[00:03] - Radio Paranormalium prezentuje audycja z cyklu Facta Incognita. I tak oto na antenie Radia Paranormalium debiutuje właśnie tutaj, właśnie teraz kolejna audycja, niezwykle interesująca się zapowiadająca Facta Incognita. Pierwszy odcinek 20 marca 2023 roku, krótko po 20:00. Witają państwa przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami już Marek Żelkowski z Bibliotekarium oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi będziemy dzisiaj czekać na państwa komentarze i pytania dotyczące polskich przypadków tak zwanego Missing 411. Czekamy na państwa pytania i komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku na odzyskanym szczęśliwie fanpage'u Radia Paranormalium, na grupie Radia Paranormalium i na grupie czytelników Nieznanego Świata również jesteśmy. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36088002. Jesteśmy też na Signalu, na Telegramie, można wysyłać nam również SMS-y pod numer 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl.
A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz przekazuję głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:00] - Dobry wieczór, witamy państwa w nowym, kilkukrotnie zapowiadanym już formacie Facta Incognita, w którym z Markiem wyruszymy śladem tajemnic, spisków i dziwnych zdarzeń. A w dzisiejszym programie przyjrzymy się bliżej dziwnym zaginięciom z Polski, w tym tak zwanym zaginięciom, jak określa to jeden z autorów, Rip Van Winkel w Tatrach, a także przypadkom, gdzie o powiedzmy zniknięcie ludzi podejrzewano UFO. Ale będą też inne interesujące przypadki. Jak wiecie, nazywam się Piotr Cielebiaś. Jestem publicystą zajmującym się zjawiskami z pogranicza. Na co dzień pracuję w miesięczniku Nieznany Świat. Razem ze mną jest Marek Żelkowski, publicysta i pisarz science fiction, autor audycji Bibliotekarium. Tutaj dwie przypominajki. Jutro wchodzi do kiosków kwietniowy numer Nieznanego Świata, a w nim między innymi mój artykuł pod tytułem „Słowiańscy bogowie z kosmosu”. Polecam wam również audycje Bibliotekarium, jak i książki wydawnictwa Bibliotekarium, w tym bogatą kolekcję science fiction.
Wszystkie linki znajdziecie pod naszą audycją. Polskie Missing 411. Będę się posługiwał chyba tą wersją naszą spolszczoną. Marku, temat tajemniczych zaginięć w sieci został spopularyzowany przez amerykańskiego pisarza, byłego policjanta i badacza zjawisk pogranicza Davida Paulidesa w zależności od tego, kogo słuchamy i jaką wymowę przyjmiemy. Otóż mając na koncie publikację na temat Wielkiej Stopy, Paulides zaczął gromadzić dane o zaginięciach ludzi. Odkrył takie dziwne zbiegi okoliczności albo pewne zbieżności faktów. Otóż do bardzo wielu zdarzeń tego typu dochodziło w sąsiedztwie albo na terenie amerykańskich parków narodowych. Powiedzielibyśmy nic dziwnego. Parki narodowe w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie biją na głowę, jeżeli chodzi o powierzchnię te, które znamy, chociażby z Europy albo z Polski. Największy park narodowy w Stanach Zjednoczonych, Park Narodowy Wrangla Świętego Eliasza na Alasce ma powierzchnię 53 tysięcy kilometrów kwadratowych.
A dla porównania województwo mazowieckie ma 35,5 tysiąca. To sobie pomyślcie, co się w tych parkach może dziać. Może się tam ukryć niejeden Sasquatch, ale czy nie o to chodzi? Poniekąd o to chodzi, dlatego, że Paulides nim napisał książkę o dziwnych zaginięciach, wydał bardzo fajną publikację na temat Wielkiej Stopy, Sasquatcha i tego, jak jest on przedstawiany przez rdzennych Amerykanów. No i czasami pojawiają się u niego przemycone w tych pierwszych książkach takie sugestie, że ci dzicy ludzie mogą być odpowiedzialni za różnego rodzaju zaginięcia. Przy czym mówiąc o dzikich ludziach, nie zawsze ma on na myśli małpoludy. Czasami mówi o osobach, które po prostu na dziko mieszkają w tych parkach, jakichś pustelnikach, którzy mogą być odpowiedzialni za tego typu zdarzenia. Ale Marku, nawet przecież w mniejszych parkach narodowych niełatwo się zgubić. Czasami można się zgubić w zwykłym lesie. I czy to rzeczywiście jest takie wszystko czasami tajemnicze, jak się wydaje?
Bo nim przejdziemy do tych polskich przypadków, musimy zaznaczyć pewne ramy i te ramy nam mówią, że nie zawsze te historie możemy mierzyć w jednakowy sposóbA po drugie bardzo ważna jest tutaj narracja.
[06:13] - Tak, tylko że przypadki, o których będziemy dzisiaj mówić, należą do różnych działek, że tak to określę. Rzeczywiście spora część dotyczy w polskim przypadku terenów, które ze swojej natury są niebezpieczne, czyli góry na przykład. Tych gór wysokich mamy stosunkowo niewiele, ale takie wysokie są tylko w polskiej skali, bo w końcu nasz najwyższy szczyt gigantem nie jest, chociaż nachodzić się trzeba, żeby na niego wejść. Rzeczywiście jest to teren niebezpieczny. W dodatku zdajmy sobie sprawę, że gros turystów chodzi po szlakach, zgodnie z zaleceniami. Tylko niewielka część łamie przepisy i schodzi ze szlaku. W związku z tym to przekonanie, że jeżeli coś złego się stanie w górach, to każdy na pewno zostanie odnaleziony. Tak, jeśli to się stanie na szlaku, to owszem. Natomiast jeśli spotka go coś złego poza szlakiem, to znalezienie czy to żywego człowieka, czy niestety zwłok, wcale nie musi odbywać się szybko, jeśli w ogóle, bo w końcu w Tatrzańskim Parku Narodowym żyją duże zwierzęta w postaci niedźwiedzi i one z ciałem ludzkim mogą zrobić różne rzeczy, ale niespecjalnie tajemnicze. Żeby troszeczkę na początku odebrać tajemniczości, to powiem, że spora część przypadków tego rodzaju wydaje mi się zakotwiczona w bardzo zwykłych wydarzeniach, aczkolwiek takich dramatycznych.
I tak jak zawsze przy tego rodzaju audycjach pewno warto podkreślić, że jednak jest pewien margines, tak jak w Stanach Zjednoczonych, tak i w Polsce, wydarzeń, których do końca rozwikłać się nie da czy też pozostają na długi czas tajemnicą. Tak jak powiedziałeś, Stany Zjednoczone to jest w ogóle teren niezwykły. Nie żeby mnie specjalnie fascynował, ale wielkość tych parków narodowych, ich rozległość. Sięgnijcie państwo po pierwsze lepsze dzieła filmowe, które mają element horrorowaty albo w każdym razie dreszczykowaty. Nawet całkiem niedawno, oczywiście zapomniałem tytułu, widziałem horror, który mniej więcej polegał na tym, że pewna para wybrała się do odległego miejsca, jakiegoś rezerwatu. Tam ich niedźwiedź nieco porąbany ścigał, w końcu chłopaka załatwił, a dziewczynie się cudem udało wydostać. W związku z tym widać, że ten problem w Stanach Zjednoczonych jest dokładnie taki sam, czyli po prostu rozległość terenu, jego dzikość, pewne nieprzybyte wręcz okoliczności przyrody, że tak sobie to nazwę. One sprzyjają zaginięciom, aczkolwiek te zaginięcia, które zostały opisane w książkach z cyklu „Missing 411”, niektóre są naprawdę bardzo tajemnicze. Na przestrzeni dziejów kilkudziesięciu ostatnich lat niektóre są naprawdę zastanawiające. Jest pewna rzecz, która może nie łączy, ale pojawia się dosyć często, że te zaginięcia wiążą się z tym, że na przykład teren został dokładnie przeszukany, a później w tym dokładnie przeszukanym terenie pojawia się ciało.
Najczęściej jest to ciało tej zaginionej osoby. Po wielu dniach, czasami nawet miesiącach zostaje to ciało tam odnalezione czy też resztki. Chociaż ten teren był przeszukany, wszyscy o tym zaświadczają, więc to też nadaje pewnej dziwności. Myślę, że na początek tyle. Dopiero mamy rozbiegówkę w tej chwili.
[10:48] - Tak. Jeżeli chodzi o Paula Heidiesa, nie powiemy o nim dzisiaj za dużo. Zwróćmy uwagę na kilka charakterystycznych elementów, o których on wspominał. Między innymi to, że te najciekawsze przypadki, te najbardziej zaskakujące, kiedy nie odkryto przyczyny śmierci albo nie zostały one podane do wiadomości publicznej, charakteryzowały się tym, że szczątki osoby zaginionej znajdowano na przykład bardzo daleko od miejsca zaginięcia. Albo w przypadku dzieci, te dzieci pokonywały w ciągu bardzo krótkiego czasu duże odległości rzędu kilkudziesięciu kilometrów. Niekiedy zaginiona osoba porzucała ubrania, prowiant i szła dalej bez nich, skazując sama siebie na pewną śmierć. Co tu jeszcze, Marku, można dodać?
[11:40] - Przede wszystkim, żebyśmy się nie dali zwieść, bo kiedy czytamy w jakimś artykule, że ktoś został odnaleziony, w tym wypadku małe dziecko, nawiązuję do pewnego konkretnego przypadku, 30 kilometrów od miejsca, w którym zaginęło to dziecko, to nam się wydaje: „30 kilometrów to nie jest wcale tak dużo”. To ja państwu radzę. Ja jestem akurat człowiekiem, który lubi dreptać, lubi chodzić i czasami pokonuje odległości rzędu kilkudziesięciu kilometrów. Ale wierzcie mi państwo, 30 kilometrów, żeby przejść, to nie jest jakiś wyczyn ogromny. W końcu ludzie biegają 42 kilometry w maratonie. Nie, ale tak bez przygotowania pójdźcie sobie państwo codziennie, dojeżdżając do pracy samochodem, a później bez przygotowania przejdźcie sobie 30 kilometrów.To gwarantuję, że to będzie niezapomniane przeżycie w postaci zakwasów i innych tego rodzaju atrakcji. Jeśli sobie teraz wyobrazimy, że dziecko przeszło 30 kilometrów, to już jest zjawisko może nie paranormalne, ale bardzo dziwne. Jeśli natomiast tę liczbę kilometrów zwiększymy do na przykład 100 albo 120, to już w ogóle jest fantastyka naukowa. W związku z tym warto sobie myśleć o tych zjawiskach w taki sposób, że ja wiem, że w dzisiejszym świecie odległość 30 kilometrów nie robi żadnego wrażenia, ale spróbujcie państwo kiedyś przejść 30 kilometrów bez przygotowania, bo tak należy traktować, że dziecko nie jest przygotowane na tego rodzaju marsz. Od razu macie państwo skalę problemu.
[13:26] - Jeżeli chodzi o inne charakterystyczne, dziwne elementy, to było na przykład to, że znajdowano ciała na wysokich górach albo w miejscach, które, jak wspomniałeś Marku, zostały już uprzednio przeszukane. Te wszystkie przypadki opisane przez Paulidesa możecie sobie prześledzić. My tutaj wam w tym pomożemy, bo w „Nieznanym Świecie”, w artykule z marca roku 2017 ukazał się opis najciekawszych, najbardziej zastanawiających przypadków. Ten artykuł, jak i cały numer dostępny jest za darmo na platformie elektronicznej „Nieznanego Świata”. Przypominam, jest to numer marcowy z roku 2017. Poniżej znajdziecie sobie link. Tam możecie do tego artykułu przejść, zalogować się i sobie go za darmo przeczytać.
[14:22] - Dodajmy od razu, że artykuł jest tutaj obecnego Piotra Cielebiasia. To też jest ważna rekomendacja. Bardzo rzeczowy, rozpatrujący szereg przypadków. Czytałem go z dużym zainteresowaniem, także serdecznie państwu polecam.
[14:43] - A tym, którym czytać się nie chce, polecam ten artykuł w archiwum Radia Paranormalium. Te linki wszystkie tam znajdziecie sobie pod audycją. Ja bym natomiast stał na takim stanowisku odnośnie Paulidesa, aby nie tylko w jego przypadku, ale w przypadku wszystkich zaginięć nie mierzyć tych spraw jedną miarą. Do tego jeszcze przejdziemy. Natomiast on w tych książkach, przynajmniej tych, z którymi się zapoznałem, pisząc przed laty ten artykuł, troszeczkę wszystko wrzuca do jednego worka. Tam mamy wszystkie zaginięcia na przykład z danego obszaru, które nie zostały wyjaśnione. A co to znaczy „nie zostały wyjaśnione”? To są takie, odnośnie których nie mamy często informacji. W takich przypadkach nawet drobniutki szczegół z naciskiem na przykład na historię choroby, z naciskiem na przyjmowane leki, często też uzależnienia, kondycję psychiczną zmienia bardzo dużo. Także w historiach, które dzisiaj opowiemy, czasami te drobniutkie elementy są, czasami ich nie ma, a jestem pewny, że niekiedy zostają zatajone.
Ale dobrze, jeżeli żeśmy już tego Paulidesa przewałkowali, to ja może jeszcze dodam tylko tyle, że chyba „Nieznany Świat” był pierwszym pismem w Polsce, które temat ten podjęło i które o Paulidesie pisało. Oczywiście internet swoją drogą. Gdzieś tam do dzisiaj pozostaje w kręgu naszego zainteresowania. Tym bardziej, Marku, że on całkiem niedawno nie wiem, czy wyprodukował, w każdym razie pojawił się w dokumencie filmowym albo nawet w serii dokumentów filmowych, gdzie próbuje zarysować jakiś związek między tajemniczymi zaginięciami a zjawiskiem UFO. To jest szczególnie chwytliwy temat, muszę powiedzieć. Jak się za chwilę przekonamy, hipotezy o tym, że ktoś został zabrany przez UFO na dłuższy czas, pojawiają się nie tylko w przypadku najsłynniejszym, czyli w historii Travisa Waltona. Natomiast jeżeli chodzi o tak zwane permanentne abdukcje, kiedy ktoś zniknął na zawsze i nigdy nie wrócił i z tym jest związane UFO, to są to opowieści bardzo kontrowersyjne. Kiedyś może się do nich jakoś odniesiemy w debatach ufologicznych. Natomiast dzisiaj się zajmijmy Polską. Marku, w Polsce jesteśmy w takiej komfortowej sytuacji, że mamy taki program jak „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.
Jeden z najdłużej emitowanych, chociaż z przerwami, stałych programów TVP. Od 1996 roku jego autorzy pomagają policji oraz wspierają fundację Itaka, która zajmuje się poszukiwaniem osób zaginionych w rozwiązywaniu spraw trudnych, niekiedy bardzo trudnych. Rodziny tych zaginionych często skarżą się na opieszałość funkcjonariuszy. Jeżeli ktoś jest widzem tego programu, to wie, jak to wygląda od strony formalnej. Sam oglądam program „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” od dziecka i okazuje on nam szereg różnego rodzaju historii, nierzadko tragedii, ale zdarza się, że oprócz morderstw, samobójstw i innych spraw są takie, gdzie się nie da wiele powiedzieć. Nie da się wskazać jednoznacznej przyczyny zaginięcia, co nie oznacza, że jej nie ma. Dlaczego ja o tym programie mówię, Marku? Dlatego, że on nauczył wiele osób myślećŻe zaginięcia, nawet te pozornie bez przyczyny, trzeba analizować na wielu polach. Czy w tym programie przedstawiono przypadki tak zwanych zaginięć anomalnych, które pasowałyby nam dzisiaj do programu? Było takich kilka.
Pewnie kilka wymienimy, bo pamiętajcie, że dzisiaj mamy pierwszy odcinek z tej serii „Fakta Incognita”. Pewnie w przyszłości wrócimy do kilku nowszych przypadków. Natomiast, jak mówię, w tajemniczych zaginięciach czasami jedna informacja może odmienić dosłownie wszystko.
[19:19] - Tak, to prawda. Z tym że powiem tak, że w gruncie rzeczy poruszamy się po trochę kruchym lodzie, bo jeżeli sobie państwo prześledzicie ten szczególnie medialny przypadek zaginięcia pewnej kobiety w Trójmieście, który się ciągnie już naprawdę wiele lat, to policja niby coś wie, niby nie wie. Dowiadujemy się najdzikszych rzeczy. Najdziksze teorie się pojawiają: od sprzedania jej na organy poprzez jakieś domy publiczne i tak dalej, zakopania w różnych miejscach. Ale równie dobrze można to przypasować do tematu dzisiejszej audycji, bo właściwie dlaczego nie? W dalszym ciągu, pomimo upływu wielu lat nic tak na dobrą sprawę nie wiemy. Czy wiedzą coś śledczy? Mówią, że wiedzą, ale jakoś tak się to nie przekłada na wyniki. W związku z tym, wiesz, Piotrze, szanując robotę, bo ona się pewno często sprawdza w normalnych przypadkach. Normalnych to mam na myśli te takie, gdzie zaginięcie jest wynikiem świadomej decyzji człowieka, który chce zniknąć, ewentualnie jest to decyzja kogoś, kto chce tę osobę zniknąć, że tak niepoprawnie powiem.
Zwróćcie państwo też uwagę, że polskie prawo jest, nawet nie wiem, czy specyficzne, bo ja się nie znam na prawie po prostu, ale jeśli ktoś chce zerwać kontakt ze swoją rodziną i zniknie, to nawet jeśli jakieś organa go znajdą, a on w dalszym ciągu nie chce wrócić do rodziny, nie chce tego kontaktu nawiązać, to nie ma takiej siły, żeby go do tego zmusić. Obowiązuje RODO, nawet nie wiem, czy to RODO. Wybaczcie państwo, ale z prawa to jestem kompletna noga. W każdym razie nie można ujawnić tego, w jakiej części kraju nawet się dana osoba ukrywa. W związku z tym to powoduje, że jak ktoś bardzo chce w Polsce zniknąć, to po prostu znika. Jak to da się przypasować do dzisiejszych przypadków? Myślę, że troszeczkę się da, bo mamy tych zaginięć sporo. Często mówi się o tym, że gros z tych zaginięć to jednak jest sprawa rozwiązana albo w sposób niekorzystny, tragiczny, że znajdowane są zwłoki, bo ktoś targnął się na swoje życie, ewentualnie został zamordowany. Czasami są to jakieś rzeczywiście elementy związane z chorobą psychiczną, jakimiś atakami i tak dalej. Ktoś znika, później się odnajduje.
Ja cały czas przypomnę taki przypadek polskiego żołnierza, który gdzieś tam się w górach w szamie się ukrywał. Tu po raz kolejny przywołuję ten przypadek. W związku z tym myślę, że nawet Polska, kraj europejski, to jest miejsce, w którym jak ktoś bardzo chce zniknąć, to po prostu znika. To z jednej strony napędza różnego rodzaju opowieści takie niezwykłe, a z drugiej strony myślę, w jakiś taki sposób niezamierzony, ale jednak maskuje te, które ten aspekt niezwykłości w sobie mają. To jest niewygodne dla ludzi, którzy zajmują się badaniem, śledzeniem tego rodzaju przypadków, bo trzeba przesiewać całą masę rzeczy, które wcale niezwykłe nie są. Są po prostu jakąś ludzką tragedią albo jakimś ludzkim problemem, który ktoś przeżywa i stąd się bierze zaginięcie.
[23:26] - Tak. Zatem jeżeli interesują was zaginięcia, to polecamy książki Paula Hidesa, jego audycje, jego YouTube'a, a także program „Ktokolwiek widział? Ktokolwiek jest?”. Zobaczycie pewien rozdźwięk w traktowaniu niektórych spraw. Marku, o ile w Stanach Zjednoczonych ludzie ponoć najczęściej giną w pobliżu parków narodowych, to w Polsce centrami zaginięć, przynajmniej tych głośnych, są góry. W większości Tatry, chociaż pamiętamy tę opowieść z Przełęczy Łaszczowej Damiana Treli, która się pojawiła dwa tygodnie temu w programie o pewnym turyście górskim, który schodząc spotkał się z dziwnym światłem. Postanowił zobaczyć co to i zniknął. Jeżeli sobie chcecie tę historię przypomnieć, to ona właśnie była w programie, w którym naszym gościem był Damian Trela. Góry, Marku. Do dzisiaj jak mantrę GOPR-owcy powtarzają słowa, by nie wychodzić w góry, jeżeli się jej nie zna, a przede wszystkim odpowiednio się na tę wędrówkę przygotować.
Ja tutaj w sezonie często widzę kursujące auta GOPR-u i raz na jakiś czas rzeczywiście jest głośno o tym, że czy to na skałach, czy w jaskiniachDoszło do jakiejś tragedii z powodu ludzkiej niefrasobliwości. Morał z tego może być taki, że nie ma się co dziwić, że w górach dochodzi do zaginięć, skoro osoby tam się zapuszczające to są często ludzie nieprzygotowani. Tutaj pojawia się Robert Leśniakiewicz, polski ufolog, autor wielu książek, w tym kultowego „Projektu Tatry” i suplementu do tejże książki. On pisze nam w tych dwóch publikacjach o wielu sprawach, które wydają się przynajmniej niekiedy przeczyć zdrowemu rozsądkowi. Zdarza się, że poruszamy się jedynie po źródłach. Jedynym, co nam pozostaje, są na przykład relacje prasowe. Z tego wyłania się bardzo mroczny obraz Tatr jako krainy ludzi w tajemniczy sposób zaginionych. Sam Leśniakiewicz wymyślił taką kategorię zaginięć i zaginięcia te nazywa zaginięciami typu Rip Van Winkle. Rip Van Winkle to jest bohater opowiadania amerykańskiego pisarza Washingtona Irvinga, który zostaje uśpiony w tajemniczy sposób i budzi się po 20 latach. Robert Leśniakiewicz wykorzystuje tę nazwę, może nie do końca trafnie, do opisania historii ludzi, których ciała nagle odnalazły się po latach od zaginięcia.
I to odnalazły się w miejscach, gdzie uprzednio szukano, gdzie dany obszar przeczesywano i tak dalej. W „Projekcie Tatry”, Marku, on wymienia wiele takich przypadków, ale pisał o nich między innymi również Stanisław Zieliński w książce „W stronę Pysznej” z 1976 roku. I co jest ważne, do wielu tajemniczych zaginięć w Tatrach dochodziło w okresie, kiedy stały się one modne, czyli na początku albo w pierwszych latach ubiegłego wieku. Za szczególnie tajemniczy przypadek uznaje się zaginięcie praskiego radcy Karela Kozaka, do którego doszło w sierpniu 1921 roku, zaginął w drodze na Rysy. Idąc w towarzystwie swoich dzieci i przyjaciela, Kozak miał się na chwilę odłączyć od grupy, dając im do zrozumienia, że musi iść na stronę. Czekano na niego jakiś czas, ale okazało się, że go nie ma. Nie odpowiada na wołanie. Zaczęto go szukać i odkryto z przerażeniem, że zniknął. A że to był nie byle kto, zaczęto takie poszukiwania zakrojone na szeroką skalę. Tutaj mam nawet cytat ze Stanisława Zielińskiego.
Pozwolę sobie przeczytać: „Trzy dni szukali Kozaka przewodnicy z Piscy. Po bezskutecznych poszukiwaniach zawiadomiono polskie pogotowie. Istniała możliwość, że Kozak dotarł na Rysy i odnajdzie się po drugiej stronie Tatr. Szukano w górnych piętrach Doliny Mięguszowieckiej, sprawdzano przejścia do Morskiego Oka i Hlińskiej Doliny”. Tutaj Zieliński wylicza dalej te wszystkie procedury. Sprawa wyglądała beznadziejnie ogólnie, bo starszy pan po prostu przepadł. Natomiast jesienią następnego roku, czyli w 1922, górale poszukujący w lesie jakiegoś ziela natknęli się na szczątki Kozaka w miejscu kilkakrotnie sprawdzanym przez ratowników. Tymi ratownikami kierował legendarny taternik Józef Oppenheim. W swojej książce Leśniakiewicz wylicza wiele tego typu przypadków. Niektóre są znane dosłownie z kilku zdań, inne były szczegółowiej badane.
Marku, ty jako taki, jak sam wspomniałeś, dreptacz przemierzałeś niejeden szlak. Czy zdaje ci się, że zaginięcie w górach jest czymś naprawdę tak trudnym, jak niekiedy się to w literaturze przedstawia?
[29:11] - Nie. Nawet już dałem troszeczkę temu wyraz. Jeżeli ktoś nie trzyma się szlaku, a w górach jest na przykład po raz pierwszy albo bywa rzadko, to może się bardzo zdziwić. Jest taka tendencja, że nasze góry, ponieważ nie takie wysokie, to traktuje się tak troszeczkę z przymrużeniem oka. Natomiast one mogą czasami pokazać swoje groźne oblicze i wierzcie mi państwo, to bywa nieprzyjemne, nawet jak ktoś jest przygotowany do tego. To nieraz tłucze się w telewizji, mówi się o tym. Co ważne, jeden przypadek przywoływany, mówiłeś o takim dawnym przypadku, ja natomiast pamiętam taki przypadek, nie ja, ale z literatury z 1981 roku, Justyny i Piotra. To tacy 20-latkowie, studenci, którzy w marcu wybrali się w góry. Marzec to nie jest dobry czas na chodzenie po górach. Ja wiem, że chodzenie po śniegu w rakach i w ogóle to jest zajebiste po prostu, że tak sobie przeklnę, ale jednak trzeba być do tego przygotowanym i trzeba mieć jednak kondycję.
W związku z tym wybieranie się w góry w marcu jest po prostu z natury niebezpieczne. A ja tylko powiem, że ta Justyna i Piotr w czasie oddechu po sesji zimowej, egzaminacyjnej zginęli. Gdzie zaginęli? Zaginęli w okolicachTeren wydawać by się mógł bardzo prosty Doliny Kościeliskiej. Naprawdę, jeżeli ktoś z państwa był w Dolinie Kościeliskiej, to wie, że to taka, może przesadzę, łączka do chodzenia, ale tak naprawdę to nie jest trudny teren, chyba że gdzieś się zboczy, to wiecie państwo, zaraz obok już może być trudno. Oni zniknęli, ta para zniknęła. Poszukiwania nie dawały rezultatów i mówi się o tym dosyć powszechnie. Taki konsensus panuje, że porwało ich UFO. W dodatku pokrywa się to z tym, o czym Robert Leśniakiewicz pisał, mówi często na swoim blogu, pisze, że Tatry to jest takie miejsce, gdzie podobno tego rodzaju wydarzenia miały miejsce i gdzie UFO pojawia się od czasu do czasu. Oczywiście gdzieś tam ktoś dodaje, że mogli również ci młodzi ludzie paść ofiarą kłusowników, przemytników, służb specjalnych i чего sobie państwo jeszcze wymyślicie, to dowolnie.
Niemniej jednak to taki przypadek. Myślę, że ta Dolina Kościeliska, jak sobie to wyobrażę, to w lato, jak sobie człowiek o tym myśli, że tam można zaginąć, to jest dosyć trudne, ale w czasie lata tam dużo ludzi chodzi, a zimą już nieco mniej, bo jednak spora część ludzi ma szacunek dla gór i do tego, że to jest teren trudny. Jeszcze w latach 80. na początku góry nie były tak zaadaptowane, jak są zaadaptowane w tej chwili, więc może i ta częstotliwość chodzenia po górach była mniejsza.
[33:01] - Tak, ta historia jest szczególnie kontrowersyjna. Ona się wydarzyła dość dawno, w roku 1981. Pewnie jeszcze do niej wrócimy, jeżeli uda mi się zgromadzić materiały na ten temat. Tej historii nie należy mylić ze słynną zbrodnią pod Narożnikiem w Górach Stołowych, tak to się chyba nazywało, w roku 1997, gdzie również ofiarami była para studentów. Natomiast w przypadku Justyny i Piotra oni po prostu zniknęli i pojawiły się różne koncepcje. Jedna była taka, że stały za tym jakieś służby państwowe, dlatego że oni byli zaangażowani w ruch studencki, w Solidarność. Powiem tak: gdyby ktoś chciał ich załatwić, to pewnie by załatwił. Nie byli też chyba osobami aż tak pilnie poszukiwanymi przez reżim, żeby sobie po prostu wyjechać w Tatry i się niczego nie bać, bo gdyby mieli coś na sumieniu w stosunku do PRL-u, do reżimu, to raczej by się ukrywali. Dlatego że różne rzeczy się działy z dysydentami, z opozycjonistami. Oni natomiast pojechali rzeczywiście w dość dziwnym okresie, 2 marca, weszli w góry i nigdy nie wrócili.
Skąd ten pomysł, że to było UFO? Otóż zaczęto ich szukać przy pomocy ekstrasensów. Wtedy jeszcze Krzysztof Jackowski nie wiem, czy nie działał, w każdym razie nie był tak znany. Dwóch jasnowidzów z Lublina nagłośniło sprawę, sugerując, że zobaczyli oni wizję, jak ci młodzi ludzie są zabierani na pokład UFO i odlatują gdzieś na inną planetę. Co się z nimi naprawdę stało? Nie wiadomo. Robert Leśniakiewicz poświęca tej sprawie w projekcie Tatry troszkę miejsca, natomiast znacznie szerzej opisuje inne historie. Jest też zwolennikiem koncepcji ufologicznej odnośnie niektórych zaginięć, przynajmniej wtedy był. Musicie pamiętać, że projekt Tatry miał jeszcze drugą część, która nie jest tak łatwo dostępna. Jeżeli chcecie sobie przeczytać tę książkę, to możecie wejść na blog pana Roberta.
On ma dwa blogi. Jeden to jest Szpehocean.blogspot.com, a drugi to jest Hyboriana.blogspot.com, księgi niewydane. Tam możecie sobie przeczytać wiele interesujących historii, w tym jedną sprawę z roku 2000. O niej dzisiaj tylko kilka słów. Może ona nie była pełnoprawnym zaginięciem, natomiast była prawie zaginięciem. Odnosi się do relacji dwóch turystów, którzy w Tatrzańskim Parku Narodowym przeżyli coś bardzo dziwnego, bo otóż podczas drogi słyszeli dziwny warkot, dziwny dźwięk, a potem okazało się, że nie mógł on pochodzić z samochodu, a oni sami doświadczyli zjawiska missing time. Leśniakiewicz wylicza wiele innych przypadków, kiedy w okolicach tych miejsc, gdzie doszło do zaginięć, były widziane obiekty UFO. Chociaż muszę przyznać, że jeżeli chodzi o Tatry, to te obserwacje UFO nie robią tak wielkiego wrażenia. Ale Marku, w Tatrach dochodziło do wielu innych zaginięć. Znamy też kilka nowszych historii.
Natomiast Archiwum X, specjalna jednostka policyjna, która się zajmuje niewyjaśnionymi sprawami sprzed lat, bada jedną z takich spraw, które były swego czasu podawane jako sztandarowy przykład tatrzańskiego zaginięcia. I to jest sprawa Ernestyny W. i Anny S. z roku 1993. Tutaj mamy do czynienia raczej z morderstwem. Nie ma ono charakteru kryminalnego, ale przekopując się przez to archiwum Roberta Leśniakiewicza, znajdziemy bardzo ciekawą koncepcjęOtóż przyglądając się tym wszystkim przypadkom ludzi, którzy wyszli w góry i nie wrócili, odwołuje się do koncepcji zasugerowanej przez inżyniera z Zakopanego, pana Jerzego Łataka. Tak zwana koncepcja mikro jaskiń Łataka zakłada, że za wiele z tych zniknięć ludzi odpowiadają niewielkie otwory w ziemi, takie studzienki. One na co dzień są przykryte trawą czy liśćmi. W każdym razie są śmiertelnymi pułapkami. W momencie, kiedy osoba, która zboczy ze szlaku, nadepnie na taki wilczy dół, wpada tam i jest uwięziona na zawsze.
„Nawet jeżeli nie zginie, to ma połamane kończyny” – pisze Leśniakiewicz. Może sobie krzyczeć do woli. Nikt jej nie znajdzie. Po pewnym czasie ta osoba umiera. Ta wierzchnia warstwa się regeneruje i czekamy na kolejną ofiarę. I tak szczerze mówiąc, Marku, nie wiem, czy ciebie to przekonuje, bo mnie nie. Z tego, co wiem, to chyba nikt takiej mikro jaskini Łataka do tej pory nie znalazł.
[38:28] - Właśnie chciałem to powiedzieć, że jak mi ktoś taką mikro jaskinię pokaże albo znajdzie ją w końcu, to zakłada, że takie osoby chodzą w pojedynkę zawsze i giną zawsze w pojedynkę. Bo ja zakładam, że rzadko kiedy w góry się chodzi samotnie. Oczywiście są miłośnicy tego rodzaju sportu, ale na ogół idzie się z przynajmniej drugą osobą. To jest rodzaj pewnej asekuracji nawet na szlakach, które tej asekuracji nie wymagają. Jeśli to byłoby takie zjawisko, które się zdarza, to przynajmniej na przestrzeni dziejów zdarzyłoby się raz w ten sposób, że ktoś by się w taką mikro jaskinię zapadł, a ten drugi, co szedł za nim, by to zauważył i podniósł alarm i może nawet ocalił tę osobę. Nic takiego się nie wydarzyło. Oczywiście koncepcja jest bardzo piękna, ale fakty tego nie potwierdzają. Ja tylko jeszcze krótko nawiążę. Ta historia, o której mówiłeś, że coś za tymi ludźmi warczało. Oni szli bardzo prostym szlakiem na Halę Gąsienicową.
Znowu odwołuję się do tego, jak państwo chodzą po górach, to orientujecie się, że to jest bardzo prosty szlak. Na początku przypomina bardzo stromą drogę, prawie brukowaną i później się troszeczkę to zmienia. Dziwi mnie bardzo, że ci panowie wybrali się tam w środku nocy. To znaczy pojechali w nocy do Zakopanego z Krakowa i byli tak spragnieni tych gór. Nawet nie wiem, czy w tej chwili to jest legalne, żeby po zmroku wchodzić w góry, ale wtedy widocznie legalne było. Albo może oni złamali świadomie prawo. W każdym razie weszli i szli nocą. Te rzeczy, które się wydarzyły, o których mówiłeś, dosłownie w środku nocy, bodajże koło 3:00 ten missing time był. To jest w ogóle przedziwny pomysł, żeby iść na Halę Gąsienicową w środku nocy. Ale kto ludziom z fantazją zabroni?
Jeśli nawet jest zakazane oficjalnie, to jak ktoś ma fantazję, to po to są zakazy, żeby je łamać. Przynajmniej tak twierdzą niektórzy. Ale już ten pomysł wydaje mi się dziwny i on rzeczywiście sprzyja dziwnym opowieściom, bo nawet jak ktoś idzie szlakiem, dosyć prostą drogą tak naprawdę, to różne rzeczy. Zresztą tam się nawet pojawiają koncepcje, że może oni po prostu przysnęli ze zmęczenia. Bo należy założyć, że jak wyjechali z Krakowa wieczorem i tam przybyli do Zakopanego nocą właściwie, to już wcześniej cały dzień nie przespali, więc może po drodze po prostu sobie przysnęli. Chociaż jak ja słyszę, że dwóch mężczyzn przysnęło sobie jednocześnie i jednocześnie się obudziło już potem w trakcie marszu, to jakoś słabo w to wierzę. To by przemawiało za tym, że tam rzeczywiście wydarzyło się coś dziwnego. Ale powtarzam te okoliczności. Ja niewielu ludzi znam, którzy wędrują po górach w środku nocy. Nie mówię, że jest to wykluczone czy niemożliwe, ale jednak dziwne.
To tak nawiązując do tego wydarzenia. A te mikro jaskinie, to jest dorabianie filozofii moim zdaniem. Znowu ja nie jestem ekspertem w tej sprawie. Jakoś nigdy się nie natknąłem na takie mikro jaskinie, ale powiedzmy, kim ja jestem, żeby tutaj robić za eksperta. Wręcz przeciwnie. Nie słyszałem o ludziach. Znam kilku ludzi, którzy po górach chodzą. Nawet znałem osobę, która była zawodowym przewodnikiem po górach i nigdy o czymś takim mi nie wspominała ta osoba. W związku z czym to nie może być zjawisko zbyt częste albo zbyt rozpowszechnione. Dziwne, że do tej pory nic takiego nikt nie ujawnił, w związku z czym ta teoria wydaje mi się dorabianiem filozofii do kawałka ciała.
[42:51] - Jeżeli chcecie zapoznać się z innymi przypadkami tajemniczych zaginięć, szczególnie typu Rip Van Winkle z obszaru Tatr, zapraszam na blog Roberta Leśniakiewicza. Szczególnie ten drugi blog Hyboriana. To jest bardzo bogaty zbiór materiału. Jeżeli chcecie się zaznajomić z archiwalnymi materiałami na temat UFO z Polski oczywiście, a także z książkami autora, to polecam szukać.Ale Marku Tatry Tatrami, bo wiadomo, jest to teren niekiedy o warunkach ekstremalnych. O śmierć czy zaginięcie jest tam nietrudno. Tym bardziej, jeżeli dołożymy do tego te wszystkie inne dziwne opowieści. Nie mówię tutaj o UFO, ale na przykład o kłusownikach, o przemytnikach i tak dalej. Ewentualnie też o mordercach. Taka historia pojawia się w przypadku jednej z ostatnich zaginionych kobiet w Tatrach, ale o tym kiedy indziej. Przejdźmy do przypadku nizinnego.
Tutaj jest to przypadek, o którym kilku z was pisało na czacie. Staram się jakoś śledzić te komentarze. Rabinowo, podróże astralne. Taki sobie nadałem w notatkach tytuł tej sprawie. Jest to przypadek Tomasza D. ze wspomnianej miejscowości koło Włocławka. To jest województwo kujawsko-pomorskie. Należy on do najbardziej tajemniczych w Polsce, chociaż doskonale on nam pokazuje, że w przypadkach należących do Missing 411 i do tych opisywanych w „Jakbyś widział”. Ogólnie nie podajemy dzisiaj nazwisk, chociaż te nazwiska sobie w sieci znajdziecie, to moim zdaniem w dobrym tonie jest nie powtarzać ich. Dlatego że po prostu chyba tak.
Jeszcze raz: przypadek Tomasza D. pokazuje nam, że jeżeli dobrze się historię opowie albo pominie się pewne rzeczy, to wyjdą nam z tego naprawdę mocne opowieści. Zobaczcie, co się stanie, gdy zaprezentujemy tę opowieść w skrócie. Otóż kilkunastoletni, wyjątkowo uzdolniony plastycznie chłopak, który mieszka z rodzicami i braćmi w małej miejscowości, zaczyna się dziwnie zachowywać. Staje się małomówny, zrywa z dziewczyną. I gdzieś tak w połowie stycznia 2002 roku rodzice budzą się rano, czując w domu hulający mroźny wiatr. Okazuje się, że ktoś zostawił otwarte drzwi albo ich po prostu nie zamknął. Szybko orientują się, że chłopaka nie ma. Ale najdziwniejsze jest to, że w jego pokoju znajdują ślad po odprawieniu jakiegoś rytuału. Poza tym zostawił on większość swoich rzeczy, w tym podręcznik Richarda Webstera „Podróże astralne”.
Chłopak i jego kuzynka interesowali się OBE, projekcją astralną i choć on sam pasjonował się też innymi dziwnymi zjawiskami i mistycyzmem, ta historia pogłębia się. On znika bez śladu, nieodnaleziono go do tej pory. Porwanie przez sektę, wejście w astral, wessanie w astral w zasadzie. A może zawładnięcie młodym umysłem przez siły, z którymi nie warto eksperymentować i których nie warto dotykać? Tak na pozór, na pierwszy rzut oka, Marku, ta historia może wyglądać.
[46:44] - Tak. Tam jest jeszcze jedna dziwna rzecz. Jak to przeczytałem, to naprawdę się zdziwiłem, bo poza tymi warunkami, które opisałeś, tym zimnem, otwartymi drzwiami, to na początku, kiedy zorientowali się domownicy, że zaspali, bo to też jest ważna informacja. Obudzili się wszyscy z zimna, ale z taką świadomością, że zaspali. I w dodatku matka mówiła o tym, że nasz bohater, który zaginął, mieszkał w pokoju za meblościanką. Pokój był przedzielony meblościanką. W ten sposób uzyskano niejako dwa pomieszczenia. I matka mówiła o tym, że miała wrażenie, że kiedy zrobił się rozgardiasz w domu, że wszyscy się budzili, bo się spóźnią, że słyszała zza tej meblościanki, jakby on jeszcze tam był, że słyszała odgłosy, jakby rzeczywiście dawał znać, że jest, że wstaje, bo ranek i tak dalej. Tymczasem jego tam, jak później stwierdzono, nie było. Zaczęto później przeglądać ubrania.
Tam jeszcze jest kwestia tego, że znaleziono farbę do włosów, jakby przefarbował włosy. Dalej zmienił ubranie. Założył dawno nieużywane letnie spodnie i to w dodatku nie swoje, tylko ojca, które jak podejrzewano związał sznurkiem, bo nie zabrał paska. Ubrał biały golf i czarną, stosunkowo cienką dżinsową kurtkę. Zrezygnował z butów zimowych na rzecz adidasów. Sam jego ubiór był dziwny, nie do końca dostosowany do pory roku. O tej farbie już mówiłem. Czyli prawdopodobnie farbował włosy. Nikt tak naprawdę nie wie, po co to zrobił. Dalej znaleziono w dosyć odległym miejscu jego zdjęcie legitymacyjne.
Na przystanku w miejscowości Żydowo pewien chłopak znalazł owo zdjęcie. Tak jak to napisano w artykule, jakby ten chłopak chciał dać znać, że wyrusza w świat, bo to na przystanku PKS-u. TakżePóźniej zaczęły się pojawiać informacje o tym, że był widziany tego dnia. Jedna z koleżanek stwierdziła, że widziała go tamtego dnia zmarzniętego o siódmej rano na stacji kolejowej we Włocławku i podobno studiował tam rozkład jazdy pociągów. Rzecz wydaje się zwykła, a jednak do dzisiaj ten chłopak się nie odnalazł. Mówiłem już na początku audycji, że mam takie wrażenie, że część osób zrywa z przeszłością i nie chce być odnaleziona. Kto wie, czy to nie jest właśnie taki przypadek, a nie wyssanie przez inną rzeczywistość na przykład.
[50:20] - Tak, w tej historii wszystko zależy od tego, na którym punkcie się zatrzymamy. Bo tak naprawdę śledząc na przykład artykuły, możemy wyczytać w tabloidach różne dziwne opowieści, które pojawiły się ze strony jego rodziny. Na przykład taka, że we wspomnianej książce Webstera o projekcji astralnej czy OOBE, jak kto woli, jest rozdział poświęcony hipnozie albo gdzieś nawiązanie do hipnozy. Ci rodzice i bracia byli bardzo skonfundowani tym, że oni tamtego dnia tak zaspali. W tej książce się nagle okazało, że coś jest o hipnozie i on mógł ich zahipnotyzować. Takich wątków było dużo. Natomiast powiem jeszcze raz: jeżeli się zatrzymamy na tym, co powiedziałem, to historia wygląda na scenariusz rodem z horroru. Natomiast wydarzyły się też inne rzeczy sprawiające, że opowieść ta i sprawa nie jest może już aż tak tajemnicza. Chociaż oczywiście jest tajemnicza, natomiast oddziela ją to trochę z wątków anomalnych i paranormalnych, bo dowiadujemy się, że przed tym zniknięciem albo właściwie tuż przed wyjazdem ze swojej miejscowości, jak powiedziałeś, ufarbował sobie włosy na blond. Ciekawe jest też to, że ponieważ był bardzo uzdolniony plastycznie, do dzisiaj zresztą gdzieś tam zachowały się jego rzeźby i obrazy w kościołach i w szkołach, ale on przemalował swój portret.
Skrócił sobie włosy na tym portrecie, zrobił sobie też inną minę. Co ciekawe, podmalował też portret swojego ojca. Wiadomo, że przed zniknięciem interesował się też mistyką chrześcijańską. Matce pewnego dnia powiedział: „A co by się stało, gdybym poszedł do zakonu?” Stwierdził też, że chciał jeździć na misje. Tamtego dnia, kiedy zniknął, był widziany przez jakiegoś sąsiada na przystanku. Natomiast nie ma po nim śladu. Zniknął. Nie odnaleziono go nigdy. Jak powiedziałeś, dziwne było to, że zabrał ze sobą stare ubrania i to jeszcze ubrania w miarę cienkie jak na panujące warunki. Nie miał jeszcze dowodu osobistego, nie miał też prawdopodobnie pieniędzy, ale jakoś podróżował.
Co mogło go skłonić do takiego kroku? Przecież trudno byłoby mu przeżyć w mieście, chłopakowi młodemu, niewyświadczonemu, delikatnemu wśród bezdomnych. Jedna z hipotez mówi, że przystał do jakiejś sekty albo do zakonu. Oczywiście tam jest więcej dziwnych wątków. Jeden jest taki, że on pewnego dnia, bo uczył się w szkole plastycznej we Włocławku, był stypendystą ministerialnym i pewnego dnia nie przyszedł do szkoły. Okazało się, że pojechał nad morze i oni go znaleźli nad tym morzem. Zatrzymał się u swojego wujka i potem wcisnął rodzinie historię, że został porwany. Że tam się znalazł, bo został porwany. Natomiast była taka hipoteza mówiąca, że sondował miejsca, do których się może udać, w tym potencjalne klasztory. Powiem ci, Marku, że rzeczą, która mnie osobiście najbardziej zainteresowała, kiedy pierwszy raz się zetknąłem z tym przypadkiem, był ten tajemniczy rytuał, który Tomasz D.
miał odprawić przed swoim zniknięciem, bo wiemy, że w kątach swojego pokoju rozsypał sól oraz zapalił białą świecę. Z drugiej strony podejrzewano też, że data jego zniknięcia nie była przypadkowa, a także samo zostawienie otwartych drzwi. Chociaż one się oczywiście mogły otworzyć same, ale sugerowano, że ich niedomknięcie było takim symbolem tego, że on kiedyś chce powrócić. Tak się zastanawiam, bo jego nie odnaleziono. Minęło ponad 20 lat. 21 lat i go nie ma. Nie wiadomo, gdzie jest. Dla mnie wydaje się dziwne, że chłopak, który dobiega osiemnastki, nie wie za wiele o życiu, jest artystą, nagle porzuca rodzinę i od 20 lat się nie odzywa. Czy miał do nich jakiś żal? Czy z jego psychiką było wszystko w porządku, skoro zdecydował się na tak drastyczne odcięcie od bliskich?
A przecież tu nie chodzi tylko o rodzinę i braci, ale też koleżanki, bo ponoć miał dużo koleżanek, dziewczynę, kuzynkę. Jeżeli zapoznamy się z historią Tomasza D., to się okazuje, że tak jakby było to kilka osób w jednym ciele. Takie miałem wrażenie.
[55:18] - Jest jeszcze kilka innych dziwnych sytuacji. Powiem tylko o jednej związanej z Krzysztofem Jackowskim z Człuchowa, bo ona i jego wizje nadały tej sprawie troszeczkę zagadkowości dodatkowej.Ale zanim o tym, to jeszcze nawiążę do tego zaginięcia z 1981 roku w górach, bo tu też może być podobna sytuacja. Zauważcie państwo, myśmy mówili wtedy o ubecji, o jakichś przemytnikach, a to był 1981 rok. Może para tych studentów przedostała się na Słowację, a później sobie jakoś pożeglowała na przykład na zachód Europy. Wtedy ludzie pryskali, starali się przynajmniej pryskać. W 1981 roku liczba porwań samolotów latających na wewnętrznych trasach w Polsce była ogromna, więc ludzie parli na ten Zachód. Może oni się jakoś starali przedostać poprzez ówczesną Czechosłowację, więc przedostali się na słowacką stronę, a później może do Austrii. Próbowali przynajmniej. Nie wiem, może się im udało. Mówię bardziej w kontekście tego, że zerwali kontakt z przeszłością i już nie chcieli do niej wracać.
I tu może być bardzo podobna sytuacja, że chłopak po prostu odszedł, czy to do klasztoru, czy został pustelnikiem, czy po prostu zmienił swoje życie radykalnie, bo już nie chciał żyć tamtym życiem. Dlaczego? Trudno odpowiedzieć. Może to psychika, może jakieś bardzo racjonalne postanowienie. Trudno powiedzieć. A teraz wrócę do Krzysztofa Jackowskiego. Otóż on według relacji, którą znalazłem, kiedy powąchał rzeczy zaginionego, to aż podskoczył z wrażenia. To wspominał ojciec chłopaka i zapytał, czy ta rodzina wiedziała, kogo ma w domu. I zapewniał, że to jest człowiek absolutnie niezwykły, o silnym umyśle, który — tu cytat z Krzysztofa Jackowskiego — „wymyka mu się”. Najpierw Krzysztof Jackowski twierdził, że syn żyje, że przemieszcza się po Polsce, że zaciera ślady.
Potem zmienił zdanie. Mówił, że Tomasz jest przetrzymywany w jakiejś szopie w pobliżu tamy we Włocławku. Później, według kolejnej wizji, miał zostać utopiony w porcie lodołamaczy. Policja sprawdziła te miejsca dla porządku i tak naprawdę jasnowidz z Człuchowa po prostu się poddał. Ale kto wie, czy ta jego pierwsza myśl, że to był niezwykły człowiek, który mu się wymyka, który zaciera ślady, czy to się nie zrealizowało i czy chłopak po prostu mu się faktycznie wymknął. To nadaje tej historii, o ile wcześniej staraliśmy się z Piotrem ją jakoś tak przycisnąć do ziemi, to ten wątek związany z jasnowidzem z Człuchowa niejako wynosi na poziom niezwykłości, dodatkowej zagadki. Nadaje mu takiego nimbu niezwykłości. Trudno powiedzieć. Te historie mają to do siebie, że ponieważ chłopak się nie znalazł, niewiele możemy powiedzieć.
[59:00] - Ja ci powiem tak: w takich historiach zawsze mnie jeszcze zastanawia, bo my, jak u Polaidesa, dostajemy czasami cztery linijki tekstu i tam jest zawarta niezwykła opowieść. Jeżeli dodamy kolejne cztery i tak dalej, to ona się przemienia w historię tajemniczą, ale może nie paranormalną. Do czego zmierzam? Bo tutaj cały czas analizuję komentarze, jak zwykle. Do czego zmierzam. Policja nie zawsze mówi wszystko, ale rodzina też nie zawsze mówi wszystko. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli historia zostanie rozpowszechniona, jeżeli piszą o niej dzienniki ogólnokrajowe, jeżeli mamy o niej mnóstwo podcastów, jeżeli mówimy o tym ty i ja na przykład dzisiaj, to czasami lepiej jest zachować tajemnicę niż wysunąć na światło dzienne coś, co mogłoby tę rodzinę, która tam już pozostała i która tam już pozostanie w tym swoim miejscu zamieszkania, mogłoby tę rodzinę postawić w jakiejś dwuznacznej sytuacji, w dziwnym świetle. Ja oczywiście nie piję tutaj w żaden sposób do tych ludzi z Rabinowa, bo nie wiem, czy oni coś ukrywają, czy nie, ale zdaje mi się, że w wielu przypadkach, jeżeli sobie przeanalizujecie, jeżeli ktoś znika albo ginie w dziwnych okolicznościach, potem się go znajduje. Często rodzina ukrywa to, że ta osoba mogła mieć problem.
Czy tak było w przypadku Tomasza D.? Czy on żyje? Czy jest w zakonie? A może zmarł jako bezdomny? Być może ta sprawa się wyjaśni, chociaż nie wydaje mi się. Jedyne, co mnie zastanawia, to czy zainteresowanie okultyzmem i religią pchnęło go do takiej decyzji. Bo jednak są to takie obszary, które się wzajemnie wykluczają. On się interesował i mistyką chrześcijańską i taką ezoteryką, która podpada gdzieś tam pod okultyzm. Oczywiście rozpatrywano na różnych poziomach te symbole, które pozostawił. Te białe włosy, sól, białą świecę jako symbole oczyszczenia.
Tylko co on chciał przez to powiedzieć?
[01:01:15] - Co chciał powiedzieć? Trudno mi z kolei powiedzieć. Natomiast przypomniałem sobie jeszcze jedną rzecz, bo tak analizowałem tę sprawę, że on zniknął i rodzina nic nie wie, bo przypomniałem sobie, bo czasami ludzka pamięć jest zawodna, że procedura wygląda tak, że jeśli policja by go znalazła, a on nie chciał mieć kontaktu z rodziną, to jedyną informacją, którą dostałaby rodzina, byłoby to, że żyje.Że człowiek żyje i nie chce kontaktować się z rodziną. Ale w tym przypadku taka informacja nie nadeszła. Czyli poszukiwania policyjne nie przyniosły rezultatu. Jego rzeczywiście nie znaleziono, bo to w jakimś przynajmniej stopniu pozwala tej rodzinie na nadzieję, że człowiek żyje, tylko się nie kontaktuje. W tym wypadku takiej informacji nie było, czyli zniknął skutecznie. Pytanie, gdzie zniknął? I znowu byśmy musieli się odwołać. Tu nie mam żadnej wiedzy, niestety, jak wygląda procedura zakonna.
Kiedyś matka powiedziała mu, że może lepiej, żeby księdzem został, na co on odpowiedział, że nie, Jezus nauczał za darmo, a księża biorą pieniądze. W związku z tym on by jednak chciał do zakonu. Nie wiem, jaka jest procedura przyjmowania do zakonu, na ile jest to robione w tajemnicy, na ile są zachowywane pewne takie zacieranie przyszłości.
[01:02:56] - Mnie się coś przypomniało.
[01:02:57] - Tego po prostu nie wiem. Warto by to przy okazji sprawdzić.
[01:03:02] - Mnie się coś przypomniało, bo analizując ten przypadek, w późniejszym okresie wyszedł taki fakt, że jak powiedziałem, on nie miał dowodu, czyli był człowiekiem anonimowym. Natomiast z tego, co pamiętam, on jakiś czas przed zniknięciem chyba sięgał po swój akt urodzenia. Po co? Nie wiemy. Ta rodzina oczywiście apelowała do zakonów, wysłała listy do iluś tam zakonów męskich, także tych o zaostrzonej regule, ale dostała informację tylko od kilku. Podejrzewam, że gdyby on powiedział, że nie chce, to po prostu zakon tego nie ujawni w żaden sposób. Tym bardziej, że jeżeli on już teraz nie przebywa na terytorium Polski, tylko jest rzeczywiście na tej misji, o której marzył, to tyle mogą zobaczyć. Jedyne, co mnie dziwi to chłopak, 18 lat, wiadomo, że zbuntowany, buńczuczny i tak dalej. Każdy taki był. Ale czy naprawdę ta kariera zakonna jest warta tego, żeby skazywać swoją matkę i ojca na to, żeby wiecznie się domyślali, gdzie on jest?
Może oni też coś wiedzą, tylko nie mówią. Niestety coś mi tak mówi w wielu przypadkach. Analizowałem ich naprawdę bardzo dużo, że czasami rodzina dla świętego spokoju rezygnuje z podawania jakichś szczegółów, które mogą mieć kluczowe znaczenie. Cały czas się tutaj przyglądam tym komentarzom. Tak, możecie o Tomaszu D. z Rabinowa znaleźć bardzo dużo materiałów, także poszukajcie sobie, ale tam nie ma też jakichś przełomowych informacji od bardzo długiego czasu.
[01:04:52] - Tak. Myślę, że jeszcze takim ciekawym przypadkiem, o którym warto by powiedzieć, był przypadek Pawła, nie bardzo wiem, jak to odmieniać. Chyba Paweł Chyba. 27-latek, który wyjechał ze swojej miejscowości na kilka dni zaledwie do pracy na budowie. Wykonywał te prace w towarzystwie trzech mężczyzn i pewnego dnia, właściwie w piątek, więc pod koniec tego przewidzianego okresu pracy, zadzwonił późnym wieczorem do swojej partnerki życiowej, że coś mu się złe dzieje, że będzie wracał do domu. A 17 dni później w pobliskiej rzece znaleziono jego ciało. Ta rzeka to trochę na wyrost, bo woda w tej rzece sięgała do kolan. I ja wiem, że można się utopić w łyżce wody. Przynajmniej teoretycznie. Niemniej jednak to też był przypadek dziwny, chociaż dziwny w nieco chyba innym sensie, niż państwo się spodziewacie.
To raczej tutaj w grę później, jeśli będziemy przytaczać pewne obserwacje ludzi, którzy mieli okazję widzieć zachowanie tego mężczyzny, to może mieliśmy do czynienia z jakimś załamaniem nerwowym, jakąś taką psychotyczną reakcją. Tak mi się wydaje.
[01:06:39] - Tak, ale kiedy przeanalizujemy tę historię znowu przez te kilka zdań, odkryjemy, że brzmiałaby ona dosłownie jak scenariusz horroru. Ale kilka faktów. Paweł H. zaginął w nocy z 20 na 21 września 2018 roku w miejscowości Modlica koło Tuszyna, województwo łódzkie. Przez wielu komentatorów ta historia, jego sprawa uznawana jest za typową dla zbioru Missing 411, gdyż wieloma szczegółami przypomina zdarzenia wyszczególnione przez Paula Hidesa. Za chwilę powiemy dlaczego. Otóż jest tam kilka takich elementów, które się powtarzają w przypadku tych spraw z parków narodowych amerykańskich. 27-letni Paweł H., bezrobotny z Miniowa w województwie świętokrzyskim, otrzymał kilkudniowe zlecenie na prace budowlane w Modlicy w powiecie łódzkim wschodnim. I ostatniego wieczora, jak powiedziałeś, zadzwonił do swojej partnerki, mówiąc: „Coś dziwnego się dzieje”.Że on nawet nie wie i po prostu spakował się i wyszedł. Był widziany, jak opuszcza stancję, po czym skierował się w stronę Tuszyna.
Przed godziną 2:00 w nocy zadzwonił raz jeszcze, mówiąc, że idzie w stronę światła. Sugestywne. Słychać było też trzask gałęzi. Następnego dnia był widziany jeszcze przez jedną z mieszkanek Modlice, jak uprawiał takie kroki jak z tego skeczu Monty Pythona „Ministerstwo głupich kroków”. Robił przedziwne ruchy nogami. Kiedy ktoś próbował do niego podejść, to uciekał. Tak wynikało z relacji prasowych. W jednym z tabloidów przeczytałem — a muszę powiedzieć, że tego materiału jest niedużo — że kiedy jakiś strażak próbował do niego podejść, to on uciekał. Po 17 dniach, jak mówisz, ciało mężczyzny znaleziono w rzece. Był nagi.
Wcześniej w lesie znaleziono elementy odzieży i portfel. Były też buty, które były ułożone równiutko wokół siebie. To jest też taki bardzo polejdycowski element w tym wszystkim. Jest duży materiał „Interwencji” na ten temat. Tam jest taka ciekawa scena, że poszukują jego plecaka, bo mogłoby to pomóc w ustaleniu, co się z nim stało. Czy na przykład czegoś nie było w tym plecaku. I w momencie poszukiwań strażacy z OSP Retkinia natykają się na koszulkę tego chłopaka, świeżą i czystą, która nie jest pobrudzona liśćmi czy igliwiem. I rozmówca tego programu mówi, że ten strażak mówi, że to jest niemożliwe, że tej koszulki tam wcześniej nie zauważyli, bo oni tam szli. Kolejny element spotykany często w „Missing 411”. Marku, gdybyśmy się zatrzymali tutaj rzeczywiście przy tej historii, że jemu się coś dzieje, coś mu się wydaje.
Wychodzi, mówi, że idzie w stronę światła. Nie zniknął w tym świetle, pojawił się, ale potem przez 17 dni nikt go nie potrafił schwytać. Historia bardzo dziwna.
[01:10:07] - A jednocześnie wspomina się w materiałach prasowych, że on miał pewne problemy ze sobą. Wyszedł z tego. Więc to też jest taki ślad, który o niczym oczywiście nie wyrokuje, ale coś takiego dziwnego w jego życiu z psychiką się działo. W związku z tym mogło wrócić. Ale właśnie ty mówisz o tym, że to takie charakterystyczne dla tych przypadków, o których mowa jest w serii książek „Missing 411”, bo tam też wspominaliśmy o tym na początku audycji. Właśnie są te przypadki, gdzie ktoś znajduje się w miejscu, które już było ileś razy przeszukane. Tu przypadek tej koszulki. Można powiedzieć, że może ktoś ją podrzucił. Ale czy naprawdę ktoś byłby tak dziwny, naiwny, że podrzucałby wypraną koszulkę? Dziwne to wszystko.
Nie bardzo daje się poskładać. Z drugiej strony ten moment, o którym wspomniałeś, czyli ranek i te dziwne kroki, te ucieczki. Tam nawet pada pytanie w materiale prasowym, czy on na przykład nie był pod wpływem narkotyków. Tam kobieta wycofuje się z tego, mówi: „Nie”, że nie chce nic mówić, ale zachowywał się dziwnie. Wiecie państwo, słowo „dziwnie” to zależy, kto mówi, ale z natury rzeczy jest tak, że jak mówimy o kimś, że się zachowuje dziwnie, to bardzo często on już naprawdę musi niezły tak zwany przypał mieć, żeby tak określić. Bo ludzie jak tak popularnie świrują, to mówi się: „Może wypił, może zakąsił, a może nie zakąsił i dlatego tak go wzięło”. A tu to musiało być w jakiś taki sposób postrzegane, obserwowane, że to wzbudziło jednak takie reakcje, że później to było opisywane jako dziwne zachowanie. W dalszym ciągu jest materiał na niezły dreszczowiec. Co tak naprawdę się stało? Bo jeśli nawet przyjmiemy, że człowiek miał jakiś taki epizod psychotyczny, dobrze, okej, ale dlaczego nie mogli go znaleźć?
Potem go znaleźli. Potem jeszcze ta sytuacja z koszulką. To wszystko, tak jak Piotr powiedział, odsyła nas niejako do tych amerykańskich przypadków. Tam się też dzieją bardzo podobne rzeczy. Takie, które trudno ogarnąć i skwitować takim stwierdzeniem: „Zginął tam i się znalazł. O co chodzi? Nie ma problemu”.
[01:13:17] - Tak, tym bardziej że on nie kręcił się za bardzo po wielkim obszarze. Jest to też obszar tak naprawdę bardzo blisko Łodzi położony. Co jest w tym dziwne? Wiecie, 17 dni. Gdyby on chciał te narkotyki zażywać, to musiałby ich mieć całkiem sporo. Ja czytałem bardzo różne sugestie. Jedna była taka, że na przykład to był wynik zatrucia lub zażycia bielunia na przykład. Nie wiem, czy to jest dobry trop. Inny mówił, że tak, to był, jak wspomniałeś, epizod psychotyczny, który dopadł go w wyniku osobistych problemów, depresji czy też strachu. I to by wydawało się logiczne, przynajmniej pasowałoby do tego opisu epizodu psychotycznego, któryJest wręcz książkowy, czyli nagły początek, silne eskalujące się objawy, halucynacje i tak dalej.
Czy to jednak mogło odpowiadać za śmierć młodego, silnego człowieka? Dlaczego nikt mu nie pomógł? Co się stało? Czy on jednak robił to rozmyślnie lub świadomie? Warto zwrócić uwagę na to, że on też miał na koncie jakiś epizod kryminalny związany właśnie z narkotykami, ale rodzina się za bardzo nie rozpowiadała na ten temat. Jak powiedziałem na początku, teraz pewnie słyszycie, jak tutaj psy ujadają. Zauważyłem, że odkąd mam nowy mikrofon strasznie wszystko zbiera. Sprawa dziwna wyjątkowo. Gdybyśmy ją zostawili przy tym szczątkowym pierwszym opisie, naprawdę można by nakręcić niezły horror i stałoby się to słynne na cały świat. Mimo wszystko, kiedy dodamy te inne elementy, ta sprawa i tak jest dziwna.
Zastanawiamy tylko, dlaczego rodzina nie za bardzo chciała mówić. Po raz kolejny pojawia się to, o czym mówiłem, czyli ktoś może coś przeczuwać, ktoś może coś wiedzieć. Natomiast ujawnienie tego już by nikomu nie pomogło, mogłoby tylko zaszkodzić.
[01:15:25] - Mnie jeszcze zastanawia, być może to jest kwestia pewnej niedokładności materiałów, które zostały przytoczone, tych prasowych. Dlaczego dziennikarze nie zajęli się sprawą jego trzech towarzyszy pracy, z którymi mieszkał na tej stancji, z którymi wykonywał pracę? Nic o nich w tych doniesieniach nie wiemy. To nie znaczy, że o nich w ogóle nic nie wiadomo, ale stosunkowo niewiele w materiałach prasowych na ten temat znajdujemy. Czy oni coś obserwowali wcześniej? Nawet to gwałtowne pogorszenie się stanu ogólnego owego mężczyzny. Czy w jakiś sposób przyczynili się ci trzej mężczyźni? Może najpierw zaginiony, a później zmarły był przez nich niespecjalnie życzliwie traktowany. Snuję najdziksze teorie, jak ja to lubię. Natomiast stosunkowo niewiele wiemy na ich temat.
[01:16:42] - To znaczy, że oni tam byli przepytywani, powiedzieli, że za bardzo nie chcą się w to mieszać.
[01:16:48] - No tak, ale to wszystko.
[01:16:51] - Tym bardziej, że on w momencie tego zniknięcia zaczął mówić jakieś straszne historie. To może się nie nadaje do radia. Możecie sobie to przeczytać. Na przykład, że ktoś mu zamurował okna albo że ktoś robi coś z jego dziewczyną. On miał ewidentnie jakieś wizje. Ale tak na marginesie wam powiem, że Damian Trela lata temu opisał taką przedziwną historię dwóch robotników, którzy mieszkali w pewnym hotelu gdzieś na Dolnym Śląsku. Z nimi się działo coś strasznie dziwnego. Ja bym wam to opowiedział, tylko nie mogę do tego teraz dotrzeć. To się wpisuje bardzo w to, co tutaj się wydarzyło. Różnica jest taka, że jeden z tych panów się ocknął, zaczął się zachowywać bardzo dziwnie.
Natomiast po pewnym czasie obaj doszli do siebie. Jeden zachowywał się gorzej. Na drugi odcinek wam to przygotujemy. Także przypadek Pawła H., chociaż zamknięty, jakby nie było, zwraca nam uwagę na te kwestie związane z epizodami psychotycznymi. Ale powiem wam, że chyba to było jakiś czas temu, może z pół roku temu oglądałem. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, polecam te nowe odcinki. Tam jest przytoczona bardzo podobna historia. Niestety też już nie pamiętam, bo to mi po prostu teraz przyszło do głowy. Ale chodzi o to, że był facet, który był normalny, zwyczajny człowiek i pewnego dnia zaczął zachowywać się dziwnie po powrocie do domu. Mieszkał z rodzicami i z bratem.
Sam był kawalerem. Okazało się, że po prostu miał halucynacje. Historia bardzo podobna. Wyszedł z domu, twierdził, że idzie przez jakieś pole. Nagle dzwonił jeszcze do kogoś. Dzwonił do kolegi czy do rodziny, że jest tu i tu. Idzie przed siebie i zniknął. Czy to też był epizod psychotyczny? Bardzo możliwe. W takich przypadkach, Marku, i znowu się powtarzam, rodzina może nie chcieć powiedzieć wszystkiego, bo gdyby przyznać, że zaobserwowali coś nietypowego w jego zachowaniu, zawsze opinia publiczna powie: „mogliście zareagować”.
Łatwo powiedzieć, ale jednak takie nieodparte wrażenie mam, że czasami te historie są lekko ocenzurowane.
[01:19:22] - Tak, to prawda. Trudno się zresztą rodzinie dziwić, bo czasami są to fakty z życia tej zaginionej osoby, bardzo często zmarłej, które w jakiś sposób, przynajmniej w opinii rodziny, kalałyby pamięć albo nie do końca stawiały tę osobę w pozytywnym świetle. Czasami jest to oczywiście na wyrost, czasami są to bardziej przesądy niż rzeczywiste tego rodzaju zagrożenie, ale jednak to się pojawia i można tego do końca nie rozumieć, ale trudno się dziwić. Ludzie mają najrozmaitsze pomysły i mogą tak to właśnie odbierać.Więc stąd też się może brać, tak jak to sugerowałeś, dziwność niektórych przypadków. Bo tak to już jest, że jeśli mamy pewien zbiór faktów, ale nie mamy spektrum, tylko jakieś wycinki z tego spektrum, a czasami wystarczy dodać kilka informacji i nagle okazuje się, że cała historia zmienia swój wydźwięk, zmienia się obraz tej historii. I to czasami jest bardzo ważne. Te historie, o których dzisiaj państwu mówimy, mają to do siebie, że nieustannie ma człowiek wrażenie, że brakuje kilku klocków w tej układance. Kilku tych puzzli brakuje, bo być może ta historia ułożyłaby się zupełnie inaczej. Zresztą same te historie są bardzo różne, jak państwo to zauważycie. Od historii z gór i zaginionego czasu, ale też zaginionych osób.
Ten przypadek z 1981 roku. Zaginionych konkretnie. Ale jeśli państwo prześledzicie blog, jak on się nazywa, ten blog Leśniakiewicza, ten drugi.
[01:21:28] - Hyboriana. Dzieła niewydane chyba się nazywa.
[01:21:33] - Tak, ale właściwie oba. W jednym z nich jest przytoczony i to sięga bardzo daleko w historię. Tam są rzeczy z pierwszej połowy XX wieku. O ile dobrze pamiętam, to nawet jeszcze z drugiej połowy XIX wieku, rzeczy dotyczące zaginięć. Góry wtedy co prawda były znacznie bardziej dzikie niż są obecnie, bo i szlaków było mniej, jeśli były w ogóle. I tam rzeczywiście przyroda bardziej dzika. W latach 20. góry już zaczęły być modne, zaczęto po tych górach chodzić. Niemniej góry do dzisiaj są miejscem po prostu niebezpiecznym, a już szczególnie są niebezpieczne. Zwodniczość gór, przepraszam, że ja państwu to tłumaczę, ale zapewne w całej populacji są ludzie, którzy traktują góry jako kolejne miejsce, po którym sobie można deptać.
Sam znam osobę, która jak przyjechała pierwszy raz do Zakopanego, zobaczyła akurat prosty szczyt, czyli Giewont. Oświadczyła mi, że za godzinę już tam będzie. Uśmiechnąłem się wtedy, bo każdy z państwa, kto chodzi po górach wie, że nie da się wejść w godzinę na Giewont, nawet biegiem. Pod górę ciężko. Poza tym to zależy od wybranego szlaku. Naprawdę to między bajki, ale ludzie nie mają świadomości tego, że nawet bardzo proste szlaki, bardzo proste góry bywają zdradliwe. I nie w miejscu szlaku, bo człowiek idzie sobie szlakiem i mówi: „Zejdę sobie 10 metrów albo 20, albo 50, albo 100. W miejscu, gdzie szlak nie przebiega, ale przecież wszystko widzę, wszystko jest proste, wszystko jest łatwe”. I to w zależności od warunków, od tego, na co trafimy, może się okazać bardzo zwodnicze. Te wszystkie ostrzeżenia, poza tym przed dużymi zwierzętami, w tym wypadku niedźwiedziami, też nie są tak od czapy zupełnie.
Inaczej: ja mam dla gór szacunek i ilekroć słyszę o wyprawach, powiedzmy, od listopada w górę, w październiku już właściwie bywa niebezpiecznie, o wyprawach w te wyższe partie gór, to się zawsze zastanawiam, czy ci ludzie wiedzą, co robią. Bo oczywiście są ludzie doświadczeni, którzy po górach chodzili nie raz i to są ludzie, którzy spokojnie tam mogą chodzić, aczkolwiek sami zdają sobie sprawę, że ryzykują. Natomiast wierzcie mi państwo, dobrze, żeby już nie gadać, bo nie ma co o tych górach. Ja naprawdę sam spotykałem w górach ludzi, którzy wchodzili na stosunkowo trudne szczyty w klapkach. To właściwie tyle. Kto z państwa w górach bywa, to wie, że to jest kompletny idiotyzm.
[01:24:33] - Tak. Ivellios, bo dotarliśmy do końca pierwszego odcinka naszego programu. Pierwszego odcinka „Fakta incognita” i pierwszego odcinka naszego mikrocyklu o Missing 411 w Polsce. Otworzymy linię na krótką chwilę, kiedy my będziemy opowiadać jeszcze o paru rzeczach, raczej natury ogłoszeniowej, to możecie do nas dzwonić, zadawać pytania. Ivellios podał wam wszystkie kontakty wcześniej, także możecie je sobie tam znaleźć. Marku, mnie się jeszcze przypomniała taka sprawa, bardzo głośna sprzed dwóch lat. To się działo w Rumunii. To była historia Vasile Gorgosa, 93-latka. I ona też jest taka symptomatyczna, bo zależy, jak ją opowiemy. Ona była przedstawiana w internecie angielskojęzycznym tak, że Rumun, który zaginął 30 lat temu, pojawił się nagle w domu.
Na pytanie, gdzie był, odpowiedział, że w domu. I ta zachodnia prasa powtarzała na przykład, że on był ubrany tak samo, jak w dniu zaginięcia, że miał nawet w kieszeni bilet kolejowy zakupiony w dniu, kiedy zniknął. I wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy się nie przyjrzeli tej historii u źródła. A kiedy się jej przyjrzymy u źródła, to się okazuje, że tamtego sierpniowego dnia, nie pamiętam dokładnie kiedy, w 2021 roku pod dom w miejscowości Buhaci chybaBuhoci koło Bacova we wschodniej części Rumunii. Podjechał samochód, wysiadł z niego jakiś starszy pan. Nikt go nie poznawał początkowo. Potem się okazało, że to jest pan Vasile. On jakoś doszedł do domu. Kiedy mu otworzono drzwi, nie wiedziano, kto to jest. Dopiero po pewnym czasie zorientowano się, że to zaginiony przed laty mężczyzna, gospodarz.
Czy był ubrany tak samo, jak wtedy, kiedy wyszedł? Nie do końca. Problem był w tym, że on cierpiał na demencję. Za bardzo nie można się było z nim dogadać albo też troszeczkę grał, żeby nie wyciągnąć z niego zbyt wielkiej ilości informacji. W każdym razie morał z tej historii był taki, jaki dziennikarze rumuńscy ustalili. Ten facet, który był dość bogatym handlarzem bydła czy owiec, opuścił rodzinę w roku 1991, nie mówiąc nic nikomu. Wyjechał do pobliskiego miasta. Tam prawdopodobnie mieszkał sobie przez lata z konkubiną, nie dając znaku życia. I w momencie, kiedy ta konkubina zmarła, a on miał już zaawansowaną demencję, postanowiono się go pozbyć. A ponieważ pamiętano, gdzie mieszka, to go oddano.
I tutaj niestety cała historia, cały czar Trójkąta Bermudzkiego pryska. Wszystko ma wytłumaczenie zupełnie przyziemne.
[01:27:50] - Taką piękną historię, Piotrze, zniszczyłeś. Odarłeś ją z niesamowitości, a taka była piękna na początku.
[01:28:00] - Tak. Nie wiadomo, jak było z tym biletem i z tymi starymi spodniami. W każdym razie udało się wyjaśnić, że to nie byli ani kosmici, ani tunel czasoprzestrzenny, tylko konkubina. Wszystko działo się w miejscowości Buhoci koło Bacova w północno wschodniej Rumunii. Tak że tak. Czekamy jeszcze przez chwilę na wasze sygnały. Marku, to był nasz premierowy odcinek nowego formatu, który jest troszkę krótszy od „Debat ufologicznych”, od „Oblić nieznanego”. Za tydzień natomiast nie powiemy, potrzymamy was trochę w niepewności. Nie powiemy, o czym będzie, ale powiemy, że będzie kolejna „Debata ufologiczna”. W niej garść nowości, tak że zapraszamy wszystkich.
I zapraszamy wszystkich do „Bibliotekarium”, bo opowiemy tam o kilku bardzo ciekawych filmach. I tutaj oczywiście w cudzysłowie.
[01:29:07] - Nie do końca. W każdym razie nie wszystkie. Może na początek powiedzmy, skąd są te filmy, bo to też jest znaczące. Są zza naszej zachodniej granicy, czyli z Niemiec, a właściwie z obszaru niemieckojęzycznego, bo tam też austriacki film wchodzi w ten zestaw. I cóż ja mogę dzisiaj powiedzieć, żeby państwa nie zniechęcić, a jednocześnie zachęcić? Powiem tak: to jest jednak kinematografia, która jak się dobrze napnie, to może wyprodukować całkiem fajne rzeczy. Problem chyba z tą kinematografią niemiecką polega na tym, że ona nie zawsze chce się napiąć. I myślę, że to będzie przedmiotem naszej rozmowy, czyli pokażemy państwu filmy zarówno te, przy których kinematografia niemiecka się napięła, czy niemieckojęzyczna się napięła i niestety też takie, przy których napięła się mniej. I to są filmy, które chyba będziemy przed nimi trochę ostrzegać, aczkolwiek ja tak, jak już ten czas poświęciłem, to w każdym z nich znalazłem elementy interesujące. To dla niektórych brzmi zachęcająco, a dla niektórych wręcz przeciwnie.
Bo jak się w długim filmie normalnego metrażu kinowego, a czasami ponad troszeczkę znajduje elementy interesujące, to jest taki gatunek ludzi oglądających filmy, że to jest dla nich ostateczna negatywna rekomendacja. Ja nie pójdę aż tak daleko. To są czasami filmy, które warto obejrzeć chociażby po to, żeby na przyszłość wiedzieć, czego unikać. Ale w tym zestawie są też filmy naprawdę niezłe.
[01:31:07] - Tak. Ja jeszcze dodam, że jutro w kioskach pojawi się kwietniowy „Nieznany Świat”, a tam znajdziecie bardzo ciekawe wątki. Jednym z nich jest mój artykuł na temat słowiańskich bogów z kosmosu. Tutaj na razie nie będę dodawał wiele, bo trochę pary wam puszczę w najnowszym „Bibliotekarium” w piątek, ale znajdziecie też tam krótki materiał na temat garstki nowych informacji o Przełęczy Diatłowa. Nie jest to coś, co powala objętością, natomiast wiąże się trochę z dzisiejszym programem. To może powiem parę słów. Otóż wojna na Ukrainie przykryła nam wszystkie wydarzenia w Rosji, a okazało się, że tam w lutym bieżącego roku miała miejsce taka konferencja, kolejna z wielu na temat zdarzeń na Przełęczy Diatłowa. Reanimowano tam hipotezę o tak zwanych kulach nad Przełęczą Diatłowa, które jak wiecie, pojawiają się w niektórych relacjach osób, przede wszystkim tych, którzy wybrali się, aby szukać tych zaginionych studentów.Na tej konferencji pojawił się facet, który brał udział w akcji poszukiwawczej, który miał widzieć te dziwne obiekty. Rosyjscy badacze dokonali reewaluacji wszystkich poszlak świadczących o tym, że rzeczywiście coś nad Przełęczą Diatłowa przeleciało i mogło tych studentów zabić. Co to było?
Już wam nie powiem. Dowiecie się więcej z „Nieznanego Świata”. Szukajcie go od jutra w kioskach. To by było Marku na tyle. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia za tydzień.
[01:33:03] - Do usłyszenia. Pozdrawiamy.
[01:33:07] - Mówili do was jak zawsze Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”, prowadzący rozmowę, oraz Marek Żelkowski z Bibliotekarią, pisarz science fiction, publicysta również współpracujący z „Nieznanym Światem”. Mauricjum jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.
Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo.
Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.