[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze.
[00:06] - Dzień dobry. Pozdrawiam z geopolitycznego flashpointu w Tajwanu.
[00:11] - No tak, ale temat w związku z tym został w pierwszych słowach zdradzony. Dzisiaj kontynuacja naszych rozważań o geopolityce. Tytuł: „Geografia jest wszystkim". Ale jest druga część tytułu, oczywiście: „Czyżby?" Jakby przeczytać wczesne dzieła geopolityczne, kiedy się po raz pierwszy nazwa „geopolityka" pojawia oraz ludzi, którzy pisali o związku geografii oraz polityki szeroko rozumianej, to można by odnieść wrażenie, że geografia jest wszystkim. A jak na to patrzy Piotr Plebaniak?
[00:49] - Plebaniak patrzy jak zwykle po swojemu, czyli mówi, że geografia nadal jest wszystkim. Przejdę od takiej paraleli do uzasadnienia tego, jak to rozumiem. Tytułem, mottem całej tej książki, która dosłownie za trzy, cztery dni będzie gotowa, także wszystkim niecierpliwym oznajmiam niniejszym. Jak ktoś jeszcze reflektuje na dołączenie do Patronite'a, to tam się rozdaje e-booki za darmo i jedna książka papierowa rocznie za darmo. W zależności od progu, tam są różne różnice, także zapraszam. Natomiast mottem jest: energia jest wszystkim. Dlatego, że energia rzeczywiście jest wszystkim, bo energia jest tym, co zasila aktywność wszelkich geopolitycznych homeostatów, czyli wszelkich państw, mocarstw, imperiów. Bez energii nie jesteśmy w stanie zrobić nic, zwłaszcza w świecie nowoczesnym. W starożytnym świecie, neolitycznym, prehistorycznym bez energii w postaci ognia nie ugotujemy posiłku. Nie mogąc ugotować posiłku, to już tak żartobliwie, doprowadzając sprawę do absurdu, jedząc surowe mięso albo tylko te rośliny, które są nietoksyczne w stanie surowym, to nie jesteśmy w stanie wykształcić i zasilić mózgu, który jest niezbędny do tego, żeby prowadzić życie społeczne.
A życie społeczne prowadzimy po to, żeby budować kolektywne bezpieczeństwo żywnościowe także między innymi. Czyli jak plemię nie ma drewna na pustyni, na przykład na Saharze w czasach współczesnych, to nie będzie miało posiłku w ogóle, bo tam nic nie rośnie, chyba że robaki. A teraz robaki to też kontrowersyjna potrawa, ale nie będzie ani mięska, ani roślinek, ani na czym ugotować. Natomiast mając ogień jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, że społeczność będzie kwitła także w czynnościach tak zwanych intelektualnych, czyli myśleniu o tym, jak zabezpieczyć się na przyszłość. Tutaj jest taka bardzo ważna rzecz: biologiczna ewolucja razem z ewolucją kulturową to jest taka podwójna, jakżeby inaczej, koewolucja. Inaczej mówiąc, gdyby nie umiejętność gotowania, którą wykształciliśmy w czasach neolitu. Pan pamięta? Ja nie pamiętam. Pan pamięta?
[03:13] - Ja jakoś też. Zaniki w mózgu, dziury te rzeczy.
[03:17] - Tak. Myślałem, że to w nawiązaniu do naszych wcześniejszych rozmów, że pana drzewo genealogiczne też się zaczyna bardzo dawno, ale to widać po nowocześniejszym człowiekiem. Ja jestem chyba częściowo neandertalczykiem, bo lubię palić ogniska i generalnie klimaty typu polowania to jest jak najbardziej tak.
[03:37] - Ale palenie ognisk, panie Piotrze, nie oznacza, że pamiętam dawne czasy. Ja po prostu palę ogniska.
[03:44] - Ale może tak jak w tym filmie „Odmienne stany świadomości", może panu się przypomniało za którymś razem przy grillu.
[03:54] - Wpatrywanie się w ogień jest lepsze od kina, które pan tak lubi, bo można w tym ogniu znaleźć rzeczy, których w kinie pan nie zobaczy.
[04:04] - Dobrze, ale wracając do rozmowy, do tematu. Zdolność pozyskiwania zasobów za pomocą kolektywnej pracy na przykład grupy myśliwsko-zbierackiej, czy też jakiegoś plemienia od czego zależała? Od tego, że ta grupa miała dostęp do jakiegoś terytorium, na którym było drewno, na którym można było to upiec albo ugotować. Będzie zwierzyna, las, który będzie należał terytorialnie do jakiejś grupy i nikt nie będzie tam właził albo będzie właził oczywiście i wtedy będą wojny coraz większe, czym większe będą społeczności. Natomiast już na samiutkim początku widzimy dwie rzeczy. Jesteśmy zależni od pożywienia, dostępność pożywienia i zdolność jego przyrządzenia. Czyli jak podgrzewamy roślinki, to nie tylko one są ciepłe, ale też tracą jakieś swoje walory toksyczne. Za pomocą gotowania zwiększamy ilość roślin, które są w stanie nas utrzymać przy życiu, bo je zjemy i zwierząt też. Przepraszam pokolenie biednych świnek, krówek i tak dalej. Natomiast już żarty na bok.
Proszę zobaczyć, że od samego początku mamy taki niebezpośredni geograficzny. W tym sensie, że przetrwanie najbardziej prymitywnych neolitycznych społeczności ludzkich zależało nie od geografii bezpośrednio, tylko od pożywienia, ale pożywienie zależało od geografii. Czyli ktoś mógłby się uprzeć, na przykład jakiś ideolog komunistyczny od marksizmu społecznego i innego, że geografia nie jest czynnikiem podstawowym w decyzjach takiej grupy neolitycznej, tylko jest to pożywienie. Ale przecież pożywienie zależy od geografii, prawda? Czyli od dostępności opału i zasobów energetycznych i zasobów tych istot, które są zbudowane z mięsa, z kotletów schabowych na przykład krowy są zbudowane. Przepraszam, świnie. Nie wiem, czy pan tak to ujął kiedyś.Więc wszystko jest geografią tak naprawdę. To jest coś takiego, że energia jest wszystkim. Przepraszam, będę truł o tej książce, aż cały pierwszy nakład zejdzie, wtedy odpuszczę. Natomiast energia jest wszystkim, ale w związku z tym, że energia nie jest tak, że naciska się guzik i ona nagle metr od nas spod ziemi wychodzi, na przykład kanister z benzyną, tylko trzeba to dać komuś w ryj, za przeproszeniem, i zbudować na jego terenie szyb naftowy i dopiero wtedy będziemy mieli tę benzynę, prawda?
Jeszcze przetworzyć trzeba będzie, czyli trzeba będzie też pozyskać pracowników i tak dalej. Ale nadal na samym końcu będzie to, że energia jest wszystkim. Rozwijam taką myśl w jednym z esejów właśnie pod tym tytułem, że energia, inaczej ropa naftowa i gaz ziemny, no i węgiel nie będzie, ta trójka to jest taki master resource, czyli zasób, którego posiadanie i zdolność użytkowania decyduje o tym, czy zdołamy pozyskać wszystkie inne zasoby. Więc na tej samej zasadzie w geografię można sprowadzić to rozumowanie, czy geografia jest wszystkim rzeczywiście i czy geopolityka, czy ten determinizm geograficzny jest uzasadniony. Moim zdaniem w stu procentach nadal i do końca świata będzie uzasadniony. Więc jak ktoś się nie zgadza, to widzicie, musiałbym zużyć zasoby energetyczne, czyli z jakiegoś terytorium, którego ja jestem pod kontrolą i pójść do kogoś i dać mu na przykład jakimś dronem go zbombardować, co go przekona, że nie miał racji. Na tej zasadzie. Czyli musiałbym pokonać tą geografię, przestrzeń, która decyduje, czy takie zadanie jest możliwe do realizacji, czy niemożliwe. Natomiast podsumowując już to rozumowanie, to zaraz podam kilka przykładów, które pokażą w całkowicie niezbity sposób. Zobaczymy.
Niech pan Marek będzie takim advocatus diaboli i spróbuje mi zadać kłam temu rozumowaniu. Więc tak, skoro tym master czynnikiem warunkującym wszystko inne to jest geografia, to czy kultura jest też warunkowana geografią? No i okazuje się, że tak. Ci, którzy czytają moją ukochaną książkę „Siły psychohistorii”, to znają pojęcie, które brzmi: oprogramowanie kulturowe. I teraz jest jeden przykład, który nie jest co prawda rozwinięty w książce, bo książka jest o antropologii, tylko o tym, jak się buduje imperium za pomocą wiedzy antropologicznej. Ale jest taki lud Oromo, który żyje sobie w Etiopii mniej więcej na czterdziestu procentach jej wielkości. Można sobie sprawdzić w Google na przykład jak wyglądają. Są czarni, są Murzynami. Natomiast problem z nimi polega na tym, że antropologowie tam przyszli do nich i zaczęli ich sprawdzać pod kątem tego, jak wygląda oprogramowanie kulturowe osób, w zależności od tego, jak blisko od miejsca zamieszkania znajduje się miasteczko z targiem, czyli miasteczko handlowe. I okazuje się, że...
Halo? Słyszy mnie pan cały czas? Coś tam mi pika. Tak. Bardzo przepraszamy wszystkich za kłopoty techniczne. Mieliśmy wczoraj kłopoty techniczne z zatokami moimi, a dzisiaj troszeczkę przerywa. Ja przynajmniej słyszę, że przerywa. Ale wracając. Ten lud Oromo stał się obiektem eksperymentu, który ma fenomenalne wręcz znaczenie w tym moim rozumowaniu. Postaram się przekonać, że geografia jest wszystkim.
Otóż geografia wpływa na kulturę w ten sposób: czym bliżej jest to miasteczko handlowe, tym bardziej ludzie byli skłonni do zachowań kooperatywnych z osobami sobie obcymi, to znaczy nie będącymi członkami rodzin, nie będącymi członkami jakiegoś tam plemienia czy jakiejkolwiek innej grupy tożsamościowej, do której ta osoba dana należała. Czym silniejsza jest ta cecha, to między innymi Joseph Henrich, którego ja często przytaczam dlatego, że jego dzieło ma siłę oświecenia, po prostu iluminacji wielkiej, takiej, jakiej Henry Jones senior doznał w pewnym momencie filmu. To miała być zagadka, ale to za trudne by było. Natomiast już dokończę tylko tą zagadkę. Chodzi o to, że chodziło o trzecią część Indiany Jonesa, czyli „Ostatnią krucjatę”. Henry Jones junior, czyli Sean Connery opowiadał o tym, że doznał pewnego oświecenia, kiedy połączył wszystkie wskazówki i ułożył mu się to w jeden obraz mentalny, gdzie ten Święty Graal jest przechowywany. Dobrze, a wracając do tego ludu Oromo. Pamiętamy, to jest oprogramowanie cywilizacji, ale musimy jeszcze mieć w pamięci, jakie cechy psychiczne członków społeczności sprawiają, że ta społeczność ma odblokowaną drogę do powiększania swojej wielkości, swojej struktury, czyli na przykład przez przyjmowanie. Takim parametrem jest posiadanie religii uniwersalnej, polegającej na tym, że nowi członkowie są nawracani, a nie tylko mogą się urodzić. Żydzi mają ten problem, że nie są skalowalni, są zablokowani z samej natury swojej religii w kwestii etniczności i w związku z tym zawsze będą oczywiście niezwykle wpływową, ale mniejszością.
Natomiast ten problem liczebności pokonuje chociażby islam, który nawraca, pokonuje chrześcijaństwo. Czyli religia, która jest też częścią oprogramowania psychicznego, jest takim parametrem pozwalającym na rozrost siły społeczności. Ale religia też jest bezpośrednio wynikiem działania czynników geograficznych.Ale wróćmy jeszcze do handlu, którego z tym wcześniejszym czynnikiem jeszcze nie dokończyliśmy. Co się okazuje? W zależności od odległości zamieszkania nasza psychika się zmienia. Czym bliżej mieszkamy jakiegoś targu albo nawet handlujemy sami, tym bardziej jesteśmy gotowi do tego, żeby ufać innym ludziom. W związku z tym tym bardziej jesteśmy skłonni do wytworzenia obyczajowości, mentalności albo prawa służących do tego, żeby narzucić te zasady uczciwości wobec obcych wszystkim innym mieszkańcom społeczności. Jeżeli społeczność zdoła wykształcić jakiś system praw i najczęściej ten system praw jest religijny, bo jak będziesz coś robił, to na przykład ci ręka usunie. Oszukiwał oczywiście mam na myśli. Było tak w starożytnej Grecji, w starożytnych Chinach, we wszystkich innych starożytnych cywilizacjach było tak, że na targach była jakaś kapliczka bożka handlu, przed którą strony transakcji przyrzekały, że oczywiście nie oszukują, że ten złoty pieniądz jest ze złota, że ten towar nie jest nadpsuty ani nie ma żadnych braków widocznych i niewidocznych.
I przysięgając przed jakimś bóstwem, które ma moc karania, strony gwarantują sobie swoją wzajemną uczciwość. Zdolność wytworzenia tego typu religii, wszechwiedzącego i zdolnego do karania Boga jest zdolnością uwarunkowaną geograficznie właśnie przez to, że wykształca się na obszarach, w których społeczność może urosnąć w dostatecznie dużą do tego, żeby taka religia po prostu powstała na zasadzie ewolucji kulturowej. Czyli proszę zobaczyć, wszystko zależy od geografii. Skończyłem wywód. Nie wiem, czy pana przekonałem.
[14:13] - Tak nie do końca. Właściwie mam kilka pytań. Jeśli sobie uświadomimy od geografii, ale tak naprawdę jestem ciekawy, jak to daleko można posunąć. Gdzieś tam w historii geopolityki przewijało się takie oto twierdzenie, ja nie twierdzę, że ono jest słuszne, że to właśnie takie mocarstwa morskie, które kontrolują handel, to są prawdziwe mocarstwa, bo te, które są gdzieś w heartlandzie, w głębi lądu, mas lądowych, to one muszą się przebijać do mórz, szukać ciepłych mórz, szukać portów i w ogóle i tak są pod kontrolą tych mocarstw morskich. Jakby przyjąć ten pogląd, to trudno się z tym zgodzić, bo w końcu kolebka jakiejś tam cywilizacji, Chiny, o których pan często pisze, które budowały jakieś traktaty wojenne, one z góry by były skazane na przegraną, bo nie są mocarstwem morskim. Są uzależnione od ropy. To już przerabialiśmy. Ropy, której u nich nie ma. Muszą tę ropę sprowadzać. W tak zwanym międzyczasie zmieniła się sytuacja, bo Stany Zjednoczone przez długi czas od ropy były uzależnione, musiały ją sprowadzać.
Dzisiaj się rzecz zmieniła, o tym już mówiliśmy, ale to troszeczkę tak by wyglądało, jakby te Chiny parły do tego, aby być mocarstwem, ale z góry były skazane na przegraną. To by zakładało właśnie taki determinizm, że one mogą działać, mogą sobie robić różne rzeczy, a i tak przegrają. Ja nie jestem co do tego przekonany, że Chiny działają tak bezrozumnie i nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, że przegrają, to i tak działają, żeby przegrać. Raczej nastawione są na sukces i będą starały się przełamać ten determinizm geograficzny.
[16:20] - Chińczycy mają piekielny program. Zacznijmy od czasów współczesnych, a potem wrócimy na chwilę do starożytności, bo tutaj bardzo ważny wątek jeszcze podpierający moje rozumowanie o determinizmie. Ale współcześnie Chińczycy mają następujący problem. Historia ich rozwoju gospodarczego w ciągu ostatnich trzech, czterech dekad to nie jest to, że dali komuś w łeb i weszli w posiadanie zasobów, które ich doprowadziły do miejsca, w którym teraz są, tylko łaską Amerykanów zostali włączeni w to dobro publiczne, którym jest globalna wymiana towarowa i dzięki temu mogą kupować, być takim po prostu wzorcowym wręcz homeostatem. Mogą kupować inputs, czyli wszystko to, co jest na wyjściu: energię, surowce, siłę roboczą mają u siebie, to akurat ten parametr. Powtórzę: energię, surowce, jakieś idee, które są na przykład robione na Kickstarterze i zanim jeszcze ta akcja kickstarterowa dojdzie do końca, to Chińczycy już sprzedają w Shenzhenie gotowy produkt, bo są w stanie tak szybko się wyrobić. Kradną po prostu innowacje. Ta innowacja też jest parametrem w tym całym procesie. Natomiast wszystko to oni ciągną z zewnątrz i od tego są uzależnieni. Natomiast jeszcze są uzależnieni od outputs, czyli od rynków, do których muszą dotrzeć swoimi statkami, z których 60% chińskiego eksportu przechodzi przez Cieśninę Malakka.
Jeszcze raz powtórzę: zobaczcie, że kompletnie nie od nich zależy, czy są częścią tego systemu. To znaczy oczywiście, gdyby próbowali wyjść, to bardzo się to by odbiło wszystkim i ani oni nie chcą, ani Amerykanie nie chcą, żeby Chińczycy na dzień dzisiejszy przestali być częścią tej globalnej wymiany, dlatego że to by doprowadziło do krachu cywilizacyjnego na całej planecie.Natomiast proszę zobaczyć, że wszystko to, czyli zależność Chin, one mają swoje własne reguły, które zapewniają im tylko i wyłącznie 20% zaspokojenia zapotrzebowania. To jest całkiem dużo, zwłaszcza na to, że Chiny są fabryką świata i zasilają w produkty przemysłowe cały świat, łącznie Europę, Amerykę, Afrykę. Oczywiście w różnych proporcjach. Natomiast to też jeszcze taka jest dygresja, że co zrobili Amerykanie podłączając Chiny do globalnej wymiany towarowej? Oni ich podłączyli do zachodniego obiegu energetycznego z różnych przyczyn, nie do końca oczywistych. Jedną z nich była dewastacja środowiska naturalnego, która rzeczywiście miała miejsce w latach 50., 60., 70. I outsourcingowanie produkcji przemysłowej na zewnątrz pozwoliło doprowadzić to środowisko zdewastowane rozwojem przemysłowym, rewolucją przemysłową w Anglii czy kolejnymi przemysłowymi procesami w reszcie Europy na przykład, czy w Stanach. I to był zdecydowany plus. Drugim plusem było to, że outsourcingowanie to jest skomplikowany temat.
Outsourcingowanie produkcji do krajów, gdzie siła robocza jest tania powoduje, że znika problem z patologią w postaci związków zawodowych, które ze względu na ideologie rozmaite, socjalistyczne, komunistyczne zyskały zbyt dużą siłę przebicia między innymi w polskim górnictwie. To wszystko wyjaśnia chyba ten przykład. Więc Howarda Zinna „The Decline of the American Empire” po angielsku to czytałem. Nie pamiętam, nie wiem, czy jest polska wersja. To jest świetna książka, która opisuje, w jaki sposób doszło do tego procesu emancypacji robotników przemysłowych i de facto ich triumfowi, który doprowadził ich do powstania tego Rust Belt, czyli pasa rdzy w Stanach Zjednoczonych, czyli obszarów przemysłowych, w których nie ma już miejsc pracy, dlatego, że te miejsca pracy zostały wyeksportowane między innymi właśnie do Chin. Natomiast domykając te wszystkie wątki, podsumowanie. Zobaczcie, że specjalizacja produkcji, czyli skoncentrowanie tej produkcji w jednym miejscu w Chinach rozwiązało Zachodowi masę problemów: zanieczyszczenie środowiska, kwestie taniości, a w związku z tym uruchomiło efekt skali. Czyli była możliwość produkowania większej ilości towarów za mniejsze pieniądze, dlatego że po prostu w Chinach, nadal tak jest zresztą, ale już nie do końca, były olbrzymie ilości taniej siły roboczej, która po prostu sprawiała, że te produkty były tańsze. Przecież może nie cały, ale znaczna część naszego dobrobytu, który nas dzisiaj otacza, wynika właśnie z tego, że te wszystkie produkty są w olbrzymiej ilości i bardzo tanie. Więc wszystko to opiera się w gruncie rzeczy na geografii, prawda?
Dlatego, że przesyłanie tych wszystkich produktów, półproduktów, surowców wymaga transportu taniego. I teraz zaraz wrócimy do czasów prapoczątków cywilizacji. Transport wodny i transport morski generalnie wielkogabarytowy czy też po prostu realizowany na masową skalę stał się możliwy dzięki dwóm rzeczom: niezwykle, fenomenalnie wręcz taniej ropie naftowej i wynalezieniu i wykoncypowaniu metod transportu, czyli za pomocą kontenerów wszystkich tych towarów, które są produkowane gdzieś tam na jednym końcu świata, a my jesteśmy na drugim końcu świata i mimo wszystko koszt tego przewozu przez pół planety jest tańszy, niż gdyby próbować to wyprodukować na miejscu. A na miejscu po prostu nie ma tego efektu skali. Więc i tutaj dochodzimy do geografii, dlatego, że bez energii, czyli bez niezwykle taniej ropy zasilającej te wszystkie kontenerowce, które tam pływają sobie i blokują świnie, ten kanał. Właśnie, jaki kanał? To jest zagadka na dzisiaj bardzo łatwa. To niedawno była afera, ale te kontenerowce pływają dzięki ropie i dzięki rozmaitym koncepcjom, które wdrożono, między innymi kontenerom. Kontenery zostały wcześniej wprowadzone, jeszcze w XIX wieku próbowano. Natomiast tak naprawdę ta technologia kontenerowania produktów drobnicy zrobiła furorę, bo trafiła na swoje miejsce i czas w latach 50., w 56., o ile się nie mylę.
Amerykanin, taki przemysłowiec obserwował, jak trwa załadunek jego produktów na statek i widział, że po prostu wszystkie gabarytowo wielkości jednej trzeciej samochodu rzeczy były mozolnie przenoszone jeden po drugim na pokład statku i gdzieś tam wciskane, upychane w miarę oczywiście jakoś racjonalnie. A co było kompletnie nieracjonalne dla niego, było to, że nikt nie pomyślał wcześniej, że można kontenery załadowywać, standaryzować jakieś kontenery jakiegoś konkretnego wymiaru, załadowywać w miejscu produkcji i do portu przewieźć cały kontener. A nie, że trzeba sztuka po sztuce rozładować całą ciężarówkę i dopiero przenieść ją na statek i załadować na statek, a potem w drugą stronę wszystko. Tylko można to ładować do kontenera, kontener na statek, na ten stosik, że tak powiem, taki jak widzimy na zdjęciach tych kontenerowców i to dowieźć do jakiegoś miejsca i też kontenerami rozładować. I to było absolutnie rewolucyjne. I to akurat wynalezienie kontenera nie było kwestią geografii, ale to, że tani jest transport międzynarodowy i użycie koncepcji kontenera do tego, żeby zbudować tą globalną wymianę towarową, to było kwestia geografii, dlatego że to Amerykanie wtedy rządzili, byli czołowymi producentami ropy i bez tej ropy, która jest w Ameryce, teraz jest na Bliskim Wschodzie. Tu zaraz Izrael okazuje się, że odkrył gigantyczne, nie wiem, czy gigantyczne, ale bardzo duże złoża gazu na wschodzie Morza Śródziemnego. I posiadanie tej niezwykle taniej energii po prostu sprawia, że cała wymiana towarowa jest w ogóle możliwa. Czyli w związku z tym na przykładJuż wracam do mojego wywodu udowadniającego, że geografia jest wszystkim. Czyli na przykład zamiast w Brazylii ganiać się, jakie tam są zwierzęta?
Pancerniki widziałem, jak przejeżdżałem na motorze przez Brazylię, więc miałem epizod, że za noc legowałem na placyku, gdzie mieli śniadanie robotnicy drogowi, z którymi zjadłem to śniadanie. Zresztą to osobna historia. Złapali pancernika, ale nie takiego pancernika jak w Pearl Harbour, tylko takie fajne zwierzę. Mam taki epizod. Natomiast obok jest Brazylia, na tej Brazylii czy na tej brazylijskiej Pampie, nie wiem, czy dobrze nazwę. Pampa jest w Argentynie, a w Brazylii są wyżyny, na których jest równina. Gleby są niezwykle zakwaszone chyba albo odwrotnie. Przepraszam, ale już nie pamiętam. Natomiast zakwaszone są. Po to, żeby je odkwasić, potrzebna jest specjalna procedura i wysoko nakładowe, współczesne, nowoczesne rolnictwo ze wszystkimi nawozami, jakimiś substancjami i efektem skali w postaci tego, że uprawiają to wszystko giganty żywnościowe, międzynarodowe koncerny i one tylko są w stanie otworzyć, usunąć blokady środowiskowe gleb brazylijskich, które by popadły w kompletną niemożliwość ich użycia w ciągu dwóch, trzech lat po zaprzestaniu nawożenia i wszystkich czynności pielęgnacyjnych.
Na dzień dzisiejszy Brazylia dzięki temu, że jest niezwykle tania ropa mogąca dowieźć ich gotowe produkty w postaci na przykład soi do wszystkich zakamarków świata. Brazylia dzięki nawozom sztucznym produkowanym na Ukrainie czy gdzieś w Rosji, czy w Kanadzie. Różne kraje się specjalizują w tych nawozach. To jest bardzo duży problem w dobie wojny na Ukrainie. Natomiast gdyby nie podłączenie do tego globalnego systemu, który daje tanią energię dzięki właśnie temu, że ta energia dystrybuowana jest geograficznie, przestrzennie, ona nie wszędzie jest, ale zostaje dowieziona do Brazylii i Brazylia w związku z tym może być gigantycznym dostawcą paszy do hodowli zwierząt, bo soja produkowana w Brazylii jest gorszej jakości niż taka soja, którą jedzą ludzie, ale nadaje się idealnie na paszę. Więc proszę bardzo, zobaczcie. Brazylia byłaby możliwa do ucywilizowania najwyżej w pasie wybrzeża, gdzie byłaby turystyka określonego typu, łatwo się domyślić jaka, i generalnie jakiś szczątkowy przemysł nieprzemysł. Natomiast zdolność obrócenia tych ziem dzięki surowcom i półproduktom z całego świata, nawozom między innymi, jest w stanie usunąć blokadę środowiskową. A środowisko jest częścią właśnie tego ukształtowania przestrzeni, bo parametrem przestrzeni jest to, czy ta przestrzeń pozwala na uprawę, czy nie pozwala, prawda? I na tej samej zasadzie starożytne cywilizacje, w jakich miejscach powstawały?
Słyszy pan cały czas? Bo gadam cały czas. Halo? Świetnie. Dziękuję. Dobrze. Takim przykładem jest powstawanie pierwotnych cywilizacji. One powstawały w miejscach, w których przestrzeń dawała naturalne, nie stworzone ręką człowieka, czyli niewymagające żadnych kolosalnych nakładów początkowych. Cywilizacja pojawiała się w miejscach, w których ziemia była nawożona przez cykliczne wylewy. Na przykład tak było w Nilu i praktycznie nie trzeba było żadnych, oprócz jakiejś tam irygacji, wiadomo, ale żadnych znacznych nakładów niemożliwych do realizacji w tamtych czasach, które by pozwoliły tę wodę jakoś zachować w jakichś zbiornikach retencyjnych czy po prostu odpowiednio przekierowywać na pola.
To są fascynujące opisy archeologicznych odkryć, jak to było robione, w jaki sposób. Natomiast w Chinach, w prapoczątku chińskiej cywilizacji nastąpił taki czyn założycielski polegający na tym, że te plemiona, które później utworzą cywilizację chińską z jedzeniem psów i różnymi innymi rzeczami, które nie do końca są cywilizacją. To taki żart. Natomiast w środkowym biegu Rzeki Żółtej żyły sobie plemiona, które były notorycznie nękane przez powodzie, wylewy Rzeki Żółtej. Był na przykład epizod, to jest tylko legendarnym zapiskiem, ale są świadectwa, że tak powiem, wykopywane, że po jednym takim wylewie wiosennym Rzeki Żółtej woda utrzymywała się na pewnych terenach przez ponad 100 lat. To był duży problem. I teraz inną ciekawostką, którą ja znalazłem, pisząc książkę o geopolityce, proszę rozważyć nabycie drogą kupna albo dołączenia do Patronite'a. Zróbcie tak: wejdźcie sobie na Google Earth, wejdźcie sobie na Rzekę Żółtą. Trudno znaleźć, bo ona jest bardzo wąska, ale właśnie na tym polega cały problem, że ona jest w bardzo wąskim kanale. Wszędzie dookoła są pola, proso przede wszystkim, tam ryż nie rośnie ze względu na klimat.
To też jest oddzielna ciekawostka. Nie wszędzie w Chinach rośnie ryż, na szczęście, dodam. Więc zobaczcie sobie, że ta rzeka płynie w bardzo wąskim kanale, w którym nie ma żadnych kolan, starorzeczy i tak dalej, tylko po prostu jeden kanał. Ale problem polega na tym, że ten kanał ponad tą równinę w dolnym i środkowym biegu Rzeki Żółtej, on unosi się ponad tą równinę na kilka metrów, mniej więcej siedem metrów. A w ogóle ten kanał płynie w tym wywyższeniu, które stopniowo się unosi na te siedem metrów, mniej więcej w pasie o szerokości siedmiu do dziesięciu kilometrów. Więc gdy następują jakieś uszkodzenia tego kanału regulującego tę rzekę, to wtedy zalewane są setki tysięcy kilometrów kwadratowych. I były takie przypadki, kiedy były szczególne powodzie i tego typu ilości ludzi ginęło, a ich dorobek życiowy został kompletnie zniszczony przez naniesione przez te wylewy szlamy i tak dalej.Także wszystko, jak zobaczycie na Google Earth, trzeba wyłączyć te wszystkie napisy, jakieś inne obiekty i zobaczyć tylko gołą ziemię, zielone pola i właśnie tę Rzekę Żółtą, to zobaczycie, że ten zainicjowany jakieś trzy tysiące lat temu czyn założycielski polegający na wymeliorowaniu Rzeki Żółtej doprowadził do sytuacji na krawędzi, że zaniedbanie, jakiekolwiek zaniedbanie w tej chwili, na przykład w wyniku wojny ludzie przestaną to robić. Wątpię, żeby do tego doszło, ale gdyby zaniedbanie spowoduje to, że cały ten system melioracyjny się zmieni. W tym sensie, że przejdzie kompletną degradację i na przykład koryto Rzeki Żółtej kompletnie zmieni swoje miejsce. I takie zmiany koryta Rzeki Żółtej ja odkryłem kilka lat temu robiąc mapkę Chin, bo chciałem zobaczyć, jakie były historyczne przebiegi Rzeki Żółtej i ostatnie pięćset albo nawet tysiąc kilometrów to jest dosłownie może co nie co stulecie, ale generalnie jest tyle tych wariantów dolnego biegu, którędy ta rzeka przepływała, że narysowanie tego na mapie jest po prostu bezsensowne.
Więc wszystko jest geografią, niejako podsumowując. Geografia natomiast dzieli się na tą naturalną, czyli daną ręką przyrody, a potem polega na modyfikacji przez człowieka. I geografia jest wszystkim też w tym sensie, że człowiek ją może modyfikować. Ale teraz to jest taki dylemat definicyjny, czy jeżeli człowiek wybuduje kanał, to to jest geografia, ten kanał wybudowany, na przykład Kanał Panamski albo Kanał Sueski. Czy to jest ręka człowieka? Bo jeżeli uznamy, że to jest ręka człowieka, to w tym momencie nie wszystko zależy od geografii. Ale jak już ten kanał jest zbudowany, to on już staje się częścią geografii, czyli to jest naturalny obiekt geograficzny albo nienaturalny. Więc tu jest pole do dyskusji.
[32:33] - No tak, bo pan tę definicję właśnie rozszerzył, bo tak sobie w trakcie pana wywodu myślałem.
[32:40] - Kiedy kończę.
[32:43] - Nie, no nie. Akurat słuchałem z zainteresowaniem, ale przychodziły mi do głowy różne myśli, między innymi dotyczące geografii i tego, jak człowiek pewne rzeczy jednak kształtuje. Pan to w rezultacie powiedział, ale tak sobie pomyślałem, kiedy mówił pan na przykład o surowcach energetycznych, to tak sobie pomyślałem, że na miejscu Chin doprowadziłbym do sytuacji, że moje dostawy ropy dla mnie nie musiałyby być zawieszone na tym wąskim gardle, tylko jakoś inaczej.
[33:19] - No właśnie, to jest kwestia geografii.
[33:20] - No właśnie.
[33:22] - Chińczycy się starają oczywiście.
[33:23] - No dobrze, dobrze, ale człowiek ma właśnie rozum po to, żeby wymyśleć, jak to zrobić i na miejscu Rosji to ja bym się dzisiaj tak nie cieszył, że Chińczycy, właśnie skończyła się wizyta, czy też kończy się wizyta Xi Jinpinga w Moskwie, to nie cieszyłbym się na miejscu Rosjan, że właśnie otrzymali wsparcie od Chin i że będą im tam coś dostarczać. Bo moim zdaniem Chiny grają w tej chwili na wykończenie Rosji, a Rosja ma zasoby, które byłyby potrzebne, ropa by się przydała, a poza tym Rosja, jakby jej rozkawałkowanie, podporządkowanie, podbicie czy też w każdym razie zwasalizowanie doprowadziłyby do tego, że Chiny dostałyby prostą drogę na Europę, na zasoby, które ma w tej chwili Rosja, zasoby energetyków, czyli gazu, ropy i wszystkiego, co Rosja ma i co w tej chwili eksportuje. W związku z tym to są te próby przełamywania geografii, ale proszę zobaczyć, jak to Chińczycy robią dosyć podstępnie. Moim zdaniem, to oczywiście jest moja teoria. Oni tak naprawdę przecież pomagają. Z tym że ta pomoc tak naprawdę w długofalowej perspektywie może doprowadzić do kompletnego upadku Rosji. W związku z tym te determinizmy geograficzne one są dosyć skomplikowane i można nimi do pewnego stopnia, zdaję sobie z tego sprawę, można nimi sterować.
[35:01] - No tak, ale sterowanie czynnikami geograficznymi jest niejako czynnym przyznaniem się do tego, że te czynniki są kluczem w tych wszystkich rozgałęzieniach.
[35:11] - No tak, to prawda. Tylko że można ten determinizm geograficzny przełamywać, bo Chiny są tam, gdzie są, ale jak sobie zwasalizują Rosję, to będą już tam, gdzie są oraz w kilku innych miejscach. Próby podbicia Afryki myślę, że też są takim dalekowzrocznym, typowo chińskim zagraniem, które dzisiaj wydaje się bez sensu, bo dalej, żeby dopłynąć do Afryki, trzeba przez te cieśniny przepłynąć.
[35:43] - Tak, to prawda.
[35:44] - Owszem, ale w perspektywie stuletniej na przykład, jeśli dopełznie się do Europy, to Afryka będzie z drugiej strony. Europa ma to do siebie, że jest takim przylądkiem Azji. Można ją tak postrzegać, ale ma tę zasadniczą zaletę, że wychodzi bezpośrednio na Afrykę. Może z tej strony. W związku z tym ja bym tego kombinowania chińskiego tak zupełnie nie lekceważył, bo może się okazać, że te próby przełamania determinizmu geograficznego one będą skuteczne.
[36:25] - Chińczycy rzeczywiście mają problem taki i zawsze ten będzie problem istniał, że między Afryką a Chinami jest właśnie Cieśnina Malaka. Ale problem jest taki, że wszystkie państwa, które tam są, one są stowarzyszone w takie stowarzyszenie krajów południowo-wschodnioazjatyckich, ASEAN się nazywaOne muszą mieć też swoje własne prosperity. Tam jest łącznie w tamtym rejonie około 600 milionów ludzi. Jest chyba kilka krajów, już nie będę z pamięci mówił jaka liczba dokładnie, ale tak: Tajlandia, Malezja, Singapur to jest miasto-państwo tak naprawdę, nie państwo, ale Indonezja też jest gigantycznym państwem. I one wszystkie mają swoje prosperity i potrzebują Malaki do swojego codziennego egzystowania. Więc kiedy Amerykanie zaczną tam się walić maczugami po głowach w czasie jakiegoś konfliktu, na przykład w kwestii Tajwanu czy jakiegokolwiek innego, to automatycznie narusza to ich prosperity i ich zdolność do normalnego funkcjonowania. Więc Malaka jest nie tylko problemem chińskim, ale też problemem amerykańskim, dlatego że w chwili, w której Amerykanie zainicjują coś z Chinami, bo obie strony świetnie wiedzą, że ta druga strona musi być tym agresorem w oczach świata. To jest jedna wielka, gigantyczna gra o to właśnie, komu się drugiego uda zapędzić w taką sytuację, że zostanie uznany za agresora. Natomiast Afryka to jest taki boczny raczej filar. Generalnie Chińczycy tam mają zdolność konkurowania z Europejczykami, mimo że Europa jest bliżej z tej prostej przyczyny, że nie stawiają warunków ideologicznych.
To jest oczywista śpiewka, natomiast to jest teatr poboczny. Centralnym teatrem rozgrywki, jaka się teraz toczy, w moim przekonaniu, jest kwestia Azji Centralnej, krajów takich jak Kazachstan, Turkmenistan, Uzbekistan w basenie i w pobliżu basenu Morza Kaspijskiego. Dlatego, że tam są gigantyczne zasoby surowców energetycznych. Energia jest wszystkim, które Chińczykom dają perspektywę, gdyby ich przejęli, uniezależnienia się, chociaż częściowego, od tych dostaw, które w tej chwili realizują przede wszystkim z Zatoki Perskiej. Więc uczynienie z Azji Centralnej tej stacji benzynowej chińskiej to jest podstawowy cel strategiczny Chińczyków i podstawowa strategiczna potrzeba, dlatego że bez tej energii dostarczanej z Zatoki Perskiej, nie wiem, czy słyszeli wszyscy, teraz Chińczycy zostali brokerem pokoju między Iranem a Arabią Saudyjską. Nie wiem, czy pan słyszał o tym.
[39:09] - Dotarło do mnie, dotarło. Ciekawe, jak to się skończy.
[39:14] - Skończy się bardzo ciekawie, dlatego że w chwili, w której Chińczycy dogadają się na stałe z Arabią Saudyjską, Chińczycy robią to, żeby upewnić się, żeby nie wybuchła przypadkiem wojna między Izraelem a Iranem, które zamknie Cieśninę Ormuz, której te super tankowce płynące do Chin odpływają. To jest podstawowa motywacja deterministyczno-geograficzna dotycząca po prostu przetrwania Chin. Bo gdyby nagle ta ropa z Bliskiego Wschodu się urwała, to po prostu Chiny padają automatycznie na kolana. W związku z tym ja kiedyś w wypowiedziach mówiłem, że jak się chce rzucić Chiny na kolana, to po prostu należy zahamować te wszystkie tankowce w Cieśninie Ormuz i w tym momencie bardzo łatwo to zrobić i zwalić to na kogoś innego, na przykład na Iran. I Amerykanie gdyby chcieli coś takiego zrobić, czego nie zrobią, bo to by też doprowadziło ich do bardzo ryzykownej sytuacji, to w bardzo prosty sposób można by było Chinom kolosalnie zaszkodzić. Więc Chiny z całą pewnością szukały specjalnej okazji, momentu historycznego, żeby do takiej sytuacji doprowadzić, żeby Chińczycy rozegrali Bliski Wschód, żeby rozminować chociaż na jakiś czas i w jakiś częściowy sposób chociaż tę wielką tykającą bombę, która tam politycznie się znajduje.
[40:33] - A ja idąc za pańskimi różnymi teoriami wyciągniętymi ze starożytności Chin, cały czas będę przywiązany do tego, że owszem, Chińczycy rozglądają się po Azji Centralnej. Te wszystkie kraje, które pan wymienił, są w polu ich zainteresowania, ale myślę, że w polu zainteresowania leży również Rosja i to takie typowo chińskie. Oni się mienią w tej chwili przyjacielem Rosji, ale to jeszcze Rosji może bokiem wyjść.
[41:05] - To jest nieodgadnione, dlatego że Chińczycy, gdyby próbowali, to jest bardzo ryzykowne. Każdy ruch taki drastyczny, jak doprowadzenie państwa do jego zwasalizowania wiąże się z ryzykiem tego, że to państwo powie „niet” i zrobi coś, co Chińczykom wyrwie, że tak powiem, z paszczy całą zdobycz. Na przykład plasterek szynki, ale nie z psa. Więc Chińczycy, jak się wczytać w to, co tam się dzieje między Chinami a Rosją, to Chińczycy robią wszystko, żeby nie wystraszyć jakimkolwiek ruchem Rosjan. Dlatego że Chiny potrzebują tych Rosjan, przede wszystkim potrzebują dla stabilizacji całego układu, jaki próbują stworzyć razem z Niemcami i razem z Rosją, po to, żeby stworzyć w tym wnętrzu Eurazji, bo Eurazja jest kontynentem, Europa jest pojęciem cywilizacyjnym bardziej niż geograficznym. To, że jest wyznaczona na Uralu granica Europy, to jest czysto w moim przekonaniu arbitralne rozstrzygnięcie.
[42:14] - Tak jak mówiłem, Półwysep Azjatycki, Europa.
[42:17] - Te trójprzymierze byłoby stworzeniem takiego niezależnego od wpływów amerykańskich, możliwie niezależnego oczywiście obszaru do stworzenia takiej miniaturowej wersji globalnej wymiany towarowej, bo tylko te trzy państwa są w stanie stworzyć jak gdybyObiekt gospodarczy, który miałby swego rodzaju autarkię, czyli miałby surowce energetyczne z Rosji, innowacje i zdolności produkcyjne chińskie. Chiny są fabryką świata, pamiętajmy. I Niemiec, które dają tą innowację i dają wysoką jakość produktów, które są niezbędne do tego, żeby to wszystko funkcjonowało. Nie wszystkie maszyny, które Chińczycy robią nadają się do produkowania produktów wysokiej jakości. To jest oddzielna kwestia. Zresztą w jednym z esejów, znowu wracam do swojego stałego tematu, w jednym z esejów książki mającej się właśnie ukazać „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie”... Przepraszam, bo jestem rozchorowany strasznie, więc podkaszlam sobie trochę lekko. Proszę o wybaczenie. Wymyśliłem taki artystyczny efekt poetycki. Chińczycy nie są w stanie stworzyć silnika do swojego własnego myśliwca dlatego, że nie mają wiedzy technicznej, wiedzy inżynierskiej, doświadczenia inżynierskiego do tego, żeby taki silnik stworzyć.
Muszą kupować od Ruskich. Paręnaście lat temu się cieszyli, nie pamiętam zresztą tej wiadomości, bo mnie zdziwiła. Chińczycy byli dumni, że udało im się doprowadzić do wyprodukowania kulek do długopisów, które muszą być fenomenalnie wręcz precyzyjnie stworzone do tego, żeby ta kulka nie wypadała, nie wyciekał tusz w długopisie i tak dalej. Teoretycznie jaki jest problem? Długopis ile ma lat jako wynalazek? Z 50 na pewno. Więcej nawet. I przez 50 lat żadne państwo oprócz Japonii nie było w stanie stworzyć stopu, który się nadawał do tych kulek do długopisów. To proszę pomyśleć, jaka dopiero jest trudność w wyprodukowaniu tych maszyn przez tą holenderską firmę ASML. Zresztą kiedyś miałem jakąś robotę w tym TSMC, tym tajwańskim, więc poznałem człowieka, który tam zarządzał od strony holenderskiej.
Ci Holendrzy po prostu w pewnym momencie gry rynkowej udało im się osiągnąć monopol i taki odstęp przed wszelką inną konkurencją w produkowaniu tych maszyn do naświetlania tych płyt krzemowych, że są kompletnie bezkonkurencyjni. Z Tajwańczykami tworzą monopol, od którego zależy cały świat. Ale proszę zobaczyć, co stoi na przeszkodzie, żeby Chińczycy wymyślili takie same rozwiązania? Bo mają jakieś tam wskazówki, wiedzą, dało im to jakieś idee. Tak jak idee dały zdolność do odtworzenia procesorów. Taki był Murzyn naukowiec, który wymyślił superwydajny procesor do sztucznej inteligencji. Niestety zginął śmiercią samobójczą. I zagadką na dzisiaj jest, jak się nazywał ten naukowiec. Imię i nazwisko poproszę. To ta dzisiejsza zagadka.
Natomiast wracając do tematu, nawet jak wiedzieć główne zasady jakiegoś wynalazku czy jakiegoś procesu produkcyjnego, to żeby odtworzyć go, po prostu to jest niemożliwe. Chińczycy próbowali wielokrotnie ukraść tajniki technologiczne tych linii produkcyjnych TSMC, które są wytwarzane. Ale co im po tych tajnikach, jak nie mają wyszkolonych ludzi, którzy są w stanie doprowadzić te maszyny do produkowania w dostatecznej jakości. Podam jeden przykład. Miałem klienta, który tu kupił maszynę do produkcji przedmiotów z plastiku. Tak zakamufluję, co to za przedmioty i tak dalej. Ale kupił maszynę, którą producent, znaczy ja zarobiłem dzięki temu, ale generalnie producent nadaje się do wysłania do obozu pracy dożywotniego. Zrobili maszynę za pomocą pomysłów eksperymentalnych bez zgody klienta na takie coś, ale dzięki temu mogli zaproponować bardzo konkurencyjną pod względem cenowym wydajność tej maszyny w produkowaniu tych przedmiotów. Ale ponieważ przekombinowali, inaczej mówiąc, do tej pory klient, z tego, co wiem, po mniej więcej 10 latach, nawet z doświadczeniem zdobytym przez operatorów tej maszyny na miejscu w Polsce nie był w stanie osiągnąć nawet 70% wydajności takiej, którą deklarował producent. Także stworzenie maszyny, która coś produkuje i produkuje to w sposób przewidywalny z dobrą jakością, to nie jest nic łatwego.
Chińskie maszyny są oczywiście tańsze znacznie niż maszyny europejskie, ale na przykład jakieś wtryskarki do plastiku mogą na przykład kosztować milion dolarów włoskie, a chińskie mogą kosztować na przykład 200 000 dolarów, robiąc teoretycznie to samo, ale różnica jest łatwo się domyślić jaka. To już nawet nie muszę kontynuować. Także Chińczycy potrzebują Rosjan, którzy póki co jeszcze mają tą wiedzę inżynieryjną. I właśnie to jest kwestia też tradycji, które są zlokalizowane w konkretnych miejscach, w jakichś obszarach, na przykład w pobliżu uniwersytetów w Moskwie albo uniwersytetów w Petersburgu. I Chińczycy wysyłając na to dywizję czołgów nie przejmą tego po prostu. Muszą sami stworzyć albo korzystać potulnie, tak jak Niemcy korzystali potulnie z tunelów pod Alpami szwajcarskimi po to, żeby komunikować się z Włochami w czasie II wojny światowej. Także to nie jest takie oczywiste.
[48:04] - Ale mogą Chińczycy zrobić coś, co Amerykanie robili namiętnie, czyli wykupować ludzi z całego świata, żeby w ich Dolinie Krzemowej tworzyli to, co tam było tworzone. Amerykanie byli z tego znani.
[48:19] - Przepraszam, wejdę w słowo. No dobra, są w stanie, ale teraz Amerykanie zrobili awanturę tym ludziom, tym inżynierom właśnie ściąganym przez Chiny. Kazali im powracać i powracali. Chińczycy zostali po prostu w ciemnym lesie. Jest inne wyrażenie to opisujące, natomiast na głos publicznie nie będę tego wypowiadał.
[48:41] - Z Amerykanami zgoda, ale jak się podobne rzeczy zaoferuje Rosjanom, to nie jestem pewien, czy nie pojadą na Wschód.
[48:50] - Oczywiście bardzo chętnie pojadą i robią to, i to jest robione. Jak najbardziej.
[48:54] - Więc sobie specjalistów ściągają.
[48:58] - Ale nadal pozostaje kwestia, że sami nie wyprodukują takich specjalistów, dlatego że kulturowo ChińczycyNie mają predyspozycji kulturowych do tego, żeby niektóre zagadnienia nauki czy inżynieryjne były przez nich realizowane w sposób tak wydajny jak ludzie zaprogramowani przez kulturę zachodnią. Po prostu. Kropka. Przykład jest taki, że nie potrafią tego zrobić. Nie potrafią stworzyć naukowców, którzy zrobią takie same technologie, tylko muszą tych naukowców wypożyczać albo kupować licencje. To jest fakt bezsporny, który jest w nagłówkach wszystkich medialnych, które możemy znaleźć.
[49:39] - Zgoda, ale to, co mnie niepokoi, panie Piotrze, to to, że studentami na różnych i amerykańskich, i europejskich uczelniach jest cała masa studentów skąd? Właśnie z Chin. Czy to nie jest niepokojące? Czy oni sobie nie próbują w tej chwili wytworzyć takiej grupy, która stanie się innowacyjna troszeczkę w zaprzeczeniu do swojej kultury, ale stanie się siłą napędową tej gospodarki innowacyjnej?
[50:10] - Próbują, ale próbują od dziesięcioleci i taki wójt im wychodzi z tego, za przepraszaniem. Więc widzi pan, próbują i co? Potrafią odtworzyć technologie, które używa TSMC na Tajwanie? Nadal nie potrafią. Widzi pan .
[50:25] - Boję się, że to jest kwestia czasu, ale tego oczywiście nie rozstrzygniemy. Panie Piotrze, pięknie dziękuję. Dzisiaj rzeczywiście mogliśmy się przekonać, że geografia, jeśli nawet nie jest wszystkim, to w każdym razie jest bardzo poważną częścią.
[50:44] - To jest master resource. Geografia to jest master czynnik, że tak powiem. Z niej wypływa wszystko.
[50:54] - Zgoda. Jeśli chodzi o to stwierdzenie, to się podpisuję. Pięknie dziękuję, panie Piotrze. Do usłyszenia za tydzień.
[51:04] - Ja też dziękuję. Do usłyszenia. Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.