[00:06] - Radio Paranormalium prezentuje audycję z cyklu Oblicza Nieznanego. Drodzy państwo, jeszcze tak z tydzień temu wydawało się, przynajmniej niektórym, że polskie kryptydy to temat na maksymalnie jedną audycję. Ale właśnie tydzień temu wszyscy chyba przekonaliśmy się, że nic bardziej mylnego. Zatem wątek polskich potworów będziemy kontynuować w dzisiejszym odcinku audycji Oblicza Nieznanego, który właśnie teraz, właśnie tutaj, 23 stycznia 2023 roku, krótko po godzinie 20:00 na antenie Radia Paranormalium startuje. Będę oczywiście obsługiwał audycję od strony technicznej. Nazywam się Marek Sęk "Ivellios". Są z nami także nasi goście: Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, autor audycji Bibliotekarium 2.0, pisarz science fiction, publicysta współpracujący z Nieznanym Światem, Marek Żelkowski, a rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Jeszcze tylko przypomnę kontakty, pod którymi będziemy zbierać państwa pytania i komentarze. Można do nas cały czas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Nasz numer do SMS-ów to 530 620 493.
Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać poprzez nasze profile na Signalu, na Telegramie, na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc Piotrze, oddaję ci głos.
[02:02] - Dobry wieczór. Tak jak tu Ivellios przed chwilą powiedział, tydzień temu doszło do zaskakującej sytuacji, bo gdzieś wpół do dziesiątej zorientowaliśmy się, że jesteśmy w połowie pytań. Temat kryptyd znad Wisły bardzo wiele osób zaintrygował, zainteresował, pojawiły się nawet jakieś interesujące komentarze. Jak to w ogóle się stało, że myśmy ten temat tak pociągnęli? W sumie nie wiem. Okazuje się, że chyba nikt nigdy nie dokonał takiego zbiorczego podsumowania tych starszych relacji i tych nowszych. Mnie osobiście też zaskoczyła obszerność tematu. To, co chcielibyśmy zmieścić w jednej audycji, zajęło aż dwie. Ale żywa reakcja, jak powiedziałem, nas zaskoczyła. Dzisiaj będzie jeszcze ciekawiej, ale i straszniej, bo opowiemy wam o kilku mało znanych przypadkach, a także odniesiemy się między innymi do takiego palącego problemu, czy w Polsce widywano stworzenia mogące być w jakiś sposób spokrewnione z tak zwaną wielką stopą albo śnieżnym człowiekiem.
I czy te liczne legendy o leśnych potworach mogą świadczyć o tym, że nasi słowiańscy przodkowie spotykali się z tymi, powiedzmy, hominoidami, zapamiętując je albo utrwalając raczej w swojej tradycji jako leszych albo jednego z wielu diabłów. Ale na początek mała retrospekcja. W poprzednim odcinku odnieśliśmy się do istoty nauki, jaką jest kryptozoologia. Dlatego, że część kryptozoologów to są rzeczywiście badacze, którzy poszukują różnego rodzaju zaginionych gatunków. Jak już powiedziałem tydzień temu, najczęściej to nie są gatunki legendarne, może kilka z nich, ale tak naprawdę kryptozoolodzy, ci jak Karol Szuter, poszukują zwierząt, które są mniejsze i nie wzbudzają tyle emocji. To są zazwyczaj gatunki, które były uważane za wymarłe, a które gdzieś się tam uchowały. Najczęściej ptaki, najczęściej owady. Postawiliśmy wam też pytanie, czy Polska, kraj względnie nieduży i gęsto zaludniony w miarę, może być siedliskiem potworów albo nieznanych gatunków zwierząt. Dokonaliśmy także przeglądu kilku relacji na temat polskich potworów wodnych lub morskich, które raczej są jednak nieliczne, mało znane i sugerują, że w grę mogły wchodzić na przykład źle rozpoznane konwencjonalne gatunki zwierząt. Chociażby ten biskup morski.
Powiedzieliśmy też parę słów o pomorniku i polskich chupacabrach, z których pierwsza zaatakowała rzekomo gdzieś pod Radomiem w roku 1998. A pamiętamy, że zaledwie kilka lat wcześniej grasował ten pierwowzór chupacabry, ta chupacabra z Portoryko. Czyli po dwóch latach już się znalazła koło Radomia. Jak już było wspomniane, czas nam mijał bardzo szybko, w miłej atmosferze. Dotarliśmy do półmetka naszych rozważań i okazało się, że będzie lepiej, jeżeli dyskusję o kilku innych stworach i o bardzo ciekawych, chyba najciekawszych tematach z tego zagadnienia, jakim są polskie kryptydy, przełożymy sobie na dziś. Witam panów jeszcze raz i zaczniemy od końca w zasadzie dlatego, że wśród naszych słuchaczy wywiązała się też trochę taka dyskusja, że może za sceptycznie podchodzimy do tego, że trzeba na to spojrzeć szerzej. Powiedzieliśmy, zresztą ja powiedziałem też przed chwilą, czy w kraju takim jak Polska mogą istnieć nieznane gatunki zwierząt, duże, legendarne, takie, które wzbudzają emocje i rozpalają wyobraźnię. W historiach o polskich potworach pojawiają się relacje o różnych dziwadłach: o małpoludach, ludziach-psach, wilkach na dwóch nogach i tak dalej. Nie jest za bardzo chyba możliwe, nie oszukujmy się, aby te stworzenia były konwencjonalnymi zwierzętami, aby tworzyły w naszym kraju populacje, rozmnażały się na wolności, żerowały jak cała nasza fauna. Wniosek jest taki: albo to są jakieś kryptydy, które się u nas zabłąkały, jak te wszystkie leśne ludki, o których będziemy mówić, albo to są stworzenia o nieco bardziej paranormalnej naturze.
I muszę wam powiedzieć, że w swoich relacjach, w swoich archiwach zarówno ja, jak i między innymi Arek Miazga, mamy relacje o dziwnych stworach, które dopiero czekają na publikację, bo są naprawdę mocne. Dzieje się tak z różnych względów, że się często wstrzymujemy z takimi historiami. Nim człowiek o czymś przeczyta, powinien czasem zapoznać się z pewnymi ramami, że tak powiem, schematycznymi. Tydzień temu wspominałem już o Johnie Keelu, dobrze znanym słuchaczom „Debat Ufologicznych” dziennikarzu amerykańskim, ufologu i pisarzu, zmarłym bodaj w 2010 roku, który jest autorem słynnych przepowiedni Mothmana, proroctw Mothmana. Był to człowiek, który w roku 1966 udał się do Point Pleasant, aby badać słynną sprawę manifestacji człowieka-ćmy. Stworzył też teorię tak zwanego superspektrum, która w jakiś sposób może tłumaczyć pojawianie się tych różnych dziwnych istot. Ale był też lekkim zwolennikiem koncepcji ultraziemian, a przynajmniej brał ją pod uwagę. Jeżeli chodzi o Mothmana, to jest dobry przykład, dlatego że chociaż bywa czasami zaliczany do grona kryptyd, to nie był chyba ani kryptydą, ani ufonautą. Był czymś na przecięciu i gdzieś na tej granicy egzystują także, przynajmniej po części, te potwory, o których dzisiaj powiemy. Panowie, jeszcze może słówko wstępu o tym Keelu, bo Marku, ty tutaj jesteś sceptyczny, jeżeli chodzi o kryptydy, ale Keel to na swój sposób jakoś tłumaczył i miał dwie hipotezy.
Pierwsza to jest superspektrum. A więc egzystujemy na Ziemi z jakąś siłą, którą można porównać do żywiołu, ale nie takiego, jak znamy z natury, ale żywiołu nie tylko inteligentnego, ale również potrafiącego komunikować się z człowiekiem, oddziaływać na niego, nigdy nie pokazującego swojej prawdziwej natury. Superspektrum może kreować dowolne formy. Ono zazwyczaj szczytuje z ludzkiej pamięci, z ludzkiej wyobraźni jakieś formy, a następnie się w te formy przyobleka, żeby swojej prawdziwej natury nie pokazać. Blisko jest tutaj do teorii dystorsji José Antoniosa Caravaki, która mówi, że spotkanie z dziwacznymi stworzeniami, w tym ufonautami, to w większości zetknięcia z jakąś siłą, która się kamufluje. Jest niczym zwierciadło, czyli odbija wszystkie nasze lęki, wyobrażenia i tak ją widzimy, natomiast nigdy nie widzimy jej prawdziwej natury. Blisko tutaj oczywiście też do hipotezy o ultraziemianach, czyli niewidocznych mieszkańcach Ziemi, którzy wykorzystują swoje zdolności. Superzdolności może nie, zdolności, których brak człowiekowi, aby się przed nami maskować. Ale by nie przerazić ludzi, którzy przypadkiem na takiego ultraziemianina się natkną, oddziałując w jakiś sposób na umysł świadka, sprawiają, że ten widzi ich jako wilkołaki, małpoludy czy Marsjan. Kim mogą być owi ultraziemianie?
To już wymaga głębszej analizy i poświęcimy temu kiedyś odcinek „Debat Ufologicznych”. W zasadzie mogą to być zarówno jakieś wyższe istoty od nas mieszkające na Ziemi, jak i przybysze z innych planet, którzy chcą pozostać niewykryci, bo nas na przykład badają. Trzeba też pamiętać, że ten wątek paranormalny często pojawia się w relacjach o Bigfoocie. I to nie tylko w momencie, kiedy potrafi on sobie w magiczny sposób zniknąć. Słyszałem relacje ludzi, którzy na przykład widzieli, jak ten wielki dwumetrowy małpolud dosłownie wchodzi w ścianę skalną i się rozpływa. Czy to mimikra doskonała, czy też może jakaś iście mesmerowska zdolność do zasiewania strachu w ludzkim umyśle przez małpoludy? Tego nie wiem. Panowie, jak wy odnosicie się do tej hipotezy w zasadzie, która poszukuje źródeł relacji o potworach w siłach nie do końca naturalnych? Marku, czy ciebie przekonuje ta koncepcja Keela mówiąca, że gdzieś tam mogą się kręcić po ziemi jacyś ultraziemianie?
[11:27] - Tak. To znaczy między innymi tak, bo kiedy powiedziałeś o tym, że jestem sceptycznie nastawiony, to kiwnąłem głową. Owszem, tak, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do rozumienia tych dziwnych gatunków, które się pojawiają, tych kryptyd jako takich stworów, które żyją obok nas, gdzieś tam się maskują, w norkach sobie siedzą i się od czasu do czasu pojawiają. Trudno mi jest przyjąć taką koncepcję. Natomiast wszystkie te, które przedstawiłeś przed chwilą, są dla mnie do przyjęcia. Dlatego, że one nie zakładają, że te kryptydy permanentnie żyją obok nas Natomiast zakładają, że od czasu do czasu się pojawiają, wkraczają do naszego świata, ukazują się, budzą jakiś niepokój. To jest dla mnie taki rodzaj wyjaśnienia, który przyjmuję. W dodatku to jest tak, że kiedy mówimy o tych dziwnych stworach, kryptydach, zjawisko jest na tyle częste, na tyle często przytaczane, przywoływane, że trudno je lekceważyć. Trudno powiedzieć: „To bez sensu. Głupoty ludzie wymyślają”.
Zapytacie państwo: „Jak, panie Żelkowski, łączysz to ze swoim sceptycyzmem?”. Tak jak powiedziałem przed chwilą, nie wierzę w te kryptydy, które gdzieś tutaj myszkują po lasach. Natomiast jestem w stanie przyjąć jedną z tych hipotez, jedną z tych opcji, które Piotr przedstawił, czy to właśnie ultraziemian, czy pojawiania się tych stworów. Od czasu do czasu ludzie natykają się, relacjonują i to wydaje się koncepcją bardziej spójną z mojego punktu widzenia. Bo tak jak Piotr zaznaczył, naprawdę uważam, że Polska, w ogóle Europa, to jest w gruncie rzeczy mały spłachetek ziemi, dosyć gęsto zaludniony i miejsca dla takich ukrywających się stworów, które nie wiadomo skąd pochodzą, ale żyją wśród nas i tak dalej, już nie będę błaznował, myślę, że nie ma. Natomiast na stwory, które od czasu do czasu odwiedzają nasz wymiar, naszą rzeczywistość czy jakkolwiek sobie to będziemy tłumaczyć, jak najbardziej. I to są te koncepcje, które do mnie przemawiają. Dzięki.
[14:38] - Trzeba też pamiętać, że tak jak w ufologii, tak i w kryptozoologii nie możemy tych wszystkich stworów mierzyć jedną miarą. Czym innym mogą być niewykryte gatunki waleni czy płetwonogów, które mogły dać życie historiom o potworach wodnych, a czym innym są opowieści, jakie dzisiaj poznamy, czyli o spotkaniu oko w oko z jakimś czymś, co nawet trudno opisać, co jednak wyglądało na w pełni żywe i namacalne. Jest jeden problem oczywiście z tą hipotezą. Ona szuka wyjaśnienia pewnych anomalii. Na przykład tą hipotezą o ultraziemianach czy o dystorsji. To się wszystko jakoś łączy. Mamy istotę, która dysponuje jakąś zdolnością wprowadzania ludzkiego umysłu w błąd. Może to nawet być jakieś zwierzę, chociaż nie do końca w to wierzę. Zabawiłem się w poetę. Ale przecież kiedy posłuchacie relacji o śnieżnych ludziach, o Bigfoocie, to jedną z jego czołowych zdolności jest możliwość wywierania troszeczkę hipnotycznego wpływu na świadka.
To znaczy, on jest w stanie zasiać w człowieku momentalnie panikę. Wiele osób to podkreślało, którzy stanęli oko w oko z tym stworzeniem, że po prostu zaczęli panicznie bać się i nic nie reagowali. Nic zupełnie. Czy to wynika z faktu, że sam widok takiego stworzenia jest wystarczającą rzeczą, by narobić, mówiąc kolokwialnie, w nachy? Czy rzeczywiście jest tam jakiś element psi, o którym mówili badacze? Kryptozoologia jest taką dziedziną, gdzie się ściera wiele paradoksów i to nam pokazuje, że mamy badaczy, którzy z jednej strony mówią o jakimś mocnym paranormalnym wątku w tych doniesieniach i tych badaczy, którzy wierzą cały czas, że mamy do czynienia z istotami, które są zupełnie z krwi i kości i są troszkę bardziej fikuśnymi przedstawicielami fauny, ale jednak tylko fauny ziemskiej. Arku, czy ta hipoteza, powiedzmy, międzywymiarowa o ultraziemianach, bo to się wszystko, jak powiedziałem, koniec końców sprowadza do jednego punktu, jakoś do ciebie przemawia?
[16:59] - Tak. Trzeba przyjąć coś takiego, że albo z różnych względów ludzie po prostu wymyślają takie historie, historie spotkań z kryptydami zarówno po to, żeby zaistnieć, żeby dać parę wywiadów w mediach, ochronić jakieś środowisko, bo tak też bywa, że najlepiej wprowadzić... Prawdę powiedziawszy sam coś podobnego zrobiłem, a mianowicie troszeczkę naopowiadałem, że na pasku ziemi, która do mnie przynależy, pojawiły się żmije. Zrobiłem to dlatego, że sarny się kociły u mnie i nie chciałem, żeby wyprowadzono psy w okolicy, bo często psy były spuszczane i dla psa zabawa, dla zwierząt tego typu to po prostu jest walka o życie. Jak jeszcze miałem Facebooka, puściłem parę informacji takich właśnie, że w tym miejscu pojawiły się żmije i trzeba jakoś chronić psy.
[18:17] - Tak też bywa. Bardzo często może bywać w przypadku chęci ochrony jakiegoś środowiska, gdzie ktoś dostrzegł jakieś nieodwracalne szkody, które ludzie chcą tam zrobić. Taka też jest możliwość. Inną sprawą jest to, że żeby jakiś gatunek kontynuował swój trwały pobyt na matce Ziemi, musi być około 2000 osobników. Jeżeli liczba jest mniejsza, prędzej czy później, bez pomocy ludzkiej w tym wypadku, ten gatunek jest skazany na wymarcie. Jakieś małe zaburzenia w środowisku i to ginie. Dlatego nie sądzę, żeby małe populacje w granicach kilku osobników były w stanie przez długi okres czasu, krzyżując się wewnętrznie, trwać. Owszem, nie dotyczy to bardzo często zwierząt typu ryby, kraby czy tego typu zwierzęta prostsze w budowie, które się mogą krzyżować ze sobą i nie powoduje to uszczerbku dla ich zdrowia. Ale i tak w jakiś sposób ewoluują, dopasowują się do środowiska. Niemniej jednak się przyjmuje, że około 2000 przedstawicieli gatunku powinno być.
Samo przez się mówi to o tym, że stwory, które są widywane, które bywają u nas i znikają, muszą w jakiś sposób przenikać do naszej teraźniejszości z innych światów, wszechświatów czy tego typu rzeczy. Bardzo dobrze, Piotrze, wspomniałeś o korelacji z obserwacjami ufonautów, dlatego że bardzo często można dostrzec, czytając doniesienia o tym, że ludzie bardzo często porządkowują wygląd taki, jaki znają, takiego, się nie boją i jaki ich uspokaja. Bardzo często są to postacie o dużych oczach, czyli to będzie może jakaś sowa, jakaś sarna we śnie widziana. Bardzo często są to dziadkowie, którzy już odeszli, ewentualnie jakaś inna rodzina, taka, przy której czuliśmy się bezpiecznie. I bardzo często właśnie w takich kontaktach z ufonautami coś takiego jest widywane i z tego samego być może korzystają. W ten sam sposób te kontakty prowadzą niektóre z tych kryptyd. Mowa tu konkretnie o Yeti, Bigfoot czy Almazie z tych bardziej bliższych nam rejonów. Almaz Syberia. W sumie mamy połączenie takie normalne, że na dobrą sprawę, gdyby się wybrali w tą stronę, mogliby do nas dotrzeć. Tyle.
Dziękuję.
[22:09] - Dzięki. Jeżeli chodzi o dzikich ludzi, to trzeba powiedzieć, że średniowieczna Europa miała trochę takiego fioła na ich punkcie. Pojawiają się w sztuce sakralnej na przykład, pojawiają się w legendach. Natomiast to też nie byli tacy dzicy ludzie w 100% jak nasze demony leśne. Nasze demony leśne to często właśnie jakieś włochate istoty. Później już ten wizerunek się zaczął kształtować trochę inaczej i te wszystkie diabły leśne zaczęły potem przypominać chociażby szlachciców, chociażby Niemców i tak dalej. Też jest możliwe moim zdaniem, albo przynajmniej nie wykluczam takiej możliwości, analizując różnego rodzaju legendy i zapisy folklorystyczne, zwracam zawsze na to uwagę, że część z tych relacji o tym leśnym lichu jest bardzo podobna tak naprawdę do historii o Bigfoot. I teraz pytanie, czy on tu kiedyś mieszkał? To może raczej chyba śnieżny człowiek. Czy on tu kiedyś u nas mieszkał również i to spotkania z nim dały podstawę do opowieści o różnego rodzaju leśnych demonach?
Zobaczymy jeszcze, będziemy o tym mówić. Może nawet pojawi się parę przykładów. Widzę, że tutaj bardzo dużo jest fajnych komentarzy. Ja je tutaj troszeczkę potem pogrupuję, bo widzę, że na przykład pan Paweł pisze taką hipotezę, że w wielu przypadkach do tych obserwacji dzikich ludzi mogły przyczyniać się tak zwane osoby niepełnosprawne, które po prostu wędrowały, zostały wygnane z domu, nie miały stałego miejsca zamieszkania i pojawiały się w lasach. I w ten sposób można było w jakiś sposób się ich przestraszyć, a nawet uznać za stworzenia nie z tego świata. To nie musieli być oczywiście niepełnosprawni. To mogli być ludzie, którzy wybrali sobie taki styl życia. Ale mamy Marku Ivelliosie jeszcze jednego pana, pana Jędrzeja, który do nas pisał na początku programu, że ma relację o kryptydzie. Pan Jędrzej, jeżeli będzie próbował się do nas dodzwonić, to prosimy o telefon za jakąś godzinkę około 21:30. Ivellios przypomni wtedy telefony.
Jeżeli to jest interesująca historia, to bardzo prosimy, za jakąś godzinkę, bo musimy jeszcze kilka rzeczy sobie tutaj z panami omówić. Jeszcze raz przypomnę, że temat polskich potworów, polskich kryptyd niejako powrócił, kiedy z Damianem Trelą i Jarkiem Miazdą żeśmy zaczęli prezentować relacje o spotkaniach z tak zwanym żywym folklorem. I nie chodzi tu tylko o tańce czy ludowe przyśpiewki. To mówię do tych, którzy się przyłączyli do naszej audycji teraz albo niedawno, ale relacje ludzi, którzy twierdzili, że spotkali istoty pochodzące wprost z demonologii ludowej, jakieś tam boginki, karły, pomorniki. O pomorniku mówiliśmy tydzień temu i tak dalej. Ośmieleni nagłośnieniem tego typu zdarzeń ludzie zgłaszali podobne historie. Nim zaczęliśmy o tym pisać, mówić, nim Arek napisał swoje książki, Damian opublikował kilka ciekawych historii także w swojej książce o UFO nad Dolnym Śląskiem, to w polskiej literaturze paranormalnej też się pojawiło kilka ciekawych wniosków. I co mi tak od razu przyszło do głowy i o czym zapomniałem powiedzieć tydzień temu, kiedy mówiliśmy o polskiej chupacabrze. Nie wiem, Arku, czy to pamiętasz, ale był swego czasu taki kontrowersyjny ufolog. Nazywał się Jan Pająk i on pochodził gdzieś chyba z okolicy Dolnego Śląska.
On potem wyemigrował. W sumie doktor Jan Pająk potem wyemigrował, ale pamiętam, że to było jakiś czas temu, dobrych kilka lat, kiedy on publikował jeszcze w sieci te różne swoje historie, to pamiętam, że jedna z nich dotyczyła spotkania gdzieś w okolicach Ślęży, ale tutaj nie dam sobie ręki uciąć, czy to była Ślęża. To były gdzieś te okolice, Dolny Śląsk, okolice Wrocławia. I on twierdził, że spotkał wtedy polską chupacabrę, jakieś dziwaczne zwierzę, które wyglądało jak jakaś chimera niesamowita. Nie było to żadne zwierzę znane nie tylko z zoologii, ale też oczywiście z fauny polskiej. Ale tych historii było więcej. Wertując sobie w pamięci różnego rodzaju doniesienia, przypomina mi się na przykład taka historia opisana przez Kazimierza Blazowskiego, który z kolei donosił o jakichś istotach wychodzących regularnie ze studni na posesji gdzieś w województwie mazowieckim. Niestety dokładnie nie pamiętam, gdzie. Tego typu historie, dawniej traktowane z przymrużeniem oka, dzisiaj, jak widzimy, mają wielu miłośników, a przynajmniej wiele osób chce przekonać się o tym, że Polacy nie gęsi. Może złe porównanie, ale Polacy swe potwory też mają.
Panowie, kilka historii też w swoich archiwach zgromadził Robert Leśniakiewicz. Marku, pamiętasz taką książkę może „Projekt Tatry”?
[27:30] - Pamiętam, ale jej nie mam na podorędziu i dzisiaj, mówiąc szczerze, pamiętam ogólnie, że tam była mowa o jakichś hybrydach, ale szczegółów niestety nie przywołam. Ale chciałem jedną rzecz powiedzieć jeszcze o doktorze Janie Pająku, który wyemigrował do Australii. Proszę zauważyć, ja już te jego relacje czytałem, pod koniec lat 90. były w internecie. Wtedy internet wyglądał troszeczkę inaczej, bardzo prymitywnie. Niemniej pamiętam, że ściągałem te jego pliki, w których on bardzo rozwlekle to wszystko opisywał. To było trudne do strawienia, mówiąc szczerze, ale jednak ja byłem człowiekiem upartym, czytałem. I proszę zwrócić uwagę, że według jego koncepcji cały nasz świat podlega pewnej manipulacji, której dokonują obcy. Manipulacji polegającej na tym, że czas jest bardzo im podporządkowany. Oni manipulują czasem.
I tutaj ja nie mówię, że należy posiłkować się tylko i wyłącznie tym, co Pająk pisał, ale pewna koncepcja jest, czyli te manipulacje czasem, jakieś takie odwołania do wcześniejszych, późniejszych i tak dalej, to też może być koncepcja taka dorzucona do tego, o czym mówiliśmy przy okazji poprzedniego pytania, że być może te kryptydy, jeśli w ogóle taka manipulacja czasem następuje, one są właśnie przenoszone z innych momentów, które przeżywała nasza Ziemia i powiedzmy, one tutaj na krótko bywają. Być może później znikają, być może wracają do swojego czasu. Nie wiem. W każdym razie nawet śledząc to, co Pająk pisał, warto mieć to z tyłu głowy, że te manipulacje czasem przy tym naszym temacie również mogą jakieś znaczenie mieć.
[29:56] - Tak, to jest jedna z wiodących takich hipotez w kryptozoologii paranormalnej, która była obecna w bardzo wielu publikacjach swego czasu, bo sugerowano, skąd się mógł wziąć potwór z Loch Ness. A może go po prostu coś wypluło, tak? Wpadł w jakąś dziurę czasową, jakiś prehistoryczny dinozaur i go mamy teraz w Szkocji. Ale z racji tego, że jak powiedziałem, ta dziedzina opisuje zarówno półwilki, półludzi, jak i chodzące po Ziemi dinozaury, możemy sobie snuć przeróżne hipotezy, ale wpadła mi właśnie w pamięć ta historia na temat tego stworzenia, które on widział. Ja tego nie mogłem nigdzie zlokalizować. To zapewne gdzieś jest w sieci. Jeżeli ktoś będzie dociekliwy, to sobie znajdzie. Pamiętam, że Robert Leśniakiewicz w swoich publikacjach miał tam więcej takich wzmianek Więcej wzmianek na temat różnego rodzaju kryptyd, między innymi w Projekcie Tatry, w takim suplemencie do Projektu Tatry, nie pamiętam, jak to się nazywało. Wspomina on między innymi o zdarzeniu z 1985 roku, kiedy w okolicach szkoły w Jordanowie w województwie małopolskim dwie nauczycielki miały natknąć się na liczące około 60 centymetrów ślady w śniegu. Oczywiście było to dość dziwne, ale sugerowano, że te ślady mogły powstać w sposób naturalny, czyli śnieg rozstajał je i je powiększył.
Jeżeli chodzi o Roberta Leśniakiewicza, to on o tym wspominał. Tylko że prace pana Roberta są rozproszone po sieci. Było bardzo dużo. Pamiętam, że wspominał między innymi o jakimś stworzonku znalezionym przez górników bardzo głęboko pod ziemią, które może nie było jakimś strasznym potworem, ale jego warunki życia były co najmniej zaskakujące. Także tych historii pan Robert opisał sporo, ale również napisał książkę chyba pod tytułem „UFO i czas”. Na pewno „UFO” i chyba „UFO i czas” też było. Zresztą czas i tempo nauki, czyli podróżnicy w czasie to jest jedna z jego ulubionych hipotez. Arku, jak ty podchodzisz do koncepcji, o której Marek powiedział, czyli te kryptydy, może niekoniecznie ultraziemianie, ale może po prostu jacyś podróżnicy przez fale czasu? A może za daleko w tym wszystkim idziemy? Może się potrzeba skupić na tych stworzeniach z krwi i kości?
[32:29] - To jest dziwne, dlatego że w literaturze dotyczącej kryptyd są takie przypadki odkopanych, tak jak przed chwilą wspominałeś, kryptyd gdzieś w pokładach. Sytuacja była taka, że podczas kopania tunelu gdzieś w Alpach, w okolicach między Francją a bodajże Niemcami, całkiem niedawno, bo chyba w XIX wieku, wyszedł taki stwór, który przypominał pterodaktyla. Po wysadzeniu skał przeszedł troszeczkę, zachrapiał, padł martwy. Niemniej jednak skądś się musiał wziąć. Niemożliwe, żeby przez 65 milionów lat siedział w skale. Ten przypadek był swego czasu, można go spotkać w bardzo wielu książkach o niewyjaśnionych rzeczach. Co się dalej z tą kryptydą stało? Prawdopodobnie był jeszcze jakiś czas w którymś z muzeów wystawiany, ale podczas I wojny światowej przepadł. Nie wiadomo, czy było to od początku do końca przygotowane, delikatnie mówiąc, łgarstwo, żeby nabić troszeczkę turystów do tej miejscowości, do tego muzeum, bo tak bardzo często było. Inne doniesienia dochodziły, z tego, co pamiętam, ze Stanów Zjednoczonych, gdzie polowano też między innymi na coś podobnego do pterodaktyla, którego nawet ustrzelono i zrobiono sobie przy nim zdjęcie.
Takie zwierzątka przewijają się przez nas. Na ile to jest wiarygodne? Tego nie wiadomo, ale jedną z takich idei przenikania tych wszystkich stworów jest właśnie idea połączonego czasu i możliwości przenikania. Był kiedyś taki angielski film w telewizji odcinkowy, gdzie pojawiały się takie struktury łączące nas z innymi czasami i przez które przenikały jakieś dziwne zwierzęta. Z tym że to się działo tam bardzo szybko. Natomiast z perspektywy życia jednego człowieka tych kryptyd tak naprawdę nie ma zbyt wiele w jakimś określonym miejscu. Ale Polacy, tak jak powiedziałeś, Piotrze, nie gęsi, swoje kryptydy mają. My mieliśmy też takie informacje od Damiana Treli z kolei, gdzie świadkowie zauważyli postacie, które były na wieżowcu. Było to późnym wieczorem. Które zleciały z tego i jak rozwinęły skrzydła, przypominały pterodaktyle.
Ciężko powiedzieć, na ile wiarygodna jest ta historia. Swego czasu była ona dosyć często na forach internetowych podbijana, związanych z nieznanym. Damian Trela dotarł do głównych świadków. Cóż, ciężko powiedzieć. Jedyną, wydaje się, sensowną odpowiedzią są połączenia czasowe czy może międzywymiarowe albo z innym wymiarem, albo z innymi czasami. Jeżeli chodzi o zmiany upływu czasu, to takie Tego typu rzeczy były już opisywane też w publikacjach o UFO i one dotyczyły między innymi takiego momentu, w którym czas zamierał, ale też i tak jak w przypadku na Helu było też nie tylko spowolnienie, ale bodajże z tego, co pamiętam, lekkie cofnięcie w czasie. Czyli czas nie jest takim, jakim go postrzegamy na co dzień, że jest stałą rzeczą, jedną ze stałych kosmicznych, ale można nim właśnie w dowolną stronę w jakiś sposób manipulować. Być może przez fale grawitacyjne, które mogą być powiązane z nim, ale tutaj trzeba by było troszeczkę inaczej wgłębić się w teorię czasoprzestrzeni i tak dalej. A tu wracając do kryptyd, jest to naprawdę wielka zagadka, dlatego, że spotykamy się z tym. Zapewne jeżeli są to jakieś małe zwierzątka typu owady, nie dostrzeglibyśmy ich.
Natomiast jeżeli są to duże, ponad metrowej wysokości zwierzęta, to już raczej nie można mówić o tym, że w jakiś tam sposób przetrwały. Tutaj chciałbym też od razu powiedzieć, że ponieważ te postacie, które zleciały w dół i poleciały dalej w stronę parku, stały na tym dachu, więc wyklucza to pomyłkę z nietoperzami. Dlatego, że nietoperze nie stoją nigdy na łapach, zawsze wiszą w dół, nawet jeżeli zatrzymują się gdzieś na drzewach, nie startują z pozycji stojącej, tylko zawsze wiszącej. Więc tutaj odpada coś takiego. Nawet rudawki, czyli te duże nietoperze z Azji, które odżywiają się owocami, też startują z pozycji wiszącej, więc jakiekolwiek możliwości tego, że ktoś pomylił to właśnie z rudawkami czy z nietoperzami jest raczej wykluczone. Dziękuję.
[39:49] - No tak, jeżeli sobie wrócicie do tej audycji o efekcie Mandeli, tam przywoływaliśmy też historie ludzi, którzy twierdzili, że nagle znaleźli się w jakiejś zupełnie innej rzeczywistości. Znaczy podobnej do naszej, ale trochę jakby zmienionej czasowo, czyli przesuniętej w przód najczęściej. Ale też zdarzały się w literaturze takie relacje, które mówiły o przeskokach do tyłu, w przeszłość. Jeżeli pójdziemy tym tropem i założymy, że jest to możliwe, to przecież mogłoby to jakoś tłumaczyć obserwacje kryptyd, które były, a których już nie ma. Ale z drugiej strony przychodzi mi Marku do głowy takie coś: u nas występował powszechnie tur. Potem z biegiem stuleci był coraz rzadszy, w końcu zniknął. Ale ten tur jakoś dziwnym tropem nie przyczynił się do powstania jakichś legend nie wiadomo jakich. To też jest takie symptomatyczne, jeżeli mówimy o tego typu historiach, ale nie przypadkowo rozmawialiśmy o tych wszystkich dziwnych koncepcjach mówiących o przeskokach w czasie, a to jakieś tam przesunięcia, a to o utraziemianach. Dlatego, że przejdziemy do kilku bardzo dziwnych historii, które odnotowali polscy badacze albo które pochodzą gdzieś tam z naszych archiwów. Ja pamiętam taką historię z miejscowości Niedrzwica Kościelna koło Lublina.
Działo się to zimą 2006 roku. Świadek jadący samochodem widział zwierzę poruszające się z ogromną prędkością. Co więcej, to stworzenie wydawało jakieś nieprzyjemnie brzmiące porykiwania. Po pewnym czasie był on w stanie zobaczyć humanoidalną tak jakby postać, ale kiedy wrócił do domu, okazało się, że jego pies zwariował. Nie chciał się z nim przywitać, był strasznie podekscytowany. Zresztą pojawienie się tego dziwnego stworzenia miało wywołać psią kakofonię w całej okolicy. Jeżeli miałbym powiedzieć, co jest takim charakterystycznym elementem polskiej kryptozoologii w ostatnich latach, to powiedziałbym, że to są relacje na temat stworzeń, które przypominają nieco indiańskie skinwalkery albo po prostu, może to zabrzmi śmiesznie, ale wilkołaki. Pamiętam, kiedy jeden z amerykańskich badaczy przekazał mi przed laty historię o turyście z USA, który przyjechał do nas nad Wisłę i z pociągu zobaczył po prostu takie stworzenie, wilka na dwóch nogach, jak powiedział. Ale takie relacje gromadził też na przykład Arek Miazga i oto, co powiedział jeden z mieszkańców Podkarpacia. Zacytuję wam, sekundkę.
„Zdarzyło się to najprawdopodobniej we wsi Komorów lub Huta Komorowska w maju bądź czerwcu 1991 roku, niedaleko Nowej Dęby, gdzie wtedy mieszkałem. Uczęszczałem do trzeciej klasy szkoły podstawowej. To była wycieczka klasowa, dwudniowa. Mieszkaliśmy na terenie należącym do straży pożarnej. Nocleg mieliśmy w murowanej dużej remizie. Na tym terenie było sporo drzew i krzaków. Pośrodku była zadaszona weranda rozmiarów szkolnej sali gimnastycznej oraz studnia. Cały teren był ogrodzony. Pierwszego dnia rozpaliliśmy pod okiem nauczycieli ognisko. W godzinach popołudniowych nadeszła jednak mocna ulewa.
Wszystkie dzieciaki, łącznie ze mną, schowały się do tej murowanej remizy i z wielką niecierpliwością wyglądaliśmy, kiedy ta ulewa przejdzie. Gdy zmieniła się ona w lekko kapiący deszcz, ja i dwóch kolegów pobiegliśmy sprawdzić za krawędź budynku, czy ognisko czasem nie zgasło. Gdy wybiegliśmy, ujrzeliśmy jakieś czarne zwierzę, mocno owłosione, przygarbione, siedzące przy ognisku. Mieliśmy wrażenie, że coś przy nim robi. Przebiegliśmy jeszcze około 10 metrów i wtedy to coś, siedząc bokiem, odwróciło się w naszą stronę — wspominał mężczyzna. I tutaj pan R. dodawał, że chłopcy przerazili się i wrzasnęli, w wyniku czego nauczycielki i cała grupa tych wycieczkowiczów zwróciła uwagę na to, co się dzieje przy ognisku. Istota tam chwilę posiedziała, po czym uciekła w stronę drzew. Zacytuję jeszcze fragment: „Chcieliśmy za tym pobiec, ale strach był większy. Bardzo dobrze pamiętam, że zwierzę miało dość duże czerwone oczy, sylwetkę przygarbioną.
Gdy siedziało, przypominało niedużą małpę. Natomiast gdy uciekało, zauważyliśmy, że było korpulentne. Pamiętam, że dopytywaliśmy się nauczycielek, co to mogło być, ale nie były w stanie nam odpowiedzieć”. I to relacja pochodząca z Podkarpacia, z archiwum Arka Miazgi. Bardzo symptomatyczna, bardzo typowa dla Polski. Zgromadziliśmy takich podobnych kilka. Zresztą w archiwum Arka jest jeszcze jedna podobna historia. Taka dość zabawna, powiem wam, bo teraz już nie pamiętam, jakie były okoliczności. Musiałbym pootwierać te wszystkie pliki, które mam przygotowane. Chodziło o to, że dzieci jakoś się tam chyba bawiły.
Nie wiem, czy się bawiły, czy co. W każdym razie w pewnym momencie otworzyły, i tu jest ta zabawna część, wychodek, a w wychodku siedział taki stwór identyczny jak ten opisany. Po czym szybko zamknęły te drzwi i uciekły. Ale Marku, czasami szukamy nie tylko jako badacze, albo inaczej: czasami naukowcy szukają takich wyjaśnień trochę na siłę, jeżeli chodzi o różnego rodzaju dziwne zdarzenia i bardzo często sięgają do psychologii. Istnieje takie zjawisko jak wspomnienia pokrywcze. Myśmy o nich mówili w którejś chyba „Debacie Ufologicznej”. To są te wspomnienia, które mózg generuje po to, żeby przykryć jakąś większą traumę. I to mogą być całkiem realistyczne elementy, realistyczne wspomnienie, jak i też jakieś niestworzone historie. Ja sobie tak czasami myślę, kiedy poszukuję odpowiedzi na temat tego typu zjawisk, bo to nie jest normalne, że jedziesz na wycieczkę szkolną i spotykasz wilkołaka przy ognisku. Czy za tym nie stoi jeszcze jakiś inny mechanizm, który niekoniecznie jest związany z ultraziemianami czy jakimiś anomaliami czasowymi?
A może oni zobaczyli coś, czego te młode umysły nie potrafiły zaakceptować i zostało to w ich rozumach, w ich mózgach zapisane jako spotkanie z potworem? I tutaj chyba jeszcze bardziej pasuje ta historia z tym stworem gdzieś tam w tej Sławojce. A może w tym kierunku powinniśmy podążyć? Że jednak nie żadne superspektrum, żadni ultraziemianie, którzy manipulują naszymi mózgami, tylko nasz własny umysł w nie zawsze sprzyjających okolicznościach jest w stanie tego potwora wygenerować.
[47:20] - Ja nie jestem psychologiem, trudno mi się wypowiadać jakoś tak kompetentnie, natomiast wydawałoby mi się to dziwne, jeśli to byłoby jedno dziecko, to owszem, ale jeśli mamy dwie dziewczynki, to żeby zobaczyły to samo i że te wspomnienia pokrywcze. Bardziej mi to pasuje, mówiąc szczerze, że ktoś to zjawisko, ktoś, coś, bo trudno powiedzieć, czy to był ktoś, czy to była jakaś siła bliżej niesprecyzowana, mogła to zjawisko wykorzystać i wygenerować coś tego rodzaju wspomnień. Ja powiem jeszcze, że to zdarzenie, które przywołałeś w tym kibelku, Sławojce czy też wychodku, miało jeszcze jeden dziwny element, a mianowicie ten stwór czy też ten wilkołak. Ta dziwność polegała na tym, że ta postać była taka półprzezroczysta i w dodatku obie te dziewczynki troszeczkę inaczej to widziały. Nie zgadzały się szczegóły, natomiast zgadzało się to, że widziały potwora. Z jednej strony tego rodzaju zgłoszenie mogłoby potwierdzać to, co powiedziałeś, że te umysły młode pokryły sobie to jakimś potworem. Dlatego się potwory nie zgadzały, bo w każdym umyśle się zapisały inaczej. Ja natomiast, ale to mówię zupełnie bez żadnych podstaw, bardziej jest moja spekulacja w tej chwili niż jakakolwiek wiedza, bardziej bym się skłaniał ku temu Że ktoś rzeczywiście może chcieć pokrywać jakieś wspomnienia, trudno powiedzieć nawet jakie, tego rodzaju historiami o potworach. W dodatku jest to w jakimś stopniu skazanie tej osoby, której się tego rodzaju wspomnienie wszczepi na pewien taki, wielkie słowo ostracyzm, za duże, ale w każdym razie na taki dystans ludzi, którym ta historia zostanie opowiedziana. Bo jak ludzie zaczynają mówić, że widzieli potwora albo coś dziwnego, albo wilkołaka, to część ludzi po prostu nic nie mówi, część puka się w głowę, a część reaguje w sposób mało sympatyczny.
W związku z tym pytanie, które moglibyśmy zadać: jeśli widzenie tego rodzaju potworów, kryptyd, jakichś dziwnych stworów, żeby nie zamykać się w jednym nazewnictwie, jeśli to jest tylko pokrycie innego zjawiska, to nasuwa się bardzo proste i oczywiste pytanie: jakiego? I kto wie, czy w tym przypadku nasza audycja w jakiś sposób jednak nie łączy się z póki co nieobecnymi na antenie debatami ufologicznymi. Nic nie rozstrzygam, bardziej rzucam to w eter do przemyślenia. Być może tego rodzaju opowieści o kryptydach, o dziwnych stworach, wilkołakach i tak dalej, to jest dobry kamuflaż dla tych onych, którzy z jakąś misją przybywają, coś robią. Słowo misja jest może nie na miejscu. Po prostu mają do wykonania coś i zgodnie z zasadą dobrego kamuflażu, taki kamuflaż kryptydowy jest jak najbardziej okej.
[51:36] - Przecież jedna z teorii na temat Bigfoota i Chupacabry mówi, że to jest biosonda, która jest optymalnym rozwiązaniem, jeżeli idzie o eksplorację ziemskiej biosfery. Dlatego została wypuszczona po coś i sobie tam drepce. Ale temat Bigfoot i UFO to jest rzecz bardzo skomplikowana i będzie ona rozwijana na pewno w debatach ufologicznych. Arku, jakieś trzy słowa komentarza może i przechodzimy do kwestii polskiego Bigfoota, bo z jednej strony tutaj mamy historię, że coś się kamufluje, a z drugiej strony dzieci sobie jadą na wycieczkę, patrzą, a tam wilkołak.
[52:21] - W kibelku.
[52:22] - Tak, do tych kibelków. Ale takich leśnych ostępów jest coraz mniej. Takich spotkań powinno być troszeczkę więcej, gdyby one były. Natomiast tak jak powiedział Marek, trzeba się przyjrzeć temu, dlaczego ktoś by miał coś takiego robić, to znaczy podpinać się pod coś, odczytać z jaźni tych dziewczynek, czego się boją i to właśnie im pokazać, żeby się przestraszyły. Bo czasami jest tak, że spotkania są bardzo łagodne i osoby, które widzą coś, widzą duże oczy, które są milusie z reguły, ale też bardzo często widzą oczy czerwone i postać zwalistą, taką, która może przestraszyć. No i pytanie jest kto i dlaczego? Bo zebranie próbek tyle razy, co przez te tysiące lat, gdzie tutaj współistniejemy z tą obcą strukturą, to tych próbek można by było pobrać. A tutaj jest coś takiego mniej pojętego, jeżeli chodzi o celowość działań. W ten sposób można powiedzieć. Dziękuję.
[54:08] - Drodzy słuchacze, drodzy Państwo, jednym z takich najbardziej fascynujących tematów jest obecność na ziemiach polskich tak zwanych śnieżnych ludzi, czyli eurazjatyckich odpowiedników Bigfoota. Cytowany dwa tygodnie temu profesor Czubala mówi o mnogości tego typu doniesień w relacjach staropolskich. Czy te wszystkie borowe dziadki, te wszystkie diabły leśne i leśne licha mogą być tak naprawdę polskimi Bigfootami? Śnieżny człowiek to nazwa, którą Rosjanie nadali reliktowym hominoidom. Oni tak to nazywają. To te same stworzenia, które za oceanem są znane jako Bigfoot, Sasquatch i tak dalej, w Azji jako Jeren lub Orang Pendek. Istnieje też wiele lokalnych nazw. Często pojawiają się także podobieństwa w cechach, jakie tradycja nadaje tego typu istotom. Dlatego że one występują bardzo bogato na przykład w folklorze rdzennych ludów Ameryki Północnej. Zwraca się uwagę na ich nieuchwytność, na zdolność do znikania, jak i fakt, że są kimś w rodzaju strażników puszczy.
Jeżeli idzie o śnieżnych ludzi, to temat ten był traktowany przez spore grono osób w ZSRR i późniejszej Rosji dość poważnie. Nazwiska takie jak Torszniew, Bykowa, Sapunov mówią wiele miłośnikom tematu. To byli ludzie, którzy nie bali się zapuszczać w odległe rejony, gdzie te istoty miały występować. Te ich ekspedycje miały bardzo różny skutek. Wiemy, że Maja Bykowa zupełnym przypadkiem pewnego razu natknęła się na takiego wielkiego, śnieżnego człowieka. Z kolei mieliśmy przecież te relacje, kiedy radzieccy badacze pojechali do Gruzji szukać śladów słynnej Zany. Zana miała być małpoludem, który został przyhołubiony do jednego z gospodarstw. I tak się jakoś złożyło, że Zana wkrótce urodziła półludzkie dzieci. O dziwo znaleziono tych ludzi, znaleziono potomków domniemanej Zany, ale do tej pory nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, czy była to po prostu dzika kobieta, wspomniany przez ciebie Arku Aumas, czy też po prostu niewolnica pochodzenia afrykańskiego. Dlatego, że to jest jedno z wytłumaczeń tego fenomenu.
Co do Sapunowa, o którym mówiłem, to lata temu nakładem wydawnictwa KOS z Katowic ukazała się jego książka „Między człowiekiem a zwierzęciem”, w której podsumował stan wiedzy na temat tych dziwnych stworzeń oraz najciekawsze przypadki. Sapunov podchodził do śnieżnych ludzi w taki typowo naukowy sposób, chociaż bardziej zwracał uwagę na jakieś pokrewieństwo z Neandertalczykami, co raczej chyba dzisiaj już jest kwestionowane. Uznawał, że to są spokrewnione z nami ssaki naczelne, które być może tworzą więcej niż jeden gatunek i zostały zepchnięte po prostu do buszu przez naciskającego na nie homo sapiens. Śnieżni ludzie to przede wszystkim są według niego bardzo inteligentne stworzenia. Dysponują też wspomnianymi dodatkowymi zmysłami, które pozwalają im oddziaływać na ludzką psychikę. A co jest najważniejsze z takiego punktu widzenia zoologicznego? Fakt, że zdaniem Sapunowa i innych one migrują. Migrują, stronią od ludzi, mają swój habitat, mają swoje środowisko i w miarę rzadko nasze szlaki się przecinają. Nie są też do końca przyjazne, chociaż występują w mnogości form, od takich naprawdę potężnych istot po dużo mniejsze przypominające po prostu trochę większe małpki. Istnieje kilka ciekawych relacji, na które uwagę zwrócił między innymi Ivellios o śnieżnych ludziach na terenach dawnych ziem polskich.
I tutaj jest pewien problem, dlatego że często są to źródła pochodzące ze Związku Radzieckiego, a wiecie, jak tam traktowano fakty. Natomiast te wszystkie legendy o leśnych ludziach, o leśnym lichu, o których mówiłem, rzeczywiście były swego czasu bardzo powszechne. Kiedy czytamy te relacje, to czasami przebiega nam po skórze dreszcz. Przytoczę tutaj jedną z takich historii, którą zresztą wziąłem skądś Ivellios. Pochodzi z roku 1926 z Krakowca. To jest ówczesne województwo lwowskie, a dziś to jest miejscowość na granicy z Rzeczpospolitą. Tutaj Roman Mielnik, mieszkaniec Lwowa, raportował, że jego dziadek w owym roku 1926 zobaczył stworzenie podobne do małpy o wzroście do 150 centymetrów wzrostu, którego całe ciało pokryte było czarnym futrem. Niestety brak dalszych informacji. Samo źródło, czyli „Interesnaja Gazeta” też nie jest jakimś wybitnie wiarygodnym publikatorem. Panowie, jeżeli mówimy o tych potencjalnych bigfootach na ziemiach polskich, jeżeli one się tam gdzieś zagnieździły w tych pradawnych słowiańskich puszczach i nasi przodkowie je spotykali, to co się mogło z nimi stać?
Mogły wymrzeć, mogły wyemigrować. Ale prawda jest taka, Marku, że jeżeli analizujemy sobie historyczne doniesienia, to też nie jest tak, że te egzotyczne zwierzęta, nawet czasami bardzo egzotyczne, były czymś rzadkim na obszarze Polski, dlatego że magnateria, tworząc sobie różnego rodzaju zwierzyńce i menażerie, czasami sprowadzała do Polski całkiem afrykańskie bestie.
[01:00:30] - To prawda. Jeśli odwołamy się na początku do naszych czasów, to co jakiś czas dochodzą do nas różnego rodzaju takie doniesienia o tym, że to kangur uciekł, a może struś uciekł, a może jakaś świnka gdzieś prysnęła. W związku z tym w tej Rzeczpospolitej rozległej, w której rzeczywiście magnateria sprowadzała różnego rodzaju stwory To te zwierzątka również mogły pryskać z tych miejsc, w których były osadzone. Jak już prysnęły, to część z nich przeżywała, gdzieś sobie buszowała po lesie i stąd mogły się brać te wszystkie doniesienia o dziwnych stworach, czy też konkretnie o tych bigfootach. Ale mówię, równie dobrze takiemu szlachciurze, przyznać trzeba, że jakiemuś bogatszemu, mógł spierdzielić krokodyl czy jakiś inny stwór. Ale zostańmy przy krokodylu i póki gdzieś go mróz nie wykończył, to on mógł spokojnie za smoka na przykład robić. A jeśli chodzi o różnego rodzaju małpy większe, mniejsze i całkiem duże, to również było duże pole do popisu. Zauważmy, jeśli się tak wgryźć w temat, nawet sięgnijcie państwo po najlepiej dostępne, najszybciej dostępne źródło, czyli stronę paranormalium.pl. Tu Ivellios zgromadził naprawdę sporo tego rodzaju doniesień. Zauważmy, że im głębiej w historię, tych doniesień jest naprawdę sporo.
Z XVIII wieku, z XVI wieku gdzieś tego rodzaju doniesienia o różnych dziwolągach się pojawiają. Im jest bliżej naszych czasów, czyli im te połacie leśne, nawet nie wiem, czy one są takie mniejsze. W sumie, gdyby wierzyć temu, co się podaje, to nawet lasów nam podobno przyrasta. Nie wiem, nie sprawdzałem. Natomiast to są jednak lasy, które mają, aż brzmi okropnie, charakter przemysłowy, czyli po prostu są wysadzane. Źle słowo wysadzane, tak jakby w powietrze wylatywały. W każdym razie sadzi się je i później uprawia, a później ścina i wykorzystuje. W związku z tym to chyba nie jest najlepsze miejsce. Nawet jeśli są duże obszary leśne, to chyba nie jest najlepsze siedlisko dla takich stworów, które chciałyby jednak, wynika przynajmniej ze sposobu ich życia, świętego spokoju i od ludzi trzymają się dosyć daleko. Poza tym ja wiem, jakoś tak mi ta Polska jednak do takich typowych stworów, które gdzieś tu się kręcą, nie pasuje.
Natomiast znowu ten przykład z uciekającymi zwierzakami. Te historie, które się jakiś czas temu pojawiały o tych zbiegłych pumach. Przecież to poruszało pół Polski. Szukano, znajdywano, fotografowano, śledzono i po prostu afera na całą Polskę. Wydawała się prawdopodobna. W związku z tym te historie z małpami różnego rodzaju również są prawdopodobne. Poza tym bardzo często poruszany motyw tego, że w takim XIX wieku, XVIII wieku popularną formą życia duchowego, ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale jednak życia duchowego było pustelnictwo. Owszem, było takie zinstytucjonalizowane pustelnictwo. Pustelnik sobie tam gdzieś żył, nawet go ludzie, pomimo że był pustelnikiem, odwiedzali, bo to święty mąż. Ale byli też tacy pustelnicy z powołania, którzy gdzieś tam się oddalali od cywilizacji i żyli sobie tak na pół dziko.
I relacje o spotkaniach z takimi pustelnikami również mogły być, moim zdaniem przynajmniej, podstawą do tego rodzaju relacji o spotkaniach z dziwnymi stworami, takimi małpopodobnymi. Bo jak ktoś jest pustelnikiem i nóż mu się stępił, więc golić się trudno, to ta broda coraz bardziej przyrasta i w ogóle wszystko przyrasta i po pewnym czasie rzeczywiście od małpy takiego człowieka można z trudem odróżnić. Ja oczywiście tego nie rozstrzygam. Być może było zupełnie inaczej. W tych wcześniejszych wiekach pojawiały się tu rzeczywiście stwory, które gdzieś wędrowały na przykład z głębi Azji. To warto też rozpatrzeć, że te przestrzenie, które gdzieś tam na Wschodzie są, one rzeczywiście prędzej mogły uchować jakieś dziwne stwory. I w takim XIX wieku pomykanie sobie pomiędzy jedną wioską a drugą, między jednym laskiem a drugim, a może nawet całkiem dużym lasem, nie wydaje mi się problematyczne. I rzeczywiście gdzieś z głębi Azji mogły tu na nasze tereny tego rodzaju stworki przybywać większe, mniejsze albo całkiem duże. Natomiast dzisiaj wydaje mi się to jednak mało prawdopodobne i dlatego tak chętnie odwoływałem się również i w tym wypadku myślę, że można się do tego odwołać, do tej takiej jednak niezwykłej proweniencji tychże stworów, czyli ich przybywania z innego wymiaru, z innego czasu, z zupełnie innych okoliczności przyrody, że tak sobie zażartuję. W związku z tym taki jest mój pogląd na polskiego bigfoota.
[01:06:38] - Żaden szanujący się śnieżny człowiek dzisiaj do Polski nie przyjdzie, dlatego że tu jest glizna, dlatego że tu jest degrengolada. Co najwyżej może się zapuścić na Białoruś, gdzie jak widzieliście mają takie jak ramię marchewki. Sam Siemens igły jadł. Ale już tak zupełnie serio. Jeżeli chodzi o Sapunowa i tę jego książkę „Między człowiekiem a zwierzęciem”, to tam znajdziecie bardzo ciekawe relacje na temat karelskich bigfootów. Oni je nazywają śnieżnymi ludźmi. Karelia to jest region, który leży w miarę blisko Polski. Polesie to też jest kraina, która sięga w sumie od Polski w głąb Rosji. Tymi szlakami te istoty mogły się poruszać. Jak nie mają rosyjscy prymatolodzy, bigfoot jest stworzeniem migrującym.
On sobie chodzi, ale unika człowieka. No chyba, że jest bardziej zadziorny, wtedy zaczyna sobie przecinać z nim szlaki, ale kończy się to dla niego zwykle źle. Co jest jeszcze ważne, jeżeli mowa o Śnieżnym Człowieku, są różnice między śnieżnym człowiekiem rosyjskim, który jest wielki, dostojny, zazwyczaj trzymetrowy. A to nie są żarty. Rzeczywiście te istoty stamtąd są troszeczkę większe. A między tymi z tych republik byłych środkowoazjatyckich albo też kaukaskich, bo ałmas ten mongolski, ale też te wszystkie stworzonka podobne z Kaukazu są mniejsze. Może to jest inny podgatunek, ale jeżeli poczytacie sobie szczególnie książki tych rosyjskich badaczy, tutaj jeszcze warto dodać Burcewa, Bajenowa. Jest bardzo dużo fajnych historii i naprawdę polecam. Pytanie, czy te istoty mogły zawędrować do nas? A może one po prostu były elementem naszej fauny, takim stałym, który był tu obecny, ale został przytrzepiony i zniknął.
O tym też trzeba powiedzieć, ale chcę wam przytoczyć pewną historię z niedawna. Niestety nie mam tutaj daty. To jest jedna z historii, o której do mnie napisał świadek. Miało to miejsce we wschodniej części województwa kieleckiego, gdzie spotkano się z tego typu stworkiem. Ale nim do tego przejdziemy, Arku, jak ty podchodzisz do tych relacji o polskim bigfootcie? Czy to ma sens w ogóle?
[01:09:14] - Oczywiście, że ma sens. Tak jak tu powiedzieliście, Polska ma połączenie leśne z olbrzymimi połaciami niezaludnionych praktycznie miejsc w Azji, a każde zwierzę migruje. Polska jest akurat w takim miejscu, na takim właśnie szlaku migracyjnym, a tym bardziej była wcześniej. Nie jest wcale nic dziwnego w tym, że pojawiają się u nas co jakiś czas, bo w dalszym ciągu pojawiają się jakieś zwierzęta, które same wyemigrowały na północ i to nie jest niczym dziwnym. Oprócz tego, tak jak Marek wspomniał, dochodzi jeszcze wymuszona migracja przez ludzi możnych, którzy traktują założenie swojego własnego zoo jako hobby i takie tego typu rzeczy. Jeżeli popatrzymy na Gdańsk, to ma tam bardzo dużo lwów, chociaż lwy raczej po Gdańsku chodziły może dawno temu i to jeszcze jaskiniowe. Jest niedaleko naszej granicy miasto Lwów, nazwane na pewno nie bez jakiejś tam kozery. Coś musiało być, że powstało. Nawet nie wiem, dlaczego tam się tak akurat nazywa. Zwłaszcza że niedaleko tego są miasta Bóbr, niedaleko Lwowa.
Czy tutaj u nas, gdzie są miasta, których herbach są zwierzęta ogólnie znane. Niekoniecznie trzeba sięgać zaraz do zwierząt z dalekiego południa. Więc to nie jest tak, że u nas się nic nie działo i tutaj mamy tylko sarenki, jelonki i wilki. Rzymianie też raczej do nas nic takiego nie przynosili w charakterze lwów. Oczywiście dlatego, że symbolem Rzymu były wilki, wilczyca i bardziej chodzili ubrani w skórę wilka niż lwa. Więc to też troszeczkę niekoniecznie musi tak wyglądać. U nas owszem, mamy to przytrzepione zwierzęta. Nie mamy tutaj na północy, w Polsce obecnej niedźwiedzi, ale już na Litwie czy tam dalej, bardziej na północ już niedźwiedzie występują i wcale nie jest powiedziane, że taki niedźwiadek nie może sobie wybrać się w podróż na jego południowy zachód, czyli odwiedzić nasze Polesie czy Białostocczyznę. Tak też może być. W tej chwili tam chyba płot, ale gdy tego płotu jeszcze nie było, na dobrą sprawę można było.
Jeżeli jest się bardziej troszeczkę rozumnym i nie chce się mieć kontaktu z ludźmi, wydaje mi się, że można przewędrować naprawdę bardzo dużą trasę i nie chcąc spotkać nikogo, po prostu nie spotykać ludzi. Dlatego, że wystarczy poruszać się w nocy, w dzień sobie znajdować jakieś schronienie pod drzewami. Więc to nie jest tak, że się nie da po prostu. Przy pewnej znajomości lasu i pewnej dozie szczęścia na pewno coś się takiego znajduje.
[01:13:12] - Jeżeli gdzieś jest populacja śnieżnych ludzi, o których przez cały czas mówią ci, którzy zwiedzają Ałtaj, to należy się spodziewać, że kiedyś na pewno były. Natomiast z tego, co pamiętam, było takie doniesienie, ciężko powiedzieć doniesienie, taki incydent podczas wojny domowej bolszewickiej, gdzie właśnie bolszewicy zobaczyli gdzieś w jaskiniach takich ludzi owłosionych, powiedzmy. Zagrało im to na honorze, że wszystkich ich tak długo strzelali z cekaemu, aż się one bardzo mocno rozgrzały, a po tych ludziach wszystkich ich zabili, uznając, że po prostu tam schowali się biali. Takie też doniesienia były i w tym wypadku raczej jestem skłonny uwierzyć, że coś takiego miało miejsce. Dziękuję.
[01:14:34] - Bigfoot ogólnie to jest bardzo ciekawy temat i będziemy go rozkładać na czynniki pierwsze, chyba jednak w czasie debaty ufologicznej. Dlaczego ufologicznej? Dlatego, że postanowiliśmy rozprawić się z takim długoletnim mitem. Nie wiem, czy mitem w sumie, bo to jest tak naprawdę bardzo ciekawa teoria. Jakoś tak się wzbraniałem rękami i nogami od podejmowania jej w Radiu Paranormalium. Chodzi o temat Bigfoot a UFO. To wszystko jest bardziej połączone, niż nam się wydaje. W każdym razie, panowie, miałem wam przeczytać historię, to wam przeczytam. To przyszło do mnie kilka lat temu, czyli to jest na pewno ubiegła dekada. Wschodnia część województwa świętokrzyskiego.
Pan K. Borodo pisze nam o takim spotkaniu z owłosioną, dziwną istotą: „Stałem się świadkiem ucieczki humanoidalnej postaci. Było ze mną sześć osób. Dwie mocno to przeżyły, ponieważ postać ta uciekała przed nami, będąc dosłownie metr od nas. Dźwięki, jakie wydawała, podobne były do ludzkiego chrapania. Była to postać cicha, dwunożna, o długim, około 10-centymetrowym owłosieniu, wzroście około 150 centymetrów, z normalną ludzką budową, bez widocznej twarzy. Pisząc cicha, mam na myśli postawę tej postaci, która chyba nas się bała, nie szukała kontaktu, a wręcz go unikała”. Raz na jakiś czas polscy badacze otrzymują tego typu relacje. Jak do tego podejść? Co to mogło być?
Jak interpretować takie historie? Czy to po prostu są, jak Marku powiedziałeś, ludzie bezdomni? Jest taka historia z Rosji, bardzo często pojawiająca się w literaturze na temat śnieżnych ludzi, o spotkaniu, jakie miał odnotować Michaił Lermontow, znany literat. Tam jest taka opowieść o tym, że on się poszedł raz kąpać gdzieś nad rzekę i go Bigfoot zaatakował. Ale kiedy się dotrze do źródła tej historii, to się okazuje, że to była owszem dzika kobieta, jeżeli można takiego terminu użyć, ale to jednak był człowiek, to była osoba po prostu z problemami, która przybyła, bo chciała coś od niego w każdym razie. Tak się też rodzą legendy. Czasami się tak zastanawiam, w ilu przypadkach, jak powiedziałeś, za takie historie może odpowiadać człowiek. Ale z drugiej strony czy ktoś z nas byłby w stanie pomylić osobę nawet mocno zarośniętą z innym gatunkiem? Osobiście wątpię. Chyba że w bardzo niesprzyjających okolicznościach.
Marku i Welliosie, tutaj pewien pan obiecał nam, że do nas zadzwoni i opowie o swojej historii. Ja bym apelował teraz do naszego słuchacza, który miał tę historię przygotowaną, żeby powoli przygotowywał się do wejścia na antenę, a my w tym czasie podejmiemy jeszcze jeden temat z tego zagadnienia. Panowie, pamiętacie może, kiedy szukaliśmy źródeł do tej audycji dzisiejszej, to jednym z nich był taki mini film dokumentalny pod tytułem chyba „Dziwadło” sprzed kilku lat. Marku, zrobił na tobie wrażenie, mam nadzieję?
[01:18:18] - Zrobił, ale ja-
[01:18:21] - Pod jakim kątem? Pod kątem kryptozoologicznym czy pod kątem folklorystycznym? Bo on, szczerze mówiąc, pod tym drugim jest chyba lepszy.
[01:18:31] - Tak, ale poza tym ja powiem w ten sposób: za dużo w tej chwili oglądam różnego rodzaju relacji na YouTubie, żeby to wszystko przyjmować bezkrytycznie. Moim zdaniem w tej chwili ludzie są tak, szukam dobrego słowa, nastawieni na reżyserię różnego rodzaju filmów, taką krypto reżyserię, że ja już nie wiem, może już też przesadzam, ale ja już zaczynam powoli... Film to dla mnie nie jest żadna nawet poszlaka specjalna. To jest materiał do zastanowienia się oczywiście, ale czy to Dobrze, to tak jak u Sztyrlica. Materiał zdecydowanie do przemyślenia, natomiast nie jestem w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu. Tak powiem. Ten film, tak jak powiedziałeś, może jest mniej kryptozoologiczny, bardziej mówił o folklorze. Dobra, niech tak będzie. Może bardziej w tym kierunku należałoby na ten film spoglądać. Tak myślę.
Nie wiem.
[01:20:02] - Tak mówiąc o filmie „Dziwadło”, mówię o krótkiej produkcji, która jest dość popularna na YouTubie. Pojawia się w tym filmie nieodżałowana Simona Kossak. Chodzi o to, że w okolicach Dudziarzyna, w miejscowościach Podbiele i Kozy krążyły pogłoski dobrych kilka temów o małpie. Są to okolice Plutycz rozpropagowanych przez jeden z popularnych programów rolniczych. I tam spotykamy się z ludźmi, którzy mieszkają w tych okolicach, gdzie w lasach miało pojawić się jakieś dziwadło, które wyje w nocy, które było widziane, które rzekomo przypomina małpę. Na pierwszy rzut oka, Arku, może być takim lokalnym bigfootem. Ci realizatorzy filmu chodzą po wsi, szukają tego, co te małpy widział. Okazuje się, że widział i nawet dwa razy widział. Jak do tego podejść? Czy to była po prostu taka małpa, która zwiała z cyrku albo którą ktoś wyrzucił do lasu, jak twierdziła Simona Kossak?
Czy może tam gdzieś jakieś wątki o zabłąkanym śnieżnym człowieku możemy sobie wklecić?
[01:21:19] - Trzeba by było bardzo mocno naciągać tę gumkę, żeby wkleić. Mam podobne wrażenie, jakie tu opowiedział o nim Marek. To znaczy bardzo dużo osób chce zaistnieć właśnie w ten sposób, że pokaże. Te Plutycze są akurat takim miejscem, że tam wszystko się może wydarzyć, że tak powiem. Może nawet pokazać się biała małpa wyjąca po nocach do księżyca. Ale po prostu nie mam o tym takiej opinii, którą mógłbym wyrazić w poważny sposób. Po prostu uważam, że ten film jest takim właśnie filmikiem dla podbijania oglądalności swojego kanału na YouTubie. Tego typu filmy są. Tutaj podobnie jest też zrobiony, gdzie reporter chodzi od kobiety do kogoś tam, pokazuje dom i właśnie przedstawione te osoby bardzo mocno zdziwione tym wszystkim. Ciężko mi jest tak normalnie powiedzieć i ocenić to w bardzo poważny sposób.
[01:23:05] - Tak, ale jeżeli sobie zobaczycie ten filmik na YouTubie nazywa się „Dziwadło”. Zaraz ci, Marku, oddam głos. Rzecz się dzieje na Podlasiu. Rzeczywiście jakieś dziwne zwierzę się pojawia. Typowa kryptozoologiczna historia. To jest reportażyk. To nie jest film fabularny. Przyjeżdża ekipa i szukają tego, co małpy widziały. Okazuje się, że jest ten facet. On nie za bardzo chce o tym opowiadać.
Ale co mnie, Marku, dziwi na przykład, że tam wszyscy są dość sceptyczni, że niby się coś dzieje, ale tak wszyscy raczej oscylują, że to nie, tam jakiś potwór, jakaś małpa po prostu. Mimo wszystko, nawet gdyby to jest taka refleksja, może trochę dalsza, ale chodzi o to, nawet jeżeli się pojawi jakieś dziwne stworzenie, to nawet ludzie zamieszkujący głęboką prowincję, mający kontakt z naturą zawsze będą próbowali racjonalizować. Wygląda jak małpa, to musi być małpa. Ale czy my mamy pewność, że to nie był jakiś taki śnieżny człowiek zbłąkany?
[01:24:17] - Ja powiem w ten sposób, że ja jednak odnoszę wrażenie, że ten film był dosyć starannie wyreżyserowany i nawet to, o czym powiedziałeś, czyli ten sceptycyzm, nic tak bardzo nie podbija zaciekawienia, jak gdyby zrobiono film o to tam się ukazał, powiedzmy stwór, którego musimy wyśledzić, to na pewno jakiś bigfoot był i tak dalej. I ci ludzie by mówili tak: „Tak, panie, to bigfoot był na pewno”. Ten film byłby kompletnie niewiarygodny. W związku z tym śmieją się-
[01:24:53] - Oni nie znają pojęcia bigfoot.
[01:24:56] - Właśnie o tym mówię. Właśnie wtedy byłby niewiarygodny. Wtedy byłoby śmiesznie. Więc jakbym był reżyserem takiego filmu albo scenarzystą, nawet takim krypto scenarzystą, to bym go właśnie w tym kierunku prowadził, że oni nic nie wiedzą. To, panie, małpa pewno była i to wszystko. Co więcej, to oczywiście nie jest dowód wprost, ale w swoim czasie dosyć mocno współpracowałem z miesięcznikiem, który się zajmował literaturą. To było „Science Fiction Fantasy and Horror” i tam znany państwu zapewne, bił się o uszy Łukasz Orbitowski, wtedy jeszcze zajmujący się mocno fantastyką naukową i nie tylko naukową, w ogóle fantastyką. Pisał taki cykl wyssanych z palca reportaży o rzeczach niesamowitych. Ja pamiętam, że był taki jeden reportaż o widmie czołgu krążącego bodajże po Dolnym Śląsku, ale tego już nie pamiętam. I to był tak rasowo skomponowany reportaż, tak jak się reportaż montuje, czyli są zeznania świadków naocznych, którzy widzieli to widmo czołgu, chyba niemieckiego.
Są jakieś tam spotkania z psychologami, w pełni profesjonalnie zrobiony reportaż, który, jak to bardzo szybko ogłoszono, był jedną wielką blagą zrobioną tylko żeby pokazać, jak daleko można pójść w kreacji pewnej rzeczywistości. Skoro mógł to zrobić Łukasz Orbitowski w postaci reportażu pisanego, to moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, jeśli ktoś ma odrobinę warsztatu takiego związanego z reporterką, to taki reportaż skręci bez najmniejszego problemu. Co więcej, będzie szedł krok do przodu i będzie uwzględniał to, że jeśli zrobi coś zbyt perfekcyjnie, to będzie podejrzane. Jeśli tamci ludzie będą zbyt entuzjastyczni, to też będzie podejrzane. W związku z tym, stąd się bierze to moje pierwsze oświadczenie, że ja już chyba nawet w filmy nie wierzę. Nawet jakby tę małpę pokazali, jak ona tam nic innego nie robi, tylko wyje, a nawet gada do tego księżyca, to też bym nie uwierzył. Ale okej, mój sceptycyzm nie musi być przecież zaraźliwy. Wręcz przeciwnie, jeśli się pojawią osoby, które powiedzą, że może przesadzam, to również z pokorą to przyjmę.
[01:27:38] - Moim zdaniem te wydarzenia miały miejsce, tylko nie wiemy, co było ich przyczyną. I tam jest pokazana nie byle jaka postać Simona Kossa, która komentuje to w sposób równie sceptyczny, że nie jest powiedziane, że to po prostu był jakiś małpiszon, który został wywalony do lasu, bo nie miał papierów, nie dało się go sprzedać i po prostu tam został. Ja pamiętam taką opowieść sprzed chyba kilku lat, może pięciu. W województwie opolskim to są Lasy nad Izwartą tak zwane. To jest tam całkiem niedaleko mnie. Doszło latem do obserwacji jakiejś dziwnej postaci. Ta postać miała chodzić po lesie. Tam w sumie nikt nic nie wiedział, bo nikt tego nie zgłębiał. Pojawiały się jakieś relacje w necie, ale też coś na pograniczu wymarłej miejskiej legendy i takiej letniej opowieści. Ja myślę, że nie do końca u nas jest tak, jak jest w Stanach Zjednoczonych, że jeżeli na prowincji pojawia się jakaś dziwna historia, to ludzie od razu chcą ją rozwijać.
Że u nas się pojawiło coś dziwnego, to: „A weźmy to spieniężmy”. Niestety w Stanach Zjednoczonych jest tak, że jeżeli jest coś dziwnego, to zaraz macie milion ludzi, którzy coś mówili, którzy coś widzieli, budują sobie wokół tego bardzo fajne historie. W Polsce jest już różnie. Arku, takim dobrym dowodem chyba będzie Jan Wolski, bo to też nie było tak, że w Emilcinie tylko Jan Wolski coś widział, wiadomo, ale coś słyszał. Byli ludzie i to nawet sam Blania Bolner pisał, że coś słyszeli, może nawet coś widzieli, tylko po prostu nie chcieli o tym mówić, bo tego było za dużo. U nas ludzie do dziwnych rzeczy, dziwnych zjawisk podchodzą w sposób zupełnie inny niż w tej rzeczonej Ameryce.
[01:29:32] - Dokładnie tak jak powiedziałeś, u nas naprawdę bardzo rzadko się spotyka osoby, które wymyślają coś i chcą na tym zarobić i są w stanie wybudować dookoła tego całą historię. Taką, żeby zaistnieć w prasie, radiu i telewizji, bo to o to głównie chodzi. A później tę informację opisać w książce i to bardzo fajnie spieniężyć. Być może dlatego, że u nas książki się takie nie sprzedają dobrze, że nie ma takiego powiązania pomiędzy literaturą a filmem, kinem. Takich historii, że tak powiem, z życia wziętych, które są sfilmowane w taki sposób, że się fajnie to ogląda, obojętnie czy to miało być tragiczne, czy śmieszne, jest tak naprawdę bardzo mało i stąd być może bierze się to, że po prostu nie ma takiego połączenia między tym, że wymyślę, stworzę historię i na tym dużo zarobię. Najczęściej jest tak, że jeżeli stworzę historię, to muszę patrzeć, czy nie zostanę czasem ze społeczności poprzez śmiech wyobcowany w ten sposób bardziej. Dlatego chwała wszystkim tym, którzy mimo takiego podejścia społeczeństwa, jeżeli już naprawdę coś zobaczą, że o tym powiadamiają tych ludzi, którzy zbierają takie informacje.
[01:31:19] - Być może te informacje ukażą się na jakimś blogu, w książce, ale osoby, które to przeżyły i o tym opowiedziały bardzo rzadko mają z tego jakąkolwiek korzyść. Tak jak powiedziałeś, z tego, co Blania-Bolnar się zorientował, takich osób, które słyszały huk w Miliczynie w tym czasie, widziały jakiś przelatujący obiekt, ale nie zwróciły na niego baczniejszej uwagi, po prostu coś tam przeleciało, było więcej i w zasadzie nie miały nic więcej do powiedzenia oprócz tego, że coś przyleciało, coś huknęło i to wszystko.
[01:32:09] - Taka specyfika nasza jest niestety.
[01:32:13] - Dokładnie tak.
[01:32:14] - Stety i niestety. Z jednej strony ona w pewien sposób wzmacnia te historie, nawet jednostkowe przypadki, że my coś otrzymujemy i ktoś się boi o tym powiedzieć, wstydzi się o tym powiedzieć. Natomiast wydaje mi się, że ten filmik „Dziwadło”, taki mały reportaż z Podlasia, jest naprawdę ciekawy. Coś się tam wydarzyło. Jeżeli już podsumowujemy ten temat, to jest takie studium, dlaczego u nas nie ma potworów takich ogólnonarodowych. U nas się wszystko racjonalizuje. U nas to musi być tak, żeby o naszej wsi nikt źle nie mówił, bo jak to, że w Podbielach jakiś potwór żyje i tak dalej. Natomiast zupełnie inną specyfikę mają Stany Zjednoczone. Weźmy Point Pleasant, o którym mówiłem. Mamy tam nie dość, że posąg Mothmana, mamy tam festiwal Mothmana.
U nas tego nie ma. U nas jest we wspomnianym Miliczynie, gdzie przecież żaden potwór się w końcu nie objawił, ale miało miejsce najsłynniejsze bliskie spotkanie trzeciego stopnia w PRL-u. Mamy pomnik, ale też już chyba nie ma jakichś większych aktywności. Marku Ivelliosie, czy znasz?
[01:33:30] - Swego czasu byłem tam na takiej imprezie plenerowej, gdzie dzieci były przemalowane na zielono, tańczyły, była impreza plenerowa i bardzo fajnie to wszystko wyglądało. Była właśnie twórczość dziecięca, która robiła różnego rodzaju makiety pojazdów kosmicznych. Naprawdę świetna zabawa. To było parę lat temu, jeszcze przed pandemią, dawno, dawno. Niemniej jednak to było. Jeżeli weźmiemy pod uwagę sam Miliczyn, że on jest gdzieś na końcu świata i ciężko jest dojechać, to naprawdę fajny pomysł, żeby coś takiego organizować i coś takiego było. Natomiast jeżeli chodzi o eventy ufologiczne, które swego czasu się odbywały w Polsce, w tej chwili też raczej bardziej posucha jest. Więc jeżeli ktoś ma jakąś inicjatywę, należy, tak mi się wydaje, bezwzględnie ją wspierać, bo to nas określa po prostu.
[01:34:50] - Tak, ale jeżeli już rozgadaliśmy się o naturze naszego społeczeństwa, to jeszcze o tym będziemy mówić na końcu. Ale ja panowie, jeżeli mówimy o tych polskich bigfootach, bo wciąż czekamy na telefon naszego świadka, to opowiem wam historię, którą znalazłem na takim portalu, na takiej stronie na Facebooku. Nazywa się Myszków i Powiat Prawdziwa Historia. Parę myszkowskich historii, to jest takie miasto w Zagłębiu Dąbrowskim, opowiedziałem wam w tej audycji na temat folkloru, na temat miejskich legend, ale wyobraźcie sobie, że tam jest taka jeszcze jedna dziwna historia. Otóż tak: na tym profilu pojawił się cytat z pewnego forum jurajskiego i chodziło o spotkania z małymi ludźmi. Małymi ludźmi wielkości może dużego psa w porównaniu na wysokość, nie wiem, jak można to przełożyć. Te opowieści pochodziły z miejscowości Postaszowice. To jest gmina Niegowa. To są akurat rejony, które są bardzo blisko mnie. Mam tam rodzinę.
Moja babcia pochodziła z sąsiedniej miejscowości. I nagle ludzie się rozpisali na tym forum jurajskim o tych dziwnych opowieściach. Ta miejscowość Postaszowice nie jest szczególnie wielka, jest fajnie położona, bo w takich wąwozach. Na pewno trudno żyć w zimę. Jest malownicza, ale z perspektywy innej nic jej nie wyróżniało do tej pory, dla mnie oczywiście, kiedy dowiedziałem się o tej historii na temat niewielkich ludzi. Pozwolę sobie zacytować wam wypowiedź jednego z userów, cytowaną przez ten wspomniany facebookowy portal Myszków i Powiat Prawdziwa Historia. Cytuję: „Gdy dawniej krowy pasli i nocowali na polach przy ognisku, zdarzało się, że zwabieni ogniem przychodzili do nich mali ludzie. Nie więksi od dużego psa. Twarze mieli dziwne, nic nie mówili. Jak któregoś próbowało się złapać albo kijem uderzyć, to tylko z krzykiem uciekał w ciemność”.
I podobne postacie miały być widziane w pobliskiej wsi Antolka. To jest może nie takie bezpośrednie sąsiedztwo, ale jest tam naprawdę niedaleko. I od razu na tym portalu, na tym facebookowym koncie, o którym mówiłem, pojawiły się pytania: czy za tymi legendami mogą stać jakieś realne historie? Na przykład, że to były jakieś małpy, które cudem się zagnieździły w okolicach Niegowy. To mało prawdopodobne mimo wszystko, ale każda legenda ma jakieś ziamko prawdy. Ja na przykład się zacząłem zastanawiać, czy w tych historiach nie chodzi na przykład o grupę osób, które były w jakiś sposób pokrzywdzone przez los i błąkały się po tych okolicach i mogły być wzięte za tych niewielkich ludzi. Chciałbym się kiedyś temu przyjrzeć. Jeżeli ktoś będzie mnie słuchał z tych okolic Niegowa, to akurat miejsce, gdzie raz na jakiś czas bywam. Jeżeli ktoś będzie mnie słuchał z tych okolic, to niech puści jakiś sygnał, jakiegoś maila. Czy te historie rzeczywiście mają jakieś ugruntowanie w rzeczywistości?
A dlaczego mnie to tak zainteresowało? Dlatego, że moja babcia, jak wam mówiłem, pochodziła z sąsiedniej wsi, z Postaszowic, z tej Antolki, gdzie były widywane te dziwne istoty. I ona mi zawsze opowiadała, jak byłem mały taką historię o tym, jak to jej babcia została porwana przez owłosione istoty. Ludzie mieli się wtedy wnerwić, pójść odebrać moją prababcię. No i niestety całą populację tych dziwnych miejscowych istot unieszkodliwić. Może też u was, w waszych małych ojczyznach są takie historie. Ta sytuacja z podlaskim bigfootem nam pokazuje, że ludzie nie zawsze chcą o tym mówić dlatego, że to jest temat, który jest niewygodny. Marku, tydzień temu mówiliśmy, że w pewnym okresie naszej historii starano się te opowieści wyrugować, jakby nie było, z pamięci ludzkiej, że takie historie, jakieś tam potwory, nie, to już jest pasę, my tutaj budujemy wielką Polskę. Nagle się okazuje, że te historie nie tylko przetrwały PRL, ale mają się całkiem dobrze.
[01:39:41] - No tak, ale ta historia, o której opowiedziałeś, ona nam się też wydaje niezwykle ciekawa, bo ona nie idzie w stronę właśnie bigfoota czy jakiegoś takiego... Wydaje mi się bardziej prawdopodobna, bo mali ludzie, tak jak powiedziałeś, istnieją różne choroby, które powodują jakiś tam mały wzrost, jakaś populacja mogła gdzieś się tam uchować i żyć na uboczu.
[01:40:15] - Ja ci przerwę i tylko powiem, że jeżeli chodzi o tak zwane reliktowe hominoidy na przestrzeni całego globu, to prócz tych śnieżnych ludzi i bigfootów zdarzają się też małe formy. Na przykład te kaukaskie, na przykład te indonezyjskie. I tam już jeżeli jest mowa na przykład o tym, że ktoś widział jakiegoś dzikiego człowieka, to nie widział trzymetrowej małpy, tylko właśnie takiego małego, krępego małpoludka. I tu mi właśnie zaświtało coś takiego. Czy to może mieć jakiś związek z tymi dziwnymi opowieściami lokalnymi, których tak naprawdę nikt już nie pamięta?
[01:40:55] - Być może tak, a być może rozwiązanie tej zagadki jest bardzo proste. Zwykli ludzie, tylko właśnie w jakiś sposób chorzy. Zauważmy, że kiedyś, gdzieś tam we wcześniejszych wiekach popyt na, kiedyś się mówiło karły, był spory i tacy ludzie byli. Oni są w każdej populacji. Raczej to miałem na myśli, że tacy ludzie się pojawili. I to samo w sobie może być ciekawe, bo pokazuje już nie może kryptozoologię, ale jakieś takie zachowania. Sam powiedziałeś, że to jak już prababcia, to już tak gdzieś pewno koło przełomu wieków XIX i XX mogło być. Nie wiem zresztą, ale to były zupełnie inne czasy, zarówno w przekazie informacji, rozprzestrzenianiu się informacji. Ta historia, tak mówiąc szczerze, wydaje mi się ciekawa tak socjologicznie chociażby, że są ludzie, cudzysłów, normalni i jacyś mali ludzie żyją gdzieś blisko siebie. Co więcej, z tego, co mówiłeś, nie analizowałem tej historii, nie miałem okazji, wynika, że oni do pewnego momentu się tolerowali.
Znaczy przyjmowali za normalne, że jak tam siedzą przy tym ognisku, to się ci ludzie pojawiają. Co prawda się opędzają ci więksi od nich, ale przyjmują to jako coś normalnego. Bo z tego, co cytowałeś, to jakoś nie uciekali od tego ogniska, raczej starali się odpędzić tych małych. W związku z tym to jest raczej ślad tego, że dotarło do nas echo czegoś bardzo normalnego, co przez tą społeczność było w jakiś sposób akceptowane. Ale tu od razu zastrzeżenie: normalnego dla tamtych ludzi. Z naszego punktu widzenia to jest coś mimo wszystko niezwykłego, coś dziwnego, co warto byłoby zbadać. I myślę, że ta twoja chęć jest jak najbardziej uzasadniona i warto by coś takiego zrobić po prostu. Czego echem
[01:43:25] - Jest ta historia po prostu.
[01:43:27] - Tak. A w ogóle zabawne w tym wszystkim jest to, że ja tutaj jestem obcykany z literaturą regionu i z folklorystyczną literaturą, z legendami, i tam się to w ogóle nie pojawia. Natomiast tu się pojawia i na tym forum bodajże pojawiły się też takie relacje, że to były istoty, które były pamiętane jeszcze przez ludzi, którzy żyją. To nie były istoty, które tak jak w moim przypadku pochodzą z opowieści i dotyczą mojej praprababci, tylko były pamiętane przez ludzi, którzy żyli, przynajmniej w okresie, kiedy były pisane te posty. A to też było jakiś czas temu. Także jest to interesujące, muszę wam powiedzieć, ale na to trzeba brać poprawkę, Arku. Po pierwsze trochę dziwne mi się wydawało to, że ktoś na wsi w czasach współczesnych pasł krowy i spał z nimi gdzieś tam na pastwisku.
[01:44:27] - Tak, to jest dosyć dziwne. Ale Tomasz, jest fantastyczna sprawa. Jest miejsce, gdzie oni żyli, przynajmniej w przybliżeniu. Być może, że można trafić w miejsce, gdzie ci mali ludzie żyli na co dzień. Być może, jeżeli doszło do takiego samosądu i nie tyle przegonienia ich, a po prostu zabicia, bo tak też mogło być.
[01:44:55] - Ja też muszę dodać, że w przypadku tej mojej opowieści to chodziło o trochę większe istoty, ale też dzikich ludzi. Tak to było opisane. I oni mieszkali sobie akurat w skałach, mieszkali sobie w jaskiniach i stamtąd mieli przyjść. Natomiast to wszystko się dzieje w obrębie jednej gminy, sąsiednich miejscowości, gdzie te historie się pojawiają. Ja tak naprawdę nie znam nikogo z tych wsi, kto by mi mógł te opowieści potwierdzić, ale mogę powiedzieć jedno: że do dziś są to dość dzikie tereny. To znaczy tam też nie ma za dużo lasów. Jeżeli te lasy są, to są w miarę młode i tam na przykład, jeżeli było uprawiane pasterstwo czy jakiś wypas, a to są też dość wysoko, jak na te standardy nasze tutaj położone miejsca i są to strome miejsca, to jestem w stanie uwierzyć, że ktoś mógł się po prostu w tych jałowych regionach, na tym jałowym terenie z tą krową na przykład oddalić, żeby ją po prostu nakarmić. Dlatego że jak mówię, to jest taki troszeczkę płaskowyż i tak to wygląda. Arku, dokończ swoją myśl i będziemy chyba dzwonić do świadka.
[01:46:21] - Chciałem tylko na tyle powiedzieć, że jest to w sumie nieduże miejsce, relacja całkiem jeszcze nie tak dawna, więc można się pokusić o to, żeby odnaleźć miejsce, gdzie te istoty mieszkały, albo przynajmniej gdzie w jakiś sposób zostawiły ślad po swojej egzystencji. To jest naprawdę coś z jednej strony bardzo interesującego, a z drugiej strony ma duże szanse na to, żeby faktycznie cokolwiek pokazać w tej dziedzinie właśnie.
[01:47:04] - Tak, to jest w ogóle premiera tego tematu w debatach ufologicznych, rzadko kiedy poruszałem go do tej pory. Ale Marku Ivelliosie, czy dzwonimy do świadka?
[01:47:16] - Jak najbardziej. Mam już numer telefonu do naszego słuchacza, który się zgłosił na początku audycji, więc teraz klikam magiczny przycisk „zadzwoń”.
[01:47:39] - Halo, halo?
[01:47:40] - Halo, halo, panie Jędrzeju, czy się słyszymy?
[01:47:44] - Tak, słyszymy się głośno i wyraźnie. Ściszam radyjko, żeby nie było pogłosu.
[01:47:48] - Oczywiście.
[01:47:49] - Okej. Bardzo dobrze. Tutaj na samym początku audycji zgłosił się do nas pan z opowieścią, która w jakiś sposób pasuje do naszej dzisiejszej audycji. Także oddajemy panu głos.
[01:48:02] - Dobrze, mam nadzieję. Proszę się nie spodziewać, bo to nie jest jakiś potwór z Loch Ness czy yeti, ale też jest coś takiego, czego raczej nie słyszałem jeszcze do tej pory. To było w '96 roku. Miałem wtedy 13, 14 lat. Był też ze mną brat, który był świadkiem. To było podczas wakacji. Byliśmy ze znajomymi i z rodzicami nad Jeziorem Niesłysz. To jest miejscowość Niesulice niedaleko Świebodzina. Pogoda była bardzo dobra. To było około godziny 11, 12 i po prostu pojechaliśmy z Niesulic do Świebodzina na zakupy.
I po drodze sprawdziłem sobie to teraz, bo to jest bardzo specyficzne miejsce. To była taka duża polana, bardzo płaska, wypłaszczenie totalne i na końcu tej polany był bardzo ładny, dość gęsty, ale bardzo ładny, taki różniuteńki las sosnowy. Można nawet zobaczyć teraz na zdjęciach na Google, bo to było pomiędzy Ołobokiem a Lubogórą na wysokości Jeziora Niedźwiedziego. I teraz co zobaczyliśmy? Zmierzam właśnie do tego. Zobaczyliśmy kota. Nie wiem, czy państwo kojarzą się może, widzowie kojarzą bestię z Exmoor To jest taki brytyjski kryptyd znany. Tylko że nasz kot był biały. Był ubarwiony bardziej jak zwykły dachowiec z jakimiś może pojedynczymi łatkami. Wiem, że nie był do końca biały.
Po prostu takiej białej maści, ale typowy dachowiec, tylko że był rozmiarów, żeby nie skłamać, lamparta. Był gigantyczny. Po prostu był cztery razy większy od zwykłego kota. I ja specjalnie jak pierwszy raz pojawił się temat kryptydów polskich, zadzwoniłem do brata, pytając go, czy on pamięta to zdarzenie. A on mi odpowiedział: „Człowieku, ja do dziś o tym myślę”. Pomyślałem, że skoro on miał 11 lat czy 12, ja 13, 14, i do tej pory tak mocno nam to zapadło w pamięć, że pamiętamy to, to nie może być przypadek. Chciałem jeszcze coś dodać, bo ktoś może pomyśleć: „Łeb, a peut-être może nigdy nie widział kota na żywo” czy coś takiego. Ja całe życie wychowywałem się gdzieś tam ze zwierzętami. Moja babcia na wsi miała kupę zwierząt, także koty to były przez nas zagłaskiwane do tego stopnia, że sąsiadka miała kota, którym się opiekowaliśmy, wręcz pożyczaliśmy go czasami nawet. Także wiemy, jak wygląda duży, zdrowy kot.
Byśmy bardzo zdziwieni. Niestety nie było wtedy internetu. To było jak... Znaczy internet już był. Ja miałem dostęp do internetu, ale były to tak duże koszty i nie było takich powszechnych stron jak teraz, że można sobie sprawdzić, czy w okolicach Świebodzina ktoś nie widział gigantycznego kota. Wiecie państwo, o co chodzi. To było bardziej na zasadzie: „O, zapadło w pamięć”. I później gdzieś zobaczyłem tą bestię, kremowego, beżowego, czarnego kota z Wielkiej Brytanii. I jakby to powiedzieć, przypomniało mi się to. I od tamtej pory to wraca.
Także była okazja, więc rozumiem.
[01:51:23] - Czyli on był biały w cętki, tak?
[01:51:26] - Dosłownie. Wie pan, jak wygląda zwykły biały dachowiec? Taki zwykły burek, kurczę. Dosłownie biały. On ma tam jakieś... Nie jest do końca biały, jest jakaś tam pantera, śnieżna coś, ale ma takie zanieczyszczenia, jakąś łatkę może mieć, coś takiego. Jakiś lekko żółty może mieć końcówkę ogona, coś takiego. Nie potrafię dokładnie tego powiedzieć. Wiem, że nie był dokładnie idealnie biały, ale był dosłownie budowy naszego zwykłego takiego kota dachowego, który się pęta po wsi, których jest pełno.
[01:51:57] - To są okolice Wałbrzycha, jakby nie było. Czasami się pojawia-
[01:52:04] - Nie, to są nie okolice Wałbrzycha. Proszę mi pozwolić przerwać. To są bardziej okolice Świebodzina, Zielonej Góry, bo to jest Niesłysz, Niesulice. Tak?
[01:52:15] - Świebodzin.
[01:52:16] - Bardziej to Lubuskie. Lubuskie, tak, Świebodzin. Tam, gdzie Chrystusek stoi. Tak.
[01:52:23] - Jest to trochę pojemnicze. Wiadomo, że swego czasu mieliśmy takie hipotezy związane z tym, że na przykład te wszystkie pumy, które były obserwowane w Opolskim albo Śląskim, potwierdzono, że uciekły z Czech. I na przykład tutaj też to jest jednak trochę dalej, to nie wiem, czy mogli być tutaj.
[01:52:42] - Właśnie. Bo powiem szczerze, ja zawsze się interesowałem, miałem zawsze dużo kontaktu z jakimiś gazetami, prasą i swego czasu gdzieś tam u dziadka kiedyś znalazłem jakieś „Skandale” i jak tylko mogłem, to po prostu przetrzepałem gdzieś nawet gazetę lubuską, czy komuś jakiś kot nie uciekł, bo słyszało się nieraz jakieś legendy o jakimś wężu, który spadł z tajemniczych okoliczności, jakąś dobitek i później gdzieś tam wała się po ściekach i tak dalej. Ale nie było nic z tych rzeczy po prostu. I nie wiem, teraz aktualnie nie sprawdzałem, może by się coś pojawiło, może by się nawet pojawił ktoś, kto widział coś podobnego, ale było to tak bardzo charakterystyczne, że no mówię, zapadło w pamięć.
[01:53:20] - Bardzo interesująca sprawa. Ja pamiętam sporo takich historii z ostatnich lat. Nawet tutaj, gdzieś w okolicach mieliśmy taką aferę, że ktoś widział pumę niby i tak dalej. Trudno mi powiedzieć, czy to była rzeczywiście puma, ale oczywiście jest względnie niedaleko tutaj. Ale czy tam w Lubuskim z terenów naprawdę tak byłego NRD mógł jakiś kot uciec i sobie urządzać tam harce? To jest w ogóle bardzo interesujące, bo region przygraniczny to też jest miejsce, w którym takie stworzenia mogą co prawda, znaczy stworzenia, takie zwierzęta mogą się pojawiać. Bo jak tutaj wspominaliśmy o tym filmie „Dziwadło”, to tam Simona Kossak powiedziała, że jeżeli ktoś sobie szmugluje zwierzę, to nawet jeżeli je przeszmugluje, to mógłby je sprzedać do zoo. Ale jak nie ma papierów, to czasami je woli wyrzucić, zwrócić naturze, żeby ono po prostu się zmarnowało, niż narażać się na jakieś problemy prawne. Ale też-
[01:54:27] - Przecież zmniejszać konsekwencje.
[01:54:29] - Ale druga sprawa, co to mógł być za gatunek? Bo tak naprawdę to na dobrą sprawę też do niczego nie pasuje.
[01:54:36] - Ja byłem zdziwiony, powiem jeszcze tak, bo słyszałem o jakichś gatunkach typu albinosy, znaczy odstępstwach, jakichś genetycznych mutacjach. Znam też te przypadki z cudzysłowie chupacabrą, gdzie są jakimś świerzbem bądź wścieklizną zarażone zwierzęta i po prostu ktoś robi zdjęcie i się okazuje, że to jest jakiś biedny, wymieniały pies, a nie żadna chupacabra i tak dalej. Ale to był zdrowy, wielki kocur, po prostu zdrowy, o maści białej i budowie zwykłego naszego dachowca. I właśnie to było najdziwniejsze, bo jakbym zobaczył pumę, ostatnio dużo materiałów jest na YouTubie, gdzie na przykład ludzie na szlakach są atakowani przez pumy w parkach i puma zupełnie inaczej wygląda. Ten był troszeczkę drobniejszy. Bardziej bym powiedział coś może budowy lamparta albo jaguar to za duży jest też. Coś takiego bardziej właśnie pięć, może pięć razy powiększyć naszego Mruczka. Którego pan mija codziennie, który się gdzieś przemknie albo takiego czarnego, który pecha oznacza i to będzie coś takiego. Po prostu niesamowite.
[01:55:41] - Okazuje się, że mamy w Polsce swój odpowiednik zjawiska ABC, czyli Alien Big Cats, swego czasu tak popularne w Wielkiej Brytanii.
[01:55:56] - Tak.
[01:55:56] - Tutaj są do pana jakieś pytania na czacie. Z jakiej odległości go obserwowaliście?
[01:56:05] - My przejeżdżaliśmy trasą. Jakbyście państwo nawet chcieli sobie w tym momencie sprawdzić, ogólnie jak się wpisze na przykład Niesulice, Świebodzin na Google i jest droga i będzie miejscowość Ołowo, później Lubogóra. Jest bardzo charakterystyczne Jezioro Niedźwiedzie i na wysokości tego jeziora jest taki półkolisty, piękny las. Ja widzę, że mógł się zmienić kształt tego. Ja nie twierdzę, że nie. Ale proszę zobaczyć, jak duże jest pole, bo to jest pole uprawne i jest wielkie wypaszczenie. I my jadąc wzdłuż tej drogi widzieliśmy, jak ten kot sobie spokojnie szedł krok po kroku, niespiesznie się spacerował wzdłuż linii tego lasu, więc my byliśmy może w odległości 200 metrów, 300, może trochę bliżej 100. W maksymalnym momencie, jak jechaliśmy autem, jechaliśmy szybko, bo to droga nie ekspresowa, ale między miejscowościami jeżdżąc się, to było blisko, więc może 60, najwyżej 70. A byliśmy, mówię, dwóch młodych chłopaków, bardzo ogarniętych, bo nie że z prostych gry wideowe, jakieś strzelanie, pierdoły, więc raczej nikt z nas nie cierpiał na żadne wady wzroku. Dość wyraźnie to było widać, bo była dobra pogoda i pamiętam, jechaliśmy po zakupy, skończyło nam się coś i właśnie też z tym pojechaliśmy i to było około południa.
To było bardzo specyficzne, bo było około południa. Także odległość średnio około 200 metrów, 200, 300 metrów maksymalnie.
[01:57:38] - Bardzo ciekawa historia. Panowie, macie tu jakieś pytania jeszcze do tej sprawy? Nie słyszę pytań, także bardzo dziękujemy za telefon i za relację. Muszę powiedzieć, że mnie to dość mocno zainteresowało. Rzadko kiedy się słyszy takie historie. To znaczy z przerwami. Na pewno jakiś czas, nie wiem, jakieś pięć, sześć lat do tyłu mieliśmy wysyp takich historii. Może w jedno lato się zdarzyły z dwie, trzy, ale potem już to wszystko ucichło. A tutaj nagle taka historia sprzed lat. Bardzo interesująca.
[01:58:13] - Proszę. Chciałem się przyznać do tego, że zaskoczyłem. Chciałem też przy okazji podziękować za to, co panowie robicie, bo naprawdę jestem pełen podziwu. Mam też kilka innych historii, innych tematów, więc jak będzie inna okazja, to myślę, że może jeszcze zadzwonię, bo fajnie było się podzielić. Mam nadzieję, że się podobało.
[01:58:32] - Podobało się. Dobranoc i dziękujemy jeszcze raz.
[01:58:37] - Dziękuję również. Dobranoc. Pozdrawiam. Będę słuchał dalej. Pozdrawiam.
[01:58:43] - Tutaj cały czas dochodzą jakieś komentarze. Tych komentarzy jest tak dużo, że będę chyba musiał kiedyś to wszystko przejrzeć i zrobić z nich pytania niezadane. Panowie, jeżeli chodzi o te wszystkie dziwne istoty, dziwne zwierzęta, które mogły uciekać z transportów przemytników, a to z prywatnych hodowli, to mamy dużo takich historii. Na przykład w 2007 roku w Chełmie i to jest drugi koniec Polski, jeżeli chodzi o to, co nam mówił pan Jędrzej przed chwilą. Pewien plażowicz sobie odpoczywał i zobaczył po prostu przechodzącego obok krokodyla. To też się stało taką sensacją sezonu ogórkowego. Ale jeżeli mówimy o polskich kryptydach, to czasami się zdarzają kryptydy importowane i jedną z nich jest, Marku, Tatzelwurm. Co się kryje pod tą dziwną nazwą?
[01:59:42] - A ja mówiąc szczerze, z tego pytania jestem nieprzygotowany. Może znam samego stwora pod inną nazwą. Ta nazwa niestety mnie zaskoczyła i tutaj się przyznaję.
[01:59:57] - Marku, mój imienniku, chodzi o takie stworzenie, które przypominało z wyglądu, przynajmniej sądząc po opisach, takiego jakby węża z rączkami.
[02:00:07] - Ach, to jest chyba nawet na stronie Paranormalium. Coś takiego chyba kiedyś widziałem, informację na ten temat. Nie wiem, czy dobrze kojarzę.
[02:00:19] - Jest jedna relacja co najmniej z terenów obecnie leżących w granicach Rzeczypospolitej Polskiej, z Dolnego Śląska. Leśniczy o nazwisku Zander w XVIII wieku miał coś takiego zaobserwować. Podobno tego typu stworzenia też widywano na terenie Opolszczyzny.
[02:00:41] - Jeżeli chodzi ogólnie o Tatzelwurma, to jest taki smok bawarsko-alpejski, rodzaj dwunożnej jaszczurki. Tylko że te dwie nogi to nie są po jednej linii ciała, tylko są to jakby łapki albo ręce. I ten Tatzelwurm miał się charakteryzować niezwykłą agresją. Był dość duży, wyglądał jak jakiś waran. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że zdaniem niektórych posiadał włosy, ale przede wszystkim agresja była tym, co Tatzelwurma wyróżniało. Jeżeli chodzi o polskie relacje, to oprócz tego, co powiedział Ivellios, mamy komentarz i to jest bardzo ciekawe, który się pojawił pod audycją sprzed tygodnia, to jest dzisiejsze województwo śląskie
[02:01:30] - I tam też się pojawia relacja o jakimś wielkim wężu i ta historia być może też została opowieścią o tatzelwurmie zainspirowana. Ale jeżeli chodzi o najciekawsze polskie źródło odnośnie tej istoty, to jest opowieść Wojciecha Grzelaka. Wojciech Grzelak to jest ktoś, kto kiedyś się pojawiał w Radiu Paranormalium. To jest polski dziennikarz, pisarz, który specjalizuje się w tematyce rosyjskiej. Przez długi czas odwiedzał Ałtaj, na tym Ałtaju ma wielu znajomych i tak dalej. Napisał dwie książki, które się ukazały w wydawnictwie Kos. Z tego, co pamiętam. On swego czasu, kiedy towarzyszył grupie rosyjskich biznesmenów w pertraktacjach z Austriakami, od słowa do słowa okazało się, że jeden z tych Niemców ma jakąś dziwną historię do opowiedzenia. Okazało się, że tak naprawdę jego dziadek spotkał takiego tatzelwurma podczas wyprawy w góry, gdzieś tam na Mont Blanc. I ten jaszczur nie tylko go przestraszył, ale też pożarł ponoć jego kompana.
Śledztwo policyjne nic nie dało. Mężczyzna został oczyszczony z zarzutów. Natomiast Marku Ivelliosie, jeżeli chodzi o te tatzelwurmy, to być może one inspirowały w jakiś sposób te opowieści też polskie, dlatego że wielcy kryptozoolodzy sobie łamali głowy nad pochodzeniem tego stworzenia. Heuvelmans, czyli ojciec kryptozoologii twierdził, że być może mamy do czynienia z jakąś jaszczurką spokrewnioną z chelodermami, która kiedyś występowała tutaj w naszym rejonie Europy przynajmniej, a potem zniknęła. To nie jest jedyna historia, która się pojawiła na serwisie Paranormalium, jeżeli chodzi o te wszystkie dziwne istoty. Mieliśmy też słynną opowieść o istocie, która się nazywała Gecsko. I muszę powiedzieć, że ja miałem kontakt z człowiekiem, który tą historię wypuścił. To był, z tego, co pamiętam, potomek Polaków mieszkający za oceanem i on twierdził, że jego babcia opowiadała o historii wypisz, wymaluj o Bigfoocie, tak?
[02:04:00] - Tak. Ja próbowałem odnaleźć jakieś informacje dodatkowe, które mogłyby się przydać do dzisiejszej audycji i trafiłem na wzmiankę, że Gecsko to jest słowo pochodzące z języka ukraińskiego oznaczające czorta. To już daje pewną wskazówkę, gdzie ten osobnik mógł, w jakich terenach mógł bytować.
[02:04:24] - To bardzo ciekawe, muszę powiedzieć. Pierwszy raz o czymś takim słyszę, bo ta pierwotna opowieść mówi o tym, że to jest stwór grasujący gdzieś na Pomorzu, tak? Ale potem taką drogą dedukcji-
[02:04:35] - To był efekt takich moich domysłów, co ta nazwa tak właściwie mogła oznaczać, bo użytkownik, którego znalazłem, który był autorem tej pierwotnej relacji, użytkownik serwisu kryptozoology.com próbując podać nazwę miejscowości prawdopodobnie nie wiedział, jak to się zapisuje, więc napisał Orunkia. W pierwszej chwili mi się wydawało, że to chodzi o Orunię, dzielnicę Gdańska. Tylko że coś mi się tam nie zgadzało, mianowicie obecność Kozaków. Co w tym miejscu robiliby Kozacy, prawda?
[02:05:17] - Przynajmniej w tamtym okresie, kiedy żyła jego babcia albo pamiętała okres, kiedy ci Kozacy działali. Okazało się, że to był jakiś bigfoot miejscowy. A teraz się okazuje, Ivelliosie, że po twoich dociekaniach mamy przynajmniej trop, że miało to miejsce prawdopodobnie na byłych ziemiach-
[02:05:37] - Prawdopodobnie na byłych naszych Kresach Wschodnich. Szukałem, czy może w jakichś tekstach rosyjskich czy ukraińskich taka nazwa występuje. Okazuje się, że w Rosji jest bądź była co najmniej jedna miejscowość o nazwie Orynka. I mając na względzie to, że słowo Gecsko pochodzi z języka ukraińskiego, to prawdopodobnie były tereny dzisiejszej Ukrainy.
[02:06:11] - To też jest historia bardzo drastyczna, także odsyłamy was do strony Radia Paranormalium. Ten wątek, o którym powiedziałeś, jest bardzo ciekawy, ale niestety dobiegliśmy do końca naszej audycji, bo już wybiła 22:00. Wiem, że musicie się panowie zbierać. Gdyby ktoś chciał jeszcze do nas zadzwonić, opowiedzieć jakąś swoją historię, podzielić się swoimi wnioskami, to zapraszamy. Przez kilka minut ta linia będzie jeszcze otwarta, także kontaktujcie się z Ivelliosem, ewentualnie dzwońcie pod numer, który macie podany w naszych tutaj wszystkich danych kontaktowych.
[02:06:55] - Ja ten numer właśnie wyświetliłem na YouTube: 32 746 00 08. 32 746 00 08 bądź Skype: radio.paranormalium.pl.
[02:07:11] - Ja tylko dodam tak z kronikarskiego obowiązku, że za tydzień zajmiemy się teoriami spiskowymi wokół Rosji i Putina i cudownych broni, które mają stworzyć Rosjanie, ale nie tylko. Także słuchajcie nas i przysyłajcie nam swoje pytania. Jeżeli macie jakieś historie związane z potworami, z kryptydami i tak dalej, to oczywiście możecie się z nami kontaktować. Panowie, dziękuję wam serdecznie po raz kolejny, że Braliście udział w dzisiejszej audycji. Naszymi gośćmi byli Marek Żelkowski, a Marku, przecież słyszymy się w piątek i w piątek też będziemy znowu dyskutowali o potworach, a przynajmniej o takim jednym wybitnym.
[02:07:57] - Tak, chociaż jakby tak podciągnąć definicję kryptydy, to też właściwie w określonych warunkach była taka kryptjda, tylko nieziemska. Taka skamielina troszeczkę z innej planety. Będziemy mówić o ksenomorfie i jego kuzynach rozmaitych. Piotr już nawet w ostatniej audycji mówił o tym, że ten ksenomorf, nam się wydaje, że to był jeden, z paszczą, która mu się wysuwała i z taką czachą wielką i błyszczący i straszny i groźny, który miał kwas zamiast krwi. I wszystko to niby wiemy i jaki ksenomorf jest każdy wie. Okazuje się, że to nie jest wcale takie oczywiste, że tych ksenomorfów, jeśli ktoś dobrze śledził serię, to wie, że się zaczęło ich mnożyć. A w związku z tym, że cykl czy też uniwersum, jak to się mawia, stał się popularny i zaczęły się mnożyć nie tylko filmy, ale też powieści, bo są i powieści i zarówno te głównonurtowe, jak i takie pisane troszeczkę obok tej głównej historii. Są gry oczywiście, są różnego rodzaju nawiązania do historii ksenomorfa. Tych ksenomorfów nam się troszeczkę namnożyło. Stąd ci kuzyni ksenomorfa, Piotrze.
[02:09:35] - Tak, kuzyni ksenomorfa. Prócz tych 150 bliskich postaramy się opowiedzieć o kilku innych. Zapraszam też na poprzednie wydania „Bibliotekarium”, tam znajdziecie cykl pt. „Filmotekarium”, w którym omawialiśmy te gorsze i lepsze filmy i młodsze i starsze i w ogóle polecam. Pamiętajcie, że „Bibliotekarium” znajdziecie, jeżeli chodzi o audycję archiwalną na kanale Radia Paranormalium. Jeżeli chcecie być zaskoczeni, to oczywiście słuchajcie od 20:00 w piątki także w tym miejscu. Także do usłyszenia Marku.
[02:10:17] - Do usłyszenia. Dobranoc.
[02:10:19] - Marku, dziękuję ci również bardzo. Jakieś przysłowie na koniec podsumowania naszego tematu polskie potwory, który nam się tak strasznie rozciągnął na cztery, a w sumie nawet pięć godzin chyba.
[02:10:31] - Jeszcze jestem pod wrażeniem tej ostatniej opowieści o tym olbrzymim kocie. I tak właśnie próbuję dociec, cóż to mógłby być za znany gatunek kota. I za bardzo mi nic nie przychodzi do głowy, żeby był z tak dużej odległości zauważony i żeby był aż tak duży. Jedynie co przychodzi na myśl ryś albinos albo coś takiego. Ale tutaj pan słuchacz zapewne by wiedział i potrafił go w jakiś sposób zidentyfikować. I to się jakoś wpisuje w ten nasz program właśnie. My też u siebie mamy, mimo tak gęstego zaludnienia, tak małej ilości naturalnych lasów, mamy jakieś swoje dziwne zwierzęta, którym warto się przyjrzeć. Oczywiście lepiej z oddali niż z bliska. I mamy też o czym opowiadać. Dziękuję i dobranoc wszystkim.
Tak i mam nadzieję, że te wszystkie stwory nie powiedziały jeszcze swojego ostatniego słowa i że dadzą nam jakiś powód, by o nich mówić w przyszłości. Dodam tylko tyle, że czeka na realizację jeszcze jedna audycja z cyklu Polskie Legendy Miejskie, dlatego że dostaliśmy tyle tych relacji, że może się sklecić z tego jeszcze jedna audycja, ale za tydzień prawdopodobnie, jak powiedziałem przed paroma minutami, opuszczamy Polskę, udajemy się do Rosji i tam przyjrzymy się naprawdę nowym, dzikim teoriom spiskowym na temat tego, co buduje Putin, co zapowiada, a zapowiada naprawdę dużo. Mówi na przykład o budowie broni psychotronicznej, która wypierze wszystkim mózgi. Mówi o podpatrywaniu UFO. Chociaż może to nie on mówi, ale jego generałowie mówią o podpatrywaniu UFO, żeby zbudować coś podobnego. Mówi też o Tak Arku?
[02:12:42] - Niedawno obiegły informacja o tym, że Rosjanie zestrzelili UFO. To była tylko krótka wzmianka w Onecie, niemniej jednak coś takiego padło. Być może, że zahaczymy też i o to.
[02:12:57] - Tak. Na przykład na takim portalu Foreign Policy ukazała się treść, ukazał się taki przedruk z miesięcznika czy jakiegoś tam periodyku dla dysydentów ruskich. I tam był przedruk memorandum, które zostało przedstawione funkcjonariuszom FSO, Federalnej Służby Ochrony, która tam się zajmuje, jak sama nazwa mówi, ochroną wszystkich kremlowskich notabli. I oni tam twierdzą, że trzeba mieć na uwadze to, że zachodni personel może stosować broń hipnotyczną lub psychotroniczną, łącznie nawet z generatorami psi. To wszystko się skleja w pewną fajną narrację, fajną całość. Czy to są tylko teorie spiskowe?
[02:13:45] - A może jest w tym coś więcej? O tym już za tydzień o 20:00. Panowie, dziękuję jeszcze raz i do usłyszenia. Marku, my też chyba, i Ivelliosie, będziemy się już powoli rozłączać. Jeżeli nikt do nas nie dzwoni, to myślę, że najwyższa pora.
[02:14:07] - Dziękujemy wszystkim państwu za uwagę. W szczytowym momencie liczniki pokazywały nam 384 słuchaczy. Dziękujemy wszystkim za uwagę. Dzięki, że byliście z Radiem Paranormalium. Spóźnialskich pocieszę tym, że zaraz po zakończeniu audycji będę się brał do obrabiania i do montowania tak, żeby audycja w miarę szybko trafiła na nasz kanał na YouTube. I oczywiście do archiwum Radia Paranormalium. Byli z nami dzisiaj ufolog Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, pisarz science fiction, publicysta, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” współpracujący z Nieznanym Światem Marek Żelkowski. Rozmowę prowadził dla państwa Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim Domu. Dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, tym razem w audycji o rosyjskich współczesnych teoriach spiskowych. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl
[02:15:26] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim Domu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.