[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Dzień dobry panie Piotrze.
[00:07] - Dzień dobry.
[00:08] - Tak, kolejny Telegram z krańca świata przed nami, a w nim? Tytuł jest niezwykle intrygujący. Pan już kiedyś wspominał głębie, do których trzeba się wspiąć. „Paradoks” — tytuł książki. Ale jaka treść?
[00:27] - Głęboka, a jednocześnie górnolotna, jak to z paradoksami jest. Przede wszystkim to jest tytuł wykoncypowany z aforyzmu Stanisława Jerzego Leca. Jak ktoś nie zna tego nazwiska, to nie jest prawdziwym Polakiem. Stanisław Jerzy Lec był Żydem, który w czasie II wojny światowej, to jest na Wikipedii, natomiast on sam to opowiada, więc może zmyślił, ale generalnie opowiadał, że Niemiec esesman kazał mu kopać własny grób przed zastrzeleniem Leca i Lec w czasie kopania tego grobu zaatakował go szpadlem i zabił tego Niemca. Uciekł z niewoli. Niepotwierdzone oczywiście. Natomiast jeżeli rzeczywiście tak było, to w pełni odpowiada jego fantazji ten czyn, ale fantazji właśnie w kwestiach literackich, w kwestiach wymyślania paradoksów. Lec jest mistrzem paradoksów. Fenomenalny.
[01:18] - Tak, mamy już źródło. Teraz przejdźmy do treści.
[01:23] - Głębie, do których trzeba się wspiąć. To jest pomysł, który wpadł mi do głowy w 2019 roku, czyli cztery lata temu. Do tej pory nie udało mi się tego zorganizować i zrealizować. Natomiast w tym roku, na jesieni, czy też na gwiazdkę, ta książka z całą pewnością już się ukaże. Nie tylko ja zbierałem maksymy, sentencje albo spostrzeżenia do niej, ale także poprosiłem różne inne osoby. W tej chwili w pisaniu jest wstęp. Sam profesor Jerzy Bralczyk do niego napisze wstęp do tej książki. Poprosiłem też szereg innych osób publicznych, takich znanych, ale nie dlatego, że są sławni, ale dlatego, że za tą sławą stoi wgląd w naturę rzeczy, wgląd w naturę ludzką, w to, dlaczego i jak się rzeczy dzieją. Często te tłumaczenia są paradoks paradoksami, dlatego że w bardzo wielu przypadkach właśnie paradoksy, jakieś sprzeczności najlepiej opisują naszą ludzką naturę i nasze życie społeczne. Jest taka książka zresztą „Złudzenia, które pozwalają żyć”, znakomita, socjologiczna.
Bardzo wszystkim polecam, jak ktoś jeszcze nie znał, nie czytał. Podejrzewam, że bardzo mało osób ją zna. Otóż okazuje się, że bardzo wiele rzeczy, które uważamy za oczywiste, jest umowne albo jest tylko przybliżeniem prawdy albo opisu rzeczywistości. Generalnie jest masa miejsca na to, żeby odkłamać, zmienić percepcję, sposób patrzenia na jakąś rzecz. To wszystko wydaje się świeże, a tak naprawdę jest tylko stanęciem z boku. To jest takie chińskie przysłowie. Zresztą w mojej książce starożytna mądrość chińska jest taka, że grający w szachy w domyśle nie widzi jasno. Natomiast stojący obok ma pełny wgląd w to, co się dzieje na tej szachownicy, dlatego że potrafi się emocjonalnie zdystansować między innymi. Tak że to byłaby ta tajemnica.
[03:20] - Tak, to wiedzą wszyscy oglądacze teleturniejów wiedzowych. Kiedy pada jakieś pytanie i ten odpowiadający nie wie, jak odpowiedzieć, a wszyscy przed ekranami telewizorów mówią: „Jak ty nie wiesz, jak wiesz? Przecież to jest oczywiste”. To mniej więcej taka sytuacja. Panie Piotrze, tak się zastanawiam. Gruba to będzie książka, bo właściwie ile można ludzi zażywać różnymi paradoksami? Książka ma potencjał w ogóle? To prowokacja oczywiście z mojej strony. Na tę prowokację proszę odpowiedzieć, dać odpór.
[03:57] - Chyba będę płakał. Liczyłem, że się będzie sprzedawać, a pan już od razu tak. Nie wiem, czy się będzie sprzedawać, ale wiem, że musi taka książka powstać. Dlatego, że zazwyczaj jest tak, że ludzie mówią coś bardzo mądrego, ale to brzmi jak mądrość, a tak naprawdę nie da się dobrze opisać rzeczywistości za pomocą tych mądrze albo sprytnie brzmiących słów. Przykład podam może zamiast „natomiast”. Słyszałem takie sformułowanie przez publicystę wymyślone: przyczyna, skutek, a potem znów przyczyna. To sugeruje jakąś głębszą mądrość, jakiś nowy wgląd w przyczynowość, w łańcuchy przyczyn i skutków, które nas otaczają w codziennym życiu. Natomiast to brzmi mądrze, fajnie, sprytnie jest wymyślone zdanie. Rzeczywiście, w pełni przyznaję. Tu pełna zgodność.
Natomiast co to znaczy? Nic to nie znaczy. To jest po prostu efekciarskie zdanie, nic więcej. Takich zdań nie będzie w książce. W książce będą zdania czy też spostrzeżenia, które trzeba naprawdę dłużej się zastanowić, żeby zrozumieć prawidłowość, która się głęboko skrywa. Albo może nie tyle głęboko, ile trzeba zastopować. Jest taka angielska fraza it gave him a pause, czyli dało mu pauzę, czyli zapauzowało go, czyli kazało nagle zatrzymać się, bo spostrzeżenie było tak nieoczekiwane, że wymagało nieco głębszego przemyślenia wszystkiego, co się o jakiejś tam sytuacji czy o jakiejś osobie myślało. Takie będą zdania.
[05:41] - Przede wszystkim nasza audycja trochę stara się opowiadać o polityce, geopolityce, o tym, co się w ogóle dzieje gdzieś tam pod spodem, pod tym, co widać. To może niech to nawiązuje właśnie do takich klimatów.
[06:04] - Tak? Dobrze. Jakby pan Marek czytał mi w myślach. Dlatego, że pierwszym takim przykładem, który pierwszy przychodzi do głowy, jest sentencja czy też spostrzeżenie, czy też bon mot. Bon mot to jest taka, nie wiem, jak to nazwać, adage po angielsku, nie wiem, czy dobrze wymawiam, czyli jakiś kawałeczek mądrości, która się przyda w praktycznym życiu na codziennym zastosowaniu. To jest taki bon mot. Nie wiem, jakie francuskie słowo, jak przetłumaczyć, przyznaję. Nie wiem, czy pan może wie.
[06:39] - Ja wiem, że słowo funkcjonuje w języku polskim na zasadach takich, że ludzie go używają i mam nadzieję, że rozumieją, co mówię.
[06:49] - Tak, to jest jakaś mądrość, która ma jakieś praktyczne zastosowanie. Coś w tym stylu. Nie jest to istotne. Dobrze. Miałem kiedyś rozmowę w „Lustro Świata”, taka seria rozmów filozoficznych na YouTubie z panem Jarosławem, zapomniałem nazwiska na „F”. Proszę mi wybaczyć, zaraz sobie przypomnę. Natomiast rozmawiając o siłach psychohistorii i o filozofii wojny i o filozofii konfliktu, on nagle stwierdził: „W związku z tym generałów należy trzymać jak najdalej od pola bitwy”. I to było częścią rozmowy, jak gdyby po prostu a vista wymyślił coś, co ma niesamowitą głębię w moim przekonaniu.
[07:33] - Ja powiem tak: to jest taka głębia, do której trzeba się wspiąć, ale z drugiej strony chyba tych sentencji nie należy traktować, takie mądre słowo, literalnie, a w każdym razie wprost. Bo wyobraźmy sobie, gdyby tę mądrość zastosować wprost. Jednak do tych mądrości, które pan tutaj serwuje, trzeba też podchodzić z rozumem, z mądrością.
[07:59] - Jak tu nawiążę do podziękowań do tomu Sun Zi i jego „Sztuka wojny”, czyli do przekładu całego traktatu „Sztuka wojny”. Tam w podziękowaniach odwołałem się do mojego doświadczenia, mojego chodzenia jako wolny słuchacz na wykłady Jerzego Pelca. To jest semiotyk, umarł w 2017 roku, semiotyk z Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Semiotyka to jest nauka o znaczeniu słów. Natomiast on mówił jedną rzecz na tych zajęciach, bardzo one ustawiały. Mnie ustawiły, chociaż nie byłem wzorowym uczniem na tych zajęciach, ale mnie bardzo ustawiły. On powiedział coś takiego: „Jak pan nie potrafi podać przykładu, to proszę nie otwierać dzioba”. To zamieściłem w podziękowaniach już post factum, bo profesor wtedy od trzech lat nie żył. Natomiast jego wpływ pozostaje. Jest to oddzielna sentencja, taka przepiękna.
Nauczyciele stykają się z wiecznością, bo nigdy nie można stwierdzić, dokąd ich wpływ dojdzie albo gdzie ich wpływ się zatrzyma, prawda? Potencjalnie w nieskończoność może oddziaływać. Z kolei ta piękna sentencja kończyła wywiad z Jerem Flandrą w „Siłach psychohistorii”. Natomiast wracając do przykładu z Pelca, jeżeli nie potrafimy podać przykładu na jakąś prawidłowość, na jakąś mądrość albo opis świata, albo spostrzeżenie dotyczące świata, to znaczy, że tak naprawdę to spostrzeżenie jest nic niewarte. Wróćmy do tego: przyczyna, skutek i znów przyczyna. Co to znaczy? Proszę podać przykład. Czego? Czyli tak naprawdę to jest coś pustego, coś, co nie odzwierciedla jakichś tam zdarzeń, jakiejś logiki zdarzeń, czy też jakiegoś ciągu przyczynowo-skutkowego. Po prostu coś tam powiedziane.
[09:43] - A ja tego będę bronił trochę, bo mi się na pierwszy rzut oka, ucha czy czegoś tam skojarzyło to z triadą heglowską, gdzie mamy pierwszy element, drugi element, później synteza i ta synteza staje się punktem wyjścia do następnej, staje się znowu punktem wyjścia do następnych takich samych kroków. To mi się tylko tak skojarzyło, ale być może to autor miał na myśli.
[10:07] - Ale to jest znowu jakaś abstrakcyjna teoria, ale niech pan poda przykład ze świata rzeczywistego.
[10:13] - Za długo chodziłem, w słusznie minionych czasach, na filozofię marksistowską, niestety, i tam to tłuczono triadę heglowską na okrągło. Ma pan ziarno, które żeby wykiełkować, musi najpierw obumrzeć, czyli stać się swoim zaprzeczeniem i dopiero później staje się kłosem. I ten kłos znowu jest punktem wyjścia do następnej triady i tak dalej. Więc przykład jest. Tu chodzi bardziej o to, Hegel sobie w „Dziejach świata” wykombinował coś takiego. Jednych to ukąszenie heglowskie rusza, drugich nie rusza, mnie rusza słabiej. Może dlatego, że mi tak to w głowę wkładano po prostu nachalnie. Ale wie pan, triada heglowska, później przejęta przez marksistów, gdzieś tam się w historii zakorzeniła i przykłady można by podawać akurat na tę triadę heglowską. Pytanie brzmi inaczej: czy to, że mi się to skojarzyło z wypowiedzią pana dziennikarza, to w ogóle ma jakikolwiek sens?
[11:18] - Ja jako redaktor książki, bo de facto jestem redaktorem, a nie autorem, bo to jest taka kompilacja myśli rozmaitych. Ja tylko piszę jakieś komentarze, jakieś wyjaśnienia, ewentualnie właśnie przykłady. Tej triady ja bym nie zamieścił. Nie jest dość praktyczna w moim przekonaniu. Nie ma tego przełożenia na praktykę, którą możemy na co dzień w jakiś sposób użyć do tego, żeby lepiej rozumieć świat albo żeby lepiej, skuteczniej oddziaływać na świat.
[11:46] - Oj, panie Piotrze, pan to jest niepoprawny. Całą filozofię marksistowską zbudowano na tym. Fakt, że poszła już w cholerę, ale jednak niech pan zobaczy, jak uważano, że takie praktyczne bardzo. A pan pyk i nieważne. Ale mi się smutno zrobiło.
[12:04] - Bo prawda jest relacją opisu świata do tego świata, prawda? CzyliPrawdziwość, wartość, parametr prawdziwości. Mówiliśmy wcześniej w tych prawidłach w innej audycji, że zdanie P jest prawdziwe wtedy, kiedy P, czyli jabłko jest czerwone. To zdanie w cudzysłowie jest prawdziwe wtedy, kiedy rzeczywiście w rzeczywistości widzimy jabłko, które jest czerwone. Natomiast zgodność teorii z rzeczywistością, hipotezy, zdania, wypowiedzenia zdań dokładnie, ta zgodność z rzeczywistością to jest podstawa w moim przekonaniu, i to jest jakiś rodzaj ideologii też oczywiście. Czyli książka „Głębie, do których trzeba się wspiąć” ma głęboki, ideologiczny podtekst. Dlatego, że na przykład destrukcyjne ideologie, które teraz niszczą naszą cywilizację zachodnią, opierają się na tym, że każdy ma swoją własną prawdę. Nawet teraz Cambridge słownik dokonali całkowitego zabójstwa swojej własnej reputacji, zmieniając definicję słowa kobieta z pierwotnej właściwej definicji, czyli dojrzała samica rodzaju homo sapiens. Zmienili to na każda osoba, która identyfikuje się jako kobieta. Nawet moja książka, czyli zbiór sentencji i maksym plus jakieś opowieści, jest dziełem wybitnie, skrajnie, ekstremistycznie prawicowym.
Tak by powiedzieli twórcy słownika Cambridge.
[13:42] - Tak. Pan mnie jednak potrafi zaskoczyć. Bo że aż tak świat zgłupiał, to rzeczywiście trzeba się bardzo postarać. Ale to, zdaje się, jest proces nieodwracalny w tej chwili.
[13:55] - Nieodwracalny, odwracalny cyklicznie.
[13:58] - Właśnie ja myślę, że zgłupienie musi sięgnąć dna. Pytanie, jak głęboko to dno i co ono tak naprawdę oznacza. Rzeczywiście później to wróci pewnie i jakiś świat rozumu się pojawi. Ale kiedy pan wspomniał o tym, że każdy w tej chwili ma swoją prawdę, to nawet już z logiką nie ma nic wspólnego, bo logika mówi o tym, prawda jest jedna. Oczywiście tak praktycznie można powiedzieć, że jest różne spojrzenie z różnych stron na tę samą prawdę i stąd się jawi obraz różny, natomiast to w dalszym ciągu jest jedna i ta sama prawda.
[14:34] - Tak. Stanisław Jerzy Lec z kolei mówił, tak żartobliwie to ujął: „Niektóre rzeczy trzeba doprowadzić do absurdu. Niech poznają swojego rodzica”. Natomiast jeśli chodzi o nadawanie prawdziwych imion rzeczom, czy też nazywanie właściwe rzeczy, to jest coś bardzo fascynującego, co pochodzi ze starożytnej filozofii chińskiej, czy z czasów starożytności chińskiej. Otóż jedna z maksym Konfucjusza odnosi się właśnie do tego, że nazwy należy sprawić, żeby znaczyły to, co powinny znaczyć, czyli przywrócenie właściwych desygnatów nazwom. Inaczej, po kilku latach studiowania rozmaitych aspektów wojen tak zwanych hybrydowych, czy też prawidłowo wojen noosferycznych, czyli wojen w sferze informacyjnej, czy też wojen o narrację, nie ma jednej nazwy, która to dobrze oddaje. Wojny o duchowość, czyli wojny duchowe, spiritual warfare po angielsku to zgrabnie brzmi. Po polsku nie ma zgrabnego przekładu spiritual warfare, ale w moim przekonaniu w starożytności chińskiej, w czasach Konfucjusza, czyli w czasach powolnego upadku dynastii Zhou, następowała cała seria wojen takich o morale, takich, które miały przeciwnika pozbawić zdolności do jednoczenia się. Jednym z elementów takich wojen są wojny narracji, mieszanie ludziom w głowach po prostu. To, o czym mówił Bezmenow w swoim słynnym wykładzie.
Tutaj oczywiście po raz kolejny tę samą pracę domową zadaję. Proszę po wysłuchaniu podcastu, naszej rozmowy obejrzeć jeszcze raz ten wykład „Jak zniszczyć państwo?” czy też nie pamiętam dokładnego tytułu, ale na pewno łatwo znaleźć Bezmenowa. Coś takiego z całą pewnością w moim przekonaniu istniało w starożytnych Chinach jeszcze dwa i pół czy nawet trzy tysiące lat temu, jeszcze w starożytnych traktatach innych niż „Sztuka wojny”. Bo tych traktatów było wiele, większość z nich nie dotrwała do naszych czasów. Najwyżej jako cytaty umieszczone w innych kolejnych traktatach, które przetrwały. To fascynujące grzebanie w ogóle w czymś takim, dla mnie przynajmniej. Natomiast w jednym z tych traktatów, jak pisarz, autor Wu Zi, czyli mistrz Wu, opisuje, z czego powinna się składać armia, to wymienia iluś tam, tu trzech, tu pięciu, tu ośmiu na przykład oficerów, którzy mają siać zamęt w szeregach przeciwnika i iluś tam oficerów, którzy mają podnosić morale naszych własnych żołnierzy, morale przeciwnika. Iluś tam oficerów, którzy mają roznosić fałszywe plotki wśród ludu pracującego miast i wsi tego przeciwnika, czyli tego sąsiedniego państwa. A mówimy, przypominam, o czasach starożytnych dwa i pół do trzech tysięcy lat temu. Więc jeżeli traktat taki starożytny opisuje właśnie, że armia powinna mieć tych oficerów politycznych i oficerów służb, które ma mącić w głowach, to w innym zupełnie kontekście stawia się ten cytat, że nazwom trzeba przywrócić ich prawidłowe znaczenia, bo to jest dokładnie to, o czym przed chwilą mówiliśmy.
To, co się pojawiło w słowniku Cambridge, przepraszam, kompletna kpina z samych siebie. Ja wiem, jak dopuścili do czegoś takiego. Natomiast retorycznie mówię, nie wiem, jak oni dopuścili się czegoś takiego. Dajcie spokój ludziom.
[18:02] - Tak, ale pan to sam sygnalizuje, że przywrócenie tych nazw odpowiadających rzeczywistości to jest proces, któryNie wiem. Wydaje mi się, że najpierw musi nastąpić, już to sugerowałem wcześniej, kompletne zgubienie, czyli kompletne pomieszanie języków, odwołując się do Biblii, a dopiero później może się z tego wyłonić, kiedy już naprawdę nastąpi katastrofa, chociażby informacyjna, ale ona pociągnie za sobą wszelkie inne. Dopiero wtedy można pokusić się o to przywracanie. Czyli tak naprawdę my w tej chwili, mówiąc o tym przywracaniu nazw, znaczenia nazwom, mówimy tak naprawdę o zbliżającej się katastrofie.
[18:49] - Niestety tak. Problem polega na tym, że po pierwsze tak mówiąc, chyba pan Marek pracuje w jakimś wywiadzie albo kontrwywiadzie, dlatego, że świetnie mu idzie zmiana w praktycznym użyciu, przed chwilą to zastosował, koncepcja wojen poniżej progowych, czyli takich, które nie wywołują reakcji obronnej w atakowanym podmiocie. Czyli na przykład, jeżeli my nie potrafimy przeciwstawić się w sposób należyty, czyli zamknąć tych wariatów w zoo, bombę w trąbę i do zoo, w tym sensie, wariatów, którzy niszczą całą naszą sferę mentalną, w której się poruszamy, cały nasz porządek świata, jaki rozumiemy w naszej zachodniej cywilizacji. To wszystko jest niszczone po to, żeby wywołać w nas deprymację, jakieś poczucie nieadekwatności naszych wierzeń. To można długo wymieniać, natomiast generalnie jest to podstawą właśnie tej koncepcji wojen poniżej progowych. To jest raz. Dwa, że to niszczenie znaczeń słów jest przejawem rozmaitych innych koncepcji walki, takich jak między innymi, podam jeden przykład tylko, leaderless resistance, czyli opór niekierowany. To jest koncepcja, proszę sobie wpisać w Google i wyskoczy artykuł Leszka Sekulskiego, to jest artykuł chyba sprzed 10 lat. To jest koncepcja rosyjskiego pułkownika, który wyemigrował ze Związku Sowieckiego i umarł chyba w Argentynie, o ile się nie mylę, w latach 50. I stworzył właśnie koncepcję, która jest bardzo podobna do small wars, czyli brytyjskiej doktryny wojen kolonialnych jeszcze z XIX wieku, tylko przełożył ją na język wojen informacyjnych, czyli wojen o narrację, czyli spiritual warfare, czyli wojny o duchowość.
Otóż leaderless resistance to jest taki rodzaj konfliktu, w którym nie da się określić centralnego ośrodka decyzyjnego podmiotu, który atakuje. Czyli na przykład jeżeli jest jakaś Antifa, to jest świetny przykład. W ogóle na marginesie, przepraszam, że tak skaczemy wątkami, bardzo polecam książkę „Behind the Black Mask”, czyli „Za czarną maską” o Antifie. Wracając natomiast do naszego wątku, Antifa nie ma kierownictwa. Z tego, co właśnie autor tej książki, między innymi w wywiadach na YouTube, i to rzeczywiście na YouTube można znaleźć, opisuje, że to działa siłą swojego własnego rozpędu. To znaczy, on nie odkrył żadnego finansowania z zagranicy, żadnego ośrodka decyzyjnego, który mówi, że teraz macie zrobić zadymę tu, w tym miejscu albo w tamtym miejscu, albo nie teraz, tylko dopiero za miesiąc, tylko po prostu to działa całkowicie z wolnej ręki i jedynie zbieżność jest ideologiczna z prerogatywą Związku Sowieckiego czy Rosji współcześnie, dwie nazwy dla tego samego podmiotu, czy też Chińczycy. Oni chcą jednej rzeczy, chcą wywołać jakiś rodzaj wojny domowej w Stanach Zjednoczonych czy też generalnie na Zachodzie. Po to, że w chwili, w której następuje wojna domowa, konflikt wewnętrzny, natychmiast taki podmiot traci zdolność oddziaływania w przestrzeni międzynarodowej. Jest po prostu słabszy. Przestaje istnieć wola jednoczenia się przeciwko wrogom zewnętrznym.
To jest prawidłowość odwieczna, jest wbudowana w nasze geny po prostu. W chwili, w której też mogę się odwołać do książek z prymatologii, z antropologii, z psychologii ewolucyjnej, które zbadane są po prostu zjawiska, które wskazują na to, że w chwili, w której pojawia się wróg zewnętrzny jakiejś grupy mężczyzn, tutaj mówimy o jakichś tam plemionach, które były badane jeszcze w latach 50., 60., 70. w Nowej Gwinei między innymi, to w chwili, gdy pojawia się wróg zewnętrzny, wygasają automatycznie jakieś wewnętrzne przepychanki. I to działa i w skali takich właśnie malutkich plemion, i w skali geopolitycznej. Po prostu tak jesteśmy skonstruowani, że zaczynamy ze sobą współpracować w chwili, w której widzimy, że coś nam zagraża z zewnątrz.
[23:06] - No tak, ale tak się zastanawiam, jaki z tego wniosek płynie, bo jak sobie obserwuję na przykład polską scenę polityczną, to co pan powiedział przed chwilą, jakoś nie wydaje mi się tak do końca prawdą.
[23:19] - Wniosek? Trudno powiedzieć. Musimy patrzeć na naszą rzeczywistość i rozpoznawać, które zjawiska albo wydarzenia, albo osoby niszczą tą jedność, naszą zdolność do kolektywnej współpracy, żeby obronić czy naszą tożsamość, czy nasze państwo, czy naszą ojczyznę, czy nasz naród, jakkolwiek każdy to nazywa na swój sposób. Ja to nazywam naród dlatego, że póki co Polska jest krajem monoetnicznym ze zdecydowaną większością etnicznych Polaków. Możemy mówić o jakichś tam mniejszościach typu Kaszubi czy typu Ślązacy. To jest bardzo kontrowersyjne, ale trzymając się konkretnie tego przykładu, dlaczego jest kontrowersyjne? Dlatego, że jeżeli ktoś na przykład zaczyna żądać autonomii Śląska, to może być wykorzystana taka osoba do tego, żeby zastosować politykę dziel i rządź jakiegoś mocarstwa, które chce, żeby Polska była podzielona i mniej zjednoczona jako jeden byt narodowy.Także ktoś, kto w dobrej wierze chciałby, bo jest Ślązakiem czy mieszka na Śląsku od dziada, pradziada i chciałby, żeby jego region miał autonomię. Natomiast niezależnie od tego, jakie są rzeczywiste jego pobudki, jest idealnym narzędziem w rękach wrogich sił, które chcą z niego uczynić piątą kolumnę. Co teraz zrobić z takim człowiekiem? Jak rozpoznać, czy ma szczere intencje, a jak rozpoznać, że jednak nie są one szczere, że jest kierowany?
Nie sposób tak naprawdę.
[24:54] - Strasznie pan komplikuje, panie Piotrze, świat, który mnie otacza. Ja się boję z panem rozmawiać, bo nagle się okazuje, tak sobie pomyślałem-
[25:03] - Prościej już było.
[25:06] - Tak, prościej już było. Tak sobie pomyślałem, że nawet ten przykład, który pan podał, może mieć jeszcze drugie dno, bo człowiek może na przykład działać w dobrej wierze, a mimo to może być wykorzystywany przez wrogów.
[25:20] - Dokładnie.
[25:21] - To już jest w ogóle taka piętrowa konstrukcja, która właściwie nie podlega, bo można go oskarżyć, że on niszczy jedność, ale przecież jego intencje były dobre. I tak wracamy do starej mądrości. Ona się co prawda chyba nie nadaje do pańskiej książki, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
[25:44] - Ale wróćmy może do tej sentencji z generałem, którego trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy, żebyśmy powoli pokazali kilka przykładów.
[25:56] - To ja będę to rozkminiał najpierw na zdrowy albo może chory chłopski rozum. Jakby tak brać wprost, to nie, wie pan, jednak ktoś tym wojskiem kierować musi. Ja od razu powiem, że domyślam się, o co chodzi w tej sentencji czy też w tym powiedzeniu. Niemniej dobrze. Na razie weźmy tak wprost. Ktoś wojskiem kierować musi, zatem generał musi być gdzieś blisko pola bitwy, bo ktoś musi dowodzić. Co pan na to?
[26:26] - Tak. Rzeczywiście decydent na miejscu, zgodnie przede wszystkim z tą doktryną mission objective, czyli dowódca, na przykład porucznik dostaje rozkaz: „Zdobądź to wzgórze”, ale jak on to zdobędzie, to już do niego należy. A przeciwieństwem tej filozofii dowodzenia jest filozofia używana przez Związek Radziecki ze względów politycznych, ze względu na konieczność wyłapywania odstępstw od posłuszeństwa wobec wyższych szarż. Tam rozkazy są przekazywane: „Masz zdobyć wzgórze tędy, tamtędy i poruszać się tym stokiem”. Jeżeli na tym stoku jest jakieś gniazdo oporu, którego nie da się obejść, to w tym momencie atak utkwi. W związku z tym jest to metoda nieelastyczna. Ale to jest kwestia tego, czy istnieje decydent na miejscu, który jest w stanie rozwiązywać problemy pojawiające się doraźnie. Natomiast w tej sentencji chodzi o coś zupełnie innego. Generał ma w swoim zanadrzu instrumentarium, czyli zestaw instrumentów oddziaływania, sposobów realizacji jakichś zadań. I zakładając, że to jest inteligentny generał, to te sposoby zostały sprawdzone w określonych sytuacjach w przeszłości.
Poza tym generał musi wykazać, że jest potrzebny. Poza tym generał musi trzymać mocno wszystko w garści, żeby ci żołnierze byli zdyscyplinowani w sposób, który sprawi, że dadzą się używać do celów, w których dowódca chce ich używać. I teraz konkretne przykłady. Najlepszym przykładem w wielu historycznych opowieściach chińskich i tak samo greckich jest to, że nowo mianowany dowódca musi wykazać się zmyślnością albo jakimś sukcesem na samym początku. Czyli na przykład jeżeli dowiemy się, że armia przeciwnika w jakimś obleganym mieście czy gdziekolwiek indziej na polu bitwy dostaje nowego dowódcę, to możemy być niemal pewni, że ten dowódca musi się w jakiś sposób wykazać. A skoro wiemy, że musi się jakoś wykazać, to jest dla nas bardziej przewidywalne. A jeżeli jest dla nas bardziej przewidywalny, to możemy jeszcze bardziej go uprzewidywalnić i skusić go do jakiegoś działania konkretną przynętą. Przypominam, jak ktoś czytał „36 porteli” – po raz kolejny polecam moją książkę, ale prawa autora w naszej rozmowie. W „36 portelach” definiowałem przynętę jako po pierwsze inwestycję, czyli dajemy coś, co jest mniej wartościowe, czyli właśnie ktoś przynętę, kawałek chleba na przykład rybom na haczyk albo jakiegoś robaka po to, żeby złapać całą rybę. Ale przynęta ma inną rzecz oprócz inwestowania.
Jest dla przeciwnika propozycją zdobycia czegoś bardziej wartościowego za pomocą jakiegoś wysiłku, który jest oczywiście o wiele mniej warty. Inaczej sztuka stosowania przynęty też jest sztuką inwestowania. I teraz chodzi o to, żeby podpuścić tego przeciwnika do takiej sytuacji, w której on podejmie decyzję o złapaniu przynęty w sytuacji niesymetrycznego dostępu do informacji. To znaczy my wiemy, że ta przynęta sprawi, że go schwytamy, a on myśli, że ta przynęta przyniesie mu bardzo wielki zysk. I przepraszam, że to tak długo trwa, ale to trzeba zrozumieć tą logikę, dlatego, że to ma kolosalne przełożenie na nasze codzienne życie. Dowódca reaguje na zachowanie przeciwnika w pewien określony sposób, przewidywalny sposób, dlatego, że on ma historię jakichś zwycięstw, czyli można z tej historii wydedukować, jakie metody działania ma w swoim repertuarze, bo się nauczył, że one są skuteczne. Jeżeli jego reakcją jest na przykład ostrzał artyleryjski w jakiejś sytuacji, to trzeba się usunąć z miejsca, gdzie ten ostrzał może trafić. Wtedy oszczędzimy życie naszych własnych żołnierzy.Ale to ma oczywiście o wiele głębsze zastosowanie i o wiele bardziej skomplikowane zastosowania. W związku z tym, podsumowując, dowódca raz, że musi w niektórych momentach zachowywać się w sposób przewidywalny dlatego, że musi dbać o swoją reputację, o swój image wobec swojego zwierzchnika, a dwa, że ma ograniczony repertuar swoich trików. Jest takie sformułowanie one trick pony, czyli kucyk, który umie tylko jedną sztuczkę.
Oczywiście inteligentny generał ma wiele tych sztuczek, ale nadal jest to ograniczona suma. Wracając, jeszcze powtórzę: generała trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy. Mamy już dwa powody. Po pierwsze przewidywalność, po drugie kwestie statusowe względem swoich zwierzchników. Ale jest jeszcze trzecia rzecz. Powtarzam jeszcze raz: generała trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy. Otóż generał może wybierać sposób rozwiązania problemu, czyli pokonania armii przeciwnika w taki sposób, że wywoła to nie zakończenie konfliktu, tylko okazję do kolejnych bitew i kolejnego wykazania się. Takim przykładem z życia wziętym jest, nie pamiętam nazwiska tego generała, ale jeden z amerykańskich generałów w 1944 roku na Półwyspie Apenińskim, czyli w czasie walki z Niemcami, którzy wycofywali się krok po kroku na północ Włoch, koniecznie chciał zostać zdobywcą Rzymu i lekceważąc rozkazy po prostu wjechał do Rzymu, żeby w kartach historii był jako amerykański generał, który zdobył Rzym. Takich baranów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy, dlatego, że status przeważył nad dbałością o życie żołnierzy, o plany strategiczne jego zwierzchników i tak dalej. To jest piękny przykład na to, jak ta sentencja jest prawdziwa.
[32:35] - Jakby pan się jeszcze podzielił innymi sentencjami z książki, o której dzisiaj mówimy, to chyba nie protestowałbym.
[32:44] - To ja w takim razie zacytowałbym. Poprosiłem wiele osób i jednocześnie siebie samego tak samo o sentencje, które w jakiś sposób kazały mi kompletnie inaczej spojrzeć na świat. Kilka już podam. Taką świetną sentencją jest następująca: „Polityk dzieli ludzi na wrogów i narzędzia”.
[33:07] - Wow.
[33:09] - Dla mnie świetne.
[33:10] - To rozwińmy.
[33:11] - Rozwińmy? Nie możemy, bo jesteśmy takimi mamusiami i tatusiami, którzy przeżuwają dla naszych dzieci, czyli naszych słuchaczy i czytelników. Mam nadzieję, że kupią. Kupujących książki, precyzyjnie o to mi chodzi.
[33:26] - Przekonał mnie pan.
[33:28] - Tak. Jestem taką mamusią dla słuchaczy i czytelników. Muszę przeżuć dokładnie zanim dam do dziobka, żeby się nikt nie zadławił. Tutaj musi być logika odwrotna. Jest taka zasada zresztą, nie można czytelnikowi dać wszystko na tacy, tylko trzeba dać nie za trudne zadanie, żeby złamał głowę. Czyli na przykład autorzy kryminałów, to już jest taka konwencja, że strzelba zawieszona na ścianie musi w którymś momencie tej powieści wystrzelić. Czyli jeżeli autor wspomina, że strzelba wisi na ścianie, to już inteligentny czytelnik, który przeczytał 30 kryminałów, wie, że ta strzelba w krytycznym momencie posłuży komuś, żeby dać komuś w łeb albo wypalić komuś w bekę. Przepraszam.
[34:13] - Ale zanim pan powie kolejną sentencję, to podzielę się z naszymi słuchaczami rzeczą, którą się już kiedyś dzieliłem. Wie pan, dlaczego kryminały Agathy Christie są takie popularne?
[34:23] - Nie. Właśnie dlatego.
[34:25] - Jedna z teorii brzmi w ten sposób, to jest teoria oparta jednak na pewnym przekazie, że Agatha Christie miała dosyć specyficzny podobno sposób pisania. Otóż pisała, pisała, pisała, było morderstwo. Ona dalej pisała, docierała gdzieś do trzech czwartych i wtedy patrzyła, który z bohaterów jej najnowszej książki jest najmniej prawdopodobnym mordercą i dopisywała koniec. Oczywiście zmieniając troszeczkę to, co było wcześniej, bo to jest nieuniknione. Niemniej jednak ta metoda powodowała, że czytając jej kryminały ludzie słabo domyślali się, jakie będzie rozwiązanie. To też jest dosyć przewrotne, przyznam panu.
[35:13] - Bardzo przewrotne. Bardzo mi się podoba. Nie słyszałem. To co, następna?
[35:18] - Jak najbardziej.
[35:20] - Od małego dziecka, być może niektórzy pamiętają, zbieram aforyzmy, sentencje. Zawsze wypisywałem jeszcze w liceum albo w podstawówce do takiego zeszytu. Chyba go gdzieś jeszcze mam, jeżeli ktoś nie wyrzucił na zaś. Natomiast potem zacząłem to zbierać na komputerze Amiga w edytorze Cygnus. Nie wiem, jak ktoś rozpozna, czy kiedykolwiek go znał. A potem już w dokumencie na PC. Mam to jeszcze do dzisiaj, te pliki kolejne. To jest świetna pamiątka. Natomiast jednym, z którym najbardziej utknął jako małomównym chłopcem, było następujące: „Prawo jest sprawiedliwe. Zarówno biednym, jak i bogatym zabrania spać pod mostami”.
[36:01] - No tak.
[36:02] - Dla mnie to było uderzające. A jeszcze bardziej uderzająca była następna sentencja, mianowicie następująca: „W młodości oczekujemy, że minimum, czego możemy oczekiwać od ludzi, to jest uczciwość. Gdy dojrzejemy, stwierdzamy, że jest to maksimum”.
[36:19] - Muszę powiedzieć, że tymi sentencjami wpędza mnie pan w nastrój taki melancholijny? Nie, raczej takiPogrążam się w rozważaniach. I rzeczywiście te sentencje mają pewien haczyk. Warto je kilka razy przemyśleć, bo to nie jest tak, że natychmiast łapiemy wszystko, co w nich jest. Wróćcie państwo do sentencji o spaniu pod mostami. To ma przynajmniej kilka różnych kierunków, w których można analizować tę sentencję.
[36:56] - Ja się tutaj przyznam, czytelnikom się przyznam, jeśli pan pozwoli. Czasami jak jeżdżę na festiwale aborygeńskie, zapraszam na mojego Facebooka, tam wrzucam zdjęcia co jakiś czas. Natomiast jest akcja taka często, że nie przyjeżdżam wieczorem do plemion, dlatego, że wieczorami tam sobie siedzą przy grillu i piją alkohol. Ja nie piję alkoholu, więc żeby uniknąć tego, że by mnie zmuszali, to po prostu najczęściej nocuję gdzieś tam sobie w krzakach z pięknym widokiem rano. Ale często też, zwłaszcza jak pada deszcz, to zdarza mi się znaleźć raz w miesiącu, mniej więcej w czasie czerwiec, lipiec, sierpień, pod mostem, gdzie na łeb nie pada i jest jeszcze dostęp do internetu. Ma kilka klesek, że można jeszcze sobie coś porobić i pobaczyć. À propos mostów, także się przyznaję, niestety . Zamiast w pięciogwiazdkowym hotelu autor pięknych, renomowanych książek, ludzie tam piszą wstępy, Sapkowski nawet ma napisane, a tu proszę, śpi pod mostem.
[37:57] - Szkoła życia, panie Piotrze. I co? Podzieli się pan jeszcze jakąś sentencją?
[38:03] - Dobrze, podzielę się.
[38:05] - wpędza mnie pan w nastrój filozoficzno-melancholijny. To dalej.
[38:11] - A chce pan, żeby zapukał panu nalot feministek czwartej fali? Zaraz po powiedzeniu sentencji zacznę odliczać.
[38:20] - Dobra, zaryzykuję.
[38:22] - Dobrze. Uwaga! To jest jedna z naprawdę głębokich, trafiających w sedno myśli. „Kobieta jest natchnieniem do rzeczy wielkich, w których spełnieniu i realizacji przeszkadza.”
[38:34] - Wow! Pan mi mówi, że tu będzie zaraz jakiś nalot. Czysta prawda jest, ale to znowu jest prawda nieoczywista, bo proszę zauważyć, że rzeczywiście i z tym przeszkadzaniem, i tym natchnieniem prawda. Ale proszę zauważyć, że bardzo wielu autorów dziękuje na przykład swoim żonom za to, że na przykład-
[38:57] - Że nie przeszkadzały.
[38:58] - Z jednej strony, ale jest tam zawsze taki dodatek, że jednak to kobieta, kiedy ten człowiek jest w szale twórczym pisania, to ona spełnia w tym czasie te najprostsze czynności. I gdzieś w domyśle jest coś takiego, że gdyby nie ona, to on musiałby się jednak troszeczkę rozpraszać nad innymi rzeczami. W związku z tym te pochwały czy podziękowania nie są bezzasadne. Ale to jest jedna strona medalu i wtedy jak najbardziej-
[39:33] - Pan Marek, przepraszam, że wejdę w słowo. Pan Marek chyba albo podświadomie, albo celowo zacytował podziękowania na samym początku książki „Siły psychohistorii”, gdy ja właśnie podziękowałem między innymi osobie, która zasadza przy drodze drzewo z myślą o podróżnym, który będzie przechodził przez letni skwar sto lat później. Także nie wiem, czy pan to pamiętał, czy nie.
[39:59] - Nie pamiętałem.
[40:02] - Książka jest o budowie cywilizacji, więc dokładnie do tego pasuje.
[40:07] - Czyli ja się mogę tych feministek jednak nie obawiać.
[40:10] - One zaatakują wszystko, co im nie pasuje światopoglądowo, więc raczej ja bym się rozglądał uważnie.
[40:17] - Tak, ale to w takim razie i tak mnie zaatakują. To już nie jest aż takie ważne. Panie Piotrze, czas by było na jakąś konkluzję.
[40:27] - Konkluzję? Ludzie, przecież tej książki nie będzie jeszcze przez parę miesięcy, dopiero na listopad jest planowana. Także ludzie kupujcie, zapiszcie sobie alarm w jakimś smartfonie.
[40:39] - To ja z konkluzją pospieszę. Ona nie jest specjalnie głęboka, natomiast bardzo mi się podoba tytuł tej książki. Też tak jak mówiliśmy od początku, oparty na paradoksie, ale znowu to jest taki tytuł, przy którym znowu państwo, tak jak ja pewnie, pogrążycie się w tym nastroju melancholijnym, bo on jest taki właśnie nośny, oparty, jak już mówiłem, na paradoksie. Ale z drugiej strony, jak się zaczyna o nim myśleć, to zaczyna krążyć wokół tego ta nasza myśl. I dochodzimy do wniosku, że z różnych stron można tytuł, sens zaatakować, w sensie głęboko przemyśleć. O tym sobie kombinowałem. To ja wróżę panu z tym tytułem niezliczone rzesze czytelników. Tak sobie o tym myślę.
[41:35] - Dziękuję. Może zróbmy inaczej. Wie pan co? Niniejszym zwracam się z apelem do naszych wiernych i niewiernych słuchaczy i słuchaczek. Jeżeli macie jakąś myśl, jakiś aforyzm albo spostrzeżenie, które uważacie za niezwykle głębokie, ale na pierwszy rzut oka albo na pierwszy rzut ucha jest ono niepozorne albo banalne, ale jak się głębiej przyjrzeć. Inaczej, jak macie coś, co pasuje do konwencji tej książki. Macie już kilka przykładów, czyli definicja ostensywna za pomocą postawiania przykładów. Co ma być środkiem tej książki, czyli tych generałów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy. To ma głęboki sens. Teoretycznie jest to tylko jakaś zabawa słowami.
Rzeczywiście jest zabawa słowami, ale ona się tak ułożyła w coś, co jest absolutnie celne. Właśnie w rozmowie z tym samym Jarosław Faliński, to jest prowadzący takiPodcast „Lustro świata”. Bardzo polecam. Nie tylko ze mną, ja jestem tam jednym z bardzo wielu gości. Proszę zobaczyć, ta myśl nagle się sformułowała sama. Gdybyście mieli coś takiego, zwracam się do każdego z osobna i do wszystkich naraz, to bardzo proszę, skontaktujcie się ze mną, przyślijcie mi to i chętnie w podziękowaniach wymienię nazwisko, jeżeli kogoś to bawi, bo ja zbieram takie rzeczy od dzieciaka małego, tym bardziej będę się cieszył, że mogę tą tradycję kontynuować. Także bardzo pięknie proszę.
[43:04] - W ten sposób książka pana Piotra stała się przynajmniej dwa razy grubsza. Ale to dobrze. Mam taką nadzieję, że chociaż w czymś się przyczynimy do tego, żeby ta książka rosła w siłę, a panu Piotrowi żyło się dostatniej.
[43:22] - Dziękuję. To przede wszystkim. Bardzo dziękuję, bo na razie moje życie układa się tak jak George'owi Orwellowi, czyli nieoptymalnie, że tak powiem. Mam nadzieję, że w końcu książki trafią do szerszego grona i rzeczywiście zaczną na siebie zarabiać. Na razie to jest teatr czystej formy. W tym sensie, że piszę, bo lubię pisać i uwielbiam rozumieć rzeczy, o których piszę i pomóc innym rozumieć te rzeczy, o których piszę, ale na razie się nie przekłada jakoś na super.
[43:56] - Jak już przy takich rozmówkach na końcu audycji powiem, że pan Piotr, ostatnio wyczaiłem, to takie stare już słowo, ale używane. Wyczaiłem w internecie, że był pan gościem IPNtv i tam pan udzielał z dalekiego Tajwanu wywiadu. Polecam. Też łatwo znaleźć na YouTubie. Też ciekawe myśli się tam pojawiają.
[44:24] - Myśli, a ja nie wiem, gdzie pieniądze. Przepraszam.
[44:30] - Znowu, jak jesteśmy przy sentencjach, ta będzie taka klasyczna, że kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem. Pan właśnie tą częstość zapewnia czy częstotliwość. Tu mnie ktoś może poprawić, ale mówię: kropla drąży skałę. Ja się aż boję, jakim pan majątkiem obrośnie później jako analityk tego, co się dzieje na naszym świecie.
[44:56] - Oj tam. Dobrze kochani, jeszcze raz dziękuję. Na Facebooku zachęcam, jak będzie ktoś chciał, jak się bawi w Facebooka, to zaraz wrzucę jeszcze pięć. Dzisiaj, za kilka godzin. Ja mam poniedziałek z panem Markiem, ale dzisiaj to znaczy we wtorek, czyli w dniu emisji, czyli 7 lutego 2023 wrzucę 10 sentencji, które się pojawią w tych głębi, do których trzeba się wspiąć. Do dalszego czytania i pomyślenia. Błogosławię.
[45:24] - Super panie Piotrze, pięknie dziękuję i do usłyszenia za tydzień.
[45:28] - Do usłyszenia.
[45:30] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.