęboką obawę, że nikt się nie będzie pytał, czy to ma sens, tylko to ma być zrobione i dlatego warto w tej chwili o tym dyskutować, jakoś to puszczać między ludzi, żeby o tym dyskutowali. Chociaż czasami mam wrażenie, że to jest głos wołającego na puszczy. Dlaczego? Dlatego, że już zdołano ludziom wpoić, że na pewno, a ja twierdzę, ja nie wiem, jak jest, ja tylko chciałbym zobaczyć naprawdę rzetelne badania. Co na pewno? Na pewno wpojono ludziom, że świat ginie, bo tu tego dwutlenku dużo i innych gazów cieplarnianych i w ogóle planeta umiera. Planeta się zmienia, to z całą pewnością. Spore zmiany następują. Ja tylko państwu przypomnę, że był taki okres w dziejach naszej planety, człowiek nawet w planach wtedy nie był, kiedy właściwie nasza planeta Ziemia była gorącą, niemal tropikalną planetą, gdzie strefy chłodu znajdowały się właściwie tylko w okolicach biegunów.
I specjalnie mówię chłodu, bo szczerze nie pamiętam, jakie tam temperatury były, ale to nie były temperatury nawet porównywalne z tymi, które występują obecnie. To była po prostu tropikalna, gorąca planeta. Teraz taką planetą nie jest. I pytanie, czy człowiek ma taką moc albo czy ma tylko takie mniemanie, że jest w stanie takim zjawiskom na taką skalę zapobiec? Na razie słyszymy, że przynajmniej część naukowców twierdzi, że tak, że jak najbardziej my to zrobimy. My was uratujemy, my wam temperaturę obniżymy.
[48:28] - Tak. Jakie tego mogą być skutki, pokazuje nam wspomniana mała epoka lodowa z początku średniowiecza, o której przed chwilą powiedziałem. Dlaczego taka analogia? Bo zwolennicy tej geoinżynierii słonecznej sugerują, że tak naprawdę to, co oni postulują, czyli pompowanie różnych związków odbijających światło słoneczne do atmosfery, to jest naśladowanie natury, bo twierdzą, że tak to samo się dzieje w przypadku erupcji wulkanu. Wspomnimy ten rok 536. W zasadzie to był cały okres trwający do lat 60. tego VI wieku. Znamy wiele relacji z Bizancjum.Wspomina się na przykład o tym, że niebo nad Konstantynopolem pociemniało. Były letnie przymrozki, które miały dewastujący skutek dla zbiorów owoców, warzyw, zbóż i tak dalej. Doszło do długoletniej zapaści żywnościowej, głodu, nie oszukujmy się, także z powodu braku paszy.
Nieliczni historycy mówią wprost, że był to najgorszy okres w dziejach. Doliczywszy do tego zarazę Justyniana i inne nieszczęścia, możemy sobie tylko wyobrazić, co się wtedy działo. Ta mała epoka lodowa na początku średniowiecza trwała do około 560 roku. Ona w literaturze znana jest jako mała epoka lodowa pod koniec starożytności. Pojawia się pytanie: dobrze, czyli naukowcy dzisiaj celują w coś podobnego, przy czym mamy na Ziemi wiele miliardów osób więcej, mamy znacznie bardziej skomplikowany łańcuch dostaw. Świat się naprawdę bardzo zmienił od początku średniowiecza. I teraz pytanie, czy naprawdę na Ziemi jest ktoś tak szalony, że chciałby zaeksperymentować z czymś podobnym, zafundować nam potencjalną powtórkę tego scenariusza z wieku VI? A może, Marku, właśnie o to chodzi? Co mnie w ogóle niepokoi w tym wszystkim, że oni sobie nie zdają sprawy, co oferują i czym ryzykują. Czym ryzykują to za chwilę powiemy, ale przecież powiedziałeś na samym początku, że zapoczątkowanie tego projektu geoinżynierii słonecznej wiązałoby się z zupełnym przewrotem, jeżeli chodzi o energetykę.
Z jednej strony stawiamy na odnawialne źródła energii, a przy okazji tego, o czym mówimy, fotowoltaika schodzi na drugi plan. Przy okazji może dojść do takiej sytuacji, że te zmiany, które zajdą w środowisku naturalnym, zupełnie zaburzą cykl wodny, czyli nie wiadomo, co się stanie z innymi formami zielonej energii. Nagle taki wniosek się pojawia, popiera go, jak się okazuje, bardzo wielu profesorów i bardzo wielu bogaczy. Tutaj niestety nie padają konkretne nazwiska. Ja tutaj się tylko powołuję na to, co napisał przed dwoma laty „Forbes”, wspominając losy projektu Scopex i mówiąc o zaangażowaniu wzeń Billa Gatesa.
[51:56] - Piotrze, tak sobie westchnąłem, kiedy to mówiłeś, bo ja mam niestety takie głębokie przekonanie, że ci ludzie zdają sobie doskonale sprawę z tego, co mówią, co robią i co planują. Oni natomiast mają też doskonałą świadomość oraz komfort, że w razie czego im się nic nie stanie, bo mają takie zasoby finansowe, że gdzieś tam uda im się przeczekać. To my, malutcy ludzie, będziemy cierpieć ewentualne skutki, bo nie mówię, że na pewno nastąpią, ale skutki tego, co się może wydarzyć. Ja państwu jeszcze powiem o jednej rzeczy. Mam to szczęście, że przez długie lata, kilkadziesiąt lat, jak to brzmi paskudnie, tak stary jestem już po prostu, współpracowałem z pismami o tematyce budowlanej i to takimi przodującymi na rynku. W związku z tym sporo wiem na przykład o ogrzewaniu. To do państwa już na pewno dotarło, że przez długi czas promowano kotły na gaz do ogrzewania mieszkań. W tej chwili nagle dowiadujemy się, że kotły na gaz nie są już popierane i mają być zlikwidowane i to bardzo szybko. Mają być zastąpione czym? Pompami ciepła.
Przyznam się, że przez 10 lat pisałem artykuły o pompach ciepła i na początku, a właściwie więcej, 15, bo jeszcze nie doliczyłem jednego innego okresu w swoim życiu. W każdym razie pompy ciepła, nie będę w tej chwili omawiał, nie będę państwa zanudzał, jak to działa, ale kiedyś pompy ciepła, w skrócie to jest taka odwrócona lodówka. Jak państwo sięgniecie w środku w lodówce zimno, a gdzieś tam z tyłu agregat ciepły. To troszeczkę odwróćmy i to tak mniej więcej ogrzewa dom. Kiedyś w agregatach chłodniczych, bo to tak naprawdę agregat chłodniczy, były różnego rodzaju freony. One były rzeczywiście szkodliwe dla środowiska i w tak zwanym międzyczasie zmieniono gazy, które obsługują pompy ciepła. To są właściwie gazy dosyć neutralne już w tej chwili. Aczkolwiek dowiedzieliśmy się, że węgiel nie, olej opałowy nie, gaz nie, drewno nie, pompy ciepła. Ale właśnie całkiem niedawno, to jest kwestia tygodni, dowiedzieliśmy się, że właściwie pomp ciepła też należy zakazać, bo tam są gazy jednak, które źle działają na atmosferę. Jakby się państwo teraz zadumali nad tym wszystkim, to chcemy ochładzać atmosferę.
Ma być chłodniej, ale nie mamy czym grzać, bo wszystko szkodliwe: gaz szkodliwy, węgiel szkodliwy, pompy ciepła szkodliwe. To, że szkodliwe, świeży wynalazek Unii Europejskiej. Więc jak pompy ciepła są szkodliwe, to czym się będziemy w tym chłodniejszym klimacie tak naprawdę ogrzewać? Absurd? Oczywiście, że absurd. Tylko to było mi potrzebne, żeby o tym powiedzieć, dlatego że tak naprawdę nikogo to z tych wysoko postawionych nie interesuje.W ogóle ich to nie interesuje. Macie sobie państwo zbudować domy zeroemisyjne, które tak naprawdę nie potrzebują do swojego grzania nic, ani też nie wypromieniowują ze swojego wnętrza nic. Nawet jak państwo zapalicie świeczkę w takim domu zeroemisyjnym, to tam już się ciepło robi. Da się to zrobić? Da.
Są takie domy, tylko one kosztują bajońskie sumy. Na to nie stać przeciętnego człowieka, ale mówi się nam: "Co nas to interesuje? Macie państwo coś takiego zbudować i już. A jak nie, to sobie marznijcie, jak was nie stać". Przesadzam oczywiście, to jest retoryczna przesada, ale chcę tym zwrócić uwagę na to, że tych postawionych bardzo wysoko, Billa Gatesa i jego kumpli, naprawdę nie interesuje państwa los, mój los, twój Piotrze los. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia. I kiedy myślimy na przykład o tym, że ktoś tam rzuca teorię spiskową o depopulacji, to nas będą mordować albo będą gazować. Nie, proszę państwa, oni nas tak naprawdę równie dobrze mogą zdepopulować tym, że będzie biednie, głodno, chłodno i w ogóle będzie nieprzyjemnie. Wiecie państwo, w takich warunkach człowiek żyje krócej. Taka już natura człowieka, że jak ma niesprzyjające warunki, to żyje krócej.
I mówienie o tym, że lud się zbuntuje i pójdzie na barykady, nie wierzcie w to państwo. Kiedy lud zaczyna myśleć o tym, jak przeżyć, jest taki moment, kiedy nastroje są rewolucyjne, ale od pewnego momentu należy mocno pogorszyć warunki i ludzie zaczynają już myśleć o tym, jak przeżyć, a nie o tym, jak robić rewolucję.
[57:31] - Pozostaje pytanie, jak oni chcą sobie to wszystko zorganizować od strony technicznej? Bo my tak mówimy: inżynieria solarna okej, ale w jaki sposób wypompować tyle siarki czy tyle siarkowodoru, czy rozpylić tyle soli w atmosferze? O tym za chwilę. Natomiast Marku, wspomniałeś tutaj już na początku i ja też wspomniałem o chemtrailsach, o tym, że była to hardkorowa teoria spiskowa przeznaczona dla największych foliarzy i tak dalej. Mawiano nawet, że latają i trują. Wielu ludzi to powtarzało. Smugi kondensacyjne smugami, okej. Jak wiemy z tej teorii, miały spadać z nich różnego rodzaju patogeny, szkodliwe substancje i tak dalej. I nawet naukowcy do pewnego stopnia byli wobec tej hipotezy nastawieni… Nie wiem, jak byli nastawieni.
Natomiast w 2016 roku pewien klimatolog, Steven David z Uniwersytetu Kalifornijskiego zapytał kilkudziesięciu uczonych, czy uważają chemtrails za coś realnego. I 76 bodajże stwierdziło, że nie. Są to zwyczajne smugi kondensacyjne. Natomiast jeden z nich się wyłamał i powiedział, że coś jednak może w tym być. Niestety nie wymieniono go z nazwiska, ale odsunąwszy na bok te wszystkie opryski chemiczne i spadające z nieba wirusy, które były w teorii o chemtrails obecne, mieliśmy do czynienia z taką wariacją tej teorii, która była bardziej wiarygodna i wykonalna. Więc wykorzystanie na przykład samolotów wojskowych i cywilnych do rozpylania aerozoli w stratosferze. I sugerowano na przykład, to już były zupełnie otwarte źródła, otwarte sugestie, że lekko zmodyfikowany Boeing 747 byłby w stanie już rozpylić jakąś ilość tych potencjalnie dobroczynnych dla odbijania promieni słonecznych substancji. Mogły być do tego wykorzystywane także samoloty wojskowe, natomiast potem już nieco zmieniono koncepcję i sugerowano, że raczej lepszy byłby specjalny samolot do tego celu stworzony. Był taki uczony, nazywał się, tutaj może was to rozśmieszyć, ale nazywał się Alan Robock, ekspert od klimatu i wulkanów, który zasugerował, że cały ten proces chemizowania atmosfery i odbijania promieni słonecznych może być przeprowadzony za kilka miliardów dolarów rocznie. I on sugerował w takim swoim artykule opublikowanym, nie pamiętam niestety gdzie, że wystarczyłoby kilka maszyn podobnych do latających cystern tego samolotu KC-10 Extender, które kursując nieustannie rozpylałyby po prostu siarkę ze swoich zbiorników, związki siarki.
Marku, co mnie dziwi najbardziej w związku z tymi chemtrailsami? Bo okazuje się, że nagle coś, co kiedyś było tematem zakazanym w ogóle, nagle po drugiej stronie barykady, w koncepcjach naukowców czy futurologów, przeradzało się w coś, co nie jest już takie głupie, co jest wykonalne i co może kiedyś powstanie.
[01:01:15] - Tak, ale z jaką sytuacją mamy do czynienia, to już mówiliśmy. Owszem, będziemy rozpylać i rzeczywiścieCo do mechanizmu nie ma dyskusji albo jest zredukowana ta dyskusja. Owszem, rzeczywiście, jeśli rozpylimy związki siarki czy jakieś inne, były jeszcze inne, nawet mówiono o drobinach diamentowych, a to jeszcze więcej pieniędzy można by przepalić. W każdym razie mówiono o różnych związkach, ale dobrze, zostańmy przy siarce.
[01:01:49] - Tak, różnych. Jak wspominałem, mówiono o związkach aluminium, mówiono o węglanu wapnia, mówiono o roztworach soli nawet.
[01:01:59] - Ale te diamenty mnie interesują, bo to kasa jest po prostu lepsza. Zawsze można więcej pieniędzy, tak jak powiedziałem, przepalić. Ale chodzi o to, że w gruncie rzeczy to opylanie nas wszystkich co do zasady działania rzeczywiście tak by działało. Potencjalnie ograniczałoby ilość promieni wpadających do atmosfery, promieni słonecznych. W związku z tym efekt cieplarniany miałby mniejszą skalę, a w związku z tym temperatura rosłaby wolniej. To tak w dużym uproszczeniu, mniej więcej o coś takiego by chodziło. Fakt jest faktem, że te cząsteczki by się jakoś jednak rozpylały i spadały i w związku z tym trzeba by odnawiać to rozpylanie. W związku z tym to byłaby robota na długi czas i w związku z tym długi czas pieniądze można by przepalać. Tak coś powtarzam o tym przepalaniu, ale ja mam po prostu nieodparte wrażenie, że ktoś chce zrobić niezły biznes. Ale wracając, mechanizm rzeczywiście działa.
Działałby, a z drugiej strony ja mam to poczucie, specjalnie je akcentowałem w pewnej części rozmowy, że to wszystko jest niespójne. Ten przykład z panelami fotowoltaicznymi. Z jednej strony każą nam te panele budować, bo będziemy mieli więcej energii, z drugiej strony ograniczają ilość. Ja państwu podam prosty przykład. Mnie się wydawało, bo jestem posiadaczem paneli fotowoltaicznych na swoim dachu i mnie się wydawało, proszę państwa, że jak przyjdzie lato, to te panele będą pracowały, aż będzie furczało. I tak się dziwnie składa, że te panele najlepiej pracują, pomijam jeszcze warunki temperaturowe, bo to też jest ważne, ale najlepiej pracują w takich miesiącach, kiedy powietrze jest czyste. Powiedzmy maj, już się nie pali, jeszcze nie ma różnych innych zjawisk związanych z temperaturą i wtedy w maju te panele pracują jak dzikie. Jeszcze w czerwcu też, ale latem, w lipcu, kiedy czasami zdarzają się koszmarne upały, te 30-stopniowe i większe, wcale praca tych paneli nie jest taka hej do przodu. I to wcale nie wiąże się z tym, że temperatura wyższa, a więc wydajność paneli. Nie, chodzi po prostu o to, że kiedy spojrzycie państwo w letnie niebo, kiedy jest taki upał, ono wcale nie jest czyste.
Przez większość czasu w czasie lata, nie wierzcie mi państwo na słowo, po prostu zbliża się lato mylowymi krokami, jak mawiają niektórzy. Zbliża się lato, spoglądajcie państwo w czasie lata w niebo. Niebo w czasie lata na ogół jest zasnute taką lekką mgiełką. Wydaje się błękitne, wspaniałe, cudowne. Gorąco jest jak diabli, a jednak ono nie jest czyste. I ja to dokładnie widzę na wykresach pracy i wydajności paneli. One wcale nie pracują tak, jakby mogły pracować, gdyby to niebo było czyste. To tak jakby jeszcze ciągnąc sprawę z fotowoltaiką. Ale zacząłem od tego, że jak jakiś system przestaje być spójny, to znaczy z jednej strony dostajemy sygnały: budujcie fotowoltaikę, z drugiej strony: ograniczymy możliwości waszej fotowoltaiki. To ja mam wrażenie, że ktoś się z nami bawi.
Po prostu ktoś z nas naprawdę stara się zrobić drzełacha czy też stara się zrobić z nas idiotów, bo ktoś tam robi eksperymenty i to mi się po prostu nie podoba. To oczywiście nie jest żaden dowód. Raczej traktowałbym to wszystko, co mówię, jako poszlakę, ale jednak mamy do czynienia z taką sytuacją, w której ktoś chce coś robić i skutki będą takie, że rzeczywiście to niebo będzie, nawiązując chociażby do filmu, o którym wspomniałem, do „Nieśmiertelnego 2”, albo będzie przesłonięte jakimś takim woalem bardzo ciemnym, albo po prostu będzie takie zamglone. I to już właściwie wystarczy, żeby tego promieniowania słonecznego wpadało w atmosferę na tyle mniej, żeby efekt cieplarniany spowolnił, bo tak to się przynajmniej na razie przedstawia. Ale ja chciałbym powiedzieć jeszcze o jednej sprawie, bo różne substancje chce się rozpylać w atmosferze. A kto zrobił, proszę państwa, szeroko zakrojone badania nad wpływem owych substancji rozpylanych w postaci aerozoli, czyli takich oto tworów, które są na przykład łatwe do wdychania, bo kiedyś one opadają, jednak powoli, ale opadają, i będziemy to później wdychać. W zależności od tego, co będziemy wdychać, wiecie państwo, tak naprawdę cokolwiek człowiek wdycha poza tlenem, a i to musi być w odpowiednim stężeniu, to nie pozostaje obojętne dla działania jego organizmu. I teraz wyobraźmy sobie, że będziemy wdychać zwiększoną ilość związków siarki, które wcześniej czy później muszą opaść. Dlatego trzeba będzie je uzupełniać oraz tych innych związków, które będą rozpylane, którymi będzie sięSposób na pobielanie chmur nad oceanami ma być taki, że się będzie czerpało mocno zasoloną wodę morską i będzie się rozpylało tę wodę morską i dzięki temu ponoć chmury nad oceanami będą bardziej jasne, bledsze i w związku z tym jak będą bledsze, to będą odbijały więcej promieniowania i mniej promieniowania będzie w atmosferze zostawało i to już nas oczywiście uratuje. To kolejny ze sposobów przeciwdziałania efektowi cieplarnianemu.
Ja chcę tylko przekazać jeden prosty komunikat: cokolwiek jest rozpylane w atmosferze, nie może pozostawać obojętne dla ludzkich, ale też nie tylko ludzkich, zwierzęcych czy roślinnych organizmów, które tu na powierzchni Ziemi występują. Wmawianie nam, że to będzie zupełnie neutralne, to są bajki. Tyle się nam mówi o tym, że różnego rodzaju oddziaływania, takie bardzo bezpośrednie tu na Ziemi sprawiają, że jesteśmy bardziej i bardziej chorzy. A to, co będzie rozpylane w atmosferze, pozostanie neutralne. Naprawdę państwo w to wierzycie?
[01:09:06] - Tam się pojawiają różne wątpliwości. Mówi się na przykład, że pojawią się kwaśne deszcze, bo w zależności od tego, co się w tej atmosferze umieści, to będzie spadało, jak mówisz, na przykład z deszczem. Ale wróćmy, albo przejdźmy może po prostu do tych osób, które się sprzeciwiają geoinżynierii solarnej. To wspomniane porozumienie na rzecz niewykorzystywania geoinżynierii solarnej, tak się nazywa to stowarzyszenie, postuluje, jak mówiłem, wprowadzenie globalnego zakazu tychże przedsięwzięć i sygnatariusze tego porozumienia zakładają, że gdyby nagle okazało się na przykład, że można planetę skutecznie chłodzić za pomocą bardzo prostych metod, to pojawiłyby się automatycznie grupy interesu, które nie chciałyby dalszego ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Tylko by powiedziały: „A skoro można to ochłodzić, to my sobie możemy dalej truć”. Okej, ale tak naprawdę najważniejszym wnioskiem albo argumentem przeciwników tej solarnej geoinżynierii jest to, że nie wiadomo, jak ten projekt zadziała na konkretne rejony planety, bo przecież klimat jest skomplikowany, ma swoje lokalne wariacje i nie wiadomo, jak to się odbije na poszczególnych strefach klimatycznych, jak wpłynie na przykład na rolnictwo w Polsce, a jak wpłynie na rolnictwo na przykład w Argentynie. Jakie będzie to miało przełożenie na produkcję żywności na przykład? Taka prosta sprawa. Wyobraźmy sobie, że oni wprowadzają ten projekt odbijania promieni słonecznych i dochodzi do sytuacji, że nagle z rynku zaczynają znikać jakieś produkty, bo klimat zmienia się tak, że one nie są w stanie już dłużej rosnąć w taki sposób, żeby zaspokoić światowe zapotrzebowanie. I tak na przykład znika kawa, znika herbata, banany, bawełna.
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak skończyć może ten wspomniany projekt, o którym mówimy. Kolejny argument tego porozumienia mówi o czymś takim chyba, Marku, dość niewesołym, ale jakże prawdziwym. Po prostu nie istnieją na Ziemi żadne mechanizmy kontrolne, które mogłyby tym procesem zarządzać. Ani ONZ, ani inne organizacje nie są w stanie skutecznie monitorować ani zarządzać takim procesem w sposób transparentny. Jest też takie poważne ryzyko, o którym mówiliśmy w postaci tak zwanego Greenfingera. Może wam się to skojarzyć z postacią z filmów o agencie 007. Termin ten ukuł profesor David Victor, klimatolog. I on mówi tak, że są osoby, które mogą przy pomocy względnie niedużych środków samodzielnie rozpocząć projekt odbijania promieni słonecznych. I on pisze tak, cytuję: „Samotny Greenfinger, samozwańczy obrońca planety posiadający niewielki odsetek sumy, jaką ma na koncie Bill Gates, może zdziałać dużo na polu geoinżynierii”. I z tego też powodu trzeba to wszystko nadzorować.
Tylko pytanie, czy istnieją skuteczne mechanizmy do monitoringu korporacji albo ludzi, którzy tak jak Bill Gates są de facto państwem w państwie.
[01:13:07] - Poza tym, jak przypomnę sobie naszą dyskusję o balonach zestrzeliwanych nad Stanami Zjednoczonymi, ile to trwało, jak to wyglądało i jaką to mękę administracyjną musiało przejść, to obawiam się, że na takiego Greenfingera właściwie nie byłoby silnych, bo by powiedziano: „No ale przecież on chciał dobrze”. Poza tym od razu sobie to powiedzmy, to nie ten Greenfinger, który płaciłby za to, latałby tymi samolotami, jeśli nawet ktoś by zestrzelił ten samolot.To by wysłał następny. W końcu to nie on by w tym samolocie spadał, tylko ktoś zupełnie inny. Płaciłby, to by wymagał. Ja wiem, w dzisiejszej audycji rysuję raczej scenariusze upiorne, ale robię to świadomie, ponieważ mam wrażenie, że ani tak zwana demokracja nie jest w stanie kontrolować swoich wybrańców narodu, którzy coś tam mają robić. Nie, to już w ogóle się oderwało. W krajach, które demokracjami co do zasady nie są, to już w ogóle problem nie istnieje. Władze robią co chcą, co im się zamarzy i co im do głowy wpadnie. Jeśli chodzi natomiast o korporacje mniejsze, większe albo pojedynczych miliarderów, którzy chcą uratować ludzkość. I tu znak zapytania, czy aby na pewno?
Ale załóżmy nawet, że chcą, to dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. To, że oni chcą ratować ludzkość, wcale jeszcze nie oznacza, że ją uratują. Oni po prostu będą realizować jakąś swoją ideę, w którą być może nawet będą wierzyli. To jeszcze nic nie zmienia. Poza tym mamy dosyć trudny problem. Ktoś doszedł do wniosku, że trzeba Ziemię ratować. Zróbmy dla eksperymentu, że to byłyby na przykład Stany Zjednoczone. Doszłyby do wniosku, że Ziemię trzeba ratować, a sporo innych krajów doszłoby do wniosku, że może jednak nie, że może jednak ryzyko nie jest warte tego, żeby je podejmować i raczej nic nie rozpylajmy. To co? Wojnę wywołamy?
Na przykład jak Chiny nie będą chciały rozpylać, a Stany będą chciały, to do wojny dojdzie o to rozpylanie? Będą sobie nawzajem zestrzeliwać różne jednostki latające? Specjalnie poszedłem grubo w dwa duże państwa. A co z małymi państwami? Gdyby na przykład jakieś małe państwo nie chciało, żeby mu tam na jego niebie, nawiązując do znanego filmu, coś tam latało i rozpylało, to co? Nie mają prawa głosu? Przestajemy w ogóle mówić o jakiejkolwiek suwerenności, bo jest wielka idea: mamy ratować planetę i co tam się jakaś, Holandia czy jakaś Polska, czy jakieś inne małe państwo będzie wypowiadać. Ma tak być i koniec. I żadnej suwerenności, żadnego tam kłapania dziobem, tylko macie się podporządkować. To już zaczyna wyglądać dosyć paskudnie.
A z drugiej strony może się te państwa jakoś porozumieją i będą zgodnie. Tylko pytanie: kto się porozumie? My dzisiaj tak na dobrą sprawę w związku z tymi grantami i mało przejrzystym systemem dotowania oraz kontroli nad ludźmi, którzy o klimacie mówią, jesteśmy w sytuacji trochę paranoicznej, bo nie wierzymy. Ja czasami mam takie wątpliwości, że może ci ludzie, którzy mówią o tym, że klimat rzeczywiście bardzo mocno się zmienia i bardzo dramatyczne zmiany następują, bardzo prawdopodobne, że mówią prawdę. Może wnioski, które wyciągają z tychże obserwacji, są błędne. A rzecz tak naprawdę zarówno w tych obserwacjach, bo one są ważne, bo stanowią podstawę do wyciągania wniosków, ale też te wnioski, o których mówię, na podstawie tych samych danych można czasami wyciągnąć skrajnie odmienne wnioski. I jedni powiedzą, że tu już właściwie ludzkość stoi na granicy ugotowania się. Drudzy powiedzą: „Nie, przepraszam. Oczywiście może większe huragany, dynamika dynamiczna bardziej zwiększona, ale to tak naprawdę to są zmiany, które jeszcze o niczym nie decydują”. Nie wiem, tu jestem trochę ciemny.
Nie bardzo wiem, jak się w tym wszystkim poruszać. Mogę w coś bardziej wierzyć, w coś mniej. Ja tylko się właśnie tym martwię, że my jako ludzkość, jako przedstawiciele różnych krajów, nie jesteśmy w stanie dogadać się co do diagnozy, co do wniosków, które z owych obserwacji można wyciągnąć. A co dopiero, kiedy mamy sięgać po jakieś środki zaradcze, po coś, co ma sytuację uzdrowić. Ja sobie tego po prostu nie wyobrażam. W związku z tym, ponieważ sobie nie wyobrażam, rodzą mi się w głowie różnego rodzaju teorie spiskowe, że nikt ludzkości, tak bardzo ogólnie powiedzmy, nie będzie pytał o zdanie. Po prostu będzie zarządzone pewnego dnia, że robimy. I co nam zrobicie?
[01:18:57] - Profesor Wiktor, o którym wspominałem, który ma na koncie kilka książek na temat polityki klimatycznej, mówi wprost, że jeżeli sprawy zajdą tak daleko, że trzeba będzie jakoś reagować, to niektóre kraje sięgną po nadzwyczajne środki, tak jak mówisz, i nikogo nie będzie obchodziło, co się będzie działo dalej. Ale przyjrzyjmy się też jeszcze plusom ujemnym geoinzynierii solarnej. Jednym z nich jest konieczność stałego dostarczania różnego rodzaju związków chemicznych, tej wspomnianej siarki do stratosfery lub do chmur. Jak pisze w jednym ze swoich opracowań wspomniany uczony, dość dobrzeRozwiany, rozsiany kilogram siarki może odwrócić wpływ setek tysięcy ton dwutlenku węgla. Ale dobrze, jak oni to planują zrobić, skoro Ziemia jest dość duża, a te kilka samolotów może nie wystarczyć. Otóż jest facet, który się nazywa Nathan Myhrvold. To jest były pracownik Billa Gatesa, który otworzył firmę zajmującą się polityką klimatyczną. I on wymyślił sobie coś takiego, aby wpompowywać cały czas do wyższych partii atmosfery owe związki siarki za pomocą rury długości około 30 kilometrów podwieszonej na — uwaga — balonach wypełnionych helem. Ciekawe. Ale jeżeli idzie, Marku, o inne skutki uboczne, o których żeśmy powiedzieli, to między innymi powiększenie się dziury ozonowej, kwaśne deszcze wspomniane, ale przede wszystkim zaburzenia klimatyczne, które mogą wpłynąć w jakiś sposób na takie mechanizmy, zjawiska pogodowe, jak monsuny, El Niño i tak dalej.
To by poskutkowało trudnymi do przewidzenia zmianami klimatu. A jeżeli mówimy o zmianach klimatu takich nagłych, to idą w ślad za tym problemy polityczne, społeczne, na przykład wspomniane klęski głodu, migracje i tak dalej. Jak mówiłeś o tej mgiełce latem, to w literaturze przedmiotu w przypadku geo inżynierii słonecznej pojawia się taki wątek, że jedną z oznak tego, że coś się dzieje w atmosferze, byłoby to, żeby nagle pobielało niebo. Zatem jeżeli zobaczycie, że niebo nie jest już niebieskie, tylko jakieś takie dziwne, jasne, to miejcie świadomość, że ten Green Finger właśnie się uruchomił i grasuje.
[01:21:58] - Ja chciałbym powiedzieć jeszcze, że my dzisiaj w tej audycji troszeczkę też sami weszliśmy w pewne koleiny. Otóż cały czas mówimy o dwutlenku węgla, że w ten sposób będziemy redukować jego, nie będzie taki groźny, bo te promienie będziemy odbijać. Z drugiej strony mówi się nam o tym, że mamy redukować ten dwutlenek węgla, mamy go gdzieś wtłaczać pod ziemię i tak dalej. A jeszcze, wiecie państwo, cały czas podkreślam, ja nie jestem ekspertem od klimatu, ale staram się dużo czytać, więc przeczytałem sobie znowu jazgot, bo tak to należy nazwać. Jedni jazgoczą w internecie o tym, że tak naprawdę to nie dwutlenek węgla, tylko para wodna jest, tu cudzysłów, gazem. Ma konsystencję taką gazową, że para wodna jest najbardziej szkodliwym czynnikiem odpowiadającym za efekt cieplarniany, że podobno za ponad połowę tego efektu to właśnie nie CO2, a para wodna. A para wodna to jest coś takiego, co w atmosferze występuje i już, i nic się nie poradzi. Dlaczego mówię o jazgocie? Dlatego, że zaraz potem występują ludzie, którzy krzyczą, że to nieprawda. Właściwie prawda, że ta para wodna to jest gaz cieplarniany, rodzaj gazu cieplarnianego, ale to przecież nie redukuje CO2.
I my walczymy z CO2, a nie z parą wodną. I tak, proszę państwa, możemy właściwie w nieskończoność, bo jak państwo znajdziecie argument na coś, to wam powiedzą, że nas nie interesuje para wodna, CO2 nas interesuje i będziemy z CO2 walczyć. Jak już pokonamy CO2, to zajmiemy się parą wodną. Ja zastanawiam się po prostu, bo wiecie państwo, to jest tak zwane działanie reaktywne, czyli mamy jakiś czynnik i my go będziemy zwalczać, jak już go zwalczymy, to się zajmiemy następnym czynnikiem. Tymczasem atmosfera i to mówimy właściwie z Piotrem od początku dzisiejszej audycji, jawi mi się człowiekowi niedoświadczonemu jako jednak pewien rodzaj homeostatu, gdzie to wszystko się kitłasi, ale jednak w pewnej równowadze występuje. Znaczy gdzieś jest cieplej, gdzieś jest chłodniej i ta atmosfera miesza się, miesza, ale jednak pewna równowaga, pewna średnia występuje. I zastanawiam się po prostu, czy tak skomplikowany mechanizm, o którym nic nie wiemy, to mi się wydaje absurdem, że tak naprawdę nie potrafimy regulować przecież pogody. Niektórzy twierdzą, że potrafimy. To wojny pogodowe i tak dalej, ale tak oficjalnie przynajmniej nie potrafimy regulować pogody, nie potrafimy sterować ziemską atmosferą, a zasadzamy się na taką właściwie geo inżynierię atmosferyczną, my będziemy sterować procesami takimi związanymi z klimatem całej Ziemi, w ogóle go naprawimy i zrobimy, że będzie wszystkim dobrze. Mnie się to, proszę państwa, tak jak patrzę z daleka, wydaje dalece absurdalne.
Po prostu nie wiemy, jak to wszystko działa. Przypuszczamy, mamy pewne przesłanki. Rzeczywiście obserwujemy, potrafimy pewne prawidłowości wychwycić, dlatego wiemy, że gdzieś tam El Niño, jakiś inny zatokowy, Golfstrom chociażby, że to coś ociepla, coś gdzieś w innym miejscu się ochładza i tak dalej. Coś o klimacie jednak wiemy. O tym, jak to funkcjonuje. Ale myślę, że konia z rzędem temu, kto by odważył się powiedzieć, że tak, już wiem wszystko i wiem, jak to działa i w związku z tym znalazłem sposób.Mnie się to wydaje szalone i dlatego całym sercem jestem z tymi naukowcami, którzy podpisali ten dokument. Było ich, tak jak powiedziałeś Piotrze, 370, prawie 400, którzy protestują, żebyśmy nie robili rzeczy, o których tylko zapewniamy szerokie masy, że mamy pojęcie, a tak naprawdę nie do końca mamy to pojęcie i ryzykujemy w takim przekonaniu, że jak się stanie krzywda, to tym maluczkim, bo my zawsze mamy bunkry gdzieś głęboko pod ziemią, gdzieś tam przetrwamy. Jeżeli coś zacznie sypać się w tej atmosferze, pojawią się zjawiska, nad którymi nie będziemy w stanie zapanować, wcześniej czy później atmosfera się na Ziemi wyreguluje. Może będzie chłodniej, może będzie cieplej, ale wyreguluje się, uspokoi się. Może po kilkudziesięciu latach, ale się uspokoi.
Ten czas my oraz nasi potomkowie przetrwają w bezpiecznym miejscu. A to, że wyginą maluczcy, którzy gdzieś brząkają w tej chwili i przejmują tym, że będą przy klimacie grzebać. A kogo to obchodzi tak naprawdę? Mam niemiłe, niesympatyczne wrażenie, że to troszeczkę tak się odbywa.
[01:27:16] - Tak. W ramach dyskusji o zmianach klimatu jesteśmy świadkami często tak zwanego greenwashingu. To perfidne i cyniczne zachowanie w biznesie wyrażające się tym, że prezentuje się nam produkt, który ma być rzekomo eco-friendly, a taki nie jest. Natomiast jest też taka społeczno-polityczna forma greenwashingu zwana gretowaniem, kiedy to najłatwiej jest oskarżyć o zmianę klimatu i zepsucie Ziemi kogoś innego. Tak jak mówiłeś Marku, najlepiej, żeby oszczędzali ci maluczcy, a reszta, czyli ci, którzy produkują tego śmiecia najwięcej, będą tylko radzić i robić dobrą minę. Pamiętam jednego zielonego eksperta, który powiedział w telewizji jakiś czas temu przy okazji dyskusji o raporcie C40 Cities. Ta dyskusja ogólnie okazała się sprawą polityczną. Natomiast on powiedział coś takiego, że na Ziemi nigdy niczego nie braknie, nawet jeżeli ludzie się będą mnożyć w nieskończoność, pod warunkiem, że wszyscy zachowamy określone zasady. Bzdura. Tutaj dochodzimy moim zdaniem do najmroczniejszego elementu dzisiejszej dyskusji, bo wydaje mi się, nawet nie mnie się wydaje, ale w literaturze też można na to trafić, że geoinżynieria solarna była wykorzystywana jako broń.
To znaczy próbowano brać ją pod uwagę. Oficjalnie odrzucono tę koncepcję, sugerując, że to nie, bo to zazwyczaj ma charakter lokalny, wymaga dużego nakładu i tak dalej. Natomiast słyszałem wiele teorii spiskowych mówiących o tym, że kogoś próbowano zniszczyć w ten sposób, na przykład biorąc go głodem. Pierwsza na myśl przychodzi oczywiście Korea Północna, chociaż wydaje mi się, że to Korea Północna i Kimowie są tymi, którzy najbardziej tą hipotezę lansują. Ale jakby nie było, to blokowanie słońca rodzi wiele kontrowersji. I tak naprawdę wydaje mi się, że ten list otwarty, o którym mówiliśmy na samym początku, taki trochę krzyk szaleństwa. Powiedzmy sobie szczerze, że oni tam nie powiedzieli, że mamy przeprowadzić tego typu eksperymenty i tak dalej. Oni tam wezwali do tego, aby pojawiły się wreszcie jakieś naukowe oceny tego problemu. Ale z drugiej strony, kiedy jesteś profesorem klimatologii i całe życie czytasz tego rodzaju raporty na temat geoinżynierii solarnej i tak dalej, to wiesz, że dopóki się tego nie spróbuje, to się nie będzie wiedziało. Dlatego to jest z jednej strony brak odpowiedzialności, z drugiej strony igranie z ogniem.
W rzeczywistości może być tak, że zwycięży polityczny realizm i tak jak pisał profesor Viktor, nikt się nie będzie przejmował, że coś takiego zrobi, tylko po prostu to zrobi. Do czego zmierzam, Marku, bo już podsumowujemy dzisiejszy program. Wspomniany profesor David Viktor powiedział, że w pewnym momencie, kiedy będzie naprawdę źle, nikt nie będzie się oglądał na konsekwencje. I tak naprawdę może zostać wykonany krok do zaburzenia nie tylko jednego klocka, jednej kostki, która uruchomi efekt domina, ale też rozpocznie proces depopulacji.
[01:31:13] - Tak, tylko że powiem w ten sposób, że to już jest snucie takich scenariuszy, przy których ktoś nam może zarzucić, że robimy z igły widły. Oczywiście to niebezpieczeństwo jest. Problem polega na tym, że grzebanie przy atmosferze potencjalnie może spowodować, że się na przykład tu, w Europie Środkowej pojawią takie warunkiA może zupełnie inne, ale puśćmy wodze fantazji, że pojawią się takie warunki jak na przykład w Etiopii. Będzie gorąco, będzie sucho i zaczniemy pustynnieć. Już zaczęliśmy, ale zaczniemy pustynnieć jeszcze bardziej. Albo odwrotnie, w związku z ochładzaniem zima będzie trwała od początku września, może od połowy września do połowy maja. Jak się państwo rozejrzycie, jakie problemy ma w tej chwili Europa z ogrzaniem się i to, o czym mówiłem, o pompach ciepła i o innych źródłach ciepła, to zafundowanie Europie takiego czysto ekonomicznego problemu, w innych kategoriach trudno to rozpatrywać. Znowu zaczniemy mieć dziwne kłopoty. I ktoś powie: "No tak, wtedy będziemy musieli czymś ogrzewać". No właśnie.
Czy jesteśmy w stanie temu podołać, kiedy na przykład pozalewamy swoje kopalnie, pozbędziemy się odpowiednich dostaw, które mają nam to ciepło zapewnić. Takie schłodzenie się, tak może wyglądać depopulacja. Proszę państwa, to jest tak: jak depopulacja wygląda w ten sposób, że zabijane są jednostki albo zabijane są małe grupy ludzi, to oczywiście wszyscy protestują, ale jak zaczynają umierać ludzie w olbrzymich ilościach, zaczyna być to zjawisko, nad którym trudno zapanować. Jeśli czytamy o głodzie gdzieś w Afryce, o suszy, o tym, że ludzie tam umierają milionami albo setkami tysięcy, kiwamy głową: "No tak, to tam ciężkie warunki są". To sobie wyobraźmy, że teraz w Polsce albo w tych okolicach gdzieś tutaj takie ciężkie warunki, czy to związane z chłodem, czy to związane z gorącem, nastaną. Też w jakiejś części świata ktoś będzie kiwał głową i mówił: "No tak, niedobrze tam mają. Trzeba im współczuć. Może jakąś paczkę by trzeba tam wysłać z jakąś żywnością. Ale cóż my możemy zrobić? Tak to po prostu jest".
Boję się takich sytuacji, bo jak umieranie występuje na skalę masową, to już przestaje być problem taki, że mordują kogoś. To po prostu zjawisko prawie społeczne. Śmierć grupy ogromnej ludzi, czy nawet całego narodu, czy nawet na całych obszarach. To już po prostu zaczyna wyglądać jak taki dopust. Kiedyś się mówiło „dopust Boży”, czyli przyszło, zmiotło iluś tam ludzi i koniec. I nic się nie da z tym zrobić. Boję się takich sytuacji. One mi się źle kojarzą po prostu.
[01:34:59] - Tak. Dziękujemy wszystkim za obecność. Jak zwykle czekamy na wasze pytania. Pamiętajcie, by zostawić suba. Przypominam też oczywiście o kwietniowym „Nieznanym Świecie” i Bibliotekarium. Zapraszamy was do Bibliotekarium w piątek. Będzie ciekawie. A my na Radiu Paranormalium w poniedziałek spotykamy się za dwa tygodnie, ponieważ za tydzień mamy Dyngusa. Także jeszcze raz wszystkiego dobrego. Dziękuję za to, że byliście z nami i kontaktujcie się z nami w różnych sprawach.
Jeżeli tylko macie jakieś pytania albo jakieś sugestie, to jesteśmy otwarci. I jeszcze ostatnia prośba o te suby. Jeżeli znacie kogoś, kto się interesuje zjawiskami z pogranicza, to podsyłajcie mu nasze audycje. Może skorzysta. Pozdrowienia. Dzięki Marku.
[01:35:53] - Pozdrawiamy. Wszystkiego dobrego.
[01:35:57] - Mówili do was przed chwilą Marek Żelkowski, pisarz, publicysta współpracujący z „Nieznanym Światem”, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” oraz Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sengerelios, Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo w kolejnych naszych audycjach. I oczywiście na żywo w poniedziałek już za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[01:36:39] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu.
[01:36:53] - UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor.
Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.