[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:05] - Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze.
[00:07] - Dzień dobry.
[00:08] - Dzisiaj temat ambitny przed nami, bo na życzenie naszych słuchaczy, a właściwie słuchacza, będziemy rozmawiać o tym, jak wygrać wojnę?
[00:20] - Tak jest. To jest problem i temat.
[00:22] - Cóż, panie Piotrze, ja się czuję mało kompetentny. Jeszcze żadnej wojny nie wygrałem. Panu do tego bliżej, bo analizując te wszystkie sztuki wojny, starożytne traktaty, ma pan większe doświadczenie jak doświadczenie, ale w każdym razie stykał się pan częściej z problemem, jak wygrać wojnę.
[00:47] - Więc zrobimy sobie dzisiaj na prośbę czytelnika rekapitulację pojęcia zwycięstwa i wojny z punktu widzenia starożytnych traktatów, ale i nowoczesnych koncepcji wojen informacyjnych czy też wojen w noosferze, czy też jak to kilka odcinków temu, nawet paręnaście odcinków temu powiedziałem, wojen o duchowość. Zaraz wyjaśnię, na czym one polegają i dlaczego takie dziwne sformułowanie. Co to jest zwycięstwo? W książce „36 barterii” opisałem, że zwyciężać to znaczy doprowadzić w umyśle przeciwnika do powstania zjawiska poczucia przegranej. To jest zjawisko wywoływane psychicznie, psychologicznie, polegające na tym, że człowiek traci motywację do dalszej walki z jakiegoś powodu. Czy uznaje, że walka jest bez sensu, czy też z jakiegoś powodu traci morale, czy na przykład energetyzację. To też jest pojęcie z psychologii polegające na tym, że człowiek jest zmotywowany i zdeterminowany do tego, żeby osiągnąć jakieś wyznaczone przez siebie cele albo cele kolektywu, czyli społeczności, do której należy. Więc to jest rekonceptualizacja zwycięstwa z punktu widzenia psychologii. Natomiast z punktu widzenia współczesnej sztuki operacyjnej służb specjalnych czy też co to są służby specjalne? Służby specjalne to są instrumenty w rękach państwa czy też decydentów rządowych w takim razie, które służą do oddziaływania na przeciwnika.
Między innymi te oddziaływanie polega na subwersji ideologicznej. Tutaj mamy ten słynny wykład Bezmenowa o tym, jak zniszczyć państwo bez jednego wystrzału. Polecam wszystkim na YouTube jako pracę domową zadaję, nie niż oglądam ten wykład mniej więcej raz w miesiącu, po to, żeby oswoić się koncepcyjnie z tym, w jaki sposób wygrywa się wojny. Zaraz do tego dojdziemy. Więc zwycięstwo w tej sztuce operacyjnej służb specjalnych, czy też służb, które oddziaływują na umysł przeciwnika, polega na doprowadzeniu go do niemożności osiągania kolektywnych celów. I to, co rozmawialiśmy już kilka odcinków temu, do zniszczenia jego zdolności osiągania ultrakooperacji, czyli współpracy między elementami tej społeczności. Takiej, która pozwala te kolektywne cele osiągać. Dlaczego powiedziałem, że to jest wojna o duchowość czy też w sferze duchowej, w przeciwieństwie do tego, jak ludzie starają się wymyślić nazwę na te wojny hybrydowe, że to jest wojna w infosferze, czyli w sferze informacyjnej albo noosferze, noo to jest od umysłu albo to jest wojna hybrydowa, która mi się najbardziej nie podoba, dlatego że nie oddaje tego, na czym polega cała zabawa. Zabawa w cudzysłowie oczywiście. Zwycięstwo polega na zniszczeniu motywacji.
Motywacja, jak ktoś już nie przeczytał mój przekład traktatu „Sztuka wojny” wraz z komentarzami, tutaj też bym zadał pracę domową, żeby ponad ci ci kupić. Bardzo jako autor proszę. Natomiast już wszystkie żarty na bok. Centralnym pojęciem sztuki wojny jest to, że mistrz wojowania, dowódca natchniony, czy też dowódca, któremu przeznaczono odnieść sukces, nie rozkazuje za pomocą wydawania rozkazów, tylko rozkazuje za pomocą manipulowania motywacją podlegających sobie żołnierzy formalnie, ale i także motywacją dowódcy armii wrażej, ale też motywacją żołnierzy będących w składzie tej wrażej armii. Przekładając to na język już nie taki fikuśny, starożytny, który jest bardzo nieostry, ale przekładając to na współczesny język, chodzi o to, żeby przejąć kontrolę sterującą nad systemem decyzyjnym czy też przestrzenią decyzyjną przeciwnika i sterować i sprawić, że on robi dokładnie to, co my chcemy, czyli sam wchodzi w pułapki, które dla niego przygotowujemy i tak dalej. Podsumowując, zwycięstwo polega na zdolności kierowania poczynaniami przeciwnika w taki sposób, jaki jest nam wygodny, czyli najlepiej skryty oczywiście. I tutaj dochodzi termin bezforemności, który też został zdefiniowany w „Sztuce wojny” w starożytnym traktacie sprzed dwóch i pół tysiąca lat ponad prawdopodobnie. Znaczy na pewno prawdopodobnie. Na pewno prawdopodobnie. Na pewno minimum dwa i pół tysiąca lat.
Prawdopodobnie zaczął powstawać ten traktat w siódmym wieku. Mówię, że zaczął powstawać dlatego, że moim zdaniem jest z całą pewnością dziełem zbiorowym. Wielu badaczy tego traktatu, którzy są lepsi ode mnie w starożytnym języku tak twierdzi z prostej przyczyny. To można nawet w samym traktacie, w samym przekładzie stwierdzić. Na przykład w przekładzie na język angielski Amesa można zobaczyć, że ten traktat jest pisany innym stylem w niektórych częściach. Jestem przekonany, żeBardzo głębokiej starożytności, zanim się zrobiły warianty tego traktatu, które są znane nam, czyli różnorakie warianty odkopane w starożytnych grobowcach, porównywane. Zanim to nastąpiło, jeden rozdział uległ zgubieniu i potem został odtworzony z pamięci, a potem został przywrócony. Stąd dwa rozdziały, dziewiąty i dziesiąty, są bliźniaczo do siebie podobne. Inaczej, nie są bliźniaczo do siebie podobne, tylko mają bardzo podobny tytuł. Mówią o tych samych rzeczach, natomiast przy użyciu zupełnie innej terminologii i są rozbudowane w innych kierunkach.
Ewidentnie jest to efekt tego, że ktoś z pamięci kopisty starożytnego wydobywał te treści. Przepraszam, zacząłem się tym podniecać, jak słyszycie, dlatego, że całe serce włożyłem w to, żeby ten traktat przetłumaczyć ze starożytnego języka, więc mam tu masę różnych uwag. Ale nie o tym jest dzisiejsza rozmowa, więc wracamy do tematu. Mówiliśmy o bezradności. Wracamy w takim razie do pojęcia zwycięstwa. Jak mamy już pojęcie zwycięstwa polegające na tym, że przejmujemy kontrolę decyzyjną nad poczynaniami przeciwnika, to nagle się okazuje, że przy takiej definicji zwycięstwa tradycyjne warunki zwycięstwa postrzegane przez nas w zachodniej kulturze za stygmaty tego, że ktoś wygrał, to jest np. parada, marsz w zdobytej stolicy, parada wojskowa czy też podpisanie traktatu pokojowego, w którym strona przegrywająca ceduje jakieś ziemie albo zrzeka się jakichś praw i tak dalej. Natomiast w tak zdefiniowanym zwycięstwie jak przejęcie zdolności decyzyjnej na jakimś terytorium czy zabranie tej decyzyjności jakiejś osobie, to mówimy już w tym momencie o pojęciu sprawczości. Sprawczość to jest po angielsku agency. To jest zdolność decydowania, co się dzieje, kiedy się dzieje, jak się dzieje i z kim się dzieje.
Czyli po prostu władza polityczna, bo do tego się to sprowadza. Polityka to jest obszar sprawowania władzy. Politycy to są ci, którzy władzę sprawują, wybrani przez nas, przynajmniej teoretycznie. Wracając do rzeczy. Mając pojęcie sprawczości, mając pojęcie stopniowalności zwycięstwa, nagle się okazuje, że możemy przejąć kontrolę nad jakimś obszarem. Na przykład Niemcy mogą na tyle dominować nad obszarem Rzeczpospolitej 2.5 czy też III Rzeczpospolitej, że niepotrzebne im jest produkowanie niezwykle kosztownej armii do tego, żeby napaść na Polskę i zrobić to, co zrobili w 1939 roku. Wystarczy im, że Polska jest kontrolowana przez elity, kontrolowana przez Niemców, którzy dyktują to, co ma robić Polska, po to, żeby Polska była sprawnym podwykonawcą dla machiny gospodarczej niemieckiej, która bazuje na eksporcie, która jest dla nas nadrzędna i dla której my jesteśmy, już powiedziałem poddostawcami, więc nie chcę się powtarzać, ale dla której jesteśmy po prostu podrzędnymi, muszę się powtórzyć, dostawcami komponentów, półproduktów, ale także siły roboczej. Proszę zobaczyć, na dwa sposoby. Po pierwsze siła robocza, która pracuje w Polsce, obsługuje produkcję eksportową niemiecką, pracując w montowniach samochodów, produkując części zamienne do samochodów, komponenty samochodów, które potem są wysyłane czy do Chin, czy na cały świat, gdziekolwiek, czy do Ameryki i tak dalej. Ale jednocześnie Niemcy zasysają od nas to, na co mają deficyt, czyli na ludzi fizycznych, którzy wyjeżdżają do Niemiec po to, żeby uzupełnić braki demograficzne wynikłe z degradacji kultury w krajach Zachodu.
Czy pan cały czas słyszycie mnie? Nagrywa się? Przepraszam.
[09:49] - Nagrywa się, nagrywa. Nawet mi się pytania nagrywają w głowie.
[09:53] - Dobra, to ja na razie zapauzuję. Niech pan pyta.
[09:57] - Pierwsze pytanie wynika z tego, że kiedyś rozmawiałem z pewnym wojskowym. Być może to był niekompetentny wojskowy albo może jakiś taki cofnięty w rozwoju, ale on mi powiedział w ten sposób: „Wie pan co? Te wszystkie gadanie o tych wojnach w noosferze i tych innych takich podejściach to jest dobre dla słabych. Jak jest silna armia, to jak walec przejedzie i nie potrzebuje żadnych dodatków upiększających”. Nie komentując tego, ja bym chciał, żeby pan to skomentował.
[10:33] - Dobrze. To skomentuję sentencją czy też spostrzeżeniem, które wymyśliła osoba, która mnie przesłuchiwała, pan Jarosław Faliński z „Oko świata”. Teraz nie przypomnę sobie tej nazwy audycji. On w czasie, jak rozmawialiśmy o siłach psychohistorii, stwierdził coś takiego, że generałów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy. Ten paradoks mi się tak strasznie spodobał, że stanie się częścią książki „Głębie, do których trzeba się wspiąć”, którą próbuję napisać od 2019 roku, czyli od czterech już lat. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. Będzie pełna tego typu paradoksów, ale paradoksów konstruktywnych. W tym sensie, że dadzą się wyjaśnić nie jakimś tam poetyckim nie wiadomo czym, co nic nie znaczy, ale dałoby się wyjaśnić za pomocą racjonalnego rozumowania. W przypadku tej myśli, że generałów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy, to wyjaśnienie jest jednocześnie odpowiedzią na pana pytanie. Generałowie mają swoją wizję tego, jak należy osiągnąć zwycięstwo i jak należy zdefiniować to zwycięstwo.
Generał może na przykład tak zaplanować kampanię wojenną, że będzie chciał zrealizować jakąś pokazową operację wojskową, w której on wykaże się, że jest znakomitym mistrzem strategii, ale w wyniku tego, że zrobi się wielka zadyma i zamieszanie i zginą ludzieTo może doprowadzić do utraty twarzy, utraty wizerunku państwa, bo państwo zostanie uznane za agresora, mordercę i tak dalej. Zobaczmy, co się dzieje na Ukrainie w tej chwili. To jest czysta hipoteza, ale ilustracja tego, o czym rozmawiamy. Rosjanie nie mogą wypuścić Ukrainy. Z ich punktu widzenia to jest zagrożenie egzystencjalne, utrata Ukrainy. Dlatego, że jeżeli Ukraina stanie się państwem NATO albo zostanie zintegrowana mocniej z Unią Europejską, to jedna rzecz, której kompletnie nie ma w polskim dyskursie jest to, że nagle na Morzu Czarnym pojawią się okręty NATO albo amerykańskie. I w tym momencie Morze Czarne przestanie być wewnętrznym jeziorem rosyjskim, w którym Rosjanie mają kompletną, stuprocentową swobodę operacyjną i nagle się stanie terenem kontestacji tej swobody operacyjnej. Rosjanie nie mogą sobie absolutnie na coś takiego pozwolić. Gdyby Ukraina chciała negocjować pokój, to musiałaby zaproponować Rosji takie warunki, które by sprawiły, że Rosjanie zachowają tą kontrolę operacyjną. Inaczej Rosjanie po prostu nie zgodzą się na żadne tego typu warunki, które właśnie tej kontroli nad Morzem Czarnym ją pozbawiają.
Z kolei celem wojny, jeżeli uznamy, że to jest wojna proxy Stanów Zjednoczonych czy kolektywnego Zachodu, czy też koalicji chętnych, jakkolwiek to nazywać. Celem wojny jest przejęcie kontroli, wejście na Morze Czarne. W związku z tym cele wojny dla obu stron są sprzeczne. Gdybanie za pomocą tego sprytnego sformułowania, że generałów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy jest przejawem tego, że ktoś nie rozumie konfliktu. Gdybym tylko hipotetycznie, gdyby nie było tej radykalnej sprzeczności interesów do osiągnięcia celów wojennych, to generał rosyjski mógł na przykład stwierdzić, że skoro dostał zadanie zdobyć Ukrainę, że zrobi to za pomocą celów wojskowych, a nie jakichś operacji specjalnych takich, jak miały miejsce w 2014 roku na Krymie, które sprowadziły się do tego, że udało się zrobić to zielonymi ludzikami. Potem jakiś plebiscyt czy nie plebiscyt i nagle pstryk czary-mary i bez żadnych operacji wojennych Krym stał się własnością Rosji. Powtarzam jeszcze raz to świetne sformułowanie: generałów trzeba trzymać jak najdalej od pola bitwy. Dlatego, że czym jest pole bitwy? Znowu musimy dokonać rekonceptualizacji, czyli zmiany definicyjnej pojęcia zwycięstwa, pojęcia walki, pojęcia wojny. O co chodzi?
Chodzi o to, żeby zdobyć sprawczość, czyli polityczną kontrolę. Niekoniecznie polityczną kontrolę, ale kontrolę nad tym, co się dzieje w jakimś terytorium i kto korzysta z zasobów, które na tym terytorium są przetwarzane, czy też wydobywane, czy też produkowane, jakkolwiek to nazwiemy. Zobaczcie, co się dzieje. Rosja zrealizowała i aneksją swoje cele strategiczne i teraz faktyczną militarną wojną tradycyjną w cudzysłowie. Natomiast to, co dzieje się między Unią Europejską a krajami południa Europy i Polską i generalnie wschodem Europy, to jest kontrola decyzyjna nad zasobami czy zdolnościami produkcyjnymi, tak żeby te zdolności produkcyjne pracowały dla Niemców, czyli najsilniejszego państwa Unii Europejskiej, które wszystko to rozgrywają za pomocą rozmaitych rzeczy. Nie będziemy wymieniać, bo jeszcze zaraz do nas zapukają. Do pana Marka, bo ja tu jestem na Tajwanie, to nie będą wiedzieli co zrobić. Natomiast pan Marek jest fizycznie w Polsce, więc tutaj mogą być jakieś pytania. Oczywiście spisków nie ma na świecie, więc tylko żartuję. Na wszelki wypadek jednak, gdyby jednak były, to już tutaj na tyle skończę.
Następne pytanie?
[16:22] - Panie Piotrze, zanim pytanie, to znowu mnie naszła tak zwana smutna refleksja, bo my w naszych audycjach bardzo często rozmawiamy o tym, że trzeba wytworzyć w ludziach, jeśli myśli się w ogóle o jakichś konfliktach, to trzeba skłonić tych ludzi do tego, żeby współdziałali ze sobą, żeby poświęcali się jakiemuś wspólnemu celowi, asabiji. Okej, rozumiem. A teraz nakładamy na to tych panów. Oni są najczęściej bez nazwisk, którzy rozgrywają na wielkiej szachownicy świata jakieś swoje cele. Pan powiedział: ktoś tam zapragnął dostać się na Morze Czarne, ktoś inny nie chce, żeby się dostali na Morze Czarne. I to troszeczkę przypomina rzeczywiście taką rozgrywkę szachową, czy też w Go, czy w jakąkolwiek inną grę natury strategicznej. A to, co mnie tak naprawdę w tym martwi to to, że pod pozorem tego wspólnego celu, na przykład w Rosji albo na Ukrainie, ludzie są motywowani do tego, żeby załatwiać komuś interesy, a w dodatku jeszcze płacą za to krwią i nazywa się to, że walczą o wolną Ukrainę. I tak rzeczywiście w ich świadomości jest.
[17:48] - I tak faktycznie jest.
[17:50] - Tak, a walcząc o wolną Ukrainę, tak naprawdę załatwiają interesy Stanów Zjednoczonych.
[17:54] - Nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale też Europy. Dlatego, że zasoby gazu, które zostały odkryte na Krymie dekadę temu, wszyscy ich chcą, mówiąc krótko. Generalnie o te zasoby toczy się walka w moim przekonaniu. To jest oczywiście bardzo niepopularne i zostałem nazwany zdrajcą. Prawie tak zostałem nazwany w jednej audycji radiowej dwa tygodnie temu, w której udzielałem wywiadu. Natomiast niestety taka jest smutna prawda. Po pierwsze Ukraina przylega do Morza Czarnego, to jest całe wybrzeże Morza Czarnego, Ukraina w kształcie sprzed 2014 roku. W związku z tym jest idealnym miejscem, z którego można kontrolować czy Morze Czarne, czy zasoby węglowodorów leżące bardziej na wschód, czyli mówię o okolicach Morza Kaspijskiego.Do tego się to sprowadza.
[18:46] - Tak, panie Piotrze, tylko okazuje się, że Julian Tuwim, jak pisał wiersz do „Prostego człowieka”, a pisał go naprawdę dawno, niemal 100 lat temu, to kiedy pisał o tym: „Gdy znów do murów klajstrem świeżym przylepiać zaczną obwieszczenia, gdy do ludności, do żołnierzy na alan czarny druk uderzy i byle drab i byle szczeniak w odwieczne kłamstwo ich uwierzy”. Nie będę tego dalej cytował. Kto ciekawy, niech sobie to znajdzie. Ale nic się na tym świecie nie zmienia. Nic.
[19:23] - Nic się nie zmienia, dlatego że walczyć trzeba. Niech pan przeczyta ten wiersz Ukraińcom, którym zaraz zostanie zabrany kraj przez inwazję rosyjską, przez Rosjan. Niech pan przeczyta.
[19:33] - Nie, broń Boże, ja tego nie kwestionuję, tylko podziwiam, a w każdym razie jakoś mnie bulwersuje ta perfidia, że z jednej strony prowadzi się-
[19:44] - Ale czyja?
[19:45] - Właśnie czyja? To jest pewne pytanie.
[19:49] - Tuwima?
[19:49] - Tuwima, jak Tuwima. Ale wie pan co? Zawsze według starożytnej zasady warto patrzeć, kto odnosi z tego korzyść. Ukraińcy bronią swojego kraju, ale sam pan powiedział, że ktoś tam przy okazji załatwia swoje interesy i to jakoś nie przestaje mnie bulwersować, chociaż to rozumiem. Ja rozumiem rozgrywkę na szachownicy, rozgrywkę w Go, ale coś czuję dyskomfort poznawczy.
[20:15] - Ale nie rozumiem pytania.
[20:19] - Nie, to nie było pytanie, to był raczej komentarz, raczej podzielenie się swoimi smuteczkami, które miewam. Dobrze, wróćmy do pytań. Wróćmy do tego, co się dzieje na wojnie. Mam jednak takie nieodparte wrażenie, że mógłbym temu wojskowemu, o którym mówiłem, nie był generałem, od razu to podkreślę, mógłbym też odpowiedzieć w ten sposób, że przecież nawet bardzo silne armie, powiedzmy Stany Zjednoczone, żeby już nie było, również posługują się tą grą zakulisową. A zatem to byłoby najlepsze potwierdzenie tego, że nie sam walec wojskowy wygrywa wojnę. I pytanie z tego wynikające, czy pan mógłby podać więcej takich przykładów na współdziałanie siły wojskowej tego walca z działaniami zakulisowymi, które wspierają i pomagają wygrać wojnę tak naprawdę?
[21:25] - Generalnie wojna jest użyciem wszelkich możliwych środków, od tych najmniej wojskowych do tych najbardziej wojskowych.
[21:32] - Właśnie.
[21:33] - To jest kwestia pragmatyki, o której pisał już Sądzy dwa i pół tysiąca lat temu. Wojna jest, cud dla Sądzy, przedsięwzięciem kalającym moralnie, sprawiającym, że cała etyka jest nie tyle wyznacznikiem tego, jak i co można osiągać albo co można robić, tylko etyka jest przeszkodą w osiąganiu celów. To jest czysta, pozamoralna czy też amoralna pragmatyka. O tym pisałem zresztą na samym początku „36 forteli”, które roztaczają się od kwestii toczenia forteli, podstępów i stosowania perfidii w osiąganiu celów, w zdobywaniu zasobów. Prosta rzecz. Amerykanie co robią? Próbowali przejąć Ukrainę, uczynić ją częścią Zachodu za pomocą tych kolorowych rewolucji, Pomarańczowej Rewolucji w 2004 czy 2005, przepraszam, że zapomniałem w tej chwili. Natomiast to się nie udało. Rosjanie się postawili. Przede wszystkim weszła kwestia zasobów surowców energetycznych na Ukrainie.
W związku z tym Rosjanie po Majdanie stwierdzili, że nie da rady przejąć kontroli nad zasobami Ukrainy. Czyli zasoby to położenie geograficzne, kwestia kontroli nad Morzem Czarnym. To są surowce energetyczne, to jest przemysł, to jest wydobycie węgla, pokłady są już od dawna zbadane. To jest przemysł ulokowany przede wszystkim na wschodzie, ten najważniejszy, ciężki przemysł na wschodzie Ukrainy, tam, gdzie są zasoby węgla. I tego wszystko nie dało się zdobyć za pomocą jakichś rozgrywek, uczynienia decydentami swoich własnych ludzi. Przecież o to się rozgrywała cała ta sprawa z tym, jak on się nazywa, ten, który uciekł do Moskwy, ten prezydent Ukrainy, który był, że tak powiem, pomazańcem moskiewskim. Poroszenko. Natomiast kiedy te wszystkie tego typu środki zawiodły, wtedy ludzie wyciągają karabiny i noże. Na tej samej zasadzie, proszę zobaczyć, był konflikt o Panamę. Co się działo?
Amerykanie utracili kontrolę ze względu na to, że miejscowy dyktator Noriega, dobrze pamiętam, oni się stawiał i w związku z tym zdolność przesyłania statków i okrętów wojennych przez Kanał Panamski dla Amerykanów przestała być kwestią etyczności, a zaczęła być kwestią widzimisię dyktatora, bo do tego się to sprowadzało. Musieli interweniować, po prostu musieli. Po co? Po to, żeby utrzymać kontrolę nad terytorium kluczowym.
[24:25] - Tak, panie Piotrze, tylko wie pan co? Jak sobie analizuję to, co pan mówi, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia jednak na Ukrainie z dziwną wojną. I już wyjaśniam, o co chodzi. Jakby się tak temu dobrze wszystkiemu przypatrzeć, to ta wojna, ponieważ zakreślił pan dwa warunki: co Rosja chce i tak dalej, czego chcą Stany Zjednoczone, to nie zapowiada się, żeby w tej sprawie się dogadali. Czyli ta wojna może trwać latamiW dodatku jeszcze ta osławiona pomoc. My się co prawda wypstrykujemy z każdej ilości sprzętu, czołgów między innymi, ale już ta pomoc, która płynie z tego zachodniego Zachodu, że tak sobie zażartuję, ona jest stopniowana i tam jest dokładnie tyle, żeby Ukraina nie padła, ale też nie tyle, żeby Ukraina cokolwiek mogła ofensywnego zrobić. To tak naprawdę wynika z tego, że ta wojna, wbrew temu, czego spodziewa się wielu tak zwanych analityków, ona nie potrwa jeszcze kilka miesięcy, tylko ona może latami trwać, może być taką ciągle krwawiącą, niezabliźnioną raną. Czy o to tak naprawdę chodzi?
[25:46] - Nie, nie o to chodzi. Chodzi o kontrolę nad zasobami. Jak już powiedzieliśmy wielokrotnie zresztą w naszych wcześniejszych rozmowach, cele wojenne, jakie stawiają sobie strony, są niemożliwe do pogodzenia. Kompromis nie jest możliwy po prostu. W związku z tym wojna będzie trwała do czasu, aż któraś ze stron ulegnie albo jakiejś dezintegracji, albo jej cele wojenne się zmienią, albo stwierdzą, że odpuszczają. Zachód tego nie może zrobić, Ukraina tego nie może zrobić, Rosja, nikt nie może, dlatego że odpuszczenie i przyznanie się do porażki to jest utrata twarzy, utrata prestiżu. Nikt tego nie zrobi po prostu. Chyba że druga strona zachowa się na tyle inteligentnie, że otworzy drogę do jakiegoś rozwiązania, które sprawi, że strona ustąpi bez utraty twarzy. Dokładnie taka sytuacja nie udała się Amerykanom, w moim przekonaniu częściowo celowo, w czasie wycofywania się z Afganistanu w 2021 roku w sierpniu. Na tej samej zasadzie polegała ucieczka Amerykanów z Sajgonu po przegranej wojnie w Wietnamie.
Tam ludzie się wieszali helikopterów i uciekali z tej ambasady oblężonej w Sajgonie. Taka sama sytuacja była w Gruzji w 2008 roku. Należytym, prawidłowym zakończeniem wojny jest doprowadzenie do takiego rozwiązania kończącego, które sprawi, że druga strona nie utraci twarzy. To jest zresztą jeden z forteli z 36 forteli chińskich polegający na tym, że jest taka opowiastka: Zhuge Liang siedem razy wypuszczał, teraz cholera, nie pamiętam jak się nazywa ten król barbarzyński. Chodziło o to, że jeżeli Zhuge Liang, czyli taki słynny strateg żyjący w okresie walczących królestw, czyli II–III wiek naszej ery, jeżeli pokona przeciwnika i sprawi, że ten przeciwnik straci twarz, to ten przeciwnik będzie chciał wrócić i tą twarz odzyskać, czyli dokonać jakiegoś rewanżu. W związku z tym ten Zhuge Liang zaproponował taktykę, która polegała na tym, że kilkukrotnie chwytał tego dowódcę barbarzyńskiej armii, która molestowała kraj Zhuge Lianga i za każdym razem go wypuszczał. To był kompletnie niezrozumiały kulturowo uczynek dla tego, który był chwytany. W którymś momencie, za siódmym razem, jak głosi ta opowiastka, podejrzewam, że zmyślona, ale ma nieśmiertelną mądrość. Ten król barbarzyński zrozumiał, że Zhuge Liang nie chce go zniszczyć, zachował się Zhuge Liang niesłychanie kurtuazyjnie, bo z naszego punktu widzenia tak, ale ten król dopiero za siódmym razem zrozumiał tą kurtuazję i uległ. Uległ tej dominacji psychicznej Zhuge Lianga, jakkolwiek ją nazwać, psychicznej czy statusowej i stał się sojusznikiem, czyli z jego strony dzięki tej taktyce obranej niezwykle cierpliwie, siedmiokrotnego chwytania i sześciokrotnego wypuszczania doszło do tego, że barbarzyńcy atakujący z któregoś kierunku przestali być zagrożeniem i wojna została wygrana.
Natomiast gdyby Zhuge Liang przybrał taktykę konfrontacji, poniżania swojego przeciwnika, to by ta wojna trwała nie wiadomo jak długo, bez żadnego sensownego rozwiązania na jej zakończenie. Zobaczmy, co się stało po pierwszej wojnie światowej tutaj w Europie w XX wieku. Niemcy jako naród zostały pokonane nie na jakimś polu bitwy, co byłoby honorowym pokonaniem, natomiast zostały zdławione gospodarczo. Wysiłek wojenny został załamany, załamał się. Nastąpiła rewolucja, cesarz musiał abdykować i proszę zobaczyć, powstały nastroje rewanżystowskie, powstało głębokie poczucie niesprawiedliwego potraktowania po pierwszej wojnie światowej i to zostało wykorzystane przez kolejnego przywódcę wybranego demokratycznie w latach 30. I nastąpiła nieuchronnie druga wojna światowa, w której tym mitem energetyzującym, tą siłą popychającą Niemców do tego, żeby walczyć o swoje miejsce na świecie, były właśnie nastroje rewanżystowskie, pragnienie odzyskania honoru po przegranej poprzedniej wojnie i tak dalej. Wracając teraz do tematu Ukrainy, warunki zwycięstwa w tej chwili są negocjowane, czy też warunki rozejmu, czy też warunki zakończenia wojny. Ale te negocjacje nie mogą zakończyć się satysfakcją wszystkich stron, dlatego że po prostu jest to kompletnie niemożliwe, bo one walczą o to samo. To nie jest gra niezerowa, to jest właśnie gra zerowa. Albo jedni przejmą kontrolę nad Krymem czy nad jakimiś zasobami ropy czy gazu, albo drudzy.
Nie ma czegoś takiego, że wspólnie będą wydobywać.
[30:48] - Tak, wzdycham sobie, bo tak naprawdę zarysował pan obraz, który mnie się wydaje nieco beznadziejny. Już tłumaczę dlaczego. Oto mamy taką deklarację, że nikt nie będzie decydował o losie Ukrainy bez Ukrainy.Wydaje się to całkiem sensowne, bo to w końcu Ukraińcy płacą daninę krwi. Ale z drugiej strony Ukraina bez pomocy Europy nie byłaby w stanie się bronić.
[31:16] - Bez żadnych szans.
[31:17] - Tak. Czyli pompujemy tam broń, ale nie mamy prawa mówić Ukrainie, co powinna zrobić. Okej, w porządku i tak będziemy dalej jechać. Macron mówi: „Trzeba dać Putinowi szansę, żeby wyszedł z tego z twarzą”. Mniej więcej coś takiego pan przed chwilą powiedział. Ale jak reaguje Europa? Europa mówi, że Macron jest wariatem i nie ma co w ogóle negocjować z Putinem. Być może tak. Ja nie chcę tego rozstrzygać. Chcę po prostu pokazać, że tak naprawdę Europa jako podobno rodzące się mocarstwo, tak naprawdę jest rozpadającym się mocarstwem, które nie wie, co ma zrobić, nie wie, jaką decyzję ma podjąć, nie wie, jakie normy moralne przyjąć, czy się tu skłonić, czy ma handlować z Rosją.
Mówi się o Niemcach, że Niemcy tylko czekają, żeby zacząć z powrotem handlować z Rosją. I tak dalej. Ja mam wrażenie, że ta wojna, poza tym, że jest okrutna i dzieją się tam rzeczy straszne, odsłoniła jeszcze jedną straszną rzecz, a mianowicie to, że Europa jest kompletnie rozwalona, jeśli chodzi o jakąś jedność. I zastanawiam się, czy nie chodzi również o to.
[32:43] - Problem polega na tym, że państwa uczestniczące w wojnie tracą zdolność do zachowania swojej integralności. Pokazują się ich słabe strony, bo państwa to są homeostaty, a homeostaty to są systemy, a systemy mają swoją odporność, która w określonych warunkach, czyli w warunkach wojennych, jest krucha. Zaczyna być krucha, czyli zamiast antykrucha zaczyna być krucha. Gdyby ktoś nie znał terminu, szybko powiemy. Jest kruchość, twardość i antykruchość. Antykruchość to jest koncepcja, która bardzo jest słabo oswojona. Ja jestem słabo z nią oswojony. Musiałem się długo przestawiać po przeczytaniu książki o antykruchości. Polega to na tym, że systemy żywe czy też homeostaty są antykruche w tym sensie, że oddziaływania destrukcyjne, oczywiście do pewnego poziomu, uodparniają tak jak nasz system immunologiczny człowieka jest antykruchy. To znaczy lekkie infekcje czy też jakieś ataki drobnoustrojów, czy też czynników chorobotwórczych, czy wytrącających organizm ze stanu optymalnego, one sprawiają, że nasz układ odpornościowy i my sami jako cały system, jako zwierzątko, uczymy się tego, jak radzić sobie z silniejszym bodźcem destrukcyjnym, czyli jesteśmy antykruchi.
Natomiast filiżanka porcelanowa jest krucha. Upuścimy na beton, to się rozpadnie w drzazgi, niemalże na atomy, jeśli można sprowadzać. Natomiast coś, co jest wykonane ze stali nierdzewnej albo z tytanu, albo z gumy, to jest właśnie nie antykruche, tylko odporne, czyli twarde. Ale właśnie guma, kauczuk, na przykład jakaś kauczukowa piłeczka, w przeciwieństwie do porcelanowej piłeczki, ten kauczuk się po prostu odbije od tego betonu. Ale to nie jest antykruchość, bo jego odporność na destrukcję nie zwiększy się po takim treningu. Czyli systemy antykruche, jest możliwość ich trenowania. Wracając do systemów, które toczą wojnę, czyli do państw, które toczą wojnę. Sprawa polega na tym, że nagle przeciwnik może doprowadzić do takiej sytuacji, w której to państwo stanie się bardzo podatne na czynnik, który wcześniej był zupełnie błahy, ale nagle właśnie ze względu na osłabienie, na przykład w wyniku braku jakichś zasobów kluczowych, nagle może się okazać, że brak tego zasobu jest katastrofalny i doprowadza do załamania się struktur dowodzenia czy też zdolności do walki fizycznej, takiej jak ma miejsce w tej chwili na Ukrainie czy gdziekolwiek indziej. Więc wracając do tego, czym jest zwycięstwo i czym jest wojna, to, czego Sun Zi nie był w stanie sformułować za pomocą koncepcji znanych nam w XXI wieku, czy też nawet w XX, to jest to, że mistrzowskim sposobem wojowania jest doprowadzić przeciwnika do załamania w wyniku zastosowania czarnego łabędzia, czyli wywoływania sytuacji, która jest niemożliwa do przewidzenia, ale która powoduje, że coś, co miało gwarantowaną antykruchość czy też odporność na wszelkiego rodzaju zakłócenia destrukcyjne, nagle stało się niezwykle wrażliwe.
[36:10] - Tak. Tylko że z tego, co pan mówi, a właściwie może nie. Z tego, co ja wnioskuję z pańskich słów wyciągniętych z kontekstu, ale jednak, zrodziło się we mnie takie mocne przekonanie, że kto wie. My obserwujemy wojnę na Ukrainie i ona nas przejmuje, bo jest gorąca. Natomiast ja się zastanawiam w kontekście tego, co pan mówił, czy przypadkowo nie toczy się tak naprawdę wojna o zabicie, rozbicie Europy. I nie chodzi mi o Unię Europejską, tylko Europę jako pewną całość, która była w stanie przez ostatnie dziesięciolecia podejmować różnego rodzaju inicjatywy, stanowiła jakąś siłę polityczną, mniej lub bardziej zjednoczoną. To jest inna sprawa zupełnie. Może nawet w takiej różnorodności była pewna siła, ale dzisiaj myślę, że organizmy toczące taką globalną rozgrywkę Europy nie potrzebują. Byłaby może obciążeniem i w związku z tym kto wieKto wie? Zastanawiam się, głośno myślę, czy to nie jest próba wyeliminowania, wyautowania Europy.
Powtarzam niekoniecznie jako Unii Europejskiej, ale Europy jako zbiorowiska pewnej myśli, pewnej kultury. Wyeliminowania, odstawienia na boczny tor, bo teraz potężniejsi gracze będą grali i ta wojna gorąca troszeczkę się do tego przyczynia. Bo Europa tak na dobrą sprawę, kiedy śledzę te wszystkie rozmowy: pomagać, nie pomagać, wrzucać czołgi, nie wrzucać. Może samoloty, może nie, może tak, może coś tam, może jeszcze. To dochodzę do wniosku, że Europa na naszych oczach się rozpada. Może o to chodzi?
[37:55] - Tak, Europa jest miejscem, w którym powstało najbardziej wydajne, najbardziej efektywne oprogramowanie kulturowe niezbędne do budowy cywilizacji. Ci, którzy tą cywilizację i te wzorce kulturowe kopiowali, czyli cały świat, wymieniając nazwy Chińczycy na przykład, być może stwierdzili, że źródło tych wzorców kulturowych, które doprowadziły, przecież kapitalizm został wynaleziony na Zachodzie. Kapitalizm jako system motywowania ludzi do pracy, która zaspokaja co prawda potrzeby własne, osobiste pracujących, ale też buduje wspólne bogactwo, wspólną obfitość czy to usług, czy produktów, które sprawiają, że żyjemy wygodnie i bezpiecznie i jesteśmy w stanie się obronić i tworzyć, rozbudowywać tą cywilizację. Więc Chińczycy mogliby stwierdzić i uważam, że tak właśnie stwierdzili, że poradzą sobie dalej sami. Przebili czegoś, czego nie mogli osiągnąć sami, czyli na przykład loty kosmiczne, czyli zbudowanie współczesnej nauki, bo w ich kulturze jest zbudowanie współczesnej nauki opartej na kontestowaniu teorii. To jest bardzo skomplikowany problem. Mówiliśmy o nim często, ale skracam do maks, do tej całej esencji. Skoro Chińczycy zdołali przejąć zdolność rozbudowywania dalszego gmachu nauki, to po co są ci Europejczycy dalej potrzebni? Jedynie chyba jako rynki zbytu i nic innego mi w tej chwili nie przychodzi do głowy. Także potwierdzam niejako pana domysł.
[39:30] - Tak. A mówiono nam, że to zagrożenie dla Europy z zupełnie innej strony przyjdzie. To też pewna perfidia.
[39:37] - Tak.
[39:38] - Oj, mówiąc szczerze, to dzisiaj mam dużo do myślenia po tej naszej audycji. Pewno zaowocuje to jakąś listą pytań do Piotra Plebaniaka, ale to już następnym razem. Panie Piotrze, pięknie dziękuję za pchnięcie mnie w kierunku rozmyślań i sformułowania tychże pytań.
[39:59] - Bardzo proszę. Ja też dziękuję za rozmowę. Czyli słyszymy się za tydzień.
[40:03] - Tak jest. Do usłyszenia.
[40:04] - Do usłyszenia.
[40:06] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.